Raz facet był chory i leżał w łóżeczku, I przyszedł pan doktor: Jak się masz człowieczku? Źle bardzo, felczerku, coś w piersiach mnie ściska, I jeszcze mi wkoło źle życzą ludziska. Już nie wiem co robić, niech mi pan doradzi, Czy mam se coś wyciąć, czy może coś wsadzić, A może po prostu rzucić tę Kanadę, Ucieszą się ludzie gdy wreszcie wyjadę. Zamyślił się doktor, z nosa wyjął kozę, I z miną poważną postawił diagnozę: Nie jesteś, człowieczku, ot tak sobie chory, Twe ciało i duszę dręczą straszne zmory. Złośliwość i zazdrość, i jeszcze do tego, Bezinteresowna zawiść, mój kolego. Weź się pan za siebie, nie dręcz ludzi wkoło, I ludzie odetchną i będzie wesoło. Okaż trochę serca, trochę dobrej woli, Ja wiem, że to trudne i pewnie zaboli, Ale nie ma wyjścia, trzeba wziąć się w kupę, Nim się lud nie wkurzy i nie kopnie w dupę.