Page 1

5(143)2012

październik-listopad

ISSN 0867-7603

DWUMIESIĘCZNIK DLA CHORYCH

cena:

3,50

PLN


11 października 2012 roku rozpoczęliśmy w Kościele katolickim Rok Wiary. Chcemy pogłębić nasze doświadczenie spotkania z Chrystusem i dostrzec tych, którzy borykają się z wątpliwościami w zakresie wiary. Benedykt XVI pragnie, aby był to czas „autentycznego i nowego nawrócenia do Pana, jedynego Zbawiciela świata”.


na dobry początek

temat z okładki

4

Walka duchowa ks. Gabriel Pisarek SCJ

Benedykt XVI

6

Długa noc Jakuba

żyć jak święci

8

Męczennica czystości ks. Adam Pastorczyk SCJ

rozmowa „Wstań”

10

Wygrać własne życie rozmowa z o. Mieczysławem Kożuchem SJ

13

Dotknąć przeszłości dla wolności rozmowa z Anną Bartniak

w zdrowym ciele...

16

Rozpoznać schizofrenię lek. med. Katarzyna Dąbek

18

Uchronić się przed depresją lek. med. Katarzyna Dąbek

... zdrowy duch

20

Moja pasja – życie Aneta Pisarczyk

22

Przebaczyć… sąsiadowi ks. Stanisław Gruca SCJ

Duchowy Patronat Misyjny

24

Namasté – lek na smutek ks. Andrzej Sudoł SCJ

Życie można nie tylko wygrać, rozkoszując się po latach świadomością dokonania w nim czegoś wartościowego oraz będąc w żywych relacjach z rodziną i przyjaciółmi, nawet pomimo nie najlepszego zdrowia i chudego portfela. Życie można i przegrać, z wewnętrznym rozdarciem i poczuciem sprzedanego sumienia. A co chyba jeszcze gorsze, życie można przeżyć byle jak... ani z namacalnymi sukcesami, ani z plamami porażek. Ot tak, bez smaku. Dlatego zdecydowaliśmy, by najnowszy numer „Wstań” poświęcić duchowej walce, tej codziennej i tej wzmaganej przez cierpienie. Polecam zatem wywiad z o. Mieczysławem Kożuchem, jezuitą, rekolekcjonistą i kierownikiem duchowym, który radzi, co zrobić, by duchowa walka prowadziła do zwycięstwa. Na kolejnych stronach zamieściliśmy wywiad z kobietą, która stanęła na nogi, gdy na nowo dotknęła bolesnych historii ze swojego dzieciństwa. W duchowych zmaganiach nie jesteśmy sami, więc w tym numerze prezentujemy postać św. Marii Goretti – 12-letniej męczennicy w walce o swoje dziewictwo. Przepiękna jest scena nawrócenia jej zabójcy: sześć lat po śmierci przyszła do niego we śnie, przemieniając szarą celę więzienną w przepiękny ogród wypełniony kwiatami. Gdy podeszła bliżej, Alessandro zaczął płakać: „Maria! Maria!”. To był początek jego nawrócenia. Wspierając wysiłki tych, którzy towarzyszą ludziom chorym, opisujemy na łamach „Wstań” pierwsze syndromy schizofrenii i depresji. Bo każdy, szczególnie cierpiący psychicznie, ma potrzebę i pragnienie życia pełnego, z pasją, do czego zachęca nas Aneta Pisarczyk, psycholog. ks. Radosław Warenda SCJ z-ca redaktora naczelnego Wydawca: Wyższe Seminarium Misyjne Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego (Księża Sercanie), 32-422 Stadniki 81, tel.: 12 271 15 24, fax: 12 271 15 45, e-mail: redakcja@wstan.net. Rok XXIV. Redakcja: ks. Robert Ptak SCJ (red. nacz.), ks. Radosław Warenda SCJ (z-ca red. nacz.), ks. Bartłomiej Król SCJ, kl. Marcin Wójcik SCJ. Współpracownicy: lek. med. Katarzyna Dąbek, Zdzisław Dywicki, Agnieszka Jędrzejowska, Józefa Leśniak, ks. Adam Pastorczyk SCJ, Aneta Pisarczyk, ks. Andrzej Sudoł SCJ, Zenon Zaremba. Kolportaż: kl. Artur Makara SCJ, kl. Michał Tomaka SCJ. Fotografia na okładce: ks. Radosław Warenda SCJ. Skład i łamanie: Wydawnictwo Księży Sercanów DEHON. Druk: EURODRUK-Kraków Sp. z o.o. Nakład: 7400 egz. Redakcja zastrzega sobie prawo zmiany tytułów i skracania nadsyłanych materiałów. Fotografie bez podpisów są tylko przykładowymi ilustracjami i nie przedstawiają osób, o których mowa w artykule. Publikacja za zezwoleniem władzy kościelnej.


temat z okładki ks. Gabriel Pisarek SCJ Rzym

Walka duchowa

4

Ignacy z krótką nogą Zaprzeczeniem takiego myślenia jest doświadczenie św. Ignacego z Loyoli (1491-1556), który właśnie podczas swojej choroby odkrył znaczenie i wartość walki… duchowej, która rozgrywa się we wnętrzu każdego człowieka, a której czasem nie zauważamy. Odkrycia tego dokonał, gdy był żołnierzem i brał udział w licznych wojnach i turniejach rycerskich. Wtedy też cenił sobie sprawność fizyczną i siłę. Wszystko to uległo całkowitej zmianie, kiedy podczas obrony Pampeluny kula armatnia prawie całkowicie strzaskała mu jedną nogę i poważnie zraniła drugą. Miał wtedy 26 lat. Nogi nie zrastały się prawidłowo i lekarze orzekli, że konieczne jest ich ponowne łamanie i składanie na nowo. Rany były tak poważne, że Ignacy przygotowywał się na śmierć, wyspowiadał się i przyjął sakramenty. Ostatecznie jednak stan jego zdrowia poprawił się, a kości zaczęły się zrastać. Jedna z nich była jednak nasunięta na drugą, tak że noga była przez to krótsza, a kość mocno wystawała. Ignacy cenił piękny wygląd, więc sądził, że go

Fot.: ks. R. Warenda SCJ

Czasami jak autor Księgi Hioba i my pytamy: „Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka?” (Hi 7,1). Zadajemy to pytanie, zwłaszcza kiedy chorujemy i musimy się zmagać ze słabościami, kiedy doświadczamy bólu i cierpienia. Wydaje się nam wtedy, że w chorobie nasza aktywność została brutalnie przerwana lub ograniczona, a zmagania z fizycznymi trudnościami całkowicie nas pochłaniają.

to oszpeci, dlatego wbrew wszystkim zdecydował się na odcięcie wystającej kości, narażając się na niewysłowione cierpienia tylko po to, by poprawić swój wygląd. Przewartościowanie Ignacy powoli wracał do zdrowia. Nie mógł jednak chodzić, więc był zmuszony leżeć i dlatego poprosił o książki. Był rozmiłowany w różnych zmyślonych historiach i rycerskich romansach. W domu, w którym się znajdował, nie było jednak takich książek, otrzymał tylko Życie Chrystusa oraz żywoty świętych. Czytał je z upodobaniem, a kiedy przerywał lekturę, rozmyślał nad wszystkim, czego się dowiedział, a także zastanawiał się nad swoim październik-listopad


temat z okładki rycerskim życiem, snując marzenia o wielkich dziełach, które chciał dokonywać w służbie pewnej kobiety. Potem wracał do rozmyślań nad przeczytanymi książkami i zastanawiał się, co by było, gdyby dokonał takich samych wspaniałych czynów jak św. Franciszek lub św. Dominik w służbie Jezusa Chrystusa. Te dwa rodzaje myśli zajmowały go długo, prowadził więc wewnętrzną walkę, rozmyślając nad opisywanymi czynami.

’’

W czasie choroby konieczne jest więc dostrzeżenie walki duchowej, która dokonuje się w naszym wnętrzu, gdyż wtedy szczególnie jesteśmy podatni na zniechęcenia.

W tym właśnie momencie Ignacy dokonał fundamentalnego odkrycia. Kiedy myślał o rzeczach przyziemnych i o służbie na dworze, doznawał wielkiej przyjemności, ale kiedy porzucał te myśli, czuł się oschły i niezadowolony. Gdy natomiast myślał o rzeczach pobożnych i świętych, także czuł przyjemność, z tą tylko różnicą, że po zakończeniu tych rozmyślań w dalszym ciągu pozostawał zadowolony i radosny, a nie smutny i przygaszony jak w pierwszym przypadku. Walka wewnętrzna To doświadczenie doprowadziło go do zrozumienia, że jedne myśli czyniły go smutnym, a inne radosnym nawet po zakończeniu rozmyślania. W ten sposób odkrył, że we wnętrzu człowieka dokonuje się walka duchowa i że na nasze serce mają wpływ dwa rodzaje duchów: szatański i Boży. Tę niezwykle ważną dla naszego życia duchowego zasadę św. Ignacy odkrył właśnie w czasie swojej choroby. Każdy, kto choruje, wie, że cierpienia ciała są dotkliwe, ale ból doświadczany przez wnętrze chorego jest równie uciążliwy. Walka, którą podejmujemy każdego dnia, dotyczy zatem nie tylko naszego ciała, 5(143)2012

ale także – a może przede wszystkim – ducha. To tam w sercu rozgrywają się najważniejsze batalie naszego życia i to tam są podejmowane decyzje, które mają znaczenie nie tylko dla naszego tu i teraz, ale przede wszystkim dla naszego życia w niebie. Widzimy zatem, jak choroba i rekonwalescencja sprawiły, że Ignacy z człowieka światowego, rycerza i kawalera prowadzącego dworskie życie i ceniącego wartości materialne przemienił się w człowieka, który zaczął cenić już nie moc ciała, ale siłę ducha, i który za nic miał piękno świata, a szukał tylko piękna duchowego. Rozwinął system ćwiczeń duchowych, które służą sile ducha. Z tego, który prowadził batalie z nieprzyjacielem swojego kraju, stał się tym, który zaczął prowadzić walki duchowe z nieprzyjacielem naszej duszy. Ciało i duch W czasie choroby konieczne jest więc dostrzeżenie walki duchowej, która dokonuje się w naszym wnętrzu, gdyż wtedy szczególnie jesteśmy podatni na zniechęcenia, a zły duch atakuje naszą wiarę i chce nam zabrać nadzieję. Pokazuje nam to, co utraciliśmy przez chorobę, kusi nas pięknem świata i dobrami, które nie są już dostępne. Tak jak to było w życiu św. Ignacego. Szatan robi wszystko, by nas zasmucić i zniechęcić do życia, a czasem nawet by się na nie targnąć. Dobry duch zaś nas pociesza, dodaje nadziei, wskazuje skarby w niebie, uczy cierpliwości i odkrywa wbrew ziemskiej logice wartość cierpienia i to, co dzięki niemu zyskamy. Pomimo trudnego położenia pokazuje nam sens naszego życia i uczy radości wbrew temu, co podpowiada rozum. Uczy nas też, jak dotychczasową aktywność fizyczną zamienić na duchową, która da nam szczęście wieczne, a nie ziemskie. Świadomość tego, co dokonuje się w sercu, jest zatem potrzebna, bo powinniśmy się bać nie tego, który zabija ciało, ale duszy zabić nie może, a tego, który może zabić duszę i ją zatracić (por. Mt 10,28).

5


Benedykt XVI

Długa noc Jakuba

Motyw walki Jakuba z aniołem w sztuce: Paul Gauguin (1888), Gustave Moreau (1878), Alexander Louis Leloir (1865)

6

W czasie jednej z ubiegłorocznych audiencji generalnych papież Benedykt XVI podjął się wyjaśnienia jednego z trudniejszych fragmentów Księgi Rodzaju dotyczącego wewnętrznej walki, którą Jakub toczy w czasie snu. Dziś chciałbym rozważyć razem z wami urywek Księgi Rodzaju, który opowiada dość szczególny epizod z historii patriarchy Jakuba. Interpretacja tego fragmentu [Rdz 32,25-32 – przyp. red.] (...) jest niełatwa, ale ma on istotne znaczenie dla naszego życia wiary i modlitwy, a opowiada o walce z Bogiem przy brodzie potoku Jabbok. Jak zapewne pamiętacie, Jakub odebrał swojemu bratu Ezawowi prawo pierworództwa w zamian za talerz soczewicy, a potem podstępnie zdobył błogosławieństwo ich ojca Izaaka, który był już bardzo stary, wykorzystując jego ślepotę. Uszedł przed gniewem Ezawa i schronił się u swojego krewnego Labana; ożenił się, wzbogacił i wracał właśnie, po

podjęciu pewnych środków ostrożności, do rodzinnej ziemi, gotowy na spotkanie z bratem. Kiedy jednak wszystko było przygotowane do tego spotkania, a towarzyszący mu ludzie pokonali bród potoku, wyznaczającego granicę terytorium Ezawa, Jakub, który pozostał sam, został nagle zaatakowany przez nieznajomego i walczył z nim przez całą noc. Ta właśnie walka wręcz (...) staje się dla niego szczególnym doświadczeniem Boga. Noc jest czasem sprzyjającym działaniu w ukryciu, a zatem najlepszym momentem dla Jakuba, żeby mógł wejść niezauważenie na terytorium brata, łudząc się być może, iż uda mu się zaskoczyć Ezawa. Tymczasem to on zostaje niespodziewanie zaatakowany, na co nie był przygotowany. Posłużył się podstępem, by uniknąć niebezpieczeństwa, myślał, że zdoła nad wszystkim zapanować, a tymczasem przychodzi mu stoczyć tajemniczą walkę, samotnie i bez możliwości zorganizowania odpowiedniej obrony. (...) Tekst nie mówi, kim jest napastnik; używa hebrajskiego wyrażenia, październik-listopad


Benedykt XVI które ogólnikowo oznacza jakiegoś „człowieka”, „kogoś, tamtego”; jest to zatem definicja mglista, nieokreślona, która celowo utrzymuje tożsamość napastnika w tajemnicy. Jest ciemno, Jakub nie jest w stanie zobaczyć wyraźnie swojego przeciwnika, a pozostaje on nieznany również czytelnikowi, nam; ktoś przeciwstawia się patriarsze, i jest to jedyna pewna informacja podana przez narratora. Dopiero na końcu, kiedy walka zostanie zakończona i ów „ktoś” zniknie, Jakub nazwie go i będzie mógł powiedzieć, że walczył z Bogiem. Epizod rozgrywa się zatem w ciemnościach i trudno jest nie tylko zorientować się, kto jest napastnikiem Jakuba, ale i co do tego, jak przebiega walka. (...) Na początku wydaje się bowiem, że Jakub jest silniejszy, a przeciwnik – mówi tekst – „nie może go pokonać” (Rdz 32,26); jednakże zadaje on Jakubowi cios w staw biodrowy i powoduje jego zwichnięcie. Można by zatem pomyśleć, że Jakub powinien ulec, a tymczasem to ten drugi prosi go, by go puścił; patriarcha odmawia, ale stawia warunek: „Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz!” (Rdz 32,27). Ten, który podstępem pozbawił brata błogosławieństwa należnego synowi pierworodnemu, domaga się go teraz od nieznajomego, w którym być może zaczyna dostrzegać cechy boskie, ale nie może go jeszcze naprawdę rozpoznać. Rywal, który – jak się wydawało – został zatrzymany, a zatem pokonany przez Jakuba, zamiast spełnić żądanie patriarchy, pyta go o imię: „Jakie masz imię?”. Patriarcha odpowiada: „Jakub” (Rdz 32,28). I tu następuje istotny zwrot w walce. Poznanie czyjegoś imienia wiąże się bowiem z pewną władzą nad tą osobą, ponieważ według mentalności biblijnej imię zawiera najgłębszą istotę jednostki, odsłania jej tajemnicę i przeznaczenie. Poznanie imienia oznacza zatem poznanie prawdy o drugim, a to pozwala nad nim zapanować. Kiedy zatem na pytanie nieznajomego Jakub wyjawia swoje imię, oddaje się w ręce swojego przeciwnika, jest to forma kapitulacji, całkowitego oddania się drugiemu. 5(143)2012

Jednakże poddając się, Jakub również, paradoksalnie, staje się zwycięzcą, ponieważ otrzymuje nowe imię, a także zostaje uznane jego zwycięstwo przez przeciwnika, który mówi: „Odtąd nie będziesz się zwał Jakub, lecz Izrael, bo walczyłeś z Bogiem i z ludźmi i zwyciężyłeś” (Rdz 32,29). (...) w walce patriarcha wyznaje swojemu przeciwnikowi, poprzez gest poddania się i kapitulacji, że jest oszustem, uzurpatorem; ale ten drugi, którym jest Bóg, przemienia tę negatywną rzeczywistość w pozytywną: Jakub, oszust, staje się Izraelem, otrzymuje nowe imię, które oznacza nową tożsamość. Również w opowiadaniu zachowana jest jednak celowa dwuznaczność, bo najbardziej prawdopodobnym znaczeniem imienia Izrael jest: „Bóg jest potężny, Bóg zwycięża”. Jakub uzyskał zatem przewagę, zwyciężył – przyznaje to sam przeciwnik – ale jego nowa tożsamość, jaką otrzymał od tegoż przeciwnika, potwierdza i zaświadcza, że zwyciężył Bóg. Kiedy z kolei Jakub pyta o imię przeciwnika, ten odmawia odpowiedzi, ale objawia się przez jednoznaczny gest, udzielając mu błogosławieństwa. Patriarcha otrzymuje wówczas błogosławieństwo, o które prosił na początku walki. A nie jest to błogosławieństwo zdobyte podstępnie, ale dane bezinteresownie przez Boga, a Jakub może je otrzymać, ponieważ teraz, bezbronny, bez zabezpieczeń, bez oszustw i podstępów, sam poddaje się, przestaje walczyć i wyznaje prawdę o sobie. (...) zwycięstwem jest właśnie oddanie się w miłosierne ręce Boga. Drodzy bracia i siostry, całe nasze życie jest jak ta długa noc walki i modlitwy; winno wypełniać je pragnienie Bożego błogosławieństwa i proszenie o nie; nie może być ono bowiem wyrwane czy zdobyte własnymi siłami, musi być z pokorą przyjęte od Niego, jako niezasłużony dar, który pozwala na koniec rozpoznać oblicze Pana. Kiedy do tego dochodzi, zmienia się cała nasza rzeczywistość, otrzymujemy nowe imię i błogosławieństwo od Boga. Audiencja generalna, 25 maja 2011 roku

7


żyć jak święci

Męczennica czystości

ks. Adam Pastorczyk SCJ Sosnowiec

„W czasach, w których zdobycie wykształcenia uważane jest za coś niezbędnego, ona nie umiejąc ani czytać, ani pisać, wiedziała lepiej od innych, jak żyć i jak umierać”. Tymi słowami Marie Cecilia Buehrle podsumowała wypełnione prostotą życie Marii Goretti – świętej, która „wcześnie osiągnąwszy doskonałość, przeżyła czasów wiele” (por. Mdr 4,13). W rękach Dziewicy Urodziła się 16 października 1890 roku w Corinaldo, małym włoskim miasteczku nieopodal Ankony, jako trzecie dziecko państwa Assunty i Luigiego Gorettich. Już następnego dnia, przyniesiona do kościoła parafialnego, przyjęła chrzest, podczas którego na znak poświęcenia różańcowej Madonnie rodzice nadali jej imię Maria. Od tego momentu życie młodej dziewczynki zostało bezpośrednio oddane Niepokalanej, która podobnie jak poprzez świadectwo dzieci z La Salette, Lourdes i Fatimy, także i poprzez nią wezwała Kościół do modlitwy i pokuty oraz heroicznego życia. Wizerunek ojca Nic jednak nie dokonuje się jedynie w myślach, lecz w konkretnym życiu, które w przypadku Marii od najmłodszych lat zostało naznaczone pracą i cierpieniem. Zanim osiągnęła świętość, musiała się wiele natrudzić, by wyzwania dnia codziennego przemienić w czyste złoto miłości.

Fot.: Archiwum

8

Już jako sześcioletnia dziewczynka wyjechała wraz z całą rodziną do Ferriere di Conca koło Nettuno w poszukiwaniu godnych warunków życia. Luigi Goretti głęboko wierzył, że uprawa znajdującej się nad brzegiem Morza Śródziemnego ziemi zapewni jego rodzipaździernik-listopad


żyć jak święci nie właściwy rozwój. Jako dzierżawca gruntu i znajdujących się na nim budynków każdego dnia ciężko pracował przy naprawie dachów, kopaniu rowów oraz przygotowywaniu ziemi pod zasiew. Niestety w trzecim roku to nie on zebrał plony pielęgnowanej przez siebie ziemi, lecz występująca w tamtym regionie i czasie malaria, która pochłonęła wiele ludzkich istnień, w tym także ojca rodziny Gorettich. Od tego momentu nic już nie było takie jak dawniej... W wieku niespełna dziewięciu lat Maria musiała nauczyć się troskliwości i od-

’’

Jako dziesięcioletnie dziecko rozpoczęła jedenastomiesięczne przygotowanie do przyjęcia Jezusa w Komunii Świętej.

powiedzialności za powierzone jej obowiązki. Podczas gdy jej starsze rodzeństwo wraz z matką pracowało przy uprawie roli, ona dbała o dom, szyjąc, gotując i utrzymując w nim nienaganny porządek. Każdą pracę wykonywała w duchu wdzięczności za dar ojca, którego żywe wspomnienie nosiła w swoim sercu. Zapamiętała go jako tego, który otaczał ją i całe jej rodzeństwo głęboką miłością, czerpiąc ku temu siłę z wieczornej modlitwy różańcowej.

Dojrzewanie do ofiary Bez wątpienia okazywana Marii rodzicielska miłość stanęła u początku jej świętości. Po śmierci męża Assunta wzięła na siebie cały obowiązek przekazywania córce religijnej wiedzy, umiłowania Boga i życia w czystości sumienia. Jak powiedziała kiedyś: „Uczyłam ją jedynie szacunku do Boga, a On uczynił w niej resztę”. Maria pragnęła Boga coraz bardziej. W czerwcu 1900 roku, jako dziesięcioletnie dziecko, rozpoczęła jedenastomiesięczne przygotowanie do przyjęcia Go w Komunii Świętej. Niestety, nie umiejąc ani czytać, ani pisać, a co za tym idzie – nie znając katechizmu, nie 5(143)2012

mogła spełnić wymaganego do tego warunku. Tak jak w obliczu rodzinnej tragedii, tak również i teraz nie załamała się, lecz oddając się w ręce Niepokalanej, znalazła właściwe rozwiązanie: codziennie przez sześć tygodni pomagała w domowych obowiązkach pewnej bogobojnej kobiecie, która w zamian za wyświadczone jej dobro nauczyła ją katechizmowych reguł. Dzięki temu Maria pogłębiła w sobie życie modlitwy, zintensyfikowała pobożność, posłuszeństwo względem matki oraz troskę o swoje rodzeństwo. W ten sposób mogła już bez przeu i przerażenia. szkód, w oddalonym o kilka kilometrów od Ferriere di Conca – Nettuno, po raz pierwszy w swoim życiu przystąpić do Komunii Świętej. Ofiara z życia – wolę umrzeć, niż zgrzeszyć To dla Boga żyjącego w Eucharystii utrzymywała swoje serce i ciało w nieskazitelnej czystości. Z jednej strony pomagało jej w tym rodzinne ubóstwo, z drugiej zaś było ono powodem, dla którego Maria i jej najbliżsi, nie mogąc posiadać własnego mieszkania, zmuszeni byli do dzielenia swojego domu ze zdeprawowaną rodziną Serenellich. W lipcu 1902 roku doszło do tragedii... Alessandro, 20-letni syn państwa Serenellich, w czasie gdy Maria opiekowała się swoją młodszą siostrą, rzucił się na nią, by ją zgwałcić. Natychmiastowa, odmowna reakcja Marii nie przyniosła jednak żadnego efektu. Alessandro złapał ją, wciągnął na łóżko i zamknął drzwi. Maria do końca walczyła o uniknięcie grzechu. Gdy w ostateczności Serenelli zażądał od niej wyboru pomiędzy śmiercią a grzechem, Maria wybrała śmierć! Alessandro przebił jej ciało czternaście razy, używając do tego ostrego szpikulca, po czym uciekł, zostawiając ją nieprzytomną. Pomoc przyszła za późno... Maria zmarła następnego dnia, przebaczając zbrodnię swemu winowajcy i modląc się za niego. Sześć lat później przyszła do niego we śnie, przemieniając jego szarą celę w przepiękny ogród wypełniony kwiatami. Gdy podeszła bliżej, Alessandro zaczął płakać: „Maria! Maria!”. To był początek prawdziwego nawrócenia.

9


rozmowa „Wstań”

Wygrać własne życie O tym, że walka duchowa to nie depresja, a odczuwanie bólu nie musi oznaczać cierpienia, a także o największym dramacie, czyli braku zdolności widzenia kl. Michałowi Tomace SCJ opowiada jezuita, o. Mieczysław Kożuch – duszpasterz, rekolekcjonista i kierownik duchowy.

10

Co tak naprawdę kryje się pod pojęciem walki duchowej? Cieszę się z poruszanego przez nas tematu, bo dotyczy on samego serca życia. Życie bowiem można wygrać lub przegrać. Wygranie lub porażka nie dotyczą tylko dzieciństwa, wieku młodego, ale całego naszego bytowania. Niestety, życie można przeżyć byle jak... Oto cena naszej wolności! Można oczywiście walczyć na różnych płaszczyznach – ekonomicznej, społecznej czy innej, ale nas interesuje płaszczyzna duchowa. Duchowo też można wygrywać lub przegrywać. Ucieszmy się, że Pan Jezus tak często przypomina nam, że jest On samym miłosierdziem – tak bardzo jest to nam potrzebne, gdy grzeszymy, a potem zniechęcamy się. Walka duchowa to podejmowanie trudu, by być coraz bliżej Jezusa, pełniąc nasze obowiązki, realizując naszą misję. Tak trudno pogodzić się, gdy tą misją jest choroba i cierpienie... Czy ze ściśle psychologicznego punktu widzenia istnieje coś takiego jak walka duchowa? Walka na poziomie duchowym łączy się z całą osobowością człowieka; także z poziomem emocjonalnym, psychicznym. Duch

i psyche (sfera psychiczna) to dwie różne płaszczyzny, które jednak są ściśle w nas złączone. Bóg w walce o bycie człowieka z Nim może pominąć naszą emocjonalność, nasze zranienia, ale zwykle tego nie robi. Pomaga nam, wlewając w nasze serca nadzieję i pokój. Nie usuwa przeszkód, ale na różne sposoby pomaga je pokonać.

’’

Człowiek najbardziej cierpi, gdy traci wzrok. Cierpienie tak często zaciera przed nami wszelkie perspektywy.

Czy jest jakaś różnica pomiędzy walką duchową a „popularną” dziś depresją? I to wyraźna! W depresji człowiek się poddaje, brakuje mu chęci, jest płaczliwy, czasem pojawiają się u niego myśli samobójcze. W walce duchowej mimo bólu, cierpienia, pomyłek osoba może się rozwijać, robi postępy, nie traci sensu, dojrzewa, jest w relacji... Depresja zawsze łączy się z izolacją. Co oznacza „bycie w relacji”? Człowiek ze swej natury pragnie być w głębokiej relacji z kimś; nie wystarczy mu tylko posiadanie rzeczy materialnych, dobre samopoczucie czy bycie jednym z wielu. I choć potrzebujemy chleba i wody, wygody, spokoju oraz ludzi, to serce człowieka sięga stale wyżej, chce przekroczyć to, co widzialne i wymierne. Święty Augustyn wyraził to bardzo syntetycznie i genialnie zarazem: „Niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie październik-listopad


rozmowa „Wstań” ksiądz tutaj nie siada. Proszę tam usiąść”. Taborecik, na którym chciał się usadowić, był pięknie przystrojony serwetką. „Wie ksiądz, na tym taboreciku siada Pan Jezus – powiedziała – zapraszam Go i z Nim rozmawiam. Przez wiele godzin mówię Mu o wszystkim. On jest ze mną, tutaj siada. Ja Go nie widzę, ale jestem pewna, że gdy Go zapraszam, to przychodzi i mnie uważnie słucha” – dodała. Ów kapłan zaświadcza, że kiedyś, gdy przyszedł do niej, zastał ją nieżywą; jej głowa leżała na owym pięknie przystrojonym taboreciku.

spocznie w Tobie, Panie”. Spocząć, to spotkać się i być z Panem Bogiem. Szukając tego, co przemija, człowiek ostatecznie szuka Boga. Oczywiście na tej drodze muszą być trudności – taka jest nasza dola na tej ziemi po grzechu pierworodnym – o Boga trzeba walczyć. „Ale nas zbaw ode złego”. Czy szeroko rozumiane zło, trudności, walki i konflikty wewnętrzne zsyła na nas Bóg? Rozróżnia się wolę Bożą i dopust Pana Boga. Wola Boża jest wtedy, gdy Bóg dla naszego dobra zsyła na nas jakieś cierpienie, próbę, zaś dopust, gdy On godzi się na to, co się dzieje, a co jest naturalną konsekwencją ludzkiego działania. Jeśli człowiek nietrzeźwy śpi na mrozie, to następstwem tego jest to, że odmrozi sobie np. ręce. Stąd tak ważne jest, byśmy byli dojrzali i nie ulegali naszym niskim potrzebom.

5(143)2012

11

Fot.: Archiwum

Nasze czasopismo jest dedykowane osobom chorym. Czy w swoim doświadczeniu pomagania innym spotkał się Ojciec z problemem walki duchowej u osób chorych? Może ta walka duchowa właśnie w chorobie, w cierpieniu jest najtrudniejsza? Człowiek najbardziej cierpi, gdy traci wzrok. Cierpienie tak często zaciera przed nami wszelkie perspektywy. Walka duchowa w chorobie, w cierpieniu to walka o widzenie! O sens tego, co niejako na nas spadło! Jak wielką tajemnicą jest fakt, że Pan Jezus mógł nas zbawić na wiele sposobów, a jednak zgodził się na straszliwą śmierć krzyżową, na śmierć haniebną i pełną cierpienia. Ten fakt może nam pomóc w odkrywaniu sensu cierpienia. Warto tu przytoczyć jeden przykład. Pewien ksiądz odwiedzał osoby chore. Pośród nich znajdowała się samotna, bardzo schorowana kobieta. Była jednak pełna pokoju, życzliwości, ba – radości. Podczas jednej z wizyt kapłan chciał usiąść przy jej łóżku, a ponieważ dość słabo słyszała, zamierzał usiąść tuż przy głowie. Ona zaprotestowała: „Proszę, niech

A jak z problemami związanymi z walką duchową mają radzić sobie osoby samotne, często już w podeszłym wieku? Jaką rolę odgrywają tutaj takie czynniki jak rozmowa czy życie sakramentalne? Wyżej wspomniany przykład trochę przybliża tę tematykę. Człowiek nie jest aniołem, czystym duchem – ma związane z życiem cie-


rozmowa „Wstań” lesnym potrzeby. Stąd każdy czeka na ludzką pomoc, a zdarza się, że jej często nie otrzymuje, nawet od swoich najbliższych. A największą pomocą jest obecność – nie zakupy, podarki, ale bycie z... Nie tak dawno moja znajoma, pani pod dziewięćdziesiątkę, złamała sobie rękę. Mieszka sama, dzieci są daleko. Wielu jej znajomych przychodziło do niej i pytało, czy czegoś nie potrzebuje. Ktoś inny robił jej zakupy, posprzątał, więc nie potrzebowała pomocy. Zwyczajnie odpowiadała, że wszystko ma. I te osoby szybko wycofywały się: „Przepraszam, muszę już iść, spieszę się”. A ona potrzebowała zwyczajnej obecności. Trudniej jest posiedzieć przy kimś, słuchając może po raz kolejny jakiejś historii, niż poświęcić nawet godzinę na zakupy... Walka duchowa dokonuje się nie tylko w osobie chorej, cierpiącej, ale w tym samym czasie w każdym z nas, który żyje obok niej.

12

Osoba przeżywająca bardzo mocno walkę duchową może pragnąć samotności albo tak zwanego świętego spokoju. Czy można być w takiej sytuacji samemu, czy nie lepsze jest czyjeś towarzystwo? Jak zachęcić taką osobę do otwarcia się na pomoc innych? Człowiek ostatecznie najważniejsze sprawy przeżywa sam; to znaczy osobiście. Momentem symbolem takiego przeżywania będzie nasza śmierć. Umiera się samemu i jest to akt najbardziej osobisty. Może będą obok nas ludzie, ale ja będę sam; a dokładniej będę z Panem. Nie oznacza to, że będę w izolacji od innych. Oni będą ze mną, ale mogą mi tylko pomagać być bardziej z Nim. Stąd w walce duchowej obecność kapłana, mądrych ludzi, kierownictwo duchowe są bardzo ważne. Człowiek potrzebuje pomocy, wsparcia i wyjaśnienia. Warto tutaj przypomnieć różnicę pomiędzy bólem a cierpieniem. Ból to odczucie fizyczne lub psychiczne, zaś cierpienie to mój bardzo osobisty stosunek do bólu. Inni mogą nam wielce w tym pomóc. Myślę, że Radio

Maryja udziela znaczącego wsparcia wielu chorym, którzy sami gorzej przeżywaliby swój ból i uważali za mniejszy sens ich cierpienia. Swoje cierpienia – tak fizyczne, jak i duchowe – można ofiarować w różnych intencjach, włączać w osobistą modlitwę. Czy walka duchowa jest wpisana w tę dynamikę?

’’

Systematyczny kontakt z kapłanem, towarzyszenie duchowe, rozmowy z innymi, prasa katolicka mogą bardzo wspomagać w zdrowym zapominaniu o sobie, w akceptowaniu swoich niedomagań...

Tak, często walka duchowa jest połączona z cierpieniem. Staje się ono niejako terenem, na którym człowiek zmaga się z własną słabością i z działaniem szatana, a także doświadcza wielkiej pomocy Pana. Oddawanie swego trudu, cierpienia w różnych intencjach jest bardzo potrzebne. Lubię powtarzać, że modlitwa połączona z cierpieniem jest potrójną modlitwą. Te intencje poszerzają umysł i serce człowieka i naprawdę wspomagają Kościół. Systematyczny kontakt z kapłanem, towarzyszenie duchowe, rozmowy z innymi, prasa katolicka mogą bardzo wspomagać w zdrowym zapominaniu o sobie, w akceptowaniu swoich niedomagań, w szerszym patrzeniu na siebie i innych. Na koniec wywiadu złota rada o. Mieczysława Kożucha SJ – duchowego syna św. Ignacego Loyoli – dla naszych Czytelników. Jak wielką radością jest nasza wiara, która otwiera nas w różnych sytuacjach, a także w cierpieniu, w walce duchowej, na rzeczywistość, która wypływa z Serca Pana Jezusa! Pogłębiajmy tę wiarę i miłość do Boskiego Serca, szczególnie w sytuacjach trudnych. październik-listopad


rozmowa „Wstań”

Dotknąć przeszłości dla wolności Fot.: ks. R. Warenda SCJ

Czy tacy ludzie się czymś charakteryzują? Mają specyficzne trudności psychologiczne, np. problem z nawiązywaniem relacji. Są mało asertywni. Nie potrafią dbać o swoje potrzeby, ale raczej starają się zadowolić wszystkich wokół.

Pani Anna Bartniak pochodzi z rodziny z problemem alkoholowym. Jak sama stwierdza: „Trudności, które przeżywała moja rodzina, stały się też moimi trudnościami. Próbowałam sama przez wiele lat porządkować swoje życie. Stało się jednak inaczej. Moje wewnętrzne uzdrowienie dokonało się dopiero dzięki ludziom, których spotkałam, i dzięki Bogu, z którym starałam się utrzymywać relację”. O swojej walce o lepszą przyszłość, zmaganiach z własnymi emocjami i odkryciu na nowo relacji z tatą opowiada ks. Radosławowi Warendzie SCJ. Co to znaczy być Dorosłym Dzieckiem Alkoholika? To jest takie określenie, które właściwie pierwszy raz usłyszałam, kiedy poszłam na terapię. Poczułam wtedy złość, bo pomyślałam sobie, że ja nie jestem żadnym DDA, zupełnie się z tym nie identyfikowałam. Skrót DDA oznacza osobę, która wychowała się w rodzinie z problemem alkoholowym. 5(143)2012

A jakie trudności musiała Pani przezwyciężyć? Głównie trudność w nawiązywaniu relacji z drugim człowiekiem. Bałam się ludzi, byłam zamknięta w sobie, odgradzałam się jakimś murem. Było też we mnie dużo smutku. Nie umiałam ani cieszyć się, ani bawić. Nie potrafiłam wyjść razem z przyjaciółmi. Byłam zamknięta w sobie, wypełniona smutkiem, przygnębiona. Takie stany nazywałam po prostu depresją. Jak udało się z tego wyjść? To trwało wiele lat. Pomogła mi modlitwa, która była tak naprawdę medytacją, rozważaniem Pisma Świętego. Moje życie zaczęło zmieniać się w momencie, gdy zaczęłam doświadczać, że Bóg jest obecny w moim życiu. Miałam 17 lat, za namową koleżanki związałam się z grupą duszpasterską. Przychodziłam na spotkania i dopiero wtedy zaczęłam się prawdziwie modlić. Wcześniej modlitwa była jedynie okazją do robienia Panu Bogu wyrzutów: dlaczego moje życie jest takie, a nie inne? Postanowiłam rozważać codziennie przez pół godziny fragment Pisma Świętego. Z czasem zaangażowałam się w „Szkołę modlitwy słowem Bożym” prowadzoną przez Salwatorianów. Wtedy też zauważyłam, że moja modlitwa doj-

13


rozmowa „Wstań” rzewa. Słowo, które rozważałam, zaczęło bardzo konkretnie do mnie przemawiać. Odkryłam, że Bóg mówi do mnie, osobiście. Ma dla mnie wiele pozytywnych słów, które mnie budowały, niosły otuchę i nadzieję, że moje życie może być dobre, że nie jestem beznadziejna. Czułam, że Bóg pokrzepia mnie, mówiąc, że moje życie ma sens. Oczywiście nie polegało to na głaskaniu mnie po głowie, czasem były to słowa, które wskazywały drogę. Wiele zmieniło się po śmierci mamy, wpadłam wtedy w duże przygnębienie. Był to czas wielkiego rozbicia, nie miałam na nic siły. Czasami po prostu wychodziłam z domu i błąkałam się po ulicy bez celu. Przywróciły mnie do równowagi dwie rzeczy: Eucharystia i pomoc psychologiczna – byłam na terapii dla Dorosłych Dzieci Alkoholików.

14

Na czym polega ta terapia? To przede wszystkim spotkania indywidualne i grupowe z terapeutą. Myślała Pani, że w pewnym momencie zacznie żyć od nowa, że przeszłość po wyprowadzeniu się z domu przeminie, że to będzie rozdział zamknięty, ale to się nie udało. Co pomogło w uzdrowieniu przeszłości, pogodzeniu się z nią? Myślę, że pomogła właśnie terapia, która trwała w moim przypadku trzy lata. Wtedy wróciłam do tej przeszłości i spojrzałam na nią inaczej dzięki pomocy ludzi, z którymi wtedy rozmawiałam. Natomiast kiedy odeszłam z domu, zupełnie nie myślałam o swoim dzieciństwie. Po prostu starałam się uciec od tego wszystkiego. A jaka była pierwsza myśl na słowa: „Warto iść na terapię”? Pomyślałam, że poradzę sobie sama. I to też trwało 2-3 lata. Co sprawiło, że się Pani zdecydowała? Ten silny kryzys po śmierci mamy. Kiedy tak mi się trochę świat rozsypał i widziałam, że

nie mam siły, że potrzebuję pomocy drugiego człowieka. Myślę, że droga, którą obrałam, była dobra. A co Pani czuła, kiedy szła pierwszy raz na spotkanie? Strach... Jednak teraz widzę, że był on niepotrzebny, bo nikt do niczego mnie tam nie zmuszał. To nie było tak, że ktoś na siłę chciał mnie nakłonić do zwierzeń czy próbował cokolwiek mi wytłumaczyć i przekonać do czegoś. To wyglądało zupełnie inaczej. Pomoc tych osób polegała na tym, że dzięki nim mogłam lepiej zrozumieć siebie i swoje problemy. Sama mogłam dojść do konkretnych wniosków. Poza tym dzięki temu, że były to spotkania w grupach, człowiek przestawał się koncentrować tylko na sobie. Bo to tak jest – wydaje się nam, że tylko my mamy takie problemy, a okazuje się, że jest mnóstwo ludzi, którzy mają podobne, a może nawet jeszcze większe, i też się z nimi zmagają. To mi dużo dało. Świadomość, że nie walczę sama. Widziałam zmiany, które się dokonywały w tych osobach, i to też było dla mnie ważne. Czyli z jednej strony taka walka i odnowa duchowa, a z drugiej – sensowna pomoc psychologiczna. To dobre rozwiązanie? Myślę, że tak – jedno i drugie jest ważne i potrzebne. Dla mnie życie pozbawione relacji z Bogiem jest takie puste. Więź z Bogiem nadaje życiu głębię, sens i przynosi też radość i nadzieję. Przed Bożym Narodzeniem zazwyczaj patrzymy na ładne, kolorowe choinki, zastawione stoły i wtedy czasem zastanawiamy się i myślimy, dlaczego u nas nie jest albo nie było tak samo. Czy ma Pani pretensje do kogoś, że dzieciństwo było takie, a nie inne? Właściwie to nie tylko pretensje. Czułam złość, gniew, wręcz nienawiść do bliskich, do rodziców. Przed terapią nie uświadamiałam sobie tej złości, ale później zrozumiałam, że mam październik-listopad


rozmowa „Wstań” do niej prawo. To, że czuję złość, nie znaczy, że jestem zła i nie mogę przebaczyć moim bliskim. Wybaczenie nie oznacza bowiem tłumienia swoich uczuć ani mówienia, że nic się nie stało. Człowiek musi stanąć twarzą w twarz z prawdą, z tym wszystkim, co się wydarzyło, i dopiero wtedy podjąć decyzję o przebaczeniu. Czy elementem tej terapii było spotkanie z tatą, przebaczenie w taki widoczny sposób, np. poprzez przytulenie się? W terapii chodziło głównie o mnie, o moje uczucia, o uporządkowanie tego, co dzieje się we mnie. Mogę jednak powiedzieć, że później moja relacja z ojcem poprawiła się, zmieniła się na lepsze. Potrafiłam więcej mówić o swoich uczuciach, o tym, co mi się w nim nie podoba. Przez to ta relacja stała się bardziej autentyczna. Wcześniej były tematy tabu, których nie poruszaliśmy. Aczkolwiek mimo wszystko jednak mniej mówimy o przeszłości, bo myślę, że on też nie jest jeszcze na to gotowy. Żałuje Pani tej przeszłości, która kiedyś tak bolała? Trudno mówić o żalu, bo nie mogę jej zmienić. Akceptuję ją, ponieważ nie mam wpływu na to, jaka była.

Fot.: ks. R. Warenda SCJ

A czy zmieniłaby Pani coś w swojej przeszłości? Nie mogę zmienić innych ludzi ani wydarzeń, na które nie miałam wpływu, ale pewnie

5(143)2012

przede wszystkim podjęłabym inne decyzje. Być może wcześniej poszłabym na terapię. Teraz patrzę na to z innej perspektywy. To taka trochę niezwykła walka duchowa, w której człowiek musi się zmierzyć nie z tym, co jest przed nim, ale z tym, co jest za nim. Czy warto wracać do przeszłości, żeby ją dotknąć na nowo, przemyśleć i przeanalizować? Myślę, że warto, bo czasami jest tak, jak ja zrobiłam w swoim życiu, że chciałam tę przeszłość zostawić, chciałam o niej zapomnieć, chciałam zacząć życie od nowa i to mi się nie udało. Myślałam też, że wystarczy modlitwa, spowiedź i rozmowa z kierownikiem duchowym. A w tych rozmowach też nie wracałam za bardzo do przeszłości. Właściwie to koncentrowałam się tylko na swoim życiu, na tym, co jest teraz, na swoich decyzjach, na tym, że chciałabym, żeby wszystko było jak najlepiej. Pragnęłam też być taka trochę idealna i zależało mi, by udowodnić, że dam sobie radę: znajdę pracę, sama się utrzymam i sama uporządkuję swoje życie. U mnie długo trwało, zanim zobaczyłam, że potrzebuję innych ludzi i Pana Boga, kiedy otworzyłam się na innych i na pomoc, którą otrzymałam i od ludzi, i od Boga. Myślę, że to jest właśnie bardzo ważne, by nie bagatelizować przeszłości. Trzeba do niej wracać, uporządkować ją i dobrze, jeżeli inni w tym pomagają. Imię i nazwisko bohaterki wywiadu zostały zmienione.

15


w zdrowym ciele...

Fot.: shutterstock.com

Rozpoznać schizofrenię

lek. med. Katarzyna Dąbek Lublin

16

Jeden z profesorów psychiatrii lubelskiej Akademii Medycznej niemal w każdy wykład wplata fragment filmu dotyczący choroby psychicznej. Jego swoistego rodzaju pasją jest wyszukiwanie filmów traktujących o różnych zaburzeniach psychicznych. Zauważmy, że również w literaturze i sztuce często poruszany jest temat schizofrenii. Dlaczego ta choroba tak bardzo interesuje artystów? Czym różni się od innych schorzeń? Czym jest schizofrenia? To choroba psychiczna, której nazwa wywodzi się z języka greckiego: schizein oznacza „rozszczepiać”, phren zaś to „umysł”, „myśl”. Nazwa ta określa rozszczepienie pomiędzy myśleniem, zachowaniem, emocjami, sferą motywacyjną. Przyczyny schizofrenii nie zostały w pełni poznane, choć wyniki badań sugerują udział czynników genetycznych, środowiskowych, socjologicznych i procesów neurobiologicznych. Zaburzenie to ma zwykle

początek w czasie dojrzewania i we wczesnym okresie dorosłości – typowy wiek zachorowania to u mężczyzn 20-25 lat, a u kobiet 26-35 lat. Dotyka ono ok. 1% ogólnej populacji, w jednakowym stopniu mężczyzn i kobiety. Fazy choroby Wyróżniamy fazę ostrą, w której pacjent wykazuje wyraźne objawy psychotyczne. Faza stabilizacji obejmuje pierwszych 6 miesięcy (lub więcej) od początku epizodu psychotycznego. W tym czasie dochodzi do stopniowej redukcji objawów ostrych. Faza remisji jest natomiast okresem, w którym objawy psychotyczne są minimalne lub nieobecne. Objawy Mogą one dotyczyć wielu funkcji psychicznych i różnych aspektów ludzkiego życia. Każdy dotknięty tym zaburzeniem choruje w trochę inny sposób. Wyróżnia się tzw. objawy pozytywne – widoczne, nieobecne u ludzi zdrowych, oraz objawy negatywne – wskazupaździernik-listopad


w zdrowym ciele... jące na pogorszenie się lub utratę możliwości normalnego funkcjonowania. Wśród symptomów pozytywnych występują: urojenia, formalne zaburzenia myślenia, omamy, podniecenie, postawa wielkościowa, podejrzliwość, urojenia prześladowcze i wrogość. Do symptomów negatywnych zaliczamy: stępienie afektywne, zubożenie emocjonalne, osłabienie kontaktu, apatię, zaburzenia myślenia abstrakcyjnego, brak spontaniczności i płynności konwersacji, stereotypię myślenia. Nie u każdego chorego możemy zaobserwować wszystkie te objawy. Nie można również stwierdzić, że osoba, u której występuje jeden izolowany objaw, została dotknięta tą chorobą. Należałoby ją jednak skierować na konsultację do psychiatry. Czym są urojenia? Występują one prawie u wszystkich chorych. Zwykle są to urojenia prześladowcze – osobie chorej wydaje się, że jest śledzona, podsłuchiwana, a otaczający ją ludzie są wobec niej źle nastawieni. Urojenia oddziaływania to wrażenie, że ktoś inny kieruje myślami, działaniem osoby chorej lub przekonanie pacjenta o własnym wpływie na otoczenie, psychikę i myśli innych ludzi. Urojenia ksobne to dopatrywanie się związku między neutralnymi faktami i wydarzeniami a osobą chorego (np. trzęsienie ziemi chory wiąże z zamachem na jego życie). Charakterystyczne są również urojenia polegające na nieprawidłowym odczytywaniu tożsamości innych osób lub poczuciu zmiany własnej tożsamości. Treść urojeń może być niezmiernie bogata i może dotyczyć każdego tematu. Urojenia schizofreniczne mają tzw. strukturę paranoidalną – są słabo ze sobą powiązane logicznie i towarzyszy im poczucie zasadniczej zmiany świata i tajemniczości. Omamy Najczęściej są to omamy słuchowe, „głosy” komentujące zachowanie chorego lub mówiące do niego, rozkazujące, np. głos w telewizorze wydający polecenia osobie chorej. 5(143)2012

Oprócz głosów chory może słyszeć dźwięki proste, takie jak piski czy szumy. Do innego rodzaju należą omamy węchowe, smakowe, dotykowe. Chory twierdzi, że czuje dziwny zapach czy smak w ustach albo że potrawa smakuje tak, jakby została zatruta. Formalne zaburzenia myślenia Są to zaburzenia związane z samą strukturą procesu myślenia. Należy tu rozkojarzenie – szczególnego rodzaju niespójność wypowiedzi, ześlizgiwanie się wątków i podążanie za niespodziewanymi dla słuchacza skojarzeniami, a nawet większego stopnia dezintegracja myślenia, bałagan wątków i myśli. Pomimo iż chory mówi dużo i długo, wypowiedzi charakteryzują się ubóstwem treści (niewiele jest w nich informacji). Charakterystyczne jest także odsuwanie się w rozważaniach i wypowiedziach od realnych aspektów świata oraz mniejsza efektywność myślenia. Chory może również posługiwać się słowami, które sam tworzy (neologizmy). Zaburzenia formalne występują u większości chorych. Pierwsze objawy Początkowym sygnałem choroby może być tzw. społeczna izolacja, pogorszenie funkcjonowania w podstawowych rolach zawodowych i domowych. Dziwne zachowania (zbieranie odpadków, mówienie do siebie), pogorszenie się lub brak dbałości o własną higienę również mogą sugerować rozwój choroby. Podejrzenie może wzbudzić także niedostosowany afekt lub jego brak (śmiech w sytuacjach smutnych, brak wyrażania emocji), dziwaczne wypowiedzi i przekonania (myślenie magiczne, jasnowidzenie), niezwykłe doświadczenia zmysłowe (iluzje, świadomość działania obcych sił), spadek inicjatywy, zainteresowań, energii. Jeśli u bliskiej osoby zauważymy takie objawy, nie przesądza to o rozpoznaniu schizofrenii. Warto jednak w takiej sytuacji poradzić się lekarza pierwszego kontaktu. Czasem przydatna okazuje się konsultacja psychiatryczna.

17


w zdrowym ciele...

Uchronić się przed depresją Jedna z bardzo mądrych sentencji mówi o tym, że lepiej zapobiegać, niż leczyć. Łatwiej codziennie dbać o swoje zdrowie, niż później łykać kilkanaście tabletek, by walczyć z chorobą. Czy jednak da się zapobiec rozwojowi depresji? Czy można jakoś uniknąć tej choroby?

rzeń genetycznych, częściej jednak spowodowany jest nieodpowiednią dietą oraz brakiem ruchu. Jest ona często nazywana hormonem szczęścia lub dobrego samopoczucia. Zatem kilka ważnych rad. Wysypiać się Bardzo ważne jest ustabilizowanie rytmu dobowego. Według zaleceń naukowców optymalne wydaje się spanie około 8 godzin na dobę. Codzienne wstawanie i kładzenie się spać o tej samej porze sprawia, że mechanizm przekształcania serotoniny w melatoninę funkcjonuje prawidłowo. Stop telewizji Długie oglądanie telewizji, nawet jeśli są to programy rozrywkowe czy komedie, źle wpływa na funkcjonowanie organizmu, choć pozornie wydaje się, że jest to doskonały sposób na rozluźnienie, rozrywkę i odreagowanie

Ratunek w serotoninie Serotonina to hormon biorący udział w pracy ośrodkowego układu nerwowego i przewodu pokarmowego – jest tzw. neurotransmiterem. Jej odpowiedni poziom jest niezwykle istotny dla prawidłowego funkcjonowania organizmu. Serotonina utrzymuje dobowy rytm pracy, wpływa na nastrój i samopoczucie, a w nocy jest przekształcana w melatoninę, która umożliwia zaśnięcie. Niski poziom serotoniny może prowadzić do bezsenności, zwiększonej agresywności, powstania zaburzeń depresyjnych i lęków. Obniżony poziom serotoniny może być skutkiem zabu-

Fot.: shutterstock.com

18

Czym jest depresja? Depresję uważa się często za chorobę osób starszych, jednak dziewczęta i chłopcy w okresie dorastania chorują na nią równie często. Dotyka ona ok. 10-15% populacji, kobiety chorują dwa razy częściej niż mężczyźni. Jest to najczęstsza choroba przewlekła. Predyspozycją do rozwoju tego schorzenia może być przewlekły ból, długotrwała choroba, okres poporodowy u kobiet, znaczny uraz psychiczny, samotność, niespecyficzne dolegliwości ze strony organizmu, których przyczyną nie jest żadna istniejąca choroba.

lek. med. Katarzyna Dąbek Lublin

październik-listopad


w zdrowym ciele... stresu. Jednak badania dowodzą, że im dłużej oglądamy telewizję, tym gorszy mamy nastrój. Okazuje się także, że osoby spędzające dużo czasu przed telewizorem często doświadczają poczucia wyobcowania. Właściwszym sposobem spędzenia wolnego popołudnia wydaje się być spacer w towarzystwie bliskich osób czy aktywność fizyczna. Odżywiaj się zdrowo Prawidłowe odżywianie się jest ważnym elementem profilaktyki depresji. Zarówno przejadanie się, głodówki, jak i nieregularne posiłki źle wpływają na funkcjonowanie organizmu (m.in. poprzez zaburzenie produkcji serotoniny). Posiłki powinny być urozmaicone. W jadłospisie nie może zabraknąć kaszy, brązowego ryżu, ciemnego pieczywa, kiełków, brokułów, orzechów, pestek, chudego białka (mięso, nabiał, produkty mleczne) oraz świeżych owoców i warzyw. Powinniśmy też pić dużo wody. Minimalizuj stres Nasze życie to ciągła gonitwa, stres, napięcie. Umiejętność radzenia sobie ze stresem może być pomocna w profilaktyce depresji. Musimy uświadomić sobie oraz otaczającym nas ludziom, że istnieją granice tego, co możemy zrobić. Jeśli niektóre zadania są zbyt trudne, należy poprosić kogoś o pomoc lub podzielić duże przedsięwzięcia na mniejsze, łatwiejsze do wykonania etapy. Można również poprosić o pomoc specjalistę – psychologa lub terapeutę.

6 złotych rad

Rozmawiaj Lubimy dzielić się z innymi swoimi radościami i sukcesami, trudno nam natomiast opowiadać o rzeczach smutnych. Chcemy być postrzegani jako osoby silne, radzące sobie z niepowodzeniami, swoje słabe strony ukrywamy więc przed światem. Jest to w pewnym sensie dobre, bo nie każdy musi wiedzieć o wszystkich sprawach dotyczących naszego życia. Ważne jest jednak, by znalazła się choć 5(143)2012

jedna osoba, z którą możemy porozmawiać na każdy temat, nie tylko ten radosny. Tłumione uczucia mają zły wpływ na nasze samopoczucie i nastrój. Można powiedzieć, że są to pewnego rodzaju toksyny zatruwające nasze życie. Mogą się przejawiać w złych snach, strachu powodującym brak snu, napięciu, niepokoju. Jeśli będziemy się dzielić z kimś swoimi przeżyciami i emocjami, łatwiej będzie nam radzić sobie z trudnościami, nie będą one powodować powstawania takiego napięcia. Jeśli nie mamy możliwości porozmawiania z nikim z bliskich w sposób szczery, pomocna może wydać się rozmowa ze specjalistą. Znajdź sobie zainteresowanie Smutek, zły nastrój często idą w parze z bezczynnością. Znajdź sobie zajęcie, coś, co cię zainteresuje. Może to być czytanie książek, nauka nowego języka, praca w ogrodzie, spotkanie w większej grupie znajomych, taniec, rozwiązywanie krzyżówek lub aerobik. Jeśli będziesz mieć zajęte ręce i umysł, nie powinno ci dokuczać przygnębienie. Ruch to zdrowie! Bardzo ważna jest aktywność fizyczna – ruch pobudza bowiem produkcję serotoniny i innych neuroprzekaźników odpowiedzialnych za nastrój. Według naukowców wystarczy ćwiczyć codziennie przez 25 minut, by poziom serotoniny w organizmie wzrósł. Nie muszą to być skomplikowane ćwiczenia czy duży wysiłek fizyczny, wystarczy jazda na rowerze, taniec, gra z przyjaciółmi w siatkówkę plażową czy energiczny spacer, a w zimie jazda na łyżwach, chwila relaksu z dziećmi, wnukami w postaci bitwy na śnieżki lub odśnieżenie drogi wjazdowej do garażu. Czy stosując się do powyższych zasad, nie zachorujesz na depresję? Niestety, tego nikt nie może zapewnić, ponieważ na powstanie choroby wpływ ma wiele czynników, ale twój nastrój na pewno ulegnie poprawie. Łatwiej będzie ci codziennie wstawać i przeżywać każdy dzień z radością. Zatem powodzenia!

19


... zdrowy duch Aneta Pisarczyk, psycholog Sosnowiec

Moja pasja – życie

20

Odnajdź siebie By doświadczać pełni życia, trzeba być w zgodzie z samym sobą. Nieraz możemy wpaść w pułapkę życia pod czyjeś dyktando lub też życia życiem innych – współmałżonka, dzieci, bohaterów seriali. Czasem nieświadomie próbujemy sprostać wymaganiom tego świata, zatracając w tym siebie. Możemy być przygnieceni trudnościami, które nas spotykają, i kształtować w sobie przekonanie o braku wpływu na otaczającą nas rzeczywistość. Zdarza się nam też trwać w błędnym myśleniu, że nie zasługujemy na to, co dobre. Bycie w zgodzie ze sobą zakłada poznanie samego siebie, przyjęcie w prawdzie oraz zaakceptowanie. Ważne jest odkrywanie najgłębszych pragnień własnego serca i urzeczywistnianie ich. Wtedy codzienność nabiera odpowiedniego smaku. Pragnienia są niczym furtki do tajemniczego ogrodu – zapraszają do czerpania z kolejnych obszarów życia. Realizując własne pragnienia, poświęcamy czas na to, co dla nas naprawdę ważne – budowanie relacji, wzrastanie w wierze, pomaganie innym, rozwijanie zainteresowań. To sprawia, że nabieramy poczucia sensu życia oraz odkrywamy jego głębię.

Fot.: shutterstock.com

Żyjmy tu i teraz. Odkrywajmy bogactwo życia każdego dnia. Celebrujmy chwile. Smakujmy to, co zostało nam dane. Nie prześlizgujmy się po powierzchni. Nie zadowalajmy bylejakością. Bądźmy miłośnikami życia. Sięgajmy głębiej, pragnijmy więcej, żyjmy prawdziwie.

’’

Warto czerpać radość z samego procesu podążania do celu. Cieszyć się z prostych i zwyczajnych dobrych rzeczy, które nas spotykają każdego dnia.

Masz wszystko, co niezbędne Każdy z nas ma wszystko, co niezbędne, by zacząć wcielać w codzienność swoje pragpaździernik-listopad


na...dobry zdrowy początek duch nienia. Każdy z nas – taki, jaki jest – może żyć pełnią życia. Nieważne są bowiem posiadane finanse, zdrowie czy wiek, lecz nastawienie serca. Można być pięknym, bogatym, zdrowym, ale bardzo nieszczęśliwym i odwrotnie – może po ludzku wielu rzeczy nam brakować, lecz życie nasze mimo to będzie spełnione. To nasze pragnienia wyznaczają miarę tego, czego doświadczamy. Osoby, które doznały w życiu wiele bólu i niepowodzeń, mogą obawiać się własnych pragnień i rezygnować z nich z powodu lęku przed rozczarowaniem. Tymczasem im więcej pragnień w nas oraz siły i motywacji do ich urzeczywistniania, tym intensywniej rozwijamy się jako osoby. Wzrastajmy więc we własnych pragnieniach, pragnijmy żyć bardziej i pełniej, a wtedy to „bardziej” i „pełniej” stanie się naszym udziałem. Pragnienia contra zachcianki Jak się do tego zabrać w praktyce? Po pierwsze trzeba dać sobie samemu czas i przestrzeń na odszukanie własnych pragnień. Kiedy jesteśmy zabiegani, warto się zatrzymać, znaleźć chwilę na refleksję, dialog z samym sobą. Pomocna może okazać się kartka papieru, na której spiszemy to, co dla nas ważne. Spróbujmy sięgnąć do najgłębszych potrzeb serca. Czego tak naprawdę chcemy? O czym mówi nam nasze serce? Wybierzmy z wypisanych rzeczy trzy, cztery najważniejsze i kolorowym długopisem wyraźnie oznaczmy je na kartce. Warto w tym miejscu podkreślić, że pragnienia serca są czymś dobrym. Należy oddzielać je od zachcianek, które są chwilowe, często wykreowane przez dzisiejszy świat i nie niosą ze sobą poczucia spełnienia. Ulegając zachciankom, dążymy do szybkiego doznania przyjemności. Rodzi to tylko krótkotrwałe zadowolenie. Tymczasem już sam proces przybliżania się do własnych pragnień daje głęboką radość i satysfakcję. Jeżeli więc na naszej kartce znalazły się zachcianki, wykreślmy je – nie o nie nam bowiem chodzi. 5(143)2012

Nasze pragnienia mogą być małe lub duże, krótko lub długoterminowe. Mogą dotyczyć rzeczy prostych lub też wymagać od nas większego zaangażowania. Mogą być związane z naszą wiarą, rodziną, przyjaźnią, rozwijaniem zainteresowań, dbaniem o zdrowie, dobrym wykorzystywaniem wolnego czasu. Wcielaj pragnienia w życie Kiedy już wiemy, jakie pragnienia wypełniają nasze serce, zacznijmy żyć na co dzień ich urzeczywistnianiem. Najpierw wybierzmy jedno spośród tych zaznaczonych na kartce kolorem. Zastanówmy się, co mogłoby być pierwszym, najmniejszym krokiem, który przybliżyłby nas do jego realizacji. Zaplanujmy dokładnie, kiedy i jak uczynimy ten pierwszy krok – najlepiej zrobić to od razu. Jakie inne małe kroki moglibyśmy wcielić w życie, by dosięgnąć własnych pragnień? Odnajdźmy w sobie siłę, by każdego dnia robić kolejny mały krok. Raz na tydzień lub dwa poświęćmy chwilę na refleksje nad poczynionymi już krokami: Czy prowadzą nas w dobrym kierunku? Czy dzięki nim już coś w naszym życiu stało się inne? Zaplanujmy kolejne kroki. Z hojnością poświęcajmy czas i wysiłek na realizację kluczowych pragnień naszego serca. Bądź uważny na to, co cię spotyka w drodze Warto czerpać radość z samego procesu podążania do celu. Cieszyć się z prostych i zwyczajnych dobrych rzeczy, które nas spotykają każdego dnia. Doceniać to, co mamy. Zwracać uwagę na osoby, które są wokół nas. Radować się najcudowniejszym darem, jaki posiadamy – samym życiem. Być miłośnikiem życia – pielęgnować je w sobie, zauważać wokół siebie, otaczać się nim, bacznie obserwować i za pomocą dobrego słowa czy gestu przekazywać innym. Ukochać życie – wciąż zadziwiać się jego pięknem, bogactwem i prostotą. Zapatrzmy się więc w samo życie, a wtedy będziemy doświadczać jego pełni i głębi, do której zmierzają pragnienia naszych serc.

21


... zdrowy duch

Przebaczyć… sąsiadowi

ks. Stanisław Gruca SCJ Kraków

Fot.: tvp.pl

to bowiem zapytać, czy jest w ogóle możliwy rozwój duchowy człowieka pozostającego w nienawiści i upartości serca. Każda nienawiść obca jest Bogu. Zresztą potwierdzają to słowa św. Jana Apostoła, dla którego wymóg miłości i przebaczenia staje się jednym z kryteriów rozeznania duchowego. Dosłownie przestroga Janowa brzmi następująco: „Jeśliby ktoś mówił: «Miłuję Boga», a brata swego nienawidził, jest kłamcą” (1 J 4,20).

22 W bogatym skarbcu czytań przeznaczonych na poszczególne dni roku kościelnego jedna z niedziel proponuje rozważenie Hiobowego dylematu streszczonego w krótkim pytaniu: „Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka?” (Hi 7,1). Jeśli nawet w okresie młodości nie każdy postrzega życie jako przestrzeń mocowania się o jak najlepszy jego kształt, to z biegiem lat, kiedy coraz bardziej ubywa sił, myśl o toczeniu osobistej walki staje się coraz bardziej zbieżna z mądrością biblijnego Hioba. Walka, którą niemal każdego dnia podejmujemy, to nic innego jak ciągłe usuwanie przeszkód dla lepszego działania w naszym życiu łaski Bożej. Bywa, że jednym z utrudnień, o którym często się zapomina, jest właśnie umiejętność usuwania niezgody, fałszu i nieprzyjaźni. War-

Bogu – świeczkę, człowiekowi... O ile kwestia przebaczenia w relacji Bóg – człowiek jest klarowna i zrozumiała, o tyle już jej przyjęcie w relacjach międzyludzkich łatwe nie jest. Coraz częściej dostrzegamy pośród nas postawy dziwnego rozgraniczania tego, co należy oddać Bogu, i to najlepiej w kościele, od tego, co ludzkie, sąsiedzkie, małżeńskie albo zwyczajnie moje. Doskonałym obrazem tak pojętej niespójności duchowej jest przypowieść o dłużnikach (por. Mt 18,21-35). Ewangeliczny król oczekiwał, że sługa, który był mu winien dziesięć tysięcy denarów, daruje także swojemu współsłudze o wiele mniejszą kwotę. Tak się jednak nie stało, ponieważ Boże przebaczenie nie dotknęło wnętrza sługi. Jego serce nawet po darowaniu długu nadal pozostało zatwardziałe i niezdolne do przebaczenia swemu bliźniemu. Tym, co zamknęło serce ewangelicznego sługi, był egoizm i ambicja dająca poczucie wyższości, że mimo wszystko jest lepszym od swojego współdłużnika. październik-listopad


na...dobry zdrowy początek duch Ostatecznie dramatyczna sytuacja sługi i kara, którą otrzymał, ma zwrócić uwagę na bardzo istotny wymiar naszego życia duchowego, czyli na kwestię przeżywania sakramentu pokuty i pojednania. Podczas rachunku sumienia muszę zadać sobie konkretne pytanie: czy przebaczam wszystkie długi, winy i krzywdy, które inni mi wyrządzili? Inni, czyli sąsiedzi, najbliższa rodzina, dalsi krewni. A może stojąc w długiej kolejce, oczekuję zuchwale wybaczenia tego, czego sam wybaczyć nie chcę? Dobrze przeżyta spowiedź święta daje człowie-

’’

Chrześcijańskie przebaczenie, aby mogło stać się źródłem oczyszczenia i naprawienia zerwanych więzi, trzeba rozpocząć od siebie.

kowi wolność i otwiera go na otaczający świat. Wówczas dopiero każdy dar, każda modlitwa, ofiara i cierpienie stają się miłe Panu Bogu, a nam dają siłę do pokonywania codziennych trudności. Cierpliwe działanie Oczywiście pojednanie nie jest prostą sztuką, którą z łatwością się osiąga. Często jest to długi proces, w którym potrzeba najpierw głębokiego przekonania o możliwości jego osiągnięcia, a także wiele samozaparcia i dobrej woli w jego realizacji. Chrześcijańskie przebaczenie, aby mogło stać się źródłem oczyszczenia i naprawienia zerwanych więzi, trzeba rozpocząć od siebie. Chodzi o umiejętność dostrzeżenia własnej roli w trwającym nieporozumieniu, dokonania jego obiektywnej oceny i uznania ewentualnej winy oraz pojednania z samym sobą. Następnym krokiem będzie dopiero powzięcie decyzji o wybaczeniu drugim. O ile proces samoprzebaczenia, chociaż trudny i bolesny, często się udaje, o tyle realne „wyruszenie” w kierunku osoby równie zranionej nierzadko staje się progiem nie do przebycia. 5(143)2012

Łatwiej jest wobec Boga i spowiednika zadeklarować gotowość darowania krzywd swojemu winowajcy, trudniej natomiast powrócić do fizycznego przebywania w towarzystwie tej osoby i do powiedzenia słowa „przepraszam”. Ochrona przed nienawiścią Zanika dziś zdolność życia wartościami, takimi jak: poświęcenie, empatia, uczciwość i zdolność wybaczania. Dlatego coraz trudniej o szacunek i poszanowanie opinii innej niż własne zdanie. Trudności z autentycznie przeżywanym problemem wybaczenia dotykają bardzo konkretnych sytuacji naszej codzienności i przyjmują najczęściej postać egoizmów, zajmujących miejsce miłości małżeńskiej, ambicji i zazdrości, zatruwających stosunki sąsiedzkie, oraz niezdrowej konkurencji, będącej następstwem pokoleniowej rywalizacji pomiędzy zasadami postępowania rodziców i ich dzieci. Zdarza się, że nienawiść kierowana jest w stronę ludzi starszych i cierpiących. Krzywdzące wówczas działanie przyjmuje formę obojętności, surowości, niezrozumienia ich oczekiwań i potrzeb. Chrześcijańską odpowiedzią wobec rodzących się konfliktów i trudności, których przecież nie da się zupełnie wyeliminować, winna być troska o niedopuszczenie, aby przerodziły się one w nienawiść. Niestety, dzisiaj coraz trudniej o dobrą wolę w przeciwdziałaniu złu, łatwiej jest natomiast trwać w tak zwanym świętym spokoju, polegającym na przebywaniu ze sobą przy równoczesnym nierozmawianiu, aby przypadkiem nie wywołać konfliktu. Czy o święty spokój chodziło Chrystusowi? Chyba nie, skoro ewangeliczny radykalizm domaga się od każdego chrześcijanina czegoś więcej – „przebaczenia z serca”, czyli działania pozbawionego wszelkich kompromisów. Przebaczenie wypływające z serca polega na trwałości, niepielęgnowaniu w pamięci doznanych zranień, otwartości, świadomości własnej słabości oraz gotowości do ciągłego otwierania się na drugiego według ewangelicznej logiki „nie siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy” (por. Mt 18,22).

23


Duchowy na dobry Patronat początek Misyjny

Namasté – lek na smutek

i w domu, zostałem powitany tym pięknym gestem namasté. Ten prosty gest złożonych dłoni, trzymanych na sercu, uczyniony z dużym respektem, ma bardzo wymowne znaczenie. Jest to gest zaproszenia, dobroci i otwartości. To gest zauważenia obecności drugiej osoby i oddania jej szacunku. Słowo namasté w sanskrycie ma znaczenie „ukłonu i uniżenia” przed drugą osobą. Słowo namaha w dosłownym znaczeniu na ma znaczy „nie ja”. To tyle, co uniżenie się w obecności drugiego człowieka i uznanie jego godności jako osoby.

W praktyce Przypomniałem sobie o tym zwyczaju podczas mojej ostatniej wizyty w Indiach. Pojechałem tam na kilka dni, aby poprowadzić rekolekcje dla naszych sercańskich kandydatów do ślubów wieczystych. Na lotnisku, jak

Fot.: ks. A. Sudoł SCJ

Dotknąć duszy Trzeba jednak pamiętać, że gest złożonych na sercu dłoni, ukierunkowanych na tzw. trzecie oko na czole, ma moc „dotknięcia duszy”. Ludzie w Indiach wierzą, że prawa ręka, która reprezentuje nadprzyrodzoność, w dotknięciu z lewą, która uobecnia ziemskość, stanowią doskonałą jedność. Ręce złożone w taki właśnie sposób symbolizują harmonię świata nadprzyrodzonego i ziemskiego

Fot.: Archiwum

24

Czymś naturalnym w Indiach jest pozdrowienie namasté. To prosty gest złożonych dłoni i lekki ukłon w stronę spotkanej osoby czynione na powitanie. Ludzi tak się pozdrawiających można spotkać na ulicy, w szkole, kościele, świątyni i w domu. Jednym słowem: wszędzie. Ten piękny gest wraz z wypowiadanym słowem namasté jest jakby błogosławieństwem i wyrazem wielkiego szacunku oddawanego drugiej osobie. Jak to zauważyłem podczas mojej trzyletniej pracy w Indiach, namasté mówi się wszystkim, którzy zwracają się do ciebie lub przychodzą w potrzebie. Dosłownie wszystkim. Każdy na to zasługuje i tym samym się odwzajemnia.

ks. Andrzej Sudoł SCJ Cagayan de Oro, Filipiny

październik-listopad


Duchowy Patronat Misyjny w nas. Gest złożenia rąk w obecności drugiej osoby oznacza zauważenie i wyznanie takiej bosko-ludzkiej harmonii w drugiej osobie. Ten piękny zwyczaj namasté jest praktykowany w całych Indiach. Na północy i południu, w wiosce czy w mieście – nie ma to znaczenia – ludzie pozdrawiają się tym gestem. Jest on używany przez młodych i starszych, bogatych i biednych, z niskiej lub wysokiej kasty. Namasté jednoczy ludzi Indii i wszystkich, którzy tu przyjeżdżają. Myślę, że prawdziwe spotkanie ludzi następuje tylko wtedy, gdy oni tego chcą i są do tego przekonani. Takie spotkanie nie ma tylko charakteru fizycznego, ale odbywa się również na płaszczyźnie mentalnej. Jest to również spotkanie myśli i uczuć. Namasté jest takim zaproszeniem do spotkania, nie tylko na poziomie fizycznym, ale i duchowym. Zaproszeniem do prawdziwej przyjaźni i szacunku.

Duch

wy

Więcej informacji o działalności ks. Andrzeja na Filipinach możesz znaleźć na jego blogu pod adresem: http://kagaytrip.blogspot.com.

Patronat M jny isy

!!

o

Zamiast „dzień dobry” W Polsce pozdrawia i błogosławi się ludzi zupełnie inaczej. Inaczej nie znaczy gorzej. Gdy spotykamy znajomych, mówimy „dzień dobry”, czasami jest to tylko skinienie głowy lub przyjazny ruch ręką. Gdy jest to droga nam osoba, pozdrawiamy ją pocałunkiem lub miłym słowem. Czasem bardziej, a czasem mniej… Na Filipinach zaś pozdrawiamy się pytaniem: As aka man? – „gdzie idziesz” lub „gdzie byłeś”. Na to pytanie niekoniecznie trzeba od-

powiadać słowami. Wystarczy miły uśmiech lub pokazanie ręką przed siebie… Nie ważne więc, jakich słów czy gestów używamy na powitanie, istotne jest jednak to, aby zauważyć drugiego człowieka i okazać mu szacunek. Mówiąc o uśmiechu, trzeba przyznać, że jest on codziennością na Filipinach. „Uśmiech buduje pokój i łamie wszelkie bariery…” – to powiedzenie jest zauważalne tutaj na każdym kroku. Pinoy (bo tak tutaj potocznie nazywa się Filipińczyka) śmieje się zawsze: w domu, w autobusie i na ulicy. Gdy jest ku temu powód lub nie, np. podczas stłuczki samochodowej na ulicy lub gdy czuje się skrępowany… a więc zawsze i wszędzie. Gdy nie wiesz, co zrobić lub jak się w danym momencie zachować, po prostu uśmiechnij się. Zatem uśmiech, a nie znajomość języka czy zwyczajów, jest lekiem na wszelkie problemy i przepustką do celu. Warto zaczerpnąć z bogatych kultur Azji i tradycji wielkiego szacunku dla drugiego człowieka wpisanej w nie. Wydaje mi się, że czasami brakuje nam takiego indyjskiego namasté i prostego filipińskiego uśmiechu w naszych codziennych relacjach i pozdrowieniach. Pamiętajmy, że zawsze aktualne będzie wezwanie: „Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie” (Łk 6,31).

Papieskie Intencje Misyjne na październik Aby obchody Światowego Dnia Misyjnego były okazją do odnowy zaangażowania w dzieło ewangelizacji.

Msza Święta w intencji członków Duchowego Patronatu Misyjnego zostanie odprawiona

21 października oraz 18 listopada 2012 roku.

Zapraszamy do włączenia się w dzieło Duchowego Patronatu Misyjnego!

5(143)2012

25


prenumerata OSOBY I INSTYTUCJE, KTÓRE W OSTATNIM CZASIE WSPARŁY NASZE CZASOPISMO FINANSOWO:

A. Sławińska (Rzeszów); A. Pisarek (Dębieńsko); A. Pałka (Polanka); A. Nowicka (Czechowice-Dziedzice); A. Korzeb (Zielonka); A. Herbut (Krzywiczyny); B. Pietryga (Rozalin); B. Nowakowska (Obrzycko); B. Piechowska (Łódź); B. i R. Firganek (Bestwinka); B. Waniecki (Sosnowiec); B. Rusiniak (Łomnica Zdrój); C. Kurzeja (Nowy Sącz); C. Obłój (Wrocław); C. Godlewska (Nasutowo); D. Kośla (Dębica); D. Lach (Rybnik); D. Juszczyk (Sosnowiec); F. Nanowski (Opole); G. Mularska (Ziemięcin); G. Paska (Zamość); H. Gubała (Dobczyce); H. Kawecka (Czaszyn); H. Tomalczyk (Lipowa); I. Pęczar (Kalembina); I. Dryniak (Rożniatów); J. Bystrzyńska (Sztum); J. Kosteczka (Sosnowiec); J. Kolbiarz (Myślenice); J. Rejowski (Stary Sącz); J. Kobylańska (Wałbrzych); K. Lamber (Pawłowiczki); K. Wąsala (Poniatowa); K. Stanek (Gdańsk); ks. K. Tabath (Katowice); ks. R. Wołowiec (Chróścina); L. i M. Czenczek (Wola Zarczycka); Ł. Dmuchała (Nagawczyna); Ł. Pelutis (Słupsk); M. Cebula (Stalowa Wola); M. Kmiecik (Wieliczka); M. Karof (Świnoujście); M. Świerzy (Jemielnica); M. Doregowska (Krynica Zdrój); M. Tylińska-Grzelak (Kościan); M. Madej (Tarnawa Dolna); M. Walerowicz (Ostrowiec); M. Szlachta (Nysa); M. Muc (Katowice); M. Kallus (Bogacica); M. Nowicka (Jelenia Góra); M. Polski (Radecznica); o. S. Bielat (Wadowice); O. Bula (Lędziny); Par. Rzym.-kat. pw. MBKP (Nisko-Malce); Par. Rzym.-kat. pw. św. Rodziny (Tomaszów Mazowiecki); Par. Rzym.-kat. pw. Miłosierdzia Bożego (Skierniewice); Par. Rzym.-kat. pw. Dobrego Pasterza (Lublin); R. Płochocka (Bydgoszcz); R. Ptaszyńska (Łomża); S. Zemełka (Łańcut); S. Gawron (Zendek); S. Marczak (Płock); S. i W. Druzgała (Dobczyce); U. Dobek (Pstrągowa); W. Famułka (Czechowice-Dziedzice); Z. Rybka (Mielec); Z. Pluta (Leszczyny); Z. Zdziechowska (Tomaszów Mazowiecki). DZIĘKUJEMY WSZYSTKIM, dzięki którym nasz Dwumiesięcznik dociera do coraz szerszego grona Czytelników. Ofiarodawców wspieramy naszą modlitwą.

Przy zamówieniu powyżej 20 egzemplarzy (21 lub więcej) koszty wysyłki ponosi redakcja. Prenumerata roczna wynosi wówczas: 21 zł x liczba zamawianych egzemplarzy. Np. przy zamówieniu 21 egz. należność wynosi 441 zł, 22 egz. – 462 zł.

WARUNKI PRENUMERATY (cena 1 egz.: 3,50 zł + koszt wysyłki)

26

ilość półroczna roczna egz. (3 kolejne numery) (6 kolejnych numerów) 1 2 3 4 5 6 7 8 9

14,70 zł 26,10 zł 36,60 zł 47,10 zł 58,80 zł 69,30 zł 83,10 zł 93,60 zł 104,10 zł

29,40 zł 52,20 zł 73,20 zł 94,20 zł 117,60 zł 138,60 zł 166,20 zł 187,20 zł 208,20 zł

nr rachunku odbiorcy

KONTAKT: WYŻSZE SEMINARIUM MISYJNE ZGROMADZENIA KSIĘŻY NAJŚWIĘTSZEGO SERCA JEZUSOWEGO (KSIĘŻA SERCANIE) 32-422 Stadniki 81, tel.: 12 271 15 24, fax: 12 271 15 45 e-mail: redakcja@wstan.net

nazwa odbiorcy

W Y Ī S Z E

86 1020 2892 0000 5102 0016 3758

S E M I N A R I U M

M I S Y J N E

nazwa odbiorcy cd.

3 2 - 4 2 2

S T A D N I K I

8 1

numer rachunku odbiorcy

8 6

kwota

zleceniodawca:

1 0 2 0

2 8 9 2

0 0 0 0

5 1 0 2

0 0 1 6 waluta

W P

3 7 5 8

kwota

PLN

numer rachunku zleceniodawcy (przelew) / kwota sáownie (wpáata)

Odcinek dla banku / poczty

WYŻSZE SEMINARIUM MISYJNE 32-422 STADNIKI 81 Polecenie przelewu / wpáata gotówkowa

DOWÓD / POKWITOWANIE DLA NADAWCY

odbiorca

nazwa i adres zleceniodawcy

nazwa i adres zleceniodawcy cd.

tytuáem/inne

Prenumerata „Wstaĕ”. Zamawiam póâroczna

egz. roczna

PRENUMERATA „WSTAŃ”. ZAMAWIAM OKRES PRENUMERATY:

EGZEMPLARZY.

PÓŁROCZNA

ROCZNA

„WSTAŃ” DLA UBOGICH OFIARA NA MISJE

Opáata:

stempel dzienny

Opáata: ........................................

data, pieczĊü, podpis(y) zleceniodawcy

„WSTAŃ” DLA UBOGICH OFIARA NA MISJE


www.w wydawniictwo.net.p pl ks. ValenĆ&#x;no SALVOLDI

EWANGELIA DLA RODZINY ZADZWOĹƒ I ZAMĂ“W! 12 290 52 98 (pn. - pt., godz. 8.00-16.00) ZAMĂ“W LISTOWNIE! Wydawnictwo Księşy SercanĂłw DEHON ul. Saska 2, 30-715 KrakĂłw KUP PRZEZ INTERNET! sprzedaz@wydawnictwo.net.pl www.wydawnictwo.net.pl

6990zä

wydanie albumowe kolor, papier kredowy matowy format: 215x255 mm iloĞß stron: 196, oprawa twarda

4900zä

WSPANIAĹ Y POMYSĹ NA PREZENT

promocja dl czytelników dla l ikó WSTAý Zamawiajùc, zaznacz: „prenumerujÜ WSTAý�

Pięknie wydany, bogato ilustrowany album przedstawia şycie i działalność Jezusa Chrystusa. Został wydany z okazji Roku Wiary (2012/2013), by zaprosić rodziny do wspólnego czytania Pisma Świętego, strona po stronie, czyniąc ze słowa Boşego modlitwę. Wszyscy razem, pięć minut dziennie‌ Wystarczy niespełna rok, by poznać najwaşniejsze fragmenty Ewangelii i odkryć w nich „prawdę starodawną i zawsze nową� oraz skarb, który ubogaca naszą egzystencję, czyniąc kaşdego z nas dzieckiem Boşym.

:\GDZQLFWZR3520,&SROHFDQRZRĹ•FL cena

19,90

cena

19,90

29,90 ÇŽ3LHUZV]HSROVNLHZ\GDQLH WHMNODV\F]QHMSRZLHĹ•FLRG\ OHPDWDFKPRUDOQ\FKLVLOH NDSĹ DĹƒVNLHMZLHUQRĹ•FLXND]DĹ R VLÄŞZU3U]H]EOLVNRVWRODW NVLęŏNDQLHVWUDFLĹ DQLF]HVZRMHM DNWXDOQRĹ•FL=DVNDNXMÄ™FH]ZURW\ DNFMLLJĹ ÄŞELDSRPLVWU]RZVNX QDPDORZDQ\FKSRUWUHWyZSV\ FKRORJLF]Q\FKQLHSR]ZDODMÄ™ RGHUZDÄ›VLÄŞRGOHNWXU\

ǎ6\OYDLQ&OpPHQWSRPLVWU]RZ VNXQDNUHŕOLŠSU]HMPXMęF\REUD] GXV]\PŠRGHJRF]ŠRZLHND ]PDJDMęFHJRVLĪ]ZŠDVQ\PL QLHXSRU]ęGNRZDQ\PLXF]XFLD PLJQLHZHPZ\U]XWDPLVXPLH QLDUR]SDF]ęQLHQDZLŕFLęDOH WHŏPLŠRŕFLęZG]LĪF]QRŕFLęL SUDJQLHQLHPSRZURWXGRŏ\FLD NWyUHPRŏOLZHMHVWMHG\QLHG]LĪNL SU]HEDF]HQLX

ǎ.VLęŏND&KULVWLQH9RH JHO7XUHQQHMHVWSU]\SR ZLHŕFLęRŏ\FLXQD]LHPL RŕPLHUFLRŏ\FLXSU]\ V]Š\PRVSUDZDFKGXV]\ LRWDMHPQLF\ŕZLĪW\FK REFRZDQLD1DSLVDQDSR WRE\RVZRLěŕPLHUěLE\ RWZRU]\ěQDV]HVHUFDQD ŪUyGŠRSUDZG]LZHMUDGRŕFL ŏ\FLD

cena

17,90

ÇŽ7HQZ\MÄ™WNRZ\PRGOL WHZQLN]DZLHUDZ\EyU PRGOLWZVWDU\FKLZVSyĹ  F]HVQ\FKZ\ZRG]Ä™F\FK VLÄŞ]WUDG\FMLĹ DFLĹƒVNLHM LEL]DQW\ĹƒVNLHMIRUPXĹ \ NRQVHNUDFMLPDU\MQHMOLWD QLHLWHNVW\]DF]HUSQLÄŞWH ]HVSXĹ•FL]Q\ZLHOXĹ•ZLÄŞ W\FKLEĹ RJRVĹ DZLRQ\FK

www.wydawnictwo.pl X O   Ĺ” Z   %R Q LI D F HJ R       :DUV]DZ D G ] L DĹ  K D Q G OR Z\ WHO        H PDL O VSU]HG D]#Z \GDZ QL FWZ RSO

PROMIC

cena


PODARUJ sobie bądź swoim bliskim chorym WSTAŃ JAK ZAMÓWIĆ? telefonicznie:

12 271 15 24

mailowo:

redakcja@wstan.net

listownie:

Redakcja WSTAŃ 32-422 Stadniki 81 lub wypełnij przekaz: str.

26

ILE KOSZTUJE? prenumerata roczna 29,40 zł prenumerata półroczna 14,70 zł

ZAMÓW ROCZNĄ PRENUMERATĘ JUŻ DZIŚ, a PODARUJEMY CI NAJNOWSZĄ KSIĄŻKĘ wydawnictwa eSPe* *dla pierwszych 20 osób

Żyć

w Duchu Świętym to doświadczać Jego obecności dzięki widzialnym znakom, które czyni.

16,90zł

Poruszający zapis trzynastu konferencji rekolekcyjnych, dotyczących m.in: – powołania i misji charyzmatyka, – sztuki otwierania serca na dary Ducha Świętego, – chrztu w Duchu Świętym, – zagrożeń duchowych, – opętania i egzorcyzmów, – tajemnicy Kościoła i osoby Matki Boskiej.

19,90

Zamówienia prosimy kierować telefonicznie: 12 413 19 21 w. 103 lub mailowo: handel@boskieksiazki.pl


Wstań  

Dwumiesięcznik dla chorych

Advertisement
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you