Page 1

ISSN 0867-7603

DWUMIESIĘCZNIK DLA CHORYCH

4(124)2009 sierpień wrzesień Rok XXI


DRODZY CZYTELNICY!

Fotografie: J. Święch, ks. Ł. Ogórek SCJ

Od wielu już lat, młodzi kandydaci do kapłaństwa, studiujący w Stadnickim seminarium, przygotowują się do tego, by przyjmując dar święceń mogli udać się z Ewangelią na cały świat. W tej cudownej wędrówce poprzez świat ducha i myśli nie jesteśmy sami. Towarzyszą nam bowiem nasi przełożeni, wychowawcy, krewni, przyjaciele oraz ci, którzy swoje cierpienie i samotność ofiarowują Bogu w intencji kleryków i księży. Pośród tych osób wyjątkowe miejsce zajmują w naszych sercach Czytelnicy „Wstań”! Gdy w dniu dzisiejszym stoimy na progu życia kapłańskiego, kończąc nasz pobyt w seminarium, chcemy zwrócić się do Was – chorzy i cierpiący – by wyrazić Wam naszą ogromną wdzięczność za dar towarzyszenia i wspierania nas swymi cierpieniami i modlitwą na przestrzeni tych sześciu lat. Daru tego nie da się zamknąć w słowach ani opisać. Jest on bezcenny! Nie wystarczy też samo „dziękuję”. To za mało. Dlatego chcemy ze szczerego serca i z potrzeby tego serca, błogosławić Wam wszystkim i zapewnić o tym, że często będziemy wspominać Was przed Panem w naszych kapłańskich modlitwach. Prosimy też o to, byście w tym swoim powołaniowym dziele modlitwy i cierpienia nie ustawali, ale przez nie pomagali nam trwać wiernie przy Jezusie. Proście też Pana Jezusa, by sercańscy kapłani nigdy nie zatracili wrażliwości na biedę, trud i cierpienie ludzkiego życia.

Z błogosławieństwem, Neoprezbiterzy 2009 (od lewej): ks. Jacek Kosteczka SCJ, ks. Michał Olszewski SCJ, ks. Dariusz Lewczak SCJ, ks. Łukasz Ogórek SCJ, ks. Piotr Chmielecki SCJ.


4(124)2009

eucharystia skarbem naszego życia Benedykt XVI ............................................... 4 módlmy się szczególnie w cierpieniu Zenon Zaremba .............................................. 7 moc otrzymywania podczas niesienia pomocy Marta Bieszczad ......................................... 8 modlitwa za wszystkich chorych ............................................... 9

opatrzność boża – a przeznaczenie ks. Robert Ptak SCJ ........................................ 10

uczniowie o specjalnych potrzebach (cz. II) Jerzy Turek.................................................. 12 S£OWA OCZEKIWANE ......................... 14 jak szymon z cyreny… ks. Lucjan Szczepaniak SCJ............................. 16 boże nasz Zofia Ewa Szczęsna ................................... 18 powołaNI DO CIERPIENIA ks. Jacek Szczygieł SCJ .............................. 18 jestem sobą! Mirosław Klak ............................................ 21 Kamerun (cz. II) ks. Zdzisław Pławecki SCJ ......................... 22 „niech mi się stanie…” Jadwiga Lasota ........................................... 24

Obecny numer „Wstań” pojawia się na półmetku wakacji letnich. Miesiące te dla wielu naszych Drogich Przyjaciół i Czytelników mogą oznaczać czas radosnych spotkań, miłych przeżyć, zasłużonego odpoczynku. Niekiedy jednak okres lata paradoksalnie zwiększa samotność wielu Chorych, powodując dodatkowy ból i cierpienie związane z rozstaniem czy tęsknotą za tymi z kręgów rodziny lub znajomych, którzy spędzają swe urlopy poza domem i z tego powodu nie są w stanie świadczyć swej codziennej, tak przecież drogocennej obecności osobom tego oczekującym. Jest naszym gorącym życzeniem, aby obecny numer „Wstań” był odebrany przez Was, Drodzy Czytelnicy, jako znak duchowej i braterskiej łączności z Wami wszystkimi. Czujemy się mocno związani z każdym cierpiącym, osamotnionym, przeżywającym wszelkiego typu rozterki i zapewniamy o naszej stałej pamięci przed Bogiem, zwłaszcza podczas codziennej Mszy św. i adoracji Najświętszego Sakramentu. Szczególnym darem wspólnoty seminaryjnej jest specjalna Msza św. odprawiana raz w miesiącu w intencjach wszystkich Czytelników i Przyjaciół „Wstań”. Także i my liczymy na duchowe wsparcie z Waszej strony. Za dotychczasowe modlitwy i każdy ofiarowany za nas krzyż i cierpienie jesteśmy Wam ogromnie wdzięczni. Skutków tego wsparcia doświadczamy codziennie. Tak niedawno, bo 23 maja br. przeżyliśmy radość święceń kapłańskich pięciu, a święceń diakonatu ośmiu naszych Współbraci. Tylko sam Bóg zna i z pewnością nie zapomni nagrodzić tego wszystkiego, co dzięki Waszej wierze, ufnej modlitwie oraz cierpliwemu ofiarowaniu codziennych krzyży, stało się udziałem naszym i w ogóle Kościoła. Przychodzą tu na myśl pamiętne słowa Sługi Bożego Papieża Jana Pawła II wypowiedziane do chorych, podczas I Pielgrzymki do Ojczyzny, 30 lat temu (06.06.1979), w Częstochowie: „Ja przed chwilą przemawiałem tu do kapłanów; powiedziałem im na końcu: Pamiętajcie, że to chorzy są waszymi największymi pomocnikami, największymi sprzymierzeńcami. Ich pomoc nie jest widoczna na zewnątrz – do tego są niezdolni – ale ofiara, którą składają z cierpienia, modlitwa, która z tej ofiary płynie, więcej wam daje, niż jakakolwiek inna ludzka pomoc czy też aktywność. Powiedziałem im, że takie jest moje przekonanie. Ja się zawsze tym kierowałem i tym kieruję. Zawsze się z tym samym orędziem, z tą samą myślą zwracam wszędzie do chorych i dzisiaj korzystam z tej sposobności, że spotykam tutaj was zgromadzonych – i to wam raz jeszcze powtarzam. Przyjmijcie tę ewangelię cierpienia. Przyjmijcie ją waszym sercem, waszym życiem, waszym sumieniem, każdym waszym bólem. Przyjmijcie ją, wyznajcie ją i wspierajcie kapłanów, biskupów i mnie również. Wspierajcie nas – o to was proszę”. Te słowa Ojca św., wypowiedziane na początku Jego długiego pontyfikatu, nabierają szczególnej wymowy i brzmią wyjątkowo przekonująco z perspektywy ostatnich dni Jego ziemskiej pielgrzymki. Sam stał się wtedy tak bardzo wzruszającym i porywającym przykładem ofiary z cierpienia i modlitwy, do której tyle razy zachęcał i o którą tak często prosił innych. Serdecznie Was wszystkich pozdrawiam i polecam opiece naszej Najświętszej Matki. Oddany w Sercu Jezusa

Wydawca: Wyższe Seminarium Misyjne Zgromadzenia Księży Najśw. Serca Jezusowego (Księża Sercanie), 32-422 Stad­ni­ki 81, tel.: (012) – 271 15 24, fax (012) – 271 15 45, e-mail: wstan@scj.pl www.wstan.scj.pl Re­dak­cja: ks. Artur Sanecki SCJ (red. nacz.), ks. Kazimierz Sławiński SCJ oraz klerycy: G. Siedlarz, M. Tabak; Współ­pracownicy: Z. Dy­wic­ki, W. Jamróz, A. Jędrzejowska, J. Lasota, J. Le­śniak, K.  Suwiczak, Z. Szczę­sna, M. Wnęk, T. Wrona, Z. Zaremba; Kol­por­taż: kl. J. Kopystyński, kl. M. Wrzesiński; Skład i ła­ma­nie: Wy­daw­nic­two Księ­ży Ser­ca­nów DEHON; Druk: EURODRUK-Kraków Sp. z o.o. Nakład: 7 100 egz. Redakcja zastrzega sobie prawo zmiany tytułów i  skracania nad­sy­ła­nych materiałów. Fotografie bez podpisów są tyl­ko przykładowymi ilustracjami i nie przedstawiają osób, o których mowa w artykule. Za zezwoleniem władzy kościelnej. Fot. ks. Z. Płuska SCJ

3


Eucharystia skarbem naszego życia

W przeddzień swojej męki, podczas wieczerzy paschalnej Pan wziął w swoje ręce chleb – jak mówi Ewangelia, której przed chwilą wysłuchaliśmy – i po odmówieniu błogosławieństwa połamał go i  dał im, mówiąc: „«Bierzcie, to jest Ciało moje». Następnie wziął kielich, odmówiwszy dziękczynienie, dał im, i  pili z  niego wszyscy. I  rzekł do nich: «To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana»” (Mk 14,22-24). W tych słowach zawiera się cała historia Boga z ludźmi. Nie tylko streszczają one i interpretują przeszłość, ale antycypują przyszłość – przyjście Królestwa Bożego na świat. To, co Jezus mówi, to nie są po prostu słowa. To, co mówi, jest wydarzeniem – głównym wydarzeniem historii świata i osobistego życia każdego z nas. Znak chleba Słowa te są niewyczerpane. Chciałbym teraz rozważyć z  wami tylko jeden aspekt. Jako znak swojej obecności Jezus wybrał chleb i  wino. W każdym z tych znaków daje całego siebie, a nie tylko część. On – Osoba – za pośrednic4

twem znaków zbliża się do nas i jednoczy się z nami. Jednakże znaki, każdy na swój sposób, przedstawiają szczególny aspekt Jego misterium, a swoim typowym językiem przemawiają do nas, abyśmy się nauczyli trochę lepiej pojmować misterium Jezusa Chrystusa. Podczas procesji i  adoracji patrzymy na konsekrowaną Hostię – najprostszy rodzaj chleba i  pokarmu – przygotowaną jedynie z odrobiny mąki i  wody. Dlatego jawi się ona jako pokarm ubogich – to im przede wszystkim Pan chce towarzyszyć swoją obecnością. Modlitwa, w której podczas liturgii mszalnej Kościół ofiaruje ten chleb Panu, nazywa go owocem ziemi i  pracy rąk ludzkich. Jest w  nim ludzki trud, codzienna praca człowieka, który uprawia ziemię, sieje, zbiera ziarno i w końcu wyrabia chleb. Jednakże chleb nie jest tylko i  wyłącznie naszym wyrobem, rzeczą, którą zrobiliśmy. Jest owocem ziemi, a więc także darem. To, że ziemia wydaje owoce, nie jest bowiem naszą zasługą. Tylko Stwórca mógł ją obdarzyć płodnością. I dlatego możemy teraz rozwinąć nieco

Fot. br. H. Majka CSSp

D

rodzy Bracia i Siostry!

tę modlitwę Kościoła, mówiąc: chleb jest owocem ziemi i jednocześnie nieba. Wskazuje na zespolenie sił ziemi i  darów z  wysoka, czyli słońca i  deszczu. Nie potrafimy sami wyprodukować również wody, której potrzebujemy do wyrobu chleba. W naszych czasach, kiedy mówi się o  pustynnieniu ziemi i  stale słyszymy o  zagro-


żeniu, że ludzie i zwierzęta będą umierać z  pragnienia na obszarach pozbawionych wody, uświadamiamy sobie na nowo, jak wielkim darem jest woda oraz jak bardzo jesteśmy niezdolni zapewnić go sobie sami. Tak więc, patrząc z bliska, w tym małym kawałku białej Hostii, w tym chlebie ubogich dostrzegamy syntezę stworzenia. Niebo i  ziemia, a  także praca i  duch człowieka współdziałają. Zespolone działanie sił, umożliwiające na naszej planecie misterium życia i egzystencji człowieka, okazuje się nam w całej swej cudownej wielkości. I zaczynamy rozumieć, dlaczego Pan wybiera ten kawałek chleba jako swój znak. Stworzenie ze wszystkimi swoimi darami pragnie czegoś jeszcze większego, co je przerasta. Nie wystarcza mu synteza własnych sił ani synteza natury i ducha, którą w  jakiś sposób dostrzegamy w kawałku chleba; stworzenie dąży do ubóstwienia, do świętych godów, do zjednoczenia ze swoim Stwórcą. Jak ziarno pszenicy Jednakże nie wyjaśniliśmy jeszcze do końca przesłania zawartego w tym znaku chleba. O jego najgłębszej tajemnicy Pan napomknął w  Niedzielę Palmową, gdy powiedziano Mu, że kilku Greków pragnie się z Nim spotkać. Odpowiedź na ich prośbę zawiera następujące słowa: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity” (J 12,24). W chlebie upieczonym ze zmielonych ziaren kryje się tajemnica Męki.

Fot. ks. Ł. Ogórek SCJ

4(124)2009

Mąka, zmielone ziarno, wskazuje na jego obumieranie i zmartwychwstawanie. Gdy jest mielone i  pieczone, jeszcze raz odzwierciedla tę samą tajemnicę Męki. Jedynie przez śmierć przychodzi zmartwychwstanie, rodzi się owoc i nowe życie. W wiekach poprzedzających Chrystusa kultury obszarów Morza Śródziemnego miały głębokie poczucie tej tajemnicy. Na podstawie doświadczenia związanego ze śmiercią i  powstawaniem z  martwych tworzyły mity o  bóstwach, które umierając i  zmartwychwstając, dawały nowe życie. Wydawało się im, że cykl natury to swoista boska obietnica pośród mroków cierpienia i śmierci będących naszym udziałem. W tych mitach dusza ludzi niejako szukała tego Boga, który stał się człowiekiem, uniżył się aż do śmierci krzyżowej i  w  ten sposób otworzył nam wszystkim bramę życia. W  chlebie i  jego powstawaniu ludzie odkryli

niejako oczekiwanie natury, obietnicę natury, że to właśnie będzie musiało zaistnieć: Bóg, który umiera i w  ten sposób prowadzi nas do życia. Towarzysz naszej drogi To, co w mitach było oczekiwaniem i  co w  samym ziarnie kryje się jako znak nadziei stworzenia, rzeczywiście spełniło się w Chrystusie. Przez swoje cierpienie i dobrowolną śmierć stał się dla nas wszystkich chlebem, a  tym samym żywą i  pewną nadzieją: towarzyszy nam we wszystkich naszych cierpieniach aż do śmierci. Drogi, którymi idzie z nami i prowadzi nas do życia, są drogami nadziei.

5


Fot. ks. Z. Płuska SCJ

Kiedy patrzymy na konsekrowaną Hostię i adorujemy ją, przemawia do nas znak stworzenia. Wtedy spotykamy się z wielkością Bożego daru. Ale spotykamy się również z Męką i  Krzyżem Jezusa oraz Jego zmartwychwstaniem. Gdy na Niego patrzymy i  Go adorujemy, On pociąga nas do siebie, do swej tajemnicy, dzięki której pragnie nas przemienić, podobnie jak przemienił Hostię. Pierwotny Kościół widział w chlebie jeszcze jeden symbol. W  „Nauce Dwunastu Apostołów”, księdze napisanej ok. 100 roku, pośród modlitw znajduje się stwierdzenie: „Tak jak ten połamany chleb, rozrzucony po wzgórzach i zebrany, stał się czymś jednym, podobnie Twój Kościół, zebrany ze wszystkich zakątków ziemi, niech zostanie zgromadzony w Twoim Królestwie” (IX, 4). Chleb, który powstał z wielu ziaren, oznacza również jedność: stawanie się chlebem ze zmielonych ziaren jest procesem jednoczenia. My sami, jak mówi nam św. Paweł, będąc tak liczni, powinniśmy stać się jednym chlebem, jednym cia-

łem (por. 1 Kor 10,17). W ten sposób znak chleba staje się jednocześnie nadzieją i  zadaniem. Symbolika wina W podobny sposób przemawia do nas znak wina. O ile jednak chleb związany jest z codziennością, prostotą i pielgrzymowaniem, wino wyraża piękno stworzenia: święto radości, którym Bóg chce nas obdarzyć przy końcu czasów i które już teraz wciąż na nowo zapowiada przez ten znak. Ale i  wino mówi o  Męce: krzew winny musi być stale przycinany, co jest formą oczyszczenia; winogrona muszą dojrzewać na słońcu i w deszczu i zostać wytłoczone: jedynie dzięki takiej męce powstaje wyborne wino. W święto Bożego Ciała patrzymy przede wszystkim na znak chleba. Przypomina nam on również o  pielgrzymowaniu Izraela na pustyni przez

czterdzieści lat. Hostia to nasza manna, którą Pan nas karmi – jest ona prawdziwie chlebem z nieba, poprzez który daje On samego siebie. Podczas procesji idziemy za tym znakiem i  w  ten sposób idziemy za Nim samym. I prosimy Go: Prowadź nas na drogach naszej historii! Wskazuj wciąż na nowo Kościołowi i jego pasterzom właściwą drogę. Spójrz na ludzkość, która cierpi i  błąka się niepewnie pośród tylu pytań. Spójrz na dręczący ją głód fizyczny i duchowy! Obdarz ludzi chlebem dla ciała i  dla duszy. Daj im pracę! Obdarz ich światłem! Daj im samego siebie! Oczyść i  uświęć wszystkich! Pozwól nam zrozumieć, że jedynie przez uczestnictwo w  Twojej Męce, przez zgodę na krzyż, wyrzeczenie i oczyszczenia, jakim nas poddajesz, nasze życie może dojrzewać i  prawdziwie się spełnić. Zgromadź nas ze wszystkich zakątków ziemi. Zjednocz Kościół, zjednocz rozdartą ludzkość! Daj nam Twoje zbawienie. Amen!

Watykan

6


4(124)2009

Módlmy się

gdy tego nie spełnia, bo widocznie ma do spełnienia o wiele ważniejsze sprawy. Zaufajmy więc Bogu do końca, a szczególnie wtedy, gdy nie odpowiada od razu na nasze prośby. Największym darem, jaki możemy ofiarować naszym bliskim chorym stojącym w obliczu śmierci, jest nasza modlitwa i obecność. Nie pozostawiajmy ich samych. Niech nikt nie umiera samotnie za szpitalnym parawanem. W tych trudnych dla nich chwilach bądźmy z nimi. Pomóżmy im się przygotować na spotkanie z Jezusem. Zapewnijmy im duchową opiekę – szczególnie możliwość pojednania się z Bogiem w sakramencie pokuty i pojednania. Módlmy się za nich, by potrafili wzbudzić w sobie prawdziwy żal za grzechy, by uświadomili sobie bliskość Boga, by Go zapragnęli. Niech nikt przez nasze zaniedbanie nie umiera bez Jezusa, bez Komunii św. Życie ziemskie, które jest niepowtarzalne, ma niebywałe znaczenie, ma głęboki sens – jest czasem przygotowania się do spotkania z Jezusem twarzą w twarz wtedy, gdy przyjdzie, by przeprowadzić nas przez próg śmierci do nowego wiecznego życia. Nawet jeśli cierpimy, odrzućmy cień zwątpienia. Nie odkładajmy różańca na długie dni do szuflady szpitalnego stolika. Nie zapominajmy o modlitwie, która dodaje sił do wytrwania w bolesnym cierpieniu. Zenon Zaremba (Grudziądz)

7

Fot. ks. Z. Huber SCJ

C

horoba dotyka wielu ludzi na całym świecie. Spotykamy się z cierpieniem nie tylko w szpitalach, domach opieki, ale bardzo często w naszych domach, gdzie problem nieustannej opieki nad bliskim nam człowiekiem jest jak gdyby „ostrym cierniem”, ponieważ mało jest osób otwartych na pomoc chorym. Stąd rodzą się cienie zwątpienia osób cierpiących, czy Pan Bóg jeszcze o nich pamięta. A może zapomniał? Wątpliwości to stały element naszego życia duchowego. Prawie nigdy nie jest tak, aby człowiek – szczególnie chory – przeszedł przez życie bez żadnej chwili zawahania czy pytań o prawdziwość tego, w co wierzy i jak się modli. Czasem te wątpliwości są bardzo silne, odwodzą nas od modlitwy. W szpitalach są tacy pacjenci, którzy często mówią, że nie potrafią się już modlić, że chyba nie warto, że to takie trudne do zrozumienia, aby w ogniu cierpienia modlitwa mogła ugasić płomień zwątpienia i przemienić go w moc, która pochodzi od samego Jezusa. Człowiek wątpiący w moc Bożą czy w Boże pocieszenie, powinien nieustannie szukać kontaktu pozwalającego mu włączyć odrobinę Bożego światła. Tym kontaktem jest właśnie modlitwa. Trzeba więc pokonać wewnętrzne opory i trwać w modlitwie, a sam Bóg sprawi, że zabłyśnie w końcu światło nadziei i ponownego rozmodlenia. Trzeba być cierpliwym i nie pozwolić zastraszać się ciemnościom, należy pamiętać, że jeśli mimo wszystko będziesz szukał kontaktu w ciemnościach swego myślenia, to Bóg miłosierny zapali ci w końcu światło. Prosząc o coś Boga – zwłaszcza o fizyczne uzdrowie­nie ciała – nie gniewajmy się na Niego,

Fot. br. H. Majka CSSp

szczególnie w cierpieniu


Moc otrzymywania podczas niesienia pomocy Pielęgniarstwo domowe – zawód; powołanie; współczesne wyzwania

P

Fot. br. H. Majka CSSp

ielęgnowanie towarzyszy człowiekowi od zawsze, od chwili narodzin do naturalnej śmierci. Zanim stało się zawodem przeszło wiele przekształceń. Obecnie pielęgniarka to zawodowa opiekunka chorych w lecznictwie zamkniętym i otwartym. Jako pielęgniarka pracuję od 28 lat (w tym 17 lat jako pielęgniarka środowiskowo-rodzinna). Na co dzień mam kontakt z  ludźmi chorymi i  starszymi, nierzadko są to chorzy termi-

8

nalnie. Praca z takimi ludźmi ma charakter indywidualny. Każdy z nich musi być traktowany inaczej w  zależności od schorzenia, wieku, upodobań i  charakteru. W  pierwszym kontakcie niezwykle istotne jest zdobycie zaufania pacjenta i jego rodziny. Zaufanie to procentuje później w pracy, o wiele łatwiej jest nakłonić pacjenta do słusznych zachowań zdrowotnych, tak ważnych w leczeniu i przeżywaniu starości. Chorzy oczekują od pielęgniarki nie tylko fachowych kwalifikacji zawodowych, ale bardzo często odruchów dobrego serca, życzliwości i zwykłej ludzkiej wrażliwości na ich los. Widzę często jak wiele radości daje im zwyczajne zainteresowanie się ich problemami, wysłuchanie ich bolączek oraz wspomnień o  lepszych wcześniejszych latach i  jak to zainteresowanie jest dla nich terapeutyczne. Świetnym przykładem z mojego „podwórka” pracy jest samotne starsze małżeństwo, którym opiekuję się od przeszło 10 lat. Starsza Pani choruje na serce, a  jej mąż po wielolet-

niej cukrzycy stracił obie dolne kończyny. Nie trzeba nikogo przekonywać jak ciężka jest opieka, nad takim i psychicznie, i  fizycznie okaleczonym człowiekiem. Coraz częstsze wizyty sprawiły, że wspólnie bardzo związaliśmy się, czuliśmy się jak jedna wielka rodzina. Niestety wszystko ma swój kres i  po pięknej długiej starości i  wielu cierpieniach Pan Józef odszedł w  tym roku do Pana. Mimo, że tych Państwa wcześniej zupełnie nie znałam i  pielęgniarstwo jest moim zawodem, to odczułam to jak stratę kogoś bardzo bliskiego. Obecnie wiele czasu muszę poświęcać Pani Marii zwłaszcza na podtrzymywanie na duchu po starcie męża, z którym wspólnie przeżyli ponad 60 lat. Jest to jeden z wielu przykładów, które można mnożyć, ale wszystko to sprowadza się do znanego wniosku, że niezwykle miło jest w  życiu otrzymywać, ale o  wiele więcej satysfakcji przynosi każdemu z nas dziele-


Fot. A. Syska

4(124)2009

chory lub niepełnosprawny, szuka bezpieczeństwa. Nieskromnie odnoszę wrażenie, że często podopieczni w mojej opiece znajdują właśnie takie bezpieczeństwo, które jest podstawą w piramidzie ich potrzeb. Zapewnienie tegoż bezpieczeństwa sprawia, iż pacjent skupia się następnie tylko i wyłącznie na właściwym leczeniu. Podsumowując moje lata pracy w służbie zdrowia, sądzę, że

Marta Bieszczad (Nagawczyna)

Modlitwa

za wszystkich chorych Panie Jezu Chryste, wysłuchaj prośby, błagania, westchnienia i łzy wszystkich chorych. Daj im otuchy, rozjaśnij pokrzyżowane przez chorobę drogi, którymi zdążają do swego ostatecznego celu. Najświętsza Maryjo Panno, Twojemu miłosierdziu polecamy wszystkich chorych na całym świecie. Miej litość nad ich niedolą, ulżyj ich cierpieniom, uśmierz ich ból. Spraw, ażeby nikt spośród nich nie umarł bez wewnętrznego pojednania z Twoim Synem. Amen. 9

Fot. ks. A. Pohl SCJ

nie się z innymi tym, co mamy, co potrafimy. Zarówno ja, jak i  moje koleżanki zawsze podkreślamy, że ta siła i moc otrzymywana podczas niesienia pomocy innym w  dwójnasób rekompensuje wszelkie problemy i  niedogodności naszego zawodu. Doświadczenia, które zebrałam przez wszystkie lata pracy, pozwalają mi stwierdzić, iż każdy z nas, a zwłaszcza człowiek

mimo wielkiego postępu rzesza ludzi potrzebujących wcale nie ulega zmniejszeniu. Pomimo rozwoju zarówno metod, jak i form opieki, wymaga jej wciąż bardzo dużo naszych krewnych, znajomych i sąsiadów. Podążając za Janem Pawłem II, który zawsze pamiętał o  chorych, stwierdzam, że pomoc mogą nieść nie tylko wyuczone i  opłacane służby. Każdy z nas może się rozejrzeć wokół i  zainteresować innymi ludźmi, próbując dostarczyć potrzebującemu wcześniej wspomnianego ochronnego parasola bezpieczeństwa. Tak naprawdę to niejednokrotnie wystarczy ciepła rozmowa, czy nawet sam uśmiech. I czyż nie ciśnie się na usta zawołanie „Cokolwiek uczyniliście jednemu z Tych najmniejszych…”.


Fot. dk. Ł. Grzejda SCJ

Z

Opatrzność Boża – a przeznaczenie

nane jest nam polskie powiedzenie, że co komu pisane – to go nie minie. Przychodzi nam ono na myśl zwłaszcza wtedy, gdy spotykamy się z sytuacjami trudnymi, które mimo wysiłków człowieka, starań, a nawet i modlitwy dotykają go, jakby były z góry dla niego przeznaczone. Rodzi się wówczas przekonanie, że od przeznaczenia nie jesteśmy w stanie uciec i zmienić go. Na łamach „Wstań” w tym roku zastanawiamy się nad Bożą Opatrznością. Mówiliśmy, że przejawia się ona w pełnej troski opiece Boga nad swoim stworzeniem. Dotknęliśmy także trudnych spraw związanych z  działaniem tzw. ślepego losu, przypadku i istnienia zła. Niektórzy z pewnością głowią się nad tym, jak pogodzić Bożą Opatrzność z przeznaczeniem. Czy istnieje jakiś z góry przewidziany dla człowieka los, czy rzeczywiście coś już zostało nam zapisane i to nas nie minie? 10

W Piśmie św. znajdziemy fragmenty, które poruszają interesującą nas kwestię przeznaczenia. W Liście do Efezjan św. Paweł napisał, że Pan Bóg z  miłości przeznaczył nas dla siebie, jako przybranych synów poprzez Jezusa Chrystusa (por. 1,4-5). Podobnie brzmią słowa skierowane do Rzymian: „Albowiem tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna (…). Tych zaś, których przeznaczył, tych też powołał, a których powołał – tych też usprawiedliwił, a  których usprawiedliwił – tych też obdarzył chwałą” (8,29-30). Mowa więc jest zarówno o wybraniu, przeznaczeniu jak i powołaniu, usprawiedliwieniu i obdarzeniu chwałą. A wszystko to ma swoje źródło w samym Bogu i od Niego pochodzi. Kogo jednak to dotyczy? Wszystkich ludzi czy tylko nielicznych wybranych? Ważne jest tu przede wszystkim to pierwsze określenie „poznał” wyprzedzające „przeznaczył” i „uspra-


4(124)2009 Pan Bóg, wiedząc to wszystko, jednak zdecydował się na powołanie do istnienia kogoś, kto niestety i tak odwróci się od Niego? Czy nie lepiej byłoby dać istnienie tylko tym stworzeniom, które dobrze wykorzystają ten dar i osiągną zamierzony przez Boga cel – szczęście? Odpowiedź może być tylko jedna, mianowicie, że Pan Bóg, powołując kogoś do istnienia, na poważnie potraktował przekazany człowiekowi dar życia, rozumności i  wolności. Nie zostaliśmy zaprogramowani jak maszyny, lecz obdarzeni cząstką boskości. Dzieląc się tą cząstką, Pan Bóg nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Dlatego, choć Pismo św. wiele razy mówi o istnieniu piekła, to jednak Kościół jest bardzo powściągliwy w tym, by orzekać, że ktoś tam się niestety dostał. Przeciwnie, nie przemilczając tej tragicznej możliwości i przestrzegając przed nią, stale przypomina o prawdziwym przeznaczeniu człowieka, jakim jest niebo, czyli wspólnota z Bogiem i zbawionymi. Przeżywając czas choroby, osamotnienia, powracającego i nasilającego się bólu, może pojawić się pytanie, czy to było mi przeznaczone? Czy tak zaplanował to Bóg? Pewnie do końca nie znajdziemy jednoznacznej odpowiedzi, która by nas przekonała i uspokoiła. Ważne jest jednak również pytanie o  wiele głębsze: Czy wierzę, że moim przeznaczeniem jest życie we wspólnocie z Tym, który „tak (...) umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w  Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne?” (J 3,16). ks. Robert Ptak SCJ (Stadniki)

Fot. P. Walkowski

wiedliwił”. Pismo św., wskazując na to, że Bóg poznaje człowieka, ma na myśli powołanie go do istnienia, jego konkretyzację w swoich zamiarach stwórczych. A  więc każdy człowiek, bez wyjątku, na mocy zaistnienia w  Bożych planach, jako stworzenie, zostaje przeznaczony do konkretnego celu. Bóg stwarza celowo, nie zaś przypadkowo i bezmyślnie. Nie można więc powiedzieć, że ktoś zostaje przeznaczony do dobra, a drugi do zła, że jednych Bóg wybrał, by osiągnęli wieczne szczęście, a innych, by zostali na wieki potępieni. To ostatnie zdanie ma też i swoich zwolenników, zwłaszcza w skrajnej postaci tzw. predestynacjonizmu. Głosi on, że Bóg z góry przeznaczył jednych do zbawienia, a  innych do potępienia. Według tego poglądu, człowiek, choćby nie wiem, co robił, jest skazany na ten, a  nie inny koniec. Nie ma więc żadnego znaczenia, ile dobra uczyni ktoś przeznaczony na potępienie ani ile zła ten z  góry przeznaczony do zbawienia. Zwolennicy tych poglądów powoływali się nawet na fragmenty Pisma św., jak choćby z Księgi Przysłów: „Wszystko celowo uczynił Pan, także grzesznika na dzień nieszczęścia” (16,4). Wskazywali w ten sposób na absolutną suwerenność i niepodważalność decyzji Pana Boga względem każdego człowieka, a więc przekonywali, że to Bóg przeznaczył niektórych ludzi do czynienia zła. Odpowiedzią na tak postawiony „zarzut”, jest nauczanie Kościoła np. zawarte w  Katechizmie Kościoła Katolickiego, a związane z Bożą Opatrznością. Przede wszystkim mowa jest tu o przeznaczeniu człowieka do udziału w miłości samego Boga – Ojca, Syna i  Ducha Świętego (pkt 221) oraz otrzymania przybranego synostwa Bożego (pkt 257; 2782). Stworzenie jest przeznaczone do doskonałości, do której prowadzi Boża Opatrzność (pkt 302). Każdy człowiek w zamyśle Bożym jest więc przeznaczony do życia wiecznego (pkt 1703), do szczęścia wiecznego, nie zaś do potępienia. Istnieje możliwość wyboru przez człowieka tego ostatniego rozwiązania – potępienia, ale jest ono następstwem jego wolnej decyzji. Pan Bóg nikogo zatem nie przeznacza do piekła (pkt 1037), choć trzeba to jasno powiedzieć, że od samego początku wie, jaki użytek człowiek zrobi ze swej wolności, jak wykorzysta dane mu życie, jak odpowie na działanie łaski, a w konsekwencji, czy opowie się ostatecznie za czy przeciw Bogu. To, co w tym momencie może budzić nasze zdziwienie i  niezrozumienie, to pytanie – dlaczego

11


Uczniowie

o specjalnych potrzebach Refleksja ze szkolnego podwórka

Angielskie losy absolwentów W ośrodku uczą się też dzieci, których sprawność intelektualna w niewielkim stopniu odbiega od rówieśników. Do takiej klasy chodził Łukasz, który szkołę skończył dwa lata temu. Przed kilkoma miesiącami odwiedził nauczycieli. Mimo swojej niepełnosprawności intelektualnej, w  życiu radzi sobie bardzo dobrze. Od roku pracuje w  Anglii. W  rodzinnej miejscowości chce kupić działkę, myśli o  budowie domu i założeniu rodziny. Łukasz z zawodu jest murarzem, w Wielkiej Brytanii pracuje na budowie. Trochę zazdrości swoim młodszym kolegom, że obecnie uczą się w  szkole języka angielskiego. „Ja nie mia-

12

łem takiej możliwości, a teraz byłoby mi z pewnością łatwiej” – twierdzi. W  żartach śmieje się ze swojego wychowawcy, że zarabia dwa razy więcej od niego. Podobnie swoje dorosłe życie na obczyźnie układa Paulina. Ma dobrą pracę, angielskie prawo jazdy, a  język opanowała na poziomie komunikatywnym. Zmusiła ją do tego rzeczywistość, czyli codzienna praca z Anglikami. Dawid – podobnie jak wielu jego kolegów – znalazł pracę w Polsce. Skończył Zasadniczą Szkołę Zawodową o specjalności kucharz małej gastronomii. Później zrobił specjalistyczny kurs z zakresu kuchni chińskiej. Zna nazewnictwo ponad pięćdziesięciu orientalnych potraw i umie je przyrządzić. Nie wszyscy jednak mają tyle szczęścia, zarówno na egzaminach kończących szkołę zawodową, jak i w poszukiwaniach pracy. Łukasz wykazał się dużą przedsiębiorczością – bez wątpienia zasługuje teraz na piątkę z plusem, choć w  szkole z  przedmiotu o  tej samej nazwie miał zaledwie czwórkę. „To, co jest wręcz nieosiągalne dla dzieci dotkniętych niepełnosprawnością w  stopniu umiarko-

cz. II

wanym lub znacznym, jest w zasięgu możliwości ich rówieśników z klas dla uczniów z niepełnosprawnością w stopniu lekkim” – wyjaśnia Joanna Stano, nauczycielka. Dzieci te uczą się tych samych przedmiotów, co uczniowie w  szkołach masowych. Jedynie program jest dostosowany do ich indywidualnych potrzeb. Na etapie szkoły zawodowej zakres materiału nie różni się niczym. Wyjątek stanowi wydłużony czas pisania egzaminów. Szkoła kształci m.in. murarzy, stolarzy, kucharzy. Właściwie uczniowie mogą wybrać dowolny zawód, pod warunkiem uzyskania zgody na praktykę w zakładzie pracy. Ośrodek oczywiście pomaga w  kontaktach z  przedsiębiorcami. Absolwentów można spotkać w  różnych zakładach Bochni, Krakowa... a nawet na Wyspach Brytyjskich. W rytmie Ravela Wróćmy jednak do Kamila i  jego pasji muzycznej. Chłopiec ten jest jednym z liderów szkolnego zespołu muzycznego, który społecznie prowadzi długoletnia dyrektor bocheńskiej szkoły muzycznej – pani Wanda Wątorska. Występują w nim dzieci niepełnosprawne intelektualnie w stopniu umiarkowanym i  znacznym. Nienagannie nastrojone instrumenty


w regionalne stroje od chwili wykrycia niepełnotańczą i  śpiewają. sprawności. Dlatego na szkolW przyszłym miesiącu nych korytarzach można spoczeka ich debiut przed tkać już kilkumiesięczne dzieci, bocheńską publicz- które w  ramach wczesnego nością. Andrzej Lis – wspomagania raz w  tygodniu opiekun zespołu jest korzystają z terapii logopedyczpewien, że uczniowie nej, psychologicznej, pedagonie zawiodą swoich gicznej i  sali doświadczania widzów. świata. „Stymulacja rozwoju od Internat to szcze- najmłodszych lat ułatwia funkgólne miejsce, taki cjonowanie dziecka w  szkole. drugi dom rodzin- Daje większe możliwości w dalny. „Uczniowie mają szej edukacji. Nie bez powodu zajęcia w pracowni komputerowej zapewnioną opie- ustawodawca dał taką szansę kę przez całą dobę. dzieciom niepełnosprawnym” wybrzmiewają „Bolero” Ravela W codziennym rozkładzie zajęć – wyjaśnia Anna Mikołajskai  kujawiaka. Kunszt zespołu opiekuńczo-wychowawczych -Kolan, psycholog ośrodka. Później przychodzi wiek doceniają profesjonalni arty- jest czas na obowiązkowe odści, jak choćby lider zespołu rabianie lekcji, ale też i godziny szkolny i  codzienna systema­ TSA, Marek Piekarczyk, który przeznaczone na już wielokrotnie sponsorował rozrywkę. Wychozakup instrumentów muzycz- wankowie mają do nych. Ostatnio uczniowie wy- dyspozycji kompustępowali w Miejskiej Bibliote- tery, salę telewizyjce Publicznej oraz na Festiwalu ną i wciąż oblegaPiosenki Dziecięcej, którego ny zestaw do gry organizatorem był ośrodek. w piłkarzy” – opo„Muzyka jest sposobem dotar- wiada wychowawca cia do tych dzieci. Stymuluje Katarzyna Skrężyna. ich rozwój, daje poczucie ak- Internat czynny jest ceptacji, sprawczości, jest źró- od poniedziałku do dłem radości” – mówi Agniesz- piątku. Mieszkają w nim uczniowie ka Skoczek, nauczycielka. Jak ważna dla tych dzieci jest z różnych miejscoklerycy z wizytą w Ośrodku muzyka wiedzą też klerycy ze wości.          tyczna praca z  dzieckiem, zaZgromadzenia Księży Sercanów równo nauczycieli, jak i rodziw Stadnikach, którzy kilka razy Sto osiemdziesiąt ców. A dalej to już życie pisze w  roku odwiedzają uczniów życiorysów Jeszcze do niedawna widok scenariusz losów poszczegól­ mieszkających w  internacie Ośrodka. Jeszcze się chyba nie człowieka niepełnosprawnego nych absolwentów. Mniej sprazdarzyło, żeby na spotkanie budził zdziwienie i  dezapro- wni uczniowie trafiają do Warsznie przywieźli ze sobą gitary. batę. Obecnie, za sprawą me- tatów Terapii Zajęciowej, inni „Wspólnie z  dziećmi śpiewają diów, stowarzyszeń, fundacji... – jak choćby Łukasz czy Paulina i modlą się. To jakby muzyczne oraz Anny Dymnej, która nie- – samodzielnie kierują swoim rekolekcje, wciąż wyczekiwane strudzenie promuje uzdolnienia życiem. Jakie będą koleje losu przez uczniów” – opowiada niepełnosprawnych, spojrzenie obecnych stu osiemdziesięciu na te osoby zmienia się. Widać uczniów ośrodka? Na to pytakierownik, Edyta Jędryczka. Także w internacie dwa razy to zarówno na ulicy, w autobu- nie chyba nikt dziś nie potrafi w tygodniu rozbrzmiewa muzy- sie, kinie, teatrze... jak i w Par- odpowiedzieć. Jerzy Turek ka rodem z Pogórza Karpackie- lamencie. Od 2005 roku jest (Bochnia) go, a wychowankowie przebrani ustawa, która zapewnia pomoc 13

Fotografie: ze zbiorów Autora

4(124)2009


Wierzyć Dom Boga Tutaj mieszka, tu w Kościele Zyskać tu możemy wiele. Święty Ołtarz, co Ciało to kryje Tabernakulum, Jezus tu żyje. Ukrył swoje Bóstwo święte W Hostii, w postaci niepojętej. Z Miłości mieszka tu Bóg Klęknij człecze u Jego stóp. Tu w tym ołtarzu na ciebie czeka Do stopni przyjdź, nie zwlekaj. Nakarmić Cię chce Ciałem Swoim Z Serca Swego Krwią napoić Przyjmij Ciało, niech twa dusza Zatonie w Miłości Jezusa. Jezus ciągle jest z nami Za tymi pięknymi drzwiami. Przemienił chleb w swe Ciało Kielich wina przemienił w Krew. To Ciało Ukrzyżowane Krew na Krzyżu była przelana. W tej Postaci zostawił Siebie całego By mógł nasycić sobą wierzącego. Przy tym Ołtarzu, w każdym momencie W Przenajświętszym Sakramencie. Irena Gielas (Kalwaria Zebrzydowska)

Tak wiele razy Zgrzeszyłem Stałem się podobny Do kamienia Lecz Ty Boże Przemieniłeś mnie Według woli swej W drzewo Które wydaje Zdrowe owoce Wiary. Józef Majchrzak (Morąg)

***

Jestem pełniejszy Tobą Jak wezbrana wodą rzeka Jestem bogatszy Tobą jak zasiana ziarnem ziemia

Fot. ks. Z. Płuska SCJ

Jestem jaśniejszy Tobą jak oświetlony gwiazdami mrok Wiesław Janusz Mikulski (Ostrołęka)

14


4(124)2009

Jesteś ze mną Ciągle powracam do Ciebie choć droga stroma i śliska często w podanym Chlebie widzę Cię całkiem z bliska.

Wyznanie

Wysoko cenię wiarę Setnika wszak on uwielbił Ciebie w Twoje Serce wnikał i upokorzył siebie. Wzruszają mnie łzy Magdaleny są szczere i rzewne otarłeś je czułym spojrzeniem i przebaczyłeś to pewne. Czuję Twą stałą opiekę i trwałych łask zdroje w zamian ofiaruję Ci Jezu serce i życie moje. Jan Pętlewski (Lublin)

Któż, jak nie Ty O Wielki Boże W godzinie próby Nam pomoże W chwili szczególnej I w rozpaczy Złe nasze czyny Nam wybaczy Przemówi głośno Do sumienia I wskaże drogę Do zbawienia Dlatego z pokorą I ufnością Przed Tobą, Boże Dzisiaj klękamy I każde Twoje Ojcowskie słowo Z wdzięcznością Wysłuchamy Henryk Kozak (Sanok)

W drodze do... W sierpniowe dni późnego lata w drodze do grodu nad Wartą idą pielgrzymi całego świata, idą piechotą, bo warto. Czasami wąskie ich ścieżki i nie do końca prosta droga do źródła, które gasi pragnienie w modlitwie bliżej Boga. W trudzie wędrówki, w blasku ikony dla wielu los się odmienia. W oczach zostaje obraz Madonny niezmienny przez pokolenia. Małgorzata Franc (Częstochowa)

15


Jak Szymon z Cyreny... Wychodząc spotkali pewnego człowieka z Cyreny, imieniem Szymon. Tego przymusili, żeby niósł krzyż Jego (Mt 27,32).

16

czas wejścia na Golgotę. Wrażliwość na cierpienie i łaska od Boga pozwoliły mu jednak przekroczyć granice obowiązku narzuconego mu siłą. Dla Szymona, jak i każdego z chrześcijan, „Krzyż nie jest znakiem, który dodaje zapału,

Fot. br. H. Majka CSSp

U

kazuje się wiele artykułów dotyczących niesienia pomocy ciężko chorym i umierającym oraz ich rodzinom. Na ich podstawie można dojść do przekonania, że w społeczeństwie zakorzenione jest głębokie współczucie i miłosierdzie dla cierpiących. Zakładane są bowiem kolejne fundacje i hospicja zajmujące się tego rodzaju opieką. Wydaje się również, że nie brakuje wolontariuszy. Wielu zgłaszających się do pracy z  umierającymi jest przekonanych, że wystarczy po prostu „trzymać cierpiącego za rękę” i umilać mu czas. Niosący w ten sposób pomoc, nie potrzebują dodatkowej wiedzy ani praktyki, gdyż ufają swojej intuicji. Zebrane doświadczenia, chociażby najskromniejsze, traktują jako wybitne osiągnięcia, które przypominają innym przy każdej nadarzającej się okazji. Czy można wymagać od nich czegoś więcej? Nie odmawiając im szlachetnych intencji i  uczynków, należy jednak przypomnieć, że główny ciężar opieki spoczywa na rodzinie i  zawodowych opiekunach medycznych. Koniecznym staje się więc rozróżnienie pomiędzy okazjonalnym darem krótkiego czasu przebywania z cierpiącym a całodobową opieką. Wolontariusz przychodzi bowiem wówczas, kiedy ma czas, siłę i ochotę. Najbliżsi i opiekunowie medyczni nie mają żadnego wyboru. Nawet jeśli zabrakłoby miłości, to i tak są zobowiązani do tej trudnej posługi na mocy więzów krwi oraz kodeksu etyki zawodowej. Szymon Cyrenejczyk wzbraniał się przed okazaniem pomocy Jezusowi. Został on jednak przymuszony do niej przez żołnierzy rzymskich. Kierowali się oni bowiem nie miłosierdziem, ale względami praktycznymi, aby nie przedłużał się


4(124)2009 które ma kształt krzyża”, pisał Tertulian. Groteskową staje się zatem postać osoby uważającej siebie za powołaną do niesienia pomocy cierpiącym i umierającym, która skupiona jest przede wszystkim na własnych dolegliwościach. Każdy opiekujący się ciężko chorym i  umierającym powinien w czasie tej trudnej służby zapomnieć o swoich dolegliwościach, uprzedzeniach i potrzebie wypoczynku. Temu wszystkiemu można bowiem zadośćuczynić po zakończeniu pracy.

Tej służby nie da się ułożyć według sztywnego planu zajęć ani pogodzić z zasadami bezpieczeństwa i  higieny pracy. Należy zatem modlić się, aby podobnie jak Szymon odkryć, że: „Jezus nie tłumaczy krzyża, lecz go dźwiga” (G. Moser). Bywają jednak takie chwile w czasie drogi krzyżowej, kiedy to głównie Szymon niesie krzyż Chrystusa. Jego postawa jest drogowskazem dla każdego pomagającego cierpiącemu. Niesienie krzyża nie powinno nikomu sprawiać przyjemności, a  tym bardziej być okazją do wywyższania się. Trudno zatem usprawiedliwić ludzi, którzy chwalą się swoimi dobrymi uczynkami, zapominając przy tym, że była to łaska dana im przez Boga. Ostatecznie sprawdzianem czystości ich intencji nie jest chwilowa pomoc w  niesieniu cudzego krzyża, ale stosunek do własnego cierpienia. „Kto chce być uczniem Jezusa, musi [bowiem] wziąć na siebie swój krzyż, to jest swoje uciski i cierpienia albo samo ciało,

Słusznie ostrzega P. Claudel, że: „Musimy nieść krzyż, zanim on nas będzie niósł”. W czasie odwiedzin należy zatem bardziej słuchać niż mówić. Nadzieję umacniamy w cierpiącym nie tyle przez trzymanie go za rękę, chociaż ten gest może być pomocny, ale przez osobistą wiarę. Cierpiący rozpięty na krzyżu własnej choroby szybko wyczuwa wszelkie udawanie i pozory niesienia pomocy. Ostatecznie dla niego nie jest ważne, czy opiekun został przymuszony do tej posługi, czy uczynił to z własnej woli, ale czy z miłością dźwiga jego krzyż.

Fot. ks. Z. Płuska SCJ

lecz znakiem, który otrzeźwia”, wyjaśnia Werner Steinberg. Ten wstrząs psychiczny jest potrzebny w jego życiu, aby od tej chwili kierował się przede wszystkim zasadą miłosierdzia bez względu na to, kim jest człowiek potrzebujący jego pomocy oraz w jakich okolicznościach ma jej udzielić. Bywają bowiem takie sytuacje, kiedy niesienie pomocy cierpiącemu wymaga narażenia własnego zdrowia i życia. Czy pamiętają o tym osoby odwiedzające ciężko chorych?

Nie uczyli mnie o cierpieniu. Ono samo do mnie przyszło. Zamknęło mi usta, Kiedy chciałem się użalać. I powiedziało: pomagaj innym… ks. Lucjan Szczepaniak SCJ (Kraków)

17


Boże nasz

W

Boże i Panie nasz W Miłości Swej niepojęty Tyś ponad wszelkim grzechem Miłosierny i Święty. A nasze serca i dusze Niedoskonałe, zbłąkane, Wciąż ufne w Twe przebaczenie Dobry nasz Boże i Panie. Ty nas dziećmi nazywasz, Więc kochasz i wybaczasz Naszym sercom skruszonym I drogi Miłością naznaczasz. Zwróć nasze serca ku Sobie Poprzez moc Swojej łaski, Niechaj ziemskie ciemności Rozświetlą, o Panie, Twe blaski.

Fot. ks. W. Januś SCJ

Fot. kl. M. Wrzesiński SCJ

Zofia Ewa Szczęsna (Skępe)

18

spółczesnemu światu trudno jest zrozumieć i przyjąć cierpienie. Niejednokrotnie staje się ono argumentem za tym, że nie ma Boga, bo gdyby On był, to nie pozwoliłby, aby cierpiało tyle osób. Coraz częściej się zdarza, że osoby chore i w podeszłym wieku uważa się za nieużyteczne, będące ciężarem i traktuje się je jako zbędny balast. Podejście do chorego, począwszy od wielkich korporacji ubezpieczeniowych, poprzez niektóre ośrodki medyczne, skończywszy na pojedynczych osobach często kształtowane jest przez egoizm, brak szacunku, zwracanie uwagi tylko na problemy finansowe. Nietrudno przecież dostrzec, że na przykład eutanazja w  większości nie jest motywowana troską o  chorego, ale troską o  zyski firmy ubezpieczeniowej lub dbałością o dobre samopoczucie rodziny. Dlatego warto uświadomić sobie odmienność postaw Kościoła w tych sprawach. Osoby chore czy w podeszłym wieku zajmują od zawsze wyjątkowe i  szczególne miejsce wśród ludu Bożego. Wierzymy, że uczestniczą one w  tajemniczy sposób w  cierpieniu Pana Jezusa. To właśnie w  nich uwidacznia się najbardziej i najwymowniej takie zjednoczenie z Chrystusem Jezusem, iż mogą niejako dopełnić cierpienia samego Zbawiciela dla zbawienia świata. Wszyscy wiemy, że nie jest łatwo przyjąć cierpienie czy bardziej lub mniej zaawansowane


4(124)2009

Powołani

do cierpienia szły życiowe burze? Czyż Ona, ofiarowana Bogu, nie przeżywała trudnych prób? Jako młoda dziewczyna została przez Boga zaproszona, by zrezygnować ze swoich planów i stać się Matką Syna Bożego. Zaraz po Jej „Oto Ja służebnica”, kiedy to dowiedziała się, że zostanie Matką Zbawiciela, okazało się, że nic na ten temat nie wie św. Józef. Nie jest łatwo być brzemienną w takiej sytuacji. Następnym dramatycznym wydarzeniem dla Maryi był moment narodzin Jezusa. Każ-

da matka chce urodzić dziecko w przyzwoitych warunkach. Maryi to nie było dane. W zasadzie to niczego nie mogła przygotować, bo do końca nie wiedziała gdzie będzie rodzić. Poród nie odbył się w  domu, ale w stajni dla zwierząt. W takich oto warunkach urodził się najpiękniejszy z  ludzkich synów. Wkrótce potem, wraz z przyjściem Mędrców, następne „trzęsienie ziemi” – prześladowanie Heroda. Dlaczego Bóg milczy i  nie interweniuje w  obronie Syna? A  potem w dwa miesiące po narodzinach zmuszona była udać się na obczyznę, do nieznanego kraju, do Egiptu. Czyż nie była dla Niej próbą wiary sytuacja, kiedy to dwunastoletni Jezus został w  świątyni? Ewangelia mówi, że Maryja nie rozumiała tej postawy Syna. Dlaczego Jezus swojej Matce nie chciał powiedzieć czegoś więcej? Pan Bóg Matce własnego Syna niczego nie ułatwiał. Warto tylko pomyśleć, ileż musiała wysłuchać nieprzychylnych opinii, kiedy Jezus nauczał i  czynił cuda. A mimo to nie tylko nie malało, ale wciąż pogłębiało się Jej zawierzenie, Fot. ks. Z. Płuska SCJ

oznaki starości. Można wtedy zwątpić, załamać się, zamknąć się w swym bólu, ulec rozgoryczeniu, niekiedy nawet wpaść w rozpacz. Bóg jednak wzywa każdego do przyjęcia własnego krzyża w jakiejkolwiek by on nie jawił się postaci (cierpienia, starości, inwalidztwa). Do każdego kieruje zapewnienie: „Ja wszystkich, których kocham, karcę i ćwiczę” (Ap 3,19). Twarde słowa żywego Boga znajdują potwierdzenie w życiu Najświętszej Maryi Panny. Jej całe życie nie było łatwe i proste, ale Ona przyjęła powołanie do cierpienia. To prawda, że jako człowiek była obdarzona wieloma darami: przywilejem Niepokalanego Poczęcia, wolnością od grzechu pierworodnego i wszelkiego innego grzechu. Ona urodziła nam Zbawiciela – Jezusa Chrystusa. Jednak Jej życie nie było usłane różami, ale wieloma boleściami. Bóg niejednokrotnie stawiał Ją w trudnych sytuacjach. On tak właśnie traktuje swoich przyjaciół, dlatego może ma ich tak niewielu. Czyż przez życie Maryi nie prze-

19


20

operacje nie przynosiły spodziewanego skutku. Przebywając tam, zrozumiał, że nie można stawiać kariery sportowej na pierwszym miejscu w życiu. Po długim czasie leczenia i  rehabilitacji, problem z kolanem minął. Za kilka lat zdobył wicemistrzostwo Polski. Rozumiał jednak, że na pierwszym miejscu jest Bóg i  jego plan. Po maturze wstąpił do seminarium. Osoba, która cierpi i  w  ten sposób wypełnia wolę Bożą jest także użyteczna dla bliźnich. Choć jej zewnętrzna aktywność jest ograniczona i czasami pozostaje nawet osamotniona, to jednak często promieniuje duchowym światłem, które pomaga i umacnia innych. Przypomina mi się moja uczennica z Lublina. Podeszła do mnie po skończonej katechezie i poprosiła o znalezienie jakiejś osoby starszej lub chorej, którą mogłaby odwiedzać. Powiedziała mi, że chciałaby coś uczynić dla innych. Myślała o innych, a sama zyskała wiele. Jej częste odwiedziny u starszej, schorowanej pani dały jej wiele szczęścia i zadowolenia. Drodzy chorzy! Przyjmijcie powołanie do cierpienia! Bo to przynosi owoce, choć czasem niewidoczne. Może potrzeba, aby dzięki waszej obecności w  rodzinach, dzieci i  młodzież uczyły się szacunku i  bycia wrażliwymi na chorych, cierpiących, samotnych, starszych. Może wasze cier-

Fot. dk. Ł. Grzejda SCJ

tak że nawet sam Jezus dał Ją za przykład: „kto jest Moją matką? Ci, którzy pełnią wolę Ojca Mojego!” A cóż dopiero powiedzieć o udziale Maryi w kulminacyjnym momencie życia Jezusa: w Jego Męce i Śmierci? Maryja widziała śmierć swojego Syna! Stojąc pod krzyżem Jezusa, przyjęła powołanie do cierpienia. Doświadczając różnych, trudnych sytuacji, Maryja wyraziła zgodę na swą drogę boleści w duchu zawierzenia. Za taką postawę została z  duszą i ciałem wzięta do Nieba. Jeśli więc i nam jest czasem trudno zgodzić się na cierpienie własne czy osób bliskich, co więcej wydaje się nam, że Bóg milczy, to pamiętajmy, iż Jego milczenie jest inną formą Jego Słowa, a „nieobecność” jest inną formą wszechogarniającej Obecności. Czasami przez cierpienie Bóg puka do drzwi serca i pragnie nawiązać kontakt. Niejednokrotnie ktoś przez cierpienie nawraca się. Pewien młody człowiek, obecnie ksiądz, był zapalonym sportowcem. Już w  ostatnich klasach szkoły podstawowej wygrywał liczne zawody i  marzył o  karierze sportowej. Niespodziewanie pojawiła się kontuzja kolana. Uprawianie sportu stanęło pod znakiem zapytani. Dostał się do szpitala, w  którym leżał bardzo długo. Poszczególne

pienia ofiarowane w intencji córki czy syna, którzy na przykład przeżywają kryzys  małżeństwa, uratują ich związek. Może pomożecie w ten sposób swoim sąsiadom. Może wyprosicie powołanie kapłańskie czy zakonne z  wioski, parafii. A  gdy przyjdą chwile słabości i ogarnie Was ciemność, wpatrujcie się w Matkę Zbawiciela, która sama usłyszała prorocze słowa: „A Twoją duszę miecz przeniknie” (Łk 2,35). Pamiętajcie, że nawet z ust Chrystusa wyszło to niepokojące pytanie: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Mt 27,46). Ufajcie! Wasze cierpienie nie jest bezowocne! Nie myślcie nigdy, że jesteście niepotrzebni, zapomniani, odrzuceni. A nawet gdyby tak rzeczywiście się stało z powodu ludzi to „Ja nie zapomnę o Tobie” – mówi Bóg. ks. Jacek Szczygieł SCJ (Stadniki)


4(124)2009

Jestem sobą! Na czym polega Twoja niepełnosprawność? Urodziłem się z czterokończynowym spastycznym dziecięcym porażeniem mózgowym. Z tego co mówi moja mama, byłem po urodzeniu tak dobrze rozwinięty, że lekarze stwierdzili porażenie dopiero, gdy miałem półtora roku. Nie chodzę, samodzielnie nie siedzę, bardziej sprawną mam prawą rękę. Praktycznie wszystko trzeba przy mnie zrobić. Jak spędzasz czas, jakie masz hobby? Czas wolny, tzn. cały dzień, spędzam w domu. Mam wózek elektryczny, mieszkam na osiedlu zamkniętym, gdzie jest tylko jeden blok, toteż mam możliwość jeździć sobie po parkingu i rozmawiać z sąsiadami. Poza tym gram na organach

Fot. kl. M. Wrzesiński SCJ

Wywiad z osobą niepełnosprawną

(jednym palcem, ze wzrokiem w suficie); komputer. Lubię też jeździć z tatą na ryby, ja oczy­ wiście mam więcej brań niż tata. Jaki był najpiękniejszy dzień w twoim życiu? Mogę z całą dumą powiedzieć, że przystąpienie do Pierwszej Komunii św. było najpiękniejszym dniem. Podjeżdżałem z mamą na wózku na końcu, mama ze łzami w oczach, co niektórzy parafianie też. Blisko mnie byli również: moja siostra Arkadia, która przygotowywała mnie do Komunii św.,  moja nauczycielka Pani Danuta, a także reszta rodziny niezmiernie wzruszona.

Co chciałbyś powiedzieć ludziom w pełni zdrowym? Ludziom w pełni zdrowym chciałbym powiedzieć, że niektórzy nie potrafią docenić tego, co mają, przejmują się drobnostkami i  wymyślają sobie problemy. Jaki piękny byłby świat, gdyby niektórzy ludzie byli inni i patrzyli na drugiego człowieka oczami Chrystusa. Dziękuję! Z Mariuszem Stachowiakiem rozmawiał Mirosław Klak 21

Fot. ks. W. Januś SCJ

Fot. br. H. Majka CSSp

W jaki sposób przeżywasz swoją niepełnosprawność? Normalnie, jestem sprawny inaczej, jak to teraz mówią. Jestem jaki jestem. Żyję normalnie dzięki moim rodzicom. Kiedyś mój ukochany dziadek zadał mi pytanie, co ty złego zrobiłeś, że urodziłeś się taki chory?! Miałem wtedy może 11 lub 12 lat i ja mu odpowiedziałem, że widocznie Pan Jezus potrzebuje na ziemi kogoś takiego jak ja, więc jestem. Jestem sobą, trochę mnie znasz, nie załamuję się, jest OK.


Kamerun

S

Pojednanie, sprawiedliwość i pokój

Fotografie: ze zbiorów Autora

prawiedliwość – oto kolejne wyzwanie Kameruńczyków. Kamerun jest niestety jednym z najbardziej skorumpowanych krajów na świecie. Korupcja weszła tak głęboko w  życie codzienne, że ludzie nie mają już poczucia wstydu związanego z tym brudnym postępowaniem. Jednym z najbardziej jaskrawych przykładów jest postawa policji. Zamiast pilnować porządku, kontrolować przestrzegania przepisów ruchu drogowego, są ustawieni na drogach wjazdowych do miast, gdzie bez skrupułów zbierają pieniądze od większości kierowców. Nie jest ważny stan samochodu, liczba pasażerów, wszystko jest do przeoczenia, byleby tylko odpowiednia kwota wpadła do kieszeni kontrolujących. Tragedią jest fakt, że policjanci wychodzący rankiem do pracy mają już określoną sumę do przekazania szefowi, który z kolei musi zadowolić swojego szefa itd. Krąg jest zamknięty i sięga najwyższych dostojników państwowych. Czasami prasa donosi o zdefraudowaniu miliardów franków przez niektórych ministrów. Lecz sceptycy mówią, że władza rzuca na pożarcie niewiernych synów, by dać wrażenie walki z korupcją i móc dalej podtrzymywać system układów, jak niegdyś w  dobie komunizmu w Polsce. W mieście, w którym obecnie jestem (Bafoussam), 38 miliardów franków (około 58 milionów

22

cz. II

ks. Zdzisław Pławecki SCJ euro) z funduszu Unii Europejskiej było przeznaczonych na remont dróg. Kilka miesięcy temu na czele administracji miasta nastąpiła zmiana, został mianowany nowy wysłannik rządu opowiedzialny za region. Gdy objął stanowisko okazało się, że pieniądze znikły bez śladu, a stan dróg jest gorzej niż tragiczny. Rządzący nie są tym za bardzo przejęci, gdyż oni podróżują dużymi samochodami dostosowanymi do dróg terenowych, a biedny lud może cierpieć. Mówi się, że prawo kameruńskie jest bardzo dobre, lecz problemem jest brak jego egzekwowania w życiu codziennym. Ogólnie można powiedzieć, że panuje tu ciągle prawo silniejszego. Masz pieniądze, wpływy, jesteś nietykalny, a nawet jeśli cię osadzą w wiezieniu, masz warunki nie gorsze niż w domu. Natomiast biedak, gdy ukradnie z  powodu nędzy, siedzi miesiącami, a  nawet latami w więzieniu, czekając na sąd i  wyrok, który często nie jest wyrazem troski o sprawiedliwość. W jednym więzieniu był przypadek pewnej kobiety, która spędziła tam 25 lat bez osądzenia. W  końcu znalazł się ktoś, kto się nią zainteresował i szukając motywów uwięzienia, nie znalazł ich. Nieszczęśniczka została ostatecznie uwolniona. Na szczęście są też przykłady ludzi, którzy nie idą na żadne układy, bronią prawa i sprawiedliwości. Konieczna jest modlitwa w ich intencji, by wytrwali w prawości. W Bafoussam jest jeden policjant, muzułmanin, który przyciąga sympatię wszystkich ludzi, wiele razy był wybierany czło-


4(124)2009 wiekiem roku tegoż miasta – powód jest jeden – jest uczciwy, nie do skorumpowania. Jak wspomniałem wyżej, Kamerun cieszy się od wielu dziesięcioleci pokojem i jest to jedno z  jego największych bogactw. Kameruńczycy mówią o sobie samych, że kochają pokój i być może dlatego nie dochodzi do bratobójczych wojen, mimo wielkiej niesprawiedliwości społecznej tutaj panującej. Jednak w ubiegłym roku rządzący otrzymali ostrzeżenie, kiedy w lutym wybuchły zamieszki spowodowane wzrostem cen paliwa i  podstawowych produktów żywnościowych. Rozruchy zostały stłumione przez armię i policję. Oficjalnie mówi się o 40 ofiarach, nieoficjalnie o kilkuset. Spokój powrócił, lecz jest on ciągle strzeżony przez ludzi w mundurach. Społeczeństwo jest niezadowolone z  takiej sytuacji, jednak trudno jest znaleźć jakieś wyjście. O demokratycznych i  przejrzystych wyborach nie ma nawet co marzyć. Wśród ludności krąży dowcip porównujący wybory w  USA, Japonii i Kamerunie. Amerykanie są dumni, że następnego dnia po wyborach już znają oficjalne wyniki, Japończycy po kilku godzinach, a Kameruńczycy są najdumniejsi, gdyż znają wyniki zanim zacznie się głosowanie. Mimo wszystko trzeba przyznać, że obecny prezydent Kamerunu stara się rozwiązywać konflikty międzynarodowe, unikając rozlewu krwi. Dwukrotnie uniknął dzięki temu konfrontacji zbrojnej z Nigerią. Rzeczywistość życia w  Afryce jest złożona, niejednokrotnie bardzo skomplikowana. Liczne są zagrożenia, przez które zło chce unicestwić życie. Jednak nie brakuje pozytywnych wymiarów, które pomagają w otwarciu na Ewangelię, jedyną drogę prawdziwego i trwałego rozwoju.

Mówił o tym Ojciec św., podkreślając wyjątkowe poczucie sacrum (świętości) liturgii, jakie mają Afrykańczycy. Bardzo ważną wartością jest także rodzina. Dla każdego Afrykańczyka stoi ona w  centrum życia, bez kontaktu z  nią jest się niemalże umarłym za życia. Podkreślając to, co dobre, Benedykt XVI zaapelował do Kameruńczyków i  wszystkich mieszkańców Afryki, by uchwycili chwilę łaski, jaką Pan im daje, prowadząc ich ku pojednaniu, sprawiedliwości i pokojowi. Są to wartości ewangeliczne, które wprowadzone w życie, zapewnią Afryce dobrobyt chciany przez Boga samego. Naszym zadaniem jest przede wszystkim otoczyć szczerą i ufną modlitwą wszystkich mieszkańców Czarnego Kontynentu. Miłość skonkretyzowana przez naszą modlitwę, ofiarowane cierpienie w ich intencji wyda w swoim czasie błogosławione owoce. ks. Zdzisław Pławecki SCJ (Kamerun)

Msze œwiête w intencji cz³onków Duchowego Patronatu Mi­syj­ne­go zostan¹ od­pra­wio­ne w kaplicy seminaryjnej 16 VIII oraz 20 IX 2009 r. Zapraszamy do ³¹cz­no­œci w mo­dli­twie.

In­ten­cja mo­dli­twy mi­syj­nej: By chrześcijanie w Laosie, Kambodży i Birmie, którzy często napotykają wielkie trudności, ufni mocy Ducha Świętego, nie zniechęcali się w głoszeniu Ewangelii braciom.

23


„Niech mi się stanie...” (Łk 1,38)

P

Zwiastowanie – Maryja otwiera serce na Boże wezwanie, przyjmuje je i pragnie spełnienia woli Bożej. Nie zostaje z tą Tajemnicą sama, ale otrzymuje zapewnienie, że Pan jest z  Nią. To wydarzenie burzy dotychczasowy świat 24

się zniechęceniu, niepokojom, rozpaczy? Co zamyka mnie na Boga? Czy rozmawiam o swoich lękach, niepokojach, bezradności, zagubieniu? Czy potra­fię zawierzyć życie Panu Bogu? Czy wierzę, że On jest ze mną we wszystkich wydarzeniach? Czy nie zasłaniam sobą Chrystusa? Czy otwieram serce na głos Boga?

Fot. br. H. Majka CSSp

ragnę, abyśmy razem zatrzymali się przed Matką Bożą i od Niej uczyli zawierzenia, zasłuchania, zachowywania i wypełniania Słowa Bożego oraz miłości i wierności aż po krzyż. Otrzymaliśmy bezcenny dar w drodze do domu OJCA. Jezus w  słowach: „Niewiasto, oto syn Twój”, oddał nas pod opiekę swojej Matce, ukazując w  Niej jednocześnie wzór ucznia, jakim mamy się stać. Zgłębiając życie Maryi, uczymy się przyjmować codzienność, w  której przeplata się radość ze smutkiem, zdrowie z  chorobą, cierpieniem, trudem. Uczymy się odkrywać w  nich czas błogosławiony – miejsce spotkania z  Bogiem. Najważniejsze momenty życia Maryi wskazują, jak „godzi się Ona na obumieranie, na ciemności, na niewidoczny początek i potrafi czekać, aż ziarno Słowa wyda w  niej najpiękniejszy z  owoców”. Wróćmy w naszym rozważaniu do tych wydarzeń, aby na nowo odkryć, że „dla Boga nie ma nic niemożliwego”.

Maryi. Rezygnuje z wszystkich swoich planów i  cierpliwie czeka, aż słowa zwiastowania wypełnią się. Jest świadoma, że może Jej grozić odrzucenie, niezrozumienie, potępienie, a  nawet śmierć. Najważniejsze jest jednak pójście drogą powołania. Spotkanie z  Bogiem otwiera Ją na innych. Podejmuje trud wędrówki do Elżbiety, aby podzielić się radością i wiarą. Jak przyjmuję trudne wydarzenia? Czy najważniejsze jest wypełnianie woli Bożej? Czy ją rozeznaję? Czy nie poddaję

Magnificat – Maryja żyje Słowem Boga. Ono przenika Jej serce, myśli i działanie. W  słowach uwielbienia podkreśla wierność, miłosierdzie, wszechmoc Pana Boga. Adoruje i  czci Zbawcę, który objawił się w  codziennym, prostym życiu. Uczy nas wiary w żywą obecność Boga. Jakie postawy odkrywam w sercu? Czy dziękuję i uwielbiam Pana Boga? Czy dostrzegam Jego działanie i obecność w  życiu? Czy wierzę, że przychodzi codziennie w  swoim Słowie, sakramentach, w  drugim człowieku? Czy proszę o dary Ducha Świętego i otwieram się na Jego natchnienia?


Kana Galilejska – Matka Boża uczy nas ufności i wypełniania woli Bożej w  słowach: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Wie, że dla Boga nie ma nic niemożliwego. Jest otwarta na potrzeby ludzi, ich braki, troski, a jednocześnie uczestniczy w ich radościach i  szczęściu. Pragnie być z nami we wszyst-

kich wydarzeniach, pomagać i prowadzić nas do swojego umiłowanego Syna. Czy słucham i rozważam słowa, które kieruje do mnie Jezus w Ewangelii? Czy staram się żyć nimi na co dzień? Czy proszę Maryję, by prowadziła mnie do Jezusa? Czy uczę się od Niej wrażliwego i  otwartego serca? Czy na wzór Matki Bożej pomagam innym? Golgota – Jezus z  krzyża powierza nas Maryi i  czyni Ją naszą Matką. Tak jak uczeń Jan mamy wziąć Ją do naszych serc i  domów. Matka Boża jest dla nas wzorem pójścia za Jezusem do końca. Idzie w milczeniu na Golgotę, gdzie umiera Chrystus, i  Bóg prowadzi Ją przez ten próg. Miecz cierpienia nie zabił Jej wiary.

Maryja nie przestaje wierzyć, że Bóg zmartwychwstanie. Jaka jest moja wiara? Czy potrafię trwać przy Bogu w najciemniejszych chwilach życia? Czy wierzę w  Chrystusa i  czy wierzę Jemu? Czy jestem świadkiem Jezusa Zmartwychwstałego? Czy nie skupiam się na bólu i  cierpieniu? Czy jest we mnie gotowość „tracenia” życia dla Jezusa? Czy każdego dnia pragnę iść za Jezusem, słuchać Go i doświadczać z Nim nowego życia? Kończąc niniejsze rozważania, prośmy Maryję, by uczyła nas kochać Jezusa Chrystusa całym sercem, umysłem i  ze wszystkich sił. Powierzajmy się Jej wstawienniczej opiece i  prośmy, byśmy tak jak Ona dawali się prowadzić Duchowi Świętemu. Jadwiga Lasota (Warszawa)

Fot. dk. Ł. Grzejda SCJ

Boże Narodzenie – Maryja rodzi Syna Bożego, który z miłości do każdego z nas stał się Człowiekiem. Otacza Go miłością, czułością, troską i  opieką. Ubóstwo Dzieciątka otwiera serca pasterzy, Mędrców i wszystkich poszukujących Boga. Oddają oni cześć Niemowlęciu i  odchodzą „wielbiąc i  wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli”. Matka Boża zachowuje i  rozważa te wydarzenia w swoim sercu. Czy w moim sercu jest miejsce dla Boga? Czy zapraszam Jezusa i  proszę, by każdego dnia na nowo rodził się w  moim sercu? Czy przyjmuję miłość Boga, którą objawił w  swoim Synu? Czy wierzę, że jestem umiłowanym dzieckiem Bożym? Czy jest we mnie tęsknota za spotkaniem z  Bogiem? Czy przechowuję w  sercu i  rozważam wszystkie cuda, jakich Bóg dokonał w  moim życiu? Czy przywiązanie do osób, rzeczy, siebie nie zasłania mi Chrystusa? Czy karmię się Słowem Bożym i Eucharystią? Czy pozwalam Jezusowi leczyć moje serce w sakramencie pojednania? Czy żyję w przestrzeni ciszy i samotności potrzebnej do zatrzymania się przed Bogiem?

Fot. ks. Z. Płuska SCJ

4(124)2009

25


Prenumerata Dwumiesięcznika dla chorych Wstań Warunki prenumeraty (cena 1 egz.: 2,50 zł + koszt wysyłki)

Przy zamówieniu 10 i więcej egzemplarzy koszty wysyłki ponosi redakcja. Prenumerata roczna wynosi wówczas: 15 zł x liczba zamawianych egzemplarzy. Np. przy zamówieniu 10 egz. należność wynosi 150 zł, 11 egz. – 165 zł.

ilość półroczna roczna egz. (3 kolejne numery) (6 kolejnych numerów) 1

12,00 zł

24,00 zł

2

20,10 zł

40,20 zł

3

27,60 zł

55,20 zł

4

35,10 zł

70,20 zł

5

43,50 zł

87,00 zł

6

51,00 zł

102,00 zł

7

62,40 zł

124,80 zł

8

69,90 zł

139,80 zł

9

77,40 zł

154,80 zł

nazwa odbiorcy

W Y Ż S Z E

86 1020 2892 0000 5102 0016 3758

nazwa odbiorcy cd.

3 2 - 4 2 2

odbiorca

numer rachunku odbiorcy

8 6

Polecenie przelewu / wpłata gotówkowa

DOWÓD / POKWITOWANIE DLA NADAWCY

WYŻSZE SEMINARIUM MISYJNE 32-422 STADNIKI 81 kwota zleceniodawca:

1 0 2 0

S E M I N A R I U M S T A D N I K I 2 8 9 2

M I S Y J N E

8 1

0 0 0 0

5 1 0 2

W P

numer rachunku zleceniodawcy (przelew) / kwota słownie (wpłata)

0 0 1 6

3 7 5 8

kwota

waluta

PLN

Odcinek dla banku / poczty

nr rachunku odbiorcy

nazwa i adres zleceniodawcy

nazwa i adres zleceniodawcy cd.

tytułem/inne

Prenumerata „Wstań”. Zamawiam półroczna

PRENUMERATA „WSTAŃ”. ZAMAWIAM

egz.

OKRES PRENUMERATY:

roczna

„WSTAŃ” DLA UBOGICH

EGZEMPLARZY.

PÓŁROCZNA

ROCZNA

OFIARA NA MISJE

„WSTAŃ” DLA UBOGICH OFIARA NA MISJE

Opłata:

stempel dzienny

data, pieczęć, podpis(y) zleceniodawcy

Opłata: ........................................

Wydawnictwo Księży Sercanów DEHON poleca książki o tematyce biblijnej Jan Hojnowski SCJ

ijny.indd 1

WYDAWNICTWO KSIĘŻY SERCANÓW

9 788375 190700

hojnowski_czytajac_okl.indd 1

2009-04-29 12:12:29

ks. Artur Sanecki SCJ KANON BIBLIJNY

okladka.indd 1

Książka ukazuje, jak tworzył się zbiór ksiąg biblijnych, który w potocznym języku określamy Pismem Świętym albo Biblią. Zachęca do wciąż lepszego poznawania Pisma Świętego, zarówno jego treści, jak i formy.

Za mawiaj:

format: 125x220 mm, s. 172 oprawa miękka cena: 17,00 zł

Kanon biblijny WYDAWNICTWO KSIĘŻY SERCANÓW

9 7 8 8 375 190953

Czytając

STARY TESTAMENT

ISBN 978-83-7519-065-6

ISBN 978-83-7519-070-0

ISBN 978-83-7519-095-3

WYDAWNICTWO KSIĘŻY SERCANÓW

format: 110x180 mm, s. 124 oprawa miękka cena: 12,50 zł

format: 125x220 mm, s. 138 oprawa miękka cena: 14,00 zł

ks. Artur Sanecki SCJ

(ze Wstępu)

Jan Hojnowski SCJ Czytając STARY TESTAMENT

Kanon Pisma Świętego związany jest (…) nierozerwalnie z historią ludu Bożego, z którego Tradycji się wyłania. Pan Bóg działa w historii i bez zrozumienia historycznych uwarunkowań procesu kanonicznego trudno zrozumieć formę naszej Biblii. Biblia jest równocześnie świadectwem wiary i podstawowym punktem odniesienia chrześcijańskiej refleksji teologicznej, stąd konieczność umieszczenia dyskusji na temat jej kanonu w perspektywie teologii i egzegezy.

Celem niniejszej publikacji – noszącej tytuł Czytając Stary Testament – jest, choć w minimalnym stopniu, uwypuklenie roli, którą Pismu Świętemu przypisuje II Sobór Watykański w ślad za św. Pawłem. Ta rola Pisma Świętego, a ściślej Starego Testamentu, zainspirowała mnie do snucia reeksji religijno-moralnych wokół różnych postaci i zdarzeń biblijnych. Nadając tym rozważaniom kształt książki, ułożyłem je alfabetycznie – z wyjątkiem pierwszego rozdziału – sądząc, że to ułatwi łaskawemu Czytelnikowi korzystanie z nich. Autor

9 7 8 8 375 190656

2009-03-17 10:33:50

Gianfranco Ravasi CZŁOWIEK BIBLII

ks. Jan Hojnowski SCJ CZYTAJĄC STARY TESTAMENT

„Człowiek Biblii” to cykl konferencji wygłoszonych przez autora w Centrum Kultury S. Fedele w Mediolanie, ukazujących człowieka w świetle Starego i Nowego Testamentu – jego powołanie, godność i wielkość.

Autor snuje refleksje religijno-moralne wokół różnych postaci i zdarzeń biblijnych Starego Testamentu. Ich encyklopedyczna forma ułatwia Czytelnikowi łatwe korzystanie z nich, w zależności od interesujących go zagadnień biblijnych.

09-01-28 11:34:18

listownie: Wydawnictwo DEHON, ul. Saska 2, 30-715 Kraków; telefonicznie: 012 290 52 98 przez Internet: sprzedaz@wydawnictwo.net.pl; www.wydawnictwo.net.pl


Fot. ks. P. Chmielecki SCJ

Osoby i instytucje, które w maju i w czerwcu 2009 r. wsparły nasze czasopismo materialnie:

Centrum Formacji Maryjnej (Licheń Stary); Julia Bogusz (Kanie); Bronisława Bujok (Wisła); Krystyna Cybula (Wólka Gołębska); Wiktoria Igras (Huta Józefów); Urszula Jesionek (Bełcząc); Agnieszka Jędrzejowska (Nowa Jabłonka); Władysława Kastelik (Gilowice); Artur Kawik (Trzcianka); Stefania i Czesław Kmak (Biała Wyżna); Jan Korzeniowski (Zator); Paulina Kowal (Przemyśl); Jacek Ks. Ryłko (Kraków-Pychowice); Zofia Kukuczka (Istebna); Halina Kutyba (Bochnia); Łucja Lewandowska (Gruszewo); Halina Lichoń (Dobczyce); Jutta Łopatka (Zielona Góra); Zofia Madziar (Warszawa); Regina Miekina (Stara Łubianka); Maciej Mróz (Leżajsk); Genowefa Mularska (Ziemięcin); Franciszek Nanowski (Opole); Bolesława Napieracz (Zaduszniki); Antonina Nawrocka (Dębno); Beata Nenko (Kraków); Barbara Nowakowska (Obrzycko); Maria Nowicka (Jelenia Góra); Janina Obodzińska (Krzeszowica); Kazimiera Okas (Jasień); Par. Rzym.-Kat. p.w. Podwyższenia Krzyża Św. (Sosnowiec); Maria Pastusiak (Lublin); Bożena Peczkowska (Radomsko); Andrzej Piątek (Warszawa); Kazimierz Pirga (Różanka); Anna Liza Pisarek (Dębieńsko); Kazimiera Pławecka (Muchówka); Krystyna Poźniak (Żary); Par. Rzym.-Kat. pw. NSPJ (Kraków); Par. Rzym.-Kat. pw. NSPJ (Koszyce Małe); Par. Rzym.-Kat. pw. Św. Jacka (Groń); Par. Rzym.-Kat. pw. św. Jakuba Ap. (Raciechowice); Liliana Rybicka (Wałbrzych); Apolonia Sabat (Barcin); Maria Skiba (Nowa); Helena Skrobot (Kraków); Ks. Paweł Słałko (Chocianowice); Joanna Sobczyk (Sosnowiec); SS. Urszulanki (Warszawa); Alicja Stanula (Łaski); Ks. Stanisław Stawowczyk SCJ (Ostrowiec); Czesława Strzelczyk (Ołobok); Józefa i Józef Sudołowie (Mielec); Bronisława Sułecka (Radom); Izabela Szafran (Poniatowa); Barbara Szczerbińska (Dłużec); Jadwiga Szulc (Dobczyce); Janina Szymańska (Mieszkowie); Bernadetta Szymańska (Stolec); Janusz Szymczak (Tarnów); Stanisława Szypowska (Wrocław); Stanisław Śnieżek (Łuków); Stanisław Urbanowicz (Suwałki); Leokadia Wasiak (Gorzów Wlkp.); Ks. Adam Włoch SCJ (Kraków); Wszystkim, dzięki którym nasz Dwumiesięcznik może docierać do coraz szerszego grona czytelników, składamy serdeczne „Bóg zapłać” i zapewniamy o naszej pamięci w modlitwie.


Przyjmij, cokolwiek On daje i oddaj, cokolwiek Ci zabiera z wielkim uśmiechem. bł. Matka Teresa z Kalkuty

Fot. dk. Ł. Grzejda SCJ

wstan_4(127)09  

4(124)2009 sierpień wrzesień Rok XXI ISSN 0867-7603 Z błogosławieństwem, Neoprezbiterzy 2009 (od lewej): ks. Jacek Kosteczka SCJ, ks. Michał...