Page 1

ISSN 0867-7603

DWUMIESIĘCZNIK DLA CHORYCH

1(127)2010 luty marzec Rok XXII


Fot. P. Sionko

Fot. kl. E. Sinkevich SCJ


1(127)2010

POST POMOŻE NAM OTWORZYĆ SERCA NA MIŁOŚĆ BOGA I BLIŹNIEGO Benedykt XVI ............................................... 4 MIŁOSIERDZIE BOŻE NIGDY NIE ZAWODZI – UFAJ JEMU! Jeremiasz .......................................................... 6 CZY PAN BÓG STWORZYŁ CIERPIENIE? ks. Józef Golonka SCJ ............................... 8 CELE WIELKIEGO POSTU dk. Stanisław Zawiłowicz SCJ ................... 11 PAN JEZUS MNIE UZDROWIŁ Zdzisław Dywicki ..........................................12 S£OWA OCZEKIWANE ......................... 14 ŻYCIE NA KÓŁKACH Mirosław Klak ............................................ 16 NA BÓL I CHOROBĘ (CZ. III) o. Stanisław Olesiak SVD .......................... 18 DROGA KRZYŻOWA Józef Kasprzyk ........................................... 20 AZERBEJDŻAN (CZ. I) ks. Henryk Majkrzak SCJ .......................... 22 „POŚWIĘCIŁ SWOJE ŻYCIE, ABY PRZYNIEŚĆ ULGĘ POTRZEBUJĄCYM I CIERPIĄCYM” ks. Jan Sypko SCJ ...................................... 24

Radosny okres Narodzenia Pańskiego, który tak niedawno przeżywaliśmy, wciąż wywołuje w naszej duszy głębokie uczucia wdzięczności za niepojętą miłość Boga, objawioną w maleńkim Dziecięciu z Betlejem. W tym stosunkowo krótkim okresie liturgicznym (czasem może nawet ogarnia nas żal, że aż tak krótkim!) kontemplowaliśmy bezgraniczne i wręcz niewiarygodne oddanie się Stwórcy dla swego stworzenia. Z pewnością zastanawialiśmy się też nad postawą, jaką wobec tej Miłości zajęła ludzkość wtedy i jaką zajmuje dziś. Historia bowiem się powtarza. Tak jak wtedy Jezus spotykał się z miłością i oddaniem ze strony Maryi, Józefa, pasterzy, Mędrców, Symeona i Anny, tak i dziś ma pośród nas wielu prawdziwych przyjaciół, którzy mają otwarte serca, ale też i ręce gotowe, by Go przyjąć i przekazać do adoracji i hołdu innym. Ileż dowodów na to znajdujemy m.in. w każdym numerze Wstań, gdzie świadectwa ze strony chorych i cierpiących są tego tak wybitnym potwierdzeniem… Nie możemy jednak zapomnieć, że przychodząca na świat Miłość spotkała się także z brakiem zrozumienia, odrzuceniem, a nawet i wrogością, które doprowadziły w końcu do tragicznej śmierci Jezusa na krzyżu. Nie brak takich postaw i dzisiaj, bo Chrystus wciąż jest niewygodny dla pragnących urządzić świat po swojemu, a więc bez Boga i Jego praw. Wykorzystuje się więc wszelkie możliwości, by ignorować czy ośmieszać wskazaną przez Jezusa drogę, a wiarę w Niego zepchnąć do sfery prywatności. Wobec takich założeń, nawet sam znak najwyższej miłości i oddania, jakim jest Krzyż Chrystusa, nie może się ostać w miejscach publicznych, bez względu na to, że większość obywateli opowiada się zdecydowanie za pozostawieniem go na swoim miejscu. Tu nikomu z tych nowoczesnych głosicieli tolerancji nie przeszkadza dziwna logika myślenia w wydaniu 98 (za) = 1 (przeciw)… Wkrótce wkroczymy w najbardziej intensywny okres Roku Liturgicznego – czas Wielkiego Postu. Będzie to dla nas wszystkich okazja do ponownych przemyśleń nad tajemnicą krzyża Chrystusa i ściśle z tym związaną tajemnicą naszego osobistego krzyża. Tajemnice trudne do zrozumienia, bo i dzisiaj, tak samo jak za czasów świętego Pawła, dla wielu ludzi krzyż może być zgorszeniem albo głupstwem, a dla powołanych do bycia chrześcijanami – mocą Bożą i mądrością Bożą (por. 1 Kor 1,22nn). Krzyż był i nadal jest znakiem sprzeciwu i walki. Były całe epoki i pokolenia, które zrywały krzyże z wież kościelnych, cmentarzy, polnych dróg czy piersi wierzących, by zatrzeć wszelki ślad krzyża na ziemi. Wśród nas żyją jednak ludzie, którzy z krzyża czerpią siłę i moc, którzy wiedzą z własnego doświadczenia, że od krzyża ucieczki nie ma. Wiem, do kogo piszę te słowa. Nikt lepiej niż Wy, Drodzy Chorzy i Cierpiący, nie uzna za swoje słów św. Edyty Stein: „Wiedzy krzyża nie można zdobyć, dopóki nie czuje się krzyża spoczywającego na własnych ramionach”. Tylko dla człowieka wierzącego krzyż jest znakiem miłości Boga, miłości, którą mamy wokół siebie szerzyć każdym naszym słowem i każdym naszym czynem. Patrząc z wiarą na ten zbawienny Krzyż Jezusa, kontemplując niezmierzoną wielkość Miłości kochającego nas Boga, możemy z Jego pomocą próbować uporządkować wiele spraw w naszym życiu, wprowadzić w nie więcej światła i radości, a w ten sposób przygotować się na nadchodzące Święta Wielkanocne, Święta zwycięstwa Chrystusa nad złem i grzechem. Takiego przeżycia tego zbawiennego okresu życzę Wam wszystkim, Drodzy Chorzy i Przyjaciele Wstań, zapewniając, w imieniu całej Redakcji i Misyjnego Seminarium Księży Sercanów o naszej stałej pamięci przed Bogiem. Oddany w Sercu Jezusa

Wydawca: Wyższe Seminarium Misyjne Zgromadzenia Księży Najśw. Serca Jezusowego (Księża Sercanie), 32-422 Stadniki 81, tel.: (012) – 271 15 24, fax (012) – 271 15 45, e-mail: wstan@scj.pl Redakcja: ks. Artur Sanecki SCJ (red. nacz.), ks. Kazimierz Sławiński SCJ oraz klerycy: G. Siedlarz, M. Tabak; Współpracownicy: Z. Dywicki, W. Jamróz, A. Jędrzejowska, J. Lasota, J. Leśniak, K. Suwiczak, Z. Szczęsna, M. Wnęk, T. Wrona, Z. Zaremba; Kolportaż: kl. J. Kopystyński, kl. M. Wrzesiński; Skład i łamanie: Wydawnictwo Księży Sercanów DEHON; Druk: EURODRUK-Kraków Sp. z o.o. Nakład: 7 400 egz. Redakcja zastrzega sobie prawo zmiany tytułów i skracania nadsyłanych materiałów. Fotografie bez podpisów są tylko przykładowymi ilustracjami i nie przedstawiają osób, o których mowa w artykule. Za zezwoleniem władzy kościelnej. Fot. ks. Z. Płuska SCJ

3


Post pomoże nam otworzyć serca na miłość Boga i bliźniego Fragment orędzia Ojca Świętego na Wielki Post 2009 roku

Drodzy bracia i siostry!

Fot. ks. Z. Płuska SCJ

(…) W tradycyjnym Orędziu na Wielki Post chciałbym w tym roku w szczególny sposób rozważyć wartość i sens postu. Wielki Post bowiem przywodzi

4

na myśl 40-dniowy post, jaki Pan odbył na pustyni przed rozpoczęciem swojej publicznej działalności. W Ewangelii czytamy: „Wtedy Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła. A gdy pościł już czterdzieści dni i czterdzieści nocy, poczuł w końcu głód” (Mt 4,1-2). Podobnie jak Mojżesz przed otrzymaniem tablic Dekalogu (por. Wj 34,28), podobnie jak Eliasz, zanim spotkał Boga na górze Horeb (por. 1 Krl 19,8), tak i Jezus, modląc się i poszcząc, przygotowywał się do swojej misji, której początkiem było trudne starcie z kusicielem. Możemy sobie zadać pytanie, jaką wartość i jaki sens ma dla nas, chrześcijan, rezygnacja z czegoś, co samo w sobie jest dobre i pozwala nam żyć. Pismo Święte i cała chrześcijańska tradycja uczą, że post pomaga unikać grzechu i tego wszystkiego, co do niego prowadzi. (…) W Nowym Testamencie Jezus ukazuje głęboką przyczynę postu, piętnując zachowanie faryzeuszy, którzy skrupulatnie przestrzegali naka-

zów prawa, choć ich serca były od Boga daleko. Prawdziwy post, powtarza w innym jeszcze momencie Boski Nauczyciel, to wypełnianie woli Ojca Niebieskiego, który „widzi w ukryciu i odda tobie” (por. Mt 6,18). On sam daje tego przykład, odpowiadając szatanowi, po 40 dniach spędzonych na pustyni, że „nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych” (Mt 4,4). Celem prawdziwego postu jest zatem spożywanie „prawdziwego pokarmu”, którym jest pełnienie woli Ojca (por. J 4,34). Skoro więc Adam nie posłuchał nakazu Boga, by „nie spożywać owocu z drzewa poznania dobra i zła”, człowiek wierzący poprzez post pragnie z pokorą zawierzyć się Bogu, ufając w Jego dobroć i miłosierdzie. (…) Wydaje się, że w obecnych czasach zmniejszyło się nieco znaczenie duchowe praktyki postu, a stała się ona raczej – w kulturze zdominowanej przez poszukiwanie dobrobytu materialnego – środkiem terapeutycznym, wspomagającym


1(127)2010 od początku styl życia chrześcijańskiej wspólnoty, w której organizowano specjalne zbiórki (por. 2 Kor 8-9; Rz 15,25-27), a wierni byli zachęcani do oddawania biednym tego, co dzięki postowi udało się odłożyć (por. Didascalia Ap., V, 20,18). Także dziś należy na nowo odkrywać tę praktykę i do niej zachęcać, przede wszystkim w liturgicznym okresie Wielkiego Postu. Z tego, co powiedziałem, jasno wynika, że post jest wartościową praktyką ascetyczną, duchową bronią w walce z wszelkim możliwym nieuporządkowanym przywiązaniem do nas samych. Dobrowolna rezygnacja z przyjemności, jaką jest jedzenie, i z innych dóbr materialnych pomaga uczniowi Chrystusa panować nad innymi rodzajami głodu osłabionej grzechem pierworodnym natury, którego negatywne skutki odbijają się na całej osobowości człowieka. Do tego też zachęca starożytny liturgiczny hymn wielkopostny: „Ten czas przeżyjmy w skupieniu, krótsze niech będą rozmowy, skromniejsze nasze posiłki, więcej czuwania”. Drodzy bracia i siostry, jak widzimy, post ostatecznie ma pomagać każdemu z nas – jak pisał sługa Boży Papież Jan Paweł II – w czynieniu z siebie

całkowitego daru dla Boga (por. Veritatis splendor, 21). Niech zatem Wielki Post posłuży każdej rodzinie i każdej chrześcijańskiej wspólnocie do oddalenia wszystkiego, co rozprasza ducha, i pogłębienia tego, co karmi duszę, otwierając ją na miłość Boga i bliźniego. Myślę szczególnie o intensywniejszej modlitwie, lectio divina, częstszym przystępowaniu do sakramentu pojednania oraz aktywnym uczestniczeniu w Eucharystii, a przede wszystkim w niedzielnej Mszy św. Z takim wewnętrznym nastawieniem wejdźmy w pokutny klimat Wielkiego Postu. Niech nam towarzyszy Błogosławiona Dziewica Maryja, Causa nostrae laetitiae, i niech nas wspiera w trudzie wyzwalania serc naszych z niewoli grzechu, by coraz bardziej stawały się „żywym tabernakulum Boga”. Z tymi życzeniami zapewniam o modlitwie, aby każdy wierzący i każda kościelna wspólnota z pożytkiem szli wielkopostną drogą, i z serca udzielam wszystkim Apostolskiego Błogosławieństwa.

Watykan, 11 grudnia 2008 r.

Fot. ks. Z. Huber SCJ

pielęgnację własnego ciała. Poszczenie służy oczywiście dobrej kondycji fizycznej, ale dla ludzi wierzących stanowi w pierwszej kolejności „terapię” pomagającą leczyć to wszystko, co uniemożliwia wypełnianie woli Boga. (…) Skrupulatne przestrzeganie postu przyczynia się ponadto do nadania osobie – jej ciału i duszy – spójności, co pomaga jej unikać grzechu i wzrastać w zażyłości z Bogiem. (…) Jednocześnie post pomaga nam uświadomić sobie, w jakiej sytuacji żyje wielu naszych braci. W Pierwszym Liście św. Jan napomina: „Jeśliby ktoś posiadał na świecie majątek i widział, że brat jego cierpi niedostatek, a zamknął przed nim swe serce, jak może trwać w nim miłość Boga?” (3,17). Dobrowolny post pomaga nam naśladować styl Dobrego Samarytanina, który pochyla się nad cierpiącym bratem i śpieszy mu z pomocą (por. Deus caritas est, 15). Nasz wolny wybór, jakim jest rezygnacja z czegoś, aby pomóc innym, w konkretny sposób pokazuje, że bliźni przeżywający trudności nie jest nam obcy. Właśnie po to, by pobudzić do zachowania takiej nacechowanej otwartością i wrażliwością postawy wobec braci, zachęcam parafie i wszystkie inne wspólnoty, żeby w okresie Wielkiego Postu wierni częściej praktykowali post, indywidualnie i wspólnotowo, oddając się ponadto słuchaniu słowa Bożego, modlitwie i uczynkom miłosierdzia. Taki właśnie był

5


Miłosierdzie Boże nigdy nie zawodzi –

ufaj Jemu!

6

męka. Mówiłem jednak: „Panie! Szczególnie w tej pracy potrzeba krzyża i cierpienia”. Prawdziwym zaskoczeniem było dla mnie to, że na ambonie czułem się świetnie, nie odczuwając żadnych dolegliwości. Podjąłem jeszcze jedną pracę, a poprawy nie było żadnej. Następne wizyty w klinice. Lekarz chciał mnie położyć na sali, a tu przede mną było jeszcze jedno zobowiązanie, by zastąpić duszpasterza w parafii, czego zresztą podjąłem się już rok temu. Otrzymałem lekarstwa i obowiązek codziennego telefonowania do lekarza z informacją o moim stanie zdrowia. W tej sytuacji poprosiłem znajomych o zawiezienie mnie do Łagiewnik, aby porozmawiać o tym z Panem Miłosiernym. Trudno mi było dojść do kaplicy. Po wizycie w Łagiewnikach opuchlizna zaczęła schodzić, co bardzo ucieszyło mnie i lekarza, który prosił abym pokazał się w klinice

Fot. kl. E. Sinkevich SCJ

M

iłosierdzie Boże, to nie jest pojedynczy akt, doraźnie Boże działanie, ale ciągła Boża opieka i troska o nas, pod warunkiem jednak, że z naszej strony to zaufanie do Boga nie ulegnie osłabieniu czy zmianie. Już kiedyś, dwa lata temu, zamieściłem w czasopiśmie dla chorych Wstań artykuł pt. Jezu ufam Tobie. To co piszę teraz, jest kolejnym świadectwem nieustannej troski Pana o mnie w sytuacjach wydawałoby się po ludzku beznadziejnych. Po zakończeniu wielkopostnych prac, poczułem się źle. To nie było tylko zmęczenie. Czułem, że dzieje się ze mną coś niedobrego. Sądziłem jednak, że czas pozwoli wrócić do równowagi fizycznej i psychicznej. Lecz niestety było coraz gorzej. Zauważyłem, że zacząłem puchnąć od pasa w dół. Trudno już było ubrać buty, które niemal siłą wbijałem na nogi. Nie dało się normalnie uklęknąć, ponieważ nogi nie chciały się zginać w kolanach. Chodzenie sprawiało mi ogromną trudność, a prawie niemożliwą rzeczą było unieść jakiś ciężar w ręce i zrobić z nim kilka kroków. Koszmarne były noce, bo można się było zdrzemnąć tylko na siedząco, inaczej natychmiast człowieka dusiło. Jedna wizyta w klinice, po niej następne; środki odwadniające, widziałem ogromne zatroskanie lekarza, a wreszcie i pewnego rodzaju przerażenie, ponieważ żadnej poprawy nie było. Badania krwi wskazywały, że wszystkie parametry, a szczególnie nerkowe, są w normie. Do tego były już dawno przyjęte prace misyjne, gdzie w mentalności duszpasterzy nie mogło się pomieścić to, że może je podjąć ktoś inny. Podjąłem więc te prace, choć była to dla mnie prawdziwa


Fot. ks. P. Bukowski SCJ

w sobotę, gdyż miał dyżur. Po tej wizycie był bardzo zadowolony i wtedy mi wyznał, że martwił się ogromnie, ponieważ woda podchodziła do płuc, a teraz to wszystko ustąpiło. Po dziesięciu dniach kazał zgłosić się w klinice do kontroli, ale już podczas zastępstwa zauważyłem, że jednak stan mojego zdrowia się nie poprawia. Na kolejnej wizycie w klinice okazało się, że nastąpiło nagłe pogorszenie. Parametry nerkowe przerażające. Zatrucie organizmu. Po konsultacji w Klinice Nefrologii przy ul. Kopernika w Krakowie, a konkretnie z panią doktor Katarzyną Jandą, którą mój lekarz osobiście prosił o interwencję, znalazłem się w tejże klinice, na oddziale dializy otrzewnej. Wiedziałem doskonale, co to oznacza: pożegnanie z pracą, dializy trzy razy tygodniowo trwające od trzech do czterech godzin, odejście zupełne na boczny tor życia, nagłe wyrwanie z aktywnej egzystencji do prawie zupełnej stagnacji. Poprosiłem znajomych o zawiezienie mnie do Łagiewnik na godzinę 15.00 – Godzinę Miłosierdzia i Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Trudno mi było zajść do kaplicy, a już prawie niemożliwą rzeczą było uklęknąć. Jestem ogromnie wdzięczny moim znajomym, że trwali przy mnie, również na modlitwie. Tam wierzyłem i ufałem, że Jezus Miłosierny mnie nie zawiedzie. Niewiele mówiłem, bo zdawałem sobie sprawę z tego, że Jezus wie wszystko i niech będzie Jego wola. Klinika Nefrologii i diagnoza – najpierw przejście z proszków przeciw cukrzycy na insulinę i przygotowanie psychiczne i fizyczne do dializy.

Fot. ks. Z. Huber SCJ

1(127)2010

Choć wszystko zamykało się przede mną, to byłem dziwnie spokojny – mówiłem ciągle: „Bądź wola Twoja, Panie”. Wiedziałem, że Pan zadziała po swojemu, choć nie wiedziałem jak. Pani doktor Katarzyna Janda posłała do mnie pielęgniarkę z poleceniem, aby mi przedstawiła i objaśniła nową metodę dializy, tzw. dializę otrzewnową, w której właśnie specjalizuje się oddział kierowany przez panią doktor. Taką dializę po przeszkoleniu można robić w domu samemu albo korzystać ze specjalnego aparatu, który wykonuje za nas dializę nocą (dzień człowiek ma wtedy wolny). Naturalnie pacjent musi być odpowiednio przygotowany do wykonywania tego zabiegu. Po rozważeniu wszystkich możliwości zgodziłem się na dializę otrzewnową. Kolejna wizyta u chirurga z problemem, czy można wszczepić w brzuch cewnik do dializy. Równocześnie oddaję znów krew do badania. Okazuje się, że tym razem parametry nerkowe spadły. Pani doktor decyduje więc, że dializa w tej chwili nie jest potrzebna, tylko co dwa tygodnie powinno się oddawać krew i jeśli parametry nerkowe podniosą się niebezpiecznie, należy natychmiast zgłosić się do kliniki na dializę. Kiedy to usłyszałem zaniemówiłem i pomyślałem sobie: „a jednak Panie, zawsze znajdziesz najmniej oczekiwane wyjście, by zaufanie do Ciebie nie uległo zachwianiu”. W tej sytuacji mogę jeszcze kontynuować moją pracę... Bądź uwielbiony, Miłosierny Jezu, ufam Tobie bezgranicznie. Jeremiasz

7


CZY PAN BÓG

O

STWORZYŁ CIERPIENIE?

Fot. ks. M. Daniluk SCJ

glądając wiadomości telewizyjne czy też różne reportaże związane z ludzką biedą i przepełnione cierpieniem, bólem, łzami i niesprawiedliwością ludzką, można się zastanawiać nad problemem cierpienia na ziemi. Skąd ono się wzięło?

Kto dał temu początek? Jak długo jeszcze przyjdzie ludzkości cierpieć? Wiele tego rodzaju pytań rodzi się w naszym umyśle. Człowiek zdrowy niekiedy zbyt łatwo tłumaczy sobie ten wymiar ludzkiego życia. Jednak ten, który doświadczył bólu lub trwa w cierpieniu, ciągle zadaje sobie powyższe pytania. Pewien młody mężczyzna, z wykształcenia magister matematyki, pozostający na wózku inwalidzkim bez możliwości 8

odzyskania sprawności fizycznej, zadaje pełne żalu i bólu pytanie: dlaczego Pan Bóg jest sadystą? W swoim uzasadnieniu podaje, iż Bóg posłał swojego Syna Jezusa, aby mu zadać ogromny ból w postaci męki i śmierci na krzyżu. Jakoby mało tego było, obdarowuje człowieka różnego rodzaju cierpieniami i chyba cieszy się z tego, kiedy widzi ból, łzy, złorzeczenie i krzyk rozpaczy człowieka. Niejako znęca się nad nim. Człowiekowi, który pragnie żyć i doświadczać radości życia nie łatwo jest przyjąć krzyż cierpienia. Jaką zatem postawę przyjmuje Pan Bóg wobec ludzkiego cierpienia? Czy cieszy się z ludzkiej niedoli czy też raczej wraz z nim cierpi? Czy jest On w takim wymiarze Miłością, czy też może z potężnej miłości do samego siebie w sposób sadystyczny traktuje słabego człowieka? Opis biblijny z Księgi Rodzaju wyraźnie nam zaznacza, że Bóg stworzył świat i człowieka z miłości do niego: „Rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego nam… Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz: na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę… Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1,26-27.31). Człowiek więc został stworzony przez Boga i dla Boga. Zatem celem i największym szczęściem człowieka jest miłosne zjednoczenie się z Bogiem. Święty Augustyn napisze: „Dla siebie nas Boże stworzyłeś i niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Tobie, o Boże”. Skoro Bóg stworzył człowieka na swój obraz i swoje podobieństwo, to równocześnie obdarzył go swoją miłością. Kocha każdego człowieka i dla każdego pragnie szczęścia. Jest przede wszystkim zainteresowany jego sercem, a nie zewnętrznym zachowaniem. Nie oczekuje odwzajemnienia miłości jedynie z lęku przed nim, jak to czynił przede wszystkim Naród Wybrany wobec przykazań, które pragnął zachowywać jako literę Prawa Bożego, by uniknąć kary Wszechmocnego – jak niewolnik, który jest posłuszny, ale bez miłości wykonuje nakazy i zakazy. Bóg pragnie, by człowiek kochał Go całym sercem i by zjednoczył swoją wolę z Jego wolą. Stworzył więc człowieka, aby podzielić się z nim tym, co posiada, całym sobą... Aby wzbudzić w człowieku miłość i pociągnąć go ku sobie, Bóg podejmuje dialog z człowiekiem, szczególnie z tym, który niesłusznie oskarża Boga o czynienie zła czy obojętność i bezsilność wobec cierpień człowieka. Bóg nie pozostaje milczący na powyż-


sze zarzuty. Przede wszystkim ukazuje, że żadne nieszczęście człowieka nie jest dziełem Boga. Bóg nie tylko nie wyrządza człowiekowi żadnego zła, ale milcząco przyjmuje je z ręki człowieka. To Jezus jest Odpowiedzią Boga, która wskazuje na Jego niewinność. Krzyż Jezusa w pełni objawia nam poranioną i cierpiącą miłość Boga. To on najmocniej pociąga nas ku Niemu. Bóg niezmiennie kocha człowieka, nawet wtedy, gdy ten jest obojętny wobec Niego. To Bóg pierwszy wychodzi naprzeciw człowieka, który popełnia grzech, jak to przedstawia opis biblijny grzechu pierworodnego: „Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana, przechadzającego się po ogrodzie w porze powiewu wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu. Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: «Gdzie jesteś?»” (Rdz 3,8-9). Człowiek nie jest zdolny do podjęcia z własnej woli dialogu z Nim. Ukrywa się przed Bogiem, wstydzi się Boga. Podejmując analizę cierpienia ludzkiego przedstawionego na łamach ksiąg Starego Testamentu, możemy dojść do jasnych i prostych wniosków, że to człowiek szuka cierpienia, a Bóg jedynie przypomina o swojej niezmiernej miłości do niego. Cała historia Narodu Wybranego jest przepełniona sytuacjami z życia ludzkiego, w których człowiek odrzuca dobroć, miłość i błogosławieństwo Boga Wszechmocnego. Podobnie Jezus ukazuje niezmierną miłość wobec człowieka. Nie odrzuca kobiety cudzołożnej. Nie przestaje kochać Judasza i ciągle uważa go za swojego przyjaciela pomimo jego zdrady. Nie gardzi Piotrem mimo jego zaparcia się przed ludźmi ze strachu przed więzieniem. Bóg nie przestaje kochać człowieka nawet wtedy, gdy człowiek Go zdradza. Wielu ludzi, którzy uświadamiają sobie wielkość zła i cierpienia, jakim wypełniony jest ten świat, chciałoby, aby taki świat w ogóle nie istniał. Eutanazja lub aborcja to skutek działania jednostki. Obozy śmierci, holokaust, czy też różnego rodzaju czystki etniczne, przemoc wobec słabszych narodów są realizowaniem takiego przekonania w wymiarze społecznym. Jednakże dla Boga każd każde istnienie jest drogie. Co więcej, każdy człowiek, be bez wyjątku, jest wart miłości. Właśnie dzięki tej m miłości Bóg posiada wielką nadzieję dla całego świata i dla każdego człowieka. Bóg nie niszczy swojego stworzenia, ale ciągle działa na rzecz realizacji tej nadziei, która „w rękach” Boga, staje się wielkim planem zbawienia całego świata. Człowiek został stworzony na podobieństwo Boga, czyli jako istota zdolna do przyjmowania oraz ofiarowania miłości. Ponieważ miłość nie m może być nikomu narzucona, człowiek został stw stworzony jako istota posiadająca możliwość dosko-

Fot. br. H. Majka CSSp

1(127)2010

nałej miłości. Jego doskonałość uzależniona została od jego wolnego wyboru. Otrzymana od Boga wolna wola człowieka jest rzeczywiście wolna. Spowodowała ona w człowieku to, iż mógł odpowiedzieć na zaproszenie Boga do doskonałej realizacji miłości nie tylko pozytywnie, ale także negatywnie. Spełnienie pragnienia Boga zostało uzależnione od człowieka. Niezrealizowanie swojego pragnienia jest pewną formą cierpienia. Z momentem popełnienia przez człowieka pierwszego grzechu, który naruszył jego relację z Bogiem, Bóg rzeczywiście zaczął cierpieć. Człowiek odmówił Bogu tego, czego On pragnie i co Mu się należy. Postać zalanego krwawym potem Jezusa, który pomimo okropnego lęku i cierpienia wybiera wierność Ojcu, wierność miłosnemu planowi Boga... Jezus ukazuje, jakim cierpieniem Bóg okupuje swoją wierność i wytrwałość w miłości ku człowiekowi. 9


10

Fot. ks. Z. Płuska SCJ

Mo Możemy wręcz powied dzieć, że Bóg trwa w miłości do człowieka pomimo wielkiego cierpienia, jakiego doświadcza z tego powodu. Tu możemy stwierdzić z całą stanowczością, że to nie Bóg stworzył cierpienie, lecz człowiek, nie odpowiadając na miłosne propozycje Boga, pogrąża siebie i Boga – Syna Bożego w cierpieniu. Z katechizmu wiemy doskonale, że skutkiem grzechu pierworodnego jest zło i cierpienie. Cierpienie rodzi się z grzechu, a więc ze zniszczenia obiektywnego dobra w człowieku, w relacji człowieka z Bogiem. W tej sytuacji cierpienie nie jest karą, jaką Bóg wymierza za grzech, ale doświadczeniem skutków istniejącej rzeczywistości zła, „grzechu świata” (por. J 1,29). Jest również cierpienie z winy samego człowieka, np. skutki nadużywania alkoholu, zażywania narkotyków, brawurowej jazdy samochodem, zarozumiałości i nienawiści ludzkiej i wielu innych, których nie sposób tu wyliczyć... Jeżeli więc cierpienie jest z winy człowieka, to czy wtedy można je tłumaczyć jako karę, którą Bóg wymierza grzesznikowi? Skazując siebie na cierpienie, a przy tym nie mogąc sobie z nim poradzić, człowiek szuka pomocy w nieskończonej Miłości, jaką jest Bóg. To Jego przecież nazywamy Bogiem Miłości i Miłosierdzia. Miłość Miłosierna przygarnia nas. Ta Miłość uczy nas kochać i przebaczać, uczy otwarcia się na Jego krzyż i współuczestnictwa w jego dźwiganiu, uczy współcierpienia z miłości i dla miłości, jakie sam podjął dla nas.

Niepojęty Panie nasz i Boże! Ty zapragnąłeś naszej miłości tak bardzo, że wydałeś w nasze ręce swego umiłowanego Syna, aby objawił nam Twoją miłość i rozpalił w naszych sercach miłość ku Tobie. Wybacz nam Boże to, że zamiast z wdzięcznością przyjąć Twojego Syna, ignorujemy Go, zdradzamy, poniżamy, niesprawiedliwie sądzimy, na różne sposoby ranimy Go i krzyżujemy. Wiem Panie, że w ten sposób lekceważymy i odrzucamy Twoją miłość, zadajemy ból Tobie samemu. Boże Ojcze, jak to możliwe, że związałeś się z nami tak mocno, że nawet nasz grzech nie jest w stanie zniszczyć Twojej miłości, że żadne cierpienie nie zdoła zmienić Twego pragnienia. Twoja wierność i cierpliwość jest naszą nadzieją. Pragnę już nigdy nie zasmucać Ciebie. Pragnę już nigdy nie ranić Ciebie. Pragnę zawsze przyjmować Twoją miłość i ofiarować Ci moją. Pragnę wpatrywać się w Twego umęczonego Syna, aby Jego rany skruszyły moją zatwardziałość, aby Jego cierpienie stopiło moją obojętność, aby Jego śmierć uświadomiła mi konsekwencje moich grzechów, a Jego wierność do końca poruszyła i przemieniła moje serce. Amen.

ks. Józef Golonka SCJ (Rzym)


1(127)2010

Cele

Wielkiego Postu Okres liturgiczny, który nazywamy Wielkim Postem, trwa od Środy Popielcowej do Mszy Wieczerzy Pańskiej. Najprościej można go określić, jako czas przygotowania do świąt Wielkanocy – najważniejszego święta chrześcijańskiego. Już w starożytności liturgia wielkopostna miała za zadanie przygotować katechumenów do chrztu. Przechodzili oni różne stopnie wtajemniczenia chrześcijańskiego. Z czasem dla wszystkich wiernych okres ten stał się czasem wspomnienia własnego chrztu i pełnienia pokuty. Wymiar pasyjny Wielkiego Postu zaczął być akcentowany na przełomie XII i XIII wieku. Dzisiaj wielu z nas, myśląc o Wielkim Poście, kojarzy go z nabożeństwami Drogi Krzyżowej czy Gorzkich Żali. Są to piękne i głęboko teologiczne formy pobożności, jednak należy pamiętać, że Tradycja Kościoła wskazuje nam także konkretne cele przeżywania tego okresu. Pomogą nam one jeszcze owocniej przygotować się do obchodów Paschy. Spróbujemy je teraz wymienić i krótko omówić. I Pogłębienie modlitwy wspólnotowej i osobistej. Dobrze jest zapytać samego siebie, jakie miejsce w moim życiu zajmuje modlitwa, czyli w jaki sposób i jak często rozmawiam z Bogiem? Wspólna modlitwa przynosi pokój i łaskę Chrystusową, dary tak bardzo potrzebne każdemu z nas. Wielki Post sprzyja wspólnym celebracjom, wykorzystujmy każdą okazję do pogłębiania więzi z Bogiem i drugim człowiekiem. II Pogłębienie wiedzy religijnej. Dobrze jest na czas Wielkiego Postu wybrać wartościową książkę religijną. Poszukać odpowiedzi na pytania związane z wiarą, którą się wyznaje. Zaczepić swojego księdza i zapytać, jak on pojmuje zagadnienie, którego nie rozumiem. Modlić się o łaskę mądrej i odpowiedzialnej wiary.

Fotografie: ks. Z. Płuska SCJ

III Pogłębienie życia z Kościołem. Trzeba zapytać, czym jest dla mnie Kościół? Czy wierzę, że pogłębiając więź z Kościołem, pogłębiam więź z Chrystusem, którego On reprezentuje? Dobrze jest wykorzystać czas Wielkiego

Postu na odkrywanie wspólnoty Kościelnej jako miejsca moich spotkań z żywym Bogiem. IV Dzieła miłości względem bliźniego. Miłość bliźniego ma swoje źródło w miłości Boga. Na każdym z nas spoczywa odpowiedzialność za charytatywną działalność Kościoła. Pomoc organizacjom dobroczynnym będzie dowodem na to, że nasza wiara rodzi dobre owoce w postaci konkretnej pomocy. V Dawanie chrześcijańskiego świadectwa. Każdy rok duszpasterski ma swój temat. Aktualny brzmi: „Bądźmy świadkami Miłości”. Aby móc być takim świadkiem trzeba się najpierw na tę Miłość otworzyć. Wielki Post ma nam w tym pomóc. Możemy być pewni, że gdy dzielimy się swoją wiarą, ona automatycznie w nas wzrasta. Zauważyliśmy na początku, że Wielki Post łączy się ze wspominaniem własnego chrztu, a to właśnie wtedy zostaliśmy napełnieni łaską Chrystusa, która uzdalnia nas do bycia Jego świadkami. Krótko zasygnalizowaliśmy wyzwania, jakie stawia nam Wielki Post. Każde z nich, wprowadzane w życie, wymaga z naszej strony wysiłku. Jednak mądrość chrześcijańska uczy, że dzięki realizacji tych postanowień będziemy mogli pełniej i z większym pożytkiem duchowym przeżywać radość ze zmartwychwstania Chrystusa. dk. Stanisław Zawiłowicz SCJ (Stadniki)

11


Pan Jezus mnie uzdrowił „Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien.” (Mt 10,38)

O

Fot. br. H. Majka CSSp

d wielu już lat choruję na prostatę. Rutynowe badanie USG jamy brzusznej wykazało bardzo duży przerost tego gruczołu. Zostałem skierowany do specjalisty urologa i trafiłem do poradni urologicznej przy szpitalu Akademii Medycznej. Przez cały czas trwania choroby, przeciętnie, co trzy miesiące miałem robione badanie PSA, które określa poziom markerów nowotworowych we krwi. 16 marca 2005 roku, kiedy PSA przekroczyło dopuszczalną normę, miałem wykonaną biopsję prostaty i pobranie wycinka do badania. Wynik – łagodny przerost prostaty (nowotwór niezłośliwy). Znów dodatkowe leki i kontrole

12

co trzy miesiące. Tak było przez zez cztery lata. Kolejne badaniee z dnia 13 lutego 2009 roku wykazało, że PSA wynosiło 13,648 ng/ml, kiedy dopuszczalna norma nie powinna przekroczyć 4,000. A więc wynik prawie trzy i pół razy wyższy od normy. Wynik bardzo, bardzo zły. Groziła operacja. óg W międzyczasie Pan Bóg sprawił, że w dniach od 13 do d i ł 15 marca 2009 roku brałem udział w rekolekcjach Odnowy w Duchu Świętym, które były organizowane w Laskowicach Pomorskich. Razem z żoną należę do wspólnoty modlitewnej Niosąca Ducha w ruchu Odnowy w Duchu Świętym przy naszej parafii św. Mateusza w Bydgoszczy. Rekolekcje te wspaniale prowadził ojciec Figiel – jezuita. W czasie tych rekolekcyjnych spotkań odbyło się też zaplanowane nabożeństwo uzdrowieniowe, w którym brałem udział. Między modlitwą, w chwilach przerwy ojciec rekolekcjonista mówił, jaką część ciała, czy u kobiety, czy u mężczyzny, Jezus uzdrawia. W pewnej chwili usłyszałem słowa ojca, że Pan uzdrowił mężczyznę chorującego na prostatę i tą wiadomością może się on podzielić z żoną. Nie zdawałem sobie sprawy, że wiadomość o tym fakcie może dotyczyć mnie. Jakże słabej wiary byłem. Może czułem się zbyt wielkim grzesznikiem, aby przyjąć to do wiadomości, że Bóg pochylił się nad moim cierpieniem. A Jezus przez usta ojca rekolekcjonisty mówił – „zostałeś uzdrowiony”. Według mnie po ludzku było to niemożliwe. Okazało się to jednak faktem, a z faktami nie powinno się dyskutować... Kiedy 11 maja 2009 roku było następne badanie PSA


1(127)2010

Fot. br. H. Majka CSSp

Dziś chcę dać o tym świadectwo. Jezu mój! Wiem, że jesteś Bogiem żywych, że jesteś obecny w naszym Kościele, który założyłeś, aby zbawić ludzi. Do Kościoła Twojego też i ja – proch marny – należę. Jezu mój! Niech moje świadectwo mówi, że Ty jesteś Panem życia i śmierci, Panem choroby i zdrowia. Panem czasu i materii. Ty Jezu, Boże żywy, bądź mi Panem do końca moich dni.

całkowitego, wynik był szokujący – nie mniej, nie więcej, tylko norma, czyli 2,692 ng/ml. Lekarz prowadzący nie mógł w to uwierzyć. Mówił, że to niemożliwe, że musiała zaistnieć jakaś pomyłka. Ale ja wiem, że nie było pomyłki, bo Bóg mylić się nie może. Bóg po prostu uzdrawia. To stało się dla mnie w gabinecie lekarza jasne. Na nowo stanęło mi przed oczyma nabożeństwo o uzdrowienie. Wiem, że to Jezus pochylił się nad moją chorobą i podał mi rękę.

„Bo czyż ten Ojciec, co Syna swego Wydał na mękę, by nas ocalić, Może swym dzieciom życzyć co złego? Czyż się nad nimi nie raczy żalić? Ilekroć przeto Pan trapić raczy Tak dla nas samych widać potrzeba, Gdyż kogo krzyżem On tu naznaczy, Temu toruje drogę do nieba”. o. Karol Bołoz Antoniewicz SJ Zdzisław Dywicki (Bydgoszcz)

W dniu 15 stycznia 2010 roku w Stadnikach miał miejsce uroczysty ingres nowego Przełożonego Polskiej Prowincji Księży Najświętszego Serca Jezusowego – ks. Artura Saneckiego SCJ, dotychczasowego Rektora Wyższego Seminarium Misyjnego tegoż Zgromadzenia w Stadnikach. Oznacza to, że ks. dr Artur Sanecki SCJ przestanie być również Redaktorem Naczelnym naszego Dwumiesięcznika dla Chorych Wstań, która to funkcja związana jest z urzędem każdorazowego Rektora Seminarium. Zespół redakcyjny, także w imieniu Czytelników i Przyjaciół Wstań, składa Księdzu Rektorowi-Prowincjałowi najszczersze podziękowanie za wszelką życzliwość i wspieranie naszego pisma. Niech Boże Serce i opieka Niepokalanej Dziewicy towarzyszą Księdzu Prowincjałowi w owocnym i skutecznym działaniu na rzecz całej Prowincji i Zgromadzenia! Redakcja

13


Ta reszta Z głębi Krzyża płynie zbawienie, tylko trzeba wznieść ręce, trzeba zawołać: Ojcze weź tę resztę, która została po męce. Z głębi cierpienia tylko jęk wznosi się ponad ziemią. Trzykrotne pianie i gorzki płacz zawsze się spełnią. Anioł dobroci zbiera te dary, zanosi pod stopy Pana, by wiernym mogły być podnóżkiem, wiernym jak obecność Jana.

Krzyżowa droga

Genowefa Jachowicz (Warszawa)

Tam Gdzie z bezdroża wyłania się Droga Gdzie na skrzyżowaniu właściwy kierunek wskazuje krzyż Gdzie w jego cieniu nad kwiatem pochyla się wędrowiec Boży A po sklepieniu biegnie chmura z chmurą Trzymając się za ręce Wiatr hula z tęsknotą czyjąś Słońce zachodzi po to, by powstać znów Kamienie stóp nie kaleczą już Tam idź i ty Szarą, polną drogą Do opuszczonego krzyża On czeka tu na ciebie Prosty i spękany Porośnięty mchem zielonym od długiego czekania I pochyla się nad tobą Ucałuj Jego stopy Wznieś swe serce Przejmij się czerwienią dojrzałych jarzębin Popatrz na ptaki co próżno skubią Jego palce I wsłuchaj się w ciszę

Fot. ks. Z. Huber SCJ

A oto lekki powiew muśnie ci twarz I będziesz już wiedział na pewno On jest przy tobie – nie jesteś sam... Tomasz Wrona (Buczkowice)

*** przepraszam cię ziemio zraniona przez ludzi przepraszam Cię Boże umierający w człowieku drzewo nad moją drogą schylone weź mnie w ramiona SŁOWA Krystyna Maria Suwiczak (Poznań)

14


1(127)2010

Koleje życia Pędzisz główną magistralą pociągiem InterCity. Boga odstawiłeś na boczny tor. Pamiętaj tylko, że gdy nie zauważysz opuszczonego semaforu, Pan Bóg może nie zdążyć zatrzymać cię, jadąc drezyną po zardzewiałym torze. Maria Jokiel (Kędzierzyn-Koźle)

Mógłbym

pamięci ks. kan. Józefa Jamroza

Mógłbym jego życie w przepiękne ubrać strofy a czerń sutanny zamienić na złotą mógłbym… lecz nie zrobię tego i Ty Panie Boże wiesz dobrze dlaczego?

Psalm Wielkiego Piątku Wiary starczyło do Piątku od Niedzieli Palmowej: Jak na wizje beztroskiej sytości z Królem co leczył i wskrzeszał i tak długo – Wciąż funkcjonuje załgany Sanhedryn arcykapłani i wartości stypa i lud tak podły że się wyrzekł wolności że sam się przeląkł a Boga się wyparł – Walą się trony na spróchniałych nogach sypią się wieki zdychają cesarze wojny wszczynając pysze swej na dowód co ni sekundy życia nie przedłuży – Pod krzyżem ciemno. Siedzę na Golgocie żywe cierpienie żuję jak sakrament. Czoło mnie pali skronie i wspomnienia nadzieja strużką jak oddech wycieka. Uratuj jeszcze choć światełkiem iskrą … Marian Stanisław Hermaszewski (Lublin)

Najpiękniejsza miłość w szarości odcieniach jak białe są róże gdy giną w płomieniach? Tadeusz Skwarczyński (Sztum)

15


Życie na kółkach Cztery koła, para większych i dwa mniejsze, obręcz do odpychania, chodzik, kule, słomka do picia…

Z

apada zmrok. W oddali wyczuwam zapach tytoniu. Dźwięki gitary i słowa Tolerancji rozbrzmiewają w spokojny, księżycowy wieczór. To Jacek śpiewa swoją ulubioną piosenkę. Podchodzę bliżej. Z mroku wyłania się grupa jego fanów. Gosia, nastoletnia dziewczyna na wózku, nie chodzi, mama wypchnęła ją z okna bloku, kiedy była niemowlakiem. Zawsze szeroko uśmiechnięta, wita mnie machnięciem ręki. Ania – podobnie, przybita do wózka, próbuje radośnie śpiewać poplątanym językiem. Tomek, potężny młody człowiek, potrząsa do rytmu bezwładnymi rękoma. Łukasz, mruga światełkami swego elektrycznego „wehikułu”. Wreszcie Jacek, zdolny chłopak, wracał do domu na stopa, wypadek, kierowcy nic się nie stało, on musiał na zawsze zaprzyjaźnić się ze swoim kalectwem. Włączam się w pogodny wieczór przy śpiewie i pogawędkach. Pierwsze spotkanie Niepełnosprawni. Spotykamy ich na każdym kroku, na ulicy, 16

w autobusie, urzędzie, szkole. Jednocześnie budzą się w nas różne reakcje: nie zwracamy uwagi, patrzymy z politowaniem, dziękujemy w myślach, że mnie to nie spotkało, oferujemy pomoc. To tacy sami ludzie jak wszyscy. Mający swoje marzenia, plany na przyszłość, pasje i zainteresowania, pragnący kochać i być kochani. Ciągle jednak zdarza się, że postrzegani są jak „inni”, gorsi, co więcej nierzadko nieproduktywni, niepotrzebni, jako ciężar dla społeczeństwa. Skąd takie postawy? Z lęku przed niewiadomym. Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy miałem zostać wolontariuszem na wczasorekolekcjach dla

Fot. br. H. Majka CSSp

Czy to cały ich świat?

niepełnosprawnych byłem pełen lęku. O czym ja będę z nimi rozmawiał, co mam z nimi robić, jak się nimi opiekować? Los chciał, że zostałem opiekunem chłopaka, który był ode mnie dwa razy cięższy, cały czas spędzał na wózku i na dodatek mó-


1(127)2010 kule… i swoją niepełnosprawność. Po prostu są i dziękują, że Bóg z nimi jest.

wił zrozumiałym tylko dla siebie językiem. Po pierwszym dniu byłem bardziej zmęczony niż po tygodniu ciężkiej pracy. Jednak kiedy zacząłem się wsłuchiwać w to, czego on pragnie, a nie czego ja chcę, dostrzegać jego gesty, ruchy, ucząc się szybko jego mowy, dostrzegłem, jakim inteligentnym i błyskotliwym człowiekiem było mi dane się opiekować. Dziesięć dni spędzonych razem stało się najpiękniejszą szkołą służby bliźniemu.

Fot. kl. E. Sinkevich SCJ

Być… Jeżeli ktokolwiek spotykał się lub dłuższy czas przebywał z niepełnosprawnymi, wie, jak dużo można się od nich nauczyć. Ci kalecy ludzie pokazali mi, co to znaczy bardziej „być niż mieć”, uświadomili mi wartość, a zarazem kruchość ludzkiego życia. Wreszcie zrozumiałem, co to znaczy mieć problem. Moje problemy stały się niczym w porównaniu do wysokiego krawężnika, pod który nie idzie podjechać. W kontaktach z niepełnosprawnymi w p pełni odczytałem słowa Chrystusa: Wszystko, co uczyniliś cie jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 25,40).

Godziny spędzone z „pokrzywionymi” przyjaciółmi przemieniały się w chwile dziękczynienia za dar życia i Bożą obecność, w Nim bowiem żyjemy, poruszamy się i jesteśmy (Dz 17,28). To sam Bóg obejmuje nas swoimi dłońmi, a nasze życie jest cudem w Jego rękach. Nieważne, na jaką chorobę ktoś cierpi, z jakim kalectwem się zmaga, ważne jest to, że jako człowiek posiada godność, wynikającą z powołania go przez samego Boga. Tym bardziej można w osobie niepełnosprawnej, dostrzec cierpiącego Chrystusa. Często nie mają oni luksusowych mieszkań, nie mają kilku kont w banku. Jedyne, co posiadają, to swoje cztery koła, chodzik,

Pomóc… Wielu niepełnosprawnych skazanych jest na wegetację w przysłowiowych czterech ścianach mieszkania. Zdarza się, że nie wychodzą oni przez wiele tygodni z domu. Potrzebne są osoby, które znalazłyby czas, aby pójść z niepełnosprawnym na spacer, spędzić wieczór na rozmowie czy zrobić zakupy. Każdy może zostać wolontariuszem, wystarczy tylko trochę dobrych chęci. Nikt z nas nie wie, czy kiedyś sam nie będzie potrzebował pomocy. Papież Benedykt, zwracając się do wolontariuszy 9 września 2007 roku w Wiedniu, powiedział: „Ludzie działający bezinteresownie okazują bliźniemu szacunek, przypominają o godności człowieka, budzą radość z życia i nadzieję. Wolontariusze są strażnikami i rzecznikami praw człowieka i jego godności”. Starajmy się patrzeć sercem, wykorzystywać każdą chwilę do czynienia dobra drugiemu człowiekowi. Pozwolę sobie zakończyć fragmentem Tolerancji Stanisława Sojki: „Na miły Bóg, życie nie tylko po to jest, by brać; Życie nie po to, by bezczynnie trwać; I aby żyć siebie samego trzeba dać”. Mirosław Klak (Piaski)

17


NA BÓL I CHOROBĘ Nie zmarnować cierpienia... Na spotkaniu z niepełnosprawnymi w bazylice Mariackiej w Gdańsku w 1987 roku Jan Paweł II prosił, aby nie zmarnować siły i daru łaski, jakie płyną z przyjęcia każdego cierpienia ofiarowanego Jezusowi. Sam, odkrywszy tę prawdę, również bardzo często przypominam te słowa ludziom, z którymi się spotykam. Widzę, jak wielu odkrywa ten dar. Na turnusach rehabilitacyjnych z księdzem czy na wczasorekolekcjach obserwuję, jak wielu ludzi niepełnosprawnych modli się w kaplicy, kontemplując Boga w obliczu krzyża Jego Syna. Czasem są bardzo długo na adoracji Najświętszego Sakramentu, nawet po północy. Zwykle po pierwszych załamaniach przychodzi refleksja i ta, gdy jest skierowana do Boga, przynosi owoc w postaci akceptacji cierpienia i przyjęcia zbawczego ofiarowywania go dla Jezusa i z Jezusem. Dziś, kiedy niektórzy nawołują do skrócenia cierpień przez eutanazję, człowiek łapie się na tym, że myśli: mnie też boli, a może by tak to skrócić...? Jednak to nie człowiek jest Panem życia. Życie jest darem Boga. On też nad wszystkim czuwa. Kiedy jest już bardzo ciężko i bardzo źle, kolejny raz w ciągu dnia sięgam po różaniec, staram się go nie wypuszczać z rąk i modlę się z Matką Jezusa, powtarzając proste, 18

a jakże skuteczne Zdrowaś... W trakcie modlitwy bunt stopniowo znika... Uciekać przed zgorzknieniem! Nie każdemu choremu udaje się uciec przed zgorzknieniem. Trzeba się przed nim bronić szczególnie w chorobie. Nasz nastrój możemy zmieniać, to my jesteśmy panami nas samych. Nawet chorobę można zawojować. Nie trzeba się poddawać, bo jeśli naukowcy odkryją lek, a my zwątpimy, to cóż nam wtedy lęk pomoże? Znam takich, którzy ciągle się poddają i są zgorzkniali, a nie są chorymi ani kalekami. Mam znajomego, któremu powtarzam: twoje zgorzknienie jest większym kalectwem niż moja choroba. Przez twoją gorycz tracisz przyjaciół i dzieci, które oddalają się od ciebie i nie chcą się z tobą spotykać. Zobacz jak zamęczasz żonę, ledwo co wytrzymuje twoje ciągłe narzekania – mówiłem często do niego. Jak można dotrzeć do takiego człowieka, szczególnie zdrowego? Choremu często wydaje się, że jest on niepotrzebny i nieprzydatny. Moje rozmowy z chorymi rozciągają się czasem na wiele godzin. Wspól-

Fot. kl. E. Sinkevich SCJ

Fot. kl. M. Rutkowicz SCJ

(cz. III)


1(127)2010 nie szukamy rozwiązania. I tutaj widzę wielkie miejsce dla wiary, ale nie tylko. Przypominam sobie długie rozmowy z dziewczyną, która złamała kręgosłup. Jak szukała swojej drogi, jakie to trudne w jej sytuacji (całkowity paraliż). Jednak niepełnosprawni mogą jeszcze tak wiele zrobić. W takich sytuacjach wspominam młodą amerykańską dziewczynę Joni Ericsson, która w wieku 18 lat, po skoku do basenu, została sparaliżowana na całe życie. Po akceptacji choroby, z pomocą siostry i innych przyjaciół, nie tylko nauczyła się ślicznie malować ustami i w ten sposób zarobkować, ale skończyła studia z psychologii i została terapeutą właśnie wśród niepełnosprawnych, i nie tylko!

że jesteś!!! Bogu dzięki! Jedno wspaniałe zdanie o cierpieniu i różańcu stało się wspaniałym dopełnieniem wszystkiego, co działo się przez te dwa dni na Rynku Krakowskim. Dzięki za te słowa!!!... Jesteś jak promień słońca... Niech radość, którą rozsiewasz wokół, wraca do ciebie ze zdwojoną siłą... Przesyłamy ci kawalerski uśmiech, Szczęść Boże!!!”. o. Stanisław Olesiak SVD (Trzetrzewina) Tekst pochodzi z: o. S. Olesiak SVD, „Mocą Bożą. Z misją wśród niepełnosprawnych”.

Fot. ks. Z. Płuska SCJ

Dawać świadectwo Spotykam się z ludźmi, wychodzę do nich, organizuję spotkania, pielgrzymki, modlitwę, rozmawiam przez telefon, odpisuję na listy, odpowiadam na zaproszenia. W tym wszystkim staram się dalej być świadkiem Jezusa, tak jak zobowiązał On do tego swoich uczniów: „będziecie moimi świadkami”, czy tu blisko, czy na krańcach ziemi. Choroba też jest miejscem świadectwa obecności Boga, który nie opuszcza nas w takiej sytuacji, jest dalej z nami również tutaj po wszystkie dni, aż do skończenia świata. Fundacja Anny Dymnej „Mimo Wszystko”, w ramach corocznych Ogólnopolskich Dni Integracji: „Zwyciężać mimo wszystko”, organizowała koncert piosenki dla osób niepełnosprawnych w dniach 17-18 czerwca 2006 roku. Dni te to święto człowieczeństwa i człowieka, którego wielkość można poznać dopiero w chwili zmagania się z niepełnosprawnością. Byłem zaproszony i w przerwie koncertu dawałem świadectwo. Ktoś potem napisał do mnie w liście dziękczynnym: „Uśmiechnięty Ojcze Stanisławie – jak dobrze, 19


Droga Krz STACJA I Jezus przed sądem. Aby się spełniła wola Ojca do końca, Jezus przyjmuje na siebie wyrok – wyrok wydany na Boga przez człowieka. Panie Jezu dodaj nam siły, abyśmy z pokorą i ufnością przyjmowali wolę Bożą.

STACJA III Jezus pierwszy raz upada pod krzyżem. Może to potknięcie, może to już brak sił w dźwiganiu tak ciężkiego krzyża. A przecież i nam zdarzają się upadki, z których ciężko nam powstać. Potrzebujemy Twojego wsparcia.

Fot. ks. Z. Huber SCJ

STACJA V Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi. Pomóżmy dźwigać krzyż Chrystusowi w zbawczym dziele odkupienia. „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40).

20

STACJA II Jezus bierze krzyż na swe ramiona. Panie Jezu przyjąłeś ten krzyż z miłości do nas. Nie narzekałeś, przeciwnie – wziąłeś go na swoje ramiona z miłością. Panie Jezu podejmujemy się dźwigać krzyż każdego dnia bez szemrania, aby w ten sposób dzielić ciężar Twego krzyża.

STACJA IV Jezus spotyka swoją Matkę. Panie Jezu nie jesteś sam – jest przy Tobie Twa Matka, która cierpi nie mniej od Ciebie. Pragniemy i my dołączyć się do Niej we wspólnym dźwiganiu krzyża. Ona nas uczy, jak iść z krzyżem, by nie upaść.

STACJA VI Weronika ociera twarz Jezusowi.

STACJA VII Jezus drugi raz upada pod krzyżem.

Ileż to razy spotykamy w życiu osoby osamotnione, zapomniane, cierpiące, potrzebujące wsparcia, płaczące. Nieraz wystarczy jakiś mały gest, słowo pociechy, a znikną łzy i na twarzy pojawi się uśmiech. Jest to uosobienie Weroniki.

Życie ludzkie składa się ze wzlotów i upadków. Może nie ze złej woli, lecz z ułomności ludzkiej. Przygniecieni ciężarem własnych win, pojednajmy się z Bogiem w sakramencie pokuty.


1(127)2010

yżowa

„Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje.” (Łk 9,23)

STACJA VIII Jezus spotyka płaczące niewiasty.

STACJA IX Jezus trzeci raz upada pod krzyżem.

„Nie płaczcie nade Mną, płaczcie raczej nad sobą i waszymi dziećmi” (Łk 23,28). Czy Pan Jezus nie daje nam do zrozumienia, abyśmy zastanowili się nas sobą i nad własnym życiem? Byśmy nie zadawali więcej cierpień i powrócili na drogę pokuty i poprawy życia?

Panie Jezu, uczysz nas pokory, byśmy nie liczyli tylko na siebie. Potrzebujemy Twojej pomocy, aby więcej nie upadać. Łącząc swój krzyż z krzyżem Chrystusa, stajemy się uczestnikami Jego zmartwychwstania.

STACJA XI Jezus przybity do krzyża.

Jest to obraz poniżenia godności człowieka. Czy obmową, niesłusznymi oskarżeniami, niewłaściwym traktowaniem nie obdzieramy bliźniego z dobrego imienia? Czy nie obnażamy go niesłusznie przed ludźmi?

Panie Jezu dodaj nam siły, kiedy jesteśmy przybici ciężarem w noszeniu codziennego krzyża naszych chorób, niedostatków, opuszczeń. Wspieraj nas swoją łaską, abyśmy nie ulegli zniechęceniu.

Fotografie: kl. M. Rutkowicz SCJ

STACJA X Jezus z szat obnażony.

STACJA XII Jezus umiera na krzyżu.

STACJA XIII Zdjęcie z krzyża.

STACJA XIV Złożenie do grobu.

„Pragnę”. Jest to pragnienie serc ludzkich, serc czystych, miłujących. Serc czułych na krzywdę ludzką, by nie dolewać do kielicha cierpienia żółci obojętności.

„W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie, w krzyżu miłości nauka” – skłania nas to do refleksji nad wartością krzyża i jego owoców.

Grób nie jest kresem życia, lecz bramą, przez którą przechodzi się do zmartwychwstania, do życia wiecznego. Józef Kasprzyk (Stadniki)

21


AZERBEJDŻAN

cz. I

Krótka relacja o społeczeństwie i sytuacji Kościoła katolickiego

K

oniec lipca 2009 roku. Ostatnia gimnastyka z hantlami. Sprawność fizyczna przyda się w tej misyjnej wyprawie do Azji Centralnej. Uwielbiam nowe wyzwania, gdy trzeba intensywnie myśleć i radzić sobie w każdych warunkach. Lubię także pomagać y użytecznym dla i być inn innych. Po ponad ttrzech godzinach lotu z Wiednia, samolot odrzutowy zatacza wielki krąg nad Morzem Kaspijskim. Przesuwam zegarek d do przodu o trzy go godziny i znowu biorę do ręki różaniec. Nawet najbliżsi przyjaciele są w tej chwili daleko ode mnie. Otaczają mnie przeważnie wschodnie twarze nieznajomych mi osób. W dole widać dwumilionową stolicę Azerbejdżanu Baku, a w głębi morza miasteczko budowane na palach po roku 1948. Są to słynne „Naftowe kamienie” (Nieftianyje kamni), gdzie wydobywa się ropę naftową. Kilkupiętrowe domy mieszkalne, sklepy, ulice, a nawet park, stoją na potężnych stalowych palach, wbitych w dno morza. Mieszka tu kilka tysięcy ludzi. Kraj bogaty jest w ropę naftową i gaz. Już w starożytności uży22

wano „czarnej mazi” do oświetlania lampionów oraz do leczenia chorób skóry i reumatyzmu. Po drugiej stronie Morza Kaspijskiego znajduje się Administratura Apostolska Atyrau na czele z bpem Januszem Kaletą, która jest celem mojej wyprawy misyjnej. Nazwa Baku pochodzi od nazwy plemienia Bakan Bagi lub od nazwy Bad-Kube (uderzenie wiatrów), lub Bad-Kiu (miasto wiatrów). Na lotnisku kontrole, wiza i ostatnie pytanie: „Gdzie będziecie mieszkać?”.

za miastem. Jedziemy pustą aleją. Pełno policji, bo ma przejeżdżać prezydent. Podjeżdżamy pod klasztor salezjanów. Jest tak gorąco, że zasypiam o trzeciej nad ranem. Kto pragnie mieć jednak cokolwiek do czynienia z misjami, ten musi być przygotowany na wszelkie trudy. Trzeba odrzucić wrodzoną człowiekowi skłonność do narzekania, zadowolić się wszystkim i być za wszystko wdzięcznym. W przeciwnym wypadku wyjazd na misje nie ma po prostu sensu.

ks. Henryk Majkrzak SCJ z siostrami Misjonarkami Bożego Miłosierdzia

Wskazuję na brata Petera, który przyjechał po mnie i dopiero wtedy otrzymuję z powrotem paszport. Przez trzy dni będę gościł u salezjanów, oczekując na samolot do Kazachstanu. Lotnisko jest położone daleko

Republika Azerbejdżanu to kraj zajmujący powierzchnię ponad jednej czwartej Polski (86 600 km2) i liczący prawie 8 milionów obywateli. Często nazywany jest on „krainą ognia”, bo gaz płonie tu w wielu miej-


scach. Niepodległość uzyskał dnia 30 sierpnia 1991 roku. Nastąpiła azerbejdżanizacja. Azerowie to naród wywodzący się z grupy indoeuropejskiej, a Azerbejdżanie to naród turecki. Państwo leży w zachodniej Azji na Zakaukaziu i tylko rejon Kuby położony jest w Europie. Trójkolorowa flaga niebiesko-czerwonozielona symbolizuje trzy słowa: turkizacja, islamizacja i europeizacja. Godło państwa to ośmioramienna gwiazda, a w niej płomień. W incydentach na granicy z Armenią co roku ginie niestety około 200 osób, ale jest szansa na pokój. Ziemie te mają bogatą przeszłość sięgającą X wieku przed Chrystusem. W XV wieku po Chrystusie rządziły na tych terenach plemiona turkmeńskie, a później ścierały się tu wpływy tureckie, perskie i rosyjskie. Tak jest również i obecnie. Rosjanie zajęli Baku w 1806 roku. W 1905 roku w Baku żyło już 210 tysięcy mieszkańców. Dnia 22 kwietnia 1918 roku proklamowano

Nowi członkowie Patronatu: 433. Maria Salasa, Lublin 434. Jan Kozak, Legionowo

Fotografie: ze zbiorów Autora

1(127)2010

widok na Baku

Zakaukaską Republikę Armenii, Azerbejdżanu i Gruzji. Wojska brytyjskie opuściły Baku, a kraj w kwietniu 1920 roku opanowali bolszewicy. Grunt dla nich przygotował Stalin, który w pierwszych latach XX wieku rozwijał tu działalność terrorystyczną, napadając na banki, pocztę i pociągi. Nastały czasy terroru, inwigilacji, donosicielstwa, nieufności i rozliczania. Nasilono rusyfikację i wykorzeniano rodzimą kulturę, język i tradycję. Tutejsi muzułmanie sięgnęli więc po ketman – stary szyicki sposób kamuflażu swo-

jej wiary. Polega on na tym, że ateizującym mówiono to, co chcieli usłyszeć, a w głębi duszy zachowywano wiarę muzułmańską. Stalinowski terror doprowadził do wymordowania elity politycznej przedrewolucyjnej republiki, duchownych, inteligencji i artystów. W czasie ostatniej wojny światowej 3,5 tysiąca Azerbejdżan walczyło w hitlerowskim Ost Legionen, a w tłumieniu Powstania Warszawskiego brał udział batalion Bergmann II. ks. Henryk Majkrzak SCJ (Kraków)

Msze œwiête w intencji cz³onków Duchowego Patronatu Misyjnego zostan¹ odprawione w kaplicy seminaryjnej 21 II oraz 21 III 2010 r. Zapraszamy do ³¹cznoœci w modlitwie.

Intencja modlitwy misyjnej: Aby Kościoły w Afryce były znakami i narzędziami pojednania i sprawiedliwości w każdej części tego kontynentu. 2233


„POŚWIĘCIŁ SWOJE ŻYCIE, ABY PR POTRZEBUJĄCYM I CIERPIĄCYM”

Ś

Fot. ks. Z. Płuska SCJ

więty Brat Albert (Adam Bernard Chmielowski, 1845-1916) od wczesnych lat swojego życia był dotknięty cierpieniem. Gdy miał 8 lat, zmarł mu ojciec, a w wieku 14 lat stracił matkę. Od tego czasu cierpienie i bolesne doświadczenia były coraz liczniejsze i silniejsze.

Kiedy w styczniu 1863 roku wybuchło powstanie, jeszcze młody, bo zaledwie siedemnastoletni Adam przystąpił do jednego z oddziałów polskich patriotów, aby wziąć udział w wyzwoleniu naszej Ojczyzny 24

z przemocy zaborców. Brał czynny udział w wielu bitwach, zdobywając sobie miano dobrego i cenionego żołnierza. Pomimo to w czasie jednej z walk Adam został ciężko ranny w nogę i dostał się do niewoli rosyjskiej. Spotkała go tutaj bardzo ciężka próba cierpienia fizycznego, której poddał się i którą zniósł dzielnie. Lekarze zadecydowali o amputacji rannej nogi, co bez narkozy i środków znieczulających było bardzo bolesne. Od tego czasu nogę zastąpiła proteza, a spowodowane tym cierpienie fizyczne towarzyszyło mu do końca życia. Mimo tak wielkich cierpień, jak potem sam wspominał, starał się zachować spokój. Po licznych wyjazdach zagranicznych, podejmowanych studiach, nawiązaniu kontaktów z wieloma utalentowanymi malarzami, powrócił na stałe do Ojczyzny. W tym czasie coraz natarczywiej pojawiała się myśl o życiu zakonnym. W wieku 35 lat wstąpił do ojców jezuitów i rozpoczął nowicjat w Starej Wsi. Tutaj czekały go kolejne cierpienia różnej natury. Najpierw miało miejsce załamanie duchowe, które doprowadziło

św. Brat Albert do usunięcia go z nowicjatu jezuickiego. Wówczas trafił do szpitala dla umysłowo chorych, a potem został zabrany do domu swojego brata Stanisława. Tam nadal przeżywał dotkliwe chorobę duszy i wewnętrzne cierpienia, które brały się ze skrupułów. Ten stan duchowego bólu trwał prawie dwa lata i był najboleśniejszym okresem cierpienia i prób w życiu św. Brata Alberta. Człowiek z natury swojej stara się unikać wszelkiego rodzaju cierpień i bolesnych doświadczeń. Natomiast św. Brat Albert poświęcił swoje życie, aby przynieść ulgę potrzebującym i cierpiącym. W tym celu założył Zgromadzenie Sióstr Albertynek i Braci Albertynów, którzy kontynuują jego dzieło. Natomiast sam godził się na swoje trudne, ubogie i kalekie życie. Nawet prosił o cierpienie dla siebie, aby w ten sposób mógł być bliżej


1(127)2010

Fot. br. H. Majka CSSp

cierpiącego Zbawiciela. Kiedyś był świadkiem rozmowy o cierpieniach w czasie agonii pewnej siostry zakonnej. Wówczas powiedział: „O jak to pięknie i dobrze, tak ciężko i boleśnie konać i umierać, bo tak właśnie Pan Jezus długo i boleśnie na krzyżu konał i umierał. Ja bym sobie z całego serca podobnej śmierci życzył” (por. J. Morawa, Rozważania o świętym Bracie Albercie). Jego prośba została wysłuchana w ostatnich dniach życia, kiedy to okazał się bardzo cierpliwym i nie chciał, aby inni się nim zajmowali. Pozostawał konsekwentny temu, co zanotował w swoich zapiskach duchowych: „Choćbym żył na wieki, a nie cierpiał, na nic

by się to życie ani mnie, ani Zgromadzeniu nie przydało” (por. J. Morawa, Rozważania o świętym Bracie Albercie). Ktoś z jego znajomych stwierdził, że chociaż cierpienia i kalectwo odebrały mu śmiałość życia, ograniczyły z pewnością możliwości osiągania wielu sukcesów, to jednak jego głęboka wiara i chęć służenia Bogu w innych pomagały mu przyjmować heroiczną postawę w pokonywaniu wszystkiego z pogodą ducha bez poczucia kompleksów i krzywdy (por. J. Morawa, Rozważania o świętym Bracie Albercie). Życiowa postawa św. Brata Alberta wobec napotykanego cierpienia i trudności może być przykładem i wzorem do naśladowania tak dla chorych, jak i dla tych ludzi, którzy są przesadnie zajęci sobą i ciągle obciążają swoimi sprawami innych, szukając współczucia. Taka postawa może być wyrazem egoizmu i braku otwarcia się na potrzeby bliźnich. Święty Brat Albert starał się zapominać o sobie, a pomagać i przynosić ulgę bliźnim w ich cierpieniach i trudnościach – tym bardziej, im bardziej sam cierpiał. Dlatego ktoś się wyraził o jego życiu, że utraconą nogą uszedł

on kawał drogi do swojej święo tości. Doszedł do tócierpiących, do których zdrowi nie mogli, nie chcieli czy nie mieli sił dojść. Ojciec Święty Jan Paweł II w Liście apostolskim O chrześcijańskim sensie cierpienia odnosi się do cierpienia, które jest przyjmowane z wiarą i duchową dojrzałością, wówczas przybiera ono zbawczy sens. Tak przeżywane cierpienie spowoduje, że człowiek: „Znajduje jakby nową miarę całego swojego życia i powołania. Odkrycie to jest szczególnym potwierdzeniem wielkości duchowej, która w człowieku całkiem niewspółmiernie przerasta ciało. Wówczas, gdy ciało jest głęboko chore, całkowicie niesprawne, a człowiek jakby niezdolny do życia i do działania – owa wewnętrzna dojrzałość i wielkość duchowa tym bardziej jeszcze się uwydatnia, stanowiąc przejmującą lekcję dla ludzi zdrowych i normalnych” (Jan Paweł II, List apostolski Salvifici doloris, 26). Cierpienie i doświadczenie życiowe mogą człowieka załamać życiowo, ale jednak przeżywane z Chrystusem cierpiącym i na wzór Matki Bożej Bolesnej, mogą przynieść trwałe i błogosławione owoce, podobnie jak to miało miejsce w życiu św. Brata Alberta. ks. Jan Sypko SCJ (Kraków)

25

Fot. ks. Z. Huber SCJ

ZYNIEŚĆ ULGĘ


Prenumerata Dwumiesięcznika dla chorych Wstań Przy zamówieniu 10 i więcej egzemplarzy koszty wysyłki ponosi redakcja. Prenumerata roczna wynosi wówczas: 15 zł x liczba zamawianych egzemplarzy. Np. przy zamówieniu 10 egz. należność wynosi 150 zł, 11 egz. – 165 zł.

WARUNKI PRENUMERATY (cena 1 egz.: 2,50 zł + koszt wysyłki) ilość półroczna roczna egz. (3 kolejne numery) (6 kolejnych numerów) 1

12,00 zł

24,00 zł

2

20,10 zł

40,20 zł

3

27,60 zł

55,20 zł

4

35,10 zł

70,20 zł

5

43,50 zł

87,00 zł

6

51,00 zł

102,00 zł

7

62,40 zł

124,80 zł

8

69,90 zł

139,80 zł

9

77,40 zł

154,80 zł

nr rachunku odbiorcy

KONTAKT: Wyższe Seminarium Misyjne Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego (Księża Sercanie), 32-422 Stadniki 81, tel.: (012) 271 15 24, fax (012) 271 15 45 e-mail: wstan@scj.pl

nazwa odbiorcy

W Y Ī S Z E

86 1020 2892 0000 5102 0016 3758

S E M I N A R I U M

M I S Y J N E

nazwa odbiorcy cd.

3 2 - 4 2 2

S T A D N I K I

8 1

numer rachunku odbiorcy

8 6

kwota

zleceniodawca:

1 0 2 0

2 8 9 2

0 0 0 0

5 1 0 2

0 0 1 6 waluta

W P

3 7 5 8

kwota

PLN

numer rachunku zleceniodawcy (przelew) / kwota sáownie (wpáata)

Odcinek dla banku / poczty

WYŻSZE SEMINARIUM MISYJNE 32-422 STADNIKI 81 Polecenie przelewu / wpáata gotówkowa

DOWÓD / POKWITOWANIE DLA NADAWCY

odbiorca

nazwa i adres zleceniodawcy

nazwa i adres zleceniodawcy cd.

tytuáem/inne

Prenumerata „Wstaĕ”. Zamawiam póâroczna

PRENUMERATA „WSTAŃ”. ZAMAWIAM

egz.

OKRES PRENUMERATY:

roczna

„WSTAŃ” DLA UBOGICH

EGZEMPLARZY.

PÓŁROCZNA

ROCZNA

OFIARA NA MISJE

„WSTAŃ” DLA UBOGICH OFIARA NA MISJE

Opáata:

stempel dzienny

data, pieczĊü, podpis(y) zleceniodawcy

Opáata: ........................................

MODLITWY W CIERPIENIU opracowanie: ks. Krzysztof Zimończyk SCJ

format: 10x15 cm, s. 20 oprawa miękka cena: 2,00 zł/szt. (do ceny doliczamy koszty przesyłki)

Jezu, Miłości moja!

I wybaw nas od złego...

We krwi ran Swoich obmyj duszę moją

Tajemnica szczęścia

Modlitwy o uwolnienie od zła

Zamyślenia na Wielki Post

W modlitewniku znajduje się tekst obietnic, które św. Brygida Szwedzka usłyszała od Zbawiciela oraz Nabożeństwo piętnastu modlitw św. Brygidy.

W modlitewniku zawarte są: Litania do Męki Pańskiej oraz modlitwy: Do Jezusa Zbawiciela; O uzdrowienie wewnętrzne; O uwolnienie od zła; O uświęcenie domu lub miejsca pracy; Do Królowej Nieba; Do Świętego Michała Archanioła.

W modlitewniku znajdują się m.in.: Litania do Krwi Chrystusa; Koronka do Krwi Chrystusa; Akt osobistego poświęcenia się Krwi Chrystusa; Modlitwa do Krwi Chrystusa; Nowenna do Krwi Chrystusa.

ZAMAWIAJ:

listownie: Wydawnictwo DEHON, ul. Saska 2, 30-715 Kraków; telefonicznie: 012 290 52 98 wew. 41 przez Internet: sprzedaz@wydawnictwo.net.pl; poligrafia@wydawnictwo.net.pl; www.wydawnictwo.net.pl


Osoby i instytucje, które w listopadzie i grudniu 2009 r. wsparły nasze czasopismo materialnie:

rowo); K. Napora (Puławy); K. Kopczyńska (Chełm); K. Ptak (Dobczyce); K. Zygmańska (Warszawa); K. Dąbrowska (Bydgoszcz); Ks P. Markielowski (Kielce); Ks A. Włoch SCJ (Kraków); Ks. W. Smaza (Zakopane); Ks. K. Górka (Bratucice); Ks. K. Marekwia SCJ (Gorzów); Ks. K. Pacześniak (Sanok); Ks. K. Tabath (Katowice); Ks. T. Bielski (Łapy); L. Świetlik (Wieliczka); L. Piechowska (Ostrów); Ł. Sołyga (Ostrzeszów); Ł. Szydło (Łaziska Górne); Ł. Grubert (Bukwałd); M. Cholewicka (Kostrzyn); M. Kmiecik (Wieliczka); M. Saniuk (Inowrocław); M. Góralska (Bujaków); M. Dadej (Jadowniki); M. Sędzik (Dobczyce); M. Owczarek (Ornontowice); M. Langer (Kędzierzyn Koźle); M. Tylińska-Grzelak (Kościan); M. Smarzyńska-Filipecka (Kraków); M. Kubaczka (Kowale); M. Ciaptacz (Kraków); M. Szeffler (Wilcze); M. Pstrong (Skórcz); M. Zarycka (Leśnica); M. Płatek (Sieraków); M. Sapieha (Sulechów); O. Stankiewicz (Szprotawa); O. Bula (Lędziny); Par. Rzym.-Kat. pw. Ducha Św. Kiosk parafialny (Ełk); R. Ilnicka-Miduchowa (Kraków); SS.Boromeuszki (Chorzów); SS.Sercanki (Włocławek); S. Wcislak (Wieliczka); S. Nosal (Ładna); S. Bieńkiewicz (Opole); S. Grzesiakowski (Jasło); S. Prątnicki (Skąpe); S. Połoń (Szczecin); S. Bysiek (Niedomice); S. Osińska (Ciechanów); S. Knopik (Ostrzeszów); S. Konowalska (Poznań); S. Nowak (Kraków); S. Leśniak (Kraków); T. Kowalski (Nieporęt); T. Brzozowski (Łobudzice); T. Rokicka (Warszawa); T. Małkiewicz (Skąpe); T. Pyc (Chełm); T. Czyżkowska (Mińsk Mazowiecki); T. Skoczeń (Wola Marcinkowska); T. Z. Stanek (Lublin); U. i K. Katarzyńscy (Oborzyska Stare); W. Kruk (Kostrzyn); W. Owczarz (Bestwina); W. Mondel (Ładna); W. Mazurek (Sanok); W. Dziewit (Mielec); W. Skowroński (Kościerzyna); W. Staniszewski (Gosprzydowa); Z. Stadler (Jaworzno); Z. Zaremba (Grudziądz); Z. Czerepak (Nisko); Z. Florek (Niedzica); Z. Wojtas (Jurgów); Z. Nikoniuk (Szczecin); Z. Kuzian (Długie); Z. Półrola (Radomsko); Z. i F. Szotowie (Chorzów); Z. i J. Taurogińscy (Ząbrowiec); Z. Mioduszewska (Zambrów).

Wszystkim, dzięki którym nasz Dwumiesięcznik może docierać do coraz szerszego grona czytelników, składamy serdeczne „Bóg zapłać” i zapewniamy o naszej pamięci w modlitwie.

Fot. dk. Ł. Grzejda SCJ

Par. Rzym.-Kat. pw. NMP Matki Kościoła (Bełchatów); Par. Rzym.-Kat. pw. MB Pocieszenia (Gwizdów); Biblioteka WSD (Rzeszów); SS. Kanoniczki Ducha Św. (Leżajsk); Par. Rzym.-Kat. pw. św. Piotra i Pawła (Kraszewice); SS. Felicjanki (Kraków); Par. Rzym.-Kat. pw. NSPJ (Kluczbork); Par. Rzym.-Kat. pw. św. Rocha (Jazgarzewo); Par. Rzym.-Kat. pw. NSPJ (Kraków); Par. Rzym.-Kat. pw. św. Katarzyny (Nowa Ruda); Par. Rzym.-Kat. pw. św. Stanisława BM (Binczarowa); Stowarzyszenie Rodzin Katolickich (Ropczyce); Par. Rzym.-Kat. pw. Trójcy Świętej (Bieńkówka); Rodzina Miłości Miłosiernej (Szczecin); SS. Sercanki (Kraków); Par. Rzym.-Kat. pw. MB Królowej Polski (Słocina); A. Józefiok (Dobrzyca); A. Brzeskwiniewicz (Gdynia); A. Kubica (Wodzisław Śląski); A. Hurej (Krynica); A. L. Pisarek (Dębieńsko); B. Chodor (Lublin); B. Mordalski (Bełchatów); B. Falińska (Drawsko Pom.); B. Harach (Przychód); B. Łopaciak (Dąbrowa); B. Adamczyk (Wróblik Szlachecki); C. Batóg (Świętochłowice); C. Flanek (Kraków); C. Pustelnik (Łódź); C. Błażejewicz (Bydgoszcz); D. Wojaczek (Szczerbcie); D. Kędziora (Łapczywa); E. Ludwik (Wieszowa); E. Syguła (Niemodlin); F. Nanowski (Opole); F. Różański (Przasnysz); G. Matusiak (Ołdrzychowice Kłodz.); G. Krawczyk (Katowice); H. i Wł. Wawro (Skróty); H. Mędza (Komorów); H. Miłkowska (Nysa); H. Sanecka (Częstochowa); H. Korzeniewski (Działdowo); H. Ciućko (Ornontowice); H. Jokiel (Kędzierzyn Koźle); Towarzystwo. im. św. brata Alberta (Dębica); Biblioteka Instytutu Teologicznego (Bielsko-Biała); I. Gańcza (Oliwa); I. Kowalska (Puznów St.); J. Ozdoba (Trzcinica); J. Bielawska (Kwidzyn); J. Kosteczka (Sosnowiec); J. Polański (Bydgoszcz); J. i W. Krokowie (Beret); J. Wiekierak (Dobczyce); J. i E. Gryzińskie (Lublin); J. Szymczak (Tarnów); Biblioteka Jasnogórska oo. Paulinów (Częstochowa); J. Łapuć (Drawsko Pom.); J. Płuska (Bełchatów); J. Cholewa (Koźmice Wielkie); K. Czajka (Jasło); K. Cwalina (Łomża); K. Uklejewska (Inowrocław); K. Rajska (Łętowice); K. Kolka (Wejhe-


Bóg

nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.

Fot. br. H. Majka CSSp

św. Jan Ewangelista

Wstan 1(127)2010  

dwumiesięcznik dla chorych

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you