Issuu on Google+

Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał.

Fot. kl. G. Siedlarz SCJ

Ps 37,5

ISSN 0867-7603

DWUMIESIĘCZNIK DLA CHORYCH

1(133)2011 luty marzec Rok XXIII


Jubileusz 65-lecia kapłaństwa kard. Stanisława Nagyego 14 listopada 2010 roku w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie Łagiewnikach, ks. kard. Stanisław Nagy, sercanin, świętował 65. rocznicę święceń prezbiteratu. Uroczystość ta zgromadziła wielu dostojników kościelnych m.in. kard. Stanisława Dziwisza – metropolitę krakowskiego i abpa Celestino Migliore – nuncjusza apostolskiego w Polsce oraz liczną grupę księży sercanów.

Dostojnego Jubilata, ks. kard. Stanisława Nagyego, polecamy Waszej modlitewnej pamięci.

Od lewej: kl. Adam Pastorczyk SCJ, kl. Grzegorz Siedlarz SCJ, kl. Maciej Rutkowicz SCJ, kl. Eduard Sinkevich SCJ, kl. Bartosz Mrozek SCJ, kl. Daniel Romanek SCJ, kl. Jakub Bieszczad SCJ, kl. Grzegorz Marcinek SCJ, kl. Roman Gorincioi SCJ, kl. Jakub Kopystyński SCJ.

Fotografie: kl. A. Podsiadło SCJ

Fotografie: kl. A. Podsiadło SCJ

WIECZYSTE ŚLUBY ZAKONNE  8 GRUDNIA 2010  STADNIKI


1(133)2011

PAPIESKIE ORĘDZIE NA ŚWIATOWY DZIEŃ CHOREGO 2011 Benedykt XVI .......................................... 4 PROMIENIOWANIE MIŁOŚCIĄ ks. Leszek Poleszak SCJ .......................... 7

PSALM WIELKIEGO PIĄTKU Marian Stanisław Hermaszewski ............ 9 DROGA KRZYŻOWA kl. Marcin Wójcik SCJ ............................ 10 KIEDY OSTATNIO ZROBIŁEŚ COŚ DOBREGO? Małgorzata Wnęk .................................. 13 SŁOWA OCZEKIWANE ..................... 14 KRYZYS WIARY SPOWODOWANY CIERPIENIEM DZIECKA, CZ. III ks. Lucjan Szczepaniak SCJ ................... 16 EWANGELIA WEDŁUG KOHELETA ks. Krzysztof Napora SCJ ...................... 18 DOŚWIADCZENIE NIEZROZUMIAŁEGO DLA INNYCH CIERPIENIA Stanisław Czarnowski ............................ 20 BIAŁORUŚ, CZ. I s. Natanaela Banasiak SSND ................. 22 JEZUS PRZYJACIELEM KAŻDEGO CHOREGO ks. Rinaldo Paganelli SCJ ...................... 24

W liturgiczne wspomnienie Najśw. Maryi Panny z Lourdes, które przypada 11 lutego, obchodzimy Światowy Dzień Chorego. Został on ustanowiony przez Jana Pawła II w 1992 r. w celu uwrażliwienia wiernych i wielu katolickich instytucji działających na rzecz służby zdrowia na konieczność zapewnienia lepszej opieki chorym. Papież chciał także zwrócić uwagę na konieczność pomagania chorym w dowartościowaniu cierpienia na płaszczyźnie ludzkiej, a przede wszystkim na nadprzyrodzonej. Ten dzień związał z osobą Maryi, która objawiła się 14-letniej Bernadecie Soubirous w Lourdes (Francja). Matka Boża, odpowiadając na pytanie dziewczynki „Kim Pani jest?”, powiedziała: „Jestem Niepokalane Poczęcie”. Od tego wydarzenia Lourdes stało się celem pielgrzymek ludzi chorych, cierpiących i niepełnosprawnych. Stało się miejscem, gdzie w sposób namacalny działa Bóg, dokonując uzdrowień. Tutaj ludzie odzyskują wiarę i odczytują sens swojego cierpienia. Nie dla wszystkich to miejsce jest gwarancją, że odzyskają zdrowie, ale z pewnością jest to miejsce, które ich zmienia. Być może wielu z was przeżywa trudne chwile związane z chorobą i cierpieniem, a słysząc o uzdrowieniach, tęskni za jakimś „cudem”, który odmieniłby waszą obecną sytuację. Czy jest to możliwe? Jeden z chorych, który opisuje swoje doświadczenia związane z chorobą nowotworową, dzieli się na naszych łamach takim świadectwem: „Chrystus przekształcił się w mojego przyjaciela na drodze życia i dźwiga ciężar bólu razem ze mną. Jedyna i słodka mądrość jest zawarta w tym oto wyrażeniu: niech tak będzie, niech się stanie wola Twoja”. Dla tej osoby prawdziwym cudem stało się odkrycie, że Jezus jest blisko i uczestniczy w jego zmaganiach. Dzięki temu już nie ma miejsca na bunt, żal i odrzucenie krzyża, ale jest pełne pokoju przyjęcie go i poddanie się woli Bożej. Może o taki właśnie cud chodzi w naszym przypadku? W imieniu Redakcji i całego Seminarium zapewniam Was o pamięci w modlitwie. Dziękuję za wszelką życzliwość i ofiarowane cierpienia, szczególnie gdy czynicie to w intencji nowych powołań zakonnych i kapłańskich do naszego Zgromadzenia.

Wydawca: Wyższe Seminarium Misyjne Zgromadzenia Księży Najśw. Serca Jezusowego (Księża Sercanie), 32-422 Stadniki 81, tel.: (12) – 271 15 24, fax (12) – 271 15 45, e-mail: wstan@scj.pl Redakcja: ks. Robert Ptak SCJ (red. nacz.), ks. Kazimierz Sławiński SCJ oraz klerycy: G. Siedlarz, M. Wójcik; Współpracownicy: Z. Dywicki, W. Jamróz, A. Jędrzejowska, J. Lasota, J. Leśniak, K. Suwiczak, Z. Szczęsna, M. Wnęk, T. Wrona, Z. Zaremba; Kolportaż: kl. J. Kopystyński, kl. A. Makara; Skład i łamanie: Wydawnictwo Księży Sercanów DEHON; Druk: EURODRUK-Kraków Sp. z o.o. Nakład: 7 000 egz. Redakcja zastrzega sobie prawo zmiany tytułów i skracania nadsyłanych materiałów. Fotografie bez podpisów są tylko przykładowymi ilustracjami i nie przedstawiają osób, o których mowa w artykule. Fot. ks. R. Warenda SCJ

Za zezwoleniem władzy kościelnej.

3


Papieskie orędzie na Światowy Dzień Chorego 2011 O zwiększenie wysiłków na rzecz zakładów opieki zdrowotnej, służących pomocą i wsparciem dla osób cierpiących, zwłaszcza ubogich i potrzebujących - zaapelował Benedykt XVI w orędziu na XIX Światowy Dzień Chorego, obchodzony 11 lutego. Ojciec Święty wzywa też katolików, aby w cierpiących dostrzegali oblicze Chrystusa.

K

Fot. L’Osservatore Romano

ażdego roku z okazji obchodzonego 11 lutego wspomnienia Matki Bożej z Lourdes Kościół proponuje Światowy Dzień Chorego. Taka okoliczność, jak chciał Czcigodny Sługa Boży, Jan Paweł II, staje się sprzyjającą okazją do zastanowienia się nad tajemnicą cierpienia, a przede wszyst-

4

kim, aby uczynićć y nasze wspólnoty o i społeczeństwo robywatelskie bardziej wrażliwymi na naszych chorych braci i siostry. Jeżeli każdy t człowiek jest naszym b bratem, to tym bardziej słaby, cierpiący i wymagający opieki musi znaleźć się w centrum naszej uwagi, aby żaden z nich nie czuł się zapomniany lub zaniedbany. Rzeczywiście „miarę człowieczeństwa określa się w odniesieniu do cierpienia i do cierpiącego. Ma to zastosowanie zarówno w przypadku jednostki, jak i społeczeństwa. Społeczeństwo, które nie jest w stanie zaakceptować cierpiących ani im pomóc i mocą współczucia współuczestniczyć w cierpieniu, również duchowo, jest społeczeństwem okrutnym i nieludzkim” (Encyklika Spe salvi, 38). Niech inicjatywy, jakie będą podejmowane w poszczególnych diecezjach z okazji tego dnia będą bodźcem do bardziej skutecznej troski o cierpiących, także w perspektywie uroczystej celebracji jaka będzie miała miejsce w roku 2013 w sanktuarium maryjnym w Altötting w Niemczech. 1. Noszę jeszcze w sercu chwilę, gdy podczas wizyty duszpasterskiej w Turynie mogłem zatrzymać się na refleksji i modlitwie przed Całunem, przed tym obliczem cierpiącym, które zachęca

Fot. ks. Z. Huber SCJ

Drodzy bracia i siostry!


nas do refleksji nad Tym, który obarczył się cierpieniem człowieka każdego czasu i każdego miejsca, także naszymi cierpieniami, naszymi trudnościami, naszymi grzechami. Jakże wielu wiernych w ciągu dziejów przeszło przed tym płótnem grobowym, w które owinięto ciało ukrzyżowanego człowieka, odpowiadającym pod każdym względem temu, co przekazują nam Ewangelie na temat męki i śmierci Jezusa! Jego kontemplacja zachęca do refleksji na temat słów św. Piotra: „Krwią Jego ran zostaliście uzdrowieni” (1 P 2, 24). Syn Boży cierpiał, umarł, ale zmartwychwstał, i właśnie z tego względu te rany stają się znakiem naszego odkupienia, przebaczenia i pojednania z Ojcem. Stają się jednak także próbą dla wiary uczniów i dla naszej wiary: za każdym razem, gdy Pan mówi o swojej męce i śmierci, oni nie rozumieją, odrzucają, przeciwstawiają się. Dla nich, podobnie jak dla nas, cierpienie jest zawsze pełne tajemnicy, trudne do przyjęcia i znoszenia. Dwaj uczniowie z Emaus idą smutni z powodu wydarzeń, jakie miały miejsce w tych dniach w Jerozolimie, i tylko wtedy, kiedy Zmartwychwstały towarzyszy im w drodze otwierają się na nową wizję (por. Łk 24,13-31). Także apostoł Tomasz ma kłopoty, by uwierzyć w drogę zbawczej męki: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę” (J 20,25). Ale wobec Chrystusa, który ukazuje swoje rany, jego odpowiedź przekształca się we wzruszające wyznanie wiary: „Pan mój i Bóg mój!” (J 20,28). To, co wcześniej było przeszkodą nie do pokonania, ponieważ było znakiem pozornej klęski Jezusa, staje się w spotkaniu ze Zmartwychwstałym, dowodem zwycięskiej miłości: „Jedynie Bóg, który miłuje nas do tego stopnia, aby wziąć na siebie nasze rany i nasze boleści, przede wszystkim gdy są niezawinione, godzien jest wiary”(Orędzie Urbi et Orbi, Wielkanoc 2007). 2. Drodzy chorzy i cierpiący, to właśnie poprzez rany Chrystusa, możemy widzieć oczyma nadziei wszelkie zło nękające ludzkość. Zmartwychwstając Pan nie usunął cierpienia i zła ze świata, ale zwyciężył je u ich podstaw. Despo-

tyzmowi zła odpowiedział wszechmocą swej Miłości. Wskazał nam wówczas, że drogą do pokoju i radości jest miłość: „Podobnie jak Ja was umiłowałem, tak i wy macie miłować jeden drugiego” (J 13,34). Chrystus, zwycięzca śmierci, żyje pośród nas. I gdy wraz z Tomaszem mówimy: „Pan mój i Bóg mój!”, naśladujemy naszego Mistrza w gotowości oddawania życie za braci (por. 1 J 3,16), stając się świadkami radości, która nie obawia się bólu, radości Zmartwychwstania. Święty Bernard stwierdza: „Bóg nie może cierpieć, ale może współcierpieć”. Bóg, uosobiona Prawda i Miłość, zechciał cierpieć dla nas i z nami; stał się człowiekiem, aby mógł współ-cierpieć z człowiekiem, w sposób rzeczywisty, w ciele i krwi. Tak więc w każde ludzkie cierpienie wkracza Ten, który dzieli cierpienie i nieżyczliwość, w każdym cierpieniu jest odtąd obecne consolatio, pocieszenie przez współcierpiącą miłość Boga, i tak wschodzi gwiazda nadziei (por. Encyklika Spe salvi, 39). Kieruję do was, drodzy bracia i siostry, ponownie to orędzie, abyście byli jego świadkami, przez wasze cierpienie, życie i waszą wiarę. 3. Z myślą o spotkaniu w Madrycie, w sierpniu 2011 roku z okazji Światowego Dnia Młodzieży, chciałbym skierować także szczególne pozdrowienie do młodych ludzi, zwłaszcza do tych, którzy doświadczają choroby. Często Męka i Krzyż Chrystusa budzą lęk, gdyż wydają się być zaprzeczeniem życia. W istocie jest jest dokładnie przeciwnie. Krzyż stanowi „tak” Boga wobec człowieka, jest najdoskonalszym i najbardziej intensywnym wyrażeniem Jego miłości oraz źródłem, z którego wypływa życie wieczne. To Boskie życie bierze swój początek z przebitego Serca Jezusa. Tylko On może uwolnić nas od zła i sprawić by wzrastało Królestwo sprawiedliwości, pokoju i miłości, do którego wszyscy dążymy (por. Orędzie na XXVI Światowe Dni Młodzieży 2011, 3). Drodzy młodzi, uczcie się „widzieć” i „spotykać” Jezusa w Eucharystii, gdzie jest obecny dla nas w sposób realny, aby stać się pokarmem na drogę, ale umiejcie także rozpoznać Go i służyć Mu w ubogich i chorych, w braciach cierpiących i przeżywających trudności, którzy potrzebują pomocy (tamże, 4). Wszystkim wam młodym, chorym i zdrowym, powtarzam zachętę do bu5

Fot. ks. S. Bendowski SCJ

1(133)2011


6

Drodzy bracia i siostry, z okazji Światowego Dnia Chorego, zachęcam także władze, aby zwiększyły wysiłki na rzecz zakładów opieki zdrowotnej, służących pomocą i wsparciem dla osób cierpiących, zwłaszcza ubogich i potrzebujących. Kierując swoją myśl ku wszystkim diecezjom przesyłam serdeczne pozdrowienia biskupom, kapłanom, osobom konsekrowanym, seminarzystom, pracownikom służby zdrowia, wolontariuszom i tym wszystkim, którzy z miłością poświęcają się leczeniu i łagodzeniu ran każdego brata czy siostry chorego, w szpitalach czy domach opieki, w rodzinach: w twarzach chorych bądźcie zawsze zdolni dostrzegać oblicze Chrystusa.

Fot. ks. Z. Huber SCJ

dowania m mostów miłości i solidar solidarności, aby nikt nie cz czuł się samotny, ale b bliski Boga i części ścią wielkiej ro dz dziny swoich dzieci (por. audiencja og ogólna, 15 listopa 2006 r.). pada 4. Kiedy kontemp templujemy rany Jezusa n nasze spojrzenie kieruje się k ku Jego Najświętszemu Sercu, w którym w najwyższym stopniu ukazuje się miłość Boga. Najświętsze Serce jest Sercem Ukrzyżowanym, z bokiem przebitym włócznią, z którego wypływają krew i woda (por. J 19,34), „symbole sakramentów Kościoła, aby wszyscy ludzie, pociągnięci do otwartego Serca Zbawiciela, z radością czerpali ze źródeł zbawienia” (Mszał Rzymski, prefacja uroczystości Najświętszego Serca Jezusowego). Zwłaszcza wy, drodzy chorzy odczuwajcie bliskość tego Serca, wypełnionego miłością i zaczerpnijcie z wiarą i radością z tego źródła modląc się: „Wodo z boku Chrystusowego, obmyj mnie. Męko Chrystusowa, pokrzep mnie. O dobry Jezu, wysłuchaj mnie. W ranach swoich ukryj mnie” (Modlitwa św. Ignacego Loyoli). 5. Na zakończenie mojego orędzia na najbliższy Światowy Dzień Chorego, chciałbym wyrazić moją miłość wobec wszystkich i każdego z was, czując się uczestnikiem cierpień i nadziei, które każdego dnia przeżywacie w zjednoczeniu z Chrystusem Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym, aby obdarzył was pokojem i uzdrowieniem serca. Niech wraz z nim czuwa przy waszym boku Dziewica Maryja, której z ufnością przyzywamy jako Uzdrowienie Chorych i Pocieszycielkę Strapionych. U stóp Krzyża zrealizowało się dla Niej proroctwo Symeona: Jej macierzyńskie serce przeniknął miecz (por. Łk 2,35). Z otchłani swego bólu, uczestnictwa w cierpieniach swego Syna, Maryja jest zdolna do przyjęcia nowej misji: być Matką Chrystusa w Jego członkach. W godzinie Krzyża, Jezus przedstawia Jej każdego ze swych uczniów, mówiąc: „Oto Syn Twój” (por. J 19,26-27). Macierzyńskie współczucie wobec Syna staje się macierzyńskim współczuciem wobec nas w naszych codziennych cierpieniach (por. homilia w Lourdes, 15 września 2008 r.).

Zapewniam każdego o pamięci w modlitwie i udzielam każdemu specjalnego Błogosławieństwa Apostolskiego.

Watykan, 21 listopada 2010 r., w uroczystość Chrystusa Króla.


1(133)2011

Promieniowanie Fot. Archiwum

miłością Sługa Boża Marta Robin

W

niewielkiej wiosce Châteauneuf-deGalaure, niedaleko Lyonu we Francji 13 marca 1902 roku przyszła na świat sługa Boża Marta Robin. Już jako dziecko była bardzo pogodna, lubiła śmiać się i żartować, tańczyć i modlić się. Wychowana została w chrześcijańskiej, chłopskiej rodzinie. Tym, co szczególnie wyróżniało jej pobożność, była niezwykła cześć dla Maryi, którą nazywała swoją Matką. Marta była wątłego zdrowia i doświadczenie cierpienia stało się jej udziałem stosunkowo wcześnie. Już w 1918 roku choroba wdarła się w jej życie, powodując znaczny paraliż dolnych i górnych kończyn. Lekarze nie potrafili zdefiniować przyczyny choroby, którą – jak to stwierdzono dopiero w drugiej połowie ubiegłego wieku – było najprawdopodo bniej wirusowe zapalenie mózgu. Pomimo tak wielkich cierpień i przeciwności, następował znaczny rozwój duchowy Marty. Jej miłość do „ukochanego Dobrego Boga” rozbudziła w niej pragnienie całkowitego ofiarowania Mu swojego życia.

Dokonała tego 15 października 1925 roku, we wspomnienie św. Teresy od Jezusa, w Akcie zawierzenia Miłości i Woli Bożej, nawiązując w ten sposób do swojego marzenia, by zostać karmelitanką. Ataki choroby zaczęły nasilać się jeszcze bardziej. Pomimo to, wciąż towarzyszyły jej pogoda ducha i wewnętrzna radość. Chciała wrócić do zdrowia i choć była przekonana o zbliżającej się śmierci, pragnęła udać się do Lourdes, by tam prosić Maryję o łaskę dla siebie. Jednak w akcie heroicznej miłości bliźniego odstąpiła swoje miejsce w pielgrzymce innej potrzebującej osobie. Pogłębiającej się chorobie towarzyszyły nadzwyczajne łaski. W jednej z wizji ujrzała św. Teresę od Dzieciątka Jezus. To ona przekazała jej możliwość wyboru, którą dał jej Bóg: mogła umrzeć i pójść do nieba albo pozostać na ziemi, by w chorobie przyjąć misję wynagradzania za grzechy i cierpienia w jedności z Jezusem Chrystusem i w ten sposób wypraszać odrodzenie Kościoła i życia chrześcijańskiego dla swojej ojczyzny. Zdecydowała się na cierpienie.

Wkrótce jej ręce, nogi i całe ciało zostały całkowicie sparaliżowane. Spowodowało to zanik odruchu przełykania, co uniemożliwiło przyjmowanie przez nią pokarmów. Jej choroba trwała ponad pół wieku, a cierpienie było nie do opisania. W 1930 roku ujrzała ukrzyżowanego Chrystusa. Od tej pory otrzymała stygmaty na rękach, nogach i głowie. Wraz z Nim, każdego tygodnia od czwartku wieczorem przeżywała ból Męki. W cierpieniu czuła się całkowicie odizolowana i opuszczona, aż do „śmierci”, która przychodziła w każdy piątek o godzinie trzeciej. Potem miał miejsce sąd, obciążający ją grzechami, cierpienie grobu, aż do niedzieli rano, kiedy to na wezwanie księdza powracała do życia (por. J. Guitton, Marta

7


Robin. Mistyczka, wizjonerka, stygmatyczka, Częstochowa 1990, s. 48-49). Dwa lata później, w uroczystość Ofiarowania Pańskiego, całkowicie straciła czucie w kończynach i od tej pory, do końca swojego życia nie mogła już wyprostować swoich nóg, które pozostały zgięte w kolanach. Przeżywane cierpienie Chrystusa pogłębiło w niej jeszcze bardziej miłość do Boga, któremu wciąż składała w ofierze swoje życie. Była przekonana o wartości swojego cierpienia. „Cierpienie jest wielkie – mówiła – pod warunkiem, że potrafimy cierpieć w sposób święty. (...) Obyśmy nie cierpieli na próżno, to zbyt smutne”. Co było siłą Marty w znoszeniu cierpień i przeciwności? Tą siłą bez wątpienia była miłość, o której tak mówiła: „Miłość! Jest czymś tak wspaniałym, jest słodkim poświęceniem siebie, immolacją siebie, utratą siebie samego! W ten sposób serce, 8

Fot. ks. Z. Huber SCJ

Fot. ks. R. Warenda SCJ

które doskonale kocha nie odczuwa już bólu ani kary, nie jest smutne, nie niepokoi się, ponieważ miłość czyni doskonałymi, podczas gdy ból przygniata, wycieńcza”. Chociaż nie mogła się poruszać i nieustannie przebywała w swym zaciemnionym pokoju ze względu na bolesną chorobę oczu, które nie znosiły światła słonecznego, chciała służyć innym. Przez jej dom przewijało się tysiące ludzi, którzy szukali u niej duchowego wsparcia, korzystali z jej porad duchowych, pocieszenia. Promieniowała na nich swoim uśmiechem, który uważała za ważny środek swojego apostolatu. Cierpienie i modlitwy ofiarowała za tych, którzy do niej przychodzili. Miała niezwykłą pamięć do polecanych jej spraw. Starała się, by jej działanie dosięgało także ludzi, z którymi nigdy się nie spotkała. Organizowała między innymi paczki dla więźniów i inne praktyczne dzieła miłości. Nie mogła przyjmować pokarmów, nawet kropli wody. Jej jedynym pokarmem przez

ponad pół wieku była Eucharystia, którą przyjmowała w cudowny sposób. To właśnie Eucharystia – żyjący Chrystus wlewał w nią nowe siły i nowe życie. Czuła się z Nim zjednoczona. Do cierpień wywołanych chorobą dochodziła także niemożność snu. We wrześniu 1939 roku zdecydowała się, za zgodą swojego ojca duchownego, ofiarować swój wzrok Zbawicielowi. Starała się nie koncentrować na sobie. Wszystko, co czyniła, ofiarowała Bogu i swoim bliźnim. Owocem wyjątkowego zjednoczenia Marty z Chrystusem ukrzyżowanym stało się narodzenie, rozwój i promieniowanie duchowe Ognisk Miłości (Foyers de Charité). Założone za pośrednictwem kierownika duchowego ojca Fineta, umożliwiały ludziom pogłębianie własnego życia wiary, modlitwy, odprawianie rekolekcji w milczeniu. Tym, co zachwyca Kościół w życiu Marty Robin, są nie tyle nadzwyczajne zjawiska


1(133)2011

Wiary starczyło do Piątku od Niedzieli Palmowej: Jak na wizje beztroskiej sytości z Królem co leczył i wskrzeszał i tak długo – Wciąż funkcjonuje załgany Sanhedryn arcykapłani i wartości stypa i lud tak podły że się wyrzekł wolności że sam się przeląkł a Boga się wyparł – Walą się trony na spróchniałych nogach sypią się wieki umierają cesarze wojny wszczynając pysze swej na dowód co ni sekundy życia nie przedłuży – Pod krzyżem ciemno. Siedzę na Golgocie żywe cierpienie żuję jak sakrament. Czoło mnie pali skronie i wspomnienia nadzieja strużką jak oddech wycieka. Uratuj jeszcze choć światełkiem iskrą … Wpadła mi w dłonie kropla krwi łotrowska: wiruje przepala do kości do serca jak psalm o Miłości

Fot. ks. S. Bysiek SCJ

ks. Leszek Poleszak SCJ (Warszawa)

Psalm Wielkiego Piątku

Fot. ks. Z. Huber SCJ

ponadnaturalne, co przede wszystkim jej świadectwo doświadczenia Boga poprzez zjednoczenie miłości przekraczające stan ekstremalnego cierpienia i paraliżu, które mogły w niej zrodzić odczucia desperacji i buntu. Marta stała się przykładem świętości poprzez heroizm przeżyty w małych rzeczach. To przez nie możemy obserwować jej wielkie cnoty. Od samego dzieciństwa odznaczała się cnotą posłuszeństwa i ochotnego daru z siebie. W chorobie w sposób heroiczny akceptowała cierpienie. Później pragnęła cierpienia w takiej mierze, w jakiej sądziła, że to pozwala jej „wykupywać dusze”. Do cierpień jej ciała, dołączyły jeszcze cierpienia ducha. Była atakowana, również fizycznie, przez złego ducha, który chciał ją odwieść od bliskości Boga i od poświęcenia się dla drugich. Pomimo tych udręk ciała i ducha całe jej życie stało się radosnym darem dla Boga i dla drugiego człowieka. Philippe Madre tak wyraził się o niej: „Dzięki niej i Bogu, który był obecny w jej cierpieniu, wiele istot ludzkich zostało ocalonych, wielu chorych zostało uzdrowionych, wielu więźniów w swoich więzieniach doznało ulgi, wiele osób, które były zniewolone przez siły nieczyste, zostało uwolnionych”. Marta Robin zmarła 6 lutego 1981 roku. Jej proces beatyfikacyjny trwał dziesięć lat i został zamknięty w uroczystość Zesłania Ducha Świętego 27 maja 1996 roku. Wszystkie dokumenty zostały przekazane do Stolicy Apostolskiej.

Marian Stanisław Hermaszewski (Lublin)

Wiersz ten został w sposób niepełny opublikowany we Wstań nr 127 – za przeoczenie fragmentu utworu serdecznie przepraszamy: Redakcja

9


Droga Krzyżowa I

Stacja I Jezus przed sądem. Chrystus wybrał drogę przedziwną. Bóg poddał się ludzkiemu sądowi i przyjął jego wyrok. A przecież mógł tak wiele jeszcze dokonać: uzdrowić tak wielu, wypędzić mnóstwo demonów, nakarmić tysiące ludzi. Panie naucz mnie logiki Twoich czynów i pokory w przyjmowaniu tego, czego nie potrafię zrozumieć.

II

Stacja II Jezus bierze krzyż na swe ramiona. Moje życie to towarzyszenie Chrystusowi w niesieniu krzyża. Im bardziej będę wnikać w tajemnicę Krzyża, tym podobniejszy będę do Tego, który mnie stworzył. Naucz mnie, Panie, wyciągać ręce po krzyż, a nie odwracać się od niego plecami.

III Stacja III Jezus pierwszy raz upada pod krzyżem. Jeszcze niedawno uzdrawiał chorych, wskrzeszał umarłych, rozmnażał chleb i gdyby tylko chciał, lud Izraela wyniósłby Go na tron Dawida. Teraz pada upokorzony przed tym samym ludem, który pamiętał, że mówił o sobie, że jest królem. Upadłeś, Panie, po raz pierwszy, abym mógł dostrzec, że upadek nie jest końcem drogi, że trzeba powstać i iść dalej.

Stacja IV Jezus spotyka swoją Matkę.

Fot. kl. M. Rutkowicz SCJ

Stoją teraz razem. Patrzą w milczeniu na siebie: Stwórca i najpiękniejsze ze stworzeń. Gdyby mogła cierpieć za Niego. Nieść Jego ciężar. Tego pragnie Jej miłość. Lecz jeszcze większa Miłość dyskretnie mówi: dokonuje się zbawienie. Naucz mnie, Panie, nie przeszkadzać Ci w zbawianiu dusz.

10

IV


1(133)2011

V

Stacja V Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi. Chrystus podzielił się z Szymonem wielkością swego krzyża. Ja także mam zaszczyt nieść krzyż za Mistrzem. Pomagam Mu, ale jednocześnie daję Mu do zrozumienia, że pomoc jest wymuszona. Często ofiaruję Mu to, na czym mi zbywa, jakieś resztki wypowiedzianych słów. Naucz mnie, Panie, oddawać Tobie to, co we mnie najlepsze. Naucz mnie, jak być ofiarą bez skazy dla Tego, który mnie stworzył.

VI

Stacja VI Weronika ociera twarz Jezusowi. Słaba kobieta potrafiła dostrzec pod maską krwi, potu i ran Oblicze Stwórcy Piękna. Znalazła w sobie tyle odwagi, by przebić się przez tłum wrogi Chrystusowi i dała Mu tyle, ile dać mogła – było tego niewiele, a jednocześnie tak dużo. Czasem trzeba tak niewiele, by przynieść bliźniemu ulgę, wystarczy trochę odwagi. Panie, otrzyj moją twarz, moje serce, moją duszę. Niech nic we mnie nie zniekształca Twojego Oblicza.

VII

Stacja VII Jezus drugi raz upada pod krzyżem. Miłość jest nierozerwalnie związana z cierpieniem. Może to odczuć każdy z nas – mocą swych słabości. Od czasu do czasu zdarza się mi gwałtowny sprzeciw wobec tego, czego nie potrafię zrozumieć. Zdarza mi się powiedzieć Bogu w twarz: nie miałeś racji, to nie tak miało być. Upadając pod ciężarem krzyża, pokazałeś mi Panie, jak zwalczyć zniechęcenie i jak w pokorze przyjąć to wszystko, co Ty na mnie dopuszczasz.

VIII

Stacja VIII Jezus spotyka płaczące niewiasty. Jezus dźwigając krzyż, zapewne niewiele widział. Oddzielony od otaczającej Go rzeczywistości krwią zalewającą oczy, ledwie dostrzegł kilka płaczących kobiet. Przyjąłeś, Panie, ich gest współczucia. Przyjąłeś łzy, które były wyrazem bezsilności człowieka wobec brutalnej siły. Przyjmij moje łzy. Wysłuchaj mojego płaczu. Uczyń mnie posłańcem Twojej Miłości dla tych, którzy cierpią i tych, których pozbawiono nadziei.

IX

Stacja IX Jezus trzeci raz upada pod krzyżem. Najgłębiej boli pogarda. Oto Mesjasz, a nie potrafi pokonać zgrai złoczyńców. Poddaje się ciosom, upada. Któż wówczas poza Matką rozumiał, że miłość Boga jest pokorna, że nie boi się uniżenia, że jest cierpliwa i wzywa do świętości. Kiedy słabość przyciska moją twarz do ziemi, daj mi Panie siłę, która pozwoliła Ci powstać i iść dalej.

11


X

Stacja X Jezus z szat obnażony. Jak zachować się wobec nagości Jezusa? Odwrócić głowę, zamknąć oczy? Nie ma w Nim piękności, choć jest najpiękniejszym z Synów ludzkich. Jest upokorzony, a przecież Jego godność przyćmiewa kosmos. Stwarzając mnie, Panie, zamknąłeś w moim wnętrzu podobieństwo do Ciebie. Zamknąłeś we mnie swoją myśl. Naucz mnie szanować człowieka, a nie jego szaty.

XI

Stacja XI Jezus przybity do krzyża. Teraz można już tylko milczeć i modlić się. Przepraszam. Moja źle wykorzystana wolność zmieniła się w twarde gwoździe. Moje NIE powiedziane Twojej miłości stało się młotem. Oprawcy na Golgocie byli jedynie wykonawcami mojej woli. Ukrzyżowałem Boga, a On milczał, gdy rozdzierano Jego dłonie i stopy, abym ja nauczył się słyszeć głos Boga, który przemawia w ciszy. Zamknij, Panie, moje usta, kiedy mnie będą krzyżować. Niech milczenie będzie moją modlitwą.

XII

Stacja XII Jezus umiera na krzyżu. Ktoś kiedyś powiedział, że nasze życie jest jedynie telegramem, jaki akuszerka wysyła grabarzowi w dniu naszych narodzin. Tym byłoby moje życie Jezu, gdyby nie Twoja Śmierć. Dzięki Tobie śmierć przestała być synonimem klęski i rozpaczy. Umarłeś Jezu na krzyżu, abym mógł dotknąć światła i poczuć, że moje życie ma swój jedyny i niepowtarzalny sens.

XIII

Stacja XIII Zdjęcie z krzyża.

XIV

Wykonało się. Przed śmiercią usłyszałeś jeszcze: „Zstąp z krzyża, jeśli jesteś Synem Bożym, a uwierzymy Ci”. Dziękuję, że pozostałeś na krzyżu do samego końca. Pomóż mi, Panie, wytrwać na krzyżu moich obowiązków do samego końca, aż przyjdziesz sam i zdejmiesz mnie z niego w dniu, który sam wybierzesz.

Fotografie: kl. G. Siedlarz SCJ

Stacja XIV Złożenie do grobu.

12

Czy tak bardzo obawiano się, że zwycięży Miłość, że nakazano żołnierzom pilnować grobu? A może oprawcy bali się przyznać do porażki. Twój pogrzeb, Panie, był tylko przejściem, którym wytyczyłeś ostatni etap mojej drogi ku wiecznemu życiu. Naucz mnie, Panie, że śmierć jest moją przyjaciółką, która połączy mnie z Tobą na zawsze. kl. Marcin Wójcik SCJ (Stadniki)


1(133)2011

Kiedy ostatnio

Fot. kl. G. Siedlarz SCJ

zrobiłeś coś dobrego?

C

o musi się wydarzyć, żeby człowiek zwrócił uwagę na to, co zadecyduje o jego wiecznym losie? Dziwię się, że tak łatwo pozwalamy, aby przepadały nam najlepsze okazje, bo wiele z nich nie powtórzy się więcej. Pan Jezus zawsze ma dla nas czas, a tymczasem my oburzamy się, że ktoś znów zawraca nam głowę, że coś chce, że przyszedł nie w porę. Proszę, powiedz mi, kiedy ostatnio zrobiłeś coś dobrego? Kto był ważniejszy od Ciebie? Z czego zrezygnowałeś? Kogo odwiedziłeś? Komu pomogłeś? Nie odkładajmy dobra na później, bo może już nie być takiej możliwości, aby dokonać czegoś wartościowego. Uwierz mi, a raczej sam się przekonaj, że z niczym nie można porównać uczucia, jakie daje świadomość, że dało się szczęście drugiej istocie. Jakoś tak się dzieje, że wszystko w życiu nabiera sensu. A więc dzieje się tak, że ten, który daje, otrzymuje wielokrotnie więcej. Kiedyś każdy z nas musi umrzeć, choćby odrosła wcześniej amputowana ręka, wyleczona została nieuleczalna choroba. Jeśli uśmiecha się do Ciebie wdzięczny Tobie człowiek, wtedy jest to ta chwila, kiedy Jezus mówi: „Uczyniłeś to Mnie”. Myślę, że to właśnie jest największy cud. Małgorzata Wnęk (Frysztak)

13


Krzyż jak słonecznik Stoisz nad ścieżką jak sękaty kostur Bożego włóczęgi. Samotny, pochylony, Cień Słońca. Ci, którzy przechodzą, idą obojętni. A przecież Ty dla nich stoisz. Rodzisz ziarna a oni – jakby nic – zrywają je i idą dalej. Czy sami? Powiedz! Tomasz Wrona (Buczkowice)

***

Na drodze do domu Na drodze do domu Kamień pokłada się Za stopą druga i jej ślad Miażdży kamień Za stopą druga i jej ślad Prowadzi gdzie spokojny sen I pracy mniej Dla rąk przybitych do ziemi

Fot. ks. Z. Huber SCJ

Z oczami do Nieba Obietnico rozpostarta Podporo twarzy zdobnej Cierniem umęczenia Idę za Tobą Z cieniem Krzyża na barkach Marcin Babicz (Lublin)

14

Weroniko, jak to zrobiłaś że na Jego drodze stanęłaś pomimo wrzasków tłumu krzyku żołnierzy co ci bronili podejść ty zwyczajnie pomyślałaś jeśli człowiek cierpi i krwi sam otrzeć nie może to trzeba wyręczyć człowieka Weroniko, jak to zrobiłaś że Jego odbicie otrzymałaś Weronika Habas (Kraków)


1(133)2011

W chwilach cierpienia Dusza ci się ściska smutek serce rozdziera A Jezus nasz Odkupiciel ramiona na krzyżu rozwiera Patrzy Pan Jezus z krzyża choć sam cierpi wiele Widząc łzy w twoich oczach pragnie ci powiedzieć Że zawsze jest nadzieja nie możesz tak smutny siedzieć Bo musisz człowieku to wiedzieć Że On cierpi z tobą widząc ból twego serca Więc otrzyj już oczęta niech cię smutek nie nęka Spójrz pod krzyżem Matka stoi I ją także serce boli Więc nie zwlekaj przytul się do Niej I pomódl się szczerze Wezwij pomocy Bożej a Ona ci pomoże. Cierpiąc uśmiechnij się drogie dziecię Nie możesz się smucić na tym Bożym świecie Bo Syn Człowieczy przecierpiał wielce Aby wesprzeć cię w tej ziemskiej poniewierce. Alina Janczar (Sosnowiec)

Jezus upada pod krzyżem Upadasz obciążony podłością tego świata. Przewrotność mego serca szczególnie Cię przygniata Biorę krzyż na ramiona choć ciężaru się boję. Jak Szymon Cyrenejczyk gdy Ty upadasz stoję. Maria Borcz (Gorzów Wielkopolski)

*** Serce do krzyża przybite Serce co cierpi i boli Serce z miłości umiera Na krzyżu codzienności Miłość się nie narzuca Miłość się ofiaruje I choć na krzyżu cierpiąc umiera Wcale nie żałuje Jakub Fenrych (Tarnów)

15


Kryzys wiary spowodowany cierpieniem dziecka cz. III

C

Fot. ks. S. Bysiek SCJ

ierpienie Chrystusa jest wskazaniem drogi człowiekowi, na której doznaje on oczyszczenia i może przezwyciężyć kryzys wiary. Nauka Krzyża jest niezwykle bolesna, ale przez to autentyczna. Człowiek wątpiący w dobroć Boga otrzymuje łaskę zrozumienia, że sens posiada tylko cierpienie podjęte z miłości (M. Scheler, Cierpienie, śmierć, dalsze życie…, s. 19). W Chrystusie cierpiącym znajdują ocalenie wszyscy, którzy Mu zaufali, a zwłaszcza naznaczeni cierpieniem. Ich rany stają się Jego ranami, a opuszczenie Jego samotnością. Każde ludzkie doświadczenie cierpienia graniczące z rozpaczą, może zostać przezwyciężone Jego zmartwychwstaniem. Człowiek bowiem może pokonać najtrudniejsze sytuacje, jeśli posiada przynajmniej jedną wartość, dla której warto to wszystko przetrzymać, a dla człowieka wiary jest nią przecież Bóg (Z. Formella, Życie jako zadanie…, „Seminare” 23(2006), s. 392).

16

Bóg nie poucza człowieka, nie gorszy się jego wątpliwościami i nie toczy z nim sporu (por. L. Kołakowski, Leibniz i Hiob: Metafizyka zła. Wykład, Tilburg 2002). Wybrał rozwiązanie najprostsze. Jego Syn Chrystus cierpi nie tylko z człowiekiem, jak czynią to najbliższe osoby, lecz doznaje bólu i umierania w cierpiącym. On jest Bogiem zranionym (por. Iz 53,5), rozumiejącym człowieka i z miłości do niego pozwalającym się ranić. Przyjmując śmierć z ręki człowieka leczy swoją miłością najboleśniejsze zranienia ludzkiej natury (por. Jan Paweł II, Zawierzam cały świat Bożemu miłosierdziu…, OsRomPol 23/2002, nr 9, s. 17). On jest w każdym cierpiącym, a przez zjednoczenie z człowiekiem czyni go wiarygodnym świadkiem swojego miłosierdzia oraz zdolnym do ufności podczas wędrówki ciemną doliną cierpienia (por. Ps 23,4). Jest to znak dla wierzącego, aby i on czynił podobnie. Naśladowanie Chrystusa daje szansę odzyskania pokoju wewnętrznego i zjednoczenia z Nim oraz podkreślenia godności ludzkiej. Nie udziela jednak odpowiedzi na pytanie: „dlaczego?”. W noc cierpienia człowiek, nie widząc Boga i nie słysząc Jego odpowiedzi, musi oprzeć się pokusie zwątpienia, aby uwierzyć, że On jest z nim (Jan Paweł II, Encyklika Evangelium vitae…, Watykan 1995, nr 67). Dlatego Kościół podtrzymuje na duchu wszystkich cierpiących i uczy, że: „Cierpienia te trzeba uwa-


żać za przemijające i niewielkie w porównaniu z bezmiarem wiecznej chwały, jaka przez nie ma się stać naszym udziałem (por. 2 Kor 4,17)” (Sakramenty chorych. Obrzędy i duszpasterstwo, Katowice 1980, nr 2). W wielu przypadkach można byłoby uniknąć kryzysu wiary, gdyby człowiek powstrzymał się od czynienia zła, a zwłaszcza od wojen i aktów terroru. Pokój na świecie wymaga wysiłku ze strony wszystkich, postępu kulturalnego i rozwoju gospodarczego. Natomiast profilaktyka krzywdzenia wymaga użycia środków uwzględniających uwarunkowania kulturowe, socjalne, a nawet religijne. Nie jest to jednak łatwe, ponieważ potrzeba przeznaczenia na ten cel odpowiednich środków. Toteż strategia działań gospodarczych powinna uwzględniać politykę socjalną, umożliwiającą tworzenie miejsc pracy, dla ochrony rodziny przed ubóstwem będącym potencjalnym zarzewiem przemocy. Natomiast w wymiarze globalnym jest ona przede wszystkim likwidacją nędzy i głodu (por. Jan Paweł II, Aby wszyscy mieli chleb… Watykan, 16.10.2001). Ważnym czynnikiem jest umacnianie rodziny, będącej naturalnym środowiskiem dziecka, w której powinno czuć się kochane. To w rodzinie dziecko powinno mieć zapewnione podstawowe warunki do rozwoju fizycznego, psychicznego, duchowego i społecznego. Instytucje państwowe i organizacje społeczne muszą dołożyć wszelkich starań, aby chronić dziecko przed przemocą. Ochrona ta powinna mieć charakter systemowy (socjalny, prawny, medyczny i psychologiczny). Stąd też dziecko i jego rodzina powinny mieć łatwy dostęp do opieki specjalistycznej (lekarskiej, psychologicznej i prawnej). Zazwyczaj jest to trudne, ponieważ dziecko nie chce ujawniać bliskich osób, które je krzywdzą. Dotyczy to zwłaszcza cierpienia spowodowanego wykorzystywaniem seksualnym nieletnich. g y Konieczne jest zaangażowanie wp profilaktykę iecka, ujawnianie jej i leczeprzemocy wobec dziecka, nie skutków. Nikt z dorosłych nie może pozostać obowdy jętnym wobec krzywdy ka. niewinnego dziecka. nDlatego wszystkie ine stytucje, organizacje społeczne i religijne są ązobowiązane do połąeczenia wysiłków w ceycia lu poszanowania życia

Fot. ks. S. Bysiek SCJ

1(133)2011

dziecka i jego godności. Skoro ludzkość potrafi skutecznie przeciwstawić się wielu chorobom, to również powinna znaleźć metodę uniemożliwiającą krzywdzenie dziecka (R. D. Krugman, et al., Confronting child abuse…, Child Abuse Negl. 29/2005, s. 307-309). Protest przeciw cierpieniu dziecka i jego śmierci może spełniać w pewnym zakresie rolę terapeutyczną. Polega ona na koncentracji sił duchowych i zachowaniu autonomicznej oceny tych wydarzeń, koniecznych w przyszłości do odbudowy życia. Według Viktora E. Frankla, nie można jednak pozostawać długo w tej fazie buntu. Skoro zraniony człowiek w sposób wolny buntuje się przeciw niezrozumiałemu dla niego cierpieniu dziecka, to również w sposób wolny może przyjąć to cierpienie. Okazanie mu pomocy zmierza w tym kierunku, aby nie pozostał osamotniony wobec przeżywanego dramatu. Ocalenie przychodzi wówczas, jeśli świadomy swojego cierpienia potrafi stawiać pytania i poszukiwać odpowiedzi. Przyjęcie cierpienia jest drogą do przezwyciężenia kryzysu spowodowanego niezawinionym cierpieniem. Wymaga to jednak zwrócenia się do Boga. Postawa ta daje nadzieję na życie wykraczające poza granice ludzkiej egzystencji. Stąd też ulgę, np. osieroconym, niesie wiara w zm zmartwychwstanie umarłych. Ich rozłąka jest pr przemijająca i zostanie przezwyciężona nadzieją spotkania się w Niebie. Wiara umacnia w cz człowieku ufność, że jego cierpienie ma sen nie tylko w wymiarze indywidualnym, sens le również w perspektywie całego świata lecz i jego historii. Przyjmując zatem cierpienie, p powinien ufać, że przyjmuje je z ręki Boga ( von Kutschera…, s. 334). (F. ks. Lucjan Szczepaniak SCJ (Kraków)

17


B

Ewangelia według Koheleta

Fot. br. H. Majka CSSp

yć może ktoś poczuł się nieswojo, spoglądając na tytuł tego krótkiego artykułu. Pamięć nie podsuwa bowiem myślom żadnej Ewangelii, której autorem byłby Kohelet. Mateusz, Marek, Łukasz i Jan – to imiona autorów Ewangelii, jakie znajdziemy w każdej Biblii; czterech ewangelistów i nikt więcej – skąd więc nagle pomysł na Ewangelię według Koheleta?

18

Niewiele wiemy o mędrcu Kohelecie. Jego imieniem nazwana jest jedna z ksiąg Starego Testamentu. On sam przedstawia się w swojej księdze „jako syn Dawida” i „król w Jerozolimie”. Taka charakterystyka wskazuje dość jednoznacznie na Salomona, który przez blisko czterdzieści lat panował nad Izraelem. I choć sama księga nie daje innych ku temu przesłanek, to jednak tradycja żydowska Salomonowi przypisywała autorstwo Księgi Koheleta. Według tej tradycji Salomon w latach swej młodości napisać miał księgę Pieśni nad Pieśniami. Dojrzały i pełen mądrości Salomon miał być autorem Księgi Przysłów. Wreszcie u kresu swych dni, nieco zmęczony życiem, lecz wciąż pełen radości, napisać miał Księgę Koheleta. I choć wiemy dziś, że król Salomon niewiele miał wspólnego z powstaniem tych ksiąg, to jednak doszukiwanie się jego autorstwa wskazuje na duże znaczenie, jakie księgom tym przypisywała tradycja. Salomon bowiem występuje na kartach Biblii jako symbol człowieka, któremu Bóg ofiarował dar mądrości. Mądrość ta nie polega na gromadzeniu olbrzymiej ilości informacji, ale raczej na umiejętności

bardzo praktycznej. Mędrzec to w Biblii człowiek, który umie żyć i właściwie oceniać otaczającą rzeczywistość. Jeśli Salomonowi przypisywano autorstwo Księgi Koheleta to po to, by wskazać na jej wartość w poszukiwaniu mądrości i prawdy. Kohelet staje przed nami jako nauczyciel, jako mistrz, który uczy jak żyć. Staje przed nami nie tyle jako teoretyk, który przekazuje wiedzę wyczytaną z książek lub zasłyszaną od innych. Mówi raczej: „Popatrz na to, co ja przeżyłem. Popatrz, oto moje życie bez upiększeń i ozdobników, bez fałszywej skromności i kokieterii. I jeśli chcesz, czerp z tego doświadczenia pełnymi garściami”. Księga staje się rodzajem osobistego dialogu, który autor prowadzi ze swym słuchaczem czy też czytelnikiem. Czego dotyczy ów dialog między Koheletem a czytelnikiem lub słuchaczem? O czym rozmawiają? O mądrości, bogactwie, władzy i o religii, o życiu, o człowieku. Nicią, która łączy te wątki, jest zdanie, które Kohelet powtarza jak refren: „wszystko marność”. To zdanie pojawia się już w drugim wersecie księgi: „Marność nad marnościami – powiada Kohelet – marność nad marnościami, wszystko marność”. Dla wielu zdanie to stało się jedyną wizytówką Koheleta, znakiem jego pesymizmu, wyrazem po-


1(133)2011

Dokonałem wielkich dzieł: zbudowałem sobie domy, zasadziłem sobie winnice, założyłem ogrody i parki i nasadziłem w nich wszelkich drzew owocowych. (...) Nagromadziłem też sobie srebra i złota, i skarby królów i krain. Nabyłem śpiewaków i śpiewaczki oraz rozkosze synów ludzkich: kobiet wiele. I stałem się większym i możniejszym niż wszyscy, co byli przede mną w Jeruzalem; w dodatku mądrość moja mi została. Niczego też, czego oczy moje

pragnęły, nie odmówiłem im. Nie wzbraniałem sercu memu żadnej radości – bo serce moje miało radość z wszelkiego mego trudu; a to mi było zapłatą za wszelki mój trud. I przyjrzałem się wszystkim dziełom, jakich dokonały moje ręce, i trudowi, jaki sobie przy tym zadałem. A oto: wszystko to marność i pogoń za wiatrem! (Koh 2,4.8-11). Dla nas, ludzi początku XXI wieku, tak zabieganych, dystans mędrca Koheleta do siebie samego, do swoich porażek i sukcesów, może być nie tylko zdumiewającym odkryciem, ale również lekarstwem dla skołatanej duszy. Tym bardziej, że słowa Koheleta tylko pozornie brzmią pesymistycznie, być może w żadnej innej księdze Starego Testamentu nie znajdziemy tylu wezwań do radości z tego, co jest, z tego, co niesie życie, z tego, co niesie codzienność. Kohelet przekazuje jeden z najpiękniejszych opisów ludzkiej starości (zob. Koh 12,1-7). Malując w sugestywnych metaforach obraz starzejącego się ludzkiego ciała, mędrzec był w stanie wyrazić nie tylko surową powagę przemijania, lecz również piękno powrotu: ciała w proch ziemi, duszy zaś w objęcia Boga Stwórcy wszechrzeczy: „i wróci się proch do ziemi, tak jak nią był, a duch powróci do Boga, który go dał” (Koh 12,7). Mówi nam wreszcie Kohelet o czasie, o ludzkim czasie rozpiętym pomiędzy narodzinami

i śmiercią, sadzeniem i wyrywaniem, budowaniem i burzeniem, pomiędzy płaczem i śmiechem, miłowaniem i nienawiścią (por. Koh 3,1-8). Rozdartych pomiędzy parami przeciwieństw uczy nas Kohelet, że „wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem” (Koh 3,1). Nas, patrzących czasem z trwogą na mijający nieubłaganie czas, Kohelet wspiera słowami pełnymi pociechy i nadziei: Bóg jest tym, który przywraca to, co przeminęło. Słowa Koheleta o Bogu, który jest Panem czasu i historii, który panuje nie tylko nad tym, co jest, ale również nad tym, co przeminęło i nad tym, co nazwać można prawdziwie Dobrą Nowiną Starego Testamentu. Dlatego właśnie nazwałem Jego księgę, Ewangelią według Koheleta. Kohelecie, miłośniku życia, ucz nas żyć pięknie, mądrze i pobożnie... ks. Krzysztof Napora SCJ (Stadniki)

Fot. ks. R. Warenda SCJ

gardy dla niema mających żadnej wartości rzeczy tego świata. Ty Tymczasem Kohelet nic n nie mówi na temat wartości poszczególnych elementów tego świata. Mówi raczej o ich ulotności. Hebrajskie słowo tłumaczone jako „marność” oznacza tyle co oddech, tchnienie. Ta właśnie cecha łączy, zdaniem Koheleta, wszystkie sprawy, jakie są pod słońcem. Nietrwałość, kruchość – te właśnie cechy są nieodłącznym atrybutem każdej ludzkiej aktywności. Wiele jest fragmentów w Księdze Koheleta, które przyciągają uwagę, zdumiewają trafnością porównań, zadziwiają głębią spojrzenia i ostrością sądów. Znajdziemy na przykład u Koheleta wyznanie człowieka, który jest „syty życia”, który patrzy z perspektywy czasu na swoje życie i umie z przymrużeniem oka spojrzeć na swoje życiowe osiągnięcia:

19


Doświadczenie niezrozumiałego dla innych cierpienia

M

Fot. ks. Z. Płuska SCJ

ając 18 lat, zostałem powołany do wojska. Od dzieciństwa uprawiałem sport. Niemal codzienne przebiegałem 5 km, hartowałem ciało zimną wodą. Do 15. roku życia uprawiałem boks – byłem więc dobrze przygotowany do służby w radzieckiej armii, do której wstąpiłem w 1988 roku.

Wypadło mi służyć w łączności. Co drugą noc, w czasie dyżurów nie spałem, nie odsypiałem zarwanej nocy, więc co drugą dobę nie spałem w ogóle. Większość młodych mężczyzn budzi się w wojsku automatycznie o 6.00 nad ranem. Ze mną tak nie było. Po powrocie z wojska nie mogłem już spać jak normalni ludzie: często nie mogłem zasnąć do 5.00 nad ranem, przez co nie mogłem dobudzić się później, aby zdążyć do pracy czy na wykłady. Zaczęły się awantury w domu, nieprzyjemności w pracy i na uczelni. Ludzie, którzy nie mieli problemów ze snem, nie rozumieli mnie – zarzucali mi lenistwo. 20

Gdy wreszcie udało mi się zasnąć którejś nocy, to następnej nie przesypiałem w ogóle: nieprzytomny jadłem śniadanie (kiedyś w stołówce usłyszałem, jak mówią o mnie: „Patrz, pijany od samego rana”) i szedłem na zajęcia. Jak przez mgłę widziałem wykładowców, jakby przez ścianę ich słyszałem. Po wykładach udawałem się na spacer, aby nie zasnąć. Błąkałem się po parku albo ulicami miasta do późnego wieczoru. Potem zasypiałem jak zabity, a następnego dnia zasypiałem oczywiście do pracy czy na uczelnię. Moja męka trwała trzy lata, po których zaprzestałem walki o uregulowanie mojego rytmu snu i czuwania. Byłem wyczerpany. Nie ukończyłem studiów, wyrzucono mnie z pracy. Rodzice zarzucali mi, że nie chce mi się uczyć, podczas gdy nauka po nieprzespanej nocy była dla mnie niemożliwa. Nie pomagały mi leki ani zioła. Nie mogłem zasnąć na przekór instrukcjom psychoterapeutów. Nie było też leków, które pozwoliłyby mi się w porę obudzić. Lekarstwa i zioła drogo mnie kosztowały. Niemało zapłaciłem znachorowi, bioenergoterapeutom i innym specjalistom od medycyny niekonwencjonalnej. Efektów nie było albo znikały po kilku dniach. Seanse terapeutyczne, nowoczesne środki, metody, leki pochłaniały mnóstwo pieniędzy ze szczupłej, studenckiej kieszeni. Nauka przychodziła mi z trudem, koledzy ze studiów traktowali mnie przez to z pogardą, a przeicch zasługą. cież ich lepsze zdrowie nie było ich zęsto mómó óWołałem o pomoc. Często wiłem o moim problemie rodzizyli. com, ale oni mi nie wierzyli. stą, Mówili, że jestem egoistą, ko bo wczuwam się tylko li, w siebie, choć wiedzieli, oże mam kłopoty. Znajom mi twierdzili, że jestem słabym człowiekiem, pywiek tali: „Dlaczego ty – człowiek


1(133)2011 współczucia okazywanego niepełnosprawnym fizycznie – ich dolegliwości były widoczne, moje nie. Nie rozumiano mojego porannego pogrążenia we śnie, które nie pozwalało mi na czas przyjść do pracy. Nie rozumiałem sam mojego stanu, podobnie jak lekarze, którzy mówili: „Rozmawia i zachowuje się normalnie. Fot. ks. R. Warenda SCJ

o silnej woli i twardym charakterze – nie możesz sobie dać rady ze snem?”. Czasem pytano mnie, czy nie zażywam narkotyków. Po kolejnych dwóch latach walki z zaburzeniem rytmu snu i czuwania zacząłem stosować metody ludowej medycyny rosyjskiej, wzmacniającej poprzez oddziaływanie naturalnych sił przyrody. Codziennie chodziłem boso, kąpałem się w zimnej wodzie rano i po południu, stosowałem głodówki bez wody w soboty. Biegałem po 5-10 km kilka razy w tygodniu. Po „zawaleniu” studiów podjąłem pracę w łączności, która polegała na ciężkiej pracy fizycznej. Kopałem rowy na kable telefoniczne, karczowałem drzewa i korzenie na zalesionych terenach, do domu wracałem bardzo zmęczony. Mimo tak potężnego wysiłku, dalej nie mogłem zasnąć, kiedy już zasnąłem, nie byłem w stanie dobudzić się na czas. Szef w pracy nie był zadowolony z powodu mojego spóźniania się i porannej „nieprzytomności” – zostałem zwolniony. Rodzice oskarżali mnie o egoizm. Przeszkadzało im, że nie śpię, więc wykręcali bezpieczniki, abym nie czytał nocą. Powiedzieli moim znajomym, że boję się fizycznej pracy… Kiedyś rodzice znaleźli mi pracę w firmie prywatnej. Pierwszego dnia w pracy zapytałem robotników, czy często zdarza się im pracować przez 24 godz. na dobę, kiedy powiedzieli, że tak – zrezygnowałem z pracy w obawie, że jeszcze bardziej naruszony zostanie mój rytm snu. Po sześciu latach wszystko wróciło do normy. Trafiłem na pewnego charyzmatyka świeckiego, który leczył modlitwą – nie wziął ode mnie pieniędzy, a następnego dnia normalnie zasnąłem i obudziłem się na czas. Od tego momentu mój sen wrócił do normy. Myślę, że przyczyniło się do tego moje wzrastanie w modlitwie, nasycenie nią całego wolnego czasu i czasu pracy oraz dzięki codziennej modlitwie psalmami i odmawianiu różańca. Muszę przyznać, że w tym wykańczającym mnie okresie zaburzenia rytmu snu i czuwania nachodziły mnie myśli samobójcze. Działo się tak, ponieważ nie miałem wsparcia ze strony otoczenia. Czułem się zaszczuty z powodu moich dolegliwości. Był czas, kiedy zazdrościłem

Ręce i nogi ma na swoim miejscu”. Nie mogłem pracować, uczyć się i funkcjonować jak każdy zdrowy człowiek. Obecnie mój stan jest w normie. Nareszcie udało mi się coś skończyć, zdobyłem zawód stolarza. Cieszę się, bo wcześniej zdałem egzaminy do technikum radioelektroniki, zdałem również egzaminy na matematykę stosowaną. Bardzo pomogła mi wiara w Boga. Na temat powiązań wiary i siły charakteru opowiem pewną historię. Rozmawiałem kiedyś ze szkolną koleżanką o naszym wspólnym znajomym, który był prymusem w szkole i liderem młodzieżowym. Ona dziwiła się, że ten człowiek, zdający z klasy do klasy z bardzo dobrymi stopniami, mający sukcesy sportowe (ćwiczył karate) – na czwartym roku zrezygnował ze studiów w Moskiewskiej Szkole Dyplomatycznej i jest dziś… księdzem prawosławnym. Jak to możliwe – mówiła – przecież religia jest udziałem ludzi słabych. Kiedy jej pokrótce opowiedziałem o heroizmie męczenników chrześcijańskich, o życiu świętych, wpadła w zakłopotanie i nic nie powiedziała. Wychowanie w systemie ateistycznym nie mogło nauczyć szacunku do świętości i pobożności. Stanisław Czarnowski (Lwów)

21


cz. I

W

iedziałam, że Pan Bóg spełnia nasze najskrytsze pragnienia, mogłam się jednak na sobie przekonać, że czyni to nawet wtedy, gdy sami o nich zapomnimy. Służba w kraju typowo misyjnym była moim pragnieniem od początku wstąpienia do Zgromadzenia Sióstr Szkolnych de Notre Dame. Wprawdzie nasza Polska Prowincja nie miała jeszcze otwartej placówki w żadnym z tych krajów, jednak poważnie rozważała taką możliwość. I tak na początku 1990 roku pierwsze polskie siostry wyjechały do Gambii – maleńkiego kraju znajdującego się na kontynencie afrykańskim, a 1 października tegoż roku na Białoruś. Ja tymczasem zdobyłam przygotowanie do służby w katechezie. Katechizacja młodszych dzieci ma w sobie coś imponującego, coś, co sprawia, że przeżywa się doświadczenie dotykania Tajemnicy. Myślę,

22

że przyczyną tego jest otwartość dzieci na Boga. Katecheza i spotkania z dziećmi w grupach nieformalnych czy wyjazdy z nimi były moją pasją. Czułam się w tej pracy jak ryba w wodzie i o wcześniejszych pragnieniach wyjazdu do kraju misyjnego nie myślałam. Wyjazd na rok I właśnie w tym czasie, gdy – po dobrze zakończonym roku szkolnym – przygotowywałam się do wyjazdu wakacyjnego w góry z grupą rozentuzjazmowanych dzieciaków, zostałam poproszona o wyjazd na Białoruś… na jeden rok. W ten sposób rozpoczęła się moja siedmioletnia przygoda w tym kraju – tak bliskim, a równocześnie potrzebującym sporego wysiłku, aby go zrozumieć. Zderzenie z nową rzeczywistością Pod koniec sierpnia 1997 roku razem z s. Rachel, która jedzie na drugi koniec Białorusi do Mścisławia, wyruszamy w naszą pierwszą podróż na misje. Jedziemy tam pociągiem, którego pasażerami w 95% są mieszkańcy Białorusi. Pociąg jest całkowicie zapełniony, a po bagażach, jakie

wiozą ci ludzie, wnioskujemy, iż nie byli oni bynajmniej w Polsce w celach turystycznych. Przewożone towary to najczęściej odzież, ale jest też żywność i najnowsze wynalazki techniki. Później dowiedziałam się, że dla wielu Białorusinów handel polskimi towarami to główne źródło utrzymania. Często zarobki na miejscu są zbyt niskie, aby mogli się z nich utrzymać. Wielu więc wybiera taką drogę, która oprócz konkretnych pieniędzy, niesie ze sobą trudne konsekwencje dla całych rodzin. Ludzie wyjeżdżają nocą, by wrócić po południu (albo następnej nocy, jeśli dłużej stoją na granicy). I tak dwa, trzy razy w tygodniu. Towarzyszy im zatem nieustanne zmęczenie, a dzieci niezbyt często widzą swoich rodziców. Kolejna różnica, łatwo dająca się zauważyć to: z jednej strony jednakowe, szare blokowiska – obraz tak charakterystyczny dla krajów, w których komunizm tak naprawdę jeszcze trwa, a z drugiej zaś przepiękna przyroda, zwłaszcza ogromne lasy, w których zdrowe, dostojne drzewa robią imponujące wrażenie. Ponad 90% zniszczeń Moim przeznaczeniem jest Lida znajdująca się na zachodniej Białorusi. To miasto, które obecnie liczy ok. 100 tys. mieszkańców, z czego 40% to Białorusini, 35% Polacy, a ok. 25%


1(133)2011 głyśmy zobaczyć wiele miejsc, w których nie ma już nawet śladu pozostałości po pałacach, bogatych bibliotekach, świątyniach. Pamiętają o tym jeszcze jedynie starsi ludzie lub przypominają niektóre przewodniki turystyczne. Jeden z kapłanów, dość dobrze znający historię tych terenów, powiedział, iż w czasach komunizmu na terenie byłego Związku Radzieckiego zostało zniszczonych ok. 90% kościołów i cerkwi. Owa dewastacja nie dotyczy jedynie zewnętrznych budowli, ale ma konkretne odzwierciedlenie w ludzkich sercach. W czasie tych wędrówek przyjechaliśmy pewnego razu do niewielkiej wioski. Nasz

Fotografie: ze zbiorów Autorki

Rosjanie. Początki tego miasta sięgają XIV wieku. Lida była kiedyś stolicą Księstwa Lidzkiego i posiadała zamek, który był potężną twierdzą wielokrotnie szturmowaną przez Krzyżaków. Tylko raz została przez nich zdobyta. Zarówno więc siostra Rachel, jak i ja, będziemy mieszkać w miastach o wielowiekowej historii, które jednak noszą zaledwie kilka oznak dawnej świetności. Większość z nich pochłonęła niestety wojna, a jeszcze bardziej czasy komunizmu. Konsekwencje tego trudnego okresu będziemy jeszcze obie oglądać wiele razy. Kilka razy zostałyśmy zaproszone na wycieczkę po Białorusi. Mo-

Nowi członkowie Patronatu: A. Warias (Zakliczyn) s. S. Czerska (Lisewo)

przewodnik – ponad osiemdziesięcioletni pan Stanisław, który miał doskonałą pamięć, oznajmił, iż warto tutaj zobaczyć kościół. Przyszła starsza kobieta, otworzyła drzwi świątyni, do której weszła boso i zaczęła opowiadać historię tej parafii: w latach powojennych, przyszła kolej na likwidację ich kościoła. W środku dnia przyjechały samochody, pozdejmowano wszystkie świętości ze ścian (oprócz obrazu Trójcy Świętej, którego nikt nie zdołał zdjąć). Nauczycielka, która wiedziała, co się dzieje, posłała dzieci do kołchozu, by powiadomiły swoich rodziców. Ludzie szybko przybiegli, niektórzy kładli się na drodze przed samochodem. Organizator tej pacyfikacji krzyczy do młodego kierowcy: „No, jedź”. I nagle zamiast wykonania rozkazu słyszy: „kali choczacie, sami jedźcie, ja nie pajedu… ”. Ale dowódca też nie miał odwagi przejechać po ludziach. Świętości wróciły do kościoła. Obecny proboszcz – ksiądz z Polski – upamiętnił tę historię na witrażach kościoła. Świątynia jest bardzo zadbana, troszczą się o nią mieszkańcy parafii. s. Natanaela Banasiak SSND (Białoruś)

Msze Świête w intencji cz³onków Duchowego Patronatu Misyjnego zostan¹ odprawione w kaplicy seminaryjnej 20 II oraz 20 III 2011 r. Zapraszamy do ³¹cznoœci w modlitwie.

Intencja modlitwy misyjnej: Aby Duch Święty dawał światło i siłę chrześcijańskim wspólnotom i wiernym prześladowanym bądź dyskryminowanym z powodu Ewangelii w licznych regionach świata.

23 23


Jezus przyjacielem każdego chorego

Ciąg dalszy świadectwa kapłana, który opisał własne przeżycia i rozważania nad swoją chorobą nowotworową.

W

Ewangelii Jezus Chrystus na początku swojej działalności publicznej przedstawiany jest jako wielki uzdrowiciel (Dz 10,38). Można powiedzieć, że Ewangelia jest księgą ludzi chorych, ponieważ spotyka się w niej Chrystusa, który jest w ciągłym kontakcie ze światem cierpienia. Jezus żyje cierpieniem i kończy swoje życie na ziemi w ogromnym bólu.

24

Fot. ks. S. Bysiek SCJ

Jezus litościwy Pewnego czerwcowego dnia przyszło mi na myśl, że nie wystarczy tylko wierzyć, że kiedyś przyjdzie dzień, kiedy wszystkie dzieci Boże będą miały godne życie, ale trzeba zacząć działać, aby tak się stało. Trzeba tylko uważać, aby nie zabrakło w tym działaniu Jezusa, który na pierwszym miejscu stawiał litość. Jezus wzruszył się na widok tłumu, który był niczym owce nie mające pasterza (por. Mk 6,34). Widząc niewidomego z Jerycha, zatrzymał się i go uzdrowił (por. Mk 10,51-52). Dotknął trędowatego i obdarzył go zdrowiem (por. Mk 1,41). Jezus nie miał oporów, aby przybliżyć się do trędowatych, dotknąć ich. Jezus nie dzieli na kategorie. Biedni i bogaci, dobrzy i grzesznicy, wszyscy są przedmiotem Jego zainteresowania. Jest oczywiście prawdą, że Jezus nie zawsze dokonuje cudów. Wielu o nie prosi, ale tylko

niektórzy je otrzymują, natomiast wszystkim daje łaskę pocieszenia i ulgi. Wiele razy z Jego ust słyszymy słowa: odwagi. W przededniu swojej Męki i Śmierci mówi: „Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie!” (J 14,1). Jezus nie pragnie, aby się zachwycano Jego cudami. Chciał, aby uzdrowieni mogli rozpocząć swoje życie od nowa. Łaska cierpienia Jezus chciał pokazać chorym, że łaska cierpienia ma większe znaczenie od tej, która leczy. W moim uporze nie uniknąłem błędu niechęci wobec zrozumienia tego wszystkiego i wyrażałem to, mówiąc do Niego: „Panie, pomóż mi zrozumieć albo i nie, pomóż mi tylko mieć wiarę, aby wierzyć w Twoje spojrzenie, które działa we mnie, w moim sąsiedzie na łóżku szpitalnym, we wszystkich chorych w szpitalu”. Nadzieja chrześcijańska nie jest łatwym usunięciem świadomości bólu, ale jest świadomością przemiany doznanego cierpienia w coś pozytywnego. Ewangeliści mówią nam, że wszyscy pragnęli Jezusa dotknąć, ponieważ z Niego emanowała siła, która uzdrawiała wszystkich. Uzdrawiać nie znaczy tylko leczyć, ale także pocieszać, wzbudzać pewność, że cierpiąc, przekazuje się część odkupienia.


1(133)2011 śnie czując ciężar ułożonych zwrotów. Jeżeli jesteś chory nie będzie to modlitwa łatwa dla ciebie, ale jeżeli podzielisz się nią z kimś drugim, może stać się mocą dla niego i dla ciebie. Jest ważne w życiu, aby zadowolić się tym, kim się jest i tym, co się ma. Radość wymaga, aby być zadowolonym zawsze, a przede wszystkim z darów, które się otrzymało od Boga. Bóg myśli o wszystkim, decyduje i zawsze uczyni lepiej od nas. Nie można być małostkowym, wystarczy zobaczyć we wszystkich osobach opatrznościowe przesłania woli Bożej. Podczas jednej rozmowy z panią onkolog, kiedy byłem w tzw. dołku psychicznym, usłyszałem od niej słowa: „Fruwasz na skrzydłach niepewności, fruwasz z twoimi wątpliwościami. Nie patrz na życie z zamkniętego dołu, patrz do przodu z balkonu i zobacz, że horyzonty stają się szersze. Odkryj źródło, które jest na pustyni. Tam w studni On mieszka. Kop i znajdź studnię. Tam ją masz, musisz tylko ją znaleźć”. Święci byli ludźmi jak my, skłonnymi do zła, także cierpieli. Jednak doświadczyli pełnej harmonii z wolą Bożą. Doszli do końca swojego życia z łaską Bożą, z nieustannym doświadczaniem cierpliwości i ze zwycięstwem nad samym sobą. Mając wiele okazji do refleksji nad słowami „bądź wola Twoja”, pewnego dnia powiedziałem sobie: „Nie myśl o tym, by być w stanie zmienić cokolwiek wokół siebie. Wysil się i zmień siebie samego, twoje nastawienie wewnętrzne. W ten sposób możesz zrozumieć, jak znieść to wszystko, czuć się dobrze w każdej sytuacji, przyjąć cierpienie i krzyż, który ci odpowiada”. Mogę powiedzieć, że Chrystus przekształcił się w mojego przyjaciela na drodze życia i dźwiga ciężar bólu razem ze mną. Jedyna i słodka mądrość jest zawarta w tym wyrażeniu: „niech tak będzie, niech się stanie wola Twoja”. ks. Rinaldo Paganelli SCJ (Rzym) Fot. ks. Z. Huber SCJ

Bądź wola Twoja W Ojcze nasz, które odm mawiałem jako chory, wyra rażeniem sprawiającym m najwięcej trudności mi to „bądź wola Twoja”. to: Pr Problem woli Bożej jest pun punktem wyjścia w reflekna tajemnicą cierpienia. sji nad J t ś Jesteśmy wolni w podejmowaniu decyzji, jednak wiele z nich jest połączonych z realizacją zadań, które nie zależą od nas, a które często sprzeciwiają się naszej woli. Musimy przyzwyczaić się do takiej sytuacji życia, która nam się nie podoba. Gdy mnie zaatakowała choroba powiedziałem: „jest to moim przeznaczeniem”. Ale czy jest to wola Boża? Wierzyłem, że On jest naprawdę odpowiedzialny za sytuację, w jakiej byłem – szczególnie w bólu – ale nie przyjmowałem Jego sposobu działania. Buntowałem się. Czasami myślałem, że Bóg nie interesuje się moimi problemami. W tym czasie myślałem, że ból i choroba nie są tylko dramatem człowieka, ale także dramatem Boga. W czasie pobytu w szpitalu nie miałem odwagi prosić o siłę zrozumienia, nadziei. Podtrzymywałem się modlitwą, ponieważ Bóg mi ofiarował siłę, aby znieść ból i stawić czoło chorobie z taką mocą, jaką miał Chrystus. Oczywiście, jeżeli Bóg miałby interweniować w sprawę mojej choroby, to dlaczego miałby to robić tylko dla mnie, uzdrowić tylko mnie, a nie niewinne dziecko, jakiegoś brata, który być może jest w stanie cierpienia i rozpaczy gorszej ode mnie? Dlatego też Bóg nie interweniuje na moją prośbę, ale tylko wspiera mnie w chwili obecnej. Od wielu lat, wśród moich modlitw na rozpoczęcie dnia, stałe miejsce zajmuje modlitwa Karola de Foucauld: Ojcze nasz. Podczas pobytu w szpitalu, kiedy było mi trudno przyjąć wolę Bożą, recytowałem ją po cichu, jednocze-

Tekst pochodzi z: ks. R. Paganelli SCJ, „Byłem chory i odwiedziłeś mnie”. Z języka włoskiego tłumaczył ks. Józef Golonka SCJ.

25


Osoby i instytucje, które od listopada 2010 do stycznia 2011 roku wsparły nasze czasopismo materialnie: Siostry Boromeuszki (Chorzów); Par. Rzym.-Kat. (Chmielów); ZOL (Pacyna); Par. Rzym.- Kat (Chojnik); Par. Rzym.-Kat. (Florynka); M. Bafia (Brzegi); Z. Bajak (Kraków); H. Bałos (Grzechynia); E. Banfot (Cieszyn); U. Baranowska (Wejherowa); T. Biczysko (Gdynia); T. Bielaska (Elbląg); J. Bielawska (Kwidyń); ks. T. Bielski (Łapy); S. Bieńkiewicz (Opole); M. Bieszczad (Nagawczyna); Z. Bobel (Bielsko-Biała); A. Brzeskwiniewicz (Gdynia); T. Brzozowski (Łobudzice); E. Bukowiec (Kraków); O. Bula (Lędziny); S. Bysiek (Niedomice); W. Cedro-Jakubowicz (Bydgoszcz); J. Chańba (Połakówka); A. Chojnacka (Łódz); M. Cholewicka (Kostrzyn); K. Cwalina (Łomża); Z. Czerepak (Nisko); A. Czogala (Raszczyce); R. Ćwik (Jaworzno); B. Ćwiżewicz (Bielsko-Biała); o. B. Deptuła (Kraków); Ł. Dmuchała (Nagawczyna); I. Dryniak (Rożniatów); W. Dziewit (Mielec); Z. Florek (Niedzica); J. Fundali (Myślenice); M. Gajdzik (Siemianowice Śląskie); S. Gajek (Łowicz); I. Gańcza (GdańskOliwa); K. Gierasiński (Poznań); E. Gnutek (Skawina); I. Gojżewska (Jawor); M. Gorczyca (Przysieki); A. Gortat (Konstancie Jeziorna Z. Górska (Kowal); A. Grodzka (Łapy); Ł. Grubert (Bukwałd); M. Grzelak (Szkarłuty); Z. Hajduk (Gniezno); S. i A. Handerek (Wilkowice); D. Herisz (Mikołów); B. Jackowicz-Korczyńska (Katowice); A. Janczar (Sosnowiec); E. Janiec (Stare Rybie); T. Jaśko (Sosnowiec); E. Jendrysko (Mysłowice); H. Jokiel (Kędzierzyn Koźle); A. Józefiok (Dobrzyca); T. Kaczmarek (Racice); E. i M. Kaim (Kruszwica); E. Karczewska (Lubawa); U. i K. Katarzyńscy (Stare Oborzyska); M. Kielar (Jenin); M. Kipka (Gierałtowice); G. i Z. Kisiel (Sosnowiec); R. Kiszka (Bortatycze); M. i J. Klinowscy (Bystra Śląska); B. Kluczyńska (Pustków Żurawski); M. Kmiecik (Wieliczka); S. Konowalska (Poznań); K. Kopczyńska (Chełm); E. Koś (Krosno); B. Kowalczyk (Kraków); T. Kowalska (Kielce); A. Kozdrowska (Krzywiczny); M. Kozieł (Limanowa); Z. Kozieł (Kończewice ); T. Krasińska (Muszynie); J. Kretkowska (Skąpe); J. i W. Krokowie (Berest); W. Kruk (Kostrzyn); T. Krysa (Lublin); J. Książkiewicz (Buk); F. Kubaka (Nagawczyna ); K. Kubicka (Katowice); H. Kutyba (Bochnia); Z. Kuzian (Długie); M. Lalik (Kozy); S. Leśniak (Kraków); M. Leśniewska (Myślenice); Ł. Lewandowska (Białogard); J. Listwan (Czernica); J. i M. Łapa (Dobrzyca); Z. Maciejewski (Łobudzice); M. Malcherczyk (Bełk); ks. P. Markielowski (Kielce); H. Mazur (Nagawczyna); D. Mądra (Płużnica); Z. Medyka (Wzdów); K. Miłoś (Gliny Małe); SS. Franciszkanki Misjonarki Maryi (Warszawa); Z. Młyńczak (Łaziska Górne); W. Mondel (Ładna); Z. Moskal (Biertowice); ks. M. Niziołek (Kęty); K. Nobis (Gniewkowi); S. Nosal (Ładna); S. Nowacka (Kraków); oo. Paulini (Częstochowa); S. Osińska (Ciechanów); M. Owczarek (Ornontowice); J. Ozdoba (Trzcinica);

Par. Rzym.-Kat. p.w. św. Maksymiliana (Oświęcim); . Paciora (Kraków); ks. K. Pacześniak (Sanok); B. Pałasiewicz (Zagórz); W. Para (Stadniki); M. Pawlak (Dobczyce); J. Pętlewski (Lublin); J. Piechota (Nowa Dęba); J. i R. Pieńkowscy (Pułtusk); K. Pierwoła (Sromowice Wyżne); H. i W. Pietrzak (Szyk); A. Pisarek (Dębieńsko); R. Płochocka (Bydgoszcz); K. Poźniak (Żary); L. Półtorak (Dobczyce); M. Pstrong (Skorcz); K. Ptak (Dobczyce); Par. Rzym.-Kat. pw. Dobrego Pasterza (Lublin); Par. Rzym.-Kat. pw. MB Królowej Polski (Słocina); Par. Rzym.Kat. pw. MB Pocieszenia (Gwizdów); Par. Rzym.-Kat. pw. NSPJ (Koszyce Małe); Par. Rzym.-Kat. pw. NSPJ (Stadniki); Par. Rzym.-Kat. pw. św. Antoniego (Lublin); Par. Rzym.-Kat. pw. św. Apostołów (Skawina); Par. Rzym.-Kat. pw. św. Jana Chrzciciela (Bojszowy); Par. Rzym.-Kat. pw. św. Piotra i Pawła (Kraszewice); Par. Rzym.-Kat. pw. św. Rodziny (Tomaszów Mazowiecki); Par. Rzym.-Kat. pw. św. Wojciecha B.M. (Dankowice); A. Rasmus (Gręblin); Związek Solidarności Polskich Kombatantów (Lublin); Stowarzyszenie Rodzin Katolickich (Ropczyce); SS. Franciszkanki Rodziny Maryi (Wiele); H. Rost (Wojnowice); B. Rudnik (Mostowka); A. Rudzińska (Kol. Wysokie); H. Sanecka (Częstochowa); M. Saniuk (Inowrocław); M. Sapieha (Sulechów); M. Sędzik (Dobczyce); F. Siarek (Górno); S. Sitko (Kraków); W. Skowroński (Koscierzyna); M. Smarzyńska-Filipecka (Kraków); Ł. Sołyga (Ostrzeszów); L. Spyra (Ornontowice); SS. Benedyktynki Misjonarki (Otwock); SS. Kanoniczki Ducha Św. (Leżajsk); SS. Sercanki (Kraków); Z. Stadler (Jaworzno); T. Stanek (Lublin); W. Staniszewski (Gosprzydowa); A. Stanula (Łaski); W. Stańczak (Stąporków); ks. P. Stotko (Chocianowice); A. Studniarek (Pyskowice); I. Stupnicka (Kraków); J. Superson (Świętoniowa); E. Syguła (Niemodlin); Z. Szczęsna (Wioska); M. Szeffler (Wilcze); B. Szychowska (Brojce); Ł. Szydło (Łaziska Górne); B. Szymańska (Stolec); L. Świetlik (Wieliczka); J. Świstek (Mysłowice); J. Świstek (Gostynin); ks. K. Tabath (Katowice); Z. i J. Taurogińscy (Ząbrowiec); Biblioteka Instytutu Teologicznego (Bielsko-Biała); Cz. Teszka (Grudziądz); R. Tkocz (Kędzierzyn Koźle); J. i M. Turkoniak (Wrocław); W. Tworowska (Chrzanów); M. i R. Ulbrych (Mikołów); I. i S. Urbaniak (Krotoszyn); K. Uznański (Tarnów); E. Wąsowska (Nowy Sącz); Z. Wesołowski (Lidzbark); T. Wielgut (Częstochowa); Z. Wiermak (Sokółka); A. i J. Więcek (Nagawczyna); G. Wiktorska (Kędziorki); A. Wisz (Rzeszów); Z. Witt (Bydgoszcz); B. Wnuk (Ostrów Wielkopolski); D. Wojaczek (Szczerbice); Z. Wojtas (Jurgów); ks. R. Wołowiec (Chesocina); P. Wrona (Tarnów); WSD (Rzeszów); Z. Zaremba (Grudziądz); B. Zimorska (Mikstat); K. Zygniańska (Warszawa); ks. J. Żmijewski (Laskowice); I. i J. Żmudzcy (Sosnowiec).

Wszystkim, dziêki którym nasz Dwumiesiêcznik mo¿e docieraæ do coraz szerszego grona czytelników, sk³adamy serdeczne „Bóg zap³aæ” i zapewniamy o naszej pamiêci w modlitwie.


Jubileusz 65-lecia kapłaństwa kard. Stanisława Nagyego 14 listopada 2010 roku w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie Łagiewnikach, ks. kard. Stanisław Nagy, sercanin, świętował 65. rocznicę święceń prezbiteratu. Uroczystość ta zgromadziła wielu dostojników kościelnych m.in. kard. Stanisława Dziwisza – metropolitę krakowskiego i abpa Celestino Migliore – nuncjusza apostolskiego w Polsce oraz liczną grupę księży sercanów.

Dostojnego Jubilata, ks. kard. Stanisława Nagyego, polecamy Waszej modlitewnej pamięci.

Od lewej: kl. Adam Pastorczyk SCJ, kl. Grzegorz Siedlarz SCJ, kl. Maciej Rutkowicz SCJ, kl. Eduard Sinkevich SCJ, kl. Bartosz Mrozek SCJ, kl. Daniel Romanek SCJ, kl. Jakub Bieszczad SCJ, kl. Grzegorz Marcinek SCJ, kl. Roman Gorincioi SCJ, kl. Jakub Kopystyński SCJ.

Fotografie: kl. A. Podsiadło SCJ

Fotografie: kl. A. Podsiadło SCJ

WIECZYSTE ŚLUBY ZAKONNE  8 GRUDNIA 2010  STADNIKI


Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał.

Fot. kl. G. Siedlarz SCJ

Ps 37,5

ISSN 0867-7603

DWUMIESIĘCZNIK DLA CHORYCH

1(133)2011 luty marzec Rok XXIII


Wstań 1/2011