Page 23

na … ...dobry zdrowy początek duch już bowiem nie o pytanie „dlaczego”, ale „dla czego/kogo”, o to, jaki w cierpieniu czy niepełnosprawności jest cel, jak stać się na nowo potrzebnym, zdolnym (choć może już w innym zakresie) do realizacji marzeń i obowiązków. Bóg we krwi Czy nam, wierzącym, łatwiej jest odkrywać sens w cierpieniu? Tak. Ale tylko wtedy, gdy wiara z kategorii tradycji, paciorków i Bozi przechodzi w żywą relację z Bogiem – osobą. Kiedy chcę wykrzesać z siebie odrobinę energii, by poznawać Boga, wsłuchiwać się w Jego słowo, pytać, odkrywać. Bo choć choroba odsłania nasze człowieczeństwo, to i tak do końca nie pojmiemy go bez Chrystusa – on nadaje sens, pozwala znaleźć ową odpowiedź na tamto „dla czego/kogo”. Tylko z Bogiem możemy dyskutować o tamtym świecie i znaczeniu naszego bycia tutaj. Bóg też właśnie po to „ubrudził sobie ręce” cierpieniem, śmiertelnym bólem i przybiciem do krzyża, by stać się w naszych oczach bardziej wiarygodnym partnerem w dyskusji. Inaczej bowiem rozmawia się z tym, który sam zmaga się z cierpieniem, niż z kimś, kto takich doświadczeń nie posiada. Często to właśnie wypadek czy poważna choroba stają się bodźcem, by wreszcie zacząć dostrzegać Boga, nawiązywać z Nim relację, porządkować swoje życie w sakramencie pokuty. Ta nowa przyjaźń z Chrystusem może być szansą na odkrycie nowego powołania: świadczenia o podstawowej prawdzie, że szczęście bardziej niż na dwóch zdrowych nogach stoi na zdrowym sercu, które kochać może także wtedy, gdy ciało odmawia posłuszeństwa. „Zobacz, jestem pełnowartościowym człowiekiem, chociaż w góry razem nie pójdziemy… A to, że odkryłem swoją wartość i sens życia, zawdzięczam poniekąd chorobie…” Rodzina – reaktywacja Nie lepiej radzą sobie z chorobą czy niepełnosprawnością ludzie, z którymi żyje się na co dzień. Ich życie również ulega zmianie, 1(145)2013

i to nie tylko w kategorii zadań i obowiązków, lecz osobistych relacji. Mądrze przeżywana choroba jest w stanie naprawić rozsypujące się małżeństwo i rozwalającą się rodzinę. Pomaga zdystansować się od mało znaczących wydarzeń, które powodowały konflikty. Po prostu dostrzegasz, że w sumie to go kochasz… a im

’’

Czy nam, wierzącym, łatwiej jest odkrywać sens w cierpieniu? Tak. Ale tylko wtedy, gdy wiara z kategorii tradycji, paciorków i Bozi przechodzi w żywą relację z Bogiem – osobą.

bardziej zdany jest na ciebie, im bardziej jesteś dla niej „być albo nie być”, tym bardziej zbliżacie się do siebie. Pamiętam słowa moich znajomych – dojrzałe małżeństwo: ona – aktywna zawodowo kobieta, on – rencista po wylewie z lekkim paraliżem. Gdy wspominali własne przygody z chorobą i późniejszy powrót do zdrowia, on zaznaczył, że wtedy dała mu największy dowód miłości. „Dopiero wtedy?” – dopytywałem zaskoczony. „Tak, wtedy uświadomiłem sobie, że mnie najbardziej kocha” – odrzekł. „To co takiego ważnego powiedziała?” „Nic. Po prostu zmieniała mi… pieluchomajtki”. A jednak potrzebny Drugi odcinek historii Janusza Świtaja związany jest z Fundacją Anny Dymnej „Mimo Wszystko”. Gdy w 2007 roku usłyszała od dziennikarzy o liście wysłanym do jastrzębskiego sądu autorstwa „sparaliżowanego mężczyzny, który poprosił sąd o zgodę na eutanazję”, szybko skontaktowała się z nim. „Gdy dowiedziałam się, że chodzi o Janusza, zadzwoniłam do niego i powiedziałam: «Janusz, przecież Ty jesteś potrzebny». Przyznałam, że słusznie domaga się dyskusji na ten temat, bo sytuacja podobnych ludzi jest w Polsce upokarzająca. Zapowiedziałam mu też, że będzie u mnie pracował” – wyjaśniła Anna Dymna.

23

Wstań  

Dwumiesięcznik dla chorych

Advertisement