Issuu on Google+

DWUMIESIĘCZNIK DLA CHORYCH

cena:

3,50

PLN

1(145)2013

luty-marzec

(w tym 5% VAT)

,661 

  

SENS cierpienia


Szczególnie dzięki Wam, STAŁYM PRENUMERATOROM, możemy spełniać pragnienie towarzysze-

nia ludziom chorym. To również dzięki Wam „Wstań” regularnie dociera do kilkutysięcy ludzi chorych, także tych, którzy tracą nadzieję i potrzebują siły do odnalezienia odpowiedzi na podstawowe pytanie: Jaki jest sens cierpienia? Także w ich imieniu bardzo Wam DZIĘKUJEMY!

LISTA OSÓB I INSTYTUCJI, KTÓRE W LISTOPADZIE I DO POŁOWY GRUDNIA

WSPARŁY NASZE CZASOPISMO FINANSOWO, OPŁACAJĄC PRENUMERATĘ:

OFIARODAWCÓW WSPIERAMY NASZĄ MODLITWĄ!

Fot.: shutterstock.com

B. Adamczyk (Wróblik Szlachecki); E. Banfot (Cieszyn); J. Bielawska (Kwidzyn); ks. T. Bielski (Łapy); E. Bilska (Kętrzyn); C. Błażejewicz (Bydgoszcz); A. Brzeskwiniewicz (Gdynia); C. Brzostowska (Nagawczyna); E. Bukowiec (Kraków); D. Burkat (Kwapinka); W. Cedro-Jakubowicz (Bydgoszcz); E. Choniawko (Lublin); K. Cwalina (Łomża); K. Czajka (Jasło); Z. Czerepak (Nisko); T. Czyżowska (Mińsk Mazowiecki); E. Dąbroś (Tychy); S. Domanik (Wieliczka); R. i J. Dyrda (Mikołów); B. Dzido (Biłgoraj); B. Falińska (Drawsko Pom.); Z. Florek (Niedzica); M. Gajdzik (Siemianowice Śl.); A. Goleń (Kraczewice Prywatne); S. Grajek (Łowicz); A. Grodzka (Łapy); Z. Hajduk (Gniezno); ks. M. Hawrylak (Fajsławice); ks. S. Hrynyszyn (Kluczbork); E. Jendrysko (Mysłowice); S. Jędrzejewska (Dębica); B. Kaniecki (Sosnowiec); SS. Kanoniczki Ducha św. (Leżajsk); M. Karof (Świnoujście); W. Kastelik (Gilowice); D. Kędziora (Łapczyca); M. Kmiecik (Wieliczka); K. Kopczyńska (Chełm); B. Kordecki (Kraków); Klasztor oo. Paulinów (Częstochowa); A. Kowalska (Limanowa); I. Kowalska (Stary Puznów); T. Kowalska (Kielce); R. Kotysz (Ziemięcice); M. Kozieł (Limanowa); T. Krajczok (Czernica); J. i W. Krok (Berest); M. Król (Piekielnik); W. Kruk (Kostrzyn); J. Krzywicka (Kalinówka); M. i J. Kucharscy (Skalbmierz); H. Kutyba (Bochnia); M. i Z. Langer (Kędzierzyn-Koźle); M. Leśniewska (Myślenice); M. Lewandowska (Krosno Odrz.); Z. Lewicka (Kraków); A. L. Pisarek (Dębieńsko); E. Ludwik (Wieszowa); Z. Łukaszyk (Kostrzyn); Z. Machul (Tychy); J. Maciejczyk (Jasło); Z. Maciejewski (Kol. Łobudzice); ks. P. Markielowski (Kielce); M. Maszczak (Dubiecko); G. Matusiak (Ołdrzychowice Kłodz.); H. Mazur (Nagawczyna); Z. Mendyka (Wzdów); B. Miczołek (Florynka); J. Milewska (Sejny); Z. Mioduszewska (Zambrów); K. i J. Miłoś (Gliny Małe); E. Młynarczyk (Piła); W. Mondel (Ładna); B. Mordalski (Częstochowa); G. Mularska (Ziemięcin); A. Niesłuchowska (Gdańsk); ks. M. Niziołek (Kęty); J. Nobis (Gniewkowo); S. Nosal (Ładna); S. Nowacka (Kraków); B. Okraska (Małocin); J. Ozdoba (Trzcinica); ks. K. Pacześniak (Sanok); Par. Rzymskokat. pw. MB Królowej Polski (Słocina); Par. Rzymskokat. pw. Miłosierdzia Bożego (Dębica); Par. Rzymskokat. pw. NSPJ (Koszyce Małe); Par. Rzymskokat. pw. NSPJ (Kraków); Par. Rzymskokat. pw. Najświętszej Maryi Panny (Żywiec); Par. Rzymskokat. pw. św. Rodziny (Tomaszów Mazowiecki); Par. Rzymskokat. pw. św. Stanisława BM (Binczarowa); Par. Rzymskokat. pw. Ducha św. – kiosk parafialny (Ełk); J. Piechota (Nowa Dęba); K. Pierwoła (Sromowce Wyżne); R. Płochocka (Bydgoszcz); J. Płuska (Bełchatów); K. Poźniak (Żary); M. Przybyś (Radom); K. Ptak (Dobczyce); H. Rost (Wojnowice); M. Ryms (Gdańsk); H. Sanecka (Częstochowa); M. Sapieha (Sulechów); SS. Sercanki (Kraków); A. Siedlik (Łękawica); L. Spyra (Ornontowice); B. Stach (Przeginia); W. Staniszewski (Gosprzydowa); A. Stanula (Łaski); ks. S. Stańczyk SCJ (Gorzków); B. Stolica (Koniczewicze); Stowarzyszenie Rodzin Katolickich (Ropczyce); H. Strzelecka (Pobiedna); M. Szeffler (Wilcze); Ł. Szydło (Łaziska Górne); B. Szydłowska (Zdzisławice); S. Śnieżek (Łuków); L. Świetlik (Wieliczka); J. Święch (Nowa Dęba); ks. K. Tabath (Katowice); J. Tabor (Dołęga); Towarzystwo Pomocy im. św. brata Alberta (Dębica); J. Wenta (Gowidlino); J. Wiekierak (Dobczyce); D. Wojaczek (Szczerbice); Z. Wojtas (Jurgów); WSD Biblioteka (Rzeszów); D. Zabłotrzy (Skępe); Z. Zaremba (Grudziądz); W. Zybert (Kolbuszowa); K. Zygniańska (Warszawa); ks. J. Żmijewski (Laskowice); I. i J. Żmudzcy (Sosnowiec); B. Żupnik (Kraków).


na dobry początek

temat z okładki

4

Bóg krzyczący z bólu ks. Sławomir Kamiński SCJ

Benedykt XVI

6

Stawić czoła chorobie

żyć jak święci

8

Zaprzyjaźniony z Krzyżem ks. Adam Pastorczyk SCJ

rozmowa „Wstań”

10

Cierpiący ratują świat! rozmowa z s. Natalią i s. Bogusławą oraz ich podopiecznymi – Moniką i Jolą

13

Pokochałem niepełnosprawność rozmowa z Bawerem Aondo-Akaa

w zdrowym ciele…

16

Tabletka – i po bólu? lek. med. Monika Cieplińska-Gostek

18

Ból pod lupą lek. med. Katarzyna Dąbek

… zdrowy duch

20

Odkrywając prawdziwe „Ja” Aneta Pisarczyk

22

Cierpieć z sensem ks. Radosław Warenda SCJ

Duchowy Patronat Misyjny

24

Pasja filipińska ks. Andrzej Sudoł SCJ

Po co żyję? Jaki jest sens mojego cierpienia? Czy jestem ciężarem dla innych? A może lepiej, żebym już nie żyła? To seria pytań, które pojawiają się w głowie każdego, kto zmaga się z poważną chorobą czy ciężką niepełnosprawnością. Właśnie dlatego postanowiliśmy, że ten numer „Wstań” będzie dotykał pytań najważniejszych. Nie daje on jednak gotowych odpowiedzi na pytanie o sens cierpienia. Ma na celu uczynić coś więcej: postawić człowieka na drodze do jego odkrywania, pomóc usiąść przy stole, by dyskutować z Bogiem, otworzyć szerzej oczy i spojrzeć ponad horyzont własnych bólów, trudów terapii i codzienności, która czasem kradnie nadzieję. Szczególnie polecam dwa wywiady: z siostrami opiekującymi się mieszkańcami Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego im. Świętej Siostry Faustyny Kowalskiej w Rabie Wyżnej i ich podopiecznymi oraz z Bawerem – niepełnosprawnym od urodzenia, obecnie studentem Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie. Co ich łączy? Wiara w sens niepełnosprawności, relacja z Bogiem i nadzieja. Warto zajrzeć do działu „W zdrowym ciele…”, by dowiedzieć się, czym różnią się podstawowe leki przeciwbólowe, jakie niosą zagrożenia, a także jak dzisiejsza medycyna radzi sobie z leczeniem bólu. Wraz z pierwszym tegorocznym numerem „Wstań” pojawiło się w sieci księgarni Empik. Chcemy być bardziej dostępni, również dla tych, którzy dotąd nie mieli w rękach naszego dwumiesięcznika. ks. Radosław Warenda SCJ z-ca redaktora naczelnego

Wydawca: Wyższe Seminarium Misyjne Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego (Księża Sercanie), 32-422 Stadniki 81, tel.: 12 271 15 24, fax: 12 271 15 45, e-mail: redakcja@wstan.net. Rok XXV. Redakcja: ks. Robert Ptak SCJ (red. nacz.), ks. Radosław Warenda SCJ (z-ca red. nacz.), ks. Bartłomiej Król SCJ, kl. Andrzej Kryjomski SCJ, kl. Artur Makara SCJ, kl. Michał Tomaka SCJ, kl. Marcin Wójcik SCJ. Współpracownicy: lek. med. Monika Cieplińska-Gostek, lek. med. Katarzyna Dąbek, Katarzyna Dominik, Agnieszka Jędrzejowska, ks. Adam Pastorczyk SCJ, Aneta Pisarczyk, ks. Andrzej Sudoł SCJ. Fotografia na okładce: shutterstock.com. Skład i łamanie: Wydawnictwo Księży Sercanów DEHON. Druk: EURODRUK-Kraków Sp. z o.o. Nakład: 8400 egz. Redakcja zastrzega sobie prawo zmiany tytułów i skracania nadsyłanych materiałów. Fotografie bez podpisów są tylko przykładowymi ilustracjami i nie przedstawiają osób, o których mowa w artykule. Publikacja za zezwoleniem władzy kościelnej.


temat z okładki ks. Sławomir Kamiński SCJ Kluczbork

Bóg krzyczący z bólu Kiedy myślimy o cierpieniu Chrystusa, nasza wyobraźnia niemal automatycznie podsuwa nam obraz krzyża. I nie ma w tym niczego dziwnego. Przecież znak ten pozostaje uprzywilejowanym świadectwem męki i śmierci naszego Pana i Zbawcy. Jednak odczytanie tajemnicy, którą skrywa krzyż, zależy od temperatury relacji, w jakiej człowiek pozostaje z Bogiem.

4

Temperatura I tak, jeśli człowiek jest bardziej gorący w relacji z Bogiem, potrafi odczytać więcej, zaś jeśli pozostaje zimny albo letni, krzyż staje się dla niego jedynie pamiątką przeszłości lub symbolem jego chrześcijańskich korzeni, który niewiele albo wcale nie wpływa na jego codzienność. Tymczasem jest w nim tyle nadludzkiego bólu, z którego nie zdajemy sobie do końca sprawy, nosząc w sobie obraz zastygłego ciała Chrystusa, którego rany już nie krwawią. Uruchomiona wyobraźnia Trochę bardziej rozbudził naszą wyobraźnię i otworzył nam oczy Mel Gibson filmem Pasja, w którym skrupulatnie i sugestywnie przedstawił poszczególne momenty męki Jezusa Chrystusa. Pamiętam, jak oglądając go po raz pierwszy w kinie, wraz z innymi po zakończeniu projekcji pozostaliśmy przez dłuższą chwilę na miejscach jakby wmurowani, w milczeniu, próbując uporać się ze zrodzonymi wtedy

’’

Zadziwienie Jezusową męką jest nam bardzo potrzebne dla naszego wewnętrznego rozwoju.

uczuciami. Jakże przerasta nasze ludzkie wyobrażenia Chrystusowe cierpienie. W naszym myśleniu takie poświęcenie i oddanie mogłoby się jakoś obronić w kontekście człowieka sprawiedliwego, może jeszcze życzliwego, czyli dobrego, o czym przecież mówi św. Paweł, ale wobec wroga czy też osoby obojętnej – taka ofiara… To przekracza nasze stereotypowe myślenie. Zadziwienie Jezusową męką jest nam bardzo potrzebne dla naszego wewnętrznego rozwoju. Trzeba często wracać do Wieczernika, by spojrzeć w oczy Chrystusa, z których wylewa się smutek, bo przed chwilą odprowadziły do wyjścia, wiodącego już tylko w jedną stronę, przyjaciela Judasza. Warto często pokonywać z Jezusem trasę do Ogrójca, podczas której narastały w Jego Sercu strach i udręka przed tym, co go czekało i po ludzku przerażało. Dobrze jest również uczestniczyć w Jego nieprzespanej nocy paraliżującej dotkliwym chłodem opuszczenia, i to przez najbliższych, których z letargu nie były w stanie wybudzić krzyk wyrzutu: „Śpicie i odpoczywacie!” oraz wezwanie: „Czuwajcie i módlcie się!”. Takie napięcie mogło i zrodziło krwawy pot sączący się po twarzy Jezusa przyzywającego współczucia, którego owego wieczoru po prostu zabrakło. A potem, będąc konsekwentnym, warto luty-marzec


temat z okładki

Fot.: ks. R. Warenda SCJ

doświadczyć na własnej skórze lodowatego pocałunku zdrady człowieka, który niewiele zrozumiał z trzyletniej nauki u swego Mistrza, zamieniając akceptację, przyjaźń i wyciąganą doń życzliwą dłoń na trzydzieści srebrników, ostatecznie odrzuconych, bo niedających się utrzymać w rękach. Niegodziwość przecież wcześniej czy później parzy w ręce.

1(145)2013

Pięścią po twarzy Trzeba też stanąć z Jezusem przed Kajfaszem i Annaszem i poczuć, jak gorzkie w smaku są oszczerstwa, z których nie można się wytłumaczyć i których nie da się wyprostować, bo na czyjąś złą wolę nie ma się przecież wpływu. Potem opluwanie, policzkowanie, bicie pięściami. I jeszcze spotkanie z Piłatem umywającym ręce, wrażliwym inaczej na prawdę, a później tłuczenie biczami – raz po raz, i tak niemal czterdzieści uderzeń bez jednego – przeraźliwy śmiech żołnierzy rozbawionych torturami, ostro wbijająca się w skronie królewska cierniowa korona rodząca strugi wypływającej z czoła krwi. W międzyczasie spotkanie ze zgłodniałym sensacji królem Herodem i wreszcie przeraźliwy krzyk zebranego przed siedzibą Piłata tłumu, który zamienił hosanna na „ukrzyżuj”. Ból w uszach, ból w sercu, ból prawie każdej części ciała, ból umysłu, ból egzystencjalny związany z odrzuceniem. Oto cierpienie Jezusa, przed którym jeszcze droga ku

Golgocie. Popychanie, plucie, co jakiś czas smagający i rozdzierający na nowo dopiero co zasklepione na chwilę rany bicz i kolejne upadki, słaniające się ku ziemi Jezusowe ciało. I jeszcze to spotkanie z Matką, wymiana bezsilnych spojrzeń i być może szalejące w głowie myśli, pomiędzy dobrymi i trudnymi wspomnieniami. Aż w końcu trzykrotnie potęgujący się ból, przeszywający ręce i nogi, w momencie przybicia do krzyża. Gwoździe nie okazały się łaskawe dla wiązek nerwowych Jezusowych kończyn. Wreszcie w odpowiedzi na drwiny, nienawiść i śmiech Jezusowa odpowiedź zamieniona w modlitwę do Ojca: „przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34). Kontemplacja bólu Potrzeba nam ciągle rozważać drobiazgowo cierpienie Chrystusa, by w nim się odnaleźć ze swoim grzechem, a jeśli nawet nie z grzechem, to ze swoim osobistym bólem i cierpieniem, może nawet niezawinionym, i potraktować je nie jako przekleństwo, ale szansę dla siebie lub innych, zwłaszcza najbliższych sobie ludzi. Warto więc ożywić swoje spojrzenie na krzyż w perspektywie wiary, która zawsze pozostanie ryzykiem. Warto spróbować w swoim myśleniu niejako ożywić korpus Chrystusa wiszący na różnych krzyżach w naszych domach poprzez przypominanie sobie jak najczęściej całokształtu Jego męki i cierpienia.

5


Benedykt XVI

Stawić czoła chorobie

6

W swych rozważaniach związanych ze Światowym Dniem Chorego papież podkreśla, że choroba jest złem. Złem, które dotyka zarówno ciała, jak i ducha. Gdzie mamy zatem szukać pomocy? Lekarstwo jest tylko jedno: wiara w miłość Boga! On nas uleczy i oczyści ze skutków tego zła. (…) Czterej ewangeliści zgodni są co do tego, że uwalnianie od chorób i wszelkiego rodzaju słabości stanowiło, wraz z przepowiadaniem, główną działalność Jezusa w Jego życiu publicznym. Choroby są bowiem znakiem działania Zła na świecie i w człowieku, podczas gdy uzdrowienia pokazują, że królestwo Boże jest blisko. Jezus Chrystus przyszedł, aby pokonać Zło u korzeni, a uzdrowienia są zapowiedzią Jego zwycięstwa, osiągniętego przez Jego śmierć i zmartwychwstanie. Pewnego dnia Jezus powiedział: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają” (Mk 2,17). Miał wówczas na myśli grzeszników, do których przyszedł, aby ich wzywać

i zbawić. Jest jednak prawdą, że choroba jest sytuacją typowo ludzką, w której doświadczamy mocno, że nie jesteśmy samowystarczalni, ale potrzebujemy innych. W tym sensie moglibyśmy powiedzieć, że paradoksalnie choroba może być zbawiennym czasem, w którym człowiek może zaznać troski innych oraz innych otoczyć opieką. Jednakże jest ona zawsze próbą, która może być długa i trudna. A kiedy nie wraca się do zdrowia i cierpienia się wydłużają, człowiek może poczuć się niejako przygnieciony, odizolowany, a wówczas nasza egzystencja staje się smutna i okrutna. Jak powinniśmy reagować na ten atak Zła? Z pewnością trzeba podjąć odpowiednie leczenie, ale również Słowo Boże uczy nas, że istnieje decydująca i zasadnicza postawa, z jaką należy mierzyć się z chorobą, a jest to postawa wiary w dobroć Boga. Jezus zawsze mówi ludziom, których uzdrawia: „Twoja wiara cię ocaliła” (por. Mk 5,34.36). (…) Ale wiara w co? W miłość Boga. Oto prawdziwa odpowiedź, która radykalnie zwycięża Zło. Tak jak Jezus przeciwluty-marzec


Benedykt XVI

Fot.: ks. R. Warenda SCJ

stawił się Złu siłą miłości, która pochodziła od Ojca, podobnie my możemy stawić czoła chorobie i wyjść zwycięsko z jej próby, mając serce zanurzone w miłości Boga (…). Uczyńmy także i my to, co robili ludzie w czasach Jezusa: przedstawmy Mu duchowo wszystkich chorych, ufając, że On chce i może ich uzdrowić. I prośmy o wstawiennictwo Mat-

Witraże z katedry w Lincoln

’’

Słowo Boże uczy nas, że istnieje decydująca i zasadnicza postawa, z jaką należy mierzyć się z chorobą, a jest to postawa wiary w dobroć Boga.

kę Bożą, szczególnie w sytuacjach największego cierpienia i opuszczenia. Maryjo, Uzdrowienie Chorych, módl się za nami! Rozważanie przed modlitwą Anioł Pański, 5 lutego 2012 roku (…) Ewangelia św. Marka (1,40-45) mówi nam o Jezusie stykającym się z chorobą uważaną w owym czasie za najpoważniejszą, do tego stopnia, że czyniła człowieka „nieczystym” i wykluczała go z relacji społecznych: chodzi o trąd (…). Kiedy Jezus przemierzał wioski Galilei i nauczał, przyszedł do Niego trędowaty i po1(145)2013

wiedział: „Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić”. Jezus nie unika kontaktu z tym człowiekiem – przeciwnie, głęboko wczuwa się w jego los, wyciąga rękę i go dotyka, łamiąc zakaz prawa, i mówi: „Chcę, bądź oczyszczony!”. W tym geście i w tych słowach Chrystusa mieści się cała historia zbawienia, jest ucieleśniona wola Boża, aby nas uzdrawiać, oczyszczać ze zła, które nas oszpeca i niszczy nasze relacje. Przez ten kontakt ręki Jezusa z trędowatym zostają pokonane wszelkie bariery między Bogiem a ludzką nieczystością, między sacrum a jego przeciwieństwem, (…) po to, aby ukazać, że miłość Boga jest silniejsza niż jakiekolwiek zło, nawet to najbardziej zaraźliwe i odrażające. Jezus wziął na siebie nasze choroby, stał się „trędowaty”, abyśmy zostali oczyszczeni. Wspaniałym życiowym komentarzem do tej Ewangelii jest znane doświadczenie św. Franciszka z Asyżu, o którym pokrótce mówi on na początku swojego Testamentu: „Mnie, bratu Franciszkowi, Pan dał tak rozpocząć życie pokuty: gdy byłem w grzechach, widok trędowatych wydawał mi się bardzo przykry. I Pan sam wprowadził mnie między nich i okazywałem im miłosierdzie. I kiedy odchodziłem od nich, to, co wydawało mi się gorzkie, zmieniło mi się w słodycz duszy i ciała; i potem, nie czekając długo, porzuciłem świat”. W tych trędowatych (…) był obecny Jezus; a kiedy Franciszek zbliżył się do jednego z nich i, przezwyciężając swoją odrazę, objął go, Jezus uzdrowił go z jego trądu, to znaczy z jego pychy, i otworzył go na miłość Boga. Oto zwycięstwo Chrystusa, który jest naszym głębokim uzdrowieniem i naszym zmartwychwstaniem do nowego życia! Drodzy przyjaciele, zwróćmy się z modlitwą do Maryi Dziewicy (…). Przez swoją Matkę Jezus ciągle wychodzi nam naprzeciw, aby nas uwolnić od wszelkiej choroby ciała i duszy. Pozwólmy Mu, by nas dotknął i oczyścił, i bądźmy miłosierni dla naszych braci! Rozważanie przed modlitwą Anioł Pański, 12 lutego 2012 roku

7


żyć jak święci ks. Adam Pastorczyk SCJ Sosnowiec

Zaprzyjaźniony z Krzyżem ru w Medinie, a zaraz potem rozpoczął studia na Uniwersytecie w Salamance, które przygotowały go do przyjęcia święceń kapłańskich. Wtedy też spotkał Teresę… Drogą reformy Poznanie świętej z Ávili okazało się dla św. Jana działaniem Opatrzności, którego celem była reforma obu karmelitańskich gałęzi

Cierpienie drogą zrozumienia… Późniejszy reformator i doktor Kościoła urodził się w 1542 roku w hiszpańskiej miejscowości Fontiveros. Osierocony przez ojca od najmłodszych lat całą nadzieję pokładał w matce, która pomimo trudnej sytuacji materialnej potrafiła utrzymać rodzinę i zapobiec jej rozdzieleniu. Po przeprowadzce do Mediny del Campo, jednego z najbogatszych miast ówczesnej Hiszpanii, św. Jan wspomagał matkę – jedyną żywicielkę rodziny – poprzez gorliwą pracę na rzecz nieuleczalnie chorych w jednym z pobliskich szpitali. Stykając się z ludzkim ubóstwem i cierpieniem, którego sam również doświadczał, zrozumiał, że prawdziwego piękna i szczęścia nie znajdzie w świecie, lecz jedynie w Bogu. W poszukiwaniu tej harmonii w wieku 21 lat wstąpił do karmelitańskiego klaszto-

Fot.: Archiwum

8

Grudzień 1577 roku. Górskie więzienie w Toledo. Cela z niewielkim oknem. Ledwo dochodzące światło… Odpowiedź na rzuconą do Boga prośbę: Et pati et contemni („Cierpieć i zostać wzgardzonym!”) przyszła w życiu św. Jana od Krzyża niespodziewanie szybko. Jednak równie szybko owe toledańskie ciemności rozświetliło mistyczne doświadczenie, w którego blasku ludzkie cierpienie odnalazło swój sens.

luty-marzec


żyć jak święci zakonu. Pokrewne dusze inspirowane pragnieniem serca i pomnożenia chwały Boga w świecie postanowiły nie zwlekać i działać… Już w 1568 roku św. Jan wraz z przyjaciółmi zamieszkał w nowym klasztorze, którego wspólnota żyła ideałem pierwotnej reguły Karmelu. Zaproponowana przez „mistycznego doktora” całościowa odnowa karmelitańskich rodzin niestety nie zyskała aprobaty przełożonych, dlatego w nocy z 2/3 grudnia 1577 roku, po wcześniejszych upomnieniach, św. Jan został uwięziony – jak sam napisał – „w toledańskiej puszczy wieloryba”. Jednakże pomimo słabego zdrowia nie zachwiała się głęboka wiara hiszpańskiego doktora Kościoła i jego przeświadczenie o słuszności zamierzenia, którego podjął się wraz ze świętą z Ávili. Nie pomogły stosowane wobec niego perswazje, a nawet represje i tortury. Chociaż uczyniono wszystko, by reforma przeszła do historii, stało się inaczej…

’’

Paradoksalnie ciemna noc staje się dla człowieka radosnym światłem, bo choć z powodu nadmiaru światła niczego jeszcze nie rozumie, to już przechodzi do stanu kontemplacji.

Sens cierpienia Cierpienie zadawane św. Janowi przez konfratrów przygotowało go do prawdziwego zjednoczenia się z Bogiem! Na skrawkach papieru, które otrzymał od więziennego strażnika, napisał Pieśń duchową, jedno z największych dzieł chrześcijańskiego mistycyzmu. Ponadto w Nocy ciemnej opisał oczyszczające działanie Boga w ludzkiej duszy: „Dopóki bowiem sam Bóg nie skończy tego oczyszczenia, jakie chce w niej przeprowadzić, żaden środek czy sposób nie zmniejszy jej boleści. Dusza w tym stanie pozostaje tak bezbronna, jak więzień zamknięty w głębokiej ciemnicy, mający w dodatku ręce i nogi skrępowane kajdanami” (II,7,3). 1(145)2013

Trudno nie zauważyć, że św. Jan mówił o sobie… Jednakże dzięki temu bolesnemu doświadczeniu odkrył przed nami stan ludzkiej duszy, której wydaje się, że Bóg ją opuszcza i zostawia samą, podczas gdy On dokonuje w niej oczyszczenia nieuporządkowanych uczuć i pragnień. Paradoksalnie ciemna noc staje się dla człowieka radosnym światłem, bo choć z powodu nadmiaru światła niczego jeszcze nie rozumie, to już przechodzi do stanu kontemplacji. W momencie ucieczki z więzienia św. Jan zdawał się dokładnie rozumieć powyższe słowa, które stały się owocem przyjętego przez niego cierpienia. Wyraził to w 27. strofie Pieśni duchowej: „I tam mi piersi dał Jedyny, tam mnie najsłodszej nauczył mądrości. Tam Mu oddałam siebie i swe czyny, nie zostawiwszy żadnej własności. I tam przyrzekłam być Jego w miłości”. To wszystko dokonało się w całkowitym ogołoceniu: nic dla zmysłów, nic dla wyobraźni, nic dla uczuć, nic dla pamięci, nic dla woli… Wyjście na górę Karmel, a więc nauka prawdziwej miłości, wymagało prawdziwej ofiary. Cierpieć i zostać wzgardzonym Skierowana do Chrystusa prośba, którą św. Jan wypowiedział w klasztorze Karmelitów w Segowii, w jego osobie znalazła wypełnienie. Nie chodziło mu jednak o samo cierpienie, lecz o wypróbowaną w strapieniach i bólu miłość do Boga. Bez względu na porę roku, dnia lub nocy pragnął przyjmować cierpienie, jak sam mówił: „dla Ciebie, Panie!”. W ten sposób św. Jan okazał się prawdziwym mistykiem Kościoła katolickiego, któremu nie obca była tajemnica krzyża. Dzięki zrozumieniu jej dokonała się w nim duchowa rewolucja, która zamanifestowała swą obecność w artystycznej formie pisarskiej, głębokiej wiedzy i umiłowaniu mądrości. Nade wszystko doprowadziła jednak do tego, że hiszpański święty już od pięciu stuleci dokonuje w ludziach duchowej reformy i nie pozwala o sobie zapomnieć.

9


Fot.: kl. M. Tomaka SCJ

rozmowa „Wstań”

Cierpiący ratują świat! Zakład Opiekuńczo-Leczniczy im. Świętej Siostry Faustyny Kowalskiej w Rabie Wyżnej istnieje od 12 lat. Od samego początku posługują w nim siostry zakonne ze Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu. Celem i misją ośrodka jest niesienie pomocy osobom chorym, cierpiącym i niepełnosprawnym. Z s. Natalią i s. Bogusławą oraz ich podopiecznymi – Moniką i Jolą rozmawia kl. Michał Tomaka SCJ.

10

Na czym polega posługa w tym miejscu? SIOSTRA NATALIA: Nasza praca to 24 godziny na dobę spędzane z chorymi pod jednym dachem. Aby ośrodek mógł funkcjonować, zajmujemy się sprawami administracyjnymi, a jedna z sióstr pełni posługę pielęgniarską. Jednak naszą zasadniczą misją jest to, aby to miejsce było domem – takim, w jakim żyła Najświętsza Rodzina z Nazaretu. Jak wyobrażała sobie siostra swoją posługę wśród chorych? SIOSTRA NATALIA: Kiedy byłam dzieckiem i zachorowała moja mama, to za wszelką cenę chciałam jej pomóc i myślałam, że wszystkim chorym i niepełnosprawnym trzeba pomagać i tylko pomagać, że to takie oczywiste, humanitarne. Dziś wiem, że ludzie chorzy potrzebują przede wszystkim miłości, potrzebują kogoś, kto przy nich będzie. Niekoniecznie to jest ten człowiek, który wszystko dla nich zrobi. Oni potrzebują kogoś, kto w ich twarzach dostrzeże cierpiącego Chrystusa. Potrzebują kogoś, kto się do nich uśmiechnie, kto otrze ich łzę, kto ich wysłucha, potrzyma za rękę,

’’

Nie pytam Boga, dlaczego cierpię, ale czego Bóg oczekuje ode mnie, dając mi chorobę, i co mogę z tym zrobić…

luty-marzec


rozmowa „Wstań” pogłaszcze po policzku. Potrzebują kogoś, kto będzie im towarzyszył w tym, co dla nich piękne i radosne, oraz w tym, co jest trudne. A co jest dla siostry trudne? SIOSTRA NATALIA: Praca z chorymi bardziej wymaga zaangażowania mojego serca niż rąk czy nóg. Dać komuś serce, to dać siebie całego, tak jak Chrystus dał się nam cały. I to jest trudne! Czy każdy jednakowo radzi sobie z cierpieniem, chorobą? SIOSTRA NATALIA: Są osoby chore od urodzenia i takie, które cierpienie dotknęło w pewnym momencie ich życia: nagła choroba, wypadek. Każdy człowiek chorobę czy cierpienie przyjmuje inaczej, począwszy od negacji i buntu, przez obwinianie wszystkich wokoło – włącznie z Panem Bogiem, a skończywszy na przyjęciu cierpienia i łączeniu go z cierpieniem Chrystusa.

SIOSTRA BOGUSŁAWA: Monika skończyła 47 lat, ch horuje od urodzzenia na dziecięce poorażenie mózgowe, poru usza się na wózku inwallidzkim, jest całkowiciee zdana na pomoc i opiekę innych. MON NIKA: Pod pewnym m względem jestem w łatwiiejszej sytu uacji, gdyż brak fizycznej sprawności nie jest dlaa mn nie stratą tylko sytuacją, którą znam od zawsze, nie znam innej. SIOSTRA BOGUSŁAWA: Jola ma 50 lat, choruje na dystrofię od dziewiątego roku życia, obecniee porrusza się na wózku inwalidzkim i jest zależna od innych osób. JOLA: Łatwiej jest mi zaakceptować ch horob bę niż sytu uację rodzinną, w któreej z niią żyyję. Choroba ogranicza mnie tylko z samej definicji i tak musi po prosttu być. A tymczasem ciężko jest mi zrozumieć, że ktoś najbliższy – moja mama – potrafii wykorzystać to ograniczenie dla własnych celów, i to jest dla mnie najtrudniejsze. Mama nie akceptuje mnie taką, jaką jestem; nie wierzy w istnieniee choroby ani w to, że niee daję rady chodzzić, wręcz przeciwnie – oczekuje ode mnie pełn nej sprawności. Czyli rodzina ma znaczenie dla cierpiących? SIOSTRA BOGUSŁAWA: Jako siostry żyjące charyzmatem Najświętszej Rodziny z Nazaretu wiemy, jak wiele zależy od rodziny i ludzi, z którymi żyje się na co dzień. Kochająca, otaczająca troską rodzina jest dla chorych i niepełnosprawnych ogromnym wsparciem i pomocą. Ale spotykamy w swojej pracy i takie osoby, które tej pomocy nie otrzymują. A przecież każdy chciałby usłyszeć: „Kocham cię taką, jaką jesteś!”, „Dobrze, że jesteś!”, a nie

1(145)2013

11


Fotografie: kl. M. Tomaka SCJ

rozmowa „Wstań”

spotykać się tylko ze spojrzeniem wyrażającym litość i współczucie… i nic więcej.

12

Jak widzą siebie chorzy, a jak postrzegają ich osoby zdrowe? SIOSTRA NATALIA: My, zdrowi, boimy się ludzi chorych i niepełnosprawnych. Niejednokrotnie nie wiemy, jak do nich podejść, jak się zachować. Wynika to często z braku kontaktu z takimi osobami, z lęku o siebie. MONIKA: Najgorsze jest to, gdy mówią o tobie ponad tobą; rozmawiają z opiekunem, a nie z chorym. Chciałabym, aby choroba nie determinowała patrzenia na mnie od zewnątrz. Zatem potrzebujemy siebie nawzajem? SIOSTRA NATALIA: Paradoksem jest to, że my, zdrowi, potrzebujemy osób chorych nie mniej niż one nas. To przede wszystkim my możemy wyjątkowo dużo zaczerpnąć z bogactwa ich cierpienia i życiowego doświadczenia, z owoców ich modlitwy i ofiary. Chory człowiek uczy nas wdzięczności za najdrobniejszy gest dobroci, wrażliwości na otaczające piękno, zachwytu nad małymi i pozornie banalnymi rzeczami, a także cierpliwości i życia chwilą obecną.

Cierpienie wiele w życiu zmienia. Czy zmienia się również relacja z Bogiem? SIOSTRA NATALIA: Choroba zmienia zupełnie perspektywę patrzenia na wiele spraw. Większość osób podkreśla ogromną, choć przecież niewidzialną pomoc, jaką otrzymują poprzez sakramenty i modlitwę. W Eucharystii sprawowanej codziennie w naszej kaplicy uczestniczą w pełni niemalże wszyscy pacjenci. Patrząc na ludzi modlących się, dostrzegam w niejednych oczach głębokie zaufanie do Pana Boga i głębię modlitwy, w innych zaś prośbę, tęsknotę i nadzieję na to, aby nie było gorzej, aby był ktoś, kto zawsze im pomoże, aby nie zostali sami. Piękne jest to, że wiele osób chorych i niepełnosprawnych powierza się Jezusowi bez reszty, wierząc, że On z ich cierpienia wyprowadzi dobro, zbawia świat. MONIKA: Sakramenty są dla mnie źródłem siły, zwłaszcza w kryzysowych momentach, trudnych sytuacjach. One wzmacniają mnie duchowo. Szczególnie bez Eucharystii i sakramentu namaszczenia chorych ciężko byłoby mi przetrwać. Cierpienie samo w sobie jest dla mnie pozbawione sensu, czasem traktuję je nawet jak zło konieczne, ale wszystko zmienia się, gdy patrzę na nie przez pryzmat wiary w Jezusa Chrystusa. W obliczu Jego cierpienia zmienia się moje postrzeganie choroby i niepełnosprawności. A kiedy nie potrafię się już modlić i brakuje mi siły, powtarzam słowa z piosenki Edyty Geppert: „Lecz czemu mnie do raju bram prowadzisz drogą taką krętą i czemu wciąż doświadczasz tak, jak gdybyś chciał uczynić świętą”. luty-marzec


rozmowa „Wstań”

Pokochałem niepełnosprawność

Fot.: ks. R. Warenda SCJ, shutterstock.com

Bawer Aondo-Akaa w środowisku akademickim Krakowa jest bardzo znany. Najczęściej można go spotkać na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II, gdzie aktualnie kontynuuje studia doktoranckie. Jest także pasjonatem polityki i teologii, związany z partią Prawica Rzeczypospolitej. O spotkaniu Jezusa w cierpieniu i o swojej niepełnosprawności opowiada Karolinie Krawczyk.

1(145)2013

13


Fot.: shutterstock.com

rozmowa „Wstań”

14

W końcu udało nam się spotkać, biorąc pod uwagę Twój napięty plan zajęć. Teraz też ledwo skądś wróciłeś, prawda? Akurat przyjechałem od pana Jacka, katechety z jednej z krakowskich szkół. Razem z moim przyjacielem Wiktorem odwiedziliśmy naprawdę nietuzinkowych ludzi! Każdy z nich miał w sobie coś szczególnego. Rozmawialiśmy z nimi między innymi o narkotykach, a ja dałem świadectwo. Wiesz, ja się nigdy nie przygotowuję do takich spotkań. Po prostu modlę się o natchnienie Ducha Świętego. To, że jestem mulatem, przyciąga uwagę młodzieży. A skoro Pan Bóg mnie tu postawił, to staram się Mu służyć już choćby poprzez

mój wyróżniający się i będący dla młodych czymś niecodziennym kolor skóry. Mówię im o mojej rodzinie, o tym, jak Chrystus do mnie trafił i co ja z tym zrobiłem. Pan Jezus uratował mnie od ogromu złych sytuacji. Uchronił mnie przed śmiercią, przed depresją, przed pobytem w domu opieki społecznej. Tamten czas był trudny dla Ciebie… Jestem niepełnosprawny od urodzenia. Tydzień po moich narodzinach zachorowałem na żółtaczkę, czego nie dostrzegli lekarze. Wdała się infekcja, która spowodowała zapalenie opon mózgowych. Z mojego mózgu dochodzą do ciała zniekształcone impulsy nerwowe, dlatego poruszam się na wózku, a w wykonaniu prawie każdej czynności potrzebuję pomocy drugiej osoby. Gdy miałem jakieś 10-11 lat, zachorowałem na grypę. Minęło dużo czasu, zanim wyzdrowiałem, bowiem pojawiły się powikłania. Pół roku później wpadłem w depresję. Nie chodziłem do szkoły, nie wychodziłem z domu. Chciałem umrzeć. To była taka strasznie ciasna i wąska myśl. Czułem już nad sobą, tak fizycznie, kostuchę, śmierć, ogromny ciężar życia. Rozpaczałem, że jestem niepełnosprawny, że nic nie mogę zrobić, nawet podnieść kubka lub pójść tam, gdzie chcę. Wtedy zacząłem doświadczać w swoim sercu Chrystusa. Po prostu nagle mogłem odpocząć, znajdowałem ukojenie. Nawet teraz zastanawiam się, jak bardzo było to dla mnie niesamowite. Tak po prostu przyszedł do Ciebie Jezus? Chrystus był wewnątrz mnie, On mnie podtrzymywał. Ja to czułem bardzo wyraźnie na przykład w czasie kąpieli. Wiem, że był i nadal jest przy mnie, i podtrzymuje mnie, żebym na przykład nie utopił się w wannie. Jakie masz teraz podejście do swojej niepełnosprawności? luty-marzec


rozmowa „Wstań” Skończyłem 27 lat, a od tego mojego kryzysu minęło sporo czasu. Uważam, że to było świetne. Chociaż bardzo bolesne, to jednak świetne. Nie, nie jestem masochistą! To było genialne doświadczenie, które pokazało mi jedno: nie w tym rzecz, żeby robić wszystko tak, jak się chce, ale raczej by dostrzec, że to, co robię, robię tylko dzięki woli Pana Boga. Nie cierpię. Ja nigdy nie czułem, że jestem inny. Nigdy nie posądzałem o to Pana Boga. Wiele razy rozmawiałem z Darkiem, moim przyjacielem, o Panu Bogu, o wierze. Doszliśmy do takich wniosków: skoro Pan Bóg jest, no bo to jest prawda naszej wiary, bo Ktoś tymi wszystkimi prawidłami musi kierować, i skoro jest On dobry, to i z mojej niepełnosprawności może wyprowadzić dobro. On jej w pewnym sensie chce. I to jest logiczne. Zatem dlaczego mam się temu sprzeciwiać? Czyli w pełni akceptujesz swoją niepełnosprawność? Ja tak, gorzej z innymi. Nie lubię, jak ludzie mówią: „Oj, ty, ty, Bawerku…”. Przecież ja mam 27 lat! Kiedy ktoś tak się do mnie zwraca, to mnie – przepraszam, że to powiem – upupia. Mówi jak do małego dziecka, a przecież ja nim nie jestem i to mnie bardzo denerwuje. Jeśli jedziesz autobusem i ktoś na przykład zastawia ci drogę do kasownika, to też nie mówisz: „oj, ty, ty”, tylko kulturalnie: „przepraszam, czy mógłby pan się przesunąć”. Jednak kiedy byłem dorastającym mężczyzną, pojawił się we mnie bunt. Uporałeś się z tym buntem? Wtedy walczyłem, ale zawsze po stronie Pana Boga. On tak to rozegrał: „Bawer, chcesz się buntować? Dobrze, skoro taka jest twoja natura, to będziesz się buntował przeciwko ateizmowi”. To bunt skierowany ku dobru. Wiesz, czasem jest tak, że buntuję się na przykład w ten sposób, że mówię innym ludziom: „Dobra, ja was nie prześcignę w jeździe na wózku czy w podnoszeniu ciężarów, ale mogę was prześcignąć intelektualnie”. Zacząłem 1(145)2013

czytać książki, uczyć się. Sprawiało mi to przyjemność, że mogę sobie i innym zaimponować swoją wiedzą. Czuję się przez to silniejszy. Ale tak naprawdę w życiu chodzi o to, żeby robić swoje. Odkryć to i robić. Tyle. Nie każdy ma takie podejście jak Ty. Niektóre osoby skupiają się na tym, że cierpią. Czasem ludzie koncentrują się na swoim małym ogródku, poletku, nie patrząc, że wokół, nieco dalej i dalej… jest cały wszechświat. To egoizm czy egocentryzm jest formą cierpienia. Jesteś niepełnosprawny, na dodatek czasem zdarzało się, że ktoś wytknął Ci, że jesteś mulatem, jesteś inny. To jest cierpienie? Nie… Cierpienie pojawia się wtedy, kiedy na przykład nie potrafię dogadać się z moim bliźnim. To jest prawdziwy ból. Niepełnosprawność fizyczna nie jest cierpieniem. Ja się niczym nie różnię od was. A skąd wiesz, czy Ty, wychodząc stąd, nie ulegniesz wypadkowi i za chwilę też będziesz na wózku? Nie jest najważniejsze to, jak wyglądam. Najważniejsze jest to, jak kocham. I wiesz, mogę jedynie powiedzieć, że się staram. Owszem, nie zawsze się z wszystkimi dogaduję i bardzo żałuję, że wciąż za mało kocham. Staram się, to wszystko. Czy jesteś w stanie zrozumieć ludzi, którzy proszą o skrócenie swojego bólu i udręki, nie wykluczając eutanazji? Hm… Tak. Myślę, że to jest ten obraz poletka, który przytoczyłem wcześniej. Patrzę tylko na to, co jest moje tu i teraz. Cierpię? To chcę to cierpienie przerwać. Ja też, kiedy byłem w depresji, miałem najgorsze myśli. Nie wiedziałem tego, co jest dziś: że się zaręczę, będę robił doktorat… Wtedy wydawało mi się to niemożliwe. Z perspektywy czasu widzę, że tamto pragnienie śmierci było szalone. Po prostu złe! Pewnie, że można uciekać od cierpienia. Jednak jedyną ucieczką jest Jezus Chrystus. Wszystko inne jest czasowe i doraźne.

15


w zdrowym ciele… lek. eek k. med. med me d.. M Monika oon nik ika C Ci Cieplińska-Gostek iep pli lińs ńsk kaa-G Gos oste ek Lub ubli blin lin li Lublin

Tabletka – i po bólu?

Fot.: shutterstock.com

16

Ból stanowi sygnał uszkodzenia tkanek. Jest tym, czego wszyscy się boimy i czemu jednocześnie chcemy zapobiegać na wszystkie możliwe sposoby, poczynając od momentu narodzin (znieczulenie do porodu), po kres naszego życia (paliatywna terapia bólu). Zwalczanie bólu jest jednym z podstawowych zadań lekarza. Ponieważ leczenie przyczynowe nie zawsze jest możliwe, często stosujemy leczenie objawowe.

luty-marzec


w zdrowym ciele… Rodzaje leków przeciwbólowych Leki przeciwbólowe ze względu na siłę i mechanizm działania oraz budowę chemiczną można podzielić na dwie zasadnicze grupy: leki opioidowe i leki przeciwbólowe niebędące opioidami, które nie są w stanie przeciwdziałać silnym dolegliwościom bólowym, ich działanie ma bowiem charakter pułapowy (tzn. powyżej pewnych dawek siła działania już się nie zwiększa). Poza tymi dwiema głównymi grupami leków znajdują się środki o nierozpoznanym dotychczas mechanizmie działania, które są niekiedy stosowane w łagodzeniu doznań bólowych, np. amitryptylina, kwas walproinowy. Są też leki, które łagodzą ból w określonych sytuacjach klinicznych, np. kolchicyna pomaga uśmierzyć bóle kości, a sumatriptan – bóle migrenowe. Leki przeciwbólowe niebędące opioidami Możemy je podzielić na dwie podgrupy: – leki, które oprócz właściwości przeciwbólowych mają także działanie przeciwgorączkowe (np. paracetamol), – i takie, które mają obie powyższe właściwości, a dodatkowo działają przeciwzapalnie (tzw. NLPZ, czyli niesteroidowe leki przeciwzapalne).

!!

1(145)2013

Pamiętaj

Kilka słów o paracetamolu Jest on zawarty w popularnych preparatach, takich jak: apap, efferalgan, panadol oraz w wielu innych. Nie działa przeciwzapalnie. Nie wchodzi w interakcje z lekami przeciwkrzepliwymi. Potęguje natomiast działanie opioidów (często wchodzi w skład złożonych

preparatów przeciwbólowych, jak np. tramal). Można go stosować w chorobie wrzodowej. Uszkadza jednak wątrobę! A co wiemy o NLPZ? Jest to duża grupa leków o właściwościach przeciwbólowych, przeciwgorączkowych i przeciwzapalnych. Działają one na enzym zwany cyklooksygenazą (COX), który bierze udział w szeregu reakcji zapalnych i bólowych – leki te hamują jego działanie. Należą do nich: kwas acetylosalicylowy, naproksen, diklofenak, ibuprofen, nimesulid i inne. Poza mechanizmem działania od paracetamolu różni je niekorzystny wpływ na żołądek. Wchodzą również w reakcje z lekami przeciwkrzepliwymi, co jest ważne przy ich stosowaniu. Nie powinno się ich podawać w przypadku cukrzycy, choroby nerek czy nadciśnienia. Opioidowe leki przeciwbólowe Są to silne leki działające na tzw. receptory opatowe. Poza działaniem przeciwbólowym mają właściwości uspokajające i przeciwkaszlowe. Uwalniają też histaminę, która może wywołać reakcje alergiczne, oraz powodują depresję ośrodka oddechowego polegającą na zaburzeniach oddychania. Mogą wywołać uzależnienie. Należą do nich: morfina, fentanyl, pentazocyna, tramal. Są wydawane z przepisu lekarza. Każdy lek przeciwbólowy musi być odpowiednio dobrany – zarówno pod względem rodzaju, jak i dawki – do potrzeb konkretnego pacjenta, jego wieku i rodzaju bólu, a także z uwzględnieniem schorzeń towarzyszących i przeciwwskazań.

Jeśli stosujesz leki przeciwbólowe na własną rękę przez kilka dni, a ból trwa nadal, zgłoś się do lekarza, bo jest to jedynie leczenie objawowe, a konieczne jest znalezienie przyczyny bólu i zastosowanie leczenia celowanego.

17


w zdrowym ciele… lek. med. Katarzyna Dąbek Lublin

Ból pod lupą Ból jest swoistą sytuacją stresową, która mobilizuje organizm do działania i pozwala na podjęcie ważnych decyzji. Trzeba jednak podkreślić, że ciągły, nieprzerwany, silny ból może prowadzić do wyczerpania organizmu, dlatego należy z nim walczyć, uśmierzając go – o ile to tylko możliwe.

18

Jak to jest, że czuję ból? Ból jest osobistym, nieprzyjemnym, przykrym doznaniem zmysłowym i emocjonalnym, które wiąże się z uszkodzeniem tkanki. Odczuwanie bólu to wynik przekazywania informacji o niszczeniu lub zagrażającym uszkodzeniu tkanki, która dociera do tzw. receptorów odczuwania bólu i następnie przekazywana jest do mózgu. To tyle od strony teoretyczno-medycznej, bo tak naprawdę o tym, czym jest ból, może opowiedzieć tylko osoba, która go doświadczyła. Jest taki ból, którego przyczyn można się dopatrywać w stanie psychicznym człowieka, a także ból spowodowany chorobą czy niepełnosprawnością. Ten drugi rodzaj bólu jest łatwiejszy do zdiagnozowania i złagodzenia. Skala bólu Aby można było pomóc w odpowiedni sposób osobie cierpiącej, stworzono skale oceny bólu. Są one próbą przedstawienia cierpienia w sposób graficzny, liczbowy lub słowny. brak bólu 0

Oceniwszy natężenie bólu, lekarz może rozpocząć odpowiednie leczenie. Wśród skal wizualnych najbardziej popularna jest tzw. skala wzrokowo-analogowa, która posługuje się linijką o długości 10 cm. Pacjent określa natężenie odczuwanego bólu, pamiętając o tym, że początek skali oznacza całkowity brak bólu, natomiast koniec – najsilniejszy ból, jaki można sobie wyobrazić. W przypadku dzieci stosowana jest skala przedstawiająca schematy twarzy wyrażających różne nasilenie bólu. Istnieje też skala werbalna pozwalająca ocenić ból w sposób opisowy. W skalach tego typu chory może opisywać ból, posługując się czterema stopniami: brak bólu, ból słaby, ból umiarkowany, ból silny, a dodatkowo wyróżnia się stopień piąty i szósty – ból bardzo silny i ból nie do zniesienia. Zwykle takie skale stosowane są przez lekarzy w celu określenia natężenia bólu pooperacyjnego lub nowotworowego. Po rozpoczęciu leczenia podobnie skonstruowane skale służą ocenie stopnia uśmierzenia bólu. Jak leczyć ból? Zarówno ignorowanie bólu, jak i natychmiastowe stosowanie proszków przeciwbólowych jest błędnym postępowaniem. Po pierwsze, ważne jest odnalezienie przyczyny bólu, a następnie łagodzenie go poprzez odpowied-

ból umiarkowany 1

2

3

4

5

6

najsilniejszy wyobrażalny ból 7

8

9

10 luty-marzec


w zdrowym ciele… nie środki. Warto zaznaczyć, że ból nie jest chorobą samą w sobie, a jedynie objawem choroby, dlatego gdy na izbę przyjęć zgłasza się cierpiący, obolały pacjent, nie można mu podać środków przeciwbólowych przed wykryciem przyczyny powodującej powstanie bólu. Bardzo istotna jest również rozmowa z cierpiącą osobą. Takie postępowanie pozwala oderwać myśli od nieprzyjemnych doznań, często stanowi także wyjaśnienie przyczyny dużego nasilenia bólu przy stosunkowo niewielkim problemie klinicznym.

towi walczyć z chorobą, gdy ma wiarę w zwycięstwo i nie odczuwa bólu.

Ból w chorobach przewlekłych Wiele chorób przewlekłych i nowotworowych przebiega z charakterystycznym dla siebie bólem. Łagodząc taki ból, nie tylko przynosimy choremu ulgę w cierpieniu, ale także pomagamy zwalczać lub kontrolować chorobę zasadniczą. Łatwiej jest bowiem pacjen-

Drabina analgetyczna Cóż to takiego? Jest to pojęcie stosowane w celu ustalenia kolejności stosowania leków przeciwbólowych, w zależności od stanu klinicznego pacjenta oraz rodzaju i natężenia odczuwanego bólu. W dużym skrócie leczenie przeciwbólowe rozpoczyna się od leków podstawowych – takich jak paracetamol i nieopioidowe leki przeciwzapalne (NLPZ), np. ibuprom – stopniowo w razie ich nieskuteczności wprowadza się słabe opioidy (można je łączyć z lekami podstawowymi), wreszcie konieczne może się okazać zastosowanie najsilniejszych leków uśmierzających ból – silnych opioidów, czasem w połączeniu z lekami przeciwdepresyjnymi.

Po co więc ten ból? Ból jest zwykle pierwszym nieignorowanym przez nas sygnałem choroby. Panuje bowiem błędne przekonanie, że jeśli nie odczuwa się bólu, jest się zdrowym. Pojawiający się ból niesie ze sobą informację o pewnej nieprawidłowości, która rozpoczyna się w ciele człowieka, zmusza do rozpoczęcia diagnostyki i leczenia – nie jest to więc taki zły objaw.

Fot.: shutterstock.com, sxc.hu

Tabletki z hipermarketu Często pacjenci radzą sobie z bólem na własną rękę. Warto pamiętać, że długotrwałe stosowanie tabletek przeciwbólowych bez porozumienia z lekarzem nie jest właściwym postępowaniem, gdyż może prowadzić do poważnych powikłań, np. tak popularne leki z grupy NLPZ – dostępne bez recepty w niemal każdym sklepie – długo stosowane mogą prowadzić do powstania owrzodzeń żołądka i krwawień z przewodu pokarmowego.

1(145)2013

19


... zdrowy duch Aneta Pisarczyk, psycholog Sosnowiec

Odkrywając prawdziwe „Ja” Dążenie do odkrywania prawdy jest głęboko wpisane w ludzką naturę. Bóg stworzył człowieka z prawdziwej miłości i On jeden widzi nas takimi, jakimi rzeczywiście jesteśmy. Stąd ludzkie serce tęskni za tym, co pochodzi od prawdy. Wszelkie zafałszowanie, jakie dostrzegamy w nas samych lub też w naszych bliskich, rodzi rozczarowanie, smutek i żal.

Fot.: shutterstock.com

20

Wykreowany świat Jesteśmy niestety bardzo przyzwyczajeni do obcowania z tym, co udawane i zakłamane. W dzisiejszym świecie za pomocą wszechobecnej reklamy i zabiegów marketingowych próbuje się nam sprzedać wizję idealnego życia, w której przyjemność i posiadanie zdają się być najważniejszymi wyznacznikami poczucia szczęścia człowieka. Łatwo dać się wmanewrować w tę iluzję życia jak z reklamy. Kiedy zaś uwierzymy, że ten wykreowany obraz codzienności da nam poczucie spełnienia, wtedy stajemy się podobni do błędnego rycerza goniącego wciąż za czymś nieuchwytnym i wymykającym się z rąk. Nasze aktualne życie może wydawać się nam szare i mało atrakcyjne, więc coraz częściej walczymy z pokusą zakładania masek, chowania prawdziwego „Ja”, udawania i pokazywania tylko starannie wybranej cząstki siebie. Rozwiązanie to wydawać się może o tyle bezpieczniejsze i bardziej komfortowe, im częściej, będąc autentycznym, spotkaliśmy się z brakiem zrozumienia, ośmieszeniem lub ignorancją. Taka postawa oddala nas jednak od siebie i innych. To tak, jakbyśmy otaczali

prawdziwych siebie coraz szczelniejszym ogrodzeniem, na którym widnieje tabliczka z napisem: „Wstęp wzbroniony”. Im częściej chowamy się za przysłowiową maską, tym mniej zaczynamy wiedzieć o sobie samych. Prawdziwy „Ja” Na każdym etapie życia jesteśmy w stanie podjąć radosny trud otrzepywania się z wszelkich zafałszowań, które nam towarzyszą, i zastępowania ich prawdą o sobie i świecie. Warto to czynić codziennie małymi krokami, tak by z każdym dniem docierać do swego prawdziwego „Ja” i dawać innym zachętę do życia w prawdzie. Poznawanie siebie jest bowiem fascynującym zadaniem dla każdego z nas. Ważnym i niezwykle pomocnym narzędziem w tym procesie jest sposób interpretowania tego, co znajduje się wokół nas,

luty-marzec


na...dobry zdrowy początek duch nadawania sensu i kształtowania kluczowych przekonań dotyczących rzeczywistości. Krótko mówiąc, to, w jaki sposób myślimy o samych sobie, spotykających nas wydarzeniach życiowych oraz otaczającym świecie, może kierować nas w stronę autentyzmu życia lub przeciwnie – wzmacniać w nas tendencję do życia pozorami. Niezwykle istotne w konstruktywnym sposobie myślenia wydaje się być zauważanie pozytywnych stron, wystrzeganie się widzenia w kategoriach czarno-białych oraz rezygnowanie z etykietowania. Pozytywnie Wielu z nas ma tendencję do wyolbrzymiania tego, co złe, przy jednoczesnym niedocenianiu tego, co dobre. Nasze oczy są wtedy zwrócone ku wszelkim niedostatkom, a umysł sprawnie wyszukuje potencjalne zagrożenia i słabe punkty. Zaczynamy widzieć wokół siebie coraz więcej negatywnych rzeczy. Świat jawi się nam jako niebezpieczny i nieprzychylny. Tracimy umiejętność doceniania siebie i innych, bowiem naszym pochwałom towarzyszy niepotrzebnie słówko „ale”. I dlatego mówimy na

1(145)2013

przykład tak: „Ugotowałam dziś bardzo smaczny obiad, ale to nie znaczy, że jestem dobrą kucharką”, „Cieszę się, że mi dziś pomagałeś, ale wiesz o tym, że pomagasz mi zdecydowanie za rzadko”, „Ładnie dziś wyglądasz, ale i tak widać twoje zbędne kilogramy”. Taka pochwała nie dodaje pozytywnej energii, nie sprawia radości i nie motywuje do dalszego wysiłku. Zauważanie rzeczywistego dobra, docenianie siebie i innych, dostrzeganie choćby najmniejszej zmiany na lepsze – to niezwykle ważne umiejętności służące pomnażaniu tego, co dobre i piękne. Dobro jest często ciche i nienarzucające się, jednak jest go niezmiernie dużo zarówno w nas samych, jak i wokół nas. W rozwoju Czasami ulegamy pokusie oceniania świata w kategoriach czarno-białych i niezauważania tego, co mieści się pomiędzy. Wtedy może nam towarzyszyć poczucie, że jeśli nie robimy czegoś idealnie, to cali jesteśmy do niczego. Możemy też w raniący sposób oceniać naszych bliskich, postrzegając całą ich osobowość przez pryzmat pojedynczych niewłaściwych czynów: „Zachowałeś się nieodpowiedzialnie, więc jesteś nieodpowiedzialny”. Przyklejanie tzw. etykietek zawsze bywa bolesne, ponieważ stanowi formę zafałszowania rzeczywistości. Gdy mówimy o danej osobie, że jest leniem, to nie bierzemy pod uwagę tych sytuacji, w których wykazała się ona pracowitością. Kiedy oceniamy ją jako człowieka zawsze kompetentnego, to jednocześnie nie dajemy jej przyzwolenia na bycie niekompetentną w pewnych sytuacjach. Taki sposób oceniania nie służy wspieraniu samych siebie oraz innych. W naszym wnętrzu bowiem coś nieustannie się dzieje, kształtuje, wzbogaca. Nie zawsze mamy tego świadomość, ale cały czas jesteśmy „w rozwoju”. Nie idealni, ale przecież też nie beznadziejni. W pewnym stopniu już odpowiedzialni, lecz wciąż jeszcze uczący się odpowiedzialności na głębszym poziomie; już kochający, ale nadal do pełniejszej miłości dorastający.

21


… zdrowy duch

Pamiętam dobrze historię Janusza Świtaja, tę opisywaną na pierwszych stronach gazet propagujących eutanazję czy testament życia. Pamiętam również jej drugi odcinek, o którym nie rozpisywano się już tak chętnie.

22

W wyniku wypadku komunikacyjnego w 1993 roku Janusz Świtaj doznaje urazu z porażeniem czterokończynowym i niewydolnością oddechową. Troska o bardzo trudny stan zdrowia wymagający codziennej stałej opieki pielęgniarsko-lekarskiej szybko spada na barki niemłodych już rodziców. Wszelkie pertraktacje z NFZ-em o przyznanie odpowiedniej pomocy nie przynoszą skutku. W 2006 roku Janusz pisze dość rozpaczliwy list do ówczesnego prezydenta RP – śp. Lecha Kaczyńskiego: „Jeżeli zatem w Rzeczypospolitej Polskiej, której Pan jest Prezydentem, dochodzi do takiej sytuacji, to ja już nie mam żadnej nadziei na godne życie. Nie pozostaje mi nic innego, jak

przyłączyć się do zwolenników eutanazji jako prawa do godnej śmierci”. Ja – tajemnica do odkrycia Czym jest cierpienie? Czy można odczuwać ból, nie cierpiąc zarazem? Czego potrzebują ludzie chorzy, że gdy im tego zabraknie, są w stanie sięgać po środki tak drastyczne i bez odwrotu jak pragnienie własnej śmierci? Czego brakuje nam, ludziom zdrowym, by stać się nie tylko ich pielęgniarzami, ale i mądrymi przyjaciółmi? Choroba, czasowa czy też stała niepełnosprawność wybijają człowieka ze z góry ustalonego rytmu życia. Zawsze krzyżują plany, czasem łamią i nadzieję. Ale czy tylko niszczą? Nie. Stwarzają też szansę, by zajrzeć w głąb siebie, poznać siebie samego bardziej, odkrywając również swoje słabsze strony. Uczą cierpliwości, nowego rozumienia własnego ciała. Zmuszają, by odpowiedzieć na podstawowe pytanie o cel życia. Po co, dla czego, dla kogo… Chodzi

Fot.: shutterstock.com

Cierpieć z sensem

ks. Radosław Warenda SCJ Kraków

luty-marzec


na … ...dobry zdrowy początek duch już bowiem nie o pytanie „dlaczego”, ale „dla czego/kogo”, o to, jaki w cierpieniu czy niepełnosprawności jest cel, jak stać się na nowo potrzebnym, zdolnym (choć może już w innym zakresie) do realizacji marzeń i obowiązków. Bóg we krwi Czy nam, wierzącym, łatwiej jest odkrywać sens w cierpieniu? Tak. Ale tylko wtedy, gdy wiara z kategorii tradycji, paciorków i Bozi przechodzi w żywą relację z Bogiem – osobą. Kiedy chcę wykrzesać z siebie odrobinę energii, by poznawać Boga, wsłuchiwać się w Jego słowo, pytać, odkrywać. Bo choć choroba odsłania nasze człowieczeństwo, to i tak do końca nie pojmiemy go bez Chrystusa – on nadaje sens, pozwala znaleźć ową odpowiedź na tamto „dla czego/kogo”. Tylko z Bogiem możemy dyskutować o tamtym świecie i znaczeniu naszego bycia tutaj. Bóg też właśnie po to „ubrudził sobie ręce” cierpieniem, śmiertelnym bólem i przybiciem do krzyża, by stać się w naszych oczach bardziej wiarygodnym partnerem w dyskusji. Inaczej bowiem rozmawia się z tym, który sam zmaga się z cierpieniem, niż z kimś, kto takich doświadczeń nie posiada. Często to właśnie wypadek czy poważna choroba stają się bodźcem, by wreszcie zacząć dostrzegać Boga, nawiązywać z Nim relację, porządkować swoje życie w sakramencie pokuty. Ta nowa przyjaźń z Chrystusem może być szansą na odkrycie nowego powołania: świadczenia o podstawowej prawdzie, że szczęście bardziej niż na dwóch zdrowych nogach stoi na zdrowym sercu, które kochać może także wtedy, gdy ciało odmawia posłuszeństwa. „Zobacz, jestem pełnowartościowym człowiekiem, chociaż w góry razem nie pójdziemy… A to, że odkryłem swoją wartość i sens życia, zawdzięczam poniekąd chorobie…” Rodzina – reaktywacja Nie lepiej radzą sobie z chorobą czy niepełnosprawnością ludzie, z którymi żyje się na co dzień. Ich życie również ulega zmianie, 1(145)2013

i to nie tylko w kategorii zadań i obowiązków, lecz osobistych relacji. Mądrze przeżywana choroba jest w stanie naprawić rozsypujące się małżeństwo i rozwalającą się rodzinę. Pomaga zdystansować się od mało znaczących wydarzeń, które powodowały konflikty. Po prostu dostrzegasz, że w sumie to go kochasz… a im

’’

Czy nam, wierzącym, łatwiej jest odkrywać sens w cierpieniu? Tak. Ale tylko wtedy, gdy wiara z kategorii tradycji, paciorków i Bozi przechodzi w żywą relację z Bogiem – osobą.

bardziej zdany jest na ciebie, im bardziej jesteś dla niej „być albo nie być”, tym bardziej zbliżacie się do siebie. Pamiętam słowa moich znajomych – dojrzałe małżeństwo: ona – aktywna zawodowo kobieta, on – rencista po wylewie z lekkim paraliżem. Gdy wspominali własne przygody z chorobą i późniejszy powrót do zdrowia, on zaznaczył, że wtedy dała mu największy dowód miłości. „Dopiero wtedy?” – dopytywałem zaskoczony. „Tak, wtedy uświadomiłem sobie, że mnie najbardziej kocha” – odrzekł. „To co takiego ważnego powiedziała?” „Nic. Po prostu zmieniała mi… pieluchomajtki”. A jednak potrzebny Drugi odcinek historii Janusza Świtaja związany jest z Fundacją Anny Dymnej „Mimo Wszystko”. Gdy w 2007 roku usłyszała od dziennikarzy o liście wysłanym do jastrzębskiego sądu autorstwa „sparaliżowanego mężczyzny, który poprosił sąd o zgodę na eutanazję”, szybko skontaktowała się z nim. „Gdy dowiedziałam się, że chodzi o Janusza, zadzwoniłam do niego i powiedziałam: «Janusz, przecież Ty jesteś potrzebny». Przyznałam, że słusznie domaga się dyskusji na ten temat, bo sytuacja podobnych ludzi jest w Polsce upokarzająca. Zapowiedziałam mu też, że będzie u mnie pracował” – wyjaśniła Anna Dymna.

23


Duchowy na dobry Patronat początek Misyjny ks. k s. Andrzej s. Andr ndrz nd rzeejj S Sudoł ud ud doł oł SCJ oł SCJJ Cagga Ca Caga aya yan de de O roo, Fi F Fili illiippiinnyy Cagayan Oro, Filipiny

24

Wielki Tydzień, a szczególnie Triduum Paschalne będące najważniejszym okresem liturgicznym dla chrześcijan, jest przeżywany na Filipinach bardzo spontanicznie i naturalnie. Oprócz liturgicznego świętowania w kościołach ludzie organizują wiele innych wydarzeń, które przypominają im o tajemnicach męki i śmierci Jezusa Chrystusa. Wystarczy choćby wspomnieć o prezentacjach męki Pańskiej, czyli tzw. sinakulo, koncertach czy dość kontrowersyjnych publicznych praktykach pokutnych połączonych z ukrzyżowaniami. Ostatnia wieczerza 2013 Ciekawy przebieg ma msza wieczerzy Pańskiej odprawiana w Wielki Czwartek. Wioska wybiera dwunastu apostołów – zaufanych mężczyzn lub kobiety, którzy są najbardziej zaangażowani w życie wspólnoty. Oni dbają o aktywną oprawę liturgii. To właśnie im kapłan umywa nogi, a po Mszy św. ci sami apostołowie razem z księdzem są zapraszani do głównego stołu na „ostatnią wieczerzę” przed wielkopiątkowym postem.

Fotografie: ks. A. Sudoł SCJ

Pasja filipińska Przybijani do krzyży Celebracja Wielkiego Piątku zaczyna się już o brzasku dnia. Wtedy odbywa się droga krzyżowa (via crucis), która ma charakter procesji. Ludzie przebrani za apostołów, rzymskich żołnierzy, Jezusa i Maryję przechodzą ulicami miast i wiosek. Wszystko kończy się ukrzyżowaniem. Filipiny to chyba jedyny kraj, gdzie te praktyki przedstawiane są w sposób bardzo realistyczny. Drodze krzyżowej towarzyszą prawdziwe i bolesne upadki, biczowanie, a nawet ukrzyżowanie. Tak, to prawda, ludziom przybija się ręce i nogi do krzyża. Tutejszym fenomenem jest również to, że zwykle krzyżuje się kilku lub kilkunastu pokutników. Wielu chce cierpieć tak, jak cierpiał Chrystus. Na Kalwarii stawia się więc w Wielki Piątek nie jeden, ale wiele krzyży. Cieknie prawdziwa krew, a ludzie naprawdę płaczą. Może w telewizji wygląda to jak czerwona farba i upozorowana gra do kamery, jednak w rzeczywistości jest to coś całkowicie realnego. Wybrańcy, bo wybiera się tylko nielicznych pokutników, zgłaszają się do ukrzyżowania dobrowolnie i z własnego przekonania. Zwykle ich motywacja ma charakter

luty-marzec


Duchowy Patronat Misyjny pokutny, a celem jest zadośćuczynienie. Czasami ludzie poddają się takim pokutom, aby wyprosić sobie łaski. Osobiście słyszałem o pewnym mieszkańcu Pampangi, stolarzu, Ronaldzie del Campo, który przyobiecał dać się ukrzyżować, jeżeli jego żona uniknie komplikacji i szczęśliwie urodzi mu syna. Natomiast 26-letni Ruben Enaje wyliczał, że dał się ukrzyżować 21 razy z rzędu. Chciał w ten sposób podziękować Bogu za ocalenie życia po tym, jak cudem wydostał się z walącego się budynku podczas trzęsienia ziemi. Jedna z turystek, które przyszły oglądać te praktyki z ciekawości, podkreślała, że choć to nie jest jej wiara, to oglądanie takiej drogi krzyżowej było dla niej wielkim przeżyciem religijnym.

zalecają takich praktyk i przestrzegają ludzi przed pokutą czynioną na pokaz. Siedem ostatnich słów Innym powszechnym zwyczajem Wielkiego Tygodnia, nie tak radykalnym jak ukrzyżowania, jest rozważanie ostatnich słów Jezusa (tzw. siete palabras). Każde z nich jest osobno rozważane lub odgrywane przez teatr uliczny, w którym występuje młodzież. W tym samym duchu pokuty niektórzy odwiedzają siedem różnych kościołów lub kaplic (visita iglesia). Często taka pielgrzymka zajmuje kilka dni ze względu na duże odległości. Więcej informacji o działalności ks. Andrzeja na Filipinach możesz znaleźć na jego blogu pod adresem: http://kagaytrip.blogspot.com.

Duch

Patronat M y w

jny isy

!!

o

Pomiędzy pokutą a pokazem Te realistyczne przedstawienia drogi krzyżowej odbywają się w San Fernando, na północ od Manili, w prowincji Pampanga. W Wielki Piątek zjeżdżają się tu ludzie ze wszystkich stron kraju i z zagranicy. W ostatnim roku przybyło ich aż kilkanaście tysięcy! Dla jednych jest to pasyjne przeżycie lub pokutna praktyka, a dla innych jedynie show, przedstawienie i okazja, aby się pokazać. Do Pampangi przyjeżdżają dziennikarze wielu stacji telewizyjnych i radiowych. Powoli więc zanika religijny i pokutny charakter tego tradycyjnego, lokalnego, filipińskiego zwyczaju, który bierze w swoje ręce komercja szukająca sensacji i skandalu. Nic więc dziwnego, że katoliccy biskupi nie

25

Papieskie Intencje Misyjne na luty Aby ludność obszarów objętych wojnami i konfliktami mogła zacząć budować pokojową przyszłość.

NOWI CZŁONKOWIE DUCHOWEGO PATRONATU MISYJNEGO: Grzegorz Łach (Chrzanów) i Anna Garczarzyk (Dąbrowa Górnicza). Msza Święta w intencji członków Duchowego Patronatu Misyjnego zostanie odprawiona

17 lutego oraz 17 marca 2013 roku.

Zapraszamy do włączenia się w dzieło Duchowego Patronatu Misyjnego! 1(145)2013


prenumerata JAK ZAMÓWIĆ PRENUMERATĘ ? telefonicznie:

12 271 15 24 mailowo:

redakcja@wstan.net reda

listownie:

Re Redakcja WSTAŃ 32-422 Stadniki 81 32 lub lu ub wy wypełnij wype pe przekaz: str.

26

ILE KOSZTUJE? prenumerata roczna pr 29,40 zł prenumerata pren nu półroczna 14,70 zł

PODARUJ sobie bądź swoim bliskim chorym PRENUMERATĘ „WSTAŃ” Przy zamówieniu powyżej 20 egzemplarzy (2 (21 lub więcej) koszty wysyłki ponosi redakcja. Prenumerata roczna wynosi wówczas: 21 zł x liczba zamawianych egzemplarzy. Np. przy zamówieniu 21 egz. należność wynosi 441 zł, 22 egz. – 462 zł.

WARUNKI PRENUMERATY (cena 1 egz.: 3,50 zł + koszt wysyłki)

26

ilość półroczna roczna egz. (3 kolejne numery) (6 kolejnych numerów) 1 2 3 4 5 6 7 8 9

14,70 zł 26,10 zł 36,60 zł 47,10 zł 58,80 zł 69,30 zł 83,10 zł 93,60 zł 104,10 zł

29,40 zł 52,20 zł 73,20 zł 94,20 zł 117,60 zł 138,60 zł 166,20 zł 187,20 zł 208,20 zł

nr rachunku odbiorcy

KONTAKT: WYŻSZE SEMINARIUM MISYJNE ZGROMADZENIA KSIĘŻY NAJŚWIĘTSZEGO SERCA JEZUSOWEGO (KSIĘŻA SERCANIE) 32-422 Stadniki 81, tel.: 12 271 15 24, fax: 12 271 15 45 e-mail: redakcja@wstan.net

nazwa odbiorcy

W Y Ī S Z E

86 1020 2892 0000 5102 0016 3758

S E M I N A R I U M

M I S Y J N E

nazwa odbiorcy cd.

3 2 - 4 2 2

S T A D N I K I

8 1

numer rachunku odbiorcy

8 6

kwota

zleceniodawca:

1 0 2 0

2 8 9 2

0 0 0 0

5 1 0 2

0 0 1 6 waluta

W P

3 7 5 8

kwota

PLN

numer rachunku zleceniodawcy (przelew) / kwota sáownie (wpáata)

Odcinek dla banku / poczty

WYŻSZE SEMINARIUM MISYJNE 32-422 STADNIKI 81 Polecenie przelewu / wpáata gotówkowa

DOWÓD / POKWITOWANIE DLA NADAWCY

odbiorca

nazwa i adres zleceniodawcy

nazwa i adres zleceniodawcy cd.

tytuáem/inne

Prenumerata „Wstaĕ”. Zamawiam póâroczna

egz. roczna

PRENUMERATA „WSTAŃ”. ZAMAWIAM OKRES PRENUMERATY:

EGZEMPLARZY.

PÓŁROCZNA

ROCZNA

„WSTAŃ” DLA UBOGICH OFIARA NA MISJE

Opáata:

stempel dzienny

Opáata: ........................................

data, pieczĊü, podpis(y) zleceniodawcy

„WSTAŃ” DLA UBOGICH OFIARA NA MISJE


:\GDZQLFWZR3520,&SROHFDQRZRĹ•FL cena

23,90 cena

29,90 cena

15,90

32,90 ǎÅ2GG\FKDěGZRPDSŠXFD PL¾WRSRZLHG]HQLHEŠ-DQD 3DZŠD,,NWyUHWUDIQLHRGGDMH GXFKDWHMNVLęŏNL.VLęŏND SU]HND]XMHU]HWHOQęZLHG]ĪQD WHPDWU\WXEL]DQW\MVNLHJRZ]RUX PRGOLWZ\LNRQ\QDV]HJRŏ\FLD QDV]HMPRGOLWZ\OLWXUJLL

ǎÅŔZ/XGZLN0DULD*ULJQLRQ GH0RQWIRUWE\ŠGODPQLH ŕZLDWŠHPZZDŏQ\FKFKZLODFK ŏ\FLD¾PyZLŠ-DQ3DZHŠ,, ZVND]XMęFVZHJRÅPLVWU]DGX FKRZHJR¾:NVLęŏFH]RVWDŠ\ ]HEUDQHOLF]QHŕZLDGHFWZD -DQD3DZŠD,,SRWZLHUG]DMęFH MHJRSU]\ZLę]DQLHGR0RQW IRUWDLŕZLDGRPRŕěŏHMHVWWR ŕZLĪW\QDQDV]HF]DV\

ǎ1DMEDUG]LHMQDWXUDOQ\PPRWRUHP QDV]HJRŏ\FLDMHVWPLŠRŕěVDPHJR VLHELHDQDVWĪSQLHPLŠRŕěLQQ\FK OXG]LLPLŠRŕě%RJD-HGQDNPLŠRŕě GRVDPHJRVLHELHF]ĪVWR]Z\FLĪŏD LZ\SLHUDNDŏGęLQQęPLŠRŕě%RJD LEOLŪQLFK-DN]DWHPZ\JUDěZDONL GXFKRZH:MDNLVSRVyEÅXWUDFLě VLHELHDE\VLHELHRG]\VNDě¾SU]HNUR F]\ěVLHELHE\NRFKDě]UH]\JQRZDě ]VLHELHE\Z\MŕěQDSU]HFLZEOLŪQLHJR

ÇŽ1LQLHMV]DNVLęŏNDMHVWDX WHQW\F]QÄ™UHODFMÄ™QDWHPDW MHGQHJR]QDMJĹ RĹ•QLHMV]\FK FXGyZZV]HFKF]DVyZQD SLVDQÄ™SU]H]F]Ĺ RZLHNDNWy U\GRWHJRFXGXRVRELĹ•FLH VLÄŞSU]\F]\QLĹ 7RRSRZLHĹ•Ä› RZ]UXV]DMÄ™FHM%RĹŹHMGREUR FLLPDFLHU]\ĹƒVNLHMPLĹ RĹ•FL 1DMĹ•ZLÄŞWV]HM0DU\L3DQQ\

www.wydawnictwo.pl X O   Ĺ” Z   % R Q LI D F HJ R       :DUV]DZ D G ] L DĹ  K D Q G OR Z \ WHO        H PDL O VSU]HG D]#Z \GDZ QL FWZ RSO

PROMIC

cena

Wydawnictwo eSPe poleca:

25,40zł

12,70zł

21,20zł

21,20zł

29,90

14,90

24,90

24,90

Uczy zawierzenia Bogu w kaĹźdej, nawet najtrudniejszej, chwili Ĺźycia. UĹ‚atwia nawiÄ…zanie niosÄ…cej pociechÄ™, bliskiej relacji z Bogiem.

Historie wydarzeń, za pomocą których Bóg przypomina o cudzie swojej cichej obecności w Eucharystii nieco głośniej niş zwykle.

Prawdziwe historie współczesnych męczenników, którzy zginęli za wyznawanie wiary w Jezusa Chrystusa.

Poznaj sprawdzoną receptę na prawdziwie szczęście i zmieniaj swoje şycie kaşdego dnia!

Zamówienia prosimy kierować telefonicznie: 12 413 19 21 w. 103 lub mailowo: handel@boskieksiazki.pl


ZADZWOŃ I ZAMÓW!

12 290 52 98 (pn.-pt., godz. 8.00-16.00)

ZAMÓW LISTOWNIE! WYDAWNICTWO KSIĘŻY SERCANÓW DEHON ul. Saska 2 30-715 Kraków

KUP PRZEZ INTERNET!

sprzedaz@wydawnictwo.net.pl www.wydawnictwo.net.pl

BARARA SZCZEPANOWICZ

STARO_ SKƒÙB DÊ ÊDKÙY‘®ƒ format: 125x195 mm iloĞü stron: 310, oprawa miĊkka

Starość czeka wszystkich, niezależnie od tego, czy zastanawiają się nad nią, czy nie. Starość, tak jak życie, bywa różna, bo każdy jest kowalem własnego losu. Upływający czas kradnie młodość, przyjaciół… Kiedy umieramy, pozostaje po nas jedynie miłość, którą daliśmy innym.

1990 zä* cena ce na detalic iczna:: ic

3000 zä*

promocja y

ý

Zamawiajñc, zazn znaacz: „pre enu ume m ru ujö WSTA Aý”. ý” * Do zamówionych ksiČǏek doliczamy koszt wysyųki.

w w w. w y d a w n i c t w o . n e t . p l


Wstań