Issuu on Google+

DWUMIESIĘCZNIK DLA CHORYCH

cena:

1(139)2012

luty-marzec

3,50

ISSN 0867-7603

POST dla duszy i ciała

PLN


... zdrowy duch

Dom za „Bóg zapłać”

20

Ławka w parku „Raz poszedłem do parku na spacer. Tam na ławce siedziało dwóch takich, co tutaj kiedyś przychodzili. Słyszałem, jak jeden z nich powiedział o siostrach: «Głupie kalkutki!». W sumie dobrze i źle powiedział. Dają miejsce do spania i jedzenie przez kilka miesięcy, bo mają serce. A niemądre, bo ludziom wierzą” – z pasją o katowickich Siostrach Misjonarkach Miłości opowiada mi pan Stanisław, który codziennie przychodzi pomagać w utrzymaniu porządku i w doprowadzaniu do porządku tych, którzy chcieliby przekraczać wyznaczone zasady. – „Pijanych nie wpuszczamy. Bo jak cię stać na wódkę, to stać cię i na chleb”. Sałatka po Mszy św. Najbardziej narażonym na zepsucie elementem w domu są zawiasy w drzwiach wejściowych. Te niczym na dworcu non stop otwierają się i zamykają. „Dziś jest Msza św., konferencja i jedzenie, to będzie 60-70 osób. Dużo, więcej niż w lecie, bo teraz zimno i dobrze wiedzą, że tutaj dostaną coś do zjedzenia. A dziś sałatka jarzynowa” – stwierdza pan Stanisław. – „Tu jest dobry dom, dom Boży, tylko ludzie są…” – Kończy zdanie, kiwając głową. Wie, co mówi. Sam został przygarnięty przez

ks. Radosław Warenda SCJ Kraków

siostry na trzy miesiące. Wiódł życie z przygodami i chorobą serca. Chciał się jakoś odwdzięczyć, ale… bezskutecznie. „To jedyna firma, w której nie biorą! Chciałem dać dwie buteleczki syropu na gardło, ale nie wzięły. One chętniej przyjmą regał, meble. Na dole mają magazyn. Wszystko tam jest: od skarpetek po koce. Dziś mieszka tutaj na piętrze około 17 osób. Czasem przychodzą zawszeni. A miasto nie pomaga. To ludzie pomagają. Siostry nie mówią: zrób to. One mówią zawsze: jeśli chcesz, to zrób. Ja też poprosiłbym, ale inaczej. Mamy tutaj 11 stołów po 16 osób, więc zapytałbym, kto zostanie na sprzątanie, a nie jedynie czekał. Inspekcja przychodzi, a na mandaty nie ma…”. Dom Misjonarek Miłości nie jest zwyczajnym schroniskiem. To miejsce, gdzie nie tylko można zmienić opatrunek, wykąpać się, zjeść ciepły posiłek, otrzymać nową parę butów czy dostać trochę grosza. To nie jest też jedynie miejsce, w którym można przez pewien czas mieszkać. Tutaj można również uleczyć obolałą duszę. Kilka razy w tygodniu przed popołudniowym posiłkiem przychodzą ojcowie kapucyni, głoszą konferencję, odprawiają Mszę św. Razem z innymi jedzą to, co przygotowały siostry. Jest też szansa na spowiedź, na rozmowę. Wszyscy dobrze się znają, po imieniu i kolejach życia.

luty-marzec


Fotografie: ks. R. Warenda SCJ

na...dobry zdrowy początek duch

Panuje tu cisza i spokój. Z pierwszego piętra dochodzą od czasu do czasu odgłosy kaszlu, niezrozumiałe rozmowy. Mieszkańcy zdolni do pracy pomagają jedynie obierać warzywa, nigdy nie gotują. Tym zajmują się same siostry. One są tutaj też po to, by czasem dobrym sercem wyprostować komuś życie. Pan Stanisław przychodzi codziennie. Na pytanie: „po co?” odpowiada, że nie chce siedzieć jak tamci na ławce w parku… Bo wraca jak bumerang… Pierwsze piętro w domu Misjonarek należy do stałych mieszkańców. To oni mogą wspólnie mieszkać w kilku pokojach, by – jak głosi spis zasad – nabrać sił duchowych i fizycznych do nowego życia. W kilku salach stoją białe szpitalne łóżka, ujmujące prostotą. Jest pomieszczenie na posiłki, pralnia, łazienka i… palarnia. Tutaj nikt nikogo na siłę nie nawraca. Na pierwszym piętrze panuje ta sama zasada co na parterze: jeśli chcesz, to możesz to zrobić. Spis zasad wywieszony w stołówce, gdzie zawsze jest coś do zjedzenia, apeluje o życzliwość, zabrania przynoszenia alkoholu i pornografii, ostrzega przed kradzieżą wspólnych rzeczy i wyposażenia noclegowni. Przede wszystkim zaś mówi, że to jest „Twój dom, Bracie”, a „każde złe słowo, czyn i przekleństwo powróci do Ciebie i zatruje Ci życie”. Pan Zbyszek nie pije. Nie miałby zresztą za co, okradli go nawet z dokumentów. Już cztery tygodnie korzysta z siostrzanej gościnności. Co tutaj robi? „Leczę nogi, strasznie puchną. Jestem z Rudy Śląskiej, ale tam nie 1(139)2012

ma noclegowni, jedynie ogrzewalnia”. Zna się na rzeczy. Śpiewająco wymienia roczny harmonogram godzin otwarcia ogrzewalni. Żyje z tego, co zarobi. Ostatnio pracował dwa miesiące na „śmieciowej umowie”. Skończyła się, a on już nie ma dochodów. Na pytanie o rodzinę zapada cisza. Z synem widział się ostatni raz na jego Pierwszej Komunii Świętej dobre 13 lat temu. Perspektywy na przyszłość? „Nie załamać się, mieć nadzieję i czekać na emeryturę”. Siostry próbują pokazać tym ludziom, że do pełni szczęścia brakuje im nie tyle pieniędzy czy emerytury, ile Chrystusa, który dla nich samych jest siłą napędową ich życia i działania. 24 godziny na dobę z Jezusem Siostry nie udzielają wywiadów, nie mówią o sobie, nie pokazują twarzy do kamery. Są zwyczajnymi kobietami poświęconymi Bogu, żyjącymi charyzmatem Matki Teresy z Kalkuty. Codziennie znajdują czas na godzinną Adorację Najświętszego Sakramentu. Mówią, że ich życie to kontemplacja w działaniu. Chcą żyć 24 godziny na dobę z Jezusem, czy to w złamanym ciele ubogich, czy w Eucharystii. Tworzą międzynarodową wspólnotę, między sobą rozmawiają zatem po angielsku. W tym też języku urządziły swoją wewnętrzną kaplicę. Nie ma ławek, wygodnych poduszek, ton modlitewników… Żyją bardziej ubogo niż biednie. Bo bieda jest tam, gdzie nie jest się kochanym i nie ma się zdolności do kochania innych. One ją mają. I jeszcze łóżko, i jedzenie. Wystarczy… Mają też marzenia, obawy. Szczególnie jedną: czy robię to, czego chce ode mnie Jezus.

21


Czyż nie jest raczej

postem, który Ja wybieram: rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy

niewoli,

wypuścić na wolność uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać;

dzielić swój chleb z głodnym…” Iz 58,6-7


Wstan 1(139)2012