Issuu on Google+

1


11

12:55 Dzwonek, inny niż listonosza, choć elektryczny – pięć uderzeń. Na korytarzu słychać odgłosy pędzących na modlitwy kleryków, szum sutann, trzaśniętych przypadkiem drzwi, milknące rozmowy... 13:00 „Boże wejrzyj ku wspomożeniu memu...”. Chórowa modlitwa południowa nigdzie indziej nie brzmi tak jak w seminariach. Mocne głosy, zamyślenie, wspólnota ducha... 13:15 Brzęk talerzy, sztućców, zapach klasztornego jadła. 13:40 Tłum czarnych postaci nawiedza Jezusa Eucharystycznego, bo wspomnieć na chwilę tajemnicę Kalwarii. Szybki spacer przez park, często bez względu na pogodę, poobiednia ekspresowa kawa z ekspresu... Nie, dziś będzie całkiem inaczej. Mogą zapomnieć dziś o nauce, luksusowym czasie na modlitwę, standardowym sprzątaniu. Wielkopostne soboty stadnickiego seminarium księży sercanów mają inny kolor, rysują niezwykłe obrazy... Potężny jak na pod krakowską wioskę parking zaczyna zapełniać się autokarami, których tablice rejestracyjne same mówią o umęczeniu podróżą przybywających do klasztoru. Po co pokonali kilkadziesiąt, a najczęściej kilkaset kilometrów? Z resztą spora część gości już nie pierwszy, ani drugi raz. Przyjeżdżają by odbyć jeszcze ważniejszą podróż, dłuższą, odleglejszą w czasie. Wyprawę ponad 2000 lat wstecz. Dziś staną się uczestnikami Ostatniej Wieczerzy, staną ukradkiem za filarem pałacu Kajfasza, poczują zimno Ogrójca i ciarki przelecą im po plecach w brutalnych scenach ogrodu. Jak co roku oburzą się na ówczesne tradycje, że „kobietom wierzyć nie można”. A w najważniejszych momentach Chrystusowej męki, apostolskiego zdezorientowania i widoku Zmartwychwstałego, nerwowo będą poszukiwali higienicznych chusteczek... Lecz nie o łzy tutaj chodzi, nie o trudne do policzenia rzesze pielgrzymów, nie o dobrą aktorską grę... ale o drogę! Drogę do własnego serca, by dotknąć sumienia,

poruszyć, wstrząsnąć. Jeśli wyruszą w głąb siebie, misja będzie spełniona, trud wyda owoc. 14:30 Wykładowe sale przerobione na teatralne garderoby. Coraz większy ruch. Nieudolnie nakładany puder, przebieranie w szerokie tuniki, wciskanie się w blaszane zbroje, wszystko by ucieleśnić ewangeliczne słowa... 15:00 Teatralny gong, przywitanie jeszcze roześmianych i rozbawionych przybyłych pielgrzymów, turystów i widzów. Z głośników ruszają niemiłosiernie głośno znane już takty muzyki filmowej. Pierwsza scena pałac Kajfasza, misterium zbrodni... Szeroko otwarte oczy śledzą akcję biblijnych wydarzeń, aż do Ostatniej Wieczerzy... Na sali coraz mniej turystów, a więcej widzów i pielgrzymów... Antrakt. Na krótką przerwę zaproszono na herbatę, kawę i po dobrą książkę. Ale apetyt jakoś dziwnie nie dopisuje. Druga część wykrusza złudzenia. Wyrazistość niektórych misteryjnych scen, popycha nadwrażliwych do drobnych złośliwości wobec Jezusowych oprawców, a to szturchaniec, to podłożona noga, gdzieś wyrywające się z widowni „Jezusa, Jezusa”, gdy Piłat zapytuje kogo objąć amnestią... Co zadziwia? Cisza. Szczególnie ta tuż po momencie Jezusowego zgonu. 18:00 Kolejna ekipa widzów i turystów, którzy muszą stać się pielgrzymami do głębi serca... 21:00 To już trzeci strój tego dnia, nie jest to sutanna, ani kolorowy misteryjny kostium, lecz robocza koszula w kratkę. Artykułem pierwszej potrzeby staje się miotła, wiadro i szmata. „Jezus” idzie sprzątać toalety, „szatan” odkurza dywan w kaplicy, „żołnierze” nakrywają do stołu... 23: .... Zmęczenie „bierze górę”, szybki prysznic i krótka, choć jak najbardziej szczera modlitwa: Spraw Panie, aby przyniosło owoc...

Ks. Radosław Warenda SCJ


16


Pasterz