Issuu on Google+

DWUMIESIĘCZNIK DLA CHORYCH

cena:

3,50

2(146)2013

kwiecień-maj

ISSN 0867-7603

04

9 770867 760300

PLN

(w tym 5% VAT)

szczepione PRZE ŻYCIE


na dobry początek

temat z okładki

4

Przeszczepione życie Katarzyna Dominik

Benedykt XVI

6

Logika bezinteresowności

żyć jak święci

8

Jestem spełniona ks. Adam Pastorczyk SCJ

rozmowa „Wstań”

10

Transplantacja „Tak”! rozmowa z ks. dr. Włodzimierzem Płatkiem SCJ

13

Podarować nowe życie rozmowa z Urszulą Smok

w zdrowym ciele…

16

Przeszczep – lek na białaczkę Fundacja „Podaruj Życie”

18

Szpik dla laików prof. dr hab. n. med. Sebastian Giebel

Dlaczego warto zostać dawcą? Ktoś powie, że to się opłaca: ratujemy ludzkie życie, a uzyskujemy dozgonną wdzięczność i biorcy, i jego rodziny. I choć dyskrecja jest gwarantowana, to osobista satysfakcja pewna. Czy o to jednak chodzi? A może raczej o „logikę bezinteresowności”, która pozwala stać się darem dla potrzebującego, a zarazem chroni przed nadużyciami, np. przed handlem narządami czy pobieraniem ich w sposób naruszający godność i tożsamość człowieka. A o powadze sytuacji świadczą chociażby niebotyczne kolejki oczekujących na przeszczep. I historie takie jak Łukasza, opowiadane przez jego matkę: „Na jedną nerkę czeka się w kolejce kilka lat. A potem nagle w środku nocy wezwanie: jest dawca. I pędzisz, żeby zdążyć. Dwa razy już tak było. Samochód nie chce zapalić, karetka po drodze gubi koło. A gdy już jesteś na miejscu, okazuje się, że są jeszcze dwie osoby, które też wezwano. I zaczyna się loteria, bo nerka jest tylko jedna. Kto będzie szczęściarzem? Wystarczy drobne przeziębienie i tracisz szansę. Do domu wraca się potem w kompletnej ciszy”. Ten numer przygotowaliśmy razem z Kasią Dominik, która żyje dzięki przeszczepowi szpiku kostnego od zagranicznego dawcy. Dziś filigranowa młoda kobieta każdy list kończy prostym „i życzę zdrowia”, będąc o wiele bardziej świadomą jego wartości i tego, kto tak naprawdę jest Dawcą Życia.

ks. Radosław Warenda SCJ z-ca redaktora naczelnego

… zdrowy duch

20

Dar z siebie Aneta Pisarczyk

22

Bohaterzy codzienności ks. Andrzej Ahnert

Duchowy Patronat Misyjny

24

Tu bije źródło chrześcijaństwa ks. Andrzej Sudoł SCJ

Wydawca: Wyższe Seminarium Misyjne Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego (Księża Sercanie), 32-422 Stadniki 81, tel.: 12 271 15 24, fax: 12 271 15 45, e-mail: redakcja@wstan.net. Rok XXV. Redakcja: ks. Robert Ptak SCJ (red. nacz.), ks. Radosław Warenda SCJ (z-ca red. nacz.), ks. Bartłomiej Król SCJ, kl. Andrzej Kryjomski SCJ, kl. Daniel Lalik SCJ, kl. Michał Tomaka SCJ. Współpracownicy: lek. med. Monika Cieplińska-Gostek, lek. med. Katarzyna Dąbek, Katarzyna Dominik, Agnieszka Jędrzejowska, ks. Adam Pastorczyk SCJ, Aneta Pisarczyk, ks. Andrzej Sudoł SCJ. Fotografia na okładce: shutterstock.com. Skład i łamanie: Wydawnictwo Księży Sercanów DEHON. Druk: EURODRUK-Kraków Sp. z o.o. Nakład: 5000 egz. Redakcja zastrzega sobie prawo zmiany tytułów i skracania nadsyłanych materiałów. Fotografie bez podpisów są tylko przykładowymi ilustracjami i nie przedstawiają osób, o których mowa w artykule. Publikacja za zezwoleniem władzy kościelnej.


temat z okładki

Przeszczepione życie Przeszczep to nie śmierć… Dopiero po przeszczepie zaczyna się życie, nowe i niejednokrotnie lepsze. Tak było w moim przypadku. Nie wiem, czy osiągnęłabym to wszystko i stałabym się tym, kim jestem teraz, gdyby moje losy potoczyły się inaczej. Dlatego dziękuję Stwórcy za każdą sekundę mojego życia, jakkolwiek ono wyglądało i będzie wyglądać.

4

Niemiła niespodzianka Od najmłodszych lat byłam bardzo ruchliwa, wszędzie mnie było pełno. Dopiero gdy skończyłam 17 lat, zaczął się koszmar, który odmienił moje życie już na zawsze. O chorobie dowiedziałam się w 2000 roku w klasie maturalnej. Z lekcji historii zostałam natychmiast przewieziona do Kliniki Hematologii w Krakowie. To był dla mnie szok. Gdy rano wychodziłam z domu do szkoły, nawet nie przypuszczałam, że już do niego nie wrócę. Pomimo wciąż pogarszającego się stanu zdrowia maturę zdawałam terminowo przed czteroosobową komisją w osobnej sali. Rezultatem byłam zachwycona, średnią 5,5 również. Zatem jeden rozdział życia miałam już za sobą. Zmagania z chorobą Cały czas starałam się być aktywna i nie przerywać dalszej nauki. Z powodu złego stanu zdrowia skończyłam zaocznie studia magisterskie z historii. Dzięki temu nie musiałam myśleć o tym, co wyprawia ze mną mój organizm, a działy się z nim różne rzeczy, często

Katarzyna Dominik Dobczyce

’’

Okres rekonwalescencji trwa nadal, ale z każdym dniem apetyt na życie rośnie. Moja choroba sprawiła, że stałam się nową osobą.

niedające się racjonalnie wytłumaczyć. Przez kolejne lata co tydzień, czasami nawet częściej, jeździłam na badania i przetoczenia zarówno samej krwi, jak i płytek krwi, których wciąż mi brakowało. Szpik z roku na rok coraz gorzej funkcjonował, a leczenie nie dawało pozytywnych efektów. W 2006 roku mój stan znacznie się pogorszył i wreszcie zaczęto reagować na moje usilne i wieloletnie prośby o podjęcie dalszego kroku w kierunku zakwalifikowania mnie do przeszczepu. Wówczas też dowiedziałam się, że choroba z ciężkiej aplazji szpiku kostnego przeszła w stadium zaawansowanego zespołu dysmielopoetycznego (stan przedbiałaczkowy, który nader często transformuje w kierunku ostrych białaczek). Zatem wyrok został orzeczony, a odwołania nie było. To nie sąd, to rzeczywistość, a tu nie ma możliwości targowania się o jeszcze jeden dzień tchnienia. Jednak podjęłam ryzyko i rozpoczęłam batalię o własne życie, albowiem nie myślałam o żegnaniu się z tym światem. Bardzo ważne było dla mnie w tych trudnych chwilach wsparcie mojej mamy. Razem poddałyśmy się woli Bożej, modląc się każdego dnia do bł. Jana Pawła II i św. o. Pio o wstakwiecień-maj


temat z okładki Druga szansa Okres rekonwalescencji trwa nadal, ale z każdym dniem apetyt na życie rośnie. Moja choroba sprawiła, że stałam się nową osobą. Odkryłam wspaniałe możliwości, poznałam cudownych przyjaciół i pożegnałam się z tymi, którzy nigdy nimi nie byli. Czasami myślę, że mogło mnie to wszystko ominąć. Dochodzę jednak do wniosku, że tak miało być i nie warto ciągle rozdrapywać starych ran. Trzeba iść naprzód. Nauczyłam się żyć od nowa i niczego po drodze nie straciłam. Wręcz przeciwnie, napisałam kilka książek, wzięłam udział w programach telewizyjnych mówiących o przeszczepach szpiku – w ten sposób niosę iskierkę nadziei wszystkim chorym, aby pokazać im, że choroba to nie koniec świata, ale początek nowego życia. Czekam również na termin obrony pracy doktorskiej, a na co dzień staram się pomagać innym w potrzebie, po prostu dawać z siebie wszystko. Pragnę żyć pełnią życia, ponieważ otrzymałam od Boga coś, co jest przeznaczone tylko dla wybrańców – drugą szansę, drugie życie.

Iskierka nadziei 13 kwietnia 2007 roku, zaraz po Świętach Wielkanocnych, przyjęto mnie do Katedry i Kliniki Hematologii i Transplantacji Szpiku Śląskiej Akademii Medycznej Szpitala Klinicznego im. A. Mielęckiego w Katowicach. Gdy przekraczałam progi oddziału, targały mną różne emocje: niepokój, lęk, wiara, nadzieja i poniekąd także radość. Starałam się, mimo tej palety odczuć, które kłębiły się w moim sercu, podchodzić do tych trudnych wyzwań z optymizmem, z pozycji człowieka zdeterminowanego, silnego i pragnącego żyć. Co nie znaczy, że nie przeżywałam chwil wewnętrznego buntu. Podczas pobytu w klinice spotkałam się z ogromną serdecznością całego personelu medycznego, bez względu na to, czy był to profesor, czy sanitariuszka. Towarzyszem doli i niedoli okazał się ks. Andrzej, nasz szpitalny kapelan – wiecznie uśmiechnięty, obdarowujący dobrym słowem, bo Bożym. Informacje, których udzielono mi przed przeszczepem, spowodowały, że poczułam się pewniej, bo nie tylko wiedziałam, co będzie się ze mną działo, ale też zdawałam sobie sprawę z efektu, a ten najbardziej przypadł mi do gustu – nowe życie. Z perspektywy czasu widzę, że wewnętrzna motywacja jest najważniejsza. To ona zbliża nas do Tego, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. 24 kwietnia został przeprowadzony przeszczep. Wiedziałam już, że dostałam od Boga drugą szansę. Zrozumiałam też, że mam misję, którą muszę wypełnić. Gdy wspominam tamte czasy, mimo że upłynęło już sześć lat, wciąż cisną mi się do oczu łzy, bowiem trudno jest zapomnieć dzień swoich ponownych narodzin. 2(146)2013

Fot.: Bb

wiennictwo u Boga. To dodawało nam sił do dalszej walki, albowiem bywały chwile, kiedy lekarze sugerowali, że dni mojego ziemskiego życia są już policzone… Jednakże im bardziej dawali mi do zrozumienia, że koniec jest bliski, tym bardziej chciałam żyć i udowodnić im, że się mylą – w końcu są tylko ludźmi.

5


Benedykt XVI

Fotografie: dawca.pl

Logika bezinteresowności

W Gdańsku 11 czerwca 2011 roku powstało pierwsze w Polsce graffiti, które promuje przeszczepy rodzinne – „TranspplantoGraffiti”. Akcja malowania odbyła się na murze Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego w ramach VI Pikniku na Zdrowie, a osobami wykonującymi prace byli młodzi artyści z Trójmiasta. Głównym celem jest zwrócenie – w sposób nieszablonowy – uwagi na tematykę transplantologii, a w szczególności na przeszczepy rodzinne.

6

Benedykt XVI w przemówieniu do uczestników Międzynarodowego Kongresu na temat: „Dar życia. Rozważania w zakresie dawstwa narządów”, promowanego przez Papieską Akademię Życia, podkreślał, jak ważne jest popularyzowanie kultury solidarności z potrzebującym człowiekiem i bezinteresownej pomocy. Dawstwo narządów jest specyficzną formą świadectwa miłości. W czasach takich jak nasze, często naznaczonych różnymi formami egoizmu, staje się coraz bardziej konieczne, aby zrozumieć, jak ważne dla prawidłowego zrozumienia życia jest wejście w logikę bezinteresowności. Historia medycyny wyraźnie pokazuje ogromne postępy, które mogły być realizowane, aby zapewnić godniejsze życie każdej cierpią-

cej osobie. Przeszczepy tkanek i narządów ukazują ogromną zdobycz nauk medycznych i są bez wątpienia znakiem nadziei dla wielu osób, które znajdują się w poważnych oraz czasami skrajnych sytuacjach klinicznych. (…) łatwo jest sobie przypomnieć wiele złożonych przypadków, w których dzięki technice przeszczepów organów wielu osobom (…) została przywrócona radość życia. Tego nie można by było nigdy osiągnąć, jeżeli zarówno obowiązek lekarzy, jak i kompetencja naukowców nie mogłyby liczyć na hojność oraz na altruizm tych, którzy ofiarowali swoje narządy. Problem dostępności narządów do przeszczepu nie jest niestety teoretyczny, lecz dramatycznie realny. Weryfikuje to długa lista wielu oczekujących chorych, których jedyna możliwość przeżycia wiąże się z niewielką ilością ofert nieodpowiadających obiektywnym potrzebom.

kwiecień-maj


Benedykt XVI (…) ciało nie może być nigdy uważane jedynie za obiekt (Deus caritas est, 5), w przeciwnym razie logika rynku będzie miała przewagę. Ciało każdej osoby razem z duszą, które zostały dane każdemu indywidualnie, stanowi nierozerwalną jedność, w którą wdrukowany jest

’’

Można darować narządy tylko wtedy, gdy nie stwarza to poważnego zagrożenia dla zdrowia oraz tożsamości dawcy i zawsze z powodu moralnie ważnego i proporcjonalnego.

obraz samego Boga. Abstrahowanie od tego wymiaru prowadzi do perspektywy uniemożliwiającej uchwycenie całej tajemnicy obecnej w każdym człowieku. Zatem konieczne jest w pierwszej kolejności zwiększenie szacunku dla godności osoby oraz ochrony osobistej tożsamości. Jeśli chodzi o praktyki przeszczepiania narządów, oznacza to, że można darować tylko wtedy, gdy nie stwarza to poważnego zagrożenia dla zdrowia oraz tożsamości dawcy i zawsze z powodu moralnie ważnego i proporcjonalnego. Każda logika handlu narządami, jak też przyjęcie kryteriów dyskryminujących lub utylitarnych znacząco kolidowałyby z podstawowym znaczeniem daru, kwalifikując je jako akty moralnie niedopuszczalne. (…) Tę samą zasadę etyczną należy potwierdzić, jeśli dąży się do tworzenia oraz niszczenia ludzkich embrionów w celach terapeutycznych. Prosta idea rozważania embrionu jako „materiału terapeutycznego” przeczy podstawom kulturalnym, obywatelskim oraz etycznym leżącym u podstaw godności osoby. Często zdarza się, że technika przeszczepiania narządów odbywa się jako całkowity darmowy akt przez krewnych pacjentów, których śmierć została ustalona. W tych przypad-

2(146)2013

kach świadoma zgoda jest koniecznym warunkiem wolności, aby przeszczep miał charakter daru i nie był interpretowany jako akt przymusu oraz wyzysku. Należy również pamiętać, że pojedyncze organy mogą być pobrane dopiero po śmierci, od dawcy zmarłego, którego godność również należy szanować. W ciągu ostatnich lat nauka poczyniła dalsze postępy w orzekaniu śmierci pacjenta. (…) Jednak w tych przypadkach musi zawsze przeważać główne kryterium szacunku dla życia dawcy, tak żeby przeszczep narządów był przeprowadzany tylko wobec jego rzeczywistej śmierci (Kompendium KKK, 476). Akt miłości, który wyraża się przez dar z najważniejszych organów dawcy, pozostaje prawdziwym świadectwem dobroczynności, która jest poza śmiercią, ponieważ życie zawsze zwycięża. W wartości tego gestu należy mieć świadomość biorcy, który jest uprawniony do daru wykraczającego poza korzyści terapeutyczne. Istotnie, to, co otrzymuje jeszcze przed narządem, jest świadectwem miłości, które powinno inspirować równie hojną odpowiedź, tak aby zwiększyć kulturę dawania oraz bezinteresowność. Drogą do naśladowania, kiedy nauka jest w stanie odkryć nowe i bardziej zaawansowane formy terapii, musi być tworzenie i upowszechnianie kultury solidarności, która jest otwarta dla wszystkich i nie wyklucza nikogo. Medycyna transplantacyjna, odpowiadając etyce transplantacji, wymaga ze strony wszystkich zobowiązania do dokładania wszelkich starań w formacji oraz informowaniu, aby być bardziej świadomym zagadnienia, które dotyka bezpośrednio wielu ludzi. Konieczne będzie zatem odcięcie się od uprzedzeń i nieporozumień, aby rozwiać podejrzenia oraz obawy i zastąpić je pewnością oraz gwarancją w celu umożliwienia wzrostu powszechnej świadomości wielkiego daru życia. 7 listopada 2008 roku

7


żyć jak święci

8

„Nie żałuję niczego. Może gdybym skończyła karierę, mając 17 lat, wtedy gdy po raz pierwszy dowiedziałam się o swojej chorobie, teraz byłabym zdrowa. Nie przeżyłabym jednak tych wszystkich wspaniałych chwil…”. O czym albo o kim myślała Agata Mróz-Olszewska, wypowiadając te słowa? Bez wątpienia o czuwającym przy szpitalnym łóżku aż do końca mężu… i córce Lilianie – Życiu, które się w niej poczęło i któremu nie pozwoliła przedwcześnie zgasnąć. Rodzinne zamiłowanie Jedna z najwybitniejszych polskich siatkarek przyszła na świat 7 kwietnia 1982 roku w Dąbrowie Tarnowskiej. Urodzona w rodzinie o sportowych tradycjach od najmłodszych lat realizowała odziedziczoną po rodzicach pasję. Wpierw była koszykarką, tak jak jej ojciec. Gdy jednak stwierdziła, że to nie dla niej, wybrała siatkówkę, idąc w ślady matki. Już w wieku 15 lat trafiła do sosnowieckiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego Polskiego Związku Piłki Siatkowej, w której dojrzewały największe talenty żeńskiej siatkówki w Polsce. Dzięki ponadprzeciętnym umiejętnościom Agata została zauważona przez trenera

polskiej kadry i w krótkim czasie z nieznanej nikomu zawodniczki stała się filarem krajowej reprezentacji. Z nią odniosła największe życiowe sukcesy, którym były wywalczone na Mistrzostwach Europy w Turcji i Chorwacji dwa złote medale. Laury zbierała również na rodzimej ziemi, kilkukrotnie zdobywając mistrzostwo i puchar Polski. Białaczka Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że jej życie było nieprzerwanym pasmem sukcesów i płynącej z tego faktu radości. Rzeczywistość – o czym do pewnego momentu wiedzieli tylko najbliżsi – okazała się brutalna! Wykryty u nastoletniej Agaty zespół mielodysplastyczny (MDS) zakłócał w jej organizmie tworzenie się prawidłowych komórek szpiku. U młodej siatkarki tego typu białaczka prowadziła do śmierci. Pomimo tego przez osiem lat walczyła z chorobą i kontynuowała karierę sportową. W 2007 roku zdecydowała o jej przerwaniu… Było to niezbędne, gdyż czekała ją konieczność transplantacji szpiku. Dynamizm zza szpitalnego okna Mimo to ta trudna dla każdego sportowca decyzja nie wpłynęła na życiowy dynamizm

Fotografie: Archiwum

Jestem spełniona

ks. Adam Pastorczyk SCJ Sosnowiec

kwiecień-maj


żyć jak święci Agaty. Nie rezygnując z życia, jako Bożego daru, wyszła za mąż za Jacka Olszewskiego, z którym zamieszkała w Warszawie, gdzie zajmowała się prowadzeniem domu. Jednakże z każdym dniem nasilały się objawy choroby, dlatego siatkarka coraz więcej czasu zaczęła spędzać w szpitalach. Wkrótce okazało się również, że z powodu niezbędnych transfuzji krwi będzie musiała być hospitalizo-

’’

Do samego końca powtarzała, że jeśli miałaby jeszcze raz zdecydować: dziecko czy własne zdrowie – to nigdy nie zmieniłaby swej decyzji.

wana co kilka tygodni. Wtedy też zdecydowała, że swych najwierniejszych kibiców poprosi o pomoc, inicjując akcję pod hasłem „Oddaj krew dla Agaty Mróz”. Jej osobowość i naturalna dobroć sprawiły, że wielu ludzi w sposób spontaniczny zareagowało na ten apel. Dosłownie wszyscy: zarówno ci, którzy ją znali, jak również zupełnie anonimowi przechodnie, oddawali krew, i to już nie tylko dla niej. Sama bowiem mówiła: „Potrzebna jest każda krew. Nie tylko dla mnie. Przecież sama nie jestem w stanie przyjąć tyle, ile zostało oddane. Mam rzadką grupę krwi B Rh-, ale potrzebny jest każdy jej rodzaj. Nie dla mnie, dla innych”. Jak się później okazało, żadne z powyższych słów w życiu Agaty Mróz nie upadło na ziemię, lecz w momencie decyzji o życiu i śmierci znalazło swoje wypełnienie. Dar niebios Głęboka wiara, wola walki z chorobą i nadzieja na jej pokonanie sprawiły, że Agata zjednoczyła wokół siebie tysiące osób, które oddając krew, uratowały niejedno ludzkie życie. Jedno z nich było jednak szczególne… to życie jej własnej córki Liliany. Ta nieplanowana przez Agatę i Jacka ciąża okazała się darem niebios. To dla ukocha2(146)2013

nej córki schorowana matka postanowiła nie przyjmować chemioterapii, aby zwiększyć jej szanse na urodzenie się i normalne życie. Jak mówił Jacek: „Do samego końca powtarzała, że jeśli miałaby jeszcze raz zdecydować: dziecko czy własne zdrowie – to nigdy nie zmieniłaby swej decyzji. Córeczka była czymś najwspanialszym, co spotkało ją w życiu”. Życie za życie 4 kwietnia 2008 roku Agata urodziła Lilianę. W ten sposób macierzyński heroizm i poświęcenie zostały nagrodzone darem nowego życia. Wbrew uzasadnionym obawom dziecko urodziło się w pełni zdrowe i do złudzenia przypominające mamę. Radość z narodzin i krótkiego pobytu w domu nie trwała jednak długo. Niespełna dwa miesiące później Agata przeszła zabieg transplantacji szpiku, który był dla niej jedynym ratunkiem. Wszyscy w napięciu czekali na pozytywne skutki przeszczepu… Niestety, transplantowany szpik nie podjął produkcji bakteriofagów, które mogłyby zniszczyć chorobotwórcze bakterie. Być może zabrakło godzin… Testament W ostatnich słowach Agata napisała: „Jestem szczęśliwa, odchodzę spełniona”. Słowa-marzenie, które każdy człowiek chciałby wypowiedzieć w chwili umierania. Niezwykły testament, który – jak powiedział ówczesny minister sportu Mirosław Drzewiecki – zawiera „tę najcenniejszą prawdę, że prawdziwy sukces odnosimy wtedy, gdy dajemy siebie innym”.

9


rozmowa „Wstań”

Transplantacja „Tak”!

10

Klasztor w Krakowie przy ul. Saskiej. Choć sercanie są tu od dawna, to reaktywowany dom ma również nową ofertę. „Domus Mater” to dom u Matki – Matki Bożej Płaszowskiej. W jego ideę została wpisana pewna inicjatywa, która dla wielu jest zaskakująca – Transplantacja „Tak”. Z ks. dr. Włodzimierzem Płatkiem SCJ o nowym, nie tylko w Krakowie, ale i w Polsce, duszpasterstwie prowadzonym przez księży sercanów rozmawia ks. Radosław Warenda SCJ.

że zjawisko przeszczepu to rzeczywistość, która absorbuje nie tylko osobę chorą, ale całe jej otoczenie, czyli ludzi z miejsca pracy, bliskich, znajomych, przyjaciół, a nade wszystko rodzinę. Wiele się słyszy, wiele się mówi, wiele się pisze na temat transplantacji, zwłaszcza w literaturze naukowej, stricte medycznej, ale też na przestrzeni ostatnich 20 lat pojawia się bardzo dużo takich wypowiedzi popularnonaukowych lub publicystycznych, które nie do końca niosą ze sobą prawdziwe czy słuszne ujmowanie tego zagadnienia.

Skąd wziął się pomysł zaangażowania się księży sercanów w zagadnienie transplantologii? To się rodziło na przestrzeni wielu lat, kiedy w sposób naukowy zgłębiałem temat transplantacji. Miałem również styczność z ludźmi, którzy przygotowują się do przeszczepów, żyją po przeszczepie lub mają bliskich po przeszczepie. Bo trzeba sobie jasno uświadomić,

Może jakiś przykład takiego fałszywego spojrzenia na transplantację. Gdy zbliża się rocznica pierwszego udanego zabiegu – w Polsce Dzień Transplantacji obchodzi się 26 stycznia – wtedy dużo mówi się o transplantacji, że to jest perspektywa na przyszłość, a w wielu przypadkach jedyny ratunek dla zdrowia i życia ludzkiego. Równocześnie obcina się dotacje na lekarstwa immuno-

Strona internetowa „Domus Mater”

kwiecień-maj


rozmowa „Wstań” supresyjne, które są gwarantem przeżycia, bo przecież jak chory nie będzie ich zażywał, to w pełni zdrowy przeszczepiony organ zostanie odrzucony przez jego organizm. Może to nastąpić nawet po wielu latach po przeszczepie. Dlatego newsy medialne a stan faktyczny to są dwie różne rzeczywistości. Trzeba się temu bardzo dobrze przyjrzeć. Dali temu wyraz sami pacjenci podczas ostatniego Dnia Transplantacji w Polsce, który odbył się na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, gdzie zebrali się przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia, Poltransplantu, różnych organizacji pacjentów żyjących z przeszczepami. Doszło wówczas do konfrontacji.

też płuc. Wsparcia udziela nam też Fundacja osób po przeszczepieniu wątroby „Transplantacja O.K.!”, która zrodziła się z inicjatywy pacjentów. W tym miejscu nie sposób pominąć niestrudzonej działaczki na polu transplantologii dr Magdaleny Kożuchowskiej, fizyka, byłego pracownika PAN-u, żyjącej z przeszczepioną wątrobą. Czy w Krakowie istnieją podobne duszpasterstwa zajmujące się ludźmi, którzy są związani z transplantologią? W Polsce w ogóle nie ma takich duszpasterstw. Żywy kontakt z takimi ludźmi zrodził

W ramach duszpasterstwa, które rodzi się przy „Domus Mater”, chcecie zaoferować pomoc w przygotowaniu do zabiegu. W jaki sposób zamierzacie dotrzeć do ludzi, którzy oczekują na przeszczep? Od wielu lat mam kontakt ze środowiskiem warszawskim obejmującym ludzi przygotowujących się do przeszczepów i żyjących z przeszczepami, zwłaszcza wątroby, serca czy

Fot.: ks. R. Warenda SCJ

11

’’

W swoim portfelu mam kartę dawcy, ponieważ uświadomiłem sobie, że powinienem dać przykład swoją postawą.

2(146)2013 6))2 6 )2 20 0 01 13


rozmowa „Wstań” potrzebę stworzenia punktu odniesienia dla nich, żeby mogli przyjechać, spotkać się, nacieszyć się sobą, podzielić się swoimi obserwacjami. Oni często spotykali się w szpitalu przed zabiegiem, po zabiegu, w czasie leczenia, a potem rozjechali się w różne strony Polski i nie mają ze sobą kontaktu. Stworzenie takiego ośrodka, swoistej oazy, jest też dla nich szansą odnalezienia się w tej nowej rzeczywistości. Bowiem ci ludzie bardzo często stawiają pytania natury moralnej: Jak zaakceptować to, że żyję z przeszczepionym narządem? Bo przecież rodzi się w nich naturalna wątpliwość, czy ten człowiek, który ofiarował im organ, rzeczywiście spokojnie umarł, czy czasami nie doszło do przedwczesnej śmierci, a ich życie nie jest okupione śmiercią kogoś innego. Z drugiej strony mówią też o więzi, która się rodzi z tym właśnie człowiekiem, dzięki któremu żyją. W jaki konkretny sposób zamierzacie działać? W ostatnich dniach lutego otworzyliśmy sam dom – „Domus Mater”. Rozpoczęły działalność poradnie: Centrum Zdrowia Rodziny i Transplantacja „Tak”, w której mam dwa razy w tygodniu dyżury (we wtorek w godz. 9-13 i w środę w godz. 14-17). Chciałem, by pierwszym mocnym akcentem rozpoczynającym działalność tego duszpasterstwa stała się ogólnopolska pielgrzymka ludzi żyjących po przeszczepie i związanych z transplantacją, która odbędzie się w dniach 12-14 lipca.

12

Jej celem będzie sanktuarium błogosławionego macierzyństwa Matki Bożej Płaszowskiej w Krakowie. Właśnie w tym naszym nowym ośrodku „Domus Mater” byłoby coś dla ciała i coś dla ducha. To możliwość spowiedzi świętej, rozmowy duchowej, przebywania z Panem Bogiem w ciszy kaplicy lub kościoła, a także pobycie z drugim człowiekiem. Oczy-

’’

Należy tworzyć pozytywny wizerunek transplantacji. Mówić o tym, że rzeczywiście dziś jest to metoda nie eksperymentalna, ale lecząca.

wiście mieszkam też w samym „Domus Mater”, więc jest możliwość przyjazdu na weekend, w tygodniu, wraz z noclegiem, przez cały rok. Czy ma Ksiądz w swoim portfelu kartę dawcy? Tak. To jest pierwsza rzecz, którą zrobiłem, wiążąc się ze środowiskiem ludzi żyjących po transplantacji, ponieważ uświadomiłem sobie, że powinienem dać przykład swoją postawą. Należy tworzyć pozytywny wizerunek transplantacji. Mówić o tym, że rzeczywiście dziś jest to metoda nie eksperymentalna, ale lecząca, po prostu forma terapii. Serdecznie wszystkich zapraszam do Domu u Matki! Fot.: ks. P. Król SCJ

Fot.: Archiwum

Obraz Matki Bożej Płaszowskiej z kościoła przy ul. Saskiej ora oraz budynek „Domus Mater”, gdzie mieści się poradnia Transplantacja „Tak”.

kwiecień-maj


rozmowa „Wstań”

Fot.: ks. R. Warenda SCJ

Podarować nowe życie

13 Urszula Smok, prezes Fundacji „Podaruj Życie”.

W krakowskim mieszkaniu na parterze zwyczajnego bloku przywraca się ludziom nadzieję. Tę najważniejszą – na życie. Urszula Smok, prezes Fundacji „Podaruj Życie”, dostała drugie życie. Od tamtego momentu obchodzi urodziny dwa razy do roku: w dniu narodzin i w dniu udanego przeszczepu. O chorobie, niesamowitym wsparciu przyjaciół i swojej nowej, życiowej misji opowiada Katarzynie Dominik. Kiedy dowiedziała się Pani o chorobie? Chorobie, która zapoczątkowała Pani przygodę z Fundacją „Podaruj Życie”. Rok przed zachorowaniem miałam robione badania, które lekarz zbagatelizował. Kilka miesięcy przed wykryciem pojawiły się typowe objawy białaczki. Chodziłam do różnych specjalistów, jednak bez należytego skutku. Wreszcie mama zaczęła interweniować, gdyż 2(146)2013

mój stan zdrowia wciąż się pogarszał. Zrobiono mi ponownie badania, które były bardzo złe (m.in. miałam bardzo wysoki poziom leukocytów). Dalsze, już specjalistyczne badania wykazały przewlekłą białaczkę szpikową. Skierowano mnie do Dolnośląskiego Centrum Transplantacji Komórkowych we Wrocławiu. Tam 27 listopada 1998 roku dokonano u mnie przeszczepu szpiku kostnego. Dzięki wsparciu bliskich i fachowemu leczeniu wróciłam do domu w marcu 1999 roku. Po tych przeżyciach postanowiłam założyć fundację. Mocno wspierali mnie w tym rodzice. Ponadto jeszcze przed przeszczepem szukałam swojego piękna, swojej drogi. I kiedy powstała fundacja, stwierdziłam, że to jest to. Podobno pomaganie innym to w Pani rodzinie tradycja. A czy Pani też doświadczyła wsparcia innych ludzi?


rozmowa „Wstań” Moi rodzice już w czasie stanu wojennego wspólnie z francuską organizacją charytatywną organizowali materialną pomoc dla polskich rodzin, sprowadzali również lekarstwa do szpitali. Podczas zbierania funduszy na mój przeszczep pomagały nam różne osoby, dzięki którym udało się zgromadzić potrzebną kwotę. W zbiórce wzięli udział zarówno ludzie z Polski, jak i zagranicy, którzy stworzyli sieć dobroci. Pamiętam szczególnie dwie wpłaty: jedną od dziewczynki, która wpłaciła złotówkę, a drugą od więźnia. Generalnie sytuacje te były wzruszające. Oprócz tego, że ludzie wpłacali pieniądze, życzyli mi także powrotu do zdrowia i rysowali serduszka. Zatem to też był powód, aby pomagać innym. Poza tym już po przeszczepie wspólnie z rodzicami zdecydowaliśmy o założeniu fundacji, i tak też się stało.

14

Jakie inicjatywy podejmuje Fundacja „Podaruj Życie”? Cały czas mamy dużo nowych pomysłów, które chcielibyśmy wprowadzić w życie, niemniej jednak nie można wszystkich zrealizować ze względu na brak zasobów kadrowych i finansowych. Dlatego musimy wybierać te najważniejsze. Tradycyjnie już od kilku lat organizujemy m.in. Krakowskie Konferencje dotyczące objęcia właściwą opieką pacjenta z chorobą nowotworową, które kierowane są przede wszystkim do środowiska medycznego. Natomiast w projekcie „Wakacyjne wytchnienie” uczestniczą dzieci dotknięte chorobą nowotworową oraz te po przeszczepie szpiku, a także ich rodzeństwo i rodzice – zależy nam bowiem na wyjeździe rodzinnym, integracyjnym. Ostatnio prowadziliśmy badania statystyczne wśród chorych na białaczkę i inne choroby krwi, aby dowiedzieć się, jakiej pomocy potrzebują. Jest to dla nas ważne, ponieważ rozmawiając z chorymi, przekonujemy się, że każdy ma inne potrzeby i warto się temu dokładnie przyjrzeć, aby móc im pomóc. Nadto organizujemy co roku Marsz Nadziei i Życia, w ramach którego chorzy piszą listy, zawierając w nich swoje marzenia, plany, przeżycia.

Listy te są czytane przez artystów w Magistracie Urzędu Miasta Krakowa. W 2012 roku do akcji włączyli się m.in. Ewa Wachowicz, Łukasz Nowicki, Maciej Wilewski. Po części oficjalnej następuje przemarsz na Rynek Główny, skąd wszystkie listy przyczepione do zielonych baloników „wysyłamy” do nieba. W przedsięwzięciu tym od lat towarzyszą nam m.in. Biuro ds. Ochrony Zdrowia Urzędu Miasta Krakowa,

’’

Dawstwo szpiku jest bezpieczne, a szpik kostny podobnie jak krew szybko się regeneruje. Znam osoby, które kilka razy oddawały szpik i po kilku dniach wracały do pełni sił.

Międzyszkolny Ludowy Zespół Pieśni i Tańca „Krakowiak” oraz Marek Michalak ze swoim jazz-bandem utworzonym na potrzeby naszego marszu. Atutem tej akcji jest to, że bierze w niej udział coraz większa liczba osób, a jej celem ukazanie, że w świecie osób chorych jest miejsce na radość, miłość, śmiech, na wszystko. Poprzez te listy i marsz pokazujemy ludziom, że chory jest takim samym człowiekiem jak zdrowy. To wiara w normalne życie, często to też nasza modlitwa. Poza tym w ten sposób przekazujemy ludziom chorym komunikat, aby marzyli, bo dzięki temu mogą dokonać czegoś wielkiego. Wszystko zależy od nich i od tego, czego chcą od życia. Zależy nam również, aby pokazać osobom chorym, że nie są same, a choroba nie jest wyrokiem i można z niej wyjść oraz cieszyć się zdrowiem. Wspominała Pani o wierze. Jaką rolę pełni ona w Pani życiu? Nie wyobrażam sobie, abym przez to wszystko mogła przejść bez zaufania Jezusowi, ponieważ wiara zawsze była i jest dla mnie ważna. Przypomina mi się sytuacja, która wydarzyła się tuż przed przeszczepem. Po spowiedzi świętej ksiądz jako pokutę polecił mi odprawić dziewięć pierwszych piątków. To było dość dziwne, ponieważ czekałam na przekwiecień-maj


rozmowa „Wstań” szczep i wiedziałam, że nie będę mogła jej wypełnić. Jednak po spowiedzi oznajmiłam bliskim: „Słuchajcie, będę żyć, bo muszę odprawić dziewięć pierwszych piątków”. I faktycznie, po przeszczepie zrealizowałam pokutę. Analogiczna sytuacja powtórzyła się w klinice, kiedy razem z koleżanką poprosiłyśmy księdza o Komunię Świętą – należy w tym miejscu zaznaczyć – w warunkach szpitalnych, ściśle sterylnych. Lekarz na wieść o tym westchnął: „Boże, mam nadzieję, że jak to jest święte, to nie zaszkodzi”. I nie zaszkodziło. Czy Pani choroba przyspieszyła decyzję o założeniu fundacji? Jedno jest pewne, gdyby nie choroba, nie byłoby mojej fundacji. Dlatego też jestem głęboko przekonana, że tak miało być i musiałam przez to przejść. Swój powrót do zdrowia zawdzięczam lekarzom i mojemu bratu Mariuszowi, ale też jako osoba wierząca wiem, że czuwała nade mną Opatrzność. Zatem uważa Pani, że wsparcie bliskich jest ważne? Tak, oni pomogli mi w walce z chorobą. Byli przy mnie i wspierali mnie. Zarówno rodzice, jak i bracia, zwłaszcza najmłodszy Piotrek. On bardzo żałował, że nie może być dawcą. Nie miał wówczas jeszcze 18 lat, dlatego wybrano najstarszego z braci – Mariusza. Jednakże Piotrek poprosił, aby po osiągnięciu pełnoletniości został dawcą szpiku. Chciał być numerem jeden w moim rejestrze, i tak też się stało. Czyli fundacja prowadzi także rejestr osób, które chcą oddać szpik?

Tak, prowadzimy rejestr dawców. I jest to kolejna inicjatywa podjęta we współpracy z wrocławskim Krajowym Bankiem Dawców Szpiku, który od samego początku nas wspiera. Prowadzenie tego rejestru jest możliwe m.in. dzięki 1%, jaki przekazują na naszą Fundację „Podaruj Życie” ludzie dobrej woli i wielkiego serca. Dla chętnych szczegółowe informacje znajdują się na naszej stronie internetowej: www.podarujzycie.org. Czy zdarzało się, że pobranie materiału przeszczepowego spowodowało u dawców zagrożenie zdrowia bądź życia? Nie słyszałam o takim przypadku. Dawstwo szpiku jest bezpieczne, a szpik kostny podobnie jak krew szybko się regeneruje. Znam osoby, które kilka razy oddawały szpik i po kilku dniach wracały do pełni sił. Wciąż panuje błędne przekonanie, że jest to bardzo niebezpieczne dla zdrowia. A tymczasem istotne jest, aby ktoś nie odmówił bycia dawcą w najważniejszym momencie – gdy jest zgodność komórkowa dawcy z biorcą i można podjąć się przeszczepu. Niestety, przydarzyła się kiedyś taka historia. Po kilku latach od przebadania potencjalnych dawców okazało się, że jeden z nich ma idealną zgodność komórkową z osobą, dla której szukaliśmy dawcy. Niemniej były problemy z tym człowiekiem i klinika, w której przeprowadzono przeszczep, wzięła „awaryjnego dawcę”. Dlatego należy podejmować świadomą i odpowiedzialną decyzję podczas kwalifikacji do rejestru dawców szpiku, bowiem w wielu przypadkach to właśnie od tej decyzji zależy los chorej osoby. Ale na szczęście takie sytuacje zdarzają się niezwykle rzadko.

Fotografie: ks. R. Warenda SCJ

Prezes Urszula Smok na tle dyplomów fundacji.

2(146)2013

15


w zdrowym ciele…

16

Przeszczep – lek na białaczkę

Fot.: shutterstock.com

Fundacja „Podaruj Życie” Kraków

Szpik kostny to lek na białaczkę, którego nie można wyprodukować ani kupić. Zaledwie 30% chorych znajduje dawcę wśród swojej najbliższej rodziny. 70% może liczyć jedynie na dawców, którzy zgłosili się do banków szpiku kostnego, a ich zasoby wciąż są bardzo ubogie. Tymczasem im więcej zarejestrowanych dawców szpiku kostnego, tym więcej chorych można uratować. Powinniśmy też wiedzieć, że każda nacja ma swoje uwarunkowania genetyczne, więc dla Polaka najlepszym dawcą jest Polak, a dla Niemca – Niemiec.

ci. Ich istotą jest rozrost komórek nowotworowych w szpiku kostnym i krwi obwodowej, czemu towarzyszą nieprawidłowości w badaniu morfologicznym krwi. W zależności od rodzaju występujących komórek nowotworowych białaczki dzieli się na ostre, w których pierwsze objawy wyprzedzają rozpoznanie zwykle na kilka tygodni, oraz przewlekłe, w których od momentu pojawienia się symptomów choroby do ustalenia rozpoznania mija wiele miesięcy, a nawet lat. Każdy z tych dwóch typów dzieli się ponadto na białaczki szpikowe i limfatyczne.

Gdy choruje szpik… Białaczki to grupa różnorodnych chorób nowotworowych układu krwiotwórczego, rozpoznawanych u ludzi w każdym wieku. Rocznie w Polsce zapada na nie około czterech tysięcy osób – zarówno dorosłych, jak i dzie-

Poszukiwanie dawcy Istnieje możliwość autoprzeszczepu, czyli wtedy osoba chora sama dla siebie jest dawcą. Jednak dla wielu pacjentów jedyną szansą wyleczenia jest allogeniczny przeszczep szpiku kostnego od zdrowego dawcy, którym może kwiecień-maj


w zdrowym ciele… być siostra, brat lub wyjątkowo inny członek rodziny. O tym, czy ktoś może być dawcą, decydują antygeny zgodności tkankowej. Niestety większość chorych nie ma dawcy wśród najbliższych. W takiej sytuacji poszukuje się niespokrewnionego dawcy w banku krajowym, a w przypadku niepowodzenia – w banku światowym, ale wtedy koszty poszukiwań są bardzo wysokie. Szansa doboru dawcy niespokrewnionego o identycznym układzie antygenów zgodności tkankowej jak biorca wynosi 1:10-20 tysięcy. Dlatego też banki, aby skutecznie spełniały swoją rolę, muszą posiadać w rejestrach olbrzymią ilość potencjalnych dawców szpiku kostnego. Zasoby polskich banków są bardzo niskie. Obecnie w Polsce zarejestrowanych jest około 200 tysięcy osób, natomiast na całym świecie – ponad 14 milionów. Kto może pomóc? Każda zdrowa osoba w wieku 18-45 lat, ważąca co najmniej 50 kg, niechorująca onkologicznie i hematologicznie może zostać dawcą. Szczególne znaczenie mają jednak niektóre choroby. Zakażenia wirusem HIV lub przynależność do grupy zwiększonego ryzyka zarażenia tym wirusem, cukrzyca wymagająca podawania leków przeciwcukrzycowych oraz gruźlica aktywna w okresie minionych dwóch lat dyskwalifikują taką osobę. Podobnie jest z astmą wymagającą podawania leków. Jednak jeżeli kandydat nie miał napadu przez ostatnie pięć lat i nie pobiera leków, to może zostać zakwalifikowany. Nadciśnienie tętnicze utrzymane w prawidłowym zakresie przez leki nie stanowi przeciwwskazania. Jeżeli w ciągu minionego roku wystąpiły przynajmniej dwa napady padaczki, dyskwalifikuje to dawcę. Natomiast gdy pacjent pobiera leki przeciwpadaczkowe i w ciągu minionego roku nie wystąpił więcej niż jeden atak, to może zostać dawcą. Przebyty zawał serca, zabieg wszczepienia by-passów i inne schorzenia serca wymagające podawania leków uniemożliwiają stanie się dawcą. Wypadanie płatka zastawki dwudziel2(146)2013

nej oraz zaburzenia rytmu, które nie wymagają leczenia, są akceptowane. Obecność antygenu HBs, przeciwciał anty-HCV dyskwalifikuje dawcę. Przeciwciała anty-HBc oraz przebyte zakażenie wirusem typu A (żółtaczka pokarmowa) są akceptowane. Jeżeli upłynął co najmniej rok od wykonania tatuażu, też nie jest on przeciwwskazaniem. Aby zostać potencjalnym dawcą szpiku, należy zwrócić się do Fundacji Urszuli Smok „Podaruj Życie” Rejestr Dawców Szpiku Kostnego, gdzie można uzyskać odpowiednie informacje na temat rejestracji. Metody pobrania materiału przeszczepowego Istnieją dwie bezpieczne i niepowodujące żadnego uszczerbku na zdrowiu procedury. Pierwsza to pobranie szpiku z talerza biodrowego, które odbywa się w znieczuleniu ogólnym. Następnego dnia dawca wraca do domu. Być może po pewnym czasie zostanie poproszony o oddanie krwi lub płytek krwi dla pacjenta poddawanego przeszczepowi szpiku. Natomiast leukafereza to proces polegający na separacji komórek szpiku z krwi obwodowej. Celem zabiegu jest uzyskanie komórek posiadających zdolność rekonstrukcji układu krwiotwórczego, które mogą następnie służyć jako materiał przeszczepowy. Zaletą tej metody jest brak konieczności zastosowania znieczulenia ogólnego, co jest mniej obciążające dla dawcy. Ponadto osoba taka zgłasza się do kliniki hematologicznej tylko na czas przeprowadzenia zabiegu. Procedura jest bezbolesna, polega tylko na założeniu wkłuć do żył w okolicy zgięcia łokciowego. Liczba separacji koniecznych do uzyskania materiału na jeden przeszczep wynosi od jednego do dwóch zabiegów, trwających około czterech godzin. W tym czasie dawca, siedząc wygodnie w fotelu, może np. oglądać telewizję. Od preferencji i wskazań lekarza ośrodka transplantacyjnego zależy, która z tych metod zostanie przeprowadzona, brana jest oczywiście pod uwagę decyzja dawcy.

17


w zdrowym ciele… prof. dr hab. n. med. Sebastian Giebel Gliwice

Szpik dla laików

Liczba transplantacji w Polsce systematycznie wzrasta, choć wciąż nie dorównuje państwom Europy Zachodniej. Stale zwiększająca się pula dawców niespokrewnionych, a także poprawa dostępności poprzez zapewnienie odpowiedniego finansowania oraz powstawanie nowych ośrodków przeszczepowych dają jednak nadzieję na szybki rozwój tej dziedziny medycyny w naszym kraju.

Fot.: shutterstock.com

18

Cele transplantacji szpiku Szpik kostny jest tkanką produkującą krwinki. Powstają one wskutek namnażania i dojrzewania z krwiotwórczej komórki macierzystej. Po osiągnięciu pełnej dojrzałości opuszczają szpik i przechodzą do krwi jako krwinki czerwone, białe i płytki krwi. Rolą krwinek czerwonych jest przenoszenie tlenu, białych – ochrona przed zakażeniami, a płytek – zapobieganie krwawieniom. Prawidłowa czynność szpiku jest więc niezbędna do życia. W określonych sytuacjach, jak np. narażenie na promieniowanie jonizujące, może dojść do trwałego uszkodzenia szpiku. Zachodzi wtedy konieczność zastąpienia go szpikiem od zdrowej osoby. W praktyce klinicznej znacznie częstszym wskazaniem do transplantacji jest leczenie nowotworów. Wiele z nich cechuje wrażliwość na chemioterapię i radioterapię. Często jednak dawki stosowane w onkologii nie pozwalają na wyleczenie. Zwiększając je, możemy poprawić skuteczność leczenia, ale narażamy chorego na uszkodzenia różnych narządów, z których najbardziej wrażliwy jest szpik. Problem ten można ominąć pod warunkiem dysponowania komórkami macierzystymi od innej osoby lub od samego pacjenta, kwiecień-maj


w zdrowym ciele… które podane po terapii w megadawkach odbudowują zniszczony szpik. Celem transplantacji jest więc umożliwienie zastosowania chemioterapii albo radioterapii w dawkach pozwalających na wyleczenie z chorób nowotworowych. Ponadto białe krwinki od dawcy mogą rozpoznawać w organizmie biorcy resztki nowotworu i niszczyć je (reakcja „przeszczep przeciw nowotworowi”). Metody pobierania szpiku Mówiąc o transplantacji szpiku, mamy na myśli przeszczepienie obecnych w nim krwiotwórczych komórek macierzystych. Możemy je pozyskiwać na różne sposoby. Tradycyjna metoda to pobieranie szpiku z kości biodrowych w znieczuleniu ogólnym. Zabieg trwa około godziny i polega na zasysaniu treści szpikowej do strzykawek poprzez igły biopsyjne wprowadzone do kości. Pobiera się w ten sposób około 1 litra szpiku zmieszanego z krwią. Pobyt w szpitalu trwa dwie doby. Procedura wiąże się z trwającym około miesiąca nieznacznym zmniejszeniem wydolności fizycznej, co nie jest zazwyczaj odczuwalne przy wykonywaniu codziennych czynności. Potem organizm wraca do pełnej sprawności. Szpik jest tkanką niezwykle szybko regenerującą się i nawet kilkukrotne jego oddawanie nie pozostawia trwałych ubytków. Miejsca po nakłuciach goją się w ciągu kilku dni. Mogą jednak pozostać niewielkie zmiany zabarwienia skóry o średnicy 1-2 mm. Jest też inny sposób. Stosując przez pięć dni podskórne zastrzyki z tzw. czynnikami wzrostu, powoduje się uwolnienie komórek macierzystych ze szpiku do krwi, skąd mogą być one pobrane za pomocą separatora komórkowego. Zastrzyki przypominają wstrzyknięcia insuliny i mogą być aplikowane samodzielnie w domu. Czasem towarzyszą im objawy przypominające grypę. Separacja komórek wiąże się z koniecznością wkłucia igieł do dwóch żył, zazwyczaj w zgięciach łokciowych. Maszyna pobiera krew z jednej z nich, odsącza komórki macierzyste i zwraca krew do drugiej żyły. Zabieg trwa około czterech godzin i nie wyma2(146)2013

ga znieczulenia ani hospitalizacji. Ten sposób jest obecnie wykorzystywany w transplantacji znacznie częściej niż pobranie szpiku. Trzecim źródłem jest krew pępowinowa, która zawiera jednak stosunkowo małą liczbę komórek macierzystych. Wystarcza najczęściej tylko dla dzieci. Zabieg transplantacji polega na dożylnym podaniu materiału przeszczepowego. Przypomina on przetoczenie krwi. Nie jest to więc procedura chirurgiczna. Trudność polega na zapewnieniu pacjentowi bezpieczeństwa w okresie poprzeszczepowym, kiedy to zanim dojdzie do odtworzenia szpiku, organizm jest całkowicie pozbawiony odporności. Pacjent przebywa w izolowanej sali z filtrowanym powietrzem i innymi zabezpieczeniami. Zachodzi konieczność podawania wielu leków i przetaczania krwi. Może się to odbywać tylko w wyspecjalizowanych ośrodkach z doświadczonym personelem medycznym. Kto może być dawcą? O transplantacji autologicznej mówimy wtedy, gdy dawcą jest sam pacjent. Takie zabiegi wykonuje się najczęściej u chorych na chłoniaki. Są one obarczone małym ryzykiem zagrażających życiu powikłań. W wielu chorobach konieczne jest przeszczepianie komórek macierzystych od innej osoby (transplantacja allogeniczna). O doborze dawcy decyduje zgodność w zakresie cząsteczek zwanych antygenami HLA. Cechuje je bardzo duża różnorodność. Prawdopodobieństwo, że dwie przypadkowe osoby są pod tym względem identyczne, jest bardzo małe. U rodzeństwa szansa ta wynosi 25%. Gdy nie ma dawcy rodzinnego, wszczyna się poszukiwanie niespokrewnionego dawcy, który zgłosił się uprzednio do jednego z rejestrów. Zgłoszenie polega na pobraniu próbki krwi, która jest analizowana pod kątem antygenów HLA, a wynik trafia do światowej bazy danych. Transplantacje allogeniczne są standardową i często jedyną skuteczną metodą leczenia wielu nowotworów, niewydolności szpiku i niektórych chorób genetycznych.

19


… zdrowy duch Aneta Pisarczyk, psycholog Sosnowiec

Dar z siebie Codziennie dajemy coś z siebie innym ludziom. Z pobieżnych nawet obserwacji wynika, że niektórym osobom dawanie to przychodzi łatwiej, innym zaś sprawia ono znaczną trudność. Niektórzy z nas więcej zatrzymują dla siebie, inni natomiast chętniej dzielą się sobą oraz tym, co posiadają. Jaka jest miara dawania? Gdzie leży granica między braniem a dawaniem? Ile z siebie mogę dać innym? A ile od innych mogę przyjąć dla siebie? Ile mogę z siebie dać? Za wyżej postawionym pytaniem kryje się lęk. Podpowiada nam on, że dając, zaczniemy doświadczać pewnej formy niedostatku. Inni będą mieli, nam zaś zabraknie. Ulegając temu lękowi, nieraz troszczymy się głównie o to, by gromadzić. Ze spokojem jesteśmy w stanie podzielić się tym, czego mamy w nadmiarze. Kiedy nam zbywa, kiedy coś już nam nie odpowiada, kiedy mamy nadzieję na szybkie uzupełnienie własnych zasobów – wtedy dzielenie się wydaje się prostsze. W innych sytuacjach możemy być niejako zaprogramowani na nabywanie. Posiadanie wielu dóbr często sprawia bowiem, że czujemy się bezpiecznie. Daje nam także poczucie niezależności oraz sprawowania kontroli nad własnym życiem. Przykład wielu osób, które hojnie dzielą się sobą z innymi, stawia nas jednak przed zaskakującym odkryciem. Dając bowiem, jeszcze więcej otrzymujemy. To „więcej” oznacza często dar zupełnie nowej jakości. Ofiarując rzecz materialną, możemy w zamian zyskać coś wzbogacającego nas w sferze

Fot.: shutterstock.com

20

psychicznej i duchowej – ludzką życzliwość, samozadowolenie, poczucie czynienia dobra lub bycia potrzebnym czy też głęboki i szczery uśmiech obdarowanego. Każdy nasz dar z siebie zaczyna żyć niejako własnym życiem – wraca do nas z nawiązką i staje się pomocny dla innych. Rozpoczyna się proces rodzenia się dobra. Jest on często bardzo subtelny, lecz sprytny obserwator może z łatwością go dostrzec. Dla zilustrowania tego procesu posłużmy się pewnym przykładem. Wyobraźmy sobie małżeństwo będące w trudnej sytuacji materialnej. Otrzymują pomoc finansową, którą wykorzystują na zaspokojenie podstawowych potrzeb bytowych swoich dzieci. Dzięki temu ich pociechy odzyskują wiarę w dobro, czują się wartościowe i zauważone przez innych. Zaczynają też lepiej funkcjonować w środowisku szkolnym i rówieśniczym.

kwiecień-maj


na …dobry zdrowy początek duch W przyszłości zaś być może same udzielą pomocy napotkanej ubogiej rodzinie. Ile mogę od innych przyjąć? A jak to jest z przyjmowaniem? Wydaje się, że to o wiele prostsze. I faktycznie, czasami tak bywa. W naszej naturze leży gotowość do brania. Małe dziecko żyje i rozwija się tylko i wyłącznie dlatego, że w doskonały sposób opanowało sztukę przyjmowania. Nie może samodzielnie funkcjonować, jest więc uzależnione od czyjejś chęci dawania. Dzieci, by móc prawidłowo się rozwijać, muszą być nastawione na branie, jest to dla nich jak najbardziej naturalną postawą życiową. Jeżeli zaś dziecko, np. borykające się z różnymi dysfunkcjami, nie potrafi przyjmować tego, co ważne z punktu widzenia jego dalszego rozwoju, wtedy rozwój ten nie przebiega w sposób optymalny i harmonijny. I tak na przykład dzieci autystyczne mają trudności z otwieraniem się na dotyk i bliskość drugiego człowieka, często nie reagują na propozycję wspólnych zabaw, nie potrafią odwzajemnić uśmiechu i spojrzenia w oczy. Przyjmują za to na siebie nadmiar bodźców zewnętrznych – zapachów, dźwięków, bodźców wzrokowych – i to wywołuje w nich lęk, wzrastające napięcie, a co za tym idzie – wycofywanie się z wielu aktywności.

2(146)2013

By dawać, trzeba najpierw samemu przyjmować. W sztuce przyjmowania należy się ćwiczyć. Tylko pozornie jest ona prosta i oczywista. Można bowiem brać ze świata to, co tak naprawdę nie wypełnia naszego serca, nie rodzi dobrych owoców i nie kieruje nas w stronę dzielenia się tym, co posiadamy. Jednocześnie można być zamkniętym na przyjmowanie tego, co głębokie i piękne oraz dobre i prawdziwe. Dlatego warto, przyglądając się sobie, co jakiś czas podejmować refleksję nad tym, czym karmimy się na co dzień. W którą stronę nas to prowadzi? Czy pomnaża w nas dobro? Rodzi nadzieję? Pomaga wyjść ku innym? A może tak dać własne serce? W braniu i dawaniu należy zachować równowagę. Każda skrajność nie jest bowiem niczym dobrym. Niektóre osoby są nienasycone w przyjmowaniu – wciąż chcą więcej i wokół zdobywania tego „więcej” kręci się ich codzienność. Mogą one cały czas nie czuć się gotowe na dawanie. Tak są w stanie przeżyć całe życie. Zatracić można się jednak także w obdarowywaniu. Osoby, które to zrobiły, często zaczynają żyć życiem innych, by uciec od własnych bolesnych spraw. Tymczasem serce przepełnione radością, to serce troszczące się o siebie i jednocześnie skierowane ku innym. Jaka jest więc miara dawania? Czy pośmiertne oddanie narządu drugiej osobie to zbyt wygórowana poprzeczka? A gdybyśmy sami stanęli przed koniecznością przyjęcia daru czyjegoś serca lub nerki – czy zamknęlibyśmy się wtedy na nowe życie? Lęk podpowiada, że oddanie swojego narządu pozbawi nas czegoś ważnego. Tymczasem wierzymy, że po śmierci będziemy z Tym, który jest dawcą wszystkiego. Od Boga mamy życie i każdy nasz organ został nam przez Niego dany. My dar Bożego życia przyjęliśmy i możemy cieszyć się z niego tu na ziemi, a w przyszłości w pełni zrozumieć go w niebie. Transplantacja jest sposobem na podzielenie się tym darem z innymi, wtedy kiedy nam nie będzie on już potrzebny.

21


… zdrowy duch

Bohaterzy codzienności Z chorymi współpracuję od 2000 roku, kiedy zostałem kapelanem szpitalnym. W naszym szpitalu jest oddział hematologiczny. Ludzie po przeszczepach są tacy sami jak my, a jednak inni. Inaczej patrzą na trudności dnia codziennego. Dla nich takie problemy jak zepsuty samochód czy spóźniony pociąg nie mają większego znaczenia. Dziękuję Panu Bogu za każdego pacjenta po przeszczepie, którego spotkałem na swej kapłańskiej drodze. Każdy z nich jest darem Najwyższego.

22

Przebywając i rozmawiając z takimi osobami, mogę powiedzieć, że inaczej patrzą one na życie – głębiej, z ogromną pokorą i większym szacunkiem. Mają w sobie dużo łagodności i nadziei. Mówią, że świat po przeszczepie nabiera innej wartości – bardziej głębokiej. Widzą go w innych barwach, nad którymi wcześniej nie było czasu się zastanowić lub zatrzymać. Zatrzymaj się To, co kiedyś było bardzo ważne, zajmuje już inne miejsce gdzieś z tyłu. Piosenkarz Bogusław Mec w jednym z wywiadów powiedział: „(…) gdzie tak biegniesz. Zatrzymaj się i zastanów”. W trakcie przeszczepu młoda dziewczyna zadeklarowała, że jeśli wszystko się uda, to wstąpi do klasztoru. Po pewnym czasie spotkałem ją i stwierdziła, że jest bardzo szczęśliwa. Najpierw cieszyła się po przeszczepie z kwiatów i drzew. Leżąc w pokoju, nie miała na nic siły. Po otrzymanym życiu widziała na

ks. Andrzej Ahnert Katowice

nowo piękny świat. Teraz służy w klasztorze, pomagając dzieciom niepełnosprawnym. Od nowa realizuje się po przeszczepie. Klucz do życia Od ludzi po przeszczepach uczę się wiary, zaufania Panu Bogu oraz nadziei na lepsze jutro. Dzięki nim wiem, jak ważna jest miłość do Boga i do drugiego człowieka oraz cierpliwość i wytrwałość. Uczę się też od nich, że należy cieszyć się każdą chwilą życia i inaczej patrzeć na problemy dnia codziennego. Oni mają to coś, co nazywają kluczem do życia,

’’

„Odkąd choroba ukazała mi, jak marne może być zbytnie przywiązywanie się do ciała, każdy dzień stał się dla mnie błogosławieństwem życia, a odkrywanie piękna w ludzkich duszach największą pasją”.

który otwiera każde drzwi. Z kolei ich jakże często trudne i bolesne doświadczenia ciężkiej choroby niejednokrotnie udowodniły, że wiara w Boga, nadzieja zrodzona w sercach oraz głęboka modlitwa były, są i pozostaną dla nich największym przyjacielem życia. I właśnie przebywając z tymi ludźmi, uczę się wciąż od nowa miłości już nie tylko do bliźniego, ale i do Boga. Dzięki Jego miłosiernemu sercu i nieogarnionej łasce, a także poprzez obserwowanie ludzi po przeszczepach i dostrzeganie, jak doskonale radzą sobie kwiecień-maj


na …dobry zdrowy początek duch Ostatnio, gdy z nią rozmawiałem, w listopadzie 2012 roku, byłem pod wrażeniem, bo prawie wcale się nie zmieniła, wciąż drobna ciałem, ale majestatyczna duszą i sercem. Jest pełna życia i ciekawa świata. Tak wiele osiągnęła, pomimo że miało jej już nie być – tak osądzili lekarze w 2006 roku.

z trudnościami dnia codziennego, cierpieniem i różnego rodzaju bolączkami, jestem pełen podziwu dla ich miłości do najwyższego Stwórcy, hartu ducha i pędu życia. Można ich porównać do ziarenka wrzuconego w glebę, które zanim wyda piękny owoc, musi wpierw zapuścić korzenie i zakiełkować. A to wszystko dzieje się pod ziemią i jest niewidoczne dla ludzkiego oka. Dopiero po pewnym czasie, po przebiciu się przez hałdy ziemi nasionko wydostaje się na powierzchnię i tym samym zachwyca ludzkie serca. Analogicznie jest z ludźmi po przeszczepie: najpierw muszą pokonać samych siebie (chorobę), czyli moment zasiewu, następnie poddać się długotrwałemu i niejednokrotnie bolesnemu leczeniu (przebijanie się przez ziemię), aż wreszcie następuje moment opuszczenia kliniki i powrotu do „normalnego życia” (wzrastanie niczym kwiat otwierający na wiosnę swoje pąki, aby radować się narodzinami nowego świata).

2(146)2013

23

Fot.: Archiwum

Nienormalnie normalni No właśnie – i tu pojawia się pytanie: Czy to życie jest faktycznie normalne? Z moich bacznych obserwacji, długotrwałych i wielogodzinnych rozmów z ludźmi po przeszczepie wysnuwam wniosek, że to nowe życie nie jest normalne! Wręcz przeciwnie, ci ludzie nigdy już nie będą „normalni”. Dlaczego? Bowiem są nadzwyczajni, jedyni w swoim rodzaju, po prostu niepowtarzalni. Choroba i doświadczenia życiowe sprawiają, że stają się oni zupełnie nowymi ludźmi, od których wiele się można nauczyć, jeśli tylko się chce. A ja uczę się każdego dnia, podczas każdej rozmowy. Doskonałym przykładem jest Kasia, którą poznałem w 2007 roku, kiedy to widząc cień człowieka, zastanawiałem się, jak potoczą się jej dalsze losy i czy jeśli dobry Bóg zawezwie ją do siebie, to kiedy się to stanie. Gdy ją widziałem, wiele pytań przychodziło mi do głowy, ale szczerze mówiąc, nigdy nie przeszło mi nawet przez myśl, że ta tak drobna i skryta istota ma w sobie tyle miłości do Boga i tak wiele jeszcze w życiu osiągnie.

Nowa rodzina Dzięki tym wszystkim latom przebywania z ludźmi po przeszczepie jestem bogatszy o nowe doświadczenia, nowe i owocne przyjaźnie – albowiem pomimo że są to ludzie z różnych stron świata, staramy się ze sobą kontaktować. W końcu tworzymy wyjątkową rodzinę – z serca, duszy i ciała – którą Bóg błogosławi. Zatem nie pozostaje nam nic innego, jak tylko uczyć się i brać przykład z takich właśnie osób, jak śp. Bogusław Mec, śp. Agata Mróz, Kasia czy też wielu innych równie wspaniałych ludzi, którzy z własnej choroby uczynili błogosławieństwo.


Duchowy na dobry Patronat początek Misyjny

Fotografie: Archiwum

Tu bije źródło chrześcijaństwa

ks. Andrzej Sudoł SCJ Cagayan de Oro, Filipiny

24

Festiwal Sinulog – figurka Santo Nino

Cebu City jest stolicą wyspy Cebu. Miasto to, założone przez Hiszpanów ponad 400 lat temu, jest uznawane za najstarsze w kraju. Potocznie jest nazywane Miastem Królowej Południa. Jego najstarszymi częściami są Fort San Pedro i ul. Colon. Cebu szczyci się również posiadaniem najstarszej szkoły w kraju – Uniwersytetu San Carlos. Nazwa cebu pochodzi od słowa sebu i znaczy tyle co „tłuszcz zwierzęcy”. Na początku była to mała osada rybacka, w której łowiono i przetwarzano ryby. Gdy w XVI wieku przypłynęli tu Hiszpanie, wszystko nabrało większego znaczenia. Tutejszy władca, Rajah Humabon, przyjął gościnnie przybyszów, a wraz z nimi całe chrześcijaństwo. Osada wkrótce zmieniła się w ważny ośrodek komunikacji i handlu. Krzyż Magellana i Santo Nino To właśnie w Cebu (a nie w Manili) w kwietniu 1965 roku odbyły się uroczystości

jubileuszowe z okazji 400 lat chrześcijaństwa na Filipinach. Wspominano wówczas dzień przyjazdu pierwszych misjonarzy chrześcijańskich oraz chrztu tutejszego władcy. Pamiątką tamtego wydarzenia jest „cudownie wydobyta z wody” figurka Santo Nino i krzyż podarowany przez wielkiego podróżnika Ferdynanda Magellana w 1541 roku. Legenda mówi, że figurkę otrzymała królowa Joanna jako dar z okazji jej chrztu. Do dziś Santo Nino, pieczołowicie przechowywane w bazylice w Cebu, jest patronem miasta. Z tej okazji co roku, w połowie stycznia, jest tutaj organizowana wielka fiesta – Sinulog festival. Trwa on przez tydzień. Ma religijny i kulturalny charakter. To wspaniała atrakcja turystyczna z wieloma celebracjami, imprezami i tańcem, która ma upamiętnić przybycie pierwszych chrześcijan, Santo Nino i chrzest. Słowo sinulog pochodzi od pradawnego rytualnego tańca na cześć rzeki. Tancerze robią dwa kroki do przodu i jeden do tyłu, imitując w ten sposób zachowanie wody w rzece. Sinulog kwiecień-maj


Duchowy Patronat Misyjny oznacza w języku cebuano „prąd rzeki”, dlatego też cała fiesta nazywa się Sinulog. W centrum tego rytualnego tańca jest zawsze figurka Santo Nino, która dana przez Boga, została znaleziona i wydobyta z wody. Dalej na północ Wyruszmy do Camotes, wspaniałego miejsca na wakacje i wypoczynek, gdzie jak

można być blisko natury: ptaki, zwierzęta, ogrody i różnorodna roślinność. Wyspy Camotes to mały archipelag, na który składają się cztery wyspy: Pacijan, Poro, Ponson i Tulang. Nazwa camotes oznacza w języku cebuano „słodkie ziemniaki”. Jedna z legend mówi o pochodzeniu tej ciekawej nazwy. Było to w czasach, gdy przyjechali tu pierwsi Hiszpanie. Przybysze pytali się miejscowych

Krzyż Magellana

Duch

Patronat M y w

jny isy

!!

o

na dłoni widać wspaniałość Boga odzwierciedloną w naturze. Wyspy Camotes położone są 62 km na północ od Cebu City, w centralnej części Filipin. Kto tu był, ten zapewne doświadczył śnieżnobiałych piaszczystych plaż, przeźroczystej wody, spokoju i pięknej pogody, a nade wszystko niezapomnianego zachodu słońca. To właściwe miejsce, w którym

ludzi, pracujących na roli, o nazwę tej wyspy. Rolnicy zrozumieli, że chodzi im o ziemniaki, które oni zbierali z pola i wkładali do koszyka. Odpowiedzieli więc, że to camotes. Dlatego też te wyspy zostały nazwane Camotes Islands, czyli „wyspy ziemniaczane”. Więcej informacji o działalności ks. Andrzeja na Filipinach możesz znaleźć na jego blogu: http://kagaytrip.blogspot.com.

Papieskie Intencje Misyjne na kwiecień Aby Kościoły partykularne na terytoriach misyjnych były znakiem i narzędziem nadziei i zmartwychwstania.

Msza Święta w intencji członków Duchowego Patronatu Misyjnego zostanie odprawiona

21 kwietnia oraz 19 maja 2013 roku. Zapraszamy do włączenia się w dzieło Duchowego Patronatu Misyjnego!

2(146)2013

25


prenumerata prenumerata Jak zamówić prenumeratę ? telefonicznie:

12 271 15 24 mailowo:

redakcja@wstan.net listownie:

Redakcja WSTAŃ 32-422 Stadniki 81 lub wypełnij przekaz: str.

26

Ile kosztuje? prenumerata roczna 29,40 zł prenumerata półroczna 14,70 zł

– PRENUMERATA, która daje ŻYCIE… PODARUJ sobie i bliskim chorym. . Przy zamówieniu powyżej 20 egzemplarzy (21 lub więcej) koszty wysyłki ponosi redakcja. Prenumerata roczna wynosi wówczas: 21 zł x liczba zamawianych egzemplarzy. Np. przy zamówieniu 21 egz. należność wynosi 441 zł, 22 egz. – 462 zł.

WARUNKI PRENUMERATY (cena 1 egz.: 3,50 zł + koszt wysyłki)

26

ilość półroczna roczna egz. (3 kolejne numery) (6 kolejnych numerów) 1 2 3 4 5 6 7 8 9

14,70 zł 26,10 zł 36,60 zł 47,10 zł 58,80 zł 69,30 zł 83,10 zł 93,60 zł 104,10 zł

29,40 zł 52,20 zł 73,20 zł 94,20 zł 117,60 zł 138,60 zł 166,20 zł 187,20 zł 208,20 zł

nr rachunku odbiorcy

KONTAKT: WYŻSZE SEMINARIUM MISYJNE ZGROMADZENIA KSIĘŻY NAJŚWIĘTSZEGO SERCA JEZUSOWEGO (KSIĘŻA SERCANIE) 32-422 Stadniki 81, tel.: 12 271 15 24, fax: 12 271 15 45 e-mail: redakcja@wstan.net

nazwa odbiorcy

W Y Ī S Z E

86 1020 2892 0000 5102 0016 3758

S E M I N A R I U M

M I S Y J N E

nazwa odbiorcy cd.

3 2 - 4 2 2

S T A D N I K I

8 1

numer rachunku odbiorcy

8 6

kwota

zleceniodawca:

1 0 2 0

2 8 9 2

0 0 0 0

5 1 0 2

0 0 1 6 waluta

W P

3 7 5 8

kwota

PLN

numer rachunku zleceniodawcy (przelew) / kwota sáownie (wpáata)

Odcinek dla banku / poczty

WYŻSZE SEMINARIUM MISYJNE 32-422 STADNIKI 81 Polecenie przelewu / wpáata gotówkowa

DOWÓD / POKWITOWANIE DLA NADAWCY

odbiorca

nazwa i adres zleceniodawcy

nazwa i adres zleceniodawcy cd.

tytuáem/inne

Prenumerata „Wstaĕ”. Zamawiam póâroczna

egz. roczna

PRENUMERATA „WSTAŃ”. ZAMAWIAM OKRES PRENUMERATY:

EGZEMPLARZY.

PÓŁROCZNA

ROCZNA

„WSTAŃ” DLA UBOGICH OFIARA NA MISJE

Opáata:

stempel dzienny

Opáata: ........................................

data, pieczĊü, podpis(y) zleceniodawcy

„WSTAŃ” DLA UBOGICH OFIARA NA MISJE


Szczególnie dzięki Wam Wam, STAŁYM PRENUMERATOROM, możemy towarzyszyć ludziom chorym. Dzięki Wam „Wstań” regularnie dociera do kilku tysięcy cierpiących. Tym, którzy tra tracą nadzieję, daje siły do odnalezienia odpowiedzi na pytanie: Jaki jest sens cierpie cierpienia? Także w ich imieniu bardzo Wam DZIĘKUJEMY! M. Aldarów (Olsztyn); Bib Biblioteka WSD (Przemyśl); Biblioteka WSD Salwatorianów (Bagno); T. M. Biczysko (Gdy (Gdynia); J. Bieleń (Poniatowa); M. Bieniek (Dobczyce); J. Biernat (Kraków); J. Biliński (Malb (Malbork); M. Bińczak (Skarżysko-Kamienna); J. Bogusz (Bobowa); K. i Z. Brzeziccy (Rymanó (Rymanów); Caritas przy parafii pw. św. Jadwigi (Dębica); M. Cholewicka (Kostrzyn); ks. S. Chryc (Skórzec); E. Ciemińska (Słupsk); I. Czerniak (Malbork); ks. F. Cz Czernik (Piekary Śl.); M. Czulak (Międzybrodzie); T. Danowska (Rajgród); D Dom Pomocy Społecznej (Rzeszów); Duchowy Patronat Misyjny NSPJ (Ostrowiec Świętokrzyski); A. Duszeńko (Lublin); W. Dziewit (Miele (Mielec); A. Fiedorowicz (Olsztyn); C. Flanek (Kraków); H. Fulara (Bod (Bodzechów); Z. Gajda (Kraków); R. Galla (Sowin); M. Gluza (Bystra stra); I. Gojżewska (Jawor); ks. K. Górka (Okulice); E. Gryzińska (L (Lublin); E. Gwozdek (Mirocin); M. i A. Huberowie (Mielec); W W. Igras (Huta Józefów); A. Irla (Tarnów); S. Iwańczyk (Warszawa); B. Jackowicz-Korczyńska (Katowice); R. i R. Jadowscy (Wojkowice); A. Janczar (Sosnowiec); Z. Jermak (Sokółka); J. Jezierska (Kraków); A. Jędrzejowska (Nowa Jabłona); ks. M. Józefczyk (Tarnobrzeg); T. Juszczak (Kępno); T. Kaczmarek (Racice); A. Kamińska (Warszawa); K. Kaźmierczak (Toruń); M. i J. Klinowscy (Bystra Śl.); H. Knych (Pawłowice Śl.); ks. S. Kobiałka (Kobiernice); J. Konwerski (Bieżuń); A. Korzeb (Zielonka); A. Kozdrowska (Krzywiczyny); D. Kozłowska (Gdynia); T. Krasińska (Myszyniec); A. Krawczyk (Palikówka); M. Kubaczka (Kowale); M. Kubatzka (Nowe Kramsko); K. Kubicka (Katowice); A Kummer (Gdynia); D. Kurzaj (Radłów); M. Kuzak (Rupniów); Z. Kuzian (Długie); A. Leszkowicz (Nysa); M. Lewandowska (Krosno Odrz.); Z. Lewicka (Kraków); B. Lizak (Dąbrowa); A. Magierowska (Broniszowice); G. Mularska (Ziemięcin); M. Musioł (Gaszowice); J. Nanowski (K (Kędzierzyn-Koźle); A. Nowicka (Czechowice-Dziedzice); Pa Par. Rzymskokat. (Chmielów); Par. Rzymskokat. (Wieruszów); Par. Rzymskokat. pw. św. Apostołów (Skawina); Par. Rzymskokat. p pw. św. Bartłomieja (Niedzica); Par. Rzymskokat. pw. Karola Boromeu Boromeusza (Koszarawa); Par. Rzymskokat. pw. św. Katarzyny (Nowy Targ); Par. Rzymskokat. pw. św. Maksymiliana (Oświęcim); Par. Rzymskokat. pw. M Miłosierdzia Bożego (Kuślin); Par. Rzymskokat. pw. św. Piotra i św. Pawła (Krasze (Kraszewice); Par. Rzymskokat. pw. św. Rodziny (Tomaszów); J. Pchełka (Urszulin); K. Pichowsk Pichowska (Starogard Gdański); J. Piestrak (Studzian); A. Pietranek (Sosnowiec); B. Pietryga (Roza (Rozalin); H. i W. Pietrzak (Szyk); A. Pisarek (Dębieńsko); S. Połoń (Szczecin); Z. Półrola (Rad (Radomsko); S. Półtorak (Kraków); A. Rasmus (Gręblin); G. Rostek (Kłodzko); A. Sabat (Barcin (Barcin); H. Schtancel (Szklarska Poręba); J. Sidowska (Denkówek); SS. Benedyktynki Misjona Misjonarki (Otwock); SS. Boromeuszki (Chorzów); SS. Felicjanki (Warszawa); SS. Franciszkanki Rodziny Maryi (Wieleń); L. Skibińska (Skarżysko-Kamienna); J. Skrok (Konstantynów); Z. Smejkal (Kolbuszowa), Z. Stanek (Lublin); ks. S. Stawowczyk SCJ (Ostrowiec); A. S Struczewska (Sokółka); C. Strzelczyk (Ołobok); A. Studniarek (Pyskowice); D. Sygnowsk Sygnowska (Poniatowa); E. Syguła (Niemodlin); J. Szulc (Dobczyce); J. Szyc (Rębiszów); T. Szy Szymańska (Zaklików); J. Świstek (Gostynin); R. Tkocz (Kędzierzyn-Koźle); J. i M. Turkon Turkoniak (Wrocław); M. i R. Ulbrych (Mikołów); I. i S. Urbaniak (Krotoszyn); ks. S. Wcislak (Wieliczka); (Wie N. Werakso (Choszczno); H. i A. Wołosowie (Lubień); P. Wrona (Tarnów); K. Zaw Zawadzka (Piotrków Trybunalski); Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia (Przeworsk); J. Zieliń Zielińska (Grudziądz); Z. Żukowska (Piła); A. Żyrkowska (Gorlice). Ofiarodawców wspieramy naszą modlitwą.


Niech Zmartwychwstały,

który zwyciężył śmierć i wszelkie cierpienie, obdarzy Was wiarą, nadzieją i miłością, dzięki którym już tu na ziemi poczujecie przedsmak nieba.

Michel Corneille Starszy (1601-1664), Zmartwychwstanie Chrystusa, fresk z kościoła Saint-Nicolas-des-Champs w Paryżu

Fot.: wikipedia.org

Redakcja „Wstań”


Wstań 2/2013