Page 1

czasSERCA

Rok XXI wrzesień-październik 2011 nr 5(114)

dwumiesięcznik e s i ęc ęcznik ik religijno-społeczny r ell ig igijj n o -ss po p łe ł cznyy

dlaczego Jezus ma tyle imion?… s. 36

ISSN 1230–7297


Wydawnictwo Księşy Sercanów DEHON poleca:

KALENDARZ Z SERCEM NA 2012 ROK 2222

222 22 2

11 1 1 1 e1Ĺ„

0 0 00 ycz ń tyyc czzzeeeń ń s c ń e t s tyczessńttyczeń

Kaleendaarz zzostał wykończony spiralą, Kalendarz um oşliw wiaj zawieszenie na ścianie. umoşliwiającą

sttyyccz estyczeń ń sty styczeń

S ee rr ce m m e c S m r e e c S r m e e S r c e r S e S

Na dwu unas stronicach znajdują się dwunastu pięk kne wize piękne wizerunki Najświętszego Serca Pan na Je ezus Pana Jezusa. U ddołu ołu kaşd kaşdej strony jest kalendarium, w kktóry ym uuwzględniono wszystkie święta którym relig gijnee i ppatriotyczne, imieniny, religijne pier rwszze ppiątki miesiąca pierwsze orazz fazy fazzy ks księşyca.

ka l e nd a rZ Z r a kaa ll ee nnd r Z k a l e ndd aaa rrZ k a l e n dd a rZ Z ka l e n k

Z Z Z Z Z Z

Kalendarz ten to znakomity pomysł na prezent dla najblişszych, tak takşe na dzień św. Mikołaja czy pod choinkę. SO BOTA PI T EK

NI EDZI

NI EDZIE

EL A

LA

1 12 0 1 2 172 0 1 2 8 6 172 0 1 2 8 5 6 12 0 1 2 8 15 4 14 15 3 4 5 5 6 1 2 07 2 1 3 8 1 2 3 4 5 7 6 12 1 2 3 84 14 15 22 70 1 23 1 2 3 4 4 510 11 611 1221 21 2 3 23 2 34 5 10 116 2 127 13 8914 2015 9 1 2015 21 22 9 10 11 12 29 9 10 1217 181318 1914 21 11 28 9 0 2 910 9 10 7 11 12 13 14 15 22 9 2 2 1 6 7 1 1 21 20 26 2722 28 9 16 17 18 18 19 25 2 16 17 1924 2520 2621 28 16 17 18 27 16 6 29 17 18 19 20 21 22 3 2 4 2 2 28 27 232425 2526 29 28 2324 26 31 27 2324 25 23 w DEHON 24 25 26303127 28 29 y Sercanó ctwo Księş ów 3031 Wydawni akHOONN 15w Kr -7 DE 0 30 3 nó 2, a rca 31 sk y Se Saięş et.pl ulo. Ks 30 awwnictwo.n Wydawnictw ww. ydkó 30 ON w-715wKra 31 31 Saska ęşy 2,Ser30canów DEH ul. Ksi .net.pl nictwo

TE K SO BOTA cielki CZ WAR şej RodziMarii PITE K Św. Boczy a, NIE DZ IEL A _RODA WA RT EK Mie sław SO BOTA CZ K PITEK W TO RE _RODA zicielki Rod A ej ZIEL TEK Boş NIED Św. a, Marii K CZWAR ZI AB EK SOB OTA Mieczysław W TO RE _RO DA PO NI ED PIT EK K iego EDZIA BEWTOR EK CZWART EK zicielki PO NIEK u Pańsk NIEDZ IELA _RO DA Św. Boşej Rod SOBOTA Nd. Chrztwa, Seweryna i wa, Mari PITEK PO NIEKDZ IAB WTO REK Mieczysła Mścisła munda CZWARTEK IABE _RODA jana, Raj PON IEDZ Luc EK WTOR go cielki PONIE DZIABE K Kró ztu Pańskie Św.liBoşej RodziMarii Chr PONIEDZIABEK WTOREK _RODA CZWARTEK PITEK SOBOTA NIEDZIELA a Trzech tek Nd. sława, a, Seweryn

I Pią Mieczy , Rajmunda Mścisław Szymona Lucjana a Edwarda, Św.liBoşej Rodzicielki ela Zwykł skiego Trzech Kró eniusza 2 Niedziora, Pawła Nd. Chrztu ,Pań I PiątekMieczysława, Marii ryna ona Anieli, Eug Sewe, Fel unda Izyd Mścisława Edwarda, Szym Lucjana, Rajm wa iksa owefy i Domosła Trzech Król Danuty, Gen Anieli, Eugeniusza iki k Rodzicielki Zwykła Weron I Piąte Św. Boşej Chrztu Pańskiego rego,Nd. rda, Szymona NiedzielaPawła egorza Genowefy 2 Edwa Hila Grz nda na Rajmu Sewery go, a, a Mieczysława, LucjanMarii Mścisława, wa, Feliksa Danuty, Izydora, Bazyle kta Anieli, Eugeniusz Trzech Króli a, Benedy Domosła gorza a I Piątek Arkadiusz Edwarda, Szymona Bazylego, Grze Danuty, Genowefy oniki Pańskiego , WerChrztu y ela Zwykł Zwykła orza Anieli, Eugeniusza Lucjana, RajmundaHilaregoNd. ty, Matyld 3 Niedzi 2 NiedzielaPawła adka Bazylego, GrzegDanuty, Genowefy Trzech Mścisława, Seweryna HonoraKróli sa Benedykta Dzień Dzi Izydora, eń Babci Edwarda, Szymonama rza I Piątek Arkadiusza, Domosława, Felik Anieli, Eugeniusza Bazylego, Grzego Dzi Jarosława hel niki Danuty, Genowefy Jana, Wil Honoraty, Matyldy ki, Hilarego, Wero Bazylego, Grzegorza iesz a ła ian Agn ast iela Zwyk Zwykła dykta Seb Nd. Chrztu Pańskiego Niedz Bazylego, Grzegorza Danuty, Genowefy Anieli, Eugeniusza Edwarda, Szymona Lucjana, Rajmunda a, Bene a Trzech Króli rceliny 3 Niedzińela Arkadiusz dka Feliksa Fabiana,2 Izydora, Pawła ława, Dzia Domos Juliana, Ma Jana, Wilhelm raty,I Piątek Mścisława, Seweryna ldy ci Dzie Maty Hono Dzień Bab sława Hilarego, Weroniki Józefa Pelczara,za celiny a Juliana, Mar Jana, Wilhelma Arkadiusza, Benedykta astiana ZwykłaaAgnieszki, Jaro a, Marius ela Zwykłwa Niedziela Hen,ryk Zwykła Piotra Domosława Feliksa Fabiana,2Seb Honoraty, Matyldy 4 Niedzi 3 Niedziela Juliana, Marceliny a, Zdzisła łgorzaty, Izydora, Pawła i Hilarego,MaWeroniki dka inu Jana, Wilhelma zara, Franciszk Dzień Dzia Arkadiusza, BenedyktaJana z Akw Dzień Babc ława Józefa Pelc iusza Juliana, Marceliny Honoraty, Matyldy , Tomasza Jana, Wilhelma Henryka, MarFabiana, Sebastiana Antoniego Małgorzaty, Piotra Agnieszki, Jaros za Juliana, Marceliny a wic ykł ła Zw o tule ela ara, 2 Niedziela Zwykła Juliana, Marceliny Jana, Wilhelma Honoraty, Matyldy Arkadiusza, Benedykta Hilarego, Weroniki Domosława, rceleg Niedziela Zwyk 4 Niedzika, Józefa PelczFeliksa Jerzeg3o Ma Zdzisława Babci mierza, MaAntoniego, Jana usza a Izydora, PawłaDzień Dzień DziadkzaAkwinu Włodzigo usa Francisz Henryka, Mari Małgorzaty, Piotr usza, Tyt zki, Jarosława Tomasza Fabiana, Sebastiana TymoteAgnies a, Marceleniego , Jana Józefa Pelczara, Włodzimierz ulewiczaZwykła Anto ła ła Niedziela Zwykła Jerzego3 Mat e św. Paw Dzień Babci Marcelego Małgorzaty, Piotra Henryka, Mariusza Sebastiana 4 Niedziela sa ława Dzień Dziadka Włodzimierza, Antoniego, Jana Nawróceni nu sza, TytuJarosława Agnieszki, ego Franciszka, Zdzis Józefa Pelczara, SalezegoFabiana, Tymoteu Tomasza z Akwi Piotra , Małgorzaty Włodzimierza, Marcel a ła za Henryka, Mariusza Antoniego, Jana Franciszk Nawrócenie św. Paw Jerzego Matulewic Włodzimierza, Marcelego ła a, Tytusa munda SalezegoSebastiana Dzień Babci 3 Niedziela Zwykła Włodzimierza, Marcelego Antoniego, Jana Małgorzaty, Piotra Józefa Pelczara, 4 Niedziela Zwykwa teusz Tymo fonsa, RajFranciszkaFabiana, IldeMariusza Tomasza z Akwinu Pawła Dzień Dziadka Agnieszki, Jarosława Franciszka, Zdzisła Henryka, Nawrócenie św. unda Jerzego Matulewicza ego Ildefonsa, Rajm Tymoteusza, Tytusa Franciszka Salez kła 4 Niedziela Zwykła unda Nawrócenie św. Pawła z Akwinu Tomasza a w go za Zdzisława Ildefonsa, Rajm Saleze Matulewic Franciszka, zka Francis Tymoteusza, Tytusa ko, LudJerzego nda wiki Ildefonsa, Rajmu Nawrócenie św. Pawła Franciszka Salezego Jana Bos Ildefonsa, Rajmunda nów rtynyJerzego 4 Niedziela Zwykła wiki Ildefonsa, Rajmunda Franciszka Salezego Nawrócenie św. Pawła Tymoteusza,Ma Tytusa Tomasza z Akwinu cieja, MaJana Bos ko, LudMatulewicza Franciszka,ia Zdzisława kwadra tyny ostatn iki Macieja, Mar nów Jana Bosko, Ludw yny Macieja, Mart kwadra pełnia Ludwiki ia Bosko, atn Jana ost y Macieja, MartynBosko, nów kwadra nia Ludwiki Jana peł Macieja, Martyny dra pierwsza ostatnia kwa Macieja, Martyny Jana Bosko, Ludwiki kwadra ia nów pierwsza pełn dra ostatnia kwadra pierwsza kwa pełnia nów ra ostatnia kwadra pierwsza kwad pełnia pierwsza kwadra pierwsza kwadra pełnia ostatnia kwadra nów

2 9

16 23

30

Wydaw dawnictwo w.wy Kra ww 715 ON 30DEHków anów Saska 2,Serc Wydawnictwul.o Księşyydawnictwo.net.pl ów w.w Krak ww 15 30-7 2, a DEHO DEHON w Sask Sercanów ul. Księşy Wydawnictwo awnictwo.net.pl www.wyd Kraków ul. Saska 2, 30-715 Wydawnictwo Księşy Sercanów DEHON www.wydawnictwo.net.pl ul. Saska 2, 30-715 Kraków www.wydawnictwo.net.pl

odniejsze aĂŽyodnnaiejgjsze w ch j ie jg lkwaĂŽy na - wieszj ech e Je-zuwsieaszj elchkw y najgejsodzeniejsz ce aĂŽ r e sa u ez k el J ni sz od ce w jg er na y a aĂŽ uswszelkiej chw erceusJ -elk a ez eJ iej chwaĂŽy najgodniejsze - wsz a ez zus erce -Jeerc erce Jezusa wszelkiej chwaĂŽy najgodniejsze

S S S S SS

Format: 205 x 460 mm Cena: 12,00 zł + koszty wysyłki

Zadzwoń i zamów! (12) 290 52 98 (od pn. do pt. w godz. 8.00-16.00)

Kalendarz moşna równieş zamówić:

LISTOWNIE: Wydawnictwo DEHON, ul. Saska 2, 30-715 KrakĂłw PRZEZ INTERNET: sprzedaz@wydawnictwo.net.pl www.wydawnictwo.net.pl


Jan Paweł II – Człowiek modlitwy (Sylwia Palka) Liturgiczne wspomnienie bł. Jana Pawła II (ks. Krzysztof Zimończyk SCJ)

CZAS KOŒCIO£A

8 10

Benedykt XVI o modlitwie Z nauczania papieża Jana Pawła II

czasie

4 6

w

U ludów starożytnych imiona nie były przypadkowe, ale oddawały istotne przymioty osoby, do której się odnosiły. Dlatego warto się przyjrzeć temu, jakie imiona, tytuły nadawano Jezusowi, bo zapewne kryje się za nimi tajemnica Jego osoby, którą w ten sposób pragnęli uchwycić Jemu współcześni.

SERCA

TEMAT NA CZASIE

36 Fot.: ks. R. Warenda SCJ

Temat z okładki... s.

Encyklika Evangelium vitae (kard. Stanisław Nagy SCJ) CZAS DUCHOWOŒCI

Zwyciężyliśmy, pozostaliśmy braćmi… s.

18 12

Umierali, trzymając się za ręce, ze słowami przebaczenia na ustach. Czterdziestu młodych chłopców zostało zamordowanych, ponieważ ponad podziały plemienne wybrali Chrystusa. Był 30 kwietnia 1997 roku. W Burundi trwała bratobójcza wojna.

Przywrócić ciepło domowe… s.

30

Założycielom Ochronek przyświecała od początku idea, aby ochronić najmłodsze dzieci przed pobytem w dużej placówce czy w dużej zbiorowości wychowanków. Dlatego też staramy się zapewnić dzieciom warunki zbliżone do domu rodzinnego, natomiast naszym celem jest jak najszybszy ich powrót do rodziny naturalnej. Dwumiesięcznik religijno-społeczny Rok XXI, wrzesień-październik 2011 nr 5(114) nr rej. 118/91 Adres redakcji: ul. Saska 2, 30-715 Kraków tel./fax: (12) 290 52 93, 290 52 98, wew. 21 (fax wew. 13) e-mail: czasserca@czasSerca.pl Prenumerata: prenumerata@czasSerca.pl Redakcja: ks. Krzysztof Zimończyk SCJ (red. nacz.) Elżbieta Małasiewicz-Machula (sekretarz red.) Stali współpracownicy: Izabela Bilińska-Socha, Małgorzata Pabis, Sylwia Palka, ks. Marek Romańczyk SCJ, ks. Dariusz Salamon SCJ Korespondenci z zagranicy: Joanna Jonderko-Bęczkowska, Beata Zajączkowska Asystent kościelny: ks. Stanisław Hałas SCJ Korekta: Elżbieta Małasiewicz-Machula Fotografia: br. Andrzej Gancarczyk SCJ Opracowanie graficzne, skład i łamanie: Wydawnictwo DEHON, Hanna Bartkiewicz Prenumerata: Agnieszka Niemiec Druk: EURODRUK-Kraków Sp. z o.o.; Nakład: 4600 egz. Wydawca: Wydawnictwo DEHON Prowincji Polskiej Księży Sercanów. Za zezwoleniem władzy kościelnej. Redakcja zastrzega sobie prawo skracania nadesłanych materiałów, zmiany tytułów, nie zwraca artykułów niezamówionych. Fotografie bez podpisów są tylko przykładowymi ilustracjami i nie przedstawiają osób, o których mowa w artykule. Redakcja nie odpowiada za treść reklam. Pismo utrzymuje się z prenumeraty i ofiar czytelników. Można je przesyłać na konto: Wydawnictwo Księży Sercanów, ul. Saska 2, 30-715 Kraków

nr r-ku PLN: 86 1240 3002 1111 0000 2885 7316 nr r-ku EURO: 42 1240 4650 1978 0010 3624 6150

14

Pierwsze pi¹tki miesi¹ca

Przeżywać pobożnie pierwsze piątki miesiąca (ks. Józef Gaweł SCJ) Pomoc w trudnych sprawach

Jesteś drogi w oczach moich (Joanna Jonderko-Bęczkowska) CZAS APOSTOLSTWA

16 18

Być jak dziecko – wywiad z bpem Antonim Długoszem (Dorota Mazur) Zwyciężyliśmy, pozostaliśmy braćmi (Beata Zajączkowska)

CZAS ZAMYŒLENIA

20 22

Modlitwa, która raduje niebo i ziemię (Maria Pelc) W komunii z Bogiem

Komunia z Bogiem drogą do szczęścia w rodzinie CZAS ŒWIADECTWA 24 Sylwetki

26

„Nigdy nie wolno zabijać dzieci!” (Elżbieta Małasiewicz-Machula) „Polskie Lourdes” (Katarzyna Bogucka)

CZAS RODZINY

28 30 32

Nie lubię jesieni (Izabela Bilińska-Socha) Przywrócić ciepło domowe – wywiad z Anną Szurpicką, prezesem Towarzystwa Przywracania Rodziny (Dorota Mazur) Słowo Boże dla rodziny (ks. Marek Romańczyk SCJ)

CZAS M£ODYCH

32 34

Słuchaj, Izraelu! (ks. Krzysztof Zimończyk SCJ) Gdzie jest Ziemia Święta? (Karolina Krawczyk)

CZAS WZRASTANIA

36 38

Dlaczego Jezus ma tyle imion? (ks. Dariusz Salamon SCJ) Szkoła sakramentów św.

Panie, nie jestem godzien (ks. dr Johannes Gamperl) CZAS CZYTELNIKA

40 42

Wiersze Krzyżówka nr 50 CZAS SERCA 5(114) 2011

3


– Człowiek modlitwy

TEMAT NA

czasie

Jan Paweł II

9 października 2011 – XI Dzień Papieski

9 października będziemy obchodzili Dzień Papieski – już XI. Jego hasło, zatwierdzone przez Konferencję Episkopatu Polski, brzmi „Jan Paweł II – Człowiek modlitwy”. Będzie to dzień dziękowania Bogu za beatyfikację Jana Pawła II oraz modlitwy o jego kanonizację. Obchody obejmą całą Polskę.

niedziela przed 16 października

Dzień Papieski jest obchodzony od 2001 roku – w niedzielę poprzedzającą rocznicę wyboru Karola Wojtyły na następcę św. Piotra (16 października). Każdy Dzień Papieski ma swoje hasło. Arcybiskup Tadeusz Gocłowski, wiceprzewodniczący Rady Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”, mówiąc o hasłach Dni Papieskich, zauważył, że świat pamięta o Janie Pawle II przede wszystkim jako o człowieku. „On dostrzegł, że klęska naszej cywilizacji dotyka głównie człowieka, podkreśleniu tego problemu służyły wszystkie hasła Dni Papieskich” – tłumaczył. Tegoroczne hasło zaprasza do skupienia się na modlitwie Jana Pawła II. „Musimy dostrzec w Janie Pawle II jako kandydacie na ołtarze jego człowieczeństwo, które było widoczne zwłaszcza w ostatnim okresie jego życia. Był człowiekiem wiary, a wiara sprawdza się w modlitwie. On umiał nam to przekazać” – wyjaśnia abp Gocłowski. Jak co roku w ramach Dnia Papieskiego zostaną wręczone nagrody Totus.

„Dzieło Nowego Tysiąclecia”

Organizatorem Dnia Papieskiego jest Fundacja „Dzieło Nowego Tysiąc-

4

CZAS SERCA 5(114) 2011

lecia”, powołana do istnienia w 2000 roku. Jej celem jest upamiętnianie pontyfikatu Jana Pawła II przez upowszechnianie nauczania papieża oraz wspieranie edukacji młodzieży pochodzącej z małych miast i wsi. Warto zauważyć, że Fundacja posiada status

organizacji pożytku publicznego, dzięki czemu można wesprzeć jej działanie 1 procentem podatku dochodowego. Pieniądze zostaną przeznaczone na stypendia dla uzdolnionej, ale borykającej się z trudnościami finansowymi młodzieży.


teraz – moc wiary i modlitwy

oczy świętego

To modlitwa dawała mu odwagę w walce o prawa i godność człowieka, o wolność Kościoła. To dzięki zażyłości z Bogiem 22 października 1978 roku podczas inauguracji pontyfikatu wołał: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi!”. Użył nawet mocniejszego określenia – włoski czasownik, którym się posłużył, znaczy nie tyle otwierać, co rozwalać... Rozwalcie drzwi Chrystusowi! – wzywał. To był już koniec pontyfikatu. Pewien ksiądz z Polski, zafascynowany Janem Pawłem II, wybierał się wraz z grupą młodzieży do Watykanu. Chciał im pokazać niesamowitego papieża, ale obawiał się, że mogą zatrzymać się na jego coraz bardziej trzęsącej się dłoni, na ślinie spływającej bezwiednie z ust, na głosie, który coraz częściej odmawiał Ojcu Świętemu posłuszeństwa. Poprosił młodzież o jedno: patrzcie w jego oczy. Odczucie po audiencji było jedno: wszyscy byli pod wrażeniem mocnego i dobrego spojrzenia Jana Pawła II. Takie oczy ma tylko człowiek modlitwy, święty. Takie spojrzenie zostaje w pamięci na zawsze.

czasie

Ostatni, X Dzień Papieski, przygotowywał nas do beatyfikacji sługi Bożego. Idealnie mówiło o tym hasło, które patronowało obchodom – Jan Paweł II – Odwaga świętości. „Wybieraliśmy to hasło, wiedząc, że podsumowuje ono pontyfikat papieski, a jednocześnie przygotowuje nas do beatyfikacji” – wyjaśniał kard. Kazimierz Nycz. W swej wypowiedzi podkreślił on, że świętość i męczeństwo za wiarę miały dla Jana Pawła II ogromne znaczenie. Mówią o tym fakty: w czasie swojego pontyfikatu ogłosił błogosławionymi 1338, a świętymi 482 osoby. Wezwanie do świętości papież kierował szczególnie do ludzi młodych, na których dobru tak bardzo mu zależało. W ramach podsumowania warto podać, że podczas zbiórki zorganizowanej w czasie X Dnia Papieskiego zebrano ponad 7 mln 126 tys. zł. Dzięki hojności Polaków uda się zwiększyć pulę przyznawanych stypendiów z 2300 do 2500. Od powstania Fundacja zebrała na rzecz stypendystów około 50 mln zł (dały je zbiórki publiczne i kościelne). W taki sposób jest budowany żywy pomnik Jana Pawła II.

wtedy pilnych spraw... Ważne i pilne jest wówczas tylko to sam na sam z Bogiem. Na jego klęczniku zawsze umieszczano karteczki z intencjami osób, które prosiły papieża o modlitwę – nie bagatelizował żadnej prośby, z uwagą je czytając i przedstawiając Zbawicielowi. Jako wikary i biskup w Krakowie i Lublinie modlił się, leżąc krzyżem w kaplicy. Najtrudniejsze sprawy rozwiązywał przed Najświętszym Sakramentem u św. Józefa w kościółku przy ul. Poselskiej i na dróżkach kalwaryjskich. Klęcznik w krakowskiej bazylice Franciszkanów, vis a vis kurii, był świadkiem wielu jego brewiarzy. Był Maryjnym papieżem – nie rozstawał się z różańcem. Co więcej, rozdawał go wiernym, by pamiętali o modlitwie, także za papieża. „W swojej modlitwie pamiętał o wszystkich. Była to modlitwa «jakby geograficzna» – jak on sam powiedział, bo przemierzała różne sytuacje i kontynenty. Ale w tym powszechnym ofiarowaniu się i «poszerzaniu się» Karol Wojtyła zawsze pozostawał sobą, ze swoim człowieczeństwem i z wiarą, które w nim łączyły się z jego polskością” – wspominał ks. kard. Camillo Ruini.

TEMAT NA

rok temu o odwadze świętości...

Sylwia Palka (Kraków)

Fotografie: Archiwum

Był papieżem Eucharystii. Gdy odprawiał Mszę św., był mistykiem. Modlił się długo przed nią i po niej – stanowiła najważniejszy moment jego dnia. Jan Paweł II miał taką siłę wewnętrzną, wobec której wszyscy musieli zamilknąć... Wystarczy przypomnieć jego modlitwę w katedrze na Wawelu podczas ostatniej pielgrzymki do Polski – cisza okazała się bardzo medialna. Zawsze był człowiekiem modlitwy, z wiekiem jeszcze bardziej zagłębiał się w dialog z Bogiem. W każdy piątek odprawiał drogę krzyżową. Codziennie wiele godzin spędzał na kolanach, a wieczorem, tuż przed snem, błogosławił urbi et orbi – miastu i światu. Najbliżsi współpracownicy Jana Pawła II wiedzieli, że nie można przeszkadzać mu w modlitwie, że nie ma CZAS SERCA 5(114) 2011

5


czasie TEMAT NA

liturgiczne wspomnienie bł. Jana Pawła II

Fot.: G. Gałązka

22 października

T

ekst dekretu ogłosiły Radio Watykańskie i „L’Osservatore Romano”. Wspomnienie liturgiczne bł. Jana Pawła II uwzględnione będzie w kalendarzach liturgicznych diecezji rzymskiej oraz diecezji całej Polski. „Ustanawia się, by w kalendarzach diecezji Rzymu oraz diecezji Polski celebracja ku czci błogosławionego Jana Pawła II papieża wpisana została pod datą 22 października i sprawowana była każdego roku jako wspomnienie” – głosi dokument. Dekret, jak się podkreśla na wstępie, ogłoszony został w związku z powszechnym zainteresowaniem kultem liturgicznym nowego błogosławionego. Kongregacja ustanawia, że „w pierwszym roku po beatyfikacji Jana Pawła II, to jest do 1 maja 2012 roku, można będzie odprawiać Mszę św. dziękczynną w znaczących miejscach i dniach”. Odpowiedzialność za to spada w diecezjach na biskupów ordynariuszy, a w zgromadzeniach zakonnych – na przełożonych generalnych. Jeśli chodzi o kalendarze innych diecezji „prośba o wpisanie wspomnienia fakultatywnego bł. Jana Pawła II może zostać przedstawiona w tej Kongregacji przez konferencje biskupów dla ich obszaru, przez biskupa ordynariusza dla jego diecezji, przez przełożonego generalnego dla jego rodziny zakonnej”. Wybór błogosławionego Jana Pawła II na patrona kościoła „wymaga zgody Stolicy Apostolskiej, z wyjątkiem sytuacji, gdy wspomnienie jego zostało już wpisane do lokalnego kalendarza: w tym przypadku nie jest potrzebna zgoda i dla błogosławionego, pod którego wezwaniem jest kościół, zastrzeżone jest święto”.

6

CZAS SERCA 5(114) 2011

Wspomnienie liturgiczne bł. Jana Pawła II będzie obchodzone 22 października, czyli w rocznicę inauguracji pontyfikatu Jana Pawła II. Dekret w tej sprawie wydała Kongregacja Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów już 2 kwietnia 2011 roku.

Kongregacja ogłosiła także tekst kolekty – modlitwy, jaką kapłan odmawia w czasie Mszy św., po słowach „módlmy się” i po krótkim milczeniu. Brzmi ona następująco: Boże, bogaty w miłosierdzie, z Twojej woli błogosławiony Jan Paweł II, papież, kierował całym Kościołem, spraw, prosimy, abyśmy dzięki jego nauczaniu z ufnością otworzyli nasze serca na działanie zbawczej łaski Chrystusa, jedynego Odkupiciela człowieka. Który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Słowa tej kolekty wyraźnie nawiązują do dwóch encyklik papieskich. Pierwsze słowa: „Boże, bogaty w miłosierdzie…”, to odwołanie się do encykliki Dives in misericordia. Zaś końcowe słowa modlitwy: „…jedynego Odkupiciela człowieka” przywołują pierwszą encyklikę Jana Pawła II Redemptor hominis. Inne modlitwy, prefacja, antyfony i czytania biblijne czerpie się z tekstów wspólnych o pasterzach (Lekcjonarz Mszalny, t. VI). Pierwsze czytanie może być zaczerpnięte z Iz 52,7-10; psalm responsoryjny 96[95], 1-2a.2b-3.7-8a.10; werset Alleluja z J 10,14; a Ewangelia J 21,15-17. oprac. ks. Krzysztof Zimończyk SCJ (Kraków)


CZAS SERCA 5(114) 2011

7

Fot.: s. G. W贸jciak, prezentka

TEMAT NA

czasie


czas KOŚCIOŁA

Benedykt XVI

o modlitwie

4 maja 2011 roku Benedykt XVI rozpoczął nowy cykl katechez wygłaszanych podczas audiencji środowych. Ich tematem jest modlitwa. Na łamach „Czasu Serca” prezentujemy fragmenty czterech pierwszych katechez.

modlitwy w kulturach starożytnych

W pierwszej katechezie papież przypomniał, że z modlitwą mamy już do czynienia w kulturach przedchrześcijańskich i wyraża ona tęsknotę za głosem z nieba. Wskazuje na wymiar religijny człowieka i wpisane w jego serce pragnienie Boga. Człowiek każdego czasu modli się, bo nie może obyć się bez pytania o sens swej egzystencji, który pozostaje niejasny i przygnębiający, jeśli nie powiąże się go z tajemnicą Boga i Jego planu świata. Ludzkie życie jest mieszanką dobra i zła, niezawinionego cierpienia, radości i piękna, które spontanicznie i nieodparcie skłania nas do proszenia Boga o to światło i moc wewnętrzną, które przychodzą nam z pomocą i odsłaniają nadzieję, która wykracza poza granice śmierci. Religie pogańskie pozostają wezwaniem, które z ziemi oczekuje na słowo z nieba. Jeden z ostatnich wielkich filozofów pogańskich, żyjący już w okresie pełnego rozwoju chrześcijaństwa, Proklos z Konstantynopola, daje wyraz temu oczekiwaniu, kiedy mówi: „Niepoznawalny, nikt Cię nie obejmuje. Wszystko, co myślimy, należy do Ciebie. Od Ciebie pochodzi nasze cierpienie i dobro, od Ciebie zależą wszystkie nasze pragnienia. O niezwykły, którego obecność odczuwają nasze dusze, ku Tobie wznosimy nasz milczący hymn”. W rozważanych przez nas przykładach modlitwy różnych kultur,

8

CZAS SERCA 5(114) 2011

możemy dostrzec świadectwo wymiaru religijnego i pragnienia Boga wpisanego w serce każdego człowieka, które otrzymuje wypełnienie i pełny wyraz w Starym i Nowym Testamencie. Objawienie rzeczywiście oczyszcza i prowadzi do pełni pierwotne pragnienie człowieka, ukierunkowane ku Bogu, dając mu w modlitwie możliwość głębszej relacji z Ojcem Niebieskim. Watykan, 4 maja 2011 roku

modlitwa na przestrzeni całych dziejów człowieka

W drugiej katechezie Benedykt XVI rozważa znaczenie modlitwy w życiu człowieka. Podkreśla w niej, że człowiek z natury jest religijny. W modlitwie, w każdym okresie historii człowiek rozważa siebie i swoją sytuację w obliczu Boga, wychodząc od Boga i w odniesieniu do Boga. Doświadcza, że jest stworzeniem potrzebującym pomocy, niezdolnym do zapewnienia sobie o własnych siłach wypełnienia swego życia i swej nadziei. Filozof Ludwig Wittgenstein przypominał, że „modlitwa oznacza odczuwanie, że sens świata znajduje się poza nim”. W dynamice tej relacji z Tym, który nadaje życiu sens, z Bogiem, modlitwa ma jeden ze swych typowych wyrazów w geście upadania na kolana. Jest to gest, jako niosący w sobie radykalną ambiwalencję: mogę bowiem zostać zmuszony do upadania na klęczki – sytuacja nędzy i zniewolenia – ale mogę też klękać spontanicz-

nie, wyrażając swoje ograniczenie, a więc moją potrzebę Innego. Mówię Mu, że jestem słaby, potrzebując pomocy, że jestem „grzesznikiem”. W doświadczeniu modlitwy istota ludzka wyraża całą świadomość samej siebie, wszystko to, co potrafi pojąć ze swego życia, a jednocześnie kieruje całą siebie ku Istnieniu, przed którym stoi, kieruje swą duszę ku tej Tajemnicy, od której oczekuje się spełnienia najgłębszych pragnień i pomocy, aby przezwyciężyć nędzę własnego życia. Na owym spoglądaniu na Innego, kierowaniu się „poza” polega istota modlitwy, jako doświadczenia rzeczywistości, która wykracza poza to, co pojmowane zmysłami i przypadkowe. Jedynie w objawiającym się Bogu odnajduje wypełnienie ludzkie poszukiwanie. Modlitwa, która jest otwarciem i wyniesieniem serca ku Bogu, staje się w ten sposób relacją osobową z Nim. A jeśli nawet człowiek zapomina o swoim Stwórcy, Bóg żywy i prawdziwy nie przestaje jako pierwszy wzywać człowieka na tajemnicze spotkanie w modlitwie. Watykan, 11 maja 2011 roku

wstawiennictwo Abrahama u Boga

W tej katechezie Ojciec Święty podkreśla znaczenie modlitwy wstawienniczej. Poprzez modlitwę do Boga o zbawienie innych, ukazuje się i wyraża pragnienie zbawienia, jakie Bóg żywi zawsze wobec grzesznego człowieka. Swoje rozważanie Ojciec Święty


walka Jakuba z Bogiem

W czwartej katechezie na temat modlitwy Benedykt XVI zaznaczył, że całe nasze życie jest podobne do długiej nocy walki i modlitwy, którą należy strawić na pragnieniu Bożego błogosławieństwa i proszeniu o nie. Swoje rozważanie Ojciec Święty oparł o tekst zawarty w 32 rozdziale Księgi Rodzaju, mówiący o walce Jakuba z Bogiem.

nasze życie, otrzymujemy nowe imię i Boże błogosławieństwo. Jeszcze więcej: Jakub, otrzymujący nowe imię, staje się Izraelem, nadaje nowe imię także miejscu, gdzie walczył z Bogiem, gdzie się do Niego modlił i nazwa je Penuel, co oznacza „oblicze Boga”. Wraz z tą nazwą uznaje to miejsce za wypełnione obecnością Pana, czyni tę ziemię świętą, wpisując w nią niemal wspomnienie tego tajemniczego spotkania z Bogiem. Ten, który pozwala się pobłogosławić przez Boga, powierza się Jemu, pozwala się Jemu przekształcać, czyni świat błogosławionym. Niech Pan

czas KOŚCIOŁA

Tak więc, za wstawiennictwem Abrahama, Sodoma może być ocalona, jeśli znajdzie się w niej choćby dziesięciu sprawiedliwych. Taka jest moc modlitwy, ponieważ poprzez wstawiennictwo, modlitwę do Boga o zbawienie innych, ukazuje się i wyraża pragnienie zbawienia, jakie Bóg żywi zawsze wobec grzesznego człowieka. Zło rzeczywiście nie może być zaakceptowane, musi być wskazane i zniszczone poprzez karę: zniszczenie Sodomy miało właśnie tę funkcję. Pan Bóg nie chce jednak śmierci grzesznika, ale żeby się nawrócił i żył (por. Ez 18,23; 33,11). Zawsze Jego pragnieniem jest przebaczenie, zbawienie, dawanie życia, przekształcanie zła w dobro. Zatem właśnie to pragnienie Boże w modlitwie staje się pragnieniem człowieka i wyraża się poprzez słowa wstawiennictwa. Wraz ze swoją modlitwą Abraham użycza swego głosu, ale także serca Bożej woli: Boże pragnienie, które jest miłosierdziem, miłością i pragnieniem zbawienia, znalazło w nim i w jego modlitwie możliwość objawienia się w sposób konkretny w obrębie ludzkiej historii, aby być obecnym wszędzie tam, gdzie istnieje potrzeba łaski. Wraz z głosem swej modlitwy, Abraham użycza głosu pragnieniu Boga, który nie chce zniszczenia, lecz ocalenia Sodomy i obdarzenia życiem skruszonego grzesznika (…). (…) Pan Bóg chce zbawić człowieka, wyzwalając go od grzechu. Ale konieczna jest przemiana płynąca od wewnątrz, kilka okruchów dobra, jakiś początek, od którego można wyjść, aby przeobrazić zło w dobro, nienawiść w miłość, zemstę w przebaczenie. Z tego względu sprawiedliwi muszą być w obrębie miasta, a Abraham stale powtarza: „A może znalazłoby się tam...”. „Tam” – w obrębie chorej rzeczywistości powinien być ten zalążek dobra, które może uzdrowić

i przywrócić życie. W chorej rzeczywistości Sodomy i Gomory, nie ma tego zalążka dobra. Watykan, 18 maja 2011 roku

Fot.: Archiwum

oparł o tekst zawarty w 18 rozdziale Księgi Rodzaju, mówiący o wstawiennictwie Abrahama u Boga za występnych mieszkańców Sodomy i Gomory.

Drodzy bracia i siostry, całe nasze życie jest podobne do tej długiej nocy walki i modlitwy, którą należy strawić na pragnieniu Bożego błogosławieństwa i proszeniu o nie. Tego błogosławieństwa nie można wydrzeć czy wywalczyć, licząc na nasze siły, ale powinno się je otrzymać z pokorą od Niego jako darmowy dar pozwalający w końcu rozpoznać oblicze Pana. Kiedy to ma miejsce, przemienia się całe

nam pomaga walczyć w dobrych zawodach o wiarę (por. 1 Tm 6,12; 2 Tm 4,7) i prosić w naszej modlitwie o Jego błogosławieństwo, aby nas odnawiał w oczekiwaniu na to, gdy będziemy widzieli Jego oblicze. Watykan, 25 maja 2011 roku

Oprac. Krzysztof Zimończyk SCJ (Kraków)

CZAS SERCA 5(114) 2011

9


czas KOŚCIOŁA

Z nauczania papieża Jana Pawła II Encyklika Evangelium vitae (O wartości i nienaruszalności życia ludzkiego) 25 marca 1995 roku

Encyklika Evangelium vitae wydana w roku 1995 jest dokumentem kościelnym o wręcz palącej aktualności. Od ostatniej krwiożerczej wojny światowej, która pochłonęła miliony ofiar ludzkich, zagrożenie życia ludzkiego wcale nie zmalało. Technika, warunki klimatyczne, lokalne wojny, rzezie, ale nade wszystko sam człowiek staje się organizatorem obłędnej cywilizacji śmierci. Masowe, ciągle zaskakujące zabijania nienarodzonych dzieci, popularyzacja eutanazji, a nawet jej, na razie sporadyczna, legalizacja, eksperymentowanie na embrionie ludzkim, odrażające zjawisko handlu organami ludzkimi – nie mogły pozostawić na to wszystko obojętnym Papieża zafascynowanego człowiekiem, jego obroną i jego osobowej godności.

kard. Stanisław Nagy SCJ (Kraków)

10

CZAS SERCA 5(114) 2011

Fot.: Archiwum

E

ncyklika Evangelium vitae zawiera wykład obficie umotywowany Pismem Świętym i odwoływaniem się do Tradycji Kościoła. Nie brak w niej dramatycznych zwrotów pochodzących od samego Papieża, jak choćby: „Życie ludzkie jest święte, ponieważ od samego początku domaga się «stwórczego działania Boga» i pozostaje na zawsze w specjalnym odniesieniu do Stwórcy, jedynego swego celu. Sam Bóg jest Panem życia, od jego początku aż do końca” (nr 53). Albo: „… zabójstwo ludzkiej istoty, która jest obrazem Bożym, stanowi grzech szczególnie ciężki. Tylko Bóg jest Panem życia” (nr 55). Albo też: „Istotnie, absolutna nienaruszalność życia ludzkiego jest prawdą moralną wynikającą z nauczania Pisma Świętego, niezmiennie uznawaną przez Tradycję Kościoła i jednomyślnie głoszoną przez jego Magisterium” (nr 57). Czy wreszcie: „Wśród wszystkich przestępstw przeciw życiu, jakie człowiek może popełnić, przerwanie ciąży ma cechy, które czynią z niego występek szczególnie poważny i godny potępienia. Sobór Watykański II określa je wraz z dzieciobójstwem jako «okropne przestępstwa»” (nr 58). Treść encykliki zawarta jest w 4 rozdziałach: I Krew brata twego głośno woła ku Mnie z ziemi. Aktualne zagrożenia życia ludzkiego (nr 7-28), II Przyszedłem, aby mieli życie. Chrześcijańskie orędzie o życiu (nr 29-51), III Nie zabijaj. Święte prawo Boże (nr 52-77), IV Mnieście to uczynili. O nową kulturę życia ludzkiego (nr 78-101). Logicznym wnioskiem, który wyciąga Papież, jest stwierdzenie: „Potrzebna jest powszechna mobilizacja sumień i wspólny wysiłek etyczny, aby wprowadzić w czyn wielką strategię obrony życia” (nr 95), oraz „Pierwszym i podstawowym krokiem w kierunku tej odnowy kultury jest kształtowanie i uwrażliwianie sumienia na niewymierną i nienaruszalną wartość każdego ludzkiego życia” (nr 96). To wszystko tylko sygnalizacja krańcowo doniosłego dokumentu naszego błogosławionego Papieża. Godny jest on przestudiowania kompletnego albo co najmniej kluczowych jego fragmentów np.: 7, 10, 18, 21, 31, 42, 44.


„Kain rzucił się na swego brata Abla i zabił go” (Rdz 4,8): u korzeni przemocy skierowanej przeciw życiu 7. „Bo śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących. Stworzył bowiem wszystko po to, aby było (...). Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka – uczynił go obrazem swej własnej wieczności. A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą” (Mdr 1,13-14; 2,23-24). Ewangelia życia, ogłoszona na początku wraz z aktem stworzenia człowieka na obraz Boży, przeznaczonego do życia pełnego i doskonałego (por. Rdz 2,7; Mdr 9,2-3), zostaje podważona przez bolesne doświadczenie śmierci, która wchodzi na świat i rzuca cień absurdu na całą egzystencję człowieka. Śmierć pojawia się na skutek zawiści diabła (por. Rdz 3,1.4-5) i grzechu pierwszych rodziców (por. Rdz 2,17; 3,17-19). Wchodzi na świat przemocą poprzez zabójstwo Abla, który ginie z ręki swego brata Kaina: „gdy byli na polu, Kain rzucił się na swego brata Abla i zabił go” (Rdz 4,8). To pierwsze zabójstwo jest opisane w sposób niezwykle wymowny na kartach Księgi Rodzaju, przez co nabiera znaczenia paradygmatu: te stronice są na nowo zapisywane nieprzerwanie i każdego dnia, z zatrważającą jednostajnością, w księdze dziejów ludzkości. Przeczytajmy jeszcze raz tę biblijną opowieść, która mimo swej archaiczności i niezwykłej prostoty zawiera w sobie wyjątkowo bogatą naukę. „Abel był pasterzem trzód, a Kain uprawiał rolę. Gdy po niejakim czasie Kain składał dla Pana w ofierze płody roli, zaś Abel składał również pierwociny ze swej trzody i z ich tłuszczu, Pan wejrzał na Abla i na jego ofiarę; na Kaina zaś i na jego ofiarę nie chciał patrzeć. Smuciło to Kaina bardzo i chodził z ponurą twarzą. Pan zapytał Kaina: «Dlaczego jesteś smutny i dlaczego twarz twoja jest ponura? Przecież gdybyś postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną; jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować». Rzekł Kain do Abla, brata swego: «Chodźmy na pole». A gdy byli na polu, Kain rzucił się na swego brata Abla i zabił go. Wtedy Bóg zapytał Kaina: «Gdzie jest brat twój, Abel?». On odpowiedział: «Nie wiem. Czyż jestem stróżem brata mego?» Rzekł Bóg: «Cóżeś uczynił? Krew brata twego głośno woła ku mnie z ziemi! Bądź więc teraz przeklęty na tej roli, która rozwarła swą paszczę, aby wchłonąć krew brata twego, przelaną przez ciebie. Gdy rolę tę będziesz uprawiał, nie da ci już ona więcej plonu. Tułaczem i zbiegiem będziesz na ziemi!». Kain rzekł do Pana: «Zbyt wielka jest kara moja, abym mógł ją znieść. Skoro mnie teraz wypędzasz z tej roli, i mam się ukrywać przed tobą, i być tułaczem i zbiegiem na ziemi, każdy, kto mnie spotka, będzie mógł mnie zabić!». Ale Pan mu powiedział: «O, nie! Ktokolwiek by zabił Kaina, siedmiokrotną pomstę poniesie!». Dał też Pan znamię Kainowi, aby go nie zabił, ktokolwiek go spotka. Po czym Kain odszedł od Pana i zamieszkał w kraju Nod, na wschód od Edenu” (Rdz 4,2-16) (…). „Cóżeś uczynił?” (Rdz 4,10): osłabienie wartości życia 10. Bóg powiedział do Kaina: „Cóżeś uczynił? Krew brata twego głośno woła ku mnie z ziemi!” (Rdz 4,10). Krew wylana przez ludzi nie przestaje wołać, z pokolenia na pokolenie, i wołanie to przybiera wciąż nowe brzmienia i akcenty. Pytanie Boga: „Cóżeś uczynił?”, od którego Kain nie może się uchylić, jest skierowane także do współczesnego człowieka, aby uświadomił sobie ogrom i powagę zamachów na życie, których piętno nadal ciąży nad dziejami ludzkości; aby poszukiwał różnorakich przyczyn, które leżą u podstaw tych zamachów i je pomnażają; aby z najgłębszą powagą zastanowił się nad konsekwencjami, jakie z zamachów tych wynikają dla istnienia osób i narodów. Niektóre zagrożenia pochodzą z samej natury, ale narastają z winy człowieka, który okazuje beztroskę i dopuszcza się zaniedbań, chociaż nierzadko mógłby im zapobiec; inne są skutkiem przemocy, nienawiści, sprzecznych interesów, które skłaniają ludzi do agresji wobec innych, czego przejawem są zabójstwa, wojny, masowe mordy i ludobójstwo.

Jakże nie wspomnieć tu o przemocy wymierzonej przeciw życiu milionów istot ludzkich, zwłaszcza dzieci, zmuszonych znosić nędzę, niedożywienie i głód z powodu niesprawiedliwego podziału ziemi pomiędzy poszczególne narody i klasy społeczne? O przemocy nieodłącznie związanej nie tylko z wojną, ale także z gorszącym handlem bronią, który przyczynia się do zaostrzenia licznych konfliktów zbrojnych, nękających świat? O zasiewie śmierci, jaki dokonuje się przez bezmyślne naruszanie równowagi ekologicznej, przez zbrodniczy handel narkotykami i przez propagowanie wzorców zachowań w dziedzinie życia płciowego, które nie tylko są moralnie nie do przyjęcia, ale rodzą także poważne niebezpieczeństwa dla życia? Nie sposób sporządzić pełnej listy różnorakich zagrożeń życia ludzkiego, tak wiele jawnych i ukrytych form przybierają one w naszych czasach! (…).

czas KOŚCIOŁA

KREW BRATA TWEGO GŁOŚNO WOŁA KU MNIE Z ZIEMI AKTUALNE ZAGROŻENIA ŻYCIA LUDZKIEGO

„Czyż jestem stróżem brata mego?” (Rdz 4,9): wynaturzone pojęcie wolności 18. Aby właściwie ująć opisaną tu sytuację, trzeba nie tylko przyjrzeć się samym zjawiskom niszczącym życie, które się na nią składają, ale odkryć też różnorakie przyczyny, które ją kształtują. Zadane przez Boga pytanie: „Cóżeś uczynił?” (Rdz 4,10) zdaje się być jakoby wezwaniem skierowanym do Kaina, aby wyszedł poza materialną rzeczywistość swojego zbrodniczego czynu i dostrzegł całą jego grozę w motywacjach, które dały mu początek, i w konsekwencjach, które zeń wynikają. Decyzje wymierzone przeciw życiu rodzą się czasem z trudnych czy wręcz dramatycznych doświadczeń głębokiego cierpienia, samotności, całkowitego braku perspektyw ekonomicznych, depresji i lęku o przyszłość. Tego rodzaju okoliczności mogą także znacznie złagodzić odpowiedzialność subiektywną, a w konsekwencji także winę tych, którzy podejmują takie decyzje, ze swej natury zbrodnicze. Niemniej problem ten wykracza dzisiaj poza sytuacje osobiste, chociaż ich znaczenia pominąć nie można. Występuje on bowiem także na płaszczyźnie kulturowej, społecznej i politycznej, gdzie ujawnia się jego aspekt najbardziej szkodliwy i niepokojący, a mianowicie tendencja – coraz bardziej rozpowszechniona – do interpretowania wymienionych tu przestępstw przeciw życiu jako uprawnionych przejawów wolności osobistej, które należy uznawać i chronić jako autentyczne prawa jednostki. W ten sposób dokonuje się tragiczny w skutkach zwrot w długim procesie historycznym, który doprowadziwszy do odkrycia idei „praw człowieka” – jako wrodzonych praw każdej osoby, uprzednich wobec konstytucji i prawodawstwa jakiegokolwiek państwa – popada dziś w zaskakującą sprzeczność: właśnie w epoce, w której uroczyście proklamuje się nienaruszalne prawa osoby i publicznie deklaruje wartość życia, samo prawo do życia jest w praktyce łamane i deptane, zwłaszcza w najbardziej znaczących dla człowieka momentach jego istnienia, jakimi są narodziny i śmierć. Z jednej strony, różne deklaracje praw człowieka oraz liczne inicjatywy, które się do nich odwołują, wskazują na pogłębianie się w całym świecie wrażliwości moralnej, bardziej skłonnej uznać wartość i godność każdej ludzkiej istoty jako takiej, bez względu na jej rasę, narodowość, religię czy poglądy polityczne i pochodzenie społeczne. Z drugiej strony, w kontraście z tymi wzniosłymi deklaracjami pozostają, niestety, fakty tragicznie im przeczące. Ta sytuacja jest tym bardziej niepokojąca, czy raczej tym bardziej gorsząca, że powstaje właśnie w społeczeństwie, dla którego gwarancja ochrony praw człowieka stanowi główny cel i zarazem powód do chluby. Jak można pogodzić te wielokrotnie powtarzane deklaracje zasad z nieustannym mnożeniem się zamachów na życie i z powszechnym ich usprawiedliwianiem? Jak pogodzić te deklaracje z odtrąceniem słabszych, bardziej potrzebujących pomocy, starców i tych, których życie dopiero się poczęło? Te zamachy są jawnym zaprzeczeniem szacunku dla życia i stanowią radykalne zagrożenie dla całej kultury praw człowieka. Zagrożenie to może ostatecznie podważyć sam sens demokratycznego współistnienia: nasze miasta przestaną być wspólnotami ludzi „żyjących razem”, a staną się społecznościami zapomnianych, zepchniętych na margines, odtrąconych i skazanych na zagładę (...).

#

CZAS SERCA 5(114) 2011

11


czas DUCHOWOŚCI

PIERWSZE PIĄTKI MIESIĄCA

przeżywać pobożnie

pierwsze piątki miesiąca

„Wiele owoców przyniosło nabożeństwo pierwszych piątków miesiąca, wprowadzone w wyniku naglących wezwań skierowanych do Małgorzaty Marii” – stwierdził Ojciec Święty Jan Paweł II w Paray-le-Monial w 1986 roku, przy grobie świętej powiernicy Bożego Serca.

P

Obiecuję ci w nadmiarze miłosierdzia Mojego Serca, że tym wszystkim, którzy przez dziewięć kolejnych pierwszych piątków przystąpią do Komunii św., wszechmocna miłość Mego Serca da ostateczną łaskę pomocy, tak że nie umrą w stanie niełaski ani bez potrzebnych im sakramentów świętych i że Serce Moje będzie dla nich bezpieczną ucieczką w godzinę ich śmierci. 12 obietnica dana św. Małgorzacie Marii Alacoque

12

CZAS SERCA 5(114) 2011

ierwszy piątek miesiąca jest ściśle związany z kultem Serca Jezusowego. Od czasów św. Małgorzaty Marii i dzięki jej staraniom pierwszy piątek każdego miesiąca jest dniem poświęconym szczególniejszej czci Bożego Serca. Wierni w tym dniu odmawiają modlitwy i litanię do Serca Jezusowego, podejmują pewne czyny pokutne; w szczególności starają się być na Mszy św. i przystąpić do Komunii Świętej. Z Komunią św. pierwszopiątkową, przyjmowaną przez dziewięć kolejnych pierwszych piątków, związana jest tzw. „Wielka obietnica” Bożego Serca. Nie tylko zresztą pierwszy, ale każdy piątek jest dniem drogim dla czcicieli Bożego Serca. Jest on bowiem dniem śmierci krzyżowej naszego Zbawiciela, w której najpełniej zajaśniała Jego miłość ku ludziom. On sam wskazał na ofiarę z życia jako na dowód największej miłości: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13). Każdy pierwszy piątek miesiąca jest dniem szczególnej i wyjątkowej kontemplacji Bożej miłości objawionej w Sercu Pana Jezusa. Ale jest przede wszystkim czasem specjalnego wynagrodzenia przez uczestnictwo w Mszy Świętej. Z tym dniem związane są niepodzielnie Msza św. i Komunia św. wynagradzająca. Pan Jezus domagał się od św. Małgorzaty Marii, aby uroczystość Jego Serca obchodzono w piątek po oktawie


czas DUCHOWOŚCI

lej jednak łączymy się z ofiarą Chrystusa przez Komunię Świętą. Pan Jezus ustanowił ją nie tylko po to, by osobiście przyjść do nas, lecz także po to, by zjednoczyć nas ze swoją ofiarą krzyżową. Każda Komunia św. łączy nas z ofiarą, będącą zadośćuczynieniem za grzechy świata, ponieważ ma w sobie wymiar wynagrodzenia. W Komunii wynagradzającej ofiarujemy Bogu Jezusa Chrystusa, Baranka Bożego oraz zjednoczeni z Nim ofiarujemy Mu samych siebie. Z pierwszymi piątkami miesiąca jest związana wyjątkowa obietnica, dana przez Pana Jezusa za pośrednictwem św. Małgorzaty Marii: „Obiecuję ci w nadmiarze miłosierdzia Mojego Serca, że tym wszystkim, którzy przez dziewięć kolejnych pierwszych piątków przystąpią do Komunii św., wszechmocna miłość Mego Serca da ostateczną łaskę pomocy, tak że nie umrą w stanie niełaski ani bez potrzebnych im sakramentów świętych i że Serce Moje będzie dla nich bezpieczną ucieczką w godzinę ich śmierci”. Jan Paweł II w czasie pielgrzymki do Paray-le-Monial w 1986 roku, modlił się w kaplicy objawień Serca Jezusowego: „Składamy dzięki za szerokie rozpowszechnienie się adoracji i Komunii eucharystycznej, które tu właśnie nabrały nowego rozmachu dzięki kultowi Serca Jezusa, rozwijanemu zwłaszcza przez zakon sióstr wizytek i ojców jezuitów, a następnie zatwierdzonemu przez papieży. Wiele owoców przyniosło nabożeństwo pierwszych piątków miesiąca, wprowadzone w wyniku naglących wezwań skierowanych do Małgorzaty Marii”. Również w liście do generała ojców jezuitów z 1986 roku jest zawarta ta sama myśl: „Zasadnicze elementy tego nabożeństwa należą w sposób trwały do duchowości Kościoła w ciągu całej jego historii (…). Nabożeństwo

Fotografie: Archiwum

Bożego Ciała: „Dlatego żądam od ciebie, aby piątek po oktawie uroczystości Mego Bożego Ciała poświęcono szczególniejszej czci Mojego Serca, aby w tym dniu przez przystępowanie do Komunii św. wynagradzano krzywdy wyrządzone Memu Sercu w tajemnicy Ołtarza – szczególnie, kiedy jestem uroczyście wystawiony ku czci wiernych – i aby składano Mi zadośćuczynienie za zniewagi. W zamian za to obiecuję, że tych wszystkich, którzy w ten sposób uczczą Me Serce, mocą tegoż Serca Boskiego obdarzę wielką obfitością niebieskich łask”. Praktykę pierwszych piątków potwierdza także papież Pius XII w encyklice Haurietis aquas. W ostatniej jej części poucza, że celem kultu Serca Pana Jezusa ma być stale wzrastająca miłość Boga i bliźniego. Nie wolno jednak utożsamiać go tylko i wyłącznie z różnymi praktykami pobożności, które są przejawem życia duchowością Bożego Serca, lecz nie wyczerpują całego nabożeństwa do Serca Pana Jezusa. Pierwszy piątek jest dniem w sposób szczególny poświęconym przeżywaniu miłości Bożego Serca. Pomaga w tym uczestnictwo we Mszy św. oraz przyjmowanie Komunii Świętej. Czynimy to w duchu wynagrodzenia za grzechy, gdyż takie było życzenie Pana Jezusa przekazane św. Małgorzacie Marii. Dlaczego jednak Komunia św. bardziej niż inne dobre uczynki jest zdolna wynagrodzić Bogu za grzechy? Komunię św. łączymy z udziałem we Mszy św., a uczestnicząc w niej, łączymy się z ofiarą Chrystusa. Na ołtarzach Pan Jezus przedstawia Ojcu swoją ofiarę. Przedstawia ją nie tylko za nas i w naszym imieniu, ale także z nami na odpuszczenie grzechów. Jesteśmy członkami Chrystusa, Jego Ciała Mistycznego. On jest naszą Głową. Podczas każdej Mszy św. Jezus z całym Kościołem – czyli także z nami – składa Bogu Ojcu ofiarę. Czciciele Jego Serca pragną tę prawdę dobrze sobie uzmysłowić i zawsze świadomie łączyć się ze składaną przez Syna Bożego ofiarą. Najdoskona-

do Serca Jezusowego przyniosło już powszechnie znane obfite owoce duchowe. Odprawianie Godziny świętej, spowiedź i Komunia w pierwszy piątek miesiąca pobudziły wiele pokoleń wiernych do intensywniejszej modlitwy, do częstszego uczestnictwa w sakramentach pokuty i Eucharystii. Także dziś trzeba ukazywać wiernym owe drogi”. Jeżeli w przeszłości tyle błogosławionych owoców przynosiły dobrze przeżywane pierwsze piątki miesiąca, to również i dzisiaj winny je przynosić w życiu chrześcijańskim. Powinniśmy się tylko starać pobożnie je przeżywać i zachęcać do tego innych. Oby w każdy pierwszy piątek miesiąca nasze świątynie wypełniały się czcicielami Serca Jezusowego, by w nich były składane hołdy miłości i wynagrodzenia Bożemu Sercu. ks. Józef Gaweł SCJ (Tarnów)

CZAS SERCA 5(114) 2011

13


czas DUCHOWOŚCI

POMOC W TRUDNYCH SPRAWACH

jesteś drogi

w oczach moich

„Nie lękaj się, bo cię wykupiłem, wezwałem cię po imieniu; tyś mój!” – mówi Bóg do człowieka (Iz 43,1) . „Nazwałem was przyjaciółmi” – potwierdza o słyszy ten sam człowiek od otaczających go ludzi? Jezus (J 15,15b). Z reguły opinie są podzielone według klucza przy-

C

datności. Jedni chcą mieć wpływowych przyjaciół, by samemu coś zyskać. Innym zależy na przyjaciołach, którzy w jakiś sposób ich dowartościowują i sprawiają, że czują się ważniejsi. Niektórzy utrzymują przyjaźnie, bo czerpią z tego wymierny zysk – jakąś przysługę lub gwarancję wspólnej zabawy. Ci, którzy nie pasują do tego klucza, zaliczani są do „obcych”. Zaś dotychczasowi przyjaciele ryzykują ściągnięcie na siebie podejrzeń, gdyby przestali spełniać oczekiwaną rolę. Oczywiście istnieje jeszcze możliwość sytuacji odwrotnej, kiedy bojąc się „wykorzystania”, człowiek unika bliskości. Dla niego bliskość związana z przyjaźnią wiąże się z niebezpieczeństwem, dlatego poprzestaje na powierzchownych lub kurtuazyjnych znajomościach. Jednak wszyscy są zgodni, że przyjaciel jest na zawsze, poznaje się go w biedzie i przyjaciel to taki drugi „ja”. Jak pogodzić taką rozbieżność?

Doktor Kościoła Teresa od Jezusa (1515-1582) w Drodze doskonałości, omawiając miłość doskonałą, zauważa: „Przy bliższym zastanowieniu się nad sobą nietrudno spostrzec, że gdy pragniemy, aby nas kochano, zawsze w tym szukamy jakiegoś własnego interesu, pożytku czy przyjemności (…) Nieraz sobie myślę, że wszelkie pragnienie tego, by nas kochano, jest w gruncie dowodem wielkiego zaślepienia, z wyjątkiem, jak mówiłam, kiedy chodzi o miłość takich, których życzliwość może nam być pomocna do nabycia dóbr duchowych i wiecznych”. Wreszcie radzi: „A rzecz pewna, że kto nie potrzebuje nikogo, ten ma dużo przyjaciół. Wiem o tym z własnego doświadczenia”. Mało tego – sama z siebie się śmiała na wspomnienie czasów, kiedy troszczyła się o to, czy jej miłość i przywiązanie było odpłacone wzajemnością! Można by ją nawet podejrzewać o cynizm, gdyby nie fakt, że z naturalną łatwością zawierała trwałe, prawdziwe i owocne przyjaźnie. Istotnym był fakt, że

14

CZAS SERCA 5(114) 2011

Fot.: Archiwum

kto nie potrzebuje nikogo, ten ma dużo przyjaciół

wpierw wydoskonaliła się w przeniesieniu swojego punktu odniesienia na Boga – bez żadnych wyjątków. W centrum jej myśli nie była ona ani nawet nie byli jej potencjalni przyjaciele – lecz Bóg.

przyjaciele Hioba

Proces zbliżania się do Boga przeszedł również biblijny Hiob. Póki był bogaty i wpływowy, a przy tym niezwykle prawy – cieszył się towarzystwem swych przyjaciół. Kiedy jednak stracił cały majątek, dotknięty został kolejnymi osobistymi katastrofami i ciężką chorobą, przyjaciele zamiast trwać z nim jak bratnie dusze, zaczęli go oskarżać i po swojemu tłumaczyć mu jego niedolę. Próbowali mu wmówić, że


proces przemiany

Hiob znalazł się nagle w okolicznościach, które wydobyły na jaw jego dotąd nieuświadomione lęki. On – człowiek bogobojny i prawy – doświadczył swej słabości. Zachwiane zostało w sposób niezwykle gwałtowny jego poczucie bezpieczeństwa. Hiob tak to ujął: „Spotkało mnie, czegom się lękał, bałem się, a jednak to przyszło” (Hi 3,25). Za dominującym uczuciem braku bezpieczeństwa podążyło równie silne uczucie braku miłości, kiedy nie miał znikąd wsparcia i zaczął się bać samego siebie, braku sił i cierpliwości, by wytrzymać do samego końca. Czuł się przepełniony goryczą, a jego ciało się rozkładało. Nie tak miało być – całości dopełniło rozdzierające uczucie rozczarowania sobą i bliskimi (por. „Czas Serca” nr 113, Realizacja Bożego losu). Paradoksalnie te cierpienia sprawiły, że Hiob zaczął się wewnętrznie przemieniać, wzrastać duchowo – a to dzięki upartemu trwaniu w przekonaniu o Bożej potędze. Jakby przepowiedział słowa św. Piotra: „Panie do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego” (J 6,68). Hiob, niczego nie rozumiejąc, wiedział jedno: „Skoro tak nie jest, zostaję sam z sobą” (Hi 9,35). Dziś można by powiedzieć, że zwycięsko i w cudowny sposób przeszedł ciężki kryzys lub językiem mistyki, że zanurzył się w głębokich ciemnościach nocy i pozwolił Bogu działać w sobie. Został obdarowany przez Boga i sam delikatnie został ponaglony, by swoją przyjaźnią obdarować tych, na których się zawiódł.

przyjaciele Boga

Przyjaciele Hioba w obliczu ogromu jego nieszczęść byli po ludzku bezradni. Ich wysiłki pogarszały tylko sytuację. Wtedy nie sądzili nawet, że to oni będą potrzebowali Hioba. Hiob rzeczywiście pociągnął ich ze sobą do Boga po tym, jak sam stał się Jego przyjacielem. Teresa od Jezusa znała ludzkie słabości i brak wytrwałości. Dlatego uważała, że w dążeniu do miłości doskonałej niezbędni byli przyjaciele Boga, którzy byli w stanie udzielić z serca płynącego wsparcia: „Może wam ktoś powie: na co taka pomoc? Po co nam potrzeba pośredników? Dość trzymać się Boga samego i modlitwą trafiać do Niego. Takiemu powiedzcie, że najle-

piej trafi do Boga, kto trzyma się Jego przyjaciół. Zysk z tego wielki i niezawodny”. Co z samymi przyjaciółmi Boga, kto ich pokrzepi? To przecież ich miała na myśli, mówiąc, że nie potrzebują już nikogo. Ich sam Bóg – Przyjaciel pociesza: „Potrzeba, by Pan je [dusze przyjaciół Boga] pokrzepił, dając im, nie wody na ochłodę, ale wina na upojenie, aby w tym świętym upojeniu już nie czuły, co cierpią i mogły wytrzymać”. Podkreśliła, że te osoby „kochają mocniej, goręcej i bardziej owocną miłością niż inni”. Więc nie może dziwić, że mają wielu przyjaciół.

czas DUCHOWOŚCI

sam był sobie winny. Hiob przestał być drogi w ich oczach, zaczął należeć do tych, którym dostało się za coś. Zamiast pocieszenia Hiob poczuł dotkliwe osamotnienie. Nie miał również wsparcia w żonie, która zaczęła się nim brzydzić i czyniła mu ciężkie wyrzuty. Dopiero, kiedy okropnie cierpiąc, doświadczył kruchości swojej natury jako stworzenia i zarazem niezłomnie utwierdzał się w przekonaniu o wielkości, mocy i mądrości Boga – nastąpił przełom w jego życiu. Mógł wtenczas doświadczyć obecności samego Pana Boga. To zapoczątkowało uzdrowienie. Jak wiadomo, jego los odmienił się diametralnie. Dziwił się tylko, że wcześniej nie poznał swego najwierniejszego i najpotężniejszego przyjaciela – Boga: „Dotąd Cię znałem ze słyszenia, teraz ujrzało Cię moje oko” (Hi 42,5).

miłość przyjaciół

Co cechuje przyjaciół Boga na polu przyjaźni? Oni nie boją się kochać, bo kochając jest przekonana, że tym samym: „pracuje ze świętą namiętnością nad tym, aby dusza ta [przyjaciela] ukochała Boga i przez Niego była kochana, bo wie, że inaczej śmierć je na wieki rozłączy”. Może ktoś uczynić Teresie od Jezusa zarzut, że narażała swych czytelników na silne pokusy. Jej jednak nie interesowała namiastka miłości, zaś miłości prawdziwej była niezbicie pewna: „Gdzie bowiem jest miłość prawdziwa, dążąca do miłości Bożej, tam wola nie kieruje się żadną namiętnością, ale raczej jedna drugiej stara się być pomocą ku pokonaniu wszelkich namiętności”. Analizując uczucia przywiązania do innych osób, doświadczając niepokoju i nieuzasadnionych obaw przekroczenia granic przyjaźni, uważała, że to doszukiwanie się grzechu tam, gdzie go nie było i na wyrost dostrzeganie zła było szkodliwe, powodowało niepokój i siało zamęt. „Najlepsza na to rada: starać się wcale o tym nie myśleć ani nie troszczyć o to, czy kochasz, czy nie kochasz. Czujesz, że kochasz? Więc kochaj i bądź spokojna. Jeśli kochamy tych, którzy nam świadczą doczesne, ziemskie dobrodziejstwa, czemuż nie mielibyśmy kochać tego, który dla nas biedzi się i trudzi, aby był dobroczyńcą naszej duszy?”. Tylko tak kochając, można nie poddać się zniewalającym opiniom. „Nasza miłość do ludzi jest miarą naszej miłości do Boga. Dla chrześcijan – i nie tylko dla nich – nie istnieją obcy ludzie. Miłość Chrystusa nie zna granic” (Edyta Stein), (por Mt 5,44-45.47). Joanna Jonderko-Bęczkowska (Dania)

Autorka jest lekarzem, psychiatrą i psychoterapeutą. Jeśli chciałbyś/abyś wyrazić swoją opinię albo zaproponować temat do tego działu lub masz problem, który chciałbyś/abyś przedstawić naszej Autorce, to czekamy na Twój list (prosimy o przesyłanie na adres redakcji). Redakcja zastrzega sobie możliwość podejmowania wybranych tematów i publikowania nadesłanych materiałów.

CZAS SERCA 5(114) 2011

15


Fot.: Wikipedia

czas APOSTOLSTWA

być

jak dziecko

z ks. bpem pomocniczym archidiecezji częstochowskiej Antonim Długoszem o posłudze dla najmłodszych rozmawia Dorota Mazur Księże Biskupie, znany jest ksiądz biskup głównie z pracy z dziećmi. „Śpiewający i tańczący biskup” to najczęściej słyszane określenia Księdza. Lubi Ksiądz Biskup tę posługę? Posługując wśród dzieci, staram się – tak samo jak podczas kontaktu z dorosłymi – burzyć mur obaw czy dystansu. Dzieci są jednak bardziej nieśmiałe, a może czasem nawet bardziej nieufne niż nieśmiałe. Zanim poznam się osobiście z dziećmi, to one dowiadują się wcześniej o mnie od swoich rodziców bądź rówieśników. Gdy się już z nimi spotkam, to gestem i mimiką próbuję je zjednywać,

16

CZAS SERCA 5(114) 2011

a jednocześnie w relacjach między nimi samymi staram się rozsiewać jedność i umacniać więzi. W trakcie rozmów z najmłodszymi proponuje im Ksiądz Biskup przenośnie i obrazy… Współcześni najmłodsi wychowani są na laptopach, filmach i komórkach, czyli obrazach. W rozmowach z nimi pragnę więc przybliżyć moje słowo poprzez wizualne pomoce oraz piosenki. To samo czynię podczas kazań i pisania książek skierowanych do dzieci. I muszę przyznać, że obrazowe mówienie pozwala stworzyć odpowiednią otocz-

kę i klimat, który pozwala się otworzyć na podwójne poznanie. Dziecko bowiem najpierw musi mnie poznać, zaakceptować i przyjąć, by poznać i przyjąć w swoim życiu Chrystusa. Dużo czasu poświęca też Ksiądz Biskup dzieciom szczególnej troski… Praca z dziećmi niepełnosprawnymi i szczególnej troski to moja idea fix, którą podejmowałem już w seminarium. Najpierw myślałem tylko i wyłącznie o pracy z głuchoniemymi, ale z czasem uświadomiłem sobie, że są także dzieci specjalnej troski – które obok niemowy – mają także inne


A jak w przypadku dzieci niepełnosprawnych wygląda sprawa udzielania im sakramentów? Wystarczającym argumentem w tym wypadku jest pragnienie. Nawet jeśli

dziecko nie jest w stanie nic pojąć, nic się nauczyć czy zrozumieć, ale chce, to należy udzielić mu sakramentu. Nawet wola rodziców jest w tym momencie wystarczająca. Nie można bowiem odsuwać chorych dzieci na margines. One są częścią Kościoła. Może się przecież zdarzyć, że choroba dziecka nie pozwala mu na intelektualne przyswojenie wiedzy, ale dziecko pragnie zjednoczyć się z Bogiem. Z czasem jednak – z powodu pogłębiania się choroby – opóźnienie w udzielaniu sakramentu wpływa na niekorzyść podopiecznego. Dziecko z powodu pogłębiania się choroby może nie być w stanie przyjąć sakramentu lub umrzeć zanim uzyska się zgodę na jego przyjęcie. Błędem jest, że niektóre osoby starają się za wszelką cenę wymagać od dzieci chorych tyle samo, ile od zdrowych. A przecież w pierwszej kolejności w posłudze duszpasterskiej należy zrozumieć człowieka i to całościowo. Stara się więc Ksiądz Biskup w każdym momencie podkreślać, że dziecko jest najcenniejszym darem…

Przypominam o tym wszędzie. Dziecko nie może być „towarem”. Jakiś czas temu stanąłem w obronie jednego z domów dziecka, przy którym ma powstać ośrodek adopcyjny. Gdyby ośrodek adopcyjny znajdował się przy tym domu, można by z większą korzyścią dla dziecka załatwić wszelkie formalności. Byłoby możliwe poznanie dziecka z przyszłymi rodzicami, spędzenie kilku chwil razem, aby później nie było zranień związanych z ewentualną możliwością „zwrócenia dziecka”, gdy coś nie wyjdzie. Taka sytuacja jest jeszcze trudniejsza, gdy dziecko kierowane jest do zagranicznej adopcji. Muszę podkreślić bowiem, że każda zmiana miejsca jest dla dziecka szokiem, wyrwaniem ze środowiska, do którego się już przyzwyczaiło. Do dzieci doświadczonych przez los – znajdujących się w ośrodkach interwencyjnych, domach dziecka, dzieci specjalnej troski – trzeba zwracać się z Jezusową miłością: „pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie”.

czas APOSTOLSTWA

schorzenia psychiczne czy też fizyczne. I zapragnąłem w pełnym wymiarze wejść w duszpasterstwo dzieci specjalnej troski. Jako katecheta utworzyłem dla nich duszpasterstwo w kilku parafiach. Staram się szkolić katechetów do pracy z tymi dziećmi. Dużą pomocą w tym względzie są sami rodzice dzieci niepełnosprawnych i wyszkoleni katecheci już pracujący z dziećmi. Najmilszą dla mnie posługą jest odprawianie dla tych moich dzieciaków Eucharystii, która musi być dostosowana do ich możliwości. Dzieci włączają się w Mszę św. poprzez śpiew. Zakupiłem instrumenty perkusyjne, które przed Mszą św. wysypuję z worka przed ołtarzem i każde dziecko wybiera dla siebie odpowiedni instrument. Homilia także musi być bardzo otwarta i przebiega na zasadzie dialogu. Dużo jest w niej oczywiście obrazów i porównań.

Dziękuję za rozmowę.

Wprowadzenie dziecka w kontakt z Bogiem jest bardzo ważne. Pierwszym jego przejawem jest stworzenie w rodzinie poczucia bezpieczeństwa. Dziecko winno doświadczać miłości, bliskości rodziców, być akceptowane przez nich pod względem płci. Rodzice powinni mieć czas dla dziecka, uczestniczyć w jego radościach i smutkach, pomagać w rozwiązywaniu trudnych problemów, uczyć postaw społecznych oraz przygotowywać do ofiary. Więzi fizyczne i psychiczne z rodzicami pozwolą dziecku wychodzić z wielu kompleksów. Pierwszym znakiem obecności Boga w rodzinie jest dla dziecka modlitwa rodziców. Klęczący rodzice, rozmawiający z Bogiem, są okazją do stawiania pytań: „Co robicie, z kim rozmawiacie?”.

Fot.: ks. Z. Płuska SCJ

Uczymy dzieci rozmawiać z Panem Bogiem, gdy tłumaczymy im, że o wszystkich radosnych i smutnych przeżyciach, o których opowiadają nam, rodzicom, mogą także opowiedzieć swoimi słowami Panu Bogu. Uświadamiamy dzieciom, że Pan Bóg jest zainteresowany naszym życiem i cieszy się, gdy o wszystkim Mu opowiadamy. Z listu bpa Antoniego Długosza, skierowanego do rodziców i opiekunów dzieci pierwszokomunijnych

CZAS SERCA 5(114) 2011

17


czas APOSTOLSTWA

zwyciężyliśmy,

pozostaliśmy braćmi Umierali, trzymając się za ręce, ze słowami przebaczenia na ustach. Czterdziestu młodych chłopców zostało zamordowanych, ponieważ ponad podziały plemienne wybrali Chrystusa. Był 30 kwietnia 1997 roku. W Burundi trwała bratobójcza wojna.

małe seminarium w Buta

Do Buta dotarłam późnym rankiem. Przywitał mnie gwar dobiegający z boiska, gdzie uczniowie tamtejszego niższego seminarium duchownego grali właśnie w piłkę. Wizytę zaczęłam od kościoła. Kamień węgielny pod jego budowę poświęcił w czasie swej pielgrzymki do Burundi Jan Paweł II. Poprosił o to ówczesny rektor seminarium ks. Zacharie Bukuru, którego życiową misją w ciągu nadchodzących lat stało się formowanie chłopców do jedności. Sytuacja w kraju temu nie sprzyjała. W 1994 roku wybucha krwawa bratobójcza wojna. Kilku seminarzystów przyłącza się do partyzantki. Strach rośnie, a rozwój sytuacji politycznej sprawia, że podziały się tylko pogłębiają. W okolicach Buta, gdzie mieściło się seminarium, dochodzi do partyzanckich ataków na ludność, mieszkańcy są zabijani, a ich dobytek plądrowany. Władze seminarium mają jednak małą iskierkę nadziei, że ich ten los ominie. Wojsko rządowe przysyła oddział do ochrony seminarzystów. Daje to nikłe poczucie bezpieczeństwa. Malowidło w prezbiterium seminaryjnego kościoła przedstawia Dobrego Pasterza spacerującego po wzgórzach wznoszących się na tyłach szkoły i sto-

18

CZAS SERCA 5(114) 2011

W prezbiterium kościoła Męczenników Braterstwa uwiecznione są wizerunki 40 męczenników

jący tam krzyż. Ten krzyż stał tu rzeczywiście. Chłopcy często pielgrzymowali do niego, odprawiając drogę krzyżową. Ostatni raz modlili się w tym miejscu na dwa tygodnie przed kaźnią. Tego dnia rebelianci w miejscu krzyża ustawili karabin maszynowy. Bezlitośnie strzelali do wychodzących przez okna seminarzystów, którzy próbowali uciec przed oprawcami. Serią z karabinu przerwali upleciony prowizorycznie z prześcieradeł ratunkowy sznur, po którym najmłodsi spuszczali się do ogrodu z pierwszego piętra. Kilku chłopców zginęło na miejscu.

W miejscu pomiędzy oknami, gdzie stoją piętrowe łóżka, ginęli chłopcy

„Tutsi na lewo, Hutu na prawo!”

Wszystko zaczęło się o świcie. Pierwsi chłopcy poszli się myć, kiedy sterroryzował ich odgłos serii z karabinu. To mogło oznaczać tylko jedno: atak! Jeden z chłopców wbiega do sypialni z okrzykiem na ustach: wstawajcie, jesteśmy atakowani! Strach paraliżuje chłopców. Nie wiedzą, co robić. W pierwszym odruchu chowają się pod łóżka. Ostrzegawczy ostrzał seminarium trwa. Kiedy po kilku minutach uzbrojeni po zęby partyzanci wchodzą do sypialni w pierwszym

Cmentarz przed sanktuarium


Dziś niedaleko tego miejsca wznosi się sanktuarium Męczenników Braterstwa. Zostało ono ufundowane przez Jana Pawła II, który głęboko przeżył wiadomość o tej tragedii. Pragnął upamiętnić ofiary męczeństwa, a jednocześnie chciał, by Buta stało się miejscem modlitwy o pokój i pojednanie w Burundi. I tak się dzieje. Przed wejściem do sanktuarium 40 prostych grobów z identycznymi krzyżami i jedną datą: 30 kwietnia 1997 rok. Kiedy wchodzę do kościoła, mam wrażenie, że każdy z męczenników jakby mi się przyglądał. W prezbiterium wymalowano bowiem na podstawie zdjęć wizerunki czterdziestu męczenników braterstwa. Pośrodku nich króluje Chrystus Zmartwychwstały. Jest to miejsce modlitwy o pojednanie i przebaczenie, miejsce, gdzie współczesne pokolenia uczą się, że można żyć razem mimo istniejących podziałów etnicznych. Ksiądz Zachariasz, ówczesny rektor seminarium, mówi mi: „Uczyliśmy się tego braterstwa w codziennym życiu. Chłopcy poznawali sytuację polityczną kraju, jego historię. Całe godziny spędziliśmy na dyskusjach i próbie zrozumienia istniejących różnic. Modliliśmy się razem, razem sprawowaliśmy Najświętszą Ofiarę. Stawali się braćmi. To zaowocowało podczas masakry”. Z chłopców, którzy przeżyli, dziesięciu zostało księżmi. Ich misją stało się obalanie murów podziałów i głoszenie pojednania.

Lista nazwisk Męczenników Braterstwa

Ksiądz Zachariasz

chrześcijańskie świadectwo

wyszeptał: „Nie zdołali nas podzielić. Zwyciężyliśmy, pozostaliśmy braćmi”. Wypowiedziawszy te słowa zmarł.

Trudno mi ukryć emocje i zachować dystans wobec tego, czego jestem świadkiem. Jedna z obecnych ze mną osób mówi: „Często w Europie z góry patrzymy na młode Kościoły Burundi czy Rwandy. Szczególnie ten ostatni oskarżamy o porażkę w czasie ludobójstwa. A sami jak żyjemy? Jakie jest nasze chrześcijańskie świadectwo?”. Pytanie o świadectwo staje się mottem tej podróży. Kilka dni po pobycie w Buta poznaję Rwandyjkę. Nosi skazanym za ludobójstwo do więzienia jedzenie. Tacy oprawcy jak oni zabili najpierw jej męża, a następnie czworo dzieci. Latami żyła w nienawiści. Doświadczyła Bożego Miłosierdzia. Mówi, że Jezus uczynił jej serce zdolnym do przebaczenia. Wypowiedziała słowa przebaczenia. Jednak, jak dodaje, naprawdę przebaczyła dopiero wówczas, gdy po raz pierwszy jednemu z katów podała miskę z jedzeniem. I robi to po dziś dzień. Mówimy, że wiara bez uczynków jest martwa. Kiedy uczynki są aż tak heroiczne, jak wielka musi być wiara…

sanktuarium Męczenników Braterstwa

czas APOSTOLSTWA

momencie mają wrażenie, że chłopcy uciekli. Dopiero po chwili krzykami zmuszają ich do wyjścia. Kiedy to nie skutkuje, serią z karabinu po łóżkach zmuszają ich do wyjścia. Grożą, że jeśli będą zwlekać, czeka ich nie kula, ale ścięcie maczetą… Na czele żołnierzy stoi kobieta z rwandyjskich oddziałów Interahamwe. Gdy chłopcy powoli wychodzą spod łóżek, wydaje rozkaz: „Nasi na prawo, karaluchy na lewo!!!”. Będący zarówno Hutu, jak i Tutsi chłopcy nie chcą się podzielić. Mówią: „Jesteśmy braćmi w Chrystusie”. I chwytają się za ręce. Rozwścieczona kobieta wrzeszczy kolejny raz: „Tutsi na lewo, Hutu na prawo!”. Chłopcy nie chcą się podzielić. Kobieta chwyta za karabin i kilkakrotnie przeciąga po grupie serią z karabinu. Jej koledzy w grupę seminarzystów rzucają granaty. Rozlega się huk. Jęki konających mieszają się ze słowami modlitwy. Ci, którzy przeżyli, mówią, że chłopcy przed śmiercią wypowiadali słowa przebaczenia, modląc się za swych katów. Jatka trwa kilka godzin. Jeden z chłopców zostaje zabity, gdy próbuje po schodach prowadzących do sypialni znieść ciężko rannego przyjaciela. Kaci są bez litości. Wracają do sypialni i kilkakrotnie sprawdzają, czy chłopcy nie żyją. Palą materace, plądrują budynki seminarium. W tym czasie rektor seminarium ze swego pokoju słyszy okrutne krzyki. Nie może biec na ratunek, bo cały czas trwa ostrzał. Rządowi żołnierze, którzy mieli chronić seminarium, już zostali wymordowani. Kiedy po kilku godzinach wyszedł na zewnątrz, natknął się na okrutnie poranionego seminarzystę, który z trudem

Fotografie: B. Zajączkowska

Beata Zajączkowska (Rzym, Radio Watykańskie)

Artykuł nawiązuje do jednej z największych tragedii, które wstrząsnęły kontynentem afrykańskim w ostatnich dwudziestu latach, do konfliktu na tle etnicznym w regionie Wielkich Jezior (Ruanda, Burundi, Demokratyczna Republika Konga [Zair]). Okrutna bratobójcza wojna między plemionami Tutsi i Hutu wybuchła 7 kwietnia 1994 roku, po zabiciu prezydentów Ruandy i Burundi. Zbrojny konflikt, w którym niestety uczestniczyły również grupy składające się w dużej mierze z chrześcijan, doprowadził do przelewu krwi prawie miliona osób i skazał 2 mln ludzi na wygnanie. Wspólnota międzynarodowa patrzyła na toczącą się wojnę z obojętnością i zachowywała się biernie. CZAS SERCA 5(114) 2011

19


czas ZAMYŚLENIA

modlitwa,

która raduje niebo i ziemię Modlą się na nim nasi dziadkowie, rodzice, rzesze pielgrzymów, kapłani i mnisi z klasztoru. Zrobiony jest najczęściej z elementów drewna, czasem ze szlachetnych kamieni. Odmawia go Ojciec Święty i zwykli wierzący. Ta ulubiona modlitwa wielu świętych dziś jest odmawiana nie tylko w kościele i nie tylko w październiku. Jest modlitwą bardzo praktyczną, można odmawiać ją w grupie, samemu, na spacerze czy w czasie podróży. Różaniec to modlitwa, która raduje niebo i ziemię.

rytmiczność modlitwy

Charakterystyczną cechą modlitwy różańcowej jest rytmiczność – miarowe powtarzanie modlitwy Zdrowaś Maryjo. Przez to może być modlitwą nudną, bo nasz umysł i serce może dosięgnąć roztargnienie, ale może być też modlitwą jedyną i fascynującą, gdy pozwolimy wyobraźni i naszemu sercu zatopić się w tajemnicach życia, męki, zmartwychwstania i wniebowstąpienia Jezusa Chrystusa.

modlitwa z Maryją do Jezusa

Wielu uważa, że różaniec to modlitwa skierowana do Maryi. Słuszniejsze jednak będzie stwierdzenie, że jest to modlitwa z Maryją do Jezusa. W centrum modlitwy różańcowej wcale nie stoi Maryja, lecz Jej Syn i Jego miłość, którą „do końca nas umiłował”. O modlitwę różańcową Matka Boża prosiła m.in. Bernadetę w Lourdes, dzieci z Fatimy: Hiacyntę, Franciszka i Łucję oraz dziewczynki w polskim Gietrzwałdzie. Przez nich prosi także o nią i nas. Matka Boża wzywa: „Odmawiajcie różaniec”, czyli mówcie do Mnie o was. Mówcie o problemach swojego serca i drogich wam osób, którym nieraz trudno kochać Boga, innych ludzi, a czasem i siebie samego.

jak rozważać tajemnice różańca?

Modląc się na różańcu, warto wyobrażać sobie, kto uczestniczy w wydarzeniach danej tajemnicy, gdzie ona się dzieje, jak wygląda miejsce akcji. Przy odmawianiu różańca można równocześnie zastanowić się nad swoim postępowaniem: czy ja tak samo zachowuję się jak Maryja czy Jezus

20

CZAS SERCA 5(114) 2011

w danym wydarzeniu, jak zachowuję się w podobnych sytuacjach. Można więc przyrównywać swoje postępowanie do Jezusa i Maryi. Rozważaniom może towarzyszyć nasza skrucha lub uczucie wdzięczności i za tymi uczuciami należy iść. Jeśli trzeba, przepraszajmy, żałujmy, jeśli nie, to prośmy i wyrażajmy naszą miłość.

wartość modlitwy różańcowej

O wartości modlitwy różańcowej mówią fakty. Pewnego razu zapytano papieża Piusa IX, jaki jest najwspanialszy skarb Watykanu. Papież wyciągnął różaniec i unosząc go do góry, oświadczył: „Oto najwspanialszy skarb Watykanu”. Natomiast biskup, który miał zadecydować, czy wyświęcić na kapłana przyszłego proboszcza z Ars, gdyż Jan Maria Vianney miał trudności z nauką – postawił mu decydujące pytanie: „Czy umiesz odmawiać różaniec?”. „Kocham tę modlitwę!” – odpowiedział Vianney. Słysząc taką odpowiedź, biskup nie miał już wątpliwości i oznajmił: „Wyświęćmy go. Będzie dobrym księdzem”. I nie pomylił się, bo wyświęcony został później wielkim świętym.

Różaniec należy do najlepszej i najbardziej wypróbowanej tradycji kontemplacji chrześcijańskiej. Rozwinięty na Zachodzie, jest modlitwą typowo medytacyjną i odpowiada poniekąd „modlitwie serca” czy „modlitwie Jezusowej”, która wyrosła na glebie chrześcijańskiego Wschodu. Jan Paweł II, Rosarium Virginis Mariae, nr 5


Przede wszystkim odmawiajmy codziennie różaniec, dlatego że Maryja tego chce i o to prosi. Więc bądźmy Jej posłuszni. I jeśli o coś prosi, to róbmy to. Ona prosi nie dla siebie. Ona wie, że odmawiając różaniec, my sami najwięcej na tym skorzystamy. Różaniec jest tym momentem, zatrzymaniem, kiedy możemy być naprawdę dla Jezusa i Maryi. Ustawia nasze rozbiegane myśli i pragnienia w jednym kierunku. Różaniec otwiera nasze serce na dary Ducha Świętego. Inaczej przeżywa się Eucharystię, ale także spotkanie z drugim człowiekiem, gdy wcześniej poświęci się czas na modlitwę różańcową. Łatwiej przeżywa się też własną chorobę, doświadcza zranień i odrzuceń, kocha innych.

czas ZAMYŚLENIA

jakie znaczenie ma modlitwa różańcowa?

sposób na życie!

Różaniec to nie jest tylko modlitwa – to sposób na życie! Odmawiając różaniec, oddajemy nasze radości i smutki, całe życie Maryi, a przez Nią Jezusowi. Gdy zwracamy się do Niej z ufnością, możemy być pewni, że Ona wstawia się za nami u swego Syna. O skuteczności modlitwy różańcowej można pisać wiele – jednak to każdy z nas osobiście musi się o tym przekonać. Spróbujmy może już dziś porozmawiać z Maryją, przesuwając cichutko w palcach różnokolorowe paciorki różańca świętego, a zobaczymy ile mocy, ile siły kryje się w tej skromnej modlitwie. Tego pokoju i radości nie da nam żaden człowiek. To jest łaska różańca. Pamiętajmy, że w tej modlitwie chodzi nie tyle o odmawianie formuł, lecz o nawiązanie szczerej rozmowy z Matką Bożą i Jej Synem oraz o otwarcie swojego serca na łaskę, którą Maryja wyprosi nam u Jezusa, a zwłaszcza otwarcie na to, co jest dla nas dobre i konieczne do zbawienia.

Fot.: Archiwum

Maria Pelc (Łańcut)

Różaniec jest równocześnie medytacją i prośbą. Wytrwałe błaganie zanoszone do Matki Bożej opiera się na ufności, że macierzyńskie wstawiennictwo wszystko może uzyskać od Serca Syna. Jest Ona „wszechmocna z łaski”, jak – używając śmiałego wyrażenia, które należy właściwie rozumieć – określił to bł. Bartłomiej Longo w swej Suplice do Królowej Różańca świętego. To przekonanie począwszy od Ewangelii, umacniało się w ludzie chrześcijańskim na drodze doświadczenia. Wielki poeta Dante wspaniale je wyraził w duchu św. Bernarda: „Pani, tej jesteś mocy i szczodroty, że kto chcąc łaski do Cię nie ucieka, taki bez skrzydeł waży się na loty”. Jan Paweł II, Rosarium Virginis Mariae, nr 16 CZAS SERCA 5(114) 2011

21


czas ZAMYŚLENIA

W KOMUNII Z BOGIEM

Wielu z nas stawia pytanie: jak ułożyć szczęśliwe życie małżeńskie i rodzinne? Z pomocą w szukaniu właściwej odpowiedzi przychodzi psychologia małżeństwa i rodziny oraz pedagogika rodziny. Ich wskazania, choć bardzo cenne, są jednak niewystarczające. Życie małżeńskie – jeżeli ma być piękne, prawdziwe i trwałe – nie może się ograniczać do tego, co w danej chwili przyjemne albo wygodne. Sakrament małżeństwa to o wiele więcej niż zalegalizowanie bycia razem na zasadach tego świata. To wejście małżonków w wyjątkową komunię z Chrystusem. To decyzja, aby całe swoje życie – wszystko, co dzieje się w sercu, umyśle, ciele i w każdej chwili codziennego życia małżonków – uczynić żywym obrazem Boga. Takie życie małżeńskie prowadzi do pełni i do szczęścia, które są możliwe na fundamencie głębokiej, przeżywanej każdego dnia, zażyłości z Bogiem. Komunia z Bogiem rozwija się i pogłębia przez codzienną modlitwę indywidualną, małżeńską i rodzinną. Karmi się medytacją słowa Bożego i adoracją Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Budzi tęsknotę za jak najczęstszym przystępowaniem do Komunii Świętej. Otwiera nasze oczy na potrzebę ciągłego nawracania się, a w konsekwencji na dojrzale przeżywany sakrament pokuty. Włącza nasze życie w rytm roku liturgicznego.

Fot.: Archiwum

Z listu pasterskiego Episkopatu Polski (26 XII 2010 r.)

22

CZAS SERCA 5(114) 2011


czas ZAMYŚLENIA

Komunia z Bogiem

drogą do szczęścia w rodzinie

CZAS SERCA 5(114) 2011

23


czas ŚWIADECTWA

Sylwetki

„nigdy

nie wolno zabijać dzieci!” Stanisława Leszczyńska (1896-1974) – położna z Oświęcimia Trudno uwierzyć, że w miejscu, które było fabryką śmierci, rodziło się nowe życie. A jednak... W Auschwitz były kobiety ciężarne, które właśnie tutaj rodziły swoje dzieci. Większość maluchów nie przeżyła obozu, ale choć część udało się uratować dzięki pomocy bohaterskiej położnej Stanisławy Leszczyńskiej.

położna z powołania

Fot.: Archiwum

Z okazji 600-lecia obecności obrazu Matki Bożej na Jasnej Górze w 1982 roku polskie kobiety ofiarowały jako wotum „Kielich życia i przemiany Narodu”. Znajduje się na nim m.in. wizerunek Stanisławy Leszczyńskiej. Kim była ta kobieta, że to właśnie jej postać znalazła się na kielichu? Stanisława Leszczyńska urodziła się 8 maja 1896 roku w Łodzi. Jej mąż Bronisław zginął w Powstaniu Warszawskim. Miała czworo dzieci – trzech synów i córkę. Przez prawie 40 lat pracowała jako położna, w tym przez dwa lata w Auschwitz. Traktowała swój zawód jako powołanie. Bardzo dużo pracowała, zdarzało się, że przez trzy doby była na nogach, bo tego wymagała opieka nad pacjentkami. Mówiła, że bardzo kocha małe dzieci. Wspominający ją podkreślają, że w ogóle kochała ludzi, była pełna życzliwości, serdeczności i ciepła. Czerpała siły z częstego uczestnictwa we Mszy św. i przyjmowania Komunii Świętej. Zawsze powierzała się opiece Matki Bożej, zwłaszcza w trudnych przypadkach. Odbieranie porodu zaczynała od modlitwy. We wspomnieniach mówiła, że w pracy nie zdarzył jej się żaden przykry wypadek.

porodówka w obozie

W 1943 roku trafiła wraz ze swoją córką Sylwią do Auschwitz. Pod jej opieką znalazły się kobiety oczekujące rozwiązania. Warunki były skrajnie ciężkie. Nie było wody (przynoszono ją w wiadrach), szczury, robactwo, głód, brak podstawowych środków medycznych (na jeden dzień przypadało tylko kilka aspiryn). Nieopodal znajdowali się cierpiący na ciężkie choroby zakaźne więźniowie. Porody odbywały się na długim ceglanym piecu, w którym zazwyczaj nie palono, nawet w zimie. Kobiety oczekujące dziecka odmawiały sobie jedzenia, by kupić za

24

CZAS SERCA 5(114) 2011

nie kawałek płótna na pieluszki. Dzieciom nie przysługiwały żadne ubranka ani jedzenie. Matki musiały suszyć pieluszki na własnych plecach, bo był surowy zakaz wieszania ich w widocznym miejscu. Niemowlęta ginęły zazwyczaj śmiercią głodową w ramionach matek, które nie miały pokarmu. Jednak żadna z kobiet nie zmarła przy porodzie ani nie miała ciężkich powikłań, nie było zakażeń i pęknięć. Porody przeżywały


o życie i godną śmierć

Może trudno zrozumieć taką walkę w tamtych warunkach, ale trzeba pamiętać, że na początku działania obozu był nakaz bezwzględnego mordowania wszystkich nowonarodzonych dzieci i kobiet w ciąży. Odbywało się to w potwornie brutalny sposób. Jeśli kobieta urodziła, niemowlę było od razu zabierane i topione w beczce – matka często to widziała, słyszała bulgotanie wody, potem rzucano ciałko na pożarcie szczurom. Dzięki pomocy Stanisławy dzieci mogły umierać ochrzczone, otoczone miłością, przytulone do swoich mam. To ona sprzeciwiła się rozkazowi zabijania dzieci. Powiedziała dr Mengelemu, zwanemu Aniołem Śmierci, że nigdy nie wolno zabijać dzieci. Dodała, że przecież jest on lekarzem z zawodu, więc powinien to wiedzieć. Mała, drobna kobieta sprzeciwiła się „wielkiemu” doktorowi. Mengele okropnie się zdenerwował i odparł, że rozkaz to rozkaz i on nie jest winien, ale nic jej nie zrobił. Być może

B

MODLITWA O BEATYFIKACJĘ sł. Bożej Stanisławy Leszczyńskiej Boże, Stwórco życia, który w swej dobroci uszczęśliwiasz rodziny ludzkie darem nowego życia, spraw, aby służebnica Twoja Stanisława, która w duchu miłości do matek i dzieci chroniła je przed śmiercią, znajdowała wśród swoich rodaczek liczne i gorliwe naśladowczynie oraz dostąpiła łaski rychłego wyniesienia na ołtarze. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen. w kontakcie z nią napotykał u siebie resztki człowieczeństwa, które stawały się dla niego wyrzutem. Stanisława nie mówiła źle o nikim, także o nim. W późniejszych latach zabijano głównie niemowlęta żydowskie, reszcie pozwalając żyć. Dzieci, które miały blond włosy i niebieskie oczy, były zabierane do adopcji. Stanisława tatuowała im niewielkie znaki, dając tym samym nadzieję zrozpaczonym matkom na to, że kiedyś może od-

najdą swoje dzieci. Stanisława odebrała ponoć około 3 tys. porodów. Obóz przeżyło trzydzieścioro dzieci (nie licząc tych, które zabrano do adopcji).

sługa Boża

Stanisława Leszczyńska napisała po wojnie raport z Auschwitz, który kończy się takimi słowami: „Jeżeli w mej Ojczyźnie – mimo smutnego z czasów wojny doświadczenia – miałyby dojrzewać tendencje skierowane przeciw życiu, to

czas ŚWIADECTWA

również dzieci. Niemieccy „lekarze” nie mogli tego zrozumieć, w Rzeszy nawet w najlepszych klinikach zdarzały się komplikacje i śmierć położnic. Stanisława zachęcała matki mimo wszystko do przystawiania dzieci do piersi, nawet jeśli nic nie leciało, żeby gruczoły nie przestały pracować. Dodawała otuchy, pocieszała, zachęcała do modlitwy, organizowała wspólne odmawianie różańca. Walczyła o każde życie do samego końca.

Jeżeli w mej Ojczyźnie – mimo smutnego z czasów wojny doświadczenia – miałyby dojrzewać tendencje skierowane przeciw życiu, to wierzę w głos wszystkich położnych, wszystkich uczciwych matek i ojców, wszystkich uczciwych obywateli, w obronie życia i praw dziecka. W obozie koncentracyjnym wszystkie dzieci – wbrew wszelkim przewidywaniom – rodziły się żywe, śliczne i tłuściutkie. Natura, przeciwstawiając się nienawiści, walczyła o swoje prawa uparcie, niezłomnymi rezerwami żywotności. Natura jest nauczycielką położnej. Razem z nią walczy o życie i razem z nią propaguje najpiękniejszą rzecz na świecie – uśmiech dziecka. sł. Boża Stanisława Leszczyńska

wierzę w głos wszystkich położnych, wszystkich uczciwych matek i ojców, wszystkich uczciwych obywateli, w obronie życia i praw dziecka. W obozie koncentracyjnym wszystkie dzieci – wbrew wszelkim przewidywaniom – rodziły się żywe, śliczne i tłuściutkie. Natura, przeciwstawiając się nienawiści, walczyła o swoje prawa uparcie, niezłomnymi rezerwami żywotności. Natura jest nauczycielką położnej. Razem z nią walczy o życie i razem z nią propaguje najpiękniejszą rzecz na świecie – uśmiech dziecka”. Stanisława Leszczyńska zmarła 11 marca 1974 roku na nowotwór jelit. Być może rozwinął się on na skutek przeżytego w obozie duru brzusznego. Na pogrzeb przyszły tysiące ludzi, także uratowane dzieci. 3 marca 1992 roku rozpoczął się proces beatyfikacyjny sługi Bożej Stanisławy Leszczyńskiej. Elżbieta Małasiewicz-Machula (Kraków)

CZAS SERCA 5(114) 2011

25


czas ŚWIADECTWA

„polskie

Lourdes”

sanktuarium Matki Bożej w Gietrzwałdzie W połowie drogi między Ostródą a Olsztynem, na ziemi warmińskiej, położony jest Gietrzwałd. To właśnie tutaj w 1877 roku miały miejsce objawienia Matki Bożej – jedyne w Polsce oficjalnie uznane przez władze kościelne.

odmawiajcie różaniec!

Objawienia w Gietrzwałdzie rozpoczęły się 27 czerwca 1877 roku i trwały do 16 września tego samego roku (Maryja ukazała się łącznie 160 razy). Dziewiętnaście lat po wydarzeniach w Lourdes Matka Boża objawiła się na klonie rosnącym przy gietrzwałdzkim kościele. Głównymi wizjonerkami były: trzynastoletnia Justyna Szafryńska i dwunastoletnia Barbara Samulowska. Obie dziewczynki pochodziły z ubogich, ale pobożnych rodzin. Jako pierwsza zobaczyła Maryję Justyna wracająca z matką z egzaminu przed Pierwszą Komunią Świętą. Matka Boża przemówiła po polsku, co w tamtym czasach było bardzo znaczące – za używanie tego języka na trenach zaboru pruskiego groziły prześladowania. Na zapytanie dziewczynek: „Kto Ty jesteś?” odpowiedziała: „Jestem Najświętsza Panna Maryja Niepokalanie Poczęta!”. Na pytanie: „Czego żądasz

26

CZAS SERCA 5(114) 2011

Matko Boża?” padła odpowiedź: „Życzę sobie, abyście codziennie odmawiali różaniec!”. Matka Boża zapowiedziała także, że jeśli ludzie będą się gorliwie modlić, to Kościół na tych terenach nie będzie prześladowany. Objawienia bardzo podniosły na duchu wiernych. Obserwowano wzrost gorliwości religijnej, wiele osób wstąpiło do zakonów. Proboszcz gietrzwałdzkiej parafii Augustyn Weichsel pisał: „nie sama tylko moja parafia, ale też cała okolica stała się pobożniejsza po objawieniach”. W przekazie Matki Bożej znalazło się także wezwanie do trzeźwości. W odpowiedzi na nie powstał ruch trzeźwościowy. Do sanktuarium po dziś dzień przybywają pielgrzymki osób z problemem alkoholowym. Maryja podkreślała także wagę uczestnictwa we Mszy św. i nakłaniała do czynienia pokuty. Podczas objawienia 8 września 1877 roku pobło-

Miejsce objawień Matki Bożej


czas ŚWIADECTWA

gosławiła źródełko, z którego woda przynosiła liczne uzdrowienia. Wcześniej źródełko zalewało okoliczne pola, dlatego zostało zasypane. W czasie objawień wytrysnęło ponownie. W stulecie objawień w 1977 roku komisja powołana przez biskupa warmińskiego Józefa Drzazgę oficjalnie uznała je za autentyczne.

„Częstochowa Północy”

Fotografie: Archiwum

Sanktuarium Maryjne w Gietrzwałdzie mieści się w gotyckiej bazylice Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. W świątyni znajduje się obraz Matki Bożej Gietrzwałdzkiej z Dzieciątkiem. W 1967 roku został on ukoronowany przez Prymasa Stefana Wyszyńskiego i kardynała Karola Wojtyłę. Gietrzwałd był celem pielgrzymek jeszcze przed objawieniami. W zaborze pruskim pod rządami kanclerza Bismarcka nie można było pielgrzymować na Jasną Górę, więc wierni przychodzili do Gietrzwałdu. Nazywano go nawet z tego powodu „Częstochową Północy”. Obok bazyliki, w miejscu objawień stoi kapliczka Matki Bożej. Figura ta została ustawiona jeszcze w trakcie objawień, na życzenie Matki Bożej. W dniu jej poświęcenia Matka Boża ukazała się po raz ostatni. W pobliżu kościoła znajduje się dom pielgrzyma, stacje drogi krzyżowej oraz cudowne źródełko. Rozpoczęto także dzieło budowy kaplic różańcowych, aby odpowiedzieć na polecenie Matki Bożej wzywającej do codziennego odmawiania różańca. Kaplice będą wzniesione w stylu warmińskim (z czerwonej cegły) w alei wysadzanej grabami. Do gietrzwałdzkiego sanktuarium także i dziś przybywają rzesze pielgrzymów – nawet do miliona rocznie. Od 1947 roku opiekują się nim kanonicy regularni laterańscy.

dalsze losy wizjonerek

Obie dziewczynki zostały najpierw umieszczone u sióstr miłosierdzia w Lidzbarku Warmińskim, później trafiły do Domu św. Józefa w Pelpli-

nie, gdzie uzupełniły wykształcenie. W 1880 roku obie wstąpiły do Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego à Paulo (szarytki). Barbara przyjęła imię Stanisława. Przez 11 lat przebywała we Francji. Później skierowano ją na misję do Gwatemali, gdzie do końca życia służyła miejscowej ludności. Była m.in. przełożoną Szpitala Głównego. Z wielkim poświęceniem pomagała też poszkodowanym w trzęsieniu ziemi. Zmarła 6 grudnia 1950 roku na nowotwór twarzy. Przeżyła 85 lat. Od 2005 roku toczy się jej proces beatyfikacyjny. Justyna Szafryńska przybrała imię Augusta. Także przebywała w klasztorze we Francji. Po 14 latach w zakonie nie odnowiła jednak ślubów, wyjechała do Westfalii i nieznane są jej dalsze losy. Katarzyna Bogucka (Częstochowa)

Cudowne źródełko CZAS SERCA 5(114) 2011

27


czas RODZINY

nie lubię jesieni Jeszcze trwa kalendarzowe lato, ale my coraz częściej myślimy o zbliżającej się jesieni. Najpierw będzie pełna kolorów, słońca ukrytego w liściach i owocach, potem nadejdzie słota, dni będą coraz krótsze, zimniejsze, przygnębiające. Deszcz i hulający wiatr za oknem, odarte z liści drzewa… Nie lubimy tej pory roku i obawiamy się, że znowu może nas dopaść jesienna depresja.

wspomnienie lata

Wakacje właśnie dobiegły końca. Jeszcze można się cieszyć blaskiem słońca schwytanym w owocach i kolorowych jesiennych kwiatach. Ten blask zamykamy w przetworach, których przygotowanie, co prawda, wymaga wiele wysiłku i czasu, ale przecież nic nie zastąpi słoiczka śliwkowych powideł otwartego w środku zimy czy zapachu własnoręcznie zebranych i ususzonych grzybów, które potem dodamy do wigilijnych potraw. Smaki i zapachy jesieni są naprawdę wyjątkowe. Koniec lata można uczcić upieczeniem pachnącej szarlotki albo placka ze śliwkami. Wspólne pieczenie i rodzinny posiłek, na przykład po długim niedzielnym spacerze, może być dobrym sposobem na pożegnania lata i dziękczynieniem za dary, które ono przyniosło.

28

CZAS SERCA 5(114) 2011

wyciszenie

Jesiennego przygnębienia trudno uniknąć. Powodują je między innymi mniejsza ilość światła i ciepła. Dłużej śpimy, jesteśmy mniej aktywni (wiele energii kosztowały nas urlopowe szaleństwa), pijemy więcej ciepłych napojów, coraz częściej zasiadamy przed zapalonym kominkiem albo blisko pieca czy kaloryfera. Mamy wrażenie, że opuściły nas wszystkie siły, ogarniają nas melancholia i przygnębienie. Siadamy na kanapie i niezdolni do jakiegokolwiek ruchu wpatrujemy się w okno, jakbyśmy wraz z odchodzącym latem tracili energię i optymizm. Za ten stan obwiniamy jesienną aurę. Tymczasem to sama natura pokazuje nam, że oto nadchodzi okres wyciszenia, skupienia na własnym wnętrzu i relacjach z najbliższymi nam osobami. Jesień to czas refleksji, gdy nasze myśli


czas RODZINY

gotowywanie przetworów na zimę, gotowanie smacznych i zdrowych posiłków, przygotowywanie ogrodu na nadejście zimy czy nawet puszczanie latawców… Jesienią jest tyle do zrobienia, jeśli tylko mamy na to ochotę. To wyjątkowy czas dla rodziny. Coraz krótsze dni i deszcz za oknem sprawiają, że wszyscy gromadzą się w domu. Najstarsze pokolenie wreszcie nie czuje się wypchnięte poza orbitę rodzinnego życia. Wspólne rozmowy i śmiech, wspomnienia, czytanie książek, oglądanie familijnych seriali… Rodzinne więzi stają się coraz silniejsze, bo jesteśmy „skazani” na dłuższe przebywanie z sobą i nasze rozmowy rzadko kończą się stwierdzeniem „dzisiaj nie mam czasu, to za trudny temat…”. Jesień to czas przemyśleń, które pomogą nam skupić się na rozwiązaniu spraw wiecznie odkładanych na później, ciążących nam jak balast, a to pierwszy krok do odkrycia w sobie radości życia. Chyba że wybierzemy zupełnie inny sposób na walkę z jesienną aurą: codzienne, wielogodzinne samotne przesiadywanie przed telewizorem z pilotem w jednej ręce i paczką solnych orzeszków w drugiej. Wtedy zmarnujemy dany nam czas, a jesienna depresja, przed którą ostrzegają media, z pewnością nas dopadnie. Izabela Bilińska-Socha (Kraków)

mogą zaprzestać codziennej gonitwy i skupić się na przykład na przemijaniu. W tym okresie często sięgamy do wspomnień, oglądamy nie tylko zdjęcia z ostatnich, jeszcze świeżych, wakacji, lecz także chętnie wertujemy stare rodzinne albumy i objaśniamy ich zawartość naszym dzieciom czy wnukom. Jesienne wieczory to najlepszy czas na skupienie, modlitwę i rozważania. Pierwszego dnia astronomicznej jesieni przypada wspomnienie św. Ojca Pio, 1 października wspomnienie św. Teresy od Dzieciątka Jezus, 4 października św. Biedaczyny z Asyżu, 16 października św. Małgorzaty Marii Alacoque… Ich świadectwo wiary i życie mogą stać się punktem wyjścia do zmian w naszym życiu wewnętrznym i sposobie postrzegania innych ludzi. Cały październik jest poświęcony Matce Bożej, która zachęca nas do modlitwy różańcowej. Na początku listopada wspominamy zaś tych, którzy zakończyli już swoje ziemskie pielgrzymowanie. Nasze myśli kierujemy ku wartościom wiecznym, nieprzemijającym… Wkrótce rozpocznie się Adwent – czas oczekiwania.

rodzinna jesień

Ponurej jesiennej aury nie powinniśmy się obawiać. Rodzinny spacer w poszukiwaniu śladów jesieni: owoców jarzębiny, kasztanów, żołędzi czy kolorowych liści może być pierwszym krokiem do jej oswojenia. Wspólne przy-

Fotografie: Archiwum

skupienie i modlitwa

Liście, które jesienią spadają z drzew, chciałyby się wskazać jako przykład przemijania. Byłby to jednak zły przykład, ponieważ po kilku miesiącach drzewo wypuści nowe liście i nastanie wiosna, dokładnie taka jak była wcześniej. Peter Rosegger

CZAS SERCA 5(114) 2011

29


Fot.: Archiwum Towarzystwa

czas RODZINY

przywrócić

ciepło domowe

z Anną Szurpicką, prezesem Towarzystwa Przywracania Rodziny, rozmawia Dorota Mazur Towarzystwo Przywracania Rodziny, którego jest Pani prezesem, wspiera dzieci, które nie mają rodziny i znajdują się w trudnej sytuacji życiowej i prawnej z tego powodu. Powołaliście do życia dwie ochronki – „Jurek” w Poznaniu oraz „Franciszek” w Obornikach, a obecnie powstaje trzecia – „Mikołaj”. To będzie już druga tego rodzaju placówka w Obornikach. Jaki charakter mają te placówki? Ochronki to małe domy dziecka lub inaczej – placówki socjalizacyjne o specyfice rodzinnopodobnej. Nasza nazwa ma chronić zamieszkujące w naszych ośrodkach dzieci przed ujawnieniem ich sytuacji życiowej w środowisku. Charakter domu, jego podłoże i atmosfera w nim panująca daleko odbiega od przeciętnego obrazu życia w typowym domu dziecka. Założycielom ochronek przyświecała od początku idea, aby ochronić najmłodsze dzieci przed pobytem w dużej placówce czy w dużej zbiorowości wychowanków. Dlatego też staramy się zapewnić dzieciom warunki zbli-

30

CZAS SERCA 5(114) 2011

żone do domu rodzinnego, natomiast naszym celem jest, jak najszybszy ich powrót do rodziny naturalnej. Jeśli jest to niemożliwe, wówczas staramy się kierować dzieci, poprzez ośrodki adopcyjne i sąd – w zależności od ich sytuacji prawnej – do najlepszej rodziny zastępczej lub adopcyjnej. Naszym życzeniem byłoby, aby te wszystkie dzieci, które z różnych powodów nie mogą być w domach rodzinnych (naturalnych, zastępczych lub adopcyjnych) mogły znaleźć miejsce w takiej formie instytucjonalnej, która najbardziej zbliżona jest do rodziny. W jakim wieku są dzieci przebywajace w ochronkach i jak wygląda ich zwykły dzień? Naszymi podopiecznymi są dzieci w wieku wczesnoszkolnym i przedszkolnym. W wyjątkowych wypadkach mogą to być także dzieci młodsze. Ich dzień rozpoczyna się tak jak w każdym domu. Po powrocie dzieci ze szkoły i przed-


Ochronka „Mikołaj”, która jest w trakcie tworzenia i rozpocznie swą działalność w lipcu, powstaje w budynku „Światełka”. Co to była za placówka? Ośrodek Wspomagania Dziecka i Rodziny „Światełko” w Obornikach był placówką utworzoną i prowadzoną także przez nasze stowarzyszenie (Towarzystwo Przywracania Rodziny). Ośrodek świadczył usługi dla dzieci, młodzieży oraz ich rodzin z całej Wielkopolski. Placówka powstała dzięki wsparciu projektu o tej samej nazwie udzielonemu przez Islandię, Liechtenstein i Norwegię poprzez dofinansowanie ze środków Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz Norweskiego Mechanizmu Finansowego, a także ze środków budżetu Rzeczpospolitej Polskiej w ramach Funduszu dla Organizacji Pozarządowych (umowa o dofinansowanie projektu od 1 grudnia 2007 roku do 30 listopada 2010 roku). Projekt realizowany był w partnerstwie z Komendą Hufca ZHP w Obornikach. Do końca maja tego roku otrzymaliśmy dofinansowanie na kontynuację pracy „Światełka” ze środków powiatu obornickiego. Jednakże ze względu na brak środków nie możemy tej działalności przedłużyć. Wysoko wykwalifikowana kadra (pedagog, psycholodzy, muzykoterapeuta, arteterapeuta, trenerzy rodzin zastępczych oraz szkoleń i warsztatów dla rodziców) podejmowała w ramach projektu różne zadania, mające pomóc w rozwiązywaniu problemów wychowawczych rodzicom naturalnym, zastępczym i adopcyjnym. Dzieciom i młodzieży oferowany był udział w zajęciach profilaktyczno-edukacyjnych i terapeutycznych, w dostosowanych dla nich grupach wiekowych. Uczestnicy korzystali z naszej oferty bezpłatnie. Organizowaliście też szkolenia dla rodziców „Moja Rodzina”. Może Pani o nich nieco więcej opowiedzieć? Na szkoleniach i warsztatach dla rodziców zrealizowanych w ramach tego projektu uczestnicy zdobyli wiedzę na temat potrzeb rozwojowych swoich dzieci i efektywnej komunikacji. Lekarz uczył udzielania dziecku pierwszej

pomocy i rozpoznawania objawów chorobowych. Uczestnicy otrzymali ponadto „pomysły na rozwiązanie niektórych problemów w rodzinie”, „dodatkowe informacje, inne spojrzenie na codzienne sprawy i komunikację”, „inspirację do zmian”, „porady, jak pomóc dzieciom wejść w dorosłe życie i dojrzeć”. W tej części projektu także harcerze prowadzili zajęcia, które nakierowane były na zdobywanie doświadczeń, przeżywanie przygód, wyzwalanie twórczości, dostarczanie pozytywnych wzorców osobowościowych, nabywanie i kształtowanie umiejętności pracy w grupie.

czas RODZINY

szkola jest czas na zabawę, odpoczynek i naukę. Podczas odrabiania zadań wychowawcy zawsze służą pomocą. Po tych obowiązkach są wspólne zabawy czy spacery oraz kolacja. Przed snem zaś wychowawcy starają się znaleźć dla każdego dziecka indywidualny czas na rozmowę. W dni wolne od nauki staramy się wyjść do kina, do zoo, na spacer czy rowerowy „wypad”. W sobotnie przedpołudnie dzieci uczestniczą we wspólnym wielkim sprzątaniu. Czasem pomagają wychowawcy w zakupach. Rytm życia w ochronce narzucany jest przez codzienne obowiązki i potrzeby, i poprzez codzienne przebywanie razem w atmosferze bezpieczeństwa i akceptacji, dzięki której dzieci odbudowują zaufanie do ludzi, wiarę w siebie, a także uczą się tego wszystkiego, co będzie im potrzebne w samodzielnym, dorosłym życiu. W czasie wolnym dzieci są również odwiedzane przez rodziców.

Nowa ochronka powstaje więc z konieczności, gdyż „Światełko” nie otrzymało dofinansowania na dalsze funkcjonowanie. Jakie są aktualne potrzeby nowo powstałego miejsca? Aby zorganizować w budynku po ośrodku „Światełko”, mały dom dziecka musimy spełnić wiele wymogów wynikających z Rozporządzenia MP i PS dla placówek opiekuńczo-wychowawczych między innymi przystosować pomieszczenia na kuchnię i łazienkę i zapewnić całkowite wyposażenie w celu rejestracji w Wielkopolskim Urzędzie Wojewódzkim. Potrzebne są takie sprzęty domowe, jak: duża lodówka, zamrażarka, pralka, kuchenka elektryczna, łóżka piętrowe, meblościanki młodzieżowe, naczynia i sprzęty kuchenne, garnki, kołdry, pościele, koce, itp. Bez tych przedmiotów nie będzie możliwe otwarcie naszej placówki dla dzieci, które dotknęła w domu przemoc lub inna krzywda. A jest to placówka, która zapewnienia domowy klimat i zindywidualizowaną opiekę, której brakuje w dużo większych domach dziecka. Jeśli uda nam się wyposażyć ośrodek do połowy czerwca, to dzieci będą mogły zamieszkać w nim już od lipca tego roku. Początek działalności ośrodka to właśnie lipiec bieżącego roku. I mam ogromną nadzieję, że – dzięki życzliwości wielu ludzi dobrej woli – dzieciom z naszej nowej ochronki nie zabraknie niczego, co potrzebne dla ich prawidłowego rozwoju. A przede wszystkim nie zabraknie im serca tych, którzy ofiarują im swój czas i wsparcie, aby wyrosły na mądrych i szczęśliwych ludzi. Dziękuję za rozmowę.

Ośrodek można wesprzeć finansowo, wpłacając dar serca na: Towarzystwo Przywracania Rodziny ul. Pułaskiego 7, 64-600 Oborniki Wlkp. 28 1090 1359 0000 0000 3501 8513 tytułem: Darowizna dla nowo powstającej ochronki „Mikołaj”

CZAS SERCA 5(114) 2011

31


dla rodziny Fot.: Archiwum

czas RODZINY

SŁOWO BOŻE

W tych dniach Maryja wybrała się w drogę i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [ziemi] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Łk 1,39-41 W krótkim czasie po Zwiastowaniu Maryja wybrała się do swej krewnej Elżbiety, aby jej pomóc w zwyczajnych obowiązkach domowych. Dowiedziała się bowiem od anioła Gabriela, że „Elżbieta poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu” (Łk 1,36). Choć sama również była brzemienna i mogła pozostać we własnym domu, żeby przygotowywać się na narodzenie swego Syna, Maryja wybrała się w drogę ochoczo i z radością, aby pomagać starszej krewnej. Oto obraz życia wewnętrznego Maryi: postawa pokornej służby i bezinteresownej miłości spieszącej z pomocą tym, którzy znajdują się w potrzebie. Maryja spieszy z pomocą i czyni to w łączności z Jezusem, niosąc Go do tych, którzy owej pomocy potrzebują. Zdarzenie, które ukazał św. Łukasz w scenie Nawiedzenia Maryi, miało miejsce u progu Jej wejścia w historię zbawienia, gdy zaledwie wypowiedziała Bogu swoje fiat. Maryja od razu realizuje to, co zadeklarowała wobec Boskiego Posłańca – daje Jezusa innym. Staje się w ten sposób narzędziem w rozdawaniu Bożej miłości. Czyni to w całkowitym posłuszeństwie Jego woli, która chce posługiwać się ludźmi w realizacji planu zbawiania świata. Krótko przed śmiercią Chrystusa, gdy Maryja stała pod krzyżem swego Syna, otrzymała od Niego testament, na mocy którego stała się naszą Matką. Zostaliśmy wówczas powierzeni Jej matczynej opiece. Odtąd z nowego tytułu Maryja troszczy się o nas. Czyni to tak, jak czyniła w stosunku do Jezusa od pierwszych chwil Jego poczęcia aż po ostatnie tchnienie na Kalwarii – z całą troską i miłością. Trudno do końca uświadomić sobie dobroć Maryi wyrażającą się w Jej opiece, którą jako nasza Matka otacza każdego z nas. Rozważając jednak przesłanie płynące z nawiedzenia św. Elżbiety, łatwo wydedukować, że skoro już przed narodzeniem Chrystusa Maryja była tak bardzo wrażliwa na potrzeby innych, to tym bardziej jest taką teraz. Będąc bowiem Matką Jezusa, towarzyszyła swemu Synowi także w Jego publicznej działalności. Świadoma boskości Jezusa słuchała Jego nauki i była świadkiem Jego czynów przenikniętych miłością do każdego człowieka. W ten sposób Maryja wzrastała w Jezusowej szkole, stając się uczennicą Mistrza. On był dla niej Nauczycielem, którego jako pokorna Służebnica Pańska słuchała i naśladowała. Taką Maryja jest także obecnie, bo święci się nie zmieniają. Była dobrą dla innych w czasach ziemskiej działalności Syna i taką jest również dziś. Naśladuje w sposób doskonały Jezusa, służąc wszystkim ludziom, jako swym dzieciom, które zostały Jej powierzone przez Boskiego Syna. Czyni to nawet nieproszona o pomoc, jak było w przypadku krewnej Elżbiety. O ileż więc bardziej pomaga tym, którzy zwracają się do Niej w ufnej modlitwie. Warto o tym pamiętać zwłaszcza w październiku – miesiącu modlitwy różańcowej. Rozważając Tajemnice Różańca, pozdrawiamy naszą Matkę słowami anioła i prosimy Ją o wstawiennictwo u Syna, który Jej niczego nie jest w stanie odmówić, jeśli jest to zgodne z Jego zbawczą wolą. Maryja na pewno dawać nam będzie Jezusa, a wraz z Nim w nasze życie wprowadzać będzie radość i Ducha Świętego – tak, jak w życie Elżbiety. To najsłuszniejszy powód, dla którego trzeba koniecznie zwracać się do Maryi, jak najczęściej, sięgając po różaniec – Jej ulubioną modlitwę.

32

ks. Marek Romańczyk SCJ (Binczarowa) CZAS SERCA 5(114) 2011

„Zbliżył się także jeden z uczonych w Piśmie, który im się przysłuchiwał, gdy rozprawiali ze sobą. Widząc, że Jezus dobrze im odpowiedział, zapytał Go: «Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?». Jezus odpowiedział: «Pierwsze jest: Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą»” (Mk 12,28-30).

W

powyższym fragmencie Ewangelii jakiś uczony w Piśmie pyta Jezusa o pierwsze ze wszystkich przykazań. Jezus odpowiada tak jak każdy Izraelita wychowany w tradycji mojżeszowej: „Pierwsze jest: Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą»” (Mk 12,29-30). Zgodnie z prawem mojżeszowym i nauką Chrystusa pierwszą prawdą, którą mamy sobie przyswoić, jest fakt, że jest tylko jeden Bóg i to Jemu należy się cała nasza miłość. Jego mamy kochać całym niepodzielonym sercem, duszą, umysłem i mocą. Naszą miłość do Niego mamy wyrażać także w postawie słuchania Jego słowa i gotowości przyjmowania Jego woli. Jak mamy słuchać Jego słowa, które jest nam przekazane przez Pismo Święte? Chrystus w przypowieści o domu na piasku i na skale (zob. Mt 7,21-27) ukazuje dwa sposoby słuchania słowa Bożego. Pierwszy sposób polega na słuchaniu i wypełnianiu Jego słów. Jezus ilustruje to sugestywnym obrazem budowy domu na skale: „Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony”


Izraelu!

czas MŁODYCH

słuchaj,

Tym, którzy mają przekroczyć próg trzeciego tysiąclecia, pragnę powiedzieć: budujcie dom na skale! Budujcie dom waszego życia osobistego i społecznego na skale! A skałą jest Chrystus – Chrystus żyjący w swoim Kościele, który trwa na tych ziemiach od tysiąca lat. bł. Jan Paweł II

Fot.: Archiwum

(Mt 7,24-25). Drugi sposób polega na słuchaniu i niewypełnianiu Jego słów. Ilustruje to obraz budowy domu na piasku: „Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki” (Mt 7,26-27). Słuchanie słowa Bożego wiąże się więc z życiem nim na co dzień. Jezus mówi, że człowiekiem roztropnym jest ten, który słucha i wypełnia usłyszane słowo. W języku hebrajskim polskie słowa: „słuchać” i „być posłusznym” oddaje tylko jeden czasownik dabar. Słowo Boga musi być przyjęte jako słowo Osoby Bożej, która domaga się od nas, żebyśmy temu słowu podporządkowali swoje postępowanie. Słowo Boże jest światłem, które nie może być nigdy oddzielone od życia. To znaczy, że to, co poznajemy umysłem jako słowo Boże, musimy przyjmować wolą jako prawo Boże – normę naszego postępowania. I wtedy dopiero będziemy „mieli życie i mieli je w obfitości” (por. J 10,10). Chrystus obiecuje je nie temu, kto zna Pismo Święte, kto wiele czyta i wiele wie na temat nauki Jezusa, ale temu, kto ją wciela w codzienne życie. „Ja jestem światłością świata – mówi Chrystus. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” (J 8,12). Iść to znaczy podejmować wysiłek woli, to znaczy czynić to, co słowo Boże nam pokazuje jako zasadę postępowania, jako prawdę, którą mamy czynić w miłości. Postępując w ten sposób, poprzez słowo Boże budujemy dom swojego życia. Budujemy go na skale, bo budujemy na prawdzie, która jest z Boga, i na woli Boga, która zawsze chce naszego dobra w perspektywie zbawienia. Czy Bóg i moja miłość do Niego, „całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą” (Mk 12,30) jest dla mnie skałą, podstawą i konstrukcją we wznoszeniu gmachu mego życia? Czy słuchanie słowa Bożego i życie nim na co dzień jest wyrazem mojej miłości do Niego? Jaka jest moja hierarchia wartości? Czy fundamentem mojego życia jest pierwszeństwo Boga, pierwszeństwo Jego słowa, obecności i miłości? ks. Krzysztof Zimończyk SCJ (Kraków)

CZAS SERCA 5(114) 2011

33


czas MŁODYCH

gdzie jest

Ziemia Święta?

Dzisiejszy Izrael to ponad 22 tys. km2, niecałe 8 milionów ludzi. Zasadniczo to na tych terenach urodził się, żył w ukryciu, a później już całkiem otwarcie głosił Dobrą Nowinę ponad dwa tysiące lat temu Pan Jezus. Tam też, w samym jej sercu, dał się zamordować, tam też zmartwychwstał. Stamtąd też posłał uczniów na cały świat, aby głosili Ewangelię.

O

bszar Ziemi Świętej to na północy – Galilea, m.in. z miastem Nazaret, dalej – centralna część, Samaria oraz południowa, największa – Judea – z Jerozolimą i Betlejem. Wbrew pozorom miejsca te, choć odległe (z Krakowa do Jerozolimy w linii prostej jest prawie 2400 km), są nam bardzo dobrze znane z kart Pisma Świętego. Chociażby wspomniane już Nazaret i Betlejem, Jerozolima z drogą krzyżową, miejscem męki i w końcu też – zmartwychwstania. Znamy też Kafarnaum nad Jeziorem Galilejskim, Betanię, czy chociażby Pustynię Judzką... Nie bez powodów mówi się, że obok Ewangelii wg Mateusza, Marka, Łukasza i Jana to właśnie Ziemia Święta jest piątą Ewangelią. Zapewne część Czytelników miała okazję odbyć pielgrzymkę do tych miejsc i może się wypowiedzieć na ten temat. Bez wątpienia wyjazd do Izraela to jedno z piękniejszych przeżyć, nie tylko

34

CZAS SERCA 5(114) 2011

duchowych. Wydaje się zatem, że odpowiedź na pytanie postawione w tytule już mamy. Tak, ale połowicznie. Gdzie zatem jest jeszcze piąta Ewangelia? A może inaczej – gdzie jeszcze jest Ziemia Święta? Pewnie nie każdy z nas zostanie obdarzony łaską bycia w Izraelu i zobaczenia „na żywo” tych wszystkich biblijnych miejsc. Pan Jezus jednak i z tym sobie poradził, zostawiając nam jeszcze jedną Ziemię Świętą. I co najważniejsze – dla każdego dostępną (nawet w ofercie last minute – gdyby komuś przez całe życie było „daleko”, to i w ostatniej chwili może skorzystać)! Co to znaczy? Całkiem niedawno wpadł mi w oko komentarz do zdjęcia zrobionego w Jerozolimie. Okazał się on dla wielu osób, w tym także i dla mnie, okazją do głębszej refleksji nad


czas MŁODYCH Fotografie: Archiwum

Ziemią Świętą. Pozwolę go sobie przytoczyć: „Przyjmować Pana Jezusa do swojego serca, to jest dopiero Ziemia Święta...”. Osobiście przeżyłam niemały szok. Jedno zdanie sprowadziło mnie na ziemię dosyć szybko, na szczęście – ku mojej refleksji. Warto postawić sobie kilka pytań: Czym dla mnie jest Ziemia Święta? Czy ja chcę być w Ziemi Świętej, czy może sama chcę być Ziemią Świętą? Która z tych „ziem” jest cenniejsza? Ta, po której chodził kiedyś Jezus czy ta, w której może zamieszkać TERAZ? Jak dostać się do Ziemi Świętej? (i nie chodzi tutaj o reklamę biur podróży...). Najprostszą drogą (i w gruncie rzeczy jedyną) wydaje się modlitwa, lektura słowa Bożego i przyjmowanie Komunii Świętej. Na dowód tego podzielę się pewnym rozważaniem, które jest owocem rozmyślań nad przytoczonym wyżej komentarzem do zdjęcia. Pisane było już po przyjęciu Komunii, a zrodziło się tuż przed jej przyjęciem, w czasie Mszy Świętej. Autorka, wyrażając zgodę na publikację, pragnęła pozostać anonimowa. „Z moich myśli splotło się jedno pragnienie: Panie, przemień moje serce w Ziemię Świętą, w której zechcesz zamieszkać. Zobaczyłam serce. Było całe pokryte czarną ziemią, bez żadnych roślin, kamieni, po prostu całe czarne, żywe serce, jak żywa, żyzna gleba. Później zobaczyłam, że z tej ziemi wyrastają kłosy zbóż – każde ziarno oznaczało jeden dobry uczynek. Pan mi pokazał, że nie wystarczy jeden gest, ale musi ich być więcej, jak wiele jest ziaren w jednym kłosie. Każdy zaś kłos to kolejny dzień i kolejne ziarna uczynków miłosierdzia, wyrzeczeń, pokuty, modlitw... Tylko wtedy z pełnych ziaren i z wielkiej ich liczby możliwe jest upieczenie chleba, a przecież, jak mówił choćby św. brat Albert – mamy być dobrzy, jak dobry jest chleb. Oddałam moje serce jako żyzną rolę w ręce mojego Mistrza. A On przywołał obraz z Raju – ziemia ma być poddana moim rękom, moim czynom, moim decyzjom (por. Rdz 1,28). To znaczy, że sama decyzja woli, pamięci, rozumu nie wystarczy. By być Ziemią Świętą dla Pana, trzeba na tej roli pracować jak najemnik, w pokorze, cichości i trudzie całego dnia, by później otrzymać stosowną zapłatę. Jezu, uczyń moje serce Ziemią Świętą. Bądź mi Panem, a ja niech będę tylko Twym robotnikiem, nędznym i niegodnym narzędziem w Twoim Raju. W ziemi, która należy do Ciebie. Amen”. Nie pozostaje zatem nic innego, jak modlić się o nieustanny „głód słuchania” (o którym szerzej było w poprzednim numerze), o siły do pracy, o zdolność wybierania Jezusa, o ciągłe łaknienie Chleba, o tęsknotę za Pokarmem, który zaprowadzi nas do naszej upragnionej Ziemi Świętej. Do nieba. Karolina Krawczyk (Kraków)

CZAS SERCA 5(114) 2011

35


czas WZRASTANIA

dlaczego Jezus

ma tyle imion?

Jezusa z Nazaretu określa się różnymi tytułami: Chrystus, Pan, Kyrios, Syn Boży. Co właściwie kryje się pod tymi różnymi imionami? Skąd takie ich zróżnicowanie? U ludów starożytnych imiona nie były przypadkowe, ale oddawały istotne przymioty osoby, do której się odnosiły. Dlatego warto się przyjrzeć temu, jakie imiona, tytuły nadawano Jezusowi, bo zapewne kryje się za nimi tajemnica Jego osoby, którą w ten sposób pragnęli uchwycić Jemu współcześni.

nadasz Mu imię Jezus

W języku hebrajskim imię Jezus znaczy „Bóg zbawia”. Takie imię polecił anioł Gabriel nadać przyszłemu Synowi Maryi. Bardzo trafnie imię to ujmuje zarówno osobę, jak i misję Jezusa. To On ma zbawić swój lud od jego grzechów. Zapowiedź ta zaczęła się spełniać za życia Jezusa, który sam odpuszczał grzechy, a potem udzielił mocy odpuszczania grzechów apostołom. Przede wszystkim zaś własne życie oddał „za nasze grzechy”. Po uniżeniu na krzyżu Bóg wywyższył Jezusa poprzez chwałę zmartwychwstania i, według słów św. Pawła, „darował Mu imię ponad wszelkie imię” (Flp 2,9). Tego Imienia lękają się złe duchy, dlatego jest ono ochroną dla wszystkich, którzy je wzywają. W świetle objawienia Bożego jesteśmy pewni, że „nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, przez które moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4,12).

Jezus zwany Chrystusem

Chrystus jest greckim tłumaczeniem hebrajskiego pojęcia „mesjasz”, czyli namaszczony. W Izraelu namaszczano w imię Boże tych, którzy mieli pełnić zlecone przez Niego misje. Odnosiło się to zwłaszcza do królów, kapłanów, ale

36

CZAS SERCA 5(114) 2011

i proroków. Żydzi oczekiwali takiego mesjasza, naznaczonego przez Boga, który miał ostatecznie zapoczątkować Jego królestwo. Wszystko to spełniło się w „Jezusie z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą” (por. Dz 10,38). Okazał się królem, który jednak „nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mt 20,28); najpełniej Jego królowanie objawiło się, gdy został wywyższony na krzyżu. Był więc radykalnie innym królem niż się spodziewano. Jezus był też prawdziwym kapłanem, który jednak w przebłagalnej ofierze nie składał baranów i cielców, ale siebie samego – dlatego właśnie „żyje jako Baranek zabity” (jak mówi prefacja wielkanocna). Jezus był w końcu „prorokiem potężnym w czynie i słowie” (Łk 24,19), który w najdoskonalszy sposób objawił Boga i wskazał człowiekowi jego najwyższe powołanie.

Jezus dobrze wiedział, jakie będą konsekwencje tego wyznania. Prawda o Jego synostwie Bożym była trudna do zaakceptowania dla prawowiernych Żydów, uznających wiarę w jednego Boga, która nie dopuszczała możliwości istnienia Syna czy Ducha Świętego. Ta tajemnica wymagała specjalnego objawienia ze strony Boga. Dokonało się to stopniowo podczas życia Jezusa. Najpierw podczas Jego chrztu w Jordanie, a potem także podczas przemienienia na górze Tabor, gdy odezwał się z nieba głos Ojca: „To jest mój Syn umiłowany” (Mt 3,17; 17,5). W sposób wyjątkowy prawda ta została objawiona Piotrowi. Gdy Jezus zapytał uczniów, za kogo uważają Go ludzie, wówczas Piotr wyznał: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” (Mt 16,16). A Jezus stwierdził wtedy, że to sam Ojciec objawił tę prawdę Piotrowi, bo sam nigdy by tego nie wymyślił.

czy Ty jesteś Synem Bożym?

Panem jest Jezus!

Niektórzy współcześni Jezusowi dostrzegali w Nim Bożego Syna, jednakże On sam do synostwa Bożego przyznaje się dopiero w obliczu śmierci podczas sądu przed Sanhedrynem. Nie czynił tego zatem z zarozumiałości czy dla szukania próżnej chwały.

Tytuł „Pan”, z greckiego Kyrios, utożsamia się z imieniem Jahwe, przypisywanym w Starym Testamencie wyłącznie Bogu. Kiedy „niewierny Tomasz” zobaczył zmartwychwstałego Jezusa, wówczas wyznał wiarę: „Pan mój i Bóg mój!” (J 20,28). Przyznanie


czas WZRASTANIA

tego tytułu Jezusowi było równoznaczne z uznaniem Go za równego Bogu. W przypadku Jezusa stało się to, co przez tysiąclecia nigdy wcześniej się nie zdarzyło, a mianowicie – że człowiek, wędrowny kaznodzieja, niedługo po swojej śmierci został ubóstwiony. W całym cesarstwie rzymskim byłoby to możliwe, ale dla Żydów zawsze utożsamianie człowieka z Bogiem było świętokradztwem i obrzydliwością. A jednak to się stało! Jest to właśnie jeden z poważnych dowodów na zmartwychwstanie Jezusa: gdyby apostołowie i uczniowie nie spotkali się z żywym Jezusem po Jego śmierci – wszyscy szybko by o Nim zapomnieli, jak to się stało z niejednym przywódcą powstań czy przewrotów politycznych. A tymczasem apostołowie nie tylko zawzięcie twierdzili, że Jezus żyje, w Jego imię czynili znaki i cuda, ale też za tego Jezusa oddali swoje życie. Za kłamstwo żaden rozsądny człowiek nie oddałby życia.

w imię Jezusa

Fot.: ks. R. Warenda SCJ

Najprostsza, ale jednocześnie pełna mocy jest modlitwa, która polega na wzywaniu imienia Jezus. Chodzi o wschodnią modlitwę serca, czyli tzw. modlitwę Jezusową, która sprowadza się do wypowiadania krótkiej inwokacji: „Panie, Jezu Chryste, ulituj się nade mną!”. Istotą tej modlitwy jest właśnie przywoływanie Imienia jedynego Zbawiciela. Okazuje się, że tak skromna modlitwa posiada jednak wielką moc. Potwierdzają to egzorcyści, którzy uwalniają osoby opętane przez złe duchy. Właśnie na dźwięk imienia Jezus, jak to wspomniano już wyżej, „zgina się każde kolano istot niebieskich, ziemskich i podziemnych” (por. Flp 2,10); na dźwięk tego Imienia uciekają złe duchy, świadome, że mają do czynienia z mocą samego Boga, która jest nieskończenie większa od tej, jaką one posiadają. Warto zatem często wzywać Imienia Jezusa, w Nim odnajdywać pokój, siłę do dobrego życia i ochronę przed zakusami złego. ks. Dariusz Salamon SCJ (Warszawa)

CZAS SERCA 5(114) 2011

37


czas WZRASTANIA

Panie,

nie jestem godzien

Fot.: ks. S. Bysiek SCJ

„Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja”. Ta modlitwa, którą kapłan odmawia wraz z wiernymi, pokazuje naszą postawę, w jakiej powinniśmy przyjmować Pana Jezusa w Komunii Świętej. Setnik z Kafarnaum, którego sługa leżał w domu chory, prosił Pana, aby go uzdrowił. Jednak w swojej pełnej wiary ufności i w swojej pokorze, nie odważył się zaprosić Pana Jezusa do swojego domu, albowiem wiedział, że Panu Jezusowi wystarczy tylko jedno słowo, a jego sługa może zostać uzdrowiony. Pan Jezus był tak zadziwiony tą jego silną wiarą i pokorą, że natychmiast spełnił jego prośbę: „Idź, niech ci się stanie, jak uwierzyłeś” (Mt 8,13).

postawa pokory

W wewnętrznej postawie tego setnika powinniśmy także i my przyjąć Pana Jezusa – mianowicie w postawie pokory! Pan Jezus przychodzi do nas pomimo naszych wielorakich błędów, grzechów i słabości. Nie musimy się bać, jeżeli będziemy przystępować do Komunii św. w pokorze i świadomości naszej małości. Kiedy Pan Jezus powołał celnika Lewiego, aby poszedł za Nim, ten wydał ucztę, na której znaleźli się wraz z Panem Jezusem grzesznicy i celnicy, ku niezadowoleniu faryzeuszy. Pan Jezus zwrócił się więc do nich, uważających się za sprawiedliwych i lepszych od innych z tymi słowami: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć,

38

CZAS SERCA 5(114) 2011

co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników” (Mt 9,12-13). Tutaj przychodzi nam na myśl przypowieść opowiedziana nam przez Pana Jezusa o „Uczcie królewskiej” (Mt 22,1-14). Słudzy wyszli z polecenia pana na ulice i sprowadzili do pałacu na ucztę tych wszystkich, których spotkali, wszystkich razem: dobrych i złych i sala napełniła się gośćmi. Ale jeden z nich znalazł się tam bez stroju weselnego. Z tradycji żydowskiej wiemy, że w ówczesnych czasach król, zapraszając kogoś na ucztę, wysyłał wraz z zaproszeniem uroczysty strój. Człowiek ten jednak, który nie przyodział się w ten uroczysty strój lub może nawet go sprzedał, prawdopodobnie przez to okazał swoją pogardę dla


postawa szacunku

Pokora i szacunek należą do siebie nawzajem – jestem świadomy, że przyjmuję Pana nieba i ziemi, jestem świadomy, że jestem grzesznikiem; ale wiem także, że Syn Boży kocha mnie bezgranicznie i że ja także Jego śmiem kochać całym moim sercem, w pokorze celnika i w prostocie dziecka! Tego głębokiego szacunku wymaga godne przyjęcie Pana Jezusa w Komunii Świętej. To co jest tutaj najważniejsze, to oczywiście wnętrze serca! Ale także zewnętrzna postawa głębokiego szacunku nie jest obojętna, wystarczy tylko przecież – jak to kiedyś sformułował Guardini – zewnętrzny gest, który idzie aż do serca. To znaczy także zewnętrzne, zupełne otwarcie się. Kiedy francuski admirał Du Petit-Thonars wybierał się, by przystąpić do stołu Pańskiego w stroju galowym, jeden z jego przyjaciół z przekonaniem zwrócił się do niego: „Niech pan uważa! Pan się przecież w tym stroju ośmiesza!”. Wtedy admirał odpowiedział: „Tak się właśnie ubieram, kiedy odwiedzam mojego Przełożonego! A jeszcze nie słyszałem, by Pan Bóg został zdymisjonowany lub sam podał się do dymisji”. Być może, że taka postawa w wieku niebieskich jeansów i podartych spodni jest trochę inaczej widziana, to jednak ludzki szacunek musi być okazywany także poprzez zewnętrzną postawę. W pierwszym tysiącleciu chrześcijaństwa było na Wschodzie i Zachodzie powszechnie przyjęte, by Komunię św. przyjmować stojąc, co jest szczególnie zrozumiałe przy spożywaniu z kielicha. Jednak w przeciągu XII wieku rozpoczęła się praktyka przyjmowania Komunii św. na klęcząco. Instrukcja Eucharisticum Mysterium o kulcie Tajemnicy Eucharystycznej z 25 maja 1967 roku daje wiernym wolność, co do przyjmowania Komunii św., klęcząc lub stojąc. Obie postawy są godne. Postawa klęcząca wyraża bardziej postawę pokory, zaś stojąca – radosne oczekiwanie. Zanim kapłan przyjmie Komunię św., mówi: „Ciało Chrystusa niech mnie strzeże na życie wieczne!”. A potem: „Krew Chrystusa niechaj mnie strzeże na życie wieczne!”. Zaś wierzącym pokazuje najpierw Hostię i mówi: „Ciało Chrystusa!”. Natomiast przyjmujący Komunię św. powinien wyraźnie odpowiedzieć: „Amen!”. Jeszcze raz, bezpośrednio przed przyjęciem Komunii św., powinniśmy być świadomi, że ta Hostia nie jest żadnym zwyczajnym chlebem, lecz że w niej jest ukryty i prawdziwie, rzeczywiście i istotowo obecny Pan Jezus, prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek. Do IX wieku był też powszechny zwyczaj udzielania wiernym Komunii św. na rękę. Obrazowy tego przykład, z którego przemawia głęboki szacunek do Ciała Pana, daje nam biskup Cyryl Jerozolimski, który pisze: „Jeżeli więc przystępujesz do Komunii św. (…) złóż twoją lewą rękę tak, by uczynić z niej tron dla prawej ręki, która ma przyjąć

Króla (…), przyjmij Ciało Chrystusa i powiedz do tego «Amen». Potem z całą starannością uświęć twoje oczy poprzez dotknięcie ich najświętszym Ciałem i przyjmij Go. Uważaj jednak, aby jakaś Jego cząstka nie spadła na ziemię”. Z czasem zaczęto też używać płóciennych chusteczek, którymi przykrywano dłoń przyjmującą Komunię Świętą. Chusteczka ta była uważana za szczególnie świętą i z głębokim szacunkiem przechowywana. Wzrastające uczucie głębokiego szacunku wobec Komunii św. i święta bojaźń doprowadziły w końcu w IX wieku do tego, by przyjmować Świętą Hostię na język, aby już żadna jej cząsteczka nie mogła upaść na ziemię. Od czasu zaś II Soboru Watykańskiego, za zgodą Rzymu została znowu dopuszczona przez niektóre Konferencje Episkopatów tak zwana Komunia św. na rękę. Kapłan i ci, którzy pomagają mu rozdzielać Komunię św., kładą przyjmującym Hostię na rękę. To powinno się dziać z głębokim szacunkiem ze strony tych, którzy rozdzielają Komunię św., jak i ze strony tych, którzy Ją przyjmują. Także zachowanie całkowitego postu przez ludzi zdrowych na godzinę przed przystąpieniem do Komunii św. należy do objawów szacunku. On powinien pobudzać naszą świadomość na radosne oczekiwanie przyjścia Pana. Ponadto, nikt nie musi się bać, jeżeli przyjmuje Ciało Chrystusa od człowieka świeckiego, ustanowionego przez Kościół nadzwyczajnym szafarzem do udzielania tego sakramentu. Szafarze ci jednak powinni pomagać tylko wtedy, gdy jest za mało księży lub diakonów do udzielania Komunii Świętej.

czas WZRASTANIA

króla. Tak więc spotka go za to słuszna kara. Pan Jezus daje nam tak wiele możliwości, aby przygotować nasze serca do pokory i głębokiego szacunku.

postawa ufności i miłości

Setnik z Kafarnaum w swojej postawie pokory i głębokiego szacunku wobec Pana Jezusa jest dla nas pięknym przykładem. On jest także dla nas wzorem przyjmowania Pana Jezusa z głęboką wiarą i z wielką ufnością. Jakąż moc zawierają słowa: „Wierzę, ufam!”. A Panu Jezusowi możemy przecież ufać we wszystkim. Dziękuję Ci, Panie Jezu, że Ty przychodzisz do mnie, by stać się dla mnie mocą i pokarmem. Powiedz tylko jedno słowo, a będę uleczony i zdrowy, napełniony pokojem, radością i miłością! Przyjmować Pana Jezusa w Komunii św. znaczy – podchodzić do Niego, a także do bliźnich z wielką miłością! Kiedy przyjęliśmy Pana Jezusa i On jest już w nas, to powinna nastąpić żywa wymiana miłości: poprzez modlitwę, w rozmowie z Nim, w słuchaniu Go, w radości z powodu przebywania tak wielkiego Gościa w naszej duszy. „Nie po to zstępuje Pan Jezus z nieba, by pozostać w złotym kielichu, lecz po to, by znaleźć tutaj na ziemi inne niebo: «niebo w duszy»” – powiedziała św. Teresa z Lisieux. Kiedy Pan Jezus jest w naszym sercu, mamy niebo w naszej duszy! ks. dr Johannes Gamperl tłum. z jęz. niem.: ks. Jacek Kubica SCJ (Szwajcaria)

CZAS SERCA 5(114) 2011

39


czas CZYTELNIKA

w ciszy życia

Bożena Magdalena Wiesiołek

W duszy modlisz się o cud. Mówisz innym językiem, aby nikt nie zrozumiał. Jednak nadchodzi taki dzień, taki magiczny czas, gdy zapominasz o własnym sposobie na bycie. Nie interesuje Cię możliwość pokonania czegoś. W ten dzień, kiedy Jezus puka do Twojego serca… Dziwnym wydaje się spokój – taki donośny, taki niepoprawny. Kiedyś nie zastanawiałeś się nad tym jak przeżyć swoje przeznaczenie, nigdy nie myślałeś, że nadejdzie taki czas. Zasiadasz do tego samego stołu, lecz nie poznajesz go. Znika nagle nieporozumienie, coś się przełamuje. Wszystko zmienia swój bieg, ale Ty zawsze pozostaniesz sobą. Nigdy nie przyznasz, że istnieje zgoda, którą burzysz samodzielnie. W ten dzień, kiedy Jezus puka do Twojego serca… doświadczasz czegoś nieopisanego.

(Rybnik)

idealne uzupełnienie Cudowny świat dostrzeżony w mgnieniu serca, które patrzy na niewidzialne. Piękno stałe jak wiara, mijające jak zawahanie, niedostrzeżone przez ślepca. Piękny świat z odrobiną goryczy stworzony przez Boga, ukochany przez miłosiernych. Niedostrzeżona granica niezwykłości zakrywająca niedoskonałości, powołana przez Pana dla grzesznika. byt

wierny Towarzysz Kolejny raz wznosisz się w górę szukając spokoju, który zawładnie Twoim życiem. Kiedyś uświadamiasz sobie, że to wszystko jedynie było próbą, niespełnionym lotem. Dziś, jednak oddajesz swoje życie, poświęcasz je Bogu, bo wiesz, że On się nie zmienia. Ojciec, który będzie zawsze z Tobą – niezależnie od wysokości, na której się znajdujesz. Wznosisz się do góry zawsze pamiętając o Bogu, który tak wiele Tobie dał. I kiedy znajdziesz się już na ziemi, skończysz latać. Wyczerpany uświadomisz sobie, że On nadal jest, pomimo że Twoja przygoda się skończyła z powodów losowych.

40

CZAS CZZAS AS SERCA SE CA SER C 5(114) 14 2011

Biedna – mówią patrząc na żebraczkę. A ta kobieta nie oczekiwała litości, nie czekała na 5 groszy. Biedni – mówią oglądając dzieci z Afryki. A one tylko marzyły. Były niewinne. Przypłacają to życiem. Dziwne – mówią. I wznoszą ręce do Nieba. Ludzie pokrzywdzeni dziękując za miłość, której doświadczają. Wzruszające – mówią Ci, którzy nie rozumieją, że tamci potrzebują wsparcia. I pozostawiają, bo tak jest łatwiej. Nie rozumieją, że tamci się modlą i rzucają złotówką do kapelusza.


CZAS SERCA 5(114) 2011

41

Fot.: Archiwum

Kiedy już wyznałam przed Tobą swoje człowieczeństwo, a uwolniona dusza poruszyła się niecierpliwie, domagając się pieszczoty, pokazałeś mi białą drogę jasną jak miłość. Twoje dłonie wtopione w ręce kapłana, delikatnie spoczęły na mojej głowie… i przemówiło MIŁOSIERDZIE.

Daj mi, Panie, serce z kryształu, rzeźbione łzami i cierpieniem, przeźroczyste, jak krople rosy, aby przeglądał się w nim cały świat. Daj mi, Panie, serce z promieni słońca, aby ciepłem ogarniało serca poranione i smutne. Daj mi, Panie, serce z ciała, aby umiało, żyć wśród ludzi, prosto i zwyczajnie.

prośba

Kocham Cię, powiedziałam Bogu, kocham cię odpowiedział Bóg… i wtedy wiatr porwał moją duszę w niepojęty wir. Znieruchomiały drzewa, stanęły samochody, zniknęli ludzie… tylko serce stukało głośniej niż zwykle, przeniknięte tajemnicą Twojej obecności.

Mów do mnie, Boże, gdy głos Twój karci surowo i gdy w szepcie czułym, dotykasz wargami zasłuchanego ucha. Mów nieustannie, bo kiedy milkniesz, Panie, wszystko we mnie umiera.

pojednanie

wyznanie

mów do mnie, Boże

czas CZYTELNIKA

Barbara Filiciak


Poziomo: 1) wspólnota ludzi wierzących w Chrystusa; 7) święty, żył w III wieku, napisał kilka traktatów dotyczących święta Paschy; 8) święty, który działał na rzecz pojednania katolików i prawosławnych, zasłynął jako znakomity spowiednik, potrafiący czytać w sumieniach ludzkich; 9) święty… Chmielowski był założycielem wspólnoty albertynów; 10) stracił prawo pierworództwa na korzyść swego brata Jakuba; 13) święta z Limy, jest patronką całej Ameryki Łacińskiej; 14) wydanie opinii; 15) miejsce urodzenia św. Klary i św. Franciszka; 18) turystyczna część Władysławowa; 21) rzeka z malowniczymi przełomami; 22) zatykana na dachu budującego się domu na znak, że budowa jest na ukończeniu; 23) zdobienie zielonymi gałązkami. Pionowo: 1) św. Maksymilian… zgłosił się w Oświęcimiu dobrowolnie zamiast jednego z wyznaczonych na śmierć współwięźniów; 2) … Popielcowa; 3) święty, który był wnukiem pierwszego chrześcijańskiego władcy Rosji, Włodzimierza Wielkiego; 4) marka rosyjskich samochodów; 5) polskie święto górnicze obchodzone w dzień św. Barbary, patronki górników; 6) jedzie pociągiem, 11) … Ducha Świętego to popularnie zwane Zielone Święta; 12) rodzinne miasto błogosławionego Jana Pawła II; 16) nazwa wzgórza, na którym Salomon zbudował Świątynię Jerozolimską; 17) … wieczne należy do tajemnic naszej wiary, co potwierdzamy w jej wyznaniu; 19) musiał opuścić raj z powodu nieposłuszeństwa wobec Boga; 20) trud, wysiłek.

Jak zamawiać „Czas Serca”

Fot.: Archiwum

czas CZYTELNIKA

Krzyżówka nr 50

Litery w polach z dodatkową numeracją (w dolnej części), uszeregowane w kolejności, utworzą ostateczne rozwiązanie. Czytelnicy, którzy do 30 września 2011 roku nadeślą prawidłowe hasło, wezmą udział w losowaniu nagród książkowych. Rozwiązania na kartkach pocztowych prosimy przesyłać na adres: Redakcja „Czasu Serca”, ul. Saska 2, 30-715 Kraków – z dopiskiem „Krzyżówka nr 50”. Hasło krzyżówki nr 49 brzmi: „Słowo Boże niech kształtuje nasze życie”. Nagrody wylosowali: Stefania Garus (Radzionków), Krystyna Grzegorczyk (Lubiewo), s. Stanisława Lipska (Sulejówek-Miłosna), Krystyna Walecka (Rybnik), Grażyna Żygadło (Olecko). Gratulujemy! Nagrody zostały wysłane pocztą.

?

telefonicznie: (12) 290 52 98 wew. 18 przez Internet: prenumerata@czasserca.pl lub www.wydawnictwo.net.pl listownie: „Czas Serca” (prenumerata), ul. Saska 2, 30-715 Kraków

Jeśli zamawiają Państwo „Czas Serca” po raz pierwszy: po przesłaniu danych adresowych otrzymają Państwo aktualny numer „Czasu Serca” oraz przekaz pocztowy do zapłacenia prenumeraty. Jeśli już prenumerują Państwo „Czas Serca”: wysyłanie naszego czasopisma jest sterowane poprzez system komputerowy. Kiedy skończy się ważność prenumeraty, system automatycznie ją przedłuży i wydrukuje dla Państwa przekaz pocztowy na opłacenie następnego roku. Jeśli taki przekaz do Państwa nie dotarł, to znaczy, że ważna jest jeszcze opłata i nie trzeba na razie uiszczać kolejnych 30 zł. 42poprzednia CZAS SERCA 5(114) 2011

Cena rocznej prenumeraty 1 egzemplarza wynosi z wysyłką 30 zł

Prenumerata liczy się nie od początku roku kalendarzowego, ale od miesiąca, w którym ją Państwo rozpoczęli. W przypadku, gdy chcieliby Państwo zrezygnować z dalszej prenumeraty, prosimy o wcześniejszą informację telefoniczną, listowną lub przez Internet.

Czas Serca  

dwumiesięcznik religijno-społeczny

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you