__MAIN_TEXT__

Page 1

Gdyński

GAZETA BEZPŁATNA DLA SENIORÓW I ICH RODZIN

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

nr 82, listopad 2020

Weźmisz czarno kure…

JESIEŃ IDZIE PRZEZ PARK jesień to wyjątkowy czas, gdy powoli przygotowuję się do zimowych wieczorów, robiąc przetwory ze śliwek i jabłek, a głośne myśli wyciszam podczas leśnych spacerów, ciesząc oczy feerią barw. Otulam się miękkimi, kolorowymi szalami i chłonę przyrodę całą sobą. Zawieszone zajęcia w Fundacji

Wolontariusze poszukiwani

w związku z sytuacją, mając na uwadze bezpieczeństwo nas wszystkich, od poniedziałku 26 października, na okres dwóch tygodni, tj. do 8 listopada, zawieszamy zajęcia Fundacji FLy - uniwersytetu trzeciego wieku oraz Klubu młodzieżowego. Biuro w tym czasie nie będzie przyjmować interesantów. jesteśmy z wami, musimy to przeczekać - w zdrowiu!

Klub młodzieżowy Fundacji FLy, którego celem jest wyrównywanie szans edukacyjnych młodzieży z niezamożnych rodzin, poszukuje wolontariuszy-korepetytorów z: j. polskiego, j. angielskiego, matematyki, fizyki (zakres kl. Vi-Viii szkoły podstawowej i kl. i liceum/technikum). zgłoszenia w biurze Fundacji: ul. świętojańska 36/2, pon.-czw. w godzinach 9.00 - 15.00 lub mailowo: s.tomaszewska@fundacjafly.pl

strona 16

zapraszamy na zaBieGi rehaBiLitaCyjne strona 5 dLa KaŻdeGO DO CENTRUM MOGĄ ZGŁASZAĆ SIĘ OSOBY ZE SKIEROWANIEM OD LEKARZA REHABILITACJI, A TAKŻE OSOBY Z DOLEGLIWOŚCIAMI, KTÓRE TAKIEGO SKIEROWANIA NIE MAJĄ.


Także jesienią…

DE

ZY

NF

EK CJ

okazja czyni kolekcjonera starocie, pamiątki, bibeloty i klamoty. rzeźby, obrazy, oryginalne dekoracje, starodruki, monety i wiele innych przedmiotów.

PA M

A,

IĘT D AJ

YS ! TA N

S,

MA

SKLEP CHAR Y TAT Y WN

„Z głę bokie polec j szuflad y” a swo j e kolek cje!

SK

I

Y

Za niewielką cenę.

Sklep charytatywny „Z głębokiej szuflady” Gdynia, ul. Świętojańska 36 (pod sklepem Biedronka) godziny otwarcia:

poniedziałek-piątek 10.00 – 18.00, sobota 10.00 – 14.00

tel. 515 150 420 www.zglebokiejszuflady.pl www.facebook.com/zglebokiejszuflady


Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Gdyński

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

Wystawy X Weekendu Architektury na bis Dwie główne wystawy towarzyszące X edycji Weekendu Architektury w Gdyni, który odbył się w sierpniu, ponownie są prezentowane w przestrzeni galeryjnej. Przestrzenią, w której przez najbliższe tygodnia będzie można podziwiać najlepsze fotografie konkursu „Gdyński Modernizm w Obiektywie 2020” oraz wystawę poświęconą twórczości Tadeusza Jędrzejewskiego, jednego z najciekawszych architektów gdyńskiego modernizmu okresu międzywojennego, jest nowa sala wystawiennicza galerii ART 39 przy Zespole Szkół Plastycznych w Gdyni. ART 39 to nowe miejsce na kulturalnej mapie Gdyni. W przestronnych wnętrzach, specjalnie wybudowanej do tego celu sali, powstała przestrzeń do ekspozycji sztuki, forum spotkań i szeroko pojętych działań artystycznych i kulturalnych, a co najważniejsze jest to przestrzeń niekomercyjna. Wystawa fotograficzna „Gdyński Modernizm w Obiektywie 2020” Wystawa stanowi podsumowanie jubileuszowej - 10 edycji konkursu „Gdyński Modernizm w Obiektywie”. Tegoroczny konkurs był ponownie rekordowy pod względem ilości uczestników oraz prac nadsyłanych w 6 kategoriach. Premierowa wystawa miała miejsce w czasie X Weekendu Architektury w Galerii Gdyńskiego Centrum Filmowego i tradycyjnie była jednym z najgorętszych i najpopularniejszych wydarzeń całego Festiwalu. Druga, dłuższa czasowo odsłona wystawy, będzie okazją dla wielu osób zainteresowanych fotografią architektoniczną do bliskiego kontaktu z najlepszymi kadrami zarówno z Gdyni, jak i z całego świata. Jury konkursu podkreślało ogromny progres poziomu prac oraz coraz większą dojrzałość i świadomość twórczą uczestników konkursu. Gdyński modernizm stanowi główną oś tematyczną konkursu oraz samej wystawy, ale dzięki otwartej formule konkursu, budynki, kamienice, detale oraz „życie miasta”, można porównać do miejsc i architektury w różnych częściach Polski, Europy i świata. Wystawa „Tadeusz Juliusz Jędrzejewski - zaangażowany funkcjonalista - architekt potrzeb” Ekspozycja tematyczna prezentująca postać wybitnego

gdyńskiego architekta Tadeusza Jędrzejewskiego (1898-1939). Jędrzejewski był absolwentem Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, od 1928 roku związanym zawodowo z Gdynią. Ekspozycja będąca inicjatywą Gdyńskiego Szlaku Modernizmu, stanowi efekt prac badawczych zespołu historyków, architektów pasjonujących się gdyńskim modernizmem, w tym sylwetkami jego twórców – architektów aktywnie działających w Gdyni w okresie II RP. Tadeusz Jędrzejewski to architekt, który w swojej praktyce zawodowej dostrzegał, analizował i odpowiadał na potrzeby: społeczne budującej się Gdyni w zakresie teorii i krytyki architektury oraz indywidualne – użytkowników zaprojektowanych przez siebie budynków. Te, zaprezentowane na wystawie w liczbie ponad 40, bardzo zróżnicowane formalnie inwestycje, stanowią przekrój architektury nowoczesnej. Są one symbolami: reprezentacji (kamienice), luksusu (wille), „taniego domu własnego” (domy Towarzystwa Budowy Osiedli) oraz kultu religijnego (kościół Polskiego Zboru Ewangelickiego). Tadeusz Jędrzejewski był zaangażowanym funkcjonalistą, którego wkład w architektoniczny krajobraz modernistycznej Gdyni jest dzisiaj nie do przecenienia. Wystawa, którą Państwu prezentujemy, stanowi doskonałą okazję, aby poznać go bliżej. Obie wystawy można ponownie oglądać w galerii ART 39 od 9 listopada do połowy grudnia (otwarcie nastąpiło pod koniec października, jednak z uwagi na rozwój pandemii galeria jest nieczynna do 8 listopada). Galeria ART 39, ul. Orłowska 39, Gdynia. Wystawa będzie czynna od poniedziałku do piątku w godzinach 10.00 – 15.00 oraz w soboty i niedziele w godzinach 11.00 – 16.00.

Organizatorem wystawy jest Agencja Rozwoju Gdyni we współpracy z Zespołem Szkół Plastycznych w Gdyni.

www.modernizmgdyni.pl Zdjęcie autorstwa Mariusza Twardowskiego z Krakowa, facebook.com/modernizmgdyni wyróżnione w kategorii Modernizm w Podróży.

3


4

Gdyński

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

w prawO

COVID - 19 cz. VI Na zakończenie problematyki pandemicznej należy wspomnieć o poniższych regulacjach. Starosta może, na podstawie zawartej umowy, przyznać przedsiębiorcy w rozumieniu art. 4 ust. 1 lub 2 ustawy z dnia 6 marca 2018 r. - Prawo przedsiębiorców dofinansowanie części kosztów wynagrodzeń pracowników w rozumieniu art. 15g ust. 4 zdanie pierwsze oraz należnych od tych wynagrodzeń składek na ubezpieczenia społeczne w przypadku spadku obrotów gospodarczych w następstwie wystąpienia COVID-19. Przepis ten stosuje się odpowiednio do osób zatrudnionych na podstawie umowy o pracę nakładczą lub umowy zlecenia albo innej umowy o świadczenie usług, do której zgodnie z ustawą z dnia 23 kwietnia 1964 r. - Kodeks cywilny stosuje się przepisy dotyczące zlecenia, albo które wykonują pracę zarobkową na podstawie innej niż stosunek pracy na rzecz pracodawcy będącego rolniczą spółdzielnią produkcyjną lub inną spółdzielnią zajmującą się produkcją rolną, jeżeli z tego tytułu podlega obowiązkowi ubezpieczeń: emerytalnemu i rentowemu, z wyjątkiem pomocy domowej zatrudnionej przez osobę fizyczną. Przez spadek obrotów gospodarczych rozumie się zmniejszenie sprzedaży towarów lub usług w ujęciu ilościowym lub wartościowym obliczone jako stosunek łącznych obrotów w ciągu dowolnie wskazanych 2 kolejnych miesięcy kalendarzowych, przypadających w okresie po dniu 1 stycznia 2020 r. do dnia poprzedzającego dzień złożenia wniosku o przyznanie dofinansowania, w porównaniu do łącznych obrotów z analogicznych 2 kolejnych miesięcy kalendarzowych roku poprzedniego; za miesiąc uważa się także 30 kolejno po sobie następujących dni kalendarzowych, w przypadku gdy dwumiesięczny okres porównawczy rozpoczyna się w trakcie miesiąca kalendarzowego, to jest w dniu innym niż pierwszy dzień danego miesiąca kalendarzowego. Dofinansowanie, o którym mowa wyżej, w przypadku spadku obrotów o co najmniej 30% - może być przyznane w wysokości nieprzekraczającej kwoty stanowiącej sumę 50% wynagrodzeń poszczególnych pracowników objętych wnioskiem o dofinansowanie wraz ze składkami na ubezpieczenia społeczne należnymi od tych wynagrodzeń, jednak nie więcej niż 50% kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę w rozumieniu ustawy z dnia 10 października

2002 r. o minimalnym wynagrodzeniu za pracę, zwanego dalej “minimalnym wynagrodzeniem”, powiększonego o składki na ubezpieczenia społeczne od pracodawcy w odniesieniu do każdego pracownika, co najmniej 50% - może być przyznane w wysokości nieprzekraczającej kwoty stanowiącej sumę 70% wynagrodzeń poszczególnych pracowników objętych wnioskiem o dofinansowanie wraz ze składkami na ubezpieczenia społeczne należnymi od tych wynagrodzeń, jednak nie więcej niż 70% kwoty minimalnego wynagrodzenia, powiększonego o składki na ubezpieczenia społeczne od pracodawcy, w odniesieniu do każdego pracownika, co najmniej 80% - może być przyznane w wysokości nieprzekraczającej kwoty stanowiącej sumę 90% wynagrodzeń poszczególnych pracowników objętych wnioskiem o dofinansowanie wraz ze składkami na ubezpieczenia społeczne należnymi od tych wynagrodzeń, jednak nie więcej niż 90% kwoty minimalnego wynagrodzenia, powiększonego o składki na ubezpieczenia społeczne od pracodawcy, w odniesieniu do każdego pracownika. Dofinansowanie to może być przyznane od dnia złożenia wniosku, o którym mowa w ust. 10, mikroprzedsiębiorcom, małym oraz średnim przedsiębiorcom w rozumieniu przepisów ustawy z dnia 6 marca 2018 r. - Prawo przedsiębiorców na okres nie dłuższy niż 3 miesiące. Starosta może, na podstawie zawartej umowy, przyznać przedsiębiorcy będącemu osobą fizyczną niezatrudniającemu pracowników, dofinansowanie części kosztów prowadzenia działalności gospodarczej w przypadku spadku obrotów gospodarczych w następstwie wystąpienia COVID-19. Przez spadek obrotów gospodarczych rozumie się zmniejszenie sprzedaży towarów lub usług w ujęciu ilościowym lub wartościowym obliczone jako stosunek łącznych obrotów w ciągu dowolnie wskazanych 2 kolejnych miesięcy kalendarzowych, przypadających w okresie po dniu 1 stycznia 2020 r. do dnia poprzedzającego dzień złożenia wniosku o przyznanie dofinansowania, w porównaniu do łącznych obrotów z analogicznych 2 kolejnych miesięcy kalendarzowych roku poprzedniego; za miesiąc uważa się także 30 kolejno po sobie następujących dni kalendarzowych, w przypadku gdy dwumiesięczny okres porównawczy rozpoczyna się w trakcie miesiąca kalendarzowego, to jest w dniu innym niż pierwszy dzień danego miesiąca kalendarzowego. Dofinansowanie, o którym mowa wyżej w przypadku spadku obrotów o co najmniej 30% - może

być przyznane w wysokości 50% kwoty minimalnego wynagrodzenia miesięcznie, co najmniej 50% - może być przyznane w wysokości 70% kwoty minimalnego wynagrodzenia miesięcznie, co najmniej 80% - może być przyznane w wysokości 90% kwoty minimalnego wynagrodzenia miesięcznie - na okres nie dłuższy niż 3 miesiące. W celu przeciwdziałania negatywnym skutkom COVID-19 starosta może, na podstawie umowy, udzielić ze środków Funduszu Pracy jednorazowo pożyczki na pokrycie bieżących kosztów prowadzenia działalności gospodarczej mikroprzedsiębiorcy, o którym mowa w art. 7 ust. 1 pkt 1 ustawy z dnia 6 marca 2018 r. - Prawo przedsiębiorców, który prowadził działalność gospodarczą przed dniem 1 marca 2020 r. Wniosek o pożyczkę mikroprzedsiębiorca składa do powiatowego urzędu pracy, właściwego ze względu na miejsce prowadzenia działalności gospodarczej, po ogłoszeniu naboru przez dyrektora powiatowego urzędu pracy. We wniosku o pożyczkę mikroprzedsiębiorca oświadcza o stanie zatrudnienia na dzień 29 lutego 2020 r. w przeliczeniu na pełny wymiar czasu pracy. Pożyczka może być udzielona do wysokości 5 000 zł. Oprocentowanie pożyczki jest stałe i wynosi w skali roku 0,05 stopy redyskonta weksli przyjmowanych przez Narodowy Bank Polski. Okres spłaty pożyczki nie może być dłuższy niż 12 miesięcy, z karencją w spłacie kapitału wraz z odsetkami przez okres 3 miesięcy od dnia udzielenia pożyczki. Pożyczka wraz z odsetkami na wniosek mikroprzedsiębiorcy podlega umorzeniu, pod warunkiem, że mikroprzedsiębiorca ten przez okres 3 miesięcy od dnia jej udzielenia nie zmniejszy stanu zatrudnienia w przeliczeniu na pełny wymiar czasu pracy w stosunku do stanu zatrudnienia na dzień 29 lutego 2020 r. We wniosku o umorzenie mikroprzedsiębiorca oświadcza o nie zmniejszeniu stanu zatrudnienia. W okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19 bieg przewidzianych przepisami prawa administracyjnego terminów od zachowania których jest uzależnione udzielenie ochrony prawnej przed sądem lub organem do dokonania przez stronę czynności kształtujących jej prawa i obowiązki, przedawnienia, których niezachowanie powoduje wygaśnięcie lub zmianę praw rzeczowych oraz roszczeń i wierzytelności, a także popadnięcie w opóźnienie, zawitych, z niezachowaniem których ustawa wiąże ujemne skutki dla strony,

do dokonania przez podmioty lub jednostki organizacyjne podlegające wpisowi do właściwego rejestru czynności, które powodują obowiązek zgłoszenia do tego rejestru, a także terminów na wykonanie przez te podmioty obowiązków wynikających z przepisów o ich ustroju - nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega zawieszeniu na ten okres. Wstrzymanie rozpoczęcia i zawieszenie biegu terminów, o których mowa wyżej, nie dotyczy terminów w rozpoznawanych przez sądy sprawach wskazanych w art. 14a ust. 5, terminów w sprawach wyboru lub powołania organów, których kadencje są określone w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, terminów wyborów do organów jednostek samorządu terytorialnego oraz terminów w sprawach wniosków i pytań prawnych do Trybunału Konstytucyjnego. Właściwy organ, sąd lub podmiot może wezwać obowiązanego do dokonania czynności wynikających z przepisów prawa, w oznaczonym terminie i w zakresie, w jakim przepis ten zobowiązuje do dokonania czynności, jeżeli niepodjęcie czynności mogłoby spowodować niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia ludzi lub zwierząt, poważną szkodę dla interesu społecznego albo ze względu na grożącą niepowetowaną szkodę materialną. W takim przypadku obowiązany powinien wykonać obowiązek w oznaczonym terminie. W przypadku, gdy termin, o którym mowa w art. 632 § 5 ustawy z dnia 26 czerwca 1974 r. - Kodeks pracy, upływa w okresie, o którym mowa w ust. 1, porozumienie, że stosunek pracy będzie kontynuowany na dotychczasowych zasadach może zostać zawarte w terminie 30 dni od dnia zakończenia tego okresu. Zawarcie porozumienia w tym terminie wywołuje takie skutki, jakie wywarłoby zawarcie porozumienia w terminie, o którym mowa w art. 632 § 5 ustawy z dnia 26 czerwca 1974 r. - Kodeks pracy. Czynności dokonane w celu wykonania uprawnienia lub obowiązku w okresie wstrzymania rozpoczęcia albo zawieszenia biegu terminów, o których mowa wyżej są skuteczne. W okresie, o którym mowa wyżej nie biegnie przedawnienie karalności czynu oraz przedawnienie wykonania kary w sprawach o przestępstwa, przestępstwa i wykroczenia skarbowe oraz w sprawach o wykroczenia. W okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID bieg terminów procesowych i sądowych w postępowaniach sądowych, w tym sądowoadministracyjnych, postępowaniach egzekucyjnych, postępowaniach karnych, postępowaniach karnych skarbowych, postępowaniach w sprawach o wykroczenia, postępowaniach administracyjnych,

postępowaniach i kontrolach prowadzonych na podstawie ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. - Ordynacja podatkowa, kontrolach celno-skarbowych, postępowaniach w sprawach, o których mowa w art. 15f ust. 9 ustawy z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych (Dz. U. z 2019 r. poz. 847 i 1495 oraz z 2020 r. poz. 284), innych postępowaniach prowadzonych na podstawie ustaw - nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega zawieszeniu na ten okres. Wstrzymanie rozpoczęcia i zawieszenie biegu terminów, o których mowa wyżej, nie dotyczy terminów w rozpoznawanych przez sądy sprawach wskazanych w art. 14a ust. 4 i 5, terminów w sprawach wyboru lub powołania organów, których kadencje są określone w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, terminów wyborów do organów jednostek samorządu terytorialnego oraz terminów w sprawach wniosków i pytań prawnych do Trybunału Konstytucyjnego. Wstrzymanie i zawieszenie biegu terminów, o których mowa w ust. 1, nie dotyczy kontroli i postępowań wskazanych odpowiednio w dziale V rozdziale 3 oddziale 3 oraz dziale VI rozdziale 2 ustawy z dnia 29 stycznia 2004 r. - Prawo zamówień publicznych. Prezes Krajowej Izby Odwoławczej, w porozumieniu z Prezesem Urzędu Zamówień Publicznych, może określić, w drodze zarządzenia szczegółowe warunki organizacji pracy Krajowej Izby Odwoławczej związane z zapewnieniem prawidłowego toku jej urzędowania oraz stosowane środki zapewniające bezpieczeństwo, mając na względzie konieczność podejmowania działań związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19. W okresie, o którym mowa wyżej, strona, uczestnik postępowania, kontrolowany i ich kontrahent oraz organ, do którego zwrócono się o zajęcie stanowiska w trybie art. 106 ustawy z dnia 14 czerwca 1960 r. - Kodeks postępowania administracyjnego, są obowiązani, na żądanie organu, sądu lub podmiotu, prowadzących odpowiednio postępowanie lub kontrolę, w wyznaczonym przez nich terminie, do dokonania czynności określonej w tym żądaniu, jeżeli wymaga tego interes publiczny lub ważny interes strony albo kontrolowanego, niepodjęcie czynności mogłoby spowodować niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia ludzi lub zwierząt, poważną szkodę dla interesu społecznego albo ze względu na grożącą niepowetowaną szkodę materialną - w przypadkach wymienionych ustawą.W okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19 nie wykonuje się tytułów wykonawczych nakazujących opróżnienie lokalu mieszkalnego. adw. dr Tomasz A. Zienowicz


zaprasza na zaBieGi rehaBiLitaCyjne dLa KaŻdeGO Ceny najniższe w Trójmieście! Zapisy także online!

rehabilitacja.fundacjafly.pl Oferujemy: – kinezyterapię

indywidualną i grupową,

– całą gamę masaży, – terapię

biostymulacyjnym laserem niskoenergetycznym (LLL), taping.

DO CENTRUM MOGĄ ZGŁASZAĆ SIĘ OSOBY ZE SKIEROWANIEM OD LEKARZA REHABILITACJI, A TAKŻE OSOBY Z DOLEGLIWOŚCIAMI, KTÓRE TAKIEGO SKIEROWANIA NIE MAJĄ. NASI FIZJOTERAPEUCI UDZIELĄ KONSULTACJI I DOBIORĄ ODPOWIEDNIE ZABIEGI.

Informacje i zapisy: POSIADAMY SPECJALISTYCZNY SPRZĘT REHABILITACYJNY, M. IN. TRZY UNIWERSALNE GABINETY USPRAWNIANIA LECZNICZEGO (UGUL), FOTEL DO ĆWICZEŃ STAWU KOLANOWEGO, ATLAS DO ĆWICZEŃ, ROWERY REHABILITACYJNE.

Centrum Rehabilitacji przy Fundacji FLY ul. świętojańska 32/13 81-372 Gdynia 798 179 942 rehabilitacja@fundacjafly.pl rehabilitacja.fundacjafly.pl


6

Gdyński

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

OpOwiedz nam swOją histOrię

Widok ze Sliemy na Valettę

Wyspa joannitów - Malta aby przedłużyć sobie wakacje, wybrałam się na maltę - kraj, gdzie nigdy nie pada śnieg i nie ma mrozów, a leży tak blisko polski. jest to małe (316 km²) i najbardziej wysunięte na południe państwo europejskie. w jego skład wchodzą trzy zamieszkałe wyspy: malta, Gozo i Comino, kilka mniejszych, m. in. Cominotto i św. pawła oraz kilka mikrowysepek, np. Filfla. wyspy zbudowane są ze skał kredowych i wapieni koralowych. Język maltański należy do grupy języków semickich i częściowo fenickiego. Kraj ma bogatą historię, którą chciałabym w wielkim skrócie przybliżyć. Malta prowadziła ciągłe walki z Grekami i Persami. W VII w. wyspy na 200 lat opanowali Arabowie. W XVI w. Karol V Habsburg podarował wyspę jako lenno wydalonemu z Rodos zakonowi joannitów. Początkowo bractwo, zwane też szpitalnikami, niosło pomoc medyczną pielgrzymom i krzyżowcom i podlegało władzy papieskiej. Wspólnie z zakonem templariuszy miało również bronić Królestwa Jerozolimy. Mimo wspólnych celów i pochodze-

nia, zakony konkurowały ze sobą o wpływy, a z czasem ich drogi rozeszły się. Kiedy joannici pojawili się na Malcie, zaczęli ją fortyfikować. Budowali szpitale, umacniali flotę i patrolowali cały obszar Morza Śródziemnego. Starcie nastąpiło za czasów sułtana Sulejmana Wspaniałego, który ze względu na położenie wyspy planował tam założenie bazy do przeprowadzenia ataku na resztę Europy. Konflikt wybuchł, gdy joannici przejęli turecki statek z cennymi towarami należącymi do kobiet haremu sułtana. Gdy Turcy uderzyli na Wielki Port, zostali zaskoczeni przez kawalerię z Mdiny. Atak się nie powiódł, skończyły się zapasy i napastnicy Konkatedra Św. Jana, Valetta

musieli się wycofać. Co prawda odgrażali się, że za rok powtórnie zaatakują, jednak plany pokrzyżowała śmierć Sulejmana. Wtedy joannici zaczęli bardziej umacniać wyspę, a wieści o ich bohaterstwie dotarły do Europy. Od tej pory nazywano ich kawalerami maltańskimi. Gdy zmieniła się sytuacja polityczna, zakonnicy zmienili swoje średniowieczne zwyczaje i poddali się wpływom epoki lubującej się w przepychu i wygodzie. Pod ich patronatem powstawały piękne budynki i dzieła sztuki. W okresie, kiedy byli pod wpływami cara Pawła I, zostali uznani za wrogów Francji. W 1798 r. zdążająca do Egiptu, flota francuska zaatakowała i w 36 godzin zdobyła wyspę. Napoleon Bonaparte nakazał rycerzom zakonu w ciągu kilku dni opuścić Maltę. Wielki Mistrz Ferdynand opuszczając wyspę, zabrał ze sobą tylko relikwie należące do zakonu (rękę św. Jana Chrzciciela, drzazgę z Krzyża Świętego i ikonę Matki Boskiej z Filermo). Współcześnie zakony maltańskie są reaktywowane w wielu miejscach na świecie, a krzyż maltański jest rozpoznawalnym symbolem w Europie. Jego


Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Gdyński

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

osiem końców symbolizuje osiem błogosławieństw. Razem z koleżanką postanowiłyśmy zwiedzić kraj joannitów i wykupiłyśmy hotel w miejscowości Sliema pod Vallettą, który stał się naszą bazą wypadową. Zwiedzanie rozpoczęłyśmy od stolicy, która liczy 10 tys. mieszkańców. Do Valletty prowadzi wejście przez Bramę Miejską. Strome uliczki miasta dają się we znaki podczas codziennego chodzenia, ale widok z góry na morze, kolorowe balkony i monumentalną katedrę tworzy idealną scenerię. Główna ulica Republika dociera aż do Fortu św. Elma. Tu mieści się konkatedra św. Jana Chrzciciela patrona zakonu joannitów. Mury Valletty kryją w sobie muzea, kościoły, teatry. Początkowo Wielki Mistrz Jean de Valette wzniósł tylko Fort św. Elma. O zbudowaniu stolicy zadecydowano po napaści tureckiej w 1565 r. Miasto swą nazwę zawdzięcza więc Wielkiemu Mistrzowi. W czasie II wojny światowej miasto zbombardowano, tuż po wojnie zaczęła się odbudowa, ale niektóre prace rekonstrukcyjne trwają do dzisiaj. Zwiedzanie zaczęłyśmy od konkatedry, której wnętrze zachwyca barokowymi złoceniami, a marmurową podłogę pokrywają płyty nagrobne. Barokowy wystrój powstał w XVII w. dzięki cennym darom składanym przez rycerzy. Strop pokrywają malowidła ze scenami z życia św. Jana Chrzciciela. Z lewej strony znajduje się ołtarz i prezbiterium, w którym umieszczono obraz przedstawiający chrzest Chrystusa. Wzdłuż ołtarza widnieją symbole czterech ewangelistów i atrybuty św. Piotra - miecz i manuskrypt. Po prawej stronie usytuowane są kaplice. Każda z nich poświęcona jest joannitom z różnych grup, w zależności z jakiego państwa się wywodzą. Zwiedzających jest bardzo wielu i czasami w ścisku można przeoczyć wiele detali. Duże wrażenie robią we wnętrzu oratorium dwa obrazy Caravaggia. Pierwszy to „Ścięcie św. Jana Chrzciciela”. Powalony przez półnagiego oprawcę święty zostanie pozbawiony głowy na rozkaz Heroda Antypasa, który za namową Herodiady miał zgładzić Jana i głowę dostarczyć żonie. Obok stoi sługa z miską, a za nim stara kobieta zasłaniająca rękoma twarz. Wymowa obrazu jest przygnębiająca, a święty potraktowany jak zarzynane zwierzę, przyjmujące nieuchronność losu, którego nie można już zmienić. Jego twarz wyraża spokój i świadomość ofiary. Drugie z arcydzieł to „Św. Hieronim piszący”. Postać świętego ma odsłonięty tors, a biodra i nogi zasłania purpurowa kardynalska szata. Lewa strona postaci skąpana jest w blasku światła. Miałyśmy to szczęście, że trafiłyśmy na uroczystości Święta Nie-

podległości, w związku z czym, wszystkie muzea w tym dniu były bezpłatne, a bilety nie należą tu do najtańszych (5-10 euro). Wykorzystałyśmy więc okazję i zaliczyłyśmy również Pałac Wielkiego Mistrza. Do pałacu przechodzi się przez dziedziniec Alberta z wieżą zegarową. Zegar wybija kwadranse, a dźwięki wydobywają się za sprawą czterech figurek z brązu przedstawiających mauretańskich niewolników uderzających w gong. Na parterze rezydencji znajdują się pokoje dla służby, kuchnia oraz pomieszczenia gospodarcze. Pierwsze piętro zajmują sale reprezentacyjne i państwowe oraz zbrojownia. W zbrojowni podziwiać można cenne kolekcje broni (pamiętajmy, że oręż zmarłego rycerza przechodził na własność bractwa). Po przeciwnej stronie pałacu znajduje się Biblioteka Narodowa, gdzie przechowywane są dzieła zakonników. Podążając ulicą Republiki, natrafiłyśmy na Teatr Manoel ufundowany przez Wielkiego Mistrza w 1731 r. Miał on służyć mieszkańcom, ale głównymi aktorami byli sami joannici, jednym słowem zakon-orkiestra. Zapuszczając się dalej w kolejne uliczki, trafiłyśmy na muzeum Sztuk Pięknych, które przy okazji zwiedziłyśmy. Posiada ono obrazy malarzy włoskich, hiszpańskich, maltańskich i francuskich. Oprócz obrazów zgromadzono tu kolekcję mebli maltańskich i zegarów. Kiedy stwierdziłyśmy, że wystarczy oglądania sztuki, wybrałyśmy się do ogrodów z egzotyczną roślinnością, żeby trochę wypocząć. Ogrody to mocno powiedziane, przypominają raczej skwery. Z niektórych rozpościera się widok na całą zatokę. Warto też poświęcić trochę czasu na wspomniany już Fort św. Elma, patrona żeglarzy. Wybudowany przez joannitów miał bronić wejścia do portu. Obecnie mieści się tam akademia policyjna i budynek jest niedostępny dla zwiedzających. Kolejny dzień poświęciłyśmy na zwiedzanie średniowiecznego miasta Mdina. Na podbój miasta i leżącego obok Rabatu wyruszyłyśmy autobusem miejskim, którego linie są świetnie oznaczone. Mdina to małe (300 mieszkańców), a zarazem romantyczne miasteczko. Ze względu na bardzo wąskie uliczki nie ma tu ruchu kołowego. Może dlatego miejsce to jest oazą spokoju, na każdym kroku spotyka się wywieszki upraszające o zachowanie ciszy. Do dziś, ze względu na fortyfikacje, jest zamkniętym bastionem, do którego prowadzą trzy bramy. Już tysiąc lat p.n.e. znajdowała się tu ufortyfikowana cytadela zbudowana przez Fenicjan. Na terenie miasteczka znajduje się Muzeum Historii Naturalnej z formami geo-

7

Kościół św. Pawła przy katakumbach, Rabat

Wąskie uliczki Mdiny

logicznymi, kilka kroków dalej kaplica św. Agaty, która w czasie II wojny światowej służyła za schron przeciwlotniczy. Centralnym zabytkiem Mdiny jest katedra św. Pawła z przełomu XVII i XVIII w., zbudowana na planie krzyża. Wnętrze kryje marmurowe płyty nagrobne duchownych. W bocznej kaplicy znajduje się obraz Marii Dziewicy. Legenda głosi, że namalował go sam św. Łukasz. Obok katedry znajduje się muzeum katedralne, w którym przechowuje się naczynia liturgiczne oraz obrazy mistrzów włoskich. Miasteczko zachwyca architekturą, czystością i ciszą, jednak nie mogłyśmy dłużej zostać, bo uzależnione byłyśmy od ostatniego autobusu, a chciałyśmy jeszcze zobaczyć Rabat. Miasto założono 2 tys. lat temu. Tu chronili się mieszkańcy terenów zagrożonych atakami piratów. W Rabacie na zwiedzanie zasługują katakumby św. Pawła. Jest to rozległy kompleks, służący jako

miejsce pochówku aż do najazdu Arabów. Cały kompleks katakumb zajmuje powierzchnię 2200 m², ale nie wszystkie pomieszczenia są dostępne dla zwiedzających. Podziemia znajdują się również w kościele św. Agaty. Ich charakterystyczne elementy to stoły, przy których odbywał się ostatni wspólny pożegnalny posiłek na cześć zmarłego, tzw. agapa. Na ścianach widać zagłębienia na lampki oliwne oraz resztki zachowanych fresków przestawiających motywy roślinne i zwierzęce. Odkryte freski datują się na XII i XV w. Nie sposób zwiedzić wszystkich kościołów na Malcie, bo jest ich, jak podaje wikipedia, 359 (313 na Malcie i 46 na Gozo), a każdy stanowi inną historię, tak jak każde z miasteczek ma coś innego do zaoferowania. Zwiedziłyśmy jeszcze wyspę Gozo, której stolicą jest Victoria. W herbie Victorii są litery VR oznaczające Victoria Regina - monogram królowej Wiktorii. W mie-

ście widać pozostałości dawnych wpływów brytyjskich. Tu znajdziemy cytadelę wpisaną na listę światowego dziedzictwa UNESCO, muzeum archeologiczne, przyrodnicze i folkloru. Tu też znajdują się pozostałości świątyń megalitycznych, które w późniejszym okresie, ok. 2500 p.n.e., służyły jako cmentarz. Gozo często podkreśla swoją odrębność od reszty mieszkańców Malty. Maltańczycy są dumni ze swoich dziejów, liczby zabytków, które znajdują się na niewielkim obszarze. Wśród mieszkańców zdecydowanie dominują katolicy, aż 95 % deklaruje to wyznanie. Pobożność jest widoczna wśród starszych mieszkańców. Nazwy domów odnoszą się do imion świętych, a przy każdym dzwonku u drzwi znajduje się malutki wizerunek Matki Bożej. O głębokim przywiązaniu do religii świadczą też liczne święta religijne oraz malownicze festyny. Młodzi ludzie dobrze czują się we własnym kraju, nie tylko ze względu na piękną pogodę przez cały rok, ale także dobrze rozwinięty sektor publiczny. Kto jeszcze nie zwiedził tej malowniczej wyspy, tego gorąco zachęcam. Mariola Pituła Od redakcji: Dziękujemy autorce i zachęcamy naszych czytelników do przesyłania swoich wspomnień, przemyśleń lub ciekawych historii. Korespondencję z dopiskiem „Wspomnienia” można kierować na adres biura Fundacji: ul. Świętojańska 36/2, 81-371 Gdynia, dostarczyć osobiście lub przesłać pocztą elektroniczną: wspomnienia@ gdynskiiks.pl z dodaniem w temacie e-maila słowa „Wspomnienia”.


8

Gdyński

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

Jak motyl na wietrze na temat agnieszki Osieckiej powstało mnóstwo książek, pisali o niej przyjaciele, autorzy, dla których jej niebanalne życie warte było opowieści. Jej twórczość to jej życie, pisała o sobie jako „ciągłej gorączce życia”, niemożności znalezienia szczęścia.Treścią jej życia było pisanie, miała niezwykły dar znajdowania właściwych słów, przywoły-

wała rymy. Miała wyczulony słuch na prozę życia. Potrafiła, jak mówiła o niej prof. Maria Janion, „poetyzować zwyczajność”, była ostatnią romantyczką w piosence. W swoim pisaniu

była szczera, a w życiu kierowała się zawsze uczuciem. To, czym żyła, zawsze znajdowało odzwierciedlenie w jej twórczości. Swojej ostatniej wielkiej miłości poświęciła tomik wierszy „Wada serca”.

Claire Clairmont

George Byron

John Polidori

przez lata owiewała tajemnica. Dopiero jakiś czas temu etymologiczne tropy rozwikłania tej zagadki zaczęły prowadzić do…Ząbkowic Śląskich - niewielkiego, średniowiecznego miasta położonego na Dolnym Śląsku, które do 1946 roku nosiło nazwę Frankenstein. Ten leżący na ważnym szlaku dróg handlowych gród otrzymał prawa miejskie w XIII wieku i według dokumentów był zamieszkały przez ludność pochodzącą z Frankonii - krainy geograficznej w południowych Niemczech. Sto lat po jego założeniu do miasta wtargnęła zaraza.

tu europejskiego wskutek słabych plonów doszło do trwającego siedem lat głodu. Klęska nieurodzaju dotknęła już większość północno-zachodniej Europy. Organizmy ówczesnych Europejczyków osłabły. Ludzie zaczęli chorować i w tym niefortunnym momencie pojawiła się bakteria wywołująca dżumę: Yersinia pestis. Choroba wybuchła najpierw w prowincji Junan w Chinach, przyczyniając się do śmierci 25 milionów Chińczyków. Do Europy dotarła prawdopodobnie wraz z pchłami pasożytującymi na szczurach koczujących na statkach. Zaraza siała spustoszenie na nieznaną dotychczas skalę, uśmiercając ok. 60% ludności Europy. Pojawiała się we wszystkich krajach na progu wiosny. Na chwilę gasła, by zaraz powrócić i powtórnie zaatakować. Ludzie byli przerażeni i o wiele

bardziej bezradni niż współcześni ziemianie pozbawieni szczepionki. Ofiary czarnej śmierci wyglądały strasznie. Giovanni Boccacio, któremu udało się przeżyć zarazę, zawarł jej opis w zbiorze nowel zatytułowanym Dekameron: „Choroba […]Zaczynała się […] równie u mężczyzn jak u kobiet od tego, że w pachwinach i pod pachą pojawiały się nabrzmienia, przyjmujące kształt jabłka albo jajka, zwane przez lud szyszkami. Wkrótce te śmiertelne opuchliny pojawiały się i na innych częściach ciała; od tej chwili zmieniał się charakter choroby: na rękach, biodrach i indziej występowały czarne albo sine plamy; u jednych były one wielkie i rzadkie, u drugich skupione i drobne. Na chorobę tę nie miała środka sztuka medyczna; bezsilni byli też wszyscy lekarze.” Morowe powietrze zabijało każdego dnia, budząc potworny

Zaraza Postać potwora pozszywanego z fragmentów ludzkich ciał wykreowała wyobraźnia Mary Shelley. Miało to miejsce pewnego deszczowego lata, które pisarka - wraz z pięciorgiem przyjaciół - spędziła nad Jeziorem Genewskim w wynajętej przez George Byrona willi Diodati. Znudzone towarzystwo: Mary, Percy Shelley, George Byron - Claire Clairmont oraz osobisty lekarz poety, John Polidori, poszukiwało jakichkolwiek rozrywek, które mogłyby podnieść atmosferę i rozproszyć unoszącą się nudę. Pewnego dnia George Byron rzucił pomysł, by każdy z gości wymyślił jakąś niesamowitą historię. Koncept padł na dobrą glebę, chwycono za pióra i niebawem powstało kilka opowiadań, spośród których najbardziej oryginalna okazała się powieść gotycka Anny Shelley pt. Frankenstein, czyli nowoczesny Prometeusz. Skąd u delikatnej damy literatury angielskiej wziął się tak makabryczny pomysł? Czyżby zainspirowały ją opowieści Johna Polidoriego, który przy stole opowiadał o eksperymencie włoskiego lekarza Giovanniego Aldiniego, rozsmakowanego w teatralnej potworności z podłączonym do prądu ciałem Georga Forstera skazanego w 1803 roku w Londynie na śmierć za zabicie żony

i dziecka? Relacja współczesnych Aldiniemu nie pozostawia wątpliwości. „W wyniku pierwszego zastosowania metody twarz i szczęki nieżywego przestępcy zaczęły drżeć, przyległe do nich mięśnie potwornie się poskręcały, a jedno z oczu się otwarło. W dalszej części pokazu prawa dłoń nieboszczyka uniosła się i zacisnęła w pięść. Nogi, łącznie z udami, również zostały wprawione w ruch.” Pewne jest, że - po odkryciu przez Galvaniego zjawiska elektrycznego pobudzenia narządów - próbowano ożywić topielców (jak np. pierwszą żonę Shelleya), a także leczono osoby porażone paraliżem. Pokłosiem tamtych eksperymentów jest zastosowanie defibrylatora, który tłumiąc chaotyczne impulsy elektryczne, umożliwia choremu powrót do normalnej, regularnej pracy. O ile kolebką natchnienia Mary Shelley mogły być opisy medyka Byrona, o tyle źródło pochodzenia nazwiska cierpiącego na syndrom Boga - doktora Frankensteina -

Właśnie dobiegło końca średniowieczne ocieplenie klimatu, ustępując miejsca małej epoce lodowcowej. Jesienią 1304 zaczęły padać ulewne deszcze. Zimy w następnych latach stały się chłodne i wilgotne. Na północy kontynen-


Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Gdyński

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

Pisanie dla niej było terapią na „wszystkie moje pogody, na niepogody duszy mej...” Jednocześnie świetnie się bawiła, pisała dowcipnie, bawiła się konwencją. Słuchała rozmów ludzi spotykanych przypadkiem, kochała anegdotę, jej wyobraźnia karmiła się poezją ulicy. Miała dar nawiązywania przyjaźni, potrafiła rozmawiać z różnymi ludźmi. Magda Umer mówiła o niej, że umiała słuchać i wczuwać się w sytuację drugiego człowieka. Utożsamiała się z ludźmi, których życie pokiereszowało. Przesiadywała w barach na Saskiej Kępie, obserwując spotykanych tam ludzi. Alkohol pozwalał jej zrzucić napięcie, zapomnieć o bólu. Z opowiadań jej przyjaciół i ludzi, z którymi łączyły ją relacje zawodowe, wyłania się obraz niezwykle utalentowanej osoby, delikatnej i wrażliwej a jednocześnie zdecydowanej i pragmatycznej, kiedy trzeba było zawalczyć o czyjąś twórczość, pomóc komuś. Pisarz Janusz Anderman w okresie stanu wojennego był internowany, ciężko zachorował, Agnieszka

Osiecka interweniowała w jego sprawie u generała Kiszczaka. Próbowała również pomóc Adamowi Michnikowi, którego ceniła jako pisarza i człowieka o wyrazistej postawie etycznej. Zaproponowała naiwnie, że pójdzie do więzienia za Michnika na rok. Polityki nie rozumiała i nie interesowała się nią. „Ja byłam zawsze całym sercem po stronie takiej krytyki społecznej, która jest grzeczna i idzie tylko oficjalną drogą”. Zawsze bała się, że mogą zakazać druku jej utworów. Nie mogłaby żyć bez pisania. Jerzy Giedroyć, z którym była związana przez krótki czas, uważał ją za bardzo wyraźną politycznie. Przewoziła zresztą bardzo często, podróżując do Londynu i Paryża, maszynopisy, dzięki czemu mogły ukazywać się na Zachodzie książki zabronione w Polsce. Była pełna sprzeczności. Kochała ludzi, obdarzała ich przyjaźnią, ale niekiedy tylko na chwilę. Mówiła o sobie, że rozwija się przez zdradę, nie zawsze była lojalna. Zdarzało się, że tekst piosen-

Mary Shelley

Percy Shelley

strach. Lekarze nie potrafili objaśnić przyczyn choroby. Uważali, że stoi za nią szkodliwe powietrze. Dlatego włodarze miast próbowali oczyścić okolicę z nieprzyjemnych i intensywnych zapachów. Likwidowano kwartały nędzy, wyganiano Żydów i kobiety trudniące się nierządem. Część średniowiecznych medyków dostrzegała zakaźny charakter choroby i zalecała 40-dniową kwarantannę. Niemniej śmierć nadchodziła szybko. Po pięciu dniach od zarażenia pojawiały się pierwsze symptomy dżumy, po kolejnych pięciu następował zgon. Próbowano wszystkiego. Niektórzy, dostrzegając w dżumie karę Bożą za złe zachowanie, wychodzili na ulicę i biczowali się. Wszystko na nic. Zaraza to słabła, to wracała przez kolejne trzy stulecia. Pewnego przedwiośnia 1606 roku dotarła

do południowo-zachodniej części obecnej Polski, do Frankensteinu. W ciągu krótkiego czasu w mieście straciła życie połowa mieszkańców. Taka skala zgonów wzbudziła podejrzenie lokalnej ludności o celowe działanie grupy osób mających łatwy dostęp do zmarłych, która w sobie tylko znanym celu doprowadziła do zarażenia i śmierci ponad dwóch tysięcy mieszkańców. Ponieważ w mieście - w większości zamieszkałym przez protestantów - nikt się nie biczował, do głosu doszły gniew i podejrzliwość, każące szukać źródła choroby w niecnych zamiarach sąsiadów. Zmobilizowano władze, które bardzo szybko zatrzymały osiem osób mających kontakt ze zwłokami. U oskarżonych znaleziono pojemniki z proszkiem jakoby uzyskanym z ciał zmarłych na dżumę. Do dziś zachowały się zapiski bur-

ki dawała różnym wykonawcom. Pisała o ludziach bardzo szczerze, uważając, że nie należy wystawiać im laurek. Uwodziła mężczyzn i szybko ich porzucała. Nie umiała być z nikim na długo, a jednocześnie była głodna miłości. Małżeństwo z Wojtkiem Frykowskim trwało zaledwie pół roku, nieco dłużej z kolegą z STS-u, reżyserem Wojciechem Jesionką. Proza życia ją obezwładniała, potrzebowała czegoś, co nie jest zwyczajne. Szukała idealnej miłości. Życie domowo-rodzinne nie było dla niej, bo była po prostu nieobecna we własnym życiu. Natomiast życie zawodowe to był fascynujący świat. Nie umiała być żoną ani matką, chociaż bardzo się starała. Była wolnym ptakiem, niezależna i wolna od konwenansów. Osiecka miała kilka miejsc, w których czuła się wolna i bezpieczna. W Krzyżach na Mazurach znalazła przestrzeń dla siebie, dla swojej wrażliwej duszy, mogła oswoić niepokój. Niekiedy uciekała, wyjeżdżając gdzieś.

mistrza miasta Martina Koblitza zawierające informacje o aresztowaniach: „10 września 1606 roku aresztowano dwóch grabarzy Wenzela Förstera […] i jego pomocnika Georga Freidigera pochodzącego ze Striegau (dziś Strzegom), z powodu mieszania i preparowania trucizn. Obaj zostali wydani przez parobka Förstera. 14 września został aresztowany niejaki Weiber – były więzień i trzeci grabarz – Caspar Schleiniger, a 16 września aresztowano 87- letniego żebraka Caspara Schettsa – wszystkich pod zarzutem trucia i rozprzestrzeniania zarazy. 4 października odprowadzono do więzienia Susanne Maß – córkę zmarłego urzędnika miejskiego Schuberta, jej matkę – Magdalenę Ursulę, obecnie żonę grabarza Schleinigera oraz Margarete – żonę żebraka Schettsa.” Łącznie pod klucz trafiło osiem osób. 4 października odbył się proces, podczas którego oskarżeni przyznali się, że znalezionym proszkiem smarowali klamki, kołatki i drzwi, doprowadzając do wybuchu gigantycznej pandemii. Sprawa stała się na tyle głośna, że dotarła do Augsburga i została opisana, a także opatrzona drzeworytami w jednej z pierwszych gazet europejskich Newe Zeytung przez wydawcę Georga Kreßa. Najprawdopodobniej najbardziej makabryczne uczynki, do których oskarżeni się przyznali, łącznie z morderstwami kobiet i dzieci, a także kradzieżami w kościołach, wymuszono torturami, bo trudno przypuszczać, by ludzie ci nie zdawali sobie sprawy z zagrożeń wynikających z „produkcji” trującego proszku z ciał zadżumionych.

9

Podróże pozwalały jej odetchnąć choć na chwilę od prozy życia, braku miłości. Bo u niej zawsze coś musiało się dziać, szukała nie tylko nowych miejsc, szukała ludzi. Lubiła rozmawiać, nieważne z kim, byle ciekawie. Była przede wszystkim artystką, choć nie lubiła tego słowa. Mówiła o sobie, że jest rzemieślnikiem. Niezwykle zdolna, o nieprzeciętnej osobowości, u schyłku życia zdawała sobie sprawę, że jej czas minął. To już były inne czasy. Ludzie, którzy ją

pamiętają z tego okresu, wspominają o jej osamotnieniu. Przez ostatnie lata życia Agnieszka Osiecka związana była z teatrem Atelier w Sopocie. Andre Hubner-Ochodlo po jej śmierci napisał, że była nie tylko wybitną artystką, ale wyjątkowym człowiekiem: dobrym, szlachetnym i pomocnym innym. Trwają prace nad serialem poświęconym jej życiu i twórczości.

Oskarżeni zostali uznani za winnych i skazani na śmierć przez okaleczenie i spalenie na stosie. Opis egzekucji, do której doszło w lutym następnego roku, zwala z nóg: „Najpierw ich wszystkich oprowadzano po mieście. Potem rozdzierano ich rozżarzonymi obcęgami i oderwano im kciuki. Starszemu grabarzowi oraz jednemu z pomocników mającemu 87 lat obcięto prawe dłonie. Potem obu razem przykuto do słupa, z daleka zapalano ogień i ich upieczono. Nowemu grabarzowi ze Striegau rozżarzonymi obcęgami wyrwano członek męski. Pozostałe osoby wprowadzono na stos i spalono.” Jeszcze przed egzekucją pastor obrabowanego kościoła Samuel Heinitz wygłosił sześć dziękczynnych kazań, które ukazały się drukiem w Lipsku pod tytułem „Historia prawdziwa o kilku wykrytych i zniszczonych trucicielskich

dziełach diabelskiego łowcy w czasie zarazy w roku 1606 w mieście Frankenstein na Śląsku.” Zaś dwa lata później, już po wygaśnięciu zarazy, pastor poświęcił kaplicę św. Anny, w której miało dojść do sprofanowania zwłok. Dziś można gdybać, czy lubujący się w makabreskach doktor John Pollidiori snuł w willi historię grabarzy z Frankenstainu i nią zainspirował Marię Shelley. Ząbkowiczanie są przekonani, że tak, oferując turystom najliczniejsze atrakcje związane z wydarzeniami z XVII wieku. Jest też wielce prawdopodobne, że i współczesna epidemia zaowocuje w dalekiej przyszłości tak promocją miast, jak i literaturą faktu, w której zostaną przedstawione agresywne sylwetki przeciwników stosowania prewencji i tragikomiczne, bezradne figury ze świata polityki. Sonia Langowska

Jolanta Krause

Willa Diodati


10

Gdyński

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

Kraina miOdem i winem płynąCa

Wspomnienia z wycieczki 31.VIII. – 06.IX.2020 w poniedziałkowy deszczowy poranek wyruszyliśmy, jak zwykle, sprzed gdyńskiego dworca kolejowego w „Lubuskie miodem i winem płynące”. trasa wiodła przez toruń, inowrocław, mogilno, Gniezno. minęliśmy położoną na wzgórzu św. wojciecha przepiękna Katedrę Gnieźnieńską – pomnik historii. dalej mijamy ogromne zagony dorodnej kukurydzy i starannie uporządkowane pola po ukończonych żniwach. Podążamy do Babimostu – małego miasteczka na kresach zachodnich, gdzie mamy noclegi. Po obiadokolacji, dla zainteresowanych, już w małych grupach, wieczorny spacer po urokliwym miasteczku z kolorowymi domkami w zadbanych ogrodach, z kościołem, cmentarzem, ścieżką edukacyjno-historyczną oraz imponującym nowoczesnym Centrum Sportowo-Rekreacyjnym. Następnego dnia ruszamy do Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego (MRU). Jest to unikatowy na skalę europejską system fortyfikacji, zbudowany przez Niemców w latach międzywojennych ubiegłego stulecia. Niewyobrażalna sieć korytarzy i tuneli ciągnących się około 30 km i głębokich do 40 m, zbudowana została w celu obrony wschodnich rubieży III Rzeszy w czasie II wojny światowej. Fortyfikacje – obiekty żelbetowe - posiadały wszystko. Oprócz pomieszczeń bojowych kompleks miał całe zaplecze w postaci magazynów, koszarów, sanitariatów, maszynowni, które były wyposażone we wszystkie niezbędne urządzenia takie jak: oświetlenie, wentylacja, kanalizacja, wodociągi, system łączności. Podstawowym uzbrojeniem schronów były ciężkie karabiny maszynowe. Ta bojowa machina śmierci, przemyślana i zaprojektowana w najmniejszym szczególe, przytłacza swym ogromem i zadziwia czasem powstania. Aktualnie schrony MRU są królestwem nietoperzy - gacków i mroczków. Po zwiedzeniu MRU nadal pozostajemy z duchem historii, lecz tym razem sielskiej, wysma-

kowanej – znajdujemy się w Łagowie, w sercu Ziemi Lubuskiej, na przesmyku pomiędzy dwoma jeziorami – Trześniowskim, z charakterystycznymi malinowymi nenufarami, i Łagowskim. Oba jeziora położone są w malowniczej polodowcowej rynnie. Piękne jezioro Trześniowskie należy do jednego z najgłębszych w kraju (maksymalna głębokość 58 m), a jego wysokie brzegi (do 70 m) porasta stary, bukowy las. Osobliwością parku są cisy – jedyne na Pojezierzu Lubuskim - liczące około 200 drzew. Podziwialiśmy przepiękne, malownicze krajobrazy, okazy drzew, pomniki przyrody, pejzaże Łagowsko-Sulęcińskiego Parku Krajobrazowego. Na wspomnianym wyżej przesmyku, między jeziorami rozsiadł się średniowieczny Zamek Joannitów z minimiasteczkiem Łagowem, w którym jakby zatrzymał się czas, ponieważ niewiele się tu zmieniło od czasu powstania zamku. Północna część Łagowskiego Parku Krajobrazowego to teren wojskowego poligonu. Łagów to niezwykłe miasteczko, którego centrum stanowi podzamcze, gdzie zwracają naszą uwagę dwie historyczne ceglane bramy, tzw. Polska (z XV w.) i szachulcowa tzw. Marchijska (z XVI w.). Za bramą Marchijską zaczyna się maleńkie, stare miasto z miniaturowymi, zabytkowymi kamieniczkami. Łagów był kiedyś, do okresu II wojny światowej, popularnym uzdrowiskiem należącym do Rzeszy. Ale wracając do Zamku Joannitów, mnichów-rycerzy sprowadził do Łagowa margrabia brandenburski w roku 1347, przekazując im w zastaw Pomnik w Świebodzinie

„dom Łagów” z przyległościami. Mnisi wybudowali na przesmyku zamek i uczynili go siedzibą swoich włości. Herbem Łagowa jest godło joannitów – czerwony krzyż maltański na białym tle. Zamek na przestrzeni wieków przechodził różne koleje, zmieniając właścicieli. Aktualnie na terenie zamku znajduje się hotel, a na zacisznym jego dziedzińcu urządzono wspaniałą restaurację, która tonie w soczystej zieleni, ponieważ ze ścian zamku spływają kaskady bluszczu, winorośli i innych ciekawych roślin pnących. W tej wspaniałej scenerii przyrody każdego roku od maja do września odbywają się ciekawe koncerty w ramach festiwalu „Muzyka u Joannitów”. W amfiteatrze natomiast, położonym u stóp zamku, w okresie wakacyjnym trwa „Lubuskie Lato Filmowe”. Oglądać wtedy można projekcje filmów z krajów europejskich w ramach najstarszego Polskiego Festiwalu Filmów Fabularnych. Atrakcją są też koncerty „Flamenco na zamku” i różne spektakle teatralne. Wokół jezior rozpościera się bujny las głównie bukowo-lipowo-cisowy. Buki porastają również pobliską górę Bukowiec – najwyższe wzniesienie Ziemi Lubuskiej – 227 m n.p.m. Upodobali sobie to przepiękne miejsce amatorzy sportów wodnych (nurkowie, żeglarze) oraz miłośnicy sztuki. Od lat organizowane są tu wernisaże, warsztaty i plenery malarskie. Pierwszy ogólnopolski plener malarski odbył się tutaj w roku 1948 i trwa do dzisiaj. Na plenery przyjeżdżają również artyści malarze z zagranicy. Reasumując, żałuję, że zabrakło nam cza-


Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Gdyński

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

Zamek Joannitów w Łagowie

su, by wejść na zamkową basztę, z której można podziwiać niepowtarzalną panoramę Łagowsko-Sulęcińskiego Parku Krajobrazowego. Czas jest nieubłagany, a przed nami jeszcze wizyta w Gościkowie–Paradyżu i Świebodzinie. Żegnamy więc średniowieczny Łagów i zgodnie z programem udajemy się do Opactwa Cystersów w Gościkowie–Paradyżu (nazwa pochodzi od Jakuba z Paradyża, najwybitniejszego z ówczesnych cystersów). Jadąc, już z daleka widzimy wyniosłą, przepięknie zrewitalizowaną dwuwieżową fasadę kościoła w Gościkowie–Paradyżu. Jest to unikalny, imponujący zespół klasztorny, do którego przylega cały kompleks budynków z dwoma wirydarzami, narożnymi basztami, dawnymi sadami i ogrodami rozciągającymi się wokół klasztoru wraz z XVII-wiecznym murem. Wszystkie elewacje pokryte są barokową dekoracją, której biel znakomicie kontrastuje z łososiową barwą tynków i pięknie harmonizuje z otaczającą go przyrodą. Cały zespół zachwyca rozmiarami i architekturą najwyższej próby. Opactwo Cystersów zostało założone w 1230 r. przez wojewodę poznańskiego Mikołaja Bronisza z przeznaczeniem na osadzenie w nim cystersów, którzy zmienili nazwę na Paradisus Sancta Mariae, czyli Raj Matki Bożej. Regułą cystersów było „ora et labora” – módl się i pracuj. Szczególnie interesujący jest kościół pw. NMP i św. Marcina – bazylika o barokowym wystroju wnętrza, trójnawowa z okazałym barokowym ołtarzem (XVIII w.),

11

Ławeczka Czesława Niemena w Świebodzinie

w którym widnieje scena Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny – dzieło autorstwa Felixa Schefflera. Zadziwia misternie zdobione prezbiterium – kapiące złotem stalle z aniołami unoszącymi chorągwie, złote figury św. Wojciecha i św. Stanisława. W całym ołtarzu znajduje się 70 relikwii świętych. Podziw budzą organy 26-głosowe z końca XVII wieku. W kościele pod chórem jest wejście do krypt, gdzie pochowani są cystersi. Uwagę przykuwa XVII-wieczna wspaniała ambona. W opactwie cystersów od 1960 roku mieściło się Wyższe Seminarium Duchowne, które zostało wpisane jako pomnik kultury. Aktualnie obiekt został przemianowany na Zielonogórsko–Gorzowskie Sanktuarium. Wnętrze kościoła, łącznie z organami i konfesjonałami, utrzymane w tej samej, co fasada tej bogatej bazyliki, kolorystyce łososiowo-beżowej. Pozostał nam jeszcze dzisiaj do zwiedzenia Świebodzin – historyczne, sympatyczne miasto, leżące na północ od Zielonej Góry. W centrum miasta znajduje się ładny plac noszący nazwę św. Jana Pawła II, z renesansowym XVI-wiecznym ratuszem i wieżą zegarową. Na rynku błyszczą ciekawe, zabytkowe kamieniczki, ładny Dom Kultury z salą koncertową, ławeczka z niezapomnianym tu Czesławem Niemenem dłuta artysty Roberta Sobocińskiego. W bliskim sąsiedztwie pomnika Niemena stoi drugi, równie ciekawy, Sukiennik Świebodziński – pomnik tkacza. W Świebodzinie mianowicie doskonale rozwinięty był przemysł sukien-

Herb Łagowa

Główny ołtarz w bazylice w Paradyżu-Gościkowie

niczy; znane było sukno świebodzińskie, stąd też sukiennictwo przez wieki stanowiło źródło utrzymania mieszkańców. Wymowny pomnik tkacza z rozwiniętą belą sukna jest symbolem pomyślności i dobrobytu Świebodzina.

Czesław Niemen był bardzo związany z tym miastem. Po ostatnich wysiedleniach z Grodzieńszczyzny – ze Starych Wasyliszek, mieszkał tu ze swoją rodziną. Później, długo jeszcze, odwiedzał Świebodzin i grywał tu koncerty.

Na uwagę zasługuje gotycki kościół św. Michała Archanioła i neogotycki kościół Matki Bożej Królowej Polski, dawny ewangelicki szachulcowy kościół pw. św. Wojciecha. Kościół św. Michała Archanioła jest budowlą gotycką, z organami z XIII wieku i z typowymi dla kościołów protestanckich galeriami wzdłuż świątyni. Główny ołtarz z kolorowymi witrażami, przedstawiającymi Ostatnią Wieczerzę, ozdobiony jest wyjątkowymi emporami z inskrypcjami; na jednej z nich czytamy „Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu”. Zwiedzamy także dawny zbór protestancki, aktualnie kościół katolicki, otoczony zielonymi plantami. Świebodzin, którego herbem jest czarny orzeł na żółtym tle, słynie, jak zaznaczył nasz przewodnik pan Jarosław, z bardzo dobrej kadry lekarzy ortopedów. Zwieńczeniem dzisiejszego dnia jest obejrzenie imponującej figury Chrystusa Króla Wszechświata, górującej nad Ziemią Lubuską. Pomnik ma 36 m wysokości, stoi na sztucznie usypanym kopcu i powstał na pamiątkę wydarzenia z 26 listopada jubileuszowego roku 2000, kiedy Ziemia Świebodzińska zawierzyła swój los Chrystusowi Królowi i jako znak wiary wzniosła ten obiekt. Jego poświęcenie odbyło się w listopadzie 2010 roku. Niektórzy trochę zmęczeni, ale wszyscy pełni wrażeń i pięknych wzruszeń, wracamy do naszej bazy na smaczny, wieczorny posiłek i zasłużony odpoczynek. Grażyna Schlichtinger Gdańsk, wrzesień 2020 r.


12

Gdyński

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

histOria mOdnej KOBiety

Kobieta w okresie secesji Młodość była niemodna, nawet nietolerowana. Piękne kobiety chciały koniecznie uchodzić za starsze niż były naprawdę. Panienek nie zapraszano do salonu, bo mogłyby przeszkadzać w rozmowach poważnym ludziom. Takie były kanony ówczesnego dobrego zachowania. Dopiero młodą mężatkę dopuszczano do towarzystwa, ale pod warunkiem poważnego stroju. Na fotografiach z roku 1900 dziewczęta osiemnastoletnie, wystrojone w szale boa, w koronkowe żaboty, w kapelusze przyozdabiane masą kwiatów, owoców czy ptaszków, podpierają się laseczką z kokardą. Cel osiągnięty, taka dziewczyna wyglądała niemal jak własna matka. Secesja wprowadziła modę kostiumu, praktycznego ubioru złożonego ze spódniczki, bluzki i żakietu. To w tym czasie moda uciekała się do najróżniejszych środków, aby upodobnić kobietę do zachwycających dzieł matki natury, np. smukłego łabędzia, giętkiej łodygi kwiatu, czy barwnego motyla.

strOje Letnie i KreaCje BaLOwe szytO z CienKiCh, przejrzystyCh materiałów O przytłumiOnyCh BarwaCh, naśLadująCyCh KOLOrystyKę rOśLin: Białej, LiLiOwej, BłęKitnej, zieLOnKawej, BrązOwej. Bardzo ważnym atutem kobiecej urody była szyja. W wygiętej sylwetce obowiązywała długa szyja, prawie jak łabędzia. A ponieważ zdradzała ona wiek, zarówno młody jak i zbyt dojrzały, zakrywano ją obrożami z pereł, wysokimi kołnierzykami jak w męskiej

koszuli. Najładniejsze wydawały się bluzeczki jasne, ozdobione licznymi koronkami i pliskami, delikatne. Preferowano kolor biały lub lila. Te koronki i pliski razem z odpowiednim gorsetem symulowały obfitość biustu. Panienki raczej nie miały obfitych biustów. A zgodnie z teorią modnej starości, „noszono” piersi duże, mocno przylegające do siebie. Z tego czasu pochodzą np. ogłoszenia o cudownych środkach na „przyrost biustu”. U góry bluzka kończyła się często wyłożeniem bardzo szerokiej tzw. berty, to jest specjalnego kołnierza najczęściej koronkowego w formie pojedynczej fałdy czy plisy. Berta szyta była także z tego samego materiału co bluzka w formie dwu lub jednoczęściowej i wykończona koronkami podkreślającymi poziom ramion. Najbardziej skomplikowana była ówczesna forma kroju gorsetu. Gorsety sięgały do połowy bioder, a więc dodatkowo

spłaszczały brzuch. Usztywniane i sznurowane w ten sposób, że ściskały nieznacznie górne żebra, a ostatnie 3-4 zaginały wręcz do środka, zmniejszając tym samym objętość klatki piersiowej i spłycając oddech, ale za to powodując, że kibić kobiety można było objąć dwoma rękami. Krępowało to narządy wewnętrzne, deformując je i nienaturalnie rozmieszczając w ograniczonej przez gorset przestrzeni organizmu. Prowadziło to do wczesnych zgonów, krwotoków i niewydolności oddechowej. Gorset kasował łono, cofał je, a biust pokazywał w obniżonej pozycji. Powstawała więc sylwetka kobiety z głową i barkami podanymi w przód, z cofniętym tyłem bioder. Gorset obowiązywał bardzo rygorystycznie, choć lekarze walczyli z nim zaciekle. Tylko odważne panie pokazywały się bez niego, ale często spływała nań za to fala krytyki. Uważano takie zachowanie

za nieprzyzwoite. Czas prawdziwej rewolucji w damskiej modzie miał nadejść dopiero za kilkadziesiąt lat, tj. po pierwszej wojnie światowej. Powstały wtedy pierwsze nowatorskie projekty zastąpienia gorsetu miękkim staniczkiem, połączonym tasiemkami na biodrach. Był to pierwowzór biustonosza i paska na pończochy, używanych powszechnie dopiero w latach dwudziestych XX wieku. Modne były rękawy, które około 1900 roku w ramionach wydęte były jak balony, a od łokcia – wąziutkie. Talia musiała być ostro zaznaczona i ściśnięta czarnym, błyszczącym, szerokim paskiem. Biodra winny być szczupłe i też przesunięte do tyłu. Stroje letnie i kreacje balowe szyto z cienkich, przejrzystych materiałów o przytłumionych barwach, naśladujących kolorystykę roślin: białej, liliowej, błękitnej, zielonkawej, brązowej. Popularne były także ubiory całkowicie czarne. Lubiono również materiały ciężkie: plusze, welury. Kolana często krępowano wąską spódnicą, ale zasadniczo rozszerzała się ona do dołu jak dzwonek i u spodu sięgała równo ziemi. Uzupełnieniem takiego stroju były czarne, bawełniane pończochy i wysokie, ostro zakończone pantofle, zapinane na guziczki.

Kapelusz był konieczny. Szeroki jak aeroplan, a mimo to z wdziękiem wkładany na głowę elegantki. Umieszczano na nim liście, owoce nieomal kandyzowane, pyszniły się na nich wypchane ptaszki i strusie pióra. Do tego dużo ogromnych szpilek ze szklanymi główkami. No i wreszcie woalki z tiulu, fioletowe czy w groszki, jakże przydatne w karetach, dorożkach czy w pierwszych automobilach. W okresie secesji, w 1900 roku pojawiła się nowa fryzura, w której włosy były miękko oraz swobodnie zebrane do góry i upięte na czubku głowy w loki, które były niezwykle regularnie zwinięte. Dzięki takiej fryzurze kobiety zaczęły całkowicie odsłaniać kark oraz uszy, co wcześniej było nie do pomyślenia. Fot. paweł nijakowski (wikimedia)

secesja, zwana też „belle èpoque” („piękna epoka”), preferowała damy w średnim wieku. wydaje się to dziwne, a jednak tak było. a co śmieszne, ta dama w średnim wieku miała około 35 lat. pod koniec dziewiętnastego wieku i na początku dwudziestego najładniejsza wydawała się przedwczesna dojrzałość.

Muzeum Okręgowe w Pile wernisaż wystawy Belle epoque. Moda damska 1871-1914

Niezbędnym dodatkiem do sukni był też długi tren. Jego noszenie wymagało od kobiety nie tylko perfekcyjnej gracji w chodzeniu, tańcu czy siadaniu, ale był on równie niehigieniczny jak gorset i turniura. Tren-ogon i cały dół spódnicy wprawdzie obszywano specjalną taśmą wykończoną szczoteczką, mającą zabezpieczać suknię przed zniszczeniem, jednak i tak panie „zamiatały” spódnicą zakurzone korytarze i brudne ulice. Nic dziwnego, że kobiety powiedziały w końcu dość i postulowały zniesienie niewygodnych trenów (a także gorsetów i wysokich kołnierzyków). Ale na to panie musiały poczekać do 1928 roku, kiedy zakończył się ten etap w modzie europejskiego stroju kobiecego. W roku 1929 czasopismo kobiece „Bluszcz” ogłosiło artykuł pod tytułem „Nie chcemy więcej gorsetów i trenów”. Powoli zaczęła się nowa moda. Nie wiem, jak dla Państwa, ale dla mnie okres secesji we wszystkich dziedzinach ówczesnego życia jest fascynujący. Basia Miecińska


Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Gdyński

13

Fot. roman jocher

Fot. roman jocher

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

„Rozważna i romantyczna” Jane Austen w Teatrze Miejskim w Gdyni wiktoriańską anglię, życie średnich angielskich sfer na przełomie XViii i XiX wieku możemy zobaczyć w teatrze miejskim w sztuce „rozważna i romantyczna” wg powieści jane austen. spektakl ten jest spełnieniem marzenia reżyserki aliny moś - Kerger o stworzeniu sztuki o miłości w wersji kostiumowej. adaptacji powieści do potrzeb teatru podjęła się sandra szwarc i zrobiła to znakomicie. Panny Dashwood: Eleonora, Marianna i Małgorzata, po śmierci ojca zostają zmuszone przez przyrodniego brata Johna Dashwood i jego chytrą żoną Fanny do wyprowadzenia się wraz z matką z rodzinnego domu. W ówczesnej Anglii obowiązywało prawo, w myśl którego posiadłość po śmierci ojca przechodziła na pierworodnego syna. I w tym przypadku posiadłość przypadła Johnowi Dashwood, synowi z pierwszego małżeństwa zmarłego ojca, ponieważ z obecną żoną miał córki. Kobiety są biedne, nie mają dochodów. Szansą na poprawę bytu jest dla nich dobre zamążpójście. Autorka powieści wielokrotnie w swoich utworach poruszała problematykę związaną z tym prawem, pisała zwłaszcza o dramatach kobiet pozbawionych środków do życia po śmierci męża lub ojca, zdanych na łaskę rodziny lub przyjaciół. I tak w sztuce widzimy, że jak tylko umilkły pogrzebowe dzwony, Fanny (Monika Babicka), żona Johna Dashwood (Krzysztof Berendt), nie zadawszy sobie trudu

powiadomienia teściowej o swym zamiarze, przybyła do majątku męża, który stał się prawowitym jego właścicielem. Fanny okazuje, jak bardzo w swych działaniach lekceważy uczucia innych osób, nawet gdy okoliczności domagają się, by je uszanowała. Natomiast jej mąż, typowy pantoflarz, nie potrafi przeciwstawić się żonie. Przeprowadzka wdowy i jej trzech córek do skromnego domku, który użycza im pani Jennings, daleka kuzynka, okazuje się jednak dla sióstr przełomowym momentem w ich życiu. Najstarszą z córek Eleonorę (Agnieszka Bała) cechuje siła intelektu i trafność osądu. Ma wielkie serce, jest oddana i uczuciowa, chociaż panuje nad nimi. Romantyczna, inteligentna, wrażliwa Marianna (Weronika Nawieśniak) we wszystkim przejawia impulsywność, nie zna umiaru ani w smutku, ani w radości. Marianna zakochuje się nieszczęśliwie w nowo poznanym panu Willoughby (Piotr Michalski), rozważna zaś i stateczna Eleonora dowiaduje się, że kochany przez nią Edward (Ma-

ciej Wizner) ma już narzeczoną Lucy Stelle (Marta Kadłub), której przed laty się oświadczył, ale której wcale jej nie kocha. Lucy to prawdziwa intrygantka, bardzo podobna charakterem do Fanny. Skomplikowaną mozaikę uczuciową nowych mieszkanek dworku dopełnia bogaty, choć o wiele starszy sąsiad pań, pułkownik Brandon (Rafał Kowal), który darzy Mariannę wielką, nieodwzajemnioną miłością. A przyjaźnią i opieką darzy obie dziewczyny pani Jennings (Beata Buczek). Pani Jennings to bogata, dobroduszna starsza pani, która bez przerwy mówi, sprawiając wrażenie osoby szczęśliwej, ale raczej pospolitej. Sypie żarcikami i zaśmiewa się do łez z opowiadanych przez siebie dykteryjek. Darzy obie dorosłe dziewczyny wielką przyjaźnią. Jest jeszcze jedna siostra, najmłodsza, ledwie dwunastoletnia Małgorzata (Martyna Matoliniec), pogodna i życzliwa, która w sztuce jest jakby narratorem niektórych scen. Uzbrojona w lornetkę bacznie obserwuje, co dzieje się wokół.

Czy wśród szeregu coraz bardziej zagmatwanych zdarzeń i niedomówień dziewczyny zdołają odnaleźć swoje szczęście? Siostry bardzo różnią się charakterem od siebie. Obie pragną miłości i obie ją znajdą w najbardziej niespodziewanym miejscu i czasie. I właściwie, która z nich jest tą rozważną, a która romantyczną? Na to odpowiedzieć musi sobie sam widz. Pokazane w sztuce relacje międzyludzkie nie zestarzały się. Przyjęte konwenanse bardzo często blokują szczere rozmowy, a do prawdziwej miłości droga jest często bardzo wyboista. Publiczność bardzo życzliwie przyjęła po tylu miesiącach oczekiwań nową premierę. Cały zespół aktorski doskonale wywiązał się z przydzielonych przez reżysera ról w tym flagowym romansie sprzed 200 lat. Widać, jak drwią sobie z tych dawnych relacji damsko- męskich. Agnieszka Bała jest właśnie taka rozważna, poważna, taka, jaką opisuje autorka, a radosna, pełna dziewczęcego wdzięku

jest Weronika Nawieśniak. Rozbrykana Martyna Matoliniec w dziewczęcych sukienkach jest przeurocza. Monika Babicka świetnie się bawi rolą wyjątkowo wrednej żony nowego dziedzica majątku. A Beata Buczek – Żarnecka rewelacyjnie zabawia swą rolą publiczność. Elżbieta Mrozińska w roli matki dziewcząt jest kochająca i dobra, jednak często nie wytrzymuje i pokazuje swój aktorski, komiczny charakter. Aktorki przyćmiewają właściwie role męskie. Ale przecież powieść była o kobietach i napisana głównie dla kobiet. Twórcą ruchu scenicznego jest Bartosz Bandura. Jak mówi, trudno rozmawiać słowami o ruchu. Starał się pokazać obrazy i ruch, które nawzajem się przenikają. To bardzo nowoczesna technika ruchu scenicznego. Przepiękne, epokowe kostiumy oraz scenografię stworzyła Natalia Kołodziej. Widzimy bohaterów sztuki poprzez bramę, a może wrota, zaglądając wprost do salonu czy sali balowej. Rekwizytami scenografii są popiersia występujących w spektaklu aktorów, a wykonał je dr Michał Wielopolski adiunkt na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu w II Pracowni Rzeźby. Muzykę do spektaklu przygotował Dominik Strychalski, który inspirował się dźwiękami dawnych instrumentów, jednak podkład muzyczny jest bardzo nowoczesny. Proszę mi wierzyć, warto zobaczyć ten spektakl. Basia Miecińska


14

Gdyński

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

Zdrowy kręgosłup dolegliwości bólowe kręgosłupa są najczęstszą przyczyną wizyt u lekarzy i fizjoterapeutów. stanowią nie tylko problem medyczny, ale także ekonomiczny i społeczny. Ból potrafi wyłączyć z aktywności dnia codziennego, a jego leczenie (często farmakologiczne), poza uszczuplaniem naszego portfela, nie przynosi zbyt wielu efektów. Zwolnienia lekarskie wystawiane z powodu tej dolegliwości obciążają nie tylko system, ale także pracodawców. Bardzo często przełożeni sami przyczyniają się do powstania dolegliwości. Wielogodzinne siedzenie w jednej pozycji, nadgodziny i stres na pewno nie poprawiają naszego samopoczucia. Niestety, przypadłość ta dotyka coraz więcej młodych osób. Spowodowane jest to brakiem aktywności ruchowej. Dzisiejszy, w głównej mierze siedzący, tryb życia to morderstwo dla naszych pleców. Już od najmłodszych lat przez ciężkie plecaki, wielogodzinne zajęcia szkolne i spędzanie wolnego czas przed komputerem rozpoczynamy proces degeneracyjny „fundamentu ruchu”. Dzieci obserwują i naśladują dorosłych. Za to, w jakim stanie będą ich kręgosłupy w późniejszym wieku, już dziś odpowiadają rodzice. Jeżeli sami po powrocie z pracy siadają przed telewizorem, to jaki przykład dają maluchom? Znaczące dla mobilności naszego kręgosłupa jest to, w jaki sposób oddychamy. Oddychanie to najbardziej podstawowa czynność życiowa, jaką wykonujemy. W ciągu jednej minuty powtarzamy ją około 18 razy. Jest to ogromna ilość powtórzeń w ciągu całego dnia. Nieprawidłowy

wzorzec oddechowy może powodować nie tylko dysfunkcje kręgosłupa, ale także zaburzać pracę narządów wewnętrznych. Aktywność ruchowa to kolejny bardzo ważny aspekt. Do każdego ruchu trzeba się odpowiednio przygotować. Bardzo często w gabinecie spotykamy się z urazami, które powstały na skutek braku odpowiedniej rozgrzewki. Im bardziej skom-

plikowana aktywność, tym dokładniejsza i bardziej celowana powinna być rozgrzewka. Ważne jest, jak śpimy i ile śpimy. Sen to regeneracja naszego organizmu. Jego nieodpowiednia ilość i zaburzenia cyklu dobowego negatywnie wpływa na całe ciało. Warto też zwrócić uwagę na to, jak śpimy. Morze poduszek i miękki, zapadający się materac to kara dla ruszto-

wania naszego ciała. Jeżeli więc śpisz na wysokich poduszkach i niewystarczającą ilość czasu, postaraj się to zmienić! Leczenie objawowe nie spowoduje trwałej poprawy. Co więc zrobić, żeby w końcu przestało boleć? Najważniejsza jest profilaktyka, dużo łatwiej zapobiegać niż leczyć. Dlatego tak ważny jest ruch i ciągłe zmiany pozycji. Mobilny kręgosłup

to zdrowy kręgosłup. Poza tym dieta! Bardzo często bóle odcinka lędźwiowego swoje podłoże mają w jelitach! Jeżeli twoim paliwem jest śmieciowe jedzenie, to nie dziw się, że sam czujesz się źle. Również prawidłowy balans napięciowy w naszym ciele jest gwarantem dobrego samopoczucia. W pracy gabinetowej zauważamy, że prawie zawsze ból kręgosłupa wiążę się z wyłączeniem mięśni głębokich (core). Mięśnie te odpowiadają za naszą stabilizację centralną. Bez sprawnego centrum nie da się prawidłowo wykonywać ruchów kończynami. Prowadzi to do powstania dysbalansu napięciowego. Pracować w nadmiarze zaczynają mięśnie, które nie powinny się „włączać” w konkretnych ruchach. Dzieje się tak, ponieważ próbują one skompensować brak aktywności innych, osłabionych struktur… I tak zaczyna sypać się cały system. Czy mogę coś z tym zrobić? Możesz! Przede wszystkim udaj się do fizjoterapeuty - specjalisty od narządu ruchu. Po wykonaniu odpowiedniego badania ustali on program rehabilitacji dopasowany do Ciebie! Pamiętaj jednak, że główną miarą sukcesu terapii jest twoje zaangażowanie. Godzina w gabinecie w ciągu tygodnia to zdecydowanie za mało! To 1/168 całego tygodnia! W głównej mierze liczy się to, co robisz poza gabinetem. Fizjoterapeuta nauczy Cię, jak funkcjonować w ciągu dnia tak, żeby się nie psuć swojego organizmu i jak należy o niego dbać. Zapraszamy więc do Centrum Rehabilitacji przy Fundacji FLY, gdzie nasze fizjoterapeutki pomogą Ci zgłębić wiedzę o tym, jak pozbyć się bólu pleców. Mgr fizjoterapii Patrycja Góreczna Centrum Rehabilitacji przy Fundacji FLY

Rehabilitacja z dofinansowaniem dostępna dla każdego! Fundacja FLY zaprasza osoby z zespołami bólowymi kręgosłupa, bioder oraz kolan do udziału w dofinansowanych zajęciach rehabilitacyjnych. Zabiegi prowadzone przez fizjoterapeutę odbywać będą się dwa razy w tygodniu w Centrum Rehabilitacji przy Fundacji FLY (Gdynia, ul. Świętojańska 32/13).

Podczas zajęć: – wzmocnisz mięśnie osłabione, – rozciągniesz mięśnie przykurczone, – poprawisz zakresy ruchomości, – zbudujesz stabilizację kręgosłupa, kolan lub bioder, a dzięki temu wyeliminujesz ból. Zapisy od 9 listopada pod numerem telefonu 798 179 942. Liczba miejsc ograniczona.


Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Gdyński

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

Pamiętaj! Bądź bezpieczny: Maska – dezynfekcja - dystans

Zrób porządek i daj rzeczom drugie życie Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Czas na porządki i przegląd swoich ozdób choinkowych, dekoracji, a także innych rzeczy. Niepotrzebne przedmioty, będące w dobrym stanie, można przekazać do Sklepu charytatywnego „Z głębokiej szuflady”, który od 2013 roku prowadzi Fundacja FLY. Sklep działa na rzecz gdyńskiej młodzieży z niezamożnych rodzin przez organizację bezpłatnych korepetycji i zajęć rozwijających umiejętności społeczne. Z korepetycji korzysta ponad 40 młodych osób.

Do sklepu charytatywnego „Z głębokiej szuflady” każdy może przynieść i przekazać nieodpłatnie przedmioty, które nie są mu już potrzebne, ale mogą jeszcze przydać się innym. Rzeczy pozostające np. po likwidacji mieszkań czy generalnych porządkach i zmianie wystroju. Na takie przedmioty czekają klienci sklepu charytatywnego. Podarowane przedmioty po odświeżeniu i wycenie są wystawiane do sprzedaży. Wszystkie ceny są ustalane indywidualnie, na podstawie stanu technicznego i jakości wystawianych

przedmiotów. Mają wartość symboliczną, nie odzwierciedlającą prawdziwej wartości sprzedawanych rzeczy. I tak zdarzają się okazje do zakupu potrzebnych rzeczy za niewielkie pieniądze. Dochód ze sklepu pozwala nam organizować i prowadzić zajęcia dla młodzieży w Klubie Młodzieżowym FLY oraz daje stałą pracę czterem osobom. Sklep zlokalizowany jest w Gdyni, przy ul, Świętojańskiej 36, w przyziemiu (wejście od strony Świętojańskiej i Abraha-

ma). Otwarty od poniedziałku do piątku w godz. 10:00 do 16:00, a w soboty do godz. 14:00. Rzeczy dla sklepu można przynosić w godzinach pracy. W sklepie obowiązują zasady bezpieczeństwa – maski, dystans, dezynfekcja, Zapraszamy do odwiedzenia naszej strony www. funfacjafly.pl oraz profilu na facebooku www.fb.com/ZglebokiejSzuflady.

Program Partnerski Fundacji FLY Co miesiąc na łamach IKS-a przedstawiamy kilka wybranych firm partnerskich, które zaproponowały rabaty posiadaczom naszych legitymacji Fundacji FLY. Dzisiaj kolejna dawka upustów z dzielnicy naszego miasta, która przed nadaniem praw miejskich małej, rybackiej wiosce zwanej Gdynią, była silną i niezależną miejscowością na mapie szlaku handlowego. Tu znajdował się kościół, zajazd, poczta, szkoła, a miejscowi gburowie mieli tak bogate gospodarstwa, że aby zmielić zboże, potrzebowali aż dwóch młynów. Najważniejszy młyn znajdował się przy stawie należącym do Antoniego Jasińskiego, który był najpierw sołtysem, a później wójtem Chyloni. Już wiecie, o której części Gdyni mowa? Na pewno... W Centrum Handlowym Chylonia przy ulicy Gniewskiej 21 znajdują się dwa zakłady optyczne, w których warto zaopatrzyć się w nowe okulary. Pierwszym z nich jest Zakład Optyczny Karolina Szajna (box 70). To firma oferująca szeroki asortyment soczewek jednoogniskowych, dwuogniskowych, progresywnych, barwionych, fotochromowych i polaryzacyjnych, a także specjalistycznych o dużych mocach. Oprócz soczewek zakład proponuje oprawki w konkurencyjnych cenach i konsultacje optymetryczne prowadzone na miejscu. Właściciele naszych legitymacji mogą liczyć na 20% rabatu na całą ofertę (rabat nie

łączy się z innymi promocjami). www.szajna.pl

Drugi zakład to Nord Optyk, mieszczący się w C.H. w boxie 76. Nord Optyk oferuje fachową pomoc w doborze soczewek i okularów, według indywidualnych potrzeb każdego klienta. Znajdziemy tu szeroką gamę opraw okularowych, również dla najbardziej wymagającego odbiorcy (mowa o znanych markach takich jak Ray-Ban, Tonny, Solano oraz oprawy Evy Minge, a także klasyczne oprawki Harley-Davidson). Filia zakładu znajduje się również przy ul. Chylońskiej 251B. Nord Optyk proponuje naszym seniorom, po okazaniu legitymacji, 15% upustu na całą ofertę + badanie optometryczne gratis. www.nordoptyk.pl

W Centrum Handlowym znajduje się od paru lat jeszcze jeden nasz Partner. To firma Nextserv S.C. (box 61) - serwis laptopów, komputerów, serwis Apple. Tutaj możemy kupić komputer na miarę naszych potrzeb, a fachowcy szybko i odpowiednio skonfigurują do niego oprogramowanie. Każdy użytkownik komputera czy laptopa wie, jakie to uczucie, gdy dzieje

się z naszym sprzętem coś niezrozumiałego, dlatego, wychodząc naprzeciw naszym oczekiwaniom, zakład oferuje nam 20% zniżkę na usługi serwisowe. www.nextserv.pl

Na ulicy Chylońskiej 150 znajduje się Centrum Zdrowia Lila-Med, którego właścicielka Pani Liliana Southwell jest fizjoterapeutą, ale przede wszystkim kompetentnym podologiem. Na miejscu dostaniemy konkretne porady dotyczące naszych stóp, które noszą nas całe życie. Oprócz porad możemy liczyć na pomoc w postaci ćwiczeń, masaży, zabiegów w sterylnym środowisku. Metody zaproponowane przez Panią Lilianę pozwolą złagodzić dolegliwości bólowe i zatrzymać proces deformacji stóp. Oprócz zabiegów podologicznych możemy również dobrać odpowiednie wkładki ortopedyczne, zrobić manicure i pedicure, masaż leczniczy kręgosłupa, nóg oraz całego ciała ze specjalną 10% zniżką usługową, legitymując się pomarańczowym dokumentem FLY.

imiennej legitymacji Fundacji FLY, które również upoważniają do zniżek na organizowane przez Fundację wycieczki, zarówno krajowe jak i zagraniczne. Ponadto, legitymując się nią w Centrum Rehabilitacji przy Fundacji FLY przy ul. Świętojańskiej 32/13, posiadacze uzyskują natychmiastową 20% zniżkę na wszystkie zabiegi. www.rehabilitacja.fundacjafly.pl, www.fundacjafly.pl.

Więcej informacji o naszych Partnerach i legitymacjach członkowskich znajduje się na naszej stronie i w biurze przy ul. Świętojańskiej 36/2 w Gdyni. Sławomira Tomaszewska

Dla przypomnienia – Program Partnerski Fundacji FLY to baza firm szczególnie przyjaznych seniorom. Zasady są proste – każda z firm lokalnego rynku może zgłosić chęć uczestnictwa w naszym Programie. Po rozmowie i zweryfikowaniu przez naszego przedstawiciela podpisujemy okresową umowę, na mocy której tworzymy opisową reklamę danej firmy w naszych mediach (miesięcznik IKS, strona www, media społecznościowe, ulotki). www.facebook.com/ W zamian firma udziela Porady-podologiczne zniżek seniorom zrzeszonym w naszej Fundacji. Żadnych Rabaty można uzyskać wy- opłat – tylko umowa łącznie na podstawie aktualnej, partnerska.

15

Zapisy na bezpłatne korepetycje w tym roku ponownie ruszają zajęcia w ramach młodzieżowego Klubu Fundacji FLy dla uczniów klas Vi-Viii szkoły podstawowej i i-wszych klas liceum/technikum. jak co roku mamy dla was przede wszystkim propozycje korepetycji z języka polskiego, angielskiego, rosyjskiego, niemieckiego, jak również z przedmiotów ścisłych. pragniemy, by Klub był miejscem, w którym będziecie czuć się swobodnie, dlatego proponujemy również zajęcia nie związane stricte z nauką – będziemy się spotykać na zajęciach z grami planszowymi, na warsztatach rozwijających osobowość i kreatywne myślenie. dla wytrwałych będą również atrakcyjne wyjścia integracyjne. zgodnie z wymogami reżimu sanitarnego przypominamy, że na zajęcia należy przychodzić w maseczce lub przyłbicy zakrywającej nos i usta. informacje i zapisy u koordynator Klubu, pani sławki tomaszewskiej, od poniedziałku do czwartku w godz. 12.00-15.30 po numerem tel. 505 576 676. zapraszamy do obserwowania naszego profilu na Facebooku pod adresem: www.fb.com/mlodziezowyKlubFundacjiFly „Gdyński IKS” wydaje:

Fundacja FLY

issn 2353-2157 ul. świętojańska 36/2, 81-372 Gdynia tel. 693-99-60-88, 517-38-38-28 redakcja@gdynskiiks.pl nakład 10.000 egz. Redaktor Naczelna dorota Kitowska Sekretarz Redakcji radosław daruk Redakcja radosław daruk, patrycja Góreczna, dorota Kitowska, jolanta Krause, małgorzata łaniewska, izabela łukowiak, irena majkowska, Barbara miecińska, roman mroczkowski, sławomira tomaszewska, sonia watras-Langowska Współpraca marzena szymik-mackiewicz, adw. dr tomasz zienowicz Korekta: irena majkowska, ewa Żmijewska Edycja: radosław daruk Reklama: radosław daruk promocja@fundacjafly.pl Grafika: łukasz Bieszke, radosław daruk Skład: aLFa sKład łukasz Bieszke, biuro@alfasklad.com.pl redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń i tekstów reklamowych.


16

Gdyński

Informacje – Kultura – SpołeczeńStwo

Informacje - Kultura - Społeczeństwo

Weźmisz czarno kure… Porady Wiedźmy Flaj – czyli rzut okiem na naturalne leki

Jesień idzie przez park Mimo iż dzieckiem nie jestem od wielu lat, nadal uwielbiam kolorowe liście, które drzewa zrzucają na leśne i parkowe alejki. Myślę, że wielu z nas chciałoby odnaleźć z powrotem dziecko w sobie, rozrzucając jesienne złoto, ale mamy opory, bo ktoś o nas źle pomyśli, czy nie daj Boże wyśmieje… Nie bójmy się tego! To nasze życie! A zabawa w czerwono-złotych liściach, czy chodzenie po kałużach (w kaloszach! najlepiej kolorowych!) jest taka fajna. Kto może – niech weźmie na spacer dzieci, wnuki, pieski! Drzewa od początku towarzyszyły człowiekowi – nasi słowiańscy przodkowie dostrzegali ich dobroczynność i potrafili doceniać dary natury. Teraz szczególnie powinniśmy nauczyć się ponownie doceniać leczniczą moc drzew, ich kwiatów i owoców. Już samo przebywanie w pobliżu odpowiedniego drzewa ma na człowieka duży wpływ…naprawdę! Trudno nie pamiętać ze szkolnych lekcji fraszki „Na lipę” Kochanowskiego, w której poeta zachwala cenne walory ukochanego drzewa: „ [...] Gościu, siądź pod mym liściem, a odpocznij sobie! [...] Z mego wonnego kwiatu pracowite pszczoły Biorą miód, który potym szlachci pańskie stoły. A ja swym cichym szeptem sprawić umiem snadnie, Że człowiekowi łacno słodki sen przypadnie […]” Każde z drzew wnosi do naszego życia coś pozytywnego: lipa – szczególny miód, brzoza - zdrowy sok i syrop na odporność, klon amerykański

- smaczny syrop i cukier, bez - oczyszczający krew i działający przeciwgorączkowo napar ze swoich kwiatów, wiąz – wywar z jego liści leczy bóle żołądka i wątroby, natomiast wywar z kory wierzby pomaga osobom cierpiącym z powodów reumatycznych. Drzewa mają również silne pola własnej biowitalności. By się tą energią pożywić, wystarczy udać się w ciepły i bezdeszczowy dzień do pobliskiego lasu lub parku i przytulić do pnia. Podobno najwłaściwszymi drzewami do regeneracji sił witalnych człowieka są na ogół lipa, świerk, dąb, klon, sosna, jodła i buk. Można jednak drzewa wybierać w zależności od indywidualnych potrzeb, pamiętając, by zawsze były zdrowe i okazałe. Ja intuicyjnie w lesie wybieram poskręcane pnie wiązu i atłasową w dotyku brzozę… (dodam, tak w nawiasie, że w latach w latach 90-tych prace in vitro wykazały aktywność przeciwnowotworową huby brzozowej, a wiąz uspokaja system nerwowy, zapobiegając stresowi i depresji). Przy objęciu dotykajmy pień całym ciałem, poczujmy jego ruchy powodowane siłą wiatru, zamknijmy oczy, przeżyjmy jedność z drzewem. Kiedy byłam małym dzieckiem, moja babcia w trakcie jesiennych spacerów wkładała i sobie, i mnie do kieszeni dorodne kasztany mówiąc, że te kasztanowe kule mają moc. Teraz wiem, że przebywanie pod kasztanowcem pomaga przezwyciężać stany lękowe, a jego owoce, oprócz tego, że działają jak naturalne odpromienniki (można je trzymać np. przy monitorze komputera, czy od-

biorniku telewizyjnym w ozdobnej miseczce, łącząc przyjemne z pożytecznym) mają właściwości lecznicze. Sprawdzonym sposobem jest wieszanie nawleczonych na bawełnianą lub lnianą nić kasztanów w pobliżu łóżka – ta prosta metoda poprawia jakość snu, zmniejsza nerwowość i nocne dolegliwości reumatyczne. W domowym zaciszu możemy też pokusić się na zrobienie wyjątkowego SPA dla obolałych nóg, robiąc sobie dwumiesięczną kurację przeciwżylakową kompresami z młodych, zielonych jeszcze kasztanów. W tym celu wysuszone uprzednio kasztany mielimy na mączkę (owoce najpierw obieramy z zielonej skórki; możemy przyspieszyć proces suszenia w piekarniku lub suszarce do grzybów, wówczas mamy pewność, że obrany „orzech” nam nie spleśnieje). Dwie łyżki, tak ususzonych kasztanów, zalewamy

szklanką wody, którą następnie podgrzewamy na małym ogniu 15 minut. W ciepłym wywarze namaczamy jałowy kompres i nakładamy na miejsca zmienione chorobowo, przykrywamy folią spożywczą i kocem, by utrzymać ciepło. Aby terapia była skuteczna, kompresować należy codziennie przez kwadrans. Inną metodą na wykorzystanie kasztanów jest zrobienie płynu do prania. Przepis jest prosty, ekologiczny i ekonomiczny, bo nie kosztuje nas nic. Sprawdziłam, działa. Na jedno pranie ręczne wystarczą nam cztery kasztany, jednak na pranie w pralce około 6 kilogramowego wkładu zużyłam ich dwa razy więcej. Dojrzałe kasztany obieramy ze skórki (to najbardziej czasochłonna czynność, bo gdy mamy już przesuszone owoce, trzeba je wcześniej namoczyć na noc), potem należy je posiekać i zalać

wrzątkiem (szklanka na cztery kasztany). Woda natychmiast zaczyna się robić mleczna – kasztan uwalnia saponiny, które są naturalnymi środkami piorącymi. Płyn do prania gotowy jest po 15 minutach, jednak ja wolę pozostawić napar na noc i rano po przecedzeniu wlać do pralki. Resztki z kasztanów można wrzucić do kompostownika lub wyrzucić do kosza z bioodpadami. Dodatkowo do płynu można dodać parę kropli ulubionego olejku zapachowego (ale nie cytrusowego – powstaje wtedy nieatrakcyjna mieszanka), a do prania białych ubrań dodać łyżkę sody oczyszczonej, ale nie jest to konieczne, zwłaszcza, gdy chcemy, by nasze rzeczy miały neutralnie świeży zapach (najlepszy jest po wysuszeniu odzieży na świeżym powietrzu). Na koniec chciałabym na chwilę wrócić do energii czerpanej z drzew. Nie zawsze mamy możliwość wykonywać ćwiczenia w lasach czy parkach, dlatego warto poznać ćwiczenie polegające na naśladowaniu drzewa. Przedtem należy porządnie wywietrzyć pomieszczenie, w którym się znajdujemy albo ubrać stosownie do temperatury i ćwiczyć przy otwartym oknie. Stajemy w rozkroku. Podnosimy ręce ku górze tworząc literę V. Zamykamy oczy. Wyobraźmy sobie, że nasz kręgosłup staje się pniem drzewa, rozłożone ramiona gałęziami, a nogi korzeniami. Spróbujmy stworzyć w naszym umyśle obraz soków płynących w drzewie ku górze. Życiodajne soki płyną w nas od kości guzicznej aż do głowy. To krąży w nas energia życia, w ten sposób możemy odblokować swoje czakramy i wewnętrzne kanały obiegu energii. Do przeczytania za miesiąc! Wasza Wiedźma Flaj

Pamiętaj! Bądź bezpieczny: Maska – dezynfekcja - dystans iks W kucHni

Szakszuka to danie kuchni bliskowschodniej. rozpowszechnione na południowym wybrzeżu morza Śródziemnego od tunezji po turcję, bardzo popularne w izraelu. szakszuka to dosłownie „wielki bałagan”. składa się głównie z pomidorów i jajek, a jej wersji jest zapewne tyle, ilu kucharzy na świecie. poniżej przestawiłam wam wersję najbardziej podstawową, którą można dowolnie modyfikować, dodając swoje ulubione dodatki w postaci np. papryki, grzybów, cukinii, kiełbasy, mięsa, ryb, serów... to idealne danie na śniadanie lub kolację. Gorąco zachęcam do wypróbowania podstawowego przepisu na szakszukę.

drobno czosnek. do czosnku i cebuli dorzuć pokrojone w kostkę (o boku ok 1-1,5 cm) pomidory. pomidory powinny się poddusić 5-7 minut, aż staną się miękkie i kostka przestanie być „regularna”. jeśli pomidory miały w sobie Składniki: mało soku, podlej całość odrobiną wodą, aby na patelni było nieco 3 pomidory sosu. to moment na dodanie 3 jajka, przypraw – papryki i kuminu. 1 cebula przesuwając nieco pomidory, 1ząbek czosnku utwórz na patelni 3 wgłębienia, 0,5 łyżeczki ostrej papryki a następie wbij w nie po 1 jajku. 1 łyżeczka wędzonej papryki Całość dopraw solą i pieprzem. na 1 łyżeczka mielonego kminu tym etapie można użyć pokrywki, rzymskiego 1 łyżka posiekanej natki pietruszki co skróci czas przygotowania potrawy do ok 4-5 minut. po ścięciu 1 łyżka oliwy się jajek, potrawę posyp posiesól i pieprz do smaku kaną natką pietruszki i podawaj, najlepiej na patelni, na której była Przygotowanie 15min: przygotowywana. smacznego! na oliwie lekko podsmaż pokroDorota Kitowska joną w kostkę cebulę i posiekany

Profile for Radek

2020 11 IKS 82  

2020 11 IKS 82  

Profile for radecki68
Advertisement