Page 22

praktyka

Wszyscy jesteśmy oburzeni – także na prawo i prawników Aleksander Chmiel

Słowa – oburzony, oburzenie, oburzeni są coraz częściej używane w publikacjach prasowych i internetowych.

P

rzyjmując, iż oburzenie to silne poczucie gniewu, wywołane przez czyjeś niewłaściwe postępowanie, można z całą odpowiedzialnością za słowa powiedzieć, iż obecnie Polska to kraj oburzonych. Wszystkich na wszystko! Nie sposób więc pokusić się o opisanie wszelkich sytuacji wywołujących oburzenie w naszym społeczeństwie. Konieczne jest dokonanie ograniczenia analizy tego zagadnienia do kwestii związanych z prawem i prawnikami. Oczywiście, nie jest możliwe opisanie wszelkich istniejących tu przypadków, nie sposób też wyczerpująco opisać nawet najbardziej typowych kazusów. Z konieczności należy też pominąć aspekt historyczny i porównawczy. Związki z polityką także trzeba pominąć (jak powiedziała Hannah Arendt: – im więcej polityki, tym mniej wolności) oczywiście, na ile to możliwe, bowiem – jak pisał Tomasz Mann – „wszystko jest polityką”.

Oburzeni na prawo Stwierdzenie, że prawo jest złe, nie wymaga chyba żadnych uzasadnień – wystarczy włączyć odbiornik telewizyjny, otworzyć gazetę czy wejść do sieci Internet. Oburzają się wszyscy – niezależnie od preferowanej opcji politycznej. Nie są akceptowane nie tylko akty prawne niższego rzędu, jak rozporządzenia czy tzw. prawo miejscowe. Kwestionowane są ustawy i ratyfikowane umowy międzynarodowe. Konstytucja też nie wszystkim odpowiada. Protesty medialne jednak tylko w niewielkim zakresie dotyczą istniejącego prawa – najczęściej oburzenie wywołuje jakakolwiek jego zmiana. Wcale nie musi to być zmiana mająca podłoże czy podtekst polityczny, czasem wystarczy, iż w akcie prawnym nie uwzględ22 Radca Prawny

niono postulatów niektórych grup społecznych czy partii politycznych. Żeby było śmieszniej, propozycje te są często bez żadnego znaczenia w kontekście całego systemu prawnego. Ale każdy chce, czy czasem nawet musi, zaznaczyć swoje istnienie – to ludzkie. Ważne jednak, by podniesione zarzuty służyły poprawie jakości istniejącego prawa i wszystkim, których to prawo obowiązuje. Z drugiej strony, jakakolwiek propozycja mająca służyć polepszeniu obowiązującego prawodawstwa traktowana jest jak atak na podstawowe pryncypia. Czyżby więc stwierdzenie znanego reżysera Vittorio de Sica: „na oburzenie moralne składa się 2 procent moralności, 48 procent oburzenia i 50 procent zawiści” w kontekście opisywanego przypadku także było prawidłową i trafną diagnozą? W ramach omawianego zagadnienia należy wyraźnie wyróżnić dwie sytuacje: – są osoby (grupy) oburzone na istniejące (projektowane) normy prawa karnego; – są też osoby (grupy), których prawo karne nie interesuje – skupiają się na innych gałęziach prawa. Nie jest to, oczywiście, podział dychotomiczny – dominuje podejście mieszane, tj. prawo karne i „reszta prawa”, jednak – jak wiadomo – prawo karne jest „najbardziej medialne”. Pamiętam, jako wieloletni wykładowca (na różnych kierunkach i uczelniach), iż najbardziej interesujące dla słuchaczy są zawsze wykłady zahaczające o seks lub zbrodnię – czasami jeszcze o kwestie religijne (oczywiście, najlepiej w kontekście seksu i zbrodni). Tak naprawdę, reszta tematyki związanej z prawem wzbudza niewielkie zainteresowanie przeciętnego słuchacza/czytelnika, a szkoda, bowiem prawo karne jest wypadkową opartą, co prawda,

m.in. na zasadach moralnych, lecz nie może być rozpatrywane w oderwaniu od całego systemu prawnego. Kwestię „oburzenia” na nowe normy prawa karnego można było zaobserwować w ostatnim czasie – np. kazus Trynkiewicza. Jeśli jednak przyjrzymy się uważnie problematyce „oburzenia na prawo” (czytaj: „złe prawo”), to tak naprawdę możemy stwierdzić, iż oburzamy się nie tyle na prawo, ile na tych, którzy to prawo uchwalili – jak wiadomo, za każde zło odpowiadają ludzie. Tu pojawia się kolejny problem: jakie podstawy ontyczne są fundamentem tej odpowiedzialności? Za co, kiedy, dlaczego i na kim ciąży ta odpowiedzialność? Czy ktoś przejął na siebie tę odpowiedzialność? Czy uchwalający takie czy inne prawo działali odpowiedzialnie? Czy osoby te poniosły za to odpowiedzialność? A kto uchwala (ustala, tworzy) prawo? Politycy!!! Kim są twórcy prawa (politycy)? Mogą być różne interpretacje – tak czy inaczej, są naszą emanacją. Ponieważ wcześniej przyjęliśmy założenie, iż w niniejszym tekście polityką (politykami?) się nie zajmujemy, to w tym miejscu należałoby zakończyć nasze rozważania w tym zakresie.

Oburzeni na instytucje ochrony prawnej Niektórzy mówią: „prawo jest, jakie jest, ale gdyby było stosowane prawidłowo, to byłoby dobrze”. Zawsze kiedy ktoś mówi, że byłoby dobrze, należy zapytać: „komu?”. Wiele osób (grup) przerzuca odpowiedzialność za błędy w (złym czy dobrym) prawie na instytucje, które je stosują.

Radca Prawny nr 148 / kwiecień 2014  

Radca Prawny nr 148 / kwiecień 2014  

Advertisement