Issuu on Google+

magazyn

consido magazynconsido 02/2010

1

kwartalnik dla architektów i projektantów 02/2010

Funkcja i forma w open space Lata Kobro City Precz z modernizmem – wywiad z Markiem Janiakiem


www.magazynconsido.pl


magazyn

magazynconsido 02/2010

consido

KREACJA PRZESTRZENI

magazynConsido wydawca / Consido 92–602 Łódź, ul. Taborowa 119d, +48 42 674 33 31, info@consido.pl redaktor naczelny / Marek Woźniakowski zastępca red. naczelnego / Sławomir Polit redakcja tekstów / Agata Wojtalczyk, Anna Strożek (Quality Pixels) projekt okładki / Adam Karski korekta / Anna Strożek (Quality Pixels) projekt, skład / Quality Pixels, ul. Pienista 75, 94–109 Łódź, www.qualitypixels.pl druk / Drukarnia Poldruk s.c. nakład / 1500 egz.

1

Serdecznie dziękujemy Państwu za ciepłe słowa, z jakimi spotkaliśmy się po pierwszym wydaniu magazynu Consido. Świadczą one o stale aktualnym zapotrzebowaniu architektów i projektantów na poruszane przez nas tematy oraz stanowią dla nas zachętę do dalszych działań. Oddajemy dziś Państwu drugie wydanie magazynu Consido, poświęcone zagadnieniom związanym z biurem typu „open space”. W działach Produkt i Artykuły znajdują się wiadomości o naszych produktach – systemach mebli biurowych i produktach zaprzyjaźnionych z nami firm. Nie mniej ważne miejsce zajmują działy przybliżające Państwu problemy naszego miasta, ważne wydarzenia oraz nowe projekty architektów i projektantów. Zapraszamy do odwiedzin naszego portalu. Poniższa publikacja zamieszczona jest w wersji elektronicznej pod adresem www.magazynconsido.pl. Znajdą tam Państwo wszystkie artykuły oraz równie interesujące treści dodatkowe. Wszystkim dawnym i nowym współtwórcom magazynu Consido ponownie wyrażamy wdzięczność za ich wkład.

Marek Woźniakowski


2

magazynconsido 02/2010

spis treści Produkt - Open space

4

narodziny słowa-klucza Rozwój przemysłu, zapotrzebowanie instytucji i firm, wzrost biurokratyzacji, uwarunkowania ekonomiczne i kulturowe – każdy z tych czynników miał i ma wpływ na rozwój środowiska biurowego od urbanistyki przez architekturę po meble.

8

brand

14

evo

22

SQart

26

Magnes

28

lady

Artykuły

32

oświetlenie biura Właściwe oświetlenie to jeden z najważniejszych czynników poprawiających koncentrację i samopoczucie osoby spędzającej przy biurku wiele godzin.

36

system klucza master key System klucza Master Key to zaawansowane rozwiązanie technologiczno-konstrukcyjne oparte na wkładkach cylindrycznych oraz kluczach.

38

funkcja i forma w open space Przez lata projektanci pracowali tak, by z każdym kolejnym projektem następowała poprawa jakości, wydajności i komfortu pracy, nie zapominając przy tym jednak o formie.


magazynconsido 02/2010

3

Design i architektura zielone tarasy

40

Projekt unikatowej inwestycji związanej z rewitalizacją obszarów postindustrialnych – rozmowa z architektem Dariuszem Witasiakiem.

ośrodek sztuk walki dojo

44

Projekt architektoniczny zbudowany na wzorach architektury japońskiej w Starej Wsi koło Przedborza.

lata kobro city

50

Przekształcenie zaniedbanej przestrzeni na wiele lat określi charakter Łodzi jako miasta kultury i sztuki.

pink pug design

64

catering polska

66

Człowiek Powiązania między architekturą a żywnością pojawiają się zaskakująco często. Biorąc pod uwagę znaczenie żywności w rozwoju społecznym, interesujący jest wpływ architektury wnętrza na formę konsumpcji.

Projekty Consido amg net

70

Realizacja projektu wnętrza architekta Krzysztofa Janikowskiego.

Wywiad precz z modernizmem

72

Wywiad z architektem Markiem Janiakiem.

studium jest zagrożeniem dla łodzi

80

Wypowiedź architekta Piotra Bilińskiego.

Wydarzenia XX edycja konkursu „Najlepsze Wnętrze Roku”

84

portal dla architektów i projektantów

85

dizajnerski atak na kraków; arcyarchiwizje

86


4

magazynconsido 02/2010

Produkt - Open space narodziny słowa-klucza

OPEN SPACE Rozwój przemysłu, zapotrzebowanie instytucji i firm, wzrost biurokratyzacji, uwarunkowania ekonomiczne i kulturowe – każdy z tych czynników miał i ma wpływ na rozwój środowiska biurowego od urbanistyki przez architekturę po meble.

Agata Wojtalczyk

Open space – mrowisko czy cela? Pośród współczesnych trendów w projektowaniu przestrzeni biurowej w Polsce wyróżnić można dwie tendencje, wychodzące już niestety na świecie z zastosowania. Jest to dążenie do tworzenia biur zamkniętych, tzw. celkowych, oraz funkcjonujących w przestrzeni otwartej, tzw. open space, które nazywane są często „mrowiskami” lub „fabrykami”. Szczególnie to drugie ujęcie uznawane jest za niemalże idealne osiągnięcie w dziedzinie ergonomii, uniwersalne, a przez to szeroko stosowane niezależnie od warunków. Warto zauważyć, że niemal całkowicie pomija się przy tym wady tego projektu, krytykowanego przecież już od kilkudziesięciu lat za swój „niehumanitaryzm”, nakazujący zamykać pracowników w „przegródkach” (ang. cubicle), jak nośne kury na grzędach. Dlatego tekst, który Państwo czytają, poświęcony jest omówieniu powszechnego trendu, nakazującego odejście od open space na rzecz lepszych, bardziej przyjaznych użytkownikom systemów.

Biurowy przewrót Historia biur wielkopowierzchniowych, o przestrzeni otwartej, wywodzi swe korzenie z przełomu XIX i XX wieku. Powstała, jak wiele innowacji, na terenie USA, które przeżywały właśnie boom gospodarczy związany z rewolucją przemysłową. Wraz z rozwojem przemysłu i rosnącą liczbą fabryk, rosły także działy administracji, zajmujące się bieżącym zarządzaniem zakładami. Z czasem pojawiły się także różnorakie firmy, świadczące usługi biurowe w miastach, szybko pęczniejących od napływu nowych mieszkańców. Istniejące dotąd niewielkie firemki, ograniczone do ciemnych kantorków czy izb pisarskich, zatrud-

niające zaledwie kilkoro pracowników, podległych jednemu naczelnikowi, przestały się sprawdzać. Po dziesiątkach lat użyteczności nagle stały się ciasne, niewygodne i niewystarczające; zbyt małe w stosunku do narastających potrzeb. Jednocześnie pojawiły się nowoczesne technologie, takie jak elektryczność, a w budownictwie – zastosowanie żeliwa i stali jako budulca. Możliwe stało się budowanie ogromnych, wytrzymałych biurowców, w których oświetlenie zapewniał prąd elektryczny, uniezależniając je od bliskości okien. Jednym z najbardziej znanych tworów tej epoki był „Larkin Building” F.L. Wrighta. To w nim po raz pierwszy, w zamierzony sposób i działając z polecenia zarządu firmy, zastosowano systemowo rozwiązania wielkoprzestrzenne. Inspirację czerpano przy tym m.in. z fabryk Forda, przenosząc ideę taśmowej produkcji z fabryki do biura. Powielono schemat, w którym jeden z pracowników, kończąc swoje zadanie, przekazywał je drugiemu, który wykonywał następną, przewidzianą czynność, po czym zadanie trafiało na kolejne biurko itd. Schemat ten miał jedną wadę – jego wydajność drastycznie malała w zderzeniu z tradycyjną zabudową biura, składającego się z niewielkich pomieszczeń, poprzedzielanych ścianami. Wymusiło to wprowadzenie nowego układu architektonicznego. Pierwsze biura typu open space powstały w latach 20. XX wieku i natychmiast przypadły do gustu menedżerom, którym spodobała się ich przejrzystość oraz łatwość nadzorowania pracowników. Forma została spopularyzowana i bez przeszkód rozwijano ją, z drobnymi modyfikacjami, do lat 70. XX wieku. Modyfikacje objęły np. wprowadzenie boksów (wspomnianych wyżej cubicles) oraz przedzielenie biur na powrót niektórymi ścianami, tworząc gabinety dla członków kierownictwa. Z początku zmiany wprowadzane były samo-


magazynconsido 02/2010

rzutnie, intuicyjnie, by ostatecznie przybrać formę tego, co znamy dziś jako typowe amerykańskie wnętrze biurowe, w którym dostęp do okien mają mniejsze pomieszczenia, najczęściej przeznaczone na gabinety dla szefów. Wielkość gabinetu i jego usytuowanie względem okna ściśle szły w parze z hierarchią w firmie.

5

piętnastki”. Tam wciąż poszukuje się rozwiązań bardziej skoncentrowanych na zwiększeniu komfortu pracownika, a tym samym jego efektywności pracy.

Fałszywe zalety i nieznośne wady Produkcja taśmowa

W Europie rozwój przestrzeni biurowej poszedł w nieco innym kierunku niż w Stanach Zjednoczonych. Tu dominowały tzw. biura celkowe, na które składały się wydzielone pokoje, mieszczące kilku pracowników. Tradycja ta była niezwykle silna; wprowadzeniu open space Europa opierała się przez niemalże pół wieku. Ponadto nie było to ślepe przeniesienie amerykańskich wzorców, a raczej próba ich dostosowania do wymagań pracowników poprzez minimalizację negatywnych aspektów związanych z pracą w biurze wielkopowierzchniowym. Jako przykład może posłużyć tu niemiecka koncepcja z lat 60. nazwana „pejzażem biurowym” (Bürolandshaft). Nadal bazowała ona na wielkiej, otwartej przestrzeni, lecz poprzedzielano ją ściankami oraz meblami, starając się wydzielić mniejsze powierzchnie, przeznaczone dla zespołów roboczych, ale także i pracowników indywidualnych. Brak wystarczającego dostępu do światła słonecznego rekompensowano tworzeniem wysp zieleni. Wysiłki projektantów nie zostały docenione – w Niemczech ostatecznie wprowadzono regulacje prawne, zakazujące budowy biur typu open space. W efekcie budowa tych obiektów została wstrzymana na pewien czas w całej Europie, za wyjątkiem Wielkiej Brytanii, która trzymała się ich być może ze względu na silniejsze powiązania ze Stanami Zjednoczonymi. Koncepcja biur wielkopowierzchniowych powróciła do Europy stosunkowo niedawno, zadomawiając się głównie w nowych krajach Unii Europejskiej, prawdopodobnie na skutek m.in. ekspansji międzynarodowych korporacji oraz związanego z tym przeniesienia ich metod pracy. Dlatego rozwiązania tego typu można obecnie zaobserwować częściej w Polsce i innych krajach, które niedawno przyłączyły się do Unii, niż w krajach tzw. „starej

W początkowym okresie istnienia biura open space były niemal idealnym przykładem Fordowskiej taśmy produkcyjnej, wywodzącej się z koncepcji Taylora. Doskonale sprawdzały się przy założeniu przepływu pracy z biurka na biurko. Biurem zarządzano poprzez racjonalizację produkcji, „po wojskowemu”, w systemie command and control – „wydawaj polecenie, kontroluj wykonanie”. Rewolucja cyfrowa, wprowadzająca komputery do firm, przewróciła ten uładzony dotąd system do góry nogami. Od lat 80. dokumenty coraz częściej krążyły w obiegu elektronicznym, niewymagającym bezpośredniego kontaktu pracowników. Dowolność kreacji przestrzeni Otwarta przestrzeń biur umożliwia ich łatwe aranżowanie poprzez proste przestawienie mebli. Wymaga jedynie specjalnej konstrukcji podniesionych podłóg, które skrywają niezbędne okablowanie. W przeciwnym wypadku konieczne jest wprowadzenie dodatkowych elementów dzielących przestrzeń, takich jak ścianki lub na stałe ustawione meble, co ogranicza łatwość rearanżacji. Efektywność wykorzystania przestrzeni Brak ścian umożliwia ściślejsze zagęszczenie stanowisk pracy. Niestety, idzie to najczęściej w parze ze zmniejszeniem swobody i komfortu pracy, a więc skutkuje obniżeniem efektywności i jakości wykonywania zadań. Ekonomiczność Open space jest traktowany jako stosunkowo tania forma architektoniczna. Brana jest pod uwagę


6

magazynconsido 02/2010

tu wydajność przestrzeni oraz koszty związane z zakupem lub wynajmem. Oszczędność może okazać się jednak pozorna, jeśli dodać konieczność sztucznego doświetlania stanowisk pracy oddalonych od okien, których często jest więcej niż połowa ogólnej liczby miejsc pracy. Kosztowna jest również wentylacja mechaniczna czy klimatyzacja, wpływające na energochłonność konstrukcji.

rzadko nawet kilkaset osób sprzyja pracy zespołowej? Biorąc pod uwagę charakter wykonywanych zadań i sposób ich organizacji, należy uznać, że biura wielkoprzestrzenne są odpowiednie jedynie do pracy grupowej, związanej z wykonywaniem rutynowych zadań o niskim poziomie komplikacji, a tym samym – wymagających stosunkowo niewielkiej koncentracji uwagi. Co ciekawe, są to też często zadania, które stopniowo od ludzi przejmują komputery.

Efektywność pracy Stres W otwartej przestrzeni pracownikowi trudniej jest się skoncentrować. Brak mu sfery prywatności. Dotyczy to również klientów odwiedzających biuro. Pracę utrudnia panujący w nim hałas, spowodowany przez tzw. dystraktory – telefony dzwoniące na sąsiednich biurkach, rozmowy kilkunastu osób, szum urządzeń. Pracownicy wykonujący zadania wymagające szczególnej uwagi próbują sobie z tym radzić m.in. zakładając słuchawki i odcinając się od otoczenia za pomocą muzyki. Prywatność Istnieją zawody, w których nadrzędną wartością jest zachowanie poufności informacji przekazywanych przez klienta. Obejmuje to prawników czy lekarzy. Trudno zgodzić się z tym, że rozmowy o podziale majątku, intymnych szczegółach spraw rozwodowych lub stanie zdrowia mogłyby odbywać się w biurze typu open space. Ten sam problem napotykają również firmy prowadzące działalność objętą ścisłą tajemnicą zawodową. Zespołowość Open space promowany jest jako przestrzeń najlepiej nadająca się do pracy zespołowej. Przez zespół jednak najczęściej rozumie się tu załogę przedsiębiorstwa, a nie to, co faktycznie stanowi zespół zadaniowy, a więc – niewielką, liczącą kilka do kilkunastu osób grupę ludzi współpracujących ściśle ze sobą w celu osiągnięcia lepszego wyniku, niż gdyby osoby te pracowały oddzielnie. Forma ta najlepiej sprawdza się w zespołach liczących od 7 do 12 osób, przy czym należy odróżnić zespół od grupy, w której kontakt pomiędzy pracownikami przebiega każdorazowo przez szefa (w zespole – krzyżowo, pomiędzy samymi pracownikami). Można więc postawić pytanie, na ile biuro typu open space, w którym pracuje kilkadziesiąt, a nie-

Otwarta przestrzeń, szczególnie w dużych jednostkach biurowych, powiązana jest ze specyficznym rodzajem dyskomfortu psychicznego. Pracownicy, poddani stałej obserwacji i kontroli przez menedżera, odczuwają presję, będącą dla nich źródłem silnego stresu. Niektóre badania wykazują, że jednym z najpoważniejszych lęków przeciętnego człowieka – ustępującym jedynie lękowi przed śmiercią – jest strach przed wystąpieniem publicznym. Poza szefem, posiadającym własny gabinet, na ten rodzaj strachu narażeni są zatem wszyscy pracownicy biur otwartych. Doskonałym przykładem negatywnego wpływu miejsca pracy na pracowników są biura telefonicznej obsługi klienta. W tej dziedzinie brak polskich opracowań, należy więc sięgnąć do literatury anglosaskiej, zajmującej się tematyką rotacji załogi w call centers, które przeważnie urządzone są w stylu hal open space. Przeciętny czas zatrudnienia w firmach tego rodzaju waha się od 3 do 12 miesięcy. Jest więc bardzo krótki, a zależy głównie od stopnia komplikacji pracy. Pracodawca ponosi tym samym wymierne koszty wynikające z konieczności prowadzenia stałych szkoleń oraz trudności w utrzymaniu stałego zespołu. Przykład jednej z brytyjskich firm pokazuje, że skuteczny wpływ na zmniejszenie rotacji pracowników miało proste przeprojektowanie przestrzeni pracy, poprzedzone jednak szczegółową analizą potrzeb pracowników. Mikroklimat Powierzchnia open space, jako pozbawiona przegród w postaci ścianek działowych, uniemożliwia indywidualną kontrolę oświetlenia i temperatury przez pracowników. Dostępne rozwiązania są kosztowne, trudne, a często po prostu nie przynoszą efektów. Skutki łatwo przewidzieć. Dotykają one zarówno sfery fizycznej w postaci przeziębień


magazynconsido 02/2010

oraz odczuwalnego dyskomfortu, jak i psychicznej i społecznej; wiele poważnych konfliktów rozpoczęło się nic nieznaczącą sprzeczką o dostęp do sterowania klimatyzacją.

Od fabryki po strefę komfortu Kilkanaście ostatnich lat jest naznaczonych trendem stopniowego odchodzenia od koncepcji biur wielkoprzestrzennych. Jedną z przyczyn tego zjawiska jest fakt, iż kojarzą się one z pracą wykonywaną przez tanią, niewymagająca siłę roboczą. Innym powodem jest trudność utrzymania odpowiednich warunków fizycznych. Chodzi tu o mikroklimat, temperaturę czy oświetlenie, a więc te warunki, których zunifikowanie tak, by odpowiadały wszystkim użytkownikom przestrzeni i nie budziły sporów i otwartych konfliktów, jest praktycznie nieosiągalne. Charakter pracy we współczesnych biurach również nie wpasowuje się już w koncepcję open space, która utrudnia skuteczną pracę zespołową, osiągnięcie efektu synergii i ogranicza kreatywność. Również rosnąca mobilność pracowników nie sprzyja pełnemu wykorzystaniu przestrzeni – stanowiska pracy często stoją puste. Tendencje tego typu zauważono np. w firmach konsultingowych. W ramach rozwiązania sięgnięto po przeprojektowanie biur, eliminując wady struktury open space. Decyzja okazała się trafiona, ponieważ po przeprojektowaniu wzrosła wydajność i kreatywność pracowników, a także ich zadowolenie z warunków pracy. Firma odeszła od formuły czystego open space na rzecz znacznie bardziej wyrafinowanych rozwiązań, lepiej dostosowanych do jej potrzeb organizacyjnych.

Polska koncepcja open space a sprawa polska Polska poznała biura open space na początku lat 90., wraz z wejściem do naszego kraju zachodnich międzynarodowych korporacji. Z początku były one synonimem nowoczesności, a nawet swoistego luksusu, ponieważ praca w open space wiązała się zwykle z dobrymi, jak na ówczesne realia, warunkami zatrudnienia. Pracownicy otrzymywali służbowe telefony komórkowe, laptopy, samochody oraz prywatną opiekę medyczną. Skojarzone to zostało pozytywnie z zachodnią kulturą i organizacją pracy, przejawiającymi się m.in. właśnie w projektowaniu biur w formie open space.

7

Powstaje jednak pytanie, czy również w polskich realiach jest to formuła uniwersalna i możliwa do zastosowania w każdym przypadku? Świat stosuje open space tam, gdzie występuje tania siła robocza, najczęściej wykorzystywana do wykonywania obowiązków delegowanych z krajów wyżej rozwiniętych do krajów rozwijających się, a więc np. Indii czy Polski. Im zaś większy wybór pracy i obiektywnie lepsze warunki jej wykonywania, tym rzadziej stosowany jest system biur wielkopowierzchniowych. Należy zauważyć, że w Polsce występuje jeszcze odziedziczona po poprzednim ustroju tradycja, przywiązanie do systemu zarządzania opartego na command and control. Prawdopodobnie jest to jedna z przyczyn, dla których open space wciąż jest u nas popularnym rozwiązaniem. Jaka przyszłość czeka polskie open space? Jak widać na podstawie powyższych wniosków, wiele zależy od tego, czy Polska nadal będzie rezerwuarem taniej siły roboczej oraz od szybkości rozwoju sektora usługowego i biurowego. Jeśli nie wzrośnie zamożność społeczeństwa oraz wachlarz ofert na rynku pracy, czekają nas długie lata panowania nie najlepszych warunków jej wykonywania oraz dominacja tego systemu organizacji. Jedyna nadzieja w racjonalizmie firm, które muszą zdawać sobie sprawę z kosztów, jakie ponoszą popularyzując przestarzałą formułę systemu open space. Istnieje też i druga szansa w postaci stopniowego umacniania się naszej pozycji na rynkach wymagających, na których konkurencja oparta jest nie tylko na cenach, ale także – a może przede wszystkim – na jakości pracy. Wymusi to odejście od rozwiązań wielkoprzestrzennych na rzecz innych typów biur, bardziej dostosowanych do współczesnych metod organizacji pracy. Powrót do wywodzącego swoje korzenie z XIX-wiecznej fabryki systemu open space byłby tutaj oznaką uwstecznienia, a nie postępu. Polska znajduje się też w tej komfortowej sytuacji, że z racji swojego stosunkowego zapóźnienia technologiczno-organizacyjnego ma szansę przeskoczyć kilka etapów oraz ślepych uliczek rozwoju poprzez obserwację i „podpatrywanie” istniejących i dawnych rozwiązań krajów wyżej rozwiniętych. Dzięki temu być może uda nam się uniknąć przynajmniej tych błędów, których istnienie zostało już z biegiem lat obnażone. •


8

magazynconsido 02/2010

Produkt - Open space

brand

System Brand firmy Mebelux to funkcjonalność zamknięta w nowoczesnej i minimalistycznej formie. Stonowane zestawienie kolorów przełamane jest silnym akcentem kolorystycznym frontów komód i szafek, co w efekcie ożywia przestrzeń. Ciekawym komponentem jest trójwymiarowy front z żywicy poliestrowo-szklanej, który w delikatny sposób dekonstruuje sztywną modułowość.


magazynconsido 02/2010

9


10

magazynconsido 02/2010

Technologia Prosta forma systemu podkreślona jest wysoką jakością zastosowanych materiałów oraz starannością wykonania. Interesującym komponentem jest trójwymiarowy front wykonany z żywicy poliestrowo-szklanej, który nadaje indywidualny charakter wnętrza. Blaty biurek wykonane są z płyty wiórowej laminowanej lub płyty fornirowanej naturalną okleiną. Nogi wyprodukowane są ze stali malowanej proszkowo w kolorze białym lub antracytowym. Front, przesuwany w zależności od zastosowania, może być wykonany z płyty laminowanej, z płyty fornirowanej naturalną okleiną lub z szyby lacobel w ramie aluminiowej. W systemie Brand widać dobre, zdecydowane połączenie nowoczesnej technologii i designu.


magazynconsido 02/2010

11

Ergonomia Całość to estetycznie spasowany zbiór współgrających ze sobą elementów dających poczucie przejrzystości, czystości i komfortu. Meble pracownicze, ścianki biurowe czy regały biurowe zostały dostosowane do wykonywania pracy i do indywidualnych predyspozycji. Te optymalne warunki pracy z systemem Brand stwarzają możliwości i motywację u użytkownika do zwiększania wydajności. Biurka w systemie są wyposażone w mechanizm umożliwiający poziomowanie blatu w zależności od powierzchni, na której stoją. Szerokość i głębokość blatu zapewnia wygodne ustawienie elementów wyposażenia w odpowiedniej odległości od użytkownika, w zasięgu ręki i bez konieczności przyjmowania wymuszonych pozycji. System tworzy zdrowe i wygodne stanowisko pracy, a wraz z tym nowoczesne wnętrze biura.


12

magazynconsido 02/2010


magazynconsido 02/2010

13

Funkcja Komfort i funkcjonalność systemu Brand zauważamy w nie tylko w jego ogólnej formie, ale i w detalach. Funkcjonalnymi elementami są piórniki wraz z przelotkami na kable lub akustyczne przegrody tapicerowane z szyną mogące służyć jako pin-board. Te praktyczne przegrody międzybiurkowe z oryginalnymi akcesoriami, gniazda zasilania i internetu kryją się pod estetyczną osłoną. Pomiędzy korpusami wewnętrznymi biurek zostało w niestandardowy sposób wydzielone miejsce na PC. Kontener w systemie może pełnić również funkcję nogi biurka gabinetowego. Dzięki temu Brand znajduje zastosowanie w różnych rodzajach biur i gabinetów, pozwala na stworzenie niebanalnych aranżacji. Dobrze spełnia swoje funkcje na małych i dużych powierzchniach, optymalnie je wykorzystując. •


14

magazynconsido 02/2010

Produkt - Open space

evo

Forma Minimalistyczna forma oparta na geometrycznych kształtach biurek, regałów i kontenerów to wynik pracy włoskiego projektanta Pietro Ferrnato. Starannie zaprojektowane detale podkreślają wyjątkowe i nowoczesne wzornictwo. W całości konstrukcja formy systemu Evo sprawia wrażenie lekkiej. Doskonale sprawdza się we wnętrzach otwartych, gdzie przenikające światło stwarza efekt większej przestronności. Projektant zastosował ciekawe połączenia płaszczyzn pionowych i poziomych, które podkreślone kolorem dynamizują formę systemu. Na szczególną uwagę zasługuje tutaj charakterystyczny akcent pomarańczowej bądź białej plexi zestawionej z odcieniami drewna, który podnosi atrakcyjność wielostanowiskowej przestrzeni biurowej.


magazynconsido 02/2010

15


16

magazynconsido 02/2010

Ergonomia Na co dzień w biurze spotykamy się z koniecznością zastosowania rozwiązań ergonomicznych. Elementy systemu Evo pozwalają na logiczne i ergonomiczne rozmieszczenie mebli stanowiących wyposażenie biura. Wysokość i wielkość blatu roboczego biurka oraz rozmieszczenie przedmiotów w zasięgu ręki to tylko niektóre zalety systemu. Innowacyjne rozwiązania Evo zapewniają komfort w prywatności i komunikacji. Solidna konstrukcja stelaża oraz możliwość wypoziomowania biurka w połączeniu ze stacjonarnymi lub mobilnymi kontenerami tworzą otwartą powierzchnię do pracy. Panele dzielące tłumią hałas, zwiększając wygodę pracy w biurze. Wszystkie te zagadnienia dotyczące codziennej pracy zostały uwzględnione w systemie zgodnie z zasadami ergonomii.


magazynconsido 02/2010

17


18

magazynconsido 02/2010

Funkcja Bogaty zestaw elementów umożliwia aranżację zarówno standardowych pomieszczeń, jak i otwartej przestrzeni biura typu open space. Elementy systemu umożliwiają montaż stanowisk pracy w dowolnych układach i kombinacjach. Element charakterystyczny to szafki zawieszone na ściankach działowych z tapicerowaną częścią górną pełniącą funkcję siedziska, oraz biblioteczki podświetlane. Dodatkowa opcja to plexi grawerowane według wzoru proponowanego przez producenta lub przez klienta, np. logo firmy. Dodatki ozdobne to podświetlane plexi fluorescencyjne pełniące funkcję półek na CD i segregatory. Blaty posiadają przeloty kablowe, dzięki czemu można estetycznie schować kable wszystkich urządzeń niezbędnych do pracy w biurze. Ścianki działowe umożliwiają montaż pozostałych mebli systemu, pozwalając na wykorzystanie ich do budowy prostych modułowych lad recepcyjnych. Meble uzupełniające systemu mogą występować również jako wolno stojące.


magazynconsido 02/2010

19


20

magazynconsido 02/2010


magazynconsido 02/2010

21

Technologia System Evo charakteryzuje się trwałą konstrukcją i precyzją wykonania. Blaty wykonane są z płyty laminowanej, trudnopalnej, o zwiększonej wytrzymałości na ścieranie, wykończonej obrzeżem ABS. Mocowane są do metalowych stelaży malowanych metodą elektrostatyczną o konstrukcji umożliwiającej montaż pozostałych mebli systemu. Dodatkowo system półek i przegród wykonany jest z plexi białej lub pomarańczowej fluorescencyjnej, dającej wrażenie wyraźnego podświetlenia miejsc obróbki mechanicznej bądź laserowej. •


22

magazynconsido 02/2010

Produkt - Open space

BN Office Solution - SQart

SQart Prezentowany projekt biura otwartego jest przykładem nowoczesnego podejścia do kreowania przestrzeni typu open space. Odzwierciedla on charakterystyczny ostatnio trend kreowania przestrzeni otwartej jako zmodulowanego i elastycznego organizmu.

ki wydzielające przestrzeń roboczą i stanowiące przepony akustyczne. W odpowiedzi na potrzeby użytkowników producent mebli wprowadził szereg akcesoriów ułatwiających zapanowanie nad przedmiotami piętrzącymi się na biurku, a w efekcie poprawiającymi wydajność pracy.

Struktura biura została odzwierciedlona w układzie biurek, gdzie poszczególne teamy (działy) zostały w widoczny sposób przedzielone szafami. Pracowników w obrębie działu – jednostki organizacyjnej biura – zgrupowano w zespoły 4- lub 6–osobowe. Poszczególne grupy siedzą twarzami do siebie i bokiem do okna, co wpływa na doświetlenie oraz ułatwia komunikację wewnątrz grupy. Podziały (szafy) mają wysokość dobraną w bardzo przemyślany sposób. Siedząc, nie widzimy zza nich sąsiada, jednak po wstaniu mamy pełną swobodę komunikacji. Pomiędzy poszczególnymi pracownikami zastosowano dodatkowe ścian-

Znaleziono także miejsce na zaaranżowanie miejsca spotkań – otwartej przestrzeni ze stołem i krzesłami, gdzie można przeprowadzić szybkie spotkanie, briefing. Zaraz obok znajduje się miejsce z kanapami, które ma wielorakie funkcje, od relaksu po nieformalne spotkanie. Wielką rolę w budowaniu biura otwartego pełnią sale i salki konferencyjne oraz focus room i budki telefoniczne. Zespoły tych pomieszczeń zdecydowanie ułatwiają i usprawniają pracę biura. Wymienione pomieszczenia zbudowano z lekkich ścianek szklanych nadających przestrzeni lekkości i nowoczesności. Na podłodze zastosowano wykładzinę o wysokiej


magazynconsido 02/2010

23


24

magazynconsido 02/2010

absorpcji dźwięku z wyraźnie zaznaczonym pasem komunikacyjnym w innym kolorze. Elementem uatrakcyjniającym przestrzeń jest otwarty sufit z widocznymi instalacjami, w którym zastosowano plafony oraz szyny oświetleniowe. Całość oparta jest na podłodze podniesionej z układem puszek podłogowych ułatwiających szybką reorganizację biura. Mobilność – możliwość łatwego i elastycznego formowania przestrzeni, jest ogólną niezaprzeczalną zaletą zastosowanego rozwiązania. Świadczy ona nie tylko o nowoczesnym projektowaniu, ale także o reakcji na nowoczesny sposób funkcjonowania współczesnego biura. Massive Design


magazynconsido 02/2010

25

Rozwiązania BN Office Solution w sztuce projektowania przestrzeni open space Przedstawiona propozycja stworzona została nie tylko z uwzględnieniem wymagań estetycznych, ale także z uwzględnieniem specjalistycznej wiedzy z zakresu ergonomii i z dbałością o akustykę, sprawną komunikację i organizację. Wykorzystano w tym celu system mebli SQart, oferujący wysoką jakość materiałów i funkcjonalność. Ważną funkcję spełniają elementy typu Orga Tower, które nie tylko pełnią funkcję jednej z nóg biurka, ale przede wszystkim służą jako podręczne szafki ułatwiające organizację pracy. Dzięki zastosowaniu szaf z drzwiami przesuwnymi, pomieszczenie zostało podzielone na wyraźnie wydzielone obszary. Stanowiska pracownicze tworzą meble systemu SQart oraz krzesła z linii Belite w wykończeniu klasycznej czerni lub czerwieni. Miejsca spotkań i relaksu zostały wydzielone nie tylko przestrzennie, ale również poprzez rodzaj i kolorystykę zastosowanych mebli. Pomarańczowe sofy Mody natomiast stanowią idealne miejsce spotkań w mniej formalnej atmosferze. •


26

magazynconsido 02/2010

Produkt - Open space

BN Office Solution - Magnes

Magnes Magnes to modułowy system o charakterystycznej i nowoczesnej formie. Dzięki rozmaitym kształtom modułów, wypełnia przestrzeń w niekonwencjonalny sposób i daje możliwość częstych zmian w aranżacji. Zróżnicowana gama kolorystyczna obić daje się łatwo wkomponować w różne miejsca, takie jak poczekalnie, duże halle publiczne czy też galerie sztuki, nadając im unikatowe walory estetyczne. Konstrukcja systemu wykonana jest z laminowanej płyty meblowej, a zastosowane elementy tapicerskie sprawiają, że siedzisko jest wyjątkowo komfortowe. W skład linii Magnes wchodzą siedziska, stoliki, fotele dwustronne i wiele innych ciekawych komponentów.•


magazynconsido 02/2010

27


28

magazynconsido 02/2010

Produkt - Open space

lady

LADY Szeroka paleta kolorystyki w połączeniu ze szkłem tworzą eleganckie miejsce, w którym następuje pierwszy kontakt z klientami, interesantami i gośćmi. Ważnym elementem w ladach recepcyjnych jest ich funkcjonalność, która ułatwia pracę i usprawnia komunikację. W konstrukcji lad


magazynconsido 02/2010

29


30

magazynconsido 02/2010

wykorzystany został system modułowy z możliwością łączenia poszczególnych modułów w dowolne zestawy. Odcinki proste, łukowe lub kątowe pozwalają budować kompozycję „U” i „L”. Dobrze wykorzystują określoną przestrzeń, jaką będzie zajmowała recepcja. Dodatkową funkcję pełni oświetlenie cokołu i szklanej półki, które wydobywa kontrast między elementami i nadaje charakterystyczny dla oświetlenia styl i klimat. Proste formy stosunkowo niewielkich rozmiarów idealnie współgrają z różnorodnymi wnętrzami oraz dają możliwość zastosowania wielu rozwiązań aranżacyjnych. Forma lad to czytelny komunikat o wykorzystaniu zaawansowanych technologii i trwałości materiałów. •


magazynconsido 02/2010

31


32

magazynconsido 02/2010

Artykuły OŚWIETLENIE BIURA Właściwe oświetlenie to jeden z najważniejszych czynników poprawiających koncentrację i samopoczucie osoby spędzającej przy biurku wiele godzin. Agata Wojtalczyk

Szczególnego znaczenia nabiera wtedy gdy wiąże się to z pracą przy komputerze. Dlatego niezwykle istotne jest takie zaprojektowanie oświetlenia, żeby nasz wzrok nie męczył się i żebyśmy my sami dobrze czuli się w pomieszczeniu, w którym przebywamy. W miarę możliwości jak najwięcej należy korzystać ze światła dziennego, które jest najbardziej przyjazne dla wzroku i w naturalny sposób pobudza organizm do działania. Dlatego właśnie w przestronnym, przeszklonym pomieszczeniu, mającym dostęp do światła dziennego czujemy się bardziej zmobilizowani do pracy i mniej ospali, niż w pomieszczeniu oświetlonym wyłącznie światłem sztucznym, w dodatku często źle dobranym. Dopiero popołudniami i wieczorem powinno się korzystać ze sztucznego światła, które musi składać się z oświetlenia głównego oraz miejscowego, skoncentrowanego – najczęściej przybierającego formę małych, biurowych lampek.

Oświetlenie główne Przebywając w jakimś pomieszczeniu kilka godzin, powinniśmy szczególną wagę przykładać do jego właściwego oświetlenia. Przypadkowo dobrane i źle ustawione oświetlenie będzie miało istotny, negatywny wpływ na nasze zdrowie. W wielu biurach wykorzystuje się w ramach oświetlenia głównego świetlówki liniowe. Równomiernie oświetlają pomieszczenie, a przy tym są energooszczędne. Muszą to być jednak świetlówki dobrej jakości. Aktualne normy europejskie dotyczące oświetlenia (EN 12464-1) zalecają stosowanie świetlówek o wskaźniku oddawania barw (Ra) przekraczającym 80. Tymczasem w wielu biurach nadal spotykane są świetlówki starego typu, o bardzo niskim wskaźniku Ra. Ich zimne i blade światło nadaje przedmiotom i osobom niekorzystny wygląd. Powoduje też szybkie zmęczenie wzroku i niekorzystnie wpływa na nasze samopoczucie. Na szczęście w sprzedaży znajdują się już świetlówki liniowe wytwarzające dobre, zdrowe światło o Ra wynoszącym 85. W takim

świetle kolory otoczenia stają się świeższe i bardziej żywe, co przekłada się na nasz lepszy nastrój. Takie świetlówki występują także w wersjach wytwarzających „cieplejsze” lub „chłodniejsze” światło. Dzięki temu można dobrać oświetlenie biura zależnie od wystroju wnętrza i naszych preferencji. Natomiast w pomieszczeniach, w których dostęp do światła dziennego jest mniej lub bardziej ograniczony, korzystnie jest zastosować świetlówki o chłodniejszej, zbliżonej do światła dziennego temperaturze barwy. Dzięki temu przez cały dzień zachowamy dobrą formę. Jeśli pomieszczenie oświetlone jest żarówkami tradycyjnymi, znacznie lepsze efekty daje zastosowanie żarówek wewnętrznie krzemowanych, których światło jest łagodniejsze i mniej oślepiające.

Oświetlenie punktowe Biurko i stojący na nim komputer to nie wszystko – o jakości pracy stanowi w dużej mierze właściwa, dobrze dobrana lampka na biurko. Zmniejsza zmęczenie oczu i przydaje się przy wykonywaniu precyzyjnych czynności. Najlepszym wyborem jest lekka, ruchoma lampka z długim ramieniem, które można dowolnie ustawiać. Powinna stać w taki sposób, żeby światło odbite od monitora lub powierzchni biurka nie raziło w oczy. Osoby praworęczne powinny umieszczać lampkę po swojej lewej, a leworęczne – po prawej stronie. Dobrze, jeśli lampka wyposażona jest w żarówkę halogenową, która wytwarza światło o ciepłej, dobrej dla oka barwie, a przy tym charakteryzuje się nawet pięciokrotnie dłuższą trwałością w stosunku do zwykłej żarówki.


magazynconsido 02/2010

Rodzaje oświetlenia Do najważniejszych rodzajów źródeł światła należą: żarówki, świetlówki, jarzeniówki, halogeny i lampy wyładowcze. Podstawowy podział wynika ze sposobu, w jaki wywoływane jest ich świecenie. Wyróżniamy więc: •

żarówki (czyli inaczej lampy żarowe) – źródłem światła jest tu rozgrzany żarnik (cienki metalowy drut), żarzący się w szklanej bańce próżniowej bądź wypełnionej odpowiednim gazem szlachetnym (lub ich mieszaniną);

lampy wyładowcze – źródłem światła są wyładowania elektryczne zachodzące w odpowiednich mieszaninach gazów;

diody świecące (elektroluminescencyjne, LED) – źródłem światła są zjawiska na poziomie atomowym, zachodzące w półprzewodnikach (elektroluminescencja).

33

da za stopniowe zaczernienie wnętrza szklanej bańki. Bardziej nowoczesne żarówki wypełnia się gazami szlachetnymi lub parami halogenów (czyli związków takich pierwiastków jak chlor, brom, jod). Nowoczesne żarówki to np.: •

żarówki kryptonowe – wypełnione są kryptonem, zapewniają o 10% światła więcej niż zwykłe żarówki i dają światło jednolicie białe. Są idealne do oświetlania dużych przestrzeni lub stanowisk pracy. Ich ścianki pokrywa specjalna powłoka, redukująca efekt olśnienia;

żarówki halogenowe – zawierają pary halogenów, są o blisko 100% jaśniejsze niż żarówki tradycyjne, a zużywają o połowę mniej energii. Można zasilać je niskim napięciem. Nowoczesne żarówki halogenowe pokrywa się powłoką zmniejszającą niepożądane promieniowanie UV.

Lampy wyładowcze Żarówki Żarówki są najpopularniejszymi źródłami światła. Działają dzięki rozgrzanemu do wysokiej temperatury żarnikowi, który przekształca energię elektryczną w światło. Niestety, na światło przekształcane jest jedynie 5% dostarczanej energii – reszta umyka w formie ciepła. Tradycyjne żarówki, czyli lampy próżniowe, dają naturalnie ciepłe, przyjemne dla oka światło. Ich trwałość określa się przeważnie na 1000 godzin. Wynika to z faktu, że rozgrzany drucik wolframowy umieszczony wewnątrz bańki stopniowo odparowuje i zmniejsza swoją objętość, aż ostatecznie przepala się. To właśnie parujący metal odpowia-

W lampach wyładowczych światło powstaje na drodze procesów zachodzących w tzw. jarzniku, czyli hermetycznie zamkniętej, przezroczystej, krótkiej rurce, w której końce wtopione są elektrody.


34

magazynconsido 02/2010

ną (te wysokoprężne mają skuteczność najwyższą spośród wszystkich lamp wyładowczych). Lampy sodowe są także niezwykle trwałe, stosuje się je więc powszechnie jako ekonomiczne źródło światła, wykorzystywane przy oświetleniu miast;

Dzięki wyładowaniom między nimi substancja wypełniająca jarznik zaczyna świecić. Lampy wyładowcze wymagają specjalnych urządzeń do zapłonu (zapłonników, potocznie nazywanych starterami) i do stabilizacji wartości prądu (stateczników), które zapobiegają migotaniu lamp podczas pracy. Lampy wyładowcze stosuje się powszechnie, ze względu na ich niezwykłą trwałość i wysoki strumień świetlny, na wszelkiego rodzaju wystawach i ekspozycjach, na stadionach i w halach sportowych, w szklarniach i oranżeriach, w biurach, halach przemysłowych oraz na zewnątrz budynków. Lampy wyładowcze dzieli się, zależnie od substancji, która wypełnia jarznik, na: •

lampy rtęciowe – zawierają pary rtęci. W zależności od ciśnienia cząstkowego par rtęci w jarzniku wyróżniamy lampy nisko- i wysokoprężne. Najpopularniejszą odmianą lampy rtęciowej niskoprężnej jest świetlówka, potocznie zwana jarzeniówką. Obecnie szeroko używa się zminiaturyzowanych odmian jarzeniówek, tzw. żarówek energooszczędnych, czyli kompaktowych. W porównaniu do zwykłych żarówek, świetlówki zużywają znacznie mniej energii i są bardziej trwałe – zwykle świetlówka zużywa ok. 20% energii wymaganej przez żarówkę o porównywalnej emisji światła i pracuje przez mniej więcej 12 000 godzin (a więc 12 razy dłużej niż żarówka). Natomiast lamp rtęciowych wysokoprężnych używa się np. w solariach lub w miejscach, gdzie oświetlenie sztuczne ma „udawać” oświetlenie naturalne, ponieważ światło przez nie emitowane jest podobne do słonecznego; lampy sodowe – świecą, ponieważ prąd elektryczny wzbudza w nich atomy sodu. Osiągają wyjątkowo wysoką skuteczność świetl-

lampy metahalogenkowe – ich nazwa pochodzi od halogenków (jodków metali), cechują się bardzo dobrą barwą światła i dużą skutecznością świetlną. Lampa metahalogenkowa, dająca światło porównywalne ze światłem zwykłej żarówki, zużywa o ponad połowę mniej mocy. Ich światło jest punktowe, dlatego łatwo nim sterować.

Diody Diody świecą, ponieważ w ich wnętrzu zachodzą przemiany energetyczne na poziomie atomowym, występujące w półprzewodnikach, takich jak np. węglik krzemu. Dzięki własnościom półprzewodników, wzbudzone przez prąd elektryczny atomy zachowują się w sposób, który powoduje wydzielanie światła. Proces ten nazywa się elektroluminescencją. Diody to źródła światła o wysokiej wydajności, ale ich światło jest monochromatyczne, czyli jednobarwne – zielone, niebieskie lub czerwone. Kolor zależy od napięcia prądu, którym wzbudzana jest dioda. Dlatego diody rozpowszechniły się głównie jako oświetlenie wskaźnikowe – występują przeważnie w formie malutkich lampek sygnalizujących stan urządzeń oraz jako oświetlenie alarmowe. Coraz częściej są jednak spotykane w oprawach oświetlenia miejscowego, np. w autobusach lub samolotach, oraz jako oświetlenie akcentujące (w oprawach ogrodowych, przy akcentowaniu stopni schodów, w oprawach do półek i szafek sklepowych oraz w oprawach z kolorowymi efektami świetlnymi). Stosunkową nowością są „żarówki” zbudowane z wielu diod


magazynconsido 02/2010

umieszczonych w oprawie ze zwykłym, żarówkowym gwintem. Ich podstawową wadą jest zimne światło, ale to ograniczenie coraz częściej udaje się przełamać. Wśród zalet na pierwszym miejscu znajduje się za to energooszczędność, co sprawia, że żarówki złożone z diod są wyjątkowo ekonomiczne. Zadbajmy o efektywne wykorzystanie oświetlenia Światłem w pomieszczeniach biurowych i na zewnątrz nich możemy odpowiednio sterować, tak aby źródła światła wykorzystywać w sposób jak najbardziej efektywny, gasząc je i zapalając w odpowiednich momentach i w ustalonych warunkach. Wymaga to na początku pewnego wkładu finansowego w czujniki ruchu lub czasowe czy zmierzchowe wyłączniki światła, ale ostatecznie przekłada się na spore oszczędności, pomagając uniknąć niepotrzebnego używania światła, np. w sytuacjach, gdy pracownicy opuszczają budynek firmy, nie gasząc za sobą świateł. Jak wspomniano wyżej, do sterowania oświetleniem służą czujniki ruchu, wyłączniki czasowe i czujniki zmierzchowe. Pomimo pewnych kosztów początkowych związanych z ich zakupem i zamontowaniem – jest to rozwiązanie bardzo wygodne i ekonomiczne. Wyłączniki czasowe pozwalają zaprogramować godzinę włączenia i wyłączenia oświetlenia, umożliwiając np. zapalenie oszczędnych lamp doświetlających wnętrze zamkniętego sklepu w nocy. Czujniki obecności i ruchu w pomieszczeniu regulują włączanie i wyłączanie światła w zależności od potrzeby, a bardziej zaawansowane (i podłączone np. do systemów tzw. inteligentnego budynku) są w stanie również wpływać na takie cechy oświetlenia jak jasność czy nawet barwa światła. Standardowe czujniki ruchu reagują na zmianę promieniowania podczerwonego, emitowanego przez każdy żywy obiekt, przy czym ich czułość można regulować, tak aby uniknąć np. zapalenia świateł przez przechodzącego kota. Gdy w okolicach czujnika pojawi się człowiek, światło zostaje zapalone, gdy natomiast się oddali – gaśnie. Podobnie działają czujniki zmierzchowe – badają natężenie oświetlenia. Jeśli spadnie ono do określonych wartości, wysyłają do układów sterujących impuls, nakazujący uruchomienie sztucznego źródła światła. Czujniki zmierzchowe mogą pracować na zewnątrz, reagując na zmianę naturalnego światła słonecznego. Mogą też być zamontowane wewnątrz budynku – wtedy funkcjonują zależnie od natężenia światła w danym pomieszczeniu. Po przekroczeniu stałej lub zaprogramowanej przez użytkownika wartości progowej natężenia światła, czujnik włącza lub gasi oświetlenie. Jest to bardzo przydatne w pomieszczeniach biurowych, ponieważ pracownicy często nie potrafią właściwie ocenić natężenia światła w pomieszczeniu lub – zajęci pracą – zapominają o włączeniu światła w odpowiednim momencie. Powoduje to niepotrzebne zmęczenie wzroku. •

35


36

magazynconsido 02/2010

Artykuły

krytom

SYSTEM KLUCZA MASTER KEY P.P.H.U. Krytom 93-177 Łódź ul. Dąbrowskiego 26 e-mail: krytom@krytom.pl System klucza Master Key to zaawansowane rozwiązanie technologiczno-konstrukcyjne oparte na wkładkach cylindrycznych oraz kluczach. Zaletami Master Key jest znaczne zwiększenie bezpieczeństwa obiektu oraz właściwa ochrona przed dostępem osób niepowołanych. W zależności od potrzeb i struktury organizacyjnej system ogranicza dostęp do poszczególnych pomieszczeń. Daje możliwość szybkiego działania w sytuacjach zagrożenia (np. pożar, szybka ewakuacja), ponieważ przy pomocy jednego klucza generalnego można otworzyć wszystkie zamki, co w znacznym stopniu skraca czas dostępu do poszczególnych pomieszczeń. Może to czasem uratować życie lub wpłynąć na zmniejszenie strat materialnych. Ogranicza również ilość używanych kluczy do minimum. Wiele osób zastanawia się, co się stanie, gdy zgubią taki klucz. Wbrew pozorom nie jest to wcale groźniejsze od zgubienia pęku kluczy, bo sugeruje znalazcy, że chodzi jedynie o pojedyncze zamknięcie. Zawsze można też przekodować wkładki. Jest to rozwiązanie znacznie tańsze od wymiany wszystkich zamków. Bezpieczeństwo systemu klucza dodatkowo podnosi brak możliwości skopiowania klucza bez upoważnienia, czyli bez karty bezpieczeństwa. Podstawowe zalety, jakie niesie za sobą system klucza dla użytkownika:

Wygoda System klucza umożliwia zastąpienie kilku (kilkunastu) kluczy jednym o określonym dostępie.

Ułatwienie kontroli dostępu System klucza jest istotnym elementem ułatwiającym administrowanie przedsiębiorstwem. Każdy zatrudniony pracownik używa tylko jednego klucza, którym może otwierać te drzwi, do których zostanie upoważniony. System klucza bardzo dobrze sprawdza się na osiedlach. Lokatorzy jednym kluczem otwierają drzwi do klatki, śmietnika, garażu, piwnicy, furtki, a nawet do własnego mieszkania. Administrator jednym kluczem otwiera wszystkie budynki, pomieszczenia administracyjne i techniczne.

Pewność W sytuacji zagubienia klucza systemowego nie ma potrzeby wymiany wszystkich wkładek. Istnieje możliwość ich przekodowania, co jest znacznie tańsze od wymiany na nowe.

Kompatybilność W systemie klucza mogą występować zarówno wkładki, pół wkładki, wkładki z gałką, jak i cylindry okrągłe, kłódki i zamki meblowe. Istnieje możliwość

LISTA REFERENCYJNA • • • • • • • • •

VOLVO NOVA ŁÓDŹ MANUFAKTURA ŁÓDŹ MUZEUM SZTUKI MS/2 MANUFAKTURA APARTAMENTOWIEC MARINA ŁÓDŹ HOTEL MAZOWIECKI ŁÓDŹ HIPERMARKETY CARREFOUR W POLSCE MARKETY CASTORAMA W POLSCE MARKETY OBI W POLSCE KOMENDA MIEJSKA POLICJI W ŁODZI


Klucz hotelowy

Dyrektor

Recepcjonista

Kierownik restauracji

Barman

Pokojówka I

Pokojówka II

Sauna

013

014

015

101

102

103

104

105

106

107

Obsługa techniczna

Pogotowie gazowe

Pogotowie telekomunikacyjne

Pogotowie energetyczne

PLAN KLUCZA

Klucz bezpieczeństwa

magazynconsido 02/2010

01

02

03

04

05

06

07

08

09

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

37

Wejście Recepcja Biuro 013 014 015 101 102 103 104 105 106 107 Klub Bar Sauna Restauracja Kuchnia Gaz Energia elektryczna Telekomunikacja

Główny klucz grupowy

Klucz grupowy

Generalny klucz główny

dowolnego rozbudowywania. Zawsze można stworzyć klucze o nowym dostępie, dodać kolejne drzwi. Systemy Pfaffenhain oferują możliwość utworzenia wielu podsystemów, składających się z grup otwieranych jednym kluczem, nazywanym kluczem głównym grupowym. W każdej z grup istnieje klucz grupowy, otwierający w niej wszystkie wkładki. Niezależnie od tej hierarchicznej struktury, z każdą wkładką może być skojarzony klucz indywidualny, otwierający tylko tę jedną wkładkę. Wszystkie podsystemy łączy ze sobą jeden klucz o najwyższym priorytecie, nazywany generalnym kluczem głównym. System taki nadaje się szczególnie do obiektów o złożonej strukturze zarządzania lub organizacji bezpieczeństwa. Często spotykanym elementem systemu jest też tak zwany zamek centralny, który można otworzyć każdym kluczem z systemu. Znajduje on zastosowanie na przykład przy głównych wejściach do obiektów. Wielu architektów skorzystało już z zalet tego systemu. Za zgodą zainteresowanych przedstawiamy fragment listy referencyjnej niektórych odbiorców systemów Master Key, zrealizowanych w Polsce. •


38

magazynconsido 02/2010

Artykuły

funkcja i forma

FUNKCJA I FORMA W OPEN SPACE Przez lata projektanci pracowali tak, by z każdym kolejnym projektem następowała poprawa jakości, wydajności i komfortu pracy, nie zapominając przy tym jednak o formie. Bogdan Tellez Garcia

Niestety, wraz ze wzrostem skali projektu limity budżetowe bardzo często zmuszały ich do ograniczenia strony plastycznej. Zdarzały się i w tym wypadku wyjątki, między innymi biuro w budynku Johnson Wax Factory, wzniesionym między 1936 a 1939 rokiem, zaprojektowane przez Franka Lloyda Wrighta. O jakości tego projektu świadczy spójna stylistyka elementów architektonicznych i wyposażenia wnętrz. Reprezentuje on model biur typu open space. Przestrzenie między tarczami wypełniają wykonane ze szklanych rur świetliki zapewniające dzienne światło. Wright zaprojektował dla fabryki unikatowe meble, stosując koliste motywy dla siedzeń i oparć w krzesłach, zakończeń blatów i półek w biurkach, a także szuflad. Meble te zostały umieszczone zarówno w hali, jak i w gabinetach indywidualnych, co było związane z chęcią utrzymania spójnej stylistyki oraz z ich walorami wizualnymi i użytkowymi. Zazwyczaj jednak gabinety indywidualne w dużych biurach, należące np. do członków zarządu, bądź gabinety domowe projektowano z większą dbałością o stronę wizualną. W przypadku tego typu założeń projektowych stylistykę projektów dyktowały obowiązujące trendy projektowe i to one stanowiły o formie mebli i wystroju wnętrza, poczynając od secesji, której założenia obejmowały płynne roślinne formy, skonfrontowane z liniami prostymi pionowymi i poziomymi. Doskonałym przykładem mogą tutaj stać się projekty E. Vallina. Jednym z nich jest biurko znajdujące się w Musée de l`Ecole de Nancy we Francji. Bogata tektonika biurka, płynne linie i roślinne ornamenty zwieńczające tylną stronę blatu nie pozbawiły mebla walorów użytkowych. Projektant wkomponował w biurko dwie szafki do gromadzenia potrzebnych rzeczy, blat oraz szufladki. Podobnie było w przypadku projektów Louisa Majorelle’a, takich jak biurka czy sekretarzyki przeznaczone do gabinetów domowych. Inne projekty prezentowały się równie dobrze, podnosząc jeszcze walory użytkowe, np. związane z pod-

ręcznym miejscem na gromadzenie materiałów. W ten nurt wpisywali się m.in. Camille Gauthier i Paul Poinsignon. Podobnie było z innymi elementami wyposażenia biura, tj. biblioteczkami, witrynami itp. Tak jak biurka, godziły one w sobie piękną formę z walorami użytkowymi. Równolegle do secesji pojawiły się meble i wnętrza eklektyczne. Mimo ciężkich form, bogatą stronę wizualną eklektyzmu, nawiązującą do stylistyki klasycznej, udało się pogodzić ze stroną użytkową. Wraz z przyjściem nowych trendów zmieniła się forma – i tak miękkie roślinne kształty odeszły, ustępując miejsca modernistycznej prostocie oraz art déco, które nawiązując stylistyką do starożytnego Egiptu, stawiało na ekskluzywne materiały i bogatą stronę wizualną, wciąż nie zapominając o stronie użytkowej. W związku z Wystawą Światową w Paryżu w 1925 roku zaczęto wyodrębniać stylistykę charakteryzującą się kanciastymi i kubistycznymi kształtami i wykorzystaniem materiałów takich jak czarna laka, aluminium czy szkło. W nawiązaniu do nazwy wystawy nowemu nurtowi nadano nazwę „art déco”. John Pile zauważył, że „W przeciwieństwie do wzornictwa z początku XX wieku, projekty w stylu art déco nie odnosiły się tak wyraźnie do kwestii funkcjonalizmu i technologii”. Materiały stosowane w meblach art déco były drogie, używano np. hebanu czy kości słoniowej. Przedstawicielem tego nurtu był chociażby Raymond Loewy. Wraz z coraz mocniejszym wyodrębnianiem się wzornictwa przemysłowego i z coraz większą uwagą poświęcaną stylowi międzynarodowemu, projektanci zaczęli szukać inspiracji w nowych materiałach i technologiach. Wynikiem tych poszukiwań był projekt biura z 1934 roku autorstwa Raymonda Loewego. „Loewy zaprojektował biuro, a także jego wyposażenie – meble, lampy, zegar, rysunki i model samochodu.


magazynconsido 02/2010

Zaokrąglone formy świadczą o tym, że projektanci przemysłowi uczynili z linii opływowych motyw dekoracyjny” (John Pile, Historia wnętrz). Druga wojna światowa spowodowała zahamowanie rozwoju wielu dziedzin życia gospodarczego, kultury i nauki, w tym wzornictwa przemysłowego. W powojennym świecie zaczęło się ono odradzać i rozwijać bardziej równomiernie. Europejscy projektanci stali się coraz lepiej rozpoznawalni za oceanem. Charakter projektowanych wnętrz zmieniły nowe technologie, materiały i wynalazki. Tak narodziła się szeroko rozumiana nowoczesność. Jednym z jej kierunków był styl międzynarodowy, a wśród jego głównych założeń znalazła się równość odbiorców projektów. Jednocześnie styl ten wniósł nową wartość, którą była nierozłączność wnętrza i zewnętrza, a dokładniej wynikania formy zewnętrznej z form wnętrz budynku. W latach 50. w opozycji do stylu międzynarodowego oraz wczesnego modernizmu zaczął się kształtować tak zwany modernizm krytyczny, starający się wyeliminować złe cechy wszystkich przejawów modernizmu. W efekcie tych zmian zaczął wyodrębniać się nowy kierunek: postmodernizm, łączący pod wspólną nazwą różnorodność wszystkich trendów projektowych, które przyszły po modernizmie, od nowych po historyzujące. Do jego przedstawicieli zaliczał się np. Mario Botta. Wśród współczesnych nurtów stylistycznych warto zwrócić uwagę na dekonstruktywizm, który adaptuje formy, o których nie powiedzielibyśmy, że mogą spełniać jakąś funkcję bądź ingeruje w strukturę brył i płaszczyzn poprzez ich odkształcanie. Oprócz dekonstruktywizmu można wspomnieć o nurcie high-tech, który z elementów konstrukcyjnych, technicznych uczynił element ozdobny.

39

Oprócz nurtów wyznaczających trendy we wzornictwie, istnieją jeszcze prądy wtórne, powstające poprzez adaptację trendów i sprowadzające je w lepszej lub gorszej formie do odbiorców masowych, którzy nie posiadają odpowiednich funduszy, by zainwestować w projekt indywidualny. Specjalizują się w tym firmy produkujące seryjne meble biurowe. Wśród proponowanych przez nie rozwiązań możemy zauważyć zarówno te standardowe, jak i te, które pomysłem znacząco od nich odbiegają. Jednocześnie z oczywistych przyczyn w masowej produkcji nie można zapominać o wymogu mobilności, możliwości przestawiania i zestawiania. Jak widać, wraz z upływem czasu zmieniała się rzeczywistość, potrzeby ludzi, przemysłu i gospodarki. Kolejne dekady przynosiły nowe odkrycia, technologie oraz wzrost świadomości projektantów. Nowinki techniczne umożliwiły rozwiązanie wielu problemów, jednocześnie przynosząc nowe wyzwania. Projektanci od zawsze szukali nowych rozwiązań i możliwości poprawienia starych. W swoich projektach starali się pogodzić potrzeby fizyczne użytkownika z psychicznymi, wpisując to wszystko w ciekawą formę odpowiadającą trendom projektowym i gustom odbiorców, tak by zwiększyć ich wrażliwość plastyczną. Przez ponad sto lat pojawiło się wiele rozwiązań, począwszy od różnych układów biur po meble je wyposażające czy technologie, które miały za zadanie poprawić komfort pracy. Od secesyjnej delikatności i płynności kształtów przez modernizm i jego praktyczne podejście osadzone w prostej, ale ciekawej formie, dotarliśmy do współczesnego dekonstruktywizmu, odkształcającego rzeczywistość. Projektanci zawsze toczyli walkę o formę czy to całego biura, czy też pojedynczego mebla, dodając do tego swoje indywidualne spojrzenie. •


40

magazynconsido 02/2010

Design i architektura ZIELONE TARASY Projekt unikatowej inwestycji związanej z rewitalizacją obszarów postindustrialnych – rozmowa z architektem Dariuszem Witasiakiem.

Agata Wojtalczyk

Porozmawiajmy o Zielonych Tarasach.

Czy długo trwało przekonywanie inwestora do tego projektu?

Tak. Taka jest robocza nazwa. A nierobocza? Trudno powiedzieć. Okaże się to w momencie, kiedy powstanie projekt. W sensie formalnym jesteśmy teraz na etapie składania wniosków o wydanie decyzji o warunkach zabudowy, dlatego użyłem określenia „robocza”. Kiedy przychodzi konkretny inwestor na etapie wstępnym, zwykle akceptuje nazwę albo zmienia według własnych oczekiwań. W tej chwili projektujemy zespół, który ma być zespołem zabudowy mieszkaniowej, ale trudno powiedzieć, czy będzie to mieszkaniówka. Rozpoczęliśmy temat około roku temu i był to czas, kiedy mieszkaniówka była tematem wiodącym. Trudno powiedzieć, co będzie za rok czy za półtora, czy to będzie mieszkaniówka, czy to będą biura, czy coś zupełnie innego. Budowaliśmy również zespół umownie nazywany „Loftami u Scheiblera”, obecnie kompleks ten funkcjonuje pod nazwą „U Scheiblera”. Mieści się on przy Tymienieckiego 25 w Łodzi. Na grafikach widzimy docelową wizję owych loftów. W tle pokazane są również budynki z tego pierwszego zespołu w czerni-bieli w konwencji zdjęcia architektury XIX-wiecznej.

Inwestor zaprosił nas do współpracy, ponieważ widział to, co powstało po sąsiedzku, czyli ten pierwszy etap na Tymienieckiego – „Lofty u Scheiblera”. Inwestorom się to spodobało i zaprosili nas do współpracy. To przełamało pierwsze lody, gdyż nie jest to dopiero próba wspólnego kreowania architektury, tylko mamy już pewne odniesienie. Wiemy już, co się podoba, co jest akceptowalne. Na ulicy Tymienieckiego robiliśmy kilka rzeczy, np. po drugiej stronie tej ulicy – w stosunku do zespołu Scheiblera – jest straż pożarna, którą również 10 lat temu przeprojektowaliśmy. Rozwijając myśl o inwestorach – inwestor po prostu zaakceptował sposób naszego myślenia. Nie staramy się działać, idąc na kontrę w stosunku do tego, co zastaliśmy. Próbowaliśmy podkreślać wszystko, co było istotne i czerpać ze źródeł architektury, z których to źródeł czerpali również XIX-wieczni twórcy tychże projektów. Ci, którzy tworzyli kiedyś te budynki, przyjechali z różnych uczelni zachodnich, wschodnich. To byli ludzie z pewnym bagażem doświadczeń dotyczących architektury ubranej w detal historyczny. Przed nimi stały nowe wyzwania. Mieli zaprojektować i opisać za pomocą znanych sobie form nową rzeczywistość. Tą nową rzeczywistością była nowa epo-


magazynconsido 02/2010

ka, która się wówczas pojawiła, czyli epoka przemysłu na ogromną skalę. A więc detal pochodzi z epoki wcześniejszej, czyli z ich wcześniejszych doświadczeń. Mamy przecież wieże, słupy, kolumny, rytmy. To elementy, jakie znali do tej pory. Rzeczywistość zmusiła ich do zmiany formy tych budynków dla potrzeb nowej funkcji. Czy te nowe budynki, które widzimy na nowym projekcie, były czymś inspirowane? Z czego to tak naprawdę wynikło? Jak widać, jest wiele różnych opracowań i tak mniej więcej wygląda cały nasz proces projektowy. Rozmawiamy z konserwatorem zabytków, z urzędami itd. Tutaj jest widoczna wizja na pierwsze otwarcie, natomiast w momencie, w którym zaczynamy uszczegóławiać projekt na bazie oczekiwań konserwatora i jego wytycznych, to konserwator określa techniki działań. Po rozmowie z konserwatorem okazało się na przykład, że projekt musiał być kontynuacją zabudowy historycznej, mającej maksymalnie trzy kondygnacje, choć chcieliśmy zmieścić więcej. Nowa zabudowa zostanie wykonana z tych samych materiałów? Nie. Forma budynku sąsiedniego tak jakby narzuciła nam naszą formę. To samo, co jest po sąsiedzku w czerwonej cegle z dwuspadowym dachem, chcemy wyrazić w zupełnie nowych, innych materiałach, czyli np. szkło, stal, żeliwo, drewno. A jakieś inne inspiracje? W zabudowie historycznej jednym z elementów wiodących jest również potężny rytm struktury okien oraz rytm np. klatek schodowych. Wobec tego próbowaliśmy wprowadzić w loftach detal, który byłby powtórzeniem detalu historycznego, ale przeskalowany. Przeskalowanie detalu to zabieg, który stosuje się często w sztuce, np. w historycznych rzeźbach. To również próba zmiany jakości oddziaływania tej formy. Widać to dobrze na przykładzie fragmentów okien, elewacji powziętych z sąsiedniego budynku, tylko że wykonujemy je przeskalowane. Projekt ma być współczesny, ale bazujący na tradycji, historii i czerpiący z nich siłę. Jakie niespodzianki zdarzały się przy projektowaniu bądź przy próbach realizacji tych budynków? Czy pojawiło się coś, co stanowiło przeszkodę przy realizacji tego projektu? Kiedy mamy wpisać projekt w istniejącą zabudowę (także projektowaną, bo można powiedzieć, że budynek, którego projekt jest zatwierdzony, praktycznie można uznać za już stojący na sąsiedniej działce), musimy brać pod uwagę wszystkie uwarunkowania sąsiedztwa, czyli ograniczenia w dostępności do światła, odległości między budynkami. Większość ograniczeń wynika z uwarunkowań sytuacji i narzucanych prawem budowlanym wytycznych projektowych, np. ilość dziennego

41


42

magazynconsido 02/2010

światła niezbędnego do życia w takich budynkach. Największym problemem jest próba stworzenia wyrazistej formy, ale przy założeniu, że budynek spełnia wszystkie funkcje dla mieszkańców i niezbędne wymogi prawne. W przypadku mieszkaniówki najtrudniejszą rzeczą jest zapewnienie odpowiedniej ilości godzin nasłonecznienia, właściwa odległość między budynkami, czyli przysłanianie, oraz warunki zabudowy. Na zapleczu ulicy Tymienieckiego jest trasa, która kiedyś była wykorzystywana przez kolej do wożenia materiałów, produktów do Scheiblerowskiego kompleksu. Wytyczne konserwatora zabytków wskazywały, aby zachować tę trasę, żeby kiedyś możliwie ją uwspółcześnić dla kolejki, która mogłaby wozić gości, zwiedzających. Dlatego też pojawił się kiedyś podział działek, który „uwypukla” tę geometrię. Idea, która przyświecała nam od samego początku, była taka, aby spróbować podkreślić w jakiś sposób geometrię tej trasy. Zespół od części ogrodowej miałby wyglądać tak, jak od strony trasy kolejki – układ rytmów ceglanych z elementami szkła, co znowu nawiązuje do tradycji, gdyż kiedyś ten rytm był elementem przewodnim. Jak została rozwiązana kwestia samochodów? Nie dominuje tu zabudowa zabytkowa co prawda, ale samochody zawsze są dużym problemem. W loftach musieliśmy umieścić część samochodową w podziemiu, w części piwnicznej. W Zielonych Tarasach nie ma wyjścia – powstają jedna, dwie, czasem trzy kondygnacje z uwagi na to, co narzuca miasto, a jest to przy mieszkaniówce stosunek 1:1, czyli 1 mieszkanie = 1 miejsce parkingowe. W przypadku, kiedy mamy kilkanaście tysięcy metrów kwadratowych powierzchni użytkowej do rozdysponowania i zakładając, że średniej wielkości mieszkanie ma metraż 50–65 mkw., to jeśli podzielimy te kilkanaście tysięcy mkw. na taką powierzchnię mieszkań, wyjdzie kilkaset miejsc par-

kingowych. Samochód, a właściwie miejsca parkingowe są wobec tego dla nas wyzwaniem. Obecnie inwestorzy nie zawsze potrzebują miejsc parkingowych, ale myślę, że rząd słusznie narzuca taki wymóg. Nawet jeśli w pierwszej fazie nie wszyscy kupują lub nie chcą kupować miejsc parkingowych, to po kilku latach funkcjonowania osiedla z reguły zaczyna tych miejsc brakować. Dziś w przypadku zakupu mieszkania za kilkanaście tysięcy złotych, a przy dużych mieszkaniach – za milion złotych, zakłada się, że mieszkają tam 2–3 osoby. Już w obecnym czasie zaczyna się pojawiać taka sytuacja, że 1–2 osoby w rodzinie mają samochody. Można się domyślić, że za 10 lat będzie jeszcze więcej osób zmotoryzowanych w rodzinie – minimum dwie osoby. W centrach miast nie wiadomo, jak wybrnąć z tak trudnej sytuacji. W zabudowie historycznej, jak np. przy ulicy Piotrkowskiej, taką szansą byłyby parkingi wielopoziomowe, zlokalizowane gdzieś w okolicy ścisłego centrum. W przypadku takiej zabudowy jesteśmy zmuszeni wchodzić pod ziemię i wykonujemy wówczas 1–2 kondygnacje podziemne. Czasami kiedy nie ma wyjścia lub są jakieś trudne uwarunkowania wodne czy innego typu problemy, to wchodzimy jeszcze na kondygnację parteru, która jako mieszkaniówka nie zawsze dobrze się sprzedaje. Tutaj oceniam, że będą niestety dwie kondygnacje podziemne. Mówię „niestety”, gdyż inwestowanie w parkingi podziemne jest niezmiernie kosztowne.


Wracając do Zielonych Tarasów. Czy roślinność będzie tutaj w jakiś sposób zintegrowana?

To była w Łodzi?

pierwsza

idea

umieszczenia

roślin

Zauważmy, że mamy tu niewielką powierzchnię działki. Ogólnie w obiektach zabytkowych największym problemem jest relacja działki – w tym powierzchni zielonych – do powierzchni terenów użytkowych, którą chce się osiągnąć. Szukamy jakichś pomysłów na ten obiekt. Widzimy, jak bardzo inwestorzy potrzebują tarasów, balkonów, poczucia, że jest się w mieszkaniu, ale ma się jednocześnie trochę przestrzeni wokół siebie. Tutaj są niezwykłe tereny widokowe. Na jednej z wizualizacji mamy całe XIX-wieczne założenie Księżego Młyna. Zrobiliśmy taki żart wizualizacyjny, gdyż wprowadziliśmy własne projekty. To są tak niebywałe inwestycje w skali działań i tak cudowne panoramy, że postanowiliśmy, że schemat tego zespołu będzie umożliwiał korzystanie z Tarasów, czyli korzystanie z piątej elewacji, jaką jest dach. Widać, jaki potencjał tkwił w tych terenach i jakie możliwości.

Robiliśmy projekt Ośrodka Studiów Europejskich. Pałacyk zlokalizowany przy ulicy Piotrkowskiej 206, naprzeciwko katedry, jest jednym z najpiękniejszych w Łodzi. Mają wspaniały ogród. My robiliśmy kamienicę w sąsiedztwie. W ogrodzie zaprojektowaliśmy kaskadową architekturę, zielony ogród na dachu. Idea ogrodu, który wciągamy na elewację, powstała dlatego że była możliwość umieszczenia go na dachu. Technologia jest obecnie taka, że można zrobić szczelne dachy, rozwinąć zieleń wraz z podlewaniem. Są ogrzewane wpusty, są rozłożone wężownice, są kable grzewcze, które są układane w warstwie wegetacyjnej trawy. Dzięki temu można zadbać, aby trzymało się to w ryzach. Są to kosztowne rozwiązania, ale nie niemożliwe. Czy wiadomo już, jaka to będzie roślinność? Nie sposób zaprojektować wszystko od razu, gdyż wiele rzeczy jest niezależnych od nas. Wiele zależy od uwarunkowań miasta, od pogody itd. Projektowanie zaczynamy od ogółu do szczegółu. To oczywiście się przenika, ale nie ma na to siły, bo najpierw musimy znać realia i uwarunkowania, gabaryty budynku, możliwości zainwestowania w terenie. Pewnych rzeczy dowiadujemy się z urzędu. Dopiero potem bawimy się w szczegóły. Tutaj troszeczkę temu zaprzeczyliśmy, bo stworzyliśmy wizję od początku. Z kolei, aby zrobić pierwsze otwarcie dla konserwatora czy architekta miejskiego, wypada pokazać wizję docelową. Jak to wszystko pogodzić z założeniami inwestora? On przecież też ma swoje pomysły. Inwestorzy też przyjeżdżają ze swoimi przeświadczeniami, przekonaniami, doświadczeniami z innych inwestycji i w trakcie pracy, rozmów, wzajemnego przekonywania się, wszystko się wyjaśnia. Trzeba jakoś znaleźć wspólny język. To są tematy z pogranicza biznesu, bankowości itd. Sztuka architektoniczna jest na dziesiątym planie, choć w momencie przecięcia wstęgi zaczyna być znowu na pierwszym. Funkcje i intencje po pewnym czasie umierają, zostaje jedynie przekaz – to, co zresztą widać na obiektach historycznych, kiedy architektura przemawia wielkim głosem. Dziękujemy za rozmowę. •

INWESTYCJA: ZIELONE TARASY U SCHEIBLERA Zespół zabudowy biurowej, mieszkaniowej wielorodzinnej, usługowej w Łodzi przy ulicy Tymienieckiego 21. INWESTOR: B&M SPÓŁKA Z O.O. AUTORZY PROJEKTU ARCHITEKCI: MARCINIAK & WITASIAK WRAZ Z ZESPOŁEM: Rafał Lamorski, Michał Brzeziński, Joanna Stangreciak, Klara Kozmińska. www.mwarch.pl, e-mail: biuro@mwarch.pl


44

magazynconsido 02/2010

Design i architektura

dojo stara wieś

OŚRODEK japońskich SZTUK WALKI – DOJO STARA WIEŚ Projekt architektoniczny zbudowany na wzorach architektury japońskiej w Starej Wsi koło Przedborza. Włodzimierz Kwieciński

Prezes Polskiego Związku Karate Tradycyjnego

Aby zrozumieć znaczenie wioski Dojo, moim zdaniem trzeba przede wszystkim zrozumieć jej wyjątkowość. Wielu mówi o jakiejś wyjątkowości danego obiektu – każdy strażak może mówić, że jego remiza jest wyjątkowa, tylko że remiz w Polsce, tak jak szkół czy sal sportowych, są tysiące, a nasz obiekt jest jedynym obiektem tego typu na świecie. To właśnie określa jego wyjątkowość. Zbudowano go wprawdzie jak każdy inny budynek, czyli od fundamentów w górę, ale według pewnych kanonów, specyficznych dla architektury japońskiej. Przede wszystkim zależało nam na stworzeniu miejsca, w którym będzie nam się po prostu dobrze pracowało. W Polsce ludzi, którzy ćwiczą i zajmują się japońskimi sztukami walki, jest około pół miliona. Trenują judo, karate, aikido, jiu–jitsu, kendo, ale nie tylko. Trudno policzyć, ilu tak naprawdę jest wszystkich tych, którzy choć raz byli kiedyś na sali, tych, którzy aktualnie ćwiczą czy tych, których to wciągnęło wraz z całymi rodzinami. Choć w Polsce popularność japońskich sportów walki jest dość duża, brakowało tutaj takiego ośrodka jak nasz. Zawsze marzyłem o tym, żeby móc ten projekt zrealizować. Moje marzenie narodziło się w momencie, kiedy po raz pierwszy pojechałem do przedborskiego parku krajobrazowego. Tam po prostu poczułem, że to jest „to” miejsce. Był to zresztą absolutny przypadek, ponieważ

znalazłem się tam z powodu kolegów, którzy zajmowali się renowacją ratusza miejskiego w Przedborzu. Zobaczyli na tablicy ogłoszeń, że zorganizowano przetarg na taki teren. Jeden z nich jest dość mocno związany z tamtymi terenami, stamtąd pochodzi jego rodzina, która swego czasu posiadała tam ziemię. Wiedział, że jest to przepiękne miejsce. Pojechałem do Przedborza. Dzień nie był piękny, ale znalazłszy się tam, od razu poczułem, że to właśnie „to”. Miejsce nie tylko wydawało się wyjątkowe krajobrazowo, ale czułem, że jest tam dobra energia. Nie było w tym chłodnej kalkulacji, jedynie emocje. Przystąpiliśmy do przetargu. Udało nam się zrealizować pierwszy etap, dotyczący 25 hektarów. Potem człowiek, który równolegle z nami startował do przetargu o przyległe do naszych terenów 15 hektarów, zrezygnował. Wykupiliśmy również tę drugą część. Wtedy całość kosztowała stosunkowo niewielkie pieniądze, bo to są gleby niskiej, piątej czy szóstej, klasy. Patrząc z dzisiejszej perspektywy, były to grosze. Udało nam się zrealizować plany zakupu gruntów i już tylko jeden cel nam przyświecał – żeby postawić tam Dojo. Jakieś sześć lat temu pojawiła się szansa. Wystąpiliśmy o środki do Ministerstwa Sportu, a równolegle, jeszcze przed akcesją Polski do Unii Europejskiej, wystąpiliśmy także o środki przedakcesyjne do rządu japońskiego. Japończycy wsparli nas kwotą 1 200 000 zł. Ministerstwo Sportu też dołożyło 1 200 000 zł i to to dało możliwość roz-


magazynconsido 02/2010

poczęcia czegokolwiek. Musieliśmy oczywiście sami wszystko przygotować – wszystkie pozwolenia na budowę, wszystkie zgody. Załatwienie koniecznych dokumentów leżało po naszej stronie. Zaczęliśmy w konfiguracji 50/50, tzn. 50% otrzymaliśmy od Ministerstwa Sportu, a te drugie 50, jak już wspominałem, od strony japońskiej. Ponieważ było to dofinansowanie pozaunijne, japońskie środki można było potraktować jako nasz wkład własny – tak było to ujęte w przepisach. Stopniowo jednak relacje finansowe zaczęły się zmieniać, ponieważ sam ośrodek zaczął rosnąć, dopasowując się do naszych również rozwijających się założeń. W miarę jak Polska przekształcała się i bogaciła, także i do nas napływały coraz większe środki. Dziś można powiedzieć, że zamknęło się to sumą około 45 milionów złotych. Ośrodek stoi i działa. Jest wykorzystywany przez naszą kadrę karate tradycyjnego. Otwarcie odbyło się 10 października ubiegłego roku, oficjalne, z przecięciem wstęgi. Przecinał ją Lech Wałęsa, według nas największy wojownik w Polsce, ponieważ to on przeprowadził nas bez rozlewu krwi przez okres transformacji. Dzięki temu dziś w Polsce mogą powstawać takie obiekty jak nasz. Jeśli chodzi o sam projekt, to mieliśmy nie lada problem. Z jednej strony oczywiście chodziło o uzyskanie japońskiego charakteru, a z drugiej… Cóż, przecież ośrodek leży w sercu Polski, w przepięknych krajobrazach. Nie można było zrobić skansenu, który w dodatku mógłby stać się skansenem nieudolnym, plastikowym. Niedopuszczalne było też zbudowanie jakiejś kopii, bo nie o kopię, nawet wierną, nam chodziło. Musieliśmy zatem znaleźć taką formułę, w której japońskość obiektu nie stałaby w sprzeczności z otoczeniem. Zresztą krajobraz Polski w tym akurat miejscu jest podobny do Japonii, zwłaszcza północnej. Bardziej chodziło o to, żeby budynek nie kłócił się z istniejącą w sąsiedztwie architekturą, ze starymi wsiami, które wyłaniają się na horyzoncie. W trakcie dyskusji wybraliśmy taką dro-

45

gę, którą nazywamy w japońskiej architekturze heian. Heian znaczy „spokój”. Uzyskaliśmy dzięki temu o zastosowanie architektury japońskiej, prostej, mało skomplikowanej, nie kłócącej się z krajobrazem polskiej wsi. Generalny wykonawca, który realizował projekt, określał go nazwą „prototyp”. Wiadomo, że budynek musi posiadać pewne standardowe rozwiązania – musi mieć wentylację, komin, kanalizację itd. Ale nam zależało także na tym, żeby jego istotę zawrzeć w japońskich kanonach budowy. Opierają się one o wymiary japońskiej maty tatami o wymiarach około metra na dwa metry. W japońskich domach to właśnie tatami wymierza przestrzeń podłogi. Na niej kładzie się futon, na którym się śpi. Należy pamiętać o tym, że pokój japoński jest zwykle bardzo mały, z powodu braku miejsca, problemu powszechnego w Japonii, dlatego musi być wielofunkcyjny. Ten sam pokój musi służyć w nocy jako sypialnia, a w dzień jako salon, spożywa się w nim posiłki, pracuje, zajmuje rozrywką czy sztuką, np. kaligrafią. Dlatego taki nacisk położyliśmy na przestrzeń. My mamy jej bardzo dużo, ale trzymaliśmy się japońskich ograniczeń, ponieważ jest to dla nas pewien kanon budowy. Tak samo jak kanonem jest mata, tak jest nim chodzenie boso. Po domku poruszamy się bez obuwia. Przed wejściem znajduje się specjalne wgłębienie, które nazywa się genkan, u nas najbliższym tłumaczeniem jest „ganek”. Jest to obniżenie, w którym


46

magazynconsido 02/2010

zostawia się buty, wchodząc do domu. Potem jest stopień kamienny, na który wchodzi się już boso – tam zaczyna się strefa czystości. Absolutnie nie wolno wchodzić do niej w butach. W tej chwili nasz ośrodek składa się z 26 obiektów. Całość jest podzielona na dwie części. Część dolna jest w obrębie Starej Wsi, tam mamy osadę polską, która będzie składała się z czterech budynków. W tej chwili stoją już dwa – powozownia i dom mieszkalny, a jeszcze będzie stajnia i karczma. Całość będzie tworzyć osadę zbudowaną w stylu Polski środkowej. Jej kształt i forma stanowić mają niejako zderzenie architektoniczno-kulturowe z japońską częścią na górze. Ta w tej chwili składa się z 20 obiektów. Są to domki mieszkalne, a na samej górze jest dominujące Dojo. Dojo oznacza „początek drogi”: DO – droga, JO – początek. Dojo to miejsce, na które my mówimy „sala ćwiczeń” czy „sala praktyk”, ale nazwa ta funkcjonuje także w szkole, w sporcie, w religii – na przykład mnisi też praktykują w Dojo. Może to być również miejsce, gdzie się wchodzi na drogę czegoś – pawilon herbaty, pawilon odnowy biologicznej, z sauną, miejscem do odpoczynku. Te dwa budynki – herbaciarnia i sauna – są blisko wody. Tuż obok nich znajduje się staw o powierzchni około pół hektara. Budynki postawione zostały częściowo na wodzie, wyposażono je w duże tarasy, tak że wprost z sauny można wskoczyć do stawu i zanurzyć się w zimnej wodzie. Ośrodek jest głównie zadedykowany sportowcom. Tak jak wspomniałem na początku, są to lu-

dzie poświęcający się najcięższej pracy. Mało kto zresztą zdaje sobie sprawę, jak ciężko każdy sportowiec musi trenować na swoje sukcesy. W dodatku sztuki walki to sport wyjątkowy, są to nierzadko bardzo skomplikowane układy, wymagające równie skomplikowanego treningu. W sztukach walki praktycznie nie ma limitów, są to działania na wszystkich przestrzeniach, obejmujące całe ciało. Właśnie dla takich ludzi wcześniej brakowało miejsca i to dla nich nasz ośrodek został zbudowany. W ramach ciekawostki architektonicznej chciałbym zauważyć, że dach jest zrobiony z dachówki japońskiej. Dachówka japońska jest niedostępna w naszej części świata i musieliśmy ją sprowadzić aż z Tokio. Jest przepiękna. Różni się od innych dachówek, ale czym dokładnie – to trzeba samemu zobaczyć. Nie jest prostokątna, tylko niemal kwadratowa. Jest też lepiej, bo podwójnie, mocowana i wydaje mi się, że jest jedną z najlepiej wykonanych dachówek ceramicznych świata. Wyróżnia się też trwałością. Drugi element, na który położyliśmy nacisk w samym Dojo, to podłoga. Podłoga jest podstawowym przyrządem, na którym się ćwiczy, o czym


magazynconsido 02/2010

większość ludzi zdaje się nie pamiętać lub tego nie zauważać. Tymczasem podłoga musi spełniać najwyższe walory sprężystości podłóg sportowych. Dlatego sięgnęliśmy po najlepszą na świecie podłogę, budowaną przez firmę, która wyposażała igrzyska olimpijskie w Pekinie. Cała zabawa polega na tym, że w sztukach walki – czy to jest karate, czy to jest kendo – podłoga musi być sprężysta, musi oddawać energię i nie rujnować stawów. Osobna sprawa to restauracja i cały ten kompleks związany z żywieniem. Tutaj kolejna ciekawostka, którą jest liczba drzwi konieczna przy budowaniu zaplecza kuchennego do stołówki czy restauracji według norm Unii Europejskiej, z którymi musieliśmy się niestety liczyć. Tych drzwi jest 94, co wynika ze wspomnianych przepisów, a to dlatego, że na wszystkie produkty muszą być odrębne pomieszczenia. Podsumujmy więc elementy, które musieliśmy brać pod uwagę przy projekcie. Po pierwsze – bardzo ciężko pracujący ludzie. Po drugie, specyfika sztuk walki i możliwość wyciszenia, skoncentrowania się. Po trzecie, specjalny sposób oddziaływania na ludzi. Nie tylko poprzez słowa czy

47

nawet pokazywanie obrazków, ale przez samo stworzenie im warunków do obecności w takim miejscu, w którym się czuje, że musi być czysto, że trzeba szanować wszystko to, z czym człowiek się spotyka. Czystość i prosta uroda tego miejsca niejako narzucają szacunek, budzą przekonanie, że nie należy tego stanu burzyć – w ten sposób oddziałuje choćby sam sposób chodzenia – boso, nie w obuwiu. Ta zasada powtarza się w Dojo, przed którym także jest genkan, a przy nim wentylowane pomieszczenie na buty. Docelowo przewidujemy, że wszyscy, którzy będą do nas przyjeżdżać, będą chodzić w geta, czyli w pewnego rodzaju japonkach. Łatwo je założyć i łatwo też je zdjąć. Dla ułatwienia komunikacji pomiędzy budynkami w razie niepogody do dyspozycji jest ogromna liczba parasoli. Parasol można wziąć, a kiedy jest już niepotrzebny, to można go zostawić w innym miejscu. Zależało nam na utrzymaniu pełnego kontaktu człowieka z przyrodą. Właśnie dlatego wszystkie obiekty mają wielkie okna, a w każdym domku jest kominek, z którego można skorzystać, czy jest lato, czy zima. Dzięki temu zachowany jest kontakt z siłami natury – wodą i ogniem.


48

KCH

magazynconsido 02/2010

Krzysztof Chróścielewski

Włodzimierza Kwiecińskiego i Pawła Krzywańskiego znam od kilkudziesięciu lat, ponieważ na początku lat 80., w liceum, zacząłem swoją przygodę z karate. Akademicki Klub Karate był jednym z wielu klubów w Polsce i należał do Polskiego Związku Karate. Po 1989 roku stało się możliwe powołanie niezależnych struktur organizacyjnych. W ciągu kilku lat nieduży klub przekształcił się w Polski Związek Karate Tradycyjnego, który skupia ponad 30 000 ćwiczących i składa się z kilkunastu okręgów skupiających kilkadziesiąt klubów. Stało się to dzięki niespożytej energii, pracy i determinacji jego władz. Powołanie związku umożliwiło ćwiczącym zajęcia z zagranicznymi instruktorami i zapewniło najwyższy poziom szkolenia. Ma to odzwierciedlenie w tytułach zdobywanych przez naszych zawodników, dzięki czemu polskie karate tradycyjne jest słynne na całym świecie. Mówię o tym dlatego, że współpracujemy od kilkunastu lat i mamy w tym sukcesie niewielki udział, dbając o oprawę plastyczną wszystkich imprez organizowanych w Polsce i projektując elementy identyfikacji graficznej. Pierwszym dużym wspólnym projektem architektonicznym była adaptacja części budynku YMCA przy ulicy Moniuszki na siedzibę związku. Modernizacja była specyficznym działaniem. Należało postępować z szacunkiem do pięknej architektury charakterystycznej dla lat 30. XX wieku. Substancja ta była w strasznym stanie, bo YMCA zaczęła odzyskiwać swoje obiekty dopiero po 1989 roku po 45 latach zaniedbań. Ze względu na potrzeby klubu zdecydowaliśmy się zaadaptować patio, które pierwotnie było otwarte, z widokiem na niebo, a w czasach PRL-u przesłonięto je prowizorycznym dachem. Było tam ciemno, duszno i klaustrofobicznie. W tym miejscu zaprojektowaliśmy drugą salę treningową. Zastosowany przez nas przezroczysty dach przepuszcza mnóstwo światła, dzięki czemu panuje tam niesamowita atmosfera, czuje się jak energia wręcz spływa z góry, tworząc fantastyczną przestrzeń do ćwiczeń. Na przestrzeni ostatnich lat zrealizowaliśmy jeszcze kilka mniejszych inwestycji, podczas których lepiej zapoznaliśmy się ze związkiem i jego oczekiwaniami. Następna inwestycja to też akademia karate, tym razem w budynku TBS-u w Warszawie przy ulicy Osowskiej. Tutaj też działaliśmy w przestrzeni zaprojektowanej pod kątem innych potrzeb. Dlatego na etapie projektów wstępnych dużo dyskutowaliśmy, jak to miejsce powinno być ukształtowane, żeby spełniać oczekiwania jej przyszłych użytkowników. Z powyższych wspólnych doświadczeń wynikało, że będziemy takim naturalnym partnerem w nowym przedsięwzięciu. Znamy się od lat, robiliśmy już mniejsze projekty dotyczące wnętrz i braliśmy udział w pracach koncepcyjnych (bo to nie był pierwszy raz, kiedy próbowano wcielić w życie ideę budowy centrum sztuk walki). Władze związku uznały, że to my będziemy kompetentni, aby filozofię i praktykę sztuk walki przenieść na papier, a później na prawdziwą substancję budowlaną.

MW

Mariusz Włodarczyk

Jako projektanci współpracowaliśmy z naszym zleceniodawcą przez kilka lat, dzięki wcześniejszym realizacjom mogliśmy poznać jego preferencje i oczekiwania. Ważna była również idea samego ruchu, którego rozwój obserwowaliśmy na przestrzeni długiego czasu. Ponadto Krzysztof systematycznie uczestniczył w zajęciach karate, co było dodatkowo źródłem wiedzy praktycznej o tej dyscyplinie sportu. Gdy pojawił się pomysł, żeby wybudować ogólnopolski ośrodek, zaczęły się intensywne poszukiwania miejsca na realizację tego przedsięwzięcia. Ostatecznie zapadła decyzja o lokalizacji w Starej Wsi. Projektowanie obiektu zaczęło się od oglądania wybranego miejsca z lotu ptaka. Z pokładu samolotu patrzyliśmy, jak ukształtowany jest teren, jak można go zagospodarować, po czym przystąpiliśmy do pracy nad ogólną koncepcją zbudowania wioski. Z kilku początkowych propozycji wyłonił się projekt, który rozwijał się i ewoluował, ciągle poszerzany o nowe elementy. Potem nastąpiła pierwsza próba jego realizacji. Został zatrudniony architekt, który miał naszą koncepcję zamienić w wykonawczy projekt architektoniczny. Projekt powstał i rozpoczął się pierwszy etap budowy. Wtedy nastąpił dramatyczny zwrot, ponieważ zobaczyliśmy, że w szczegółach propozycja architekta nie realizuje naszej koncepcji. Wszystko trzeba było przeprojektować. W rezultacie powstał docelowy projekt, obejmujący rozwiązania od szkiców poprzez rysunki wykonawcze do rozwiązań pojedynczych detali. Realizowany był równolegle w kilkunastu firmach, w tym główna część w Autorskiej Pracowni Projektowania Architektury i Urbanistyki Jacka i Bożeny Ferdzyn oraz w Biurze Projektów Lutomski. Sama dokumentacja stanowi kilkanaście tomów, każdy obiekt rozrysowany został co do centymetra, nie pozostała nawet odrobina przestrzeni, która nie była zaprojektowana, łącznie z instalacjami elektrycznymi i gniazdkami, funkcjonalnością, ciągami komunikacyjnymi. Od początku do końca każdy materiał i fragment obiektu był przez nas starannie przemyślany. Nieoceniony jest też wkład naszych pracowników, specjalisty od wizualizacji 3D Marcina Tomaszka i kierownika naszej pracowni Marka Andrzejewskiego koordynującego prace nad dokumentacją wnętrz. Wszystkim etapom powstawania projektu i jego realizacji towarzyszyły spotkania z Włodzimierzem Kwiecińskim, który był twórcą i animatorem całego przedsięwzięcia. On przekazywał nam ideę, a my ją rozrysowywaliśmy. Przedstawialiśmy mu kolejne wizje jego pomysłów, a on je akceptował lub nie, względnie modernizował czy proponował nową koncepcję, którą my znowu wizualizowaliśmy i przedstawialiśmy w formie fizycznej. To było bardzo ciekawe i zarazem trudne zagadnienie – stworzenie projektu urzeczywistniającego wizje inwestora. Nie był to ktoś, kto przyszedł i powiedział: „Proszę mi zaprojektować parę tysięcy metrów kwadratowych


magazynconsido 02/2010

powierzchni”. Chodziło o coś więcej – o projekt obiektu, który będzie miał szczególną atmosferę, klimat i, co ważne, będzie kształtował kulturę zachowań.

KCH Nadrzędnym czynnikiem kształtującym obiekt była tradycja japońskich sztuk walki i tradycyjnej architektury japońskiej. Materia miała przenikać się z duchem i na odwrót. Dlatego założenia funkcjonalne i proponowana przez nas estetyka od początku były nietypowe i kłóciły się z normami dotyczącymi tego typu obiektów. Znalezienie rozwiązań uwzględniających zarówno polskie przepisy, jak i niespotykane w Europie elementy było trudnym zadaniem. Sala ćwiczeń jest rodzajem świątyni, w której przechodzenie przez różne strefy służy temu, żeby – podobnie jak na treningu – wyłączyć się ze świata zewnętrznego, wyciszyć i rozpocząć trening z czystym umysłem, z dobrą energią. Temu został podporządkowany cały układ architektoniczny obiektu, ze szczególnym uwzględnieniem tradycji zdejmowania obuwia w genkanie, ponieważ w Dojo poruszamy się boso. Dotyczy to również usytuowania i ukierunkowania Dojo względem stron świata oraz zamykania i dzielenia jej zależnie od potrzeb. To jest bardzo ważne, o czym można przekonać się już na miejscu, bo ta przestrzeń jest nieprawdopodobna. Umożliwia kontakt z naturą, a przenikanie wnętrza i zewnętrza jest jedną z najważniejszych cech japońskiej architektury. Z poziomu ogólnego trzeba było dojść do tak szczegółowych rozwiązań jak konstrukcja podłogi sportowej, która umożliwia skuteczną amortyzację. W karate tradycyjnym istotny jest nacisk na podłogę, która musi zapewnić stabilne oparcie. Energia uderzenia jest budowana przez całe ciało, począwszy od stóp. Musi być odpowiednio przekazywana, aby zgodnie z zasadą „ciosu kończącego” była skuteczna. Powoduje to ogromne obciążenia stawów, stąd kwestia technologii podłogi okazała się tak niezwykle ważna. Spotykaliśmy się z różnymi firmami, które demonstrowały, jak te podłogi wyglądają w ich wykonaniu i jaka jest ich budowa. Prezesi wypróbowywali je w istniejących obiektach i starali się sprawdzić, jak technologia opisywana słowami ma się do rzeczywistości. W rezultacie ta podłoga, którą zastosowaliśmy, jest najbardziej wysublimowaną, skomplikowaną i wymyśloną specjalnie dla tego celu konstrukcją. Kolejnym unikalnym rozwiązaniem jest zastosowanie oryginalnej japońskiej dachówki, na użycie której udało się zdobyć jednostkowe pozwolenie, bowiem nie posiadała ona certyfikatu umożliwiającego użycie na rynku polskim. Z drugiej strony, w obiekcie są też elementy lokalne, nie wszystko jest importowane z Japonii. W obrębie wnętrza czy zewnętrza, a także pośród elementów wykończeniowych są takie, które pochodzą z materiałów rodzimych, polskich. Projektanci i architekci, którzy brali udział w tym przedsięwzięciu, zwrócili uwagę na fakt, że należy włączyć do opracowania rodzime akcenty. Stąd wybór trawertynu,

49

który temperaturą, barwą i charakterem odpowiada lokalnemu wapieniowi. Mówiąc o etapie realizacji, szczególnie robót wykończeniowych, nie sposób pominąć roli wiceprezesa związku Pawła Krzywańskiego, który od strony praktycznej recenzował proponowane przez nas rozwiązania. Nieodzowny okazał się też jego talent organizacyjny. Trzeba bowiem stwierdzić, iż budowa obiektów ze środków publicznych rządzi się swoimi prawami, i tylko dzięki tej pomocy zdołaliśmy zrealizować obiekt tak zbliżony do pierwotnej wizji, pomimo nader ograniczonych środków.

MW Chcieliśmy materiałami i kolorystyką wszystkich budynków stworzyć spójną kompozycję, która wpisuje się w krajobraz. Zależało nam, by projektując japońskie obiekty, nie stawiać dekoracji, tylko formy, które harmonizują z miejscową architekturą, czyli z zabudową klasycznej wioski polskiej. Wszystkie nasze wysiłki zmierzały w stronę pełnej integracji z otoczeniem. Pragnęliśmy, żeby obiekt ten nie stał się widocznym z daleka, jaskrawym, sztucznym japońskim teatrem, chcieliśmy stworzyć wyjątkowy klimat tego miejsca. Stąd ostrożny dobór materiałów i kolorystyki, a także samej formy architektonicznej. Budynki w kompleksie są bardzo różne – jest pawilon herbaty, sauna, która tak samo jak pawilon umieszczona została nad jeziorkiem, również przez nas zaprojektowanym. Jest też budynek à la restauracja, która ma oferować japońskie jedzenie, przede wszystkim ryby. Są obiekty spełniające typowe zadania usprawniające funkcjonowanie ośrodka, czyli monitoring, biura, recepcja. I jest oczywiście główna sala ćwiczeń, czyli Dojo. Stylistyczne połączenie tych wszystkich elementów, tak różnych a tworzących całość było naszym głównym zadaniem i problemem, który musieliśmy rozwiązać. Ogromne znaczenie w projekcie miało powiązanie całego obiektu z przyrodą, wzajemne przenikanie zewnętrza i wnętrza. Zasadę tę zastosowaliśmy we wszystkich obiektach. Dojo ma wprost unikalny charakter – stoi na górze, ma przeszkloną całą powierzchnię elewacji zachodniej. Daje to niezwykły, widowiskowy efekt, stwarza wrażenie, że osoby ćwiczące znajdują się gdzieś ponad dachami wioski, w chmurach. Przy dobrej pogodzie mają przed sobą dziesiątki kilometrów otwartej przestrzeni ciągnącej się aż po horyzont. A pogoda bywa tam zmienna. Przed przystąpieniem do projektu siedzieliśmy na tej górze i w przeciągu kilku godzin widzieliśmy kilkanaście różnych stanów pogodowych i fantastycznych widoków. Właśnie to nas skłoniło, by powiązać planowany obiekt z przyrodą, co jest bardzo bliskie kulturze Japonii. Pracując nad koncepcją obiektu, nie czerpaliśmy wiele ze stylistyki japońskiej, sięgaliśmy po ogólne zasady kompozycji, uwzględnialiśmy przede wszystkim specyfikę miejsca i krajobrazu, jednocześnie tworząc projekt bliski kulturze japońskiej. •


50

magazynconsido 02/2010

Design i architektura

lata kobro city

LATA KOBRO CITY Projekt nowego centrum Łodzi obejmuje teren wokół dworca Łódź Fabryczna i nieczynnej elektrociepłowni EC1. Przekształcenie zaniedbanej przestrzeni w obrębie ulic Tuwima, Sienkiewicza, Narutowicza, Kopcińskiego na wiele lat określi charakter Łodzi jako miasta kultury i sztuki. Kostek Lichtenstein

2006 Minus osiemnaście stopni, jest 23 stycznia. Na ulicach Łodzi mało samochodów, większość unieruchomiły ogromne zaspy śniegu. W ostrym słońcu jezdnie lśnią od lodu. O godzinie dziesiątej rano biuro notarialne przy ulicy Żwirki jest jeszcze puste. Powoli przychodzą dziennikarze i fotoreporterzy, wreszcie pojawiają się bohaterowie dnia: amerykański reżyser David Lynch, architekt i biznesmen Andrzej Walczak oraz szef festiwalu filmowego Camerimage Marek Żydowicz. Znikają za drzwiami, w których są wprawdzie szyby, ale kryształowy szlif zniekształca obraz i niewiele można podejrzeć. Nastrój wyczekiwania, czas płynie powoli. Wreszcie otwierają się drzwi. Za stołem siedzą uśmiechnięci mężczyźni – właśnie w trójkę założyli fundację. Wyrasta przed nimi las mikrofonów, fotoreporterzy przepychają się, by stanąć jak najbliżej. – Fundacja Sztuki Świata jest elementem budowania nowej Łodzi. Chcemy promować miasto poprzez sztukę – mówi dziennikarzom Andrzej Walczak. – Od pierwszego spotkania pokochałem Łódź, jej nastrój i budynki – opowiada David Lynch. – Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem fabryki, niemal zemdlałem, takie były piękne. A elektrociepłownia w centrum miasta jest jak sen. Tak się wszystko zaczęło. Fundacja ogłasza, że zamierza otworzyć centrum sztuki w nieczynnej elektrociepłowni EC1 przy ul. Targowej, tuż przy dworcu kolejowym. 7 lutego Łódź podpisuje umowę ramową z Polskimi Kolejami Państwowymi S.A. o współpracy, która ma objąć teren stacji Łódź Fabryczna. 31 maja Rada Miejska przegłosowuje jednogłośnie, że budynek zabytkowej elektrowni EC1 oddaje Fundacji Sztuki Świata na centrum sztuki. 25 listopada pierwsza makieta EC1 i okolic jest gotowa, nad płaskimi pudełecz-


magazynconsido 02/2010

kami zminiaturyzowanych budynków w sąsiedztwie dworca góruje komin EC1. To jemu miejsce zawdzięcza określenie Lyncha „chimney place”.

2007 Rob Krier, luksemburski urbanista i architekt, odwiedza Łódź. Już 17 stycznia „Dziennik Łódzki” zapowiada: „Rob Krier, światowej sławy architekt, autor rewitalizacji wielu europejskich miast, przyjedzie 26 stycznia do Łodzi na zaproszenie Fundacji Sztuki Świata” – pisze Dariusz Pawłowski. „Krier tworzy projekt zagospodarowania terenu w rejonie dworca Łódź Fabryczna, sąsiadującego z nieczynną elektrociepłownią EC1 przy ul. Targowej. – Istnieje tutaj teren, nadający się bez wyburzeń do tego, by stworzyć na nim nowe centrum miasta, które będzie przyciągało turystów, inwestorów i ciekawskich z całego świata – wyjaśnia Andrzej Walczak. – Centrum z rynkiem, którego Łódź nie ma. Z nowoczesną, wielką halą kongresowo-festiwalową. Z nowoczesnym muzeum sztuki. To potężny projekt, obejmujący dziesiątki hektarów. Do jego realizacji potrzebna jest współpraca władz samorządowych miejskich i wojewódzkich w pozyskiwaniu inwestorów oraz środków z funduszy Unii Europejskiej”. Urbanista spędza w mieście trzy dni. Ogląda miasto, rysuje pierwsze szkice, zanim zaproponuje – zapożyczając jego określenie – jak naprawić tkankę miejską. Wykładu Kriera „Jak się buduje miasto” w auli Politechniki Łódzkiej słucha pół tysiąca osób. Architekt pokazuje swoje projekty – nie pojedynczych budynków, ale miejskich przestrzeni, całych kwartałów i dzielnic. W wywiadzie w „Gazecie Wyborczej” Rob Krier 5 lutego mówi Marcie Skłodowskiej: „Industrialne budynki w Łodzi mają niepowtarzalną jakość! Na dodatek techniczne elementy są jednocześnie bardzo malownicze. Elektrownia EC1 z secesyjnymi detalami to szczera architektura, dużo bardziej niż Centrum Pompidou w Paryżu, którego fałszywy image nie ma wiele wspólnego z funkcją. Organizm miejski jest jak ciało człowieka. Musi oddychać, myśleć i odpoczywać. Trzeba przyciągnąć z powrotem te wszystkie aktywności. Istniejącym obiektom nadamy funkcje kulturalne. Oczywiście uzupełnimy je nowymi budynkami. W ten sposób powstanie rozwiązanie wpisujące się w łódzką tradycję i jednocześnie unikalne w skali światowej. Ważna będzie wspólna przestrzeń, czyli rynek”. I jeszcze: „Zaproponowałem pomoc Łodzi w przygotowaniu master planu. To moja specjalność, nad koncepcjami przebudowy miast pracowałem przez całe życie. Trzeba skomponować coś szczególnego i zaplanować przestrzenną kontynuację ulic. Taki projekt wymaga wsparcia wszystkich masowych gremiów. Tylko stabilna sytuacja pozwoli pracować nad tak wielkim obszarem w środku miasta”. Krier ponownie przyjeżdża w marcu i – tak jak zapowiedział – na wiosnę ma gotowy plan ogólny dla Łodzi. „Makieta centrum gotowa – można wbijać szpadel” – pisze 5 marca Jakub Wiewiórski w „Gazecie Wyborczej”. 14–15 kwietnia w „Dzienniku Polska. Europa. Świat” Maciej Stańczyk w artykule Sławy zaprojektują Łódź. Krier, Liebeskind,

51

Gehry – najwięksi architekci świata – zmierzą się w Polsce zapowiada: „Ulica Piotrkowska, uchodząca za wizytówkę Łodzi, już za kilka lat będzie miała poważną konkurencję. Dwie przecznice dalej, na 90-hektarowym terenie koło Dworca Fabrycznego, w pobliżu Łódzkiego Domu Kultury, siedziby lokalnej telewizji i nieczynnej elektrociepłowni sprzed stu lat, powstanie nowe centrum. W zamyśle ma skupiać wszelkie inicjatywy kulturalne. Stanie się artystycznym sercem miasta odwiedzanym przez twórców z całego świata”. 30 maja Rada Miejska w Łodzi przyjmuje uchwałę o realizacji projektu „Rewitalizacja EC1 i jej adaptacja na cele kulturalno-artystyczne”, by wzmocnić rangę Łodzi jako ośrodka kulturalnego o znaczeniu ponadregionalnym. W zagospodarowanych na nowo budynkach poprzemysłowych teraz ma powstawać energia twórcza. 31 lipca Miasto Łódź podpisuje umowę o partnerstwie ze spółkami kolejowymi. Umowa mówi o realizacji projektu Nowego Centrum Łodzi, utworzeniu specjalnej strefy kultury i sztuki, w ścisłym związku z historycznym zespołem EC1 i stacją Łódź Fabryczna. Polskie Koleje Państwowe S.A. i Polskie Linie Kolejowe S.A. zobowiązują się do przebudowy stacji, co umożliwi jej włączenie do obsługi linii średnicowej, która ma przebiegać pod centrum Łodzi i prowadzić pociągi regionalne oraz pociągi dużych prędkości. Strony umowy będą się starać o fundusze na realizację projektu związanego z zagłębieniem linii kolejowej na odcinku Łódź Widzew – Łódź Fabryczna. Podstawą prac planistycznych jest opracowanie urbanistyczne Roba Kriera. 3 sierpnia „Gazeta Wyborcza” pisze na pierwszej stronie w artykule Jakuba Wiewiórskiego Dworzec pod ziemię, kultura na powierzchnię: „Za sześć lat podróżni mają wsiadać i wysiadać na podziemnym dworcu kolejowo-autobusowym Łódź Fabryczna. Włodzimierz Tomaszewski, wiceprezydent miasta, ogłosił podpisanie umowy z koleją w sprawie budowy nowego centrum w rejonie dworca i elektrociepłowni EC1”. W czerwcu łódzka delegacja – prezydent Jerzy Kropiwnicki, marszałek województwa Włodzimierz Fisiak, szef Fotofestiwalu Krzysztof Candrowicz, Andrzej Walczak z Fundacji Sztuki Świata – jedzie do Brukseli promować miasto jako kandydata do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury. Gościem specjalnym prezentacji w przedstawicielstwie Rzeczpospolitej Polskiej przy UE jest Rob Krier jako autor planu nowego centrum w rejonie dworca Łódź Fabryczna i EC1. „Czuję się tak, jakby Łódź była moim najmłodszym dzieckiem, które potrzebuje dużo pomocy. Łódź to nie tylko te piękne fasady, Poznański i Scheibler. To także to, co jest kilka metrów dalej. Struktury, które trzeba z energią reperować – mówi Krier w wywiadzie Marcie Skłodowskiej. – Nie ma żadnej gwarancji, że Łódź zostanie Europejską Stolicą Kultury. Ale już sama kandydatura jest kapitałem nie do przecenienia. To zastrzyk energii, którego miasto potrzebuje, żeby się dalej rozwijać. To wszystko wymaga jeszcze bardzo długich przygotowań i wysiłku, a wybór w 2016 roku byłby doskonałym ukoronowaniem tych starań. Jednak nic nie stanie się od razu. Wybudowanie nowego centrum zajmie jeszcze 15 lat. Dlatego musimy zacząć jak najszybciej.


52

magazynconsido 02/2010

Ważne jest nie tylko samo centrum kulturalne i festiwalowe, w którym znajdzie się miejsce dla instytucji takich jak muzeum sztuki nowoczesnej, teatr, także ten eksperymentalny, galerie czy miejsce na koncerty i kontynuacje tradycji filmowych, w których Łódź ma tak doskonałą przeszłość. Istotny dla Łodzi jest także zmodernizowany podziemny dworzec będący integralną częścią projektu. Taki, z którego można by dojechać pociągiem do Berlina bez przesiadki”. 2 sierpnia wiceprezydent Łodzi Włodzimierz Tomaszewski ogłasza podpisanie umowy z koleją o budowie nowego centrum w rejonie dworca i EC1: dworzec i perony znajdą się pod ziemią, a uwolniony teren zostanie zagospodarowany zgodnie z założeniami przestrzennymi Roba Kriera. 28 sierpnia Rada Miejska w Łodzi jednogłośnie przyjmuje Program Nowe Centrum Łodzi. We wstępie do uchwały czytamy: „Obszar Nowe Centrum ma powstać w śródmiejskiej części miasta, obejmującej prawie 90 ha, ograniczonej ulicami J. Tuwima, G. Narutowicza, H. Sienkiewicza oraz S. Kopcińskiego. Do terenu tego należy dworzec Łódź Fabryczna wraz z jego infrastrukturą i otoczeniem, stanowiący miejsce pierwszego kontaktu z miastem dla przybywających do Łodzi. Istotnymi elementami planowanych przekształceń na tym obszarze będą wszelkie przedsięwzięcia dotyczące przeniesienia całej infrastruktury kolejowej dworca pod ziemię oraz stworzenia nowoczesnych rozwiązań związanych z transportem, które zoptymalizują obsługę komunikacyjną tego obszaru. Efektem tych działań będzie stworzenie w tym miejscu węzła komunikacyjnego wiążącego funkcje transportu miejskiego, regionalnego i międzynarodowego. Głównym celem programu jest wykreowanie nowego, funkcjonalnego centrum miasta z wieloma przestrzeniami publicznymi, które powstawać będą z udziałem kapitału prywatnego”. Tego samego dnia w „Rzeczpospolitej”: „Według Kriera miasto żyje na ulicach i placach. Dlatego centralnym punktem na jego projekcie jest rynek Katarzyny Kobro. Będzie go łatwo można zamienić w scenę pod gołym niebem. Rynek otoczą obiekty kulturalne” – pisze Monika Kuc. I dalej: „Po przeciwnej stronie rynku – na obecnych terenach dworcowo-kolejowych – Krier planuje tzw. strefę sztuki z centrum sztuki współczesnej oraz ulicami czterech kultur. Polską, żydowską, rosyjską, niemiecką, które będą reprezentować tradycyjną wielokulturowość miasta”. W sierpniu miasto ogłasza konkurs architektoniczny na Interaktywne Muzeum Techniki w młodszych od stuletniej hali maszyn budynkach elektrociepłowni EC1. 8 listopada na konferencji prasowej w Urzędzie Miasta Łodzi zostają ujawnione wyniki konkursu. Wygrywa projekt Biura Realizacji Inwestycji Fronton i Pracowni Architektonicznej Mirosława Wiśniewskiego. Jury (m.in. prof. Krzysztof Pawłowski, szef Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej i architekt miasta Marek Lisiak) docenia „właściwe proporcje pomiędzy zachowanymi elementami autentycznego wyposażenia przemysłowego a nowymi elementami programu muzealno-wystawienniczo-edukacyjnego”

oraz „poszukiwanie nowych form architektury w ścisłym powiązaniu z tradycyjną zabudową śródmieścia Łodzi”. Pół roku później konsorcjum zwycięskich firm podpisuje z miastem umowę na projekt wykonawczy Interaktywnego Muzeum Techniki, które powstanie na terenie 3,5 ha EC1 Zachód i EC1 Południowy Wschód. 29 listopada w Biurze Promocji Urzędu Miasta Łodzi na ogromnych planszach są prezentowane projekty i wizualizacje Nowego Centrum Łodzi, w tym całego zespołu budynków EC1. „Express Ilustrowany”: „Można je oglądać, oczekiwane są opinie łodzian. Jak mówił Zbigniew Bińczyk z Biura Realizacji Inwestycji Fronton, które z Pracownią Projektowania Mirosława Wiśniewskiego przedstawiło projekty, ich autorom chodziło o to, by uszanować jak najwięcej z tego, co jest i zniszczyć jak najmniej” – pisze 30 listopada Renata Sas. Wtóruje jej Michał Lenarciński w „Dzienniku Łódzkim”: „Władze miasta są zachwycone pomysłem, by na terenie dawnej EC1 (między ulicami Kilińskiego i Tuwima, z wykorzystaniem dzisiejszych terenów dworca kolejowego Łódź Fabryczna) powstało nowe centrum Łodzi. (...) W ramach projektu realizowane będą: Specjalna Strefa Kultury, częścią której jest Specjalna Strefa Sztuki, Rynek Kobro, Centrum Festiwalowo-Kongresowe oraz rewitalizacja EC1 i jej adaptacja na cele kulturalno-artystyczne”. Miasto ogłasza, że czeka na opinie łodzian i publikuje na stronie internetowej Urzędu Miasta specjalną ankietę. Andrzej Walczak z Fundacji Sztuki Świata pokazuje pierwsze dżinsy EC1 – „spodnie z nadzwyczajnej bawełny (ważą 420 g), farbowane prawdziwym indygo. Mają zostać uszyte w 4 444 444 egzemplarzach. Trafią do tych, którzy będą się chcieli przysłużyć sztuce” – pisze „Express Ilustrowany” w cytowanym już wcześniej artykule EC1, sztuka i... spodnie. I dalej: „A może być i tak, że będą sprzedawane, by doprowadzić do artystycznego wydarzenia. Może uda się za 20 tysięcy sztuk sprowadzić do Łodzi rockową legendę – Led Zeppelin!”. A w „Dzienniku Łódzkim”: „Jak informuje Andrzej Walczak, współzałożyciel Fundacji Sztuki Świata, rusza już marketingowa akcja promująca inwestycję. Jednym z jej elementów jest prowadzona już zbiórka książek dla Biblioteki Świata. Znane osobowości przekazywać będą dla niej pięć książek, w zamian otrzymają wyprodukowane specjalnie na potrzeby akcji oryginalne dżinsy.” Miesięcznik „InStyle” napisze o nich w kwietniu 2008: „Pierwsze spodnie, które sponsorują polską kulturę. Zrobione z ekologicznej bawełny barwionej indyjskim indygo”.


magazynconsido 02/2010

53


54

magazynconsido 02/2010

2008 Mijają dwa lata od powstania Fundacji Sztuki Świata. Coraz więcej pomysłów, coraz więcej emocji. Ale najlepsze idee nie znajdują zrozumienia, dopóki nie doceni ich ktoś z daleka, ktoś ważny. Dlatego nie należy przejmować się początkową obojętnością wobec śmiałej wizji, mimo że jest kwitowana obojętnym wzruszeniem ramion. Do czasu, aż któregoś dnia - w tej historii wypadł on 1 lutego - zdanie wypowiedziane we właściwym czasie przez właściwą osobę zmienia niedowierzające spojrzenia w przekonanie, że warto. Moc słów nadaje bieg rzeczywistości, a przepaść między dziś i jutro wyraźnie się zmniejsza.  Opuszczone mury starej elektrociepłowni, wzdłuż której idzie trzech mężczyzn, w płaszczach z podniesionymi kołnierzami, bo wieje lodowaty wiatr, zdają się roztaczać fantastyczne widoki na przyszłość. A dwa zdania nagrane przez dziennikarzy, transmitowane przez telewizję, powtarzane przez agencje informacyjne, następnego dnia drukowane przez gazety, dodają skrzydeł pomysłodawcy, porywają sceptyków, stają się mantrą, którą chcemy zakląć rzeczywistość. - Projekt zagospodarowania EC1 jest, ze znanych mi przedsięwzięć związanych z kulturą, najciekawszy w Europie. Nigdzie nie ma tak dużej przestrzeni w centrum miasta, którą można kompleksowo zagospodarować - mówi minister kultury Bogdan Zdrojewski. Andrzej Walczak przywiózł go na cichą i spokojną ulicę Targową, sąsiadującą z torami kolejowymi, które od lat urywają się nagle w środku Łodzi. To ma się wkrótce zmienić, z Warszawy przyjechał także minister transportu Cezary Grabarczyk i rozmowy o pomyśle na Łódź są obiecujące. Idea nowego centrum w okolicach dworca Łódź Fabryczna i EC1 znajduje zrozumienie, najzupełniej naturalną koleją rzeczy wydaje się poprowadzenie srebrzystej nitki torów pod śródmieściem. Obaj ministrowie zapowiadają wsparcie projektu, który po raz pierwszy został pokazany jako kompleksowy i radykalny pomysł na miasto. O dobrej passie Łodzi Marek Żydowicz dowiaduje się dzień później z mediów. Dla niego liczy się jedno nazwisko: Frank O. Gehry. To na rozmowę z nim poleciał do Stanów, bo ma jeden plan: centrum festiwalowe Camerimage zaprojektowane przez najdroższego architekta świata. Dlatego zaprosił go do Łodzi. Zanim Gehry się zjawił, Brian Aamoth, jego prawa ręka, słał listy do Fundacji Sztuki Świata poruszające kwestie kosztów przyjazdu. Stanęło na 29 000 dolarów. W słoneczną, ostatnią niedzielę lutego, w samo południe na ulicy Targowej tłum podekscytowanych dziennikarzy czeka, aż pojawi się gwiazda światowej architektury. Mijają kolejne minuty, ale nastrój podniecenia nie słabnie. Przy bramie kilkadziesiąt osób wypatruje gościa, który ma się zjawić w elektrociepłowni EC1. Kamery, aparaty fotograficzne w pogotowiu, pytania wcześniej przygotowane. W tym oczekiwaniu jest atmosfera święta i nadziei, że 79-letni architekt, którego dziadkowie wyjechali z Łodzi za Ocean, przywiezie nam coś

niezwykłego. Choćby to były tylko słowa. Łódź, trzy tygodnie wcześniej tak dobrze przygotowana do wizyty ministrów, teraz robi unik. Na lotnisku na gościa nie czeka prezydent. Po wylądowaniu prywatnego jeta, Gehry'ego z asystentką witają Andrzej Walczak i Marek Żydowicz z Fundacji Sztuki Świata. Jadą porozmawiać w biurze Walczaka. Już po kwadransie spędzonym w Łodzi Gehry niecierpliwi się, że nie ma mowy o pieniądzach na zaliczkę i zdenerwowany uznaje, że spotkanie można zakończyć. Cała rozmowa trwa pół godziny, Marek Żydowicz wyprosił z niej Jacka Michalaka, wówczas prezesa Fundacji Sztuki Świata. - Nie jesteś godzien, by całować moje stopy - mówi Gehry do Walczaka. Tak reaguje na próbę zainteresowania go projektem Nowego Centrum Łodzi, miasta nie najbogatszego na świecie. Gehry był wtedy najdroższym architektem na świecie - i nie ukrywał tego. Niezręczność sytuacji objawia się powoli, ale na Targowej wciąż czeka tłum, z niesprecyzowanymi, ale wielkimi oczekiwaniami, że Gehry znajdzie tu coś na kształt miejsca dla siebie. Wreszcie podjeżdżają dwa samochody. Gehry okazuje się niewysokim, siwym panem, w czarnym swetrze i kurtce. Wygląda na niezadowolonego i ku zaskoczeniu dziennikarzy opędza się od mikrofonów. Marek Żydowicz odsuwa dziennikarzy, daje znaki, żeby nie zadawać pytań. Mężczyźni wchodzą do zabytkowej elektrociepłowni, fotoreporterzy zaglądają przez okna. Przez wybite szybki udaje się zrobić zdjęcia  Gehry'emu, któremu Walczak opowiada o pomyśle budowy nowego centrum. Reporterzy, pełni nadziei i atencji po przełamaniu lodów pierwszych chwil spotkania w Atlasie, jeszcze liczą na wywiady, a przynajmniej na krótką wypowiedź mistrza, która stanie się zapowiedzią pięknej przyszłości. Niespodziewanie wszystkie rachuby zawiodły, a gość zniknął równie szybko, jak się pojawił. W Atlasie Sztuki miesiąc wcześniej została otwarta wystawa Rob Krier dla Łodzi. Są na niej projekty, rysunki, szkic przyszłego centrum. Gehry chodzi teraz po kolorowym planie nowego centrum, zajmującym całą podłogę. Nie pomaga odwołanie do łódzkich korzeni Gehry'ego. Na szybie galerii architekt pisze: „Moja matka się tutaj urodziła. Wyjechała w 1913. Gdyby tu została, ja bym nie istniał”. Na zamknięty lunch w Pubie 97 przy Piotrkowskiej dostaje się tylko kilka osób. Żydowicz przez cały czas jest nieswój. Nadzieje gasną, prezydenci Jerzy Kropiwnicki i Włodzimierz Tomaszewski nie mają dla Gehry'ego żadnej propozycji projektowania dla Łodzi. Przeświadczenie, że samo zjawienie się Gehry'ego w Łodzi stanie się początkiem cudu, kończy się porażką. Żadnych deklaracji, żadnych wiążących słów, żadnych pieniędzy - choćby tylko na przyjęcie wydane na cześć gościa. Kropiwnicki, zawiedziony, że Gehry nie chciał wpuścić dziennikarzy do restauracji, po 15 minutach wychodzi. Tomaszewski przez cały lunch nie odzywa się ani słowem. Rozmowa była po angielsku. Okazało się, że poza Żydowiczem tej wizyty nie chciał w Łodzi nikt. W jaką kabałę Łódź by się wtedy zapędziła? Gaże architektów sięgały zenitu, za projekt i realizację


magazynconsido 02/2010

przed kryzysem, który dotknął światową gospodarkę kilka miesięcy później, trzeba było płacić horrendalne sumy. Gdyby spotkanie zakończyło się umową, w ciągu roku jej wartość straciłaby trzykrotnie. Najlepszym negocjatorem jest czas. Także w lutym miasto ogłasza drugi konkurs na Specjalną Strefę Sztuki z nagrodą dla zwycięzcy 150 tys. zł. Pierwsza edycja z września 2007 roku nie przyniosła zadowalających wyników. – Żadna z sześciu zgłoszonych propozycji nie spełnia naszych oczekiwań – oceniał wiceprezydent Włodzimierz Tomaszewski. – Muzeum w sercu nowego centrum musi być szczególnym symbolem, miejscem wyjątkowej atrakcyjności. Wtóruje mu architekt miasta Marek Lisiak: – Choć idea przekształceń centrum Łodzi, w tym projekt zmian urbanistycznych w postaci koncepcji Roba Kriera jest w Polsce i Europie, jak sądzę, dobrze znana, to i tak każde indywidualne działanie powinno zmierzać do jego jak najlepszego rozpropagowania. Prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki pisze list zapraszający do udziału w konkursie: „Urząd Miasta Łodzi ogłasza konkurs architektoniczny na realizację Specjalnej Strefy Sztuki – pierwszego obiektu w Nowym Centrum Łodzi. Jego budowę – w rejonie dworca Łódź Fabryczna i zabytkowej elektrociepłowni EC1 – zaakceptowała, w przyjętej uchwale, Rada Miejska. Jestem przekonany, że w ramach przeprowadzonego konkursu powstanie projekt, który zaproponuje nową formułę prezentowania sztuki. Po rynku wytyczonym na planach Nowego Centrum chcę, jak większość łodzian, zobaczyć potrzebne miastu miejsce nowoczesnej sztuki – napełnione duchem czterech kultur”. Termin zgłaszania prac konkursowych został wyznaczony na 6 czerwca; dwa miesiące przed jego upływem udział zapowiedziało 35 zespołów. Monika Pawlak w „Dzienniku Łódzkim”: „Konkurs ma formułę otwartą i może w nim wziąć udział każdy, kto ma pomysł na koncepcję budynku muzeum. Ogłoszenia o nim zostaną opublikowane w prestiżowych pismach architektonicznych. – Oczekujemy wyjątkowego projektu, chcemy, by Specjalna Strefa Sztuki stała się ikoną Łodzi, archikatedrą sztuki – tłumaczy Włodzimierz Tomaszewski, wiceprezydent Łodzi”. 9 kwietnia Rada Miejska powołuje do życia instytucję EC1 Łódź – Miasto Kultury, by zajmowała się realizacją programu Nowe Centrum Łodzi. Instytucja EC1 Łódź – Miasto Kultury zajmie się koordynacją prac w Nowym Centrum Łodzi, rewitalizacją budynków zabytkowych, współpracą ze spółkami kolejowymi uczestniczącymi w projekcie, zdobywaniem funduszy, może też organizować imprezy kulturalne. Jej pierwszym dyrektorem, na czas organizacji instytucji, zostaje dyrektor wydziału prawnego Urzędu Miasta Łodzi Małgorzata Szpakowska-Korkiewicz, którą zastępuje Adam Komorowski, szefujący EC1 Łódź – Miasto Kultury do dziś. 26 czerwca architekci i naukowcy uczestniczący w konferencji o modelach rewitalizacji w miastach dziedzictwa europejskiego, zorganizowanej przez Politechnikę Łódzką, zwiedzają elektrociepłownię EC1. – Sesja zbiega się z jednym z największych projektów rewitalizacji, jakie obecnie planuje się

55

w Łodzi – mówi na otwarciu obrad Ireneusz Zbiciński, prorektor PŁ. Budowie Nowego Centrum Łodzi na terenach dworca Łódź Fabryczna i EC1 jest poświęcona cała sesja przedobiadowa. 5 lipca na ogłoszenie wyników konkursu na projekt Specjalnej Strefy Sztuki przyjeżdżają do stuletniej EC1 ministrowie kultury Bogdan Zdrojewski i infrastruktury Cezary Grabarczyk. Wygrywa zespół niemieckich projektantów z pracowni Möller Architekten + Ingenieure BDA. Przy Rynku Kobro chcą wybudować przezroczystą tubę, w której znajduje się prostokątny budynek. To jeden z 19 projektów ocenianych przez jury w składzie: przewodniczący prof. Marek Pabich z Instytutu Architektury Politechniki Łódzkiej, zastępca przewodniczącego Gerhard Jürgen Blum-Kwiatkowski, dyrektor Museum Modern Art Hünfeld, sędzia konkursu Marek Lisiak, architekt miasta, honorowy przewodniczący – światowej sławy malarz Roman Opałka i jurorzy Andrzej Walczak, Marek Żydowicz oraz Roman Wieszczek z Łódzkiej Okręgowej Izby Architektów. Zwycięzcy to trzy kooperujące z sobą biura pod wodzą Charly’ego Möllera, architekta pracującego w Kassel, Frankfurcie i Nowym Jorku. Zdobywają pierwszą nagrodę za „czytelność formy wyróżniającej się z architektoniczno-urbanistycznego otoczenia oraz elastyczność rozwiązań funkcjonalnych niezbędnych we współczesnym muzeum; poszukiwanie przestrzenno-ekspozycyjnych relacji między obiektem i otoczeniem; jednoznaczność i wyrazistość architektury obiektu jako znaku w przestrzeni miejskiej”. Minister kultury Bogdan Zdrojewski ogłasza, kto zwyciężył w konkursie, ale wcześniej szefowie Polskich Kolei Państwowych, minister Cezary Grabarczyk i łódzkie władze podpisują umowę zatwierdzającą nowy układ komunikacyjny w Nowym Centrum Łodzi. „Do 2013 roku zostanie przebudowany węzeł komunikacyjny. Dworzec Łódź Fabryczna razem z dworcem autobusowym zostanie przeniesiony 16 metrów pod ziemię. Kiedy uporządkowany zostanie układ komunikacyjny, przyjdzie pora na wznoszenie nowych obiektów i rewitalizację tych, które się do tego nadają” – relacjonuje Anna Pawłowska w „Dzienniku Łódzkim”. „Pomysł budowania nowego centrum Łodzi w Śródmieściu, gdzie teraz znajduje się martwy obszar nieczynnych fabryk, magazynów, chaszczy, składów węgla oraz torowisk kolejowych – jak te rejony są opisywane na stronie internetowej poświęconej EC1 – zaczął się od idei stworzenia Rynku Kobro. Miejsca poświęconego wybitnej rzeźbiarce dwudziestolecia międzywojennego, żonie awangardowego artysty Władysława Strzemińskiego i współtwórczyni grupy a.r., której kolekcja zapoczątkowała zbiory łódzkiego Muzeum Sztuki. Wokół rynku powstanie Specjalna Strefa Kultury z budynkiem Specjalnej Strefy Sztuki, od strony wschodniej centrum festiwalowe, od południowej zamknie go zespół rewitalizowanych obiektów dawnej elektrociepłowni. Na Specjalną Strefę Kultury złoży się Specjalna Strefa Sztuki, otoczona czterema ulicami nazwanymi w nawiązaniu do wielokulturowych tradycji Łodzi: Polską, Żydowską, Niemiecką i Rosyjską. Na ich obszarze mają powstać dzielnice przedstawicielstw kulturalnych”.


56

magazynconsido 02/2010

16 września podczas sesji sejmiku wojewódzkiego radni zgodnie i bez jednego głosu sprzeciwu uchwalili, że na projekt Specjalnej Strefy Sztuki przeznaczą 96,5 mln złotych, a 24 września Rada Miejska przegłosowała wkład Łodzi w wysokości 96,5 mln złotych. Radni łódzcy podjęli uchwałę o partnerstwie dla projektu Specjalnej Strefy Sztuki; jego liderem będzie miasto, a partnerem województwo łódzkie. 27 października władze miejskie Łodzi podpisują z biurem Möller Architekten + Ingenieure BDA umowę na prace projektowe i nadzór autorski nad Specjalną Strefą Sztuki. 13 listopada podczas spotkania koordynacyjnego w sprawie wykonywania dokumentacji projektowej SSS Andrzej Walczak przekazał władzom miejskim program merytoryczny Specjalnej Strefy Sztuki, zawierający programy: ideowy, funkcjonalno-użytkowy oraz część graficzną. 25 listopada zostaje zarejstrowana EC1 Fundacja Łódzka, która kontynuuje to, co zaczęła Fundacja Sztuki Świata. 16 grudnia Instytucja EC1 Łódź – Miasto Kultury podpisuje umowę z konsorcjum firm SYSTRA AREP Ville i BBF Sp. z o.o. na wykonanie studium wykonalności zagospodarowania terenu w obszarze planowanego wykopu na terenach dworca oraz opracowanie materiałów do wniosków o dofinansowanie projektu Nowego Centrum Łodzi z funduszy Unii Europejskiej. 29 grudnia na konferencji prasowej o Nowym Centrum Łodzi mówi się o polskim TGV, czyli pociągach dużych prędkości osiągających nawet 300 km/h. Na 2010 rok jest zapowiadane zamknięcie dworca Łódź Fabryczna, którego funkcję przejmie – do wybudowania nowego, podziemnego dworca Fabrycznego – stacja Łódź Widzew. Jakub Wiewiórski w artykule Łódź w sercu Europy pisze: „Między Dworcem Fabrycznym a stacją Łódź Widzew powstaną pod ziemią cztery tory. Dwa mają służyć polskiemu TGV, czyli kolei dużych prędkości łączącej Łódź z Warszawą, Poznaniem i Wrocławiem, a dwa obsłudze kolei konwencjonalnej”. Anna Pawłowska w „Dzienniku Łódzkim”: „W przyszłym roku rozpoczną się prace na dworcach Łódź Kaliska i Łódź Widzew, przy którym od maja 2010 roku będą zatrzymywały się pociągi kończące obecnie bieg na Fabrycznym. Budynek dworca ma zniknąć z powierzchni ziemi. Nowy zostanie wybudowany kilkanaście metrów pod ziemią. Później ma być połączony podziemnym tunelem z Dworcem Kaliskim. – Na początek musimy przebudować otoczenie dworców Widzew i Kaliskiego – mówi Paweł Olczyk, wicepre-

zes zarządu PKP S.A. – Wspólnie z miastem wybudujemy nowe parkingi, będzie nowa droga dojazdowa i kilka nowych budynków. Remontu wymaga też linia kolejowa łącząca Widzew z Kaliskim, tak by nie jechało się dłużej niż 12 minut. Wszystkie te prace chcemy zakończyć do połowy 2010 roku. Podobny projekt ze schowaniem dworca pod ziemię przeprowadzono w Barcelonie. Tam szykowano się do tego przez osiem lat i najtrudniej było dogadać się przedstawicielom administracji, kolei i rządu. Łódź poradziła sobie z tym zadaniem bardzo sprawnie”. Łódzki europarlamentarzysta Jacek Saryusz-Wolski zapowiada, że wiosną przyszłego roku planuje wystawę w Brukseli o projekcie Nowego Centrum Łodzi. 31 grudnia urząd miasta wydał pozwolenie na budowę dla zespołu zabytkowych budynków EC1. 29 grudnia na konferencji prasowej „Koleje Miasta” w siedzibie Instytucji Kultury EC1 Łódź – Miasto Kultury pojawił się minister infrastruktury Cezary Grabarczyk. Miał okazję poznać stan zaawansowania prac nad przygotowywanym do realizacji projektem Nowego Centrum Łodzi, a w szczególności projektem Specjalnej Strefy Sztuki. Oprócz ministra w spotkaniu wzięli udział: Wojewoda Łódzki Jolanta Chełmińska, Marszałek Województwa Łódzkiego Włodzimierz Fisiak, Przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego – Jacek Saryusz-Wolski, a także przedstawiciele spółek kolejowych: PKP S.A., PKP PLK S.A., PKP Intercity S.A., którzy zaprezentowali plan budowy w miejscu dworca Łódź Fabryczna węzła multimodalnego, który w nowoczesny sposób rozwiąże problemy komunikacyjne centralnej Polski.

2009 4 lutego minister kultury Bogdan Zdrojewski rozdziela 690 mln zł – pieniądze unijne na projekty kulturalne. Konferencja prasowa jest na żywo pokazywana w Internecie. Minister informuje, że kilka projektów pozostaje w rezerwie, ale wymienia tylko jeden – Specjalną Strefę Sztuki: – Jest to projekt uwarunkowany inną inwestycją infrastrukturalną – kolejową – mówi Zdrojewski. Wszystko zależy od rozpoczęcia inwestycji kolejowej. 11 marca władze miejskie Łodzi podpisują umowę z PKP S.A. i PKP PLK S.A. o wspólnym prowadzeniu inwestycji na terenie Nowego Centrum Łodzi. Strony chcą znaleźć formuły prawne do dalszej współpracy, by razem pozyskać inwestora strategicznego oraz wspólnie prowadzić działalność


magazynconsido 02/2010

inwestycyjną w NCŁ. 19 marca po raz pierwszy spotyka się Rada Programowa przy Instytucji Kultury EC1 Łódź – Miasto Kultury. Do jej kompetencji należy wyrażanie opinii i składanie wniosków we wszystkich sprawach związanych ze statutowymi zadaniami instytucji. 1 kwietnia w siedzibie Parlamentu Europejskiego zostaje otwarta wystawa Ulica Parlamentarna promująca Specjalną Strefę Sztuki w Łodzi. Pięcioro młodych architektów z Łodzi: Monika Bachmańska, Anna Dzwonecka, Arkadiusz Sarlej, Zofia Szajdzińska i Ewa Szczepańska pracuje z eurodeputowanymi nad elewacjami budynków, które w symboliczny sposób pokazują regiony lub miasta posłów. Przygotowują 14 fasad kamienic dla: Margie Sudre (Francja), Anny Ibrisagic (Szwe-

57

cja), Othmara Karasa (Austria), Jeana Marinescu (Rumunia), Doris Pack (Niemcy), Marii Petre (Rumunia), Corien Wortmann-Kool (Holandia) i Polaków – Jerzego Buzka, Małgorzaty Handzlik, Filipa Kaczmarka, Jacka Saryusz-Wolskiego, Zbigniewa Zaleskiego, Jana Olbrychta i Tadeusza Zwiefki. Jeszcze przed wernisażem po Parlamentarnej przechadzają się belgijscy uczniowie, którzy zwiedzają Parlament Europejski. Na otwarciu wystawy jest ambasador RP w Belgii Sławomir Czarlewski i ambasador RP przy Unii Europejskiej Jan Tombiński. Pokaz przygotowała EC1 Fundacja Łódzka pod patronatem Jacka Saryusz-Wolskiego. – Chcemy w Unii promować twarz Łodzi jako miasta kultury najbardziej europejskiego ze względu na wielokulturową tradycję, a jednocześnie miasta, które ma nowe pomysły na kulturę, czyli EC1. Ta wystawa różni


58

magazynconsido 02/2010

się od standardowych wystaw, które są sumą obrazów czy zdjęć, bo jest pokazem interaktywnym. Na dziś składa się z 14 elewacji – w domyśle kamienic łódzkich. Każda została zaprojektowana przez młodego architekta z Łodzi w oparciu o wywiad z konkretnym europarlamentarzystą, który mówi, z czego jest dumny albo na czym polega wkład jego kraju w Europę. Nazwaliśmy tę wystawę Ulica Parlamentarna z podtytułem Łódź w centrum Europy. Chcemy, żeby ta ulica żyła dłużej i doprowadziła nas do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku. W formie strony internetowej stanie się miejscem do dyskusji na temat Europa – kultura – Łódź. Już mamy na liście ponad 50 europarlamentarzystów, którzy chcą przystąpić do projektu i powstaną kolejne fasady przekładające idee na język obrazów. Ta wystawa będzie poszerzana i wyeksponowana w Łodzi w Instytucie Europejskim. 14 maja kolegium prezydenckie zatwierdza wytyczne do sporządzenia Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego dla obszaru między ulicami Narutowicza–Kopcińskiego–Tuwima na wschód od planowanego przedłużenia ulicy Uniwersyteckiej. Dzień później Miasto Łódź złożyło w Urzędzie Marszałkowskim wniosek o dofinansowanie projektu „Rewitalizacja EC1 i jej adaptacja na cele kulturalno-artystyczne”. Projekt jest w Indykatywnym Wykazie Indywidualnych Projektów Kluczowych dla Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Łódzkiego na lata 2007–2013. 4 czerwca kolegium prezydenckie zatwierdza wytyczne funkcjonalno-przestrzenne dla części środkowej Nowego Centrum Łodzi. Przekazane przez EC1 Fundację Łódzką materiały, będące owocem trzech lat pracy nad projektem, posłużyły do opracowania wytycznych przez Andrzeja Walczaka i Marka Lisiaka. Wytyczne stanowią podstawę do dalszych prac projektowych na tym obszarze, m.in. dla konsorcjum firm, którego liderem jest SYSTRA wykonująca studium wykonalności na zlecenie Instytucji Kultury EC1 Łódź – Miasto Kultury. 8 lipca prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki i dyrektorzy PKP S.A. Jacek Derwisiński oraz Grzegorz Nita

podpisują akt notarialny o zamianie nieruchomości między miastem a koleją, która przekazała miastu 15 tysięcy metrów kwadratowych w zamian za działki o powierzchni 12 tysięcy dla PKP. Prezydent Kropiwnicki: – Podpisujemy pierwszy z kilku dokumentów. Chodzi o uregulowanie sprawy własności terenów, na których w niedalekiej przyszłości powstanie Nowe Centrum Łodzi, nowy Dworzec Fabryczny oraz tunel, który połączy go z Dworcem Kaliskim. Porozumienie o wspólnej realizacji inwestycji ma powstać jeszcze w lipcu. 26 września przy wsparciu ministra infrastruktury i transportu Cezarego Grabarczyka, podpisane zostało porozumienie pomiędzy Miastem Łódź, PKP PLK S.A., Instytucją Kultury EC1 Łódź-Miasto Kultury oraz Samorządem Województwa Łódzkiego w sprawie realizacji studium wykonalności dla tunelu średnicowego łączącego dworzec Łódź Fabryczna i dworzec Łódź Kaliska. Porozumienie to ma kluczowe znaczenie dla powodzenia całej inwestycji kolei dużych prędkości w Polsce, która docelowo połączy Warszawę, Łódź, Poznań i Wrocław. - Szybka kolej, która połączy cztery największe aglomeracje w Polsce, jest nowym zadaniem w dziele modernizacji systemów transportowych. Chciałbym podkreślić, iż realizacja programu jest możliwa dzięki podjętym decyzjom rządowym, ale również dzięki temu, że Łódź i województwo łódzkie są nim zainteresowane i nie szczędzą środków finansowych - powiedział minister Grabarczyk. - Bez zaangażowania samorządów high-speed realizowalibyśmy w Polsce z całą pewnością później. Projekt musi mieć zrealizowane jedno zadanie: - tunel pod Łodzią, łączący dworzec Łódź Fabryczna z dworcem Łódź Kaliska. Bez wydatków Łodzi, wsparcia marszałka i sejmiku województwa, kolejarze nie daliby sobie rady z tym problemem (...) Jest szansa, że gdy rozpoczniemy prace nad budową linii kolejowej, zgodnie z programem przyjętym przez rząd w 2014 roku, po czterech latach będziemy gotowi z uruchomieniem pierwszego pociągu, który pomknie z prędkością 350 km/h. Jest szansa, aby wysiłek władz samorządowych Łodzi i województwa miał jeszcze jeden skutek - centrum serwisowe dla polskiego high-speedu. Łódź znajduje się na drodze wszystkich połączeń, którą są przewidywane, tu jest optymalne miejsce.


magazynconsido 02/2010

59

To są dodatkowe miejsca pracy i nowe inwestycje. Serwis ten będzie musiał być na najwyższym poziomie, bo kolej musi być w pełni skomputeryzowana, zautomatyzowana i absolutnie bezpieczna. To będzie nasza wizytówka w XXI wieku. Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do tak szybkiego osiągnięcia porozumienia: od słów do czynów.

dział m.in. o tym, do jakich utworów muzycznych można przyrównać różne jego realizacje oraz jak „słyszy” Łódź. - To samotne skrzypce grające na strychu, których melodia nagle miesza się z szalonym jazzem wielkiego miasta. Podczas wizyty Libeskind podpisał z władzami Łodzi list intencyjny o współpracy projektanta z miastem Łódź.

22 października Daniel Libeskind, światowej sławy architekt pochodzący z Łodzi, współpracujący z firmą RHEINZINK, przyjechał do rodzinnego miasta, by dać specjalny wykład w ramach festiwalu Łódź Design.

16 listopada Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdan Zdrojewski podsumowując realizację XI priorytetu „Kultura i dziedzictwo kulturowe” Programu Operacyjnego „Infrastruktura i Środowisko” podkreśla, że Specjalna Strefa Sztuki w Łodzi jest na pierwszym miejscu listy projektów rezerwowych czekających na pieniądze z Unii Europejskiej. Podczas wizyty w łódzkiej Szkole Filmowej minister Zdrojewski mówi: - Specjalna Strefa Sztuki to niezwykle ambitny projekt, jestem jego wielki zwolennikiem. To projekt klasy europejskiej, a skala trudności przy nim jest światowa. Jeżeli Łódź przyjdzie do mnie z uzgodnionym programem, Specjalna Strefa Sztuki z tego pierwszego miejsca rezerwowego zdobędzie fundusze. Jeśli w tym rozdaniu nie uda się zdobyć na nią funduszy, na pewno pojawią się one przy następnej okazji.

Spotkanie z Danielem Libeskindem i jego żoną Niną trwało do późnych godzin. Architekt poznał projekt budowy Nowego Centrum Łodzi. – Ten projekt jest radykalny. Tylko takie projekty mają szansę powodzenia - powiedział Libeskind po zapoznaniu się z ideą Specjalnej Strefy Kultury, Rynku Kobro oraz nowego podziemnego dworca Łódź Fabryczna. Wcześniej architekt wygłosił wykład pt. Counterpoint, podczas którego zaprezentował najsłynniejsze realizacje swoich projektów, uczestniczył też w panelu dyskusyjnym. Na wykład przyszło 900 osób. - Polski upór wobec dyktatury, polska tożsamość, polska wolność były mi przez lata bardzo bliskie, i często opisywałem siebie nie jako amerykańskiego czy izraelskiego, ale właśnie polskiego architekta - opowiadał Libeskind. Pokazał zgromadzonym w hali Łódź Art Center studentom i projektantom swoje słynne dzieła, m.in.: Muzeum Żydowskie w Berlinie, dekonstruktywistyczne drapacze chmur, Wieżę Wolności zaprojektowaną w miejsce budynków World Trade Center w Nowym Jorku oraz biurowiec Złota 44 w Warszawie. Podczas konferencji prasowej Daniel Libeskind podkreślił, jak dużą rolę odgrywa w jego życiu rodzinne miasto. – Kiedy rodzisz się w danym mieście, ono staje się częścią ciebie – powiedział. – Pamiętam wszystko z okresu, kiedy tu mieszkałem przy ulicy Piotrkowskiej 42. Łódź wydawała mi się wtedy taka duża. To piękne miasto, występuje tu niesamowite bogactwo form architektonicznych stworzonych przez różne kultury i przedstawicieli różnych środowisk. Wierzę w Łódź, wierzę, że wykorzysta swój potencjał. Architekt odpowiadał też na pytania przesłane przez internautów. Opowie-

23 listopada do Łodzi przyjeżdża David Lynch, słynny amerykański reżyser, współzałożyciel Fundacji Sztuki Świata i wielki entuzjasta Łodzi, który od lat zapowiada, że chce w Łodzi otworzyć swoje studio. - Byłem w wielu miejscach na świecie, ale żadnego nie pokochałem tak, jak kocham Łódź. Uwielbiam przyjeżdżać tu zimą, lubię bezlistne drzewa, szare budynki na tle szarego miasta – mówi podczas konferencji prasowej. W EC1 Wschód – stuletniej elektrociepłowni, którą miasto dało Fundacji Sztuki Świata – mają powstać pracownie artystyczne, przestrzeń wystawiennicza, restauracje, pokoje gościnne, studio dźwiękowe, sale do miksowania i obróbki dźwięku. David Lynch: - To powinno być miejsce, do którego każdy ma wstęp, również po to, żeby sprzedawać swoją sztukę. Wiceprezydent Łodzi Włodzimierz Tomaszewski deklarował, że budynek będzie ukończony w ciągu dwóch lat od rozpoczęcia budowy, a przetarg na wykonawcę zostanie rozstrzygnięty na początku 2010 roku.


60

magazynconsido 02/2010

1 grudnia spółka PKP S.A. podpisuje umowę z firmą Skanska S.A., zwycięzcą przetargu na przebudowę i modernizację budynku dworca Łódź Widzew. W czerwcu 2010 roku dworzec Łódź Widzew będzie mógł przejąć rolę najważniejszego dworca kolejowego w Łodzi, umożliwiając zamknięcie dworca Łódź Fabryczna i rozpoczęcie wielkiego wykopu w rejonie Nowego Centrum Łodzi. Zamówienie obejmuje remont budynku dworca, budowę od strony zachodniej zupełnie nowego skrzydła oraz modernizację dwóch budynków służbowych. Z kolei miejski Zarządu Dróg i Transportu dał pieniądze na budowę dwóch parkingów na około 400 samochodów, pętli autobusowej i postoju taksówek.

2 grudnia Frank Gehry, słynny amerykański architekt, prezentuje w trakcie festiwalu Camerimage wstępną koncepcję budynku Camerimage Łódź Center – centrum kongresowo-festiwalowego, które znajdzie się w Nowym Centrum Łodzi. Gehry nie kryje wzruszenia z odwiedzenia miasta, w którym żyli jego dziadkowie. – Byłem dzisiaj w pałacu Izraela Poznańskiego. Ale to nie budynek zrobił na mnie duże wrażenie, lecz fakt, że mój dziadek na pewno słyszał o tym fabrykancie w czasach, gdy żył w Łodzi. Rozpłakałem się ze wzruszenia – wyznał. Opowiada także o swojej rodzinie: - Mój dziadek był dostawcą węgla. Moja mama urodziła się w Łodzi, razem wyjechali stąd w 1913 roku do Kanady. Część z mojej rodziny została w Łodzi


magazynconsido 02/2010

Arkadiusz Sarlej

Zofia Szajdzińska

Monika Bachmańska

Anna Dzwonecka

Monika Bachmańska

Anna Dzwonecka

Zofia Szajdzińska

Monika Bachmańska

Ewa Szczepańśka

Jerzy Buzek

Anna Ilrisagio

Margie Sudre

Zbigniew Zalewski

Doris Pack

Tadeusz Zwiefka

Filip Kaczmarek

Corien Wortmann - Koll

Othmar Karas

i przypłaciła to tatuażami na przedramieniu. Architekt zaznacza, że prezentowana wersja projektu nie jest ostateczna. Przedstawia wizualizacje bryły budynku, który ma mieć 37 tysięcy metrów kwadratowych. Znajdą się w nim m.in. dwie sale audytoryjne: większa na 2,5 tysiąca osób i mniejsza na 800 osób, cztery sale kinowe i przestrzeń wystawiennicza. Przed budynkiem architekt zaprojektował plac, na którym można będzie rozwijać czerwony dywan i witać gości festiwalu. Bryła budynku ma umożliwiać również plenerowe projekcje na wielkich szklanych ścianach. We foyer Teatru Wielkiego zaprezentowano makiety zaprojektowanego przez Gehry’ego budynku wkomponowanego w Nowe Centrum Łodzi. 4 grudnia PKP Polskie Linie Kolejowe S.A., Biuro Inwestycji ogłasza przetarg na projekt multimodalnego dworca, który zastąpi dzisiejszy dworzec Łódź Fabryczna. Jego perony znajdą się 16 metrów pod ziemią. To kolejny – po podpisaniu umowy na modernizację dworca Łódź Widzew – krok przybliżający nas do uruchomienia Kolei Dużych Prędkości w Polsce oraz do rozpoczęcia operacji na otwartym mieście. Przedmiotem zamówienia jest zaprojektowanie oraz budowa zintegrowanego węzła przesiadkowego stanowiącego multimodalny dworzec Łódź Fabryczna, położonego w obszarze Nowego Centrum Łodzi. Inwestycja polega na wzniesieniu obiektów budowlanych oraz wykonaniu głębokich wykopów z ich zabezpieczeniem wraz z wywiezieniem ziemi, rozbiórką obiektów i infrastruktury istniejącej. Inwestycja będzie zrealizowana w rejonie ulic: Kilińskiego, Narutowicza, Składowej i Węglowej oraz na terenie obecnego dworca Łódź Fabryczna i terenów przyległych. Ziemia z wykopów i rozbiórek wywożone będą linią kolejową w rejon stacji Łódź Widzew, dalej zbudowanym przez wykonawcę technologicznym torem kolejowym i/lub transportem samochodowym i złożone w rejonie ulic Henrykowskiej i Kosodrzewiny. 18 grudnia Instytucja Kultury EC1 Łódź - Miasto Kultury ogłasza przetarg na studium wykonalności z opracowaniem wniosków aplikacyjnych o dofinansowanie inwestycji z funduszy UE oraz opracowanie projektów materiałów przetargowych dla realizacji inwestycji w systemie „projektuj i wybuduj” - dotyczących budowy linii kolejowej, na odcinku od dworca Łódź Fabryczna w kierunku dworca Łódź Kaliska do linii nr 14 i 25 oraz linii 15. Jej główny element to tunel średnicowy z podziemnymi przystankami oraz tunel KDP.

Arkadiusz Sarlej

Maria Petre

61

Arkadiusz Sarlej

Ewa Szczepańska

Małgorzata Handzlik

Jan Olbrycht

Pod koniec grudnia Instytucja Kultury EC1 Łódź Miasto Kultury odebrała od konsorcjum firm SYSTRA, AREP Ville i BBF Sp. z o.o. drugi etap dokumentacji studium wykonalności zagospodarowania terenu w obszarze planowanego wykopu na terenach dworca Łódź Fabryczna oraz opracowanie materiałów do wniosków o dofinansowanie projektu Nowego Centrum Łodzi z funduszy Unii Europejskiej. Firmy pierwszy etap studium wykonalności oddały 1 grudnia 2009 roku.

2010 6 stycznia budowa budynku projektu Franka Gehry’ego, mającego być jednym z symboli Nowego Centrum Łodzi, stanęła pod znakiem zapytania. Marek Żydowicz wraz ze zwolennikami budowy centrum festiwalowo-kongresowego Camerimage Łódź Center ogłosił strajk okupacyjny dużej sali obrad Rady Miejskiej w Łodzi. Była to reakcja na trzy wcześniejsze posiedzenia rady, podczas których radni nie zdecydowali się przyznać spółce budującej centrum dofinansowania w wysokości 250 mln zł. Radni dotację uzależniali deklaracją ministra kultury o organizacji konkursu, w którym projekt centrum mógłby zdobyć kolejne 250 mln zł. Lokalni politycy PO i SLD podkreślali troskę o finanse miasta. Zaznaczali, że Łódź nie powinna angażować się w tę inwestycję, dopóki nie będzie pewności, że minister kultury bądź prywatni inwestorzy nie sfinansują przynajmniej połowy centrum. 17 stycznia łodzianie w miejskim referendum zdecydowali o odwołaniu Jerzego Kropiwnickiego z urzędu Prezydenta Miasta. By referendum było ważne, musiało wziąć w nim 19% uprawnionych do głosowania, czyli około 115 tysięcy łodzian. Ostatecznie głosowało 131 tysięcy osób, spośród których aż 97% chciało odwołania Prezydenta. 29 stycznia obowiązki odwołanego w referendum prezydenta Jerzego Kropiwnickiego przejmuje Tomasz Sadzyński, do tej pory radny klubu Platformy Obywatelskiej oraz sekretarz województwa łódzkiego. Będzie administrował miastem aż do wyborów samorządowych, które odbędą się jesienią. 25 lutego rozstrzygnięty został przetarg na wykonawcę studium wykonalności dla tunelu średnicowego, który przebiegnie pod centrum Łodzi. Przetarg wygrało konsorcjum, którego liderem jest Sener Sp. z o.o., a partnerami spółki Sener Ingeniería y Sistemas i PWC Polska.


62

magazynconsido 02/2010

11 marca w Urzędzie Miasta Łodzi nastąpiło uroczyste podpisanie umowy z firmą SENER w sprawie studium wykonalności tunelu średnicowego dla kolei, który przebiegnie pod centrum Łodzi. Wartość kontraktu to 3,5 mln zł. - Jesteśmy zaszczyceni, że będziemy mogli pracować nad studium wykonalności tunelu. Teraz musimy się wziąć do ciężkiej pracy, żeby wszystko zakończyło się sukcesem – mówił Lope Seco González, prezes zarządu Sener Sp. z o.o. Studium wykonalności, które ma powstać w 12 miesięcy, określi optymalny przebieg tunelu, którym kiedyś pojadą pociągi dużych prędkości, a także kolej konwencjonalna i aglomeracyjna. 13 marca EC1 Fundacja Łódzka zorganizowała w Bielniku Kopischa debatę „Po co budować nową Łódź”. Do wspólnej dyskusji na temat Nowego Centrum Łodzi zasiedli: Jacek Saryusz-Wolski – poseł do Parlamentu Europejskiego, Sylwester Pawłowski – poseł na sejm RP, Elżbieta Hibner z zarządu Województwa, Marcin Bugajski – wiceprezydent Łodzi, Paweł Olczyk – członek zarządu PKP S.A., Alina Giedryś – członek zarządu PKP PLK, prof. Krzysztof Stefański z Katedry Historii Sztuki Uniwersytetu Łódzkiego, przedsiębiorca Krzysztof Apostolidis, Marek Cieślak – prezes Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, prof. Marek Janiak z Instytutu Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej oraz dr Krzysztof Cichoń z Katedry Historii Sztuki Uniwersytetu Łódzkiego. Debacie przysłuchiwali się przedstawiciele łódzkich uczelni, rektorzy: Uniwersytetu Łódzkiego – prof. Włodzimierz Nykiel, Politechniki Łódzkiej – prof. Stanisław Bielecki, mgr Przemysław Andrzejak – pełnomocnik rektora Uniwersytetu Medycznego ds. Rozwoju i Promocji, Krzysztof Candrowicz – dyrektor Łódź Art Center, a także animatorzy kultury, przedstawiciele mediów, studenci z inicjatywy „Pociąg do Łodzi”, społecznicy i inni. Debatę, którą prowadził Jacek Grudzień, dziennikarz Telewizji Polskiej i Polskiego Radia, rozpoczął Andrzej Walczak, pełnomocnik prezydenta Łodzi do spraw Specjalnej Strefy Sztuki: - Gdy w grudniu w ogólnopolskiej gazecie pojawiło się pytanie zawarte w temacie debaty, ani prezydent, ani architekt miasta nie zareagował. Wezwani do tablicy, nie umieliśmy sobie na nie odpowiedzieć. Dzisiaj jeszcze raz bardzo uczciwie stawiamy je sobie i mamy nadzieję, że teraz zmusi nas do rozmowy. Bo cała idea nowej Łodzi jest zawarta w rozmowie, w spotykaniu się. Wtedy rodzą się pomysły. Nie chodzi o to, żebyśmy mówili jednym językiem. Ten wielki projekt to jest szansa, która zdarzy się nam następnym razem za 150 lat. Jeżeli mamy cokolwiek zrobić, to musimy zacząć rozmawiać na ten temat, żeby tej szansy nie zmarnować. I jeszcze jedno: chciałbym państwa namówić, żebyśmy odstąpili od stosowania nazwy Nowe Centrum Łodzi. Łódź ma tylko jedno centrum - ulicę Piotrkowską i jej skrzyżowanie z aleją Piłsudskiego, dawną ulicą Główną. Na cześć tego, że od rynku Kobro zaczął się ten projekt, proponuję nazwę Kobro City. Debata zaowocowała wielką wiarą wszystkich uczestników, że dzięki dogodnemu skomunikowaniu z resztą kraju i Europy, kulturze, przedsiębiorczości, nauce i nowoczesnym technologiom Łódź może się stać europejską metropolią. Zapoczątkowała również akcję dokładania


magazynconsido 02/2010

symbolicznych cegiełek do Kobro City - na stronie „EC1 Dziennika Kolejowego” zadebiutowała oryginalna ankieta, w ramach której każdy może dołożyć swoją cegiełkę do wybranego przez siebie obiektu. 9 marca wybrano wykonawcę rewitalizacji budynku EC1 Wschód. Zwycięzcą przetargu zostało konsorcjum, którego liderem jest firma PORR (Polska) S.A. Spółka ma ogromne jak na polski rynek doświadczenie w rewitalizowaniu postindustrialnych obiektów – odpowiadała za adaptację dawnej przędzalni Izraela Poznańskiego na Hotel Andel’s oraz budowę biurowca Textorial Park na Księżym Młynie przy dawnym magazynie bawełny Karola Scheiblera, a także za budowę Centrum Handlu, Sztuki i Biznesu Stary Browar w Poznaniu. Wybrana oferta opiewa na kwotę niecałych 56 mln zł. Wykonawca ma czas na zakończenie inwestycji do końca września 2012 roku. 17 marca został rozstrzygnięty przetarg na wykonawcę rewitalizacji EC1 Zachód – młodszą część zabytkowego kompleksu, która zostanie zaadaptowana na interaktywne Centrum Nauki i Techniki. Zwycięzcą, podobnie jak w przypadku EC1 Wschód zostało konsorcjum, którego liderem jest firma PORR (Polska) S.A. Wybrana oferta opiewa na kwotę 100 mln zł. Zamówienie obejmuje rewitalizację budynku EC1 Zachód, wykonanie robót budowlanych wraz z zagospodarowaniem terenów wspólnych – integrujących. W jego zakres wchodzi także budowa nowego budynku w rewitalizowanym kompleksie, przebudowa infrastruktury elektroenergetycznej w celu usunięcia kolizji związanych z prowadzeniem robót budowlanych oraz zagospodarowanie terenów integrujących cały obszar EC1 wraz z infrastrukturą. Wykonawca ma czas na zakończenie inwestycji do końca września 2012 roku. 25 marca architekci Charly Möller i Jurgen Onderka wraz ze swoim przedstawicielem na Polskę, Januszem Filuschem, przekazali Miastu kilkanaście tomów dokumentów składających się na projekt budowlany Specjalnej Strefy Sztuki. Andrzej Falicz, kierownik zespołu ds. Specjalnej Strefy Sztuki mówił wtedy: - Teraz projekt przejrzy specjalna komisja, w której jestem ja oraz reprezentanci Biura ds. Realizacji i Nadzoru Inwestycji, Wydziału Planowania Przestrzennego i Ochrony Zabytków oraz Wydziału Administracji Architektoniczno-Budowlanej. Mamy 14 dni na to, by znaleźć ewentualne braki i poprosić o ich uzupełnienia. Ale to już właściwie ostatnia prosta. Mam ogromną nadzieję, że ostateczny projekt budowlany i pozwolenie na budowę otrzymamy jeszcze w maju. Projekt wykonawczy powinien zaś być gotowy na początku przyszłego roku. Tego samego dnia Bogdan Zdrojewski, Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego na spotkaniu z Łukaszem Maginem, wiceprezydentem Łodzi oraz Andrzejem Walczakiem, pełnomocnikiem prezydenta ds. Specjalnej Strefy Sztuki, obiecał wsparcie projektu Specjalnej Strefy Sztuki kwotą 190 mln zł pochodzącą z funduszy Unii Europejskiej. Warunkiem koniecznym było złożenie całej dokumentacji projektowej wraz z pozwoleniem na budowę w maju. Warunek został spełniony i projekt dostał pozwolenie na budowę •

63


64

magazynconsido 02/2010

Design i architektura

pink pug design

PINK PUG DESIGN Asia Pytlewska i Grzegorz Sowiński

Bez cienia wątpliwości można stwierdzić, że projektowanie wzornicze jest budowaniem relacji między człowiekiem a jego otoczeniem. Jesteśmy przekonani, że głównym zadaniem projektanta jest podporządkowanie się potrzebom użytkownika, a dopiero w następnej kolejności – spełnienie swoich artystycznych ambicji. Oczywiście te dwie idee można sprawnie połączyć, co też staramy się robić, pracując na polu designu. Grzegorz Sowiński

Na początku był prosty pomysł – zamierzaliśmy wykorzystać nasze umiejętności, by móc tworzyć na własny rachunek. Kosztowało nas to sporo determinacji oraz szybkich decyzji, ale – udało się! W 2008 roku założyliśmy stronę internetową, a od czerwca 2009 funkcjonujemy oficjalnie jako biuro projektowe. Oboje jesteśmy absolwentami Wydziału Form Przemysłowych (obecnie Wydział Wzornictwa i Architektury Wnętrz) Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Postanowiliśmy współpracować ze sobą, wykorzystując nasze dotychczasowe doświadczenia i umiejętności. Duet powstał z połączenia dwóch osobowości. Każde z nas miało coś innego do zaoferowania, dlatego dobrze się uzupełniamy. Ja – technokrata z podejściem konstrukcyjnym do designu – oraz Asia, z większym wyczuciem artystycznym. Zadziałało – i tak jest do dziś.

1.

Od początku chcieliśmy funkcjonować w szerokim zakresie projektowania ze względu na to, że oboje mamy bardzo szerokie zainteresowania. Pracujemy głównie jako projektanci produktu. W naszej ofercie znajdują się projektowane i wykonywane przez nas przedmioty dla wnętrz. Zajmujemy się także samymi wnętrzami, komunikacją wizualną oraz biżuterią. Dzięki temu jesteśmy w stanie „przenosić” doświadczenia między tymi dziedzinami, co owocuje ciekawymi rozwiązaniami. Data Storage to jak dotąd najbardziej rozwinięta kolekcja. Zaczęło się od idei wykorzystania i przypomnienia wzoru dyskietki. Później powstała cała seria podkładek pod kubki nawiązująca kształ-

2.


magazynconsido 02/2010

65

1. Lampa 5814,38 2. Convallaria, lampa 3.

3. Data Storage 0.1, podkładki pod kubki

tek od ubrań. Jest to nasza odpowiedź na ideę re-use oraz dowcipny komentarz na temat obwieszania się metkami. Dodatkowo każdy użytkownik może współtworzyć ten produkt, doczepiając do niego własne metki.

Filc pojawił się także w serii lamp wiszących i leżących Convallaria (wyróżnienie w Machina Design Awards 2009). Udało się stworzyć prostą formę zainspirowaną kwiatem konwalii. Otaczająca natura była także źródłem powstania lampy Bivalvia, syntetycznej formy inspirowanej światem morskich zwierząt. Oświetlenie okazało się dla nas bardzo ciekawym tematem, kontynuowaliśmy więc tę zabawę. W naszej najnowszej lampie postanowiliśmy odnieść się do idei designu zrównoważonego. Powstał projekt abażuru składającego się z dziesiątek me-

Projektowanie jest i zawsze będzie dla nas dziedziną interdyscyplinarną, toteż inspiracja płynie z każdego miejsca. Dlatego ważna jest wymiana doświadczeń, poznawanie wielu punktów widzenia. Żadnych ograniczeń, pełna otwartość, szerokie horyzonty oraz nuta empatii i zwykłej życzliwości dla odbiorcy. Design sprawia nam ogromną frajdę. Choć bywa to czasem droga pod górkę, to jednak warto. Parafrazując pewną reklamę – satysfakcja z własnego produktu na półce sklepowej – bezcenna! Zapraszamy serdecznie do zapoznania się z całym naszym dorobkiem oraz z ofertą naszego sklepu. • www.pinkpugdesign.pl www.pinkpugdesign-sklep.pl

fot. Pink Pug Design

tem do nośników danych, które wyszły już z powszechnego użycia (dyskietka, szpula, kaseta, klisza), dostępna w wielu kolorach i materiałach, łącząca styl vintage i nowoczesność. Ostatnio, podczas Dni Designu 2010 w Gdyni, odbyła się premiera filcowych matek na stół, utrzymanych w tej samej stylistyce. Powstały trzy wzory: boombox, szpulowiec oraz komputer.

Oprócz produktów, które wykonujemy, mieliśmy okazję projektować dla klientów indywidualnych. Udało nam się zrealizować szereg rozwiązań z dziedziny wzornictwa, architektury wnętrz oraz grafiki użytkowej i biżuterii.


66

magazynconsido 02/2010

Człowiek CATERING POLSKA Powiązania między architekturą a żywnością pojawiają się zaskakująco często. Biorąc pod uwagę znaczenie żywności w rozwoju społecznym, interesujący jest wpływ architektury wnętrza na formę konsumpcji.

Agata Wojtalczyk

Czym charakteryzuje się forma podawania cateringu dla biur typu open space? Jeśli mówimy o open space, to musi być to taka forma, która powoduje, że człowiek nie ubrudzi sobie rąk, bo jest to miejsce pracy. Forma podania cateringu powinna być formą, która daje możliwości higienicznego, estetycznego jedzenia. Nie może to wyglądać tak, że ubrudzimy sobie ręce, nabrudzimy wokoło. Chodzi o to, aby można było usiąść sobie z boku i zjeść. Najlepiej w formie na raz. Co to znaczy „w formie na raz”? To znaczy, że przygotowujemy coś w formie malutkich kanapeczek. Nie jest to duża bułka czy coś, z czego będzie się wokoło sypało, tylko forma małych rzeczy, które można zaserwować w postaci podobnej do tej, jaką my serwujemy na widelczykach. Może to być 5–6 widelczyków z różnymi smakami. Musi to być także świetnie w całości wyeksponowane. Jakie jedzenie jest zazwyczaj serwowane? Lekkie. Uciekamy od jedzenia ciężkostrawnych potraw, takich jak warzywa, pieczone mięsa. W przewadze mamy drób, który wzbogacamy sałatkami z aromatycznymi oliwami. Większość biur typu open space to miejsca, gdzie się siedzi, dlatego nie mogą być to potrawy ciężkie dla organizmu. W miejscu pracy nie można sobie zaserwować kanapki ze smalcem i ogórkiem kiszonym. Czyli na to też zwraca się dużą uwagę? Tak. Nie może się zdarzyć, że coś nas zaatakuje żołądkowo, bo było ciężkie. Wtedy przecież przestaje funkcjonować nasz umysł, pojawia się duże obciążenie dla krwi. Nie możemy tego strawić. Dlatego też musi to być coś lekkostrawnego, związanego z serami itd.

Wioletta Brzezińska Współwłaściciel firmy Your Catering Group. Główny specjalista do spraw organizacji i zarządzania produkcją i logistyką, główny specjalista do spraw bezpieczeństwa żywności HACCP. www.cateringpolska.pl


magazynconsido 02/2010

67

Jakie serwujecie napoje? Na pewno nie mogą to być napoje gazowane. Najlepsze dla naszego organizmu są jednodniowe soki. Mogą to być też niegazowane wody mineralne, ewentualnie smakowe. Napoje gazowane nie sprzyjają pozycjom siedzącym. Gdzie zazwyczaj jest podawany posiłek? Czy są wyznaczone specjalne miejsca? To wszystko zależy od tego, jak zaplanowany jest open space. Zazwyczaj catering w open space charakteryzuje się tym, że przyjeżdża firma, która przywozi gotowe potrawy. Mogą to być zestawy zapakowane w estetyczne, jednorazowe opakowania. Wewnątrz nich poukładane są różne elementy – sałatka, deser, może to być forma kilku kanapek, np. z łososiem, wysokogatunkową wędliną, serem i do tego np. sok. Możemy sobie wtedy spokojnie zjeść, bo mamy do tego sztućce, jednorazowe serwetki. Czy przepisy BHP nie zabraniają jedzenia przy biurku? Czy istnieje taki zapis? Oczywiście, że przepisy tego zabraniają. Nie ma nawet wydzielonych specjalnych miejsc do spożycia posiłków o nazwie np. kantyna czy stołówka. Nasza firma od kilkunastu lat specjalizuje się w obsłudze i organizacji tego typu obiektów. Firma Gillette na ulicy Wodnej jest tego najlepszym przykładem. Prowadzimy tam firmową stołówkę. Przy połączeniu open space z częścią produkcyjną, gdy odcina się część produkcyjną, ludzie pracujący w biurach przychodzą do nas na śniadanie. Taka forma bufetu, gdzie jest możliwość poszerzenia go o jakąś małą kuchnię, daje możliwość serwowania szerszej gamy dań, które ludzie mogą sobie spożyć w open space. Jest minikawiarenka, są wystawione stoliki koktajlowe, które dają możliwość odpoczynku w miejscu innym niż za biurkiem i zjedzenia dobrego, zdrowego posiłku. Eliminuje to też konieczność wychodzenia z firmy. Kiedy właściciel organizuje coś takiego dla swoich pracowników, jest to bardzo dobrze postrzegane z punktu widzenia firm. Nie istnieje wtedy np. ryzyko wyniesienia informacji. Organizowanie np. kantyny w open space daje możliwość zrobienia przerwy w obiekcie i możliwość spożycia posiłku, aby dalej funkcjonować w pracy. Czyli jest to bardziej przyjazne niż zwykły biurowiec, który takich rzeczy nie posiada? Biurowce w Łodzi posiadają tego typu wydzielone miejsca. Więc rzadko zdarza się jedzenie bezpośrednio przy biurku? Nie powinno się to zdarzać, ale trzeba brać pod uwagę realia, które często okazują się zupełnie inne. Nam zależy, aby podejść do tego profesjonalnie. Wskazane jest, żeby w open space przygotowany był taki punkt. Jesteśmy firmą, która potrafi obsługiwać. Do tego potrzebny jest też świetny architekt, który zaplanuje,


68

magazynconsido 02/2010

aby to miejsce było czymś oddzielającym od znajomego miejsca pracy. To musi być miejsce, gdzie można sobie pozwolić na lekki relaks i zregenerowanie sił, aby potem dalej robić swoje. Catering jest czymś dodatkowym w tym relaksie. Czy istnieją jakieś szczególne problemy, na które można trafić, przygotowując catering? Np. biuro, do którego nie mieści się jakiś wózek, albo chociażby problem z wniesieniem posiłku na piętra? Czy są jakieś konkretne problemy, które stale się powtarzają w biurach typu open space? Problemem jest to, że ludzie biorą dostawy żywności i jedzą je przy biurkach. To nie jest oczywiście nasz problem, gdyż nie możemy na to wpłynąć. Staramy się zorganizować punkt wydawania, stołówkę firmową, aby to wszystko istniało na miejscu. Niektórzy tego nie robią. To wszystko zależy od firm, od tego, jak to jest kontrolowane i nadzorowane oraz od tego, jacy ludzie tam pracują. Jak wygląda sprzątanie po takim posiłku? Czy w przypadku cateringu dla biura jedzenie jest podawane w zastawie firmowej, czy w opakowaniach jednorazowych? Czy po posiłku to pracownicy biura sprzątają, czy też zajmuje się tym Wasza firma? Wszystko zależy od tego, jak zaplanowany jest bufet lub firmowa kantyna. Jeśli jest ona na tyle dobrze zorganizowana, że posiada odpowiednie zaplecze, to serwis i sprzątanie wszystkiego leży po stronie operatora, czyli po naszej. Jeśli zaplecze jest małe, to w grę wchodzi tylko stawianie

naczyń, gdyż przepisy nie zezwalają na zmywanie na miejscu i inne tego typu czynności. Jeśli to jest zaplanowane w ten sposób, że część jest dla tzw. cateringu gastronomii, który posiada właściwe dla sanepidu pomieszczenia, to wtedy automatycznie jesteśmy w stanie zapewnić catering na szkle czy porcelanie. To powinno być standardem przy funkcjonowaniu tego typu obiektów. Czy przygotowanie cateringu dla biura jest dla Pani czymś niezwykłym i niecodziennym? Open space jest swojego rodzaju wyzwaniem. Pamiętajmy, że jest to codzienne żywienie tych samych ludzi. To forma, która wymaga zaangażowania szefa kuchni, ciągłego poszukiwania nowych form podawania posiłków czy wyglądu potraw. Wiadomo, że jak będziemy jeść codziennie kotleta schabowego z ziemniakami, to po pewnym czasie nie będziemy mogli już na to patrzeć. Gdy będziemy dostawali wciąż taką samą kanapkę z łososiem czy nawet najlepszym kawiorem, to prędzej czy później też nie będziemy mogli na nią patrzeć. Open space jest dla nas wyzwaniem, które zawsze z wielką przyjemnością podejmujemy. Specjalizujemy się w tym, bo mamy doświadczenia chociażby w długoletnim żywieniu ludzi Gilletta – codziennie te same osoby przez siedem lat. W ciągu miesiąca potrawy się nie powtarzają. Naszym zadaniem jest przygotowanie dla nich różnych form cateringu. Są to też przerwy kawowe, lunche. To też wchodzi w ramy open space. Bardzo często prowadzimy catering na szkoleniach pracowników i na salach konferencyjnych.


magazynconsido 02/2010

69

W takich przypadkach można zastosować jeszcze inne formy cateringu. W swojej ofercie mamy pięć takich form. W formę wchodzi sposób podania. Jesteśmy firmą, która wciąż poszukuje innych form podania. Jest to coś, co powoduje, że mamy wiele bardzo ważnych zamówień. Są ludzie, którzy takie rzeczy doceniają. Dla niektórych liczy się tylko cena. Wtedy nie jesteśmy w stanie walczyć z konkurencją. Czasem nie jesteśmy w stanie podpisać się pod jakieś perspektywiczne zamówienie, wtedy z niego rezygnujemy. Jesteśmy kojarzeni z pewną formą i jakością. Nie podamy np. kanapki z kawałkiem wędliny bez sałaty, pomidora, oliwki, kropelki dipu. Nie podajemy kiełbasy w plasterkach położonej na połówce kromki chleba, bo to nie jest forma, w jakiej my podajemy jedzenie. Są jeszcze tacy klienci, którzy tego nie wymagają, ale to coraz bardziej się zmienia. Ludzie chcą, aby oprócz walorów kulinarnych była też forma wizualna. Sprawia to, że jest im milej i czują się bardziej docenieni. Pierwsze, co robimy, to patrzymy na jedzenie, potem wąchamy, a dopiero w ostatniej kolejności smakujemy. Okazuje się, że ta pierwsza faza, czyli patrzenie na potrawę jest coraz bardziej znacząca. To daje nam nieograniczone możliwości. Podchodzimy do tego z sercem, gdyż lubimy to robić.

600 mkw to były namioty Gerderu. Zrobiliśmy tam zabudowę dzielącą tę wielką halę namiotową na mniejsze boksy, w których to wykładaliśmy wyposażenie w postaci sof, stołów, specjalnych luster do make-upu, wieszaków, klimatyzatorów. Dodatkowo przy obsłudze artystów są również tzw. ridery. To jest lista rzeczy, które są niezbędne, ale tylko podczas przebywania w garderobie. Artystka Melanie C ze Spice Girls zamówiła sobie w riderach wrzątek, nóż, imbir i tarkę do niego. Po pewnym czasie okazało się, że spożywała ostrygi w garderobie. Wyzwania są potężne, bo wiadomo, że zagraniczni artyści starają się robić wokół siebie trochę hałasu. W zeszłym roku na festiwalu gościł zespół Limp Bizkit. Z tego festiwalu zostało nam w głowie przysłowie – być głodnym jak Limp Bizkit. Potrafili bardzo dużo zjeść, a my byliśmy od tego, aby ich wymagania spełnić. Oczywiście wtedy trzeba być przygotowanym również na zamawianie różnego rodzaju napojów i alkoholi. Sklepy sieci Alma potrafią spełnić większość oczekiwań klientów. Tak właśnie wygląda forma back-stage’u, czyli forma budowy garderoby dla artystów.

Znalazłam na Pani stronie zakładkę „Usługi”, a w niej – „Garderoby dla artystów”. Czym to się charakteryzuje? To też jest forma podania cateringu, a jednocześnie...

Dziękuję za rozmowę. •

... budowanie pomieszczenia. Tak. Niedawno wykonywaliśmy w Bydgoszczy festiwal, na którym postawiliśmy tysiące metrów kwadratowych namiotów, gdzie część z nich była częścią restauracyjną, część była namiotem dla VIP-ów,

Mieliśmy do czynienia z wieloma artystami zagranicznymi. Z polskich wykonawców mogę wymienić – Adama Sztabę, Mietka Szcześniaka, Kasię Wilk, Marię Peszek, Natalię Kukulskę.


70

magazynconsido 02/2010

Projekty Consido

AMG NET Realizacja projektu wnętrza architekta Krzysztofa Janikowskiego. Krzysztof Janikowski

Podstawą wykonania udanego projektu wnętrza biura AMG.NET w Tower Building przy ulicy Łąkowej w Łodzi była doskonała współpraca pomiędzy architektem i jego inwestorem. Zalecenia były ściśle sprecyzowane. Chcieliśmy wspólnie stworzyć biuro tworzące nastrój sprzyjający pracy. Biuro, w którym po prostu ma się ochotę przebywać, a które jednocześnie dokładnie spełnia potrzeby funkcjonalne inwestora. Uroda samej konstrukcji budynku spowodowała, że nie musieliśmy sięgać po żadne inspiracje ani tworzyć nowych form. Wystarczyło wydobyć piękno już zawarte w zastanej przestrzeni. I dopełnić je nowymi elementami, W odpowiedniej z nim harmonii lub we właściwym kontraście. Surowa nierestaurowana cegła, drewniane stropy i żeliwne kolumny, zostały uzupełnione betonową posadzką, szarością tynkowanych ścian i stalowymi konstrukcjami utrzymującymi ściany działowe. Dopełnienie w postaci pomarańczowych „miękkich” ścian meblowych stworzyło w konsekwencji kreatywny i nie przesadnie oficjalny nastrój.


magazynconsido 02/2010

Każdy pracownik firmy, choć przebywa w typowo postindustrialnej kubaturze, ma zarazem bliski kontakt z fakturami bardziej typowymi dla przestrzeni prywatnych. Architektonicznie było bardzo istotne, aby rygorystycznie uporządkować wszystkie systemy instalacyjne i oświetleniowe. Są one stale widoczne, wprowadzając wyraźnie wyczuwalną rytmikę przestrzeni. Zastosowana grafika w postaci wielkoformatowych stron z komiksów autorstwa Tomasza Tomaszewskiego jest efektem ścisłej współpracy z Arturem Urbańskim z AMG.NET, fanem tego gatunku sztuki i z wykształcenia architektem. Jak zawsze w trakcie prac musieliśmy rozwiązać kilka problemów technicznych, jak choćby instalacja ciężkiej serwerowni i skomplikowanego układu okablowania. Trudności te udało się przezwyciężyć, a praca w takim zespole i z tak doskonałymi inwestorami była przygodą, którą jako architekt z przyjemnością przeżyłbym jeszcze raz. •

71


72

magazynconsido 02/2010

Wywiad precz z modernizmem Modernizm to nie tylko odejście od stylów historycznych, ale również od wszelkiej stylizacji. Agata Wojtalczyk

Marek Janiak Prezes Fundacji Ulicy Piotrkowskiej, profesor Politechniki Łódzkiej, doktor habilitowany, pracownik naukowy na Wydziale Budownictwa, Architektury i Inżynierii Środowiska Politechniki Łódzkiej na kierunku Architektura i Urbanistyka, wykładowca fotografii i estetyki, fotografik, członek grupy Łódź Kaliska.

Jak ocenia Pan modernizm i jego wpływ na architekturę, na środowisko i na ludzi? Dyskusja jest dość szeroka i toczy się od dawna w kulturze światowej i polskiej. W polskiej niestety ma wymiar nieco karykaturalny. Nasz kraj w dosyć znaczącym stopniu został dotknięty modernizmem w jego najbardziej podłym i tandetnym wydaniu, sprowadzonym do najniższego poziomu dzięki komunizmowi, który panował od wojny do 1990 roku, a po części do dziś. W związku z tym, po pierwsze została masa śladów materialnych po działalności owego prymitywnego modernizmu w postaci obiektów i fragmentów miast, o których powiem za chwilę, a po drugie, co jest jeszcze gorsze, pozostała dosyć poważna rana w mentalności środowisk, które najintensywniej z tego modernizmu korzystały czy też z nim się stykały lub po prostu go tworzyły. Najboleśniej zostało dotknięte środowisko architektów, bo modernizm w swojej całej filozofii odnoszącej się do kultury, w najbardziej brzemienny sposób czy też w najszerszym wymiarze i najbardziej bezpośrednio odnosił się do architektury oraz designu związanego z architekturą, a także do urbanistyki. On oczywiście obejmował całą kulturę, ale w tych „pozaarchitektonicznych” aktywnościach z wielu powodów jego wpływ nie był tak destrukcyjny czy dramatyczny. Według mnie wszelkie dziedziny działalności kulturalnej mają w sobie, najkrócej mówiąc, dosyć duży procent literatury, czyli myśli werbalnej, która towarzyszy również tworom plastycznym.

Jeżeli posłużymy się szerokim pojęciem literatury, to w jego zakres wchodzi również wszystko, co dotyczy symboliki, nawet transcendencji idei czy przepływu idei, które mogą się materializować w formie plastycznej, a i tak przy ich odczytywaniu czy kodowaniu posługujemy się tekstem – czyli językiem werbalnym, literaturą. Natomiast w architekturze i designie z literaturą jest najgorzej, tzn. nie ma bezpośredniego styku między nimi i dlatego architektura okazała się bardziej podatna na kosekwencje postawy awangardowej. Inaczej mówiąc, architekturze, która obecnie najczęściej jest tworem „inżyniersko–użytkowym” towarzyszy głównie interpretacja użytkowo– funkcjonalna, a tylko czasem symboliczno–emocjonalna. To też zasługa modernizmu, dla którego prosta arytmetyka wypiera symbole i emocje – stanowi „treść wystarczającą”. Brzmi to tak, jakby modernizm kojarzył się jedynie z czymś złym. Dla mnie tak się kojarzy. Jeszcze raz przypomnę, że modernizm jest postawą awangardową. Narodził się w latach 20. Miał kilka głównych przesłanek, które najlepiej i najbardziej ortodoksyjnie zdefiniowane zostały w całej postawie intelektualnej i działalności projektowej twórców Bauhausu, czyli Gropiusa i Miesa van der Rohe, czego konsekwencją było i jest do tej pory to, że w obszarach architektury i designu utożsamia się pojęcie modernizmu z Bauhausem. Wciąga się też do doktryny Bauhausu wszelkie inne przejawy ówczesnej awangardy, np. konstruktywizm radziecki, choć był bardziej twórczy, kreatywny i ekspresyjny od ciężkawego i schematycznego niemieckiego „ordnungu”. Bardziej czerpał z futuryzmu niż z „germanizmu”. To, co zostało zdefiniowane w postawie Bauhausowskiej jest zapożyczeniem pewnych elementów z innych awangard i wzmocnieniem ich własnymi uzupełnieniami. Wcześniejsze elementy to niechęć do historii i wiara w postęp. Czyli pierwsza teza modernizmu to: „Nie obchodzi nas, co było wcześniej – prze-


magazynconsido 02/2010

szłość nie istnieje, historia nie istnieje, wszystko, co było wcześniej jest do niczego – liczy się to, co my tworzymy teraz i reguły, które ustanawiamy, od dziś obowiązują na wszystkich polach, są nadrzędne i znoszą wszelkie poprzednie, jakie istniały w historii. Wszystko, co stworzyła historia jest zbędne”. To zawiera w sobie Bauhaus i jego modernizm, to zawierał również futuryzm i dadaizm. Natomiast drugi element to absurdalna i nieokiełznana, niczym nie zmącona naczelna wiara w przyszłość i postęp głosząca, że przyszłość będzie cudowna, sto razy lepsza od historii, bo człowiek ma moc sprawczą jak Bóg i wszystko, czego dotknie swoją myślą, krystaliczną i niezależną od wszystkiego, co było wcześniej, może stwarzać nową lepszą wartość. Im ta myśl jest bardziej niezależna i nowa, tym lepiej. Ten składnik miał w sobie również futuryzm, ale nie miał już dadaizm. Dadaizm nie wierzył ani w teraźniejszość, ani w przyszłość. Był kierunkiem nihilistycznym i przez to może bardzo mądrym, ponieważ z dystansem odnoszącym się do nieokiełznanej wiary, że nowe jest na pewno lepsze od tego, co było do tej pory Dadaizm dobrze ukazał patologie ówczesnych społeczeństw, absurd unifikacji kultury i mobilność, relatywność reguł. Trzecim składnikiem modernizmu, bardzo ważnym, który odróżnia go tak naprawdę od poprzednich dwóch awangard (chociaż futuryści napisali 99 manifestów, to jedyną regułą, jaką da się z nich wynieść jest „anarchia, wolność, ekspresja”) było uwielbienie recept najsłuszniejszych, jedynych i wyłącznych, którym musieli się poddać wszyscy. A zatem musi być tak i tak, a nie inaczej – np. architektura nie może mieć w sobie symboli, ma być tylko samą sobą, czyli architek-

73

turą. Inne popularne, bardzo ważne hasło głosi, że im architektura jest oszczędniejsza, czyli pozbawiona ozdobników i symboli literackich, tym lepsza. Zogniskowało się ono w słynnym zdaniu powiedzianym przez Miesa van der Rohe: „Mniej znaczy więcej”. Super filozofia i super recepta – im mniej tym lepiej, inaczej mówiąc, lepiej być biednym i chorym niż bogatym i zdrowym. Inna z tez to ta, że forma musi wynikać z funkcji. Następna: tak zwane pojęcie czystości formy, które dla mnie jest najbardziej mętnym pojęciem, ponieważ nie wiadomo co to jest czystość. Dla każdego czystość może oznaczać coś zupełnie innego. Myślę, że czystość dla św. Franciszka oznacza zupełnie coś innego niż czystość dla przywódcy hipisów z lat 60, czy „praczki z Portugalii”. Jest to więc niejasne pojęcie i na pewno nie można go używać jako ostatecznego rozstrzygnięcia. A moderniści używali go, interpretując na swój oczywiście sposób. Była jeszcze cała masa odrębnych stwierdzeń, np. takich, że materiał musi być użyty zgodnie ze swoją istotą, że w obiekcie architektonicznym musi być absolutna jedność między użytym materiałem a zadaniem, które ma spełnić. Czyli jedność estetyki i konstrukcji, jedność formy i konstrukcji, jedność funkcji i konstrukcji itd. Oczywiście trzy główne i wszystkie poboczne tezy modernizmu są dla mnie kompletną bzdurą, idiotyzmem, który został wymyślony przez facetów, którzy chcieli podkreślić swoją ważność kulturową i przez to stłamsić wszystko inne, nadając sobie boskie prawa ostatecznych twierdzeń, których nie sprawdzili i które są tak naprawdę „cienkie” i (niestety) prostackie.


74

magazynconsido 02/2010

Uważa Pan, że żadne z tych stwierdzeń, haseł nie miało sensu? Żadne! Po pierwsze, nie da się wyrzucić historii na śmietnik, w historii został wychowany człowiek i społeczeństwo. Na jej podstawie został nauczony systemów wartości i historia go spotyka wszędzie – w rodzinie, na ulicy, w mieście i na wsi, wszędzie. Proces uczenia się na podstawie historii, czyli książek, sztuki i architektury historycznej trwa długo, do osiągnięcia samoświadomości, czyli powiedzmy u jednych 15, u innych 40 lat. W każdym razie raczej nie krócej. Proces ten konstruuje naszą świadomość, indywidualną i społeczną, w związku z tym ów długi okres powoduje, że wszystkie kody historyczne, których nas się uczy, tożsamość i świadomość cywilizacyjna (i też architektura miast) pozostają w nas jako fundamenty. Dlatego ludzie lepiej się czują na Starym Mieście w Krakowie niż w Nowej Hucie, ponieważ tam jest więcej śladów (tekstów, znaków), które tkwią w nich samych. Dlatego ludzie jadąc do Paryża na pięć dni cztery spędzają na Montmartre i w Dzielnicy Łacińskiej, a tylko pół dnia (i to nie wszyscy) poświęcają, żeby obejrzeć La Defanse – jedną wielką paradę modernizmu i „nowoczesności”. Negacja historii jest mówieniem nieprawdy, ponieważ nie da się historii z nas wykorzenić. Teza, że „jedność łączy formę i funkcję” jest wytrychem. Jeżeli byłaby prawdą, oznaczałoby to, że np. wszystkie krzesła, jakie wymyślono w cywilizacji muszą być jednakowe, czyli takie same, czyli jedno krzesło powielone w miliardach egzemplarzy, ponieważ spełnia ono określoną jednostkową funkcję, czyli służy do podpierania tyłka jak się siedzi. Natomiast krzesło w swych najlepszych wydaniach, które w historii zaczęły się od leżącego na ziemi kamienia po super wyrafinowane hi-techowe genialne wymysły współczesności, ma miliony odmian, które są absolutnie, kompletnie różnymi formami plastycznymi i mechanicznymi. Ilość form, jakie przyjęło krzesło w rozwoju kultury jest

niepoliczalna i fascynująca. Jaka jest więc w krześle jedność formy z funkcją? Nie ma żadnej! To pozostaje tylko w decyzji projektanta lub wykonawcy. Jeżeli sobie obejrzymy kościoły na świecie, nawet tylko katolickie, to ich forma waha się od katakumb rzymskich, o których też można powiedzieć, że początkowo spełniały rolę kościołów katolickich, poprzez barokowe, czy rozbuchane formalnie rokokowe, po supermodernistyczne „minimale”, czyli kościoły w rodzaju sześcianu ze szkła albo z betonu. A zatem gdzie jest ta sama forma idealna? Nie ma. A funkcja tych obiektów jest identyczna. To hasło modernizmu jest idiotyzmem tak absurdalnym, że nie mogę zrozumieć, jak przez tyle lat ludzie mogli przyjmować, że ma ono jakikolwiek sens. Kolejna „prawda” modernizmu, która się zdezaktualizowała, bo zamordowało ją samo życie, rozwój wypadków, rozwój kultury i życie codzienne, to bezpardonowa i nieokiełznana wiara w postęp, przyszłość i nową wartość. W postęp i w jego sens wątpił już dadaizm, w tym samym czasie i wcześniej, a później jeszcze wiele innych postaci i ruchów w sztuce i kulturze powtarzało do dzisiaj i nadal będzie powtarzać zwątpienie w kategorię postępu. Oczywiście w naszej kulturze, bo warto pamiętać, że są kultury


magazynconsido 02/2010

społeczeństw postfiguratywnych czy na przykład buddyjska, które w ogóle inaczej podchodzą do postępu. Są kultury, w których w ogóle nie ma takiego pojęcia, czyli status quo jest celem, sensem i wartością, nie ma potrzeby go rozwijać i tak jak jest, jest najlepiej. Być może nie są one gorsze od naszej, bo mniej niszczą środowisko i mniej czynią ludzi nieszczęśliwymi. Dlatego mówienie, że najważniejszy jest postęp, nowoczesność, że parcie do przodu jest obowiązkiem nas wszystkich, jest bardzo wątpliwe. W ten sposób obalił Pan wszystkie tezy modernizmu. Zgadza się. Modernizm królował przez tak długie lata właśnie dzięki tej jednej wartości, o której powiedziałem, czyli posiadaniu prostych, wręcz prymitywnych definicji i reguł, mówił co ma być zrobione, jak, co jest dobre, a co jest niedobre, do czego mamy prawo, a co jest wstydliwe, co jest dobrą sztuką, dobrą architekturą, a co nie jest. Był idealnym prądem kulturowo-artystyczno-intelektualnym (również architektonicznym) dla systemów totalitarnych, które rządzone przez półgłówków i niedouczonych idiotów musiały mieć w sobie proste reguły, bo tylko takie

75

mogli oni zrozumieć. Następnie musieli stworzyć aparat do ich egzekwowania, który musiał mieć czytelny system postępowania. Coś, co ma reguły fantastycznie pasowało do komunizmu, faszyzmu, hitleryzmu, stalinizmu, maoizmu i wszelkich innych totalitarnych pomysłów na organizację społeczną. Dlatego modernizm tak dobrze się rozwinął, obojętne czy przypadkiem, czy celowo. Jeśli był to przypadek, to potwornie nieszczęśliwy, ponieważ modernizm trafił idealnie w okres przewrotów społecznych, czyli na czas, kiedy się w Niemczech i we Włoszech rozwijał faszyzm, a w Rosji stalinizm. Systemy totalitarne wzmocniły rozwój modernizmu w sposób absolutny i bezdyskusyjny. Te powiązania są wprost organizacyjne, tutaj nie ma o czym dyskutować. Ponieważ komunizm trwał u nas do lat 90., prymitywny modernizm początkowy znakomicie się tutaj rozwijał i ugruntował, i to jest właśnie największe nieszczęście. Modernizm nie ma zalet? Z pewnością o wiele mniej, niż powszechnie się uważa. Jeżeli spojrzeć krytycznie na modernizm w architekturze, trzeba sobie powiedzieć, że poszczególne obiekty stworzone w latach 20. i 30. bywały bardzo dobrym i ciekawym przykładem architektury. Domy wielorodzinne, czyli tzw. kamienice istniejące np. w Łodzi przy Kościuszki, przy Wólczańskiej i w wielu innych miejscach są bardzo dobrymi budynkami i technicznie, i w rozłożeniu funkcji. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że dotychczas, czyli do dzisiaj, nie pojawiło się lepsze, tak szeroką falą zbudowane budownictwo wielorodzinne, a precyzyjniej mówiąc budynki wielorodzinne o socjalnym wymiarze – tam są mieszkania dla ludzi o mniej więcej podobnym statusie, co odróżnia je np. od kamienic czynszowych, które miały superekskluzywne i superwygodne mieszkania w kamienicy frontowej, a w oficynach gnieździła się biedota, były więc obiektami dla ludzi o różnym statusie.


76

magazynconsido 02/2010

Budynki modernistyczne, jako że to przecież komunizujący, socjalizujący system społeczno-estetyczny i filozoficzny, były dla wszystkich jednakowe. Jeżeli więc szukamy budynków, które mają w sobie równość i są dobrymi obiektami architektonicznymi, to trzeba powiedzieć, że kamienice z lat 20. i 30., budowane do drugiej wojny światowej w estetyce modernizmu, są fantastycznymi obiektami. Są wygodne, dobrze zbudowane i tak naprawdę pięknie wyposażone w środku. Wiele z wyposażenia uległo zniszczeniu lub chałturyzacji przez głupich ludzi, którzy je zamieszkiwali po wojnie, ale naprawdę te obiekty budzą szacunek tak samo jak obiekty publiczne. Np. gmach YMCA między Moniuszki a Traugutta – to piękny obiekt wzniesiony w stylistyce modernizmu. Jest też wiele, wiele innych np. budynek, w którym się znajduje telewizja, czy dawna siedziba Textilimpexu obecnie mieszcząca biura urzędu wojewódzkiego przy ul. Narutowicza. Te dwa obiekty zostały wzniesione jako centrala tekstylna na granicy lat 50. i 60. i one już nie są takim czystym modernizmem, tylko mają naleciałości socrealizmu. Symbolikę i detal, które socrealizm nałożył, żeby budowle były bardziej czytelne dla ludu, związane z historią i propagandą. Tym samym zaczął się wycofywać z niektórych tez modernizmu. Dlatego też są to budynki ciekawe, mają tradycyjne zdobnictwo (np. Pałac Kultury). Te obiekty będą zyskiwać z czasem na kulturowej wartości. Bloki z wielkiej płyty pozbawione detalu – nie! A co z modernizmem na większą skalę? Na przykład w Łodzi istnieje osiedle Montwiłła-Mireckiego, powstałe właśnie w duchu modernizmu. Po wojnie i tuż przed wojną modernizm rozpatrywany w szerszym, urbanistycznym kontekście, tworzył kompletne idiotyzmy. Nienawidzę urbanistyki modernistycznej i uważam, że tam gdzie się pojawiała, robiła samo zło i skalą, i interwencją, i burzeniem podstawowej natury miasta. Jeżeli słyszę zachwyty nad międzywojennym osiedlem Montwiłła-Mireckiego w Łodzi, to denerwuję się automatycznie, ponieważ uważam, że jest to osiedle wstrętnych domów, niewygodnych, złych galeriowców, o fatalnych, niedobrych mieszkaniach. Są dużo gorsze od mieszkań w kamienicach, o których mówiłem wcześniej. To jest ohydne, brzydkie osiedle. W dodatku ma tę wadę urbanistyki modernizmu, która wynika z jego wypaczonej filozofii. Mianowicie moderniści uznali swoimi małymi i kwadratowymi móżdżkami, że da się wyszczególnić i nazwać ważne pierwiastki architektury i urbanistyki dla człowieka. Ale ponieważ mieli małe móżdżki i kwadratowe, zdołali ich wyliczyć najwyżej 5–6. Te pierwiastki wyglądały następująco: przede wszystkim równość dla wszystkich. I samo to już jest podejrzane, bo jak wiemy ludzie są różni – jedni są grubi, inni są chudzi, jedni kudłaci, drudzy łysi, jedni głupi, drudzy mądrzy itd. Na tym polega bogactwo człowieczeństwa. Komunizm, który mówił, że wszyscy są równi, dokonywał nadużycia, o czym doskonale wiemy wszyscy, ale o ile w polityce można sobie dokonywać nadużyć, bo samo życie je sprawdza, o tyle w architekturze zostają na długie lata i czynią ludzi nieszczęśliwymi, po-

nieważ skazują ich na życie w złej przestrzeni. I to jest niewybaczalne. Poza tym politycy, którzy źle rządzili, przeważnie ponieśli śmierć – szlag ich trafił, a jak ich nie trafił, to trafi. Z historii zostali wygumowani i sprawa jest załatwiona. Natomiast co zrobić z architektami, którzy nie są ścigani, a zaprojektowane przez nich domy zostały? Są bezkarni. Druga tezą kwadratowych móżdżków, która się wyłoniła w odniesieniu do urbanistyki, było


magazynconsido 02/2010

77

to, że najważniejsze jest nasłonecznienie i dostęp światła, bo kiedyś miasta były ciemne. Cóż więc zrobili? Stawiali identyczne domy i rozgęszczali je tak, żeby był dostęp światła, czyli stawiali je sobie to tu, to tam jako wolnostojące budynki. Nie tworząc struktury miasta. Oni (na czele z gangsterem urbanistycznym Le Corbusierem) wymyślili, że najlepiej będzie właśnie wtedy kiedy będą wolnostojące. To również miało je lepiej łączyć z naturą (w ten sposób, że stoją na trawie). Jeszcze lepiej by było, gdyby stały na kolumnach, by trawa rosła pod nimi. Jeśli chodzi o zaprojektowanie domu w pełni „ożenionego” z naturą, to jest tylko jedno rozwiązanie: żeby go w ogóle nie budować. Ale na to nie wpadli, a szkoda. Natomiast jeżeli już dom budujemy, to jego połączenie z naturą jest skomplikowane i wielowarstwowe, najczęściej kompromisowe – czyli bolesne.

Są w ogóle jakieś przykłady pozytywne, jeśli chodzi o połączenie architektury z naturą, które mógłby Pan przytoczyć? Jest! Dom Emilio Ambasza. Zaprojektowany na początku lat 80., a wybudowany po 2000 roku w parku krajobrazowym w Hiszpanii. Ale w stylistyce modernistycznej wszystkie rozwiązania są dyskusyjne, np.: dom mieszkalny, tzw. Pawilon Niemiecki, który się znajduje w Barcelonie, zrobiony przez Miesa van der Rohe na wystawę Expo w 1936 roku. Czasami słyszę, że genialnie wpisuje się w naturę, bo ma duże szyby i przez te szyby widać krajobraz. Zgoda, ale on przez swoją zupełnie inną formę, czyli prostokreślność, ostre kanty, nienaturalne materiały (bo szkło niby jest naturalne, ale nie w postaci tafli szklanej, tylko w postaci piasku na plaży, płyty kamienne są naturalne jako zbocze góry, ale nie jako wycięte i wypolerowane płaszczyzny) jest zgrzytem w naturze, jaki by nie był piękny. Natura nie jest kanciasta. Jest biomorficzna, miękka, ma „roztrzepaną” formę, jak np. drzewo czy obrąbany brzeg zbocza, i nigdy nie będzie kwadratowa jak dom Miesa van der Rohe. W związku z czym ten dom się nigdzie nie wpisuje, tworząc jedynie kontrast z naturą. Może kontrastować świadomie bądź nieświadomie, ale nie okłamujmy ludzi, że się z naturą łączy. A co z miastami i nowymi dzielnicami, budowanymi w myśl modernizmu? Według myśli modernistycznej rzeczywiście powstawały całe miasta, czego dobrym przykładem jest Nowa Huta oraz wszystkie osiedla z wielkiej płyty w Łodzi i na całym świecie. Jednym z takim wymysłów po kolejnych kongresach architektów, po Karcie Ateńskiej, która jest dowodem na trwanie bzdury modernistycznej po latach, obalonej na szczęście przez kongresy Machu Picchu, jest Brazylia wymyślona przez Oscara Niemeyera i Lucio Costę. Sztuczne miasto, które bardzo źle funkcjonuje. Chociaż z powietrza przypomina przepięknego ptaka i po modernistycznemu dzieli miasto na rozmaite strefy, kierunki i osie (bo musi być jedność formy z funkcją) i ma „czystość strukturalną”, to w nim bardzo źle się mieszka, między innymi właśnie dlatego, że nie ma wykrystalizowane-

go centrum jak inne miasta. Cóż się okazało – moderniści negując całą strukturę miast wcześniejszych i wymyślając własną (czyli najkrócej mówiąc domków powstawianych jak wykałaczki w masło to tu, to tam, każdy oddzielnie), zniszczyli wszystkie przesłanki tworzenia miast, wynikające z ich naturalnego rozwoju historycznego. Oglądając miasta i ich analizę w opracowaniach naukowych można zauważyć, że struktury miast nawarstwiały się czasem przez 2000 lat czy nawet – jak w Rzymie – przez 4000 lat. Miasta są bardzo skomplikowaną materią, można powiedzieć, że podobną w swoim skomplikowaniu do organizmu ludzkiego. Nakładają się tam działania świadome na przypadkowe, polityczne na indywidualne. Liczą się meandry historii, ekonomii, pogody. Działania planowane i nieplanowane, wojny, kataklizmy,


78

magazynconsido 02/2010

następnie przez dwóch różnych właścicieli rozbudowane inaczej itd. To jest masa przypadków emocjonalnych i sytuacyjnych lub ekonomicznych. Miasta w rozwoju historycznym oswajały ludzi ze swoją strukturą. Ludzie uczyli się jej, rodzili się w niej, wychowywali, dostosowywali ją do swoich potrzeb. Pamiętajmy, że pierwotna definicja miasta mówi, że narodziło się ono z potrzeby skupiania ludzi i jest tym lepsze, im jest gęstsze, im ma więcej do zaoferowania różnych aktywności na jak najmniejszym obszarze. Tę filozofię przejmują malle handlowe, oczywiście w sposób tylko częściowy, bo nie są w stanie całkowicie jej przejąć. Na gęstym obszarze możemy i „pomieszkać”, i pójść do sklepu, i pójść do kina, i odwiedzić lekarza, pooddychać świeżym powietrzem, wejść do wody, i sto jeszcze innych aktywności możemy „odbyć”. Możemy być w tłumie i możemy się wyizolować. Możemy się identyfikować z pochodem, który manifestuje na ulicy, ale za chwilę przechodzimy 10 metrów i jesteśmy na podwórku, gdzie zamykamy bramę i się identyfikujemy tylko z 20 osobami, które na tym podwórku mieszkają, z nimi się utożsamiamy, ich znamy lepiej itd. To są też struktury różnych poziomów interakcji społecznych, od rodziny w mieszkaniu czy w jednym domu poprzez kilka rodzin po większą społeczność ulicy czy kwartału.

koniunktury, recesje itd. – liczba tych czynników jest tak wielka, że nikt ich jeszcze nie zdołał zebrać ani nazwać, ani nawet wstępnie rozpoznać, ile mogłoby ich być, jaki jest rodzaj wzajemnych powiązań i jaki jest „matematyczny wzór” na manipulowanie nimi. To są wzajemne powiązania, reakcje i fakty, emocje i bezlitosny materializm, które owocują budowaniem różnych obiektów, przemurowywaniem tych obiektów, wytyczaniem dróg, likwidowaniem dróg, wprowadzaniem różnych środków transportu itd. Miasta rozwijały się wzdłuż dróg, a z nadejściem kolei trzeba było je przeciąć tą koleją. Były miasta, które miały rzekę, która potem zniknęła, miasta, które zarosła dżungla albo zalała woda. Masa czynników w skali makro, na które nakładają się czynniki mikro, czyli takie, że ktoś był właścicielem domu, dobudował do niego kawałek, potem splajtował, sprzedał, ktoś to kupił, ten kawałek mu się nie podobał, więc go przerobił, podzielił działkę na pół, te dwie połowy zostały

Pamiętam, że kiedy wychowywałem się w Łodzi, to ulice miały swój patriotyzm i niektóre się nie lubiły. Jak poszedłem na Próchnika, to mnie pytali, z której ulicy jestem. Odpowiadałem, że z Gdańskiej i słyszałem „to masz w ryj”. Ale jak poszedłem na Więckowskiego, to Więckowskiego mówiła „nie, my z Gdańską się kumplujemy, jesteś w porządku koleś”. Takie możliwości daje miasto w tradycyjnym układzie mające ulice, podwórka i wydzielone przestrzenie prywatne i półprywatne. Natomiast kompletnie nie daje szans miasto w strukturze zdezintegrowanej, czyli modernistycznej, które nie ma ulic, tylko jezdnie, a przestrzeń nie dzieli się na publiczną, prywatną i półprywatną, nie ma podwórek, lecz wszystko jest wszystkich - czyli niczyje. Okazuje się, że to ma określone konsekwencje społeczne – największa przestępczość jest nie na Piotrkowskiej czy na Próchnika, tylko na Olechowie, bo tam nie ma więzi społecznych mikro i makro. Summa summarum okazało się, że Łódź, gnębiona jako tradycyjne miasto przez propagandę komunistyczną, bo była sukcesem kapitalizmu, przez lata komunizmu do lat 90. miała historyczne centrum, które się na początku lekceważyło, potem niszczyło, a które tak naprawdę było bazą zamieszkania dla całego tego miasta. Na szczęście komunizm się skończył, a ponieważ był ubogi, nie zdążył zniszczyć centrum Łodzi. Ale były plany przebicia wielopoziomowych arterii po śladzie Piotrkowskiej. Zostały takie domy jak Magda, Centrale itd., które nie pasują do struktury centrum. Nie pasują świadomie i ostentacyjnie, jak wieżowiec Hotelu Centrum przy Traugutta i inne „dokonania”, których na szczęście więcej komuniści nie zdążyli wcielić w życie, ale zdążyli nauczyć całe pokolenie powojenne urbanistów i architektów nonszalancji dla historii, czyli nie szanowa-


magazynconsido 02/2010

Świat zrezygnował z modernizmu? Niby nie, ale tak naprawdę myśl modernistyczna umarła na świecie w 1972 roku. Niestety, w Polsce się kontynuowała i co gorsza wciąż się kontynuuje. Niepojęta jest dla mnie niezwykła żywotność tej doktryny. Oferując bardzo uproszczone, prymitywne pojmowanie człowieka, twórczości i świata, zdominowała architekturę przez 90 lat (z małymi przerwami). Zamordowała (przynajmniej na pewien czas) kilka o wiele kreatywniejszych awangard i ciągle kładzie się upiornym i groźnym cieniem na współczesności (szczególnie w Polsce). Niepojęte jest też dla mnie bezustannie funkcjonujące, a kompletnie błędne utożsamianie pojęć „nowoczesny”, „współczesny”, „kreatywny” z doktryną modernistyczną. Co najmniej od 70 lat wymienione kategorie do modernizmu już się nie odnoszą. Dzisiaj (powiedzmy od lat 80.) pojęcia „nowoczesny”, „współczesny”, „kreatywny” znaczą: „tolerancyjny”, „otwarty”, „wieloraki”, „poszukujący”, „niestabilny”, „wrażliwy”, „niejednoznaczny”, „wątpiący”, „indywidualny”, „nieagresywny”, „etniczny” oraz wyczulony na cywilizacyjne dziedzictwo kulturowe i dziedzictwo przyrodnicze (ekologia, aż do znudzenia). Żadnej z wymienionych kategorii nie zawiera w sobie doktryna moderni-

styczna. Modernizm to gra na bębnie – współczesność to gra na skrzypcach. Kto ma grube paluchy, niech idzie kopać doły i nie bierze się za gmeranie w kulturze. Ale wracając do Łodzi: uważam, że tak zwane apartamentowce na Olechowie są po prostu okropnymi gniotami, takimi jak budynki z wielkiej płyty, tylko że robione w innej technologii budowlanej. Rozwijanie tych osiedli przyniosło jeszcze gorszy skutek niż tylko sama ohydna przestrzeń, mianowicie było antidotum na inwestowanie środków w dogęszczanie miasta, w związku z tym Łódź wygląda jak dziurawa gąbka. Centrum ma pełno dziur, które można by poplombować. Budując następne osiedla, ciągle trzeba doprowadzać drogi, instalacje, potem trzeba będzie doprowadzić tam linie autobusowe czy tramwajowe. Obsługa miasta, które jest rozszerzone, a nie zwarte, jest droga. Łódź jest więc miastem drogim. W dodatku jak się inwestuje w drogi za Hetmańską na Olechowie, to już tych pieniędzy się nie zainwestuje w centrum. Poza tym wyprowadza się ludzi z centrum do tamtych mieszkań, co oznacza, że centrum będzie pustoszało i niszczało, a jeśli ono ulegnie zniszczeniu, to miasto nie będzie miało tożsamości, zginie i będzie nijakim przestrzennym bałaganem. Katowice, Gliwice czy Chorzów to są wstrętnie zdezintegrowane przestrzenie, niestety trzeba powiedzieć, że Warszawa również. Nie została odbudowana zgodnie z przedwojennymi założeniami i jest chaotyczną przestrzenią. Ten proces trzeba odwrócić. Jeśli chodzi o modernizm w Łodzi, to denerwuje mnie to, że nadal jest wielu jego zwolenników, którzy chcą niszczyć centrum, wysławiają pod niebiosa ohydne osiedla i chcą budować następne, nadal zaniedbując centrum, niszcząc jego zabytki i pozbawiając Łódź tożsamości. Ludzi, którzy to robią, uważam za jakiś koszmarnych, archaicznych i nieodrodnych synów modernizmu w jego najgorszych przejawach, czyli inaczej mówiąc, posługując się językiem studentów, za falę bezprzykładnej bolszewii. Uważam, że w dzisiejszych czasach bolszewia nie ma racji bytu ani w Łodzi, ani w Polsce, ani nigdzie na świecie. Dziękuję za rozmowę. •

fot. Ł. Domiza (Quality Pixels)

nia centrum Łodzi, uwielbienia dla myśli modernistycznej, którą wcielali w życie, budując osiedla na Kozinach, Retkini, Teofilowie, Radogoszczu, Olechowie, Widzewie itd. Opaskudzili całe miasto tymi osiedlami – świadomie używam niecenzuralnego pojęcia, ponieważ taki mam stosunek do takiej architektury, do tej urbanistyki. Uważam, że jest to zaśmiecanie środowiska, psucie miasta i krajobrazu, bezmyślne degradowanie ogromnych obszarów przyrodniczych. Takie budownictwo zostało na świecie zanegowane pod koniec lat 60. bardzo ostro. W Louisianie w Stanach Zjednoczonych pierwsze tego typu osiedle zostało wysadzone w powietrze w 1972 roku, mimo że parę lat wcześniej zyskało tytuł najlepszego obiektu architektonicznego w kraju. Bo się okazało, że nie chcieli w nim mieszkać już nawet nielegalnie przebywający przestępcy i wszelkie najgorsze szumowiny, jakie mogą być w Stanach Zjednoczonych. Wykorzystywali tylko tę przestrzeń jako bazę rozwoju działalności kryminogennej.

79


80

magazynconsido 02/2010

Wywiad

piotr biliński

Studium jest zagrożeniem dla Łodzi Nie boję się twierdzić, że Studium uwarunkowań jest zagrożeniem dla Łodzi. Ten dokument jest po prostu niebezpieczny, w szczególności dla obszarów śródmiejskich, ale także i pozostałych, urbanizowanych dodatkowo na dużą skalę, w żaden sposób nieuzasadnioną w stosunku do tego, co zapisano w jego założeniach.

Piotr Biliński Architekt. Od roku 1997 prowadzi pracownię architektoniczną "Piotr Biliński - architekt". Architekt Miasta Łodzi w latach 1990–1997. Od maja 2010 społeczny doradca Prezydenta Łodzi do spraw architektury i dziedzictwa historycznego.

Piotr Biliński Plan zakładał, że aglomeracja obsługiwać będzie około miliona mieszkańców. Nagle okazuje się, że tym ludziom proponuje się rozwój na terenach pozaśródmiejskich, opuszczając rozwiązania dotyczące obszarów wewnętrznych. A nie powinno się zapominać o tym, że mamy bardzo dużo tkanki XIX-wiecznej, zachowanej w różnym stanie, lepszym czy gorszym, ale nadal jest to gęsta zabudowa, która nie jest efektywnie wykorzystywana. Obszary wewnętrzne nie są objęte żadną polityką. Mówi się tylko, że robimy jakiś skansen w postaci osi Piotrkowskiej i w ramach tego skansenu, a także innych obszarów o charakterze historycznym, jak np. Księży Młyn, będziemy budować coś, co nazywa się „tożsamością”. To jest bzdura, bo prawdziwa tożsamość tego miasta leży w jego skali, w wysokości zabudowy, szerokości ulic, sposobie kształtowania narożników itd. Ponadto liczy się to, z czego Łódź przecież wyrosła, a więc wielofunkcyjność zewnętrzna, czyli usługi, przemysł, handel, mieszkalnictwo. Wszystko to miesza się ze sobą, dlatego należałoby dążyć do tego, by ten charakterystyczny element zachować. Tymczasem robi się przeciwnie. Studium mówi w swoich założeniach np. o zapotrzebowaniu na 1,5 mln metrów kwadratowych powierzchni ogólnie usługowej w ramach tworzenia nowej osi Łodzi w postaci ulic Piłsudskiego i Rokicińskiej, gdzie można budować wysokie budownictwo.

twa, że muszę specjalnie fundamentować budynki? Po co mam w to wchodzić, przecież biznes to nie sentyment, tylko pieniądz i jeżeli nie ma czynnika ekonomicznego, to nie ma inwestycji”. Prowadzę kilka takich projektów wewnątrz miasta. Kryzys spowodował, że niektóre z nich zostały zatrzymane, ale wydaje się, że za chwileczkę ponownie ruszą inwestycje, tymczasem moi inwestorzy mówią: „Nie, z tymi wewnątrz to poczekamy, bo tutaj coś się szykuje. Niech pan nie uważa, że nie czytamy waszych dokumentów formalnych – czytamy i wiemy, że miasto zaczyna tworzyć nowe obszary dla inwestycji usługowych”. Oczywiście, że nie ma lepszego miejsca na tzw. usługi ponadregionalne i biura je oferujące niż obszar Dworca Fabrycznego. Ale czy my naprawdę chcemy, żeby 100% nowych inwestycji w Łodzi zlokalizowano w okolicach Dworca Fabrycznego? Takie stworzenie struktury miejskiej jest po prostu wadliwe. Studium nie jest w stanie zagwarantować wypełnienia struktury wewnętrznej. Przecież nie rozmawiamy o przemyśle, który śmierdzi i brudzi, ale głównie o usługach, a te usługi można zlokalizować pomiędzy mieszkaniówką. Do tego jednak potrzeba preferencji, zapisanych w studium, bo ono jest w dużej mierze dokumentem politycznym. Pomożemy wszystkim, którzy będą chcieli inwestować w centrum, ale też nie znaczy to, że wszystko im damy.

Co z przestrzenią w śródmieściu? Czym wypełnić tę przestrzeń, to szczerbate miasto? Obawiam się, że będzie częściej pojawiać się to, co już słyszę od inwestorów: „Skoro miasto będzie preferować świeże tereny, może nie gołe pola, ale łatwe do zainwestowania, to po co mam wchodzić w obszar centralny, gdzie mam taką strukturę sąsiedz-

Tutaj jest kolejny paradoks – z jednej strony w studium jest zapisana sytuacja dotycząca komunikacji oraz założenie zmniejszania ruchu wewnętrznego, dążenie do dominacji komunikacji miejskiej w obszarze sąsiedztw. A z drugiej strony, cóż z tego dokumentu wynika dalej? Otóż to, że będziemy budować duże centra i samochody muszą


magazynconsido 02/2010

do nich dojechać. Wskaźnik dotyczący miejsc parkingowych w obszarze centralnym, przyjmowany w tej chwili za obligatoryjny, co jest ewenementem na skalę europejską, jest taki, że wszystkie miejsca parkingowe inwestor musi zmieścić na swojej działce. Czyli 30 samochodów na 1000 mkw. powierzchni. To oznacza, że na tej działce człowiek przyjeżdżający do jakiegoś biura na osiem godzin zostawia samochód. Innymi słowy, w godzinach powiedzmy 7:30–9:00 tych kilkanaście tysięcy samochodów zjawia się na tych obszarach i musi wyjechać później, około godziny 16:00. Nie ma takich dróg, które by przejęły taki ruch w tak krótkim czasie. A przecież nasze partnerskie miasta, Lyon czy Stuttgart, z którymi miasto utrzymuje kontakty, we wczesnych latach 80. wprowadziły zakaz budowy parkingów przez inwestorów prywatnych. Jedyne, jakie mogą być budowane, to parkingi komunalne, bo wtedy przez politykę cenową różnych systemów można sterować liczbą samochodów wjeżdżających na obszar miasta. Wtedy ruch komunikacji masowej ma sens, bo jeżeli będzie mniej samochodów na ulicach, to i tramwaje będą jeździły szybciej, bo będą jeździły płynnie. Tymczasem my z jednej strony zakładamy przeniesienie środka ciężkości transportu na komunikację masową, a z drugiej strony – budujemy punktowo poukładane centra, do których będą dążyły samochody. Co więcej, proponuje się nowe ulice. Ktoś wymyślił wielką obwodnicę wewnętrzną Targowa, która przecina struktury XIX-wieczne w sposób tak dokładny, jak ulica Zachodnia, czyli tnie równiutko po oficynach i po budynkach fabrycznych. Co najśmieszniejsze, proponowana klasa tej ulicy oraz wynikające z tej szerokości linie rozgraniczające są szersze niż na ulicy Kościuszki, bo ona w tamtym obszarze ma mieć 55 metrów, a Kościuszki ma 35. Czy to nie prowokuje niczego innego jak chęci jeżdżenia tą ulicą? A przecież dlaczego w Łodzi do-

81

brze się jeździ? Otóż między innymi dlatego, że jest relatywnie dużo ulic wąskich, którymi ruch się rozprasza, bo i cele są rozproszone. A jeśli cele zostaną skupione, to będą wszyscy do tych celów dążyć i Łódź zostanie zapchana. Patrząc jako praktyk, a nie planista, widzę, jak zachowują się inwestorzy, jak kształtowane są inne miasta, jak ludzie to czują i wyciągam stąd wnioski, dostrzegając sprzeczności tkwiące w studium. Nie bardzo rozumiem, dlaczego wnioski naszych miast partnerskich nie są zapisane jako pewien kanon, który powinien być stosowany. Kolejna sprawa ma pewien charakter porządkowy. Nikt nie zadał sobie trudu sprawdzenia zapisów studium w kontekście wydanych prawomocnych decyzji o warunkach zabudowy. W wielu wypadkach wydano pozwolenia na budowę sprzeczne


82

magazynconsido 02/2010

ze studium. Oczywiście człowiek posiadający pozwolenie na budowę czy nawet decyzję o warunkach zabudowy wygrywa, przynajmniej tak długo, dopóki studium nie będzie równoznaczne z planem miejscowym. Na razie jednak ma nim nie być, bo to jest dokument o innym charakterze. W tej chwili miasta nie mają planów miejscowych, ponieważ unikają ich z różnych powodów. Plan to jest zobowiązanie w dwie strony. To nie tylko narzucenie rygorów właścicielom działek, ale także zobowiązanie ze strony miasta do wykonania pewnych czynności. W związku z tym ustawodawca dąży do tego, żeby studium stało się jednym z dokumentów, na który można się powoływać przy wydawaniu tzw. certyfikatu urbanistycznego, czyli ma to być rodzaj decyzji o warunkach zabudowy, opartej o pewien materiał. Wyobraźmy sobie zatem sytuację, w której w studium jest zapis dotyczący terenów przemysłowo-usługowych. Mogę podać takie przykłady, gdzie już jest wydana decyzja o warunkach zabudowy i pozwolenie na budowę wchodzi w życie. Wyobraźmy sobie, że wchodzi ustawa oparta o studium, ta inwestycja powstaje mimo wszystko, mimo że tam jest obszar przemysłowo-usługowy, a w studium było mieszkalnictwo. Nagle w pewnym momencie w środku tej inwestycji albo pod jej koniec trzeba wykonać pewną czynność budowlaną, która wymaga uzyskania decyzji o pozwoleniu na budowę, a co za tym idzie uzyskania dziś decyzji o warunkach zabudowy, a w przyszłości – jakiegoś certyfikatu. I teraz okazuje się, że tam, gdzie 3/4 osiedla już stoi, trzeba zrobić jakiś drobiazg, który wymaga pozwolenia na budowę, trzeba mieć decyzję o warunkach zabudowy, a urząd mówi, że to się nie zgadza ze studium. I co? Odszkodowanie? Przecież plan został ustalony, wszystko jest prawidłowo. Czy tak może być? Nie może, bo to świadczy o tym, że w tym sporze każdy ciągnie na swoją stronę. Miasto jest jednym organizmem. Autorem studium jest prezydent miasta. On przedstawia je radzie do zatwierdzenia, ale to jest ten sam organ, który wydaje decyzje, czyli zobowiązuje się do wzajemnych rzeczy w ramach tego dokumentu. Wiarygodność urzędu dramatycznie spada. Nie można powiedzieć: „To się wykupi!”. Wykupi się? Co? Za ile? Na jakiej zasadzie? Jeżeli tego nie ma, urząd narazi się na bardzo brzydkie epitety ze strony potencjalnych deweloperów. A tego nie ma i jestem w stanie podać dosyć dużo przykładów takich nieudolności. Kolejna sprawa to tzw. tereny otwarte. Plan miejscowy zatwierdzony w 1993 roku wyraźnie wyznaczał obszary podlegające i niepodlegające urbanizacji. Miał mankamenty, bo nie ma planu idealnego, ale w kategoriach struktury miejskiej był bardzo dobry. A teraz? Urbanizujemy prawie 100% miasta. Oczywiście nie chronione tereny zielone, jak Las Łagiewnicki, ale na wszystkich polach w okolicy dopuszcza się pewną urbanizację w ramach skoncentrowanej zabudowy wiejskiej, czyli innymi słowy tworzy się tzw. dzielnice rezydencjonalne. To znaczy, że działki są

nieco większe, ale trzeba tam zrobić drogę, sieci itp. Koniec końców urbanizujemy prawie 100% powierzchni miasta, bo nie można nazwać tych terenów terenami niezurbanizowanymi, skoro mają zabudowę, mają drogi, mają sieci. W rezultacie miasto staje się rozbryźniętym plackiem. Argument, że gminy sąsiednie w ten sam sposób ściągają swoich klientów, jest niewątpliwie istotny, ale powstaje pytanie, czy my tego chcemy? Czy chcemy mieć miasto, które jest zapaćkane pseudoosiedlami na wszystkich terenach otwartych, bez wyraźnej struktury? Czy to podnosi standard życia mieszkańców, generalnie wszystkich, a szczególnie tych w centrum? Nie! Zdecydowanie nie. Ideą planu, który powstawał w latach 90., było podzielenie miasta na rozchodzące się pasma. W efekcie dostęp do terenów zielonych otwartych był dla każdego mieszkańca statystycznie i relatywnie równy. Można było mieć gwarancję, że w pewnym miejscu już urbanizacji nie będzie, bo będą tereny otwarte. Czy one są polami, czy półdzikimi lasami, bo przecież nie wszystko musi być parkiem – ważne, że tereny są otwarte. Mają swoją biosferę, żeby zwierzęta mogły tam funkcjonować, żeby przyroda w sposób naturalny wchodziła do środka miasta. Dziś nie będziemy tego mieli, bo rolnik może podzielić swoją działkę na jaką chce ilość działek, bo takie jest prawo i jest ono niespójne. Potem postawi jeden dom, bo mu wolno, ponieważ rolnik na obszarze może wykonać działkę siedliskową, jeżeli jego działka jest większa niż hektar przeliczeniowy, czyli w przypadku Łodzi jest to 1,2 hektara. A jak już ma taki domek, to zaraz wystąpi o drugi, bo dlaczego nie? Bo ma prawo mieć domek, i zaraz trzeci, i czwarty, bo przecież on z tej roli i tak nie żyje. W studium zapisano ideę, że powinniśmy te tereny traktować jako rezydencjonalne otwarte, ale skoro jest czytelny mechanizm jak obejść ten zapis, to powinna być także sformułowana polityka, jak chcemy zachowywać te tereny otwarte. Może je wykupywać? Bo czemu nie? W Stanach Zjednoczonych, w Kolorado, jest miasto o nazwie Boulder. Na początku lat 90. jego radni doszli do wniosku, że tereny zielone wokół miasta są bardzo cenne dla wszystkich jego mieszkańców. W związku z tym podniesiono podatki miejskie w celu zebrania funduszy na wykup ziemi od rolników. Władze Boulder twierdzą, że zachowanie terenów otwartych powoduje, że klimat w mieście jest lepszy, a samo miasto nie zostanie zurbanizowane w sposób dziki. Nie oczekuję od Łodzi tego, żebyśmy także wykupili wszystkie tereny. Ale należy być świadomym, że innej metody ochrony terenów otwartych nie ma. To zresztą wcale nie muszą być parki ani lasy. Mogą to być nawet na półdziko przystosowane tereny otwarte, które w sposób naturalny się zadrzewiają, w naturalny sposób uzyskują swoją formę. I tego także nie ma w studium. Wracając do przestrzeni publicznej – Łódź zatrzymała się na 1997 roku, w jakości lat 90. Każda większa inwestycja w Łodzi jest skandalem. Weźmy np. Tramwaj Regionalny, który nie rozwiązał


magazynconsido 02/2010

83

problemów komunikacyjnych. Nie mógł ich rozwiązać, ponieważ trzeba by było go puścić pod ziemią, żeby rzeczywiście stał się wewnętrzną „koleją miejską”, tak jak jest w Stuttgarcie. Konieczny jest też drugi tramwaj podziemny w układzie wschód–zachód. Dopiero na bazie tej struktury można by budować system komunikacji lokalnej – mniejszej, ale ta szybka kolej dowozowa byłaby sprawna i bezawaryjna. Ta mieszanka, którą obserwujemy dzisiaj, jest po prostu bzdurna. To także kwestia estetyki – Łódź to zemsta projektanta, drogowca i sieciowca. Przez środek miasta poprowadzono ulicę Kościuszki, która kiedyś nazywała się Spacerowa i nie miała w środku torów tramwajowych, tylko piękną aleję spacerową. Dziś zwróćmy uwagę na ohydną siatkę stanowiącą przegrodzenie między torowiskami, dochodzącą do słupów za każdym razem inaczej, poprzecinaną partiami srebrną. Słupy szare, na nich białą farbą napisane cyfry na wysokości 2,50 metra będące numerem słupa. Do słupów wszystkie urządzenia techniczne przymocowano srebrną taśmą. Przystanek z kostki, ogrodzenie krzywe, na przystanku trzy rodzaje zieleni, bo wiata i kosze są w róznych odcieniach. Latarnie pasują jak pięść do nosa, bo niby ciężkie, udające XIX-wieczne, a na nich oprawy najbardziej typowe za parę złotych, czyli najtańsze jakie są, ale spełniające wymogi.

strzennej miasta? Przecież to jest tylko leczenie kompleksów, nic więcej. Skala Łodzi, czyli około 25 metrów, jest doskonała, bo jest ludzką skalą. Wzdłuż takich ulic idzie się z przyjemnością, człowiek jest w stanie je ogarnąć, nie przytłaczają go. Gdyby spojrzeć na cywilizowane miasta, które powstały na gruzach socjalizmu, czyli np. Berlin, zauważymy, że nie ma tam dwustumetrowych wieżowców. Każdy obszar ma swoją skalę. Są obszary dwudziestopięciometrowe i są czterdziestometrowe, ale to jest wszystko. Czyżby Niemców nie było stać, żeby postawić dwustumetrowe budynki? Stać, tylko nie widzą takiej potrzeby, bo miasto musi mieć skalę człowieka i tak są kształtowane wszystkie cywilizowane europejskie miasta.

Tymczasem nie trzeba daleko szukać dobrych wzorców, można pojechać do Krakowa, gdzie detal jest zupełnie inny. Jakaż jest waga detalu w Warszawie! W Łodzi nikt tego detalu nie zrobił, wprowadzono ohydną, technologiczną rzecz, która dzieli miasto i nie załatwia niczego. Gdyby choć szybki tramwaj rozwiązał problemy komunikacyjne, łatwiej byłoby mu wybaczyć szpetotę technologiczną. A jednak ani ich nie rozwiązał, ani nie jest estetyczny; jest po prostu szkaradną konstrukcją, na którą wydaliśmy, czyli zmarnowaliśmy, mnóstwo pieniędzy. Oczywiście studium również i na ten temat coś pisze, ale tak naprawdę nie wiemy, jak będzie to funkcjonowało, jak powinien wyglądać dokładny układ sieci zewnętrznych i wewnętrznych. Tego nie ma w studium, ono to omija, natomiast ochoczo wyburza wszystko, budując jakieś obwodnice po 55 metrów w poprzek całej struktury.

U nas w studium powstał zapis o sylwecie miasta, tłumaczony w ten sposób, że dzięki temu Łódź będzie dobrze widać z autostrady. A przecież autostrada jedzie przeważnie przez tereny zurbanizowane, więc w 100% będzie w ekranach akustycznych. Nawet na wiadukcie, który będzie tam przechodził nad torami przy Rokicińskiej, muszą być ekrany akustyczne. Nic nie będzie widać, żadnej wieży, żadnego centrum – będziemy przelatywać jak w dolinie, w głębokim kanionie. Opowiadanie, że tworzymy sylwetę po to, żeby było zaznaczenie naszego istnienia, bo ktoś przejeżdżający samochodem zauważy, że przez Łódź przejeżdża, jest bez sensu. Sam pomysł tworzenia takiej, a nie innej sylwety miasta świadczy o myśleniu rodem z głębokich lat 70. Czy żeby zaistnieć, musimy mieć wieżowce? Nie musimy.

Polimerek

Szkoda, że nie ma u nas wypracowanego modelu debaty publicznej we wszystkich dziedzinach. To nie jest tylko kwestia architektury. Po prostu nie rozmawia się na żadne tematy, nie ma arbitra, który chciałby taką debatę przeprowadzić. Moim zdaniem to władza powinna ten temat poruszyć, bo założenia do studium zatwierdza władza. Tych założeń nie może kreować jeden autor, mający taką czy inną wizję. Oczywiście ktoś musi zebrać całość, opracować, ale musi ona wynikać z szerokiej decyzji, bo to jest zmiana o charakterze wielodziesięcioletnim. To, co zrobimy teraz, zostanie nam i naszym przyszłym pokoleniom na wiele lat. Tymczasem nie ma debaty publicznej i to jest dramat, szczególnie jeśli chodzi o założenia do rozwoju miasta. Jest to na pewno bardzo trudne do przeprowadzenia, ale obowiązkowe, bo my w tym mieście żyjemy. •

fot. [s. 81]

Jest mi bardzo przykro, bo ten dokument powstaje w bólach i powinien być już dawno wykonany, a z drugiej strony jedyna rzecz, którą można w tym wypadku zrobić, to go odrzucić i zrobić jeszcze raz. Stworzyć nowe założenia, nie mówię, że w całości, bo te założenia czy analizy, które są wykonane, są lepsze czy gorsze, ale jakieś są i podsumowują co nieco. Ale później przyjęte założenia dotyczące oczekiwań powinny być zrobione jeszcze raz. Nie wiem z czego musimy się leczyć, ale ktoś z kompleksami doszedł do wniosku, że musimy mieć dwustumetrowe wieżowce przy Dworcu Fabrycznym. I tam wyznaczono pola – jedno na dwustumetrowe i trzy, gdzie można budować po 150 metrów. Po co? Czy my będziemy drugim Dubajem? Będziemy karłem, a nie Dubajem! Czy posiadanie wieżowców świadczy o wysokiej jakości prze-

Byłem ostatnio w Stuttgarcie. Powiedziano mi: „Postawiliśmy wysoki budynek”. Nie uwierzyłem. Pojechaliśmy gdzieś na przedmieścia i rzeczywiście, postawili tam 18 pięter. W Lyonie, w naszym zaprzyjaźnionym mieście, raz im się zdarzyło postawić wieżowiec, który się nazywa Ołówek, bo wygląda jak zaostrzony ołówek. Dziś mówią, że to była wielka pomyłka. Tak samo w Paryżu. Z którego miejsca najlepiej widać miasto? Z Tour Montparnasse! Dlaczego? Bo nie widać Tour Montparnasse. Tam też popełnili błąd – najlepszy jest widok z Ołówka, bo nie widać Ołówka.


84

magazynconsido 02/2010

Wydarzenia Jubileuszowa XX edycja konkursu „Najlepsze Wnętrze Roku” Fundacji Ulicy Piotrkowskiej pod patronatem prasowym „Polska Dziennik Łódzki” Agata Wojtalczyk Już po raz dwudziesty odbył się konkurs na „Najlepsze Wnętrze Roku”, zorganizowany przez Fundację Ulicy Piotrkowskiej pod patronatem gazety „Polska Dziennik Łódzki”. Początki konkursu zakorzenione są w nadziei na zachęcenie projektantów i inwestorów do realizacji projektów biur, sklepów, pubów, kin i innych wnętrz na najwyższym poziomie inwestycji wnętrzarskiej. Oceny prac dokonuje profesjonalne jury, składające się z projektantów wnętrz, konserwatorów, plastyków i dziennikarzy, na podstawie analizy wielu składników dobrego wnętrza. Najważniejszym kryterium oceny jest jednak umiejętność twórczego wpisania się w historyczny (eklektyczno-secesyjny) charakter Piotrkowskiej i centrum Łodzi. Brane są również pod uwagę: prawidłowość rozwiązania funkcji, umiejętność wykorzystania zastanej przestrzeni, nowatorstwo i indywidualizm oraz jakość wykonania. Od 1994 roku wprowadzono dodatkową kategorię: „Rekonstrukcja historyczna” (obiekty rewitalizowane pod okiem Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków), a od 2004 roku kolejną: „Wnętrza budujące tożsamość Łodzi”. Obie kategorie odnoszą się do realizacji na terenie całego miasta. Tradycyjnie już główna nagroda dla autora najlepszego zrealizowanego projektu wnętrza fundowana jest przez Prezydenta Miasta Łodzi. Zwycięzcą ubiegłorocznej edycji konkursu był Budynek D Centralnego Muzeum Włókiennictwa z zespołu fabrycznego Ludwika Geyera – ul. Piotrkowska 282. Niestety, dostrzec można pewnego rodzaju regres inwestycyjny na ulicy Piotrkowskiej, co zauważył m.in. Marek Janiak, jeden z członków jury oceniających prace konkursowe, stwierdzając przy tym, że malutka Portiernia w zespole Art Center czy rozbuchane estetycznie Kokoo przy ul. Moniuszki to trochę mało jak na 4 km Piotrkowskiej, zaś koszmarne Chłopskie jadło i im podobne niestety trwają. Przyrasta też liczba tandetnych estetycznie i byle jakich siedzib bankowych, a wnętrza takie jak Łódź Kaliska, Pub 97, Klub Spadkobierców czy sklepy jubilerskie A&A i wiele innych zrealizowanych w latach 90. są już jak diamenty pośród popiołu. Mimo to warto podkreślić, że wzmacnia się bardzo ważny dla Łodzi trend rewitalizacji obiektów pofabrycznych i takie inwestycje jak Centrum Biurowe Zenit – Sienkiewicza 82/84, Centrum Biznesowe Synergia – Wólczańska 128/134, St. Paul’s Developments Polska – Fabryczna 17 czy wreszcie andel’s Hotel Łódź przy Ogrodowej 17 są imponującymi i pięknymi przykładami wykorzystania potęgi Łodzi. Rozstrzygające konkurs jury zebrało się 24 lutego. Ponieważ trzech spośród członków składu sę-

dziowskiego – Włodzimierz Adamiak, Zbigniew Bińczyk i Marek Janiak – zaangażowanych było w projekty konkursowe, zrezygnowali z udziału w obradach. Na przewodniczącego zebrania jednomyślnie wybrano Jana Salma. Pozostali członkowie jury to: Ryszard Bonisławski, Wojciech Buczyński, Monika Karolczak, Magda Olczyk, Dariusz Pawłowski, Wojciech Saloni-Marczewski, Antoni Szram, Wojciech Szygendowski i Barbara Wiśniewska. Podobnie jak w poprzednich edycjach konkursu, w kategorii ogólnej punkty przyznawano w skali od 1 do 7, gdzie 7 punktów przypadło najlepszemu wnętrzu, a 1 punkt – najgorszemu. W kategorii „Wnętrza budujące tożsamość miasta” punkty przyznawano w skali od 1 do 5. Jurorzy zwrócili uwagę na dobry poziom zgłoszonych prac – ponadto oprócz dużych realizacji pojawiło się także sporo małych. Dokonując wyboru, sędziowie uznali, że spośród nominowanych wnętrz to andel’s Hotel Łódź wyznacza nową jakość w sposobie wykorzystania fabrycznych obiektów na terenie Łodzi, wskazując dotąd niedostrzegane możliwości zachowania przemysłowego dziedzictwa miasta, a jednocześnie prezentując pod wieloma względami oryginalne podejście do zabytkowej architektury industrialnej. Zwraca uwagę wysoka jakość wykonawstwa i umiejętne wprowadzenie elementów nowoczesności, bez uciekania się do sztucznej stylizacji. Przyjęte bardzo spójne rozwiązania, zwłaszcza sposób potraktowania autentycznej substancji architektonicznej i wszechstronne wykorzystanie i wyeksponowanie industrialnego detalu powodują, że to właśnie temu projektowi przyznano tytuł „Wnętrza Roku 2009”. Pozostałe miejsca zajęły: Kategoria I „Ogólna” I miejsce – Manekin (Łódź, ul. 6 Sierpnia 1) II miejsce – Portiernia Design Cafe (Łódź, ul. Tymienieckiego 3) III miejsce – Klub muzyczny Kokoo (Łódź, ul. Moniuszki 1) IV miejsce – Salon ONSENspa (Łódź, ul. Piotrkowska 276) V miejsce – GTR Holding (Łódź, ul. Piotrkowska 68) VI miejsce – Restauracja indyjska Ganesh (Łódź, ul. Piotrkowska 55)


magazynconsido 02/2010

85

VII miejsce – Salon fryzjerski Trendy Hair Fashion (Łódź, ul. Piotrkowska 50)

III miejsce (ex aequo) – St. Paul’s Developments Polska (Łódź, ul. Fabryczna 17)

Kategoria II „Wnętrza budujące tożsamość miasta”

III miejsce (ex aequo) – Kawiarnia Belcanto Caffe (Łódź, pl. Dąbrowskiego – Teatr Wielki)

II miejsce (ex aequo) – Centrum Biurowe Zenit + Biuro Obsługi Klienta Telefonii Dialog SA (Łódź, ul. Sienkiewicza 82/84)

Uczestnikom Konkursu gratulujemy i już z ciekawością oczekujemy przyszłorocznej edycji Konkursu. •

II miejsce (ex aequo) – Centrum Biznesowe Synergia (Łódź, ul. Wólczańska 128/134 budynek „A”)

Portal dla architektów i projektantów Monika Modrzejewska Z przyjemnością zapraszam Państwa do zapoznania się z nowym, ogólnopolskim portalem, stworzonym z myślą o architektach i projektantach. Na stronie www.magazynconsido.pl znajdziecie: • miejsce do zalogowania się i rejestracji – w zamian za to będziecie otrzymywać powiadomienia o ciekawych artykułach oraz zaproszenia na interesujące spotkania; • bazę producentów od A do Z – spis producentów, którzy oferują szeroki wachlarz produktów niezbędnych projektantom i architektom; • bazę architektów od A do Z – wizytówki architektów godnych polecenia projektantom, producentom oraz osobom prywatnym potrzebującym fachowego doradztwa; • u sługi niszowe – w tym miejscu znajdziecie wizytówki osób, które zajmują się bardzo nietypowymi usługami, spełniających najbardziej odlotowe pomysły i wizje projektantów, np. kowalstwo artystyczne, rzeźby z marmuru, artystyczne malowanie ścian itp.; • newsy / wydarzenia – zbiór relacji z ciekawych miejsc, ogłoszenia i zaproszenia na kreatywne spotkania; • mój pierwszy raz – jeśli tworzysz ciekawe rzeczy związane z dekorowaniem, projektowaniem, architekturą – daj nam o sobie znać, a my przekażemy innym informację o Twoim istnieniu; • artykuły – w tym miejscu zamieszczamy artykuły godne szczególnej uwagi, tematycznie związane ze światem designu oraz z architekturą; • ciekawe strony WWW – adresy stron WWW z całego świata. Dzięki nim znajdziecie nietuzinkowe elementy do stworzenia indywidualnych wnętrz; • design i architektura – tu zamieszczamy informacje o ludziach lub produktach wymyślonych przez „tęgie głowy”;

• wywiady – ciekawe informacje na temat tego, co myślą i czują kreatorzy naszego otoczenia; • produkt – w tym miejscu zamieszczamy produkty, które inspirują i podpowiadają ciekawe rozwiązania; • facebook – to nasza „wtyczka na cały świat”. Jeśli jesteś Architektem – zaloguj się w bazie architektów. Jeśli jesteś Producentem – zaistniej w bazie producentów. Jeśli jesteś osobą kreatywną i zajmujesz się czymś wyjątkowym, co jest kompatybilne z działalnością architektów i projektantów – zarejestruj się i napisz do nas, my z pewnością odpowiemy i pomożemy Ci w tym, by świat się o Tobie dowiedział. Gorąco zapraszam do naszego wirtualnego świata, który jest silnie powiązany z realnym. • Ciepło pozdrawiam, redaktor prowadząca Monika Modrzejewska


86

magazynconsido 02/2010

Wydarzenia ARCYARCHIWIZJE – relacja z ostatniego spotkania z achitektami Monika Modrzejewska Piątek wieczór, 28 maja. Aulę Politechniki w Łodzi wypełnił spragniony wiedzy i estetycznych doznań tłum. Pierwsza godzina to czas ciekawego, skromnego, momentami intrygującego wykładu przedstawiciela Grupy Projektowej Beton. Świeże spojrzenie, ciekawe rozwiązania użytecznego designu. Niezaprzeczalnie potwierdzeniem tego był zbiór wysmakowanych projektów. Projekt nr 1 Spłuczka do wody typu Geberit. W miejscu standardowego przycisku zamontowano przytulne łapy lucyfera. Uściśnięcie ich powoduje pożądaną w wc reakcję wody. Projekt nr 2 Lampa łazienkowa „lejek”. Do konstrukcji wykorzystano dwa lejki, dwa spinacze biurowe, kawałek rurki hydraulicznej, kabel i żarówkę. Projekt nr 3 Kolejny dowód na silne związki emocjonalne autora z Lucyferem. Metalowe diabły straszące gołębie. Zdobią one elewacje muzeum w Krakowie. Projekt nr 4 Sprytnie wykorzystane istniejące już słupki parkingowe. Ilość – trzy sztuki plus tkanina. Efekt – nietuzinkowe publiczne hamaki.

ryment. Redukcja architektury. Kościół zbudowany przez mieszkańców wsi – samodzielnie. Prosta technologia i forma, brak okien. Jedyne przeszklenie dla ołtarza. Tania nobilitująca architektura. Drugą część Arcyarchiwizji wypełnił powiew szyku i elegancji prosto z Paryża. Urokliwy, o wyjątkowej wrażliwości na detal Stanisław Fiszer, zaprosił nas w podróż retrospektywną po swojej twórczości. „Jestem dość dobry w betonie” Dowód – budynek Archiwa Narodowe w Paryżu. Podczas wykładu zauważamy silny związek emocjonalny Fiszera z tym budynkiem. „Klient ma zawsze rację” Rada Fiszera: „Przedstaw swoją rację w tak dyplomatyczny sposób, by klient uznał ją za swoją i do końca realizacji projektu w to wierzył”.

Projekt nr 5 Suknia dla tancerki uszyta z mikro tkaniny – 100 mkw chowane do małego woreczka.

„Rysuję to, co widzę, a nie to, co wiem. Dbam o detal i wypełnienie przestrzeni. Rozumiem różnicę między przestrzenią obsługiwaną a obsługującą. Chcę, by to, co tworzę było do czegoś podobne i w sposób przemyślany wybieram, do czego”.

Projekt nr 6 Słabość do geometrii potwierdzona w kolejnych projektach. Geometryczne torebki damskie, pudełka czy ubrania dla brzydkich krzeseł. Za pomocą figury geometrycznej uzyskano kształt przestrzenny.

Według Fiszera godnymi uwagi kolegami po fachu są Antoni Gaudi, Pierre Chareau, Plecznik i Mies van der Rohe. Arcy architekt postępuje zgodnie z przekazaną mu radą:

Projekt nr 7 Najznakomitszy projekt przedstawiony przez Beton to projekt kościoła zbudowanego na skarpie wiślanej we wsi pod Warszawą. Kompletny ekspe-

„Fiszer! Zrób to lepiej niż twój sąsiad” Arcyarchiwizje to spotkania ludzi wrażliwych i otwartych na inspiracje. Z przyjemnością zapraszam na kolejne spotkanie, które odbędzie się 1.10.2010 roku. •

Dizajnerski atak na Kraków Monika Modrzejewska Światowej sławy dizajnerzy jesienią zaatakują Kraków. Dizajnerski atak na stolicę Małopolski szykują organizatorzy Międzynarodowego Festiwalu Dizajnu Design Attack, którego pierwsza edycja odbędzie się w listopadzie. Design Attack to pierwsza tak duża impreza poświęcona projektowaniu organizowana w Małopolsce. Festiwal jest wspólnym przedsięwzięciem Fundacji Forum z Krakowa i jej polskich i zagranicznych partnerów. Pierwsza edycja festiwalu, która trwać będzie od 6 do 30 listopada, ma

na celu zwrócenie uwagi na zastosowanie nowych materiałów w dizajnie, animowanie współpracy pomiędzy środowiskami producentów i projektantów oraz ukazanie wpływu tradycji dizajnu austriackiego na współczesne wzornictwo. Festiwal będzie szeroką prezentacją projektowania przemysłowego, mody, architektury wnętrz, druków użytkowych oraz identyfikacji graficznej. • Więcej informacji: www.designattack.pl


ŁÓDŹ DESIGN

NOWOCZESNE MEBLE W NOWOCZESNEJ ŁODZI Kontakt: ul. Taborowa 119d 92–602 Łódź Tel.: 42 673 33 31 www.consido.pl info@consido.pl


88

magazynconsido 02/2010

PORTAL PORTAL JAKIEGO JAKIEGO SZUKAŁEŚ SZUKAŁEŚ] ee] i s j u r t eejjeesstruj si r {{zza ar

WYSZUKIWARKA WYSZUKIWARKA PRODUCENTÓW PRODUCENTÓW

BAZA BAZA ARCHITEKTÓW ARCHITEKTÓW

NISZOWE NISZOWE USŁUGI USŁUGI

www.magazynconsido.pl www.magazynconsido.pl MÓJ PIERWSZY RAZ MÓJ PIERWSZY RAZ ARTYKUŁY ARTYKUŁY DESIGN I ARCHITEKTURA DESIGN I ARCHITEKTURA WYWIADY WYWIADY PRODUKT PRODUKT NEWS / WYDARZENIA NEWS / WYDARZENIA

portal dla architektów i projektantów portal dla architektów i projektantów


Magazyn Consido