Issuu on Google+

Nr 26 / kwiecień 2012

absolwent

n y z a g a m y n s zko l

>> >> >>

wywiady sondy

felietony


{

h c y z s a n w ą s „Pa s je m y z c , ym t h c a ; e c ręk e t p a w y n e z r p t r uciz ik m e h c y n t ę j o r po b o d w e j i c ł a t ” z . s o k w t s r a k e l e s L e nc lo e d c zy n n n Ni n o

Szkolny magazyn „Absolwent” wydanie nr 26 / kwiecień 2012 Liceum Ogólnokształcące im. Henryka Sienkiewicza we Wrześni opiekun redakcji: prof. Renata Czaja okładka, skład: Paweł Graczyk 2


‚‚

Ą R U T A M D E Z R P Ż TU SJA ŻYCIA Z SENSEM POWOŁANIE, CZYLI PA >> LADY

Może właśnie powinno się próbować zmieniać choć mały kawałek tego wielkiego świata, który codziennie jest poddawany trudnym próbom przetrwania. Istnieje jakiś wewnętrzny głos, który mówi mi, że powinnam iść za swoim powołaniem, którym dotychczas była i jest pomoc niepełnosprawnym. Pewnie mój czas, podjęte działania nie zbawią całego świata, ale sprawią, że on czy oni poczują się lepiej, będą wiedzieli, że jestem obok, że razem możemy się pośmiać, pomilczeć, potrzymać za rękę. Może to jest moja właściwa droga. Obecność osób potrzebujących sprawia, iż czuję siłę, by podejść pod wielką i stromą górę, by pokonać wszelkie trudności. Jestem świadoma gorszych chwil, trudnych wyborów, ale wiem, że nie warto się sprzeciwiać swojemu powołaniu. Wielu z nas dopada złość, niezdecydowanie, niespełnione ambicje. Irytacja jest zjawiskiem powszechnym, potrafimy być poirytowani kiedykolwiek i czymkolwiek. Jednak może się ona przerodzić w coś dobrego. Taki rodzaj dobrej irytacji dotyka tych, którzy patrzą na świat szeroko otwartymi oczami, widzą więcej niż wszyscy ci, którzy potrafią tylko komentować, oczerniać. Nie stać bezczynnie, działać – chyba to jest właśnie istotą powołania. Zmiana tego co złe i robienie tego, co się czuje najlepiej. „Dziwacy upiększają świat”, jak powiedziałby Maksym Gorki. Może właśnie takim dziwakiem warto być, dostrzegać w swoim życiu innych ludzi, patrzeć poza horyzont i nie irytować się bez powodu. Kiedy dostaniemy do rąk 4 maja arkusz egzaminacyjny, nie myślmy o tym, żeby zdać go na 100% i pokazać, na jak wiele nas stać. Pomyślmy o swoim powołaniu, o pasji, a wypełnienie arkusza będzie pierwszym krokiem ku spełnieniu.

Już tylko miesiąc dzieli nas – trzecioklasistów - od jednego z najważniejszych egzaminów, które zdajemy w życiu. Stres zaczyna działać na niektórych, obezwładniając umysł i próbując dopaść ofiarę. Ale trzeba iść naprzód! To wydarzenie zmusza coraz poważniej do zadania sobie podstawowego pytania: co dalej? Zastanawiamy się nad swoim powołaniem. Jaka kolejna życiowa rola przypadnie nam w udziale? Droga, którą dalej pójdziemy powinna dawać poczucie spełnienia. Każda podjęta decyzja niesie ze sobą ryzyko, ale musi być przecież jakoś motywowana. Powołanie rodzi się w naszej podświadomości. Wszyscy ludzie codziennie uczestniczą w trudzie istnienia, przez co odkrywają samych siebie. Od urodzenia do śmierci poznajemy się i szukamy naszego powołania, zostawiamy po sobie ślady na ziemi. „Non omnis moriar” – możemy żyć tak, by coś cennego dla następnych pokoleń pozostawić. Jestem teraz na tym etapie, który zadecyduje, zaważy na moim dalszym życiu. Nie chcę być przeciętna, chcę być zapamiętana jako ktoś, kto zrobił coś dla drugiego człowieka. Może warto kierować się właśnie filozofią kondycyjną, czyli czynnie uczestniczyć w trudzie istnienia, darować światu cząstkę siebie, promować cnoty i wartości. Trzeba robić coś, by tę „nieznośną lekkość bytu” uczynić znośną, wbrew temu, co chciał przekazać Milan Kundera w swojej powieści. Według tego czeskiego pisarza życie jest lekkie, nie przynosi satysfakcji, nie dostarcza pożądanych wrażeń, staje się nie do zniesienia. Rzeczywiście egzystencja ludzka nie trwa długo, czasem nawet krócej niż byśmy oczekiwali, jednakże wierzę, że zostaliśmy wybrani, powołani do życia tylko jeden raz i tej szansy nie można zaprzepaścić. 3

‚‚


‚‚

t s e j a k z s u ” „Każda p . a n n e c e i n w ó r e i n m dla

Wywiad z Patrykiem Przybylskim o nietypowym hobby. >> ANONIM

>> Od kiedy kolekcjonowanie puszek stało się Twoim zamiłowaniem i skąd się ono wzięło? Pomysł na kolekcjonowanie puszek zrodził się w dość nietypowy sposób. Kiedy miałem bałagan w pokoju, rodzice upominali mnie, abym zrobił w nim porządek. Tak się złożyło, że nie chciało mi się posprzątać puszek od Fanty i Sprite’a, więc zostawiłem je na półce. Gdy kupowałem kolejne puszki, nie wyrzucałem ich do śmietnika, lecz odkładałem na półkę. Gdy miałem już 13 okazów, zrodził się pomysł na kolekcjonowanie. W swoją pasję wciągnąłem też kolegę z klasy – Tomka Pachockiego, z którym zacząłem rywalizować. Niestety, gdy wybraliśmy różne klasy w gimnazjum,

>> Czy mógłbyś na początek przedstawić nam bliżej swoją osobę? Nazywam się Patryk Przybylski, od urodzenia mieszkam we Wrześni i mam 18 lat. Na co dzień uczęszczam do XVIII Liceum Ogólnokształcącego w Poznaniu. >> Jako że jesteś moim przyjacielem, a w redakcji pojawił się pomysł, aby porozmawiać z osobami, które mają zakręcone hobby, od razu pomyślałem o Tobie. Ja je znam, ale mógłbyś przedstawić naszym czytelnikom swoją pasję ? Kolekcjonuję puszki po napojach o pojemności 330 ml.

4


nasze drogi się rozeszły, a nasz kontakt ograniczył. W te wakacje udało mi się z nim skontaktować i dowiedziałem się, że stan jego kolekcji opiewa na około pięćdziesiąt puszek.

8000 sztuk. Najciekawsze jest to, że wszystkie to puszki od napojów Coca-Coli i każda jest oczywiście inna. >> Czy miałeś jakieś ciekawe sytuacje związane z kupnem lub transportem puszek? (Śmiech) Tak, było kilka zabawnych incydentów. Jednym z nich był moment, kiedy wraz z drużyną, w ramach turnieju Dana Cup, przebywałem na północy Danii. Po pierwszym wyjściu do centrum udało mi się kupić ponad 20 puszek, które następnie niosłem w reklamówce. W drodze powrotnej do naszego ośrodka wraz z kolegami z drużyny wszedłem na teren parku rozrywki. Ochroniarze szybko mnie zauważyli i zawołali do siebie. Po dłuższej wymianie zdań wzięli ode mnie te puszki i powiedzieli, że je rekwirują. Gdy widziałem, że szli i śmiali się do siebie, trzymając w ręku moje puszki, postanowiłem zareagować i szybko dogoniłem odchodzących ochroniarzy. Po raz kolejny powiedzieli mi, że muszą zachować te napoje, gdyż byli pewni, że przyniosłem je na teren parku rozrywki w celu sprzedaży lub wypicia ich (wśród puszek były napoje alkoholowe). Mimo moich zapewnień, że jestem kolekcjonerem i że nie zamierzam ich sprzedawać, nie chcieli odpuścić. Dopiero, kiedy zaproponowałem wylanie zaszek, zmienili zdanie. I tak oto wartości pu wraz z dwoma ochroniarzami opróżniałem ponad 20 puszek…

>> Pamiętasz swoją pierwszą puszkę? Tak, jak już wcześniej wspomniałem, były to nieposprzątane puszki od Fanty i Sprite’a. >> Jak dużą ilością puszek możesz się aktualnie pochwalić? 583 okazy (stan na 11.09 – przyp. red.) - to ilość, jaką mogę się w tej chwili pochwalić. Co najważniejsze, każda puszka jest inna i wyjątkowa w swoim rodzaju. Nie posiadam w swoim zbiorze dwóch identycznych puszek. >> Czy w swoim licznym zbiorze masz jakąś ulubioną, szczególną puszkę? Każda puszka jest dla mnie równie cenna. Jest kilkanaście puszek, które swoim wyglądem przyciągają widza. Osobiście podoba mi się kolekcja sześciu Sunikistów, które nabyłem, będąc na wakacjach w Szwecji. >> Stary Kontynent liczy w tym momencie 46 kraje, z jak wielu państw przywiozłeś swoje okazy? Posiadam puszki z dwudziestu krajów europejskich. Dodatkowo mam kilka z Egiptu, Kanady i Japonii. >> Znasz osoby, które również tak jak Ty kolekcjonują puszki? Osobiście, poza wcześniej wspomnianym Tomkiem, niestety nie, ale za pośrednictwem Internetu poznałem kilku niesamowitych ludzi, którzy posiadają spore kolekcje.

‚‚

>> Rodzice wspierają Cię w tym, co robisz czy raczej są przeciwni kolejnym aluminiowym puszkom przywiezionym do domu? Rodzice przyzwyczaili się do mojego nietypowego hobby i w pełni to akceptują. Dziękuję im za to.

>> Czy któryś z tych kolekcjonerów jest osobą, która Cię inspiruje? Ciekawą kolekcją dysponuje włoski kolekcjoner Davide Andreani, który ma ich ponad 5


.

z cyklu..

„Kobiety, które mnie inspirują”

S A C N O J SARAH

>> Emilia Przybył

Dlaczego akurat ta artystka? Możliwe, że to moja słabość do pięknych, dużych ust albo zauroczenie niezwykłą estetyką jej prac. Może właśnie ta pozornie nużąca monotematyczność jest najbardziej urokliwa. Chociaż czy piękne kobiety mogą być nużące ? Jednak, pomijając fakt, że panie z dużymi oczami i ustami dominują w jej arsenale, prace ( przynajmniej te, z którymi miałam przyjemność się zapoznać) są rozkosznie różne. Od makabreski przez melancholię, na zupełnej neutralności skończywszy. Ze względu na fenomenalną formę (ach te mniejsze lub większe obsesje!) możliwe, że umknęła mi treść. Zastanawiając się więc nad problematyką… Cóż, przez kobietę dla kobiet wyciągnięte kwintesencje kobiecości z każdego napotkanego egzemplarza. Podczas przeglądania jej prac odnosiłam wrażenie, jakbym przemieszczała średniej wielkości miasto, wchodziła do mieszkań poszczególnych kobiet, wdzierała się w ich myśli, zarówno te najbardziej rozbiegane i rozczochrane, jak i w te najbardziej ponure i psychodeliczne. Młode panny z pamiętnikiem na drzewie, niewolnice miłości, blondynki, brunetki, rude, zielonowłose. Jednak zawsze Piękne. Nasuwa mi się jedynie myśl, że kobiecość jest zawsze tą samą mocą, niezależnie od naczynia. Perfumy te same, różni się tylko flakonik. Natknęłam się na Sarah Joncas przypadkiem – od pierwszego wejrzenia zakochałam się w jej delikatnej, subtelnej, czystej kresce. Sarah Joncas zauroczyła mnie różnorodnością monotematyczności. Zabrała mnie w podróż, z której nie chcę wracać. Polecam każdemu na nagłe zaniki weny twórczej (oraz wszystkim miłośnikom pięknych pań).

6


{

i s u m e i n , y n ł pięk y b y b a , z a r Ob k. o p e h c y w t r ma p o c h od zić z

7


‚‚

, ale w „J e s t em nygu sem zie n nie.” domu t ańc zę c od

W

Taneczna pasja Adrianny Medyńskiej.

>> Paulina

>> Taniec brzucha-skąd w ogóle ten pomysł? Taniec brzucha, ponieważ próbowałam wielu tańców... ale najbardziej pasował do mnie wlaśnie ten styl... Również przez to, iż moim wzorem w sztuce tańca była Shakira. Jej ruchy ukazują, jak rytmicznie porusza się jej ciało. Pod wpływem impulsu muzycznego ona żyje i ja mam tak samo:) >> Kiedy to robisz, jakie uczucia Ci towarzyszą? Co to Ci daje? Kiedy tańczę, wydaje mi sie, że wszystko znika. Jestem tylko ja i muzyka, przepełnia mnie szczęście. >> Od jak dawna tym się zajmujesz? Próbowałaś może innych tańców? Tańczyłam, odkąd pamiętam... Na początku, gdy byłam małą dziewczynką, chciałam tańczyć w balecie, lecz byłam zbyt filigranowa, więc sylwetką nie mogłam nic zdziałać (hehe). Potem oglądałam różne teledyski, które naśladowałam ... W 6 kl. zaczęłam tańczyć hip-hop, ponieważ strasznie podobało mi się, gdy wszyscy tańczą jednocześnie to samo. Lubiłam to. Następnie w gimnazjum zaczęłam kształcić się w tańcu towarzyskim. Strasznie podobały mi się ruchy biodrami w szybszych stylach, ale i również klasyczne. Jednak to ciągle nie było to. W 3 klasie gimnazjum rozpoczęłam naukę tańca brzucha i zauważyłam, że w tym właśnie dobrze się czuję:-) To jest to, co potrafiłam robić nawet bez nauki. Jestem nygusem, ale w domu tańczę codziennie. Gdy tylko słyszę muzykę, moje ciało odmawia mi posłuszeństwa i po prostu tańczy ...

„Po Jap ońs ku z Natalią.” >> Paulina

>> Rok temu śpiewałaś na FPO po japońsku. Dlaczego akurat wybrałaś ten język? Wraz z dwiema koleżankami pasjonujemy się kulturą japońską i tym językiem. Postanowiłyśmy wprowadzić coś nowego. Jeśli chodzi o wybór piosenki, to zmieniałyśmy ją 4 razy! Ostatecznie zdecydowałyśmy się tydzień przed FPO. Nie znałyśmy do końca tekstu, ale najważniejsze, że podobało się publiczności i nam. Cieszyłyśmy się bardzo! >> A co szczególnie Cię pasjonuje w tej kulturze? Najwspanialsze w japońskiej kulturze jest to, że tradycja łączy się tam z nowoczesnością, np. idąc japońską ulicą, możesz zobaczyć kobietę w przepięknym tradycyjnym kimonie, a obok niej dziewczynę przebraną kolorowo za postać z anime lub gry. >> Jesteś tym bardzo zainteresowana, a czy doświadczyłaś tego na żywo? Byłaś może kiedyś w Japonii albo masz zamiar się tam wybrać? W Japonii jeszcze nie byłam, ale na pewno, jeśli nadarzy się taka sposobność, to się wybiorę. 8


WYWIAD się pr zyśniło, i m o c o, k t s y sz „W ałam...” na s tęp nie ry so w

Utalentowana Paulina Koniuk.

>> ANONIM

>> Niedawno poznaliśmy Cię jako młodą pisarkę. W swym dorobku masz już dwie wydane książki oraz cztery napisane. A teraz dowiadujemy się, że masz też inne talenty - szkicujesz i lepisz w plastelinie. W grudniu poszłam na warsztaty z rysunku w naszej szkole. Prowadziła je studentka. Wcześniej, gdy byłam mała, dużo rysowałam, a teraz ponownie mnie to wciągnęło, co zapewne widać na marginesach w moich zeszytach (śmiech). A jeśli chodzi o plastelinę, to lepię, odkąd pamiętam. Mój talent rozwijał się z czasem. Teraz lepię na kawałkach talerzy i innych materiałów fragmenty różnych postaci np. ich twarze. Przeniosłam się z figurek na płaskorzeźby. >> Malujesz lub lepisz postacie albo sceny ze swych książek? Przy pierwszych dwóch powieściach rysowałam moich bohaterów, ale przy kolejnych raczej nie. Szkicowałam jednak miejsca, które mi się przyśniły. Pierwsza, trzecia i czwarta książka powstały właśnie na podstawie snów. Wszystko, co mi się przyśniło, następnie rysowałam i stawało się to dla mnie punktem orientacyjnym w powieści. Czułam, że muszę do tego dążyć. Sny stały się moją inspiracją. Kiedyś ulepiłam też postaci głównych bohaterów z mojej pierwszej książki.

9


‚ * ‚ „...muzyka

jes t dla mnie czymś wy jąt kowym...”

Rozśpiewana Kasandra Zawal

>> ANONIM

kiedy głabyś powiedzieć mi , >> Czy na początek mo ze śpiewaniem? zaczęłaś swoją przygodę ziaam. Już jako dziecko wied Śpiewam, odkąd pamięt ie czymś wyjątkowym i bę mn dla t jes ka zy mu że łam, . Nie mną rolę w moim życiu dzie ona odgrywać ogro myliłam się.

>> Co daje Ci śpiewanie? wną formą ucieczki od rze pe ie mn dla t jes ie an Śpiew wsze pomnienia sprawia, że za czywistości. Ta chwila za cam sprawy przyziemne odrzu polepsza mi się nastrój, a tore r. Poza tym uczucie, któ wówczas na boczny to rówjścia na scenę, jest niepo warzyszy mi podczas we es I choć przygotowania i str . ym inn ym dn ża z lne nywa ie asem wymagają ode mn związany z występami cz ją mi ostatecznie występy da pewnych wyrzeczeń, to rte. tyle radości, że są tego wa po ny na przyszłość, czy to pla tym z z es ąż wi y cz A >> prostu zwykłe hobby? recyość, to nie są jeszcze sp Co do planów na przyszł ie za nak powiązać moje jęc zowane. Chciałabym jed jbartysfakcji i co kocham na z tym, co daje mi dużo sa dziej. >> Dziękuję za rozmowę.

10


‚ 11

www.nowawrzesnia.pl fot. Adam Stefański/Katarzyna Kaczmarek


*

Wzwiad z Łuka szem Polańskim

www.nowawrzesnia.pl fot. Adam Stefański/Katarzyna Kaczmarek

>> Miłosz Maciejczak

Redakcji Absolwenta udało się porozmawiać z Łukaszem Polańskim - uczniem klasy drugiej o profilu polski-historia, wokalistą, gitarzystą i gwiazdą ostatniego Festiwalu Piosenki Obcojęzycznej. Łukasz zgodził się na łamach naszej gazetki opowiedzieć o sobie i swoim zespole. >> Kiedy i jak zaczęła się Twoja przygoda z muzyką? Moja historia z muzyką zaczęła się, kiedy dostałem od rodziców gitarę w prezencie - jeśli dobrze pamiętam, miało to miejsce jakieś cztery lub pięć lat temu. Od razu zacząłem na niej grać i poznawać tajniki magii, jaką jest muzyka. Dzięki grze na gitarze zacząłem także śpiewać. Grałem i śpiewałem z różnymi muzykami, aż w końcu trafiłem na chłopaków z Bricklayers i zaczęło się to, czego skutki mogliście zobaczyć na FPO. >> Wasz zespół nosi nazwę Bricklayers skąd pomysł na taką nazwę? Nazwa powstała, gdy jeszcze nie było mnie w zespole, ale wzięła się ona z inicjatywy Bartka i Szymona. Było to, gdy wra-

12

cali z próby i siedząc w samochodzie mamy Szymona, wpadli na taki pomysł. Zespół istniał już od pół roku, więc doszli do wniosku, że trzeba by było jakąś poczciwą nazwę wymyślić. Zajęło to im trochę czasu, ponieważ mama Szymona kupowała mielone, a kolejka była długa. Wówczas Szymon, zapalony ujeżdżacz deskorolek, powiedział zamienne słowa, że istnieje firma produkująca deski, która nazywa się Baker (piekarz), Wtedy Bartek krzyknął: „Murarze!” - początkowo mieliśmy nazywać się Murarze Chaosu, ale chłopacy stwierdzili wówczas, że ta nazwa śmierdzi chałą, więc odwołali się do słownika i przetłumaczyli to na Bricklayers of chaos. Ponieważ jednak nadal im to głupkowato brzmiało, zostało ostatecznie samo Bricklayers. Nazwa bardzo przypadła do gu-


stu naszemu perkusiście, gdyż - jak się później dowiedzieli - był on na profilu budowlanym w ZSP! >> Czy mógłbyś przedstawić członków Waszego zespołu? Na gitarach grają Łukasz „Janek” Kempiak i Szymon „QQŚ” Kosiński. Z gitarą basową występuje Bartek „Ghashgul” Szczepaniak, natomiast na perkusji Piotr „Turbo” Tomczak. Wokalistą jestem ja, czyli Łukasz „Nazgul” Polański. >> Jaki gatunek muzyczny reprezentujecie? Staramy się nie ograniczać do jednego gatunku muzycznego. Gramy metal, Trash metal, Rock, Hard Rock, a także Grunge. >> Wykonujecie covery wielu znanych kawałków, a czy sami też układacie teksty? W tej chwili niestety nie mamy żadnych swoich utworów, ale snujemy realne plany i mamy pomysły na własne kawałki, za które będę odpowiedzialny. Myślę, że jeszcze trochę i na scenie przedstawimy nasze, autorskie piosenki. Teksty będą prawdopodobnie w języku angielskim. Pisanie w języku polskim, do takiej muzyki jest bardzo trudne. >> Czym dla Was jest muzyka? Muzyka to dla nas sposób na życie. Jest to nasza pasja, miłość i zabawa w jednym. Można powiedzieć, że muzyka to pokarm dla naszych dusz. Kiedy jesteśmy na scenie i wykonujemy muzykę, która jest w naszych sercach, czujemy coś cudownego. Coś, co nawet ciężko opisać słowami. >> Na ostatnim FPO zajęliście II miejsce, jak byś podsumował Wasz występ? Na Festwialu Piosenki Obcojęzycznej wszystko poszło zgodnie z planem. Zagraliśmy tak, jak chcieliśmy i cieszymy się, że taka muzyka, w takim wykonaniu przypadła do gustu jury, które postanowiło dać nam II miejsce. Świetnie się bawiliśmy i jak zauważyłem - publiczność także, a to dla nas najważniejsze!

13


‚‚

ANDZEJ GRZEGOREK >> Daria Szymkowiak i schodzi do wydzielonego obszaru nazywanego „respem”. Jako takiego kodeksu nie ma. Najważniejsza jest dobra zabawa. I oczywiście osłona na oczy.

>> Twoja pasja jest dość nietypowa, opowiedz nam o niej i o tym, jak to wszystko funkcjonuje. Andrzej Grzegorek: Moja pasja nazywa się AirSoftGun i polega na strzelaniu do siebie nawzajem plastikowymi kulkami z replik broni, których na pierwszy rzut oka nie da się rozróżnić od prawdziwych. Zajmuję się tym od dwóch lat.

>> Jak często się spotykacie? Jak przebiegają zajęcia? Spotykamy się średnio raz na 2 tygodnie, nie zważając na pogodę. Nasze spotkania przebiegają prawie zawsze tak samo. Przyjeżdżamy, wyjmujemy repliki, ładujemy magazynki, robimy kilka rund i robimy krótką przerwę na pogawędki.

>> Jak tam trafiłeś? Skąd w ogóle pomysł na spędzanie wolnego czasu w ten właśnie sposób? Zawsze interesowałem się wojskiem i militariami. Jakoś tak wyszło, zgraliśmy się w jedną ekipę i działamy w niej.

>> Czy uważasz, że AirSoftGun wywarło na ciebie jakiś wpływ, coś w tobie zmieniło, może ukształtowało cechy, którymi wcześniej się nie charakteryzowałeś? Nie mam pojęcia. Nie wiem, jaki bym był, gdyby nie ASG. Nauczyło mnie chyba poważnego traktowania uczciwości.

>> Kto jest pomysłodawcą, organizatorem tego przedsięwzięcia? Czy jest ono rozpowszechnione na skalę całego kraju czy może jesteście jedną z niewielu grup tego typu? Jako takiego pomysłodawcy we Wrześni nie ma. Po prostu ktoś daje znać o spotkaniu, a reszta przyjeżdża. Tak, nasze hobby jest rozpowszechnione na całą Polskę. >> Macie jakieś zasady, reguły, a może specjalny kodeks, którego musicie przestrzegać? Najważniejszą zasadą jest uczciwość. Kulka z repliki ASG nie pozostawia żadnego śladu na ubraniu. Należy się przyznać do „oberwania”. Trafiony gracz traci „życie”

14

>> Co trzeba zrobić, żeby do was dołączyć, czy istnieje w ogóle taka możliwość? Uczniowie z naszej szkoły, którzy uczestniczą w spotkaniach, to Kuba Matela, Mateusz Witasik, Gracjan Tylicki, Karol Bobrowski, Filip Perkiewicz oraz ja. Aby do nas dołączyć, wystarczy przyjść do któregokolwiek z nas i powiedzieć, że ma się taką chęć. Kolejnym krokiem jest zakup repliki. Najtańsze zaczynają się od 400 zł. We Wrześni oprócz naszej, funkcjonują jeszcze dwie grupy - Ironsoldiers oraz StormWrześnia.


KUBA MATELA >> ANONIM

>> Co Cię skłoniło do tego, aby zająć się Air softem? Kuba Matela: Co skłoniło mnie, by się tym zająć? Nie mam pojęcia. Spodobało mi się. A poza tym chyba większość z nas, chłopaków, w dzieciństwie bawiła się pistolecikami na kulki. Skoro można było się tym zająć bardziej na poważnie, po prostu skorzystałem z okazji. >> Co daje Ci to hobby? Co mi daje air soft? Jest miłą odskocznią od dnia codziennego. Sposobem na aktywny odpoczynek. Sposobem także na wyładowanie się. Jeśli jestem zły, coś mi nie wyszło i wszystko we mnie kipi, to po takiej „strzelance” wszystko mija! Człowiek się wybiega, „wpakuje” kilka kulek kumplowi z przeciwnej drużyny, a cała złość zostaje wyładowana w sposób dość przyjazny dla otoczenia, bo na nikogo nie wrzeszczę ani na nikim się nie wyżywam. Przede wszystkim jednak air soft daje mi zwyczajnie wiele radochy. >> Jak długo się tym zajmujesz? Ponad 2 lata. Pierwszym moim „profesjonalnym” sprzętem był tzw. gaziak, czyli pistolet zasilany GreenGasem lub CO2 (dwutlenek węgla). Jednak apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc z czasem zacząłem kupować coraz to inne, bardziej profesjonalne sprzęty.

15

‚‚

>> No właśnie, powiedz może cos więcej o tym, jak wygląda Wasze wyposażenie i gdzie najczęściej organizujecie sobie „strzelanki”? Na początek wystarczy stare moro, karabin czasem można pożyczyć (zależy to od ilości sprzętu, jaki posiadają inny airsoftowcy), ale jeśli ktoś ma wolne 400-450 zł, to bez problemu może zacząć. Na początek wystarczy tzw. „chinol”, czyli replika robiona w Chinach. To broń gorszej jakości, powiedziałbym klasy drugiej. Profesjonalne repliki są robione w Japonii, Hong Kongu i rzadziej w Tajwanie. A więc pierwszego AEG-a z Chin można kupić za około 350zł. W zestawie jest wszystko, co potrzeba na początek, lecz ja bym nie stosował okularów ochronnych dołączonych w zestawie. Mogą nie wytrzymać kulki z mocniejszej repliki. Więc prócz AEG-a, kupujemy porządne okulary, 40-70zł na początek wystarczy. No i oczywiście zapas amunicji. Później już można kupić lepszą replikę lub bawić się w tuning, a także kolimatory, kamizelki taktyczne, magazynki czy sprzęt do łączności albo repliki granatników. Repliki grantów też istnieją np. w ASG odłamkowy granat rozrzuca ziarnka grochu na około 10 metrów. Jak widać arsenał jest niemały. Co do miejscówek, to na początek wystarczy zwykły las, lecz trzeba uważać na innych ludzi Z czasem przychodzi ochota na urozmaicenie rozgrywek, czyli np. umocnienia czy budynki. Najlepiej zawsze szukać miejsc odosobnionych. W okolicy najpopularniejsze lokalizacje to: Marzelewo oraz stary, poradziecki teren radarów w Sokołowie.


Każdy ma jakąś pasję, jes t nią muzyka, taniec, spor t i wiele innych rzeczy, o które nasza redakcja zapytała uczniów LO. >> Julia Staniszewska Asia Szczygielska kl. 2f: Moją pasją jest taniec. To coś, czym mogę naprawdę wyrazic siebie Taniec staje się w moim życiu metafizycznym odzwierciedleniem tego, co dzieje się w rzeczywistości takiej szarej i codziennej. Kiedy tańczę, zapominam o całym świecie i o wszystkich problemach. Ktoś mógłby powiedzieć, że to egoistyczna ucieczka od kłopotów i codziennych przykrości, ale dla mnie to wyjątkowa droga, by nie zatracić się w nijakich barwach zwykłego dnia. Kiedy tańczysz, niczym się nie przejmujesz, nie myślisz, czego nie zrobiłeś albo ile jeszcze musisz zrobić. Jedynym problemem stać sie może fakt, że kończy ci się czas i musisz wracać do swoich obowiązków. W moim przypadku jednak nawet i to nie do końca wyrywa mnie z tego fantastycznego świata ulotnych emocji, bo to fascynujące uczucie trwa we mnie cały czas i tylko czeka, by móc wyrwać się, gdy tylko zabrzmią kolejne tony ulubionej piosenki. Piosenka też nie musi być warunkiem koniecznym, by rozkoszować się tańcem. Wystarczy czuć, bo taniec to coś więcej niż spędzanie wolnego czasu, to dla mnie sposób życia! Diana Koczorowska kl. 1 c: Hmm... na pewno rysunek, muzyka, sport... i zbierania informacji o dawnych kulturach. W rysowaniu mam swoją idolkę - Victorie Frances. I kiedyś chciałabym rysować tak dokładnie i perfekcyjnie jak ona. I dążę do tego, starając się codziennie rysować i sprawdzać nowe techniki. Co do sportu to również co dzień staram się udoskonalać swoje umiejętności i technikę. A muzyka... Muzyka po prostu pomaga mi się odprężyć, znaleźć natchnienie do prac. Szymon Krawczyński kl. 2a: Zajmuję się piłką nożną, od małego, w sumie od kiedy pamiętam kopię piłkę. Zafascynowało mnie to i tak już zostało. Jestem po prostu szczęśliwszym człowiekiem, kiedy mogę grać i dlatego gram. Mikołaj Olejniczak kl. 1d: Mam wiele pasji, ale jedną z głównych jest motoryzacja. Uwielbiam samochody i mógłbym opowiadać o nich całymi godzinami. Uwielbiam szybkie, nowe modele, jak i stare klasyki. Moją drugą, dosyć oryginalną pasją jest zamiłowanie do liczb, dlatego zresztą znalazłem się na mat-fizie. Matematyka jest moją ostoją, dzięki niej mogę się uspokoić, wyciszyć i obserwować świat z zupełnie innej perspektywy. Nieskromnie sądzę, że dzięki mojemu zamiłowaniu do tej dziedziny w przyszłości osiągnę sukces. Moją trzecią pasją są kobiety, które również jak samochody mówią, jak dzięki nim piękny potrafi być świat.

16

A


testowe_wydanie