Issuu on Google+

Gazeta Student贸w AM w Poznaniu Ro k 6 n r 4 3 lu t y 2 0 0 1

www.PulsAM.prv.pl


Gazeta Studentów 2

Od redakcji

Luty trafił nam się tego roku nadzwyczaj ciepły. Temperatury niczym w Indiach, o nartach w naszych rodzimych górach można zapomnieć. Trzeba skakać gdzieś dalej – najlepiej z ulubieńcem narodu Adamem Małyszem. Pogoda przypomina raczej okres majowy. Nie zostaje więc nic innego, jak tylko dopasować się do otoczenia, powitać nadchodzącą nieco przedwcześnie wiosnę i zakochać się stosownie do aury. W końcu od paru lat obchodzimy Walentynki, może więc stąd ocieplenie klimatu. Jak sprawić, by pokochał ktoś, kto jeszcze nie wie, że powinien? Babcie polecały napar z lubczyku. Ciężko tylko kogokolwiek przekonać, by to świństwo dobrowolnie wypił... Można też próbować usług Amora i jego strzał, albo ,na pocieszenie, poczytać nasze propozycje poezji nie do końca miłosnej... Zaskoczyła nas liczba odpowiedzi na zamieszczoną w poprzednim numerze ankietę. Zawartość pudełek przerosła nasze oczekiwania. Dziękujemy za cenne uwagi. Ogłoszenie wyników wkrótce Ania

Redakcja Media *PULS*- Gazeta Studentów A M w Poznaniu Zespół redakcyjny: Red. Nacz.: Z.-ca Red. Nacz. ds. Promocji: Sekretarz Redakcji: Grafik: Serwis internetowy: Współpracownicy:

Anna Mania Magda Łanocha Agnieszka Lewicka Bartek Kuczyński Mirosław Szczepański Anita Siewko, Joanna Kowalska , Husam Samara,

Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania i adiustacji. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za fantazje reporterów. Nadesłanych tekstów nie zwracamy. Nasz adres: ul. Przybyszewskiego 39 - D.S. Eskulap, pok. 3 60-356 Poznań, tel. 86-94-435, fax: 867-42-01 e-mail:pulsam@wp.pl


P ul s AM 3

9.02.2001 Bal Medyka W Klubie Eskulap bawiliśmy się na Balu Medyka, zorganizowanym przez Radę Uczelnianą Samorządu Studenckiego Naszej Uczelni. Krótko, bo tylko do godziny 23.00, ale ze to świetnie, grał do tańca zespól „Akt” znany miłośnikom teleturniejów z programu „Jaka to melodia”. Kilkadziesiąt par dało się namówić na wspólnego poloneza. Z| racji wyboru Króla i Królowej Balu mieliśmy okazję obejrzeć dość ciekawe konkurencje, jak „Polka na wytrzymałość” tańczona koniecznie tak, by słabsza połowa pary nie dotykała stopami ziemi. Technika na barana była wbrew przepisom. Gratulujemy pomysłowości organizatorom i czekamy na więcej takich imprez. 11.02.2001 Światowy Dzień Chorych. Niedzielne atrakcje na oddziałach szpitalnych w postaci wizyt VIP-ów. Poza tym szara rzeczywistość. 12.02.2001 Rewolucja w genach Wszystkie media podały do wiadomości publicznej mrożącą krew w żyłach wieść o kolejnym ciężkim ciosie dla ludzkości. W ubiegłym stuleciu okazało się, że mamy wspólnych przodków z szympansami. Teraz naukowcy stwierdzili, że mamy tylko dwa razy więcej genów niż muszki owocówki. Na dodatek, wśród 30 tysięcy odkrytych genów, aż 200 jest „żywcem” przeniesionych z bakterii. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że nie liczy się ilość, ale jakość. 15.02.2001 Spotkanie dotyczące możliwości studiów za granicą na bazie programu Unii Europejskiej Sokrates – Erasmus. od tego roku studenci naszej Uczelni mają możliwość wyjazdów na stypendia – szczegóły na str.5 18.02-24.02.2001 Przerwa semestralna. Zanosi się na kolejne ferie bez śniegu, przynajmniej w naszym kraju. Pozostaje już tylko wypad w Alpy lub niezwłoczny kontakt ze znajomym szamanem.


Gazeta Studentów 4

Wprowadzenie nauczania problemowego do systemu kształcenia jest tematem intensywnie poruszanym na naszej Uczelni. Młodsze roczniki mogą zaznać tego dobrodziejstwa i problemowo zgłębiają nauki podstawowe. Jednak na półtora roku przed dyplomem także można skorzystać z nowego sposobu przedstawiania wiedzy. Ostanie trzy wykłady z interny dla piątego roku wydziału lekarskiego stały się okazją do niekonwencjonalnego sposobu przedstawienia zagadnień nefrologii. Profesor Stanisław Czekalski z zespołem zaprezentował kilka ciekawych przypadków ze swej dziedziny. Wprowadził w ten sposób przybyłych w problemy, które można napotkać w klinice. Wymagało to, co prawda od słuchaczy, przygotowania teoretycznego i przypomnienia sobie podstaw z zakresu patofizjologii. W zamierzeniu miała to być wymiana myśli pomiędzy wykładowcą i studentami. Asia V rok Prezentowane w ten sposób przypadki bardzo mi się podobają – dużo łatwiej zapamiętuje się wiadomości. Uważam, że tak powinny wyglądać seminaria. Ta forma wykładu wymaga sporego przygotowania.

Agnieszka V rok. Te wykłady były bardzo ciekawe. Prezentowały wreszcie coś innego, niż czynniki ryzyka i epidemiologię. Za mało jeszcze uczymy się na temat leczenia Okazało się, że wykład nie musi być usypiającym strumieniem świadomości lub bezmyślnym przepisywaniem slajdów zmienianych z prędkością światła. Wiedza zaprezentowana w sposób zmuszający do wysiłku umysłowego i myślenia klinicznego staje się łatwiej przyswajalna i na pewno pozostaje na dłużej. Dyskusja nie była może nazbyt burzliwa, a udział studentów niezbyt liczny. Trzeba jednak pamiętać, że w dotychczasowym przebiegu kształcenia raczej nie byliśmy zachęcani do zadawania pytań. Niska frekwencja to wynik kilku wcześniejszych wykładów, które się nie odbyły z bliżej nieznanych powodów lub były prowadzone w mniej porywający sposób. Pisanka


P ul s AM 5 Sokrates to Edukacyjny Program Unii Europejskiej, którego celem jest europejska współpraca w zakresie: edukacji szkolnej – Comenius, szkolnictwa wyższego – Erasmus, kształcenia ustawicznego – Grundtvig, promocji nauczania języków obcych – Lingua, zastosowania technologii informatycznokomunikacyjnych w edukacji – Minerva, obserwacji i innowacji – Euridice, Naric, Arion.

Nasza Uczelnia uczestniczy w programie Socrates od ubiegłego roku. Najbardziej jesteśmy zainteresowani komponentem Erasmusa. Umożliwia on naszym studentom m.in. odbywanie części studiów za granicą w ramach stypendium Erasmusa. Oferta stypendialna skierowana jest do studentów posiadających obywatelstwo polskie, będących na minimum drugim roku studiów (w momencie trwania stypendium) i obejmuje studentów wszystkich kierunków. Osoby, które zakwalifikują się na studia za granicą otrzymują od Unii Europejskiej stypendium, w chwili obecnej jest to ok. 170 EURO na każdy miesiąc pobytu, a od naszej Uczelni bilet na przejazdy w obie strony. Program studiów za granicą ustalony jest w porozumieniu z Dziekanem i uczelnią przyjmującą naszych studentów przed ich wyjazdem na studia. Wszystkie przedmioty zaliczone w trakcie trwania stypendium Socratesa są uznawane przez naszą Uczelnię. W roku akademickim 2000/2001 na studia do Kilonii (Niemcy) wyjedzie dwóch studentów medycyny. Natomiast w przyszłym roku akademickim zaplanowaliśmy wyjazd aż 10 studentów. Będą to wyjazdy do Niemiec (medycyna, farmacja), Francji (medycyna, farmacja, stomatologia), Holandii (medycyna) i Finlandii (nauki o zdrowiu). Stypendia, w zależności od kraju, będą trwały od 3 do 12 miesięcy. Aby starać się o stypendium Erasmusa należy złożyć w Dziale Promocji i Współpracy Międzynarodowej następujące dokumenty: • specjalny formularz zgłoszeniowy • zaświadczenie o znajomości języka obcego (w zależności od kraju) • list polecający od opiekuna Koła Naukowego lub opiekuna roku • oświadczenie o zdolności finansowej, która warunkuje otrzymanie wizy • potwierdzone przez Dziekanat kopie kart egzaminacyjnych z poszczególnych lat studiów. Informacje o terminie składania dokumentów można uzyskać w Dziale Promocji i Współpracy Międzynarodowej ul. Fredry 10, tel. 8546036 lub 8528769.


Gazeta Studentów 6

Motto: “This is India - everything is possible here.” 16-VI-1999 8.40 mieliśmy się spotkać na Dworcu Głównym. Maryha jak zwykle nie ma, ale jest Ewa. Kupiłem baterie do aparatu i spotkałem Julitę, Maryh też ją spotkał. Przyszedł Maryh z Małpą. Zjawił się też komitet pożegnalny – Julita, Monika, Młoda, Marianna i Piękny (ze swoją nową komórką). Na odjezdne rozwinęli transparent: żegnamy bohaterów – Indie `99. Pojechaliśmy. 13.01 Berlin - Zoo Garten, przestudiowaliśmy jakąś mapę ścienną i pomaszerowaliśmy na Tegel – ale to było daleko - 2 godziny marszu. Do odprawy zwiedziliśmy całe lotnisko, potem nadaliśmy bagaż i weszliśmy na pokład Boeninga 757. Miejsca w ostatnim rzędzie, Maryh przy oknie. Mieliśmy lekkie obawy przed startem. Ale trochę potrzęsło, wcisnęło w siedzenie i już po wszystkim. Był dobry obiadek i piwo. Londyn - godzina do tyłu. Stwierdziliśmy, że nikt nas nie namówi na skok ze spadochronem. Na Heathrow byliśmy o 20.30. Ale to ogromne lotnisko. W terminalu przesiadek panika – prześwietlają bagaż. Nasze filmy? Szybka blokada kolejki i wypakowaliśmy filmy. Podeszliśmy bliżej a tam informacja, że maszyny są bezpieczne

dla filmów. Autobusem na terminal numer 4 - tu już są Indie. Sami mężczyźni w turbanach i kobiety w sari. O 22.00 byliśmy na pokładzie Boeinga 747, mieliśmy środkowe rzędy ale obok Maryha było wolne miejsce, na szczęście. 17-VI-1999 Była z nami taka ładna stewardesa. Obsługiwała mnie, a Maryha jakiś przystojniak. Dostałem od niej dwa piwa i dwa wina, a Maryh od przystojniaka tylko jedno niezbyt dobre piwo. W Delhi wylądowaliśmy o 11.00 (+4,5 h) i pobiegliśmy do ubikacji, a tam szok. Hindusi załatwiają się przy pomocy lewej ręki, a specjalny gospodarz tego miejsca dyryguje gdzie iść, podaje mydło i papier, pokazuje gdzie ten papier odłożyć. Odprawa paszportowa i bagażowa przebiegła bez problemu. Potem się naprawdę zaczęło. Wymieniliśmy dolary: Maryh oficjalnie z rachunkiem, a ja nie. Za dolara 42 rupie. Mnóstwo ludzi z okienek oferowało nam swoje usługi, na zewnątrz też. Wsiedliśmy do autobusu DTC z lotniska do centrum za 30 rupii. Miał nas wysadzić na Main Bazar a wylądowaliśmy w pobliżu ronda,


P ul s AM 7

trochę daleko. W autobusie poznaliśmy Wolfganga z Austrii, który był w Indiach 3 razy, ale tym razem jego bagaż nie dotarł z Londynu. Wzięliśmy autoriksze na Main Bazar za 20 rupii. Tu to dopiero się - działo smród, brud i ubóstwo. Było strasznie gorąco. Trochę potrwało zanim znaleźliśmy miejsce do spania – Hotel Fortuna, Main Bazar 5084 za 300 rupii za pokój trzyosobowy, następna noc za 250 rupii, bo będzie nas tylko dwóch – Wolfi wyjeżdża. W pokoju 2 łóżka, łazienka i nawiew. Wzięliśmy zimny prysznic dla ochłody - a tu niespodzianka - zimna woda jest ciepła, szkoda. Założyliśmy kłódkę na drzwi i wyszliśmy z hotelu. Do zapachu już się przyzwyczailiśmy. Tu nie ma prądu tylko same agregaty. Na razie nie jedliśmy nic z miejscowych przysmaków. Cały czas ktoś nas witał i coś proponował. Zjawił się ktoś i prosił o przetłumaczenie listu od przyjaciół z Polski, poszliśmy do niego. Maryh tłumaczył coś o jakieś wycieczce do Kaszmiru. Zaproponowano nam albo wycieczkę do Kaszmiru albo 2 dni po Delhi za 15 $. Zrezygnowaliśmy i poszliśmy dalej. Przy dworcu kolejowym New Delhi rikszarz wytłumaczył nam rozkład jazdy pociągów do Jaipuru, a potem biegł za nami przez 700 metrów oferując swoje usługi, po jakimś czasie chyba mu się znudziło bo nas zostawił. Cały czas jacyś rikszarze oferowali nam transport. W centrum na rondzie spotkaliśmy Ashoka. Chodził do 9 klasy i nieźle mówił po angielsku. Maryh mu się spodobał. Podobno przypomina hinduską gwiazdę filmową. Maryh

uwierzył i bardzo się z tego cieszył. Przed jednym sklepem Ashok dostał bambusową pałką po plecach od strażnika za rozmowę z nami. Tam nie miał wstępu zwykły Hindus, to były sklepy dla obcokrajowców. Gdy się pozbierał poszliśmy do parku w centrum na rondzie, gdzie znowu nas obskoczyli miejscowi oferując najróżniejsze usługi. Nie byliśmy zainteresowani i poszliśmy do rządowej agencji turystycznej gdzie wykupiliśmy wycieczkę po Delhi, Agrze, Jaipurze aż do Varanasi i bilet do Pokhary za 180$ (jak teraz myślę o tych pieniądzach to mnie serce boli). Jeszcze krótki spacerek i wróciliśmy do hotelu. Maryha zegarek nadal nie działał, a łóżka okazały się za krótkie. 18-VI-1999 O 9.00 czeka na nas kierowca. Pojechaliśmy do Świątyni Lakszmi Narajany, którą wzniesiono dopiero w 1938 roku. Na zewnątrz był Hindus z kobrami, którego Maryh nakręcił na video, a potem szybko uciekliśmy do świątyni. Wstęp bez butów, więc zapłaciliśmy po 2 rupie bakszyszu za popilnowanie naszego obuwia, za oprowadzenie i powiedzenie, że to Sziwa a to Wisznu. Na zewnątrz zrobiłem najdroższe zdjęcie w życiu. Założyli mi pytona na szyję – O.K. , i dali mi kobrę do ręki – tu myślałem, że zemdleję, A Maryh pstryknął mi zdjęcie. Usłyszeliśmy, że to kosztuje 200 rupii. Kierowca stargował cenę na 50, zapłaciłem i szybko uciekliśmy. Powiedziałem sobie, że już mnie nikt tak więcej nie oszuka. Pojechaliśmy do Gate of India - łuku triumfalnego


Gazeta Studentów 8

poświęconego Hindusom, którzy zginęli w pierwszej wojnie światowej. Potem pojechaliśmy do Qutab Minar. Tu wstęp wolny, musieliśmy zapłacić tylko 25 rupii za kamerę. To bardzo wysoka ( 73 metry ), lekko pochylona wieża, która góruje nad wszystkim. Obok stoi żelazny słup, który ma 2000 lat. Jest tu bardzo ładnie. Pierwszy taki stary zabytek, który zobaczyliśmy. Zwiedziliśmy jeszcze Mauzoleum Ghandiego i muzeum poświęcone jego osobie. Byliśmy też w Mauzoleum Humajuma gdzie ze ścian zwisły olbrzymie gniazda pszczół. W między czasie byliśmy też w restauracji indyjskiej na jakieś potrawie wegetariańskiej, której nazwy nie pamiętam. Zwiedziliśmy też kilka sklepów dla obcokrajowców, tylko ze względu na klimatyzację. W hotelu byliśmy o 18.00, a o 19.00 byliśmy umówieni z Ashokiem w parku na rondzie. Wzięliśmy riksze i znowu nas okantowano. Zamiast umówionych wcześniej 15 rp. Zapłaciliśmy 20 rp. Niestety o 19.10 Ashoka już nie spotkaliśmy, więc poszliśmy do zegarmistrza i Maryh wymienił sobie baterie w zegarku. Hura zegarek już działa. Wracając do hotelu kupiliśmy dwa kokosy po 15 rp i 6 bananów za 10 rp. Wstąpiliśmy też do obskurnej restauracji i zjedliśmy coś dobrego za 79 rp. Wybraliśmy lokal, w którym była dwójka białych turystów. Po chwili wszyscy goście byli z Europy. Bardzo zdziwiliśmy kasjera bo mu nie daliśmy napiwku. W hotelu rozpoczęliśmy batalie z kokosami. Maryh, sierota pociął się przy otwieraniu. Muszę się przyznać, że mi poszło

lepiej. Może to dla tego, że wcześniej wypiliśmy trochę wódki dla zdezynfekowania kolacji. W końcu się udało. Wypiliśmy mleczko, ale jak je tu teraz rozłupać? Znaleźliśmy sposób. Maryh nadpiłował kokosa i trzasnął nim o podłogę. Huku było co nie miara, ale się udało. Mogliśmy zacząć jeść. Kokosy były tak syte, że po połowie skończyliśmy i poszliśmy spać w naszym przykrótkim łożu małżeńskim. Muszę odnotować, że obawiamy się o swoje zdrowie. Kupa nadal nie nadchodzi. Jako niedoszli medycy zdajemy sobie sprawę z tego problemu. Chociaż może to i dobrze bo nie mamy papieru, który Maryh utopił wczoraj pod prysznicem – najlepszym się zdarza. I Wolfi wyjechał, niestety nie udało nam się pożegnać. Szkoda. 19-VI-1999 Wstaliśmy o 7.30. Zostawiliśmy w pokoju niezły bałagan i pojechaliśmy do Jaipuru. Co to była za jazda: lewa strona, prawa strona, tu koreczek, a tam setka, tu wypadek, a tam wielbłąd. Hindusi prawo jazdy kupują w urzędzie, a nasze egzaminy wywołują u nich salwy śmiechu. Krajobraz za oknem powoli przechodził w pustynny. Pojawiły się góry a na ich szczytach stare forty dawnych maharadżów. Jaipur to 3. milionowa metropolia. Kiedy powiedzieliśmy naszemu kierowcy, że w Warszawie mieszka 1,5 miliona ludzi, to się roześmiał. Hotel w którym nas umieszczono zdziwił nas, nie takiej klasy się spodziewaliśmy. Trochę żal nam tych pieniędzy, ale i tak już nic nie zrobimy. Maryh biedaczysko przysmażył


P ul s AM 9

sobie udko w samochodzie i bardzo cierpiał. Po sjeście wyszliśmy po owoce. Kupiliśmy banany i mango (pierwszy raz je jedliśmy), które było miękkie, słodkie i nie wiedzieliśmy jak je zjeść. Później pojechaliśmy zwiedzić pałac na wodzie, do którego nie ma dojścia. Tu dopadł nas miejscowy grajek i zaczął wywijać na skrzypcach. Dostał 2 rupie, a potem chciał nam sprzedać swój instrument, ale cena nie była konkurencyjna. Obejrzeliśmy też wytwórnię biżuterii, gdzie kupiliśmy troszkę świecidełek i wytwórnię materiałów, gdzie nie kupiliśmy nic. Zjedliśmy też kolację. Były to znowu jakieś wegetariańskie dania, których nazw nie pamiętam, ale bardzo nam smakowały. Chyba zostaniemy wegetarianami. Zaprosiliśmy kierowcę na polską wódkę. Przyszedł z ochotą. Po 4 kieliszkach zaczął mu się plątać język i nie wiedział co się dzieje. W czasie imprezy znaleźliśmy w pokoju 4 zasuszone robaki i jedną jaszczurkę, też zasuszoną. Zastanawialiśmy się, czy nie napisać skargi na te robaki, jak nam radził nasz kierowca. 20-VI-1999 Rano pojechaliśmy do fortu Amber. Byliśmy rześcy i wypoczęci, bo klimatyzacja dobrze działała. W nocy Maryha musiał nawet wstać i ją wyłączyć, bo było nam zimno. Wokół fortu było dużo słoni, które najlepiej wyglądały w kąpieli. Nie skorzystaliśmy ze słonia wnoszącego turystów pod górę do samych bram. Kupiliśmy bilety - znowu chcieli opłatę za kamerę video. Okazało się jednak, że wysiadły akumulatory i musieliśmy ją

zostawić w specjalnej skrytce. Zwiedziliśmy cały pałac i poszliśmy do następnego fortu górującego nad całą okolicą. Widzieliśmy piękną panoramę całego Radżastanu. Zajęło nam to w sumie 3 godziny. Potem zjedliśmy obiad w tej samej restauracji, co poprzednio ( Rainbow Restaurant, 72 nera post office, Ramgarh Mod, Amber road, Jaipur ). Tu okazało się, że mamy inne podejście do napiwków, ale spór szybko zażegnaliśmy, gdy tylko przynieśli nam jedzenie. Potem zwiedziliśmy City Pałac w centrum Jaipuru. Co krok można było się natknąć na człowieka z obsługi w białych strojach i czerwonych turbanach, którzy namawiali do zrobienia zdjęcia, a potem chcieli pieniądze. Zaraz obok było obserwatorium astronomiczne z największym zegarem słonecznym w Indiach. Było też za dużo słońca. Mam spalone łydki i twarz, a Maryh ma na czole biały pasek od swojej czapeczki. Wieczorem pojechaliśmy do kina. Bilety kosztowały 40 rp. Jednocześnie mogło tam przebywać około 1000 osób na jednym seansie. Były osobne kolejki dla kobiet i osobne dla mężczyzn. Między nimi biegał strażnik z pałką i mocnymi razami oddzielał je od siebie. Film to niesamowite przeżycie. Trwał 3 godziny z pół godzinną przerwą na posiłek. Wszyscy biegali razem, śpiewali. On kocha Ją, a Ona Jego ale jest ten trzeci, który im nie pozwala się kochać. Bijatyki, teledyski w sumie godne polecenia. A potem spadł deszcz. cdn Wicza


Gazeta Studentów 10

jeszcze nie wspominałam o miłości miłość tak – ona jedna nie podlega upływowi czasu trwa jeśli jest – jest wieczna a jeśli jej nie ma klepsydry oceanów toczą ziarna piasku księżyc nieustannie odmienia złotą twarz pociemniałym światem ciągnie ogromny wiatr nie ma zmiłowania nie ma odkupienia nie ma nas nie ma nie ma Halina Poświatowska


P ul s AM 11

Ja – zakochany! Ja jeszcze niedawno Bicz na kochanków, prześmiewca ich łez, Krytyk, ba – nocny strażnik, pedantyczny Mentor Amora, chłopczyka, któremu Żaden śmiertelnik w pysze nie dorówna! „Stracone zachody miłości”(III,1) Szekspir „Miłość” Nie widziałam Cię już od miesiąca. I nic. Jestem trochę bledsza, trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca lecz widać można żyć bez powietrza! Maria Pawlikowska – Jasnorzewska ”Niepewność” Gdy cię nie widzę, nie wzdycham, nie płacze Nie tracę zmysłów, kiedy cię zobaczę; Jednakże gdy cię długo nie oglądam, Czegoś mi braknie, kogoś widzieć żądam I tęskniąc sobie zadaję pytanie, Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie!... Gdy z oczu znikniesz, nie mogę ni razu W myśli twojego odnowić obrazu; Jednakże nieraz czuję mimo chęci Że on jest zawsze blisko mej pamięci I znowu sobie powtarzam pytanie Czy to jest przyjaźń/ czy to jest kochanie? Adam Mickiewicz „Do M***” Precz z mioch oczu !...posłucham od razu, Precz z mego serca !.. i serce posłucha, Precz z mej pamięci !.. nie.. tego rozkazu Moja i twoja pamięć nie posłucha... Adam Mickiewicz


Gazeta Studentów 12

Choreoterapia to technika należąca do szerokiego nurtu terapii poprzez sztukę. Podstawowe elementy tańca - ruch i rytm stają się drogą do uzyskania harmonii ciała i umysłu, ułatwiają poznanie siebie i swoich emocji, a także porozumienie z innymi ludźmi.

Beata Marecką jest kulturoznawcą, specjalistką w dziedzinie choreoterapii. •

Czym jest choreoterapia? Mogę powiedzieć czym ona jest dla mnie. Wiele osób pracuje z ciałem, wykorzystując taniec w bardzo różny sposób i nazywa to choreoterapią. Ja swoich zajęć tak nie nazywam. Przytoczę bardzo mi bliskie słowa jednej z pionierek choreoterapii Trudy Shop – szwajcarskiej tancerki, która jako pierwsza zaczęła wykorzystywać taniec i ruch w pracy z pacjentami w szpitalach psychiatrycznych w Stanach Zjednoczonych. W jednym z wywiadów powiedziała: „Moją pracę nazywa się choreoterapią. Bardzo nie lubię tego określenia ponieważ słowo terapia kojarzy się z uzdrawianiem, ze zwróceniem uwagi na część chorą, pozostającą poza balansem. W tańcu zwracam się do tej części mnie, która jest zdrowa - do mojej siły, potencjału, energii – stymulując je poprzez ruch. Wzmocniona w ten sposób łatwiej pokonuję trudności i rozwiązuję problemy związane ze mną samą i z innymi.” Ja również nie zwracam się do części chorej, tylko zajmuję się zdrowymi elementami mojego ciała. Po-

przez ruch, radość, rozluźnienie, wzmacniam osoby, które przychodzą na moje zajęcia. •

Jakimi zasadami kieruje się pani układając ćwiczenia? Podstawową zasadą jest dobre samopoczucie uczestników, którzy nie powinni robić zbyt trudnych ćwiczeń, bo mogłoby to wprowadzić uczucie dyskomfortu. Podczas pracy proszę, by wszyscy słuchali siebie i robili tylko te ćwiczenia, w których czują się dobrze, bezpiecznie. Uważam, że każdy sam najlepiej zna granice własnego ciała. Staram się tworzyć optymalną atmosferę i troszczę się o uczestników. Jednak to oni sami decydują, w którym momencie chcą się wycofać. •

Co można osiągnąć przez ruch? Poprzez ruch można polubić siebie, odkryć przyjemność świadomego bycia w swoim ciele. Często traktujemy ciało jak instrument, który musi nam służyć. Dopiero, gdy dzieje się coś złego przypomi-


P ul s AM 13

namy sobie o nim. Ważne jest nawiązanie świadomego kontaktu ze wszystkimi częściami swojego ciała. Druga sprawa to rozluźnienie, odprężenie, pozbycie się blokad, zyskanie płynności ruchu. Taniec to także przepływ emocji. Nie można rozdzielić ciała od sfery duchowej. Poprzez ruch wpływamy na nasze samopoczucie, a ono odzwierciedla się w naszej motoryce. Uczestnicy sami decydują, na której płaszczyźnie pozostają w moich zajęciach. Mogą je przyjąć jako propozycję poznania własnego repertuaru ruchów, poszerzenie możliwości, odkrycie zablokowanych partii ciała. Jeśli chcą, mogą spojrzeć w głąb siebie. Taniec to zwierciadło, w którym możemy zobaczyć swoje życie. Nigdy jednak nie wciągam nikogo na siłę w terapię. Na temat tego co dzieje, się na zajęciach rozmawiamy tylko wtedy,

jeśli zaistnieje taka potrzeba, by po danym ćwiczeniu je omówić. Uważam, że przez ruch można przekazać wystarczającą ilość informacji, które nie zawsze trzeba werbalizować, czy analizować. •

Czy choreoterapia ma zastosowanie w pracy z ludźmi chorymi? Sama nie pracuję z chorymi. Takie zajęcia wyglądają zupełnie inaczej. Trzeba zmienić ramy bezpieczeństwa, tempo pracy, jakość ruchu – jego ciężar, lekkość. kierunek.. To, co proponuję nie zupełnie nadaje się do pracy z ludźmi obciążonymi przez chorobę. Choć choreoterapia ma szerokie zastosowanie w pracy z różnymi pacjentami: nerwicowymi, chorymi psychicznie, a także więźniami. rozmawiała Anna Mania


Gazeta Studentów 14

Od roku 1999, kiedy wprowadzono reformę służby zdrowia, studenci zagraniczni na polskich uczelniach nie mogą korzystać z ubezpieczeń publicznych na zdrowie, bowiem według nowej ustawy, w ramach kasy chorych mogą być ubezpieczeni wyłącznie obywatele lub osoby mieszkające na stałe w Polsce. W starym systemie Ministerstwo Edukacji Narodowej pokrywało składki na ubezpieczenia stypendystów, a ci odpłatnie musieli je pokrywać. Teraz jedynym wyjściem jest wykup ubezpieczenia w prywatnej firmie, a wszyscy wiedzą, jakie są koszty takiej polisy Po prostu nie każdego studenta na nią stać. Nasza Uczelnia stara się ten problem rozwiązać. Niestety, choć w tej chwili można już zasięgnąć porady lekarskiej u lekarza zakładowego Akademii Medycznej, to za konsultację specjalisty, badania dodatkowe czy leczenie trzeba zapłacić i to niemało W Sejmie od kilku miesięcy spoczywa projekt nowelizacji Ustawy o Powszechnym Ubezpieczeniu Zdrowotnym mający na względzie ubezpieczenia zdrowotne dla obcokrajowców przebywających czasowo w Polsce. Pozostaje nam tylko czekać na jego rozpatrzenie i, miejmy nadzieję, uchwalenie. Póki to nie nastąpi, życzymy wszystkim zdrowia i unikania jak ognia stanów wymagających pobytu we wszelkiego rodzaju placówkach służby zdrowia. H.S.


P ul s AM 15

Kontynuujemy nasze internetowe spotkania. Tym razem o korzystaniu z jednego z największych dobrodziejstw internetu, czyli o USENETOWYCH GRUPACH DYSKUSYJNYCH, zwanych również newsami. Do tej pory zdążyłeś zapewne założyć własną skrzynkę pocztową, ale ciągle świeci ona pustkami. Dostałeś już wprawdzie e-maile od znajomych, których powiadomiłeś o fakcie zaistnienia w internecie. Wymieniacie się pozdrowieniami, wiadomościami, przesyłacie zdjęcia itp... Przychodzi jednak moment, gdy stwierdzasz, że to Ci już nie wystarcza. Chcesz korzystać z e-maila nie tylko w celach towarzyskich, ale wykorzystać go do kontaktu z ludzmi o podobnych zainteresowaniach do Twoich. Dodatkowo okazuje się, że Twoi znajomi to „wapniaki” i nie mają pojęcia o naprawdę ważnych i pasjonujących sprawach. Co zrobić, gdy interesujesz się np. przepisami na przyrządzanie żabich udek, lokomotywami kursującymi w połączeniach relacji Wolsztyn-Leszno, bezpiecznym podróżowaniem po Ukrainie itd... Sądzisz, że nie znajdziesz nikogo o podobnych zainteresowaniach? Nic bardziej mylnego! Czas najwyższy poszukać odpowiednią usenetową grupę dyskusyjną! Czym jest Usenet? To miejsce spotkań wirtualnej społeczności - esencja internetu. Tutaj roztrząsane są przeróżne zagadnienia, rozwiązywane problemy. To zabawa, dyskusje naukowe, niezależność, nieobliczalność, a przede wszystkim przydatność. Tu odczujesz bezpośrednią obecność innych osób w pozytywnym, jak i negatywnym tego słowa znaczeniu. Nie jest problemem to, co leży w kręgu Twoich fascynacji intelektualnych, ponieważ z pewnością znajdzie się grupa dyskusyjna o podobnych zainteresowaniach. Mówiąc obrazowo: USENET to wielka, ogólnie dostępna tablica ogłoszeń, podzielona na tysiące sektorów (każdy dla konkretnego tematu), na której każdy może „przypiąć” swoje i jest ono przetrzymywane tam zazwyczaj około miesiąca.


Gazeta Studentów 16

Jak funkcjonuje Usenet? Należy tutaj wspomnieć, że istnieją dwa rodzaje grup dyskusyjnych różniących się sposobem przekazywania wiadomości: 1. Zwykła (czyli nie Usenetowa grupa dyskusyjna): wiadomość wysłana do takiej grupy jest automatycznie rozsyłana do wszystkich odbiorców przez specjalny program tzw. listserver jako e-mail. 2. Usenetowa grupa dyskusyjna: wiadomość trafia najpierw do odpowiedniej skrytki pocztowej, tam odpowiedni program przygotowuje ją i umieszcza na serwerach news. Dopiero stamtąd prenumeratorzy mogą pobrać wiadomość za pomocą specjalnych programów do obsługi newsów. W jaki sposób pobierać wiadomości z Usenetu? Jak wspomniałem powyżej należy odpowiedni program (najczęściej jest to program pocztowy np. Outlook Express, Dyskusja Sylaba) zawierający, oprócz obsługi skrzynki pocztowej, cały szereg usług - między innymi obsługę grup dyskusyjnych Usenet. Oprogramowanie to jest standardowo dołączane do przegłądarki, którą się posługujesz. Bez względu na to z jakiego programu korzystasz i chcesz dołączyć do internetowej społeczności najbliższej Twoim zainteresowaniom, musisz podać kilka niezbędnych danych: • nazwa serwera grup dyskusyjnych (np. news.tpnet.pl; news.icm.edu.pl; news.onet.pl; news.nask.pl) • Twój e-mail, imię i nazwisko Nie czas i miejsce na szczegółowe omawianie poszczególnych kroków przy konfiguracji programu pocztowego. Najogólniej: w Outlook Express w menu: Narzędzia-Nowe Konta-Grupy Dyskusyjne itd...; w Dyskusja Sylaba w menu: Edycja-Preferencje-Poczta i Grupy itd... W tych miejscach umieść niezbędne dane. Po podaniu tych informacji i ich potwierdzeniu program ściągnie nazwy grup dyskusyjnych dostępnych na serwerze. Po tej czynności wybieramy konkretną grupę i subskrybujemy. Ale w jaki sposób dowiedzieć się czym zajmuje się konkretna grupa skoro widzimy tylko jej nazwę np. pl.sci.medycyna? Otóż sama nazwa mówi bardzo dużo. I tak: • pl – oznacza, że jest to polska grupa dyskusyjna • sci – grupa poświęcona jest nauce • medycyna – grypa dotyczy medycyny Po subskrybcji otrzymujemy nagłówki listów znajdujących się w danej grupie. Zaznaczamy konkretne wiadomości, po czym pobieramy je. Na każdy list możemy odpowiedzieć, a także wysłać własne zapytania do grupy. Należy jednak pamiętać o jednym: każda grupa dyskusyjna nie działa zazwyczaj od wczoraj i może się zdarzyć, że problem który chcemy poruszyć już dawno był rozpatrywany. Aby nie być posądzonym o ignorancję i jeśli nie chcesz, aby spłynęły do Ciebie setki listów (skutecznie zapychajcych skrzynkę pocztową), warto zapoznać się przed przystąpieniem do dyskusji z Najczęściej Zadawanymi Pytaniami


P ul s AM 17

czyli FAQ (Frequent Asked Questions). Unikniemy w ten sposób przykrych niespodzianek. Poza tym ważna jest ogólna „netykieta” w grupach dyskusyjnych. Nie do zaakceptowania jest np. spam (przesyłanie ogłoszeń i reklam do grup, które nie służą do tego celu), KRZYCZENIE WIELKIMI LITERAMI, zbyt długa sygnatura. Pisz zawsze na temat, nie wysyłaj wiadomości w formacie HTML itp... Teraz trochę przydatnych nazw grup dyskusyjnych: • pl.sci.medycyna – rozmowy o medycynie • alt.med.allergy – zwalczanie alergii • bionet.virology – wirusy i ich zwalczanie • misc.health.alternative – leczenie niekonwencjonalne • misc.health.diabetes – o cukrzycy • sci.med. – o medycynie, leczeniu, prawie medycznym • sci.med.density – dla stomatologów • sci.med.diseases.cancer – postępy w leczeniu nowotworów To chyba wszystko. W tym skrócie telegraficznym starałem się wyjaśnić istotę Usenetu i korzyści płynące z tego „rogu obfitości”. Na koniec pozostaje jeszcze jedno ważne pytanie: – O.K. wszystko ładnie, ale chcę założyć własną grupę dyskusyjną, czy można? Odp.: Oczywiście, że można, ale jest to na tyle skomplikowany i wieloetapowy proces, że czasami nie warty zachodu. A jeśli dodatkowo weźmiesz pod uwagę fakt istnienia kilkudziesięciu tysięcy Usenetowych Grup Dyskusyjnych, to naprawdę musisz mieć bardzo wyrafinowane zainteresowania, aby zdecydować się na powiększenie tej i tak ogromnej liczby już istniejących grup. Usenet to temat-rzeka, długo by pisać, jednak nie czas i miejsce w naszej studenckiej gazecie. Bardziej zainteresowanych odsyłam do czasopism komputerowych i na stronę www.usenet.pl, gdzie znajdziecie pokaźne informacje o usenecie i listę polskojęzycznych grupach dyskusyjnych. Warto zajrzeć też na www.dejanews.com – jest to jeden z większych katalogów grup dyskusyjnych w Sieci.

Życze wszystkim owocnego korzystania z USENETU i zapraszam na stronę WWW naszej gazety www.PulsAm.prv.pl Mirek Szczepański mszczep@interia.pl

P.S. W przyszłym numerze: • jak i gdzie założyć własną stronę WWW, stronę Studenckiego Koła Naukowego w którym działasz • krótki kurs HTML


Gazeta Studentów 18

W tak pięknych okolicznościach przyrody i ...niepowtarzalnej, witam na nowej stronie kulturalno-sportowej idealnej na nudne wykłady, nisze komunikacyjne czy przerwy w neurotransmisji. Pominąwszy rys historyczny przechodzę do sprawy. 1. Sportowo – czyli nie tylko baseball Małyszomania trwa, w słowach, gestach (postsoloidarnościowy znak V), emocjach i codzienności. Witając się rano ludzie pytają – jak wyszedłeś/wyszłaś z progu? A zaskoczyć kogoś, to zrobić mu „Małysza”. Co prawda do końca sezonu zostało jeszcze kilka zawodów do rozegrania: Puchar Świata: Obersdorf – 3-4.03, Falun - 7.03, Trondheim – 9.03, Oslo – 11.03, Planica 17-18.03 oraz Mistrzostwa Świata w Lahti 18 i 23.02. Nikt chyba jednak nie powątpiewa w sukces „Wąsacza z Wisły”. Bo czyżby tajemnicą Adama miałyby być wąsy? Ponoć testy w tunelach aerodynamicznych wypadły niezwykle pomyślnie. Polska ekstraklasa piłkarska wznawia rozgrywki 10 marca, Bundesliga ma to już za sobą. Przed sobą natomiast pytanie: kto zdetronizuje Bayern Monachium? Schalke – rewelacja jesieni, z najlepszym według tygodnika „Kicker” obrońcą ligi – T. Wałdochem - aktualnie kontuzja? Borussia Dortmund – powrót do czołówki po katastrofalnym ubiegłym sezonie? Ma im pomóc niejaki Tomas Rosicky sprowadzony za 25 milionów marek ze Sparty Praga – swoisty rekord Bundesligi. Czy może Kaisesslautern – trener Brehme czyni cuda? UWAGA: od 13.02 zaczynają kopać mistrzowie!


P ul s AM 19

2. Naprawdę krótkie newsy czyli bieg przez plotki • E. Olisadebe wypożyczony za 1,3 miliona $ do Panathinaikosu Ateny (do czerwca 2002r) • PZPN zawiesza zakaz transferów nałożony na Lecha Poznań w pażdzierniku 2000r. • Sabri Bekdas zrywa umowę z Pogonią Szczecin • Aktualny mistrz NBA - L.A. Lakers przegrali już 15 spotkań, czyli tyle, ile w całym poprzednim sezonie • Skoczek rosyjski D. Wasiliew podejrzany o doping • Szymon Ziółkowski najlepszym sportowcem Wielkopolski 3. Sen recenzenta czyli wydało się Na dobry początek Rage Against the Machine – „Renegades”. Świeży jak poranna prasa, mocny jak zbuntowana pięść, rytmiczny jak zdrowy puls i dość nietypowy jak na załogę materiał (zresztą chyba ostatni, bo Zach de La Rocha odszedł w poszukiwaniu własnej drogi). „Renegades „nie jest albumem autorskim, ale odrdzewiaczem. Odświeża tych znanych – Bruce Springsteen, Bob Dylan, Cyprus Hill, Billy Idol i tych mniej znanych wykonawców- Devo, EPMD, MC5 czy Minor Threat – najbardziej nierejdżowski utwór świata. Czyni to naprawdę ciekawie, stylowo, bez żenady i profanacji, z jajem i, jak zwykle, bardzo żywiołowo. Niektóre wydania płyty zawierają dodatkowo dwa utwory w wersji koncertowej – „Kick out the jams” (rewelacyjny basik Timmyego C) oraz „How I could just kill a man”. 4. Koncerty i wystawy • Grafiki Surrealistów -Dali, Mivo, Ernst - wystawa w Centrum Kultury „Zamek” – 5.02-11.03 • National Geografic – Oblicza Świata - wystawa w Centrum Kultury „Zamek” – 14.02 - 01.04 • „Od Moneta do Gaugaina” wystawa w Muzeum Narodowym – 1.04- 31.04 • Grupa Stomp w Teatrze Wielkim 13.03 – 18.03 • Raz,dwa,trzy – 16.03 – Dom Kultury „Pod Lipami” • Sting – 19.06 Stadion Gwardii (Warszawa) Redaktor Marcin


Gazeta Studentów 20

2

1

3

4

5

6

7

8

b a 9

11

10

12

f

c

13

14

15

e

16

g 17

18

19

20

21

22

23

k

d

h 24

25

26

ł

27

i

l

28

j

Hasło poznasz układając małe literki od a do ł. a

b

c

d

e

f

g

h

i

j

k

l

ł


P ul s AM 21

Pionowo : 1.lizak lub detektyw 2. auto z Nysy 3. z muzeum Lenina 4. baty na wspak 5. antenat 6. „wąska” sekretarka 7. Dyzma 8. niechęć 12. okrągłe skrzyżowanie 16. rzeka jak nerka 17. Rewiński w „Kilerze” 18. dla niektórych za wysokie 19. „... do domu!” 20. ze spalonego teatru 21. Adam, poeta 22. czyn odwagi lub rysunek nagi 23. toruński materiał

Poziomo : 1.azyl Filipa 5. kolorowe jajko 9. Tomasz, poeta 10. marynowane warzywa 11. „ozdoba” polskich ogrodów 13. wyspa „cudownego” kolosa 14. Tadzio kanalarz 15. np. czerwona 17. brat Jacek 21. królewska pensja 24. Janek pancerny 25. opłaca abonament 26. Kukulska 27. mniej sprytna siostra Balladyny 28. kij+Anka

Gombrowicz na luty : „Człowiek jest najbardziej uzależniony od swego odbicia w duszy drugiego człowieka, chociaż by ta dusza była kretyniczna.” Książka, którą polecam

„Imię róży” Umberto Eco Mroczna opowieść o średniowiecznych zakonnikach, demaskująca zawsze aktualne i współczesne zbrodnie namiętności. Nikogo nie ocenia i nie potępia. Krok po kroku wprowadza nas w świat, w którym nic nie jest takie jakim się wydaje. AS


Gazeta Studentów 22

List do redakcji Po przeczytaniu listu do redakcji z nr 41. pt. „O równości i zrozumieniu” ośmielam się napisać kilka słów wyjaśnienia w imieniu grona studentów anglojęzycznych, do którego się zaliczam. Zgadzam się z koleżanką, że zasady odpowiedzialności zbiorowej powinny dotyczyć wszystkich studentów zamieszkujących piętro D.S. „Eskulap”, z którego zniknął telefon. Czy koleżanka zbierała pieniądze na nowy aparat i spotkała się z odmową ze strony studentów anglojęzycznych ? Jeśli tak, to sprawę należałoby skierować do administracji i wyjaśnić ją do końca. Niestety nie przyznam koleżance racji w kwestii obuwia zamiennego i ochraniaczy, ponieważ obowiązują nas one w tym samym stopniu, co polskich studentów. Sprawa następna poruszona w liście, to bezczynność na zajęciach i pozostawianie studentów samych sobie ( by, n przykład, liczyć panele na suficie korytarza oddziału porodowego). My także mamy bezczynne przestoje na korytarzach, a ulotki o szkołach rodzenia na tablicy informacyjnej na długo pozostaną w mej pamięci. Równie często zdarzało nam się, że rodzące kobiety nie życzyły sobie naszego towarzystwa. Czasami po prostu nic ciekawego się nie działo, a żeby z własnej inicjatywy porozmawiać z pacjentkami, trzeba było znaleźć kogoś ze znajomością terminologii polskiej i angielskiej. Często studenci pochodzenia polskiego musieli ratować resztę grupy, bo brakowało fachowego tłumacza, który akurat zajęty był odbieraniem porodu u pacjentki wyraźnie nie życzącej sobie naszej obecności. Obwiniać można się w kółko, aż do bólu – asystentów, studentów, pacjentów... Wydaje mi się, że list studentki VI r. przyczyni się do dalszego ostudzenia „fascynacji możliwością kontaktu ze studentami zagranicznymi”. Wystarczająco często spotykamy się z wyrazami oburzenia, a nawet nienawiści ze strony polskich studentów. Chciałabym zaznaczyć, że program anglojęzyczny poznańskiej AM jest reklamowany na skalę światową (zajrzyjmy na strony internetowe AM). Studenci anglojęzyczni są zachęcani do zasilania rzeszy studentów AM, poznawania wspaniałych tradycji tego kraju, nauki języka, zawiązywania nowych znajomości i kontaktów oraz wymiany doświadczeń. Polscy studenci często wyjeżdżają za granicę w tym samym celu. Wracając do omawianego listu... Przyznaję koleżance rację, że jakość edukacji powinna być jednakowa dla wszystkich studentów – równość na zajęciach! Lecz nie my o tym decydujemy. Wchodzą tu w grę zapewne aspekty materialne. Należałoby wspomnieć, że wysokość czesnego to 12.500$ za rok programu czteroletniego, a opłaty za akademik wynoszą 250$ miesięcznie. Stąd pewnie różnica w systemie kształcenia i brak równości. O ile mi wiadomo, studia dzienne dla polskich studentów są nadal bezpłatne, choć samo studiowanie, w pełnym tego słowa znaczeniu, sporo kosztuje. Chciałabym prosić koleżankę i wszystkich polskich studentów o trochę więcej zrozumienia. Nie wysnuwajcie zbyt pochopnych wniosków na nasz temat. Pozory i powierzchowność często mylą. Studentka IV r. programu anglojęzycznego.


luty2001