Page 1

Gazeta Studentów AM w Poznaniu Ro k 6 n r 5 6 kw i eci eń 200 2

www.PulsAM.prv.pl


Gazeta Studentów 2

Od redakcji

Trafił nam się niewątpliwie gorący miesiąc, obfitujący w rozmaite wydarzenia. Wybory Rektora przysporzyły sporo zajęć i emocji nieco wrażeń. Większości studentów dały się odczuć w postaci całkiem przyjemnych Dni Rektorskich. Okazało się, że studiujemy na najlepszej Akademii w naszym kraju. W konkursie ZSP „Primus Inter Pares” zwyciężyła studentka naszej Uczelni. Można spuchnąć z dumy... Ania Sprostowanie: W nr 54 w składzie Komisji ds. SBN błędnie podaliśmy nazwisko prof. dr hab. Witolda Szyftera, a pominęliśmy dr hab. n farm. Stanisława Sobiaka. Przepraszamy. Redakcja

Redakcja Media *PULS*- Gazeta Studentów A M w Poznaniu Zespół redakcyjny: Red. Nacz.: Z.-ca Red. Nacz. ds. Promocji: Sekretarz Redakcji: Grafik: Współpracownicy:

Anna Mania Magda Łanocha Agnieszka Lewicka Bartek Kuczyński Anita Siewko, Joanna Kowalska, Dorota Wesół, Daria Martenka

Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania i adiustacji. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za fantazje reporterów. Nadesłanych tekstów nie zwracamy. Nasz adres: ul. Przybyszewskiego 39 - D.S. Eskulap, pok. 3 60-356 Poznań, tel. 86-94-435, fax: 867-42-01 e-mail:pulsam@wp.pl


Puls AM 3 8 kwietnia 2002. Spotkanie przedwyborcze. W D.S. Eskulap odbyło się spotkanie przedwyborcze kandydatów na stanowisko Rektora AM Poznań prof. dr hab. Leona Drobnika i prof. dr hab. Grzegorza H. Bręborowicza ze studentami. 9 kwietnia 2002 Rankig Szkół Wyższych. W zamieszczonym w Rzeczpospolitej rankingu nasza Uczelnia zajęła pierwsze miejsce wśród Akademii Medycznych i ósme miejsce w rankingu ogólny. 12-13 kwietnia 2002 II Ogólnopolska Konferencja Studentów Analityki Medycznej zorganizowana przez Komisję ds. Wyższego Szkolnictwa Medycznego Parlamentu Studentów RP oraz Samorząd Studencki Akademii Medycznej im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu poświęcona była w głównej mierze statusowi prawnemu absolwentów kierunku Analityki Medycznej. 13 kwietnia 2002 Piknik zdrowotny. Organizatorem imprezy była Klinika Chorób Wewnętrznych i Zaburzeń Metabolicznych AM. Piknik trwał od godz. 9-12, w tym czasie pacjenci mogli zbadać sobie poziom cukru i cholesterolu we krwi, zmierzyć ciśnienie tętnicze, masę ciała oraz ilość tkanki tłuszczowej w organizmie. Wyniki badań mogły być zaraz konsultowane z lekarzem. Podobna akcja odbyła się w poradni NZOZ "Supermed" na Os. Bolesława Chrobrego, gdzie porad udzielali specjaliści: m.in. dermatolog, ortopeda czy urolog. Dzięki tym akcjom ponad 200 poznaniaków miało okazję bezpłatnie się przebadać. 16 kwietnia 2002 Wybory władz uczelnianych. Władze Akademii Medycznej na kadencję 2002-2005 wybierało 200 elektorów. Nowym Rektorem został prof. dr hab. Grzegorz Bręborowicz dotychczasowy Prorektor ds. Nauki i Kształcenia Podyplomowego. 16 kwietnia 2002 „Primus inter pares”. Finał regionalny ogólnopolskiego konkursu „Primus inter pares” organizowanego co roku przez ZSP odbył się w sali Kina Olimpia. Nagrodzono troje studentów naszej Akademii. Wygrała Irmina Wietlicka studentka IV r. Wydziału Lekarskiego I. 18-20 kwietna 2002 Jubileusz Instytutu Pediatrii. Instytut Pediatrii Akademii Medycznej obchodził swoje XXXV-lecie. 22 kwietnia 2002. Symulacja rozprawy sądowej. W Collegium Minus UAM przy ul. Wieniawskiego odbyła się symulacja rozprawy karnej z zakresu odpowiedzialności lekarza za błąd w sztuce zorganizowana przez ELSA Poznań, STN i IFMSA Poznań.


Gazeta Studentów 4

Wieczór przedwyborczy 8 kwietnia b.r. w D.S. Eskulap odbyło się spotkanie przedwyborcze kandydatów na stanowisko Rektora AM Poznań (kadencja 2002-2005) prof. dr hab. Leona Drobnika i prof. dr hab. Grzegorza H. Bręborowicza ze studentami. Na wstępie każdy z profesorów miał przysłowiowe pięć minut na zaprezentowanie siebie, swoich dotychczasowych osiągnięć i oczywiście propozycje swoich programów wyborczych. Obecny Rektor prof. Drobnik na wstępie podkreślał wysoki status naszej uczelni, jaki osiągnęła ona w ciągu ostatnich trzech lat (powołując się m.in. na ranking wyższych uczelni Rzeczpospolitej) i zmiany jaki udało się wprowadzić. Następnie wskazał na konieczność dalszego ulepszania jakości życia w domach studenckich, odmłodzenia kadry dydaktycznej, budowy domu asystenta i utrzymanie 60 – miejsc doktoranckich. Sugerował również rozszerzenie współpracy uczelni z zagranicą i podkreślał znaczenie przejścia z paternalizmu, na rzecz współpracy studentów z władzami uczelni. Natomiast prof. Bręborowicz wszystkim uczestnikom spotkania przy wejściu do sali rozdał broszurkę ze swoim życiorysem i osiągnięciami oraz ze szczegółowym programem wyborczym. W sprawach dotyczących studentów zwracał uwagę przede wszystkim na dydaktykę uczelni – zarówno kontrolę i wynikające z niej konsekwencje poziomu nauczania, jak

również wprowadzenie zmian i ulepszeń m.in.: integracja nauczania w zakresie nauk podstawowych i klinicznych, rozwinięcie systemu wymian studenckich między polskimi uczelniami medycznymi, zwiększenie udziału polskich studentów w programach europejskich i dostosowanie standardów nauczania na wszystkich kierunkach do standardów międzynarodowych. Opowiadał się również za wspieraniem organizacji studenckich i rozwinięcie działalności kulturalnej. Po tej prezentacji rozwinęła się dyskusja, podczas której poruszano wiele nurtujących nas spraw. M.in. padło pytanie o przyszłego Prorektora ds. studenckich, kwestie odpłatności za akademik przez studentów obcokrajowców i możliwość odbywania przez nich specjalizacji. Wywiązała się gorąca dyskusja na temat kaucji za akademik, a także w sprawie propozycji dalszych inwestycji na uczelni i możliwości ich zrealizowania – dokończenie budowy Instytutu Stomatologii, budowa miasteczka akademickiego z kompleksem bibliotecznym i dydaktyczno – informacyjnym. Zwrócono również uwagę na konieczność zmiany nauczania w szpitalach klinicznych. Każdy mógł zabrać głos, pytania zadawali studenci z różnych kierunków i organizacji studenckich, na które kandydaci na rektora odpowiadali na zmianę – aż do wyczerpania dw


Puls AM 5

Według rankingu ogłoszonego przez Rzeczpospolitą nasza Alma Mater jest najlepszą medyczną uczelnią w kraju. Nic więc dziwnego, że mamy też najlepszych studentów, ale zacznijmy od początku. Zrzeszenie Studentów Polskich przy współudziale Parlamentu Studentów RP po raz kolejny zorganizowało konkurs na najlepszego studenta Primus Inter Pares 2002. Historia konkursu sięga lat sześćdziesiątych XX wieku, kiedy to zrodziła się potrzeba nagradzania i wyróżniania najlepszych za ich wysiłek i pracę na uczelni i poza jej bramami. Przy ocenianiu studentów pod uwagę są brane nie tylko wyniki w nauce, ale również działalność naukowa, społeczna, charytatywna a także znajomość języków obcych. Konkurs odbywa się na trzech etapach: uczelnianym, regionalnym i krajowym. Jest to najpoważniejsze przedsięwzięcie środowiska studenckiego w naszym kraju, popierane przez najwyższych urzędników państwowych i samorządowych. W tym roku patronat honorowy objął premier Leszek Miller, a na naszym szczeblu regionalnym – Wojewoda Wielkopolski Andrzej Nowakowski. Uroczystość finału regionalnego odbyła się 16 kwietnia b.r. W asyście zaproszonych gości: Wojewody i Wicewojewody Wielkopolski, Prorektorów niemalże wszystkich wyższych uczelni poznańskich, Dyrektora Kuratorium Oświaty, wyróżniono dziewiętnastu najlepszych studentów Wielkopolski. Wśród nich znalazły się trzy studentki Akademii Medycznej: Irmina Wietlicka, Anna Mania i Katarzyna Brzuzgo, a także odpowiednio: 3 osoby z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, 2 – z Akademii Rolniczej, 3 – z Akademii Ekonomicznej, 3 – z Politechniki Poznańskiej, 3 – z Wyższej Szkoły Zarządzania i Bankowości oraz 2 – z Wyższej Szkoły Bankowej. Wszyscy otrzymali dyplomy i nagrody od sponsora Bank PKO BP. A oto lista finalistów, którzy zakwalifikowali się do etapu regionalnego, który odbędzie się 16 maja w Warszawie: Ø I miejsce: Irmina Wietlicka – Akademia Medyczna Ø II miejsce:Tomasz Gawroński – Akademia Rolnicza Ø III miejsce: Piotr Paryzek – Uniwersytet im. Adama Mickiewicza I miejsce uhonorowano czekiem na 2.000 zł.(Bank PKO BP) oraz 6 – tomową encyklopedię w oprawie ze skóry (Wojewoda Wielkopolski). Wszystkim laureatom serdecznie gratujemy, a za Irminę trzymamy kciuki. Miejmy nadzieję, iż to dopiero początek sukcesów naszych studentów. A dla wszystkich, którym się nie powiodło tym razem, mamy pocieszającą wiadomość: następny konkurs w przyszłym roku akademickim. Życzymy powodzenia już teraz i zachęcamy do wytrwałej pracy – jak się okazuje warto! dw P.S. W następnym numerze wywiad z najlepszą studentką Wielkopolski.


Gazeta Studentów 6

Akademia dużej mocy Wiadomość otrzymana we wtorkowy poranek: „Dziś w Rzeczpospolitej ranking szkół wyższych” nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Ostatnio z całej siły próbuję skończyć studia, a ranking może raczej pomóc komuś, kto chciałby je zacząć. Kiedy jednak znajomi uświadomili mi, że studiuję na najlepszej uczelni medycznej w Polsce, postanowiłam przyjrzeć się temu bliżej. Po sześciu latach studiów mam w końcu własne zdanie na temat warunków studiowania. Rzeczywiście w rankingu zamieszczonym 9 kwietnia w Rzeczpospolitej Akademia Medyczna w Poznaniu znalazła się na pierwszym miejscu wśród uczelni medycznych, a na miejscu ósmym w klasyfikacji ogólnej. Z poznańskich szkół wyższych na lepszym (czwartym) miejscu znalazł się tylko Uniwersytet Adama Mickiewicza. Uczelnie oceniano na podstawie 18 kryteriów. Jedną z nich był prestiż określany na podstawie badania ankietowego przeprowadzonego wśród pracodawców. Niestety absolwenci AM Poznań nie należą tu do najbardziej rozchwytywanych. Profesorowie, którzy otrzymali tytuły w ciągu ostatnich dwóch lat również nie ocenili nas najlepiej. Dużo większym uznaniem Uczelnia cieszy się w opinii Komitetu Badań Naukowych. Okazało się również, że w ostatnim roku pracownicy naukowi naszej

Alma Mater uzyskali całkiem sporo stopni i tytułów naukowych, co dało sporą „moc naukową”. W Uczelni zatrudnionych jest 147 profesorów, 86 doktorów habilitowanych oraz 263 doktorów. Kadry są mocno nasycone osobami o najwyższych klasyfikacjach. Moje zdziwienie wzbudziła wysoka liczba nauczycieli akademickich w przeliczeniu na jednego studenta. Studenci wydziału lekarskiego mają zajęcia w zazwyczaj sześcioosobowych grupach. Czy to znaczy, że gdzie indziej jest jeszcze gorzej? Prawda na temat zasobów naszej biblioteki nie powinna nikogo dziwić. Liczba woluminów, a także ilość prenumerowanych czasopism nie jest zbyt wielka. Wie o tym każdy student, który co roku próbuje wypożyczyć w miarę aktualne podręczniki. Pozytywnie wypadła jedynie ocena liczby miejsc w czytelniach i stopień komputeryzacji biblioteki. Dzięki obecności studentów obcokrajowców, środowisko naszej Akademii jest niewątpliwie wielokulturowe, co zostało wysoko ocenione. Wśród 3650 studentów jest 190 obcokrajowców. Studenci mają także możliwość rozwijania swoich zainteresowań, zarówno naukowych jak i kulturalnych. Studenckie koła naukowe działają niemal w każdej Klinice. Mamy również sporo organizacji studenckich. Całkiem wysoko oceniono dobór jakościowy w procesie rekrutacji,


Puls AM 7

czyli liczbę kandydatów przypadającą na jedno miejsce. Liczba kandydatów na wydział lekarski maleje z roku na rok, ale notowania wydziału farmacji ciągle zwyżkują. Mamy też całkiem sporo miejsc w akademinkach. W „Eskulapie”, „Hipokratesie”, „Medyku” i „Wawrzynku” jest ogółem 1400 miejsc. AM Poznań w ogóle nie wspiera swoich absolwentów. Podobnie jak na innych akademiach medycznych, na naszej Uczelni brakuje ośrodków promujących studentów i biur kariery. Nie wiem, czy na wynik miało wpływ niewydzielenie w rankingu Collegium Medicum Uniwersytetu

Jagiellońskiego. Na tle innych akademii wypadliśmy całkiem nieźle. Choć następna w klasyfikacji Akademia Medyczna w Warszawie dostała tylko kilka punktów mniej. Największe różnice zaznaczyły się w kategorii „mocy naukowej” i liczbie miejsc w domach studenckich. W odniesieniu do Uniwersytetu Warszawskiego – najlepszej Uczelni w rankingu ogólnym otrzymaliśmy jednak tylko dobrą trójkę (wskaźnik rankingowy 62,35/100). Ciągle jest nad czym pracować. Pisanka

Informacja dla absolwentów AM w sprawie stażu podyplomowego rozpoczynającego się 1 października 2002 Zgodnie z Rozporządzeniem MZIOS z dnia 24 maja 1999 r. w sprawie stażu podyplomowego lekarza i lekarza stomatologa (Dz. U. nr 54, poz. 571), nakładającym na Izbę Lekarską obowiązek wyznaczania miejsc stażowych, informujemy o zasadach składania wniosków:

1/ Wnioski o przyznanie miejsca stażowego należy składać w Wielkopolskiej Izbie Lekarskiej w Poznaniu ul. Nowowiejskiego 51 (pokój nr 8) w terminie od 6 maja 2002 r. do 30 czerwca 2002 r. 2/ Wniosek winien zawierać: imię i nazwisko PESEL miejsce stałego zameldowania sugerowane główne i alternatywne miejsca odbywania stażu, średnia ocen ze studiów potwierdzona przez dziekanat AM (po zdaniu wszystkich egzaminów). 3/ Rozpatrywane będą jedynie wnioski lekarzy i lekarzy stomatologów, posiadających ograniczone prawo wykonywania zawodu, należących do Wielkopolskiej Izby lekarskiej. 4/Wyniki postępowania kwalifikacyjnego zostaną ogłoszone 13 września 2002 w siedzibie WIL. 5/Lekarze i lekarze stomatolodzy, którym przyznano miejsce stażowe otrzymają: uchwałę o przydzielonym miejscu stażowym i kartę stażu podyplomowego.


Gazeta Studentów 8

14 kwietnia w Auli Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza odbyło się IV Spotkanie Chórów Akademickich Miasta Poznania 2002 pt. "Wieczór na ludowo". W imprezie wzięły udział chóry poznańskich uczelni wyższych- Chór Dominicantes Wyższej Szkoły Bankowej (organizator tego muzycznego przedsięwzięcia) pod dyrekcją Karoliny Piotrowkiej - Sobczak, Chór Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza pod dyrekcją Jacka Sykulskiego, Chór Akademii Rolniczej pod dyrekcją Barbary Dąbrowskiej-Silskiej, Chór Żeński "Sonantes" Akademii Ekonomicznej pod dyrekcją Krystyny Domańskiej-Maćkowiak, Chór Kameralny Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza pod dyrekcją Krzysztofa Szydzisza, Chór Kameralny MUSICA VIVA Akademii Ekonomicznej pod dyrekcją Marka Gandeckiego, Chór Akademii Muzycznej pod dyrekcją Przemysława Pałki oraz Chór Akademii Medycznej również pod batutą Przemysława Pałki. Nie lada atrakcją okazały się też występy Poznańsko-Bukowieckiej Kapeli Dudziarskiej oraz Kapeli Koźlarskiej ze Zbąszynia. Warto zaznaczyć, że w przerwie koncertu została przeprowadzona kwesta na rzecz Oddziału Torakochirurgii Wielkopolskiego Centrum Chorób Płuc i Gruźlicy. Celem była zbiórka pieniędzy na sprzęt anestezjologiczny, który umożliwi przeprowadzenie zabiegów operacyjnych dzieciom z północno-zachodniej części Polski, dotąd musiały one jechać aż do Rabki. Daria Martenka


Puls AM 9

Jak na Studium Wychowania Fizycznego przystało i w tym roku w okresie zimowych ferii zorganizowany został obóz narciarski. Wyjechaliśmy w słowackie Tatry do Liptowskiego Mikulaszu. Ów kurort z wielkiej płyty a dokładniej Hotel Si był naszą bazą wypadową. A wypadaliśmy różnie. Pierwszego dnia pojechaliśmy do Rużemboroka, tam odbyło się przegrupowanie ekipy. Pani mgr Ewa Borowczyk objęła dowództwo grupy "prawie jeżdżących", pani mgr Renata Drygas - "już jeżdżących", a pan mgr Roman Łukaszewski (super szef naszego obozu) - "zdecydowanie jeżdżących". Powstała też alternatywna grupa siostrzana ze specjalnością snowboardową. No i zaczęło się... Każdy robił co w jego mocy, by w całości zjechać z oblodzonego stoku. Bardziej pomysłowi próbowali nawet zjeżdżać na nosie. Trudne warunki zrekompensowała nam słoneczna pogoda (opalenizna w goglach jest OK!). Już następnego dnia zlądowaliśmy pod sławnym Chopokiem - tycim pagórkiem (2024m n.p.m.), gdzie na setkach tras (a było ich 55 km + 24 wyciągi) rozwinęliśmy w końcu skrzydła. Po wprawkach na lodzie leżący tu śnieg dał nam nareszcie możliwości do zaprezentowania naszych zdolności. Niektórzy jeździli

tyłem, inni nowoopatentowaną techniką "na koalę", a jeszcze inni próbowali swoich sił w barze Ski Hotelu. Jednym słowem narciarski raj na ziemi. Śnieg, słońce, 2 deski u nóg i wyciągi "łamańce". Problem stanowili tylko ... snowboardziści, którzy wczuwali się w rolę spychaczy i zmiatali nam śnieg z tras. Były też i wredne krzesełka, które niczego nie świadomym narciarzom podkradały skipassy. Po nartach był natomiast czas na relaks. Byliśmy m.in. na termach w Beszenowej, gdzie taplaliśmy się w ciepłej (42°C) rzyburze (niby, że woda z ciepłych źródeł) pod gołym niebem. Zwiedzaliśmy też lokalne dansingi ucząc tubylców macareny. Zbyt zdezelowani osobnicy mogli też odwiedzić naszego obozowego lekarza dr Tomka Łyczkowskiego. Było świetnie, ale za krótko (dlaczego te ferie trwają tylko tydzień?). Już po 7 dniach cała posiniaczona, zakwaszona i niezwykle z siebie zadowolona ekipa załadowała się do autokaru i ruszyła do domu. Na spotkaniu poobozowym obiecaliśmy sobie jednak, że za rok powtarzamy akcję. Jeśli też chcesz poszaleć (m.in. na śniegu) – jedź z nami! Narciarka


Gazeta Studentów 10

W romantyczny krajobraz wielkopolskiej równiny nad brzegami Jeziora Lednickiego na stałe już wkomponował się obraz Bramy Trzeciego Tysiąclecia. Wielka stalowa konstrukcja w kształcie ryby (po greckuICHTIS - słowo, którego poszczególne głoski tworzą monogram Chrystusa) nie przypadkowo stanęła w tym miejscu. Symbol ten jest znakiem przynależności do Chrystusa i taki znaczenie też ma dzisiaj, a okolica ta to kolebka naszego chrześcijaństwa i związanego z nim początkami Państwa Polskiego. Jak podaje Jacek Kowalski historyk sztuki, pracownik Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu:„na wyspie na Lednickim Jeziorze ocalały tysiącletnie mury najstarszej siedziby Piastów, w której, jak chce legenda, narodził się Bolesław Chrobry. Tu, być może, rezydował pierwszy polski biskup, a jezioro z pewnością było pierwszą i największą polską chrzcielnicą, przeznaczona dla wszystkich. Elita przyjmowała wiarę w Chrystusa w książęcej kaplicy, w której ruinach zachowały się chrzcielne baseny. Wkrótce potem wyspa stała się najstarszą znaną piastowską nekropolią –

w grobowcach na grodzisku spoczywają szczątki osób z książęcej rodziny, zaś wokół grodu setki ich poddanych.” W takiej scenerii już od pięciu lat w Wigilię Zesłania Ducha Świętego odbywają się Akademickie Apele III Tysiąclecia, organizowane przez Duszpasterstwo Akademickie oo. Dominikanów. Są one odpowiedzią na wezwanie papieża Jana Pawła II, który od początku błogosławi tej inicjatywie i zachęca słowami: „Nie wystarczy przekroczyć próg trzeba iść w głąb.” Podczas każdego spotkania, które gromadzi kilkadziesiąt tysięcy ludzi z różnych zakątków Polski, młodzież przekracza symboliczną bramę i w akcie wolnej elekcji wybiera Chrystusa jako Króla na III Tysiąclecie. Spotkania te przesycone są symboliką, by, jak mówi główny inicjator „Lednicy” – o. Jan Góra OP, dzięki nim wygrać wyścig z czasem, gdyż „przez symbol mówimy więcej niż mówimy”. Tak więc były już bryły soli – znak wieczności Boga i trwałości Jego przymierza, wonne oleje – wyraz godności i świętości chrześcijańskiego życia, dzielenie się opłatkiem i chlebem, by podkreślić fakt wspólnoty i jedności, otrzymywaliśmy też krzyże (przekute z czołgu), a nawet zostaliśmy obsypani desz-


Puls AM 11

czem kwiatów. Nie sposób wymienić i opisać tu tego wszystkiego, co działo się przez te pięć lat na lednickich polach. A w tym roku (18/19 maj) zaproszeni jesteśmy na gody weselne na wzór tych, w których brał udział Jezus w Kanie Galilejskiej. Spotkanie będzie miało charakter wesela, na którym grać będą ludowe kapele z całej Polski, otrzymamy ampułki z winem i medaliki Matki Bożej Niezawodnej Nadziei, która też była obecna w Kanie Galilejskiej. Goście weselni proszeni są o przybycie w strojach ludowych, ze sztandarem z wizerunkiem Matki Bożej z regionalnego sanktuarium i z przypisaną do obrazu własnoręcznie ułożoną pieśnią, by stworzyć Wielki Modlitewnik Maryjny. Uczestnicy proszeni są o przywiezienie ze sobą wody z ich rodzinnych źródeł, które połączone zostaną z wodami Jeziora Lednickiego, a także o zabrane wiązanek kwiatów, placków i ciast weselnych, którymi się podzielimy na uczcie weselej. Wart podkreślenia jest fakt, że to nie tylko jedno czuwanie, ale „poprzez funkcjonowanie tzw. Ambasad Lednicy nabiera ona charakteru całorocznego programu, którego kulminację stanowią nabożeństwa w wigilię Zesłania Ducha Świętego. Jako miej-

sce naznaczone w naszej historii szczególnym charyzmatem, a także jako stały element narodowego dziedzictwa. Lednica domaga się trwania i twórczej kontynuacji we współczesnej kulturze.” W połowie kwietni rozpocznie się tam budowa ośrodka duszpasterskiego „Szkoła wiary”. W jego skład wejdą : świątynia, mogąca pomieścić 800 osób, zaprojektowana w kształcie namiotu wyłaniającego się z prostego, ceglanego kościoła. Będą również sale spotkań (na około 600 osób) i część mieszkalna, z ponad 100 miejscami z całodobowym zakwaterowaniem. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zaprosić wszystkich na tegoroczne wspólne świętowanie słowami o. Jana Góry: „Na Lednicy nie może nikogo zabraknąć. Trzeba tam przyjechać aby dostrzec siebie. W tafli Jeziora Lednickiego na Ziemi Pierwszych Piastów widzimy swoje odbicie. To jest historyczne lustro, które sprawia, że odzyskujemy własną tożsamość.” Wszelkie informacje znajdziecie w D.A. oo. Dominikanów, ul. Kościuszki 99 i na stronie internetowej www.lednica2000.pl. dw


Gazeta Studentów 12

Powszechnie wiadomo, że medycyna to jeden z najtrudniejszych kierunków studiów, (a są i tacy, którzy sądzą, że najtrudniejszy) - zajęć jest sporo, nauki jeszcze więcej, kolokwium goni „wejściówkę”, a wejściówka „wyjściówkę”... Co więcej, student medycyny jest podobno (!) stale zapracowany, nie ma czasu na życie towarzysko - imprezowe i rzadko kiedy ma czas na własne zainteresowania... Jednak czy tak do końca jest to prawdą? Jak się okazuje, są wśród nas osoby, które poza kierunkiem medycznym, studiują też na innych uczelniach i wydziałach...i świetnie sobie z tym radzą! Sami przeczytajcie!

jętność współpracy z całym otoczeniem medycznym. Na pytanie, jak radzi sobie z nauką i licznymi obowiązkami, Magda odpowiada: Wydaje mi się, że przyzwyczaiłam się już do maksymalnego wytężenia uwagi podczas seminariów i zapamiętania z nich jak najwięcej... Później mniej czasu zajmuje wertowanie książek. Staram się być dobrze zorganizowana. Jednak po długich zajęciach w weekend jestem bardzo zmęczona i trudno jest mi z zapałem rozpocząć nowy tydzień. Liczba zajęć i obowiązków nie przeraża mnie, przeciwnie, zauważyłam, że im więcej pracy przede mną, tym łatwiej jest mi rozplanować czas i pożytecznie go wykorzystać.

MAGDA, można powiedzieć, jest już „na wylocie”- kończy teraz VI rok Wydziału Lekarskiego I. Dwa lata temu, będąc na IV roku medycyny, rozpoczęła studia zaoczne na Wydziale Zdrowia Publicznego, specjalność: Zarządzanie w Opiece Zdrowotnej. Dwa pierwsze lata Zdrowia zrobiła w ciągu roku. Jest właśnie w trakcie pisania pracy magisterskiej. Dlaczego zaczęłam studiować drugi kierunek? Myślę, że była to chęć uzupełnienia swojej wiedzy – wyjaśnia Magda – i spojrzenia na medycynę z nieco innej strony. Praca lekarza to przecież nie tylko opieka nad pacjentem, ale umie-

ERYK od zeszłego roku jest magistrem biologii. Aktualnie - na VI roku medycyny. W przeciwieństwie do Magdy, studia lekarskie wybrał jako drugi kierunek. Stało się tak dlatego – opowiada - ponieważ na medycynę kilka razy z rzędu nie udało mi się dostać – zacząłem więc studiować biologię na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, co roku podchodząc do egzaminu wstępnego na Akademię Medyczną. W końcu moje marzenie się spełniło i otrzymałem indeks AM. Wziąłem wtedy dwa lata urlopu na biologii. Studiowanie dwóch fakultetów nie jest tak straszne, jak to się


Puls AM 13

wydaje z początku – na biologii miałem indywidualny tok nauczania, na zajęcia chodziłem z różnymi grupami (w zależności, od tego, jak pasowały mi godziny) - wszystko można było „dograć” bez większych problemów. Poza tym, duży plus to sesja ciągła na Akademii Medycznej, dzięki której sam mogłem decydować o terminie egzaminów. Fakt, że mam już jeden kierunek studiów za sobą daje mi pewnego rodzaju satysfakcję. Rok temu obroniłem pracę magisterską, której recenzentem był profesor Korman z Kliniki Endokrynologii Dziecięcej. Nie przez przypadek - w przyszłości chciałbym być pediatrą albo internistą. Pasją JOLI od zawsze było śpiewanie Jednak aby dobrze przygotować się do egzaminów wstępnych na AM, zrezygnowała z nauki w szkole muzycznej i ukończyła liceum ogólnokształcące. Kiedy dostała się na medycynę, postanowiła, że tym razem obie rzeczy pogodzi ze sobą. Po II roku studiów, chcąc spełnić swoje marzenie, podjęła naukę w Liceum Muzycznym przy Zespole Szkół Muzycznych im. F. Chopina. Ponadto śpiewa w Chórze Wyższej Szkoły Bankowej „Dominicantes”. Do egzaminów wstępnych przygotowywałam się biorąc prywatne lekcje śpiewu – wspomina - był to dość „gorący” okres – równolegle uczyłam się do egzaminu z fizjologii, który miał się odbyć tydzień później...Obydwa zdałam! Teraz jestem zarówno studentką, jak i uczennicą II klasy liceum. Przyznam, że działa to na mnie

odmładzająco (śmiech). W szkole muzycznej wszyscy zwracają się do mnie po imieniu, panuje przyjazna atmosfera, a klasówki zapowiadane są na dwa miesiące wcześniej. Poznałam tu sporo wspaniałych ludzi, którzy niewiele wiedząc o medycynie, mają szerokie horyzonty i ciekawe osobowości. Do tego nauczyciele są bardzo wyrozumiali i nie muszę uczęszczać na wszystkie lekcje. Przedmiotów jest sporo - m.in. dykcja, historia i zasady muzyki, kształcenie słuchu, rytmika itd... Na zajęcia ze śpiewu chodzę obowiązkowo, niezależnie od tego, jak bardzo napięty mam plan na Akademii Medycznej!!! WIT studiuje na III roku Wydziału Lekarskiego I oraz zaocznie na II roku fizjoterapii na Wydziale Nauk o Zdrowiu na AM. Na medycynę dostałem się za drugim razem – mówi wtedy byłem już po I roku fizjoterapii. Urlop dziekański pomógł mi spokojnie przejść przez I rok studiów lekarskich. Później zdecydowałem studiować oba kierunki jednocześnie. Teraz sytuacja wygląda nieco inaczej - od tego roku fizjoterapię studiuję w trybie zaocznym. Uznałem, że jest tu zbyt dużo zajęć i wygodniej będzie poświęcić na nie jeden weekend w miesiącu. Minusem jest to, że w moim przypadku (jako student „zaoczny”) nie mogę ubiegać się o stypendium socjalne... Cieszę się jednak, że studiuję powiązane ze sobą kierunki- zwiększa to moje ”pole manewru” i zakres działania w przyszłym zawodzie. Poza tym, mam nadzieję, że umiejętność masażu da mi szansę zarobienia ‘kilku


Gazeta Studentów 14

groszy”, na przykład w okresie wakacji (w przeciwieństwie do studentów medycyny, którzy nie mają takiej możliwości). Zajęcia odbywają się z takich przedmiotów, jak: m.in. propedeutyka fizjoterapii, biomechanika i kinezjologia. Masaż na razie ćwiczymy na sobie nawzajem, ale mam nadzieję, że niedługo spotkamy się z „prawdziwymi” pacjentami. Dobrze się składa, bo dopiero od tego roku rozpoczęły się na medycynie zajęcia kliniczne, na których uczymy się, jak rozmawiać i jak postępować z chorymi ludźmi. Życiowe motto ASI to: „wszystko można pogodzić ze sobą, gdy tylko bardzo się tego chce.” Aktualnie kończy ona III rok biologii (specjalność: Biologia Molekularna) na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza oraz I rok farmacji na Akademii Medycznej. Zawsze myślałam o farmacji – mówi ale traf chciał, że dostałam się na nią za trzecim razem. Wybrałam wcześniej biologię, którą przez ten czas zdążyłam polubić. Muszę też przyznać, że na UAM panuje większy luz, ludzie nie są spięci i nie przejmują się tak

bardzo, jak robią to studenci na farmacji. Myślę, że wiąże się to z samym faktem studiowania na I roku, który chyba na każdych studiach jest trudny i stresujący. Z mojej perspektywy wygląda to inaczej. Z części przedmiotów zostałam na farmacji zwolniona, tak więc liczba zajęć nie przytłacza mnie, przeciwnie, sama jestem trochę zaskoczona, że studiowanie dwóch kierunków nie jest wcale takie trudne... Na pytanie, co chce robić w przyszłości, odpowiada: Obecnie piszę pracę licencjacką. Jeszcze nie zdecydowałam, czy dalej będę studiowała biologię, aby otrzymać tytuł magistra. Jeżeli byłaby taka możliwość, chciałabym zajmować się pracą nad badaniami genetycznymi, gdzie mogłabym wykorzystać swoją wiedzę z biologii molekularnej, ale myślę, że ostatecznie wybiorę zawód farmaceuty. Przyjemność rozmowy z dzielnymi student(k)ami miała Daria Martenka


Puls AM 15

19-VII-2000 No i nas wyrzucili z poczekalni. Ale i tak już musieliśmy iść na pociąg. Udało nam się wsiąść do niego. Ale ciężko było. Katarzyna powiedziała, że czegoś takiego jeszcze nie przeżyła. Wszyscy ruszyli biegiem na peron i było wielkie przepychanie. Na szczęście znaleźliśmy miejsca. Honorata siedziała obok Pchełki, czyli babci, która się cały czas drapała. Razem z nią ruszyliśmy do Xiningu, w którym byliśmy o 14.00 następnego dnia. Udało nam się znaleźć autobus sypialny do Golmud, który odjeżdżał o 16. Niestety, mnie jako jedynemu nie udało się umyć, bo jedynym źródłem wody w toalecie był pisuar. Zjedliśmy jakieś miejscowe danie i wsiedliśmy do autobusu. Jechaliśmy przez ciekawe rejony. Góry jak z filmów o Afganistanie, tylko nam Mudżachedinów lub Talibów brakuje. Było trochę zimno, więc spaliśmy pod śpiworami. Na każdym postoju, zgodnie ze staropolską tradycją: lepiej zapobiegać niż gasić, biegałem za autobus. 20-VII-2000 Krajobraz zrobił się iście księżycowy. Mały skok dla mnie, wielki skok dla ludzkości. Już trzy razy czekaliśmy, aż obsługa naprawi autobus. Później to już cztery razy. W Golmud byliśmy o 15.30. Tyle się zrobiło z planowych

14 godzin. Golmud wygląda jak Rataje pośrodku pustyni. W pobliżu są kopalnie, wielkie rozlewiska. Po wciąż remontowanych drogach mkną wielkie ciężarówki z solą. Nasze plecaki po podróży w kufrach były całe brudne, a na dworcu autobusowym nikt nie wiedział, gdzie jest CITS. Poszliśmy więc na wyczucie. Po drodze zabrał nas busik, za 1 yuana od osoby i zawiózł pod sam hotel. I całe szczęście, bo to było bardzo daleko. Tu szybko wykupiliśmy bilet na autobus do Lhasy za 1660 yuanów. Mieliśmy pokoje jednoosobowe po 28 rmb i jedno miejsce w trójce za 20 rmb i mieliśmy jeszcze drobną niespodziankę, wliczoną w cenę… brak wody. Poszliśmy do restauracji na smażony makaron i na targ tuż obok hotelu. Po powrocie okazało się, że woda jest tylko w jednym pokoju, więc się musieliśmy wymieniać. Wykąpani, znowu ruszyliśmy na ulice Golmud. Siedzą tu jacyś górale i sprzedają łapy niedźwiedzi, rogi i inne trofea. Usiedliśmy na targu, pod muzułmańskim namiotem i daliśmy się skusić na szaszłyki. Małe i strasznie ostre były, ale bardzo nam smakowały. Chcieliśmy się targować o cenę, ale nic nie dało się zrobić. Na całym rynku były porozstawiane namioty z jedzeniem, stoły bilardowe i zestawy do karaoke. Ludzie śpiewali ile sił, ale strasznie im to


Gazeta Studentów 16

wychodziło. Tu liczyła się tylko zabawa. 21-VII-2000 Wstaliśmy i przez chwilę mieliśmy wodę, która jednak szybko się skończyła. Na śniadanie zjedliśmy bułki z mięsem, które kupiliśmy na targu i kilka moreli. Po wymeldowaniu się z hotelu czekaliśmy na autobus do Lhasy. Na obiad kupiliśmy sobie bardzo dobry ryż z dodatkami za 4 yuany. Potem zjedliśmy go na murku przed hotelem. O 15.00 przyjechał po nas busik. Wskoczyliśmy do niego, zajmując jak najbardziej strategiczne miejsca, czyli jak najbliżej wyjścia. Ujechaliśmy ledwie 20 metrów i busik stanął. Pomogło dopiero odpalenie na korbę. Na dworcu już na nas czekał autobus. Mieliśmy zaszczyt zająć te same miejsca, co w drodze do Golmud, z tym tylko, że nie były one w całości leżące, a lekko pochylone, jak rozłożone w samochodzie siedzenia. W autobusie było międzynarodowe towarzystwo: 3 Węgrów, którzy jechali do Tybetu na tydzień, 2 Japończyków, 2 Niemców i 3 osobowa rodzinka z USA. Wszyscy poza nami byli zaopatrzeni w tlen. Autobus pędził po drodze i bardzo rzadko robił przystanki. Tak nam minął cały dzień. 22-VII-2000 W drodze złapaliśmy jedną gumę i pogubiliśmy większość śrub z koła naszego autobusu. Było na przemian gorąco i zimno. Chińczycy palili papierosy, a my cierpieliśmy na chorobę wysokościową. Katarzyna wymiotowała, Honorata z Anną leżały nieruchomo a mnie lekko bolała głowa.

Ale to nic. W końcu byłem tu, gdzie chciałem być od tak dawna. Otwierają się przede mną te niezmierzone przestrzenie, wysokie góry z ośnieżonymi szczytami, po prostu cały Tybet. 23-VII-2000 Do Lhasy przyjechaliśmy 6 godzin później. Z Golmud wyjechaliśmy o 17.00 i planowo powinniśmy jechać 36 godzin. Na miejscu padało. Mój i Katarzyny plecaki namokły. W cenę biletu autobusowego mieliśmy wliczone 3 dni wycieczki po Lhasie i transport do hotelu, więc busikiem pojechaliśmy do Kirey hotel i tam już zostaliśmy. Miejsce w pokoju dwuosobowym kosztowało 25 yuanów. Wzięliśmy prysznic i szybko poszliśmy coś zjeść. Kupiliśmy noodle i szklaneczkę tybetańskiej, słodkiej herbaty z mlekiem. Potem poszliśmy do świątyni Jokhang. Wokół niej jest Barkhor, czyli ulica, którą pielgrzymi otaczają swoją świątynię. Są tu same stragany, na których każdy znajdzie coś dla siebie. Szukałem thanek, ale te, które znalazłem, były strasznie drogie. Potem jeszcze obeszliśmy Potalę. Po powrocie padłem zmęczony na łóżko i już mnie nic nie obudziło. 24-VII-2000 O 9.30 pojechaliśmy busikiem do Potali. Nasz przewodnik nie mówił za dużo po angielsku, więc się szybko urwaliśmy i zaczęliśmy zwiedzać na własną rękę. Bilet do Potali kosztuje 45 rmb, na dach 10 rmb a na wystawę dodatkowe 20 rmb, a ceny za zdjęcia wewnątrz są wywieszone w każdej komnacie i wynoszą od 70 rmb do


Puls AM 17

1000 rmb za jedno zdjęcie. Cały czas mieliśmy dołującą pogodę, padało i było zimno. Zimowy pałac Dalaj Lamy góruje nad całą Lhasą. Szkoda, że nie ma tu już mnichów, bo to wszystko sprawia wrażenie muzeum. Wszędzie dużo świeczek z masła jaka, które przynoszą pielgrzymi z całego Tybetu. Po zwiedzaniu poszliśmy na obiad. Ja dostałem mięso z kiełkami bambusa za 6 rmb, kupiliśmy także znaczki na kartki. Jeden znaczek kosztował 4,20 rmb. Bilet do Jokhang kosztował 25 yuanów, za następne 25 yuaów można było pstrykać zdjęcia. Tu było zupełnie inaczej niż w Potali. Wszystko tętniło życiem, nie było tłumów turystów, a byli za to mnisi. Przez większość czasu towarzyszyła nam 4 dzieciaków. Cwane to były maleństwa, bo zabierały pieniądze, pozostawiane przez wiernych przy ołtarzach. Daliśmy im miętową gumę do żucia, ale chyba dawno nie próbowały czegoś tak niedobrego, bo wypluły i się skrzywiły. Z dachu świątyni mogliśmy podziwiać panoramę Lhasy i Potalę. Na kolację zjedliśmy szaszłyka smażonego w oleju u sympatycznej Chinki. Tu jedliśmy kolacje już do końca pobytu w Lhasie. 25-VII-2000 Wstaliśmy o 6 i bez prysznica, bo nie było wody, poszliśmy na Barkhor złapać busik do Ganden. Kosztował 20 yuanów w obie strony, a na miejscu czekał za nami, aż skończymy zwiedzać. Na miejscu stał mnich i kazał nam kupić bilety. Udało nam się wytargować kupno tylko dwóch biletów po 25 rmb. Teraz wiemy, że

trzeba iść w przeciwną stronę niż wszyscy i wejść do Ganden przez Korę, czyli drogą pielgrzymów, wiodącą dookoła klasztoru. Tam nie ma żadnych murów, a mnich czekał tylko na głównej drodze. Ganden to osada mnichów buddyjskich na wysokości 4500 metrów. W 1966 roku stała się celem dla chińskiej artylerii i została zrównana z ziemią. Cały czas chodziliśmy po klasztorach i kapliczkach. W przerwie na jedzenie spróbowaliśmy bo cho – herbatę z masła jaka z solą. To smakowało strasznie. Katarzyna podczas zwiedzania tak uderzyła głową w futrynę, że zobaczyła wszystkie gwiazdy. Po powrocie do Lhasy dziewczyny pokupowały na Barkhor trochę pamiątek. Prym w targowaniu wiodła Katarzyna, a jakie miała przy tym zacięcie, a jaki ubaw. Kolacja była już tradycyjnie smażona, u kobiety, którą nazwaliśmy Smażycielką. W nocy u dziewczyn w pokoju była mysz. Zadekowała się na biurku pod telewizorem, a mnie przypadło w udziale wypędzenie jej. W końcu po piskach i wrzaskach, udało się ją wygonić. Teraz jest to mysz non grata. 26-VII-2000 Od godziny 8 czekaliśmy na busik, który przyjechał dopiero o 9.00. Pojechaliśmy do Drepung, klasztoru buddyjski, obok Lhasy. Zjedliśmy coś i znowu bez kupna biletów weszliśmy na teren klasztoru. Trzeba wybrać boczną drogę i tam nikt nie kasuje biletów. Mnisi w Drepung wymieniają w kasie dolary po kursie 8,3 yuana za dolara. To był korzystny kurs. Jeszcze jedno miejsce z pewnym


Gazeta Studentów 18

cinkciarzem to sklepik w hotelu Yak, tu też jest zbliżony kurs i pewne pieniądze. Gdzie indziej trzeba się liczyć z otrzymaniem fałszywych pieniędzy. Po zwiedzeniu Drepung musieliśmy wracać do hotelu, bo nasi Koreańczycy chcieli się przespać. Do Sera pojechaliśmy dopiero o trzeciej. Sera to kolejny klasztor w obrębie Lhasy. Tu także wejście kosztuje 30 yuanów, ale wystarczy wejść na Korę, w kierunku na lewo od kasy i z tyłu za klasztorem są zawsze otwarte drzwi. W środku klasztoru trwały właśnie modlitwy mnichów. Zadawali sobie jakieś pytania i przyklaskiwali przy tym. Było to bardzo ciekawe, chociaż nic nie rozumiałem, napstrykałem za to dużo zdjęć. 27-VII-2000 Budzik dzwonił bardzo mocno. Okazało się, że w pokoju mieliśmy mysz, która siedziała tak cicho, że nic nie słyszałem, albo spałem tak mocno, że jej nie słyszałem. Busikiem, za 35 rmb pojechaliśmy do Shigatse. Jazda trwała od 7.30 do 14.30. Było strasznie tłoczno i w dodatku ci palący papierosy strasznie nas męczyli. W Shigatse obskoczyli nas taksówkarze – traktorzyści, ale my poszliśmy pieszo. Kurs traktorem kosztuje 1 rmb. Okazało się, że CITS przeniesiono do hotelu Flower, w którym dostaliśmy nocleg za 15 rmb od osoby we wspólnej sali. Jutro mamy otrzymać pozwolenia na 10 dniowy treking do Mount Everest Base Camp za 150 yuanów. Był tu duży targ, na wzór tego z Lhasy, jednak sprzedawcy byli bardziej natrętni i nie chcieli nas wypuścić.

Kupiłem dwie drewniane, olbrzymie łyżki. Będę miał fajną pamiątkę. W Shigatse jest klasztor Tashilupo, siedziba Pancze Lamy. Bilet kosztował 30 rmb, ale postanowiliśmy sprawdzić, czy nie ma jakiegoś innego wejścia. Zgodnie z ruchem wskazówek zegara, obeszliśmy Korę wokół klasztoru, jednak nie znaleźliśmy żadnego wejścia. Za to było na Korze około 2000 bezpańskich, świętych psów, które były dokarmiane przez wszystkich pielgrzymów. 28-VII-2000 Dziś spaliśmy jak długo tylko się dało. Katarzyna cierpiała na dolegliwości brzuszne. Każdy z nas miał co jakiś czas problemy żołądkowe, tak na zmianę. Po śniadaniu cierpiałem ja. Później poszliśmy na targ, kupiliśmy drobne pamiątki i prowiant na treking: zupki chińskie, ciastka i czekoladę. O 17.30 odebrałem pozwolenie na wyjście w góry. Kosztowało 150 yuanów od osoby na 10 dni i 100 yuanów depozytu za dokument. Później wybraliśmy się na spacer wokół klasztoru, po Korze. Zrobiliśmy zdjęcia myszom, buszującym po kamieniach. Zmęczeni poszliśmy na pierożki i odkryliśmy bardzo ładną knajpkę, w której jedliśmy do końca pobytu w Shigatse. Gdy wróciliśmy do hotelu, wszyscy już spali, a my nie mieliśmy wody pod prysznicem, więc bez kąpieli też poszliśmy spać. Wicza


Gazeta Studentów 20 R

1

2

3

4

5

6e

7 8 10

9 11

12

14

b

18 23

24

13

f

d

15

16

19

20

g

25

17 21

ai

22

26 27

j

c

28

h

Hasło poznasz układając literki w kolejności od a do j. Wśród Czytelników, którzy dostarczą wycięty diagram do Redakcji do 30 maja 2002, rozlosujemy egzemplarz Propedeutyki pediatrii M. Krawczyńskiego ufundowany przez wydawnictwo PZWL. Krzyżówka kwiecień 2002 a

b

c

d

e

f

g

h

i

j

Imię i nazwisko...............................................................Tel./e-mail:.................................... Zgadzam się na wykorzystanie moich danych osobowych przez Redakcję Pulsu zastrzegając sobie prawo do ich sprawdzania i poprawiania. Czytelny podpis..............


Puls AM 21

Poziomo : 1. „szybka” Jennifer 4. środek lokomocji Noego 7. Ola w wołaczu 8. olej lub kwiat 9. niemądre ptaszki 10. biegunkowy pełzak 13. obcy 14. świetlna raca 15. omamy 18. np. dwie papugi 20. broń wyrostka 23. popu lub w cerkwi 25. np.stoliczna syrenka 26. „organ” Urbana 27. np.firmowy na koszulce 28. podwodny radar na wspak

Pionowo : 1. Mickiewiczowska fajka 2 dla „7” na Ogrodach i Zawadach 3. „samosia”lub żona Burskiego 4. sztukmistrz z cyrku 5. „wschodni” pieróg 6. boska Spears 11. „słodka” krowa 12. imię niejednego psa 16. zakręcony w rzece 17. docent krócej 18. „szalony” bakcyl 19. z wice na wyżej 20. pika w kieszeni 21. bronił reduty 22. ogłoszenie 24. ... „Burza”

Propedeutyka pediatrii Marian Krawczyński Prof. dr hab. Marian Krawczyński jest wybitnym specjalistą w dziedzinie pediatrii, medycyny szkolnej i sportowej. Jest wieloletnim kierownikiem Kliniki Gastroenterologii Dziecięcej i Chorób Metabolicznych oraz dyrektorem Instytutu Pediatrii Akademii Medycznej w Poznaniu. Jest to długo oczekiwany, nowoczesny podręcznik nauczania propedeutyki pediatrii. Zawarto w nim najnowszą wiedzę dotyczącą między innymi profilaktycznej i leczniczej organizacji opieki zdrowotnej nad dzieckiem. Omówiono szczegółowo podstawy fizjopatologii rozwoju dziecka, zasady zbierania wywiadu lekarskiego i badania przedmiotowego oraz zróżnicowaną symptomatologię wieku rozwojowego. Dużo miejsca poświęcono wyższości karmienia naturalnego niemowląt nad żywieniem sztucznym. Przedstawiono także historię pediatrii jako dyscypliny klinicznej. Podręcznik przeznaczony jest dla studentów akademii medycznych, ale może być także przydatny lekarzom, zwłaszcza zajmującym się medycyną rodzinną. ISBN 83-200-2642-3, format: 16,5 x 23,5 cm, wydanie I, 390 stron, 25 ilustracji, 44 tabele, oprawa broszurowa, cena 73.00zł. Hasło krzyżówki luty 2002: Leonard Cohen Nagrodę- egzemplarz „Chirurgii” J. Fibaka otrzymuje: Maciej Micker


Gazeta Studentów 22

Przychodzi Baba do lekarza... q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q q

q q q q q

Czuję się dobrze, tylko wszystko tak boli, że nie mogę chodzić. Gdybym wiedział, że nie dostanę zwolnienia, to wcale nie musiałbym przyjeżdżać się leczyć. Miałam nie przyjść, ale chciałam coś ze sobą iść i przyszłam, bo nie ma dziś kolejki – zawsze co lekarz to lekarz. Brałam tabletki na coś, ale przerwałam bo boję się tabletek i nie mogę za bardzo. Nie śpię jak piernik. Nie idzie chodzić. Wymiotuję górą i dołem. Dziękuję za leki – wreszcie przestałam latać. Miałam ścisłą dietę, ale wzięło mnie na śledzia, a on mi cały w ustach zdrętwiał. Leków jeszcze nie kupiłem, ale i tak nie pomogło. Żona leczy się wibratorem, ale mi to nie pomaga. Wyszły mi tabletki fioletowe, czyli czerwone i duże różowe, i malutkie różowe, a teraz chcę jeszcze małe białe. Mocz mi tężeje. Uszy myję regularnie – raz do roku , a mimo to się zatykają. W gardle mi się teee...., jakby się chciało łeeee... Głowa mi piszczy i strzykoce. Chociaż i tak mi nic nie pomaga to przyjechałam, bo dzisiaj miałam czym. Bolą mnie krapyki. Czasami zdarza się, że leki biorę nawet w takiej dawce, jak pan mi przepisał. Zrobiło mi się mrocznie i strasznie. Aspokole popiłam octem, bo mi się nie chciało gotować herbaty. Wtedy w gardle zrobiło mi się jajo, co się obracało luzem i nie dało się urwać, choć z całej siły szarpałam. Krzyż i głowa w gorączce, jakby mysz w środku wierciła, a flegmy .... nie ma. Po co mnie pan dotyka – jak mówię, żem chora to chora. Niechże pan tak już nie puka, bo mi się trzęsie w środku! Często mam w sercu skurcz, a potem następuje rozkurcz. A niby skąd by się wzięła woda w brzuchu – przecież ja wody nie piję, a trzy szklanki wina dziennie jeszcze nikomu nie zaszkodziły. Jak kaszlę to charcham, a jak kichnę to smarkam.


Puls AM 23 q q

q q q q q q q q

Nie idę z gnojem już któryś dzień. Co mi pan tu zapisał! Na maści wyczytałem, że „przy chorobach kobiecych”, zresztą na tubce narysowana jest żmija, a ja z gadami nie chcę mieć nic wspólnego – więc w piec wyrzuciłem. A tabletek nie brałem, bo piszą, że „działanie na płód jaszcze nie niesprawdzone”. Brakuje mi powietrza, ale tylko do oddychania. W kościele lubię sobie zemdleć. Czuję się różnie i niekonkretnie. Kawy dziś nie piłam, tylko małą czarną. Kupuję sobie „herbatol” na przewody sikowe Leżę i sobie myślę i jest to bardzo męczące. Dokuczają mi drżączki koło serca. Ale są to raczej trzęsawki niż migawki. Upadłem z motoru i uderzyłem się w krawężnik, ale nie wiem czy to prawda, bo trochę sobie wypiłem i nie pamiętam wszystkiego.

Lec na kwiecień : Analfabeci muszą dyktować. Książka, którą polecam: „Maria i Magdalena” Magdalena Samozwaniec Przyszła wiosna, za oknem pięknie, a my jak zwykle między egzaminami – dopiero co po lub tuż przed. Do domu jeździmy rzadko, do kina wychodzimy nie często, po książki niefachowe nie sięgamy wcale. No może czasem - dla odreagowania. I tutaj właśnie przydaje się „Maria i Magdalena”. Objętościowo nie jest może najmniejsza, ale też nie trzeba przeczytać jej od razu. Spokojnie można ją odłożyć i wrócić do niej w bardziej sprzyjających okolicznościach. A jest po co. Autorka – pisarka, satyryk, a przy tym córka Wojciecha Kossaka opisuje życie swoje i najbliższych. I to jak...Przenosząc się z nią do przedwojennego Krakowa z wolna zapominamy o Poznaniu, a o to przecież chodzi. Dziękuję Pani Magdaleno...

AS

kwiecien2002  

www.PulsAM.prv.pl Rok 6 nr 56 kwiecień 2002 Trafił nam się niewątpliwie gorący miesiąc, obfitujący w rozmaite wydarze- nia. Wybory Rektora p...