Issuu on Google+

Biuletyn

nr 1/2012 Marzec

polskiego towarzystwa ekonomicznego

ISSN 1507-1383

Olimpiada ekonomicznych talentów

Witold Kieżun  Witold Orłowski  Andrzej Zawiślak

1


Wydawnictwo Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego Freefall. Jazda bez trzymanki Freefall to książka o katastrofalnych skutkach braku refleksji i wyobraźni ekonomicznej. Powinien ją przeczytać każdy, kto chce lepiej zrozumieć mechanizmy rządzące gospodarką i przyczyny popełnianych błędów. Lektura książki może sprzyjać unikaniu błędnych zachowań ekonomicznych. „Uczmy się na błędach innych, a nie będziemy mieli czasu na popełnianie własnych”. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego

Dość. Prawdziwe miary bogactwa, biznesu i życia Lektura „Dość” pomaga w odkrywaniu prawdziwych „diamentów życia” i ich odróżnianiu od fałszywych. (...) „Dość” uczy ekonomii i spektakularnie wykazuje, jak groźne są następstwa lekceważenia jej reguł. Książkę powinien przeczytać każdy, kto chce żyć lepiej i mądrzej. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego

Teoria bezrobocia w stanie równowagi Książka Pissaridesa jest fundamentem do analizy rynku pracy w nowej makroekonomii. Jest to lektura obowiązkowa dla każdego ekonomisty zainteresowanego problematyką rynku pracy. Bob Hall, Stanford University

Pieniądz „Badania w zakresie pieniądza są w wyższym stopniu niż wszystkie inne działy ekonomii dziedziną, w której złożoność jest wykorzystywana w celu zaciemnienia lub ominięcia prawdy, a nie w celu jej ujawnienia. Większość rzeczy w życiu – na przykład samochody, kochanki, choroba nowotworowa – jest ważna tylko dla tych, którzy je mają. W przeciwieństwie do tego pieniądz jest równie ważny dla tych, którzy go mają, jak i dla tych, którzy go nie posiadają. Jedni i drudzy są zainteresowani w tym, żeby pojąć jego tajniki. Jedni i drudzy powinni mieć pełne przekonanie, że to potrafią”. (fragment książki) Pełna oferta wydawnicza dostępna jest w księgarni internetowej Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego

www.ksiazkiekonomiczne.pl Książki można zamówić internetowo, nabyć w księgarniach naukowych lub w siedzibie Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego ul. Nowy Świat 49, 00-042 Warszawa, tel. 22 55 15 401, e-mail: sklep@pte.pl 2 Biuletyn PTE nr 1/2012


Otwartość

Biuletyn PTE

numeru Biuletynu PTE.

Magazyn bezpłatny Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych oraz zastrzega sobie prawo skracania i redagowania nadsyłanych tekstów. Redakcja nie zawsze podziela poglądy i opinie autorów.

Wydawca: Zarząd Krajowy Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego 00-042 Warszawa, ul. Nowy Świat 49 Tel. 22 551 54 01, faks 22 551 54 44 Prezes Zarządu: Elżbieta Mączyńska zk@pte.pl Redaktor prowadząca: Iwona Dudzik Redaguje zespół w składzie: Alojzy Czech, Artur Pollok, Stanisław Rudolf, Stanisław Gliński, Paweł Adamczyk, Grzegorz Wałęga Recenzent naukowy: Ryszard Kowalski Opracowanie graficzne, DTP, korekta: FirstPage Publishing Studio Ling Brett Reklama: Agnieszka Jarczyńska agnieszka.jarczynska@pte.pl Tel. 22 551 54 40 Druk: db PRINT POLSKA Sp. z o.o.

to słowo przewodnie nowego

Znajdą w nim Państwo to, co niezbędne, żeby być na bieżąco z wydarzeniami w PTE i wiedzieć, co nas czeka. Biuletyn wydawany jest w formie papierowego magazynu, ale jednocześnie istnieje w tzw. otwartym dostępie, w internecie na www.pte.pl. Jest zatem otwarty – tak jak powinien być otwarty dla wszystkich dorobek polskiej nauki i treści edukacyjne. Dlaczego to takie ważne? O tym można przeczytać w relacji z burzliwej debaty w PTE. Padały w niej gorzkie słowa o tym, że nauce nie udało się uwolnić swoich zasobów do internetu. Brakuje zachęt, ale także woli zmian. Szkoda, bo wszyscy na tym tracimy. Dlatego PTE opowiada się za otwartością. Szczególnie że w wielu regionach kraju internet jest najważniejszym źródłem rzetelnej wiedzy. Nasz głos w tej sprawie dotarł także do rządu, a minister administracji i cyfryzacji Michał Boni zaprosił nas do udziału w Kongresie Wolności w Internecie, podczas którego szukaliśmy wspólnych rozwiązań w sprawie ACTA. Kongres był okazją do spotkania z Anthonym D. Williamsem, współautorem słynnego światowego bestsellera „Makrowikinomii”. Byliśmy także na debacie u Pana Prezydenta. I tutaj znowu mówiliśmy o makrowikinomii – idei otwartej, spontanicznej pomocy w rozwiązywaniu problemów biznesowych poprzez internetowy rozwój współpracy społeczności lokalnych. „10 razy E”, czyli przykazania współczesnej wikinomii i makrowikinomii, przedstawiła profesor Elżbieta Mączyńska. PTE to także ponad 200 lat historii. Profesor Witold Kieżun przypomina, jak PTE włączało się do transformacji ustrojowej. Jest on głęboko przekonany, że wielu błędów, takich jak naiwny liberalizm, wzrost bezrobocia, degradacja społeczno-ekonomiczna niektórych regionów, udałoby się uniknąć, gdyby politycy bardziej słuchali rad ekonomistów. Środowisko PTE zawsze służy swoją wiedzą i doświadczeniem pro publico bono. Na koniec nasze cenne i jakże interesujące starodruki. Czy ktoś zgadnie, że już w 1923 r. Leopold Caro, ekonomista, w artykule „Technika i gospodarstwo” zamieszczonym w „Ekonomiście” zwracał uwagę, że postęp informacyjny powinien służyć całemu społeczeństwu, a nie tylko koncernom: „jak nie może być ekonomisty, nieuwzględniającego rezultatów i potrzeb techniki, tak niepowinna technika zaniedbywać nauki ekonomji społecznej, lecz owszem, pogłębiać wiedzę swą w tym kierunku; co opłaci się stokrotnym plonem w powodzeniu indywidualnem i korzyści publicznej”. Polecam materiał źródłowy na ostatnich stronach Biuletynu.

Redaktor prowadząca Iwona Dudzik

Oddziały Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego Białystok 15-732, ul. Choroszczańska 31 tel./fax 793 233 238, (85) 652 09 25, e-mail: jolsien@poczta.onet.pl Bielsko-Biała 43-309, ul. Willowa 2, tel./fax (33) 827 93 54 e-mail: partship@ath.bielsko.pl Bydgoszcz 85-034, ul. Długa 34 tel. (52) 322 37 42 fax (52) 322 65 52 e-mail: sekretariat@pte.bydgoszcz.pl

Gliwice 44-100, ul. Zwycięstwa 47 tel. (32) 331 30 81 tel./fax (32) 331 30 82 e-mail: biuro@ptegliwice.pl Katowice 40-129, ul. Misjonarzy Oblatów 27 tel. (32) 25 96 279 tel/fax (32) 25 98 878 fax (32) 25 85 482 e-mail: katowice@pte.pl

Częstochowa 42-200, ul. Kilińskiego 32/34 tel. (34) 324 97 33, (34) 324 26 30, fax (34) 324 26 30 e-mail: opteczwa@onet.pl

Kielce 25-406, ul. Świętokrzyska 21 Uniwersytet Humanistyczno-Przyrodniczy Jana Kochanowskiego w Kielcach Wydział Zarządzania i Administracji tel./fax (41) 349 65 28 e-mail: a.szplit@plusnet.pl

Elbląg 82-300, ul. Giermków 5 tel. 504 158 840 e-mail: elblagpte@interia.pl

Koszalin 75-254, ul. Franciszkańska 52 tel./fax (94) 343 33 33, tel. (94) 343 19 60 e-mail: ptekoszalin@neostrada.pl

Gdańsk 80-830, ul. Długi Targ 46/47 tel. (58) 301 54 61 tel/fax (58) 301 99 71 e-mail: sekretariat@gdansk.pte.pl

Kraków 30-003, ul. Lubelska 21 tel. (12) 634 32 59 tel./fax (12) 634 03 81 e-mail: krakow@pte.pl

Legnica 59-220, Rynek 28 tel. (76) 852 38 72 e-mail: pte.legnica@wp.pl

Rzeszów 35-045, ul. Hetmańska 15 tel. (17) 853 36 49, fax (17) 853 38 15 e-mail: pterzeszow@poczta.onet.pl

Lublin 20-407, ul. Przyjacielska 4 tel./fax (81) 532 84 14, (81) 534 35 50 e-mail: pte@lublin.net.pl

Szczecin 70-414, plac Jana Kilińskiego 3 tel. (91) 455 34 55, fax (91) 455 34 71 e-mail: pte@pte.szczecin.pl

Łódź 90-608, ul. Wólczańska 51 tel. (42) 632 28 17 fax. (42) 632 44 20 e-mail: sekretariat@pte.lodz.pl

Toruń 87-100, ul. Kopernika 21 tel. 793 370 619, e-mail: pte@stud.umk.pl

Olsztyn 10-117, ul. 1 Maja 13 tel. (89) 527 58 25 tel./fax (89) 527 24 49 e-mail: pte@pteolsztyn.edu.pl Opole 45-058, ul. Ozimska 46a tel./fax (77) 401 69 01 tel. (77) 401 69 00 e-mail: zmikolajewicz@poczta.onet.pl Poznań 61-779, ul. Klasztorna 24/25 tel. (61) 852 86 91, fax (61) 851 90 58 e-mail: info@pte.poznan.pl

Wałbrzych 58-300, ul. Szmidta 4a tel. (74) 842 62 60 e-mail: ptewch@wp.pl Warszawa 00-042, ul. Nowy Świat 49 tel. (22) 551 54 20, fax (22) 55 15 444 e-mail: pteow@interia.eu Wrocław 50-156, ul. Łaciarska 28 tel./fax (71) 343 63 18 e-mail: pte-wroclaw@tlen.pl Zielona Góra 65-066, ul. Żeromskiego 3, skr. 165, tel./fax (68) 320 25 89, tel. (68) 327 04 19, e-mail: pte@zg.pl

3


Wspomnienie

Dr Stanisław Wesołowski 1929–2012

Zmarł dr Stanisław Wesołowski, wieloletni redaktor naczelny pisma „Gospodarka Materiałowa i Logistyka”. Mój serdeczny przyjaciel i kolega. Łączyło nas wiele: zainteresowania zawodowe, wspólne publikacje, udział w krajowych i międzynarodowych sympozjach ixkonferencjach, a nade wszystko wzajemna życzliwość i bezinteresowność. Nasza znajomość sięga odległych czasów. Jako młody absolwent Szkoły Głównej Planowania i Statystyki w Warszawie (obecnie SGH) podjąłem w 1957 r. pracę na stanowisku inspektora gospodarki materiałowej w Ministerstwie Przemysłu Ciężkiego, w którym już pracował Stanisław, absolwent Wydziału Prawa Uniwersytetu w Toruniu. I tak kolejne lata wspólnej pracy zbliżyły nas, a tematyka gospodarki materiałowej, następnie logistyki, była wspólnym, naszym przedmiotem działalności, a także licznych publikacji. Stanisław w latach sześćdziesiątych pracuje w instytucie ekonomicznym, podejmuje także współpracę z redakcją „Gospodarki Materiałowej”, pisząc pierwsze artykuły. Umiejętność przełożenia doświadczeń praktycznych na teksty artykułów, jak się później przekonałem, nie była sprawą prostą, a tę łatwość posiadał Stanisław. Publicystyka ekonomiczna i organizatorska w kolejnych latach stała się Jego specjalnością. W 1974 r. obejmuje funkcję redaktora naczelnego, którą pełnił aż do roku 2000, w którym przeszedł na emeryturę. Pod Jego kierownictwem „Gospodarka Materiałowa”, a od 1994 r. „Gospodarka Materiałowa i Logistyka” stała się znaczącym periodykiem ekonomicznym. Stanisław miał wiele cech, które Go wyróżniały, a niektóre wynikały z Jego osobowości; były niepowtarzalne. W pracy zawodowej, na stanowisku redaktora nigdy nie kierował się względami ideologicznymi bądź politycznymi; liczyła się fachowość, wartości merytoryczne, przydatność praktyczna podejmowanych tematów i ich treści. Stanisław zgromadził liczne grono autorów pracujących w przedsiębiorstwach, którzy zapewniali stałą więź tematyczną Gospodarki Materiałowej z praktyką. Znajomość języka niemieckiego jaką posiadał Stanisław pozwoliła zapewnić stały przegląd na łamach „Gospodarki Materiałowej i Logistyki” literatury ekonomicznej i organizacyjnej krajów o gospodarce rynkowej: Republiki Federalnej Niemiec, Austrii, Szwajcarii. Publikacje te przybliżyły nowoczesne rozwiązania organizacyjne i ekonomiczne w sferze gospodarki materiałowej, a także rynku środków produkcji polskim czytelnikom. Były one wykorzystane w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku w formułowaniu rozwiązań polskiej reformy gospodarczej w sferze funkcjonowania rynku, zwłaszcza zaś integracji rynków środków produkcji i konsumpcji. W latach 1965–1988 były organizowane międzynarodowe sympozja gospodarki w poszczególnych krajach tzw. realnego socjalizmu. Tematyka tych sympozjów obejmowała różnorodną problematykę zaopatrzenia, zbytu, gospodarowania materiałami. Liczne referaty autorów z poszczególnych krajów prezentowały mnogość treści i poglądów. Można z nich było odczytać zarówno poglądy teoretyczne, jak i rozwiązania praktyczne dotyczące funkcjonowania zaopatrzenia, gospodarowania materiałami. Były także źródłem informacji o reformach gospodarczych podejmowanych w poszczególnych krajach, np. na Węgrzech, w Polsce, Czechosłowacji. Stanisław był autorem wielu referatów, a także współorganizatorem dwóch sympozjów, jakie odbyły się w naszym kraju.

4 Biuletyn PTE nr 1/2012

W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych, a także w pierwszej dekadzie XXI wieku Polskie Towarzystwo Ekonomiczne organizowało wyjazdy konsultacyjne i szkoleniowe do Niemiec, a ich tematem były problemy społecznej gospodarki rynkowej. Uczestnikiem tych wyjazdów był często Stanisław. Treść tych spotkań przedstawił w licznych artykułach opublikowanych w wydawnictwie PTE. Wg opinii Pani E. Mączyńskiej, Prezesa PTE, Stanisław był bardzo aktywnym uczestnikiem tych spotkań, prezentując merytoryczne doświadczenia naszego kraju w sferze gospodarki rynkowej. PTE organizowało także w I dekadzie XXI wieku liczne konferencje nt. społecznej gospodarki rynkowej. Stanisław był wielokrotnie autorem referatów, publikował także artykuły. Krótkie wspomnienie nie jest w stanie zawrzeć bogatego i  wszechstronnego dorobku Stanisława w dziedzinie gospodarki materiałowej i logistyki. Był on powszechnie szanowanym specjalistą od tych zagadnień, a synteza jego myśli zawartych w licznych publikacjach z powodzeniem wystarczyłaby na prace godne kolejnych stopni i tytułów naukowych. Ale nie zabiegał aktywnie o ich uzyskanie. Na kilkanaście dni przed śmiercią Stanisława ukazało się drugie wydanie książki pt. „Moje przeżycia okupacyjne w Rypinie (1939– 1945)”. Na łamach tej książki (164 s.) zawarł własne wspomnienia dwunasto-, piętnastoletniego chłopca o latach okupacji w Rypinie, miasteczku na ziemi dobrzyńskiej, które zostało włączone w 1939 r. do Rzeszy Niemieckiej. Lektura tej książki pasjonuje, wzbogaca naszą wiedzę o latach jakże okrutnych w dziejach naszej Ojczyzny. Te krótkie wspomnienia wskazują na wszechstronność zainteresowań Stanisława. Był pasjonatem historii. Znał przebieg wojen w starożytnej Grecji i Rzymie, w wiekach średnich w Europie. Można powiedzieć, że historia II wojny światowej była jego specjalizacją hobbystyczną. Często wzajemnie uzupełnialiśmy swoją wiedzę o tym okresie. Miałem przygotowane dla Stanisława kilka książek wydawnictwa Bellona, których niestety już nie przeczyta. Charakterystyka Jego osobowości nie byłaby pełna, gdybym nie wspomniał jeszcze o kilku przejawach Jego osobowości. Stanisław nigdy nie podniósł głosu, nie wykazywał zdenerwowania, nie czynił żadnej przykrości swoim przyjaciołom, kolegom, znajomym. Z Jego usposobienia płynęła dobroć, życzliwość, pogoda ducha. Był niezrównanym opowiadaczem anegdot. Wiele z  nich weszło do klasyki. Osobiście wiele z nich powtarzam, wskazując na autora. Jeszcze jedna sprawa godna odnotowania. Stanisław był miłośnikiem ziemi augustowskiej, którą i ja podziwiam. Corocznie przez 17 lat biwakowałem w przyczepie nad jednym z jezior augustowskich. Stanisław był organizatorem i uczestnikiem spływów kajakowych Czarną Hańczą od jeziora Wigry do Augustowa. Pierwszy raz z nim płynąłem w 1980 r., a później wielokrotnie przemierzaliśmy ten szlak. Będąc już chorym, mówił mi, że może w tym roku popłyniemy Czarną Hańczą. Niestety, śmierć (19 stycznia) nie pozwoli zrealizować Jego pragnienia. Stanisław był szczególną osobowością. Pozostanie w naszej pamięci jako osoba niepowtarzalna. Tej luki nie da się wypełnić. Czesław Skowronek


Biuletyn nr 1/2012 r.

str. 12–15

Spis treści Edytorial, Iwona Dudzik

str. 3

Wspomnienie Stanisław Wesołowski (1929–2012)

str. 4

Spis treści

str. 5

wywiad

Wywiad z Elżbietą Mączyńską O gospodarce, chorobie holenderskiej i efekcie netto

str. 6–7

debata

Internet – nauka – otwarty dostęp

str. 8–11

opinie

str. 16–20

W gospodarce nie ma sytuacji bez wyjścia Witold Orłowski str. 12–15 opinie

Zawiłe drogi polskiej transformacji Witold Kieżun

str. 16–20

felieton

Ikebana zadziwień i paradoksów Andrzej Zawiślak

str. 26–27

str. 22–24

temat numeru

Olimpijska rywalizacja młodych talentów w ekonomii – rozmowa ze Stanisławem Owsiakiem przewodniczącym Komitetu Głównego Olimpiady Wiedzy Ekonomicznej str. 26 Olimpiada w liczbach, Paweł Adamczyk str. 27 forum

Facebook dla rządu Elżbieta Mączyńska

str. 28–31

impresje

str. 34

Refleksje wokół książki „Przez ciekawe czasy” Elżbieta Mączyńska str. 32–33 wydarzenia

Z życia PTE

str. 34–35

historia

Z naszych starodruków

str. 36–37

kulturalnie i naukowo

str. 38

Warto być Warto przeczytać Warto zobaczyć

str. 38

w towarzystwie prezesa

Kwestionariusz ekonomisty

str. 39


wywiad

O gospodarce, chorobie holenderskiej i efekcie netto Rozmowa z Elżbietą Mączyńską, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego Skoro motto jest o liczeniu, to policzmy i my. Wszyscy przecież teraz liczą budżet. Jest coś w powietrzu takiego, co skłania ludzi do dyskusji o budżecie. Ludzie nauczyli się, że stan finansów państwa przekłada się na ich własne, domowe budżety. Tak jak zmiana kursu walutowego przekłada się on na naszą osobistą sytuację, którą budują wydatki budżetowe i podatkowe wpływy. Stan finansów państwa określa też siłę waluty: im bardziej złoty się osłabia, tym więcej w przeliczeniu na złote musimy wydawać na spłatę długów. Prasa rozpisuje się o tym, że Polacy kupują. To jest dobry objaw, bo świadczy o tym, że mają za co kupować, ale – z drugiej strony – zły, bo dowodzi, że ludzie boją się trzymać pieniądze, gdyż obawiają się, że importowane towary będą kosztować więcej. Handlowcy twierdzą, że nigdy nie notowali takich obrotów, nawet przed świętami. Jednak tempo wzrostu konsumpcji zaczęło spadać. Z 3,6% rdr w II kwartale do 3% w III kwartale. A PKB? 4,1%. A dlaczego? Bo inwestycje rosną. I to jest najciekawsze, że napęd naszego silnika gospodarczego przesuwa się na cylinder z inwestycjami, które rok do roku wzrosły o 8,5%, po wzroście w drugim kwartale o 6,9%. I to jest bardzo pozytywna wiadomość. Jeśli akumulacja rośnie, to mnie nie martwi, że spada konsumpcja. Następuje przecież nie tylko proste przesunięcie, ale działa też efekt mnożnikowy inwestycji. Ponadto, inwestowanie zawsze w jakimś stopniu jest wyrazem optymizmu inwestorów i ich wiary w korzystne perspektywy rozwojowe. Na ogół (choć nie zawsze) optymizm taki wynika z rozeznania perspektyw rynkowych przez inwestorów. Wartość dodana brutto w przemyśle wzrosła o 5,5%, a w budownictwie o 11,9%. To są głównie inwestycje infrastrukturalne, które też dają efekt mnożnikowy. Z punktu widzenia oceny perspektyw gospodarczych,

6 Biuletyn PTE nr 1/2012

najistotniejsze są zamierzenia inwestycyjne i nakłady na inwestycje, które mają też efekt psychologiczny: jeżeli ktoś inwestuje, to ma pozytywne oczekiwania i jakiś program. To może sprzyjać występowaniu efektu naśladownictwa i domina inwestycyjnego. Optymizm bywa bowiem zaraźliwy (tak samo zresztą jak pesymizm). Poprawę nastrojów potwierdza porównanie z II kwartałem na innej płaszczyźnie: wtedy, przy bardzo dużej sprzedaży, słabiej rosły inwestycje. Sprzedawano zatem głównie zapasy. Sytuacja odwróciła się też w innym wymiarze: wyraźna była nadpłynność, która nie zawsze jest objawem zdrowia. Może bowiem świadczyć albo o braku pomysłów na zainwestowanie

Nie wszystko, co się liczy, może zostać policzone, i nie wszystko, co może zostać policzone, liczy się*. Motto Alberta Einsteina wyeksponowane w jego gabinecie w Institute for Advanced Study w Princeton.

środków pieniężnych, albo o braku perspektyw rozwojowych i negatywnych oczekiwaniach, obawach, że zwiększy się ryzyko gospodarcze... A zatem, w skali gospodarki narodowej informacja, że była nadpłynność, a teraz inwestycje rosną, to jest dobra wiadomość. Przejdźmy od skali mikro do skali makro. Znamy już założenia programu dostosowania fiskalnego, które rząd realizuje. W tym roku mamy zejść do poziomu 4,8% deficytu budżetowego, jest więc szansa w przyszłym roku obniżenia deficytu poniżej 3% PKB. Pod warunkiem, oczywiście, że wzrosną nie tylko fiskalne źródła przychodów budżetowych, ale np. będzie gruba poduszka zysku z NBP. Poduszka będzie pokaźna, bo zyski banków zapowiadają się rekordowo. Rekordowo! Mam jednak wątpliwości, czy z kolosalnych zysków banków można się tylko cieszyć. Zyski banków bowiem są m.in. pochodną drogich kredytów. Żeby deficyt budżetowy był mniejszy, to działania muszą być podjęte i po stronie wpływów, i po stronie wydatków. I te działania zostały zaprogramowane. Choć, moim zdaniem, nie są one wystarczające – zaprogramowane działania podatkowe nie obejmują bardzo ważnych, tak uważam, podatków majątkowych (z  wyjątkiem projektowanego podatku od wydobywanych surowców). Zyski bowiem, a zatem i podatki, w zglobalizowanej gospodarce łatwo migrują do innych krajów. Dlatego zasadna byłaby zmiana filozofii podatkowej, tak by m.in. zmniejszyć wagę podatków od źródeł migrujących. Im bardziej zglobalizowana jest gospodarka, tym łatwiej można przenosić (poprzez odpowiedni transfer kosztów) dochody i zyski w miejsca, gdzie podatki są mniej dotkliwe. Państwa, także w Unii Europejskiej, konkurują ze sobą systemami podatkowymi. Jeśli nałożymy na to promowane przez różne lobby projekty scentralizowania rachunkowości w firmach globalnych, które będą mogły dowolnie reżyserować alokacją kosztów i dochodów zgodnie ze swoją polityką optymalizacji podatkowej, to okaże się, iż poziom ryzyka, że do budżetu krajowego nie wpłynie niezbędna i zaplanowa-


Fot. – archiwum PTE

na kwota, jest bardzo wysoki. Optymalizacja podatkowa jest najczęściej zgodna z prawem, choć bywa jazdą po bandzie, ale kontrola tych praktyk może być bardzo kosztowna, tak bardzo, że skórka nie okaże się warta wyprawki. Każdy kraj, który ma kłopoty budżetowe, powinien zadbać o to, by podstawą wpływów budżetowych były podatki oparte na podstawach mniej wirtualnych. Przykładem tego jest właśnie podatek wydobywczy. Bardzo trudno jest nie zapłacić takiego podatku – tony czy metry sześcienne łatwo jest porachować. Z drugiej strony, wzrost zysków w przedsiębiorstwie wydobywczym najczęściej wynika ze wzrostu cen na świecie, a nie z lepszej efektywności wydobycia. Niektóre kraje cierpią na tzw. chorobę holenderską, która polega na tym, że strumień pieniędzy z wydobycia i eksportu surowców nie przekłada się na rzeczywisty wzrost gospodarki. Bardzo mądrze postępują Norwegowie, którzy stworzyli specjalny fundusz ropy. Środki tego funduszu są inwestowane w celu zabezpieczenia przyszłych pokoleń, gdy strumienie dochodów z kopalin zostaną wyczerpane. Może zatem warto byłoby zastanowić się nad koncepcją polskiego „funduszu miedzi”, tym bardziej że nałożony na KGHM podatek wydobywczy jest relatywnie wysoki. Mamy właśnie zapowiedź projektu budżetu, debaty posłów potrwają pewnie do 2013 roku. Każda propozycja rządowa może być bronią obosieczną. Podwyższenie składki rentowej

o 2 punkty procentowe może przynieść efekt zerowy, jeśli wzrost kosztów u przedsiębiorców skłoni ich do ograniczenia zatrudnienia bądź płac lub do przeniesienia działalności do szarej strefy. Efekt netto! Szkoda, że przy takich propozycjach nie jest dokładnie liczony efekt netto. Łącznie z VAT-em: Ministerstwo Finansów nie informuje, jaki był efekt netto podniesienia stawki VAT. O tym, czy nie pojawił się efekt krzywej Laffera, kiedy podwyższenie podatku powoduje obniżenie wpływów, jak wielokrotnie już bywało. Podobnie może się dziać z podwyższeniem wieku emerytalnego – bez należytego rozwiązania kwestii okresu ochronnego – teraz 4 lata – nie ma żadnej gwarancji, że wzrośnie zatrudnienie osób starszych, przed osiągnięciem wieku emerytalnego. Wróćmy do budżetu... I do sytuacji ogólnej, która – kształtując warunki otoczenia – będzie wpływać bardzo silnie na funkcjonowanie gospodarki w przyszłym roku. Pełno jest katastroficznych wizji, które mają sprowadzić totalną klęskę na Europę i – w efekcie – na Polskę. Jestem bliższa dość trzeźwej oceny sytuacji ministra Rostowskiego, który uważa, że nie będzie tak źle. Bo wciąż będą się w przyszłym roku kręcić te nasze koła zamachowe, a zwłaszcza inwestycje infrastrukturalne; sytuacja w strefie euro, o ile zostanie opanowana, też przełoży się pozytywnie na nasz rozwój. Obydwa te czynniki – wielki, wciąż niezaspokojony popyt wewnętrzny

oraz środki unijne trzymają nas wciąż nad powierzchnią. Porównajmy zresztą prognozy dla Polski – te z przeszłości – Banku Światowego i Komisji Europejskiej z rzeczywistymi wynikami, a okaże się, że potencjał naszej gospodarki był w tych prognozach ciągle niedoszacowany. Osiągaliśmy więcej, niż nam prognozowano za granicą. Opozycja oskarża Rostowskiego o to, że nie jest on w stanie przewidzieć skali zagrożeń i że przyjął, na etapie wstępnym, trzy scenariusze rozwoju sytuacji. Nie można inaczej opracowywać prognozy, niż opierając się na scenariuszach; jakakolwiek prognoza bez planu B jest niebezpieczna. Nie możemy też przewidzieć, kiedy hordy spekulacyjnych wilków rzucą się na złotego, by przetestować odporność naszej waluty i nerwy ministra finansów. Mało tego, minister finansów (tym bardziej prezes NBP) powinien mieć jeszcze scenariusz, którego nie ujawni, by graczom nie dać szans na takie właśnie testowanie. Ale – mam nadzieję – wraz z uspokojeniem się sytuacji na rynkach finansowych UE do takiego testowania będzie dochodziło rzadziej. Oby! Dziękuję za rozmowę.

Piotr Rachtan

(artykuł jest przedrukiem z „Nowego Życia Gospodarczego” nr 12/2011) 7


debata

Internet – nauka – otwarty dostęp

UCZESTNICY debaty

Elżbieta Mączyńska: – Nasza debata jest m.in. reakcją na niedawne, turbulentne, wydarzenia związane z ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement –  Umowa handlowa dotycząca zwalczania obrotu towarami podrabianymi). Wydarzenia te uwypukliły dysfunkcje systemu stanowienia prawa w Polsce. Rozumiem, że ACTA to trudna sprawa, bo występuje tu wiele sprzecznych interesów. Na przykład, jako pracownik dydaktyczny Szkoły Głównej Handlowej, kiedy polecam studentom lektury, chciałabym, żeby mieli nieodpłatny do nich dostęp. Zaś jako autorka książek, przeciwnie, chciałabym mieć z tego jakieś pieniądze. Jednak rozwiązania, które proponuje się na szczeblu i Unii Europejskiej i w Polsce niestety, przywodzą na myśl wydarzenia i ruchy luddystyczne z początkowego okresu pierwszej rewolucji przemysłowej z lat 1811–1813. Luddyści upatrywali winy w maszynach, próbowali je niszczyć i w ten sposób powstrzymywać postęp. Teraz próbuje się atakować internet. Oczywiście, kradzież mienia intelektualnego poprzez internet jest taką samą kradzieżą jak kradzież jakiegokolwiek innego dobra realnego i oczywiście to potępiam. Ale proponowane rozwiązania to gonienie króliczka i właściwie prowadzą do ośmieszania prawa. Wcześniej czy później, proponowane do wprowadzenia internetowe ograniczenia prawne zostaną pokonane przez internautów. Dlatego też jak

Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, profesor SGH i INE PAN

8 Biuletyn PTE nr 1/2012

Mamy zbyt konserwatywne struktury akademickie w naszym kraju, które nie są w stanie absorbować tego, co jest postępem technicznym na świecie – mówił profesor Julian Auleytner, rektor Wyższej Szkoły Pedagogicznej Towarzystwa Wiedzy Powszechnej w Warszawie, podczas debaty na temat otwartej nauki i edukacji. Zorganizowało ją 26 stycznia Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Polskie Towarzystwo Ekonomiczne. Oto skrót dyskusji z udziałem zwolenników idei obowiązkowego udostępniania w Internecie zdobyczy polskiej nauki. najbardziej zasadne są rozwiązania i działania na rzecz otwartości dostępu do zasobów informacji, w tym zwłaszcza informacji naukowej. To powinno być domeną i wielką rolą państwa, które poprzez system regulacyjny powinno prowadzić do godzenia sprzecznych interesów, a zarazem intensyfikować politykę otwartego dostępu do informacji. Potęga i potencjał internetu to siły, które determinować będą kierunki przemian we współczesnym świecie. To potencjał wikinomii i makrowikinomii. Istotne jest, aby poprzez dobrze przemyślane regulacje wyzwolić potencjal-

Alicja Pacewicz, współzałożycielka i dyrektor ds. programów i wydawnictw Centrum Edukacji Obywatelskiej

ne dodatnie efekty synergiczne związane z wykorzystywaniem internetu, zarazem ograniczając synergię negatywną, wynikającą z wad technologii internetowych. Jedną z groźniejszych jest np. ryzyko przestępstw internetowych i naruszania zasad ochrony danych osobowych. Ponadto wirtualizacja może w niektórych sytacjach zabijać kreatywność. Bożena Bednarek-Michalska: Obecnie w świecie tworzenie nowej infrastruktury komunikacyjnej dla otwartej nauki jest dale-

Dominika Czerniawska, socjolożka, pracownik Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego

Paweł Szczęsny, biolog, pracownik Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN oraz Instytutu Biologii Eksperymentalnej i Biotechnologii Roślin Uniwersytetu Warszawskiego, popularyzator otwartej nauki i edukacji naukowej


Alicja Pacewicz: Zajmuję się edukacją na poziomie podstawowym, gimnazjalnym i ponadgimnazjalnym, więc patrzę na to jeszcze z innej perspektywy. Jak bardzo młodym ludziom zależy na otwartych zasobach, można się było przekonać obserwując ostatnie protesty. Oni mają poczucie, że naprawdę walczą w słusznej sprawie. Walczą o wolność w internecie, choć czasami nie zawsze rozumieją ją dokładnie tak jak my, autorzy różnych publikacji, wykonawcy, autorzy piosenek czy twórcy filmów chcieliby rozumieć. Będzie bardzo trudno ich przekonać, że mają się cofnąć do XX wieku. Bo oni żyją już w innym świecie, mówią innym językiem. Warto też pamiętać, że jak wynika z niektórych badań, obecnie około 70 proc. informacji ważnych dla ich edukacji uczniowie czerpią z internetu, a nie z lekcji. Skąd biorą te otwarte zasoby? Stąd, że jest na szczęście Wikipedia. Nie wiem, co polska edukacja zrobiłaby, gdyby nie było Wikipedii…To ona pozostaje głównym źródłem informacji polskich uczniów o świecie. Niestety, zaraz po niej jest

Julian Auleytner, rektor Wyższej Szkoły Pedagogicznej Towarzystwa Wiedzy Powszechnej w Warszawie

Ściąga.pl, a na następnych miejscach serwisy, na których można znaleźć „gotowce”, a nawet zamówić za niewielką opłatą napisanie pracy na zadany temat. To jest konsekwencja braku polityki państwa w sprawie otwartych zasobów edukacyjnych. Gdy państwo się usuwa, wchodzi Ściąga. pl... Jeżeli chcemy, żeby coś się zmieniło – a najwyższy czas, żeby coś się stało – powinny powstać takie instytucje, jak w  innych krajach opisywanych m.in. w raporcie. W  Norwegii działa dobry edukacyjny portal dla nauczycieli i uczniów, stworzony i finansowany przez państwo. Istnieje też publiczna rada, która dba o mądre standaryzowanie zasobów przeznaczonych do umieszczenia w Internecie. Po pierwsze, dba o standardy techniczne, aby treści dało się odczytywać na różnych nośnikach i w różnych programach, a nie tylko w jednym, określonego producenta. Po drugie, jeszcze ważniejsze, wyznacza standardy jakości materiałów edukacyjnych. W Polsce mamy edukacyjny portal Scholaris, który niestety jak dotąd zawodził nasze nadzieje, a poza tym skierowany jest do nauczycieli. Są tacy, którzy twierdzą, że najlepsze rozwiązanie to rada odpowiedzialna za standaryzację jakości, formatu technicznego, do określania metadanych. Natomiast resztę lepiej pozostawić wolnemu rynkowi oraz takim instytucjom jak fundacje i stowarzyszenia. W Norwegii i innych krajach funkcjonują równolegle oba modele i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby w Polsce też tak było. Żeby obok rynku zamkniętych zasobów, dostępnych za pieniądze po spełnieniu innych warunków, istniała duża publiczna domena otwartych zasobów edukacyjnych. I to takich, jakich potrzebują uczniowie i  nauczyciele: budzących ciekawość, łatwo dostępnych, łatwych do wyszukania, nie „kobył”, nie trzystustronicowych PDF-ów, tylko materiałów modułowych, z których nauczyciel może sobie stworzyć własną układankę procesu nauczania.

Michał Miąskiewicz, Departament Analiz Strategicznych Kancelarii Premiera

Aneta Janowska, Szkoła Główna Handlowa

Paweł Szczęsny: Instytut Biochemii i Biofizyki PAN ma otwarty mandat od dwóch lat. Z otwartością, w sensie społecznym, nie ma kłopotu. Naukowcy, kiedy im się wytłumaczyło, na czym polega taki mandat, że sprowadza się do obowiązku umieszczania w instytucjonalnym repozytorium ich publikacji, zgodzili się na to bez problemów. Poświęcają dodatkowe pół godziny raz na jakiś czas, kiedy nową publikację trzeba umieścić w repozytorium. Natomiast patrząc na doświadczenia krajów zachodnich, które już niektóre rzeczy mają za sobą, widać, że dalszy proces otwierania nauki rodzi dość duże problemy i za chwilę będziemy je mieli także w Polsce. Na przykład chcielibyśmy mieć publikacje w takiej formie, która umożliwia czytanie tekstu przez komputer. Większość wydawców jednak w tym upatruje zagrożenia dla swoich biznesów. Kolejna sprawa to kwestia danych. Nie za bardzo wiadomo, w jaki sposób je licencjonować. W  warstwie technicznej dojdą takie problemy jak: współpraca pomiędzy bazami danych, kontrola jakości, kontrola wersji. Mnie się wydawało, że udostępnienie dokumentów jest czymś oczywistym, ale nawet przykład naszego Ministerstwa Nauki pokazuje, że tak nie jest. Krajowy Program Badań, który został podpisany w ubiegłym roku, został udostępniony jako zeskanowany PDF, co utrudnia szukanie w nim i kopiowanie. A kolejna sprawa z obszaru, którym ja się zajmuję, czyli nauk biologicznych, może wręcz wywołać podobne protesty, jakie mieliśmy przeciwko ACTA. Stanie się to, gdy społeczeństwo się zorientuje, że standardową praktyką w naukach medycznych jest siedzenie na gotowych wynikach przez dwa lata, dopiero potem publikowanie ich. W 2009 r. przeprowadzono analizę, która nawiasem mówiąc, nie jest otwarta, że przeciętny lek mógłby trafić na rynek dwa lata wcześniej. Jeśli on pojawia się później, z tego powodu umierają ludzie. To już nie jest jakieś tam zabra-

Bożena Bednarek-Michalska, wicedyrektor Biblioteki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, wykładowca UMK

Fot. – archiwum PTE

ko posunięte. W Polsce jest to wszystko jeszcze w powijakach. Stoimy przed decyzją, czy nasze zasoby naukowe chcemy udostępnić, czy nie. Jeżeli się zdecydujemy, będziemy musieli zbudować narzędzia, które pozwolą nam realizować otwartą naukę: otwierać laboratoria, udostępniać zgodnie z prawem artykuły, monografie. Także znaleźć równowagę między potrzebami naukowców, którzy chcą być opłaceni za swoją pracę, a  potrzebami odbiorców, którzy liczą na to, że do zasobów nauki będą mieć swobodny dostęp i innowacyjnie je wykorzystywać, wymyślać nowe idee, tworzyć nową naukę. Otwieranie nauki jest naszym wspólnym narodowym interesem. Rozwiązania są wskazane w raporcie Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i  Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego, warto o nich rozmawiać.

9


debata nie dostępu do darmowych MP3, tylko to jest bardzo poważna rzecz i w momencie kiedy się społeczeństwo zorientuje, że taka praktyka ma miejsce, będzie żądać bardzo mocnego otwarcia procesu naukowego. Elżbieta Mączyńska: Dotknął Pan niezwykle drażliwego i bardzo denerwującego dla ekonomistów – i z pewnością nie tylko – problemu formatu danych udostępnianych przez instytucje publiczne. Dla ekonomistów dostęp do danych to podstawa analiz, badania trendów gospodarczych oraz teoretycznych uogólnień na temat zjawisk ekonomicznych. Niestety w wielu przypadkach dane liczbowe są publikowane w formacie uniemożliwiającym ich komputerowe przetwarzanie w arkuszach kalkulacyjnych. Dotyczy to np. danych Ministerstwa Finansów. Na stronie internetowej tego Ministerstwa najnowsze dane liczbowe dotyczące tak ważnej nie tylko dla ekonomistów kwestii, jaką jest budżet państwa – są dostępne jedynie w formacie PDF. Format taki uniemożliwia komputerową obróbkę chociażby w najprostszym arkuszu kalkulacyjnym np. w Excelu. Ręczne przepisywanie, wprowadzanie danych do arkuszy kalkulacyjnych jest bardzo pracoi czasochłonne. Oznacza w gruncie rzeczy stratę czasu. Stanowi to poważną barierę analityczną. Jest to po trosze kpina z potencjalnych użytkowników danych, zwłaszcza tych, którzy chcieliby przeprowadzić analizy np. wpływów i wydatków budżetowych w różnych przekrojach. Mówiliśmy o tym w PTE już niejednokrotnie. Niestety bez rezultatu. Nie ma poprawy sytuacji. Przeciwnie, następuje wręcz pogorszenie. Ustawa budżetowa, czyli ogromne zasoby liczb, była bowiem w przeszłości podawana i w formacie PDF i w Excelu. Obecnie najnowsze dane budżetowe i inne są dostępne wyłącznie w PDF. Dotyczy to też danych prezentowanych na stronach internetowych innych ministerstw oraz instytucji publicznych różnych szczebli. Dlaczego tak się dzieje? Nie wiem. Dominika Czerniawska: Chciałam powiedzieć kilka słów na temat naszego raportu i rozwiązań, jakie zaproponowaliśmy. Możemy wyróżnić dwa zasadnicze sposoby organizowania otwartego dostępu: złota droga, czyli otwarte czasopisma, i zielona droga, czyli otwarte repozytoria. Zielona droga, czyli repozytoria, są prowadzone przez instytucje. Autorzy albo instytucje mogą zamieszczać tam różnego rodzaju treści: artykuły recenzowane, materiały do dyskusji, edukacyjne, dane, raporty z badań, doktoraty i książki. Z kolei złota droga to czasopisma otwarte, które nie wymagają od czytelnika opłat. Co ważne, chodzi tylko o czasopisma wydawane elektronicznie. Proponujemy, aby w umowach, które podpisują uczeni przy otrzymywaniu grantów, zobligować ich do udostępniania publikacji powstałych na podstawie tych 10 Biuletyn PTE nr 1/2012

grantów w wybranej przez nich formie. To znaczy, jeśli artykuł został opublikowany w tradycyjnym papierowym czasopiśmie, powinien zostać od razu, lub po określonym czasie, umieszczony w repozytorium wskazanym przez instytucję. Ewentualnie artykuł może być też opublikowany w złotej drodze, w otwartym dostępie. Kolejną sprawą są otwarte doktoraty. Większość doktoratów nie jest w tej chwili udostępniana w żadnej formie. Proponujemy, by były opublikowane, i jeśli nie są objęte patentem, automatycznie udostępnione w repozytorium uczelni. Złota droga jest najlepsza dla najcenniejszych prac, które przechodzą proces recenzji. Zakładamy, że jeżeli polskie papierowe czasopisma decydowałyby się na przejście do otwartego dostępu, to również zostaną zdigitalizowane, co jest im wręcz histerycznie potrzebne. Obecnie często w żaden sposób nie można dotrzeć ani do artykułów, ani nawet do abstraktów. To jest wielka bolączka polskiej nauki. W ramach rozbudowywania złotej drogi zaproponowaliśmy uzależnienie finansowania czasopism od tego, czy one otworzą się, czy nie. Mamy ponad 600 polskich czasopism dofinansowywanych z budżetu państwa. Ogromna część tych pieniędzy to są pieniądze, które są przeznaczane na druk i dystrybucję. Mała część tych czasopism jest dostępna elektronicznie. Racjonalnym, uzasadnionym ekonomicznie rozwiązaniem byłoby rozważenie poniesienia dodatkowych kosztów związanych z procesem digitalizacji przez ministerstwo i  rozbudowę infrastruktury. Umożliwiłoby to wykonanie skoku milowego. To byłaby zarazem digitalizacja, otwarcie tych treści i uzależnienie finansowania od dostarczenia jak największej grupie osób tych artykułów. Drugim sposobem wspierania otwartej drogi jest słabsze rozwiązanie, mianowicie włączenie do oceny czasopism samej otwartości. Czasopisma, tak jak jednostki naukowe, podlegają ocenie. Od niej zależy finansowane. Jeśli one byłyby otwarte, to znaczy udostępniane na jakiejś licencji umożliwiającej reprodukowanie tych artykułów, dostawałyby za to dodatkowe punkty. Te wszystkie działania muszą zostać wsparte przez działania miękkie: rekomendacje Ministerstwa Nauki, tworzenie odpowiednich instytucji, wspomaganie wydawnictw, uczonych, uczelni w dostosowywaniu

umów, w  budowie infrastruktury technicznej, programy szkoleń, wspieranie inicjatyw, które obecnie w Polsce są. Dokładniej omawiamy to w raporcie, więc jeśli państwa coś zainteresowało to odsyłam do niego. Julian Auleytner: Wątpię w skuteczność uczelni państwowych w  Polsce we wprowadzaniu zasad rozwoju, włącznie z czołowymi uczelniami takimi jak Uniwersytet Warszawski, gdzie pracuję, czy SGH. Mamy zbyt konserwatywne struktury akademickie w naszym kraju, które nie są w stanie absorbować tego, co jest postępem technicznym na świecie. Dotyczy to zarówno zarządzania uczelnią, jak i zmian w dydaktyce oraz badaniach. Od lat obserwuję grę pozorów o naukowe tytuły i ilościową statystykę publikacji. Dowodem na to właśnie jest raport przygotowany przez Polskie Towarzystwo Polityki Społecznej, pokazujący, jak daleko idzie wirtualizacja przestrzeni edukacyjnej w kontekście otwierania zasobów wiedzy na świecie. Raport pokazuje, jak szybko nam świat ucieka na poziomie akademickim. Jeżeli my nie przyspieszymy strategicznej reformy szkolnictwa od podstawówki po szkolnictwo wyższe, polska „siła robocza” nie będzie zdolną do konkurowania na światowym rynku pracy. Stawia nas to obecnie w pozycji zdecydowanie gorszej aniżeli wiele krajów Azji Południowo-Wschodniej, a nawet Afryki. Przy okazji zauważam, że choć mamy noblistów, to żaden z nich nie jest „produktem” którejkolwiek uczelni w Polsce. Jak to się dzieje, że Stanford Uniwerytet, uczelnia, która powstała w tym samym czasie co Politechnika Warszawska ma niekwestionowane pierwsze miejsce w  światowym rankingu uczelni i wielu wybitnych noblistów, a o naszych uczelniach jakoś nie słychać?! I tu konkluzja: W Polsce jest konieczny Uniwersytet Otwarty, oparty – wzorem innych krajów – na odrębnym akcie prawnym. A na razie ustawa o szkolnictwie wyższym weszła w wersji bez zapisów np. o tym, że profesor powinien mieć obligatoryjny adres e-mailowy. Wielu profesorów w Polsce nie ma w ogóle adresów e-mailowych, a jeżeli mają, to są one obsługiwane przez wnuków albo przez małżonki, bo profesorom się nie chce uczyć obsługi kompute-


Uczestnicy debaty o otwartej nauce, PTE, 26 stycznia 2012 r. twami zagranicznymi – że autor ma prawo do dysponowania wersją zaakceptowaną przez wydawnictwo i np. po pół roku może ją umieścić w Internecie. Właśnie dlatego przewidzieliśmy te miękkie obszary, szkolenia chociażby z tego, jak takie umowy budować.

ra. Więc jeśli mamy mówić o konkurencyjności polskiej nauki, to mówmy o takich reformach szkolnictwa wyższego, które skonsumują to, co zostało tu powiedziane. Chcę powiedzieć, że Polska poprzez swoje uczelnie znakomicie marnotrawi pieniądze publiczne na edukację. Wiele publicznych uczelni jest deficytowych na koszt podatnika i nie przeprowadza wewnętrznej restrukturyzacji. Wiele z nich inwestuje w skorupę budowlaną, a nie w wirtualizację nauki. Dzisiaj masowa wirtualizacja nie potrzebuje skorupy budowlanej i dlatego uważam, że PTE powinno utworzyć zespół ds. społecznej reformy edukacji, edukacji powiedziałbym od zera do stu, bo chodzi o edukację ustawiczną. Elżbieta Mączyńska: Panie profesorze, utwórzmy go razem. Każdego, kto chciałby współpracować w ramach tego typu zespołu, zapraszam do kontaktu z PTE. Michał Miąskiewicz: Mam pytanie o otwarte doktoraty. Pomysł ten pojawił się w toku prac nad ostatnią nowelizacją ustawy o szkolnictwie wyższym. Oprotestowała go krajowa reprezentacja doktorantów, którzy obawiają się plagiatów. Poza tym, jak coś zostanie opublikowane w internecie, to potem już nie będzie można tego opublikować w formie książkowej. To mnie do końca nie przekonało, więc w toku prac nad strategią rozwoju kapitału ludzkiego z zespołem ministra Boniego z  powrotem wpisaliśmy tę propozycję. W reakcji usłyszeliśmy, że to jest nie do zaakceptowania. Powiedzmy sobie szczerze, że bardzo duża liczba doktoratów jest marna i gdyby to publicznie było widać, to wszyscy autorzy i ci, którzy przyjmują te prace, musieliby się wstydzić. Bożena Bednarek-Michalska: Plagiat to jest stały argument naukowców od 10 lat. Otóż internet jest najlepszym sposobem i najlepszą metodą, żeby wyeliminować plagiat, dlatego że wszystko jest transparentne. Narzę-

dzia dzisiaj wszystko mogą: potrafią wyszukać podobny tekst i sprawdzić, czy to cytat, czy plagiat. Autorzy spoza środowiska naukowego, którzy publikują w Internecie, np. na blogach, używają takich narzędzi od jakiś siedmiu lat. Oferuje je też np. Google. To naprawdę jest problem dawno rozwiązany i nie powinniśmy się nim tu zajmować. Alicja Pacewicz: W edukacji dobrze widać, jak digitalizacja i otwarte zasoby zwiększają przejrzystość procesu edukacyjnego. W tej chwili uczniowie i nauczyciele są w stanie bardzo szybko się zorientować, kto napisał jakąś pracę jako pierwszy... Niedawno w szkole im. Batorego w Krakowie nauczycielka zaproponowała uczniom, żeby przy pomocy jednego z programów rozpoznających tym razem nie tekst, tylko zdjęcia i grafiki, przejrzeli szkolną prezentację o swoim patronie. I ku zdumieniu wszystkich okazało się, że w tej prezentacji znalazły się przynajmniej cztery zdjęcia ukradzione z internetu, bo nieopublikowane na licencji creative commons. Zostały przez uczniów sprawnie wymienione na takie, które są całkowicie legalne i wszyscy byli zachwyceni. Aneta Janowska: A co z punktami? Jeśli pracuję na stopień, to do dorobku liczą się prace opublikowane w czasopismach, w których dostaję punkty. Jak to wygląda przy uwolnieniu takich materiałów do wolnego dostępu? Dominika Czerniawska: Nie ma żadnego problemu. Czasopisma naukowe, które są elektroniczne, nie muszą być drukowane. Punktów nie przyznaje się w  tej chwili za to, że jest papier. Pieniądze się przyznaje na druk, i to jest problematyczne. Może warto pieniądze przeznaczyć raczej na lepszy zespół redakcyjny czy digitalizację. Jeżeli chodzi o problemy z umowami, które zastrzegają wszelkie prawa do tekstu wydawnictwu, to jest wynik braku świadomości. W umowie należy zastrzec – tak jak jest w  wielu umowach z  wydawnic-

Paweł Szczęsny: Pozytywnym efektem otwierania nauki będzie wzrost uczestnictwa niefachowców w tworzeniu wiedzy naukowej. Nie wiem, czy państwo wiedzą, w zeszłym roku ukazała się publikacja najmłodszych autorów w historii czasopism naukowych, średnia wieku była 8 lat. To były dzieci, które prowadziły badania nad zachowaniem pszczół. Wszystkie ich rysunki wykonane nie na komputerze, tylko po prostu ręcznie, ukazały się w recenzowanym czasopiśmie naukowym. Taką przyszłość dla naszych dzieci szykuje otwieranie nauki. Alicja Pacewicz: Wrócę do edukacji, chciałam powiedzieć, że nie będzie dobrej edukacji bez otwartych zasobów. Spośród różnych dobrych rzeczy, które można zrobić dla edukacji w tej chwili, moim zdaniem dobre, otwarte zasoby edukacyjne to jest z ekonomicznego punktu widzenia najbardziej efektywny sposób i najbardziej włączający też tych, którzy mają trudny dostęp, bo mieszkają w miejscach, gdzie nie ma dobrych szkół i nauczycieli. Druga rzecz, to chcę jeszcze raz powiedzieć, że to nie jest czas na spontaniczne działania zwariowanych naukowców i dziennikarzy. To jest czas na rozwiązania systemowe. To jest czas na ustawienie przez publiczne władze standardów technologicznych i standardów jakości. Bo zasada wolnych licencji to jest standard nowoczesnego świata. Bożena Bednarek-Michalska: I rzeczywiście, skoro mamy już analizę, która jest dobrym punktem wyjścia do wprowadzania konkretnych zmian, to w imieniu Koalicji Otwartej Edukacji chciałam zadeklarować pomoc. Praktyczną pomoc w tym, jak wprowadzać konkretne rozwiązania polityczne, organizacyjne, techniczne do tego, żeby otworzyć naukę. Na tym nam najbardziej zależy. Debata pt. Otwarta nauka” i „otwarta edukacja” jako zjawisko społeczne i problem polityki naukowej zorganizowana w ramach projektu Forum Myśli Strategicznej, dofinansowanego ze środków Narodowego Banku Polskiego. Więcej: WWW.pte.pl Opracowanie na podstawie stenogramu debaty w ramach Forum Myśli Strategicznej Iwona Dudzik wypowiedzi autoryzowane 11


opinie

W gospodarce nie ma sytuacji bez wyjścia

Witold Orłowski

„W długim okresie wszyscy będziemy martwi”– mawiał John Maynard Keynes pytany o prognozy długookresowe. To samo można powiedzieć o perspektywie zakończenia kryzysu globalnego. Rynek, prędzej czy później, znajdzie drogę do równowagi. Pytanie tylko, jak szybko, jakim kosztem i kto za to zapłaci? Świat i rynek nie są sprawiedliwe. Gdy przychodzi do rozliczenia kosztów, niektórzy przerzucają je na innych.

Skąd ten kryzys

Mówiliśmy: „bezpieczne jak w banku”. Nikomu do głowy nie przychodziło, że pieniądz zaniesiony do banku może być zagrożony. W tej chwili ludzie wcale nie są pewni, czy bank jest miejscem bezpiecznym. Załamało się nasze zaufanie do podstawowych instytucji gospodarki rynkowej. To coś nowego. W końcu lat 90. także mieliśmy do czynienia z kryzysem światowej gospodarki, ale nie spowodował on tak głębokich, tak fundamentalnych zmian jak ten obecny. Wielkie kryzysy zdarzają się zazwyczaj w  momencie wielkich zmian gospodarczych na świecie. Kryzys lat 30. wybuchł w okresie przesuwania się centrum finansowego i  gospodarczego świata z Europy do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Obecny kryzys narastał, gdy centrum realnej gospodarki przenosiło się z USA na Daleki Wschód. Regiony, które do tej pory uważane były za lepiej rozwinięte, zaczynają kuleć i mają tendencję do zadłużania się kosztem tych, które właśnie je wyprzedziły. Przed wojną Europa się zadłużyła kosztem Stanów Zjednoczonych. Stawiam więc tezę, że gdy zmienia się realna gospodarka, rynki finansowe tego nie dostrzegają i nie dostosowują się na czas.

Amerykanie żyli ponad stan

Obecne przesuwanie się centrum światowej gospodarki zaczęło się od wielkich nadwyżek kapitału gromadzących się na Dalekim 12 Biuletyn PTE nr 1/2012


Wschodzie. Najpierw w latach 60. i 70. tak się działo w Japonii, z czasem coraz bardziej w Chinach. Rosły gigantycznie dochody narodu chińskiego, a jednocześnie naród ten oszczędzał z tego aż połowę. Na Zachodzie za niesłychanie oszczędne uważa się narody odkładające 25 proc. tego, co zarabiają, z kolei Amerykanie odkładają najwyżej kilka procent. W wyniku oszczędności Chin na Dalekim Wschodzie gromadziły się wielkie nadwyżki kapitału. Następnie, w formie pożyczek, przepływał on tam, gdzie mógł być wykorzystany na konsumpcję, czyli do Stanów Zjednoczonych. Tak właśnie powstał deficyt obrotów bieżących Stanów Zjednoczonych. Jeśli Amerykanie chcieliby zachować konkurencyjność wobec Dalekiego Wschodu, szczególnie Japonii i Chin, już od lat 90. powinni zacząć zaciskanie pasa. Nie zrobili tego. Dlaczego? Bo tenże Daleki Wschód bez mrugnięcia okiem udzielał im gigantycznego kredytu, a Stany Zjednoczone chętnie żyły na kredyt. W normalnych czasach powiedzielibyśmy: jeśli kraj zadłuża się tak jak Stany, to po prostu powinien zbankrutować. Ale żyjemy w świecie, w którym finanse są zdominowane przez dolara – dolar jest walutą rozrachunkową na całym świecie i walutą rezerwową. A to oznacza, że bankructwo Stanów jest niemożliwe. Co ciekawe, pierwsza fala kryzysu wpłynęła na gwałtowne obniżenie się w 2007 r. deficytu amerykańskiego, czyli życia ponad stan. Ale już rok później deficyt zaczął rosnąć. W jaki sposób? Bo niestety, kiedy gospodarstwa domowe zaciskały pasa, rząd przeciwnie – zaczął go popuszczać, żeby ratować gospodarkę przed recesją. To oznaczało, że faktyczne problemy nie zostały rozwiązane. Za to sektor finansowy był rozgrzany do czerwoności. Kapitał był tłoczony z regionów, gdzie rosła wydajność pracy, na podtrzymywanie dostatniego życia w regionach, które miały wzrost wydajności pracy znacznie słabszy. Pamiętajmy, że wszystkie aktywa finansowe to jest potencjalny kredyt udzielony komuś, czyli zarobek. (wykres) Pieniądz wręcz parzył w kieszeni banków, ale jednocześnie bezpieczne sposoby udzielania kredytów właściwie były wykorzystane i w żaden sposób nie można było gwałtownie zwiększyć ich liczby. Zaczęto więc udzielać kredytów ryzykownych, tym gospodarstwom domowym, których na taki kredyt nie było stać. Instytucje bankowe nie są szalone. Skoro ryzyko kredytowe wzrosło, postanowiły znaleźć kogoś, kto będzie na tyle naiwny, że odkupi to ryzyko, pod warunkiem przyzwoitego dochodu. Oczywiście, im bardziej ryzykowne oceny, tym bardziej ryzykowne aktywa i wyższy dochód, ale pod warunkiem że nie dojdzie

do bankructwa kredytobiorcy. Bo wtedy zamiast zysków mamy katastrofę.

Szaleńcza machina poszła w ruch

Tę szaleńczą machinę stworzyły i naoliwiły banki inwestycyjne. Niestety, dopiero ex post widać to wyraźnie. Najpierw w machinę wciągnięte zostały amerykańskie komercyjne banki hipoteczne. Banki inwestycyjne powiedziały im: udzielajcie nowych kredytów, my je od was odkupimy wraz z całym ryzykiem, zostawiając wam przyzwoitą marżę. Sami ryzyko odsprzedali dalej. Nastąpiła niewiarygodna eksplozja instrumentów pochodnych zabezpieczonych dochodem z instrumentów dłużnych od roku 2000 do roku 2008. Na poziomie mikro zdawano sobie sprawę z ryzyka i starano się go pozbyć. Nikt jednak nie kontrolował tego zjawiska w skali makro.

Kto bardziej winny

Dzisiaj banki mówią: nie wiedzieliśmy o ryzyku. Dlaczego więc skonstruowały maszynę do odsprzedawania ryzyka? Do tej pory instrumenty pochodne pełniły pożyteczną rolę. Zostały stworzone po to, żeby ktoś, kto się nie zna na ryzyku, rezygnując z części oczekiwanego dochodu, odsprzedawał to ryzyko komuś, kto lepiej sobie umie z nim radzić. Perfidia i hańba polegała na tym, że w tym wypadku banki inwestycyjne odwróciły sytuację. Ci, którzy wiedzieli więcej o ryzyku, sprzedawali je tym, którzy wiedzieli mniej. A to przepis na katastrofę, zwłaszcza że proceder się rozwijał na ogromną skalę.

Kto był tutaj głównym winnym: banki czy rządy?

Wina banków, zwłaszcza inwestycyjnych, jest ewidentna. Ale Fed obniżający stopy procentowe i drukujący pieniądze wtedy,

kiedy ten proceder się rozwijał, także nie jest bez winy. Prawda jest taka: błędy popełniały i banki, i rządy. Ale kto jest winny bardziej? Rządy wspierały przecież złe kredyty, nie wprowadzały regulacji w celu zwiększenia przejrzystości rynku i lepszego informowania o ryzyku. Nie rozstrzygając, można powiedzieć, że zawiniły podstawowe wady ludzkiej natury: lekkomyślność, chciwość, owczy pęd za szybkimi zyskami.

Wyjście z sytuacji bez wyjścia

W roku 2008 nastąpiło załamanie rynków finansowych, akcje straciły sporą część wartości, obligacje zwiększyły. Niektóre instrumenty pochodne straciły część wartości, ale wypuszczono też nowe instrumenty pochodne. Skala rynku finansowego po drobnym wahnięciu w latach 2008 i 2009 nie obniżyła się jednak trwale. Wręcz odwrotnie, zaczęła na nowo rosnąć – to mniej więcej czterokrotność globalnego produktu, w przypadku krajów rozwiniętych, nawet więcej. Wzrosła przy tym rola np. obligacji rządowych, spadł udział akcji, bo giełdy wciąż są 20 czy 30 proc. poniżej poziomu z roku 2008. Gospodarka światowa nie ruszy jednak z miejsca tak długo, jak długo dług nie zmniejszy się w relacji do PKB. Czeka nas więc proces delewarowania. To przeciwieństwo lewarowania, które polegało na wyciskaniu wielokrotności aktywów finansowych z ograniczonych dochodów i nikłego kapitału. Już na pierwszy rzut oka widać, że będzie on trwać długo. Zwłaszcza że pierwsze cztery lata kryzysu zostały stracone. Ekonomia zna trzy metody delewarowania, czyli zmniejszenia długu. Pierwsza jest szybka i radykalna – masowe bankructwa. Dług oczywiście szybko spada, ale konsekwencją są gigantyczne wstrząsy realnej gospodarki. Tak stało się w latach 30. w Stanach Zjednoczo13


opinie

Poza spłaceniem długów trzeba znaleźć również sposoby takiego uporządkowania rynków finansowych, żeby szybko się ta historia nie powtórzyła. nych. FEF powiedział: nie będziemy ratować żadnego dłużnika. Jak ktoś był głupi, nieodpowiedzialny, to im szybciej zniknie z rynku, tym lepiej. To jednak, okazało się, pociągnęło całą spiralę bankructw, m.in. kilku tysięcy banków amerykańskich i 40 proc. rządów na świecie. Druga metoda polega na zaciśnięciu pasa przez zadłużonych i powolnym spłacaniem długu. To właśnie proponują Niemcy pozostałym krajom strefy euro. Jednak proces ten oprócz tego, że długotrwały, jest zły dla gospodarki światowej, bo oznacza powolny wzrost i  złą koniunkturę. Nie wiadomo też, czy jest wykonalny. Długi są zbyt wielkie, nie wystarczy, by Grecy oszczędzali, aby mogli je spłacić. Trzeci sposób spłacania długów to wysoka inflacja, która pożre realną wartość wszystkich długów. Większość długów, w tym obligacje rządowe, nie jest indeksowana do inflacji. To silna pokusa, by zastosować to rozwiązanie.

Co nas czeka?

Zapewne doświadczymy kombinacji tych trzech sposobów. Trudno sobie wyobrazić, by obyło się bez bankructw. Zapewne wtedy pojawi się kryzys bankowy, przy czym zadłużonym nadmiernie rządom coraz trudniej będzie radzić sobie z kryzysem. Będą próbowały sięgnąć po pieniądze banków centralnych, czyli pożyczkodawców ostatniej instancji, którzy zawsze mają pieniądze, bo je drukują. Chodzi o banki główne tych krajów, które dysponują walutami światowymi i mogą sobie pozwolić na drukowanie pieniędzy. Tak, jak to 14 Biuletyn PTE nr 1/2012

robią Amerykanie, zapewne będzie musiał zrobić Europejski Bank Centralny w obliczu groźby bankructwa np. Włoch. Nie będzie miał wyjścia, będzie musiał skupić włoskie obligacje i wypuścić pieniądz na rynek. A wtedy czeka nas stagflacja. W tej chwili wciąż nie odczuwamy związku między drukowaniem pieniędzy a inflacją, ponieważ te pieniądze nie wypłynęły na rynek. Jednak w ekonomii nie ma cudów. Na rynku prędzej czy później pojawi się 2,5 biliona pustych dolarów, a wtedy stagflacja jest nieunikniona. Można wtedy je oczywiście ściągać z rynku za cenę 25 proc. stóp procentowych, co doprowadziłoby do gwałtowanej recesji. Więc podejrzewam, że nie da się uniknąć inflacji, chociaż dzisiaj trudno przesądzić, jaką ścieżką do tej inflacji dojdzie. W mojej ocenie – poprzez wzrost cen surowców.

Ile to potrwa

Przed nami wiele lat kryzysu. Dokładniej ile? Jeśli patrzeć na doświadczenia historyczne, jak się kształtował PKB amerykański w czasie wielkiego kryzysu w latach 30., to po czterech latach spadku miało miejsce odbicie się od dna. Z kolei w latach 90. w Japonii nie dopuszczono do bankructw. Nie upadł wprawdzie żaden wielki bank ani koncern, ale skutkiem tego Japonia od 20 lat tkwi w stagnacji. W przypadku obecnego kryzysu kusi mnie powiedzieć, że będzie on trwać jeszcze ok. 10 lat, czyli między Japonią a Stanami. Ale nie wykluczam, że może też trwać dłużej.

Kto za to zapłaci

Kto poniesie główny ciężar spłaty długów? W zależności od tego, jakiej kombinacji użyjemy, kto inny traci. Jeśli inflacji – straci wierzyciel. Jeśli metody oszczędzania – straci ten, kto się zapożyczał. Przy bankructwie – tracą obie strony. Stanom Zjednoczonym dość łatwo było wybrać drogę dodrukowania pieniędzy, czyli inflacji. USA są dłużnikiem Dalekiego Wschodu i ogromną część swoich problemów tym sposobem wyeksportują. Natomiast w przypadku strefy euro bardzo trudno jest podjąć decyzję. Na inflacji tracą Niemcy, zyskują Włosi. Na spłacaniu tracą Włosi, zyskują Niemcy. Interesy są rozbieżne. Jakie rozwiązania zostaną przyjęte – nie wiadomo. Ton nadają tu Amerykanie. Czy zatem problem zostanie rozwiązany przez inflację? Czy inne kraje, np. Chiny, są w stanie w jakiś sposób uniemożliwić Stanom takie proste wykręcenie się, przerzucenie na innych kosztów swojego wielkiego zadłużenia? Zobaczymy.

Bezradność państw

Jest jasne, że poza spłaceniem długów trzeba znaleźć również sposoby takiego uporządkowania rynków finansowych, żeby szybko się ta historia nie powtórzyła. A na razie, mimo przerażających kosztów kryzysu, brak jakichkolwiek zmian funkcjonowania rynków finansowych. Dlatego jesteśmy równie daleko od rozwiązania kryzysu, jak byliśmy cztery lata temu.


Niektóre państwa próbowały w tym czasie zapewnić stabilność w kraju, przejmując ogromną część złych długów sektora bankowego. Bez powodzenia. W efekcie w Irlandii zamiast plajty banków mamy do czynienia z ryzykiem bankructwa państwa irlandzkiego, które wzięło ciężar ponad swoje siły. W Stanach Zjednoczonych rząd wspólnie z bankiem centralnym przekazały bankom gigantyczne wsparcie w zamian za to, żeby zechciały zmniejszyć swoje długi i zacząć działać normalnie. Banki otrzymane pieniądze zachomikowały i wykorzystują w swoim interesie. W  Europie pieniądze, które dostają po to, żeby skupywać obligacje, wpłacają na konta w swoim Europejskim Banku Centralnym. Również próba wydania wielkich pieniędzy na ożywienie gospodarki w Stanach okazała się nieskuteczna. Stany się zadłużyły, a gospodarka amerykańska tkwi cały czas w stanie takim, że gdyby teraz rząd ograniczył deficyt, gospodarka może się całkowicie zatrzymać. Barack Obama proponuje jeszcze rok funkcjonowania przy wielkim deficycie, aby gospodarka zaskoczyła. Wszystko wskazuje na to, że tak się nie stanie. Trzeba szukać innych rozwiązań.

Świat wobec kryzysu

Wychodzenia gospodarki światowej z kryzysu nie ułatwią też zjawiska takie jak: ujemny przyrost naturalny w krajach rozwiniętych i problem Afryki, gdzie krótkookresowy sztuczny boom związany głównie z surowcami nie rozwiązał poważnych problemów. Zamiast świetnego rozwoju Afryki możemy mieć do czynienia z katastrofą: masowym głodem i ucieczkami z tego kontynentu. Jednak z kryzysu nie ma łatwych dróg wyjścia. Po upadku cesarstwa rzymskiego odbudowa poziomu gospodarczego Europy trwała ponad 500 lat. Tym razem, miejmy nadzieję, nie potrwa to aż tak długo. Witold Orłowski – profesor i dyrektor Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej, główny doradca ekonomiczny PricewaterhouseCoopers, członek Rady Gospodarczej przy premierze Donaldzie Tusku. pl.wikipedia.org/wiki/Witold_Orłowski_ (ekonomista)

Opracowanie Iwona Dudzik na podstawie stenogramu obrad konferencji, która odbyła się w PTE 16 stycznia 2012 r. nt. „Kryzys globalny XXI wieku. Czy można znaleźć wyjście z sytuacji bez wyjścia ?” http://www.pte.pl/243_konferencje_cd.html 15


opinie

Zawiłe drogi polskiej transformacji W styczniu tego roku w wydawnictwie Poltext ukazała się książka Witolda Kieżuna pt. „Patologia transformacji”. Autor książki jest ekonomistą, wybitnym znawcą zarządzania i funkcjonowania instytucji międzynarodowych. Prowadził wykłady w kilkunastu uniwersytetach w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, kierował projektami badawczymi ONZ, dotyczącymi modernizacji zarządzania, m.in. w Afryce Centralnej. Witold Kieżun wykorzystując swoje bardzo bogate, międzynarodowe doświadczenie eksperckie oraz akademickie, ale także doskonałą znajomość krajowej gospodarki, przeprowadził krytyczną analizę transformacji ustroju społeczno-gospodarczego w  Polsce. Choć książka jest bardzo krytyczna, nie oznacza, że jej Autor nie docenia osiągnięć transformacji. Przeciwnie – uważa je za znaczące, wręcz spektakularne. Jednak zastrzega, że celem książki jest identyfikacja patologii i analiza ich przyczyn.

A patologii w trudnym, niezwykle złożonym procesie przemian ustrojowych, niestety, nie udało się uniknąć. Jest zreszta niemalże regułą, że w przypadku głębokich przemian pewne dysfunkcje i nieprawidłowości są w  zasadzie nie do uniknięcia. Istotne jest zatem w miarę możliwości maksymalne zapobieganie im. Efekty transformacji, choć niekwestionowane, mogłyby być bowiem znacząco wyższe, gdyby patologie były konsekwentnie, możliwie szybko identyfikowane i zwalczane.

Książka stanowi swego rodzaju memento. Powinien ją przeczytać każdy, komu na sercu leży dobrostan naszego kraju. Z satysfakcją odnotowuję, że Autor książki wiele uwagi poświęcił roli Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego w procesie kształtowania przemia n ustrojowych, w tym roli jego długoletniego prezesa, profesora Zdzisława Sadowskiego. Za zgodą Pana profesora Witolda Kieżuna przedstawiamy fragmenty książki, dotyczące Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Elżbieta Mączyńska

Witold Kieżun

szawskiej, przewodniczący Komisji Badań Stosowanych KBN 1991-1995; dr hab. nauk ekonomicznych Stanisław Długosz, wieloletni przewodniczący Komisji Planowania przy Urzędzie Rady Ministrów, podsekretarz stanu w Centralnym Urzędzie Planowania w rządzie Tadeusza Mazowieckiego; dr hab. nauk ekonomicznych Andrzej Karpiński, sekretarz naukowy Komitetu Prognoz Polska XXI wieku, przy prezydium PAN, b. zastępca przewodniczącego Komisji Planowania przy Radzie Ministrów; prof. dr hab. Stanisław Paszkowski z Wojskowej Akademii Technicznej, b. podsekretarz stanu w Ministerstwie Przemysłu Maszynowego: prof.  dr  hab. Maciej Perczyński z Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN, członek Komitetu Prognoz Polska XXI  wie-

ku PAN; Eugeniusz Szatkowski, b.  zastępca przewodniczącego Komisji Planowania przy Radzie Ministrów, wiceminister w  Ministerstwie Przemysłu i Handlu w rządzie Tadeusza Mazowieckiego; mgr nauk ekonomicznych Edward Szymański, b. wiceminister Ministerstwa Handlu Wewnętrznego i Usług, opracował w sierpniu 1996 roku Raport o potrzebie długofalowej strategii w stosunku do kapitału zagranicznego w Polsce (Siergiejczyk 1997) przedstawiający ekonomiczne wyniki transformacji w świetle inwazji kapitału zagranicznego. Raport przeznaczony dla prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, został doręczony ówczesnemu premierowi Włodzimierzowi Cimoszewiczowi. Nie spotkał się on z uznaniem ówczesnego rządu koalicji SLD-PSL i został

Patologia transformacji 1.

(...) Zespół wybitnych polskich ekspertów, z takimi wybitnymi uczonymi jak: prof. Zdzisław Sadowski, wieloletni przewodniczący Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, b. przewodniczący Komisji Planowania przy Urzędzie Rady Ministrów; prof. Andrzej Zawiślak, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, jeden z najwybitniejszych polskich specjalistów teorii zarządzania, minister przemysłu w rządzie premier Hanny Suchockiej; prof. Andrzej P. Wierzbicki z Politechniki War16 Biuletyn PTE nr 1/2012


utajniony. Jego skrót został opublikowany po zmianie rządzącej koalicji w niskonakładowym piśmie „Myśl Polska”. Istniała jedynie taka możliwość publikacji, bo zarówno wielkonakładowe pisma, jak i telewizja i radio z reguły prezentowały pozytywne, nieraz wręcz entuzjastyczne opinie o „Wielkim Wstrząsie”, „Szokowej Terapii”, „Wielkim Przełomie” czy polskim „Big Bangu”, jak potocznie nazywano plan Sorosa-Sachsa-Balcerowicza, rzadko przyjmując głosy krytyczne. Charakterystyczna była tu sprawa artykułu zamówionego przez „Gazetę Wyborczą” u znanego ekonomisty czeskiego, późniejszego premiera, a obecnie (2011) prezydenta Republiki Czeskiej Vaclava Klausa. Artykuł był pełen krytycznych uwag o polskim „Wielkim Wstrząsie”. Redakcja nie

opublikowała go. O tym fakcie Klaus poinformował w wywiadzie dla dziennika „Rzeczpospolita” (4 stycznia 1990).

2.

(...) Sądzę, że z niezwykle bogatej, kompetentnej literatury krytycznie oceniającej działania w dziedzinie transformacji gospodarczej warto przedstawić wybrane pozycje dotyczące elementów zasługujących na określenie ich jako patologiczne w świetle przyjętej definicji. Na Zjeździe Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, w listopadzie 1989 roku, krytycznieoceniano efektywność neoliberalizmu, wiarę, że mechanizm rynkowy zapewni stabilną i szybką równowagę. Expressis verbis porównywano rewolucjonizm koncepcji komunizmu z  re-

wolucjonizmem ekonomicznego liberalizmu. Prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, przewodniczący Zjazdu, prof. Zdzisław Sadowski na jego zakończenie przestrzegał przed „nową religią rynku, bo to jest prosta droga do ruiny” (Jeziorański 1989). Podobnie w ogłoszonym w „Polityce” 16  grudnia 1989 roku liście otwartym profesorzy, docenci i doktorzy katedr finansów wyższych uczelni ekonomicznych, stanowiący 80% tej populacji w Polsce, akceptując założenia procesu transformacji z gospodarki planowej do wolnorynkowej, domagali się jednak uprzednich działań preparacyjnych. „Nie można jednak, naszym zdaniem, wprowadzić w Polsce pełnej gospodarki rynkowej w istniejących warunkach nadmiernej mono17


opinie polizacji gospodarki, ogromnych niedoborów, anachronicznego systemu finansowego i monetarnego”. Sugerowali przygotowanie „przedpola” przez intensywny proces demonopolizacji gospodarki, racjonalną formę zmiany struktury własności, reformę systemu finansowego i  monetarnego. Przeciwstawiali się też polityce Balcerowicza w dziedzinie walki z inflacją: „Najskuteczniejszym sposobem walki z inflacją jest podjęcie energicznych starań o rozwój produkcji rynkowej i usług dla ludności”. Zdecydowanie krytykowali również ograniczenie roli państwa w gospodarce. Ten rzeczowy apel naukowców nie spotkał się z żadną reakcją ze strony rządu. W ten sposób zapoczątkowano aktualną do chwili obecnej (2011) praktykę centrum administracji, objawiającą się w częstym pomijaniu milczeniem zbiorowych listów otwartych czy krytycznych uchwał profesjonalnych i naukowych środowisk. Ta postawa była przedmiotem ostrej krytyki byłego sekretarza Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego prof. Rafała Krawczyka, usuniętego z tego stanowiska w okresie stanu wojennego w 1981 roku. Pisał on w piśmie „Konfrontacje” (nr 10, 1990): „ Z powodów czysto psychologicznych ekipa premiera Mazowieckiego nie jest w stanie pójść dalej. Ona mnie zadziwia. Jest głucha na krytykę. Im bardziej jest krytykowana, tym bardziej chce udowodnić, że wszystko jest po jej myśli”. Profesor Krawczyk uważał za błędną koncepcję skupienia się na walce z inflacją z negliżowaniem innych problemów. Przytoczył przykład polityki dyktatora Portugalii Antonio de 0liveira Salazara: „Był podobnie jak Leszek Balcerowicz profesorem ekonomii, był do tego monetarystą i przede wszystkim bronił kursu escudo. Co z tego wynikło? 30 lat stagnacji Portugalii, choć escudo było najmocniejszą walutą Europy”. Przedmiotem dalszej krytyki była polityka niezwykłego wzrostu oprocentowania zaciągniętych już kredytów, pogrążająca m.in. produkcję rolną. Józef Kuśmierek, wybitny publicysta specjalizujący się w polityce rolnej pisze w „Gazecie Wyborczej” (10–11 lutego 1990): „Zapewnienia premiera Mazowieckiego z 18 stycznia, że rząd nie prowadzi antyrolniczej polityki, są przecież, grzecznie mówiąc, hasłem bez pokrycia. Co o tej polityce i takim gołosłownym zapewnieniom ma powiedzieć rolnik, który zawierzył rządowi w październiku i zakupił 50 cieląt, aby za 18–20 miesięcy dostarczyć społeczeństwu 25 ton wołowiny, skór dla przemysłu garbarskiego i kości do przemysłu byłemu ministrowi Wilczkowi? Styczniowy procent od pożyczki zaciągniętej w listopadzie pożre mu już nie zysk, ale cały dochód. Nie będzie w maju, czerwcu 1991 roku 25 ton wołowiny z tego gospodarstwa, obawiam się, że nie będzie już nawet tego gospodarstwa. Cóż 18 Biuletyn PTE nr 1/2012

W ten sposób zapoczątkowano aktualną do chwili obecnej (2011) praktykę centrum administracji, objawiającą się w częstym pomijaniu milczeniem zbiorowych listów otwartych czy krytycznych uchwał profesjonalnych i naukowych środowisk. z  tego, że minister bez teki, Kuczyński, zapewnia, że rząd trzyma rękę na pulsie, gdy nie wyczuwa jak z tego rynku wycieka krew jego głównego dostawcy – rolnika producenta. Rolnicy producenci to ostatnia grupa zawodowa, której chce się pracować, która więcej daje, niż żąda, która jest ostatnią szansą Polaków”. 27 czerwca 1991 roku odbył się w Warszawie Nadzwyczajny Zjazd Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, potężnej organizacji zrzeszającej 50 tys. ekonomistów. Był on terenem rzeczowej, zdecydowanej krytyki działalności ministra Balcerowicza, nawiasem mówiąc, niegdyś wiceprezesa tego Towarzystwa, zastępcę prezesa Zdzisława Sadowskiego. W końcowej rezolucji czytamy: „Nadzwyczajny Zjazd PTE wyraża najwyższe zaniepokojenie rozwojem sytuacji gospodarczej kraju. Drugi już rok trwa i pogłębia się spadek produkcji. Rosnąca liczba przedsiębiorstw państwowych znajduje się w krytycznej sytuacji, spowodowanej głównie przez nadmiernie restryktywną politykę pieniężną i fiskalną oraz zbyt liberalną politykę importową. Wskutek recesji nastąpiło załamanie się budżetu państwa. Stale rośnie bezrobocie. Trwa poważna inflacja. Obniża się gwałtownie poziom życia dużych grup społecznych. Wszystko to stwarza bezpośrednie zagrożenie dla powodzenia przekształceń systemowych. (...) Popierając w pełni zasady liberalizmu, a więc wolności jednostki, swobodę działalności gospodarczej, tolerancję i demokratyzm, uważamy, że nie dadzą się one realizować w warunkach masowego bezrobocia i głębokich nierówności poziomu życia. Wolny rynek(.„) nie uwolni od potrzeby prowadzenia polityki rolnej i przemysłowej”. Witold Gadomski, ekonomista, obecnie współpracownik „Gazety Wyborczej”, w roku 1991 poseł z ramienia Kongresu Liberalno-Demokratycznego w tygodniku „Spotkania” dnia 23 listopada 1991 roku ostro skrytykował ministra finansów: „Leszek Balcerowicz nie miał zresztą również wizji tego, co czeka gospodarkę. Wybrał się w podróż w niezna-

ne bez żadnego przygotowania politycznego i z doświadczeniami zdolnego pracownika akademickiego. Żywej gospodarki nie znał i mam wątpliwości, czy rozumiał specyfikę państwowych przedsiębiorstw. Wszystkie jego prognozy okazały się błędne, jeśli mierzyć je odchyleniem wyników rzeczywistych od planowanych. (...) W roku bieżącym przewidywania ludzi Balcerowicza okazały się jeszcze bardziej nietrafione i to w dodatku »w dół«”.2

3.

(...) Profesor Zdzisław Sadowski, wieloletni prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, udzielił 7 stycznia 1995 roku wywiadu „Rzeczpospolitej”, przedstawiając szereg argumentów dotyczących jego negatywnej oceny polskiej transformacji. Jego zdaniem zasadnicze błędy to: – działania powodujące nadmierne zadławienie popytu i produkcji, – założenie, że przekształcenia własnościowe da się szybko przeprowadzić i że napłynie kapitał zagraniczny, który to ułatwi, wobec czego można od razu pogrążyć nieefektywny przemysł państwowy, – kierowanie się naiwnym liberalizmem, – niedocenienie kosztów programu, a zwłaszcza tak wielkiego spadku produkcji i bardzo wysokiego bezrobocia (przewidywano spadek produkcji o 5%, w praktyce było to 25%), – doprowadzenie do olbrzymiego bezrobocia i polaryzacji – 15% społeczeństwa żyje poniżej minimum socjalnego, odpowiednika najniższej emerytury, – zupełny brak polityki społecznej; Jacek Kuroń wprowadził element filantropii („zupkę Kuronia”) – nie jest to jednak metoda skutecznych działań, – głęboki kryzys usług publicznych: ochrony zdrowia, oświaty, nauki, kultury, – patologia społeczna, wzrost przestępczości, korupcja. Dalszym, godnym najwyższego uznania osiągnięciem prof. Zdzisława Sadowskiego w próbie merytorycznego oddziaływania na profesjonalnie sprawne podejście do problemu transformacji, jest współpraca z zespołem wysokiej klasy specjalistów w przygotowaniu cytowanego już raportu o strategii postępowania w stosunku do kapitału zagranicznego. Jak widzimy z dotychczasowych rozważań, jest to pryncypialny problem. Nie ulega wątpliwości, że Polska stała się terenem dynamicznej inwazji kapitału zagranicznego dążącego zarówno do zapobieżenia potencjalnej polskiej konkurencji, jak i do pełnego bezkonkurencyjnego, wręcz monopolistycznego wejścia na atrakcyjny rynek bez mała 40-milionowego kraju ulokowanego w centrum Europy. W cytowanym już raporcie wybitnych polskich profesorów i ekspertów nauk ekono-


micznych (Siergiejczyk 1997a), obok przedstawionych już danych dotyczących inwazji importowej w dziedzinie przemysłu wysokiej techniki, znajdujemy bogate uzasadnienie postulatu długofalowej strategii w stosunku do kapitału zagranicznego w Polsce. Z perspektywy 2011 roku zarówno ocena ówczesnej sytuacji, jak i postawione postulaty budzą wysokie uznanie swoim poziomem merytorycznym. Autorzy, podobnie jak wielu innych ekspertów, są zdania, że ekspansja kapitału zagranicznego ma charakter pozytywny i że „w obiektywnych warunkach wewnętrznych ograniczeń źródeł akumulacji przepływ kapitału zagranicznego stwarza najlepszą drogę do modernizacji technologii oraz postępu cywilizacyjnego”. Jednakże żywiołowy charakter niekontrolowanej zagranicznej ekspansji, uzasadnionej jedynie chęcią uzyskania doraźnego zysku, grozi możliwością destrukcji niektórych elementów struktury ekonomicznej kraju. Z tej inwokacji rozumiem, że autorzy w pełni podzielają moją, ugruntowaną afrykańskimi doświadczeniami, świadomość „wilczego charakteru” dużej części światowego biznesu i jego, w dużej liczbie przypadków, bezwzględności, nieetyczności w pogoni za zyskiem. Ta świadomość wymaga oczywiście przemyślanej długofalowej strategii w stosunku do kapitału zagranicznego w Polsce. Tymczasem, jak wynika to m.in. z podawanych wyżej przykładów, takiej strategii nie było. Autorzy twierdzą, że w obliczu rozwoju nowej ery ludzkości, epoki informacyjnej (elektronicznej) zachodzi potrzeba ustalenia priorytetów rozwojowych przynajmniej w trzech dziedzinach: – przemyśle wysokiej techniki jako wiodącym ogniwie w informacyjnej cywilizacji i terenie rozwoju techniki i nauki, – technik informacyjnych – zarówno w przemyśle, jak i usługach komunikacyjnych, – edukacji oraz konkurencyjności i innowacyjności społeczeństwa i gospodarki. W związku z tym zachodzi konieczność znajomości strategii wielkich korporacji i  mniejszych firm krajów kapitalistycznych w stosunku do transformacji gospodarki polskiej. Jest ona zróżnicowana w odniesieniu do 4 obszarów naszego przemysłu. Pierwszy z nich to obszar wysokiej techniki, najbardziej opłacalny (high value addend sector), w którym strategia kapitału zagranicznego jest jednoznaczna – doprowadzenie do pozbycia się możliwej konkurencji przez: – likwidację zakupionych zakładów, takich jak ZWUT i szereg przedsiębiorstw związanych z produkcją sprzętu elektronicznego, – wykorzystanie zakupionego przedsiębiorstwa do marginesowej produkcji elementów wyrobu kompletowanego w zagranicznym zakładzie – bankructwo konkurenta przez dumpingową cenę eksportowanych produktów.

Dodajmy, że obok dumpingu elementem konkurencji była jakość produktów, a także, o czym autorzy raportu nie wspominają, polska polityka gospodarcza doprowadzenia do bankructwa przez: otwarcie granic przed procesem podniesienia jakości polskiej produkcji, parokrotne podniesienie cen kredytów (również dawniej uzyskanych w okresie gospodarki planowej), demotywację pracowników przez tzw. popiwek i fikcyjną indeksację. Autorzy raportu trafnie piszą, że: „Na tym obszarze kapitał zagraniczny nie dąży do przejmowania przedsiębiorstw krajowych, tylko do ich wyparcia z rynku”. Autorzy raportu przedstawiają szczegółową tabelę obrazującą penetrację importową w  dziedzinie wysokiej techniki, stwierdzając w wyniku jej analizy, że: penetracja importowa rynku polskiego jest bardzo wysoka, średnia w  stosunku do rynku wewnętrznego wynosi w  1994 r. 39,0% przy średniej UE 14,5%. Najwyższa penetracja importowa dotycząca „bestsellerów rynkowych” przemysłu wysokiej techniki zagraża już bezpieczeństwu państwa. 20% firm zagranicznych działających na najbardziej opłacalnych obszarach rynku poniosło jednak w 1994 roku stratę. Rentowność netto tych firm wykazała minus 1,15%, wobec dodatniego wyniku przedsiębiorstw państwowych 1,5%, co wskazywałoby na większą sprawność polskich publicznych firm i stawiało pod znakiem zapytania dogmat priorytetu sprawności sektora prywatnego. Autorzy sądzą jednak, że jest to prawdopodobnie wynik praktyki stosowania cen transferowych: „macierzysta firma za dostarczone elementy pobiera zawyżone ceny, wliczone w koszty, a zysk realizuje na eksporcie za granicą, co jest oszukiwaniem Skarbu Państwa”. To też świadczy ujemnie o poziomie etyki biznesu zagranicznego. Reasumując, autorzy stwierdzają, że: „po 6 latach te najcenniejsze segmenty rynku, najbardziej opłacalne i charakteryzujące się największą dynamiką popytu, a tym samym najbardziej dynamizujące całą gospodarkę, zostały całkowicie opanowane przez firmy zagraniczne, a krajowe przemysły w tych dziedzinach przestały istnieć”.3

4.

(...) Mam tu osobiste doświadczenie kontaktu z dr. Leszkiem Balcerowiczem. Pod koniec lat 70. Polskie Towarzystwo Ekonomiczne organizowało czwartkowe zebrania naukowe punktualnie od godziny 17 do 19. Zasadą było, że zebrania zaczynały się i kończyły dokładnie w przewidzianym czasie. Zdobyły one taką popularność, że przed siedzibą Towarzystwa na Nowym Świecie zainstalowano głośnik z transmisją obrad, których słuchało wiele osób stojących na zewnątrz. Zaproszono mnie wówczas do wygłoszenia referatu o reformie administracji.

Ku memu zdziwieniu zebraniu nie przewodniczył prezes PTE, ale dr Leszek Balcerowicz, wówczas 32-letni młody naukowiec, członek PZPR. Wyjaśniono mi, że pełni on funkcję członka zarządu, przy bezpartyjnym prezesie prof. Zdzisławie Sadowskim (później awansował na pozycję wiceprezesa). W czasie dyskusji zabrał głos, wówczas już były minister finansów, Stefan Jędrychowski. Ponieważ nie zrozumiał niektórych moich tez, poprosiłem o głos, żeby złożyć dodatkowe wyjaśnienia. Przewodniczący oświadczył, że jako referent będę miał głos na zakończenie obrad. Nawiasem mówiąc, wystąpienie Stefana Jędrychowskiego, krytykującego funkcjonowanie administracji publicznej, spodobało się prof. Andrzejowi Stelmachowskiemu, który zagajając swoją wypowiedź, zapytał: „Czy państwo wiecie, jaka jest różnica miedzy jabłkiem a zdymisjonowanym ministrem?”. I wyjaśnił, że „nie ma różnicy, bo oboje dojrzewają po spadnięciu na ziemię”. Na jakieś 15 minut przed godziną 19 Leszek Balcerowicz zaczął ustosunkowywać się do niektórych wypowiedzi, ignorując moją ponowną prośbę o zabranie głosu. Ostatecznie zakończył swoją tyradę gdzieś około 2 minut przed 19 i oświadczył, patrząc na zegarek, że czas się skończył i zamyka zebranie. Byłem, podobnie jak liczni, towarzyszący mi koledzy z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, bardzo zaskoczony. Byłem już profesorem i pierwszy raz zdarzyło mi się, że nie udzielono mi głosu na ustosunkowanie się do opinii dyskutantów po moim referacie. Głośno więc powiedziałem: „Panie przewodniczący, jeszcze dużo czasu minie, nim nauczy się pan kulturalnie prowadzić zebrania”. Ta apodyktyczność ujawniła się z całą ostrością w czasie procedury przesłuchania sejmowego Leszka Balcerowicza jako kandydata na wicepremiera w nowym rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego. Z archiwalnego stenogramu można przeczytać wypowiedź, wówczas już doktora habilitowanego Balcerowicza: „Na pewno nie zgodzę się na najlżejsze choćby naruszenie jakiegokolwiek »niezmiennika« mojego programu”.4

5.

(...) Powstaje podstawowy problem teoretyczny dotyczący tego, jakie są plusy i minusy przedsiębiorstw prywatnych i państwowych, jaką strategię należałoby w Polsce zaproponować. Jak wiemy, takiej dyskusji w roku 1989 nie było. Jak piszą autorzy raportu prof. Zdzisława Sadowskiego, Ministerstwo Przekształceń Własnościowych: „skupia swoje wysiłki na tym, ażeby jak najszybciej, nawet tanio, sprzedać najbardziej opłacalne przemysły w Polsce. Nie ma ono żadnej myśli strategicznej i nie dokonuje koniecznej konfrontacji struktury rzeczowej z potrzebami przyszłości”.5 19


opinie 6.

(...) Istotnym problemem ekonomicznym i politycznym są relacje z zagranicznymi przedsiębiorstwami. Autorzy raportu prof. Zdzisława Sadowskiego, trafnie oceniając pozytywne strony prezentującego wysoki poziom techniczny zagranicznego, zachodniego kapitału, przestrzegają przed jego zachłannością, zupełnie nieznaną niedoświadczonym polskim eksperymentatorom. Znane mi dobrze z autopsji zdobycie rynków Afryki Centralnej miało charakter zbrodniczy. Na terenie krajów rozwiniętych strategia kapitału jest bardziej wyrafinowana, ale – jak wszędzie – nastawiona na maksymalizację zysku i pozbawiona skrupułów moralnych. Terenem inwazji kapitału zagranicznego, konkretnie głównie amerykańskiego, była też Kanada, obecnie członek North American Free Trade Agreement. W drugiej połowie XX wieku był to atrakcyjny kraj dla inwestycji Stanów Zjednoczonych ze względu na niższe koszty osobowe, wysoki poziom kwalifikacji kadry inżynierskiej i robotniczej, sąsiednie położenie, jedność językową, szybko rozwijający się rynek zbytu. Rząd kanadyjski, znając dobrze działania wielkich korporacji, powołał specjalny Urząd do spraw Kontroli Zagranicznych Inwestycji, który opracował wytyczne dla polityki rządowej, w celu uniknięcia niewłaściwych posunięć filii korporacji mających siedzibę w Stanach Zjednoczonych.6

7

(...) Typowe nadużycie etyczne to praktyka cen transferowych. Autorzy raportu prof. Zdzisława Sadowskiego piszą, że „20 proc. firm zagranicznych działających na najbardziej opłacalnych obszarach rynku poniosło jednak w 1994 roku straty”. Autorzy sądzą, że jest to prawdopodobnie wynik praktyki stosowania cen transferowych. Macierzysta firma za dostarczone elementy pobiera zawyżone ceny, wliczone w koszty, a zysk realizuje na eksporcie za granicą, co jest oszukiwaniem Skarbu Państwa. Istotnie zadziwiające jest, że są supermarkety, oblężone przez taką liczbę klientów, że po prostu trudno znaleźć w ich, nieraz na wielopiętrowych parkingach, miejsce na samochód, a wykazujące straty w zeznaniach podatkowych. Ta manipulacja ujawnia się w sumarycznej kwocie w bilansie płatniczym. Profesor Jerzy Żyżyński (2010) dowcipnie przedstawia tę manipulację, podając przykład ceny marynarki wyprodukowanej w Polsce, w której najdroższą pozycją surowcową są guziki sprowadzane z macierzystej firmy z zagranicy. Niezwykle ważny jest postulat włączania do produkcji w Kanadzie miejscowych badań rozwojowych (B+R). Akurat tego typu postulat w Polsce byłby niezwykle pożądany. Biorąc pod uwagę kwalifikacje moich zagranicznych studentów, parokrotne zwycięstwa polskich 20 Biuletyn PTE nr 1/2012

Utraciliśmy większą część polskiej bankowości, co jest niespotykaną sytuacją w zachodnioeuropejskich państwach, gdzie procent banków zagranicznych nie przekracza 10–15 proc.

studentów w światowej olimpiadzie informatycznej, a także fakt, że jedne z największych odkryć w medycynie i w elektronice zostały dokonane przez Polaków (odkrycie radu przez Marię Curie-Skłodowską, stworzenie komputera osobistego Apple I przez Polaka Steve’a Woźniaka w USA w 1976 roku, stworzenie pierwszego na świecie tranzystorowego analizatora równań różniczkowych w 1959 roku i minikomputera K=202 w 1970 roku przez inż.  Jacka Karpińskiego w Polsce, ponadto – stworzenie niebieskiego lasera i sprowadzenie do minimalnych rozmiarów płatków sztucznej stali przez uczonych Centrum Badań Wysokociśnieniowych PAN) można sądzić, że tego typu innowacyjna działalność mogłaby się stać polską specjalnością.7

8

(...) Jeśli założymy, że w Polsce niedoświadczeni decydenci, ekonomiści, ale nie biznesmeni, byli w pełni uczciwi, to wykazali daleko idącą naiwność w wierze w dobrą wolę zagranicznych inwestorów i w swoistym kompleksie niższości. Nie uświadamiali sobie, że bez mała 40-milionowy, głodny rynek, z wykwalifikowanymi robotnikami i inżynierami, z ustalonym zabezpieczonym kursem dolara, jest świetnym terenem aktywności ekonomicznej, nawet bardziej atrakcyjnym niż wówczas 25-milionowa Kanada, z dużo wyższymi niż w Polsce kosztami osobowymi. Jednocześnie, traktując z pogardą poziom polskiej produkcji wyższej techniki, nie uświadamiali sobie, że Zachód bał się perspektywy jej rozwoju, która przy otwartym świecie, jak to jasno widział inż. Jacek Karpiński, mogła szybko osiągnąć światowe standardy, a przez swoje niskie ceny, ze względu na niskie koszta

osobowe, od razu stać się poważnym konkurentem, tak jak pokazały to Chiny. Stąd też tragiczny efekt szeroko zakrojonego „wrogiego przejęcia” i ostateczny rezultat jednoznacznie określony przez autorów raportu prof. Sadowskiego: „po 6 latach najcenniejsze segmenty rynku, najbardziej opłacalne i charakteryzujące się najwyższą dynamiką popytu, a tym samym najbardziej dynamizujące całą gospodarkę, zostały całkowicie opanowane przez firmy zagraniczne, a krajowe przemysły w tych dziedzinach przestały istnieć”. Inwestorzy zagraniczni albo je likwidowali, albo przekształcali w marginesową produkcję części czy składy materiałowe, a produkty całościowe stały się dostępne w ich zagranicznych centralach. Po 20 latach sytuacja jest jeszcze gorsza. Dramatyczny, niezwykle rzeczowy raport zespołu prof. Zdzisława Sadowskiego, doręczony przecież premierowi Włodzimierzowi Cimoszewiczowi, nie zmienił polityki prywatyzacyjnej. Po premierze Cimoszewiczu wicepremierem ponownie został Leszek Balcerowicz i – jako entuzjasta neoliberalizmu – kontynuował politykę rozwoju kapitału zagranicznego w Polsce. Utraciliśmy większą część polskiej bankowości, co jest niespotykaną sytuacją w zachodnioeuropejskich państwach, gdzie procent banków zagranicznych nie przekracza 10-15 proc. W Kanadzie ten procent jest wyższy, ale funkcjonują tam dwa banki w 100 proc. państwowe i 6 największych banków prywatnych tylko z kapitałem kanadyjskim, a banki zagraniczne nie mają prawa udzielania kredytów hipotecznych.8

9

(...) Następny błąd to doprowadzenie do bankructwa ważnych dla polskiej gospodarki przedsiębiorstw, wyliczonych szczegółowo w raporcie zespołu prof. Zdzisława Sadowskiego, poprzez wysoką stopę procentową lub brak kredytowania bieżącego. Była to błędna polityka restrukturyzacyjna w stosunku do państwowych przedsiębiorstw zagranicznych. Błędem patologicznym było dopuszczenie do znacznej liczby wrogich przejęć ważnych gospodarczo przedsiębiorstw. Tu właśnie ujawnił się brak doświadczenia ekipy kierowniczej, a można było wykorzystać np. doświadczenia Kanady w stosunku do zagranicznych inwestorów.9

PRZYPISY

1. Kieżun W., Patologia Transformacji, Warszawa 2012, Poltext, s. 135–136 2. s. 166 3. s. 175–177 4. s. 216–217 5. s. 236 6. s. 241 7. s. 244 8. s. 245 9. s. 269


Dale T. Mortensen

„Dyspersja płac” Polskie Towarzystwo Ekonomiczne 2012 r

Od wydawcy Książka Dale T. Mortensena „Dyspersja płac” to kolejna pozycja wydawnicza PTE w serii „Nobliści z ekonomii”, przybliżająca polskiemu czytelnikowi zawiłą problematykę mechanizmów kształtowania i różnicowania płac. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego

Opinie o książce

Książka Dale T. Mortensena jest znakomitą rozprawą poświęconą wyjaśnieniu bardzo ważnego pytania, które od dawna czeka na przekonywającą odpowiedź: dlaczego pracownicy o podobnych cechach, wykonujący podobne prace, nie są wynagradzani jednakowo? Książkę otwiera empiryczna analiza ukazująca zróżnicowanie płac, a następnie autor pokazuje, jak można wyjaśnić to zjawisko w świetle współczesnej teorii poszukiwań odbywających się na rynku pracy. George R. Neumann, University of Iowa

Zaletą książki Dale T. Mortensena jest również to, iż podejmuje temat nie tylko istotny z perspektywy teorii ekonomii, ale też ważki społecznie. Nieuzasadnione z perspektywy zatrudnionych różnice w płacach stanowią bowiem często przesłankę roszczeń i protestów pracowniczych. Wnioski z przedstawionych badań mogą więc być użyteczne także dla interdyscyplinarnych badań nad stosunkami przemysłowymi. Marek Bednarski, Uniwersytet Warszawski

Dale T. Mortensen przedstawia oryginalne modelowe ujęcia poszukiwań odbywających się na rynku pracy oraz weryfikuje je empirycznie przy użyciu bardzo szczegółowego zbioru danych statystycznych. Właśnie to połączenie najnowszych teorii z danymi empirycznymi sprawia, iż książka ta stanie się z pewnością obowiązkową lekturą dla wszystkich czytelników zainteresowanych ekonomiką pracy. Robert Shimer, University of Chicago

Badanie kształtowania się płac i analiza przyczyn ich zróżnicowania – szczególnie jego części niezwiązanej bezpośrednio z indywidualną charakterystyką pracowników – to wciąż wielkie otwarte wyzwanie ekonomii. Znakomita książka Dale’a Mortensena prezentuje wyniki głębokiej analizy tych zagadnień, pozwala lepiej zrozumieć funkcjonowanie współczesnego rynku pracy, poszerza horyzonty naszego myślenia o gospodarce. Marek Góra, Szkoła Główna Handlowa

21


felieton

Ikebana zadziwień i paradoksów

Andrzej Zawiślak

Targany tymi uczuciami, chcąc zapewnić sobie minimum komfortu intelektualnego, próbowałem w analitycznych refleksjach coś niecoś sobie wyjaśnić i podzielić się tym z Czytelnikiem. Starałem się np. zastanowić, dlaczego mamy coraz mniej czasu, skoro postęp techniczny nieustannie nas uszczęśliwia urządzeniami właśnie czas oszczędzającymi! Długopisy, faksy, odrzutowce zastąpiły gęsie pióra, gołębie pocztowe i  dyliżanse konne – a czasu mamy znacznie mniej od naszych dziadków – nie wspominając już o prapradziadkach! W innych obszarach naszej egzystencji znajdziemy podobne paradoksy! Mamy np. coraz szybsze samochody, ale średnia prędkość w miastach stale spada (w Waszyngtonie jest dzisiaj niższa od rowerowej). Coraz więcej nauki w rolnictwie i coraz mniej zdrowa żywność; coraz więcej komputerów, a  zarazem coraz więcej biurokracji; coraz więcej kontroli i sprawozdawczości i coraz poważniejsze afery korupcyjne… Można powyższe kwestie potraktować jako ciekawostki. Są jednak powody do zadziwień bardziej fundamentalnych. Czy to nie dziwne, że chociaż hymny na temat wolności słyszymy nieustannie, to stopień podporządkowania człowieka anonimowej, acz bezwzględnej władzy reguł, przepisów i procedur narasta z każdym dniem! Natomiast zakres monitorowania zachowań obywatela w jego życiu zawodowym i prywatnym zbliża się do poziomu, o jakim pisał Orwell. Czy to nie dziwne, że wysyp noblistów w  naukach ekonomicznych jest wprost proporcjonalny do skali, częstotliwości i  dokuczliwości kryzysów, jakie nawiedzają globalną gospodarkę. Zaś bezradność rządów wobec tych kryzysów zdaje się narastać, mimo że w strukturze zawodowej doradców władzy zdecydowanie dominują profesorowie ekonomii! Czy to nie dziwne, że w XXI wieku, kiedy racjonalność i nauka znalazły się na najwyższym piedestale i dostąpiły takiego prestiżu, jaki nie dany był żadnej religii – codziennie 22 Biuletyn PTE nr 1/2012

Irytacje i zadziwienia – te emocje były moją inspiracją do powstania książki „O kwantach, rynkach i ekonomistach. Ikebana zadziwień i paradoksów”. Obserwacja świata i uczestnictwo w rozmaitych wydarzeniach dostarczały mi i dostarczają ich w nadmiarze! umiera na świecie z głodu ponad 20 tysięcy dzieci! Zaś koszt związany z zabiciem jednego terrorysty z  Hezbollahu (wg oficjalnego komunikatu władz wojskowych Izraela) wynosi 10 milionów dolarów! Natomiast doprowadzenie do wyroku skazującego i stracenie mordercy w stanie California (wg  oficjalnych danych) kosztuje już stan powyżej 100 milionów dolarów – co grozi finansową zapaścią tamtejszego systemu wymiaru sprawiedliwości! Przejdźmy jednak do innej kwestii, która także była impulsem do prowadzonych w  książce rozważań. Otóż jeżeli uświadomimy sobie, że wszelki rozwój bierze się z  synergii różnorodnych czynników ze sobą współdziałających, to niepokój budzi pewne rzucające się w oczy zjawisko. Wiadomo, że dla rozwoju społeczno-cywilizacyjnego siłami napędowymi są: technika-organizacja i wartości. W obszarze działania tych czynników zachodzą nieustanne zmiany. Niestety, niepokojące jest to, co odkryjemy, jeśli przyjrzeć im się bliżej. Okazuje się, że w obszarze techniki i organizacji mamy do czynienia z postępującym procesem komplikowania się zachodzących tam zjawisk i zależności. A  wszystko, co tam się dzieje, staje się coraz mniej zrozumiałe dla tzw. przeciętnego człowieka! Natomiast w obszarze wartości, czyli w obszarze tego, co nas napędza do działania, motywuje nasz wysiłek, uskrzydla entuzjazmem i daje satysfakcję – sytuacja jest odwrotna! Otóż w tym świecie wszystko z każdym dniem coraz bardziej się upraszcza

– homogenizuje! Okazuje się ponad wszelką wątpliwość, że w XXI wieku jedyna naprawdę licząca się wartość to KASA! W starożytnych Atenach matki marzyły, aby syn zdobył laur na Igrzyskach Olimpijskich; w średniowiecznej Europie marzeniem rodzica była świętość dziecka bądź rycerska sława i miejsce w orszaku królewskim; od Oświecenia w społecznej opinii zaczęły dominować takie wartości jak osiągnięcia naukowe, zasługi dla ludzkości bądź dla Ojczyzny. Następnie zaczęła się era fanatyzmów ideologicznych; wartości, które porywały masy, wywodziły się z mniej bądź bardziej złowrogich izmów! O skutkach nie trzeba przypominać. Obecnie wszystko to już (na szczęście ?!) minęło. Wyznaniem wiary stało się popularne w Ameryce stwierdzenie, że człowiek wart jest tyle, ile zarabia. Nic więc dziwnego, że dzisiaj już od kolebki skłonni jesteśmy dzieciaka poddać intensywnym zabiegom rozmaitych korepetytorów, bo marzy nam się, aby gdy dorośnie, wygrał wyścig o intratną posadkę i zrealizował hollywoodzki model szczęścia: willa z basenem i trzy samochody! Oczywiście na każdym z tych etapów rozwoju cywilizacji, od najdawniejszej starożytności wartości materialno-merkantylne były zawsze obecne. Ale nigdy nie dominowały w  sposób tak absolutny jak obecnie. Najlapidarniej sygnalizują to nasi sojusznicy zza oceanu w popularnym u nich stwierdzeniu: CASH is FACT – REST is bla-bla OPINION! Co w luźnym tłumaczeniu oznacza: faktycznie liczy się kasa – reszta to tylko bajdurzenie!


W świecie dorosłych przemiany w obyczajowości to postępująca dewaluacja wartości tradycyjnie uznanych. Patriotyzm, skromność, wstydliwość, żarliwość religijna – to pojęcia już z innej epoki. Dziś elity opiniotwórcze nieufnie patrzą na Marsz Niepodległości; trendy jest Marsz Równości oraz Parady Miłości. (...) Wyznaniem wiary stało się popularne w Ameryce stwierdzenie, że człowiek wart jest tyle, ile zarabia.

W klimacie takiego przesłania niegdysiejsze elity zamieniają się w lumpen-elity. Co gorsza, przestaje nas szokować, kiedy dowiadujemy się, że wieloletni premier Włoch (i to z ramienia chadecji) Andreotti okazuje się związany z mafią; mąż królowej holenderskiej Juliany zamieszany jest w aferę łapówkarską; wieloletni premier francuski Chirac dostaje dwa lata (w  zawieszeniu!) za korupcję; zaś były kanclerz Niemiec po zakończeniu kadencji ląduje na ciepłej posadce w rosyjskim Gazpromie (z którym przedtem prowadził twarde pertraktacje m.in. w kwestii bałtyckiego gazociągu omijającego Polskę i Ukrainę)!

Równie zadziwiające rzeczy dzieją się w obszarze wartości moralno-obyczajowych. Działa tu odpowiednik sławnego prawa Greshma – Kopernika, wedle którego zły pieniądz będzie zawsze wypierał z obrotu dobry pieniądz! W sferze obyczajowej prawo te realizuje się w  coraz częstszych przypadkach, gdzie dewiacja wypiera normalność; nic dziwnego więc, że przeciwnik aborcji zgłasza swoje veto coraz ciszej i z pewnym zawstydzeniem; natomiast popularność i podziw zdobywają ci, którzy zdołali uzyskać sankcję dwuletniego więzienia dla barbarzyńców, którzy zakupionego karpia będą taszczyli do domu w niewłaściwych (dla karpia) warunkach!

Znamienne są dane zawarte w raporcie amerykańskich władz oświatowych, w którym dokonano porównań typowych kłopotów, z jakimi borykali się nauczyciele nowojorskich szkół podstawowych w roku 1905 oraz 2005. Otóż w 1905 roku nauczyciele skarżą się na uczniów w takich kwestiach jak hałasowanie w czasie lekcji, smarowanie tablicy tłuszczem, plucie gumą do żucia, niska higiena osobista itp. Rok 2005 to skargi na zbiorowe gwałty, narkotyki i porachunki z użyciem broni palnej… W świecie dorosłych przemiany w obyczajowości to postępująca dewaluacja wartości tradycyjnie uznanych. Patriotyzm, skromność, wstydliwość, żarliwość religijna-to pojęcia już z innej epoki. Dziś elity opiniotwórcze nieufnie patrzą na Marsz Niepodległości; trendy jest Marsz Równości oraz Parady Miłości. W show biznesie tzw. wartości chrześcijańskie stanowią wdzięczny i coraz bardziej eksploatowany temat dla kabareciarzy, a w biznesie sprawiedliwości wprowadzona na ołtarze poprawność polityczna zasila kasę palestry w licznych procesach urażonych na honorze osobników, i to w sprawach, gdzie wzruszenie ramion byłoby najwłaściwszą reakcją! Natomiast selekcja problemów nagłaśnianych przez tak przecież wszechobecne media 23


felieton przebiega całkowicie zgodnie z tzw. prawem Spencera: zakres uwagi mediów koncentrowany na danym problemie jest odwrotnie proporcjonalny do rzeczywistej rangi i skali tego problemu! Ale zostawmy problem chaosu (horroru?!) w aksjologicznych dylematach epoki. Okazuje się bowiem, że również system gospodarki światowej balansuje na krawędzi totalnej zapaści. Zapaści, dla której nie tylko nie jesteśmy w stanie znaleźć skutecznej terapii, ale której nie potrafimy jednoznacznie zdiagnozować w kwestii jej przyczyn. Prawa ekonomii sprawdzające się dotychczas w praktyce, nagle zaczęły funkcjonować probabilistycznie. Ekonomia jako nauka wykazała całkowitą niemożność w podstawowej funkcji, jaką ma spełniać tj. w predykcji. Wiadomo zresztą, że w kwestii przewidywania nauki ekonomiczne nigdy nie miały specjalnych sukcesów, ale ostatnia seria wpadek zirytowała nawet królową Elżbietę (Jej słynna uwaga: „tylu was, a nic żeście nie przewidzieli!”). Zostawmy jednak kwestię niedostatków teorii i spójrzmy na praktykę gospodarczą. Otóż na naszych oczach narodził się kapitalizm, którego podstawową cechą jest to, że generuje bogactwo bez tworzenia materialnego majątku! Fortuny powstają obecnie w obrocie finansowym, a nie w produkcji. Kreatywny kapitalizm, któremu można było wprawdzie wiele zarzucić w sferze dystrybucji, ale przewyższał wszystkie systemy efektywnością materialną – skończył się wraz z  upadkiem Związku Radzieckiego! Dzisiaj mamy coś, co J. Stieglitz arcytrafnie nazwał ersatz kapitalizmem. Kapitalizmem, w którym największe pieniądze robi się na handlu złudzeniami (instrumenty pochodne, ubezpieczenia, sekurytyzacja itp.); kapitalizmem, w którym stopa procentowa nie wynika ze społecznej skłonności do oszczędzania, ale która jest narzędziem rządu do oddziaływania na gospodarkę; kapitalizmem, w którym pieniądze drukuje się zależnie od potrzeb władzy celem nakręcania koniunktury bądź ratowania się przed katastrofą (Greenspan & Paulson!); kapitalizmem, w którym ceny towarów mają nikły związek z obiektywnymi kosztami (praca, surowiec, energia), ale są rezultatem manipulacyjnych spekulacji i politycznych zawirowań; kapitalizmem w  którym „uspołeczniło się koszty, a sprywatyzowało zyski”! (patrz odprawy, jakie dostali dyrektorzy, odchodząc ze zbankrutowanych funduszy hedgingowych oraz banków!); kapitalizmem, w którym prawa ekonomii i zasady rachunku ekonomicznego zostały zachwiane przez pojawienie się globalnych graczy dysponujących prywatnym majątkiem liczonym w setki miliardów dolarów. Ludzie ci kierują się często pozaekonomicznymi motywami swoich decyzji, zakłócają przebieg 24 Biuletyn PTE nr 1/2012

(...) zaprezentowałem optymistyczną hipotezę, że niezależnie, jak małym jestem człowiekiem w świetle moich rzeczywistych dokonań, przez moje życie emocjonalne mam szanse być współtwórcą wielkich wydarzeń.

procesów rynkowych, jaki powinien wynikać z teoretycznych założeń racjonalności ekonomicznej! Skoro taka jest lista obiektywnych uwarunkowań, jakim poddany jest współczesny kapitalizm – to nasuwa się zasadnicze pytanie. Dlaczego nauka ekonomii nie wyszła poza tradycyjny smithowski paradygmat, wedle którego maksymalizacja indywidualnego interesu prowadzi do ogólnej prosperity! Wszystkie szkoły ekonomiczne, niezależnie od tego, jak są skłócone, ten paradygmat w  gruncie rzeczy aprobują! Czy to nie dziwne? Zostawmy jednak ekonomię i nasze zadziwienie przenieśmy w inne obszary… Otóż czy to nie dziwne, że największe problemy ludzkości są następstwem sukcesów osiąganych dzięki nauce w podboju natury! Przeludnienie i katastrofa ekologiczna to zagrożenia coraz bardziej realne! Sukcesy uczonych w fizyce nuklearnej bardziej niż przyszłość promienną przybliżają nam przyszłość napromieniowaną!

Ale idźmy dalej. Czy to nie dziwne, że największym zagrożeniem dla demokracji staje się na naszych oczach nauka!? Wyborcy amerykańscy zmusili (jak na razie) rząd, aby nie podpisywał, a jakże uzasadnionego w świetle naukowych postulatów protokołu z Kioto! Przypuszczam, że gdyby się u nas odwołać do rodzimego vox populi, to dalej mielibyśmy zadymione przez palaczy restauracje i  urzędy! Czyżby więc nadeszła era, kiedy drogi nauki i demokracji zaczną się rozchodzić? Tym bardziej rozchodzą się drogi demokracji i  gospodarki rynkowej. Ale to sygnalizował już Arystoteles… Oprócz zadziwień, które mnie trapią, chciałem w książce swojej zaprezentować Czytelnikom coś, w czym zawiera się moja wizja znaczenia jednostki ludzkiej wpisanej w meandry funkcjonowania świata. Otóż bazując na tym, że podstawowym prawem fizyki jest prawo zachowania energii, postawiłem tezę, że nasze przeżycia emocjonalne (rozpacz, radość, wściekłość itp.) nie mogą bezśladowo ulec zanikowi, ale muszą się gdzieś kumulować w licznych wymiarach wszechświata. Skoro tak, to nagromadzona w ten sposób energia może w pewnych okolicznościach znaleźć powrotną drogę do świadomości ludzi i modelować zachowania społeczne, będąc przyczyną zachowań, których przy użyciu zwykle stosowanych argumentów zupełnie nie potrafimy wyjaśnić! W ten sposób zaprezentowałem optymistyczną hipotezę, że niezależnie jak małym jestem człowiekiem w  świetle moich rzeczywistych dokonań, przez moje życie emocjonalne mam szanse być współtwórcą wielkich wydarzeń. Przy czym – co należy pamiętać – jakość moich emocji wpłynie na jakość tych zdarzeń ocenianą w kategoriach moralnych. Zadziwiające, że tego wątku mojej ikebany na ogół żaden z Czytelników nie podejmuje.

*Prof. Andrzej Zawiślak – autor książki „O kwantach, rynkach i ekonomistach. Ikebana zadziwień i paradoksów”, Wydawnictwo Poltext, Warszawa 2011 r., nagrodzonej za najlepsze dzieło w zakresie nauk o przedsiębiorstwie w latach 2009–2011 w konkursie Kolegium Nauk o Przedsiębiorstwie Szkoły Głównej Handlowej. Nadała ją kapituła pod przewodnictwem prof. Elżbiety Mączyńskiej w składzie: prof. Andrzej Herman; prof. Hanna Godlewska-Majkowska; prof. Marian Gorynia, prof. Krzysztof Jajuga, Ryszard Kruk, prof. Roman Niestrój, prof. Adam Noga, prof. Bogdan Nogalski, Krzysztof Pietraszkiewicz, prof. Maria Romanowska. Uroczystość wręczenia odbyła się 15 grudnia w PTE.


„Nowa ekonomia instytucjonalna wobec kryzysu gospodarczego” Pod redakcją Stanisława Rudolfa WSEiP Kielce 2012 r.

Opinie o książce

Kryzys ekonomiczny ostatnich lat nie odnosi się z pewnością do nowej ekonomii instytucjonalnej (NEI), która przeżywa nienotowany dotychczas rozwój. Na całym świecie ukazuje się na jej temat wiele publikacji naukowych, organizowane są konferencje naukowe, prowadzi się badania naukowe itp. Przyspieszony rozwój tej ekonomii jest w pełni uzasadniony, albowiem znacznie lepiej niż ekonomia neoklasyczna tłumaczy istniejącą rzeczywistość, pozwala ujawnić przyczyny kryzysu i dostarcza instrumentów do jego przezwyciężania. Rosnące zainteresowania NEI obserwujemy również w Polsce. Ukazała się właśnie monografia poświęcona tej problematyce pod redakcją naukową prof. Stanisława Rudolfa pt. „Nowa ekonomia instytucjonalna wobec kryzysu gospodarczego”. Pierwsza część zawartych w niej opracowań poświęcona została roli NEI w wyjaśnianiu bądź przezwyciężaniu kryzysu (NEI lekarstwem na kryzys, kryzys finansowy – nieodrobiona lekcja z NEI, spory metodologiczne w ekonomii z perspektywy kryzysu finansowego itp.). W części tej znalazły się

opracowania takich autorów jak: J. Godłów-Legiędź, M. Klimczak, A. Peszko, S. Rudolf, A. Słomka-Gołębiowska, J. Szapiel. Część druga monografii zawiera opracowania dotyczące teoretycznych aspektów NEI. Ekonomia ta przeżywa szybki rozwój, stąd jej dorobek teoretyczny zasługuje na szczególną uwagę. W części tej podjęte zostały takie zagadnienia jak m.in.: równowaga instytucjonalna i jej wymiary, nanofinanse jako element NEI, koszty transakcyjne a efektywność ekonomiczna itp. Znalazły się tu m.in. opracowania takich autorów jak: A. Koronowski, J. K. Solarz, Z. Staniek, W. Stankiewicz, P. Urbanek, A. Ząbkowicz. Monografia zawiera również przykłady praktycznego wykorzystania dorobku NEI. Monografia wydana została nakładem Wydawnictwa Wyższej Szkoły Ekonomii i Prawa w Kielcach. Wcześniej zostały tam wydane przez podobny zespół autorski takie monografie poświęcone NEI jak: „Nowa ekonomia instytucjonalna. Aspekty teoretyczne i praktyczne” (2005 r.) oraz „Nowa ekonomia instytucjonalna. Teoria i zastosowania” (2009 r.). Prof. Andrzej Szplit

25


temat numeru

Olimpijska rywalizacja

młodych talentów w ekonomii Rozmowa z profesorem Stanisławem Owsiakiem, przewodniczącym Komitetu Głównego Olimpiady Wiedzy Ekonomicznej przy Zarządzie Krajowym Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, ekonomistą, kierownikiem Katedry Finansów Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie Iwona Dudzik: W tym roku w Olimpiadzie wzięło udział 9,6 tys. uczniów, podczas gdy ubiegłym roku tylko 8,5 tys. Czy to oznacza, że młodzież coraz bardziej interesuje się ekonomią? Stanisław Owsiak: – Tak. Młodzi ludzie obserwują, co dzieje się wokół nich. Słyszą o trudnościach w wielu krajach: wzrost bezrobocia, cięcia w wydatkach publicznych, wzrost ciężarów podatkowych. Zjawiska te zmuszają ludzi do protestów. Problemem są: rozproszenie własności, utrata kontroli właścicieli nad menedżerami, ucieczka do rajów podatkowych, alienacja menedżerów, nieskuteczny nadzór nad sektorem bankowym i finansowym. Wszystko to spowodowało spadek zaufania społeczeństwa do państwa i jego instytucji, banków rynków finansowych. A to prowokuje do pytań o przyczyny tych zjawisk, bo przecież chodzi o przyszłość młodych ludzi Młodzież się tym interesuje. Bardzo żywo dyskutuje o problemach ekonomicznych na portalach społecznościowych takich jak Facebook.

Młodzi są optymistami? – W Polsce notujemy całkiem dobry wzrost gospodarczy, mamy solidną pozycję przyznawaną przez agencje ratingowe i malejący deficyt finansów publicznych, nie tak wysokie bezrobocie jak w innych krajach. Choć trzeba przyznać, że niepewna sytuacja w Europie i  na świecie powoduje, że ludzie w naszym kraju bardziej obawiają się o przyszłość, niż w ubiegłym roku. Dlaczego myślą przewodnią XXV Olimpiady wiedzy ekonomicznej jest „poszukiwanie nowego ładu ekonomicznego”? – Kierowaliśmy się aktualnymi wydarzeniami. Wraz z pojawieniem się w takiej ostrej postaci kryzysu gospodarczego w roku 2007 ekonomiści szukali i nadal szukają pełnej diagnozy przyczyn i skutków tego kryzysu, zwłaszcza światowego kryzysu finansowego. Dla wielu z  nich, dla mnie także, najważniejsze jest zbadanie podstawowych, systemowych przy-

Finaliści XXIII Olimpiady Wiedzy Ekonomicznej, Jachranka 20 marca 2010 r.

26 Biuletyn PTE nr 1/2012

czyn kryzysu. I szukanie rozwiązań. Tymczasem w Unii Europejskiej nadal nie rozwiązano na przykład problemu wspólnej polityki fiskalnej, a dług publiczny jest niebezpiecznie wysoki. Z kolei zmiany nie są łatwe, gdyż naruszałyby istniejący przed kryzysem układ interesów. Dotyczy to w szczególności nowej regulacji rynków finansowych, przywrócenia ładu korporacyjnego, wzmocnienia pozycji właściciela. Najlepszym tego dowodem jest opór i obrona interesów podmiotów rynków finansowych przeciwko zamierzonym regulacjom, przeciwko opodatkowaniu transakcji finansowych (walutowych), weto wobec integracji fiskalnej, uniki przed regulacjami chroniącymi środowisko naturalne. Niemniej jednak nauka musi spełniać rolę kreatywną, proponować zmiany modelu ekonomicznego i społecznego. W innym przypadku czekałaby nas katastrofa cywilizacyjna, na którą nie zasługujemy, wszak w chwilach przełomowych potrafimy posługiwać się rozumem.


Olimpiada w liczbach. 25 – tyle razy odbyła się już olimpiada 275 000 – tylu uczniów do tej pory startowało w olimpiadzie od 1987 r. 12 710 – tylu uczniów zgłosiło się w tym roku 9 575 – tylu uczniów przystąpiło do zawodów szkolnych 806 - z tylu szkół byli uczniowie w tym roku 12 - tyle dziewcząt doszło do finału 88 - tyle chłopców znalazło się w finale 30 – tylu laureatów spotka się na gali rozdania nagród, która odbędzie się w czerwcu w Warszawie 46 – tyle uczelni przyjmuje laureatów finalistów Olimpiady Wiedzy Ekonomicznej na preferencyjnych zasadach w postępowaniu rekrutacyjnym XXIII Olimpiady Finaliści

Wiedzy Ekonomicznej, Jachranka 20 marca 2010 r.

Czy warto startować w Olimpiadzie? Co młodzi z tego mają? Poza tymi przyczynami, o których już wspomniałem, udział w OWE jest wielką przygodą z ekonomią, jest wyrazem szlachetnej olimpijskiej rywalizacji między jej uczestnikami w dziedzinie zdobytej wiedzy i możliwościami jej popularyzowania. Poddanie się takiej próbie, jaką jest udział w OWE, sprzyja pogłębianiu zainteresowań ekonomią jako nauką, polityką ekonomiczną, systemem finansowym itd. W historii OWE mamy wielu finalistów i laureatów, którzy obecnie mają stopnie i tytuły naukowe, zajmują eksponowane stanowiska w gospodarce, instytucjach finansowych i administracji publicznej. Są też i nagrody dla finalistów i laureatów. Misją OWE jest jednak przede wszystkim szerzenie wiedzy o  zmieniającym się otoczeniu ekonomicznym, w jakim przyjdzie działać i żyć tej młodej generacji.

dę specjalną Izby Zarządzających Funduszami i Trzy dni zmagań Aktywami 23 marca, piątek 25 marca, niedziela g. 13 - spotykamy się w PTE przy ul. Nowy g. 8 – egzamin ustny Świat 49 w Warszawie g. 13.15 – ogłoszenie wyników XXV Olimpiag. 14-16 – jesteśmy gośćmi prezesa NBP, zwie- dy Wiedzy Ekonomicznej dzamy Gabinet Numizmatyczny NBP autor: Paweł Adamczyk g. 17.30 – jedziemy do Jachranki (Centrum Edukacji Statystycznej GUS) 24 marca, sobota g. 9-11 – piszemy egzamin g. 16-17.30 – wykład dla uczestników zawo-25 – tyle razy odbyła się już Olimpiada dów i opiekunów „Model ustroju społeczno27 5 00 0 – tylu  uczniów do tej pory gospodarczego w kontekście makrowikinomii” startowało w Olimpiadzie – prof. Elżbieta Mączyńska od 1987 r. g. 20 – ogłoszenie wyników egzaminu pisemnego oraz ogłoszenie wyników konkursu o nagro-12 710 – tylu uczniów zgłosiło się w tym roku szkolnym (2011/2012) 9575 – tylu uczniów przystąpiło do zawodów szkolnych

Trzy dni zmagań 23 marca, piątek godz. 13 – spotykamy się w PTE przy ul. Nowy Świat 49 w Warszawie godz. 14–16 – jesteśmy gośćmi prezesa NBP, zwiedzamy Gabinet Numizmatyczny NBP godz. 17.30 – jedziemy do Jachranki (Centrum Edukacji Statystycznej GUS)

Olimpiada

Wiedzy Ekonomicznej

w liczbach

806 –

z tylu szkół wywodzą się uczniowie w tym roku szkolnym

12 – tyle dziewcząt doszło do finału 88 – tylu chłopców znalazło się w finale 30 – t ylu laureatów spotka się na Ga Nagród, w czerwcu br. w

li Wręczania Warszawie

46 – tyle uczelni przyjmuje laurea

tów finalistów Olimpiady Wi edzy Ekonomicznej na prefere ncyjnych zasadach w postępowani u rekrutacy

jnym

24 marca, sobota godz. 9–11 – piszemy egzamin godz. 16–17.30 – wykład dla uczestników zawodów i opiekunów „Model ustroju społeczno-gospodarczego w kontekście makrowikinomii” – prof. Elżbieta Mączyńska godz. 20 – ogłoszenie wyników egzaminu pisemnego

25 marca, niedziela godz. 8 – egzamin ustny godz. 13.15 – ogłoszenie wyników XXV Olimpiady Wiedzy Ekonomicznej Paweł Adamczyk

27


forum

Facebook dla rządu Tezy do wystąpienia podczas Forum Debaty Publicznej „Samorząd Terytorialny dla Polski” „Samorządność filarem kapitału społecznego” zorganizowanej przez Kancelarię Prezydenta RP 29 lutego 2012 roku pt. Samorząd i przedsiębiorczość lokalna w kontekście makrowikinomii

1. Istnieją synergiczne, pozytywne, ale i negatywne współzależności w relacjach samorząd – przedsiębiorstwa lokalne – społeczeństwo. Rozpoznanie tych współzależności sprzyja optymalizowaniu decyzji i wyborów społeczno-gospodarczych. 2. Warunkiem identyfikowania i uzyskiwania efektów synergii dodatniej i eliminowania, a przynajmniej ograniczania synergii ujemnej jest:  d ostosowywanie zasad współdziałania między samorządami a lokalnymi podmiotami gospodarczymi i społeczeństwem do globalnych trendów i zjawisk determinowanych przez III rewolucję przemysłową, związaną z nowymi technologiami, w tym informacyjnymi i innymi, zwłaszcza ukierunkowanymi na przeciwdziałanie degradacji środowiska naturalnego;  wyzwalanie społecznego potencjału kreatywności i innowacyjności poprzez wykorzystywanie komunikacji sieciowej;  przeformułowywanie modelu samorządzenia w kierunku zastosowań, jakie umożliwia makrowikinomia (vide: Makrowikinomia. Reset świata i biznesu – Don Tapscott i  Anthony D. Williams). „Świat osiągnął punkt krytyczny i albo zresetujemy stare struktury, podejścia i modele działalności, albo grozi nam paraliż lub nawet upadek istniejących instytucji. Stajemy przed koniecznością wyboru: albo odnowa, uwiąd, albo odrodzenie(…). Obecnie dzięki Internetowi stare modele industrialne ulegają całkowitemu przenicowaniu. Nowe podejście do innowacji, nowe metody wytwarzania bogactwa i  nowe siły, które radykalnie obniżają koszty współpracy międzyludzkiej, umożliwiają społecznościom rozwiązywanie problemów, podejmowanie wyzwań i  realizację przedsięwzięć(…). 28 Biuletyn PTE nr 1/2012

Wojciech Grzedzinski/KPRP

Elżbieta Mączyńska

Wikinomia, rozumiana jako nauka i sztuka masowej współpracy biznesowej, stała się makrowikinomią: zastosowaniem wikinomii i jej podstawowych zasad we wszystkich dziedzinach życia społecznego i jego instytucjach. Do powstawania Wikipedii przyczyniają się miliony ludzi, tysiące osób współpracują przy rozwijaniu Linuksa i projektu poznania genomu ludzkiego – tak samo możemy wykorzystać ludzkie umiejętności, geniusz i inteligencję do powszechnego przekształcania wielu dziedzin i instytucji, aby przygotować je na najbliższe dziesięciolecia i dla przyszłych pokoleń. (…) Dlaczego nie mielibyśmy mieć rządu open source, edukacji open source, a także nauki, produkcji energii, a nawet opieki zdrowotnej?1

3. Dokonująca się na skalę globalną rewolucja informacyjna, kurczenie się cywilizacji industrialnej prowadzi do nieuchronnych zmian w lokalnym, krajowym i globalnym potencjale gospodarczym oraz strukturach władzy. W związku z dokonującym się przełomem cywilizacyjnym, rewolucją informacyjną, w świecie biznesu i polityki toczy się obecnie ostra walka o władzę, o utrzymanie jej obszarów wyznaczanych wszakże przez przemijającą cywilizację industrialną. Jej materialny wizerunek w zderzeniu z wizerunkiem nowoczesnej, ale często nie w pełni zrozumiałej, gospodarki zwirtualizowanej wciąż wydaje się atrakcyjny. Zwolennicy cywilizacji industrialnej wskazują na jej transparentność, niezastępowalność i żywotność, co Toffler określa, jako „jurny materializm”.2 Jednakże rewolucja informacyjna


wymusza zmiany stosunków własności. Rozstrzygające znaczenie ma, nie jak w klasycznym kapitalizmie własność środków produkcji, a kapitał intelektualny, kapitał społeczny. Kluczową kategorią staje się „dostęp” (acces) do wiedzy i informacji, czego przeciwieństwem jest „wykluczenie”, w tym wykluczenie informacyjne, cyfrowe oraz analfabetyzm cyfrowy. 4. Niebywale szybkie tempo przemian, jakich doświadcza obecnie świat, sprawia, że przyszłość staje się coraz bardziej niejasna, a  teraźniejszość nie w pełni satysfakcjonująca. W  wyniku rosnącej dynamiki przemian we współczesnym świecie gospodarka nabiera w  coraz większym stopniu cech „gospodarki nietrwałości”.3 Wszystkie niemalże formy działalności gospodarczej stają się nietrwale, a ich cykle życia coraz krótsze. Dotyczy to nie tylko technologii, produktów, ale i stanowisk pracy, metod komunikowania się, produkowania i  wymiany handlowej, edukacji, a nawet modeli życia rodzinnego oraz zawodowego. Niemalże wszystko staje się prowizoryczne. Rosnąca dynamika postępu technologicznego wskazuje, że trend nietrwałości będzie się umacniał. W takich warunkach nietrudno o zaburzenia i kryzysowe sytuacje w gospodarce, co potwierdza chociażby fakt, że w ostatnich trzydziestu latach w świecie doszło około stu kryzysów bankowych. Tempo przemian jest obecnie tak wielkie, że „przeszłość nie staje się historią, lecz od razu archeologią, (...)

Wojciech Grzedzinski/KPRP

29 lutego, Pałac Prezydencki, z cyklu „Forum debaty publicznej” dyskusja pt. „Samorządność filarem kapitału społecznego””

Wikinomia, rozumiana jako nauka i sztuka

masowej współpracy biznesowej, stała się makrowikinomią: zastosowaniem wikinomii i jej podstawowych zasad we wszystkich dziedzinach życia społecznego i jego instytucjach.

z którą już nie mamy żadnego emocjonalnego związku. To wielka słabość współczesnego człowieka, wielkie jego nieszczęście: nie może zakotwiczyć się w historii, bo minione zdarzenia znikają z  jego świadomości”.4 W  takich warunkach nie tylko przyszłość, ale i  teraźniejszość jawią się jako coraz mniej przejrzyste i coraz bardziej chaotyczne, trudne do zrozumienia, zwłaszcza w sytuacji mnożących się w wyniku rozwoju techniki i komunikacji źródeł informacji. Jedną z konsekwencji tego są dysfunkcje w  systemie etycznym i erozja systemu wartości. Problemem jest zacieranie się lub zanikanie wyrazistych punktów odniesienia w kształtowaniu systemów wartościowania w działalności gospodarczej, ale i życiu ludzkim. Zarazem jednak nowe technologie informacyjne tworzą warunki łagodzenia destrukcyjnych następstw syndromu nietrwałości, nieciągłości – przede wszystkim poprzez

sieciowe współdziałanie na poziomach samorządy – biznes – społeczeństwo. 5. Nowe technologie informacyjne i makrowikinomia tworzą „onlajnowe” warunki kreowania nowych obszarów oraz form przedsiębiorczości, ale także nowych form współdziałania między podmiotami gospodarczymi i władzą, w tym władzą samorządową. Przy tym lista tych form i obszarów jest długa, i wciąż się wydłuża wskutek m.in. rewolucji internetowej, czyli dzięki cloud computingowi – usługom w chmurze, wszystkie dane są dostępne z dowolnego miejsca. Poniżej przedstawiona enumeracja stanowi jedynie podstawową egzemplifikację potencjału technologii informacyjnych i makrowikinomii.

 Umożliwiają one rozwój globalnych powią-

zań horyzontalnych, sprzyjających większej 29


Wojciech Grzedzinski/KPRP

forum debata

swobodzie, wolności i decentralizacji działalności oraz jej delokalizacji, co stanowi istotne wyzwanie i szanse dla władz lokalnych w sferze pozyskiwania przedsiębiorców dla regionu. Zarazem technologie informacyjne ograniczają wady powiązań wertykalnych, bazujących na rozmaitych podległościach biznesowych (pojawia sie nawet w związku z tym pojęcie kapitalizmu wertykalnego i horyzontalnego). W bazującej na Internecie gospodarce zacierają się, bowiem granice między sektorami i instytucjami, co wymusza odchodzenie od hierarchicznego modelu powiązań wertykalnych i fundamentalnych zmian systemu wartości i kultury politycznej, co zarazem sprzyja transparentności, efektywności i szybkości podejmowania decyzji. Stwarza to szanse na przezwyciężanie tak charakterystycznego dla Polski sektorowego, „silosowego” podejścia w rządzeniu i podejmowaniu decyzji, co wyraża się m.in. w niskiej wciąż skłonności do współpracy ponad podziałami oraz w skłonności do myślenia i działań w stylu „moja chata skraja”. Nowe technologie umożliwiają szybki przepływ wiedzy i informacji na skalę światową, co tworzy sprzyjające warunki dla nowych przedsięwzięć i kreowania nowych obszarów działalności gospodarczej oraz wyzwalania rezerw w działaniach na rzecz przyczyniania się do pomnażania publicznego dobra i przeciwdziałania marnotrawstwu zasobów. Nie ma bowiem nic bardziej nieekonomicznego nad robienie rzeczy wydajnie, których w ogóle nie trzeba robić (a przykładów takich niepotrzebnych prac, niestety, nie brakuje, zwłaszcza w zbiurokratyzowanych systemach o  nieznośnie rozrastających się zakresach rozmaitej, kontrproduktywnej sprawozdawczości). Technologie informacyjne umożliwiają wdrażanie rozwiązań znanych z sieci społecznościowych w realne życie i biznes, co tworzyć może niebywały potencjał wynikający z łączenia poprzez sieci rozproszonej społecznej wiedzy i kreatywności. Dla niektórych regionów, zwłaszcza tych

30 Biuletyn PTE nr 1/2012

dotkniętych migracjami, nomadyzmem i  syndromem korporacyjnych cyganów oraz syndromem opuszczonego gniazda, nawiązywanie i wykorzystywanie powiązań sieciowych z „diasporą” może stanowić silny bodziec dla rozwoju lokalnej przedsiębiorczości. Wykorzystanie tej możliwości stanowi ważne wyzwanie dla samorządów. Technologie informacyjne są źródłem kreowania prosumentów (prosument to producent i konsument w jednej osobie) i wyzwalaniu w ten sposób nowych możliwości wytwórczych. Umożliwiają rozwój crowdsourcingu, czyli wykorzystywania wiedzy, pomysłów i inspiracji „z tłumu”, zatem propozycji zwykłych ludzi. T  worzą warunki dla efektywnego łączenia przedsiębiorczości lokalnej z biznesem w  skali globalnej, lokalnych przedsiębiorstw z przedsiębiorstwami w innych regionach kraju i świata. T  worzą warunki dokonania tzw. żabiego skoku, czyli przechodzenia do najwyższych faz zaawansowania technologicznego, z pominięciem faz pośrednich, przez jakie musieli przechodzić wcześniejsi innowatorzy T  worzą warunki i potrzebę kreowania swego rodzaju Facebooka dla samorządów i poprzez to rozwoju relacji: samorząd – biznes – społeczeństwo. Technologie informacyjne sprzyjają monitorowaniu rozmaitych zagrożeń oraz budowaniu narzędzi i systemów wczesnego ostrzegania przed kryzysami i dysfunkcjami społeczno–gospodarczymi, a tym samym zwiększają szanse przeciwdziałania bankructwom. W przypadku zaś ich wystąpienia zwiększają możliwości podejmowania działań ukierunkowanych na stworzenie bankrutującym tzw. drugiej szansy. Technologie informacyjne napędzają innowacje społeczne, m.in. sprzyjające identyfikowaniu i efektywnemu kształtowaniu oraz wykorzystywaniu regionalnych zasobów oraz wszelkich walorów, w  tym przestrzeni publicznej i architektury krajobrazu. Te dwa ostatnie czynniki są często niedo-

ceniane. Tymczasem zarówno przestrzeń publiczna, jak i architektura krajobrazu to czynniki, które mogą multiplikować wzrost gospodarczy, podczas gdy w praktyce rządzenia albo poświęca im się za mało uwagi, albo wręcz rozpatrywane są one wyłącznie w kategorii kosztowej, a nie potencjału dochodowego i mnożnika bogactwa. Technologie informacyjne sprzyjają przezwyciężaniu ociężałości i ograniczeniom typowym dla rządzenia i zarządzania bazującego na przestarzałym modelu industrialnym. Możliwości związane z technologiami informacyjnymi silnie kontrastują z nieruchawością struktur typowo industrialnych i tradycyjnych procedur decyzyjnych. U  możliwiają przeciwdziałanie tak charakterystycznemu dla Polski marnotrawieniu potencjał seniorów, tworząc warunki rozwoju „ekonomii starości”. Umożliwiają łagodzenie syndromu nieciągłości i godzenie przeciwstawnych trendów: trwałość i tradycja versus globalizujący się, „wędrujący” świat „gospodarki nietrwałości”. T  echnologie informacyjne stymulują rozwój inicjatyw obywatelskich i społeczeństwa obywatelskiego oraz łagodzenie dysfunkcji współczesnej demokracji, w tym wynaturzeń w funkcjonowaniu lobbingu. Umożliwiają przeciwdziałanie także innym, antydemokratycznym zjawiskom, mającym symptomy opisywanych m.in. przez noblistę Josepha E. Stiglitza5 „golfowych” powiązań i „amerykańskich drzwi obrotowych” oraz „amoralnego familizmu”.6 Umożliwiają sprawne monitorowanie i analizę inicjatyw społecznych oraz ocenę ich użyteczności.

6. Makrowikinomia i technologie informacyjne tworzą warunki rozwoju Blue Economy (błękitnej gospodarki). Ta nowa dziedzina umożliwia synergiczne połączenie zielonej gospodarki i  makrowikinomii. Blue Economy tworzy proekologiczne możliwości przeformułowania modelu rozwoju gospodarki (opisywane m.in. w książce Guntera Pauli pt. The Blue Econo-


my, 10 Years, 100 Innovations, 100 Million Jobs – Błękitna Ekonomia, 10 lat, 100 wynalazków, 100  milionów miejsc pracy).7 Spośród tych „100  wynalazków”, przykładowo można wymienić technologie umożliwiające zastąpienie produkcji jakże drogiego, szeroko stosowanego, m.in. w medycynie tytanu – jedwabiem. 7. Makrowikinomia tworzy warunki ograniczania nieprawidłowości i wynaturzeń w życiu społeczno-gospodarczym. Nieprawidłowości te przedstawia m.in. John C. Bogle w  formie swego rodzaju, następującego dekalogu przestróg, który nie tylko w pełni można odnieść do realiów polskich, lecz nawet można byłoby tę 10-punktową listę znacznie poszerzyć:8 8. Pieniądze: 1).za dużo kosztów – za mało wartości; 2).za dużo spekulacji – za mało inwestowania; 3) za dużo złożoności – za mało prostoty. 9. Biznes: 4) za dużo wyrachowania – za mało zaufania; 5) za dużo komercji – za mało profesjonalizmu 6) za dużo kupczenia – za mało obsługi; 7) za dużo menedżeryzmu – za mało przywództwa. 10. Życie: 8) za dużo koncentracji na rzeczach – za mało odpowiedzialności; 9) za dużo wartości XXI wieku – za mało wartości z  XVIII wieku; 10) za dużo „sukcesu” – za mało charakteru. 11. Jeśli nawet obecnie w polskich warunkach funkcjonowania i współpracy samorządów oraz biznesu lokalnego oferowane przez technologie informacyjne i makrowikinomię możliwości potraktowane zostaną z niewiarą, w kategorii bajki o żelaznym wilku, to i tak zmiany muszą nastąpić, tym bardziej, że „każda nowa idea na początku wygląda na niedorzeczną”(Alfred North Whitehead). Wcześniej czy później postęp technologii, przede wszystkim technologii informacyjnych, wymusi zmiany. Przyszłość bowiem napędza technologia. To siła, która eliminuje opór i niewiarę administracji w społeczne innowacje, opór wynikający z charakterystycznego dla epoki industrialnej kultu ekspertów. Tymczasem niebywały dynamizm przemian technologii, charakterystyczna dla globalnego świata narastający niepewność, zmienność i  nieciągłość sprawia, że niemalże „już niczego nie da się regulować sztywnymi normami powstałymi w  centrach administracyjnych”.9 W wyniki rewolucji informacyjnej władze wszystkich szczebli administracji i  biznesu w coraz większym stopniu muszą uwzględniać w swoich działaniach sieci społecznościowe, co oznacza konieczność decentralizacji władzy i dzielenia się nią. Wydarzenia wokół ACTA stanowią jeden z przejawów kierunków przemian, dowodzący zarazem, że makrowikinomii nie sposób ignorować. 12. Wykorzystanie potencjału makrowikinomii wymaga spełnienia zarówno przez władzę publiczną, jak i przez firmy akceptacji następujących podstawowych reguł, zasad i warunków

współdziałania determinowanego przez specyfikę epoki inteligencji sieciowej:  Tworzenie kultury otwartości dostępu do wiedzy i informacji, warunków sprzyjających współpracy oraz współdzielenia się wiedzą i ideami.  Tworzenie i rozwijanie otwartych platform internetowych umożliwiających wymianę wiedzy i informacji.  Sprzyjanie dialogowi społecznemu służącemu dobrostanowi i racjonalizacji decyzji społeczno-ekonomicznych, eliminowaniu syndromu „my – oni” oraz syndromu wroga.  Ochrona interesu publicznego i praw publicznych, ochrona danych osobowych i praw własności, w tym własności intelektualnej.  Tworzenia warunków transparentności i przejrzystości oraz skuteczności regulacji prawnych.  Tworzenie kultury uczciwości i zaufania wzajemnego. Zaufanie jest bowiem „smarem biznesu” i rozwoju kapitału społecznego.  Tworzenie rozwiązań przeciwdziałającym dysfunkcjom, od jakich wszak wciąż wolne nie są technologie informacyjne. Pierwszorzędne znaczenie ma tu przeciwdziałanie nadużyciom w ich wykorzystywaniu. Ponadto istotne jest przeciwdziałanie potencjalnym zagrożeniom dla kreatywności. Mogą one występować w przypadku dysfunkcyjnego czy antyfunkcyjnemu wykorzystywania internetu. Wszystko to składa się na zespół co najmniej „10  E”, który powinien kształtować holistyczne relacje samorząd – biznes – społeczeństwo: Edukacja – Ekonomia – Ekologia – Energia – Empiryzm – Eksperyment – Empatia – Erystyka – Efektywność – Efektowność. Holistyczne podejście, z uwzględnieniem „10 E” tworzy warunki rozwoju centrów wiedzy, funkcjonowania „poławiaczy wiedzy”, identyfikujących nowe źródła rozwoju i „saperów biznesu”, identyfikującego zagrożenia rozwojowe. Co niemniej ważne, holistyczne makrowikinomiczne podejście, umożliwia łączenie rozproszonej wiedzy z różnych szczebli rządzenia, biznesu, edukacji, począwszy od edukacji na szczeblu przedszkolnym. „Innowatorzy bowiem rodzą się już w przedszkolu” , zaś „kreatywność to cud połączenia dziecięcej, niczym nieograniczonej energii z czymś przeciwnym i wrogim – poczuciem porządku wynikającym ze zdyscyplinowanej inteligencji dorosłego” (Norman Podhoretz). W tym kontekście zarysowujący się w niektórych gminach trend likwidacji szkół (zamiast ich przeprojektowania np. w centra wiedzy i kultury) można uznać za zjawisko wysoce niepokojące, niekorzystne i niebezpieczne, zwłaszcza jeśli oceniać je nie tylko poprzez pryzmat krótkookresowych efektów budżetowych, ale z uwzględnieniem tak zaniedbywanego w Polsce długookresowego, ciągnionego, kompleksowego rachunku kosztów i efektów zewnętrznych oraz z uwzględ-

nieniem negatywnych następstw lokalnych zaniedbań w  sferze dostępu do Internetu, z  czym wiąże się groźne i wstydliwe społeczne zjawisko wykluczenia i analfabetyzmu cyfrowego.

***

Barier rozwoju makrowikinomii w relacjach samorządy – biznes – społeczeństwo jest wiele. Jest to zresztą naturalne, albowiem „jeśli idzie łatwo, strzeż się – może schodzisz w dół” (Greg Taunt). Nieprzechodzenie na rozwiązania oferowane przez technologie informacyjne i podtrzymywanie struktur właściwych dla kurczącej się cywilizacji industrialnej grozi zastojem i nasila dysfunkcje społeczno-gospodarcze (co drastycznie przejawia się m.in. w sektorze ochrony zdrowia, niepoddanym w porę cyfryzacji). W  warunkach tego typu zaniechań retoryczne pozostaje pytanie, czy plątanina regulacji – „egzekwowanych przez przepracowanych, nierzadko słabo opłacanych urzędników – zdoła zapanować nad rozmaitymi przemianami, np. nad globalnym systemem finansowym, który działa z prędkością światła oraz zatrudnia najinteligentniejszych ludzi na tej planecie? Zatem nieuchronne jest przechodzenie na zupełnie nowy model regulacji, taki w stylu wiki, za pomocą Internetu”,10 model, w  którym ujawnia się ważne informacje i umożliwia ich analizy przez szerokie kręgi ekspertów, w  tym społecznych, co tworzyć może niewyczerpalne źródło innowacyjności, bogactwa idei, wzrostu i rozwoju. Uruchomienie takich źródeł rozwoju to obecnie – moim zdaniem – jedno z podstawowych wyzwań, z jakimi musi się zmierzyć władza na różnych szczeblach rządzenia i zarządzania.

PRZYPISY 1. D. Tapscott, A. D. Williams, Makrowikinomia, wyd. Studio EMKA, Warszawa 2011, s. 14-16 2. A. Toffler, Zmiana władzy. Wiedza, bogactwo i przemoc u progu XXI stulecia, wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2003 3. A. Toffler, Zmiana władzy, wyd. cyt. Wiedza, bogactwo i przemoc u progu XXI stulecia, Zysk i S-ka, Poznań 2003 4. M. Szulc, R. Kapuściński, Raport o społeczeństwie. Dwa światy, 11 kwietnia 2002. http://www.reporter.edu.pl/raport_o_spoleczenstwie/ raport_nadawca/dwa_swiaty_ryszard_kapuscinski 5. J. E. Stiglitz, Freefall. Jazda bez trzymanki, PTE, Warszawa 2010, oraz H. Buchter, Mocarstwo z drzwiami obrotowymi. Bank, który rządzi Białym Domem,Tygodnik Forum nr 30, 2009 6. P. Sztompka, Zaufanie. Fundament społeczeństwa, Wyd. Znak, Kraków 2007, s. 257 7. G. Pauli, The Blue Economy, 10 Years, 100 Innovations, 100 Million Jobs, http://www.blueeconomy.de oraz Biuletyn PTE, 2011, nr 2 I 2010, nr 6, http://www.pte.pl/223_biuletyny_pte.html 8. J. C. Bogle, Dość. Prawdziwe miary bogactwa, biznesu i życia, PTE, Warszawa, 2009, s. 126, s. 38 9. Makrowikinomia..., wyd. cyt., s. 297 10. Makrowikinomia…, wyd. cyt., s. 23 31


impresje debata

Refleksje wokół książki Elżbieta Mączyńska

Tytuł książki w pełni oddaje jej podstawową cechę: to fascynujący zbiór doświadczeń i refleksji osobistych, ale przede wszystkim zawodowych, znanego ekonomisty, profesora ekonomii i jednego z prekursorów reform rynkowych w Polsce wieloletniego prezesa, a obecnie prezesa honorowego Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. Treści książki ujęte zostały w formie wywiadu – rzeki przeprowadzonego przez socjologa i ekonomistę z Instytutu Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. Książka „Przez ciekawe czasy” to rozmowy „o życiu, ludziach i zdarzeniach”, począwszy od okresu sprzed II wojny światowej, okresu wojennego, Powstania Warszawskiego (którego Zdzisław Sadowski był uczestnikiem) i powojennych, kolejnych etapów polskiej historii, przede wszystkim gospodarczej, aż po czasy dzisiejsze. Książka ta stanowi nie tylko cenny zbiór faktów i ocen dotyczących przemian gospodarczych Polsce. Jest zarazem bogatym źródłem informacji o polityce, losach, postawach i dylematach ludzkich. Już same tytuły 24 rozdziałów książki (a także zamieszczony w niej biogram Zdzisława Sadowskiego oraz indeks nazwisk) mówią same za siebie. Kolejne rozdziały to: Dom i szkoły; Czas okupacji niemieckiej; Powstanie Warszawskie i  przejście frontu; Między Warszawą a Opolem; W więzieniu i po wyroku; Życie zawodowe, towarzyskie i uczuciowe; Mój Profesor Edward Lipiński; Nauka i narty z Janem Drewnowskim; Genewa; Intensywne siedmiolecie; Czesław Bobrowski i jego dwie Rady; Rozmowy z Oskarem Lange; Pod urokiem Michała Kaleckiego; Ghana; Nowy Jork; Szczególne lata siedemdziesiąte; Ekonomia w objęciach neoliberalizmu; Reformowanie ustroju; Między Wschodem i Zachodem; Kres działalności rządowej; Kazimierz Secomski i Klub Rzymski; Transformacja; Aktywne życie w Trzeciej RP. Przez książkę przewija się plejada znanych w kraju i za granicą postaci – naukowców, w tym noblistów, polityków i innych aktorów życia gospodarczego. Bogaty życiorys Zdzisława Sadowskiego sprawia, że Czytelnik znajdzie w książce wiele ważnych, holistycznych konstatacji dotyczących i teorii ekonomii, i praktyki gospodarczej, spostrzeżeń, ocen i wniosków nasyconych analizą historyczną, tak obecnie, w dobie bezrefleksyjnego shorttermizmu, marginalizowaną. Doświad32 Biuletyn PTE nr 1/2012

„Przez ciekawe czasy. Rozmowy Pawła Kozłowskiego ze Zdzisławem Sadowskim o życiu, ludziach i zdarzeniach” Wyd. Polskie Towarzystwo Ekonomiczne – Instytut Nauk Ekonomicznych

czenie Zdzisława Sadowskiego pozyskane w czasie studiów, staży i pracy za granicą przekłada się w książce na pouczające oceny mechanizmów i zasad funkcjonowania międzynarodowej polityki gospodarczej i instytucji międzynarodowych. Charakterystyczne przy tym jest, że przedstawiane w książce oceny, mimo że w znacznej mierze dotyczą czasów minionych, są w pełni aktualne i użyteczne także, a może przede wszystkim obecnie, w czasach wielkich przewartościowań. W warunkach niebywałej dynamizacji przemian, w warunkach, kiedy przeszłość szybko staje się archeologią, a refleksje o przyszłości przegrywają z presją nawału wydarzeń bieżących, publikacje, w których udaje się fascynująco, w sposób zmuszający do bardziej wnikliwej, krytycznej oceny, połączyć te trzy wymiary czasowe, zasługują na specjalną uwagę. Potwierdzają bowiem stare porzekadło, że historia rzadko się powtarza, ale często się rymuje, a nowe wydarzenia w znacznym stopniu wpisują się w znane scenariusze. A jest to istotne tym bardziej, że nic tak nie sprzyja teraźniejszości jak dobrze przemyślana przyszłość. Książka ta może stanowić przestrogę przed uproszczonymi, żeby nie powiedzieć prostackimi, a przez to nierzadko błędnymi ocenami i uogólnieniami, których niestety wciąż nie brakuje w polskich, transformacyjnych realiach. Warto tu przypomnieć, że to właśnie Zdzisław Sadowski w latach 80. minionego wieku i jako naukowiec, i jako jeden z czołowych aktorów polityki gospodarczej w tamtym okresie, czynił wiele dla stworzenia warunków przekształcenia gospodarki nakazowej w gospodarkę rynkową. W analizach i ocenach transformacji w Polsce – ten obszar działań Zdzisława Sadowskiego nieczęsto jest

zauważany. Omawiana w tym Biuletynie książka Witolda Kieżuna stanowi pod tym względem raczej wyjątek. Profesora Zdzisława Sadowskiego z całą pewnością można zaliczyć do prekursorów przemian rynkowych. Zwraca na to uwagę m.in. profesor Piotr Pysz w przygotowanej dla niemieckiego czasopisma „Osteuropa-Wirtschaft” recenzji książki „Przez ciekawe czasy”. W recenzji tej Zdzisław Sadowski określony został jako „duchowy ojciec transformacji” („geistiger Vater”)1. Potwierdzają to analizy i raporty, których był autorem lub współautorem jeszcze w czasach gospodarki nakazowej. Warto tu przypomnieć też pewien z pozoru mało znaczący fakt, zwłaszcza w kontekście głębokości późniejszych przemian. Mianowicie to dzięki zabiegom Zdzisława Sadowskiego mogła się zacząć ukazywać po raz pierwszy w latach 80. „Lista 500 największych przedsiębiorstw w  Polsce”, z podstawowymi danymi finansowymi dotyczącymi ich działalności. Choć z dzisiejszej perspektywy może to być postrzegane jako przedsięwzięcie oczywiste i nie tak doniosłe, to w ówczesnych warunkach był to prawdziwy przełom w podejściu do kwestii jawności życia gospodarczego. W tym kontekście symptomatyczne jest następujące stwierdzenie Zdzisława Sadowskiego: „W każdym razie, ja miałem i mam postawę reformatora i organicznika, podobnie jak wszyscy moi duchowi przywódcy i przyjaciele, od Edwarda Lipińskiego poprzez Czesława Bobrowskiego i Kazimierza Secomskiego, nawet do Oskara Langego. (…) Nie ma wątpliwości, wszyscy ci ludzie, których znałem i o których tu opowiadałem, tak patrzyli na Polskę i swoje w niej miejsce. Nieoczekiwanie dla siebie samego zostałem najpierw ministrem, a później wicepremierem w rządzie


Zdzisław Sadowski podpisuje książkę podczas spotkania z cyklu Czwartki u ekonomistów, PTE, 18 października 2011 r.

Profesor Sadowski znany jest w środowisku ekonomistów jako osoba, której udaje się łączyć postawę niezależności intelektualnej i politycznej z silnym zaangażowaniem w sprawy kraju. późnego PRL. Dla niektórych to oznaczało, że sprzedałem się tzw. komunistom, ale komunistą nigdy nie byłem. Zresztą wielki liberał John Stuart Mill napisał o komunizmie, że to jest taka piękna ideologia, że gdyby mogła być zrealizowana, wszystkie inne idee ważyłyby tyle co pył na wadze. Ale nie można jej zrealizować” (s. 384). Profesor Sadowski znany jest w środowisku ekonomistów jako osoba, której udaje się łączyć postawę niezależności intelektualnej i politycznej z silnym zaangażowaniem w sprawy kraju. Niezależność ta zasługuje na uznanie tym bardziej, że ważny etap aktywności zawodowej i obywatelskiej profesora Sadowskiego przypadł na szczególnie trudny okres lat 80. Narastające symptomy systemowego i strukturalnego kryzysu socjalistycznej gospodarki, w tym przejawy konfliktu społecznego i politycznego, już na początku lat 80. doprowadziły do wprowadzenia stanu wojennego, a w  końcu dekady do rozmów okrągłego stołu, czego następstwem była zmiana ustroju w Polsce i odejście od realnego socjalizmu. Przemiany ustrojowe zawsze leżały w polu zainteresowań i działań Zdzisława Sadowskiego. Jego opinie na ten temat cechują holizm i kompleksowość wnioskowania, ukierunkowanego na kwestie nie tylko gospodarcze, ale i społeczne oraz ekologiczne. Takie podejście w kształtowaniu polityki ustrojowej i gospodarczej jest warunkiem trwałości rozwoju i źródłem wielu dodatnich synergii. Zasadność takiego podejścia – spektakularnie, jak nigdy chyba wcześniej – objawia się dziś, w warunkach kryzysu globalnego, podważającego teorie niezawodności i efektywności rynku. Na tym tle intensyfikuje się debata na temat modeli ustroju społeczno-gospodarczego i optymalnego ich wyboru. Debata ta wskazuje zarazem na niebezpieczne konsekwencje zaniedbywania pracy organicznej i reform. Obecne rozwiązania profesor Sadowski ocenia krytycznie ze względu m.in. na „charakter ewolucji systemu rynkowego, w jakim żyjemy, z powszechną komercjalizacją wszystkich dziedzin życia, z nastawieniem na oglądalność, a nie na treść. Jeśli mamy tworzyć niezłą przyszłość, to trzeba się z tego jakoś wyzwolić. To jednak nie jest już zadanie dla obserwatora” (s. 385–386).

Profesor Sadowski wskazuje na zagrożenia wynikające z niedoceniania w procesie decyzyjnym dłuższej perspektywy. Nawiązuje m.in. do ocen innych wybitnych znawców transformacji, m.in. Karla Polanyiego, uznającego, że nie można losów ludzkości powierzać rynkowi, bo doprowa­dzi to do nieszczęścia. Tę myśl wybitnego amerykańskiego socjologa i ekonomisty Zdzisław Sadowski przyjmuje jako swego rodzaju dewizę. Profesor Sadowski swoje opinie na temat polityki ustrojowej przedstawił w wielu publikacjach, w tym m.in. w „W poszukiwaniu drogi rozwoju. Myśli o przyszłości świata i Polski”, PAN, „Komitet Prognoz Polska 2000 Plus”, Warszawa 2006; „Liberalizm i rola państwa w gospodarce”, „Ekonomista” 2006, nr 6; Od sporu o transformację do strategii rozwoju. Referat opracowany na VIII Kongres Ekonomistów Polskich, „Ekonomista” 2007, nr 6. Obecnie wobec toczącej się na forum międzynarodowym debaty ustrojowej publikacje te zyskują na znaczeniu. Książka „Przez ciekawe czasy” stanowi ważne uzupełnienie tych publikacji. Zawiera bowiem bogaty zestaw informacji, komentarzy i faktów, które umożliwiają pełniejszą identyfikację szans i zagrożeń dla efektywności reform społeczno-gospodarczych. Książka dowodzi jednak, że historia się rymuje i niektóre stare scenariusze, niekiedy niebezpiecznie, wpisują się w teraźniejszość, negatywnie rzutując na przyszłość. Są jednak i takie, do których warto wracać, aby nie ulec niebezpieczeństwu bezrefleksyjnej wiary w „jedynie słuszne” doktryny i powszechnie panujące, bezkrytycznie niekiedy powielane przez media, opinie. Jak ocenia Zdzisław Sadowski, „w pierwszych latach transformacji nie było żadnej możliwości wypowiadania innych poglądów niż obowiązujące. Kiedy posłałem do dziennika „Rzeczpospolita” jakąś replikę na wypowiedź Balcerowicza, redaktor Dariusz Fikus, który otrzymał ją do rąk własnych, opublikował w końcu po paru tygodniach, na skutek dopominania się, jakiś nędzny skrót na dalekich stronach. Potem zresztą sumitował się, mówiąc, że powstało zamieszanie w redakcji i tekst się zawieruszył. Znaliśmy się przecież, więc przepraszał. Ale niestety wspomnienie pozostało, a zdarzenie było symptomatyczne” (s. 343).

Opinia ta jest zarazem przestrogą przed doktrynerstwem, stanowiącym zawsze barierę postępu, co spektakularnie potwierdzają dysfunkcje gospodarki globalnej i publikacje na ten temat, w tym m.in. ostatnio opublikowanym przekładzie książki harwardzkiego profesora Daniego Rodrika „Jedna ekonomia wiele recept”. Tezy tej książki doskonale wpisują się w treści wypowiedzi profesora Sadowskiego zawarte w książce „Przez ciekawe czasy”. Książka ta, jak każdy wywiad rzeka nie jest oczywiście wolna od słabości. Pewien niedosyt i pytania pozostawiają m.in. fragmenty (zresztą fascynujące) dotyczące Michała Kaleckiego, jednego z najwybitniejszych, znanych i uznanych w  świecie polskich ekonomistów. Szkoda też, że tak mało miejsca (zaledwie jeden akapit) poświęcono w książce pracy profesora Sadowskiego w funkcjonującej w latach 1994– 2005 Rady Strategii Społeczno-Gospodarczej przy Radzie Ministrów (RSSG). Zdzisław Sadowski w całym tym okresie był członkiem RSSG. Raporty i rekomendacje tej Rady są aktualne w części lub całości do dziś, ale niestety w niedostatecznym stopniu realizowane, co negatywnie przekłada się na rzeczywistość gospodarczą, ale zarazem jest kolejnym potwierdzeniem „rymowania się historii”. Pewien dyskomfort w lekturze książki powstaje w wyniku tego, że autorzy byli zbyt – moim zdaniem powściągliwi – w podawaniu niektórych szczegółów, w tym dat i źródeł danych. Lekturę książki „Przez ciekawe czasy” z pełnym przekonaniem rekomenduję każdemu, kto chce lepiej poznać realia reform społeczno-gospodarczych w Polsce, ale też związane z tym osobiste i zawodowe dylematy reformatorów, zwłaszcza w kontekście wojennych i powojennych, przełomowych wydarzeń w historii Polski.

1. „Mit fast zehnjähriger Beschäftigung mit der Aufgabe einer marktorientierten Wirtschaftsreform, die ein Jahr nach seinem Rückzug aus den Regierungsämtern im Herbst 1989 in Angriff genommen worden ist, kann Sadowski mit Recht als Vorläufer von Leszek Balcerowicz, des „geistigen Vaters“ der polnischen Systemtransformation, bezeichnet werden.”, http://www.pte.pl/310_recenzje.html

33


wydarzenia

Elżbieta Mączyńska wzięła udział w inauguracji cyklu debat nt. „Przyszłość Europy. Polska perspektywa” organizowanej 15 lutego przez Prezydenta Bronisława Komorowskiego. Podczas pierwszej z nich, pt. „Gospodarcza przyszłość Europy w świetle kryzysu euro” w Pałacu Prezydenckim ekonomiści dyskutowali m.in. o przyczynach trwającego od pięciu lat kryzysu i sposobach jego przezwyciężenia. Według prof. Elżbiety Mączyńskiej jedną z najważniejszych przyczyn kryzysu jest zbytni rozwój rynków finansowych w  stosunku do realnej gospodarki. Nie nadąża ona za najnowszymi technologiami, podczas gdy rynki finansowe powszechnie korzystają np. z błyskawicznych transakcji zawieranych dzięki internetowi.

Debata u Prezydenta Prezydent Bronisław Komorowski stwierdził, że świat w znacznej mierze rozwijał się dzięki życiu na kredyt i obecnie doświadczamy tego konsekwencji. Zastanawiał się, czym zastąpić zadłużanie się, które było jednym z motorów wzrostu. Jego zdaniem Polska powinna wyciągać wnioski z doświadczeń innych krajów właśnie teraz, gdy znajduje się w lepszej od nich sytuacji. – Lepiej reformować nie

w czasie recesji, pod presją rynków, ale z głębokiego przeświadczenia, że to decyzje służące polskiej perspektywie – ocenił. Uczestnikami dyskusji byli m.in. członek Rady Gospodarczej przy premierze profesor Witold Orłowski, były członek Rady Polityki Pieniężnej profesor Andrzej Wojtyna oraz prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego profesor Elżbieta Mączyńska. więcej: http://www.pte.pl/240_starsze_pozycje.html

O sytuacji w Maghrebie Polskie banki

wysoko w rankingu najbezpieczniejszych Polskie banki znalazły się w czołówce rankingu „Global Finance” 50 najbezpieczniejszych banków w Europie Środkowo-Wschodniej. Najwyżej, na trzecim miejscu uplasował się PKO BP. Na czwartym – ING Bank Śląski, na piątym – Bank Pekao, na siódmym – Bank Zachodni WBK, a na ósmym – BRE Bank. Zestawienie opracowano, analizując długoterminowe ratingi kredytowe banków oraz sumę aktywów. Wynika z niego, że największe polskie banki są jednymi z bardziej bezpiecznych w Europie, a to w sytuacji kryzysu jest kluczowe dla całego systemu finansowego w Polsce. Liderom serdecznie gratulujemy. 34 Biuletyn PTE nr 1/2012

Nie co dzień zdarza się, że w PTE gościmy aż trzech ambasadorów. 9 lutego ambasadorowie Algierii, Maroka i Tunezji w ramach czwartków u ekonomistów przedstawiali sytuację gospodarczą w swoich państwach podczas konwersatorium pt. „Sytuacja ekonomiczna w Maghrebie w kontekście arabskiej wiosny”.

Warto wiedzieć, że społeczność krajów arabskich liczy 350 milionów, co stanowi 5  proc. populacji świata. Na ich terytorium znajduje się prawie 70 proc. zasobów ropy naftowej i 40 proc. zasobów gazu, a łączny PKB krajów arabskich w 2008 r. wynosił 2529 miliarda USD. Moha Ouali Tagma – Ambasador Królestwa Maroko w Polsce


Profesorowie: Wojciech Morawski, prezes Polskiego Towarzystwa Historii Gospodarczej (stoi) i Jacek Luszniewicz, Szkoła Główna Handlowa

Lekcja historii gospodarczej Debatą pt. „Znaczenie doświadczeń historycznych dla współczesnej ekonomii” 18  stycznia Polskie Towarzystwo Ekonomiczne rozpoczęło współpracę z Polskim Towarzystwem Historii Gospodarczej. Wspólnie będziemy starali się nie dopuścić do marginalizowania zagadnień historycznych w nauczaniu ekonomii na polskich uczelniach. Znajomość historii pomaga zrozumieć mechanizmy rządzące gospodarką i unikać błędów. Wojciech Morawski, prezes Polskiego Towarzystwa Historii Gospodarczej, przyznał,

że jego Towarzystwo jest właśnie po to, by polemizować z coraz powszechniejszym poglądem, że w gospodarce mamy do czynienia z nowymi, nieznanymi dotąd zjawiskami i właściwie doświadczenia z przeszłości nie mają żadnego znaczenia. Elżbieta Mączyńska podarowała mu książkę pt.  „Społeczny nurt ekonomistów w Polsce przed rokiem 1939 r.” autorstwa Wojciecha  Roszkowskiego. – Naszą ambicją jest, żeby ukazał się dalszy ciąg, czyli żeby powstała książka o historii powojennej PTE – dodała.

Transformacja według profesora Witolda Kieżuna W Akademii im. Leona Koźmińskiego odbyła się 24 lutego debata na temat patologii transformacji. Była ona połączona z jubileuszem 90-lecia Witolda Kieżuna, autora właśnie wznowionej przez Poltext książki „Patologia transformacji”. Uczestnicząca w  debacie Elżbieta Mączyńska stwierdziła, że transformacja przyniosłaby prawdopo-

dobnie znacznie lepsze efekty i mniej byłoby patologii, gdyby politycy w większym stopniu uwzględniali rozwiązania wypracowane zarówno przez PTE (w książce cytowane są ekspertyzy przygotowane w PTE pod kierunkiem Zdzisława Sadowskiego), jak i przez Radę Strategii Społeczno-Gospodarczej przy Radzie Ministrów.

Profesor Mączyńska na medal 6 lutego 2012 roku Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, uhonorowana została Medalem XX-lecia Związku Banków Polskich. Nagroda ustanowiona w 2011 r. nadawana jest osobom o wybitnych zasługach dla rozwoju bankowości w Polsce.

„Wędrujący świat”

Kołodki daleko zaszedł Columbia University Press nominowała amerykańskie wydanie książki prof. Grzegorza W. Kołodki „Wędrujący świat”, zatytułowane „Truth, Errors, and Lies: Politics and Economics in a Volatile World” do nagrody za najlepszą książkę American Political Science Association. Cieszymy się i gratulujemy. 35


historia

Z naszych starodruków Leopold Caro

Teraz dopiero fizjognomia świata i cały ustrój społeczny uległ zmianom, których ostatecznie dopełniły w naszych czasach turbiny parowe i motor Diesla, telegraf bez drutu i automobil, telefon i aeroplan. Dopiero z nastaniem nowoczesnej techniki maszynowej, z  produkcją masową, koszta wytworu stały się czynnikiem decydującym dla twórcy – koszta, a więc czynnik gospodarczy. Przekonano się atoli, że maszyna parowa przetwarza na pracę użyteczną zaledwie 8-16 proc. węgla. Tej okoliczności zawdzięczają powstanie motory gazowe, wyzyskujące energję węgla do 25 proc, a nawet 40 proc., a przytem o połowę tańsze od maszyny parowej.1 Rozwój techniki jednak nie tylko zależny jest od warunków dzisiejszego ustroju, on sam jest jednem ze źródeł nowoczesnego kapitalizmu. Konieczność ciągłych, choćby kosztownych, ale opłacających się inwestycyj w  technice, wywołuje coraz zwiększony popyt za kapitałem ruchomym, który, czując się niejako współtwórcą nowych wartości i spólnikiem przemysłu, wymawia sobie zato coraz większe korzyści i udziały.2 (….) Dawno już znikła wolna konkurencja z tendencją obniżenia cen w interesie konsumentów. Producent ma dziś inne hasło, które uszom społeczeństwa brzmi o wiele sympatyczniej, a opiewa ono: ochrona narodowej pracy. Chodzi w niem o porozumienie się z rodakamikonkurentami tej samej gałęzi produkcji w kierunku ustalenia cen, tudzież z konkurentami zagranicznymi w kierunku doliczenia do cen wewnętrznych ceł i kosztów transportu z obcego państwa. Perjodyczne przesilenia, wywołane nadprodukcją, nieprzewidującą maksimum zapotrzebowania, od czasu do czasu pociągały za sobą chwile taniości towarów. Dziś porozumienia przedsiębiorców, czy są one ringami, kartelami, czy trustami, zabezpieczyły produkcie przed katastrofami. Dziś wielka część życia gospodarczego usuniętą jest faktycznie z pod rządów wolnej konkurencji, w której istnienie wierzą jeszcze tylko najnaiwniejsi i dla nich tylko hasła jej się wygłasza. Porozumienia, często tajne, producentów węgla, nafty, cukru, spirytusu, towarów tekstylnych itd. mają na celu 36 Biuletyn PTE nr 1/2012

wyzyskanie sytuacji rynkowej w danej chwili dla zapewnienia sobie największych możliwych zysków, rozumie się z uszczerbkiem konsumenta. Czasem państwo, jak przedwojenne Prusy, jako właściciel kopalni w Stassfurcie, biorąc udział w syndykacie kopalni soli potasowych, działa dla dobra konsumenta, w kierunku obniżenia cen na rzecz rolnictwa; producenci prywatni o tem nie myślą. Im trwalsze i wszechstronniejsze te porozumienia, czy to przydzielające poszczególnym producentom do wyłącznej eksploatacji pewne przestrzenie, czy pewną część zbiorowej produkcji, czyli kontyngent, czy ustalające pewne minimalne

Ekonomika chwili obecnej musi więc także być inną, niż nauka ekonomji z czasów Adama Smitha, czy Ricarda, jeśli ma być w oczach naszych wogóle nauką. Postępy techniki dzisiejszej wykluczają przewagę czynnika indywidualnego, niepodobna bowiem pozostawiać takiej przewagi, jaką stwarza technika nowoczesna, w rękach jednostek niedostatecznie uspołecznionych i uznających za jedyne bóstwo złotego cielca.

ceny lub pewną wysokość zysku w stosunku do dochodów brutto, czy zamykające pewne wytwórnie drożej produkujące, lub kumulujące te poszczególne warunki i postanowienia, tem mniej pozostaje luk, tem mniej nadziei dla konsumenta uzyskania tańszego towaru. W razie dobrej organizacji kartelu, nowy producent wyjątkowo chyba i przejściowo, w każdym zaś razie nie w  interesie kupującego, pozostaje poza organizacją; uzyskawszy odpowiedni przydział, przestaje być outsider’em.3 (…..) Nigdy dotąd w życiu ludzkości nie było okresu, w którym praca odbywała się z taką jednostajnością, dokładnością, pośpiechem i precyzją, nigdy mieszkańcy kuli ziemskiej nie byli dotąd tak ściśle ze sobą połączeni, jak nimi są dziś drutem telegraficznym i telegrafem Marconiego, telefonem i aeroplanem. Ekonomika chwili obecnej musi więc także być inną, niż nauka ekonomji z czasów Adama Smitha, czy Ricarda, jeśli ma być w oczach naszych wogóle nauką. Postępy techniki dzisiejszej wykluczają przewagę czynnika indywidualnego, niepodobna bowiem pozostawiać takiej przewagi, jaką stwarza technika nowoczesna, w rękach jednostek niedostatecznie uspołecznionych i  uznających za jedyne bóstwo złotego cielca. Ale nie mogą i nie powinny wykluczać ich w zupełności. Tylko bowiem nadzieja zysku gwarantuje nam dziś istnienie i dalszą przyszłość technicznego postępu. Granicę między własnością prywatną a  związków publicznych, konieczne jej w interesie społecznym ograniczenia wskaże po głębokiej rozwadze i przy uwzględnieniu postulatów technicznych ekonomika przyszłości. Technika i gospodarstwo łączą się z sobą tysiącznemi splotami i jak nie może być ekonomisty, nieuwzględniającego rezultatów i  potrzeb techniki, tak niepowinna technika zaniedbywać nauki ekonomji społecznej, lecz owszem, pogłębiać wiedzę swą w tym kierunku; co opłaci się stokrotnym plonem w powodzeniu indywidualnem i korzyści publicznej.4

PRZYPISY

1. L. Caro, Technika i Gospodarstwo, Ekonomista, Tom IV, wyd. Towarzystwo Ekonomistów i Statystyków Polskich , Warszawa 1923 r, s. 118 2. s. 120 3. s. 124–125 4. s.132–133


Leopold Caro – ur. 27 maja 1864 r. we Lwowie, zm. 8 lutego 1939 r. tamże, ekonomista i adwokat. Profesor Politechniki Lwowskiej. Zwolennik tzw. solidaryzmu katolickiego. Autor pracy „Solidaryzm”. http://pl.wikipedia.org/wiki/Leopold_Caro 37


kulturalnie i naukowo

kw iet nia

Warto być

Kongres Statystyki Polskiej dla Uczczenia 100-lecia Polskiego Towarzystwa Statystycznego, Główny Urząd Statystyczny, Poznań.

10 maja 2012 Konferencja naukowa pt. „Problemy współczesnej ekonomii i polityki w związku ze światowym kryzysem gospodarczym”. Organizatorzy: Uczelnia Łazarskiego oraz Zakład Europeistyki Instytutu Studiów Politycznych PAN. Miejsce: siedziba Uczelni Łazarskiego w Warszawie, ul. Świeradowska 43, sala 130.

Warto przeczytać

Polska transformacja i jej przyszłość

10 maja 2012 I Ogólnopolska Konferencja pod hasłem „Ryzyko pod kontrolą” organizowana przez Krajową Izbę Biegłych Rewidentów, hotel Sheraton w Warszawie.

, 18 wrzesnia

21 -23 maja 2012

XIII Międzynarodowa Konferencja Naukowa „Kryzys finansowy – przebieg i skutki społeczno-gospodarcze w Europie Środkowej i Wschodniej”. Miejsce: Nałęczów. Organizator: Instytut Socjologii KUL.

J. K. Galbraith wyd. Polskie Towarzystwo Ekonomiczne Warszawa 2011 r.

W książce zaprezentowano zagadnienia dotyczące rozwoju teorii ekonomii i jej głównych nurtów. Kwestie te rozpatrywane są w powiązaniu z wyzwaniami rozwojowymi współczesnej gospodarki i przemianami cywilizacyjnymi w świecie. Połączenie podejścia teoretycznego z empirią i wymogami życia umożliwiło sformułowanie nie tylko postulatów co do kierunków rozwoju ekonomicznych badań naukowych, ale przede wszystkim postulatów pod adresem polityki i praktyki gospodarczej oraz ich kreatorów.

Ekonomii nie można zrozumieć bez znajomości jej historii. Wiele z tego, co na temat historii myśli ekonomicznej dotąd napisano, było niesłychanie nudne. Wielu uczonych uważa, że wszelka udana próba przedstawiania myśli w sposób żywy, zrozumiały i interesujący jest przejawem niedostatecznej erudycji. Za takim puklerzem chronią się nieodmiennie ci, którym się najtrudniej wypowiadać w sposób logiczny i przystępny. Powyższe uwagi wyjaśniają cel, jaki mi przyświecał przy pisaniu tych dziejów – pisze autor o idei swej książki.

Uroczystość wręczenia nagród w VIII edycji konkursu „Mikroprzedsiębiorca Roku 2012”. Główna Sala Notowań, Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie.

Chciwość,

Ekonomia w perspektywie. Krytyka historyczna

red. nauk. Elżbieta Mączyńska wyd. Polskie Towarzystwo Ekonomiczne Warszawa 2009 r.

38 Biuletyn PTE nr 1/2012

w Czwartek u Ekonomistó ilność pt. „Niepewność i niestab a bat De e”. arc pod w gos Polskie organizowana jest przez e, Klub iczn nom Eko o ystw arz Tow ziałami Pod ad Pon Dobro Wspólne łęsy Wa ha Lec cie tytu Ins y prz ową oraz Szkołę Główną Handl arzystwa w siedzibie Polskiego Tow Ekonomicznego przy rszawie. ul. Nowy Świat 49 w Wa

film 2011 reż. J.C. Chandor

Warto OBEJRZEĆ

18- 20

29 marca, godz. 16.00

Pierwsze 24 godziny finansowego kryzysu na Wall Street. Film jest studium funkcjonowania instytucji finansowych oraz zachowań menedżerów i  maklerów, gdy staje się jasne, że krach jest nieunikniony. Pokazuje pragnienia i żądze, którym wszyscy ulegają oraz ich konsekwencje.


w towarzystwie prezesa

Kwestionariusz

ekonomisty

Bogdan Ślusarz, prezes oddziału PTE w Zielonej Górze. W PTE jest od 1997 r. Szczyci się, że uczniowie z Lubuskiego biją rekordy, jeśli chodzi o liczbę finalistów w Olimpiadzie Wiedzy Ekonomicznej. Uprawia łowiectwo, ale sam przyznaje, że raczej bezkrwawe: więcej karmię zwierzątka, niż poluję, najważniejsze dla mnie to być w lesie i obserwować piękną przyrodę. W życiu robił prawie wszystko, od pracy na roli, mycia okien w czasach studenckich, pracy naukowej do zarządzania dużą firmą. Każde z tych zajęć czegoś go nauczyło i nie uważa, że był to czas stracony. Ma mnóstwo maksym na każdą okazję, jak chociażby tę, że urodził się w czepku, ale myszy go zjadły.

PTE to dla mnie: działalność społeczna Pieniądze zarabiam: i wydaję coraz chętniej Największy grzech ekonomistów to: koniunkturalizm Nie istnieje dla mnie dzień bez: informacji z rynków finansowych Sukces to dla mnie: wnuczki, synowie i żona Ludzie nie wiedzą o mnie że: jestem w gruncie rzeczy bardzo wrażliwy Jestem szefem: sprawiedliwym Mógłbym zatrudnić: prof. Jerzego Hausnera Nie przyjąłbym do pracy: osoby bez ambitnych planów Konkurencja: daję sobie radę gorzej z tzw. przyjaciółmi Wakacje spędzam: z najbliższą rodziną Do szału może mnie doprowadzić: rozmowy polityków w TV Nigdy sobie nie odmawiam: czegoś dobrego dla podniebienia Internet jest: źródłem wiedzy i rozrywki Czytam: literaturę ekonomiczną Oglądam: filmy historyczne Gdyby to ode mnie zależało: sprawiłbym, aby ludzie byli sobie życzliwi Najdziwniejsza rzecz, jaką mam to: czapka do sauny

39


Ewa Okoń-Horodyńska Tomasz Sierotowicz Rafał Wisła

„Pomiar aktywności patentowej gałęzi gospodarki” Polskie Towarzystwo Ekonomiczne 2012 r

(…) Książka stanowi przydatne narzędzie dla ekonomistów i prawników zajmujących się problematyką patentowania. Pogłębienie tablic konkordancyjnych w postaci mapy przyporządkowania kategorii dwu klasyfikacji: międzynarodowej klasyfikacji patentów (IPC, International Patent Classification) oraz statystycznej klasyfikacji działalności gospodarczej w Unii Europejskiej (NACE, Statistical Classification of Economic Activities in the European Community) stanowi dużą wartość niniejszej publikacji. prof. UW dr hab. Barbara Liberda

fragmenty ze wstępu

Potrzeby i oczekiwania sfery realnej gospodarki mobilizują przedsiębiorstwa, a po części również świat nauki, do kierowania swoich zasobów do badań znajdujących aplikacyjne zastosowanie. Takie zachowanie wpływa na zmianę struktury wydatków inwestycyjnych, kierunki prowadzonych badań, oczekiwania w zakresie komercyjnego zastosowania otrzymanych wyników(…).

40 Biuletyn PTE nr 1/2012

(…) W niniejszym opracowaniu zostały sformułowane dwa główne cele badawcze. Pierwszy to identyfikacja gałęzi gospodarki, które wykazują największą i najmniejszą aktywność patentową; drugi to określenie schematu współzależności między liczbą otrzymanych patentów w danej gałęzi a zmianami udziału gałęzi w wytwarzanej wartości dodanej brutto w gospodarce.


Biuletyn 1/2012