Page 1

Nr 2 - lipiec - sierpień - WRZESIEŃ 2014

Polski fandom ■ Obcy ■ Predator ■ Colonial Marine


Słowo od Redakcji 1 września już dawno za nami, więc pora na kolejną porcję Obcego i Predatora. Oddajemy w Wasze wirtualne ręce drugi numer zinu. Sporo się zmieniło od maja i chociaż jeszcze wiele pracy przed nami to mamy nadzieję, że idziemy w dobrym kierunku. W październiku pojawimy się na premierze krótkometrażowego filmu Alien Pretoria, którego reżyserem jest Dawid Tomaszewski. Jeśli macie blisko do Ostródy, to zapraszamy 11 października o godzinie 11 na wyjątkowe wydarzenie w amfiteatrze. Oprócz duchowego wsparcia możecie również dołożyć cegiełkę (szczegóły na stronie gttchopper.pl/pretoria) - nawet symboliczna złotówka to krok do przodu dla Dawida i jego ekipy. Jesienią pamiętajcie o szalikach - przez gardło najkrótsza droga do pasożyta w klatce piersiowej.☺ Pozdrawiamy, Redakcja GTTChopper!

Redakcja: Predator Naczelny: Magda „S’avanna” Górska-Biegańska Tłumaczenia: Magda „S’avanna” Górska-Biegańska Redakcja: Magda „S’avanna” Górska-Biegańska Skład i opracowanie graficzne: Przemysław „Brian” Biegański Opracowanie strony www: Przemysław „Brian” Biegański Kontakt: gttchopper.redakcja@gmail.com WWW: gttchopper.pl Facebook: facebook.pl/GTTChopperZinPL Materiały wykorzystane: Zdjęcie na okładce: Klaudia Heintze, Konrad „Biały” Klepacki, Paweł „Paszko” Matuszak. W tym numerze zostały wykorzystane zdjęcia z planu filmu Alien Pretoria, zdjęcia z filmów Obcy: Decydujące starcie i Predator 2, concept art z gry Aliens: Colonial Marines, rysunki i zdjęcie zapożyczone z książki Aliens - Colonial Marines Technical Manual oraz własne elementy graficzne. Autorzy zdjęć: Bogusław Kobic, Gata Kinga Kowalewska, Konrad Klepacki

2


SPIS TREŚCI Słowo od redakcji •••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••• 2 Red@kcja ••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••• 33

Zapowiedzi Alien Pretoria •••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••• 4 Spacecon •••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••• 10

Wywiady Dawid Tomaszewski •••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••• 7 Zapach Ripley •••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••• 12 Sommer ••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••• 32

Fanfiction USCM Special Operations Command - Brian •••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••• 23 Wieczny Łowca - Sommer ••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••• 28

Fanart Dill-On ••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••• 17

Artykuły United States Colonial Marines •••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••• 20

Komiksy Alien Loves Predator •••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••• 25 Alienkomix •••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••• 27

Caterpillar P-5000 Powered Work Loader (potocznie Power Loader). Aliens-Colonial Marines Technical Manual

3


Zapowiedzi

ALIEN PRETORIA

Alien Pretoria to amatorska, niezależna produkcja filmowa, składająca hołd serii filmów Alien. Akcja filmu rozgrywa się na pokładzie statku kosmicznego USS Humira, gdzie prowadzone są badania nad tytułowym Obcym. Po jakimś czasie krążownik traci łączność z bazą na planecie Krig-8 i zostaje zaatakowany przez fregatę Combulux, obsadzoną przez piratów oraz elitarne jednostki Weyland-Yutani. Podczas morderczego starcia dochodzi do nieumyślnego wydostania się niebezpiecznego organizmu na wolność. Siły WeylandYutani postanawiają ostrzelać Humirę, aby zatrzeć ślady, jednak części załogi krążownika udaje się ewakuować lądownikiem bojowym i lądować awaryjnie na Krig-8. www.facebook.com/AlienPretoria

4


Zapowiedzi

ALIEN PRETORIA

5


Zapowiedzi

6


Wywiady

Dawid Tomaszewski reżyser Alien Pretoria

Odpowiedzi na kilka nurtujących nas pytań udzielił nam reżyser fanowskiego filmu Alien Pretoria - Dawid Tomaszewski.

Haxo TV nie ma na razie celów komercyjnych. Wynika to głównie z szacunku dla praw autorskich - nie chcemy ich naruszać w imię filmu a uzyskanie pozwolenia to duży wydatek, który przekracza nasze obecne możliwości finansowe.

Dawid Tomaszewski: No się wie, że to ja.☺ Get To The Chopper: W opisie na stronie crowfundingowej zaznaczyłeś że Ty i twoja grupa jesteście ludźmi, którzy chcą coś tworzyć zamiast siedzieć z puchą piwa. Jakim jesteś człowiekiem, jakimi ludźmi jesteście jako grupa? D.T.: Nie wiem w sumie jak mogę siebie określić. Niektórzy uważają, że się wywyższam, ale według mnie każdy może otrzymać swoje 5 minut. Najważniejsze, żeby wszystkim się fajnie pracowało. Wspomniałem na początku o tym piwie, bo to prawda. Gdzie się nie wyjdzie to młodzi siedzą i się po prostu nudzą. Nie to, żebym kogoś za to krytykował, bo krytykiem ani osobą upoważnioną do oceniania nie jestem. Osobiście uważam, że odpowiedzialność za to ponosi starsze pokolenie (rodzice).

GTTCh: Skąd wziął się pomysł na Pretorię? Skąd zafascynowanie uniwersum Ksenomorfów? D.T.: Ksenomorfami interesuję się od dziecka, zawsze zaskakiwały mnie produkcje z tego uniwersum. Od zawsze chciałem znaleźć się na pokładzie Nostromo, jeśli nie prawdziwego to chociaż na planie filmowym. A skoro nie było takiej możliwości, to postanowiłem być najpierw na Notaliusie, a potem na USS Humirze. Pomysł na Pretorię powstał 3 miesiące po wydaniu na świat naszego pierwszego dziecka, Alien The Unknown, które okazało się jedynie zabawą i treningiem. Uważamy jednak A:TU za pierwszą część naszego miniuniwersum. Kanon sagi Obcego jest znany i lubiany. Takie filmy budzą wiele emocji, na przykład strach, napięcie, współczucie, zaufanie. Filmy z serii Obcy są bardzo dobrze wykonane. Ich twórcy włożyli w nie ogromną ilość pieniędzy, sam Cameron dołożył z własnej kieszeni do zbudowania sensora pokazanego w filmie Obcy: Decydujące starcie. Ja czuję, że bliższy jest mi raczej Cameron niż Scott, ponieważ A:TU, który miał budzić lęk, paradoksalnie okazał się komedią. Za to obecny projekt (Pretoria) jest naszpikowany akcją.

Haxo TV pozwala młodym ludziom na robienie czegoś, co zwykle dzieje się na ekranie komputera. Przykładowo, niedawno wyszła gra Aliens: Colonial Marines a my, włączając wątki z A:CM do Alien Pretoria, zachęciliśmy sporą grupę osób do wzięcia udziału w filmie. Można to porównać do grania w grę w realu! Wracając do pytania, to grupa jest pełna pasji i zamiłowania do tego co robi. Zdarzają się między nami zgrzyty, zwłaszcza między operatorem kamery i reżyserem. Wynika to z tego, że każdy chce dla filmu jak najlepiej. Choć ostatnie zdanie należy do reżysera, opinia każdego członka grupy ma ogromne znaczenie.

GTTCh: Alien Pretoria to film fanowski, amatorski. Wykorzystujecie w nim rekwizyty i scenografię, które sami tworzycie. Co stanowiło największe wyzwanie? D.T.: Kasa, kasa i jeszcze raz kasa. Znaleźć sponsora to jak szukać igły w stogu siana. Ludzi nie interesuje pasja niewielkiej grupy młodzieży, nawet jeśli liczy ona 79 osób. Po co pomagać, po co się angażować? Ano właśnie po to, by ci młodzi ludzie otrzymali swoją szansę na zrobienie czegoś dobrego, na rozwijanie swoich zainteresowań.

GTTCh: Pretoria to nie tylko Twój osobisty projekt, to efekt pracy całej grupy o nazwie HAXO TV. Od czego zaczynaliście? D.T.: HAXO TV funkcjonowało na początku jako logo niewielkiego kanału na YT. Zaczęliśmy najpierw nagrywać Minecrafta z fabułą Obcego. Z czasem zrobiliśmy 45-minutową bajkę w świecie Minecrafta pokazującą naszą własną wizję Prometeusza! A potem wiadomo - kamera i jedziemy.☺

GTTCh: Co stanowi dla Ciebie największą przeszkodę w realizacji projektów? D.T.: W realizacji projektów w dużym stopniu przeszkadza mi szkoła. To zresztą problem całej ekipy,

7


Wywiady GTTCh: Nie tak dawno fandom zelektryzowała informacja o projekcie Predator: Valhalla, niestety zaniechanym przez twórcę. Ty konsekwentnie, mimo braku porównywalnego doświadczenia i możliwości, podjąłęś się realizacji Pretorii. D.T.: Uważam, że wszystko co można było powiedzieć o tym projekcie zostało już napisane na forum strony Alien Hive. Osobiście trzymam kciuki za wznowienie jego realizacji. Ja sam, zanim podjąłem decyzję o AP, zastanowiłem się kilka razy. Poczytałem, jak powstawały filmy Obcy: Ósmy pasażer Nostromo i Decydujące starcie. Dzięki temu odkryłem nowe możliwości i zauważyłem przeszkody, jakie mogą pojawić się na drodze do realizacji mojej wizji. Potem przyszła kolej na sponsorów, dekoracje, aktorów, zebranie ekipy i... szkołę. Ogrom pracy! Predator: Vallhala miał ogromny budżet, dzięki któremu możliwe było pokazanie wioski, lasu, profesjonalnie wykonanego stroju Predatora. W naszym przypadku w grę wchodzi kwota do 2 000 złotych, w tym ręcznie robiony kostium Obcego (koszt: 300 zł!). Reszta to sceneria, rekwizyty: broń, pancerze, hełmy, amunicja, magazynki, panele hakujące, klawiatury mobilne, model USS Humira oraz makiety. Projekt jest amatorski, ale akcja filmu dzieje się na USS Humira i w bazie wojskowej, dlatego sceneria jest dla mnie najważniejsza. Podstawowa zasada: nie podejmuję się czegoś, co może mnie przerosnąć. Jestem świadomy tego co robię, mam motywację, udało mi się zdobyć wsparcie aż 8 sponsorów. Wśród nich jest Starostwo Powiatowe w Ostródzie, Podmar, portal GreenBlood.pl, Zespół Szkół Rolniczych im. Wincentego Witosa w Ostródzie oraz Program Rewitalizacji Społecznej PRS.

ale na szczęście dajemy jakoś radę to ogarnąć. Konieczny jest dobrze rozpisany grafik i wytrwałość, bo jak już zacznie się iść to nie ma odwrotu. Upadasz, to wstajesz, otrzepujesz się i idziesz dalej. Rezygnacja nie wchodzi w grę, bo mając sponsora musimy cały czas nagrywać. Nie może być tak, że on w nas zainwestował a my nic nie zrobiliśmy. GTTCh: Ile jest w Pretorii klasycznej techniki filmowej, a ile efektów tworzonych komputerowo? D.T.: Scen z makietami jest mało, góra 10. Wszystkie sceny są nagrywane w klasyczny sposób a nie komputerowo. Owszem, efekty strzałów, iskry, czy silniki od statku kosmicznego musieliśmy wykonać z pomocą komputera, ale wszystkie cienie i światła są naturalne. Nadal mamy problem z kadrami i niektórymi najazdami, ale wiadomo - nie ma filmu doskonałego. Ogólnie nie jestem zwolennikiem komputerowych efektów specjalnych. Na przykład A:TU miał wstęp z wycieniowanym statkiem, zrobionym w grze Minecraft, co dało słaby efekt. Teraz nasz statek to autentyczny model USS Humira pokazany na czarnej płachcie, na której rozsypano mieszankę soli, mąki i cukru. Dało to ciekawy efekt gwiazd. Również w przypadku twarzołapa zrobiliśmy postępy, teraz jest „żywą” istotą. GTTCh: Jakie jest Twoje zdanie na temat filmów, które zostały przeładowane efektami specjalnymi i zgubiły swój pazur, swoją duszę? D.T.: Dla mnie technika to nic złego, ale twórcy często idą na łatwiznę. Uważam, że choć Alien Pretoria nie jest filmem idealnym to jednak wymagał od nas więcej pracy niż gdybyśmy zdecydowali się na zastąpienie wszystkiego efektami komputerowymi. Zdobyliśmy dzięki temu cenne doświadczenie i zmieściliśmy się w skromnym budżecie, bo taniej jest zrobić rekwizyty i scenerię własnoręcznie niż zastąpić je pracą komputera.

Od początku mówimy: damy wam Aliena. I dostaniecie Aliena! Dziękujemy za rozmowę!

GTTCh: Jakim projektem zajmowałeś się przed Alien Pretoria? D.T.: Alien: The Unknown, jeżeli chodzi o filmy. A:TU opowiada o grupie naukowców lądujących na LV-426. Dzieje się tam dokładnie to, co na pokładzie Nostromo. Z tą różnicą, że nasza nietypowo wykonana produkcja ma charakter komediowy. GTTCh: Jaki będzie wasz następny film? D.T.: OPAD, tak nazywa się nasz w pełni autorski projekt. Obecnie zbieramy fundusze na jego realizację. Będzie to produkcja w klimacie postapokaliptycznym. Na razie nie możemy zdradzić nic więcej.

8


Wywiady

Zdjęcia z filmu Alien Pretoria

9


Zapowiedzi Razem z organizatorami Spaceconu zapraszamy Was na drugÄ… edycjÄ™ imprezy w klimacie sciencefiction.

10


Zapowiedzi Rybnik - Chwałowice otworzy przed Wami wrota do postapokaliptycznej zabawy już 22-24 maja 2015.

11


Wywiady

Zapach Ripley

Tajemnicę perfum i obcych zapachów odkrywa przed nami Klaudia Heintze, znana również jako Sabbath. Klaudia Heintze jest autorką zmysłowych opowieści o perfumach Sabbath of Senses (sabbathofsenses. com), prezesem Śląskiego Klubu Fantastyki i zakochaną po uszy w serii „Obcego” kobietą z charakterem, którego zbieżność z drapieżno-kobiecą naturą Ripley nie może być przypadkowa. Na konwencie Nordcon w 2011 roku pojawiła się w Power Loaderze - od tamtej pory na terenie Jastrzębiej Góry nie zarejestrowanego żadnego przypadku cywila zaatakowanego przez Obcych.☺ Get To The Chopper: Jak wspominasz swoje pierwsze spotkanie z Obcym? Klaudia Heintze: Z filmem? Bałam się. I jednocześnie myślałam, że ta Ripley wie, co robi. Wiesz... Dzieckiem byłam, ale miałam swego rodzaju poczucie wspólnoty z Ellen, która podejmowała rozsądne decyzje. Nie chojraczyła, nie pajacowała – po prostu podejmowała się działania, które miało zapewnić jej przetrwanie. I wyeliminować wroga. To też. GTTCh: Czy postać Predatora jest Ci równie bliska? K.H.: Nie. Lubię tę serię, szczególnie pierwszego „Predatora”, który należy do moich ulubionych filmów w ogóle, ale „Alieny” to inny poziom fascynacji. Przy czym dla ścisłości zeznań chciałabym zaznaczyć, że mnie postać Obcego bliska nie jest. Nie w sensie emocjonalnym. Bliska mi jest Ellen Ripley. To moja ulubiona postać fikcyjna ever. Obcy – postrzegany jako gatunek, zjawisko, jest zagrożeniem. Fascynującym, ale jednocześnie takim, które należy przede wszystkim wyeliminować. Nie podziwiać. Nie jestem Ashem, którego zachwyca „perfekcyjna zabójczość” tego stworzenia. Ja nie podejmowałabym prób oswajania. Walnęłabym atomówką z orbity.☺ GTTCh: Crossover uniwersum Obcego i Predatora jest dla Ciebie... K.H.: Fajnym pomysłem. To nie jest głupie, przypadkowe, sklecone na siłę połączenie dwóch uniwersów, tylko... pomysł właśnie. Koncept pozwalający połączyć je w sposób, który ma ręce i nogi i przy okazji dostarczyć miłośnikom fantastycznego kina akcji sporo rozrywki. Jestem na tak. A jeśli ktoś nie lubi, to przecież nie musi oglądać.

12


Wywiady GTTCh: Zobaczymy Cię jeszcze w powerloaderze? K.H.: Nie chciałabym zapeszać, ale jeśli ktoś wybierze się na przyszłoroczny SpaceCon, na który serdecznie zapraszam, to być może będzie okazja. Zresztą na SpaceCon warto przyjechać nawet bez przynęty w postaci Power Loadera. Szczególnie jeśli lubi się Alieny i Predatory.

mie. Bo żyje w koszmarze. Kiedy następuje ewolucja postaci, gdy Ellen zaczyna walczyć o życie dziecka, które staje się jej zbawieniem, sposobem spłacenie długu wobec córki nadchodzi moment, kiedy mogłaby narodzić się kompozycja, ale powiedzmy uczciwie – kto by się zajmował perfumami w takiej sytuacji? Zapach opuszczonej bazy, detonowanej amunicji, zagęszczający się kwaśny odór Obcych... Tym powinny pachnieć te sekwencje.

GTTCh: Na co dzień piszesz zmysłowe opowieści o perfumach. Czy zdarzyło Ci się połączyć obie pasje - tę do pięknych zapachów i brzydkich Obcych? K.H.: Tam od razu brzydkich obcych. Obce są wredne, ale żeby od razu brzydkie? Mnie się podobają. Projektując całą serię kriczerów do alienowej sagi Giger odwalił kawał dobrej roboty. Jego projekty są przerażające i fascynujące zarazem. Wracając do pytania: a jakże! Moje zmysłowe opowieści rodzą się z moich pasji przefiltrowanych przez moją wrażliwość. W recenzjach i artykułach nawiązuję do lektur, muzyki, mojej wiedzy historycznej i technicznej, odnoszę się do sztuki, która mnie porusza i do mitów, które nas – ludzi definiują i kształtują. Jakżeby w tym kalejdoskopie zabraknąć mogło Alienów? Dla porządku dodam, że perfumy, które zilustrowałam sceną z „Alien Resurrection” oczywiście mam. Cały flakon. Zapach wywołuje spore zainteresowanie. Czasem spotyka się z wyrazami uznania, a czasem tylko z wyrazami. ☺

W trzeciej części Ellen musiałaby mieć budyń zamiast mózgu, żeby się perfumować. Na Fury 161? Z tymi wszystkimi napalonymi kolesiami wokół?! Czwarta część... To jest materiał na zapach. Znów nie do końca widzę krzyżówkę człowieka z Obcym dzierżącą kryształowy flakonik z pompką i rozpylającą chmurę zapachu, ale tym razem sama postać Ripley skonstruowana jest w sposób, który pozwala sobie wyobrazić, że posiada ona jakiś swoisty, specyficzny zapach. W końcu ma pomalowane paznokcie. ☺ Czym mogłaby pachnieć Ellen Ripley – matka alienów? Przede wszystkim należy założyć, że zapach ma być „sytuacyjny”, nie klasycznie perfumeryjny. Wyobrażam sobie eteryczne nuty dymne u szczytu kompozycji. Dziegieć, odrobina ozonowego, słodkiego rozyranu i zimne kadzidło frankońskie. Dalej zapach gumowanej skóry – mroczna pamiątka po obcych. Bituminy, asfalt, żywiczny benzoes i skórzaste, brudne labdanum. Oraz dla przeciwwagi nuty mleczne - tępe, łagodne. Ludzkie. I na koniec baza: mech i przypominający nieco zapach WD40 costausol – na pamiątkę pochodzenia zmutowanej Ripley, która narodziła się w maszynie, nie łonie matki.

GTTCh: Jaką mieszankę skomponowałabyś dla Ellen Ripley? K.H.: To jest, wbrew pozorom, bardzo trudne pytanie. Bo Ellen Ripley nie jest ciągle tą sama postacią. Ewoluuje i jest to ewolucja, w której stały jest tylko sposób myślenia, analiza danych, skuteczność. Emocje, osobowość, pragnienia... to wszystko zmienia się. Ellen z pierwszej części sagi to normalny człowiek. Fachowiec, ale nie ktoś niezastąpiony. Silna osobowość, ale przecież gdyby nie ekstremalne warunki, byłaby osobą dość zwyczajną. Później, już w drugiej części dowiadujemy się, że była matką, która pracowała poza domem i chciała do niego wrócić przed urodzinami dziecka. Jaki zapach nosiłaby Ellen nieskażona śmiercią? Jakiś normalny. Może nie byłyby to perfumy w typie różowej landryny, ale też żadne ekstremum. Widziałabym ją w fiołkach na zielono - drzewnej bazie. Ellen z „Aliens” czyli „Decydującego starcia” nie nosiłaby perfum. To jest człowiek, który stara się iść przez życie jak ludzie prą przez zamieć. Połamany, chwytający się normalności, której nie rozu-

13


Wywiady GTTCh: Współorganizowałaś wyjątkowy pokaz filmów o Obcym. Czy możesz w kilku słowach opowiedzieć o tym wydarzeniu? Czy jest w planach powtórka? K.H.: Ha! Powtórka... Chciałabym. Tym razem zrobilibyśmy jeszcze większy show! Samo wydarzenie było częścią katowickiego Festiwalu Filmów Kultowych. Był to pokaz wszystkich czterech części sagi połączony z inscenizacją – happeningiem dla publiczności. Wchodzących na pokaz gości witali przedstawiciele korporacji Weyland – Yutani prowadzący akcję promocyjną mającą zachęcić ludzi do kolonizowania LV-426. Były ulotki, formularze, panie i panowie w korporacyjnych strojach. Na terenie samego kina, w rogach, pod ścianami spotkać można było dziwne, kuliste twory pokryte śluzem. Twory to oczywiście jaja Obcych, które techniką oklejania balonów masą papierową przygotował jeden z moich kumpli z klubu – Robo. Świetnie mu wyszły. Jaj pilnowali Colonial Marines w składzie przypominającym klasyczną kombinację z „Aliens”, z zadziorną, energiczną Vasquez w czerwonej bandanie włącznie. Był dym, wskaźniki laserowe, biegający marines, strzały, zwłoki... No wiesz. Normalny dzień w Colonial Marines. Jak dzień na farmie. ☺ Fot: Bogusław Kobic

Fot: Bogusław Kobic

14


Wywiady

Fot: Gata Kinga Kowalewska GTTCh: Skąd wziął się pomysł na budowę powerloadera? Czy był to wymagający projekt? K.H.: Pomysł, projekt, proces budowy i sama prezentacja dzieła to jest jedna, wielka, piętrowa anegdota. Po pierwsze pomysł. U źródła leży czynnik niezależny od nas – realia konwentu Nordcon ustalane przez zarząd GKFu. Kiedy ogłoszono motyw przewodni imprezy – hard SF, pierwszym co przyszło mi do głowy była Ripley. Ale jakże tu się przebrać za Ripley? Toż to żadne przebranie. Nadeszły Bachanalia Fantastyczne w Zielonej Górze – jeden z moich ulubionych konwentów – podczas których wraz z Konradem „Białym” Klepackim i Rafałem Kosikiem, przy trunkach zacnych i w humorach jeszcze zacniejszych wpadliśmy na pomysł, że jak Ripley, to w Powerloaderze. Przyznam szczerze, że kiedy trunki zacne opuściły nasze organizmy, jedyną osobą, która wciąż uważała ten pomysł za dobry był Konrad. A że Konrad jest człowiekiem, który rzeczy trudne załatwia od ręki, a niemożliwe w trzy dni... tydzień przed Nordconem wylądowałam w Gdyni z poczuciem, że powiedzenie „porwać się z motyką na słońce” może wcale nie być zwykłą metaforą.

Fot: Konrad Klepacki

15


Wywiady Już same zakupy materiałów stanowiły totalną radochę. Wchodzimy na przykład do Castoramy. Kupujemy rurki, kleje, taśmy i mnóstwo styropianowych płyt różnych grubości. Pani przy kasie nie omieszkała nas poinformować, że do ocieplania płyty muszą być tej samej grubości.

obecnym etapie nie jestem w stanie niczego obiecać. Po Polconie natomiast... po Polconie będę miała więcej czasu, więc kto wie.☺ GTTCh: Do której części „Obcego” najczęściej powracasz? K.H.: Hm... Myślę, myślę i nie wiem. Chyba do „Aliens” czyli „Decydującego starcia”. Choć największe wrażenie zrobiła na mnie jedynka. A sentyment mam także do Ripley z Czwórki. I do sceny z rzutem do kosza. Majstersztyk!

- Tak, wiemy, dziękujemy – my na to i stoimy dalej. - Ale to muszą państwo wymienić. - Nie nie, dziękujemy, weźmiemy takie. - Ale one nie mogą być różne. Ociepla się płytami równej grubości – pani okazała się bardziej troskliwa, niż przewidywaliśmy. -Ale ja niczego nie będę ocieplał – rzecze na to Konrad. - Ale jak to? - dziwi się pani – To po co panu te płyty?! - Przebiorę się za podnośnik widłowy.

GTTCh: Wybacz, ale nie mogliśmy się powstrzymać i musimy zadać to pytanie. Jakie są Twoje wrażenia po obejrzeniu „Prometeusza”? K.H.: Hahaha! ”Prometeusz” nie jest częścią sagi o obcych. I nie mówię tego dlatego, jest to chała. Chała to chała. To po prostu jest film o czymś zupełnie innym. Saga o Alienach to opowieść o starciu istoty, którą świetnie scharakteryzował Ash w pierwszej części sagi - Idealny organizm. (…) nieskażony wyrzutami sumienia, skruchy czy złudzeniami moralności, z człowiekiem – istotą działającą wedle zupełnie innych schematów i zasad. To jest temat tej serii. Pytanie, czy moralność, odpowiedzialność za innych, emocje – osłabiają nas, czy czynią silniejszymi. Dają nam przewagę, czy skazują na porażkę. Tego w ”Prometeuszu” nie ma. To jest film o czymś zupełnie innym. Jeœli miałabym spekulować na temat tego o czym, to zaryzykuję twierdzenie, że tematem przewodnim jest powiedzenie Einsteina, że: Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat i ludzka głupota. Co do tej pierwszej nie mam pewności. ”Prometeusz” daje nam pewność co do tej drugiej...

Cała konstrukcja trzymała się na fragmencie drewnianej witryny ulicznej, przez dziury w której przeciągnięte były szalki plecaka, który wisiał na moich plecach. Ja natomiast dyndałam na dwóch kawałkach taśmy parcianej przywiązanych do pasków u spodni Konrada i Pawła „Paszko” Matuszaka, który pełnił rolę drugiej nogi. Całość była niemiłosiernie ciężka, niewygodna i niestabilna. Ale ryk publiczności kiedy nad parawanem złożonym z rollupów pożyczonych nam przez Powergraph pojawiło się pomarańczowe światło i szczyt klatki, wynagrodził nam wszystko. Nie mówiąc już o tym, że od tego sławetnego tygodnia w Gdyni uwielbiam dźwięk ciętego nożem styropianu. Pięknie mi się kojarzy. ☺ GTTCh: Czy Śląski Klub Fantastyki, którego jesteś prezesem, ma plany związane z udzielaniem się w fandomie Obcego i Predatora? K.H.: Bycie prezesem klubu fantastyki to taka trochę dziwna funkcja. Można mieć pomysły, zachęcać, organizować. Ale to przecież może każdy klubowicz. Specyficznym zadaniem prezesa jest wspieranie inicjatyw pozostałych klubowiczów. Ja, oczywiście, wiele rzeczy robię z własnej inicjatywy – wspomniane maratony filmowe, targi książki, współprace ze szkołami itp. Do współpracy z fandomem AvP będę zachęcać, ale nie jestem w prawie, by składać deklaracje w imieniu innych członków ŚKFu. Ja sama, jako ja, zamierzam nadal wspierać SpaceCon, który w założeniu jest imprezą mocno alienową i dodatkowo organizowany jest przez świetnych ludzi. Mamy też pewne alienowe pomysły związane z przyszłorocznym, jubileuszowym Polconem, który mam zaszczyt i przyjemność koordynować, ale na

Dziękujemy za rozmowę!

16


Fanart

Dill-On Michał Michlewski - znany także pod pseudonimem Dill-On jako twórca bloga o Obcych „ALIENS CHAMBER”. Urodzony w 1990 roku w Łodzi. Od najmłodszych lat fascynuje się filmami science-fiction, horrorami i komiksami, co przełożyło się na pasję do tworzenia. Pierwsze prace powstawały za pomocą ołówków i tuszu. Obecnie Michał dysponuje większym wachlarzem możliwości, włączając w to inne techniki tradycyjne jak np. farby akrylowe czy olejne, oraz techniki cyfrowe (w tym grafikę trójwymiarową). Jednym z artystów, którzy mieli największy wpływ na twórczość Michała jest Hans Rudolf Giger, o czym można się przekonać oglądając niektóre jego prace. Od zawsze pasjonat przyrody, od pewnego czasu również futurologii. Fascynuje go wszystko co mroczne i owiane tajemnicą.

ALIEN POSTER 2012 by Michał Michlewski

Poza tworzeniem obrazów i grafiki, Michał uwielbia również tworzyć muzykę, jednak traktuje to tylko jako odskocznię od rutyny. Na końcie posiada krótką powieść graficzną osadzoną w uniwersum Obcego pt. „Watości”. Obecnie projektant i ilustrator - w przyszłości chciałby tworzyć również grafikę koncepcyjną na potrzeby filmów oraz gier. Każdy dzień stara się poświęcać na rozwój swoich twórczych zainteresowań. Więcej jego prac można zobaczyć pod adresem: http://michalslim.deviantart.com/ Kontakt: mmichlewski@gmail.com

17


Fanart East Coast Mech by Michał Michlewski

Ooshatech by Michał Michlewski

18


Fanart Droid Poster by Michał Michlewski

19


Artykuły

United States Colonial Marines Przemysław „Brian” Biegański

Gotowe zbroje USCM że tak je nazwę, wykonuje na przykład amerykańska firma SpatCave Studios - http://www.spatcave.com. Oczywiście bardzo wysoka jakość wykonania równa jest także wysokiej cenie. Za pełny, pomalowany, kompletny strój, musimy w SpatCave zapłacić 750 dolarów z wysyłką oraz poczekać od 6 do 12 miesięcy (cena dotyczy stalowego hełmu, plastikowy jest o 50 dolarów tańszy...). Tak jak wspomniałem można pancerz spróbować wykonać samemu. Sposobów jest wiele, od konstrukcji z kartonu i masy papierowej na formowaniu z żywicy epoksydowej kończąc. Jednak zarówno do budowania z kartonu jak i z żywicy potrzebujemy co najmniej dobrych umięjętności technicznych, warsztatu i przestrzeni.

Żołnierz USCM (Aliens-Colonial Marines Technical Manual)

Cosplay czy też reeneacting United States Colonial Marines jest bardzo popularny w USA, Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Australii. Może nie tak popularny jak odtwarzanie szturmowców z Gwiezdnych Wojen, ale wystarczająco atrakcyjny, aby zrzeszać setki ludzi maszerujących na defiladach podczas ComicConu lub DragonConu. Odtworzenie postaci żołnierza Colonial Marines wydaje się łatwiejsze niż w pełni opancerzonego Stormtroopera, jednak wcale nie jest to takie proste.

Camo używane przez USCM. Z lewej mundur, z prawej zbroja.

Odpowiednie wzorniki jak też i olbrzymią ilość zdjęć poglądowych możemy znaleźć w sieci, tutaj trzeba wspomnieć o forum Aliens Legacy - http://forum. alienslegacy.com, gdzie znajdziemy także ludzi mogących udzielić nam porad technicznych.

Jeśli chcemy być wierni lub bardzo wierni filmowemu pierwowzorowi musimy zaopatrzyć się w BDU czyli mundur, pokryty oryginalnym wzorem kamuflażu, lub najbardziej zbliżonym do oryginalnego. Tu ciekawostka - polski kamuflaż Wz. 93 w wersji pustynnej tzw. Pantera jest zbliżony do użytego w Obcym: Decydujące starcie i bardzo popularny wśród odtwórców z USA.

Ważnym elementem zbroi USCM jest hełm. Oryginalnie hełmy używane w filmie, zostały zbudowane na podstawie amerykańskiego hełmu USGI M1 tzw. „Steel Pot”, używanego z niewielkimi zmianami od II WŚ, poprzez wojnę koreańską aż do wojny w Wietnamie a nawet w pierwszej wojnie w Zatoce (!). W naszych polskich warunkach podobny hełm możemy kupić w różnych sklepach z demobilem, czy też ze śmiesznymi przedmiotami - vide hełmy z napisem „kierownik imprezy”. Oczywiście nie są to dokładnie amerykańskie M1 ale z powodzeniem mogą służyć jako zamiennik i baza pod docelowy hełm USCM.

Kolejnym ważnym, charakterystycznym elementem jest pancerz. Można pokusić się o wykonanie go domowym sposobem, można też zamówić taki pancerz gotowy, zarówno pomalowany jak i „surowy”.

20


Artykuły Przejdźmy do wyposażenia będącego ikoną USCM. Oto słynny wykrywacz ruchu - M314 Motion Tracker, pierwotnie zbudowany był przez samego Camerona w oparciu o młoto-wiertarkę Kango 426. Także dzisiaj najwierniejsi oryginałowi puryści, wykonują repliki wykrywacza właśnie na podstawie tej wiertarki. Oczywiste że zdobycie jej u nas jest delikatnie mówiąc bardzo trudne. Oczywiście w niezgłębionej skarbnicy wiedzy jaką jest internet znaleźć można wiele poradników jak wykonać wykrywacz ruchu w oparciu o bardziej dostępne materiały. Na przykład tutaj http://www.hyperdynelabs.com/mt/construct/index. htm.

Michae Biehn jako Cpl. Dwayne Hicks. Aliens 1986

Kolejnym charakterystycznym elementem jest tzw. shoulder lamp - lampa naramienna. Możemy ją kupić zarówno gotową jak też znaleźć w sieci mnóstwo poradników jak takową wykonać.

M314 Motion Tracker.

Najbardziej rozpoznawalnym i kanonicznym elementem wyposażenia żołnierza USCM jest rzecz jasna M41-A Pulse Rifle. M41 stało się wizytówką Kolonialnych Marines, a każdy kto odtwarza postacie żołnierzy USCM stawia sobie za punkt honoru posiadanie repliki tej broni. Karabin pulsacyjny M41-A pierwotnie miał być zbudowany na podstawie niemieckiego pistoletu maszynowego MP5, jednak okazało się że o wiele bardziej satysfakcjonujący reżysera Jamesa Camerona jest amerykański pistolet maszynowy M1A1 Thomson. Na jego podstawie oraz w oparciu o części strzelby Franchi SPAS-12 zbudowano jedną z najsłynniejszych broni znanych z filmów science-fiction. M41 Pulse Rifle można kupić jako gotową replikę Airsoft Gun (ASG) w cenie około 1200 zł, lub też jako specjalny zestaw waloryzujący dzięki któremu możemy przebudować replikę Thomsona, tak aby stała się M41. W USA produkowane są także niestrzelające, żywiczne repliki, które wystarczy pomalować i zaopatrzyć w pasek nośny, natomiast czeski hobbysta i fan - Jan Rukr udostepnia do ściągnięcia zaprojektowany przez siebie kartonowy model M41 w skali 1:1 - http://aliens.humlak.cz.

Lampa / Cpl. Dietrich (Cynthia Scott). Aliens 1986

21


Artykuły W USA prawdziwi, „twardzi” fani wykonują egzemplarze M41 w pełni funkcjonalne, strzelające ostrą amunicją.

Potężniejszym i równie rozpoznawalnym elementem uzbrojenia USCM jest M56 Smartgun. Ta broń oparta została na konstrukcji niemieckiego karabinu maszynowego z II wojny światowej - MG42. Smartgun zamontowany jest na żyroskopowym wysięgniku, dzięki któremu strzelec może bez wysiłku operować ciężką bronią. Sam wysięgnik oraz kilka inneych elementów konstrukcji M56 wykonane zostały m.in. z części motocyklowych. Oczywiście repliki Smartguna również są budowane przez rekonstruktorów USCM. Dzięki temu że niedawno zadebiutowała replika ASG niemieckiego km MG42 budowa Smartguna stała się nieco łatwiejsza, chociaż nadal kosztowna. Operator M56 oprócz samej broni posiada także inny rodzaj pancerza niż regularny żołnierz, oraz zestaw ze specjalnym wizjerem - celownikiem, noszony na głowie.

M41-A Pulse Rifle użyty w filmie Aliens.

M41-A Pulse Rifle replika Airsoft Gun (ASG).

Zbrojownia USS Sulaco z wiszącymi M41. Aliens 1986

Drake ze swoim M56 Smartgun . Aliens 1986

C.D.N.

22


Fanfiction

USCM Special Operations Command Przemysław „Brian” Biegański

CMARSOC (Colonial Marine Corps Forces Special Operations Command) także USCM SOC Dowództwo Operacji Specjalnych Korpusu Kolonialnej Piechoty Morskiej tylko teoretycznie podlega głównodowodzącym USCM. W praktyce jest to całkowicie autonomiczna względem sztabu generalnego USCM organizacja wojskowa. Co ważniejsze jest ona także praktycznie niezależna od przewodnich frakcji politycznych i zarządów megakorporacji. Niezależność tą CMARSOC wypracowało sobie przez kilkanaście lat, poczynając od momentu zreorganizowania i określenia całkowicie nowej doktryny strategicznej przez genialnego dowódcę - generała majora Williama Saula Pattona.

- Alfa, tu Zeus. Melduj. - Tu Alfa. Mamy dwieście metrów do gorącej strefy. Przed nami rejon blokady. Zeus odlicz 10 robali z szacowanych. Uciszone przy podejściu. - Przyjąłem. Alfa wchodzisz, Gamma osłaniaj! - Zeus mam wiele kontaktów, Gamma daj ogień na jedenastej! - Spalony, spalony! Alfa na twojej trzeciej dwa się kampują! - Uciszone, Gamma pilnuj góry, czyszczę na wprost! Zeus wylot szybu dwa metry przed nami, mnóstwo kontaktów! - Alfa zakładaj ładunek i pryskajcie! - Uzbrajam, Gamma, Zeus wychodzimy! - Czysto, czysto, jesteśmy poza obszarem, odpalam!

Globalne, układowe a od pewnego czasu można już powiedzieć międzygwiezdne przemiany społeczne i polityczne rozbiły całkowicie dotychczasowy układ sił. Ziemia stała się owszem kluczową, jednak nie jedyną planetą gdzie idee, żądza władzy, religijne paranoje i nacjonalistyczne zacietrzewienie zaczęły się ścierać i wybuchać w postaci mniejszych i większych konfliktów.

Dwie czarne sylwetki przytuliły się do ściany. Błysk! Tąpnięcie! Syczenie i skrzypienie torturowanego metalu... Ten zwany Zeusem mógł tylko obserwować i czekać, unosił się przecież pół kilometra nad powierzchnią, nie licząc tych kilkunastu metrów pod nią, tam gdzie znajdowali się teraz Alfa i Gamma. Ci ostatni patrzyli przez spolaryzowane wizjery jak wylot korytarza z którego wybiegli zamienia się we wrota do piekła, buchający żar jak z pieca hutniczego czuli nawet przez ochronne warstwy kombinezonów. Cóż, taktyczna bomba termitowa to bardzo paskudne arcydzieło ziemskiej technologii. Tędy robactwo już przez jakiś czas nie przejdzie. Czas wystarczający jednak na znalezienie i przejęcie banków pamięci placówki.

Patton zdawał sobie sprawę że zbiurokratyzowane a jednocześnie śmiertelnie potężne molochy jakimi jawił mu się Korpus USCM czy podobne siły zbrojne podległe Chinom czy Kalifatowi staną się narzędziami w rękach krótkowzrocznych watażków polityki i biznesu. Generał przewidywał że w krótkim czasie oddziały USCM będą zwykłymi gwarantami zysków takich potentatów jak Weyland-Yutani, Bon-Manheim lub Armat.

Pewne problemy może sprawić grupa Brzydali ściągniętych tu sygnałem ich siewnika. Problemy może i uciążliwe ale nie będące tak naprawdę zbyt poważnymi. Ostatecznie to tylko banda cywili z przerostem ego. Może dużych, parszywych i uzbrojonych w różne zabawki ale tak czy owak cywili. Mimo wszystko.

Dobrym przykładem przenikliwości Pattona jest chociażby ściśle utajniony incydent związany z księżycem LV-426, o którym mimo to pogłoski zaczęły krążyć wśród braci żołnierskiej, przybierając formę mrożących krew w żyłach legend. W najpopularniejszej z nich opowiadano, jak to z rozkazu zarządu Weyland-Yutani i pod kierownictwem jednego z prezesów firmy, cały, pełny batalion Colonial Marines został wysłany do spacyfikowania czy to zbuntowanej czy to zainfekowanej śmiertelną chorobą kolonii. Batalion ten po wykonaniu zadania miał zostać zniszczony ładunkami nuklearnymi z orbity przez statki W-Y dla zatarcia śladów. Jedyny

USS Sulaco, Conestoga class. Aliens 1986

23


Fanfiction mi ocalałymi byli ponoć jakiś bohaterski kapral CM i zbuntowana pilotka korporacji. Dwójka ta wedle legendy wyrwała się z planetki porywając krążownik Korpusu i że nadal gdzieś tam w Kosmosie uciekają przed żądnymi zemsty płatnymi mordercami megakorporacji.

pozostawała sprawa mitycznej broni biologicznej. Dla generała Pattona sprawa ta stała się jedną z wielu podobnych, świadczących o słabości i braku wyobraźni ale też o bezwzględności ludzi mogących decydować o życiu i śmierci jego żołnierzy i tysięcy zwykłych cywilów. Patton nie zapomniał jednak o małym detalu w tej sprawie – tajemniczej broni obcego pochodzenia. Na długo przed objęciem przez Pattona dowództwa nad CMARSOC inni oficerowie i dowódcy sporządzali ściśle tajne raporty o z reguły śmiertelnych spotkaniach trzeciego stopnia z przedstawicielami obcych ras, prawdopodobnie rozumnych. Generał zapoznał się z nimi wszystkimi. Stało się dla niego jasne że Kosmos JEST zamieszkały przez wrogą konkurencję. Konkurencję o różnej formie, różnych celach ale na pewno nie zakładających pokojowe współistnienie z naszym gatunkiem.

Oczywiście generał Patton poznał rzeczywiste ustalenia dotyczące tej sprawy. Wedle raportu sporządzonego przez śledczych zarówno ze strony Weyland -Yutani jak i ze strony Korpusu wynikało oficjalnie że młody karierowicz, menedżer średniego szczebla, niejaki Carter Burke przekupił opowieściami o sławie i awansie naiwnego jak i niedoświadczonego porucznika USCM Williama Gormana w celu zdobycia tajemniczej broni biologicznej obcego pochodzenia. Broń ta miała zostać odkryta przez załogę holownika Nostromo 60 lat wcześniej, właśnie na powierzchni księżyca LV-426, zwanegoAcheron. Burke dowiedział się o tym przypadkowo, zajmując się sprawą dyscyplinarną jedynej ocalałej z załogi holownika, niejakiej porucznik Ellen Ripley, pilotki cudem odnalezionej w kapsule ratowniczej. W międzyczasie na tymże księżycu firma Weyland-Yutani założyła kolonię z zamiarem zterraformowania i podjęcia wydobycia surowców.

C.D.N.

Burke był drobnym cwaniaczkiem jednak nie tak głupim aby pchać się w awanturę bez sprawdzenia niewiarygodnych opowieści. Polecił aby zbadano lokalizację na księżycu, wskazywaną przez Ripley. Niedługo potem kontakt z kolonią się urwał. Dotychczas była to tylko oddolna, samowolna inicjatywa, jednakże w obliczu dramatycznych, szczątkowych raportów z koloni, jakie zdążyły dotrzeć do firmy przed zerwaniem kontaktu, pewne osoby w zarządzie W-Y dały zielone światło i drobne wsparcie w zorganizowaniu „misji ratowniczej” na Acheron. Ale o tym w oficjalnym raporcie już nie wspominano. Oczywiście po tym jak wyprawa zaginęła a w miejscu koloni odkryto krater po eksplozji termojądrowej zarząd W-Y wyparł się wszystkiego i całą winę zrzucił na Burke’a. Tym łatwiej było całą sprawę zatuszować że na księżyc wysłano zaledwie pluton żołnierzy, nie należących ani do najlepszych ani też takich za którymi ktokolwiek miałby bardzo tęsknić. Przypadkowy, drugoliniowy oddziałek pod dowództwem niższego rangą żółtodzioba. Biurokrata średniego szczebla. Kilkuset ludzi z koloni którzy i tak mięli 50 na 50 procent szansy aby zginąć wskutek jakiejś awarii czy katastrofy. Jedyną naprawdę poważną stratą było zniszczenie bardzo kosztownej instalacji do terraformowania. No i to że nadal niewyjaśnioną

Conceptart z gry Aliens: Colonial Marines. Projekty naszywek USCM SOC - Brian.

24


Komiksy

alienlovespredator.com

na dostEp Teraz stkie 30 dni wszy przez ego miesiAca! kaZd

A, juZ wiem o co chodzi. Tylko dlatego, Ze nie wyglAdam jak ChiNczyk nie dostajE paLeczek. Co to za bzdury? JesteSmy w Nowym Jorku, jesteSmy Swiatowymi ludZmi. Nie wydaje ci siE, Ze lepiej zaLoZyC, Ze wole dostaC paLeczki, niZ Ze ich nie chcemy? Ej, czemu TY dostaLeS paLeczki a JA widelec?

Przepraszam, oto paNskie paLeczki. DziEkujE

Nie mam pojEcia.

25

Okej, a teraz jak do cholery siE ich uZywa?

Zaraz... WyglAdam jak ChiNczyk?


Komiksy

alienlovespredator.com PrzecieZ i tak to robisz.

Stary, nawet nie wiesz jakie masz szczEScie z tA twojA zdolnoSciA maskowania. Wiesz co bym robiL, gdybym potrafiL znikaC?

A jak mySlisz, jAK dlugo jeszcze "PRZEPRASZAM! Jestem OBCYM! Nie wiedziaLem, Ze nie powinno mnie tu byC!" bEdzie dziaLaC?

ZakradaLbyS siE do damskiej przebieralni.

No, kurwa!

*WZDYCHA*

Po raz ostatni powtarzam, Ze nie jesteS ninja. Wiem, Ze tam STOISZ.

... po prostu leZysz na podLodze, Abe.

Cholera!

26


Komiksy

www.alienkomix.blogspot.com

27


Fanfiction

Wieczny Łowca Sommer

ROZDZIAŁ 1.

inteligentnych gatunków w ich galaktyce. Podniósł się ze skórzanego fotela i wyszedł, przemierzywszy część budynku wykutą w skale, przeszedł do tej wybudowanej przez Ziemianina, u którego gościł już od dwudziestu lat, a którego obdarł ze skóry zaraz po wylądowaniu. Nieszczęsny człowiek nie był jedyną ofiarą Yautjańskiego łowcy, w pobliżu wyspy, na której znajdowała się posiadłość, w ciągu tych lat zaginęło kilka jachtów i dwa samoloty, dlatego ludzie trzymali się od tego miejsca z daleka. W dużej, otwartej na salon kuchni znajdowała się ogromna chłodziarka, która tak jak reszta sprzętów w domu zasilana była z reaktora w statku Lin-kara. Yautjańczyk przywykł już dawno do ziemskiego wzornictwa i nie przeszkadzało mu ono tak, jak na początku. Otworzył drzwi chłodziarki i wydobył z niej butelkę yautjańskiego trunku, który zakupił na Planecie Wyrzutków. Nie wiedział dlaczego, ale ostatnio często miewał nie najlepszy humor. Z butelką w dłoni wrócił do planowania wyprawy.

Zebranie Dwadzieścia ziemskich lat to zaledwie chwila dla przedstawiciela długowiecznego gatunku jakim są Yautja. Dwadzieścia ziemskich lat to czas zbyt krótki, by zapomnieć i zostać zapomnianym, by zmienić przyzwyczajenia i rytuały, które wpajano od dziecka. Siedział na podłodze wyściełanej cętkowaną skórą i przyglądał się swojej kolekcji; mimo banicji nie potrafił zrezygnować z tej tradycji. Ostrożnie podnosił każdą czaszkę, przyglądał się jej, wspominał walkę, którą musiał stoczyć, by ją zdobyć i odkładał z powrotem na miejsce. Trofea przypominały mu o życiu, z którego zrezygnował i o planecie, którą opuścił. Żółtymi tęczówkami wodził po białych kościach; otaczał go półmrok, który dla jego rasy nie był przeszkodą lecz wsparciem, bo ewolucja dała im dar postrzegania ciepła ciał ich ofiar. Zwał się Lin-kar i był jeszcze młody, zbyt młody by mieć syna w wieku Nan-ku. Zerknął z ukosa na wyjście tuż za nim, dochodziła stamtąd blada poświata i odgłosy uderzania o coś twardego. Lin-kar odłożył ostatnią czaszkę na miejsce i wstał, nie był bardzo wysoki, ale za to dobrze zbudowany; prawie każdego dnia ćwiczył i wzmacniał swoje mięśnie; w jego świecie sprawność fizyczna była wręcz fetyszem, który wszyscy wielbili. Wyszedł z ciemnego pokoju wykutego w skale i wąskim korytarzem przeszedł do następnego pomieszczenia, przez chwilę przyglądał się szczupłej i wysokiej postaci swojego syna; chłopak kornie wykonywał zadane przez Lin-kara ćwiczenia. Zadowolony wojownik wrócił do swojego pokoju, usiadł za biurkiem, którego w przeciwieństwie do właściciela tego domu się nie pozbył i uruchomił komputer, chciał zaplanować kolejną wyprawę. Jego palce zawisły nad klawiaturą naznaczoną glifami przypominającymi pismo klinowe - gdzie mogliby się udać? Droga Mleczna miała wiele układów, które mogli odwiedzić. Czerwone markery znaczyły planety, na których już byli, żółte oznaczały te, na które udać się nie mogli, a błękitne oznaczały miejsca nie warte odwiedzenia, jeśli się chciało polować, ale dobre do uzupełnienia zapasów. Yautjańczyk zacisnął pięści i warknął niezadowolony, z tej cholernej Błękitnej Planety wszędzie było daleko. Nic dziwnego, że Oomanie żyli w nieświadomości o istnieniu innych

* Planeta Yautja. Zebranie Rady Starszych dobiegało już końca, gdy do sali wszedł jakiś Łowca i skierował swe kroki prosto do jednego z radnych, wręczył mu coś, szepcząc, po czym oddalił się pośpiesznie. Radny ów natomiast wstał, prosząc w ten sposób o głos. Nie należał on do najwyższych przedstawicieli swojej rasy i jak większość męskiej części Yautja włosy nosił obcięte trochę poniżej linii ramion. Prawie na każdy z nich nanizany był gruby pierścień z kolorowego, szlachetnego metalu zdobionego grawerowaniem lub kamieniem szlachetnym. Czoło radnego zdobił naturalny rysunek w kształcie rombów o czerwono zielonym kolorze. Jego skóra miała odcień jasnej zieleni, przechodzącej w brąz na bokach ciała, które zdobiły również małe czarne plamki. Na sobie Yautjańczyk miał pięknie zdobioną zbroję w kolorze ciemnej zieleni, cały wyglądał dostojnie i władczo. - Zgromadzeni w tej sali - rozpoczął swoją przemowę. - Dobiegły nas niedawno pogłoski o Łowcy przeszkadzającym w polowaniach, który pojawia się znikąd, zabija naszą zwierzynę i znika. Nikt nie wie, kim jest. Nikt go dobrze nie widział. Wiemy, że nieźle walczy, że jest sprawnym myśliwym, że nosi czerwoną zbroję i na tym, niestety, kończy się

28


Fanfiction nasza wiedza o nim. Dziś jednak otrzymałem nagrania z hełmów łowców biorących udział w polowaniu na Gliese. Zjawił się tam również nasz tajemniczy nieznajomy. Chciałbym abyście obejrzeli nagranie i podjęli decyzję, co powinniśmy z nim zrobić, bo tolerować tego dłużej nie możemy. Po tej przemowie radny zajął swoje miejsce na jednym z ogromnych foteli ustawionych w okręg, tak by każdy z dziewięciu członków Rady widział pozostałych. Z góry na środek sali słynął snop światła i ukazał się trójwymiarowy obraz przedstawiający Łowcę w czerwonej zbroi o dość szczupłej budowie ciała i dziwnie jasnej skórze. Łowca ów skakał z drzewa na drzewo, wywijając jednocześnie w powietrzu różne piruety i fikołki. Całość jednak prezentowała się dość oryginalnie i elegancko, przez co wzbudziła niemały podziw wśród oglądającej starszyzny. Nie takiej reakcji spodziewał się Mu-shen, który rościł sobie prawo do tytułu najlepszego Łowcy. - Chciałbym - odezwał się Mu-shen, przerywając w ten sposób falę zachwytów - zwrócić uwagę wszystkich obecnych na pewien szczegół, który być może umknął uwadze wielkiej Rady. Proszę spojrzeć na zbliżenie bio-hełmu naszego Czerwonego Łowcy, na razie tak go będę nazywał, zasrańca jednego - dodał w myślach. - Czy coś zwróciło może waszą uwagę? - Nie. Nic na nim nie ma. To zwyczajna maska, no... może po za kolorem - odezwał się głos z sali. - Właśnie. Nic! Nie ma znaku, jaki każdy Bezkrwawy otrzymuje po przystąpieniu do klanu Nowej Krwi, co sugeruje, że nasz Czerwony Łowca nie przeszedł tego rytuału. Kolejny wniosek nasuwa się sam, to wyrzutek lub syn wyrzutka, nie ma więc prawa polować. - Prawo mówi, że grzechy ojców nie przechodzą na synów - zabrał głos przewodniczący Rady. Jego twarz i ciało znaczyły liczne blizny świadczące o dużym doświadczeniu. Wielka szrama biegła wzdłuż całego czoła, przecinała lewe oko i kończyła się w miejscu, gdzie powinien się znajdować lewy dolny kieł. - Ale zgadzam się z Mu-shenem, trzeba coś z tym zrobić - dodał. W końcu zapadła decyzja, że tajemniczego Łowcę w czerwonej zbroi należy pochwycić żywego i dostarczyć przed majestat Rady Starszych, celem przesłuchania, osądzenia i być może wymierzenia kary. Od tego dnia każdy, kto udawał się na łowy i spotkałby czerwonego Yautję, miał obowiązek złapać go za wszelką cenę. Mu-shen był bardzo zadowolony z tej decyzji; wolał jednak nie liczyć na szczęście tych z klanu Krwawych, a już na pewno nie wierzył w szczęście i umiejętności Łowców Młodej Krwi.

Obmyślił sobie plan: najpierw kazał rozpuścić pogłoski, że zapłaci hojnie każdemu, kto dostarczy mu owego myśliwego. Dla pewności postanowił też rozesłać synów na najczęściej odwiedzane planety. Młodzi Łowcy mieli rozlokować kamery i czujniki w różnych częściach tych planet, tak by można było kontrolować wszystkie przyloty. - Musimy go złapać, to sprawa honoru - wmawiał sobie i synom. Znajdował się teraz w swoim gabinecie i razem z najstarszymi potomkami planował całą akcję. - To może nie być takie proste - zauważył sceptycznie Yu-shen, najstarszy syn, który mimo swego wieku wciąż mieszkał z ojcem, bo ten nie zgadzał się, by jego syn, choć był już mężczyzną, założył własną rodzinę. Yu-shen był dobrym wojownikiem, chociaż nie o takim życiu marzył, i w przeciwieństwie do ojca nie pragnął tylko władzy, lecz jako najstarszy syn musiał podporządkować się tysiącletniej tradycji i przejąć po ojcu władzę w klanie. - Planet jest zbyt wiele, odległości między nimi też są spore, możemy nie zdążyć dolecieć i nasz ptaszek wyfrunie z klatki - kontynuował swą myśl Yu-shen. - Słusznie - zgodził się ojciec - a więc polecicie każdy na inną planetę i zostaniecie tam do czasu, aż schwytacie gagatka. - Pomysł jest dobry, tylko że planet jest znacznie więcej niż nas - skwitował pomysł ojca Ri-shen. Ojciec warknął z niezadowolony. - Więc wynajmę wam kogoś do pomocy. - Mu-shen zamyślił się na chwilę. - Yu! Zawołaj swoją siostrę Sha-uni. Ma szansę sprawdzić się jako Łowczyni, zobaczymy, co pokaże z godnym przeciwnikiem. Skoro nie chce zajmować się tym, czym powinna zajmować się kobieta, to może przyda się w naszej sprawie. * Sha-uni była jedną z ośmiu córek Mu-shena. Nie była ani najstarsza, ani najmłodsza, a w kanonie yautjanskiej urody nie była też najładniejsza. Według rodziny nie była również najmądrzejsza i spośród wszystkich córek Mu-shena wyróżniała się niskim wzrostem, to zaś czyniło ją kiepską kandydatką na matronę rodu. Dziewczyna już od najmłodszych lat przejawiała zainteresowanie bronią. Z ukrycia przyglądała się trenującym braciom, by potem po kryjomu powtarzać te same ruchy. Często wstawała przed świtem, biegła na tyły ogrodu, tam gdzie nikt nigdy nie chodził, i ćwiczyła, ćwiczyła wciąż to samo, aż do znudzenia. Wiedziała, że jeśli ktoś ją nakryje, to czeka ją sroga kara.

„Jeśli coś ma być zrobione dobrze, to trzeba zrobić to samemu” mawiał.

29


Fanfiction Czasami podkradała ojcu księgi i uczyła się Kodeksu Łowcy. Mogła oczywiście przeczytać o tym wszystkim w komputerze podłączonym do ogólnodostępnej sieci, ale zapach starych pergaminów przywodził jej na myśl stare dzieje i wielkich, nigdy niezapomnianych Łowców. Marzyła często, że - tak jak oni - będzie podbijać Wszechświat, a jej imię wychwalać będą yautjańskie ballady. Niestety, ojciec nie tolerował inności, uważał, że rola kobiet ogranicza się do rodzenia potomstwa, co niewątpliwie było bardzo ważne, bo w świecie Yautja spora część mężczyzn ginęła nie zdążywszy założyć rodziny. Stąd też na Yautjalu było dwa razy więcej kobiet niż mężczyzn. Sha-uni jednak nie chciała takiego życia, jakie prowadziło większość kobiet na jaj planecie. Pragnęła walki, dreszczu polowania.

broni, nie miała też zbroi, która chroniłaby jej ciało. Rozpostarła więc szeroko ręce i z przerażającym rykiem rzuciła się w stronę jaszczura, to wystarczyło, by zwierzę na chwilę straciło zapał do walki. Mała Yautjanka wykorzystała okazję, by dostać się do brata i wziąć jego dysk. Wiedziała co robić, wiele razy ćwiczyła rzut drewnianą atrapą. Jeden raz wystarczył, by łeb potwora wylądował na leśnej ściółce. Sha-uni wykonała unik przed powracającym dyskiem, techniki łapania jeszcze nie opanowała, a prawdziwa broń, to nie to samo co drewniana zabawka. Po tym wydarzeniu Ci-shen już nigdy nie polował, a ona została dopuszczona do Bezkrwawych, gdzie miała uczyć się sztuki łowieckiej. Ojciec traktował ją wyniośle i ciągle podkreślał, że to hańba dla kobiety, że nigdy nie znajdzie mężczyzny i nie da mu wnuka, którego on tak pragnie. Matka, natomiast w ogóle przestała się do niej odzywać, to jednak nie przeszkadzało Sha-uni, ona była szczęśliwa, miała to, o czym zawsze marzyła. W końcu rodzice pogodzili się z jej wyborem i podarowali jej nawet przepięknie zdobioną zbroję, taką jaką nie mogła poszczycić się żadna młoda Łowczyni. Zbroja była złocona, ładnie profilowana i grawerowana, cały zestaw uzupełniał dwukolorowy hełm. Dziewczyna z dumą nosiła ją na każdej wyprawie.

Kiedyś, w dniu wyprawy braci na polowanie, dziewczynka ukryła się w ładowni ich statku, chciała tylko popatrzeć. Po wylądowaniu wszyscy zebrali się na odprawie. Ojciec tłumaczył synom na co będą polować, pokazywał słabe punkty ofiary i objaśniał, którą z technik łowieckich najlepiej zastosować. Sha -uni przysłuchiwała się z wielkim zainteresowaniem, a gdy wszyscy opuścili statek i udali się na poszukiwanie ofiary, ona zabrała jedną z zapasowych włóczni i ruszyła ich tropem. Las wypełniały zapachy i dźwięki jakich Sha-uni nie znała. Wreszcie czuła się wolna. Skupiona i czujna brnęła na przód, gdy przed sobą usłyszała odgłosy jakie towarzyszą walce. Szybko ruszyła przed siebie, by nie stracić nic z odbywającego się właśnie boju. Podniecona i szczęśliwa wpadła biegiem na małą polanę. Jakież było jej zaskoczenie, gdy ujrzała swego brata Ci-shena leżącego na ziemi i przygniatanego przez Varoksa, olbrzymiego gada wyglądem przypominającego jaszczurkę. Zwierzę miało zieloną skórę pokrytą łuskami, długie nogi i łapy zakończone ostrymi pazurami, na głowie posiadało skórny wachlarz, który rozkładało, gdy chciało przestraszyć agresora. Ciało Varoksa zakończone było długim ogonem, którego zwierzę używało jak bicza. Sha-uni zauważyła, że drugi Varoks przyczaił się na drzewie i czekał sposobnej chwili, by móc zacząć pożywiać się ciałem zabitego Yautja. Ci-shen jednak żył, choć stracił rękę i sporą część uda prawej nogi. Sha-uni nie namyślała się długo, skoczyła bratu na pomoc. Zaskoczony Varoks, który pastwił się nad Ci-shenem zginął od razu przebity włócznią na wylot, lecz drugi nie dał się zaskoczyć. Zlazł z drzewa i stanął na przeciwko dziewczyny, rozpościerając szeroko skórny wachlarz na głowie. To nie przestraszyło młodej Yautjanki, z całej siły rzuciła włócznią w potwora, raniąc go w tylną nogę. Teraz była bez

Uśmiechnęła się, wygładzając fałdy sukienki i przyglądając się swojemu obiciu w lustrze. Jej skóra na brzuchu i wewnętrznej stronie ud była biała, plecy zaś, ramiona i nogi miały pomarańczowy odcień i nakrapiane były drobnymi brązowymi plamkami. W domu Sha-uni zawsze nosiła sukienki wykonane z delikatnego przewiewnego materiału, długie do kolan z rozcięciami z obydwu boków sięgającymi prawie do samych bioder. W pasie przewiązywała się długim rzemykiem zawijając go parę razy wokół tali. Yautjańskie sukienki za względu na gorący klimat nie miały rękawów, a jedynie szelki spinane na ramionach specjalnymi ozdobnymi klamrami. Ktoś zapukał do jej drzwi, dziewczyna odrzuciła na łóżko trzymaną przez siebie wstążkę, jeszcze sekundę wcześniej zastanawiała się, jak ją przewiązać. Drzwi uchyliły się zaledwie na kilka centymetrów. - Ojciec cię wzywa - usłyszała szept brata. Sha-uni z lekkim podnieceniem i obawą podążała na spotkanie z ojcem, rzadko była wzywana przed jego oblicze, więc wnioskowała, że musiało wydarzyć się coś ważnego. Weszła do gabinetu, ojciec stał wpatrując się w widok za oknem. - Wejdź - powiedział. - Wezwałem cię, żeby powiedzieć, że weźmiesz udział w misji, na którą wysyłam wszystkich twoich braci, oczywiście tych, którzy są

30


Fanfiction już Łowcami. To bardzo ważne. Nie zawiedź mnie. Będziesz miała szansę udowodnić, że zasługujesz na honor bycia Łowczynią. - Przerwał na moment, jakby zastanawiał się nad doborem słów. - Pewnie słyszałaś o Yautji w czerwonej zbroi i o jego wyczynach? - podjął wątek. - Złapanie go to teraz sprawa najwyższej wagi, zależy od niej honor całego naszego klanu. Jeżeli przyczynisz się bezpośrednio do ujęcia go, zostaniesz zaliczona w poczet Krwawych. Rozumiesz? - Tyle słów naraz wypowiedzianych przez ojca, Sha-uni nie słyszała od dawna. - Tak ojcze, nie zawiodę cię - zapewniła. - Yu-shen wyjaśni ci szczegóły. Idź już.

Ma chyba ze sto stopni - pomyślała. - No nic, nie ma co zwlekać, samo się nie zrobi. Po rozstawieniu wszystkich czujników, dziewczyna postanowiła jeszcze raz sprawdzić, co wiadomo na temat tej planety. Nazywała się Olteran, ale nie była zbyt popularna. Panowały na niej ogromne upały i susza, ale to już wiedziała. Nigdy nie zapadała na niej noc, bo oświetlały ją dwie gwiazdy. Była planetą średniej wielkości, znajdującą się na środkowej orbicie swojego układu. - Dobra, a na co można tu zapolować? Skoro już tu jestem, to może uda mi się zdobyć jakieś trofeum. Choć z drugiej strony ojciec zabronił narażać się na niepotrzebne niebezpieczeństwo. Cel misji... złapać łobuza. Ale ojca tu niema - pomyślała z zadowoleniem. Postanowiła, że jutro się rozejrzy za jakąś niebezpieczną zwierzyną, bo w przewodniku nie ma nic na ten temat. Tylko jakieś Dżdżyle, ale one są łagodne. Pogasiła wszystkie światła i zamknęła zewnętrzne ekrany na oknach. Zrobiło się ciemno. Spojrzała na czasomierz, był ustawiony według czasu na jej planecie, a tam - była już noc.

Nareszcie szansa, na którą czekała. Uwodni ojcu, że jest świetną Łowczynią, imię Sha-uni będzie wypowiadane z szacunkiem, a nie drwiną. Brat objaśnił jej, jaki był plan ojca. Dwa dni później dziewczyna wraz ze swoimi braćmi opuszczała Yautjal. Każdy z uczestników dostał swój statek, który ojciec wypożyczył od znajomych. Lot na planetę, którą wylosowała dziewczyna, miał trwać miesiąc, ponieważ była to jedna z najodleglejszych planet na jakie latali Yautja. Pierwsze, co ujrzała to mała żółta kula na tle kosmicznej czerni z każdą minutą zbliżająca się coraz bardziej. Kula rosła, by w końcu osiągnąć gigantyczne rozmiary i przysłonić sobą wszystko inne. Lądowanie przebiegło pomyślnie, właz uchylił się wpuszczając do grodzi żar, jaki panował na tej planecie. Pokrywały ją w całości pustynia i góry. Warunki były tu bardzo trudne, w skalistych górach szalały potężne wichury i prawie nieustannie padał zimny deszcz, woda jednak nie docierała do położonych u podnóży terenów, gdzie rozciągały się gorące piaski i skrajnie suchy klimat. Jeżeli cokolwiek żyło na tej planecie, to musiało być bardzo odporne. Sha-uni wiedziała co musi zrobić. Przed lądowaniem wykonała dokładny skan terenu. Komputer przetworzył dane i sporządził trójwymiarowy obraz planety. Dziewczyna wybrała dogodne miejsca, w których zamierzała umieścić czujniki. Jeśli ktokolwiek wyląduje w tym przeklętym miejscu, ona pierwsza będzie o tym wiedziała. Nie podobała się jej ta planeta, znalazła się tu, bo przegrała losowanie. Była pewna, że jej bracia oszukiwali, zawsze dokuczali dziewczynie i nabijali się z jej pasji, mówili na nią Sha-shen jakby była chłopcem. Sha-uni głęboko wciągnęła powietrze z butli umieszczonej na plecach. Atmosfera była tu bardzo rozrzedzona, bez maski pewnie szybko straciłaby przytomność. Zeszła z pokładu i stanęła na rozgrzanym piasku.

31


Wywiady

Sommer GTTChopper: Kto kryje się pod pseudonimem Sommer? Sommer: Och, nikt wyjątkowy i jakoś szczególnie interesujący. W wielkim skrócie oddaje to przydomek, który nadali mi znajomi z pracy Matka Boska Techniczna. Matka bo mam troje dzieci, Boska bo tak kiedyś palnął nasz szef, a Techniczna wynika z tego, że mam smykałkę do grzebania w trzewiach i ustawieniach naszych firmowych komputerów i innego elektronicznego badziewia. Nie uważam się za specjalistkę, broń Boże, po prostu nim poproszę kogoś o pomoc, staram się zrobić coś sama.

GTTCh: Co było dla Ciebie natchnieniem do rozpoczęcia pracy nad Dekalogiem i Wiecznym Łowcą? S.: Wieczny Łowca był na początku opowiadaniem, które miało się trochę przeciwstawiać tym wszystkim historyjkom o silnych dziewczętach walczących ramię w ramię z Predatorami albo wręcz pokonujących ich za pomocą jakiś dziwnych wróżkowych mocy. Ja wróżkowym mocom w s-f mówię stanowcze nie. Minęło już pięć lat odkąd powstały pierwsze rozdziały tej historii, a koniec wciąż jest odległy. Z Dekalogiem było inaczej. Wieczny Łowca był już trochę znany i miał swoich czytelników, a mnie korciło, żeby napisać coś bardziej w filmowym klimacie, coś, gdzie będę mogła przedstawić trochę inną wizję ich świata niż ta, którą czytelnicy znają z WŁ. Tak powstał pomysł, a że Kodeks Honorowy to wręcz gotowe tematy i wystarczyło je jedynie umiejscowić w czasie, to pomyślałam: czemu nie?

GTTCh: Jak wspominasz swoje pierwsze spotkanie z Predatorem? I kto był pierwszy - Obcy czy Predator? S.: Jeśli mam być szczera, to nie wywołał wówczas we mnie zachwytu, wtedy przerażały mnie krwawe filmy, bo nie rozumiałam jeszcze, że tam nic nie dzieje się naprawdę. Pierwszy był Obcy, chyba nigdy nie zniknie mi z pamięci widok rozerwanego na pół androida ratującego dziecko. Bardzo długo myślałam, że to był żywy człowiek i dopiero niedawno odkryłam prawdę. Mój uraz był tak głęboko zakorzeniony, że nie chciałam oglądać filmów z Obcym. Na szczęście już mi przeszło.

GTTCh: Jak postrzegasz polski fandom? Czy zdarzyło Ci się trafić na jego działalność poza aktywnością fanfickową? S.: Niestety nie mam czasu ani środków na udział w konwentach, kto ma dzieci, ten wie, że to niekończąca się praca. Dlatego Internet to moje oko na świat i stąd głównie czerpię swoją wiedzę na temat Predatora. Teraz dzięki Waszej stronie i kwartalniku GTTCH przekonałam się, że są w tym kraju znacznie więksi zapaleńcy niż ja. Dziękujemy za rozmowę!

GTTCh: Co najbardziej fascynuje Cię w Predatorze? S.: Połączenie nowoczesnej techniki z jednoczesnym kultem tradycji. Zawsze zastanawiam się nad ekonomicznym aspektem ich wypraw, przecież to wszystko kosztuje: budowa statków, pozyskiwanie niezbędnych materiałów, badania naukowe, a w końcu sama wyprawa również musi być kosztowna. A mimo to ich cel to polowanie. GTTCh: Którą z jego broni chciałabyś nauczyć się posługiwać? S.: Moją ulubioną bronią Predatorów zdecydowanie jest dysk. To broń, która z pewnością wymaga pewnych umiejętności pomimo tego, że jest skomputeryzowana i podejrzewam samonaprowadzalna.

32


Macie pytania, uwagi, propozycje lub chcecie podzielić się swoimi przemyśleniami? Wysyłajcie e-maile na adres: gttchopper.redakcja@gmail.com. Pod ten adres możecie również wysyłać zgłoszenia współpracy i powiadomienia o aktywności fandomu (również tej własnej). Do zobaczenia na gttchopper.pl! 33

Profile for Przemyslaw Bieganski

Get To The Chopper! 2  

Get To The Chopper! 2  

Advertisement