Issuu on Google+

Miesięcznik Parafii Wniebowzięcia NMP w Łebie

www.ichtys.net

, 2013 Lipiec/Sierpien nr 92

Zaczarowane Miasto Łeba ks. Krzysztof Niespodziański


Skoro to prawda Czy tylko w Biblii tańczą pagórki czy tylko w Biblii ze skał tryska woda a w moim życiu czy nie raczysz Boże choćby raz jeden zatrzymać rzekę i w pełnym biegu spiętrzyć jej fale na jedną chwilę mnie zaś po suchym dnie przeprowadzić na drugą stronę rzeki skoro to prawda że i mnie wybrałeś o. Andrzej Madej OMI

2


kilka myśli proboszcza

Na ulicy Powstańców Warszawy w Łebie, na wysokości kościoła Wniebowzięcia NMP, przewieszony jest przez drogę baner, na którym widnieje hasło tegorocznego roku duszpasterskiego „Być solą ziemi”, a poniżej zamieszczone jest zaproszenie na wczasorekolekcje. Jest to zaproszenie na tradycyjne wczasorekolekcje, które odbywają się w czasie sezonu wakacyjnego w naszym kościele. Jednocześnie jest to przypomnienie istoty naszego powołania, do którego jesteśmy wezwani jako uczniowie Jezusa Chrystusa. Wielu przechodząc czyta podaną informację i …reakcje są różne. Jedni zatrzymują się i zastanawiają nad samym słowem wczasorekolekcji, co to jest?, inni drwiąco komentują, a jeszcze inni korzystają z zaproszenia i przychodzą na rozważania Słowa Bożego i słuchanie pieśni religijnych. Zapytała mnie pani redaktor z radia Słupsk, czy nadal organizowane są wczasorekolekcje i czy w tym czasie wakacyjnym znajdują się osoby, które są zainteresowane naszą propozycją? To już tradycja w naszej parafii. Tradycja, która bardzo pozytywnie wpisała się w ten czas wakacyjny. Stali bywalcy wypoczynku w Łebie uczestniczą corocznie w tych wakacyjnych spotkaniach ze słowem Bożym. W ciągu roku liturgicznego dane jest nam przeżywać tajemnice odkupienia człowieka poprzez zbawcze wydarzenia z życia Jezusa Chrystusa. Takim szczególnym dniem jest niedziela, która gromadzi na łamaniu chleba uczniów Jezusa Chrystusa. Różnie jest z uczestnictwem wier-

nych w Eucharystii w czasie wakacyjnym. Może to wakacje od Boga? Przecież przez cały rok rodzice musieli chodzić z dzieckiem do kościoła, bo przygotowanie do pierwszej komunii św., bo trzeba było zdobyć podpis w indeksie do sakramentu bierzmowania, no a teraz… już po wszystkim! Bo przecież kręci się biznes, więc nie można przegapić okazji i nie ma czasu na niedzielną Mszę św. Ciężki był ten rok, to przecież należy się zasłużony odpoczynek, no i zasłużone wakacje od wszystkiego, nawet od Pana Boga. Hasło roku duszpasterskiego, które widnieje przed kościołem, przypomina nam jednak, że nie jesteśmy „solą ziemi” tylko na czas poza sezonem, ale na każdy dzień naszego życia. Jakże bardzo cieszy widok tych, którzy zatapiają się w modlitwie przed Najświętszym Sakramentem, adorując Przenajświętsze Ciało Jezusa Chrystusa w monstrancji. Jakże cieszy liczba uczęszczających na słuchanie Słowa Bożego w czasie wieczornej Eucharystii. Jest to czas zarezerwowany na osobiste zjednoczenie z Bogiem. Niepotrzebny jest czas wypoczynku, by realizować kroczenie za Chrystusem, by umacniać się Jego słowem i posilać Eucharystią. To jest pragnienie każdego, który nazywa się uczniem Jezusa. Każ-

dy, kto nazywa się uczniem Chrystusa, powinien pragnąć kroczyć za Nim, umacniać się Jego słowem i posilać Eucharystią. I od takiego życia nie powinno być ani wakacji ani urlopu. Niech to pragnienie będzie wciąż żywe i wzmaga się w miarę spotkania z Nauczycielem. Życzę Wam, Kochani Parafianie oraz wszystkim przybywającym do naszego urokliwego miasteczka, byśmy odnajdowali Boga nie tylko w tej trudnej codzienności, ale również w pięknie otaczającej nas przyrody i w spotkaniach z drugim człowiekiem. Przy okazji zapraszam na nasze wczasorekolekcji, by zasłuchać się, pomedytować i na nowo odkrywać przeogromną miłość Boga do człowieka, nawet w tych trudnych i niezrozumiałych wydarzeniach naszego życia. Wasz proboszcz o Mariusz omi 3


Czytając Katechizm (7) – MODLITWA W naszej poprzedniej refleksji zwróciliśmy uwagę na to, co w roku wiary i w całym życiu chrześcijańskim jest najważniejsze: przejście od religijności do wiary, od intuicyjnego i zgodnego z naturą człowieka poszukiwania Boga do głębokiej, osobistej, świadomej i ciągle pielęgnowanej więzi z osobowym i żyjącym Bogiem. To zadanie tyleż ważne, co trudne, wymagające osobistego zaangażowania i świadomej współpracy z łaską Bożą. Wyrazem tak przeżywanej wiary jest modlitwa. Tu znowu trzeba by powtórzyć to, o czym powiedzieliśmy powyżej: w życiu chrześcijańskim musi dokonać się świadome przejście od paciorka do modlitwy; od różnorakich modlitw do głębokiej osobistej modlitwy, pojętej jako wyraz niepowtarzalnej i ciągle pogłębianej więzi z Bogiem. Katechizm Kościoła tak właśnie definiuje modlitwę: jest ona WIĘZIĄ człowieka z Bogiem (nr 2585). Rok wiary powinien przynieść każdemu z ochrzczonych bardzo poważną okazję do refleksji nad modlitwą. Trzeba zacząć od pytania – czy jest ona dla mnie więzią z Bogiem – wyrazem tej więzi i zarazem świadomym środkiem do jej podtrzymywania? Albowiem jak mawiała jedna ze świętych „wszystko zależy od dobrej modlitwy”. Mając w świadomości powyższe słowa przeczytajmy wspólnie to, co Katechizm mówi o modlitwie. To najważniejsze już zostało powiedziane: modlitwę nale4

ży traktować jako więź człowieka z Bogiem. Uszczegóławiając to podstawowe stwierdzenie Katechizm stawia nam przed oczy trzy aspekty modlitwy. Po pierwsze jest ona darem, darem szczególnym, jakiego Bóg udziela człowiekowi pokornemu; bramą modlitwy jest pokora (Katechizm, nr 2559); człowiek jest żebrakiem wobec Boga, ale taki właśnie człowiek może być pewien, że staje się uprzywilejowanym rozmówcą swego Stwórcy. Stworzenie, które w pokorze uznaje własną małość, otwiera się na dialog z wielkim Bogiem. On nigdy człowieka nie poniża; jeśli uświadamia człowiekowi jego kruchość to po to, by otworzyć mu serce na dar, jakim jest On sam. Jeśli człowiek w głębi pokornego serca szuka Boga – powtarza się w jego życiu ta piękna scena, jaką opisuje Jan w swej Ewangelii: każdy staje się Samarytanką, którą Chrystus prosi: daj mi pić (por. J 4)! W modlitwie spotykają się za-

tem dwa pragnienia: pragnienie człowieka i pragnienie Boga. Modlitwa pokazuje zarazem dwojakie oblicze pokory: nie tylko pokory człowieka, ale także pokory Boga; „Jego prośba pochodzi z głębokości Boga, który nas pragnie. Modlitwa – czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy nie – jest spotkaniem Bożego i naszego pragnienia. Bóg pragnie, abyśmy Go pragnęli” – uczy Katechizm (nr 2560). Drugim, niezwykle pięknym aspektem modlitwy podkreślanej przez Katechizm, jest aspekt modlitwy jako przymierza. Katechizm przypomina najpierw, iż modlitwa rodzi się z tego, co w człowieku najgłębsze, a tę głębię Pismo święte nazywa sercem. Serce człowieka się modli. Modlitwa serca – a więc ta najgłębsza – jest najważniejsza i najpiękniejsza. Serce bowiem „jest mieszkaniem, w którym jestem, gdzie przebywam (…) jest naszym ukrytym centrum, nieuchwytnym dla naszego rozumu ani dla innych (…)


jest miejscem decyzji w głębi naszych wewnętrznych dążeń” (Katechizm, nr 2563). To co w człowieku najgłębsze – serce – wchodzi w głębokie przymierze z Bogiem. „Serce jest miejscem przymierza” (Katechizm, nr 2563). Człowiek, który się modli nie tylko czuję tę niezwykłą więź z Bogiem w głębinach własnego serca, ale swoją modlitwę traktuje jako nieustanny powrót do przymierza. Ktoś pięknie napisał, że modlitwa jest wyruszeniem w drogę. Tak, to prawda – modlitwa jest wyruszeniem ku nieustannie odnawianemu przymierzu człowieka z Bogiem. Dobrze przeżywana nigdy nie jest czymś straconym, zmarnowanym czasem. Człowiek czuje się partnerem Boga, a z czasem

zaczyna swoje życie przeżywać jak syn – na wzór Jedynego Syna. I tu dotykamy trzeciego, niezwykle głębokiego aspektu modlitwy, o jakim mówi Katechizm – modlitwa jest komunią, głębokim zjednoczeniem z Bogiem. Człowiekowi, który się modli, Bóg stopniowo odsłania samego siebie, objawia mu tajemnicę swego wewnętrznego życia i do tego zaprasza człowieka. Tak rodzi się kontemplacja. Kiedy Jan Paweł II wprowadził na powrót to słowo do języka religijnego, wielu myślało, że jest ono zarezerwowane dla wąskiej grupy ludzi. Nic bardziej mylnego – kontemplacja, jako przeżywanie komunii z Bogiem, jest przeznaczeniem wszystkich chrześcijan, jest ich powołaniem

i punktem dojścia ich drogi wiary. „Życie modlitwy polega zatem na stałym trwaniu w obecności trzykroć świętego Boga i w komunii z Nim” (Katechizm, nr 2565). Niech tych kilka refleksji wystarczy, byśmy poczuli się zaproszeni do odnalezienia radości z modlitwy. Jest ona, jak widać, czymś prostym i głębokim zarazem. Warunek, by tego doświadczyć jest tylko jeden – trzeba się modlić. I by stawać się chrześcijaninem, który się modli, trzeba do modlitwy zaprosić Chrystusa: „modlitwa o tyle jest chrześcijańska, o ile jest komunią z Chrystusem i rozszerza się w Kościele, który jest Jego Ciałem” (Katechizm, nr 2565).

dziny, środowiska nauki i pracy, życia społecznego. Owoc tych dni pozostawiam Bogu – ja starałem się być tylko narzędziem w Jego ręku. Mogę jednak powiedzieć, że te rekolekcje były również moimi rekolekcjami. Ten, kto głosi Słowo – musi być pierwszym słuchaczem Słowa. Serdeczne podziękowanie dla tych, dzięki którym

mogłem być w Łebie – choć tego nie planowałem, ale w życiu wiary nie ma przypadków – odczytuję to zatem jako przejaw Jego woli. Dziękuję tym, którzy pomagali w prowadzeniu rekolekcji. Niech Pan obdarzy również swym błogosławieństwem tych, którzy zechcieli z tego czasu skorzystać.

o. Wojciech Popielewski omi

Ziarno

Łeba zawsze kojarzy mi się z czasem młodości, kiedy razem z zespołem kleryckim „Gitary Niepokalanej” animowaliśmy wieczorne Eucharystie oraz koncerty ewangelizacyjne na przełomie lipca i sierpnia. To był również owocny czas rozeznawania powołania oraz budowania wspólnoty. Teraz wróciłem tutaj po latach – już jako kapłan, aby posługiwać Słowem Bożym. Wiele rzeczy się zmieniło, człowiek może uświadomić sobie nieuchronny upływ czasu. Jednak jedna rzeczywistość pozostała niezmienna – ludzie, tak jak kiedyś, pragną świadectwa wiary, chcą pogłębiać swoją więź z Chrystusem. Jestem poruszony faktem, że pomimo urlopu i wypoczynku – czasu, kiedy zazwyczaj ucieka się przed refleksją nad swoim życiem – tak wielu ludzi przychodziło na wieczorne spotkania wczasorekolekcyjne. Byli również parafianie z Łeby, których znam z imienia oraz rozpoznawałem po twarzach. To niezwykle budujące – pragnienie Boga, pogłębienia z Nim relacji, aby byś solą dla ziemi – tej, na której żyjemy: ro-

o. Paweł Gomulak OMI 5


Z Panem Bogiem

przez świat w Roku Wiary: Grenlandia – kościół pośród lodu

Pewien wiking w drugiej połowie Xw za wielokrotne morderstwo został skazany przez swych norweskich braci na banicję - wygnany dotarł na Islandię. Że niedaleko pada jabłko od jabłoni, za podobne poczynania jego syn - Eryk Rudobrody został wygnany i z Islandii. Ruszył na zachód. Odkrył południowy kraniec niezwykle surowej, lodowej krainy. Tam jednak z uwagi na ciepły golfsztrom (prąd morski) opływający krańce lądu zastał niezwykle obfite, zielone pastwiska. Pierwszy raz padły słowa „Zielona kraina” – Grenlandia. Nam Europejczykom kojarząca się prawie tylko z lodem, śniegiem i pewnie niedźwiedziami polarnymi. I w dużej mierze by się to zgadzało, poza południowo-zachodnim wybrzeżem. Tam wspomniany ciepły prąd morski wpływa na klimat tej największej wyspy świata tak znacząco, że hoduje się tam owce, uprawia ziemniaki i inne warzywa. Zimą częstokroć występują tam temperatury znacznie wyższe niż u nas w kraju! Oczywiście wnętrze wyspy, oddalone od morza to 6

kraina lodu i chłodu – niemalże pozbawiona życia. Niemal 1000 lat po wikingach wraz z kilkoma przyjaciółmi ruszyłem tam gdzie się wszystko zaczęło, czyli do fiordu Eryka Rudobrodego. Nad jego brzegiem położona jest mała eskimoska osada Narsarsuaq. Gdyby nie dawna lotnicza baza wojsk amerykańskich nie byłoby mowy o powstaniu tam lotniska cywilnego. Dziś nie spotyka się tam już myśliwców czy bombowców, chyba żeby rozbić obóz na-

miotowy w cieniu wraku bombowca Douglas A-20B, który trzy miesiące przed katastrofą zdołał jeszcze bombardować umocnienia niemieckich oddziałów Africa Korps w Tunezji! Leży w tundrze do dziś nad krystalicznie czystą rzeką Ilua, w której łowiliśmy palie wędrowne (gatunek łososiowatej ryby) i piliśmy surową, nieprzegotowaną wodę po prostu klęcząc. Wyśmienite doświadczenie – beztroski czas. Jedyną naszą bolączką były pieśce (lisy polarne), bo komary cudowną opatrznością padły z uwagi na panujące wielotygodniowe… upały! Tak czy inaczej wielokrotnie chodziłem bez koszulki i wróciłem do domu opalony. Kto by pomyślał? Po kilku dniach w dolinie gościnnej rzeki Ilua przyszedł czas na zmianę rzeki. Ta miała wpadać już bezpośrednio do Fiordu Eryka Rudobrodego. Nim tam dotarliśmy, musieliśmy przez niewielkie góry znów przenieść kilkadziesiąt kilogramów sprzętu obozowego, wędkarskiego i prowiantu do punktu odbioru, skąd zabrać miała nas łódź motorowa by pognać dalej pełnymi iceberg’ów (gór lodowych) fiordów. Spotkane po drodze foki grzejące się w słońcu na jednym z takich pływających kawałków lodu wzbudziły niemałą sensację pośród eskimosów sterujących łodzią. Ocieple-


nie klimatu, które wielu ignorantów tak bagatelizuje najwyraźniej widoczne jest w miejscach niespecjalnie „skalanych” ludzką obecnością. Nasi sternicy twierdzą, że przez ostatnie trzydzieści lat klimat Grenlandii znacznie się ocieplił a wieloryby i foki niegdyś licznie docierające do wnętrza fiordu odsunęły się daleko ku północy. Po fotograficznej sesji kaptórników (gatunek fok) pomknęliśmy dalej ku kolejnemu łowisku. Qorlortoq, bo o nim mowa spada huczącym wodospadem by po kilkuset metrach wpłynąć do Morza Labradorskiego. A wszystko to dwa kilometry od osady Qassiarsuq, która powstała na ruinach pierwszej osady wikingów – odkrywców Grenlandii. Ba – niektóre ruiny można obejrzeć i dziś. Stoi tam też mały kościółek - Brattahlid. Ktoś by powiedział kapliczka. Częściowo drewniana, częściowo zbudowana z torfowych cegieł. Jednoizbowa – w środku małe pomieszczenie z niewielkim ołtarzem. Na stojąco mieści się tam do dwudziestu osób, dosłownie ściśniętych jak szprotki w konserwie. Nie wyobrażam sobie jak musi wyglądać tam nabożeństwo czy Msza Święta. Nad ołtarzem wisi tam krzyż wykonany z drewna wyrzuconego przez morze na plażę. Materiał ten symbolizuje drogę, którą chrześcijaństwo przybyło na Grenlandię. Dziś zabłąkany chrześcijanin może tam dotrzeć jedynie najpierw samolotem, potem dopiero morzem ale na łodzi motorowej. Brzmi jakże banalnie i mniej „romantycznie” aczkolwiek wcale banalną sprawą to nie jest, szczególnie gdy ów chrześcijaninem jest katolik. Nic nie stoi na przeszkodzie by oddać tam cześć Matce Boskiej na paciorkach Różańca Świętego maszerując wybrzeżem i podziwiając pływające icebergi gdzieś pomiędzy Qassiarsuk a Qorlortoq.

Z albumów łebian

Piotr Kijaczko udostępnił nam zdjęcia z planu filmu „Ewangelia według Harrego”, który kręcony był w Łebie w roku 1992. Film reżyserował Lech Majewski. Łebianie bardziej zapamiętali ten film z tytułu roboczego „Pustynny lunch”. Piotr Kijaczko wraz z kolegami pomagał ekipie filmowej w terenie, szczególnie na wydmach. Pamięta, że filmowcy mieli imponującego cadillaca i pewnego dnia ktoś z ekipy odwiózł chłopaków z pleneru do centrum Łeby. Jakież było zdziwienie przechodniów - wspomina Piotr Kijaczko - gdy z cadillaca wysiadło... czterech łebskich obdartusów. Odtwórcą głównej roli w tym filmie był Viggo Mortensen, najbardziej znany z roli Aragorna we „Władcy Pierścieni”. To z nim łebskie chłopaki zrobili sobie zdjęcie na planie „Pustynnego lunchu”. Maria Konkol

Tekst i zdjęcia: Rafał Słowikowski 7


Dziwić się i radować Bogiem kach, Internecie i czasopismach podróżniczych. I tym razem też nie będę o nie pytać. W Roku Wiary proszę Ojca o świadectwo wiary. Z szacunkiem dla Ojca charyzmatu głoszenia Ewangelii z mocą. Kiedy rok temu w środku lata Ojciec krótko gościł w Łebie, to powiedział, że stęsknił się do dużej wspólnoty modlitwy. Czy to znaczy, że wspólnota w Turkmenistanie jest mała...?

O. Andrzej Madej – Oblat Maryi Niepokalanej, misjonarz, dyplomata watykański. Od 17 lat głosi Ewangelię nad brzegiem pustyni Karakum w Turkmenistanie. A od czasu do czasu także i w Łebie. Poeta i pisarz. Na łamach Ichtys w roku 2007 podzielił się refleksją o kulturach lokalnych i uniwersalnych, o nas spotykających się i współtworzących Kościół. W tym roku głosił w naszym kościele nauki w pierwszym tygodniu wakacyjnych wczasorekolekcji. I przy tej okazji zgodził się na rozmowę dla Ichtys. Proszę Ojca, gdy w 2007 roku prosiłam Ojca o rozmowę, to nie pytałam o ciekawostki krajoznawcze z Turkmenistanu i świata, bo o nich można przeczytać w książ8

Jezus mówi „trzódko mała” (Łk 12,32). Nie ma „małego” Kościoła. Trzech to już jest Kościół. Dwóch to już jest Kościół. Wspólnota w Turkmenistanie rośnie, a obecnie liczy ok. dwustu wiernych. To jest Wspólnota. Kościół, którego pośród większości muzułmanów mocno doświadczam. Otoczony przez inne religie, coraz bardziej odkrywam i cenię chrześcijaństwo. Chrześcijaństwo jest najprostszą i najpiękniejszą spośród religii. Chrystus jest jedynym Zbawicielem i powszechnym, to znaczy dla wszystkich. Na nowo, jako chrześcijanin i jako katolik, odkrywam to nad brzegiem pustyni Karakum. W jakiejś mierze rozumiem, dlaczego w Polsce można „przywyknąć” do chrześcijaństwa, niejako wpaść w rutynę. Kościół wydaje się nam czymś normalnym, co zastaliśmy

i co zawsze mamy. Z misyjnej perspektywy wyraźniej widzę specyfikę chrześcijaństwa pośród innych religii. Chrześcijaństwo jest jedyne i niepowtarzalne. Nawiedziłem setki różnych świątyń różnych religii w Azji. Nie można zrównać ani przyrównać chrześcijaństwa do żadnej z innych religii. Chrześcijaństwo to dar Boży: jest religią łaski raz danej i co dnia dawanej ludziom przez Boga w Jezusie z Nazaretu. Dawanej obficie i bezinteresownie. Głosząc innym Chrystusa, sami Go na nowo odkrywamy, w nowym świetle odczytujemy. Misje są potrzebne, abyśmy nie przestali cenić Chrystusa. Aby nie ustało w nas zdziwienie miłością Bożą. Wielu z nas już się nie dziwi, może potrzebujemy nowej misji; czy Ojciec wróciłby do Polski? Polska też jest krajem, który potrzebuje misji, nowej ewangelizacji. Gdyby Prowincjał nakazał mi wracać, to owszem, wróciłbym. Ale wcześniej przypomniałbym, że w Polsce jest 30 tysięcy księży. A w Turkmenistanie... trzech. Zatem wróćmy do głównego wątku rozmowy. Dziwić się i radować wiarą, Bogiem... Mało trochę jest tej radości u nas, za mało entuzjazmu, który wypływa z wiary w B o g a . Tr z e b a ra d owa ć się wiarą. Słowo entuzjazm ma źródłosłów grecki – być w Bogu – dosłownie tak się przekłada słowo „entuzjazm”. Wiara zaskakuje, zdumiewa. Bóg jest Bogiem cudów. Dla


do 05.07 do 12.07 do 19.07 do 26.07 do 02.08 do 09.08 do 16.08 do 23.08 do 31.08

mnie jednym z najpiękniejszych cudów jest szarość codzienności i że On jest w tym wszystkim i za tym wszystkim. Wszystko wciąż jest nowe, żywe – gdy się patrzy na świat w świetle wiary. Bóg się nie postale – wtarza. o. AndrzejBóg Madej OMI zaskakuje. A ja każdego dnia muszę Go na – o. Pawe³ Gomulak OMI nowo odkrywać. „Raz znalazł– szy o. Piotr Lepich OMI Go na nowo Boga, trzeba (powtórzyłem za św. – szukać”! o. Kornel Filipowski OSB Augustynem). Budząc się każ– o. Marian Motyka OMI dego nowego dnia trzeba so– bie o. Piotr Borowiczpytanie: OMI zadawać co dla mnie znaczy wierzyć dzisiaj? – o. Wies³aw Nowotnik OMI Czy chcę się spotkać z miło– ścią? o. Krzysztof Jurewicz OMI Czego chce dzisiaj Pan ode mnie? Czy jestem otwar– o. Fidelis Macio³ek OFM ty na Jego nowe znaki, które ma dla mnie na dzisiaj? Czy jestem gotów wyruszyć na nowo z Nim? Czy godzę się z tym, że Bóg ma inicjatywę w moim ży-

ciu? Czy spodziewam się, że także i w moim życiu wydarzą się cuda? Czy wierzę w to, że każda Eucharystia jest jedyna i niepowtarzalna? Czy pragnę usłyszeć słowo Boga do mnie w ciągu tego, co się wydarzy w dniu dzisiejszym? Nieraz wyglądamy albo na takich, którym Bóg się przejadł i którym się nieco znudziliśmy... Albo na takich, którzy nie spotkali Go nigdy w życiu i nie maja o Nim pojęcia, Kim naprawdę On jest!!! Chrześcijaństwo jest zaledwie na początku drogi, na przedwiośniu. Jesteśmy na początku początku Komunii z Bogiem. To, co najpiękniejsze, jest przede mną, przed nami – przed wierzącymi. Aby

tylko nie zatrzymać się na tej drodze. Mówiąc „wierzę” wyrażam zgodę na kontynuowanie pielgrzymowania duchowego. Jakieś życzenie? Życzę każdemu, żeby był gotowy codziennie na nowo odkrywać Jezusa i zdumiewać się Nim. Bóg współtworzy z nami dzieje naszego zbawienia. Proszę także o modlitwę i ofiarowanie cierpienia w intencji Kościoła na turkmeńskiej ziemi... Amen...? Amen. Z o. Andrzejem Madejem OMI rozmawiała Maria Konkol

9


Jestem łebski

WYRÓŻNIENI ŁEBSCY: 1. ELŻBIETA MART – pomaga młodzieży rozwijać ich muzyczne pasje, jest życzliwa i zawsze uśmiechnięta. Można z nią rozmawiać o wszystkim. 2. ELŻBIETA PIETRUSZEWSKA – promuje zdrowy tryb życia wśród mieszkańców Łeby. Organizuje zawody Nordic Walking. Udziela bezinteresownej pomocy.

8 lipca, na uroczystej sesji Rady Miejskiej w 656. rocznicę nadania Łebie praw miejskich, zakończony został projekt „Jestem łebski”, prowadzony dla młodzieży przez bibliotekę miejską. Projekt zaczął się 6 stycznia w Wieczór Trzech Króli; młodzież zaprezentowała wówczas wyniki ankiety prowadzonej wśród dorosłych „co to znaczy być łebskim”. Następnie przez pół roku młodzi poznawali ważne miejsca, ludzi, historię i teraźniejszość. W oparciu o nabytą wiedzę i doświadczenie stworzyli Kodeks Łebskich, a także wyróżnili siedem osób honorowym tytułem „JESTEM ŁEBSKI”. •

• 10

KODEKS ŁEBSKICH: Łebski nie musi być mieszkańcem Łeby. Może być z nią związany, lubić nasze miasto i często do niego wracać. Łebski potrafi dostrzec w Łebie

jej urok i magię. •

• •

• • •

3. MARIA KONKOL – ma ciekawe pomysły na promocję naszego miasta. Przypomina nam historię Łeby i jej mieszkańców, Wymyśliła projekt „Jestem łebski”, dzięki któremu poznaliśmy ciekawych ludzi i ciekawe miejsca w Łebie.

Łebski lubi młodzież, pomaga 4. PROFESOR KAZIMIERZ BURZYŃSKI jej rozwijać zainteresowania – pokazał nam, że trzeba być i zachęca ją do różnych działań. dumnym z tego, że jest się PoŁebski promuje Łebę w kraju lakiem i łebianinem. Sprawuje i zagranicą. opiekę nad pierwszym w Łebie Łebski troszczy się o mieszkańUniwersytetem Trzeciego Wieku. ców Łeby i stwarza im miejsca pracy. 5. SŁAWOMIR ŁOSOWSKI – dostrzegł w Łebie magię i naŁebski zna historię Łeby i przezwał ją Zaczarowanym miastem. kazuje ją młodzieży. Daje powody do bycia dumnym z nasze6. RYSZARD SOKÓLSKI go miasta. – zatrudnia w swojej firmie Łebski pokazuje, że warto spełmieszkańców Łeby, a „Śledzie niać swoje marzenia. Jest popo łebsku” są wizytówką Łeby mysłowy, sprytny i zaradny. w całym kraju. Łebski ma nie tylko łeb, ale używa go także do myślenia. 7. MIROSŁAW NASTAŁY – pokazał nam, że ciężką pracą Łebski jest odważny i wytrwale własnych rąk można osiągnąć dąży do celu, nie poddaje się. sukcesy. Promuje Łebę łebskiŁebski działa na rzecz miasta mi dukatami. i troszczy się o jego rozwój. Uczestnicy projektu „Jestem łebski”


fotogaleria

Wczasorekolekcje

Wczasorekolekcje - zespół Tiako 11


fotogaleria

15. lecie Księstwa Šeba

12


fotogaleria

Koncert uczestnik贸w XI Letnich Nadmorskich Kurs贸w Muzycznych

13


fotogaleria

Uczestnicy XI Letnich Nadmorskich Kurs贸w Muzycznych

14


Z kroniki parafialnej – Rok 1949 Lipiec Łeba jest starą rybacką osadą, która już w 1357 r. otrzymała prawa miejskie. Leży nad rzeką tej samej nazwy, niedaleko jeziora, które także nosi nazwę „Łeba”, a należy do największych jezior w Europie. W okolicach Łeby jest jedyna w swoim rodzaju osobliwość na miarę europejską, a mianowicie zjawisko wędrownych wydm piaszczystych. Wydmy te przetaczają się powoli, zasypując wszystko, co napotykają na drodze, rośliny i drzewa, mając charakterystyczny wygląd przypominający Saharę. W okresie letnim jest słynną miejscowością, coraz bardziej uzdrowiskowo – wypoczynkową. I ściąga liczne rzesze kuracjuszy z całego kraju. Toteż i w tym roku zawitały do Łeby rzesze młodzieży z ramienia obozów harcerskich, młodzieży akademickiej i szereg innych osób pracy po regenerację sił fizycznych i duchowych. Podczas sezonu w naszej parafii liczba kapłanów znacznie się powiększyła, którzy byli wielką pomocą tutejszemu ks. Proboszczowi ze względu na przeludnienie wiernych. Wobec czego porządek nabożeństw odprawiał się następująco: W niedziele i święta Msze św. odprawiane były w godzinach: godz. 7, godz. 8, godz. 9, godz. 10, godz. 11 – suma. Oprócz tego o godz. 12

Msza św. w Sarbsku, który położony jest od Łeby 8 km. W klasztorze Sióstr Służebniczek N.M.P. w Łebie przebywał ks. Biskup Sonik, Sufragan Kielecki. Nadmienia się, że na wszystkich odprawianych nabożeństwach frekwencja wiernych była wielka.

Sierpień Nadszedł sierpień, pogoda nad morzem znacznie zmieniła się przynosząc porywiste wiatry i przelotne deszcze. Łebę stopniowo opuszczają kuracjusze, a wraz z nimi kapłani, którzy z zapasem nowych sił wracają do pracy na swe placówki. Rokrocznie w naszej parafii obchodzimy uroczystość 15 sierpnia Wniebowzięcie N.M.P., pod wezwaniem Której jest nasz kościół. Odpust odbył się bardzo uroczyście, bez przeszkód, z wielką frekwencją wiernych, jak również uczestnictwem kapłanów z obcych parafii.

W miesiącu lipcu została zorganizowana przez ks. proboszcza Sylwestra Górzyńskiego OMI pielgrzymka do Częstochowy licząca około 70 osób. Pielgrzymka ta udała się szczęśliwie i przyniosła wielkie zadowolenie duchowe uczestnikom, którzy mieli szczęście złożyć hołd Matce Najświętszej u stóp Jasnej Góry. W drugiej połowie sierpnia weWynurzyć swe bóle i łzy, polecając zwano urzędowo ks. Proboszcza Sylsię nadal opiece Królowej Naszej. westra Górzyńskiego OMI do Starostwa w Lęborku. Przebieg rozmowy W dniu 26 lipca z okazji uroczy- ze Starostą był następujący: stości św. Anny w Sarbsku para1. Cud w Lublinie fii Łeba odbył się odpust z uroczy2. Ekskomunika, którą Papież rzustą sumą i udziałem dużej frekwen- cił na cały świat. cji wiernych. W dniu 26 sierpnia w Gorzowie odbyła się konferencja, na której doW piękne dni lipcowe organiza- wiedziano się, że z dniem 1 sierpcje Sodalicja żeńska, męska, Krucja- nia 1949r. Wyszło nowe zarządzeta itp. korzystały co tygodnia z pięk- nie znoszące wszystkie stowarzynych wycieczek w okolicach Łeby. szenia katolickie oraz zgłoszenie wszystkich zakonów by zapewnić Wielkim i pamiętnym był dzień 27 ich bytowanie. lipca w naszej parafii. W tym dniu z grona Sodalicji żeńskiej składały Bieżący sezon letni był nieszczęswe śluby Bogu trzy sodalistki wstę- śliwym. Utopiło się w morzu cztepując do klasztoru Sióstr Służebni- rech obcych wczasowiczów i jeden czek N.M.P. W Panewniku k. Kato- miejscowy. wic na Śląsku.

15


Uwierzyć czy udowodnić?

„Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” [Łk 10, 21-24]. Jakże aktualne słowa Pana Jezusa - chociaż skierowane do uczonych w piśmie i faryzeuszy idealnie opisują relację współczesnego człowieka z Bogiem. Przyszło nam bowiem żyć w czasach, w których ludzie całą ufność położyli w bardzo ułomnym własnym rozumie, odrzucając niemalże całkowicie wiarę. Na miano największych autorytetów zasługują zaś ci, którzy różnymi sposobami próbują zdyskredytować Kościół Katolicki (ostoję wiary w Jezusa Chrystusa), a nawet zaprzeczyć istnieniu Boga. Swoje rewelacje najczęściej uwiarygadniają uciekając się do kłamstw, pomówień, półprawd etc. Posłużę się teraz przykładem, który całkowicie zniechęcił mnie do 16

pewnej popularnej, rzekomo naukowej stacji TV (nazwy nie wymienię). Ukazał się tam film (kilka lat temu) o Całunie Turyńskim - bardzo znanej i ważnej dla nas katolików relikwii. „Dokument” ten oparto w całości na badaniu okresu, z którego pochodzi płótno. Posłużono się metodą węglową (izotop C14), której wiarygodność jest bardzo dyskusyjna. Wystarczy powiedzieć, że ta sama próbka badana w kilku niezależnych laboratoriach może dać błąd rzędu setek, a nawet tysięcy lat. W kręgach naukowych już od dłuższego czasu nie uznaje się tej metody badawczej za wiążącą. Wpadki były bowiem dość wstydliwe dla nauki: żyjący organizm określano jako wymarły od kilku tysięcy lat. W filmie na podstawie analiz (met. C14) z dwu laboratoriów (jedno z nich oxfordzkie otrzymało anonimowy datek na milion funtów za zakwestionowanie autentyczności płótna), które określiły wiek Całunu na ok. odpowiednio 700 i 800 lat, postawiono tezę, że jest on średniowiecznym falsyfikatem. Chciałbym podkreślić, że to nie ignorancja kazała autorom pominąć szereg dostępnych wówczas gotowych już wyników analiz: biologicznych, optycznych, fotograficznych, genetycznych, medycznych, krymino-

logicznych, którym została poddana relikwia. Na podstawie rewelacji datowania węglem wysnuto bowiem obrzydliwą (aż wstyd powtarzać) w swojej treści teorię powstania rzekomego falsyfikatu. Zamiar oczywisty: dyskredytacja Kościoła Katolickiego, atak na Osobę Pana Jezusa. Nie jest to może nowością w dzisiejszych, zdeprawowanych czasach, ale biorąc pod uwagę fakt, że manipulacji dopuściła się stacja rzekomo popularno-naukowa o dużej oglądalności, można mieć obawy, że cel w jakiejś mierze został osiągnięty. Dlaczego przypomniało mi się to wydarzenie? Jest to bowiem bardzo dobry przykład, kiedy używa się rozumu pomijając wiarę, czyli „po swojemu”. Wychodzą z tego tylko potworności. Ostatnio zetknąłem się z książką G. Górnego i J. Rosikonia „Świadkowie Tajemnicy”, w której autorzy w sposób niezwykle pasjonujący, drobiazgowy i plastyczny (jest mnóstwo pięknych fotografii), ukazują dzieje i wyniki badań autentyczności relikwii, które miały bezpośredni kontakt z Panem Jezusem: Całun Turyński, pośmiertna chusta z Oviedo, drzewo Krzyża św., tunika, o którą żołnierze rzymscy rzucali losy, chusta ze Świętym Obliczem z Manopello, święte gwoździe, korona cierniowa, pręgierz od biczowania. Warto w tym momencie wspomnieć, że takie przedmioty jak np.: gąbka, za pomocą której próbowano napoić Pana Jezusa na krzyżu, fragment włóczni św. Longinusa, którą otworzył bok i serce Chrystusa, duże części drzewa Krzyża św., zniszczono bezpowrotnie w czasie rewolucji francuskiej, w czasie „triumfu” rozumu nad wiarą. Grzegorz Górny i Janusz Rosikoń w swojej książce pokazują, jak wspaniałe rzeczy można odkryć czy osiągnąć używając rozumu w oparciu o wiarę. Chciałbym opowiedzieć w wielkim skrócie o Całunie Turyńskim, którego historię tak zdeprecjo-


nowano, a autentyczność zakwestionowano. Jest on niezwykłą relikwią, w której mamy nie tylko dowód męki Pana Jezusa, ale także - jak twierdzą naukowcy – dowód zmartwychwstania. Już wstępne analizy historyczne wykluczają wytworzenie całunu w XII czy XIII wieku. Był on bowiem czczony we wczesnym średniowieczu do ok. XII w. na terenie Bizancjum jako tzw. Mandylion z Edessy. Bardzo interesujące są odkrycia botaniczne, mianowicie charakterystyczny dla Żydów sposób tkania lnu (splot z I wieku po Chrystusie ) – na oddzielnych krosnach – żeby włókna roślinne nie miały kontaktu ze zwierzęcymi, a także występowanie na Całunie pyłków roślin endemicznych, kwitnących tylko w Ziemi Świętej. Równie pasjonujące są wyniki badań medycznych. Ślady krwi i płynów organicznych świadczą o tym, że ciało nie przebywało przykryte płótnem dłużej niż 36 godz. Nie ma bowiem pozostałości rozkładu. Rozmieszczenie śladów krwi pokrywa się dokładnie z relacjami ewangelicznymi o Męce Pańskiej, a nawet doskonale je uzupełnia. Żywo czerwone zabarwienie plam świadczy o tym, że organizm przed śmiercią był poddany kilkunastogodzinnym torturom. Tak długotrwały stres powoduje wydzielanie do krwi substancji, które zapobiegają rozpadowi krwinek i przebarwieniu ich na brązowo. Również wyniki badań kryminologicznych nie pozostawiają wątpliwości co do autentyczności Całunu. Przeprowadzono bowiem analizy genetyczne, porównawcze, a także symulacje komputerowe z wykorzystaniem innych relikwii, takich jak sudarion (pośmiertna chusta) z Oviedo, czy tunika z Argenteuil. Dowodzą one, że używała ich jedna i ta sama Osoba. Najbardziej jednak fascynujące są wnioski z analiz fotograficznych, mikroskopowych i kwantowych. Za pomocą nowoczesnych technik obrazowania odkryto na Całunie znaki graficz-

ne, z których dość dokładnie odtworzono pośmiertny napis, jaki umieszczano w tamtym czasie wokół głowy skazańca. Zawiera m.in. takie słowa jak: Jezus Nazarejczyk. Naukowcy jednak do tej pory nie są w stanie precyzyjnie wytłumaczyć sposobu utrwalenia się samego wizerunku postaci na płótnie. Nie jest on bowiem wynikiem zabarwienia włókien jakąkolwiek substancją. Dziwnym fenomenem jest także to, że obraz jest negatywem (technika odkryta dopiero w XIX wieku) o bardzo wysokiej (zbliżonej do 3D – przestrzennej) rozdzielczości. Ustalono również, że wizerunek ten powstał później i w pewnym przesunięciu do pierwotnego ułożenia ciała, o którym świadczą ślady krwi. Tłumaczy się to w ten sposób, że Postać, która początkowo była owinięta Całunem, musiała stać się transparentna i przeniknąć płótno, co spowodowało swobodne zapadnięcie się materiału z jednoczesnym utrwaleniem wizerunku w nowym położeniu. Tu z kolei jedynym możliwym na naszym poziomie wiedzy wyjaśnieniem jest jakiś rodzaj emanacji świetlnej czy energetycznej, który spowodował zmiany struktury ścian komór-

kowych włókien lnu na poziomie 200 nanometrów (podobny, ale nie taki sam, efekt można osiągnąć tylko za pomocą lasera ultrafioletowego z wykorzystaniem techniki z XXI w.). „Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. 4 Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. 5 A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. 6 Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna 7 oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. 8 Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. 9 Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, [które mówi], że On ma powstać z martwych”. [J20,3-9]. Polecam wszystkim książkę „ Świadkowie Tajemnicy”, a szczególnie takim jak ja niedowiarkom. Życzę wszystkim i sobie, byśmy nigdy nie używali rozumu bez wiary, a także wiary bezrozumnie. Grzegorz Smurzyński Effatha

Z albumów łebian

Zdjęcie udostępnione przez panią Teresę Trylewicz 17


Z każdej ryby coś zrobię

Pani Mario, wiem, że miała Pani po kim odziedziczyć kucharski talent, bo Kazimiera Białkowska, czyli Pani mama, też była znaną kucharką...

Śledzie po łebsku to jedyna znana obecnie w Polsce, a nawet i poza jej granicami, potrawa rybna rodem z naszego miasta. Przed wojną europejską karierę zrobiły szproty w oleju i szproty w pomidorowym sosie robione w łebskiej przetwórni. Wówczas Łeba była zresztą największym w Europie, a może i na świecie, portem połowowym tej ryby. Dopowiem, że niemieckim portem - to wyjaśnienie dla tych, którzy nie znają historii Łeby. Służbowo i prywatnie często jestem pytana przez osoby spoza Łeby o nasze tutejsze rybne specjały kulinarne. Z powodu tych pytań wymyśliłam i od 1999 roku do dzisiaj robię Festiwal Pomuchla. Pojawiło się na nim wiele smacznych potraw z dorsza (czyli pomuchla) - bo o tę rybę pytają turyści najczęściej - ale co z tego? Lokalom, które te potrawy wykreowały na okoliczność festiwalu, zabrakło konsekwencji, by umieścić je w codziennym menu, zachowując smak. Kucharze, których od lat do Łeby ściągałam, potwierdzili to czy owo danie swoim autorytetem, ale co z tego??? Zdarzy18

ło mi się nieraz, że potrawa, która była smaczna, gdy na festiwalu jedli ją Maciej Kuroń, Robert Makłowicz, Pascal czy Karol Okrasa, zamówiona później dla niespodziewanego gościa w lokalu okazywała się już być takim sobie daniem z wiodącą nutą glutaminianu sodu w smaku. Na festiwalowym poziomie utrzymują się jedynie pomuchlowe kotlety ze szkolnej stołówki dyrektora Rabki. Ale żeby móc je na co dzień smakować, trzeba by wrócić do szkolnej ławki, a to już niemożliwe. Wspomniane na wstępie śledzie po łebsku są produktem firmy Asar Ryszarda Sokólskiego i znajdują się w ofercie handlowej tej firmy od 1995 roku. Twórczynią potrawy jest pani Maria Bieszke. Według mojego rozpoznania to jedyna tak wyrazista osobowość kucharska z Łeby. Tegoroczny Festiwal Pomuchla planuję zrealizować właśnie wokół niej. Ale zanim ten pomysł ośmieliłam się niniejszym wyjawić, udałam się do Pani Marii na rozmowę. Zaprowadził mnie do niej smakowity zapach z kuchni, w której teraz gotuje, czyli z Kogi...

Tak, moja mama dużo gotowała. Początkowo mieszkaliśmy w Darłowie. Mama pracowała w tam ośrodku wczasowym jako kucharka. Do Łeby przeprowadziliśmy się w 1965 roku. W 1967 r., gdy zmarł tata, mama zaczęła pracować w szkolnej stołówce i pracowała tam do emerytury. W domu było nas pięć sióstr. Wszystkie od zawsze gotowałyśmy i gotujemy. Nawet najmłodsza Ela, choć ona akurat ma większą zdolność do dekoracji. Ostatnio robiła dekoracje kwiatowe w naszym kościele na Pierwszą Komunię św. Moja córka też gotuje. Jak wymyśla Pani swoje potrawy? Czy ma Pani swoją książkę kucharską? Jak to było ze śledziami po łebsku? Potraw nie wymyślam, po prostu je robię. Oglądam programy kulinarne, Okrasę, Pascala, próbuję inspirować się nimi, ale jak zacznę gotować, to i tak gotuję po swojemu. Najbardziej lubię robić z ryb. Z każdej ryby coś zrobię. Z tego samego śledzia mogę zrobić dziesięć różnych potraw. Różnych smakiem, nie tylko dekoracją, każda będzie inna. Kiedyś byłam razem z siostrą zaproszona do Kielc na specjalne spotkanie właścicieli hodowli ryb stawowych. Miałyśmy na to spotkanie zrobić dania z ryb, które hodowcy przywieźli. Jakie tam były ryby..., nigdy wcześniej takich nie widzia-


łam. I zrobiłyśmy je z siostrą tak, że ich właściciele nie mogli się nadziwić. Z każdej ryby coś zrobię. Pod jednym warunkiem: ryba musi być świeża. Ze śledziem po łebsku to było tak: pracowałam w Asarze (bardzo dobrze wspominam właściciela, pana Ryszarda Sokólskiego, to wyjątkowy szef i człowiek), na Boże Narodzenie zrobiliśmy dużo solonego śledzia, no i nie wszystek nam poszedł. Był dobry, ale po świętach, to wiadomo, że już ludzie nie będą takim solonym zainteresowani. Więc żeby go zagospodarować, przyrządziłam śledzie znane do dzisiaj jako śledzie po łebsku. I wszystko się sprzedało, a firma dalej je robi.

Sól, pieprz, majeranek... nic sztucznego. Sosy robię sama, mieszanki przyprawowe też, ale - powtarzam - nic sztucznego nie dodaję. Właścicielka Kogi, z którą rozmawiałam wcześniej, powiedziała mi, iż przedstawiciel Knorra zawsze niepocieszony odchodzi od was z kwitkiem... Tak, bo my tego nie chcemy w kuchni. Właścicielka kupuje to, o co prosimy. Czy Pani strzeże swoich przepisów?

Wcale. Chętnie je podaję każdemu, kto o nie pyta. Teraz np. gdy ktoś z gości w lokalu pyta o sos do sałaty, czy farsz do ryby lub pierogów (z rybą pierogi też robimy) to szef mnie woła z kuchni i ja podaję przeMam taką ze swoimi prze- pis. A w ogóle to chętnie bym pisami. Samych rybnych jest kogoś nauczyła kucharzenia, ale brakuje pojętnego ucznia. w niej ok. 30. Bo gdy widzę, że dziewczyna Jakich przypraw Pani używa? ziemniaka do zupy kroi na desce, to już wiem, że kucharki z niej nie będzie. Gdzie ziemniaka do zupy kroić na desce, no nie. O tak, tydzień temu niespodziewany gość w bibliotece, były premier polskiego rządu, sam z siebie powiedział, że zna śledzie po łebsku. A co z Pani książką kucharską?

moja rodzina, moje wnuki. Nie zostawiłabym ich. Na Festiwalu Pomuchla w 2005 roku furorę zrobił przygotowany przez Panią na parafialny stół kościół św. Mikołaja z... dorszowych rolad. Pamiętam, poszło na ten kościół 13 kg fileta z dorsza. Pani to jeszcze pamięta? Tak. Proszę na zakończenie uraczyć nas czytelników jakimś smacznym przepisem.

Taki ktoś jak Pani to żyła Będzie na ostro, podam dorzłota dla właściciela lokalu. sza po diabelsku, bo to nowa Czy ma Pani dużo propozypotrawa. Potrzebna jest świecji pracy? ża ryba, filet oraz do sosu paMiewam je, ale ja się pryka czerwona, korniszon, przyzwyczajam do miej- por, śmietana, przyprawa, najsca i nie bardzo lubię lepiej własna kompozycja, ja zmieniać. Robię to je- taką mam. I dalej to wiadomo. dynie wtedy, gdy muszę. Smacznego! Chciała mnie zatrudnić No tak, wiadomo, smacznerestauracja w Niemczech, go... gdzie krótko byłam. Ale Rozmawiała Maria Konkol ja nie chciałam. Tu jest 19


Pan Karol Karziewicz Przeglądając gazetki parafialne z 2002 roku znalazłam kilka wypowiedzi osób na temat o czym i o kim chcieliby czytać na naszych łamach. Wybrałam trzy z nich, oto one. Helena Więckowska: Wielką przyjemność sprawiają mi artykuły o rodzinach z Łeby. Są interesujące. Gazetkę czytam od dechy do dechy. Zofia Figacz: Czytając naszą gazetkę można dowiedzieć się różnych ciekawych rzeczy o ludziach, o ich przeszłości. Jest przecież dużo ludzi, którzy przeżyli wojnę, a my o tym nie wiemy. Beata Czaja: Cenię sobie opowieści o ciekawych mieszkańcach Łeby. Zgadzam się z autorami tych wypowiedzi i idę ich śladem do tych, którzy chcą podzielić się cząstką swojego życia. Chciałoby się więcej dowiedzieć o seniorach naszego mia-

steczka, lecz nie wszyscy chcą o sobie, swoim życiu mówić. A szkoda... Pan Karol Karziewicz częściowo zmobilizował mnie do napisania kolejnego artykułu, dając mi do ręki starannie schowany w „koszulce” krótki opis swojego kościółka na Wileńszczyźnie. Pan Karol urodził się we wsi Klonówka 4 listopada 1929 roku. Miał siedmioro rodzeństwa; dzisiaj żyje ich dwoje. Jego rodzice to Weronika i Teodor Karziewicz. Aby uniknąć zesłania na Sybir, z Klonówki przywędrowali całą rodziną do Braniewa, chociaż dokumenty były na Białowieżę. Nastąpił pobór p. Karola do Służby Polsce, rekrutacja z junaków 1949 r. Długi czerwony budynek przy ul. Abrahama to dawniejsze mieszkania dla instruktorów oraz magazyny. W miejscu, gdzie teraz jest Straż Graniczna odbywał się nabór szkół o różnych profilach. W jedną i drugą stronę trzeba było płynąć małym bączkiem, samemu wiosłując. Bączek to mała łódź na wiosła. Pan Karol od młodych lat interesował się morzem. Zaprenumerował sobie miesięcznik „Żeglarz”, aby jak najwięcej dowiedzieć się o interesującej jego tematyce. Od 1950 do 1953 roku odbywał służbę w Marynarce Wojennej. Był taki czas, że przez dwa tygodnie musiał sam pełnić służbę dzień i noc Ołtarz w naszym kościele w r. 1962, i był często sprawdzazdjęcie z albumu Pana Karola ny, czy przypadkiem nie śpi. Jako nagrodę

20

za pilną służbę dostał bilet do kina, gdzie zapoznał się ze swoją obecną małżonką p. Elą Karziewicz. 22 września 1952 roku odbył się ich ślub. Pracę rybaka zaczął od 1954 roku w Darłowie. W Łebie pływał na kolejnych kutrach jako szyper, jako rybak, następnie pracował na ośrodkach wczasowych. Wysłużona emerytura zaczęła się od 1985 roku. Jednak do 1997 r. nadal pływał jako rybak. Wspólnie z żoną angażował się w życie parafialne, wraz z innymi rybakami pełnił straż przy Grobie Pańskim. Zawsze z Bogiem szedł przez swe życie. W swoim kościółku pw. św. Kazimierza w Powiewiórce na Wileńszczyźnie służył od 1939 do 1946 roku jako ministrant. W tym kościółku również jego rodzice brali ślub i on też był tam ochrzczony. Ciekawostka: w tym samym kościele ochrzczony został 15 grudnia 1867 roku Józef Piłsudski, przyszły Marszałek Polski. Pan Karol podkreślił, że rodzina Karziewiczów mieszkała 5 km od miejscowości rodziny Piłsudskich. Kościół został ufundowany przez właścicela dóbr z rodu Soroków. Pan Karol ze swoją Elżbietą w zeszłym roku obchodził 60. lecie pożycia małżeńskiego. Życzę im bezcennego zdrowia, opieki Bożej na każdy dzień i wszystkiego dobrego na dobre i złe w zdrowiu i chorobie na dalsze wspólne lata. Jadwiga Labuda


Mam przyjemność przedstawić Państwu międzynarodową grupę muzyczną Mighty Howard & The Motivators, grającą reggae z elementami jazz, soul, funky i hip hop, która na zaproszenie biblioteki miejskiej zagra w kościele Wniebowzięcia NMP w Łebie w niedzielę 21 lipca. Dziękuję Pani Dyrektor Marii Konkol za zaproszenie do Łeby, a Ojcu Proboszczowi Mariuszowi Legieżyńskiemu za zgodę na koncert w kościele. Zespół ma swoją siedzibę w Hamburgu. Założony został rok temu przez multiinstrumentalistę, kompozytora i autora tekstów Howarda Booker Bridges (USA) oraz basistę i realizatora dźwięku Hugo Ernesto Nunez Soto (Chile). Gra w następującym składzie: Liderem jest Howard (pseudo artystyczne Mighty Howard), ciemnoskóry Amerykanin z Colorado, od 10 lat przebywający w Europie, z czego ostanie sześć w Niemczech. Poprzednio koncertował i mieszkal w Irlandii, Holandii, Anglii i Szkocji. Nieustannie pracuje muzycznie. Przed dwoma laty wydał nagraną w studio w Berlinie płytę „Jah Soldier”, którą będzie można kupić w Łebie przy okazji koncertu. Hugo Ernesto Nunez Soto, urodzony w Santiago de Chile, basista i realizator dźwięku. Nate Akil Hartel Holder, urodzony w Anglii, ciemnoskóry organista i saksofonista. Thomas James Albrecht, urodzony w Niemczech, gitarzysta. Leonardo Pereira Barbosa, urodzony w Brazylii (człowiek z Rio), perkusista. Jagueline Schumacher, w połowie Filipinka, a w polowie Niemka, urodziwa wokalistka. Anna Zeta Żołyniak, jedyna Polka, wokalistka. Marian Kedziora manager zespołu

Mighty Howard & The Motivators

Z albumów łebian

Sztorm, zejście na plażę przy Neptunie. Zdjęcie z albumu Janusza Gieryka. 21


Wywiad z o. Piotrem

W poniedziałek 15 lipca przyjechał do Łeby o. Piotr Lepich omi, który od lipca pełni posługę duszpasterską w naszej Parafii. Ojciec Piotr przez wiele lat pełnił posługę misyjną w Kamerunie, przez ostatnie lata zaś przebywał w kraju, zgodził się przekazać czytelnikom naszej gazetki kilka słów. Na początku już teraz witamy Ojca bardzo serdecznie w Łebie. Słyszał Ojciec, że Łeba to „zaczarowane Miasto” i „że w Łebie jak w niebie”? O już mnie witają. (uśmiech) Nie słyszałem o tym, jedynie słyszałem kiedyś o Księstwie Łeba! Skąd Ojciec pochodzi? Ja pochodzę z opolskiego, z Zdzieszowic, wychowałem się w oblackiej parafii w Kędzierzynie Koźlu. 22

Wywodzi się Ojciec ców. W Kamerunie są główne miz licznej rodziny? sje, przekładając na nasz język „parafie”, są to: Figuil, Poli, Lam, Mam dwóch młod- Mokolo – Tada, Mokolo – Maniaszych braci. Najmłod- ka, Guider. Jedna misja obejmoszy, Michał jest rów- wała 15 – 20 wiosek. Każdy miał nież kapłanem, obecnie swój „sektor” i każdy pracował pełni posługę kapelana niezależnie. w więzieniu we Wrocławiu. Drugi brat ożenił się. A Ojciec gdzie najpierw trafił? Wiemy, że przez wiele lat Ojciec spędził na Pierwsza moja misja to Figumisjach w Kamerunie? il, byłem tam pięć lat. To piękDługi to był czas? na misja. Figuil to Sanktuarium Maryjne, tak jak u nas na Jasnej W Kamerunie byłem Górze jest Czarna Madonna, w latach 1991 – 2006. w Sanktuarium w Figuil jest obraz W 2006 roku, na jesień, ich Czarnej Madonny. Na 31 grudwróciłem do Polski. Na nia – 1 stycznia przypadał odpust, przełomie 2007/2008 by- na który przychodziło ok. dziesięć łem na Świętym Krzyżu, tysięcy osób. a potem przełożeni przenieśli mnie do Markowic, A co Ojciec najmilej wspogdzie byłem 5 lat. No a te- mina z tamtego okresu? raz … jestem w Łebie. Całość – to piękna misja, pleJeżeli chodzi o misje to był mię Gidarów to ludzie prości, to tylko Kamerun? mili. Tam mają inne poczucie czasu, żyją rytmem wyznaczonym Tak, tylko Kamerun. słońcem. Na przykład: jeden miał coś do załatwienia i przyjechał do A czym różniła się praca mi- miejsca, gdzie przebywał Ksiądz, syjna, duszpasterska tam na ale niestety nie zastał Księdza – Czarnym Lądzie od tej, tutaj powiedzieli mu, że wyjechałem w Ojczyźnie? do innej wioski. To ze spokojem siadał pod drzewem otrzymał Niczym, (uśmiech). Wszędzie wodę i cierpliwie czekał, aż wróczłowiek robi to samo: głosi kaza- cę – załatwił, co trzeba i pojechał. nia, spowiada, odprawia Liturgię, sam się nawraca … A jak odbywały się tam Msze św.? A jak to wyglądało jeżeli chodzi o pracę w danym obW niedzielę była jedna główna szarze na Misjach? Ilu Ojców Msza św., w głównej Misji, a popracowało? tem jeszcze jeździło się odprawić do innych wiosek. Msza św. główOd siedemdziesiątego roku, na odbywała się ok. 9.00. To znakiedy przybyli do Kamerunu Ob- czy nie ustalało się sztywnej golaci, samych Oblatów było 50 Oj- dziny, wszyscy widzieli, że już sa-


No Kamerun to zróżnicowamochód Księdza przyjechał i wtedy się zbierali. ny teren pod względem klimatu. Część północna Kamerunu to Czyli reagowali bardzo część bardziej sucha, tam są dwie spontanicznie na wizytę Księ- pory roku sucha i deszczowa. No niestety sucha trwa znacznie dłudza w ich wiosce? żej. To dla nas trudne warunku, Tak, schodzili się, przygo- czasem w nocy temperatura dotowywali śpiewy, czytania, a ja chodziła do 40°C. Południowa w tym czasie spowiadałem. No bardziej mokra, tam przepiękne jak już było widać, że jest już lasy, gęste lasy. Głównym zagrodużo osób zaczynaliśmy Mszę św. żeniem to była malaria, przenoW niedzielę Msza św. w Misji szona przez komary. głównej odprawiana była po giA co z owadami innymi żydarsku. jątkami? Ojciec biegle posługuje się No w pokoju, gdzie była ceglajęzykiem gidarskim? na posadzka, każdy miał specjalNie, nie znam. Nauczyłem się ny kij do odganiania w razie czetylko stałych części Liturgii, ka- go. Zagrożeniem były węże, barzanie było głoszone po francusku, dzo jadowite. Kiedyś nadepnąłem skorpiona i ten mnie użądlił, a katecheta tłumaczył. ale nie był to groźny gatunek, tylA przeżywanie Mszy św. ko sprawiło to duży ból przez ok. znacznie różni się od „naszego”? 12 godzin. Bardzo czujne były koty, wyczuwały żmije, skorpiony, Msza św. jest dłuższa, więcej psy nie były takie czujne, a po zajest śpiewów i tańca, nawet „star- chowaniu kota od razu wiedziasze Panie” tańczą, Oni muszą się ło się, że jest jakieś zagrożenie, wyszaleć podczas Eucharystii, że gdzieś jest wąż albo skorpion. jest dłuższa procesja. A jakie oczekiwania ma OjA jak to z zagrożeniami du- ciec na ten czas pobytu w Łechowymi w tamtym rejonie bie? I jakie zadania czekają świata, bo wiemy przecież, że Ojca w naszej Parafii? te plemiona maja swoje wieOjciec Prowincjał przydzielił rzenia i pewnie zostały jakieś wróżbiarskie praktyki? mnie do Łeby do pomocy duszpasterskiej, nie jest to funkcja Jest tego coraz mniej, ale zda- wikarego, ale będę pełnił posłurzają się. Są tam tacy „znachorzy” gę duszpasterskiej pomocy. Trzei robią tez wiele pozytywnych rze- ba robić to, co wszędzie – być Kaczy, na przykład pomagają leczyć, płanem, robić swoje. (uśmiech) jest jeden od składania kości, kiedy Życzymy Ojcu Piotrowi, aby ktoś coś sobie złamie. Ale zdarzyło się też, że ktoś przyszedł do nie- ten czas posługi w Łebie obfitogo po truciznę na kogoś i on dał. wał w wiele łask bożych i dla Ojca, a i przez Ojca kapłańską posługę A jakie trudności dla Ojca dla nas samych! z o. Piotrem rozmawiała były największe, jeśli chodzi Eliza Lechończak o klimat, florę i faunę?

Statystyka parafialna SAKRAMENT MAŁŻEŃSTWA: 03.07.2013 Jakub Kaleciński i Katarzyna Kalecińska ZMARLI: 02.07.2013 Wiesław Wroński 08.07.2013 Władysław Gołasa Miesięcznik Parafii Wniebowzięcia NMP w Łebie

R E D A K C J A: Eliza Lechończak Jadwiga Labuda Proboszcz Mariusz Legieżyński Redaktor naczelna Maria Konkol Anna Remiszewska Dorota Reszke Danuta Świerk Wydanie przygotowane we współpracy z Biblioteką Miejską w Łebie. ul. Powstańców Warszawy 28 84-360 Łeba tel. 59 866 14 64 e-mail: leba@oblaci.pl www.leba.oblaci.pl Konto: BS Łeba 54 9324 0008 0002 6912 2000 0010

23



Ichtys 92