Page 1

Miesiecznik Parafii Wniebowzięcia NMP w Łebie

www.ichtys.net

2012 Czerwiec nr 80


Bądź pochwalony Jeden na niebie i pod nieboskłonem bądź pochwalony najświętszy wśród świętych z każdym po imieniu bądź pochwalony który nas ślepców z bezdroży sprowadzasz bądź pochwalony ile tchu w piersiach nim ciemność zapadnie bądź pochwalony o. Andrzej Madej OMI 


Kilka Myśli Proboszcza

Jak wielkie ożywienie widoczne jest w naszej społeczności! Jakby w mieszkańców naszego miasta wstąpiło nowe życie. Wszędzie poruszenie, mobilizacja, nieustanny gwar i zabieganie. Łebianie rozpoczęli przygotowania do kolejnego sezonu. To właśnie ten czas sprawia, że życie w naszym mieście nabiera rozmachu. Tak naprawdę nic w tym dziwnego. Stało się to normą. Człowiek potrafi się zmobilizować do wykonania pewnych rzeczy , na których bardzo mu zależy i które przynoszą nie tylko radość, ale i wymierną korzyść. Czy potrafimy zmotywować się do spraw i rzeczy, które dają poczucie satysfakcji i radość w obliczu dobrze spełnionego powołania? W ostatnim czasie Pan Bóg daje nam wiele okazji, które winny mobilizować nas do zaangażowania się w dążeniu do bogactwa duchowego, do wyjścia z duchowego uśpienia. Począwszy od zaproszenia na każdą Eucharystię, poprzez sakramenty, szczególnie pierwszej komunii św. i spowiedzi naszych najmłodszych parafian, poprzez sakrament dojrzałości chrześcijańskiej młodych ludzi, a skończywszy na pełnych nauki maryjnych nabożeństwach majowych, które tradycyjnie zakończyliśmy przy f igurze Matki Bożej przy ul. Turystycznej, a które to nabożeństwo zgromadziło wielu parafian, jak i wczasowiczów. Kościół, w trosce o naszą dobrą kondycję duchową, zawsze zaprasza na wspólną modlitwę, radosne przeżywanie uroczystości czy pełne skupienia nabożeństwa. Nasuwa się jednak pytanie, czy

korzystamy z tego zaproszenia? Czy pragniemy zdobywać nieprzemijające bogactwa duchowe dla pokrzepienia naszej duszy i dla lepszej kondycji fizycznej, aby dobrze przetrwać nadchodzący sezon? Wymowną odpowie dzią na zaproszenie Chrystusa ze skorzystania z wartości duchowych była u ro c z ys to ś ć Na j ś w i ę t s ze go C i a ł a i Krwi Pana Jezusa – Boże Ciało. Czyż nie jest to wspaniałe świadectwo wspólnoty, która jednoczy się przy eucharystii? Czy nie jest to najcenniejszy skarb, jaki mogliśmy otrzymać? To właśnie nas buduje i uświadamia nam, że „Kościół rzeczywiście jest naszym domem”. Ta jedność eucharystyczna mobilizuje, byśmy w innych dziedzinach naszego życia, tego codziennego, pełnego zabiegania i troski, okazywali jedność i wyrażali taką wspólnotę myśli, uczuć i pragnień, jaką wyrażamy Chrystusowi eucharystycznemu. To Eucharystia jest źródłem życia Kościoła. „Kościół żyje dzięki Eucharystii”. Tego dnia widoczna jest rodzina Boża zgromadzona wokół stołu Chrystusa! Wspaniałe świadectwo naszej wiary. Czy takie dni zasiewają w nas ziarno, które wzejdzie? Czy są zachętą do głębszych refleksji, które odzwierciedlą się w naszej codzienności troską o wspólne dobro? Nic innego tylko zjednoczenie z Chrystu-

sem eucharystycznym niesie wewnętrzny pokój i szczęście, a to z kolei przekłada się na szacunek wobec drugiego człowieka. To najcenniejszy dar w posiadaniu Kościoła, jaki winniśmy przyjmować z wielką godnością jako pokarm duchowy, który jednoczy. Czy wobec tych darów, jakie proponuje Chrystus można powiedzieć, że Bóg o nas zapomniał? Nie tylko nie zapomniał, ale bardzo się troszczy o swoje owieczki i pilnuje, byśmy nie pobłądzili. Przed nami intensywny czas zatroskania o dobra doczesne tego świata. Nie zapominajmy jednak o Tym, który przygotowuje nam najwspanialsze dobra, nieprzemijające. Korzystajmy z zaproszenia na Ucztę, by krzepić swoje siły, byśmy nie ustali w drodze po największą NAGRODĘ, którą jest zbawienie. Wasz proboszcz o. Mariusz OMI 


Sakrament namaszczenia chorych

Cierpienie jest jedną z największych tajemnic ludzkiego istnienia. Jakkolwiek Pismo św. uczy, że cierpienie jest jednym ze skutków pierwszego grzechu, nie odkrywa tym samym całej związanej z nim bolesnej tajemnicy. Kiedy cierpienie dotyka człowieka, wprowadza go w ogromną samotność. Człowiek w chwili cierpienia zostaje tak naprawdę sam na sam z tą wielką tajemnicą. I może być otoczony rzeszą wspaniałych ludzi, ich miłością i czułością, ale żadna z tych kochających istot nie jest w stanie zejść z nim w mrok cierpienia. Wobec tej tajemnicy człowiek zawsze stawał pełen pytań. Te zaś stawały się tym bardziej wyraziste, jeśli cierpienie przychodziło niespodziewanie bądź dotykało istot niewinnych. Biblijna księga Hioba jest próbą odpowiedzi na pytanie o „dlaczego” cierpienia i to cierpienia szczególnego, bo niezasłużonego. To niezwykła księga, która przedstawia swego rodzaju „okrągły stół”, przy którym zasiada trzech rozmówców: 

Hiob, uosabiający każdego człowieka, który pyta o sens cierpienia i to niezasłużonego; przyjaciół Hioba, którzy stoją na stanowisku, że za cierpieniem zawsze stoi wina i człowiek cierpi dlatego, że uczynił coś złego; wreszcie Boga – trzeciego z rozmówców przy tym niezwykłym stole, Boga, który pokazuje cierpienie jako coś, co jest dla człowieka niepojęte, ale co jest ostatecznie włączone w tajemniczy Jego plan. To, czego nie rozumie człowiek, rozumie Stwórca. Również, a może przede wszystkim tajemnicę cierpienia trzeba w milczeniu i poddaniu przeżywać jako część Jego zamysłu nad światem. Księga Hioba jest księgą pełną pokory wobec tajemnicy cierpienia. Uczy milczenia i poddania Bogu. To nie jest łatwe. Przekonujemy się o tym zawsze ilekroć dotyka nas lub ludzi nam bliskich, niewinnych zwłaszcza, tajemnica cierpienia. Pytania, bunt, samotność, łzy – oto, co płynie z głębi udręczonej cierpieniem duszy. Tu rozum zawodzi. Tomasz

a Kempis napisał zdumiewające zdanie, które tę prawdę najlepiej ilustruje: „mało kogo cierpienie uszlachetnia”. Tak – bo człowiek przed cierpieniem ucieka, boi się go, a kiedy przychodzi, buntuje się i trudno mu o zawierzenie, modlitwę i pełne poddania milczenie przed Bogiem. Sakrament namaszczenia chorych, jako drugi – obok sakramentu pokuty – sakrament uzdrowienia, przychodzi z pomocą człowiekowi w takiej sytuacji. Przynosi spotkanie z Chrystusem, który wziął na siebie ludzkie cierpienie i w akcie największej miłości ofiarował Ojcu. Nadał mu przez to sens. Nadał sens każdemu ludzkiemu cierpieniu przeżywanemu w łączności z Nim i ofiarowanemu Ojcu. Sakrament namaszczenia chorych sprawia, że człowiek nie jest sam. Jest z Nim milczący i cierpiący, ale także chwalebny Chrystus. Uzdrawia czło wieka z lęku i nieufności. Pozwala zobaczyć własne cierpienie jako dar, który – ofiarowany Bogu w łączności z męką Jego Syna – staje się tajemniczym zaczynem dobra dla świata. Ten niezwykły sakrament nie ma uzdrawiać w sensie „stawiania na nogi” (jeśli Bóg tak zechce – również i to może się zdarzyć); jego zadaniem jest dokonywanie wewnętrznego uzdrowienia człowieka, aby był zdolny włączyć własne cierpienie w mękę i śmierć Zbawiciela świata. Katechizm Kościoła Katolickiego uczy: „Choroba może prowadzić do niepokoju, do zamknięcia się w sobie, czasem nawet do rozpaczy i buntu przeciw Bogu, ale może także być drogą do większej dojrzałości, może pomóc lepiej rozeznać w swoim życiu to, co nieistotne, aby zwrócić się ku temu, co istotne. Bardzo często choroba pobu-


dza do szukania Boga i powrotu do Niego” (nr1501). Każda choroba „może łączyć się z przewidywaniem śmierci” (Katechizm nr 1500). Dlatego spotkanie z Chrystusem w sakramencie namaszczenia chorych jest równocześnie okazją do głębokiego spotkania z Chrystusem, który prowadzi do domu Ojca; przebacza grzechy, pobudza do skruchy i wdzięczności wobec Boga za dar życia. Ważne jest zatem, aby w praktyce chrześcijańskiego życia – tej duszpasterskiej od strony Kościoła jak i tej przeżywanej osobiście i w rodzinach dostrzec siłę i piękno tego sakramentu. Jest on nie tylko dla tych, którzy są w bezpośrednim zagrożeniu niebezpieczeństwem śmierci, ale dla wszystkich, których tajemnica śmierci może dotknąć ze względu na chorobę czy starość. Kościół uczy, że są cztery owoce dobrze przeżytego sakramentu namaszczenia: 1/ szczególny dar Ducha Świętego, który może prowadzić chorego do uzdrowienia duszy, a także do uzdrowienia ciała, jeśli taka jest wola Boża; 2/ zjednoczenie z męką Chrystusa; 3/ łaska oddanego cierpienia dla innych; 4/ przygotowanie do ostatecznego przejścia. To wielkie dary, jakie niesie ze sobą ten niezwykły sakrament. Dobrze, że ostatnie dziesięciolecia przyniosły i przynoszą większe jego zrozumienie i głębsze przeżycie. W niezw ykle w ymownym Liście apostolskim o cierpieniu z 1984 r. Jan Paweł II napisał: „Przez Chrystusa i w Chrystusie rozjaśnia się zagadka cierpienia i śmierci”. Zróbmy wszystko, aby być blisko Chrystusa, kiedy dotyka nas cierpienie i stawajmy się apostołami, którzy Chrystusa przybliżą tym, których tajemnica cierpienia dotyka. o. Wojciech Popielewski OMI

Aby było u nas

gościnnie, dobrze i miło... „Świecące niebo, złote gwiazdy, góry, morze i migocąca dal, łąki pełne kwiatów, drzewa w rozkwicie – wszystko jest odbiciem boskiej dobroci” Arno Potzsch

Dwa młode małżeństwa z dziećmi, spacerując ulicą naszego miasteczka, wymieniały się wrażeniami swego pobytu w Łebie. Idąc przed nimi, chcąc nie chcąc słyszałam treść ich rozmowy. Jedna z par pytała tę drugą, jak im się śpi na kwaterze. Zapytani odpowiedzieli, że w ogóle nie są zadowoleni, są zmęczeni i niewyspani, bo „te cholerne mewy” cały czas się drą i głośno tuptają po dachu, co im bardzo przeszkadza i w ogóle denerwuje!!!

dzwony kościelne, które biją już przed 6 rano. Pan Bóg stworzył świat dlatego, że jest dobry i chce, aby wszyscy cieszyli się z jego piękna. Obserwując świat, dostrzeżemy w nim wiele piękna, ładu, porządku i celowości. Ten, Który go stworzył i utrzymuje, musi być Istotą wszechmocną i mądrą, bo wszystko ma swoją przyczynę. Patrz na to, co nas otacza. Patrz na drzewa, kwiaty rosnące w ogrodach, lasach, na klombach i łąkach, patrz na ptaki, które śpiewają i na motyle, które fruwają w lecie. Słońce, które daje światło, rozświeca całą ziemię, wodę, którą się myjesz, pijesz. Wszystko, co na ziemi, dał nam Bóg i to On nad wszystkim czuwa.

Pomyślałam wtedy, więc po co przyjechali nad morze? Przecież „te cholerne mewy” to nieodłączny element każdej plaży... „Drą się”, bo nie umieją mówić, że właśnie w lecie wychowują swoje młode, Kiedy do domu przybywa gość, uczą je latać, bo co ma latać nad morzem? Krowy czy coś innego? Co? każdy się stara, aby było najlepiej, Jest morze, jest plaża, są i mewy, bo aby było gościnnie, dobrze i miło. Bądźmy dla siebie wzajemnie mili, zawsze tu były, są i będą. przyjaźni, uśmiechnięci. Miejmy dystans do wielu spraw codzienZauważyłam, że nasze społe- nych, starajmy się nawzajem, aby czeństwo zrobiło się bardzo prze- wypoczynek był przyjazny, życzliwy. wrażliwione. Przybywającym na Bo dobre, przyjazne słowo, miły wypoczynek (nie wszystkim!) prze- gest i uśmiech nic nie kosztują, szkadzają mewy, dzwony kościelne ale mogą wiele. Niech nie zraża (bo nie można się wyspać), kuranty czasami brak pogody. Życzymy (co chwila brzęczą). Dziwne, że naszym Gościom miłego pobytu w tych dużych miastach nikomu nie w naszej miejscowości, udanego przeszkadzają nocne łomoty młotów wypoczynku, życzliwości na co pneumatycznych, remonty dróg, dzień i spacerów dla zdrowia brzeczęste sygnały pędzących karetek giem naszego Bałtyku. pogotowia, jeżdżące tramwaje oraz Jadwiga Labuda 


„Ziemia Święta

to miejsce, gdzie człowiek szuka schronienia w Odwiecznym Bogu”

Po uroczystym Wielkim Tygodniu spędzonym w Jerozolimie proponuję, abyśmy zaczęli powoli zmierzać w kierunku ukochanej przez Pana Jezusa Galilei. Najbardziej północną częścią Ziemi Izraela jest Galilea. Jest to również najbardziej zielona część pasma górskiego ciągnącego się środkiem Izraela pomiędzy równinami nadmorskimi od zachodu i Jordanem od wschodu. Tu także znajdują się najwyższe szczyty. Galilea stała się ojczyzną Pana Jezusa, który swoje dzieciństwo i wiele następnych lat życia spędził w Nazarecie, leżącym na wzgórzach wyrastających z urodzajnej równiny Ezdrelon. Nad tą równiną również góruje majestatyczna Góra Tabor. Z Jerozolimy podążamy nowoczesną autostradą w kierunku Jerycha. Drogę przemierzamy pośród malowniczego krajobrazu, mijając w oddali pustynię Judzką. Droga cały czas biegnie w kierunku depresji Morza Martwego (405 metrów poniżej poziomu morza). Za oknami autokaru możemy podziwiać wioski Beduinów, którzy od 

setek lat prowadzą koczowniczy tryb życia. Jedynymi elementami czasów współczesnych są samochody stojące w obrębie szałasów i namiotów, anteny telewizji satelitarnej i cysterny z wodą pitną. Po drodze mijamy nowoczesne osiedla zamieszkałe przez Żydów, którzy w sposób mniej legalny weszli w posiadanie tych ziem. Z każdą chwilą, kiedy zbliżamy się do depresji Morza Martwego widok się zmienia. Z resztek pozostałej zielonej roślinności nie pozostaje nic. Klimat zmienia się raptownie i radykalnie. Tam, gdzie w okresie zimowym było zielono, teraz jest wszystko wyschnięte. W oddali, w oparach parującej wody zaczyna się pojawiać Morze Martwe i przeogromna równina rozciągająca się od pustyni Judzkiej, aż do gór Jordanii. Im bliżej dna depresji, robi się coraz cieplej. Na wysokości Morza Martwego skręcamy w lewo, w kierunku miasta Jerycho, które jest położone 258 m. p.p.m. i zarazem jest to najstarsze miasto na ziemi, które znajduje się w strategicznie ważnym punkcie na granicy pustyni i terenów uprawnych. Nad

Morze Martwe jeszcze powrócimy. W Jerycho panuje klimat tropikalny latem i cudownie łagodny w zimie. Klimat ten przyciągał tu prehistorycznych koczowników. W oddali zaczyna się wynurzać najwyższy budynek w Jerycho. Jest to hotel, który został wybudowany praktycznie za pieniądze Żydów. Ponieważ religia żydowska zabrania uprawiania hazardu na terenie Izraela, a wyprawa do najbliższego kasyna gier hazardowych byłaby bardzo kosztowna, „cwani” Żydzi postanowili wybudować hotel wraz z kasynami na terenie Palestyny w Jerycho. Autokar nasz zbliża się do przejścia granicznego pomiędzy Izraelem a Palestyną. Po krótkiej odprawie paszportowej przekraczamy granicę. Tym co od razu rzuca się w oczy, to uszkodzone działaniami wojennym w okresie Intifady budynki mieszkalne. Im dalej wjeżdżamy ulicami do miasta, tym bardziej robi się zielono. Jerycho już w czasach starożytnych znane było z urodzajności. Ziemia oazy jest nawadniana przez wiele źródeł, stąd kwitną tu plantacje pomarańczy, bananów i daktyli. Jerycho jest też nazwane „Miastem Palm”. W czasie lata klimat tutejszy jest bardzo gorący i wilgotny, natomiast w ciągu okresu zimowo – wiosennego ciepły. Wiosną Jerycho oczarowuje przybyszów pięknem i zapachem kwiatów. Wydaje się więc, że wybór tego miejsca pod budowę najstarszego skupiska miejskiego w okresie 10 do 7 tysiąclecia p.n.e. był słuszny. Pierwsze badania archeologiczne zostały przeprowadzone tutaj przez Austriaka prof. E. Sellina. Wykopaliska rozpoczęte w 1908 roku na Tell-el-Sultan (Tell Jerychoński), były kontynuowane później przez Gastranga z brytyjskiej szkoły archeologicznej. Jerycho wychodzi na scenę wydarzeń historii biblijnej dopiero około wieku XIII p.n.e. – czyli w chwili, gdy Izraelici weszli do Ziemi Obiecanej. Po ich przejściu na zachodni brzeg Jordanu, Jerycho


było pierwszym miastem zdobytym przez nich na ziemi Kanaan. Jozue obłożył miasto klątwą, mówiąc „Niech będzie przeklęty przed obliczem Pana człowiek, który podjąłby się odbudować miasto Jerycho: Za cenę życia swego pierworodnego syna założy fundamenty, za cenę życia najmłodszego syna postawi bramy. Słowa Jozuego spełniły się na synach Hiela z Betel, który podniósł z gruzów Jerycho. Na prośbę mieszkańców prorok Elizeusz uzdrowił wody miejscowego źródła niezdatne do picia, wrzucając doń sól. Źródło to do dzisiejszego dnia nosi imię proroka, a jego woda użyźnia oazę u stóp telu. Pan Jezus wiele razy przechodził przez Jerycho. Najprawdopodobniej tutaj podczas ostatniej podróży do Jerozolimy wypowiedział słowa: „Oto idziemy do Jerozolimy: tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą Go poganom na wyszydzenie, ubiczowanie i ukrzyżowanie, a trzeciego dnia zmartwychwstanie” Prawie w centrum Jerycha rośnie drzewo sykamora. To tutaj Pan Jezus spotkał Zacheusza, który wspiął się na sykamorę, aby zobaczyć Pana. Pan Jezus zawołał do niego: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. Nad Jerychem rozciąga się góra, która została nazwana Górą Kuszenia. Po zaparkowaniu naszego autokaru, wysiadamy na parkingu i dalej zmierzamy w kierunku kas wyciągu wagonikowego. Tymi wagonikami podziwiając panoramę Jerycha wjeżdżamy pod szczyt Góry Kuszenia i pustyni Judzkiej. Tradycja chrześcijańska od początku lokalizuje walkę Jezusa z pokusą chleba na skraju Pustyni Judzkiej, na górze, która wznosi się nad miejscowością Jerycho. Góra Kuszenia ma także drugą nazwę, mianowicie Góra Czterdziestu Dni. Po arabsku Qarantal. Diabeł miał według tradycji zjawić się w grocie, w której Pan Jezus przebywał

modląc się i odbywając swój post. Tę grotę zlokalizowano wśród wielu innych grot znajdujących się nad urwistym zboczu góry, skierowanym w stronę wschodnią. Przed grotą w dole rozciągał się widok na zieloną i urodzajną oazę, a dalej biegł wzdłuż płasko położonej części pustyni w stronę Jordanu i zatrzymywał się na wzgórzach gór Moabu. Grota stanowiła sanktuarium już w pierwszych wiekach, a w XII wieku zbudowano tu Kościół, który po dwóch wiekach obrócił się w ruinę. W wieku XIX greccy mnisi ortodoksyjni zbudowali obok miejsca pierwotnego kościoła klasztor pod wezwaniem Świętego Krzyża. Klasztor przedstawia się jak wisząca nad przepaścią długa galeria. Po wyjściu z wagoników zmierzamy stromymi schodami do Klasztoru. Im wyżej, tym piękniejszy widok. Zdawałoby się, że cały świat

poświęcona jest Pierwszej Pokusie, to znaczy Pokusie Chleba. W ołtarzu przedstawiony jest Pan Jezus, a pod ołtarzem znajduje się kamień, związany z pokusą. Jedni twierdzą, że na tym kamieniu spoczywał Pan Jezus, gdy przybył do Niego diabeł, inni uważają, że jest to kamień reprezentujący te kamienie, które diabeł proponował Panu Jezusowi zamienić w chleb. Na szczycie Góry Kuszenia lokalizuje się miejsce kolejnej Pokusy, opisanej przez św. Łukasza, gdy diabeł wyprowadził Pana Jezusa na górę i ukazał mu wszystkie królestwa świata. Natomiast trzecia Pokusa wiąże się z narożnikiem świątyni jerozolimskiej. Wszystkie trzy Pokusy zostały zwyciężone przez Pana Jezusa, który wzywa nas do naśladowania swej postawy w opieraniu się pokusom, aby przygotować się do pełnego udziału w Chrystusie

leży u naszych stóp. Po dotarciu do drzwi prowadzących do wnętrza Klasztoru i przechodząc wąskim korytarzem widać pomieszczenia częściowo znajdujące się w grotach, częściowo w wyżłobionej skale, a częściowo dobudowane na zewnątrz skały, które wiszą nad przepaścią. Całość zabudowy Klasztoru nie różni się od otaczającej skały i często z Jerycha trudno zauważyć Klasztor. Niewielka kapliczka znajdująca się w środku Klasztoru

Zmartwychwstałym. Po nawiedzeniu Klasztoru i cichej modlitwie, powoli opuszczamy to miejsce wielkiej zadumy i ciszy, która nieraz jest przerywana krzykiem orła, wysoko szybującego na niebie. Po zjechaniu kolejką ponownie do Jerycha, udajemy się do palestyńskiej restauracji na wspaniały obiad, aby nabrać sił przed dalszą podróżą do Galilei Pana Jezusa. Szczęść Boże. Mirosław Słowikowski /OESSH/ 


Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych?

W maju musiałam wraz z koleżankami z placówki odwiedzić lekarza medycyny pracy w Lęborku, by uzyskać nową „kartę zdrowia pracownika”. Ten socjalistyczny i nieco groteskowy przymus (karta jest wystawiana przed uzyskaniem wyników badań pomocniczych) traktujemy jak dopust Boży, bo na wizytę w gabinecie, badania i uzyskanie „papierów zdrowotności” czeka się baaardzo dłuuugo, zwłaszcza o tej porze roku, gdy po kwity ustawia się kolejka pracowników sezonowych. No ale z prawem się nie dyskutuje, kartę trzeba było uzyskać. Współpracownica i ja wzięłyśmy po dniu urlopu i pojechałyśmy do powiatu. A tam, w gabinecie medycyny pracy, zaskoczenie: czekało tylko kilka osób. Wszystko załatwiłyśmy w niecałą godzinę, a przy tym pielęgniarki, laborant i pani doktor byli bardzo mili, a pani doktor to nawet pamiętała, że przed trzema laty jedna z naszej placówki miała dużą anemię (ale to nie ja – ja jestem chuda, ale treściwa). Zadowolona, z kartą zdrowia na kolejne trzy lata w torebce, szybko wyszłam z przychodni. W przelocie pomyślałam „ale fajnie, że tak szybko udało się to tym razem załatwić” i lekko przekierowałam uwagę na inne tematy. Po chwili jednak zreflektowałam się... Gdyby trzeba było czekać kilka godzin, to później dziamgałabym z tego powodu trzy dni. Ale że poszło szybko, łatwo i przyjemnie, to podsumowałam to tylko jedną „fajną” myślą i już hop dalej. Czy ładnie tak...? Dlaczego tak często wydaje się nam, że dobre rzeczy po pro

stu się należą? Oczywiście nie wszystkim, ale mi i ewentualnie tym, których łaskawie obdzielam swoją życzliwością i troską. A złe są niesprawiedliwością od ludzi, ustroju, losu i Opatrzności. Przecież według rachunku prawdopodobieństwa jedne i drugie mają do nas taki sam dostęp, a tym złym to jeszcze często nawet ułatwiamy drogę do siebie. Zatem...?

Taak, ciekawe... Ile próśb, a ile podziękowań przynosimy do naszego kościoła parafialnego? Ile wdzięczności, a ile narzekań jest w naszej codziennej relacji z bliskimi? Ile w wieczornym podsumowaniu dnia wskazujemy „plusów dodatnich”, a ile „ujemnych”? Ojej!

Cóż... Spośród dziesięciu trędowatych uzdrowionych przez Jezusa tylko jeden wrócił, by poW jednym ze świątecznym dziękować. I otrzymał wówczas programów radiow ych sym- kolejny dar, jeszcze większy. patyczna red. Zdzisława Guca, Sobie i Wam, Drodzy Czytelopowiadając o znanym sanktuarium Maryjnym, wypowiedziała nicy, życzę postawy wdzięcznow eter następującą myśl „cieka- ści, która daje radość i otwiera we, ileż tutaj zostało przyniesio- Niebo. Maria Konkol nych próśb, a ile podziękowań...”.

Skarby z domowych albumów łebian

To piękne zdjęcie naszego kościoła trafiło do zbiorów biblioteki miejskiej przy okazji szukania zdjęć... rybackich.


fotogaleria

Nabożeństwo Majowe przy Grocie Matki Bożej na ulicy Turystycznej




fotogaleria

Festyn Rodzinny 07.06.2012 r.

Dzieci z Ochronki Sióstr Służebniczek NMP 10


fotogaleria

Bajka „Wśród krasnoludków”

Remont poludniowej ściany kościoła 11


fotogaleria

Boże Ciało 2012

Uroczysta procesja ulicami Łeby 12


„Effatha” – otwórz się… W październiku ubiegłego roku w naszej Parafii powstała, jeśli tak to można nazwać, grupa modlitewna. Choć wydaje mi się, że słowo „powstała” zdaje się być tu niewłaściwym. Inspiracją spotkań były spotkania młodzieży „młodszej”, a podstawą pragnienie bliskości Boga we własnym sercu, jak i przenoszone na relacje z drugim człowiekiem. Ta potrzeba wyrosła tak spontanicznie i tak jednocześnie w naszych sercach, że nie potrafię dokładnie określić jak to się stało. Na pierwszym spotkaniu z Ojcem Proboszczem próbowaliśmy nakreślić, jaki charakter miałyby nasze spotkania. Nikt nic nie narzucał, jedno, co wiedzieliśmy, to to, że chcemy się spotykać na modlitwie we wspólnocie. I tak pierwsze spotkanie, drugie i kolejne…, nakreślała się formuła naszych spotkań. Dzięki prowadzeniu Kapłana - Ojca Mariusza, dziś ma określone ramy i formułę: rozważanie słowa Bożego, śpiew, modlitwa dziękczynna, uwielbienia. Dziś w spotkaniach modlitewnych uczestniczy regularnie 11 osób. Na początku „Grupa Starszej Młodzieży” - grupa czteroosobowa, dziś Grupa Modlitewna „Effatha”. Przekonana jestem, że od początku kieruje nami Duch Św., to że pragnienie bliskości Boga, pragnienie modlitwy i bliskości bliźniego owocuje dzisiejszymi spotkaniami to tchnienie i dar Ducha Św., którego w modlitwie przyzywamy, którego wielbimy i prosimy. Potem inscenizacja wielkopostna „Pasja – wczoraj i dziś”, która zaowocowała refleksją nie tylko w uczestnikach, jak i widzach, do której przygotowania same w sobie stanowiły swoiste rekolekcje. Sama też obecna nazwa ma swoiste znaczenie, które można interpretować

w różnych płaszczyznach. „Effatha” słowo wywodzące się ze starożytnego języka aramejskiego i tłumaczone jako „Otwórz się”. Odnieść należałoby się do źródła ze sceny biblijnej, kiedy to do Jezusa przyprowadzono człowieka głuchoniemego. Jezus włożywszy palce w jego uszy i zebrawszy ślinę dotknął jego języka wypowiedział wówczas słowo: „Effatha” – „Otwórz się” i został uzdrowiony. Czy sam Chrystus z mocą Ducha Św. nam uczestnikom spotkań modlitewnych nie mówi „Effatha” – „otwórz się” na działanie Jego samego, na drugiego człowieka? Ile przynosi zmian w życiu modlitwa we wspólnocie, dziś tu i teraz, w tej konkretnej Grupie Modlitewnej „Effatha”, każdy z jej uczestników zapewne jest w stanie konkretnie wskazać, ale to naprawdę indywidualne, osobiste świadectwa. Jedno jest pewne, że bycie i zaangażowanie modlitewne w takiej grupie modlitewnej przynosi obfite łaski, pozwala doświadczyć obecności Chrystusa tu i teraz. Jednak podkreślić należy, że przynależ-

ność do wspólnoty modlitewnej, obojętnie jakiej czy to będzie „Effatha”, czy też jakakolwiek inna wiąże się z poważnym traktowaniem wiary, musi wypływać ze szczerego pragnienia trwania we wspólnocie i otwarcia się na działanie Ducha św., wiąże się także z budowaniem wzajemnego zaufania i pozwala wzrastać. Przytoczę tu słowa odnalezione w sieci: „Modlitwa we wspólnocie jest odpowiedzią na największe pragnienie Pana Jezusa, Jego nadzieją, którą wyraził w modlitwie do Ojca „... aby tak jak My stanowili jedno ...” (Jan 17,11)”. „Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18, 20) – ufamy, że Chrystus jest pośród nas, żywy, realnie obecny, podtrzymuje nas i wzmacnia, daje łaski i ukojenie. Serdecznie zapraszamy wszystkich, którzy noszą w sobie pragnienie bliskości Boga, którzy może nieśmiało myślą o tym, by do nas dołączyć – nie jesteśmy grupą zamkniętą, zapraszamy wołając: „Effatha”! Eliza Jackowska 13


Prawda Słowa Bożego na tle współczesności

Jaką postawę przyjmuje dzisiejszy chrześcijanin wobec Słowa Bożego? Dlaczego tak mało z nas regularnie czyta Pismo Święte? Dlaczego jeszcze mniej wierzy Prawdzie zapisanej na kartach Nowego, a szczególnie Starego Testamentu? Dzisiejszy szybki rozwój nauki popartej wiedzą racjonalną stwarza pozory, niemalże nieograniczonych możliwości ludzkiego rozumu. Współczesny człowiek chyba jak nigdy dotąd w historii ludzkości jest narażony na działanie pokusy narcystycznego, żeby nie powiedzieć bałwochwalczego traktowania swoich osiągnięć, a co za tym idzie i siebie samego. Jak nigdy dotąd także powinien szukać ratunku przed rodzącą się przez to zgubną pychą. Niebezpieczeństwo takiego postrzegania współczesnej cywilizacji potęgowane jest ukrywaniem przed światem granic możliwości poznania naukowego z czego doskonale 14

zdają sobie sprawę sami badacze. Współczesny racjonalizm najwięcej problemów stwarza ludziom wierzącym, którzy zaczynają „korygować” swoją postawę wobec Boga i rzeczywistości zgodnie z nowoczesnymi nurtami. Stąd coraz mniejsze zainteresowanie Pismem Świętym i zawartą w nim Prawdą, która „trąci” staroświeckością i archaizmem, będącą bardzo często przeszkodą w konsumpcyjnym podejściu do życia i drugiego człowieka. Nierzadko usprawiedliwieniem braku zainteresowania Słowem Bożym jest dawanie posłuchu sztucznie rozdmuchiwanym skandalom i tzw. aferom, ukazującym Kościół Powszechny w krzywym zwierciadle kłamstwa i nienawiści. Symptomy konsekwencji takich postaw są bardzo łatwo rozpoznawalne i szybko następujące. Rzadko kto jednak wiąże pojawiające się problemy życiowe: rozpadające się małżeństwa, rodziny, problemy zdrowotne, z odrzuceniem Błogosławieństwa Bożego zawartego w Jego Słowie. „Przykazanie, które wam dziś daję, nie przekracza waszych możliwości i bynajmniej nie jest dla ciebie niedostępne. Nie jest w niebiosach, żebyście musieli mówić: Któż pójdzie dla nas do nieba, aby go tam szukać i usłyszeć je, byśmy potem mogli je wypełnić? Nie znajduje się też ono za morzami, żebyś musiał pytać: Któż uda się dla nas za morza, aby go tam szukać i usłyszeć je, byśmy mogli potem je wypełnić? Tymczasem słowo to jest tuż koło ciebie,

jest na twoich wargach i w twoim sercu po to, byś mógł je wypełnić.” (Pwt 30,11-4) I dalej : „Niebo i ziemię wzywam dziś na świadków przeciwko wam: Kładę przed wami życie i śmierć oraz błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie tedy życie…” (Pwt30,19). Czym dla nas współczesnych powinno być w takim razie owo życie? Czy pasmem nieustannych przyjemności, czy bezkrytycznym pragnieniem sukcesów, czy bezwzględną realizacją własnej kariery? Czy takie życie można wieść bez konfliktu z Bożym Słowem? Czy nie jest ono raczej okupione mniej lub bardziej świadomym wyborem duchowej śmierci czyli wyborem przekleństwa? Znamienne, że najczęściej dopiero w takim położeniu jesteśmy w stanie rozeznać czym jest prawdziwe życie. Właśnie wtedy otrzymujemy najwięcej łask i pomocy od Boga: „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a ja was pokrzepię. Weźmijcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych.” (Mt 11,28-29). Wiele podobnie krzepiących słów Pana Jezusa możemy znaleźć na kartach Nowego Testamentu: „ nie lękajcie się”, „ Ja jestem Bramą”, „ Ja jestem Drogą i Prawdą i Życiem”, „ Ja jestem krzewem winnym, wy latoroślami”. Mamy zatem gotową odpowiedź, że prawdziwie żyjemy tylko w Chrystusie. Tylko przez Niego możemy otrzymać nagrodę życia wiecznego w Królestwie Niebieskim. Powinniśmy wobec tego wsłuchać się uważnie i wziąć sobie do serca radę Matki Bożej: „ Zróbcie wszystko cokolwiek wam powie”. Pan Jezus często zadawał pytanie: „ czy nie czytaliście?...” Życzę wszystkim, kiedy staniemy przed Nim twarzą w twarz, żeby mieli co odpowiedzieć i żeby nie była to czcza wymówka. Grzegorz Smurzyński


Życie wspólnotowe

„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało” (J1,1-3). W dzisiejszych czasach nieokiełznanego indywidualizmu, zaczynamy żyć iluzją, że możliwości ludzkie ograniczone są jedynie tempem rozwoju technologicznego. Oznacza to stopniową utratę wiary w Boga i Jego Słowo, na korzyść wiary w zdobycze rozumu. Śmieszne i paradoksalne jest to, że ufność w doskonałą Bożą Opatrzność, zamieniamy na zaufanie ułomnemu człowieczeństwu. Konsekwencją tego jest kolejna iluzja, że oto we wszystkim w życiu damy sobie radę sami. Taki nowoczesny kierunek w myśleniu tzw. „ja-izm”. Ja sobie dam radę, ja sobie zrobię, ja sobie poradzę, ja sam z tego wyjdę. Taka postawa oprócz egocentryzmu wręcz chorobliwego, prowadzi nas do szczelnej izolacji. Zamykamy się przed drugim człowiekiem, ale najgorsze, że zamykamy się na Boga.

Chyba każdy z nas pamięta z lekcji religii przykład takiej postawy, o którym szczegółowo mówi Pismo Święte. Był taki super-archanioł, określenie może nie trafione, ale był najpiękniejszym ze stworzeń. Tak obdarowany przez Boga, zaczął „odcinać kupony” chwały na rzecz swojego „ja”. Tak się w tym zapamiętał, że ani się spostrzegł, zamknął się na Boga i całkowicie od Niego odwrócił. Wybierając życie bez swojego Stwórcy, potępił się na wieki i stał się szatanem. My ze swoim egocentryzmem cały czas mamy szansę na ratunek i życie wieczne, on nie i dlatego tak nienawidzi człowieka: „Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży, szukając, kogo pożreć.” (IP5,8). Ile osób z pełną świadomością obrałoby podobną drogę, wiodącą do wiecznego potępienia? Chyba nikt. Jak w takim razie radzić sobie z tym swoim „jaizmem”? Jedną z dróg jest życie wspólnotowe. Osobiście bardzo wiele wynoszę ze spotkań grupy

biblijnej Effatha, w których uczestniczę od lutego bieżącego roku. Wspólnota zaś, zawiązała się w październiku ubiegłego roku. Funkcjonuje i rozwija się dzięki zaangażowaniu Ojca Mariusza Legieżyńskiego. Każdemu spotkaniu towarzyszy opieka i działanie Ducha Świętego. Modlitwę rozpoczyna bowiem przyzywanie Parakleta. Rozważając Słowo Boże, wszystkich uczestniczących przenika Jego siła. Za każdym razem odkrywamy nowe wskazówki, nowe światło jakie Bóg objawia nam na stronach Pisma Świętego. Dostrzegamy także nasze problemy z innej - nie tylko własnej – perspektywy. Wszyscy także czujemy się umacniani i napełniani Łaską Bożą ( może ktoś nazwałby to „pozytywną energią” albo „ładowaniem akumulatorów”, ale ja nie przepadam za tymi określeniami ). Można to rozpoznać jako pokój wewnętrzny, otwarcie na Boga i drugiego człowieka. Idzie za tym także radość, która sprawia, że z niecierpliwością oczekujemy kolejnego spotkania. Grono osób, które chcą poznawać głębiej Słowo Boże, a przez Nie i samego Boga, powoli, ale ciągle się powiększa. Mam nadzieję, że pomimo licznych obowiązków, zaangażowanie wspólnoty nie osłabnie, a Duch Święty, stale nam towarzyszący, będzie nas wspierał, umacniał, uzdrawiał i prowadził. Tych, którzy chcieliby lepiej poznawać Wolę Bożą we własnym życiu, zapraszamy na nasze spotkania, które odbywają się w każdą środę o 19.00. Członkom wspólnoty w tym i sobie także, życzę wzrostu wiary i zaangażowania w ewangelizację. Grzegorz Smurzyński Effatha 15


Kochani!!! Przed nami wakacyjny czas wędrówek, odpoczynku, plażowania i wielu pięknych przygód. Każdy z Was ma jakieś marzenia, pragnienia, wie, gdzie chciałby pojechać, co zobaczyć, z kim spędzić wakacyjny czas. Na pewno niektórzy wyjadą poza miasto, zostawią Łebę na jakiś czas i będą szukać przygód poza swoim miejscem zamieszkani. Z kolei inni zostaną, by szukać spełnienia marzeń tu, gdzie mieszkają. Nie wszystko zależy od Was

16

Drogie Dzieci. Nie zawsze marzenia spełniają się tak od razu i nie zawsze w taki sposób, jakbyście chciały. Czasami wakacyjny wyjazd nie jest możliwy z braku pieniędzy, z braku wolnego czasu Waszych rodziców, którzy przecież wakacji nie mają. Ale warto zawsze szukać tego, co jest blisko nas, szukać możliwości spędzenia miłego czasu w Waszych miastach, na Waszych osiedlach, w Waszym najbliższym otoczeniu. Co najważniejsze, należy ZAWSZE upatrywać w tym też woli Pana Boga. Przecież ON wie, co dla nas jest najważniejsze, co przyniesie nam

korzyści, a z realizacji jakich marzeń pozostaną tylko łzy i rozczarowanie. Niejednokrotnie Pan Bóg chroni nas przed jakimś nieszczęściem w życiu, a nam wydaje się, że każdy, kto tylko może, rzuca pod nasze stopy kamienie i celowo przeszkadza nam w osiągnięciu jakiegoś celu. A to TYLKO albo AŻ łaskawy i opiekuńczy Pan Bóg nad nami czuwa. Wiele razy moje marzenia - małej dziewczynki - spełniały się dużo później, niż ich zapragnęłam. Zdarzało się nawet, że dostrzegałam ich magiczną moc spełnienia będąc już dorosłą kobietą. Ale co najważ-


niejsze utwierdziło mnie to tylko w przekonaniu, że MARZENIA SIĘ SPEŁNIAJĄ!!! Naprawdę warto tak myśleć, pragnąć ich, żyć marzeniami, układać sobie w głowie jakby to było, gdyby moje marzenia się spełniły, a zaraz potem szukać ich, szukać znaków ich spełnienia. Ale dlaczego o tym piszę? Dlaczego właśnie teraz, gdy zbliża się wakacyjny czas odpoczynku dla Was, Drogie Dzieci, odpoczynku od porannego wstawania, odpoczynku od pakowania plecaka do szkoły, odpoczynku od rozwiązywania zadań z matematyki  Otóż Kochani pragnę zachęcić Was do przelewania Waszych wakacyjnych przeżyć i marzeń na papier. Nie ma nic prostszego, niż spakować do plecaka zeszyt i długopis, mieć go zawsze przy sobie, a gdy zdarzy się coś ciekawego w wakacyjny poniedziałek czy środę - zapisać to. Gwarantuję Wam, że pod koniec wakacji będziecie mieli wspaniale zapisane kartki, barwne, kolorowe, pachnące dniem, w którym pisaliście o tym, jak przybłąkała się do Was łaciata kotka... Pełne gwiazd, gdy pisaliście o tym, jak na niebie wieczorem ujrzeliście lecący do nieba lampion... Szumiące morskimi falami, gdy pisaliście o tym, jak miło i przyjemnie było spędzić czas nad morzem z ciocią, która niespodziewanie przyjechała w odwiedziny. Wiem to z doświadczenia, że nawet najbardziej spokojnie i zwyczajnie zapowiadające się wakacje mogą przerodzić się w wakacje pełne wrażeń, nieoczekiwanych zwrotów wydarzeń, przygód i pełne w spotkania z ciekawymi ludźmi    Kochani! Coś dla najmłodszych! Rozwiążcie wakacyjną krzyżówkę obrazkową, rozwiązania wpiszcie w odpowiednie pola hasło z pewnością będzie dla Was oczywiste!!! A więc miłych, spokojnych i bezpiecznych ………………………………..!!!! *www.wuzecik.pl

Czy Bóg mnie już nie kocha?

W codziennej modlitwie prosimy o wiele, o zdrowie, pogodę, powodzenie w życiu społecznym, radość życia.. Często zastanawiamy się czy może te prośby już mu się opatrzyły, czy woli skupić się na kimś lepszym, kto również prosi ale zrobił więcej dobrego. O co chodzi, dlaczego Bóg nie pomaga, może nie chce pomóc? Czasami trzeba postawić swoje życie jasno, nie prosić o wszystkie dobra tego świata, o wszystkie kwestie, które mogłyby umilić nam pobyt na ziemi. Nawet jeśli Bóg pomagałby człowiekowi w spełnianiu najdrobniejszych zachcianek, człowiek spoczął by na laurach, a Bóg tego nie chce. Skarżymy się, jacy to jesteśmy niedoskonali i próżno dążymy do tej idealności, ale czy taka jest Jego wola? Musimy zaakceptować to jacy jesteśmy. Trzeba pokochać samego siebie, bo tylko kochając samego siebie możemy prawdziwie pokochać Jezusa. Przecież pamiętamy o tym, że Bóg zesłał swojego syna, aby odkupić nasze winy. Tak, pamiętamy i co dalej? To było dwa tysiące lat temu, a teraz? Cały czas jesteśmy wdzięczni, ale często zapominamy o tej miłości, a to właśnie Bóg nas kocha i nie potępia, jeśli tylko podążamy jego drogami. On dba o swoją miłość, nie chce nas wykupić poprzez spełnianie naszych próśb niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, chociaż Anna Remiszewska On i tak by jej nie potrzebował. Jego

miłość jest bezgraniczna i to On nas wybrał. Często zapominamy o tym że cały czas przejawia swą miłość podczas codziennej ofiary mszy świętej, daje nam spożywać swoje ciało i pić swoją krew. Łamie cielesność, przyjmujemy go do swego serca. Żywy Bóg mieszka w naszych sercach, w sercu każdego z nas. Pamiętajmy więc o tym wielkim darze, który dostajemy podczas każdej eucharystii i spróbujmy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy potrzebujemy więcej znaków na miłość Chrystusa? Teresa Beczyczko

S tat y s t y k a parafialna

SAKRAMENT CHRZTU ŚWIĘTEGO PRZYJĘLI: 27.05.2012 Hubert Tomasz Maik Piotr Krzysztof Kubis SAKRAMENT BIERZMOWANIA PRZYJĘLI: Drugie imiona są z bierzmowania: Justyna Weronika Daszkiewicz, Piotr Łukasz Daszkiewicz, Agnieszka Anna Kubis, Paweł Piotr Ławrynowicz, Nikola Zofia Smolińska, Błażej Hubert Majsak, Martyna Zuzanna Ambrosiewicz, Magdalena Zofia Woronowska, SAKRAMENT MAŁŻEŃSTWA ZAWARLI: 25.05.2012 Krzysztof Koper i Katarzyna Kozina 26.05.2012 Maciej Legutko i Magdalena Bastek ZMARLI: 06.06.2012 Jadwiga Buchwald 17


Starzy i nowi łebianie: przemiany ludnościowe w mieście w pierwszych latach po II wojnie światowej cz. 2

Rozpoczęły się nowe czasy, których głównym znamieniem był strach i niepewność. Te uczucia przebijają we wszystkich wspomnieniach z tamtych czasów. Była to niepewność przyszłości nie tylko dalszej, ale i całkiem bliskiej. Jako że miasto nie uniknęło żadnego z wojennych doświadczeń: rabunków, gwałtów czy wandalizmu. Mniej lub bardziej spontaniczny odwet był bowiem powszechną cechą tych czasów. Żołnierze traktowali te tereny jako zdobyczne i dawali upust wszelkim zachciankom. Ludność cywilna pozostawała zupełnie bezbronna. Niemieckim łebianom nie pozostawało nic innego, jak czekać na rozwój wydarzeń próbując żyć w miarę normalnie. Nie było to łatwe, gdyż szybko zaczęło brakować prawie wszystkiego. Konfiskaty żywności, paszy czy połowów były na porządku dziennym. Pospiesznie obsiewano pola, ale i tak w większości gospodarstw zdołano jedynie zebrać oziminy. Ziemniaki były towarem szczególnie pożądanym i konfiskowanym na potrzeby gorzelni pracujących dla wojska. Kłopoty z prądem, a co za tym idzie z bieżącą wodą i szerzące się choroby szybko spowodowały wzrost zachorowań na tyfus, dyfteryt i czerwonkę. Miejscowy lekarz doktor Heise nie był w stanie udzielić mieszkańcom wystarczającej pomocy, tym bardziej, że pozostawał jedynym lekarzem w okolicy. Jednocześnie do miasta zaczęli napływać pierwsi polscy osadnicy. W maju powołano polskiego burmistrza i na pewien czas zapanowała swoista sowiecko-polska dwuwładza. Równolegle rozpoczął się

na decyzje władz. Zezwolenie na wyjazd należało załatwić w Starostwie Powiatowym w Lęborku. Konieczna była pozytywna opinia Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Gospodarstwo i budynki należało pozostawić w nienaruszonym stanie. Bagaż stanowiły jedynie rzeczy codziennego użytku i prowiant na kilka dni. Władze polskie nie utrudniały wyjazdów. Starały się jak najszybciej pozbyć dawnych mieszkańców, by w obliczu rewizjonistycznych haseł o tymczasowości granic pojawiających się wraz z rozpoczęciem zimnej wojny między dotychczasowymi sojusznikami zastosować politykę faktów dokonanych i jak najszybciej zasiedlić i zagospodarować otrzymane tereny. Tymczasem w dalekim Poczdamie zapadły decyzje, które przypieczętowały los pozostałych w mieście Niemców. Decyzje o wysiedleniu Niemców z terenów środkowo-wschodniej Europy zostały ratyfikowane podpisami Stalina, Trumana i Attlego. Celem miała być homogenizacja nowego społeczeństwa i zapobieżenie konfliktom narodowościowym szczególnie wobec przesunięcia wielu granic państwowych. Sam pomysł wysiedleń, które w XX w. nabrały dzięki sprawniejszej administracji i możliwościom logistycznym tak olbrzymich rozmiarów, znany był od stuleci. Wspomnieć można Żydów rozproszonych przez Rzymian, Morysków wysiedlonych przez króla Hiszpanii w XVI w. , czy hugenotów 1 wygnanych po cofnięciu edyktu Patrz wspomnienia w : U. Dorow, op. cit. 2 Patrz sprawozdania sytuacyjne i sprawozdania z odpraw wójtów i burmistrzów powiatu nantejskiego. Plan masowych Patrz lęborskiego w Archiwum Państwowym Gdańsk, oddz. Gdynia. przesiedleń w dwudziestowiecz3 J. Piskorski, op. cit., s.25.

18

pierwszy okres niezorganizowanego jeszcze przez czynniki odgórne odpływu ludności do Niemiec. Powodem było odnalezienie bliskich, nawiązanie kontaktów z rodziną w głębi Niemiec. Informacje prasowe studziły skutecznie myśli o powrocie tych ziem do Niemiec. Często była to też konieczność oddania domu napływającym osadnikom. Nie bez znaczenia był także fakt, że ludność niemiecka została zobowiązana do pracy na rzecz władz (w tym konkretnym przypadku przede wszystkim sowieckich). Także reglamentacja żywności, w której Niemcy mieli mniejsze przydziały, stymulowała do szukania lepszych warunków życia, choć w przypadku Łeby sytuacja aprowizacyjna Niemców nie była aż tak zła jak w innych miejscowościach powiatu. We wspomnieniach okolicznych mieszkańców to właśnie łebskim Niemcom żyło się lepiej niż innym, gdyż Rosjanie pozwalali im korzystać z części połowów. Po ryby przybywali tu Niemcy nawet z odległych części powiatu 1. Zaopatrzenie w ryby będące wtedy cennym źródłem witamin stało się niestety powodem zadrażnień z nowymi polskimi mieszkańcami. Czuli się oni bowiem pokrzywdzeni, gdyż im często ryb odmawiano. W sprawozdaniach polskich władz często pojawiają się zarzuty o faworyzowaniu Niemców przez rosyjską komendanturę2. Sytuacja ta nie zmieniała jednak znacząco faktu, że wielu łebian decydowało się wyjechać nie czekając


nej Europie nie był więc niczym nowym. Deportacje w trudnych warunkach chorób, przeludnienia czy braku odpowiednich środków dotknęły trzydzieści lat wcześniej muzułmanów na Bałkanach, Ormian wysiedlanych przez Turków, Węgrów z Czechosłowacji i Rumunii czy Niemców z przejętych przez Francję po I wojnie światowej Alzacji i Lotaryngii. Nie można tu też pominąć tysięcy Polaków przesiedlanych kilka lat wcześniej z tzw. ziem wcielonych do Rzeszy, potem z Zamojszczyzny w ramach tzw. Generalnego Planu Wschodniego czy wreszcie wszystkich wywiezionych na Syberię i stepy Kazachstanu. „Wszyscy jesteśmy potencjalnymi uchodźcami i nie myśl, że coś dane Ci zostało na zawsze”3 – powiedział kiedyś ktoś mądry i doświadczony być może losem wysiedlonego (cdn.)

Spotkania w „Przystani” „Potrzebny jest czyjś uśmiech, aby samemu też się uśmiechnąć”

Na początku kwietnia 2009 roku nasza grupa seniorów o nazwie „Przystań” rozpoczęła comiesięczne spotkania, w coraz liczniejszym gronie spragnionych towarzystwa znajomych, życzliwych sobie osób, w pierwszy poniedziałek każdego miesiąca, oprócz lipca i sierpnia – wiadomo, sezon. Spotykamy się o godzinie 10 na Mszy św., a po jej zakończeniu na dobrej kawie, herbacie i przy ciachu. Raz jest nas więcej, raz mniej, ale zawsze jest z nami grupa najwierniejszych, którzy nigdy nas nie zawodzą. Jak powiedziała kiedyś Pani Zosia, że ona wprost czeka na te spotkania. Jest nam miło usłyszeć takie słowa, bo na pewno warto jest dr Joanna Schodzińska wyrwać się z kręgu samotności, zobaczyć znajome twarze i tak po pro-

Pola Gojawiczyńska

stu, po ludzku pogadać o wszystkim i o wszystkich (bez plotek). Nie warto biernie czekać, ale trzeba wyjść naprzeciw drugiemu człowiekowi. Niezależnie od tego ile masz lat, otwórz się na ludzi, a zobaczysz, że nie jesteś sam, sama! Jeżeli czujesz się smutnym, załamanym, przygnębionym, poukładaj sobie w domu wszystko i przygotuj się na spotkanie z bratnią duszą. Zostaw troski i zmartwienia dla kilku dobrych chwil spędzonych w gronie życzliwych osób, z kapłanami włącznie. Zapraszamy niezdecydowanych do naszej grupy „Przystań”. Przyjdź! - a wyjdziesz ze spotkania u nas z pogodną twarzą i uśmiechem na ustach! Jadwiga Labuda

Miesięcznik Parafii Wniebowzięcia NMP w Łebie

R E D A K C J A:

Eliza Jackowska Jadwiga Labuda Proboszcz Mariusz Legieżyński Redaktor naczelna Maria Konkol Anna Remiszewska Dorota Reszke Danuta Świerk br. Ryszard Szabat - foto

ul. Powstańców Warszawy 28 84-360 Łeba tel. 59 866 14 64 e-mail: leba@oblaci.pl www.leba.oblaci.pl Konto: BS Łeba 54 9324 0008 0002 6912 2000 0010 19


Czcigodny Ojcze Edwardzie! Oto mija dwadzieścia pięć lat od chwili, gdy klęcząc przed księdzem biskupem swą głowę w pokorze schyliłeś. Czy pamiętasz...? Jak po raz pierwszy nad hostią drobną i małą wyrzekłeś słowa Chrystusa Króla: „Bierzcie - to Moje Ciało” i odtąd cudów swej łaski Bóg co dzień przez Ciebie udziela. Ty nas poprowadzisz do Boga, do Stwórcy i Zbawiciela. Za 25 - lat jakże trudnej kapłańskiej drogi z głębi serca dziękujemy. Życzymy wielu łask Bożych w świętej posłudze kapłańskiej, a Niepokalana wspiera w trudach tej drogi. Zapewniamy o modlitewnej pamięci. Wspólnota Parafialna

Ichtys 80  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you