Page 1

Miesiecznik Parafii Wniebowzięcia NMP W Łebie

www.ichtys.net

2011 KWIECIEŃ nr 69

Ikona „Niedziela Palmowa”


Skrzydła wielkanocne Panie, coś stworzył nas w dostatku błogim, Choć człowiek szasta nim i gardzi, Grzęznąc w upadku srogim, Aż jest najbardziej Ubogim; Daj, Boże, Wzlecieć przy Tobie; Niech skrzydła dziś otworzę I śpiewem triumf Twój ozdobię: Nawet upadek w locie mi pomoże. W smutku się począł mój wiek niedojrzały: Przecie grzeszyłem coraz hardziej, Aż, wstydem płonąc cały, Jestem dziś bardziej Niż mały. Dziś, Boże, Wzlećmy we dwoje, Niech tryumf Twój pomnożę: Gdy skrzydłem swoim wesprzesz moje, Nawet ułomność w locie mi pomoże. George Herbert w przekładzie Stanisława Barańczaka




Proboszcza myśli kilka...

Kochani Parafianie! Mija już trzeci miesiąc od chwili, kiedy nastąpiły tak nieoczekiwane zmiany personalne w naszej parafii. Nie znaczy to, że owe zmiany miałyby zmienić funkcjonowanie parafii. Pragnę z całego serca kontynuować dzieło mojego zacnego i bardzo szanownego poprzednika, ojca Waldemara, i dzielić się, na łamach naszej gazetki parafialnej, różnymi spostrzeżeniami i przemyśleniami oraz wydarzeniami z życia naszej wspólnoty parafialnej. Na pewno nie będzie to rozmowa i przechadzka z Bosmanem, ponieważ nie przepadam za spacerami z czworonogami. Nie zarzekam się jednak, bo jest to czasem dobra motywacja i mobilizacja, by w ogóle opuścić cztery ściany i pospacerować, poznając własną parafię, czego nie da się uczynić, jeżdżąc jednośladem. Przemierzanie terenu na nogach sprzyja refleksji nad sobą i nad tym wszystkim, do czego nas Bóg tu i teraz wzywa. Jest jednak wiele sytuacji i miejsc, które zmuszają nas do tego, by na chwilę zatrzymać się, pomedytować, zadać sobie na nowo pytanie: po co i dla kogo tak naprawdę żyję? Każdy znajduje swoją odpowiedź na to zagadnienie, jemu tylko dostępną, chyba że ma wolę podzielenia się, bądź to w formie ustnej, bądź przelewając na papier naszej parafialnej gazetki. Żyjąc jednak we wspólnocie, która nas otacza, chcemy wnosić do niej odrobinę pozytywnej energii, dzieląc się tym dobrem, jakie otrzymaliśmy od Stwórcy. Nie bez powodu więc stawia nas Bóg w konkretnej rzeczywistości oraz pośród konkretnych ludzi. Po prostu ma dla nas pewien plan, który należy realizować zgodnie z Jego wolą. W Wielkim Poście słyszeliśmy na każdym kroku, jaki plan ma Bóg względem swego stworzenia. To plan naszego odkupienia, którego pamiątkę, już po raz kolejny w naszym życiu, przeżywamy. Jakie my mamy plany? Każdy dzień to nasze odczytywanie tego

Bożego daru, a niesie on zupełnie coś innego, chociaż wydaje nam się, że to nic nadzwyczajnego i wkrada się monotonia. Przed nami Wielki Tydzień. Czy to monotonia? Każdy dzień Wielkiego Tygodnia, szczególnie Triduum Paschalnego, niesie nam wielką radość, nadzieję, a zarazem odpowiedź na tajemnicę, którą jest każdy człowiek. To od nas zależy, jak ją przeżyjemy. Czy w duchu wdzięczności Bogu za ofiarę swojego Syna, złożoną na drzewie krzyża za nas, jako wyraz wielkiej miłości Boga do człowieka? Czy w duchu zewnętrznego krzątania się wokół rozmaitych spraw, które nie mają nic wspólnego z tajemnicą Zbawienia? Nie zmarnujmy tego czasu przeżywania pamiątki odkupienia człowieka, która dokonuje się przez święte obrzędy tego świętego czasu, jakim jest Triduum Paschalne. Jeśli na te przeżycia znajdziemy czas, to na wszystko w naszym życiu będzie czas. Od tego zależy, jak będziemy wchodzili w kolejny nasz dzień, tydzień, miesiąc i rok. Przed nami wiele wydarzeń, przed którymi zostajemy postawieni nie z przypadku, lecz z Jego woli. Trzeba nam mocno uchwycić się Zmartwychwstałego, by sprostać tym wszystkim wezwaniom. Zaczerpnąć od Niego, by móc rozpoznawać Go w tym wszystkim, co nam przygotował na drodze naszego pielgrzymowania. Niech oczy nasze nie będą na uwięzi, lecz szeroko otwarte, by rozpoznawać Zmartwychwstałego, a nasza postawa była godna ucznia Chrystusa. Przygotowujemy się duchowo do wielkiego wydarzenia jakim będzie beatyfikacja sługi Bożego Jana Pawła II, wielkiego świadka Chrystusa Zmartwychwstałego. Już niedługo będziemy wspólnie przeżywać ten dzień, jedni tam na placu św. Piotra w Rzymie , a inni we wspólnotach parafialnych. To będzie wielkie Te Deum Bogu za tak wiernego świadka naszych czasów.

To, co nas czeka, to sakramenty święte w naszej parafii, pierwsza komunia święta, bierzmowanie. To działanie Boga, który mieszka pośród swojego ludu. Następnie święto naszego założyciela, św. Eugeniusza de Mazenoda, obecność Radia Maryja w naszej parafii oraz nabożeństwo ekumeniczne. Niby sprawy oczywiste, jednak bardzo ważne w życiu parafii. Czyż zatem nie potrzeba nam siły i mocy Zmartwychwstałego, by wśród tych wszystkich spraw nie stać się tylko dobrym organizatorem czy specjalistą, ale bardziej ŚWIADKIEM? To są nasze wydarzenia, pośród których i dla których Stwórca nas wybrał i postawił w konkretnej rzeczywistości, byśmy stawali się solą ziemi i światłem dla świata. Czy to AŻ TAK WIELE? A może tylko tyle? Wszystkim Kochanym Parafianom życzę otwarcia się na Zmartwychwstałego i na to, co On nam przynosi w naszej codziennej rzeczywistości. Niech nasze uszy będą otwarte na Jego głos, a serca pałają miłością, gdy do nas mówi, a wtedy zaprowadzi nas do prawdziwego życia. Radosnych i błogosławionych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego życzą Wasi duszpasterze, o. Mariusz Legieżyński OMI, proboszcz




Berlińska misja łebskiej Madonny

W sierpniu, zaraz po Odpuście w Zaczarowanym Mieście, obraz Madonny Orędowniczki Maxa Pechsteina z naszego kościoła pojedzie na wielką wystawę do Berlina. O wypożyczenie obrazu zwrócił się do parafii w grudniu ubiegłego roku Zamek Królewski w Warszawie, organizator berlińskiej wystawy. Wystawa nosząca tytuł „Obok. Polska i Niemcy – 1000 lat historii w sztuce” ma na celu zaprezentowanie tysiącletniej historii stosunków niemiecko-polskich, począwszy od X wieku po dzień dzisiejszy przez pryzmat dzieł sztuki, ma ukazywać bogactwo wspólnych doświadczeń i poka

zać bliskość historii obu narodów. Wy s t a w a p r e zentowana będzie w prestiżowej galerii Martin-Grupius Bau w Berlinie od 21 września 2011 do 9 stycznia 2012 roku, a jej kuratorem jest sama Anda Rottenberg. W 19 salach zaprezentowanych zostanie około 700 obiektów historycznych oraz współczesnych – w tym 250 dzieł malarstwa (a pośród nich nasza Madonna, Bitwa pod Grunwaldem i Hołd Pruski), 30 rzeźb, 60 starodruków, 80 rękopisów i 60 grafik. Ponadto pokazanych zostanie ponad 60 dokumentów, 100 obiektów rzemiosła artystycznego, 150 fotografii, materiały filmowe oraz książki. Będzie można również usłyszeć nagrania muzyczne, między innymi Arnolda Schönberga, J.F. Telemanna oraz J.S. Bacha. Eksponaty pochodzą z licznych polskich, niemieckich i międzynarodowych kolekcji muzealnych i prywatnych. Są wśród nich m.in. Muzeum Narodowe w Warszawie, Muzeum Sztuki w Łodzi, Victoria & Albert Museum w Londynie, Biblioteka Watykańska i... nasza parafia.

O Madonnie Orędowniczce pisaliśmy wielokrotnie na łamach Ichtys, w 2005 roku było specjalne wydanie poświęcone temu dziełu, ale raz jeszcze – dla przypomnienia wyjątkowej historii obrazu, która zadecydowała o jego wyborze na berlińską wystawę – przywołamy poświęcone Madonnie słowa Ernesta Brylla z książki Zaczarowane Miasto. A przed słowami Poety ciekawe informacje bieżące. Otóż właśnie teraz mija 90 lat, odkąd Max Pechstein wybrał Łebę na miejsce twórczej pracy i swój dom. Za kilka tygodni - 31 maja – będziemy po raz pierwszy oficjalnie gościć w Łebie łebską wnuczkę artysty – Julię Pechstein. Julia Pechstein napisała, że jest szczęśliwa czekając na spotkanie w Łebie. Jej dziadek umarł tęskniąc za Pomorzem. W liście do syna - ojca Julii - napisał: Pragnąłbym kiedyś znów być w łodzi obok Ciebie, kurzyć spokojnie fajkę, obserwować niebo i wodę. Pytanie tylko gdzie, mój synu. Obawiam się bowiem, że ojczyzna matki, która stała się też naszą, bo tam na północy się urodziłeś, będzie przed nami zamknięta. Nie możemy jednak tracić otuchy, a ja jako wieczny wędrowiec muszę znowu wyruszyć w drogę, by znaleźć jakąś dziewiczą okolicę na tej ziemi, gdzie chce się i można być człowiekiem. Maria Konkol


Madonna Orędowniczka Maxa Pechsteina

Madonna Orędowniczka. Kiedy widzę ten obraz Maxa Pechsteina w ołtarzu kościoła Wniebowzięcia w Łebie, myślę, że jest to metafora dziejów tego miasta. Max Pechstein chyba nawet nie śnił, że jednym z jego ostatnich obrazów będzie Madonna, do której zanoszą swoje prośby polscy rybacy. Był ewangelikiem, więc kult maryjny to nie jego kultura. Zjawił się znów w Łebie po przejściu frontu, w 1945 roku, mocno pokaleczony przez losy. On, bardzo niechętnie widziany przez władze Niemiec hitlerowskich, nagle w wyniku zamieszania frontowego stał się jednym ze złapanych i osadzonych w rosyjskich obozach, powiedzmy, internowania. Szczęśliwie z nich wyciągnięty,

wraca i zastaje inną Łebę. To czas mieszaniny narodowości, kultur, mentalności frontowców. Przybywają wygnańcy z innych stron. A im, i Łeba, i całe skomplikowane życie niemieckiego malarza ekspresjonisty w ogóle nic nie mówi. Jest to chwila tragicznych przemian. I właśnie wtedy nowi obywatele tego miasta chcą mieć w swoim nowym katolickim kościele Madonnę Orędowniczkę. Mówią, że Pechstein namalował obraz na płóciennym prześcieradle. Farbami służącymi do odnawiania łodzi. Bo tylko to było. Pewno malował według wyobrażeń Polaków o Madonnie. Wszystko jest: i korona, i kula globu ziemskiego, i wąż pod stopą Maryi – zdeptany, lecz

jeszcze syczący, i fale, i łodzie z charakterystycznymi żaglami. Oczywiście, na masztach bandery w barwach polskich. Takie też promienie łaskawości, biegnące od dłoni Matki, broniące łodzie przed siłami sztormu. Niby banalne. A jednak, jest to obraz znakomity. Bo myślę, że Pechstein potrafił wysłuchać zamawiających obraz rybaków, zrozumieć całą tragedię wojny, przesiedleń. Nie uciekał od swoich tragedii, ale głęboko zrozumiał tragedię tych, co chcieli mieć obraz Orędowniczki. Zrozumiał ich wiarę, modlitwę, prośby o opiekę. Najlepiej jak mógł to pojąć artysta. Ernest Bryll fragment z książki „Zaczarowane Miasto“, która ukazała się 15 sierpnia 2008 roku nakładem Biblioteki Miejskiej w Łebie

Łebskie dróżki Madonny Orędowniczki Drodzy Czytelnicy, czy znacie jeszcze inne ślady wędrówki obrazu Maxa Pechsteina? Czy macie zdjęcia Madonny? Czy zechcecie je pokazać na łamach Ichtys? Przedstawione teraz fotografie pochodzą z domowych albumów Pań: Ireny Łopuszańskiej, Ilony Rzeppy i Haliny Kossińskiej - dziękujemy serdecznie za udostępnienie. (red.) 


Wielkanocne kartki świąteczne dla Polaków internowanych

w Szwajcarii podczas II wojny światowej Aby nie było sporu, czy ważniejsze są Święta Bożego Narodzenia, czy Święta Wielkiej Nocy, po przedstawieniu świątecznych kartek ze świąt zimowych w grudniowym „ICHTYS” teraz przyszedł czas na kartki wiosenne. Przedstawiamy bezznaczkowy formularz kartkowy przygotowany z okazji świąt Wielkanocnych



1941. Na awersie występuje tekst „OSTERN IN DER SCHWEIZ / „…UND TROTZ ALLEM, FRUHLING!””, czyli: Wielkanoc w Szwajcarii / …a mimo wszystko, wiosna! Cały rewers (il. 1) zajmuje czarna ilustracja przedstawiająca dwóch żołnierzy przy gałązkach z baziami tęsknie wypatrujących w kierunku bocianów lecących do zniewolonej

ojczyzny. Poniżej napis „WIELKANOC W SZWAJCARJI / Z WIOSNĄ NOWE NADZIEJE / 1941”. W prawym dolnym rogu symbol „WP” będący znakiem autorskim wykonawcy ilustracji Włodzimierza Prochaski, podobnie jak wcześniej na grafikach bożonarodzeniowych. Format kartki wynosi 148 x 105 mm. Papier sztywny, fotograficzny o grubości 0,20-0,21 mm. W „Gońcu Obozowym” z dnia 1.02.1942 [7] ogłoszono konkurs dostępny dla wszystkich żołnierzy polskich internowanych w różnych obozach w Szwajcarii na pocztówkę wielkanocną na rok 1942. Projekt, wykonany dowolną techniką graficzną na sztywnym kartonie w wymiarach nie mniejszych niż 10 x 15 cm w nieograniczonej ilości kolorów, należało dostarczyć do 1 marca 1942 roku w opakowaniu oznaczonym godłem, z nazwiskiem autora zamkniętym w osobnej kopercie. Przewidziano 3 nagrody; I – 30 fr., II – 20 fr. i III – 10 franków szwajcarskich. Prace nie nagrodzone mogły być zakupione po 5 fr. Prace nagrodzone i/lub zakupione stawały się własnością Komitetu Kulturalno-Oświatowego Dywizji Strzelców Pieszych. Wyniki konkursu rozstrzygnięto 14.03.1942 i opublikowano je w [9]. Nadesłano 4 prace; jedna bez godła została wyeliminowana, zaś dwie pod godłem „V” i jedną pod godłem „2 trójkąty” sąd konkursowy uznał za nieodpowiadające celowi konkursu i nie nadające się do realizacji. Nie nagrodzono żadnej pracy. Ze względu na ujęcie graficzne wyróżniono jedną pracę „baranek” spod godła „V” i pracę spod godła „2 trójkąty”, przyznając ich autorom premie po 15 fr. Autorami tych prac okazali się


porucznik Włodzimierz Prochaska z obozu w Wintherthur oraz kapral Karol Krzyżanowski w obozu internowanych w Heinrichsbad. Pracę wyeliminowaną zakupiło za 5 fr. Muzeum Polskie w Rapperswil.

wykonane według projektu asp. K. Jodzewicza, sprzedawał internowanym C.O.P.A. w kompletach razem z kopertami po 10 rapów. W roku 1942 wydano kartki bez dekoracyjnych rysunków w formacie pionowym z tekstem trójjęzycznym (il. 2) oraz w formacie poziomym (il. 3) z tekstami dwujęzycznymi z literami dekoracyjnymi w barwach niebieskiej, zielonej lub czerwonej. Ostatnią kartkę prezentujemy z oferty interneto-

Dzięki uprzejmości Jana Niebrzydowskiego, przedstawiamy walory z lat 1942-44. Są to niepocztowe kartki świąteczne małego formatu (karneciki, po złożeniu o wymiarach 86-90 x 109-110 mm), zwyczajowo przesyłane w małych kopertach o wymiarach 95 x 120 mm. Za [8] z 1.03.1942 informujemy, że na Wielkanoc 1942 roku dwubarwne życzenia świąteczne,

wej www.znaczkipl.com. - życzenia wielkanocne przeznaczono dla generała brygady Bronisława Prugar-Ketlinga (1891-1948), dowódcy II dywizji Strzelców Pieszych.

W 1943 roku wydano kolejne kartki ze świątecznymi tekstami i rysunkami. W układzie pionowym przedstawiono wielkanocne pisanki z tekstem dwujęzycznym w tonacji fioletowej oraz zielonej (il. 4). W układzie poziomym obok baranka wielkanocnego występują teksty trójjęzyczne w tonacji fioletowej lub żółtej (il. 5). Rok 1944 przynosi dwie kolejne kartki. W układzie poziomym przedstawiono baranka wielkanocnego oraz teksty trójjęzyczne w barwach czerwonej lub niebieskiej (il. 6). Kartka formatu pionowego przedstawia żołnierza z naręczem gałązek baziowych i napisami trójjęzycznymi w bar-




wach zielonej i brązowej (il. 7). Życzenia przesyłano w kopertach bez opłaty pocztowej, jako cenzurowane przesyłki polowe, obozowe (il. 8). Takie same przesyłki nadawane poza obozem wymagały opłaty znaczkami pocztowymi. opracował pp

Bibliografia: [1] Świąteczny formularz kartkowy z internowania w Szwajcarii, Przegląd Filatelistyczny 2009, str. 106 [2] Świąteczne formularze bożonarodzeniowe internowanych w Szwajcarii, Przegląd Filatelistyczny 2009, str. 246-247 [3] Wielobarwna kartka bożonarodzeniowa dla polskich żołnierzy internowanych w Szwajcarii, Przegląd Filatelistyczny 2009, str. 391-392 [4] Niekatalogowana wielkanocna kartka świąteczna żołnierzy polskich internowanych w Szwajcarii, Przegląd Filatelistyczny 2009, str. 483-484 [5] Kartka dla internowanych w Szwajcarii z obiegu pocztowego, Przegląd Filatelistyczny 2009, str. 534 [6] Illustrated Holiday Formula Cards for Polish Soldiers Interned in Switzerland, (Świąteczne, ilustrowane kartki korespondencyjne dla polskich żołnierzy internowanych w Szwajcarii - tłumaczenie i opracowanie R. Sobus), Bulletin of the POLONUS Philatelic Society, 2009 nr 537, str. 10-15 [7] „Goniec Obozowy” dla internowanych w Szwajcarii z 1.02.1942, nr 3 (35), rok III [8] „Goniec Obozowy” z 1.03.1942 [9] „Goniec Obozowy” z 1.07.1942 


Nasze „scholankowe” spotkania Za nami pierwsze występy, jak mówi polskie porzekadło „pierwsze koty za płoty”. Jak wiele tych występów będzie - czas pokaże. Łatwo jest rozpocząć coś z wielką energią, a potem jak szybko się coś zrodziło, tak szybko obumiera, aż ginie śmiercią naturalną. Wiele było już inicjatyw o cechach słomianego zapału, choć były i takie, które z różnych przyczyn rozkruszył czas. Nie miejsce i czas, by je rozpamiętywać, jednakże mam nadzieję, że scholka parafialna będzie osadzona w tradycji naszej parafii na stałe (widziałam, że na stronie internetowej mamy już swoją zakładkę, czas więc, by ją sukcesywnie zapełniać!). Zaśpiewali i poszli – cóż wielkiego, powiedzieliby niektórzy. Może i tak – z punktu widzenia widza wybrednego, niedoświadczonego, niewyrozumiałego, a niekiedy takiego, który tylko MÓWI! Jak ciężka i żmudna jest to praca (wszystkie formy aktywności w parafii, a zarazem wierność tym formom przez lata) wiedzą Ci, którzy przeżywali wielkie (pod względem czasu wierności formie) jubileusze działalności - chóry, zespół … Czy deszcz, czy dobry humor, czy zły, próba – trzeba pójść i dać z siebie wszystko, niekiedy ponad siły. A do tego stres, czy wyjdzie tak jak zamierzaliśmy, jakbyśmy chcieli – na 100%. Tak łatwo jest zwątpić, znudzić się pracą, a nie zawsze jest kolorowo, wesoło. W kościele obserwujemy tylko efekt końcowy ciężkiej pracy.

Do scholi parafialnej uczęszcza jak na razie 18 dzieci w wieku od 4 do 12 lat, więc niełatwo jest zainteresować tak różnorodną wiekowo grupę, tym bardziej, że uczestnictwo w scholi ma sprawiać dzieciom przyjemność. Jestem pełna podziwu dla zaangażowania najmłodszych uczestników „scholankowych” spotkań. Niekiedy zdarzyło się nam przysnąć na krzesełku, ale zaraz potem żwawo pokazywać w rytm piosenki. Piękne jest to, że dzieci chcą się angażować, tylko trzeba pokazać im drogę (i tu rola rodziców, którym serdecznie dziękujemy). Pozytywne

głosy po pierwszym występie dowodzą faktu o pięknie liturgii z aktywnym uczestnictwem dzieci – tych najmłodszych, szczerych, niekiedy z nietrafionym dźwiękiem podczas śpiewu. Jednak przecież nie o to chodzi, by wyuczyć się melodii i wyśpiewać ją sztywno, ale by z dziecięcą szczerością wyśpiewać Panu chwałę kiwając się z nóżki na nóżkę. Mam nadzieję, że zapał rozbudzony w sercach małych śpiewaków będzie trwał i trwał. Ja ze swojej strony mogę zapewnić (jak Bóg da zdrowie) wierność i oddaną pracę na rzecz scholi. Mam nadzieję, że i rodzice nam pomogą w zapalaniu tych małych serc do śpiewu ku chwale Bożej. Na próby zapraszamy w każdą sobotę o godz.. 11.00. Jakie będą efekty naszej pracy – kto wie, niemniej jednak na pewno jednym z nich będzie RADOŚĆ: radość dzieci, radość współprowadzących, myślę, że i radość samego opiekuna - Ojca Proboszcza, a przede wszystkim radość słuchaczy, no i na pierwszym miejscu Pana Boga, bo kto śpiewa ten dwa razy się modli. Zatem uczestnicy „scholankowych” spotkań (nad nazwą jeszcze pracujemy!!!) SURSUM CORDA (w górę serca) WYŚPIEWAJMY PANU CHWAŁĘ!

Eliza Jackowska

Nie bójcie się, otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi i Jego zbawczej władzy! Otwórzcie granice państw, systemów ekonomicznych i politycznych, szerokie dziedziny kultury, cywilizacji, rozwoju! Nie bójcie się! Jan Paweł II




! ! ! i c e i z D e i Drog e c i z d o R y z Drod ! ! ! i c e i z D h Drogic Święta Wielkanocne to najważniejsze i najstarsze święta w tradycji chrześcijańskiej. Obchodzone są one na pamiątkę Zmartwychwstania Chrystusa, dokładnie w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni Księżyca (tj. między 21 marca a 25 kwietnia). Wczesnym rankiem procesją i mszą rezurekcyjną rozpoczynają się obchody Świąt Wielkiej Nocy. W tym dniu spożywa się uroczyste śniadanie w gronie rodzinnym, poprzedzone składaniem sobie życzeń. Wielkanoc jest niejako końcem Wielkiego Postu i poprzedzającego ją Wielkiego Tygodnia. W kościele kapłan zmienia szaty liturgiczne z fioletowych na białe, które symbolizują czas radości. Bo taki właśnie nastaje czas – czas radości ze Zmartwychwstania Pańskiego. Z Wielkanocą wiąże się wiele religijnych i ludowych obrzędów, takich jak święcenie pokarmów, wykonywanie w gronie 10

rodzinnym pisanek, czy śmigusdyngus. Dzięki tym wszystkim obrzędom i tradycjom Święta Wielkanocne stają się barwne i radosne. Stają się nowym radosnym czasem, zaraz po Wielkim Poście, który kiedyś był bardzo przestrzegany. Ludzie z niecierpliwością czekali na odmianę. O wielu wielkanocnych obyczajach pamiętamy także dzisiaj. To piękne i radosne, że potrafimy wciąż przekazywać z pokolenia na pokolenie wiele tradycji i obrzędów, które czynią ten świąteczny czas jeszcze bardziej wyjątkowym. Oto niektóre z nich: Palemki na szczęście Niedziela Palmowa zaczyna Wielki Tydzień. Niegdyś nazywana była kwietną lub wierzbną. Właśnie w tę niedzielę idziemy do kościoła z palmami wykonanymi z gałązek wierzbowych, bukszpanu, malin, porzeczek, ozdabionych kwiatkami ziołami,

kolorowymi piórkami. Kiedyś po poświęceniu palemki biło się nią lekko domowników, by zapewnić im szczęście na cały rok. Połknięcie jednej poświęconej bazi wróżyło zdrowie i bogactwo. Zatknięte za obraz lub włożone do wazonów palemki chroniły mieszkanie przed nieszczęściem i złośliwością sąsiadów. Topienie Judasza Ważnym dniem Wielkiego Tygodnia jest Wielka Środa. Kiedyś młodzież, a szczególnie chłopcy, topili tego dnia Judasza. Robiono wielką kukłę ze słomy i starych ubrań, a następnie wleczono na łańcuchach po całej okolicy. Przy drodze ustawiali się gapie, którzy okładali kukłę kijami. Na koniec wrzucano „zdrajcę” do stawu lub bagienka, tym samym zaznaczając, że wymierzanej w ten sposób sprawiedliwości stawało się zadość. Wielkie grzechotanie Zwyczaj ten nawiązywał do momentu, kiedy w kościele milkły dzwony i dzwonki. Wówczas rozlegał się dźwięk kołatek. Obyczaj ten był okazją do urządzania psot, dlatego młodzież biegała po mieście z grzechotkami, hałasując i strasząc przechodniów. W niektórych tegionach Polski do dziś zachował się zwyczaj obdarowywania dzieci w Wielkim Tygodniu grzechotkami. Pogrzeb żuru Wielkim przygotowaniem do świąt były ostatnie dni postu. W te dni robiono „pogrzeb żuru” – potrawy którą spożywano zazwyczaj przez cały post. Kiedy więc zbliżał się czas radości i zabawy, czyli czas Świąt Wielkanocnych, sagany żuru wylewano na ziemię.


pisanką, stąd każda panna starała się, by jej kraszanka była najpiękniejsza. Ta panna, której chłopak wręczył w lany poniedziałek pisankę, wiedziała, że ów chłopiec darzy ją sympatią. Szukanie zajączka

Wieszanie śledzia

zwyczaj :) Gdy dziewczyny tego dnia obmyły twarz w wodzie, w której gotowały się jajka na święconkę, to miały szanse na to, iż znikną piegi i inne mankamenty urody! :) :) :)

Kolejnym symbolem Wielkiego Postu był śledź, dlatego też z nim również rozstawano się w równie spektakularny sposób. Z wielką radością i satysfakcją „wieszano” go, czyli przybijano Wielka Niedziela rybę do drzewa. W ten sposób – dzień radości karano śledzia za to, że przez W Wielką Niedzielę wielkie sześć niedziel zastępował w świętowanie rozpoczynała Msza jadłospisie mięso. św i procesja rezurekcyjna. Po Święconka Rezurekcji zasiadano do świątecznego rodzinnego śniadania. Wielka Sobota była dniem Najpierw dzielono się jajkiem, radosnego oczekiwania i właśnie składając sobie życzenia świątego dnia należało poświęcić ko- teczne. Na stole oczywiszyczek z jedzeniem. Za każdą ście nie mogło zabrakrzeczą, która znajdowała się w nąć baby wielkanocnej i owym koszyczku kryła się jakaś dziada, czyli mazurka. symbolika. W „święconce” nie mogło zabraknąć baranka - symbolu Lany poniedziałek Chrystusa Zmartwychwstałego, Dzień ten zwany też mięsa i wędlin - na znak, że kończy się post. Święcono również śmigus-dyngus, czy chrzan, bo „gorycz męki Pańskiej i święto lejka, to zabawa, śmierci została zwyciężona przez którą wszyscy doskosłodycz zmartwychwstania”, a nale znamy. Oblane także masło, czyli oznakę dobro- wodą tego dnia panny bytu. Jako symbol narodzenia miały większe szanse na zamążpójście. A jewkładano również jajka. śli któraś się obraziła Specjalnie dla dziewcząt: – to nieprędko znalazła męża. Od oblewania Ponadto za dniem Wielkiej wykupić się można było Soboty krył się jeszcze jeden

Zwyczaj, który najbardziej podobał się dzieciom, to zabawne szukanie zajączka. Wyrażając wielkanocną radość wszyscy wspólnie po zakończeniu śniadania szukali gniazda, w którym dzieci znajdowały małe podarunki. Kochani, Świąta Wielkanocne obfitują w liczne tradycje i zwyczaje. Wiele z nich przetrwało do dzisiaj, z kolei inne obchodzone są tylko w niektórych regionach Polski. Myślę, że są też i takie, o których możemy tylko przeczytać lub usłyszeć od naszych dziadków i babć. O wielu z nich ja sama nawet nie miałam pojęcia :) Błogosławionych Świąt Wielkanocnych, wielu łask od Zmartwychwstałego Jezusa dla Was Kochane Dzieci i dla Waszych rodzin!!!! Anna Remiszewska

11


T o, c o n a s c h r o n i - zdrowy rozsądek! Czasem zastanawiam się nad tym, co właściwie pozostaje z nami w tak zwanym dorosłym życiu. Nasza młodość minęła, zdrowie już nie takie, przyjaciół coraz mniej, a i w portfelu zrobiło się jakoś pusto. To, co było ważne w młodości - straciło swą wartość, już nie zależy nam tak bardzo na karierze, nie gonimy za sukcesami, a mimo wszystko, a może na przekór wszystkiemu - żyjemy!!! Każdy z nas marzy teraz o dniu pełnym spokoju, ciepła rodzinnego i pełni zdrowia. Cóż, kiedy złośliwy los płata nam figla za figlem. Co i raz dowiadujemy się o zmianach cen, ale o dziwo - nigdy o ich spadku. Nasze zdrowie niestety nie odpowiada „unijnym normom” i ciągle musimy ratować się w ukochanych gabinetach lekarskich. A jeśli uda nam się dotrwać do wyznaczonej wizyty w gabinecie specjalisty, to najczęściej mija już pół roku (albo więcej) i właściwie, to nie pamiętamy już, z jakiego powodu do niego trafiliśmy. Bo jak powiedziała mi kiedyś znajoma pani Stasia - jak długo człowieka może boleć? Sami ratujemy się tabletkami przeciwbólowymi i mamy nadzieję, że jakoś dotrwamy do jutra. I najczęściej nam się to udaje, choć czasem przechodząc koło kościoła, widzimy naklejone klepsydry i zdajemy sobie sprawę, że oto komuś z nas nie dopisało szczęście. No, ale dosyć tego czarnowidztwa! Jest już wiosna i mamy kolejne święta. Znowu krzątaliśmy się po domu i bliżej świąt wariowaliśmy. Przypominam sobie, jak w czasie mojej młodości, zdarzało się nam dzieciakom “zaglądać” do 12

ogrodu naszego sąsiada i “ podbierać” mu gałązki bukszpanu. Jeśli pamiętacie jeszcze dawnych łebian, to na skrzyżowaniu ulic Powstańców Warszawy i 11-Listopada, tu, gdzie obecnie stoi budynek “Caritas”, mieszkał Pan

skich, pewnie jugosłowiańskie? No, ale dosyć domyśleń. Często, kiedy moja mama jechała na fermę, ja biegłam do Iji i tam wspólnie bawiłyśmy się. W czasie zabawy Ija pochwaliła mi się swoją skarbonką. W dużym litrowym

Bucki. Był to starszy pan, dziadek dwojga wnucząt. Właściwie to teraz zdałam sobie sprawę z tego, że niewiele wiem o tym człowieku. Pamiętam, że prowadził duże ogrodnictwo kwiatowe, a jego ogród był zawsze uporządkowany i pełen kolorów. Od strony ulicy były rabaty tulipanów, narcyzy, róż i bukszpanów. Pięknie tam pachniało i zawsze można było kupić piękne, świeże kwiaty. Największy ruch w tym ogrodnictwie był jesienią, bo to i pierwszy dzień nauki w szkole, potem strojenie grobów na cmentarzach i materiały na stroiki grudniowe. Jakoś tak się stało, że dosyć często widziałam się z jego wnukami. Byli to chłopiec o imieniu Jolik i dziewczynka o przedziwnym imieniu Ija. Prawda, jakie oryginalne imiona? Myślę, że to imiona ludów bałkań-

słoiku typu “twist’’ z otworem w pokrywce przechowywała swoje skarby - monety jednozłotowe. Tych monet było więcej, niż połowę słoika, a dla mnie była to przedziwna sprawa, gdyż w moim domu dzieci nie dysponowały własnymi pieniążkami. Dlatego bardzo się zdziwiłam, że inne dzieci mają swoje kieszonkowe i od małego poznają wartość pieniądza. Ija powiedziała, że zbiera na rowerek i jak uzbiera cały słoik to resztę dołoży jej dziadziu. Ten Pan Bucki to był bardzo mądry człowiek. Od małego uczył dzieci oszczędności, wytrwałości w dążeniu do celu i do ręki dziecka wkładał przysłowiową wędkę, a nie gotową rybę. I pamiętam jeszcze jedno zdarzenie, które potwierdza mądrość tego człowieka. Przed Świętami Wielkanocnymi


ludzie niszczyli mu część krzaków bukszpanów rosnących przy bramie. Pan Bucki wpadł więc na pomysł: sam pościnał dorodne gałązki z krzaków i przy bramie postawił karton pełen gałązek bukszpanowych, a na kartonie dał napis “zabierać do koszyczków, nie łamać rosnących”. Jeśli ktoś z Was, Drodzy Czytelnicy ma kontakt z Jolikiem lub Iją, to bardzo proszę Ich pozdrowić i przesłać Im tą gazetkę. To były wspomnienia z naszej młodości, więc jak to mówi młodzież „starocie”. A ja sobie tak myślę, że właśnie takie wspomnienia pozwalają nam przetrwać te trudne czasy, bo mamy tematy do wspominania i narzekania w stylu „Kiedyś to było lepiej!”. Czasy teraz coraz ciekawsze, lecą z zawrotną prędkością i jak powiedziała moja kuzynka Ewa - dawniej był poniedziałek, wtorek, środa, itd…, a teraz jest poniedziałek, poniedziałek i sylwester!!! Tak to w zawrotnym tempie mija następny rok. My i nasze dzieci znowu zgromadziliśmy bagaż doświadczeń. Co z nim zrobimy, to tylko nasza sprawa. Ale przecież Bóg dał nam rozum i umiejętność uczenia się, nie po to byśmy trwonili to dobro. Ucząc się od starszych możemy uniknąć kilku błędów, choć wszyscy jesteśmy przekonani, że najwięcej uczymy się na błędach własnych. Trzeba jednak uznać wagę tego, czego uczymy się od najbliższych w sposób bezwiedny, tylko przez to, że widzimy jak oni to robią i sami później ich naśladujemy. Jeśli rodzice postępują mądrze, dają dobry przykład swym dzieciom, wymagają od nich uczciwego postępowania, to nie mają powodów do zmartwień na starość. Jeśli jednak starają się dać swoim dzieciom to wszystko, czego oni nie mieli, we wszystkim swoje dzieci wyrę-

czają, to uczą dzieci tylko egoizmu i przekonania, że wszystko się im należy. Dzieci biorą, bo czemu nie mają brać? Przyzwyczajone do tego, że rodzice w sezonie prowadzą biznesy i dla swoich dzieci nie mają dużo czasu, często słyszą takie oto słowa: „masz tu kasę i kup sobie coś, bo ja nie mam czasu”. No i kupują, jeśli młode to - lody i gumę, jeśli starsze to - piwo i fajki, a jeśli jeszcze starsze – to... dopalacze. Ich zapracowani rodzice o wyczynach swego dziecka dowiadują się ostatni. Często wtedy, gdy nauczyciele interweniują lub co gorsza, gdy do domu przychodzi policjant. Brakuje nam czasu na wszystko, staramy się dorównać lepiej sytuowanym sąsiadom i nauczyliśmy się niecierpliwości. Chcemy wszystkiego już, teraz, natychmiast. Tak, jak byśmy własne życie chcieli przeżyć w parę lat. Nie szanujemy dorobku własnej pracy i zapominamy, jak cudowne chwile przeżywamy, gdy uda się nam ukończyć dzieło naszych rąk i stwierdzamy: „no, koniec, nareszcie!”. Parę dni temu moja koleżanka Marylka przesłała mi drogą internetową pewien list. Najpierw przeczytałam i uśmiechnęłam się pod nosem, a potem pomyślałam, że to świetne zakończenie pisanego właśnie opowiadania. Pozwólcie więc, że przytoczę tutaj treść tego przesłania i niech autor mi wybaczy. Oto to przesłanie: Drogi Przyjacielu, Przyjaciółko. Z wielkim żalem zawiadamiamy o zgonie naszego ukochanego przyjaciela, który zwał się ZDROWY ROZSĄDEK, a który żył wśród nas przez wiele, wiele lat. Nikt nie znał dokładnie jego wieku, bowiem rejestr, w którym odnotowano jego narodziny został zatarty już bardzo dawno ze względu na jego wiekowość. Ale my go sobie przypominamy bardzo

dobrze, zwłaszcza poprzez szczególne lekcje życiowej mądrości, jak np.: Świat należy do tych, którzy wstają wcześnie. Nie należy oczekiwać wszystkiego tylko od innych. To, co mi się stało, to być może moja wina. I wiele, wiele innych… ZDROWY ROZSĄDEK żył wyłącznie w prostych i praktycznych regułach, takich jak: „Nie wydawaj więcej niż masz” i pouczających, przejrzystych zasadach, jak „Ostateczna decyzja należy do rodziców”. Niestety, ZDROWY ROZSĄDEK zaczął ginąć, gdy rodzice poczęli atakować profesorów, którzy uważali, że dobrze wykonują swoją pracę starając się nauczyć dzieci dobrych manier. Gdy pojął, że nauczyciel został zwolniony za upomnienie zbyt rozbrykanego ucznia, jego stan zdrowia pogorszył się znacznie. Zapadł na zdrowiu jeszcze bardziej, gdy szkoły zostały zmuszone do uzyskiwania zgody rodziców na założenie uczniowi opatrunku na drobne skaleczenie, podczas gdy nie mają prawa informować rodziców o znacznie poważniejszych zagrożeniach dotyczących ich dzieci. W końcu ZDROWY ROZSĄDEK stracił prawo przeżycia, gdy stwierdził, że chuligani i kryminaliści są lepiej traktowani niż ich ofiary. Ciosem dla niego była decyzja wymiaru sprawiedliwości, że obrona przed rabusiem we własnym mieszkaniu jest naganna i że ten ostatni może skarżyć się na agresję i naruszanie jego własnej nietykalności cielesnej. ZDROWY ROZSĄDEK stracił całkowicie ufność i związek z życiem, gdy przekonał się, że kobieta nieświadoma tego, iż filiżanka gorącej kawy może poparzyć i która nieuważnie rozlała sobie kilka kropli na nogę, 13


otrzymała ogromne odszkodowanie od producenta czajników elektrycznych, zmuszonego w ten sposób do zwolnienia całego personelu. I, jak to z pewnością wiecie, śmierć ZDROWEGO ROZSĄDKU została poprzedzona przez zgon: - jego rodziców - Prawdy i Zaufania, - jego żony - Dyskrecji, - jego córki - Odpowiedzialności, - jego syna - Rozumu !!! Pozostawił wolne miejsca dla trojga fałszywych braci, zwanych kolejno: - “ Znam swoje prawa” - “ To wina kogo innego” - “Jestem ofiarą społeczeństwa” Oczywiście na jego pogrzebie nie było tłumów, bo niewiele jest już osób, które naprawdę go znały i nieliczni zdali sobie sprawę, że odszedł. A jeśli Wy przypominacie go sobie jeszcze i pragnęlibyście oży-

wić te wspomnienia, uprzedźcie swych przyjaciół o stracie naszego nieodżałowanego ZDROWEGO ROZSĄDKU, na przykład przez puszczenie w obieg tego zawiadomienia… Albo nic nie róbcie ! “ Prawda, że mądre przesłanie? Ja jednak mam nadzieję, że pozostało jeszcze wielu wśród nas, którzy zachowali zdrowy rozsądek. Przecież nauki naszych staruszków nie poszły na marne. Kiedy pracowałam jeszcze w małej miejscowości pod Wieliczką, często w wolnej chwili jechałam kolejką PKP do Krakowa. Tam spędzałam czas łażąc po muzeach, różnych wystawach, galeriach, a najbardziej lubiłam spędzać wolny czas w kościele Mariackim na Rynku Głównym. Kiedy wchodzi się TAM do środka, ogarnia Cię najpierw wszechobecny chłód, a potem milkniesz przed ogromem tej świątyni. Siadałam w jednej z solidnych, rzeźbionych ławek i po krótkiej modlitwie do

Nordic walking Dwa chude patyki – tak na pierwszy rzut oka. Przy bliższym poznaniu dwa doskonałe proste i niesłychanie pomocne w rozwijaniu siły i wytrzymałości ramion, dotlenieniu organizmu, no i oczywiście przy spalaniu kalorii. Ten argument przekonał mnie najbardziej i sprawił, że z ochotą wychodziłam z domu na długie masze. Przeszłam Łebę wzdłuż i wszerz. A miasto mamy wprost stworzone do spacerowania! Spokój i pustki wszędzie. Puste ulice bez barw jakby je ktoś porzucił na długie miesiące... Niekwestionowane królowe w moich oczach to prawy pas ul. Nadmorskiej, idąc w stronę gimnazjum i wyludniona obwodnica św. Mikołaja, na któ14

rej hula do woli mój ukochany wiatr. Najfajniejsze są jednak spotkania kijkarzy z tymi, co z kijkami nie chodzą i mają do nich uprzedzenie. Ci drudzy spoglądają na maszerujących z litością i współczuciem jak na niekompletnie wyposażonych :) Co odważniejsi i wnikliwi zadają zawsze to samo pytanie: a gdzie narty? Z kijkami chodzi sporo łebian i wielu turystów. Nordic walking szczególnie polecam osobom takim jak ja – opornym i zbuntowanym na to, aby stawiać się na ćwiczenia w umówionym miejscu i czasie. Kijki bierzesz kiedy chcesz i chodzisz tak długo albo krótko, jak chcesz. Cudo! Dorota Reszke

Boga, oddawałam się urokowi tego miejsca. Czasem słuchałam tego, co mówią przewodnicy prowadzący wycieczki. Kiedyś jeden z przewodników, starszy siwy pan, przyprowadził do Mariackiego wycieczkę, w skład której wchodzili starsi ludzie. Z ich szeptanej rozmowy domyśliłam się, że to Rosjanie. W pamięci pozostały mi słowa tego przewodnika, który pięknie opowiadał o historii kościoła . Nagle usłyszałam jego przejmujące słowa, kiedy mówił, że najważniejsze w życiu jest to, by zachować WIARĘ, bo ten naród, który zachował wiarę, jest zawsze w o l n y! Wiara jest tą ramą, która chroni nas przed upadkiem, która wyznacza nam drogę i wskazuje nam nasze miejsce na tej ziemi. Więc zachowując wiarę i zdrowy rozsądek przeżyjmy te Święta najpiękniej jak tylko potrafimy i uśmiechając się do przechodniów życzmy im dobrego dnia !!! Małgorzata Kurowska


Statystyka Parafialna Sakrament chrztu św. przyjęli: 23.01.2011. – Maksymilian Kobiela, 23.01.2011. – Anna Monika Lejk, 26.02.2011. – Adrian Marek Majdan, 06.03.2011. – Patryk Matysiak, 13.03.2011. – Tymon Majewski.

Zmarli:

03.2011. – Jan Pawlak, 29.03.2011. – Piotr Karapuda. opracował o. Janusz Napierała OMI

Ichtys - informacja „ekonomiczna” MIESIĘCZNIK PARAFII Wniebozięcia NMP W ŁEBIE

R E D A K C J A: Eliza Jachowska monika Jakszta Probosz Mariusz Legieżyński Redaktor naczelna Maria Konkol o. Janusz Napierała Anna Remiszewska Dorota Reszke Danuta Świerk

ul. Powstańców Warszawy 28 84-360 Łeba, tel. 59 866 14 64 e-mail: leba@oblaci.pl www.omi.leba.biz Konta: BS Łeba 54 9324 0008 0002 6912 2000 0010

Drodzy Czytelnicy, na Waszą prośbę przypominamy informację o tym, co składa się na koszt wydania miesięcznika parafialnego Ichtys. Najważniejsze, czyli treść - artykuły i zdjęcia - mamy bezkosztowo: nasi autorzy nie biorą honorariów za napisane teksty i użyczone fotografie. Redakcja numeru oraz przepisywanie teksŧów dostarczonych w wersji innej niż elektroniczna także robione są za darmo - to działka redaktora naczelnego. Płacimy natomiast za następujące usługi: skład numeru, druk - to kosztuje najwięcej, umieszczenie w Internecie i roczny abonament za domenę. Płatnikiem jest parafia. W chwili obecnej sprawdzamy różne rozwiązania w zakresie usług, za które musimy zapłacić. Po ustaleniu drukarni podamy w jednym z kolejnych numerów orientacyjny koszt wydania jednego egzemplarza Ichtys. 15


TRIDUUM PASCHALNE „Jeśli chcesz mnie naśladować…” WIELKI CZWARTEK

Pamiątka Wieczerzy Pańskiej 18.00 - Msza św. Po Mszy Św. adoracja Pana Jezusa w ciemnicy do 22.00.

WIELKI PIĄTEK

Pamiątka Męki i Śmierci Pana Jezusa Adoracja Pana Jezusa w ciemnicy 8.00 - Róża Różańcowa V i VI 9.00 - Przyjaciele Misji 10.00 - Przystań 11.00 - Róża Różańcowa III i IV 12.00 - Młodzież do bierzmowania 13.00 - Rada Parafialna 14.00 - Caritas 15.00 - Róża Różańcowa I i II 16.00 - Lektorzy 17.00 - Indywidualna

18.00 - Ceremonie Wielkiego Piątku 19.00 - Adoracja Pana Jezusa w Grobie – indywidualna 20.00 - Harcerze 21.00 - Droga Krzyżowa ulicami miasta, wychodzimy z naszego kościoła. W tym czasie dla tych, którzy nie idą na drogę krzyżową trwa indywidualna adoracja Pana Jezusa w grobie. 22.30 - zakończenie adoracji.

WIELKA SOBOTA Wigilia Paschalna Poświęcenie pokarmów od godz. 8.00 co godzinę do 16.00. Adoracja Pana Jezusa w Grobie 8.00 - Róże Różańcowe I i II 9.00 - Przystań 10.00 - Lektorzy 11.00 - Schola 12.00 - Caritas 13.00 - Przyjaciele Misji 14.00 - Stella Maris 15.00 - Róże Różańcowe III i IV 16.00 - Rada Parafialna 17.00 - Młodzież do bierzmowania 18.00 - Róża Różańcowa v i IV

19.00 - Adoracja indywidualna 21.00 - Msza Św. Wigilii Paschalnej Służby mundurowe: strażacy, marynarze, rybacy, harcerze rozpoczynają swoja wartę od piątku wieczora, oraz w sobotę od godz. 8.00 według ustalonego przez siebie porządku. Ministranci adorują od piątku wieczora i w sobotę również według wcześniej ustalonego przez opiekuna porządku.

NIEDZIELA ZMARTWYCHWSTANIA 6.00 - REZUREKCJA 10.00 - Msza św. 11.30 - Msza św.

13.00 - Msza św. 17. 00 - Msza św.

Nabożeństwa w Żarnowskiej WIELKA SOBOTA Poświęcenie pokarmów o godz. 13.00.Msza św. Wigilii Paschalnej o godz. 17.30

NIEDZIELA ZMARTWYCHWSTANIA I PONIEDZIAŁEK WIELKANOCNY 12.00 - Msza św. 16

Ichtys 69  
Advertisement