Page 1

Miesięcznik Parafii Wniebowzięcia NMP w Łebie

LIPIEC - SIERPIEŃ 2010 Nr 63

Jako tutejszy patron zobowiązany byłem dla uratowania wspólnoty dusz tych oraz dla chwały Pana świątynię łebską naprawić i odbudować. Nicolas Ernst von Natzmer


J

akoż za nieprawości ludzkie sprawiedliwa i przykładna kara z ręki Najwyższego każdego z nas aż po trzecie i czwarte pokolenie nie ominie, takoż i odziedziczone oraz własne nasze bezeceństwa należycie ukarane zostać muszą, poprzez huragan, który miasteczko nasze w roku Pańskim 1682, dnia 20 lipca, o godzinie drugiej po południu nawiedził, w dom mieszczanina Stenzela Dreyhera nagle uderzył i w powstałym pożarze ponad połowę miasteczka naszego strawił, w szczególności nasz piękny kościół ewangelicki wraz z wieżą i wszystkimi dzwonami oraz polożonymi po sąsiedzku, należącymi do pastora, pięknym domem mieszkalnym, składem i szopą. Każdy z nas spieszy, by po tak wielkim nieszczęściu dom swój do poprzedniego stanu przywrócić. Także i ja jako tutejszy patron zobowiązany byłem dla uratowania wspólnoty dusz tych oraz dla chwały Pana świątynię łebską naprawić i odbudować. Dlatego też zadanie to 29 kwietnia roku Pańskiego 1683 z własnych mych środków w ręce powszechnie szanowanego gdańskiego mistrza robót budowlanych i murarskich, Barthola Ramschen'a złożyłem, i tegoż samego roku, jeszcze przed nastaniem zimy, a po wysiłkach wielkich i wszelkich potrzebnych materiałów zakupieniu, gotowy, holenderskimi dachówkami kryty kościół podziwiać mogłem... Nicolas Ernst von Natzmer – Elektor Brandenburski, Pomorski Radca Rejencyjny i Legacyjny, pan dziedziczny Nowego Dworu, Łeby, Skarszew, Rozgórza, Szczenurzy, Gęsi i Lubowidza.

Z rusztowania wieży udało mi się dostrzec, że chorągiewka nad kulą wcale nie musi być taka współczesna, jak się wydawało. Po wykonaniu zdjęcia przez teleobiektyw okazało się, że jest to oryginalna chorągiewka (w każdym razie jej część) z czasu ufundowania odbudowy kościoła w 1683 przez Natzmera. Jego nazwisko i herb widnieją na tej właśnie chorągiewce, brak jednak daty, choć zachował się napis "ANNO". Przypuszczalnie skorodowaną część usunięto i ponownie zamontowano resztę podczas remontu w 1863 lub 1931. Dariusz Chmielewski, konserwator zabytków architektury


Spacerując z Bosmanem

Długo wyczekiwany okres wakacyjny już jest. Dla Łeby to między innymi czas większej ilości osób spacerujących po naszych ulicach i plażach. Hm, szczególny to też czas dla spacerów z klasztornym psiakiem Bosmanem. Teraz już nie można tak beztrosko baraszkować po plaży, bo przecież trzeba ustąpić miejsca naszym gościom i turystom. Podczas ostatnich spacerów z Bosmanem moje myśli krążyły blisko kościoła, tego szczególnego, zabytkowego i mistycznego miejsca w naszej Łebie. Kontynuujemy w nim bowiem prace remontowe. W roku 2008 minęło 325 lat tej świątyni z kamienia i wówczas to dla uświetnienia rocznicowej daty podjęta została inicjatywa konserwacji i modernizacji. Etap, którym w ostatnich miesiącach zajmowaliśmy się, obejmował: wymianę dachówek, remont wieży i remont zachodniej elewacji. To remontowanie niesie ze sobą wiele radości, ale nie brak też sytuacji trudnych, kiedy to trzeba zgodzić się na rozwiązania inne, niż wyczekiwane. Takim trudnym momentem była komisja, która pod kierunkiem wojewódzkiego konserwatora zabytków zdecydowała o zmianie planów modernizacji naszej świątyni. Chodzi o piękny szachulcowy mur, o którym większość spośród parafian wiedziała, że na wieży ukryty jest pod blachą i wszyscyśmy się spodziewali, że teraz zostanie on odkryty. Niestety, dla zachowania historyczności trzeba go było ochronić deskowym obiciem. Walory estetyczne musiały ustąpić walorom historycznym. Początkowo trudno było mi to przyjąć, tym bardziej, że wielki żal, iż nie udało się ukazać muru pruskiego, wyrażali także moi najbliżsi

współpracownicy. W pewnym momencie zrobiło mi się bardzo przykro, bo wyglądało tak, jakbym to ja był winny decyzji konserwatora. Dzisiaj nie mam poczucia winy. Całym sercem jestem za konserwacją i modernizacją naszej świątyni i jestem ostatnim, który by chciał dla niej najmniejszego nawet uszczerbku!!! Wytłumaczono mi problem muru i przyjąłem to do wiadomości. Obecna wieża szachulcowa pochodzi - po remontach - z 1765 r. Sposób murowania i opracowania fug wskazuje, że szachulec ten nigdy nie był przeznaczony do oglądania z zewnątrz. Zawsze - jak wskazuje historia - nasze wieża była przeznaczona pod obudowę. Po to, by ją chronić. Szczególnym zagrożeniem dla niej są charakterystyczne na tym terenie wiatry i zasolenie. One niszczą cegły, powodują wysuwanie się cegieł. Dlatego poprzednicy nasi przez wieki wielką walkę o uchronienie prowadzili. Już dawniej obito wieżę deskami, a następnie do tych desek przybito falistą blachę cynkową. Wszystko po to, by wieżę chronić. Historyczna wieża zostaje więc opierzona deskami i jest to na naszych terenach powszechnie stosowany sposób. W życiu często podobnie się dzieje. Myślę, że nie tylko przy remoncie zabytków okazuje się, że nie zawsze to, co piękne dla oczu, jest piękne dla serca. Tak jak w naszym łebskim przypadku z wieżą. Wśród wakacyjnych rozważań chciałbym Miłym Gościom i bardzo Kochanym Parafianom życzyć, by nie bali się marzyć, snuć planów, nawet gdyby na początku okazywały się one ponad miarę. I jednocześnie chciałbym życzyć daru tej wielkiej pokory, kiedy to w trakcie realizacji marzeń trzeba niekiedy umieć zrezygnować z górnolotnych zamierzeń na rzecz większych wartości. Tak, jak w przypadku naszej kościelnej wieży... Dumni jesteśmy, że brunatne deski kryją pod sobą wielką historię. o. Waldemar OMI Proboszcz 3


Co kryje kula na kościelnej wieży

Rok 1931 W czerwcu 1931 roku przeprowadzono kolejny remont wieży, która była w kiepskim stanie i wymagała natychmiastowego odnowienia. Nie tylko liczne przecieki, ale i konstrukcja z pruskiego muru wymagały naprawy. Prace zlecono firmie Möllera z Lęborka, przeznaczając na nie 1000 marek. W trakcie rozbiórki starego pokrycia, w kuli na zwieńczeniu wieży znaleziono dokument o remoncie przeprowadzonym w 1862 roku. Niestety przez te lata do kuli dostała się woda i wyjęty papier rozsypywał się w ręku, stając się nieczytelny. Po dokonaniu renowacji, przy okazji odmalowano elewację. Tradycyjnie sporządzono nowy dokument z aktualnego remontu i umieszczono go w kuli. Jego treść była następująca: „Pod kontrolą niżej podpisanych członków rady parafialnej na zbudowanej w roku 1862 wieży dokonano

Rok 2010 W Roku Pańskim 2010, gdy najwyższym Pasterzem Kościoła Katolickiego był Jego Świątobliwość Ojciec Święty Benedykt XVI, Prymasem Polski Jego Ekscelencja Arcybiskup Józef Kowalczyk, Diecezją Pelplińską zarządzał Jego Ekscelencja Biskup Jan Bernard Szlaga, Prowincjałem Polskiej Prowincji Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej był o. Ryszard Szmydki OMI, Proboszczem Parafii p.w. Wniebowzięcia N.M.P. w Łebie o. Waldemar Janecki OMI, a w skład 4

renowacji nowego pokrycia hełmu. Całą wieżę zbudowano w 1862 roku i zawieszono dzwony przywiezione wozami z Gdańska. Kapsuła którą zawierał dawny dokument została teraz otwarta lecz na skutek wilgoci stała się nieczytelna. Ten dokument niniejszym dla naszych następców piszemy. Obecnych napraw dokonała firma Möller i Pieper z Lęborka za cenę 1000 marek. Nadzór nad robotami prowadził starszy zboru Krüger, Łeba dnia 15 lipca 1931 roku. Rada parafialna, podpisano: pastor Dr MüllerAlpermann nauczyciel Völz i właściciel wędzarni Karl Krüger, Eduard Ojowski, Otto Hübner, Julius Dreyer wszyscy z Łeby. Wilhelm Radzom i Karl Zeschin z Żarnowskiej. Bock i Wandt ze Szczenurzy. Buchterkirch z Ulinii. Zander z Sarbska. Latze jako administrator majątku w Nowęcinie, patron kościoła”. Opracował Dariusz Chmielewski, konserwator zabytków architektury wspólnoty oblackiej w Łebie wchodzili: o. Jan Wnuk OMI, o. Czesław Grabowski OMI i br. Sławomir Przywecki OMI, zaś przy kościele 64. rok swą posługę zakonną pełniły siostry ze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek N.M.P. Niepokalanej, kontynuowano podjętą w 2008 roku modernizację świątyni i wykonano: - prace remontowo-konserwatorskie elewacji frontowej (zachodniej) wraz z kruchtą kościoła - prace remontowo-konserwatorskie elewacji wieży - prace remontowo-konserwatorskie hełmu wieży


-wymieniono pokrycie dachowe wraz z opierzeniami blacharskimi na całym kościele, wzmacniając i impregnując więźbę dachową. Z myślą o przyszłych pokoleniach pragniemy dodać: 1. Rzeczpospolita Polska przeżywa w tym czasie wybory prezydenckie, przyspieszone z powodu tragicznie przerwanej kadencji Prezydenta RP prof. Lecha Kaczyńskiego, który zginął wraz z małżonką oraz wybitnymi przedstawicielami polskiego parlamentu, instytucji państwowych i duchowieństwa w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem.

2. Urząd Burmistrza Miasta Łeby pełni Pani Halina Klińska. 3. Senatorem RP jest mieszkaniec Łeby Pan Kazimierz Kleina. 4. Nad dokumentowanym remontem czuwają: Andrzej Warzecha – inspektor nadzoru inwestorskiego, Dariusz Chmielewski – inspektor nadzoru konserwatorskiego, Adam Babkiewicz – kierownik budowy EKOINBUD, prace wykonuje firma EKOINBUD Sp. z o.o. z siedzibą w Gdańsku. 5. Fundusze na remont zebrano z następujących źródeł: 100.000zł z Gminy Miejskiej Łeba, 100.000zł z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego - Departament Ochrony Zabytków, 11.390zł z Powiatu Lęborskiego, 50.000zł z ofiar wiernych. Do dokumentu dołączone zostały: 1. siedem srebrnych dukatów łebskich – lokalna waluta wprowadzona ku radości i pożytkowi mieszkańców oraz turystów przez miejscowego przedsiębiorcę Mirosława Nastałego. 2. Siedem Łebskich Niezapominajek – siedem najcenniejszych skarbów Łeby stanowiących o tożsamości miasta, wskazanych przez mieszkańców i miłośników Łeby. Podpisali: Proboszcz Parafii p.w. Wniebowzięcia N.M.P. w Łebie o. Waldemar Janecki OMI Parafialna Rada Duszpasterska: Maria Konkol, Eliza Jackowska, Krystyna Kleniewska, Kazimiera Krygier, Iwona Ignatiuk, Zbigniew Krzywulicz, Helena Kobiela, Czesław Kołodziej, Helena Buchwald, Jacek Beczyczko, Andrzej Kotkowski. Parafialna rada Ekonomiczna: Ewa Horanin, Jerzy Wiecki, Beata Grzymkowska, Janusz Lechończak.

5


Świętość żywiołów „I spojrzał Bóg na wszystko co uczynił, a było to bardzo dobre” (1 Rdz 1, 31) Jakże często słyszymy, mówimy bądź myślimy o tym, że wszystko co nas otacza zostało stworzone przez Pana. Gdzieś tam głęboko mamy schowane myśli, że to co nam się podoba jest piękne, to, co jest nam niezbędne w danej chwili jest pożyteczne, a to, co przeszkadza, przestrasza i przerasta nasze możliwości okiełznania, to zupełnie niepotrzebny dopust Boży czy też zemsta Złego. A przecież zło istnieje po to, abyśmy mogli zauważyć dobro. I czy czasem to, co w danej chwili jest dla nas złe, nie okazuje się w przyszłości błogosławieństwem? W dziejach stworzenia nie było żadnego przypadku czy złośliwości Stwórcy. Im dłużej wędrujemy, tym częściej zauważamy, że kataklizmy też mogą wnieść coś pozytywnego do naszego życia, stworzyć coś nowego na Ziemi, na której, wydawać by się mogło, wszystko już powstało. Ile razy upadek uczy nas od nowa chodzić, chodzić poprawnie? O zjawiskach zachodzących w świecie przyrody w sposób gwałtowny i niepodlegający naszej kontroli, zwykliśmy mówić, że są to zjawiska żywiołowe. Jednakże takie zjawiska żywiołowe, dla nas nieogarnięte, są często niezbędnym czynnikiem do zapoczątkowania dzieła tworzenia czegoś nowego: jezior, rzek, gór czy nawet wysp na oceanach. Czasami coś znika, często w sposób gwałtowny, czy nawet tragiczny – takich przykładów

6

raczej nie chcemy przywoływać. Mieszkając w Łebie i jej okolicach mamy okazję, przynajmniej kilka razy w roku obserwować sztormy morskie. Żywioł wody w połączeniu z wiatrem staje się siłą niszczycielską dla naszych umocnień, naszych statków i dla nas samych. A dla wielu zwierząt i roślin żyjących w morzu to jedyny sposób na przeżycie. Bo właśnie wtedy wody Bałtyku natleniają się i są zasilane słonymi wodami oceanicznymi. Dzięki takim „zabiegom odświeżania wód” możemy się cieszyć wzrostem liczebności pomuchla. W wyniku systematycznej pracy morza i wiatru zaczęła, dawno temu, powstawać mierzeja, która oddzieliła zatokę morską od otwartego morza – ktoś nazwał to miejsce Łebsko. A na samej mierzei wędruje sobie piasek. Zasypuje? Niszczy? A jakże! I mało tego – jak już coś odsłoni, to jest to martwe albo zniszczone. Czy to też żywioł? Przecież nie przemieszcza się wcale tak szybko jak fale – wydma biała wędruje z prędkością średnio około 10 do 15 metrów na rok. A jednak. Można niby zatrzymać ten proces wędrówki, ale czy na pewno chcemy to zrobić i pozbawić się „ruchomych wydm”? I czy jest on do końca nieprzyjazny? Przecież bardzo wielu turystów chce obejrzeć tylko wędrujące wydmy. Na piasku swoje miejsce życia mają też rośliny i zwierzęta – niektóre gatunki mogą rozrastać się


i pięknieć tylko wtedy, gdy piasek je systematycznie zasypuje. Taką rośliną jest trawa, piaskownica zwyczajna, którą można śmiało nazwać królową wydm. To ona, za nas, potrafi znakomicie hamować wędrówkę wydm. W piasku swoją kryjówkę robi maleńki pająk – wymyk szarawy, który potrafi wybudować sobie „celę” w piasku i nie pozwala się zasypać. Tuż za wędrującą wydmą powstają zagłębienia, w których przy odrobinie wilgoci osiedlają się następne gatunki roślin, a tuż po nich owady i zwierzęta. Wiatr, woda i piasek potrafią tworzyć na naszych terenach ciekawe i piękne formy roślin. Takim oryginalnym okazem jest sosna sztandarowa, ”uczesana na jedną stronę”, jakby biegła pod wiatr. Trzy żywioły: wiatr, woda i wędrujący piasek są wymieniane jednym tchem, gdy chcemy jak najkrócej opisać Słowiński Park Narodowy. Patrząc na tereny Parku zastanawiamy się czasami, czy powinniśmy „walczyć” z przyrodą. W przeszłości zestabilizowano część wędrujących wydm, ale teraz staramy się zachować te, co pozostały i obserwować, co się stanie bez naszego udziału, jak daleko zawędrują, czy zmienią swój kształt, kolor, jakie pojawią się na nich rośliny i zwierzęta. Czy musimy koniecznie sztucznie umacniać brzegi morskie, a zwłaszcza w miejscach gdzie nie ma zagrożenia dla siedzib ludzkich? Przecież na tych dzikich plażach są miejsca lęgowe dla sieweczki obrożnej i rybitwy białoczelnej. To nie my daliśmy im te miejsca na lęgowiska i nie

powinniśmy ich odbierać. Na tych dzikich miejscach odpoczywają też ostatnie foki na naszym wybrzeżu. Patrząc na otaczającą nas przyrodę, nie możemy się oprzeć wrażeniu, a nawet jesteśmy pewni, że Pan pomyślał o wszystkim, tylko my w swojej chęci podporządkowania sobie świata, zapominamy o pokorze wobec dzieła stworzenia. To prawda, że jest powiedziane „I napełniajcie ziemię, i czyńcie ją sobie poddaną” (1 Rdz 1, 28), ale nie jest to upoważnienie do bezwarunkowego rugowania wszystkich braci mniejszych z ich naturalnego środowiska. Wszak to Pan przewidział dla nich to miejsce na ziemi i to On zapewnił odpowiednio silny wiatr, dużą falę, a nawet wędrujący piasek w celu stworzenia im warunków życia. „Świętość żywiołów” – nie spotkałem się wcześniej z takim określeniem, ale czy nie jest to określenie niebywale celnie opisujące sens ich istnienia? Wszak żywioły są pochodną dzieła Stworzenia, dzieła doskonałego, które dla każdej istoty przewidziało miejsce na tym świecie. Może spróbujmy, tak jak rośliny i zwierzęta nie walczyć z wszelkimi żywiołami, ale wykorzystajmy ich siłę w twórczy sposób. Może w ten sposób łatwiejsza stanie się nasza pielgrzymka, pełniej doznamy radości istnienia i współistnienia. Jarek Sitkowski

7


Drogie Dzieci i Kochani Rodzice!!! Już za Wami szkolne mury, zeszyty, książki.... Jak co roku rozpoczęliśmy wakacje!!! Czy zastanawialiście się jak je spędzić, by ten czas nam ofiarowany, nie został przez nas zmarnowany?! Co robić, gdy z nieba "leje się" żar, lub co gorsza pada "kapuśniaczek"? Myślę, że z takimi pytaniami zmagał się i zmaga nadal każdy z Was, mały czy duży, w obecnym roku czy dwadzieścia lat temu. Chciałabym abyście umieli spędzać wakacyjne chwilę jak Wasi starsi koledzy i koleżanki, rodzice, a nawet Wasi dziadkowie, czy Wasze babcie. CZY WIECIE, ŻE.... Naszym dziadkom niegdyś wielką radość sprawiala gra "kozieł". Do tej gry potrzebne są 2 kije, jeden dłuższy wbija się pionowo w ziemię, zaś krótszym należy trafić w ten dłuższy zwany kozłem. Kto trafi zajmuje kolejne pozycje, coraz bardziej oddalone od kozła. Ten, kto jako pierwszy przejdzie przez wszystkie poziomy zostaje królem. A wyścigi kapsli?! Tor do tej gry malowano kredą na asfalcie, a zawodnicy to wypełnione plasteliną, czy woskiem kapsle. Niektórzy, by odpowiednio obciążyć kapsel, specjalnie wkładali monetę przed wlaniem wosku,. Często na górę przyklejało się flagi jakiegoś państwa. Wygrywal ten, kto szybciej pokonał wyznaczony tor. Jedną z zabaw, w którą bawiłam się również i ja, kiedy byłam małą dziewczynką była gra w "chłopa". Najpierw należało na podwórku narysować postać chłopaka. Gra polagała na tym, iż rzucało się kamyk, aby wpadł na odpowiedni kwadrat. Potem się skakało przez poszczególne części na jednej 8

nodze. W części, gdzie była głowa, należało skoczyć obiema nogami jednocześnie. Grało się tak długo aż ktoś skusił, czyli stanął na linii lub kamyk upadł poza linię. A gra w "kopertę"? Rysujemy na ziemi figurę w kształcie koperty, kładziemy płaski kamyk na pierwszym polu, skaczemy na jednej nodze, a drugą musimy przesuwać kamyk z pola na pole, uważając, aby kamyk nie zatrzymał się na linii dzielącej pola, gdyż taka sytuacja oznacza skuchę i utratę kolejki. Kiedy uda nam się drugi etap gry, który polega na rzuceniu kamyka na drugie pole, robimy dokładnie to samo, co w pierwszym etapie. Wygrywa ta osoba, która jako pierwsza zaliczy wszystkie pola po kolei. Każdy etap gry to wyższy poziom trudności, ponieważ coraz dalej należy rzucić kamyk, a to jest naprawdę trudne i trzeba utrzymać równowagę skacząc na jednej nodze z pola na pole. Można grać w tyle osób w ile się chce. Gra ta wymaga od uczestników precyzji i sprawności fizycznej.

Kochani Rodzice!!! Niegdyś każdą wolną chwilę dzieci spędzały na podwórku, był to czas rozrywki, połączony z rekreacją na świeżym powietrzu! Nie było telewizorów, komputerów, internetu.... Heh, az trudno w to uwierzyć... I co?! Czy ktoś narzekał na nudę, czy ktoś nie wiedzial co ma robić i w co się bawić?! Otóż było zupelnie inaczej. Dzieci były bardziej kreatywne, twórcze, wymyślały przeróżne zabawy, spotykały się na podwórkach, a w letnie wieczory słychać było wesołe głosy zadowolonych dzieci na placach zabaw, w ogródkach, na


działkach. Trawniki pokryte były miłośnikami gry w "gumę", skaczących na skakankach, czy grających w "szczura"... Im dłużej wspominam, tym więcej wspomnień mi powraca... Proszę Was abyście dbali o to, by Wasze dzieci nie spędziły wakacyjnego czasu wpatrzone w monitor komputerów, czy ekran telewizora. Zatroszczcie się o to, by

nasze dzieci spędziły niezapomniane wakacje. Przypomnijcie sobie, jakie było nasze dzieciństwo, może uda nam się zaszczepić w dzieciach miłość do gry w "zbijaka", czy "palanta"?! Może polubią gry w "bierki", "pchełki"... Anna Remiszewska

NADE WSZYSTO ŻYCZĘ UDANYCH WAKACJI, SPOKOJNYCH, RADOSNYCH I BEZPIECZNYCH! POGODY ZARÓWNO TEJ ZA OKNEM JAK I TEJ W SERCU! 1. Dzieciaczki znaldźcie ukryte nazwy zabawek, które zapisane są pionowo, poziomo lub ukośnie. Dla ułatwienia podaję wyrazy, które należy odszukać: SKAKANKA, KLOCKI, BARBIE, PIŁKA, KOLEJKA, RESORAK, PUZZLE, LALKA, MIŚ.

2. Pomalujcie odpowiednio: A – na czerwono, B – na niebiesko, C – na zielono, D – na fioletowo.

9


Łebskie Niezapominajki Od: Ewa Horanin Do: Maria Konkol Data: 2010-05-06 02:14 Temat: Siedem Łebskich Niezapominajek Witaj Mario, mam nadzieję, że nie zdziwi Cie, że piszę o tak póżnej porze. Już przecież wiesz, że jest to "mój czas". Ale do rzeczy. Otóż wczoraj rozmawiałam przez telefon z moją serdeczną koleżanką, urodzoną w Łebie, która związała swój los z innym miastem. Niemniej jednak bardzo interesuje się losami swojego rodzinnego miasteczka i chętnie je odwiedza.To znana Tobie Misia z domu Kowalewska. Pochwaliłam się jej Twoim pomysłem i zagadnęłam, co ona widzi w tym bukiecie. Byłam bardzo ciekawa, gdyż Misia jest daleko, a mi wydaje się, że jeśli ktoś z daleka jest sentymentalnie związany z rodzinnymi stronami, być może dostrzeże to, do czego my tubylcy jesteśmy przyzwyczajeni i nawet tego nie dostrzegamy. I oto jej refleksje: -obraz świętego Mikołaja w naszym kościele, który kojarzy jej się z dzieciństwem, religią na salkach katechetycznych, z wielkim opiekunem rybaków, z ludżmi zmagającymi się z przeciwnościami losu -stary cmentarz niemiecki, gdzie w czasach jej dzieciństwa dzieciaki grały w piłkę, łaziły po pomnikach, ludzie dewastowali ogrodzenia, nikt nie myślał o tym, że jest to kawałek historii -wilgotny zapach morza 10

-ruiny kościoła Świętego Mikołaja - w jej ocenie miejsce wyjątkowe, które powinniśmy chronić z wielu względów i częściej odprawiać tam msze i nabożeństwa -bruk na ulicach, a przede wszystkim na ulicy Kościuszki, tzw "kocie łby" -wyjątkowa, oryginalna zabudowa na głównej ulicy miasta: domy, a za domami wielkie gospodarstwa rolne, gdzie krowy wypędzane były bocznymi ulicami na pastwiska - nie przez City!, gospodarstwa ciągnące się do mostu przy kanale, a dalej dzielnica portowa; koleŻanka twierdzi, że nie zna innych takich miasteczek z taką infrastrukturą (chodzi o morskie miasteczka) -dancingi w sławnym bulaju, gdzie był wyjątkowy, niepowtarzalny i nie do podróbki klimat -krzyż na naszym parafialnym cmentarzu; wg jej oceny pierwszy krzyż, gdzie ludność naszego miasteczka zapalała znicze nie tylko tragicznie zmarłym rybakom, ale również swoim bliskim, którzy gdzieś daleko mieli swoje groby, zresztą tak jest do dziś; ten krzyż był pierwszym zrywem "klejenia " się łebskiej społeczności pochodzącej z tak różnych stron. Zapewne masz dużo wspaniałych Niezapominajek, a przecież będzie ich siedem, ale jestem przekonana że nie tylko trafią do Twojego archiwum, ale jak znam Ciebie, wszystkie te nostalgiczne wynurzenia kiedyś wykorzystarz i podzielisz się z nami. Już teraz nie mogę się doczekać. Ewa Horanin z bukietem Łebskich Niezapominajek Misi Kowalewskiej


11


dlaczego nie ma wiele takich dzieł człowieka, które określają tożsamość Odpowiadając na ankietę na temat miasta. To dość trudne zadanie i zależy od „Siedem Łebskich Niezapominajek” wielu okoliczności, często niezamiemyślę, że najbardziej obiektywny głos w rzonych, przypadkowych. Dopiero upływ takiej sprawie to głos obserwatorów czasu może , ale też nie musi dzieła z zewnątrz. Jeśli oni cokolwiek zauważą, człowieka uczynić znakami wyróżniapotraktują jako rzecz wyjątkową, to jącymi, tj tożsamości miejsca. z pewnością tak jest. Nasza ocena jest Jeśli chodzi o tożsamość Łeby, to tylko te mniej obiektywna w tym względzie. namacalne dzieła natury, czy budowle ją Może zastanawiać zadana sugestia, że ma tworzą. Natomiast jeśli chodzi o szerzej to być rzecz pozytywna (skarb, kapitał). pojętą tożsamość miasta, to jest jej brak. Miasto pod względem kulturowym Obawiałbym się zatem ze strony miejscowych pójścia w samozachwyt i społecznym nie ma swojej tożsamości, bo przede wszystkim nie ma tradycji, a raczej i zarozumiałość. ciągłości tradycji. Nie ma tradycji, bo nie Wg mojej oceny są wyróżniki miasta ma ciągłości pokoleniowej społeczeństwa w sensie pozytywnym, bo inaczej nie zamieszkującego miasto, co jest oczywistą przyjeżdżaliby turyści. Lecz trzeba konsekwencją wojny. Społeczeństwo zauważyć, że są to wyróżniki o chara- Łeby jest społeczeństwem osadniczym, kterze naturalnym, środowiskowym, bardzo zróżnicowanym pod względem geograficznym, tj. te istniejące od pochodzenia, gdzie przez dekady wieków, które zawdzięczamy naturze, powojenne wciąż osiedlają się nowi ludzie a nie samym sobie. Człowiek stworzył pochodzący z różnych stron, środowisk wiele rzeczy i dawniej i teraz, ale to nie i wskutek różnych motywów. Nic od wyróżnia miasta w znaczeniu kryteriów w e w n ą t r z j e s z c z e n i e s p a j a t e j tego plebiscytu (może z wyjątkiem hotelu społeczności przez 65 lat powojennych. Neptun i poligonu rakiet, co być może Trudno uznać, że czymś takim jest utrwaliło się w wizerunku miasta - trzeba powszechne zajmowanie się turystyką; zapytać obcych). Teraz człowiek zrobił jest ono powszechne, bo opłacalne i jest także wiele dzieł, ale czy to wyróżnia podstawowym źródłem utrzymania. Nie miasto? – też trzeba zapytać obcych. ma części społeczeństwa dominującej na Banalnie zabrzmi, że wyróżnikami są: tyle, by stworzyć czy też przeszczepić 1 ) w y d m y , 2 ) p l a ż e , 3 ) w y j ą t k o w e wraz z przesiedleniem nurt jakiejś położenie miasta między trzema, czy tradycji, czy obyczajów. czterema wodami, jak pewnie poda Trudno mówić zatem w tych okolicznowiększość respondentów. ściach o tożsamości. Ten proces trwa Jednak wystrzegałbym się w tej zabawie bezwładnie i systemowej, przemyślanej uogólnienia, podciągania pod jedną kreskę polityki państwa w tym procesie raczej nie walorów będących zasługą natury było, a była chyba wskazana z punktu i człowieka, ponieważ od tego już tylko widzenia interesu państwa na tzw. k r o k d o p e w n e j z a r o z u m i a ł o ś c i ziemiach odzyskanych, zwłaszcza, że i chełpienia się mieszkańców tym, że odzyskanych, ale pustych, bez ludzi. Czyli domyślnie wszystko to jest ich zasługą. wszystko od nowa. Warto rozróżniać co jest, a co nie. Na Marek Glegoła marginesie rzecz warta zastanowienia:

Łebskie Niezapominajki

12


Od trzydziestu lat przyjeżdżamy do Łeby, gdyż... Jest tu jedyna w swoim rodzaju piękna plaża: - ta wschodnia, dzika z dojściem do niej przez dawne tereny wojskowe, z atmosferą lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, ze starymi drewnianymi falochronami koło Neptuna, z masztami zatopionego statku na horyzoncie i wieżą latarni Stilo świecącej nocą; - plaża zachodnia, którą można spacerować do samych niepowtarzalnych ruchomych wydm napotykając po drodze wystające z piasku pnie drzew zabranych przez morze. Podczas każdego pobytu w Łebie odwiedzamy Ośrodek Kultury z klimatyczną Biblioteką, w której odbywają się spotkania z historią, ciekawymi ludźmi, wystawy. Księgozbiór ma stale nowe pozycje, (a ileż tu starych świetnych wydawnictw). Pracujące tu Panie zawsze trafnie doradzą, nie tylko w zakresie literatury. Lubimy zaglądać do Portu Jachtowego, posiedzieć przy grzanym winie, pobawić

Moja Łeba – dla mnie najlepsze miejsce wypoczynku Po raz pierwszy przyjechałam do Łeby 22 lipca – miałam 20 lat. Wtedy była tu tylko jedna główna ulica. Przy porcie stała chałupinka kryta słomą, taka przycupnięta, ale piękna. Domy rybackie z ogródkami w kwiatach. Klub Książki i Prasy, a w nim biblioteka – dla mnie bardzo ważne miejsce – w ciasnym

się z psem Bosmanem, leniwie popatrzeć na kolorowe łódki i krzątających się żeglarzy, albo pójść dalej popatrzeć na zachód słońca, zatrzymując się po drodze przy krzyżu z tabliczkami z imionami tych, których zabrało morze. Spacerując po starej części Łeby, podziwiamy ciekawe elementy architektury, zdobione fronty kamieniczek, okucia i klamki , metalowe ozdobne blaszki przy progach do czyszczenia butów ze śniegu i błota, kształt i formę schodów, też tych przetworzonych z młyńskiego koła. Łeba jest doskonałą bazą wypadową do wycieczek rowerowych i samochodowych po okolicy, warto zobaczyć młyn wodny, stary wiatrak, poszukać zapomnianych krzyży w lesie, a wreszcie zjeść w miłej atmosferze smaczny obiad "Pod Strzechą" w otoczeniu pięknych, starych przedmiotów zgromadzonych przez Gospodarzy pensjonatu. Przyjeżdżając co roku do Łeby odkrywamy w niej samej albo w okolicy zawsze coś nowego i mamy nadzieję, że będzie tak zawsze, a jeśli nie, to i tak tu będziemy... Ewa Giza

pomieszczeniu i bardzo miłe panie bibliotekarki. Kiedy się szło ulicą, słychać było „Czerwone Gitary”. Przepiękna, szeroka plaża, w „Neptunie” kolonie letnie, wydmy jeszcze nie porośnięte lasem i ludzie w grajdołach. Bardzo mi się tu podobało. Ludzie niezwykle uprzejmi. Cudownie mijały lata... Spędzałam urlopy w innych miejscowościach nadmorskich i tak od zachodu były to: Ustronie Morskie, Ustka, Rowy, Karwia, Jastrzębia Góra, Jastarnia, Gdynia, Krynica Morska, Piaski. W 8013


tych latach powróciłam do Łeby i od 22 lat przyjeżdżam tu co roku. Teraz mam 65 lat. Co powoduje, że już w styczniu marzę o wyjeździe? Kiedy byłam młodsza, były to wycieczki na ruchome wydmy – powrót z wydm brzegiem morza. Wycieczka brzegiem morza (w obie strony) do latarni Stilo; przejazd statkiem po jeziorze Łebsko; odwiedziny stadniny koni w Nowęcinie, molo na jeziorze Sarbsko (teraz już go nie ma). Cudowna plaża. Łeba przez lata rozrosła się, co roku przybywały nowe piękne domy i ulice. Przybywały dyskoteki i pizzerie, restauracje, sklepy. Pamiętam taki obrazek: już wyjeżdżam, przyszłam pożegnać się z morzem, jest południe, grają lambadę i cała grupa kolonijna w kostiumach tańczy. Jak trudno wyjechać. W latach 90-tych gorące noce rozbrzmiew ały rytmami różnych dyskotek. Radio Agados nadawało programy dla plażowiczów. A w ciepłe wieczory nadawało spokojne, nastrojowe utwory grup Stare Dobre Małżeństwo i Nasza Basia Kochana. Było wesołe miasteczko i na plaży organizowano ok. godz. 21 różne koncerty. Ludzie z przyjemnością w nich uczestniczyli. Także rejsy po morzu; szczególnym zainteresowaniem cieszył się rejs o zachodzie słońca. Miasto pulsowało życiem. Dlaczego teraz, kiedy mam 65 lat także jest mi najlepiej w Łebie? Dogodny dojazd – mieszkam w Łodzi. Jestem emerytką, więc przyjeżdżam w czerwcu (tańsze pokoje). Jednoosobowa kwatera w pensjonacie ze wszystkimi wygodami. Jest spokojnie, dużo babć z wnuczętami, emerytów, a także wtedy organizowane są wyjazdy dla dzieci i osób dorosłych niepełnosprawnych i upośledzonych. 14

Łeba jest miastem, w którym mogę się zgubić; jeżeli mam ochotę na samotność, skręcam w las i już jest spokój i cudowny zapach sosnowego lasu, szum morza. Plaże w czerwcu nie są tak zagęszczone. Jeżeli chcę pochodzić po mieście i zajrzeć do sklepów – jest ich pod dostatkiem, a spożywcze otwarte nawet po godz. 23. Spacer – piękna promenada od portu, obok portu jachtowego nad brzeg morza. Długie spacery nad morzem z moczeniem stóp. Na kąpiele za zimno w czerwcu. Można także wypożyczyć rower. Ludzie serdeczni w dalszym ciągu, niepowtarzalna atmosfera Łeby. Gdzie jeszcze w Polsce dzieci idące ze szkoły kłaniają się, pozdrawiając starsze, nieznajome osoby? Po przyjeździe tutaj pierwsze kroki kieruję do biblioteki, przeniesionej po latach do nowego budynku, gdzie przemiłe Panie Bibliotekarki witają mnie jak starą znajomą. Wypożyczam książki. Uff, no to zaczynamy nowy urlop w Łebie... Barbara Kokoszewska


Bądźmy świadkami Miłości

Odczytać na nowo skarb wiary i zafascynować się nim, rozbudzić dynamizm ewangelizacyjny i budować solidarność społeczną – to główne zadania wynikające z tegorocznego programu duszpasterskiego. Jego hasłem są słowa „Bądźmy świadkami Miłości”. W haśle pojawia się słowo „Miłość” pisane dużą literą. Chcemy przez to zwrócić uwagę, że nie idzie tu po prostu o każdy rodzaj miłości, ale o tę pochodzącą „z góry”, ze źródła, jakim jest Trójca Przenajświętsza – wyjaśnia abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Komisji Duszpasterstwa Konferencji Episkopatu Polski. W tym kontekście warto powrócić do pierwszej encykliki Benedykta XVI „Deus Caritas est” (Bóg jest Miłością) - zachęcają biskupi. „Uwierzyliśmy miłości Boga - tak chrześcijanin może wyrazić podstawową opcję swego życia. U początku bycia chrześcijaninem nie ma decyzji etycznej czy jakiejś wielkiej idei, jest natomiast spotkanie z wydarzeniem, z Osobą, która nadaje życiu nową perspektywę, a tym samym decydujące ukierunkowanie” – pisał w niej Benedykt XVI. We wprowadzeniu do encykliki papież podkreślił, że zależy mu na tym, by „pobudzić świat do nowej, czynnej gorliwości w dawaniu odpowiedzi na Bożą miłość”. Takie też jest według Episkopatu kluczowe zadanie dla Kościoła w Polsce. - Myślimy, że gotowość dzielenia się wiarą winna być poprzedzona długim okresem formacji, prowadzącym do osobistej relacji z Bogiem. Tymczasem ks. Franciszek Blachnicki mówił

przed laty, że każdy chrześcijanin musi umieć dawać świadectwo o Chrystusie, o swoim spotkaniu z Nim. Jest to podstawowy element życia chrześcijańskiego, a nie etap doskonałości – podkreśla ks. dr Szymon Stułkowski, sekretarz Komisji Duszpasterstwa Konferencji Episkopatu Polski. Tegoroczny program wskazuje na Eucharystię jako „szkołę Bożej miłości” i zachęca wiernych do entuzjazmu i zaangażowania się w dzieło przekazu wiary młodym pokoleniom. Jednym z zadań jest włączenie się świeckich w prowadzenie małych grup katechetycznych w parafii. Chrześcijanie mają też szczególne zadania nie tylko wobec wierzących, ale również wobec niewierzących i tych, którzy się pogubili. – Będąc Kościołem Jezusa Chrystusa mamy iść pełni nadziei w świat, w którym żyjemy, znając jego troski, smutki i cierpienia, by świadectwem dawanym Bogu, który jest Miłością, czynić świat bardziej ludzkim i bardziej Bożym – tłumaczy ks. Stułkowski. Rozwijanie wolontariatu, tworzenie i ożywianie Parafialnych Zespołów Caritas, uaktywnienie duszpasterstwa rodzin i wspieranie ośrodków pomocy osobom uzależnionym, a także budzenie obywatelskiego potencjału parafii i ukazywanie miejsca katolika w polityce to niektóre z zadań, jakie wymienia program duszpasterski. Pomocą w jego realizacji i wskazaniem jak budować sprawiedliwy i solidarny świat jest kolejna encyklika papieska „Caritas in veritate” (Miłość w prawdzie). Program duszpasterski „Bądźmy świadkami Miłości” kończy pięcioletni cykl działań pastoralnych skoncentrowanych na myśli przewodniej: „Kościół niosący Ewangelię nadziei”, realizowany od 2006 roku. W kolejnych latach ukierunkowywał on pracę duszpasterską na posługę ubogim („Przywracajmy nadzieję ubogim”), odkrywanie powołań („Przypatrzmy się powołaniu naszemu”), stawanie się uczniami Chrystusa („Bądźmy uczniami Chrystusa”) i troskę o życie, w różnych jego wymiarach i na wszystkich etapach jego rozwoju („Otoczmy troską życie”). Źródło: www.wiara.pl 15


Parafia Wniebowzięcia NMP Misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej

Msze święte w dni powszednie: 8:00, 18:00, 20:00 Msze święte w niedziele i święta: 7:00, 8:30, 10:00, 11:30, 13:00, 17:00, 20:00 Wczasorekolekcje pod hasłem „Bądźmy świadkami Miłości” Zapraszamy na spotkanie z żywym Słowem Bożym podczas Mszy św. o godz. 20 od poniedziałku do piątku: 26.06 do 02.07 – o. Krzysztof Jamrozy OMI 03.07 do 09.07 – o. Włodzimierz Jamrocha OMI 10.07 do 16.07 – o. Jan Jarosz OMI 17.07 do 23.07 – o. Marcin Szwarc OMI 24.07 do 30.07 – o. Marcin Motyka OMI 31.07 do 06.08 – o. Wiesław Łyko OMI 07.08 do 13.08 – o. Janusz Snarski OMI 14.08 do 20.08 – o. Adam Jaworski OMI 23.08 do 27.08 – o. Krzysztof Jurewicz OMI Spotkania z piosenką religijną (w niedziele podczas Mszy św., w pn. śr. i pt. o godz. 21): 18.07 do 23.07 – zespół Massuana 25.07 do 01.08 – parafialny zespół Stella Maris 08.08 do 13.08 – parafialny zespół Tea z Katowic 14.08 do 20.08 – parafialny zespół z Kędzierzyna Koźle Koncerty: 09.07 i 10.07 godz.19 finał letnich kursów muzycznych 15.08 godz.21 Sławomir Łosowski 15 sierpnia Odpust w Zaczarowanym Mieście godz. 20 – Msza św. odpustowa w Kapitanacie Portu Łeba godz. 21 – koncert Zaczarowane Miasto Sławomira Łosowskiego

Oto słowo Boże: „Pan jest moim Pasterzem (...) Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć” Ps 23,1-2

REDAKCJA

www.ichtys.net

ul. Powstańców Warszawy 28 Wydanie 84 - 360 Łeba; tel. 59 866 14 64 przygotowane we e-mail: leba@oblaci.pl www.omi.leba.biz współpracy Konto: BS Łeba 54 9324 0008 0002 6912 2000 0010 z Biblioteką Miejską.

Eliza Jackowska Monika Jakszta Proboszcz Waldemar Janecki Redaktor naczelna Maria Konkol Małgorzata Krzywulicz Jadwiga Labuda Janusz Lechończak Piotr Pawlak Anna Remiszewska Dorota Reszke Danuta Świerk o. Jan Wnuk

Ichtys 63