Ichtys 56

Page 13

Rodzina Reiff Jestem po same uszy zakochany w Łebie. Łeba to moje drugie miasto po Warszawie - wyznaje Andrzej Reiff, syn przewodniczącego pierwszej polskiej Rady Miejskiej Łeby. Ponad 150 lat temu pradziadek Andrzeja, Johann Georg Reiff, wyruszył z luterańskiej Wirtembergii w świat. Po kilku latach wędrówki przez Niemcy, Włochy, Węgry i Austrię dotarł do Polski...i został. Niemieckie imiona zmienił na polskiego „Jana”, osiedlił się w Warszawie. Oficjalny dokument Urzędu Municypalnego Miasta Warszawy z 5 marca 1839r. mówi: „Na koniec ażeby tym mocniej zachęcić Pana Reiff do stania się użytecznym nowo wybranej przez siebie Ojczyźnie, Prawo Mieszczaństwa tutejszego bezpłatnie udzielić mu postanowiliśmy...”. Polskę wybrał na swój dom, bo pokochał polską kobietę, Julię z Wójcikowskich, a miłość do niej rozciągnął na jej ojczyznę. Polska przygoda rodziny Reiff wzięła początek z tej miłości, siłę której rodzinny kronikarz upatruje w uwodzicielskim uroku tej szczypty szaleństwa, którą Jan i Julia ukochali w sobie. Jej szaleństwa, że przekreśliła wszystko, czym było jej dzieciństwo i młodość i poszła za Janem, tym „bez ziemi”, tym mówiącym obcym językiem, tym cudzoziemcem i to z narodu zaborców, tym heretykiem obrażającym swoim wyznaniem powagę Kościoła rzymskokatolickiego. Jego szaleństwem było przeobrażenie znieruchomiałego obyczaju mieszczanina niemieckiego w wędrówce do krainy nieobliczalnej przygody, z której największą było przyjęcie polskiego patriotyzmu, poświadczonego oddaniem dwóch synów do romantycznego powstania. Andrzej Reiff to piąte pokolenie rodziny Jana i Julii, a drugie w jej łebskiej historii, pięknie otwartej w 1945 roku przez Mieczysława Reiff i jego żonę Annę, z domu Lebenstein.

Pionierską działalność rodziców wspomina syn Andrzej: Prawie do końca wojny mieszkaliśmy w Warszawie, przy ul. Wspólnej33. Ojciec był w Armii Krajowej, w czasie Powstania Warszawskiego był szefem Urzędu Śledczego Polskiego Korpusu Bezpieczeństwa w XIII Komisariacie. Po upadku Powstania wyprowadzono nas 5. października najpierw do obozu przejściowego w Ursusie, a później na przymusowe roboty do Rzeszy. Na przełomie marca i kwietnia 1945 roku powróciliśmy. Wszystko było zniszczone i spalone. Wkrótce mama dostała z Naczelnej Izby Aptekarskiej skierowanie do Słupska. Z końcem kwietnia 1945 roku rodzice dotarli do Lęborka. Tamtejszy lekarz powiatowy, dobry znajomy rodziców, powiedział: „Hanka, nie jedź do Słupska. Tam wszystko już zajęte. W Lęborku też. Ale jest apteka w Łebie, którą teraz zarządzają Rosjanie. Jedź tam.”. 2 maja, z dwoma tobołkami, rodzice przybyli do Łeby. Zamieszkali na parterze budynku, w którym obecnie znajduje się komisariat policji, bo apteki nie pozwolili objąć Rosjanie. Ojciec znal perfekcyjnie rosyjski I to, między innymi, pozwoliło mu ułożyć w miarę poprawne stosunki z rosyjskim komendantem miasta, kapitanem Pierożokiem. W grudniu Rosjanie zdali aptekę mamie. W grudniu też powołana została pierwsza polska Rada Miejska Łeby, przewodniczącym której wybrano mojego ojca. Sytuacja była trudna: Niemcy, Rosjanie i Polacy. Niemcy wtedy byli załamani, zaniedbani, kłaniali się w pas, to nie byli „Ubermensche”. Osiedlający się z rodzinami Polacy nie okazywali jakiejś szczególnej wrogości, nie rabowali. Rabowały bataliony szabrowników grasujące na całych tzw. Ziemiach Odzyskanych. Przewinęli się oni i przez nasze miasteczko. Największym problemem byli Rosjanie.

13