Page 1

Miesięcznik Parafii Wniebowzięcia NMP w Łebie WRZESIEŃ-PAŹDZIERNIK 2006 Nr 34

Grajmy Panu w niebiosach, grajmy Panu w dolinach, z Jego światłem we włosach każdy życie zaczyna.


Nie o myślenie proszę Nie o myślenie proszę Nie o rozumienie Przywróć mi Panie Zwyczajne patrzenie Nawidziałem się byłem Nic nie zobaczyłem Pewno się przed Tobą W pyle drogi kryłem Proszę rozbij tę ciemność Jedną chwilką jasną By mignęła przede mną Moja droga własna... Ernest Bryll


SPACERUJĄC Z BOSMANEM

D

użo czasu t r z e b a poświęcić na powakacyjny spacer... Mam nadzieję, ze wrześniowe wiatry nie rozwieją wspomnień wakacyjnych, a wręcz przeciwnie - ten wiatr poniesie je dalej i dalej, by inni, którzy nie mogli być obecni we wspominanych wydarzeniach, mogli o nich usłyszeć. A wakacyjny czas był bardzo bogaty. No, przyznaję się, stare psisko, wiem, spoglądasz, czy powiem prawdę, że spacery nie były zbyt częste, ale obiecuję, że odrobimy je na jesieni. By wszystko zrelacjonować, to pewnie nie wystarczy jesiennych, a nawet zimowych spacerów, ale kilka wspomnień wakacyjnych jak klatki w kalejdoskopie zapisałem w swojej pamięci. Niektóre wydarzenie były, że tak powiem, bardzo spektakularne, inne mniej, a nawet kameralne. Do takich zaliczyłbym spotkanie Rodziny Radia Maryja, podczas którego wraz z Siostrami Służebniczkami dziękowaliśmy za 60 letnią obecność i posługę naszych Zgromadzeń Zakonnym na łebskiej ziemi. Innymi spotkaniami były koncerty czy wieczory z piosenka religijną. Mocno zapamiętałem wieczór z Anną Szałapak i wyśpiewane przez nią słowa Agnieszki Osieckiej: „Daj nam rodzić się w pokoju I umierać w noc serdeczną Wodą z królewskiego zdroju Pobłogosław to miasteczka”. Miałem wtedy wrażenie, jakby to była wspólna modlitwa wszystkich, którzy spotkali się wtedy w naszym kościółku, a dziś sam modlę się za naszą Łebę właśnie tymi słowami.

W czasie wakacji w naszym kościele mogliśmy podziwiać młode talenty, które miały swoje finałowe koncerty (Letnie kursy muzyczne, Otwarta Filharmonia Agrafki Muzycznej czy TGD) Podczas koncertu TGD miałem wrażenie, że po raz kolejny w życiu to, co niemożliwe, staje się możliwym. W ten dzień nie dopisała nam niestety pogoda i koncert musiał być przeniesiony do kościoła, a nasz kościół za wielki to nie jest. W prezbiterium zmieścił się 130 osobowy chór. Jak to się stało, sam do dziś się zastanawiam. Bogatym też przeżyciem był koncert Zbigniewa Wodeckiego z okazji odpustu parafialnego. Tylu słuchaczy i gości, jak tutaj jestem, nasz przykościelny plac jeszcze nigdy nie gościł. Miła atmosfera od poważnych taktów po rozweselającą jak na radość odpustu przystało „Pszczółkę Maję”. Ale wakacyjne wspomnienia to nie tylko moc uderzeń rytmicznych instrumentów i siła głosu. Są też miłe wspomnienie z chwil, gdzie w ciszy rodziły się nowe doświadczenia Jak Msza św. ze Wspólnotą Ambasady Lednickiej nad brzegiem morza o wschodzie słońca, czy codzienne adoracje Najświętszego Sakramentu. Ej wspomnienia, wspomnienia... Pewnie każdy z nas ma ich wiele. Życzę Miłym Gościom i Bardzo Kochanym Parafianom, by ich nie odkładać na półkę, by nie poszły w zapomnienie, ale niech z naszym jesiennymi wiatrami dotrą do innych. Może watro odwiedzić zapomnianych znajomych i opowiedzieć wakacyjne wspomnienia…??? o. Waldemar OMI Proboszcz 3


ON MILCZY, ALE DZIAŁA!

T

egoroczne wakacje nadeszły niepostrzeżenie. Nawet nie wiem kiedy minął cały rok nauki. Na studiach czas płynie tak szybko, że kiedy zbliża się sesja, panuje wielkie zdziwienie, że już minęło kilka miesięcy od rozpoczęcia semestru i teraz wybiła godzina zero. Cieszę się z tego bogactwa nie tylko wiedzy, ale przede wszystkim z bogactwa spotkań, rozmów i wydarzeń, czasami przekomicznych. A wakacje... Oczywiście nie mogą być bez Boga! Jednym z ważniejszych momentów, już po powrocie do domu, była msza o wschodzie słońca. Podobnie jak w zeszłym roku wraz z Ambasadą Lednicy postanowiliśmy stworzyć wspólnotę modlitwy wczesnym rankiem na plaży. Zebraliśmy się przed 4.00 nad ranem, lekko niewyspani, ale spacer szybkim tempem od razu nas obudził. Zawsze lubiłam msze w nietypowych miejscach, gdyż wtedy doskonale widać, że Chrystus nie jest tylko zamknięty w tabernakulum, ale jest Bogiem żywym, który działa w nas i przez nas. Słowo Boga może być głoszone nie tylko z kościelnej ambony, bo ono się tam nie zatrzymuje, ale dociera znacznie dalej. Ponadto jest to okazja by zastanowić się, na ile ubiegły rok przybliżył mnie do Boga. Czy moje

4

relacje z Bogiem i z innymi ludźmi choć trochę dojrzały? Czy osoba siedząca obok mnie jest moim bratem lub siostrą w Chrystusie w pełnym tego słowa

znaczeniu?? Warto stawiać sobie podobne pytania znacznie częściej niż raz do roku, nawet każdego dnia. W tym miejscu obecnym na wspomnianej mszy dziękuję za modlitwę oraz tę odrobinę determinacji i pozytywnego szaleństwa. Inną ważną chwilą był koncert Trzeciej Godziny Dnia. Zespół prowadził w Łebie warsztaty muzyczne Trzy Głośne Dni z TGD których zwieńczeniem był występ w naszym kościele. Szkoda, że pogoda nie dopisała, ale zadziwiająca rzecz, że ponad 130 osób pomieściło się w prezbiterium. Usłyszeliśmy kilka znanych utworów i pojawiło się sporo nowych. Zapewne wielu z nas tego wieczora nuciło Psalm 103 Błogosław, duszo moja, Pana. Koncert był głośny, energiczny i przede wszystkim oddany na chwałę Bogu. Codziennie od poniedziałku do piątku w kościele trwała godzinna adoracja Najświętszego Sakramentu. Dobrze, że jest taki czas i miejsce, by powierzyć Bogu to, co daje nam radość i poczucie piękna oraz to, co nas niekiedy przerasta. Tu przypominają mi się słowa Benedykta


XVI ze spotkania z duchowieństwem w Archikatedrze pw. Świętego Jana Chrzciciela w Warszawie: „Nie trzeba się zrażać tym, że modlitwa wymaga wysiłku, że podczas niej zdaje się, że Jezus milczy. On milczy, ale działa! Odnośnie tego chciałbym wspomnieć przeżycie z ubiegłego roku w Kolonii. Byłem wówczas świadkiem głębokiego, niezapomnianego milczenia miliona młodych ludzi, w momencie adoracji N a j ś w i ę t s z e g o S a k r a m e n t u . To modlitewne milczenie nas zjednoczyło, podniosło na duchu”. Według mnie owo milczenie modlitewne w naszym kościele czy w jakimkolwiek innym kościele Polski lub świata, choć nie na taką skalę jak wtedy na Marienfeld w Kolonii, ma swoją siłę jednoczenia, wprowadzania pokoju, usuwania z naszych serc uprzedzeń, żalu, słabości. Życzę wszystkim, by ten kolejny rok nauki i pracy był jeszcze lepszy od poprzedniego. Pozwólmy Bogu wejść we wszystkie dziedziny życia, w każdy zakątek naszego wnętrza. Musimy

wzrastać w wierze i nie zatrzymywać się na etapie pobożności wyniesionej z dzieciństwa. Niech nasza wiara umacnia się i rozwija! Trafnie wyraził to pragnienie Karl Rahner: „Jesteśmy początkującymi

w chrześcijaństwie. Lecz mamy przed sobą trudne i błogie zadanie stać się chrześcijaninem, to znaczy kimś, kto stale głosi: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego (J 6, 68-69)”. Monika Jakszta

Moje wieczne śluby zakonne

N

ajtrudniej jest zacząć taki tekst, w którym będzie mowa o czymś, co już ponoć dobrze znam, bo przygotowywałem się do tego pięć lat, ale w gruncie rzeczy jest to dla mnie wielka tajemnica. Jak tak nad tym porozmyślać, to człowieka przechodzi dreszcz grozy albo wielka radość. Przecież to nie jest podpisanie umowy z operatorem telefonów na rok czy dwa, to nie jest umowa o pracę. To tajemnica, jak niedoskonały człowiek może związać się ślubami wieczystymi z doskonałym Bogiem.

Idąc przez seminarium, na końcu drogi jest kapłaństwo, ale trzeba rozgraniczyć śluby zakonne od kapłaństwa, gdyż te pierwsze świadczą o stanie człowieka, a kapłaństwo to sakrament i funkcja, niedeterminująca stanu zakonnego. Jak w małżeństwie ślubuje się do końca życia, tak w stanie zakonnym ślubuje się na wieki. Zakonnikiem będzie się już zawsze. Wieczne śluby poprzedzone są sześciodniowymi rekolekcjami. Przed 5


pierwszymi ślubami i przed odnowieniem ślubów czasowych (na rok) też są rekolekcje, ale jak to mówią nasze Konstytucje i Reguły, ma to być czas intensywniejszego skupienia i m o d l i t w y. N a p r a w d ę j e s t t o błogosławiony, bardzo dobry czas. W jednym dniu rekolekcji są trzy konferencje (jedna na Mszy Świętej), modlitwy brewiarzowe ranne, południowe

i wieczorne, Eucharystia i nabożeństwo, koronka i Apel Jasnogórski. Jest też dość czasu dla siebie na indywidualne rozplanowanie modlitwy, medytację, Pismo Święte, różaniec, etc. Nie trzeba robić nic więcej, tylko się przyglądać Jezusowi. Jak ktoś wie, po co przyjechał na rekolekcje i do czego one zmierzają, to te sześć dni bardzo szybko minie i będzie się bardzo tęsknić za tym czasem. Dnia 7 września współbracia z kursów niżej odnowili swoje śluby czasowe, a 8 września kurs V miał swój dzień. Na to czekaliśmy całe 4 lata seminarium, na to 6

przygotowywaliśmy się na rekolekcjach na Świętej Górze w Gostyniu. Goście przyjechali już dnia poprzedniego, odczuwa się już lekki stres i napięcie związane z dniem następnym. Całe seminarium stara się, by ten dzień wypadł jak najlepiej. Ja sam pamiętam, jak byłem na miejscu moich młodszych współbraci i przygotowywałem zakonną jadalnie na uroczysty obiad. W tym roku było odwrotnie. Musiałem się postawić w miejscu tego, na którym wszystkie oczy są zwrócone i który jest w centrum zainteresowania. Zapewne wszyscy profesi wieczyści wstali wcześniej, by przygotować się na Msze, która odbyła się o godz. 1000. Było dużo osób duchownych, jeszcze więcej zaproszonej rodziny i przyjaciół. Przed i w trakcie Mszy Świętej miałem podwójny stres: żeby źle nie przeczytać formuły ślubów oraz by życzenia składane po komunii (jestem seniorem kursu i dlatego przypadł mi ten obowiązek), składane bez żadnych kartek, również mi wyszło. Okazało się, że pierwsze poszło gładko a z tym drugim też nienajgorzej. Otuchy mi dodawał O. Proboszcz Waldemar, gdyż jak O. Prowincjał dziękował wszystkim, wymienił również proboszczów profesów wieczystych, a O. Waldemar delikatnie wychylił się ze stall, pokazał na siebie i sąsiadom mówił, że to również On. Bezpośrednio po Mszy Św. Nastąpiło zdjęcie z przełożonymi i życzenia od rodziny i zaproszonych gości. Później przeszliśmy do zakonnego refektarza na uroczysty obiad, a po obiedzie każdy ze swoimi gośćmi poszedł do przygotowanych już uprzednio salek na skromny poczęstunek, co jest zwyczajem u nas w Obrze, także po święceniach diakonatu i kapłaństwa. Popołudnie spędziłem w gronie rodziny, natomiast przed kolacją odbyło się szczególne nabożeństwo, które prowadzą nowi


profesi wieczyści. Wtedy już ustępuje stres i w zasadzie wszystko dochodzi do normy. Tak oto w skrócie wyglądały moje śluby wieczyste. Mogę powiedzieć, że już jestem bliżej kapłaństwa i ten czas ciągle się skraca. Wiem, że bez modlitwy całej Parafii nie było by mi dane złożyć wieczystej oblacji, dlatego w tym miejscu

pragnę serdecznie podziękować i w dalszym ciągu prosić o modlitwę w mojej intencji na czas seminarium i przygotowywania się do diakonatu i kapłaństwa, ale także (jak Pan Bóg da), na lata mojego kapłaństwa. Szczęść Boże. Fr. Paweł Nyrek OMI

Łeba na szlaku pielgrzymowania Rodziny Radia Maryja

P

odobno to za przyczyną skruchy małego Maksia Freda Ojciec Proboszcz zdecydował o zaproszeniu Radia Maryja do Łeby. Gdy niedawno Maksio tak bawił się

z kolegami, że zapomniał o powrocie do domu i tata nakazał mu później, aby sam wyznaczył sobie karę za ten brak uwagi, to Maksio powiedział, że... przez tydzień nie będzie słuchać Radia Maryja... Pośrodku wakacyjnego gwaru, w podniebnej świątyni przy kościele Wniebowzięcia NMP w Łebie, spotkała się 24 lipca Rodzina Radia Maryja. Spotkanie możliwe było z dwóch powodów: zaproszenia Ojca Proboszcza Waldemara Janeckiego oraz z potrzeby bycia ze sobą w tej przymorskiej, łebiańskiej świątyni. Ze sobą, blisko Jezusa i Jego Matki., za przyczyną

świętych założycieli wspólnot zakonnych posługujących w Łebie. 60 lat temu rozpoczęło się trudne budowanie pierwszej polskiej katolickiej parafii w Łebie. Trud ten podjęli Ojcowie ze Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej oraz Siostry Służebniczki Maryi Niepokalanej. Spotkanie Rodziny Radia Maryja w Łebie było modlitewnym dziękczynieniem za 60 lat posługi, a także okazją do refleksji nad szczególnym posłannictwem obu zgromadzeń i charyzmatem ich założycieli św. Eugeniusza de Mazenod oraz bł. Edmunda Bojanowskiego. Schola przyparafialna pod kierunkiem Elizy Jackowskiej i Małgorzaty Gieryk poprowadziła gości i łebian ścieżkami Ojców Założycieli ścieżkami wiary, nadziei i miłości, ścieżkami Maryi. Maryja uczy, że trzeba najpierw samemu przyjąć Słowo Boże i rozważyć je w swoim sercu, zanim przekaże się je innym św. Eugeniusz. Bez Niej trudno by nam było wyżyć na świecie bł. Edmund. Mszy św. przewodniczył i homilię wygłosił o. Józef Niesłony, Wikariusz Prowincjalny Polskiej Prowincji c.d. na str. 10 7


ŻYCIE PARAFII W OBIEKTYWIE Wspólnota Siostr Służebniczek w Łebie

Zespół Stella Maris podczas koncertów

O. Damian Gembala

Koncert Otwartej Filharmonii Agrafki Muzycznej

8


Madzia Buczek, załozycielka Podwrókowych Kółek Różancowych

Zbigniew Wodecki

Zbigniew Wodecki

Koncert muzyki szkockiej

9


Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, modlitwę różańcową poprowadzili parafianie. Przed Eucharystią o. Waldemar Janecki, gospodarz spotkania, przedstawił gościom historię Łeby i parafii O. J. Niesłony podczas homilii nawiązał do tej historii w kontekście szczególnej posługi Oblatów i Służebniczek w Łebie. Rozwinięcie i poszerzenie tematu nastąpiło w „Rozmowach niedokończonych”, prowadzili je: o. Józef Niesłony OMI, o. Kazimierz Tyberski OMI kapelan więzienny z Iławy, s. Maria Leoncja matka przełożona z Iławy, s. Maria Miriam referentka powołaniowa Służebniczek i o. Waldemar Janecki OMI. Iść tam, gdzie Kościół mnie najbardziej potrzebuje, służyć najbiedniejszym, opuszczonym i oddalonym od Boga ten charyzmat obu wspólnot zakonnych jakoś szczególnie wpisuje się w posłannictwo Kościoła Powszechnego, ale i Kościoła

w Łebie, gdzie jak w soczewce, obok piękna i dobra, skupiają się liczne biedy świata. Zachowajcie między sobą miłość, miłość, miłość, a na zewnątrz gorliwość o zbawienie dusz (św. Eugeniusz de Mazenod). Maria Konkol

Tu nawet piaski są wędrowne

O

Łebie powiada się, że ma w sobie coś z tajemnicy. Na czym to polega przynajmniej dla mnie? Otóż czytam nawarstwiające się wydarzenia, życiorysy ludzi jakby niekończącą się opowieść. Żyjemy na ziemiach, gdzie dzieje nie były dla ludzi i krajobrazów łatwe. Często czujemy coś było ale już jest tylko niknącym wspomnieniem. W Łebie też wiele przepadło. Ale wiele ocalało. I połączyło się w nową opowieść o tej osadzie, tej wiosce, tym mieście, tym nadmorskim pięknym kurorcie. No choćby obraz Matki Boskiej w kościele, który może być symbolem połączenia dwóch okresów w dziejach miasta. Wygnania dawnych mieszkańców i przygnania innych wygnańców. 10

Ile razy czytam wspomnienia Maxa Pechsteina o tym, jak malował ten obraz na zamówienie przybyszów, którzy chcieli mieć coś własnego w nieznanym miejscu, jak tworzył go na prześcieradle czy obrusie i mógł malować tylko farbami służącymi do malowania kutrów to widzę legendę. Legendę miejsca, gdzie na szczęście nic nie rozpękło się na zawsze. Pechstein, protestant z wychowania, wielki niemiecki malarz, ale skazany przez nazistowską politykę na banicję; on ocalały z więzienia, gdzie siedział pewien czas podejrzany przez sowiecką (chyba) władzę o to, że jest prominentnym faszystą, maluje obcą jego pojęciom religijnym Matkę rybaków i jest szczęśliwy, że maluje ten obraz dla ludzi, którzy go o to poprosili. I jest dziś i ten


obraz i szczególne wspomnienie artysty i jego ławeczka wystawiona przez potomków tych, którzy przybyli. Znajdziecie w tej książeczce wspomnienia. Legendy o bardzo dawnej Łebie, hen z legend średniowiecza. Wszystko tu ciągle się kotłowało. Opisuje to świetnie wiersz Andrzeja Samborskiego. Tak, to miejsce ciągłego przybywania i odchodzenia. „Tu nawet piaski są wędrowne”. A z drugiej strony jakże stałe w tym ciągłym wędrowaniu. Niezapominaniu. Pamięci. Tak, istota tego miasta to pamięć. Dobra, zła. Czasami, kiedy czytam „Pożegnanie z Łebą”, czyli zapiski szefa niemieckiego poligonu rakietowego (resztki betonu do dziś są zwiedzane przez urlopowiczów), podziwiam naprawdę piękny, poetycki opis czegoś, co za chwilę zginie. Ale myślę też o dziwnej głuchocie tego oficera. O braku refleksji, współczucia. A może nie pisał o tym, bo się bał, że notatki jego wpadną w ręce niepowołane i może zakończyć się to nawet i rozstrzelaniem? Nie wiem. I niezwykła prawda i brak czegoś ważnego.

Ale są tu też zapiski osadniczki polskiej z tego samego roku 45. Piękne w prostocie relacji o tym, jak nagle rodziło się życie nieprzewidywalne... Dobrze, że są tu obok wspomnień wiersze łebian, bo wreszcie odchodzenie i przychodzenie, wędrowanie piasków, jest już takie, jakie powinno być. Ciągłe, uparte, powolne. To już nie dzika burza. To przesuwanie się wydm. Tak przesuwa się dziś kolorowa legenda miasta, co chwila pokazując coś nowego, pojawiającego się w nowym świetle. Zaskakującego jak połamane lecz zielone brzozy wychodzące nagle z morza piasku. Za parę lat wyjdzie pewnie nowa książeczka, pełna nowoodkrytych opowieści, wspomnień, wierszy. Tak właśnie, jak przesunięcie ławicy piasku odkrywa co roku nowe kawałki krajobrazu. Ciągle na nowo i ciągle o tym samym, niemożliwym do określenia, ale tajemniczo jednoczącym to miasto. Ernest Bryll Od red.: Ten tekst Ernesta Brylla jest wstępem do „Księgi Łeby” tomiku łebskiego z serii „Morze Poetów”, przygotowanego i wydanego przez Bibliotekę Miejską.

NIE WYSTARCZY KOCHAĆ TRZEBA UMIEĆ OKAZYWAĆ UCZUCIA

J

akiś czas temu obejrzałam pewien film, tytuł w zasadzie jest nieistotny, a i fabuła też przeciętna, ale usłyszałam w nim jedno zdanie, które dłuższą chwilę zajęło moje myśli i spowodowało, że zaczęłam się zastanawiać jak to jest ze mną samą w tej kwestii. A zdanie brzmiało tak jak w tytule artykułu: „nie wystarczy kochać trzeba umieć okazywać uczucia”. Jak to zdanie padło gdzieś tam między dialogami, jak piorun trafiło mnie i zaczęłam się zastanawiać jak ja staram się okazywać uczucia, począwszy od rodziców, po

mojego „Lubego”, a skończywszy na innych mniej i bardziej bliskich sercu osobach. I chyba każdy z nas przyzna, że okazywanie uczuć nie należy do spraw łatwych i lekkich. Przyznaję, sama też mam z tym problemy, bo niejednokrotnie człowiek chciałby podbiec uścisnąć, przytulić, a nawet pocałować kogoś w policzek, niekoniecznie osobę bardzo bliską, nawet zwykłą znajomą bo coś radosnego się wydarzyło, to jednak jest coś takiego co mnie osobiście bardzo często blokuje. Często też, chciałabym 11


jakoś inaczej okazać danej osobie co w danym momencie czuję, ale przez to „kombinowanie”, bo prosto się jakoś nie da, zupełnie coś innego wychodzi. Dorosłym chyba trochę brakuje tej dziecięcej swobody okazywania uczuć, tych zwykłych gestów, delikatnych, a tak silnych, jak przytulenie kogoś czy pocałowanie w policzek.

Brakuje nam na co dzień spontaniczności, gestów radości, okazywania sobie nawzajem zwykłej ludzkiej życzliwości! Życzę wszystkim, abyśmy umieli darzyć się nawzajem uczuciami w prosty niewymuszony sposób, by mówić sobie wprost to, co do siebie czujemy. Eliza Jackowska

DYSKRYMINACJA TRZEŹWOŚCI

W

wakacje tego roku do urokliwego zakątka ziemi miasta Łeby po raz dwudziesty ze Śląska przyjechała grupa Rodzin Abstynenckich, tzn. trzeźwych alkoholików oraz ich rodzin. XX Rajd skupił ok. 60 osób, które oprócz terapii, codziennych wspólnych spotkań, dzięki gościnności naszych Księży Oblatów, w salkach katechetycznych spędzały czas na wypoczynku, spacerach a kiedy przychodził wieczór.... chcieli się również pobawić. Bo Bóg dał czas na modlitwę, pracę, ale i na zabawę. Ludzie należący do klubów abstynenckich, a którzy odwiedzają Łebę charakteryzują się wyjątkową radością wewnętrzną, humorem, potrafią się śmiać i bawić BEZ ALKOHOLU. Sama mogę potwierdzić, bowiem zagrałam na jednym z balów przebierańców i mogę poświadczyć, że bawią się świetnie. I fakt świetnej zabawy nie zakrapianej mocniejszymi trunkami może w niektórych wzbudzać zdziwienie, podziw, a w jednym przypadku stał się powodem dyskryminacji i braku szacunku. Otóż w jednym z lokali łebskich (podobno szanującym się) na ulicy Kościuszki, a bliżej określając w Karczmie Kaszubianka grupa ta zapragnęła się pobawić, lokal otwarty dla wszystkich, gra muzyka, tylko wejść i szaleć, ale... No właśnie jest jedno ale, 12

bowiem grupa ta w lokalu tym nie zaopatrzyła się w napoje alkoholowe, jedynie w jakieś inne nie procentowe napoje, może owocowe?! To było powodem wyproszenia tych ludzi z Karczmy Kaszubianka, bowiem jak orzekła Pani Właścicielka lokalu w rozmowie z organizatorem Rajdu Abstynenckiego, lokal nastawiony jest na sprzedaż alkoholu i nie może pozwolić sobie na to by JACYŚ ABSTYNENCI siedzieli przy soczkach i blokowali miejsce! Ponadto Właścicielka użyła sformułowania, że szanuje klientów. Ciekawe jak to jest, że w lokalach wiszą tabliczki NIETRZEŹWYM ALKOHOLU NIE SPRZEDAJEMY, a może powinny być powieszone ABSTYNENTOM WSTĘPWZBRONIONY. Jak czuli się Ci ludzie, którzy po 10 lat walczą z własną słabością ze skutkiem pozytywnym, a ktoś ich miażdży, godzi w ich pewność siebie i godność, bo nie są niewolnikami alkoholu?! Szkoda, że ten ktoś zastawia się wtedy szacunkiem do klienta, bo w takiej sytuacji to żaden szacunek DLACZŁOWIEKA! Wiadomości o zdarzeniu zaczerpnęłam z rozmowy z Panią Barbarą Wiórkowską organizatorką XX Rajdu Rodzin Abstynenckich w Łebie. Eliza Jackowska


Biblioteka - dobre miejsce dla człowieka Niby słowo nic nie może, ale cała tajemnica wewnętrznego życia człowieka świadczy, że słowo może i ratować i zabijać. Ernest Bryl „Na wiosnę 26 kwietnia 1946 r. przybył do Łeby Delegat Rządu dla spraw Wybrzeża Minister E. Kwiatkowski. Wizyta ministra E. Kwiatkowskiego była dla Łeby wydarzeniem historycznym, gdyż dostała ona na odbudowę obiektów 1.450.000 zł. W tym to czasie Zarząd Miejski w Łebie zakupił 200 książek celem utworzenia biblioteki w Łebie. Funkcję kierownika biblioteki pełnili na zmianę pracownicy Zarządu Miejskiego. Tak trwało do roku 1951. W dniu 1 VI 1951 r. Prezydium Powiatowej Rady Narodowej Wydział Kultury, przyjął na stanowisko kierownika Biblioteki Miejskiej w Łebie ob. G. Okenczyc, która to miała uporządkować całość księgozbioru. Wynajęto mały lokal przy ul. Kościuszki 54 i tam przeniesiono książki…” (z bibliotecznej kroniki).

P

o trzech latach bibliotekę przeniesiono na Kościuszki 19, stamtąd zaś po roku na Kościuszki 21, a po 38 latach, w roku 1993 na obecne miejsce.

Cóż… Wiele można by powiedzieć i napisać o bibliotece na przestrzeni owych 60 lat. Z pewnym wzruszeniem czytam dzienniki biblioteczne z czasu Pani Gertrudy Okenczyc (29 lat na placówce), przeglądam kroniki i stare rejestry czytelników. Ze zdumieniem patrzę na swój czas w bibliotece (25 lat). Jak wiele się zmieniło: od przepisów prawnych po narzędzia pracy, ale przede wszystkim od cenzury słowa do wolności. Pozostały jednak dwa elementy stałe i najważniejsze: książka i czytelnicy. Z nich zaś wyłoniła się przez lata wartość niezwykła i bezcenna: wspólnota Dobrego słowa. I teraz, przy okazji jubileuszowego podsumowania, mam zaszczyt podziękować za ten wielki dar za harmonię miejsca, czasu, ludzi i… Opatrzności. Maria Konkol 13


Statystyka parafialna: VI-IX 2006 Sakrament małżeństwa zawarli: 17.06 Skrok Paweł i Miśnik Danuta 09.09 Grubba Krzysztof i Dąbrowska Magdalena Jakubowski Wojciech i Replin Katarzyna

Sakrament chrztu św. przyjęli: 18.06 15.07 16.07 23.07 27.07 02.09

Mateusz, Dawid Wower Katarzyna, Agnieszka Filipionek Dawid Lessing Apolonia Jankowska Agata, Agnieszka Wilkos Katarzyna Weronika Zagórska Hanna, Agnieszka Pontus 03.09 Arkadiusz, Maciej Krauze

Zmarli: 02.06 07.08 26.07 01.08 10.08 13.08

Zbigniew Witkowski Daniela Koss Witold Tarkiewicz Stefania Waldach Mirosław Barański Krzysztof Antonkiewicz

Opracował O. Jan Wnuk

14


15


Parafia Wniebowzięcia NMP Msze święte w dni powszednie: 8:00, 18:00 Msze święte w niedziele: 8.30, 10:00, 11.30, 13:00, 17:00 Nabożeństwa Różańcowe w październiku: 16:30 dla dzieci 17:30 dla dorosłych 4.X godz. 16:30 nabożeństwo z błogosławieństwem dla opiekunów zwierząt zapraszamy wraz z ulubieńcami na plac przykościelny 8.X godz. 18:00 koncert chóru Prawosławnego Ordynariatu Wojska Polskiego 9.X godz. 17:00 spotkanie z ks. prof. Janem Bernardem Szlagą, Biskupem Pelplińskim „Słowo Boże objawienie i dynamika działania” 22-28.X Tydzień dla Rodziny z o. Karolem Meisnerem OSB

"Niech Bóg się zmiłuje nad nami, Niech nam błogosławi; niech zajaśnieje dla nas Jego oblicze!" Ps 67,2 ul. Powstańców Warszawy 28 84 - 360 Łeba; tel. 59 866 14 64 e-mail: leba@oblaci.pl www.omi.leba.biz Konto: BS Łeba 54 9324 0002 6912 2000 0010

REDAKCJA

Oto słowo Boże:

Eliza Jackowska Monika Jakszta Proboszcz Waldemar Janecki Piotr Kasina Redaktor naczelna Maria Konkol Bożena Kunkel Małgorzata Krzywulicz Jadwiga Labuda Beata Labuda - Leśniak Janusz Lechończak Piotr Pawlak Dorota Reszke Krystyna Rutkowska Danuta Świerk o. Jan Wnuk

Ichtys 34  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you