Issuu on Google+


ADRES: ul. Św. Marcin 80/82 61-809 Poznań tel.: 61 852 91 02 fax: 61 852 91 02 e-mail: pw@ngo24.pl http://www.wtk.poznan.pl/pw PRENUMERATA: Wydawca: Wielkopolskie Towarzystwo Kulturalne w Poznaniu adres jak wyżej Ruch S.A. www.prenumerata.ruch.com.pl e-mail: prenumerata@ruch.com.pl tel. 801 800 803 lub 22 717 59 59 w godzinach 700-1800 Cena pren. rocznej: 40,00 zł Cena egz. 10,00 zł (w tym 5% VAT) ISSN 0860-7540 Indeks 371 335 REDAGUJE ZESPÓŁ: Anna Weronika Brzezińska Małgorzata Cichoń Danuta Konieczka-Śliwińska (zastępca redaktora naczelnego) Mikołaj Pukianiec (sekretarz redakcji) Stanisław Słopień (redaktor naczelny) Skład: JASART STUDIO tel.: 61 86 85 172; 695 531 791 www.jasartstudio.pl Dofinansowano ze środków: Urzędu Miasta Poznania oraz Województwa Wielkopolskiego

SPIS TREŚCI 3 Od redakcji JUBILEUSZ 25-LECIA „PRZEGLĄDU WIELKOPOLSKIEGO”

Bogdan Walczak 4 „Przegląd” a regionalizm wielkopolski (z perspektywy wieloletniego współredaktora pisma) Waldemar Kuligowski 11 Wielkopolska roku 2030. Czy Foresight prawdę nam mówi? Maria Bochan 18 „Rocznik Pilski” i „Rocznik Nadnotecki” Mikołaj Pukianiec 20 Czasopisma regionalne dziś i jutro ARTYKUŁY

Izabella Main 24 Pamięć polska, niemiecka, żydowska w Wielkopolsce Karolina Baraniak Izabella Main 27 Reportaż o badaniach nad przestrzenią i pamięcią żydowską w Zbąszyniu Łukasz Komorowski 34 Buk i bukowianie w latach wojny i okupacji Krzysztof Lachs Dawid Niemier Aleksandra Paprot 40 O pamięci i zapomnieniu w Buku. Wokół polskiego, niemieckiego i żydowskiego dziedzictwa kulturowego


RADA PROGRAMOWA: Maria Bochan (Piła) Piotr Gołdyn (Konin) Bohdan Gruchman (Poznań) Janina Małgorzata Halec (Leszno) Dzierżymir Jankowski (Poznań) Zbigniew Jaśkiewicz (Poznań) Tadeusz Krokos (Kalisz) Krzysztof Kwaśniewski (Poznań) Halina Lorkowska (Poznań) Witold Molik (Poznań) Janusz Pazder (Poznań) Jacek Sójka (Poznań) Kazimierz Stępczak (Poznań) Bogdan Walczak (przewodniczący, Poznań) Stefan Wojnecki (Poznań)

Katarzyna Andrzejkowicz Maria Delimata Erica Fontana 48 Koźmin Wielkopolski – miasto trzech kultur EDUKACJA REGIONALNA

Karolina Dziubata 54 Działalność Muzeum Narodowego Rolnictwa w Szreniawie wobec edukacji regionalnej Z WIELKOPOLSKI

Wiesława Grobelna 58 125 lat parku im. Powstańców Wielkopolskich 1918/1919 w Śremie Beata Rakowska 60 Archeologiczny przekrój Poznania Martyna Borowicz 62 Historia mówiona miasta Poznania – perspektywy badawcze i społeczne Maciej Adamski 63 150. rocznica wymarszu trzemeszeńskich gimnazjalistów do powstania styczniowego Adam Kusz 66 Od Brdowa do Brdowa pod Gołańczą. Pamięć o powstaniu styczniowym Jacek Durski 68 Podróż do Poznania WIELKOPOLANIE

Karolina Tomczyk-Kozioł 71 Piotr Szembek (1843-1896) – właściciel Siemianic i poseł do parlamentu niemieckiego Z PÓŁKI WIELKOPOLANINA

Marceli Kosman 75 Michał Musielak, Heliodor Święcicki (18541923), Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, Poznań 2013, ss. 276 78 Summary 79 Noty o autorach

OKŁADKA I Synagoga żydowska w Buku, 2012. Fot. A. Paprot


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

Od redakcji Jak informowaliśmy w tym miejscu w poprzednim numerze, w roku 2012 minęło 25 lat od powołania naszego kwartalnika. Wielkopolskie Towarzystwo Kulturalne w Poznaniu oraz Instytut Historii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza zorganizowali z tej okazji konferencję naukową Wielkopolska lokalna. Rola czasopism w kreowaniu współczesnej kultury regionalnej, która odbyła się 7 grudnia 2012 roku w Poznaniu. Redakcja zamierza opublikować w kolejnych numerach opracowania zaprezentowane podczas konferencji, a także teksty, do powstania których stała się ona inspiracją. W tym celu otworzyliśmy rubrykę Jubileusz 25-lecia „Przeglądu Wielkopolskiego”, w poprzednim numerze znalazły się w niej teksty referatów: profesor Bogumiły Kosmanowej Początki i rozwój prasy regionalnej w Wielkopolsce (do 1989 r.) oraz profesora Ryszarda Kowalczyka Rynek czasopism regionalistycznych w Wielkopolsce po 1989 roku. W tym numerze polecamy uwadze Czytelników teksty jubileuszowe czworga autorów. Profesor Bogdan Walczak dzieli się z Czytelnikami swoim pojmowaniem regionalizmu z perspektywy wieloletniego współredaktora pisma, lecz dodajmy – także z perspektywy erudyty oraz znawcy dziejów języka i kultury polskiej. Wskazuje na tropy wiodące od średniowiecza i podkreśla, że to czasy romantyzmu były kolebką tego prądu umysłowego, a następnie ruchu społeczno-kulturalnego. Z przytaczanych przez niego dzieł i wypowiedzi licznych twórców tego okresu wynika, że postrzeganie Ojczyzny jako „naszej różnolicowej” Polski nie jest wymysłem ani nowinką naszych czasów. Warto zapamiętać, że autorem tego określenia jest właśnie Edmund Bojanowski i zapoznać się z przytoczonymi w artykule fragmentami jego dzieła. Jubileusz to nie tylko okazja do podsumowań, lecz moment sprzyjający myśleniu o przyszłości. Proponujemy zatem zapoznanie się i namysł nad relacjonowanymi przez Waldemara Kuligowskiego efektami zastosowania w odniesieniu do Wielkopolski narzędzia, uznanego

i akceptowanego jako metoda prognozowania przyszłości – foresight. Na podstawie przeprowadzonych w latach 2009-2011 badań zarysowano trzy różne scenariusze przyszłości, potwierdzono silne zróżnicowanie regionu, wskazano na konieczność pogodzenia się ze stanem pluralizmu kulturowego i społecznego. „Różnolicowa” odnosi się zatem nie tylko do minionych epok i nie tylko do Polski w skali makro… W nadchodzącym czasie starań o realizację najbardziej optymistycznego scenariusza rozwoju Wielkopolski jest zapewne miejsce dla regionalizmu jako formy obywatelskiej aktywności. W dalszej części materiałów pokonferencyjnych polecamy artykuły: Marii Bochan „Rocznik Pilski” i „Rocznik Nadnotecki” oraz Mikołaja Pukiańca Czasopisma regionalne dziś i jutro. Sprawozdanie z panelu dyskusyjnego podczas konferencji z okazji 25-lecia „Przeglądu Wielkopolskiego”. Interesujące współczesne przykłady „naszej różnolicowej Polski” znajdą Czytelnicy w dziale Artykuły. Kontynuując pewną już tradycję, publikujemy kilka prac młodzieży akademickiej dotyczących Pamięci polskiej, pamięci niemieckiej, pamięci żydowskiej w Wielkopolsce. Z zainteresowaniem powitamy reakcje i opinie o tych tekstach przedstawicieli społeczności lokalnych, w tym regionalistów, z miejscowości, o których mowa: Zbąszynia, Buku i Koźmina Wielkopolskiego. W dziale Z Wielkopolski tradycyjnie już kilka interesujących doniesień z różnych subregionów. Jedna rzecz – wyjątkowa. To Podróż do Poznania Jacka Durskiego, proza mieszkającego w Sosnowcu, urodzonego w 1943 roku w Poznaniu malarza, poety, prozaika i rzeźbiarza. Stanisław Słopień PS Kto jest autorem wiersza, którego fragment przytoczono na tablicy informacyjnej widocznej na str. II naszej okładki? Odpowiedzi prosimy przesyłać mailem na pw@ngo24.pl. Wśród autorów pierwszych dziesięciu poprawnych odpowiedzi wylosujemy roczną prenumeratę naszego kwartalnika. 3


JUBILEUSZ 25-LECIA „PRZEGLĄDU WIELKOPOLSKIEGO” Bogdan Walczak

„Przegląd” a regionalizm wielkopolski (z perspektywy wieloletniego współredaktora pisma) Poczucie odrębności regionalnych jest tak stare jak nasze państwo i jak naród polski. Polska powstała przecież w wyniku politycznego scalenia terytoriów – wprawdzie bliskich sobie językiem i kulturą, jednak początkowo odrębnych – plemion Polan, Pomorzan i Mazowszan, a później też Ślężan i Wiślan. Z inicjatywy wielkopolskiej dynastii piastowskiej zrodziła się myśl polityczna, która ostatecznie doprowadziła do zjednoczenia pod scentralizowanym zarządem niemal całości ziem w dorzeczu Odry i Wisły. Obszar zamknięty granicami państwowymi stał się w naturalny sposób terenem działania licznych czynników scalających. Z dziesięciolecia na dziesięciolecie rosło poczucie wspólnoty losu historycznego – podstawa kształtowania się zalążków świadomości narodowej. Rosło i umacniało się poczucie bliskości psychicznej i obyczajowej plemion objętych granicami państwa, a równocześnie poczucie odrębności w stosunku do plemion, które pozostały poza tymi granicami. Zewnętrznym wyrazem tego bardzo ważnego zjawiska historycznego stało się rozciągnięcie nazwy Polan – plemienia, które doprowadziło do powstania nowego państwa na mapie Europy – na całość plemion objętych jego granicami, a nazwy Polska (‘polna, obfitująca w pola’)

Ziemia, później krótko Polska (z odmianą rzeczownikową) – na całość państwa (co zresztą doprowadziło z czasem do tego, że pierwotna Polska wokół Gniezna i Poznania przybrała nową nazwę Wielkopolska, czyli ‘starsza Polska’ lub ‘główna Polska’, tzn. ‘główna, najważniejsza dzielnica państwa polskiego’)1. Odtąd Polanie (a później, z innym przyrostkiem, Polacy) to już nie tylko mieszkańcy ziemi nad Wartą, Obrą i Prosną, lecz także mieszkańcy innych ziem wewnątrz granic państwowych. W źródłach łacińskich określa się ich nazwą Palanii, Polonii, wreszcie Poloni. Pierwszy raz nazwa ta na oznaczenie wszystkich mieszkańców państwa pojawiła się na przełomie X i XI w. w Żywocie św. Wojciecha, gdzie Bolesław Chrobry został określony jako dux Palaniorum, tzn. książę Polan (w znaczeniu ‘Polaków’). Integracji psychicznej, obyczajowej i kulturalnej plemion objętych granicami państwa towarzyszyła integracja językowa. Granice państwowe coraz wyraźniej wyznaczały kres rozprzestrzenianiu się innowacji (zmian) językowych: zrodzone gdziekolwiek wewnątrz tych granic, coraz częściej obejmowały one cały obszar państwa i tylko ten obszar, nie przekraczając jego granic, tzn. nie przenikając na terytoria sąsiednie. W ten sposób stale rosła

1   Nazwie Wielkopolska poświęciłem pierwszy opublikowany w „Przeglądzie” artykuł: B. Walczak, O nazwie Wielkopolska, „Przegląd Wielkopolski” 1987, nr 1, s. 7-10.

4


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

liczba różnic między mową Polaków a mową sąsiednich plemion, pozostających poza granicami państwa. Tę wyodrębniającą rolę granic państwowych potęgowała okoliczność, iż były one w przeważającej mierze granicami naturalnymi: na północy stanowił ją Bałtyk, na zachodzie Odra, a dalej Bóbr i Kwisa, na południu Sudety i Karpaty; tylko na wschodzie brakowało naturalnej bariery (granica państwowa nie dochodziła jeszcze wówczas do Bugu). Wspomniane wyżej tendencje i procesy integracyjne wspierała organizacja kościelna, która z jednej strony umocniła państwo, a z drugiej przyczyniła się do wyodrębnienia spośród słowiańskiego continuum plemiennego jego obszaru dzięki temu, że już powstałe dwa lata po chrzcie Polski, w r. 968, zależne bezpośrednio od Rzymu biskupstwo polskie z siedzibą w Poznaniu objęło cały kraj, a w r. 1000 (a więc bardzo wcześnie, co najlepiej uwidacznia porównanie do sytuacji w Czechach) powstała odrębna polska prowincja kościelna – metropolia z siedzibą w Gnieźnie, w której skład, oprócz arcybiskupstwa gnieźnieńskiego, weszły nowe biskupstwa w Krakowie, Wrocławiu i Kołobrzegu, a wkrótce i dotychczasowe w Poznaniu. Wszystkie te czynniki sprzyjające integracji ziem polskich nie doprowadziły jednak do ich pełnej unifikacji językowej i kulturowej. Warto też przypomnieć, że po śmierci Bolesława Krzywoustego rozpoczął się okres rozbicia dzielnicowego, które zahamowało jakiekolwiek procesy integracyjne. Odrębności regionalne, głównie w zakresie języka, ale też i prawa czy instytucji państwowych, utrzymywały się również w zjednoczonym Królestwie Polskim Władysława Łokietka, Kazimierza Wielkiego, Ludwika Węgierskiego i pierwszych władców z dynastii Jagiellonów. Dzielnicowe odrębności językowe najwyraźniej się ujawniły w procesie kształtowania się ponaddialektalnego języka literackiego. Na jego normy złoży-

ły się w przeważającej mierze językowe właściwości wielkopolskie, w mniejszym stopniu – małopolskie (inne dzielnice nie odegrały żadnej roli w powstaniu pierwocin polszczyzny literackiej, gdyż bądź pozostawały wówczas – tzn. w czasach Kazimierza Wielkiego, Ludwika Węgierskiego i pierwszych Jagiellonów – poza granicami Królestwa, jak Śląsk czy opanowane przez Krzyżaków Pomorze, bądź były z nim tylko dość luźno związane, jak pozostające doń w stosunku lennym Mazowsze)2. Trzeba tu przypomnieć, że średniowiecze pozostawiło wiele świadectw dowodzących wyraźnej świadomości regionalnego zróżnicowania ówczesnej polszczyzny. Pierwsze wzmianki w tym względzie trafiają się już w średniowiecznych glosach – tak na przykład z końca XV w. pochodzi polskie zdanie objaśniające łaciński wyraz tignus: „kozieł na domu, co na niem dach, po krakowsku krokwy”3. Zdanie to ujawnia, że jego autorem był Wielkopolanin, znający jednak krakowskie (małopolskie) odpowiedniki używanych przez siebie określeń. Bez porównania liczniejszych i bardziej eksplicytnych świadectw świadomości regionalnego zróżnicowania polszczyzny dostarczają źródła XVI, XVII i pierwszej połowy XVIII w. Ograniczymy się tutaj do dwu przykładów szesnastowiecznych: znany humanista, wybitny prozaik i tłumacz Łukasz Górnicki w swoim głośnym dziele Dworzanin polski z 1566 r. apeluje o szacunek dla regionalnych odrębności językowych: „[…] na koniec i pruskiem [tzn. pomorskim, używanym w Prusach Królewskich – B.W.], kaszubskiem słowem, z których sie więc śmiejemy, chcę, aby sie dworzanin nie hydził, abowiem najdzie tam drugie, iż tak włośnie [tzn. właściwie, stosownie, odpowiednio, adekwatnie – B.W.] rzecz opisuje, iż włośniej być nie może”4, a znakomity tłumacz Biblii, Szymon Budny, tak uzasadniał obecność elementów regionalnych w swoim przekładzie Pisma Świętego: „Znajdziesz tu słowa

  W wykazie bibliografii podaję moje artykuły na temat genezy polskiego języka literackiego opublikowane w „Przeglądzie Wielkopolskim”. 3   Zob. F. Papée, Wiadomość o archiwach węgierskich i materiale ich do dziejów polskich w drugiej połowie XV wieku, „Archiwum Komisji Historycznej Akademii Umiejętności” 1898, t. 8, s. 428-454. 4   Cyt. za: W. Taszycki, Wybór tekstów staropolskich XVI-XVIII wieku, Warszawa 1969, s. 66. 2

5


„Przegląd” a regionalizm wielkopolski…

wielgopolskie, znajdziesz krakowskie, mazowieckie, podlaskie, sędomirskie, a bez mała i ruskie. Głupstwo to jest mową jednej krainy gardzić, a drugiej słówka pod niebiosa wynosić; czemu nie wszech radszej ziem naszych słów używamy, gdyby jacy nie nazbyt grube [tzn. niestosowne, prostackie – B.W.] były?”5. Liczne wyrazy i inne właściwości regionalne, czasem z pełną świadomością ich charakteru, zarejestrowały też słowniki i gramatyki doby średniopolskiej (tzn. opublikowane w XVI, XVII i pierwszej połowie XVIII w.). Nie był to natomiast przychylny jakimkolwiek odrębnościom regionalnym, w jakiejkolwiek dziedzinie, racjonalizm epoki Oświecenia. Za wzorem francuskim Oświecenie ideału upatrywało w centralizmie, co w zakresie polityki wyrażało się likwidacją odrębności prawno-ustrojowych właściwych różnym ziemiom Rzeczypospolitej Obojga Narodów (ta tendencja jest na przykład wyraźnie widoczna w Konstytucji 3 Maja), a w zakresie języka – powszechnością (uniwersalizmem) użycia jako naczelną dyrektywą stylistyczną (stąd oprócz regionalizmów wykluczeniu w języku literackim podlegały też wyrazy specjalistyczne, archaizmy, kolokwializmy – najczęściej także ograniczone pod względem terytorialnym – czy wyrazy bardzo rzadkie). Idea nowożytnego regionalizmu narodziła się i rozkwitła w czasach romantyzmu. Romantyczne zainteresowanie najdawniejszą, rdzenną i nieskażoną przeszłością narodową, które wraz z rozprawą Zoriana Dołęgi Chodakowskiego O Sławiańszczyźnie przed chrześcijaństwem (1818) zrodziło pierwociny polskiej i słowiańskiej folklorystyki, od początku było nacechowane zrozumieniem i akceptacją odrębności regionalnych. Z natury swej regionalny charakter miały pieśni i podania ludowe, których zbieranie, zapisywanie i publikowanie (by przypomnieć choćby Wacława z Oleska Pieśni polskie i ruskie ludu galicyjskiego (1833), Kazimierza Władysława Wójcickiego Pieśni ludu Białochrobatów, Mazurów i Rusi znad Bugu

(1836), Żegoty Paulego Pieśni ludu polskiego w Galicji (1838) i Pieśni ludu ruskiego w Galicji (1839-1840), Józefa Konopki Pieśni ludu krakowskiego (1840), Ryszarda Berwińskiego Powieści wielkopolskie (1840) czy Józefa Jana Lipińskiego Piosnki ludu wielkopolskiego (1842)) stało się, jak pisał Julian Maślanka, powszechne już w latach dwudziestych XIX w.: „Nie było wtedy pisarza czy krytyka literackiego młodego pokolenia, który w mniejszym lub większym stopniu nie uległby tej folklorystycznej »gorączce«”, a nasiliło się jeszcze po powstaniu listopadowym: „Wtedy »gorączka« folklorystyczna osiągnęła apogeum”6 (jak później z pewną przesadą twierdził Cyprian Kamil Norwid, „[…] po 1830 roku całe prawie polskie piśmiennictwo w góry i lasy poszło gminnych poszukiwać podań […]” i „[…] nastąpiło przecież lat kilkanaście literatury wyłącznie gminnej”)7. W tym kontekście warto na łamach „Przeglądu Wielkopolskiego” przypomnieć postać Edmunda Bojanowskiego – ofiarnego społecznika, poety, tłumacza, publicysty, wydawcy tanich książek i popularnego czasopisma dla ludu, założyciela Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Bogurodzicy Dziewicy Niepokalanie Poczętej, prowadzącego ochronki dla dzieci wiejskich, wyniesionego na ołtarze przez Jana Pawła II w r. 1999. Bojanowski był zamiłowanym regionalistą wielkopolskim, który w najmniej sprzyjającym czasie (po wystąpieniu Adama Mickiewicza i Juliusza Słowackiego) upomniał się o uznanie dla estetycznych i patriotycznych walorów ludowej mowy wielkopolskiej na tle folkloru innych regionów „naszej różnolicowej Polski”. W pracy O prowincjalizmach wielkopolskich (1842), napisanej dla leszczyńskiego „Przyjaciela Ludu” (zakwalifikowanej już do druku, lecz ostatecznie niewykończonej i nieopublikowanej ani tam, ani nigdzie indziej), Bojanowski pisał o współczesnej mu fascynacji folklorem litewsko-białoruskim po wystąpieniu Adama Mickiewicza:

5   Cyt. za: Z. Klemensiewicz, Historia języka polskiego, cz. 2: Doba średniopolska, Warszawa 1965, s. 186-187. 6   J. Maślanka, Polska folklorystyka romantyczna, Wrocław 1984, s. 10-11. 7   C.K. Norwid, Pisma wybrane, pod red. J. Gomulickiego, t. 4, Warszawa 1968, s. 258.

6


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

„[…] wraz ze wschodzącą jutrzenką naszej narodowej poezji, wraz z pierwszym ozwaniem się litewskiego wieszcza, dziwne magicznym światłem olśnione brzegi Wilii i Niemna, doliny kowieńskie i Świteziu wody wydały się nam tak czarodziejską krainą poezji, iż nawet w swych nazwach owe ruczaje po litewskich rozłogach płynące, owe oblane wodą ostrowy, nocne po kurhanach martwic korowody, cerkwie i sioła, dymne po kurnych chatach świetlice zdały nam się poetyczniejszymi od naszej mowy zwyczajnej, miały dla nas jakiś blask zaranny, jakiś wiosenny zapach świeżości, pomimo sowiego krzyku bijących nań krytyków warszawskich”8. Podobnie z wystąpieniem Antoniego Malczewskiego, Seweryna Goszczyńskiego, Józefa Bohdana Zaleskiego i Juliusza Słowackiego wszedł do literatury folklor ukraiński i jego słownictwo awansujące do rangi poetyzmów – nowa fascynacja romantycznych twórców i czytelników: „[…] drugi, równie oddalony, lecz jeszcze rozleglejszy i różny od pierwszego, widok: cudowne światło poezji przelało się na nieschodzone stepy Ukrainy; ozwał się z nich Malczewski, Goszczyński, Zaleski i znowu inny świat nas oczarował: zamajaczyły w jarach i bajrakach dzikie na wronych koniach postaci kozacze hajdamaków, watażków i otumaniły nas urokiem nowości; ujrzeliśmy czajki na Dnieprze śród oczeretów płynące; na ustroniach dymiące futory i kwietne lewady; i zdało nam się, że tylko tam są poetyczne strony, że tylko tam jest poetyczny język, gdzie gmin sam nawet umie nim przemawiać”9. Bojanowski trzeźwo i racjonalnie dowodzi, że przekonanie takie jest równie złudne i bezzasadne jak to, że Francja musi być krajem o wyjątkowo wysokim poziomie kulturalnym, skoro tam każdy chłop mówi po francusku: „[…] nam się też równie śmiesznie przywidziało, że tam dopiero na Litwie, na Ukra-

inie musi być wielka poezja, kiedy gmin nawet tych poetycznych wyrazów tam używa […]”10. A tymczasem w rzeczywistości każdy region „naszej różnolicowej Polski” ma sobie właściwą, zasługującą na uznanie i szacunek mowę i folklor, co dotyczy i Wielkopolski: „[…] jak wszędzie tak i u nas jest poezja, i u nas są piękne odcienie języka w gminnej pogardzanej mowie ukryte, które tylko wydobędźmy na jaw, wejrzyjmy okiem miłosnym na rodzinne strony wielkopolskie, a w dziwnie odmiennym świetle stawią się przed nami i uszu naszych cudne, indziej nie znane, dźwięki dolecą”11. By tego dowieść, zestawił Bojanowski liczący około 460 haseł zbiorek wyrazów i wyrażeń wielkopolskich – pierwsze na gruncie polskim opracowanie stricte już dialektologiczne. Romantyzmowi zawdzięczamy też swoistą biblię polskiego (w znaczeniu: odnoszącego się do ziem Rzeczypospolitej Obojga Narodów) regionalizmu w postaci Pieśni o ziemi naszej (1843) Wincentego Pola. W ujęciu Pola odrębności regionalne dotyczą pejzażu, kultury, obyczajowości, a nawet mentalności i temperamentu mieszkańców różnych dzielnic Rzeczypospolitej. Pol, urodzony w Lublinie, a kolejami życia i twórczości związany głównie z Litwą, Rusią Czerwoną, Pokuciem i Krakowem, najwięcej miejsca w swoich dziełach (na czele z Pieśnią o ziemi naszej) poświęcił odrębnościom regionalnym byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego i południowo-wschodnich, ruskich województw koronnych. Natomiast „Przegląd”, co zrozumiałe, zaangażował się bez reszty w uzasadnianie i propagowanie regionalizmu wielkopolskiego. Jako współredaktor pisma od jego pierwszego numeru (w 1987 r.), a obecnie przewodniczący jego Rady Programowej, starałem się, najlepiej jak umiałem, służyć tej linii periodyku. Opublikowałem w „Przeglądzie” 13 arty-

8   E. Bojanowski, O prowincjalizmach wielkopolskich, wstęp i oprac. T. Brojerski, „Roczniki Humanistyczne” 1972, t. 20, z. 4, s. 49. 9   Ibidem. 10   Ibidem, s. 50. 11   Ibidem.

7


„Przegląd” a regionalizm wielkopolski…

kułów, jedną notkę bio-bibliograficzną i jedną recenzję. Prawie wszystkie publikacje12 dotyczyły problematyki regionalnej, większość z nich – najbliższej mi z racji profilu naukowego problematyki wielkopolskich odrębności językowych13. Idei regionalizmu wielkopolskiego służyłem w głębokim przekonaniu o jej aktualności i doniosłości społecznej. Pragnę w tym miejscu wyrazić pogląd o nieprzemijającym znaczeniu tej pięknej i szlachetnej idei. Zwłaszcza dzisiaj, w obliczu kryzysu tradycyjnych wartości, regionalizm może być skutecznym środkiem wiodącym do odbudowy rozumnej miłości do naszej małej, domowej i wielkiej wspólnej ojczyzny jako ziemi naszych przodków i skarbnicy naszego dziedzictwa kulturowego: by coś ukochać, trzeba to znać – a regionalizm służy poznawaniu piękna i różnorodności naszej, jak to trafnie wyraził Edmund Bojanowski, „różnolicowej” ojczyzny. Wiedzieli o tym twórcy systemu oświatowego Drugiej Rzeczypospolitej: w jej szkołach uczniowie poznawali najpierw to, co im było najdosłowniej najbliższe – pejzaż i przyrodę, a także dzieje i kulturę swojej najbliższej okolicy, swego bezpośredniego otoczenia, swojej małej, domowej ojczyzny – by później poszerzać tę wiedzę o coraz odleglejsze regiony i skończyć syntetycznym ujęciem obejmującym cały kraj. Zwłaszcza dzisiaj, gdy jako społeczeństwo mamy coraz więcej wolnego czasu, a równocześnie współczesny tryb życia nie służy zdrowiu i tężyźnie w skali społecznej, regionalizm za pośrednictwem krajoznawstwa i turystyki oferuje najbardziej atrakcyjne, najzdrowsze i najpożyteczniejsze pod względem poznawczym i estetycznym sposoby spędzania wolnych chwil – w otocze-

niu pięknej przyrody i zabytków chwalebnej przeszłości. Na koniec wypada oddać należny hołd osobom, dzięki którym tak wszechstronnie pożyteczne pismo, jakim jest „Przegląd Wielkopolski”, może skutecznie wypełniać swoją szlachetną misję. Na pierwszym miejscu trzeba tu wspomnieć o niekwestionowanych zasługach inicjatora powołania do życia (a właściwie reaktywowania) „Przeglądu Wielkopolskiego” w 1987 r. i od tego czasu nieprzerwanie jego redaktora naczelnego – prezesa Wielkopolskiego Towarzystwa Kulturalnego Stanisława Słopienia. Uczestnicząc od początku w pracach zespołu redakcyjnego, jestem zobowiązany dać świadectwo prawdzie: bez nieustępliwej wytrwałości, energii, inicjatywy i niewyobrażalnego zaangażowania Stanisława Słopienia „Przegląd” albo w ogóle by nie powstał, albo – jak wiele efemerycznych tytułów ukazujących się krótko przed lub, częściej, krótko po 1989 r. – upadłby po wydaniu kilku numerów. Redaktor naczelny jest – jeśli nie wyłącznym, to przynajmniej głównym – pomysłodawcą profilu pisma (obejmującego kulturę, historię i ekorozwój, do której to triady dołączyła jeszcze później turystyka). On zawsze proponował tematykę i problematykę poszczególnych numerów i ich stałych rubryk. Jego inicjatywie, pomysłowości i cierpliwości w wyszukiwaniu i pozyskiwaniu autorów pismo zawdzięcza swój merytoryczny dorobek. Równie wielkie – a w moim głębokim przekonaniu jeszcze większe – są zasługi Stanisława Słopienia w pozyskiwaniu środków umożliwiających w miarę regularne wydania periodyku. Pewnie mało kto wie, że „Przegląd”

12   Bezdyskusyjnym wyjątkiem w tym względzie jest artykuł: B. Walczak, Nowy język. O znaczeniu „Solidarności” w dziejach języka polskiego, „Przegląd Wielkopolski” 2005, nr 3-4, s. 5-10. Jedynie miejscem urodzenia bohatera (w Sulmierzycach) z Wielkopolską związana jest praca: B. Walczak, Dzieła Sebastiana Fabiana Klonowica – nieocenione źródło szesnastowiecznego słownictwa środowiskowego, „Przegląd Wielkopolski” 2002, nr 3-4, s. 21-25. 13   B. Walczak, Gwara miejska w przedwojennym Poznaniu, „Przegląd Wielkopolski” 1991, nr 1-2, s. 51-55; idem, Najdawniejszy zabytek naszego języka powstał w Wielkopolsce, „Przegląd Wielkopolski” 1994, nr 1-2, s. 27-31; idem, Regionalizmy językowe dzisiaj?, „Przegląd Wielkopolski” 1996, nr 1-2, s. 45-49; idem, Opinia przybysza o polszczyźnie Wielkiego Księstwa Poznańskiego, „Przegląd Wielkopolski” 2009, nr 1, s. 50-54 i recenzja: B. Walczak, [Rec.] Nazewnictwo geograficzne Poznania, „Przegląd Wielkopolski” 2008, nr 2, s. 79-81.

8


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

od początku pozbawiony był stałych, przewidywalnych, umożliwiających systematyczne planowanie prac redakcyjnych i wydawniczych podstaw (źródeł) finansowania. Formalnie jest „Przegląd” organem Wielkopolskiego Towarzystwa Kulturalnego (WTK widnieje w stopce redakcyjnej jako wydawca pisma), rzecz jednak w tym, iż Towarzystwo samo jest biedne jak mysz kościelna. W tej sytuacji redaktor naczelny musiał cierpliwie i wytrwale zabiegać o finansowe możliwości wydania każdego kolejnego numeru: starać się o dotacje z Urzędu Wojewódzkiego, Urzędu Marszałkowskiego lub Urzędu Miasta Poznania albo szukać sponsorów (w wypadku numerów poświęconych określonym miejscowościom, gminom, powiatom czy instytucjom udawało się zwykle skłonić do sponsoringu stosowne władze samorządowe czy zarządy tych instytucji). Nigdy w tych zabiegach nie opuszczał go optymizm i wiara w pomyślny skutek starań. Wydanie każdego numeru było osobistym sukcesem redaktora. Choć nierzadkie były i są opóźnienia, generalnie udało się zachować rytm publikowania kwartalnika (przy okresowo częstym wydawaniu łączonych, podwójnych numerów) i dziś „Przegląd” zbliża się do setnego numeru. Są pisma bez reszty utożsamiane z osobą redaktora naczelnego. Jak w pewnym okresie „Tygodnik Powszechny” był identyfikowany z Jerzym Turowiczem, jak w Poznaniu nowa (od 1989 r.) „Kronika Miasta Poznania” jest utożsamiana z Jackiem Wiesiołowskim, tak „Przegląd Wielkopolski” jest i będzie utożsamiany ze Stanisławem Słopieniem. Prawą ręką redaktora naczelnego był aż do swojej przedwczesnej śmierci w 2009 r. prof. Ryszard Marciniak – dyrektor Biblioteki Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk

i wykładowca Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, historyk wyspecjalizowany zwłaszcza w nowożytnych dziejach Wielkopolski. Do śmierci bodaj wyłącznie (lub prawie wyłącznie) wypełniał swoimi wnikliwymi recenzjami najciekawszych i najwartościowszych posnanianów stałą rubrykę Z półki Wielkopolanina. Wraz ze Stanisławem Słopieniem współtworzył profil pisma i swoimi rozległymi znajomościami naukowymi wspierał starania redaktora naczelnego o pozyskanie dla „Przeglądu” kompetentnych i bezinteresownych autorów (periodyku od dawna nie było stać na honoraria za publikacje). Wśród nich znalazła się też żona Profesora, dr Anna Marciniakowa – dyrektor poznańskiego oddziału Archiwum Polskiej Akademii Nauk. Zgodnie ze swoją naukową specjalizacją od pierwszego numeru „Przeglądu” prowadziła w nim stałą rubrykę Z korespondencji Wielkopolan. Publikowała w niej (z wyczerpującym komentarzem) listy wybitnych Wielkopolan: polityków, mężów stanu, artystów, a zwłaszcza uczonych (gruntownie poznała w większości przez siebie opracowane rękopiśmienne spuścizny wybitnych poznańskich profesorów). Wielu stałych czytelników „Przeglądu” od tych dwu rubryk, prowadzonych przez Ryszarda i Annę Marciniaków, rozpoczynało lekturę kolejnego numeru pisma. Przez redakcję „Przeglądu” przewinęło się jeszcze wielu innych zasłużonych współpracowników redaktora naczelnego. Szczególnie prężni, ofiarni i pełni inicjatywy (co otwiera przed naszym kwartalnikiem nowe pomyślne perspektywy) pojawili się w ostatnich latach. Nie wątpię, że o ich zasługach będzie się mówiło przy okazji następnego jubileuszu.

Bibliografia Bojanowski E., O prowincjalizmach wielkopolskich, wstęp i oprac. T. Brojerski, „Roczniki Humanistyczne” 1972, t. 20, z. 4, s. 43-65. Jankowiak S., Edmund Bojanowski 1814-1871. Życie i działalność. Bibliografia, Grabonóg 1995. Klemensiewicz Z., Historia języka polskiego, cz. 2: Doba średniopolska, Warszawa 1965. Maślanka J., Polska folklorystyka romantyczna, Wrocław 1984. Norwid C.K., Pisma wybrane, pod red. J. Gomulickiego, t. 4, Warszawa 1968. 9


„Przegląd” a regionalizm wielkopolski…

Oesterreicher H., Z zasobów gwarowych w dawnych słownikach, „Slavia Occidentalis” 1934, t. 13, s. 1-8. Papée F., Wiadomość o archiwach węgierskich i materiale ich do dziejów polskich w drugiej połowie XV wieku, „Archiwum Komisji Historycznej Akademii Umiejętności” 1898, t. 8, s. 428-454. Pol W., Wybór poezji, wstęp i oprac. M. Janion, Wrocław–Warszawa–Kraków 1963. Taszycki W., Wybór tekstów staropolskich XVI-XVIII wieku, Warszawa 1969. Walczak B., [Rec.] Nazewnictwo geograficzne Poznania, „Przegląd Wielkopolski” 2008, nr 2, s. 79-81. Walczak B., Dzieła Sebastiana Fabiana Klonowica – nieocenione źródło szesnastowiecznego słownictwa środowiskowego, „Przegląd Wielkopolski” 2002, nr 3-4, s. 21-25. Walczak B., Edmund Bojanowski jako badacz ludowego słownictwa wielkopolskiego, „Grabonoskie Zapiski Regionalne” 1995, 5, s. 55-63. Walczak B., Edmunda Bojanowskiego badania nad „prowincjalizmami” wielkopolskimi [w:] K. Maćkowiak, B. Walczak, Język i styl w kręgu zainteresowań Edmunda Bojanowskiego, Poznań–Zielona Góra–Grabonóg 2001, s. 7-23. Walczak B., Gwara miejska w przedwojennym Poznaniu, „Przegląd Wielkopolski” 1991, nr 1-2, s. 51-55. Walczak B., Najdawniejszy zabytek naszego języka powstał w Wielkopolsce, „Przegląd Wielkopolski” 1994, nr 1-2, s. 27-31. Walczak B., Nasz język literacki wywodzi się z Wielkopolski, „Przegląd Wielkopolski” 2005, nr 1, s. 30-35. Walczak B., Nowy język. O znaczeniu „Solidarności” w dziejach języka polskiego, „Przegląd Wielkopolski” 2005, nr 3-4, s. 5-10. Walczak B., O nazwie Wielkopolska, „Przegląd Wielkopolski” 1987, nr 1, s. 7-10. Walczak B., Opinia przybysza o polszczyźnie Wielkiego Księstwa Poznańskiego, „Przegląd Wielkopolski” 2009, nr 1, s. 50-54. Walczak B., Regionalizmy językowe dzisiaj?, „Przegląd Wielkopolski” 1996, nr 1-2, s. 45-49. Walczak B., Wielkopolskie źródła polskiego języka literackiego, „Przegląd Wielkopolski” 1995, nr 3-4, s. 53-60. Walczak B., Zarys dziejów języka polskiego, wyd. 2, Wrocław 1999. Zwoliński P., Wypowiedzi gramatyków XVI i XVII wieku o dialektyzmach w ówczesnej polszczyźnie, „Pamiętnik Literacki” 1952, R. 43, s. 374-407.

10


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

Waldemar Kuligowski

Wielkopolska roku 2030. Czy Foresight prawdę nam mówi? Czy Wielkopolska jest regionem lepszym, czy gorszym niż inne w Polsce? Co należy do jej atutów, a co zaliczyć trzeba do słabości? Czy Poznań ma szansę na wydostanie się z cienia stołecznych aglomeracji, czyli Warszawy i Berlina? W jaki sposób można dzisiaj budować siłę wielkopolskiej nauki, gospodarki, społeczności? Czy nadal istnieje jakiś zestaw cech składających się w coś na kształt etosu Wielkopolanina? Gdyby szukać odpowiedzi na te – i wiele podobnych – pytań w przekazach prasowych, obraz będzie niejednoznaczny i raczej zmącony. Wielkopolska cierpi na brak współczesnych bohaterów, Wartości lubimy deklarować, Mamy liderów i bohaterów, tylko ich nie znamy, Wielkopolanie polityków oceniają słabo – takie tytuły można było znaleźć w jednej tylko „Gazecie Wyborczej” w r. 2010. W tekście Dumny jak Wielkopolanin z importu komentowano wyniki sondażu społecznego przeprowadzonego przez firmę Pentor. Autor pisał: „wśród osób najbardziej dumnych z Wielkopolski wcale nie dominują rdzenni Wielkopolanie, ale osoby, które przybyły do Wielkopolski w ciągu ostatnich 5 lat”1. „Najbardziej narzekamy w Wielkopolsce na drogi, niewiele mniej na wodociągi i kanalizację – w kolejnym artykule przybliżano inne wyniki tego samego sondażu. – Zadowoleni za to jesteśmy z dostępu do Internetu”2. Bez wątpienia ani najbardziej przewidujący dziennikarze, ani zawodowi komentatorzy, ani pojedyncze sondaże ośrodków badawczych nie są w stanie pochwycić całości zdarzeń, transformacji i ich konsekwencji dziejących się w teraźniejszości. To, co jest niemożliwe do

wykonania w odniesieniu do sytuacji bieżącej, wydaje się być zadaniem absolutnie ponad siły, gdy idzie o przyszłość. W jaki bowiem sposób możliwe jest trafne prognozowanie przyszłego rozwoju – albo regresu – regionu i jego części składowych, budowanie scenariuszy wydarzeń, na które należy się przygotowywać, wyznaczanie zadań i priorytetów mogących przyczynić się do poprawy (lub choćby utrzymania) jakości życia? Współczesność jawi się przecież nie jako koniunkcja zdarzeń i procesów, które logicznie i konsekwentnie wypływają z siebie nawzajem – częściej ujmowana jest w kategoriach „dysjunkcji”. Stanowisko takie reprezentuje wybitny antropolog społeczny Arjun Appadurai, formułujący wręcz teorię dysjunkcji3. Jego zdaniem mamy dzisiaj do czynienia z rozchodzeniem się i niespójnością między najbardziej podstawowymi wymiarami współczesności: społeczeństwem, technologią, finansami, mediami oraz ideologiami. Oczywiście rozbieżności między ludźmi, maszynami, pieniędzmi, obrazami i ideami miały miejsce także w czasach dawniejszych, ale to dzisiaj właśnie przybrały na sile, stając się głównym mechanizmem zmian na poziomie lokalnym, jak i globalnym. Stąd tak duża awersja poważnych badaczy do wyrokowania o dalszym ciągu dziejów, stąd pełne rezygnacji wzruszanie ramionami na pytania dotyczące przyszłości rodziny, państwa narodowego, form religijności, kształtu rynku pracy albo funkcji uniwersytetów. Lista pomyłek i kuriozalnych nieporozumień związana z przewidywaniem przeszłości jest długa i – skądinąd – fascynująca:

  P. Bojarski, Sondaż: Dumny jak Wielkopolanin z importu, „Gazeta Wyborcza” 09.05.2010.   T. Cylka, Zadowoleni z życia? Tak sobie, „Gazeta Wyborcza” 11.05.2010. 3   A. Appadurai, Nowoczesność bez granic. Kulturowe wymiary globalizacji, przeł. Z. Pucek, Kraków 2005. 1

2

11


Wielkopolska roku 2030. Czy Foresight prawdę nam mówi?

w 1899 r. chciano zlikwidować Urząd Patentowy USA, uznając, że dokonano już wszystkich możliwych odkryć; Robert Millikan, laureat Nagrody Nobla z fizyki, w 1923 r. stwierdził, że nigdy nie uda się praktycznie wykorzystać energii tkwiącej w atomie; w 1964 r. koncern General Motors zakładał istnienie miast w głębinach oceanów; szefowie IBM długo byli przekonani, że rynek komputerów będzie rozwijał się wyłącznie w obszarze dużych maszyn, a nie komputerów osobistych; nie sprawdziła się żadna z apokaliptycznych nieomal przepowiedni dotyczących tzw. pluskwy milenijnej… Jedynym bodaj narzędziem, uznanym i akceptowanym jako efektywna metoda prognozowania przyszłości, jest obecnie foresight. W latach 2009-2011 prowadzono szeroko zakrojone badania realizujące jego idee w całej Wielkopolsce. Zanim jednak przejdę do omówienia ich wyników, koniecznych jest kilka słów wyjaśnienia, czym foresight w istocie jest.

*** Foresight to termin anglojęzyczny, który znaczy po polsku tyle, co „patrzeć w przód”, „przewidywać przyszłość”, „prognozować”. W języku polskim nie mamy adekwatnego odpowiednika tego terminu, stosuje się zatem powszechnie oryginał. Wbrew słownikowym skojarzeniom nie musi jednak mieć nic wspólnego z posługiwaniem się szklaną kulą czy natchnioną futurologią. W języku współczesnej humanistyki i zarządzania termin ten odnosi się bowiem do konkretnej metody prognozowania. Metoda ta polega na szeroko zakrojonych debatach angażujących wszystkie segmenty społeczeństwa: władzę publiczną, przedstawicieli przedsiębiorców, mediów, nauki, organizacji czwartego sektora itd. Idzie tutaj zatem zarówno o działalność badawczą, jak i społeczną; tyleż o charakterze poznawczym, co i obywatelskim. Próba najbardziej ogólnej charakterystyki tego typu przedsięwzięć musi obejmować trzy wyznaczniki: – krytyczne myślenie o długoterminowym rozwoju – debatę dotyczącą tworzenia i wspierania demokracji uczestniczącej, angażującej 12

jak najwięcej podmiotów (indywidualnych oraz zbiorowych) – czynne kształtowanie przyszłości, przede wszystkim poprzez odpowiednią strategię zarządzania społeczeństwem i kulturą. Najważniejsze w foresighcie nie jest – podkreślmy – dokładne prognozowanie tego, co nadejdzie. Trudno przecież w tej materii o precyzję stwierdzeń, rzeczywistość rzadko układa się według z góry założonych planów. Istotniejsze jest co innego – foresight ma przygotowywać do zmian, uczulać na nowe wyzwania, otwierać oraz pokazywać przyszłe perspektywy i horyzonty. Kluczowe jest w tym kontekście krytyczne myślenie o przyszłości, a także angażowanie maksymalnie wielu podmiotów społecznych, odbywające się w duchu demokracji uczestniczącej. Sednem foresightu jest odejście od biernego oczekiwania na nadchodzące zdarzenia i przyjęcie postawy aktywnej, zakładającej realny wpływ na kształt przyszłości. Jak przedstawia się historia tego rodzaju przedsięwzięcia? Foresight zdefiniowany w powyższy sposób po raz pierwszy zastosowano w Japonii w r. 1970. Rząd japoński poszukiwał wtedy sposobów na zwiększenie konkurencyjności swojej gospodarki, a badania prognostyczne miały za zadanie wskazanie tych dziedzin, które mogły stać się atutem na arenie międzynarodowej (dla porządku dopowiedzmy, że wzorowano się na projektach prowadzonych w latach 60. przez instytucje federalne i duże firmy na terenie USA). To właśnie wtedy sięgnięto po znak rozpoznawczy foresightu, jakim są badania Delphi. Sięga się po nie w sytuacjach, gdy przyszłość jest trudna do rozpoznania, a stopień niepewności bardzo wysoki. Badania Delphi sprowadzają się do zasięgania opinii na konkretny temat wśród zaproszonych ekspertów, decydentów itp. Istotne jest nie tylko zdobycie opinii, ale także uwrażliwienie uczestników badania na zmianę swoich poglądów i zapatrywań. Ostatecznym wynikiem owego specyficznego okrągłego stołu była prognoza wynegocjowana wspólnie, z uwzględnieniem partykularnych stanowisk. Prognoza taka miała następnie funkcjonować jako drogowskaz określający kierunek rozwo-


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

ju. W modelowym scenariuszu foresightowy konsensus winien stać się samospełniającym się proroctwem, za które odpowiedzialni są wszyscy uczestnicy badań Delphi. Kraj Kwitnącej Wiśni należy w tym przypadku do absolutnych pionierów, dopiero następna dekada przyniosła kolejne realizacje. Należy przy tym zaznaczyć, że upowszechnianie się strategii foresightowej nie miało jedynie wymiaru stricte praktycznego, ale także konceptualny. W 1983 r. foresight, traktowany jako zbiór technik badawczych i prognostycznych, został zdefiniowany przez prestiżowy i wpływowy zespół Science and Technology Policy Research z Uniwersytetu w Sussex. W tym ujęciu rychło stał się ważnym narzędziem budowania nowej polityki rozwoju4. Lider tego zespołu badawczego, Ben R. Martin (we współpracy z Johnem Irvinem) w taki sposób ujął strategię badawczą foresightu: to proces zogniskowany na systematycznych próbach uchwycenia długoterminowej przyszłości na poziomie nauki, techniki, gospodarki i społeczeństwa, realizowany w celu rozpoznania obszarów mogących przynieść największe korzyści gospodarcze i społeczne5. Zdaniem tych badaczy foresight jest współcześnie jedyną możliwą odpowiedzią na konflikt w ustalaniu priorytetów rozwojowych, miał bowiem wypracowywać systematyczny mechanizm radzenia sobie ze złożonością i współzależnościami, integrując odmienne segmenty społeczeństwa, gospodarki, nauki itp.6 Podobnego sformułowania użył w 1996 r. Luke Georghiou, według którego foresight polega na systematycznej ocenie technologicznego i społecznego rozwoju w optyce korzyści wzmacniających konkurencyjność, a także dobrobyt i jakość życia7. Warto zauważyć, że idea foresightu jest w pewnych punktach zbieżna z ideą „la prospective”, sformułowaną we

Francji. Koncepcja ta służyła nie tylko systematycznemu prognozowaniu przyszłości, ale także kształtowaniu możliwych wyborów czy nawet ambicji. W początkowym okresie foresight był stosowany i odnoszony do przestrzeni technologii i gospodarki. Okazało się jednak, że korzystne jest zaaplikowanie tej metody także do prognozowania w innych dziedzinach życia zbiorowego. Badaczem, który uzasadnił sens takiej aplikacji, był Joseph F. Coates. W 1985 r. sugerował, że foresight to proces dochodzenia do zrozumienia sił, które kształtują przyszłość i jako taki winien mieć kluczowe znaczenie w budowaniu decyzji politycznych oraz dalekosiężnych planów rozwojowych8. Lata 80. i 90. dowiodły, że działania w Japonii wywołały efekt kuli śnieżnej. Badania o profilu foresightowym zaczęto bowiem prowadzić w wielu kolejnych krajach takich jak: Stany Zjednoczone (1982), Republika Federalna Niemiec (1985), Australia (1989), Korea Południowa (1991), Holandia, Nowa Zelandia (1992), Wielka Brytania, Francja, Włochy (1994) Indie (1995), Kanada, Indonezja (1996), Tajlandia, Finlandia, Węgry (1997) itd. Raporty będące wynikiem tych badań stały się dokumentami określającymi priorytety rozwojowe poszczególnych państw, społeczeństw i regionów. Bez przesady można powiedzieć, że przełom XX i XXI w. okazał się erą foresightu. Próbując wskazać kluczowe czynniki, które sprawiły, że metoda ta stała się tak popularnym narzędziem kształtowania polityki, uwzględnić należy przede wszystkim istotność globalizacji (we wszystkich jej wymiarach), formowanie się społeczeństw informacyjnych, budowanie gospodarek opartych na wiedzy, a także przekonanie o słuszności idei zrównoważonego

4   B.R. Martin, The origins of the concept of »foresight« in science and technology: an insider’s perspective, „Technological Forecasting and Social Change” 2010, vol. 77 (9), s. 1438-1447. 5   J. Irvine, B. Martin, Foresight in science, London 1984. 6   Ibidem, s. 3. 7   L. Georghiou, The UK Technology Foresight Programme, „Futures” 1996, vol. 28(4), s. 359-377. 8   J.F. Coates, Foresight in federal government policymaking, „Futures Research Quarterly” 1985, no. 1, s. 29-53.

13


Wielkopolska roku 2030. Czy Foresight prawdę nam mówi?

rozwoju. Sieć European Foresight Monitoring Network odnotowała w r. 2009 realizację ponad 1900 projektów foresightowych, wliczając w to projekty ponadnarodowe (Unia Europejska), krajowe (m.in. zakończony w Polsce w maju 2009 r. Narodowy Program Foresight Polska 2020), regionalne oraz branżowe. Foresight przekształcił się dzięki temu w narzędzie kształtowania polityki na poziomie narodowym i ponadnarodowym. Wiele przypadków badań foresightowych zaprezentowano w podręczniku tych strategii, który opublikowano w 2008 r.9 Biorąc pod uwagę dotychczasowe ustalenia, należy przyjąć, że foresight polega na: – systematycznych badaniach prognostycznych, które angażują jak najszerszy przekrój społeczeństwa – prognozowaniu wykraczającym poza standardowe szacowanie rozwoju przyszłości, dlatego najczęściej obejmuje przedział czasowy od 5 do 30 lat – podkreślaniu roli innowacyjności, która nie redukuje się jednak tylko do wpływu technologii czy nauki, ale ma wyraźny rys społeczny – wspieraniu rozwiązań wyłaniających się, które często – z uwagi na ryzyko – powinny być finansowe z budżetu państwa – uwypuklaniu społecznych i kulturowych skutków przyszłych zmian (stąd na przykład zainteresowanie kwestią ograniczania przestępczości, starzeniem się populacji, poziomem i dostępem do edukacji itp.). W Polsce pionierskie działania o charakterze foresightu zainicjowano w 2003 r. Wspomniany już Foresight Regionalny dla Wielkopolski rozpoczął się w r. 2009 i jest najbardziej rozbudowanym ze wszystkich dotychczasowych regionalnych projektów tego typu w kraju. Intensywne prace w jego ramach trwały 3 lata (dokładnie 27 miesięcy), w ten czy inny sposób angażując kilka tysięcy Wielkopolan. Najważniejszym rezultatem okazały się trzy scenariusze rozwojowe, wariantowo odnoszące się do przyszłości Wielkopolski aż do r. 2030.

*** Kluczowym elementem przedsięwzięcia Foresight Regionalny dla Wielkopolski były badania Delphi. Przeprowadzono je w r. 2011 w dwóch rundach. Do udziału zaproszono ogromną grupę, bo aż 1284 osoby. Reprezentowały one różne środowiska: pracodawców i związki zawodowe, samorządowców i działaczy kultury, edukacji i nauki, organizacje zawodowe i pozarządowe (stowarzyszenia, fundacje, izby rzemieślnicze). Zaproszone do badania osoby pochodziły ze wszystkich zakątków naszego regionu, zarówno tych o charakterze wielkomiejskim, jak i małomiasteczkowym oraz wiejskim. Ankietowanie miało charakter anonimowy i tym różniło się od standardowych sondaży, że uczestnicy dwukrotnie odpowiadali na te same pytania. Co ważne, po pierwszej rundzie badania otrzymywali informacje na temat odpowiedzi udzielonych przez wszystkie osoby w rundzie pierwszej. Zabieg ten miał służyć wypracowaniu kompromisu między odmiennymi poglądami, skorygowaniu ich i porównaniu z innymi spojrzeniami. Dodatkowo wykorzystano metodę STEEP oraz krzyżową analizę wpływów. Mówiąc najogólniej, STEEP skupia się na rozpoznaniu i uwzględnieniu najważniejszych zewnętrznych czynników rozwoju. Chodziło tutaj o uwarunkowania społeczne, technologiczne, ekonomiczne, ekologiczne oraz polityczno-prawne. Wszystkie one mogły mieć pozytywny bądź negatywny wpływ na prognozowany rozwój Wielkopolski. Nieodzowna okazała się także metoda krzyżowej analizy wpływów; to dzięki niej możliwe było uwzględnienie wzajemnych oddziaływań na siebie wyżej wymienionych czynników. Wszystkie badania prowadzono w pięciu głównych obszarach. Były to kolejno: kapitał społeczny, tożsamość regionalna, postawa wobec „nowych” i „nowego”, przywództwo regionalne oraz konkurencyjna współpraca (co brzmi zapewne jak zaskakujący oksymoron). Ostatecznym – najbardziej pożądanym – wynikiem „Foresightu dla Wielkopolski” było opracowanie trzech scenariuszy rozwoju

  The handbook of technology foresight: Concepts and practice, ed. L. Georghiou [i in.], Northampton 2008. 9

14


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

regionu. Zważywszy na naszkicowane wcześniej uwarunkowania – tak globalne, jak i lokalne – zbudowano trzy scenariusze, uwzględniające trzy odmienne trajektorie przyszłości Wielkopolan i ich małej ojczyzny10. Pierwszy scenariusz jest optymistyczny: zakłada dynamiczny rozwój. Na poziomie zewnętrznym oznacza to: wzrost dotyczy całej Polski, prawo jest przyjazne, rozwija się przywództwo regionalne, coraz więcej jest kulturowej otwartości, rozbudowuje się infrastruktura, rośnie poziom innowacyjności, wzrasta poziom życia całego społeczeństwa. W odniesieniu do Wielkopolski mamy odpowiednio: rozwój gospodarczy regionu, którego beneficjentami będą wszyscy mieszkańcy, rosnącą liczbę partnerstw publiczno-prywatnych i publiczno-społecznych, rosnącą jakość przywództwa i kapitału zaufania społecznego, postępujące umiędzynarodowienie działalności gospodarczej, rozbudowę infrastruktury, źródłem sukcesów gospodarczych jest innowacyjność (nie zaś, jak obecnie, niski koszt pracy), zwłaszcza w takich branżach jak przemysł spożywczy, AGD, elektronika użytkowa i produkty ekologiczne, powstają „Wielkopolskie Doliny Krzemowe” tworzące produkty znane na rynku światowym. Drugi scenariusz jest umiarkowany (a może po prostu realistyczny). Na poziomie ogólnokrajowym przekłada się na: umiarkowane tempo wzrostu, niską jakość przywództwa, rozwarstwienie społeczne, odpływ aktywnej części młodej populacji, grupy interesów dominują nad społeczeństwem obywatelskim. Na realia Wielkopolski miałoby się to przełożyć w sposób następujący: rozwarstwia się populacja – z jednej strony świetnie radzące sobie elity, z drugiej rzesze społeczne wykluczone właściwie z nowoczesnej gospodarki, wykształca się ponadto poznański obszar metropolitarny górujący nad pozostałymi miastami i obszarami, toleruje się emigrantów tylko jako pracowników (ale już nie jako pełnoprawnych członków społeczności czy przywódców albo przełożonych), rośnie liczna emigrujących na-

ukowców, nie powstają marki produktów znane na rynku globalnym. Trzeci scenariusz ma charakter pesymistyczny, zakłada trudny rozwój dokonujący się w warunkach zagrożenia stagnacją. Jeśli idzie o warunki zewnętrzne to zakłada się: niskie tempo ogólnokrajowego wzrostu, nieprzyjazność systemu prawnego, dominację kultury opartej na tradycji, niechęć wobec obcych. W odniesieniu do Wielkopolski roku 2030 oznaczałoby to, co następuje: powolne przekształcenia, władze lobbują hierarchię wartości opartą raczej na „być” niż „mieć”, jakość przywództwa w sferze gospodarczej jest słaba, rośnie kapitał społeczny jako strategia obrony i przetrwania, wzmacniają się więzi na poziomie grup interesów, ale i w ramach całej społeczności regionalnej, współpraca raczej w skali lokalnej, niechęć wobec przybyszów z innych regionów i państw, tworzenie barier przy ich integracji, poziom wiedzy i innowacyjności jest niski, zamożność obywateli niska, brak lokalnych specjalizacji branżowych. Mamy zatem: (1) scenariusz wzrostu, optymizmu i Doliny Krzemowej; (2) scenariusz umiarkowanego realizmu, nierówności społecznych i powrotu centrali (czyli Poznania); oraz (3) scenariusz stagnacji, przetrwania i powrotu do tradycji.

*** Należy w tym miejscu dopowiedzieć, że badania w ramach Foresightu Regionalnego dla Wielkopolski prowadzono w pięciu podstawowych obszarach. Każdemu z nich przypisano także wstępnie konkretne tezy. Były to kolejno: – kapitał społeczny (w odniesieniu do poziomu konkurencyjności i rozwoju społeczeństwa obywatelskiego) – tożsamość regionalna (w kontekście stabilności społecznej, wysokiej kultury gospodarowania oraz pragmatyzmu myślenia i działania, traktowanych jako cechy tej tożsamości) – postawa wobec „nowych” i „nowego” (przyjęto tezę, że zmniejszanie się po-

  Szczegółowe scenariusze można znaleźć na: www.foresightwielkopolska.pl.

10

15


Wielkopolska roku 2030. Czy Foresight prawdę nam mówi?

ziomu tradycjonalizmu winno wydatnie zwiększyć akceptację wobec „nowych” ludzi, idei, wzorców zachowań, wartości itp.) – przywództwo regionalne (rola partnerstwa, różnych form komunikowania i przejrzystość działań jako ważne instrumenty zarządzania, a także obecność w regionie skutecznych strategii wyłaniania nowych talentów przywódczych) – konkurencyjna współpraca (jako narzędzie pozwalające na konkurowanie regionalnych marek na rynku globalnym). Wnioski z badań Delphi ujawniły, że wszystkie powyższe tezy uznane zostały przez Wielkopolan za możliwe do realizacji. Nie był to jednak, warto zauważyć, optymizm bezgraniczny, gdyż przyjmowano, że jest to możliwe do osiągnięcia dopiero w dłuższej perspektywie czasowej, głównie w okresie 2020-2030. Szybko okazało się również, że powszechne jest postrzeganie Wielkopolski na tle innych regionów w bardzo pozytywny, korzystny sposób. To, co wskazywano jako najbardziej istotne atuty regionu, to solidność gospodarcza, skorelowana ściśle z tożsamością regionalną będącą jej gwarantem. Bez wątpienia zatem biorący udział w badaniach w większości zgadzali się z tym, że istnieje coś takiego jak pozytywny etos Wielkopolan, którego residuum jest regionalna tożsamość. Z drugiej strony dostrzegano ważkość innych kwestii: poziomu zaufania społecznego (na każdym szczeblu wspólnego życia), inicjatyw społecznych, wspierania ich przez władze regionalne oraz edukacji wspierającej postawy obywatelskie. Opinie tego rodzaju przekonują, że aktywność obywatelska staje się warunkiem sine qua non dążenia do zrównoważonego rozwoju – a przynajmniej że jest takim warunkiem na poziomie deklaracji. Inny wniosek prowadzi do uznania współczesnych Wielkopolan za osoby optymistyczne, raczej ufnie spoglądające w przyszłość. Nie dominują, co prawda, postawy i sądy huraoptymistyczne, głoszące nieuchronne nastanie społecznej i ekonomicznej prosperity w Wielkopolsce, ale niemal nikt nie

twierdzi jednocześnie, że czekają nas zapaść czy lata regresu. W jednym tekście nie sposób odnieść się do wyników badań zakrojonych tak szeroko, dotykających wszystkich istotnych wymiarów życia Wielkopolski w perspektywie roku 2030. Nie od rzeczy będzie jednak odniesienie niektórych ich wątków do rezultatów osiągniętych przez inne zespoły badawcze. Odniesienie to traktować należy wyłącznie w kategoriach „konkurencyjnej współpracy”, a nie konfliktu czy sprzecznych interesów. Takim interesującym odniesieniem jest na pewno projekt ACRE (Accommodating Creative Knowledge). Realizowano go w latach 2006-2011 pod nazwą „Wykorzystywanie kreatywnej wiedzy – konkurencyjność europejskich regionów metropolitarnych w rozszerzonej Unii”. Lokalnym przedstawicielem w konsorcjum badaczy był Instytut Geografii Społeczno-Ekonomicznej i Gospodarki Przestrzennej UAM z prof. Tadeuszem Stryjakiewiczem na czele. W centrum zainteresowania ACRE znalazł się tzw. sektor kreatywny. Obejmuje on szeroki zakres osób, w tym m.in. naukowców, architektów, artystów, programistów komputerowych, projektantów wnętrz i mody. Główne, uznawane za kreatywne, gałęzie działalności to architektura, programistyka (software branch), reklama, video, film, muzyka i fotografia, handel sztuką, rzemiosło11. I to właśnie z takiej perspektywy porównywano Poznań do Lipska, Barcelony, Amsterdamu, Birmingham, Budapesztu, Helsinek, Monachium, Rygi, Sofii, Tuluzy, Mediolanu i Dublina. Według badań ACRE zakres i znaczenie sektora kreatywnego w Poznaniu i obszarze metropolitarnym miasta wyraźnie wzrasta. Skalę tego wzrostu dobrze ilustrują procenty: w 2001 r. sektor kreatywny stanowił zaledwie 1,4% całego środowiska biznesowego; w 2005 było to już prawie 10%. Skok ten był możliwy głównie dzięki nowo powstającym firmom architektonicznym. Na tym tle skromniej prezentuje się sektor kreatywności w ramach działalności artystycznej, a przynajmniej tak wygląda

  T. Stryjakiewicz [i in.], Target groups of the creative knowledge sector in the Poznan metropolitan region. A preparatory analysis for surveying the creative and knowledge economy, Amsterdam 2007. 11

16


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

to ze statystycznego punktu widzenia. Statystyka intrygująco przekłada się na fakty społeczne: w Poznaniu mamy najwięcej widzów kinowych w kraju, ale już kilkanaście razy mniej osób niż w Warszawie odwiedza galerie sztuki i muzea. Nadal więc – na poziomie liczb – Poznań jawi się jako miasto inwestujące raczej w handel i biznes niż w pola działalności kojarzone z kulturą. Rezultaty projektu ACRE potwierdziły także inną opinię na temat Poznania i Wielkopolski, która znalazła się we wnioskach końcowych Foresightu. Mieszkańcy regionu uchodzą za raczej zamkniętych, konserwatywnych, niechętnie nastawionych do „nowych” – ludzi, wartości, pomysłów czy smaków. Co to oznacza w praktyce? Choćby fakt, że w sektorze kreatywnym większość stanowią osoby urodzone w regionie, a ponad 90% to absolwenci lokalnych uczelni. Replikuje się zatem proces obserwowany w pozostałych krajach dawnego bloku wschodniego, który nadal silnie odróżnia je od Europy Zachodniej. Gdy weźmiemy pod uwagę, że wszelkie dostępne raporty światowe wskazują na to, że hermetyczność środowisk twórczych skutkuje małą dynamiką ich rozwoju, to konstatacja taka, w świetle ustaleń ACRE, nie jest pozytywna. Pocieszeniem są w tej sytuacji wypowiedzi osób pochodzących z innych krajów, które zdecydowały się osiąść w regionie i podjąć tutaj pracę, także w sektorze kreatywnym. Zdecydowanie przeważa wśród nich opinia o tym, że Poznań i Wielkopolska są otwarte i tolerancyjne, co pozytywnie wyróżnia je w porównaniu z pozostałymi regionami naszego kraju. Do incydentów – w oczach pytanych – należą akty wrogości. Bardzo ważna dla obcokrajowców jest wysoka jakość życia w regionie, różnorodność oferty kulturalnej oraz rozrywkowej, wytrzymująca, ich zdaniem, porównanie z innymi europejskimi metropoliami12. Ruchy migracyjne i związane z nimi konsekwencje to znak naszych czasów. Wielkopolska raczej ciągle ma przed sobą tego typu wyzwania, co nie oznacza, że już obecnie nie

znajduje się w orbicie ich wpływów. Obcokrajowców spotkać możemy obecnie w każdym zakątku regionu i w każdej grupie społecznej. Połączenie autostradowe z zachodnią granicą (a dzięki temu integracja z europejskim systemem dróg autostradowych), liczne połączenia lotnicze, masowe wyjazdy turystyczne i wakacyjne, migracja zarobkowa, naukowa i związana z programami stypendialnymi sprawiają, że „nowe” i „nowi” w sposób niepowstrzymany stają się częścią regionalnego krajobrazu kulturowego i regionalnej tożsamości. Widocznym tego dowodem jest choćby obecność bardzo wielu restauracji serwujących z powodzeniem posiłki wywodzące się z innych tradycji kulinarnych: włoskiej, tureckiej, francuskiej, chińskiej, japońskiej, wietnamskiej, greckiej itp.

*** Foresight Regionalny dla Wielkopolski ponad wszystko ujawnił silne zróżnicowanie regionu, jak również konieczność pogodzenia się ze stanem pluralizmu kulturowego i społecznego. W pewnych miejscach niekwestionowanym autorytetem jest nadal parafialny ksiądz, gdzie indziej funkcję taką pełni lider samorządu albo organizacji pozarządowej. Jedni Wielkopolanie cenią nowinki obyczajowe i szybko je akceptują (włoskie pesto jako potrawa serwowana na wigilijnym stole), inni są silnie przywiązani do swojej identyfikacji, najczęściej oznaczającej jakiś rodzaj konserwatyzmu i rezerwy wobec tego, co nowe. Część osób traktuje jako innowacyjne wysyłanie życzeń świątecznych przy użyciu elektronicznych komunikatorów (telefon komórkowy, komputer podłączony do sieci internetowej), inni natomiast postrzegają w ten sposób wypisywanie kart pocztowych (praktyka coraz rzadsza, a więc innowacyjna). Nadal wysoki jest poziom niepewności dotyczący współpracy między takimi sektorami społeczeństwa jak nauka i gospodarka. Wszyscy wciąż musimy pogłębiać swoje umiejętności w zakresie współdziałania i wrażliwość obywatelską.

  T. Stryjakiewicz, M. Męczyński, K. Stachowiak, Poznan as a creative knowledge region. The views of high-skilled employees, managers and transnational migrants, Amsterdam 2009, s. 29-32. 12

17


Wielkopolska roku 2030. Czy Foresight prawdę nam mówi?

Jedno jest pewne: Foresight Regionalny dla Wielkopolski jest przedsięwzięciem absolutnie unikatowym. Zaangażował wiele setek osób, bazując na zbiorowej mądrości Wielkopolan, społecznej aktywności i dobrze rozumianej trosce o przyszłość regionu i jego

mieszkańców. Po okresie opracowywania jego wyników nadchodzi czas starań o realizację najbardziej optymistycznego scenariusza rozwoju. Tym razem nie wystarczy już oddelegowana do zadania grupa specjalistów, rzecz jest po prostu i najzwyczajniej wspólna.

Maria Bochan

„Rocznik Pilski” i „Rocznik Nadnotecki” Projekt wydawania regionalnego czasopisma zrodził się w 1955 roku w Komitecie Uczczenia 200 Rocznicy Urodzin Stanisława Staszica i w Towarzystwie Przyjaciół Muzeum Staszica w Pile. Realizacją przedsięwzięcia zajęło się powstałe w 1957 roku Terenowe Koło Polskiego Towarzystwa Historycznego, finansując je z zasiłku Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Pile. W listopadzie 1957 roku Prezydium MRN podjęło uchwałę, w której m.in. czytamy: „1) Prezydium MRN uchwala wydać w 1957 roku »Rocznik Pilski«. 2) Opracowanie »Rocznika Pilskiego« zleca się Polskiemu Towarzystwu Historycznemu – Oddział w Pile”. W uzasadnieniu uchwały podano, że wydawanie „Rocznika Pilskiego” umożliwi przedstawienie społeczeństwu historii miasta Piły. Wydano 2 tomy „Rocznika”, w 1960 i 1962 roku. Opiekę naukową nad czasopismem pełnili pracownicy Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, członkowie Oddziału Poznańskiego Polskiego Towarzystwa Historycznego. Komitet redakcyjny tworzyli: prof. dr Janusz Deresiewicz – redaktor, mgr Franciszek Żmidziński – sekretarz, prof. dr Gerard Labuda, prof. dr Michał Sczaniecki, dr Borys Schnitter i mgr Eugeniusz Wieczorek. Autorami 25 tekstów w „Roczniku Pilskim” byli w większości pilscy autorzy; były to artykuły, materiały sprawozdawcze, teksty literackie, wspomnienia, kalendarz wydarzeń z lat 19451961 oraz reportaże o regionie. Podejmowano 18

tematy z historii politycznej Krajny w okresie piastowskim i jagiellońskim, historii gospodarczej Piły przed i po II wojnie światowej, z kultury przedrozbiorowej regionu nadnoteckiego oraz wspomnienia z Piły z lat 30. XX wieku, m.in. dr. Kazimierza Szwarcenberga-Czernego, konsula RP w Pile. Opisano także środowisko geograficzne Piły. Dzieje regionu po II wojnie światowej przedstawiają artykuły o kierunkach rozwoju Piły w latach 1961-1965, szkolnictwie pilskim w latach 1945-1958, kulturze – Miejskiej Bibliotece Publicznej i Pilskim Domu Kultury. „Rocznik Pilski” ukazujący się w latach 1960-1962 był pierwszym etapem koncepcji pisma, które swoim zasięgiem i problemami miało obejmować region nadnotecki. Miało charakter popularyzatorski; było przeznaczone dla tych wszystkich mieszkańców regionu, którzy odczuwali potrzebę uczestnictwa w jego historii, kulturze i teraźniejszości. Tom 1960 o objętości 31,21 arkusza wydawniczego wydano w nakładzie 3000 egzemplarzy, tom 1962 o objętości 7,6 arkusza miał nakład 1100 egzemplarzy. 5 sierpnia 1964 roku Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Pile postanowiło kontynuować tytuł, z uwagi jednak na obejmowanie swoim zasięgiem całego regionu nadnoteckiego zdecydowano się na zmianę nazwy na „Rocznik Nadnotecki”. Ustalono, że będzie on organem wydawniczym Międzypowiatowej Rady Współpracy Powiatów Nadnoteckich, dominować będzie w nim problematyka


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

współczesna regionu nadnoteckiego, a materiały historyczne nie powinny przekraczać 30% objętości rocznika. Zadania „Rocznika Nadnoteckiego” wyrażone zostały przez prof. dr. hab. Jerzego Topolskiego w 1965 roku, który jako przewodniczący komitetu redakcyjnego w przedmowie do pierwszego tomu, opublikowanego w 1966 roku, napisał, że ma on służyć poszerzaniu wiedzy „o pięknym regionie nadnoteckim”. Ma także, jak to podkreślił inny z badaczy regionu prof. dr hab. Zbigniew Dworecki, pobudzać aktywność społeczną jego mieszkańców w procesie przemian i rozwoju tego regionu oraz otworzyć swe łamy dla studiów naukowych, opracowań materiałowych, wspomnień oraz rezultatów poszukiwań. „Rocznik Nadnotecki” miał służyć wszystkiemu, co było ukierunkowane na poszerzanie wiedzy o przeszłości i teraźniejszości powiatów: wałeckiego, złotowskiego, trzcianeckiego, chodzieskiego, czarnkowskiego, wyrzyskiego oraz miasta Piły. Należy także zauważyć, że każdy kolejny tom czasopisma nie tylko wzbogaca wiedzę z zakresu dziejów regionu, ale również informuje o bieżących wydarzeniach, zawiera bibliografię piśmiennictwa o regionie oraz recenzje i oceny krytyczne tych publikacji. Wiele artykułów wykracza poza granice ziemi nadnoteckiej. Są one przedmiotem zainteresowań naukowców spoza Wielkopolski. W ocenie badaczy regionu „Rocznik Nadnotecki” należy zaliczyć do czołowych czasopism regionalnych w Polsce o charakterze naukowym. Pełni rolę kulturotwórczą w kształtowaniu postaw patriotycznych i narodowo-politycznych zamieszkałej tutaj ludności polskiej. Jest miejscem aktywności miejscowych regionalistów, którzy publikują historie własnych miejscowości. Artykuły regionalistów cechuje rzetelność badawcza oparta na wzorcach pochodzących z warsztatów naukowych zawodowych historyków, etnografów, historyków sztuki, archeologów i innych specjalistów. Cechą poszczególnych tomów „Rocznika” jest zamieszczanie na jego łamach artykułów i przyczynków napisanych przez naukowców, zwłaszcza historyków z poznańskiego środowiska. W większości są to wyniki ich najnow-

szych badań, niepublikowane dotąd w innych czasopismach. Analiza zawartości „Rocznika” wskazuje, że zajmując się głównie problematyką nowożytną i współczesną, podejmował także zagadnienia charakterystyczne dla czasów staropolskich – problematykę osadniczą wybranych dóbr królewskich czy szlacheckich i zagadnienia z przeszłości miast, np. sprawy cystersów w Łeknie i Wągrowcu, starostwa ujsko-pilskiego, dzieje Czarnkowa, Wielenia, Trzcianki, Szamocina, Wałcza. Należy również wspomnieć o dorobku „Rocznika Nadnoteckiego” w dziedzinie badań etnograficznych nad kulturą Krajny Złotowskiej i Pałuk. Niewiele natomiast artykułów dotyczyło prahistorii tych ziem, były to jedynie wyniki badań i sprawozdania z prowadzonych wykopalisk. Nieliczne też były teksty podejmujące tematy z historii sztuki i ochrony zabytków tych ziem. Do najcenniejszych należą teksty dotyczące historii politycznej i gospodarczej regionu. Dziejami od początków osadnictwa w X wieku do połowy XV wieku zajmowali się Kazimierz Ślaski i Franciszek Żmudziński; historią od połowy XV wieku do roku 1793 – Zygmunt Boras, Zbigniew Chodyła, Marek Fijałkowski, Ryszard Kukier, Jerzy Topolski i F. Żmudziński. Wydarzeń w okresie rządów pruskich (do 1919 roku) dotyczą m.in. opracowania Z. Borasa, Jana Mierzyńskiego, F. Żmidzińskiego, Krzysztofa Krowickiego. Temu okresowi poświęcone są również studia i materiały odnoszące się do określonych powiatów nadnoteckich, niektórych miejscowości i działalności określonych osób, autorstwa Zbigniewa Dworeckiego, Wiktora Frąckowiaka, Zofii Grabskiej, Doroty Fechner, Marii Bochan. Wiele studiów i materiałów o różnej wartości poznawczej dotyczy lat 1918-1939, w tym: V Dzielnicy Związku Polaków w Niemczech, powstania wielkopolskiego, problematyki mniejszości niemieckiej w II Rzeczypospolitej na tych ziemiach, sytuacji Żydów. Liczne teksty badaczy nieprofesjonalnych poruszają temat martyrologii regionu nadnoteckiego w latach II wojny światowej. Wiele miejsca poświęcał też „Rocznik” problemom tych ziem w okresie Polski Ludowej, czyli historii lat 19


Rocznik Pilski i Rocznik Nadnotecki

1945-1989. Na narrację historyczną niektórych tekstów wpływ miała ideologia tamtych lat. „Rocznik Nadnotecki” w latach 90. XX wieku przekształcił się z czasopisma historycznego w czasopismo poruszające wiele zagadnień z różnych dyscyplin nauk humanistycznych. W ocenie badaczy stał się, według prof. Dworeckiego, kopalnią informacji o regionie w latach III Rzeczypospolitej, nie tylko z uwagi na zamieszczanie tak przydatnej dla badaczy regionu kroniki wydarzeń na ziemi nadnoteckiej i bibliografii byłego województwa pilskiego, lecz na pojawiające się coraz częściej artykuły i inne materiały dotyczące tego okresu, np. artykuł Marii Bochan o prasie sublokalnej województwa pilskiego w latach 1990-1995 (R.27: 1996). Należy zauważyć, że w pracach nad redagowaniem „Rocznika Pilskiego” i „Rocznika Nadnoteckiego” od początku uczestniczył prof. dr hab. Zygmunt Boras, pełniąc w latach 1963-1976 funkcję sekretarza redakcji, w latach 1977-1993 zastępcy redaktora naczelnego, a w latach 1994-1999 redaktora naczelnego. Za całokształt badań nad historią Piły wpisano go do Księgi Pamiątkowej Miasta Piły w 2000 roku, a w 2004 przyznano tytuł Honorowego Obywatela Miasta Piły. Oceny merytorycznej „Rocznika Nadnoteckiego” dokonali na łamach 30 tomu z 1999

roku Zbigniew Dworecki (Rola, znaczenie i dorobek „Rocznika Nadnoteckiego” w badaniach regionalnych historii XIX i XX wieku) oraz Andrzej Wędzki (Okres staropolski na łamach „Rocznika Nadnoteckiego”). Powstała także na Uniwersytecie im. Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie w 1999 roku praca magisterska Edyty Reselskiej pt. Obraz regionu nadnoteckiego i miasta Piły na łamach „Rocznika Nadnoteckiego” w latach 1966-1996. Wielkim ułatwieniem dla korzystających było wydanie w formie wkładki do „Rocznika” 25 z 1994 roku Bibliografii zawartości „Rocznika Pilskiego” i „Rocznika Nadnoteckiego” 1960-1993 oraz do „Rocznika” 30 z 1999 roku Bibliografii zawartości „Rocznika Nadnoteckiego” 1994-1999 autorstwa Marii Bochan. W ramach projektu „Pilskie Centrum Informacji Naukowej i Regionalnej” Powiatowej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Pile, realizowanego w programie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Mecenat 2007”, ukazała się też w nakładzie 300 egzemplarzy publikacja Marii Bochan Bibliografia zawartości „Rocznika Pilskiego” i „Rocznika Nadnoteckiego” 1960-1999. Rejestruje ona 478 pozycji bibliograficznych w 14 działach zgodnie z układem „Bibliografii Regionalnej Wielkopolski”.

Mikołaj Pukianiec

Czasopisma regionalne dziś i jutro Sprawozdanie z panelu dyskusyjnego podczas konferencji z okazji 25-lecia „Przeglądu Wielkopolskiego” Dwudziesta piąta rocznica ukazania się pierwszego numeru „Przeglądu Wielkopolskiego” stała się przyczynkiem ważnej i ciekawej dyskusji dotyczącej roli, jaką odegrały czasopisma regionalne w przeszłości i jaka powinna być ich przyszłość. Zorganizowana przez Redakcję PW dyskusja miała charakter panelowy, choć szybko przekształciła się 20

w szeroką debatę, w której głos zabrali niemal wszyscy przedstawiciele organizacji kulturalnych z regionu Wielkopolski. Moderatorkami panelu były dr hab. Danuta Konieczka-Śliwińska i dr Anna Brzezińska. W pierwszej części głos oddano przedstawicielom najpopularniejszych czasopism regionalnych, którzy z racji doświadczenia, a także wieloletnich obserwacji


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

mieli wskazać główne trudności, jakie napotykają dzisiejsi redaktorzy, a także wskazać na rolę tradycji ukazywania się czasopism. Pierwszy głos zabrał prof. Stanisław Sierpowski, redaktor naczelny „Rocznika Leszczyńskiego”. Podkreślił, że Leszno to jego rodzinne miasto, z którym jest związany emocjonalnie. Głównie z tych powodów podjął inicjatywę odnowienia czasopisma, które przestało ukazywać się ponad 20 lat temu. Pierwszy nowy „Rocznik Leszczyński” posiadał numer 10 (2010), co w założeniu redaktora miało wskazywać na kontynuację poprzedniej serii. Ponieważ w takim przypadku konieczne jest podkreślenie ciągłości wydawnictwa, podjęto decyzję o dedykowaniu tomu 10 członkom poprzedniego komitetu redakcyjnego: Stanisławowi Chmieleckiemu, Antoniemu Czubińskiemu, Wawrzyńcowi Kopczyńskiemu, Zdzisławowi Smoluchowskiemu, Walerianowi Sobiesiakowi. Mimo sporego zainteresowania i stale zwiększającej się grupy czytelników konieczne jest podkreślenie trudności, z jakimi czasopisma takie jak „Rocznik” będą musiały się zmierzyć. Pierwszym spostrzeżeniem prof. Sierpowskiego jest fakt, że regionalizm w Polsce rozwija się z trudem, wciąż obserwujemy inne priorytety w środowiskach badawczych. Żmudne badania regionalne w archiwach nie cieszą się wielkim zainteresowaniem, z wyjątkiem badań genealogicznych, które czasem mogą być tylko przyczynkiem do badań regionalnych. Konieczne jest również zwrócenie uwagi na fakt dużego zróżnicowania środowiska badaczy regionalnych. Nie należy również zapominać, że w zdecydowanej większości działalność redakcji czasopism regionalnych opiera się na pracy społecznej, tym bardziej warto podkreślić ogromny wkład nauczycieli historyków, pracowników lokalnych muzeów i środowisk kulturalnych. Drugim panelistą był dr hab. Przemysław Matusik, sekretarz redakcji „Kroniki Miasta Poznania”, czasopisma ukazującego się od 1923 jako miesięcznik, od 1927 roku jako kwartalnik. Podkreślił on specyfikę „Kroniki” jako pisma historycznego, redagowanego przez historyków ze środowiska uniwersyteckiego i archiwum państwowego. Wzorem dla powstania wydawnictwa były publikacje wy-

wodzące się z nurtu regionalizmu niemieckiego o formule historyczno-regionalnej. Zmian w organizacji i strukturze wewnętrznej „Kroniki” dokonano po II wojnie światowej, a także na przełomie lat 60. i 70., gdy stała się organem władz miejskich. Finansowane przez władze miasta Poznania pismo eklektyczne nie mogło całkiem obronić się przed wpływami politycznymi aż do chwili, gdy w 1990 roku prof. Jacek Wiesiołowski przekształcił je w kwartalnik o charakterze historycznym. Zgodnie z przyjętą zasadą ukazujące się numery mają charakter monograficzny (np. numery dzielnicowe, o Żydach, okupacji). Przyjęta problematyka publikowanych tekstów wymaga również pracy specyficznego grona autorskiego, w którego skład wchodzą przedstawiciele wyższych uczelni miasta Poznania, archiwów, muzeów etc. Krąg odbiorców to pasjonaci miasta lub okolicy. Niektóre numery miały rezonans krajowy. Następnie Tadeusz Krokos przedstawił „Rocznik Kaliski”, wydawany przy współpracy z Polskim Towarzystwem Historycznym Oddział w Kaliszu. Czasopismo ukazuje się od 1968 roku, wydawane jest zawsze ok. 17 grudnia. Od 2000 roku rocznik ukazuje się systematycznie każdego roku. Jak podkreślił T. Krokos, redakcja może pochwalić się stałym gronem autorów. Powstanie czasopisma wiązało się z obchodami rocznicy osiemnastu wieków Kalisza. Pierwszy komitet redakcyjny tworzyli wybitni humaniści: prof. Aleksander Gieysztor, prof. Gerard Labuda, prof. Władysław Rusiński. Od początku swego istnienia „Rocznik Kaliski” mógł liczyć na wsparcie finansowe wielu instytucji, a także samorządu, urzędu miasta. Członkowie redakcji starają się również o rozmaite granty. Czasopismo zaliczyć należy do nurtu wydawnictw popularnonaukowych, a od 2000 roku charakteryzuje się stałą konstrukcją działów, prezentując Studia i rozprawy związane z regionem, Materiały i dział informacji naukowych, Recenzje (zawsze 5 w numerze), Dział pozanaukowy, Kronika (ważne wydarzenia bieżące). Ukazuje się w nakładzie 320 egzemplarzy. Warto również podkreślić, że w Kaliszu działa Kaliskie Towarzystwo Genealogiczne, które wydaje swoje „Zeszyty”, a także Kaliskie Towarzystwo Przy21


Czasopisma regionalne dziś i jutro

jaciół Nauk, prowadzące również działalność wydawniczą. Kolejny wystąpił Paweł Anders reprezentujący redakcję „Kroniki Wielkopolski”. W swej wypowiedzi podkreślił konieczność rozszerzania badań regionalnych w Wielkopolsce poza dzisiejsze granice województwa, do historycznych granic regionu. Szeroko pojmowana wizja Wielkopolski prezentowana jest właśnie w jego czasopiśmie. „Kronika Wielkopolski” na tle innych wydawnictw pochwalić się może stabilnością i stałością, czego dowodem jest fakt, że od niemal 40 lat ma dopiero trzeciego redaktora. O ile materiały do publikacji napływają dość regularnie, największy problem stanowi uzyskanie informacji o współczesnych wydarzeniach lokalnych, mało jest krótkich form. Dzięki kolportażowi czasopismo cieszy się sporą liczbą czytelników. W przyszłości redakcja pragnie położyć większy nacisk na zamieszczanie recenzji książek i publikacji związanych z regionem. Ważnym elementem aktywności „Kroniki” jest również współpraca z wydawcami „Bibliografii Regionalnej Wielkopolski”. Ostatnia głos zabrała Aleksandra Kowalska z „Rocznika Kolskiego”, wskazując, że reprezentowane przez nią czasopismo, choć ukazał się dopiero 5 numer, prężnie się rozwija. Silną stroną „Rocznika Kolskiego” jest integrowanie środowiska, które nie pozostaje obojętne wobec problemów regionu. Redakcja posiada duży krąg współpracowników i autorów, charakteryzujący się szerokim spektrum zainteresowań, od etnografii przez historię, architekturę, biografistykę po utrwalanie najważniejszych wydarzeń bieżących. Kolejnym punktem dyskusji było skierowanie przez dr Annę Brzezińską pytań do panelistów. Pytania dotyczyły wkładu czasopism regionalnych w kształtowanie kultury regionu i jej przyszłości, dotyczyły formy i celu podejmowanych w tym kontekście działań w przeszłości i przyszłości, a także zdefiniowania, jak zmienia się czytelnik i czy możliwe jest określnie jego potrzeb w przyszłości. Prof. Stanisław Sierpowski wskazał, że odpowiedź na pytanie dotyczące roli czasopism regionalnych wymaga wielopłaszczyznowego 22

spojrzenia. Czytelnik bierze do ręki czasopismo, by przeczytać coś o sobie, o najbliższym świecie, który go otacza, o tym, co inni myślą na ten sam temat, poszukuje refleksji nad tym, co dzieje się obok. Może szukać także śladów akceptacji tego, co sam robi, śladów dostrzeżenia swojej aktywności. Jeżeli jednak przyjmie się nieco dalszy punkt odniesienia, okaże się, że ta sama rola jest nie do przecenienia, ponieważ głównym zadaniem czasopism regionalnych jest ukazanie wydarzeń wartych zapamiętania, które różnią się zdecydowania od newsów podawanych na co dzień przez rozmaite media. Dr hab. Przemysław Matusik w swej wypowiedzi podkreślił, że czasopisma regionalne adresowane są do wąskiej elity kulturalnej społeczeństwa. Głównym zadaniem, które przyświecało założycielom redakcji i które musi być kontynuowane w przyszłości, jest formowanie pamięci i tożsamości miejsca oraz regionu. Świadomość takiej tożsamości i potrzebę jej posiadania ma jedynie część społeczeństwa i jej właśnie regionaliści muszą służyć. Odpowiadając, Tadeusz Krokos przypomniał, że czasopisma kulturalne łączą przeszłość z teraźniejszością. Głównym celem powinny być starania, by oprócz nauki spełniały również rolę popularyzacji wiedzy, a także popularyzowały kulturę. Wszelką aktywność należy skierować na ludzi młodych, położyć nacisk na program edukacji regionalnej, kreować kulturę. Paweł Anders wskazał na fakt, że czasopisma regionalne rejestrują to, czego nie ma w podręcznikach. Stwierdził, że na ruch regionalny należy patrzeć z nadzieją. Współpracownicy „Kroniki” to coraz częściej ludzie w młodym i średnim wieku, którzy z pasją odkrywają dzieje najbliższej okolicy i chętnie dzielą się zdobytymi informacjami. Aleksandra Kowalska podkreśliła, że czasopisma regionalne zapewniają kompleksową wizję tego, co stało się w regionie. Odpowiadają za budowanie lepszej tożsamości, pokazują związki mniejszych obszarów z całym regionem. Za istotne uznała również ukazanie tradycji wsi, szczególnie w czasach, gdy zanika kultura duchowa i materialna.


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

Jako kolejny głos zabrał redaktor Adam Kochanowski, wskazując na fakt coraz częstszej folkloryzacji wszystkiego co regionalne. Jak stwierdził, to co dawniej nazywane było dumą regionalną, dziś staje się dumą prowincjonalną. Drugą część wystąpienia poświęcił konieczności podjęcia działań przez towarzystwa kulturalne w celu obrony i zachowania krajobrazu naturalnego okolic Poznania i Wielkopolski. Z żalem zauważył, że jeszcze kilkanaście lat temu towarzystwa kulturalne były środowiskami opiniotwórczymi, dziś znalazły się na marginesie. Czasopisma regionalne powinny więcej miejsca poświęcać także publicystyce, która ma wpływ na kształtowanie opinii. Krzysztof Budzyń, redaktor i wydawca „Notatnika Śremskiego”, wskazał na konieczność podejmowania w wydawnictwach aktualnych tematów i zagadnień o charakterze społecznym. Zaznaczył, że wydawnictwa regionalne borykają się najczęściej z trudnościami związanymi z kolportażem. Redakcje powinny również przywiązywać większą wagę do promocji. Następnie głos zabrał Lech Konopiński, podkreślając, że wśród głównych zadań prasy i organizacji regionalnych powinno być angażowanie administracji samorządowej i rządowej w życie kulturalne. Kolejnym adwersarzem w dyskusji był prof. Jerzy Sierociuk, dialektolog i etnolingwista. Zachęcał wszystkich zebranych do aktywniejszego podjęcia działań dla ochrony dziedzictwa, jakim jest język regionalny. Przypomniał, że zgodnie z badaniami etnologicznymi pamięć ludzka ginie w trzecim pokoleniu, bez zaangażowania towarzystw kulturalnych język regionalny i związana z nim tradycja może przepaść na zawsze. Henryk Zydorczak z redakcji „Chodzieżanina” zabrał głos, zachęcając do zapoznania się

z działalnością jednego z niewielu towarzystw z północnej Wielkopolski. Andrzej Leśniewski, reprezentujący środowisko miłośników Trzemeszna, zwrócił uwagę na konieczność zaangażowania w badania regionalne socjologów, kulturoznawców, lingwistów, co zapewni większą interdyscyplinarność wyników i publikacji. Jak zauważył, dziś regionalizm kojarzony jest głównie z historykami. Paweł Bugaj z Towarzystwa Miłośników Ziemi Wronieckiej, redaktor ukazującego się niegdyś pisma „Wronieckie Sprawy”, przypomniał, że głównym celem, jaki przyświecał redakcji, było budowanie społeczeństwa obywatelskiego. Nie tylko prezentowanie historii, ale także publicystyka i sprawy bieżące. Janina Halec, reprezentująca Leszczyńskie Towarzystwo Kulturalne i redakcję „Przyjaciela Ludu”, uznała, że zadaniem czasopisma jest i było integrowanie środowisk lokalnych. Jak zauważyła, by w swym regionie „być czytanym”, należy wsłuchiwać się w głosy czytelników. Do głównych zadań zaliczyła również przekazywanie wartości duchowych i patriotyzmu. Czasopisma w przyszłości powinny być dostępne w formie elektronicznej, co ułatwi dostęp młodzieży. Ostatnia głos zajęła dr hab. Danuta Konieczka-Śliwińska, która z przyczyn czasowych z żalem musiała dyskusję przerwać. Podsumowując, zauważyła, że kontynuowanie debaty jest konieczne i potrzebne. Zachęcała do otwartej dyskusji na łamach „Przeglądu Wielkopolskiego”. W ostatnim słowie Stanisław Słopień, Prezes WTK i redaktor naczelny „Przeglądu”, zachęcał wszystkich zebranych do regularnej, bliskiej współpracy, która nie ograniczałaby się jedynie do spotkań konferencyjnych.

23


ARTYKUŁY Izabella Main

Pamięć polska, niemiecka, żydowska w Wielkopolsce Zajęcia pod tytułem Pamięć polska, niemiecka, żydowska znalazły się w ofercie edukacyjnej Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w 2012 r. z powodu moich zainteresowań lokalnym, wielkopolskim wymiarem stosunków i pamięci polsko-niemiecko-żydowskiej, a także potrzeb studentów wyrażonych w sondażowych badaniach dotyczących tematów zajęć. Wcześniej brałam udział – jako studentka, mieszkanka, badaczka – w inicjatywach edukacyjnych i badawczych dotyczących dziedzictwa żydowskiego w Lublinie i Krakowie. Po przyjeździe do Poznania dość szybko ze zdziwieniem zauważyłam brak w Poznaniu instytucji typu Brama Grodzka – Teatr NN z Lublina czy krakowskiego Centrum Kultury Żydowskiej, które od ponad dekady „pracują nad pamięcią”. Widoczny jest za to w Poznaniu budynek dawnej synagogi, który przeszedł w ostatnich latach rewolucję funkcji: od pływalni do (tymczasowej) galerii. Coraz więcej dzieje się i pisze o Żydach w Poznaniu, jednak to nie temat tego eseju1 – choć rozgłos ten był kolejnym impulsem do rozpoczęcia zajęć i badań. Tyle zatem o inspiracjach. Pokrótce przed-

stawię badania etnograficzne przeprowadzone w miastach Wielkopolski, dyskusje naukowe wokół pojęcia „pamięć” oraz wnioski z realizacji naszego projektu dydaktyczno-badawczego. Temat Pamięć polska, niemiecka, żydowska odnosi się do pamięci o przeszłości Polaków, Niemców i Żydów oraz do obiektów (lub ich braku) w przestrzeni wielkopolskich miast i miasteczek. Punktem wyjścia do badań realizowanych przez studentów była strona Wirtualny Sztetl2, a dokładnie jej mapa Polski i Wielkopolski. Ośrodków na mapie w Wielkopolsce jest 145, obiektów 1495 – były to miejsca potencjalnych badań naszej grupy. Warunkiem wyboru było istnienie również śladów niemieckiej przeszłości, tych poszukiwaliśmy na stronach internetowych gmin, powiatów, muzeów, w Wikipedii i we własnych wspomnieniach. Po tych pobieżnych wirtualnych poszukiwaniach studenci etnologii „pojechali w teren”. Cytuję Katarzynę Kaniowską: „Teren to przestrzeń zbierania doświadczenia; obcowanie i współuczestnictwo w życiu innych ludzi (niekoniecznie obcych); proces, ciąg wydarzeń, w których uczestnictwo jest dla badacza źródłem wiedzy […]”3. Semestralny tryb zajęć

1   M.in. cztery numery „Kroniki Miasta Poznania”: Niemcy i Żydzi w Poznaniu, KMP 1-2(1992); Poznańscy Żydzi, KMP 3 (2006) i Poznańscy Żydzi II, KMP 1 (2009); 10 numerów czasopisma „Miasteczko Poznań: żydowskie pismo o małych ojczyznach”. Opracowania o Niemcach w Poznaniu: KMP o okupacji hitlerowskiej; prace Dariusza Matelskiego o Niemcach w międzywojennym Poznaniu; A. Szczepaniak-Kroll, Tożsamość poznańskich rodzin pochodzenia niemieckiego. Losy Bajerleinów i Dittrichów (XVIII-XX w.), Poznań 2010. 2   www.sztetl.org.pl [dostęp: 20.11.2012]. 3   K. Kaniowska, Metoda etnograficznych badań terenowych i poznanie w antropologii [w:] Teren w antropologii. Praktyka badawcza we współczesnej antropologii kulturowej, pod red. T. Bulińskiego i M. Kairskiego, Poznań 2011, s. 287.

24


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

z pewnością wpłynął na to, że zaledwie zapoczątkowano zbieranie doświadczeń, a badania miały charakter pilotażu. Studenci pracowali w grupach, często złożonych z nieznających się wcześniej osób, z różnych lat studiów – niosło to zróżnicowane konsekwencje. Z pewnością umożliwiło to dzielenie się wiedzą i doświadczeniem, wypracowanie sposobów pracy i komunikacji w każdej grupie, zebranie większej ilości danych, niż zdołałyby to zrobić pojedyncze osoby. Jednocześnie konieczność pracy zespołowej spowodowała konfrontację odmiennych stylów pracy, nieformalne desygnowanie bardziej aktywnych członków grup na jedynych odpowiedzialnych za badania, udział w badaniach osób bez żadnego wcześniejszego doświadczenia terenowego. Ostatecznie powstały cztery grupy pracujące nad pamięcią i miejscami pamięci w Buku, Zbąszyniu, Koźminie Wielkopolskim i Śremie. Badania terenowe polegały przede wszystkim na wywiadach i swobodnych rozmowach z ludźmi w różnym wieku, przypadkiem spotkanymi na ulicach tych miast oraz z osobami działającymi na rzecz kultury czy edukacji. Studenci wykonali dokumentację fotograficzną, lokalne mapy i opisy obiektów. Na podstawie raportów końcowych z badań kilkoro uczestników napisało dwa artykuły prezentowane poniżej. Pamięć polska, pamięć niemiecka, pamięć żydowska… Wracając do terenu i zbierania w nim doświadczeń przez młodych adeptów etnologii – temat pamięci i dziejów społeczności żydowskiej i niemieckiej w Polsce i Wielkopolsce okazał się nowy i nieznany studentom. Za wyjątkiem kilku osób w grupie nikt nie czytał wcześniej podstawowych lektur dotyczących dziejów Niemców i Żydów, a wiedza o skomplikowanych (czasem tragicznych) wzajemnych relacjach polsko-niemieckich, pol-

sko-żydowskich i niemiecko-żydowskich była szczątkowa. Publikacje Jana Tomasza Grossa4, które wywołały burze zarówno w środowisku polskich historyków, jak i w mass mediach, nie były znane studentom, zaś hasło „Jedwabne” wywoływało, owszem, skojarzenia, lecz niewiele więcej. Jak pisze Błażej Brzostek: „W najbanalniejszym publicystycznym wymiarze Sąsiedzi stali się symbolem rewizji mitu »narodu ofiar« w kierunku przyjęcia jakiegoś zakresu polskiej odpowiedzialności za Holocaust. Przenosiło to także, w dyskusjach o okupacji, punkt ciężkości z relacji polsko-niemieckich na polsko-żydowskie”5. Widać te dyskusje nie miały miejsca w środowisku rodzinnym czy szkolnym uczestników zajęć. O historii poznańskich i wielkopolskich Niemców i Żydów, aspekcie wiedzy o lokalnym dziedzictwie, studenci wiedzieli równie niewiele. Zaczęłam zatem od przybliżenia pojęć pamięć społeczna, pamięć kulturowa, miejsca pamięci (lieux de mémoire), świadomość historyczna, analizowanych w zwiększającym się stale zbiorze literatury historycznej, socjologicznej, antropologicznej, filozoficznej. Odwołać się warto choć do kilku istotniejszych definicji. Nina Assorodobraj zdefiniowała świadomość historyczną jako różne formy „włączania” przeszłości do aktualnej świadomości społecznej; nazywa ona to zjawisko również „żywą historią”, co podkreśla, że chodzi o te treści historyczne, które są aktywne w społecznej teraźniejszości6. Inna socjolożka Barbara Szacka wyobrażenia przeszłości i formy jej upamiętniania uznaje za „społeczną pamięć przeszłości”7. W ujęciu socjologicznym podkreśla się bardziej emocje, które budzi w ludziach przeszłość, historycy zwracają uwagę również na wiedzę o przeszłości8. Maurice Halbwachs w 1925 r. wypracował poję-

  M.in. J.T. Gross, Sąsiedzi. Historia zagłady żydowskiego miasteczka, Sejny 2008.   B. Brzostek, Uwagi o recepcji najnowszej książki Jana T. Grossa w Polsce, http://www.imre-kertesz-kolleg.uni-jena.de/fileadmin/imre-kertesz-kolleg/download/Brzostek_Recepcja_Grossa_new__2_. pdf [dostęp: 3.12.2012]. 6   N. Assorodobraj, „Żywa historia”. Świadomość historyczna: symptomy i propozycje badawcze, „Studia Socjologiczne” 1963, nr 2. 7   B. Szacka, Społeczna pamięć polskiej przeszłości narodowej w latach 1965-1988 [w:] B. Szacka, A. Sawisz, Czas przeszły i pamięć społeczna, Warszawa 1990, s. 8. 8   J. Filipowicz, Pojęcie pamięci społecznej w nauce polskiej, „Kultura i Historia” 2002 nr 2 [online], http://www.kulturaihistoria.umcs.lublin.pl/archives/145 [dostęp: 3.12.2012]. 4 5

25


Pamięć polska, niemiecka, żydowska w Wielkopolsce

cie pamięci społecznej, zwanej też zbiorową i kolektywną (collective memory). Pamięć społeczna to zespół wyobrażeń o przeszłości grupy, powstaje przez rekonstruowanie przeszłości przez jednostki, w ramach wspólnoty, która dostarcza społecznych ram pamięci. Od lat 70. XX w. pamięcią zajmowali się m.in. Émile Durkheim, Jacques Le Goff, Jan Assmann i Pierre Nora9. Ten ostatni badacz opublikował zbiór esejów pod tytułem Les lieux de mémoire, który przyczynił się do jeszcze większego zainteresowania tematyką pamięci. Tytułowe miejsca pamięci to zinstytucjonalizowane formy zbiorowych wspomnień przeszłości, np. uroczystości, muzea, pomniki, książki, postacie, opisane w odniesieniu do Francji przez kilkudziesięciu autorów10. Następnie ukazały się tomy odnoszące się do niemieckich miejsc pamięci Deutsche Erinnerungsorte, a obecnie realizowane są badania i przygotowywane publikacje dotyczące polsko-niemieckich miejsc pamięci11. Andrzej Szpociński sugeruje, że kariera pojęcia „miejsca pamięci” związana jest z ogólnym uwrażliwieniem współczesnej kultury (w tym i kultury historycznej) na aspekty przestrzenno-wizualne12. Ważne pytania to: jak mieszkańcy i badacze rozumieją pamięć, jaką przypisują jej rolę, czy lokalne miejsca pamięci mają również dla nich znaczenie. W trakcie zajęć, równolegle do badań wirtualnych i terenowych, odbyło się czytanie i referowanie ponad dwudziestu pozycji literatury dotyczącej relacji polsko-niemieckich i polsko-żydowskich, dziejów Żydów i Niemców w Wielkopolsce, upamiętniania Holocaustu i okupacji. Z jednej strony czytaliśmy prace dotyczące narodowych relacji i rozliczeń z prze-

szłością, z drugiej o lokalnym wielkopolskim wymiarze relacji polsko-żydowskich i polsko-niemieckich. Ten drugi aspekt jest umiarkowanie opisany w literaturze, co tym bardziej pokazuje potrzebę dalszych badań, pilotażowych i pogłębionych13. Ważnym akcentem zajęć było zwiedzanie Poznania śladami Żydów, prowadzone przez panią Marię Delimatę, która przybliżyła nam ich poznańskie dzieje, pokazała kilka obiektów i zaaranżowała wizytę w siedzibie Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w Poznaniu przy ul. Stawnej. Kolejne spotkania studentów z żywą kulturą i tradycją żydowską miały miejsce już w Buku, Koźminie, Zbąszyniu i Śremie. Wstępne wnioski nasuwające się po przeprowadzonych badaniach to zjawisko dominacji w przestrzeni publicznej obiektów związanych z polską historią, zwłaszcza walką o niepodległość (zob. Lachs, Main, Niemier, Paprot w tym numerze „Przeglądu”). Pomniki, tablice na budynkach, nazwy szkół odnoszące się do Wiosny Ludów, powstań, okupacji niemieckiej powstawały z inicjatywy władz zarówno w okresie PRL-u, jak i później, co świadczy o politycznej roli upamiętniania (rola legitymizacyjna). Od kilkunastu lat widać zwiększoną dbałość o obiekty pożydowskie – najczęściej wynika to jednak z działań instytucji i osób pozamiejscowych (np. Fundacja Nissenbaumów). Czasem impulsem jest okrągła rocznica wydarzenia historycznego, jak miało to miejsce w Zbąszyniu, gdzie w 1938 r. przebywały tysiące deportowanych z Niemiec polskich Żydów, a 70 lat później powrócono symbolicznie do tych wydarzeń (zob. Baraniak, Main, w tym numerze „Przeglądu”). O ile historie lokalnych spo-

  M. Kubiszyn, Edukacja wielokulturowa w środowisku lokalnym, Toruń 2007, s. 180-181.   A. Szpociński, Miejsca pamięci (lieux de memoire), „Teksty Drugie” 2008, nr 4, s. 11-20. Wydanie francuskie z lat 80. zostało spopularyzowane w języku angielskim w 3 tomach pt. Realms of memory. 11   http://www.goethe.de/ges/pok/dos/dos/ern/kug/en2984071.htm [dostęp: 30.12.2012]; Polsko-niemieckie miejsca pamięci. Paralele, red. R. Traba, H.H. Hahn, Warszawa 2012. 12   A. Szpociński, Miejsca pamięci…, s. 11. 13   Porównując z Lubelszczyzną, prac o Żydach w Wielkopolsce jest mało; jest to spowodowane znacząco mniejszą liczebnością tej grupy, zwłaszcza po 1918 r. Najważniejsze tytuły to: praca zbiorowa Żydzi w Wielkopolsce na przestrzeni dziejów, pod red. J. Topolskiego, K. Modelskiego, Poznań 1999; K.A. Makowski, Siła mitu. Żydzi w Poznańskiem w dobie zaborów w piśmiennictwie historycznym, Poznań 2004. Ważna praca o niemieckim dziedzictwie to Wokół niemieckiego dziedzictwa kulturowego na Ziemiach Zachodnich i Północnych, praca zbiorowa pod red. Z. Mazura, Poznań 1997. Niedawno wydany tom „Studia Historica Slavo-Germanica” t. 28 (2008-2010) dotyczy stosunków polsko-niemiecko-żydowskich. 9

10

26


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

łeczności żydowskich i tradycja żydowska budzą zainteresowanie części mieszkańców, tak dzieje i tradycje poniemieckie leżą poza sferą zainteresowań czy wiedzy mieszkańców. Dlaczego tak się dzieje, czy podobnie jest w innych wielkopolskich miasteczkach i wsiach – to pytania do czytelników i kolejnych grup

studentów poznańskiej etnologii. Warto dodać, że badania terenowe dotyczące pamięci o polsko-niemiecko-żydowskiej przeszłości stanowić mogą zarówno zwiększenie wrażliwości kulturowej, poszerzenie świadomości historycznej i wiedzy o dziedzictwie wśród studentów, jak i samych mieszkańców Wielkopolski.

Karolina Baraniak Izabella Main

Reportaż o badaniach nad przestrzenią i pamięcią żydowską w Zbąszyniu 82 kilometry, blisko godzina jazdy samochodem dzieli Poznań od Zbąszynia – małego gminnego miasteczka położonego w zachodniej Polsce, w województwie wielkopolskim, w powiecie nowotomyskim. Liczy ono sobie ok. 7200 mieszkańców, a swoją historią sięga czasów średniowiecza1. Dlaczego zainteresowaliśmy się akurat Zbąszyniem? Urzekł nas on zauważalną koegzystencją elementów kultury polskiej, niemieckiej i żydowskiej. Nie mogliśmy przejść obojętnie obok miasta, którego początki datuje się na XIII w.2, w XV w. mieszkańcy zetknęli się po raz pierwszy z wpływami cywilizacji judaistycznej3, od końca XVIII do początku XX w. pozostawali pod zaborem pruskim. Zastanawialiśmy się, czy odnajdziemy w Zbąszyniu materialne ślady poszczególnych społeczności i kultur, a jeśli tak, to w jakim będą one stanie? Czy ktoś jeszcze o nich pamięta? Czy przyznaje im się jakąkolwiek wartość historyczną lub

kulturową? Jak współcześni mieszkańcy miasteczka podchodzą do obiektów żydowskich? Zaopatrzeni w wiedzę i liczne naukowe wątpliwości 13 maja 2012 r. ruszyliśmy „w teren”4. Po przybyciu na miejsce postanowiliśmy odbyć małą wycieczkę po mieście w celu wstępnej orientacji. Stała się ona również okazją do obserwacji zachowań ludzi przy obiektach docelowych oraz wykonania zdjęć. Kolejnym podjętym przez nas krokiem było przeprowadzenie sondaży ulicznych ze spotkanymi zbąszynianami, polegających między innymi na zadawaniu pytań o drogę do konkretnego budynku czy pomnika, wskazując na posiadaną przy sobie fotografię, lub też o samą poszukiwaną przestrzeń, znajdując się w jej pobliżu. Przykładowo: Badaczki (na obrzeżach miasta, w pobliżu byłego kirkutu): Przepraszam, szukamy tablicy upamiętniającej tutejszy cmentarz żydowski. Czy dobrze trafiłyśmy?

1   Zob. Miasto Zbąszyń, za: oficjalna strona internetowa poświęcona Zbąszyniowi http://www.zbaszyn.com/ [dostęp: 03.06.2012]. 2   Ibidem. 3   Zob. Historia Zbąszynia, za: oficjalna strona internetowa Wirtualnego Sztetlu http://www.sztetl. org.pl/pl/article/zbaszyn/5,historia/?action=view [dostęp: 03.06.2012]. 4   W badaniach terenowych w miasteczku uczestniczyli: Karolina Baraniak (V rok etnologii UAM), Maria Czaplewska (II rok etnologii UAM), Agnieszka Kurasińska-Woźniak (IV rok etnologii UAM), Aleksandra Pokratka (IV rok etnologii UAM) oraz Bartosz Zachwatowicz (II rok etnologii UAM).

27


Reportaż o badaniach nad przestrzenią i pamięcią żydowską w Zbąszyniu

Rozmówczyni5: Tak, proszę zobaczyć, stoi tu po lewej stronie, pod drzewami, przed żółtym murem. Badaczki (w centrum miasta): Przepraszam, chciałybyśmy dotrzeć do byłej synagogi żydowskiej. Czy mógłby nas Pan pokierować? Rozmówca6: Do synagogi? Zaraz, zaraz. Powinny Panie pójść, skręcić na tym skrzyżowaniu w prawo, potem prosto, a następnie skręcić w pierwszą w lewo. Zobaczą Panie taki kwadratowy dom mieszkalny i to będzie właśnie synagoga. Stoi nawet przy ulicy Żydowskiej. Badaczka (w pobliżu kościoła pw. Najświętszej Marii Panny): Najmocniej przepraszam, czy mogłaby nam Pani powiedzieć, jak dojść do byłej synagogi? Rozmówczyni7: Tak, oczywiście. Proszę iść wzdłuż tej drogi, przejść przez pasy, a następnie skręcić w prawo i iść cały czas prosto. Dojdą Panie na ulicę Żydowską, gdzie usytuowany jest dom mieszkalny w kształcie kwadratu, niegdyś będący synagogą. Chcieliśmy w ten sposób sprawdzić zasób posiadanych przez rozmówców wiadomości na temat interesujących nas miejsc. Zamiarem tym kierowaliśmy się również przy realizacji swobodnych wywiadów z mieszkańcami miasteczka. W niniejszym reportażu chciałybyśmy przedstawić efekty naszej pracy dotyczącej przestrzeni i pamięci żydowskiej Zbąszynia8.

Zarys historii Najstarsze zapiski o Zbąszyniu pochodzą z 1231 r., w 1311 r. zyskał on prawa miejskie. Przez lata był własnością wielu rodzin, z których na uwagę zasługują trzy: Zbąscy, Ciświc-

cy i Garczyńscy9. Przedstawiciel ostatniej ze wspomnianych familii sprowadził do Zbąszynia niemieckich osadników i nadał im w 1712 r. przywilej osiedlania się10. Miasto stanowiło także miejsce zamieszkania Żydów, jednak ich liczba na przestrzeni wieków zmieniała się11. Każda z przybyłych grup zbudowała swój cmentarz oraz świątynie i wraz z Polakami tworzyła społeczność Zbąszynia. Podczas rozbiorów miasteczko trafiło pod zabór niemiecki. W 1870 r. powstał tu ważny węzeł kolejowy, który później stał się obszarem niewolniczej pracy zesłanych tam podczas II wojny światowej Żydów. Zbąszyń wrócił w granice Polski w 1920 r.12 Po odzyskaniu niepodległości na nowo rozkwitły w nim handel i życie społeczno-kulturalne.

Wokół wydarzeń 1938 roku Ważną datą, która zapisała się w historii miasteczka, jest 28 i 29 października 1938 r., kiedy to Niemcy deportowali do Polski 17 000 Żydów, w tym ponad 6 tysięcy właśnie do przygranicznego Zbąszynia13. Był to efekt wcześniejszych politycznych działań władz polskich, które zmierzały do zmniejszenia liczby Żydów w Rzeczypospolitej. Polski rząd we wrześniu 1938 r. wydał oświadczenie, na mocy którego obywatele mieszkający poza granicami państwa mieli potwierdzić swoją przynależność państwową. Wielu polskich Żydów nie odpowiedziało na zarządzenie władz, czego skutkiem była utrata obywatelstwa od 1 listopada 1938 r. Niemieckie władze nie chciały mieć na swoim terytorium bezpaństwowych mieszkańców, więc dokonały przymusowej deportacji żydowskiej ludności14. W ciągu dwóch dni zarejestrowano 6074 wypędzone osoby. Skutkiem tych wydarzeń

  Kobieta, ok. 40 lat.   Mężczyzna, ok. 65-70 lat. 7   Kobieta, ok. 55 lat. 8   Inspiracją do badań były zajęcia Pamięć polska, żydowska, niemiecka prowadzone przez dr I. Main w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu. 9   H. Olejniczak-Zaworonko, Zbąszyń – wędrówki po mieście, Poznań 2006, s. 18. 10   Ibidem, s.117. 11   Ibidem, s. 61. 12   Historia miasta, źródło: http://serwis.zbaszyn.pl/PL/457/Historia_Miasta/ [dostęp: 25.05.2012]. 13   http://www.sztetl.org.pl/pl/article/zbaszyn/5,historia/?action=view&page=2 [dostęp: 25.05.2012]. 14   Ibidem [dostęp: 25.05.2012]. 5

6

28


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

było utworzenie na terenie Zbąszynia obozu internowania. Dwie doby po przybyciu Żydów do miasta zakazano im jakichkolwiek migracji. Drogi wjazdowe zostały zamknięte i obstawione policją15. „Nowych mieszkańców” przetrzymywano w niehumanitarnych warunkach. Kwaterowano ich w budynkach dworca, koszarach, młynie Grzybowskiego, w byłej szkole na pl. Wolności, sali gimnastycznej, strzelnicy, synagodze. Część z nich znalazła schronienie w prywatnych domach16. Jan Tomaszewski w swojej książce zatytułowanej Preludium zagłady. Wygnanie Żydów polskich z Niemiec w 1938 r.17 przedstawia za pomocą wspomnień polskich świadków sytuację, jaka panowała w tym czasie w miasteczku: Urząd Wojewódzki Poznański zwrócił się do zarządu okręgu z prośbą o uruchomienie punktu sanitarno-odżywczego w Zbąszyniu. Zarząd okręgu prosił telefonicznie zarząd główny o zezwolenie na wystawienie tegoż punktu. Po otrzymaniu zezwolenia Urząd Wojewódzki zastrzegł się (poufnie), że nie będzie pokrywać wydatków związanych z utrzymaniem punktu sanitarno-odżywczego w Zbąszyniu, po czym spowodował, że wszelkie wydatki poniesie komitet pomocy w Zbąszyniu18.

złym źródłem dochodu. Wynajęto setki mieszkań, za które komitet pomocy płacił komorne, opłacając też często wyżywienie.19

Napływ do Zbąszynia kolejnych fal ludności powodował również powstanie licznych problemów: Ogromne trudności nastręczało samo zebranie wymaganych danych, przede wszystkim z powodu ogromnej ruchliwości wysiedlonych, którzy prawie cały dzień spędzają na mieście i przybywają do miejsc nocnego wypoczynku dopiero późno wieczorem […] Kwestię załatwiono przez dostarczenie wysiedlonym odpowiednich kwestionariuszy oraz kart meldunkowych na pobyt czasowy. Tutaj jednak natrafiono na ogromne trudności ze względu na konieczność liberalnego stosowania przepisów karnych z jednej strony, a z drugiej ze względu na ogromną niekarność wysiedlonego elementu, a w szczególności komendantów obiektów, którzy zwykli każdego rodzaju zarządzenia władz traktować jako szykanę.20

Choć jak zauważyła jedna z naszych rozmówczyń21:

Michał Rudawski, zajmujący się w owym czasie wynajmem pokoi dla przybywających do miasta przesiedleńców, tak opisywał swoje wrażenia:

Żydzi byli przyjmowani bardzo serdecznie, po rodzinach przechowywani. Była wielka nagonka na Żydów, później część z nich wyjechała do rodzin i innych miast. Dużo osób w czasie wojny ukrywała rodziny żydowskie, z narażeniem życia. Niestety dwie rodziny zostały przez to rozstrzelane. Jedna z polskich rodzin wzięła pod opiekę żydowskiego chłopca, który został ich synem. Żyje do dzisiaj.

Załatwiając sprawy kwaterunkowe dla przesiedleńców, byłem miło zaskoczony pozytywnym stosunkiem i wyraźnym współczuciem, jakie większość mieszkańców Zbąszynia okazywała Żydom […] Na pewno nie bez wpływu na stosunek ludności do przesiedleńców było to, że stali się oni nie-

Dzieje Zbąszynia w końcu lat 30. XX w. omawia również pozycja Do zobaczenia za rok w Jerozolimie. Deportacje polskich Żydów w 1938 roku z Niemiec do Zbąszynia22 pod redakcją Izabeli Skórzyńskiej i Wojciecha Olejniczaka, w której możemy zapoznać się z re-

  Do zobaczenia za rok w Jerozolimie. Deportacje polskich Żydów w 1938 roku z Niemiec do Zbąszynia, red. I. Skórzyńska, W. Olejniczak, Zbąszyń–Poznań 2012, s. 79. 16   http://www.sztetl.org.pl/pl/article/zbaszyn/5,historia/?action=view&page=2 [dostęp: 25.05.2012]. 17   J. Tomaszewski, Preludium zagłady. Wygnanie Żydów polskich z Niemiec w 1938 r., Warszawa 1998. 18   Ibidem, s. 284. 19   Ibidem, s. 286. 20   Ibidem, s. 276. 21   Kobieta, ok. 60-70 lat. 22   Do zobaczenia za rok… 15

29


Reportaż o badaniach nad przestrzenią i pamięcią żydowską w Zbąszyniu

lacjami żydowskich uczestników opisywanych wydarzeń: Wczesnym rankiem nasz pociąg zatrzymał się na małej, wiejskiej stacji. Na peronie była tablica z nazwą tej małej wioski – „Neu Bentschen”. Wysiedliśmy z pociągu wyczerpani i zrozpaczeni, tłoczyliśmy się wokół wagonu bagażowego, żeby odebrać nasz nędzny dobytek. […] Czekaliśmy w lesie. W końcu paru chłopów przyjechało z końmi i furmankami, żeby wziąć za opłatą pozostały bagaż do wioski. Choć wydawało się, że trwa to wieczność, w końcu wkroczyliśmy do wsi. Była bardzo biedna, gdzieniegdzie widać było konia albo krowę, ale nigdzie nie było pojazdów silnikowych. […] Późnym popołudniem przyjechały ciężarówki, a ja zdałem sobie sprawę, że prowadzili je młodzi Żydzi. Kolejne nowe doświadczenie. Stojąc na tyłach ciężarówki, brali bochenki chleba, łamali je na pół i rzucali w tłum. Trwało to tak długo, dopóki chleb nie został „rozdzielony”. […] Nasze dni i tygodnie niewiele się różniły. Nasza wspólnota składająca się z około 9 tysięcy Żydów, którzy zostali deportowani z całych Niemiec, z pomocą organizacji „Joint” założyła szkołę, Domy Modlitwy i szpital polowy, którego personel medyczny stanowili zarówno uchodźcy, jak i polscy Żydzi. Zorganizowano system rozdzielania żywności, zaś osobom starszym i niedołężnym je przynoszono. Ponadto zapewniono nam pilnie potrzebną odzież, aby przetrwać srogą polską zimę.23

– wypowiedź Williego Najmana, przesiedlonego razem z rodziną do Zbąszynia. Na początku 1939 r. Niemcy pozwolili niektórym wygnańcom wrócić do Rzeszy, lecz należało uzasadnić swój powrót. Najczęściej tłumaczono się rodziną pozostawioną w Niemczech, jednak krewni musieli zadeklarować chęć pomocy deportowanym. Pozostali zaczęli układać życie od nowa w Zbąszyniu. Wznowiono nawet życie religijne. Wynajęto restaurację i utworzono tam tymczasową sy-

nagogę, ponieważ w starej cały czas mieszkali Żydzi. Kilka dni przed wybuchem II wojny światowej (26 sierpnia 1939 r.) oficjalnie zlikwidowano obóz i zezwolono na opuszczenie miasta24. Nie wszystkim udało się wyjechać, gdyż dostali się w ręce nazistów i zostali zesłani do gett lub obozów utworzonych w czasie wojny na terenie całej Polski. Od 1941 r., początkowo w zbąszyńskim gmachu Urzędu Ruchu, później w barakach na terenie kolejowym, tzw. Maderze, funkcjonował niemiecki obóz pracy, gdzie przetrzymywano ok. 120 Polaków pochodzenia żydowskiego. Tragiczne warunki oraz ciężka praca doprowadziły do śmierci większości więźniów. Z końcem 1944 r. nastąpiła likwidacja obozu i jego przeniesienie do Rzeszy25.

Współczesna pamięć o 1938 roku Zwracając się w stronę najnowszych losów miasta, trzeba wskazać, że zbąszyńska młodzież i nauczyciele podejmują liczne kulturalne i historyczne inicjatywy. Największe znaczenie dla przypomnienia wydarzeń z 1938 r. miał projekt „Do zobaczenia za rok w Jerozolimie” zrealizowany w 70. rocznicę, w 2008 r., przez Fundację TRES z Wojciechem Olejniczakiem i Erwinem Schenkelbachem. W skład komitetu obywatelskiego obchodów weszli m.in. Burmistrz i Rada Miasta Zbąszyń, Fundacja TRES, Instytut Historii UAM, Gimnazjum w Zbąszyniu. W ramach projektu powstał film i wystawa fotografii, odbyły się różne spotkania i warsztaty oraz odsłonięto pomnik-walizkę naprzeciw dawnego dworca PKP26. 21 kwietnia 2008 r. młodzi zbąszynianie przemaszerowali razem z rodzinami i sąsiadami w poszukiwaniu lokalnych śladów Preludium Zagłady. Wydarzenie to tworzyło wstęp dla obchodów 70. rocznicy wypędzenia Żydów z Niemiec27.

  W. Najman, Wspomnienia ze Zbąszynia od października 1938 do końca sierpnia 1939 [w:] Do zobaczenia za rok…, s. 161-164. 24   H. Olejniczak-Zaworonko, Zbąszyń…, s. 61. 25   Okupacja Zbąszynia, źródło: http://www.zbaszyn.com/historia/okupacja.htm [dostęp: 18.11.2012]. 26   Strona projektu: Do zobaczenia za rok w Jerozolimie. Zbąszyn-Jerozolima 2008, Kronika, http://www.zbaszyn1938.pl/pl/projekt.html [dostęp: 20.11.2012]. 27   A. Bok, Zbąszyń: Młodzi szli śladami wypędzonych, za: oficjalna strona internetowa „Gazety Lubuskiej” Regionu Kozła http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080421/POWIAT20/70853856 [dostęp: 18.04.2012]. 23

30


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

W okresie prowadzenia przez nas badań odbyło się kilka wydarzeń upamiętniających dawnych mieszkańców. 27 stycznia 2012 r. w zbąszyńskim gimnazjum obchodzono Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holocaustu. Z tej okazji można było zapoznać się z przygotowaną przez uczniów wystawą fotograficzną czy wziąć udział w dyskusjach prowadzonych na lekcjach historii28. 20 kwietnia 2012 r. gimnazjaliści ze Zbąszynia spotkali się z Wojciechem Olejniczakiem, artystą plastykiem, niezależnym producentem filmowym, współredaktorem książki Do zobaczenia za rok w Jerozolimie, z którym rozmawiali na temat samej publikacji, jak i historii ich miasta29. Choć w Zbąszyniu nie ma już reprezentantów społeczności żydowskiej, nie znaczy to, że miasteczko nie istnieje w ich pamięci. Pracownik Muzeum Ziemi Zbąszyńskiej i Regionu Kozła, z którym rozmawialiśmy w maju 2012 r., wspomniał, że Żydzi wciąż przyjeżdżają w zbąszyńskie rejony, odwiedzają muzeum, dzielą się swoją historią z osobami tam pracującymi. Nie wykorzystują oni swoich przeżyć do wszczynania dyskusji o Holocauście, wręcz przeciwnie, starają się je spożytkować w dobrym celu, nawiązując kontakt z miejscowymi fundacjami i organizacjami pozarządowymi, dzieląc się z nimi rodzinnymi opowieściami i pamiątkami, o czym świadczy przytoczony tu list George’a Hastingsa do zbąszyńskiej Fundacji TRES: Witam. Niedawno znalazłem Państwa stronę dotyczącą 60. rocznicy wydarzeń, do których doszło w 1938 r. w Zbąszyniu. Moja matka i jej rodzina byli spośród osób z Düsseldorfu, które deportowano na Polską granicę i które przeby-

wały tam do sierpnia 1939 r. Dysponuję jej zdjęciami w młynie i stajniach. Posiadam także chusteczkę z wykonanymi atramentem rysunkami dotyczącymi „Schicksalzeit”. Zastanawiałem się, czy nie byliby Państwo zainteresowani otrzymaniem kopii niektórych z tych przedmiotów i czy istnieje możliwość otrzymania kopii filmu, który Państwo nakręcili o tych tragicznych wydarzeniach30.

Przedstawiciele żydowskiej społeczności próbują godzić mieszkańców Zbąszynia z faktem, że dzieje ich miasteczka to nie tylko losy Polaków, ale również sąsiadujących z nimi Żydów czy reprezentantów innych kultur. Dążą do nawiązania wzajemnego dialogu, czego ciekawy przykład stanowią odbywające się od 2011 r. wymiany uczniów między szkołą w Zbąszyniu a Mekif Alef High School w Aszdod w Izraelu31. Warto byłoby przyjrzeć się w innych badaniach, jak doświadczenia te wpływają na wiedzę i przekonania młodzieży w Zbąszyniu.

Przestrzenie pożydowskie Zbąszyń posiada dla reprezentantów wyznania mojżeszowego dużą wartość ze względu na wspomnienia związane z miastem, jak i na przynależące do ich miejscowej historii i kultury miejsca pamięci32. Stanowią one pozostałość po codziennym życiu społeczności żydowskiej w Zbąszyniu, lecz także ślad jej tragicznych losów. Obóz pracy dla Żydów w Zbąszyniu znajdował się w pobliżu budynku administracji kolejowej. Spora część mieszkańców (15 z 20 zbąszynian, z którymi rozmawialiśmy) w ogóle nie wiedziała o jego istnieniu. Po wojnie teren

28   Zob. Zbąszyń – Dzień Pamięci o Ofiarach Holocaustu, za: oficjalna strona internetowa portalu regionalnego Echa Okolic http://www.echaokolic.pl/strony/ZBASZYN___Dziem_Pamieci_o_Ofiarach_ Holocaustu/ [dostęp: 09.05.2012]. 29   Zob. Spotkanie Gimnazjalistów z Wojciechem Olejniczakiem, za: oficjalna stron internetowa poświęcona Zbąszyniowi http://serwis.zbaszyn.pl/PL/0/570/Spotkanie_Gimnazjalistow_z_Wojciechem_Olejniczakiem/ [dostęp: 09.05.2012]. 30   Do zobaczenia za rok…, s. 168. 31   L. Kwieciński, Uczniowie ze Zbąszynia w Izraelu, za: oficjalna strona internetowa Radia Zachód http://www.zachod.pl/2011/09/uczniowie-ze-zbaszynia-w-izraelu-zdjecia/ [dostęp: 09.05.2012]. 32   Pierre Nora postrzega miejsca pamięci jako miejsca krystalizowania się, jako elementy obecne w zbiorowej pamięci, które budują tożsamość grupy i jej autowizerunek. Zob. P. Nora, Między pamięcią a historią: Les lieux de Mémoire, „Tytuł Roboczy: Archiwum” 2009, nr 2, s. 4-12.

31


Reportaż o badaniach nad przestrzenią i pamięcią żydowską w Zbąszyniu

ten zagospodarowała niemiecka firma Grutzmacher & Co z Berlina zajmująca się szyciem namiotów, bielizny wojskowej, szpitalnej i osobistej33. Później funkcjonował tu zakład odzieżowy „Romeo”, a obecnie na omawianym obszarze znajduje się Zespół Szkół nr 2. Synagoga została zbudowana w latach 1885-1890, w miejscu starszej świątyni. Zimą 1938 r. znalazło w niej schronienie wielu Żydów przybyłych do Zbąszynia. W czasie II wojny światowej została zdewastowana, a w latach 60. przebudowana na dom mieszkalny. Do dziś nie zachowały się żadne elementy świadczące o jej dawnym przeznaczeniu. Zapytani przez nas zbąszynianie potrafili określić jej lokalizację – niektórym ułatwiała to zadanie nazwa ulicy, przy której stoi – ul. Żydowska, ale przekonywali, że w chwili obecnej stanowi ona zwyczajny budynek mieszkalny. Cmentarz żydowski został zniszczony przez Niemców w czasie II wojny światowej, lecz pozostałości macew były tutaj do lat 70. Podczas rzeczywistej likwidacji cmentarza macewy wykorzystywano do wznoszenia domków jednorodzinnych. Dziś na części dawnego obszaru kirkutu stoją bloki, reszta natomiast obsiana jest trawą. W 1992 r. postawiono tam tablicę pamiątkową w kształcie macewy, na której wyryto napis W tym miejscu do roku 1939 znajdował się cmentarz żydowski. Uszanuj świętość tego miejsca. Rozmówcy często mylili kirkut z cmentarzem ewangelickim, jednak większość wiedziała, gdzie się znajduje i że na jego miejscu ustawiono tablicę poświęconą zmarłym członkom społeczności żydowskiej miasteczka.

Kto „zajmuje się” pamięcią w Zbąszyniu? Łatwo zauważyć wśród zbąszynian dysproporcję popularności konkretnych obiektów łączących się z kulturą żydowską. Z czego ona wynika? Po części na pewno z wieku rozmówców. Starsi informatorzy obserwowali bądź uczestniczyli w wydarzeniach odnoszą  H. Olejniczak-Zaworonko, Zbąszyń…, s. 144.   Mężczyzna, ok. 20-25 lat. 35   Trzy dziewczyny, ok. 15 lat. 33 34

32

cych się do danej przestrzeni, młodsi stopniowo dowiadują się od rodziców czy dziadków o losach swojego miasteczka, co potwierdza przytoczony poniżej fragment przeprowadzonego przez nas wywiadu: Badaczka: Czy był i jeśli tak, to gdzie, cmentarz niemiecki? Rozmówca34: To chyba jest na 17. stycznia, tam koło kortów. Badaczka: A kojarzysz, żeby był tu jakiś kościół niemiecki? Rozmówca: Nie, nie kojarzę, wiem, gdzie był kościół żydowski. Badaczka: A gdzie była synagoga? Rozmówca: Na Marcinkowskiego. Badaczka: A co teraz tam jest? Rozmówca: Dom mieszkalny. Badaczka: A cmentarz żydowski też jest? Rozmówca: Znaczy, że są groby to nie, ale jakaś tablica jest. Badaczka: A może kojarzysz, że był tu jakiś obóz pracy dla Żydów w czasie II wojny światowej? Rozmówca: Oj…, wydaje mi się, że nie. Dużą rolę w kształtowaniu wśród dorastających zbąszynian świadomości historycznej i kulturowej odnoszącej się do ich miasteczka odgrywają też szkoły: Badaczka: – A rozmawiacie w szkole o regionie, historii itd.? Rozmówczynie35: – Tak, mamy takiego nauczyciela, który lubi opowiadać nam o Zbąszyniu. Niestety, bezpowrotne zniszczenie badanych obiektów lub ich zagospodarowanie w inny od przeznaczonego sposób wpływa na spadek ich znaczenia, obniżenie posiadanej wartości. Dawne synagoga, szkoła i cmentarz nie spełniają już swoich funkcji, nie żyją już zbąszynianie, którzy mogliby pamiętać o dawnej społeczności żydowskiej.


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

Mieszkańcy dysponują pewną wiedzą dotyczącą dziejów Zbąszynia, ale nie czują się w tej kwestii ekspertami, stąd też często w czasie rozmów odsyłali nas do miejscowych pasjonatów historii – panów: Zenona Matuszewskiego i Jana Ciszewskiego oraz księdza proboszcza Zbigniewa Piotrowskiego: „Z tym to albo do pana Zenona Matuszewskiego, albo do pana Jana Ciszewskiego musiałyby panie pójść…”, „Coś tam było, ale pan Matuszewski lepiej by wiedział…”, „Dobrze, że się proboszcz interesuje…”. Osoby te zajmują się historią miasteczka, propagują ją za pomocą różnych mediów, dbają o dziedzictwo kulturowe miasta. Stały się poniekąd „strażnikami pamięci”. Jednak to może powodować, że inni mieszkańcy nie angażują się w ożywienie pamięci o dawnych zbąszynianach. Być może osoby młodsze inaczej postrzegałyby tę kwestię. Działania zbąszyńskich miłośników przeszłości przynoszą efekty. Losy miasteczka stały się interesujące dla osób przybyłych z innych rejonów Polski. Przykładowo, rozmawialiśmy z panią w wieku ok. 55 lat, która nie pochodziła ze Zbąszynia, ale zaciekawiły ją jego dzieje. Nie wiedziała, co prawda, o obozie pracy przymusowej, lecz powiedziała nam, gdzie możemy znaleźć byłą synagogę („Pójdziecie panie prosto, po czym skręcicie w lewo. To będzie ten szary, kwadratowy budynek, nawet ulica, przy którym widnieje, nazywa się Żydowska”) i Zakłady Romeo. Wspomniała o swoim uczestnictwie w uroczystości odsłonięcia pomnika na żydowskim cmentarzu, napomykając przy tym o znajdowanych przez robotników w trakcie zagospodarowywania części nekropolii ludzkich szczątkach. Podzieliła się z nami

spostrzeżeniem odnośnie możliwości zakupu w parafii archiwalnych numerów lokalnej gazety sprzed kilkudziesięciu lat, co odebrała jako szansę na wzbogacenie swojej wiedzy o miejscu zamieszkania.

Zakończenie Rozmawiając z dwudziestoma mieszkańcami Zbąszynia na temat żydowskiej historii miasta i łączących się z nią miejsc, w większości przypadków uzyskiwaliśmy odpowiedzi na kluczowe, nurtujące nas pytania, po czym kontakt się urywał. Rozmówcy, nie chcąc rozwijać swoich wypowiedzi, grzecznie się żegnali i wracali do swoich obowiązków. Zastanawiając się nad przyczynami zaistniałych sytuacji, doszłyśmy do wniosku, że tragedia społeczności żydowskiej w Zbąszyniu nie została jeszcze przepracowana, stanowi zbyt świeżą „rysę” na dziejach miasta, by móc o niej spokojnie rozmawiać. Przez wiele lat nie poruszano historii związanej z 1938 r. – dopiero od kilku lat prowadzone są badania, ukazują się publikacje i organizowane są różne działania upamiętniające. Być może mieszkańcy nie mogą pogodzić się z faktem, że w ich miasteczku funkcjonował obóz pracy przymusowej, że Zbąszyń był w tamtym czasie kolejnym miejscem na mapie Polski związanym z Zagładą. Być może ciężko mówić o tym, co działo się blisko 80 lat temu z racji wcześniejszego współmieszkania ze sobą w mieście Polaków, Żydów i Niemców. A może zbąszynianie uważają ten rozdział swojej historii za zamknięty i chcą zacząć wszystko od nowa, zapomnieć o przykrych chwilach. Możliwości jest wiele, a każda z nich wydaje się zawierać ziarno prawdy.

33


Buk i bukowianie w latach wojny i okupacji

Łukasz Komorowski

Buk i bukowianie w latach wojny i okupacji Tragiczne losy, jakie stały się udziałem Wielkopolski podczas II wojny światowej, już od ponad 60 lat stanowią przedmiot zainteresowania historyków, spod piór których wyszło wiele wartościowych publikacji na ten temat1. W ich opracowaniach próżno jednak doszukiwać się próby kompletnej rekonstrukcji wojennych dziejów Buku. Tymczasem szersza kwerenda źródłowa, zapoznanie się z literaturą wspomnieniową oraz rozmowy z żyjącymi osobami, które pamiętają czasy okupacji, dają wyniki zupełnie nieoczekiwane, rzucające szerokie światło na bogatą historię tego miasta. Narastająca w kraju atmosfera zagrożenia i nieuchronnej katastrofy udzieliła się również mieszkańcom Buku. Przygotowywali się oni do niemieckiej napaści, tworząc Straż Obywatelską oraz zbierając wśród rolników pieniądze, które (w sumie 2270 złotych) zostały przeznaczone na Fundusz Obrony Narodowej2. Przebudowywano także domowe piwnice na schrony przeciwlotnicze i gromadzono zapasy żywności oraz utworzono przeciwlotniczy posterunek obserwacyjno-meldunkowy3. Najtragiczniejszy okres w dotychczasowych dziejach miasta zaczął się już 1 września, kiedy to ewakuowano miejscowych urzędników oraz rodziny wojskowych, a na miasto

spadły pierwsze bomby, które zabiły bawiącą się na ul. Wielkowiejskiej małą dziewczynkę4 oraz uszkodziły linię kolejową5. Trauma spowodowana tym wydarzeniem przyczyniła się do pośpiesznego wyjazdu niektórych rodzin na wschód. Pierwsze oddziały niemieckie wkroczyły do miasta 9 września, jednak właściwe zajęcie Buku przez okupanta miało miejsce dzień później6. Przystąpiono do rewizji i aresztowań, a pierwszym wojennym burmistrzem został volksdeutsch Feliks Bandura. Wprowadzono godzinę policyjną i ograniczenia w zakupie towarów oraz nakazano kłaniać się Niemcom i ustępować im miejsca na chodnikach7. Mieszkańcom skonfiskowano radia, magnetofony, aparaty fotograficzne oraz rowery, a dotychczas polskie przedsiębiorstwa zostały przejęte przez firmy niemieckie. Na rynku ustawiono gablotę z mapą Polski, na której codziennie zaznaczano postępy niemieckich wojsk. Szybko przystąpiono do germanizacji miasta i niszczenia wszelkich elementów świadczących o jego polskości. Zburzono stojący na placu Stanisława Reszki pomnik powstańców wielkopolskich i znajdujący się na rynku zabytkowy pomnik św. Stanisława Biskupa oraz liczne krzyże i kapliczki na terenie miasta

1   Zob. zwłaszcza: E. Serwański, Wielkopolska w cieniu swastyki, Warszawa 1970; Cz. Łuczak, „Kraj Warty” 1939-1945. Studium historyczno-gospodarcze okupacji hitlerowskiej, Poznań 1972; idem, Pod niemieckim jarzmem (Kraj Warty 1939-1945), Poznań 1996; L. Gomolec, S. Kubiak, Terror hitlerowski w Wielkopolsce 1939-1945, Poznań 1962; Zbrodnie niemieckie w Wielkopolsce w latach 1939-1945, pod red. M. Libickiego i R. Wryka, Poznań 2004. 2   „Orędownik na powiaty Nowy Tomyśl, Wolsztyn i Międzychód”, nr 73 z 6 VII 1939, s. 3. 3   H. Blimel, Okupacyjne harce. Szare Szeregi w Buku w okresie okupacji (1939-1945), Poznań 1991, s. 1-2. 4   T. Nowacki, Kompendium wiadomości historycznych o Buku, jego bohaterach i szkole bukowskiej, Buk 1974, maszynopis w zbiorach Szkoły Podstawowej im. Bohaterów Bukowskich w Buku, s. 102. 5   Archiwum Państwowe w Poznaniu (dalej APP), Starostwo Powiatowe Nowy Tomyśl, sygn. 43. 6   T. Nowacki, Kompendium…, s. 102-103. 7   APP, Starostwo Powiatowe Nowy Tomyśl, sygn. 20.

34


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

i w jego okolicach8. Kościół farny został zamieniony na magazyn odzieży wojskowej, a w szkole przy ul. Przykop urządzono szwalnię, w której szyto mundury dla żołnierzy niemieckich9. W szkole nr 2 znajdującej się przy ul. Szkolnej urządzono szkołę dla dzieci niemieckich, do której uczęszczało 150 uczniów10. Represje dotknęły także miejscowe duchowieństwo. Ograniczono, a następnie zakazano odprawiania mszy, zmniejszono ilość udzielanych chrztów i zawieranych małżeństw oraz zawieszono działalność kościelnego chóru. Najcenniejszy zabytek miasta – drewniany kościół św. Krzyża – został przekazany katolikom niemieckim11. W maju 1943 r. nazwa miasta została zmieniona na Buchenstadt. Niebawem stworzono także mapę wzorcowego nazistowskiego miasta, jakim miał się stać Buk. Wielu bukowian dzielnie walczyło w kampanii wrześniowej. Swoje życie oddali w niej Stefan Bogacz, Antoni Górnicki, Ludwik Niemczyk oraz Jan Szczepaniak. Wojnę obronną przeżyli Stanisław Cichy, walczący w Armii Poznań i Leon Leśniczak, służący w 3 Pułku Lotniczym w Poznaniu-Ławicy oraz Stanisław Babiarz, Kazimierz Chorbiński, Leon i Władysław Dziembowscy, Franciszek Hałas, Jan Klimczak, Stanisław Majda, Bronisław Urbaniak i Jan Zeuschner12. Już 10 października 1939 r. dokonano pierwszego mordu na mieszkańcach Buku.

Fałszywym pretekstem było rzekome zastrzelenie żołnierza niemieckiego, które miało mieć miejsce na dworcu kolejowym. Ofiary, którymi byli Franciszek Górczak, powstaniec wielkopolski i poseł na sejm oraz piekarz Teofil Matyasik, rozstrzelano w znajdującej się na terenie parku „Sokoła” strzelnicy13. Nieznani z nazwiska mieszkańcy Buku stali się także ofiarami mordu dokonanego przez Wehrmacht we wsi Bolewicko k. Nowego Tomyśla14. 15 mieszkańców miasta zostało aresztowanych w listopadzie 1939 r., kiedy to rzekomo mieli przygotowywać „pucz” z okazji święta niepodległości15. Wielu mieszkańców oddało swe życie w obozach koncentracyjnych. Bukowianie ginęli w Forcie VII w Poznaniu, Żabikowie, Dachau, Gross Rosen, Mauthausen oraz Auschwitz-Birkenau. Powstańcy wielkopolscy Franciszek Szulc oraz Władysław Wawrzyniak – osiadły w Buku dowódca południowego frontu powstania – miejsce swojego ostatniego spoczynku znaleźli natomiast w dołach śmierci Katynia, gdzie zostali zamordowani przez oficerów NKWD. Niepełny wciąż spis poległych bukowian obejmuje 122 nazwiska, jest więc znacznie dłuższy niż podawana do tej pory lista ofiar16. Eksterminacja narodu polskiego obejmowała także przesiedlenia i deportacje. Wysiedleni bukowanie, w tym także narodowo-

8   A. Kowalczyk, Buk. Zarys dziejów miasta, Poznań 1989, s. 127; E. Cicha, Krzyże i kapliczki przydrożne w gminie Buk, Buk 2004, s. 6, 10, 20-22, 25, 30-31, 34-35, 43-46. 9   E. Mankiewicz, Edukacja domowa w rodzinie polskiej w okresie okupacji niemieckiej (1939-45), Poznań 1998, maszynopis w zbiorach Izby Muzealnej Ziemi Bukowskiej, s. 30. 10   Archiwum Szkoły Podstawowej im. Bohaterów Bukowskich w Buku, Deutsche Volkschule Buk 1940-1944, br. sygn. 11   L. Laufer, Historia parafii pw. św. Stanisława B.M. w Buku w latach 1870-1941, Poznań 1984, maszynopis w zbiorach Archiwum Archidiecezjalnego w Poznaniu, s. 76, 80, 83. 12   Informacje te pochodzą z dokumentów i pamiątek historycznych zgromadzonych w Izbie Muzealnej Ziemi Bukowskiej oraz ze wspomnień Elżbiety Cichej. 13   H. Blimel, Okupacyjne harce…, s. 13-14. 14   E. Serwański, Wielkopolska w cieniu…, s. 82. 15   Cz. Łuczak, Dzień po dniu w okupowanej Wielkopolsce i na Ziemi Łódzkiej (Kraj Warty), Poznań 1993, s. 35. 16   Lista mieszkańców gminy Buk poległych i zaginionych w czasie II wojny światowej, których nazwiska udało się ustalić: Adamek Władysław, Andrzejewski Ignacy, Andrzejewski Leon, Andrzejewski Stefan, Bączkowski Mieczysław, Begier Leon, Bensch Antoni, Białas Jan, Białek Józef, Bogacz Stefan, Brandyk Maksymilian, Braniewicz Czesław, Cetner Bronisława, Cetner Jakub, Cichorski Stanisław, Dolczewski Ludwik, Dybizbański Czesław, Dybizbański Edward, Dymny J., Gawroński Władysław, Golland Eryk, Górczak Bartłomiej, Górczak Franciszek, Górka F., Górnicki Antoni, Górny Jan, Gucia K., Helbig Wojciech, Hemmerling Stanisław, Herman Feliks, Iwicka Janina, Iwicka Monika, Iwicka Stanisława, Iwicka

35


Buk i bukowianie w latach wojny i okupacji

ści żydowskiej, trafiali przeważnie do obozu przejściowego w Młyniewie (Südhof) koło Grodziska Wielkopolskiego17, aby następnie zostać wywiezieni na przymusowe roboty w głąb Rzeszy, do Generalnego Gubernatorstwa i na inne okupowane tereny lub – jak w przypadku miejscowych Żydów – do Szymanowa pod Warszawą. W ich miejsce w Buku osiedlali się osadnicy niemieccy z krajów bałtyckich. Wśród wysiedlonych znalazła

się większość bukowskich nauczycieli, którzy trafili do Częstochowy, a także jeden z dowódców powstania wielkopolskiego płk Kazimierz Zenkteler18. W Buku utworzono także przejściowy obóz dla Żydów zamieszkujących powiat nowotomyski, wśród których wybuchła epidemia tyfusu, wobec czego zostali szybko przywiezieni do Młyniewa19. Dla Żydów utworzono również obozy pracy przymusowej w pobliskich Cieślach oraz Otuszu20.

Tabela 1. Liczba osób zamordowanych, przesiedlonych i wywiezionych na przymusowe roboty podczas okupacji z Buku i okolic, których dane udało się ustalić Rodzaj poniesionej szkody

Liczba

%

Śmierć

122

51,7

Przesiedlenie

47

19,9

Przesiedlenie (dzieci do lat 14)

51

21,6

Wywiezienie na przymusowe roboty

16

6,8

Razem

236

100

Źródło: Opracowanie na podstawie badań własnych w oparciu o: zbiory Izby Muzealnej Ziemi Bukowskiej i wspomnienia Elżbiety Cichej oraz APP, Akta miasta Buk, sygn. 114; A. Kowalczyk, Buk. Zarys dziejów miasta, Poznań 1989; T. Nowacki, Kompendium wiadomości historycznych o Buku, jego bohaterach i szkole bukowskiej, Buk 1974 (maszynopis); H. Blimel, Okupacyjne harce. Szare Szeregi w Buku w okresie okupacji (1939-1945), Poznań 1991; idem, Wspomnienia bukowskiego harcerza z lat 19451957, Poznań 1994; Dzieje harcerstwa bukowskiego, red. H. Blimel [i in.], Buk 1980; Z. Kościański, E. Tomkowiak, Bukowianie w Powstaniu Wielkopolskim 1918-1919, Poznań–Buk 2008; Kapitan Franciszek Szulc 1893-1940, oprac. Z. Duda, B. Wojcieszak, Opalenica 1999; Z. Wartel, Wysiedlenia niemieckie Urszula, Iwicki Bronisław, Janicki Stanisław, Jaworowicz Ignacy, Jarmuszyński Ignacy, Jęch Franciszek, Jęch Leon, Jęch Teresa, Jujka Jan, Jurga Walentyna, Kaczmarkiewicz Michał, Kałek Mieczysław, Kapała Stefan, Kazimierowski Antoni, Kaźmierowski Aleksander, Kaźmierowski Wiktor, Kaźmierski Bronisław, Kokowski Bronisław, Konieczna Stanisława, Konieczny Antoni, Kordys Jan, Kordys Walenty, Krajewski Stanisław, Krawczak Jan, Króliczak Stanisław, Krzemiński Władysław, Kubiak Edmund, Kruger Aleksander, Kruger Tadeusz, Laskowski Zbigniew, Lemański L., Lewandowski Kazimierz, Litwin Czesław, Litwin Stanisław, Lulka Leon, Łowicki Jaroch, Łowicki Leon, Maciński Władysław, Malinowski Wacław, Matyasik Teofil, Migdałek Bronisław, Minge Antoni, Morkowski Edmund, Nadstazik Stanisława, Niklewski Jan, Niemczyk Ludwik, Nowak C., Nowak W., Pauper Bronisław, Pempera Bronisław, Piechowiak Zygmunt, Pierzyński Walenty, Poplewski Kazimierz, Prokop J., Przeworska Rozalia, Przybylski Marceli, Pucek Jerzy, Rajewski Antoni, Ratajczak Wincenty, Rogal Franciszek, Rogal Stanisław, Rutkowska NN, Skałecki W., Siudziak Leon, Skoroszewska Monika, Skowron Monika, Skrzypczak Józef, Słupiński Stanisław, Sobański Jakub, Sobieralski Franciszek, Stachowiak W., Stróżyk Józef, Szajkowska Michalina, Szajkowski Tadeusz, Szczepaniak Jan, Szulc Franciszek, Szwarc E., Szwarc R., Szwarc S., Szymaniak L., Śledź Ignacy, Targosz F., Tymkowski Roman, Wachowiak Ludomir, Wawrzyniak Marta, Wawrzyniak Władysław, Wierzbicki Kornel, Wojtczak Tadeusz, Woźny Feliks. 17   Na temat tego obozu zob. Z. Wartel, Obóz hitlerowski w Młyniewie k. Grodziska Wlkp., Grodzisk Wielkopolski 2002. 18   T. Nowacki, Kompendium…, s. 214-215. 19   APP, Der Landratsamt Nowy Tomyśl, sygn. 5, k. 23, 112. 20   A. Ziółkowska, Obozy pracy przymusowej dla Żydów w Wielkopolsce w latach okupacji hitlerowskiej (1941-1943), Poznań 2005, s. 38, 255, 328. 36


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

1939-1945. Losy mieszkańców powiatu Nowy Tomyśl–Grodzisk Wielkopolski, Opalenica 2002; L. Laufer, Historia parafii pw. św. Stanisława B.M. w Buku w latach 1870-1941, Poznań 1984 (maszynopis); E. Cicha, Krzyże i kapliczki przydrożne w gminie Buk, Buk 2004; E. Mankiewicz, Edukacja domowa w rodzinie polskiej w okresie okupacji niemieckiej (1939-45), Poznań 1998 (maszynopis); J. Pańczakowa, M. Cichoń, Powstańcy wielkopolscy w grobach katyńskich, Poznań 2010; W. Król, Polskie dywizjony lotnicze w Wielkiej Brytanii 1940-1945, Warszawa 1976; M. Walczak, Nauczyciele wielkopolscy w latach wojny i okupacji 1939-1945, Poznań 1974.

Nie sposób ustalić dziś liczby wszystkich przesiedlonych oraz wywiezionych na przymusowe roboty mieszkańców miasta i jego najbliższych okolic, która zapewne jest znacznie wyższa (wg Tomasza Nowackiego ma wynosić aż 4-5 tys. osób) niż prezentowane zestawienie osób, których nazwiska dało się określić21. Jak wynika z przedstawionego w tabeli zestawienia, bezpośrednie szkody spowodowane II wojną światową poniosło łącznie 236 osób zamieszkałych w Buku i najbliższej okolicy. Terror i wszechobecna śmierć, jaką zgotował niemiecki okupant narodowi polskiemu, nie złamał jednak patriotycznego ducha, jaki od dawna drzemał w mieszkańcach Buku. Przez cały okres okupacji istniała w mieście konspiracyjna działalność harcerska. Komendantem bukowskich Szarych Szeregów do 1943 r. był phm. Tadeusz Wojtczak, a po jego aresztowaniu został nim Henryk Blimel. Harcerze zgru-

powani byli w zastępie „Kosmos” oraz zastępie „Lisów”. Najbardziej brawurowymi akcjami przeprowadzonymi przez bukowskie Szare Szeregi były nocna kradzież broni i zarekwirowanej książki, w której znajdował się tajny dokument z niemieckiego posterunku policji przez Henryka Blimela oraz jego wyprawa po broń do zamieszkałego przez Niemców domu22. Bukowskim harcerzom udało się dokonać odpisu dokumentacji Hitlerjugend w mieszkaniu przywódcy tej organizacji Zygmunta Willa oraz przechowywanych w magistracie akt personalnych zamieszkałych w mieście Niemców. Przeprowadzono również kilka akcji sabotażowych na miejscowym dworcu, polegających na zasypywaniu piaskiem maźnic wagonów kolejowych transportujących broń i amunicję. Harcerze organizowali także naukę strzelania z broni oraz produkowali własną amunicję, proch

21   Za obszar terytorialny poszukiwań przyjęto ówczesne granice parafii bukowskiej (Buk, Wielkawieś, Niegolewo, Dobieżyn, Szewce, Wojnowice, Pawłówko, Kozłowo, Łagwy, Wilkowo, Zgoda, Zalesie, Wysoczka) oraz Dakowy Suche, Kalwy, Niepruszewo, Otusz, Skrzynki, Sznyfin i Żegowo. Udało się ustalić następujące nazwiska wysiedlonych: Banaszak NN z rodziną, Benda Johanna, Bensch Franciszek, Blitz Alice, Blitz Arpad, Borak Stefan wraz z 5-osobową rodziną, Burlaga Henryk, Cetner Stanisława, Datkiewicz Walenty, Hanyż Jan, Hille Henryk z rodzicami i bratem, Kałek Ignacy, Klimczak Jan, Klorek Ludwik z rodziną, Kubicki NN z rodziną, Króliczak Wojciech z rodziną, Krówczyński Stanisław, Matysiak Stanisława, Molska Halina, Nadolny Ludwik z żoną, Piasny Stefan, Piechocki Stanisław, Piątkowska Daniela, Piątkowski Kazimierz, Plichta Józef, Plichta Maria, Schade Adolf, Skórzewski Stanisław, Słupiński Stanisław, Szczodrowski NN z żoną i synem, Teski Mieczysław z rodziną, Tritt Władysław z rodziną, Vogel Dionizy, Wąsowicz Piotr, Wróbel Łucja, Zenkteler Kazimierz. Wśród osób wysiedlonych znalazły się także dzieci do lat 14: Benda Alfred, Białas Leokadia, Biegański Bernardyn, Burlaga Honorata, Burlaga Jerzy, Burlaga Zygfryd, Cichy Ignacy, Cieślak Stanisław, Cieślak Jan Wojciech, Cieślak Pelagia Józefa, Duda Czesława, Gałęcki Mieczysław, Gawron Aleksander, Gawron Irena, Gawron Teresa, Gawron Marian, Gawrońska Mieczysława, Grabowska Małgorzata, Grabowski Mieczysław, Grześkowiak Antoni, Kiwit Norbert, Kornosz Edward, Krzyżaniak Bolesław, Kuzora Cecylia, Kuzora Helena, Kuzora Teresa, Motała Anna, Nadolna NN, Napierała Janina, Olek Bolesław, Osydus Danuta, Perz Aleksy, Piątek Jerzy, Piechowiak Krystyna, Przewoźna Irena, Przywecka Marianna, Sapor Stefania, Sapor Tadeusz, Skotarek Olgierd, Stępniewski Antoni, Szała Bożena, Szała Genowefa, Szała Teresa, Szopka Maria, Szopka Wiktor, Wencel Janina, Wencel Krystyna, Wojciechowska Krystyna, Wojtkowiak Ludwik, Woś Bolesława, Woś Marian. Na przymusowe roboty w głąb Rzeszy trafili: Andrzejewska Walentyna, Baranowska Anna, Białas Franciszka, Galas Kazimiera, Górczak Jadwiga, Korytowska Maria, Nowak Czesława, Piechowiak Stefan, Stelmachowska Janina, Szajek Władysław, Tomczak Krystyna, Trytt Łucja, Walczak Jolanta, Węcławek Apolonia, Włodarczak Stefan, Zieleśkiewicz Maria. 22   H. Blimel, Okupacyjne harce…, s. 60, 82-91.

37


Buk i bukowianie w latach wojny i okupacji

i granaty. Stworzono wędrowną bibliotekę oraz organizowano potajemne seanse filmowe. Pod koniec 1942 r. rozpoczęto wydawanie konspiracyjnej gazetki o nazwie „Pająk”23. Ukazywała się ona w jednym egzemplarzu, początkowo jako dwutygodnik, a następnie miesięcznik. Pisana była ręcznie i antydatowana o pięć lat. Inicjatorem wydawania konspiracyjnego czasopisma był Marian Kondella, który przez kilka numerów umieszczał w odcinkach opowiadanie swojego autorstwa pt. Młodzi obrońcy. Swoje teksty publikowali tam także Bronisław Czosnowski, który był współautorem ilustrowanej winiety i autorem licznych

wierszy patriotycznych oraz Tadeusz Wojtczak, Henryk Blimel, Tadeusz Nowicki i Antoni Piechowiak. Pismo miało głównie szkoleniowy charakter, dlatego najwięcej miejsca zajmowały artykuły z zakresu nauki o szyfrach i broni, samarytanki oraz materiały dotyczące łączności i kartografii. Bukowscy harcerze pracowali także nad skonstruowaniem pistoletu własnego projektu24. Ogółem przez cały okres wojny w konspiracyjnej działalności Szarych Szeregów uczestniczyło 26 osób25, pod koniec okupacji natomiast aktywnych pozostawało 15 harce-

Tabela 2. Wiek harcerzy bukowskich Szarych Szeregów biorących udział w działalności konspiracyjnej Data urodzenia

Liczba

%

1915

1

3,9

1919

1

3,9

1922

2

7,7

1923

1

3,9

1924

3

11,5

1925

6

23

1926

6

23

1927

5

19,2

1930

1

3,9

Razem

26

100

Źródło: Opracowanie własne na podstawie: H. Blimel, Okupacyjne harce. Szare Szeregi w Buku w okresie okupacji (1939-1945), Poznań 1991; Dzieje harcerstwa bukowskiego, red. H. Blimel [i in.], Buk 1980; A. Kowalczyk, Buk. Zarys dziejów miasta, Poznań 1989.

  R. Macyra, Prasa konspiracyjna w Kraju Warty w latach 1939-1945, Poznań 2006, s. 159-160, 261.   H. Blinek, Technicy Szarych Szeregów, „Przegląd Techniczny” 1966, nr 8, s. 8. 25   Lista osób uczestniczących w czasie II wojny światowej w konspiracyjnych działaniach Szarych Szeregów (w nawiasie podano pseudonim oraz okres działalności): Blimel Henryk („Chytry”, 1939-45), Buszko Edmund („Golarz”, 1939-40), Cichosz Jan („Babcia”, 1940-45), Cichy Zenon („Rusek”, 1940-44), Czosnowski Bronisław („Biały Hetman”, „Kosmos”, 1941-45), Dorożała Edmund („Szary”, 1940-45), Dolczewski Stanisław (1941-45), Dziudzia Czesław („Bystry”, 1939-45), Feliszkowski Henryk („Felek”, 1940-41), Laska Antoni („Kij”, 1940-41), Kalemba Adam (1941-45), Kondella Marian („Prawy”, 193945), Korytowski Zygmunt („Zyga”, 1941-43), Kowalak Franciszek („Cieślak”, 1942), Kowalak Antoni („Antek”, 1942), Maciejewski Lucjan („Maciek”, 1940), Miński Józef („Józek”, 1941-45), Nowicki Tadeusz („Czubaty”, 1939-45), Piechowiak Antoni („Ape”, 1939-45), Polaszek Mieczysław („Mietek”, 1945), Sławicz Cyryl („Cyrek”, 1940), Stelmachowski Aureliusz (1941-45), Szajek Walerian („Waluś”, 1941-45), Szwarc Czesław („Czarny”, 1943-45), Wąsowicz Zenon („Wąsik”, 1941-45), Wojtczak Tadeusz („Butny”, 1939-43). 23

24

38


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

rzy26. Byli to ludzie młodzi, tylko dwóch z nich w chwili wybuchu wojny miało ukończone 20 lat. Pamiętać należy również o prowadzonej na terenie Buku konspiracyjnej edukacji domowej oraz o tajnym duszpasterstwie27. Szczególnie aktywni w tej działalności byli Stanisława Cicha, Czesław Jakubowski, Irena Nowaczyk oraz Maria Zieleśkiewicz. W działalności konspiracyjnej brali udział także wysiedleni do Generalnego Gubernatorstwa Kazimierz Piątkowski oraz jego siostra Daniela, którzy uczestniczyli w walkach Batalionów Chłopskich na Kielecczyźnie. W walkach powstania warszawskiego brały udział Klara Błaszczyńska oraz Wanda Niegolewska, które wcześniej uczestniczyły także w powstaniu wielkopolskim. W powstaniu warszawskim brali udział także Stanisław Babiarz oraz Jan Klimczak, który swoją odwagę przypłacił trwałym kalectwem. Przesiedlony do Generalnego Gubernatorstwa Dionizy Vogel, powstaniec wielkopolski, był komendantem Armii Krajowej w powiecie radomskim. W Buku działała także Organizacja Bojowa na Ziemie Zachodnie28 oraz mająca marginalne znaczenie konspiracja komunistyczna29. Wielu bukowian służyło również w polskich oddziałach biorących udział u boku aliantów w walkach na zachodzie Europy30. W 1 Dywizji Pancernej dowodzonej przez gen. Stanisława Maczka swój szlak bojowy przeszedł Jan Zeuschner. Ludwik Nadolny, kierownik szkoły nr 2, brał udział w obronie Francji oraz inwazji na Normandię. We Włoszech przeciwko armii hitlerowskiej walczył Henryk Hille.

W końcowej fazie wojny szoferem w armii amerykańskiej był Alojzy Krupa. Dr Lech Siuda podczas wojny pływał na statku MS Sobieski i brał udział m.in. w desantach pod Narwikiem, w Normandii, Afryce Południowej i Północnej oraz na Sycylię. Po zakończeniu wojny był natomiast jednym z inicjatorów protestu przeciwko zmianie bandery statku. Na zachodzie Europy oddał swe życie Zygmunt Piechowiak, który został zestrzelony nad Francją, będąc lotnikiem służącym w Dywizjonie 304. Wyzwolenie Buku spod władzy niemieckiej miało miejsce 26 stycznia 1945 r., kiedy to wkraczające do miasta wojska radzieckie powitał wraz z mieszkańcami przedwojenny burmistrz Maksymilian Holland31. Straty materialne poniesione przez miasto zostały wycenione na 26 mln zł, z czego całkowitemu zniszczeniu uległo zaledwie 1% zabudowań32. Szczególnie dotkliwe dla mieszkańców było zniszczenie kościoła farnego podpalonego przez uciekających z miasta Niemców, w którego pożarze spłonął cudowny obraz Matki Boskiej Literackiej33. Wyzwolenie miasta spod hitlerowskiej okupacji nie przyniosło jednak spokoju jego mieszkańcom. Wojsko radzieckie okazało się bowiem równie okrutne. Żołnierze Armii Czerwonej przystąpili do rabowania miasta, a z ich rąk zginęło małżeństwo Jęchów broniące córki przed gwałtem34. Osoby te należy uznać za ostatnich mieszkańców Buku, którzy znaleźli się wśród ofiar II wojny światowej. Tragedia, jaką przyniosła Polsce wojenna zawierucha lat 1939-1945, dotknęła również w znacznym stopniu Buk i jego mieszkań-

26   S. Broniewski, T. Strzembosz, Liczebność organizacji Szare Szeregi na terenie Polski Zachodniej, „Najnowsze Dzieje Polski. Materiały i Studia z Okresu II Wojny Światowej” 1960, t. 4, s. 78. 27   E. Mankiewicz, Edukacja domowa…, s. 51-86. 28   H. Blimel, Okupacyjne harce…, s. 17. 29   L. Gomolec, Z lat walki Powiatu Poznańskiego 1918-1945. W XX-lecie PPR, Poznań 1962, s. 35. 30   Dane osób walczących ustalono na podstawie zbiorów Izby Muzealnej Ziemi Bukowskiej oraz A. Kowalczyk, Buk…, s. 134-135; T. Nowacki, Kompendium…, s. 176-184; H. Blimel, Wspomnienia bukowskiego harcerza z lat 1945-1957, Poznań 1994, s. 118, 123, 225; W. Król, Polskie dywizjony lotnicze w Wielkiej Brytanii 1940-1945, Warszawa 1976, s. 169-170, 178-182. 31   J. Nowakowski, Społeczno-gospodarczy rozwój miasta i gminy Buk w Polsce Ludowej, Poznań 1981, maszynopis w zbiorach Archiwum Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, s. 7-8. 32   APP, Starostwo Powiatowe Nowy Tomyśl, sygn. 43, 62. 33   H. Blimel, Okupacyjne harce…, s. 209. 34   Idem, Wspomnienia bukowskiego harcerza…, s. 5.

39


Buk i bukowianie w latach wojny i okupacji

ców. Miasto w wyniku obłąkańczego terroru miało się stać, podobnie jak i cały Kraj Warty, wzorcową częścią III Rzeszy. Bukowianie jednak nie poddali się i z bronią w ręku walczyli o wolność swojej ojczyzny na wielu frontach II

wojny światowej. Również po jej zakończeniu mieszkańcy miasta stanęli do walki z nowym ciemiężycielem, za co wielu z nich zapłaciło długoletnim pobytem w więzieniu35.

35   Ibidem, passim; B. Kuświk, Historia jednej organizacji. Organizacja Bi-Pi Buk 1950 [w:] Studia z dziejów harcerstwa 1944-1989, pod red. M. Wierzbickiego, Warszawa 2009.

Krzysztof Lachs Dawid Niemier Aleksandra Paprot

O pamięci i zapomnieniu w Buku. Wokół polskiego, niemieckiego i żydowskiego dziedzictwa kulturowego Wstęp Inspiracją poniższego tekstu są badania terenowe, jakie przeprowadziliśmy w maju 2012 r. w Buku1. Miały one na celu zbadanie śladów trzech kultur (polskiej, niemieckiej i żydowskiej) w świadomości mieszkańców tego wielkopolskiego miasteczka oraz poznanie przejawów aktywności społeczności lokalnej na rzecz dziedzictwa kulturowego. Dziedzictwo kulturowe stanowi dorobek materialny i duchowy poprzednich pokoleń, jak również dorobek naszych czasów; oznacza wartość przekazaną przez przodków i określającą naszą kulturę. W swoich badaniach chcieliśmy poruszyć kwestię pamięci jako tej, która wpływa na postawy mieszkańców względem zachowanej spuścizny kulturowej. Dlatego też przyjęliśmy metodę wywiadu swobodnego w oparciu o przygotowane dyspozycje dotyczące miejsc, obiektów i działań upamiętniających. Informatorów szukaliśmy przede wszystkim wśród pracowników instytucji kultury i w placów-

kach oświatowych, ale również wśród innych mieszkańców Buku. Z kolei kryterium doboru szkół stanowiła bogata historia, tradycja i działalność w ramach edukacji regionalnej silnie nakierowanej na dziedzictwo kulturowe miasta. Łącznie przeprowadziliśmy pięć wywiadów z osobami powyżej 40. roku życia. Chcąc zbadać wiedzę mieszkańców na temat Buku, a szczególnie cmentarza niemieckiego i żydowskiego, przeprowadziliśmy sondaż uliczny wśród kilkunastu osób spotkanych na ulicy lub w sklepach. W okresie prowadzenia badań mieliśmy także możliwość obserwacji i udziału w IX Dniach Kultury Żydowskiej i Izraelskiej w Wielkopolsce, które odbyły się 15 maja 2012 r. w miejscowej synagodze. Dzięki temu mogliśmy przekonać się, w jaki sposób i z jakim skutkiem bukowskie instytucje kultury realizują założenia upowszechniania lokalnego dziedzictwa kulturowego. W artykule chcemy dokonać zestawienia zachowanych do dziś elementów świadczących o pamięci polskiej, niemieckiej i żydowskiej.

  Badania w Buku realizowaliśmy w grupie czteroosobowej (wraz z Dorotą Sają) w ramach zajęć Pamięć polska, żydowska, niemiecka prowadzonych przez dr Izabellę Main w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. 1

40


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

Dlatego też tekst podzieliliśmy na części, które w analogiczny sposób będą odwoływać się do poszczególnych pozostałości danej kultury, np. budowli sakralnych, pomników czy cmentarzy. W ten sposób chcemy naświetlić problem niedostatecznej dbałości o te miejsca wśród miejscowych. Tekst rozpoczniemy od krótkiego przedstawienia historii Buku, a zakończymy podsumowaniem naszej analizy pamięci o jego dawnych mieszkańcach.

Zarys dziejów Buku Buk jest jednym z najstarszych miast Wielkopolski. Źródła podają, że prawdopodobnie już w XI w. ist- Kościół św. Krzyża w Buku, 2012, fot. A. Paprot niała tam parafia katolicka. Natomiast w 1289 r. Buk uzyskał prawa miejskie jako la- uzyskaniem przez Polskę niepodległości, uletyfundia biskupów poznańskich. Miasto to sta- gła polonizacji, a pozostała część zachowała ło się ważnym ośrodkiem handlowo-rzemieśl- tożsamość niemiecką nawet do II wojny świaniczym, świadczącym usługi dla okolicznych towej. Obecność Żydów i Niemców w Buku osad2. trwała krótko: od 1793 do okresu po II wojnie W 1793 r. w wyniku II rozbioru Polski Buk światowej. „W 1880 roku w Buku mieszkało 266 znalazł się pod zaborem pruskim. Dotychcza- Żydów, jednak z czasem ich liczba zaczęła spasowy porządek w mieście uległ zmianie – za- dać. Podczas spisu powszechnego z 1921 roku częły przybywać osoby wyznania mojżeszo- tylko siedemdziesięciu bukowian zadeklarowego oraz ewangelicy3. Niemiecki został języ- wało pochodzenie żydowskie. W 1938 roku kiem urzędowym, jednak ludność polska nadal w Buku żyło 31 Żydów”5. Przyczyną zmniejprzeważała liczebnie4 i wykazywała dużą ak- szania się ich liczby była emigracja6. tywność antyniemiecką. Działalność patrioTuż przed II wojną światową większość tyczna opierała się głównie na zrzeszaniu się Niemców mieszkających w Buku została inw organizacjach kościelnych, kulturalnych ternowana w głąb kraju, jednak stosunkowo i politycznych. Duże znaczenie dla zachowa- szybko powrócili oni do miasta. Nalot na Buk nia polskości miały bukowskie szkoły. W ra- rozpoczął się 9 września 1939 r. Wówczas to mach obrony języka ojczystego w placów- część ludności narodowości polskiej wyjechała kach oświaty dzieci bukowskie podjęły strajk na wschód kraju (głównie rodziny kolejarskie). w 1906 r. Jak podaje Kowalczyk, Polaków mieszkająW okresie międzywojennym liczba nie- cych w Buku rewidowano, często dochodzimieckich mieszkańców Buku stopniowo ło do aresztowań7. Nie podaje on jednak żadzmniejszała się. Część Niemców, już przed nych informacji dotyczących sytuacji ludności   A. Kowalczyk, Buk. Zarys dziejów miasta, Poznań 1989, s. 10-16.   Wirtualny Sztetl: http://www.sztetl.org.pl/pl/city/buk/ [dostęp: 27.05.2012]. 4   Ludność wyznania ewangelickiego zaczęto ujmować w statystykach od 1861 r. Do 1905 r. liczba ta oscylowała pomiędzy 313 a 556 osobami, zob. A. Kowalczyk, Buk…, s. 51. 5   Ibidem. 6   D. Praszałowicz [i in.], Mechanizmy zamorskich migracji łańcuchowych w XIX wieku: Polacy, Niemcy, Żydzi, Rusini. Zarys problemu, Kraków 2004, s. 74-75. 7   A. Kowalczyk, Buk…, s. 125-127. 2 3

41


O pamięci i zapomnieniu w Buku…

żydowskiej. Prawdopodobne jest, że wszyscy lub większość bukowskich Żydów zginęła podczas II wojny światowej. Obecnie w Buku nie mieszkają już ani Niemcy, ani Żydzi, jednak można przypuszczać, że niektóre rodziny pochodzą od spolonizowanych innowierców.

Czy mieszkańcy pamiętają o niemieckiej przeszłości miasta? Współcześnie w Buku nie pozostało wiele elementów świadczących o pamięci o ludności niemieckiej. Pytane przez nas osoby nie dostrzegały również żadnych zasług dawnych mieszkańców miasta. Nikt z naszych rozmówców nie wspomniał o Edmundzie Callier – ewangeliku, historyku i publicyście, a także polskim patriocie i uczestniku powstania styczniowego, który spędził w Buku swoje dzieciństwo. Informacji o nim nie ma również na stronie internetowej Miasta i Gminy Buk, choć można je znaleźć w Internecie (np. Wikipedia). Mieszkańcy Buku, jeżeli wspominają niemiecką przeszłość miasta, wymieniają poszczególne budynki. Są to m.in. ratusz, budynek poczty, dawne szkoły ewangelickie, pastorówka i dawny budynek kościoła ewangelickiego, który dziś zajmuje kino „Wielkopolanin”. Obecnie funkcjonuje tylko śladowa pamięć o tym, że bukowskie kino było kościołem. Jak podano w informatorze turystycznym z 1989 r.: „Położony poza obrębem murów trójkątny pl. Reszki to centralny punkt dawnego Przedmieścia Poznańskiego. Pośrodku niego stał kościół szpitalny św. Ducha, zbudowany po r. 1800 został rozebrany i zapewne na tym miejscu wzniesiono w r. 1845 kościół ewangelicki”8. Żadna z blisko dziesięciu pytanych osób nie wspomniała o pożarze kościoła ewangelickiego. Pisali o tym jednak Anders i Majewicz, choć przedstawiają wersje, które różnią się nieco datami i pewnymi szczegółami. Pierwszy

podaje, że „spalił się on w r. 1952, a pozostałości przebudowano na kino »Wielkopolanin« […], otwarte w r. 1962”9. Natomiast Majewicz wymienia więcej szczegółów i pisze, że pożar miał miejsce 22 sierpnia 1951 r. w czasie burzy, podczas której piorun uderzył w wieżę kościoła, a ta runęła, uszkadzając częściowo budynek. Co ciekawe, jedno z forów internetowych podaje jeszcze inną wersję: „W 1962 r. został przebudowany na dom kultury, przy czym zburzono kościelną wieżę”10. Pomimo tego, że podjęto działania mające na celu odbudowę kościoła, to ówczesny Wojewódzki Wydział Budownictwa nie wyraził na to zgody, argumentując, że „parafia posiada już dwa kościoły wystarczające dla jej potrzeb”11. Doprowadziło to do tego, że bukowska parafia zrezygnowała w 1954 r. z utrzymywania spalonego budynku. Natomiast dawna ewangelicka pastorówka, zgodnie z decyzją władz miasta, prawdopodobnie wkrótce po II wojnie, została podzielona na mieszkania dla bukowskich nauczycieli, którzy mieszkają tam do dziś. Ostatnią informację potwierdzili nasi rozmówcy – nauczyciele z Gimnazjum im. płk. K. Zenktelera, mieszkający dawniej i obecnie w tym budynku: „Na początku XX wieku […] w tym środowisku były wspólnoty. Protestancka, bo był kościół protestancki i oni mieli taką szkołę przy kościele protestanckim. Następnym obiektem protestanckim jest […], ja mieszkałem tam w tym domu, tam mieszkał pastor i tam była szkółka, czyli taka niedzielna. Po niedzielnym nabożeństwie tam odbywały się nauki, czyli ewangelia, modlitwy, takie tam te katechizmowe sprawy […]”12. Warto nadmienić, że majątek gminy ewangelickiej był przydzielony bukowskim katolikom tuż po wojnie, bo już w 1945 r., a potwierdzeniem katolickiej i polskiej przynależności było poświęcenie kościoła we wrześniu oraz

  P. Anders, Buk, Opalenica i okolice, Poznań 1989, s. 15-16.   Ibidem, s. 16. 10   Polska na fotografii: http://fotopolska.eu/Buk/b59579,Kino_WIelkopolaninbrBiblioteka_MiejskabrIzba_Muzealna_Ziemii_Bukowskiej.html [dostęp: 27.05.2012]. 11   B. Majewicz, Przechadzki po Buku w drugiej połowie XX wieku, Buk 2011, s. 112. 12   Nauczyciel religii w gimnazjum w Buku. Wywiad przeprowadzony 09.05.2012 r. w Buku. 8 9

42


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

umieszczenie w ołtarzu obrazu Matki Boskiej Bukowskiej13. Potwierdza to jeden z naszych rozmówców: „Tu był kościół ewangelicki, z tym, że po wojnie to już był katolicki. I ten narożnikowy budynek to chyba był, ja nie wiem, czy to był ten budynek, czy na Szkolnej […]. Bo jak tu był kościół katolicki, to tam mieszkał proboszcz wtedy. Taki budynek, to dom nauczyciela. Ale ten narożny to mi się wydaje, że też należał. […] Ten kościół to był na takim wielkim placu ogrodzony”14. Jeden z naszych rozmówców dostrzegł jednak dużą wartość istnienia w Buku szkół ewangelickich: „Sam Buk w XIX i początku XX wieku to byli Niemcy, Żydzi i Polacy i oni doskonale tutaj zgrywali, bo istniała szkoła niemiecka, szkoła żydowska i szkoła polska […]”15. Jedna z nich została wzniesiona w 1897 r. jako szkoła dla Niemców – ewangelików. Drugą szkołą, a raczej szkółką niedzielną, nazywano czasem miejscową pastorówkę ze względu na spotkania niedzielne. Obecnie na żadnym z tych obiektów nie ma tablic informujących o ich historii. Tym, co nas interesowało w Buku, był ponadto dawny niemiecki cmentarz ewangelicki. Z literatury dowiedzieliśmy się, że był on zlokalizowany przy ul. Sportowej. Obecnie znajduje się tam zaniedbany park, w którym można zaobserwować widoczne ślady po libacjach alkoholowych. Obszar cmentarza ogrodzony jest ceglanym murem. Przez cmentarz przebiega ścieżka, która łączy ul. Sportową z osiedlem domków jednorodzinnych w pobliżu ul. Storczykowej. Mieszkańcy okolicznych domostw korzystają z owej ścieżki jako skrótu. Jedyną z zapytanych osób, która pamiętała jeszcze czas, gdy na cmentarzu znajdowały się nieliczne nagrobki, była dyrektorka miejscowej biblioteki i kina: „Ja pamiętam, że jak chodziłam do szkoły, to my chodziliśmy tam na-

wet trochę sprzątać, ale to ja już trochę przeżyłam. Nie wiem, czy tam coś jeszcze zostało. Dawno tam nie byłam. Pamiętam, że kiedyś to takie fragmenty pomników były”16. Należy dodać, że część mieszkańców myliła lokalizację cmentarza niemieckiego i żydowskiego, twierdząc, że to właśnie w omawianym parku był kirkut. Dewastacja niemieckiego cmentarza ewangelickiego w Buku nie jest zjawiskiem wyjątkowym, podobna sytuacja miała miejsce w innych, zwłaszcza małych miejscowościach Ziem Zachodnich17. Pytając mieszkańców Buku o przeszłość niemiecką, uzyskiwaliśmy najczęściej odpowiedzi dotyczące czasów zaboru pruskiego, a nie tak, jak się spodziewaliśmy – II wojny światowej. Jeden z nauczycieli wspominał miejscowych Niemców jako tych, którzy byli odpowiedzialni za germanizację i walkę z polskim językiem: „[…] mimo że Prusacy nie pozwalali kultywować języka polskiego […] to język polski przetrwał. Nie tylko ze względu na książeczki do nabożeństwa, pieśni, ale ludzie to wewnętrznie używali, w domu. Bo tak to był Polak bity, autentycznie otrzymywał razy, kopniaki i różne inne takie formy były, by zniechęcić do mówienia po polsku. Ale Niemcy, nie wiem, czy o tym myśleli, czy to po prostu takie przeoczenie niemieckich żołdaków, że pozwolili na istnienie chórów kościelnych i te chóry śpiewały po polsku”18. Nauczyciel przedstawia nieprzychylny obraz Niemca jako tego, który był ciemiężycielem w okresie zaborów – być może taki obraz jest przekazywany uczniom. Natomiast na pytanie o to, czy dawni mieszkańcy lub ich potomkowie przyjeżdżają do Buku, uzyskaliśmy m.in. taką odpowiedź: „Ja nic nie wiem na ten temat. Pytałem się nawet starszych nauczycielek, ale one nic nie mówiły, żeby ktoś odwiedzał”19.

  B. Majewicz, Przechadzki po Buku…, s. 112.   Dyrektorka biblioteki i kina w Buku. Wywiad przeprowadzony 09.05.2012 r. w Buku. 15   Nauczycielka historii w gimnazjum w Buku. Wywiad przeprowadzony 09.05.2012 r. w Buku. 16   Dyrektorka biblioteki i kina. 17   A. Brencz, Niemieckie wiejskie cmentarze jako element krajobrazu kulturowego środkowego Nadodrza [w:] Wspólne dziedzictwo? Ze studiów nad stosunkiem do spuścizny kulturowej na Ziemiach Zachodnich i Północnych, praca zbiorowa pod red. Z. Mazura, Poznań 2000, s. 296. 18   Nauczyciel religii. 19   Idem. 13 14

43


O pamięci i zapomnieniu w Buku…

Reasumując, stan pamięci o przeszłości niemieckiej wypada w Buku słabo. Mieszkańcy nie przywiązują wagi do śladów kultury niemieckiej. Być może jest to spowodowane tym, że Niemcy opuścili Buk po I i II wojnie światowej. Negatywne i obojętne postawy wobec dziedzictwa poniemieckiego mogą wypływać także z dominującego negatywnego wizerunku Niemców, co mogło być wynikiem doświadczeń wojennych i wiedzy o germanizacji w okresie zaborów.

Przejawy pamięci o patriotyzmie Polaków Obecnie w Buku najsilniej pielęgnowana jest pamięć o polskiej przeszłości miasta. Jest to związane z wielowiekową dominacją polskiej kultury (za wyjątkiem okresu zaborów), propagandą polskości ziem zachodnich w okresie PRL-u i edukacją szkolną zorientowaną na rozwijanie identyfikacji narodowej. Jednym z przykładów jest przewaga treści związanej z historią polską na oficjalnej stronie internetowej o historii Buku20. Szeroko przedstawiona jest tam również tematyka związana z postawami dawnych mieszkańców względem germanizacji. Istotnym wydarzeniem, będącym wyraźnym sprzeciwem wobec niej, było przyłączenie się dzieci w Buku do strajku rozpoczętego we Wrześni przeciw nauczaniu religii w języku niemieckim w latach 1901-1902. Nauczyciel religii z miejscowej szkoły, wyjaśniając postawę ówczesnej ludności, powiedział: „to były te sygnały dlatego, że dzieje się w naszej szkole źle, że i co odkryliśmy na przykład? Z tego czasu, że mimo że Prusacy nie pozwalali kultywować, mówić, praktykować na co dzień tego języka polskiego… to język polski przetrwał. I to nie tylko przez książeczkę nabożeństwa, ze względu na pieśni, ale… ludzie używali tego w domu, prawda?”21. Mieszkańcy są w pewnym stopniu świadomi historii Buku z perspektywy wartości pa-

triotycznych. Szczególnie podkreśla się rolę powstańców z 1830 i 1848 r. W 1848 r. Buk „[…] znalazł się jednak w grupie kilku miast, w których wystąpienia powstańców miały najbardziej zdecydowany charakter, gdzie kosynierzy w bohaterski sposób przeciwstawili się bardzo dobrze uzbrojonym oddziałom pruskim”22. Dowodem na to mogą być pomniki, m.in. powstańców na pl. Reszki „i tych wszystkich, którzy tam oddali życie”23. Mieszkańcy Buku brali również udział w powstaniu styczniowym w r. 1863. Najczęściej wspominany przez naszych rozmówców był kościół św. Krzyża. Można sądzić, że sakralne budowle są charakterystycznym punktem odniesienia dla identyfikacji zwłaszcza starszych respondentów, ponieważ są dla nich symbolami przynależności do narodu polskiego wyznającego religię rzymskokatolicką. Znaczenie religii jako wyznacznika polskości podkreślane jest też w publikacji o miejscowej historii: „pozytywną rolę w kształtowaniu postaw patriotycznych i utrzymywaniu polskości odgrywał Kościół katolicki”24. Obecnie miejsca służące działalności związanej z kulturą polską w Buku to: kino „Wielkopolanin”, Biblioteka Publiczna, Izba Muzealna Ziemi Bukowskiej, Urząd Miasta oraz kościoły św. Krzyża i farny pw. św. Stanisława Biskupa. Natomiast jeśli chodzi o system edukacji kształtujący identyfikację narodową i tożsamość młodszych mieszkańców Buku, należy wymienić Szkołę Podstawową im. Bohaterów Bukowskich, Gimnazjum im. płk. Kazimierza Zenktelera, Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych oraz Zespół Szkół Rolniczych. Nazwa szkoły odwołująca się do konkretnych postaci historycznych przypomina o tożsamości oraz wartościach ważnych dla lokalnej społeczności. Przykładem może być postać Kazimierza Zenktelera, który urodził się w Wojnowicach koło Buku. Był jednym z czołowych organizatorów powstania wielkopolskiego25.

  Miasto i Gmina Buk: http://www.buk.gmina.pl/ [dostęp: 27.05.2012].   Nauczyciel religii. 22   A. Kowalczyk, Buk…, s. 76-77. 23   Nauczyciel religii. 24   A. Kowalczyk, Buk…, s. 69. 25   Gimnazjum im. płk. Kazimierza Zenktelera: http://gim-buk.szkolnastrona.pl/ [dostęp: 27.05.2012]. 20 21

44


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

Ważne jest tutaj przede wszystkim miejsce urodzenia i jego postawa będąca wzorem wartym upamiętnienia przez lokalną społeczność. Jedną ze szkół, której nazwa mocno nawiązuje do polskiej historii, jest Szkoła Podstawowa im. Bohaterów Bukowskich przy ul. Szkolnej 12. Część szkoły stanowi budynek, gdzie niegdyś znajdowała się szkoła niemiecka wybudowana w 1897 r. W okresie międzywojennym funkcjonowała przez kilka lat jako szkoła polska, a od 1940 r. znów jako szkoła niemiecka26. Obecnie szkoła ta kultywuje głównie pamięć o wydarzeniach, w których uczestniczyli Kosynierzy Bukowscy. W placówce wisi wiele tablic informacyjnych o postaciach, które pochodzą z Buku lub z Wielkopolski i uczestniczyły w ważnych dla regionu bitwach. W ogrodzie przed szkołą znajdują się również tablice dotyczące lokacji miasta. Uczniowie angażowani są w organizację imprez dotyczących powstania wielkopolskiego i walk Kosynierów Bukowskich27. W budynku szkoły brak jednak informacji, że kiedyś mieściła się tam szkoła niemiecka. Podsumowując analizę pamięci o polskości na przykładzie miasta Buk, zaobserwowaliśmy nacisk na powstańczą historię z w. XIX. Wyznacznikiem polskiej tożsamości i pamięci była religia katolicka, która pełniła funkcję edukacyjno-uświadamiającą na przestrzeni tych dwóch wieków. Jeśli chodzi o sam stosunek mieszkańców, to można powiedzieć, że jest bardzo zróżnicowany pod względem wiedzy. Osoby piastujące stanowiska w ośrodkach kultury i szkołach zazwyczaj wykazują większą wiedzę o historii Buku. Natomiast osoby niezainteresowane historią dysponują zazwyczaj wiedzą podstawową, ograniczającą się do lokalizacji kilku obiektów.

Czy o Żydach się jeszcze pamięta? Żydzi przez długi czas związani byli z historią miasta. Społeczność żydowska w Buku

liczyła na początku XIX w. około 250 osób, a w 1847 r. wybudowała synagogę. W burzliwym w całej Europie r. 1848 synagoga została spalona przez polskich powstańców. W ten sposób mieli oni dokonać zemsty na społeczności żydowskiej za jej proniemieckie sympatie. Po dziesięciu latach odbudowano synagogę. Okres międzywojenny to dla Żydów z Buku czas emigracji. Źródła podają, iż jedynie 20 osób wyznania mojżeszowego zamieszkiwało miasto w r. 1921 (co stanowiło około 2% ogółu mieszkańców). W czasie II wojny światowej reszta Żydów została wywieziona z miasta28. Cytując jednego z naszych informatorów, księdza z parafii w Buku, „każda mniejszość zawsze miała trzy stałe miejsca: świątynię, szkołę, cmentarz. Gdzieś się musieli modlić, gdzieś się uczyli, gdzieś byli chowani”29. W przypadku spuścizny kulturowej po społeczności żydowskiej natrafić możemy w Buku na wszystkie wymienione obiekty. Datę założenia kirkutu pod Bukiem określa się na mniej więcej połowę XIX w. W trakcie II wojny światowej miejsce to uległo zniszczeniu, po 1945 r. sytuacja niewiele się zmieniła, cytując Tomasza Łubieńskiego, byłego sekretarza gminy: „Historia tego cmentarza jest typowa, czyli tragiczna. Po drugiej wojnie światowej nikt nie zadbał, by naprawić to, co zdewastowali hitlerowcy. Wręcz przeciwnie, nadal niszczono nagrobki, rozbijano pomniki”30. Do polepszenia stanu opisywanego miejsca przyczyniła się Fundacja Rodziny Nissenbaumów. Cytując za jej oficjalną stroną internetową, „głównymi celami tej Fundacji jest m.in. ratowanie świadectw i zabytków kultury żydowskiej w Polsce, zwłaszcza odbudowa i ochrona cmentarzy żydowskich czy ożywianie zainteresowania żydowską spuścizną duchową i materialną zarówno w światowej diasporze, jak i w społeczeństwie polskim”31. Ta właśnie fundacja w czerwcu 1988 r. doprowadziła do ogrodzenia i uporządkowania nekropolii32.

  B. Majewicz, Przechadzki po Buku…, s. 184.   Nauczycielka historii w gimnazjum w Buku. Wywiad przeprowadzony 09.05.2012 r. w Buku. 28   Wirtualny Sztetl… 29   Ksiądz z parafii w Buku. Wywiad przeprowadzony 15.05.2012 r. w Buku. 30   Zapłoną znicze, „Głos Wielkopolski” nr 251, 26.10.1991. 31   Fundacja Rodziny Nissenbaumów: http://www.nissenbaum.pl/ [dostęp: 27.05.2012]. 32   Wirtualny Sztetl… 26 27

45


O pamięci i zapomnieniu w Buku…

Omawiany kirkut usytuowany jest poza miastem. Dojście z centrum Buku zajmuje pieszo około pół godziny. Znajduje się on na uboczu, po drodze nie ma najmniejszego znaku czy drogowskazu, który mógłby sugerować, że w pobliżu znajduje się cmentarz. Problematyczne okazało się uzyskanie informacji na temat lokalizacji tego miejsca. Często pytane przez nas osoby nie wiedziały nawet, że w Buku czy też jego okolicach znajduje się taki obiekt. Miejsce usytuowania kirkutu z daleka przypomina typowe zadrzewienie śródpolne. To, co od razu rzuca się w oczy, to zdewastowany i rozkradziony płot cmentarny. W wielu miejscach zostały już tylko słupki, a żelazne elementy zabrano. Sama brama również uległa zniszczeniu, urwano jedną z dwóch Gwiazd Dawida, które niegdyś zdobiły wejście na teren cmentarza. Mimo że furtka jest zamknięta, wejście na teren nekropolii nie stanowi problemu, gdyż brakuje fragmentów ogrodzenia. Obszar cmentarza podzielić można na dwie części. Łąka, zaczynająca się zaraz za bramą, ciągnie się do połowy jego długości – w tym miejscu nie natrafiliśmy na żadne pozostałości po grobach ani fragmenty macew. Druga część przypomina zapuszczony park lub lasek. Po wejściu do tej części natrafiliśmy na dziesiątki pozostałości po grobach. Kilka z macew pozostało w dość dobrym stanie, były w miarę kompletne, napisy na nich zachowane i czytelne. Zdecydowana większość była jednak w złym stanie – pojedyncze fragmenty nagrobków, często pozrzucane w większe skupiska. Wiele z nich było już prawie w całości pokryte trawą, zeschłymi liśćmi i runem, kilka nagrobków zniszczyły drzewa wyrastające wprost z nich. Kolejnym miejscem kojarzonym z dziedzictwem kultury żydowskiej jest synagoga mieszcząca się na ul. Mury, tuż przy rynku. Miejsce to jest dobrze znane mieszkańcom Buku, każda osoba zapytana przez nas potrafiła wskazać drogę do tego obiektu i powiedzieć, jak on wygląda. Budynek ten został wzniesiony w r. 1909. W tym samym miejscu stała również poprzednia synagoga. W czasie działań II woj-

ny światowej świątynia została sprofanowana, Niemcy otworzyli w niej fabrykę mebli i stolarnię, przepadło wyposażenie synagogi. Po 1945 r. w świątyni mieściła się siedziba lokalnego klubu sportowego, a obiekt planowano przebudować na ośrodek kultury. W r. 1988, za sprawą wspominanej już Fundacji Rodziny Nissenbaumów, dokonano gruntownego remontu synagogi, co uratowało ją od popadnięcia w ruinę. Obecnie szczyci się ona mianem jednej z najlepiej zachowanych synagog w województwie wielkopolskim33. Na budynku znajduje się tablica informacyjna. Obiekt jest jednak w nienajlepszym stanie, z zewnątrz w wielu miejscach odpada ze ścian tynk. W dniu, kiedy odwiedzaliśmy synagogę, na jej progu znaleźliśmy śmieci, płot jest popisany. Wnętrze również wymaga remontu. Obecnie budynkiem zarządza Gmina Żydowska z Poznania, z rzadka odbywają się tu nabożeństwa i imprezy kulturalne34. Warto zwrócić uwagę na fakt, iż bukowska synagoga obecnie jest używana jako miejsce imprez i spotkań. Autorzy niniejszego artykułu mieli możliwość brania udziału w spotkaniach z kulturą żydowską organizowanych w ramach IX Dni Kultury Żydowskiej i Izraelskiej w Wielkopolsce. Podczas spotkania odbył się koncert muzyki żydowskiej, wystawa fotografii przedstawiających żydowskie cmentarze oraz wykłady. Wiele miejsca poświęcono historii mniejszości żydowskiej w mieście. Nie było to pierwsze tego typu spotkanie w Buku, już wcześniej synagoga była miejscem podobnych działań. Tym też tłumaczyć można wysoką frekwencję, która pozytywnie nas zaskoczyła. Budynek wypełniony był po brzegi, choć co ciekawe, większość uczestników stanowiły osoby w średnim i starszym wieku. Synagoga, będąca wyjątkowym miejscem na mapie Buku, jest wykorzystywana w celu promowania wiedzy o żydowskiej diasporze, przybliżając mieszkańcom historię ich dawnych sąsiadów. Ostatnim z obiektów w Buku wiążącym się z pamięcią żydowską jest stary, ceglany budynek w bezpośrednim sąsiedztwie synagogi. W miejscu tym mieściła się niegdyś szkoła

  Wikipedia: http://pl.wikipedia.org/wiki/Synagoga_w_Buku [dostęp: 27.05.2012].   Wirtualny Sztetl…

33 34

46


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

talmudyczna bukowskiej gminy żydowskiej. Dzięki środkom Fundacji Rodziny Nissenbaumów miejsce to zostało wyremontowane w 1988 r. Obecnie nie ma ani na budynku, ani w jego pobliżu żadnej tablicy informującej o dawnej funkcji obiektu. Jest to teraz dom mieszkalny. Nie wiemy, czy mieszkańcy są świadomi dawnej funkcji tego budynku. Podsumowując, możemy stwierdzić, iż pamięć żydowska, w odróżnieniu od niemieckiej, jest nieco silniej akcentowana w przestrzeni Buku, jak i bardziej obecna w wiedzy mieszkańców. Najsilniej wpływa na to obecność synagogi, która bywa wykorzystywana do przeprowadzania imprez kulturalnych. To przekłada się na świadomość ludzi, iż takie miejsce w ogóle istnieje na planie ich miasta, rodzi pewne skojarzenia. W trakcie spaceru po Buku nie natrafiliśmy na żadne inne miejsca związane ze spuścizną pożydowską, nie ma tablic czy pomników.

Podsumowanie Śledząc historię miasta oraz patrząc na współczesny jego obraz, można stwierdzić, iż bukowianie są silnie związani z polskością – począwszy od założenia miasta poprzez działania patriotyczne pod zaborem pruskim, podczas powstania wielkopolskiego oraz obu wojen światowych. Chociaż zdarzały się epizody wrogości Polaków wobec Żydów czy Niemców, np. podczas Wiosny Ludów w XIX w., na podstawie dostępnej literatury można przypuszczać, że mieszkańcy Buku trzech różnych nacji stosunkowo dobrze koegzystowali. Podkreśla to fakt istnienia wówczas synagogi, kościoła ewangelickiego i katolickiego oraz szkół dla dzieci różnego wyznania. Obecnie brak w Buku pomników i tablic, które upamiętniałyby dzieje Żydów czy Niemców, dawny cmentarz niemiecki jest zapomniany, a żydowski zdewastowany. Mimo iż miejsca pamięci związane z Niemcami i Żydami są obecne w świadomości mieszkańców Buku, to jednak większość działań jest skupiona wokół pamięci o patriotycznych czynach Polaków. Wyjątkiem są jedynie spotkania w ramach Dni Kultury Żydowskiej, odbywające się w bukowskiej synagodze. Obecnie szkoły, biblioteka oraz izba muzealna organizują uroczystości mające na celu

kultywowanie pamięci o przeszłości Buku. Uczniowie dbają o groby wybitnych Polaków żyjących niegdyś w ich mieście. Część osób, szczególnie nauczyciele czy osoby piastujące ważne funkcje w mieście, mają większy zasób wiedzy na temat dawnych mieszkańców Buku. Młodzież, z którą rozmawialiśmy, kojarzyła dawne cmentarze ewangelicki i żydowski jako miejsca zaniedbane. Uważamy, że tym, co może zmienić taki stan rzeczy, jest aktywizacja społeczności lokalnej przez miejscowe ośrodki kultury. Ważne byłoby tu podjęcie próby zainteresowania mieszkańców elementami kultury żydowskiej czy niemieckiej w większym niż obecnie stopniu. Buk z pewnością nabrałby dla mieszkańców innego znaczenia, gdyby mieli oni możliwość spotykania się z byłymi niemieckimi mieszkańcami miasta lub z innymi Niemcami w ramach dni kultury niemieckiej, które mogłyby być imprezą analogiczną do Dni Kultury Żydowskiej i Izraelskiej. Takie działania mogłyby rozpocząć instytucje kultury i miejscowe szkoły. Zwiększyłoby to z pewnością znaczenie miejsc związanych z przeszłością niemiecką w Buku. Jednocześnie konieczne wydaje się zadbanie przez odpowiednie instytucje (samorządowe i kultury) o kreowanie przestrzeni miasta. Mamy tu na myśli głównie dbałość o właściwą informację na temat cmentarzy i dawnych szkół wyznaniowych. Cenne byłoby umieszczenie tablic informacyjnych na tych obiektach – w miejscach szczególnych dla pamięci o niemieckiej i żydowskiej przeszłości miasta. Przeprowadzone badania miały charakter pilotażowy. Nie wyczerpują one z pewnością poruszonego tematu, a stanowią, według nas, dobry początek dla podjęcia dalszych badań nad pamięcią o polskich, żydowskich i niemieckich społecznościach na terenie miasta Buk. Poniższy artykuł miał na celu szkicowo nakreślić zaistniały problem badawczy, jednocześnie pokazując, w jaki sposób mieszkańcy kultywują pamięć zarówno o ludziach niegdyś tam żyjących, jak i o pozostałej po nich spuściźnie materialnej.

47


Koźmin Wielkopolski – miasto trzech kultur

Katarzyna Andrzejkowicz Maria Delimata Erica Fontana

Koźmin Wielkopolski – miasto trzech kultur Koźmin Wielkopolski to niewielka miejscowość położona niedaleko Krotoszyna, w południowej części Wielkopolski. Przez kilka stuleci miasto było domem dla trzech różnych grup etnicznych: Polaków, Niemców i Żydów. Ze względu na różne zawirowania historyczne, szczególnie te, które przyniosła pierwsza połowa XX w., a także czasy po drugiej wojnie światowej, obecnie wszyscy mieszkańcy są narodowości polskiej. Jednak pamięć o tych, którzy wyemigrowali czy zginęli, jest wciąż żywa i widoczna. W 2012 roku, uczestnicząc w zajęciach Pamięć polska, niemiecka, żydowska realizowanych w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej UAM, starałyśmy się poznać historię tego wielkopolskiego miasta, a przede wszystkim zbadać, w jaki sposób pamięć o wieloetnicznej przeszłości funkcjonuje dzisiaj. Naszym zadaniem była nie tylko lektura dostępnych opracowań historycznych (takich jak np. książki pamiątkowe, przygotowane z okazji obchodów 130-lecia istnienia Gimnazjum i Liceum w Koźminie Wielkopolskim), lecz przede wszystkim przeprowadzenie badań terenowych. Niezwykle cenna okazała się rozmowa z dr. Michałem Pietrowskim, lokalnym historykiem i miłośnikiem miasta, oraz z Jerzym Fornalikiem, a także spotkania (często przypadkowe) z samymi mieszkańcami. To właśnie ta część naszych „poszukiwań” okazała się dla nas kluczowa – pozwoliła nie tylko zweryfikować prawdziwość informacji zawartych w zgromadzonych wcześniej materiałach (szczególnie tych zamieszczonych na stronach internetowych), lecz przede wszystkim umożliwiła nam poznanie samej przestrzeni miasta dzięki wskazówkom udzielanym nam przez mieszkańców (o wielu miejscach nie znalazłyśmy wcześniej żadnych informacji). 48

Rozmowy na temat tego, które miejsca, budynki, postaci w dalszym ciągu są obecne w lokalnej pamięci, jak kreowana jest wspólna wielokulturowa przeszłość miasteczka, jakie jest podejście do dawnych mieszkańców, a także ich rodzin odwiedzających Koźmin, ukazały rzecz niezwykłą – o ile zdecydowana większość osób, z którymi rozmawiałyśmy, doskonale orientuje się w historii miasteczka (potrafi wskazać, gdzie znajdowała się synagoga, gdzie położony jest cmentarz ewangelicki itp.), o tyle rzadko zdarzało się, by osoby te aktywnie brały udział w formach upamiętniania tej historii. Z każdą kolejną wizytą historia wpisana w miasto coraz wyraźniej uwidaczniała się w na pozór ukrytych, czasem „wyrzuconych” poza obręb centrum przestrzeniach (jak np. stary cmentarz żydowski). Lecz nawet to, co wydawało się widoczne – tablice upamiętniające dane wydarzenia, pomniki, wciąż istniejące budynki, których kolejne fasady przypominały historyczny palimpsest – okazywało się często różnie rozumiane (i pamiętane) przez samych mieszkańców. Podczas jednej z rozmów, pytając o sprzeczne ze sobą informacje (chociażby na temat budowy poczty), usłyszałyśmy: „to są tylko takie bajki”. Lecz to właśnie owe bajki najciekawiej pokazują pracę pamięci historycznej, a raczej stopień przenikania się procesów zapominania, przypominania i uwieczniania.

Zarys historyczny Początki Koźmina sięgają XII w., kiedy to pojawiają się pierwsze informacje o istnieniu grodu z podgrodziem. Trudno jednak ustalić dokładną datę przyznania praw miejskich – szacuje się, iż wydarzenie to miało miejsce między 1251 a 1283 rokiem.


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

Miasto w trakcie swej długiej historii znajdowało się pod opieką najważniejszych rodów Rzeczypospolitej (należało m.in. do Górków, Sapiehów). Jego historia nierozerwalnie łączy się z dziejami Zamku Koźmińskiego, w którym rezydowały najważniejsze osoby dla Koźmina, jak i samej Polski. Według ustaleń Michała Pietrowskiego: „w dziejach Koźmina pierwsza wzmianka o Żydach pochodzi z XV w., kiedy to Żyd Daniel z Poznania uczestniczył jako pośrednik przy transakcji majątku ziemskiego w 1419 r.”1. Także w trakcie posiedzenia władz miejskich w r. 1841 przedstawiciele tutejszej gminy żydowskiej udowodnili, że „około 1500 r. mieszkało w Koźminie 20 Żydów, którzy na początku XVI w. utworzyli gminę koźmińską”2. Kiedy właścicielem miasta był Jan Kazimierz Sapieha, gminie żydowskiej przyznano znaczne przywileje, m.in. możliwość wybudowania bożnicy, łaźni, domu dla rabina i nauczyciela, a także założenia cmentarza (30 VI 1715 r.). Żydzi mogli również prowadzić działalność gospodarczą, co zdecydowało w niedługim czasie o znacznym napływie owych mieszkańców. Dzięki nadanym przywilejom wybudowano również pierwszą drewnianą synagogę, przy której założono kirkut, przeniesiony w 1872 r. w okolice podmiejskiego lasku, czyli w miejsce, gdzie zachował się do dziś. W latach 1870-1871 wybudowano nową, murowaną synagogę. Po I wojnie światowej gmina nadal była jej właścicielem. Liczebność Żydów w Koźminie stopniowo zwiększała się. W tym czasie doszło do pożaru, który miał miejsce w dzielnicy żydowskiej i w którym spłonęło 14 domów, wybudowania drewnianej synagogi oraz domu rabina. W 1856 r. odnotowano największą dotychczas liczbę Żydów w Koźminie – 863, czyli 24% ogólnej liczby mieszkańców. Wtedy też wzrastało ich znaczenie polityczne, gdyż zasiadali oni również w radzie miejskiej. W końcu jednak z powodu fali emigracji do Niemiec

i Stanów Zjednoczonych, której kulminacja przypadła na przełom XIX i XX w., ich liczba znacznie zmalała. W latach 1793-1812 gmina utrzymywała szkołę oraz jednego nauczyciela. Natomiast sam cheder „istniał w Koźminie już w czasach I Rzeczypospolitej. […] największą liczbę, 187 uczniów szkoła osiągnęła w 1834 r. W 1908 r. uczyło się w niej zaledwie 15 uczniów”3. Wyższa szkoła żydowska otwarta była dla wszystkich mieszkańców, niezależnie od pochodzenia etnicznego, o czym w dalszym ciągu pamiętają niektórzy dzisiejsi koźminianie. Podczas II wojny światowej większość Żydów wywieziono do getta w Łodzi (2 XI 1939 r.), ich majątki zostały skonfiskowane przez Niemców, którzy zajęli miasto, a synagoga została zamknięta. Z Zagłady ocaleli jedynie Nathan Mośkiewicz (pochowany na miejscowym cmentarzu żydowskim w r. 1969) oraz jego syn Hugon, który najprawdopodobniej wyemigrował po wojnie do Stanów Zjednoczonych lub Wielkiej Brytanii4.

Groby na cmentarzu ewangelickim – stan obecny (2012 r.), fot. E. Fontana

Ciekawą historię miasto to zawdzięcza również obecności ludności niemieckiej. We-

1   M. Pietrowski, Żydzi w Koźminie [w:] Monografia Koźmina Wielkopolskiego i okolic, praca zbiorowa pod red. M. Pietrowskiego, A. Wędzkiego, Koźmin Wielkopolski 2006, s. 626. 2   Ibidem. 3   http://www.sztetl.org.pl/pl/city/kozmin-wielkopolski/ [dostęp: 23.04.2012]. 4   M. Pietrowski, Żydzi w Koźminie…

49


Koźmin Wielkopolski – miasto trzech kultur

dług ustaleń Olgierda Kieca „ewangelicka wspólnota wyznaniowa powstała w Koźminie dopiero w końcu XVIII wieku”5, na co duży wpływ miała przede wszystkim tolerancja wyznaniowa w ówczesnej Polsce. 3 XII 1775 r. odbyło się pierwsze luterańskie nabożeństwo. W 1777 r. ukończono budowę zboru oraz utworzono ewangelicką grupę wyznaniową. Sam zbór w rzeczywistości nie przypominał świątyni, a raczej drewnianą szopę, dlatego też zastąpiono go nowym kościołem już w 1827 r. Nie był jednak wystarczająco obszerny dla licznej już wtedy gminy ewangelickiej, co wynikało z jej problemów finansowych. Na przełomie wieków XIX i XX gmina ewangelicka rozrastała się, a jej członkowie coraz bardziej żywiołowo organizowali swoje życie w tym mieście, o czym świadczy fragment Monografii Koźmina Wielkopolskiego i okolic: „Dwie siostry założyły w 1890 r. przedszkole, doprowadziły też do utworzenia organizacji dziewcząt. W 1892 r. wybudowano Dom Diakonis (Diakonissenheim) „Marthastift”, w którym skupiło się życie towarzyskie i organizacyjne gminy ewangelickiej. Tu odbywały się zebrania związku dziewcząt (Jungfrauenverein) i chłopców (Jünglingsverein) oraz próby chóru kościelnego”6. Po I wojnie światowej większość mieszkańców pochodzenia niemieckiego zdecydowała się wyemigrować na tereny ówczesnej Republiki Weimarskiej (później III Rzeszy), a wraz z końcem II wojny światowej znaczna część pozostałych została wysiedlona. Sam kościół mający duże znaczenie dla tych mieszkańców rozebrano dopiero w 1971 r.

Żydowska pamięć mieszkańców W Koźminie pamięć żydowska ma swoje stałe miejsce w świadomości mieszkańców. Wiąże się to przede wszystkim z wielością miejsc świadczących o obecności Żydów w tym mieście. Zachowana pamięć została wzmocniona również tym, iż ostatni żydow-

ski mieszkaniec Koźmina zmarł stosunkowo niedawno (w 1969 r.), dzięki czemu wiele osób wciąż go pamięta. Jak początkowo się przekonaliśmy, wielu koźminian, nawet tych nieco młodszych, doskonale kojarzy miejsca związane z dawnymi mieszkańcami żydowskimi – zazwyczaj bez problemu wskazywali nam drogę do nich, często nawet opowiadali historie z nimi związane. Wśród miejsc, które wciąż przypominają, kto kiedyś zamieszkiwał to miasto, najbardziej znaczącym jest bez wątpienia jedna z najlepiej zachowanych nekropolii żydowskich w Wielkopolsce. Niestety, nie tak łatwo osobie nieznającej topografii Koźmina odszukać stary cmentarz żydowski usytuowany w pobliżu Lasku Orlińskiego, ponieważ w mieście brakuje tablic informacyjnych lub kierunkowskazów. Prowadzi do niego przepiękna brama w kształcie menory, dziś już lekko zardzewiała i zniszczona. Sam cmentarz oraz ilość macew (w większości pochodzących z XIX w.), których jest tam około 2507, sprawiają niezwykłe wrażenie na zwiedzających. Wszyscy mieszkańcy, których spotkałyśmy na swej drodze, wiedzieli o jego istnieniu, jednak nie zawsze potrafili wskazać do niego właściwą drogę, myląc go ze znajdującym się po przeciwległej stronie miasta cmentarzem ewangelickim. Co jednak najważniejsze – w kontekście żywotności pamięci – większość z osób pytanych o kirkut wspominała o programie „Antyschematy” zainicjowanym przez Jerzego Fornalika, w ramach którego młodzież ze Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Borzęciczkach, a także młodzież ze szkół średnich z Warszawy i Sulejówka, sprzątała i utrzymywała w porządku cmentarz żydowski. Projekt ten realizowany był do r. 2009, następnie został zawieszony, przez co cmentarz dziś wydaje się dość zarośnięty, choć raz do roku jest porządkowany8. Z relacji świadków wynika jednak, że potomkowie osób pochowanych na tym cmentarzu nie odwiedzają

5   O. Kiec, Dzieje wspólnoty protestanckiej w Koźminie Wlkp. [w:] Monografia Koźmina Wielkopolskiego…, s. 609-624. 6   Ibidem. 7   http://www.kirkuty.xip.pl/kozminwlkp.htm [dostęp: 2.06.2012]. 8   Z relacji mieszkańca domu znajdującego się obok kirkutu.

50


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

grobów zmarłych. Zresztą sami mieszkańcy równie rzadko się na nim pojawiają. Tuż obok cmentarza stoi dom (niegdyś oczyszczano tu rytualnie ciała przed pochówkiem), w którym od pokoleń mieszka rodzina Szaramowiczów. Chociaż jej żyjący członkowie nie pamiętają czasów wojennych, w ich świadomości wciąż pozostają obecne opowieści o hitlerowcach chcących zniszczyć nagrobki. Na szczęście rodzina tak blisko związana z tym miejscem nie pozwoliła na dewastację kirkutu, za co „w odwecie młodzi ludzie zarzucili dom S[z]ar[a]mowicza kamieniami pochodzącymi prawdopodobnie z nagrobków”9. Rodzina ta, a przede wszystkim niedawno zmarły Franciszek Szaramowicz, przez długi czas, również po II wojnie światowej, opiekowała się kirkutem. Jak opisuje to Rivka Parciack – ojciec Franciszka „był ogrodnikiem na cmentarzu od roku 1920, otrzymywał zapłatę raz do roku od rodzin żydowskich mieszkających w mieście. Wielu spośród Żydów koźmińskich wyprowadziło się jeszcze przed wojną, by zamieszkać w Niemczech i posyłali mu pieniądze, aby dalej opiekował się grobami. Jego syn przejął po nim to zadanie. W czasie gdy go spotkałam, stwierdziłam, że jest on dozorcą cmentarza, sprząta, zapobiega zniszczeniom i wchodzeniu obcych na cmentarz […]”10. Być może właśnie dzięki temu cmentarz jest zachowany w tak dobrym stanie, choć wpłynąć mogło na to również jego usytuowanie z dala od centrum Koźmina. Historia Franciszka Szaramowicza już w 1989 r. została opisana w artykule W cieniu zapomnianego cmentarza, który ukazał się w „Gazecie Poznańskiej”11, jednak i dziś jest obecna w pamięci mieszkańców. Najnowszym nagrobkiem znajdującym się na cmentarzu jest pomnik Nathana Mośkiewicza, wspominanego już ostatniego żydowskiego mieszkańca miasta. To właśnie Nathan oraz jego syn Hugon jako jedyni przeżyli Zagładę.

O ile Nathan żył jeszcze wiele lat w Koźminie, o tyle Hugon krótko po wojnie wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie najprawdopodobniej zmarł. Odtworzenie pełnej biografii Nathana okazało się jednak zadaniem bardzo trudnym. Mieszkańcy kojarzą fakt jego śmierci przede wszystkim ze zburzeniem synagogi, co nastąpiło dopiero w latach siedemdziesiątych. Wspominają go jako uprzejmą i ciekawą osobę, z łatwością przypominają sobie, jak siedział przed domem, potrafią nawet wskazać dokładny adres. Pamięć o nim wydaje się więc wciąż żywa, choć historia jego syna rysuje się znacznie bardziej mgliście. Wszyscy byli zgodni co do tego, że wyemigrował, jednak miejsce jego pobytu było już w większości tylko domysłem, zasłyszaną informacją, której nikt nie potrafił zweryfikować, tak samo jak tego, czy Hugon Mośkiewicz wciąż żyje. Jak dowiedziałyśmy się od Jerzego Fornalika, Hugon odwiedzał grób ojca, jednak od długiego już czasu nie pojawiał się w Koźminie – stąd pogłoski o jego śmierci. Dom, w którym mieszkał Mośkiewicz, znajdował się w centrum dawnej dzielnicy żydowskiej. Jej kształt przetrwał do dziś – znajdujące się tu wyjątkowe budowle lub wąskie uliczki jednoznacznie przynoszą na myśl jedną skupioną część miasta, którą w tym przypadku zamieszkiwali Żydzi. Osoby dziś zamieszkujące znajdujące się tam budynki znakomicie zdają sobie sprawę z historii miejsca. Według niektórych jeden z budynków wciąż należy do potomków koźmińskich Żydów, jednak nie udało nam się zweryfikować tych informacji. Synagoga przy zbiegu ulic Przyjemskich i Szkolnej stanowiła centrum owej dzielnicy. Dziś na miejscu synagogi stoi nowo wybudowany budynek mieszkalno-usługowy. Jednak mieszkańcy wciąż pamiętają, co znajdowało się tutaj jeszcze kilkadziesiąt lat temu12. W głębi podwórka przy wybudowanym budynku od strony ul. Szkolnej postawiony został kamień

9   R. Parciack, Tutaj i tam, obecnie i kiedyś. Cmentarze żydowskie oraz pomniki w Polsce i w Izraelu jako odzwierciedlenie zagłady, Warszawa–Jerozolima 2012, s. 340-341. 10   Ibidem, s. 102-103. 11   W cieniu zapomnianego cmentarza, „Gazeta Poznańska”, 08.09.1989. Dzięki uprzejmości p. Tomasza Szaramowicza. 12   Potwierdziły to relacje mieszkańców Koźmina.

51


Koźmin Wielkopolski – miasto trzech kultur

upamiętniający, na którym znajduje się tabliczka ze słowami: W tym miejscu do 6.09.1939 roku funkcjonowała Synagoga. Budynek rozebrano w latach 1973-1974. Co ciekawe, o samej tabliczce (mimo że zawieszonej stosunkowo niedawno, bo w 2000  r.) pamięta niewielu mieszkańców. Większość z nich zdaje sobie sprawę z istnienia w tym miejscu synagogi, jednak nie wie, że została ona w jakiś sposób upamiętniona, być może jest to wynikiem złego doboru lokalizacji. Z tego, co udało nam się zauważyć podczas naszych pobytów w Koźminie Wielkopolskim, jego mieszkańcy są świadomi dorobku kulturowego zawdzięczanego dawniej mieszkającym tu Żydom, w przeciwieństwie do często marginalizowanej pamięci o niemieckich mieszkańcach. Przykładem tego może być chociażby zorganizowany przez Towarzystwo Wielkopolska–Izrael dnia 31 V 2012 r. Dzień Kultury Żydowskiej i Izraelskiej. Można było wtedy posłuchać muzyki żydowskiej, a także obejrzeć wystawę fotografii Izrael wzdłuż i wszerz.

Niemiecka pamięć mieszkańców Niemcy również długo zamieszkiwali miasto, jednak pamięć o nich wydaje się być w świadomości mieszkańców wypierana, przede wszystkim ze względu na związki z historią II wojny światowej. Istnieje jednak wciąż kilka miejsc upamiętniających dawnych niemieckich mieszkańców Koźmina – można do nich zaliczyć m.in. cmentarz ewangelicki znajdujący się przy ul. Chełkowskiego oraz ul. Zielony Rynek. Niestety jego stan nie jest zadowalający, większość grobów zapadła się, nie posiada już tabliczek z napisami, ponadto sam cmentarz jest niezwykle zarośnięty. Jeszcze kilkanaście lat temu był on miejscem odwiedzanym przez mieszkańców, jednak przede wszystkim w celach „rozrywkowych” (kilku mieszkańców wspomniało, iż w dzieciństwie często się tam bawili), dziś niewiele osób tam zagląda. W 2003 r. zaczęto

odbudowywać i porządkować nekropolię, by uchronić ją przed dalszą dewastacją, dodatkowo został ona ogrodzona nowym płotem. W ramach projektu „Koźmin miastem trzech kultur”, realizowanego w 2009 r., cmentarzem opiekować się miała młodzież z Gimnazjum im. Zjednoczonej Europy w Koźminie. Jednak najważniejszym punktem tego cmentarza jest postawiony w 2009 r. krzyż, którego inicjatorem i zarazem fundatorem jest „Krąg Przyjaźni Koźmin–Bellheim”13. Ma on upamiętniać wszystkich niemieckich mieszkańców zmarłych w Koźminie. Widnieje na nim następujący napis: Tu spoczywają wszyscy zmarli do 1945 roku mieszkańcy Koźmina Wlkp. narodowości niemieckiej. Z innym cmentarzem, a właściwie z jego pozostałościami, możemy spotkać się przy ul. Krotoszyńskiej. Na niewielkim wydzielonym i ogrodzonym terenie zostało dziś zaledwie kilka nagrobków – z inskrypcjami w języku niemieckim i polskim. Niestety wszystkie są w bardzo złym stanie. Większość zapadła się lub została zniszczona, zaś same tabliczki zostały potłuczone. Cmentarz ten znajduje się przy drodze, brakuje prowadzących do niego drogowskazów, a żadne źródła (tak samo jak i mieszkańcy) nie wspominają nic na jego temat. Ważnym miejscem dla ludności protestanckiej w Koźminie był również kościół ewangelicki, znajdujący się niegdyś przy ul. Chłapowskiego. Został on rozebrany w r. 1971, zaś dziś znajduje się tam tabliczka upamiętniająca. Tuż za nią postawiono kilka nagrobków ludności niemieckiej z Koźmina. Kolejnym, tym razem niezbyt chwalebnym, miejscem upamiętniającym obecność Niemców w Koźminie jest hitlerowski obóz karny dla polskich kobiet, działający na terenie Koźmina od 1941 do 1945 r. Znajdował się on w budynku, który obecnie służy za ośrodek wychowawczy. Na murze ogrodzenia kilka lat temu zawisła tablica upamiętniająca, na której znajduje się napis:

13   http://www.kozminwlkp.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=94:na-cmentarzuewangelickim-stan-krzy-&catid=1:strona-gowna [dostęp: 2.06.2012].

52


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

Tu był hitlerowski obóz karny dla polskich kobiet w latach 1941-1945. Ku wiecznej pamięci 56 zamęczonych matek i córek Narodu Polskiego Społeczeństwo m. Koźmina 1973 Kobiety, które zmarły w tym więzieniu, pochowane zostały w zbiorowej mogile na cmentarzu przy ul. Poznańskiej14. Przy ulicy Klasztornej znajduje się budynek poczty, oddany do użytku w 1891 r. Obiekt ten jest kolejnym przykładem dawnego, pruskiego budownictwa, prawdopodobnie został ufundowany przez jednego z koźmińskich Niemców15. Ciekawa bryła z czerwonej cegły ozdobiona delikatnymi detalami decyduje o atrakcyjności turystycznej budowli16. Równie interesującym miejscem, które wydaje się całkiem nieświadomie upamiętniać dawnych mieszkańców niemieckiego pochodzenia, jest piekarnia znajdująca się przy ul. Klasztornej, nosząca nazwę „Piekarnia 27”. Do dziś zachowały się na niej napisy w języku niemieckim, których obecnie nie da się jednak w całości odczytać, choć można wywnioskować, że dochodziło tu do wymiany zboża na inne produkty wyrabiane w piekarni. Dziś istnieje tu całkiem popularna w mieście cukiernia, w której podobno jeszcze do niedawna wykorzystywane były stare, poniemieckie piece. Upamiętnianie dziedzictwa niemieckiego wydaje się ograniczać jedynie do postawienia płotu wokół głównego cmentarza ewangelickiego. Ponadto – przynajmniej w czasie naszych wizyt – wydawał się on bardzo zaniedbany (zapadnięte groby, śmieci, chwasty), co rzecz jasna nie sprzyja odwiedzaniu tego miejsca przez dzisiejszych mieszkańców Koźmina. Brakuje również takich form upamiętniających

jak np. krzyż czy tablica informująca o istnieniu kościoła ewangelickiego.

Résumé Koźmin to jedno z ciekawszych miast na mapie Wielkopolski pod względem historycznego zróżnicowania kulturowego i etnicznego. Stanowi znakomity przykład palimpsestowego przenikania się różnych wyznań, obyczajów i tradycji, choć dziś – ze względu na wydarzenia historyczne – dominuje tu wyłącznie kultura polska. Pamięć o dawnych żydowskich i niemieckich mieszkańcach funkcjonuje zarówno na poziomie przekazu ustnego (w rodzinach, z pokolenia na pokolenie), jak i w nadal obecnych, choć nie zawsze otaczanych w równym stopniu ochroną, śladach ich obecności w tkance miejskiej. Problem z upamiętnianiem historii niemieckich mieszkańców na ziemiach polskich jest niestety zjawiskiem dość powszechnym, przede wszystkim w Wielkopolsce. Można się tu doszukiwać wpływu polityki panującej w czasach PRL-u, choć należy pamiętać, iż również w okresie tym upamiętnianie dawnych żydowskich mieszkańców Polski bynajmniej nie było proste17. W przypadku Koźmina Wielkopolskiego warto jednak podkreślić potencjał tkwiący w jego mieszkańcach, a przede wszystkim w kilku osobach (mowa tu m.in. o Jerzym Fornaliku czy Michale Pietrowskim), które od wielu lat inicjują i prowadzą rozmaite programy edukacyjne, przede wszystkim dla młodzieży. Bez wątpienia to właśnie ich praca stwarza największe szanse, by pamięć o wielokulturowej i wieloetnicznej tożsamości miasta nie zaniknęła.

  Z relacji opiekuna Muzeum Ziemi Koźmińskiej – M. Pietrowskiego.   W trakcie jednej z rozmów na ulicy usłyszałyśmy inną wersję historii budowy poczty – miała być ona ufundowana przez mieszkańca Koźmina żydowskiego pochodzenia. 16   http://polskaniezwykla.pl/web/place/784,kozmin-wielkopolski-neogotycki-budynek-poczty-(1891). html [dostęp: 2.06.2012]. 17   W kontekście samego Koźmina Wlkp. usłyszałyśmy podobne zdanie od kilku mieszkańców, którzy jeszcze przed 1989 r. starali się ocalić pamięć o żydowskich mieszkańcach. 14 15

53


EDUKACJA REGIONALNA Karolina Dziubata

Działalność Muzeum Narodowego Rolnictwa w Szreniawie wobec edukacji regionalnej Wprowadzenie Narodowe Muzeum Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego w Szreniawie niedaleko Poznania każdego roku organizuje cykle warsztatów dotyczących polskich tradycji i obrzędowości świątecznych. Przez cztery tygodnie w okresie zimowym dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym mają możliwość uczestnictwa w warsztatach o tematyce bożonarodzeniowej, natomiast wraz z nadejściem wiosny spotkania skupiają się wokół świąt wielkanocnych. Szreniawskie muzeum za główny profil zbiorów obrało dzieje wsi polskiej, rolnictwa i przemysłu rolno-spożywczego na terenie całego kraju. Zebrane zabytki eksponowane są w kilkunastu pawilonach na terenie muzeum. Prócz wystaw stałych i czasowych muzeum posiada również szeroką ofertę edukacyjną. Zainteresowani mogą między innymi zamówić podczas sezonu zajęć lekcję muzealną lub wziąć udział we wspomnianych wyżej warsztatach. Przy muzeum od 2000 r. działa także Zespół Dziecięcy „Szreniawa” mający w repertuarze polskie tańce narodowe. W zakresie edukacji szreniawskie muzeum organizuje również wiele pokazów tematycznych, np. pokaz pracy kowala bądź tradycyjnych metod wyrobu masła. Co jakiś czas na terenie obiektu mają miejsce różnego rodzaju imprezy, między innymi jarmarki wielkanocne lub festiwale piwa1. Podczas zajęć na terenie muzeum działają w charakterze wolontariuszy studenci etno1

54

logii i antropologii kulturowej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jako studentka pierwszego roku studiów miałam okazję być jedną z osób pracujących w szreniawskim muzeum podczas warsztatów w okresie przedwielkanocnym. Będąc wolontariuszem, podczas trwania warsztatów miałam okazję obserwować wielkie zaangażowanie pracowników muzeum w całe przedsięwzięcie oraz bardzo pozytywne reakcje ze strony uczestników zajęć, co jest potwierdzeniem faktu, że zajęcia te wpisujące się w nurt edukacji regionalnej stanowią doskonałą formę uzupełnienia edukacji przedszkolnej i szkolnej. Dla samych studentów możliwość udziału w organizacji warsztatów była okazją do praktykowania oraz zdobycia doświadczenia, które bez wątpienia przydatne będzie w dalszych studiach nad etnologią lub w staraniu się o pracę. Mieli oni również sposobność poznania muzeum „od kuchni”, czyli jak ono funkcjonuje i czego wymaga od jego pracowników.

Założenia i cele edukacji regionalnej Założenia programowe edukacji regionalnej po raz pierwszy pojawiły się w 1995 r. za sprawą Ministerstwa Edukacji Narodowej. Stało się wtedy zrozumiałe, iż ważnym jest posiadanie wiedzy z zakresu dziedzictwa kulturowego własnego regionu. Kilka lat później, od 1999 r., szkoły podstawowe i gimnazja zaczęły obowiązkowo realizować edukację regionalną

  http://muzeum-szreniawa.pl/?q=pl/node/50 [dostęp: 7.04.2013].


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

w formie ścieżek międzyprzedmiotowych, których celem jest między innymi umożliwienie młodym ludziom poznawania swojego regionu, własnego dziedzictwa kulturowego oraz wykształcenie w uczniach poczucia tożsamości regionalnej. Owa tożsamość przejawiałaby się w zaangażowaniu w funkcjonowanie własnego środowiska, uświadomieniu sobie wartości tkwiących w regionie oraz głębokim w nim zakorzenieniu. W efekcie w uczniach ukształtowałoby się również poczucie przynależności do danego regionu z jednoczesnym wyrazem szacunku dla odmienności przedstawicieli innych grup, bowiem autentyczne otwarcie człowieka na inne kultury i społeczności również jest jednym z celów edukacji regionalnej według MEN2. Prof. UAM dr hab. Dzierżymir Jankowski opracował jedną z pierwszych koncepcji edukacji regionalnej. Według prof. Jankowskiego jest ona bardzo istotnym składnikiem edukacji ogólnej, mającym za zadanie wprowadzić jednostki i grupy społeczne w tradycję oraz życie społeczno-kulturalne swojego regionu. Powinna również kształtować wspomniane już poczucie tożsamości i umacniać więzi między jednostką a grupą3. Tożsamościowy aspekt edukacji regionalnej przedstawia prof. UG dr hab. Kazimierz Kossak-Główczewski. Jego koncepcja prezentuje powrót do korzeni, do „źródeł życia każdego człowieka”, czyli przede wszystkim kultury domowej i lokalnej. Teoria prof. Kossaka-Główczewskiego mówi również o umiejętności dostrzegania różnic w stosunku do innych kultur w duchu tolerancji i szacunku dla ich odrębności4. Zatrzymując się chwilowo przy pojęciu tożsamości regionalnej, należy zwrócić uwagę na kilka perspektyw jej opisu wyznaczonych przez prof. Marka Szczepańskiego. Wyróżnia on między innymi perspektywę psychologicz-

ną, charakteryzującą się indywidualną identyfikacją jednostki z regionem, mieszkańcami i kulturą regionalną. Socjologiczny punkt widzenia przedstawia poczucie odrębności jednostki związanej z kulturą jednego regionu wobec przedstawiciela innej społeczności. Z perspektywy geograficznej dostrzec można przypisanie człowieka do danego terytorium, czyli miejsca i przestrzeni. Etnografowie wyróżniliby świadomość dziedzictwa kulturowego, zauważenie, zrozumienie i odczytywanie znaczeń symboli kultury materialnej i niematerialnej. Perspektywa historyczna zwraca uwagę na związek z dziejami regionu, natomiast z perspektywy ekonomicznej mówić można o wspólnocie gospodarowania, współpracy i konkurencji międzyregionalnej5. Prof. zw. dr hab. Jerzy Nikitorowicz edukację regionalną definiuje jako zauważanie i nadawanie wartości charakterystycznym treściom danego regionu. Kładzie również nacisk na kształtowanie szacunku dla dziedzictwa kulturowego oraz wyzwolenie twórczych działań na rzecz własnego środowiska lokalnego6. Definicje edukacji regionalnej, jak widać, wyznaczone zostały przez wielu naukowców. Wszystkie posiadają jednak jeden wspólny mianownik, jakim jest wykształcenie i umocnienie w ludziach poczucia tożsamości regionalnej, czyli związku osoby z danym regionem. Jako region mam na myśli nie tylko przestrzeń geograficzną wraz z jej bogactwem naturalnym, lecz także współmieszkańców terytorium, lokalną kulturę materialną i niematerialną, ponieważ wszystko to składa się na kulturę i dziedzictwo kulturowe regionu. Idea edukacji regionalnej wydaje się mieć olbrzymie znaczenie w dobie globalizacji. Procesy towarzyszące temu zjawisku tworzą realne zagrożenie dla istniejących kultur nie tylko lokalnych i regionalnych, lecz również naro-

  Na podstawie Dziedzictwo kulturowe w regionie. Założenia programowe, Warszawa 1995.   D. Jankowski, Edukacja regionalna jako czynnik regionotwórczy [w:] Regionalizm polski, (red.) S. Dąbrowski, A. Kociszewski, Ciechanów 1990, s. 107. 4   K. Kossak-Główczewski, Edukacja regionalna – pytania o realizację [w:] Edukacja wobec zmiany społecznej, pod red. J. Brzezińskiego, L. Witkowskiego, Poznań–Toruń 1994, s. 253-256. 5   M.S. Szczepański, Tożsamość regionalna – w kręgu pojęć podstawowych [w:] Badania nad tożsamością regionalną. Stan i potrzeby, red. A. Matczak, Łódź–Ciechanów 1999, s. 13-14. 6   J. Nikitorowicz, Edukacja regionalna, wielokulturowa i międzykulturowa [w:] Demokracja a oświata, kształcenie i wychowanie, pod red. H. Kwiatkowskiej, Z. Kwiecińskiego, Toruń 1996, s. 336. 2 3

55


Działalność Muzeum Narodowego Rolnictwa w Szreniawie wobec edukacji regionalnej

dowych. Wówczas znaczenia nabiera kształtowanie poczucia przynależności i wspólnoty, kultywowanie lokalnych tradycji, posiadanie wiedzy na temat dziedzictwa kulturowego, współuczestnictwo w danej zbiorowości oraz zaangażowanie w funkcjonowanie własnego otoczenia. Edukacja regionalna w kontekście globalizacji wspiera rozwój tolerancji i otwartości na inne kultury przy jednoczesnym umacnianiu patriotyzmu. Częścią edukacji regionalnej jest edukacja muzealna. Nierzadko postrzegana jest ona jedynie jako dodatek do edukacji szkolnej, co absolutnie nie powinno mieć miejsca. Muzea współdziałają ze szkołami, dopełniając proces edukacji, której celem jest wyposażenie ucznia w wiedzę i umiejętności. Lekcje muzealne pozwalają ich uczestnikom na zdobycie takiej wiedzy i rozwijanie takich umiejętności, których nie są w stanie nauczyć się ze szkolnych podręczników. Zajęcia organizowane w muzeach charakteryzują się zazwyczaj atrakcyjnością i kreatywnością, co ma wielkie znaczenie dla uczniów, jak i samego muzeum. W ramach takich zajęć przestrzeń muzealna przedstawia się jako miejsce interesujące i szczególnie atrakcyjne.

Edukacja w szreniawskim muzeum Zajęcia w Muzeum w Szreniawie adresowane były do dzieci w wieku przedszkolnym oraz szkolnym. Codziennie do muzeum przyjeżdżało kilkanaście grup wedle ustalonego wcześniej harmonogramu. Przygotowane dla nich było przedstawienie teatralne o tematyce świąt wielkanocnych, warsztaty plastyczne oraz ekspozycje nawiązujące tematyką do tradycji i obrzędowości polskiej w okresie wielkanocnym – wystawy pt. Pisanki i palmy wielkanocne oraz Stół wielkanocny. Zadaniem części grupy wolontariuszy-studentów było przygotowanie pomieszczenia, w którym odbywały się warsztaty plastyczne. Do ich obowiązków należało uszykowanie materiałów, przy użyciu których uczestnicy warsztatów wykonywali kartki lub babeczki wielkanocne. Sporządzenie kartki było zadaniem uczniów klas 1-3 szkoły podstawo-

56

wej, natomiast dekoracja tematyczna babeczek wielkanocnych leżała w rękach dzieci w wieku przedszkolnym. Praca praktykantów wbrew pozorom nie była zadaniem najłatwiejszym. Przygotowanie sali dla 120 dzieci, służenie pomocą w razie potrzeby oraz późniejsze uprzątnięcie pomieszczenia dla nadchodzącej grupy było w istocie wyczerpujące. Druga grupa studentów pomagała w obsłudze ruchu turystycznego. Wymagało to od nich szybkiego zaznajomienia się z infrastrukturą muzeum, ponieważ każda z atrakcji znajdowała się w innym miejscu. Zadanie to również nie należało do łatwych, bowiem prócz kilkunastoosobowych grup do muzeum przyjeżdżały niejednokrotnie klasy liczące 40-50 dzieci. Zdarzało się także, iż opiekunki w wielu przypadkach rezygnowały z niektórych części zajęć (np. z obejrzenia ekspozycji), w związku z czym trasę trzeba było ustalać na bieżąco. Ponadto niektórzy z wolontariuszy byli prawdopodobnie po raz pierwszy w szreniawskim muzeum (lub w ogóle w muzeum) „po drugiej stronie”, czyli nie jako odwiedzający, lecz jako pracownik, którego obowiązkiem jest właściwe oprowadzenie zwiedzających. Sytuacja ta mogła być całkiem stresująca, zwłaszcza iż chętni do uczestnictwa w zajęciach przybywali dosyć tłumnie. Poprzez tak zorganizowane warsztaty wiele zyskały nie tylko dzieci biorące w nich udział, lecz także samo muzeum. Forma i treść zajęć pokazują, iż instytucja, jaką jest muzeum, nie musi uchodzić za miejsce nieciekawe, szare czy wręcz nudne. Liczba przybywających wskazuje na to, że informacja o warsztatach odbiła się bardzo szerokim echem. Interesujące przedstawienie, ekspozycje oraz zajęcia plastyczne z całą pewnością sprawiły, iż uczestnicy zapamiętają wizytę w szreniawskim muzeum jako bardzo ciekawą. Cały wysiłek i środki włożone w organizację wydarzenia niewątpliwie zwrócą się w przyszłości w postaci bardzo dobrej opinii oraz wielu chętnych do zwiedzania muzeum. Kolejnym pozytywnym efektem takiego przedsięwzięcia jest uświadomienie i przekonanie się odbiorców o twórczym aspekcie tego, co tradycyjne.


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

Wnioski Być może wiele osób nigdy nie miało okazji wzięcia udziału w takich wydarzeniach jak organizowane przez Szreniawskie muzeum warsztaty, pozostawiając w ich oczach obraz muzeum jako przestrzeni szarej i nudnej. Prawda jest jednak zupełnie inna. Muzea pełnią we współczesnej edukacji bardzo istotną rolę. Edukatorzy dbają o wizerunek muzeów jako miejsc atrakcyjnych oraz ciekawą tematykę zajęć. W ofertach muzeów coraz częściej pojawiają się różnego rodzaju festiwale, warsztaty czy sezony zajęć lekcyjnych.

Jako wolontariusz warsztatów w szreniawskim muzeum zaobserwowałam kompleksowe i prawidłowe realizowanie założeń edukacji regionalnej przez pracowników. Ilość przybywających na zajęcia osób świadczy o właściwej aranżacji oraz organizacji warsztatów. Praktyki wyposażyły studentów w doświadczenie z zakresu pracy w muzeum, co jest istotnym elementem studiów nad etnologią. Samo muzeum natomiast zyskało z pewnością pozytywne opinie uczestników. Zaprezentowało się jako miejsce atrakcyjne i ciekawe i jako takie zostanie zapamiętane.

Bibliografia Dziedzictwo kulturowe w regionie. Założenia programowe, Warszawa 1995. Jankowski D., Edukacja regionalna jako czynnik regionotwórczy [w:] Regionalizm polski, (red.) S. Dąbrowski, A. Kociszewski, Ciechanów 1990. Kossak-Główczewski K., Edukacja regionalna – pytania o realizację [w:] Edukacja wobec zmiany społecznej, pod red. J. Brzezińskiego, L. Witkowskiego, Poznań–Toruń 1994. Nikitorowicz J., Edukacja regionalna, wielokulturowa i międzykulturowa [w:] Demokracja a oświata, kształcenie i wychowanie, pod red. H. Kwiatkowskiej, Z. Kwiecińskiego, Toruń 1996. Szczepański M.S., Tożsamość regionalna – w kręgu pojęć podstawowych [w:] Badania nad tożsamością regionalną. Stan i potrzeby, red. A. Matczak, Łódź–Ciechanów, 1999.

57


Z WIELKOPOLSKI Wiesława Grobelna

125 lat parku im. Powstańców Wielkopolskich 1918/1919 w Śremie Dnia 19 kwietnia 2013 r. w parku im. Powstańców Wielkopolskich w Śremie odbyły się tradycyjne śremskie obchody Święta Ziemi, zorganizowane po raz XXII przez Towarzystwo Miłośników Ziemi Śremskiej. Pierwsza część odbyła się w parku przy Kopcu Reymonta, gdzie podczas wystąpienia okolicznościowego uczennicy Zespołu Szkół Ekonomicznych Natalii Mikołajczak około 80 uczestników spotkania (przedstawicieli władz samorządowych, organizacji społecznych, młodzieży szkolnej) wysłuchało historii parku, który został założony w 1888 r. przez działające wtedy od roku Towarzystwo Upiększania Miasta Śrem (obecna nazwa brzmi Towarzystwo Miłośników Ziemi Śremskiej). Towarzystwo zakupiło wtedy dwumorgowy teren z przeznaczeniem na plac zabaw. Urządzając go, stworzono początki ogrodu. Rozwój parku nastąpił po odzyskaniu niepodległości, zwiększono obszar parku

58

i posadzono tysiące drzew. Tylko w 1926 r. posadzono 5000 sosen, 500 robinii akacjowych i 200 olch. Niestety, podczas II wojny światowej park uległ znacznej dewastacji, a Polakom wstęp był zakazany. Dynamiczny rozwój odnotowano w latach 1966-1975, gdyż Towarzystwo uzyskało wtedy ogromne wsparcie ze strony władz miasta. Powstały wówczas liczne aleje, ogród róż, rzeźby parkowe, ogródek jordanowski, minizoo, odsłonięto pomnik Dobosza, a sam park w 1969 r. otrzymał nazwę Park Miejski im. Powstańców Wielkopolskich 1918/1919. Kiedy w latach 80. znów zaczął podupadać, w 1987 r. zawiązał się Społeczny Komitet Ochrony Parku przy Towarzystwie, którego przewodniczącym został Marian Dominiczak, a teraz od wielu lat jest nim Włodzimierz Szymański – wiceprezes TMZŚ. Od tamtego momentu w parku zaczęły się wzmożone działania. Przy ogromnym zaangażowaniu Śremskiej Jednostki Wojskowej, uczniów śremskich szkół i pracowników wielu zakładów pracy realizowany był plan Społecznego Komitetu zaakceptowany przez Radę Miasta i Gminy oraz Komisję Ochrony Środowiska. Obecnie park zajmuje ponad 48 ha i rozciąga się na obrzeżach miasta przy Warciańskim Kanale Ulgi. Dzięki pracy kilku pokoleń na dawnych terenach zalewowych i ubogiej glebie rośnie kilkadziesiąt gatunków drzew, krzewów i roślin zielonych. Zwarty drzewostan parku stanowi dogodne środowisko życia


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

ptaków i ssaków. Spotkać tu można 4 gatunki dzięciołów, raniuszki, kowaliki, muchołówki, liczne sikory, szpaki, zięby, a wiosną słychać cudne słowicze trele. Spod krzewów wyskoczyć może zając lub sarna, a po drzewach skaczą wiewiórki, zadziwiając swą zwinnością. Oprócz pięknej flory i fauny w parku znajdują się trwałe obiekty stworzone przez człowieka: pomniki, głazy narzutowe z pamiątkowymi tablicami, obiekty sportowe, plac zabaw czy minizoo. W 2004 r. dzięki Towarzystwu otwarto w parku ścieżkę dydaktyczną historyczno-przyrodniczą z 24 znajdującymi się tam różnymi obiektami. Jednocześnie wydany został folder przygotowany przez zespół redakcyjny pod kierunkiem Henryki Sochy, zawierający historię parku i dokładny opis ścieżki. Przechodząc ścieżką dydaktyczną, zauważamy: – interesujące okazy roślin – np. metasekwoję chińską, wiąz szypułkowy, aleję drzew trójigliczni oraz kilka pamiątkowych dębów: dąb Jana Pawła II, dąb 120-lecia TMZŚ, dąb 60-lecia Biblioteki Publicznej Miasta i Gminy Śrem, dąb 150-lecia LO w Śremie, dąb 25-lecia Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków, dąb ks. Piotra Wawrzyniaka, dąb „Dobosz”, dąb 100-lecia Harcerstwa w Śremie; – skwery z tablicami pamiątkowymi na kamieniach poświęcone np. twórcom parku, ks. Piotrowi Wawrzyniakowi, Wł. Reymontowi, prezesowi Marianowi Dominiczakowi, a także jubileuszowi 750-lecia lokacji miasta; – pomniki – np. Wielkopolski Krzyż Powstańczy u wrót parku, pomnik Dobosza poświęcony powstańcom wielkopolskim i pomnik Żołnierza Polskiego, przy którym każdego roku odbywają się uroczystości zakończenia II wojny światowej, Święto Wojska Polskiego, w maju 2004 r. odbył się Zlot Sztandarów, a w 2010 r. Towarzystwo otrzymało z rąk Burmistrza sztandar; – rzeźby plenerowe; – dla dzieci ogródek jordanowski, ptaszarnię, minizoo; – stadion sportowy i hotel;

– aleje, polany, staw parkowy, kamień graniczny z początku XVIII w. – w 2008 r. utworzony został Ogród 120-lecia parku, a w nim znalazła się rzeźba Rodzina, której projekt był owocem konkursu plastycznego wśród uczniów śremskich szkół. Park był tematem wielu konkursów dla dzieci i młodzieży, jak np. konkurs literacki „Park i jego ścieżka dydaktyczna historyczno-przyrodnicza”, konkurs plastyczny „Park im. Powstańców Wielkopolskich – miejscem edukacji i wypoczynku”, konkurs na rzeźbę do Ogrodu 120-lecia parku, konkurs fotograficzny „Cztery pory roku w parku Powstańców Wielkopolskich w Śremie” oraz konkurs wiedzy o parku. Pomniki przyrody, piękne okazy drzew, głazy narzutowe wywołują szczególne odczucia estetyczne, dają możliwość głębokiego przeżywania kontaktu z przyrodą, z pięknym środowiskiem naturalnym, a utworzona w 2004 r. ścieżka dydaktyczna historyczno-przyrodnicza służy młodzieży i starszym, pozwala na wzbogacenie wiedzy o historii naszego miasta i kraju. Utworzenie parku miejskiego stało się dla mieszkańców oraz regionalistów naszego grodu celem działań społecznych i tworzenia przyjaznego środowiska. Od ponad 20 lat z okazji Święta Ziemi odbywają się tu Parkowe Spotkania Pokoleń, podczas których dorośli, ale przede wszystkim młodzież, sadzili i nadal sadzą drzewka i krzewy dostarczane przez Zakład Doświadczalny PAN w Kórniku oraz Nadleśnictwa Babki, Piaski i Konstantynowo. Dla ochrony parku w 2007 r. powołano Parkowy Patrol Rowerowy współpracujący z policją i strażą miejską. W ostatnim czasie park wypiękniał. Dzięki władzom gminy pojawiła się siłownia plenerowa, skatepark, odnowiony został pomnik Dobosza oraz główna alejka z nowym oświetleniem. Dziś park ten jest największym i najstarszym parkiem w Śremie. Cieszy nas, że odbywa się w nim coraz więcej imprez środowiskowych, jak np. Dni Śremu. Jest „płucami” miasta, miejscem sportu, rekreacji, zabaw, spacerów oraz wypoczynku. 59


125 lat parku im. Powstańców Wielkopolskich 1918/1919 w Śremie

Po informacjach o parku 40-osobowa grupa młodzieży z ZSE i ZSP w Śremie porządkowała teren parku i wraz z przedstawicielami śremskich mediów posadziła 5 cisów. Uczniowie Zespołu Szkół Politechnicznych i Ekonomicznych w Śremie sadzą drzewa i porządkują teren. Druga część obchodów Dnia Ziemi odbyła się w restauracji „Park Nova”, gdzie

uczniowie wszystkich śremskich szkół podstawowych wzięli udział w konkursie wiedzy o parku. Zwyciężył zespół z SP nr 4 im. M. Konopnickiej w Śremie, chociaż wszyscy wykazali się bardzo szeroką wiedzą. Uczniowie SP nr 4 i SP nr 6 w Śremie wraz z opiekunkami odebrali dyplomy i nagrody.

Beata Rakowska

Archeologiczny przekrój Poznania Ostrów Tumski w Poznaniu jest spokojną i urokliwą wyspą, położoną nieco na uboczu tętniącego życiem miasta. Jednak tysiąc lat temu to właśnie tu znajdował się jeden z najważniejszych ośrodków powstającego wówczas państwa polskiego. Dogodne położenie tego obszaru otoczonego wodami Warty i Cybiny oraz naturalne warunki obronne sprawiły, że zaczęto się tu osiedlać już pod koniec IX w. Początkowo w okolicach dzisiejszego kościoła Najświętszej Maryi Panny powstał niewielki gródek otoczony drewniano-ziemnym wałem i fosą. Natomiast już w połowie X w. osadnictwo stało się na tyle gęste, że poszerzono ufortyfikowaną przestrzeń, a gród przybrał formę dwuczłonową. Konstrukcje skupione wokół starszej partii broniły dostępu do siedziby książęcej – kamiennego palatium, którego fundamen60

ty odkryto pod kościołem Najświętszej Marii Panny. Drugi człon warowni zamieszkiwała grupa możnych, tu też stanęła pierwsza katedra. Wyspa była przedzielona zabagnionym parowem, a po jej południowej stronie – na Zagórzu – wzniesiono dla ludności rzemieślniczej obsługującej dwór trzeci człon grodu. Jako ostatnie pod koniec X w. powstały umocnienia północnej części Ostrowa, dopełniając obraz potężnej fortecy budzącej podziw i respekt wrogów, a poddanym dającej poczucie bezpieczeństwa. Ten czteroczłonowy gród ponad 1000 lat temu był siedzibą najważniejszych osób w tworzącym się właśnie państwie Piastów, pełnił funkcje obronne i reprezentacyjne, był świadkiem jednych z największych wydarzeń historii Polski, rozbrzmiewał gwarem średniowiecznej codzienności. Tu zapadały ważne decyzje po-


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

lityczne i gospodarcze. Na pierwsze ślady tej dawnej potęgi natrafiono już w 1938 r. Jednak wybuch wojny zmusił naukowców do przerwania prac, do których powrócono w 1946 r. Od tej pory Ostrów Tumski jest nieprzerwanie badany i nadzorowany przez archeologów, a wyniki ich prac pozwalają na coraz lepsze poznanie fascynujących początków polskiej państwowości. Dziś, aby zobaczyć na własne oczy pozostałości po dawnych obwarowaniach, należy zagłębić się 6 metrów pod powierzchnię ziemi i wraz z badaczami tropić pozostałości po konstrukcjach warowni poznańskiej. Taka podróż w czasie jest możliwa w Rezerwacie Archeologicznym Genius loci, gdzie stojąc u stóp wału obronnego, można doświadczyć siły i kreatywności naszych przodków. Odwiedzający mają okazję poznać historię początków państwa Piastów oraz zobaczyć skrywane pod ziemią relikty potężnych wałów wzniesionych za panowania księcia Mieszka I. Ekspozycja jest olbrzymim wykopem archeologicznym, w którym poszczególne partie konstrukcji wału grodowego wraz z profilem ziemnym zostały odtworzone in situ z wielką pieczołowitością przez archeologów i konserwatorów. To sprawia, że każdy zwiedzający dosłownie wnika w tysiącletnią historię i może się poczuć jak prawdziwy archeolog. Mimo iż po połowie XIII w. umocnienia grodowe przestały pełnić swoje dotychczasowe funkcje, stały się inspiracją dla innych inicjatyw budowlanych. Relikty fundamentów muru obronnego z XVI w. są kolejną atrakcją czekającą na gości Rezerwatu. Można je podziwiać, przechodząc po szklanej podłodze. Zwiedzanie obiektu rozpoczyna się zawsze projekcją filmu w formacie 3D, który obrazuje rolę, jaką Ostrów Tumski odegrał w początkach polskiej państwowości. Poza stałą ekspozycją można tu oglądać również wystawy czasowe. Organizowane są także weekendy tematyczne, w ramach których można wziąć udział w warsztatach, grze terenowej dla dzieci i młodzieży oraz prelekcjach dla dorosłych. W trakcie ponad rocznego działania

Rezerwatu zorganizowano spektakle teatralne oraz spotkania z artystami i naukowcami z różnych dziedzin. Specjalnie dla szkół przygotowano ofertę o różnej tematyce zwiedzania, wzbogacającą zakres standardowej edukacji i stanowiącą ciekawe rozwinięcie programu nauczania. Placówka mieści się w nowoczesnym budynku przystosowanym dla osób niepełnosprawnych, wyposażonym w salę kinową, liczne infokioski, ekrany dotykowe i hologramy. Podejmowane działania dążą do zorganizowania centrum kulturowego, w którym historia w nowoczesnej, współczesnej oprawie stanie się inspiracją dla przyszłości. Każda grupa wiekowa, osoby o różnych zainteresowaniach mogą tu znaleźć ciekawą refleksję nad przeszłością i pole do wszechstronnego rozwoju. Do współpracy w 2013 r. zaproszeni zostali młodzi artyści, a Rezerwat Archeologiczny prezentować będzie sztukę współczesną wykreowaną na bazie tysiącletniego drewna. Niezwykle interesująco rysuje się również kooperacja naukowa ze środowiskami twórców i przedstawicielami nauk ścisłych, co powinno przyciągać ludzi pomysłowych, otwartych, łącząc dokonania archeologiczne z innymi dziedzinami nauki w przystępny, ale niebanalny sposób. Rezerwat Archeologiczny Genius loci jest częścią Muzeum Archeologicznego w Poznaniu. Jego realizacja była możliwa dzięki dofinansowaniu ze środków Unii Europejskiej, ale przede wszystkim dzięki dobrej współpracy szeregu instytucji i osób: Kurii Metropolitalnej w Poznaniu, Urzędu Miasta Poznania, Urzędu Marszałkowskiego Województwa Wielkopolskiego, Instytutu Prahistorii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Rezerwat Archeologiczny Genius loci

61


Historia mówiona miasta Poznania – perspektywy badawcze i społeczne

Martyna Borowicz

Historia mówiona miasta Poznania – perspektywy badawcze i społeczne W dniu 20 czerwca 2013 r. w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu odbyło się robocze seminarium poświęcone badawczym i społecznym perspektywom zjawiska historii mówionej. W spotkaniu wzięli udział etnolodzy i historycy z Wydziału Historycznego UAM. Celem seminarium było podjęcie dyskusji o możliwych kształtach i zakresach historii mówionej miasta Poznania i Wielkopolski. Pytania, na które odpowiadali w trakcie spotkania uczestnicy, brzmiały następująco: Jakie historie chcą opowiadać mieszkańcy Poznania i jakimi historiami są zainteresowani badacze? Jakie mogą być korzyści z badania i popularyzowania tych historii? Jak historie mówione i związane z nimi zjawiska wpływają na nasze dziedziny? Jakie obszary badawcze powinny zostać nakreślone w pierwszej kolejności? Jaka jest specyfika naszego miasta i ludzi, których historie chcielibyśmy badać? Kto i w jaki sposób może/powinien rozmawiać z mieszkańcami? Jakie historie trzeba rejestrować w pierwszej kolejności? Czy istnieje hierarchia świadków, zdarzeń, fragmentów codzienności? W trakcie spotkania zostały nakreślone teoretyczne ramy zjawiska historii mówionej. Warto wspomnieć, że za jego początki uznaje się koniec XIX w. Wtedy to w Stanach Zjednoczonych, przy użyciu pionierskiej technologii wynalezionej przez Thomasa Edisona, powstały pierwsze nagrania. Dokonywany przez antropologów zapis ludzkiego głosu miał przede wszystkim służyć celom etnograficznym (utrwalanie folkloru Indian). W latach 30. XX w. nagrania świadków historycznych wydarzeń i zjawisk, takich jak wojna secesyjna i niewolnictwo, miały pełnić szerzej definiowane funkcje, które stały się później podwa62

linami zmian paradygmatów w obrębie nauk historycznych i społecznych. Dzisiaj historia mówiona funkcjonuje w nowych kontekstach i staje przed nowymi wyzwaniami. Ich natura zmienia się wraz z celami, jakie stawia sobie badacz, reporter, artysta, a coraz częściej po prostu amator (z naciskiem kładzionym na łacińską etymologię tego wyrazu). Przedstawienie Jeżyce Story Teatru Nowego, Wędrująca Boja zbierająca miejskie historie w ramach festiwalu „Inwazja Barbarzyńców” czy warsztaty dziennikarskie „Tutaj mówi miasto” są swoistym świadectwem fenomenu, jakim staje się historia mówiona. W innych miastach (lubelski Teatr NN, warszawskie projekty „Praga Gada” i „Muranów”) jest już ugruntowanym elementem pejzażu kulturowego, docierającym do wielu środowisk. Nowe jest w naszym mieście nie tyle samo zjawisko tworzenia historii mówionej (jej nagrywanie, archiwizowanie czy badanie), co jego społeczny zasięg, który zaczyna wykraczać poza naukowe ramy i cele. Po pierwszej fali plenerowych rekonstrukcji historycznych, stron internetowych poświęconych historii miasta pojawia się prawdziwa „moda na historie” – mikrohistorie uwolnione od wielkich narracji i zwykłe historie zwykłych ludzi, które nie tylko wzbogacają wiedzę o wydarzeniach, uzupełniają wersje tworzone przez autorytety, ale także pozwalają na emotywne doświadczanie przeszłości. W trakcie spotkania uczestnicy wskazywali także na praktyczne aspekty obecnych i przyszłych działań. Szczególnym momentem dyskusji były rozważania wskazujące na możliwość wielowymiarowej integracji mieszkańców miasta. Historia mówiona w dużej mierze zawdzięcza bowiem swój sukces dwustronnej podmiotowej relacji, jaka powstaje w trakcie słuchania i rejestrowania opowieści. Tradycyj-


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

ne podziały na elity i tak zwanych zwykłych ludzi okazują się płynne, podobnie jak kategorie wykształcenia czy też wieku. Świadek historycznych wydarzeń czy zjawisk poprzez swoją narrację staje się źródłem cennej wiedzy uzupełniającej faktografię. Za jego pośrednictwem możemy lepiej rozumieć postawy, wartości i przebieg zdarzeń. Jak wiemy, fragmenty poznańskiej rzeczywistości utrwalonej w relacjach świadków można odnaleźć chociażby na stronach Instytutu Pamięci Narodowej i Ośrodka KARTA. Pełen dostęp do opowieści Wielkopolan jest jednak niemożliwy z uwagi na ograniczenia, jakim podlegają uzyskane przez instytucje materiały. Celem uczestników seminarium jest stworzenie przestrzeni, która umożliwiałaby wszyst-

kim zainteresowanym pełen dostęp do nagrań bez konieczności udawania się do Warszawy. Wiele cennych nagrań znajduje się w Poznaniu, są one jednak rozproszone w poszczególnych archiwach muzeów i jednostek badawczych, co sprawia, że ich kulturotwórczy i społeczny potencjał pozostaje niewykorzystany. Wiele historii wciąż czeka na odkrycie w rodzinie, w sąsiedztwie, w mieście i poza nim. Stąd nasz apel o wsparcie dla inicjatywy, która sprawi, że Poznaniacy i Wielkopolanie będą mieli możliwość pełniejszego uczestnictwa w odkrywaniu i współtworzeniu historii mówionej Swojego miasta i regionu. Osoby zainteresowane uzyskaniem informacji dotyczących projektu prosimy o kontakt: historia.mowiona.poznań@gmail.com

Maciej Adamski

150. rocznica wymarszu trzemeszeńskich gimnazjalistów do powstania styczniowego

D. Fatla odczytuje list napisany 28.02.1863 r. przez ucznia Szkoły Alfonsa Laskowskiego, który poległ w bitwie pod Dobrosołowem i Mieczownicą 2.03.1863 r.

Zespół Szkół Gimnazjum i Liceum im. Michała Kosmowskiego należy do grona najstarszych szkół średnich w Polsce. Szkoła, ufundowana przez opata klasztoru kanoników regular-

nych Michała Kosmowskiego, otwarta została w 1776 roku. W ciągu prawie 240 lat istnienia wychowała wiele wybitnych i zasłużonych postaci, wystarczy wspomnieć Jędrzeja Śniadeckiego, Hipolita Cegielskiego, gen. Mariana Langiewicza, abp. Floriana Stablewskiego, ks. Stanisława Kozierowskiego, Jerzego Waldorffa czy prof. Czesława Łuczaka. Piękną kartę w historii zapisali trzemeszeńscy gimnazjaliści w 1863 roku, kiedy to w liczbie ponad 60 udali się do powstania styczniowego. 28 lutego 2013 roku minęło dokładnie 150 lat od chwili wymarszu gimnazjalistów do powstania. Z tej okazji w Zespole Szkół Gimnazjum i Liceum im. M. Kosmowskiego w Trzemesznie zorganizowano uroczystość poświęconą pamięci gimnazjalistów-powstańców. W jej programie miała miejsce sesja popularnonaukowa poświęcona uczniom i wychowankom Szkoły, którzy byli uczestnikami powstania styczniowego oraz prezentacja filmu i przedsta63


150. rocznica wymarszu trzemeszeńskich gimnazjalistów do powstania styczniowego

wienia opartego na wspomnieniach uczestnika „wyprawy trzemeszeńskiej” ks. prof. Władysława Chotkowskiego. Patronat honorowy nad uroczystością objął p. Krzysztof Dereziński – Burmistrz Miasta i Gminy Trzemeszno, patronat naukowy Instytut Historii UAM, a patronat medialny Radio Merkury oraz „Przemiany na Szlaku Piastowskim”.

Rozpoczęcie uroczystości w Zespole Szkół Gimnazjum i Liceum im. M. Kosmowskiego w Trzemesznie. Fot. K. Kasprzyk

Organizacja sesji popularnonaukowych przez młodzież i nauczycieli trzemeszeńskiej szkoły ma długą tradycję. Sesje te zawsze mają szczególny charakter, wystarczy wspomnieć wydarzenia z 1986, 1988, 1993, 2006 lub 2010 r., których gośćmi byli m.in. tak uznani naukowcy jak prof. Czesław Łuczak, prof. Sławomir Kalembka, prof. Bohdan Walczak oraz prof. Stanisław Sroka. Organizatorzy za cel stawiali popularyzację historii regionalnej, kształtowanie postaw patriotycznych oraz pogłębianie wiedzy i umiejętności uczniów. Stosownej rangi uroczystości dodali zaproszeni goście, wśród nich senatorowie p. Jan Filip Libicki i p. Piotr Gruszczyński, poseł p. Zbigniew Dolata. Marszałka Marka Woźniaka reprezentowała p. Krystyna Czajka, a Wielkopolskiego Kuratora Oświaty p. Danuta Hyżak. Obecni byli również: starosta gnieźnieński p. Dariusz Pilak, burmistrz Trzemeszna p. Krzysztof Dereziński. Świat nauki reprezentowała dr hab. Danuta Konieczka-Śliwiń64

ska – dyrektor Instytutu Historii UAM, prof. dr hab. Józef Garbarczyk – rektor PWSZ w Gnieźnie oraz dyrektor Kolegium Europejskiego w Gnieźnie p. Lech Gołyński. W uroczystości uczestniczyła także grupa uczniów z Gimnazjum im. Polskich Olimpijczyków z Ostrowitego, którzy opiekują się mogiłami powstańców w Mieczownicy i Dobrosołowie oraz uczniowie z Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych im. Hipolita Cegielskiego w Trzemesznie. Serdecznie powitano też osoby z rodzin powstańczych: p. Annę Gałęzewską i p. Henryka Szałkowskiego spokrewnionych z gimnazjalistą Aleksym Szałkowskim (zginął pod Ignacewem w 1863 r.), Mariusza Muzioła spokrewnionego z uczniem Romanem Kentzerem (zginął pod Mieczownicą 1 marca 1863 r.) oraz p. Macieja Zatorskiego, którego przodek Teofil Krótki walczył w oddziałach powstańczych wraz z uczniami trzemeszeńskiego gimnazjum. P. Zatorski przybył z córką, która reprezentowała Zespół Szkół nr 25 w Bydgoszczy. Wśród gości byli również bard, a zarazem naukowiec dr hab. Jacek Kowalski – twórca piosenki pt. Wyprawa trzemeszeńska oraz znany aktor i reżyser p. Andrzej Pieczyński, który pomagał w tworzeniu spektaklu teatralnego. Uroczystość rozpoczął chór Kantata, który odśpiewał pieśń Gaude Mater, po czym uczeń liceum Dariusz Fatla odczytał list ucznia Alfonsa Laskowskiego napisany w sobotę 28 lutego 1863 r., w którym żegnał się z rodzicami i siostrami. Następnie dyrektor Szkoły p. Justyna Kaniasty powitała zgromadzonych i otworzyła uroczystość. Podczas sesji wygłoszono dwa referaty przygotowane pod kierunkiem pomysłodawcy projektu „Trzemeszno 1863” nauczyciela p. Maciej Adamskiego. Pierwszy pt. Marian Langiewicz – wychowanek gimnazjum trzemeszeńskiego, dyktator powstania styczniowego napisała Adrianna Jaskuła z kl. IIA LO. Praca ta w znacznej części oparta została na materiałach archiwalnych przechowywanych w trzemeszeńskiej szkole. W Izbie Tradycji Szkoły zachował się zarówno komplet prac maturalnych Mariana Langiewicza, jak i jego świadectwo. Drugi referat pt. Udział gimnazjalistów trzemeszeńskich w powstaniu styczniowym odczytała Roksana Król, także uczennica klasy IIA LO.


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

Wystąpienie Roksany Król. Fot. K. Kasprzyk

Następnie uczniowie Kinga Mazur i Łukasz Łukiewski przedstawili działania podejmowane przy realizacji projektu „Trzemeszno 1863”. W projekt ten zaangażowali się zarówno gimnazjaliści, jak i licealiści, przy wparciu nauczycieli historii p. Danuty Grzegorek, p. Przemysława Woźnego, p. Piotra Zielińskiego oraz p. Macieja Adamskiego. Jego celem jest przybliżenie młodzieży wiedzy na temat powstania styczniowego, zwłaszcza postaci i uczestników walk związanych ze Szkołą i Trzemesznem. Uczniowie wraz z opiekunami prowadzą blog www.trzemeszno1863.blogspot.com, na którym zamieszczane są biogramy powstańców i informacje dotyczące wydarzeń związanych z rocznicą powstania oraz działań projektowych. Uczestnicy projektu mają również okazję do wyjazdów i spotkań z naukowcami, bibliotekarzami oraz innymi ciekawymi ludźmi. W kolejnej części uroczystości nastąpiła dyskusja i wystąpienia gości. Bardzo wysoko oceniono przedstawione referaty i gratulowano Szkole zaangażowania uczniów w przygotowanie uroczystości. W tym momencie nastąpiła najbardziej wzruszająca chwila tego dnia. Pan Mariusz Muzioł z Bydgoszczy, który o uroczystości dowiedział się z Internetu, odczytał szerzej nieznany list ucznia Romana Kentzera napisany 28 lutego 1863 roku. Treść listu jest tak poruszająca, że wzruszył się p. Muzioł, który nie był wstanie odczytać go do końca, wzruszyli się też wszyscy uczestnicy uroczystości, a na niejednym policzku pojawiła się łza. Następnie p. Maciej Adamski odczytał ponad 80 nazwisk uczniów i wychowanków Szkoły, którzy wzięli udział w powstaniu styczniowym

(lista ta jest jeszcze niepełna), potem złożono wiązanki kwiatów pod obeliskiem, który upamiętnia wymarsz gimnazjalistów do powstania styczniowego. W drugiej części uroczystości zaprezentowany został film pt. Powstanie styczniowe. Wojna vs. miłość zrealizowany przez uczniów gimnazjum: Oliwię Trzcińską, Karolinę Roszak, Cyryla Wilczka, Miłosza Smarzyńskiego, Szymona Winkla, Tymoteusza Surówkę, Karola Kwaśniewskiego, Michała Witkowskiego, Błażeja Fajfera i Kamila Szopińskiego pod kierunkiem p. Stanisława Płanety.

Przedstawienie teatralne pt. Jest takie miejsce. K. Adamski, K. Wesołowska, R. Król, A. Krerowicz. Fot. M. Adamski

Następnie zebrani obejrzeli spektakl Jest takie miejsce oparty na wspomnieniach ks. prof. Władysława Chotkowskiego, rektora UJ, uczestnika „wyprawy trzemeszeńskiej”. W przedstawieniu wystąpili: Roksana Król, Kinga Błaczkowska, Karla Wesołowska, Anna Krerowicz, Agata Przybylska, Krystian Walczak, Arkadiusz Dobruchowski, Karol Adamski, Antoni Borys, Dominik Stepaniak i Dawid Doman, obsługę techniczną sprawował Filip Nitka. Przedstawienie przygotowano pod kierunkiem nauczycieli: p. Aldony Siwińskiej, p. Kamili Wesołowskiej, p. Ilony Adamskiej i p. Macieja Adamskiego. Spektakl powstał we współpracy z p. Andrzejem Pieczyńskim, reżyserem i aktorem teatru Syrena. 65


Od Brdowa do Brdowa pod Gołańczą…

Adam Kusz

Od Brdowa do Brdowa pod Gołańczą. Pamięć o powstaniu styczniowym Mimo że powstanie styczniowe przebiegało na terenie zaboru rosyjskiego, to uczestniczyli w nim także mieszkańcy Wielkopolski. Na terenie Wielkopolski znajdują się więc też miejsca upamiętniające uczestników tego powstania. We wnętrzu kościoła parafialnego pw. św. Andrzeja w Czeszewie (gm. Gołańcz, pow. wągrowiecki) umieszczona jest tablica z białego marmuru z napisem: Karolowi Libeltowi, młodzieńcowi wielkich nadziei, co w rozkwicie życia życie położył za Wiarę i Ojczyznę w dniu 1 maja 1863 r. pod Brdowem. Pod tablicą znajduje się symboliczny nagrobek poległego powstańca, Karola Libelta, w kształcie obelisku z czarnego marmuru, a na nim napis Nihil procul a Deo.

Podczas składania kwiatów pod tablicą w kościele w Czeszewie

Karol Libelt był synem wybitnego Wielkopolanina, filozofa Karola Libelta miesz-

kającego od 1850 r. w Czeszewie. Jako student uniwersytetu wrocławskiego, na wieść o powstaniu wraz z licznymi grupami polskiej młodzieży, tak jak i jego starszy brat Pantaleon, podążył do oddziałów powstańczych. Jego ojciec stwierdził wówczas: „chłopcy poszli, gdzie ich obowiązek wzywał”1. W oddziale płk. Younga de Blankenheima Karol Libelt brał udział na Kujawach w zwycięskiej bitwie pod Nową Wsią (26 kwietnia 1863), a następnie w bitwie pod Brdowem (pow. kolski), gdzie 29 kwietnia poległo 70 powstańców, w tym dowódca oddziału płk Blankenheim oraz Karol Libelt. Na odebraną wiadomość o śmierci syna, matka Karola stwierdziła: „Gdym go żegnała, wiedziałam, że nie jest już moim, ale Ojczyzny.2” Ojciec Karola pocieszał swoją żonę słowami: „Niewiasto, nie zawiść tej wielkiej ofiary Bogu i Ojczyźnie – Bóg dał, Bóg wziął”3. Zwłoki poległych powstańców złożone zostały na cmentarzu parafialnym w Brdowie, gdzie do dziś znajdują się ich mogiły. Dla uczczenia pamięci swego syna i innych powstańców poległych wraz z nim w bitwie pod Brdowem, ojciec Karola nowo utworzony folwark wydzielony z majętności czeszewskiej nazwał Brdowem, który określał w swych listach Brdowo pod Gołańczą. Sam napisał, że „nazwa ta przypominać ma […] miejsce, gdzie poległ i pochowan syn mój młodszy Karol, chłopiec pełen nadziei bo nauki, a tym samym nieodżałowanej dla mnie straty”. W 150. rocznicę powstania styczniowego z inicjatywy Towarzystwa Miłośników Ziemi Gołanieckiej, przy dużym zaangażowaniu wła-

  List Karola Libelta do Jana Nepomucena Janowskiego z dnia 3.V.1863 [w:] K. Libelt, Listy, Warszawa 1978. 2   P. Paliński, Powiat wągrowiecki pod względem geograficzno-statystyczno-topograficznohistorycznym, Wągrowiec 1932, s. 56-57. 3   W. Hahn, Karol Libelt, Lwów 1907, s. 26. 1

66


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

Poczty sztandarowe

Występ chóru Cantilena z Obornik Wlkp.

ściciela dworku w Brdowie dr. Marka Daniela i proboszcza parafii św. Andrzeja w Czeszewie ks. Jana Dzierli, zorganizowano 20 kwietnia w Czeszewie i Brdowie spotkanie patriotyczno-religijne. W spotkaniu oprócz członków TMZG i czeszewskich parafian udział wzięło szereg osób z Poznania, Obornik Wlkp., Wągrowca, Mieściska, Janowca Wlkp. i Gołańczy. Licznie reprezentowane było środowisko lekarskie i naukowe z Poznania. Były poczty sztandarowe stowarzyszeń działających na terenie czeszewskiej parafii i gołanieckiej gminy, w tym Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych im. Karola Libelta w Gołańczy. Nie zabrakło też przedstawicieli władz. Obecny był senator RP Jan Filip Libicki, starosta wągrowiecki Michał Piechocki i burmistrz miasta i gminy Mieczysław Durski. Podczas mszy św., którą celebrowało pięciu kapłanów i towarzyszył proboszcz parafii prawosławnej z Poznania, uczestnicy spotkania modlili się w intencji Ojczyzny i poległych powstańców. W homilii wygłoszonej przez ks. dr. Zbigniewa Knopa dominującym hasłem był patriotyzm. Kaznodzieja przypomniał zebranym, że nie należy wstydzić się swojej narodowości i być dumnym, że jest się Polakiem. Eucharystię i całe spotkanie uświetnił swym śpiewem chór Cantilena z Obornik Wlkp. Do uczuć patriotycznych odwoływali się uczniowie Zespołu Szkół w Morakowie w przedstawionym montażu poetycko-muzycznym. Uczestnicy spotkania wysłuchali następnie prelekcji prezesa TMZG Od Brdowa do

Brdowa pod Gołańczą, poznając przebieg bitwy pod Brdowem w kwietniu 1863 r., życie Karola Libelta juniora oraz dzieje wsi Brdowo założonej przez Karola Libelta seniora. W kolejnym wystąpieniu historyk Henryk Łukaszewski z Obornik Wlkp. mówił o znaczeniu powstań narodowych w dziejach polskiego narodu. Swoją wypowiedź mówca zakończył słowami wybitnego Polaka, błogosławionego Jana Pawła II: „Wolność trzeba ciągle zdobywać, ciągle o nią walczyć”. Pod tablicą w czeszewskim kościele, a następnie pod tablicą pamiątkową w Brdowie, gdzie ostatnie lata swego życia spędził Karol Libelt i zmarł w 1875 r., przedstawiciele władz i stowarzyszeń złożyli w hołdzie powstańcom i działaczom niepodległościowym wiązanki kwiatów z szarfami o narodowych barwach. Następnie wszyscy uczestnicy spotkania udali się do dworku w Brdowie, gdzie na poczęstunek zaprosił ich dr Marek Daniel.

Uczestnicy spotkania w kościele

67


Podróż do Poznania

Jacek Durski

Podróż do Poznania Poznań. Po ośmiu dniach. Za nami białość ziemi z niebem białym. W czystej sferze zakwitały żółte słońca. Z bieli śniegu fioletowe cienie. Pachniało gorącym mrozem, niewidoczną trawą. Na drzewach szadź roziskrzona tysiącami tęcz. Z zamarzniętych mgieł delikatne cuda. „Bóg jest Artystą”, powtarzałem wujowi do pleców. Zgadzał się co kilometr, ale bez zachwytów siostrzeńca. „Zaparowały mi bryle zupełnie”, schodził ciężko z tandemu, maszyna z maszyny i kładł się w puchu, aby odpocząć. „Przeliczyłem się z siłami”, dyszał za Jarocinem, na tym moście, nad Wartą. Leżała biała wśród białych pól. Wiatr wirował po śpiącej rzece białymi kołami. Tak biało bez słońca, bez niebieskich cieni. Biało aż strach. Śmierć kroczy na moście. Biały cień. Przeszła. Przeżegnał się Szymon szeroko. „Boli mnie serce przez Lepszą. Zakochałem się jak głupi w służącej. I to na starość. Dla niej skoczyłbym z tego mostu. Na lód. Ale nie sam. Z nią. Z jej pięknym ciałem. Pękłaby Lepsza na lodzie. W moich ramionach”, zadudnił pięściami po poręczy mostu. Stukał daleko. Za nami śnieżna równina. Wioski srebrne, złoci ludzie. Gorące pyry z parą… Zasypiałem najedzony. Wuj siedział jeszcze z gospodarzami. Wysłuchiwał ich zmartwień, rozmawiał o kłopotach. Kulista próżnia w każdym śnieniu. Jazda w sferze, dookoła, po białych ścianach. Śnieg krąży zamiast padać. Za białą ścianą Tajemnica. Przeczuwam pełnie świateł. Barwy nieznanej wartości. Dostojny ruch kolorów. Wjechać Tam na rowerku, zobaczyć boski pejzaż. Ściano, ustąp! Niestety, w żadnym śnie nie pojechałem dalej. Nie wiem, co Bóg nam przygotował. Raz tylko, na sekundę, rozchyliła się biała płacheć. W otwarciu świat przeraźliwie inny. Promieniują ucieleśnione dusze. Jest też Bóg. Wielki i mały. Na naszą miarę i na miarę Pana. Tu i… kiedy nie obudzę świtu. 68

Ulice rodzinnego miasta jeszcze straszą wojną. Sporo ostrych ruin, poszczerbionych kamienic. Przerażają chichotem diabłów. Stoi jeden we framudze bez okna. Przymierza różne mundury, nasze, wasze, z błyszczącymi orderami, „tyle złomu za zabijanie” chichocze, żonglując ogniem. Cieszy się z ludzkiej głupoty, ze zorganizowanego głuptactwa. Gdyby nie był Diabłem, to czułby do ludzi obrzydzenie. Rzygałby z Poznania na cały świat. Zatrzymał rower wuj Szymon. Uchylił obskurną bramę. – Tam, w podwórzu, mieszkało jaśnie państwo po wysiedleniu z majątków. Wszyscy w jednej suterynie. Obok pralni z maglem. Twoja babka wielmożna i matka wielmożna, i ojciec wielmożny, i… Nie, pan dziedzic to się ukrywał. W lasach, niedaleko Głęboczki. Ale nieraz przyjeżdżał tu wozem pełnym drewna, szczap różnej grubości. Dziedzic przebrany za robotnika leśnego. I tu cię, Jacku, poczęli. Tak niechcący. Matka nie sądziła, że w takich warunkach można zajść w ciążę, a ojciec zawsze się spieszył – pedałowaliśmy dalej ulicą. „Tak niechcący”, poczułem w przełyku słone jabłko. Z pewnością byli wściekli, że jestem. Matka miała już wtedy czterdzieści lat, a ojciec pięćdziesiąt. Po co starym drugie dziecko. Z jabłka śliwa soli. Połknąć, wypluć? Mieli już córkę, śliczną jak anioł. Poczułem złość do wuja. – Tutaj się urodziłeś – zakrzyczał radośnie, aż spadliśmy z tandemu. W gruz pobielony śniegiem. Rower utkwił w potrzaskanych stopniach prowadzących donikąd. Metalowy ozdobnik niczego. – Tutaj? – patrzyłem na białe zgliszcza. Na kupę kamieni. Gnaty domów. – Tu też… tu… – chciał mówić dalej. Nie mógł. Poprawił przy nogawkach klamerki. – Chcesz opowiadać o mojej siostrze? Jak pff – pokazałem ręką rozsnucie anioła. – Opisywać, jak krzyczy ogień? A ja nie chcę tego


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

słuchać. Nie chcę śnić więcej krzyczenia. Słyszeć i widzieć krzyku płomieni. Tylko to z wojny pamiętam. Postanowiłeś mnie wykończyć gadaniem? Tu, w Poznaniu? – Doskoczyłem do wuja. Przywalić go rumowiskiem. Zgarnąć w ramiona całą ulicę i wysypać na mówiącego. – Nieraz myślę o niej. – Podniósł się prędko z kolan. – Była mądrym dzieckiem. Miałaby teraz… szesnaście lat. Nawet zdjęcia nie ma… A tu SS zastrzeliło trzech twoich wujów. Dalszych. Moich kuzynów – pokazał mur jakiś. – Za szaber. Złapali nas z ukradzioną świniną. A tak naprawdę to Hela ukradła. Ściągnęła Niemcom z ciężarówki. O! Właśnie tędy goniłem Kokoroko – wyprowadził rower na jezdnię – nie wiedząc, że to ona. Zasłaniał jej głowę świński ryj. Bardzo apetyczny. Goniłem żarcie z Pankracym, Wickiem i z innymi wujami. Od Cytadeli przez całe Garbary. My bez niczego, ona z takim ciężarem, a nie mogliśmy dogonić. „Zbyt wysportowana. Trochę przypomina mi Kokoroko”, dyszał filozof na Górnej Wildzie. W końcu dopadliśmy mocarną na ulicy Strumykowej, buch w zaspę i wracamy z ryjem na Winogrady. Jeść, jeść. Lecz mocarna idzie za nami, idzie i idzie, aż pod Cytadelę, strach śnieżny zamiast wyrzutów sumienia. Przeraził Wicentego. „Już dobrze! Podzielimy się z panią”, zawrzeszczał jak u dentysty. „Tylko jak?”, pytał przez jezdnię. „Ma szanowna coś do…” „To ja, ty imbecylu! Hela! Ukradłam to dla nas”, zaskoczyła nas ciotka zupełnie. Wstyd większy od Cytadeli. „Nie wiedziałam, że to wy mnie gonicie. Poznałam was dopiero na Dolnej Wildzie. Jak żeście mnie przewrócili”, darła się głośniej od Wicka, idąc do nas z lusterkiem. „Zaraz popatrzcie na siebie. Na sześciu skurwysynów!”, wydarła się głośniej od samego Hitlera. I usłyszały Kokoroko zygzaki. Zobaczyły też świński ryj. Patrzył na nich spod płaszcza Wicusia. Kazali nam ustawić się pod ścianą. I od pierwszego, co drugiego, trach. Zastrzeli trzech z sześciu. A nam żywym podarowali wyszabrowaną, „zeżryjcie se teraz”. Co za szczęście, że stanęliśmy tak, a nie inaczej – cmoktał psychiatra nad kierownicą. Całował dobry Los. Swoją Gwiazdę. – A potem jedliśmy – beknął tłustym wspomnieniem. – Coraz wolniej modląc się za dusze kuzynów. – Tylko Hela nie jadła. Żuła kokoroko.

– Smakował ci ryj? Po tym wszystkim? – O tak. Bardzo. Nie jadłem od tygodnia. Nic oprócz zielonego groszku. Poznań, jak wiesz, Niemcy uznali za fortecę. Wszystko dla nich, żywność, opał. Anglicy zrzucali paki z żarciem. Ale sam groszek w puszkach. Na pewno gdzieś zrzucali tylko marchewkę. Nie zapomnę zielonych kulek, zielonego smaku. A w tej bramie Armia Radziecka – przerwał sobie zieloność Czerwoną – gwałciła ciotkę Helę i jej córki. Młode nie wytrzymały wieczoru. Zamarzły podczas stosunków. Nagie w mroźnej sieni. Lecz ciotka okazała się silna. Zwariowała tylko na tydzień. Pomogłem jej bez elektryczności. Uruchomiłem stłumioną nienawiść. Zaprosiliśmy do naszego mieszkania, do piwnicy z węglem, tego oficera, który gwałcił i dowodził gwałceniem. Rozlokował się na całym parterze, nad naszymi głowami. Taki ważny pułkownik z mapą Cytadeli i ze zdjęciami żony, córek. Czekają na bohatera. I ze zdjęciem syna. „Też walczy”. Teraz gwałci we Wrocławiu. Zaprosiliśmy pułkownika na czysty samogon. Zszedł zaraz do Szmytkowskich zadowolony z życia, zachwycony wojną. Zaginął wyzwoliciel. Najpierw zmiażdżyłem mu kość krzyżową, od czego węgiel w piwnicy, a potem ciotka gwałciła go do końca lutego. Cierpiał w mleczu pod Helą. Rozdzierany od wewnątrz pacierzowym krzyżem. – Przyglądałeś się temu? – Długo. Chciałem zaobserwować zemstę jako przypadek kliniczny. Z powikłaniami. Zobaczyć pragnienia Heli. Opisać je, aby potem analizować. Pułkownik mnie nie obchodził. Nie dostarczał żadnych emocji. Nie interesował mnie też jako schorzenie. A tutaj was zasypało – zakończył wuj wspomnienia. Oparliśmy rower o studnię Proserpiny. Z gęstej, ciemnozielonej wody patrzą nasze twarze, wuj z siostrzeńcem. Uśmiechy do szarego gołębia. Ładnie paskudzi Damę zmarłych. W Muzeum Narodowym. Sam. Wuj już w szpitalu. W bieli wygląda na lekarza. „Dojechałem do pracy”, uścisnął mnie wylewnie. Przytulił się do biurka, do oddziałowej, objął wieszak z fartuchami kolegów, przygarnął „krok w krok” młodszą pielęgniarkę, rozwiązał pacjentom rękawy. Obściskiwał wszystko i wszystkich. „Na nim przyjechałem z sio69


Podróż do Poznania

strzeńcem”, pokazał rower szefowi kliniki. „Wie pan profesor, gdzie leżą Katowice?”, zatarasował tandemem gabinet szefa. Idę po marmurowych schodach. Coraz więcej obrazów. Kolor mózgiem obraca. „Malarstwo holenderskie, XVII wiek”. Klękajcie, malarze polscy. Wszyscy na twarz przed Holendrami. Pejzaże van Ruysdaela, van Goyena. Niebo zajmuje większą część obrazu. Na dole trochę ziemi, morza. Rolnicy, rybacy. Być tam wśród pracowitych w szarozielonkawej mgle. Lecz dalej jestem w PRL-u i tylko podziwiam Zachód. Czaszka budą, a skóra łańcuchem. A teraz portrety, co za prawda w twarzach! Liżący ramę spryt z „Portretu prawnika” de Voisa, wyniosłość artysty z autoportretu Hannemana. Przekaz dusz portretowanych i portretujących. Ci malarze żyją przez wieki! Czy i ja tak będę żył? Czy coś po mnie zostanie? Pani pilnująca obrazów wydaje się Losem. Zapada czarno w parkiet. Na jasnych klepkach cień. Zniknął. – Zemdlałeś – pociera mi „Los” czoło zimną herbatą. Czuję zapach cytryny z obrazu van Schootena. Chłodny plasterek z zimnej łyżeczki. Zieleń na srebrze doskonała. – I co dalej? Wracać do Katowic? Głupotą by było spieszyć się do domu, do szkoły. Do matki z Eisenem, do klasy z Horecką – zastanawiam się na głos na kolanach „Losu”. Siedzimy, leżymy na czterech taboretach empire, wyścielonych miło. – Lepiej się już czujesz? Dzwonić po rodziców? – pyta starsza pani. – Mam pieniądze od wuja na przejazd do Katowic, i więcej. Mógłbym gdzieś jeszcze pojechać… za Poznań. Rysować Wielkopolskę wiosną. Im dalej od matki, tym cieplej. Mróz puszcza. A potem wróciłbym pociągiem bez biletu. – Mówisz do mnie czy do siebie? – pyta znowu pani. – Do obrazów. Podoba im się pomysł „na gapę”. Wychodzić poza wagon, widząc konduktora i pędzić na żelaznym zderzaku, na drabince żelaznej. Wir w stopach. Mknąca blisko

70

szyna. Kusi „dotknij butem”. Poczuj prędkość pociągu. Bądź prędkością. Bez butów. Odpowiadaj z wolnej stopy strażnikom PKP. Żeby tylko nie padało i nie truło kopciem. – No to zamykamy Muzeum – zmusza mnie „Los” do dalszej podróży. W Gnieźnie. Drzwi oparte o kościół. Rzeźbione skrzydła na bocznych ścianach. Jakby podpierały katedrę. Brąz, dokument do pielęgnacji. Piękno z ideą w niebieskim słońcu. Stoję pod wielkim skrzydłem. Przed Chwilą. Zapatrzony w rzeźbienia. Tyle figurek w kwaterach. Nie rozumiem do końca tych scen. Odczuwam. Widzę krew w metalu. Ujrzałem czyjąś śmierć. Pierwszy raz coś Takiego. Dotknął mnie Wojciech laską. I nic. Nie jest jeszcze świętym. Lecz misjonarzem. „Już jadą dzikusy”, zaszeptał z kwatery. „Zabiją dzisiaj biskupa. Wolę umrzeć teraz rozerwany końmi, niż czekać 953 lata na UBe”, szeptał ze wszystkich kwater. Chciałem mu dać jabłko, chałwę i kawałek Gniezna. Ale zaszło słońce i została tylko sztuka. Przeszedłem między brązem a murem. Przez ten trójkąt z ziemi, wrót i ściany katedry. Było tam niebiesko. Wągrowiec, Września przemieszane w oku. Poplątane rzeki, jeziora w jeziorach, las w las przenika. Nałożyły się na siebie kościoły miasteczek. Późnogotycki z późniejszym. Renesansowa polichromia z nijaką. Tylko kościółek na Lipówce stoi pojedynczo. Przepiękny zrąb z wieżyczką na sygnaturkę. Z trzema ołtarzykami dla Rocha i Rozalki po bokach, a w środku dla Jezuska. To maleńkie cacko zajmuje mi teraz pół głowy. A może trzy czwarte? Wypiera opowieści wągrowczan i wrześnian „krzyżactwo, bunt polskich dzieci w pruskiej szkole, atak powstańców na oddział Grenzschutzu, nalot Luftwaffe”. Historia zepchnięta w tył czaszki. W skroniach dach dwuspadowy kościółka, w czole prezbiterium pięknie rzezane. Głowa budowlą z XII wieku, przebudowaną w XIX. Pod pachami mnóstwo rysunków do podarcia przez Eisengraebera. Czuję w gruczołach niepokój papieru, drżenie kresek. Trzeba wracać. W gardle strach przed matką. Ponownie staję się dzieckiem.


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

WIELKOPOLANIE Karolina Tomczyk-Kozioł

Piotr Szembek (1843-1896) – właściciel Siemianic i poseł do parlamentu niemieckiego Urodzony 16 kwietnia 1843 r. w Siemianicach Piotr Szembek był drugim dzieckiem Aleksandra (1814-1884), dziedzica Siemianic, Rakowa i Słupi i jego drugiej żony Felicji Wierusz Niemojowskiej (1822-1878), córki Bonawentury, ostatniego prezesa Rządu Narodowego w 1831 r. Piotr miał trzech braci. Najstarszy Aleksander urodził się 26 lutego 1842 r. Ożeniony 2 lutego 1878 r. w Dreźnie z hr. Marią Engestromówną, córką hr. Wawrzyńca, znanego pisarza i poety, był panem na Słupi. Młodszy Józef, urodzony 12 marca 1847 r., brał udział w kampanii francusko-niemieckiej, w trakcie bitwy pod Fontainbleau został wzięty do niewoli. Stanisław, trzeci brat Piotra urodzony 5 sierpnia 1849 r., był malarzem, który wykształcenie zdobył w Monachium, a uzupełniał je w Krakowie pod okiem Jana Matejki. Zmarł 28 maja 1891 r. w swoim majątku w Wysocku k. Ostrowa. Najmłodszy Jan zmarł w dzieciństwie w wieku 4 lat. Przyrodnia siostra braci Szembeków – Maria, córka Aleksandra Szembeka i jego pierwszej żony Elżbiety Objezierskiej, 12 kwietnia 1858 r. wyszła za mąż za Stanisława Sczanieckiego. Opiekunką i wychowawczynią chłopców była Szwajcarka wyznania kalwińskiego panna Henrietta Croisier. Piotr był jej ulubieńcem. Przyszły właściciel Siemianic przez sześć i pół roku uczył się w Królewskim Katolickim Gimnazjum we Wrocławiu. Ukończył je z dużym sukcesem w 1860 r., będąc zwolnionym z końcowego egzaminu ustnego. Następnie rozpoczął studia w paryskiej École Centrale

des Arts et Manufactures, gdzie, obdarzony tenorowym głosem, uczył się śpiewu. Na wieść o wybuchu powstania w 1863 r. Szembek przerwał naukę i wrócił do kraju. Wraz z bratem Aleksandrem pragnął wziąć udział w walce i kontynuować tradycję zapoczątkowaną przez dziadka Piotra Szembeka (1788-1866), generała dywizji wojsk polskich, uczestnika powstania 1830-31. Niestety niedługo po powrocie z Paryża Piotr poważnie zachorował, co wykluczyło go z walki na kilka miesięcy. Po powrocie do zdrowia stał się łącznikiem między dowódcą Edmundem Taczanowskim a działaczami poznańskimi. Po 6 tygodniach przeniesiono go do korpusu stacjonującego w województwie kaliskim, gdzie pełnił funkcję płatnika wypłacającego żołd. Prawdopodobnie brał później czynny udział w wielu bitwach, w tym w jednej z największych, pod Ignacewem (8 maja 1863). Kiedy podczas ataku wojsk rosyjskich na polski obóz pod Sędziejowicami (26 sierpnia 1863) Aleksander został ranny, Piotr odwiózł go do pobliskich Siemianic. W dalszych walkach bracia Szembekowie już nie brali udziału. Po upadku powstania Piotr Szembek osiadł w odziedziczonych po ojcu Aleksandrze Siemianicach (powiat kępiński). Ten dobrze zagospodarowany majątek obejmował ponad 1100 ha. W skład okręgu dworskiego wchodziły Józefówka, Marianka Siemiańska i Wesoła. W 1889 r. działała w Siemianicach gorzelnia, tartak parowy, młyn wodny, owczarnia zarodowa. Hodowano również bydło holenderskie i regularnie prowadzono kursy doskonalenia 71


Piotr Szembek (1843-1896)…

gospodarzy. W 1894 r. Piotr Szembek przebudował pałac, wzniesiony przez jego dziadka w 1835 r. Rezydencja zyskała m.in. czterokolumnowy portyk frontowy, który nadał jej cechy stylu neoklasycystycznego. Jak pisał przebywający wówczas w Siemianicach architekt poznański Kazimierz Ruciński: „pałac przedstawia podłużny czworobok, z dobudowanem w przedłużeniu osi skrzydłem, mieszczącem kuchnie i ubikacye gospodarcze. Na wysokich suterenach wznosi się parter i piętro. Stromy dach dachówkowy, zwieńczony rzędem wystających, symetrycznie ułożonych kominów, opadających na wszystkie cztery boki, podnosi bardzo monumentalny charakter całości”1. Nad głównymi dębowymi drzwiami Szembek wmurował obrazek Matki Boskiej Częstochowskiej. W kilka lat po śmierci Piotra jego żona Maria, spełniając życzenie męża, wystawiła posąg Niepokalanej Dziewicy na wprost bramy wjazdowej, u podnóża której widniał napis: „O Matko, czuwaj nad tą naszą ziemią 1700-1900”. Wewnątrz pałacu znajdowały się „siemianickie zbiory, które stanowiły jakby muzeum hr. Szembeków”2. Były to m.in. biblioteka polsko-francuska, pamiątki historyczne i rodzinne (dyplomy, ordery, medale, portrety rodzinne), dzieła sztuki (porcelana, brązy, obrazy), pasy słuckie, mundury, broń polska, zbroje, w tym rząd turecki na konia zdobyty w wyprawie wiedeńskiej 1683 r. przez Przecława Szembeka. 13 lutego 1871 r. Szembek został kandydatem Komitetu Wyborczego dla Wielkiego Księstwa Poznańskiego na posła do parlamentu niemieckiego z powiatów odolanowskiego i ostrzeszowskiego. Wybory odbywały się w cieniu rywalizacji między obozem klerykalno-konserwatywnym a działaczami liberalnymi. W „Tygodniku Katolickim” ukazała się nieprawdziwa informacja o podpisaniu przez Szembeka tzw. czterech punktów kościańskich, stawiających interesy Kościoła ponad narodowymi. 2 marca w oświadczeniu wydrukowanym w „Dzienniku Poznańskim” Szembek zaprzeczył tym pogłoskom, podkre1 2

72

ślając jednocześnie ścisły związek katolicyzmu z polskością. W wyniku głosowania dnia 3 marca 1871 r. Piotr Szembek został posłem pierwszej kadencji (1871-1873) parlamentu Rzeszy Niemieckiej. Oddano na niego 11 438 głosów spośród 14 475 głosujących; 2655 głosów pochodziło od liberałów, a 374 od konserwatystów. W drugiej połowie marca ukonstytuowało się w Parlamencie Koło Polskie, w skład którego prócz Szembeka weszli: Alfred Żółtowski, Henryk Krzyżanowski, Napoleon Ksawery Mańkowski, Konstanty Dziembowski, książę Roman Czartoryski, Władysław Taczanowski, Leon Rybiński i Hipolit Turno. Na jego czele stanął Władysław Niegolewski. Już 1 kwietnia 1871 r. polscy posłowie złożyli deklarację wstrzymania się od głosowania nad adresem do cesarza Wilhelma I, w którym ziemie polskie uznane zostały za prowincję niemiecką. Postawili jednocześnie wniosek przeciw włączeniu ziem polskich zaboru pruskiego do Rzeszy. Protest ten został odrzucony przez pozostałych posłów parlamentu niemal jednogłośnie. 22 maja 1871 r. Piotr Szembek zabrał głos na czterdziestym posiedzeniu Parlamentu Rzeszy, podczas którego dyskutowano o aneksji i germanizacji terenów Alzacji i Lotaryngii. Zaprotestował przeciw słowom posła Dunckera, który stwierdził, że wszyscy posłowie bez wyjątku uważają się za przedstawicieli Rzeszy i mają na celu tylko dobro niemieckie. Szembek odpowiedział, że jako Polak nie może i nie chce rościć sobie prawa do reprezentowania Niemiec. W 1873 r. pełnił funkcję sekretarza Koła Polskiego. W latach 1872-1878 Szembek był członkiem zwyczajnym PTPN. 21 stycznia 1888 r. podarował Towarzystwu rękopiśmienny zbiór mów, kazań i rozważań przeznaczonych na różne święta kościelne Fons sacer facundos ecclesiastico sitibundoque oratori stillans torrentes ac omne sacri textus eruditionisque venam, Anno Dni 1706 die 19 Decembris, Valentini Soyczyński oraz prawdopodobnie łacińsko-polski rękopis z XVIII w. Orator Polonus.

  K. Ruciński, Dwory i pałace Wielkopolski, Poznań 1913, s. 17.   Ibidem, s. 18.


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

W 1881 r. ożenił się z poznaną we Lwowie Marią Fredrówną (1862-1937), córką Jana Aleksandra, komediopisarza, wnuczką słynnego Aleksandra Fredry. Szembek zaraził ją pasją myśliwską, nauczył strzelać, dbać o drzewostan i karmić zwierzynę leśną. Wkrótce Maria stała się czołową łowczynią i organizatorką polowań, ekspertką publikującą w „Łowcu Polskim”. Zdaniem prof. Andrzeja Kwileckiego małżeństwo Marii z Fredrów z Szembekiem oraz jej przenosiny z Małopolski do Wielkopolski połączyły w Siemianicach tradycje kulturalne dwóch polskich rodów. Para doczekała się trójki potomstwa: Aleksandra (1886-1928) – ekonomisty nazywanego „przyjacielem Francji”, Jadwigi (1883-1939) – archeologa i etnografa, żony Leona Szeptyckiego i Zofii (1885-1974) – również archeologa i etnografa, od 1909 r. siostry niepokalanki Marii Krysty. Obie siostry prowadziły wykopaliska archeologiczne w Siemianicach, a pozyskane eksponaty wraz z dokumentacją przekazały Poznańskiemu Towarzystwu Przyjaciół Nauk. Zofia Szembekówna pozostawiła również obszerne wspomnienia, w których sporo miejsca poświęca opisom Siemianic oraz działalności matki i rodzeństwa. Maszynopis zatytułowany Z dziejów Siemianic znajduje się w Bibliotece Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu.

Przynajmniej od 1883 r. Piotr Szembek należał do Towarzystwa Czytelni Ludowych, założonego w 1880 r. Już w 1881 r. w Siemianicach działała biblioteka TCL. W 1887 r. jako delegat Towarzystwa na powiat ostrzeszowski wpłacił do kasy Towarzystwa rekordową sumę składek w wysokości 500 marek. W 1884 r. ponownie wziął udział w wyborach do Parlamentu Rzeszy, reprezentując powiat ostrzeszowski. Posłem jednak nie został. Większe poparcie uzyskał ks. Ferdynand Radziwiłł z Antoninka. W 1895 r. z inicjatywy Szembeka odbyły się w Siemianicach misje oo. redemptorystów. Właściciela majątku niepokoiła nadmierna chęć procesowania się gospodarzy o drobnostki. Zapraszając do swego majątku o. Bernarda Łubieńskiego i o. Stykę, chciał, by ich kazania przyczyniły się do wzrostu wzajemnej życzliwości. Piotr Szembek ciężko chorował na serce. Zmarł w Siemianicach 15 maja 1896 r. w wieku 53 lat. Pochowany został prawdopodobnie w rodzinnym grobowcu w kościele pw. św. Idziego w Siemianicach. Obecnie w pałacu w Siemianicach mieści się Leśny Zakład Doświadczalny Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

Bibliografia Archiwum Państwowe w Poznaniu Zespół: Akta Prezydium Policji w Poznaniu sygn. 4374 Zespół: Urząd katastralny w Kępnie sygn. 158, 245, 307, 312, 352, 353, 609, 754 Zespół: Bank Rentowy w Poznaniu sygn. 557 Biblioteka Uniwersytecka w Poznaniu rkp. 3561 Biblioteka Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk rkp. 437, 676, 804 Biblioteka Kórnicka rkp. 11991/2 Biblioteka Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu rkp. 14473/II 73


Piotr Szembek (1843-1896)…

Źródła drukowane „Dziennik Poznański“ „Gazeta Toruńska” „Kurier Poznański” „Tygodnik Ilustrowany” „Tygodnik Katolicki” Handbuch des Grundbesitzes im Deutschen Reiche. Das Königreich Preussen. Die Provinz Posen, Berlin 1881 „Hirth’s Parlaments-Almanach” 1871, Bd. 9 „Jahresbericht des Königlichen Katholischen Gymnasiums zu Breslau” 1861 (für das Schuljahr 1860/61) Stenogram 40. posiedzenia Parlamentu Rzeszy dnia 22 maja 1871 r., http://www.reichstag-sprotokolle.de/Pers_bsb00018324_000205 [dostęp: 21.10.2011]

SPISY TREŚCI numerów archiwalnych można znaleźć na stronie internetowej http://www.wtk.poznan.pl/pw. Tam również: okładki tytułowe, skorowidz autorów, wyszukiwanie artykułów według nazwisk autorów lub tytułów artykułów.

ZAPRASZAMY DO PRENUMERATY REDAKCYJNEJ Aby zamówić prenumeratę krajową, prosimy dokonać wpłaty 40,- zł w Biurze lub na konto Wielkopolskiego Towarzystwa Kulturalnego ul. Św. Marcin 80/82, 61-809 Poznań, 82 1060 0076 0000 3200 0136 7123 z dopiskiem: „Prenumerata roczna od nr... rok...” (podać numer i rok; rozpocząć można od dowolnego numeru). Warunki prenumeraty z wysyłką za granicę ustalane są w drodze porozumienia (umowy). Przy zamówieniu przez regionalne towarzystwo kultury 10 oraz więcej egzemplarzy każdego numeru udzielamy korzystnego rabatu.

74


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

Z PÓŁKI WIELKOPOLANINA Marceli Kosman

Michał Musielak, Heliodor Święcicki (1854-1923),

Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, Poznań 2013, ss. 276 Alma Mater Posnaniensis, o której powstanie tak usilnie a bezskutecznie zabiegali Wielkopolanie w czasach Rzeczypospolitej szlacheckiej oraz w dobie zaboru pruskiego, zbliżając się do setnej rocznicy swego istnienia, publikuje kolejne dzieła na temat swej przeszłości w połowie ostatniej dekady na szeroką skalę przygotowywanych obchodów. Poprzedzają je systematycznie prowadzone od lat badania nad historią uczelni, noszącej początkowo nazwę Wszechnicy Piastowskiej, dosyć szybko przemianowanej na Uniwersytet Poznański, który w 1955 r. otrzymał za patrona Adama Mickiewicza, Wieszcza cieszącego się szczególnym uznaniem nad Wartą już w czasach porozbiorowych. Szereg publikacji o podstawowym znaczeniu otwiera fundamentalne dzieło zbiorowe obejmujące dzieje pierwszego półwiecza (1972); kolejny zarys – poprzedzony konferencją naukową – ogłoszono na 80-lecie (1999). Wśród następnych tytułów na uwagę zasługuje (nr 19 w serii Dzieje UAM) obszerny pokonferencyjny tom zbiorowy Wokół jezuickiej fundacji uniwersytetu z 1611 roku pod red. Doroty Żołądź-Strzelczyk i Rafała Witkowskiego. Zawarte w nim teksty ukazują w oparciu o gruntowną podstawę źródłową dokonania świetnego kolegium jezuickiego istniejącego od 1573 roku przez dwa stulecia, aż do rozwiązania Societatis Jesu i powstania Komisji Edukacji Narodowej; rozwiewają też wiele mitów, jakie naro-

sły wokół tej uczelni mającej ambicje uniwersyteckie. W dziejach Almae Matris szczególne miejsce zajmowali wybitni uczeni, a zwłaszcza czterej jej „ojcowie założyciele” z lat 1918-1919, członkowie Komisji Organizacyjnej: Heliodor Święcicki, Józef Kostrzewski, ksiądz Stanisław Kozierowski i Michał Sobeski, którzy pochodzili wedle wskazanej kolejności ze Śremu, Węglewa pod Pobiedziskami, Trzemeszna i Pleszewa. Pierwszy z nich otwiera poczet rektorów; jego postać – siedząca na ławeczce przed Collegium Minus – od dnia 8 maja 2010 r. (data dzienna otwarcia uczelni w 1919 r.) wita przybywających do siedziby jego następców oraz odwiedzających renomowaną Aulę Uniwersytecką, a zarazem znakomitą salę koncertową. Zresztą nie jest to jedyna taka ławeczka, podobną posiada w swym rodzinnym Śremie. Na 85-lecie UAM ukazał się Poczet rektorów Almae Matris Posnaniensis, praca zbiorowa pod red. Tomasza Schramma, powstała przy współpracy Anny Marciniak (nr 16 w serii dziejów uczelni), Poznań 2004. Zawiera ona m.in. 28 barwnych portretów poprzedników ówczesnego włodarza Almae Matris, prof. Stanisława Lorenca, który w pierwszych zdaniach książki napisał, nawiązując do wspomnianej rocznicy: „Skłania to do spojrzenia w przeszłość. Niniejszy Poczet to dzieje uczelni odmierzane kadencjami rektorskimi primi Inter pares. Ciekawe to i pouczające spojrze75


Michał Musielak, Heliodor Święcicki (1854-1923)…

nie. W jakiejś mierze ujawnia ono stopień i zakres zależności między osobowością rektora a funkcjonowaniem organizmu uniwersyteckiego – w różnych warunkach społecznych i politycznych”. Z wydziałów dawnej Wszechnicy Piastowskiej po drugiej wojnie światowej wyłoniły się Wyższa Szkoła Rolnicza im. Augusta Cieszkowskiego i Akademia Medyczna im. Karola Marcinkowskiego. W akademickim Poznaniu funkcjonują też inne uczelnie, w znacznym stopniu noszące dziś nazwę uniwersytetów. Przed półwieczem z inicjatywy prof. Gerarda Labudy (kadencja 1962-1965) ukonstytuowało się kolegium rektorów wyższych uczelni w stolicy Wielkopolski, a symbolicznym wyrazem dążeń integracyjnych stała się zorganizowana w dniu 1 października 2013 r. po raz pierwszy w dziejach wspólna inauguracja nowego roku akademickiego na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich z udziałem prezydenta Rzeczypospolitej. Wspomniany Poczet stanowił krok wstępny do rozpoczęcia w dekadzie jubileuszowej z inicjatywy obecnego włodarza Almae Matris, prof. Bronisława Marciniaka (zajmuje on na liście trzydzieste z kolei miejsce) serii monografii rektorów UAM. Jej redaktorzy, historycy Przemysław Hauser i Tomasz Schramm, napisali w Przedmowie do inauguracyjnego tomu, poświęconego – bo trudno sobie inaczej wyobrazić – Heliodorowi Święcickiemu: „Rektor – co po łacinie oznacza »kierujący« – stoi na czele uniwersytetu: instytucji, a także społeczności […] Rangę tę podkreśla też uroczysty strój: czerwona toga z gronostajowym kołnierzem oraz insygnia władzy: »berło rządów, łańcuch godności i pierścień zaślubin«, jak głosi to uroczysta formuła. Jest więc czymś naturalnym, że kolejni rektorzy uosabiają uczelnię i jej tradycję”. Zaznaczyli też, że kolejne monografie będą miały charakter gruntownych, opartych na wyczerpującej podstawie materiałowej, w tym kwerendach źródłowych, monografii, ukazujących w możliwie pełny sposób sylwetki rektorów: ich biografie, działalność naukową, dydaktyczną i społeczną oraz kierowanie

76

uczelnią. Prezentowany tom stanowi dobry prognostyk dla całej serii. Heliodor Święcicki, patron akademickiego Poznania, jest szczególnie bliski nie tylko Uniwersytetowi Adama Mickiewicza, ale także – ze względu na swą profesję – Uniwersytetowi Medycznemu imienia Karola Marcinkowskiego. Z tej właśnie uczelni wywodzi się autor dzieła otwierającego serię Biografie rektorów UAM. Książkę otwiera obszerny Wstęp (s. 9-16) gruntownie charakteryzujący stan badań oraz imponującą podstawę źródłową, przy czym autor wskazuje na dalsze kierunki badań, zwłaszcza potrzebę prowadzenia kwerend w archiwach niemieckich, co pozwoli pogłębić wiedzę o pobycie uczonego w klinikach na terenie Rzeszy oraz stosunku władz pruskich do osoby znakomitego lekarza i patrioty-społecznika. Wykład zasadniczy został zawarty w czterech rozdziałach: I. Dorastanie, edukacja, przekonania (s. 9-48); II. Lekarz, naukowiec, głowa rodziny (s. 49-114); III. Społecznik, dobroczyńca, myśliciel (s. 115-142); IV. Współorganizator i pierwszy rektor Uniwersytetu Poznańskiego (s. 143-208). Całość zamyka Zakończenie (s. 209-216), uzupełniają zaś: Kalendarium życia Heliodora Święcickiego (s. 217-226), Bibliografia (s. 227-252), wykaz skrótów, spis ilustracji (jest ich 58) oraz indeks osób. Dzieło opatrzone jest w streszczenie w języku angielskim (s. 267-273). Doskonałym przewodnikiem dla przyszłych badaczy jest wykaz źródeł archiwalnych i drukowanych oraz opracowań, poprzedzony przez zestawienie cytowanych w książce publikacji Święcickiego. Otrzymaliśmy dzieło, które wieńczy dotychczasowe – liczne przecież i o trwałej wartości – prace poświęcone wielkiemu rektorowi, uczonemu i społecznikowi. Oczekiwać będziemy na kolejne biografie rektorów, przedstawicieli wielu dyscyplin, a zwłaszcza tych, którzy zapisali się trwale w nauce polskiej na polu badawczym i organizacyjnym oraz w dziejach Poznania akademickiego. Marceli Kosman


Summary

Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

Summary Izabella Main Polish, German and Jewish Memory in Wielkopolska This article is an introduction to the texts of Zbąszyń, Buk and Koźmin Wielkopolski. Karolina Baraniak, Izabella Main Research about Jewish memory and lieux de memoire in Zbąszyń. A Reportage This essay originated in reflections from ethnographic field trip to Zbąszyń, a town in Wielkopolska Province, 82 kilometers from Poznań. Zbąszyń was inhabited by Polish, Jewish and German communities during different times in history. Due to political situation this borderland town became a settlement site for around 9000 stateless Jews from Germany in 1938. The authors attempt to investigate the sites of Jewish memory (lieux de mémoire) as well as contemporary memory of Jewish past among Zbąszyń inhabitants. Łukasz Komorowski Buk and its citizens in the period of war and occupation A plethora of valuable papers on the military history of Wielkopolska have been created by the historians. None of them, however, involves an attempt to give a full picture of Buk of that times. The author reconstructs the reality of the town under occupation, in particular by supplementing the list of Nazi terror victims with another names. The following article aims at presenting the tragic history of Buk of the Second World War as well as illustrating the most beautiful aspects of it shaped by the citizens, who sacrificed their lives in defence of their country. Krzysztof Lachs, Dawid Niemier, Aleksandra Paprot About remembering and forgetting in Buk. Polish, German and Jewish cultural heritage Buk is a small town in Wielkopolska, however it is marked out by its turbulent history. Until the end of World War II, Germans, Jews and Poles lived in the city. The activity of these groups in one geographical and social area has created intangible and material culture. Its remains (lieux de memoire) still exist in the city, calling for reactions of the current inhabitants of the city. Therefore, article presents how memory of inhabitants of Buk about German, Jewish and Polish heritage is formed. Katarzyna Andrzejkowicz, Maria Delimata, Erica Fontana Koźmin Wielkopolski – the city of three cultures Koźmin Wielkopolski, a town of about 6,678 people in southern Wielkopolska, represents an interesting and important site of the Polish, German, and Jewish past, embodied in a num77


ber of sources including written historical accounts, landmarks in the city, and the living memory of local residents. Using historical and ethnographic methods and sources including written historical texts, maps, visiting and photographing landmarks, and interviews with residents, we explored the memory and history of Koźmin Wielkopolski’s multi-ethnic past – those details retained deliberately as well as those preserved by chance – and the ways in which the past functions today in Koźmin Wielkopolski. While Koźmin Wielkopolski’s residents today are almost exclusively Polish, a number of material and immaterial traces, including Jewish, Polish Catholic, and German Evangelical cemeteries, a city museum, a former women’s prison from the Nazi occupation, and plaques commemorating the sites of the former synagogue and Evangelical church, preserve the traces of past German, Jewish, and Polish life in Koźmin Wielkopolski. The condition in which these landmarks are kept today, and the efforts taken, or not taken, to retain them – and by whom – also speak to the presence of the past in contemporary life. Commemorations and education programs about Jewish presence, for example, are much more visible in Koźmin Wielkopolski than commemorations or landmarks concerning the German past. The memory of living individuals also provides important information about the town’s history. While many residents, particularly older individuals who had lived through World War II, were knowledgeable about the history of the town, few people participated actively in commemorations or shared personal memories. Many young people were aware of Koźmin Wielkopolski’s history from educational programs, but did not feel personally connected to the town’s past. We suggest that a major effect on memory in Koźmin Wielkopolski comes from top-down messages and texts concerning the past, which often supplant the experiential memories of the local community. This results in hazy memories of the past in the present that are influenced by shifting schemata of memory over time and across generations. Karolina Tomczyk-Kozioł Piotr Szembek (1843-1896) – owner of the property in Siemianice and member of the German parliament Piotr Szembek was born in 1843. He was an owner of the property in Siemianice. In 1894 he rebuilt the palace, in which Szembek’s family collected books, works of arts, arms and historic mementoes. He took part in the November Upraising. He was a member of the German parliament, Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk and Towarzystwa Czytelni Ludowych. He died in 1896.

78


Przegląd Wielkopolski ● 2013 ● 2(100)

Noty o autorach Maciej Adamski Ur. 1970, mgr, historyk, anglista, nauczyciel w Zespole Szkół Gimnazjum i Liceum w Trzemesznie. Autor kilkunastu publikacji dotyczących historii Trzemeszna i okolic. Katarzyna Andrzejkowicz Ur. 1991, studentka III roku etnologii i antropologii kulturowej na UAM w Poznaniu. Karolina Baraniak Studentka V roku etnologii i stosunków międzynarodowych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Maria Bochan Bibliotekarka, bibliografka, regionalistka, organizatorka bibliotekarstwa publicznego w subregionie północnej Wielkopolski, prezes Towarzystwa Miłośników Miasta Piły. Martyna Borowicz Ur. 1978, absolwentka filologii romańskiej i etnologii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Maria Delimata Ur. 1988, doktorantka w Katedrze Dramatu, Teatru i Widowisk UAM. Jacek Durski Ur. 1943, pisarz, artysta malarz, rzeźbiarz i grafik. Karolina Dziubata Ur. 1994, studentka etnologii w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej UAM w Poznaniu. Erica Fontana Ur 1983, doktorantka na Wydziale Antropologii w University of California, San Diego. Dyplom magisterski uzyskała w UCSD, dyplom licencjacki w zakresie dziennikarstwa i antropologii w Indiana University of Pennsylvania. Wiesława Grobelna Absolwentka UAM w Poznaniu, polonistka, sekretarz Zarządu Towarzystwa Miłośników Ziemi Śremskiej. Łukasz Komorowski Student historii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Wiceprezes Studenckiego Koła Naukowego Historyków im. Gerarda Labudy przy Instytucie Historii UAM. Marceli Kosman Ur. 1940, historyk, politolog i pisarz. Profesor nauk humanistycznych. 79


Waldemar Kuligowski Ur. 1972, profesor w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej UAM w Poznaniu, członek Prezydium Komitetu Nauk o Kulturze PAN, członek Komitetu Nauk Etnologicznych PAN, członek Komitetu Słowianoznawstwa PAN, członek Royal Anthropological Institute, redaktor „Czasu Kultury”, członek Rady Programowej Centrum Kultury „Zamek” w Poznaniu, ekspert Wielkopolskiej Rady 30. Adam Kusz Historyk, regionalista. Prezes Towarzystwa Miłośników Ziemi Gołanieckiej. Krzysztof Lachs Ur. 1990, student w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej im. A. Mickiewicza w Poznaniu. Izabella Main Etnolożka i historyk, adiunkt w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej UAM w Poznaniu. Zainteresowania badawcze: antropologia medyczna, współczesne migracje w Europie, pamięć i kultura PRL, dzieje mniejszości w Polsce. Dawid Niemier Ur. 1989, student w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu. Aleksandra Paprot Ur. 1988, doktorantka w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu. Magister kulturoznawstwa. Członek zarządu gdańskiego oddziału PTL-u. Mikołaj Pukianiec Ur. 1985, dr nauk humanistycznych, absolwent Wydziału Historycznego UAM w Poznaniu. Beata Rakowska Mgr archeologii i antropologii kulturowej. Pracownik Poznańskiego Muzeum Archeologicznego, zajmuje się zagadnieniami z pogranicza antropologii i archeologii, a także współczesnym muzealnictwem. Karolina Tomczyk-Kozioł Ur. 1983, mgr (IH UAM), historyk i archiwista. Pracownik działu Zbiorów Specjalnych Biblioteki Raczyńskich. Bogdan Walczak Ur. 1942, językoznawca, polonista, slawista, profesor nauk humanistycznych, historyk języka, popularyzator zagadnień językoznawczych, zwłaszcza z zakresu poprawności i kultury języka.

80



Przeglad Wielkopolski nr 2 rok 2013