Page 1

B RAZIL - m e u a m o r! Organizacja IFMSA umożliwia studentom medycyny odbycie praktyk wakacyjnych za granicą. O wyjeździe do Ameryki Południowej marzyłam od zawsze. Gdy dowiedziałam się, że dostałam się do Brazylii byłam zachwycona. Podróż była bardzo męcząca, nie obyło się bez nerwów, odwołanych lotów i zgubionego bagażu, lecz już w pierwszej chwili po wyjściu z lotniska wiedziałam, że najbliższy miesiąc wynagrodzi mi trudy podróży. Moim celem było Santos w stanie São Paulo. Santos to prześliczne półmilionowe miasto, którego jedna częśd położona jest na wyspie São Vincente, a druga na lądzie. W większości leży na plaży, którą otaczają kilkunastopiętrowe nowoczesne budynki. Muszę przyznad, że Santos nie jest typowym brazylijskim miastem. Znajduje się tam największy na całym kontynencie port i z tego względu jest ono stosunkowo bogate. Drugim w kolejności najważniejszym miejscem, które ze słyszenia zna na pewno nie jeden fan futbolu jest Santos Football Club. To właśnie tutaj w piłkę nożną uczył się grad Pele – dziś już od wielu lat na emeryturze, jednak ciągle uważany za najlepszego piłkarza na świecie. Typowy „Sanczista”, bo tak nazywa się mieszkaniec Santos, niezależnie od płci i wieku jest wielkim fanem piłki nożnej i z całych sił kibicuje swojemu klubowi. W mieście można znaleźd muzea i pomniki zbudowane na cześd słynnego piłkarza, można go spotkad na zakupach lub stadionie, a podobno kilkanaście lat temu, wieczorami, Pele przychodził na plażę i grał z tutejszą młodzieżą w piłkę. Już po pierwszych godzinach spędzonych w Brazylii czułam, że trafiłam w dziesiątkę. Pogoda była rewelacyjna, ludzie przyjaźni, a język portugalski zabarwiony południowoamerykaoskim akcentem brzmiał jak śpiew. Przez cały miesiąc mieszkałam u tamtejszej rodziny, jadłam z nimi posiłki, spałam w jednej z ich sypialni, razem jeździliśmy do centrum i na zakupy. Już na pierwszy rzut oka można było dostrzec ogromne różnice między naszą a ich kulturą. W brazylijskiej rodzinie, niezależnie od stanu portfela, pomoc domowa przychodzi minimum co dwa dni. W bogatszych domach gosposie pracują codziennie. Kobiety uwielbiają oglądad mecze i telenowele, a mężczyźni uprawiad każdy rodzaj sportu. Na każdym rogu można kupid


lokalne przysmaki. Mężczyźni szykują się do wyjścia dłużej niż kobiety, a operacje plastyczne są na porządku dziennym. Wiele studentek ma już za sobą korektę nosa czy piersi. Wieczorami młodzież spotyka się na plaży. Często ktoś z nich przynosi gitarę, wtedy wszyscy śpiewają i bawią się. Lipiec w Ameryce Południowej jest najzimniejszym miesiącem w roku. Przy temperaturze 20°C zdecydowana większośd Brazylijczyków zmienia garderobę na zimową. W autobusie można spotkad ludzi w puchowych kurtkach i kozakach. Na szczęście pogoda taka nie towarzyszyła mi przez cały wyjazd. Przez połowę pobytu temperatura przekraczała 30, a czasem dochodziła nawet do 35°C. Praktyki kliniczne wspominam bardzo dobrze. Zostałam przyjęta na oddział chirurgii ogólnej do prywatnego szpitala Ana Costa, położonego w samym sercu miasta. Zarówno wyposażenie oraz personel były na najwyższym poziomie. Bardzo pozytywnym zaskoczeniem okazał się byd oddział, który składał się z ośmiu sal operacyjnych. W nich odbywały się różne zabiegi: zaczynając od chirurgii ogólnej, poprzez ginekologiczną, kardiologiczną i plastyczną, a nawet bardzo skomplikowane zabiegi neurochirurgiczne. Operacje zaczynały się codziennie o 7.00 i kooczyły się przed południem. Stażyści, rezydenci oraz lekarze dyżurni pracowali dodatkowo na druga zmianę – popołudniami wykonywali oni drobne zabiegi chirurgiczne. Różnice między pracą w brazylijskim a polskim szpitalu były dostrzegalne już na pierwszy rzut oka. Najprawdopobniej wynikało to z faktu, że Ana Costa jest szpitalem prywatnym, gdzie pacjenci zobligowani są do zapłacenia za każdy zabieg. Lekarze wykonywali operacje, które były rozpisane dzieo wcześniej, nie było tam oddziału ratunkowego. Oprócz specjalistów pracowało tam wielu rezydentów i stażystów. Zazwyczaj sami wykonywali mniej skomplikowane operacje, często angażując do nich studentów. Po kilku dniach na oddziale lekarze rozpoznawali mnie już i sami zapraszali na salę operacyjną. Czasami pozwalali mi asystowad, uczyli mnie zakładad szwy. Gdy operacja była skomplikowana, studenci tylko obserwowali. Mimo to zabiegi takie wspominam dobrze. Specjaliści posługiwali się rewelacyjnym angielskim, opowiadali


nam dużo szczegółów na temat chorób i zabiegów oraz byli ciekawi jak wygląda praca lekarzy w Polsce. Studenci na oddziale traktowani są z wielkim szacunkiem. W przerwie lunchu, lekarze zapraszali nas na posiłki, a rano zamiast standardowego „dzieo dobry”, witają się przyjacielskim „buziakiem” w policzek. Brazylijscy studenci medycyny po czterech latach teoretycznej nauki, zobligowani są do dwuletniej praktyki, które trwają przez cały rok, włącznie z wakacjami. Studenci szóstego roku posiadają dużą wiedzę z zakresu medycyny i bardzo chętnie dzielili się nią ze mną. Mimo że na początku wyjazdu miesiąc wydawał się byd długim okresem czasu, upłynął bardzo szybko. Na koniec praktyk organizowanych przez IFMSA każdy uczestnik wymiany otrzymuje certyfikat. W Santos, zarówno studenci jak i władze uczelni postanowili pożegnad nas w uroczysty sposób. Zostaliśmy zaproszeni do rektoratu Uniwersytetu Medycznego w Santos na rozmowę z rektorem, Nelson Teixeira. Dyskutowaliśmy na temat różnic między naszymi a ich szpitalami, uniwersytetem, systemem edukacji. Rektor okazał się byd bardzo przyjemny i otwarty na kontakt ze studentami. Pod koniec spotkania zrobiliśmy parę zdjęd oraz otrzymaliśmy prezenty z logiem uniwersytetu. Każdy poranek od poniedziałku do czwartku lub piątku spędzałam w szpitalu, w weekendy natomiast podróżowaliśmy razem z innymi osobami z wymiany. Brazylia jest piątym największym krajem na świecie, więc przez kilka weekendów nie miałam możliwości zwiedzid więcej niż dwa stany. São Paulo naprawdę przeraża swoim rozmiarem: około 15 mln mieszkaoców, 12 linii metra, wiele bezdomnych osób mieszkających na ulicy. Wieczorem nie wolno przebywad w centrum, należy unikad robienia zdjęd i trzymad torebkę przy sobie. Jeśli w ogóle używa się angielskiego, to najlepiej robid to cicho, żeby nie zwracad na siebie uwagi. Krajobraz miasta z wieży widokowej robi piorunujące wrażenie i nasuwa jeden wniosek: São Paulo nigdy się nie kooczy. W którąkolwiek stronę się odwróci, aż po sam horyzont widad tylko kilkudziesięciopiętrowe budynki. Ciekawe są również różnice w opiniach na temat tego miasta. Mi osobiście bardzo podobało się zobaczenie tak wielkiej metropolii, jednak inni turyści zdecydowanie nie podzielają mojej opinii. Tubylcy kochają São Paulo, bo daje ono


wiele możliwości – można tam znaleźd i zrobid wszystko na co ma się ochotę. Dla turystów jest to przytaczające miejsce, w którym nie czują się bezpiecznie. Rio de Janeiro jest inne. Nie ma już tego pośpiechu i anonimowości. Jest za to masa turystów zalewająca piękne plaże, punkty widokowe i zabytki. Na każdym rogu ktoś się bawi, ktoś krzyczy, ktoś robi zdjęcia, a zabawa trwa wszędzie. Wystarczy jednak odjechad autobusem kilka kilometrów od centrum żeby dostrzec drugie oblicze Rio – Favela. Favela to ogólne określenie biednej dzielnicy. Najczęściej jednak pod tym pojęciem rozumie się „rocinha”. Jest to położona na wzgórzu dzielnica, w której mieszka około 200 000 osób. Domy, chod często trudno je tak nazwad, są przerażająco małe, budowane jeden na drugim, często w wyższych partiach pozbawione kanalizacji, prądu i wody. W favelach mieszkają głównie biedacy, kryminaliści i dilerzy narkotyków. Dużo jest też tam dzieci i prostytutek. Ani turyści, ani policjanci nie są tam mile widziani. SCOPE dało mi niezapomnianą możliwośd zobaczenia Brazylii od drugiej strony, tamtejszych ludzi i ich zwyczajów. Przebywając u kogoś w domu można poznad miejsce i tradycje zupełnie inaczej niż na zorganizowanej wycieczce. Przed wyjazdem wydawało mi się, że Brazylia jest średnio rozwiniętym krajem, wszyscy ludzie mają ciemną karnację oraz włosy, że szpitale i ogólnie rozumiana jakośd życia będą na dużo gorszym poziomie. Byłam w wielkim błędzie! Brazylia rozwija się bardzo szybko. Zaskoczyła mnie infrastruktura i architektura. Autostradami dojechad można nawet do najmniejszych miasteczek, a kilkunastopiętrowe budynki otaczają plaże i kreują niepowtarzalny krajobraz. Ludzie są ufni i życzliwi, każda nawet przypadkowo spotkana osoba oferuje pomoc a nierzadko nawet nocleg. Praktyki kliniczne były na najwyższym poziomie, nawiązałam wiele nowych znajomości i przyjaźni. Zdecydowanie była to podróż mojego życia, a doświadczenia które zdobyłam będę wspominad bardzo długo. Po takim wyjeździe zdecydowanie wróciłam z naładowanymi bateriami na kolejny rok akademicki, ogromną motywacją do działania w IFMSA oraz jeszcze większą nadzieją na tegoroczną rekrutację!

Praktyki Wakacyjne IFMSA-Poland "BRAZYLIA"  

Praktyki Wakacyjne SCOPE IFMSA-Poland w Brazyli. Ola Furmaga o. Lublin.

Advertisement