Page 1

nr 2 (12) luty 2018

m a g a z y n

g l i w i c k i ARTUR

TOMASIK

Wyróżnienie nagrodą Gliwickiego Lwa jest dla mnie wielkim zaszczytem

TATIANA

SZCZĘCH

Pojęcie bycia modnym bywa różnie rozumiane

JAROSŁAW

BOTOR

Specyfika ściany Nanga Parbat bardzo utrudnia desant ludzi

AGNIESZKA

KOSAK

Dzisiaj psy są pełnoprawnymi członkami rodziny

Dawid Serafin Doceniany na świecie ekspert w zakresie

ginekologii plastycznej pracuje i mieszka w Gliwicach PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

1


2

PRESTIÅ» MAGAZYN GLIWICKI


m a g a z y n

g l i w i c k i

Zdmuchujemy pierwszą świeczkę na torcie i życzymy sobie nieskończonego rozwoju, twórczych pomysłów, niezmiennej kreatywności, awangardowego spojrzenia na prestiż i sukces, a przede wszystkim zadowolonych Czytelniczek i Czytelników oraz usatysfakcjonowanych reklamodawców.

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

3


zdjęcie: Bożena Nitka

Najtrudniejszy pierwszy krok, zanim innych zrobisz sto... śpiewała kiedyś Anna Jantar. Szanowne Czytelniczki, szanowi Czytelnicy oraz drodzy reklamodawcy, zanim się spostrzegliśmy minął rok od wydania pierwszego numeru PRESTIŻ magazyn gliwicki. To niezwykłe dla nas wydarzenie, a dlaczego? Odpowiedź jest dziecinnie prosta i oczywista, bo to tak jak z chodzeniem - najtrudniej jest zacząć. Jak powiedział James Madison, sygnatariusz Konstytucji Stanów Zjednoczonych i 4. prezydent Stanów Zjednoczonych: „Sukces nigdy nie jest efektem słomianego zapału – tu trzeba przejść przez prawdziwy ogień...”

REDAKTOR NACZELNY JAROSŁAW SOŁTYSEK

I ten ogień jest wciąż w nas, bo do prawdziwego sukcesu jeszcze nam daleko. Ten ogień podtrzymujecie Wy, czytelnicy. Jak choćby ta pani, która zadzwoniła zaniepokojona, że w upatrzonym miejscu nie ma jeszcze Magazynu. Albo prezes firmy ze Strefy, który w recepcji pozwala wykładać tylko Prestiż Gliwice. To miłe. To potwierdza, że obraliśmy słuszną drogę rozwoju z dala od jakiejkolwiek polityki. Bo najważniejsi są ludzie i ich historie. To właśnie oni tworzą Genius Loci – Ducha Miejsca. A ilu ich jest? Policzyliśmy. Do tej pory w jedenastu numerach przeprowadziliśmy 73 rozmowy. Ile jeszcze przed nami? Trochę, Gliwice to ponad 180 000 mieszkańców, a odejmując niemowlaki i dzieci możecie wyobrazić sobie ile jeszcze przed nami! Dziękujemy i do roboty!

m a g a z y n

g l i w i c k i

ADRES REDAKCJI: ZWYCIĘSTWA 41/43, 44-100 GLIWICE TEL. 662 225 009

REDAKTOR NACZELNY: JAROSŁAW SOŁTYSEK, TEL. 601 53 71 73

EMAIL: REDAKCJA@PRESTIZGLIWICE.PL REKLAMA@PRESTIZGLIWICE.PL MARKETING@PRESTIZGLIWICE.PL PRENUMERATA@PRESTIZGLIWICE.PL

DZIAŁ MARKETINGU: MAŁGORZATA KATAFIASZ, TEL. 662 225 009

WWW.PRESTIZGLIWICE.PL

nr 2 (12) luty 2018

m a g a z y n

g l i w i c k i

DZIAŁ REKLAMY: ANNA LISZEWSKA, TEL. 505 505 988

WSPÓŁPRACOWNICY: EWA GRYNICKA PAWEŁ HARLENDER KRZYSZTOF KRZEMIŃSKI MARCIN KURA KORCZAK BOŻENA NITKA WOJCIECH NUREK AGNIESZKA SKOWRONEK ADRIANA URGACZ-KUŹNIAK ANTONI WITWICKI

ARTUR

TOMASIK

Wyróżnienie nagrodą Gliwickiego Lwa jest dla mnie wielkim zaszczytem

TATIANA

SZCZĘCH

Pojęcie bycia modnym bywa różnie rozumiane

JAROSŁAW

WYDAWCA: ARTE MEDIA JAROSŁAW SOŁTYSEK 44-100 GLIWICE, UL. KRUCZA 4/19

BOTOR

Specyfika ściany Nanga Parbat bardzo utrudnia desant ludzi

AGNIESZKA

KOSAK

Dzisiaj psy są pełnoprawnymi członkami rodziny

Dawid Serafin

DRUK: DRUKARNIA KOLUMB UL. KALINY 7, 41-506 CHORZÓW INFOLINIA +48 801 641 691 WWW.DRUKARNIAKOLUMB.PL

Doceniany na świecie ekspert w zakresie

ginekologii plastycznej pracuje i mieszka w Gliwicach

Okładka: Dawid Serafin, Serafin Clinic zdjęcie wykonała Anna Tokarska

4

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

Materiałów niezamówionych Redakcja nie zwraca. Na anonimy Redakcja nie odpowiada (każdy zgłoszony tekst musi być podpisany pełnym imieniem i nazwiskiem Autora). Redakcja zastrzega sobie prawo skracania materiałów i redagowania ich zgodnie z przyjętymi zasadami. Proces redagowania nie wpływa na merytoryczność tekstu Autora, lecz zmierza do ulepszenia jakości tekstu.


SPIS TREŚCI /

20

32

38

42

44

50

FELIETON

04 EDYTORIAL 06 ZDANIEM NURKA - WOJCIECH NUREK 08 ROZWYDRZENIE KULTURALNE - JUSTYNA WYDRA 10 OBYWATEL JANEK - JANEK JANOWSKI

WYDARZENIA

58

12 PRZEBUDOWA STACJI GLIWICE PORT 12 LEONARDO LAB OTWARTE 14 ERITH Z PIERWSZĄ PŁYTĄ 14 KOCLĘGA RZEŹBI W ŚNIEGU

KLIMATY

16 NASZE LOTNISKO 18 NASZ PORT

TEMAT Z OKŁADKI

20 DAVID SERAFIN / SERAFIN CLINIC

LIFE STYLE

68

28 SUSHI - PRZEWODNIK 50 ZWIERZENIA: KOSAK 58 MODA - TERAZ MISO

LUDZIE

36 SUKCES – ARTUR TOMASIK GTL 38 SUKCES – MARCIN WYROSTEK AKORDEONISTA 42 MOJE/ULUBIONE – URSZULA BIEL 44 PASJONACI – JAROSŁAW BOTOR WSPINACZ 56 3 PYTANIA DO – TATIANA SZCZĘCH 82 MOJE GLIWICE – AGNIESZKA BARON

INSPIRACJE

54 #HASZTAG -SPORT

KULTURA

64 RECENZJA - WSZECHOGARNIAJĄCO 68 WOJCIECH PLEWIŃSKI REPORTER 74 CO W KULTURZE? NA SCENIE, EKRANIE, ŚCIANIE

KRONIKI

76 WERNISAŻ WOJCIECHA PLEWIŃSKIEGO 77 PREMIERA W TEATRZE MIEJSKIM 78 KONCERT W KLUBIE 4ART

NA MARGINESIE

80 CHOINKI

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

5


felieton / ZDANIEM NURKA

TYLKO OSTROŻNIE Z TĄ POWAGĄ Ochrona danych osobowych odmieniana jest współcześnie przez wszystkie istniejące przypadki, a być może nawet przez przypadki, które dopiero powstaną. Biorąc na poważnie to, co się mówi, można by mieć przeświadczenie, że nasze dane osobowe są pilne strzeżone i niczego zdrożnego nie powinniśmy się obawiać. Deklarowane restrykcje za nieprzestrzeganie przepisów w tym zakresie są tak surowe, że w zasadzie powinienem zacząć obawiać się spoglądania na własny dowód osobisty, a najlepiej odczuwać lęk już przed spoglądaniem na swoją bieliznę osobistą. Codzienne doświadczenia życiowe wskazują mi jednak, że ze zwykłej ludzkiej uczciwości wobec samego siebie powinienem do sprawy podchodzić z odpowiednim dystansem i przymrużeniem oka. Skoro bowiem, gdy kupuję byle kartę do byle telefonu, każde dziewczę zatrudnione w dowolnie wybranej korporacji za najniższą pensję ma prawo i jednocześnie obowiązek legitymowania mnie i sięgania do zasobnej bazy danych osobowych, to jakże ja mam dać wiarę w skuteczność ochrony moich danych. Podobnie rzecz ma się przecież we wszystkich urzędach, bankach, przychodniach, elektrowniach, gazowniach, wodociągach, słowem wszędzie tam, gdzie w grę wchodzi jakiś człowiek i jakiś pieniądz. Widząc to wszystko już dawno temu stałem się niewierzący w skuteczność ochrony danych osobowych. Mój brak wiary w ochronę moich danych szczególnie wzmaga się, gdy rozdzwaniają się do mnie różne telefony oferujące mi usługi lub towary, których nie zamawiałem i zamawiać nie miałem ochoty, a z treści podejmowanych ze mną rozmów wyraźnie czuć, że moje dane osobowe stanowią chodliwy towar rynkowy dobrze sprzedany wszystkim potrzebującym. Niezmiennie wzrusza mnie sytuacja, gdy w środku mojego zawodowego cyklonu dzwoni telefon. Obieram go machinalnie. Przez chwilę po drugiej stronie panuje zwykle martwa cisza. Nagle rozlega się rwący się i lekko przesterowany damski głos z dziesiątkami innych głosów w tle, który oznajmia mi: - Dzień dobry, nazywam się Kociubrzycka Klaudia, dzwonię w imieniu firmy Firmex zajmującej się diagnostyką układu krążenia. W zeszłym miesiącu wszedł pan w ustawowy wiek podeszły wobec czego mam panu do zaproponowania darmowe badania w hotelu Niziurski … Był czas, że na podobne telefony reagowałem impulsywnie, jednakże wytrawni gliwiccy adwokaci przestrzegli mnie przed narowistymi reakcjami. Uprzedzili mnie, że wydzwaniające firmy zwykły nagrywać wszystkie rozmowy i w określonych przypadkach mogę zostać sprytnie pozwany za chamstwo i drobnomieszczaństwo, jeśli by ze mnie zbyt mocno wylazło. Doradzili mi, że lepsze dla mnie jest przerywanie rozmów. A jak na razie przerywanie nie jest jeszcze karalne. Taktyka polegająca na ucinaniu rozmów na samym wstępnie mocno mnie uspokoiła. Teraz odbieram telefon i zanim się spostrzegę, że ktoś przygotował dla mnie indywidualną ofertę garnków wysokiej jakości lub

6

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

wygenerował na podstawie moich danych indywidualny kredyt, jakiego jeszcze nigdy nie doznałem, przerywam rozmowę zupełnie zapominając o tym, że wcześniej mógłby to być dla mnie pretekst do grubszej irytacji. Bywa, że moja reakcja przybiera odwrotny ton. Jeśli jestem zrelaksowany oraz gdy cały świat nie wali mi się na głowę skłonny jestem, dla kurażu, z własnej i nieprzymuszonej woli podjąć rozmowę z telemarketerką o frapującym głosie. Okazuje się, że i druga strona nie zawsze bywa w sosie: - Dzień dobry, z tej strony Włodarczyńska Agnieszka … - Dzień dobry pani Agnieszko, co tam u pani dobrego słychać? - A co to pana obchodzi?! Nie w tej sprawie do pana dzwonię! Zadzwoniłam do pana służbowo! - A! W takim razie uprzejmie panią przepraszam za pomyłkę, życzę miłego dnia i do następnego razu. Zdarza się jednak, że rozmowa okazuje się niezwykle miła. - Dzień dobry, nazywam się Beata Sprawska, dzwonię w imieniu spółki Ważna Sprawa, czy słyszał pan może o ustawie, która właśnie weszła w życie, zgodnie z którą każdy przedsiębiorca winien mieć udokumentowane obowiązkowe przeszkolenie w zakresie p.-poż.? - Owszem, słyszałem. Postanowiłem pójść do więzienia za świadome złamanie przepisów tej ustawy. Chcę być pierwszą ofiarą. Marzą mi się nagłówki w tabloidach oraz wywiady w tefałenach i polsatach. W krótkiej i miłej rozmowie pani Beata odwiodła mnie od pomysłu zamieszkania w więziennej celi. Nie przestała jednak namawiać mnie do odbycia przeszkolenia. Zapewniała, że warte jest swojej niewygórowanej ceny. Broniłem się jak mogłem, w końcu zaproponowałem barterową wymianę usług. Jakkolwiek moja propozycja wykonania w zamian za szkolenie mammografii manualnej nie doszła niestety do skutku, to rozmowa zakończona została w miłej i serdecznej atmosferze. Udowodniłem sobie, że można i tak podejść do zagadnienia. Okazuje się, że otaczający nas świat tylko z pozoru jest na serio. W rzeczywistości wszystko jest niepoważne, a nawet śmieszne. Im szybciej wszyscy to zauważymy, tym lepiej. Dystans do siebie i spraw nas otaczających oraz zdrowy śmiech to najlepsze lekarstwo na schorzenia otaczającej nas rzeczywistości. Gorąco polecam! Wojtek Nurek

Wojtek Nurek, gliwiczanin – mąż, ojciec, dziadzio i kolega. Miłośnik Gliwic, filmu, malarstwa, fotografii, książki, sensu i logiki. Piszący i niepalący rzeczoznawca majątkowy. W firmie realexperts.pl pracuje nad systemami ułatwiającymi Polakom dostęp do wiarygodnych wartości nieruchomości. Saper, operator koparki, starszy szeregowy. Przeniesiony do rezerwy.


Opierając się na najlepszych wzorach i standardach, zapraszamy do Skarbca położonego w samym sercu Katowic w budynku zaprojektowanym oraz wybudowanym dla Banku Gospodarstwa Krajowego. Od momentu powstania, w 1930 roku do lat dzisiejszych, Skarbiec jest jednym z najbardziej nowoczesnych i nowatorskich rozwiązań wśród banków europejskich, pozostawiające konkurencję daleko w tyle. Idealnym przeznaczeniem Skrytek Sejfowych jest przechowywanie i ochrona gotówki, dokumentów oraz osobistych i firmowych papierów wartościowych, dzieł sztuki, biżuterii, opracowań naukowych i historycznych oraz wszelkich dóbr – niepowtarzalnych i wartościowych dla Klienta. Zachowując wszystkie standardy instytucji finansowych oferujemy pełen komfort i dyskrecję. Specjalnie wydzielone pomieszczenia bez monitoringu gwarantują Klientom poczucie bezpieczeństwa i intymności. Ja i nasza profesjonalna obsługa klienta jesteśmy zawsze do Państwa dyspozycji.

EWA STĘPIŃSKA

dyrektor zarządzająca Śląskie Sejfy sp. z o.o.

www.slaskiesejfy.pl +48 32 271 20 01 +48 507 761 410 +48 507 761 411

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

7


felieton / ROZWYDRZENIE KULTURALNE

SPOTKANIE Z POETĄ Krzysztofa Siwczyka esej pt.: Koło miejsca Kornhauser. Zagajewski. Siwczyk. Jaki wspólny mianownik łączy te nazwiska? Trzech panów, trzy skojarzenia: polski poeta, Gliwice, V Liceum Ogólnokształcące. Tak się składa, że mnie samej dotyczy osobiście i to miasto i ta szkoła. Juliana Kornhausera nie miałam niestety nigdy przyjemności choćby zobaczyć, Adama Zagajewskiego pamiętam jak przez mgłę. Widziałam go raptem jeden raz, niezbyt wyraźnie, bo niechętnie – nauczycielską przemocą zagnana do sali gimnastycznej i „robiąca tłum” na spotkaniu z twórcą. Mało się wówczas interesowałam tym, kto zacz, ponieważ lat miałam może jedenaście, może trzynaście i naprawdę, niewiele mnie zajmował ów poważny jegomość, siedzący na podwyższeniu w towarzystwie naszej polonistki. Grzecznie wysłuchałam, zaraz zapomniałam. Do dziś żałuję tamtej nieuwagi i może dlatego z tym większym entuzjazmem wybrałam się na wieczór autorski Krzysztofa Siwczyka.

mnie ktoś zaczarował. Ja to wszystko przeżyłam, ja tam byłam, widziałam, słyszałam, czułam, smakowałam! Doświadczałam tego samego. Dziecięcej perspektywy schyłku siermiężnego PRL-u. Szczeniackości pierwszych lat krwawego kapitalizmu, który tu, na gliwickiej prowincji był jakby bledszy, mniej agresywny niż w unoszonej jego bezwzględną falą Warszawie. Zresztą nas, licealistów w Levi'sach z lumpeksowego odzysku i powyciąganych swetrach, jakoś mało on obchodził… W latach dziewięćdziesiątych wciąż żyliśmy sobie spokojnie, konserwując się we własnym małym świecie. Piliśmy, paliliśmy, robiliśmy też różne inne głupie rzeczy, ale mimo to byliśmy w pewnym sensie niewinni. Ostatni młodzi ludzie na Ziemi, którzy obywali się bez internetu, smartfona, Facebooka, Instagrama i obrazkowej kultury „selfie”. Nieświadoma nadchodzącej rewolucji generacja X. Aktualnie, podobnie jak nasi rodzice z pokolenia baby boomers, nieco zagubiona w wirtualnej rzeczywiści.

Tym chętniej powracająca do młodych lat. Tak w eseju, jak i przy okazji spotkania z poetą :) Z najmłodszym poetą ze wspomnianej trójcy chodziłam do słynnej w Gliwicach „piątki” w drugiej połowie lat 90. W liceum Justyna Wydra się nie poznaliśmy, ponieważ on był o dwie klasy wyżej, obracał się w poważniejszym od mojego towarzystwie, z kim innym dyskutował o życiu i świecie. Ja go jednak dobrze pamiętam – wysokiego, zawsze jakby lekko nieprzytomnego chłopaka, wokół * wejście po lewej stronie księgarni „Empik”, którego już wówczas roztaczał się nimb pewnej wyjątkowości. polecam śledzić ich program kulturalny! Spoglądało się na niego i wiedziało: oto ktoś, kto chodząc po ziemi, buja w obłokach! To było właśnie świetne w moim liceum. To, że spotykało się w nim ludzi pokroju Krzysztofa Siwczyka. Takich, którym z różnych powodów chciało się więcej, bardziej, inaczej. Może to naiwność, może ideologizowanie młodości, ale im jestem starsza, z tym większym sentymentem wracam myślą Justyna Wydra, gliwiczanka - od zawsze do V Liceum Ogólnokształcącego w Gliwicach. Okazuje się, że chętnie powraca do niego i poeta. O eseju pt. „Koło miejsca” sam jego autor mówi tak: powstał (…) na zamówienie pamięci, która najwidoczniej zmówiła się w konkretnym miejscu i czasie. Czas? Lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte. Miejsce? Gliwice. To właśnie przede wszystkim o tym, o mieście mojego, naszego dzieciństwa i wczesnej młodości, rozmawiano podczas spotkania z Krzysztofem Siwczykiem, które odbyło się pewnego zimowego wieczora w gościnnej sali Stacji Artystycznej Rynek*. Poeta opowiadał, publiczność siedziała zasłuchana, a ja czułam się tak, jakby

8

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

kocha się w słowach. Szczególnie tych pisanych, śpiewanych i wypowiadanych na kinowym ekranie. Pracuje z nimi jako copywriter i autorka artykułów dla prasy drukowanej oraz internetowej. Po godzinach czyta i pisuje książki, prowadzi bloga, słucha muzyki i stara się nadrobić filmowe zaległości. Autorka powieści Esesman i Żydówka oraz Ponieważ wróciłam. Z zawodu jest biologiem/zoologiem/entomologiem.


trendygliwice.pl

LU K S U S OW Y SA LO N F RY Z J E R S K I P OŁ ĄC ZO N Y Z E S PA / U L. K RÓT K A 2 / 884 965 965

www.VictoriaDaySpa.pl

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

9


felieton / OBYWATEL JANEK

Obywatel Janek (Janek Janowski), gliwicki grafik, rysownik, malarz, stolarz, ojciec dzieci, współwłaściciel kota. Po ponad dwudziestu latach prowadzenia agencji reklamowej postanowił rzucić się na szerokie fale działań artystycznych. Tworzy komiksy, czasami śmieszne rysunki satyryczne i zupełnie nieśmieszne obrazki robotyczne. Wraz z partnerką, ilustratorką i projektantką, Joanną Cypriak vel Czupryniak koordynuje jej projekt modowy „Miso”, wspólnie prowadząc autorską galerię „Komitywa”. Działa w swej gliwickiej pracowni wnętrz i mebli industrialnych „Doroboty”. Nie lubi imbiru. Uwielbia oliwki i owoce morza.

10

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI


PRESTIÅ» MAGAZYN GLIWICKI

11


wydarzenia /

foto: leonardolab.pl

foto: mosquidron / info: PKP Polskie Linie Kolejowe S.A.

Trwa przebudowa stacji Gliwice Port. PKP Polskie Linie Kolejowe przeznaczą 32,3 mln zł na przebudowę stacji Gliwice Port. Od lipca 2017 r. trwają prace, dzięki którym zwiększy się przepustowość stacji oraz możliwość obsługi składów towarowych. Na stacji już zostały wybudowane 3 tory stacyjne oraz 5 torów dojazdowych do czynnych bocznic kolejowych. Wykonawca rozpoczyna kolejny etap - budowę 3 torów stacyjnych oraz toru dojazdowego do bocznicy. Stacja Gliwice Port po modernizacji przejmie dłuższe składy pociągów do długości 800 metrów. Zapewniona będzie lepsza obsługa Śląskiego Centrum Logistyki i transportu węgla Odrą. PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. zmodernizują układ torów głównych i dodatkowych. Będzie m.in. 6 torów dojazdowych do bocznic kolejowych. Przebudowa stacji Gliwice Port obejmuje także sieć trakcyjną. Zmodernizowane będą nastawnie i zamontowane nowe urządzenia sterowania ruchem kolejowym. PLK wykorzysta do obsługi pociągów nowoczesny komputerowy systemem sterowania. Wykonane prace zwiększą poziom bezpieczeństwa ruchu kolejowego. Zakończenie robót planowane jest w listopadzie 2018 r.

Robot podający wodę czy lekarstwa, sterowanie temperaturą za pomocą gestu, a może gaszenie światła przez mrugnięcie? 20 lutego na Wydziale Inżynierii Biomedycznej Politechniki Śląskiej w Zabrzu uroczyście otwarto Leonardo Lab. Celem projektu jest m.in. tworzenie rozwiązań inżynierskich tak, by podporządkować przestrzeń mieszkalną człowiekowi, a w szczególności potrzebom osób starszych, ograniczonych ruchowo lub wymagających stałej opieki. - W Leonardo Lab nauka i biznes łączą siły, wykorzystując możliwości jakie daje najnowocześniejsza technologia, mówi jeden z inicjatorów Leonardo Lab, prof. dr hab. inż. Marek Gzik, dziekana Wydziału Inżynierii Biomedycznej. - Żyjemy w starzejącym się społeczeństwie, a dzięki rozwiązaniom powstającym w laboratorium będziemy mogli realnie pomagać osobom najbardziej potrzebującym, niepełnosprawnym, starszym i schorowanym. Mam nadzieję, że połączenie wiedzy, technologii oraz najlepszych możliwości analizy danych, przyniesie rezultaty pozwalające przenieść część opieki nad chorymi na zautomatyzowane procesy w ich otoczeniu. REKLAMA

12

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI


LAMPA

BŁYSKOWA

FOTOGRAFIA NATYCHMIASTOWA www.instax.pl

Pełna oferta wkładów i aparatów oraz wypożyczalnia Instax w samym centrum Gliwic, ul. Studzienna 3 / obok Hotelu Silvia

LUSTERKO DO SELFIE

DIGIFOTO by KURA www.digi-foto.pl PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

13


wydarzenia /

foto: alter_photo / Fotolia.pl

foto: Prestiż Gliwice

Laureatka nagrody Prezydenta Gliwic i Marszałka Województwa Śląskiego – Erith właśnie opublikowała swój debiutancki album oraz promujący go klip, którego akcja częściowo dzieje się na gliwickim odcinku DTŚ. Album „Speed of Light” to zbiór najlepszych kompozycji, które Erith stworzyła w ciągu swojej zaledwie dwuletniej kariery. Na płycie znalazły się absolutne nowości oraz na nowo zmiksowane i zremasterowane kawałki, które mogliśmy wcześniej usłyszeć w wersji homerecordingowej na jej kanale na YT. Na krążku znajduje się 12 utworów, które w sumie dają nam ponad godzinę muzyki, ale tak naprawdę wystarczy już kilka minut, aby oderwać się od rzeczywistości i udać się w muzyczną podróż do kosmicznego świata 23-letniej artystki. Bardzo ciekawa jest również towarzysząca płycie grafika stworzona przez krakowskiego artystę Piotra Gruszczyńskiego. Droga do sukcesu tej artystki może stanowić inspirację dla wielu osób, które planują zaistnieć w branży muzycznej bez kontraktów z dużymi wytwórniami i bez udziału w programach typu talent show. Erith dużo koncertuje w Polsce i za granicą, dzięki czemu pozyskała wielu nowych fanów, co miało wielkie znaczenie w kontekście przeprowadzonej przez nią akcji crowdfoundingowej, której celem było zebranie funduszy na tę płytę.

Dzięki gliwickiemu artyście Tomaszowi Koclędze i jego zespołowi rzeźbiarzy w śniegu miasto Zabrze zaistniało na Międzynarodowym Festiwalu Śniegu w Sapporo! Tym razem jednak, mimo bardzo pochlebnych opinii w trakcie pracy nad rzeźbą, ekipa wróciła do Polski bez nagrody, ale z satysfakcją uczestnictwa. Zespół Snow Art Poland, stworzony przez wykładowców Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach reprezentował nasz kraj na 69. Sapporo Snow Festiwal. Od 5 do 12 lutego artyści z całego świata rzeźbili w śniegu. Grupę z Polski tworzyli: Tomasz Koclęga, Piotr Muschalik oraz Piotr Proba.

1WYCENA.COM.PL 1!1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

ZESPÓŁ RZECZOZNAWCÓW MAJĄTKOWYCH ul. Raciborska 1a/1, Gliwice GLIWICKI44-100 / 667-050-050 14 PRESTIŻ MAGAZYN

REKLAMA

TO TUTAJ


PRESTIÅ» MAGAZYN GLIWICKI

15


KLIMATY

NASZE LOTNISKO Chyba żaden z mieszkańców aglomeracji śląskiej nie skłamie, jeśli powie o lotnisku w Pyrzowicach, że jest nasze. Pełna nazwa to Międzynarodowy Port Lotniczy Katowice w Pyrzowicach. Dzięki znakomitym drogowym połączeniom ze śląskimi miastami odgrywa coraz większą rolę w dzisiejszej rzeczywistości Regionu jako przewoźnik biznesowy i turystyczny. Wciąż rozbudowywany wychodzi naprzeciw coraz bardziej wygórowanym oczekiwaniom wymagających klientów.

16

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI


zdjęcie: z archiwum Górnośląskiego Towarzystwa Lotniczego SA

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

17


KLIMATY

18

PRESTIÅ» MAGAZYN GLIWICKI


zdjęcie: Mosquidron / areal foto video

NASZ PORT Port Gliwice wraz ze stacją kolejową, terminalem celnym, wolnym obszarem celnym, bazą magazynową, parkingami i biurami jest jednym z elementów Śląskiego Centrum Logistyki. Port w Gliwicach uważany jest za najnowocześniejszy i najbardziej uniwersalny port śródlądowy w kraju, z uwagi na swój kształt, linie i konstrukcje nabrzeży portowych, układ basenów i powierzchnię akwatorium. Port położony jest w okolicach stanowiska szczytowego Kanału Gliwickiego i zaczyna prawie 41-kilometrową trasę, która łączy basen portowy z rzeką Odrą. Wikipedia

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

19


temat z okładki /

20

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI


Dawid Serafin Doceniany na świecie ekspert w zakresie ginekologii plastycznej pracuje i mieszka w Gliwicach

wysłuchał Jarosław Sołtysek zdjęcia wykonała Anna Tokarska

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

21


temat z okładki / DAWID SERAFIN

Gliwicki lekarz dr Dawid Serafin, mimo młodego wieku, zyskał uznanie na całym świecie jako ekspert w zakresie ginekologii estetycznej. Zapraszany przez wielu światowych liderów w zakresie ginekologii, przeszkolił lekarzy z 40 krajów, na 4 kontynentach. W tym roku jako jeden z dwóch ginekologów z Polski został zaproszony przez Amerykańskie Towarzystwo Ginekologii Plastycznej na Światowy Kongres Ginekologii Estetycznej w Las Vegas. Od grudnia 2016 roku, jako jedyny Polak, jest członkiem komitetu naukowego Międzynarodowego Towarzystwa Ginekologii Estetycznej i Komfortu Seksualnego (IAAGSW), a od 2017 roku międzynarodowym członkiem Hiszpańskiego Towarzystwa Ginekologii Plastycznej. Jest właścicielem Centrum Nowoczesnej Ginekologii Serafin Clinic.

www.serafinclinic.pl

22

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI


Dawid Serafin EKSPERT W SWOJEJ DZIEDZINIE Z doktorem Serafinem spotykamy się nie bez powodu. Obecnie jest jednym z najbardziej znanych i jednocześnie najmłodszych ekspertów w zakresie ginekologii plastycznej w Polsce. Już w trakcie specjalizacji z ginekologii i położnictwa zainteresowania doktora Serafina były mocno ukierunkowane na rekonstrukcyjną ginekologię małoinwazyjną. Poszerzając wiedzę i doświadczenie w tym zakresie, uzyskał status międzynarodowego szkoleniowca z zakresu stosowania kwasu hialuronowego w ginekologii plastycznej. Jego doświadczenie zostało również zauważone przez firmę Alma Lasers z Izraela, która zaproponowała mu stanowisko eksperta medycznego oraz szkoleniowca z zakresu stosowania laseroterapii w leczeniu wysiłkowego nietrzymania moczu. Tworząc własne protokoły terapii, od trzech lat prowadzi szkolenia z tego zakresu na całym świecie. Jest również członkiem komitetu naukowego trzech międzynarodowych towarzystw zrzeszających ginekologów plastycznych: ISGAR (International Society of Gynecolo-

gy, Aesthetics and Research), SEGERF(Sociedad Española Ginecología Estética Regenerativa Funcional), IAAGSW (International Association of Aesthetic Gynaecology and Sexual Wellbeing). Wykonując zabiegi z zakresu ginekologii plastycznej opracował własną technikę operacji i korekty przerostu warg sromowych mniejszych. Metoda ta w znaczny sposób zmniejsza liczbę częstych powikłań, do jakich należy rozejście się rany pooperacyjnej w tego typu operacjach. Technikę tę do tej pory przedstawił m.in. na Światowym Zjeździe Europejskiego Towarzystwa Ginekologii Estetycznej (ESAG) w Madrycie, Międzynarodowym Zjeździe IAAGSW w Londynie, Międzynarodowym Zjeździe Ginekologów Plastycznych w Indiach (RECOGYN) oraz Zjeździe Krajów Bliskiego Wschodu w Kairze (ICC), a także na światowym kongresie ginekologii plastycznej w Las Vegas. IDEA SERAFIN CLINIC Po studiach doktor Serafin pracował w wielu ośrodkach w kraju i za granicą. Oprócz dużej dawki wiedzy zyskał tam pewność, która stała się kamieniem węgielnym jego

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

23


temat z okładki / DAWID SERAFIN

zawodowych działań – powołaniem lekarza jest pomoc i otoczenie pacjenta opieką. Najważniejsze, by nie traktować tych słów jak pustego sloganu, ale zawsze liczyć się z uczuciami pacjentów, traktować ich z godnością, poświęcać jak najwięcej czasu i pielęgnować w sobie uczucie empatii. W oparciu o te założenia działa Centrum Nowoczesnej Ginekologii Serafin Clinic. — Serafin to z jednej strony biblijny anioł, więc pacjentom kojarzy się w przyjemny, opiekuńczy sposób. Z drugiej zaś firma rodzinna, założona wspólnie z żoną, pod naszym wspólnym nazwiskiem, w której z troską i zaangażowaniem podchodzimy do każdego z naszych pacjentów – wyjaśnia dr Dawid Serafin. Takiego miejsca, w którym o każdym z pacjentów myśli się indywidualnie, nie da się stworzyć w oparciu o odrębne specjalistyczne gabinety, które łączy tylko wspólny budynek. — W naszym centrum medycznym świadczymy usługi wielospecjalistyczne w taki sposób, że są one ze sobą połączone – opisuje dr Serafin. – To zupełnie inna jakość niż leczenie u wielu specjalistów, z których każdy ma swoje standardy pracy i od nowa zapoznaje się z kartą pacjenta nie mając dokładnej wiedzy, jak przebiegały poprzednie etapy leczenia. W naszym ośrodku stawiamy na podejście holistyczne, bo przecież często zdarza się, że schorzenia są złożone i powinny być leczone jednocześnie przez kilku specjalistów. Zależało mi na stworzeniu takiego miejsca, w którym pacjent mógłby być dobrze zdiagnozowany i leczony, a informacja o postępach w leczeniu podążała razem z pacjentem, co zapewnia ciągłość diagnostyki. Dzięki temu na każdym etapie leczenia wiem, co dzieje się z daną pacjentką – dodaje lekarz.

NAJLEPSI SPECJALIŚCI I KOMPLEKSOWE PODEJŚCIE DO PACJENTÓW, DZIĘKI KTÓREMU NIE MUSZĄ BŁĄKAĆ SIĘ PO KILKU PRZYCHODNIACH ORAZ INDYWIDUALNE PODEJŚCIE DO KAŻDEJ LECZONEJ OSOBY TO MOCNE PODSTAWY, NA KTÓRYCH ZBUDOWANY JEST SERAFIN CLINIC.

24

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

Zależało mi na stworzeniu takiego ośrodka, w którym bardzo wyjątkowo podchodzi się do pacjentów, który nie ustępuje poziomem obsługi pięciogwiazdkowym hotelom. Chciałbym, żeby u nas każdy czuł się zaopiekowany, wiedział, że się o niego zatroszczymy i zadbamy o jego komfort. Tworzenie przyjaznej atmosfery zaczyna się od wejścia. Każda nasza rejestratorka zna pacjenta, wita go z uśmiechem na twarzy podając rękę i częstuje herbatą. Pozostajemy też w kontakcie telefonicznym z naszymi pacjentami – wyjaśnia twórca Serafin Clinic. MIARA GLIWICKIEGO SUKCESU Prowadzenie i rozwijanie ośrodka przy ulicy Daszyńskiego 34 to sporo obowiązków, ale doktor Serafin nie sprawia wrażenia osoby zmęczonej czy przepracowanej. – W końcu cały czas wykonuję swój zawód — jestem lekarzem, choć tworząc ten ośrodek nie przypuszczałem, że tak bardzo będę się musiał przeszkolić w kierunku prowadzenia biznesu – mówi ze śmiechem. – Na szczęście w moim otoczeniu jest wiele osób, które mi w tym pomagają, dzielą się swoim doświadczeniem biznesowym i podpowiadają mi, co robić. Kluczem do zadowolenia z pracy i efektywnego zarządzania firmą jest też podejście do ludzi. W ośrodku empatia jest podstawą nie tylko w kontaktach z pacjentami. — Jestem bardzo pogodnym człowiekiem i każdą osobę ze swojego zespołu, pracującą na dowolnym szczeblu, traktuję bardzo partnersko. Nie stawiam bariery szef – pracownik, a doświadczenie pokazuje, że takie podejście bardzo pomaga w kontaktach interpersonalnych i ułatwia współpracę – wyjaśnia nasz rozmówca. Na pytanie, co dla niego samego jest zawodowym sukcesem, odpowiada niespodziewanie: — Zdziwię Pana. Otóż przez bardzo wiele lat w Gliwicach, w tak dużym mieście, był tylko jeden ośrodek w którym w ramach NFZ, czyli bezpłatnie dla pacjenta, wykonywano badania prenatalne w ciąży. Nam po pół roku działalności udało się wygrać konkurs przetargowy na kontrakt z NFZ, a było to karkołomnym i niezwykle trudnym zadaniem.


Byłem wychowany zgodnie z zasadą, że każdy musi zarobić na siebie. Nie ma nic za darmo, a na wszystko trzeba sobie zapracować.

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

25


temat z okładki / DAWID SERAFIN

zdjęcie wykonał Dawid Serafin

Musieliśmy wdrożyć skomplikowane procedury medyczne oraz spełnić techniczne wymagania narzucone przez Fundusz. Ale było warto. Proszę sobie wyobrazić że, dla porównania, w Katowicach takich ośrodków jest dziesięć, a w Zabrzu cztery. Stworzenie w Gliwicach, w Serafin Clinic, możliwości bezpłatnego wykonywania badań prenatalnych to jest dla mnie ogromny sukces – wyznaje dr Dawid Serafin. Udało mi się stworzyć ośrodek oferujący pacjentkom pełną kompleksowość diagnostyki prenatalnej w jednym miejscu, gdzie w razie konieczności udzielimy konsultacji genetycznej oraz możemy podjąć się końcowego badania inwazyjnego czyli tzw. amniopunkcji.

PRYWATNIE Dr Serafin mieszka w Gliwicach od ponad 10 lat. Przyjechał tu „za sercem”. Żona doktora mieszka w naszym mieście, a jej dziadek był profesorem w Instytucie Onkologii. Dziś państwo Serafin żyją w mieszkaniu, które dawniej należało do niego. Takie koło życia… – Czym jest dla mnie rodzina? Bycie mężem, to bycie cierpliwym partnerem, rozumiejącym swoją drugą połówkę. Natomiast bycie ojcem wiąże się z byciem osobą niezwykle wyrozumiałą, troskliwą, okazującą miłość i

26

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

uwrażliwiającą na dobroć tego świata. To również najpiękniejsze wyzwanie, jakie mnie w życiu spotkało, choć bardzo bałem się tej roli. Nie wiedziałem, czy będę w stanie opanować swoje emocje, czy będę wystarczająco wyrozumiały dla swoich dzieci. Ale miłość do moich córek, tej starszej i tej, która właśnie przyszła na świat, jest czymś niesamowitym. Podobnie jak ich edukacja. Ogromną radość sprawia mi obserwowanie, jak moja córka uczy się świata, jak troszczy się o innych i jest coraz lepsza. Widzę, jak przekazywane jej wartości trafiają na podatny grunt. To daje mi satysfakcję – przyznaje. I opowiada, że w jego domu było dużo miłości, ale jednocześnie panowały twarde zasady. Musiałem bardzo mocno starać się o to, żeby zorganizować sobie jakieś fundusze. Byłem wychowany zgodnie z zasadą, że każdy musi zarobić na siebie. Nie ma nic za darmo, a na wszystko trzeba sobie zapracować. Od rodziców mogłem otrzymać pieniądze, ale wykonując jakąś pracę: myjąc ojcu samochód, porządkując ogród, kosząc trawę. W liceum i w czasie studiów również imałem się wielu prac. Był nawet czas, gdy sam projektowałem i budowałem meble. Byłem też fotografem ślubnym… – wspomina – tak samo zresztą staram się wychować córki, bo praca kształtuje człowieka. Jeśli w dzieciństwie ma się wszystko podane na tacy, to w dorosłym życiu jest później bardzo trudno. Jeśli ponosi się kolejne porażki, to człowiek uczy się, że na sukces musi zapracować. W końcu życie jest brutalne, potrafi zaskoczyć. Trzeba być na to przygotowanym i trzeba mieć twardą skórę. Nie zawsze dostaje się od życia wszystko to, czego się chce – mówi dr Serafin. Dawid Serafin lubi spędzać czas kreatywnie. Wśród aktywności sportowych wymienia grę w golfa i jazdę na snowboardzie. Zaraz po studiach, już jako lekarz, bardzo


aktywnie grał też w piłkę nożną, a nawet uczestniczył w Mistrzostwach Piłki Nożnej Halowej Lekarzy. Wprawdzie kontuzja kolana wykluczyła możliwość dalszych treningów, ale nie powstrzymała przed rozwijaniem innych pozazawodowych pasji.

swojej kolekcji mam te z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, klasyczne Zenity i rosyjskie obiektywy stałoogniskowe. Uwielbiam pracować z nimi, bo dają inne światło, zupełnie odmienny charakter obrazu – opowiada. A w jego zdjęciach, jak w zwierciadle widać wartości, którymi kieruje się w innych dziedzinach życia: indywidualne podejście, opiekuńczość, empatię i utrwalone przez obiektyw ulotne emocje. — Lubię reportaż. Jestem w swoim żywiole, gdy robię zdjęcia ludzi, portretuję ich aktywność na fotografii, w różnych sytuacjach. Ich gesty, mimikę twarzy, wyraz oczu… — wyjaśnia Serafin — Proszę spojrzeć na relację matki i córki zatrzymaną w tym kadrze… Oglądam, podziwiając wrażliwość lekarza – fotografika.

zdjęcie wykonał Dawid Serafin

wysłuchał Jarosław Sołtysek

– Moim hobby jest fotografia, a w szczególności fotografia reportażowa – zdradza lekarz, a w jego oczach widzę znajomy błysk pasjonata. Udało mi się skompletować świetny sprzęt, który pozwala na rozwijanie i doskonalenie techniki. Od wielu lat zbieram też stare obiektywy. W

Centrum Nowoczesnej Ginekologii w Gliwicach, ul. Daszyńskiego 34

32 701 9000 www.serafinclinic.pl

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

27


lifestyle / SUSHI

SUSHI tekst: Małgorzata Katafiasz

Słysząc o japońskiej kuchni wyobrażamy sobie talerz wypchany po brzegi pysznymi bloczkami ryżu z położoną na wierzchu rybą. Tak, sushi jest jedną z najbardziej popularnych japońskich potraw. Jednak mało kto zdaje sobie sprawę, że sushi przywędrowało do kraju kwitnącej wiśni z południowych krańców Azjii, przez Chiny i zupełnie nie przypominało tego, jakie znamy dzisiaj. Historia powstania sushi wiąże się ze sposobem przechowywania ryb rozpowszechnionym niegdyś w południowowschodniej Azji. Do beczki wkładano na przemian porcję gotowanego ryżu i porcję surowych, oczyszczonych ryb, zalewano słoną wodą. Następnie przykrywano wszystko ciężkim głazem, a po kilku tygodniach zmieniano nakrycie na lżejsze. Fermentująca ryba wchodziła w reakcję z ryżem, który wytwarzał kwas będący marynatą. Po upływie kilku miesięcy danie uznawano za gotowe do jedzenia, spożywano tylko rybę, ryż zaś usuwano. Pod taką postacią ryba mogła być przechowywana nawet do roku, co było ogromną pomocą dla rybaków, których połowy szybko traciły na świeżości. Tę najstarszą postać sushi – nare-zushi – serwują dziś jedynie niektóre tokijskie restauracje. Na przełomie XV i XVI wieku skrócono okres przechowywania ryb i marynaty, zastępując nare-zushi techniką nama-nare. Zredukowało to czas fermentacji do miesiąca i umożliwiło spożywanie ryby wraz z ryżem.

28

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI


Punktem przełomowym w historii sushi był początek XIX wieku, kiedy to japończyk Yohei Hanaya otworzył stragan z sushi w ówczesnym Edo. Zaczął on układać kawałki ryby na ręcznie uformowanym bloczku ryżu. Ryż po ugotowaniu mieszany był z octem, co miało imitować smak i zapach charakterystyczny dla nare-zushi. Tak powstało pierwsze nigiri-zushi, a czas jego przygotowania skrócił się do kilku sekund. Sushi stało się wówczas popularnym fast foodem, różniło się jednak znacznie od postaci w jakiej znamy je dzisiaj. Było większe, a serwowane w nim ryby były często marynowane w sosie sojowym, zasalane lub gotowane, by przedłużyć ich okres przydatności do spożycia. Zgodnie z tradycją sushi powinno się spożywać rękami bądź pałeczkami. Do sushi podaje się sos sojowy do maczania, zielony japoński chrzan wasabi o intensywnym smaku oraz marynowany imbir, który spożywa się (w małych ilościach) pomiędzy różnymi rodzajami potrawy dla oczyszczenia kubków smakowych. Z tego powodu odradza się także picie wody. Do sushi najczęściej podawana jest zielona herbata (hojicha, matcha bądź inna).

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

29


lifestyle / SUSHI

MAKI-SUSHI Najpopularniejszy rodzaj sushi, który najczęściej kojarzony jest właśnie z tą nazwą, to maki-sushi (inaczej maki-zushi lub po prostu maki). Maki przygotowywane są z ryżu i różnego rodzaju dodatków zwanych gu zawiniętych najczęściej, choć nie zawsze, w arkusze glonów zwanych nori. Cały rulon zostaje pocięty w plastry, które jada się koniecznie w całości, tj. nie gryziemy ich, ale bierzemy do ust jako jeden kęs, pałeczkami lub palcami. Ilości gu w poszczególnych rodzajach sushi różnią się od siebie, a co za tym idzie, również grubość „maków” jest różna. To właśnie ona stanowi o jednym z podziałów, jakiemu podlegają. I tak maki-sushi dzielą się na: hosomaki, futomaki, uramaki i temaki. Hosomaki to rolki o stosunkowo małej grubości, gdyż dodaje się do nich zwykle tylko jeden składnik. Nazwy konkretnych rodzajów hosomaki tworzone są na bazie nazwy wypełniającego ich wnętrze gu (i tak, sakemaki to hosomaki z łososiem, kappamaki to hosomaki z ogórkiem, w tekkamaki znajdziemy tuńczyka itd.). Jedna rolka hosomaki krojona jest najczęściej na sześć porcji (plastrów). Futomaki w przeciwieństwie do hosomaki, to rolki grube, zawierające kilka składników. Są również trochę bardziej popularne od swych cieńszych poprzedników. Zwijane są na bambusowej macie, a grubość plastrów, w jakie się je kroi, to zwykle około 1-2 centymetry. Niezwykle interesującą odmianą maki-sushi są uramaki, czyli tzw. maki odwrócone. Różnią się od hosomaki i futomaki tym, iż otacza je nie płat nori, ale ryż (w nori zawija się gu, a nie całość wewnętrznych składników), który dodatkowo często posypywany jest czarnym sezamem. Jednym z uramaki są np. Californiaroll przygotowywane z dodatkiem ogórka, awokado i wędzonego łososia.

trzymamy je właśnie za zasłonięty glonem fragment, co sprawia, iż nie brudzimy sobie rąk. CHIRASHI-SUSHI Kolejnym rodzajem sushi jest chirashi-sushi (chirashizushi). Niezbyt popularne na Zachodzie, w Japonii jest częstym daniem przygotowywanym, bardzo zresztą szybko, w niemal każdym domu. Chirashi-sushi to po prostu miska ryżu, na którym układa się różne dodatki i dzielimy je na dwa typy: kanto i kansai. W przypadku sushi kanto, ryż i pokrojone w sposób zbliżony jak w nigiri dodatki ułożone są w płaskiej misce. Warto również pamiętać, iż ryż jest w nim bardziej kwaśny niż w innych rodzajach sushi, gdyż do przygotowywania jego zaprawy wykorzystuje się mniej cukru. Ryż w sushi kansai jest mniej kwaśny niż w kanto i dodatkowo miesza się go z innymi składnikami, przypomina więc po prostu ryżową sałatkę. SUSHI A ZDROWIE Odpowiedź na pytanie, czy sushi jest przekąską lub daniem zdrowym, czy nie, budzi wiele kontrowersji. Z jednej strony, sushi zawiera w sobie składniki, których prozdrowotne właściwości są dobrze znane. Są to np. ryby, czyli bogate źródło nienasyconych kwasów tłuszczowych z grupy omega-3, czy warzywa (zawierające wiele witamin i minerałów), awokado (źródło zdrowych tłuszczów, podobnie jak ryby) i tofu (dobre źródło łatwo przyswajalnego białka). Wszystkie one, wykorzystywane do sushi, są zawsze świeże. Wodorosty, czyli płaty nori, w które zawija się np. maki, są dobrym źródłem witamin i składników mineralnych, w tym jodu, na niedobór którego w diecie narażony jest każdy mieszkaniec Zachodu.

Niemniej, głównym składnikiem sushi jest biały ryż, który ma wysoki indeks glikemiczny. Dodatkowo, do przygotowania zaprawy do ryżu wykorzystuje się biały Temaki to po japońsku znaczy ręcznie zwijane sushi cukier. Pomieszany jest z octem, co przekłada się na bez użycia maty bambusowej. To już bowiem nie rolki, obniżenie indeksu glikemicznego całości, lecz są to ale formowane z nori rożki, w które wkłada się dowolne zmiany stosunkowo niewielkie. składniki i niezbyt dużą ilość ryżu. Temaki są idealną przekąską na bankiety czy imprezy, gdyż każdy z gości By rozstrzygnąć ów spór, wystarczy podejść do sprawy może sam, zgodnie z własnymi upodobaniami, szybko z odpowiednim dystansem i merytoryczną wiedzą. zrobić sobie takiego pysznego rożka. Przygotowywanie i Wszystko zależeć tu bowiem będzie od konkretnego jedzenie temaki jest również dobrym rozwiązaniem dla sushi, na jakie się zdecydujemy. Wybierajmy to, w osób, które lubią sushi i chciałyby robić je same. którym znajduje się ryba i warzywa czy też wspomniane tofu. Jeśli zależy nam na ograniczeniu węglowodanów, NIGIRI-SUSHI wybierajmy nie typowe maki, ale temaki, czyli opisane Kolejnym rodzajem sushi jest nigiri-sushi (nigiriwcześniej „rożki” z nori, o których składzie decydujemy zushi). Są to, najczęściej, formowane z ryżu quasisami. prostopadłościany, na których układa się wybrany dodatek (np. kawałek wędzonego łososia), zwany tane. Mogą być również w jakiejś części owinięte nori -

30

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI


RESTAURACJA JAPOŃSKA Gliwice, ul. Wodna 5

tel. 32 231 60 47 email: sushigliwice@gmail.com

www.sushiarigato.pl Godziny otwarcia: poniedziałek -niedziela 12:00 - 22:00

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

31


sukces / ARTUR TOMASIK

32

PRESTIÅ» MAGAZYN GLIWICKI


Artur Tomasik:

Gliwicki Lew 2017

rozmawia Jarosław Sołtysek / zdjęcia: Krzysztof Krzemiński / Archiwum GTL SA

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

33


sukces / ARTUR TOMASIK

Panie Prezesie, prezydent Gliwic Zygmunt Frankiewicz uhonorował pana w tym roku pres�żową nagrodą Gliwickiego Lwa. Statuetka trafia do osób, które dzięki swej pasji, wiedzy i zaangażowaniu potrafią osiągnąć sukces. Czym dla pana jest to wyróżnienie? Wyróżnienie nagrodą Gliwickiego Lwa jest dla mnie wielkim zaszczytem. Z Gliwicami związany jestem od urodzenia, tutaj od ponad czterech dekad mieszkam i spędzam czas wolny. Tu przeszedłem wszystkie stopnie edukacji, aż do ukończenia Wydziału Automatyki, Elektroniki i Informatyki Politechniki Śląskiej. Z pewnością jest to moje miasto. Wyróżnienie, którym zostałem uhonorowany przez prezydenta Zygmunta Frankiewicza, traktuję jako formę docenienia ciężkiej i konsekwentnej pracy, nie tylko mojej, ale całej załogi Górnośląskiego Towarzystwa Lotniczego SA. Mam przyjemność pracować z niezwykle doświadczonym i kompetentnym zespołem, dzięki któremu pyrzowickie lotnisko, jeden z najważniejszych atutów województwa śląskiego, rozwija się tak dynamicznie.

34

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI


Artur Tomasik – absolwent Wydziału Automatyki, Elektroniki i Informatyki Politechniki Śląskiej w Gliwicach. Posiada dyplom MBA (Master of Business Administration) oraz Die Akademie für Führungskräfte der Wirtschaft w Bad Harzburg. Ukończył też studia podyplomowe na Akademii Ekonomicznej w Katowicach oraz Międzynarodowej Szkole Bankowości i Finansów w Katowicach. Od 2006 Wiceprezes Zarządu Górnośląskiego Towarzystwa Lotniczego SA (GTL SA) ds. ekonomiczno-finansowych (firmy zarządzającej Katowice Airport), a od 2007 roku Prezes GTL SA. Wcześniej pracował w instytucjach finansowych, głównie bankach. Od 2010 roku Przewodniczący Rady Programowej Centrum Kształcenia Kadr Lotnictwa Cywilnego przy Politechnice Śląskiej w Gliwicach. W latach 2009-2011 Wiceprezes Zarządu Związku Regionalnych Portów Lotniczych, a od 2011 Prezes tej organizacji.

Zarządza pan portem lotniczym od ponad 10 lat. Co spowodowało tak spektakularny sukces miejsca, któremu jeszcze kilka lat temu mało kto dawał szanse na dalszy rozwój? Od momentu mojego dołączenia do Zarządu Górnośląskiego Towarzystwa Lotniczego SA, co nastąpiło w 2006 roku, rozpoczęliśmy prace nad największym w historii portu programem rozbudowy infrastruktury liniowej i kubaturowej Katowice Airport. Jasno sprecyzowaliśmy zadania i cele, jakie chcemy osiągnąć realizując program inwestycyjny, przygotowaliśmy montaż finansowy, w tym pozyskaliśmy znaczące dofinansowanie z Funduszu Spójności Unii Europejskiej. Dziesięć lat temu, w pełni świadomie, postawiliśmy na rozbudowę pola manewrowego, zaplecza technicznego do obsługi samolotów oraz infrastruktury do obsługi ruchu towarowego. Dlatego wybudowaliśmy nową drogę startową o długości 3,2 km z systemem dróg kołowania, dwukrotnie zwiększyliśmy liczbę stanowisk postojowych dla samolotów, powstała baza

techniczna do obsługi statków powietrznych oraz nowy terminal cargo wraz z płytą postojową dla maszyn cargo. Poprzez realizację wymienionych inwestycji chcieliśmy zapewnić optymalne warunki do rozwoju baz linii lotniczych na naszym lotnisku oraz dla funkcjonowania firm kurierskich. Twarde dane pokazują, że podjęliśmy słuszną decyzję. W szczycie tegorocznego sezonu w Pyrzowicach stacjonować będzie prawie 30 samolotów pasażerskich zabierających na pokład od 180 do 230 pasażerów. Dzięki nowej infrastrukturze cargo umocniliśmy się na pozycji lidera w tym segmencie wśród polskich portów regionalnych. W nowym terminalu swoją działalność prowadzą cztery największe firmy na europejskim rynku lotniczych przewozów kurierskich. Ponadto w celu poprawy obsługi pasażerów rozbudowaliśmy i zmodernizowaliśmy terminal pasażerski A, powstał też nowy terminal pasażerski C. Wszystkie te inwestycje sprawiły, że ruch pasażerski w Pyrzowicach - z poziomu 1,4 mln podróżnych w 2006 roku - wzrósł do 3,9 mln w roku 2017.

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

35


sukces / ARTUR TOMASIK

Na lotnisku pojawił się ostatnio obiekt nazywany „termosem na kawę”... „Termos na kawę” to jeden z przydomków, którym fani lotniska określają nową wieżę kontroli. Jest to inwestycja Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej. W styczniu, zgodnie z planem, zakończył się etap budowlany tego projektu. Aktualnie PAŻP wyposaża wieżę we wszystkie niezbędne do jej funkcjonowania urządzenia, następnie agencja przeprowadzi testy nowej infrastruktury. Wstępnie oddanie obiektu do użytku operacyjnego planowane jest na przełom 2018/2019 roku. Warto podkreślić, że to najwyższy tego typu obiekt w Polsce, jego wysokość to 46 metrów. Jaką przyszłość na powietrznej mapie Polski rysuje pan dla Międzynarodowego Portu Lotniczego Katowice w Pyrzowicach? W najbliższych latach pyrzowickie lotnisko będzie umacniać swoją pozycję na lotniczej mapie Polski i Europy Środkowej. Prognozy wskazują, że ruch pasażerski i cargo będzie rósł. W 2018 roku, po raz pierwszy w historii, przekroczymy barierę 4 mln podróżnych obsłużonych rocznie. Do końca dekady pasażerów będzie ok. 5 mln. Wzrostowi ruchu towarzyszyć będzie rozwój siatki połączeń regularnych i czarterowych. Spodziewamy się, że w szczycie tegorocznego sezonu z Pyrzowic dostępnych będzie rekordowe ok. 120 tras. Wytrwale i konsekwentnie będziemy dążyć do osiągnięcia naszych strategicznych celów. Jednym z nich jest objęcie pozycji krajowego lidera w segmencie obsługi ruchu czarterowego. Aktualnie na tym polu jesteśmy największym portem regionalnym w Polsce, wyprzedza nas tylko Lotnisko Chopina w Warszawie. Mamy potencjał, możliwości i chęci żeby objąć pozycję krajowego lidera. Obecnie przygotowujemy kolejny, duży pakiet inwestycji. Planujemy m.in. budowę nowego, niezależnego terminalu pasażerskiego wyposażonego w rękawy. Nadal będziemy rozbudowywać płyty postojowe oraz powiększymy bazę do obsługi technicznej samolotów, chcemy zapewnić liniom lotniczym optymalne warunki do dalszego rozwoju. Realizacja tak ambitnych planów będzie możliwa dzięki pozytywnym wynikom finansowym, które od lat notuje GTL SA. Warto podkreślić, że budowa nowego terminalu pasażerskiego, pod względem kosztów i skali wyzwań, będzie największą inwestycją w historii Pyrzowic. Jestem przekonany, że dzięki doświadczonym i kompetentnym pracownikom GTL SA projekt ten przeprowadzimy bardzo sprawnie.

36

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI


PRESTIÅ» MAGAZYN GLIWICKI

37


sukces / MARCIN WYROSTEK

38

PRESTIÅ» MAGAZYN GLIWICKI


AKORDEONISTA Robię swoje i albo ktoś to kupi, albo nie... rozmawiał: Jarosław Sołtysek zdjęcia: Krzysztof Krzemiński

Za każdym razem, kiedy wchodzę do gliwickiego teatru łezka mi się w oku kręci, bo przypominam sobie czasy sprzed ponad dziesięciu lat, kiedy grałem tu na akordeonie podczas spektaklu „Zorba”. Nie byłem w stałej obsadzie, ale grałem chyba przez 2 lata w ramach tego spektaklu z orkiestrą Gliwickiego Teatru Muzycznego, powiedział Marcin Wyrostek, akordeonista, zwycięzca polskiej, drugiej edycji programu Mam Talent. Jest wykładowcą Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach i członkiem Amerykańskiego Stowarzyszenia Akordeonistów

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

39


sukces / MARCIN WYROSTEK

spektakli i wiele innych znajomych osób. Można powiedzieć, że czuję się tutaj trochę jak w domu. Czy Pana życie zawodowe można podzielić na takie dwa okresy: przed i po sukcesie w programie „Mam Talent”? Program zmienił bardzo dużo w moim życiu, chociaż wcześniej miałem na koncie muzyczne sukcesy. Wspomnę chociażby ten, gdzie znów pojawia się gliwicki akcent – przed występem w „Mam Talent” bardzo mocno wsparł mnie dyrektor Górnośląskiego Towarzystwa Lotniczego, nagrodzony Gliwickim Lwem podczas gali, na której miałem przyjemność dzisiaj zagrać. Dzięki temu wsparciu w 2005 roku miałem okazję polecieć na międzynarodowy konkurs akordeonowy do do Detroit, gdzie zająłem piąte miejsce. Mimo, że to naprawdę spore osiągnięcie, nie wpłynęło tak na moją „karierę” jak występ w telewizji. Dopiero po emisji programu w 2009 roku mogę pozwolić sobie na to, by skupić się na graniu i występować wraz z całą grupą moich przyjaciół.

Gra na akordeonie to nie tylko przyjemność, ale i ciężka fizycznie praca. Jak Pan daje sobie z tym radę? Gra na akordeonie faktycznie wymaga niezłej kondycji, bo to naprawdę ciężki instrument. Bywają momenty, w których mój kręgosłup wysyła mi ostrzegawcze sygnały. Dlatego też skonstruowałem sobie specjalne paski do podtrzymywania instrumentu, które zresztą weszły do szerszego obiegu jako mój model. Dodatkowo ćwiczę, gimnastykuję się, żeby utrzymać dobrą kondycję i dać radę dźwigać akordeon, który waży 15 kilogramów. Próbowałem grywać na siedząco, ale jednak najlepiej wychodzi mi gra na stojąco – wtedy muszę trzymać balans, szukać równowagi, nie jestem zamknięty w jednej pozycji i nie obciążam jednej partii mięśni. Moim zdaniem to najzdrowsza pozycja.

Czym Pan się kieruje dobierając repertuar? Czy są rzeczy których by Pan nigdy nie zagrał? Dzisiaj na scenie grał pan razem z orkiestrą, wokaliPomysłów na to co i jak grać mam zawsze milion, ale nie stą, perkusistą, skrzypkiem – to standardowy skład z wszystkie realizuję na scenie, bo nie wszystko brzmi wyktórym Pan występuje, czy częściej grywa Pan solo? starczająco dobrze zagrane na akordeonie. NiejednokrotAkordeon, podobnie jak gitara, skrzypce czy wokal mogą nie transkrybowałem na przykład na akordeon muzykę oczywiście występować solo, ale jak wiemy, często wystę- Bacha. Przełożenie dzieł organowych czy klawesynowych pują jednak w towarzystwie różnych składów czy to kame- na akordeon jest bardzo wdzięczne. Inaczej jest już z utworalnych czy większych, symfonicznych. Zespół Corazon to rami Chopina – tu wiele zależy od utworu, bo to zupełnie skład w którym gram od lat – obchodzimy właśnie dziesię- inny sposób grania, często niewygodny do odtworzenia ciolecie istnienia. Podczas gali przyznania Gliwickiego Lwa na akordeonie, bo nie daje tego efektu, który uzyskuje się z tyłu sceny sceny towarzyszyła nam orkiestra kameralna przy fortepianie. Śląskiej Filharmonii, z którą też zagraliśmy sporo koncertów. To świetni muzycy z którymi bardzo dobrze nam się A czy jest coś, co chciałby Pan zagrać, ale jeszcze nie występuje. znalazł na to sposobu? Przymierzam się do wszystkich pór roku Vivaldiego. Każda Akordeon jest dosyć specyficznym instrumentem – z nich ma trzy części, ale niektóre fragmenty są tak spejedni go kochają, inni wręcz przeciwnie, bo kojarzy się cyficzne, że potrzeba naprawdę przemyślanych sposobów, im z knajpą, graniem na weselach. nowych patentów na to, by przełożyć je na akordeon bez Wydaje mi się, że to instrument, który jest głęboko w straty dla całego utworu i za zachowaniem jego uroku. naszych sercach. Ja pamiętam go z dzieciństwa. W pamięci Miałem przyjemność grać pory roku Piazzolli i część pór wciąż mam mojego dziadka, tatę i spotkania rodzinne, roku Vivaldiego z orkiestrą smyczkową. W zestawieniu z które były okraszone grą na akordeonie. Wszyscy śpiewa- różnymi smyczkowymi instrumentami brzmi to naprawdę li, było wesoło. Myślę, że właśnie dzięki tej muzyce moje bardzo ciekawie. wspomnienia są bardziej radosne i żywe. W końcu przy muzyce bardziej się otwieramy. Staram się kontynuować Jak to się stało, że jako gwiazda głównego nurtu, tę tradycję. Tylko raz nie zabrałem ze sobą akordeonu gwiazda popowa, gra Pan muzykę poważną? jadąc do rodziców, do Jeleniej Góry, na święta. Więcej tego Pozornie to zakrawa o absurd, ale prawda jest taka, że po nie powtórzę, bo mimo, że wszyscy wtedy kolędowali to prostu gram to, co czuję. I to chyba jest klucz do odczyjednak czegoś nam brakowało. tania tej sytuacji. Myślę że w naszym zwariowanym dzisiejszym świecie ludzie potrzebują czegoś prawdziwego. Pan urodził się i wychował w Jeleniej Górze. A jak Staram się właśnie to dawać od siebie, zamiast sięgać po trafił Pan na Śląsk? popowe twory, sztucznie kreowane pod potrzeby konkretPrzyjechałem na studia do Katowic, na Akademię Muzycz- nych odbiorców. To się chyba sprawdza. Bardzo fajnie muną. Z kolei w 2007 roku, przez dwa miesiące uczyłem w zykę odbierają też dzieci. Zdarzało mi się grać koncerty dla gliwickiej szkole muzycznej, w ramach zastępstwa, gry na dzieci, na których pojawiały się utwory muzyki poważnej, akordeonie. Pamiętam salkę na trzecim piętrze i naprawa one bardzo żywiołowo reagowały. To zawsze dodawało dę zdolnych uczniów. Dyrektorem szkoły był wówczas mi energii i dawało nadzieję, że ludzie są wrażliwi na to, co Pan profesor Balarin. Przy okazji tej dzisiejszej wizyty w piękne i autentyczne i że trzeba tylko znaleźć drogę, by z Gliwicach miałem zresztą okazję spotkać się z profesorem. taką muzyką do nich dotrzeć. Spotkałem też w teatrze Wiolę Załęcką, koordynatorkę

40

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI


Dlaczego, jako muzyk klasyczny, wykształcony w akademii muzycznej, zdecydował się pójść do „Mam Talent” i stanąć na jednej scenie z magikami, połykaczami ognia i treserami węży? Zdecydowałem się na występ w programie właśnie po to, żeby dotrzeć do większej grupy odbiorców. Postawiłem sobie jednak za punkt honoru, żeby pokazać tam na scenie dokładnie to co robię na co dzień. Mogłem przecież przygotować jakąś specjalną wiązankę muzyczną: zagrać coś z „Gwiezdnych Wojen”, połączyć to z soundtrackiem z „Mission Impossible” i zrobić coś efekciarskiego. Nie mógłbym jednak pod czymś takim podpisać się z czystym sumieniem. Zdecydowałem, że robię swoje i albo ktoś to kupi, albo nie. Fajnie że to się wszystko jakoś tak potoczyło, że innym spodobało się to, co gram. Po uroczystej Gali przyznania Gliwickiego Lwa i uświetniającym wydarzenie koncercie, z akordeonistą Marcinem Wyrostkiem rozmawiał Jarosław Sołtysek

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

41


moje / ULUBIONE / BIEL M/U KSIĄŻKA

M/U FILM

M/U OBRAZ

M/U MUZYKA

Niestety, nie mam czasu na czytanie beletrystyki, sięgam głównie po lektury, które muszę poznać do swojej książki, nad którą pracuję od wielu lat. Z tytułów, jakie utkwiły mi w pamięci z pewnością wymienię Finis Silesiae Henryka Wańka (esej o bezpowrotnie minionym Śląsku) oraz Prześniona rewolucja Andrzeja Ledera (wiele tłumaczy z tego, co się wokół dzieje). A ze studenckich lektur do dziś jestem wdzięczna, że na tej liście znalazło się s-f O demokracji w Ameryce Tocqueville’a. Bliżej mojej dziedziny polecam autobiografię Miloša Formana Moje dwa światy. Pamiętam, że jak zaraz po niej sięgnęłam po przereklamowaną Samotność w sieci Janusza Wiśniewskiego, ta wydała mi się przegadaną grafomanią.

Tak wiele osób mówiło mi, że przypominam im kobiety z obrazów Modiglianiego, że musiałam go polubić. Ciekawy wydaje mi się Portret Madame Reynouard. A tak na poważnie, cenię sobie malarstwo renesansowe: Bo�celli (Wiosna, Narodziny Wenus) i Leonardo da Vinci (Portret Ginevry Benci, La Belle Ferronnière).

Wydawać by się mogło, że sypnę tytułami jak z rękawa. Niby tak, ale… szewc niekiedy bez butów chodzi. Jestem bardzo wdzięczna widzom kina AMOK, że rok temu, jeszcze przed ogłoszeniem oscarowych nominacji, poprosili o wyświetlanie Manchester by the Sea. Wtedy jeszcze o nim wiele nie słyszałam, życzenie spełniłam i … jest to dla mnie najlepszy film zeszłego roku.

W pierwszym roku naszych transmisji z MET Opera jednym z tytułów była Satyagraha Philipa Glassa, której libre�o luźno oparto na biografii Mahatmy Gandhiego. Z informacji wynikało, że jak na operę współczesną przystało, proste to nie będzie. Tego wieczoru byłam bardzo zmęczona, więc miałam nadzieję przymknąć oczy i dać się ukoić muzyce. Muzyka rzeczywiście na to pozwalała, ale od niesamowitej scenografii nie dało się oderwać oczu. Nic z tej opery nie zrozumiałam, ale przeżycie było niesamowite.

DR URSZULA BIEL. Absolwentka kulturoznawstwa (specjalność filmoznawcza) na Uniwersytecie Śląskim, doktor nauk humanistycznych (Instytut Sztuki PAN). Znana głównie z prowadzenia kina AMOK w Gliwicach (uhonorowanego nagrodą Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej w kategorii „Kino” za rok 2012 oraz „Edukacja filmowa” za rok 2017). fot. archiwum prywatne

42

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

MOJE /


M/U AKTORKA

M/U AKTOR

M/U SPEKTAKL

M/U MIEJSCE

M/U AUTO

M/U NARZĘDZIE

Aktorstwo też jest kwes�ą mody i obowiązujących konwencji. Kiedyś wymagano od aktorek, by były piękne. I rzeczywiście, ich zdjęcia z okresu czarno-białej fotografii są magiczne. Każde pokolenie ma swoje gwiazdy. Obecnie w kinie światowym wymieniłabym Emmę Stone (rewelacyjna scena cas�ngu w La La Land), Michelle Williams (za umiejętność metamorfozy), lubię też Jessicę Chastain (Wróg numer jeden). W amerykańskich filmach zawsze robi na mnie wrażenie charakteryzacja, która z pewnością ułatwia aktorkom wejście w rolę. W kinie europejskim – Carey Mulligan, w polskim – Agata Kulesza, Maja Ostaszewska. Jednak ikoną już na zawsze pozostanie Marlyn Monroe.

NOSPR i okalająca ją sfera kultury. Niesamowite, że w centrum dużego industrialnego miasta udało się stworzyć przestrzeń do odpoczynku i spacerowania. Wnętrze NOSPR to miejsce elitarne w najlepszym tego słowa znaczeniu z bardzo dobrą energią. Mogę tam jeździć w ciemno na wszystko.

W tej kategorii, poza młodymi Leonardo DiCaprio i Johnnym Deppem, wolę aktorów europejskich - Benedickt Cumberbatch, Ryan Gosling, Gary Oldman. Z polskich cenię tych, którzy nie wnoszą na ekran specyficznej (a la Marlon Brando w Ojcu chrzestnym) modulacji głosu, a są to m.in. Arkadiusz Jakubik, Maciej Stuhr, Dawid Ogrodnik, Tomasz Schuchardt. Wielką klasę ma niezmiennie Janusz Gajos.

Gdy po raz pierwszy pojechałam na fes�wal filmowy do Cannes (1995), przechodząc koło luksusowego, najbardziej topowego w trakcie tej imprezy hotelu Majes�c, zobaczyłam zaparkowane przy ulicy dwa takie same Lamborghini, jedno w kolorze écru, drugie czarne. Choć lepszym określeniem byłoby – przycupnięte, bo wyglądały jak dwa małe samoloty. Stały w miejscu absolutnie niedozwolonym i za chwilę wielu przechodniów przystanęło, by zobaczyć, co zrobi policja: wywiezie czy nie. Policjanci jednak wczuli się w lajtowy klimat fes�walu i ze śmiechem na ustach odstąpili od wymierzenia kary.

Od kilku lat za sprawą tzw. pakietów alterna�ve content (co oznacza repertuar alternatywny wobec filmów), przychodzi do mnie sztuka najrozmaitszych rodzajów. Także markowy teatr. Największe wrażenie z emitowanych do tej pory spektakli zrobił na mnie londyński Frankenstein w reżyserii Danny Boyle’a (tego od Slumdog. Milioner z ulicy i obu Trainspot�ng) z Benedickt’em Cumberbatchem i Jonny Lee Millerem. Żaden z filmowych Frankensteinów nie może się z nim równać. Czasem bywa odwrotnie, bardzo dobry Amadeusz wg Petera Shaffera w reżyserii Michaela Longhursta nie dorównał jednak arcydziełu Miloša Formana.

Laptop i okulary – bez obu nie mogę się obejść, a to pierwsze czyni mnie coraz bardziej zależną od drugiego.

Ponadto jest autorką pierwszej monografii dotyczącej historii kina na Górnym Śląsku (Śląskie kina między wojnami, czyli przyjemność upolityczniona, Katowice 2002) oraz licznych tekstów poświęconych tej tematyce w publikacjach zbiorowych polskich i zagranicznych. Obecnie przygotowuje drugą monografię, dotyczącą kinematografii niemieckiej części Górnego Śląska w latach 1918-1939. Laureatka nagrody Prezydenta m. Gliwice w dziedzinie kultury (1999).

ULUBIONE PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

43


pasjonaci / JAROSŁAW BOTOR

WSPINACZ rozmawiał: Paweł Wrona zdjęcia: CCD Fotografia / arch. J. Botora

44

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI


PRESTIÅ» MAGAZYN GLIWICKI

45


pasjonaci / JAROSŁAW BOTOR

JAROSŁAW BOTOR, zabrzanin, na co dzień ratuje ludzi na Śląsku, a ostatnio wsiadł do helikoptera i spod K2 poleciał na Nanga Parbat, by pomóc innym. Była to najbardziej spektakularna akcja ratownicza w dziejach himalaizmu, a on nią kierował. Opowiedział nam o wspinaniu, aspektach aklimatyzacji w coraz bardziej popularnej turystyce górskiej, a także o tym, ile czasu wytrzymałby przeciętny człowiek przeniesiony nagle z gliwickiej ulicy na wysokość 8000 m n.p.m. Jak wyglądała Twoja ścieżka w góry? Zacząłem, jak wiele osób, od chodzenia po górach latem i zimą, a potem zacząłem się wspinać w skałach i Tatrach. Działałem wtedy z Piotrkiem Czmochem i Michałem Grzybem. Następnie w 1998r. z Michałem udało się zorganizować wyjazdy na Aconcaguę i Mount McKinley (najwyższe szczyty obu Ameryk). Odbyło się to bez wsparcia finansowego Polskiego Związku Alpinizmu, a środki zorganizowaliśmy sobie sami. Na te czasy była to nowość. Próbowaliśmy wtedy zdobyć koronę ziemi w jeden rok i mogliśmy być pierwsi, ale skończyło się finansowanie i pomysł upadł. W tym samym roku wszedłem jeszcze tylko na Kilimandżaro i Mont Blanc.

Życia zostałoby mu z 30 sekund, prawie natychmiast straciłby przytomność, następnie nastąpiłby bezdech, zatrzymanie krążenia i koniec. Może trochę przesadziłem, tak z minutę by wytrzymał. Zawodowo działasz na terenie Gliwic. Z czym masz najczęściej do czynienia w codziennej pracy ratowniczej? W zasadzie z szeroko pojętymi mechanizmami wszelkich urazów. Wypadki drogowe, w zakładach pracy, upadki z wysokości, poparzenia itd. Wychodzimy z założenia, że jak już komuś się coś wydarzyło złego, to najlepiej jak trafi na nas. Jesteśmy naprawdę przygotowani do udzielania pomocy i ratowania życia.

Twoja wiedza i doświadczenie przydało się na Nanga Parbat. Tak. Znam specyfikę akcji tego typu, dlatego wybrano mnie na kierownika. Widziałem dużą możliwość powodzenia, mimo że specyfika ściany Nanga Parbat bardzo utrudnia desant ludzi lub ich bezpośrednie zabranie na linie. Byliśmy dość szybko gotowi, żeby polecieć. Od podjęcia decyzji, że pomagamy, spakowaliśmy się w godzinę, może w dwie, lecz start odbył się dopiero dzień później. To w dużej mierze zaważyło na przebiegu akcji. W miejsce realizacji planu A (podebranie poszkodowanych na linie) Góry średnie i wysokie to nie to samo to góry najwyż- musieliśmy przystąpić do planu B, czyli Adam Bielecki z sze. Wielu osobom wydaje się, że zdobycie np. Mount Denisem Urubko zaczęli się wspinać, a ja z Piotrem Tomalą budowaliśmy punkt medyczny. Nie było tam komfortoEverestu to wejście podobne jak na Rysy z tym, że trzeba po prostu dłużej iść. Dzisiaj turystyka letnia czy wych warunków, ledwo zmieściliśmy na półce skalnej dwa namioty. zimowa (np. bardzo modne obecnie skitury) zyskują Punktem zwrotnym była decyzja, czy iść dalej po Tomka wielu amatorów. Jesteś ratownikiem medycznym i Mackiewicza, czy nie. Adam od Élisabeth Revol dowiedział instruktorem ratownictwa w GOPR. Żeby oszczędzić się, jak wygląda sytuacja z Tomkiem i po dyskusji między ratownikom górskim pracy, powiedz jak zachowuje się organizm ludzki na coraz większych wysokościach nami i konsultacji z Robertem Szymczakiem w Polsce zdecydowaliśmy, że nie jesteśmy mu w stanie pomóc. i na co trzeba uważać? Im jesteśmy wyżej, tym więcej zachodzi procesów skrajnie Nie było też żadnej pewności, że on jeszcze żyje. Dodatkowo obserwowaliśmy dynamiczną zmianę pogody. Gdy niekorzystnych dla człowieka. Problemy zaczynają się zaczęliśmy akcję świeciło słońce, po jakimś czasie mieliśmy już od 2500 m n.p.m., dla niektórych od 3000 m n.p.m., już informację od Adama z góry, że wieje tak, że nie da się natomiast na 4000 m n.p.m. nie jesteśmy w stanie oszuustać. kać własnego ciała, że wszystko gra. Dlatego potrzebna jest aklimatyzacja, by nie doszło do osłabienia, czy nawet Jakiś pomysł na kolejne góry? obrzęku płuc lub mózgu. Aklimatyzacja to stopniowe Zawsze chciałem zrealizować projekt wejścia na najpiękoswajanie organizmu z coraz niższym ciśnieniem i stężeniejsze szczyty świata. Interesujące jest też wejście na niem tlenu. I to właśnie jest dość ważne dla wszystkich najwyższe miejsce na ziemi, czyli Mount Everest (8848 m turystów. Aklimatyzację trzeba zdobywać na tzw. zmęn.p.m.) i dostanie się do najgłębszej jaskini (Jaskinia Wieczeniu, czyli wchodząc. Nie można tak po prostu wjechać autem na np. 5000 m n.p.m. Trzeba działać odcinkami od riowkina o głębokości 2204 m). Chciałbym się powspinać także w Patagonii. 700 m do 1000 m dzienne, ale warto po każdym etapie schodzić, by regeneracja odbyła się w warunkach do których jesteśmy już zaadaptowani. Warto także pamiętać W Gliwicach w nowej hali widowiskowo-sportowej o górskim ubezpieczeniu. Już w Tatrach Słowackich akcja za chwilę ruszy ścianka wspinaczkowa. Czy będzie ratunkowa może nas kosztować od kilku do kilkudziesięciu można Cię tam spotkać? Tak, myśląc o wspinaniu po trudnych drogach Ameryki tysięcy złotych. Południowej muszę się do tego przygotować. Zatem będziemy się widywać na tej ścianie. Na 8000 m n.p.m. ciśnienie atmosferyczne wynosi około 300 hPa. Jakby teoretycznie dało się człowieka wysadzić ze śmigłowca na takiej wysokości, to co by rozmawiał Paweł Wrona się stało? 9 lutego 2018 r.

46

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI


PRESTIÅ» MAGAZYN GLIWICKI

47


pasjonaci / JAROSŁAW BOTOR

Jarosław Botor: WYCHODZIMY Z ZAŁOŻENIA, ŻE JAK JUŻ KOMUŚ SIĘ COŚ WYDARZYŁO ZŁEGO, TO NAJLEPIEJ JAK TRAFI NA NAS. JESTEŚMY NAPRAWDĘ PRZYGOTOWANI DO UDZIELANIA POMOCY I RATOWANIA ŻYCIA

48

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI


PRESTIÅ» MAGAZYN GLIWICKI

49


ZWIERZENIA: Dla mnie pies to styl życia rozmawiała Adriana Urgacz-Kuźniak

O swojej miłości do pięknej suczki o imieniu Tija, o tym jaką pozycję we współczesnym świecie zajmuje pies i gdzie go lubią, a gdzie nie, opowiada gliwiczanka AGNIESZKA KOSAK, autorka bloga „Na Wypad z Psem”

50

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI


foto: Tomasz Dermin PRESTIÅ» MAGAZYN GLIWICKI

51


zwierzenia / AGNIESZKA KOSAK

Trafiłaś ze swoim blogiem w moment, w którym zmieniają się pewne obyczaje związane z rolą psa w rodzinie i w społeczeństwie. Jak Ty to widzisz? Na pewno żyjemy w czasach, gdy ludzie mają na temat psa większą świadomość niż kiedyś. Dzisiaj psy są pełnoprawnymi członkami rodziny. Karmione są najlepszym jedzeniem, chodzą do fryzjera, śpią w łóżku i jeżdżą na wakacje. W miastach są budowane wybiegi dla psów i psie toalety. Ustawia się kosze na psie odchody, dostępne są woreczki. Zmienia się nasza mentalność, ale niestety bardzo powoli. Można to zauważyć szczególnie wśród starszych ludzi, przynajmniej na naszym podwórku. Tutaj nadal potrzebna jest edukacja. Niestety nie każdy wie, że zbieranie odchodów po swoim psie to nic strasznego, że czekoladowe cukierki to nie przysmak dla psa, a klapsy nie mogą być karą. Dlaczego dla Ciebie Tija stała się tak ważna, że poświęciłaś jej nie tylko uczucia, ale wiążesz z nią kawał dobrze wykonanej pracy? Co do niej czujesz? Tija jest nie tylko psem, ale przede wszystkim członkiem mojej rodziny. Planując każdy dzień, wakacje czy jakiekolwiek inne wydarzenia w pierwszej kolejności uwzględniam ją, a później dopiero całą resztę. Pies to obowiązki, wyzwania i duża odpowiedzialność. Jednak dla mnie pies to przede wszystkim styl życia, który kocham tak samo jak Tiję. Życie z nią wymaga pewnej dyscypliny, która bardzo mi odpowiada. Tija od samego początku jest dla mnie najważniejsza i dzisiaj nie wyobrażam sobie, że mogłoby jej nie być. Jak Tija trafiła do Ciebie? Tija jest psem z adopcji. Trafiła do naszego domu będąc szczeniakiem. Jest trzecim psem w moim życiu. Dwa poprzednie miałam mieszkając jeszcze w rodzinnym domu. Pierwszy pojawił się, kiedy miałam 6 lat i od tamtej pory psy towarzyszą mi zawsze. Dom bez psa to nie dom. Jakie miejsca w Gliwicach polecasz Na Wypad z Psem? Który z wybiegów jest najlepszy? Gliwice, niestety, nie są miastem przyjaznym dla psów. Trudno tu znaleźć miejsce, które jest bezpieczne i przyjazne do wybiegania czworonoga. Często spacerujemy po parku przy Chorzowskiej, bywamy w lesie łabędzkim, chodzimy na pola za osiedlem Sikornik. Odwiedzamy też lotnisko, ale jak sama nazwa wskazuje, nie jest to miejsce na spacery z psem. Dlatego tak często planuję czas z psem poza miastem. Nasze ulubione miejsca to lasy w Pilchowicach. Jeździmy też do Pławniowic, Sierakowic czy Goszyc (woj. opolskie) lub do Rud Raciborskich. Razem z Tiją kochamy góry, więc średnio raz w tygodniu jesteśmy na szlakach Beskidu Śląskiego. Co do wybiegów dla psów, to w Gliwicach mamy nadal ich deficyt. W tak dużym mieście do dyspozycji właścicieli psów są dopiero trzy tego typu obiekty. Uważam, że każda dzielnica powinna być wyposażona w wybieg dla psów, bo przecież w każdej dzielnicy ludzie mają pieski. Wybieg, który polecam w Gliwicach jest zlokalizowany w dziel-

52

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

nicy Trynek. Ma największą powierzchnię do biegania, urządzenia do agility (tor przeszkód dla psów), piaskownicę dla psów, a przede wszystkim jest oświetlony, więc bezpieczny również po zmroku. Czy spotkałaś się z sytuacjami (pewnie tak) braku akceptacji dla obecności psa w jakimś miejscu? Jakie padały argumenty? Jak Ty na nie odpowiadasz? Niemal codziennie spotykam się z takimi sytuacjami. Mijam każdego dnia kilka trawników z tabliczkami o zakazie wprowadzania psów. Są też obiekty, sklepy czy restauracje, do których z psem nie wejdziemy. Jeśli nie można, szanuję to i nie wchodzę. Jeśli ktoś nie lubi i nie akceptuje zwierząt, to moje argumenty tego nie zmienią. Szukam innego PSOlubnego miejsca, bo dla zasady nie wydaję pieniędzy tam, gdzie nie kocha się psów. Zawsze jednak robię zdjęcie i informuję za pomocą swojego bloga czy fan page’a, żeby omijać ten punkt będąc z psem. Uważam, że o miejscach nieprzyjaznych czworonogom też trzeba informować. Jak sądzisz, jak daleko zajdziemy w tym postrzeganiu zwierząt jako Non Human Person? Wiem, że to określenie dotyczy na razie tylko delfinów, ale w rzeczywistości to chyba psy są najwłaściwszym przykładem takiego rozumienia pozycji zwierząt w dzisiejszym czasie. Jakie jest Twoje zdanie? To określenie powinno właściwie dotyczyć wszystkich zwierząt. Trzeba pamiętać, że to żywe istoty, które też czują i w takim kierunku powinno pójść nasze myślenie o ich prawach. Niby to wszyscy wiedzą, ale w praktyce wygląda to zupełnie inaczej. Napisałaś, że Tija jest dla Ciebie inspiracją. Wyjaśnisz to? Tija jest moją inspiracją, bo właściwie gdyby nie ona, to nie byłoby bloga i na przykład dzisiejszej naszej rozmowy. Kiedy Tija skończyła rok, pojechaliśmy na pierwsze wspólne wakacje. Długo szukaliśmy miejsca, które będzie przyjazne dla psa. Ważne było również, by nie jechać zbyt daleko, bo nie wiedzieliśmy jak pies zniesie długą podróż samochodem. Postawiliśmy na Karkonosze. Szlaki przyjazne psom. Niewielka odległość od Gliwic. Było świetnie. Właśnie na szlaku, podczas zdobywania Śnieżki narodził się pomysł pisania bloga. Wcześniej sama szukałam w Internecie miejsc, które są idealne na wypad z psem. Niestety, trafiałam na jakieś szczątkowe informacje lub nie znajdowałam ich wcale. Postanowiłam wypełnić tę lukę i tak narodził się blog. Wbrew pozorom, na blogowanie nie poświęcam zbyt wiele czasu. Z wykształcenia jestem m.in. dziennikarzem i przez kilka lat pracowałam w tym zawodzie. Więc pisanie tekstów przychodzi mi dość łatwo. Zdjęcia robiłam zawsze, bo to fajny rodzaj pamiątki, a z Tiją i tak spędzam czas, więc blog to połączenie przyjemnego z pożytecznym. To jednak nie wszystko. Tija zainspirowała mnie również do organizowania raz w roku Gliwickiego Walentynkowego Psiego Spaceru Wielorasowego oraz Spotkań Psów Blogerów. Dzięki temu w naszej dzielnicy udało się zbudować psią społeczność, w wyniku czego w Gliwicach na Trynku został wybudowany wybieg dla psów. Same plusy.


Co robisz w życiu, gdy nie „wypadasz z psem”? Kim jesteś? Rzadko zdarzają się sytuacje, gdy nie ma wypadu z psem. Każdy wolny czas staram się spędzać z Tiją. Aktywność na świeżym powietrzu to jest to, co obie uwielbiamy. Spacery, wyjazdy do lasu czy wędrówki po szlakach turystycznych to nasza codzienność. Jednak kiedy pies jest wybiegany, a ja mam czas dla siebie, to wtedy realizuję swoje pasje – biegam, wychodzę do teatru albo słucham polskiego rocka podczas koncertów na żywo. Rozmawiała Adriana Urgacz-Kuźniak

Dokończ proszę zdania: W PSACH NAJBARDZIEJ CENIĘ... TO, ŻE SĄ TAK WIERNYMI TOWARZYSZAMI CZŁOWIEKA. UCZĘ SIĘ OD NICH... RADOŚCI ŻYCIA, SPONTANICZNOŚCI I POZYTYWNYCH EMOCJI. TIJA WNIOSŁA DO MOJEGO ŻYCIA... TO, CO NAJLEPSZE. MÓJ PIES JEST DLA MNIE… NAJWAŻNIEJSZY.

foto: Adam Nawrat PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

53


#HAS #hasztag / GLIWICZANIE NA INSTAGRAMIE

piastgliwicesa

iconfitnessgliwice Posty: 22 211 obserwujących Obserwowani: 1 641

piastgliwicesa Jeden klub, jedna miłość #PiastGliwice całoroczna #Walentynka #okrzei20 #piastgliwice

iconfitnessgliwice Kto jeszcze nie poznał kolejnego członka ekipy Icon Gliwice - obowiązkowo musi się wybrać #iconfitnessgliwice

piastgliwicesa Dziś rywal lepszy od Piasta . Do następnego meczu trzeba ochłonąć. #okrzei20 #piastgliwice

iconfitnessgliwice Czas najwyższy poznać trenerów i instruktorów. Moi drodzy przed Wami nasz Master Trener #iconfitnessgliwice

piastgliwicesa Załapaliście się na nasze pączki serwowane w @forumgliwice przez nasze Piastunki #okrzei20

iconfitnessgliwice Kolejny z naszych super trenerów - nasz Team jest jak widzicie bardzo liczny - Marcin #iconfitnessgliwice

piastgliwicesa Gorące pozdro prosto do mroźnych Gliwic� #spain #swimmingpool #alicante #okrzei20 #piastgliwice

iconfitnessgliwice Teraz przedstawimy naszą Panią manager, bez której nasza siłownia nie miałaby prawa istnieć #iconfitnessgliwice

Posty: 1 254 5 808 obserwujących Obserwowani: 60

#sport #gliwice Powyższe słowa kluczowe, które wpisaliśmy w wyszukiwarkę Instagramu uświadomiły nam, że gliwiczanie albo nie lubią zorganizowanego sportu, albo Instagrama. Po godzinie poszukiwań udało się wyłuskać te pięć gliwickich profili o sportowym zacięciu. Hasztag (z ang. hashtag) – słowo lub wyrażenie bez spacji, poprzedzone symbolem # (ang. hash), będące formą znacznika (ang. tag). To krótkie wiadomości na mikroblogach i serwisach społecznościowych takich, jak Facebook, Twitter czy Instagram, które mogą być oznaczone przez dodanie kratki przed ważnymi słowami albo wystąpić w zdaniu. Hasztagi umożliwiają grupowanie wiadomości, ponieważ można wyszukać komunikaty, w których zawarto dany hasztag. Wyszukiwanie obejmuje tylko jeden serwis internetowy, dlatego hasztag nie może być powiązany z wiadomościami z innego serwisu. Instagram – fotograficzny serwis społecznościowy hostingu zdjęć, połączony z aplikacją o tej samej nazwie, który umożliwia użytkownikom edycję zdjęć i filmów, stosowanie do nich filtrów cyfrowych oraz udostępnianie ich w różnych serwisach społecznościowych. (Wikipedia)

54

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI


SZTAG Oficjalny profil koszykarzy GTK Gliwice beniaminka Polskiej Ligi Koszykówki

Shausha Sport Club SHAUSHA to: squash, siłownia, tenis, fitness, crosstrening, sauny, bistro

Gliwice Lions American Football Team Gliwice, Poland

gtk_gliwice Posty: 68 524 obserwujących Obserwowani: 28

shausha_sport_club Posty: 100 272 obserwujących Obserwowani: 4

gliwicelions Posty: 122 610 obserwujących Obserwowani: 62

gtk_gliwice Już dziś o 19.00 w miastolublin zagramy mecz kolejki z startlublin #plkpl #gtkgliwice #tbvstartlublin

shausha_sport_club #restauracja #przystanekshausha #jedzenie #gliwice #zbroslawice #healthyfoods

gliwicelions Drużyna Wilków okazała się być lepsza. Upadki nie mają większego znaczenia, najważniejsze aby po każdym z nich wstać #GliwiceLions

gtk_gliwice Już w następna niedziele kolejna okazja do zobaczenia koszykarzy GTK Gliwice #gtkgliwice

shausha_sport_club Ekipa #shausha #sport #club

gliwicelions Nadchodzi ten dzień! Czas dołączyć do najlepszych! Rekrutacja do najstarszej śląskiej drużyny #GliwiceLions

gtk_gliwice Dziś gramy z @twarde_pierniki! Będziecie z nami #plkpl #gtkgliwice

shausha_sport_club Radio CCM zostało patronem medialnym Maratonu Shausha

gliwicelions WOŚP 2017 z Gliwice Lions#WeGotYourBack#GliwiceLions

gtk_gliwice@quintonhooker21 w środę bawił się z dziećmi podczas #halotukoszykówka a już dziś o 1830 zagra z @kkstur #plkpl #gtkgliwice

shausha_sport_club Step dance w wykonaniu uczestników warsztatów.

gliwicelions 3 dni 2 godziny i 7 minut pozostało do naszego ostatniego meczu sezonu zasadniczego w Gliwicach #GliwiceLions

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

55


3 pytania do / TATIANA SZCZĘCH

I BĄDŹ TU CZŁOWIEKU MODNY!

Rzadko potrafimy być wobec siebie obiektywni, a komuś z boku łatwiej ocenić to, w jakich kolorach nam najlepiej, jakie mamy proporcje sylwetki i które fasony nam służą, mówi Tatiana Szczęch, stylistka i doradca wizerunkowy

1 2 3

CO JEST GRZECHEM GŁÓWNYM SAMODZIELNYCH STYLIZACJI UBIORU WŚRÓD POLAKÓW? Zbył mała refleksja nad stylem. Rzadko zastanawiamy się nad tym, co chcemy wyrażać swoim wyglądem. Jesteśmy zachowawczy, przez to trochę szaroburzy. Dla większości wystarczająca jest poprawność. Dla mnie poprawność wizerunkowa to trochę za mało. I nie chodzi mi o to, by być przerysowanym albo wyglądać jak ofiara mody, bo to skrajności. Nie do tego dążę. Bardziej zależy mi na efekcie, który sprawi, że np. kobieta obróci się za inną kobietą mijaną na ulicy. Ubiór, z jednej strony, powinien być tłem do tego, co mamy do powiedzenia. Ale z drugiej, zachęcać innych do rozmowy o naszych racjach. Liczą się nie tylko kolor i fason, ale przede wszystkim styl wynikający nie wyłącznie z tego, czym obdarzyła nas natura, ale bardziej - z naszych upodobań, charakteru uprawianego zawodu i osobowości.

JAK WYGLĄDA ZWYKLE ZAWARTOŚĆ SZAFY OSOBY PRETENDUJĄCEJ DO BYCIA MODNYM? Pojęcie bycia modnym bywa różnie rozumiane. Czasem mylnie traktowane jest jako podążanie za trendami. Wtedy w szafie jest zwykle więcej bałaganu niż rzeczy, których potrzebujemy i w których naprawdę dobrze wyglądamy. Jestem zwolenniczką minimalizmu w garderobie. Im w niej mniej, tym lepiej. Ważna jest za to jakość i to, czy rzeczy wzajemnie pasują do siebie, byśmy mogli komponować z nich jak największą ilość zestawów. Wierzę też w siłę dodatków. To one świadczą o naszej finezji - zarówno w przypadku kobiet, jak i mężczyzn, podkreślę. Lubię w tym zakresie namawiać do większej różnorodności. Zawartość naszej szafy może być ultra klasyczna i prosta oraz stworzona w oparciu o bazy ubraniowe. Ważna jednak będzie oprawa, w jakiej prezentujemy ubrania i, uwaga, sposób ich noszenia.

DLACZEGO WARTO ZAANGAŻOWAĆ PROFESJONALNĄ STYLISTKĘ PRZY PRACY NAD WŁASNYM WYGLĄDEM? Po pierwsze dlatego, że rzadko potrafimy być obiektywni wobec siebie. Komuś z boku łatwiej ocenić to, w jakich kolorach nam najlepiej, jakie mamy proporcje sylwetki i które fasony nam służą. Jako stylistka przeglądam szafy swoich Klientów i rozprawiam się z ich zawartością - bez sentymentów i emocjonalnego kontekstu, który sprawia, że gromadzimy wszystko, bo za każdą z rzeczy kryje się jakaś historia. Jednak są to TYLKO ubrania. Ona mają nam służyć, a jeśli są za małe, za duże, straciły swoją świeżość - nie potrzebujemy ich. Robią jedynie wrażenie pełnej szafy, a w efekcie nie mamy się w co ubrać. Po drugie, współpraca ze stylistą to duża oszędność czasu i - wbrew pozorom - także pieniędzy. Dla mnie w pierwszej kolejności ważne jest uporządkowanie wiedzy o sobie. Kiedy już mamy świadomość, co nam służy i w jakim kierunku chcemy podążać w kwestii stylu, wtedy kupujemy rozsądniej. W czasie zakupów niektóre półki sklepowe i wieszaki omijamy z zasady, a nabywamy tylko to, co jest nam potrzebne i co na pewno wykorzystamy. Nie wydajemy pieniędzy na rzeczy, które potem odwieszamy czy odkładamy na wieczne zapomnienie. Po trzecie, dla wygody. Na co dzień zajmuję się stylizacją, więc wiem, co w trawie piszczy. Do tego, może to zabrzmi zuchwale, ale mam „dobre oko”. 12 lat doświadczenia zrobiło swoje. Lubię podejmować decyzje zakupowe za innych i nie boję się wziąć odpowiedzialności za czyjś wizerunek. rozmawiała Małgorzata Katafiasz

56

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI


TATIANA SZCZĘCH, stylistka i doradca wizerunkowy, anglistka, inżynier, żona mężczyzny, który zawsze potrafi ją rozśmieszyć i mama Tosi, Helenki oraz Tadeusza. Stylizacją zajmuje się od 12 lat. Doradza klientom indywidualnym i biznesowym, szkoli, produkuje sesje zdjęciowe, a swoją wiedzą i doświadczeniem dzieli się także za pośrednictwem mediów. Styl to słowo klucz w jej pracy. Pomaga go odnaleźć i zatrzymać. Więcej na: www.tatianaszczech.pl

Jestem zwolenniczką minimalizmu w garderobie - im w niej mniej, tym lepiej

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

57


moda / JOANNA CYPRIAK VEL CZUPRYNIAK

Teraz Miso

PROJEKTANTKA W ZGRZEBNEJ SUKIENCE MISO WRAZ Z KOLOROWĄ, DŁUGOWŁOSĄ MODELKĄ

Czym się je Miso, czyli jak powstaje kolekcja, pytamy Joannę Cypriak vel Czupryniak, pomysłodawczynię i założycielkę marki przy okazji wrocławskiego pokazu polskich projektantów WrocLove Fashion Day. JCVC: Ta kolekcja to pojedyncze, unikatowe sztuki, tworzone z użyciem materiałów recyclingowych i autorskich nadruków. Fascynacja kulturą wschodu, a zwłaszcza Japonii miesza się tu z nowoczesnym, awangardowym podejściem do mody i kreowania własnego stylu.

Jak powstaje Miso? JCVC: Wszystkie projekty powstają kompulsywnie, niecierpliwie, metodą prób i błędów, choć towarzyszy im zawsze spójna, bardzo wyraźna wizja. Wykorzystuję materiały recyclingowe, nieoczywiste; efekt, mam nadzieję, przyciąga uwagę, zaciekawia i znajduje uznanie w coraz szerszych kręgach.

TWÓRCY SESJI Projekty: Joanna Cypriak vel Czupryniak, Mira Pasierbek-Szwimer / Gliwice Fotografie: Anna Nalepa-Jaśko, Bartłomiej Jaśko Zdjęcia zrealizowano w trakcie WrocLove Fashion Day 26 listopada 2017 roku

58

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI


MODELKA MA NA SOBIE SZEROKIE CZARNE SPÓNICO-SPODNIE ORAZ ORTALIONOWY, RĘCZNIE MALOWANY PŁASZCZ/KIMONO

MODELKA W CZARNEJ ORTALIONOWEJ SUKIENCE Z KAPTUREM, ZŁOTYM KIMONO/PŁASZCZU, NOSI GIGA TORBO-PLECAK przez cały pokaz podziwialiśmy tę modelkę, piękna, zgrabna, profesjonalistka.

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

59


moda / JOANNA CYPRIAK VEL CZUPRYNIAK

MODELKA UBRANA W KIMONO/ PŁASZCZ Z MATERIAŁÓW RECYCLINGOWYCH, ROGATA CZAPKA WŁASNOŚĆ PROJEKTANTKI

60

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

ŻAKARDOWA KAMIZELA ORAZ ORTALIONOWA SUKIENKA/PŁASZCZYK


ZAKAPTURZONA MODELKA W BAWEŁNIANYM KIMONIE ORAZ DŁUGIEJ SPÓDNICY Z POWLEKANEJ BAWEŁNY

MODELKA W JEDWABNEJ SUKIENCE Z LETNIEJ KOLEKCJI ORAZ WEŁNIANYM PŁASZCZU/KIMONIE

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

61


moda / JOANNA CYPRIAK VEL CZUPRYNIAK

ODWAŻNA MIEJSKA STYLIZACJA DLA WIELBICIELEK SZTUKI

62

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

MODELKA NOSI ORTALIONOWĄ, OVERSIZOWĄ KURTKĘ Z ROZPINANYM KOMINEM ORAZ CZARNĄ BŁYSZCZĄCĄ PELERYNĘ


WŁODZIMIERZ MATUSZAK NOSI WEŁNIANE KIMONO TYLKO NA NAGIE CIAŁO

PATRYCJA SZCZEPANOWSKA UBRANA W CZARNĄ ASYMETRYCZNĄ SUKIENKĘ ORAZ WEŁNIANY PŁASZCZYK/KIMONO

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

63


recenzja / WSZECHOGARNIAJĄCO

WSZECHOGARNIAJĄCO „Wszechogarniająco” Nikołaja Kolady w tłumaczeniu Agnieszki Lubomiry Piotrowskiej jest dwunastą premierą Teatru Miejskiego w Gliwicach. To polska prapremiera tego tytułu w reżyserii Tomasza Mana. „Wszechogarniająco” to starcie dwóch aktorskich osobowości - Ewy Dałkowskiej i Marii Pakulnis. zdjęcie: mat. prasowe Teatru

64

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI


MARIA PAKULNIS

aktorka teatralna, filmowa oraz radiowa. Ukończyła Akademię Teatralną im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Współtworzyła sukcesy najważniejszych warszawskich teatrów - Współczesnego, Dramatycznego i Ateneum. Grała m.in. w „Mahagonny”, „Burzy”, „Małej Apokalipsie” Zaleskiego, „Śnie nocy letniej” Englerta. Występowała w filmach: „Konsul”, „Obywatel Piszczyk”, „Dekalog III”, „Ekstradycja” i „Ekstradycja 2”, czy „Rozdroże cafe”.

EWA DAŁKOWSKA

ukończyła studia na Uniwersytecie Warszawskim i w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie. Pracowała w zespole Teatru Śląskiego oraz Teatru Powszechnego, w opozycyjnym Teatrze Domowym, w Kabarecie Pod Egidą, a obecnie w Nowym Teatrze kierowanym przez Krzysztofa Warlikowskiego. Zagrała w jego spektaklach – „(A)polonii”, „Końcu” i „Opowieściach afrykańskich według Szekspira”. Występowała w filmach: „Medium”, „Bez znieczulenia”, „Skazany na Bluesa”, „Korczak” i „Body/Ciało”.

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

65


ŁABĘDZI ŚPIEW foto: mat. prasowe Teatru / Bożena Nitka

Recenzja spektaklu „Wszechogarniająco” w reż. Tomasza Mana 16 lutego 2018 roku

66

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI


recenzja / WSZECHOGARNIAJĄCO

Pakulnis i Dałkowska – dwie znane aktorki, większego niż lokalny formatu, na gliwickiej scenie, to spore wydarzenie. Zwłaszcza w sytuacji, gdy scena ta wciąż buduje swoją pozycję, a zaczęła niedawno, właściwie od zera. Aktorki nie byle jakie, a dramat nośny – jego autorem jest jeden z najchętniej obecnie wystawianych rosyjskich dramatopisarzy, Nikołaj Kolada. Dodajmy do tego temat – o przemijaniu, utraconych marzeniach, ostatnim porywie zawodowych ambicji i ciekawość widza sięga zenitu. Pozostaje pytanie, czy nowa na afiszu Teatru Miejskiego jednoaktówka sprosta tym rozbudzonym oczekiwaniom? Niestety, w tym sprostaniu oczekiwaniom już na samym początku pojawiły się schody. Wielu widzów, którzy z niecierpliwością oczekiwali na premierę, musiało obejść się smakiem, bowiem premierowe spektakle (sobotni i niedzielny) zostały odwołane z powodu choroby Marii Pakulnis. Niczyja to wina, rzecz jasna, ale szkoda wielka.

Kogo przyszło im grać? Jak już wspomniałam, dwie stare aktorki, którym nie udało się zrobić kariery, które obsadzane były niemal zawsze w ogonach i chyba słusznie, bo talentu w odgrywanych przez nich za chwilę scenach bardzo dziwnej sztuki nie odnajdziemy wiele. Nina i Wiera nie lubią się. Zawsze ze sobą rywalizowały, w życiu prywatnym i zawodowym. Bywało, że latami nie rozmawiały ze sobą, choć pracują w tym samym teatrze. O ile jednak Wiera wciąż jest aktorką, Nina została przesunięta na stanowisko suflerki, co powoduje jej dodatkową frustrację. Panie spotykają się ze sobą, bowiem Wiera chce wydać swój łabędzi śpiew – pragnie po raz ostatni zagrać w teatrze, tym razem główną rolę. Nina ma z nią „przegadać tekst”, za co dostanie sowitą zapłatę. Rywalka zgadza się, ale jest mocno zaskoczona tym, jak kiepską sztukę wzięły na warsztat i mocno rozdrażniona pojawiającym się w niej jak mantra słowem „wszechogarniająco”.

Całe szczęście mnie udało się zobaczyć „Wszechogarniająco” w piątek. Słodko-gorzki spektakl Kolady wystawiony został w kameralnym entourage’u, który zdecydowanie sprzyja odbiorowi takiej kameralnej sztuki. Mimo obecności innych widzów, pozwala na małe tête-à-tête z aktorami i opowiedzianą przez nich historią. Takie zaaranżowanie teatru to zdecydowanie krok w dobrą stronę, choć i tu przed niektórymi wyrosły schody. Tym razem nie w przenośni. Przydałyby się rozwiązania ułatwiające osobom niesprawnym ruchowo wejście na widownię. Mimo ogromnej empatii ze strony osób obsługujących salę i chęci niesienia pomocy, kilku starszych wiekiem widzów, mniej mobilnych, musiało włożyć sporo wysiłku w dostanie się na przydzielone im miejsce.

Gdzieś pomiędzy wierszami kiepskiej sztuki napisanej przez syna jakiegoś prominenta (jak mówi Wiera), pomiędzy wzajemnie jadowitymi przycinkami aktorek widz zaczyna rozumieć mądrość płynącą z dramatu. Nie wiem, czy dla każdego jednaką. Dla mnie dość oczywistą – o tym, że nie żyjemy wiecznie, że musimy wiedzieć, kiedy ze sceny zejść niepokonanym. Bo czas płynie, następuje wymiana pokoleniowa, a na starość nie wszystkim udaje się dumnie odcinać kupony sukcesu.

Wracając do sztuki. Zabieg Nikołaja Kolady wydaje mi się być dość prosty – w didaskaliach zalecał zatrudnienie do tego spektaklu aktorek w wieku oscylującym wokół sześćdziesiątki, ale wciąż dobrze wyglądających. Dzięki temu widzowie mogli mieć nieodparte wrażenie, że obie panie grając teatralne aktorki, grają same siebie. Choć z pewnością zarówno Ewa Dałkowska (która dała z siebie na scenie więcej niż oczekiwałam), jak i Maria Pakulnis (która dała mniej, ale złóżmy to na karb choroby), z pewnością osiągnęły znacznie większy zawodowy sukces niż Wiera i Nina. Przypomnijmy bowiem, że Ewa Dałkowska ma na swoim koncie wiele istotnych ról, w tym Rity Gorgonowej (w Sprawie Gorgonowej, 1977 rok), a także liczne odznaczenia państwowe za zasługi dla kultury i oświaty. Maria Pakulnis natomiast, oprócz niekończącej się listy spektakli, użyczyła swojego talentu wielu postaciom filmowym i serialowym, często zresztą w komediach. Obie aktorki, choć rzeczywiście najczęściej obsadzane w rolach drugoplanowych, z pewnością odcisnęły mocne piętno zarówno na polskich scenach teatralnych, jak i w rodzimej kinematografii.

Na piątkowej premierze niedyspozycja Marii Pakulnis była dość mocno widoczna. Co wrażliwszy widz mógł zauważyć, jak bardzo aktorka się męczy, usiłuje zdusić katar, być może walczy z gorączką. Ci, którzy siedzieli w pierwszych rzędach nie mogli też nie zauważyć, jak istotną rolę w tej odsłonie spektaklu odgrywa niewidoczna, a jednak ciągle obecna i słyszalna suflerka. Nie był to bynajmniej zabieg celowy. I to – w moim przypadku – miało, niestety, dość istotny wpływ na odbiór sztuki.

Chcę wierzyć, że choć podobne refleksje i mnie nie są obce, mam jeszcze czas na ich głośne snucie. Być może dlatego właśnie ich wymowa nie poruszyła we mnie żadnej czułej struny. Jeszcze nie.

A jednak zachęcam by samemu wyrobić sobie zdanie. By zobaczyć na gliwickiej scenie Marię Pakulnis i Ewę Dałkowską w sztuce, która powstała w kooperacji Teatru Miejskiego w Gliwicach i Teatru IMKA, którego dyrektorem jest Tomasz Karolak. Cieszy mnie rozpęd, jakiego nabiera gliwicki Teatr Miejski, jego wzloty, ale i upadki również. Tak zbiera się cenne doświadczenia. Adriana Urgacz-Kuźniak

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

67


pasjonaci / WOJCIECH PLEWIŃSKI

Wojciech Plewiński FENOMEN ŻYCIA, PRACY I PASJI tekst: Wojciech Nurek zdjęcia: materiały prasowe Muzeum w Gliwicach / Antoni Witwicki

68

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI


PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

69

Wernisaż wystawy, fot. Antoni Witwicki


pasjonaci / WOJCIECH PLEWIŃSKI

Wernisaż wystawy, fot. Antoni Witwicki

Zawiedzeni mogli się czuć ci którzy sądzili, że wyjdą z wernisażu z gotowymi receptami na dobre zdjęcia. Natomiast oczarowani byli liczący na spotkanie z ciekawym i pełnym pasji człowiekiem. I to niezależnie czy byli to znawcy fotografii, czy też zwykli jej odbiorcy – wszyscy zgodnie chłonęli atmosferę, jaka zapanowała w gliwickiej Czytelni Sztuki. Wojciech Plewiński okazał się fascynującym, skromnym, naturalnym, młodym duchem i pełnym pasji człowiekiem.

i sześćdziesiątych czasopismo było rozchwytywane i sprzedawane spod lady. W ówczesnej rzeczywistości „Przekrój” był pismem inteligenckim, wyróżniającym się treścią, stylistyką, oprawą graficzną i otwartością na świat. Jednakże wysoka pozycja czasopisma w społecznej hierarchii w żaden sposób nie przekładała się na środki techniczne i finansowe, jakimi dysponowała redakcja. Zdjęcia autorstwa Wojciecha Plewińskiego są więc w głównej mierze efektem jego niezwykłego talentu, pomysłowości i wyczuwalnej sympatii do fotografowanych osób i miejsc. Podczas rozmowy z Wojciechem Nowickim fotograf w ciepły i sympatyczny sposób wyjawił, co jest głównym przedmiotem jego zainteresowania, a co niespecjalnie budzi jego zaciekawienie. Wiodącym tematem zdjęć Plewińskiego zdecydowanie jest człowiek i to we wszelkich formach jego aktywności, a także efekty tej aktywności. Zgromadzone na wystawie zdjęcia reportażowe i portrety są tego ewidentnym potwierdzeniem. Z powściągliwością wypowiadał się natomiast na temat portretowania małych dzieci, piesków, kotków oraz kwiatków. To, jak delikatnie wyznał, nigdy nie potrafiło go porwać do twórczej aktywności.

Zdjęcia eksponowane na gliwickiej wystawie stanowią drobny ułamek wieloletniej działalności tego wybitnego reportera i fotografa. Wybrano je tematycznie, według koncepcji i preferencji kustosza wystawy Wojciecha Nowickiego, będącego jednocześnie prowadzącym rozmowę podczas spotkania. Choć na gliwickiej wystawie eksponowane są z pewnością doskonałe fotografie, to nie one były głównym tematem spotkania z ich autorem. Były jedynie pretekstem do snutych opowieści o ciekawym życiu człowieka pochłoniętego nieprzerwanie pasją. Właściwie każdy wątek pojawiający się w rozmowie stanowił zaczyn, punkt wyjścia do porywających wspomnień o miejscach, sytuacjach i ludziach, które na swojej drodze życiowej i zawodowej napotkał bohater wystawy. Ten wyjątkowy człowiek miał szczęście pracować w „Przekroju” – czasopiśmie niezwykłym i wciąż niepowtarzalnym, dla którego z oddaniem pracowały najwybitniejsze postacie polskiej kultury i sztuki: Konstanty Ildefons Gałczyński, Jan Brzechwa, Jan Sztaudynger, Stanisław Lem, Ludwik Jerzy Kern, Stefania Grodzieńska, Barbara Hoff, Leopold Tyrmand, Andrzej Czeczot, Daniel Mróz, Jan Marcin Szancer i wielu, wielu innych. Aura towarzysząca „Przekrojowi” i jego odbiór społeczny były w czasie jego istnienia nieporównywalne z żadnym współczesnym medium. W latach pięćdziesiątych

70

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

Niesamowite, patrząc z punktu widzenia dzisiejszych możliwości i standardów pracy fotografów, okazały się okoliczności i warunki powstawania fotografii publikowanych następnie w „Przekroju”. Przez wiele lat istnienia gazety zasadą było umieszczanie na okładkach oraz stronach wewnętrznych portretów pięknych kobiet. Część z nich stanowiły zdjęcia aktorek, a pozostałe były wizerunkami kobiet wyszukiwanych przez fotografa samodzielnie na ulicy. Brak dostępu do atelier wymuszał pracę w plenerze. Niemałym problemem był wówczas dla fotografa strój oraz makijaż przypadkowo wyłonionej z tłumu modelki. I jedno i drugie autor zdjęć zmuszony był obsłużyć samodzielnie. Niewiarygodne wydaje się z dzisiejszego punktu widzenia to, że podziwiane do dziś okładki „Przekroju” są efektem działania jednej osoby, pełniącej funkcję nie tylko artysty fotografa, ale także agencji modelek, stylisty, makijażysty i scenografa. Fascynująca była opowieść o zdjęciach poświęconych modzie. „Przekrój” wyznaczał w tamtym czasie nowe kierunki i trendy modowe w Polsce, a ton modzie nadawała wówczas pracująca dla gazety słynna projektantka Barbara Hoff. Do jej obowiązków należało przygotowanie strojów i stylizacja modelek a zadaniem Wojciecha Plewińskiego było to odpowiednio sfotografować. Siermiężne warunki techniczne sprawiały, że zdjęcia wykonywane były często w prywatnych


Okładki tygodnika Przekrój ze zdjęciami Wojciecha Plewińskiego (arch. prywatne)

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

71


pasjonaci / WOJCIECH PLEWIŃSKI

Wernisaż wystawy, fot. Antoni Witwicki

wnętrzach, gdzie tło przygotowywane było z dostępnych materiałów i tkanin, a oświetlenie stanowiły zwykłe lampy odpowiednio kierowane na fotografowane modelki. Podczas archiwizacji zeskanowanych materiałów okazało się, że osobą pomagającą przy jednej z sesji modowych był pisarz Leopold Tyrmand – ówczesny mąż Barbary Hoff. Ujawniona sytuacja oddaje atmosferę tamtych lat, a jednocześnie uprzytamnia, szczególnie w czasach powszechności i jakości współczesnego sprzętu fotograficznego, że przepisu na dobrą fotografię nie należy upatrywać jedynie w dostępie do drogiego sprzętu. Musi być coś jeszcze.

dziś. Z pasją opowiada on o swoich doświadczeniach korzystania z uroków fotografii cyfrowej i stosowania sukcesywnie ewoluującego sprzętu. Pokaźną część aktywności Wojciecha Plewińskiego stanowi obecnie archiwizowanie i cyfryzacja bogatego dorobku zawodowego. Współczesna technologia stworzyła możliwość szczegółowego przeglądania materiałów znanych wcześniej tylko z niewielkich stykówek. Dzięki temu pojawiają się zapomniane wcześniej fotografie albo fotografie nowe, bo stanowiące pełne klatki wcześniej kadrowanych ujęć. Upływ czasu sprawił, że z naturalnych względów, współcześnie, nową wartość zyskały ówczesne detale widniejące na starych kadrach. Ze sposobu w jaki Wojciech Plewiński opowiadał o fotografii, fotografowaniu i myśleniu o fotografii przebija niesłabnąca pasja i radość. Jak sam wyznał, niezmiennie interesujący jest dla niego człowiek i jego aktywność. Nadal wzrokiem wyławia z tłumu piękne i fotogeniczne kobiety, zdolne ozdobić okładki współczesnych czasopism. Dziś pozostawia jednak ich fotografowanie swoim następcom. Każdemu wypada życzyć takiego podejścia do swojej życiowej aktywności.

Dopełnieniem przedstawionego na wystawie reportażu z Włoch z roku 1957 była opowieść fotografa o okolicznościach jego powstania. Z punktu widzenia ówczesnej Polski była to wyprawa życia, bo za żelazną kurtynę i to na miesiąc. Podróż odbywała się autobusem. Uczestnicy wyprawy spali we wcześniej zamówionych, tanich schroniskach lub w autobusie. Znikome środki finansowe uniemożliwiały swobodne poruszanie się po odwiedzanych miastach i wymuszały żywienie się we własnym zakresie żywnością przywiezioną z Polski. Zdjęcia ukazują fascynację inną rzeczywistością, innym otoczeniem i innymi zwyczajami napotykanych ludzi. Ograniczony dostęp do materiałów fotograficznych zmuszał do przemyślanych i odpowiednio komponowanych ujęć. Każda wykonana klatka wymagała skupienia i koncentracji. Zaprezentowane na wystawie fotografie wykonane zostały w tych miejscach we Włoszech, w których współcześnie panuje nieprzerwanie turystyczny, niemal przemysłowy tłok. Na zdjęciach prezentowanych na wystawie tłoku nie ma. Jest natomiast normalne, codzienne życie odbywające się w niezmiennie fascynującym otoczeniu. Zdjęcia Wojciecha Plewińskiego pozwalają poczuć atmosferę tamtych lat, a także pozwalają odczuć jego ówczesny, spontaniczny podziw dla widzianych ludzi i odwiedzanych miejsc. Niesamowite jest to, że aktywność zasłużonego i wybitnego polskiego fotografa trwa nieprzerwanie do

72

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

W spotkaniu z Wojciechem Plewińskim uczestniczył także jego syn, również fotograf. Przed wernisażem doradzał ojcu, aby ten, odpowiadając na pytania, nie zbaczał z tematu i odpowiadał krótko, zwięźle i rzeczowo. Jako uczestnik tego niezwykle udanego i wartościowego wydarzenia pragnę bardzo gorąco podziękować panu Wojciechowi Plewińskiemu, że nie zastosował się do wskazówek syna. Dzięki tej jego ojcowskiej niesubordynacji mogłem na czas rozmowy z nim znaleźć się w innym, dobrym świecie i chłonąć od niego w pokaźnych dawkach pozytywną energię. Za wszystkie doznania serdecznie dziękuję i z niecierpliwością czekam na kolejne. opisał Wojtek Nurek

Wojciech Plewiński, urodzony w Warszawie, rocznik 1928, z wykształcenia jest architektem. Studia ukończył w Krakowie, dwa lata po uzyskaniu dyplomu rozpoczął trwającą do końca jego kariery zawodowej współpracę z „Przekrojem”. Współpracował także z „Tygodnikiem Powszechnym”, „Ziemią” czy „Polską”. Jednak część zdjęć prezentowanych na wystawie w Czytelni Sztuki powstała z prywatnej potrzeby. Wernisaż wystawy "Wojciech Plewiński, reporter" odbył się 26 stycznia 2018 r. w Muzeum w Gliwicach / Czytelnia Sztuki (Willa Caro). Wystawa potrwa do 24 marca 2018 r.


Italia '57 (Neapol), fot. Wojciech Plewiński

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

73


co w kulturze / NA SCENIE, EKRANIE, ŚCIANIE

Teatr Miejski

Czytelnia Sztuki

W marcu na scenach przy Nowym Świecie znowu WYSTAWA FOTOGRAFII będzie się działo. „Damy i Huzary” Aleksandra PT. „WOJCIECH PLEWIŃSKI, REPORTER” Fredry w reż. Gabriela Gietzky’ego ponownie na W CZYTELNI SZTUKI. Dużej Scenie. Komedia o miłosnych potyczkach do zobaczenia: 3 i 4 marca. Poza tym czekają nas dwie WOJCIECH PLEWIŃSKI, urodzony w Warszawie, premiery, jedna dla dzieci, a druga dla dorosłych: rocznik 1928, z wykształcenia jest architektem. Studia ukończył w Krakowie, dwa lata po uzyskaniu dyplomu “Mała Syrena” wg Hansa Christiana Andersena, rozpoczął trwającą do końca jego kariery zawodowej współpracę z „Przekrojem”. Współpracował także z reż. Martyna Majewska / spektakl dla dzieci PREMIERA: 10 MARCA 2018 R. NA MAŁEJ „Tygodnikiem Powszechnym”, „Ziemią” czy „Polską”. Jednak część zdjęć prezentowanych na wystawie w SCENIE PRZY UL. NOWY ŚWIAT Jedna z piękniejszych opowieści o miłości. Małą Syrenę Czytelni Sztuki powstała z prywatnej potrzeby. Na tle innych fotoreporterów tego okresu Wojciech kojarzymy najczęściej z disnejowską syrenką Ariel, której historia bardzo daleko odbiega od oryginalnej Plewiński wyróżnia się ciepłym podejściem do wersji. Młodzi twórcy wracają do andersenowskich swoich bohaterów. Fotografiami opowiada zazwyczaj znaczeń - ich spektakl jest bardzo współczesną małą historię, próżno tu szukać wielkich wydarzeń, adaptacją klasycznej baśni. Przedstawienie podkreśla politycznych masówek lat 50. czy 60., zdjęć ze zjazdów siłę charakteru głównej bohaterki. Postać zadziornie partyjnych czy strajków. Plewiński fotografuje twawpisuje się w nurt #dreambigprincess, zachęcający rze, sylwetki, obejścia i mieszkania, także własne żydziewczynki do walki o swoje marzenia i miejsce cie. Po latach na plan pierwszy wysuwają się cykle w świecie. W spektaklu pojawią się nowe media, zdjęć, które nie mogły się niegdyś ukazać, często były wiele autorskich piosenek i scenografia bazująca na cenzurowane, pokazywały bowiem Polskę bez makijażu. Cyfrowe archiwum fotografii Wojciecha Plewińmetaforze. skiego, opracowane przez Fundację Sztuk Wizualnych, “Tramwaj zwany pożądaniem” Tennessee dostępne jest na stronie: www.wojciechplewinski.com Williamsa, reż. Jacek Jabrzyk PREMIERA 23 MARCA 2018 R. NA DUŻEJ SCENIE WYSTAWA CZYNNA DO 24.03.2018 PRZY UL. NOWY ŚWIAT Czytelnia Sztuki | Gliwice | ul. Dolnych Wałów 8a Dramat znany z nagrodzonej czterema Oscarami filmowej ekranizacji w reżyserii Elii Kazana, z Vivien Podziękowania: Fundacja Sztuk Wizualnych Leigh (Blanche Dubois) i Marlonem Brando (Stanley Kowalski) w rolach głównych. Prapremiera odbyła się na Broadwayu w 1947 roku. Okazała się niebywałym sukcesem i sztuka szybko weszła do repertuaru teatrów na całym świecie. Blanche Dubois (Mirosława Żak) przybywa do domu swojej młodszej siostry Stelli (Dominika Majewska). Wydaje się być delikatna i wrażliwa, jednak pod pozorem łagodności kryje się silny charakter. Blanche prowokuje. Jak jej obecność wpłynie na losy pozostałych bohaterów? Jakie emocje wyzwoli?

74

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

Dom Pamięci Żydów Górnośląskich

Od 1963 r. Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holokaustu Yad Vashem, izraelska instytucja zajmująca się historią Zagłady, przyznaje tytuł Sprawiedliwego wśród Narodów Świata tym, którzy bezinteresownie udzielali pomocy Żydom w czasie II wojny światowej. Uhonorowanych zostało ponad 6700 osób z Polski, w tym ponad sto z Górnego Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego. O tych wiemy, ale o wielu podobnych ludziach i ich heroicznej postawie nigdy się nie już dowiemy, na zawsze pozostaną anonimowi, przysypani prochem niepamięci… Wystawa „ŻYCIE PRZECHOWANE. MIESZKAŃCY GÓRNEGO ŚLĄSKA I ZAGŁĘBIA DĄBROWSKIEGO Z POMOCĄ ŻYDOM W CZASIE II WOJNY ŚWIATOWEJ” przenosi nas w świat ludzi o wielkich i niezłomnych sercach, opowiada o ich odwadze, wierze, nadziei, miłości, o tym co powinniśmy czynić, żeby ocalać wszystko, co najważniejsze. Ukazuje perspektywę zarówno ratujących, jak i ratowanych. Mówi o fundamentalnym imperatywie moralnym wyrastającym z poświęcenia dla drugiego człowieka, o sensie i potrzebie niesienia pomocy w potrzebie – powiedział Grzegorz Krawczyk, dyrektor muzeum w Gliwicach. Kilkanaście wybranych historii prezentowanych na wystawie przedstawia losy mieszkańców Górnego Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego, którzy dzięki swoim wyborom i czynom na zawsze zostali utrwaleni na najświatlejszych kartach naszej historii. Wielu z nich wyróżniono Medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, niektórym przyznano go dopiero pośmiertnie. Przechowujmy pamięć o tych, którzy tak, jak Sprawiedliwy wśród Narodów Świata w nieludzkich czasach przechowali życie innych, nie zapomnijmy o ratujących i ocalonych z Będzina, Sosnowca, Chorzowa, Katowic, Jaworzna… WYSTAWA DOSTĘPNA DO 31 SIERPNIA 2018 Kuratorki wystawy: dr Aleksandra Namysło, Monika Bortlik-Dźwierzyńska. Organizatorzy: Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Katowicach oraz Muzeum w Gliwicach


Palmiarnia

Centrum Organizacji Kultury

Kino Amok

9. WIOSNA Z FRYDERYKIEM

SŁAWKOWSKIE PLENERY

ŚWIĘTY PIOTR I INNE PAPIESKIE BAZYLIKI RZYMU 3D 25.03.2018 | mała sala

Wiosnę przywitamy dźwiękami fortepianu wystawa malarstwa studentów kierunku Archipodczas dziewiątej edycji cyklu „Wiosna z tektura Wnętrz Politechniki Śląskiej w Gliwicach Fryderykiem”. Koncerty odbędą się w Palmiarni Miejskiej w Gliwicach. „Malujcie panowie polską wieś, bo może za kilka lat jej nie będzie” – mawiał najwybitniejszy polski Na spotkania z muzyką Fryderyka Chopina warto pejzażysta Jan Stanisławski do swoich uczniów. Warto zarezerwować wszystkie marcowe niedziele. Wystąpią i teraz przytoczyć te słowa, a trawestując je, można pianiści z Francji, Włoch, Rosji i Polski. powiedzieć – malujcie to co zostało ze „starego” Sławkowa, bo za jakiś czas może już tego nie być. Dlatego PLAN KONCERTÓW: sławkowskie plenery oprócz zadań ściśle dydaktycz4 marca, godz. 19:30 nych realizowanych w ramach cyklu zajęć w Katedrze FRANCOIS DUMONT (Francja) Sztuk Pięknych i Projektowych Wydziału Architektury „Chopin i tradycje francuskie” Politechniki Śląskiej w Gliwicach, stawiają przed ich 11 marca, godz. 19:30 uczestnikami zadanie sukcesywnego i metodycznego zilustrowania wszystkich godnych uwagi obiektów i ELŻBIETA BILICKA, MICHAŁ DZIEWIOR (Polska) ciekawych miejsc w Sławkowie. „Fryderyk wśród swoich” Ważnym zagadnieniem jest więc utrwalenie zmienia18 marca, godz. 19:30 jącego się tam krajobrazu, używając sformułowania ALBERTO NOSE (Włochy) Mieczysława Porębskiego – ikonosfery. Ponieważ „Inspiracje śródziemnomorskie” praca ta wymaga czasu i nie sposób jest przedstawić 25 marca, godz. 19:30 wszystkiego podczas jednego pleneru, założenie to WALENTINA IGOSHINA (Rosja) realizowane jest już od kilku lat. „Chopin i Rosjanie”

Fascynujący spacer po czterech bazylikach papieskich Rzymu: św. Piotra, św. Jana na Lateranie, Santa Maria Maggiore (św. Marii Większej) i św. Pawła za Murami. Monumentalnej bazyliki św. Piotra, która jest jednym z 25 miejsc na świecie najczęściej odwiedzanych przez turystów, nikomu nie trzeba przedstawiać. Żaden z turystów nie ma jednak możliwości zajrzenia tam, gdzie mogły dotrzeć kamery realizatorów filmu. Rozpoczynając od wczesnośredniowiecznych elementów budowli, na której zbudowano Bazylikę, poprzez prezentację bezcennych zabytków sztuki średniowiecznej, renesansowej i barokowej, dojdziemy do przebogatych wnętrz głównej nawy świątyni. W toku narracji pojawią się m.in. cytaty z dzienników francuskiego pisarza Henri Stendhala, który na początku XIX wieku zwiedzał Włochy, a swoje uwagi odnotował m.in. w Przechadzkach po Rzymie. Zajrzymy do zwykle niedostępnych dla zwiedzających miejsc wewnątrz Watykanu: zobaczymy ośmiokątne sale Zakrystii i Skarbca bazyliki, Kaplicę Sykstyńską i Bibliotekę Apostolską Watykanu oraz Salę Ducale (Książęcą) w Pałacu Apostolskim. Narratorzy opowiedzą o historii i ewolucji budowli z własnej perspektywy, nawiązując do zgormadzonych tam Prezentowana wystawa to zaledwie część zebranego materiału plenerowego, którego autorami są studenci najsłynniejszych dzieł sztuki, żywotów i historii papieży i tworzących dla nich artystów – od Giotta kierunku Architektura Wnętrz. Dorobek ten to wiele kompozycji o niewątpliwych walorach malarskich po- do Bramantego, od Michała Anioła po Francesco Borrominiego, od Berniniego do Domenica Fontany, kazujących, że natura w dalszym ciągu może budzić od Arnolfa di Cambio do Jacopa Torritiego. ciekawość, a Sławków nadal jest miejscem inspiracji dla kolejnych roczników naszych studentów. Po kolejnych świątyniach i ich skarbach oprowadzą widzów eksperci: Antonio Paolucci, dyrektor Muzeów Adam W. Styrylski Watykańskich, pokaże nam bazylikę św. Piotra, Paolo Portoghesi, światowej sławy architekt, przedstawi WYSTAWA POTRWA DO 25 MARCA 2018 R. pogłębioną analizę budynku św. Jana na Lateranie, Miejsce wydarzenia: Centrum Organizacji KulturalClaudio Strinati, znany historyk sztuki, odkryje nych, ul. Studzienna 6, historię i legendy dotyczące Santa Maria Maggiore, organizator: Związek Polskich Artystów a Micol Forti, dyrektor Kolekcji Sztuki Współczesnej Plastyków w Gliwicach. Muzeów Watykańskich, zaprezentuje widzom bazylikę św. Pawła za Murami.

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

75


kronika towarzyska / STYCZEŃ zdjęcia: Antoni Witwicki

26 stycznia, w Czytelni Sztuki odbył się wernisaż wystawy fotografiipołączony ze spotkaniem z autorem prac Wojciechem Plewińskim. Rozmowę poprowadził kurator wystawy Wojciech Nowicki. Plewiński, reporter, rocznik 1928, z wykształcenia architekt. Do końca kariery zawodowej współpracował z „Przekrojem”, „Tygodnikiem Powszechnym”. Jednak część zdjęć prezentowanych na wystawie powstała z prywatnej potrzeby.

76

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI


kronika towarzyska / LUTY zdjęcia: Bożena Nitka

16 lutego na deskach Teatru Miejskiego w Gliwicach miała miejsce kolejna w tym roku premiera sztuki Nikołaja Kolady „Wszechogarniająco” w reżyserii Tomasza Mana z udziałem dwóch gwiazd polskiej sceny Ewy Dałkowskiej i Marii Pakulnis. To spotkanie dojrzałych kobiet, aktorek, które przez lata rywalizowały na scenie i w życiu prywatnym. Teraz jedna z nich ma szansę, być może ostatnią, na główną rolę.

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

77


kronika towarzyska / LUTY zdjęcia: Prestiż Gliwice

W czwartek 15 lutego na gościnnych deskach muzycznej sceny Klubu 4art wystąpiła znakomicie zapowiadająca się i wszechstronna młoda wokalistka Ola Idkowska. Laureatka wielu festiwali o randze ogólnopolskiej jak i międzynarodowej. Jest uczennicą poznańskiego ogólnokształcącego liceum muzycznego II st. im. M. Karłowicza w klasie fortepianu. Swoją przyszłość wiąże ze sceną i muzyką, bo właśnie to kocha najbardziej.

78

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI


PRESTIÅ» MAGAZYN GLIWICKI

79


na marginesie / CHOINKI

AKCJA CHOINKA, CZYLI ZIELONE MIASTO INACZEJ Siedzieliśmy w zimowy niedzielny wieczór przy złocistym trunku w ulubionym gliwickim multitapie. Właśnie rozmawialiśmy o rzekomej zbiórce choinek prowadzonej przez Chorzowskie Zoo (akcja okazała się fake newsem), gdy zjawiła się nasza koleżanka Kasia, która zastanawiała się, co zrobić po świętach z choinką w doniczce. Nie tylko Kasia ma dylemat – wyrzucić czy posadzić. Chętnie by drzewko zasadziła, tylko gdzie i jak, skoro mieszka w ścisłym centrum miasta. Od słowa do słowa, bez długich wahań, postanowiliśmy przeprowadzić zbiórkę choinek. Nazajutrz zamieściliśmy posta o akcji w portalu społecznościowym. Spontanicznie utworzona informacja o możliwości przekazania nam drzewka świątecznego i dania mu drugiego życia, tym razem w przestrzeni publicznej naszego miasta, wzbudziła nie lada zainteresowanie i otrzymaliśmy ponad 20 zgłoszeń. Dlaczego działaliśmy spontaniczne? Było dość późno jak na ogłaszanie tego typu akcji – 8 stycznia, już po święcie Trzech Króli. Wielu z nas ma w zwyczaju trzymanie choinki właśnie do tego dnia lub do kolędy. Nie służy też choinkom długie przebywanie w domu, więc czas naglił. Postanowiliśmy działać w duchu guerrilla gardening, czyli partyzantki ogrodniczej. Na urzędnicze procedury nie było miejsca. Tydzień po ogłoszeniu akcji przyszedł czas na zbiórkę. Los chciał, że akurat tego dnia nastąpiło załamanie pogody z opadami śniegu. W ciągu 2-godzinnej zbiórki dostarczono sześć drzewek. Śmiałkom serdecznie dziękujemy. Teraz przyszła kolej na sadzenie. Styczeń był wyjątkowo ciepły i prawie bezśnieżny, grunt nie zmrożony, więc można było sobie pozwolić na prace ogrodnicze. Zgodnie z zapowiedzią wybraliśmy miejsce w przestrzeni publicznej miasta – skwer w samym centrum wydał się odpowiedni. Nieprzypadkowo był to zdewastowany zieleniec pomiędzy ulicami Górnych Wałów i Chopina, tuż przy hali sportowej. W ten sposób, wywołując pewien dysonans z otoczeniem, chcieliśmy zwrócić uwagę na stan zieleni. Szybko sprawdziliśmy przebieg uzbrojenia

80

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

terenu, by nie trafić na kable czy rury. Potem już tylko “nieznani sprawcy” dokonali nasadzeń. Czym jest Partyzantka Ogrodnicza? Guerrilla Gardening to ruch oddolny, spontaniczny, który polega na zazielenianiu miasta. Jest reakcją na stale kurczącą się zieleń miejską. Nasadzenia prowadzone są na terenie, do którego ogrodnik nie ma praw własności lub zgody zarządcy. Tego rodzaju prace prowadzone są na ogół w miejscach publicznych – opuszczonych i zaniedbanych lub będących własnością prywatną, lecz noszących znamiona porzucenia przez właściciela. Partyzancko uprawiane tereny zielone są porządkowane, a następnie obsiewane lub obsadzane roślinami użytkowymi, jadalnymi lub ozdobnymi. Działania ogrodniczych partyzantów wynikają z różnych motywacji, na przykład z chęci przywrócenia zieleni na zdegradowanych, często poprzemysłowych terenach, czy z braku zgody na wszechobecność betonu i asfaltu. Bywają też motywacje czysto estetyczne, gdy celem jest upiększanie rabatkami zaniedbanych podwórek, skwerków czy porzuconych betonowych donic. Jest też motywacja społeczna, taka jak budowa wspólnoty i mobilizacja mieszkańców do działań wpływających na otaczającą przestrzeń. Na zakończenie chciałbym zaznaczyć, że akcja choinka jest kolejnym z zielonych działań stowarzyszenia OSOM. Wiosną razem z dzieciakami zasialiśmy w mieście zboże, a rok wcześniej razem z mieszkańcami sadziliśmy kwitnące krzewy na jednym z Szobiszowickich podwórek. Akcję choinka chcemy powtórzyć w kolejnym roku, tym razem jako w pełni zaplanowane działanie, tak więc zapraszamy do aktywnego współdziałania. Paweł Harlender

architekt krajobrazu, stowarzyszenie OSOM Gliwice, Ośrodek Studiów o Mieście


PRESTIÅ» MAGAZYN GLIWICKI

81


MOJE GLIWICE

AGNIESZKA BARON fot.: arch. prywatne

POWIEDZIAŁA MAGAZYNOWI PRESTIŻ GLIWICE

Najlepsza porada, jaką usłyszałaś? Na studiach. “Niech jutro będzie wczoraj”. Dało mi to motywację do tego, aby podkręcić tempo i skończyć dwa kierunki, zrobić kurs wizażu i pracować jednocześnie.

Gdybyś była prezydentem miasta przez jeden dzień, co byś zrobiła? Prezydent Baron to brzmi dumnie, ale nigdy nie miałam politycznych ambicji. Ograniczyłabym się do wypicia kawy i zwiedzania gmachu urzędu miejskiego, który był przecież kiedyś jednym z najlepszych hoteli na Górnym Śląsku.

Ulubione odkrycie w mieście? Rok temu jeden rejs Kanałem Gliwickim sprawił, że zobaczyłam miasto z zupełnie innej perspektywy.

Jaki budynek byś wybrała, gdybyś musiała przesiedzieć zamknięta w nim przez całą noc? Palmiarnia! Napisać, że lubię tu wracać to nic nie napisać. Tutaj odpoczywam i ładuję akumulatory, szczególnie zimą. Najwcześniejsze wspomnienie z Gliwic? To prawdopodobnie Radiostacja. Pamiętam, jak z dziadkami wieczorową porą przejeżdżaliśmy obok niej. Nie była wówczas tak dostojna i pięknie wyeksponowana jak dzisiaj. Dziadek opowiadał o tym, co się tutaj wydarzyło we wrześniu 1939 roku i wyraził obawę o przyszłość tego niemego świadka historii.

Ulubione miejsce na wieczornego drinka? Nieważne gdzie, ważne z kim. Największa ekstrawagancja? Zdaniem moich znajomych skok z wysokiego na kilkanaście metrów wiaduktu kolejowego w Pyskowicach w butach na obcasie. Dla nich ekstrawagancja, dla mnie wygoda. Po prostu lubię wysokości.

82

redaktor naczelna TV Imperium, zabrzanka zakochana w Gliwicach, początkująca majsterkowiczka Ostatni spektakl, jaki widziałaś? Musical w chorzowskim Teatrze Rozrywki “Młody Frankenstein”. Dobry scenariusz, świetna muzyka i aktorzy to przepis na udany wieczór. Jakie jest najlepsze miejsce do rozluźnienia się? Piwnica MDK-u przy Barlickiego, pracownia Centrum Inicjatyw Społecznych, która użycza swojej przestrzeni Warsztatowi Miejskiemu. Dzięki ekipie Warsztatu odkrywam w sobie nowe pokłady kreatywności i energii. Takie wiercenie, grawerowanie czy klejenie jest bardzo “odmóżdżające”, a efekt końcowy za każdym razem mnie zadziwia. Kto jest dla ciebie bohaterem? Była nim moja babcia. Nawet po ciężkiej pracy na polu, a później w domu, zawsze znalazła czas na to, aby się ze mną pobawić. Dla babci nie było rzeczy niemożliwych. W nocy wnuczkę ugryzł komar? W ruch szła maszyna i wnuczka na drugi dzień miała już piękny

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

baldachim. Gdybyś mogła kupić jakiś budynek w Gliwicach, który byś wybrała? Na szczycie mojej listy jest Stara Fabryka Drutu przy Dubois. Obiekt bym wyremontowała, to po pierwsze. Po drugie chciałabym, żeby żył na co dzień, a nie tylko od koncertu do koncertu.

Najlepsze danie, jakie jadłaś w gliwickim lokalu? Zdecydowanie będzie to kuchnia gruzińska/ormiańska. Chinkali czy chaczapuri to coś, czego nie mogę sobie odmówić. U Petrosa (bistro “Ormiańska”) goście czują się najedzeni, ale też dopieszczeni.

Najbardziej romantyczna rzecz, jaką ktoś dla ciebie zrobił? Romantyczne i nawet szalone było to, kiedy ciocia w dzieciństwie powtarzała mi, że powinnam zostać dziennikarką telewizyjną. To stwierdzenie wypierałam przez długi czas, ale przy pomocy kolejnego romantyka, mojego obecnego szefa, właściciela Telewizji Imperium, słowa cioci nabrały mocy i tak oto stało się. Pierwsza rzecz jaką robisz kiedy przyjeżdżasz do Gliwic? Uśmiecham się sama do siebie, że mam to szczęście, że robię to, co lubię. Zwiedzanie ciekawych miejsc, ale przede wszystkim rozmowy z fascynującymi ludźmi, którzy mieszkają tu, w Gliwicach. Jaką książkę kupiłaś ostatnio? Nie kupiłam, a dostałam książkę “Robótki na paluszkach” od mojej redakcyjnej koleżanki Basi Palewicz.


miejsca / prestiżowe miejsca, w których znajdziesz Prestiż magazyn gliwicki Jeżeli na liście nie ma Państwa firmy - prosimy o kontakt na adres: reklama@prestizgliwice.pl KAWIARNIE

SALONY SAMOCHODOWE

BOBO love, Bankowa 7, Cafe & Colla�on, pl. Inwalidów 5, Coffeina Cafe,

Auto Centrum Lellek Group, Portowa 2, BMW GANINEX Gazda Group,

Grodowa 18, Cukiernia Karmel, Zwycięstwa 41, Czekoladziarnia, Krupnicza 12,

Pszczyńska 322, Bracia Pietrzak, car detailing 360, Pszczyńska 192, Citroen

Kafo Kawiarnia, Wieczorka 14, Kawiarnia na Wyspie, Mikołowska 4a, Klapec

MAKROCAR, Toszecka 137a, Ford City Car, Dąbrowskiego 26, Ganinex Group

Lody Mistrzowskie, Wysoka 6, Klapec Lody Mistrzowskie / Łabędy, Strzelców

/ Fiat / Alfa Romeo, Pszczyńska 306, Her-Gum Mistubishi Motors, Myśliwska

Bytomskich 4, Lody Grycan / Europa Centralna, Pszczyńska 315, Minka cafe,

2, Zabrze, Honda Ha-Mol, Tarnogórska 114b, Keller Gliwice / Renault Dacia

Zawiszy Czarnego 22, Słodkie Życie, Zwycięstwa 38, So! Coffee, Zwycięstwa 10,

Hyundai, Daszyńskiego 546, Mad Mobil / Nissan Suzuki, Daszyńskiego 277,

Wyspa łakoci, Grodowa 6

Mercedes-Benz, Gliwicka 20, Pyskowice, Opel Wawrosz, Tarnogórska 188, Toyota JA’NOW’AN, Knurowska 8, Zabrze

RESTAURACJE/PUBY/KLUBY 4art Klub Muzyczny, Wieczorka 22, Art Sushi, Długosza 2, Bo Grill & Restaurant, Plebańska 5, Chaczapuri, Krupnicza, Chata Polaka, Kozielska 297, DESA gastro bar, Rynek 22, Dobra Kasza Nasza, Rynek 3, Dobry Zbeer, Górnych Wałów 30, Dworek u Hrabiego, Świętokrzyska 6, Gabriella, Łabędzka 39a, Gospoda Pod Wiązem, Dolnej Wsi 40, Hemingway Club, Rynek, Raciborska 2, La Perla Ristorante, Zygmunta Starego 23, Luminoso Restorante, Jasna 31, Magnes, Plebańska 9, Luzuj Krawat, Bednarska 11, Micha Zupa Bar, Barlickiego 15, Mihiderka, Kaczyniec 13, Mini Browar Majer, Studzienna 8, Orient Ekspres, Lutycka 27, Ormiańska, Zygmunta Starego 11A, Pałac Większyce, Kozielska 15, Większyce, Paris Paris Cafe Bistro, Krupnicza 19, Park Szwajcaria, Łabędzka 4f, Pataya, Bankowa 5, Pederoxe, Kozielska 135, PKP Pyszne Kurcze Pyszne, Jasnogórska 14a, Polsko Włoski Pasta-Expres, Dworcowa 26, Portowa, Portowa 4, Progress, Bojkowska 37 A, Przystanek Shausha, Sosnowa 2, Qchnia, Dworcowa 45, Sapori Divini Pizza, Górnych Wałów 22, Siedlisko, Łabędy, Jaracza 13, Stary Browar, Piwna 1b, Sushi Arigato, Wodna 5, Szamma, Krupnicza 1, Szynk na Winklu, Średnia 1, TITO TITO, Plebańska 7, Tra�oria la rus�ca, Daszyńskiego 540, Trzy Światy, Kilińskiego 14a, Wanilia, Aleja Korfantego 36, Wine Bar Lo�y, Zygmunta Starego 24 A HOTELE Hotel Arsenał, Gen. Zawadzkiego 68, Hotel Diament, Zwycięstwa 42, Hotel Malinowski, Portowa 4, Hotel Malinowski Economy, Karola Chodkiewicza 33, Hotel Mikulski, Dąbrowskiego 24, Hotel Modrzewiowy Dwór, Mazowiecka 44, Hotel Royal, Jana Matejki 10, Hotel Silvia Gold, Studzienna 8, Hotel Trzy Światy, Kilińskiego 14a, Zajazd Zodiak II, Tarnogórska 12 KLINIKI I GABINETY LEKARSKIE EuroMed stomatologia / ortopedia, Głowackiego 1, Akai Med Wielospecjalistyczne Centrum Medyczne, Tarnogórska 213, Arte Clinic - Stomatologia i Medycyna Estetyczna, Zygmunta Starego 31/1, Augmed Centrum Okulistyczne, Łabędzka 20d, Centrum Medyczne Chemiczna, Chemiczna 3, Centrum Medyczne BM Quality Med, Kozielska 141 d, Centrum Zdrowia i Urody Aleksandra, Zawiszy Czarnego 4a/1, Dental medicine, Czajki 5, Dentalclinic, Zawiszy Czarnego 5a, DecuMed, Bednarska 6A/3, Fizjofit Centrum Fizjoterapii, Szparagowa 19, Gabinet podologiczny, Zygmunta Starego 13/9, Gabinet podologiczny Elżbieta Jaworska, Wieczorka 22, Green Clinic, Jasnogórska 14, Klinika

SALONY FRYZJERSKIE I KOSMETYCZNE Abacosun, Bytomska 9, Alter Ego pracownia wizerunku, Zygmunta Starego 2, Bea, Zygmunta Starego 12, Bella Salon Fryzjerski, Jasna 31, Biarritz salon fryzjerski, Kochanowskiego 2, Bosko Kosmetologia Medyczna, Zygmunta Starego 31/2, Cosmo Center, Pszczyńska 12, Crazy Head, Ziemowita 8a, Depil Concept, Wrocławska 7, Embellir, Plebańska 8, Este�ca Studio Urody, Mikołowska 7, Este�ca Point / II p., Barlickiego 1, Farma Piękności, Zwycięstwa 44/1, Fryzjerstwo Łukasz Ludwig, Bytomska 11-13, Galatea Centrum Odnowy, Sztabu Powstańczego 6, Galatea Centrum Odnowy, Barlickiego 1, Glamour Day Spa, Kozielska 80, Idealnie Klinika Depilacji, Zygmunta Starego 10, Instytut Komfortu Fizycznego i Urody, Zygmunta Starego 24/a, Instytut Zdrowia i Urody Yasumi, Świętokrzyska 1c, Jakki, Dolnych Wałów 1, Joico Perfect Salon, Nowy Świat 3/1, Kemon, Krupnicza 10, Krzysztof Holewa Instytut Piękna, Mikołowska 7, Lucjan’s Barbershop, Wrocławska 15, Pres�ge, Mikołowska 11, Przystanek Uroda, Ks. Marcina Strzody 3, Salon Filomena, Daszyńskiego 34, Salon Fryzjerski Amalia, Chudoby 5, Salon TOMASZ, Chopina 7a, Sick Boy Barbershop, Toszecka 116B, Studio 11, Jasna 11, Studio Anna Jaremko, Pliszki 22, Studio fryzjerskie Figaro, Wyszyńskiego 12, Studio Fryzjerskie Kinga Napiórkowska, Młyńska 4, Studio Fryzur Bartosz Wolak, Zwycięstwa 49/7, Studio Fryzur Ekspresja, Chudoby 2, Studio Fryzur LUDWIG, Wysoka 6, Studio Fryzur LUDWIG, Zygmunta Starego 10, Studio Jata, Zwycięstwa 32, Trendy Hair Fashion, Krótka 2, Tu� Beauty, Zygmunta Starego 24/2, Vres Med, Studzienna 3/5, Wellness & Medical Ins�tute Victoria Day Spa Luxury, Rynek 3/2, Wilkosz Fryzjerstwo Męskie, Kościuszki 26, ELILAH, Fornalskiej 10, O Mały Włos, Fornalskiej 16, Revolu�on, Żwirki i Wigury 68 SALONY/SKLEPY/BUTIKI Ambiente Bou�que by Mackiewicz, Dworcowa 40, Concept Story, Plebańska 11, Design D10, Dunikowskiego 10, Domino Bu�k, Dworcowa 38, Galeria Wnętrz ReFroma, Pszczyńska 192, Halupczok Kuchnie i Wnętrza, Pszczyńska 192, Kaprys - firany / zasłony, Zwycięstwa 44, Komitywa, Wieczorka 14-16, Kwiaciarnia OLGA & TULI PAN, Studzienna 3/5, Polityka Stanika, Zygmunta Starego 29, Salon NAP, Zygmunta Starego 24, Sanimex Salon Łazienek i Mebli, Łabędzka 24, SixSilver jubiler, Zwycięstwa 1

Kosmetologii Natalia Sudoł, Gen. Berbeckiego 2, Klinika Medycyny Estetycznej INNE - Ikona City, Aleja Przyjaźni 7/1, Kosmo Dental Clinic, pl. Piłsudskiego 9, Laser

Biurowiec FLUOR, Wyszyńskiego 11, Biurowiec KOPERNIK, Toszecka 101, Bank

Skin Care, Nowy Świat 9b, Medical Dent Klinika Stomatologii Rodzinnej, Jasna

Spółdzielczy w Gliwicach, Dworcowa 41, Czary Mary Bawialnia, Pszczyńska

14a/64, Medicus, Lelewela 1/1, MKnails, Białej Bramy 12, Plombex, Raciborska

197, DigiFoto by Kura, Studzienna 3, Dom Pamięci Żydów Górnośląskich, Ks.

17, Poradnia Dietetyczna Dobra Forma, Częstochowska 1/3, Poradnia Psycho-

J. Poniatowskiego 14, Frudzia - Salon Pielęgnacji Zwierząt, Zygmunta Starego

logiczna PARTNER, Wieczorka 22, Radan-Med Przychodnia, Basztowa 3, Salus

12, Future Cars Transport, Daszyńskiego 144, Galeria Sztuki Maria Wójciak,

Poradnia Ortodontyczna, Powstańców Warszawy 3, Saw-Dental Gabinety

Rynek 15, Gizell - Salon Pielęgnacji Zwierząt, Fornalskiej 14 U-2, Gliwicki Klub

Stomatologiczne Rembrandt, Nowy Świat 9c/II, Serafin Clinic, Daszyńskiego

Sportowy „Piast” S.A., Okrzei 20, Gliwicki Teatr Miejski, Nowy Świat 55/57,

34, Stamina Centrum Terapeutyczne, Kilińskiego 6, Stomatologia Szewczyk,

Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna, Podstrefa Gliwice, Kino Amok,

Lekarska 2 KLUBY FITNESS

Dolnych Wałów 3, Lecznica weterynaryjna, Żwirki i Wigury 68, Ogólnopolskie Biuro Tłumaczeń, Wyszyńskiego 12/4, Pracownia Rzeczoznawcy Jubilerskiego,

Pszczyńska 44A, Profi-lingua, Szkoła Języków Obcych, Wyszyńskiego 12, Salon Akademia Zdrowego Wyglądu, Grodowa 7, Club Crea�ve, Kozielska 115, Cross ZPAP / C.H. ARENA, Aleja Jana Nowaka-Jeziorańskiego 1, Stacja Kontroli PoFit HellWood, Pszczyńska 197, Jasna Sport i Rekreacja, Jasna 31, Korty Tenijazdów Ponicki, Chorzowska 50d, Szkoła Języków Obcych Angmen, Wolności sowe Pol. Śląskiej, Akademicka 29, Open Sport, Górnych Wałów 29, Shausha Sport Club, Sosnowa 2, Squash Mania, Kozielska 33a,Stary Hangar Fitness & Wellness Club, Toruńska 1, Tenis Arena, Kozielska 33B, Time4Tenis, Knurowska

154, Zabrze, Szkoła Międzynarodowa, pl. Warszawski 6, Zabrze, Szyb Maciej, Zabrze, Srebrna 6, Willa Caro / Muzeum w Gliwicach, Dolnych Wałów 8a

6, Xtreme fitness, Żwirki i Wigury 66

PRESTIŻ MAGAZYN GLIWICKI

83


84

PRESTIÅ» MAGAZYN GLIWICKI

Prestiż | magazyn gliwicki | luty nr 2(12)2018  

Lokalny magazyn lifestylowy w Gliwicach

Prestiż | magazyn gliwicki | luty nr 2(12)2018  

Lokalny magazyn lifestylowy w Gliwicach

Advertisement