Issuu on Google+


praktyka } anzcyteroet logika deleuze’a.– próba demontazu

nr 5/2012


Praktyka Teoretyczna ISSN: 2081-8130 Pismo naukowe dostępne on-line, poświęcone filozofii polityki i krytycznym naukom społecznym Nr 5/2012 – Logika Deleuze’a – próba demontażu Redaktorzy numeru: Mateusz Falkowski, Anna Wojczyńska Tłumaczenia: Jakub Alejski, Kamila Grześkowiak, Mateusz Janik, Adrianna Koralewska,Agnieszka Kowalczyk, Ewa Majewska, Krystian Szadkowski, Dorota Szczepaniak, Bartosz Wiśniewski. Zespół Redakcyjny: Piotr Juskowiak, Mateusz Karolak, Agnieszka Kowalczyk, Wiktor Marzec, Kamil Piskała, Krystian Szadkowski (redaktor naczelny), Maciej Szlinder (sekretarz), Anna Wojczyńska. Współpraca: Luis Martínez Andrade, Joanna Bednarek, Ela Dajksler, Paweł Kaczmarski, Tomasz Leśniak, Piotr Kowzan, Piotr Kozak, Sławomir Królak, Maciej Mikulewicz, Jason Francis McGimsey, Piotr Płucienniczak, Michał Pospiszył, Mikołaj Ratajczak, Oskar Szwabowski, Rafał Zawisza, Agata Zysiak. Rada Naukowa Zygmunt Bauman (University of Leeds), Michael Hardt (Duke University), Leszek Koczanowicz (Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej), Tadeusz Kowalik (Instytut Nauk Ekonomicznych PAN), Wioletta Małgorzata Kowalska (Uniwersytet w Białymstoku), Matteo Pasquinelli (Queen Mary University of London), Ewa Rewers (Uniwersytet im. Adama Mickiewicza), Gigi Roggero (Universita di Bologna), Jan Sowa (Uniwersytet Jagielloński), Tomasz Szkudlarek (Uniwersytet Gdański), Jacek Tittenbrun (Uniwersytet im. Adama Mickiewicza), Alberto Toscano (Goldsmiths University of London), Kathi Weeks (Duke University), Anna Zeidler-Janiszewska (Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej). Korekta: Anna Wojczyńska Proofreading: Sarah Elipot, Tamir Halperin, Jason Francis McGimsey. Skład: Ela Dajksler Projekt okładki: Kira Pietrek

Wersją pierwotną (referencyjną) czasopisma jest wydanie on-line publikowane na stronie www.praktykateoretyczna.pl Wydawca Międzywydziałowa „Pracownia Pytań Granicznych” UAM Collegium Maius ul. Fredry 10 60-701 Poznań Tel. (061) 8294504 E-mail: ppguam@amu.edu.pl Adres Redakcji „Praktyka Teoretyczna” Międzywydziałowa „Pracownia Pytań Granicznych” UAM Collegium Maius ul. Fredry 10, 60-701 Poznań E-mail: praktyka.teoretyczna@gmail.com Poznań 2012


Spis treści:

Praktyka Teoretyczna Edytorial   7

Mateusz Falkowski  Jakub Tercz  Michał Gusin  Joanna Bednarek  Michał Herer  Andrzej Leder  Jacek Dobrowolski 

Logika Deleuze’a Wstęp - Czas Logiki sensu    13 Architektonika Logiki sensu Deleuze’a   17 Logika sensu: Deleuze’a wprowadzenie do psychoanalizy   33 Logika sensu – najbardziej lacanowska z książek Deleuze’a?   49 Od ontologii do etyki wydarzenia   69 Logika sensu, logika traumy. Uwagi do lektury Gilles’a Deleuze’a   83 Noologia radykalnej bezbożności (o Logice sensu Deleuze’a)   97 Résumès   106

VARIA Marksizm aleatoryczny G.M. Goshgarian  Wstępne uwagi o Sur la genèse   111 Louis Althusser  O genezie   117 Antropolgia neoliberalizmu Praktyka Teoretyczna  Wprowadzenie do dyskusji o historycznej antropologii faktycznie istniejącego neoliberalizmu   125 Loïc Wacquant  Trzy kroki w stronę antropologii   faktycznie istniejącego neoliberalizmu   129 Jan Sowa  An Unexpected Twist of Ideology.     Neoliberalism and the collapse of the Soviet Bloc   153 Meandry polityki klasowej Henri Lefebvre  Prawo do miasta   183 David Harvey  Stosunki klasowe, sprawiedliwość społeczna      i polityka różnicy   199 Joanna Bednarek  Praca biopolityczna i nowy skład klasowy                                                                                                                 (Pragnienie-produkcja i żywa praca 2 – Hardt i Negri)   233


RECENZJE Piotr Kowzan  Pierwszych pięć tysięcy lat długu Davida Graebera              (recenzja książki D. Graeber, Debt: The First 5000 Years,           New York 2011)   255 Maciej Szlinder  Zysk i zbrojenia (recenzja książki Ch. Harman,   Kapitalizm zombi: globalny kryzys i aktualność myśli Marksa,   tłum. H. Jankowska, Warszawa 2011)   267 Karol Templewicz  Czego uczy Strefa? (recenzja książki B. Buden,        Strefa przejścia. O końcu postkomunizmu,        tłum. M. Sutowski, Warszawa 2012)   279 Jadwiga Zimpel  Perspektywa roku namiotowych miast     (recenzja książki Coś, które nadchodzi. Architektura XXI wieku,     red. B. Świątkowska, Warszawa 2012)   289 Michał Pospiszyl  Teologia peryferii (recenzja książki L. Martinez Andrade,     Ameryka Łacińska Religia bez odkupienia. Teologia wyzwolenia i opór ludów Ameryki Łacińskiej wobec   kolonializmu i kapitalizmu, tłum. Z. M. Kowalewski,    Warszawa 2012)   301


7

anzpraktyka cyteroet 5/2012

Logika snu: sens i neoliberalizm W chwili pisania tego wstępu budzimy się po miesięcznej fieście związanej z piłkarskimi mistrzostwami UEFA Euro 2012, współorganizowanymi przez Polskę i Ukrainę. Czeka nas syndrom dnia poprzedniego w miastach pozbawionych podstawowej bazy mieszkaniowej i wystarczającej sieci instytucji opiekuńczych, za to z miliardowymi długami, drogim transportem publicznym, gettami kontenerowymi oraz straszącymi stadionami-widmami – pomnikami sportowej i kapitalistycznej euforii. Euro odsłoniło prawdziwe oblicze neoliberalnej polityki prowadzonej zgodnie przez władze wszystkich szczebli od lokalnego, przez narodowy, aż po globalny. Malejący udział płac w dochodzie narodowym, wskazujący na transfer bogactwa od biednych do bogatych, i wzmożony wyzysk to podstawowa cecha neoliberalnego kapitalizmu, której skutkiem jest nieodzowny rozrost sektora finansowego tworzącego alternatywny popyt, a w konsekwencji ogromny wzrost poziomu zadłużenia: zarówno publicznego, jak i prywatnego. Podnoszony w mediach lament nad tym ostatnim bez kwestionowania jego strukturalnych przyczyn i bez krytyki całego systemu wskazuje, że wciąż śnimy Blochowski sen nocny, nośnik ideologii kapitalizmu blokujący dostęp do świata zewnętrznego i uniemożliwiający skuteczną praktykę antykapitalistycznego oporu. Skromną próbą wyrwania się z tego kłopotliwego stanu jest niniejszy numer „Praktyki Teoretycznej”. Składają się na niego różnorodne artykuły oddające złożoność problemów targających wspólnym polem polityki, kultury i akademii. W pierwszej części znaleźć można teksty będące efektem wspólnej pracy interpretacyjnej dokonanej w trakcie sesji naukowej „Logika Deleuze’a”, która odbyła się 9 listopada 2011 roku na Uniwersytecie Warszawskim, zorganizowanej przez Orgię Myśli, Pracownię Filozofii Francuskiej Instytutu Filozofii UW oraz Wydawnictwo Naukowe PWN. Autorzy i autorki artykułów, odczytując dzieło Deleuze’a, podejmują się próby przerzucania pomostu między myślą francuskiego filozofa a psychoanalizą. Wykorzystują w tym celu pojęcia traumy czy fantazmatu, intuicje innych interpretatorów (np. Žižka), lecz nade wszystko – wskazówki samego autora Różnicy i powtórzenia. Spoglądają również na Logikę sensu jako ontologię niecielesnych wydarzeń, etykę opartą na imperatywie afirmacji świata jako stawania się oraz krytykę „tradycyjnego obrazu myśli”. Pozostałą, nie mniej ważną, część numeru tworzą teksty próbujące zrekonstruować logikę zgoła odmienną, choć w późniejszym okresie pisarstwa coraz bardziej zajmującą również samego Deleuze’a – tę wła-


anzpraktyka cyteroet 5/2012

8

ściwą funkcjonowaniu systemu kapitalistycznego, szczególnie w jego neoliberalnej formie. Tekst Loïca Wacquanta wraz z artykułem Jana Sowy mają zgodnie z założeniem „Praktyki Teoretycznej” inicjować debatę nad historyczną antropologią faktycznie istniejącego neoliberalizmu, problemem zyskującym na znaczeniu w dobie wątpliwego, napędzanego Euro „skoku modernizacyjnego” (więcej na temat debaty można przeczytać we wprowadzeniu do dyskusji wewnątrz numeru). Kwestię tę podejmiemy w kolejnych odsłonach naszego pisma, przede wszystkim w odniesieniu do realiów Europy Środkowo-Wschodniej, ze szczególnym uwzględnieniem Polski. Wacquant, w odróżnieniu od dominujących, ideologicznych podejść ekonomistycznych, ale także postfoucaultowskich badań urządzania, wskazuje na zmiany w obrębie państwa jako na podstawowy aspekt i czynnik neoliberalizacji. Jego działanie, oparte na ustanawianiu ogólnych zasad funkcjonowania instytucji społecznych oraz produkcji podmiotowości i stosunków społecznych, w sposób ciągły umożliwia i odtwarza logikę rynku, której podporządkowane są coraz to nowe sfery życia ludzkiego. Co istotne, przykładów omawianych procesów nie trzeba szukać poza granicami Polski. Sowa, przyjmując część argumentacji francuskiego socjologa, podejmuje próbę historycznego opisu neoliberalnej transformacji państw realnego socjalizmu. Pokazuje znaczenie rozległych operacji ideologicznych towarzyszących i umożliwiających zmianę gospodarki centralnie planowanej na rynkową. Inaczej niż Wacquant wskazuje także, że sposób, w jaki neoliberalizm wchodzi w relację z państwem, nie jest w gruncie rzeczy niczym nowym w historii kapitalizmu, gdyż zawsze był przecież podtrzymywany jego instytucjonalną kroplówką. Kapitał nie posiada własnej, immanentnej logiki, autonomicznych i niezależnych praw i nie jest wynikiem realizacji żadnej naturalnej tendencji rozwojowej. Z nieco innej strony kwestie ontologii historycznego stawania się kapitalizmu podejmował Louis Althusser, którego krótki tekst, będący próbką rozwijanej z czasem „teorii spotkania”, publikujemy wraz z komentarzem G. M. Goshgariana. Kapitalizm nie był wszak ani zawarty w zarodku w feudalizmie, ani też nie pozostaje z nim w relacji przyczynowości linearnej. To struktura względnie niezależnych genealogicznie elementów skutkuje powstaniem systemu kapitalistycznego. Ujęcie kapitalizmu w czasoprzestrzennym stawaniu się przez reprezentowany tu „materializm aleatoryczny”, znajduje dopełnienie w analizach zwracających uwagę na jego sytuacyjny i przestrzenny wymiar. Traktowane wspólnie czas i przestrzeń uzyskują należne sobie miejsce w epistemologii Davida Harveya, opartej na propagowanym przez szkockiego geografa materializmie historyczno-geograficznym. Sytuująca się


9

anzpraktyka cyteroet 5/2012

w opozycji do postmodernizmu perspektywa Harveya ma ambicje odzyskać pojęcia uniwersalności i sprawiedliwości społecznej, niezbędnych do politycznej mobilizacji w przededniu miejskiej rewolucji. Idea ta, przedstawiona po raz pierwszy w pismach Henriego Lefebvre’a (np. kanonicznym już Prawie do miasta), opiera się na jasnym przyznaniu, że prawo do miasta jest żądaniem klasowym i jako miejska rewolucja realizować się może wyłącznie w walce antykapitalistycznej. Podstawę rozumianej w ten sposób walki o wyzwolenie stanowi, jak za Hardtem i Negrim pisze Joanna Bednarek, „uwolniona”, autonomiczna praca. Zestawienie przez nią refleksji dwójki autorów Multitude z myślą Deleuze’a i Guattariego zamyka klamrą heterogeniczny zbiór idei składających się na niniejszy numer. Bloch obok snu nocnego opisał także jego dzienne przeciwieństwo, umożliwiające przeobrażenie i radykalną zmianę świata w kierunku wyzwolenia z nierówności i podziałów klasowych. Przedkładając czytelnikom nowy numer „Praktyki Teoretycznej”, opowiadamy się nie tylko przeciw neoliberalnemu koszmarowi, ale i za sukcesywnym wprowadzaniem w życie utopijnego i produktywnego marzenia łączącego wszystkie bez mała pomieszczone w nim teksty. Praktyka Teoretyczna Cytowanie: Logika snu: sens i neoliberalizm, „Praktyka Teoretyczna” nr 5/2012, http://www.praktykateoretyczna.pl/PT_nr5_2012_Logika_sensu/01. Edytorial.pdf (dostęp dzień miesiąc rok)


logika deleuze’a


}


Mateusz Falkowski

}

Czas Logiki sensu

Deleuze tak się ma do filozofów bezpośrednio go poprzedzających, jak Spinoza i Leibniz do Kartezjusza, a niemieccy idealiści do Kanta. Istota zarówno tej relacji, jak i tej odpowiedniości co najmniej kilkakrotnie staje się tematem rozważań w książce poświęconej Spinozie (Spinoza i problem ekspresji). Kartezjusz – w przypadku swoich dowodów na istnienie Boga, w przypadku teorii poznania – postępuje „za szybko” (jak powiada cytowany przez Deleuze’a Leibniz), toteż zawsze jedynie dochodzi do relatywnych ustaleń (nieskończona doskonałość jako stopniowalna własność; kryterium jasności i wyraźności). Postkartezjanie pragną tymczasem – „możliwie najwcześniej” (to ulubione sformułowanie Deleuze’a pochodzące z Traktatu o uzdrowieniu rozumu) – dotrzeć do pierwotnych fundamentów albo samej Natury. Jak widać, pewna zasadnicza skrupulatność (Leibniz i jego niechęć do wszelkich „skoków”, umiłowanie ciągłości) idzie w parze z wymogiem „możliwie najrychlejszego” porzucenia tego, co jedynie hipotetyczne (Spinoza). Filozofia postkartezjańska – niezależnie od wszystkich różnic dzielących Spinozę i Leibniza – zmierza zatem od tego, co względne, w stronę bezwzględnej zasady (nieskończone formy albo atrybuty jako wyrazy absolutnej natury Boga; idea adekwatna pozwalająca rozpoznać całkowitą „możliwość przedmiotu”, wszystkie kształtujące go siły bądź elementy genetyczne). Także w ramach niemieckiego idealizmu odsłonięcie absolutu oznacza zerwanie przede wszystkim z Kantowskim „relatywizmem”, filozofią opartą na „jak gdyby”, na analitycznej hipotezie, którą zastąpić ma syn-


anzpraktyka cyteroet 5/2012

14

tetyczna z natury, bo genetyczna zasada (to, co rzekomo dane, winno zostać najpierw skonstruowane). Ta sama idea swoistego „naturalizmu” jako „konstruktywizmu” przyświeca przedsięwzięciu Deleuze’a. Wobec fenomenologii i myśli egzystencjalnej, które na nowo postawiły kwestię pola transcendentalnego i źródeł sensu, autor Logiki sensu przyjmuje postawę krytycznego, to znaczy konsekwentnego kontynuatora, który swym poprzednikom mógłby zarzucić przede wszystkim „stronniczość”, najnowsze wcielenie względności. Nie byli oni bowiem w stanie rozpoznać pełnej neutralności sensu, jego niezależności od figur zdrowego rozsądku, zmysłu wspólnego, świadomości, osoby czy – mówiąc najogólniej – Człowieka. Uwolnić sens to wydać go na pastwę bezosobowej i preindywidualnej genezy w strukturze. Strukturalizm to Deleuzjański odpowiednik filozofii racji dostatecznej. Nie wydaje się, by kiedykolwiek zeń zrezygnował. Czas tak rozumianego strukturalizmu – mówił o tym w jednym z wywiadów sam Deleuze – chyba właśnie się kończy. Warto na moment wrócić do chwili, gdy Logika sensu jako jedna z kilku książek głosiła „dobrą nowinę”. Prezentowany numer „Praktyki Teoretycznej” stanowi plon i podsumowanie sesji naukowej „Logika Deleuze’a”, która odbyła się 9 listopada 2011 roku w Pałacu Tyszkiewiczów na Uniwersytecie Warszawskim, a którą wspólnie zorganizowali Orgia Myśli, Pracownia Filozofii Francuskiej Instytutu Filozofii UW oraz Wydawnictwo Naukowe PWN. Na temat statusu samej książki, osobliwej architektoniki Logiki sensu, „neostoickiej” etyki wydarzenia, bezbożnej noologii, relacjach z psychoanalizą piszą Michał Herer, Jakub Tercz, Jacek Dobrowolski, Andrzej Leder, Joanna Bednarek i Michał Gusin.

Mateusz Falkowski


15

anzpraktyka cyteroet 5/2012

Mateusz Falkowski – filozof, współtwórca Orgii Myśli (www.orgiamysli.pl), prezes Fundacji na Rzecz Myślenia im. Barbary Skargi. Dane adresowe: Al. KEN 83 m 25 02-777 Warszawa e-mail: mateusz.falkowski@barbaraskarga.org Cytowanie: M. Falkowski, Czas Logiki sensu, „Praktyka Teoretyczna” nr 5/2012, http://www.praktykateoretyczna.pl/PT_nr5_2012_Logika_sensu/02. Falkowski.pdf (dostęp dzień miesiąc rok)

Czas Logiki sensu


}


Jakub Tercz

Architektonika Logiki sensu Deleuze’a

}

W artykule przedstawiam specyficzną propozycję lektury Logiki sensu, którą – luźno nawiązując do filozofii Kanta – nazywam architektoniczną. Lektura architektoniczna polegać ma na jednoczesnej analizie teorii filozoficznej oraz formalnej konstrukcji dzieła. Chociaż technikę taką można próbować odnieść do wielu klasycznych już pozycji, to przypadek Logiki sensu okazuje się wyjątkowy – zasugerował ją bowiem sam autor, gdy każdy z trzydziestu czterech rozdziałów nazwał serią, pojęcie „serii” zaś uczynił kluczowym dla teorii. Logika jest więc celowo książką samozwrotną, co przekłada się między innymi na to, iż układ rozdziałów i akapitów, charakter pojęć filozoficznych, a nawet trudności z czytaniem znajdują uzasadnienie w treści. Ostatecznie okazuje się, że Logika sensu jest skonstruowana jak układanka czekająca na złożenie zgodnie z subiektywnymi pytaniami i problemami Czytelnika. Celowo nie przedstawiam żadnej konkretnej propozycji lektury, wykładam jedynie narzędzia do jej „obsługi”. W tym sensie artykuł stanowi prolegomena do właściwej lektury Logiki sensu. Słowa kluczowe: strukturalizm, serializm, sens, kombinatoryka, architektoniczna metoda czytania


anzpraktyka cyteroet 5/2012

18

W Krytyce czystego rozumu Kant definiował architektonikę jako „sztukę [tworzenia] systemów”1. Tak pojęta architektonika jest zdolnością i tendencją rozumu do ujmowania całości wiedzy w hierarchiczny system. Kant najpierw stawia fundament systemu w postaci form naoczności (czasu i przestrzeni), rozwija dzieło „w górę” ku kategoriom intelektu (predykatom wszystkich możliwych przedmiotów doświadczenia), w końcu wznosi się ku wieńczącemu gmach wiedzy (choćby miała to być wiedza metafizyczna) rozumowi wraz z jego trzema głównymi ideami (duszy, świata i najwyższej z nich – Boga). Co ważne, ta konstrukcja powstaje za sprawą samego rozumu, ze względu na jego skłonność do tworzenia zamkniętych systemów. Mamy więc w Krytyce czystego rozumu hierarchię, konstrukcję piętrową, ugruntowaną na zmysłach i kończącą się w niebie dialektyki. Teoria filozoficzna odbija się w organizacji samej książki – porządek wykładu jest paralelny względem systemu filozoficznego. Poszczególne elementy konstrukcji pojawiają się według ich hierarchii i w ściśle określonej kolejności. Zgodnie z podstawowym schematem Krytykę otwiera Estetyka jako teoria form naoczności, po niej następuje Analityka jako teoria kategorii intelektu, w końcu Dialektyka jako teoria rozumu tworzącego ideę. Podstawowa idea tego artykułu zasadza się na wyciągnięciu konsekwencji z relacji między konstrukcją Logiki sensu a prezentowaną przez nią teorią. Dzieło Deleuze’a z 1969 roku ma własną architektonikę i własną systemowość, przy czym jest to konstrukcja całkowicie różna od Kantowskiej. Stąd, chociaż inspiracja pochodzi od królewieckiego filozofa, to na wstępie konieczne jest wskazanie dwóch modyfikacji. Po pierwsze, uwalniam Kantowską definicję od jego pojęcia systemu jako apriorycznego porządku wprowadzanego przez rozum. Obcując z różnymi książkami, mamy bowiem do czynienia z różnymi systemami. Po drugie, otwieram architektonikę na konstrukcję książki, na to, jak została napisana. Inna jest konstrukcja Fenomenologii ducha Hegla – układ coraz szerszych kręgów bytu obejmowanych przez ducha wraz z lekturą liniową; inna Etyki Spinozy – układ wzajemnie do siebie odsyłających twierdzeń, aksjomatów, dowodów i wyjaśnień „wymuszających lekturę inną niż liniowa”. Lekturę Etyki należałoby połączyć z teorią boskiej substancji. Oczywiście przedmiotem zainteresowania Kanta, Hegla czy Spinozy nie była formalna strona przedstawianego wykładu. Niemniej zakładam 1  I. Kant, Krytyka czystego rozumu, tłum. i wstęp R. Ingarden, Kęty 2001, s. 506. Zob. też s. 409, 609. Temat konstrukcji, architektoniki rozumu w filozofii Kanta klarownie omawia E. Wyrębska, Idea metafizyki w filozofii Immanuela Kanta, „Diametros” 2010, nr 23, s. 162-181.

Jakub Tercz


anzpraktyka cyteroet 5/2012

19

tutaj, iż forma wykładu filozoficznego jest w pewien sposób związana z samą teorią. Być może przeceniam wartość tej relacji, niemniej poświęcenie kilku stron tekstu na podjęcie choćby próby refleksji, którą nazywam architektoniczną, nie wydaje się całkowicie bezcelowe. Podjęcie architektonicznej lektury Logiki sensu jest uzasadnione przez sam tekst książki. Otóż dzieło to składa się z trzydziestu czterech rozdziałów, z których każdy nosi tytuł Seria. „Seria” zaś jest jednym z pojęć stanowiących element teoretycznego wykładu Deleuze’a. Dwie z serii-rozdziałów mają nawet pojęcie serii w tytule: Seria szósta: o porządkowaniu w serie oraz Seria trzydziesta druga: o różnych rodzajach serii. Analiza architektoniczna Logiki sensu jest więc implicite sugerowana przez samego autora.

Zarys architektoniki Różnicy i powtórzenia Komentując Różnicę i powtórzenie Deleuze’a, dzieło o rok poprzedzające Logikę sensu, John Protevi przedstawił własną próbę analizy podobnej do tej, którą ze swojej strony nazywam architektoniczną2. Zgodnie z tą interpretacją w skład architektury Różnicy i powtórzenia wchodzi siedem podstawowych elementów, będących w istocie poszczególnymi punktami spisu treści: wstęp, pięć właściwych rozdziałów oraz wnioski zamykające książkę. Dla jasności wykładu warto przedstawić te elementy w taki sposób: Wstęp: Powtórzenie i różnica 1. Różnica w sobie 2. Powtórzenie dla siebie 3. Obraz myśli 4. Idealna synteza różnicy 5. Asymetryczna synteza bytu zmysłowego Zakończenie: Różnica i powtórzenie3. Protevi zauważa, iż tytuł książki strukturuje jej wewnętrzną organizację, „różnica” oraz „powtórzenie” określają nie tylko system filozoficzny, z którego zdaje sprawę teoria książki, ale sama książka jest zgodnie 2  J. Protevi, Preparing to Learn form Different and Repetirion, “Journal of Philosophy: a Cross-Disciplinary Inquiry” 2010, Vol. 5, No. 11, s. 34-45. 3  G. Deleuze, Różnica i powtórzenie, tłum. B. Banasiak, K. Matuszewski, wstęp B. Banasiak, Warszawa 1997, s. 437-441.

Architektonika Logiki sensu Deleuze’a


anzpraktyka cyteroet 5/2012

Każda książka, tak jak każdy byt i dziedzina bytu, posiada strukturę. Struktura dzieła strukturalnego, w przeciwieństwie do dzieł „zwykłych”, jest jawna, dzieło takie zdaje sprawę ze swoich potencjalności

20

z nimi zorganizowana. Nie tylko tytułowe pojęcia obecne we wstępie zostają powtórzone w zakończeniu: powtórzenie i różnica przechodzi w różnicę i powtórzenie. W mniej oczywisty sposób rozdział pierwszy zostaje powtórzony przez rozdział czwarty, zaś rozdział drugi przez piąty: różnica w sobie przechodzi w syntezę różnicy, tak jak powtórzenie dla siebie przechodzi w syntezę bytu zmysłowego. Bez pary pozostaje rozdział środkowy, Obraz myśli. Zgodnie z interpretacją Murphy’ego odpowiada on temu, co Deleuze w samej Różnicy i powtórzeniu opisał jako pustą formę czasu, wieczny powrót lub czystą cezurę czasową. Funkcja takiej cezury polega na przełamywaniu powtórzenia opartego na tożsamości w powtórzenie oparte na różnicy; cezura jest samą różnicą wyznaczającą dwie niesymetryczne strony dowolnej dziedziny. Rozdział Obraz myśli pełni funkcję takiej cezury w samej książce. I to właśnie widzimy w omawianym planie: zauważmy bowiem, że powtórzenia zachodzące w parach rozdziałów 1–4 oraz 2–5 nie są symetryczne: ogólnie rzecz biorąc, pierwsza połowa książki mówi o różnicy i powtórzeniu, druga połowa zaś o związanych z nimi syntezach. W końcu sama asymetryczność jest także elementem tytułu rozdziału piątego.

Dwa przykłady struktur (Leach i Lacan) Architektonika Logiki sensu jest jednak całkowicie inna od architektoniki Różnicy i powtórzenia. Przede wszystkim, Logika sensu jest dziełem strukturalnym w podwójnym znaczeniu. Po pierwsze, podobnie jak Różnica i powtórzenie, stanowi jedno z kanonicznych dzieł teorii późnego strukturalizmu, po drugie – czego brak w poprzedniej książce – jest napisana za pomocą technik strukturalnych (czego pierwszym symptomem jest określenie rozdziałów jako serii). Każda książka, tak jak każdy byt i dziedzina bytu, posiada strukturę. Struktura dzieła strukturalnego, w przeciwieństwie do dzieł „zwykłych”, jest jawna, dzieło takie zdaje sprawę ze swoich potencjalności4. Chociaż domyślamy się, że architektonika Logiki sensu ma charakter strukturalny, to nie rozumiemy jeszcze tego pojęcia. Stąd odpowiedź na pytanie „czym jest struktura?” okazuje się kluczowe przed podjęciem dalszych analiz. Omawiając myśl Lévi-Straussa, Edmund Leach wyjaśnia podstawowe zasady tworzenia struktury, wychodząc od przykładu świateł regulujących ruch samochodowy. Zgodnie z prawami ruchu drogowego światła wystę4  Zob. tegoż, Po czym rozpoznać strukturalizm?, tłum. S. Cichowicz, [w:] Drogi współczesnej filozofii, red. M. Siemek, Warszawa 1978, s. 315.

Jakub Tercz


anzpraktyka cyteroet 5/2012

21

pują w trzech kolorach: czerwonym, żółtym oraz zielonym. Każdy z nich ma właściwe sobie znaczenie: ‘stop’, ‘uwaga’ oraz ‘jedź’. Równoważność kolorów i ich znaczeń można przedstawić następująco: czerwony – żółty – zielony STOP – UWAGA – JEDŹ5. W klasycznej nomenklaturze strukturalistycznej, z której korzysta także Deleuze, pierwszą sekwencję nazywamy serią znaczącą (czerwony-żółty-zielony), drugą zaś serią znaczoną (STOP-UWAGA-JEDŹ). Dwie serie wzięte razem tworzą prostą strukturę. Pierwsza to obrazy graficzne, druga to pojęcia czy właśnie znaczenia obrazów. Wzięte osobno, kolory świateł oraz komendy są bezsensowne. Stąd widać, że sens ma charakter relacyjny i pojawia się dopiero, gdy wyróżnione i połączone zostaną dwie serie: światło czerwone jest sensowne o tyle, o ile towarzyszy mu znaczone „stop” i tak dalej. Następnie Leach wyróżnia realnie zachodzącą kolejność następowania po sobie świateł oraz ich wszystkie możliwe kombinacje. Dopiero ta operacja ukazuje bogactwo możliwości oferowanych przez analizę strukturalną. Po przedstawieniu listy kombinacji, wyróżnione wstępnie serie znacząca i znaczona okazują się tylko wstępnym etapem w opisie strukturalnym. Strukturę świateł drogowych Leach ujmuje w poniższej tabeli6: Stop Sekwencja rzeczywista

Inne możliwe sekwencje

Uwaga

Jedź

Czerwony

Żółty

Zielony

Czerwony

Zielony

Żółty

Żółty

Czerwony

Zielony

Żółty

Zielony

Czerwony

Zielony

Żółty

Czerwony

Zielony

Czerwony

Żółty

Zgodnie z językiem używanym przez Deleuze’a – głównie w Po czym rozpoznać strukturalizm? – faktycznie zachodząca sekwencja kolorów świateł to realność, znaczenie kolorów zgodne z zasadami ruchu drogowego to stosunek wyobrażeniowy, zaś wszystkie możliwe kombinacje kolorów – niezależnie od tego, czy mają one faktycznie miejsce – to 5  E. Leach, Lévi-Strauss, tłum. P. Niklewicz, Warszawa 1998, s. 37. 6  Zob. Tamże.

Architektonika Logiki sensu Deleuze’a


anzpraktyka cyteroet 5/2012

22

struktura7. Łatwo teraz zrozumieć, dlaczego dla określenia struktury Deleuze używa pojęcia wirtualności. Struktura jest wirtualna, ponieważ jest czymś, co jako możliwość rzeczywiście określa dany przedmiot. Należy przede wszystkim pamiętać, że Deleuzjańska struktura nie ma nic wspólnego z pojęciem szeroko rozumianej formy. Jest także niezależna od bytu rzeczywistego i wyobrażeniowego – sekwencja rzeczywista to po prostu jedna z sekwencji możliwych, ale możliwych rzeczywiście (choćby w czasie awarii). W końcu, każdy wiersz przedstawiający jedną z sekwencji to pojedyncza seria. Struktura świateł składa się więc z sześciu serii. Uzyskaliśmy ją, rozbudowując serię znaczącą. Na takiej samej zasadzie możemy jednak rozbudować serię znaczoną – uzyskamy w ten sposób strukturę znaczeń towarzyszących poszczególnym kolorom. Otrzymamy znów sześć serii przedstawiających różne sekwencje „stop – uwaga – jedź”. Mamy więc dwa zespoły serii – jedną bazującą na rzeczywistej sekwencji świateł, drugą na wyobrażeniowych znaczeniach; pełną strukturą byłby znów zbiór serii wszystkich możliwych kombinacji. Przykład struktury świateł drogowych poucza nas o strukturalnej technice kombinatoryki. Często przytaczanym przez Deleuze’a przykładem struktury jest Lacanowska interpretacja opowiadania Allana E. Poego Skradziony list8. Zgodnie z tą interpretacją wyróżnia się dwie serie, w których pięć postaci (król, królowa, minister, policja oraz detektyw) wchodzi w trzy kolejne relacje z tytułowym listem (nieznalezienie listu, zostawienie listu na widoku jako najlepsze ukrycie oraz znalezienie listu). Każdą z tych postaci można nazwać elementem funkcji, zaś relacje – samymi funkcjami. Naniesiona na tabelę Lacanowska struktura wygląda następująco: Seria 1

Seria 2

Król, który nie widzi listu (nie znajduje go)

Policja, która niczego u ministra nie znajduje

Królowa, która za najlepszą kryjówkę uważa zostawienie listu na widoku

Minister, który za najlepszą kryjówkę uważa zostawienie listu na widoku

Minister, który wszystko widzi i zabiera list

Dupin (detektyw), który wszystko widzi i zabiera list

7  Zob. G. Deleuze, Po czym rozpoznać..., s. 288-291. 8  Zob. tamże, s. 308-309; tegoż, Logika sensu, tłum. G. Wilczyński, Warszawa 2011, s. 64-65 oraz tegoż, Różnica i powtórzenie, s. 162 (przypis 19).

Jakub Tercz


23

anzpraktyka cyteroet 5/2012

Widzimy wyraźnie, w jaki sposób funkcje postaci pozostają stałe, zmieniają się zaś postaci. Ani elementy, ani ich funkcje nie posiadają sensu same w sobie: „sens wynika zawsze z kombinacji elementów, które same przez się nie są znaczące”9. Widzimy w końcu, że metoda wyróżniania serii u Lacana różni się od metody konstrukcji struktury świateł opisanej dydaktycznie przez Leacha. Nie tylko określenie serii znaczącej i znaczonej jest teraz co najmniej problematyczne, ale każdy szereg jednej serii wydaje się składać ze złożeń elementów znaczonych i znaczących. Postaci pełnią role elementów znaczących (obrazów, które nazwalibyśmy portretowymi), zaś funkcje byłyby ich elementami znaczonymi (pojęcia jako role, które mogą pełnić). Dlaczego by więc nie czytać tej struktury jako sześciu serii? Ujawnia się tutaj jedna z podstawowych cech serii – składa się ona z kolejnych serii. To, jakich dokonamy podziałów, zależy od tego, co nas interesuje, jaki stawiamy cel analizy, jakie zadajemy pytania, na jakie natrafiamy problemy. Jak podkreśla James Williams: „Zdania Logiki sensu […] powinny być czytane raczej jak pytania lub humorystyczne prowokacje niż ostateczne słowo na temat stanów rzeczy”10. W związku z tymi uwagami nie wolno ulec wrażeniu, że kiedykolwiek zna się ostateczne reguły tworzenia struktury. Reguły takie nie mogą być dane z góry, ponieważ bezpośrednio zależą od obranej dziedziny i celu analizy. Także przedstawiona wyżej technika stanowi tylko jeden z możliwych sposobów wyznaczania struktury. W strukturalnej analizie opowiadania Poego Deleuze’a interesuje jednak nie tyle konstruowanie struktury i kombinowanie ze sobą jej elementów, ile sam list, który pojawia się w każdej serii, zapewniając dynamikę struktury jako takiej. Zaginiony list to przykład sławnego Deleuzjańskiego przedmiotu paradoksalnego. Jakie są cechy charakterystyczne takiej paradoksalnej instancji? Nie przestaje ona krążyć w obiegu dwóch serii, zapewniając komunikację między nimi. Jest to instancja o podwójnym obliczu, obecna zarówno w serii znaczącej, jak i znaczonej. To lustro. A dodatkowo coś, co może być jednocześnie słowem i rzeczą, nazwą i przedmiotem, sensem i desygnatem, wyrażaniem i desygnowaniem. Zapewnia zbieżność obu serii, przez które przebiega, ale właśnie pod warunkiem, że pod jej wpływem będą się one bezustannie rozbiegały. Jej właściwością jest bycie stale przemieszczoną wobec samej siebie11. 9 Tegoż, Po czym rozpoznać..., s. 294. 10  J. Williams, Gilles Deleuze’s Logic of Sense: a Critical Introduction and Guide, Edinburgh 2008, s. 21. 11  Zob. G. Deleuze, Po czym rozpoznać..., s. 311-320 i tegoż, Logika sensu, s. 81-82.

Architektonika Logiki sensu Deleuze’a


anzpraktyka cyteroet 5/2012

24

Żadna prosta definicja nie wyczerpie skomplikowanych i wprawiających w zakłopotanie sposobów, w jakie Deleuze opisuje strukturalne paradoksalne instancje. Można jednak wyróżnić jedną ich cechę, która będzie pomocna zarówno w lekturze Logiki sensu, jak i w analizie architektonicznej. Otóż paradoksalny przedmiot krążący po strukturze można poznać po tym, że jest po prostu obecny w każdej z serii, chociaż nie daje się sprowadzić do szeregu jej elementów. Przykładowo, list nie jest po prostu rolą, którą przyjmują postaci, ale odniesieniem, dzięki któremu zarówno postać, jak i jej rola, mogą się dopiero pojawić. Innymi słowy, paradoksalny przedmiot strukturalny jest warunkiem sensowności struktury, „gwarantuje nadawanie sensu w obu tych seriach, znaczącej i znaczonej”12. Każda z postaci w przytoczonej strukturze Lacanowskiej może być zastąpiona przez jakąkolwiek inną, tak jak każda postać może przyjąć inną rolę. Postaci i ich role można ostatecznie usunąć, a przynajmniej poddawać kombinacjom i struktura jako taka nie ucierpi na tym. Jeżeli jednak usuniemy list, usuniemy samą strukturę; jeżeli zaś zastąpimy go innym elementem, zamienimy jedną strukturę na drugą. Najważniejszą rzeczą, o której poucza nas ten drugi przykład, jest każdorazowa konieczność podjęcia trudu odnalezienia w strukturze elementu, na którym się ona wspiera.

Pojęcia filozoficzne jako podstawowe jednostki strukturalne Deleuze przedstawiał filozofię jako dziedzinę tworzenia pojęć. Pojęcia filozoficzne są podstawowymi elementami zarówno książek filozoficznych, jak i ich struktur. Budując architektoniczną analizę Logiki sensu, a więc strukturalną lekturę dzieła strukturalnego, należy więc określić podstawowy zbiór pojęć, który w samej książce jest poddawany kombinatoryce. Znów konieczne jest jednak wcześniejsze przygotowanie: należy wyjaśnić, jak Deleuze rozumie pojęcia filozoficzne. Pomijając złożoną i wielopunktową analizę statusu pojęć oraz następujące po napisaniu Logiki sensu odejście Deleuze’a od nomenklatury strukturalnej, pojęcia są dla niego przede wszystkim pewnymi wielo12  Tamże, s. 82. Następujący fragment systematycznie streszcza podstawową funkcję serii, sensu oraz paradoksalnego przedmiotu: „W seriach bowiem każdy element ma sens jedynie ze względu na pozycję zajmowaną wobec wszystkich pozostałych elementów; przy czym ta względna pozycja sama zależy od pozycji absolutnej każdego z elementów wobec instancji = x, określonej jako nonsens, instancji, która krąży bez przerwy, przenikając serie na wskroś. Sens jest w istocie wytwarzany za sprawą tego właśnie obiegu jako sens, który odsyła do znaczącego, ale również jako sens odsyłający do znaczonego.” (tamże, s. 106).

Jakub Tercz


25

anzpraktyka cyteroet 5/2012

ściami. Składają się z elementów połączonych określonymi relacjami. W Co to jest filozofia? Deleuze i Guattari analizują w ten sposób między innymi konstrukcję Kartezjańskiego pojęcia cogito: Pojęcie to ma trzy składniki: wątpić, myśleć, być (z czego nie można wyciągnąć wniosku, że wszelkie pojęcie jest trojakie). Całkowite wypowiedzenie pojęcia jako wielości brzmi: „myślę, »więc« jestem”, lub pełniej: „ja, który wątpię, myślę, jestem, jestem więc rzeczą, która myśli”. […] Składniki pojawiają się tutaj jako czasowniki, ale nie jest to regułą, wystarczy, że są to zmiany13.

Analogiczną analizę możemy zastosować do każdego pojęcia filozoficznego. W języku strukturalistycznym pojęcie możemy ujmować jako realny byt, którego „całkowite wypowiedzenie jako wielości” jest strukturą, wirtualnością. Jasny powinien być także pragmatyczny element Deleuzjańskiej filozofii. Struktura pojęcia zdaje sprawę z tego, co możemy z pojęciem zrobić, do czego daje się ono użyć, a także ze związanymi z tym pojęciem pytaniami i problemami. Elementy pojęcia to jego funkcje i potencjalności. Problem z lekturą Logiki sensu może polegać na tym, że każde pojęcie filozoficzne składa się z innych pojęć, a wszystkie pojęcia razem wiążą się w jakiś sposób w gigantycznej strukturze. W efekcie próby odróżnienia funkcji pojęcia od samego pojęcia jako elementu funkcji mogą się udać tylko za cenę niekompletnego odczytania. Podobnie rzecz ma się z próbą podzielenia serii-rozdziałów Logiki sensu na znaczące i znaczone – próba taka jest po prostu jałowa. Gdy obierzemy za cel analizy – zgodnie z prywatnymi preferencjami – jedno pojęcie bazowe, wcześniej czy później złapiemy się na tym, że wertujemy w istocie całą książkę. Jak podkreśla James Williams, „Deleuze pisze w taki sposób, aby wszystkie serie pojęć i argumentów można było znaleźć w każdej innej serii, mniej lub bardziej wprost, mniej lub bardziej wyraźnie. Prezentuje filozofię radykalnego połączenia”14. Pojęcia Deleuzjańskie – wszystkie pojęcia filozoficzne w Logice sensu – posiadają dodatkową cechę, nieobecną w większości innych koncepcji filozoficznych. Widzieliśmy wcześniej, że sens jest efektem wejścia elementów w określoną relację. Ta zasada dotyczy także pojęć. Ich sens zmienia się w zależności od tego, który fragment książki poddajemy analizie. Pojęcia są więc nie tylko złożone z innych pojęć, ale sam ich sens pojawia się dopiero jako efekt kombinacji z innymi elementami. 13  G. Deleuze, F. Guattari, Co to jest filozofia?, tłum. P. Pieniążek, Gdańsk 2000, s. 32-33. 14  J. Williams, Gilles Deleuze’s Logic of Sense..., s. 15-16.

Architektonika Logiki sensu Deleuze’a

Struktura pojęcia zdaje sprawę z tego, co możemy z pojęciem zrobić, do czego daje się ono użyć, a także ze związanymi z tym pojęciem pytaniami i problemami. Elementy pojęcia to jego funkcje i potencjalności.


anzpraktyka cyteroet 5/2012

26

„Nadać pojęciom jak największą mobilność ich sensu”15 – głosi zasada, w myśl której została napisana Logika sensu. Deleuzjańskie pojęcia są intensywne, ponieważ z rozdziału na rozdział relacje, w które wchodzą, ulegają drobnym zmianom. Intensywność oznacza tutaj sposób, w jaki zmienia się sens pojęć w zależności od relacji, w które wchodzi pojęcie bazowe. Jasne staje się także twierdzenie, zgodnie z którym sensu zawsze jest za dużo16. W Logice sensu Deleuze nie przedstawił explicite teorii pojęcia filozoficznego. Nie oznacza to jednak, że lektura architektoniczna musi z konieczności opierać się w tym miejscu na późniejszych dziełach, chociaż, jak zostało przedstawione, jest to rozwiązanie wygodne. Otóż istnieje w Logice sensu pojęcie kluczowe dla teorii pojęcia filozoficznego – jest nim osobliwość. Tam, gdzie czytamy o osobliwości, możemy myśleć o pojęciu filozoficznym. W ten sposób łatwo rozumieć, dlaczego „struktura musi zawierać dwie dystrybucje punktów osobliwych, odpowiadające seriom wyjściowym”17. Już pojedyncze pojęcie potrzebuje przynajmniej dwóch serii. Samo pojęcie ujmiemy wtedy jako element znaczony, zaś jego zawartość (w postaci innych pojęć) jako serię znaczącą.

Próba wyznaczenia struktury Logiki sensu Serie-rozdziały Logiki sensu składają się zatem ze strukturalnych elementów, z pojęć filozoficznych. Każda seria-rozdział przedstawia pewien układ pojęć. Dla uproszczenia zachodzącą między nimi relację określmy wstępnie jako relację tożsamościową18. Czytając Logikę sensu, można wyróżnić przykładowo taką oto serię: Stawanie się jest wydarzeniem – wydarzenie jest sensem – sens jest paradoksalny

15  G. Deleuze, L’île déserte et autres textes, Paris 2002, s. 107. 16  Zob. tegoż, Po czym rozpoznać..., s. 294-295. 17 Tegoż, Logika sensu, s. 91. 18  Deleuze przestrzegał przed ujmowaniem elementów różnych serii jako tożsamych (zob. tegoż, Po czym rozpoznać..., s. 310). Tutaj upraszczam wykład dla uzyskania klarowności. Samej tożsamości nie traktuję jednocześnie jako logicznej relacji identyczności, ale jako „bycie jak”, „bycie podobnym do” lub, o czym piszę dalej, jako „jego sensem jest”. Skądinąd sam Deleuze w Logice sensu korzysta z czasownika „jest” dla określenia relacji zachodzących między sensem, płaszczyzną, wydarzeniem, strukturą i osobliwościami.

Jakub Tercz


anzpraktyka cyteroet 5/2012

27

To nasza seria wyjściowa. Mechanika strukturalnych konstrukcji pozwala na dokonywanie dwojakich zmian w seriach: zmian metonimicznych oraz metaforycznych19. Obydwa rodzaje zmian polegają na przesuwaniu elementów w strukturze. Przesunięcia metonimiczne dotyczą zmian w obrębie tej samej serii, zaś metaforyczne między seriami. Te drugie można traktować także jako metodę konstrukcji drugiej serii. Z powyższej serii możemy przykładowo skonstruować następującą serię: Sens jest wydarzeniem – stawanie się jest sensem – wydarzenie jest paradoksalne W ten sposób skonstruowaliśmy małą strukturę złożoną z dwóch serii. Wyczerpanie analizy strukturalnej polegałoby na przedstawieniu wszystkich możliwych kombinacji pojęć bazowych. Uzyskalibyśmy w ten sposób następującą, trzecią serię: wydarzenie jest wydarzeniem – sens jest sensem – stawanie się jest paradoksalne. Trzy serie ujęte w tabelę unaoczniają wygląd otrzymanej struktury. Seria 2

Seria 3

stawanie się jest wydarzeniem

Seria 1

sens jest wydarzeniem

wydarzenie jest wydarzeniem

wydarzenie jest sensem

stawanie się jest sensem

sens jest sensem

sens jest paradoksalny

wydarzenie jest paradoksalne

stawanie się jest paradoksalne

Taka jest podstawowa zasada konstrukcji Logiki sensu. Powyższe trzy serie można rozumieć jako schematy serii-rozdziałów omawianej książki. Każdy z rozdziałów na swój sposób dystrybuuje pojęcia wyjściowe. Tutaj, dla uproszczenia, przyjęte zostały trzy pojęcia i trzy funkcje, chociaż w samej książce jest ich kilkadziesiąt. Lekturę komplikuje jeszcze fakt, że Deleuze, chociaż przedstawił w teorii, to w praktyce jakby pomijał klasyczne rozróżnienie strukturalistyczne na „bycie funkcją” (miejscem, które ma zostać zajęte) i bycie „elementem funkcji” (tym, co zajmuje dane miejsce). Inna jest bowiem funkcja pierwszych i drugich członów każdego 19  Zob. Tamże.

Architektonika Logiki sensu Deleuze’a


anzpraktyka cyteroet 5/2012

28

„wiersza” powyższych serii: „jest wydarzeniem”, „jest sensem”, „jest paradoksalne” to miejsca bądź funkcje, które mogą być zajęte przez „stawanie się”, „wydarzenie” oraz „sens”. Pierwsze człony tworzą serię znaczącą, drugie znaczoną. Kombinatoryka – metoda pisania Logiki sensu – polega właśnie na tym, że te same elementy pojawiają się zarówno jako funkcje oraz jako elementy funkcji. W efekcie dokonanie odróżnienia jest problematyczne i co najwyżej lokalne (to, co z jakiegoś powodu uznamy za znaczące, może stać się znaczone, i odwrotnie). Ze względu na tę odwracalność możemy uzupełnić trzy powyższe serie o następne, w których paradoks staje się kolejno wydarzeniem oraz sensem. Gdy wyczerpiemy wszystkie możliwe kombinacje, skonstruujemy pełną strukturę – stosowana metoda zdaje sprawę ze szkicu architektoniki Logiki sensu. Wiemy już, że relacja zachodząca między funkcją i jej elementem to właśnie Deleuzjański sens. W powyższych przykładach „jest” można rozumieć jako „jego sensem jest”: sensem stawania się jest „wydarzenie”, sensem wydarzenia jest „sens”. Dotąd wszystko wydaje się jasne. Co jednak zrobić z wyrażeniami „sensem wydarzenia jest sens”, a w końcu „sensem sensu jest sens”? Tego rodzaju problemy – chociaż przedstawione przez Deleuze’a od innej strony – są w Logice sensu podejmowane. Nie ma tu miejsca na ich pełne omówienie. Zaznaczę tylko, że wyjaśnień dostarczają rozważania Deleuze’a nad dwoma odmianami paradoksów: po pierwsze, nad paradoksem nieskończonej regresji, po drugie, słów wyrażających swój własny sens20.

Próba lektury architektonicznej Podejdźmy do zagadnienia związku struktury i książki od jeszcze innej strony. Otóż zgodnie z tym, co zostało powiedziane, Deleuzjańska struktura nie ma nic wspólnego z formą; forma bytu jest czymś, co byt ten określa, co nadaje mu konkretny kształt, definiuje i określa istotę. Struktura niczego takiego nie robi, a przynajmniej nie robi tego z istoty. Struktura to jednak nie tylko sieć skombinowanych ze sobą elementów, ale także wszystkie pytania i problemy, które w związku z danym bytem możemy postawić21. Gdy więc czytamy Logikę sensu i natrafiamy na niezrozumiały akapit, na niejasne pojęcie, musimy przyjąć jego problematyczność. Warto znów podkreślić, że filozofia Deleuze’a od początku sytuuje się blisko pragmatyzmu, a nawet może być rozumiana jako pewna jego odmiana. 20  Zob. Tegoż, Logika sensu, s. 62, 103. 21  Zob. Tamże, s. 85-90, 151; tegoż, Po czym rozpoznać..., s. 306-307.

Jakub Tercz


anzpraktyka cyteroet 5/2012

29

Wytyczenie własnej serii, ze względu na własny problem, prowadzi do uniezależnienia omawianej książki od linearnej lektury od początku do końca. Świadczy o tym omówiony wyżej schemat konstrukcji serii-rozdziałów: nic nie uprzywilejowuje jednej relacji względem drugiej, nie istnieją aprioryczne kryteria wyróżniające dowolną serię w stosunku do pozostałych, sens każdego pojęcia jest rozrzucony po całym dziele. „Elementy, odmiany stosunków, punkty charakterystyczne [osobliwości] współistnieją w dziele lub w przedmiocie […] w taki sposób, że nie można wyznaczyć uprzywilejowanego wobec innych punktów widzenia, jakiegoś centrum, które mogłoby jednoczyć inne centra”22. Prawomocności takiego ujęcia sprzyja nie tylko teoria rozciągająca się na serie-rozdziały, ale także styl, którym Logika sensu została napisana. Ogólną cechą tego stylu jest specyficzna powściągliwość23. Książka pozbawiona jest tradycyjnego wstępu, który miękko wprowadzałby w całość dzieła, pozbawiona jest także zakończenia, które całość tę by podsumowywało. Deleuze nie zdradza swoich intencji, nigdzie nie pisze, co jest dla niego ważne, jak gdyby od początku pilnował sam siebie przed sugerowaniem czytelnikowi możliwych interpretacji. Otwierające Logikę sensu słowo wstępne, zajmujące niecałe dwie strony, z pewnością nie ułatwi nikomu lektury – jest pisane z pewnego rodzaju kurtuazyjną nonszalancją, podobnie zresztą jak wiele dalszych fragmentów. Podejmując lekturę, jesteśmy więc od razu wrzuceni w środek teorii, w której nie możemy się zlokalizować, dopóki nie sformułujemy własnych oczekiwań. To poczucie wrzucenia w środek teorii – jakby wejścia do sali w środku wykładu – powtarza się w Logice sensu wielokrotnie. Większość serii-rozdziałów zaczyna się właśnie w ten sposób, sprawiając wrażenie, jak gdyby tekst był nierówno wycięty z większej całości. W rozdziałach niejednokrotnie pojawiają się akapity niezwiązane z pozostałymi. Zakończenia rozdziałów zwykle nie są związane z początkiem następnego. Tylko częściową pomoc oferują tytuły serii-rozdziałów. Rozdziały otwiera zwykle tematyka całkiem z tytułem niezwiązana, przez co wydaje się, że pierwszy akapit do tego rozdziału nie należy, jak gdyby coś się pomieszało. Bardziej pomocny jest bogaty indeks zagadnień znajdujący się pod tytułem każdej serii-rozdziału. To on pomaga w odpowiedzi na pytanie: o czym my tu właściwie mówimy? Przykładowo, w Serii siedemnastej: o statycznej genezie logicznej Deleuze sugeruje w kontekście wyłaniania się powierzchni z głębi, iż „należałoby przeczytać wszystkie 22 Tegoż, Różnica i powtórzenie, s. 294. 23  Zob. tamże, s. 360.

Architektonika Logiki sensu Deleuze’a

Jesteśmy więc od razu wrzuceni w środek teorii, w której nie możemy się zlokalizować, dopóki nie sformułujemy własnych oczekiwań. To poczucie wrzucenia w środek teorii – jakby wejścia do sali w środku wykładu – powtarza się w Logice sensu wielokrotnie


anzpraktyka cyteroet 5/2012

Najadekwatniejszą metaforą jest tutaj perpetuum mobile. Jeżeli myśleć o tym dziele jak o strukturalnej maszynie, to jest to maszyna, której trybami są napędzające się wzajemnie pojęcia filozoficzne

30

przygody Alicji: jej kolejne zmniejszenia i wydłużenia, jej obsesje pokarmowe i związane z enurezą, jej spotkania z rozmaitymi seriami”24. Nic nie wskazuje, że w innym miejscu książki taka analiza została przedstawiona – wątek ten pojawia się natomiast pod koniec książki, w Serii trzydziestej trzeciej: o przygodach Alicji. Wszystkie te zabiegi stylistyczne wspierają twierdzenie, iż mamy do czynienia z puzzlami, które należy dopiero ułożyć. Pozostał ostatni element, który zgodnie z teorią Deleuze’a dopełnia strukturę: paradoksalny przedmiot strukturalny, który obecny jest we wszystkich seriach struktury. Wyżej podany został przykład listu Poego, który należy do każdej serii struktury i dzięki temu stanowi warunek sensowności wszystkich serii i struktury jako całości. Otóż w Logice sensu każde z obecnych w niej pojęć filozoficznych możemy kolejno rozumieć jako ten motor struktury, jak coś wprawiającego pozostałe elementy w ruch. Rozwijając Deleuzjańską nomenklaturę, moglibyśmy mówić wtedy o pojęciu = x. Wyznaczanie własnej linii lektury Logiki sensu byłoby wtedy krążeniem wokół pojęcia jako przedmiotu zgadywanki (jednego z określeń strukturalnej, paradoksalnej instancji)25. Jednocześnie to pojęcie = x staje się podmiotem naszej prywatnej struktury, naszej własnej lektury książki.

Zakończenie Na koniec warto porównać architektonikę Logiki sensu z zarysowaną na początku architektoniką Krytyki czystego rozumu. W przypadku Kantowskiego opus magnum mieliśmy do czynienia z hierarchiczną konstrukcją regulowaną przez tendencję rozumu do tworzenia stabilnych systemów, co znalazło odbicie w formie dzieła. Swoistym napędem teorii Kanta jest rozum, zwieńczający możliwą do wyobrażenia budowlę. Jest oczywiste, że Logika sensu zrywa z hierarchicznym porządkiem wykładu, otwiera się na lekturę nieliniową, nie gruntuje przedstawianej teorii na żadnym konkretnym elemencie – słowem, jej napędem, immanentnym podmiotem nie jest z pewnością rozum. Najadekwatniejszą metaforą jest tutaj perpetuum mobile26. Jeżeli myśleć o tym dziele jak o strukturalnej maszynie, to jest to maszyna, której trybami są napędzające się wzajemnie pojęcia filozoficzne, które raz wprawione w ruch 24 Tegoż, Logika sensu, s. 175. 25  Zob. Tegoż, Po czym rozpoznać..., s. 312. 26  Zob. Tegoż, Logika sensu, s. 101.

Jakub Tercz


31

anzpraktyka cyteroet 5/2012

określają się wzajemnie (generują sens), nie potrzebując zarazem żadnej „zewnętrznej stymulacji”, którą w filozofii Kanta pełni rozum. Innymi słowy, nie ma w Logice sensu nadrzędnej instancji, która ogarniałaby całość dzieła i teorii, nie zostaje powołane centrum czy szczyt, który określałby reguły dla pozostałych elementów. Architektoniczna próba analizy Logiki sensu ujawnia na samym końcu jeszcze jedną jej specyficzną cechę. Jeśli pozbawimy system w rodzaju Kantowskiego jednego z elementów, całość zwyczajnie runie. Nie możemy „wykasować” z Krytyki czystego rozumu żadnego z kluczowych elementów bez jednoczesnego zniszczenia całej misternej konstrukcji. Logika sensu jest z kolei odporna na gruntowne modyfikacje: nie tylko nie ma centrum, ale usunięcie jednego elementu nie zniszczy sensu pozostałych, co najwyżej zmniejszy się intensywność tego, co zostawimy. Intensywność Deleuzjańska, o ile szukać dla niej miary, może być liczona bogactwem potencjalnie możliwych relacji czekających na odnalezienie. Intensywność Logiki sensu rośnie wraz z określaniem nowych relacji między pojęciami.

Architektonika Logiki sensu Deleuze’a


anzpraktyka cyteroet 5/2012

32

Jakub Tercz (ur. 1986) w 2010 roku ukończył studia filozoficzne na Uniwersytecie Gdańskim. Obecnie doktorant w Zakładzie Historii Filozofii Współczesnej UW, gdzie przygotowuje pracę doktorską na temat filozofii Gilles’a Deleuze’a. Na Uniwersytecie Otwartym UW prowadzi kurs „Psychiatria i jej filozoficzne aspekty”. Dane adresowe: Instytut Filozofii UW Krakowskie Przedmieście 3 00-927 Warszawa e-mail: jakub.tercz@gmail.com Cytowanie: J. Tercz, Architektonika Logiki sensu Deleuze’a, „Praktyka Teoretyczna” nr 5/2012, http://www.praktykateoretyczna.pl/PT_nr5_2012_Logika_ sensu/03.Tercz.pdf (dostęp dzień miesiąc rok) Author: Jakub Tercz Title: Architectonics of Deleuze’s Logic of sense Summary: The article presents a specific proposal of reading the Logic of Sense, which – referring to the philosophy of Kant – I call architectural. Architectural reading consists in the simultaneous analysis of philosophical theory and the formal structure of the work. Although this technique may be referred to a number of classic works, Logic’s case appears to be unique, as suggested by the author when he names each of the 34 chapters ‘series’ as a pivotal concept for the theory. Therefore Logic is deliberately self-reflexive, which means that the structure of chapters and paragraphs, the nature of philosophical concepts, and even the difficulty in reading are justified by contents. Finally, it appears that Logic is constructed as a puzzle waiting to be solved in accordance with subjective questions and problems of the reader. I intentionally do not present any particular proposal of reading, I merely try to provide a ‘strategy’. In this sens, the article is a prolegomena to the proper reading of the Logic of Sense. Key words: structuralism, serialism, sens, combinatorics, architectural method of reading

Jakub Tercz


Michal/ Gusin

Logika sensu: Deleuze’a wprowadzenie do psychoanalizy

}

Gilles Deleuze znany jest jako filozof, który podjął głęboką debatę z psychoanalizą. Debata ta nie da się zredukować wyłącznie do krytyki, bowiem myślenie i pisanie Deleuze’a dokonuje się w przestrzeni niejednorodnej i wielowymiarowej. W Logice sensu freudowski projekt wzbogacony i przekształcony przez Melanie Klein czy Jacques’a Lacana służy do wskazania metafizycznej potencjalności psychoanalitycznych konceptów. Określając psychoanalizę jako „naukę o wydarzeniach”, Deleuze nie traktuje jej doktrynalnie, ale tworzy sieć powiązań pomiędzy rozmaitymi seriami psychoanalitycznych wglądów. W artykule próbuję pokazać, w jaki sposób Deleuze określa wprowadzenie do debaty z psychoanalizą. Kluczową koncepcją dla tego wprowadzenia jest termin „fantazmat”, który nawiązuje także do tradycji filozoficznej. Słowa kluczowe: psychoanaliza, fantazmat, seria, wydarzenie


anzpraktyka cyteroet 5/2012

34

Ciekawe, że to nie ja wyprowadziłem Feliksa z psychoanalizy, tylko on mnie. Gilles Deleuze W nocie do włoskiego wydania Logiki sensu z 1976 roku Deleuze pisze: Co się nie udało w Logice sensu? Oczywiście, nosi ona jeszcze znamiona autentycznej życzliwości i poczucia winy wobec psychoanalizy. Moim jedynym wytłumaczeniem byłoby to, że próbowałem w sposób nieśmiały unieszkodliwić psychoanalizę, przedstawić ją jako sztukę powierzchni, która zajmuje się wydarzeniami jako jednostkami powierzchniowymi (Edyp nie jest niegodziwcem, ma tylko dobre intencje…). Koncepty psychoanalityczne pozostały nietknęte, a Melanie Klein i Freud potraktowani z respektem. A teraz? Niestety, nie mogę mówić wyłącznie we własnym imieniu, ponieważ wszystko, co stało się od Logiki sensu, pozostaje zależne od mojego spotkania z Feliksem Guattarim, od mojej z nim pracy, tego, co robimy razem […]. Anty-Edyp nie jest już ani wysokością, ani głębią, ani powierzchnią. Tu wszystko się wydarza, dzieje się – intensywności, wielości, wydarzenia – na pewnego rodzaju ciele sferycznym czy cylindrycznym obrazie: ciele bez organów1.

Słowa te, napisane po siedmiu latach od wydania Logique du sens, świadczą o przynajmniej trzech sprawach. Po pierwsze, psychoanaliza w tej książce ujmowana jest jako teoria pełna użytecznych pojęć, schematów i konceptów, które mogą być rozwijane na planie filozoficznym – potwierdzają to liczne cytaty i odwołania do Freuda, Lacana, Klein, ale także Pontalisa czy Leclaire’a. Odwołania te mają charakter pokojowy – w tym sensie fundamenty koncepcji Freuda pozostały nietknięte – w odróżnieniu od odwołań występujących w Anty-Edypie, które mają charakter subwersywny, a czasami wręcz wojenny, i prowadzą do zastąpienia psychoanalizy schizoanalizą. Po drugie, sojusz z psychoanalizą w wymiarze teoretycznym według rozważań z Logiki sensu jest nie tylko możliwy, ale i wskazany, stąd poczucie winy wobec psychoanalizy, której filozoficzna albo metafizyczna potencjalność ciągle nie została zaktualizowana. Można by pomyśleć, iż życzliwość Deleuze’a wobec psychoanalizy jest symetryczną figurą wobec „życzliwości” Lacana dla filozofii i podobnie zanika na początku lat siedemdziesiątych. Anty-Edyp stanowi jeden z kilku momentów w dwudziestowiecznej filozofii francuskiej, w których następuje odwrót od metafizycznej potencjalności 1  G. Deleuze, Note pour l’edition italienne de Logique du sens, [w:] tegoż, Deux regimes de fous, Paris 2003, s. 60.

Michal/ Gusin


35

anzpraktyka cyteroet 5/2012

psychoanalizy, ale także, co zdaje się mniej rozpoznane, wpisuje się w drogę prowadzącą Lacana ku anty-filozofii. Po trzecie, aktywne działanie w polu teorii psychoanalitycznej polega na unieszkodliwieniu jej, przedstawieniu jako „sztuki powierzchni”. Oznacza to, że dokonująca się praca na poziomie pojęciowym, na poziomie potencjalności, zapoznaje groźny czy złowrogi charakter psychoanalizy, jej wymiar „polityczny” demaskowany w Anty-Edypie. Logika sensu, jak zobaczymy, przekształca psychoanalizę w teorię fantazmatów, a w pewnym sensie także w fantazmatyczną teorię, co później zostanie określone jako nieśmiała próba unieszkodliwienia, która się nie powiodła. Komentarz napisany z perspektywy współpracy z Guattarim, w trakcie jej największej intensywności, wskazywać może na swego rodzaju rozczarowanie spowodowane zbytnią bliskością projektu Logiki sensu i psychoanalizy. W takiej też perspektywie można by powiedzieć, że jest to książka, która „zatrąca niemiło Freudem”2. Problem, jak się wydaje, leży jednak w tym, iż przynależąc do „etapu przejściowego” Deleuze’a, zawiera w sobie elementy nigdy później nierozwijane. A jednocześnie idealnie wpisuje się w serie jego wcześniejszych książek. W wielu bowiem aspektach stanowi dopełnienie bądź uzupełnienie Różnicy i powtórzenia. W znaczeniu uzupełnienia stanowi próbę realizacji książki filozoficznej, która nawiązuje do technik pokrewnych „na przykład teatrowi czy filmowi” – zamiast rozdziałów mamy wzajemnie implikujące się serie, w całościowym horyzoncie książki eksplikujące, ażeby w recepcji czytelniczej wyrazić complicatio3. Historia filozofii, będąc medium, w którym komunikacja między seriami znajduje wyraz, opowiada się na nowo. Tak jak w książkach poświęconych Nietzschemu, Kantowi czy Spinozie. Ale też inaczej – sobowtór jest w pełni uprzedni w stosunku do myśliciela, nie jest jego pasożytem, ale duchem odkupicielem z chaosu, życiem podwojonym, a na mocy complicatio „unieskończonionym”. Uzupełnienie oznacza więc zapewnienie ciągłości tworzącego się dzieła: uznany historyk filozofii publikuje książkę par 2  W anglojęzycznym wydaniu słowa z przedmowy “ce live est un essai de roman logique et psychanalytique” zostały przetłumaczone jako “This book is an attempt to develop a logical and psychological novel”. Pomyłka ta stanowi swego rodzaju świadectwo recepcji Deleuze’a jako zagorzałego wroga psychoanalizy. 3  „Trójca komplikacja-eksplikacja-implikacja zdaje sprawę z całego systemu, to znaczy z chaosu, który wszystko zawiera, z dywergentnych serii, które się zeń wyłaniają i doń powracają […]. Każda seria eksplikuje się lub rozwija tylko w swojej różnicy z innymi seriami, jakie implikuje i jakie ją implikują, jakie zwija i jakie ją zwijają – w tym chaosie, który wszystko komplikuje.” – G. Deleuze, Różnica i powtórzenie, tłum. B. Banasiak, K. Matuszewski, Warszawa 1998, s. 185.

Logika sensu: Deleuze’a wprowadzenie do psychoanalizy

Logika sensu, jak zobaczymy, przekształca psychoanalizę w teorię fantazmatów, a w pewnym sensie także w fantazmatyczną teorię, co później zostanie określone jako nieśmiała próba unieszkodliwienia, która się nie powiodła


anzpraktyka cyteroet 5/2012

36

excellence filozoficzną, którą jest Różnica i powtórzenie, aby uzupełnić przejście od historii filozofii do filozofii samej tym, co zwie się logiką sensu. Nazwa jest samym przedmiotem: logika określa (minimalny) zespół reguł i prawideł, na mocy których myśli i wypowiedzi są komunikowalne, tworzą więc sens wspólny; logika sensu to sensu powtórzenie, w którym na nowo skonfrontowani jesteśmy z sytuacją poprzedzającą narodziny myśli. Ale Logika sensu jest też dopełnieniem Różnicy i powtórzenia, tak jak dopełnieniem zbioru jest wszystko, co do niego nie należy. Powtarzające się motywy obu książek realizują inne kierunki, stanowią przykład syntezy dysjunktywnej. Motyw psychoanalizy, bądź co bądź odgrywający fundamentalną rolę w książce bezpośrednio następującj po Logice sensu, stanowi przykład afiliacji filozoficznej. I Różnica…, i Logika… są zauważone przez Lacana, który w seminarium XVI, zachęcając swoich słuchaczy do lektury obydwu prac, odnotował: przez sam swój tytuł Różnica i powtórzenie wykazuje powiązania z moim dyskursem, o czym jej autor z pewnością dobrze wie. Dlatego też byłem mile zaskczony, znajdując na półce książkę, która daje nam jeszcze więcej – zaskoczony tym bardziej, że kiedy ostatnio go widziałem, nic mi o niej nie wspominał – i nazywa się Logika sensu. […] warto zauważyć, że miał szczęście, mogąc poświęcić czas na wyartykułowanie i zgromadzenie w jednym tekście nie tylko tego, co w istocie głosił mój dyskurs – a nie ma wątpliwości, że dyskurs ten jest w centrum jego książek, skoro przyznaje, że Seminarium o Skradzionym o liście tworzy pewnego rodzaju warunek wstępny, definiuje próg – ale także [na wyartykułowanie] tego, co według mnie wzbogaca mój dyskurs4.

Ta uwaga pochodząca od samego mistrza dobrze pokazuje kierunek, w którym Deleuze zmierzał pod koniec lat sześćdziesiątych. Logika sensu w znaczeniu dopełnienia będzie także (a może przede wszystkim) wprowadzeniem do psychoanalizy. Przy czym wprowadzenie ma tu charakter wieloznaczny. Z jednej strony daje około-strukturalistyczną wykładnię psychoanalizy, czyli powtarza w teoretycznie skondensowanej formie drogę Lacana z połowy lat pięćdziesiątych, z drugiej redefiniuje strukturalizm przez odwołania do psychoanalizy, i to redefiniuje w sposób krytyczny. Tak jak Heidegger postulował wprowadzenie do metafizyki jako jej ponowne przemyślenie (w medium historii filozofii), tak Deleuze proponuje powtórzenie strukturalistycznego momentu psychoanalizy („Ta książka jest próbą powieści logicznej i psychoana4  J. Lacan, Le Séminaire, Livre XVI: D’un autre à l’autre (1968-69), Paris 2006, s. 218.

Michal/ Gusin


37

anzpraktyka cyteroet 5/2012

litycznej zarazem.”5). Ten moment strukturalistyczny nie jest jednak tożsamy ze źródłowym Lacanowskim „powrotem do Freuda”. Idzie tu raczej o swoistą potencjalność zawartą w procesie fantazmatu albo wydarzenia. Sama psychoanaliza ma być „nauką o wydarzeniu”, i to właśnie wokół niego konstytuować się będzie Deleuzjański gest wobec dziedzictwa Freuda. Deleuze jest jednocześnie profanem, doskonale psychoanalizie obcym, niewiernym, który niemniej pozostaje jej przychylny. Jak powie już po publikacji Anty-Edypa: „nie byłem obciążony ani odpowiedzialnością psychoanalityka, ani poczuciem winy i różnymi innymi uwarunkowaniami związanymi ze statusem pacjenta”6, co pozwalało mu na pracę pojęciową „w dodatku w fazie zalążkowej”. I na tym etapie jest Logika… – opracowuje psychoanalityczne koncepty (Edyp, kastracja, ciało jako mnogość stref erogennych itd.), które przeplatają się w koncepcji wydarzenia. Teoretyczny projekt psychoanalizy rozumiany jest jako opracowywanie genezy znaczeń, które konstytuują się wokół różnych zdarzeń w życiu podmiotu, w szczególności zdarzeń traumatycznych podlegających procesowi wyparcia. W takim też najogólniejszym znaczeniu Deleuze pisze, iż psychoanaliza „jest nauką o wydarzeniach, pod warunkiem, że nie traktujemy wydarzenia jako czegoś, czego sens należy odnaleźć i wydobyć” (282). Wydarzenie jest pojawieniem się sensu będącego granicą, powierzchnią rozdzielającą, dystansem między zdaniem a stanem rzeczy, do którego się ono odnosi – wydarzenie jest sensem samym „pod warunkiem, że nie myli się wydarzenia z jego czaso-przestrzenną realizacją” (43). Wiąże się to z kolejną charakterystyką: jako nauka psychoanaliza odtworzyć ma logikę czy też porządek, w jakim rzeczywiste zdarzenia podmiotu stają się dla niego zdarzeniami znaczącymi: „Praca analizy […] polega na umożliwieniu dotarcia do tego nieświadomego porządku reprezentacji ‘wypartych’, ażeby odtworzyć jego logikę, odkryć za każdym razem jego osobliwą/jednostkową [singulier] spoistość”7. Deleuze’a jako filozofa interesuje oczywiście nie praktyka (klinika), ale możliwość określenia samego aktu myślenia, czasownika „myśleć”, będącego osobliwością, wokół której konstytuuje się Ja (zob. 160), za pomocą teorii psychoanalitycznej.

5  G. Deleuze, Logika sensu, tłum. G. Wilczyński, Warszawa 2011, s. 14. Dalej cytaty z tego wydania lokalizuję, podając numer strony w nawiasie. 6  G. Deleuze, Negocjacje: 1972-1990, tłum. M. Herer, Wrocław 2005, s. 26. 7  S. Leclaire, Psychanalyser, Paris 1968, s. 58.

Logika sensu: Deleuze’a wprowadzenie do psychoanalizy


anzpraktyka cyteroet 5/2012

38

Fantazmat psychoanalizy W ukonstytuowanej wersji psychoanalizy oddziaływanie słowa na ciało, tego, co językowe, na to, co somatyczne, przyjmie postać dualnej artykulacji popędu: afektu i przedstawienia/wyobrażenia [Vorstellung]. Dualność tę wyjaśnić można względnie łatwo, jako kumulację i/lub rozładowanie napięcia na poziomie cielesnym (odczucie przykrości i/lub rozkoszy) oraz towarzyszące temu wspomnienie bądź wyobrażenie. Wyobrażenie może reprezentować się na płaszczyźnie somatycznej, czego najlepszym przykładem były objawy histeryczne, w których ciało zachowuje się wbrew nauce anatomii; i odwrotnie – pobudzenie cielesne (przyjemność/przykrość) może reprezentować się czy też „wyczerpywać” w wyobrażeniu. Freud wokół tej dualności sklasyfikuje cechy dystynktywne nerwicy, psychozy i obsesji (fobii). Psychoanaliza nigdy nie mogła wyrzec się owej dwoistości, a mówiąc jeszcze inaczej: psychoanaliza zredukowana wyłącznie do praktyki dyskursywnej, wyłącznie do mówienia, nie jest psychoanalizą – język, mowa i mówienie występują w ścisłym związku z afektywnym stanem wypowiadającego podmiotu. Psychoanaliza jako nauka, nawet jeśli jest to tylko nauka w stanie powstawania, quasi-nauka czy też projekt nauki o nieświadomości, będzie miała na celu wyjaśnienie tej podwójnej artykulacji mówiącego ciała. W tym znaczeniu wszelkie teoretyczne toposy psychoanalizy zostają wypracowane na gruncie materiału terapeutycznego. Podmiot znaczącego, czyli podmiot wypowiadający (mówiący) występuje w szczególnym związku z podmiotem jouissance, czyli podmiotem doznającym (przyjemności/bólu). Ten pierwszy odpowiada Freudowskiej artykulacji na poziomie wyobrażenia/przedstawienia, ten drugi – afektu. Dla Deleuze’a, któremu chodzi nie tyle o podmiotowość i subiektywność, ile o procesy je wytwarzające, ważne będą te konstrukcje psychoanalizy, które niczym rozważania stoików o ciałach i efektach, pokazują wzajemne oddziaływanie czy przenikanie się owych stref pękniętego podmiotu. Odwoływał się więc będzie zarówno do Lacana, jak i Melanie Klein. Na poziomie konceptualnym fantazmat będzie stanowić konstrukcję najbliższą wydarzeniu (seria 30, 282-285). W Słowniku psychoanalizy Laplanche’a i Pontalisa, do którego Logika… wielokrotnie się odwołuje, fantazmat w najogólniejszym znaczeniu określany jest jako wyobrażony scenariusz, w którym „podmiot, w sposób mniej lub bardziej zniekształcony przez procesy obronne przedstawia spełnienie jakiegoś pragnienia”8. Psychoanaliza odkrywa leżącą u podłoża 8  J. Laplanche, J.B. Pontalis, Słownik psychoanalizy, tłum. E. Modzelewska, E. Wojciechowska, Warszawa 1996, s. 52.

Michal/ Gusin


39

anzpraktyka cyteroet 5/2012

wszelkich fantazmatów formę uniwersalną w postaci fantazmatu pierwotnego. Najlepszym i zarazem najbardziej adekwatnym przykładem dla Deleuzjańskiego wprowadzenia może być analiza Człowieka-Wilka i Człowieka-Szczura wraz z późniejszymi komentarzami. Odniesienia do nich pojawiają się w Logice sensu kilkakrotnie, ilustrując samą koncepcję fantazmatu oraz metodę serialną. Jeśli chodzi o analizę Człowieka-Szczura9, szczególnie interesujący jest dla Deleuze’a komentarz Lacana. Powołuje się na niego w serii szóstej, popełniając przy tym zabawną czynność pomyłkową: „Weźmy jego [Lacana] komentarz do człowieka od wilków, wykazujący istnienie serii w nieświadomości […] i wskazujący na szczególną rolę, jaką w obu seriach odgrywa element »długu«” (67). Człowiek-Wilk (albo „człowiek od wilków”, jak funkcjonuje to w języku francuskim) zastąpił Człowieka-Szczura. W Lacanowskim opracowaniu ważne jest także to, co zostanie przetworzone w koncepcję fantazmatu: w sercu doświadczenia analitycznego istnieje coś, co powinno właściwie nazywać się mitem, mitem jako dokładnie tym, co może być zdefiniowane jako nadające formułę dyskursywną temu, co nie może być przekazane w definicji prawdy […]. Mówienie nie może uchwycić tego momentu dostępu do prawdy jako prawdy obiektywnej, może go wyrazić tylko w sposób mityczny10.

Psychoanaliza jako teoria oparta na praktyce, sztuka w średniowiecznym znaczeniu sztuk wyzwolonych [arts libéraux] udostępnia coś, co nie daje się zobiektywizować w postaci formuł nauki i wyraża się w postaci mitycznej. Lacan nazwie to „indywidualnym mitem nerwicy” jako swoistą inscenizacją, mitycznym pejzażem, w którym podmiot rekonstruuje własną historię. I nie jest to historia obiektywna, ale za to sensowna, pełna różnego rodzaju elementów odgrywających szczególną rolę w życiu podmiotu. W psychoanalizie jako technice chodzi o ich wyodrębnienie, wyodrębnienie ich układów, serii rozumianej jako szereg elementów wzajemnie do siebie odsyłających za sprawą czegoś, co jest w stosunku do nich całkowicie heterogeniczne. W wypadku Człowieka-Szczura była to seria zapoczątkowana opowieścią o chińskiej torturze, opowieścią, która stanowiła katalizator dla czynności natrętnych, z powodu których Ernest Lanzer zgłosił się do Freuda, a jednocześnie punkt zbieżności, wokół którego organizować się będzie relacja do zmarłego ojca i ukochanej kobiety. Analiza tego przypadku polega na uporządkowaniu 9  Z. Freud, Uwagi na temat pewnego przypadku nerwicy natręctw, [w:] tegoż, Charakter a erotyka, tłum. R. Reszke, D. Rogalski, Warszawa 1996, s. 23-83. 10  J. Lacan, Le mythe individuel du névrosé, Paris 1956, s. 322.

Logika sensu: Deleuze’a wprowadzenie do psychoanalizy


anzpraktyka cyteroet 5/2012

40

występujących tu ciągów znaczeniowych, serii wzajemnie się wywołujących i rezonujących (seria synowska i seria ojcowska). W Lacanowskiej analizie człowieka od szczurów występuje na przykład seria ojca, która bardzo wcześnie pobudza dziecko i należy do historii rodzinnej (dług – przyjaciel – kobieta bogata – kobieta biedna), a także seria o tych samych elementach, ale zamaskowanych i przesuniętych, którą podmiot sam odnajduje później już na własną rękę (gdzie dług gra rolę przedmiotu = x, który wprawia w rezonans obie serie) (303). Analizowany i opisany przez Freuda przypadek Siergieja Pankiejewa stanowi wzorcowy przykład tego, w jaki sposób zdarzenie z historii podmiotu staje się wydarzeniem w znaczeniu Deleuze’a. Co więcej, dekadę później, w drugim tomie Kapitalizmu i schizofrenii, napisanym wspólnie z Guattarim, znajduje się ostatni tekst poświęcony wprost psychoanalizie, który jest swego rodzaju trawestacją psychoanalitycznych rozważań nad historią Człowieka-Wilka. Dla Freuda analiza zaprezentowana w Z historii nerwicy dziecięcej stanowiła ważną aplikację już opracowanej teorii i mocny dowód skuteczności metody interpretacji psychoanalitycznej. Pacjent nazwany Człowiekiem-Wilkiem, po wielu bezowocnych próbach leczenia u ówczesnych lekarzy, zwrócił się do twórcy psychoanalizy w nadziei na pomoc. Freud odnalazł źródło jego aktualnych zaburzeń w historii dzieciństwa. Stosując metody opracowane w Objaśnianiu marzeń sennych i biorąc poprawkę na zniekształcenia pamięci obejmującej wspomnienia i przeżycia z dzieciństwa analizanta, zrekonstruował źródłowe doświadczenie, które naznaczyło w sposób retroaktywny rzeczywistość psychiczną Człowieka-Wilka. Kluczowe jest marzenie senne, za sprawą którego Pankiejew nabył psychoanalityczny kryptonim Człowieka-Wilka. Jego treścią jawną jest obraz wilków siedzących na drzewie i intensywnie wpatrujących się w śniącego. Analityczna interpretacja tego snu doprowadziła do odkrycia „sceny pierwotnej”, którą w tym wypadku był akt seksualny rodziców a tergo – Człowiek-Wilk jako półtoraroczne dziecko był świadkiem tej sceny uzyskującej znaczenie za sprawą mechanizmu naznaczenia wstecznego. Naturalne wydaje się pytanie o ontologiczny status owego zdarzenia: czy rzeczywiście miało miejsce, czy też jest konstrukcją analityczną oraz pewnym scenariuszem, w którym jak w soczewce skupia się charakter psychoanalitycznego projektu teoretycznego. W Logice sensu, w której chodzi o pokazanie genezy wydarzenia jako bytu metafizycznego, transcendentalnego i topologicznego jednocześnie, Freudowska analiza odgrywa rolę przykładu wyjściowego. Gdy Deleuze charakteryzuje fantazmat jako to, co nie reprezentuje ani działania, ani

Michal/ Gusin


41

anzpraktyka cyteroet 5/2012

doznania, ale „wynik działania i doznania”, równocześnie uchyla rozróżnienie pomiędzy wyobrażonym a rzeczywistym stanem rzeczy jako substancją wydarzenia. Freud także zmniejszył wagę tego rozróżnienia („sam chciałbym wiedzieć, czy scena pierwotna była fantazją, czy realnym przeżyciem mego pacjenta, ale biorąc pod uwagę inne podobne przypadki, należy stwierdzić, że rozstrzygnięcie tej kwestii nie jest właściwie aż tak bardzo ważne”11) – i właśnie to sprawia, że psychoanaliza rozpoznaje proces tworzenia się fantazmatów jako zakorzenionych w rzeczywistej historii podmiotu, ale na nowo ową historię przetwarzających (naznaczenie wsteczne) czy zakrzywiających. Stanowią przeto coś w rodzaju powierzchni, na której zostają zarejestrowane zdarzenia: powierzchni łączącej i rozdzielającej ową wewnętrzność podmiotu, jego mityczno-metafizyczną subiektywność i stronę zewnętrzną, czyli asymetrycznie mityczno-fizyczną obiektywność. I ze względu na ten „dwustronny” charakter w fantazmacie dokonuje się przejście od przeżycia psychicznego (pseudo-przyczyna, zdarzenie wyjściowe) do struktury logicznej (efekt, artykulacja językowa, interpretacja analityczna) i odwrotnie: następuje ustrukturowanie wrażeń poprzez ich „rejestrację” na powierzchni. W terminologii Freudowskiej proces ten nazywa się naznaczeniem wstecznym. Podlega mu nie tyle całe traumatyczne przeżycie, ale te jego elementy, które nie mogły zostać w pełni wprowadzone do kontekstu znaczeniowego przeżywającego podmiotu (obserwacja aktu seksualnego rodziców). Wraz z pojawieniem się zdarzeń umożliwiających stworzenie kontekstu dla tych nieogarniętych elementów następuje retroaktywne opracowanie całości traumatycznego zdarzenia. Uprzywilejowanym polem tego procesu jest seksualność, ze względu na charakterystyczną dla niej zmienność w czasie. Innymi słowy: w fantazmacie jako „rejestracji wydarzenia” dokonuje się dysjunktywna synteza – przeszłe zdarzenie rozwidla się na ciągi znaczeniowe, które aktywizują się w zależności od siły pobudzenia (interpretacja analityczna jako pobudzenie) występującej w teraźniejszości. Późniejszy zarzut wobec psychoanalizy polegał będzie m.in. na tym, że jej model teoretyczny oparty jest na redukowaniu owych ciągów, na blokowaniu siły „produkcyjnej nieświadomości” realizującej się w fantazmacie sprowadzonym stale do tego samego (Edyp, ojciec, kastracja). Pisząc Logikę sensu, Deleuze korzysta z tropów psychoanalitycznych celem zużytkowania ich we własnej koncepcji metafizycznej. Użytek taki jest możliwy, gdyż Deleuze postrzega psychoanalityczne konstrukcje jako metafizyczne potencjalności. Analityczne pojęcie fantazmatu 11  Z. Freud, Dwie nerwice dziecięce, tłum. R. Reszke, Warszawa 1996, s. 175.

Logika sensu: Deleuze’a wprowadzenie do psychoanalizy

Pisząc Logikę sensu, Deleuze korzysta z tropów psychoanalitycznych celem zużytkowania ich we własnej koncepcji metafizycznej. Użytek taki jest możliwy, gdyż Deleuze postrzega psychoanalityczne konstrukcje jako metafizyczne potencjalności


anzpraktyka cyteroet 5/2012

42

posłużyć może zilustrowaniu serializmu, tego, co nazwane zostało porządkowaniem w serie [mise en serie], jako pewnej metafizyki strukturalizmu. W serii piątej zostaje określony paradoks polegający na regresji w nieskończoność, występujący w samym akcie nazywania: ażeby zdefiniować daną nazwę, potrzebuję nazwy, która wymaga definicji, i tak ad infinium. Zważywszy na wagę rozróżnienia podstawowego (seria 3, 30-39) czterech wymiarów zdania jako elementu systemu językowego (wskazywanie, manifestowanie, znaczenie i sens) można powiedzieć, że sens wypowiedzi stając się przedmiotem wypowiedzi kolejnej, multiplikuje się bez końca. Sytuacja ta znana jest zarówno w logice, gdzie próbowali ją zażegnać Russell czy w inny sposób Wittgenstein, jak i w życiu codziennym, co w odwróconej wersji ilustruje Lewis Carroll, opisując spotkanie Alicji z Białym Rycerzem, który zapowiada tytuł piosenki (53). Deleuze rozważa seryjną postać owego regresu w serii szóstej pod kątem tego, jak powoduje on podwojenie albo rozdwojenie samej serii typu n1, n2, n3, n4….: „forma seryjna z konieczności powstaje wszędzie tam, gdzie pojawiają się co najmniej dwie równoczesne serie” (62). Występuje tu seria terminów definiujących i terminów zdefiniowanych, przebiegająca nazwy: n4 desygnuje n3, które desygnuje n2, które desygnuje n1, oraz n1 desygnowane przez n2, które desygnowane jest przez n3, które desygnowane jest przez n4. Wydawać by się mogło, że obie serie są wymienne, ze względu jednak na to, że w pierwszej serii każdy termin desygnuje sens następnego, a w drugiej jest desygnowany przez kolejny, mamy do czynienia z relacją, która nie jest symetryczna: A jest w relacji z B wtedy, gdy B oznacza sens A, co nie jest równoważne temu, że A oznacza sens B, czyli że B jest w relacji z A. Jak zauważa James Williams we wprowadzeniu do Logiki sensu: U Deleuze’a relacje nie są symetryczne ani przechodnie. W momencie, gdy przechodzimy do drugiego elementu relacji, pierwszy zostaje przez owo przejście zmieniony. Gdy mówię, że ‘warczenie’ znaczy ‘złość’, to ‘złość’ desygnuje znaczenie ‘warczenia’, ale gdy powiem, że ‘złość’ znaczy ‘wściekłość’, wówczas ‘wściekłość’ desygnuje znaczenie ‘złości’, która nie jest już tym, co desygnuje znaczenie ‘warczenia’, ale specyficznym znaczeniem desygnowanym przez ‘wściekłość’12.

Powoduje to, że nie tylko znaczenie i sens stanowią niedające się ograniczyć pole do definiowania (i interpretowania), ale także samo definiowanie i oznaczanie rozkładają się w serie: „Ład serii jest więc w istocie wieloseryjny” (63). Regres jako źródło wszelkich paradoksów albo „arcy12  J. Williams, Gilles Deleuze’s Logic of Sense: a Critical Introduction and Guide, Edinburgh 2009, s. 185.

Michal/ Gusin


43

anzpraktyka cyteroet 5/2012

paradoks” (62) nie polega wyłącznie na ucieczce w nieskończoność tropionego sensu (interpretacja psychoanalityczna sceny pierwotnej), ale przede wszystkim na tym, że elementy serii wytwarzają nową serię, której prawo funkcjonowania jest nieredukowalne do prawa pierwszej serii: W istocie owe dwie heterogeniczne serie mogą być określane na rozmaite sposoby. Może być to seria wydarzeń i seria rzeczy, w których wydarzenia te się urzeczywistniają bądź też nie, seria złożona z desygnujących zdań bądź i seria desygnowanych przez nie rzeczy […]. Rozróżnienia te są bez znaczenia […]. Ważniejsze jest to, że można konstruować obie serie w postaci na pozór jednorodnej (63).

Ilustruje to psychoanaliza jako teoria fantazmatów. Fantazmat w odróżnieniu od takich obiektów psychoanalizy, jak marzenia senne, czynności pomyłkowe czy symptomy chorobowe, które powstają niezależnie od woli podmiotu, wyłaniając się niejako z głębi i stanowiąc przedmiot myślenia, jest współtworzony przez podmiot, wyprowadza albo przekształca wewnętrzność, niedostępną głębię w zewnętrzne otoczenie i jest już myśleniem (a nie tym, co do pomyślenia i w efekcie do zinterpretowania). Jak pisze Deleuze, fantazmat jest wyjątkowo ruchliwy, a więc „swobodnie przemierza dystans dzielący różne systemy psychiczne”, a także przemieszcza się w swoim rozwoju diachronicznym: może na nowo opracować własny początek, „wchłonąć w siebie własne źródło” (290). W takim znaczeniu stanowi środowisko [milieu] dla rozwarstwiającej się serii, to, co zapewnia jej szczególną jednorodność. Ujmując rzecz jeszcze inaczej, jeśli w wypadku marzenia sennego rozwarstwienie serii polega literalnie na odchyleniu pomiędzy samym przeżyciem snu (stan rzeczy) a jego artykulacją językową, pozostaje ona w tym znaczeniu niejednorodna – u Lacana będzie to problem realnego w stosunku do symbolicznego, ale też kwestia wspomnianej różnicy pomiędzy podmiotem afektu a podmiotem przedstawienia – spojenie zaś, tylko asymptotyczne (jako proces nieskończony), dokonuje się w procesie interpretacji zapewniającym pozorną jednorodność (marzenie senne jako spełnienie pragnienia, którego poszukuje interpretacja). Proces interpretacji zaś polega na ustalaniu korespondencji w serii artykulacji językowej rozwarstwiającej się pomiędzy treść jawną marzenia sennego a treść ukrytą, między serią znaczących a serią znaczonych. Tym, co stanowi warunek możliwości ich korespondencji, jest paradoksalna instancja pustej przegródki, to, czego brakuje na jego miejscu, czemu brakuje własnej tożsamości, brakuje podobieństwa do siebie samego i własnego źródła pochodzenia (68). W słowniku psychoanalitycznym jest to fallus („Nie musimy tu przypominać charakterystycznych właściwości fallusa, wyodrębnionych przez Lacana w jego słynnych pracach”

Logika sensu: Deleuze’a wprowadzenie do psychoanalizy


anzpraktyka cyteroet 5/2012

Jak więc mamy rozumieć sformułowanie, że „psychoanaliza w ogóle jest nauką o wydarzeniach”? O jakim rodzaju nauki jest tutaj mowa? Na odpowiedź składają się trzy elementy

44

– 303), znaczące pragnienia, ale także to, co pozwala wyobrażać sobie jakąkolwiek reprezentację, jakiekolwiek przedstawienie. Mamy więc serię zbieżną, której granica jest ewokowana w interpretacji (przykład interpretacji dużej części marzeń sennych w Objaśnianiu marzeń sennych), mamy serię, która rozwarstwia się na co najmniej dwie serie albo zbiegające do tej samej granicy, albo do różnych granic, albo wreszcie rozbieżne. „Fantazmat, przynajmniej w chwili swych narodzin, nie jest niczym innym, jak tylko wewnętrznym rezonansem między dwiema niezależnymi seriami seksualnymi, o ile rezonans ten przygotowuje nadejście wydarzenia i zapowiada jego ujęcie” (304). Mowa tu o seriach seksualnych (oralnej, pregenitalnej i edypalnej), ponieważ wraz z seksualnością, czyli wyodrębnieniem się popędów seksualnych z całej masy sił (aktywnych i reaktywnych), w oddziaływanie których podmiot jest uwikłany, „zaczyna się seria, albowiem forma seryjna jest formą organizacji powierzchni” (298). W jakim sensie rezonans między seriami przygotowuje nadejście wydarzenia? Przykładem może być seria obrazów, wspomnień, słów, znaków, symptomów czy czegokolwiek innego, wchodząca w komunikację z inną serią i wywołująca doznanie cielesne. Ich wzajemne oddziaływanie staje się początkiem wyobrażonego scenariusza, o ile owo doznanie niezależnie od intensywności będzie czymś, co podmiot będzie starał się odtworzyć, co będzie jego jednostkowym albo osobliwym wydarzeniem. To oddziaływanie, ten rezonans jest niczym innym, jak tylko momentem, w którym podmiot doświadcza sensu jako przebłysku, jako tego, co jest poza-bytem i trwaniem jednocześnie, jest „owym minimum bytu, które odpowiada wszystkiemu, co trwa. W tym właśnie znaczeniu stanowi »wydarzenie«” (43). Nie chodzi tu tylko o konotacje seksualne – doznaniem cielesnym jest również myśl, myślenie jako takie: powierzchnia fizyczna i powierzchnia metafizyczna w fantazmacie właśnie dlatego w siebie przechodzą (zob. 278): „Wzór fantazmatu jest następujący: od seksualnej pary do myśli, za pośrednictwem kastracji”. Fantazmat jest myśleniem samym, zapowiadającym wydarzenie-sens i tworzącym przestrzeń (teatralną scenę) dla jego ujęcia: psychoanalityczny podmiot znaczącego i podmiot jouissance krzyżują się. Jak więc mamy rozumieć sformułowanie, że „psychoanaliza w ogóle jest nauką o wydarzeniach”? O jakim rodzaju nauki jest tutaj mowa? Na odpowiedź składają się trzy elementy. Po pierwsze, nie będąc psychoanalitykiem, Deleuze nie przejmował się „wiernością” doktrynie – na kartach Logiki sensu swobodnie kontaminował terminy pochodzące od Lacana i od Klein – ani, co z tym związane, z jej wymiarem praktycznym. Psychoanaliza to w jego ujęciu pewien zestaw narzędzi, które można stosować w projekcie logiki sensu, czyli przy określaniu problemu genezy

Michal/ Gusin


45

anzpraktyka cyteroet 5/2012

myślenia w szerokim sensie; można za ich pośrednictwem ilustrować działanie metody serialnej i jej odpowiedniość dla logiki sensu. Na takim poziomie byłoby to postawienie „metodologicznego problemu” koncepcji. Dlatego też Lacan mógł odnaleźć swój dyskurs w narracji Deleuze’a. Dodajmy, że dyskurs miniony – czyli usłyszeć własne echo. W kontekście historycznym warto zauważyć, że druga połowa lat sześćdziesiątych to przejście Lacana od „pierwszego klasycyzmu” do drugiego, a więc postawienie na nowo kwestii „naukowości” psychoanalizy13. Po drugie, „nauka o wydarzeniach” to wynalazek stoików, którzy przeformułowali platońską episteme albo nawet dokonali „odwrócenia platonizmu”, co w obrazowy sposób opisane zostało w serii osiemnastej. Platoński problem, który dotyczył będzie także rozumienia fundamentalnego pojęcia psychoanalizy, polega na określeniu zasięgu Idei: czym jest to, co w Idei nie uczestniczy, co nie jest przez nią reprezentowane – to pytanie o symulakrum. W tradycji filozoficznej jest to problem pozoru, złudzenia, nonsensu, ale też, ujmując rzecz w kategoriach przestrzennych, problem rozróżnienia wnętrza i zewnętrza, głębi i wysokości. Stoicy są w odczytaniu Deleuze’a tymi, którzy „ujawniają” mroczną głębię i oślepiającą wysokość. Ich nauka dotyczy tego, co wymknęło się Idei, wypływa na powierzchnię, zdąża do bezcielesnej granicy, by odtąd reprezentować wszelką możliwą idealność, pozbawioną jednak właściwej jej przyczynowej i duchowej skuteczności […]. Symulakry tracą odtąd swój status podziemnych buntowników, za to uwydatniać się będą ich ‘efekty’ (nie dbając o terminologię stoicką, można by je nazwać ‘fantazmatami’). To, co najgłębiej skryte, stało się czymś najbardziej jawnym (24).

Jeśli odnieść to teraz do psychoanalizy jako teorii nieświadomego, pojawia się następujący schemat. Koncepcja Freuda traktuje o nieświadomości jako części aparatu psychicznego, jako czymś, co nie da się zredukować do przejrzystej instancji świadomości, co może być oddane za pomocą metafory mrocznej głębi albo też góry lodowej, która zanurzona jest pod powierzchnią. Bazując na tej metaforze, psychoanalizę odczytywać można na trzy sposoby: jako koncepcję psychologiczno-biologiczną, kulturowo-hermeneutyczną i wreszcie jako systemowo-strukturalną. Wszystkie te wymiary zgodne są z duchem przestrzennej metafory Freuda. W pierwszej wersji nieświadomość stanowi miejsce wypartych przedstawień i chaotycznych popędów, których proces porządkowania obrazuje rozwój życia seksualnego. W drugiej wersji nieświadomość określić 13  Zob. J.C. Milner, L’Oeuvre claire: Lacan, la science, la philosophie, Paris 1995.

Logika sensu: Deleuze’a wprowadzenie do psychoanalizy


anzpraktyka cyteroet 5/2012

46

można jako matrycę miejsca zawierającą w sobie obraz filogenezy odpowiedzialny za „przejście” z natury do kultury. W trzeciej wersji nieświadomość przestaje mieć charakter geometryczny – nie jest już miejscem, które dałoby się zlokalizować w aparacie psychicznym, nie jest nawet warunkiem możliwości takiej lokalizacji, ale stanowi system relacji mogący opisać m.in. „relacje geometryczne i topologiczne”. We wszystkich tych wersjach mamy do czynienia z odwróceniem odniesienia między głębią a powierzchnią, tym, co wewnętrzne, a tym, co zewnętrzne. Psychoanaliza nie traktuje nieświadomości jako siedziby symulakrów, głębinowych bytów, które rozbijają organizację powierzchni i przedstawienia (289), przeciwnie – we wszystkich wariantach stanowi ona warunek owej organizacji, sama możliwość przedstawienia jest jej „efektem”. Mityczna przestrzeń nie-sensu, szaleństwa i niemożliwości uzyskuje więc pozytywny status sfery narodzin fantazmatu. Nauka o wydarzeniach oznaczałaby taką teorię nieświadomości, która ukazuje jej „powierzchniowy” charakter w przestrzennej metaforyce wywodzącej się od Platona. Czyż Lacan nie usłyszał w tym obietnicy wzbogacenia własnej próby ulokowania psychoanalizy w porządku wiedzy? Po trzecie, nauka o wydarzeniach, która nie traktuje swojego przedmiotu jako czegoś, czego sens „należy odnaleźć i wydobyć”, sytuuje się poza dualnym podziałem na nauki wyjaśniająco-przewidujące i opisująco-rozumiejące. Skonstruować musi więc na nowo sposób odniesienia do przedmiotu, przez co może nosić miano logiki sensu, być jak fenomenologia przednaukowa. Niemniej samą ową konstrukcję uznaje za arbitralną – w przeciwnym razie ograniczona byłaby przez sposób formalizacji, przez reguły logiczne: w terminologii Deleuze’a byłaby logiką znaczenia. Oczywiście nie oznacza to, że cechuje ją zupełna dowolność i brak poszanowania praw logiki – wszak mowa o nauce. Arbitralność polega tu raczej na niemożliwości wyczerpania wydarzenia, na niemożliwości usytuowania się poza nim, jest ono bowiem płaszczyzną immanencji – nauka o wydarzeniu może mieć tylko charakter wydarzenia. W tym znaczeniu naukowość jest fantazmatem: „I jeśli to w tej cząstce, której urzeczywistnienie nie jest w stanie dopełnić, a przyczyna – wytworzyć, mieści się całość wydarzenia, to zarazem właśnie tutaj poddaje się ono również przeciwurzeczywistnieniu; właśnie tu tkwi nasza najwyższa wolność, dzięki której możemy owo wydarzenie rozwinąć i doprowadzić do końca, do punktu przeistoczenia, by wreszcie zapanować nad urzeczywistnieniami i przyczynami. Jako nauka czystych wydarzeń, psychoanaliza jest również sztuką przeciwurzeczywistnień, sublimacji i symbolizacji” (283). Nauka o wydarzeniu pozwala nam zapanować nad nieprzystawalnością sensu, jego nadmiarem albo brakiem, czymś, z czym

Michal/ Gusin


47

anzpraktyka cyteroet 5/2012

żadna nauka poradzić sobie z definicji nie może. I gdy mowa tutaj o sztuce sublimacji i symbolizacji, możemy myśleć, że chodzi o sam proces psychoanalityczny, taki, który przechodził Człowiek-Szczur czy Człowiek-Wilk. A jednak to nie psychoanalityczne przypadki opisane przez Freuda i jego następców interesują Deleuze’a. Logika sensu rozciąga się między nad-sensem Louisa Wolfsona, nonsensem Lewisa Carrolla a infra-sensem Antonina Artuada: wysokość, powierzchnia i głębia, pomiędzy neurozą a schizofrenią, między szaleństwem a „wielkim zdrowiem”. I tu raz jeszcze fantazmat psychoanalizy inauguruje swój proces, bowiem psychoanaliza znajduje w szaleństwie par excellence – które psychiatrzy nazywają schizofrenią – bliską sobie, nieprzezwyciężalną udrękę: w szaleństwie tym dane są […] wszelkie formy skończoności […]. Psychoanaliza ‘rozpoznaje się w jestestwie swoim’, kiedy staje przed psychozami, do których mimo to (a raczej właśnie z tego powodu) nie ma dostępu: tak jakby psychoza w akcie okrutnej iluminacji wskazywała – nigdy za odległe, lecz zawsze za bliskie – miejsce, ku któremu analiza musi z wolna zmierzać14.

Dla Deleuze’a, podobnie jak dla Foucaulta, choć w innym kontekście, paradoksalne sąsiedztwo psychoanalizy i psychozy stanowi źródło żywotności i subwersywnej siły tej pierwszej. Fantazmat stanowi granicę bezpieczeństwa – jest tym konceptem, który w Logice sensu wprowadza w rezonans inne pojęcia psychoanalityczne i dlatego też jest wprowadzeniem do psychoanalizy. W odróżnieniu od innych kluczowych terminów Logiki sensu nigdzie indziej u Deleuze’a się już nie pojawia.

14  M. Foucault, Słowa i rzeczy: archeologia nauk humanistycznych, tłum. T. Komendant, Gdańsk 2006, s. 337.

Logika sensu: Deleuze’a wprowadzenie do psychoanalizy


anzpraktyka cyteroet 5/2012

48

Michał Gusin - pracownik Dolnośląskiej Szkoły Wyższej; tłumacz i historyk filozofii; jego polem zainteresowań jest filozofia współczesna z jej odniesieniami do różnych dziedzin wiedzy; obecnie przygotowuje pracę poświęconą związkom filozofii, anty-filozofii i psychoanalizy. Dane adresowe: Instytut Pedagogiki DSW Ul. Strzegomska 55 53-611 Wrocław e-mail: michalgusin@onet.eu Cytowanie: M. Gusin, Logika sensu: Deleuze’a wprowadzenie do psychoanalizy, „Praktyka Teoretyczna” nr 5/2012, http://www.praktykateoretyczna.pl/PT_ nr5_2012_Logika_sensu/04.Gusin.pdf (dostęp dzień miesiąc rok) Author: Michał Gusin Title: The Logic of Sense – Deleuze’s introduction to psychoanalysis Summary: Gilles Deleuze is well known as a philosopher who had a profound debat with psychoanalysis. This debate cannot be reduced to a critic of psychoanalysis alone because the universe in which Deleuze thinks and writes is heterogeneous and plural. In Logic of Sense, Freud’s project, enriched by Melanie Klein or Jacques Lacan, is to point a metaphysical potentiality in the concepts of psychoanalysis. Psychoanalysis is called a “science of events” to create a net of connections between various series of the psychoanalytical insights. In my paper, I have tried to show how Deleuze determined the introduction to the debate with psychoanalysis. The key concept for his introduction is the notion of “phantasm” that is also rooted in the philosophical tradition. Key words: psychoanalysis, phantasm, series, event

Michal/ Gusin


Joanna Bednarek

Logika sensu – ¸· najbardziej lacanowska z ksiazek Deleuze’a?

Slavoj Žižek w swojej poświęconej filozofii Gilles’a Deleuze’a książce stawia sobie za cel wydobycie zawartych w teorii autora Logiki sensu napięć i sprzeczności. Žižek stawia tezę o współistnieniu w dziele Deleuze’a dwóch nurtów: zbliżonego do psychoanalizy Lacanowskiej nurtu tego, co niecielesne, oraz nurtu „witalistycznego”, opartego na utożsamieniu stawania się z tym, co produktywne. Logika sensu jest przykładem nurtu pierwszego – naznacza ją jednak, zdaniem Žižka, podstawowa trudność związana z niemożnością rozstrzygnięcia, czy to skutki/efekty/wydarzenia, czyli to, co wirtualne, wytwarzają ciała (to, co aktualne), czy wręcz przeciwnie, wydarzenia są produktem ciał. Niemożność rozwiązania tego problemu, połączona ze „złym wpływem” Guattariego, miała skłonić Deleuze’a w kolejnych pracach do rozwijania prostszej i mniej obiecującej ontologii witalistycznej. Na ile jednak taka interpretacja filozoficznych wyborów Deleuze’a jest trafna (i produktywna)? Czy nie stanowi raczej kolejnego przykładu redukcji wszelkiego materiału do Lacanowsko-Heglowskich kategorii, do jakiej przyzwyczaił nas Žižek? Słowa kluczowe: Deleuze, Logika sensu, Žižek, Organs without Bodies, psychoanaliza, ontologia, geneza

}


anzpraktyka cyteroet 5/2012

50

Logika sensu uchodzi za pracę, w której stanowisko Gilles’a Deleuze’a w największym stopniu zbliża się do psychoanalizy Lacanowskiej. Staje się to szczególnie widoczne w zestawieniu z późniejszym o zaledwie trzy lata L’Anti-Oedipe. W Logice sensu Deleuze argumentuje za strukturalną koniecznością kastracji i kompleksu Edypa jako momentów umożliwiających ukonstytuowanie się „powierzchni metafizycznej” i myślącego podmiotu1. Tutaj rozwija też, otwarcie czerpiące z dokonań psychoanalizy Lacanowskiej, pojęcie struktury – obecne zresztą w jego wcześniejszych tekstach: Różnicy i powtórzeniu oraz Po czym rozpoznać strukturalizm? – jako interakcji dwóch serii wprawianych w ruch przez „paradoksalny element”. Jak zauważa Sean Bowden, kluczowy dla Deleuzjańskiej koncepcji sensu paradoks – nieskończony regres sensu, określany przez Deleuze’a jako paradoks Fregego – polegający na tym, że każda nazwa wyraża sens, który musi następnie zostać desygnowany przez kolejny sens, to mechanizm analogiczny do opisywanej przez Lacana nieskończonej substytucji znaczących2. W Logice sensu mamy również do czynienia z przeciwstawieniem schizofrenii jako niezróżnicowanego chaosu genezie dynamicznej jako procesowi konstytuowania się mowy oraz podmiotu. Sam Deleuze przyznaje, że w Logice sensu przypisywał kompleksowi Edypa większe znaczenie, niż by należało3. Czy oznacza to, że kategorie Logiki sensu dają się bez większych problemów sprowadzić do kategorii Lacanowskich, a – co za tym idzie – między tą pracą a książkami pisanymi wspólnie z Feliksem Guattarim mamy do czynienia z radykalnym zerwaniem? Wydaje się raczej, że język Logiki sensu nie daje się w pełni przełożyć na język Lacana. Co więcej, jest – podobnie jak inne prace Deleuze’a – miejscem postawienia problemu nieobecnego u Lacana: kwestii warunków możliwości tego, co symboliczne. Zostaje ona tu podjęta w sposób jeszcze mało radykalny i dość spolegliwy wobec psychoanalizy – niemniej jej obecność wyraźnie się zaznacza. Deleuze pyta o genezę porządku symbolicznego, czerpiąc z teorii Melanie Klein, nieredukowalnych do perspektywy Lacanowskiej i zasadniczo z nią niezgodnych4. Jednocześnie zaś kon1  G. Deleuze, Logika sensu, tłum. G. Wilczyński, Warszawa 2011, s. 283. 2  S. Bowden, The Primacy of Event in Gilles’ Deleuze’s “The Logic of Sense”, unsworks.unsw.edu.au, s. 219 (dostęp 7.11.2011). 3  G. Deleuze, Author’s Note to the Italian Edition of “The Logic of Sense’” [w:] tenże, Two Regimes of Madness, tłum. D. Lapoujade, s. 65. 4  S. Bowden, The Primacy of Event..., s. 175; N. Widder, From Negation to Disjunction in a World of Simulacra: Deleuze and Melanie Klein, “Deleuze Studies” 2009, Vol. 3, No. 2.

Joanna Bednarek


51

anzpraktyka cyteroet 5/2012

struuje odmienną od Lacanowskiej topologię, określającą relację słów i rzeczy w terminach innych niż relacja znaczonego i znaczącego.

1. Slavoj Žižek, Organs Without Bodies: uchronić Deleuze’a przed deprawacją Jak stwierdza w swojej poświęconej – przynajmniej nominalnie – Deleuze’owi książce5 Slavoj Žižek, „wszystkie »wielkie« dialogi w historii filozofii były przypadkami nieporozumienia”6. Pamiętamy, iż Deleuze uznawał za warunek narodzenia się myśli nie swobodną debatę, ale spotkanie z zewnętrzem7; w tym duchu Žižek chce przedstawić swoją interpretację jako efekt „produktywnego nieporozumienia, spotkania dwóch niezgodnych pól”8. Na ile jednak produktywne było w istocie to nieporozumienie? Jak stwierdza sam Žižek, „spotkania są rzadkie”9. Co najmniej dwóch spośród komentatorów tego specyficznego spotkania między dwiema teoriami uznaje, że nie miało ono w rzeczywistości miejsca10: w zamkniętym uniwersum myśli Žižka zabrakło, jak zwykle, punktu, w którym możliwe byłoby wtargnięcie zewnętrza. Zdaniem kolejnego komentatora zaś miało miejsce – ale było dla Žižka tak traumatyczne, że ostatecznie zaowocowało wyparciem11: Deleuze został zastąpiony Lacanem/Heglem. Žižek zapowiada, że jego odczytanie ukaże światu innego Deluze’a: bardziej radykalnego, niż się kiedykolwiek śniło stereotypowym deleuzjanistom, apologetom produktywności czystego stawania się. Jak stwierdza, w obrębie myśli Deleuze’a można wyróżnić dwa nurty: nurt bliższy psychoanalizie Lacanowskiej i Heglowi, skupiający się na koncepcji bezcielesnego wydarzenia/sensu, i nurt „witalistyczny”, oparty 5  Jak zauważa Hanjo Berressem, w rzeczywistości Deleuze’a dotyczy mniej więcej jedna czwarta książki. H. Berressem, Is it Possible not to Love Žižek?, http:// www.uni-koeln.de/phil-fak/englisch/abteilungen/berressem/zizek/zizek.html (dostęp 7.11.2011). 6  S. Žižek, Organs Without Bodies: Deleuze and Consequences, New York-London 2004, s. ix. 7  G. Deleuze, Proust i znaki, tłum. M.P. Markowski, Gdańsk 2000, s. 19. 8  S. Žižek, Organs…, s. xi. 9 Tamże. 10  S. Shaviro, Žižek on Deleuze, http://www.shaviro.com/Blog/?p=229 (dostęp 7.11.2011). 11  R. Sinnerbrink, Nomadology or Ideology?: Deleuze and Žižek’s Traumatic Encounter, “Parrhesia” 2006, No. 1, http://www.parrhesiajournal.org/parrhesia01/ parrhesia01_sinnerbrink.pdf (dostęp 8.11.2011).

Logika sensu...

Žižek chce przedstawić swoją interpretację jako efekt „produktywnego nieporozumienia, spotkania dwóch niezgodnych pól”


anzpraktyka cyteroet 5/2012

52

na utożsamieniu stawania się z tym, co produktywne. Emblematem pierwszego nurtu jest Logika sensu, emblematem drugiego – L’Anti-Oedipe, „zdecydowanie najgorsza książka Deleuze’a”12. Logiki obu nurtów są radykalnie niespójne (tezę o istnieniu dwóch niekompatybilnych logik zaczerpnął Žižek od Manuela DeLandy13). To druga logika zaczęła ostatecznie dominować w myśli Deleuze’a; jest to, jak twierdzi Žižek, wynikiem niezdolności autora Logiki sensu do rozwiązania kluczowej teoretycznej trudności napotkanej przezeń w trakcie rozwijania teorii sensu/wydarzenia. Rozwiązanie jej zbliżyłoby Deleuze’a jeszcze bardziej do rekonstruowanego przez Žižka stanowiska Lacana/Hegla; niestety jednak w międzyczasie doszło do niefortunnego spotkania Deleuze’a z Guattarim… Guattari miał zdeprawować zmagającego się z wewnętrznym impasem swojej myśli Deluze’a, skłaniając go do pójścia na filozoficzną i polityczną łatwiznę. Jak się zatem okazuje, „dobry, bardziej radykalny Deleuze” to dla Žižka w rzeczywistości nieco gorszy Lacan/Hegel (podobnie jak dla Petera Hallwarda Deleuze jest, w ostatecznym rozrachunku, nieco gorszym, bo apolitycznym, Badiou14). Gdyby Deleuze zdobył się na jeszcze jeden wysiłek, mógłby utożsamić się z Lacanem (oczywiście czytanym przez Žižka) – ale niestety nie sprostał zadaniu.

2. „Impas” Na czym polega, zdaniem Žižka, istota trudności, którą napotkał Deleuze w Logice sensu? Autor Rewolucji u bram charakteryzuje ją jako niemożność rozstrzygnięcia, czy to skutki/efekty/wydarzenia, czyli to, co wirtualne, wytwarzają ciała (to, co aktualne), czy wręcz przeciwnie, wydarzenia są produktem ciał. Problem polega oczywiście na tym, co następuje: minimalna aktualizacja […] jest pojmowana jako aktualizacja wirtualnego, po jego ekstrakcji z poprzedzającego aktualnego. Czy zatem każde aktualne jest rezultatem aktualizacji poprzedzającego wirtualnego […], czy też istnieje aktu12  S. Žižek, Organs…, s. 21. 13  M. DeLanda, Intensive Science and Virtual Philosophy, New York 2002, s. 107-108; zob. S. Žižek, Organs…, s. 21. 14  P. Hallward, Out of This World: Deleuze and the Philosophy of Creation, London-New York 2006. Oczywiście porównywanie pracy Hallwarda z książką Žižka pod każdym innym względem – zwłaszcza zaś pod względem bogactwa uwzględnionego materiału i solidności argumentacji – byłoby niesprawiedliwe.

Joanna Bednarek


anzpraktyka cyteroet 5/2012

53

alne poprzedzające to, co wirtualne, skoro każde wirtualne musi być wyekstrahowane z jakiejś aktualności15?

Deleuze nie jest w stanie rozwiązać tej trudności; wszelkie próby z jego strony kończą się popadnięciem w tradycyjny ontologiczny dualizm, i zarazem w sytuację niemożliwego wyboru między materializmem i idealizmem16. Aktualne i wirtualne jawią się w odczytaniu Žižka jako dwa odrębne rejestry, pokrywające się z grubsza z materią i duchem, albo też – jak zaznacza w innym miejscu z charakterystyczną dla siebie swobodą pojęciową autor Organs without Bodies – z Literą i Duchem17. Logika sensu dotyczy problemu, z którym musi zmierzyć się każde poważne pokantowskie przedsięwzięcie filozoficzne – problemu różnicy ontologicznej: radykalnej luki w samym gmachu wszechświata, różnicy ontologicznej, luki między tym, co empiryczne, i tym, co transcendentalne, w obrębie której żaden z dwóch poziomów nie może zostać zredukowany do tego drugiego18.

Niestety jednak Deleuze ponosi porażkę, próbując poradzić sobie z kwestią relacji dwóch porządków. Przyjmuje wprawdzie konieczność różnicy ontologicznej, ale ujmuje ją błędnie. Usiłując opisać sposób ich wzajemnego warunkowania się, wikła się nieustannie w paradoks w stylu pytania „co było pierwsze: jajko czy kura?”. Dzieje się tak dlatego, że mimo prób skonstruowania modelu wzajemnych wpływów wirtualnego i aktualnego, Deleuze nie ma innego wyboru niż traktowanie ich obustronnej nieredukowalności dosłownie, jako współistnienia dwóch wymiarów. Wydaje się przy tym, że cały problem polega w ujęciu Žižka na tym, iż Deleuze przyznaje temu, co materialne, ciałom, zbyt dużą autonomię bytową. Ciała – czyli to, co aktualne – są według autora Organs without Bodies wytworem wirtualnych efektów, efektem działania pseudoprzyczyny, czyli tym, co ontologicznie wtórne; z drugiej zaś strony, zdaniem Žižka Deleuze przyjmuje, w duchu prymitywnego materializmu, że to wyłącznie ciała, jako domena przyczynowości, wytwarzają skutki/efekty/ wydarzenia. Dlatego też różnica ontologiczna przejawia się w obrębie filozofii Deleuze’a również na metapoziomie: jako istnienie bardziej 15  16  17  18 

S. Žižek, Organs…, s. 84. Tamże, s. 21. Tamże, s. 12. Tamże, s. xi.

Logika sensu...

Aktualne i wirtualne jawią się w odczytaniu Žižka jako dwa odrębne rejestry, pokrywające się z grubsza z materią i duchem, albo też – jak zaznacza w innym miejscu z charakterystyczną dla siebie swobodą pojęciową autor Organs without Bodies – z Literą i Duchem


anzpraktyka cyteroet 5/2012

54

wyrafinowanej logiki przyjmującej prymat wirtualnego/tego, co niecielesne, i prymitywniejszej logiki „czystego stawania się” jako produkcji19. Co zatem zdaniem Žižka powinien zrobić Deleuze, żeby poradzić sobie z wewnętrznym impasem swojej myśli? Nic innego, jak utożsamić operacje aktualizacji i przeciwurzeczywistnienia w ruchu, który jest istotą operacji tego, co Realne/Symboliczne – w interpretacji, którą znamy z licznych tekstów samego Žižka: Być może jedynym sposobem wydostania się z tych tarapatów […] jest ostateczna jedność dwóch operacji, jedność sugerowana już przez samego Deleuze’a opisującego działanie ‘pseudoprzyczyny’ jako wirtualizacji (ekstrakcji tego, co wirtualne) i zarazem minimalnej aktualizacji (pseudoprzyczyna nadaje temu, co wirtualne, minimum ontologicznej spójności). […] aktualna rzeczywistość to realne przefiltrowane przez wirtualne20.

Žižek utożsamia tu ciała – to, co materialne – wyłącznie z aktualnością, produktem działania pseudoprzyczyny, samą zaś „pseudoprzyczynę jako wirtualizację” z operacją symbolicznego wytwarzania rzeczywistości (nadawania „minimum ontologicznej spójności”), ustanawiającą retroaktywnie zarówno to, co aktualne, jak i – na mocy tego samego ruchu – to, co realne, jako poprzedzające aktualizację. W rzeczywistości, oczywiście, realne nie poprzedza tej operacji – jest bowiem samą pseudoprzyczyną, jako że, według Žižka, realne to nic innego, jak różnica ontologiczna, wewnętrzne pęknięcie rzeczywistości21.

3. Dwie ontologie/topologie Żeby ocenić wartość tego rozwiązania, trzeba najpierw przyjrzeć się rekonstrukcji Logiki sensu dokonanej przez Žižka. Okazuje się bowiem, co mało zaskakujące, że sprowadza się ona do przykrawania na siłę do Lacanowsko-Heglowskiego schematu ontologicznego czegoś, co jest do niego nieredukowalne. To nie Deleuze źle stawia kwestię różnicy ontologicznej; to raczej Žižek identyfikuje problem leżący u podstaw Logiki sensu w sposób, który każe określić jego lekturę nieporozumieniem – ale całkowicie bezproduktywnym. Jednym z istotniejszych punktów tej lektury jest utożsamienie wirtualnego z porządkiem symbolicznym, aktualnego natomiast – z tym, 19  Tamże, s. 20. 20  S. Žižek, Organs..., s.84. 21  Tamże, s. 42.

Joanna Bednarek


55

anzpraktyka cyteroet 5/2012

co potocznie bierzemy za rzeczywistość (czyli, z grubsza, z wyobrażeniowym). Jako quasi-symboliczne, wirtualne jest zatem czymś, co pozostaje wobec aktualnego w stosunku radykalnej nieciągłości (a ściślej mówiąc, negacji), jak również czymś, co konstytuuje aktualne (materialność, rzeczy, ciała) w sposób retroaktywny. W ten sposób Žižek projektuje na Deleuze’a Heglowsko-Lacanowskie ujęcie różnicy ontologicznej jako luki między tym, co empiryczne, i tym, co transcendentalne – luki, która jest w rzeczywistości wewnętrzną nie-tożsamością jednego rejestru, immanentnym pęknięciem Tego Samego, którego Inne jest tylko wtórnym efektem. Oczywiście, taka lektura wykazuje, że Deleuze uległ iluzji, każącej nam postrzegać Inne jako coś autonomicznego. W konsekwencji tego pierwszego utożsamienia możliwe staje się dalsze i bardziej szczegółowe utożsamienie przedmiotu = x, pustej przegródki, mrocznego zwiastuna z fallusem i zarazem z objet petit a22. Struktura nie jest niczym innym niż symboliczne; podobnie jak ono funkcjonuje za sprawą nadwyżki znaczenia (po stronie znaczącego), będącej jednocześnie brakiem (po stronie znaczonego)23. Nieskończony regres sensu, co zostało już wspomniane, nie jest niczym innym niż tworzenie się łańcucha znaczących. Pseudoprzyczyna, podobnie jak fallus, determinuje sens w obrębie struktury w sposób retroaktywny; jest czymś wtórnym, ale zarazem, właśnie dlatego, pierwotnym: nie sposób postawić w sposób uprawniony pytania o jej genezę24. Lacanowska teza o prymacie znaczącego powoduje, że pytanie o warunki możliwości symbolicznego jest nieuprawnione czy wręcz zwyczajnie nie ma sensu; można je postawić tylko w sposób najgorszy z możliwych, rozwijając klasyczną linearną narrację o „rozwoju dziecka”, przechodzeniu od pierwotnej biologicznej bezpośredniości do funkcjonowania jako podmiot25. Problem tkwi, zdaniem Žižka, w tym, że Deleuze nie jest gotowy uznać aktualnego za wytwór wirtualnego; dlatego pozostaje dualistą, by później ulec regresowi do stanowiska naiwnego „empiriomonizmu”, myśli produkcji i „czystego przepływu stawania się”26. A powinien tylko móc uznać, że wirtualne i aktualne to dwa aspekty tej samej operacji sytuującej lukę wewnątrz bytu – wtedy stałby się prawdziwym materialistą i myślicielem immanencji, jak Hegel i Lacan. Wydaje się zresztą, że 22  23  24  25  26 

Tamże, s. 27-28. G. Deleuze, Logika sensu, s. 63, 68. S. Žižek, Organs…, s. 83. S. Bowden, The Primacy of Event..., s. 174; zob. S. Žižek, Organs…, s. 119. S. Žižek, Organs…, s. 60.

Logika sensu...

Žižek projektuje na Deleuze’a Heglowsko-Lacanowskie ujęcie różnicy ontologicznej jako luki między tym, co empiryczne, i tym, co transcendentalne – luki, która jest w rzeczywistości wewnętrzną nie-tożsamością jednego rejestru, immanentnym pęknięciem Tego Samego, którego Inne jest tylko wtórnym efektem


anzpraktyka cyteroet 5/2012

56

ta rekonstrukcja jest jak najbardziej poprawna – czy sam Deleuze nie czerpał na tym etapie rozwoju swojej myśli otwarcie z Lacana? Być może jednak ten wizerunek „Lacanowskiego Deleuze’a” jest bardziej zniekształcony, niż się wydaje na pierwszy rzut oka? Žižek jest w stanie ukazać Deleuze’a z Logiki sensu w powyższy sposób dlatego, że przedstawia sprawę tak, jakby Deleuze w zasadzie akceptował tezę o prymacie znaczącego, jednak czynił to w sposób niekonsekwentny. W osiągnięciu spójności miałoby mu przeszkadzać uparte obstawanie przy twierdzeniu o ciałach jako domenie przyczynowości – ślepa plamka, która później rozrośnie się do monstrualnych rozmiarów w L’Anti-Oedipe.

4. „Immanencja naszej myśli” Co to jednak znaczy, że Lacan i Hegel, jako teoretycy wewnętrznego pęknięcia bytu/symbolicznego, okazują się bardziej konsekwentnymi materialistami i filozofami immanencji niż Deleuze? Jeśli istniał kiedykolwiek filozof bezwarunkowej immanencji, to był nim Hegel. Czy najbardziej podstawowa procedura Hegla nie została najlepiej ujęta w motcie do Fenomenologii27, zgodnie z którym różnica między dla-siebie i w-sobie jest sama w sobie „dla-siebie”: to my, w immanencji naszej myśli, doświadczamy rozróżnienia między tym, jak rzeczy się dla nas przejawiają, i tym, jakie są w rzeczywistości. Žižek pojmuje zatem ontologiczną immanencję jako „immanencję naszej myśli”, czyli immanencję ludzkiej świadomości28. Świadomość, podmiot wiedzy (oczywiście wiedzy naznaczonej fundamentalną niepewnością), jest dla niego, w dobrym heglowskim i lacanowskim duchu, prymarną kategorią ontologiczną. W analogiczny sposób będzie więc interpretował inną fundamentalną kategorię – problem: bolesny postęp wiedzy, nasze pomyłki, nasze poszukiwanie rozwiązań, a zatem dokładnie to, co wydaje się oddzielać nas od tego, jaka naprawdę jest rzeczywi27  Chodzi o przedmowę do Fenomenologii; zob. G. W. F. Hegel, Fenomenologia ducha, tłum. Ś. F. Nowicki, Warszawa 2002, s. 22. 28  W tym świetle staje się również widoczne, że to, co Žižek przedstawia jako immanencję, pasuje świetnie do charakterystyki trzeciego typu transcendencji z Co to jest filozofia? – transcendencji zerwania czy też „transcendencji w immanencji”, która w dwudziestym wieku zastąpiła transcendencję platońską i kantowską transcendencję podmiotu; zob. G. Deleuze, F. Guattari, Co to jest filozofia, s. 55-56.

Joanna Bednarek


anzpraktyka cyteroet 5/2012

57

stość tam na zewnątrz, jest najskrytszym elementem składowym samej rzeczywistości29.

Wirtualny charakter problemu sprowadza się zatem do faktu ograniczoności ludzkiej wiedzy jako pozytywnego warunku poznania… Žižek pozostaje kompletnie ślepy na to, co stanowi istotę zarówno problemu, jak i ontologicznej immanencji u Deleuze’a – fakt, że nie mają one charakteru podmiotowego: to podmiot, jeśli pojawia się jako konstytutywny, konieczny czynnik myśli, jak to jest w Logice sensu, jest skutkiem ich działania. Przekonanie, że postrzeganie bytu poprzez pryzmat ludzkiej rzeczywistości jest jedynym możliwym ujęciem, prowadzi nieraz do zabawnych rezultatów: „podmiotowość jest miejscem ‘prawdziwej nieskończoności’. Nic więc dziwnego, że kiedy Deleuze podkreśla nieskończoność czystego stawania się jako wirtualności, która zawiera i otacza każdą aktualizację, jest w sekrecie heglowski”30. Nieskończoność to podmiot; Deleuze mówi o nieskończoności; zatem Deleuze jest heglistą… Szczególnie karykaturalnie – ale też niezwykle konsekwentnie, jako oczywisty wynik uprzednich rozstrzygnięć teoretycznych – przedstawia się proponowana przez Žižka interpretacja tego, co maszynowe. Zdaniem Žižka pojęcie to odnosi się w istocie do faktu, że „ludzki umysł [to] coś, co może wyłonić się i funkcjonować tylko wewnątrz złożonej sieci relacji społecznych i sztucznych mechanicznych uzupełnień, które ‘obiektywizują’ inteligencję”31. To, co maszynowe, jest odpowiednikiem Heglowskiego ducha obiektywnego, w uwspółcześnionej interpretacji Žižka obejmującego nie tylko instytucje społeczne, ale także urządzenia mechaniczne, sieci komputerowe itp. Używając terminologii tak pogardzanego przez niego L’Anti-Oedipe, można skonstatować, że nie zauważa on w ogóle istotności rozróżnienia między molarnymi maszynami a molekularną domeną tego, co maszynowe, niemającą nic wspólnego z maszynami „uzupełniającymi” ludzki mózg, a bliższą temu, co wcześniej zostało określone jako to, co wirtualne. Wszystkie kluczowe dla Deleuze’a kategorie ontologiczne zostają w Organs without Bodies zreinterpretowane jako kategorie odnoszące się do „ludzkiej rzeczywistości”; trudno się zresztą temu dziwić, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że dla postheglowskiego stanowiska, które reprezentuje Žižek (i które reprezentował również Lacan), rzeczywistość 29  S. Žižek, Organs…, s. 56. 30  Tamże, s. 69. 31  Tamże, s. 19.

Logika sensu...


anzpraktyka cyteroet 5/2012

58

jako taka może być wyłącznie rzeczywistością ludzką. Prawdę należy „ująć i wyrazić nie tylko jako substancję, lecz w tym samym stopniu jako podmiot”32. Konstytuowanie się bytu może zostać opisane tylko jako konstytuowanie się ludzkiej rzeczywistości. Ontologia to nic innego, jak teoria podmiotu; nie ma rzeczywistości poza rzeczywistością dla ludzkiego podmiotu; fakt, że podmiot ten zostaje ukonstytuowany jako wewnętrznie pęknięty i naznaczony radykalną nietożsamością, niewiele zmienia, jeśli chodzi o zamknięty charakter tak pojmowanej rzeczywistości. Skonstruowana przez Žižka bliskość Deleuze’a i Hegla została osiągnięta za cenę ominięcia problemu różnicy dwóch nowożytnych tradycji filozoficznych: nurtu Spinozy, Leibniza, Nietzschego i Bergsona oraz nurtu niemieckiej filozofii idealistycznej: Kanta, Schellinga, Fichtego i Hegla. Žižek podpisuje się pod Heglowską krytyką niezdolności Spinozy do przedstawienia teorii ontologicznego umocowania podmiotu; co więcej, uznaje, że substancji nie można myśleć inaczej, jak tylko jako podmiotu. Jest to oczywiście wybór równie dobry, jak decyzja o myśleniu substancji jako absolutnej immanencji – Žižek mógłby jednak zaznaczyć istnienie tej różnicy perspektyw. Na podstawie tego właśnie rozróżnienia Peter Hallward stawia tezę o absolutnej nieprzystawalności teorii Deleuze’a i Lacana33: nie sposób pogodzić ze sobą teorię zamykającą byt w obrębie „rzeczywistości dla podmiotu” i teorię wychodzącą od płaszczyzny immanencji wyłaniającej z siebie następnie podmiot. Nie znaczy to oczywiście, że podmiot jest w Logice sensu wyłącznie wtórnym konstruktem. Stanowi on konieczny element konstytuowania się sensu (a tym samym bytu); pojawia się jednak dopiero w stosunkowo późnej fazie procesu konstytucji, kiedy umożliwi mu to uprzedni, pozapodmiotowy proces genezy: dystrybucja bezosobowych intensywności w genezie statycznej, w genezie dynamicznej natomiast artykulacja obiektów częściowych i ciała bez organów34. U Hegla/Lacana/Žižka natomiast (w całym moim tekście biorę to przeprowadzone przez Žižka utożsamienie za dobrą monetę) podmiot jest zawsze-już-założonym czynnikiem konstytuującym rzeczywistości. Jego rola i miejsce w ontologicznej strukturze są więc bardziej podstawowe – choć nie bardziej kluczowe – niż rola i miejsce podmiotu w Logice sensu. 32  G. W. F. Hegel, Fenomenologia ducha, s. 22. 33  P. Hallward, You Can’t Have it Both Ways: Deleuze or Lacan, [w:] Deleuze and Psychoanalysis, red. L. DeBolle, Leuven 2010. 34  G. Deleuze, Logika sensu, s. 157-167 (Seria XVI: O statycznej genezie ontologicznej), s. 251-262 (Seria XXVII: O oralności).

Joanna Bednarek


anzpraktyka cyteroet 5/2012

59

Różnica ta sprawia, że nie można, jak chciałby Žižek, do końca utożsamić sensu z symbolizacją, struktury z łańcuchem znaczących. Sens bowiem artykułuje nie tyle znaczące i znaczone w rozumienie Lacanowskim (zgodnie z którym żadne z nich nie ma jakiegokolwiek kontaktu z materialnymi ciałami), ile zdania i stany rzeczy. Mimo że Deleuze zakłada precyzyjny podział funkcji między dwiema seriami struktury (jedna z nich pełni funkcję serii znaczącej, druga serii znaczonej35), jego podział nie pokrywa się z Lacanowskim podziałem na znaczące i znaczone. Sens artykułuje zarówno zdania, jak i stany rzeczy, do których się one odnoszą – przy czym stany rzeczy mają inny status niż znaczone u Lacana, niebędące nigdy niczym innym niż miejscem substytucji kolejnego znaczącego. Stany rzeczy natomiast to nic innego jak ciała, ich cechy i relacje, w jakie ze sobą wchodzą, złożona domena „cielesnych mieszanin”. Sens tyleż oddziela od siebie zdania i stany rzeczy, co artykułuje ich różnicę za pomocą paradoksalnego elementu, będącego zarazem słowem = x i rzeczą = x, słowem, które desygnuje to samo, co wyraża, i tym samym wyraża własny sens36. „Rzeczy” i ich stany są więc w tej dwuczłonowej strukturze obecne, choć zdecydowanie nie na równych prawach ze zdaniami: Sens jest tym, co kształtuje się i ujawnia na powierzchni. Nawet sama granica nie jest wcale oddzieleniem, lecz miejscem artykulacji, na mocy której sens występuje zarazem jako coś, co przydarza się ciałom, oraz coś, co trwa w zdaniach. […] podwojenie bynajmniej nie oznacza już efemerycznego i bezcielesnego podobieństwa, obrazu pozbawionego ciała, niczym uśmiech bez kota. Definiuje się je obecnie poprzez produkcję powierzchni, ich mnożenie i scalanie. Podszywające podwojenie oznacza ciągłość spodniej i wierzchniej warstwy, to sztuka ustanawiania owej ciągłości w taki sposób, że pojawiający się na powierzchni sens ulega rozpostarciu po obu stronach jednocześnie37.

Jak zauważa Hanjo Berressem, zarówno Deleuze, jak i Lacan wykorzystują do opisania relacji znaczącego i znaczonego albo słów i rzeczy ten sam typ przestrzeni – przestrzeń jednostronną, a ściślej płaszczyznę rzutową, której najsłynniejszym przykładem jest wstęga Möbiusa. Konstruują jednak na jej bazie dwie odmienne topologie: Podczas gdy ‘dwie strony’ płaszczyzny rzutowej odnoszą się dla Lacana, odpowiednio, do pola znaczącego (materialność języka) i znaczonego (idealność 35  Tamże, s. 63. 36  Tamże, s. 101-102. 37  Tamże, s. 176.

Logika sensu...


anzpraktyka cyteroet 5/2012

60

sensu), Realne zaś nie jest niczym innym, jak skręceniem umożliwiającym tę topologię, dla Deleuze’a oznaczają one koniunkcję pola dyskursu (pary znaczące/ znaczone) i reprezentacji po jednej stronie oraz inteligentnej materii po drugiej stronie38.

5. Materializm bez materii Hegel i Lacan są dla Žižka nie tylko myślicielami jedynej prawdziwej immanencji, ale także prawdziwymi materialistami (choć tutaj muszą ustąpić nieco miejsca Badiou). Prawdziwy materializm bowiem, jak podkreśla autor Organs without Bodies, to wyłącznie stanowisko przyjmujące, że materia nie istnieje, materializm bez materii: Materializm nie polega na podkreślaniu bezwładnej materialnej zwartości w jej wilgotnej ociężałości – taki „materializm” zawsze służy jako oparcie dla gnostyckiego spirytualistycznego obskurantyzmu. W odróżnieniu od tego, prawdziwy materializm radośnie przyjmuje zniknięcie materii, fakt, że istnieje tylko pustka39.

Powyższa alternatywa (materia jako bezwładna, zwarta masa albo materia jako pustka) nie dopuszcza do zaistnienia innego rozwiązania, dokładnie tego, które proponuje Deleuze – do ujmowania materii jako procesu artykulacji: „inteligentnej materii”40 jako przeciwieństwa zarówno pustki, jak i chaotycznej masy. Skonfrontowany z tą możliwością Žižkowy „materializm bez materii” przywodzi na myśl kawę bez kofeiny, która służy mu w wielu pracach jako sztandarowy przykład obiektu pozbawionego swojej właściwej substancji przez ekonomię pragnienia późnego kapitalizmu. Deleuzjańska żywa i inteligentna materia nie ma także nic wspólnego z czystym przepływem, charakteryzującym się absolutną ciągłością, co uparcie imputuje Deleuze’owi Žižek: Na czym zatem polega faktycznie różnica między Heglem a Deleuze’em? Prawdopodobnie różnica nie zachodzi między immanencją i transcendencją a między przepływem [flux] i luką. ‘Ostatecznym faktem’ transcendentalnego empiryzmu Deleuze’a jest absolutna immanencja ciągłego przepływu stawania się, podczas gdy ‘ostatecznym faktem’ Hegla jest nieredukowalne pęknięcie (w) immanencji41.

38  39  40  41 

H. Berressem, Is it Possible...; zob. G. Deleuze, Logika sensu, s. 42. S. Žižek, Organs…, s. 25. H. Berressem, Is it Possible... S. Žižek, Organs…, s. 60. Zob. też s. 5, 9.

Joanna Bednarek


61

anzpraktyka cyteroet 5/2012

Przypisywanie Deleuze’owi apologii „ciągłego przepływu stawania się” pozwala Žižkowi następnie zidentyfikować „zły” nurt jego myśli jako radykalnie niekompatybilny z „dobrym” nurtem Logiki sensu. Stąd już tylko krok do stereotypu Deleuze’a z L’Anti-Oedipe jako dogmatycznego „witalistycznego faszysty”, wyznającego dualizm tego, co molekularne (życia, tego, co ciągłe), i tego, co molarne (czyli nieciągłe i zagrażające życiu). Jednak stawanie się nigdy nie jest dla Deleuze’a wyłącznie ciągłym przepływem. To, co maszynowe, funkcjonuje, zgodnie z wykładnią zawartą w L’Anti-Oedipe, w oparciu o dwa ruchy: przepływ i cięcie. „Maszyna-organ jest podłączona do maszyny-źródła energii: jedna produkuje przepływ, który druga przerywa.”42 Pragnienie-produkcja to przepływ zawsze organizowany za pomocą cięć; oba wymiary są jednakowo pierwotne i nie można ich rozpatrywać oddzielnie. W Logice sensu oba te momenty pojawią się oddzielnie (z pozoru) jako, z jednej strony, ciągłość Chronosa, czasu nieskończonego i niepodzielnego, i nieciągłość Aionu, czasu skończonego i nieskończenie podzielnego43. Kolejnym świadectwem istotności tego, co nieciągłe, na późniejszym etapie konstytucji bytu jest synteza dysjunktywna, pojawiająca się zarówno w Logice sensu, jak i w L’Anti-Oedipe. Jak podkreśla Deleuze, dysjunkcja, stanowiąca ostatnią, kluczową dla sensu syntezę, nie może mieć charakteru negacji, wykluczenia. Negatywnemu użyciu dysjunkcji, sprowadzającemu ją do tworzenia opozycji binarnych i określania poprzez negację, należy przeciwstawić użytek pozytywny czy też afirmatywny: Cały problem polega na tym, by ustalić, pod jakimi warunkami dysjunkcja stanowi rzeczywistą syntezę, a nie tylko procedurę analityczną, ograniczającą się do wykluczania predykatów jakiejś rzeczy na mocy tożsamości jej pojęcia (użycie negatywne, ograniczające lub wykluczające dysjunkcji). Odpowiedź uzyskamy dopiero wtedy, gdy rozbieżność lub zdecentrowanie, jakie pociąga za sobą dysjunkcja, same w sobie staną się przedmiotem afirmacji44. Dysjunkcja nie przestaje być dysjunkcją, albo-albo zachowuje swą moc, zamiast jednak oznaczać po prostu wykluczenie pewnej liczby określeń rzeczy w imię

42  G. Deleuze, F. Guattari, Anti-Oedipus: Capitalism and Schizophrenia, tłum. R. Hurley, M. Seem, H.R. Lane, London-New York 2008, s. 1. 43  G. Deleuze, Logika sensu, s. 95. Ta dychotomia wydaje się stanowić argument za stwierdzeniem Žižka o istnieniu trudności teoretycznej naznaczającej Logikę sensu – napięcia miedzy przyczynowością cielesnych mieszanin i pseudoprzyczynowością wydarzenia; jak zobaczymy później, niekoniecznie musi tak być. 44  G. Deleuze, Logika sensu, s. 236.

Logika sensu...


anzpraktyka cyteroet 5/2012

62

tożsamości odpowiedniego pojęcia, dysjunkcja oznacza odtąd, że każda rzecz otwiera się na nieskończoność określeń, przez które przechodzi, pod warunkiem utraty swej tożsamości jako pojęcia, tudzież jako jaźni45.

Synteza dysjunktywna sprawia, że byt przydarza się jako jedyne wydarzenie dla wszystkiego, co zdarza się rzeczom; dlatego też jest ona tożsama z jednoznacznością bytu46. Prawdziwa różnica miedzy Heglem a Deleuze’em nie pokrywa się zatem z opozycją ciągłość-nieciągłość. Wydaje się, że polega ona raczej na odmiennym pojmowaniu przez obu filozofów nieciągłości: dla Hegla ontologiczna/podmiotowa nieciągłość ma charakter negacji, dla Deleuze’a jest raczej cięciem lub dysjunkcją w swoim użytku pozytywną.

6. Geneza Mogłoby się wydawać, że rekonstrukcja Logiki sensu w wykonaniu Žižka demonstruje faktyczną zbieżność tej pracy z teorią Lacana; dzieje się tak jednak z racji faktu, że Žižek zapomniał o jednym drobiazgu – o genezie, podwójnym ruchu genezy statycznej i dynamicznej. Właściwa relacja wirtualnego i aktualnego, będąca zidentyfikowanym przez niego rdzeniem problemu, jest niemożliwa do zrozumienia bez tego kluczowego aspektu. „Dobry Deleuze” Žižka, Deleuze zmagający się z fundamentalną teoretyczną trudnością swojej myśli, to Deleuze bez genezy. Można by, ujmując rzecz w terminologii Mille plateaux, powiedzieć, że Žižek robi w Organs without Bodies odbitkę Logiki sensu, zamiast kreślić jej mapę. Dlatego wirtualne i aktualne jawią się w jego odczytaniu jako dwa istniejące niezależnie rejestry, dwie quasi-substancje. W konsekwencji problem prymatu którejś z nich może prezentować się jako nierozwiązywalny. Sam Deleuze zadaje sobie, rzecz jasna, to pytanie i dostrzega możliwość sprzeczności: „Jak można utrzymywać jednocześnie, że sens wytwarza nawet stany rzeczy, w które się wciela, i że, na odwrót, jest (mocą jakiegoś niepokalanego poczęcia) wytwarzany przez owe stany rzeczy i doznania ciał?” Odpowiedź sprawia znacznie mniej kłopotu, niż można by sądzić na podstawie Organs without Bodies: Sama idea statycznej genezy unieważnia tę sprzeczność. Jeśli ciała i ich mieszaniny wytwarzają sens, to nie na mocy indywiduacji, która by go z góry zakładała. 45  Tamże, s. 390. 46  Tamże, s. 244.

Joanna Bednarek


anzpraktyka cyteroet 5/2012

63

Indywiduacja w ciałach, miara w ich mieszaninach, gra osób i pojęć w ich rozmaitych wariantach – cały ten porządek zakłada sens, wraz z neutralnym, preindywidualnym i bezosobowym polem, w którym ów sens się rozwija. Powstawanie samego sensu z ciał oznacza zatem coś całkiem szczególnego. Tym razem chodzi o ciała ujęte w ich niezróżnicowanej głębi, w ich pulsowaniu pozbawionym jakiejkolwiek miary. Głębia ta działa w bardzo oryginalny sposób: dzięki zdolności do organizowania powierzchni i do przyoblekania się w powierzchnie47.

Žižek wydaje się utożsamiać cielesne mieszaniny z ciałami jako wytworami aktualizacji. Logika sensu mówi natomiast o ciałach w dwóch znaczeniach: jako o cielesnych mieszaninach, nieustrukturowanym żywiole schizofrenicznej głębi, będącym punktem wyjściowym genezy dynamicznej, i zarazem jako o substancjach, wyposażonych w formę i miejsce w systemie kategorii. Wydarzenie, sens, to, co wirtualne, wytwarza ciała jako zaktualizowane indywidua na drodze genezy statycznej dokonującej się w bezosobowym polu transcendentalnym; cielesne mieszaniny z kolei dają (na drodze genezy dynamicznej) początek powierzchni sensu. Pytanie o relacje wirtualnego i aktualnego, ciał i wydarzeń, jest zatem źle postawione: właściwym problemem jest natura procesu, w toku którego głębia wyłania z siebie powierzchnię jako coś, co z kolei umożliwia jej zróżnicowanie (artykulację na ciała i zdania). W obrębie tego procesu można wyróżnić trzy momenty: genezę statyczną (produkcję ciał przez sens), genezę dynamiczną (wyłanianie się powierzchni z głębi) i przeciwurzeczywistnienie (moment podmiotowy: „stawanie się aktorem własnych wydarzeń”48): Krzyżuje się tutaj wiele ruchów o subtelnej i delikatnej mechanice: ruch, w którym ciała, stany rzeczy i mieszaniny ujęte w swej głębi, wytwarzają idealne powierzchnie albo ponoszą w tym tworzeniu klęskę; ruch, w którym, wprost przeciwnie, powierzchniowe wydarzenia urzeczywistniają się w teraźniejszości ciał zgodnie ze złożonymi regułami, więżąc zrazu swe punkty osobliwe w granicach światów, indywiduów i osób; ale też ruch, na mocy którego wydarzenie implikuje coś nadmiernego w stosunku do swego urzeczywistnienia49.

Samo pojęcie genezy pojawia się wprawdzie w Organs without Bodies co najmniej dwukrotnie: raz w kontekście dualizmu „genezy realnej” i „genezy formalnej”, drugi raz jako dualizm „genezy realnej i genezy 47  Tamże, s. 175. 48  Tamże, s. 206. 49  Tamże, s. 228.

Logika sensu...


anzpraktyka cyteroet 5/2012

64

transcendentalnej” (czyżby ta niechęć do używania terminów w ich brzmieniu z Logiki sensu świadczyła o jakimś głębszym mechanizmie wyparcia50?). Nieodmiennie jednak geneza zostaje ujęta jako aspekt jednej z substancji – wirtualnego lub aktualnego. Wydaje się, że to konsekwentne pomijanie kwestii genezy umożliwia Žižkowi redukcję Logiki sensu do Heglowsko/Lacanowskiej topologii. Nonszalanckie podejście do Logiki sensu objawia się również w nastawieniu Žižka do kwestii wolności i przyczynowości: odpowiadając na pytanie o możliwość wolności w ramach deterministycznego uniwersum, utożsamia pseudoprzyczynę z niekompletnością łańcucha przyczynowego będącą wynikiem retroaktywnego działania realnego/ wewnętrznego pęknięcia bytu51. Pomijając zasadność tego utożsamienia, można zapytać, dlaczego Žižek nie odnosi się w żaden sposób do rozwiązania tej samej kwestii, które, za stoikami, zaproponował Deleuze w Logice sensu? Stoicki podział bytu na domenę ciał, będących przyczynami, i domenę bezcielesnych wydarzeń/efektów, będących skutkami lub pseudoprzyczynami, był, między innymi, sposobem na uratowanie wolności: przyczyny i skutki nie tworzą zamkniętych i kompletnych łańcuchów określających konieczności każdego wydarzenia, ale pozostają od siebie niezależne, umożliwiając mówienie o przeznaczeniu, ale nie o konieczności52. Oddzielenie przyczyn i skutków sprawia, że nie można w pełni przełożyć relacji ciał i wydarzeń opisanej w Logice sensu na terminy realnego jako wewnętrznego pęknięcia symbolizacji. Rzuca też nowe światło na kwestię „bezpłodności” czy bezproduktywności oraz idealności sensu, która upodabnia go zdaniem Žižka do symbolicznego. Sens to zarazem bezpłodność (z perspektywy cielesnych przyczyn) i moc genezy statycznej – paradoks wynika z tego, że domena skutków jest oddzielona od domeny przyczyn: „Z jednej strony niewzruszoność wobec stanów rzeczy i neutralność wobec zdań, z drugiej zaś – moc genezy, zarówno w stosunku do zdań, jak i w stosunku do samych stanów rzeczy”53. Uwzględnienie genezy oznacza także postawienie problemu warunków możliwości czegoś, co zgodnie z perspektywą Lacanowską warunków możliwości mieć nie może, bo samo jest warunkiem możliwości: porządku symbolicznego. 50  51  52  53 

S. Žižek, Organs…, s. 22, 23. Tamże, s. 114. G. Deleuze, Logika sensu, s. 21-22. Tamże, s. 139.

Joanna Bednarek


65

anzpraktyka cyteroet 5/2012

7. „Na początku jest schizofrenia”54 Nieuniknione staje się zatem postawienie pytania o miejsce Logiki sensu, z jej afirmacją edypalnej podmiotowości, w rozwoju myśli Deleuze’a. Na czym właściwie polega różnica między perspektywą Logiki sensu a perspektywą L’Anti-Oedipe? Jak ujął to Deleuze, kwestie głębi i powierzchni przestały go interesować55 – dlaczego jednak tak się stało? Okazuje się, że nie sposób myśleć o Logice sensu jako o książce „lacanowskiej”: przede wszystkim z racji faktu, że Deleuze nie uznaje tezy o prymacie znaczącego. Statyczną genezę sensu – idealnego wydarzenia, uzupełnia genezą dynamiczną, będącą wyłanianiem się powierzchni sensu i mowy z pierwotnego żywiołu schizofrenii. Wykorzystuje przy tym schemat Melanie Klein, nie tylko odmienny od Lacanowskiego, ale radykalnie z nim niezgodny (co poświadcza Lacanowska krytyka Klein56), umożliwiający bowiem badanie tego, co presymboliczne: domeny obiektów częściowych i mechanizmów introjekcji i projekcji. Psychoza/schizofrenia nie jest tu efektem wykluczenia znaczącego fallusa, ale wymiarem, od którego należy zacząć, opisując proces genezy podmiotu. Realne przestaje być czymś nie do pomyślenia, wewnętrznym zniekształceniem/ pęknięciem/skręceniem symbolicznego; staje się natomiast wymiarem pragnienia jako tego, co produktywne. Można odnieść wrażenie, że to nie tyle relacja wirtualnego i aktualnego, ile schizofrenia jest w uniwersum Logiki sensu najbardziej problematyczna. To schizofrenia, wymiar cielesnych mieszanin, jest tym, co generatywne par excellence; żeby jednak mogła wyłonić z siebie mowę i podmiot, musi zostać „rozpłaszczona”, przekształcić się w powierzchnię. Powierzchnia anuluje wprawdzie wysokość i głębię, ale pozostaje przy tym nieustannie zagrożona regresem, zapadnięciem się w głębię. To, co w Logice sensu jest głębią cielesnych mieszanin, w L’Anti-Oedipe stanie się pragnieniem-produkcją; powierzchnia sensu zostanie z kolei ujęta jako płaszczyzna immanencji57; co jednak najistotniejsze, dojdzie do konsekwentnego zbliżenia obu wymiarów: pragnienie-produkcja nie zachodzi już w głębi, ale na powierzchni; maszyny nie wydostają się z otchłani, ale tworzą, na etapie drugiej, dysjunktywnej syntezy pragnie54  Tamże, s. 180. 55  G. Deleuze, Desert Islands and Other Texts 1953-1984, red. D. Lapoujade, M. Taormina, Los Angeles-New York 2004, s. 261. 56  S. Bowden, The Primacy of Event..., s. 174-175. 57  A. Schuster, Drive and Desire: Žižek and Anti-Oedipus, clic.janvaneyck.nl/ documents/ZizekDeleuzepaper.doc (dostęp 8.11.2011).

Logika sensu...

Nie sposób myśleć o Logice sensu jako o książce „lacanowskiej”: przede wszystkim z racji faktu, że Deleuze nie uznaje tezy o prymacie znaczącego. Statyczną genezę sensu – idealnego wydarzenia, uzupełnia genezą dynamiczną, będącą wyłanianiem się powierzchni sensu i mowy z pierwotnego żywiołu schizofrenii


anzpraktyka cyteroet 5/2012

66

nia-produkcji, pierwszą z powierzchni: ciało bez organów58. Można by postawić hipotezę, że ujmowanie ruchu genezy w kategoriach głębi (rozumianej dość konwencjonalnie jako pierwotny chaos i niezróżnicowanie) oraz powierzchni jest nie do pogodzenia z założeniami ontologicznej jednoznaczności i immanencji. Dlatego w L’Anti-Oedipe głębia schizofrenii zostanie „rozpłaszczona” już w pierwszym geście, na mocy inicjalnego założenia59. Druga podstawowa różnica między Logiką sensu a L’Anti-Oedipe dotyczy statusu kompleksu Edypa. Aaron Schuster stawia tezę, że Deleuze i Guattari nie tylko opisują proces wytworzenia porządku symbolicznego i kompleksu Edypa przez maszyny pragnienia, ale także udowadniają konieczność jego pojawienia się60. O ile można mieć poważne wątpliwości co do prawdziwości tej tezy w odniesieniu do L’Anti-Oedipe, doskonale pasuje ona do tego, co dzieje się w Logice sensu. Podczas gdy w pierwszym tomie Kapitalizmu i schizofrenii Edyp jest specyficznie kapitalistycznym fenomenem, uzależnionym w swoim trwaniu od trwania cywilizowanej maszyny kapitalistycznej, w Logice sensu stanowi kluczowy element powierzchni metafizycznej. Przejście od Logiki sensu do L’Anti-Oedipe polegałoby zatem na dwóch krokach: schizofrenia zostaje ujęta jako fenomen powierzchni, a Edyp przestaje być czymś koniecznym.

58  G. Deleuze, F. Guattari, Anti-Oedipus..., s. 8-9. 59  A. Schuster, Drive and Desire..., s. 24. 60  Tamże. Zob. też D.W. Smith, The Inverse Side of the Structure: Žižek on Deleuze and Lacan, “Criticism” 2004, Vol. 46, No. 4.

Joanna Bednarek


67

anzpraktyka cyteroet 5/2012

Joanna Bednarek (ur. 1982) – filozofka z zawodu i powołania, pisarka z powołania. Pracę doktorską Polityka poza formą: ontologiczne uwarunkowania poststrukturalistycznej filozofii polityki obroniła w 2011 roku. Publikowała w „Nowej Krytyce”, „Czasie Kultury” i „Krytyce Politycznej”. Współpracuje z Pracownią Pytań Granicznych i z Interdyscyplinarnym Centrum Badań Płci Kulturowej i Tożsamości UAM. W latach 2006-2009 współpracowała z „Krytyką Polityczną”. Obszar kompetencji i zainteresowań: na przecięciu poststrukturalizmu, feminizmu, marksizmu autonomistycznego i literatury. Dane kontaktowe: Joanna Bednarek Międzywydziałowa Pracownia Pytań Granicznych UAM Collegium Maius ul. Fredry 10 60-701 Poznań e-mail: bednarekjoanna87@gmail.com Cytowanie: J. Bednarek, Logika sensu – najbardziej lacanowska z książek Deleuze’a?, „Praktyka Teoretyczna” nr 5/2012, http://www.praktykateoretyczna.pl/ PT_nr5_2012_Logika_sensu/05.Bednarek.pdf (dostęp dzień miesiąc rok) Author: Joanna Bednarek Title: The Logic of Sense – the most Lacanian of Deleuze’s books? Summary: In his book concerning the philosophy of Gilles Deleuze, Slavoj Žižek aims to expose its difficulties and contradictions. Žižek states that Deleuze’s philosophy is marked by the coexistence of two currents: one of the incorporeal, akin to Lacanian psychoanalysis, and on the other hand the ‘vitalist’ one, based on the identification of becoming with productivity. The Logic of Sense represent the former strand, although it is also marked with the fundamental difficulty consisting in the impossibility of deciding whether the effects/event (that is, the virtual) create bodies, or, on the contrary, events are the product of bodies. The failure to resolve this paradox, combined with the influence of Guattari, was the reason why Deleuze tended to develop the simpler and less promising ‚vitalist’ ontology in his later works. But how accurate is Žižek’s insight here? Isn’t it another example of reducing every possible material to the Hegelian-Lacanian framework? Key words: Deleuze, The Logic of Sense, Žižek, Organs without Bodies, psychoanalysis, ontology, genesis

Logika sensu...


}


Michal/ Herer

Od ontologii do etyki wydarzenia

Tekst stanowi próbę podwójnej lektury Deleuzjańskiej Logiki sensu jako, z jednej strony, ontologii niecielesnych wydarzeń, z drugiej zaś – etyki wzywającej do „bycia godnym tego, co nam się przydarza”. Ten pierwszy aspekt wiąże się z koniecznością przezwyciężenia fenomenologii i zrewidowania założeń filozofii transcendentalnej. Z kolei swoją etykę wydarzenia Deleuze rozwija, nawiązując do stoików i Nietzschego, a także pisarzy takich jak Bousquet, Lowry czy Fitzgerald. Opiera się ona na imperatywie afirmacji świata jako stawania się – afirmacji zarówno na płaszczyźnie albo powierzchni czystej myśli, jak i we własnym ciele, dla którego jednak oznacza to zawsze ranę, zagrożenie rozpadem. Słowa kluczowe: to, co niecielesne, wydarzenie, sens, paradoks, etyka, wieczny powrót, stoicy, afirmacja, atletyzm

}


anzpraktyka cyteroet 5/2012

70

Dyskusję o Logice sensu należałoby może zacząć od – banalnej na pozór – uwagi, że mamy tu do czynienia z książką, Deleuze zaś był filozofem piszącym książki. Co właściwie czyni książkę książką? A w szczególności – książką filozoficzną? Co czyni nią Logikę sensu? Po pierwsze, względna autonomia myśliciela w stosunku do warunków zewnętrznych. Książka powstaje dlatego, że musi powstać, jest to jednak konieczność innego rodzaju niż ta wynikająca z akademickiego kalendarza. Deleuze, mimo że sam był wykładowcą – Różnicę i powtórzenie1 (wraz z równie obszernym traktatem o Spinozie2) przedstawił na Sorbonie jako rozprawę doktorską – mógł sobie pozwolić na pewną swobodę wobec wymogów życia uniwersyteckiego. Być może jest to kwestia zmieniających się czasów, mniejszej presji instytucjonalnej (dotyczącej publikacji, udziału w konferencjach, sesjach naukowych itd.), jakiej podlegali akademicy pół wieku temu – tak czy inaczej, autor wydanej w 1953 roku monografii poświęconej Hume’owi3 nie opublikował żadnego większego dzieła aż do pracy na temat filozofii Nietzschego w roku 19624. Rzecz trudna do wyobrażenia w dzisiejszych warunkach produkcji wiedzy… Oto jak wspominał ów okres w jednym z wywiadów: „To prawdziwa dziura w moim życiu, dziura rozciągająca się na osiem lat. Właśnie takie dziury wydają mi się interesujące w życiu ludzi”5. Wiele mówi się dzisiaj na temat ekspansji mediów elektronicznych i rychłego „końca książki”, jeśli jednak koniec ów rzeczywiście nastąpi, to nie ze względu na zmianę medium, lecz na skutek likwidacji warunków, dzięki którym prawdziwe książki (niebędące zbiorami artykułów ani tomami pokonferencyjnymi) mogą dojrzewać właśnie w takich interesujących dziurach. To w nich, jak wyjaśnia Deleuze, „dokonuje się ruch”6. Po drugie, autonomia w planie ściśle teoretycznym – każda książka zarysowuje odrębną problematykę, wymagającą do swojej eksplikacji odrębnego zestawu pojęć. Nie wyklucza to oczywiście ciągłości myśli, 1  G. Deleuze, Różnica i powtórzenie, tłum. B. Banasiak, K. Matuszewski, Warszawa 1997. 2 tegoż, Spinoza et le problème de l’expression, Paris 1968. 3 Tegoż, Empiryzm i subiektywność: esej o naturze ludzkiej według Hume’a, tłum. K. Jarosz, Warszawa 2000. 4 Tegoż, Nietzsche i filozofia, tłum. B. Banasiak, Warszawa 1993. 5 Tegoż, Negocjacje 1972-1990, tłum. M. Herer, Wrocław 2007, s. 147-148. 6  Tamże. W jego wypadku ruch ten doprowadził właśnie do przełomowej interpretacji myśli Nietzschego, a następnie, w ciągu kilku ostatnich lat dekady, do prawdziwej pisarskiej erupcji, której efektem będzie nie tylko Logika sensu oraz Różnica i powtórzenie, ale też prace o Kancie, Bergsonie, Prouście, Spinozie i Sacher-Masochu…

Michal/ Herer


71

anzpraktyka cyteroet 5/2012

meandrycznej linii łączącej dzieła napisane przez jednego filozofa. Myśl ta rozwija się jednak właśnie „z książki na książkę”. Jaki nowy problem podejmuje Deleuze w Logice sensu? Odpowiedzi dostarcza poniekąd sam tytuł; mówiąc jednak bardziej ogólnie, chodzi o zagadnienie tego, co niecielesne. W jaki sposób dzisiaj, czyli przede wszystkim: po Nietzschem, filozofia ma mówić o niecielesnym? Temu właśnie służy Deleuzjańskie pojęcie wydarzenia. Po trzecie, autonomia formy. Deleuze przeczuwał, że „nadchodzi czas, kiedy napisanie książki filozoficznej w taki sposób, w jaki czyniono to od dawna, nie będzie już możliwe”7. I nawet jeśli większość jego kolegów po fachu wciąż pisze jak „od dawna”, to dla niego samego w pewnym momencie nadszedł czas na zerwanie nie tylko z formą historyczno-filozoficznej monografii, lecz także z klasyczną formą rozprawy, w której mieści się jeszcze Różnica i powtórzenie. Forma książki filozoficznej musi być wynaleziona na nowo; co więcej – musi być wynajdowana za każdym razem, towarzysząc kreacji ściśle pojęciowej i ją uzupełniając. Często przywołuje się słowa Deleuze’a o tym, że każdy wielki filozof był zarazem wielkim stylistą, trzeba jednak pamiętać o tym, czym był dla niego styl. Otóż od stylu – a nawet, szerzej: od twórczości jako takiej – nie da się oddzielić pewnej zasadniczej niemożności. Nie można już pisać tak, jak się pisało, i właśnie z tej niemocy czerpie swą siłę eksperyment dotyczący formy. Niektóre książki Deleuze’a, zwłaszcza napisane w tandemie z Guattarim Mille Plateaux, do dziś wywołują konfuzję. Z czym mamy tu właściwie do czynienia? Z traktatem ontologicznym? Zbiorem wariacji na kilka luźno powiązanych tematów? Czym są owe plateaux i jak wyglądałaby książka składająca się z tysiąca takich „jednostek”? W Logice sensu eksperyment nie idzie jeszcze tak daleko, choć już tu pojawia się nowa forma, a mianowicie forma serialna. Na ile koresponduje ona z filozoficzną treścią tej książki, tak jak forma plateaux korespondować będzie z ontologią kłącza8? I wreszcie, Logika sensu, jak większość prawdziwych książek filozoficznych, poddaje się swoistej podwójnej lekturze. Można do niej odnieść stwierdzenie samego Deleuze’a na temat Spinozjańskiej Etyki. Tak, jak ciąg przedstawianych przez Spinozę more geometrico twierdzeń i dowodów jest stale podwajany przez „kręty łańcuch wulkaniczny” przypisków, tworzących „coś w rodzaju drugiej Etyki, która współistnieje z pierwszą,

7  G. Deleuze, Różnica i powtórzenie, s. 24. 8  Zob. G. Deleuze, F. Guattari, Kłącze, tłum. B. Banasiak, „Colloquia Communia” 1988, nr 1-3, s. 221-237.

Od ontologii do etyki wydarzenia


anzpraktyka cyteroet 5/2012

72

mając jednak zupełnie inny rytm, inny ton”9, podobnie Deleuzjańską teorię sensu zdaje się podwajać jakiś inny, podziemny tekst. Owa druga Logika jest przy tym właśnie swoistą etyką, neostoicką etyką bezcielesnego wydarzenia, „dublującą ruch pojęcia całą mocą afektu”10. Przyjrzyjmy się bliżej tym dwóm rejestrom.

I Pierwszy z nich – na którym koncentruje się większość komentatorów i któremu poświęcimy tu mniej miejsca – obejmuje ontologię sensu, będącą jednocześnie jego logiką i fizyką. Jeśli idzie o pierwszy z tych członów, już na samym początku daje o sobie znać osobliwa strategia związana z zastosowaniem paradoksu. Logika sensu, powiada Deleuze, musi być logiką paradoksalną, opartą na paradoksie: „Nie powiemy […], że paradoksy oferują zniekształcony obraz myślenia – nieprawdopodobny i niepotrzebnie skomplikowany. Trzeba chyba samemu być zbyt »prostym«, by uznać myślenie za nieskomplikowaną czynność, przejrzystą dla siebie samej, która nie uruchamia wszelkich mocy nieświadomości, wraz z wtopionym w nią nonsensem”11. Deleuzjański obraz myśli nigdy nie był prosty i właśnie dlatego paradoks odgrywa tu szczególną rolę. Nie jest ani przeszkodą w formułowaniu jasnych twierdzeń, czymś, co myśl powinna przezwyciężyć, by wkroczyć do królestwa prawdy, źródłem niebezpiecznego zamętu, ani przedmiotem inteligentnej rozrywki dla myśli zmęczonej rozwiązywaniem poważnych problemów. Pozwala jej raczej dopiero dotrzeć do tego, co problematyczne. Jest to bowiem możliwe tylko pod warunkiem przekroczenia dwóch krępujących ruchy myślenia form – zdrowego rozsądku i zmysłu wspólnego. Zdrowy rozsądek zawsze wyznacza jeden właściwy, dobry kierunek [bon sens]. „Paradoks jako pasja myślenia odkrywa wszakże, iż oba kierunki są nierozłączne, a ustalenie jednego kierunku nie jest możliwe, nie ma jednego kierunku dla poważnej myśli czy pracy i odwrotnego kierunku dla rozrywki czy marginalnych zabaw”12. „Z kolei w przypadku zmysłu wspólnego chodzi nie tyle o kierunek, ile o pewien organ. I jeśli nazywa się go wspólnym, to dlatego, że jest organem, funkcją, zdolnością iden-

9  G. Deleuze, Negocjacje, s. 171. 10 Tamże. 11  G. Deleuze, Logika sensu, tłum. G. Wilczyński, Warszawa 2011, s. 111. 12  Tamże, s. 114.

Michal/ Herer


73

anzpraktyka cyteroet 5/2012

tyfikacji sprowadzającą dowolną różnorodność do postaci Tego Samego”13. Paradoks usuwa ten organ, w wyniku czego żadne oczywiste rozpoznanie nie jest już możliwe, a różnorodność jawi się w całej swej pozytywnej złożoności. Dopiero tak „zdezorientowana” i „zdezorganizowana” myśl może zmierzyć się z pytaniem o to, co niecielesne. W dwudziestym wieku owo pytanie przybiera jednak przede wszystkim postać pytania o sens. Dlatego nowa logika bezcielesnego musi być właśnie logiką sensu, a zarazem wyzwaniem rzuconym wszystkim tym, którym ten ostatni jawi się jako coś prostego, nierozkładalnego, źródłowego. Musi być wyzwaniem rzuconym fenomenologii, a nawet – szerzej – całej tradycji filozofii transcendentalnej. Podstawowa teza tej logiki brzmi, że sens jest zawsze efektem, wytworem, produktem czegoś innego niż on sam, że sens nie rodzi się z sensu, że jest hetero-geniczny (nie tylko zróżnicowany, ale pochodzący od tego, co od niego różne, od rozmaitych postaci non-sensu, i naznaczony piętnem tego pochodzenia, ową głębszą albo bardziej radykalną postacią różnicy). Zdrowy rozsądek dopuszcza możliwość osuwania się sensu w bezsens – i już to próbuje powstrzymać ten proces z iście policyjną gorliwością i z zastosowaniem rozmaitych technik prewencyjnych, już to akceptuje go na zasadach niezobowiązującej, dowcipnej gry. Tym, co absolutnie niedopuszczalne, jest dla niego natomiast jednoczesność dwóch kierunków, obecność bezsensu w sensie i wyłanianie się drugiego z pierwszego. Czy jednak już Husserl nie wykracza poza ten horyzont, mówiąc o konstytucji sensu? Sprawa jest niezwykle złożona, o czym wiedzą zwłaszcza czytelnicy jego ineditów, przechowywanych w archiwum w Louvain. Zagadnienie „pasywnych syntez” i swoista transcendentalna proto-logika, nad którą autor Idei pracował w latach dwudziestych ubiegłego wieku14, dają się interpretować zarówno w duchu fenomenologicznej ortodoksji, jak i w duchu bardziej heretyckim, który otwiera przed filozofią transcendentalną nowe horyzonty. Deleuze widzi obie te możliwości, ostatecznie jednak dystansuje się od myśli Husserla jako wyrazu doksy, jeśli nie spod znaku zdrowego rozsądku, to przynajmniej spod znaku zmysłu wspólnego, który „przyjmuje z dobrodziejstwem inwentarza […], to, co transcendentalne, przedstawiając w postaci Osoby lub Ego”15. 13 Tamże. 14  Zob. E. Husserl, Analysen zur passiven Synthesis: aus Vorlesungs- und Forschungsmanuskripten (1918-1926), [w:] Husserliana: Edmund Husserl Gesammelte Werke, t. 11, Haag 1996 (tłum. fr. B. Bégouta i J. Kesslera: De la synthèse passive, Grenoble 1998). 15  G. Deleuze, Logika sensu, s. 166.

Od ontologii do etyki wydarzenia

Sens jest zawsze efektem, wytworem, produktem czegoś innego niż on sam, że sens nie rodzi się z sensu, że jest hetero-geniczny


anzpraktyka cyteroet 5/2012

74

Sens nie jest pierwotny, konstytutywny, lecz konstytuowany w określonych warunkach. I właśnie do tych warunków możliwości sensu stara się dotrzeć Deleuze, dokonując radykalnego przeformułowania programu filozofii transcendentalnej. Jego podstawowa zasada głosi, że „fundament nigdy nie może być podobny temu, co się na nim opiera”16. Owo podobieństwo, które ma zostać zniesione, zatarte, dotyczy samej formy Tego Samego. Z faktu, że sens już ukonstytuowany jest jednokierunkowy i daje się zidentyfikować jako ten sam w różnych wypowiedziach, nie wynika, że to, co go produkuje, również podlega zasadzie jednego słusznego kierunku i zasadzie tożsamości. A już na pewno nie wynika z niego teza o Osobie bądź Ego (czy innej postaci podmiotu transcendentalnego) jako instancji odpowiedzialnej za ową produkcję. Nawet jeśli sens jest „subiektywny”, proces jego generowania nie musi odsyłać do żadnej subiektywności. Czy jednak pozbywając się tych arbitralnych wyobrażeń co do organizacji pola transcendentalnego – wynikających z bezkrytycznego ulegania nawet przez najbardziej krytycznych filozofów zdrowemu rozsądkowi i zmysłowi wspólnemu – nie wykraczamy poza ramy transcendentalizmu? Na ile można tu jeszcze mówić o „warunkach możliwości” sensu, na ile zaś jego wyłanianie się stanowi efekt złożonych, wielokierunkowych oddziaływań o charakterze empirycznym? „Stawką podwójnej walki jest tutaj zażegnanie wszelkiego dogmatycznego pomieszania wydarzeń z esencjami, ale również wszelkiego empirycznego pomieszania wydarzenia z wypadkiem”17. Stąd Deleuzjański empiryzm transcendentalny, niebędący ani klasycznym transcendentalizmem (o ile ten ostatni poszukuje właśnie esencji, względnie konstytuującego sens czystego Ja), ani prostym badaniem empirycznym (o ile to ostatnie redukuje sens do wypadkowej fizycznych stanów rzeczy). Stąd jednak także, w ramach samej logiki sensu, figura dwóch kierunków genezy. Z jednej strony (albo uwzględniając jeden kierunek) trzeba powiedzieć, że niecielesny, idealny sens wydarza się jako efekt interakcji ciał, wytwór „cielesnych mieszanin”, jak powiada Deleuze, odwołując się do fizyki stoickiej (każde ciało jest tu właśnie mieszaniną). Z drugiej zaś – że same ciała, na równi ze zdaniami, które – zgodnie ze swymi trzema aspektami – desygnują stany rzeczy, manifestują podmiot i znaczą relacje logicznego wynikania, okazują się wytworem albo „ucieleśnieniem” niecielesnych wydarzeń. Jak pogodzić ze sobą te dwa kierunki? Jak pomyśleć paradoks sensu będącego jednocześnie efektem, który zarysowuje się na powierzchni ciał, i tym, co – samo niewzruszone i neutralne – generuje ciała i sensowne zdania? 16  Tamże, s. 143. 17  Tamże, s. 85.

Michal/ Herer


75

anzpraktyka cyteroet 5/2012

Właśnie w tym drugim znaczeniu sens jawi się jako to, co transcendentalne, a więc niejako pierwsze, jako warunek możliwości sensu ukonstytuowanego i wyrażonego w zdaniu. Pojawia się zatem podwójna trudność – dwa przeciwne kierunki genezy, a do tego jeszcze podwójne znaczenie sensu: raz jako ukonstytuowanego, raz jako tego, co konstytutywne. Ta ostatnia dwuznaczność zdaje się przeczyć wyjściowej zasadzie hetero-geniczności (niepodobieństwa warunkowanego do jego warunku). Sens zdania okazuje się ostatecznie wytworem… sensu rozumianego jako niewzruszone (całkowicie obojętne i neutralne wobec ciał i zdań, które wytwarza) wydarzenie. Kiedy jednak przyjrzymy się sposobowi, w jaki Deleuze opisuje działanie owej niewzruszonej instancji, dostrzeżemy, że transcendentalna organizacja sensu w niczym nie przypomina żadnej znanej nam „sensownej” organizacji. Właśnie dlatego do jej opisu potrzeba nowych pojęć. Niewzruszony sens z punktu widzenia zdrowego rozsądku i zmysłu wspólnego okazuje się raczej bezsensem w postaci generujących sens, ale pozbawionych go struktur („strukturalizm wykazuje, że sens tworzy się z nonsensu i z jego ciągłego przemieszczenia, że rodzi się on dzięki odpowiednim pozycjom elementów, które same w sobie wcale nie są »znaczące«”18) lub w formie „bezosobowego i preindywidualnego pola transcendentalnego”19. Ostatecznie nie ma zresztą istotowej różnicy między tymi określeniami, jako że „struktura”, sama posiadająca właśnie charakter bezosobowy i preindywidualny, stanowi tylko jedno z imion tego, co transcendentalne, warunku wszelkiej osobowości i indywiduacji. Na podobnej zasadzie – a więc, raz jeszcze, dzięki przekroczeniu formy zdrowego rozsądku i zmysłu wspólnego – daje się ominąć także pierwszy problem. Tak jak bezosobowe struktury nie są esencjami, podobnie cielesne mieszaniny, o ile wytwarzają sens (i stają się przez to przedmiotem wyższego empiryzmu20), nie są po prostu ciałami (ukonstytuowanymi, wykrystalizowanymi, stabilnymi przedmiotami możliwego rozpoznania w zdaniu typu „to jest x”). „Powstawanie sensu z ciał oznacza coś całkiem szczególnego. Tym razem chodzi o ciała ujęte w ich niezróżnicowanej głębi, w ich pulsowaniu pozbawionym jakiejkolwiek miary. Głębia ta działa w bardzo oryginalny sposób: dzięki zdolności do organizowania powierzchni i do przyoblekania się w powierzchnie”21. Właśnie w tym paradoksalnym miejscu, na powierzchni, czysta logika niewzruszonego sensu-struktury zbiega się ostatecznie z cielesną, a zara18  Tamże, s. 107. 19  Tamże, s. 148. 20  Czyli takiego, w którym sama zmysłowość „wchodzi w rozstrojoną grę”, a „jej organy stają się metafizyczne” (G. Deleuze, Różnica i powtórzenie, s. 207). 21  G. Deleuze, Logika sensu, s. 175.

Od ontologii do etyki wydarzenia


anzpraktyka cyteroet 5/2012

76

zem sensotwórczą fizyką. Ciała wytwarzają sens tylko o tyle, o ile na pewnym poziomie swojej organizacji wymykają się naiwnemu empiryzmowi i upodabniają do hiperzłożonych struktur. Zarówno osiąganie niewzruszoności, jak i wydobywanie się na powierzchnię stanowi jednak zarazem imperatyw etyczny. Przejdźmy więc teraz do drugiej Logiki.

II

Problem moralny albo etyczny pojawia się właśnie na przecięciu płaszczyzny myślenia z życiem

Na samym początku serii dwudziestej (O problemie moralnym według stoików) Deleuze przywołuje, za Diogenesem Laertiosem, stoickie porównanie filozofii do jaja. Logika to jego skorupka, fizyka – spoczywające w głębi żółtko, białku zaś, które mieści się między nimi, odpowiada etyka. I zaraz dodaje: „Czujemy jednak, że jest to już pewna racjonalizacja. Trzeba by dotrzeć do pierwotnego aforyzmu-anegdoty”22. Fragment ten warto zestawić z innym, w którym mowa o tym, że „nie należy zadowalać się ani biografią, ani bibliografią, należy dotrzeć do owego tajemnego punktu, w którym to samo staje się jednocześnie anegdotą z życia i aforyzmem w sferze myśli”23. Problem moralny albo etyczny pojawia się właśnie na przecięciu płaszczyzny myślenia z życiem, tam, gdzie życie może stać się przedmiotem afirmacji ze strony myśli lub zostać przez nią zanegowane, zredukowane, umniejszone. Najwyraźniej jest to problem tyleż stoicki, co nietzscheański… W Logice sensu synonim życia jako możliwego przedmiotu afirmacji stanowi wydarzenie. Stąd genialna w swojej prostocie Deleuzjańska formuła moralności, która „mówi nam jedynie tyle, że nie powinniśmy być niegodni tego, co nam się przydarza”24. Jeśli jednak zastanowimy się nad jej znaczeniem, szybko dojdziemy do wniosku, że prostota jest tu jedynie pozorna. Co to znaczy: być godnym tego, co nam się przydarza, być godnym wydarzenia? Kłopot z ową formułą jest podobny do tego, jaki wciąż mamy chyba z Nietzschego teorią wiecznego powrotu – nic dziwnego, że Deleuze, przybliżając jej właściwy sens, co i rusz odwołuje się właśnie do tej teorii i jej rozmaitych wykładni. Podobieństwo jest, po pierwsze, czysto formalne. Tak jak w wypadku pojęcia Nietzscheańskiego, mamy tu do czynienia z aforyzmem, który w najprostszej, najbardziej dosłownej interpretacji wydaje się zbyt banalny, by udźwignąć myślowy ciężar, jaki niesie zgodnie z deklaracją samego filozofa. 22  Tamże, s. 195. 23  Tamże, s. 179. 24  Tamże, s. 204.

Michal/ Herer


77

anzpraktyka cyteroet 5/2012

W związku z wiecznym powrotem nieraz zwracano uwagę na osobliwą dysproporcję między kardynalnym znaczeniem, jakie – w listach i rozmowach – przyznawał mu Nietzsche w ramach swej koncepcji, oryginalnością, do której rościł sobie pretensję właśnie w tym punkcie, a wtórnością owej wizji, w której to samo wiecznie powraca w nieskończonych cyklach. Czy znawca filozofii starożytnej zapomniał, że już stoicy głosili cykliczność bytu? Czyżby nie pamiętał o Heraklicie i jego teorii cyklicznego spalania się [ekpyrosis] świata25? Poza tym czy obraz wiecznego powracania tych samych stanów rzeczy można dziś traktować jako „poważną” propozycję ontologiczną? I czy da się ona pogodzić z Nietzscheańską filozofią stawania się, przeciwstawionego statycznemu, tautologicznemu bytowi? Tak samo jest z formułą Deleuze’a. Gdyby „bycie godnym tego, co się nam przydarza”, oznaczało jedynie przyjmowanie „z godnością” wszelkich życiowych wypadków, to Deleuze musiałby się jawić jako dość po-niewczesny epigon stoickiej etyki akceptacji koniecznego biegu rzeczy. Jednakże ani etyka amor fati, ani stoicka fizyka nie są – jak pokazuje to właśnie Logika sensu – niczym oczywistym. Tu kończy się też analogia formalna, a zaczyna dużo bardziej istotny związek na poziomie treści. Problem afirmacji wiecznego powrotu i problem afirmacji wydarzenia to z pewnego punktu widzenia ten sam problem etyczny, odsyłający jednocześnie do fizycznego zagadnienia konieczności, jakiej podlegają ciała, i do logicznego zagadnienia stawania się. W obu tych kierunkach. Problem moralny, według stoików, brzmi: „w jaki sposób można uchwycić wydarzenie i pragnąć go, nie odsyłając zarazem do wytwarzającej go cielesnej przyczyny, a za jej pośrednictwem – do całkowitego zbioru przyczyn, czyli do physis?”26. Albo, inaczej: jak afirmować wydarzenie, nie popadając w bierny fatalizm, akceptację konieczności? Nietzsche również mierzył się z tą trudnością w Zaratustrze: „Wszystko […] żuć i przetrawiać – to jest natura świń! Ciągle mówić potakujące »a-ha« – tego nauczył się nawet osioł i każdy, kto jest z jego ducha”27. Słowa te nieprzypadkowo padają w rozdziale O duchu ciężkości. Rzecz w tym, że nauka o wiecznym powrocie sama sprawia wrażenie tak ciężkiej i obciążającej, że trudno ją zrazu odróżnić od bezmyślnego, oślego „a-ha”. Niebezpieczeństwo owej ciężkiej wykładni nigdy nie zostaje do końca zaże25  F. Nietzsche, Filozofia w tragicznej epoce Greków, [w:] tegoż, Pisma pozostałe 1862-1875, tłum. B. Baran, Kraków 1993, s. 133. 26  Tamże, s. 196. 27  F. Nietzsche, To rzekł Zaratustra: książka dla wszystkich i dla nikogo, tłum. S. Lisiecka, Z. Jaskuła, Warszawa 1999, s. 250.

Od ontologii do etyki wydarzenia


anzpraktyka cyteroet 5/2012

Bycie godnym tego, co się nam przydarza, nie oznacza akceptacji konieczności, że potrzeba tu czegoś wręcz przeciwnego

78

gnane, stale zagraża Zaratustrze, czasem pojawiając się z najmniej oczekiwanej strony, jak wtedy, gdy jego zwierzęta intonują: „Wszystko odchodzi, wszystko powraca; wiecznie toczy się koło bytu”28. Nauczyciel wiecznego powrotu wie, że jego pieśń nazbyt łatwo może przerodzić się w „katarynkową śpiewkę liryczną”29. Wieczne To Samo – to myśl najcięższa, a zarazem niebezpiecznie podobna do jego własnej myśli. Wypowiada ją również obmierzły „pół karzeł, pół kret, bezwładny, obezwładniający”, który siedzi na ramionach Zaratustry: „Wszelka prawda jest pokrętna, sam czas jest kołem”30. Czy myśl ta nie przypomina jednak także stoickiej teorii przeznaczenia, które niepodzielnie rządzi biegiem rzeczy i przed którym należy się ugiąć? Otóż Deleuze przekonuje, że stoikom udaje się wydostać z pułapki fatalizmu za pomocą pewnego wynalazku natury pojęciowej. Wprowadzają oni mianowicie nowy podział w ramach relacji przyczynowej. […] Odsyłają przyczyny do przyczyn, potwierdzając łączący je związek przyczynowy (przeznaczenie), skutki zaś odsyłają do skutków, również między nimi ustalając pewne związki. Te ostatnie mają jednak zupełnie inny charakter: bezcielesne skutki nie są nigdy jedne dla drugich przyczynami, lecz wyłącznie „pseudoprzyczynami”31.

W ten sposób stoicyzm może – właśnie na poziomie wolnych skutków-wydarzeń, których wytwarzanie jest racją istnienia przyczyn jako takich – przeciwstawiać przeznaczenie konieczności, inaczej niż epikureizm, który – za sprawą pojęcia clinamen, odchylenia ruchu atomów – próbuje myśleć przyczynowość bez przeznaczenia. Wszystko to jest Deleuze’owi potrzebne do tego, by pokazać, że bycie godnym tego, co się nam przydarza, nie oznacza akceptacji konieczności, że potrzeba tu czegoś wręcz przeciwnego. „Kolistość” czasu oznacza przede wszystkim brak początku i końca, bezmierność samego stawania się. Dlatego właściwy sens wiecznego powrotu, zatarty w dosłownej, banalnej wykładni, „polega na tym, że w żadnej mierze nie wyraża on porządku, który przeciwstawiałby się chaosowi lub go opanowywał. Wprost przeciwnie – nie jest on niczym innym jak chaosem, mocą afirmacji chaosu”32. I na tym, zdaje się, polega też problem moralny neostoika Deleuze’a – jak afirmować chaos albo stawanie się? Jak afirmować czyste wydarzenie jako „pseudoprzyczynę”? 28  29  30  31  32 

Tamże, s. 278. Tamże, s. 279. Tamże, s. 204-205. G. Deleuze, Logika sensu, s. 21-22. Tamże, s. 347-348.

Michal/ Herer


79

anzpraktyka cyteroet 5/2011

Pierwsza odpowiedź, jakiej udziela na to pytanie już w serii dziesiątej – a więc na dobrą sprawę jeszcze przed jego zadaniem – wydaje się całkiem naturalna i zgodna z naszą wyjściową intuicją: „afirmować cały przypadek, czynić przypadek przedmiotem afirmacji – do tego zdolna jest wyłącznie myśl”33. Tylko czysta myśl jest w stanie dotrzeć do tego, co bezcielesne, do sensu jako niewzruszonego, neutralnego wydarzenia, oparu unoszącego się nad cielesnymi mieszaninami. Deleuze z całą pewnością należał do tych – być może coraz mniej licznych – filozofów, którzy w dwudziestym wieku zachowali niezachwianą wiarę w moc myślenia. Jedną z najbardziej dobitnych manifestacji tej wiary jest właśnie Logika sensu, z jej teorią „płaszczyzny metafizycznej” i przejścia „od ust do mózgu”, umożliwiającego narodziny sensownej mowy. Znajduje ona jednak wyraz także i później, aż do ostatniej, napisanej wraz z Félixem Guattarim książki poświęconej filozofii jako formie myśli. Są rzeczy, o których da się tylko myśleć, właściwe „rzeczy myślenia”, które potrafi ono sproblematyzować dzięki swej nieskończonej prędkości. A ściślej rzecz biorąc – jest to właśnie cząstka chaosu tkwiąca w każdej rzeczy. Tylko myśl, w szczególności myśl filozoficzna, trwa przy tym, co chaotyczne, nie szukając schronienia w doksie34. Dodatkowo wątek ten daje się łatwo uzgodnić ze stoicyzmem Deleuze’a – czyż stoicy nie twierdzili, że prawdziwą wolność człowiek osiąga jedynie w sferze myśli albo przedstawień, tylko te bowiem, w odróżnieniu od fizycznych stanów rzeczy, pozostają pod jego kontrolą? Musimy być jednak czujni. Lektura Deleuze’a jak mało co sprawia wszak, że rozstajemy się z obiegowymi wykładniami problemów i „naturalnymi” odpowiedziami na rozmaite pytania. Gdy mowa o bezcielesnych wydarzeniach, nieprzypadkowo powracają zawsze podobne przykłady. Joë Bousquet mówiący: „moja rana istniała już przede mną, urodziłem się po to, by ją urzeczywistnić”35. Konsul z powieści Lowry’ego w stanie permanentnego delirium zmierzający ku ostatecznej katastrofie. Bohaterowie Fitzgeralda, którzy „nie próbowali dokonać niczego nadzwyczajnego, co byłoby ponad ich siły, a przecież budzą się niczym po bitwie, która ich przerosła, załamani na ciele, z nadwyrężonymi mięśniami, obumarli na duchu”36. Wszędzie pojawia się owo załamanie, pęknięcie – to właśnie ono „nie jest ani

33  Tamże, s. 94. 34  Zob. G. Deleuze, F. Guattari, Co to jest filozofia?, tłum. P. Pieniążek, Gdańsk 2000, s. 229-230. 35  G. Delezue, Logika sensu, s. 203. 36  Tamże, s. 210.

Od ontologii do etyki wydarzenia


anzpraktyka cyteroet 5/2012

80

wewnętrzne, ani zewnętrzne”37, lecz „na granicy, pozazmysłowe, bezcielesne, idealne”. „Wszelkie życie jest, rzecz jasna, procesem rozpadu. […] Całe dzieło Fitzgeralda – powiada Deleuze – sprowadza się do swoistego rozwinięcia tej frazy, zwłaszcza owego »rzecz jasna«”38. I wreszcie sama śmierć, splendor śmierci „bezcielesnej, bezokolicznikowej, bezosobowej”39, niewzruszoność owego umiera-się, które egzorcyzmował Heidegger i które tryumfalnie powraca w dziele Maurice’a Blanchota. „Czy są to tylko przykłady? A może każde wydarzenie ma w sobie coś z […] bitwy czy skaleczenia – sięga tym głębiej, że dzieje się na powierzchni, jest tym bardziej bezcielesne, że przebiega wzdłuż ciał?”40. Zgodnie z podwójnym kierunkiem genezy bezcielesny sens stanowi jednocześnie powierzchniowy efekt oddziaływań między ciałami oraz to, co się w nich ucieleśnia – tak czy inaczej, ciała nie da się wymazać. Bycie godnym wydarzenia musi zatem wiązać się zarówno ze zdolnością jego afirmacji przez myśl, jak i z jego doświadczeniem na własnej skórze, to zaś oznacza zawsze ranę, i to ranę śmiertelną. Jak pogodzić ze sobą, tym razem w wymiarze etycznym, dwa kierunki, afirmację stawania się przez czystą myśl i urzeczywistnienie wydarzenia we własnym ciele? Tak jak etyka mieści się między logiczną skorupką a głębią fizycznego żółtka, i tak jak wydarzenie jest jednocześnie bezcielesnym i czymś, co stanowi powierzchniowy efekt mieszania się ciał, a także (zgodnie z drugim kierunkiem genezy) samo się w nich ucieleśnia, tak afirmacja wydarzenia ma nieodmiennie dwa uzupełniające się aspekty albo dwa oblicza. Najwyższej mocy pojęcia towarzyszy tu swoisty atletyzm41. „Nie wiemy, do czego zdolne jest ciało”, powiada Deleuze za Spinozą. Wydarzenie jest tym, co poddaje ciało próbie, testuje granice jego możliwości, jest właściwym życiem ciała, co oznacza jednak także, „rzecz jasna”, proces rozpadu. Należy tu jednak zastrzec, że – podobnie jak cielesne mieszaniny odpowiedzialne za dynamiczną genezę sensu – owo żyjące i rozpadające się ciało nie jest po prostu organizmem czy konstelacją stanów rzeczy. Wciąż obowiązuje zasada wyższego empiryzmu, każąca ujmować same ciała „w ich pulsowaniu pozbawionym jakiejkolwiek miary”. Nie chodzi więc o prostą degrengoladę czy dysfunkcjonalność 37  Tamże, s. 211. 38  Tamże, s. 210. 39  Tamże, s. 207. 40  Tamże, s. 27. 41  Zob. G. Deleuze, Francis Bacon: logique de la sensation, Paris 2002 (wyd. 1 1981), s. 21-26. „Atletyzm” oznacza tu szczególny, nadludzki wysiłek figur Bacona, wysiłek ciała próbującego w spazmie, krzyku i najwyższym napięciu „wymknąć się samemu sobie”; poszukującego swej „linii ujścia”.

Michal/ Herer


anzpraktyka cyteroet 5/2012

81

ciała, lecz o jego eksperymentalną deregulację, pozwalającą czasem odkryć albo raczej wytworzyć funkcje całkowicie nowe, nieznane. To właśnie nazywa Deleuze cielesnym „przeciwurzeczywistnieniem” wydarzenia. „Wiecznej prawdy” tego ostatniego „nie da się uchwycić, jeśli wydarzenie nie wpisze się również w ciało; za każdym razem wszelako trzeba podwajać to bolesne urzeczywistnienie ograniczającym je, odgrywającym i przeistaczającym przeciwurzeczywistnieniem”42. Wówczas nawet choroba może stać się wydarzeniem, którego trzeba okazać się godnym, tak jak w wypadku Nietzschego: trajektoria owego wydarzenia, które stanowiło inspirację dla całego dzieła, a częściowo także dla życia, nie ma przecież nic wspólnego z ogólnym paraliżem, z migrenami ocznymi czy z wymiotami, na które cierpiał Nietzsche, chyba że w sensie nadania temu wszystkiemu zupełnie nowej przyczynowości, to znaczy: wiecznej prawdy, niezależnej od cielesnego urzeczywistnienia, w sensie stylu dzieła wkraczającego na miejsce mieszanin ciała43.

Tak oto ponownie docieramy jednak do konieczności myślenia. W końcówce serii dwudziestej drugiej (Porcelana i wulkan) Deleuze przywołuje słowa Burroughsa: „wszystko, co da się osiągnąć za pomocą środków chemicznych, można też osiągnąć inaczej”44. Jak? Łącząc eksperymentalny atletyzm ciała z atletyzmem myśli… Właściwym problemem moralnym, według Logiki sensu, jest problem „innego zdrowia”, będącego „niczym ciało zdolne przetrwać własną ranę”45. I w pewien sposób pozostaje nim także później, gdy – w Anty-Edypie – ciało-maszyna podłączy się do innych maszyn. W międzyczasie dokonuje się jednak wyraźna zmiana tonu. Śmierć, rana i choroba schodzą na dalszy plan, ustępując miejsca innym katalizatorom stawania się. Nawet sama schizofrenia jest tu nie tyle chorobą, ile czystą mocą rojenia [délire] i odjazdu [dérive]. Niewzruszoność i wieczna prawda sensu wydarzenia zostają zastąpione przez pragnienie. Zmianę tę zapowiadają już zresztą niektóre fragmenty Logiki, zwłaszcza te poświęcone Tournierowskiemu Robinsonowi, „który staje się bytem elementarnym na swojej wyspie, bez reszty oddającej się we władanie żywiołów: słoneczny Robinson na solarnej wyspie, uranizm na Uranie”46. Następna książka jest blisko.

42  43  44  45  46 

G. Deleuze, Logika sensu, s. 219. Tamże, s. 156. Tamże, s. 220. Tamże, s. 219. Tamże, s. 398.

Od ontologii do etyki wydarzenia


anzpraktyka cyteroet 5/2012

82

Michał Herer – ur. 1977, od 2004 roku wykłada w Instytucie Filozofii UW. Zajmuje się problematyką współczesnej myśli krytycznej. Autor monografii Gilles Deleuze: Struktury – Maszyny – Kreacje (Kraków 2006) oraz esejów na temat filozofii nowożytnej i współczesnej, poświęconych między innymi Spinozie, Heglowi, Kierkegaardowi, Bataille’owi i Adornowi. Tłumacz Foucaulta, Deleuze’a i Althussera. Dane adresowe autora: Instytut Filozofii UW Krakowskie Przedmieście 3 00-927 Warszawa e-mail: michal.herer@gmail.com Cytowanie: M. Herer, Od ontologii do etyki wydarzenia, „Praktyka Teoretyczna” nr 5/2012, http://www.praktykateoretyczna.pl/PT_nr5_2012_Logika_ sensu/06.Herer.pdf (dostęp dzień miesiąc rok) Author: Michał Herer Title: From Ontology To the Ethics of the Event Summary: The text is an attempt of a double reading of Gilles Deleuze’s Logic of Sense as an otology of incorporeal events as well as an ethics calling for “being worthy of what happens to us”. The first aspect refers to the necessity of overcoming phenomenology and revisiting the foundations of transcendentalism, while in his ethics of the event Deleuze draws inspiration from stoics and Nietzsche, as well as writers like Bousquet, Lowry and Fitzgerald. It is an ethics based on the imperative of affirmation of the world as becoming – an affirmation both on the level or surface of the pure thought and in one’s own body, for which such an act means always a kind of wound or the threat of breakdown. Key words: the incorporeal, event, sense, paradox, ethics, eternal return, stoics, affirmation, athleticism.

Michal/ Herer


Andrzej Leder

Logika sensu, logika traumy. Uwagi do lektury Gilles’a Deleuze’a

Tekst, przedstawiony w formie notatek z lektury, stawia sobie dwa cele. Z jednej strony próbuje pozostać wierny stylistyce i intencji, określającym myśl Deleuze’a, z drugiej, nakreślić pewną trajektorię różnicy, pozwalającej na zaznaczenie możliwości innego, alternatywnego czytania zjawisk i paradoksów, poruszanych przez autora Logiki sensu. Podstawowa intuicja, określająca tę alternatywną lekturę, wiąże się z utożsamieniem logicznej dysjunkcji z traumą, tak jak rozumiana jest ona w myśli psychoanalitycznej. To utożsamienie pozwala, zgodnie z intencją autora tekstu, przerzucić pomost pomiędzy seriami „logicznymi” a „psychoanalitycznymi”, zamknąć je w jednej topologii. Słowa kluczowe: Deleuze, Lacan, logika, trauma, język, mowa, płaszczyzna, topologia

}


anzpraktyka cyteroet 5/2012

84

Uwaga wstępna Zacznę od specyfiki mojej lektury Deleuze’a. Korzystając z tego, że w samej Logice sensu jest bardzo wiele odwołań do wyobraźni matematycznej, sam odwołam się do opisywanych w matematyce istot dwuwymiarowych, żyjących na powierzchni. Nazwijmy je płaszczowcami1. Taki płaszczowiec może podejrzewać istnienie obiektów trójwymiarowych, ale doświadcza tylko tego i percypuje tylko to, co ma dwa wymiary. Linia jest dla niego murem nie do przebycia. I oto do płaszczyzny, na której żyje płaszczowiec, zbliża się trójwymiarowa sfera, czyli kula. To, co płaszczowiec może zauważyć, to miejsce przecięcia owej sfery z jego płaszczyzną. Na początku, w momencie gdy kula dotknie płaszczyzny, zobaczy punkt. Ten, w miarę jak kula zagłębia się w płaszczyznę i ją przecina, zacznie rozszerzać się w okrąg, w pewnym momencie osiągnie swój największy obwód, by nagle zacząć się zmniejszać, zwinąć w punkt, a po chwili zniknąć. Płaszczowiec rozpoznaje tylko ową sferę przecinania się kuli i jego płaszczyzny. O tych punktach i okręgach może opowiedzieć. Tak jest z moim doświadczaniem myśli Deleuze’a. W zgodzie z tym, co w połowie mniej więcej tekstu zostaje powiedziane o statusie filozofa po rewolucji stoickiej („filozof nie jest już człowiekiem podziemi ani duszą czy ptakiem, jak u Platona, lecz płaskim zwierzem powierzchni […]” [185]2), opisuję doświadczenie przecięcia czegoś inaczej-wymiarowego, rozpisanego w innej przestrzeni, z moją płaszczyzną doświadczeń filozoficznych. W zupełnie innej poetyce podobną myśl formułuje Gershom Scholem, opisując pierwsze zetknięcie umysłu z nazywaniem tego, co naprawdę Inne. Pisze o filozofie neoplatońskim, „stara[jącym] się, jakkolwiek z wahaniem, mieć spojrzenie otwarte na sferę, która nie poddaje się żadnemu ujęciu symbolicznemu”3. Potem zaś z rezygnacją Scholem zauważa, że wobec zupełnej niemożności uchwycenia tego, co nieuchwytne, „wiele zależało od tego, jak pomyślane zostały pierwsze kroki”4 wyłaniania się owej sfery na płaszczyźnie myślenia. 1  Istnieje w Polsce uzus językowy, nazywający tak pomyślane istoty „płaszczakami”. Słowo „płaszczowiec” wydaje mi się bardziej odpowiednie, również przez skojarzenie z płaszczem jako powierzchnią zamykającą czy osłaniającą coś wielowymiarowego. 2  Jeśli nie zaznaczono inaczej, wszystkie numery stron w nawiasach kwadratowych odnoszą się do: G. Deleuze, Logika sensu, tłum. G. Wilczyński, Warszawa 2011. 3  G. Sholem, O głównych pojęciach judaizmu, tłum. J. Zychowicz, Kraków 1989, s. 23. 4  Tamże.

Andrzej Leder


85

anzpraktyka cyteroet 5/2012

Uwagi, które sformułuję w dalszej części tekstu, są właśnie śladami przecięcia wielowymiarowej sfery, jaką tworzy Logika sensu, z płaszczyzną myślenia istoty żyjącej na pewnej określonej w swoim sensie powierzchni. Każda z tych uwag odnosi się do jakiegoś miejsca w Deleuzjańskiej serii, miejsca, które zostawiło określony ślad, przecinając płaszczyznę mojego myślenia. Są one jednocześnie zapisem pierwszych kroków lektury tej zadziwiającej, splątanej książki.

Uwaga do serii I Na początku swego wywodu Deleuze odsłania zapoznaną opozycję, tkwiącą w myśli Platona: „Bo cieplejsze wciąż idzie naprzód, i nie stoi w miejscu, zimniejsze tak samo. A określony stopień stoi i nie idzie dalej” [16]. I zauważa, iż „sam Platon zadaje sobie czasem pytanie, czy owo czyste stawanie nie pozostaje aby w nader szczególnej relacji do języka” [16]. Przyjmujemy, że pozostaje, oraz że „kiedy jednak rzeczowniki i przymiotniki zaczną się rozpływać, kiedy nazwy odsyłające do zatrzymania i spoczynku dają się porwać czasownikom czystego stawania się” [18], robi się naprawdę ciekawie. Jednak ślad w mojej myśli pozostawia pytanie o „pierwsze kroki” przekraczania tej opozycji, to znaczy o to, jak owa obiektywna, czasownikowa struktura wydarzenia [18] staje się przymiotnikowo-rzeczownikowym trwaniem? Szczególnie, że owe czasownikowe wydarzenia są też na swój sposób „niewzruszone”, są „niewzruszalnym rezultatem” [20]. Mamy więc dwie stałości, „niewzruszoność” i „trwanie”, jakoś zupełnie różne. Z punktu widzenia języka: czasownik w bezokoliczniku nie jest zorientowany od podmiotu do przedmiotu – „być” czy „pragnąć” rozwija pewną przestrzeń, rozmaitość – przyjmijmy, że płaszczyznę – na której wszystko jeszcze może się zdarzyć. Bezokolicznik jest rzeczywiście paradoksalny, jak te „nietoperze” i „koty”, o których tyle mowy. To, kto będzie pragnął kogo, jest kwestią dystrybucji, która zdarzy się w tej przestrzeni w momencie wypowiadania. Dopiero język określi dystrybucję, do czego wrócimy w końcowej części wywodu.

Uwaga do serii II Z rozważań o powierzchniowym charakterze zdarzeń językowych, gdy Deleuze mówi, że „ciągłość zewnętrznej i wewnętrznej strony płaszczy-

Logika sensu, logika traumy


anzpraktyka cyteroet 5/2012

86

zny zastępuje oto wszelkie stopnie głębi” [28], wynikałoby, że de Saussure był stoikiem. Jest to myśl mi bliska: de Saussure jest analogonem Freuda, a że Freud był stoikiem – jestem przekonany. Argument „z teorii” na rzecz tego wniosku mówi o tym, że jedno z ważniejszych pojęć de Saussure’a, charakteryzujących fakt językowy, „wartość”, jest opisane przez dwie zmienne rozłączne, a więc jak każdy punkt na powierzchni. U de Saussure’a mówimy więc już o powierzchni faktów językowych, o swoistej geometrii analitycznej języka. Może więc nie tylko rozważania Lacana o zagubionym liście, a właśnie Saussure’owska teoria wartości jest „strukturalistycznym” źródłem kluczowego dla Deleuze’a pomysłu o powierzchniowym charakterze języka? W każdym razie rozszczepienie języka na dwie zmienne rozłączne konceptualizuje się znakomicie w odesłaniu „[j]uż to do deklinacji przyczyn, już to do koniugacji skutków” [22]. Deklinacja będzie zawsze pytać o „kto, co?”, „kogo, czego?” i tak dalej, aż do wołacza „O! Ty...”; koniugacja – raczej „kiedy?”, „gdzie?”, „jak?”. Choć przecież koniugacja i deklinacja spotykają się w tym „kto i co?”, czyli odmianie przez osoby. Zawsze rozdzierane przez dwie logiki – deklinacyjną i koniugacyjną. Oczywiście to spotkanie deklinacji i koniugacji możliwe jest dzięki istnieniu imiesłowów; pomiędzy czasownikiem „być” a, powiedzmy, imieniem własnym „Chryzyp” jest imiesłów: „będący”, który deklinuje się, choć przed chwilą się koniugował. Tak więc idealna rozłączność czasownikowych „wydarzeń” i rzeczownikowych „przyczyn” przekształca się w „imiesłowowym” wezwaniu. Od koniugacji do deklinacji przechodzi się przez bramę wołacza, jak zauważa zresztą tak Lévinas, jak Lacan.

Uwaga do serii III W serii trzeciej „pierwszym krokiem” (Scholem) pomiędzy koniugacyjnością wydarzeń a deklinacyjnością wszystkiego innego, jest kwestia przejścia opisanego następująco: „między desygnowaniem a manifestowaniem dokonuje się to samo przesunięcie wartości logicznych, z jakim mamy do czynienia w akcie cogito: nie ma odtąd prawdy i fałszu, a tylko prawdomówność i oszustwo” [32]. I jedno, i drugie to w gruncie rzeczy bezokoliczniki, nie wiadomo, kto mówi prawdę i kto kłamie, ale oszustwo wydaje się bliższe istoty Cogito. Oszustwo jest traumatyczne i konieczne; w tej kwestii istotne jest spostrzeżenie Alicji: „gdybyśmy odzywali się tylko wtedy, kiedy ktoś się do nas odezwie […], nikt nie mógłby się odezwać” [37], a przecież, jak zauważa Derrida, mówimy: Cogito, tak jakby ktoś nas o nie pytał, choć nikt nie pyta. „Jakby” odpo-

Andrzej Leder


87

anzpraktyka cyteroet 5/2012

wiadamy, więc dokonuje się tu oszustwo, ale jest to oszustwo przed pojawieniem się Ja, oszustwo bezokolicznikowe. Dlatego nie do końca zgodziłbym się z tym, że „w porządku wypowiedzi wszystko zaczyna się od Ja, i jest to początek absolutny” [33]. Cogito, ustanowienie efektu Ja, jest już odpowiedzią na niezadane pytanie, jest pragnieniem pytania, iluzją bez podmiotu, fałdą. „Pierwszy raz może być już tylko drugim razem” [258], napisze dalej Deleuze.

Uwaga do serii IV Alternatywa jedzenia i mówienia, z powodu której „Alicję dręczą koszmary związane z pochłanianiem i byciem pochłanianą” [45], jest ważna, ale wtórna. Pochłanianie i bycie pochłanianym samo w sobie nie jest niczym koszmarnym, bowiem stanowi przywrócenie ciągłości, akt naprawczy wobec wszystkich zerwań, dysjunkcji. Mówienie podejmuje podobną próbę, ma jak najlepsze intencje, ale jest w tej kwestii o wiele mniej skuteczne; mówienie raczej maskuje zerwania i granice, niż je unicestwia. Tak czy inaczej, i z pozycji jedzenia, i mówienia, fantazje na temat zjedzenia obiektu miłości: „zjem Cię, pączusiu”, są raczej miłe i pogodne, a nie straszne. Dopiero z perspektywy Alicji, bardzo niepewnej dysjunkcji i granicy, którą ona wyznacza, pochłanianie jawi się jako koszmar. Ten koszmar jest zresztą jakimś koszmarem niestosowności: „Jak wymówić się od zjedzenia puddingu, skoro było się mu przedstawioną?” [45] Ale jak go zjeść? W tym polu nie ma wektora.

Uwaga do serii V Paradoksy odsłaniają nieciągłość, którą maskuje mówienie; zauważmy: nie tyle język, co mówienie. Dotyczy to chyba wszystkich paradoksów, mnie tutaj najbardziej zaciekawił paradoks regresu w nieskończoność. Deleuze pisze: „Regres ten świadczy jednocześnie o najwyższej bezsilności tego, kto mówi, oraz o najwyższej mocy języka” [52]. Bezsilność i moc są dość dobrze zdefiniowane, bezsilnością „jest […] moja niezdolność do wypowiedzenia sensu tego, co mówię” [52], nieskończoną mocą języka to, że „jeśli zgodzimy się, by uznać zdanie za rodzaj nazwy, wydaje się, że każda nazwa odnosząca się do konkretnego przedmiotu sama może z kolei stać się przedmiotem innej nazwy, która odsyła do jej sensu” [53].

Logika sensu, logika traumy


anzpraktyka cyteroet 5/2012

88

Wyraźnie obecny u Deleuze’a Husserl wywołał tę operację z otchłani scholastycznej logiki, gdzie spoczywała pod nazwą suppositio materialis. Otóż czego właściwie dotyczy owa moc? Za pomocą supozycji tworzy ona efekt nieskończoności. Jednak podejrzewać można, że ów nieskończony ciąg zbiega się w jakiejś granicy – „granice mojego języka…”, mówił Wittgenstein. Maskowaniu tej granicy w gruncie rzeczy służy moc języka, wyrażająca się w mówieniu. Jest to, jak już mówiłem, próba przywrócenia ciągłości przez sugerowaną w mówieniu nieskończoność; próba, która kończy się jeszcze większą porażką niż pochłanianie jakiegoś indywiduum.

Uwaga do serii VI Oczywiście takie odesłania, o jakich była przed chwilą mowa – od nazwy stającej się przedmiotem do sensu – układają się w serie. I oczywiście, gdy odsłaniamy serie ukrywane przez sugerowane continuum mówienia, to natychmiast odsłania się też to, że „zachodzi między nimi istotny odstęp”, co więcej, „przesunięcie czy odstęp nie są tu bynajmniej przebraniem” [66]. Serie konstytuują się „właśnie w tym podwojeniu, odnosząc się do drugiej serii jedynie przez tę wariację” [66]. Dodałbym do tego tyle, że jeśli wariacje/przesunięcia/odstępy są nieciągłościami czy osobliwościami różnego typu, odsłanianymi w pozornym continuum języka przez paradoksy, to ponieważ paradoksy są różnego typu (oparte na regresie, dysjunkcji itd.), to również te wariacje są różnego typu. A więc mamy do czynienia nie tyle z dwiema seriami, organizowanymi przez jakąś wariację, co z pewną grupą wariacji, nieciągłości, organizujących swoje serie w pewnej rozmaitości i przez to nadających jej taką a nie inną topologię. Lacan nazywał takie „punkty nieciągłości” maitres signifiants, co tłumaczę jako „znaczące suwerenne”. Oczywiście rozważyć by trzeba to, czy nie jest to efekt ruchu owej „szczególnej i paradoksalnej instancji, niedającej się sprowadzić do żadnego z elementów serii ani do żadnej relacji między tymi elementami” [67], która w różnych pozycjach owej rozmaitości jawi się jako ta czy inna wariacja.

Uwaga do serii VII Poza paradoksami, słowotoboły, mots-valises, to inny sposób ujawniania nieciągłości. „Rolą słowotobołu będzie zawsze rozwidlanie serii, w którą

Andrzej Leder


89

anzpraktyka cyteroet 5/2012

zostanie włączony” [76]. Analiza słowa „zgroźliwy” pokazuje wyraźnie, jak się to odbywa – słowo ufundowane jest na „ściśle rozłącznej syntezie”, syntezie dysjunkcji; tak jak suppositio materialis jest swoistą syntezą nieskończonego regresu. Trzeba przy tym zauważyć, że język nie lubi słowotobołów, w zasadzie nie używa ich, zdecydowanie woli metafory. Można powiedzieć, że język ich unika, bo demaskują jego roszczenie do wszechmocy, mówiąc: albo-albo. Carroll, używający ich tak często, wyraźnie jest wobec języka złośliwy, nie lubi go, tak jak nie lubi chłopców, „bowiem cechuje ich nadmiar głębi, fałszywej głębi”, „fałszywej mądrości i zwierzęcości” [27], cechujący też język. Po stronie języka stoi jednak to, że operowanie syntezą dysjunktywną wymaga, według samego Carrolla, „najrzadszego z darów, jakim jest umysł doskonale zrównoważony” [76]. Wiemy już, dlaczego tak rzadko pojawiają się prawdziwe słowotoboły.

Uwaga do serii VIII „[P]rawo ciąży nad nami, jeszcze zanim dowiemy się, co jest jego treścią i mimo że nigdy nie dowiemy się tego dokładnie” [79]. Nie dowiemy się nigdy dlatego, że jest ono tylko pozornie racjonalne i obdarzone znaczeniem, w gruncie rzeczy charakteryzuje je arbitralność podobna do tej rozpatrywanej przez de Saussure’a w stosunku do związku znaczącego ze znaczonym. Prawo pozytywne to tylko rozwinięcie osobliwości, których źródło jest, jak wiadomo, przedmiotem burzliwych dyskusji, ze znaczącymi głosami Schmitta, Arendt i Benjamina. Inne aspekty tego spostrzeżenia pozostawimy na później.

Uwaga do serii IX Idealne wydarzenie to czasownik, jawiący się jako odczasownikowy rzeczownik: bycie, zielenienie, człowieczenie… Deleuze dopowiada: „To pewna osobliwość. […] Są to ostrza, punkty przegięcia krzywej itp., zwężenia, węzły, ogniska, sploty i ośrodki, punkty topnienia, kondensacji, wrzenia…” [83]. Wszystkie te rodzaje osobliwości domagają się pewnego środowiska, jakiejś przestrzeni, w której mogą przeginać, zwężać, zawęźlać, ogniskować, splatać i w podobne sposoby organizować jej topologię. Deleuze cytuje Proklosa, który wydarzenia logiczne, a właściwie matematyczne, umieszcza w przestrzeni problematycznej,

Logika sensu, logika traumy


anzpraktyka cyteroet 5/2012

90

przeciwstawiając ją teorematycznej („teoremat odnosi się do własności dających się wydedukować z esencji” [85]). Przestrzeń problematyczna, pozwalająca myśleć poprzez wydarzenia i czasowniki, rzeczywiście domaga się wypowiedzenia; jej cechą jest niestabilność wszelkiej równowagi (słowotoboły), tak jak cechą przestrzeni teorematycznej jest próba nadmiernej stabilizacji równowagi, co nieobce jest dyskutowanej wcześniej intencji języka. Niestabilność punktów równowagi w ogóle pozwala – tzn. jest warunkiem koniecznym – na pojawienie się gry opisywanej w serii dziesiątej, to znaczy gry, w której „nie ma żadnych reguł uprzednich, a każda kolejna zagrywka określa własne reguły” [92]. Jest to zresztą zasada interpretacji psychoanalitycznej, co tak irytuje wszystkich tych, którzy psychoanalizę chcieliby wpisać w taki czy inny pozytywny paradygmat naukowy.

Uwaga do serii XIII Związek schizoidalności z językiem mówi bardzo wiele o języku. Deleuze wykorzystuje to w precyzyjny sposób. Pisze, że osobnik schizoidalny „zwiększa napięcie powierzchni, aby zamknąć się przed rewelacjami wysokości albo pionu” [256]. W ten sposób psychotyk odcina się od wymiaru wertykalnego. Ale też, ponieważ dobry obiekt, charakterystyczny dla pozycji depresyjnej, będącej logiczną alternatywą wobec psychotyczności, „utrzymuje złożone stosunki z id” [256], czyli z głębią, psychotyk musi się od owej głębi odcinać. Rozbudujemy więc tezę Deleuze’a w taki sposób: schizofrenik zwiększa napięcie powierzchni, by zamknąć się tak samo przed rewelacjami wysokości, jak przed monstrami z głębi. Jest tylko na powierzchni, unikając wszelkich „efektów”, tak efektu osoby, Ja, jak efektu rzeczy, indywiduum. Jest skrajnie językowy. Dlatego Freud może napisać w dyskusji przywołanych przez Deleuze’a symptomów: Zastanawiając się, co nadaje schizofrenicznej formacji zastępczej oraz symptomowi schizofrenicznemu tak osobliwy charakter, pojmujemy w końcu iż chodzi tu o przewagę stosunku słownego nad stosunkiem rzeczowym. Wyciskanie wągra i ejakulację wiąże na płaszczyźnie rzeczowej doprawdy niewielkie podobieństwo […], ale i w wypadku wągra, i w wypadku penisa mamy do czynienia z wytryskiem5.

5  Z. Freud, Psychologia nieświadomości, tłum. R. Reszke, Warszawa 2007, s. 126.

Andrzej Leder


anzpraktyka cyteroet 5/2012

91

Zwróćmy uwagę – stosunek słów, w którym same słowa mają sensy; słów-zdań, podlegających „kondensacji i przesunięciu”6. Stosunek słów/ sensów/rzeczy, rozgrywający się wyłącznie na płaszczyźnie, zrozumiały jest tylko jako odcięcie tak wysokości, jak głębi. Jest to formacja obrony przed tyranią pionu i monstrualnością otchłani. Freud komentuje: Na tym polega jednak trudność zrozumienia. Okazuje się, że obsada wyobrażenia słownego nie należy do aktu wyparcia [czyli zagłębiania się w otchłań – AL], lecz że stanowi ona pierwsze próby restytucji […], które w tak spektakularny sposób dominują w obrazie schizofrenii7.

Restytucji czego? – można by zapytać. Sugerowałbym restytucję płaszczyzny sensu, która jednak musi być ochroniona przed dwoma własnymi efektami: uleceniem w górę i zapadnięciem się w głębię. „W tym sensie (tak mocno uwypuklane przez Melanie Klein [będącej tutaj nieodrodną kontynuatorką Freuda – AL]) procesy ‘naprawcze’ zdają się należeć do samej istoty powierzchni, która działa właśnie kojąco”, komentuje Deleuze [270]. Albo, mówiąc inaczej, język sam jest momentem naprawczym, co Franz Kafka z właściwą sobie precyzją ujmuje w taki sposób: „Czy można pomyśleć coś beznadziejnego? A raczej coś beznadziejnego bez cienia nadziei? Wyjścia można by upatrywać w tym, że akt poznawczy jako taki sam jest nadzieją”8. Nazywanie jest nadzieją, procesy naprawcze to istota powierzchni mówienia.

Uwaga do serii XVII „Powierzchnią metafizyczną (polem transcendentalnym) nazwiemy granicę, jaka tworzy się między ciałami, ujmowanymi jako pewna całość, wraz z ich własnymi granicami, a dowolnymi zdaniami” [176]. Intryguje mnie, po co powierzchni ciała i zdania? Owszem, osobliwości – wszystkie taśmy, butle, inne topologiczne zawęźlenia tej powierzchni, ale ciała? Szczególnie, że przecież Deleuze zauważa: powierzchnia jest samym polem transcendentalnym oraz miejscem sensu albo wyrażania. Sens jest tym, co kształtuje się i ujawnia na powierzchni. Nawet sama granica nie jest wcale oddzieleniem, lecz miejscem artykulacji, na mocy któ-

6  Tamże, s. 125. 7  Tamże, s. 129. 8  F. Kafka, Osiem notatników, tłum. B.L. Surowska, Gdańsk 1995, s. 19.

Logika sensu, logika traumy


anzpraktyka cyteroet 5/2012

92

rej sens występuje zarazem jako coś, co przydarza się ciałom, oraz coś, co trwa w zdaniach [176].

Przydarza się i trwa po dwóch stronach owej dwuwymiarowej płaszczyzny, niebędącej oddzieleniem, ale owe dwie strony zróżnicowane są raczej przez tryby owych dwóch czasowników: przydarzać się i trwać, i żadne ciała ani zdania nie mają tu nic do rzeczy. Płaszczyzna artykułuje więc i dystrybuuje dwie (co najmniej dwie) topologie. Tę określoną przez przydarzanie się, a więc fundamentalnie nieciągłą, i tę określoną przez trwanie, czyli właśnie ciągłą. Oczywiście, można umówić się, że „przydarzanie się” dotyczy ciał, a trwanie – „zdań”; w końcu Achilles jako ciało czy nawet stan rzeczy przydarza się, natomiast jako podmiot zdania, jakim jest Iliada, trwa. Pytanie tylko, czy „przydarzanie się” jako relacja topologiczna nie mogłoby poprzedzać Achillesa jako „indywiduum”, ciała albo rzeczy, trwanie zaś – Achillesa jako podmiotu zdania czy podmiotu tout court.

Uwaga do serii XIX Jeśli „stoicy wypracowali już nad wyraz piękną teorię Próżni, jako czegoś w rodzaju poza-bytu i trwania zarazem” [188], to czemu nie mielibyśmy się ową teorią posłużyć. Szczególnie, że Deleuze daje nam wskazówkę – „jeśli bezcielesne wydarzenia uznać za atrybuty logiczne bytów albo ciał, próżnia staje się niejako substancją owych atrybutów, różniącą się z natury od substancji cielesnej” [188]. Usunąwszy całkowicie substancję cielesną, uzyskujemy więc rodzaj poza-bytu, trwającej substancji atrybutów logicznych. Owe wydarzenia/sensy/atrybuty logiczne trwają w pewnej substancji – raczej logicznej niż jakiejkolwiek innej. Co więcej, przedmioty odkrywane są tam jako „wydarzenia, które komunikują się ze sobą w próżni swej substancji […], gdzie zarysowują się i rozwijają, nigdy jednak nie osiągając całkowitego wypełnienia” [188]. Wypełnienia oczywiście żadne wydarzenie osiągnąć nie może, bowiem to zatrzymałoby ruch w serii.

Uwaga do serii XXVII „To, co rozdziela dźwięki i ciała, czyni z dźwięków składniki mowy. To, co oddziela mówienie od jedzenia, czyni możliwą mowę; to, co oddziela zdania od rzeczy, czyni możliwymi zdania” [251]. To, co oddziela – czyli

Andrzej Leder


93

anzpraktyka cyteroet 5/2012

prawo, bowiem to ono jest pierwszą mocą rozdzielania. Czyżby substancją powierzchni, rozumianej znowu jako rozdzielająca różne topologie rządzące się różnymi spójnikami logicznymi, było prawo właśnie? Deleuze’a to intryguje: „jak wytwarzana jest sama powierzchnia i jak bezcielesne wydarzenie może wynikać ze stanów ciał – to już zupełnie inna sprawa” [251]. „Oralność, usta, pierś są z początku głębiną bez dna. Pierś, wraz z całym ciałem matki, nie tylko rozpada się na dobry i zły obiekt, ale do tego jest agresywnie opróżniana, rozdrapywana, i rozszarpywana na strzępy, na kawałki pożywienia” [252]. Oczywiście, oralność, usta, pierś, ciało matki to osobliwości, organizujące się chaotycznie w transcendentalnym polu, rozmaitości, topologii, „głębinie bez dna”. Ta przestrzeń, poza-byt nierozdzielony w żaden sposób, wspomniana jest przez Deleuze’a wcześniej, w serii XVII: „[z]awsze pozostaje pewna przestrzeń, która koncentruje i przyspiesza osobliwości” [171]. Przyspieszanie i koncentrowanie, którego pierwszym efektem jest dobry i zły obiekt, jest cechą topologii tej przestrzeni, coś w jej strukturze logicznej czyni osobliwości złymi i dobrymi. Sam dobór wydarzeń: opróżnianie, rozdrapywanie, rozszarpywanie na strzępy – wskazuje na zrywanie ciągłości, dysjunkcję, jako ten ruch, który organizuje „historię głębi” – cokolwiek to miałoby znaczyć. Właśnie traumatyczność jest sensem, który z punktu widzenia zdania przypisany jest owym ściśle topologicznym operacjom, o jakich tu mowa, operacjom o wspólnym, dysjunkcyjnym charakterze. Jak sądzę, Deleuze pisze o tym w taki sposób: „Frustracja, przez którą pierwszy raz może być już tylko drugim razem, [a więc frustracja płynąca z pewnej sytuacji logicznej – AL] stanowi wspólne źródło miłości i nienawiści” [258]. Dodać jeszcze trzeba, że przyspieszanie i koncentracja wymaga wyłonienia się w tej topologii siły. I rzeczywiście: „Dobry obiekt tak czy inaczej podtrzymuje jednak swą walkę z obiektami częściowymi, walkę, której stawką jest siła, w gwałtownym starciu obu wymiarów” [256]. W każdym razie już wtedy „historia głębi” staje się powierzchnią, wtórnie dystrybuującą obiekty, których jedyny sens jest taki, że są dobre lub złe. Czemu jednak miałyby być – przede wszystkim – złe i dobre? I dlaczego w ogóle miałyby być, poprzez introjekcje i projekcje, dystrybuowane? Można by podejrzewać tu trop wyłoniony przez Benveniste’a: „to w języku i poprzez język człowiek ustanawia siebie jako podmiot, ponieważ to tylko język sam w sobie ustanawia pojęcie ego”9. 9  É. Benveniste, De la subjectivité dans le langage, [w:] tegoż, Problèmes de linguistique générale, Paris 1966, s. 23

Logika sensu, logika traumy


anzpraktyka cyteroet 5/2012

94

Zanim to się stanie, możliwy jest tylko ów „wybieg, pełen poddanych introjekcji dzikich bestii” [256], walczących z unoszącym się nad nimi dobrym obiektem. Potem dopiero, wraz z powierzchnią języka, regułą staje się ciągła dystrybucja ego, pozycji podmiotowej, która identyfikuje się z samym dobrym obiektem, stawia go sobie za wzór, czyni z niego model miłości, czerpiąc z jego mocy i podzielając jego nienawiść względem obiektów wewnętrznych, ale również cierpiąc wraz z nim z powodu ran wywołanych atakiem owych złych obiektów [256],

a więc pozycjonuje się stale i w każdym ruchu inaczej. To zresztą pozycja schizoidalno-paranoidalna. Odpowiedzią na pytanie o traumatyczne źródło sensu jest stwierdzenie, iż powierzchnia mówienia lokalizuje sytuację, w której dowolne odniesienie do osobliwości „ja” – a pamiętamy, że dla Benveniste’a cała ta topologia służy owemu odniesieniu, bowiem „w jej ustanowieniu uczestniczą wszystkie poziomy języka”10 – w swoim czasownikowym ruchu, przyspieszaniu i koncentrowaniu dysjunkcji, musi nabrać złego lub dobrego charakteru. „Ja ustanawia inną osobę, która będąc zewnętrzną w stosunku do ‘ja’, staje się moim echem”11. Wynikają z tego dwa wnioski. Właśnie przez to, że „ja” ustanawia się poprzez i wobec zewnętrzności, nieuchronnie jest efektem logicznym dysjunkcji. To jednak czyni wszystko echem, „pierwszy raz może być tylko drugim razem”. Oznacza więc frustrację, z której, jak już wcześniej zauważył Deleuze, płynie miłość i nienawiść.

Uwaga ostatnia Właśnie dlatego sensownym określeniem dysjunkcji jest trauma. Logika sensu to logika traumy.

10  Tamże, s. 24. 11  Tamże, s. 25.

Andrzej Leder


95

anzpraktyka cyteroet 5/2012

Andrzej Leder – profesor w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. Wydał rozprawy filozoficzne: Nieświadomość jako pustka: wokół myśli Freuda i Husserla (Warszawa 2001), oraz Nauka Freuda w epoce „Sein und Zeit” (Warszawa 2007), a także dwa zbiory esejów dotyczących filozofii kultury: Przemiana mitów, czyli życie w epoce schyłku (Warszawa 1997) oraz Przemiana mitów druga, czyli wojna o obrazy (Warszawa 2004) . Mieszka w Warszawie. Dane adresowe: Instytut Filozofii i Socjologii PAN Ul. Nowy Świat 72 00-330 Warszawa e-mail: aleder@ifispan.waw.pl Cytowanie: A. Leder, Logika sensu, logika traumy. Uwagi do lektury Gilles’a Deleuze’a, „Praktyka Teoretyczna” nr 5/2012, http://www.praktykateoretyczna.pl/ PT_nr5_2012_Logika_sensu/07.Leder.pdf (dostęp dzień miesiąc rok) Author: Andrzej Leder Title: The Logic of Sense, the Logic of Trauma. Remarks on the reading of Gilles Deleuze Summary: The author puts forward a chain of related notes in his attempt to achieve two different goals. On the one hand, he tries to remain faithful to both the style and the intentions of Deleuze while, on the other, tracing the trajectory of difference. The latter is about showing the possibility an alternative reading of phenomena and paradoxes discussed in The Logic of Sense. This fundamental intuition of alternative reading is connected with the identification of the logical disjunction with trauma, understood in the psychoanalytical tradition. This leads to the possibility of building a bridge between ‘logical’ and ‘psychoanalytical’ series of Deleuze’s book and to encompass both of them in a single topological space of thinking. Key words: Deleuze, Lacan, logics, trauma, language, speech, surface, topology.

Logika sensu, logika traumy


}


Jacek Dobrowolski

Noologia radykalnej . ´ci bezboz nos (o Logice sensu Deleuze’a)

Nietzscheańska krytyka myślenia teistycznego wydaje się jedną z najistotniejszych inspiracji filozofii Gillesa Deleuze, a perspektywa stawania się bezbożnym może rozjaśniać intencje, jakie stoją za jego noologiczną krytyką „tradycyjnego obrazu myśli”, czyli takiego paradygmatu refleksji, który nieuchronnie każdą myśl czyni „zbożną”, „kryptoteologiczną”, a każdą prawdę – „absolutną”. Przeciw takiej kapłańskiej filozofii „poszukującej prawdy”, Deleuze proponuje swą własną nieortodoksyjną wizję „wymyślania prawd”, twórczo wykraczającego poza różnicę fikcja/prawda. Prowadzi to również do zakwestionowania dotychczasowego sensu sensu jako struktury teomorficznej: sens miałby być niejako „duszą” rzeczy, a postulat „odwrócenia platonizmu” można zrealizować dopiero wtedy, gdy sens miast duszą stanie się „ciałem”. Choć zabiegi Deleuze’a i jego reinterpretacja sensu sensu mogą zdawać się aż nazbyt eksperymentalne, to jednak gdy przestaniemy traktować je jako „przekonania”, a zrozumiemy, że są raczej figurami czy ruchami w grze, odkryjemy ich subwersywny potencjał inspiracji. Słowa kluczowe: noologia, bezbożność, ateizm, ateologia, kryptoteologia, logika sensu

}


anzpraktyka cyteroet 5/2012

98

Jedną z ciekawszych perspektyw, z jakich można czytać Deleuze’a, jest punkt widzenia radykalnej bezbożności, której założenia najlepiej zdefiniował Nietzsche w dość często cytowanym aforyzmie z Wiedzy radosnej: „Bóg umarł; ale ludzie są, jacy są, i może jeszcze przez tysiąclecia w rozmaitych jaskiniach będą nam pokazywali jego cień. Cóż, musimy pokonać jeszcze jego cień!”1. Być może najbardziej cienistym miejscem Boga, który umarł, najgłębszą z jego jaskiń, jest sama noosfera, życie myśli, nad którym zawsze unosić się może promień podejrzenia o kryptoteologiczne uwikłanie. Już w Różnicy i powtórzeniu Deleuze posługuje się pojęciem obrazu myśli, aby w wymiarze noologicznym penetrować obszar ukrytych założeń wszelkiej albo przynajmniej dominującej w filozofii formy refleksji, odnajdując w niej – znów pod wpływem bezpośredniej inspiracji Nietzscheańskiej – założenia o zasadniczo moralnym sensie2. Demaskacja filozofii jako naiwnej moralnej pensjonarki, która zawsze zakłada dobrą wolę myślenia i jego bezwarunkowe zmierzanie do prawdy3, stanowi również oczywistą aluzję do jej głębokiej pobożności (wszystkie te moralne charakterystyki myślenia odsyłają wszak ostatecznie do idei myśli jako tego, co boskie, rozumu, który jest właśnie tym, co człowieka czyni podobnym Bogu) i ukazuje drogę na terra incognita myślenia kierującego się złą wolą, niezainteresowanego ostateczną prawdą i bazującego na rozpadzie podmiotowości; myślenia czerpiącego ze źródeł schizoidalnej inwencji, błądzącego w regionach nierozpoznawalnego i nieprzedstawialnego, które w meandrycznych woltach postępuje ku przewrotnym i ekstatycznym odkryciom oraz konstruktywnym demoralizacjom zdrowego rozsądku jako komunału. Jest to zarazem droga radykalnej ateologii i krytyki pobożnego rozumu, za której podstawową stawkę można uznać emancypację myślenia od teomorficznej struktury, tej, która z każdego myśliciela czyni już na wstępie kogoś naśladującego Boga, kogoś, kto zajmuje jego miejsce w porządku wytwarzania (ach ten wiecznie żywy komunał o artyście, myślicielu, odkrywcy jako kimś podobnym do Boga!) i w związku z tym zdolny jest jedynie do odtwarzania boskiego porządku, rekonstytuowania odwiecznych pryncypiów i konserwowania zabytków, monumentów tradycji, w której ramach, wiadomo, wszystko jest tylko komentarzem do Platona. Postulat odwrócenia platonizmu nie przypadkiem zresztą należy do arsenału radykalnej ateologii, nawet jeśli to nie Platon był 1  F. Nietzsche, Radosna wiedza, tłum. M. Łukasiewicz, Gdańsk 2008, § 108. 2  G. Deleuze, Różnica i powtórzenie, tłum. B. Banasiak, K. Matuszewski, Warszawa 1997, s. 193-242. 3  Tamże, s. 196-197.

Jacek Dobrowolski


99

anzpraktyka cyteroet 5/2012

pierwszym, który pomylił Filozofa z Bogiem (na pewno zdarzyło się to Sokratesowi, co zresztą, jak pamiętamy, mało rozumiejący się na takich subtelnościach współobywatele poczytali mu za bezbożność). Otóż prawdą jest, że filozofom aż nazbyt często zdaje się, że są Bogami, a jedynie wrodzona skromność każe im milczeć na ten temat lub traktować go oględnie. Kartezjusz – który bez wątpienia już od paru chwil i tak nam towarzyszy – podejrzewał siebie o to explicite i doszedł dość daleko na drodze przypuszczenia, że to ja sam, myślący, jestem Bogiem4 (weźmy zresztą pod rozwagę, że o ile Kartezjańska ontologia nie jest de facto jakimś tercjalizmem zamiast dualizmu, to Ja i Bóg jesteśmy konsubstancjalni). Żeby to podejrzenie/przypuszczenie oddalić, wynalazca układu współrzędnych posługuje się niezbyt przekonującym argumentem, że nie jestem przecież doskonały. Pytanie tylko, skąd to wiem? Bowiem należałoby dowieść właśnie tego, że nie jestem doskonały i nie posiadam punktów identyczności z Bogiem, że nie chcę myśleć jego prawdy, patrzeć jakby z jego punktu widzenia. To prawda, że Kartezjusz mówi już dyskursem egocentrycznym: Ja, ja, ja, na początku ja, wybacz, panie Boże, ale dla dobra duszy nieśmiertelnej... Amicus deus, sed magis amica anima. Ale roszczenia owego Ja bynajmniej nie są naznaczone skromnością subiektywizmu, taką, jakiej projekt zarysował niewiele wcześniej Montaigne – prawdziwy ojciec nowoczesnego egocentryzmu. Tak więc Kartezjusza należy właściwie określić jako teo-egocentryka. To Ja nieśmiertelne i konsubstancjalne z Bogiem, zdolne ująć go w rozumie i zawierające „wewnątrz” tegoż rozumu bezpośrednio od niego pochodzące Idee. Wydaje się w związku z tym, że to, co mnie od Boga odróżnia, jest o wiele mniej esencjonalne niż to, co z nim współdzielę... Tym bardziej więc dowieść w warunkach poszukiwania prawdy pewnej i monolitycznej, że nie myśli się po bożemu, jest bardzo trudno, jeśli to w ogóle możliwe. Kartezjański dowód na to, że nie jestem Bogiem, popada więc ostatecznie w komunał starej i poczciwej idei, że Bóg jest zbyt dobry, by pozwolić nam na szaleństwo – w rzeczywistości leżące zarazem wśród przesłanek i źródeł refleksji teocentrycznej – autoidentyfikacji z Nim. To właśnie zasadzając się na tym, zbyt łatwym i bezkrytycznym, założeniu, można hipotezę Złośliwego Demona łatwo, zbyt łatwo oddalić. W związku z czym Kartezjusz traktuje ją nie dość poważnie i bez głębszego zbadania możliwości, jakie ona daje. Na jej potencjał wskazuje dopiero Deleuze: co, jeśli zaczniemy myśleć ze złą wolą i poza moralnością prawdy? 4  Zob. R. Descartes, Medytacje o pierwszej filozofii, tłum. M. i K. Ajdukiewiczowie, Kęty 2001, s. 68.

Noologia radykalnej bezboz.nos´ci

Filozofom aż nazbyt często zdaje się, że są Bogami, a jedynie wrodzona skromność każe im milczeć na ten temat lub traktować go oględnie


anzpraktyka cyteroet 5/2012

100

Ażeby zrozumieć, co w tym kontekście teomorfizacji obrazu myśli proponuje Deleuze i na czym polega wywrotowość jego strategii, posłużmy się parafrazą znanych – choć może słabo dotąd zrozumianych – słów największego filozofa podhalańskiego: istnieją, jak pamiętamy, prawdy, tyż-prawdy i gówno-prawdy. Podstawione w miejsce tradycyjnej opozycji prawda-fałsz dictum owo ujawnia swój radykalny wymiar, artykułując jednocześnie istotę rzeczy. Są takie prawdy jak to, że 2+2=4, a kwadrat ma cztery boki. Tego typu prawda ma zresztą stanowić wzór i formę prawdy w ramach mathesis universalis (nie tylko u Kartezjusza, bo w siedemnastym wieku matematyczne czy geometryczne ukąszenie dotknęło większość filozofów, nawet Hobbesa czy Pascala): to dzięki niej właśnie i w jej ramach (choć metodą all-inclusive) Kartezjusz ustanawia instytucjonalno-autorytatywną jedność i monolityczność prawdy, reprodukując w niej zarazem strukturę monoteistyczną. Ale to tyż-prawda, że Złośliwy Demon czy Bóg, gdyby nie był dobry, mógłby nas w tej sprawie oszukiwać (nota bene, spór o to, co właściwie świadczy o Bogu jako oszuście, wiódł z Kartezjuszem pobożny Berkeley, który, co ciekawe, nie widział nic zwodniczego czy oszukańczego ze strony Boga w tym, iż ten wytwarza w naszych umysłach doznanie fizycznie istniejących rzeczy, które przecież nie istnieją poza naszymi umysłami). Natomiast gówno-prawda nie jest fałszem, ale wykluczeniem pewnej istotnej możliwości przez to, co banalne – hegemonią trywialności. To prawda, że raczej trudno sobie wyobrazić, jakim cudem 2+2 miałoby nie równać się 4. Ale ta możliwość jest filozoficznie właśnie najciekawsza (dodajmy: nie matematycznie czy logicznie, ale właśnie filozoficznie) – i być może życiodajna. Jeśli więc nawet nie jest prawdą, że 2+2 mogłoby być nie 4, to możliwość tej nieprawdy czy poszukiwanie argumentów, wizji i metafor, jakimi można się tutaj posłużyć, jest bardziej płodne, niż jej wykluczenie. W ogóle fałsz jako taki nie jest negatywnością myślenia (wbrew modelowi teomorficznemu), bowiem negatywnością myślenia jest gówno-prawda, komunał. To komunał zapewnia nas usypiająco, konserwatywnie i schematycznie, apelując do naszego konformizmu, że Bóg wyklucza Złośliwego Demona tak samo, jak nie pozwala, bym się za Boga wziął (choć skądinąd i tak myślę z punktu widzenia jego interesów, potrzeb i planów). Że Bóg jest prawdomówny i prawodawczy, to właśnie ten rodzaj gówno-prawdy, która pomimo całej swej niefałszywości, stanowi zasadniczą blokadę myślenia. Jedyne bowiem, co można tu zrobić mądrego, to zadać pytanie: a jeśli to ja jestem Złośliwym Demonem? Tylko w ten sposób można poważnie podejść do hipotezy Złośliwego Demona. Pytanie to otwiera przed nami obszar niefałszywej nieprawdy: oswobodzonego myślenia poza prawdą i fałszem, poza absolutem i teo-

Jacek Dobrowolski


101

anzpraktyka cyteroet 5/2012

centrycznym uwikłaniem. Nie ma tu oczywiście mowy o jakimś demonicznym utożsamieniu, niczym u Sokratesa, nie chodzi też w najmniejszym stopniu o wiarę, która panuje właśnie po przeciwnej stronie (jak zauważył Nietzsche, wiara w najwyższą wartość prawdy to ostatnie stadium chrześcijaństwa, filozoficzne przebranie ducha ascezy5) jako dogmat, że dobry Bóg gwarantuje podstawy naszego myślenia, zbawia od błędu – chodzi tu raczej o parodię Kantowskiego jak gdyby: myśl tak, jak gdybyś był Złośliwym Demonem, zdolnym łudzić nawet w sprawie tak pewnej jak to, że 2+2=4. Posługując się tą strategią, Deleuze, jak wiadomo, otworzył przed filozofią nowe regiony (p)oszukiwania, w których czasem sam się gubił, narażając się na złośliwe zarzuty „obrońców zdrowego rozsądku”, których słusznym krytykom nie można bodaj wiele przeciwstawić poza tym, że są o wiele bardziej nudne, banalne, niż ich przedmiot. Weźmy więc na przykład – by nie ograniczać się tylko do Alicji w Krainie Czarów – Mongołów z kart Mille Plateaux6. Czy Deleuzjańscy nomadzi mają cokolwiek wspólnego z prawdą o historycznych Mongołach – to pytanie tyleż narzucające się, co ostatecznie zapewne nietrafne. Nie chodzi przecież o Mongołów ani nawet o Czyngis Chana, chodzi o to, co stanie się z naszym myśleniem, gdy poddamy je próbie spotkania z Czyngis Chanem poza wszelkim kanonem historycznych rozpoznań i interpretacji, poza wszystkim tym, co standardowo mógłby powiedzieć eurocentryzm? Jeśli uczynimy z Mongołów zupełnie autonomiczne i autopojetyczne, samokonstruujące się, by tak rzec, pojęcie? Zapewne więc nie dowiemy się od Deleuze’a niczego o historycznych Mongołach, ale dzięki Deleuze’owi być może Mongołowie w nas przemówią nie swoim, ale i nie naszym głosem, powiedzą nam coś, co poprowadzi naszą myśl w nieznane strony przygody, inwencji, podboju. Program myślenia i metafizyki bezbożnej, zerwania z wszelkim teomorfizmem w refleksji, którego pierwsze sugestie i pomysły pojawiają się w Różnicy i powtórzeniu, kontynuuje Deleuze w Logice sensu7. Otóż tradycyjnie rzecz ujmując – czyli po platońsku, bowiem platoński dualizm stanowi samo jądro zachodniego teizmu – sens jest źródłem, modelem, esencją, tym, co ponad, tym, co określa i formuje – a więc w ostatecznym rozrachunku sens to po prostu maska Boga, to sam Bóg w rzeczach, dusza bądź duch. Bóg-zwornik, Bóg-stwórca, zasada jedno5  Zob. F. Nietzsche, Z genealogii moralności, tłum. G. Sowiński, Kraków 1997, Rozprawa 3: Co oznaczają ideały ascetyczne? 6  Zob. G. Deleuze, F. Guattari, A Thousand Plateaus, tłum. B. Massumi, London 1996, 12. 1227: Treatise on Nomadology – The War Machine. 7  G. Deleuze, Logika sensu, tłum. G. Wilczyński, Warszawa 2011.

Noologia radykalnej bezboz.nos´ci

Tradycyjnie rzecz ujmując – czyli po platońsku, bowiem platoński dualizm stanowi samo jądro zachodniego teizmu – sens jest źródłem, modelem, esencją, tym, co ponad, tym, co określa i formuje – a więc w ostatecznym rozrachunku sens to po prostu maska Boga, to sam Bóg w rzeczach, dusza bądź duch


anzpraktyka cyteroet 5/2012

102

ści, generator celów. Sens to zatem porządek i prawo natury obecne w umyśle Boga; poznawać go, to stawać się niczym Bóg, myśleć w Bogu, rozumować po bożemu. Nawet sekularyzacja i gruntowne odczarowanie świata przyrody i kultury nie mogą w prosty sposób unieważnić tego głębokiego pokrewieństwa sensu z boskością i transcendencją, nadając wszystkim działaniom sensotwórczym mimowolnie zbożny i kryptoteologiczny wymiar wiecznie powracającego Boga i jego cieni. Subwersywny atak na tę ukrytą zbożność – odbóstwienie sensu i wraz z nim myślenia – nie może polegać na zwykłym odwróceniu miejscami terminów platońskiego dualizmu. Potrzebna jest zupełnie nowa logika sensu, innego rodzaju dualistyczne rozdanie kart, którego ślady, jak sugeruje Deleuze, odnaleźć można zresztą już u samego Platona8. Po pierwsze, logika ta zakłada desubstancjalizację sensu: nie jest on już apriorycznym modelem czy ponadczasową istotą, ideą: jest, przeciwnie, efektem powierzchownym, czymś efemerycznym, co nie tyle jest, ile utrzymuje się ponad głębią cielesnych procesów i stanów rzeczy, na granicy oddzielającej zdania od ciał. Nie można przecież nawet stwierdzić, że sens istnieje – nie ma go ani w rzeczach, ani w umyśle, nie istnieje ani fizycznie, ani mentalnie. Czy można przynajmniej uznać go za coś użytecznego, co wymaga przyjęcia ze względu na ów użytek? Nawet i to nie, skoro jego dostojeństwo pozostaje czymś nieskutecznym, niewzruszonym i jałowym9.

Po drugie, logika ta zakłada immanencję sensu: nie przybywa on z zewnątrz, z umysłu Boga, ale jest skutkiem granicznym zachodzącym jako różnica między dwiema postaciami materialności: ciała i zdania, rzeczy i słów, jest więc czymś wtórnym, wydarzeniem, a nie formą, stawaniem się, a nie bytem. W przeciwieństwie do prymatu tego, co idealne, sens okazuje się jakby zewnętrzną warstwą tego, co materialne, niecielesnym skutkiem bytu ciał. Dochodzi tutaj do kilku odwróceń: klasycznie ujmuje się bowiem rzeczy jako podległe ruchowi stawania się, a właśnie ich sens jako ich byt; Deleuze proponuje więc odwrócenie perspektywy z esencjonalnej na dyferencjalną. Zamiast gwarantować definitywne tożsamości, sens jest wyrazem i widocznością zmiany, różności. Nadto też klasycznie ujmuje się idee jako pierwotne, a nie wtórne, generujące raczej niż generowane. Po trzecie, jest to logika paradoksalna: sens nie odsyła do praw tożsamości, sprzeczności i wyłączonego środka, bo zasadza się właśnie 8  Zob. tamże, s. 15-16. 9  Tamże, s. 40.

Jacek Dobrowolski


103

anzpraktyka cyteroet 5/2012

na ich przeciwieństwie. „Zdrowy rozsądek mówi, że we wszystkim musi tkwić jeden możliwy do określenia sens i kierunek, paradoks zaś polega na stwierdzeniu sensów zmierzających w obu kierunkach”10. I tak w analizie sensu okazuje się, że coś może być i nie być zarazem sobą, x nie równa się x; będąc jednocześnie nie-sobą, x=nie x; jak i jednocześnie będąc ani sobą, ani nie sobą, tylko czymś pomiędzy. Analizy logiki sensu przyprawiają o zawrót głowy i kroczą po krawędzi niezrozumiałości i ekstrawagancji. Nie da się przeoczyć aspektu spekulatywnego tych rozważań ani łatwo zbyć pytania, do czego właściwie się one odnoszą. Być może gdzieś tutaj tkwi błąd, który decyduje o ostatecznej zaświatowości tej refleksji, o jej alienacyjnej naturze: odlot Deleuze’a ze świata określonego przez teokratyczną i teocentryczną wizję sensu w zadziwiający sposób prowadzi nas w regiony abstrakcji na miarę platońskiego Parmenidesa, gdzie zaiste zasadnie można pytać: ale o czym tu mowa i czy w ogóle o czymś? O ile jednak zrezygnujemy z prób czytania Logiki sensu jako filozoficznego opisu tego, jak jest, a przestawimy się na tryb przewrotnej gry, może wręcz niekiedy pastiszu „filozofii spekulatywnej”, próby dekonstrukcji tradycyjnych dyskursów teocentrycznych, jej efekty, wydarzenia intelektualne, jakie ona wytwarza, mogą wskazać krętą drogę dyskursu radykalnie ateologicznego, który nie tyle dostarczyć nam może opisu świata bezbożnego, ile stworzyć efekt obcości i radykalnego zerwania z refleksją kryptoteologiczną. W tym ujęciu nie tak bardzo inspirujące jest to, co właściwie Deleuze myślał (i stąd też może trudności, jakie ma każdy, kto zastanawiał się nad tym, jakie ostatecznie Deleuze głosił przekonania), ile to, jak myślał, jakimi strategiami – mniej lub bardziej skutecznie – się posługiwał. Podobnie jak Nietzsche, Deleuze daje nam raczej strategie niż teorie, raczej narzędzia dekonstrukcji i konstrukcji, niż gotowe konstrukcje. Zrozumiemy je lepiej, ujmując ich intencję raczej niż ostateczną treść, tą zaś wydaje się realizacja postulatu, jaki zdaniem Deleuze’a (wyrażonym w Co to jest filozofia?) kryje się u źródeł myślenia filozoficznego jako takiego, postulatu zerwania ze świadomością religijną i religią w ogóle, we wszystkich jej ucieleśnieniach i konsekwencjach.

10  Tamże, s. 15.

Noologia radykalnej bezboz.nos´ci


anzpraktyka cyteroet 5/2012

104

Jacek Dobrowolski (ur. 1976) jest pisarzem, z wykształcenia filozofem, adiunktem w Instytucie Filozofii UW, nauczycielem filozofii, redaktorem internetowego magazynu „Orgia myśli”; debiutował w „Twórczości” w roku 1998 opowiadaniem „Wściekły” wraz z towarzyszącym mu autokomentarzem. Od tego czasu opublikował w tym czasopiśmie szereg kolejnych opowiadań i esejów (m.in. 1999, minipowieść Ani, ani, esej Postać, otoczenie, materia.) W roku 2006 wydał powieść 120 godzin (Wydawnictwo Czytelnik), nagrodzoną w konkursie Fundacji Kultury. W roku 2007 opublikował traktat filozoficzny Filozofia głupoty (Wydawnictwo PWN). Inspiruje się filozofią i literaturą europejską dwudziestego wieku. Do jego zainteresowań filozoficznych należą: nowoczesna filozofia polityki (zwłaszcza w jej aspekcie emancypacyjnym i wolnościowym), ateologia i ateizm, liberalizm, poststrukturalizm francuski. Obecnie prowadzi seminarium filozoficzne „Filozofia bez Boga. Oblicza i konstelacje nowoczesnego ateizmu”. Dane adresowe autora: Instytut Filozofii UW Krakowskie Przedmieście 3 00-927 Warszawa e-mail: jmdobrowolski@poczta.onet.pl Cytowanie: J. Dobrowolski, Noologia radykalnej bezbożności (o Logice sensu Deleuze’a), „Praktyka Teoretyczna” nr 5/2012, http://www.praktykateoretyczna. pl/PT_nr5_2012_Logika_sensu/08.Dobrowolski.pdf (dostęp dzień miesiąc rok) Author: Jacek Dobrowolski Title: The noology of radical godlessness (about Deleuze’s Logic of sense) Summary: Nietzsche’s critique of theistic thinking seems to be one of the major sources of Deleuze’s philosophy. The notion of becoming godless might cast light upon what the French philosopher intended to achieve through his “noology” and critique of the “traditional image of thought”, i.e. a paradigm of reflection that makes any idea “pious” or even God’s own idea, supposing hidden theology behind anthropology, as well as making truth “absolute”. Against such a priestly philosophy searching for the Truth, Deleuze proposed his own unorthodox view the “invention of truths”, a creative undermining of the strict true/false distinction. Furthermore, it led him to question the notion of the sense as theomorphic structure whereby it is akin to the “soul” of the object. To postulate a “reversal of Platonism” is to change sense into the “body” of an object. Although Deleuze’s effort to reinterpret the sense

Jacek Dobrowolski


105

anzpraktyka cyteroet 5/2012

of sense might seem too experimental, we should see it more as his navigation through an intellectual game rather than his “beliefs” – only then can we unfold their subversive power of inspiration. Key words: noology, godlessness, atheism, atheology, hidden theology, logic of sense

Noologia radykalnej bezboz.nos´ci


anzpraktyka cyteroet 5/2012

106

Résumés Joanna Bednarek – La Logique du Sens – le plus lacanien des livres de Deleuze?

Dans ce livre qui a pour sujet la philosophie de Gilles Deleuze, Slavoj Žižek cherche à exposer ses difficultés et ses contradictions. Žižek déclare que la philosophie de Deleuze est marquée par la coexistence de deux courants : d’une part celui de l’incorporel, à rapprocher de la psychanalyse de Lacan, et, d’autre part, un courant « vitaliste », basé sur l’identification du devenir avec la productivité. La Logique du Sens représente le courant précédent, bien qu’il soit également marqué par la difficulté fondamentale consistant dans l’impossibilité de déterminer si les effets/ évènements (c’est-à-dire le virtuel) créent des corps, ou, au contraire, si les évènements sont le produit des corps. L’échec de la résolution de ce paradoxe, en combinaison avec l’influence de Guattari, est la raison pour laquelle Deleuze, dans ses œuvres ultérieures, tenta de développer l’ontologie « vitaliste » plus simple et moins prometteuse. Quel degré de précision revêtent les aperçus de Žižek ? N’est-ce pas un autre exemple de réduction de tout matériel possible du cadre de réflexion hégélo-lacanien ?

Jacek Dobrowolski – Noologie de l’athéisme radical (sur La Logique du Sens, Deleuze)

La critique nietzschéenne de la pensée théiste semble être une des sources majeures de la philosophie de Deleuze. La notion de devenir athée peut mettre en lumière ce que le philosophe français avait l’intention d’accomplir par sa « noologie » et sa critique de « l’image traditionnelle de la pensée », à savoir un paradigme de réflexion qui rend n’importe quelle idée « pieuse » ou divine, qui place une théologie cachée derrière l’anthropologie, en même temps qu’il distingue une vérité absolue. A l’encontre d’une telle philosophie sacerdotale à la recherche de la Vérité, Deleuze propose sa propre vision peu orthodoxe de l’ « invention des vérités », qui sape de manière innovante la stricte distinction vrai/ faux. Cela le mène en outre à poser la question du sens en tant que structure théomorphique dans laquelle le sens est l’ « âme » de toute chose. Postuler le « renversement du platonisme », c’est faire du sens le « corps » de chaque chose. Bien que l’effort de Deleuze pour réinterpréter le sens du sens peut sembler par trop expérimental, il doit davantage être considéré comme sa contribution à un jeu intellectuel plutôt que comme sa « conviction » - ensuite seulement il nous sera possible de dévoiler le pouvoir subversif de l’inspiration.


107

anzpraktyka cyteroet 5/2012

Michał Gusin – La Logique du Sens : Introduction à la Psychanalyse, Deleuze.

Gilles Deleuze est un philosophe de renom qui a profondément débattu de la psychanalyse. Ce débat ne peut être réduit à une seule critique de la psychanalyse, car l’univers dans lequel Deleuze pense et écrit est pluriel et hétérogène. Dans sa Logique du Sens, qui a été enrichi par les contributions de Mélanie Klein ou Jacques Lacan, le projet est de mettre en avant une potentialité métaphysique dans les concepts de psychanalyse. On appelle la psychanalyse une « science des évènements » qui crée un réseau de connections entre différentes séries d’aperçus psychanalytiques. Dans mon article, j’essaie de montrer comment Deleuze détermine l’introduction au débat de la psychanalyse. Le concept clé de cette introduction est la notion de « fantasme », qui prend ses racines dans la tradition philosophique également.

Michał Herer – De l’ontologie à l’éthique de lévénement

Le texte propose une double lecture de la Logique du sens de Gilles Deleuze comme, d’une part, une ontologie des événements incorporels et – d’autre part – une éthique qui appelle à «être digne de ce qui nous arrive». Ce premier aspect renvoie à la nécessité de dépasser la phénoménologie et de réviser les fondements de la philosophie transcendantale, tandis que dans son éthique Deleuze se rapporte aux stoïciens, à Nietzsche, ainsi qu’aux écrivains comme Bousquet, Lowry et Fitzgerald. C’est une éthique de l’affirmation du monde comme devenir – affirmation qui se fait aussi bien dans la dimension ou sur la surface de la pensée pure que dans le corps, ce qui signifie toujours, pour ce dernier, une blessure, un risque de démolition.

Andrzej Leder – La logique du sens, la logique du traumatisme. Remarques sur les lectures de Gilles Deleuze.

L’auteur propose une série de notes, qui s’inscrivent dans la tentative d’atteindre deux objectifs différents. Il tente d’une part de rester fidèle aux styles et aux intentions de Deleuze en même temps qu’il trace différentes trajectoires. Il s’agit dans ce cas de montrer les possibilités d’une lecture alternative des phénomènes et paradoxes discuté par l’auteur dans La Logique du Sens. Cette intuition fondamentale d’une lecture alternative est relation avec l’identification avec la disjonction logique avec le traumatisme, défini selon la tradition psychanalytique. Cela mène à la possibilité de relier les séries « logiques » et « psychanalytiques » des œuvres de Deleuze et de comprendre les deux dans un même espace topologique de pensée.


anzpraktyka cyteroet 5/2012

108

Jakub Tercz – L’Architectonique de Logique du sens de Gilles Deleuze. 

L’article présente une proposition particulière de la lecture de Logique du sens, que j’appelle architectonique, en faisant un peu référence à la philosophie de Kant. La lecture architectonique consiste en deux analyses simultanées : celle de la théorie philosophique et celle de la construction formelle de l’œuvre. Même si on peut appliquer cette démarche à plusieurs ouvrages déjà classiques, le cas de Logique du sens se révèle unique, car c’est l’auteur même qui l’a suggérée en appelant chaque des trente-quatre chapitres une série et en faisant de la « série » une notion-clé de sa théorie. Logique du sens est donc un livre réfléchi sur lui-même, dans lequel la structure des chapitres et des paragraphes, le caractère des notions philosophiques, et même les difficultés d’interprétation trouvent leur explication dans le texte. Finalement, il s’avère que Logique du sens ressemble à un puzzle qui invite le lecteur à l’organiser selon ses propres questions et ses propres problèmes. Mon objectif n’est pas de proposer une interprétation de cet ouvrage, mais de présenter les outils qui permettent de « manier » le texte. L’article peut donc servir de prolégomènes à la lecture proprement dite de Logique


Varia marksizm aleatoryczny


}


G. M. Goshgarian

¸pne uwagi Wste o Sur la genèse*

G.M. Goshgarian opisuje historyczny i teoretyczny kontekst, w którym powstała notka Althussera’a O genezie. Goshgarian wskazuje na teoretyczne źródła althusseriańskich rozważań o genezie, przywołując obok Marksa takie nazwiska jak Montaigne czy Spinoza. Słowa kluczowe: Althusser, geneza, Marks, Montaigne, Spinoza

*   G.M. Goshgarian, Introductory Note, „Sur la genèse”, “Décalages” 2012, Vol.

1, No. 2, Article 8, http://scholar.oxy.edu/decalages/vol1/iss2/8 (dostęp 26.06.2012).

}


anzpraktyka cyteroet 5/2012

112

W swojej pierwszej, napisanej w 1959 roku książce Monteskiusz: polityka i historia, Louis Althusser przypisuje Monteskiuszowi to, co w pochodzącym z 1966 tekście O genezie określa mianem „teorii spotkania lub łączenia”, czyniąc go niezwykle podobnym do Althusseriańskiego Marksa. Pomimo proto-heglowskiego flirtu z „ekspresywną totalnością”, Monteskiusz miałby bronić „topograficznej” koncepcji społeczeństwa, jako całości składającej się z „autonomicznych poziomów”, „określonej w ostatniej instancji” przez jeden z nich. W owym „zredukowanym przypadku” topografii, ostatecznie determinująca instancja współistnieje z inną, na którą „przenosi całą sferę podporządkowanej efektywności”. Odkrycie przez Monteskiusza tej „dziwnej, kolistej przyczynowości” wywołało „teoretyczną rewolucję”, która usunęła główną przeszkodę na drodze do pojawienia się nauki historii: (religijną) teleologię, dla której „cel historii […] wpisany jest w jej początek”. Monteskiusz „jako pierwsza osoba przed Marksem […] myślał historię bez przypisywania jej celu”. Jego antygenetycyzm jest radykalny: odrzucając „problem początku” jako „absurd”, odrzuca on także skrytą teleologię, redukującą „konkretną […] różnorodność” formacji społecznych do „idealnego, abstrakcyjnego modelu”, skażonego w swej empirycznej postaci nieistotną przygodnością. Jego teoria konieczności historycznego „wypadku” pretenduje do tego, aby objąć „całość ludzkiej historii oraz jej szczegółów”. Kluczem do niej jest idea, wedle której „konieczność historii [może] być pomyślana jedynie poprzez jedność jej form i ich warunków istnienia”. Dzięki tej nowej logice jedności form i warunków, czy też „refleksji w ramach samej sprzeczności i jej warunków istnienia” (W imię Marksa), Monteskiusz może uchwycić poszczególną istotę historycznego społeczeństwa, zamiast kreślić ją w ramach pozytywistycznego odwrócenia genetycystycznej ideologii [odsyłającej do] „wielości przyczyn”, „odkrywanych osobno i następnie układanych razem […] w listę”. Tak więc owa determinująca instancja, „duch narodu”, jest jedynie „pozornie” konkatenacją „radykalnie niewspółmiernych” przyczyn. Jest to w rzeczywistości złożona jedność, która wyłania się z ich „spotkania” lub „połączenia” [rencontre]. Możliwe, że Althusser odkrył tę nową logikę poszczególności u Monteskiusza. Jeśli tak, to we wczesnych latach sześćdziesiątych odkrył ją ponownie u jej źródeł. W imię Marksa, nie wymieniając nazwiska Spinozy, kontynuuje linię myślenia napędzaną przez Spinozjańską zasadę, zgodnie z którą rzecz nie tylko nie może być rozważana pod nieobecność swej istoty, ale także istota nie może „być ujęta lub być” pod nieobecność rzeczy, której jest istotą. We wspomnianej wyżej idei, według której formacje społeczne powstają ze spotkania radykalnie

G. M. Goshgarian


113

anzpraktyka cyteroet 5/2012

niewspółmiernych, na pierwszy rzut oka, przyczyn, pobrzmiewa Spinozjańskie twierdzenie, zgodnie z którym rzeczy poszczególne, czyli „ciała złożone”, składające się z innych ciał złożonych, stają się właściwymi rzeczami poszczególnymi, gdy spotkanie jednoczy owe części składowe, powodując, że „wszystkie one stają się równocześnie przyczyną jednego skutku”. Czytanie Kapitału (1965) rozwija teorię spotkania lub łączenia wzdłuż linii, które Althusser rozrysowuje w niewysłanym i nieopublikowanym liście z 1963 roku. List przewrotnie skłonił adresata do deklaracji, że „[p]rzygodność, przypadek, albo to, co Machiavelli określa mianem fortuny […] są przed-marksistowskimi pojęciami, które docierają najbliżej do tego, co Lenin nazywa spotkaniem między obiektywnymi i subiektywnymi warunkami jakiejkolwiek praktyki […]. Wiedza również jest wytwarzana wyłącznie przez „wyjątkowe” spotkanie, […] innymi słowy, jest wytwarzana przez historyczną koniunkturę, w której ingeruje równocześnie kilka odrębnych praktyk: mogę wyczuć, Louis, że zamierzasz rozwinąć […] ten wątek. Widzę już teraz w twoim tekście [O dialektyce materialistycznej z 1963 roku] bliskość i swoistą nieuchronność tego odkrycia”. Czytanie Kapitału jest realizacją nakreślonego tutaj programu. Dotyczy to zwłaszcza dwóch szczególnych fragmentów. Obydwa z nich przekonują, że nowa struktura wyłania się z nieprzewidywalnego połączenia odrębnych elementów z niezależnymi historiami w formie radykalnie nieciągłej względem swych poprzedników, w taki sposób, że „znaczenie tych elementów zmienia się w ramach nowej struktury, która właśnie nadaje im ich znaczenie”. Pierwszy z nich miał być, zdaniem Althussera, zadatkiem (szybko porzuconej) koncepcji „teoretycznych sposobów produkcji”. Ilustruje on wtargnięcie „panowania nowej logiki”, która nie polega na „rozwoju [logiki] wcześniejszej, ale na dosłownym zajęciu jej miejsca”. Czyni to za pomocą odniesienia do argumentu Foucaulta, zgodnie z którym nowoczesne pojęcia szaleństwa i spojrzenia klinicznego wyłaniają się z „połączenia” „całych serii […] praktyk i ideologii” oraz „zbioru pozornie heterogenicznych warunków”. Drugi, paralelny fragment, autorstwa Étienne’a Balibara, teoretyzuje przejście od feudalnego do kapitalistycznego sposobu produkcji. Przedkapitalistyczne „elementy połączone przez kapitalistyczną strukturę”, jak stwierdza ów fragment, „mają odmienne i niezależne źródła”. Aby wziąć pod uwagę jedność tej struktury, musimy jedynie zwrócić uwagę na „spotkanie” [rencontre] „elementów określonych na podstawie skutków ich łączenia”, elementów, których „względną niezależność i historyczną różnorodność” podkreśla Marks w pracy o akumulacji pierwotnej. Zarówno Althusser, jak i Balibar przywiązują dużą wagę do słowa Verbindung (tłumaczonego

Wste¸pne uwagi o Sur la genèse


anzpraktyka cyteroet 5/2012

114

w Czytaniu Kapitału jako „połączenie”), mającego wskazywać z jednej strony na zgodność marksistowskej dialektyki i (historii) formacji społecznych, a z drugiej na sposób wyłaniania się owych formacji. W skrócie, społeczne formacje są „przestrzennymi” Verbindungen („łączeniami”) elementów w ramach ich koniecznej przygodności; wynikają one z „czasowego” Verbindungen („spotkania”), nadającego konieczność owym przygodnym elementom; z kolei hierarchiczny porządek idei, wypracowanych przez Marksa, by owe przestrzenne i czasowe połączenia odnieść do porządku rzeczy („postać systematyczności »istot« [teoretycznych pojęć]”, by zacytować Czytanie Kapitału), jest sam w sobie Verbindung, twierdzeniem wspartym na analizie dyskusji Marksa dotyczącej metody teoretycznej z Wprowadzenia (1858). Sur la genèse podsumowuje wczesną Althusseriańską teorię spotkania, ilustrując ją za pomocą opracowanej przez Balibara genealogii kapitalizmu. Opublikowany pośmiertnie tekst Althussera uwypukla niektóre spośród idei pochodzących zwłaszcza z Trois notes sur la théorie des discours, La Querelle de l’humanisme i Sur Lévi-Strauss. Althusser opracowuje je w znacznie subtelniejszej formie w długim rękopisie z lat 1966-1967 oraz w notatkach i szkicach dotyczących „spotkania” teorii i praktyki politycznej. Notatki te opierają się na bezpośrednich nawiązaniach do Spinozy, którego chciał on uczynić przedmiotem seminarium w latach 1966-1967. Koncentrują się one na Spinozjańskiej definicji istoty poszczególnej, rzutując ją na „Leninowską” teorię praktyki w ramach politycznej koniunktury jako „realizacji” teoretycznych pojęć w formie „pojęć empirycznych”. Jedynym opublikowanym wyimkiem z tego materiału jest napisany w 1967 roku Sur le travail théorique, będący wprowadzeniem do nieukończonej książki na temat teorii i praktyki. Przełożył Mateusz Janik

G. M. Goshgarian


115

anzpraktyka cyteroet 5/2012

G. M. Goshgarian, urodzony w Stanach Zjednoczonych, absolwent Uniwersytetu Yale oraz Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles, tłumacz z francuskiego, niemieckiego oraz ormiańskiego na angielski. Jest autorem dwóch obszernych wprowadzeń do prac zebranych Louisa Althussera pt. The Humanist Controversy oraz Philosophy of the Encounter. Cytowanie: G. M. Goshgarian, Wstępne uwagi o Sur la genèse, „Praktyka Teoretyczna” nr 5/2012, http://www.praktykateoretyczna.pl/PT_nr5_2012_ Logika_sensu/09.Goshgarian.pdf (dostęp dzień miesiąc rok) Author: G. M. Goshgarian Title: Initial remarks on Sur la genèse Summary: G. M. Goshgarian describes historical and theoretical context in which Althusser’s note On Genesis has been written. Goshgarian indicated theoretical sources of althusserian remarks in the theme of genesis. He invokes – next to Marx – such names as Montaigne or Spinoza. Key words: Althusser, genesis, Marks, Montaigne, Spinoza

Wste¸pne uwagi o Sur la genèse


}


Louis Althusser

O genezie

Pochodzący z 1966 roku tekst Althussera jest krótkim podsumowaniem jego wczesnych rozważań na temat teorii spotkania, która została rozwinięta w latach późniejszych. W notatce Althussera znajdujemy opis przyczynowości strukturalnej, przeciwstawiony teleologicznym i mechanistycznym wizjom historycznej determinacji. Jest to tekst o znaczeniu dokumentalnym, pozwalający spojrzeć na problemy przedstawione choćby w Czytaniu Kapitału z perspektywy zaproponowanej przez Althussera w pracach poświęconych m.in. aleatorycznym ujęciom materializmu i teorii historii. Słowa kluczowe: genealogia, przyczynowość linearna, przyczynowość strukturalna, struktura

}


anzpraktyka cyteroet 5/2012

118

Chciałbym uściślić pewną kwestię, wyłożoną bez wątpienia niedostatecznie jasno w moim liście. W schemacie „teorii spotkania” lub „teorii łączenia”, mającej za zadanie zastąpienie ideologicznej (religijnej) kategorii genezy, jest miejsce na coś, co można by określić mianem genealogii linearnych. Wracając zatem do przykładu logiki stanowienia w sposobie produkcji kapitalistycznej z Kapitału [należałoby stwierdzić, że]: 1. Elementy określone przez Marksa wiążą się, czy też, lepiej ujmując (by przywołać ścisły przekład terminu Verbindung), łączą, „przyjmując się” w nowej strukturze. Wyłanianie się owej struktury należałoby ujmować nie jako wynik wywodzenia [filiation], lecz jako skutek połączenia. Ta nowa logika nie ma nic wspólnego z linearną przyczynowością wywodzenia ani z Heglowską przyczynowością „dialektyczną”, jedynie wypowiadającą na głos to, co skrywa w sobie logika przyczynowości linearnej. 2. Wszelako każdy z elementów powiązanych w łączeniu nowej struktury (w postaci kapitału, czyli zakumulowanego pieniądza, „wolnej”, czyli ograbionej z narzędzi pracy, wynalazków technicznych, siły roboczej ) sam, jako taki, jest wytworem oraz skutkiem. W wywodzie Marksa zasadnicze znaczenie ma to, że te trzy elementy nie są równoczesnymi [contemporain] wytworami jednej i tej samej sytuacji. Innymi słowy, to nie feudalny sposób produkcji sam z siebie, na mocy opatrznościowej celowości, tworzy w tym samym momencie trzy elementy niezbędne do „przyjęcia się” nowej struktury. Każdy z tych elementów obarczony jest właściwą sobie „historią”, czy też właściwą sobie genealogią (by posłużyć się terminem Nietzschego, wykorzystanym w tym kontekście z powodzeniem przez Balibara): wszystkie te trzy genealogie są względnie niezależne. Sam Marks zresztą pokazuje, że ten sam element („wolna” siła robocza) może być wytworzony jako rezultat zupełnie różnych genealogii. Toteż genealogie trzech elementów są niezależne od siebie nawzajem, jak również niezależne (w swym współistnieniu, we współistnieniu właściwych im skutków) od istniejącej struktury (feudalnego sposobu produkcji). To wyklucza jakąkolwiek możliwość powrotu do mitu genezy: feudalny sposób produkcji nie jest „ojcem” kapitalistycznego sposobu produkcji w takim sensie, że ten ostatni byłby niejako w zarodku zawarty w pierwszym. 3. Staje wobec tego przed nami zadanie wyróżnienia typów przyczynowości, które w odniesieniu do tych elementów (a szerzej, w odniesieniu do genealogii każdego elementu) zdają sprawę z ich wytwarzania jako elementów połączonych i „przyjmujących się” w nowej strukturze.

Louis Althusser


119

anzpraktyka cyteroet 5/2012

Należałoby tutaj, jak sądzę, odróżnić dwa odrębne typy przyczynowości: a) przyczynowość strukturalną: [w której] dany element może być wytworzony jako „skutek strukturalny”. Przyczynowość strukturalna jest ostateczna wobec wszelkich skutków. Co oznacza pojęcie przyczynowości strukturalnej? Oznacza ono, ujmując najogólniej, że skutek B (rozważany jako element) nie jest skutkiem przyczyny A (tzn. innego elementu), ale skutkiem elementu A o tyle, o ile A wchodzi w relacje składające się na strukturę, w której usytuowane jest A. Upraszczając, oznacza to, że do zrozumienia sposobu wytwarzania skutku B nie wystarczy rozważenie przyczyny A (bezpośrednio wcześniejszej, czy też znajdującej się wyraźnie w stosunku do skutku B) w oderwaniu: należy ją również ująć jako element struktury, w której jest usytuowana, czyli w jej uwikłaniu w szczególne relacje i w stosunki strukturalne określające ową strukturę. Pewna nader ogólna postać przyczynowości strukturalnej występuje na przykład w fizyce współczesnej, w której obszarze na skutek wprowadzenia pojęcia pola działa jako coś, co możemy określić mianem przyczynowości pola. W wypadku nauk społecznych, podążając za myślą Marksa, danego skutku ekonomicznego nie da się pojąć wyłącznie przez umieszczenie go w stosunku do wyodrębnionej przyczyny bez odniesienia do struktury ekonomicznej [de l’economique] (określonej przez powiązanie sił wytwórczych i stosunków produkcji). Można przyjąć, że podobnie w wypadku psychoanalizy skutku (symptomu) nie da się pojąć inaczej, aniżeli jako efektu struktury nieświadomości. To nie dane zdarzenie lub dany element A wywołuje dany skutek B, ale określona struktura nieświadomości podmiotu b) Prawo to wydaje się obowiązywać powszechnie. Przyczynowość strukturalna określa jednak jako skutki strukturalne obszary lub jasno określone i ograniczone sekwencje, w których przejawia się ona pod postacią przyczynowości linearnej. Przykładowo, właśnie z takim przypadkiem mamy do czynienia w procesie pracy. Mechaniczna przyczynowość linearna (nawet jeśli przybiera formy złożone, jak w wypadku maszyn, to zachowują one mechaniczny, innymi słowy, linearny charakter, nie wyłączając skutków sprzężenia zwrotnego i innych skutków cybernetycznych) działa [joue] więc autonomicznie i wyłącznie w polu określonym, czyli w polu wytwarzania produktów [production des produits] w procesie pracy. Wbicie gwoździa wymaga uderzenia weń młotkiem, zaoranie pola – użycia pługa, etc. Tego rodzaju linearno-mechaniczna przyczynowość (zwana przez Sartre’a rozumem analitycznym, przy czym miejmy na uwadze, że to, co Sartre nazywa rozumem dialektycznym, wbrew jego słowom, nie jest niczym więcej, aniżeli złożoną formą rozumu

O genezie


anzpraktyka cyteroet 5/2012

120

analitycznego, i to wyłącznie analitycznego) działa więc, wytwarzając te same skutki, poprzez powtórzenie i akumulację. To właśnie znajdujemy u Hegla w miejscu, w którym mówi on o akumulacji ilościowej albo o logice intelektu [l’entendement]. Starał się on myśleć skutki czysto strukturalne pod postacią „skoku jakościowego”. Innymi słowy, usiłował przejść od przyczynowości linearnej do przyczynowości strukturalnej, wyprowadzając drugą z pierwszej (z tego powodu jego „dialektyka” tkwi nadal w empirycznych kategoriach mechanicznego i linearnego rozumu, na przekór wszelkim deklaracjom o zniesieniu, przy czym samo to pojęcie Aufhebung wbrew sobie rozpoznaje i uznaje owo uwikłanie). Istnieją wobec tego całe sekwencje, zawsze jednak zamknięte w wyraźnie zarysowanych granicach, określone przez przyczynowość strukturalną poddaną autonomicznemu działaniu przyczynowości linearnej czy też analitycznej (bądź przyczynowości przechodniej). Widać to wyraźnie w pewnych sekwencjach zjawisk ekonomicznych, politycznych i ideologicznych. Uwidaczniać się to powinno również w psychoanalizie (choćby w pewnych sekwencjach przynależnych do procesów wtórnych). Wydaje mi się, że przejawia się to także w tak zwanych „wytworach wtórnych”, takich jak choćby mechanizmy obronne. W naszym przykładzie trzech elementów w znacznej mierze za sprawą tego właśnie mechanizmu dokonuje się akumulacja kapitału pieniężnego, podobnie jak w wypadku innych elementów wywołujących/uruchamiających/tworzących pewne sekwencje wytwórcze. W każdym z tych wypadków granice i „gra” przyczynowości mechanicznej, jak również typ wytwarzanego przez nią przedmiotu, są w ostatniej instancji określane przez przyczynowość strukturalną. Można nawet pójść dalej, twierdząc, że da się zaobserwować (mechaniczne) skutki akumulacji między skutkami strukturalnymi (jak mówi Marks: istnienie „wolnej siły roboczej” jest skutkiem licznych, zróżnicowanych i niezależnych procesów, których skutki sumują się i wzajemnie wzmacniają), wszelako skutki, między którymi zaczyna się w ten sposób toczyć gra przyczynowości mechanicznej, ujmowane z osobna, zachowują strukturalny charakter. Na tym poprzestanę. Chcę wskazać jedynie na zasadę podwójnej przyczynowości oraz jej wyraz, zgodnie z którym przyczynowość strukturalna determinuje przyczynowość linearną. 22 września 1966 r. Przełożył Mateusz Janik Przekład przejrzał i poprawił Sławek Królak

Louis Althusser


121

anzpraktyka cyteroet 5/2012

Louis Althusser (1918-1990) - francuski filozof marksistowski, jeden z głównych przedstawicieli marksizmu strukturalistycznego. Absolwent, a następnie profesor filozofii w elitarnej École Normale Supérieure w Paryżu. Przez wiele dziesięcioleci działacz Francuskiej Partii Komunistycznej (PCF), z którą zerwał pod koniec życia. Był przewodnikiem ideowym młodzieży maoistowskiej i wychowawcą licznego grona uczonych. Najważniejsze prace: Pour Marx (1965; wyd. polskie: W imię Marksa, przeł. M. Herer, Warszawa 2009), Lire le Capital (z Étiennem Balibarem; 1965; wyd. polskie: Czytanie „Kapitału”, tłum. W. Dłuski, Warszawa 1975), Lenine et la philosophie (1968), Response a John Lewis (1973; wyd. polskie: W odpowiedzi Johnowi Lewisowi, tłum. A. Staroń, Warszawa 1988). Cytowanie: L. Althusser, O genezie, „Praktyka Teoretyczna” nr 5/2012, http://www. praktykateoretyczna.pl/PT_nr5_2012_Logika_sensu/10.Althusser.pdf (dostęp dzień miesiąc rok)

Author: Louis Althusser Title: On Genesis Summary: On Genesis, written In 1966 is a short summary of Althusser’s early theory of encounter. In Althusser’s note we find description of structural causality as opposed to teleological and mechanicist notions of historical determinations. The text has documentary value allowing the reader to look at problems presented in such works as Reading Capital from the perspective proposed by Aalthusser in his texts devoted, among others, to aleatory conception of materialism and theory of history. Key words: genealogy, linear causality, structural causality, structure

O genezie


antropologia neoliberalizmu


}


Faktycznie istnieja¸cy neoliberalizm tu i teraz Debata Praktyki Teoretycznej

Poniżej publikujemy polskie tłumaczenie tekstu Three steps to a historical anthropology of actually existing neoliberalism [Trzy kroki w stronę historycznej antropologii faktycznie istniejącego neoliberalizmu], będącego owocem dyskusji, jaka wywiązała się po wystąpieniu Loïca Wacquanta na konferencji pt. „Marginalité, pénalité et division ethnique dans la ville à l’ère néolibérale” [„Marginalizacja, penalizacja i podział etniczny w miastach w epoce neoliberalizmu”] w Brukseli w 2010 roku. Chcielibyśmy w ten sposób otworzyć na łamach „Praktyki Teoretycznej” kolejną debatę – tym razem dotyczącą faktycznie istniejącego neoliberalizmu w warunkach Europy Środkowo-Wschodniej, ze szczególnym uwzględnieniem Polski. Do dyskusji zapraszamy polskich badaczy zajmujących się tą problematyką, których głosy – inne propozycje konceptualizacji problemu, komentarze, repliki i uzupełnienia – będą się ukazywać w kolejnych numerach czasopisma i w witrynie internetowej. Część z nich będzie także publikowana w języku angielskim, tak by debata ta nie była ograniczona do użytkowników języka polskiego. Naszym zdaniem tekst Wacquanta wypełnia ważną lukę teoretyczną w polskiej refleksji nad neoliberalizmem. Expressis verbis sytuuje się pomiędzy „hegemonicznym modelem ekonomicznym zakotwiczonym w wariantach panowania rynku, a buntowniczym podejściem stymulowanym przez pochodne Foucaultowskiego pojęcia urządzania”. Jak dotąd w polskim dyskursie tego pierwszego podejścia mamy aż nadto (i jest

}


anzpraktyka cyteroet 5/2012

126

ono aż nadto hegemoniczne), jednak krytyczni badacze i badaczki rozwijają też to drugie, nie tylko zresztą w trybie egzegez i komentarzy, ale także podejmując namysł nad lokalnymi zastosowaniami, korektami, przekroczeniami i rozwinięciami tych postfoucaultowskich inspiracji. Brakuje jednak narzędzi do teoretycznie świadomych, ale podpartych empirycznie dociekań nad antropologią neoliberalizmu, zdolnych dokładnie „zmapować” teraźniejszą sytuację i kształtujące ją czynniki w sposób umożliwiający także kontrinterwencję polityczną. Słowem: tego, co proponuje Wacquant jako „socjologiczną koncepcję skupioną na państwie, określającą instytucjonalną maszynerię zaangażowaną w ustanawianie rynkowej dominacji oraz jej mierzalny wpływ na rzeczywistą społeczną przynależność”. Z drugiej zaś strony artykuł ten wydaje się szczególnie istotny w polskim kontekście, gdyż owo nowe podejście, wymykające się ideologiczności pierwszego i słabościom metodologicznym drugiego, zakreśla ramy konkretnego projektu badawczego. Specyficzna sytuacja potransformacyjnej Polski jest dobrą ilustracją wagi zwrotu metodologicznego, jaki proponuje Wacquant – na przestrzeni kilku lat dokonała się gwałtowna zmiana związana z demontażem sfery socjalnej i instalacją nowych reżimów rynku, obywatelstwa i podmiotowości. Ze względu na transformacyjne „zagęszczenie” procesów w czasie łatwo uchwycić tu bezpośrednie czynniki sprawcze na płaszczyźnie politycznej i instytucjonalnej. Dzięki temu widać, że to państwo jest aktywnym aktorem działającym na rzecz zaktualizowania neoliberalizmu, a konkretne procesy i decyzje nie rozmywają się w długotrwałych i nieposiadających zewnętrza zmianach racjonalności czy urządzania – chociaż te nie pozostają bez znaczenia przy legitymizacji ustroju czy pacyfikacji oporu. Propozycja Wacquanta każe podążać za aktorami zmiany i szczegółowo opisywać procesy tak, by tworzyć empiryczną antropologię neoliberalizmu, pokazać, w jaki sposób dąży on do tego, by „zreformować państwo i zmienić jego orientację tak, aby w sposób czynny pielęgnowało i wzmacniało rynek jako nieustanną polityczną kreację”. Łatwo uchwytny kontekst peryferyjnie „ściągniętej” w czasie neoliberalizacji Polski daje dobry punkt wyjścia do tak zaprojektowanych analiz. Jednocześnie mamy do dyspozycji obszerne badania empiryczne związane z procesami prywatyzacji (Jacek Tittenbrun, Tadeusz Kowalik), społecznej marginalizacji, utrwalania nierówności i penalizacji biedy (Elżbieta Tarkowska, Wielisława Warzywoda-Kruszyńska, Ewa Charkiewicz), a także dyskursywnego sztafażu legitymizującego zmiany (Wojciech Woźniak), ogólnych ram „neoliberalizacji dyskursu” (Marek Czyżewski)


127

anzpraktyka cyteroet 5/2012

czy przemian polskiego kapitalizmu (Jan Sowa). Wszystko to tworzy matrycę, która czyni propozycję Wacquanta interwencją niepośledniej wagi, a zarazem umożliwia krytyczne odniesienie się do niej z perspektywy usytuowanej wiedzy pochodzącej z Polski, tak by stworzyć ważny kontekst porównawczy w dociekaniach nad „elementami neoliberalizmu w skali planetarnej”. Zachęcamy do lektury kolejnych interwencji teoretycznych i badawczych w tym cyklu, a także zapraszamy do zabierania głosu w debacie – tak w formie pełnej objętości artykułów naukowych, jak komentarzy oraz polemik publikowanych na stronie „Praktyki Teoretycznej”. Cytowanie: Faktycznie istniejący neoliberalizm – tu i teraz: Debata Praktyki Teoretycznej, „Praktyka Teoretyczna” nr 5/2012, http://www.praktykateoretyczna. pl/PT_nr5_2012_Logika_sensu/11.Debata.pdf (dostęp dzień miesiąc rok)


}


Loïc Wacquant

Trzy kroki w strone¸ historycznej antropologii faktycznie istnieja¸cego neoliberalizmu* Antropologia neoliberalizmu podzieliła się na dwa przeciwstawne obozy. Z jednej strony lokuje się hegemoniczny model ekonomiczny zakotwiczony w wariantach zasady rynkowej, z drugiej zaś buntownicze podejście stymulowane przez pochodne pojęcia urządzania. Oba zaciemniają to, co jest „neo” w neoliberalizmie: restrukturyzację państwa jako kluczowego sprawcy, ustanawiającego zasady i wytwarzającego podmiotowości oraz stosunki społeczne dostosowane do realizacji rynków. Nawiązując do dwóch dekad badań empirycznych nad miejską marginalnością w rozwiniętych społeczeństwach, proponuję drogę pośrednią między tymi dwoma podejściami. W tym ujęciu neoliberalizm to takie powiązanie państwa, rynku i obywatelstwa, które zaprzęga państwo do narzucania rynkowego piętna na obywatelstwo. Ukute przez Bourdieu pojęcie pola biurokratycznego oferuje potężne narzędzie do analizy reorganizacji państwa jako maszyny stratyfikacji i klasyfikacji kierującej odgórnie neoliberalną rewolucją, oraz pozwala na wysunięcie trzech tez: (1) neoliberalizm nie jest reżimem ekonomicznym, ale politycznym projektem formowania państwa, narzucającym dyscyplinarny „workfare”, „prisonfare” i motyw indywidualnej odpowiedzialności w służbie utowarowienia; (2) neoliberalizm pociąga za sobą prawicowe odchylenie przestrzeni biurokratycznych organów władzy, które definiują i dystrybuują dobra publiczne oraz powołuje do życia państwo-Centaura, które na szczycie struktury klasowej uprawia liberalizm, a na jej dole karzący paternalizm; (3) rozrost i gloryfikacja penitencjarnego skrzydła państwa jest integralnym składnikiem neoliberalnego Lewiatana, dlatego też policja, sądy, więzienia muszą zostać włączone w zakres politycznej antropologii neoliberalnego panowania. Słowa kluczowe: neoliberalizm, rynek, urządzanie, pole biurokratyczne, państwo karne, workfare, prisonfare, miejska marginalność, Bourdieu.

* 

Źródło: L. Wacquant, Three steps to a historical anthropology of actually existing neoliberalism, „Social Anthropology/Anthropologie Sociale” 20, 1/2012, s. 66-79.

}


anzpraktyka cyteroet 5/2012

130

Jakieś 20 lat temu rozpocząłem serię badań empirycznych nad strukturą, doświadczeniem i politycznym podejściem do miejskiego ubóstwa w rozwiniętych społeczeństwach. Skupiały się one na losie amerykańskiego czarnego getta po opadnięciu fali ruchu praw obywatelskich oraz na upadku robotniczych peryferii zachodnioeuropejskich metropolii, czego dobrym przykładem był zanik Czerwonego Pasa banlieus we Francji na skutek dezindustrializacji. Przeprowadziłem szereg obserwacji etnograficznych pośród kompletnie opustoszałego historycznego South Side w Chicago oraz okrytych złą sławą projektów mieszkaniowych La Courneuve, na tle rozdartego krajobrazu przedmieść Paryża. Zastosowałem narzędzia analitycznego porównania, aby zrozumieć powstanie nowego reżimu „zaawansowanej marginalności”, wprawionego w ruch przez rozproszenie pracy najemnej, wycofywanie się państwa socjalnego oraz rozpowszechnienie się terytorialnej stygmatyzacji. Nie przypuszczałem zatem, że to badanie nad ciężkim położeniem miejskich wyrzutków nowego stulecia1 przeniesie mnie z ulic hipergetta głęboko do wnętrza amerykańskiego gargantuicznego systemu więziennictwa, a stamtąd do drażliwej kwestii neoliberalizmu i formowania państwa w skali globalnej2. W tym artykule pokrótce odtwarzam tę intelektualną podróż od mikroetnografii postindustrialnego prekariatu do makrosociologii neoliberalnego Lewiatana u początku wieku, aby przedstawić tezy dla historycznej antropologii faktycznie istniejącego neoliberalizmu. Chcąc naświetlić uwarunkowania i procedury degradacji w amerykańskich metropoliach z końca wieku, musiałem znaleźć sposób na ominięcie dwóch głównych przeszkód epistemologicznych: posiadającego swój akademicki rodowód mitu „underclass”, głoszącego, że nowa podkategoria czarnej biedoty pustoszy centrum miasta, oraz starego tropu „dezorganizacji”, odziedziczonego po ekologicznej szkole miejskiej socjologii3. W tym celu przeprowadziłem badania nad strategiami życiowymi młodych Afroamerykanów w Woodlawn, dzielnicy w pozo-

1  L. Wacquant, Urban Outcasts: a Comparative Sociology of Advanced Marginality, Cambridge 2008. 2 Tegoż, Punishing the Poor: the Neoliberal Government of Social Insecurity, Durham 2009. 3  Gruntowną krytykę tych dwóch pojęć czytelnicy i czytelniczki znajdą w: L. Wacquant, L’‘underclass’ urbaine dans l’imaginaire social et scientifique américain, [w:] L’Éxclusion: l’état des savoirs, red. S. Paugam, Paris 1996, s. 248-262; oraz L. Wacquant, Three Pernicious Premises in the Study of the American Ghetto, “International Journal of Urban and Regional Research” 1997, No. 21-22, s. 341-353.

Loïc Wacquant


131

anzpraktyka cyteroet 5/2012

stałościach chicagowskiego „Bronzeville”4. W wyniku zbiegu okoliczności, o których opowiedziałem gdzie indziej, stałem się członkiem lokalnego klubu bokserskiego, uczyłem się rzemiosła walki na ringu, a klub wykorzystałem jako odskocznię umożliwiającą zapuszczenie się w dzielnicę5 oraz dogłębne i gruntowne przebudowanie mojego sposobu pojmowania getta6. Spisując historie życiowe moich kolegów z ringu, szybko odkryłem, że niemal wszyscy z nich przeszli przez areszt albo spędzili jakiś czas w więzieniu. Z tego powodu, aby zrozumieć trajektorie ich życia, musiałem pojąć „wielki penitencjarny krok wstecz”, który zawrócił Stany Zjednoczone z objętej w latach sześćdziesiątych drogi ku postępowemu systemowi penitencjarnemu i zaprowadził na pozycję światowego lidera inkarceracji i globalnego eksportera agresywnej polityki kontroli na początku lat dziewięćdziesiątych7. W trakcie mapowania amerykańskiego boomu karceralnego, jaki nastąpił po 1973 roku, jasne stało się dla mnie, że przyśpieszająca rezygnacja ze sfery socjalnej, prowadząca do niechlubnych „reform sfery socjalnej opieki społecznej” z 1996 roku, oraz wybuchowa ekspansja systemu karnego były dwiema zbieżnymi i wzajemnie komplementarnymi zmianami prowadzącymi ku karnym uregulowaniom urasowionego ubóstwa. Zrozumiałem też, że dyscyplinarny workfare8 i korygujący prisonfare9 sprawują nadzór nad tymi samymi wywłaszczonymi i znieważonymi populacjami, które zostały zdestabilizowane przez rozkład fordowsko-keynesowskiego porozumie4  St. C. Drake, H. Cayton, Blackmetropolis: a Study of Negro Life in a Northern City, Chicago 1993. 5  L. Wacquant, Body and Soul: Notebooks of an Apprentice Boxer, New York 2004. 6  Retrospektywną drobiazgową analizę analitycznych połączeń i biograficznych zazębień między „ciałem, gettem i państwem karnym” czytelnicy i czytelniczki znajdą w: L. Wacquant, Więzienia nędzy, tłum. M. Kozłowski, Warszawa 2009. 7 Tamże. 8  Workfare - system, w którym odbiorcy pomocy społecznej, bezrobotni czy niepełnosprawni, zmuszani są do świadczenia pracy, najczęściej w różnego rodzaju służbach publicznych, pod groźbą zatrzymania wypłat zasiłku. Jest to reżim, w kierunku którego przesunęła się znaczna część zachodnich państw dobrobytu (przyp. tłum.). 9  Prisonfare – pojęcie skonstruowane przez Loïca Wacquanta przez analogię do „welfare” (dobrobytu). Jest to nurt strategii politycznej, poprzez który państwo stosuje obficie mechanizmy karne w odpowiedzi na miejskie patologie czy zakłócenia porządku społeczno-moralnego. Wiąże się również z symboliką, dyskursami i korpusami niefachowej i eksperckiej wiedzy, wspomagającymi system policji i nadzoru (przyp. tłum.).

Trzy kroki w strone¸ historycznej antropologii...


anzpraktyka cyteroet 5/2012

132

nia, oraz są skoncentrowane w poniżonych dzielnicach spolaryzowanego miasta. Jasnym stał się dla mnie również fakt, że umieszczanie zmarginalizowanych odłamów postindustrialnej klasy robotniczej pod srogą kuratelą wiedzioną moralnym behawioryzmem tworzy doskonałą scenę, na której rządzące elity mogą przedstawiać powagę państwa i łatać deficyt legitymizacji, na który cierpią za każdym razem, gdy porzucają jego poprzednią misję zapewniania socjalnej i ekonomicznej ochrony. Potwierdziło się to w latach dziewięćdziesiątych, gdy kolejne lewicowe rządy w całej zachodniej Europie podnosiły walkę z uliczną przestępczością do rangi narodowego priorytetu w tych strefach miejskich, gdzie społeczna niepewność oraz przestrzenna skaza nasiliły się wraz ze stającymi się normą bezrobociem czy prekarnym zatrudnieniem. Śledzenie międzynarodowych wędrówek polityki „zera tolerancji”, jak i różnorodnych penitencjarnych [penal] haseł i panaceów „made in the USA” (kryminologiczna tzw. teoria rozbitych okien, obowiązkowe wyroki minimalne, obozy resocjalizacyjne dla młodocianych przestępców, ugody obrończe itp.) ujawniło znamienny wzorzec sekwencyjnego przenikania oraz funkcjonalnego sprzężenia, na mocy którego strategie gospodarczej deregulacji, nadzorczy workfare oraz punitywny system karny wspólnie wędrują i rozkwitają10. Podsumowując, penalizacja ubóstwa wyłoniła się jako podstawowy element lokalnych aplikacji projektu neoliberalnego i jego upowszechnienia ponad granicami. Projektu, w którym „żelazna pięść” państwa penitencjarnego [penal state] łączy się z „niewidzialną ręką” rynku oraz osłabianiem sieci zabezpieczeń społecznych. To, co zaczęło się jako elementarne badanie codziennego ciężkiego położenia miejskiego prekariatu w centrum Chicago i na przedmieściach Paryża, zakończyło się teoretyczną zagadką dotyczącą charakteru i składników neoliberalizmu w skali planetarnej.

Zasada rynkowa przeciwko urządzaniu Jaki zatem sposób poradzenia sobie ze śliskim, niejasnym i spornym pojęciem neoliberalizmu podpowiada nam ta intelektualna wędrówka? Z pojęciem, które niektórzy z jego przenikliwych badaczy, niespokojnie poszukując analitycznej szczegółowości i uprawomocnienia, nazy-

10  L. Wacquant, The Global Firestorm of Law and Order: on Neoliberalism and Punishment, “Thesis Eleven” 2011, No. 105 [do tekstu dołączony komentarz Pata O’Malley oraz moja odpowiedź].

Loïc Wacquant


133

anzpraktyka cyteroet 5/2012

wają „pojęciem szelmowskim”11? Podczas gdy Hilgers12 przedstawia antropologię neoliberalizmu jako zorganizowaną w ramach triadycznej konfiguracji uformowanej przez podejścia kulturowe, systemowe czy oparte na kategorii urządzania [governmentality]13, ja widzę ją jako spolaryzowaną między, z jednej strony, hegemoniczną koncepcją ekonomiczną (neoklasyczną i neo-marksistowską) umocowaną w różnych odmianach zasady rynkowej oraz, z drugiej, zbuntowanym podejściem stymulowanym luźnymi pochodnymi Foucaultowskiego pojęcia urządzania. Te dwie koncepcje dały początek bogatym i produktywnym programom badawczym, jednak są one popadaniem ze skrajności w skrajność. Pierwsza jest niezmiernie wąska, pozbawiona instytucji i znajduje się na skraju apologetyki, kiedy przyjmuje neoliberalizm za dobrą monetę. Druga przeciwnie, nazbyt szeroka i bezładna, przeładowana analizami rozrastających się instytucji (z których wszystkie wydają się być zainfekowane neoliberalnym wirusem), niebezpiecznie zbliża się w stronę krytycznego solipsyzmu. Dla tej pierwszej neoliberalizm jest prostym narzuceniem neoklasycznej ekonomii jako najdoskonalszej formy myśli oraz rynku jako optymalnego, chociaż nieelastycznego narzędzia do organizowania wszelkiej wymiany14. Dla drugiej jest on plastyczną i zdolną do mutacji polityczną racjonalnością, która towarzyszy wielu rodzajom reżimów oraz wślizguje się we wszystkie sfery życia, nie pozostawiając żadnego zewnętrznego, stabilnego gruntu,

11  „Od lat osiemdziesiątych pogmatwana mieszanka nadwerężania i niedookreślenia towarzyszyła kłopotliwemu panowaniu pojęcia neoliberalizmu w heterodoksyjnej ekonomii politycznej. Jednocześnie pojęcie to stało się terminologicznym punktem skupiającym dyskusje o trajektorii regulacyjnych transformacji po latach osiemdziesiątych oraz wyrazem intensywnych sporów i konfuzji, które charakteryzowały te dyskusje. W konsekwencji „neoliberalizm” stał się czymś w stylu szelmowskiego pojęcia – rozwiąźle wszechogarniającego, jednak niekonsekwentnie zdefiniowanego, empirycznie nieprecyzyjnego i często kwestionowanego.” – N. Brenner, J. Peck, N. Theodore, Variegated Neoliberalization: Geographies, Modalities, Pathways, “Global Networks” 2010, No. 10, s. 183-184. 12  M. Hilgers, The Three Anthropological Approaches to Neoliberalism, “International Social Science Journal” 2011, No. 61, s. 351-364. 13  Alternatywne sposoby zmapowania antropologii neoliberalizmu: L. Hoffman, M. DeHart, S. J. Collier, Notes on the Anthropology of Neoliberalism, “Anthropology News” 2006, Vol. 47, No. 6, s. 9-10. oraz J. B. Richland, On Neoliberalism and Other Social Diseases: the 2008 Sociocultural Anthropology Year in Review, “American Anthropologist” 2009, No. 111, s. 170-176. 14  Zob. R. Jessop, Liberalism, Neoliberalism, and Urban Governance: a State-Theoretical Perspective, “Antipode” 2002, Vol. 34, No. 3, s. 452-472 oraz Neoliberalism: a Critical Reader, red. A. Saad-Filho, D. Johnston, London 2005.

Trzy kroki w strone¸ historycznej antropologii...


anzpraktyka cyteroet 5/2012

134

by się jej przeciwstawić15. Co ciekawe, obie koncepcje są zbieżne w tym, że zaciemniają to, czym jest „neo” w neoliberalizmie, to znaczy przerabianiem i przemieszczaniem państwa jako kluczowego sprawcy, który aktywnie wytwarza podmiotowości, stosunki społeczne oraz zbiorowe reprezentacje, skrojone pod czynienie fikcji rynków rzeczywistą i istotną. Dominacja ekonomicznych (czy nawet ekonomistycznych) koncepcji neoliberalizmu jest dobrze ugruntowana16. Dla szerokiej rzeszy zarówno zwolenników, jak krytyków, termin ten oznacza odradzające się „imperium kapitału”, by przywołać tytuł dokonanej przez Ellen Meiksins Wood17 historyczno-materialistycznej rekonstrukcji szeregu lądowych, handlowych i kapitalistycznych projektów imperialnego panowania. Wśród nich ten ostatni ma się wyróżniać tym, że szuka sposobu narzucenia rynkowych imperatywów nie tylko na wszystkie terytoria, ale również wszystkie ludzkie aktywności. Powszechnie przyjmowana wizja zrównuje neoliberalizm z ideą „samoregulującego się rynku” oraz przedstawia państwo jako zamknięte w antagonistycznej wobec niego relacji o sumie zerowej. Logicznie i historycznie rzecz ujmując, nastanie „rynkowego fundamentalizmu” skutkuje redukcją, usunięciem się czy dyskwalifikacją państwa, przedstawionego albo jako przeszkoda dla skuteczności, albo jako czysta instrumentalność służąca do wzmacniania odzyskanej hegemonii kapitału. A zatem według Colina Croucha18 współwystępujący rozkład pracującej fizycznie klasy robotniczej, powstanie kapitału finansowego, rozpowszechnienie się nowych technologii komunikacyjnych, liberalizacja przepływów ekonomicznych między granicami państw narodowych doprowadziły do „krótkoterminowej, czysto rynkowej, wolnej od ograniczeń formy kapitalizmu”. Wyłaniające się „warunki neoliberalnego konsensusu” obejmują „uniwersalne porzucenie Keynesowskiej 15 Zob. Foucault and Political Reason: Liberalism, Neo-liberalism, and Rationalities of Government, red. A. Barry, T. Osborne, N. Rose, Chicago 1996; W. Brown, Neoliberalism and the End of Liberal Democracy, [w:] Edgework: Critical Essays on Knowledge and Politics, Princeton 2005, s. 37-59. 16 Zob. The Rise of Neoliberalism and Institutional Analysis, red. J. Campbell, O. Pedersen, Princeton 2001; The Anthropology of Development and Globalization: from Classical Political Economy to Contemporary Neoliberalism, red. M. Edelman, A. Haugerud, Oxford 2005; A. Gamble, Neoliberalism, “Capital & Class” 2001, No. 25, s. 127-134; P. G. Cerny, Embedding Neoliberalism: the Evolution of a Hegemonic Paradigm, “The Journal of International Trade and Diplomacy” 2008, No. 2, s. 1-46. 17  E. Meiksins Wood, Empire of Capital, London 2005. 18  C. Crouch, The Terms of the Neoliberal Consensus, “The Political Quarterly” 1997, No. 68, s. 358.

Loïc Wacquant


135

anzpraktyka cyteroet 5/2012

polityki” oraz wywołują „wydrążanie państwa i prywatyzowanie coraz to większej liczby jego funkcji”19. Podobnie dla Davida Harveya, „neoliberalizm jest przede wszystkim teorią praktyk polityczno-ekonomicznych, która głosi, że ludzkiemu dobrobytowi najlepiej służyć będzie uwolnienie przedsiębiorczości w ramach instytucjonalnych, których cechy charakterystyczne to: mocne prawa własności prywatnej, wolne rynki i wolny handel. Rola państwa polega na kreowaniu i utrzymywaniu odpowiednich ram instytucjonalnych”20. Zwrot w kierunku neoliberalizmu pociąga za sobą triadyczną kombinację „deregulacji, prywatyzacji i wycofania się państwa z wielu obszarów świadczeń”. W praktyce państwo odchodzi od doktrynalnego wzorca „małego rządu” właśnie po to, by pielęgnować przyjazny biznesowi klimat dla kapitalistycznych przedsięwzięć, strzec instytucji finansowych oraz poddawać represjom ludowy opór przeciw neoliberalnym zakusom na „akumulację przez wywłaszczenie”. Znaczna część antropologii neoliberalizmu opiera się na przenoszeniu tego schematu na różne kraje na całym świecie lub ujmowaniu go w skali kontynentalnej, aby uchwycić kulturowe pułapki zasady rynkowej i społeczne reakcje na nią21. Ameryka Łacińska jest tutaj ulubionym przykładem, tuż za nią plasują się kraje byłego Bloku Wschodniego i Afryka. W swoim zamaszystym podsumowaniu pt. Africa in the Neoliberal World Order James Ferguson w typowy sposób charakteryzuje neoliberalizm jako jednoczesne wycofanie się państwa i rozszerzenie się rynku: „Podążając za ekonomiczną filozofią ‘neoliberalizmu’, głoszono, że pozbywanie się państwowych »zniekształceń« rynków stworzyłoby warunki dla gospodarczego wzrostu, natomiast gwałtowna prywatyzacja miałaby przynieść zalew nowych prywatnych inwestycji kapitałowych”22. W tym miejscu pojęcie to jest równoznaczne z ekonomicznymi środkami „strukturalnego dostosowania”, „o którym zakłada się, że może zatrzymać opresyjne i apodyktyczne państwa i wyzwolić nowe, żywotne ‘społeczeństwo obywatelskie’, które byłoby zarówno bardziej demokratyczne, jak i bardziej wydajne gospodarczo”23. 19  Tamże, s. 357, 359. 20  D. Harvey, Neoliberalizm: historia katastrofy, tłum. P. Listwan, Warszawa 2008, s. 9. 21 Np. Millennial Capitalism and the Culture of Neoliberalism, red. J. Comaroff, J. L. Comaroff, Durham 2001; Ethnographies of Neoliberalism, red. C.J. Greenhouse, Philadelphia 2009. 22  J. Ferguson, Global Shadows: Africa in the Neoliberal World Order, Durham 2006, s.11. 23  Tamże, s. 38-39.

Trzy kroki w strone¸ historycznej antropologii...


anzpraktyka cyteroet 5/2012

136

Jest to zbiorcze określenie wskazujące na zmiany wynikające z polityki zaciskania pasa i programów prywatyzacji znanych również pod nazwą „konsensusu waszyngtońskiego”, a także na efekty codziennych przystosowań kształtowanych przez ludowy opór24. Przeciwnicy tego „eleganckiego” spojrzeniu na neoliberalizm jako spójną, jeśli nie wręcz monolityczną całość, studiujący zagadnienie urządzania, proponują „znajdujące się w nieładzie” ujęcie neoliberalizmu jako płynnego i elastycznego zlepku wyrachowanych strategii i technologii celujących w formowanie populacji i ludzi25. W takiej optyce neoliberalizm nie jest ekonomiczną ideologią czy pakietem rozwiązań ustawowych, ale „zgeneralizowaną normatywnością”, „globalną racjonalnością”, która „ma tendencję do strukturowania i organizowania nie tylko działań rządzących, ale również postępowania samych rządzonych” a nawet ich samo-pojmowania według zasad konkurencji, wydajności i użyteczności26. Badacze urządzania upierają się, że mechanizmy rządzące nie są zlokalizowane w państwie, ale cyrkulują w obrębie całego społeczeństwa, jak również ponad granicami narodowymi. Zgodnie z tym ujęciem, badacze ci działają w poprzek struktur [transversally], aby śledzić rozprzestrzenianie i splatanie się neoliberalnych technik „kierowania cudzym kierowaniem się” na wielu różnorodnych obszarach produkcji „ja”, włączając w to ciało, rodzinę, seksualność, konsumpcję, edukację,

24  J. Williamson, Democracy and the „Washington Consensus”, “World Development” 1993, No. 21, s. 1329-1336. 25  To ujęcie bierze swój początek w pismach Foucaulta i cyklu wykła-

dów z Collège de France z lat 1978-1979 o narodzinach biopolityki (M. Focault, Narodziny biopolityki, tłum. M. Herer, Warszawa 2011), które zainspirowały ogólny program badawczy nad „urządzaniem” [governmentality] jako sztuką kształtowania populacji (poddanie [subjection]) oraz ja (upodmiotowienie [subjectification]). Pojęcia takie, jak „postspołeczne rządzenie”, „zaawansowane liberalnie” czy „późno liberalne” są często używane jako synonimy na określenie tego, co neoliberalne (przegląd tego typu koncepcji czytelnicy znajdą w: M. Dean, Governmentality: Power and Rule in Modern Society, London 1999, a paradoksalną obronę teoretycznego podejścia, które neguje samo siebie w: P. O’Malley, N. Rose, M. Valverde, Governmentality, “Annual Review of Law & Social Science” 2006, No. 2, s. 83-104). Nie ma tutaj miejsca na to, aby zająć się Foucaultowskimi sformułowaniami urządzania i neoliberalizmu (począwszy od ich idealistycznego odcienia) oraz ich kojarzenia, a co dopiero na ocenianie ich pochodzenia i znaczenia dla historycznych zmian, które rozwinęły się po odejściu Foucaulta. 26  P. Dardot, C. Laval, La Nouvelle raison du monde: Essai sur la société néolibérale, Paris 2007, s. 13.

Loïc Wacquant


137

anzpraktyka cyteroet 5/2012

zawód, przestrzeń miejską itd.27 Lubują się również w podkreślaniu przygodności, specyficzności, wielorakości, złożoności oraz interaktywnych połączeń (które uczynione zostały niezwykłymi dzięki nowemu, deleuzjańsko brzmiącemu i chwytliwemu określeniu „asamblaże”): nie ma jednego Neoliberalizmu przez wielkie „N”, lecz nieskończona liczba neoliberalizmów przez małe „n”, zrodzonych na skutek nieustannego tworzenia się hybryd między neoliberalnymi praktykami i ideami a lokalnymi warunkami i formami. To podejście doprowadzone zostało do ekstremum u Aihwy Ong, w jej wpływowym zbiorze esejów Neoliberalism as Exception, w którym proponuje, by „badać neoliberalizm nie tyle jako ‘kulturę’ czy ‘strukturę’, ale raczej jako mobilne wyrachowane techniki rządzenia, które mogą zostać wyciągnięte ze swojego źródłowego kontekstu i ponownie umieszczone w konstelacjach wzajemnie konstytutywnych i przygodnych relacji”28. Analityczny impuls do wykraczania poza państwo i przecinania instytucjonalnych domen jest owocny, podobnie jak pojęcie neoliberalizacji rozumianej raczej jako produktywny niż subtraktywny proces wylewający się poza granice gospodarki. Jednak lokowanie tych procesów w migracji „plastycznych” technologii kierowania [conduct], które nieustannie „przeorganizowują się” i „mutują” w trakcie podróży, jest problematyczne. Po pierwsze, niejasne jest, co czyni technologię kierowania neoliberalną: z pewnością takie biurokratyczne techniki, jak audyt, wskaźniki wydajności czy benchmarki (ulubieńcy neo-foucaultowskiej antropologii neoliberalizmu) mogą zostać użyte, by wzmacniać lub sprzyjać innym logikom, podobnie jak ma to miejsce w wypadku technik ubezpieczeniowych. Podobnie też nie ma niczego specyficznego w normach transparencji, rozliczalności i wydajności, co czyniłoby je w sposób konieczny rzecznikami utowarowienia: w Chinach, na przykład, zostały rozwinięte, aby spełnić cele patrymonialne i wykuć na nowo ideały socjalistyczne29. Problem z podejściem opartym na urządzaniu polega na tym, że jego sprawna definicja neoliberalizmu jako „rządzenia przez kalkulację”30 jest tak wyzuta ze specyficzności, że staje się on równoznaczny z jakkolwiek, nawet w minimalnym stopniu, sprawnym reżimem 27  W. Larner, Neo-liberalism: Policy, Ideology, Governmentality, “Studies in Political Economy” 2000, No. 63, s. 5-26. 28  A. Ong, Neoliberalism as a Mobile Technology, “Transactions of the Institute of British Geographers” 2007, No. 32, s. 13. 29  A. B. Kipnis, Audit Cultures: Neoliberal Governmentality, Socialist Legacy, or Technologies of Governing?, “American Ethnologist” 2008, No. 35, s. 275-289. 30  A. Ong, Neoliberalism as Exception…, s. 4.

Trzy kroki w strone¸ historycznej antropologii...


anzpraktyka cyteroet 5/2012

138

czy z siłami racjonalizacji i indywiduacji charakterystycznymi dla globalnie rozumianej zachodniej nowoczesności31. Wreszcie, gdy technologie kierowania „migrują” i „mutują”, neoliberalizm okazuje się być jednocześnie wszędzie i nigdzie. Staje się procesem bez zawartości; znajduje się w płynnej formie pozbawionej substancji, wzorca czy kierunku. A zatem, ostatecznie, szkoła urządzania oferuje nam koncepcję neoliberalizmu tak rozcieńczoną, jak te przedkładane przez ekonomiczną ortodoksję, którą to chciała obalić.

Neoliberalizm jako podporządkowane rynkowi formowanie państwa Proponuję nakreślenie drogi pośredniej między tymi dwoma biegunami. Drogi, która uzna, że neoliberalizm od swojej intelektualnej inkubacji na Colloque Walter Lippmann w Paryżu w 1938 roku i w transnarodowym „kolektywie myśli” zapoczątkowanym przez Société du Mont-Pélerin po 1947 roku32, przez jego różne historyczne wcielenia w trakcie ostatnich dziesięcioleci dwudziestego wieku, aż do paradoksalnego ponownego potwierdzenia po finansowym kryzysie z jesieni 2008 roku, „zawsze był otwartym, pluralistycznym i łatwo adaptującym się projektem”33, ale pomimo to posiadającym instytucjonalny rdzeń, który czyni go wyrazistym i rozpoznawalnym34. Ten rdzeń składa się z powiązania państwa, rynku 31  Jeżeli neoliberalizm jest szeregiem „wyrachowanych technologii” pochodzących z gospodarki i migrujących do innych dziedzin życia społecznego, wówczas jego narodziny datuje się na 1494 rok i wynalezienie systemu księgowego (B. G. Carruthers, W. Nelson Espeland, Accounting for Rationality: Double-entry Bookkeeping and the Rhetoric of Economic Rationality, “American Journal of Sociology” 1991, No. 97, s. 31-69), a wielkim teoretykiem neoliberalizmu nie jest ani Ludwig von Mises, Friedrich von Hayek, ani Milton Friedman, ale Max Weber (Zob. M. Weber, Gospodarka i społeczeństwo: zarys socjologii rozumiejącej, tłum. D. Lachowska, Warszawa 2002, s. 60-82, 158-163), dla którego panowanie instrumentalnej racjonalności wyróżniło Zachód od reszty świata – tym bardziej, skoro Weber kładł w swojej porównawczej socjologii religii duży nacisk na powiązane pojęcie Lebensfuhrung – „stylu życia”. 32  Zob. F. Denord, Néo-libéralisme version française: histoire d’une idéologie politique, Paris 2007. 33  J. Peck, Remaking Laissez-faire, “Progress in Human Geography” 2008, No. 3. 34  Jest to wymóg logiczny: aby poprzez „mutację” wyłoniły się zróżnicowane przestrzenie lokalne neoliberalizmu, musi istnieć wspólny genus, z którego wszystkie się wywodzą. Co następuje, każda koncepcja wielorakiego neoliberalizmu przez małe „n” z konieczności zakłada jakiś Neoliberalizm przez wielkie „N”, nawet jeśli

Loïc Wacquant


139

anzpraktyka cyteroet 5/2012

i obywatelstwa, które zaprzęga państwo do narzucania rynkowego piętna na obywatelstwo. Zatem wszystkie te trzy instytucje muszą zostać włączone do naszej analizy. Moje podejście różni się od koncepcji neoliberalizmu skupionych na rynku, gdyż priorytetem są tutaj raczej (polityczne) środki, niż ekonomiczne cele. Jednakże schodzę również ze ścieżki wyznaczonej przez koncepcję urządzania, gdyż uprzywilejowuję formowanie państwa względem technologii i nie-państwowych logik oraz skupiam się na tym, jak państwo skutecznie zakreśla nowe granice i kształtuje znaczenie obywatelstwa poprzez swoje podporządkowane rynkowi strategie. W związku z tym zalecam przeprowadzenie potrójnego zwrotu dla umocowania antropologii neoliberalizmu, rozumianej nie jako inwazyjna doktryna ekonomiczna czy migrujące techniki rządzenia, ale jako konkretna polityczna konstelacja: od „rozcieńczonej” [thin] ekonomicznej koncepcji skoncentrowanej na rynku do „gęstej” [thick] socjologicznej koncepcji skupionej na państwie, określającej instytucjonalną maszynerię zaangażowaną w ustanawianie rynkowej dominacji oraz jej mierzalnego wpływu na rzeczywistą społeczną przynależność. Utrzymuję, że mało znane pojęcie pola biurokratycznego Bourdieu35 daje nam elastyczne i potężne narzędzie dla zrozumienia przekształceń państwa jako maszyny stratyfikacji i klasyfikacji, która odgórnie napędza neoliberalną rewolucję. To przesunięcie można wypunktować w trzech tezach.

Teza 1: Neoliberalizm nie jest projektem ekonomicznym, ale politycznym; nie pociąga za sobą demontażu państwa, lecz implikuje jego przeprojektowanie Wynika to z trzech zasadniczych przyczyn. Po pierwsze, rynki są i zawsze były tworami politycznymi. Stanowią one oparte na cenach systemy wymiany działające według zasad, które muszą być ustanowione i monitorowane przez silne władze polityczne. Ponadto muszą być wspierane przez szeroko zakrojone mechanizmy prawne i administracyjne, które w epoce nowoczesnej równają się instytucjom państwowym36. Po drugie, niejawnie; a każda peryferyjna czy częściowa konkretyzacja fenomenu może zostać scharakteryzowana jako taka jedynie przez odniesienie, jawne lub skryte, do bardziej kompletnego oryginalnego rdzenia. 35  Zob. P. Bourdieu, Rethinking the State: on the Genesis and Structure of the Bureaucratic Field, “Sociological Theory” 1994, No. 12, s. 1-19. 36  Zob. K. Polanyi, The Economy as Instituted Process, [w:] Primitive, Archaic and Modern Economies, red. G. Dalton, Boston 1971, s. 139-174; N. Fligstein, Markets as Politics: a Political-Cultural Approach to Market Institutions, “American

Trzy kroki w strone¸ historycznej antropologii...


anzpraktyka cyteroet 5/2012

Neoliberalizm chce zreformować państwo i zmienić jego orientację tak, aby w sposób czynny pielęgnowało i wzmacniało rynek jako nieustanny proces politycznego tworzenia

140

jak pokazuje historia społeczna i opisują teoretycy społeczni, począwszy od Émile’a Durkheima i Marcela Maussa po Karla Polanyi’ego i Marshalla Sahlinsa, stosunki społeczne i konstrukty kulturowe w sposób konieczny stanowią podstawę wymiany gospodarczej, a ludzie zazwyczaj narzekają z powodu sankcji rynkowych. Państwo musi zatem wkroczyć do akcji, aby przezwyciężyć sprzeciw i utrzymać w ryzach strategie uchylania się. Po trzecie, historiografia transnarodowego Geistkreis, które go spłodziło, jasno stwierdza, że neoliberalizm od swoich początków sięgających kryzysu lat trzydziestych nie dążył do przywrócenia późno dziewiętnastowiecznego liberalizmu, lecz zmierzał ku przekroczeniu jego niedoskonałej koncepcji państwa37. Źródła neoliberalizmu leżą w podwójnym sprzeciwie, z jednej strony, wobec kolektywistycznych rozwiązań (najpierw socjalistycznych, a następnie keynesowskich) problemów gospodarczych, a z drugiej, wobec minimalistycznej i negatywnej wizji państwa jako „stróża nocnego” w klasycznym liberalizmie. Neoliberalizm chce zreformować państwo i zmienić jego orientację tak, aby w sposób czynny pielęgnowało i wzmacniało rynek jako nieustanny proces politycznego tworzenia38.

Sociological Review” 1996, No. 61, s. 656-673; J. McMillan, Reinventing the Bazaar: a Natural History of Markets, New York 2003. 37  F. Denord, Néo-libéralisme version française…; The Road from Mont Pelerin: the Making of the NeoliberalThought Collective, red. P. Mirowski, D. Plehwe, Cambridge 2009. 38  Ten aspekt został podkreślony przez Françoisa Denorda (tegoż, Néo-libéralisme version française…) oraz Jamiego Pecka (J. Peck, Constructions of Neoliberal Reason, New York 2010, s. 3), który dotarł do mało znanego tekstu Miltona Friedmana (opublikowanego w 1951 roku jedynie po szwedzku), w którym chicagowski ekonomista wyjaśnia: „Fundamentalnym błędem leżącym u podstaw dziewiętnastowiecznego liberalizmu było to, iż nie przyznawał on państwu prawie żadnego innego zadania poza utrzymywaniem pokoju oraz zapewnianiem przestrzegania umów. Była to naiwna ideologia. Utrzymywała, że państwo może jedynie szkodzić oraz że panować powinna doktryna leseferyzmu”. W kontrze do tego poglądu, „doktryna neoliberalna” zakłada, że „istnieją prawdziwie pozytywne funkcje wyznaczone państwu”, wśród nich znajduje się ochrona praw własności, zapobieganie monopolowi, zapewnienie stabilności monetarnej, oraz (co najważniejsze) „łagodzenie dotkliwej biedy i cierpienia”. Peck ma rację, gdy stwierdza, że „neoliberalizm w swych licznych odsłonach zawsze opierał się na przechwytywaniu i czynieniu nowego użytku z państwa, celem ukształtowania prokorporacyjnego, wolnohandlowego »porządku rynkowego«” (tegoż, Constructions of Neoliberal Reason, s. 9), jednak zatrzymuje on rozwijanie okresowych środków instytucjonalnych, za pomocą których państwo oddziaływuje na ten proces kształtowania.

Loïc Wacquant


141

anzpraktyka cyteroet 5/2012

W innym miejscu39 uznałem to neoliberalne przeprojektowywanie za wyraz czterech logik instytucjonalnych: (i) Utowarowienia ujętego jako rozszerzenie rynku lub mechanizmów typu rynkowego [market-like] i opartego na przekonaniu, że tego rodzaju mechanizmy są zazwyczaj optymalnymi środkami efektywnej alokacji zasobów i wynagrodzeń. (ii) Dyscyplinarnej polityki społecznej, pojawiającej się wraz z przejściem od państwa opiekuńczego, kategorycznie zapewniającego dobrobyt [welfare] na mocy prawa, do poprawczego państwa pracy [workfare], w ramach którego pomoc społeczna uzależniona jest od przystania na elastyczne zatrudnienie i wiąże się ze specyficznymi wzorcami zachowań (szkoleniem, testowaniem, poszukiwaniem pracy, podejmowaniem pracy nawet za wynagrodzenie poniżej granicy egzystencji, ale także z ograniczaniem dzietności, przestrzeganiem prawa itd.). (iii) Ekspansywnej i pornograficznej polityki karnej, która dąży do okiełznania zaburzeń będących efektem wzrastającego braku bezpieczeństwa społecznego w strefach zurbanizowanych, dotkniętych skutkami elastycznych warunków pracy oraz do inscenizowania suwerenności państwa na wąskim wycinku życia codziennego, nad którym dziś, jak twierdzi, sprawuje kontrolę. (iv) Indywidualnej odpowiedzialności jako motywującego dyskursu oraz kulturowego kleju, łączącego w całość owe różne elementy aktywności państwa. Koncepcja ta wykracza poza perspektywę zasady rynkowej, przyznając państwu dynamiczną rolę na wszystkich czterech frontach: ekonomicznym, społecznym, karnym i kulturowym. W wypadku dwóch pierwszych państwo w nowy sposób aktywnie reguluje – bardziej niż „dereguluje” – gospodarkę na korzyść korporacji40 oraz zaprzęga rozległe „poprawcze” i „konstruktywne” środki w służbie wspierania i poszerzania rynków41 w równym stopniu dla firm, produktów i pracowników. Na froncie socjalnym programy rządowe narzucają uciążliwe obowiązki na odbiorców opieki społecznej i agresywnie dążą do naprawy ich zachowania, zreformowania ich moralności oraz ukierunkowania ich wyborów życiowych za pomocą mieszanki kulturowej indoktrynacji, biurokra39  L. Wacquant, Crafting the Neoliberal State: Workfare, Prisonfare and Social Insecurity, “Sociological Forum” 2010, No. 25, s. 197-220. 40  S. K. Vogel, Freer Markets, More Rules: Regulatory Reform in Advanced Countries, Ithaca 1996. 41  The State after Statism: New State Activities in the Age of Liberalization, red. J. D. Levy, Cambridge 2006.

Trzy kroki w strone¸ historycznej antropologii...


anzpraktyka cyteroet 5/2012

142

tycznego dozoru i materialnej perswazji42. Tym samym przekształcają socjalne wsparcie w nośnik dyscypliny, a prawo do rozwoju osobistego w obowiązek podejmowania prekarnej pracy43. Ta gęsta koncepcja neoliberalizmu jako organizacyjnego czworonoga dostarcza również twardej instytucjonalnej treści dla miękkiego pojęcia „politycznej racjonalności” przywoływanego przez foucaultystów. Precyzuje ona bowiem środki przedsięwzięte przez państwo w celu poszerzenia i podtrzymania utowarowienia w obliczu jednostkowej wstrzemięźliwości oraz zbiorowego uchylania się lub sprzeciwu.

Teza 2: Neoliberalizm pociąga za sobą prawicowe odchylenie sfery biurokracji i stanowi pożywkę dla państwa-Centaura. Jeśli państwo nie staje się „wycofane” lub „wydrążone”, lecz w istocie odbudowane i przemieszczone, to w jaki sposób możemy uchwycić jego reorganizację? W tej sytuacji kluczowa okazuje się koncepcja pola biurokratycznego Bourdieu44, konstruowanego jako zestaw organizacji, które skutecznie monopolizują definicję i dystrybucję dóbr publicznych45. Główna zaleta tego pojęcia, drobiazgowo skonstruowanego za pomocą historycznej analizy wielowiekowego przejścia od dynastycznego do biurokratycznego sposobu reprodukcji rządzenia, umocowanego w coraz

42  S. Hays, Flat Broke with Children: Women in the Age of Welfare Reform, New York 2003. 43  A. Moreira, The Activation Dilemma: Reconciling the Fairness and Effectiveness of Minimum Income Schemes in Europe, London 2008. 44  P. Bourdieu, Rethinking the State… 45  Pole biurokratyczne jest jednym z trzech konceptów, które Bourdieu ukuł w celu przemyślenia władzy. Nie powinno się mylić go z polem politycznym (z którym się ono przecina) ani polem władzy (w ramach którego się znajduje). Zob. Pierre Bourdieu and Democratic Politics: the Mystery of Ministry, red. L. Wacquant, Cambridge 2005, s. 13-18 dla wyjaśnienia relacji między nimi oraz L. Wacquant, Crafting the Neoliberal State… dla opracowania pola biurokratycznego pod kątem doprecyzowania charakteru neoliberalnego państwa. W przenikliwym opisie Mudge neoliberalizm ma trzy twarze: intelektualną (doktryna), biurokratyczną (państwowa polityka liberalizacji, deregulacji, prywatyzacji, odpolityczniania i monetaryzmu) oraz polityczną (walki o władzę państwową). „Dzielą one wspólny i znamienny ideologiczny rdzeń: wyniesienie rynku ponad wszelkie inne sposoby organizacji” (S. L. Mudge, State of the Art: What is Neo-liberalism?, “Socioeconomic Review” 2008, No. 6, s. 705). Jednak nakłada ona niezrównoważone analityczne brzemię na pole polityczne, zamiast rozwijać pole biurokratyczne jako podstawowy obszar, w ramach którego toczy się walka o misje i środki publicznego działania.

Loïc Wacquant


143

anzpraktyka cyteroet 5/2012

silniejszym znaczeniu zinstytucjonalizowanego kapitału kulturowego46, polega na przypomnieniu faktu, że „państwo” nie jest monolitem, spójnym aktorem (bez względu na to, czy działa niezależnie czy gorliwie na usługach panujących), ani pojedynczą dźwignią, którą mogą sterować specyficzne interesy czy ruchy wyrastające ze społeczeństwa obywatelskiego. Państwo jest raczej przestrzenią zmagających się sił i walk o same granice, uprawnienia i priorytety władzy publicznej, a szczególnie o to, które „problemy społeczne” zasługują na uwagę i jak zostaną rozwiązane. Bourdieu47 następnie sugeruje, że współczesne państwo jest polem dwóch wewnętrznych bitew, które są homologiczne z konfliktami przetaczającymi się przez przestrzeń społeczną. Wertykalna bitwa (pomiędzy dominującymi i zdominowanymi) dokonuje przeorania w szeregach „arystokracji wysokiego szczebla”, składającej się z ustawodawców odurzonych neoliberalnymi koncepcjami, pragnących sprzyjać urynkowieniu, oraz „arystokracji niższego szczebla” – wykonawców ustaw, którzy bronią opiekuńczych misji publicznej biurokracji. W horyzontalną bitwę (toczoną między dwoma rodzajami kapitału: ekonomicznym i kulturowym, rywalizującymi o wewnętrzną przewagę) uwikłana jest „prawa ręka” państwa, ekonomiczne skrzydło dążące do narzucenia budżetowych ograniczeń i rynkowej dyscypliny, oraz „lewa ręka” państwa, stanowiąca społeczne skrzydło chroniące i wspierające kategorie pozbawione ekonomicznego i kulturowego kapitału. W Punishing the Poor przysposobiłem ten koncept, aby uchwycić w ramach jednej struktury analitycznej represyjne zmiany zachodzące w obrębie dobrobytu i polityki penitencjarnej, które łącząc się, tworzą „podwójną regulację” zaawansowanej marginalności za pomocą nadzorczego „workfare” i karzącej dłoni „prisonfare”. Do tego dołączam ramię systemu karnego – policję, sądy, więzienia i ich przedłużenia: wyrok w zawieszeniu, zwolnienie warunkowe, sądownicze bazy danych, obywatelskie i biurokratyczne obciążenia dołączone do sankcji karnych itd. – jako element tworzący, wraz z ministerstwami skarbu i gospodarki, rdzeń prawej ręki państwa48. Wykorzystując ten schemat, można przedstawić neoliberalizm jako systematyczne przemieszczanie priorytetów i działań państwa z lewej do prawej ręki, czyli z bieguna ochronnego (kobiecego i kolektywizującego) do dyscyplinarnego (męskiego i indywidualizującego) bieguna pola biurokratycznego. Dzieje się to na drodze dwóch komplementarnych, choć odręb46  Zob. P. Bourdieu, Sur l’État, Paris 2012. 47  Zob. P. Bourdieu, The Abdication of the State, [w:] The Weight of the World: Social Suffering in Contemporary Society, Cambridge 1998, s. 181-188. 48  L. Wacquant, Punishing the Poor…, s. 3-20, 304-313.

Trzy kroki w strone¸ historycznej antropologii...

Państwo jest raczej przestrzenią zmagających się sił i walk o same granice, uprawnienia i priorytety władzy publicznej, a szczególnie o to, które „problemy społeczne” zasługują na uwagę i jak zostaną rozwiązane


anzpraktyka cyteroet 5/2012

To podwójne prawoskrętne wypaczenie struktury i strategii państwa zdecydowanie nie jest produktem jakiegoś tajemniczego systemowego imperatywu czy przemożnej funkcjonalnej konieczności; jest ono uwarunkowanym strukturalnie, ale historycznie przygodnym efektem materialnych i symbolicznych walk, toczonych zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz pola biurokratycznego, o zobowiązania i sposoby działania publicznej władzy

144

nych procesów: (i) transferu zasobów, programów i populacji ze społecznego do penitencjarnego skrzydła państwa (jak wtedy, gdy pacjenci chorzy umysłowo zostają „zdeinstytucjonalizowani” wraz z zamknięciem szpitali, a następnie „zreinstytucjonalizowani” w więzieniach i zakładach karnych, uprzednio przechodząc przez etap bezdomności); (ii) kolonizacji dobrobytu, opieki zdrowotnej, edukacji, mieszkalnictwa socjalnego, opieki nad dziećmi itd. przez panoptyczne i dyscyplinarne techniki i gesty prawej ręki (np. w wypadku publicznych szpitali, które w ramach swojej wewnętrznej organizacji wyżej stawiają potrzeby budżetowe niż medyczne, lub, jak w wypadku szkół, które priorytetem ustanawiają redukcję wagarowania wśród młodzieży i przemocy w klasie kosztem pedagogii, i w związku z tym zatrudniają ochroniarzy zamiast psychologów). To podwójne prawoskrętne wypaczenie struktury i strategii państwa zdecydowanie nie jest produktem jakiegoś tajemniczego systemowego imperatywu czy przemożnej funkcjonalnej konieczności; jest ono uwarunkowanym strukturalnie, ale historycznie przygodnym efektem materialnych i symbolicznych walk, toczonych zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz pola biurokratycznego, o zobowiązania i sposoby działania publicznej władzy49. W związku z tym tempo, rozmiar i efekty owego instytucjonalnego zwrotu będą różniły się w poszczególnych krajach w zależności od pozycji danego państwa w międzynarodowym porządku, układu jego narodowego pola władzy oraz konfiguracji jego przestrzeni publicznej i podziałów kulturowych. W rezultacie owego przechylenia na prawo, neoliberalny Lewiatan nie przypomina ani minimalistycznego państwa dziewiętnastowiecznego liberalizmu, ani zanikającego państwa opłakiwanego w równym stopniu przez krytyków neoliberalnej ekonomii, jak i urządzania. Upodobnia się raczej do państwa-Centaura, które ukazuje dwa sprzeczne oblicza na dwóch końcach struktury klasowej. Jest budujące i „wyzwalające” na jej szczycie, gdzie sprzyja korzystaniu z zasobów i poszerzaniu życiowych możliwości osób posiadających ekonomiczny i kulturowy kapitał. Natomiast okazuje się karcące i restrykcyjne u podnóża struktury, gdy chodzi o zarządzanie populacjami zdestabilizowanymi przez pogłębianie nierówności oraz rozprzestrzenianie się niepewności zatrudnienia i etnicznych niepokojów. Realnie istniejący neoliberalizm wychwala „laissez faire et laissez passer” dla dominujących, ale okazuje się paternalistyczny i narzucający się dla podporządkowanych [subaltern], a szczególnie dla miejskiego prekariatu, którego parametry życiowe ogranicza poprzez powiązaną sieć kontrolującego workfare i sądowego nadzoru. 49  Tamże, s. xix–xx, 67-69, 108-109, 312-313.

Loïc Wacquant


145

anzpraktyka cyteroet 5/2012

Teza 3: Rozwój i wysławianie penitencjarnego skrzydła państwa jest integralnym elementem neoliberalnego Lewiatana. Społeczni analitycy uwięzieni w ideologicznej wizji ukazującej neoliberalizm jako prowadzący do zmierzchu „wielkiego rządu”, przeoczyli oszołamiającą rehabilitację oraz zdumiewającą ekspansję penitencjarnego aparatu państwa, towarzyszące fali rynkowej dominacji. Wbrew proroctwom penologów głównego nurtu oraz radykalnych teoretyków karania, którzy w latach 1945-1975 uznali zakłady karne za zdyskredytowaną formę organizacyjną skazaną na wyginięcie50, więzienia dokonały w ciągu ostatnich trzydziestu lat spektakularnego powrotu do instytucjonalnej czołówki w krajach Pierwszego i Drugiego Świata. Z kilkoma cennymi i częściowymi wyjątkami (Kanadą, Niemcami, Austrią i częścią Skandynawii) liczba uwięzień gwałtowanie wzrosła w postindustrialnych społeczeństwach Zachodu, rozdęła się w postautorytarnych krajach Ameryki Łacińskiej i eksplodowała w państwach narodowych powstałych na skutek rozpadu bloku sowieckiego i przejścia od gospodarki centralnie planowanej do rynkowej. Populacja więzień nie tylko raptownie wzrosła we wszystkich trzech regionach51 wraz z prekaryzacją pracy oraz zredukowaniem dobrobytu. Co więcej, wszędzie składa się na nią w niewspółmiernym stopniu biedota miejska, etniczni i narodowi obcy, bezdomni, porzuceni chorzy umysłowo oraz inne osoby odrzucone przez rynek pracy52. Ponadto bezpardonowy wzrost więziennej populacji jest tylko jedną, nieskomplikowaną i powierzchowną manifestacją ekspansji oraz gloryfikacji państwa penitencjarnego w epoce triumfującego rynku. Do innych oznak zaliczyć można agresywne wprowadzanie policji do zmarginalizowanych dzielnic i na ich obrzeża; częstsze oddawanie do sądu spraw o krnąbrne zachowanie lub drobne wykroczenia; rozszerzanie się sieci sądowej poprzez alternatywne sankcje, post-więzienne schematy kontroli i wykładniczy rozwój cyfrowych baz danych wymiaru sprawiedliwości; pojawiające się jak grzyby po deszczu administracyjne centra zatrzymań służące wyizolowaniu, a następnie wydalaniu nielegalnych migrantów; hiperaktywność legislatur na froncie kryminalnym (poprzez zwielokrotnianie i zaostrzanie sankcji karnych na niespotykanym dotychczas poziomie); gwałtowny rozwój sektora medialnego zarabiającego na katastro50  M. H. Tonry, Has the Prison a Future?, [w:] The Future of Imprisonment, red. M. H. Tonry, New York 2004, s. 3-25. 51  R. Walmsley, World Prison Population List, London 2011. 52  L. Wacquant, Punishing the Poor…, s. 69-75.

Trzy kroki w strone¸ historycznej antropologii...


anzpraktyka cyteroet 5/2012

146

ficznych obrazach zagrożenia przestępczego; promowanie walki z przestępczością na ulicach jako priorytet programów rządowych (przy jednoczesnym aktywnym dekryminalizowaniu łamania prawa przez korporacje) oraz uwypuklanie „braku bezpieczeństwa” w kampaniach wyborczych; naginanie polityki penitencjarnej do emocjonalnych i symbolicznych parametrów przy jawnym lekceważeniu penologicznych ekspertyz. Wzmacnianie i poszerzanie sektora karnego pola biurokratycznego nie stanowi odpowiedzi na przestępczość, która w ciągu ostatnich dwudziestu lat spadła w krajach zachodnich, a wahania w jej poziomie zasadniczo nie mają nic wspólnego z trendami i wysokością wymierzanych kar53. Nie jest także skutkiem zbliżania się „wykluczającego społeczeństwa”, narodzin „kultury kontroli” czy spadku zaufania do rządu i obronności w „społeczeństwie ryzyka”54. W jeszcze mniejszym stopniu można byłoby je uznać za twór poszukujących zysku przedsiębiorców, bohaterów aktywistycznej demonologii „kompleksu przemysłowo-więziennego”55. Nadmuchiwanie instytucji penitencjarnych jest jedną z cegieł tworzących gmach neoliberalnego Lewiatana. Dlatego też wykazuje bliską zbieżność nie z mglistymi „niepokojami ontologicznymi późnej nowoczesności”, ale z konkretnymi, wprowadzającymi zasady rynkowe zmianami w polityce gospodarczej i społecznej, które napędziły rozwój klasowych nierówności, pogłębiły marginalizację w miastach i podsyciły etniczne resentymenty, jednocześnie podkopując legitymację decydentów. Na podstawie badań trendów, przeprowadzonych w tuzinie rozwiniętych społeczeństw reprezentujących cztery różne typy ekonomii politycznej, Cavadino i Dignan zaobserwowali „ogólną tendencję wśród zachodzących w czasie zmian w wymiarach kar w tych krajach, tworzącą taki sam wzór”: „wraz ze zmierzaniem społeczeństwa ku neoliberalizmowi, jego 53  W. Young, M. Brown, Cross-national Comparisons of Imprisonment, “Crime & Justice: a Review of Research” 1993, No. 17, s. 1-49; T. Lappi–Seppälä, Explaining Imprisonment in Europe, “European Journal of Criminology” 2011, No. 8, s. 303-328. 54  Jak proponowali kolejno Jock Young (J. Young, The Exclusive Society: Social Exclusion, Crime and Difference in Late Modernity, London 1999), David Garland (D. Garland, The Culture of Control: Crime and Social Order in Contemporary Society, Chicago 2001) oraz John Pratt (J. Pratt, Penal Populism, London 2007) i Jonathan Simon (J. Simon, Governing Through Crime: How the War on Crime Transformed American Democracy and Created a Culture of Fear, New York 2007), by wymienić główne ścierające sie makroteorie współczesnej zmiany w strategiach penitencjarnych. 55  L. Wacquant, Prisoner Reentry as Myth and Ceremony, “Dialectical Anthropology” 2010, No. 34, s. 604-620.

Loïc Wacquant


147

anzpraktyka cyteroet 5/2012

system karny staje się surowszy”56. Lacey57 opracowując te same dane pod innym kątem, ujawnia, mimo zamierzonego przez siebie celu podważenia tezy o penitencjarnej zbieżności, że najtrafniejszym czynnikiem prognostycznym wskaźnika inkarceracji dla badanych krajów jest „stopień koordynacji” gospodarki, który jest odwróceniem wskaźnika neoliberalizacji. Przeprowadzone przez Lappi-Seppälä� analizy statystyczne trzydziestu krajów europejskich potwierdzają, że umiarkowanie w kwestii karania zakorzenione jest w „konsensualnej i korporacyjnej kulturze politycznej, w wysokim poziomie społecznego zaufania i politycznej legitymacji, oraz w silnym państwie opiekuńczym”58, czyli w społeczno-politycznych cechach sprzecznych z neoliberalizmem. Ponadto, czasowy i geograficzny wzór dyfuzji odwetowej i pornograficznej karalności na przestrzeni globu pokazuje, iż podąża ona za rozprzestrzenianiem się polityki gospodarczej deregulacji i ograniczaniem dobrobytu59. Nie jest przypadkiem, że Stany Zjednoczone stały się wyjątkowo odwetowe w drugiej połowie lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku, kiedy praca ulegała prekaryzacji, wycofywano wsparcie dla dobrobytu, czarne getta uległy implozji, a w rozwarstwiających się metropoliach nasiliła się bieda. Nie jest też zbiegiem okoliczności, że Chile wysunęło się na czoło krajów Ameryki Łacińskiej pod względem uwięzień na początku lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku, a Wielka Brytania stała się lokomotywą penitencjarną Unii Europejskiej pod koniec lat dziewięćdziesiątych, gdy kraje te zmieniały orientację państwową z klientelistyczno-korporatystycznej na neoliberalną. Zatem wraz ze zmierzchem ery keynesowsko-fordystycznej pojawia się głębokie strukturalne i funkcjonalne powiązanie między panowaniem rynku i karaniem60. Państwo penitencjarne rozwinęło się w krajach, które weszły na drogę neolibera56  M. Cavadino, J. Dignan, Penal Policy and Political Economy, “Criminology and Criminal Justice” 2006, Vol. 6, No. 4, s. 450. 57  N. Lacey, The Prisoners’ Dilemma: Political Economy and Punishment in Contemporary Democracies, Cambridge 2008, s. 111. 58 Tamże. 59  L. Wacquant, Więzienia nędzy… oraz tegoż, The Global Firestorm… 60  W tym aspekcie moje poglądy różnią się od tych prezentowanych przez Bernarda Harcourta (B. E. Harcourt, The Illusion of Free Markets: Punishment and the Myth of the Natural Order, Cambridge 2011), który korzeni tego połączenia doszukuje się w osiemnastowiecznym wynalazku podwójnego mitu o „wolnym rynku” i „pracowitej policji”. Rozrastające się państwo karne jest wybitnie neo-liberalnym tworem, a nie spadkiem po klasycznym liberalizmie lub jego odrodzeniem. Pojawia się po okresie fordystyczno-keynesowskim, gdyż ten ostatni w sposób znaczący zmienił instytucjonalne parametry działania państwa i kolektywne oczekiwania względem niego (zob. L. Wacquant, Punishing the Poor…, s. 227-228).

Trzy kroki w strone¸ historycznej antropologii...


anzpraktyka cyteroet 5/2012

148

lizacji, gdyż obiecywało rozwiązanie dwóch utworzonych przez urynkowienie dylematów dotyczących utrzymania społecznego i politycznego porządku. Po pierwsze, ograniczało narastającą dezorganizację spowodowaną przez normalizację społecznej niepewności u dołu struktury klasowej i miejskiej. Po drugie, odbudowywało autorytet rządzącej elity poprzez przywrócenie „prawa i porządku” w momencie gdy został on podważony zarówno przez zwiększone przepływy pieniędzy, kapitału, znaków i ludzi przez granice narodowe, jak i przez ponadnarodowe ciała i kapitał finansowy ograniczające działania państwowe. Koncepcja pola biurokratycznego pomaga uchwycić ów podwójny cel karania, gdyż w równym stopniu kieruje naszą uwagę na materialne i symboliczne momenty polityki publicznej – w tym wypadku na instrumentalną rolę dyscyplinowania klasowego i komunikacyjną misję projektowania suwerenności, którą zakłada system karny61. Koncepcja ta zachęca nas również do przejścia od represywnych do produktywnych ujęć karalności, które podkreślają jej performatywne cechy62, dzięki czemu możemy dostrzec, że zwiększone budżety, personel i pierwszeństwo nadane organom sądowniczym i kontrolnym we wszystkich społeczeństwach przekształconych przez neoliberalny program gospodarczy, nie stanowią herezji, anomalii czy przejściowego zjawiska, ale integralny element neoliberalnego państwa. Aby udoskonalić historyczną antropologię neoliberalizmu w jego realnym rozwoju w krajach, z których wyrasta – wbrew temu, jak sam się przedstawia (model zasady rynkowej) oraz w przeciwieństwie do rozproszonej postaci, którą przyjmuje, gdy nie udaje mu się skrystalizować w spójny reżim (model współzależnego urządzania) – musimy przyjąć do wiadomości, że obejmuje ona kwestię formowania się państwa. „Długi wiek szesnasty” był świadkiem narodzin nowoczesnego Lewiatana w Europie Zachodniej63, wraz z wynalazkiem zasiłków dla ubogich i więzienia karnego jako elementów wyboistej drogi od feudalizmu do kupieckiego kapitalizmu. Podobnie nasz własny przełom wieków stał się świadkiem modelowania nowego rodzaju państwa, który wysławia rynki i hołduje wolności, ale w rzeczywistości rezerwuje liberalizm i wiążące 61  Oznacza to, że aby właściwie ująć państwo penalne, musimy nie tylko uczynić system karny rdzeniem antropologii politycznej. Musimy także położyć kres wzajemnej wrogości (lub celowej ignorancji) między dwoma nurtami kryminologii: marksistowskim i durkheimowskim, które opracowały kolejno materialną i symboliczną logikę karania, w izolacji, a może i opozycji do siebie. 62  L. Wacquant, Ordering Insecurity: Social Polarization and the Punitive Upsurge, “Radical Philosophy Review” 2008, No. 11, s. 9-27. 63  T. Ertman, Birth of the Leviathan: Building States and Regimes in Medieval and Early Modern Europe, Cambridge 1997.

Loïc Wacquant


149

anzpraktyka cyteroet 5/2012

się z nim korzyści dla tych, którzy znajdują się na szczycie, jednocześnie narzucając karzący paternalizm dołom społecznym. Zamiast ujmować policję, sąd i więzienie jako techniczne dodatki walki z przestępczością, musimy dostrzec, że tworzą one rdzeń politycznych możliwości, dzięki którym Lewiatan zarządza przestrzenią fizyczną, przykrawa przestrzeń społeczną, uwypukla symboliczne podziały i ustanawia suwerenność. Dlatego też musimy postawić je w centrum zainteresowania odnowionej antropologii politycznej panowania. Może ona bowiem uchwycić, w jaki sposób państwo wyodrębnia i zarządza obszarami problemowymi oraz kategoriami w swoim dążeniu do tworzenia rynków i kształtowania obywateli, którzy się im podporządkowują, czy tego chcą, czy nie. Przełożyli: Agnieszka Kowalczyk, Krystian Szadkowski

Trzy kroki w strone¸ historycznej antropologii...


anzpraktyka cyteroet 5/2012

150

Loïc Wacquant (ur. 1960) – socjolog zajmujący się takimi obszarami jak: socjologia miasta, miejska bieda, nierówności rasowe i teoria społeczna. Profesor Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, badacz w Centre de sociologie européenne w Paryżu. Były student i bliski współpracownik Pierre’a Bourdieu. Autor ponad stu artykułów z zakresu socjologii, antropologii, studiów miejskich, teorii społecznej i filozofii. Jego najważniejsze książki to: An Invitation to Reflexive Sociology (wraz z P. Bourdieu, polskie wyd. Zaproszenie do socjologii refleksyjnej, tłum. A. Sawisz, Warszawa 2001), Les Prisons de la misère (polskie wyd. Więzienia nędzy, tłum. M. Kozłowski, Warszawa 2009), Punishing the Poor: The Neoliberal Government of Social Insecurity. Dane adresowe: Department of Sociology University of California, Berkeley Berkeley, CA 94720, USA e-mail: loic@berkeley.edu Cytowanie: L. Wacquant, Trzy kroki w stronę historycznej antropologii faktycznie istniejącego neoliberalizmu, „Praktyka Teoretyczna” nr 5/2012, http://www.praktykateoretyczna.pl/PT_nr5_2012_Logika_sensu/12. Wacquant.pdf (dostęp dzień miesiąc rok) Author: Loïc Wacquant Title: Three steps to a historical anthropology of actually existing neoliberalism. Summary: The anthropology of neoliberalism has become polarised between a hegemonic economic model anchored by variants of market rule and an insurgent approach fuelled by derivations of the Foucaultian notion of governmentality. Both conceptions obscure what is ‘neo’ about neoliberalism: the reengineering and redeployment of the state as the core agency that sets the rules and fabricates the subjectivities, social relations and collective representations suited to realising markets. Drawing on two decades of field-based inquiries into the structure, experience and political treatment of urban marginality in advanced society, I propose a via media between these two approaches that construes neoliberalism as an articulation of state, market and citizenship that harnesses the first to impose the stamp of the second onto the third. Bourdieu’s concept of bureaucratic field offers a powerful tool for dissecting the revamping of the state as stratification and classification machine driving the neoliberal revolution from above and serves to put forth three theses: (1) neoliberalism is not an economic regime but a political project of state-

Loïc Wacquant


151

anzpraktyka cyteroet 5/2012

-crafting that puts disciplinary ‘workfare’, neutralising ‘prisonfare’ and the trope of individual responsibility at the service of commodification; (2) neoliberalism entails a rightward tilting of the space of bureaucratic agencies that define and distribute public goods and spawns a Centaur-state that practises liberalism at the top of the class structure and punitive paternalism at the bottom; (3) the growth and glorification of the penal wing of the state is an integral component of the neoliberal Leviathan, such that the police, courts and prison need to be brought into the political anthropology of neoliberal rule. Key words: neoliberalism, market, governmentality, bureaucratic field, penal state, workfare, prisonfare, urban marginality, Bourdieu

Trzy kroki w strone¸ historycznej antropologii...


}


Jan Sowa

An Unexpected Twist of Ideology. Neoliberalism and the Collapse of the Soviet Bloc

The article addresses the process of neoliberal transformation of the Soviet Bloc in the late 1980-ties and early 1990-ties as analyzed on the example of Poland. Its trajectory generally confirms Loïc Wacquant’s thesis put forward in his article Three steps to a historical anthropology of actually existing neoliberalism, that neoliberalism tends to rather capture and use than simply dismantle and weaken state structures and power mechanisms. The author shows that the transition from planned to market economy in the former Soviet Bloc was also accompanied, backed and made possible by powerful ideological operations that reshaped the construction of subjectivity and made it compatible with the neoliberal capitalism. This proves that two modes of analyzing neoliberalism – structural analysis of state power and focus on governmentality – should be treated as complimentary tools of understanding neoliberal transitions. However, contrary to Wacquant, the author claims that in this respect there is nothing new about neoliberalism as a practice, since capitalism has always required a help from the state to maintain a seemingly autonomous rule of the market. Key words: neoliberalism, governmentality, transformation, transition to capitalism, Central-Eastern Europe, ideology

}


anzpraktyka cyteroet 5/2012

154

From Lenin to Reagan There’s a huge steelworks plant near the place I was born in southern Poland. It was designed and built by the Soviets right after World War II to serve a dual purpose: the first was to boost the industrial capacity of the country ruined by the war. The Soviets applied in their Bloc the same logic of development through heavy industrialization that was established in the USSR in the frame of NEP in 1921. But the steelworks was also intended to be a device of social engineering. It was built near Krakow, the medieval capital of Poland, once a vibrant artistic and intellectual center with a university that was established in 1364 and educated throughout the ages such scholars as Nicolaus Copernicus in the 15th century and Bronisław Malinowski in early 20th. This historical aura gave Krakow a bourgeois-aristocratic character that Stalin tried to fight by boosting the city’s working class. Thus the steelworks was designed to be a huge plant: it employed 50 thousand people (the entire population of Krakow was around 400 thousand at that time) and produced 6,7 million tons of steel per annum during its peak performance throughout the 1960s and 1970s. Despite this huge effort the Soviet social plan didn’t really work – although the district built next to the plant has technically been a part of Krakow for more than half a century now, it has never really integrated with the city and has functioned as a satellite town ever since1. After the 1989 collapse of so-called “communism”, the plant, as well as the entire district, rapidly suffered from social and economic degradation. Poland, like the rest of the Soviet Bloc, went through a deindustrialization that took its toll, first and foremost, on heavy industry. The steelworks went almost bankrupt by the end of the 1990s. It managed to survive only by drastically reducing its staff and output. Then, in 2004, it was bought by Ispat International, a company founded and run by the richest Indian – Lakshmi Mittal. After changing its name and merging with Arcelor to form ArcelorMittal, the corporation now controls 70% of Poland’s steel industry. From a failed tool of Stalinist social engineering, the steelworks has thus become a toy of global capitalism. It currently employs only 3,5 thousand people and produces under 1,5 million tons of steel annually.

1  Industriestadtfuturismus: 100 Jahre Wolfsburg/Nowa Huta, eds. M. Kaltwasser, E. Majewska, K. Szreder, Frankfurt am Main 2007.

Jan Sowa


155

anzpraktyka cyteroet 5/2012

The statue of Lenin on the main square of Nowa Huta decorated for the 1st of May in 1978

That is, however, only half of the story. An even more symptomatic transformation has taken place on a rather symbolic level. The plant was first called Vladimir Lenin Steelworks and there was a huge statue of Lenin overlooking the Central Square of the Nowa Huta district. The original town’s design was an urban and architectural masterpiece. Built next to the huge industrial plant in the middle of nowhere, among agricultural fields and inhabited by migrants from the countryside who had become workers in the plant, this renaissance-like modernist “city of gardens” – as it was called because of its parks and meadows – was s symbol of the social emancipation and economic development of a backward Central European country destroyed by the war. In harmony with this vision, Lenin was depicted by the statue in a dynamic, almost sublime way: walking in a long coat with his hands crossed behind his back. By the mid-1990s the steelworks was almost dead, most of its former workers unemployed, and the statue long torn down. However, this symbolic void did not linger for a long time. The Central Square got a new name in 2004 to celebrate the person who – as most Poles believe – along with John Paul II and Lech Walesa, destroyed the Soviet Empire and helped to establish capitalism in its former realm: it was called Ronald Reagan Square.

An Unexpected Twist of Ideology


anzpraktyka cyteroet 5/2012

156

Master plan of Nowa Huta. Contemporary satellite photo

The end of history It is impossible to not see the deeply ironic character of this symbolic twist. The main social force opposing the Soviet regime in Poland appeared in the scene of history as a workers movement: the trade union Solidarność (Solidarity). At its peak between August 1980 and December 1981 with 10 million members it was, of course, more than just a working class movement, but its original force stemmed from protests of industrial workers. This very same class was the one to pay the biggest price for the capitalist transformation of the early 1990-s2 and Nowa Huta – the town built around the steelwork that fired 90% of its employees – was the place, where social and economic degradation caused by the new neoliberal regime was felt as strong as it could have been. And with the plant itself overtaken by international capital, the workers were literally dispossessed of something that was supposed to be a tool of their emancipation. Yet, the very same people decided to name the central square of their community after the man who was one of the fiercest advocates of the very logic of this dispossession. What it clearly shows, is that the biggest winner of the cold war was not the oppressed citizens of the former Soviet Bloc, who got freed from a domination of 2  D. Ost, The Defeat of Solidarity: Anger and Politics in Postcommunist Europe, Ithaca 2005.

Jan Sowa


157

anzpraktyka cyteroet 5/2012

the Bolshevik Russia, and neither the so called West, but neoliberal capitalism itself. As I’ll try to show, this victory was an important – maybe even decisive – step in the genealogy of the contemporary neoliberal order in its social, economic and ideological dimension. Of course, Poles were not the only people in the former Soviet Bloc who fully embraced the capitalist mode of production with all its social, cultural and economic consequences. In early 1990, world media reported on the opening of the first McDonald’s restaurant in Moscow. The event was attended by virtually tens of thousands of people hungry – physically, but also ideologically – to get a McMeal that represented for them freedom, modernity and, ironically, wealth of the capitalist world. The restaurant achieved an instant success and, according to “The New York Times”, it not only became the busiest McDonalds in the world on the first day of its service, but kept this rank continuously in the following decades3.

The opening of the first McDonalds restaurants on Pushkin Square in Moscow in 1990

It’s not only an astonishing economic fact, but also an incredible achievement in the field of social communication. McDonald’s capitalized on a reputation it had in the former Soviet Bloc long before it even 3  E.E. Arvedlund, McDonald’s Commands a Real Estate Empire in Russia, “The New York Times” March 17, 2005.

An Unexpected Twist of Ideology


anzpraktyka cyteroet 5/2012

158

dreamed of opening a restaurant there. The same was true for all other major world brands in any branch of industry. There was no need for them to create a demand by means of marketing and advertising. The demand – or even lust – was already there. Contrary to the market realities of highly developed capitalist countries, where a manufacturer has to create a need, demand and awareness for the product, in the former “communist” countries, the capitalist merchandise made a huge PR career even before anyone seriously planned to sell it on their markets. This was achieved even before there was any kind of real market at all. This symbolic victory of McDonald’s is a good synecdoche of the entire ideological twist that took place with the fall of the Soviet Bloc and the end of the Cold War. One of the first intellectuals who got a glimpse of what was going in the late 1980s was Francis Fukuyama. In his essay The End of History? published in summer of 1989 he wrote: The triumph of the West, of the Western idea, is evident first of all in the total exhaustion of viable systematic alternatives to Western liberalism. In the past decade, there have been unmistakable changes in the intellectual climate of the world’s two largest communist countries, and the beginnings of significant reform movements in both. But this phenomenon extends beyond high politics and it can be seen also in the ineluctable spread of consumerist Western culture in such diverse contexts as the peasants’ markets and color television sets now omnipresent throughout China, the cooperative restaurants and clothing stores opened in the past year in Moscow, the Beethoven piped into Japanese department stores, and the rock music enjoyed alike in Prague, Rangoon, and Tehran4.

This passage misinterprets the nature of the conflict and the change that was taking place. It was not a triumph of the West over some Other (or others), but a triumph of one set of Western ideas (free market, parliamentary democracy and private ownership of means of production), over another set of equally Western ideas (a dictatorship of a vanguard party, bureaucracy and central planning of a state-owned economy). Fukuyama was also deeply wrong when he prophesied the end of history as a consequence of the end of the Cold War. Whoever doubted it stopped doing so after the infamous 9/11. However, what he rightly grasped was a major shift in a global ideological paradigm. Whoever supported the basic slogan of neoliberalism – “There Is No Alternative” – before 1989 had at least an intellectual obligation to explain why anyone should have believed it. After 1989 “There Is No 4  F. Fukuyama, The End of History?, “The National Interest”, Summer 1989.

Jan Sowa


159

anzpraktyka cyteroet 5/2012

Alternative” became a sort of common sense, a doxa, and it was an obligation of its opponents to show why anyone should have doubted it. However, what’s crucial here for the genealogy of neoliberalism – not so much as an economic order, but as a powerful ideology – is that this shift was not mainly a result of a real, economic change, but rather stemmed from sentiments and emotions with which this change was greeted in the vanquished Soviet Bloc. “How great that we lost and how great that you won!” seemed to scream its citizens, by naming the squares in the working class neighborhoods after Ronald Reagan, and making McDonald’s restaurant in Moscow the busiest one in the world. It was precisely this Vae victis pronounced by the vanquished ones that allowed Fukuyama to finally declare the end of history without the question mark, paving the way for T.I.N.A. to become the neoliberal doxa of the 1990s. The thinker who articulated about the same time as Fukuyama, a much more critical diagnosis of the events of 1989 and 1990, was a French philosopher Alain Badiou. In 1991 he published a short book called D’un désastre obscure and devoted to the collapse of the so called communism in the Soviet Bloc. In his eyes “the political crisis that this collapse bears witness to is a crisis in the West just as much as in the East”5. According to Badiou, the triumph of capitalism should not be interpreted as a victory of freedom and emancipation. Rather the contrary: It is precisely here where the obscurity and the difficulty of the moment resides: the fact that the that the Stalinist mode of politics was saturated and moribund – these are all excellent things […]. But instead of opening the path to an eventuality from which the deployment of another mode of politics would proceed, another singular figure of emancipation […], this collapse occurs under the aegis of the “democracy” of imperial owners. That the supreme political adviser of the situation is Bush; that the desire flaunted is that of inequality and ownership, that the measure of all things is the IMF, that “thought” is only the vain reassessment of the most basic and most convenient opinions. If this were really to be the course of things, what melancholy6.

This “melancholy” is just another name for the neoliberal tyranny of T.I.N.A.

5  A. Badiou, Of an Obscure Disaster: on the End of State-Truth, Maastricht 2009, p. 6. 6  Ibidem, p. 35-36.

An Unexpected Twist of Ideology


anzpraktyka cyteroet 5/2012

160

What links Fukuyama and Badiou is that both locate the decisive turning point in the formation of the contemporary global order in the very same moment in time: the rupture of the year 1989. What I’d like to attempt in this essay would be to describe and analyze the conditions of possibility of this rupture. I’ll do so, taking as an example the case of Poland. This choice is justified by two important reasons: Firstly, the decisive sign of the final collapse of the Soviet Bloc was not so much the fall of the Berlin Wall – although it was the most spectacular and the most symbolic one – but partially free parliamentary elections that took place in Poland on June the 4th 1989, more than a year before the events in Berlin. Secondly, due to a massive social (and, as I’ll try to prove, not at all pro-market or pro-capitalist) movement of Solidarity in the 1980s, the case of Poland presents the most ironic example of the triumph of neoliberalism. The paradoxical fate of Polish workers – who vanquished the Party rule just to be vanquished by capitalism that they helped themselves to introduce to the country, yet were still hailing the blessings of free market – epitomizes the crucial ideological victory that enabled neoliberalism to present itself in the 1990s as the only possible option for the entire humanity. This clearly shows that we need some kind of “a third way” of analyzing neoliberalism, as Wacquant7 advocates. Structural approach and governmentality studies seem to be complementary, rather than contradictory, paradigms of analyzing neoliberal hegemony as the latter uses both ways – macrostructural capturing of the state machine and ideological micro-management aiming at new modes of subjectivity8 – to impose its rule. It seems that the focus on the issue of governmentality alone as the central force of neoliberalism is a byproduct of trust put in its own ideology, namely its claim (even if not advocated by the entire neoliberal theory, ubiquitous in the public discourse of neoliberal politicians) that the state and the market are necessarily opposing each other and we have to weaken the state to enforce the market. What Wacquant shows in a very persuasive way is that neoliberal capitalism needs the state as a condition sine qua non of its existence. However, there is nothing new about the neoliberal capitalism in this respect. Giovanni Arrighi9 demonstrates in his formidable 7  L. Wacquant, Three Steps to a Historical Anthropology of Actually Existing Neoliberalism, “Social Anthropology” 2012, No. 20, p. 66-79. 8  M. Foucault, L’´ethique du souci de soi comme pratique de la liberté’, [in:] Dits et écrits, t. 2, Paris 2001. 9  G. Arrighi, The Long 20th Century: Money, Power, and the Origins of Our Times, London 1995.

Jan Sowa


161

anzpraktyka cyteroet 5/2012

book, The Long Twentieth Century, that the state and the market have existed in a perfect symbiosis from the very beginning of capitalist accumulation, and one could not imagine any form of capitalist economy without an active support of the state. I’ll attempt to trace the conditions of possibility of neoliberal victory of 1989 in three consecutive steps. First I’ll identify the reasons for the crisis and failure of what Badiou calls “the State-Truth” – the mode of social, political and economic organization that seemed to be an alternative to the liberal capitalism for decades. Second, I’ll sketch a short description of Solidarity as an example of an opposition movement within the Soviet Bloc, with a special emphasis on its attitude towards capitalism. Third, I’ll focus on the transition from central planning to free market that took place in the late 1980s and 1900s, analyzing the role played in it by both the opposition and the Communist Party elites. This will show that Wacquant10 is right by assuming that neoliberals capture rather than dismantle the state machine. Although Poland was a relatively poor country in the 1980s, its transformation follows the welfare-to-workfare mode postulated by Wacquant, rather than the African mode described by Hilgers11. I’ll sum up my analysis by drawing some general conclusions from the diagnosed modus operandi of the neoliberal ideology.

Of the so called communism The reader may have already noticed that each time I use the term “communism” I put it in quotation marks or I add the expression “so called”. I believe there are strong theoretical and historical reasons to question the communist nature of regimes developed within the Soviet Bloc in the 20th century. Of course, this is the case if we accept the conceptual framework developed by Marx and Engels12 as a point of 10  L. Wacquant, Three steps... 11  M. Hilgers, The Historicity of the Neoliberal State, “Social Anthropology” 2012, No. 20. Of course, it does not invalidate Hilgers’ assumptions made in the African context. However, it shows that Poland – and the same remains true for most of Central and Eastern Europe – might have resembled African countries in the late 1980-ties as far as GDP and other macro-economic factors are considered, however its political and social landscape was very different and this difference had a decisive impact on its trajectory towards neoliberal order. 12  K. Marx, F. Engel, The Communist Manifesto: a Modern Edition with an Introduction by Eric Hobsbawm, London 1998; idem, The German Ideology including Theses on Feurbach and Introduction to the Critique of Political Economy, Amherst 1998.

An Unexpected Twist of Ideology


anzpraktyka cyteroet 5/2012

162

reference. If we adopt a pragmatic-realist approach and say that “communism” is whatever people call this way, then there can be no more discussion. However, this point of view generates some serious problems. The regimes within the Soviet Bloc also called themselves “free” and “democratic” (like the German Democratic Republic). To be consistent in our pragmatic realism we would also have to agree that “freedom” and “democracy” is what was practiced in the Soviet Bloc. This assumption blurs any distinction between democracy and dictatorship into nothingness: if what existed in Poland, Czechoslovakia, Hungary and most countries of Central-Eastern Europe in the second half of 20th century was freedom and democracy, then anything can be called this way, and these terms lose any meaning whatsoever. We must have some external standard beyond any actual social practice to judge the level of democracy and freedom of a given political regime. I believe the same applies to communism. It’s a surprisingly easy exercise to compare the socio-political reality of the Soviet Bloc with the standard provided by Marx and Engels, even despite the fact that the vision of communist order is not presented in details in their writings. The contrast is so obvious that even a vogue (vague?) idea of communism is good enough to serve as a point of reference. Was there anything like social ownership of means of production in the Soviet Bloc? No, there was a state ownership and this is a completely different thing. Were social classes abolished? No, they weren’t, and comparisons were made by economists to show that the level of social inequalities within the Soviet Bloc (expressed by GINI coefficient) was virtually equal to more egalitarian capitalist societies like those in Scandinavia13. Was there a dictatorship of proletariat? No, there was a dictatorship of a vanguard party, and only according to Lenin and the Bolsheviks it should be regarded as a mediated rule of the people. Many other communists never accepted their ideas. We can also easily show various constitutive elements of the Soviet order that cannot be found in the Marxist vision of the communist utopia: strong nationalism, secret police and political prisons, to name just the most obvious ones14. 13  Nierówni i równiejsi: sprawiedliwość dystrybucyjna czasu transformacji w Polsce, ed. T. Kowalik, Warsaw 2002. 14  Some may argue that the Section II of the Communist Manifesto contains statements and guidelines that look like a masterplan of really existing communism in the Soviet Bloc; these are the features that Collier (S. Collier, Neoliberalism as Big Leviathan, or …?: a Response to Wacquant and Hilgers, “Social Anthropology” 2012, No. 21, p. 188) refers to in his discussion with Wacquant and Hilgers. However one has to remember that in the preface to the second German edition of the Manifesto,

Jan Sowa


163

anzpraktyka cyteroet 5/2012

Of course, the question “how communist was communism?” has been raised and answered many times. There have been three most notable attempts to sort out this issue. First, Trockyist heretics, like Tony Cliff – calling soviet communism “state capitalism” and showing that as a result of the “Stalinist perversion” the State-Party machine became the sole owner of means of production – i.e. the sole capitalist – and it had acted accordingly ever since. Cliff’s State Capitalism in Russia15 elaborates quite well upon this thesis. The second approach to the Soviet question is the one adopted by Guy Debord, who believed that the Leninist “proletarian parties” turned themselves into a bureaucratic ruling class, governing over a form of spectacle called “concentrated spectacularity”. Debord prophesied its merge with a diffuse spectacle of capitalist states and creation of a “unified spectacle”16. Neoliberal globalization of 1990s fits quite well in this vision. The third attempt was undertaken by Immanuel Wallerstein17. According to him, Soviet Bloc countries never had a chance to establish a “communist mode of production”. In his perspective, only world-systems can have modes of production, not individual states, or even blocs of states. In a framework of World-System Theory, Soviet Bloc was an integral, semi-peripheral part of global capitalism. Its place in global division of labor was determined not by itself, but by the Core states. “Communist” countries were therefore never able to break away (even if their political elites intended to, which had not been always the written in 1872, the authors themselves call these guidelines into question as they write: “The practical application of the principles will depend, as the Manifesto itself states, everywhere and at all times, on the historical conditions for the time being existing, and, for that reason, no special stress is laid on the revolutionary measures proposed at the end of Section II. That passage would, in many respects, be very differently worded today. In view of the gigantic strides of Modern Industry since 1848, and of the accompanying improved and extended organization of the working class, in view of the practical experience gained, first in the February Revolution, and then, still more, in the Paris Commune, where the proletariat for the first time held political power for two whole months, this programme has in some details been antiquated. One thing especially was proved by the Commune, viz., that »the working class cannot simply lay hold of the ready-made state machinery, and wield it for its own purposes«”. It looks like Lenin and the Bolsheviks must have missed this very important remark that invalidates the very sense of their whole experiment. 15  T. Cliff, State Capitalism in Russia, London 1974. 16  G. Debord, Comments on the Society of the Spectacle, London 1998. 17  I. Wallerstein, The Rise and Future Demise of World Capitalist Systems: Concepts for Future Analysis, “Comparative Studies in Society and History” 1974, Vol. XVI, No. 4; idem, Societal Development or Development of the World-System?, “International Sociology” 1986, Vol. I, No. 1.

An Unexpected Twist of Ideology


anzpraktyka cyteroet 5/2012

164

case) from the capitalist logic of infinite accumulation, nor from structures of economic rationality attached to it. In this perspective the “communist experiment” was an example of mercantilist economic policy aimed at stimulating development in a backward region of a global capitalist world-system. Of course, one could argue that the Soviet regime was on its way to becoming a communist one. This is, however, impossible to verify, and – what’s even a bigger theoretical problem here – according to the orthodox historical materialism, even a primitive society based on slave labor is on its way towards communism. It’s just still very far from it. It would require a separate paper to fully investigate the nature of Soviet regime. I believe that the most accurate term to describe them would be “Leninist states” as they conformed mostly to the vision elaborated by Lenin between 1917 and 1924. This vision had two crucial elements: rule of a vanguard party exercised theoretically in the name of the proletariat, and state ownership of means of production. Its goal was to perform an intensive and rapid modernization of rural societies through heavy industrialization, and then to jump quickly into communism18. Marx did not envision this kind of development as the most desired one and believed that communism should come to existence in a highly developed capitalist society like England or Germany. Of course, the ideas of Lenin where later distorted by Stalin, but he did not add any important elements to the original model. He rather radicalized some of them – like the role of the vanguard party – and used them for new purposes. The most important thing for the development of global hegemony of neoliberalism was not so much the nature of Soviet states, but the reasons of their decline. The supremacy of liberal capitalism had been less than obvious, at least until late 1960s and early 1970s. When Khrushchev told Nixon during the so called “Kitchen Debate” at the World Fair in Moscow in 1959 that Soviet Union would “overtake America and then wave »Bye, bye!«„ it was greeted with laughter by a crowd of bystanders, but not treated solely as a joke by the US vice president. The US had reasons to believe that the Soviet system was competitive and efficient. It was only under the rule of Brezhnev that USSR and the entire Soviet Bloc went into a rapid decline. So, what were the immanent causes of this decline that paved the way for the “end of history”? It’s a very Derridian situation, because the 18  J. Sowa, Ciesz się, późny wnuku: kolonializm, globalizacja i demokracja radykalna, Cracow 2007.

Jan Sowa


anzpraktyka cyteroet 5/2012

165

cure – pharmakon – for social misery that was injected in the foundations of Leninist states turn out to be the poison that brought it down19. It was the vision of modernization through massive, heavy industrialization. Apart from the role it played in the system of Leninism – a quick jump from agrarian economy to communism was possible thanks to the rapid production of both wealth and industrial proletariat by heavy industry – this policy was cherished for a long time by the Soviet elites, because it proved to be quite handy in the game of international competition. Soviet Bloc could prove how good its system was by pointing to its output of steel, coal, copper, cement, railroads and other products typical for heavy industry. Had it gone in a completely different way – let’s say, towards sustainable and efficient solutions for the poor proposed by Ivan Illich in Energy and Equity20 – this whole game would not have been possible. And most likely the fate of the Soviet Bloc would have been different. The Leninist mode of development created over time a deadlock impossible to solve within its own logic. The stress put on heavy industrialization caused a chronic and systemic overinvestment in the production of means of production (heavy industrial plants, machines, coal to power them, steel to make more machines, railroads to transport coal and steel etc.) and underinvestment in the production means of consumption (merchandise for people to buy). This situation is illustrated by some statistics in Table 1.

Type of production

1972

1984

1987

Production of means of production for the production of means of production

54,1%

50,8%

53,5%

Production of means of production for the production of means of consumption

18,0%

19,0%

18,1%

Production of means of consumption

27,9%

30,2%

28,4%

Table 1. The structure of industrial production in Poland between 1972 and 198721.

19  J. Derrida, Dissemination, Chicago 1981. 20  I. Illich, Energy and Equity, London 1974. 21  J. Tittenbrun, The Collapse of Real Socialism in Poland, London 1993, p. 69.

An Unexpected Twist of Ideology


anzpraktyka cyteroet 5/2012

166

Apart from supply shortages and social unrest it provoked, such a situation resulted in a constant inflation. It’s a logical consequence: the economies of Soviet Bloc states did produce wealth – in a sense of industrial output – so they produced money; however it was difficult to spend this money on anything useful for an average citizen, because the system produced mainly more means of production. Absence of merchandise and presence of money pushed the prices up. Economic weakness provoked devaluation of currency, and it was more and more expensive to cover the shortages by imports. Imports meant trade deficit and growing debt. Due to the stress put on industrial development, mismanagement caused massive losses, because resources invested in the production of means of production – like a construction of a new plant – remained frozen as long as the plant did not start to produce. And it could not produce even if a small element – like a crucial part for machines – was missing. With growing chaos and declining motivation of managers whose wages were getting smaller and smaller because of inflation, it was taking longer and longer to get any returns form the investments made. In such a situation, the Soviet Bloc states more than welcomed the possibility to borrow cheaply on international markets of late 1970s. And they all borrowed lots of money. The foreign debt of Poland grew during the “communist” time to 49,3 billions of dollars, Russia – 59,3 billions, Bulgaria – 10,3 billion and Hungary – 21,2 billions, to give just a few examples22. In the 1980s, the price of debt went up, and it delivered a final blow to the economies of the Soviet Bloc. The very collapse of the Soviet Bloc is important for understanding the genealogy of the current neoliberal hegemony for several reasons. The fact that “communist” economies went literally bankrupt allowed liberal forces to appropriate a symbolic credit for their fall. Centrally planned economies failed – the story goes – because they could not withstand the challenge of competing with the liberal ones. There shouldn’t be any doubts that many external conditions and processes had an influence on what happened to the Soviet Bloc, however there is no evidence to support the claim that it was Ronald Reagan, the US and liberal capitalism that destroyed the Soviet Empire and brought freedom to Central and Eastern Europe. The collapse of the Soviet Bloc happened due to the inherent flaws in its economic and social design. Although it was quite handy for Ronald Reagan, “Chicago boys” and other apologists of free market to 22  G. Górniewicz, Zadłużenie zagraniczne jako problem globalny, [in:] Problemy globalizacji gospodarki, ed. T. Bernat, Szczecin 2003.

Jan Sowa


167

anzpraktyka cyteroet 5/2012

declare their victory over centrally planned economy, international market forces had a considerable impact only in the final phase of the decline. The neoliberals and neoconservatives – by the way, Rousseau would have a real intellectual delight seeing how liberal and conservative extremes meet in the “neo-” phase of these ideologies – made a great PR gain by overstating the role played by the global capitalism in this collapse. They acted like a wise king from Saint-Exupéry’s Little Prince, who orders the sun to go down just before the sunset. (And every propaganda specialist knows that appearances are as good as the real thing as long as the majority thinks they are real.) And they were not the only ones to play this game. Many other individuals and organizations tried to take credit for beating USSR. The Catholic Church, Lech Walesa, Solidarity and even Osama bin Laden did the same. Osama mentioned the issue openly in 1997, saying: “After the collapse of the Soviet Union, in which the US has no mentionable role, but rather the credit goes to God, Praise and Glory be to Him, and the Mujahidin in Afghanistan, this collapse made the US more haughty and arrogant and it has started to look at itself as a Master of this world and established what it calls the new world order”23. The degeneration of centrally planned state economies, and hardship it brought on the citizens of Leninist states, created two very important conditions of possibility of neoliberal hegemony. First, it meant a loss of face for any idea of collective ownership of means of production. Or even any moderate alternative to private ownership. It’s very easy for neoliberal propaganda to present any critique of liberal capitalism as an attempt to go back to the “communist” Soviet past that proved to be so inefficient. The second issue crucial for neoliberal victory in the early 1990s was a glorification of consumer culture that took place in the declining Leninist states, where it was seen as a paradise on Earth. The picture of thousands of people gathering in front of McDonald’s in Moscow shows just the reverse side of what Hungarian economist János Kornai called “economics of shortage”24. Empty shop shelves, that remained an iconic representation of the miserable 1980s for most citizens of the Soviet Bloc, created a sort of psychic condition for channeling all the libidinal energy into building liberal capitalism in the 1990s.

23  P. Arnett, Transcript of Osama Bin Ladin Interview Aired by CNN in March 1997, http://www.anusha.com/osamaint.htm. 24  J. Kornai, Economics of Shortage, Amsterdam-New York 1980.

An Unexpected Twist of Ideology


anzpraktyka cyteroet 5/2012

168

Empty shelves in a Polish shop in 1980s

This fact was recently used by the International Advertising Association in a pro-ad campaign. When Polish authorities attempted to limit presence of outdoor advertising in public space, IAA launched a campaign with a picture of an empty shop from 1980s and a slogan “No advertising? We have already known that!”. What’s even more ironic, the campaign was presented as a voice “in defense of freedom of speech and commercial utterance”, whatever “commercial utterance” could mean.

Poster from the pro-ad campaign of IAA in Poland in 2006.

Jan Sowa


169

anzpraktyka cyteroet 5/2012

The defeat of Solidarity However exaggerated and even megalomaniac is the conviction that Solidarity destroyed USSR, it would be unjust to deny this movement any credit for social and political transformation of the Soviet Bloc. Leninist states would have fallen on their own, even if Solidarity wasn’t there, but without Solidarity and its legacy, the 1990s would have looked different in Central and Eastern Europe, and may have been similar to what happened in the Balkans. Solidarity was an exceptional social and political phenomenon by any standard. It reached 10 million of members, constituting ¼ of the entire population of Poland during its short existence between August 1980 and December 1981, which makes it one of the largest formalized organizations in European history. NSDAP had, for example, only 8,5 millions of members at its peak. Among its contemporaries, Solidarity could easily rival the Communist Party of the Soviet Union that had 11 million members, whereas Poland’s population wasn’t even half that of the Soviet Union. Of course, we are still far from the Communist Party of China, claiming 72 million members, however this number does not amount to even 10% of the Chinese population. Solidarity originated as a trade union and formally it has remained one until today, though from the beginning of 1990s it has practically functioned as a political party. It developed gradually, building upon several confrontations between workers and the Party: in 1956 in Poznan, in 1970 in Gdansk and in 1976 in Ursus near Warsaw, to mention just the most important ones. This fact was stressed in official declarations of the Union (like the Solidarity’s Program formulated in October 1981) as well as by commentators and analysts. American historian Lawrence Goodwyn shows in his book, Breaking the Barrier. The Rise of Solidarity in Poland25, how workers developed and perfected their organizational skills throughout three decades of protests (in summer 1980, the Interfactory Strike Committee unified 522 industrial plants in Northern Poland in a very well designed network of communication and coordinated action). During just a year after its legal registration in 1980, Solidarity lost its purely working class and industrial identity, becoming a movement of the proletariat in Marxist sense – the exploited and deprived of control and ownership of means of production. Its base could not have been narrowed down any further to any social category. Solidarity united 25  L. Goodwyn, Breaking the Barrier: the Rise of Solidarity in Poland, New York 1991.

An Unexpected Twist of Ideology


anzpraktyka cyteroet 5/2012

170

people of almost every possible social identity: industrial workers, intellectuals, teachers, students, taxi drivers, miners, writers, journalists, etc. It was organized in an ultra-democratic, participatory manner in order to give each and every member the biggest possible control over Union’s policies and actions. Big stress was put on internal and external transparency: for example during negotiations with the government at the time of the strikes in the Gdansk Shipyard in August 1980, all talks between workers and government representatives where broadcast in the entire plant through intercoms. It’s an interesting fact that one of the first suggestions made by oppositional intellectuals when they joined the workers in the Shipyard, was that to take part in the talks was to make them secret. This idea was put forward by Tadeusz Mazowiecki, future politician and first prime minister of post-communist government, who introduced neoliberal reforms in Poland in 1989 and 199026. There is a myth of pro-capitalist and pro-liberal character of Solidarity. However, even a brief look at the official Program of Solidarity formulated in October 198127 falsifies this claim. In this 60-pages-long document, one doesn’t find even a single appearance of the word “capitalism”. And it was not just a smart rhetoric maneuver designed to fool the censors. There is no other word or term, where “capitalism” appears in disguise. There are few mentions of “market” (but never accompanied by the adjective “free”), however in each and every place the market is described as a supplementary measure intended to work within the frame of a desalinated and socially controlled economy. The same applies to another holy cow of neoliberal capitalist rhetoric: private property and privatization. The word “private” (or its derivative) appears only four times in the document and only two of them actually refer to private companies. There is absolutely no mention of any sort of privatization of state and public property. Actually, the program demands the contrary in an explicit and consistent manner. The term used more often than any other – I counted 144 uses – is “social” in all possible forms and combinations: social justice, social welfare, social protests, social movement, social rebirth, social initiative, social costs of economic reforms and the most important ones, because referring to the question of political economy: social enterprise, social control over economy and a demand communist par excellence – social ownership of means of production. This point is of utmost importance. Solidarity goes even further in a very symptomatic way: it 26  Ibidem. 27  Program NSZZ „Solidarność” uchwalony przez Zjazd Delegatów dnia 7 października 1981 r. w Gdańsku, „Tygodnik Solidarność”, No. 29, 16.10.1981.

Jan Sowa


171

anzpraktyka cyteroet 5/2012

addresses the communist Party with a demand of “real socialization of control over economy”. It’s a very Lacanian moment, when the Party gets its own message in a reversed form28. The passage from this not at all pro-capitalist attitude of early 1980s to the most vicious neoliberalism of the early 1990s happened in two stages. The Martial Law introduced in Poland in 1981 was the first one. It crashed Solidarity in a very literal sense of the word. With tanks on streets and opposition leaders in prisons, Solidarity lost its momentum and never fully recovered from the blow delivered by the military fist. In this sense the Martial Law served its purpose. I would say even more, and claim that Poland was on a way towards a revolution in the early 1980s that – if fulfilled – would dramatically reshape power relations and ideological landscape in Europe. It’s too much to say that it would abolish the global rule of capital, but it would not allow neoliberalism to triumph so ruthlessly in the 1990s and Francis Fukuyama to proclaim the end of history. It would keep an alternative alive. The Party was well aware of Solidarity’s strength, especially after the events of March 1981, when the union called its 10 million members to make a general strike and put the entire country – and I mean “entire” in its literal sense: every single company and enterprise – to a stop. Introducing the Martial Law was the only logical thing to do. Crashing the popular movement of Solidarity ironically also served the interests of capitalism, because it eliminated a strong and viable alternative. In this sense General Jaruzelski paved the way for neoliberal reforms of the 1990s. It also shows that Wacqaunt29 is correct when he points to the usefulness and importance of state machine for the neoliberal transformation. One of its function is not only to suppress dissent, but to actively eliminate alternatives that could undermine the capitalist order. The second step on a road from social revolution to liberal privatization was made in late 1980s. Solidarity reappeared after the Martial Law, but it was changed. It was more and more influenced by intellectuals and other social elites. Liberal ideas were not popular among the workers, but had a considerable support among intellectuals, especially in Krakow (again: one can see how the Stalinist attempt to crash the bourgeois character of this city had completely failed). It was from there that a group of oppositionists started propagating ideas of Milton Friedman 28  J. Majmurek, K. Mikurda, J. Sowa, Un événement dans la glacière: le Carnaval de Solidarnosc (1980-81) comme jaillissement de l’imagination politique, [in:] A. Badiou, S. Žižek, L’Idée du communisme, t. 2, Paris 2011. 29  L. Wacquant, Three steps...

An Unexpected Twist of Ideology


anzpraktyka cyteroet 5/2012

172

and Friedrich von Hayek. Their leader, a philosopher Mirosław Dzielski died before the collapse of USSR, but others – like Tadeusz Syryjczyk or Ryszard Legutko – became members of cabinet and/or parliament. Another important liberal center formed in Gdańsk in northern Poland in mid-1980s. Their most notable figures were Donald Tusk (current Prime Minister of Poland), Janusz Lewandowski (minister responsible for privatization in early 1990s, currently member of the European Parliament) and Jan Krzysztof Bielecki (Prime Minister in 1991, high ranking official in European Bank for Reconstruction and Development between 1993 and 2003).The activity of these figures, however important, is not solely responsible for the final triumph of neoliberalism in Poland. What opened the way to this victory was a change within the Communist Party itself. Only coupling of this two parallel process – consolidation of right-wing neoliberal opposition in the second half of 1980s and a liberal turn within the Party – delivered a final blow to the vision of a more just and egalitarian passage out of the Leninist state.

Of the so called communists Looking back at the history of the Soviet Bloc one may wonder, how such a horrible system could have had a support of a considerable part of the population. Despite the way it is often presented by the Polish right wingers, popular attitudes toward the social, political and economic ideas of the Bolsheviks were far from unanimously critical. That was especially true in the years following the World War II. Although the II Republic of Poland that came to existence in 1918 and was conquered by Hitler and Stalin in 1939 is currently idealized and considered to be an ideal state, its contemporary was much more critical. With its anti-Semitism, nationalism, backwardness, clericalism and antidemocratic coup undertaken by Piłsudski in 1926 the II Republic had quite a lot of opponents. The effort of industrialization carried out by new authorities after the war was regarded as an attempt to break away from a condition of peripheral agrarian state that Poland had been stuck in since the 16th century30. And it did profoundly reshape social 30  P. Anderson, Lineages of the Absolutist State, London 1979; F. Braudel, Civilisation matérielle, économie et capitalisme, XVe-XVIIIe siècle, t. 2: Les jeux de l’échange, Paris 1979; I. Wallerstein, The Modern World System I. Capitalist Agriculture and the Origins of the European World-Economy in the 16th Century, New York 1974.

Jan Sowa


173

anzpraktyka cyteroet 5/2012

reality, bringing electricity, roads, schools, industry and social emancipation to some of the most backward parts of Europe. The situation dramatically changed after the 20th Congress of the Communist Party of the Soviet Union in 1956, when Nikita Khrushchev denounced the crimes of Joseph Stalin. Although his famous speech, On the Personality Cult and its Consequences, was delivered during a secret session, its transcripts and translations penetrated the Soviet Bloc immediately. Its cyclostyle copies were sold at countryside bazaars and city markets throughout Poland. Khrushchev aimed mainly at Stalin that he personally hated him for various humiliations he experienced during Stalin’s rule. His ideological intention was to bring Soviet Union closer to the original vision of Lenin that Stalin had deeply distorted31. However, his anti-Stalinist discourse strongly undermined the entire edifice of Leninist states. In order to support the Soviet rule before 1956, one could have been just a naïve idealist. After 1956 it required a certain doze (dose?) of cynicism and a strong conviction that goals justify means. This ideological shake-up provoked waves of social unrest in the entire Bloc. Its best known symbolic representation is the attack on Stalin’s figure in Budapest in 1956. Lawrence Goodwyn shows in his formidable book on Solidarity, how the massive workers’ protest in Poznan the same year gave birth to the organized opposition movement in Poland32.

Hungarians gather around the head of the toppled Stalin Monument in Budapest in autumn of 1956 31  W. Taubman, Khrushchev: the Man and His Era, London 2004. 32  L. Goodwyn, Breaking the Barrier...

An Unexpected Twist of Ideology


anzpraktyka cyteroet 5/2012

174

The year 1956 was a definite breaking point and marked the beginning of a moral slope down of the entire Soviet project. Retrospectively, this moment can be regarded as the end of the Soviet communism as a noble and morally superior alternative to capitalism. Subsequent events such as Prague 1968, publication of Solzhenitsyn’s, The Gulag Archipelago, in 1973, or the Martial Law in Poland in 1981, were just a sequel to the deeply disturbing revelation made by Khrushchev. So the year 1956 is the beginning of the end of history – an event in the strong, philosophical sense advocated by Badiou33 that created a possibility of new possibility. It was a possibility of overcoming the Soviet regime – something that seemed unimaginable during Stalin years. People around the Soviet Bloc realized it perfectly well, and were taking their protests to the streets regularly until the system’s collapse in 1989. But it was also a possibility of a completely different arrangement on a global scale. This possibility was enacted 35 years later as the neoliberal T.I.N.A. Soviet regime started losing legitimacy, but it still had power. For this reason it was not so difficult for it to get supporters and staff to fill posts in the power apparatus. However, starting from 1956, an active engagement in the system was motivated less and less by idealism and more and more by pragmatic cynicism. People were still joining ruling parties around the Bloc, though it wasn’t an expression of ideals anymore, but rather a way to get a better job, an apartment, a coupon for a car (centrally planned economy gave the authorities a possibility to manage access to consumption and to use it as another mean of exercising power). As long as the economies of the Soviet Bloc remained functional, this arrangement worked. There was an option of a career within the system, so it kept at least some individuals – and importantly the most active ones – out of looking for alternatives. The 1980s mark a definite change in the situation. Economic slump at the beginning of this decade, violent protest that followed it, an extremely expensive (both financially and symbolically) failure of the Russians in Afghanistan – it all persuaded not only the opposition, but even the government officials, that “a time for a regime change” had come. And it was this ideological evolution within the Parties themselves that supplied the final condition for the neoliberal transformation of the Soviet Bloc in the early 1990s. This change of attitudes was reflected by a radical shift towards the liberal model of economy taking place in Poland still under the Party rule in the second part of 1980s. It was called “economic reform” and 33  A. Badiou, Being and Event, London 2005.

Jan Sowa


175

anzpraktyka cyteroet 5/2012

“marketization” and the Party tried to present it as a lift-up of the socialist system (at this stage even the “communist” regimes did not call themselves communist anymore). The slogan to support the change was “Socialism – Yes! Mistakes – No!”. But as a matter of fact it had nothing to do with any socialist ideas. What is often omitted or overlooked in the history of Polish transformation, is the fact that first economic changes putting the country on the path of capitalist development were made at the end of Soviet times, between 1986 and 198934. They included liberating prices, abandoning central control over economy, creating a legal system for private enterprise, changing bank regulation to create financial market, reforming the tax law and dozens of other small legal changes. Ironically, it was the Marxist Party that introduced Poland to the International Monetary Fund in the late 1980s. Without this structural change of state mechanisms and their legal expressions initiated by the state and carried out with a help of its repressive apparatus, no systemic change would have been possible; that indirectly proves one of the main Wacquant’s35 thesis about the use that neoliberals do of the state machine. It’s important to underline that the socialist state did not just pull back, allowing the society to spontaneously develop towards a market economy. The state rather actively created the market economy out of the crumbling remains of centrally planned social economy. Party members, even high ranking officials, were becoming private entrepreneurs, mainly by taking control over restructured states enterprises. Jadwiga Staniszkis showed that 80% of Party elite from the 1980s became private entrepreneurs in the 1990s36. This crucial process has to be matched against the changes taking place within the opposition. As mentioned above, the so-called Second Solidarity of late 1980s, as opposed to the First of 1980-1981, had a strong liberal wing. The pro-market and pro-capitalist shift within the Party created an obvious common ground for them to meet and thus enforced pro-capitalist elements within the Opposition. Seeing that the apparatchiks were becoming capitalist entrepreneurs, the oppositionists did not want to lag behind. At the same time – and this is absolutely crucial for explaining the final embrace of neoliberal agenda within the former Soviet Bloc – there were no more socialist or communist idealists within 34  J. Urbański, The Anatomy of the Polish Workers’ Protests, [in:] Over and Over Again: 1989-2009, ed. J. Sowa, A. Szyłak, Cracow 2009. 35  L. Wacquant, Three steps... 36  J. Staniszkis, Post-Communism: the Emerging Enigma, “Europe-Asia Studies” 2000, Vol. 52, No. 6; eadem, Postkomunizm: próba opisu, Gdansk 2001.

An Unexpected Twist of Ideology


anzpraktyka cyteroet 5/2012

176

the Party itself. As a result, only the right wing of the opposition could find a partner on the side of the establishment. Those who still believed in the original social program of Solidarity remained isolated and were labeled “extremists”, “utopists”, “crypto-communist” or “anarcho-syndicalists” by their peers. It should not be surprising why “the new democratic governments of Poland, Czechoslovakia and Hungary have explicitly rejected the idea of experimenting with a »third way« between capitalism and state socialism, aiming instead to replicate the economic institutions of Western Europe”37. The change within the Party did not happen without an intervention from the outside. Western countries, especially the United States, put a considerable effort in picking the most active individuals from the elites of Soviet Bloc and “educating” them in neoliberal doxa. It happened through various kinds of grants, scholarships and internships programs. During the Soviet times it was a way easier to get a scholarship in a Western country if one was a Party member, rather than an opposition activist. It was not only due to the fact that the Party made it easier for their members to leave, but also because western institutions providing funds for the exchange – Fulbright Program can serve as the best example – were much keener on bringing the Party members in order to convert them to capitalism rather than oppositionists who were regarded as already converted. A good example of a Party apparatchik becoming leading neoliberal is Leszek Balcerowicz, the Minister of Finance in the first after-1989 government of Poland. Balcerowicz became a party member in 1969, just a year after an anti-Semite cleansing in the Party made such intellectuals as Zygmunt Bauman or Leszek Kołakowski leave the country. He became closely associated with the government. In late 1970s and early 1980s he worked in Institute for Basic Problems of Marxism-Leninism and was Prime Minister’s chief economic adviser. He spent quite a lot of time abroad in the same period. He received an MBA from Saint John’s University in New York and sojourned in University of Sussex and University of Marburg. Balcerowicz is hailed for designing the so called “Balcerowicz Plan” – a neoliberal “shock therapy”38 that introduced free market economy in Poland. As a matter of fact, it would be difficult to find any element of 37  J. Sachs, D. Lipton, Poland’s Economic Reform, “Foreign Affairs” Summer 1990. 38  N. Klein, The Shock Doctrine: the Rise of Disaster Capitalism, New York 2007.

Jan Sowa


177

anzpraktyka cyteroet 5/2012

original intellectual contribution made by Balcerowicz to this plan. Its genealogy is rather a part of global neoliberal shift of the 1980s and 1990s. In the summer of 1989, Balcerowicz met with two foreign economic advisers, who traveled to Poland on an invitation from Polish Government and sponsored by the Soros Foundation: Jeffrey Sachs and David Lipton. Sachs brought with him a packet of reforms resembling to what is known today as the Washington Consensus39. Balcerowicz was familiar with them, thanks to his experience at western universities, and had similar ideas of how to “repair” Polish economy. Together with three other economist,s they created a detailed plan of “shock therapy” for the Polish economy that Lipton and Sachs presented to the public in autumn the same year, in an article written for a Polish financial journal “Gazeta Bankowa” as “a jump into a market economy”40. The plan was voted by the Polish parliament in December the same year, and enacted immediately. Poland became the show-case of neoliberal transformation. Liberal capitalism replaced its “last and only alternative” – centrally planned economy of Leninist states. The history came to an end.

Conclusions Genealogy of neoliberalism as a set of ideas has little or even nothing to do with Central and Eastern Europe. The only thing one could mention in this context is the fact that Friedrich von Hayek was an Austrian, which is not particularly relevant to the matter at hand (although the novels of Thomas Bernhard and Peter Handke or films of Michael Haneke could lead to a different conclusion, but this is already a field of literary and art criticism where I do not intend to venture). However, genealogy of neoliberalism as a practice in the field of society and economy has a lot to do with the recent history of Central and Eastern Europe. It was the collapse of Leninist states and an uncritical embrace of neoliberal ideas in the former Soviet Bloc that allowed neoliberalism to achieve hegemony on a global level and led scholars such as Francis Fukuyama to declare its final victory over any other possible arrangements. In the Hegelian vision of history and society – 39  L.C.B. Pereira, J.M. Maravall, A. Przeworski, Economic Reforms in New Democracies: a Social-Democratic Approach, Cambridge 1993. 40  J. Sachs, D. Lipton, Skok w gospodarkę rynkową, „Gazeta Bankowa” No. 36, 4.09-10.09.1989. See also: J. Sachs, D. Lipton, Poland’s Economic Reform; J. Sachs, The End of Poverty: Economic Possibilities for Our Time, New York 2005.

An Unexpected Twist of Ideology


anzpraktyka cyteroet 5/2012

178

adopted by Fukuyama, but also by a lot of important thinkers on the Left – a repetition is the first condition of universalization. From this perspective, the fate of former Leninist states that were treated with a “shock therapy” originally designed in Southern American context, is exactly such a repetition and has to be regarded as a turning point in the history of neoliberal practice. Had these countries gone in a different direction and retained the ideas originally hailed by Solidarity or developed – for instance – a viable example of “the third way”, no one could have claimed that There Is No Alternative. In this sense, the neoliberal transformation of the Soviet Bloc was for neoliberalism – as a practice and as ideology – what the Haitian Revolution of 17911803 was for the ideas of the French Revolution41 – a repetition that paved the road towards universality. The process of formation of neoliberal hegemony, and a place the Soviet Bloc had in it, provides us with a valuable lesson in the field of social influence and socio-political change. As I tried to show, neoliberalism triumphed, because it found a way to reach both popular imagination of the masses – through a cult of consumption and individual freedom regarded as an exact opposite of the “communist” poverty and oppression – and the elites via various scholarship, internship and scientific exchange programs. The second element accounts for structural transformation as diagnosed by Wacquant42, however it was the combination of both that secured neoliberals with the ultimate success as it allowed a peaceful and “democratic” transformation: the hungry masses mortified by the “economics of shortage” wanted McDonald’s restaurants more than anything else, so the transformation happened “with a popular support”; the elites were properly indoctrinated, so the revolution turned out to be “velvet”. This situation reveals some universal truth about the nature of neoliberal hegemony. It’s a combination of shaping the elites and providing bait for the masses that makes neoliberalism such a powerful discourse. Anyone who decides to challenge it has to find a way to fight it on both levels. Or to abandon the distinction between the elites and the masses altogether. It’s hard to say which option is more difficult.

41  S. Buck-Morss, Hegel and Haiti, “Critical Inquiry” 2000, Vol. 26, No. 4. 42  L. Wacquant, Three steps...

Jan Sowa


179

anzpraktyka cyteroet 5/2012

Jan Sowa (1976) – sociologist, writer and activist. He studied literature, philosophy and psychology at the Jagiellonian University, Kraków and University Paris 8 in Saint-Denis. He holds a Ph.D. degree in sociology and is assistant professor at the Faculty of Management and Social Communication of Jagiellonian University. In his research Sowa explores the border of cultural studies, social anthropology, critical theory, art and politics. He wrote and edited several books on society, media, history as wells as social and political theory (most recently: Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmagania z nowoczesną formą, Universitas, Kraków 2011). He published around 100 texts both in Poland and abroad. Jan Sowa (1976) – socjolog, pisarz i aktywista. Studiował literaturoznawstwo, filozofię i psychologię na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie oraz na Uniwersytecie Paryskim 8 w Saint-Denis. Doktor socjologii, adiunkt na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Bada granice między kulturoznawstwem, antropologią społeczną, teorią krytyczną, sztuką i polityką. Napisał i redagował szereg książek o społeczeństwie, mediach, historii, a także teorii społecznej i politycznej (ostatnio – Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmagania z nowoczesną formą, Universitas, Kraków 2011). Opublikował około 100 artykułów zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Dane adresowe: Katedra Kultury Współczesnej UJ ul. Prof. Stanisława Łojasiewicza 430-348 Kraków e-mail: jan.sowa@uj.edu.pl Cytowanie: J. Sowa, An Unexpected Twist of Ideology. Neoliberalism and the collapse of the Soviet Bloc, „Praktyka Teoretyczna” nr 5/2012, http://www.praktykateoretyczna.pl/PT_nr5_2012_Logika_sensu/13.Sowa.pdf (dostęp dzień miesiąc rok) Autor: Jan Sowa Tytuł: Niespodziewany zwrot ideologii. Neoliberalizm i upadek Bloku Radzieckiego Abstrakt: Artykuł podejmuje proces neoliberalnej transformacji Bloku Radzieckiego z późnych lat osiemdziesiątych i wczesnych dziewięćdziesiątych analizując go na przykładzie Polski. Jego trajektoria ogólnie potwierdza tezę z artykułu Trzy kroki w stronę antropologii faktycznie istniejącego neoliberalizmu postawioną przez Loïca Wacquanta. Twierdzi on, że neoliberalizm zmierza raczej do przechwycenia i użycia

An Unexpected Twist of Ideology


anzpraktyka cyteroet 5/2012

180

niż prostego demontażu czy osłabienia struktur państwowych i mechanizmów władzy. Autor pokazuje również, że przejściu od gospodarki planowanej do rynkowej w dawnym Bloku Radzieckim towarzyszyły (a w dużym stopniu w ogóle czyniły je możliwym) potężne działania ideologiczne, które przekształciły konstrukcje podmiotowości oraz sprawiły, że stała się kompatybilna z neoliberalnym kapitalizmem. Dowodzi to, że dwa tryby analizowania neoliberalizmu - strukturalna analiza władzy państwowej oraz skupienie na urządzaniu - powinny być traktowane jako komplementarne narzędzia służące rozumieniu neoliberalnych transformacji. Jednakże, przeciwnie do Wacquanta, autor twierdzi, że pod tym względem nie ma nic nowego w neoliberalizmie jako praktyce, gdyż dla utrzymywania pozornej autonomii władzy rynku kapitalizm od zawsze wymagał pomocy ze strony państwa. Słowa kluczowe: neoliberalizm, urządzanie, transformacja, przejście do kapitalizmu, Europa Środkowo Wschodnia, ideologia

Jan Sowa


meandry polityki klasowej


}


Henri Lefebvre

}

Prawo do miasta*

Artykuł stanowi propozycję nowego myślenia o mieście, miejskości, miejskiej strategii oraz praktykach społecznych powiązanych z istniejącą jedynie w zarysie, lecz projektowaną przez samego Lefebvre’a analityczną nauką o mieście. Zwrot ten staje się koniecznością z uwagi na śmierć dawnego miasta oraz starego humanizmu. Prezentowany tekst to również żarliwy i utopijny (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) manifest na rzecz demokratyzacji prawa do miasta łączącego w sobie płacz i żądania pozbawionych go do tej pory ludzi. Autor argumentuje, że strategia miejska oparta na nowej nauce o mieście potrzebuje społecznego wsparcia i sił politycznych. Zapewnić je może klasa robotnicza, kładąc kres miejskiej segregacji. Słowa kluczowe: miasto, miejskość, prawo do miasta, utopia, analityczna nauka o mieście, zamieszkiwanie, humanizm, praktyka

*  Wyd. pierwsze: Le Droit a la Ville, “L’Homme et la Societe” 1967, nr 6.


anzpraktyka cyteroet 5/2012

184

Refleksja teoretyczna musi dziś zredefiniować formy, funkcje i struktury miasta (ekonomiczne, polityczne, kulturowe etc.), jak również socjalne potrzeby społeczeństwa miejskiego. Jak dotąd zbadane zostały jedynie potrzeby jednostek oraz ich motywacje uformowane przez tzw. społeczeństwo konsumpcyjne (biurokratyczne społeczeństwo z uregulowaną konsumpcją), a i tak badania tych potrzeb zostały raczej zmanipulowane niż doprowadzone do ich skutecznego poznania i rozpoznania. Potrzeby społeczne mają podstawy antropologiczne, przeciwstawne i uzupełniające się; obejmują one zarówno potrzebę bezpieczeństwa, jak i otwartości, stabilności i przygody, organizacji pracy i zabawy; potrzebę przewidywalności i nieprzewidywalnego, jedności i różnorodności, izolacji i spotkań, wymiany i inwestowania, niezależności (np. samotności) i komunikacji, natychmiastowości i perspektywy długofalowej. Istota ludzka posiada również potrzebę akumulowania i wydatkowania energii, a nawet marnowania jej w zabawie. Ma potrzebę widzenia, słyszenia, dotykania, smakowania oraz potrzebę łączenia tych wrażeń w jakiś „świat”. Do tych społecznie wykształconych potrzeb (czyli zarazem odseparowanych, jak i połączonych, stłumionych i przerośniętych) należy dodać również specyficzne potrzeby, których nie zaspokajają komercyjne i kulturowe formy wyposażenia mniej lub bardziej drobiazgowo uwzględniane przez urbanistów. Chodzi tu o potrzebę aktywności twórczej, [generowania] dzieła (a nie tylko produktów i dóbr materialnych przeznaczonych do konsumpcji), potrzeby informacji, symboli, wyobraźni, zabawy1. Poprzez te specyficzne potrzeby wyraża się [vit et survit] podstawowe pragnienie, którego szczególne przejawy i momenty stanowią zabawa, seksualność, działania cielesne, takie jak sport, aktywność twórcza, sztuka i wiedza, pozwalające w mniejszym lub większym stopniu przezwyciężyć rozdrobniony podział pracy. Potrzeba miasta i życia miejskiego wyraża się swobodnie wyłącznie w takich propozycjach [positions], które są nastawione na wycofanie i otwieranie horyzontu. Czy specyficzne potrzeby miejskie nie są aby potrzebami jakichś szczególnych miejsc współwystępowania i spotkań, miejsc, w których wymiana nie odbywałaby się w myśl zasad wartości wymiennej, handlu i generowania zysku? Czy nie są one również potrzebą czasu na takie spotkania i wymiany? Analityczna nauka o mieście istnieje dziś z konieczności jedynie w zarysie. Pojęcia i teorie we wstępnym stadium swojego rozwoju nie mogą się rozwijać bez formującej się rzeczywistości miejskiej, potrzebują praxis (praktyki społecznej) społeczeństwa miejskiego. W chwili obecnej 1  Warto zaznaczyć, że para: dzieło-produkt jest jedną z kluczowych opozycji wyróżnianych przez Lefebvre’a tak w tym, jak i w innych tekstach (przyp. tłum.).

Henri Lefebvre


185

anzpraktyka cyteroet 5/2012

przekroczenie ideologii i praktyk, które przesłaniały horyzont, które były wyłącznie szyjką butelki, w której zakorkowano wiedzę i działanie oraz stanowiły ograniczenia, które należało przezwyciężyć, nie odbywa się bezboleśnie. Nauka o mieście ma za swój przedmiot miasto. Zapożycza ona metody, punkty wyjścia i pojęcia od nauk szczegółowych. Synteza wymyka się jej podwójnie. Po pierwsze – jako synteza, która chciałaby być całościowa i może polegać, zaczynając od analityki, wyłącznie na systematyzacji i programowaniu strategicznym. Po drugie, ponieważ sam przedmiot – miasto – jako rzeczywistość dokonana ulega przeobrażeniom. Poznanie stawia w związku z tym przed sobą, celem rozcinania i ponownej kompozycji wychodzącej od fragmentów, już poddane modyfikacji miasto z przeszłości. Jak tekst społeczny, owo miasto z przeszłości nie ma już nic wspólnego ze spójną serią zasad, z określonym biegiem czasu związanym z symbolami czy stylem. Ten tekst oddala się [od nas]. Przybiera postać dokumentu, wystawy, muzeum. Historycznie uformowane miasto już nie żyje [ne se vit plus], praktycznie nie daje się uchwycić. Jest już tylko przedmiotem konsumpcji kulturalnej dla turystów, obiektem łapczywego estetyzmu spektaklu i ckliwej malowniczości. Nawet dla tych, którzy gorąco pragną je zrozumieć, miasto jest martwe. Mimo to nadal istnieje „miejskość” [l’urbain] w stanie rozczłonkowanej i wyalienowanej aktualności, zalążka, wirtualności. To, co na tym obszarze dostrzega wzrok i analiza, może w najlepszym razie uchodzić za cień przyszłego przedmiotu w blasku wschodzącego słońca. Wyobrażenie o odbudowie starożytnego miasta jest niemożliwe, jedynie zbudowanie nowego miasta, na nowych podwalinach, w innej skali, w innych warunkach, w innym społeczeństwie wydaje się prawdopodobne. Ani powrót do przeszłości (miasta tradycyjnego), ani ucieczka w przyszłość (do aglomeracji kolosalnej i nieukształtowanej) – takie są zasady. Innymi słowy, jeśli chodzi o miasto, przedmiot nauki nie jest dany. Przeszłość, teraźniejszość i to, co możliwe, nie są od siebie oddzielone. Myśl rozważa tu przedmiot wirtualny. Wymusza to nowe działania. Stary, klasyczny humanizm już dawno i w fatalny sposób zakończył swoją karierę. Jest martwy. Jego zmumifikowane, zabalsamowane zwłoki są ciężkie i nie pachną ładnie. Zajmuje on wiele miejsc publicznych i niepublicznych, które zmienia, pod pozorem uczłowieczenia, w cmentarze kultury: muzea, uniwersytety, rozmaite publikacje; coraz więcej nowych centrów i czasopism urbanistycznych. Pod tymi zdobieniami kryje się trywialność i płaskość. „Wymiar ludzki”, mówią. Z kolei my powinniśmy do przesady zajmować się tworzeniem „czegoś” na miarę wszechświata.

Prawo do miasta


anzpraktyka cyteroet 5/2012

186

Ten stary humanizm skonał w wojnach światowych, podczas wyżu demograficznego, który towarzyszy wielkim zniszczeniom, pod brutalnymi wymogami wzrostu ekonomicznego i konkurencji oraz źle zarządzanego rozwoju technicznego. Stary humanizm nie jest już nawet żadną ideologią, stanowi co najwyżej jeden z tematów oficjalnego dyskursu. Podnosi się ostatnio larum, jakoby śmierć klasycznego humanizmu można było utożsamiać ze śmiercią człowieka. „Bóg umarł, i człowiek też”. Te formuły, rozpowszechnione w pokupnych książkach, podjęte przez niezbyt odpowiedzialną publiczność, nie są niczym nowym. Medytacje Nietzschego podjęte niemal sto lat temu, w czasie francusko-pruskiej wojny 1870-1871 roku, rozpoczęły okres złej prasy dla Europy, jej kultury i cywilizacji. Kiedy Nietzsche ogłosił śmierć Boga i człowieka, nie powstała w tym miejscu próżnia, nie zapełnił jej przypadkiem, językiem czy lingwistyką. Wymyślił też nadczłowieka, którym sam zamierzał się stać. Przekraczał nihilizm, który sam wcześniej diagnozował. Autorzy spieniężający te teoretyczne i poetyckie odkrycia ze stuletnim opóźnieniem, pogrążają nas na powrót w nihilizmie. Od czasów Nietzschego zagrożenia związane z tym, co nadludzkie, pojawiały się z okrutną przenikliwością. Z drugiej strony, „nowy człowiek”, którego narodziny obserwujemy w produkcji przemysłowej i racjonalności planistycznej, aż nadto rozczarowuje. Otwiera się jeszcze przestrzeń społeczeństwa miejskiego i tego, co ludzkie, jako dzieła w tym społeczeństwie, takiego, które byłoby właśnie dziełem, nie produktem. Albo równoczesne przekroczenie starego „zwierzęcia społecznego” i człowieka ze starożytnego miasta, zwierzęcia miejskiego, w stronę człowieka miejskiego, wielowartościowego, wielozmysłowego, zdolnego do złożonych i przejrzystych relacji ze „światem” (środowiskiem i sobą samym), albo nihilizm. Jeśli człowiek umarł, dla kogo będziemy budować? I jak budować? Nie chodzi o to, czy miasto zniknęło, czy nie, ani o to, czy należy przemyśleć je od początku, odbudować na nowych podstawach, bądź też je przekroczyć. Nieważne, czy rządzi terror, czy bomba atomowa zostanie odpalona, czy Ziemia wybuchnie, czy nie. Co więc ma znaczenie? Kto jeszcze myśli, działa, mówi – i do kogo mówi? Jeśli zanika sens i celowość, jeżeli nie możemy ich nawet odnaleźć w praktyce, nic nie ma znaczenia ani celu. Jeśli możliwości istoty ludzkiej, technologia, nauka, wyobraźnia, sztuka, bądź ich nieobecność, podają się za autonomiczne siły, i jeżeli refleksja jest usatysfakcjonowana konstatacją nieobecności podmiotu, to co należałyby na to odpowiedzieć? Co robić? Stary humanizm oddala się, zanika. Nostalgia za nim jest coraz słabsza i coraz rzadziej oglądamy się, by spojrzeć na jego porzuconą przy drodze formę. Był on ideologią liberalnej burżuazji. Pochylał się nad

Henri Lefebvre


187

anzpraktyka cyteroet 5/2012

ludem i nad jego cierpieniami. Osłaniał i wspierał retorykę pięknych dusz, wielkich uczuć, dobrych intencji. Składał się z greckich i łacińskich cytatów przypudrowanych judeochrześcijaństwem. Straszliwy koktajl, mikstura wywołująca wymioty. Tylko kilku intelektualistów (lewicowych – ale czy są jeszcze intelektualiści prawicowi?) chce jeszcze pić ten smutny napój, nie są oni rewolucjonistami, nie są otwarcie reakcyjni, nie są ani dionizyjscy, ani apollińscy. Powinniśmy się zwracać właśnie w stronę nowego humanizmu, w stronę nowej praktyki i innego człowieka, tego, który należy do społeczeństwa miejskiego, i dla niego działać. Powinniśmy wymykać się zagrażającym tej woli mitom, niszczyć ideologie, które podważają ten projekt oraz strategie, które zawracają nas z tej drogi. Życie miejskie jeszcze się nie zaczęło. Dokonujemy dziś inwentaryzacji pozostałości tysiącletniego społeczeństwa, w którym wieś dominowała nad miastem, którego idee i wartości, tabu i zasady pochodziły w przeważającej mierze ze sfery agrarnej, wiejskiej i naturalnej. Miasta tylko sporadycznie wyłaniały się na wiejskim oceanie. Społeczeństwo wiejskie było (i jest nadal) pozbawione obfitości, jest społeczeństwem braku, akceptowanej lub odrzucanej utraty, zakazów zarządzających tymi umartwieniami i regulujących je. Było ono skądinąd również społeczeństwem zabawy, ale ten aspekt, najlepszy ze wszystkich, nie został zachowany i należy go na powrót wzniecić, w przeciwieństwie do mitów i ograniczeń! Najważniejsze jest jednak to, że kryzysowi tradycyjnego miasta towarzyszy światowy kryzys cywilizacji wiejskiej, skądinąd równie tradycyjnej. Są one ze sobą związane i współwystępują. Do nas należy rozwiązanie tego podwójnego kryzysu, w szczególności – tworzenie nowego miasta i wraz z nim nowego życia w mieście. Kraje rewolucji (w tym ZSRR, dziesięć czy piętnaście lat po rewolucji październikowej) przewidywały rozwój społeczeństwa opartego na przemyśle. Tylko przewidywały. We wcześniejszych zdaniach słówko „my” było tylko metaforą. Wskazywało jedynie na tych zainteresowanych. Architekt, urbanista, socjolog, ekonomista, filozof czy polityk nie mogą na mocy jakiegoś dekretu wywoływać z nicości nowych form i stosunków międzyludzkich. Dla uściślenia, ani architekt, ani socjolog nie posiadają władzy dokonywania cudów. Ani jeden, ani drugi nie wytwarza stosunków społecznych. Niekiedy, w sprzyjających okolicznościach, ułatwiają oni sformułowanie pewnych tendencji (przybranie przez nie określonej formy). Tylko życie społeczne (praxis) w swoim ogólnoświatowym sprawstwie posiada taką władzę. Albo jej nie posiada. Osoby wskazane wcześniej, każda z osobna albo jako grupa, mogą oczyścić teren, mogą też podejmować próby, przygotowywać formy. I (przede wszystkim) – mogą zinwentaryzować

Prawo do miasta

Powinniśmy się zwracać właśnie w stronę nowego humanizmu, w stronę nowej praktyki i innego człowieka, tego, który należy do społeczeństwa miejskiego, i dla niego działać. Powinniśmy wymykać się zagrażającym tej woli mitom, niszczyć ideologie, które podważają ten projekt oraz strategie, które zawracają nas z tej drogi


anzpraktyka cyteroet 5/2012

188

nabyte doświadczenie, wyciągnąć wnioski z porażek, pomóc w narodzinach tego, co możliwe, dzięki majeutyce wzmocnionej nauką. W tym miejscu należałoby zaznaczyć konieczność przekształcenia podejmowanych działań i narzędzi intelektualnych. Rozwijając rozważania podjęte już w innym miejscu, należy z konieczności wprowadzić pewne pojęcia, które są na razie mało rozpowszechnione: a) transdukcja2 – jest to operacja intelektualna, którą można metodycznie rozwijać i która różni się od indukcji, od klasycznej dedukcji, jak również od konstruowania „modeli”, od symulacji, jak również od prostego stawiania hipotez. Transdukcja rozwija i tworzy przedmiot teoretyczny, przedmiot możliwy, i czyni to na podstawie informacji o rzeczywistości, jak też problemów, jakie ta rzeczywistość stawia. Transdukcja zakłada nieustanny przepływ reakcji [feedback] między wykorzystywanym w tej operacji zakresem koncepcyjnym i obserwacjami empirycznymi. Jej teoria (metodologia) nadaje konkretną formę niektórym spontanicznym operacjom umysłowym urbanisty, architekta, socjologa, polityka, filozofa. Wprowadza porządek do inwencji i wiedzę do utopii. b) utopia eksperymentalna – któż nie jest dziś utopistą? Tylko zdecydowanie wyspecjalizowani eksperci, którzy pracują na rozkaz, nie poddając ustalonych norm i ograniczeń najmniejszej krytycznej próbie, tylko te nieinteresujące indywidua wymykają się utopizmowi. Wszyscy są dziś utopistami, włączając prospektywistów i planistów wymyślających dziś Paryż ‘2000, inżynierów, którzy stworzyli Brasilię i tak dalej! Istnieje jednak wiele utopizmów. Czyż najgorszym z nich nie jest ten, który nie ujawnia swojej nazwy, zasłania się pozytywizmem i narzuca w związku z tym swe najbardziej nieznośne ograniczenia oraz najbardziej absurdalne wykluczenie technologii? Utopia powinna być rozważana eksperymentalnie, jej implikacje winny być obserwowane w terenie. Mogą być one zaskakujące. Jakie są i jakie będą miejsca społecznie udane? Jak je odnaleźć? Według jakich kryteriów? Jakie czasy, jakie rytmy życia codziennego wpisują się, zapisują i przepisują w tych „udanych” przestrzeniach, to znaczy takich, które sprzyjają szczęściu? Oto, co właśnie jest interesujące. Inne intelektualnie niezbędne kroki: • Wyróżnić, nie oddzielając ich przy tym od siebie, trzy podstawowe pojęcia teoretyczne, czyli: strukturę, funkcję i formę. • Poznać ich zasięg, zakres ich ważności, ograniczenia i wzajemne 2  W biochemii termin ten oznacza odkryty w 1951 roku międzykomórkowy proces przekazywania genu przez wirus lub bez jego pośrednictwa. Proponowane tu przez Lefebvre’a pojęcie nie ma z biochemią nic wspólnego (przyp. tłum.).

Henri Lefebvre


189

anzpraktyka cyteroet 5/2012

relacje – wiedząc zarazem, że tworzą one jedną całość, ale że elementy tej całości posiadają pewną niezależność i względną autonomię – nie uprzywilejowywać żadnego z nich, co tworzyłoby ideologię, czyli dogmatyczny i zamknięty system znaczeń: strukturalizm, formalizm. Używać tych znaczeń po kolei, w myśl zasad równości, do analizy rzeczywistości (analizy, która nigdy nie jest wyczerpująca i wolna od wykluczeń), jak też do operacji nazwanej wcześniej transdukcją. • Przyjąć, że funkcja może zostać spełniona przy użyciu różnych struktur, że nie ma jednoznacznych związków między tymi terminami. • Przyjąć, że funkcja i struktura przybierają formy, które je odsłaniają, ale też zasłaniają – że potrójność tych aspektów tworzy jedną całość, będącą czymś więcej niż jej aspekty, części składowe i strony. Wśród pojęć, którymi dysponujemy, jest jedno, które nie zasługuje ani na lekceważenie, ani na przywilej absolutyzacji, mianowicie pojęcie systemu (lub raczej podsystemu) znaczeń. Politycy mają swoje systemy znaczące – ideologie – które pozwalają im na podporządkowanie ich strategiom działań i wydarzeń społecznych, na które starają się wpłynąć. Na poziomie ekologicznym, skromny mieszkaniec ma swój system znaczeń (czy raczej podsystem). Sam fakt zamieszkiwania tu czy tam pociąga za sobą [specyficzną] recepcję, adopcję, transmisję takiego systemu, na przykład systemu budownictwa jednorodzinnego3. System znaczeń mieszkańca wyraża jego pasywność i aktywność, jest uzyskiwany już po modyfikacji przez praktykę. Jest postrzegany. Wydaje się, że architekci ustanowili i zdogmatyzowali cały zestaw znaczeń, sam w sobie niejednoznaczny, i umieścili pod rozmaitymi etykietami: „funkcja”, „forma”, „struktura”, czy raczej: „funkcjonalizm”, „formalizm”, „strukturalizm”. Budują go, nie tyle wychodząc od znaczeń postrzeganych i przeżywanych przez tych, którzy sami są mieszkańcami, ale ze względu na już zinterpretowany przez siebie fakt zamieszkiwania. Jest on werbalny i dyskursywny, z tendencją do metajęzyka. Jest pismem i wizualizacją. Z faktu, że architekci tworzą ciało społeczne, z tego, że nie są oni związani z instytucjami, wynika, że ich system ma tendencję do zamykania się, narzucania, niwelowania wszelkiej krytyki. Nadszedł czas, by wreszcie sformułować ten system, który często udaje urbanistykę, bez żadnych dodatkowych procedur czy zastrzeżeń. Teoria, którą moglibyśmy zasadnie nazwać urbanistyką [urbanisme], która łączyłaby w sobie znaczenia starej praktyki zwanej „zamieszkiwa3  Lefebvre nie ma tu na myśli willi, tylko domki jednorodzinne popularne we Francji, którym poświęcił osobne opracowanie. Zob. H. Lefebvre, Préface, [w:] L’Habitat Pavillonnaire, red. M. Dezes [i in.], Paris 2001 (przyp. tłum.).

Prawo do miasta


anzpraktyka cyteroet 5/2012

190

niem” (czyli to, co ludzkie) i dodawałaby do tych pojedynczych zdarzeń ogólną teorię miejskich czasoprzestrzeni, która wskazywałaby na wynikającą z nich nową praktykę – taka urbanistyka istnieje wirtualnie. Może się ona pojawić we właściwej postaci tylko jako praktyczna konsekwencja kompletnej teorii miasta i tego, co miejskie, przekraczającej aktualne spory i podziały. W szczególności spór między filozofią miasta i nauką (lub naukami) o mieście, między tym, co częściowe i tym, co światowe. Na tej drodze mogą pojawić się aktualne projekty urbanistyczne, ale tylko w postaci nieustępliwych krytyk własnych implikacji ideologicznych i strategicznych. Na tyle, na ile możemy go w ogóle zdefiniować, nasz przedmiot – to, co miejskie – nie będzie nigdy obecny w całości ani w pełni aktualny przed naszym dokonywanym dziś namysłem. Bardziej niż jakikolwiek inny przedmiot posiada on charakter wysoce złożonej totalności, tak aktualnej, jak i potencjalnej, która jest nastawiona na badanie, która odsłania się po kawałku i która ulegnie wyczerpaniu po bardzo długim czasie albo wręcz nigdy. Traktowanie tego przedmiotu jako rzeczywistego, danego w swojej prawdzie, jest ideologią, formą mitologizacji. Poznanie musi uwzględniać znaczną liczbę metod, by w ogóle uchwycić ten przedmiot, nie koncentrując się wyłącznie na jednym działaniu. Analityczne podziały muszą w związku z tym ściśle podążać za wewnętrznymi artykulacjami tej rzeczy, która wcale nie jest rzeczą, po nich zaś winny następować nigdy w pełni zakończone rekonstrukcje. Opisy, analizy, próby syntezy nie powinny nigdy uchodzić ani za wyczerpujące, ani za zakończone. Wszelkie pojęcia, wszelkie grupy pojęć powinny pojawiać się w działaniu: forma, struktura, funkcja, poziom, wymiar, zmienne zależne i niezależne, korelacje, całość, suma, system itd. Tutaj, podobnie jak gdzie indziej, choć w znacznie większym stopniu, to, co pozostaje na zewnątrz, okazuje się szczególnie znaczące. Każdy skonstruowany przedmiot będzie w odpowiedniej kolejności poddany krytycznej analizie. Zostanie w miarę możliwości wykonany i poddany eksperymentalnemu sprawdzianowi. Aby się ukonstytuować i ukierunkować praktykę społeczną, nauka o mieście wymaga czasu historycznego. Taka nauka, choć konieczna, sama nie wystarczy. Widząc jej konieczność, widzimy też jej ograniczenia. Refleksja urbanistyczna proponuje ustanowienie lub rekonstrukcję jednostek społecznych (zlokalizowanych), wysoce oryginalnych, częściowych i scentralizowanych, których związki i napięcia ustanowiłyby na powrót miejską jedność, wzmocnioną złożonym porządkiem wewnętrznym, niepozbawioną struktury, przy czym struktura ta byłaby elastyczna i zhierarchizowana. Jeszcze konkretniej: refleksja socjologiczna zwraca się ku poznaniu i rekonstytucji zdolności

Henri Lefebvre


191

anzpraktyka cyteroet 5/2012

integracyjnych tego, co miejskie, jak też warunków praktycznej partycypacji. Dlaczego nie? Pod jednym warunkiem: nigdy nie wyłączać tych cząstkowych, a zatem szczegółowych, wysiłków pochodzących z krytyki, weryfikacji praktycznej czy perspektywy ogólnej. Poznanie może więc tworzyć i proponować „modele”. Żaden przedmiot nie jest w związku z tym niczym innym niż modelem rzeczywistości miejskiej. Mimo to żadna taka „realność” nie będzie poręczna niczym rzecz, nie podda się instrumentalizacji nawet najbardziej operatywnego poznania. Któż by nie pragnął, żeby miasto stało się tym, czym było niegdyś: działaniem i dziełem złożonej myśli? Utrzymujemy się w ten sposób na poziomie pragnień i aspiracji i nie determinujemy miejskiej strategii. Musi ona zdawać sprawę z istniejących strategii oraz z uzyskanej już wiedzy: nauki o mieście, świadomości zmierzającej do planowania wzrostu i zarządzania rozwojem. Kto mówi: „strategia”, mówi o konieczności wzięcia pod uwagę hierarchii zmiennych, z których niektóre mają moc strategiczną, zaś inne pozostają na poziomie taktyki; mówi też: „siła zdolna do zrealizowania tej strategii w terenie”. Tylko grupy, klasy lub frakcje klas społecznych zdolne do rewolucyjnych zamierzeń mogą przejąć inicjatywę i doprowadzić do pełnego rozwiązania problemów miejskich, dzięki tym siłom społecznym i politycznym odnowione miasto znów stanie się dziełem. Chodzi na początek o zniszczenie strategii i ideologii dominujących we współczesnym społeczeństwie. Jeśli nawet równocześnie występuje kilka grup czy kilka strategii, między którymi dochodzi do rozbieżności (na przykład na temat państwa i sfery prywatnej), nie zmienia to sytuacji. Od kwestii własności gruntu po problemy segregacji, każdy projekt reformy miejskiej kwestionuje struktury: istniejącego społeczeństwa, relacji bezpośrednich (między jednostkami) i codziennych, ale również tych, które zdają się pojawiać dzięki przymusowi i instytucjom w tym, co zostało z rzeczywistości miejskiej. Sama w sobie reformistyczna, strategia renowacji miasta staje się z konieczności rewolucyjna, nie dzięki jakiejś sile rzeczy, ale przeciw tym rzeczom, które zostały ustanowione wcześniej. Aby móc działać, strategia miejska ufundowana na nauce o mieście potrzebuje społecznego wsparcia i sił politycznych. Nie działa przy tym sama z siebie. Musi się opierać na obecności i działaniu klasy robotniczej, jedynej, która może zakończyć segregację ustanowioną w głównej mierze przeciw niej samej. Tylko ta klasa, i jako klasa, może zdecydowanie przyczynić się do rekonstrukcji centralności [centralite], zniszczonej przez strategię segregacji i odkrytej na nowo w złowrogiej formie „centrów decyzyjnych”. Nie chcę przez to powiedzieć, że klasa robotnicza sama z siebie stworzy społeczeństwo miejskie. Chodzi po prostu o to, że bez jej udziału nic nie będzie moż-

Prawo do miasta

Tylko grupy, klasy lub frakcje klas społecznych zdolne do rewolucyjnych zamierzeń mogą przejąć inicjatywę i doprowadzić do pełnego rozwiązania problemów miejskich, dzięki tym siłom społecznym i politycznym odnowione miasto znów stanie się dziełem


anzpraktyka cyteroet 5/2012

192

liwe. Bez tej klasy integracja nie ma sensu, bez niej dezintegracja będzie się dalej rozwijała pod pozorem integracji i nostalgii. Kiedy klasa pracująca zamknie usta, kiedy przestanie działać i nie wypełni tego, co teoria określiła już jako jej historyczną misję, zabraknie tak podmiotu, jak i przedmiotu. Myśl, która odzwierciedla tę nieobecność, zarazem ją potwierdza. Trzeba w związku z tym wskazać dwie serie propozycji: a) polityczny program reformy miejskiej – reformy nieokreślonej przez perspektywę i możliwości aktualnego społeczeństwa, niepodporządkowanej jakiemuś politycznemu „realizmowi”, ale opartej na badaniach rzeczywistości (innymi słowy, reformy, która nie ogranicza się do reformizmu). Program ten będzie więc miał wyjątkowy, a nawet paradoksalny charakter. Zostanie ustanowiony po to, by zaproponować go siłom politycznym, czyli partiom. Można od razu powiedzieć, że zostanie przedstawiony przede wszystkim partiom lewicy, formacjom politycznym reprezentującym, czy raczej – chcącym reprezentować, klasę robotniczą. Nie zostanie on jednak ustanowiony według funkcji tych sił i formacji. Jako projekt budowany przez wiedzę będzie miał w stosunku do nich specyficzny charakter. Będzie miał zatem część naukową. Zostanie zaproponowany (w formie otwartej na zmiany przez tych i dla tych, którzy się nim zajmą) po to, by siły polityczne podjęły się tego, za co są odpowiedzialne. W tej dziedzinie, która angażuje przyszłość nowoczesnego społeczeństwa oraz jego wytwórców, ignorancja i niewiedza stanowią odpowiedzialność wobec historii, o którą się upominamy. b) bardziej zaawansowane projekty urbanistyczne – w tym „modele”, formy przestrzeni i czasu miejskiego, bez względu na to, czy są aktualnie możliwe do realizacji, czy nie, utopijne czy nie (to znaczy świadomie utopijne). Nie wydaje się, by modele te mogły ograniczyć się do prostych studiów nad miastem i istniejącymi typami tego, co miejskie, czy prostą kombinacją elementów. Formy czasu i przestrzeni będą, poza sytuacjami przeciwnymi, wymyślone i zaproponowane w obrębie praxis. Niech rozwija się wyobraźnia, nie ta umożliwiająca ucieczkę czy wyzwolenie, która wspiera ideologie, ale wyobraźnia, która angażuje się w odzyskiwanie [approprier] (czasu, przestrzeni, życia psychicznego, pożądania). Dlaczego nie przeciwstawić miastu wiecznemu miast efemerycznych i centrów mobilnych – centrom stabilnym? Wszelka śmiałość jest dopuszczalna. Dlaczego ograniczać te propozycje do morfologii czasu i przestrzeni? Niewykluczone, że propozycje będą dotyczyły również stylu życia, sposobów życia w mieście, rozwoju tego, co miejskie w tym kontekście. W obrębie tych dwóch serii pojawią się propozycje krótkofalowe, średnioterminowe i długofalowe, przy czym te ostatnie będą właściwą strategią miejską.

Henri Lefebvre


193

anzpraktyka cyteroet 5/2012

Społeczeństwo, w którym żyjemy, wydaje się zwracać w stronę obfitości, a przynajmniej w stronę dostatku (trwałe dobra i przedmioty, ilość, satysfakcja, racjonalność). Pozwala przy tym w gruncie rzeczy na to, by drążyła je kolosalna pustka, w której tłoczą się ideologie i unosi się mgła retoryki. Jednym z głównych zadań, które mogą pojawić się przed aktywnym myśleniem, oprócz spekulacji i kontemplacji oraz poza wiedzą fragmentaryczną i pokawałkowanym poznaniem, jest zaludnienie tej przestrzeni – nie tylko językiem. W czasach, gdy ideologie często debatują o strukturach, destrukturyzacja miasta ujawnia głębię dezintegracji (społecznej i kulturalnej). Rozpatrywane globalnie społeczeństwo okazuje się głęboko niespójne. Między podsystemami i strukturami skonsolidowanymi za pomocą rozmaitych środków (ograniczenia, terror, perswazja ideologiczna) znajdują się dziury, czasem wręcz otchłanie. Te puste przestrzenie nie pojawiają się przez przypadek. Są to również przestrzenie możliwości, posiadają przynajmniej ich elementy, dryfujące lub rozproszone, ale nie mają siły mogącej je zjednoczyć. Co więcej, działania strukturyzujące i władza społecznej pustki dążą do zakazywania działania i utrwalenia prostej obecności tych sił. Instancje tego, co możliwe, nie mogą się spełnić inaczej, jak tylko poprzez radykalną metamorfozę. W tej sytuacji ideologia nadaje pozornie absolutny charakter „naukowości”, nauce dotyczącej tego, co rzeczywiste, która ją kawałkuje i przekształca, zaś czyniąc to, oddala to, co możliwe i zamyka mu drogę. Jednak nauka (czyli nauki cząstkowe) ma wyłącznie charakter programowania. Dostarcza programowi elementów. Jeśli zgodzimy się, że elementy te konstytuując pojedyncze chwile, stanowią zarazem totalność, jeśli chcemy dosłownie potraktować program, to przedmiot wirtualny traktujemy jak przedmiot techniczny, który jest już dany. Realizujemy w ten sposób projekt pozbawiony krytyki, niemający nawet autokrytyki, projekt ten z kolei realizuje, projektując ją w terenie, określoną ideologię, tę właściwą technokratom. Programowanie jest z konieczności niewystarczające. W trakcie działania podlega ono zmianom. Tylko siła społeczna zdolna do tego, by włączyć się w to, co miejskie, podczas długich doświadczeń politycznych, może podjąć się realizacji programu dotyczącego społeczeństwa miejskiego. Nauka o mieście przynosi z kolei takiej perspektywie podstawy teoretyczne i krytyczne, pozytywną bazę. Utopia kontrolowana przez dialektyczny rozum służy jako straszak na pseudonaukowe fikcje. Owe podstawy i baza zapobiegają pogrążeniu się refleksji w pustym programowaniu. Ruch dialektyczny prezentuje się tu jako relacja między nauką a siłą polityczną, jako dialog, coś, co aktualizuje relacje „teoria – praktyka” i „pozytywna – negatywna krytyka”.

Prawo do miasta


anzpraktyka cyteroet 5/2012

194

Podobnie jak nauka, z konieczności niewystarczająca, również sztuka wnosi do realizacji tego, co miejskie, swą długą medytację o życiu jako dramacie i rozkoszy. Co więcej, i przede wszystkim, sztuka przywraca właściwy sens dzieła, przynosi różnorodne zawłaszczone i przekształcone [appropriee] figury czasu i przestrzeni: nieprzeżyte, niezaakceptowane przez bierną rezygnację, ale przekształcone w dzieło. Muzyka pokazuje przystosowanie czasu, malarstwo i rzeźba – przestrzeni. Jeśli nauki odkrywają cząstkowe determinizmy, sztuka (jak również filozofia) pokazuje, jak rodzi się totalność, wychodząc od cząstkowych uwarunkowań. Na siłę społeczną zdolną zrealizować społeczeństwo miejskie spada obowiązek uczynienia efektywną i wydajną jedności (syntezy) sztuki, techniki i poznania. Jako wiedza o mieście, sztuka i historia sztuki włączają się w namysł nad miejskością, który może nadać skuteczność zapowiadającym ją obrazom. Namysł taki, nakierowany na realizację działania, byłby zarazem utopijny, jak i realistyczny, jednocześnie znosząc tę opozycję. Można nawet stwierdzić, że maksimum utopizmu połączy się z optimum realizmu. Między sprzecznościami charakteryzującymi epokę są również te (szczególnie trudne) zachodzące między rzeczywistością społeczną a elementami cywilizacji, które się w nią wpisują. Z jednej strony ludobójstwo, a z drugiej działania (medyczne i inne) pozwalające uratować dziecko albo wydłużyć agonię. Jedna z ostatnich sprzeczności, choć nie najmniejsza, wyszła na światło dzienne właśnie tutaj, między socjalizowaniem społeczeństwa a uogólnioną segregacją. Istnieje też wiele innych sprzeczności, jak ta między etykietą rewolucjonisty i przywiązaniem do kategorii przezwyciężonego racjonalizmu produktywistycznego. Jednostka, tkwiąc w centrum sił społecznych z uwagi na presję mas, sama się utwierdza i nie umiera. Prawa wychodzą na światło dzienne; stają się obyczajem czy nakazem, za którym w mniejszym lub większym stopniu podąża działanie. Wszyscy świetnie wiemy, jak konkretne prawa pojawiają się, by uzupełnić abstrakcyjne prawa człowieka i obywatela wypisane na frontonie budowli demokracji od jej rewolucyjnych początków: prawa dla osób w każdym wieku i płci (dzieci, starcy, kobiety), prawa grup społecznych (proletariat, chłopi), prawo do wykształcenia i edukacji, prawo do pracy, kultury, odpoczynku, zdrowia, mieszkania. Dzieje się tak pomimo ogromnych zniszczeń, wojen światowych, zagrożeń, terroru nuklearnego, a może właśnie za ich sprawą. Presja klasy robotniczej była i jest konieczna (ale niewystarczająca) dla pełnego rozpoznania tych praw, dla tego, by przeniknęły one do obyczajów, dla wpisania ich do nadal niekompletnych kodeksów. O dziwo, prawo do natury (do wsi i „natury czystej”) od kilku lat przenika do społecznej praktyki dzięki rozrywce. Wydeptało sobie ścieżki

Henri Lefebvre


195

anzpraktyka cyteroet 5/2012

poprzez, dziś już banalne, krytyki hałasu, zmęczenia, „koncentracyjnego” uniwersum miast (podczas gdy one same gniją lub wybuchają). Powiedzielibyśmy: przedziwne ścieżki, natura staje się wartością użytkową i towarem, sprzedaje się ją i kupuje. Skomercjalizowane, uprzemysłowione rozrywki, zorganizowane instytucjonalnie, niszczą ową „naturalność”, którą zajmujemy się, by nią handlować i by handlować rozrywkami. Natura, czy właściwie to, co za nią uważamy, to, co z niej zostało, staje się rozrywkowym gettem, miejscem oddzielonym od rozkoszy, pozostałością „kreatywności”. Mieszkańcy miast wnoszą ze sobą miejskość [l’urbain], nawet jeśli nie przynoszą przy tym [materialnie elementów – przyp. red.] tego, co miejskie [l’urbanite]. Skolonizowana przez nich wieś straciła właściwości, cechy i urok wiejskiego życia. To, co miejskie, pustoszy wieś, zurbanizowana wieś z kolei przeciwstawia się wiejskości wywłaszczonej, skrajnemu przypadkowi wielkiej nędzy mieszkańców tego, co zamieszkiwane, i samego zamieszkiwania. Czy prawo do natury i prawo do wsi nie niszczą się same? Wobec tego prawa, czy raczej pseudoprawa, prawo do miasta ogłasza się niczym płacz, niczym żądanie. Przez nieoczekiwane zwroty – nostalgię, turystykę, powrót do serca tradycyjnego miasta, wezwanie już istniejących lub właśnie utworzonych centralności – prawo to postępuje bardzo powoli. Żądanie natury, pragnienie, by móc się nią rozkoszować, wynikają z prawa do miasta. To ostatnie żądanie ogłasza się pośrednio jako tendencja do uciekania z podupadłego i nieodnowionego miasta, z wyalienowanego życia miejskiego, zanim zaczęło realnie istnieć. Potrzeba i „prawo” do natury zaprzeczają prawu do miasta, nie dochodzi przy tym do jego rozmycia. (Nie oznacza to, że nie powinniśmy chronić rozległych naturalnych przestrzeni przed mało miejskimi udoskonaleniami eksplodującego miasta.) Prawa do miasta nie można formułować jako prostego prawa odwiedzin lub jako powrotu do miast tradycyjnych. Może ono zostać sformułowane wyłącznie jako przekształcone i odnowione prawo do miejskiego życia. Nieważne, czy tkanka miejska będzie obejmowała wieś i to, co z wiejskiego życia pozostało, o ile tylko „to, co miejskie” [l’urbain], miejsce spotkania, pierwszeństwo wartości użytkowej, wpisanie w przestrzeń czasu obiecanego w nadrzędnej pozycji względem innych dóbr znajdą swą morfologiczną podstawę, swą praktyczno-zmysłową realizację. Jest to założeniem integralnej teorii miasta i społeczeństwa miejskiego, wykorzystującej zasoby nauki i sztuki. Tylko klasa robotnicza może stać się podmiotem [agent], nosicielem czy społecznym wsparciem dla tej zmiany. Dziś znowu, podobnie jak sto lat temu, podważa ona i neguje przez samo swoje istnienie strategię klasową wymierzoną przeciwko niej.

Prawo do miasta

Tylko klasa robotnicza może stać się podmiotem [agent], nosicielem czy społecznym wsparciem dla tej zmiany


anzpraktyka cyteroet 5/2012

196

Zupełnie jak sto lat temu, choć w nowych warunkach, skupia ona interesy (przekraczając to, co bezpośrednie i sztuczne) całego społeczeństwa i przede wszystkim tych, którzy zamieszkują. Olimpijczycy i nowa arystokracja miejska (kto by ją ignorował?) już nie mieszkają. Przemieszczają się z pałacu do pałacu lub z zamku do zamku. Zarządzają flotą lub ziemią ze swojego jachtu; są wszędzie i nigdzie. Stąd pochodzi fascynacja, jaką wzbudzają oni w ludziach pogrążonych w codzienności; oni przekraczają codzienność, posiadają naturę i pozwalają gliniarzom tworzyć kulturę. Czyż trzeba rozwlekle opisywać sytuację młodych i młodzieży, studentów i intelektualistów, armii pracowników z białymi kołnierzykami i bez, mieszkańców prowincji, wszelkiego rodzaju skolonizowanych i quasi-skolonizowanych, wszystkich tych, którzy ciężko znoszą pełną znoju codzienność; czyż koniecznie musimy tu demonstrować szyderczą nędzę i tragiczny sens mieszkańca, mieszkańców przedmieść, ludzi, którzy żyją w osiedlowych gettach, gnijących centrach starożytnych miast i na osiedlach oddalonych od ich centrów? Wystarczy otworzyć oczy, by zrozumieć życie codzienne człowieka, który biegnie ze swojego domu na bliski lub odległy dworzec, do zatłoczonego metra, do biura czy fabryki, żeby wieczorem wrócić tą samą drogą, przyjść do domu, by odzyskać siły, by zacząć od nowa następnego dnia. Obraz tej uogólnionej nędzy nie byłby możliwy bez obrazów „satysfakcji”, które nędzę tę skrywają, stając się środkiem jej zatajenia i ucieczki przed nią. Z jęz. francuskiego przełożyła Ewa Majewska Współpraca Łukasz Stanek

Henri Lefebvre


197

anzpraktyka cyteroet 5/2012

Henri Lefebvre (1901–1991) – francuski socjolog i filozof, wybitny intelektualista marksistowski, profesor socjologii na Université de Strasbourg i Université Paris Ouest Nanterre La Défense. W czasie II wojny światowej uczestnik francuskiego ruchu oporu, w latach 1928-1958 członek Francuskiej Partii Komunistycznej (z której wyrzucono go pod zarzutem reformizmu). Twórca koncepcji „prawa do miasta”, „miejskiej rewolucji” i „społecznej produkcji przestrzeni”. Autor wielu książek m.in. Le matérialisme dialectique (1939), Critique de la vie quotidienne (1947), Problèmes actuels du marxisme (1958), Le Droit à la ville (1968), La Révolution urbaine (1970), Evolution or Revolution (1974, razem z Leszkiem Kołakowskim), Production de I’espace (1974), La présence et l’absence (1980), Éléments de rythmanalyse: Introduction à la connaissance des rythmes (1992, razem z Catherine Regulier-Lefebvre). Na język polski przetłumaczono do tej pory jedynie trzy książki z wczesnego okresu twórczości Lefebvre’a: Marks a idea wolności (1949), Kartezjusz (1950), Przyczynek do estetyki (1956). Cytowanie: H. Lefebvre, Prawo do miasta, „Praktyka Teoretyczna” nr 5/2012, http:// www.praktykateoretyczna.pl/PT_nr5_2012_Logika_sensu/14.Lefebvre. pdf (dostęp dzień miesiąc rok) Author: Henri Lefebvre Title: The Right to the City Summary: The article provides a new proposition of thinking about such categories as a city, the urban, urban strategy and social practices connected with analytical science of the city, which is only at the outline stage, but also projected by Lefebvre himself. This turn seems necessary due to the death of traditional city and old humanism. The article is also a passionate and utopian (in positive sense of term) manifesto for democratization of right to the city consisting of cry and demand of the dispossessed from such a prerogative. The author argues that an urban strategy based on a new science of the city needs social support and political force. They will be provided by the working class, putting an end to the urban segregation. Key words: city, the urban, right to the city, utopia, analytical science of the city, inhabiting, humanism, practice.

Prawo do miasta


}


David Harvey

Stosunki klasowe, sprawiedliwos´c´ spol eczna i polityka róz·nicy*

/

Artykuł analizuje polityczne i epistemologiczne ograniczenia postmodernistycznej krytyki sprawiedliwości w dobie ekonomicznych i ideologicznych rządów uniwersalizmu wolnorynkowego. Interpretując brak politycznej odpowiedzi na pochłaniający 25 ofiar pożar zakładu przetwórstwa drobiu w Hamlet w Karolinie Północnej, autor podejmuje dyskusję nad kwestiami polityki tożsamości, wielokulturowości, usytuowania, inności i różnicy. Zdaniem Harveya nie sposób o nich argumentować w oderwaniu od otoczenia politycznego i warunków materialnych. To właśnie powrót do zaniedbywanej przez postmodernistów problematyki ekonomicznej (w tym kwestii wyzysku, klasy czy akumulacji) oraz epistemologia oparta na materializmie historyczno-geograficznym pozwalają na odzyskanie pojęć uniwersalności (w dialektycznej relacji z partykularnością) i sprawiedliwości społecznej jako potężnego dyskursu mobilizującego działania polityczne. Słowa kluczowe: sprawiedliwość społeczna, uniwersalność, stosunki klasowe, polityka różnicy, postmodernizm *   Źródło: D. Harvey, Class Relations, Social Justice and the Politics of Difference, [w:] M. Keith, S. Pile (red.), Place and the Politics of Identity, London 1993, s. 41-65.

}


anzpraktyka cyteroet 5/2012

200

Trudno jest dyskutować na temat polityki tożsamości, wielokulturowości, „inności” i „różnic” w oderwaniu od warunków materialnych oraz projektów politycznych. Dlatego też sytuuję moją dyskusję w kontekście konkretnej problematyki – poszukiwania „sprawiedliwego społecznie” porządku społecznego – w konkretnych okolicznościach mających obecnie miejsce w Stanach Zjednoczonych.

Hamlet, Karolina Północna W małym miasteczku o nazwie Hamlet w Karolinie Północnej (liczącym około 6000 mieszkańców), znajduje się zakład przetwórstwa drobiu Imperial Foods. W latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku wytwarzanie kurczaków było wielkim biznesem, związanym z masową, zmechanizowaną produkcją po niskich kosztach. Dla wielu ubogich Amerykanów (w ostatnich dwóch dekadach dotkniętych zmniejszającymi się przychodami), drób konsekwentnie staje się podstawowym źródłem protein; jego konsumpcja podwoiła się w owym czasie, dorównując spożyciu wołowiny. Strefa produkcji brojlerów rozciągająca się szerokim łukiem od wschodniego wybrzeża Maryland wzdłuż obu Karolin i przez dalekie południe aż po Teksas Panhandle znana jest jako „Pas Brojlerów”, gdyż dochody z rolnictwa pochodzą przede wszystkim z przemysłu drobiowego. Warunki w tej branży bynajmniej nie są higieniczne. Zakażenia salmonellą są endemiczne, a opis warunków produkcyjnych jest przyczyną frustracji nawet u osób średnio wrażliwych na prawa zwierząt. Przemysł drobiowy zapewnia 150000 miejsc pracy w około 250 zakładach, zlokalizowanych głównie w bardzo małych miasteczkach lub na terenach wiejskich w całym Pasie Brojlerów. We wtorek, 3 września 1991 roku, dzień po obchodach amerykańskiego „święta pracy”, zakład Imperial Foods w Hamlet stanął w ogniu. Wiele z wyjść ewakuacyjnych było zamkniętych. 25 z 200 pracowników zatrudnionych w zakładzie zginęło, a następnych 56 odniosło poważne obrażenia. Był to tragiczny wypadek przemysłowy, przynajmniej jak na standardy wysoko rozwiniętego kraju. Struck jako jeden z niewielu dziennikarzy obnażył brutalną prawdę na temat „współczesnego przemysł uciemiężenia” panującego na amerykańskim południu. Zatrudnieni w zakładzie zaczynają z minimalną płacą w wysokości 4.25 dolara na godzinę, która następnie wzrasta do 5.60 dolara. Przekłada się to na zarobki netto niższe niż 200 dolarów tygodniowo. Takie wynagrodzenie znajduje się poniżej granicy ubóstwa dla rodziny niepełnej. Jednakże w Hamlet nie

David Harvey


201

anzpraktyka cyteroet 5/2012

ma praktycznie innych możliwości zatrudnienia, a dla tego konkretnego miasta fabryka przetwórstwa drobiu jest kluczowym atutem gospodarczym. Uściślając, „dla wielu ludzi jakakolwiek praca jest lepsza niż żadna”. Mieszkańcy tego typu odizolowanych geograficznie wiejskich miasteczek są zatem łatwym łupem dla przemysłu poszukującego taniej, niezorganizowanej i łatwej do zdyscyplinowania siły roboczej. Robotnicy zakładu Imperial Foods, opisując poniżające warunki tam panujące, podkreślają kilka korzyści i brak bezpieczeństwa zatrudnienia. Byli regularnie lżeni przez szefów. Pozwalano im tylko na jedną przerwę toaletową podczas pracy przy taśmie produkcyjnej. Nawet jeden dzień wolny wymagał zwolnienia lekarskiego. Każde naruszenie było odnotowywane jako „incydent”, a pięć skutkowało zwolnieniem. „Przełożeni traktowali Cię jak gdybyś był zerem, a wszystko, czego oczekiwali, to żebyś wyprodukował ich kurczaka” powiedziała 36-letnia Brenda MacDougald, która pracowała w zakładzie dwa lata. „Traktowali ludzi jak psy” powiedział zgorzkniale Alfonso Anderson. Peggi, jego żona przez 27 lat, zginęła w pożarze. Pracowała tam, pomimo swoich narzekań, 11 lat. „Tutaj musisz być w stanie przełknąć kilka rzeczy, żeby utrzymać pracę”, dodał, walcząc z napływającymi łzami1.

Karolina Północna chełpi się długą tradycją niskich płac, przyjaznym klimatem gospodarczym i regulacjami prawnymi, które trzymają w ryzach związki zawodowe, w celu przyciągnięcia jak największej liczby przedsiębiorców dokładnie tego typu. Roczny przychód pochodzący z przemysłu drobiowego szacuje się na ponad 1,5 miliarda dolarów. W tym przypadku jednak, „przyjazny klimat biznesowy” nie przekłada się na egzekwowanie praw bezpieczeństwa i higieny pracy. Karolina Północna „ma tylko 14 inspektorów BHP i 27 inspektorów bezpieczeństwa, najmniej w kraju w stosunku do liczby 114 inspektorów rekomendowanych w wytycznych federalnych”. Choć pracownicy federalni powinni, pod kongresowym mandatem, wyrównać tę różnicę, to żaden z nich nie odwiedził w ostatnich latach zakładów w Karolinie Północnej. Brojlernie w Hamlet nie zostały skontrolowane przez 11 lat swojej działalności. „Nie było gaśnic, instalacji tryskaczowych i zraszaczy, nie było też drzwi ewakuacyjnych”. Inne zakłady zlokalizowane w tym stanie podlegały kontrolom równie rzadko, wystawione na pastwę naruszeń, pomimo powszechności pożarów oraz skali urazów zawodowych, która w tym przemyśle jest prawie trzykrotnie większa niż średnia krajowa. 1  D. Struck, South’s Poultry Plants Thrive, Feeding on Workers’ Need, “Baltimore Sun”, 8 września 1991, Section A.

Stosunki klasowe...


anzpraktyka cyteroet 5/2012

202

Incydent w Hamlet spowodował wiele istotnych przemyśleń. Po pierwsze, jest to nowoczesny (a zatem niedawno utworzony) przemysł, jednak opis panujących w nim warunków zatrudnienia można by z łatwością włączyć do rozdziału „Dzień pracy” w Kapitale Karola Marksa (opublikowanym w 1867 roku) i nikt nie zauważyłby tu zasadniczej różnicy. Z pewnością nie wróży to dobrze (w tym lub innym sensie) „wolnorynkowemu tryumfalizmowi”, który napotykamy, gdy spoglądamy na Wschód, skoro to smutne porównanie pomiędzy dziewiętnastowiecznym poziomem wyzysku w Wielkiej Brytanii i warunkami zatrudnienia w niedawno powstałych przedsiębiorstwach w najpotężniejszym zaawansowanym przemysłowo kraju na świecie – można również odnieść i do Zachodu. Najbardziej oczywistym porównaniem w odniesieniu do Stanów Zjednoczonych jest pożar w fabryce Triangle Shirtwaist (dalej: TSC) w 1911 roku, w którym zginęło 146 robotników. Doprowadził on do protestu 100 tysięcy osób maszerujących przez Broadway. Marsz ten stał się cause célèbre dla ruchów robotniczych walczących o polepszenie ochrony w miejscach pracy. Jednakże, jak zauważa Davidson, „pomimo zawrotnej plątaniny praw, regulacji i kodeksów przyjętych dla ochrony pracowników, większość robotników Imperial zmarło w ten sam sposób jak kobiety w Nowym Yorku: waląc z desperacją w zamknięte lub zablokowane drzwi przeciwpożarowe”. Drugą refleksją jest to, iż powinniśmy zwracać większą uwagę na struktury przemysłowe rozwijające się na terenach wiejskich i w małych miasteczkach w Stanach Zjednoczonych. To właśnie tam w ostatniej dekadzie odnotowano spadek zatrudnienia w rolnictwie, nie mówiąc już o licznych przypadkach upadłości gospodarstw rolnych. Pozostawiły one relatywnie odizolowaną rezerwową armię przemysłową (również opisaną w Kapitale Marksa2), która jest bardziej podatna na wyzysk niż jej miejski odpowiednik. Amerykański przemysł długo korzystał z przestrzennego rozproszenia i izolacji geograficznej pracowników jako jednego z głównych mechanizmów kontroli siły roboczej (w przedsiębiorstwach przetwórstwa drobiu i pakowania mięsa mechanizm jest oczywisty, ale ta zasada dotyczy również branży elektronicznej i innych rzekomo ultranowoczesnych przemysłów). Niedawne transformacje w organizacji, elastyczne wybory lokalizacji i deregulacja zostały tutaj przekształcone w całkowicie niewyrafinowane formy przymusowego wyzysku, które są raczej pre- niż postfordowskie. 2  Zob. np. K. Marks, Kapitał, t. 1, [w:] MED, t. 23, Warszawa 1968, s. 774847; Rozdział 23: Ogólne prawo akumulacji kapitalistycznej, część 5: Ilustracja ogólnego prawa akumulacji kapitalistycznej.

David Harvey


203

anzpraktyka cyteroet 5/2012

Prowadzi mnie to do trzeciego wniosku dotyczącego demontażu, poprzez zachodzącą w dwóch ostatnich dekadach deindustrializację i reorganizację przemysłową, wielu sił i instytucji charakterystycznych dla „tradycyjnych” form władzy klasy robotniczej (np. niebieskie kołnierzyki i związki zawodowe). Rozproszenie i tworzenie wielu nowych zawodów na terenach wiejskich ułatwiło kapitalistyczną kontrolę poprzez wyszukanie niezrzeszonej i uległej siły roboczej. Śródmiejskie sektory produkcji, które zawsze były zdolne do wyrażania swojego niezadowolenia lub żądań politycznych, zostały zredukowane albo do stref wysokiego bezrobocia (miasta takie jak Chicago, Nowy Jork, Los Angeles i Baltimore w przeciągu ostatnich 20 lat zredukowały liczbę tradycyjnych „niebieskich kołnierzyków” o połowę) albo do niezorganizowanych przemysłów typu sweat shop. Niezwiązane z finansami śródmieścia, które w przeszłości nieprzypadkowo były obiektem zainteresowania przedsiębiorców, coraz częściej stają się centrami bezrobocia i opresji (takiej, która doprowadziła do zamieszek w Los Angeles w 1992 roku) w stopniu większym niż centra wyzysku siły roboczej i klasy robotniczej tradycyjnego typu. Niecierpiącą zwłoki kwestią, którą chciałbym tu rozważyć, jest ogólny brak odpowiedzi politycznej na to katastroficzne wydarzenie. Podczas gdy pożar Triangle Shirtwaist sprowokował masowe demonstracje na początku dwudziestego wieku w Nowym Jorku, pożar w Hamlet w Karolinie Północnej, pod koniec tego samego stulecia, praktycznie nie zainteresował mediów i polityków, choć niektóre grupy robotnicze i organizacje polityczne (takie jak koalicja Jackson’s Rainbow) próbowały skupić na nim uwagę jako kwestii pilnej etycznie i moralnie. Kontrastowała z tym w interesujący sposób rozprawa nominacyjna Clarence’a Thomasa w Sądzie Najwyższym (we wrześniu 1991), która stała się przewodnim wątkiem sporej części działań i propagandy politycznej, jak również debaty medialnej. Warto odnotować, iż rozprawa ta skupiała się na poważnych pytaniach o stosunki rasy i płci bardziej w kontekście „profesjonalistów” niż klasy robotniczej. Warto też skontrastować wydarzenia z Hamlet z tymi, które miały miejsce w Los Angeles, gdzie opresja wyrażona pobiciem Rodney’a Kinga na autostradzie i porażka podczas skazywania zaangażowanych w to oficerów policji, wywołała faktyczne miejskie powstanie wśród osób nieuprzywilejowanych. Natomiast śmierć 26 osób za sprawą wyzysku w wiejskiej fabryce nie wywołała właściwie żadnej reakcji. Te kontrasty stają się jeszcze bardziej znaczące, kiedy zdamy sobie sprawę, że wśród 25 ofiar, które zginęły w pożarze w Hamlet, było 12 osób pochodzenia afroamerykańskiego, a 18 stanowiły kobiety. Nie jest to szczególne odstępstwo od profilu struktury zatrudnienia w Pasie

Stosunki klasowe...


anzpraktyka cyteroet 5/2012

Teza, którą chciałbym w tym miejscu rozwinąć, to stwierdzenie, że to typ surowej polityki wyzysku stworzył sytuację, w której wypadek (pożar) miał takie, a nie inne konsekwencje. To, co zdarzyło się w Hamlet w Karolinie Północnej było bowiem, jak skonkludował Struck, „wypadkiem, który po prostu musiał się wydarzyć”

204

Brojlerów, chociaż w sektorze Panhandle w Teksasie Latynosi zastępują zwykle Afroamerykanów. Podobieństwo, które przecina linie rasy i płci, dotyczy tu w dość oczywisty sposób klasy. Trudno nie zauważyć natychmiastowych implikacji tego faktu – prosta, tradycyjna forma polityki klasowej mogłaby chronić interesy kobiet i mniejszości równie dobrze, co białych mężczyzn. To z kolei pozwala postawić ważne pytanie: jaka dokładnie polityka, jaka definicja sprawiedliwości społecznej oraz etycznej i moralnej odpowiedzialności jest właściwa do chronienia takich wyzyskiwanych populacji, nierespektowanych ze względu na swoją rasę i płeć? Teza, którą chciałbym w tym miejscu rozwinąć, to stwierdzenie, że to typ surowej polityki wyzysku stworzył sytuację, w której wypadek (pożar) miał takie, a nie inne konsekwencje. To, co zdarzyło się w Hamlet w Karolinie Północnej było bowiem, jak skonkludował Struck, „wypadkiem, który po prostu musiał się wydarzyć”. Rozważmy najpierw ogólną historię bezpieczeństwa miejsca pracy oraz praktyk regulacyjnych i ich egzekwowania w Stanach Zjednoczonych. Walka robotnicza wokół wydarzeń takich jak pożar TSC w latach dwudziestych dwudziestego wieku uczynił reguły BHP istotnym problemem politycznym. Fundamentalnym aspektem koalicji Nowego Ładu Roosevelta (włączającej także związki zawodowe), było spełnienie choćby minimalnych wymagań dotyczących tej kwestii bez pogwałcenia interesów gospodarczych. NLRB3 osiągnęła zdolność do regulacji konfliktów klasowych w miejscach pracy (włączając konflikty dotyczące bezpieczeństwa), jak również możliwość określania legalnych warunków zakładania związków zawodowych (często wiążących się bezpośrednio z problemami bezpieczeństwa i zdrowia). Nie nastąpiło to jednak aż do 1970 roku, kiedy to Demokraci, kontrolujący w tym czasie Kongres, skonsolidowali elementy ustawodawstwa powstające od czasów Nowego Ładu w ramach organizacji OSHA4, posiadającej rzeczywiste uprawnienia regulowania praktyki gospodarczej w miejscach pracy. Należy zaznaczyć, że ustawodawstwo to było częścią pakietu reform, które utworzyły Agencję Ochrony Środowiska, CPSC, NTSC oraz MASHA5. Na początku lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku każda z tych instytucji sygnalizowała znacznie większą gotowość kontrolowanego przez demokratów Kongresu (mimo republikańskiego prezydenta) do uchwalenia ustaw rozszerzających uprawnienia państwa do interweniowania w gospodarkę. 3  The National Labor Relations Board (przyp.tłum.). 4  Occupational Safety and Health Administration (przyp.tłum.). 5  Consumer Product Safety Commission, National Traffic Safety Commission, Mine and Safety Health Administration (przyp. tłum.).

David Harvey


205

anzpraktyka cyteroet 5/2012

Uważam za ważne, aby rozpoznać warunki, które doprowadziły Demokratów (partię polityczną, która od czasów Nowego Ładu starała się wchłonąć interesy klasy robotniczej, choć nigdy nie zmierzała do ich reprezentowania, nie mówiąc już o byciu ich aktywnym narzędziem) do uchwalenia ustawodawstwa o takim interwencjonistycznym charakterze. Nie było ono w rzeczywistości rezultatem polityki spod znaku klasy i przekrojowych sojuszy, która stworzyła Nowy Ład, lecz wynalazkiem końca dekady [lat siedemdziesiątych], wiążącym się z przejściem od uniwersalnych (np. bezpieczeństwa socjalnego) do specjalnych programów nastawionych na pomoc w regeneracji centrów miast (Model Cities i federalny program mieszkaniowy), opiekę nad osobami starszymi lub ubogimi (Medicare i Medicaid) oraz konkretne grupy społeczne o niekorzystnej sytuacji (Headstart i Affirmative Action). To przejście od uniwersalizmu do koncentracji na określonych grupach doprowadziło do nieuniknionych napięć pomiędzy nimi, bardziej rozczłonkowując niż umacniając progresywny sojusz klasowy. Każdy element ustawodawstwa powstały we wczesnych latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku odwoływał się do innej grupy (związków zawodowych, ekologów, rzeczników konsumentów itp.). Efektem netto było jednak stworzenie dość uniwersalnego zagrożenia interwencją w sferę gospodarki przez wiele grup interesu, a w pewnych sytuacjach – jak w wypadku OSHA – także w dziedzinę produkcji. Ta ostatnia to oczywiście bardzo niebezpieczne terytorium. Podczas gdy przyjęte zostało, nawet wśród najbardziej liberalnych kapitalistów, że państwo zawsze pełni fundamentalną rolę w zapewnianiu prawidłowego funkcjonowania rynku i przestrzegania praw dotyczących własności prywatnej, interwencje w „tajemniczą siedzibę produkcji”6, gdzie kryje się sekret generowania zysku, zawsze wywołują duży opór klasy kapitalistycznej, co zostało już dawno wskazane przez Marksa. Owo stąpanie po poświęconej ziemi biznesowych prerogatyw wywołało natychmiastową reakcję polityczną. Edsall wcześnie rozpoznał jej główne kierunki: W latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku podmioty biznesowe wypracowały zdolność do działania jako klasa, zastępując instynkty rywalizacji połączonymi, kooperatywnymi działaniami na arenie legislacyjnej. Zamiast pojedynczych przedsiębiorstw, szukających prywatnych korzyści, wątkiem przewodnim strategii politycznej biznesu stał się wspólny interes w zwalczaniu ustaw dotyczących ochrony praw konsumenta, reformy prawa pracy oraz wprowadzania korzystnych stawek podatkowych i regulacji antymonopolowych7.

6  K. Marks, Kapitał, t.1, s. 203. 7  T. Edsall, The New Politics of Inequality, New York 1984, s. 128.

Stosunki klasowe...


anzpraktyka cyteroet 5/2012

206

Działając jako klasa, podmioty biznesowe w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych dwudziestego wieku coraz częściej wykorzystywały swoje polityczne i finansowe wpływy (zwłaszcza poprzez komitety działania politycznego) w celu skutecznego przechwycenia partii republikańskiej jako instrumentu klasowego i zawiązania koalicji przeciwko wszelkim formom interwencji rządowych (za wyjątkiem tych, które przynosiły korzyści), jak i przeciwko państwu dobrobytu (reprezentowanemu przez rządowe wydatki i opodatkowanie). Kulminacją tych zjawisk była polityka administracyjna Reagana skupiona przede wszystkim na: pędzie do redukcji najważniejszych federalnych regulacji związanych z przemysłem, środowiskiem, miejscami pracy, opieką zdrowotną oraz relacjami między kupującym i sprzedającym. Dążenia deregulacyjne administracji Reagana spełniły się za sprawą ostrych cięć budżetowych, obniżających zdolność do egzekucji prawa; poprzez powołanie antyregulacyjnego, nastawionego na przemysł personelu federalnego; i w końcu, dzięki umocnieniu pozycji Biura Zarządzania i Budżetu, zyskującego bezprecedensową kompetencję do opóźniania najważniejszych regulacji, poprzez wymuszania wprowadzenia dużych poprawek w propozycjach regulacji, oraz przeciągnięte w czasie analizy kosztów i strat. W rzeczywistości oznaczało to skuteczne torpedowanie najważniejszych inicjatyw regulacyjnych8.

Ochocze dążenia partii republikańskiej, by stać się reprezentantem „klasy, która zdominowała [w owym czasie] jej elektorat”, kontrastowała z „ideologicznie ambiwalentną” postawą demokratów, która brała się z faktu „rozproszenia ich związków z różnymi grupami w społeczeństwie i z tego, że żadna z tych grup – kobiety, czarnoskórzy, robotnicy, emeryci, Latynosi czy miejskie organizacje polityczne – nie była wyraźnie silniejsza od innych”9. Warto też wspomnieć, iż zależność demokratów od przedsięwzięć związanych z wielkim kapitałem sprawiła, że wielu z nich okazało się bardzo wrażliwych na bezpośredni wpływ interesów biznesowych. Wynik był łatwy do przewidzenia. Kiedy relatywnie spójna siła klasowa spotyka się z rozbitą wewnętrznie opozycją, która nie potrafi nawet wyrazić swoich interesów w kategoriach klasowych, rezultat takiego spotkania nie nastręcza wielu wątpliwości. Instytucje takie jak NLRB i OSHA zostały znacząco osłabione lub dostosowane do współdziałania raczej z agendami biznesowymi niż robotniczymi. Dla przy8  Tamże, s. 217. 9  Tamże, s. 235.

David Harvey


207

anzpraktyka cyteroet 5/2012

kładu, jak zauważa Moody10, w 1983 roku potrzeba było średnio 627 dni, żeby NLRB wydało decyzję w związku z nielegalną praktyką pracodawcy. Czas niemożliwy do przeczekania, jeżeli nielegalne działanie dotyczyło zwolnienia pracownika, a osoba zwolniona nie miała za co żyć. Ten polityczny i administracyjny klimat całkowitego braku poszanowania dla obowiązującego prawa pracy i przepisów BHP doprowadził do „wypadku, który musiał się wydarzyć” w Hamlet w Południowej Karolinie. Niepojawienie się politycznego gniewu, podobnego do tego, jaki towarzyszył pożarowi Triangle Shirtwaist Company w 1911 roku w Nowym Jorku, również zasługuje na komentarz. Podobne wydarzenia w relatywnie odległej wiejskiej scenerii sprawiły wiele problemów logistycznych na drodze natychmiastowej i masowej odpowiedzi politycznej (takiej jak demonstracja protestacyjna na Broadwayu). Casus ten ilustruje skuteczność kapitalistycznej strategii geograficznego rozpraszania [oporu] z dala od upolitycznionych centralnych obszarów miast jako środka kontroli robotników. Jedynym sposobem uzyskania uogólnionej politycznej odpowiedzi było zainteresowanie sprawą ogólnokrajowych mediów i wywołanie debaty publicznej. Biorąc pod uwagę współczesne technologie telekomunikacyjne, istniała bardzo duża szansa powodzenia takiego przedsięwzięcia. Pojawił się jednak tutaj jeszcze jeden element – instytucje robotnicze, które mogły się tego podjąć, zostały poważnie osłabione zarówno w swojej zdolności do reakcji, jak i w dostępie do mediów. Najważniejsze jednak było to, że sama idea polityki robotniczej znalazła się w odwrocie (jeśli nie została całkowicie zdyskredytowana w „radykalnych” kręgach). Działo się to pomimo faktu, że kapitaliści i przejęta przez nich partia republikańska prowadzili przez ostatnie dwie dekady powszechną wojnę (typu „wszelkie chwyty dozwolone”) przeciwko najmniej uprzywilejowanym sektorom populacji. Fakt osłabienia polityki klasy robotniczej w Stanach Zjednoczonych w połowie lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku wynikać mógł z wielu przyczyn, które nie mogą zostać tutaj szczegółowo omówione. Jednym z czynników, który walnie się do niego przyczynił, była wzrastająca fragmentaryzacja „progresywnej” polityki w kierunku bardziej szczegółowych problemów oraz powstanie tzw. nowych ruchów społecznych, skupionych na gender, rasie, etniczności, ekologii, multikulturalizmie itp. Ruchy tego rodzaju często stawały się działającą i praktyczną alternatywą dla polityki klasowej tradycyjnego rodzaju, a w pewnych wypadkach wyrażały wręcz wrogość wobec takiej polityki. 10  K. Moody, An Injury to All, London 1988.

Stosunki klasowe...


anzpraktyka cyteroet 5/2012

Efektem postmodernistycznej krytyki uniwersalizmu jest problematyzowanie każdej próby zastosowania pojęcia sprawiedliwości społecznej. Istnieje oczywiście sens, zgodnie z którym kwestionowanie tego konceptu jest nie tylko właściwe, ale i konieczne

208

Warto zauważyć, iż, zgodnie z moją wiedzą, żadna z instytucji związanych z nowymi ruchami społecznymi nie uznała za stosowne zaangażować się politycznie w to, co stało się w Hamlet. Organizacje kobiece, dla przykładu, były poważnie zajęte kwestią molestowania seksualnego i mobilizacją przeciw rozprawie nominacyjnej Clarence’a Thomasa, mimo tego, że to głównie kobiety zginęły w pożarze w Karolinie Północnej i to one wciąż znosiły ogromny ciężar wyzysku w Pasie Brojlerów. Organizacje afroamerykańskie i latynoskie, z wyjątkiem Tęczowej Koalicji i Jessego Jacksona, również pozostały dziwnie ciche w tej sprawie, podczas gdy część ekologów (konkretnie skrzydło zajmujące się prawami zwierząt) wyraziła więcej współczucia dla kurczaków niż dla pracowników. Ogólny ton wypowiedzi w mediach celował w usensacyjnienie horroru „wypadku”. Nie mogło być tutaj mowy o próbie zbadania jego przyczyn ani wskazaniu na klasę kapitalistyczną, partię republikańską, błędy stanu Karolina Północna lub OSHA jako współwinnych wydarzenia będącego efektem morderczego zaniedbania.

Postmodernistyczna śmierć sprawiedliwości Odwołując się do najbardziej popularnego znaczenia tego słowa, większość z nas zgodzi się z twierdzeniem, że warunki, w jakich pracują kobiety, mężczyźni i mniejszości w Hamlet są społecznie niesprawiedliwe. Takie twierdzenie wymaga założenia, że istnieje jakiś rodzaj ogólnie przyjętych norm, których przestrzegamy (lub powinniśmy przestrzegać) na podstawie pojęcia sprawiedliwości społecznej. Co więcej – zakłada ono, że nie istnieją żadne inne bariery aniżeli zwykła ludzka niepewność i niejasności, by w pełni zastosować powyższe zasady wobec okoliczności z Karoliny Północnej. Jednak „uniwersalność” w dobie postmodernizmu natychmiast budzi wątpliwość i podejrzliwość, a w skrajnych wypadkach nawet wrogość. Przekonanie, że uniwersalne prawdy są możliwe do odkrycia i zastosowania jako wskazówki dla działań polityczno-ekonomicznych, jest dzisiaj często uznawane za nadrzędny grzech „projektu oświeceniowego” oraz „totalizowania” i „homogenizowania”, za które odpowiada rzekomo modernizm. Efektem postmodernistycznej krytyki uniwersalizmu jest problematyzowanie każdej próby zastosowania pojęcia sprawiedliwości społecznej. Istnieje oczywiście sens, zgodnie z którym kwestionowanie tego konceptu jest nie tylko właściwe, ale i konieczne – zbyt wiele kolonizowanych ludów cierpiało za sprawą partykularnej koncepcji sprawiedliwości typowej dla zachodniego imperializmu. Zbyt wielu Afroamerykanów ucier-

David Harvey


209

anzpraktyka cyteroet 5/2012

piało z powodu sprawiedliwości białego człowieka, zbyt wiele kobiet z powodu sprawiedliwości narzuconej przez patriarchalny porządek, zbyt wielu robotników z powodu sprawiedliwości narzuconej przez kapitalistów, aby uznać tę koncepcję za cokolwiek innego niż problem. Czy oznacza to jednak, że omawiane pojęcie jest bezużyteczne albo że uznanie wydarzeń z Hamlet za niesprawiedliwe ma niewiele większe znaczenie niż przygodna, lokalna skarga? Trudności w zastosowaniu tego pojęcia wynikają z ogromnej różnorodności idealistycznych i filozoficznych interpretacji, które zostały do niego przypisane w trakcie poświęconej mu długiej historii myśli zachodniej. Istnieje wiele rywalizujących z sobą teorii sprawiedliwości społecznej i każda z nich ma swoje wady i zalety. Na przykład poglądy egalitarne natychmiast stają przed problemem, że „nie ma niczego bardziej nierównego niż równe traktowanie nierównych” (modyfikacja doktryny równości szans w Stanach Zjednoczonych, poprzez wymagania akcji afirmatywnej, spotkała się, dla przykładu, z historyczną siłą tego problemu). Teorie prawa pozytywnego (cokolwiek powie prawo, jest to sprawiedliwe), poglądy utylitarystyczne (największe dobro dla największej liczby osób), umowa społeczna, teoria relatywnej deprywacji czy wizja prawa naturalnego razem z różnymi intuicjonistycznymi i innymi interpretacjami sprawiedliwości – wszystkie walczą o naszą uwagę, pozostawiając nas z dylematem – która z teorii sprawiedliwości społecznej jest najbardziej społecznie sprawiedliwa? Sprawiedliwość społeczna, mimo całego uniwersalizmu, do którego zwolennicy poszczególnych jej wersji chcieliby aspirować, od dawna zdaje się tworzyć raczej heterogeniczny zestaw pojęć. Argumentowanie za jedną konkretną definicją sprawiedliwości społecznej zawsze zawiera w sobie odwołanie do kryteriów wyższego rzędu, w celu określenia, która z teorii sprawiedliwości jest właściwsza lub bardziej sprawiedliwa od innych. Na horyzoncie majaczy nam nieskończony regres związany z ową argumentacją z uwagi na relatywną łatwość zdekonstruowania każdego pojęcia społecznej sprawiedliwości jako znaczącego cokolwiek. Wyjątek stanowić będą partykularne sytuacje, gdy jakieś jednostki lub grupy, biorąc pod uwagę ich wielorakie tożsamości i funkcje, zdecydują o użyteczności któregoś ze znaczeń z pragmatycznych, instrumentalnych, politycznych czy ideologicznych powodów. W tym miejscu wydaje się, że istnieją dwie drogi rozwiązania tego sporu. Pierwszy z nich to przyjrzeć się, w jaki sposób różne koncepcje sprawiedliwości zakotwiczone są w języku, co prowadzi do teorii znaczenia, jak ta rozwijana przez Wittgensteina, która miała ogromny wpływ na postmodernistyczny sposób myślenia:

Stosunki klasowe...


anzpraktyka cyteroet 5/2012

210

Lecz ile jest rodzajów zdań? Stwierdzanie, pytanie i rozkaz? – Istnieje niezliczona ich ilość: niezliczona ilość sposobów użycia tego wszystkiego, co zwiemy „znakiem”, „słowem”, „zdaniem”. I mnogość ta nie jest czymś stałym, raz na zawsze danym; powstają bowiem, można rzec nowe typy języka, nowe gry językowe, a inne stają się przestarzałe i idą w zapomnienie […]. Termin „gra językowa” ma tu podkreślać, że mówienie jest częścią pewnej działalności, pewnego sposobu życia11. [J]ak nauczyliśmy się znaczenia owego wyrazu (np. wyrazu „dobry”)? Na jakich przykładach, w jakich grach językowych? Wtedy łatwiej ci będzie dostrzec, iż wyraz ten musi mieć całą rodzinę znaczeń12.

Z tej perspektywy sprawiedliwość społeczna nie ma ogólnie przyjętego znaczenia, lecz całą rodzinę znaczeń, która może zostać zrozumiana tylko poprzez zakotwiczenie znaczeń w poszczególnych grach językowych. Powinniśmy zwrócić uwagę na dwie kwestie związane ze sformułowaniem Wittgensteina. Po pierwsze, odwołanie do „rodziny” znaczeń sugeruje pewien rodzaj wzajemnych powiązań. Powinniśmy zwrócić uwagę na charakter tych relacji. Po drugie, każda gra językowa powiązana jest ze społecznym, komunikacyjnym, empirycznym i percepcyjnym światem mówiącego. Prowadzi nas to w rezultacie do pewnego rodzaju kulturowego, lingwistycznego bądź dyskursywnego relatywizmu, bazującego jednak na sytuacji materialnej podmiotu. Powinniśmy zatem zwrócić na nią uwagę. Druga droga to uznanie relatywizmu dyskursów o sprawiedliwości, z naciskiem na to, iż są one przejawem siły społecznej, a rodzina znaczeń czerpie swoje wzajemne powiązania z natury stosunków władzy w ramach i pomiędzy różnymi formacjami społecznymi. Najprostszą wersją tej idei jest interpretacja sprawiedliwości społecznej jako zakorzenionej w hegemonicznym dyskursie klasy, bądź grupy rządzącej. Idea ta pojawiła się już w Państwie Platona, gdzie Trazymach argumentował: [K]ażdy rząd ustanawia prawa dla własnego interesu. Demokracja ustanawia prawa demokratyczne, dyktatura – dyktatorskie, a inne rządy tak samo. A jak je ustanowią, wtedy ogłaszają rządzonym, że to jest sprawiedliwe dla rządzonych, co jest w interesie rządzących, a kto się z tych przepisów wyłamuje, tego karzą za to, że niby prawo łamie i jest niesprawiedliwy. Więc to jest to, poczciwa duszo, to, co mam na myśli; że w każdym państwie sprawiedliwość polega na jednym i tym samym: na interesie mocniejszego13. 11  L. Wittgenstein, Dociekania filozoficzne, tłum. B. Wolniewicz, Warszawa 2004, s. 20. 12  Tamże, s. 57. 13 Platon, Państwo, tłum. W. Witwicki, Kęty 2003, s. 28-29.

David Harvey


211

anzpraktyka cyteroet 5/2012

Marks i Engels podali podobny przykład. Ten ostatni pisze tak: A sprawdzian, którym się mierzy, co jest, a co nie jest prawem naturalnym, tkwi właśnie w najabstrakcyjniejszym wyrazie samego prawa: w sprawiedliwości. Odtąd więc dla prawników i dla tych, którzy wierzą im na słowo, rozwój prawa jest to tylko dążenie do tego, aby coraz bardziej zbliżać porządki ludzkie, o ile znajdują one wyraz w prawie, do ideału sprawiedliwości, do sprawiedliwości wieczystej. A ta sprawiedliwość jest to zawsze tylko ujęty pod postacią ideologii i pod niebiosa wyniesiony wyraz istniejących stosunków ekonomicznych albo od ich konserwatywnej, albo od rewolucyjnej strony. Sprawiedliwość Greków i Rzymian uważała niewolnictwo za rzecz słuszną; sprawiedliwość burżuazji z 1789 r. domagała się zniesienia feudalizmu, ponieważ był według niej niesłuszny. Dla junkrów pruskich nawet kiepska ustawa o okręgach jest obrazą wieczystej sprawiedliwości. Wyobrażenie o tej wieczystej sprawiedliwości zmienia się więc nie tylko wraz z czasem i miejscem, ale nawet wraz z osobami i należy do rzeczy, przez które, jak słusznie zauważa Mülberger, „każdy co innego rozumie”. Jeżeli w życiu codziennym, wobec prostoty stosunków, o których się tam sąd wydaje, wyrażeń takich, jak słuszny, niesłuszny, sprawiedliwość, poczucie prawa, używa się bez nieporozumienia również i w stosunku do rzeczy społecznych, to w naukowych badaniach stosunków ekonomicznych, jak widzieliśmy, powodują one taki sam beznadziejny zamęt, jaki by na przykład powstał w dzisiejszej chemii, gdyby chcieć zachować sposób wyrażania się teorii flogistonu14.

Wynika z tego, że „usytuowanie” czy „punkt widzenia” tego, kto stawia tezę są istotne, jeśli nie decydujące w zrozumieniu partykularnego znaczenia przydawanego owemu pojęciu. Tego rodzaju sentymenty miały o wiele większe znaczenie w ponowoczesnej literaturze. „Usytuowanie”, „inność”, „pozycjonowanie” (zazwyczaj rozumiane w pierwszej mierze w terminach klasy, płci, etniczności, preferencji seksualnych i wspólnoty, chociaż w niektórych ujęciach nawet te kategorie są postrzegane jako podejrzane) stały się tu elementami rozstrzygającymi w definiowaniu tego, jak tworzą się poszczególne zróżnicowane dyskursy (o sprawiedliwości społecznej bądź czymkolwiek innym) i w jaki sposób wykorzystywane są w grze władzy. Nie może istnieć uniwersalna koncepcja sprawiedliwości, do której możemy się odwoływać jako normatywnej koncepcji oceniającej niektóre zdarzenia, takie jak pożar fabryki Imperial Food. Są tylko rywalizujące, sfragmentaryzowane i heterogeniczne koncepcje i dyskursy o sprawiedliwości, które wyłaniają się z określonych sytuacji zaangażowanych w nie ludzi. Zadaniem dekonstrukcji i ponowoczesnej krytyki jest ujawnienie, w jaki sposób wszystkie dyskursy 14  F. Engels, W kwestii mieszkaniowej, [w:] MED, t. 18, Warszawa 1969, s. 309.

Stosunki klasowe...

Nie może istnieć uniwersalna koncepcja sprawiedliwości, do której możemy się odwoływać jako normatywnej koncepcji oceniającej niektóre zdarzenia, takie jak pożar fabryki Imperial Food. Są tylko rywalizujące, sfragmentaryzowane i heterogeniczne koncepcje i dyskursy o sprawiedliwości, które wyłaniają się z określonych sytuacji zaangażowanych w nie ludzi


anzpraktyka cyteroet 5/2012

212

o sprawiedliwości społecznej skrywają stosunki władzy. Efekt tego ponowoczesnego rozwinięcia Engelsowskiego toku rozumowania jest świetnie opisany przez White’a. Postmoderniści argumentują, iż zbyt łatwo przychodzi nam przypisywać słowo „sprawiedliwy” do kognitywnych, etycznych i politycznych układów, które są lepiej rozumiane jako fenomen władzy, gnębiący, lekceważący, marginalizujący i dyscyplinujący innych. Demaskując owe roszczenia związane ze sprawiedliwością, ponowocześni myśliciele sugerują, że ich prace służą jakiemuś ważniejszemu, lecz niesprecyzowanemu znaczeniu sprawiedliwości. Można to dostrzec w deklaracji Derridy „Dekonstrukcja jest sprawiedliwością”, lecz także w jego przestrodze, iż nie można o niej bezpośrednio mówić, ani jej doświadczyć. Odpowiadając temu poczuciu odpowiedzialności wobec inności, co prawda służymy sprawiedliwości, ale w poczuciu nieskończoności i otwartości tego zadania15.

Efektem tego pozostaje jednak wytworzenie „raczej prostego, dwubiegunowego świata: dekonstrukcjonistów i innych postmodernistów, walczących o sprawiedliwość oraz tradycyjnych teoretyków etyki i polityki jako ideologów niesprawiedliwych porządków”. To z kolei tworzy poważny dylemat dla wszystkich form ponowoczesnej argumentacji: Z jednej strony jego epistemologiczny projekt, którego celem jest deprecjacja wszystkich totalistycznych, uniwersalizujących prób teoretyzowania o sprawiedliwości i dobrym życiu; a z drugiej, jego praktycznym zamierzeniem jest generowanie skutecznego sprzeciwu wobec aktualnych niebezpieczeństw związanych ze społecznymi procesami totalizującej i uniwersalizującej racjonalizacji. W skrócie, źródło wielu niesprawiedliwości we współczesnym społeczeństwie jest widziane jako powszechne i systematyczne; odpowiedź jednak odżegnuje się od możliwości normatywnego stawienia czoła temu problemowi na porównywalnym poziomie, poprzez rozwijanie teorii sprawiedliwości oferującej uniwersalnie obowiązujące, substancjalne zasady. Wygląda na to, iż postmodernistyczna refleksja rezygnuje właśnie z tego rodzaju normatywnego uzbrojenia, które mogłoby poprowadzić ją do zwycięskiej walki16.

Wyłanianie się owej trudności widać dokładnie w okolicznościach, które doprowadziły do zdarzeń w Hamlet. Kiedy podmioty biznesowe zorganizowały się tam jako grupa atakująca regulacje i interwencje rządu oraz państwo opiekuńcze (z jego dominującym pojęciem społecznej racjonalności oraz sprawiedliwej redystrybucji), czyniły to w imię niesprawiedliwej regulacji praw własności prywatnej i nieuczciwego opodatko15  S. White, Political Theory and Postmodernism, Cambridge 1991, s. 115. 16  Tamże, s. 116.

David Harvey


213

anzpraktyka cyteroet 5/2012

wania właściwych owoców pracy związanych z przedsiębiorczymi dążeniami na wolnych rynkach. Pustynie sprawiedliwości, jak od dawna dowodzili ideolodzy kapitalizmu wolnorynkowego (począwszy od Adama Smitha), są najlepiej wytwarzane na drodze konkurencyjnie zorganizowanych, kształtujących ceny rynków, gdzie przedsiębiorcy upoważnieni są do zachowania zysków osiąganych na drodze swych własnych starań. W tej sytuacji nie ma potrzeby wyraźnego, teoretycznego, politycznego bądź społecznego argumentowania na temat tego, co jest, a co nie jest społecznie słuszne, ponieważ społeczną sprawiedliwością jest to, co zapewnia rynek. Na przykład, każdy „czynnik” produkcji (ziemia, siła robocza i kapitał) uzyska swoją minimalną stopę zwrotu, swoje sprawiedliwe wynagrodzenie, stosownie do jego wkładu w produkcję. Zadanie rządu powinno ograniczać się do tworzenia ram zabezpieczających nieskrępowane funkcjonowanie rynków (np. poprzez ograniczanie monopolistycznych uprawnień) i sprawdzanie, czy są one „właściwie zorganizowane” (co może rozszerzyć się na kompensowanie jasnych przypadków nieprawidłowości w funkcjonowaniu rynku, np. w kwestii niewycenionych efektów zewnętrznych, takich jak zanieczyszczenia środowiska i zagrożenia dla zdrowia). Oczywiście nie trzeba zbyt wiele wyrafinowania, by zdekonstruować te koncepcje sprawiedliwości jako manifestację szczególnego rodzaju polityczno-ekonomicznej władzy. A jednak istnieje powszechna, być może nawet hegemoniczna akceptacja takiego stanowiska – pokazują to liczne „bunty podatkowe” w Stanach Zjednoczonych w przeciągu ostatnich dekad. Z tego punktu widzenia incydent w Karolinie Północnej może być zinterpretowany jako niefortunny wypadek, być może nawet spotęgowany przez błąd na szczeblu kierowniczym, w zasadniczo sprawiedliwym systemie, który (a) zapewnia zatrudnienie tam, gdzie w przeciwnym wypadku nie byłoby płatnych posad ustalonych przez popyt i podaż panujące na lokalnym rynku siły roboczej, i (b) wypełnia sklepy (w opozycji do byłego Związku Radzieckiego) przeogromnym zapasem tanich protein, na zakup których może sobie pozwolić większość ubogich ludzi. O ile ta doktryna sprawiedliwej pustyni w ramach rynku jest ideologicznie hegemoniczna, o tyle protest w przypadku Karoliny Północnej mógłby być zminimalizowany i ograniczony do śledztwa dotyczącego tego, kto zaryglował drzwi. Brak reakcji na wydarzenia z Hamlet może być zatem interpretowany jako oznaka dominacji tego rodzaju postrzegania sprawiedliwości w Stanach Zjednoczonych. Oczywisty dyskurs, na gruncie którego należy konfrontować się z takimi argumentami, tkwi w doktrynach prawa pracowniczego oraz w całej retoryce walki klasowej przeciw wyzyskowi, akumulacji zysków

Stosunki klasowe...


anzpraktyka cyteroet 5/2012

Marks w odniesieniu do walki o odpowiednią długość dnia pracy między kapitałem i siłą roboczą dowodzi, że wymogi związane ze stosunkami klasowymi nieuchronnie wytwarzają: „antynomię »prawo przeciw prawu«, przy czym oba prawa jednakowo są usankcjonowane przez prawo wymiany towarowej”. Między takimi równymi prawami (kapitalisty i robotnika) „rozstrzyga siła”

214

i osłabianiu robotników. Ani Marks, ani Engels nie uniknęliby tutaj całej kwestii praw i sprawiedliwości. Podczas gdy wyraźnie zauważają, iż te pojęcia przybierają różne znaczenia w zależności od czasu, przestrzeni i osoby, to jednak Marks w odniesieniu do walki o odpowiednią długość dnia pracy między kapitałem i siłą roboczą dowodzi, że wymogi związane ze stosunkami klasowymi nieuchronnie wytwarzają: „antynomię »prawo przeciw prawu«, przy czym oba prawa jednakowo są usankcjonowane przez prawo wymiany towarowej”. Między takimi równymi prawami (kapitalisty i robotnika) „rozstrzyga siła”17. Mamy tu do czynienia nie tyle z arbitrażem pomiędzy konkurującymi roszczeniami wedle jakiejś uniwersalnej zasady sprawiedliwości, ale z walką klas o konkretne pojęcie sprawiedliwości i praw, które winny być zastosowane w danej sytuacji. W przypadku Karoliny Północnej, gdyby prawa pracowników były właściwie respektowane – z poszanowaniem warunków rozsądnego ekonomicznego bezpieczeństwa i ochrony oraz z odpowiednim wynagrodzeniem, wówczas wypadek na pewno by się nie zdarzył. I jeśli wszystkim pracownikom (razem z niezatrudnionymi) przyznano by równe prawa, a wygórowane stopy zysku w przetwarzaniu brojlerów (tak samo jak w innych branżach) były powściągane, wówczas waga relatywnie niskich cen tego źródła protein dla biednych byłaby znacząco mniejsza. Problem polega na tym, że retoryka klasy robotniczej odnośnie praw i sprawiedliwości jest w tym samym stopniu podatna na krytykę i dekonstrukcję, co jej kapitalistyczny odpowiednik. Wyłączna koncentracja na klasie jest postrzegana jako maskowanie, marginalizowanie, osłabianie, tłumienie czy nawet prześladowanie wszelkiego rodzaju „innych”, dokładnie dlatego, że nie może i nie uznaje ona istnienia heterogeniczności i różnic opartych, na przykład, na: rasie, płci, orientacji seksualnej, wieku, umiejętnościach, kulturze, lokalności, tożsamości etnicznej, religii, wspólnocie, preferencjach konsumenckich, przynależności grupowej itp. Nieskończenie otwarta odpowiedzialność wobec tych wielorakich inności czyni trudną, jeśli nie niemożliwą, odpowiedź na wydarzenia w Karolinie Północnej w ramach jednego zinstytucjonalizowanego dyskursu, który mógłby być maksymalnie skuteczny w przeciwstawieniu się brutalnej sprawiedliwości ekonomii politycznej kapitalizmu, mającej miejsce w Pasie Brojlerów. Napotykamy tu sytuację odnoszącą się do dyskursów o sprawiedliwości społecznej, która ściśle odpowiada politycznemu paraliżowi ujawnionemu poprzez brak reakcji na pożar w Karolinie Północnej. Zarówno polityka, jak i dyskursy zdają się to tego stopnia wzajemnie sfragmen17  K. Marks, Kapitał, t. 1, s. 272.

David Harvey


215

anzpraktyka cyteroet 5/2012

taryzowane, że utrudnia to [jakąkolwiek] odpowiedź. Rezultat jawi się jako podwójna niesprawiedliwość: nie tylko kobiety i mężczyźni, biali i Afroamerykanie zmarli w możliwym do uniknięcia wydarzeniu, jesteśmy jednocześnie pozbawieni jakichkolwiek normatywnych zasad sprawiedliwości, dzięki którym moglibyśmy potępić bądź oskarżyć odpowiedzialne za to strony.

Wskrzeszenie sprawiedliwości społecznej Pojawiają się liczne znaki niezadowolenia z impasu, w który wpadły postmodernistyczne i poststrukturalistyczne ujęcia kwestii sprawiedliwości społecznej. Powstała niezliczona ilość różnych strategii próbujących wskrzesić mobilizujące siły argumentów dotyczących sprawiedliwości, w taki sposób, który pozwala odwoływać się do dokładnie określonych, ale ogólnych zasad lub też, bardziej ambitnie, próbujących budować mosty pomiędzy domniemanymi uniwersalizmami modernizmu a fragmentarycznymi partykularyzmami, będącymi pozostałościami po poststrukturalistycznych dekonstrukcjach. Dla przykładu, warto zwrócić uwagę na podjętą przez Michaela Walzera próbę pluralizacji pojęcia sprawiedliwości jako równości, w celu uszanowania cudzych kreacji kulturowych18, a także dążenia R.G. Peffera do skonstruowania zasad sprawiedliwości społecznej zgodnych z marksistowską teorią społeczną jako antidotum dla tego odłamu marksizmu, który uznawał kwestię sprawiedliwości i praw za zgubną burżuazyjną pułapkę19. Z wielorakich kierunków wyłania się zatem silna troska o to, aby przywrócić zainteresowanie zagadnieniu sprawiedliwości społecznej i ponownie wypracować środki potrzebne do wykreowania wartości i instytucji możliwie sprawiedliwego społeczeństwa. Myślę, że na samym początku ważne jest uznanie powagi radykalnej intencji poststrukturalistów – by czynić sprawiedliwość w świecie niekończącej się heterogeniczności i otwartości. Powody dla odrzucenia stosowania uniwersalnych zasad w zróżnicowanych sytuacjach nie są pozbawione wagi. Ostrzegają nas przed niefortunnymi ścieżkami, jakie doprowadziły do upadku wielu dwudziestowiecznych ruchów społecznych bazujących na przekonaniu, że skoro ich sprawa jest słuszna, nie mogą zachowywać się niesprawiedliwie. Ostrzeżenie to idzie nawet dalej: zastosowanie jakiejkolwiek uniwersalnej zasady sprawiedliwości społecz18  M. Walzer, Sfery sprawiedliwości: obrona pluralizmu i równości, tłum. M. Szczubiałka, Warszawa 2007. 19  R. G. Peffer, Marxism, Morality, and Social Justice, Princeton, NJ 1990.

Stosunki klasowe...


anzpraktyka cyteroet 5/2012

216

nej w heterogenicznych sytuacjach z pewnością pociągnie za sobą niesprawiedliwość wobec kogoś, w jakimś miejscu. Ale, z drugiej strony, na końcu drogi bezkresnej heterogeniczności i otwartości tego, co oznaczać może sprawiedliwość, znajduje się w najlepszym przypadku pustka, a w najgorszym raczej okrutny świat, w którym potrzeby gwałcicieli (stanowiących ostatecznie partykularną formę „inności”) są „negocjowane” lub nawet postrzegane jako „sprawiedliwe” na równi z potrzebami ich ofiar. Potwierdzenie znaczenia bezkresnej heterogeniczności i nieokreślonego charakteru łączy się bezpośrednio z zarzutem przeciwko poststrukturalistom, mówiącym, że cechuje ich myślenie spod znaku „wszystko ujdzie”, gdzie żadne partykularne prawa moralne bądź etyczne nie mogą mieć większej wagi od innych. „W pewnym momencie”, pisze White, „należy stwierdzić, że nie wszystkie manifestacje inności powinny być popierane; niektóre powinny być ograniczone”20. A to zakłada pewne generalne zasady prawa lub sprawiedliwości. Często istnieje, kontynuuje White, ciche uznanie tego problemu w kluczowych tekstach poststrukturalizmu. Michael Foucault po tym, jak stanowczo stwierdza, iż nie jesteśmy w stanie odłączyć „mechanizmów dyscypliny” od zasad prawa, kończy, podnosząc możliwość „nowej formy prawa, takiej, która musi być antydyscyplinarna, ale w tym samym momencie wyzwolona od zasady suwerenności”21. Jean-François Lyotard w Kondycji ponowoczesnej22 w podobny sposób opowiada się za stworzeniem „dziewiczej”, lecz „niekonsensualnej” kategorii sprawiedliwości. A Derrida jest głęboko zaniepokojony o etykę. W żadnym wypadku nie mówi nam się jednak, dla przykładu, co powinna znaczyć „nowa forma prawa”. Konsekwencją tego są rozmaite inicjatywy próbujące wskrzesić pewne ogólne zasady sprawiedliwości społecznej, w dalszym ciągu przyjmując poststrukturalistyczną krytykę uniwersalistycznych teorii, które marginalizują „innych”. Istnieją dwie partykularne linie argumentacji, które wydają się szczególnie owocne: 1. Zerwanie z lokalnością 2. Sytuowanie ‘wiedzy usytuowanej’

20  S. White, Political Theory..., s. 133. 21  M. Foucault, Power/Knowledge: Selected Interviews and Other Writings, 1972-1977, London 1980, s. 107-108. 22  J. Lyotard, Kondycja ponowoczesna: raport o stanie wiedzy, tłum. M. Kowalska, J. Migasiński, Warszawa 1997.

David Harvey


217

anzpraktyka cyteroet 5/2012

Zerwanie z lokalnością Pierwszy argument wywodzi się z obserwacji, według której większość krytyki poststrukturalistycznej ogranicza się do interakcji społecznych występujących „poniżej progu dominacji systemowych imperatywów władzy i kapitału”23. Wskazywane przez nią strategie oporu odnoszą się zazwyczaj do małej skali wspólnot oporu, grup zmarginalizowanych, nienormatywnych dyskursów lub po prostu do sfery życia osobistego, określanej czasem jako „świat życia”, który może być uznawany za różny od, i potencjalnie oporny na wtargnięcie racjonalizującej, utowarowiającej, technokratycznej i, co za tym idzie, alienującej struktury współczesnego kapitalizmu. Trudno czytać tę literaturę, nie konkludując, że cel reformy czy rewolucyjnej transformacji współczesnego kapitalizmu jako całości został zarzucony, nawet na poziomie tematu do dyskusji, nie mówiąc już o skupieniu na kwestii politycznej organizacji. Ta rezygnacja z całego szeregu pytań przejawia się najwyraźniej w milczeniu większości postmodernistycznych i poststrukturalistycznych myślicieli, gdy dochodzi do krytycznej dyskusji poświęconej jakiejkolwiek wersji ekonomii politycznej, nie mówiąc już o jej marksistowskiej odmianie. Można mieć jedynie nadzieję, jak zdaje się sugerować Foucault, że niezliczone lokalne konflikty mogą mieć jakiś zbiorowy wpływ na generalne funkcjonowanie kapitalizmu. Niezadowolenie z takiej polityki doprowadziło niektóre socjalistyczne feministki24 do poszukiwania sposobów poszerzenia obszaru walki poza świat komunalizmu spod znaku relacji twarzą w twarz o batalie w takich sprawach jak polityka państwa opiekuńczego, sprawy publiczne, polityczna organizacja poprzez „etykę solidarności” (w przypadku Nancy Fraser) lub wyraźne wyrażenie norm sprawiedliwości społecznej (u Iris Marion Young). Young zwraca na przykład uwagę, że próby przeciwdziałania „alienacji i indywidualizmowi, dominującym w kapitalistycznym, patriarchalnym społeczeństwie” doprowadziły feministyczne grupy powodowane „pragnieniem bliskości i wzajemnej identyfikacji” do konstrukcji idealnego społeczeństwa, które „stwarza granice, dychotomie i wyklu23  S. White, Political Theory..., s. 107. 24  Zob. N. Fraser, Unruly Practices, Minneapolis 1989; I. M. Young, Ideał wspólnoty i polityka różnicy, tłum. A. Kowalczyk, „Praktyka Teoretyczna” 2010, nr 1, s. 41-66; http://www.praktykateoretyczna.pl/PT_nr1_2010_Wspolnota/04. Young.pdf (dostęp 20.06.2012); tejże, Justice and the Politics of Difference, Princeton, 1990.

Stosunki klasowe...


anzpraktyka cyteroet 5/2012

218

czenia”25, w tym samym czasie homogenizując i tłumiąc różnice wewnątrz grupy. Young wykorzystuje narzędzia dekonstrukcji przeciwko ideałom wspólnoty w celu pokazania charakteryzujących je mechanizmów ucisku: Uważam, że rasizm, etniczny szowinizm i klasowe dewaluowanie wyrastają częściowo z pragnienia wspólnoty, czyli chęci zrozumienia innych tak dobrze, jak my i oni rozumiemy samych siebie. W praktyce takie wzajemne zrozumienie może zostać osiągnięte tylko w obrębie homogenicznej grupy, która zdefiniowana jest poprzez wspólne cechy. Jednak taka wspólna identyfikacja pociąga za sobą odniesienie również do tych, którzy zostali z niej wykluczeni. W dynamice współczesnego amerykańskiego rasizmu i szowinizmu etnicznego, pozytywne wartościowanie jednej grupy osiągane jest poprzez definiowanie innych grup jako tworzonych przez podludzi26.

Young „rozstaje się” jednak z Derridą, zdając sprawę z „możliwości i konieczności zaproponowania alternatywnych konceptualizacji”27. Pierwszym krokiem ku realizacji tego postulatu jest położenie nacisku na rozumienie indywidualnych osób jako „heterogenicznych i zdecentralizowanych”28. Żadna grupa społeczna nie może być więc prawdziwie jednolita, w sensie składania się z członków odwołujących się do pojedynczej tożsamości. Young stara się na podstawie tego wniosku budować jakieś normy zachowania w sferze publicznej. Nasza koncepcja sprawiedliwości społecznej „nie wymaga rozmywania różnic. Potrzebuje instytucji, które promują reprodukcję i szacunek dla grupowych różnic pozbawionych opresji”29. Musimy odrzucić „koncepcję uniwersalności, ucieleśnioną w republikańskich wersjach oświeceniowego rozumu” właśnie dlatego, że dąży ona do „stłumienia ludowej [popular] i językowej różnorodności mieszkańców miast”30. „W otwartych i dostępnych przestrzeniach publicznych oraz forach należy się spodziewać spotkania i wysłuchania tych, którzy są inni, których społeczne perspektywy, doświadczenie i afiliacje są odmienne od naszych”. Ideał, do którego odwołuje się Young, to „otwartość na niezasymilowaną inność”. Pociąga to za sobą celebrowanie odmiennych kultur, cech różnych grup oraz różnorodnych zbiorowych tożsamości, nieustan25  26  27  28  29  30 

I. M. Young, Ideał wspólnoty…, s. 41-42 (przekład zmodyfikowany). Tamże, s. 55. Tamże, s. 44. Tamże, s. 53 (przekład zmodyfikowany). I. M. Young, Justice and the Politics…, s. 47. Tamże, s. 108.

David Harvey


219

anzpraktyka cyteroet 5/2012

nie konstruowanych i dekonstruowanych w ramach przepływów i zmian życia społecznego. Tu jednak natrafiamy na poważny problem. We współczesnym, masowym społeczeństwie miejskim mnogość zapośredniczonych relacji, które konstytuują owo społeczeństwo w czasie i przestrzeni, jest tak samo ważna i tak samo „autentyczna”, jak niczym niezapośredniczone relacje twarzą w twarz. Dla osoby odpowiedzialnej politycznie takie samo znaczenie ma dziś świadomość istnienia i reagowanie politycznie na wszystkich tych ludzi, dzięki którym możemy zjeść śniadanie, nawet jeśli wymiana rynkowa ukrywa przed nami warunki życia producentów żywności31. Kiedy jemy kurczaka, wchodzimy w relacje z pracownikami, których nigdy nie widzieliśmy, np. takimi, którzy stracili życie w Hamlet. Związki między indywidualnymi osobami są zapośredniczone przez funkcje rynku oraz siły państwowe. Musimy zdefiniować koncepcje sprawiedliwości zdolne do funkcjonowania w poprzek i poprzez te wielorakie mediacje. Jest to jednak sfera polityki zazwyczaj unikana przez postmodernizm. Young proponuje w tym miejscu „rodzinę pojęć i warunków” istotnych dla współczesnej koncepcji sprawiedliwości społecznej. Rozpoznaje „pięć twarzy ucisku [five faces of oppresion]”: 1. Wyzysk: przeniesienie owoców pracy z jednej grupy do drugiej, np. wtedy, gdy pracownicy oddają wartość dodatkową kapitalistom lub gdy kobiety w sferze domowej oddają to, co wypracują, mężczyznom; 2. Marginalizację: wykluczanie ludzi z użytecznego uczestnictwa w życiu społecznym w taki sposób, że są oni „potencjalnie podatni na poważne trudności materialne, a nawet eksterminację”; 3. Bezsilność: brak „znaczenia, statusu i pewności siebie, które umożliwiłyby danej osobie pełne szacunku wysłuchanie”; 4. Kulturowy imperializm: narzucanie stereotypów dotyczących zachowania, jak również w odniesieniu do różnych form ekspresji kulturowej tak, by „doświadczenia uciskanej grupy i jej interpretacja życia społecznego nie znajdowała oddźwięku w dominującej kulturze, podczas gdy doświadczenia i interpretacja życia społecznego tej ostatniej rzutują na grupę uciskaną”; 5. Przemoc: strach przed i rzeczywistość przypadkowych, niesprowokowanych ataków, które „nie mają żadnego motywu z wyjątkiem chęci uszkodzenia, poniżenia lub zniszczenia danej osoby”. 31  Zob. D. Harvey, Between Space and Time: Reflections on the Geographical Imagination, “Annals of the Association of American Geographers” 1990, Vol. 80, No. 3.

Stosunki klasowe...


anzpraktyka cyteroet 5/2012

Uniwersalność nie jest już automatycznie odrzucana, ale ponownie włączona w dialektyczną relację z partykularyzmem, pozycyjnością i grupową różnicą. Co jednak konstytuuje taką uniwersalność?

220

Chciałbym dodać w tym miejscu kolejny wymiar, dotyczący wolności od opresyjnych ekologicznych konsekwencji działań innych ludzi. Ta wielowymiarowa koncepcja sprawiedliwości społecznej jest niezwykle przydatna. Zwraca naszą uwagę na istnienie „szerokiego społeczno-politycznego frontu” działań politycznych, mającego zmniejszać różnorodne formy ucisku. Podkreśla ona również heterogeniczność doświadczenia niesprawiedliwości – ktoś niesprawiedliwie traktowany w miejscu pracy może działać opresyjnie w sferze gospodarstwa domowego, a ofiara tych opresji może z kolei uciekać się do stosowania imperializmu kulturowego wobec innych. Istnieje jednak wiele sytuacji, jak choćby w Hamlet, gdzie wiele form ucisku stapia się w jedną. Koncepcja sprawiedliwego społeczeństwa według Young łączy więc w sobie wymóg wolności od różnych form ucisku (występujących w sytuacjach typu twarzą w twarz, jak również w tych zapośredniczonych) z „otwartością na niezasymilowaną inność”. Jednak: [N]iebezpieczeństwo uwypuklania inności polega na tym, że implementacja świadomej grupowych różnic polityki [group concious policies] przywróci piętno i wykluczenie. W przeszłości tego rodzaju polityki były wykorzystywane do odseparowywania tych, którzy określani byli jako inni i wykluczania ich z dostępu do praw i przywilejów, z których cieszyły się grupy dominujące […]. Polityka świadoma grupowych różnic nie może być jednak uzasadnieniem dla wykluczania lub dyskryminacji członków grupy w ramach egzekwowania ogólnych praw politycznych i obywatelskich. Demokratyczny pluralizm kulturowy wymaga zatem podwójnego systemu prawnego: bardziej ogólnego systemu obowiązującego wszystkich oraz bardziej specyficznego systemu związanego z politykami i prawami świadomymi grupowych różnic32.

Dzięki takiemu ujęciu podwójne znaczenie uniwersalności staje się jasne: „uniwersalność, w sensie udziału i włączenia wszystkich w życie moralne i społeczne, nie pociąga za sobą uniwersalności jako przyjęcia ogólnego punktu widzenia, który pozostawia za sobą partykularne afiliacje, uczucia, zobowiązania i pragnienia”33. Uniwersalność nie jest już automatycznie odrzucana, ale ponownie włączona w dialektyczną relację z partykularyzmem, pozycyjnością i grupową różnicą. Co jednak konstytuuje taką uniwersalność?

32  I. M. Young, Justice and the Politics…, s. 174. 33  Tamże, s. 105.

David Harvey


221

anzpraktyka cyteroet 5/2012

Sytuowanie „wiedzy usytuowanej” Druga linia rozumowania wynika z refleksji nad tym, co w heterogenicznym świecie różnic oznacza fakt, że każda wiedza (wliczając w to wiedzę na temat koncepcji społecznej sprawiedliwości i społecznych potrzeb) jest „usytuowana”. „Usytuowanie” może być bowiem konstruowane na różne sposoby. To, co będę określał jako jego „wulgarną” formę, zasadza się niemal całkowicie na znaczeniu indywidualnych biografii: widzę, interpretuję, reprezentuję i rozumiem świat w określony sposób ze względu na specyfikę historii mojego życia. Podkreślana jest tutaj odrębność gier językowych i dyskursów, a różnica traktowana jest jako zdeterminowana biograficznie, a czasem nawet instytucjonalnie, historycznie czy geograficznie. Działa to tak, jakby nikt z nas nie był w stanie zrzucić z siebie „kajdan” historii osobistych lub zinternalizować warunków „bycia innym”. Prowadzi to do polityki wykluczenia odrzucanej przez Young. Wulgarna forma „usytuowania” jest też wykorzystywana jako narzędzie retoryczne w celu sankcjonowania rzekomej autentyczności i moralnego autorytetu czyjegoś spojrzenia na świat, albo też jako narzędzie służące do odrzucenia szczerości spojrzeń innych („skoro jest czarną kobietą o pochodzeniu rolniczym, to nie może mieć niczego sensownego do powiedzenia o warunkach życia białej burżuazji z Nowego Jorku” lub, co zdarza się częściej, „ponieważ jest białym, heteroseksualnym mężczyzną z Zachodu, jest przywiązany do określonej wizji funkcjonowania świata”). Indywidualne biografie są naturalnie istotne, cała gama problemów pojawia się, gdy ktoś uprzywilejowany (jak na przykład ja) uzurpuje sobie prawo do mówienia w imieniu lub nawet po prostu o innych. Jak wskazuje Gayatri Spivak34, dla współczesnej nauki społecznej i filozofii jest to bardzo trudny problem. Jednak relatywistyczne, esencjalistyczne i niedialektyczne spojrzenie na usytuowanie generuje ogromne trudności o charakterze politycznym. Nie miałbym [zgodnie z nim] prawa mówić o horrorze doświadczenia pożaru w Karolinie Północnej, np. dlatego, że nie jestem ani członkiem klasy robotniczej, ani kobietą, ani Afroamerykaninem (ani, z tego właśnie powodu, że nie zginąłem w tym pożarze). Ekonomicznie zabezpieczone, profesjonalne, białe feministki nie mogłyby, w podobny sposób, mówić w imieniu jakiejkolwiek kobiety, która znajduje się w innej niż one sytuacji. Nikt, w gruncie rzeczy, nie mógłby uzurpować sobie prawa czy zobowiązania do mówienia w imieniu „innych”, nie wspominając już o wypowiadaniu 34  G. C. Spivak, Czy podporządkowani inni mogą przemówić?, tłum. E. Majewska, „Krytyka Polityczna” 2011, nr 24-25.

Stosunki klasowe...


anzpraktyka cyteroet 5/2012

222

się przeciwko uciskowi kogokolwiek, kogo tożsamość skonstruowana jest jako „inna”. Istnieje jednak dużo głębszy i bardziej dialektyczny typ „usytuowania”, do którego możemy się odwołać. Na przykład w Heglowskiej przypowieści o panu i niewolniku usytuowanie nie jest rozumiane jako oddzielona i niepowiązana różnica, ale jako dialektyczny stosunek władzy pomiędzy uciskanym a uciskającym. Marks przywłaszczył i radykalnie przetransformował Heglowską dialektykę w swoim namyśle nad stosunkiem między kapitałem i pracą. Długotrwałe i krytyczne zaangażowanie Marksa w analizę burżuazyjnej filozofii i ekonomii politycznej stało się potem środkiem definiowania alternatywnej, subwersywnej i uprawianej z perspektywy podporządkowanych nauki usytuowanej w perspektywie proletariatu. Feministyczne pisarki, takie jak Donna Haraway35 i Nancy Hartsock36, badają różnice gender i ugruntowują swoje teorie feministyczne w podobny sposób. Taka dialektyczna koncepcja przenika pogląd Derridy o indywidualnym podmiocie jako kimś, kto nie ma stałej tożsamości, ale składa się z zestawu heterogenicznych i niekoniecznie koherentnych impulsów i pragnień. Wielorakie formy interakcji ze światem konstruują indywidua jako „grę różnic, które nie mogą być kompletnie zrozumiane”37. „Inność” jest zatem z konieczności uwewnętrzniona przez ja. Z kolei „usytuowanie” odrywa się od sztywnego przypisania do określonych indywiduów oraz ich biografii i samo jest usytuowane jako gra różnicy. Gdy jem kurczaka z KFC, jestem natychmiastowo sytuowany jako część łańcucha produkcji towarowej, która prowadzi z powrotem do Hamlet w Karolinie Północnej. Gdy wchodzę w interakcję z moją córką, jestem uwikłany w grę konstruowania tożsamości genderowych. Gdy powstrzymuje się od używania przynęty, by zniszczyć ślimaki, które zjadły wszystkie hodowane przeze mnie kwiaty, sytuuję samego siebie w ekologicznym łańcuchu istnienia. Jednostki to heterogenicznie skonstruowane podmioty, internalizujące „inność” poprzez relację ze światem. Odpowiedź Spivak w odniesieniu do dylematu politycznej reprezentacji innego opiera się więc na przywołaniu apelu Derridy, by uczynić „delirycznym fakt, że nasz wewnętrzny głos jest głosem innego w nas”38. 35  D. Haraway, Manifest cyborgów: nauka, technologia i feminizm socjalistyczny lat osiemdziesiątych, tłum. S. Królak, E. Majewska, „Przegląd Filozoficzno-Literacki” 2003, nr 1. 36  N. Hartsock, Rethinking Modernism: Minority Versus Majority Theories, “Cultural Critique” 1987, No. 7. 37  I. M. Young, Justice and the Politics…, s. 232. 38  G. C. Spivak, Can the Subaltern Speak?, s. 294-308, [w:] Marxism and

David Harvey


223

anzpraktyka cyteroet 5/2012

Niestety nie wyczerpuje to naszego problemu, gdyż, jak pisze Paul Ricoeur39, nasze poczucie osobowości i tożsamości jest częściowo konstruowane poprzez narzędzia narracyjne, których używamy do opisu naszego czasowego stosunku do świata, przez co otrzymują one relatywnie długotrwałe konfiguracje. Chociaż tożsamość nie opiera się na identyczności lub esencji, uzyskuje żywotność i trwałość dzięki opowieściom dotyczącym naszej historii, które opowiadamy samym sobie oraz innym. Wprawdzie tożsamość internalizuje inność, ale mimo wszystko wyznacza i określa relatywnie długotrwale pola „inności” oraz relacje owych innych w stosunku do indywidualnego poczucia osobowości. Na przykład biali mogą konstruować swoją tożsamość poprzez historyczny rozwój partykularnej relacji z czarnymi. Wzajemne uwikłanie tożsamości białych i czarnych w amerykańskiej historii miało, jak wskazał niedawno Henry Louis Gates40, fundamentalne znaczenie dla koncepcji stosunków rasowych Jamesa Baldwina. A przecież właśnie w tych stosunkach rezyduje wiele problemów rasowych w obecnej kulturze. To właśnie z tej dialektycznej perspektywy możemy docenić twierdzenie Hartsock41, zgodnie z którym „zwrócenie uwagi na epistemologie usytuowanych rodzajów wiedzy” może „uwypuklić i wyjaśnić teoretyczne podstawy dla politycznego sojuszu i solidarności”. Perspektywa ta gwarantuje również „istotne alternatywy dla bezpłodnych opozycji ustanowionych w ramach postmodernistycznego odrzucenia Oświecenia”. Musimy wnikliwie przyjrzeć się „podobieństwom, które mogą zapewnić podstawę wzajemnego zrozumienia oraz formowania sojuszu wśród różniących się grup”. Hartsock odrzuca postmodernistyczne sformułowanie tego problemu i nalega, abyśmy zaangażowali się w dominujące dyskursy z powodu niemożliwości abstrahowania od złożonej gry stosunków władzy. Wariant postmodernizmu, który opiera się na „wulgarnej” wersji usytuowania, nie może zaangażować się w dominującą linię władzy polityczno-ekonomicznej funkcjonującej w ramach kapitalizmu, przez co z reguły sam siebie marginalizuje. Są to wnioski analogiczne do moich własnych, wyrażonych w The Condition of Postmodernity:

the Interpretation of Culture, red. C.Nelson, L.Grossberg, Urbana, Ill 1988 (w polskim tłumaczeniu późniejszej, pochodzącej z 1999 roku wersji eseju brakuje tego fragmentu – przyp. red.). 39  Zob. np. P. Ricoeur, O sobie samym jako innym, tłum. B. Chełstowski, Warszawa 2003. 40  H. L. Gates, The Welcome Table, [w:] English Inside and Out: The Places of Literary Criticism, red. S.Gubar, J. Kamholtz, New York 1992. 41  N. Hartsock, Rethinking modernism…

Stosunki klasowe...


anzpraktyka cyteroet 5/2012

Kładąc nacisk na istnienie dwóch wzajemnie wykluczających się dyskursów, opartych na zawężonej definicji usytuowania, zamykalibyśmy się na najbardziej oczywistą implikację pożaru w Karolinie Północnej: dążenie do ustanowienia polityki klasy robotniczej, zamiast marginalizować i uciskać, może chronić interesy odnoszące się do gender lub rasy, nawet jeśli nie robi ona do nich (niestety) bezpośrednich odniesień

224

Podczas gdy [ponowoczesność] ukazuje radykalne perspektywy poprzez uznanie autentyczności innych głosów, myślenie postmodernistyczne natychmiast zamyka przed tymi ostatnimi dostęp do bardziej uniwersalnych źródeł władzy. Dzieje się to na zasadzie gettoizacji w ramach nieprzejrzystej inności, specyficzności tej lub innej gry językowej. Osłabia ono zatem te głosy (kobiet, etnicznych i rasowych mniejszości, skolonizowanych ludów, bezrobotnych, młodych itp.) w świecie wykoślawionych stosunków władzy. Gra językowa kliki międzynarodowych bankierów może być dla nas nieprzenikniona, nie stawia to jednak jej na równi z nieprzeniknionym charakterem języka śródmiejskich czarnych z punktu widzenia stosunków władzy42.

Kładąc nacisk na istnienie dwóch wzajemnie wykluczających się dyskursów, opartych na zawężonej definicji usytuowania, zamykalibyśmy się na najbardziej oczywistą implikację pożaru w Karolinie Północnej: dążenie do ustanowienia polityki klasy robotniczej, zamiast marginalizować i uciskać, może chronić interesy odnoszące się do gender lub rasy, nawet jeśli nie robi ona do nich (niestety) bezpośrednich odniesień. Porażka silnie przywiązanego do określonych profesji ruchu feministycznego, polegająca na braku odpowiedzi na wydarzenia w Karolinie Północnej przy równoczesnym silnym zaangażowaniu w wybór sędziego Sądu Najwyższego, sugeruje, że wąsko skonstruowany pogląd na usytuowanie ma bardziej praktyczne zastosowanie polityczne, niż wielu mogłoby przyznać. Druga możliwość to taktyczne wykorzystanie usytuowania w taki sposób, że to, co zdarzyło się „innym” w Karolinie Północnej, postrzegane jest jako mniej istotne niż wybór sędziego Sądu Naczelnego o wysoce wątpliwych kwalifikacjach moralnych. Niekoniecznie się tutaj myliły. Jak wskazuje Haraway, nie chodzi o różnicę, ale o znaczącą różnicę: Biorąc pod uwagę jednak świadomość naszych porażek, ryzykujemy popadnięciem w bezgraniczną otchłań różnicy i rezygnacją z trudnego zadania uczynienia częściowego, rzeczywistego połączenia. Niektóre różnice są zabawne, inne stanowią bieguny światowych systemów historycznej dominacji. Epistemologia dotyczy roz/poznania (tej) różnicy43.

Ale czym jest „epistemologia”, która umożliwia nam poznanie tej różnicy? Jak do niej dążyć? I jaką rodzi politykę?

42  D. Harvey, The Condition of Postmodernity: an Enquiry into the Origins of Cultural Change, Oxford 1989. 43  D. Haraway, Manifest cyborgów…, s. 13-14 (paginacja zgodnie z wydrukiem).

David Harvey


225

anzpraktyka cyteroet 5/2012

Stosunki klasowe, sprawiedliwość społeczna i polityka różnicy Na ogólną konkluzję złoży się pewna liczba niepowiązanych ze sobą wątków. Z jednej strony, napotykamy linię argumentacji na temat sprawiedliwości społecznej, która przechodzi przez postmodernizm i poststrukturalizm aż do punktu, w którym zauważa się, że niektóre typy (nieokreślonych) uniwersaliów są konieczne, i że wymagane jest ustanowienie pewnego rodzaju (nieokreślonej) epistemologii, gdy znaczące stają się różnica i heterogeniczność. Z drugiej strony, mamy polityczno-ekonomiczną sytuację, jak ta charakteryzująca tragiczne wydarzenia w Karolinie Północnej, która wskazuje na pozorny paraliż progresywnej polityki w obliczu ucisku klasowego. Jak zatem połączyć oba bieguny tego teoretycznego i politycznego napięcia? Rozważmy najpierw oczywistą lekcję płynącą z pożaru zakładu Imperial Foods: skuteczna polityka klasy robotniczej lepiej ochroniłaby prawa mężczyzn i kobiet, białych i Afroamerykanów w sytuacji, gdyby te konkretne tożsamości, inaczej niż klasowe, nie miały większego znaczenia. Wniosek ten zasługuje na wyróżnienie i przyjrzę mu się głównie w relacji do polityki feministycznej. Jak zauważyła ostatnio Lynn Segal: „pomimo istnienia najszerszego, najbardziej wpływowego i głośnego ruchu feministycznego na świecie, to kobiety ze Stanów Zjednoczonych są tymi, które doświadczyły najmniejszej całkowitej zmiany nierównego traktowania ich płci, w porównaniu do innych demokracji zachodnich” na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat. Ogromne korzyści osiągnięte w Stanach Zjednoczonych przez kobiety wykonujące „najbardziej prestiżowe i lukratywne zawody” zostały całkowicie zrównoważone przez życie w narastającej frustracji, zubożeniu i bezsilności pozostałych. Feminizacja biedy (nieobca Hamlet) była, dla przykładu, jedną z najbardziej zaskakujących zmian społecznych w Stanach Zjednoczonych na przestrzeni dwóch ostatnich dekad, a także bezpośrednią ofiarą republikańskiej wojny klasowej przeciwko państwu dobrobytu oraz prawom i interesom klasy robotniczej. W krajach, gdzie istniały dłuższe okresy socjaldemokratycznych rządów i silniejsze związki zawodowe – kontynuuje Segal – jest o wiele mniejsze zróżnicowanie płac i segregacja zawodowa (zarówno pozioma, jak i pionowa) pomiędzy kobietami i mężczyznami oraz znacznie większy zakres ekspansji opieki społecznej.

Biorąc pod uwagę o wiele lepsze warunki materialne życia osiągane przez kobiety w takich demokracjach (na marginesie zwracam również uwagę

Stosunki klasowe...


anzpraktyka cyteroet 5/2012

Różnica nigdy nie może być zatem scharakteryzowana jako „absolutna inność, całkowita nieobecność związku lub podzielanych cech”. Podobieństwo wykorzystywane do mierzenia różnic i inności wymaga zatem tak samo dokładnego zbadania (zarówno teoretycznego, jak i politycznego), jak wytwarzanie inności i różnic. Jedno nie może być ustanowione bez drugiego

226

na bezlitosne ograniczenie praw kobiet w dawnym bloku komunistycznym po 1989 roku), „feministkom wydaje się dziwne ignorowanie tradycyjnych celów partii socjalistycznych i socjaldemokratycznych oraz zorganizowanej siły roboczej”, nawet pomimo tego, że takie instytucje mają oczywiste słabości i ograniczenia, jako wehikuły w pościgu za celami feminizmu44. Niemniej jednak, pisze dalej Segal, „w czasie, gdy korzyści osiągnięte przez niektóre kobiety są tak wyraźnie przysłaniane przez wzrastającą biedę doświadczaną tak dotkliwie przez inne (obok bezrobocia mężczyzn z tej klasy i grupy), kuriozalne zdaje się stawianie określonych kobiecych interesów przeciwko zamiast obok bardziej tradycyjnych celów socjalistycznych”. Chyba że „kobiece interesy” są rozumiane w bardzo wąskim, profesjonalnym i stronniczym klasowo sensie albo widziane jako część „niekończącej się gry samo-odkrywania rozgrywającej się na szachownicy Tożsamości”45. Tezy Segal współbrzmią z troską Hartsock o „podstawy politycznych sojuszy i solidarności”. Wymaga to od nas zidentyfikowania „podobieństw, które mogą zapewnić podstawę wzajemnego zrozumienia oraz formowania sojuszu wśród różniących się grup”. W podobny sposób Young łączy wypracowane przez siebie kryteria uniwersalności z ideą, że „podobieństwo nigdy nie jest identycznością”. Różnica nigdy nie może być zatem scharakteryzowana jako „absolutna inność, całkowita nieobecność związku lub podzielanych cech”. Podobieństwo wykorzystywane do mierzenia różnic i inności wymaga zatem tak samo dokładnego zbadania (zarówno teoretycznego, jak i politycznego), jak wytwarzanie inności i różnic. Jedno nie może być ustanowione bez drugiego. Aby odkryć podstawy podobieństwa (zamiast zakładać identyczność), należy odkryć bazę formowania się sojuszu pomiędzy pozornie rozbieżnymi grupami. Lecz w dzisiejszym świecie podobieństwo w znacznym stopniu znajduje się w sferze działania polityczno-ekonomicznego, tak często marginalizowanej w poststrukturalistycznych opisach, ponieważ to w kategoriach towarów, pieniędzy, wymiany rynkowej, akumulacji kapitału itp. odnajdujemy samych siebie współdzielących świat podobieństwa, coraz częściej charakteryzowany przez jednorodność i identyczność. Radykalna poststrukturalistyczna rewolta przeciwko identyczności (i jej lustrzanemu odbiciu w pewnych formach polityki klasy robotniczej) 44  Zob. np. interesującą dyskusję Fraser dotyczącą dyskryminacji płciowej ukrytej w wielu mechanizmach politycznych państw dobrobytu: N. Fraser, Unruly Practices… 45  L. Segal, Whose Left: Socialism, Feminism and the Future, “New Left Review” 1991, No. 185, s. 81-91.

David Harvey


227

anzpraktyka cyteroet 5/2012

nadała ton ostatnim debatom. Ale w efekcie wylano dziecko – polityczne i etyczne solidarności oraz podobieństwa w poprzek różnic – z zimną kąpielą narzucanych przez kapitalizm koncepcji uniwersalności i identyczności. Jedynie poprzez ponowne krytyczne zainteresowanie ekonomią polityczną można mieć nadzieję na ponowne ustanowienie koncepcji sprawiedliwości społecznej jako czegoś, o co się walczy, ponieważ stanowi kluczową wartość w ramach etyki politycznej solidarności. Chociaż koncepcja sprawiedliwości jak pisał Engels „zmienia się więc nie tylko wraz z czasem i miejscem, ale nawet wraz z osobami”, należy tu również rozpoznać polityczną siłę faktu, że jej szczególne rozumienie może być akceptowane „bez nieporozumienia” w codziennym życiu. Chociaż charakteryzuje ją „beznadziejny zamęt”, gdy bada się ją w sposób abstrakcyjny, ideały sprawiedliwości społecznej mogą nadal funkcjonować (co umożliwia Engelsowski przykład Rewolucji Francuskiej) jako potężny dyskurs mobilizujący polityczne działania. Dwie dekady postmodernizmu i poststrukturalizmu zostawiły nas jednak z niewielkimi podstawami do akceptowania jakichkolwiek konkretnych norm sprawiedliwości społecznej „bez nieporozumienia”, podczas gdy w codziennym życiu tytaniczny wysiłek stara się rozwijać u wszystkich bez wyjątku przekonanie, że każdy sposób regulacji wolności rynkowych lub poziom opodatkowania jest niesprawiedliwy. Wzmocnienie [empowerment] jest zatem uważane za (co przyznaje teraz nikt inny niż John Mayor poprzez aktywne używanie tego terminu) pozostawianie jak największej ilości pieniędzy zarówno w kieszeniach pracowników najemnych, jak i kapitalistów; wolność i sprawiedliwość są przypisywane do maksymalizacji rynkowego wyboru, a prawa interpretuje się jako kwestię suwerenności konsumenckiej, wolnej od rządowych nakazów. Być może najważniejszą rzeczą, której brakowało w postmodernistycznej debacie na przestrzeni ostatnich dwóch dekad, jest rozpoznanie sposobu, w jaki prawicowa i reakcyjna definicja sprawiedliwości rynkowej oraz praw odegrała tak rewolucyjną rolę w kreowaniu tego rodzaju ekonomii politycznej, która doprowadziła do pożaru w Karolinie Północnej. W takich okolicznościach odzyskiwanie obszaru sprawiedliwości i praw dla celów progresywnej polityki jawi się jako pilne teoretyczne oraz polityczne działanie. Jednak aby je podjąć, musimy powrócić do tej „epistemologii”, która pomaga nam wyjaśnić różnicę pomiędzy znaczącymi i nieznaczącymi innymi, różnicami i formami usytuowania, oraz która pomoże promować tworzenie sojuszy na podstawie podobieństw zamiast identyczności. Moja własna epistemologia skrojona do tego celu opiera się na unowocześnionej wersji materializmu historycz-

Stosunki klasowe...


anzpraktyka cyteroet 5/2012

228

nego i geograficznego. Kształtuje on metateoretyczny szkielet dociekań nie tylko odnośnie tego, jak różnice rozumiane jako stosunki władzy są wytwarzane w toku społecznego działania, ale i w jaki sposób nabierają szczególnego znaczenia w konkretnych sytuacjach. Z tego punktu widzenia całkowicie rozsądne jest utrzymywanie, z jednej strony, że uzasadnione są filozoficzne, lingwistyczne i logiczne krytyki uniwersalnych twierdzeń o sprawiedliwości społecznej, oraz, z drugiej strony, uznawanie przypuszczalnej mocy odwołań do sprawiedliwości społecznej w konkretnych sytuacjach, np. we współczesnych Stanach Zjednoczonych, za podstawę do działań politycznych. Batalia o ustanowienie szczególnego typu dyskursu sprawiedliwości społecznej dyskursem hegemonicznym musi być zatem postrzegana jako część szerszej walki o ideologiczną hegemonię toczonej pomiędzy skonfliktowanymi grupami w każdym społeczeństwie.

Wnioski W efekcie stoi przed nami kilka istotnych analitycznych, teoretycznych i politycznych zadań, które można podsumować następująco: Po pierwsze, nie da się nigdy uniknąć warunku uniwersalności, a ci, którzy usiłują to robić (jak w wypadku wielu postmodernistycznych i poststrukturalistycznych sformułowań), kończą co najwyżej ukrywając go, a nie eliminując. Uniwersalność musi być jednak pojmowana w dialektycznej relacji z partykularnością. Jedno definiuje drugie w taki sposób, aby uczynić kryterium uniwersalności otwartym na negocjacje z uwagi na partykularności różnicy. Warto w tym miejscu przeanalizować procesy polityczno-ekonomiczne, w ramach których społeczeństwo rzeczywiście osiąga taką dialektyczną jedność. Przykładowo, pieniądze posiadają uniwersalne własności jako miara wartości i środek wymiany, jednocześnie pozwalając na podejmowanie szerokiego zakresu wysoce zdecentralizowanych i partykularystycznych decyzji w zakresie zachowań rynkowych, które zdają sprawę z tego, na czym tak naprawdę polega uniwersalność pieniądza. To właśnie ta dialektyka wzmacnia prawicowe roszczenia dotyczące indywidualnej wolności i „pustyń sprawiedliwości”, ustanawianych dzięki rynkowym koordynatom. Podczas gdy niesprawiedliwość, która stąd wyrasta, jest jasna – indywidualne przywłaszczanie i akumulacja władzy społecznej, reprezentowane przez pieniądz, produkują masową i wciąż rosnącą społeczną nierówność – doceniona musi być również subtelna władza uniwersalistyczno-partykularystycznej dialektyki uruchomionej w wypadku pieniędzy. Zadaniem progre-

David Harvey


229

anzpraktyka cyteroet 5/2012

sywnej polityki jest znalezienie równie silnego, dynamicznego i przekonującego sposobu na powiązanie uniwersalnego i partykularnego, w celu zdefiniowania sprawiedliwości społecznej z punktu widzenia uciskanych. Po drugie, szacunek dla tożsamości i „inności” musi być równoważony poprzez uznanie faktu, że chociaż wszyscy inni mogą takowymi być, to „niektórzy są bardziej inni niż pozostali”, i że w każdym społeczeństwie muszą istnieć pewne zasady wykluczania. To, jak owo wykluczenie będzie określane, jest osadzone, po pierwsze, w odniesieniu do warunku uniwersalności, który zapobiega opresyjnemu narzucaniu swojej woli innym. Warunek ten nie może być jednakże narzucany odgórnie, w sposób hierarchiczny: musi być otwarty na nieustanne negocjacje właśnie ze względu na sposób, w jaki mogą być ujęte w ramy rozbieżne roszczenia (np. gdy bogaty domaga się usunięcia z jego pola widzenia uciążliwego dlań widoku bezdomnych poprzez ich usunięcie z przestrzeni publicznych). Po trzecie, wszystkie propozycje społecznych działań (lub koncepcje sprawiedliwości społecznej) muszą być krytycznie oceniane w terminach usytuowania lub pozycjonowania twierdzeń i ich autorki. Równie ważne jest rozpoznanie, że jednostki rozwijające tak usytuowaną wiedzę nie są jednostkami homogenicznymi, lecz wiązkami heterogenicznych impulsów, a wiele spośród nich pochodzi z internalizacji „innego” w obrębie ja. Taka koncepcja podmiotu czyni usytuowanie heterogenicznym i urozmaiconym. W ostatecznym rozrachunku liczy się społeczna konstrukcja usytuowania. Po czwarte, „epistemologia, która może wskazywać różnicę” pomiędzy znaczącymi i nieznaczącymi różnicami lub „innościami”, może zrozumieć społeczny proces konstruowania usytuowania, inności, różnicy, tożsamości politycznej itp. Docieramy tu do najistotniejszego punktu epistemologicznego: relacji pomiędzy społecznymi procesami konstruowania tożsamości oraz warunkami polityki tożsamości. Jeśli szacunek dla sytuacji bezdomnych (lub dyskryminowanych płciowo bądź rasowo) nie pociąga za sobą dostrzeżenia procesów społecznych stwarzających bezdomność (lub dyskryminację na tle płciowym bądź rasowym), wówczas polityka tożsamości musi operować na podwójnym poziomie. Polityka starająca się wyeliminować procesy stwarzające problem wygląda zupełnie inaczej niż polityka, która usiłuje jedynie dać pełną możliwość manifestacji zróżnicowanym tożsamościom, kiedy te się wyłonią. Napotykamy tu na osobliwy rodzaj napięcia. Tożsamość osoby bezdomnej (lub dyskryminowanej rasowo) jest niezbędna dla jej poczucia osobowości. Utrzymywanie tego poczucia siebie i tożsamości może

Stosunki klasowe...


anzpraktyka cyteroet 5/2012

230

zależeć od utrzymywania procesów, które dały im początek. Program polityczny skutecznie walczący z bezdomnością (lub rasizmem) musi stawić czoła realnej trudności utraty tożsamości tych, którzy stali się ofiarami takich form prześladowania. Istnieją przy tym subtelne sposoby, w wypadku których raz nabyta tożsamość ze względu na swoją relatywną trwałość szukać może społecznych warunków (włączając prześladowanie) koniecznych dla jej przetrwania. W związku z powyższym zwykłe dążenia polityki tożsamości jako celu samego w sobie (zastępujące walkę zrywającą z tożsamością, która internalizuje opresję), mogą służyć raczej umocnieniu niż kwestionowaniu trwałości procesów, które odpowiadają w pierwszej kolejności za wyłonienie się owych tożsamości. To powszechny problem nawet w ideologicznych akademickich debatach krążących wokół polityki tożsamości. I nie jest on nowy, jak odnotowuje Spivak w nawiązaniu do francuskich poststrukturalistów: Choć analiza ekonomiczna może się wydawać niezwykle redukcjonistyczna, francuscy intelektualiści zapominają, ku swej zgubie, że całe to naddeterminowane przedsięwzięcie zostało dokonane w interesie dynamicznej sytuacji ekonomicznej, która wymagała, by owe interesy, motywacje (pożądania) i władza (wiedzy) zostały bezlitośnie przemieszczone. Przywoływanie teraz tego przemieszczenia jako radykalnego odkrycia, które powinno pozwolić nam na diagnozę tego, co ekonomiczne (warunków życia, które opisowo wyróżnią „klasy”), będącego fragmentem starej machiny analitycznej, może się z łatwością okazać dalszym ciągiem tego dzieła rozbicia i niezamierzonym wspieraniem „nowej równowagi stosunków hegemonii”46.

Być może jest to najlepsza z możliwych lekcja, jaką można wynieść z politycznej porażki w sprawie odpowiedzi na wydarzenia w Hamlet oraz z braku jakiegokolwiek przekonującego dyskursu na temat sprawiedliwości społecznej, do której można by je odnieść. Jeśli historyczny i geograficzny proces wojny klasowej prowadzonej przez Republikanów i kapitalistów przez ostatnie lata w Stanach Zjednoczonych sfeminizował biedę, wzmocnił prześladowania rasowe i w dalszym stopniu powodował degradację ekologicznych warunków życia, wydaje się, że bardziej demokratyczna polityka może wypływać raczej z determinacji do ustanowienia kontroli tych procesów aniżeli z polityki tożsamości, która głównie odzwierciedla ich cząstkowe rezultaty.

46  G. C. Spivak, Czy podporządkowani inni…, s. 209.

David Harvey


anzpraktyka cyteroet 5/2012

231

Postsriptum We wrześniu 1992 roku, blisko rok po pożarze zakładu Imperial Food, jego właściciel – Emmett Roe, został skazany na 19 lat i 11 miesięcy więzienia (po precedensowej, jeśli idzie o prowadzące do niej targi, ugodzie między prokuratorem a oskarżonym, w której przyznał się do 25 przypadków nieumyślnego spowodowania śmierci). Dzięki temu dwóch menedżerów fabryki, w tym syn właściciela, pozostało na wolności. Ponieważ w momencie ogłoszenia wyroku Emmett Roe miał 73 lata, najprawdopodobniej w ciągu kilku lat zostanie warunkowo zwolniony z powodów zdrowotnych lub podeszłego wieku. Kilka dni po wyborczym zwycięstwie Clintona – okoliczności czasowe mają tu prawdopodobnie znaczenie – trzy towarzystwa ubezpieczeniowe, które odmawiały wypłaty jakichkolwiek roszczeń finansowych (tłumacząc, że warunki bezpieczeństwa w zakładzie były tak złe, iż to stojąca obecnie na krawędzi bankructwa firma Imperial Food, a nie ubezpieczyciele, jest prawnie odpowiedzialna za pożar) w końcu zgodziły się wypłacić 16,1 miliona dolarów 101 rodzinom zmarłych, rannych bądź emocjonalnie poszkodowanych pracowników. Sprawa przeciwko Departamentowi Rolnictwa Stanów Zjednoczonych toczy się nadal. Przełożyli: Jakub Alejski, Kamila Grześkowiak, Adrianna Koralewska, Dorota Szczepaniak, Bartosz Wiśniewski Redakcja: Piotr Juskowiak Tłumaczenie powstało na warsztatach translatorskich prowadzonych przez dr Kacpra Pobłockiego, które odbyły się w semestrze letnim 2012 r. w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej UAM. Dziękujemy autorowi za zgodę na publikację.

Stosunki klasowe...


anzpraktyka cyteroet 5/2012

232

David Harvey (1935) – profesor antropologii na City University of New York (CUNY), dyrektor interdyscyplinarnego Centrum Terenu/ Miejsca Kultury i Polityki (The Center for Place, Culture and Politics). Geograf, krytyk społeczny, teoretyk miasta, marksista. Jeden z czołowych rzeczników idei „prawa do miasta”. Autor rozlicznych książek, w tym m.in. Social Justice and the City (1973), The New Imperial­ism (2003), A Brief History of Neoliberalism (2005, polskie wydanie Neoliberalizm. Historia katastrofy, Książka i Prasa, Warszawa 2008 ), The Enigma of Capital and the Crises of Capitalism (2010), Rebel Cities. From the Right to the City to the Urban Revolution (2012, polskie wydanie Bunt miast. Prawo do miasta i miejska rewolucja, tłum. Praktyka Teoretyczna, Warszawa 2012). Dane adresowe: PhD Program in Anthropology The Graduate Center, City University of New York, 365 Fifth Avenue, New York, NY 10016-4309 e-mail: DHarvey@gc.cuny.edu D. Harvey, Stosunki klasowe, sprawiedliwość społeczna i polityka różnicy, „Praktyka Teoretyczna” nr 5/2012, http://www.praktykateoretyczna.pl/ PT_nr5_2012_Logika_sensu/15.Harvey.pdf (dostęp dzień miesiąc rok) Summary: The article analyzes political and epistemological limitations of postmodern critique of justice in the midst of an economic and ideological rule of free market universalism. Interpreting the lack of political response to a fire of chicken processing plant in Hamlet, North Carolina, which took 25 victims, the author discusses questions of identity politics, multiculturalism, situatedness, otherness and difference. It is impossible, in Harvey’s opinion, to discuss them apart from political environment and material conditions. The return to economic issues (including question of exploitation, class and accumulation), neglected by postmodernists, and epistemology based on historical and geographical materialism provide us with an opportunity for the recovery of concepts of universality (in dialectical relation with particularity) and social justice as a powerful mobilizing discourse for political action. Key words: Social justice, universality, class relations, politics of difference, postmodernism

David Harvey


Joanna Bednarek

Praca biopolityczna klasowy i(Pragnienie-produkcja nowy skl/adi z.ywa praca 2 – Hardt i Negri*)

Negri i Hardt stawiają w trylogii Imperium kontrowersyjną tezę o autonomizacji pracy biopolitycznej spod władzy kapitału. Twierdzą również, że tak „wyzwolona” praca stanowi podstawę politycznej emancypacji klasy robotniczej/ wielości. Zestawienie kategorii pracy biopolitycznej z wprowadzonym przez Deleuze’a i Guattariego pojęciem pragnienia-produkcji, jaki i porównanie tezy o jej autonomizacji z (również pochodzącym od autorów Kapitalizmu i schizofrenii) pojęciem stawania-się-mniejszościowym, uwidacznia zarówno ograniczenia, jak i potencjał teoretycznych propozycji autorów Rzecz-pospolitej. Słowa kluczowe: biopolityka, produkcja, operaismo, praca niematerialna, Negri, Hardt *  Artykuł jest częścią większego projektu Pragnienie-produkcja i żywa praca i stanowi ciąg dalszy tekstu Życie jako moc deterytorializacji, który ukazał się w „Praktyce Teoretycznej” 2011, nr 2/3, http://www.praktykateoretyczna.pl/PT_nr23_2011_Biopolityka/12.bednarek.pdf

}


anzpraktyka cyteroet 5/2012

234

„Trylogia Imperium” Michaela Hardta i Antonia Negriego, mimo zadłużenia wobec Gilles’a Deleuze’a i Feliksa Guattariego, jest dziełem pozostającym w dużej mierze w horyzoncie teoretycznym operaismo lub autonomii robotniczej, nurtu marksizmu, z którego wywodzi się Negri. Nurt ten, rozwijający się we Włoszech od lat pięćdziesiątych do dziś (mimo pewnego osłabienia intensywności w latach osiemdziesiątych, spowodowanego kryzysem ruchu lewicowego), proponuje wizję przemian dwudziestowiecznego kapitalizmu opartą zarówno na interpretacji Grundrisse Marksa1, jak i na zaangażowanych badaniach empirycznych2. O swoistości tej perspektywy stanowi rezygnacja z podziału na bazę i nadbudowę bez jednoczesnego przyjmowania, śladami Gramsciego, autonomii tego, co polityczne/społeczeństwa obywatelskiego. Zamierzam zatem przedstawić koncepcję pracy niematerialnej/biopolitycznej Hardta i Negriego jako tyleż bliską teorii Deleuze’a i Guattariego, co zawierająca elementy odmienne i obce wobec koncepcji produkcji i polityki proponowanych przez autorów L’Anti-Oedipe. Najistotniejszą innowacją operaismo jest zerwanie z funkcjonującą w ortodoksyjnym marksizmie tezą o neutralności sił wytwórczych. Jak podkreślają Mario Tronti i Raniero Panzieri3, organizacja produkcji jest kwestią polityczną (w słowniku Foucaultowskim można by powiedzieć: zespołem technik władzy): kapitał kształtuje siły wytwórcze poprzez organizację pracy. Siły wytwórcze są upolitycznione na najbardziej podstawowym poziomie, przy czym prymat przysługuje politycznej inwencji robotników, zarówno tej mikropolitycznej – stawiania oporu w miejscu pracy – i klasycznej, makropolitycznej – wysuwania politycznych roszczeń i postulatów poza nim. Klasa robotnicza jest, dzięki oporowi, jaki stawia, siłą napędową ewolucji kapitalizmu4. Sposoby walki pozostają zatem ściśle związane z formami produkcji. 1  Korzystam z przekładu angielskiego: K. Marx, Grundrisse, tłum. M. Nicolaus, London 1973, http://www.marxists.org/archive/marx/works/1857-gru/index. htm (dostęp 1.05.2010). 2  O tzw. ankietach robotniczych zob. R. Panzieri, Socialist Uses of Worker’s Inquiry, http://www.generation-online.org/t/tpanzieri.htm (dostęp 1.05.2010) oraz Renesans Operaismo, [w:] Autonomia robotnicza, red. K. Król, Poznań 2007, s. 27-33. 3  R. Panzieri, Socialist Uses...; M. Tronti, Workers and Capital, http://www. geocities.com/cordobakaf/tronti_workers_capital.html (dostęp 1.05.2010). 4  Można by stwierdzić, że Tronti i Panzieri stawiają, wbrew Foucaultowi, tezę o prymacie oporu wobec władzy. Przełożenie tej tezy na język Foucaulta nie jest jednak do końca możliwe, jako że jej podstawą jest założenie o tożsamości politycznego oporu z ekonomiczną produktywnością klasy robotniczej. Zakłada się tu więc nieobecną u Foucaulta ontologiczną podstawę oporu niezależną od technik władzy – stanowi ją produktywność życia.

Joanna Bednarek


235

anzpraktyka cyteroet 5/2012

Teoria składu klasowego, kładąca nacisk na powiązania między formami pracy i możliwościami walki, prowadzi do konieczności prowadzenia badań zaangażowanych (ankiety robotnicze). Opiera się ona na tezie, że proletariat nie jest bytem niezmiennym i monolitycznym: wraz z rozwojem sił wytwórczych zmieniają się formy pracy, zmienia się też struktura klasy robotniczej i jej możliwości stawiania oporu. W ramach składu klasowego można wyróżnić skład techniczny, obejmujący organizację procesu pracy: umiejętności robotników, maszyny oraz techniki dyscyplinowania, i skład polityczny, obejmujący techniki i praktyki oporu stosowane przez robotników. Skład techniczny i skład polityczny nieustannie na siebie wpływają: walka robotników wymusza zmiany w organizacji pracy, innowacje technologiczne i nowe techniki nadzoru, co owocuje przekształceniami składu klasowego, a w konsekwencji wynalezieniem nowych form oporu. Praca jest miejscem nieustannej walki politycznej5. Teoretycy operaismo, zaangażowani od lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku w analizy uwarunkowania przekształceń sposobu produkcji i składu klasowego, skupiają się głównie na dwóch, współczesnych im, fazach rozwoju kapitalizmu. Pierwsza z nich, fordyzm, powstała na fali dziewiętnastowiecznych komunistycznych walk robotniczych i odpowiedzi kapitału na nie. Pierwsza faza kapitalizmu industrialnego była epoką powstania i konsolidacji pierwszej figury składu klasowego – robotnika wykwalifikowanego, i jej politycznej mobilizacji, która przyjęła postać ruchu socjalistycznego i komunistycznego. Odpowiedzią kapitału i państwa były częściowe ustępstwa, dotyczące poprawy warunków pracy: wprowadzono ustawowe ograniczenie czasu pracy i systemy zabezpieczeń socjalnych. Jednocześnie polityczna walka robotników została poddana ograniczającym regulacjom: podporządkowano ją zasadom parlamentarnej reprezentacji (partie socjaldemokratyczne) i organizacjom z definicji broniącym wąsko zdefiniowanych, partykularnych interesów grup zawodowych (związki zawodowe). Na tym podwójnym ruchu opiera się Keynesowskie państwo dobrobytu/państwo opiekuńcze [welfare state], którego konstytucję opisują Hardt i Negri w pracy Labor of Dionysus6. Jednocześnie zmiany w sposobie produkcji (umasowienie, postęp mechanizacji, linia produkcyjna) dały początek nowej figurze: robotnika masowego, niewykwalifikowanego. Jeśli było to zwycięstwo, to dość dwu5  O czym przypomniało jakiś czas temu pismo „Recykling Idei”, tytułując jeden ze swoich numerów Pole pracy, pole walki („Recykling Idei” 2007, nr 9). 6  M. Hardt, A. Negri, Labor of Dionysus: a Critique of the State-Form, Minneapolis 2003, s. 23-45.

Praca biopolityczna


anzpraktyka cyteroet 5/2012

Neoliberalne reformy są nieraz przedstawiane jako realizacja postulatów roku 1968; „realizacja” ta była jednak ich ideologicznym zniekształceniem. Zakładała przede wszystkim oddzielenie tego, co kulturowe, od tego, co gospodarcze: walki nowych ruchów społecznych zostały w ten sposób skanalizowane w stronę przestrzeni symbolicznych i medialnych reprezentacji

236

znaczne: klasa robotnicza, którą komunistyczna teoria i praktyka przedstawiała jako nośnik uniwersalnej emancypacji ludzkości, stała się korporacyjną grupą interesu. Umowa między kapitałem, państwem i związkami oraz będąca jej efektem „mała stabilizacja” zostały jednak zakwestionowane za sprawą rozwijających się w latach sześćdziesiątych „nowych ruchów społecznych”. Tym, co je wyróżniało, było teoretyczne i praktyczne połączenie walk ekonomicznych, politycznych i kulturowych. Negri ujmuje istotę tych ruchów w formule „walka przeciwko pracy”7: walka przeciwko ustalonemu reżimowi pracy i czasu wolnego, przeznaczonego na konsumpcję; połączenie wytwarzania rzeczy i idei oraz wynajdywania nowych form wspólnoty; i wreszcie walka przeciwko podziałowi na sferę prywatną i publiczną („prywatne jest polityczne” to nie tylko hasło feministek, ale formuła dająca wgląd w istotę postulatów Nowej Lewicy w jej pierwotnym, radykalnym wydaniu). Aktywność nowych ruchów społecznych i rewolta 1968 roku spotkały się z odpowiedzią kapitału, która przyjęła postać dwóch zintegrowanych strategii: z jednej strony ekonomicznej deregulacji i promowania modelu elastycznego zatrudnienia, z drugiej zaś – rynkowej ofensywy neoliberalnej wizji gospodarki i polityczności. Neoliberalne reformy są nieraz przedstawiane jako realizacja postulatów roku 1968; „realizacja” ta była jednak ich ideologicznym zniekształceniem. Zakładała przede wszystkim oddzielenie tego, co kulturowe, od tego, co gospodarcze: walki nowych ruchów społecznych zostały w ten sposób skanalizowane w stronę przestrzeni symbolicznych i medialnych reprezentacji. Stopniowa likwidacja zabezpieczeń socjalnych przedstawiana była jako przywrócenie obywatelom wolności wyboru; apologii indywidualizmu, elastyczności towarzyszyła patologizacja biedy (wynikającej rzekomo z wolnego wyboru). Brak bezpieczeństwa ekonomicznego równoważono naciskiem na bezpieczeństwo fizyczne i polityczne (rozwój coraz bardziej wyrafinowanych technik nadzoru, militaryzm). Neoliberalna ofensywa to jednak tylko jeden, i to dość późny, funkcjonalny aspekt zmiany kapitalistycznego paradygmatu; z perspektywy operaismo najistotniejsze są modyfikacje, które nastąpiły nieco wcześniej i objęły zarówno skład techniczny, jak i skład polityczny pracy. Zwykle określa się je jako przejście od fordyzmu do postfordyzmu8: fordowska 7  Tamże, s. 274-275, tychże, Multitude: War and Democracy in the Age of Empire, London 2004, s. 343. 8  Jak stwierdza we Fragmencie o maszynach Marks, jedną z tendencji rozwoju kapitalizmu jest wzrost znaczenia pracy złożonej; innowacje technologiczne zastępują

Joanna Bednarek


237

anzpraktyka cyteroet 5/2012

dominacja (dotycząca zarówno liczebności, jak i waloryzacji) pracy przemysłowej, zorganizowanej jako masowa produkcja zestandaryzowanych towarów w wielkich fabrykach, została zastąpiona postfordowskim reżimem wymuszonej mobilności i elastyczności. Produkcja towarów odbywała się odtąd w krótkich, „zindywidualizowanych” seriach, nierzadko zlecana podwykonawcom; nastąpił także wzrost roli i liczebności pracy w sektorze usług w stosunku do pracy w sektorze przemysłowym. Tym zmianom składu technicznego towarzyszyła dewaloryzacja tradycyjnej pracy w przemyśle, jak również narodziny nowego wzorca zatrudnienia: jednostka miała przemieszczać się między różnymi miejscami pracy i stanowiskami, nieustannie doskonalić i poszerzać swoje kwalifikacji zawodowe9. Fabryki zniknęły lub utraciły swoją uprzywilejowaną pozycję, co wiązało się z zanikiem tradycyjnej klasy robotniczej i zmianą w podmiotowości (składzie politycznym) klasy robotniczej: fordowskiego robotnika masowego zastąpił robotnik uspołeczniony10. Rozpoczęła się epoka realnej subsumcji. stopniowo bezpośrednią pracę ludzką jako główny czynnik wartościotwórczy. Wymaga to zmiany definicji pracy: praca twórcza – projektowanie maszyn – poprzednio produktywna tylko pośrednio, staje się bezpośrednio produktywna. Innymi słowy, praca staje się uspołeczniona. Efektem jest zwiększenie ilości kapitału stałego względem kapitału zmiennego (siły roboczej), co na dłuższą metę musi uniemożliwić odtwarzanie stosunków kapitalistycznych (zob. K. Marks, Grundrisse, fr. 651-700, http://www.marxists.org/archive/marx/works/1857-gru/g13.htm, dostęp 1.05.2010). 9  M. Hardt, A. Negri, Imperium, tłum. A. Kołbaniuk, S. Ślusarski, Warszawa 2005, s. 40-50. 10  Zob. A. Negri, A. Negri, Marx Beyond Marx: Lessons on the Grundrisse, tłum. H. Cleaver, M. Ryan, M. Viano, New York-London 1991, s. xii, xxix, 197, 206-208. Temat przejścia do postfordyzmu został w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych spopularyzowany (i nierzadko zwulgaryzowany) przez licznych teoretyków (J. Rifkin, Koniec pracy: schyłek siły roboczej na świecie i początek ery postrynkowej, tłum. E. Kania, Wrocław 2001; R. Reich, Praca narodów: przygotowanie do kapitalizmu XXI wieku, tłum. L.A. Zyblikiewicz, Toruń 1996). Główna wada tych ujęć to brak perspektywy globalnej czy wręcz europocentryzm (gdzie Europa obejmuje także Stany Zjednoczone) – nie pojawia się w nich kwestia systemowych powiązań między przekształceniami składu technicznego pracy w krajach Północy a przenoszeniem ośrodków (zdewaloryzowanej) pracy przemysłowej do krajów Południa. Do pewnego stopnia krytyka ta odnosi się też do samych źródłowych idei powstałych w kręgu operaismo. Trzeba jednak pamiętać, że zostały one opracowane na podstawie badań empirycznych ściśle powiązanych z praktyką polityczną, o z definicji ograniczonej perspektywie. Badania te zdają sprawę z przekształceń produkcji w krajach Europy Zachodniej, głównie we Włoszech. Próbie nadania im uniwersalnego charakteru musi towarzyszyć poszerzenie perspektywy i zasięgu badań. Praca Negriego i Hardta, korzystająca z opracowań wielu badaczy zajmujących się przekształceniami produkcji w drugiej połowie dwudziestego wieku, częściowo spełnia te wymagania; amerykańscy

Praca biopolityczna


anzpraktyka cyteroet 5/2012

238

Subsumcja formalna ma według Marksa miejsce, kiedy kapitał podporządkowuje sobie istniejące już, niezależne od niego procesy produkcji (podporządkowanie siły roboczej jest ograniczone do umowy o pracę); stosunki kapitalistyczne obejmują więc tylko część relacji społecznych. Natomiast w wypadku realnej subsumcji całe życie robotników podporządkowane zostaje potrzebom kapitału. Zdaniem Balibara sytuacja taka stanowi nieosiągalną granicę kapitalizmu: Idealnym kresem […] logiki [kapitału] byłoby coś, co Marks nazwał realnym podporządkowaniem siły roboczej kapitałowi, w przeciwieństwie do podporządkowania formalnego, ograniczonego do umowy o pracę: egzystencja robotników byłaby całkowicie określona przez potrzeby kapitału (zależnie od okoliczności, uzyskiwanie kwalifikacji zawodowych albo ich utrata, bezrobocie albo nadmierna praca dodatkowa, zaciskanie pasa albo przymusowa konsumpcja). Jednak granica ta jest historycznie nieosiągalna11.

Teoretycy operaismo, przeciwnie, uznają, że realna subsumcja jest historycznie osiągalna i osiągnięta została w postfordowskiej fazie kapitalizmu12. Fabryka nie jest już uprzywilejowaną przestrzenią produkcji: pojęcie fabryki społecznej zdaje sprawę z faktu objęcia całego pola społecznego kapitalistycznymi stosunkami produkcji. Sprawia to również, że każda aktywność staje się bezpośrednio produktywna: znikają podziały na pracę i czas wolny, produkcję i konsumpcję, produkcję i reprodukcję siły roboczej, a także pracę produkcyjną i nieprodukcyjną. Podporządkowanie całego pola społecznego kapitałowi nie jest jednak równoznaczne z niemożnością oporu; siła robocza jest w dalszym ciągu motorem kapitalistycznej produktywności: „Walka klas nie znika: zostaje przeniesiona we wszystkie momenty życia codziennego. […] Realna subsumcja, daleka od eliminowania antagonizmu, nieskończenie go wzbogaca”13. Konieczne jest więc zdanie sobie sprawy z przekształceń składu klasowego i usytuowania możliwych miejsc walki. Zmiany w kapitalistycznym sposobie produkcji (podporządkowanie produkcji wszystkich obszarów ludzkiej aktywności i powstanie „fabryki społecznej”) wymagają przede wszystkim nadania szerszego zasięgu pojęciu produkcji apologeci postfordyzmu zbyt często ograniczają się do entuzjastycznego powitania nowej niematerialnej, elastycznej i ponadnarodowej gospodarki. 11  E. Balibar, Filozofia Marksa, tłum. A. Staroń, A. Ostolski, Z. M. Kowalewski, Warszawa 2007, s. 130. 12  M. Hardt, A. Negri, Labor of Dionysus..., s. 15. 13  A. Negri, Marx Beyond Marx..., s. xvi.

Joanna Bednarek


239

anzpraktyka cyteroet 5/2012

i przeformułowania pojęcia pracy: rozszerzenia go na usługi czy nieodpłatną pracę opiekuńczą oraz rezygnacji z podziału na produkcję i reprodukcję siły roboczej. Na podstawie tych założeń Negri i Hardt stawiają w trylogii Imperium tezę o hegemonii pracy niematerialnej. Odniesienie tego terminu jest tam złożone i różni się od definicji pracy niematerialnej proponowanych przez innych przedstawicieli marksizmu autonomistycznego14. Aby ukazać zarówno jego zalety, jak i słabości, należy więc przedstawić wszystkie jego wymiary, zarówno te, które łączą je z tradycyjnym, wypracowanym przez operaismo pojęciem pracy niematerialnej, jak i te, które są innowacją Negriego i Hardta. Praca niematerialna nie oznacza tylko (czy głównie) tych rodzajów pracy, które Robert Reich nazywa analizą symboliczną: twórczej pracy z informacją, ideami, pojęciami15. Obejmuje ona przede wszystkim typy aktywności uznawane przez Marksa za wytwarzające wartość tylko pośrednio – w tym także pracę intelektualną, przetwarzanie informacji, innowacje; w paradygmacie pracy niematerialnej stają się one produktywne bezpośrednio16. Bezpośrednio produktywne stają się jednak także (może nawet przede wszystkim) inne działania zaliczane wcześniej do pracy nieproduktywnej i reprodukcji społecznej, którym tradycyjnie 14  Maurizio Lazzarato wprowadza np. pojęcie noopolityki, kładąc nacisk na rolę języka i komunikacji językowej we współczesnym składzie technicznym pracy oraz na wyzysk i kreatywność pracy intelektualnej jako głównych czynników decydujących o jej składzie politycznym; zob. tegoż, The Concepts of Life and the Living in the Societies of Control, [w:] Deleuze and the Social, red. M. Fuglsang, B. M. Sørensen, Edinburgh 2006, s. 171-190. 15  Zob. R. Reich, Praca narodów... Zarzut przypisywania zbyt wielkiego znaczenia hegemonii pracy intelektualnej czy związanej z technologiami informacyjnymi (stawiany m. in. przez Petera Thompsona) jest trafny w odniesieniu do tekstów Negriego z lat 1990-1998, okresu, kiedy był związany z pismem “Futur Antérieur”. Wersja 2.0 (według określenia Nicka Dyer-Witheforda) pracy niematerialnej, ta z okresu współpracy z Hardtem, jest już jednak wolna od tego jednowymiarowego nacisku na informację i pracę intelektualną. Zob. P. Thompson, Foundation and Empire: a Critique of Hardt and Negri, “Capital&Class” 2005, No. 2; N. Dyer-Witheford, Cyber-Negri: General Intellect and Immaterial Labor, [w:] The Philosophy of Antonio Negri 1: Resistance in Practice, red. T.S. Murphy, A.-K. Mustapha, London-Ann Arbor 2005, s. 152. 16  Paradoksalnie, największą dwudziestowieczną obrończynią i kontynuatorką podziału na pracę nieprodukcyjną i produkcyjną (jednakże w ramach odmiennego niż Marksowski paradygmatu) była Hannah Arendt. Wprowadzona w Kondycji ludzkiej dychotomia work – labor nadaje pewną wartość pracy wytwórczej [poiesis], natomiast pracę pozbawioną wytworu redukuje do koniecznego, acz wstydliwego i z konieczności apolitycznego aspektu kondycji ludzkiej.

Praca biopolityczna


anzpraktyka cyteroet 5/2012

240

odmawia się splendoru – praca usługowa oraz działania związane z wytwarzaniem, podtrzymywaniem i odtwarzaniem życia – tzw. praca reprodukcyjna17. Obejmuje to zarówno opłacaną pracę w sektorze usług, w tym pracę opiekuńczą, jak i nieopłacaną pracę domową, wykonywaną głównie przez kobiety18. Kolejnym aspektem pracy niematerialnej jest praca afektywna; polega ona na tworzeniu i podtrzymywaniu więzi międzyludzkich za pomocą emocji i komunikacji19. W zakres pracy niematerialnej wchodzi także praca na roli, bardziej „niematerialna” niż praca przemysłowa: Pod pewnymi względami klasy podporządkowane w okresie hegemonii [pracy] przemysłowej dostarczają klucza do zrozumienia zasadniczych cech hegemonii pracy niematerialnej. Rolnicy […] zawsze czynili użytek z wiedzy, inteligencji i innowacji typowych dla pracy niematerialnej. Z pewnością praca na roli jest niezwykle męcząca fizycznie – ziemia jest nisko, jak powie wam każdy, kto kiedyś pracował w polu – ale rolnictwo jest również nauką. Każdy rolnik jest chemikiem, dopasowującym typ gleby do właściwych zbóż, przekształcającym owoce i mleko w wino i ser, genetykiem, dobierającym najlepsze nasiona, aby udoskonalić odmiany roślin i meteorologiem, obserwującym niebo20.

17 Zob. Gender i ekonomia opieki, red. E. Charkiewicz, A. Zachorowska-Mazurkiewicz, Warszawa 2009. 18  Feminizacja nisko opłacanej pracy, zarówno przemysłowej, jak i usługowej, w gospodarce postfordowskiej to nie tylko kwestia statystyczna, ale strukturalne uwarunkowanie: ponieważ wejście na rynek pracy kobiet w krajach Północy odbyło się na neoliberalnych warunkach, bez jednoczesnej zmiany modelu rodziny i ich niezależność ekonomiczna jest często uzależniona od pracy usługowo-opiekuńczej imigrantek (zob. R. Kurian, Globalizacja pracy domowej i usług opiekuńczych, tłum. M. Michowicz, [w:] Gender…). Na kwestię produktywności nieopłacanej pracy kobiet jako jedne z pierwszych (w latach siedemdziesiątych) zwróciły uwagę działaczki z kręgu operaismo: Mariarosa dalla Costa i Alisa del Re. 19  Negri i Hardt wprowadzając w Imperium pojęcie pracy afektywnej, nie odwołują się w żaden sposób (na co zwraca uwagę Peter Thompson) do badań socjolożki Arlie Russell Hochschild, która jest autorką pojęcia pracy emocjonalnej i fundamentalnych badań nad rolą pracy afektywnej we współczesnej gospodarce (zob. A. R. Hochschild, Zarządzanie emocjami: komercjalizacja ludzkich uczuć, tłum. J. Konieczny, Warszawa 2009; P. Thompson, Foundation and Empire..., s. 85). Trudno stwierdzić, czy brak tego przypisu jest kwestią ignorancji, czy złej woli… Trzeba także przyznać, że występujące w trylogii Imperium odwołania wskazują na niejaką fragmentaryczność wiedzy Negriego i Hardta na temat ekonomii feministycznej. W Imperium odwołują się wyłącznie do pracy Dorothy Smith, w Commonwealth do badań Chandry Mohanty, V. Spike Peterson i Valentine Moghadan. 20  M. Hardt, A. Negri, Multitude..., s. 109-110.

Joanna Bednarek


241

anzpraktyka cyteroet 5/2012

Jak pokazują przykłady rolnictwa oraz afektywnej i reprodukcyjnej pracy kobiet, często jest to praca jak najbardziej fizyczna. Jej niematerialność polega raczej, jak podkreślają Negri i Hardt, na braku materialnego, odrębnego od samego działania wytworu21. Jej jedynym, nieodróżnialnym od samej pracy produktem jest życie, pojmowane jako zdolność rozwoju i nawiązywania relacji z otoczeniem. Dlatego też lepiej byłoby, jak stwierdzają już w Multitude Negri i Hardt, używać określenia praca biopolityczna: Powinniśmy podkreślić, że praca zaangażowana w całą produkcję niematerialną pozostaje materialna – angażuje ona nasze ciała i umysły tak, jak każda praca. Tym, co niematerialne, jest jej produkt. Uznajemy, że „praca niematerialna” jest pod tym względem bardzo niejednoznacznym terminem. Być może byłoby lepiej rozumieć tę nową formę hegemoniczną jako „pracę biopolityczną22.

Tym, co wytwarza praca niematerialna, są relacje społeczne: uspołecznione, upolitycznione życie. Praca informacyjna, reprodukcyjna i praca afektywna to jej trzy uzupełniające się wzajemnie wymiary. Konstytutywnym składnikiem ich wszystkich jest współpraca. W biopolitycznej gospodarce postfordowskiej praca przestaje być indywidualna: kolektywność, uspołecznienie, komunikacja i współpraca stają się istotowymi cechami pracy jako takiej. Hegemonia pracy niematerialnej nie polega, co podkreślają Negri i Hardt, na przewadze liczebnej pewnych typów pracy. Zarzut, że autorzy Imperium mylą się co do oczywistych faktów i danych albo mówią tylko o przekształceniach pracy w krajach Północy, nie jest trafny. Przede wszystkim mowa o tendencji rozwojowej, nie o statycznym obrazie faktów. Według Marksa opis tendencji rozwojowych systemu kapitalistycznego, choć zawsze związany z ryzykiem złej interpretacji symptomów ekonomiczno-społecznych, jest konieczną podbudową praktyki politycznej; Negri i Hardt idą jedynie w jego ślady23. Jedną z oznak tej tendencji jest kapitalistyczna dewaloryzacja pracy przemysłowej (wytwarzania towarów – materialnych rzeczy); jest ona, ze względu na obecność tańszej siły roboczej, przenoszona do krajów Południa, gdzie przestaje być widoczna i chroniona (choćby i tylko nominalnymi) przepisami prawa pracy. Drugą stroną tego zjawiska jest

21  Następuje tu zatem zerwanie z paradygmatem godności poiesis i dewaluacji „trudu” jako pozbawionego materialnych efektów. 22  M. Hardt, A. Negri, Multitude..., s. 109. 23  M. Hardt, A. Negri, Multitude..., s. 140-153.

Praca biopolityczna


anzpraktyka cyteroet 5/2012

242

nadmierna waloryzacja (określenie Saskii Sassen24) pracy symbolicznej – dziedziny PR, marketingu i reklamy. Materialny towar staje się, podobnie jak praca, prawie niewidoczny, nie będąc niczym więcej niż dodatkiem do marki. Hegemonizując pole produkcji, praca niematerialna staje się paradygmatem pracy w ogóle – powoduje przekształcenia wszystkich typów pracy zgodnie ze swoim modelem. Oznacza to, że kooperacja, uspołecznienie, produktywność emocji stają się cechami każdej pracy, nawet pracy przemysłowej. Teza ta, kluczowa dla koncepcji hegemonii pracy niematerialnej, jest dyskusyjna ze względu na to, że ma postać twierdzenia niepopartego dowodami empirycznymi. Żeby ją zweryfikować, należałoby przeprowadzić szeroko zakrojone badania nad odmiennymi typami pracy (być może ze szczególnym naciskiem na pracę przemysłową) w różnych częściach świata w celu sprawdzenia, czy faktycznie dokonały się takie przekształcenia; musiałyby one objąć organizację pracy, formy kontroli nad nią, jak również rolę samych pracowników w procesie pracy. W tym momencie można na pewno stwierdzić, że ogromny wpływ wywarła ekspansja sieci komunikacyjnych, która umożliwiła globalną redystrybucję pracy – gospodarka światowa jest dzięki niej systemem naczyń połączonych, w którym nieustanna komunikacja ma materialne następstwa. Hegemonię pracy niematerialnej/produkcji biopolitycznej łączy też istotowy związek z realną subsumcją: paradygmat pracy niematerialnej, sprawiając, że aktywność biologiczno-społeczna ludzi jako taka stała się produktywna, przyczynił się również do tego, że zaczęła ona podlegać wyzyskowi o niespotykanym wcześniej zasięgu. Prowadzi ona bowiem do urynkowienia wszystkich aspektów życia ludzkiego i nie-ludzkiego (to drugie jest dzisiaj, dla tych, którzy chcą widzieć, z pewnością lepiej widoczne i bardziej oczywiste)25. Te warunki odpowiadają za powstanie nowego podmiotu pracy, który jest zarazem podmiotem politycznym: wielości [multitude]. Praca wielości jest – jako że polega na tworzeniu życia i stosunków społecznych – bezpośrednio polityczna. Pracujące podmioty wytwarzają to, co wspólne [the common]: immanentne pole relacji i powiązań, przeciwstawiające 24  S. Sassen, Globalizacja: eseje o nowej mobilności ludzi i pieniędzy, tłum. J. Tegnerowicz, Kraków 2007. 25  Aby zdać sprawę ze znaczenia tych przemian dla gospodarki i społeczeństwa, zaproponowane zostały pojęcia kapitału zwierzęcego i biokapitału (zob. K. Sunder Rajan, Biocapital: the Constitution of Postgenomic Life, Durham 2006; N. Shukin, Animal Capital: Rendering Life in Biopolitical Times, Minneapolis 2009; dziękuję Agnieszce Kowalczyk za zwrócenie mi uwagi na te prace).

Joanna Bednarek


243

anzpraktyka cyteroet 5/2011

się transcendentnej organizacji tego, co uniwersalne, i umożliwiające wyłonienie się nowej organizacji politycznej. […] to, co wspólne wyznacza nową formę suwerenności, suwerenność demokratyczną (czy, dokładniej, formę organizacji społecznej, która przemieszcza suwerenność. […] interes wspólny […] nie jest przekształcany w coś abstrakcyjnego w ramach państwowej kontroli, ale raczej zostaje zawłaszczony przez osobliwości współpracujące w społecznej, biopolitycznej produkcji […]26.

Podmiot uniwersalny wyłania się zawsze na skutek unifikacji: jednostkowe podmioty zostają zredefiniowane jako przypadki tego, co ogólne – obywatelstwa czy człowieczeństwa, i na tej podstawie upoważnione do politycznego uczestnictwa, za cenę odpolitycznienia pewnych sfer ich życia. Uniwersalny podmiot jest innym określeniem jedności ciała politycznego, z konieczności wyrzucającego poza swój obręb konstytutywne zewnętrze. Wielość jest natomiast złożona z osobliwości [singularities]: jednostek, których tożsamość nie jest konsekwencją funkcjonowania w ramach systemów kategorii ogólnych. Negri i Hardt definiują osobliwości również poprzez potrójną wielość: wielość zewnętrzną (powiązania z innymi osobliwościami), wielość wewnętrzną i wielość czasową (ciągłe przekształcenia na skutek interakcji z innymi)27. Dlatego polityczna konstytucja wielości nie może polegać na stawaniu się ludem; jest to kategoria z definicji ujednolicająca i wykluczająca28. Negri i Hardt nie twierdzą, że produkcja biopolityczna w postaci takiej, jaką znamy dzisiaj – podporządkowana mechanizmowi kapitalistycznej prywatyzacji i poddana dyktatowi wydajności – wyzwala sama z siebie. Stawiają tylko tezę, że hegemoniczna forma, jaką przybrała praca w gospodarce postfordowskiej, stwarza warunki dla ukonstytuowania się nowego uniwersalnego podmiotu politycznego, odpowiednika proletariatu z fazy przemysłowej kapitalizmu. Kluczowym z tych warunków jest autonomizacja pracy wielości wobec kapitału. W fazie przemysłowej kapitalizm odgrywał wobec pracy rolę częściowo pozytywną; 26  M. Hardt, A. Negri, Multitude..., s. 206. 27  M. Hardt, A. Negri, Commonwealth, Cambridge MA 2009, s. 339-340. 28  Przedstawione przez Agambena i Rancière’a analizy wewnętrznego pęknięcia kategorii ludu i aporetyczności, którą w konsekwencji jest ona nacechowana, wskazują na ten problem, nie są jednak w stanie rozwiązać go czy opracować dla niego alternatywy, ponieważ nie dysponują płaszczyzną ontologiczną umożliwiającą skonstruowanie podmiotu godzącego to, co wspólne, z różnorodnością (zob. G. Agamben, Czym jest lud?, tłum. P. Mościcki, [w:] Agamben: przewodnik Krytyki Politycznej, red. zespół, Warszawa 2010, s. 18–24; J. Rancière, Na brzegach politycznego, tłum. I. Bojadżijewa, J. Sowa, Kraków 2008, s. 71).

Praca biopolityczna

Negri i Hardt stawiają tezę, że hegemoniczna forma, jaką przybrała praca w gospodarce postfordowskiej, stwarza warunki dla ukonstytuowania się nowego uniwersalnego podmiotu politycznego, odpowiednika proletariatu z fazy przemysłowej kapitalizmu


anzpraktyka cyteroet 5/2012

244

dostarczając środków produkcji i organizując pracę, przyczyniał się do jej produktywności. W fazie realnej subsumcji jego działanie sprowadza się do wywłaszczania, wyzysku i nadzoru: ponieważ komunikacja, organizacja i relacje społeczne są integralną częścią produkcji biopolitycznej, kapitał staje się coraz bardziej zewnętrzny wobec pracy i przekształca się w pasożyta29: Kapitał – choć może ograniczać pracę biopolityczną, wywłaszczać jej wytwory, a nawet w pewnych wypadkach dostarczać niezbędnych narzędzi produkcji – nie organizuje produktywnej współpracy. […] Intelektualne, komunikacyjne i afektywne środki współpracy są na ogół wytwarzane w samych produktywnych spotkaniach i nie mogą być kierowane z zewnątrz. W rzeczy samej, można stwierdzić, że kapitał zamiast umożliwiać współpracę, wywłaszcza ją, jako główny czynnik wyzysku biopolitycznej siły roboczej30.

Stwierdzenie to jest rzecz jasna kontrintuicyjne: wydaje się czymś oczywistym, że kapitalistyczna kontrola nad pracą to ważny czynnik wpływający na produktywność. Co więcej, sprawia ono też, zdaniem niektórych krytyków31, wrażenie sprzecznego z tezą o realnej subsumcji pracy pod kapitał. Skoro całe pole społeczne jest przeniknięte kapitalistycznymi stosunkami produkcji (prywatyzacja, wyzysk) i stosunkami władzy, skoro system kapitalistyczny doby Imperium nie ma zewnętrza, jak możliwa jest autonomia pracy? Zdaniem Nicholasa Thoburna i Finna Bowringa teza o autonomizacji pracy stanowi powrót Negriego do ortodoksyjnie marksistowskiej koncepcji neutralności sił wytwórczych. Produkcja zostaje tu ujęta jako obszar autonomiczny i odpolityczniony; prowadzi to do apoteozy pracy jako takiej i niekwestionowania ideałów nieskończonej produktywności i wydajności – kapitalistycznych kategorii niezakwestionowanych przez ortodoksyjny marksizm32. Negri odrzuca w ten sposób, zdaniem Thoburna, teoretyczne osiągnięcia operaismo: zdefiniowanie produkcji jako przestrzeni władzy oraz zaproponowaną przez Trontiego strategię walki z kapitalistycznym wyzyskiem poprzez odmowę pracy (a tym samym określonej przez kapitał tożsamości kla29  Zob. M. Hardt, A. Negri, Imperium, s. 379-381. 30 Tychże, Commonwealth, s. 140-141. 31  Zob. N. Thoburn, Autonomous Production?: On Negri’s ‘New Synthesis’, “Theory, Culture and Society” 2001, Vol. 18, No. 5. 32  N. Thoburn, Deleuze, Marx and Politics, London-New York 2003, http:// libcom.org/library/deleuze-marx-politics-nicholas-thoburn-intro, s. 76 (dostęp 1.05.2010); F. Bowring, From the Mass Worker to the Multitude: a Theoretical Contextualization of Hardt and Negri’s Empire, “Capital&Class” 2004, Vol. 28, No. 2.

Joanna Bednarek


245

anzpraktyka cyteroet 5/2012

sowej). Jak stwierdza Thoburn, paradoksalnie bliższy operaismo pozostaje Deleuze, podkreślający immanencję walk antykapitalistycznych wobec samej maszyny kapitalistycznej i sytuujący źródło oporu w wewnętrznych wobec społecznych urządzeń liniach ujścia. Podkreślając, że klasa definiowana jest w oparciu o pracę, która stanowi wyłącznie część kapitału, nie przypisuje żadnego subwersywnego potencjału tożsamości klasowej; jednocześnie podkreśla, że istotą walki proletariackiej jest stawanie-się-innym, stawanie-się-mniejszościowym33. Deleuze pozostaje więc, przy uwzględnieniu odmienności jego płaszczyzny teoretycznej, wierny tezie o realnej subsumcji i nie wprowadza esencjalistycznie pojmowanej pracy jako podstawy oporu; jest to stanowisko bardziej realistyczne i niepowtarzające błędów tradycyjnego marksizmu. Teza o autonomizacji byłaby zatem nie tylko utopijna, ale też niebezpieczna: skoro wielość autonomizuje się za sprawą swojej pracy, może być tylko coraz lepiej, a upadek kapitalizmu jest niemal przesądzony. Oznacza to lekceważenie realności wyzysku, faktu, że produktywne życie jest w coraz większym stopniu poddawane wywłaszczeniu, między innymi dzięki ekspansji kategorii kapitału – pojawia się „kapitał ludzki” czy „biokapitał” (można tu przywołać narodziny kategorii biowłasności). Zbytni optymizm Negriego może nieraz irytować34; jednak nie najmniejszą z przyczyn tej irytacji jest fakt, że prognozy końca neoliberalnej ofensywy i kryzysu kapitalizmu nie znajdują poparcia w opracowanej przez niego teorii35. Autonomizacja pracy i przekształcanie się 33  N. Thoburn, Deleuze, Marx…, s. 15-20, 123-130, 140-143. 34  Gdy np. jego rozmówca, Raf „Valvola” Scelsi, pyta: „czy nie sądzisz […], że wśród dzisiejszych scenariuszy mogłoby być również powszechne anulowanie gwarancji społecznych, prowadzące do sytuacji opisywanych przez Dickensa? Do nowoczesności nacechowanej wielką, rozpowszechnioną biedą, z ogromnymi miastami zaludnionymi plebsem, pogrążonym w niewyobrażalnej nędzy….” , Negri odpowiada niefrasobliwie: „Nie sadzę, aby taki scenariusz nędzy mógł się powtórzyć.” (A. Negri, Goodbye Mr. Socialism, tłum. K. Żaboklicki, Warszawa 2008, s. 199-200). 35  „Neoliberalizm jako taki znalazł się […] w stanie kryzysu, nie tylko z powodu tworzonej przez siebie gospodarczej nierównowagi, ale i dlatego, że Amerykanie jednostronnie nim kierują na płaszczyźnie politycznej; to kryzys tworzący warunki, z którymi kapitalizm już sobie nie radzi. […] sądzę, że agresywny cykl neoliberalny definitywnie się skończył.” (A. Negri, Goodbye Mr. Socialism, s. 203, 245). Trudno na gruncie teorii Negriego – odrzucającego wszak koncepcję cykliczności kapitalistycznej akumulacji – stwierdzić, dlaczego cykl neoliberalnej ekspansji miałby mieć się ku końcowi. Wydaje się, że tezę taką można postawić tylko w oparciu o jakąś wersję tej koncepcji. Dla przykładu, Beverly J. Silver, przewidując powszechny kryzys legitymizacji i nasilenie się protestów pracowniczych w bliskiej przyszłości, czyni to w oparciu o podejście badawcze

Praca biopolityczna


anzpraktyka cyteroet 5/2012

246

kapitału w siłę wywłaszczania i kontroli może równie dobrze prowadzić do coraz agresywniejszej kolonizacji życia społecznego i biologicznego, wzrostu nierówności i częściowej rezygnacji ze swobód demokratycznych na rzecz funkcji policyjnych państwa i organizacji międzynarodowych; konflikt między pracą i kapitałem może przybierać postać coraz intensywniejszą. Autonomia produkcji biopolitycznej nie polega na jej zewnętrzności wobec kapitalizmu; nie jest też czymś danym ani zdeterminowanym. Autonomizacja to pewna wewnętrzna tendencja rozwoju pracy, stwarzająca potencjał przemian politycznych; może ona jednak równie dobrze zostać stłumiona lub zastąpiona innymi (ponieważ Negri nie jest zwolennikiem pozytywistycznego ujęcia praw rozwoju ekonomiczno-społecznego jako koniecznych). Rozwój sił wytwórczych stwarza jedynie warunki zorganizowania pracy w sposób wolny od kapitalistycznego wyzysku. Dlatego Negri i Hardt obstają w Commonwealth przy obu tezach36: zarówno tezie o realnej subsumcji, jak i tezie o autonomizacji pracy. Druga z nich jest w rzeczywistości konsekwencją pierwszej. Ponieważ produkcja biopolityczna obejmuje wytwarzanie podmiotowości, relacji międzyludzkich i społecznych, obejmuje również przekształcanie stosunków pracy, które są jej częścią. Wielość jako podmiot polityczny musi jednak zostać ukonstytuowana (co Negri i Hardt podkreślają zwłaszcza w Commonwealth37) w postaci organizacji politycznej: „Klasa jest w rzeczywistości pojęciem biopolitycznym, które jest ekonomiczne i polityczne zarazem”38. Zarzut, że trylogia Imperium każe nam postrzegać pracę jako już wyzwoloną i nie oferuje sposobów konceptualizowania wyzysku specyficznych dla realnej subsumcji, nie jest słuszny. Tezy o autonomizacji nie należy rozumieć intuicyjnie, przyjmując, że praca taka, jaką znamy, jest wyrazem autonomii produkcji biopolitycznej. Przydatne jest tu rozróżnienie Deleuze’a i Guattariego na makro- i mikropolitykę: poniżej jednolitego bytu (tutaj) znajdują się tworzące go sploty sił i intensywności. W wypadku każdej konkretnej pracy mamy do czynienia z wzajemnym mikropolitycznym uwikłaniem produktywnego potencjału pracy i jej wyzysku. kładące nacisk na cykliczną i wahadłową dynamikę akumulacji kapitalistycznej i wystąpień pracowniczych (zob. B. J. Silver, Globalny proletariat: ruchy pracownicze i globalizacja po 1870 r., tłum. M. Starnawski, Warszawa 2009). 36  M. Hardt, A. Negri, Commonwealth, s. 141-149. 37  Tamże, s. 361-387. 38 Tychże, Multitude..., s. 105; zob. też: M. Ratajczak, Wielość – produkcja wspólnotowości, „Praktyka Teoretyczna” 2010, nr 1.

Joanna Bednarek


247

anzpraktyka cyteroet 5/2012

W kategoriach ogólnych wyzysk polega przede wszystkim na zawłaszczaniu tego, co wspólne, prywatyzacji wspólnego dziedzictwa ludzkości: w wypadku tradycyjnej wiedzy ludów rdzennych znane od setek lat leki patentowane są przez naukowców, którzy je „odkryli”, przy jednoczesnym braku uwzględniania tytułu własności tych, którzy je wcześniej stosowali; wiedza tradycyjna jest tu, co stanowi przykład kontynuacji kolonializmu za pomocą innych środków, definiowana jako przednaukowa, „naturalna”39. Kolejny aspekt wyzysku to destabilizacja zatrudnienia. Pojecie przemysłowej armii rezerwowej traci dziś użyteczność, ale tylko dlatego, że każdy pracownik jest potencjalnie (lub aktualnie przez jakiś okres swojego życia) częścią tej armii, bo jego miejsce pracy nie jest pewne. Zmuszanie pracowników do ciągłej dyspozycyjności to zarazem sposób kontroli: uniemożliwia solidarność i podporządkowuje twórczą współpracę wymogom korporacyjnej „kreatywności”. Podobnie celem wydłużania i intensyfikacji czasu pracy jest zawłaszczenie i kontrola kreatywności. Ostatecznym skutkiem może jednak być tylko jej ograniczenie: jak stwierdzają Negri i Hardt, wielość produkuje wydajnie tylko wtedy, kiedy ma kontrolę nad własnym czasem40. Przykładem wyzysku specyficznego dla systemu kapitalistycznego pozbawionego zewnętrza może być „kapitalizm kataklizmowy” opisany przez Naomi Klein w Doktrynie szoku41, polegający na wykorzystywaniu 39  M. Hardt, A. Negri, Multitude..., s. 184-185. 40  To odwołanie do niezdekonstruowanego kryterium produktywności jako podstawy krytyki kapitalizmu niepokoi; stanowi bowiem, w myśl krytyki Thoburna, przejęcie tego, co najgorsze z ortodoksyjnego marksizmu. Istnieje jednak inna droga interpretowania tego i podobnych argumentów; należy przede wszystkim zwrócić uwagę na rolę ideału produktywności w krajach komunistycznych. Zgodnie z ideologią leninowską produktywność i kult pracy były nie tyle celami samymi w sobie, ile koniecznym aspektem fazy przejściowej od kapitalizmu do komunizmu, sposobem na przyspieszoną modernizację. Negri nie definiuje jednak komunizmu jako punktu dojścia linearnego procesu modernizacyjnego, ale, za Marksem z Ideologii niemieckiej, jako ciągły i nieskończony ruch ku sprawiedliwości społecznej; dlatego nie powstaje u niego w ogóle problem przejścia od kapitalizmu do nowego porządku społecznego – komunizm jest nieustannym przejściem. Ze względu na rolę odmowy pracy w jego teorii nie można także uznać, że autonomiczna produktywność wielości ma być czymś podobnym do produktywności kapitalistycznej, jaką znamy. Być może zatem produktywność i wydajność należy rozumieć nie zgodnie z kryteriami ciągłego ilościowego wzrostu i jakościowej intensyfikacji, do jakich przyzwyczaił nas kapitalizm, ale jako wytwarzanie tego, co potrzebne wielości do życia (zob. K. Weeks, The Refusal of Work as Demand and Perspective, [w:] The Philosophy of Antonio Negri 1..., s. 125). 41  N. Klein, Doktryna szoku, tłum. H. Jankowska , T. Krzyżanowski, A. Makaruk, Warszawa 2008.

Praca biopolityczna


anzpraktyka cyteroet 5/2012

248

wojen i katastrof naturalnych dla zawłaszczania tego, co publiczne lub tego, co wspólne. Zjawisko to ukazuje zarówno zewnętrzność kapitalizmu w stosunku do tego, co społeczne – „odbudowa” Iraku czy Nowego Orleanu służyły bowiem tylko wąsko pojmowanemu zyskowi określonych grup – i jednocześnie fakt, że działa on w ten sposób nie na obszary zewnętrzne (jak w wypadku kolonizacji ery imperializmu), ale na własne wnętrze; mamy więc do czynienia ze swego rodzaju wewnętrzną kolonizacją. W świetle tezy o realnej subsumcji dość mocny zarzut wobec twierdzenia o autonomizacji stanowi jednak fakt, że, jak podkreślają Alex Callinicos, Peter Green oraz Aberto Toscano, Negri i Hardt nie biorą pod uwagę roli konkurencji i rozwoju rynków dla kapitału; ich teza o sile roboczej i jej oporze jako sile napędowej kapitalizmu nie jest fałszywa, ale z pewnością jednostronna42. Toscano wiąże to ograniczenie z założeniami ontologicznymi autorów Imperium: nauczyliśmy się od Foucaulta, że władza [potestas, pouvoir] jest produktywna, Negri i Hardt natomiast, sytuujący dynamikę i produktywność tylko po stronie mocy [potentia], przypisują jej rolę wyłącznie negatywną43. Wydaje się jednak, że nie świadczy to na ich niekorzyść; mamy w tym przypadku do czynienia z dwoma różnymi sposobami rozumienia produktywności. Rozróżnienie na moc i władzę pozwala odróżnić twórcze i konstytutywne oddziaływanie produkcji biopolitycznej od działania władzy, które jest z pewnością produktywne w rozumieniu Foucaultowskim: kontrola i prywatyzacja wytwarzają, za pomocą dyskursów i instytucji, które są ich środkami, podatne podmioty, a tym samym odtwarzają i modyfikują relacje władzy, asymilując lub niszcząc opór. Brak takiego rozróżnienia (ponieważ opór, ciało i przyjemność nie są odpowiednikami mocy) jest raczej ograniczeniem ontologii Foucaulta. Nieuwzględnianie przez metodologię operaismo, a tym samym przez Negriego i Hardta innych niż siła robocza czynników produktywności ujawnia jednak poważne (choć raczej metodologiczne niż ontologiczne) ograniczenie tej perspektywy. Zdaniem Nicka Dyer-Witheforda kategoria pracy niematerialnej/ biopolitycznej, mimo że wolna od jednostronnego nacisku na twórczą 42  A. Callinicos, Antonio Negri and the Temptation of Ontology, [w:] The Philosophy of Antonio Negri 2: Revolution in Theory, red. T. S. Murphy, A.-K. Mustapha, London-Ann Arbor 2007; P. Green, ‘The Passage from Imperialism to Empire’: a Commentary on Empire by Michael Hardt and Antonio Negri, “Historical Materialism” 2002, Vol. 10, No. 1; A. Toscano, ‘Always Already Only Now’, [w:] The Philosophy of Antonio Negri 2... 43 A. Toscano, Always Already...

Joanna Bednarek


anzpraktyka cyteroet 5/2012

249

pracę intelektualną, jest zbyt szeroka, by stać się podstawą konstrukcji klasowego podmiotu politycznego; proponuje on wyróżnienie trzech podkategorii, pozwalających na sprecyzowanie: pracy niematerialnej (pracy z informacją), pracy materialnej (usług i pracy opiekuńczej, rolnictwa) oraz pracy prekariatu (niestabilnej i pozbawionej ochrony pracy przemysłowej w sweatshopach byłego Trzeciego Świata)44. Nie chodzi przy tym o odrzucenie samej kategorii, ale o możliwość dokładniejszego określenia składu technicznego i politycznego. Przede wszystkim zyskujemy tu narzędzia umożliwiające ujęcie roli globalnych hierarchicznych podziałów pracy, dokonujących się wzdłuż linii państwowych, etnicznych i płciowych45. *** Wysuwane przez Thoburna pod adresem Hardta i Negriego zarzuty absolutyzowania produkcji i niemożności dostrzeżenia wyzysku, choć wskazują na pewną tendencję obecną w podejściu Negriego do kwestii ewolucji kapitalizmu i pozycji pracy niematerialnej, nie uderzają jednak w samo jej centrum; należałoby je może nie całkowicie odrzucić, ale znacznie osłabić. Z kolei twierdzenie o większej przydatności pojęcia stawania-się-mniejszościowym dla teorii lewicowej budzi niejakie wątpliwości: Deleuze i Guattari nie mówią zbyt wiele o relacjach, łączących zarówno poszczególne przypadki stawania się, jak i powszechne stawanie-się-mniejszościowym z dynamiką kapitalizmu jako systemu opartego na spotkaniu strumienia zdekodowanej pracy i zdekodowanego kapitału i na nieograniczonej ekspansji aksjomatyki. W jaki sposób stawanie-się-mniejszościowym może się obronić przed aksjomatyzacją i włączeniem w obręb logiki kapitalizmu? Jedyną podstawą politycznej inwencji jest dla Deleuze’a i Guattariego deterytorializacja, będąca jednakże dość abstrakcyjną kategorią ontologiczną. Można chyba uznać, że pojęcie pracy niematerialnej jako podstawy dynamiki zarówno kapitalizmu, jak i oporu wobec niego, może stanowić swego rodzaju konkretyzację idei politycznej deterytorializacji. 44  Są to raczej tendencje niż sektory wydzielone według kryteriów treściowych (rodzaj pracy) czy geograficznych: tendencja do prekaryzacji jest na przykład immanentna dla całego pola produkcji w postfordowskiej gospodarce, obejmując pracę materialną i częściowo niematerialną: niemal każdy zawód może stać się junk job (zob. N. Dyer-Witheford, Cyber-Negri…, s. 156). 45  Tamże, s. 152.

Praca biopolityczna


anzpraktyka cyteroet 5/2012

250

Filozofia Deleuze’a i Guattariego dostarcza teorii Negriego i Hardta podbudowy ontologicznej; pozwala także, za sprawą pojęcia stawania-się-mniejszosciowym, bronić się przed taką jej interpretacją, która przyznałaby podmiotowi pracy produkcyjnej (niematerialnej/biopolitycznej) status bezpośredniego podmiotu emancypacji, niewymagającej uwolnienia się od wyzysku i artykulacji politycznej. Teoria autorów Multitude z kolei pozwala zarysować powiązanie między pragnieniem-produkcją jako kategorią ontologiczną a produkcją jako bliższą empirii kategorią ekonomiczno-społeczną.

Joanna Bednarek


251

anzpraktyka cyteroet 5/2012

Joanna Bednarek: ur. 1982, filozofka z zawodu i powołania, pisarka z powołania. Pracę doktorską Polityka poza formą: ontologiczne uwarunkowania poststrukturalistycznej filozofii polityki obroniła w 2011 roku. Publikowała w „Nowej Krytyce”, „Czasie Kultury” i „Krytyce Politycznej”. Współpracuje z Pracownią Pytań Granicznych i z Interdyscyplinarnym Centrum Badań Płci Kulturowej i Tożsamości UAM. W latach 2006-2009 współpracowała z „Krytyką Polityczną”. Obszar kompetencji i zainteresowań: na przecięciu poststrukturalizmu, feminizmu, marksizmu autonomistycznego i literatury. Dane kontaktowe: Joanna Bednarek Międzywydziałowa Pracownia Pytań Granicznych UAM Collegium Maius ul. Fredry 10 60-701 Poznań e-mail: bednarekjoanna87@gmail.com Cytowanie: J. Bednarek, Praca biopolityczna i nowy skład klasowy. (Pragnienie-produkcja i żywa praca 2 – Hardt i Negri), „Praktyka Teoretyczna” nr 5/2012, http://www.praktykateoretyczna.pl/PT_nr5_2012_Logika_sensu/16. Bednarek.pdf (dostęp dzień miesiąc rok)

Author: Joanna Bednarek Title: Biopolitical labor and the new class composition (Desiring-production and living labor 2 – Hardt and Negri) Summary: The article is committed to the aim of reconstruction of the notion of immaterial/biopolitical labor in the context of its affinities with Deleuze and Guattari’s notion of desiring-production. Hardt and Negri’s controversial thesis of the autonomization of biopolitical labor from capitalist command as the basis for the political emancipation of the working class/multitude is also discussed and compared with Deleuze and Guattari’s vision of becoming-minoritarian as the only viable anti-capitalist politics. Key words: biopolitics, production, operaismo, immaterial labor, Negri, Hardt

Praca biopolityczna


recenzje


}


Piotr Kowzan

Pierwszych pie¸c´ tysie¸cy /ugu lat dl Davida Graebera 1

Debt: The First 5,000 Years Davida Graebera to książka bardzo udana, ambitna i przychodząca z pomocą ruchom społecznym walczącym o zniesienie długów. Jeden z najbardziej znanych anglosaskich anarchistów i antropologów usiłuje na jej kartach ustalić, jak doszło do tego, że powszechnie uznaje się dziś konieczność spłacania finansowych zobowiązań. Książkę tę można by uznać wyłącznie za specjalistyczne dzieło z dziedziny antropologii ekonomicznej, gdyby nie to, że dociekania Graebera mają swoje głębokie filozoficzne podłoże i znaczenie. Próbując dociec istoty naszego dogmatycznego przekonania o konieczności spłaty długów, Graeber przeorganizowuje sposób, w jaki nauczyliśmy się myśleć o pieniądzach, religiach, państwach, rynkach i podatkach, a także o grzeczności. Kilka poruszanych w książce zagadnień chciałbym pokrótce omówić, ponieważ same w sobie wydają się ważnym wkładem w demitologizację wiedzy o ekonomii i pozwalają lepiej zrozumieć ludzkie zachowania. Doboru zagadnień wartych przybliżenia dokonałem z perspektywy własnych zainteresowań pedagogicznych, na które składa się m.in. śledzenie celów i metod wychowania za pomocą długu. Fragmenty książki wykorzystuję w pracy ze studentami kierunku „praca socjalna” i z moich dotychczasowych doświadczeń wynika, że spojrzenie na dług w głębokim historycznie i rozległym geograficznie kontekście wyrabia w studentach 1 

D. Graeber, Debt: The First 5,000 Years, New York 2011.

}


anzpraktyka cyteroet 5/2011

256

bardziej zniuansowane (niż prezentowane przez nich wstępnie) podejście do osób zadłużonych. Jest to lektura obfita w interesujące analizy przypadków tworzenia i zwalczania długów, choć – muszę przyznać – część wyciąganych przez autora wniosków jest dla mnie (jako tylko pedagoga i ekonomisty) nieweryfikowalna. Mimo to, a może i dzięki temu, korzystanie z pojęcia długu jako uniwersalnego klucza do zrozumienia kultury, polityki, ekonomii i wspomnianej pedagogiki może dzięki tej książce sprawiać dużo intelektualnej satysfakcji.

Mit barteru

System kredytowy poprzedzał narodziny systemu monetarnego, choć ekonomiści zazwyczaj przedstawiają system monetarny jako pierwotny

Specjalnością antropologii jest analiza mitów i właśnie od tego Graeber rozpoczyna swoje dociekania. Zaskakujące jest jednak to, że analizuje stworzony przez Adama Smitha i przez wieki, wbrew dowodom, podtrzymywany mit założycielski współczesnej ekonomii, dotyczący pochodzenia pieniądza. Mit ten powtarzany jest praktycznie w każdym podręczniku, choć – trzeba przyznać – na ogół w formie sytuacji hipotetycznej. Studenci ekonomii mają sobie wyobrazić, jak trudno byłoby funkcjonować bez pieniądza i jak trudno byłoby wówczas doprowadzić do wymiany towarowej między ludźmi, którzy posiadaliby przypadkowe rzeczy (np. pomarańcze i rower). Problem jednak w tym, że świat barteru nigdy nie istniał jako stan pierwotny, zamiast tego badacze odnajdywali i opisywali skomplikowane systemy dystrybucji dóbr. Co więcej, wiedziano o tym już w czasach Smitha. Barter pojawiał się tylko wówczas, gdy w społecznościach wcześniej funkcjonujących w systemie cen czasowo zabrakło gotówki lub w wymianach pomiędzy obcymi, potencjalnie wrogimi sobie ludźmi. Pierwsze wzmianki o pieniądzu pochodzące z Mezopotamii wskazują, że była to abstrakcyjna jednostka rozliczeniowa księgowych, czyli wynalazek biurokratów do obliczania wysokości opłat, czynszów i długów2. Używane do rachunków srebro, zdaniem Graebera, nie służyło do regulowania zobowiązań, lecz było składowane jako forma pamięci i tylko czasem przenoszone między pałacem a świątyniami. Dlatego system kredytowy poprzedzał narodziny systemu monetarnego, choć ekonomiści zazwyczaj przedstawiają system monetarny jako pierwotny. Koncentracja na pieniądzu uniemożliwiała zrozumienie zasad funkcjonowania wielu społeczności. Pozwoliła natomiast ustanowić „rynek” jako abstrakcyjne miejsce wymiany i podstawę dla nowej (wzorowanej na 2  Tamże, s. 21.

Piotr Kowzan


anzpraktyka cyteroet 5/2011

257

Newtonowskiej fizyce) nauki zwanej ekonomią. Graeber przekonuje, że bez odpowiedniej polityki państwa wspierającego masowy system monetarny (tj. zapewniający dużo drobnych), opierający wartość pieniądza na kruszcach (inaczej systematycznie pojawiałby się problem utraty wiary w taki pieniądz), ludziom trudno byłoby wyobrazić sobie rynek jako całkowicie autonomiczną sferę ludzkiej działalności.

Państwowe wychowanie poprzez rynek O sztuczności rynku i jego instrumentalnej, a także wychowawczej roli, zdaniem Graebera, przekonać się można, analizując, jak rynek ustanawiany był podczas kolonizacji obszarów, na których rzekomo powinien występować w formie barteru. Powstanie rynku jako narzędzia zarządzania populacją w sposób modelowy przedstawia historia kolonizacji Madagaskaru. Na początku dwudziestego wieku francuski generał Gallieni wydrukował tam lokalne pieniądze, zapłacił nimi swoim żołnierzom. Jednocześnie miejscowej ludności nakazał zwrócić znaczną część tego, co wydrukował, w postaci podatku pogłównego, który oficjalnie nazwano „wychowawczym” [impôt moralisateur]3. Między tymi ludźmi, którzy mieli pieniądze, a tymi, którzy musieli je mieć (bo mieli dług do spłaty wobec państwa) zaczęło więc dochodzić do regularnej wymiany. Wychowawcza rola podatku polegała jednak m.in. na tym, by lokalnej ludności raz na jakiś czas pozostawiać niewielkie nadwyżki pieniądza. Dzięki temu mieszkańcy kolonizowanego kraju mogli kupować importowane towary, próbować nowych smaków i tym samym trwale związać się gospodarczo z krajem kolonizującym. Co ciekawe, taki sposób ustanawiania rynków stanowi ilustrację dla tzw. alternatywnych teorii pieniądza4, według których pieniądz zasadniczo jest miarą długu, za to nijak ma się do teorii monetarnych wywodzących się z myśli Adama Smitha.

Społeczeństwo to dług Skoro rynek pojawia się jako konsekwencja działania państwa, to Graeber próbuje dociec, jak skłania się ludzi do przestrzegania tzw. kontraktu społecznego i płacenia podatków. Jak to się dzieje, że można ludziom 3  Tamże, s. 50. 4  Autorstwa takich teoretyków, jak Georg F. Knapp i Alfred Mitchell-Innes.

Pierwszych pie¸c´ tysie¸cy lat dl/ugu...


anzpraktyka cyteroet 5/2011

258

narzucić dług? W tym celu analizuje teorię długu pierwotnego [primordial debt theory], według której polityka monetarna i polityka społeczna zawsze były tym samym. Rządy używają podatków do tworzenia pieniędzy i mogą to robić, ponieważ stały się strażnikami długu, jaki wszyscy obywatele mają wobec siebie wzajemnie. Ten dług jest istotą społeczeństwa. Istniał na długo przed powstaniem pieniądza i rynków, a pieniądze i rynki same w sobie są po prostu sposobami siekania go na kawałki5.

Utożsamienie społeczeństwa z długiem jest o tyle interesujące, że ten typ myślenia obecny jest w tekstach religijnych, poczynając już od Wed, i wiąże się z ideą poświęcenia jako spłaty długu, z którym w wielu tradycjach religijnych rodzi się człowiek. Jest to o tyle istotne, że konsekwencją takiego totalizującego myślenia jest według Graebera pułapka, w którą dał się schwytać człowiek w dwudziestym wieku. Z jednej strony istniało państwo jako rzekomy depozytariusz wszystkiego tego, co ludzkie, wraz z ideą, że wszystko, czym jesteśmy, zawdzięczamy państwu i nie jesteśmy w stanie tego długu spłacić. Z drugiej strony istniał rynek, na którym człowiek był jednostką, która nic nikomu nie zawdzięcza i której żadne relacje nie łączą z innymi ludźmi6. Przy użyciu nagromadzonych przez antropologów przykładów z życia codziennego autor udowadnia, że ta dychotomia pomiędzy rynkiem a państwem nie jest dla człowieczeństwa jako takiego immanentna.

Zasada wzajemności, komunizm i hierarchia Graeber podejmuje próbę odzwyczajenia czytelników od myślenia, że wzajemność [reciprocity] jest jedyną regułą kontaktów międzyludzkich. Przytacza opisy doświadczeń misjonarzy, którzy po uratowaniu ludziom życia proszeni byli przez niedoszłe ofiary o prezenty7. W społeczeństwie opartym na wzajemności to od uratowanych oczekiwalibyśmy jakichś podarków, ułatwiających jak najszybsze pozbycie się długu i zerwanie krępującej relacji wdzięczności. Porządek oparty na zasadzie wzajemności nie jest uniwersalny. Istnieją społeczeństwa radykalnej równości (gdy uratowany staje się jakby bratem ratującego i nabiera praw do jego rzeczy) oraz radykalnej nierówności (gdy uratowany staje się stronnikiem ratującego i kolejne prezenty, jakie otrzymuje, potwier5  D. Graeber, Debt…, s. 56. 6  Tamże, s. 71. 7  Tamże, s. 92.

Piotr Kowzan


259

anzpraktyka cyteroet 5/2011

dzają, że wciąż jest potrzebny ratującemu). Trzy porządki ekonomiczne, jakie na tej podstawie wyróżnił Graeber i które stale są obecne w naszym życiu, to: komunizm, hierarchia i wymiana8. Komunizm rozumie Graeber jako relację międzyludzką, funkcjonującą według zasady „od każdego w miarę jego możliwości, każdemu według jego potrzeb”9. Zasada ta działa jego zdaniem wtedy, gdy ludzie nie są wrogami, potrzeba jest silna, a koszt – rozsądny. Codziennym przykładem takiej relacji jest, zdaniem autora, wspólne naprawianie urządzeń, ponieważ gdy prosimy drugą osobę, by podała nam narzędzie, to współpracownik nie pyta, co będzie z tego miał, bo czyniłoby to cały wysiłek nieefektywnym. Graeber twierdzi, że zarówno wewnątrz współczesnych kapitalistycznych przedsiębiorstw, jak i podczas katastrof działa się według logiki takiego prowizorycznego komunizmu. Ograniczenia wynikające ze wzorowanych na wojskowych strukturach zarządzania tracą na znaczeniu, gdy działać trzeba spontanicznie i efektywnie. W chwilach improwizacji od każdego, kto nie jest wrogiem, oczekujemy pomocy w miarę jego możliwości. Zamiast wzajemności [reciprocity] obowiązują wtedy wspólnotowe [mutual] oczekiwania i odpowiedzialność. Z kolei porządek wymiany zakłada, że rzeczy, którymi wymieniają się ludzie, będą równej wartości. Gdy po transakcji nie ma długu, ludzie biorący w niej udział mogą się rozejść, pozostają autonomiczni. Ich relacje z innymi ludźmi pozostają proste, co stwarza nawet jakieś poczucie wolności, lecz celem wymiany opartej na relacji wzajemności jest niezawiązywanie wspólnoty. Przesłanką umożliwiającą kalkulowanie i poszukiwanie równowagi jest to, że ludzie uczestniczący w wymianie są sobie równi. Jak przekonująco dowodzi autor, trudno wejść w relację wymiany z kimś, kto ma wszystko, np. z królem. Chyba, że też jest się królem10. Porządek hierarchiczny, w którym ludzie znacząco różnią się statusem, również nie działa według zasady wzajemności, lecz w oparciu o precedens. Każdy podarunek wobec osoby wyżej w hierarchii może przemienić się mocą zwyczaju w wymaganą daninę. Warto o tym wiedzieć i pamiętać, gdy rozpoczyna się karierę w korporacji lub na uniwersytecie. Zamiast wymieniać się rzeczami równej wartości, osoby zajmujące różne pozycje w hierarchii wymieniają się rzeczami tego samego typu (zgodnymi z „naturą” ludzi uwikłanych w relację), np. król zapewnia ochronę, chłopi dostarczają jedzenie. 8  Tamże, s. 94. 9  Tamże. 10  Tamże, s. 106.

Pierwszych pie¸c´ tysie¸cy lat dl/ugu...


anzpraktyka cyteroet 5/2011

260

Graeber jest przeświadczony, że w życiu codziennym płynnie przechodzimy pomiędzy wszystkimi trzema porządkami ekonomicznymi, tzn. w stosunku do przyjaciół jesteśmy komunistami, a feudałami stajemy się w stosunku do dzieci. Dlatego różne społeczności wypracowywały sobie pewne zabezpieczenia, by stosunki równości nie popadały w hierarchiczną zależność. I tak w społecznościach zbieracko-łowieckich, gdzie nadzwyczajne zdolności pojedynczego myśliwego groziłyby innym popadnięciem w stosunku do niego w relacje zależności, zdolny myśliwy zobowiązany jest często wyśmiewać i umniejszać swoje dokonania tak, by pozostali nie musieli czuć się dłużni11.

– Dziękuję za anulowanie długu. – Nie ma za co.

Ponieważ jednak spłata długów i osiągnięcie ostatecznej równości pozwalałoby ludziom rozejść się, budowanie społeczeństwa w oparciu o zasadę wzajemności wymaga, aby wszyscy byli choć trochę zadłużeni

Dopiero po wyróżnieniu i opisaniu trzech porządków społecznych Graeber przybliża się do definiowania długu. I stwierdza, że dług powstaje z bardzo specyficznej sytuacji. Najpierw wymaga relacji między dwojgiem ludzi, którzy nie postrzegają się wzajemnie jako byty fundamentalnie od siebie różne, którzy byliby choćby potencjalnie sobie równi, którzy są sobie równi w obszarach bardzo ważnych, a którzy nie są obecnie w stanie równowagi, lecz dla których istnieje sposób, by wyprostować sprawy12.

Przy takim ujęciu nie ma możliwości, by dług był niespłacalny, bo wtedy nie byłby długiem. Musi istnieć możliwość przywrócenia równowagi. Do czasu przywrócenia równowagi ludzie biorący udział w transakcji pozostają w relacji hierarchicznej. Innymi słowy, dług jest efektem wymiany, która nie została dokończona. Nie ma jednak nic wspólnego z porządkiem komunistycznym ani hierarchicznym, bo sama możliwość jego zaistnienia opiera się na zasadzie wzajemności. Ponieważ jednak spłata długów i osiągnięcie ostatecznej równości pozwalałoby ludziom rozejść się, budowanie społeczeństwa w oparciu o zasadę wzajemności wymaga, aby wszyscy byli choć trochę zadłużeni. Zdaniem Graebera na poziomie symbolicznym dajemy wyraz moralności opierającej się na wzajemności poprzez etykietę, czyli poprzez mówienie „proszę”, „dziękuję” i „nie ma za co”. Prosząc, wydajemy polecenia przy zachowaniu pozorów, że osoba proszona mogłaby odmówić. Dziękując, uznajemy nasz dług wobec osoby, która zechciała wykonać to, o co ją prosiliśmy. A mówiąc, że była to przyjemność lub drobiazg, 11  Tamże, s. 115. 12  Tamże, s. 120.

Piotr Kowzan


261

anzpraktyka cyteroet 5/2011

oświadczamy, że nie będziemy tego wydarzenia kalkulować i nie oczekujemy zwrotu przysługi. Dlatego, jak uważa autor, ludziom przyzwyczajonym do funkcjonowania w społecznościach działających w dużym stopniu w porządku komunistycznym (lub hierarchicznym) trudno jest po przeniesieniu się do innego porządku przyzwyczaić się do tego, że innych ludzi traktować należy tak, jak gdyby byli królami i mogli odmówić pomocy drugiej osobie.

Dług, honor, patriarchat Książka staje się jeszcze bardziej interesująca, gdy Graeber próbuje wyjaśnić, jak to się dzieje, że zwykłe zobowiązania zamieniają się w długi. I jak doszło do tego, że wraz z ekspansją ekonomii rynkowej nawet ludzie zaczęli pełnić funkcję pieniądza. W tym celu usiłuje prześledzić i zrekonstruować to, co działo się, gdy życie społeczne wraz ze zróżnicowanymi systemami walut społecznych [social currencies] podbijane było przez pieniądze rynkowe. Jego uwagę zwracają tak zwane pieniądze prymitywne [primitive currencies], służące do uznawania długów, których nie sposób było spłacić. Dotyczyło to m.in. płatności małżeńskich lub rekompensat za spowodowanie śmierci krewnego. Były „substytutem życia”13 i pierwotnie nie służyły do kupowania ludzi, lecz później, gdy pojawił się wsparty zbrojnie handel z ogromnym zapotrzebowaniem na pracę, okazały się niebezpiecznym narzędziem dehumanizującym. Wtedy to ludzi zaczęto używać jako zastawu pod kredyty handlowe, jako zakładników gwarantujących dotrzymywanie umów, a następnie zaczęto ich trwale zniewalać. Graeber twierdzi, że ekonomia rynkowa nie byłaby możliwa bez przemocy, która jest warunkiem abstrakcyjnego pieniądza. Ludzie, którzy żyją z przemocy (żołnierze, gangsterzy), są, jak zauważa, obsesyjnie przywiązani do honoru. W szczególności są przewrażliwieni na punkcie obrazy honoru, która może być użyta jako usprawiedliwienie dokonywanej przemocy. Co więcej, mówi się o długach honorowych oraz o honorowaniu długów. Honor jest według Graebera nadwyżką godności, czyli świadomością władzy odbierania godności innym14. Jest to o tyle istotne, że pieniądze powstawały, aby mierzyć honor (i degradację), czyli przez wycenę odszkodowania na podstawie statusu osoby, którą obrażono [face value]. Z jego analiz staroirlandzkiego prawa wynika, że dawne określenie „połowica” w stosunku 13  Tamże, s. 133. 14  Tamże, s. 170.

Pierwszych pie¸c´ tysie¸cy lat dl/ugu...


anzpraktyka cyteroet 5/2011

Pieniądze powstawały, aby mierzyć honor (i degradację), czyli przez wycenę odszkodowania na podstawie statusu osoby, którą obrażono

262

do kobiety zamężnej oznaczać mogło, że za jej obrazę mąż otrzymywał połowę wartości swojej „twarzy” (honoru), tak jak działo się to w Irlandii. W takich systemach im więcej wasali i niewolników, tym większa wartość honoru pana, bo wartość honoru zależała od tego, ile honoru zostało z ludzi wydobyte. Wartość honoru mogła być wyceniana w pieniądzach, bo pieniądze te nie służyły do niczego innego. Gdy zaczęto używać do kupowania dóbr tych samych pieniędzy, co do wyceny honoru, doprowadziło to do kryzysu moralnego15. Honor oznaczać zaczął zarówno gotowość spłaty długów, jak i uznanie, że długi pieniężne wcale nie są istotne. Kredyt i honor stały się tym samym, gdy za długi można było odebrać dłużnikowi żonę jako zabezpieczenie długu. Autorytet obrońcy honoru domu stawał się wtedy prawem własności. Obelgą stało się twierdzenie, że czyjś honor można kupić, co jest dość paradoksalne, bo wcześniej dokonywano szczegółowej jego wyceny. Asyryjczycy i Grecy wprowadzili welony, by kobiety wolne, czyli niepodlegające wymianie handlowej, stały się „niewidzialne” w sferze publicznej i, co może nas współcześnie zaskakiwać, surowo karano za uzurpowanie sobie prawa do noszenia takich zasłon, np. przez niewolnice lub prostytutki16. Kryzys moralny polegał również na tym, że pojawienie się pieniędzy, za które można było kupić wszystko i wszystkich, niszczyło porządki ekonomiczne oparte na hierarchii oraz komunizmie. Komunistyczne zostały zepchnięte i ukryte w domu, a z hierarchicznych zniknęła wzajemność zobowiązań osób w tej relacji, tzn. po udzieleniu pożyczki wierzyciel do niczego nie jest zobowiązany, obowiązki ma już tylko dłużnik. Ludzie stają się równi w zawieraniu umów, ale nie jest to równość, którą dawałoby się utrzymać. Trudne stało się odróżnienie prezentu od pożyczki, zemsty od windykacji.

Kompleks militarno-monetarno-niewolniczy Konsekwencją narzucenia jednej wartości (tj. jednego typu pieniądza) na wszystkie rodzaje dóbr i relacji międzyludzkich było powstanie starożytnego kompleksu militarno-monetarno-niewolniczego w Chinach, Indiach i wokół Morza Egejskiego17. Jego cechą charakterystyczną były armie zawodowe, często najemnicy, w przeciwieństwie do wcześniejszych jeźdźców pochodzących z arystokracji. Dla żołnierzy funkcjonalne było posiadanie łatwo transportowalnych zdobyczy i takiegoż żołdu. Miesz15  Tamże, s. 176. 16  Tamże, s. 188. 17  Tamże, s. 229.

Piotr Kowzan


263

anzpraktyka cyteroet 5/2011

kańców podbitych miast zamieniano w niewolników przeznaczonych do pracy w kopalniach, bo potrzebny był stały dopływ monet. Kruszce przez wieki gromadzone w świątynnych skarbcach jako zabezpieczenie kredytu (przykładowo miast fenickich) przetapiano i wprowadzano do obiegu pod postacią monet. Wraz z przyjściem armii instytucja bezgotówkowego kredytu była niszczona. Państwowe monety miały jednak też tę zaletę, że umożliwiały ubogim spłacanie długów wobec arystokracji. Inaczej kryzysy zadłużenia uniemożliwiałyby uwalnianie się chłopów, bo ich synowie musieliby być oddawani wierzycielom na służbę. Tymczasem dzięki napływowi kruszców mogli oni służyć w armii. Wszędzie tam, gdzie było wojsko, zanikał kredyt, a w użyciu były monety. Upraszczały się relacje międzyludzkie, które wcześniej oparte były na kredycie. Każdy, kto nie chciał zostać oszukany na targowisku, musiał nauczyć się podstaw racjonalności, rozumianej jako kalkulowanie cen w stosunku do ilości towaru. Wcześniejsze wymiany pomiędzy przyjaciółmi oparte na kredycie miały wiele poziomów i analizowaniu ich znaczeń nie było końca. Oprócz tej wymuszonej edukacji była też intrygująca wszystkich zagadka, tj. abstrakcja i uniwersalny charakter metali, które po ostemplowaniu zyskiwały na wartości. To, jak twierdzi Graeber, dało początek filozofii18, a także głównym religiom19, które Graeber sprowadza w swojej analizie do ruchów społecznych ludzi oburzonych długami, jakimi ich obciążano. Połączenie skutków popularnej edukacji z zagadkową naturą monet wyjaśnia, zdaniem Graebera, pojawienie się filozofów w Milecie (prawdopodobnie pierwsze takie miasto na świecie), gdzie cały handel prowadzony był przy użyciu monet, a bez kredytu. Z czasem część filozofów decydowała się doradzać wojsku i władcom, którzy stawali się coraz bardziej cyniczni, a część wiązała się z ruchami społecznymi, które zasadniczo sprzeciwiały się wojnie jako podstawie porządku politycznego.

Średniowiecze przyniosło wolność, a napływ złota z Ameryk – niewolnictwo Sytuacja zmienia się w średniowieczu, na które Graeber patrzy z euroazjatyckiej perspektywy. Był to czas upadku imperiów i zaprzestania prowa18  Więcej na ten temat w: Państwie Platona oraz artykule George’a Caffentzisa „Państwo” Platona a odmowa spłaty długu studenckiego, tłum. P. Kowzan, M. Zielińska, http://www.praktykateoretyczna.pl/index.php/george-caffentzispanstwo-platona-a-odmowa-splaty-dlugu-studenckiego/ (dostęp 7.06.2012). 19  D. Graeber, Debt…, s. 223-250.

Pierwszych pie¸c´ tysie¸cy lat dl/ugu...


anzpraktyka cyteroet 5/2011

264

dzenia wojen dla nich samych. Połączenia między wojną, monetami a niewolnictwem zostały na jakiś czas zerwane. Zanikały duże miasta, ale wraz z utrzymującymi je plantacjami niewolników. Pieniądze istniały jako jednostka rozliczeniowa, a kredytów udzielały świątynie w sposób, który zasysał monety do skarbców. Jednak fakt, że wszystkie imperia uznały religie za państwowe w obliczu kryzysu zadłużenia, poskutkował różnicami między porządkiem w Indiach, Chinach, Europie i na Bliskim Wschodzie. Wraz z powrotem kredytu dominować zaczęło myślenie abstrakcyjne, był to m.in. czas narodzin korporacji. Odkrycia i napływ kruszców z Ameryk wywróciły społeczeństwa do góry nogami i oznaczały przejście z powrotem od kredytu do monet. Oznaczało to także powrót imperiów, armii zaciężnych, filozofii materialistycznej i niewolnictwa. W epoce Wielkich Odkryć, jak opisuje Graeber, nastąpił przepływ złota i srebra z nowo odkrytych lądów przez Europę do Chin, gdzie od utrzymania niskich cen kruszców zależała stabilność systemu politycznego po tym, jak kraj porzucił banknoty. Globalny handel kwitł przy jednoczesnym zbiednieniu mieszkańców Europy. Najbardziej wstrząsające są opisy praktyk ekonomicznych podczas podboju Ameryk. Graeber wyjaśnia, jak doszło do tego, że konkwistadorzy byli tak okrutni (zdziwiło go, skąd u katolików etos ciągłego podboju). Kluczem okazuje się to, że oprawcy byli zadłużeni, więc walczyli z czasem, który oznaczał dla nich rosnące odsetki. Wszystkie ich „zyski” trafiały do wierzycieli i w konsekwencji zakończyli oni podbój tak biedni, jak go zaczęli20. Nie tyle napędzała ich własna chciwość, lecz połączenie wstydu ze wzburzeniem wobec sytuacji, w której się znaleźli, czyli z naglącą potrzebą zamiany wszystkiego dookoła w pieniądze, by spłacić rosnące długi. Konkwistadorzy nie czuli, że podejmują samodzielne decyzje; działali tak, jak współcześni menadżerowie korporacji, których imperatywem moralnym jest zadowolić udziałowców. Podobny mechanizm zadziałał, jego zdaniem, na Starym Kontynencie podczas tzw. czwartej krucjaty zakończonej zniszczeniem Konstantynopola w celu spłaty długów zaciągniętych na wyprawę, której pierwotnym celem było odzyskanie tzw. ziemi świętej. Długi krzyżowców rosły tak szybko, że konieczność ich spłaty była silniejsza niż wola kontynuowania wyprawy.

Otwarte okna możliwości W rezultacie tej analizy mamy do czynienia z tezą nie tyle o cykliczności historii świata, ile o cyklicznie pojawiających się możliwościach 20  Tamże, s. 314-318.

Piotr Kowzan


265

anzpraktyka cyteroet 5/2011

interwencji w celu zniesienia długu i niewolnictwa. Te cykle historii świata wiąże autor z pojawianiem się pieniądza w formie gotówki i jego zanikaniem na rzecz kredytu. Gotówka dominuje w czasach wojen, bo zapewnia anonimowość, tzn. można ją kraść. Dług jest zapisem, wymaga zaufania. Każda z opisywanych przez Graebera prób interwencji w system długu kończyła się krwawo tłumionymi powstaniami chłopskimi, narodzinami nowych państw i religii. W latach 1825-1975 udawało się utopijną wizję Adama Smitha wcielić w życie. Monety i banknoty produkowane były w końcu w ilościach wystarczających, by posiadali je wszyscy, tak więc zakupy w sklepikach nie kończyły się obligatoryjnie długiem. Od 1971 roku, gdy dolar przestał być powiązany z kruszcami, żyjemy znowu w czasach pieniądza wirtualnego i David Graeber jest chyba jedną z niewielu osób, które dzisiaj twierdzą, że mamy do czynienia z początkiem, a nie końcem prawdopodobnie dość spokojnej epoki. Tych, którzy chcieliby się dowiedzieć, jakie jeszcze formy niewolnictwa mogą zdaniem Grabera zostać w tej nowej epoce zniesione, odsyłam do lektury. Na koniec warto zauważyć, że książka Pierwszych pięć tysięcy lat długu jest oryginalnym wkładem w rozwój myśli anarchistycznej. Graeberowi udało się sproblematyzować relacje pomiędzy typowymi antybohaterami anarchizmu: państwem, rynkiem i religiami. Wziął także niejako w obronę człowieka we wspólnocie, dostarczając historycznych przykładów ratowania (się) licznych dłużników przed nielicznymi wierzycielami. Z tych też względów, między innymi, książka ta stała się ważną lekturą ruchu Occupy Wall Street oraz kampanii Occupy Student Debt. Dyskusje o niej łatwo przeradzają się więc w relacje z obecnie prowadzonych walk, co daje nadzieję na upowszechnienie się strategicznego namysłu nad rolą długu w splataniu tego, co społeczne.

Pierwszych pie¸c´ tysie¸cy lat dl/ugu...


anzpraktyka cyteroet 5/2011

266

Piotr Kowzan jest doktorantem oraz asystentem w Zakładzie Dydaktyki w Instytucie Pedagogiki na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego. Interesuje się uczeniem się w ruchach społecznych, edukacją dorosłych, pracą socjalną w perspektywie porównawczej oraz antropologią ekonomiczną. Adres kontaktowy: Instytut Pedagogiki Uniwersytetu Gdańskiego ul. Bażyńskiego 4 80-952 Gdańsk pokój A402 e-mail: dokpko@ug.gda.pl Cytowanie: P. Kowzan, Pierwszych pięć tysięcy lat długu Davida Graebera, „Praktyka Teoretyczna” nr 5/2012, http://www.praktykateoretyczna. pl/PT_nr5_2012_Logika_sensu/17.Kowzan.pdf (dostęp dzień miesiąc rok)

Piotr Kowzan


Maciej Szlinder

Zysk i zbrojenia Recenzja Kapitalizmu zombi Chrisa Harmana

Kapitalizm zombi1 jest ostatnią książką zmarłego w 2009 roku brytyjskiego marksisty Chrisa Harmana, członka Komitetu Centralnego Socjalistycznej Partii Robotniczej oraz redakcji czasopism “International Socialism” i “Socialist Worker”. Jest też jedyną książką napisaną przez niego w dwudziestym pierwszym wieku i jedyną w ogóle przetłumaczoną na język polski. A także swoistym podsumowaniem trwającej ponad czterdzieści lat pracy teoretycznej angielskiego dziennikarza i aktywisty. Był on przedstawicielem marksizmu antystalinowskiego, przez całe życie wiernym hasłu „ani Waszyngton, ani Moskwa, tylko międzynarodowy socjalizm”2. Rozwijał koncepcję „kapitalizmu państwowego” Tony’ego Cliffa. Jego najważniejsze książki dotyczące tego zagadnienia to: Russia: How the Revolution was Lost3 i Prospects for the Seventies: the Stalinist States4. Pisał także o rewoltach studenckich, ruchu antywojennym (The Fire Last Time: 1968 And After5), a także historii ludzkości ze szczególnym 1  Ch. Harman, Kapitalizm zombi: globalny kryzys i aktualność myśli Marksa, tłum. H. Jankowska, Warszawa 2011. 2  F. Ilkowski, Przedmowa do wydania polskiego, [w:] Ch. Harman, Kapitalizm zombi..., s. 7. 3  Ch. Harman, Russia: How the Revolution was Lost, http://www.marxists. org/history/etol/writers/harman/1967/xx/revlost.htm (dostęp 27.05.2012). 4  Tegoż, Prospects for the Seventies: The Stalinist States, http://www.marxists. org/archive/harman/1970/02/stalstates.htm (dostęp 27.05.2012). 5  Tegoż, The Fire Last Time: 1968 And After, London 1988.

}


anzpraktyka cyteroet 5/2011

268

uwzględnieniem powstawania kapitalizmu (A People’s History of the World6). Z tymże kapitalizmem zmagał się również na kartach pism ekonomicznych, od bardziej popularnej książki pt. Economics Of The Madhouse7 po najważniejszą, obok tu recenzowanej, pracę ekonomiczną pt. Explaining The Crisis: a Marxist Reappraisal8. Za kluczowe w analizie przemian kapitalizmu i jego kryzysów uznawał spadkową tendencję stopy zysku oraz rolę zbrojeń. Z tej perspektywy chciałbym przyjrzeć się Kapitalizmowi zombi, z konieczności pomijając wiele wątków zawartych w tej obszernej pracy.

Aktualność Marksa

Ani teoria wartości oparta na użyteczności, ani na produkcie marginalnym nie mogą być uznane za poważne alternatywy Marksowskiej teorii wartości opartej na pracy

Harman uznaje za oczywiste, że „każdy opis dzisiejszego systemu światowego musi się zacząć od podstawowych koncepcji stworzonych przez Marksa”9. Neoklasyczni ekonomiści (tacy jak Menger, Walras czy Clark), odrzucający teorię wartości opartą na pracy i uznający, że każdy czynnik produkcji otrzymuje „wynagrodzenie” równe „produktowi marginalnemu”, nie tylko pominęli fakt, że środki produkcji są także wytworem pracy, ale wbudowali w swoje modele kapitalizmu skrajnie nieadekwatne do rzeczywistości założenia o jego statyczności. Marshall uznawał czas za źródło największych trudności w ekonomii i nawet znacznie późniejsze modele neoklasyczne (jak np. zaktualizowana wersja matematycznego modelu Walrasa autorstwa Arrowa i Debreu z lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku) funkcjonują wyłącznie przy wykluczeniu np. postępu technicznego czy przyrostu demograficznego. Ani teoria wartości oparta na użyteczności (która nie radzi sobie z wyjaśnieniem różnic majątkowych), ani na produkcie marginalnym nie mogą być uznane za poważne alternatywy Marksowskiej teorii wartości opartej na pracy (w przeciwieństwie do jej bardziej problematycznych wersji w wydaniu choćby Ricarda). Innym poważnym problemem było dla neoklasycznej ekonomii wyjaśnienie powtarzających się kryzysów gospodarczych. Same Stany Zjednoczone w okresie od 1810 do 1910 roku doświadczyły aż piętna6  Tegoż, A People’s History of the World, London-Chicago-Sydney 1999. Część książki dostępna pod adresem: http://www.marxists.org/archive/harman/1999/ history/index.htm (dostęp 27.05.2012). 7  Tegoż, Economics Of The Madhouse: Capitalism and Market Today, http:// www.marxists.org/archive/harman/1995/madhouse/index.htm (dostęp 27.05.2012). 8  Tegoż, Explaining The Crisis: a Marxist Reappraisal, London 1984. 9  Ch. Harman, Kapitalizm zombi..., s. 25.

Maciej Szlinder


269

anzpraktyka cyteroet 5/2011

stu kryzysów. Zgodnie z wulgarną teorią Saya, podaż tworzy własny popyt, a kryzysy są niemożliwe. Walras uznawał je za zjawiska przelotne, związane z przejściowym brakiem reakcji cen na podaż i popyt. Marks z kolei uważał kryzysy nadprodukcji za nieuchronne w gospodarce kapitalistycznej. Konkurencja zmusza przedsiębiorstwa do inwestowania powyżej poziomu aktualnej produkcji nowych maszyn i surowców. Podczas recesji nadprodukcja wiąże się ze spadkiem cen poniżej wartości, które w okresie wzrostu przekraczają ten poziom. „[C]ykl nie wynika z błędnych decyzji podejmowanych przez poszczególnych kapitalistów czy rządy państw, ale ze sposobu, w jaki wartość znajduje wyraz w cenach.”10 Jednak, zdaniem Marksa, to nie kryzysy były najistotniejsze w ramach długofalowej dynamiki systemu kapitalistycznego, ale dwa procesy: spadkowa tendencja stopy zysków11 oraz koncentracja i centralizacja kapitału. Pierwszy z nich jest odrzucany przez niemarksistów oraz wielu marksistów (np. Barana, Sweezy’ego). Tendencja ta jest efektem wzrostu organicznego składu kapitału (dalej OSK), tzn. rosnącego stosunku wartości inwestycji do wartości siły roboczej, a więc kapitału stałego do zmiennego. „Jego wzrost jest dla Marksa logicznym następstwem akumulacji kapitału”12. Co prawda, jak twierdzą przeciwnicy, postęp techniczny nie zawsze musi wiązać się ze wzrostem OSK, gdyż inwestycje mogą mieć charakter „kapitałooszczędny”, jednak, zdaniem Harmana, takich inwestycji jest znacznie mniej niż tych „kapitałochłonnych”. Istnieją natomiast dwie przyczyny przeciwdziałające spadkowej tendencji stóp zysku. Pierwszą z nich jest wzrost stopy wyzysku, a więc stosunku wartości dodatkowej do kapitału zmiennego np. poprzez przedłużenie dnia roboczego, obniżenie płac realnych lub spadek kosztów dostarczenia robotnikom środków do życia na skutek wzrostu wydajności. Drugą zaś jest wolniejszy wzrost inwestycji w kategoriach wartości niż w kategoriach materialnych, wynikający ze wzrostu wydajności pracy, zmniejszającego czas pracy niezbędny do wytworzenia każdego elementu kapitału stałego. Druga z tendencji – koncentracja i centralizacja kapitału, związana jest z właściwym kryzysom wypłukiwaniem słabszych kapitalistów i przejmowaniem kontroli nad większym fragmentem systemu przez silniejszych. 10  Tamże, s. 91. 11  Stopę zysku obrazuje wzór: „m/(c+v)”, gdzie „m” oznacza wartość dodatkową, „c” – kapitał stały, a „v” – kapitał zmienny. 12  Ch. Harman, Kapitalizm zombi..., s. 103.

Zysk i zbrojenia

...


anzpraktyka cyteroet 5/2011

270

Kryzys i wojna Sposobem na opóźnienie wzrostu OSK jest eksport kapitału np. do kolonii. Inny to, jak pisze Marks, „przekształcanie dużej części kapitału w kapitał trwały, który nie służy jako czynnik bezpośredniej produkcji”13. Według Kidrona, jeżeli wyjdziemy z Marksowskiego modelu kapitalizmu jako systemu zamkniętego, trwały wyciek kapitału (np. wskutek wojen) może w ogóle wyeliminować spadek stopy zysku, a tym samym występowanie coraz większych kryzysów. Właśnie dlatego wojny mogą mieć dobroczynne skutki dla trwania kapitalizmu, mimo katastrofalnych dla społeczeństw (o czym pisał choćby Grossman czy Róża Luksemburg). Harman uznaje spadkową tendencję stopy zysku za główną przyczynę Wielkiego Kryzysu lat trzydziestych. Wyjaśnienie jego przyczyn zostało określone przez dzisiejszego szefa Rezerwy Federalnej Bena Bernankego mianem „nieuchwytnego świętego Graala ekonomistów” 14. Żadna z dotychczasowych (najczęściej sprzecznych ze sobą) prób: od obwiniania banków centralnych o niezwiększenie podaży pieniądza przez monetarystów, przez nadmierny kredyt lat dwudziestych wskazywany przez Hayeka, nadwyżkę oszczędności nad inwestycjami i brak „efektywnego popytu”, na które zwracał uwagę Keynes, po zrzucanie odpowiedzialności na ustawę Smoota-Hawleya podnoszącą cła, nie wytrzymuje poważnej krytyki. Między latami osiemdziesiątymi dziewiętnastego a dwudziestymi dwudziestego wieku stopy zysku spadły w USA o 40% w wyniku długofalowego wzrostu OSK (o ok. 20%). Podobna sytuacja miała miejsce w innych krajach centrum. Produkcja uruchomionych pod koniec okresu koniunktury wielkich fabryk była zbyt duża dla rynku, który zalała tanimi towarami, obniżając tym samym zyski starych fabryk. Nowe inwestycje stały się nieopłacalne, w związku z czym zostały przerwane, co poskutkowało spadkiem zatrudnienia i konsumpcji oraz pogłębieniem kryzysu. Przyczyny, dla których mechanizmy rynkowe nie wyciągnęły gospodarki z kryzysu, leżą w drugiej wskazywanej przez Marksa tendencji – koncentracji i centralizacji kapitału w wyniku zdominowania systemu przez quasi-monopole zdolne do uchronienia swoich nierentownych fabryk przed likwidacją. W latach trzydziestych wzrost wydatków rządowych związanych z Nowym Ładem Roosevelta (z 2,5% PKB w 1929 roku do 9% w 1936 roku) doprowadził do krótkotrwałego odrodzenia produkcji, ale już 13  K. Marks, Zarys krytyki ekonomii politycznej, tłum. Z.J. Wyrozembski, Warszawa 1986, s. 611. 14  Ch. Harman, Kapitalizm zombi..., s. 208.

Maciej Szlinder


271

anzpraktyka cyteroet 5/2011

w sierpniu 1937 roku Stany Zjednoczone spotkał „największy spadek gospodarczy w dziejach”15. Kryzys tak naprawdę skończył się dopiero wraz z II wojną światową i przejściem na model gospodarki wojennej.

Złoty wiek i jego kres Po wojnie zachodni kapitalizm wszedł w okres długiego boomu z pełnym zatrudnieniem, wzrostem płac realnych oraz rozbudowanym systemem zabezpieczeń społecznych. Stopa zysku w USA była 50-100% wyższa niż w pierwszych czterdziestu latach dwudziestego wieku. Harman stanowczo sprzeciwia się powszechnym opiniom przypisującym ten stan rzeczy prowadzonemu przez państwo interwencjonizmowi w stylu keynesowskim, opartemu na odpowiednim zmienianiu stóp procentowych i zwiększaniu wydatków pobudzających popyt i poziom zatrudnienia oraz przekonaniu niektórych marksistów (jak Duménil i Lévy), że odejście od tej polityki było przyczyną niedawnych kryzysów. Argumentuje, że w okresie powojennym de facto nie stosowano keynesowskich metod zapobiegania kryzysom (w USA do 1964 roku, a w Niemczech do lat siedemdziesiątych). Rządy interweniowały nie w celu zapobieżenia recesjom, ale zwolnienia tempa boomów. Zdaniem brytyjskiego marksisty przyczyną złotego wieku nie były też: szybki postęp techniczny, napływ młodych imigrantów czy spadek cen surowców z państw słabo rozwiniętych, ale (jak u Kidrona) „bezprecedensowy poziom wydatków na zbrojenia w czasie pokoju”16 (w USA od cztero- do trzynastokrotnie większego niż przed wojną), który spowalniał wzrost OSK. Długi boom nie był zatem efektem „kompromisu między kapitałem i pracą”, jak chciałby Harvey17, ale skutkiem ubocznym zmilitaryzowanego kapitalizmu państwowego. Ten złoty okres skończył się gwałtownym wzrostem bezrobocia i inflacji w latach siedemdziesiątych. Wbrew obiegowej opinii skok cen ropy, który nastąpił po wojnie Jom Kippur w 1973 roku, nie mógł być przyczyną, gdyż zmniejszył dochód narodowy państw rozwiniętych jedynie o 1%. W wyniku tego kryzysu główny nurt ekonomii porzucił keynesizm na rzecz monetaryzmu i innych wersji ekonomii podaży. Ten jednak, jak pisze Harman, nie poradził sobie ani (ponownie) z wyja15  Tamże, s. 220. 16  Tamże, s. 241. 17  D. Harvey, Neoliberalizm: historia katastrofy, tłum. J.P. Listwan, Warszawa 2008, s. 21.

Zysk i zbrojenia

...

Kryzys tak naprawdę skończył się dopiero wraz z II wojną światową i przejściem na model gospodarki wojennej


anzpraktyka cyteroet 5/2011

272

śnieniem przyczyn kryzysu, ani nie zaproponował właściwych recept. „W Wielkiej Brytanii monetarystyczny budżet Howe’a z 1979 roku przyniósł w następstwie podwojenie się zarówno inflacji, jak i bezrobocia […]. Działania monetarystyczne nie zdołały nawet zapewnić kontroli nad podażą pieniądza”18. Przyczyną załamania we wszystkich krajach centrum w połowie lat siedemdziesiątych według Harmana był gwałtowny wzrost OSK (o ponad 40% między 1957 a 1973 rokiem), obniżający stopę zysku. Wydatki na zbrojenia były bardzo nierówne: od 13% PNB USA i 20% PNB ZSRR po znikome ilości w wypadku Japonii i RFN. Te ostatnie kraje mogły dzięki temu więcej inwestować i osiągać szybsze tempo wzrostu, zmuszając tym samym państwa o wysokich wydatkach na zbrojenia do częściowego przesuwania ich w kierunku inwestycji gospodarczych. Nixon nie poprzestał jednak na tym ruchu, ale zdecydował się także na dewaluację dolara, destruując system sztywnych kursów walutowych wypracowany w Bretton Woods, co jeszcze bardziej zdestabilizowało światową gospodarkę. W trakcie kryzysu, wbrew założeniom keynesistów, firmy nie zareagowały na rządowe próby napędzania popytu wzrostem inwestycji i produkcji, ale podwyżką cen w celu odzyskania swoich dochodów. Musiało to skutkować podjęciem przez robotników walki o podwyżkę płac. Rządy i banki w połowie lat siedemdziesiątych pozwoliły na wzrost podaży pieniądza, co umożliwiło firmom dalszą podwyżkę cen i ochronę zysków. Pod koniec dekady za pomocą wysokich stóp procentowych ograniczyły tę podaż, mając na celu zmuszenie firm do odrzucenia postulatów robotniczych. Świat wkroczył w nowy okres niestabilności, przeplatany znacznie częstszymi niż wcześniej kryzysami i niższą stopą wzrostu niż w okresie złotego wieku. Na początku dwudziestego pierwszego wieku instytucje finansowe w USA przyjęły strategię zachęcania uboższych warstw do zaciągania kredytów hipotecznych o początkowo niskiej stopie procentowej, która wzrastała po kilku latach. Bezpieczeństwo tymże kredytom zapewnić miał wzrost cen domów – gdyby nie były spłacane, nieruchomości wracałyby do pożyczkodawcy i mogły być zyskownie sprzedawane. Nie wzięto jednak pod uwagę, że to właśnie gotowość instytucji finansowych do przelicytowywania się w oferowaniu kredytów na zakup domów podnosiła ich ceny. W ten sposób sektor finansowy pompował bańkę na rynku nieruchomości. Po utracie skuteczności amerykańskiej gospodarki zbrojeniowej, wobec niskiego poziomu inwestycji oraz spadku płac realnych sposobem 18 

Ch. Harman, Kapitalizm zombi..., s. 281.

Maciej Szlinder


273

anzpraktyka cyteroet 5/2011

na uniknięcie recesji stała się właśnie finansjeryzacja związana z gwałtownie rosnącym zadłużeniem gospodarstw domowych tworzących rynek zbytu dla produktów sektora produkcyjnego. Nie mają zatem racji, zdaniem brytyjskiego marksisty, Gerard Duménil czy Engelbert Stockhammer utrzymujący, że w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych stopy zysku odtworzyły się w dostatecznym stopniu, żeby spowodować odrodzenie inwestycji produkcyjnych, ale uniemożliwiła im to potęga sektora finansowego. „Finanse są pasożytem na grzbiecie pasożyta, a nie problemem, który można rozwiązać w izolacji od kapitalizmu jako całości”19. Warto w tym miejscu przywołać ujęcie sfery finansowej przez Hardta i Negriego, którzy jeszcze dobitniej podkreślają jej rolę, uznając za współcześnie „centralną formę akumulacji kapitału”20, która jest symetryczna względem nowych procesów produkcji biopolitycznej. Rynki finansowe znajdują się na zewnątrz tejże produkcji, ale jako jedyne są w stanie nadążyć za jej obiegami i przez wywłaszczenie wydobywać z niej bogactwo21. Ogromna większość rządów zareagowała na kryzys zapoczątkowany w 2007-2008 roku odrzuceniem wolnorynkowej Wulgaty i powrotem do rozwiązań keynesowskich. Jednak warunki ich zastosowania były jeszcze gorsze niż te, w jakich nieskutecznie wypróbowano je trzydzieści lat wcześniej. Obiecywana rządowa pomoc finansowa była znacznie większa niż w okresie New Dealu, podobnie jak poziom zadłużenia. Co więcej, poziom integracji gospodarek narodowych powoduje, że strategie kapitalizmu państwowego muszą rodzić poważne zakłócenia w całym systemie, jednak są praktykowane, gdyż jeszcze bardziej szkodliwa byłaby alternatywa dopuszczająca bankructwa ogromnych firm. System będący pod presją dwóch podstawowych procesów, spadkowej tendencji stopy zysku i tendencji do koncentracji kapitału, znalazł się w potrzasku.

Proletariat kontra prekariat Poglądy o tym, że klasa robotnicza będzie stopniowo traciła swój desygnat, rozpływając się w klasie średniej, głoszone przez teoretyków takich 19  Tamże, s. 433. 20  M. Hardt, A. Negri, Odpowiedź Davidowi Harveyowi, „Praktyka Teoretyczna” 2011, nr 4, http://www.praktykateoretyczna.pl/PT_nr4_2011_Commonwealth/09.Hardt_Negri.pdf (dostęp 29.05.2012). 21  Więcej na ten temat zob. M. Hardt, A. Negri, Rzecz-pospolita: poza własność prywatną i dobro publiczne, tłum. Praktyka Teoretyczna, Kraków 2012 [w druku].

Zysk i zbrojenia

...


anzpraktyka cyteroet 5/2011

Prekariat będący nową i rosnącą liczebnie klasą, staje się coraz lepiej udokumentowanym zjawiskiem, a nie, jak chciał Harman, akademicką mrzonką.

274

jak Goldthorpe, Marcuse czy E.O. Wright, zostały skompromitowane choćby przez największy strajk generalny w historii Francji w maju 1968 roku. Harman stanowczo polemizuje z opinią Laclaua i Mouffe wskazujących na niejednorodność klasy robotniczej, a także konstatacją Hardta i Negriego dotyczącą utraty przez tę klasę uprzywilejowanej pozycji w gospodarce kapitalistycznej. Dowodzi, że klasa robotnicza (wraz z osobami będącymi na jej utrzymaniu oraz emerytami) liczy sobie dzisiaj ok. dwa miliardy ludzi. Dodanie do tego ogromnej liczby chłopów, sięgającej 50% światowej populacji, z których część wykonuje pracę najemną, pozwala mu na stwierdzenie, że „[p]o raz pierwszy w historii globalny proletariat i półproletariat stanowią większość ludności świata”22. Ponadto Harman zdecydowanie przeciwstawia się dyskursowi dotyczącemu prekaryzacji pracy. Jego zdaniem „[n]ie ma dowodów, które by potwierdzały bezlitosne szerzenie się zjawiska niepewnych form zatrudnienia”23. Nadal ponad 80% Europejczyków zatrudnionych jest na stałych etatach, liczba osób pracujących w Wielkiej Brytanii przez ponad dziesięć lat w jednym miejscu pracy zwiększyła się z 29 do 31%. Podkreślanie niepewności miejsc pracy Harman uznaje za działanie sprzyjające interesom kapitalistów poprzez odbieranie robotnikom wiary w siebie i osłabianie tym samym ich oporu. Powyższym liczbom łatwo przeciwstawić inne, prowadzące do zgoła odmiennych wniosków. Guy Standing w swojej pracy Prekariat24 podaje choćby, że pracownicy tymczasowi w Hiszpanii w 2010 roku stanowili połowę zatrudnionych. Ponad trzydzieści milionów Amerykanów zatrudnionych było na niepełny etat, który zwykle oznacza po prostu niższe wynagrodzenie za pełnoetatowy czas pracy. Co roku w Stanach Zjednoczonych z pracy odchodzi około 45% zatrudnionych, a uchwalona w 2008 roku w Chinach ustawa dotycząca umów o pracę utrwaliła system umów na czas określony, na nieokreślonych warunkach25. Prekariat będący nową i rosnącą liczebnie klasą, staje się coraz lepiej udokumentowanym zjawiskiem, a nie, jak chciał Harman, akademicką mrzonką. Istotne zdaje się także zastanowienie nad skutkami rozpowszechniania świadomości niepewności zatrudnienia z punktu widzenia walki klas. To, czy rzeczywiście odbiera to robotnikom wiarę w siebie, jest dysku22  Tamże, s. 482. 23  Tamże, s. 488. 24  G. Standing, Prekariat: nowa niebezpieczna klasa, tłum. P. Kaczmarski, M. Karolak, http://www.praktykateoretyczna.pl/index.php/projekty/prekariat-2/ (dostęp 27.05.2012). 25  Tamże, rozdz. 2, s. 14-19.

Maciej Szlinder


275

anzpraktyka cyteroet 5/2011

syjne. Co więcej, wydaje się, że teoria Harmana, minimalizująca wpływ walk klasowych i pokładająca nadzieję na upadek kapitalizmu głównie w immanentnych prawach systemu kapitalistycznego, niebezpiecznie zbliża się do stanowiska determinizmu ekonomicznego. Jako element „logiki konieczności”, jak stwierdziliby Laclau i Mouffe26, wyklucza zatem wymiar polityczności i prowadzi raczej do bierności oraz demobilizacji wyzyskiwanych, oczekujących na samoistny rozkład systemu. Zgodnie z klasyfikacją zaproponowaną przez Harry’ego Cleavera, każde ekonomiczne odczytanie Marksa, a jako takie należy właśnie zakwalifikować Kapitalizm zombi, jest interpretacją z perspektywy kapitału27, a nie klasy robotniczej. Stąd też może wynika główna słabość pracy Harmana, jaką jest, przy ogromnym bogactwie oferowanym przez nią w zakresie opisu przebiegu przemian kapitalizmu i diagnozy jego kryzysów, niemal kompletny brak pozytywnego programu i strategii politycznej. Na ostatnich stronach swojej książki brytyjski marksista pisze: Sam rozwój kapitalizmu wpływa na życie wyzyskiwanych przezeń ludzi, tworząc obiektywne warunki, w których niejednorodna masa sprzedających własną siłę roboczą może przekształcić się w coraz bardziej świadomą klasę dla siebie28.

Harman wierzy więc, że proces przekształcenia proletariatu z klasy w sobie w klasę dla siebie dokona się automatycznie, co jest wizją nadzwyczaj optymistyczną, by nie powiedzieć – naiwną. Problematyczne wydaje się również trzymanie się podziału na klasę „w sobie” i „dla siebie”, i tym samym obstawanie przy kluczowej roli świadomości. Ciekawie unikają tej pułapki przedstawiciele Nowej Włoskiej Lewicy, proponując w zamian rozróżnienie na techniczny i polityczny skład klasowy, gdzie ten pierwszy dotyczy organizacji procesu pracy, a drugi odnosi się do stosowanych przez robotników taktyk oporu29. 26  Proces odchodzenia teorii marksistowskiej i postmarksistowskiej od „logiki konieczności” w kierunku „logiki przygodności” opisany jest oczywiście w pracy: E. Laclau, Ch. Mouffe, Hegemonia i socjalistyczna strategia: przyczynek do projektu radykalnej polityki demokratycznej, tłum. S. Królak, Wrocław 2007. 27  H. Cleaver, Polityczne czytanie Kapitału, tłum. I. Czyż, Poznań 2011, s. 50-51. 28  Ch. Harman, Kapitalizm zombi..., s. 505. 29  Więcej na ten temat: M. Hardt, A. Negri, Rzecz-pospolita...., G. Roggero, Pięć tez o dobru wspólnym, „Praktyka Teoretyczna” 2011, nr 4, http://www.praktykateoretyczna.pl/PT_nr4_2011_Commonwealth/05.Roggero. pdf (dostęp 30.05.2012), H. Cleaver, Polityczne..., s. 93-94.

Zysk i zbrojenia

...


anzpraktyka cyteroet 5/2011

276

Harmanowskie obstawanie przy przemysłowej klasie robotniczej jako uprzywilejowanym podmiocie zbiorowym ma ograniczony sens w odniesieniu do państw centralnych, w których „tradycyjny proletariat przemysłowy drastycznie się skurczył”30. Warto za Harveyem uznać, że „dynamika wyzysku klasowego nie ogranicza się do miejsca pracy”31, ale dotyczy też miejsca zamieszkania. To, co w wyniku ustępstw płacowych kapitalistów zyskują robotnicy, może być im odbierane przez wysokie czynsze lub różnego rodzaju „łupieżcze praktyki”32. Za główne miejsce wytwarzania wartości dodatkowej, a więc także i pole walki klasowej lepiej uznać więc nie fabrykę czy jakiekolwiek inne miejsce pracy, ale miasto czy metropolię33. Wówczas podmiotem tej walki jest ogół wytwórców urbanizacji, a więc nie tylko np. robotników budowlanych, ale także tych, którzy przyczyniają się do wyjątkowego charakteru metropolii, umożliwiającego pobieranie renty monopolowej – od kupców na klimatycznych targowiskach po artystów i wytwórców kultury. Można też za przedstawicielami operaismo uznać, że „[f ]abryka, w której pracuje klasa robotnicza, to społeczeństwo jako całość, fabryka społeczna”34. Wreszcie warto także rozważyć oś argumentacji książki Harmana, którą stanowi prawo spadkowej tendencji stopy zysku. Zdaniem Michela Hussona, „od połowy lat osiemdziesiątych stopa zysku wykazuje tendencję zwyżkową”35. Harman w swoim artykule będącym odpowiedzią na zarzuty Hussona36 przyznaje, że stopy zysku wzrosły od około 1982 roku, ale osiągnęły jedynie połowę wartości sprzed spadku rozpoczętego w połowie lat sześćdziesiątych, z czym znów nie zgadza się Husson37. Francuski marksista dowodzi, że stopa zysku zaczęła spadać tuż przed 30  D. Harvey, Bunt miast: prawo do miasta i miejska rewolucja, tłum. Praktyka Teoretyczna, Warszawa 2012, s. 171. 31  Tamże, s. 153. 32  Harvey do takich zalicza np. nielegalne egzekucje hipoteczne czy praktyki flippingu (kupowanie zniszczonych domów, dokonywanie kosmetycznych napraw o zawyżonych wartościach i odsprzedawanie dalej) – tamże, s. 79 n. 33  Także Hardt i Negri widzą relację metropolii i wielości jako współczesny odpowiednik relacji fabryki i klasy robotniczej. Zob. M. Hardt, A. Negri, Rzecz-pospolita... 34  H. Cleaver, Polityczne..., s. 97. 35  M. Husson, Kapitalizm bez znieczulenia, tłum. Z.M. Kowalewski, Warszawa 2011, s. 186. 36  Ch. Harman, Not All Marxism is Dogmatism: a Reply to Michel Husson, “International Socialism” 2010, No. 125, http://www.isj.org.uk/index.php4?id=613&issue=125 (dostęp 27.05.2012). 37  Odmienne krzywe dotyczące stopy zysków prezentowane są w zacytowanym wyżej tekście Harmana.

Maciej Szlinder


277

anzpraktyka cyteroet 5/2011

obecnym kryzysem, natomiast „nadakumulacja” wystąpiła dopiero w trakcie kryzysu. Ciąg wynikający z klasycznej wykładni odwołującej się do prawa zniżkowej tendencji stopy zysku (inwestycje prowadzące do wzrostu OSK powodującego spadek stopy zysku) nie ma zatem zastosowania w wypadku aktualnego kryzysu. Rozstrzygnięcie sporu między Harmanem i Hussonem przekracza ramy tej recenzji, warto jednak zanotować, że nawet w perspektywie ekonomii marksistowskiej prawo spadkowej tendencji stopy zysku jest przedmiotem sporych kontrowersji.

Zakończenie Pomimo powyższych uwag i zastrzeżeń, ostatnia książka Chrisa Harmana jest niewątpliwie pozycją ważną, zawierającą bogaty zbiór danych oraz odniesień bibliograficznych, a także podejmującą szeroką analizę historyczną i teoretyczną przemian kapitalizmu i refleksji nad nimi mających miejsce przez ostatnie 150 lat. Choćby dlatego jest szczególnie warta uwagi polskiego czytelnika, który nie był przez ostatnie dwie dekady rozpieszczany wieloma tego typu pracami, wykazującymi użyteczność marksistowskiego aparatu teoretycznego w wyjaśnianiu rzeczywistości społeczno-gospodarczej.

Zysk i zbrojenia

...


anzpraktyka cyteroet 5/2011

278

Maciej Szlinder (ur. 1986) – doktorant w Instytucie Filozofii UAM. Magister socjologii i filozofii (spec. komunikacja społeczna). Członek redakcji czasopisma „Praktyka Teoretyczna”. Prezes fundacji „ZaCzyn”. Redaktor audycji „Godzina Krytyczna” w Radiu AFERA. Dane adresowe: Insty­tut Filozofii Uniwersytetu im. A. Mickiewicza ul. Sza­marzewskiego 89c 60–568 Poz­nań e-mail: mszlinder@gmail.com Cytowanie: M. Szlinder, Zysk i zbrojenia – recenzja Kapitalizmu zombi Chrisa Harmana, „Praktyka Teoretyczna” nr 5/2012, http://www.praktykateoretyczna.pl/PT_nr5_2012_Logika_sensu/18.Szlinder.pdf (dostęp dzień miesiąc rok) Author: Maciej Szlinder Title: Profit and armaments – review of Chris Harman’s Zombie Capitalism

Maciej Szlinder


Karol Templewicz

Czego uczy Strefa?

Choć nikt nie odtrąbił końca transformacji, wydaje się, że w polskim dyskursie publicznym już kilka lat temu nastąpiła znacząca zmiana. Zanim dopłynęliśmy do „zielonej wyspy”, skończyliśmy „przechodzić” i zaczęliśmy „doganiać”. Można zbyć tę drobną różnicę wzruszeniem ramion: przecież nadal wpatrujemy się w Zachód. A jednak ta różnica, choć niewielka, jest istotna. Przy przechodzeniu nad przepaścią po spróchniałym pomoście ważne, by stawiać stopy tak, jak nam radzą ci, którzy są już po drugiej stronie. Kiedy idziemy za kimś, starając się zmniejszyć dystans, możemy nie tylko przyglądać się jego zgarbionym plecom, ale również znaleźć czas na spojrzenie wstecz. Czy za koniec transformacji uznać elegancką datę wstąpienia do Unii Europejskiej, czy też nieudane święto obchodów dwudziestej rocznicy Okrągłego Stołu w 2009 roku, zmiana jest coraz wyraźniejsza. Z jednej strony udało się zrealizować aspiracje i dołączyć do zachodniego klubu. Z drugiej, dają o sobie znać podziały, których nie jest już w stanie przykryć legenda wspólnego zwycięstwa. Za ważny moment należy również uznać opublikowanie raportu POLSKA 2030. Można zawarty w nim model dyfuzyjno-polaryzacyjny traktować wyłącznie jako laurkę dla doktryny Leszka Balcerowicza i kontynuację twardej linii, która sprawiła, że we wprowadzaniu neoliberalnych recept nawet przegoniliśmy Zachód. Można jednak tę publikację potraktować jako dowód na to, że horyzont się przesunął i możliwe jest snucie dalekosiężnych planów.

}


anzpraktyka cyteroet 5/2012

280

Piszę tak, bo intrygująca książka Borisa Budena Strefa przejścia: o końcu postkomunizmu1 opowiada właśnie o tym momencie, w którym orientujemy się, że powróciliśmy z zony. Dlatego warta bacznej uwagi wydaje mi się potencjalnie otrzeźwiająca refleksja nad nieudaną reanimacją dawnej solidarnościowej jedności. Orientujemy się, że nie przechodzimy na drugą stronę lustra, ale tkwimy w codziennej rzeczywistości, z którą jak wszyscy musimy sobie radzić i którą możemy powoli zmieniać. Kluczowym pytaniem Strefy przejścia jest: „czy czegoś się w tej Strefie nauczyliśmy?”. W trzech esejach Buden różnymi ścieżkami przeprowadza nas przez Strefę, która „jest niczym innym jak tylko epizodem w życiu […] bohaterów – niebezpiecznym wdarciem się do tego, co zabronione, obiecującym spełnienie wszystkich życzeń”2. Te trzy obrazy składają się na pewien pejzaż – wizję kondycji postkomunistycznej. Jej główną właściwością jest zderzenie ideałów i marzeń obywateli państw dawnych demokracji ludowych ze skutkami działań. Rezultatem tego zderzenia jest bolesne rozczarowanie. Mamy tu więc trzy ścieżki i trzy rozczarowania.

Nie naśladuj Pierwszy esej opowiada przede wszystkim o rozczarowaniu rozpadem społeczeństwa. Opierając się w swoim wywodzie na analizach Roberta Castela i Karin Knorr-Cetiny, Buden twierdzi, że w obecnej fazie kapitalizmu społeczeństwo zanika3. Zanikają utopie, które zostały sprywatyzowane. Zanika także państwo, które wobec niemożności zidentyfikowania interesów wspólnoty, nie jest w stanie robić nic innego poza słuchaniem jedynego wyrazistego głosu – głosu rynków. Proces, w którym państwo identyfikowało kolejne problemy i brało na siebie obowiązek ich rozwiązania, przekształcił się w nowy proces, który zachodzi w całym świecie kapitalistycznym. W wyniku późnokapitalistycznych przemian w miejsce obejmującego całą wspólnotę i połączonego zasadą solidarności społeczeństwa pojawiają się luźno ze sobą powiązane strefy społeczne:

1  B. Buden Strefa przejścia: o końcu postkomunizmu, tłum. M. Sutowski, Warszawa 2012. 2  Tamże, s. 13. 3  Tamże, s. 78-87.

Karol Templewicz


281

anzpraktyka cyteroet 5/2012

W strefie integracji znajdują się ludzie pozostający w stabilnych stosunkach pracy i solidnie wkomponowani w relacje społeczne; w strefie wyłączenia brak jakiejkolwiek działalności produktywnej prowadzi do braku relacji społecznych i do społecznego wykluczenia; między nimi rozciąga się niestabilna strefa wrażliwości, w której niepewny stosunek pracy odpowiada kruchemu wsparciu ze strony środowiska społecznego4.

Nie istnieje więc żadna zasada spajająca społeczeństwo. Być może Durkheim nie jest bliski Budenowi, ale z pewnością tęsknota za jakąś wspólną zasadą, na której można by oprzeć społeczeństwo, jakoś go do Francuza zbliża. Negatywnym bohaterem tej części jest Zachód. Tutaj Buden zapożycza się u Petera Sloterdijka5, poświęcając sporo miejsca demaskacji cynizmu zachodnich społeczeństw. Wyraża się on w postawie sprzedawcy używanych samochodów, który woli pokazywać wypucowaną karoserię triumfującej liberalnej demokracji, niż zdradzić, że silnik pod maską ledwie zapala, a wiele elementów jest przerdzewiałych. Wierzy też, że klient nie zauważy żadnej usterki. W tym miejscu opowiadana przez Budena historia robi się nieco mglista. Brakuje bardziej konkretnego wskazania, kto i dlaczego wcisnął nam w końcu tego gruchota. Stwierdzenie, że to „zachodnie społeczeństwa”, należy uznać za niewystarczające. Chcąc pokazać, że powszechny cynizm stanowił ważny czynnik w recepcji przemian i kładąc akcent na doświadczenie mas, Buden nie jest w stanie satysfakcjonująco odpowiedzieć na bardzo ważne pytanie, które stawia: Któż taki i w czyim interesie nałożył pieluchy i krótkie majteczki polskim robotnikom, chronił ich przed „chorobami wieku dziecięcego” i posyłał do szkoły na klasówki? Tym samym robotnikom, którzy rozpoczęli demokratyczną rewolucję, wytrzymali najbrutalniejsze represje kontrrewolucji i do ostatecznego zwycięstwa demokracji doprowadzili dosłownie własnymi rękami6?

W dalszej części mowa jest o „cynicznych ideologach tranzycji”, którzy w celu zwiększenia sterowności systemu mnożą tych, których należy ogłosić niedojrzałymi. Zabieg ten pozwala występować z pozycji dorosłego rugającego niegrzeczne dziecko. Jest to bardzo ciekawe spostrzeżenie, jednak obraz jest niepełny. 4  Tamże, s. 86. 5  Zob. P. Sloterdijk, Krytyka cynicznego rozumu, tłum. i wstęp P. Dehnel, Wrocław 2008. 6  B. Buden Strefa przejścia…, s. 39.

Czego uczy Strefa?


anzpraktyka cyteroet 5/2012

Ponieważ kwestie wysuwane przez prawicę (np. rozbicie „układu”) nie przyczyniają się raczej do poprawy sytuacji na rynku pracy ani codziennego bytu pracujących, prawica musi ciągle od nowa udowadniać, że na drodze do świetlanej przyszłości stoją „wrogowie”.

282

Pierwszy esej Strefy przejścia domaga się zatem uzupełnienia. Albo inaczej – można odnieść wrażenie, że sam stanowi rozdział innej książki. Cała część zatytułowana Społeczeństwo i kultura: od bezklasowego społeczeństwa do klasy bez społeczeństwa mogłaby z powodzeniem stanowić fragment Klęski „Solidarności” Davida Osta7. Ost poświęca sporo miejsca temu, jak w system polityczny włączani są ludzie pracy. Dochodzi do wniosku, że panuje wśród nich uczucie opuszczenia i frustracji. Nie mają sposobu, by artykułować swoje potrzeby. W związku z tym, dochodzi do zjawiska opisanego przez Thomasa Franka8: robotnicy zwracają się ku prawicy, która przywraca im poczucie godności, włączając ich w moralną krucjatę. Ponieważ kwestie wysuwane przez prawicę (np. rozbicie „układu”) nie przyczyniają się raczej do poprawy sytuacji na rynku pracy ani codziennego bytu pracujących, prawica musi ciągle od nowa udowadniać, że na drodze do świetlanej przyszłości stoją „wrogowie”. Ost odpowiada, że pieluchy i krótkie majteczki założyli robotnikom gospodarczy liberałowie. Słuchali oni zachodnich doradców i realizowali doktrynę szoku9 tym chętniej, że wierzyli, iż uda się w ten sposób pokonać demona antysemityzmu i zaściankowości. Ponieważ zgodnie „z nową ideologią tranzycji, aby dojść do demokracji, trzeba tylko wystarczająco dokładnie podążać za zewnętrznymi, obiektywnymi czynnikami – ekonomicznymi, kulturalnymi, instytucjonalnymi”10. Pierwszą część książki Budena warto zestawić także z Postkomunizmem Jadwigi Staniszkis11. Autorka analizuje przemiany państw komunistycznych przede wszystkim z punktu widzenia ekonomii władzy. Wartością nadrzędną miało być przywrócenie bezwładnemu systemowi sterowności. Zdaniem Staniszkis, elity komunistyczne koncentrowały się przede wszystkim na tym, by utrzymać swoje wpływy. Rezultatem tego jest pojawienie się cynizmu, który egalitarne hasła głoszone przez komunistów traktuje z takim samym przymrużeniem oka, z jakim same siebie traktują zachodnie demokracje. Tymczasem Buden zwraca uwagę, że poparcie dla prób odbudowy i umocnienia systemu, jakimi były np. pieriestrojka i głasnost, wynikały ze szczerej wiary w komuni7  D. Ost, Klęska „Solidarności”: gniew i polityka w postkomunistycznej Europie, tłum. H. Jankowska, Warszawa 2007. 8  T. Frank, Co z tym Kansas?: czyli opowieść o tym, jak konserwatyści zdobyli serce Ameryki, tłum. J. Kutyła, wstęp J. Żakowski, Warszawa 2008. 9  Zob. N. Klein, Doktryna szoku: jak współczesny kapitalizm wykorzystuje klęski żywiołowe i kryzysy społeczne, tłum. H. Jankowska [i in.], Warszawa 2008, s. 208-220. 10  B. Buden, Strefa przejścia…, s. 35. 11  J. Staniszkis, Postkomunizm: próba opisu, Gdańsk 2001.

Karol Templewicz


anzpraktyka cyteroet 5/2012

283

styczne ideały. Upadek komunizmu nie musiał być koniecznie wynikiem niedokładnych kalkulacji cynicznych partyjnych bonzów. Ale też entuzjazm obywateli państw komunistycznych nie musiał być skierowany ku liberalnym demokracjom. Buden twierdzi, że Zachód pod niesprecyzowane pragnienie wolności podstawił swojego gruchota, przedstawiając go jako wehikuł, który społeczeństwa demoludów do tej wolności dowiezie. Wydaje się, że lekcja, jakiej udziela nam Buden tą wycieczką do Zony, brzmi: nie naśladuj. Gdyby nie panująca w krajach postkomunistycznych ideologia doganiania, mogłyby nie odczuwać przykrych konsekwencji przemian kapitalizmu tak boleśnie.

Kościół, popkultura, monolog Drugi esej poświęcony jest miejscu religii w kraju postkomunistycznym. Rozczarowanie szarą rzeczywistością, słabym państwem, pcha ludzi do poszukiwania sensu. Zdaniem Budena w państwach postkomunistycznych „wyzwolony Bóg nie wraca […] z gułagu […] – ale paradoksalnie z Kościoła, miejsca jego wygnania”12. Autor stawia tezę, że tym, co zrobiły republiki komunistyczne z religią, było po prostu narzucenie – być może z pewną dozą brutalności niezbędną, kiedy chce się szybko nadrobić zaległości – oświeceniowego rozdziału Kościoła od państwa. O ile dobrze rozumiem, za tą tezą stoi chęć przeciwstawienia się dominującej narracji, zgodnie z którą ogromny udział Kościoła w życiu publicznym państw postkomunistycznych wynika ze sprawiedliwości dziejowej. Oto duchowość gnębiona przez komunę wraca na swoje miejsce. Obserwacja Budena, że wiara raczej wylała się z Kościoła na ulice, a więc – inaczej niż w starych zachodnich demokracjach – wkroczyła w świecką przestrzeń publiczną, jest słuszna. Podobnie intrygująca jest opowieść o tym, jak funkcjonuje zeświecczona wiara. Przytaczani przez Budena religijni autorzy traktują ją użytkowo: dostarcza pocieszenia i sensu w niepewnym świecie. Religia otwarcie przyznaje się, że jest coś warta o tyle, o ile uda jej się zmniejszyć lęk. Jej zasada niewiele więc różni się od terapii. W tej Strefie wkraczamy więc całkowicie w postmodernistyczny świat, w którym liczą się doznania. Kościół zajmuje się po prostu sprzedażą doświadczeń. Te elementy wywodu Budena, które odnoszą się do obecnej sytuacji, wydają się dokładnie przemyślane i są bogato zilustrowane cytatami 12 

B. Buden, Strefa przejscia...., s. 93.

Czego uczy Strefa?


anzpraktyka cyteroet 5/2012

284

z książek chorwackich autorów pokroju naszego rodzimego Szymona Hołowni. Natomiast tezę o tym, że między polityką państw komunistycznych a oświeceniowym rozdziałem sfery publicznej i sfery religijnej nie ma właściwie żadnej różnicy, trudno przyjąć. Być może w Jugosławii rozprawa z Kościołem miała łagodniejszy przebieg. Natomiast warto zauważyć, bez popadania w martyrologię, że represje wobec kleru, a nierzadko i rodzin duchownych w Polsce stanowią historyczny fakt13. Zasięg i brutalność tych prześladowań były różne. Ale nie można ich traktować tak samo, jak prawnych zapisów i zwyczajów ograniczających wpływ Kościoła na życie publiczne. Buden sprzeciwiając się dominującej narracji, powinien był wykazać się większą starannością w budowaniu argumentacji. Przy okazji tego pobytu w Strefie Buden, jak się zdaje, stara się pokazać, że na peryferiach postmodernistyczny supermarket doświadczeń doskonale czuje się w kościele.

Postkomunistyczne retroutopie Ostatni, najkrótszy esej poświęcony jest nowej odpowiedzi na rozczarowanie teraźniejszością. Kiedyś w reakcji na niedoskonałości zastanego świata powstawały utopie. Tworzono opowieści o przyszłości, które wyznaczały horyzont dążeń. Pozwalały z nadzieją patrzeć w przyszłość. W tej części widać, że Buden tęskni za utopią. Zapewne podobnie jak Jameson czy Eagleton chciałby, może nawet nie tyle urzeczywistnienia, co stworzenia nowych wizji, które mogą stanowić paliwo postępu. Wizji na tyle ciekawych, by przyciągały wzrok wpatrzony w przyszłość. Ponieważ jednak wiek dwudziesty skompromitował utopie, a ostateczny cios zadał myśleniu utopijnemu nurt cyniczny, który kazał w zachodniej demokracji widzieć ideał i ukoronowanie dziejów, tym, co poddaje się obróbce, pozostała przeszłość. Boris Buden na przykładzie Domu Terroru w Budapeszcie, nad którego powstaniem pieczę sprawował Viktor Orban, pokazuje, czym jest retroutopia. Przedstawiając narrację Domu Terroru, Buden zwraca uwagę na następujące aspekty. Po pierwsze, autorzy ekspozycji muzeum sugerują, że terror nazistowski i komunistyczny były równoważne (nawet jeśli ten pierwszy trwał na Węgrzech nieco ponad rok). Po drugie, narracja muzeum przedstawia rządy Horthy’ego jako szczęśliwą epokę, 13  Zob. m.in. A. Dudek, R. Gryz, Komuniści i Kościół w Polsce (1945-1989), Kraków 2006.

Karol Templewicz


285

anzpraktyka cyteroet 5/2012

kiedy Węgrzy żyli w demokracji. Przemilczany zostaje fakt, że już w 1932 roku wprowadzono pierwsze antyżydowskie ustawodawstwo, jednak to wykluczenie sporej grupy obywateli ze „szczęśliwej wspólnoty” wydaje się nie kłopotać autorów wystawy. Po trzecie, Dom Terroru pozwala uwierzyć naiwnie, że wszystko co złe, zamyka się w przeszłości, w samych jego murach. Stwarza iluzję, że Terror jest związany z ideologią, więc rezygnacja ze „złych” i „zbrodniczych” ideologii i pozostawanie „neutralnym”, czyli głuchym na wszystko, co odstaje od przekazu instytucji państwowych i głównych mediów to sposób na zachowanie niewinności. Dom Terroru, podsumowuje Buden, oferuje iluzję czystej wspólnoty. Retroutopia pozwala więc wskazać krystaliczne źródło wspólnoty, która nie jest jeszcze skażona podziałami. Ta fikcja jest użyteczna, stanowi bowiem fundament dla budowania bieżącej polityki na kolejnych wykluczeniach. W Polsce jednym z efektów polityki historycznej jest Muzeum Powstania Warszawskiego. Idąc za Budenem, warto zadać pytanie, ile w tym sztandarowym dla stołecznych rządów Lecha Kaczyńskiego przedsięwzięciu jest narracji retroutopijnej? Na pewno nie zaszkodzi spytać, dlaczego na lewo od wejścia do tej publicznej instytucji znajduje się rzymskokatolicka kaplica? We wnętrzu zaś warto przyjrzeć się m.in. ekspozycji powstańczej broni. Karabiny, pistolety i granaty porozkładane są wokół typowego dla starych warszawskich podwórek pomnika Matki Boskiej. Zresztą na religię zwraca się uwagę w kilku miejscach. Nie jest moim celem szczegółowa analiza budynku Muzeum. Chciałbym tylko zasygnalizować, że elementy retroutopijne nietrudno wytropić także w Warszawie. Należy jednak zastrzec, że Muzeum Powstania Warszawskiego prowadzi rozbudowaną działalność edukacyjną i wydawniczą. W ramach tej ostatniej ukazują się pozycje, którym daleko do gloryfikowania Powstania. Ostatni wypad do Strefy każe nam spytać, czy to, że społeczeństwa nie mają przyszłości, nie kierują się żadną wizją, właściwe jest tylko spadkobiercom realnego socjalizmu? Wydaje się, że różnica polega na tym, że konstruowanie ciągłości jest na Zachodzie łatwiejsze. Zrzucając całe zło na okres komunizmu i pomijając na przykład uwarunkowania geopolityczne i umiejscowienie krajów postkomunistycznych w światowym systemie gospodarki kapitalistycznej, ideolodzy postkomunistycznej prawicy (jakkolwiek paradoksalne może wydawać się to określenie) starają się choćby czubkami palców dotknąć przedwojennego ideału.

Czego uczy Strefa?


anzpraktyka cyteroet 5/2012

286

Wyjście ze strefy Strefa przejścia zachęca czytelnika, by spojrzał na postkomunizm z perspektywy innej, niż stąpającego nad przepaścią dziecka. Poważne przemyślenie tego, co wydarzyło się w strefie przejścia wymaga dostrzeżenia, że kraje Zachodu nie dysponują recepturą na szczęście. Mają zaledwie procedury, dzięki którym możliwa jest poprawa jakości życia. Żeby je wykorzystać, trzeba jednak zmierzyć się ze swoją historią. Idziemy bowiem pod górę z ciężkim plecakiem i najlepsze, co możemy zrobić, to przepakować plecak tak, by wygodniej nam się szło. Dokąd – pozostaje pytaniem otwartym. I chyba o to chodzi w podtytule Strefy przejścia – O końcu postkomunizmu. To raczej postulat, niż stwierdzenie faktu. Musimy uświadomić sobie, że wyszliśmy ze Strefy. Musimy, zdaje się mówić Buden, spojrzeć chłodno na naszą historię – inną, ale nie bardziej skomplikowaną, niż, dajmy na to, w Ameryce Łacińskiej. Może czas już uznać, że nie jesteśmy wyjątkowi. Czas skończyć z postkomunizmem, wyrosnąć z pieluch i dostrzec, że ci, którzy tak chętnie występowali wobec Wschodu (i Południa) w roli dorosłych, tak samo boją się ciemności i wołają mamusię. Ostatecznie, twierdzi Buden, lekcja postkomunizmu polega na uświadomieniu sobie, że własnej tożsamości nie da się zbudować z importowanych zachodnich części.

Karol Templewicz


287

anzpraktyka cyteroet 5/2012

Karol Templewicz - doktorant w Instytucie Socjologii UW. Zajmuje się problematyką modernizacji peryferii i społecznym oddziaływaniem polityki transportowej. Napisał pracę magisterską o teorii socjologicznej Luca Boltanskiego. Dane adresowe: Zakład Socjologii Kultury, Instytut Socjologii UW ul. Karowa 18 00-927 Warszawa e-mail: k.templewicz@gmail.com Cytowanie: Karol Templewicz, Czego uczy Strefa? (B. Buden, Strefa przejścia: o końcu postkomunizmu),„Praktyka Teoretyczna” nr 5/2012, http://www.praktykateoretyczna.pl/PT_nr5_2012_Logika_sensu/19.Templewicz.pdf (dostęp dzień miesiąc rok) Author: Karol Templewicz Title: What does the Zone teach?

Czego uczy Strefa?


}


Jadwiga Zimpel

Perspektywa roku namiotowych miast

W 2011 roku na polskim rynku księgarskim ukazała się publikacja Fundacji Bęc Zmiana poświęcona przyszłości architektury. Coś, które nadchodzi: architektura XXI wieku1 jest częścią cyklicznego projektu Synchronicity, realizowanego od 2007 roku przez wydawcę książki przy wsparciu Miasta Stołecznego Warszawy. Program zeszłorocznej edycji festiwalu Synchronicity 2011 obejmował zorganizowaną w przestrzeniach gmachu Biblioteki Narodowej wystawę, której książka zawdzięcza tytuł i część składającego się na nią materiału. Coś, które nadchodzi jest w związku z powyższym efektem przekładu specyficznej przestrzenności ekspozycji na dyskretną przestrzenność książki. Wynikająca stąd gatunkowa niejednorodność, podkreślana już na poziomie kompozycji i wyrazistego pomysłu graficznego, nie jest bez znaczenia dla przebiegu czytania. Powtarza bowiem wielowarstwowość i polisemiczność przedmiotu, o którym traktuje książka – architektury. Coś, które nadchodzi jest pracą interdyscyplinarną. Nie tylko dlatego, że wśród autorów zaproszonych do współpracy nad książką znaleźli się przedstawiciele bardzo różnych dyscyplin: architekci, socjologowie, psychologowie społeczni, psychoterapeuci, medioznawcy, antropologowie, filozofowie, specjaliści w dziedzinie międzynarodowych stosunków gospodarczych, historycy sztuki i architektury, publicyści, artyści, desi1  Coś, które nadchodzi: architektura XXI wieku, red. B. Świątkowska, Warszawa 2011.

}


anzpraktyka cyteroet 5/2012

Architekturę proponuje się rozumieć jako kolektywną praktykę konstruowania demokratycznego społeczeństwa

290

gnerzy i działacze społeczni, ale przede wszystkim dlatego, że namysł nad pojęciem architektury prowadzony jest tu z pozycji konstruktywistycznych. „Studia interdyscyplinarne – pisał Roland Barthes – konstytuują się dzięki stworzeniu nowego przedmiotu badań, który nie należy do nikogo”2. Rekonstrukcja pojęcia architektury w terminach interdyscyplinarnej wędrówki3 oraz krytyka zawłaszczających je neoliberalnych reżimów miejskich, to punkty, wokół których koncentrują się zebrane w książce teksty. Z różnorodności pozycji dyskursywnych, z których artykułowane są dzisiaj otwarte na rewizję, niestabilne znaczenia architektury, zdaje sprawę sposób uporządkowania materiału. Publikacja składa się z pięciu części poświęconych kolejno: architekturze społeczeństw, architekturze wyobraźni i czasu, architekturze miast, architekturze w próżni analizowanej na przykładzie Warszawy, oraz postulatom na przyszłość, sformułowanym przez XXIV Kongres Międzynarodowej Unii Architektów, Stowarzyszenie Architektów Polskich, Poznański Kongres Ruchów Miejskich i związany z ruchem lokatorskim Kolektyw Syrena. Wymienione części poprzedza krótki wstęp, w którym architekturę proponuje się rozumieć jako kolektywną praktykę konstruowania demokratycznego społeczeństwa. Jego autorzy kwestionują tym samym hegemonię takiego pojęcia architektury, które ogranicza ją do przestrzeni przepływów i poddaje kontroli neoliberalnych mechanizmów rynkowych. Idea architektury jako kolektywnej praktyki, stanowiąca osnowę książki, zorganizowana jest wokół pojęcia pustki. Jak czytamy we wstępie: pustka/próżnia ucieleśniana przez system mikroogrodów Biblioteki Narodowej projektu Stanisława Fijałkowskiego oznacza „przestrzeń otwartą na myślenie i [...] wolność”4. Paradoksalnie to pustka właśnie stać się może miejscem narodzin nowej architektury. Rola pustki w kształtowaniu inkluzywnej kultury miejskiej to temat rozpoznany nie tylko na gruncie praktyki badawczej, np. przez filozofów kultury i przedstawicieli kulturowych studiów miejskich, ale także w obszarze praktyki artystycznej. Szczególnie interesujący sposób artystycznego opracowania kluczowego dla omawianej publikacji związku pustki i przyszłości zaproponowała Louise Bourgeois w pracy Spider. „Gigantyczna pajęczyca, unosząca się nad swoim gniazdem wypełnionym 2  Cyt. za: M. Bal, Wizualny esencjalizm i przedmiot kultury wizualnej, “Artium Quaestiones” 2006, No. XVII, s. 298. 3  Zob. tejże, Travelling Concepts in the Humanities: a Rough Guide, Toronto-Buffalo-London 2002. 4  Wstęp, [w:] Coś, które nadchodzi..., s. 8.

Jadwiga Zimpel


291

anzpraktyka cyteroet 5/2012

zawierającymi przyszłość jajami, ochrania także rozgałęzioną koncepcję czasu [...]”5. Niedający się wpisać w gatunkowe ramy asamblaż Bourgeois, będący – jak pisze Mieke Bal – „jednocześnie instalacją, rzeźbą i architekturą”6, problematyzuje delikatną naturę pustki. Puste wnętrze pajęczego gniazda – przywoływane tutaj w roli metonimii pustek miejskich – to z jednej strony miejsce potencjalności, z drugiej – wyczerpywalny zasób domagający się jakiejś formy inteligentnej ochrony. Namysł nad ideą architektury jako kolektywnej praktyki zorganizowanej wokół potencjalności pustki kontynuuje Joanna Kusiak w rozszerzającym wstęp i dostarczającym interpretacyjnych narzędzi dla dalszej lektury słowniku nowego progresywizmu. Postawy progresywne wyrastają z kolektywnej krytyki neoliberalizmu – widzianego jako „patologiczna symbioza kapitalizmu i polityki”7. Przestrzeniami artykulacji tożsamości zbuntowanych 99% – wyrażanymi w takich definiowanych przez Kusiak pojęciach, jak: miłość, prekariat, ludzki mikrofon, prawo do miasta i innych – były okupowane Puerta del Sol i Wall Street. Heterotopie – madrycka i nowojorska – są dla omawianej publikacji kluczowe – funkcjonują jako symbole architektury przyszłości, którą od poprzedniczek odróżniać będzie obecność czwartego wymiaru8 .

Konstruowanie interfejsów Pierwsza część publikacji składa się z rozmów przeprowadzonych z Haraldem Welzerem, Maciejem Gdulą, Zuzanną Skalską, Edwinem Bendykiem, Markiem Beylinem, Mirosławem Filiciakiem, Jakubem Wygnańskim i Markiem Cichockim, zamyka ją przedruk fragmentu pracy Daniego Rodrika, poświęcony perspektywom nowej polityki przemysłowej. Wśród elementów zaproponowanego w tej części książki zestawu głosów znalazły się także dwa komunikaty wizualne – Tablice I i II. Autorem pierwszej z nich, przedstawiającej cykl inspirowanych pracami Otto Neuratha infografik, obrazujących prognozowane kierunki rozwoju świata, jest Filip Zagórski. Druga, zamykająca tę część Tablica, przedstawia fragment projektu Worldmapper, realizowanego przez badaczy z University of Schef5  M. Bal, Antropometamorfoza: rozwidlające się ścieżki i kryształy w filozofii Louise Bourgeois, „Teksty Drugie” 2003, nr 1/2, s. 315. 6 Tejże, Louise Bourgeois’ Spider: the Architecture of Art-writing, Chicago-London 2001, s. xi. 7  J. Kusiak, Architektura świadomości: słownik nowego progresywizmu, [w:] Coś, które nadchodzi..., s. 23. 8  Tamże, s. 13.

Perspektywa roku namiotowych miast


anzpraktyka cyteroet 5/2012

292

field i University of Michigan. Każda z dziesięciu przedstawionych map reprezentuje bądź aktualny, bądź prognozowany stan planety oglądany przez pryzmat wybranego aspektu rozwoju i eksploatacji zasobów naturalnych. Szczególnie zaskakujący w kontekście poruszanych w książce problemów jest, uzyskany dzięki technice przeskalowywania, wizualny efekt wiotczenia, opadania, starzenia się wizerunków świata. Centralnym tematem, wokół którego koncentrują się zgromadzone w tej części książki rozmowy, jest budowa interfejsów. Przez interfejsy rozumiem, zgodnie z propozycją Krzysztofa Nawratka, materialno-symboliczną infrastrukturę instytucjonalną miasta, umożliwiającą „Obywatelowi Plug-in” nawiązanie relacji z „a-androgynicznym” polis9. Z zaistnieniem tego typu mnogich relacji, zapośredniczanych przez interfejsy, Nawratek wiąże możliwość odnowy miasta jako wspólnoty. Rewitalizacja idei polis to także główny cel praktyki nazywanej w publikacji architekturą społeczeństw. Warunkiem możliwości zaangażowania w tę praktykę jest reinterpretacja neoliberalnego rozdzielenia tego, co prywatne i tego, co polityczne. Harold Welzer w tekście podkreślającym znaczenie oddolnej aktywności w przekształcaniu niesprawiedliwych stosunków społecznych twierdzi, że stoimy przed koniecznością wypracowania „alternatywnych modeli praktyki gospodarczej”10. Modele neoliberalne przestają się sprawdzać, zarówno w skali mikro, jak i w skali planetarnej. Krytycznie wobec kontekstu wyznaczonego przez neoliberalizm wypowiada się także Maciej Gdula. Alternatywę dla odwrażliwiającej strategii administrowania11 widzi on w konstruowaniu „oprogramowania ideologicznego”12, które robiłoby pożytek z demokratyzującego potencjału konfliktów. Otwarcie na różnorodność, którą niesie z sobą organizacja życia społecznego wokół sporu, poza ożywieniem polityczności miałoby także pozytywnie wpłynąć na jakość środowiska zabudowanego. Na konieczność staranniejszego namysłu nad tym, jak konstruujemy przestrzeń zabudowaną, zwraca uwagę Zuzanna Skalska. Pytana o przyszłość, przewiduje nadejście silver-tsunami13. Świat z wizji Skalskiej to świat ludzi starych. Stąd ważne, by projektować środowiska, które uwzględniać będą ich/nasze potrzeby. Wiąże się to, zdaniem Skalskiej, 9  10  s. 33. 11  s. 37. 12  13 

K. Nawratek, Miasto jako idea polityczna, Kraków 2008, s. 94-95. H. Welzer, Zacznijmy siebie traktować poważnie, [w:] Coś które nadchodzi..., M. Gdula, Przestrzeń produktywnych konfliktów, [w:] Coś, które nadchodzi..., Tamże, s. 38. Z. Skalska, Przyszłość to starzy my, [w:] Coś które nadchodzi..., s. 44.

Jadwiga Zimpel


293

anzpraktyka cyteroet 5/2012

nie tyle z rewolucją formalną, ile z rewolucją materiałową14. Będzie się ona opierać na rozwoju nanotechnologii. Dziś wykorzystuje się je między innymi do produkcji laminatów Glare, z których konstruowane są kadłuby Airbusów 38015. O rozwiązania w nowy sposób zapośredniczające związek „istot miejskich”16 z polis upomina się także Edwin Bendyk. Krytycznie ustosunkowany wobec prymatu idei wzrostu gospodarczego podkreśla, powołując się na przykład Danii, że zmniejszenie konsumpcji nie musi oznaczać obniżenia poziomu życia17. Zapytany o sposoby konstrukcji nowych interfejsów, wskazuje na Brazylię, gdzie wprowadzono zasady zielonego kapitalizmu i programy społeczne zakładające „upodmiotownienie dla wszystkich”, takie jak Bolsa Familia i Pontos de Cultura18. Zaproponowana przez Nawratka koncepcja odnowy polis w oparciu o konstrukcję szeroko rozumianych interfejsów wyrasta z założenia o kryzysie państwa. Rolę przestrzeni, poprzez którą miałaby realizować się nowa wspólnota, spełniać ma tu przecież miasto. Zdaniem Marka Beylina koniec idei państwa jako zapośredniczenia wspólnoty nie jest przesądzony. Państwo nadal spełniać może rolę interfejsu. Wymaga to jednak oddolnego przemodelowania zasad, według których funkcjonuje. Miałoby ono polegać na powrocie do zapomnianych ideałów demokracji: równości i sprawiedliwości19. Zadanie rekonstrukcji państwowego interfejsu poprzez „zmuszenie go do istnienia”20 Beylin powierza zbuntowanym przedstawicielom młodej klasy średniej, z której rekrutowali się protestujący na Puerta del Sol. Osiągnięcie celu, jakim jest rewitalizacja demokracji, chętnie wiążemy dzisiaj z rozwojem nowych mediów. O ich znaczenie dla konstruowania społeczeństw przyszłości zapytano Mirosława Filiciaka. Jego zdaniem „zdecentralizowane media mogą pomóc jednostkom uczestniczyć we wspólnocie”21, jednak to nie przestrzeń wirtualna, ale przestrzeń ulic 14  Tamże, s. 45. 15 Tamże. 16  E. Rewers, Dobre życie na Jeżycach: etyka współobecności czy etyka odpowiedzialności w przestrzeni miejskiej?, [w:] Formy zamieszkiwania: publiczne i prywatne przestrzenie miasta, red. P. Wołyński, Poznań 2010, s. 26. 17  E. Bendyk, Symulacje nowych rzeczywistości, [w:] Coś, które nadchodzi..., s. 51. 18  Tamże, s. 52. 19  M. Beylin, Bunt jako jedyna droga, [w:] Coś, które nadchodzi..., s. 55. 20  Tamże, s. 56. 21  M. Filiciak, Narzędzia zmiany konfiguracji, [w:] Coś, które nadchodzi..., s. 68.

Perspektywa roku namiotowych miast


anzpraktyka cyteroet 5/2012

Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość nie są oddzielonymi od siebie porządkami, ale symultanicznymi rzeczywistościami Borgesowskiego ogrodu o rozwidlających się ścieżkach

294

i placów stanowi właściwy obszar progresywnej praktyki architektonicznej. „Rewolucja nie będzie tweetowana”22 – twierdzi Filiciak, powołując się na słowa Malcolma Gladwella. Konstruowanie interfejsów zapośredniczających wspólnotę nie wokół idei konfliktu, ale delibaracji, proponuje Jakub Wygnański, wiążąc obronę tego, co publiczne, z organizowaniem „przestrzeni dla rozmowy”23. Głównym wyzwaniem w tym kontekście jest wypracowanie metod translacji wywrotowego, progresywnego potencjału nowych ruchów społecznych na realne zmiany. Wymaga to tworzenia takich narzędzi organizacyjnych, które umożliwiłyby dystrybucję pomysłów i inicjatyw nie tylko na zasadzie top-down, ale przede wszystkim na zasadzie bottom-up24. Wśród narzędzi umożliwiających realizację tego typu zadań Wygnański wymienia „sondaże deliberatywne”25, przewidując dla obywateli i obywatelek rolę opiniującego projekty jury26. W polskich warunkach budowanie platform wielokierunkowej komunikacji jest utrudnione ze względu na „brak ciągłości struktur społecznych”27, na co zwraca uwagę Marek Cichocki. W związku z tym, projektując przyszłość, o architekturze powinniśmy myśleć jako „elemencie budowania formy”28. W formie ucieleśnianej „nie tylko przez instytucje, prawa, święta, zwyczaje, ale także budynki”29 Cichocki widzi skuteczne narzędzie ograniczania chaosu pojedynczości.

Po eksplozji Problemem, wokół którego koncentrują się wypowiedzi składające się na drugą część książki, jest mulitplikacja sposobów doświadczania czasu, kwestionująca zasadność formułowania całościowych wizji przyszłości. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość nie są oddzielonymi od siebie porządkami, ale symultanicznymi rzeczywistościami Borgesowskiego

22  Tamże, s. 64. 23  J. Wygnański, Pokrętna natura wyzwań, [w:] Coś, które nadchodzi..., s. 73. 24  Zob. Top Down/Bottom Up, 11. Kongres PlaNet Warszawa 2007. Partycypacja społeczna w kształtowaniu przestrzeni miejskiej w rewitalizacji Pragi Północ i Żoliborza, red. M. Lewandowski, Warszawa 2007. 25  J. Wygnański, Pokrętna natura..., s. 73. 26  Tamże, s. 74. 27  M. Cichocki, Tożsamość i forma, [w:] Coś, które nadchodzi..., s. 77. 28  Tamże, s. 83. 29 Tamże.

Jadwiga Zimpel


295

anzpraktyka cyteroet 5/2012

ogrodu o rozwidlających się ścieżkach30. Zamieszczone tu rozważania bardziej niż na formułowaniu rozwiązań, koncentrują się w związku z tym na wyjaśnianiu powodów, dla których dystansujemy się dzisiaj od projektowania przyszłości i nie ufamy jej wizjom. Pierwszym z nich jest dezaktualizacja i wyczerpanie sensów wiązanych z repertuarem pojęć, które Zachód odziedziczył po projekcie oświeceniowym. Za martwe autorzy zamieszczonych tu Nekrologów uznali idee takie, jak między innymi: idealizm, manifest, plan czy utopia. Artystycznie przetworzonym komentarzem kryzysu wizji są trzy zestawione w tej części książki komunikaty wizualne: grająca z ideą lustra, doskonałości i ognia praca Diamonds Are Forever Maurycego Gomulickiego, Projekt: nowy człowiek Rafała Dominika, którego kulminacją jest postać Agambenowskiego homo sacer, i Puste pole Konrada Pustoły. Towarzyszy im cykl futurystycznych pocztówek z początków dwudziestego wieku, wydanych przez niemiecką fabrykę czekolady, oraz zestaw upgrade’owanych wizualizacji wybranych budynków Warszawy autorstwa Pawła Kłudkiewicza. Wokół ambiwalencji, jaka cechuje namysł nad przyszłością w epoce „eksplozji czasu”31, zorganizowane są trzy zamieszczone tu rozmowy, przeprowadzone kolejno z Andrzejem Lederem, Markiem Krajewskim i Elżbietą Tarkowską. Zdaniem Ledera, wśród ofert nowych tożsamości kulturowych szczególnie wartą przemyślenia jest dzisiaj tożsamość „pasterzy kryzysu”32. Źródłem sensu, wokół którego pasterze kryzysu konstruują własne projekty tożsamościowe, jest odpowiedzialność. Miałaby ona polegać na zaangażowaniu nie tyle w formułowanie planów na przyszłość, ile w przebudowę lokalnych warunków działania. Kategoria odpowiedzialności zajmuje także ważne miejsce w wypowiedzi Marka Krajewskiego. Twierdzi on, że współcześnie mamy do czynienia ze zjawiskiem „prywatyzacji wizji i utopii”33. Odpowiedzialność za przyszłość spoczywa w związku z tym na jednostkach i oznacza dyspozycję do podejmowania świadomego namysłu nad potencjalnymi konsekwencjami własnych działań34, sprzęgając się tym samym z Giddensowską refleksyjnością. Przestrzenią, której kształowanie domaga się takiego refleksyjnego namysłu, jest przestrzeń miejska. Praktykom jej „pasteryzacji”35, których symbolem 30  Zob. M. Bal, Antropometamorfoza... 31  T. Szlendak, Co się dzieje z czasem? Co się dzieje z nami?, [w:] Coś, które nadchodzi..., s. 120. 32  A. Leder, Pasterze kryzysu, [w:] Coś, które nadchodzi..., s. 91. 33  M. Krajewski, Dość utopii, dość postępu, [w:] Coś, które nadchodzi..., s. 104. 34  Tamże, s. 107. 35  Tamże, s. 108.

Perspektywa roku namiotowych miast


anzpraktyka cyteroet 5/2012

296

są grodzone osiedla, Krajewski przeciwstawia strategię tworzenia heterogenizujących „podkopów”36. Wskazuje przy tym na rolę, jaką mają w tym względzie do odegrania progresywnie nastawieni architekci, których nazywa „street-architektami”37. Krajewski podkreśla jednak, co kojarzy jego propozycję z pomysłami Matteo Pasquinellego38, że formułowanie alternatywnych rozwiązań nie oznacza automatycznie wyjścia poza systemowe ramy. Postawioną przez Krajewskiego diagnozę uzupełniają spostrzeżenia Elżbiety Tarkowskiej. Jej zdaniem wśród linii podziałów przecinających społeczeństwa postindustrialne wskazać należy także tę, która oddziela od siebie „niedopracowanych i przepracowanych”39. Dominacja elastycznych form zatrudnienia prowadzi do multiplikacji różnych, nieprzystających do siebie czasowości. Wynikający stąd zanik wspólnie doświadczanego czasu święta40 może stanowić, według Tarkowskiej, podstawową przeszkodę dla tworzenia kolektywnych wizji przyszłości. Dezorientującej wielości czasowych porządków, określającej codzienne doświadczenie, poświęcony jest także tekst Tomasza Szlendaka. Jego zdaniem architektoniczną figurą przyszłości będą „puszki-znikalnie”41, spełniające funkcję rozgęszczających wyrw w czasoprzestrzeni nadmiaru. Świadectwem zaniku linearności reprezentowanej przez spójność narracji jest komunikat Jakuba Szczęsnego. Tekst został ustrukturyzowany wokół serii niepowiązanych ze sobą skojarzeń. Taka konstrukcja nasuwa pytanie o dostępne dzisiaj sposoby mówienia o projektowaniu. Propozycja Szczęsnego stanowi dobry przykład wpływu fragmentaryczności i zdarzeniowości miejskiego doświadczenia na charakter formułowanych na jego temat wypowiedzi. Tematem dwóch ostatnich tekstów, zamykających drugą część książki, jest reinterpretacja architektury w terminach praktyki. Zdaniem Elizabeth Grosz praktykowanie architektury nie polega na przygotowywaniu projektów, planów i wizji lepszej przyszłości, ale na zaangażowaniu w proces ciągłego zadawania pytań i negocjacji aktualnie wyłaniających

36 Tamże. 37  Tamże, s. 106 38  Zob. M. Pasquinelli, Na ruinach miasta kreatywnego: berlińska fabryka kultury a sabotaż renty, tłum. K. Szadkowski, http://matteopasquinelli.com/docs/ Pasquinelli_Ruinach_miasta_kreatywnego.pdf (data dostępu: 17 maja 2012). 39  E. Tarkowska, Przyszłość raczej teraz, [w:] Coś, które nadchodzi..., s. 115. 40  Tamże, s. 116. 41  T. Szlendak, Co się dzieje..., s. 120.

Jadwiga Zimpel


297

anzpraktyka cyteroet 5/2012

się sensów42. Tym samym domeną architektury nie jest przyszłość, ale wieczna teraźniejszość – Benjaminowski Jetzeit. Eksperymentowanie i ruch traktowane jako sens architektonicznej praktyki to także tematy, wokół których zorganizowany jest tekst Piotra Laskowskiego. Czerpiąc inspiracje z pomysłów Charlesa Fouriera, Laskowski przenosi myślenie o architekturze z przestrzeni zorganizowanej wokół idei podstawy, stabilności i niezmienności w przestrzeń zorganizowaną wokół pojęcia „modyfikacji”43. Ruch, wprowadzany do architektury wraz z ideą dostrajania formy do potrzeb ciała, jest jej czwartym wymiarem. Architektura staje się w tej perspektywie domeną pragnienia44. Ciało użycza formie swej plastyczności – razem tworzą posthumanistyczny asamblaż.

Skale zmącone Tym, co na pierwszy rzut oka odróżnia od siebie wypowiedzi zestawione w trzeciej części recenzowanej książki, jest brana pod uwagę skala. Znaleźć można wśród nich zarówno propozycje koncentrujące się na wernakularnej lokalności i charakterystycznych dla tej skali strategiach przetrwania, subwersji i eksperymentu (Aleksandra Wasilkowska, Małgorzata Kuciewicz, Tomasz Gancarczyk); katalog dryfujących w przestrzeni przepływów zrealizowanych i pozostających na papierze koncepcji architektonicznych i krajobrazowych (Łukasz Wojciechowski, Anna Cymer); analizy historycznych i współczesnych nie-miejsc (Michał Wiśniewski, Adam Czyżewski) oraz nawiązujące do pojawiających się także w poprzednich częściach książki postulaty demokratyzacji dostępu do tworzenia architektury (Dorota Leśniak-Rychlak, Dorota Jędruch, Daniel London). Zakres zgromadzonych w tej części materiałów obejmuje również cykl fotografii Żwirka: Yes We Camp. Przedstawia on kadry z życia namiotowych miast, których obecność – ucieleśniająca Foucaultowską kategorię heterotopii – odwracała i kwestionowała status quo europejskich i amerykańskich metropolii w 2011 roku. Współczesna miejskość wydarza się jednak nie tyle w granicach danej skali – ciało, dom, dzielnica, miasto, region, państwo, świat, planeta – ale jest ich mieszaniną. Ucieleśnieniem zmącenia warstwowego porządku 42  E. Grosz, Utopie ucieleśnione: czas architektury, tłum. M. Szczubiałka, [w:] Coś, które nadchodzi..., s. 149, 151. 43  P. Laskowski, Projekty wspólnoty, [w:] Coś, które nadchodzi..., s. 157. 44  Tamże, s. 157.

Perspektywa roku namiotowych miast

Współczesna miejskość wydarza się jednak nie tyle w granicach danej skali – ciało, dom, dzielnica, miasto, region, państwo, świat, planeta – ale jest ich mieszaniną


anzpraktyka cyteroet 5/2012

298

skal jest architektura tymczasowa, której dominującą figurę stanowi namiot. Wynikająca z braku fundamentów lekkość namiotowej konstrukcji łączy ją z mobilnością przestrzeni przepływów, stanowiąc jednocześnie znak możliwości przekształcenia się w tymczasowe schronienie. Zapisem historii konstruowania takiej podróżnej lokalności jest zaproponowana przez Małgorzatę Kuciewicz i Tomasza Gancarczyka Typologia namiotów.

Słowniki Bohaterką czwartej części książki jest Warszawa. Znajdziemy tu tekst Jarosława Trybusia poświęcony powojennym interwencjom modernizacyjnym, których efekty nadal określają charakter warszawskiego krajobrazu; tekst Grzegorza Piątka traktujący o dwoistości warszawskich map; przedstawioną przez Marlenę i Marka Happachów analizę współczesnego rynku mieszkaniowego, oraz trzy cykle fotografii autorstwa Macieja Landsberga, Franciszka Buchnera i Tomasza Szerszenia. Dominującym komponentem prezentowanego w tej części zestawu wypowiedzi jest ankieta, w której przedstawicieli – tym razem głównie środowisk profesjonalnie związanych z architekturą – poproszono o odpowiedź na pytanie o to, „czym jest, czym może być i czym będzie architekura dwudziestego pierwszego wieku w Warszawie”45. Przedstawione w ankiecie wypowiedzi cechuje znaczne zróżnicowanie. Ich lektura ujawnia zapowiadaną i problematyzowaną we wcześniejszych częściach książki niejednorodność sensów i wielość nadziei, jakie wiążemy dzisiaj z pojęciem architektury, oraz swoistą dwujęzyczność toczonych na jej temat debat. Okazuje się bowiem, że słowniki nowych ruchów progresywnych, używane do konstruowania „architektury świadomości”46, której przejawem jest omawiana książka, różnią się od słowników, którymi posługują się w swej praktyce dyplomowani architekci. Coś, które nadchodzi odczytywać można w tej perspektywie nie tylko jako zapis zachodzącego współcześnie procesu dyseminacji sensów wiązanych z pojęciem architektury, ale także jako świadectwo jej przechwycenia przez środowiska profesjonalnie niezwiązane z projektowaniem. W efekcie tego buntowniczego gestu architektura wyłania się jako niejednorodny, ruchomy obszar kolektywnej, wielowymiarowej praktyki – obszar zróżnicowania, 45  Czym jest architektura XXI wieku w Warszawie, czym może być, czym będzie? Ankieta, [w:] Coś, które nadchodzi..., s. 268-286. 46  J. Kusiak, Architektura świadomości..., s. 13.

Jadwiga Zimpel


anzpraktyka cyteroet 5/2012

299

konfliktu i walki politycznej. W tym też duchu rozumieć można, jak sądzę, ideę „krążącej w świecie energii”47, uwolnionej przez Oburzonych z Puerta del Sol.

Poza utopią? Coś, które nadchodzi jest zapisem wędrówki pojęcia architektury. Podróż czyni architekturę pojęciem mnogim, otwartym na reinterpretacje podejmowane z różnych, nie zawsze pokrewnych punktów widzenia. Podczas gdy architektoniczna refleksja demokratyzuje się i otwiera na włączanie czwartego wymiaru, którym jest ruch, pojęcie utopii, której śmierć ogłasza w serii Nekrologów Marikka Trotter – stoi w miejscu. W przeciwieństwie do tego, co twierdzi Elizabeth Grosz, wskazując na negatywny związek utopijnych wizji i czasu, martwa utopia niczego już nie mrozi48. To ona – jako pojęcie – podlega zamrażaniu, czego przykładem jest rozwijany w niektórych miejscach książki dyskurs. Utopię więzi się tutaj w odczytaniach wskazujących na jej związek z zagładą albo redukuje do formy „biznesplanów”49. Utraciła ona bowiem – jak czytamy w rozmowie z Markiem Krajewskim – „część swoich tradycyjnych funkcji z powodów etycznych”; dostrzeżono, że „są one niedemokratyczne i prowadzą do uprzedmiotowienia jednostek”50. Czy innych utopii nie da się pomyśleć? Czy nierozerwalność związku między utopią a dystopią nadal pozostaje w mocy? Czy opowiedzenie się za odrzuceniem utopii na rzecz postpolitycznej refleksyjności nie jest jednoznaczne z akceptacją neoliberalnej separacji życia i polityki? Na te pytania Coś, które nadchodzi odpowiedzi nie udziela.

47  Wstęp, [w:] Coś, które nadchodzi..., s. 9. 48  Zob. E. Grosz, Utopie..., s. 145. 49  M. Krajewski, Dość utopii..., s. 105. 50 Tamże.

Perspektywa roku namiotowych miast


anzpraktyka cyteroet 5/2012

300

Jadwiga Zimpel – adiunkt w Zakładzie Kultury Miasta Instytutu Kulturoznawstwa UAM; zajmuje się współczesnymi praktykami reinterpretacji przestrzeni miejskiej, w tym przede wszystkim rewitalizacją i gentryfikacją. Dane adresowe: Instytut Kulturoznawstwa UAM Ul. Szamarzewskiego 89 A 60-568 Poznań e-mail: jzimpel@amu.edu.pl Cytowanie : J. Zimpel, Perspektywa roku namiotowych miast, „Praktyka Teoretyczna” nr 5/2012, http://www.praktykateoretyczna.pl/PT_nr5_2012_Logika_ sensu/20.Zimpel.pdf (dostęp dzień miesiąc rok) Author: Jadwiga Zimpel Title: The Tent Cities Year Perspective

Jadwiga Zimpel


Michal/ Pospiszyl

Teologia peryferii

Choć niemal cała współczesna lewica spogląda w kierunku Ameryki Łacińskiej z nadzieją na narodziny prawdziwie radykalnego ruchu społecznego, to polska recepcja teologii wyzwolenia – kluczowej dla zrozumienia walk i oporów w tym regionie – praktycznie nie istnieje. W pewnym sensie trudno się dziwić. Z jednej strony polska teologia musi znieść piętno Karola Wojtyły, który jako papież w zasadzie unicestwił ją jako dziedzinę w jakimkolwiek znaczeniu twórczą i krytyczną, z drugiej – rodzima lewica, od której oczekiwać by można przychylniejszego spojrzenia na teologię wyzwolenia, działając w środowisku dominacji dyskursu narodowo-katolickiego, dostaje spazmów już na sam dźwięk tego słowa. W tym sensie nowa książka meksykańskiego marksisty Luisa Martineza Andrade (zbiór świetnie napisanych odrębnych esejów, ułożonych jednak w bardzo przemyślany sposób, pojawiających się w Polsce pod tytułem Ameryka Łacińska: religia bez odkupienia. Sprzeczności społeczne i sny na jawie) może przyczynić się do rozbicia tego osobliwego sojuszu, jaki polska lewica zawiera dziś z polskim Kościołem, jednogłośnie (choć z różnych powodów) odrzucając dziedzictwo lewicowej teologii. Teza Martineza Andrade jest prosta i znajduje zresztą wśród marksistowskich teoretyków wielu protoplastów (od Marksa aż po Deborda): religia jest zjawiskiem w najwyższym stopniu ambiwalentnym, a jej oświeceniowa, mocno sekularna krytyka, budzi wątpliwości nie tylko dlatego, że zwykle przeprowadzają ją biali wykształceni mężczyźni z klasy

}


anzpraktyka cyteroet 5/2012

Z jednej strony zatem Martinez Andrade akcentuje na każdym kroku (zresztą całkiem zasadnie) polityczną szkodliwość French Theory, z drugiej – ciągle przypomina o konieczności zdekonstruowania aliansu, w jakim tkwią od samego początku nowoczesność i kolonializm

302

średniej, mogący z mniej lub bardziej artykułowaną pogardą odnosić się do wszystkich tych, którym religia przynosi ukojenie (bo sami owego ukojeniu nie potrzebują). Budzi je także dlatego, że – jak pokazuje historia walk społecznych (paradoksalnie, szczególnie w regionach, które zostały zmuszone do przyjęcia chrześcijaństwa pod kolonialnym terrorem) – religia, o ile wyzwolić ją z instytucyjnego pręgierza, staje się jednym z najmocniejszych narzędzi walki z biedą, z podziałami klasowymi, genderowymi czy rasowymi. Chodzi zatem (i jest to oś argumentacji książki Martineza Andrade) o to, żeby czytać religię jako rodzaj nie tylko ideologicznego kamuflażu, którym klasy panujące zakrywają i pacyfikują wszelkie niezadowolenie (choć jego ujawnienie jest rzecz jasna absolutnie zasadnicze), ale spróbować wykrzesać z religii utopijną iskrę, dającą nadzieję na powodzenie rewolucyjnej walki. Oczywiście nie znaczy to wcale, że kolonialny opór nie mógłby się dokonywać bez chrześcijaństwa (w wielu wypadkach wcale go nie potrzebował), jednak podobnie jak w wypadku oświeceniowego ratio, którego narodziny Martinez Andrade za Enrique Dusselem umieszcza w roku 1492 (ego conquiro jako poprzedzające o sto lat ego cogito), historia walk społecznych na peryferiach wskazuje raczej na konieczność użycia i wykorzystania przeciwko opresorom narzędzi, którymi cały czas niszczą oni swoje kolonie i podporządkowują ich mieszkańców. Dlatego też jednym z nieustannie podkreślanych przez meksykańskiego teoretyka momentów jest konieczność przyjęcia i modyfikacji tradycji oświecenia, tak niebezpiecznie atakowanej od kilku dekad z poststrukturalistycznych (a tym samym, jak twierdzi Martinez Andrade, anty-politycznych) pozycji. Nieufność meksykańskiego socjologa wobec poststrukturalizmu jest skądinąd chyba nieco przesadzona. W zasadzie teoretyczny efekt tej krytyki postmodernizmu przypomina pojęcie alter-nowoczesności, którym posługują się m.in. Hardt i Negri, a pod którym umieszczają przecież także silny moment anty-nowoczesny, niesiony tak przez anty-kolonialny opór, jak i właśnie postmodernistyczną krytykę oświecenia1. Z jednej strony zatem Martinez Andrade akcentuje na każdym kroku (zresztą całkiem zasadnie) polityczną szkodliwość French Theory, z drugiej – ciągle przypomina o konieczności zdekonstruowania aliansu, w jakim tkwią od samego początku nowoczesność i kolonializm. Ambiwalencję, którą Martinez Andrade żywi nie tylko wobec religii, ale także wobec nowoczesności, dobrze widać w tym, jak pisze on o kluczowej dla marksizmu kategorii Całości: 1  M. Hardt, A. Negri, Commonwealth, Cambridge MA 2009, s. 101-119.

Michal/ Pospiszyl


303

anzpraktyka cyteroet 5/2012

nadal ważna jest »całość« jako kategoria krytyczna, ponieważ, jak mówi Žižek, kategoria ta nie odnosi się do harmonii ukrytej w Całości, lecz obejmuje w łonie systemu jego wszystkie symptomy, a tym samym jego antagonizm i niespójności, jako części składowe. Dlatego postulaty społeczne czy kulturowe nie powinny być oderwane od kwestii ekonomicznej – jej pominięcie może zachęcać do reifikacji systemu2.

Chodzi zatem o taki rodzaj teorii, która będzie myśleć o całości raczej jak o całokształcie [ensamble] stosunków społeczno-ekonomicznych (nigdy niezesencjonalizowanych w takiej czy innej finalnej postaci), niż o całości w sensie niemieckiego Ganze3. Oznacza to rezygnację z twardooświeceniowej intuicji na rzecz kłącza czy sieci relacji, które kształtują stosunki społeczne. Tym, co jednak najbardziej interesujące w pojęciu nowoczesności, jakie próbuje, przy wsparciu kilku autorów, forsować Martinez Andrade, jest ujawnienie i podkreślenie kolonialnego uwikłania, w jakie wpleciony jest logos oświecenia (a o którym zapominają albo chcą zapomnieć wszyscy apologeci europocentrycznej wizji oświecenia od Kanta aż po Habermasa). Chodzi tu zatem, po pierwsze, o ujawnienie mechanizmu konstruowania nowoczesności w oparciu o zanegowanie inności, którą jeszcze w analizach Foucaulta stanowiło szaleństwo4, a którą – jak przekonuje Martinez Andrade – pierwotnie był świat indiański. Po drugie, chodzi także o zrelatywizowanie europejskiej potęgi jako przygodnej i powstałej w efekcie kilku sprzyjających jej zbiegów okoliczności, które umożliwiły kolonialną ofensywę Zachodu i powstrzymały prawdopodobnie lepiej do tego przygotowane Chiny5. Po trzecie w końcu – o wskazanie na kolonializm nie tylko jako wytwór kapitalizmu i oświecenia, ale jako na jego mechanizm napędowy, działający na zasadzie 2  L. Martinez Andrade, Ameryka Łacińska: religia bez odkupienia. Sprzeczności społeczne i sny na jawie, tłum. Z. M. Kowalewski, Warszawa 2012, s. 63. 3  E. Balibar, Filozofia Marksa, tłum. Z.M. Kowalewski, A. Ostolski, A. Staroń, Warszawa 2007, s. 45. 4  M. Foucault, Porządek dyskursu, tłum. M. Kozłowski, Gdańsk 2002. 5  Jak twierdzą Gavin Menzies i Enrique Dussel, Chińczycy opłynęli kulę ziemską już na początku piętnastego wieku, ale pod wpływem decyzji cesarza Hongxi (z dynastii Ming) z 1424 roku zrezygnowali z zamorskich i kosztowych podbojów (co miało być powodowane troską cesarza o głodujących wówczas poddanych). Taka decyzja przyczyniła się jednak do jeszcze głębszej klęski żywnościowo-ekologicznej (a ta z kolei – do zmiany polityki gospodarczej, powstrzymującej narodziny kapitalizmu w Państwie Środka), która dotknęła Chiny z powodu przeludnienia i braku kolonii, które to kolonie (jak pokazuje z kolei historia Wielkiej Brytanii) zdolne były pochłonąć każdą nadwyżkę demograficzną.

Teologia peryferii


anzpraktyka cyteroet 5/2012

304

sprzężenia zwrotnego, to znaczy wzmacniany przez i wzmacniający rozum, postęp czy rozwój. Dekonstrukcja europocentrycznej wizji oświecenia powinna się zatem dokonać z „krytyczno-analektycznego i wyzwoleńczego punktu widzenia”6, tym samym koncentrując się na cielesności, stanowiącej, jak twierdzi meksykański socjolog, nośnik historii kulturowych, szczególnie ważnych z peryferyjnej perspektywy. Włączenie kapitału somatycznego do teorii postkolonialnej rozwijanej przez Martineza Andrade zdecydowanie wzbogaca i rozjaśnia prowadzone w tym paradygmacie analizy. Co ciekawe, dokonuje się tu ono za pomocą m.in. myśli Emanuela Lévinasa (filozofa w Polsce szczególnie hołubionego), dla którego twarz Innego jest miejscem rozbicia własnej, także cielesnej, tożsamości. Filozofia Lévinasa, co z polskiej perspektywy może wydawać się kuriozalne, miała zresztą być jedną z podstawowych inspiracji do przejścia Dussela (postaci kluczowej dla całej książki) na pozycje marksistowskie. Problem, który wynika z tego typu koncepcji (a który dostrzega także argentyński myśliciel), to jej ostateczny europocentryzm, zgodnie z którym Inny może być wyłącznie semitą – nie zaś Indianką, Afrykanką czy Azjatką. Płytkość Lévinasa w tej kwestii pokazuje zresztą dość dobitnie Spivak, krytykująca etyczny paradygmat (zastąpiona rzecz projektu erotyczno-translacyjnego), przyświecający tej filozofii, związany – jak twierdzi – zawsze w ten czy inny sposób z kwestią reprezentacji7. Etyczny podmiot zatem, chcąc działać w imię „sieroty, wdowy czy cudzoziemki”, musi ustanawiać hierarchie całkowicie sprzeczną z niezliczonymi deklaracjami Lévinasa, dla którego asymetria relacji ja-Inny wydaje się na pierwszy rzut oka skrajnie preferować Innego. Tym samym „ja” pełni w tej filozofii ostatecznie dokładnie tę samą paternalistyczną funkcję (doskonałej świadomości tego, co będzie dla Innego dobre), którą miało zabić rozbijające tożsamość doświadczenie twarzy. Wysiłek Martineza Andrade (czy Dussela) koncentruje się jednak nie tyle na kwestii krytyki filozofii reprezentacji, ale raczej na próbie użycia europejskiej filozofii ciała do opisu kapitału cielesnego jako jednego (obok kapitału symbolicznego) z gwarantów uzyskanego na peryferiach prestiżu, który zapewnia „wizerunek pasujący do hegemonicznego stereotypu kolonialnego”8. Co jednak uderzające w całej książce, to de facto brak perspektywy feministycznej. W zdominowanej raczej przez 6  L. Martinez Andrade, Ameryka Łacińska..., s. 72. 7  G. Spivak, Polityka przekładu, tłum. D. Kołodziejczyk, [w:] Współczesne teorie przekładu, red. P. Bukowski, M. Heydel, Kraków 2009, s. 420-421. 8  L. Martinez Andrade, Ameryka Łacińska..., s. 97.

Michal/ Pospiszyl


305

anzpraktyka cyteroet 5/2012

mężczyzn teologii wyzwolenia jest ona – wprawdzie słabo – reprezentowana; tym silniej zaznacza się więc jej pominięcie przy analizach ciała, zapoczątkowanych przecież tak przez feministyczne fenomenolożki, jak i tuzy współczesnej filozofii w rodzaju Butler czy Spivak. Brak ten z pewnością należy do najsłabszych momentów całej książki. Jak w związku z kwestią reprezentacji podkreśla meksykański teoretyk, walka z hegemonicznym paradygmatem musi doprowadzić do całkowitego z nim zerwania, które nie może „polegać na „uniżeniu” się [hegemona – MP] [kenosis] i łaskawym »udzieleniu głosu« wyklętemu ludowi ziemi, jak to wyniośle proponują nam niektórzy, lecz na symetrycznej komunikacji miedzy ludami”9. Dopiero taka perspektywa, zrywająca także z Lévinasowskim paternalizmem, umożliwi realne wyzwolenie, o które toczy się tu walka. Starcie to rozgrywa się nie tylko na poziomie egalitarnych i oderwanych od teorii roszczeń, ale zawsze jest też sporem o nowoczesność, mesjanizm czy religię oraz funkcję, jaką te pojęcia pełnią w analizie społecznej. Jak już pokazałem, stosunek autora do religii jest nacechowany (przejętą bezpośrednio od Blocha, a de facto od samego Marksa) ambiwalencją, w perspektywie której religia odgrywa rolę nie tylko ideologiczną, ale także utopijną. Obie role wyraźnie oddziela Bloch pod pojęciami utopii abstrakcyjnej (którą obiecuje ideologia kapitalistyczna) i utopii konkretnej (o którą walczy marksizm). Takie ujęcie, w którym kapitalizm rozumiany jest jako nosiciel mesjańskiej obietnicy, ma tylko częściowe uzasadnienie. Nie ulega wątpliwości pewien emancypacyjny potencjał, który przynosi kapitalizm, a który tak zachwycał Marksa jeszcze w Manifeście komunistycznym. Jeśli zatrzymać się na tym etapie, to kapitalizm realizuje także pewne cechy utopii konkretnej: znosi przecież świętości starego feudalnego świata, zastępując go nagim stosunkiem ekonomicznym, ale także obiecuje, że każdy i każda, jeśli tylko zdobędzie się na odpowiedni wysiłek, może osiągnąć sukces (blokowany do tej pory przez uświęcony porządek feudalny). Jednak jeśli rozumieć mesjanizm jako tradycję walki z mitem (a taka perspektywa zaznacza się już od starożytnego judaizmu aż do oświeceniowego exodusu ze słynnego Kantowskiego eseju Odpowiedź na pytanie: czym jest oświecenie?), to mesjanizm kapitalistyczny jest mesjanizmem symulowanym. Markuje jedynie emancypacyjny krok, wyzwalający z feudalnych fetyszy, by w tym samym momencie ustanowić nowy porządek nowych świętości, opanowanych tak przez boską siłę (zdolnego

9  Tamże, s. 101.

Teologia peryferii

Mesjanizm kapitalistyczny jest mesjanizmem symulowanym. Markuje jedynie emancypacyjny krok, wyzwalający z feudalnych fetyszy, by w tym samym momencie ustanowić nowy porządek nowych świętości, opanowanych tak przez boską siłę (zdolnego przekształcić świat w dowolny sposób) pieniądza


anzpraktyka cyteroet 5/2012

306

przekształcić świat w dowolny sposób) pieniądza10, jak przez mityczno-fetyszystyczną moc handlu i towaru11. Ta mityczna w istocie (a nie – jak chce ją określać za Blochem Martinez Andrade – mesjańska) siła doskonale wpisuje się w Blochowski podział na sen nocny i dzienny. Pierwszy nie posiada cezury i świat zewnętrzny jest w nim zablokowany (co uniemożliwia wszelką praxis), drugi „może skanalizować całą siłę zawartą w podmiocie na działanie zmierzające do przeobrażenia świata i w tym znaczeniu zawsze maluje lepszy świat”12. Sen nocny zatem staje się nośnikiem (mitycznej) ideologii kapitalistycznej, dzienny zaś ma przynosić (mesjańską) nadzieję na świat wyzwolony z klasowych podziałów. Z tej perspektywy oczywiście czujny i zawsze czuwający podmiot lansowany na Zachodzie od Kartezjusza po Husserla, wiążący trzeźwość z zaufaniem wynikom matematycznego przyrodoznawstwa, staje się niczym więcej, jak warunkiem możliwości tego, by bezrozumny lud spał spokojnie zanurzony w biernym śnie nocnym, pod bacznym okiem tych, którym udało się przekonać resztę społeczeństwa, że dostąpili możliwości oglądania rzeczy samych. Tak skonstruowana dystynkcja domaga się nie tylko krytyki metodologicznej (zgodnie ze zdecydowaną większością opisów nauki, trudno jest mówić o tym, by jakiekolwiek odkrycie było ostateczne i prawdziwe, a tym samym, by sankcjonowało poznawczy elitaryzm), ale także społecznej walki o egalitaryzm, która – tak w wypadku Blocha, jak i jego teologicznych kontynuatorów – powinna być także walką o przyrodę. Sojusz teologii z ekologią może wydawać się jednak podejrzany. Biblia przecież obfituje w opisy, potwierdzające wyróżnioną pozycję człowieka w przyrodzie, a nawet w takie, które sankcjonują jego dominacje i ekspansję. Za ekologiczną katastrofę, jak twierdzi Martinez Andrade, odpowiada nie tyle chrześcijaństwo, ile stosunki ekonomiczne wygenerowane w kapitalizmie, na które świadomość religijna miała mieć znikomy wpływ. Niezależnie od kontrowersyjności tej tezy (wydaje się, że chrześcijaństwo stanowi po dziś dzień doskonałe ideologiczne narzędzie do uzasadniania gigantycznej eksploatacji środowiska), to przecież nie brakuje w Biblii przykładów wspierających dokładnie odwrotną intuicję13. Najbardziej 10  K. Marks, Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r., tłum. K. Jażdżewski, [w:] K. Marks, F. Engels, Dzieła, t. 1, Warszawa 1960, s. 612. 11  K. Marks, Kapitał, t. 1, [w:] K. Marks, F. Engels, Dzieła, t. 23, Warszawa 1968. 12  L. Martinez Andrade, Ameryka Łacińska..., s. 113. 13  Martinez Andrade raczej ogranicza się do sprawozdania z tego, jak ta kwestia jest godzona od Blocha po Dussela, niż szuka własnego argumentu w oparciu o źródła.

Michal/ Pospiszyl


307

anzpraktyka cyteroet 5/2012

błyskotliwie wypadają te, którymi posługuje się Bruno Latour w eseju o teologii ekologicznej, gdzie zachęca do tego, by uwzględnić tradycję mesjańską przy przeformułowywaniu projektu modernizacyjnego tak, by przeciąć ograniczającą nas alternatywę „modernizacja czy ekologizacja”14. Szczególnie interesująca w książce Martineza Andrade jest (może nieco podskórnie) zaakcentowana peryferyjność teologii wyzwolenia15, która każe zadać pytanie o uniwersalność przedstawianych analiz. Czy teologia wyzwolenia ma ten sam wywrotowy potencjał w krajach centrum i (pół) peryferii, podobnych do Polski? Czy jej emancypacyjna siła nie ogranicza się do wyklętego ludu ziemi, którego wyzwolenie będzie (zgodnie ze starym Marksowskim mechanizmem) wyzwoleniem całego globu? Tym samym – uniemożliwiający w strukturalny sposób rozwój radykalnej myśli teologicznej na przykład w Polsce (wówczas przywołana na początku, reakcyjna postać Wojtyły byłaby jedynie symptomem tak czy inaczej tłumiącej wszelki emancypacyjnych ruch struktury). Problem ten jest zresztą dużo szerszy, w pewnym sensie rozbija się o niego także ostatnia książka Jana Sowy16, której autor próbuje czytać historię Polski w postkolonialnym kluczu, stwierdzając w ten sposób, że ewentualne wyzwolenie Polski jako kraju (pół)peryferyjnego, dzięki geograficznej i kulturowej bliskość krajów centrum, może być dużo trudniejsze niż wyzwolenie niektórych jeszcze do niedawna całkowicie peryferyjnych państw, takich jak Singapur, Tajwan czy Korea Południowa. Jeśli uznać diagnozę Sowy za słuszną, to także trudno oczekiwać po rodzimej teologii, by zdolna była wyrwać się z opresji watykańskiego centrum. A jak pokazuje historia polskiego Kościoła, należy raczej oczekiwać nadgorliwej próby powtórzenia konserwatywnej teologii Watykanu, niż jej jakiejś zasadniczej modyfikacji17.

14  B. Latour, Czy nie-ludzie zostaną zbawieni?: argument ekoteologiczny, tłum. M. Bokiniec, [w:] Ekologia: przewodnik „Krytyki Politycznej”, Warszawa 2009, s. 26. 15  Dwaj główni bohaterowie książki Martineza Andrade: Dussel i Boff, przeszli wręcz modelową dla postkolonialnych teoretyków drogę kariery akademickiej. Pochodzący z peryferii (pierwszy z Argentyny, drugi z Brazylii), obaj kształcili się na Zachodzie. Boff napisał nawet doktorat u Ratzingera, który później zabiegał zresztą usilnie o jego wydanie (ten sam Ratzinger w latach osiemdziesiątych będzie wnosił o ukaranie niepokornego teologa). Dussel z kolei odbył studia w Instytucie Katolickim w Paryżu. 16  J. Sowa, Fantomowe ciało króla: peryferyjne zmagania z nowoczesną formą, Kraków 2012. 17  Mechanizm ten został zresztą doskonale opisany w: H. Bhabha, Mimikra i ludzie: o dwuznaczności dyskursu kolonialnego, tłum. T. Dobrogoszcz, „Literatura na Świecie” 2008, nr 1-2.

Teologia peryferii


anzpraktyka cyteroet 5/2012

308

Michał Pospiszyl – filozof i kulturoznawca. Zajmuje się marksizmem, filozofią kultury i wątkami teologicznymi w myśli politycznej. Aktualnie pisze prace o związkach włoskiego operaismo z estetyką relacyjną w Instytucie Kultury UJ. Dane adresowe: Wydział Filozoficzny UPJPII ul. Kanonicza pok. 203 31-002 Kraków e-mail: pospiszyl.michal@gmail.com Cytowanie: M. Pospiszyl, Teologia peryferii, „Praktyka Teoretyczna” nr 5/2012, http:// www.praktykateoretyczna.pl/PT_nr5_2012_Logika_sensu/21.Pospiszyl. pdf (dostęp dzień miesiąc rok) Author: Michał Pospiszyl Title: Theology of the periphery

Michal/ Pospiszyl


www.praktykateoretyczna.pl


Praktyka Teoretyczna - Logika Deleuze'a - Próba demontażu