Issuu on Google+

MOSKWA 1812 - w Moskwie Chłapowski zamieszkał w luksusowo urządzonym pałacu księcia Labanowa, z pięknymi ogrodem i oranżerią „Front pałacu był w mieście, za pałacem zdawało się, żeś na wsi”. W tej rezydencji odwiedzali go przyjaciele i koledzy , jak Franciszek Morawski czy jeden z braci Caraman. KAMPANIA SASKA - 13 czerwca w Dreźnie na ręce dowodzącego gwardią Marszalka Soulta złożył prośbę o dymisję, uzasadniając ją tym, że jest ranny i potrzebuje wypoczynku. Usiłowano go zatrzymać, ale na próżno. Napoleon podpisał dymisję 19 czerwca, z listy pułkowej wypisany został 1 lipca tegoż roku. POWÓT DO TURWI - Paryż opuścił 20 marca rano, a wieczorem tego dnia wjechał cesarz do miasta. Podczas podróży przez Francję zatrzymał się w Metzu, by odwiedzić marszałka Oudinota. PRZEJĘCIE MAJĄTKU. - na mocy kontraktu z 17 lipca 1815 roku nabył od ojca Turew, Wronowo, Rąbiń, Rąbinek i Podborce. KONSERWATYZM CHŁOPÓW - Wszystkie zmiany były zbyt szokujące dla ówczesnego społeczeństwa, toteż ściągnęły na niego żarty i przezwiska dziwaka i jakobina. „Przez cały rok przypatrywałem się u nas robotom w polu i w podwórzu, wypytywałem się o wszystkie szczegóły, dlatego tak, a nie inaczej robią; zawsze tę samą odpowiedź otrzymywałem >>tak jest dobrze, tak doświadczenie uczy <<. Za najlepszego gospodarza tej okolicy uchodził Pan (Maciej) Chłapowski z Czerwonej Wsi, a i ten na moje zapytania odpowiadał: >>już mi wierz, że tak dobrze, tak robię i mam się dobrze<<”. NAUKA ROLNICTWA - Jacy to byli autorzy, nad którymi ślęczał w długie wieczory zimowe lat 1815/1816, 1816/1817? Należeli do nich Albrecht Thaer, głośny w świecie teoretyk niemiecki, założyciel pierwszej wyższej szkoły rolniczej w Moglin, profesor uniwersytetu berlińskiego, a przede wszystkim autor wielu podstawowych rozpraw z zakresu płodozmianu, uprawy roślin pastewnych i okopowych, hodowli owiec i wielu innych nurtujących ówczesny świat rolniczy problemów naukowych i praktycznych; dalej Johann Gottlieb Koppe, samouk, praktyk, potem współpracownik Thaera i jak ten autor licznych rozpraw, zwłaszcza o uprawie buraka cukrowego; także Albrecht Block, wsławiony wielu rozprawami O płodozmianie, hodowli i rachunkowości rolniczej. Ponieważ czytając ich zauważył, że powołują się oni na myśli i doświadczenia teoretyków angielskich, sięgnął i do nich jako bezpośredniego źródła postępu. Byli to: John Sinclair, głośny agronom i ekonomista oraz Arthur Young, ojciec nowoczesnej agronomii angielskiej i podobnie jak Sinclair autor wielu popularnych już w świecie dzieł naukowych. Z nimi wszystkimi obcował teraz myślowo, rozważał ich poglądy, porównywał z możliwościami w Polsce i u siebie w Turwi. Widząc, że sama teoria, którą może i nie zawsze rozumiał, nie rozwiąże sprawy, postanowił poznać osobiście nowe rolnictwo zachodnioeuropejskie. W styczniu 1817 roku opuścił swoją pustelnię i wyruszył w świat.

MASZYNY ROLNICZE - Prócz pługa szkockiego używał angielskich bron, ekstyrpatorów i skaryfikatorów, dobrze czyszczących i spulchniających glebę. Od razu, bo od roku 1820, wprowadził używaną w Szkocji młocarnię kieratową z napędem konnym, mającą zastąpić tradycyjne cepy. Mniej wiadomo o maszynach do siewu i żniw. UWŁASZCZENIE CHŁOPÓW - szczerze pojmował słuszność uwłaszczenia chłopów, pokazał w realizowaniu ustawy. Należał do tych, którzy najwcześniej w swoich dobrach ją przeprowadzili, a bodaj był nawet pierwszym. Przeprowadził ją również, jak to wykazują akta regulacji i rozdziału gruntów, w sposób rzeczowy,


spokojny, życzliwy dla chłopów. Układ zawarty został już 26 czerwca 1824 roku i podpisany z jednej strony przez Chłapowskiego i jego żonę Antoninę, z drugiej przez 24 chłopów z Turwi. W tej liczbie znalazło się 8 „półśledników” (Halbbauer) oraz 16 chałupników (Viertelbauer). Wszyscy oni „prawem czystej i prawdziwej własności” otrzymali posiadane dotąd „gospodarstwa zaciężne|| pierwsi, czyli półślednicy, 60 mórg roli, 6 mórg łąk i 2 morgi ogrodu, drudzy, czyli chałupnicy, 30 mórg roli, 3 morgi łąki i 1 morgę ogrodu, poza tym swe dotychczasowe mieszkania, stodoły, chlewy, na okres 12 lat prawo „do zbierków i leżaków” z borów do Turwi należących”, zniesienie „na wieczne czasy” wszystkich służebności, zaciągów, pańszczyzny, powinności i danin. Za to zostali obciążeni czynszem, płatnym w ciągu 25 lat w dwóch ratach rocznie (na św. Wojciecha i św. Marcina) w „grubej, brzmiącej monecie”, półślednicy w wysokości 35 tal. i 6 srebrnych groszy, chałupnicy w wysokości 17 tal. 18 gr rocznie. Mieli też udział w płaceniu podatku gruntowego oraz w opłatach na budowę szkoły wiejskiej, gospodarze w wysokości 10 tal., a chałupnicy 6 tal. Tu i tam zrobiono drobne korekty, powiększając rolę, gdy była zła. Wspomniany układ z 26 czerwca 1824 roku wchodził w życie z dniem 23 kwietnia 1825 roku. Na podobnych warunkach dokonano później uwłaszczenia w Rąbiniu.

STOSUNEK DO OBOWIAZKÓW WOJSKOWYCH - Gdy Chłapowski przygotowywał się do wymarszu na Litwę, doszła do skutku wyprawa na gwardię. Część armii polskiej w sile 44 tysięcy żołnierzy oraz 108 dział zebrała się w Sercoku. Tam również udała się kolumna Chłapowskiego, a on sam udał się do Warszawy po instrukcje rządu. Oddano mi uchwały sejmowe i odezwy skierowane do Litwinów. Do oddziału dołączył w Serocku, skąd 15 maja ruszyła w trzech kolumnach ruszyła armia polska. Chłapowski szedł w przedniej straży, prowadzonej przez generała Jankowskiego. Był to jego dawny podkomendy z czasów służby w pułku szwoleżerów. Jankowski był wówczas kapitanem. Odbyli razem wojnę z Rosja w 1812 roku oraz kampanię saską 1813 r., „znalazłszy się pod komendą mego niegdyś podwładnego nie tylko nic przykrego nie czułem, ale owszem zawsze wolałbym mieć dawnych moich podkomendnych nad sobą, jak nieznajomych. Znał mnie dobrze, wiedział, że przekonany o potrzebie subordynacji będę mu posłusznym i nie było pomiędzy nami drażliwości tak szkodliwej między stopniami”. POŁACZENIE Z LITWINAMI - Połączenie z korpusem litewskim nastąpiło 6 czerwca pod Gabrielowem. „W dniu tym – wspomina Parczewski – wszystkie nasze trudy i niebezpieczeństwa zapomniane zostały. Chwila spotkania się szeregów bratnich była bez wątpienia najpiękniejszym epizodem naszej narodowej wojny… Jedni w obdartych sukmanach, rozmaicie uzbrojeni, szykowali się jak mogli na obszernym wzgórzu dla przyjęcia polskiego generała, drudzy na dużych koniach z marsową postacią, mając na czele mężnego i doświadczonego wodza, ukazali się tamtym w narodowych kolorach, w całej czarodziejskiej świetności przyzwyczajonego do zwycięstwa wojska. Na naszych twarzach malowała się radość.”. Było to symboliczne połączenie korony z Litwą. W imieniu Litwinów przemówił Gerard Gronostajski, profesor wileński. Chłapowskiego nazwał naczelnym wodzem Konfederacji Wielkiego Księstwa Litewskiego i w następujących słowach oddał pod jego komendę całe powstanie na Litwie: „Jenerale! Z pokorą synowską poddajemy się rozkazom twoim. Ręczymy Ci honorem Litwy, że nam na patriotyzmie i odwadze zbywać nie przestanie. Ty przejęty świętością twoich obowiązków tylko przedsiębierz, rozkazuj, działaj to wszystko, co się z honorem zgadzać będzie, co zbawienne i całość ukochanej Ojczyźnie przynieść i zapewnić może … Wezwij Boga na pomoc, weź nas pod swoją obronę i prowadź tam, gdzie wszystkich sława i dobro Ojczyzny przyzywa. Przyjmij te drobniuchne siły, połącz i uformuj zastępy, o które by się rozbiła haniebna przemoc Moskala.”. LITWA - Wiadomości o tych sukcesach, jakkolwiek powoli, docierały do Warszawy, wskrzeszając w podupadłym na duchu po ostrołęckiej klęsce społeczeństwie, tudzież w sferach kierowniczych jakieś lepsze nadzieje. Mało znany dotąd Chłapowski stawał się człowiekiem głośnym. Nastąpiły też, choć spóźnione, awanse: 29 czerwca na generała dywizji i naczelnego wodza na Litwie. Ponieważ nie dotarły już na Litwę, Giełgud do końca dzierżył główną komendę.


PRZEKROCZENIE GRANICY Z PRUSAMI - „straszniejszej chwili mało kto dożył i mało kto dożyje” W NIEWOLI W KŁAJPEDZIE - w drugim tygodniu kwarantanny nadeszła do obozu drogą przez Litwę przesyłka z Warszawy zaadresowana do „Naczelnego Wodza wszystkich sił zbrojnych na Litwie, generała dywizji Dezyderego Chłapowskiego”. Zawierała ona awans na generała dywizji, podpisany 29 czerwca przez Jana Skrzyneckiego, ówczesnego dyktatora powstania, oraz decyzja Rządu Narodowego z dnia 30 czerwca będąca nominacją na naczelnego wodza na Litwie, Postanowienie Rządu w sprawie zakresu władzy naczelnie dowodzącego oraz jego stosunku do władz Królestwa i Litwy, Instrukcja Rządu z dnia 1 lipca, dotycząca administracji i sądownictwa, podatków, stosunku do poszczególnych warstw i klas społecznych, organizacji wojska itp. Był też również list księcia Adama Czartoryskiego oraz rozkaz naczelnego wodza z 1 lipca. Do dokumentów dołączono także 100 tysięcy złotych polskich na potrzeby wojenne. Niestety przesyłka przyszła o kilka tygodni za późno i świadczyła o tym, do jakiego stopnia władze w Warszawie nie zdawały sobie sprawy z sytuacji na Litwie. - Stanąwszy na ziemi pruskiej, zaraz pomyślał o żonie i dzieciach, które pozostawił w Turwi. Tęsknił zapewne, bo od wyruszenia na Litwę pozostał bez wiadomości. Pierwszy list do żony, pisany jak to bywało najczęściej po francusku, nosił datę 16 lipca 1831 roku. Skreślony był „koło Memla” i bezpośrednio po przejściu granicy. W nim nakreślił generał bardzo krotko sytuację, która zmusiła go do przejścia granicy: tak zadecydowali zgodnie oficerowie, zapytani o zdanie. Prosił żonę, aby poinformowała o tym Czartoryskiego i Skrzyneckiego, co też uczyniła. Osobistych uczuć i spraw w tym liście generał nie poruszył, wiedział bowiem, że już przez sam znak życia uspokoi rodzinę co do własnego losu, jak i stanu sprawy publicznej. Miała to być równocześnie pierwsza wiadomość dla władz warszawskich, najszybszą i najpewniejszą wtedy przekazana drogą. Antonina Chłapowska, otrzymawszy list od męża, natychmiast postanowiła pojechać do Kłajpedy. W czasie gdy generał przebywał na wojnie, nie miała w Turwi łatwego życia. Musiała nie tylko troszczyć się o dom, dzieci i gospodarstwo, ale znosić przykrości ze strony urzędników pruskich, wprawdzie uprzejmych, lecz w stosowaniu represji wobec powstańców stanowczych. Nad majątkami zaciążyło widmo konfiskaty; po wywiady, zeznania, przeprowadzanie rewizji i śledztwa zjawiali się z Kościana urzędnicy landratury. Swoją godnością i wyższą ponad materialne sprawy postawą moralną wzbudzała powszechnie uznanie i respekt. Wysoki szacunek okazywał jej sam naczelny prezes Flottwell, choć Polaków, a w szczególności szlachty polskiej, nie lubił. Chłapowska skorzystała z tego i skoro tylko nadszedł do Turwi list generała, poprosiła o pozwolenie wyjazdu do męża. Już 27 lipca skierowała w tej sprawie po francusku napisane podanie. Flottwell szczerze prośbę w Berlinie poparł, wskazując na wyjątkową uczciwość petentki i zaznaczając, że konfiskata dóbr generała już nastąpiła. Poparł sprawę również u władz wojskowych. Jakoż zgoda na wyjazd nadeszła bardzo szybko; 4 sierpnia Flottwell sam w języku francuskim przesłał ją do Turwi, ostrzegając przy tym przed niebezpieczeństwem cholery, silnie w tych dniach grasującej w Księstwie Poznańskim i w prowincji pruskiej. Chłapowska wyjechała, zabierając z sobą całą trojkę dzieci oraz bonę. Męża zastała jeszcze w Kłajpedzie, skąd w początkach września wraz z rodziną przeniesiono go do Fischhausen. Tam mieszkali Chłapowscy do połowy stycznia 1832 roku. W tym czasie generał chorował. Pod Fischhausen, gdzie według tradycji w roku 997 poniósł śmierć męczeńską św. Wojciech, na miejscu gdzie pozostały jeszcze szczątki starego kościoła, postawił krzyż, „ogromny, z lanego żelaza” , istniejący jeszcze pod koniec XIX wieku. Gdy powoli likwidowano obozy i Chłapowski czuł, że nie jest już koniecznie potrzebny, rozpoczął starania o powrót do Turwi. Znów szło wszystko szybko i gładko, niemało dzięki wstawieniom Flottwella. W połowic stycznia 1832 roku Chłapowscy powrócili do Turwi. Radosnym jednak ów powrót w rodzinne strony się nie okazał. Majątki były skonfiskowane, natychmiast też wszczęto przeciwko generałowi śledztwo w


sprawie uczestnictwa w powstaniu. Objęło ono nie tylko jego, lecz także Stanisława Chłapowskiego z Czerwonej Wsi, jego adiutanta w powstaniu.

OSKARZENIA MU WSPÓŁCZESNYCH - Czuł jednak wewnętrzną potrzebę publicznej obrony przed zarzutami, które go dosięgały i mogły dosięgać w przyszłości. Jakoż zaraz w pierwszych dniach i nocach swej kłajpedzkiej niedoli, w której udręczony jego mozg męczyły przeróżne myśli, chwycił za pióro, aby spiesznie, gorączkowo, napisać coś w rodzaju raportu wojskowego, coś w rodzaju wspomnienia. Nosi to pismo datę 5 sierpnia 1831 roku i ma tekst francuski. Tym językiem władał, jak rodzimym, chciał nadto, aby to, co kreślił, znalazło szerszy oddźwięk niż tylko krajowy. Nazwał je Listem, po francusku: Lettre du General Chłapowski sur les evenements militaires en Pologne et en Lithuanie. Lettre, skierowany do starego przyjaciela Caramana, wyszedł drukiem w listopadzie 1831 roku w Paryżu, a w drugim wydaniu w roku 1832 w Berlinie, nakładem A. M. Schlesingera. Później ukazał się jeszcze w języku szwedzkim. Zdaje się, że była to chronologicznie pierwsza publikacja o powstaniu listopadowym, otwierająca całą późniejszą, tak bogatą literaturę powstaniową. Co zawiera? W zasadzie własne wspomnienie, od chwili pojawienia się w grudniu 1830 w Warszawie, poprzez pierwotną, przymusową pasywność, kolejne dowództwa brygady, opisy bitew pod Grochowem, Sokołowem Podlaskim i Liwem aż do kampanii litewskiej w jej rożnych fazach i smutnego przekroczenia granicy pruskiej włącznie. Są jednak i szersze aspekty, krytyczne oceny niektórych działań wojennych i bitew, w szczególności zaś ludzi, z których najwięcej dostało się Chłopickiemu, Michałowi Radziwiłłowi i oczywiście Giełgudowi. Krytyczne uwagi skierował Chłapowski również przeciwko Dembińskiemu, życzliwie natomiast potraktował Umińskiego i Łubieńskiego.

- PROCES - 6 lutego 1831 roku król Prus wydał edykt, w którym to wzywał swoich poddanych do powrotu w terminie czterech tygodni, zapewniając bezkarność wszystkim cywilom i wojskowym, z wyjątkiem urzędników. Nieposłusznym groziło wytoczenie procesu o zdradę kraju, całkowita konfiskata majątku, nieletnim groziło odebrania praw do dziedziczenia po rodzicach, prawa piastowania urzędów i trzyletnia służba wojskowa. Według nadesłanych z Królestwa list, konfiskata groziła ponad 500 uczestnikom powstania, później liczba ta zwiększyła się do 950 osób. - Pod koniec 1833 roku postępowanie sądowe zostało zakończone. Specjalnie utworzony do tych spraw trybunał we Wschowie przeprowadził 1593 dochodzenia. Sądy wojskowe rozpatrzyły 1355 spraw. Według orzeczeń sądów 1224 osoby podlegały pełnej amnestii, 230 osób uiściło kary w łącznej wysokości 105 tysięcy talarów. Z liczby pierwotnie skazanych 93 ziemian, 30 ułaskawiono całkowicie, pozostałych ułaskawiono częściowo. Kary z tytułu konfiskaty dóbr, król zmniejszył do piątej części czystego dochodu. Obciążono nimi 22 ziemian. Spośród powstańców z innych warstw społecznych ukarano 16 urzędników pozbawieniem poborów, 100 uczniów gimnazjów wydalono ze szkół. Chłapowski został wezwany przez wschowski trybunał na przesłuchanie w dniu 9 maja 1832 roku. Zapytany co może przedstawić na swoją obronę, odpowiedział, że oprócz tego, iż czuł się obowiązany służyć swemu narodowi, nic szczególnego do powiedzenia nie ma, chyba to, że nie piastował wówczas żadnego urzędu pruskiego ani cywilnego, ani też wojskowego. - wyrok skazujący go na dwa lata więzienia, konfiskatę dóbr i utratę praw politycznych zapadł 12 września. Król skrócił więzienie do roku, zamiast konfiskaty nałożył karę pieniężną w wysokości 22 tysięcy talarów. Gdy nadeszło z Berlina potwierdzenie wyroku, Chłapowski wezwany został przez namiestnika Flottwella, który oznajmił mu, że król jest gotów okazać mu jeszcze większą łaskę. Zaproponowano mu, by generał oddał Turew, a w zamian za to objął znaczne dobra królewskie w Brandenburgii, dodatkowo król odpuści mu karę pieniężną. Chłapowski nie przyjął propozycji, oświadczając, że jego obowiązkiem względem kraju i ludzi jest pozostanie w Turwi.


TUREW - w Turwi zatrzymywali się na krócej bądź dłużej znajomi i dawni podkomendni generała. Do końca 1851 roku, mimo stałych problemów z pruską policją przebywali w pałacu między innymi August Tomasz Olizarowski – poeta i dramaturg, ksiądz Hieronim Kajsiewicz, literat Antoni Chrząszczewski czy Stanisław Egbert Koźmian. MODRZEJEWSKA W TURWI - w sierpniu 1869 roku do Turwi Przybyła Helena Modrzejewska z mężem Karolem Chłapowskim, synem Stanisława z Czerwonej Wsi. Aktorce, która wtedy jeszcze nie cieszyła się międzynarodową sławą, powiedział, że powinna „iść na duże i głębokie wody”, albo rzucić teatr i „nad strumykiem” siedzieć z Karolem na wsi, albo Paryż i sława zagraniczna, albo wcale. ŻYCIE TOWARZYSKIE - życie towarzyskie w Turwi, ze względu na sytuację finansową oraz nakłady związane z przebudową gospodarstwa rolnego, nie mogło rozwinąć się w tak bogatej formie jak w wielu innych rodzinach ziemiańskich w Księstwie. Hucznych balów w Turwi nie urządzano, co nie znaczy, że w ogóle nie było towarzyskiego. Utrzymywano kontakty z bliższym i dalszym sąsiedztwem, często wyjeżdżano do Poznania na różne przyjęcia bale i zabawy. Podróżowano również do Warszawy, Berlina czy Drezna. W Poznaniu bywali Chłapowscy na eleganckim dworze namiestnika, na przyjęciach, jakie tam urządzano, w pałacu arcybiskupim, w którym rezydował bliski im Teofil Wolicki, na niejednym koncercie czy przedstawieniu teatralnym, w ktorych przed publicznością poznańską występowali aktorzy tej klasy, jak Bogusławski, Ledochowska i Kudlicz, lub wirtuozi o światowej sławie, jak Paganini, Lipiński, Catalani czy Henriette Sontag. Możliwe też, że słyszeli Chopina, gdy na zaproszenie namiestnika przyjechał do Poznania. Brali więc, acz nie twórczo, udział w kulturalnym i towarzyskim życiu owego czasu w Poznaniu i w Wielkim Księstwie Poznańskim.

STOSUNEK DO OJCA I BRATA - Szczęśliwy w rodzinnym kołku, przebolał Dezydery łatwiej śmierć ojca, która nastąpiła 17 października 1826 roku. Jozef Chłapowski umarł w Lubiatowku mając 70 lat, a pochowany został w Rąbiniu. Wzajemne stosunki od dawna dość luźne, w ostatnich latach oziębiły się jeszcze bardziej. Nie mieli wspólnych poglądów, dzieliły ich przekonania religijne, narodowe, społeczne, generalnie wszystko. Podczas gdy starosta kościański do końca życia pozostał prawdziwym człowiekiem polskiego oświecenia, to syn był tegoż wieku gwałtownym oskarżycielem, wyznawcą nowych poglądów, które zapowiadał wiek XIX. Bardzo wyraźnie zaznaczył się tu konflikt dwóch pokoleń. Podobnie brak serdeczności rodzinnej wystąpił w stosunkach Dezyderego z bratem przyrodnim, Janem Anzelmem (1800 - 1843). Wpłynęły na to odmienne poglądy, jak i być może pewien żal Dezyderego, że przy podziale majątku Anzelm został uprzywilejowany przez ojca. Otrzymał on klucz dawnego starostwa kościańskiego z Bonikowem, Kurzą Górą i Gurostwem, ongiś przez Jozefa Chłapowskiego nie całkiem prawnie nabyty, przez rząd pruski odebrany, lecz z powrotem zwrócony i stąd nie obdłużony jak Turew. Anzelm był człowiekiem chorowitym, cierpiał na serce i z polecenia Marcinkowskiego leczył się w Mariańskich Łaźniach. Umarł młodo, w wieku 43 lat, jako jeden z pierwszych akcjonariuszy Bazaru Poznańskiego. Poprawne stosunki miał ze swą siostrą Zofią, żoną Franciszka Mycielskiego. Szczęśliwie więc — rzec można — układało się Chłapowskim w owych latach życie rodzinne. Szło to szczęście w parze z sukcesami na polu rolnictwa i w pracy publicznej. SZKOŁA AGRONOMICZNA - w „szkole” Chłapowskiego przebywali miedzy innymi: Teofil Chosławski, Teodor Dembiński – syn generała Henryka Dembińskiego, Edmund Matejko – brat Jana, czy Maksymilian Jackowski, późniejszy patron kółek rolniczych w Wielkopolsce. PRZEGLĄD POZNAŃSKI - „Przegląd Poznański” wychodził w latach 1845-1865, początkowo jako miesięcznik, a od 1852 roku, jako sześciotygodnik. Obok niego ukazywały się wówczas w Poznaniu inne pisma katolickie, jak


„Obrona Prawdy”, „Gazeta Kościelna”, które były wyraźnie ukierunkowane na polemikę z demokratycznym i rewolucyjnym nurtem polityki i publicystyki. Pismo w założeniach miało Bronic prawdy katolickiej, dążyć do zachowania doczesnej władzy papieża polemizować z radykalizmem. Było to ważne twierdzenie, gdyż w czasach zaborów, powszechnych podziałów, religia była symbolem narodowej jedności. Redagowaniem „Przeglądu” w poszczególnych latach zajmowało się trzech Koźmianów: Jan, Stanisław i Andrzej, a artykuły publikowali miedzy innymi Franciszek Morawski, Aleksy i Ignacy Prusinowscy. Patronem zaś pisma była generał Chłapowski, który nie ograniczał się tylko do finansowania pisma, ale również aktywnie uczestniczył przy jego wydawaniu.

WIOSNA LUDÓW - W okresie poprzedzającym Wiosnę Ludów próbowano Chłapowskiego wciągnąć do działalności politycznej w Szwajcarii, gdzie wybuchł spór na tle religijnym. Kantony katolickie dążyły do siłowego rozwiązania sporu, aktywnie też poszukiwały kandydata na wodza armii. W grę wchodziło trzech generałów: Skrzynecki, Chrzanowski i Chłapowski. Wybór padł na Chłapowskiego, z którym pertraktacje rozpoczęto w 1845 roku. Chłapowski odmówił uzasadniając decyzję stojącymi przed nim obowiązkami. Nie mniej przesłał Szwajcarom obszerne wskazania dotyczące zasad operacyjnych oraz szczegółowe sposoby prowadzenia działań wojennych. - 23 marca 1848 roku Dezydery Chłapowski mianowany został przez komitet Narodowy organizatorem siły zbrojnej powiatu kościańskiego. Sztab organizacyjny miał swoją siedzibę w Turwi, lecz przezwyciężenie wszelkich trudności związanych z formowaniem oddziałów wymagało częstej bytności w Kościanie. O ile z pieszymi było mało kłopotu, o tyle wielu zabiegów wymagała organizacja kawalerii. Brakowało wszystkiego. W końcu zebrano odpowiednią ilość szabel, we własnym zakresie przygotowano lance i chorągiewki, krawcy kościańscy uszyli mundury, a kulbaki generał musiał sprowadzić aż z Berlina. Niebawem też pierwszy pluton ułanów w sile 45 koni rozpoczął ćwiczenia pod okiem Chłapowskiego, któremu pomagał syn Tadeusz. Oddział ten wr pierwszej połowie kwietnia pomaszerował do Książa, gdzie wszedł w skład obozu płk. Jana Budziszewskiego. 28 kwietnia ułani wsławili się bohaterską szarżą, gdy oddziały gen. Henryka Brandta przystąpiły do likwidacji tego obozu. Po odejściu pierwszego plutonu Chłapowski formował drugi. Liczył on już 25 koni i ciągle przybywali nowi ochotnicy. Wydarzenia następowały jednak zbyt szybko, nie zdążył więc wyruszyć w pole. Podczas gdy mężczyźni zajmowali się sprawami wojskowymi, kobiety szyły chorągiewki, malowały orły dla sołtysów, a w prowadzonej szkółce uczyły dzieci pieśni narodowych. Z chwilą zaś rozpoczęcia walk, pielęgnowały w Śremie rannych spod Książa. Starano się także rozmawiać z włościanami, tłumaczyć im aktualną sytuację, by w ten sposób uspokajać nastroje i przeciwdziałać wystąpieniom antyniemieckim. Z Turwi płynęły wiadomości do Berlina, do Paryża i Londynu informując społeczeństwo niemieckie, francuskie i angielskie o poczynaniach Prusaków w Poznańskiem.

OBRADY SEJMU PRUSKEGO - Przedstawiciele polscy w Berlinie spotykali się z zarzutami ze strony swych pruskich kolegów nie tylko z powodu reprezentowanych poglądów, ale także pod własnym adresem. W takiej sytuacji znalazł się też Chłapowski. Podczas debat sejmowych w roku 1852, gdy do Berlina dotarła wiadomość, że Napoleon III ogłosił się cesarzem, do generała zbliżył się pewien dygnitarz pruski i rzekł: „A cóż, jenerale, Bonaparte znów na tronie, czy pojedziesz do niego? Nie — odparł zapytany — ja na tamtego tutaj czekałem”. Ta zręczna i dosadna odpowiedź dała właściwą odprawę wysoko postawionej osobistości. Jednocześnie daje ona świadectwo, że Chłapowski nie zamierzał ukrywać, czy też tłumaczyć, swojej ówczesnej postawy. - Wszedł on do sejmu, mianowicie do Izby I, w roku 1852. W czasie tejże kadencji, trwającej do roku 1855, została Izba I przemianowana na Izbę Panow, a Chłapowski 27 listopada 1854 roku mianowany jej dożywotnim członkiem. W monarchii pruskiej godność ta miała wielki walor. Niewielu Polaków ją osiągało. Ponieważ Izba Panow obradowała, choć oddzielnie, ale równocześnie z Izbą Posłów,


członkowie Polacy obu izb obradowali wspólnie w Kole Polskim, uzgadniając linię postępowania w obu izbach. Chłapowski nie należał do posłów, którzy posiadali talent parlamentarny. Nie umiał przemawiać, więc też na posiedzeniach plenarnych nie występował. Działał natomiast skuteczniej w komisjach, zarówno parlamentarnych, jak w szczególności w Kole Polskim. Tu powierzano mu rożne referaty, jak w sprawach kościelnych, podatkowych, administracji i niektórych innych. Zdawał też sprawozdania z obrad i uchwał Izby Panow. Z nałożonych obowiązków wywiązywał się zwykle bardzo sumiennie. Rzadko opuszczał posiedzenia Koła, chyba że zmusiły go niedomagania fizyczne lub wyjazdy zagraniczne, jak zimą 1853/1854 na dłuższy czas do Włoch. Darmo usiłował dać dobry przykład swoim kolegom parlamentarnym, którzy nadmiernie opuszczali posiedzenia zarówno frakcyjne, jak sejmowe. Ceniono go za to i w lutym 1854 roku wybrano wiceprezesem Koła Polskiego, a 22 stycznia 1855 roku na pierwszym posiedzeniu Koła w nowej sesji sejmu prezesem. Jako zastępcom miał doświadczonych, sprawnych parlamentarzystów, Potworowskiego i Cieszkowskiego. Oni w czasie tej sesji sejmowej, która trwała do końca kwietnia, najczęściej przewodzili obradom Koła Polskiego, zastępując coraz częściej teraz, z niewiadomych przyczyn, nieobecnego na obradach prezesa. Gdy po fatalnych wyborach sejmowych w jesieni roku 1855 deputacja polska w Izbie Posłów skurczyła się do 6 posłów i Koło Polskie ustawowo przestało istnieć jako frakcja parlamentarna, Chłapowski, popierany przez kolegów z Izby Panow, został ponownie wybrany prezesem i godność tę, raczej już tylko nominalnie, piastował do 4 lutego 1857 roku czyli, do wyboru nowego prezesa w osobie Macieja Mielżyńskiego. Od tego czasu protokoły posiedzeń nie notują już jego obecności w Kole Polskim, co uważa można za zakończenie jego działalności parlamentarnej. Co stanowiło przyczynę, że zniechęcił się do pracy sejmowej, trudno określić. Szła wieść, że jako prezes chciał stosować wojskowe rygory, zwłaszcza co do punktualności i obecności na posiedzeniach, ale posłowie się temu sprzeciwiali. Z pewnością były i inne istotniejsze powody. Nie miał parlamentarnych zdolności i jak wielu nie widział korzyści w działalności sejmowej, zwłaszcza odkąd po uśmierzeniu wiosny ludów nastały w Prusach reakcyjne rządy Ottona Manteuffla, ledwie tolerujące instytucję sejmu. Osobiście męczyło go siedzenie na ciągnących się bez końca obradach, czy to w sejmie czy też w Kole, bezładna gadanina. W tym czasie też nie raz nie domagał i trapiły go nieszczęścia rodzinne, jak pogarszające się zdrowie żony, a zwłaszcza w roku 1853 tragedia córki Zofii. Siedział więc w nie 177 łubianym Berlinie, ale myśl biegła do domu, rodziny i Pol turewskich. Stan swej duszy z tego czasu, gdy pełnił obowiązki poselskie, tak odmalował (w roku 1853) w liście do żony: „Znoszę mój krzyż, jest on naprawdę krzyżem teraz [...] Rano chodzę na mszę o 7, to podnosi na duchu”. Podobnie syn Tadeusz tak w roku 1853 pisał z Berlina: „[...] sejm ma się już skończyć, dobrze, że już się ta niegodziwa pańszczyzna dla Papy ukończy”. KORESPONDENCJA Z MARCINKOWSKIM - W Kłajpedzie użyczył generał swemu szefowi sztabu znacznej pomocy, dzięki której mógł on wyjechać na zachód, gdzie poznał nowe stosunki i wyrobił się na wyższej miary społecznika. Za tę pomoc był wdzięczny, co okazywał w listach pisanych do Turwi ze Szkocji, Anglii i Francji. Adresat chował je w specjalnej kopercie, co świadczy, jak bardzo cenił doktora Marcina. Listy poświadczają, jak z czasem zmieniały się układy między nimi, jak z początkowego dość oficjalnego stosunku, w którym dawny podkomendny tytułował swego adresata Szanowny Jenerale”, przeszli na bliski, przyjacielski, z tytułem „Drogi Przyjacielu”. Listy są szczere, serdeczne, odsłaniają rzadko okazywane na zewnątrz przez obu delikatniejsze uczucia. Generał nakłaniał stale Marcinkowskiego - do powrotu, a gdy to nastąpiło, ofiarował swe usługi. Dawny zwierzchnik wojskowy przekształcił się szybko w pracy społecznej w szczerego współpracownika.

CYTAT O MICKIEWICZU - „O Mickiewiczu mówiąc, talent jego wielki Cię unosi, tak że na charakter nie zważasz. Umysł, któren porodził Wallenroda, nie może być czysty. Kiedym Wallenroda przeczytał lat temu dwadzieścia, już wstręt do Mickiewicza miałem, a powiększył się w roku 31-szym, kiedy się wszyscy bili, a on tutaj w moim sąsiedztwie z niecną kobietą złe życie przez cztery miesiące prowadził. Może się poprawił, Panie przebacz mu, ludzie nie są tak miłosierni”.


WYKSZTAŁCENIE CÓREK - W wyniku owego planu nauki obie córki dobrze władały językiem francuskim i angielskim, znały niemiecki, z czasem nieco włoskiego. U jednej i drugiej drzemał jakiś talencik literacki; u Zofii, nazywanej Azią, przebijał on w listach i opisach, u Józi również w listach oraz rodzinnych zapiskach. Zosia odziedziczyła bodaj po ojcu zainteresowania społeczne, obie wykazywały nadzwyczaj głęboką religijność, która Józię zaprowadziła do klasztoru. Ta młodsza córka odznaczała się usposobieniem wesołym, podczas gdy Zosia smętną zadumą. Romantycznego polotu więcej posiadała Józia, obie chętnie jeździły konno. Towarzysząc rodzicom w podróżach zagranicznych, poznały takie kraje, jak Francję, Włochy, Niemcy, tamtejsze miasta, zabytki, obyczaje, miały więc szerokie spojrzenie na świat. Cechowało je ogromne przywiązanie do rodziców, posłuch, wprost uwielbienie. Istniała również szczera miłość siostrzana i braterska. - Jozefa, młodsza od swej siostry o całe 13 lat, różniła się od niej pod wielu względami. Uchodziła za ładniejszą, miała większy temperament, wesołość i liczniejsze grono przyjaciółek. W tak poważnym środowisku, jak Turew, pierwiastkowe te cechy nie mogły się jednak rozwinąć. Regulamin dnia, jaki również dla tej córki sporządziła matka, nie dozwalał większej swobody i uciech. Od godziny 9 do 10.30 musiała odbywać lekcje, potem do 11.30 spacer, po obiedzie rożne zatrudnienia, wieczorami robótki ręczne, w środy i soboty pisanie listów do rodzeństwa. Choć był to plan dnia łagodniejszy niż narzucony Zofii, przecież również przeładowany i w dodatku przeciążony przymusem religijnym, przez matkę zaś skrupulatnie egzekwowany. W religijnych praktykach pani Antonina wykazywała przesadną gorliwość. Dla wygody zajmowała pokój położony tuż przy kaplicy dworskiej, wprowadziła pierwsza majowe nabożeństwa.


Dopiski chłapowski