Page 1

PopWiśle INFORMATOR POPKULTURALNY

MODA NA BOOVING Biblioteka Uniwersytecka w Warszawie to nie tylko miejsce, w którym można zagłębić się w lekturze. To także, a może przede wszystkim, przyciągająca ludzi przestrzeń społeczna, która zmieniła oblicze Powiśla. Bibliotekę w budynku przy ulicy Dobrej otwarto 15 grudnia 1999 r., po trwającej pięć miesięcy przeprowadzce ze starej lokalizacji przy Krakowskim Przedmieściu. Architekt, Marek Budzyński, ofiarował miastu prawdziwą perełkę architektoniczną. Trudno ją zresztą przeoczyć – już z daleka rzuca się w oczy elewacja budynku pokrytego zieloną, majestatyczną patyną. Gmach Biblioteki składa się z dwóch budynków: frontowego (tzw. rogala) i głównego. Obie części połączone są pasażem, tzw. uliczką, przykrytą przeszklonym dachem. Właściwy budynek biblioteki, którego wejście zwieńczone jest ogromną rozwartą księgą z napisem HINC OMNIA, składa się z czterech kondygnacji. Na parterze i w podziemiach znajdziemy punkty usługowe, szatnie dla czytelników oraz przestrzeń spacerową z ławeczkami i bluszczem otulającym ściany. A co z właściwą funkcją biblioteki? Wśród jej oddziałów jest m.in. Oddział Gromadzenia i Uzupełniania Zbiorów mający do dyspozycji zwarty magazyn rezerwy, dubletów i druków zbędnych obliczony na 100 tysięcy woluminów, Oddział Zabezpieczania i Konserwacji Zbiorów z całym zapleczem

technicznym (pracownie konserwatorskie, introligatornia, laboratoria chemiczne, mikrobiologiczne, komory próżniowe). Na najwyższym, trzecim piętrze, znajdują się gabinety zbiorów specjalnych: rycin, starych druków, kartografii, rękopisów, zbiorów muzycznych, dokumentów życia społecznego, zbiorów XIX-wiecznych oraz Biblioteki Austriackiej. Co roku, podczas Nocy Muzeów, możemy zwiedzić zbiory niedostępne na ogół niewtajemniczonym. W zeszłym roku można było obejrzeć choćby pracownię konserwatorską oraz wystawę zawierającą takie cuda jak książki zaszyte przez cenzorów, książeczkę „Bajek i Powiastek” Adama Mickiewicza w formacie lilipucim 2x3 cm oraz przestrzeloną książkę na której zachowały się ślady krwi właściciela… Ale BUW to coś znacznie więcej aniżeli biblioteka par excellence. To również, a dla niektórych przede wszystkim, miejsce spotkań, konferencji, wystaw oraz zabawy. Odbywają się tu konferencje prasowe, wystawy storczyków, prezentacje fotografii... Miejsce uświetniły swą obecnością takie osobistości jak Jan Paweł II oraz George W. Bush. Budynek doczekał się już nawet opraco-

wań dotyczących zjawisk społecznych, jakie w nim zachodzą. Natalia Grądzka w tekście „BUW jako przestrzeń społeczna” udowadnia, że obiekt jest przestrzenią społeczną przyciągającą ludzi, a studenci zżyli się z nim na tyle mocno, że na jego temat krążą wśród nich legendy i anegdoty. Na przykład obowiązują w nim specjalne kody podrywu i to właśnie miłość jest jednym z głównych celów wizyt studenckich. Biblioteka pojawia się jako temat przewodni setek dyskusji internetowych, połączenie powagi instytucji z otwartością i ładem przestrzeni czynią BUW ulubioną biblioteką w Warszawie. Autorka analizy cytuje fragment tekstu Jerzego Pilcha „Miłość zmysłowa w Bibliotece”: „Jak niedawno doniosła Gazeta Stołeczna, kierownictwo Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie postanowiło radykalnie zaostrzyć regulamin, ponieważ czytający w Bibliotece książki studenci robili też tam inne rzeczy: słuchali muzyki, gadali przez komórkę, pili piwo, palili, jedli, spali, uprawiali seks itd. Słowem w BUW kwitło życie we wszystkich swych przejawach”. Moda na przebywanie w budynku na ulicy Dobrej zyskała nazwę nadaną przez „Gazetę Wyborczą” – booving. Co tkwi u źródeł tej popularności? Wydaje się, że to fakt bliskości rozrywki i przyjemności idąca w parze ze zgłębianiem książkowej wiedzy. Dla każdego coś miłego – gdy studenci chcą rozprostować kości, mają w zasięgu ręki Hulakula z kręglami lub bilardem. Gdy po wysiłku poczują głód, w budynku czekają na nich dwa obiekty gastronomiczne, w których mogą się posilić. Kawa? Proszę bardzo, Coffee Heaven jest za rogiem, a kawę najlepiej wypić w ogrodzie na dachu, czytając przy tym zakurzonego białego kruka z antykwariatu na poziomie minus jeden. Nie trzeba cichutko ślęczeć nad książkami, atmosfera stworzona tu przez pracowników biblioteki jest luźniejsza od rygoru narzuconego w konkurencyjnych przybytkach czytelniczych. Dostęp do zbiorów jest ogólnodostępny, nie trzeba wypeł-


KRĘ GLE W HULA KULA niać rewersów ani tłumaczyć się paniom z każdej dotkniętej przez nas książki. To świadomie zapożyczony z Ameryki model przyjaznego bibliotekarstwa. Na dodatek stykają się tu różni ludzie: osoby w średnim wieku spieszące na pocztę lub kupujące ubrania w outletach, młodzież testująca nowe BMX-y, a także dzieci przychodzące na plac zabaw. Biblioteka jest więc mikroświatem oderwanym od codziennego zgiełku i szumu. Muszę przyznać, że w tym pięknym otoczeniu godziny zaplanowane jako czas pracy, umknęły mi nie wiadomo gdzie. Anna Olejnicka - Oliwa

KULA NA TORZE Wiecie jaka jest druga – po piłce nożnej – najbardziej popularna gra na świecie? Kręgle! Na Powiślu można pograć w nie w klubie Hulakula (ul. Dobra 56/66). Historia tego sportu sięga starożytności – już wtedy nasi poprzednicy zbijali pierwsze pachołki, uznając to za doskonałą rozrywkę. Pierwsze wieki gry w kręgle to

dobra zabawa na odpustach, jarmarkach czy imprezach rodzinnych. Zasady gry ustalało się na bieżąco. Wszystko zmieniło się, gdy bowling przeniósł się w XVIII w. na kontynent amerykański – w miastach zaczęły powstawać profesjonalne, kryte kręgielnie, a sam bowling stał się dyscypliną sportową, które zasady ustanowione zostały w XIX w. przez Amerykański Związek Bowlingu. Wprawdzie do dziś nie jest to dyscyplina olimpijska, ale ma swoje światowe turnieje (pierwszy odbył się w 1934 r.) – organizowane są one także w Polsce. Na czym polega jego fenomen? Jedną z przyczyn jego popularności jest pewnie to, że w kręgle może grać każdy. Nie trzeba mieć żadnych umiejętności, aby rozpocząć grę w kręgle, choć dojście do poziomu profesjonalnego wymaga oczywiście ćwiczeń i precyzji. To gra zespołowa, ale można grać w nią też w pojedynkę. Badacze tego sportu wskazują jednak na pewne subtelne różnice w podejściu do niego, jakie odróżniają profesjonalistów od amatorów. Otóż ci pierwsi częściej grają sami, potrzebują jednak widowni. Rozpoznać ich można po charakterystycznym stroju i atrybutach-fetyszach. Przychodzą na kręgielnię z własnymi kulami i obuwiem do gry oraz – obowiązkowo – z własnym ręcznikiem do wycierania i polerowania kuli między kolejnymi rzutami. Rzucają gładko i elegancko, z płynnym rozbiegiem, nie wkładając palców w otwory kuli, co sprawia, że rzut – poprzez odpowiednie podkręcenie – staje się widowiskiem. Zupełnie inaczej do sprawy podchodzą amatorzy – nie przestrzegają reguł, bo ich nie znają albo nie umieją się do nich dostosować, często rezygnują z przepisowego rozbiegu, cieszą się z błędów w naliczeniu punktów, przede wszystkim zaś nigdy nie grają sami – traktują kręgle jako miłą formę spędzania wolnego czasu ze znajomymi. Jeśli należycie do tych drugich, oto kilka podstawowych zasad gry w kręgle: rzuty wykonuje się specjalnymi kulami

dopasowanymi do odpowiedniej grupy użytkowników. Najlżejsze przypadają dzieciom, najcięższe mężczyznom. Każda kula ma trzy otwory – na dwa palce środkowe oraz kciuk. Punkty za każdym razem są przydzielane w zależności od zbitych pachołków. Oczywiście wygrywa ta osoba, która zbije wszystkie kręgle w najkrótszym czasie. Maksymalna ilość punktów, jakie można otrzymać, to 300. Grając w kręgle nie należy zapominać o specjalnym, antypoślizgowym obuwiu. Najlepiej sprawdzić działanie tych zasad w tzw. realu. Na Powiślu profesjonalną kręgielnią dysponuje Hulakula. Lokal posiada 28 torów do gry w kręgle,

na jednym może grać do 8 osób. Kręgielnia jest czynna codziennie od 12 (w weekendy od 10) do późnych godzin nocnych. Na miejscu można też nauczyć się zasad gry i poćwiczyć swoje umiejętności pod okiem profesjonalisty – wystarczy wybrać się na sobotnią szkółkę bowlingu. Obejmuje ona trening celności rzutu, dobór kul, ustawienie rozbiegu, rozbieg i rzut. A przy tym jest świetną zabawą. Jak zapewnia Urszula Nieckarz z Hulakula, bowling staje się coraz bardziej atrakcyjną grą towarzyską i sportową. Jest bowiem prosty i przyjemny, dostarcza radości osobom w każdym wieku i coraz częściej angażuje on całe rodziny: dzieci, rodziców, dziadków, babcie. To co, widzimy się na kręgielni? P.P.


DJ LATINO SALSA POLAK I KOLUMBIJCZYK – DWA BRATANKI - Na imprezach w rytmach latino można poczuć się jak w rodzinie! – O muzyce, wyborach życiowych i podobieństwach między Polską i Kolumbią opowiada Juan Carlos Colmenares, czyli DJ Carlos PopWiśle: W środy prowadzi pan w Hulakula wieczory z muzyką latynoamerykańską. Co można podczas nich usłyszeć? Juan Carlos Colmenares: Tak, w każdą środę prowadzę dyskotekę z ciekawą kombinacją rytmów latynoamerykańskich (np. salsa kolumbijska i kubańska, merengue, bachata, cumbia, ale również znanymi na całym świecie, również w Polsce, hitami latynoskimi, jak np. przeboje Shakiry czy Jennifer Lopez). Staram się, aby dyskoteka była w typowym stylu „Crossover”, tak jak w Kolumbii i wielu innych krajach Ameryki Łacińskiej. Można zatem powiedzieć, że środowa impreza w Hulakula jest odpowiednikiem tego jak bawią się ludzie w Ameryce Łacińskiej. Czy Polacy reagują na nią równie żywiołowo? Polacy reagują bardzo dobrze – po pierwsze dlatego, że sama muzyka jest pozytywna i radosna, ale i dlatego, że staram się grać dla ludzi, nie dla siebie, więc szukam muzyki zgodnie z receptą „dla każdego coś miłego” Pochodzi pan z Kolumbii. Jak znalazł się pan w Polsce i rozpoczął przygodę z muzyką? Jestem Kolumbijczykiem i przyjechałem do Polski na studia (ukończyłem studia wyższe). Moja przygoda z muzyką zaczęła się właśnie na studiach: kolega ze studiów prowadził klub studencki i nie miał pomysłów co grać w piątek, więc zaproponowałem mu, że mogę spróbować poprowadzić imprezę w rytmach latino. I tak się zaczęła moja praca jako DJ-a. A jak pan trafił do Hulakula? Trafiłem do klubu kilka lat temu poprzez mojego dobrego kolegę Arka Domagałę, który prowadzi kursy tańca latino w Hulakula. Wiedział jak gram i zasugerował, abym zaproponował Hulakuli dyskotekę latino zaraz po jego kursie…

Tak też zrobiłem i… właśnie minęły trzy lata od czasu rozpoczęcia współpracy. Świetnie nam razem. Koledzy z klubu są bardzo pomocni, stanowimy dobrze zgrany zespól. Atmosfera w pracy jest tak pełna dobrej energii, że ludzie, którzy chodzą na imprezy latino, mówią mi, że czują się jak w rodzinie, a to jest dla nich „ich rodzinny klub”… A jak ci entuzjaści radzą sobie na parkiecie? Widać ogromny postęp Polaków w tańcu rytmów latynoamerykańskich (takich jak salsa, bachata, merengue), pewnie dlatego, że w ostatnich latach w Warszawie powstało kilka szkół tańca, w których mogą się go uczyć, a oprócz tego jest coraz więcej imprez na których można ćwiczyć te rytmy. Po ludziach, którzy od początku chodzą do Hulakula widać, że poczynili spore postępy. Pewnie nie każdy tak szybko poczuje latynoską duszę… Wydaje mi się, że w Polsce kobiety czują ją bardziej niż mężczyźni… Didżejowanie to nie jedyna pasja w pana życiu. Czym zajmuje się pan na co dzień? Oprócz muzyki, sportu i podroży, pasjonuje mnie też nauka. Mam doktorat z chemii i jestem naukowcem. Na co dzień zajmuję się projektami naukowymi, doktorantami, wykładami, itp. Rozumiem, że zostanie pan w Polsce, nie planuje pan powrotu do Kolumbii? Bardzo mi się podoba Polska! No, może troszeczkę mniej kiedy jest temperatura poniżej zera… I Kolumbia, i Polska zawsze będą w moim sercu, będę z nich czerpać inspirację do każdego działania. Odkrył pan co najbardziej łączy Polaka i Kolumbijczyka? Mamy waleczne dusze dzięki którym potrafimy wiele przetrwać! Rozmawiała Patrycja Pustkowiak

ŻYWIOŁOWA, OGNISTA DUSZA - W tańcach latino najważniejsze jest gorące serce – o historii salsy, miłości do południowoamerykańskich rytmów i frajdzie na parkiecie opowiada nauczyciel tańców latino Arkadiusz Domagała PopWiśle: Czy w Polakach łatwo obudzić duszę latino? Arkadiusz Domagała: W porównaniu do innych narodów Polacy bardzo dobrze radzą sobie z tańcem i po latach uczenia innych dochodzę do wniosku, że w naszym narodzie drzemie żywiołowa, ognista dusza, potrzebny jest tylko ten pierwszy krok, aby ją obudzić. Uczy pan tańców latynoskich. Co je wyróżnia od innych stylów tanecznych? Pierwsze, co czujemy, patrząc na tańce latino, to radość, spontaniczność i swoboda, która od nich emanuje. Nie są aż tak sformalizowane, jak tańce standardowe, nie ma w nich sztywnych reguł, których musimy przestrzegać, jest podstawa, czyli krok podstawowy,


DJ LATINO SALSA

na którym budujemy taniec, a naszą inspiracją jest muzyka. To właśnie muzyka ma tworzyć nasz taniec. I to jest podejście latynoskie - to muzyka kreuje to, co za chwilę stanie się w tańcu, utwór muzyczny staje się pytaniem, a ruch naszych ciał splecionych w tańcu staje się odpowiedzą. A są one trudne w wykonaniu? Wbrew pozorom tańce latino nie są trudne, wystarczy „załapać” krok podstawowy, aby wspaniale się bawić na parkiecie z drugą osobą. Najważniejsza jest zabawa, żywiołowość i odczuwanie przyjemności z tańca. Technika i wyuczone układy taneczne schodzą na drugi plan, a nawet czasami przeszkadzają w tym, aby zatopić i rozpłynąć w muzyce. Nie chcę być źle zrozumiany - nauka techniki, czy układów tanecznych jest jak najbardziej przydatna, ale w tańcach latino najważniejsze jest gorące serce. Drugi ważny aspekt to fakt, że są to tańce bardzo praktyczne, możemy je zatańczyć na każdej imprezie, w łatwy sposób zaadaptować do popularnej muzyki, od prostego żywiołowego merengue tańczonego na raz-dwa, poprzez romantyczną zmysłową bachatę, aż do wyrafinowanej salsy. Poza tym organizuje się bardzo dużo imprez z muzyką latino na których możemy spędzić miło czas w gronie znajomych. Zacznijmy od samego początku. Może pan powiedzieć parę słów o historii salsy? Salsa narodziła się w latach czterdziestych z fuzji rytmów afrokubańskich i karaibskich, z dużą domieszką wpływów jazzu. Nazwa „salsa” z języka hiszpańskiego oznacza pikantny sos i ta nazwa oddaje istotę tego tańca - w salsie zostało zmieszanych i zawartych wiele stylów muzycznych i tanecznych: son montuno, rumba, cha-cha, charanga, mambo. Z czasem z salsy wyodrębniło się kilka stylów tanecznych. Można je z grubsza podzielić na dwa podstawowe style odróżniające się sposobem prowadzenia. Pierwszy to style amerykańskie - tańczone „po linii” - salsa New York i salsa Los Angeles, natomiast drugi to styl kubański

- prowadzony „po kole” zwany inaczej casino. Oprócz nich istnieją mniej popularne w Polsce style takie, jak Salsa Portorykańska, czy Salsa Columbiana. Ten profesjonalny wykład wskazuje na to, że uczy pan salsy od lat… Zajmuję się tańcem od 15 lat. Zaczynałem w czasach, gdy słowo „salsa” bardziej kojarzyło się z pikantnym sosem, niż z tańcem. Ale od początku - moja przygoda z tańcem zaczęła się, jak w większości ciekawych historii, dziwnym zbiegiem okoliczności. Zadzwoniła do mnie koleżanka, która spytała się, czy mam czas zapisać się na zajęcia tanga argentyńskiego. Ponieważ w głowie miałem jego obraz jako tańca dla starszych osób, powiedziałem jej, że raczej nie będę miał czasu. Traf chciał, że po naszej rozmowie telefonicznej włączyłem telewizor i trafiłem na scenę z filmu „Zapach kobiety”, w której Al Pacino prosi do tańca Gabrielle Anwar. Ten moment w filmie wywarł na mnie takie wrażenie, że w głowie kłębiło mi się tylko jedno pytanie: „co to za taniec?” I jaką znalazłem odpowiedź? To tango argentyńskie! W tym momencie wisiałem już na słuchawce telefonu i umawiałem się z moją koleżanką na zajęcia tańca. I jak wyglądały te pana pierwsze kroki w świecie tańca? Stawiałem je w szkole tańca Zbyszka Wardyńskiego, gdzie panowała cudowna atmosfera. W międzyczasie na mojej drodze stanął nauczyciel, który właśnie przyjechał do Polski z Zachodu, człowiek z ogromną charyzmą i niezwykłym podejściem do nauki tańca. David Mason zaszczepił we mnie niezwykłą radość z tańca i chęć przekazywania tej wiedzy dalej. A z racji tego, że zajmował się nie tylko tangiem argentyńskim, ale był także mistrzem Europy w salsie, moje zainteresowania taneczne poszerzyły się właśnie o nią. David wyjechał dalej na wschód, aby propagować taniec, a ja dostałem propozycję od Teatru Nowego, aby prowadzić zajęcia, i tak powstało kultowe miejsce Galeria Off, gdzie można było za darmo zgłębiać tajemnice salsy pod moim okiem

oraz tanga argentyńskiego pod okiem Agnieszki Herbich i Tomka Potockiego. I to stamtąd wywodziło się gros nauczycieli, którzy obecnie uczą salsy i tanga argentyńskiego. Przekazywanie wiedzy innym wymagało ciągłego szkolenia także i siebie. Niestety w tamtych czasach nie było mistrzów salsy w Polsce i trzeba było zdobywać swoje umiejętności na Kongresach Salsy za granicą, z czasem i to było za mało, więc wyjechałem do Nowego Jorku, aby uczyć się salsy od prekursora salsy NY - Eddiego Torresa, a także, według mnie, jednego z najlepszych tancerzy salsy na świecie - Frankiego Martineza, potem przyszedł czas wyprawy na Kubę w celu odnalezienia korzeni salsy... ale to już inna historia. Wróćmy więc na polskie podwórko. Dziś prowadzi pan kurs tańca w Hulakula. Poproszę o szczegóły! Przez długi czas, w którym uczyłem tańczyć, wypracowałem sobie swój styl nauczania, w którym duży nacisk kładę na czerpanie radości z tańca i szybkie przejście z nauki do praktyki na parkiecie. I temu właśnie sprzyja forma zajęć w Hulakula, gdzie imprezę latino poprzedza godzinna nauka tańca podczas której można poznać podstawy tańców takich, jak: salsa, bachata, merengue czy rueda de casino, a później pobawić się zdobytymi umiejętnościami podczas imprezy. Wszystkie osoby, które są zainteresowane tańcem, mogą za darmo przyjść w każdą środę o 20.30 do Hulakula i zasmakować w gorących klimatach latino. I korzystają z tej możliwości? Tak! Z reguły na zajęciach pojawia się około 50-100 osób, rozpiętość wiekowa jest ogromna, ale przeważają osoby w wieku studenckim. Większość osób, które do nas przychodzi, pozostaje już wierna środowym warsztatom tanecznym i po pewnym czasie z radością i dumą mogę obserwować jak „śmigają” na parkiecie. Zajęcia, tak jak wspominałem, zaczynają się od podstawowych kroków, aby nowe osoby mogły zapoznać się z podstawami tańca, ale


ZDR OWE SMAKI nie brakuje także bardziej skomplikowanych układów dla osób, które już trochę dłużej chodzą na nasze środowe imprezy.

SZUKAJ ZDROWIA NA POWIŚLU

Można więc wyrokować, że salsa jest w Polsce popularna.

Moda na zdrową żywność już na dobre zagościła w naszych domach. Coraz więcej z nas zamiast przetworzonego jedzenia, pozbawionego często wartości odżywczych, woli wybrać się na eko-bazar albo do lokalnego sklepu i kupić produkty wysokiej jakości. Przyjrzeliśmy się kilku takim miejscom na Powiślu.

Na przełomie dekady zaobserwowałem bardzo duży wzrost zainteresowania salsą w Polsce, a niesamowity boom nastąpił po rozpoczęciu emisji programów tanecznych w telewizji. Wykształciła się spora grupa bardzo dobrych nauczycieli, którzy przekazują swoją wiedzę innym. No właśnie, telewizja ma duży wpływ na kreowanie mody na taniec, prawda? Tak. Dzięki takim programom, jak „Taniec z gwiazdami”, rośnie świadomość ludzi na temat tańca i chęć spróbowania swoich sił na parkiecie. A gdy już spróbują, to nie ma odwrotu.   Taniec uzależnia - ale jest to bardzo zdrowe uzależnienie. Rozmawiała: Patrycja Pustkowiak

Pierwszym z nich jest Bio Brain (ul. 3 Maja 7). Znajdziemy tu ekologiczną żywność i kosmetyki – wszystko od przypraw i przekąsek po orzechy piorące. Rzeczy, które nie zawierają chemicznych dodatków i są produkowane zgodnie z poszanowaniem zasad sprawiedliwego handlu. Herbaty, zioła, orzechy, daktyle, sery, pasty do kanapek, mleko… Wiele produktów pochodzi z małych, polskich gospodarstw, natomiast wody minerale sprowadzane są z uzdrowisk (naszych, ale i np. gruzińskich). Poza tym dostaniemy tu rzeczy potrzebne do pracy w kuchni: ściereczki z recyklingu, niepowodujące uczuleń środki czystości czy patelnie pokryte ceramiką. Ceny są całkiem przystępne. Kawa to ok. 26 zł, przyprawy ok. 2 zł, wody mineralne – 7 zł, orzechy piorące – 24 zł. Inną ciekawą, powiślańską propozycją dla amatorów zdrowego jedzenia, tym razem w wersji wegańskiej, jest sklep i restauracja Veg Deli (ul. Radna 14). Zjemy tam dania z warzyw, nasion, zbóż, orzechów, kasz, owoców i mleka sojowego przygotowane przy użyciu ekologicznych produktów. Na miejscu działa również sklep, w którym można nabyć wegańskie specjały za których produkcję odpowiadają same właścicielki: pasty (z oliwek, suszonych pomidorów, daktyli), tarty, desery… Ceny w restauracji: ciasto marchewkowe – 12 zł, tarta z cukinią i tofu – 21 zł, zupa – 12 zł. W sklepie: pasta bakłażanowa z tofu – 15 zł.

Szukając dalej możemy wybrać się do SAM-u (ul. Lipowa 7). Tu również dobrze i zdrowo zjemy (np. zupę szczawiową z jajem za 12 zł, kofta z jagnięciny z domowymi sosami i pitą wypiekaną na miejscu – 24 zł), a w połączonych z restauracją delikatesach nabędziemy pyszności przygotowane przez obsługę SAM-u, jak pesto z koperku przygotowane bez ulepszaczy i konserwantów, a także miody, sery, wędliny, gotowe dania, ekologiczne warzywa czy owoce (np. eko mandarynki z Sycylii). Miejmy też nadzieję, że na Powiśle wróci Le Targ na którym można kupić zdrową żywność i naturalne kosmetyki. Rok temu okazjonalny targ zawitał do klubu Solec 44. Można było na nim kupić m.in. sery łomnickie, świeże i wędzone ryby, ekologiczne owoce i warzywa… Póki co nie ma wieści, by targ miał wrócić na Solec, ale produkty ekologiczne można zamawiać poprzez stronę www. ecomania.com.pl. Znajdziemy tam np. ekologiczne jabłka (6, 5 zł za 1 kg), ekologiczne mięso z indyka (35 zł za 500 g), czy ekologiczną włoszczyznę (7 zł zestaw). P.P.


DEW ELOP ERZY POWIŚLE BUDOWĄ STOI Powiśle od dłuższego czasu cieszy się dużym zainteresowaniem deweloperów. Od kilku tygodni można nabyć nowe apartamenty w oddawanych właśnie do użytku inwestycjach. Podajemy adresy, ceny oraz ważne szczegóły dla tych, którzy chcą dołączyć do grupy szczęśliwych mieszkańców Powiśla! Dzielnica w środku miasta, która zarazem kusi terenami zielonymi i spokojem to unikat na skalę europejską. A takie właśnie jest Powiśle. Atrakcyjność dzielnicy wzrośnie zresztą już niebawem za sprawą nowej linii metra. Dlatego licznie powstają tu apartamentowce, biura i sklepy. Choć Powiśle przyciąga ludzi z rozmaitych grup i klas społecznych – od młodzieży szukającej zabawy nad Wisłą, przez hipsterów delektujących się kawą w modnych kawiarniach po seniorów odpoczywających w parkach – to nie da się ukryć, że na tutejsze mieszkania stać raczej zamożniejszych klientów. Nawet 40 tys. za metr kwadratowy Boom deweloperski, jaki nastąpił po publicznym odsłonięciu budynku BUW-u (w 1999 roku), nie ma końca. W 2007 roku oddano do użytku budynek Dobra 54, potem Patrię przy ul. Kruczkowskiego, następnie kom-

pleksy przy ulicy Leszczyńskiej i Nowe Powiśle na ul. Elektrycznej. Inwestorzy inkasowali wówczas nawet do 40 tys. złotych za metr kwadratowy (taką cenę podała firma Menolly w 2008 roku za metr kwadratowy powierzchni mieszkaniowej w kompleksie Nowe Powiśle; kryzys finansowy spowodował jej obniżkę). W ostatnich latach oddano do użytku także biurowiec Hortus usytuowany w miejscu dawnej fabryki słodyczy Franciszka Fuchsa na rogu Zajęczej oraz Topiel oraz (z drugiej strony tego budynku) stylizowany na przedwojenną kamienicę apartamentowiec z 24 mieszkaniami o powierzchniach 200 270 m². Bryły o niezwykłych kształtach Zacznijmy od Powiśle Park przy ul. Kruczkowskiego 2, na terenie historycznie należącym do gazownictwa polskiego. Zaprojektowane przez znany dom architektów Kuryłowicz and Associates (pani Ewa Kuryłowicz prywatnie

jest mieszkanką Powiśla) osiedle liczy 139 mieszkań o powierzchni 39-140 metrów kw., a ceny wahają się od 13000 do 23000 złotych za metr kwadratowy. Biurowiec na samym rogu inwestycji przypomina UFO lub grafitową kostkę do gry na gitarze i ładnie wkomponowuje się w spokojny teren parkowej zieleni. Jeśli nie odpowiada nam ten kompleks, możemy pomyśleć nad kończonym właśnie mniejszym budynkiem – Piano House – nawiązującym formą do klawiszy pianina. Zaprojektowała go nagradzana w konkursach pracownia projektancka Grupa 5, która ma na swoim koncie inne udane pomysły architektoniczne, m.in. nawiązującą do starego budownictwa inwestycję przy ul. Kopernika 21 czy Międzynarodowe Centrum Edukacji o Auschwitz i Holocauście w Oświęcimiu. Ceny za metr zaczynają się tu od 12600 złotych. Dodatkowe atuty inwestycji to salony SPA i fitness czekające na mieszkańców na parterze budynku oraz wysokość mieszkań - większość z nich sięga nawet 3 metrów. Będzie można zatem wyhodować sobie w domu araukarię w donicy, nie obawiając się o podcinanie jej czubka. Niestety, akordy tego pianina nie zagłuszą jęków rodzin z dziećmi, które od kilku dekad upodobały sobie teren inwestycji jako górkę saneczkową. Ślizgano się w tym miejscu przez całą zimę, a latem można było sobie rozłożyć kocyk lub nabić parę guzów przy zabawie w berka. Plany, marzenia, kontrowersje Dalsze inwestycje to budowana dopiero Tamka 29 firmy Ronson Development. Planowany budynek jest rzeczywiście piękny, ale już wzbudza duże emocje. Mieszkańcy sąsiedniej Tamki 31 narobili rabanu w sprawie inwestycji wyliczając zagrożenia, z jakimi ta, ich zdaniem, się wiąże. Zobaczymy co będzie dalej i na pewno poinformujemy o tym czytelników PopWiśla. Tymczasem amatorzy mieszkań w przytulnym, małym bloku znajdą coś dla siebie przy ulicy Dynasy 18. Na razie


CIE KAWO STKI widać tam jedynie dziurę w ziemi, ale już za kilka lat spółdzielnia mieszkaniowa Dembud zaoferuje nam 16 lokali w modernistycznej kamienicy nawiązującej stylem do dwudziestolecia międzywojennego. Na portalu Money. pl znajdziemy ofertę kupna przyszłego mieszkania. Cena za metr: 13 500 zł. Za dwupokojowe mieszkanie o powierzchni 62 m. zapłacimy, bagatela, 837 tys. zł. I wreszcie ostatnia budowa: budynek nazwany roboczo Copernicus Square, mieszczący się niedaleko Centrum Kopernika. Dzieło Hochtief Development to kompleks biurowo-usługowo-mieszkaniowy, nawiązujący formą do starej elektrociepłowni Powiśle, na której podwalinach powstaną nowe budynki. Atrakcji będzie tu co nie miara, a przyszli najemcy już uzgadniają warunki z właścicielem.

A co sądzą o tych zmianach architektonicznych mieszkańcy dzielnicy? Zapytałam o to kolegę, twórcę popularnego bloga o Powiślu, Marcina Gniazdowskiego, który powiedział: „Nowe budowy to nie zagrożenie, a szansa na dalsze pozytywne zmiany. Czym byłoby Powiśle bez BUW-u? Zmiana jakościowa w naszej okolicy, jaka ma miejsce od lat 90, jest ogromna. Ważne, by nie tracić tego, co już mamy - terenów zielonych, pozostałych zabytków oraz lokalnych miejsc, które świetnie działają. Przykład? Ponoć są plany dotyczące zabudowań przy Solcu, w których mieści się 1500m2, sto900 czy Centrum Golf. Ma tam powstać apartamentowiec. Sens? Żaden – niedaleko obok stoi i straszy niesprzedana inwestycja. Jeśli kosztem świetnych, lubianych miejsc ma tu powstać kolejny apartamentowiec, to ciężko się na to

CIEKAWOSTKI POWIŚLAŃSKIE Z okazji kanonizacji papieża Jana Pawła II – ciekawostka z nim związana. Na Powiślu znajduje się budynek, który odegrał dużą rolę w życiu Karola Wojtyły. To dom sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego, który znajduje się na ul. Wiślanej 2. Wybudowano go na polecenie św. Urszuli Ledóchowskiej około 1930 roku. Od tamtej pory funkcjonuje w nim przedszkole. W czasie okupacji labirynty korytarzy zakonu umożliwiły prowadzenie w nim tajnego nauczania licealnego i gimnazjalnego. Dom zasłynął także bohaterską postawą sióstr, które w trakcie wojny rzuciły się na ulicę, by ratować ostrzeliwanych ludzi i same zginęły pod kulami. Karol Wojtyła nocował na ulicy Wiślanej zatrzymując się w drodze pomiędzy Krakowem, a Lublinem, gdzie wykładał na KUL-u. Działo się to w latach 1955-1978. Stąd zresztą wyjechał też na konklawe, z którego wyszedł już jako pierwszy polski papież. Pokój papieski jest otwarty dla zwiedzających: osób prywatnych oraz grup zorganizowanych, również podczas Festiwalu Powiślenia. Znajdziemy tu ubranie papieskie, monety oraz inne eksponaty używane wcześniej przez świętego.

KONCERTY I IMPREZY 1, 8, 15, 22, 29.05 (czwartki): Impreza z Vocart, czyli hity lat 70., 80. I 90. na żywo / Hulakula, g. 21 1, 8, 15, 22, 29.05 (czwartki): recitale młodych pianistów prezentujących repertuar złożony głównie z dzieł Fryderyka Chopina / Muzeum Chopina, g. 18 Co przyniesie przyszłość? Za dwa lata będzie więc można wysiąść przy stacji metra Centrum Nauki Kopernik, pójść na zakupy do luksusowych butików w Copernicus Square, wypić kawę w Czułym Barbarzyńcy i spokojnie wrócić do mieszkania w Piano House.

zgodzić. Bez nich, bez Grawitacji czy PKP Powiśle, dzielnica straci swój urok, który sprawia, że dobrze się tu mieszka i odpoczywa. Jestem fanem lokalności i wiem, że Powiśle daje szansę poczuć się u siebie każdemu, kto tu wpadnie.” Anna Olejnicka-Oliwa

2, 9, 16, 21, 30.05 (piątki) Friday Hits– imprezy z największymi światowymi hitami / Hulakula, g. 20 3, 10, 24, 31.05 (soboty): Sensational Saturday – zabawa w rytm house, disco, dance, electro i nowości / Hulakula, g. 21 7, 14, 21, 28.05 (środy): Latino dance night (kurs tańca i dyskoteka w rytmie hitów latino / Hulakula, g. 20


KALE NDA RIUM 9.05 (pt): Heiko Laux By BTS / 1500 m kw., g. 22 9.05 (piątek): Orbita jazzu – koncert z wizualizacjami nieba na kopule planetarium / Centrum Nauki Kopernik, g. 20.30 10.05 (sob): Ethan Kath Crystal Castles DJ Set&ODTX (EX-IAMX) / 1500 m kw., g. 22 11.05 (niedz): Impreza międzypokoleniowa z DJ Wiką / Hulakula, g. 16 17.05 (sob): / Hulakula, g. 20

C-Bool Exsclusive Resident

23.05 (pt): Fritz Kalkbrenner (Soul//DE) / 1500 m kw., g. 22

DLA DZIECI 3, 10, 17, 24, 31.05 (soboty): Soboty z muzyką / Muzeum Fryderyka Chopina, g. 12 4, 11, 18, 25.05 (niedziele): Niedziele z  plastyką / Muzeum Fryderyka Chopina, g. 12 4, 11, 18, 25.05 (niedziele): Trabajanie – opowiadanie bajek dzieciom / Tarabuk, g. 12.30 11.05 (niedziela): Hulakula czyta dzieciom – spotkanie z pisarką Anną Onichimowską / Hulakula, g. 14 18.05 (niedz): Akademia Tańca organizowana wraz z „Hakiel – Akademią Tańca“ / Hulakula, g.14

FILM I TEATR

22, 23.05 (czw, pt): Niech no tylko zakwitną jabłonie / Teatr Ateneum – Scena Główna, g. 19 24, 25.05 (sob, niedz): Nastasja Filipowna / Teatr Ateneum – Scena 61, g. 19 27, 28.05 (wt, śr): J a , Feuerbach / Teatr Ateneum – Scena Główna, g. 19 27, 28.05 (wt, śr): S i ł a przyzwyczajenia / Teatr Ateneum – Scena 61, g. 19.15 29, 30.05 (czw, pt): Tramwaj zwany pożądaniem Teatr Ateneum – Scena Główna, g. 19 29, 30.05 (czw, pt): Sceny niemalże małżeńskie / Teatr Ateneum – Scena Na Dole, g. 19.15 31.05 (sob): Kasta la vista / Teatr Ateneum – Scena Główna, g. 19

WYDARZENIA 4, 11, 18, 25.05 (niedziele): Spotkania „Klubu dla dorosłych“/ Fenomenalna – BUW, g. 16

6, 7, 8.05 (wt, śr, czw): Niech no tylko zakwitną jabłonie / Teatr Ateneum – Scena Główna, g. 19 9, 11.05 (pt, niedz): Tramwaj zwany pożądaniem / Teatr Ateneum – Scena Główna, g. 19 13, 14.05 (wt, śr): Merylin Mongoł / Teatr Ateneum – Scena Główna, g. 19 13, 14.05 (wt, śr): Pocałunek / Teatr Ateneum – Scena 61, g. 19.15 15, 16.05 (czw, pt): Nastasja Filipowna / Teatr Ateneum – Scena Główna, g. 19 17, 18.05 (sob, niedz): Amoroso / Teatr Ateneum – Scena Główna, g. 19 17, 18, 20, 21.05 (sob, niedz, wt, śr)/ Ateneum – Scena 61, g. 19.15

20, 21.05 (wt, śr): K a baretto / Teatr Ateneum – Scena Na Dole, g. 19.30

Teatr

20, 21 (wt, śr): Kolacja dla głupca / Teatr Ateneum – Scena Główna, g. 19

8.05 (czwartek): „Kometarne rendez-vous“ – spotkanie z prof. Małgorzatą Królikowską-Sołtan z  Centrum Badań Kosmicznych PAN/ Centrum Nauki Kopernik, g. 19 10.05 (sob): Finał Famelabu – prezentacje 10 młodych naukowców / Centrum Nauki Kopernik, g. 19-22 18.05 (niedz): Wielkie czytanie – Agata Kulesza czyta „Najpiękniejszą kobietę świata“ Jerzego Pilcha / Teatr Ateneum – Scena Główna g. 12 22.05 (czwartek): Nauczycielskie popołudnia z Kopernikiem – warsztaty dla nauczycieli / Centrum Nauki Kopernik, g. 16 - 19 29.05 (czwartek): Wieczory dla dorosłych: „Tajemniczy ogród“ (ludzki organizm, a bakterie) / Centrum Nauki Kopernik, g. 19-22

Miasto Cypel - ul. Zaruskiego 6 Cud nad Wisłą - Bulwar Flotylli Wiślanej Niedorzeczni - ul. Wioślarska 12 BarKa - Skwer im. Tadeusz Kahla Plac Zabaw - ul. Myśliwiecka 9 Warszawa Powiśle - ul. Kruczkowskiego 3b Hulakula - ul. Dobra 56/66 Na lato - ul. Rozbrat 44 sto900 - ul. Solec 18/20 KATEROXS - ul. Radna 10 Kameralny Kompleks Gastronomiczny SAM - ul. Lipowa 7 By the Way BOTTEGAKulinarna - ul. Lipowa 7a Om nom nom / Cuda na patyku - ul. Lipowa 7a Ciastkarnia na Tamce - ul. Tamka 36 Product Placement - ul. Leszczyńska 12 Royal With’Cheese - ul. Solec 50 OSIR cycle culture cafe - ul. Tamka 40 Kawiarnia Kafka - ul. Oboźna 3 Grawitacja - ul. Browarna 6 Centrum Nauki Kopernik - Wybrzeże Kościuszkowskie 20 Noona - ul. Dobra 53 Dziurka od klucza - ul. Radna 13

Redaktor naczelna: Patrycja Pustkowiak. Współpraca: Anna Olejnicka-Oliwa, Magda Boguszewska, Jan Rogowski, Konrad Smoczny, Marta Niemira, Miłośnicy Powiśla. Grafika: Vacaloca. Skład: Adrian Matusik/Con Passione. Wydawca: BMG Entertainment Sp. z o.o. Chcesz z nami tworzyć magazyn? Kochasz Powiśle, piszesz, robisz zdjęcia, masz inny pomysł, napisz do nas redakcja@popwisle.pl Znajdź nas na FB - facebook.com/PopWiśle

PopWisle_maj_2014  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you