__MAIN_TEXT__
feature-image

Page 1

l Autobus dla mieszkańców Solca - str. 2, 6 l Kochana władza wszystko może - str. 4 l Gdzie kręcił Bareja - str. 5 l

Show

ISSN 2082 - 6540

Niedziela, 29 stycznia. Tego dnia nastąpiło długo oczekiwane i wielokrotnie już przekładane oficjalne otwarcie Stadionu Narodowego. Organizatorzy zapewnili 40 tys. darmowych wejściówek, które chętni mogli odbierać od wolontariuszy przy wejściach na stadion. Imprezę obsługiwało 400 stewardów, 250 ochroniarzy, 25 pracowników służby zdrowia w 5 punktach medycznych, 15 jednostek Państwowej Straży Pożarnej i ogromna liczba funkcjonariusz Policji – z czego większość po cywilnemu. Może było ich tak wielu, bo w pobliżu ronda Waszyngtona odbywała się, oficjalnie zgłoszona demonstracja przeciwników porozumienia ACTA, którzy planowali tu spotkać premiera Donalda Tuska. Demonstracja przebiegła pokojowo, a jej uczestnicy byli zdecydowanie zawiedzeni, ponieważ szef rządu nie pojawił się. Dla publiczności na stadionie przygotowano pięć godzinnych koncertów: Voo Voo i Haydamake o godz. 15, Zakopower o 16, Como o 17, dokończenie na stronie 4

Mokra robota

www.poludnie.com.pl

Rok VII nr 3 (106)

Wydział Biologii UW, Centrum Ochrony Mokradeł i Ja Wisła, zapraszają 4 lutego (Wydział Biologii Uniwersytetu Warszawskiego, ul. Miecznikowa 1, aula 9B) na Światowy Dzień Mokradeł. O godz. 12.00 mowa będzie o walorach turystycznych Wisły i turystyce bagiennej w Parku Narodowym Ujście Warty; o godz. 13.00 Melioracja - powww.facebook.com/Poludnie.Gazeta gazetapoludnie.bloog.pl wrót demonów sprzed lat?. O godz. 15.00 podsumowanie inwentaryzacji mechowisk l 2 LUTEGO 2012 l Bezpłatnie w Polsce. Sesję zakończy o godz. 16.00 pokaz slajdów bagiennych z różnych stron świata.

Mistrzyni pierwszego planu

Na festiwalu filmowym w Berlinie Meryl Streep odbierze nagrodę za całokształt dorobku. W związku z tym Iluzjon organizuje przegląd 7 filmów, w których udział zaowocował dla niej statuetką Oscara („Sprawa Kramerów“, „Wybór Zofii“), a także Złotym Globem (m.in. „Kochanica Francuza“, „Julie i Julia“ i najnowszy obraz „Żelazna Dama“). Przegląd potrwa od 3. do 16 lutego.

Rejestr Stołeczni przedsiębiorcy widnieją już w nowej, centralnej ewidencji. Warszawa kończy procedury związane z przeniesieniem gminnej bazy działalności gospodarczej do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Miasto Stołeczne Warszawa przekazało dane z gminnej ewidencji działalności gospodarczej do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej prowadzonej przez Ministra Gospodarki. Tym samym Prezydent m.st. Warszawy nie jest już organem ewidencyjnym właściwym dla tych przedsiębiorców – jest nim Minister właściwy do spraw gospodarki (Minister Gospodarki). W związku z przekazaniem danych, wyszukiwarka przedsiębiorców wpisanych do ewidencji działalności gospodarczej prowadzonej przez m.st. Warszawa została wyłączona. Informację o przedsiębiorcach wpisanych do CEIDG można odnaleźć na stronie: www.firma.gov.pl

Rodzina

Warszawska Szkoła Zdrowia zaprasza na wykład mgr Marioli Kosowicz „O zachowanie rodziny”. Spotkanie odbędzie się 14 lutego o godz. 17.00 w auli Wyższej Szkoły Ekologii i Zarządzania, przy ul. Rejtana 16. Wstęp wolny.

Z Żoliborza w Himalaje Łukasz Stebelski – żoliborzanin, właściciel firmy szkoleniowej, himalaista. Zdobywca Cho Oju – szóstej z najwyższych gór świata. Autor wystawy „Dogonić marzenia – mój pierwszy ośmiotysięcznik”, którą można obejrzeć do 17 lutego na ogrodzeniu parku Żeromskiego przy placu Wilsona. - Skąd pomysł na tę akurat górę? - Ta góra to był takim otwartym tematem. Natomiast zawsze był to temat dla mnie, by wejść na najwyższe góry świata. Tak się po kolei zbierało, że byłem na najwyższej górze Ameryki Południowej, najwyższej górze Ame-

Aparat słuchowy – jeden czy dwa?

Porada laryngologa Doktor Ryszard Mikołajewski, laryngolog z 15-letnim stażem, odpowiada na nasze pytania dotyczące problemu niedosłuchu. Około 500 milionów ludzi na całym świecie cierpi w wyniku ubytku słuchu. Problem

Mróz

najczęściej dotyka osoby starsze, skutecznie utrudniając im funkcjonowanie w stale pędzącym świecie, przeszkadzając w codziennej komunikacji oraz narażając na bolesne uczucie wstydu. dokończenie na stronie 4

ryki Północnej, w Afryce. No i gdzieś w którymś momencie każdy, kto się wspina w górach wysokich, stwierdza: czas sięgnąć po jeden z czternastu ośmiotysięczników na świecie. I są dwie góry najbardziej ob-

łożone ludźmi, to jest Everest i Cho Oju. Everest jako najwyższa góra, Cho Oju jako góra będąca dobrym wstępem do wspinaczki na ośmiotysięczniki. Jest dobra logistycznie. Jest możliwość wspinania się

i w sezonie. Cho Oju uchodzi też wśród ośmiotysięczników za obiektywnie najbezpieczniejszą górę, czyli najmniej jest ryzyka związanego z lawinami. dokończenie na stronie 8

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej prognozuje dla Warszawy bardzo silny mróz. Do piątku, 3 lutego, do godz. 14.30, synoptycy przewidują spadek temperatury do -24 st. C. Osoby starsze nie powinny wychodzić na dwór. dokończenie na stronie 6

Konkurs na dyrektora szkoły W piątek, 27 stycznia odbyła się sesja nadzwyczajna Rady Dzielnicy Żoliborz. Porządek obrad przewidywał informację Zarządu Dzielnicy na temat konkursu na stanowisko dyrektora Gimnazjum nr 55, oraz podjęcie uchwały uchylającej uchwałę nr 61/XII/11 Rady Dzielnicy Żoliborz m.st. Warszawy z dnia 18 października 2011 r. w sprawie zaopiniowania zmiany siedziby i obwodu Gimnazjum nr 56 im. Aleksandra Dawidowskiego ps. „Alek” przy ul. Filareckiej 2 oraz zmiany obwodu Gimnazjum nr 55 z oddziałami integracyjnymi im. Jana Bytnara ps. „Rudy” przy al. Wojska Polskiego 1A. – Potwierdzam, że konkurs odbył się zgodnie z przewidzianą procedurą i założonym

harmonogramem – powiedział Michał Jakubowski, zastępca burmistrza. Dodał też, że konkurs na dyrektora Gimnazjum odbył się na podstawie ustawy o systemie oświaty, regulaminu konkursowego na stanowisko dyrektora oraz rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej w sprawie regulaminu konkursu na stanowisko dyrektora szkoły publicznej. Rozstrzygnięcie konkursu było złożone w ręce dziewięcioosobowej komisji, w skład której wchodzili przedstawiciele miasta stołecznego Warszawy. Byli to pracownicy Urzędu Dzielnicy Żoliborz. W składzie komisji zasiadał także przedstawiciele Kuratorium Oświaty oraz przedstawiciel Rady Pedagogicznej i Rady Rodziców Gimnazjum

nr 55 a także dwóch przedstawicieli związków zawodowych. Do konkursu zgłosiły się dwie kandydatki: Agnieszka Jajkiewicz–Sołtys i Renata Kozłowska. Konkurs był dwuetapowy. Druga tura polegała na przedstawieniu wizji pracy placówki, w której miałyby pełnić funkcję dyrektora oraz założeń programowych. W głosowaniu tajnym przeprowadzonym przez przewodniczącego komisji stwierdzono, iż większość głosów zdobyła Renata Kozłowska. Protokół z posiedzenia komisji został przedstawiony w Biurze Edukacji stołecznego ratusza. Ostateczne rozstrzygnięcie należy do Prezydenta m.st. Warszawy. – Pojawiają się wątpliwości co do tego, czy ta decyzja była

do końca właściwa, skoro budzi tyle kontrowersji. Jak państwo widzą, przy innych konkursach nie spotykamy się z takimi kontrowersjami. Z tego, co wiem, zarówno rodzice jak i nauczyciele byli bardzo zadowoleni, zresztą nawet chyba pan burmistrz też był bardzo zadowolony z pracy pani dyrektor Jajkiewicz i teraz to wszystko tak się dziwnie stało – powiedział Michał Konrat. Kontrowersje te to wybór nowego dyrektora zaledwie po trzech miesiącach od rozpoczęcia roku szkolnego oraz fakt, że osoba, która została wybrana na nowego dyrektora gimnazjum, nie odniosła się do kwestii klas integracyjnych. dokończenie na stronie 3


2

POŁUDNIE - Głos Śródmieścia, Żoliborza i Bielan

Do przeczytania jeden Kopff

Demokracja uliczna W sprawie ACTA zabrali już głos niemal wszyscy. Interpretatorzy wydarzeń wysnuwają rożne wnioski z masowych protestów przeciwko podpisaniu tego dokumentu przez polski rząd: dla prawicy to upragniony znak, że rząd Platformy zmierza do upadku, dla socjologów to początek zmiany pokoleniowej, dla palikotowców to okazja, by się podczepić pod antyrządowe wystąpienia, dla komentatorów to pretekst do rozważań o granicach wolności, a dla tzw. twórców – powód do smętnej zadumy nad brakiem poszanowania ich pracy. A ja, z mego obserwatorium, widzę dzieciaki, którym ktoś wmówił, że będą im odbierać zabawki, więc wzorem niektórych dorosłych (?) wyszły na ulicę, by rozładować swą frustrację. Żadne tłumaczenia sensu dokumentów ACTA do małolatów nie dotrą, gdyż oni nawet nie wiedzą, przeciw czemu protestują. Nie sądzę wszelako, by akcja wyjaśniania coś dała, zwłaszcza że jest podjęta poniewczasie; demonstrantom zaś wystarczy przeświadczenie, że chodzi ogólnie o wolność, a także o własność - konkretnie komputerów, które mogą im odebrać w przypad-

ku korzystania z nielegalnego oprogramowania. Rolę tuby propagandowej tej hipotetycznej krzywdy wzięli na siebie politycy, korzystając z okazji, by dowalić rządowi. Palikotowcy w maskach, zaklejone buzie posłów - ziobrystów, panaprezesowe udawane oburzenie w sprawie internautów, których do niedawna wyszydzał - to wszystko dalszy ciąg tej dziecinady, charakterystycznej dla całej niemal klasy politycznej. Awantura, draka, bałagan w tej atmosferze politycy dobrze się czują, a w dodatku wiedzą, że łase na takie wydarzenia media zapewnią im odpowiedni rozgłos. I koniecznie - uliczne manifestacje. Tam można pozować na trybunów ludowych, tam rzucane hasła zastępują myślenie, tam rodzi się ruch grupujący sporą część obywateli i to nie tylko pod krzyżem. I tylko pogoda nie sprzyja: niska temperatura na razie uniemożliwia kontynuowanie szlachetnych poczynań, zmierzających do stworzenia alternatywnego państwa, opartego na ulicznej demokracji. Nieco starsi też wybrali ulice do wyrażenia swego niezadowolenia. Wsiedli zatem do swych samochodów i jeździli

w kółko z minimalną prędkością protestując przeciwko wysokim cenom wypalanej w czasie tej bezsensownej demonstracji benzyny. - To wina rządów Tuska, który kupę pieniędzy zarabia na litrze paliwa - żalili się kierowcy do podstawionych im przed nos kamer i mikrofonów. Ciemne chmury zbierają się nad gabinetem premiera, obwinianego o zamach na wolność słowa oraz za drogie paliwa. Jeśli w następnej kolejności na ulicę wyjdą niezadowoleni z mrozu, niskich płac, nieudanych związków małżeńskich oraz z TVN24 okaże się, że notowania rządu spadną bardziej niż słupek rtęci. A wtedy do rządów dopchać się może pan Jarosław - czuwający pod prezydenckim pałacem, by podnieść z bruku porzuconą władzę. Brrr... Pewną nadzieję na utrzymanie się na stołkach ekipa premiera powinna pokładać w zmianach klimatycznych. Obecna mroźna atmosfera wokół poczynań rządu (włącznie z brakiem sukcesu na unijnym szczycie) nie potrwa przecież wiecznie - musi przyjść odwilż, a zaraz potem wiosna i piłkarskie rozgrywki na oddanym

wreszcie do częściowego użytku stadionie narodowym. Lecz jeśli nasza drużyna wypadnie w mistrzostwach tak jak zwykle - los premiera będzie przesądzony. Ogólnopolskie manifestacje obarczą go winą za porażkę. Słusznie - bo kogo? Te spostrzeżenia potwierdzają tezę głoszoną przez światłych publicystów, że na naszych oczach dokonuje się pokoleniowa zmiana. Dlatego już wiemy, co dziś jest najważniejsze dla hołdujących ulicznej demokracji Polaków: Internet, samochód i piłka nożna. Dawniej - Bóg, honor, ojczyzna.

Prosimy o połączenie dla Solca

11 czerwca 2011 r. w wyniku rozpoczęcia budowy centralnego odcinka II linii metra i zamknięcia ul. Świętokrzyskiej i ul. Prostej został zmieniony szlak komunikacyjny autobusów m.in. na Powiślu i Solcu. Część zmian komunikacyjnych jest przeprowadzona dobrze, np. na ul. Tamka, ale obszar w rejonie ul. Ludnej i ul. Solec został potraktowany po macoszemu. Wprawdzie Zarząd TransporAntoni Kopff tu Miejskiego puścił wzmoca.kopff@wp.pl nioną linię autobusową 118,

5 bm. (niedziela) upływa termin opłaty składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne przez państwowe samorządowe jednostki budżetowe, zakłady budżetowe, jednostki pomocnicze. 10 bm. upływa termin złożenia deklaracji ZUS przez osoby prowadzące działalność gospodarczą nie zatrudniających pracowników i płacenia składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne (na drukach ZUS-DRA). 15 bm. upływa termin wpłaty składki na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne przez osoby prowadzące działalność gospodarczą i zatrudniające pracowników.

ale skierowanie jej z pl. Trzech Krzyży przez Al. Ujazdowskie w rejon stacji metra Politechnika jest wygodny tylko dla niektórych mieszkańców. Na Solcu brakuje połączenia z centrum, w tym z Dworcem Centralnym. Od czerwca wspieram mieszkańców w ich słusznym postulacie poprawy komunikacji na Solcu. Obecna sytuacja powoduje, że duża część Powiśla nie ma bezpośredniego połączenia z centrum. Wprawdzie jest możliwość przesiadki ze 118 do 171, ale należy sobie zadać pytanie, czy przesiadki, w których traci się po 20 minut w oczekiwaniu na autobusy, jest właściwym rozumieniem celu działania komunikacji miejskiej. Zwłaszcza że przesiadki są dokonywane zaledwie na przestrzeni jednego, dwóch przystanków. Dla dorosłego mężczyzny w sile wieku bez wózka dziecięcego to banał, ale problem zaczyna się, gdy zmuszani do tego są seniorzy, którzy potrzebują dojechać po zakupy do sklepu, na dworzec, czy do przychodni. dokończenie na stronie 6


3

POŁUDNIE - Głos Śródmieścia, Żoliborza i Bielan

Konkurs na dyrektora szkoły dokończenie ze strony 1 – Duża część rodziców i wszyscy nauczyciele są za panią dyrektor Jajkiewicz, uważają, że dobrze pełniła swoją funkcję jako dyrektor. Że dużo wniosła w rozwój tej szkoły, a komisja podejmuje inną decyzję. Oczywiście ma prawo, jest to zgodne z przepisami, ale czy nie uważa szanowny Zarząd, że jest to dziwna decyzja? – zapytał Konrat. Inny radny zadał pytanie, czy klasy integracyjne pozostają w gimnazjum nr 55. – Co jest tak naprawdę powodem, że kandydatura pani Kozłowskiej, która została już dyrektorem, wzbudza takie liczne kontrowersje w środowisku szkół na Żoliborzu – zapytała radna Janina Selwant – Co takiego jest powodem, że tyle ludzi jest przeciw pani Kozłowskiej? Radny Ryszard Mazurkiewicz: Rozmawiałem z przedstawicielami szkoły nr 92 i stwierdzono, że pani Renata Kozłowska jest człowiekiem dość konfliktowym, dość skonfliktowanym ze środowiskiem nauczycielskim. Dodał też, że są świadkowie, którzy słyszeli wyraźnie, jak burmistrz Bubla powiedział pani Jajkiewicz, że sprawa jej wyboru jest całkowitą formalnością, kiedy powierzy jej stanowisko pełniącej obowiązki dyrektora szkoły nr 55. – Poza tym wtedy, kiedy nie udało się znaleźć stanowiska dla pani Renaty Kozłowskiej, okazuje się, że to stanowisko akurat znalazło się w szkole nr 55. Rozmawiałem z przedstawicielami szkoły, którzy byli na tej komisji, oni byli bardzo zdumieni wynikiem głosowania, dlatego że według ich opinii oferta przedstawiana przez panią Jajkiewicz biła na głowę ofertę, którą zgłosiła pani Renata Kozłowska – powiedział Mazurkiewicz. Według jego wiedzy podobno prezentacja pani Jajkiewicz była profesjonalna i odnosiła się do tej szkoły, natomiast prezentacja pani Renaty Kozłowskiej została przedstawiona ustnie. Rodzic ze szkoły nr 92: - My jako rodzice, przestraszyliśmy się, że w tym roku znowu będziemy mieć powtórkę z rozrywki w związku z konkursem na dyrektora naszej szkoły i blady strach na nas padł i pomyśleliśmy sobie, że warto się sprawie przyjrzeć. I otóż wzięliśmy ustawę, wzięliśmy regulaminy i sprawdziliśmy, co się właściwie wyprawia w tych komisjach. I jak to jest, że we wszystkich konkursach, które się ostatnio odbyły, zawsze przedstawiciele organu prowadzącego w liczbie trzech głosują w poprzek, czyli na odwrót niż mieszkańcy, niż rodzice tego chcą. I doszliśmy do wniosku, że w tej komisji nikt nie

ma obowiązku ani przedstawiać koncepcji, ani oceniać tej koncepcji. Nikogo nie można nawet prosić o to, żeby przedstawił jakiekolwiek argumenty, żeby wybierał między taką wizją a inną. Jedyny obowiązek, który członkowie tej komisji mają, to jest zagłosować. Równie dobrze pani Kozłowska, choć każda inna pani, każdy inny pan mógł wejść, zatańczyć, a teraz drogie dzieci misia …i tak dalej i wszyscy głosują i ten wynik jest ważny. I to nie jest wina pana Wertensteina i powiedzmy, tych układów politycznych, o których mówił pan Hlebowicz, po prostu takie jest prawo. Ja uważam, że jako mieszkaniec nie mogę oczekiwać ani nawet pomyśleć, że w tej komisji jakieś mądre głowy zasiądą i podejmą jakąkolwiek mądrą decyzję, ponieważ ta komisja do tego nie służy. To jest maszynka do głosowania. I ja sobie tak pomyślałam, co ja z tym mogę zrobić? Mogę powiedzieć tak: panie przewodniczący, prawo pozwala wam wsadzić żonę waszego lokalnego działacza na stanowisko dyrektora szkoły. Prawo wam pozwala na stanowisko dyrektora drugiej szkoły dać drugą żonę opatrznościową, być może innej opcji, ale żonę kolegi pana burmistrza z czasów, kiedy razem pracowali w jednym urzędzie. Wy możecie to robić, prawo wam pozwala, ale nie musicie. Nie musieliście wsadzić jednej żony opatrznościowej do jednej szkoły, drugiej żony opatrznościowej do drugiej szkoły. Nie złamaliście prawa, ale nie musieliście tego robić. Jesteście władzą samorządową i podejmujecie decyzje. Nie musicie, tylko możecie to zrobić albo nie. A wasze wolne wybory są jakie? Maria Wasiluk–Brzozowska, członek komisji wybierającej dyrektora Gimnazjum 55: - Pierwszy konkurs odbył się w maju ubiegłego roku i nie został rozstrzygnięty z przyczyn formalnych leżących po stronie urzędu. Potem było wystąpienie do Rady Pedagogicznej z prośbą o zaopiniowanie kandydatury pani Agnieszki Jajkiewicz–Sołtys. Chcę podkreślić, że cała Rada Pedagogiczna, łącznie z trenerami pływania, udzieliła poparcia pani Agnieszce Jajkiewicz–Sołtys. Ponieważ pod koniec sierpnia, w przeddzień rozpoczęcia roku szkolnego był u nas w szkole pan burmistrz Bubla na zebraniu Rady Pedagogicznej i poparł koncepcję rozwoju szkoły przedstawioną przez panią Jajkiewicz. Obiecał sfinansowanie pracowni terapii sensorycznej, którą przedstawiła jako etap rozwoju placówki. Pochwalił nas za dotychczasowe osiągnięcia i w obecności wszystkich pracowników stwierdził,

że wybór pani dyrektor Jajkiewicz jest tylko formalnością. Po rozpoczęciu roku szkolnego, kiedy za pełnym poparciem Rady Pedagogicznej, rodziców i - jak rozumieliśmy - wydziału oświaty i burmistrza zaczęliśmy realizować poszczególne elementy tej koncepcji, dostaliśmy pieniądze. Pracownia została zorganizowana, człowiek został zatrudniony, ma rozpocząć działanie po feriach. Raptem po trzech miesiącach od rozpoczęcia roku dowiadujemy się, że jest ogłoszony konkurs. Dlaczego komisja, w której uczestniczyłam 9 stycznia, w liczbie 6 osób z 9 odrzuciła koncepcję zaprezentowaną przez panią Jajkiewicz–Sołtys popartą przez urząd i wydział oświaty zaledwie trzy miesiące wcześniej? Oraz dlaczego na

lub mijając się z prawdą, bądź udzielając błędnej odpowiedzi, dlaczego raptem dostaje 6 głosów z 9 osobowej komisji? Małgorzata Kaźmierska – matka dziewczynki chodzącej do Gimnazjum nr 55, członek Rady Rodziców zwróciła uwagę, że urząd powinien działać w interesie dzieci i takie są oczekiwania rodziców. Zadała pytanie, czy decyzje urzędu podjęte podczas tej sesji będą działały na ich korzyść, gdyż ma prawo wymagać tego od władz swojej dzielnicy. Drugie pytanie, które zadała: czy urząd bierze również pod uwagę opinię Rady Pedagogicznej, pracującej z panią Jajkiewicz od 12 lat, od momentu, gdy pani Jajkiewicz zaczęła pracować w szkole. Niepokoiła się także o przyszłość klas integracyj-

Powiedział, że nie może być dobrej szkoły w XXI wieku, w której nie ma harmonijnej współpracy pomiędzy rodzicami, radą pedagogiczną, dyrektorem szkoły. Szkoła to dobro wspólne. Jest zwolennikiem powoływania dyrektora szkoły w trybie konkursowym. Komisja jednakże nie może podlegać żadnym naciskom, w tym politycznym. Wyważenie racji merytorycznej i opinii lokalnego środowiska jest jej obowiązkiem. Starzyński odnosi wrażenie, że w tym przypadku obowiązek nie do końca został przez komisję dopełniony. Brakuje dialogu społecznego w sprawach oświaty. Na zadane pytania odpowiadał zastępca burmistrza Michał Jakubowski. – W całym postępowaniu konkursowym Za-

8 tygodni przed egzaminami gimnazjalnymi jest ktoś zainteresowany sianiem niepokoju wśród dzieci i rodziców i pracowników szkoły? Dlaczego zanim konkurs jeszcze się odbył niektórzy nauczyciele i niektóre osoby znały już jego wynik, o czym głośno mówiły w naszej szkole? Dlaczego kandydatka, do której od początku roku nie było jakichkolwiek zastrzeżeń, nie dostała szansy wypełnienia obowiązków w cyklu jednego roku, czyli do końca roku szkolnego? Dlaczego komisja podważyła decyzje finansowe urzędu, dotyczące przeznaczenia środków na urządzenie tej pracowni? Oraz dlaczego mając o wiele lepszą ocenę pracy, o wiele lepsze kompetencje zawodowe oraz przygotowanie do pracy z dziećmi wymagającymi specjalnych poczynań, nie dostała szansy pokazania, jakim jest dyrektorem, i jej koncepcja okazała się raptem gorsza? W jakim punkcie koncepcja pani Kozłowskiej okazała się lepsza? Ponieważ ja, będąc na tym konkursie i słysząc, że kontrkandydatka pani Jajkiewicz nie odpowiedziała na szereg pytań, miedzy innymi na moje cztery, albo odpowiedziała w sposób bardzo wymijający

nych. Sławomira Laskowska brała udział w pracy komisji wybierającej nowego dyrektora gimnazjum nr 55. Nie chciałaby polityki w szkole. Zaprzecza, by szkoła miała złą opinię, uważa, że jest to bardzo dobra szkoła. Zapytała, dlaczego nie został rozstrzygnięty konkurs majowy na dyrektora szkoły. – My byśmy się zgodzili na innego dyrektora, gdyby rzeczywiście ten dyrektor przedstawił lepszą koncepcję. Zawsze zwycięża i wygrywa lepszy. Tak rzeczywiście powinno być. Natomiast w naszej ocenie pani Kozłowska nie przedstawiła lepszej koncepcji, przedstawiła gorszą. Pani Agnieszka Jajkiewicz–Sołtys znalazła w swojej koncepcji miejsce dla wszystkich klas. Tego nie było w koncepcji pani Kozłowskiej. Dla nas istotną rekomendacją jest opinia rodziców i opinia nauczycieli danej szkoły. Pani Agnieszka ma tutaj rekomendację stu procent grona pedagogicznego, co było wcześniej podkreślone, i zdecydowanej większości rodziców – powiedziała Sławomira Laskowska. Głos zabrał też Wojciech Starzyński – przewodniczący fundacji „Rodzice Szkole”.

rząd jako kolegialny organ nie odgrywa żadnej roli. Rozstrzygniecie losu konkursu oddano w ręce dziewięcioosobowej komisji. Miała oceniać merytorycznie. Po to się komisje powołało, żeby nikt inny w tej sprawie nie rozstrzygał. Możemy być niezadowoleni z rozstrzygnięcia, ale ono jest. I to rozstrzygnięcie w swoje ręce bierze organ, którym jest prezydent Warszawy. Co się z tym stanie dalej, jak będzie się rozwijała sytuacja? Regulamin mówi, że unieważnienie konkursu jest możliwe, ale tylko wtedy, gdy nastąpiło nieuzasadnione niedopuszczenie kandydata do postępowania konkursowego – co nie miało miejsca, postępowanie konkursowe było przeprowadzone bez wymaganego udziału 2/3 członków komisji konkursowej – co nie miało miejsca. Naruszona została tajność głosowania – co nie miało miejsca. Jest czwarty punkt – innych nieprawidłowości, które mogły mieć wpływ na wyniki konkursu. Jeżeli w sposób obiektywny te inne nieprawidłowości zostaną stwierdzone, na pewno przez panią prezydent zostaną uwzględnione – powiedział Michał Jakubowski. Na prace komisji Zarząd nie miał wpływu.

Naczelnik wydziału oświaty powiedział, że brak dokumentu zamiast świadectwa ukończenia kursu zarządzania oświatą było zaświadczenie - stanowił przesłankę uniemożliwiającą rozstrzygniecie konkursu w maju. To wstrzymało dalszą procedurę konkursową. Pisma od grona pedagogicznego i pisma Rady Rodziców zostały przekazane wraz z dokumentacją konkursową do Biura Edukacji. Powierzenie obowiązków dyrektora następuje decyzją Prezydenta miasta stołecznego Warszawy. Program klas integracyjnych na każdym poziomie będzie na Żoliborzu prowadzony. Po przerwie radny Michał Konrat złożył projekt uchwały unieważniającej wybór dyrektora Gimnazjum nr 55. Nie został on przyjęty z uwagi na brak podstawy prawnej i podpisów pod projektem. Nie spełniał wymogów uchwały ustawodawczej. Natomiast decyzja w sprawie przeniesienia Gimnazjum nr 56 do Gimnazjum nr 55 została utrzymana w mocy. Mieszkanka Żoliborza, jedna z uczestniczek sesji Rady Dzielnicy tak oceniła sesję: – To jest dla mnie żenujący popis kompletnego lekceważenia, kompromitacja standardów. Sytuacja, w której jak się okazuje komisje nie są w ogóle merytorycznym ciałem, w których jak się okazuje nawet nie trzeba zaprezentować koncepcji, że wygrywa tylko pogląd na temat kandydata, komu lepiej to powierzyć. Nikt nie zadaje sobie pytania, co jest dobre dla szkoły. Ustaliliśmy dzisiaj na komisji, że wygrywa żona lokalnego polityka PO, to nie jest nic złego. To nie jest nasz pogląd, taki jest pogląd radnych, że to normalne i nie ma w tym nic złego – powiedziała Marta Cichowicz–Majer i dodała: Jestem pełna podziwu dla rodziców obu szkół – 55 i 56 - za to, że przedstawiali w tak mądry i wyważony sposób swoje racje i jednocześnie do rzeczy. Jestem akurat rodzicem z innej szkoły, tylko po prostu obawiam się tego, co się tu dzieje. Myślę, że jeśli się spotkamy na innej niwie, to może nam się uda przeciwdziałać w przyszłości takim praktykom. W sprawie przeniesienia Gimnazjum nr 56 nikt nie zadał sobie trudu poszukania innego rozwiązania. Jeśli nawet tak jest, że dzielnica nie ma pieniędzy na utrzymanie tego, to jakie były inne rozwiązania? Czy ktoś próbował innego wyjścia z sytuacji? Czy ktoś próbował innych oszczędności? Wygląda na to z dzisiejszej sesji, że zapadła decyzja, iż szkoła została wyremontowana za publiczne pieniądze po to, żeby komuś ją teraz oddać w dzierżawę. Komu? Nie wiemy. Tekst i fot. Andrzej Sitko


4

POŁUDNIE - Głos Śródmieścia, Żoliborza i Bielan

Kochana władza wszystko może Na Stadionie Narodowym nu przed budową sceny, a jeśli Jeśli decyzję o zgodzie na w niedzielę, 29 stycznia, od- nawet zostałaby wydana, to użytkowanie wydano w czwarbyła się - moim zdaniem - winna się po wydaniu upra- tek, to dziwię się nadzorowi bubezprawna impreza otwarcia womocnić, a to trwa zgodnie dowlanemu i straży pożarnej, obiektu, którego budowę rze- z KPA 14 dni. Teoretycznie bo świeżo wylana we wtorek komo zakończono. Zgodę na taka zgoda mogła być dopiero płyta jeszcze dobrze nie wytę imprezę masową Prezydent w czwartek, bo dopiero wtedy schła, więc nie ma wytrzymaWarszawy wydała w piątek, ale straż pożarna wydała pozytyw- łości i nie jest jeszcze przygojuż od środy media trąbiły, że ną opinię o płycie. Bo taka jest towana do eksploatacji. Beton buduje się scenę na świeżo będzie się też łuszwylanej betonowej płycie takie roboty budowlane można wyko- czyć, bo dobrze nie „boiska”. Na ustawienie tej nać tylko na terenie obiektu, który ma związał z uwagi na sceny nikt nigdy nie wydał decyzję nadzoru budowlanego o zgo- mróz. Normalnie zgody, bo nikt nigdy o to dzie na użytkowanie, a nie w trakcie beton nabiera wynawet nie wystąpił. A przetrzymałości minibudowy. Należy też zgłosić taki zamiar cież to odrębny obiekt bumum po 21 dniach, dowlany i to nie mały. To na 30 dni przed rozpoczęciem robót. ale w zimie dłużej, nie zabawka. nawet jeśli dodaje Nikt nie wystąpił o taką kolej urzędowego postępowa- się substancje przyspieszające zgodę, bo nie mógł, gdyż takie nia. Dotychczas wydana zgo- wiązanie betonu. roboty budowlane można wy- da na użytkowanie dotyczyła Jest ryzyko naruszenia wykonać tylko na terenie obiek- jedynie trybun i pozostałej trzymałości płyty, szczególnie tu, który ma decyzję nadzoru części stadionu, jednakże z wy- jeśli będzie na nią musiał (oby budowlanego o zgodzie na łączeniem niektórych obiektów nie) wjechać wóz bojowy straży użytkowanie, a nie w trakcie towarzyszących, takich właśnie pożarnej. budowy. Należy też zgłosić taki jak płyta oraz garaże podziemDziwię się też, że wydano zamiar na 30 dni przed rozpo- ne i szereg innych pomieszczeń. decyzję na koncertową imprezę częciem robót. Nie słyszałem, A trzeba wiedzieć, że płyta masową, skoro Wojewoda Mażeby zgoda na użytkowanie stadionu stanowi strop tych zowiecki w piątek na Komisji była wydana dla płyty stadio- garaży. Sejmowej podał informację, że

stadion nie jest jeszcze gotowy do imprezy masowej podwyższonego ryzyka, jakim jest mecz Legia-Wisła, który ma się tam odbyć. No cóż, trzeba było odtrąbić sukces budowy stadionu, to odtrąbiono, choć była to realizacja największej urzędowej samowoli budowlanej w tym kraju, bo zgodę na jej budowę wydano z rażącym naruszeniem prawa z wielu powodów. Jednym z nich był brak decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach realizacji inwestycji, którą wydano dopiero w połowie roku 2011, a winno się ją

uzyskać przed zgodą na budowę, wydaną w roku 2009. W czasie realizacji obiektu zmieniono też szereg rozwiązań projektowych wymagających nowej zgody na budowę. Przykładem jest słynna konstrukcja schodów, na którą winno być wydane zamienne pozwolenie na budowę, ale nie było, a przecież zmieniono konstrukcję. Były też inne naruszenia prawa, ale nic to. Tak jest i będzie, bo moja kochana władzunia, jeśli chce, to wszystko może dla naszego dobra, bo my tego chcemy i władzę popieramy. Gorzej jest, jak obywatel, bu-

dując budynek, podwyższy na balkonie balustradę niezgodnie z zatwierdzonym projektem, bo zgodnie z przepisami zwiększa to kubaturę budynku, a to jest zmiana na tyle istotna, że wymaga zamiennego pozwolenia na budowę. Nie żartuję, taki jest przepis. Zadaję sobie pytanie, jaką presję politycy wywierali na urzędników, by ci przymykali na wszystko oko ze strachu przed zwolnieniem z pracy, jeśli nie wypełnią życzeń władzy. A potem się dziwimy, że są jakieś katastrofy i nie ma winnych.

- Schody na stadion są zbyt strome i zbyt wąskie – mówili zgodnie wszyscy uczestnicy tego wydarzenia, z którymi rozmawiał reporter „Południa”. Kazimierz Burzyński z Mokotowa, który przybył tu z żoną oraz liczną rodziną spoza Warszawy, powiedział: - Jeśli będzie jakaś potrzeba nagłej ewakuacji uczestników tej lub innej imprezy, to może dojść do... narodowej tragedii. Schody w całym

obiekcie mają ponad 10 tys. metrów, ale prawdziwe „schody” zaczną się po zakończeniu tej imprezy, ponieważ do EURO 2012 zostało już bardzo mało dni, a na stadionie nadal nie ma murawy. W wielu miejscach, jak widać, trwają prace wykończeniowe i wszystko to nadal bardziej przypomina plac budowy niż stadion.

Bogdan Żmijewski

Porada laryngologa dokończenie ze strony 1 Ubytki słuchu różnią się między sobą, jednak zdecydowana ich większość ma charakter obuuszny. - Czy osoby mające ubytek słuchu w każdym uchu powinny nosić dwa aparaty słuchowe? - Ryszard Mikołajewski: Tak, z całą pewnością takie rozwiązanie jest dla nich bardzo korzystne. Każdy mój pacjent, którego udało mi się przekonać do dwóch aparatów, potwierdzi moje słowa. - Może Pan podać przykłady z życia codziennego? - Rozpatrzmy choćby dźwięk klaksonu samochodowego. Docierający do uszu sygnał informuje nas o niebezpieczeństwie. W ciągu ułamka sekundy mózg porównuje informacje z obu uszu, takie jak natężenie fal dźwiękowych oraz momenty, w których dźwięk dobiegł do każdego ucha. Dzięki temu natychmiast zdajemy sobie sprawę, z której strony dochodzi dźwięk i jak daleko znajduje się jego źródło oraz jesteśmy w stanie uniknąć niebezpieczeństwa. - Ogromnym kłopotem niedosłyszących pacjentów jest także rozumienie mowy w hałaśliwym otoczeniu. Czy dwa aparaty pomagają rozwiązać także i ten problem? - Hałas otoczenia utrudnia rozumienie mowy. Dla osób, które nie słyszą oboma uszami tak samo dobrze, wyodrębnienie poszczególnych głosów jest trudne. Mózg potrzebuje informacji z obu uszu, aby skutecznie rozróżniać dźwięki w trudnych sytuacjach słuchowych, takich jak rozmowa

w zatłoczonej kawiarni lub w pomieszczeniu, do którego dobiegają hałasy przejeżdżających ulicą pojazdów. Dwa aparaty słuchowe pozwalają wspomóc naturalną zdolność

ralny sposób są odbierane czysto, z odpowiednim poczuciem głośności i przestrzenności. Uzyskanie takiego efektu z jednym aparatem słuchowym nie jest możliwe w przypadku osób dotkniętych ubytkiem słuchu w obu uszach. TS Zapraszamy wszystkie zainteresowane osoby na bezpłatne badanie słuchu i konsultację protetyka słuchu. Osobom niepełnosprawnym proponujemy wizyty domowe. Z uwagi na duże zainteresowanie naszymi usługami, prosimy o telefoniczne umawianie wizyt.

mózgu do „filtrowania” hałasów dochodzących z tła. Zapraszamy - Lekarze zwracają takdo naszych gabinetów: że uwagę na ryzyko utraty ul. Koszykowa 78, zdolności rozumienia mowy tel. 22 425 67 06 w przypadku zupełnej rezygnacji z noszenia aparatu ul. Żeromskiego 33, słuchowego. Czy może tak tel. 22 499 66 30 się stać, jeśli nosimy tylko jeul. Cegłowska 80, den aparat? tel. 22 392 91 99 - Zjawisko, o którym pan wspomina to tak zwana depryPosiadamy sieć 12 gabinetów wacja słuchu. Polega na stopna terenie całej Warszawy. niowym traceniu przez mózg Zapytaj o najbliższy gabinet: umiejętności przetwarzania 22 392 76 19. informacji w wyniku trwałego braku pobudzania ucha bodźcem akustycznym. Im wcześniej zdecydujemy się na noszenie aparatu słuchowego Laureat tytułu na dotkniętym ubytkiem słuFirma Godna Zaufania chu uchu, tym mniejsze ryzyko zaprasza wystąpienia deprywacji słuchu pon.-pt. w godz. 9:00-17:30 oraz tym większa korzyść z nowww.fonikon.pl szenia aparatów słuchowych. Autoryzowany dystrybutor: W dwóch aparatach słuchowych dźwięki są przyjemniejsze Nowoczesne aparaty do słuchania, nie trzeba się wysłuchowe od ponad 100 lat silać, aby je usłyszeć. W natu-

Show

dokończenie ze strony 1 T.Love o 18 oraz Lady Pank o godz. 19. Na zakończenie odbył się wspaniały pokaz sztucznych ogni. W tym czasie odbyły się też dwie imprezy zamknięte dla VIP-ów i budowniczych stadionu. Otwarciu towarzyszyło... zamknięcie mostu Poniatowskiego w godz. 19.30–21.30 i związany z tym paraliż komunikacyjny całej stolicy.

H.G. Fot. Tadeusz Gińko

Polska Fundacja Dzieci i Młodzieży

Jak zaktywizować nastolatków? Warszawska młodzież rzadko uczestniczy w zajęciach pozalekcyjnych, a mimo to skarży się na brak wolnego czasu. Paradoks? Bynajmniej – to prosta konsekwencja niedostatecznej współpracy między szkołami a instytucjami kulturalnymi i sportowymi oraz organizacjami pozarządowymi. Tymczasem czas poza szkołą jest zabijany za pomocą internetu czy gier komputerowych. Takie

wnioski płyną z badań przeprowadzonych przez Polską Fundację Dzieci i Młodzieży (PFDiM) w ramach projektu współfinansowanego przez Unię Europejską w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego. Statystyczny nastolatek po powrocie z zajęć lekcyjnych najczęściej włącza komputer (a za jego pośrednictwem korzysta z internetu bądź słucha muzyki) lub spędza czas z kolegami.

Taką formę spędzania wolnego czasu często praktykuje ponad 60 proc. nastolatków. Kolejne 30 proc. robi to od czasu do czasu. Co trzeci nastolatek przyznaje, że w trakcie tygodnia często traci czas na tzw. „nicnierobieniu”. Proporcje te rosną podczas weekendu, gdy do regularnego „nicnierobienia” przyznaje się aż 41 proc. młodzieży. dokończenie na stronie 6


5

POŁUDNIE - Głos Śródmieścia, Żoliborza i Bielan

„Jestem wesoły Romek…” Plac Grzybowski i odchodząca od niego ulica Próżna znajdują się właśnie w przełomowym dla siebie momencie. Trwa remont czy też – jak to się dziś modnie mówi – rewitalizacja. Spójrzmy na zdjęcie: choć leży śnieg, to każdy warszawiak bez trudu dostrzeże, że zaniedbany trawnik i zdezelowany chodnik zastąpiła ciekawa kompozycja zawierająca nowoczesne rzeźby, ławki i oczko wodne, zaś wokół kamienic przy ulicy Próżnej stoją dźwigi i praca wre. Warszawiak-kinoman powinien w tym prezentowanym na fotografii ujęciu rozpoznać znajomy z ekranu widok. Tak, tak, to właśnie w tym miejscu placu Grzybowskiego, na tle ulicy Próżnej, stoi w legendarnym Misiu Stanisława Barei otoczona unieruchomionymi wagonami platforma, na której konferansjer (w tej roli Maciej Pietrzyk) prezentuje wygonionym z tramwajów z powodu awarii pasażerom „program artystyczny z okazji dnia

pieszego pasażera”. Tu znajduje swoje miejsce artystyczne koszmarny chałturnik – czyli „wesoły Romek” (Zbigniew Bartosiewicz), który wcześniej nieomal przyprawił o zawał serca kierownika produkcji Hochwandera (Krzysztof Kowalewski) podczas poszukiwania sobowtóra Ryszarda Ochódzkiego. Twórcy scenariusza – Stanisław Bareja i wykonawca głównej roli Stanisław Tym – napisali wprawdzie opowieść, fabułę, któż jednak pamięta, o czym jest Miś. Znacznie ważniejsza od fabuły, będącej tylko pretekstem do zaprezentowania licznych gagów i komediowych scenek, okazała się satyryczna, prześmiewcza strona filmu, ostro piętnująca ówczesną rzeczywistość ze wszystkimi jej nonsensami i wynaturzeniami. Podczas gdy poprzedni film Barei, czyli Co mi zrobisz jak mnie złapiesz, zdezorientowani krytycy przyzwyczajeni, że Bareja to „ten od błahych komedyjek”, jeszcze nieśmiało, jakby półgębkiem

zestawiali z dziełami takich reżyserów, jak Krzysztof Zanussi, Krzysztof Kieślowski, Janusz Kijowski czy Andrzej Wajda, to przy Misiu nikt już nie miał wątpliwości, że pod komedio-

wą politurą kryje się drapieżna krytyka współczesności, a sam film zaliczyć należy do nurtu „kina moralnego niepokoju” na równi z dziełami wymienionych wcześniej twórców. Oczywiście

ten wymiar filmu Barei dostrzegli nie tylko recenzenci, ale i „pierwszy recenzent PRL”, czyli cenzura. Zaleciła wprowadzenie do filmu ponad trzydziestu zmian, co w praktyce oznaczało

Prowincjonalizm krytyczny Ostatnio częściej w moich felietonach pobrzmiewają polemiki. Spieszę jednak uspokoić Czytelników, że w każdej takiej polemice idzie o ważną sprawę, przedstawioną w tekście, który mnie do polemiki sprowokował. Umacnia bowiem wśród słabo zorientowanych popularne – i fałszywe jednocześnie – stereotypy. W ostatnich tygodniach dużo – i właśnie błędnie! – pisano o Węgrzech, błędach rzekomo tylko poprzedniej ekipy i przy okazji o nieszczęściach, jakie przyniosła Węgrom transformacja. Teksty pochodziły z wiadomej strony sceny politycznej – tej, której śni się Budapeszt. No i właśnie stamtąd, np. z publicystyki Igora Jankego, pochodzą oskarżenia socjaldemokracji węgierskiej o „zrujnowanie państwa”, a całą transformację przedstawia się jako jeden ciąg nieszczęść.

Warto więc przywrócić właściwe proporcje i upomnieć się o uczciwy i sensowny obraz węgierskiej (a przy okazji i polskiej) transformacji. W innym, dłuższym tekście dowodzę, że węgierska transformacja była transformacją udaną i postawiła Węgry w grupie krajów transformacyjnego sukcesu. Wskazuję też, że ten sukces, mierzony m.in. wzrostem poziomu życia, mógłby być większy, gdyby nie nadmierna troska o uchronienie Węgrów przed kosztami zmian ustrojowych. Te próby zdestabilizowały węgierską gospodarkę w latach 1990-94 (kiedy, nota bene, rządzili konserwatyści). Socjaldemokracja, po dojściu do władzy, przeprowadziła niezbędne stabilizujące cięcia w wydatkach – i przegrała kolejne wybory. Po 1998 r. było już znacznie gorzej, gdyż rozpętany przez nową prawicę Orbana po-

pulistyczny festiwal obietnic – i rujnującej stabilność gospodarki ich realizacji – doprowadził do kolejnej destabilizacji. Socjaldemokraci w końcu przegrali i mamy to, co mamy. Węgrzy mogliby być sporo zamożniejsi, gdyby nie owe ekscesy. Ale w publicystyce pojawiła się też kolejna zbitka często powtarzanych „fałszywek” na temat polskiej transformacji i to z drugiej strony sceny politycznej. Powtarza ją od lat luminarz lewicowości, prof. Karol Modzelewski. Nadal opowiada on te same nonsensy o zniszczeniu potencjału zbudowanej w komunizmie gospodarki (to samo słyszałem niedawno na konferencji PAN od rosyjskich matuzalemów tamtejszej ekonomii!). Ale nie tylko zniszczono co tak wspaniale wybudowano w PRL. Co gorsze, „szokowa terapia antyinflacyjna i neoliberalny sposób postępowania nowych ekip” zaostrzyły jeszcze kryzys. Po pierwsze: zaostrzyły kryzys,

Moralność w sieci czyli o ochronie praw ski zgodził się na wspomnianą ko. Spora grupa ludzi uwaw wirtualnej rzeczywisto- umowę, oraz niezręczność ża zatem, że nadeszły nowe z jaką teraz tłumaczone jest czasy, i to co jest w Interści na kanwie ACTA Człowiek, to stworzenie emocjonalne. To, że jednostkami i masami kierują proste instynkty, pokazuje przykład lawiny protestów w sprawie ACTA. Już sama groźba, że rząd może czegoś zakazać, zdopingowała parę setek ludzi do sterczenia na mrozie i pikietowania. Zapewne gniew podsyciła forma, w jakiej rząd pol-

stanowisko Rady Ministrów (właściwie na czym stanęło? Ktoś wie? Bo mam wrażenie że co chwila słyszę nową wersję). Nie jest to jednak, myślę, jedyny powód eskalacji konfliktu. Sprawa ACTA dotyka bowiem głębszej, fundamentalnej kwestii: moralności w Internecie. Sęk w tym, że obecnie w sieci można znaleźć wszyst-

necie powinno być i ma być dostępne za darmo. Kropka. Taka jest natura ludzka, że nawet jakby wszystko było za przysłowiową złotówkę, niemały procent użytkowników i tak dla zasady nie wysupła złocisza. A ściągnie piracką, nieodpłatną kopię. I jeszcze z racji przekonań puści ją w obieg dalej. Bo tak. dokończenie na stronie 6

czy przyspieszyły zmiany instytucjonalne i nieznane w naszej historii gospodarczej szybkie zmniejszanie dystansu do bogatego Zachodu? Nawet jeśli historykowi średniowiecza, jakim jest prof. Modzelewski, nie chciało się zaglądać do współczesnych statystyk, aby zobaczyć ów ogromny sukces w podnoszeniu poziomu życia, to być może warto było zmusić się do mniej czasochłonnego myślenia porównawczego. Może wówczas uświadomiłby sobie, że to samo działo się na Węgrzech, w Czechach, a potem na Słowacji i w krajach bałtyckich w procesie transformacji. Wszystkie te kraje przeprowadziły identyczne zmiany ustrojowe, niektóre kraje nawet bardziej radykalnie wolnorynkowe niż Polska. Są to właśnie te kraje, w

których – mimo popełnianych błędów w postaci odstępstw od recept liberalnego modelu – transformacja udała się. Ponieważ innym, którzy tego modelu nie stosowali, lub robili to niekonsekwentnie, takich sukcesów nie udało się osiągnąć, więc znaczy to, iż model sprawdził się w praktyce. Wreszcie powinno to dać do myślenia różnym krytykom polskiej transformacji (w tym i rzeczonemu Profesorowi), że skoro kolejne rządy różnych orientacji – liberalnej, konserwatywnej i socjaldemokratycznej – nie odeszły zbyt daleko od tego modelu, to znaczy, że nie było dla niego niekatastrofalnej, czy choćby nawet nieszkodliwej, alternatywy. Nie dostrzegają tego krytycy udanej transformacji i z prawa, i z lewa… Jan Winiecki

zmasakrowanie dzieła i pozbawienie go właściwie wszystkich scen, które zadecydowały o powodzeniu Misia i statusie filmu kultowego. Na szczęście po wydarzeniach sierpniowych nastąpiła chwilowa odwilż i wszechwładna cenzura odpuściła co nieco. Gdy Stanisław Bareja realizował sceny „dnia pieszego pasażera”, plac Grzybowski prezentował się zupełnie inaczej niż dzisiaj. Dzisiaj nie jeżdżą już po nim tramwaje – jeszcze kilkanaście lat temu torowisko na placu Grzybowskim było sprawne i traktowane jako miejsce skierowania tramwajów na wypadek awarii. Najpierw zlikwidowano trakcję elektryczną, a podczas ostatniego remontu całkowicie zdjęto większą część szyn. Aby torowisko nie poszło w zapomnienie, nawierzchnię placu zaprojektowano w taki sposób, by odpowiednie ułożenie kostki nawierzchniowej przypominało którędy przebiegały zdemontowane tory tramwajowe. Tak wygląda ta zrewitalizowana część placu od strony kościoła Wszystkich Świętych i wylotu ulicy Próżnej, bo w jezdni od strony budynku Teatru Żydowskiego, którędy przebiega zasadnicza część ruchu przez plac Grzybowski, w asfalcie wciąż tkwią nieużywane już oczywiście szyny. Uważny widz filmów Stanisława Barei dostrzeże, że Bareja lubił wracać do miejsc, które sprawdziły mu się jako plenery jego komedii. Na plac Grzybowski powrócił sześć lat po zdjęciach do Misia, realizując serial Zmiennicy. To właśnie tu nakręcił sceny, w których drewniane (zamiast plastikowych) tuleje powodują pożary kolejnych tramwajów, na co coraz bardziej przyzwyczajony do wydobywających się z wagonów kłębów dymu motorniczy Piórecki (Ignacy Machowski) może tylko w bezsilnej złości machnąć ręką. tekst i fot. Rafał Dajbor


6

POŁUDNIE - Głos Śródmieścia, Żoliborza i Bielan

Połączenie dla Solca Jak zaktywizować nastolatków? dokończenie ze strony 2 Sprawa jest o tyle ważna, że po likwidacji słynnego sklepu spożywczego przy Solcu 63b z komedii Barei „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”, mieszkańcy muszą dojeżdżać nawet po zakupy. Istnieją wprawdzie dobrze połączone z centrum przystanki na moście Poniatowskiego, ale wejście na wiadukt można raczej porównać do wspinaczki niż do bezproblemowego wejścia na przystanki komunikacji miejskiej. W przypadku mostu Poniatowskiego toczę batalię z Zarządem Dróg Miejskich o postawienie wind umożliwiających wjazd na wiadukty mostu i obiecuję, że nie odpuszczę w tej walce aż windy powstaną. Wracając jednak do problemów, które pojawiły się w związku z budową metra i dotyczą komunikacji na Solcu uważam, że problem jest do rozwiązania w dość prosty sposób. W czerwcu postulowałem przedłużenie trasy linii 118 do Dworca Centralnego, jednak ZTM pomimo obietnic przeanalizowania możliwości zmiany nic w tej sprawie na razie nie zrobił. W styczniu ponowiłem akcję po rozmowie z p. Jolantą Smoleńską z ulicy Okrąg i wspólnie rozpoczęliśmy działania na rzecz poprawy skomunikowania

Powiśla. Pani Jolanta zaproponowała zmiany w trasie autobusu linii 102, tak by z mostu Świętokrzyskiego przejeżdżał Solcem i Ludną przez Al. Jerozolimskie do Dworca Centralnego. Uważam pomysł Pani Jolanty za bardzo dobry i wsparłem go w interpelacji do ZTM, jak i podpisując poparcie 112 mieszkańców z rejonu ul. Ludnej do ZTM w tej sprawie. Pani Jolanta razem z wnuczką przygotowały pismo i zebrały w ciągu paru dni podpisy. Byłoby ich jeszcze więcej, ale już nie było potrzeby potwierdzania, że jest to ważny problem dla tego rejonu. Wspólnie z Panią Jolantą Smoleńską czekamy na pozytywne rozpatrzenie tej sprawy przez ZTM. Zmiana w trasie linii 102 pozwoli starszym mieszkańcom Solca, a także rodzicom z wózkami na szybki i bezprzesiadkowy dojazd do centrum, dzięki temu całe Powiśle będzie czuło, że jest w centralnej dzielnicy Stolicy, a nie trochę na uboczu. Trzymam kciuki za pozytywną odpowiedź w tej sprawie i pragnę podziękować Pani Jolancie Smoleńskiej za aktywne działanie na rzecz poprawy życia na Powiślu. Daniel Łaga,

radny Dzielnicy Śródmieście (PO) daniellaga@interia.pl

Dom Kultury Śródmieście, ul. Smolna 9 Scena na Smolnej: 4.02. godz. 19.00 - Teatr Park „Wianki. Podwórzowe ojratorium”, spektakl wg Mirona Białoszewskiego; 5.02. godz. 11.00 Poranek familijny, Teatr Wielkie Koło „Sznurkowe skrzaty”; godz. 17.00 - Slyde „Daj mi tę noc”, recital taneczny; 6.02. godz. 19.00 - „Lodołamacz serc”, recital pieśni i romansów rosyjskich w wykonaniu Marka Ravskiego; 11.02. godz. 19.00 - Studio Piosenki DKŚ „Nie ma nas” koncert piosenek zespołu Poluzjanci; 12.02. godz. 11.00 - Poranek familijny, Teatr Dobrego Serca „Księżniczka i rycerz”; godz. 17.00 - „Wszystkie barwy roku”, wernisaż wystawy fotografii Małgorzaty Bruz, Jacka Gilunia oraz Barbary i Janusza Packów; godz. 18.00 - Dagny Baczyńska-Kissas „Ballady fortepianowe”, recital pianistyczny; 13.02. godz. 19.00 - Jubileusz Literacki prof. dr hab. Jerzego Jarzębskiego; Klub na Hożej: 4.02. godz. 19.00 - Grupa Improwizacyjna Lubieto Przymiarki kabaretowe oraz otwarcie wystawy fotografii Katarzyny Boni „Azja. Zdjęcia z podróży”; 11.02. godz. 19.00 Przymiarki kabaretowe „Wieczór wg Sufina”, stand up i impro Kino Luna, Marszałkowska 28 1502. godz. 19.00 - „Diabeł” reż. Andrzej Żuławski Staromiejski Dom Kultury, Rynek 2 do 15.02. wystawa fotografii z wyprawy do Tunezji uczestników polsko-amerykańskich warsztatów fotograficznych; 2.02. godz. 19:00 - Kwartet Wilanów. W programie kwartety G. Bacewicz i W.A. Mozarta; 3.02. godz. 18:00 - projekcja filmu dokumentalnego „Ja” oraz spotkanie z reżyserem filmu Izą Olszewską; 4.02. godz. 14:00 - Klub małych pianistów, graduacja Niny Skubiszewskiej; 7.02. godz. 19:00 - „Zakazana miłość” - pokaz filmu oraz spotkanie z reżyserem Markiem T. Pawłowskim i producentką - Małgorzatą Walczak; 11.02. godz. 15:00 - Klub małych pianistów, graduacja Oli Konieckiej; godz. 18:00 – pokaz slajdów z wyprawy do Tunezji uczestników polsko-amerykańskich warsztatów fotograficznych; godz. 19:00 - „Czterech gości o miłości”, program z piosenką literacką; 12.02. godz. 19:00 - Na drodze. Blues na Niedzielę Teatr Młyn, SCEK, ul. Jezuicka 4 4 i 5.02. godz. 19:00 - “Facet mojej żony” Dom Spotkań z Historią, ul. Karowa 20 5.02. godz. 16.00 – pokaz filmu Dorożkarz nr 13 (1937) w reżyserii Mariana Czauskiego; do 20.05. wystawa Chodząc po ziemi. 50 lat fotografii prasowej Aleksandra Jałosińskiego Teatr Kamienica, al. Solidarności 93 13.02. godz. 19.30 - „Zamknięty świat”; 15.02. godz. 16.00 - „Zamknięty świat”

dokończenie ze strony 4 Badania w ramach projektu Youth Empowerment Partnership Programme Bielany, przeprowadzone na 300 ankietowanych z warszawskich Bielan w wieku od 13 do 18 lat, dowodzą niskiej popularności zorganizowanych sposobów spędzania wolnego czasu. W ciągu tygodnia jedynie 7 proc. młodzieży często uczestniczy w zajęciach pozalekcyjnych, a kolejne 19 proc. robi to od czasu do czasu. Spędzanie czasu w zorganizowanych formach należy do grupy najrzadziej wskazywanych sposobów spędzania wolnego czasu, razem z korepetycjami oraz czytaniem dla przyjemności. 2/3 młodzieży robi to rzadko lub nigdy. Jeszcze gorzej przedstawiają się dane dotyczące weekendów. W sobotę i niedzielę z zajęć pozalekcyjnych często korzysta co 20. nastolatek. Z danych zebranych przez PFDiM płyną jednak także optymistyczne wnioski. Będąc w wieku gimnazjalnym młodzież niemal masowo korzysta z oferty kulturalnej i (częściej) sportowej, którą proponuje szkoła. 89 proc. gimnazjalistów chociaż raz uczestniczyło w takich zajęciach. Wśród licealistów ten odsetek maleje o połowę, by wśród uczniów szkół zawodowych spaść do zaledwie 30 proc. Eksperci PFDiM wyciągają stąd jasny wniosek: młodzież wraz z wiekiem wykazuje malejący zapał do zajęć pozalekcyjnych, zaś tradycyjne formy takiej aktywności, jak kółka zainteresowań, trafiają do określonej liczby uczniów i tak zainteresowanych pogłębianiem wiedzy. Tym bardziej, że sama młodzież nie wygląda na uprzedzoną do zorganizowanych form spędzania wolnego czasu. Mniej niż co setny nastolatek jasno deklaruje, że nie interesują go żadne zajęcia pozalek-

cyjne. Co trzeci chciałby uczestniczyć w zajęciach sportowych, prawie co trzeci deklaruje to samo w kontekście warsztatów artystycznych. Znacznie mniejsza część młodych ludzi chciałaby uczestniczyć w zajęciach, pokrywających się z klasyczną pozalekcyjną ofertą placówek oświatowych. Zajęciami wyrównawczymi, kursami przygotowawczymi do matury czy nauką języków obcych jest zainteresowany mniej niż co dziesiąty uczeń. Nastolatki oczekują atrakcyjnych form spędzania czasu, dostarczających im silnych bodźców. Dlaczego nie wszyscy chętni korzystają z propozycji innych niż szkoła instytucji, np. organizacji pozarządowych (NGOs)? Brakuje wiedzy o prowadzonych działaniach: jedynie co piąty uczeń liceum czy szkoły zawodowej potrafi wymienić choćby jedną działającą organizację pozarządową na terenie Bielan. Przede wszystkim chodzi np. o harcerstwo, lokalny klub karate i uczniowski klub sportowy. Nieco lepiej przedstawia się sytuacja wśród młodzieży gimnazjalnej. 37 proc. gimnazjalistów zna co najmniej jedną podobną organizację, co daje nadzieje, iż w przyszłości skorzystają z ich oferty. Znajomość organizacji pozarządowych niekoniecznie jednak musi się wiązać z zaangażowaniem się w pracę w jednej z nich, co rodzi określone wyzwania dla ich przedstawicieli. Obecnie zainteresowanie podjęciem wolontariatu deklaruje dziewięciokrotnie więcej uczniów szkół zawodowych niż gimnazjalistów. Ciekawe, że idea wolontariatu jest o 2 pkt. proc. bardziej popularna wśród uczęszczających do szkół przysposabiających do zawodu niż wśród – wydawałoby się – aktywniejszych społecznie i bardziej zainteresowanych światem zewnętrznym licealistów.

Co można zrobić dla aktywizacji młodzieży? PFDiM stawia sprawę jasno: należy poprawić komunikację na linii szkoły – NGOs oraz znaleźć obszary współpracy między nimi. Pomóc mogą w tym zarówno relacje formalne, jak i nieformalne. Szkoły i organizacje pozarządowe mogłyby w ten sposób wypełnić lukę, jaka powstaje wśród dorastającej młodzieży, tracącej najczęściej dziecięcy kontakt z rodzicami, a nieznajdujących godnej zaufania alternatywy wśród innych dorosłych. Niewystarczająca współpraca pomiędzy różnymi instytucjami powoduje, że oferta dla młodzieży jest często kształtowana na zasadzie chybił-trafił, w oparciu o tzw. common knowledge, wiedzę potoczną, zdroworozsądkową, która niekoniecznie musi się pokrywać z faktami. Jak dotrzeć do uczniów z wypracowanymi pomysłami? Dzieci i młodzież wiedzę o zajęciach pozalekcyjnych czerpią przeważnie od znajomych bądź za pośrednictwem portali społecznościowych, takich jak Facebook. Szkoły i NGOs powinny się zatem skoncentrować na wytypowaniu tzw. liderów opinii, młodych ludzi

Więcej informacji: Marcin Szcześniak,

koordynator projektu, m.szczesniak@pcyf.org.pl

Moralność w sieci

dokończenie ze strony 5 W XXI wieku na naszych oczach tak oto odżywa konflikt jak u starego Karola Marksa - tych co mają z tymi co nie mają (przypomnijmy niedawne zamieszki w Londynie!). Na przeciwnym biegunie od anarchistów internetowych znajdują się nowi bourgeois, ci którzy nie chcą się dzielić i uważają, że za każdą kopię ich dzieła należy im się zapłata. Działania zwolenników ścigania piratów sieciowych nie są niczym nowym w nowożytnej historii. Handel Posiadacze dóbr strzegą ich u Społem WSS Śródmieście, Warszawa, ul. Nowy Świat 53 zazwyczaj zazdrośnie – jak www.wss.spolem.org.pl drzewiej w przypadku monoSDH Hala Mirowska pn-pt 7-21 sob 7-18 pl. Mirowski 1* polu na druk lub na sekret proSDH Sezam pn-pt 7-21 sob 8-19 niedz 10-16 ul. Marszałkowska 126* dukcji jedwabiu. Powtarzam: Sklepy spożywcze: Długa 8/14*,Foksal 12/14*,Koszykowa 24, Koszykowa 31, Krak.Przedm. 16/18*, Miodowa 23, Mokotowska 46a, zachowaniami obu stron baryMokotowska 67, Nowy Świat 53*, Solec 46*, Solec 66*, Solidarności kady rządzi w przypadku sporu o ACTA psychologia. 72*, Solidarności 83*, Widok 16,Wiejska 20*,Wspólna 41* Czy jednak rzeczywiście *realizacja zamówień na Kosze Delikatesowe Sklepy przemysłowe: Andersa 25,Długa 8/14,Mokotowska 67, Wiejska 9 twórcy są tak stratni, że ktoś zaznajomi się za friko z ich dziełami? Przecież to, że skoreklama w południu piowałem na swój użytek pioul. Puławska 136, pon. pt. 9.00 - 17.00, senkę Krzysztofa Krawczyka nie tel./fax 22 844-39-45, tel. 22 844-19-15 znaczy, że pan K.K. nie ma co jeść. Swoim zainteresowaniem BIURA OGŁOSZEŃ: podbijam właścicielowi dóbr u ul. Bokserska 42, Kiosk „Kram”, 22 357-11-21 intelektualnych bębenek popuu ul. Wąwozowa 23, ART MIL, 22 648-24-06, 22 648-24-07 larności. Moje kliknięcie „dou ul. Na Uboczu 3 (NOK) „Continental”, tf. 22 648-29-41 u Piaseczno, ul. Kniaziewicza 45 lok. 18, tel. 22 213-85-85, 601-213-555 wnload” pośrednio i tak przełou ul. Dobra 19, Biuro Ogłoszeń Prasowych „Katom”, ży się na finansową korzyść dla pisarza, muzyka, wynalazcy. tel. 22 828 46 64, 22 828 25 87 u ul. Grzybowska 39, „aTco”, tel. 22 652-26-30, 22 644-90-77, 22 620-17-83 Wystąpi w reklamie, podpisze

INFORMATOR POŁUDNIA

obdarzonych charyzmą i popularnością wśród rówieśników. Za pośrednictwem marketingu szeptanego można uzyskać znaczne lepsze wyniki niż w ramach bardziej tradycyjnych sposób przepływu informacji, jak ulotki czy newslettery. Wychowawcy muszą też nastawić się na odbiór informacji zwrotnej od swoich podopiecznych, by łatwiej poznać ich potrzeby i oczekiwania. Efekty mogą się okazać zachęcające. Młodzi ludzie narzekają, że czas przecieka im przez palce, choć często nie robią w wolnych chwilach niczego konstruktywnego. Zaproponowanie im atrakcyjnych zajęć ułatwi im lepsze zorganizowanie się, co z kolei wpłynie na lepszą współpracę w czasie zajęć lekcyjnych, poprawiając postępy w nauce. Podsunięcie gotowych pomysłów najłatwiej wpływa na zmianę niekorzystnych dla rozwoju społecznego młodzieży nawyków. Szybko może się okazać, że komputer i „nicnierobienie” nie wyczerpują listy ciekawych metod spędzenia czasu.

ciekawszy kontrakt. Będzie znany i podziwiany, a współcześnie to prosta droga do zostania milionerem (casus Banksy’ego). Ja mu ją ułatwiam, robię reklamę. Ja i tysiące fanów. Proste. Dlatego jestem przeciwko ACTA. Nie dlatego, że komuś zazdroszczę i chcę kogoś okraść, ale uważam, że istnienie Internetu powoduje że coś za coś - szansa na sławę okupiona jest ryzykiem tego, że nasze dzieło trafi - kompletne lub nie - do sieci. Walka z piratami i próby cenzurowania Internetu to trochę jak walka koni z pociągami. Życie w sieci ma swoje prawa, powinno mieć więc swoje prawo. Jakie - jeszcze nie wiem. Ale na pewno nie takie, jak ACTA. Dr Grzegorz Roch Bajorek

Mróz

dokończenie ze strony 1 Osoby dorosłe i dzieci powinny zakładać ubranie wielowarstwowe, tzw. „na cebulkę”. W 43 miejscach - na przystankach i węzłach komunikacyjnych stoją koksowniki, przy których można się rozgrzać. W stolicy działa 19 placówek noclegowych dla bezdomnych. W sprawie osób bezdomnych można telefonować pod nr tel. 986, 196-56, 987.


7

POŁUDNIE - Głos Śródmieścia, Żoliborza i Bielan

Janosikowe w Sejmie

– inicjatora akcji „Stop janosikowe”. – System finansowania zadań samorządu terytorialnego jest stale powracającym tematem debaty publicznej. Jednym z nich jest tzw. janosikowe. Nie do końca serio można powiedzieć, że Janosik w grobie się przewraca, albowiem on zabierał bogatym, a rozdawał biednym. System ten być może zabiera bogatym, ale na pewno nie rozdaje biednym. Rozdaje wszystkim - powiedział podczas konferencji prasowej 27 stycznia Piotr Zgorzelski, przewodniczący Sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej. - System ten powoduje także to, że w konsekwencji wywraca finanse samorządów, bo na zapłacenie janosikowego samorząd województwa mazowieckiego musiał zaciągać kredyt. Po zapłaceniu janosikowego powiat legionowski z jednego z bogatszych staje się jednym z biedniejszych powiatów. Dotyczy to także gmin. Chcielibyśmy także odkłamać pokutującą tezę, że janosikowe dotyczy jednego województwa mazowieckiego. Nie, ono dotyczy wszystkich kategorii samorządu, województwa mazowieckiego także, ale także województwa wielkopolskiego i dolnośląskiego, powiatów rozłożonych po całym kraju, a także gmin. - Nie jesteśmy przeciwni temu, co nazywamy solidaryzmem społecznym. Uważamy, że system powinien przewidywać wyrównanie – powiedział Adam Struzik, marszałek województwa mazowieckiego. Ten zaproponowany algorytm o tyle jest nieszczęśliwy, że był skonstruowany na dobre czasy, na czasy progresywnego wzrostu gospodarczego. W sytuacji, kiedy mamy zjawiska kryzysowe, kiedy następuje taka sinu-

soida i wzrostu gospodarczego i spadku, a janosikowe oblicza się na podstawie dochodu sprzed dwóch lat, dochodzi do takiego paradoksu, że najbogatsze województwo po zapłaceniu janosikowego, jeżeli chodzi o dochody per capita,

czyło w 2011 r. i tym samym do budżetu państwa musi przekazać 659 mln złotych, czyli 40 procent dochodów podatkowych. Jest to 31 mln zł więcej niż w ubiegłym roku. By móc wpłacić pierwszą ratę janosikowego, która wynosi 52 mln zł,

ku z tym nasze dochody z PIT-u rosły i urosły w ciągu tych siedmiu lat aż o 50 procent, ale w tym samym czasie janosikowe, które my płacimy, wzrosło o 300 procent. W związku z tym z powiatu, który miał jedną z największych w Polsce nadwyżek operacyjnych, czyli różnicę między dochodami bieżącymi, jakie uzyskujemy, a wydatkami bieżącymi, w w 2012 roku ma nadwyżkę operacyjną ujemną. Po prostu więcej wydajemy niż uzyskujemy. Mówię tu o dochodach bieżących, nie o wydatkach inwestycyjnych, bo na nie już tak naprawdę pieniędzy nie mamy. W świetle ustawy o finansach publicznych taka sytuacja możliwa jest tylko w tym i przyszłym roku, bo budżety od 2014 roku muszą być zrównoważone. W związku z tym nasz powiat, jeśli nie uzyska wsparcia jakiegokolwiek, chociażby zmiany systemu naliczania janosikowego, nie będzie mógł uchwalić janosikowego z pierwszego miejsca ląduje na Mazowsze musiało zaciągnąć na rok 2014. Okażemy się zbyt ostatnim. To już nie jest system kredyt. Obecne janosikowe nie biedni, żeby zrównoważyć wyrównawczy, to jest system jest problemem jedynie War- dochody i wydatki, mimo że grabieżczy. W związku z tym szawy. proponujemy nowe rozwiąza- Dla nas to jest kwestia nie, które polega na zmianie bycia albo niebycia, wykonyalgorytmu. To dotyczy zarów- wania podstawowych zadań no gmin, jak i powiatów i woje- powiatowych. Mój powiat płaci wództw. Warszawa płaci i jako niespełna 8 mln janosikowego. AGD - RTV powiat i jako gmina około mi- Można powiedzieć, że to nie l Naprawa pralek, lodóliarda złotych – proponujemy wiele. Dla nas bardzo dużo – wek, tanio, 502-253-670, złagodzenie, a nie odejście od powiedział Jan Grabiec, staro- 22 670-39-34. tego systemu. I druga zasada: sta legionowski - W ostatnich NAPRAWA MASZYN DO SZYCIA żeby to janosikowe nie przekra- siedmiu latach nasze dochody DOJAZD GRATIS czało 30 procent dochodów. jako powiatu wzrosły. Jesteśmy TEL. 508-08-18-08 W 2012 r. janosikowe ma być powiatem podwarszawskim. naliczane według zasad obo- Osiedla się u nas sporo mieszUSŁUGI wiązujących w roku 2010. To kańców, którzy nieźle zarabiali, l A - Remonty kompleksowe oznacza, że Mazowsze będzie zwłaszcza przed rozpoczęciem pozbawione ulgi, którą wywal- kryzysu finansowego. W związ- solidnie, 799-052-635. l A Sprzątanie piwnic, wywóz mebli, 694-977-485. Listy i Opinie l Listy i Opinie l Listy i Opinie l Dezynsekcja skutecznie, 22 642-96-16. l Hydraulika, gaz, glazura, tekstów w „Informatorze ŻoliboNawiązuję do „Baru prasowe- rza”, 2-3 rozmowy z prezesem Zenek, 691-718-300.

Bar mleczny

go przypadków” w „Południu” (26 I). Kilka lat temu zniknął „Bar Gościnny” z budynku przy Cieszkowskiego/Słowackiego na centralnym Żoliborzu. Był to świetny bar. Potrawy cechowała podstawowa zaleta: świeżość. Pachnące purée ze smażoną rybką, naleśniki z serem należycie chrupiące z porządną śmietaną, pieczeń wieprzowa, a zupy! Nie ma baru. Nie mógł przecież wytrzymać konkurencji z farmakologicznym biznesem (mieści się tu teraz nawet wzięta apteka). Powstało „za to” kilka kebabowni. Cóż z tego, kiedy w takim przybytku jestem w stanie (a być może takich osób jest dużo) zjeść potrawę powiedzmy raz na kwartał i to mi wystarczy. Omijam tego rodzaju jedzenie ‘twarde’ jak również ‘szybkie’ (fast food), natomiast przepadam za ‚miękkim’ tradycyjnym, co tu dużo mówić, polskim (kto przeciw, niech pierwszy rzuci kamieniem; przejmujmy z zagranicy, owszem, ale tylko to, co najlepsze, pozostając przy bardzo dobrym swoim). Moje działania w kierunku otwarcia baru w innym miejscu i lokalu były następujące. Kilka

WSS, p. Skupem (b. uprzejme), rozmowa z przew. Komisji tzw. zagospodarowania przestrzennego dzielnicy, rozmowa z szefową biura zarządzania nieruchomości. Chodziło oczywiście o lokal. Sam też chodziłem, wypatrywałem suteren, proponowałem przeszklony pawilon obok dawnego lokalu przy Krechowieckiej (nic nie może tam być postawione z powodu ciągu zieleni i przewietrzania od Wisły przez pl. Lelewela, do skweru Żywiciela i dalej do parku Sady). Sugerowano lokal w przyszłym Pasie Nadwiślańskim (tam, gdzie Centrum Olimpijskie)… Zapewne moim błędem było to, że działałem w pojedynkę, choć zainteresowałem trochę opinię publiczną. Powyższe napisałem, gdyż popieram zrelacjonowane w „Południu” działania dla kontynuacji baru mlecznego „Prasowego” przy Marszałkowskiej 10/16 (tym bardziej, że „Centralny” w Al. Jerozolimskich naprzeciwko dworca Śródmieście już się przecież nie odrodzi). Popieram, gdyż inwestorzy, deweloperzy zawsze znajdują jakby chętniejsze ucho u urzędników. Andrzej Kamieński, Żoliborz

PR AW N I K Tel. 517-249-447 22 666-92-52 PORADY 49 zł OD

26 stycznia w Sejmie zostały złożone dwa projekty mające na celu nowelizacje naliczania janosikowego. Pierwszy został złożony przez marszałka województwa mazowieckiego Adama Struzika, drugi, społeczny, przez Rafała Szczepańskiego

w świetle przepisów o janosikowym jesteśmy jednym z bogatszych powiatów w Polsce. Dlatego zawiązaliśmy koalicję powiatów. W tej chwili do koalicji przystąpiło siedem powiatów najbliższych: wołomiński, otwocki, piaseczyński, pruszkowski, grodziski, warszawski zachodni i legionowski. Będziemy współpracować z komisją samorządu terytorialnego, autorami społecznego projektu ustawy, panem marszałkiem, nad rozwiązaniami, które tę sytuację zmienią – stwierdził Rafał Szczepański w wydanym dla mediów oświadczeniu. – Taka wypaczona forma solidaryzmu jest niezgodna z duchem i literą konstytucji i europejskiej karty samorządu lokalnego. Dlatego Rada Warszawy w oparciu o naszą ekspertyzę prawną skierowała skargę do Trybunału Konstytucyjnego. W dniu wczorajszym Prezes Trybunału Konstytucyjnego oświadczył, iż skarga zostanie rozpatrzona jeszcze w tym roku, więc nie uciekniemy od rozstrzygnięć w sprawie

l HYDRAULIK, 797-135-321. l Malowanie, tapetowanie,

elektryka, 886-990-486, 22 849-52-71. l Przeprowadzki, 512-139-430. l radca prawny, 513-295-185. l Wywóz - mebli, gruzu, liści, oczyszczanie piwnic, garaży, 600-359-594.

KUPIĘ l Antyki, monety, znaczki, meble, obrazy, pocztówki, książki oraz inne przedmioty, 22 610-33-84, 601-235-118, 669-154-951. l Antyki, starocie, kupię, 601-272-964. l Antyki, starocie, kupno sprzedaż, Narbutta 23, 22 646-32-67, 502-85-40-90. l Antyki za gotówkę, obrazy, platery, militaria, srebro, zegarki, bibeloty i inne. Antykwariat ul. Dąbrowskiego 1, 22 848-03-70, 601-352-129.

janosikowego. Apelujemy do Sejmu o dialog w sprawie janosikowego, apelujemy o skierowanie obywatelskiego projektu do komisji i tam wypracowanie ostatecznego rozwiązania, które będzie dawało gwarancję solidaryzmu potrzebującym, ale także uszanuje konstytucyjne prawa tych, którzy są dzisiaj w nadmierny sposób obciążani obowiązkiem ofiarności. Mazowsze w latach 2004– 2011 przekazało na rzecz innych województw w ramach janosikowego 5,1 mld złotych. W 2011 r. kwota janosikowego dla Mazowsza wyniosła 628 mln zł. Za taka kwotę można by było np. wybudować 8 nowoczesnych szpitali lub 700 orlików. W województwie mazowieckim jest największa liczba gmin, bo aż 314. Z tego 100 gmin zaliczanych jest do najuboższych. Samorządowi województwa mazowieckiego podlega 29 jednostek kultury, 39 jednostek oświatowych i 30 jednostek ochrony zdrowia. tekst i fot. Andrzej Sitko l Antykwariat, księgozbiory, dojazd, gotówka, 608-885-800. l Płyty gramofonowe klasyka, jazz, 22 642-81-80. l Skup książek, 22 826-03-83, 509-548-582.

PRACA - dam l Telepizza zatrudni osoby przy produkcji pizzy (nie wymagamy doświadczenia), dostawców z własnym samochodem oraz osoby do roznoszenia ulotek. Wyższe stawki, praca w centrum, możliwość awansu. Tel. 605-494-482.

ZDROWIE l Protetyka - protezy z miękką wyściółką, z przyssawkami, szkielety bezklamrowe, korony, naprawa protez, 694-898-532.

NIERUCHOMOŚCI l Kupię mieszkanie; komunalne, zadłużone, z lokatorem, z lokatorem z przydziału, z możliwością wykupu, z dowolnym problemem prawnym lub tzw. „dzikim lokatorem” 796-796-596, nuEstate@aol.com

Wypoczynek w Wiśle Kancelaria Radców Prawnych

metro pl. Wilsona, ul. Słowackiego 5/13 lok. 142 tel. 22 241-17-14 office@bsskancelaria.pl pełny zakres spraw przedsiębiorców i osób fizycznych, w tym: odszkodowania, umowy, sprawy nieruchomości, spadki, rozwody, reprezentacja w sądzie i przed urzędami, profesjonalni pełnomocnicy. Uprzejmie zapraszamy

Klub „Złotego Wieku” PCK oraz DW „Halny” zapraszają w dniach 26 luty –11 marca br. do Wisły. Zakwaterowanie w 2-osobowych pokojach z pełnym węzłem sanitarnym, TV i tarasem widokowym. W programie min. wycieczki autokarowe , ognisko, grill, nie zapominając o skoczni narciarskiej K-120 w Wiśle Malince. Dla zmotoryzowanych parking bezpłatny. Całkowity koszt 2-tygodniowego pobytu (z uwzględnieniem ww. atrakcji) 1310 zł od osoby. Możliwy jest również krótszy pobyt, zaś dla dzieci oferujemy zniżki. Dojazd pociągiem Inter City. Ilość miejsc ograniczona. Rezerwacje należy zgłaszać telefoniczne codziennie w godz. 9.00 do 22.00 tel. kom. 600 972 410 oraz wtorki piątki i soboty w godz. 14.00-17.00 osobiście w Klubie „Złotego Wieku” PCK przy ul. Belgijskiej 5, (środkowa klatka schodowa, domofon 32) tel. 22 845 08 18.


Z Żoliborza w Himalaje dokończenie ze strony 1 Statystyka mówi, że najmniej tam ginie ludzi, co oczywiście nie oznacza, że jest bezpieczna. - Czy długo pan się przygotowywał do tej wyprawy? - Można powiedzieć, że dwadzieścia lat. Wejście na taką górę to umiejętność fizyczna, trening aerobiczny, który moż-

wspinania się, góra po górze. - Jak należy się przygotować, by pojechać w takie góry? W Himalaje? - Myślę, że są dwie rzeczy. Po pierwsze dobre przygotowanie fizyczne. Trzeba dużo biegać, chodzić z plecakiem w góry, poświęcić na to dość dużo czasu. Fizyczny trening pod te wy-

dża, wisiał niestety martwy człowiek, który poprzedniego wieczoru w tych warunkach zmarł. Doszliśmy do obozu pierwszego, który zwykle jest położony w bardzo bezpiecznym miejscu i tam się w ogóle odpoczywa. Natomiast okazało się, że tam też jest bardzo dużo śniegu. Nasz namiot był

Łukasz Stebelski na tle wystawy swojego autorstwa fot. Andrzej Sitko

na robić przez dwa, trzy lata. Ale wejście na taką górę, gdzie jest dużo wyzwań, na każdym kroku: postawienie nogi jak już wszystko boli, postawienie kolejnego kroku i kolejnego kroku to jest psychiczne przygotowanie. Dlatego mówię, że jest to dwadzieścia lat przygotowań,

Warszawa 02-624 ul. Puławska 136 tel./fax 22 844-39-45, tel. 22 844-19-15 www.poludnie.com.pl poludnie@poludnie.com.pl ogloszenia@poludnie.com.pl poludnie_glos@poczta.onet.pl Wydawca: Andrzej Rogiński "Południe" redaktor naczelny: Andrzej Rogiński Redakcja czynna w pon. - czw. w godz. 9.00 - 17.00 pt. w godz. 9.00 - 16.00 W tych godzinach przyjmujemy także ogłoszenia. Łamanie, układ i oprawa graficzna: Galder Grasfjord© Druk: Presspublica ISSN 2082-6540

Nakład 40 000 egz. Wydawca jest członkiem Warszawskiego Towarzystwa Prasy Lokalnej Redakcja nie odpowiada za treść ogłoszeń. Materiałów nie zamówionych nie zwracamy. Zastrzegamy sobie prawo skracania i adiustowania nadsyłanych tekstów oraz zmian tytułów. Teksty sponsorowane oznaczamy skrótem TS Następny numer ukaże się 16 lutego

jazdy, na Mc Kinleya na wiosnę i na Cho Oju na jesieni zajął mi dwa lata dobrego przygotowania. Natomiast druga rzecz to przygotowanie psychiczne. I tutaj nie ma innego treningu, jak być w górach, znaleźć się w ciężkich warunkach. Pojechać w Tatry zimą, pojechać w Alpy. Stawiać sobie kolejne wyzwania. I jak już wszystko boli, boli głowa od niedotlenienia, jeść się nie chce, wtedy mówić sobie: to dobrze, trzeba zrobić kolejny krok. Najprostszym treningiem, który wszystkim polecam, to zrób jedną niewygodną dla ciebie rzecz każdego dnia i to cię nauczy, żebyś przyzwyczaił siebie psychicznie, że OK, trzeba przełamywać barierę na każdym kroku, czy to będzie telefon do kogoś, z kim dawno nie rozmawialiśmy, czy to będzie wyjście i pobieganie, gdy śnieżyca jest za oknem. To nas przygotowuje psychicznie, żeby robić te niewygodne rzeczy. - Czy miał pan jakieś niebezpieczne sytuacje podczas tego wyjazdu? - Mieliśmy jeden dzień, który był naprawdę trudny psychicznie. Schodziliśmy w dużej śnieżycy. Było duże zagrożenie lawinowe. Śnieg był po pas. Mieliśmy atakować szczyt, ale okazało się, że jest zbyt dużo śniegu. Wycofywaliśmy się z obozu drugiego w dół do bazy i okazało się, że nawet to nie jest takie łatwe. Było bardzo dużo śniegu, który napadał w nocy. Brodziliśmy w nim po pas. Przecieraliśmy szlak żeby zejść na dół, zjeżdżaliśmy później przez pas seraków. Tam po raz pierwszy góra pokazała, co to znaczy łatwy ośmiotysięcznik: na linach poręczowych, po których się zjeż-

do połowy zasypany, więc powiedziałem mojemu szerpie, że nie będziemy tam spali, bo jest zbyt duże zagrożenie, mimo że stok był dwudziestometrowy. Nie minęła godzina, gdy z tego stoku zeszła lawina, która zasypała nasz namiot i namiot obok. Zobaczyliśmy, że z tamtego namiotu dobijają się ludzie, których zasypało. Szybko ich odkopaliśmy. To psychicznie bardzo ciężki moment; człowiek ma świadomość, że obok leżą ludzie, potrzebują pomocy, trzeba ich odkopać, a fizycznie po prostu nie ma się siły. Tych dwoje ludzi odkopaliśmy razem z moim szerpą. Niestety trzy dni później dowiedzieliśmy się, że był obok jeszcze jeden namiot, w którym został człowiek. - Która z tych gór, które do tej pory pan zdobył, jest dla pana najważniejsza? - Ja myślę, że ten ośmiotysięcznik, ponieważ on otwiera drzwi do kolejnych. Z górami jest tak, że to jest kwestia bardziej drogi niż celu samego w sobie, każdy kolejny krok powoduje zadowolenie. - Ale zdobycie kolejnej góry, wejście wyżej czy pokonanie trudniejszej, sprawia satysfakcję. - Dokładnie tak. Drogą nazywam te kolejne góry, a nie tylko pojedyncze. Czyli moją drogą jest zdobycie tej

góry, zdobycie tamtej góry. Trochę tak, jakbyśmy jechali pociągiem i osiągali kolejną stację. To jest ta droga. Nie tylko droga na pojedynczą górę, ale droga po kolei przez te góry w moim życiu. - I co będzie celem? - Moim celem jest wejść na Everest przed czterdziestką. Mam na to jeszcze trzy lata. - Jak długo pan był teraz w Himalajach? - Sześć tygodni. Sama działalność górska, to znaczy od momentu, gdy dotarliśmy do bazy na pięć siedemset do powrotu stamtąd, to był miesiąc. - Jakie warunki panują na łatwym ośmiotysięczniku, za jaki uchodzi Cho Oju? - Powiedzmy sobie, co to znaczy łatwy ośmiotysięcznik. Na każdej dużej górze może nie być dużych trudności technicznych, wspinaczkowych, dla kogoś, kto się wspina. Natomiast wraz z wysokością obniża się ciśnienie atmosferyczne, co powoduje, że jest coraz mniej tlenu. Tutaj mamy powiedzmy około tysiąca hPa na poziomie morza, w Warszawie. Na szczycie Cho Oju jest 350 hPa, czyli dla organizmu jest to raptem jedna trzecia tego, co jest dostępne tutaj na dole. Nawet w bazie, która jest tym „home, sweet home” jest raptem połowa tego ciśnienia atmosferycznego, co tutaj. To bardzo duże wyzwanie dla całego organizmu. Powoduje apatię, nie ma się ochoty jeść, więc nie ma się siły, nie ma energii. Tam trzeba pić bardzo dużo. Trzeba jeść, trzeba się wyspać. Tymczasem wyzwaniem są najprostsze rzeczy: wstanie ze śpiwora jest już problemem, a każdy kolejny krok, wspinanie się po poręczówkach, nawet zjeżanie po tych poręczówkach potrafi być dużym wysiłkiem dla organizmu. Gdyby wziąć dowolną osobę stąd i wstawić do obozu drugiego, to w ciągu trzydziestu minut by nie żyła, bo organizm musi się przystosować. A jest ograniczony poziom, do którego może się przystoso-

wać. Strefę powyżej siedmiu i pół tysiąca określa się strefą śmierci. Poziom tlenu jest tam tak niski, że organizm się nie regeneruje, nie ma czegoś takiego jak odpoczynek. Gdyby tam dowolna osoba, najbardziej sprawna fizycznie, wytrenowana, przebywałaby wystarczająco długo, powoli zanikłyby funkcje życiowe organizmu. Dlatego przebywa się tam jak najkrócej. Więc dochodzimy do obozu trzeciego na wysokości siedem i pół, siedem sześćset o godzinie drugiej po południu, śpimy pięć, sześć godzin i od razu atakujemy, od razu ruszamy do ataku szczytowego, który zaczyna się o północy. - Na szczycie był pan jedynym Polakiem? - Byłem jedynym Polakiem. Jeszcze jedną Polkę spotkałem w bazie pod tą górą. Natomiast wiem, że ona nie weszła, bo kontaktowałem się z nią później. - Zatytułował pan swoją wystawę „Dogonić marzenia – mój pierwszy ośmiotysięcznik”. Czy to są pana marzenia? Te góry? - To są moje marzenia. Ale to, na czym mi naprawdę zależy, to żeby inspirować ludzi do gonienia swoich marzeń, bo często gdzieś to gubimy, właśnie w tej szarości, w tym wirze i rzece życia. Natomiast ja myślę, że jest możliwość gonić marzenia, pomimo tego, że wpadamy w rytm codzienności. I jak spojrzymy sobie wstecz to tym, co sprawia nam największą satysfakcję i najmilsze wspomnienia, nie jest to, co robiliśmy dzień po dniu, tylko kiedy wyrwaliśmy się i zrobiliśmy coś wyjątkowego, szczególnie te rzeczy, na których nam gdzieś tam zależało. Jest taki fantastyczny cytat, który strasznie mi się podoba: dlaczego dorośli ciągle pytają dzieci, kim chciałyby zostać. Bo chcą sobie sami przypomnieć, jakie mieli kiedyś marzenia. I myślę, że jest w tym dużo prawdy. - A jak rodzina do tego podchodzi? - To jest pytanie, które dostaję za każdym razem, więc

jestem na nie częściowo przygotowany. Staram się włączyć częściowo moją rodzinę. Kiedyś wspinałem się z żoną. Więc ona rozumie satysfakcję z tego płynącą. Czuję jej wsparcie. Teraz staram się włączać też swoje dzieci, po to, żeby je inspirować. - Dobrze, że ma pan wsparcie w rodzinie, bo himalaizm jest postrzegany jako niebezpieczne zajęcie, niebezpieczny sport. - To się zgadza. Jest to niebezpieczny sport, natomiast można powiedzieć, że życie codzienne też jest niebezpieczne, choć może nie w tym samym stopniu; trzeba patrzeć na to, co daje nam największą wartość w życiu. - Co by pan radził komuś, kto chciałby pójść w pana ślady? - Proponuję zaczynać krok po kroku, znaleźć sobie dobre towarzystwo, z którym można to robić. Bo jednak najlepszą motywacją do tego, żeby coś robić, są ludzie wokół nas. Podzielić się swoim celem z innymi i znaleźć sobie prawdziwych kibiców. Czy to będzie rodzina, czy znajomi. Bardzo polecam, aby wciągnąć swojego szefa w pracy we własne marzenia. Jeśli nie ma się umiejętności technicznych, pójść na profesjonalny kurs. Dobrze jest umieć sobie poradzić chociażby przy zagrożeniu lawinowym, gdzie wyznaczyć szlak, którędy iść, w jaki sposób zjeżdżać przy tak dużym niedotlenieniu mózgu. Pewne rzeczy trzeba umieć robić automatycznie, więc jest to kwestia wytrenowania. Każdy błąd to tak na prawdę jest ryzyko spadnięcia i śmierci. Działamy w sytuacji ostrego zmęczenia, ostrego niedotlenienia mózgu, więc to muszą być automatyczne czynności. Ważne jest też by zdefiniować sobie cele i nie zapominać o nich, Rozmawiał Andrzej Sitko Fot. Łukasz Stebelski

Profile for Południe Andrzej Rogiński

poludnie srodmiescie nr3 z dnia 02 02 2012  

poludnie glos srodmiescia zoliborza bielan nr3 z dnia 02 stycznia 2012

poludnie srodmiescie nr3 z dnia 02 02 2012  

poludnie glos srodmiescia zoliborza bielan nr3 z dnia 02 stycznia 2012

Profile for poludnie
Advertisement

Recommendations could not be loaded

Recommendations could not be loaded

Recommendations could not be loaded

Recommendations could not be loaded