Issuu on Google+

Zmiana godzin nadawania!

WWW.RADIOPOLONIA.CA

RADIO POLONIA 100.7

OD PONIEDZIAŁKU DO PIĄTKU 18:30

FM

- 19:30, W NIEDZIELĘ 17:00 - 20:00

onitor.com POLSKI

BEZPŁATNY MIESIĘCZNIK

Maj 2013

ZDROWIE

NAUKA

PORADNIK

PRZEWODNIK

INFORMATOR

Zapraszamy na naszą stronę internetową: www.polskimonitor.com

Ludzie sukcesu: Anna, Stanisław i Piotr Borawscy właściciele firmy Multiline Transport:

Najważniejsza jest rzetelność

strona 6 - 7


2

REKLAMA to klucz do sukcesu. Tel.416-938-7141 lub e-mail info@radiopolonia.ca, www.polskimonitor.com


Nasila się masowe wymieranie pszczół

Natura

O groźnym problemie wymierania pszczół mówi się już od kilku lat. Teraz okazuje się, że tajemnicza choroba zabijająca pożyteczne owady, nasiliła się jeszcze bardziej. Choroba, która już od kilku lat odpowiada za masowe wymieranie pszczół, w ostatnim roku przybrała na sile - alarmuje „New York Times”. Według pszczelarzy, w minionym roku wymarło od 40 do 50 procent mieszkańców uli, którzy są potrzebni do zapylania roślin w wielu krajach. Wymieranie pszczół jest niestety faktem znanym od kilku lat. Do tej pory trwają jednak spory, co jest tego przyczyną. Do tej pory naukowcy nie mieli dobrej odpowiedzi. Według niektórych pszczelarzy i badaczy problemu, winne mogą być niektóre nowe groźne pestycydy - neonikotynoid, którymi są spryskiwane rośliny. Przemysł pestycydowy zaprzecza, że ich produkty mogą być szkodliwe dla pszczół, ale jest otwarty na wspólną dyskusję na temat bezpieczeństwa stosowania pestycydów. Tymczasem pszczelarze z USA mówią, że nigdy nie mieli takich strat, jak w ubiegłym roku. Pszczelarze cytowani przez „NYT” mówią, że jeszcze we wrześniu ich pszczoły wyglądały pięknie i zdrowo, po czym w grudniu masowo zaczynały padać. Straty niektórych sięgają ponad 50 procent. Problemowi przygląda się także federalny departament rolnictwa, ponieważ mniej pszczół oznacza mniejsze zapylenie, które ostatecznie przekłada się na mniejsze zbiory i większe ceny. Chodzi m.in. o takie rośliny jak jabłka, czereśnie, arbuzy czy cebule. Ubiegłoroczne, o wiele większe niż do tej pory, wymieranie pszczół jest zagadką. Niektórzy obwiniają klimat, zwłaszcza ubiegłoroczne susze w USA. Wymienia się również - wspomniane już pestycydy - ale również i wirusy.

Pszczoły wymierają także w Polsce

O masowym ginięciu pszczół w Polsce, jak i na świecie, mówił w zeszłym roku m.in. Grzegorz Stańczyk z Wojewódzkiego Związku Pszczelarzy w Gdańsku. Podczas zimy 2011/2012 np. na Pomorzu wyginęło 30 proc. tych owadów. - Jest tragicznie i możemy mówić o masowym ginięciu pszczół i dotyczy to nie tylko Pomorza, ale całego kraju, Europy i świata – alarmuje Stańczyk. Tłumaczy, że nie ma jednej przyczyny ginięcia pszczół. Główną winę ponoszą jednak - jak mówił - środki ochrony roślin, a zwłaszcza pestycydy z grupy neonikotynoidów. Wchodzą one w skład popularnych środków owadobójczych stosowanych do zaprawiania nasion (które polega na dodawaniu środków chemicznych chroniących nasiona w okresie kiełkowania przed szkodnikami) oraz do oprysków. Zwrócił też uwagę na niefrasobliwość rolników, którzy nie zawsze wiedzą, jak prawidłowo wykonywać opryski. - Opryski nie powinny być wykonywane na kwitnące rośliny. Zawsze mówimy rolnikom, żeby opryski wykonywali w porze popołudniowej, ok. godziny 19, kiedy lot pszczół zamiera - dodał. Stańczyk dodał, że pszczołom szkodzą też choroby, np. roztocze (pszczela wesz), Varroa destructor. - To osłabiające pszczoły roztocze pojawiło się w Polsce w latach

80-tych. Niedawno zaś pojawiła się nowa odmiana zaraźliwej choroby pszczół, nosemozy, która jest rodzajem biegunki i powoduje ginięcie owadów - powiedział. Zwrócił uwagę, że zmniejszanie się populacji pszczół odbija się na gospodarce narodowej. - Produkcja i sprzedaż produktów pszczelich stanowi tylko około jednej dziesiątej wartości, jaką pszczoły dają gospodarce – dodał. Z powodu ginięcia tych owadów - jak powiedział - Polska traci miliony złotych, „gdyż pszczoły mają ogromne znaczenie dla środowiska i dla gospodarki człowieka”. - Jeżeli pszczoła nie zapyli truskawki, to owoce są małe i brzydkie. Jeśli nie zapyli rzepaku, to plony tej rośliny spadają o 2030 proc. A jeśli pszczoły w ogóle wyginą, to zniknie też trzy czwarte roślinności, bo tyle roślin w naszym klimacie wymaga zapylaczy, a głównym zapylaczem są pszczoły - alarmuje Stańczyk. Poinformował, że w 2001 roku w Polsce było 2,5 mln uli; teraz szacuje się, że jest ich ok. 0,8-1,2 mln. W Pomorskiem pod koniec 2000 r. było 36 tys. uli, a w 2011 r. – 33,6 tys. - Różnica w liczbie uli może nie wskazuje na dramatyczne zmniejszenie populacji, ale w tym okresie do Wojewódzkiego Związku Pszczelarzy w Gdańsku doszły koła pszczelarskie z Braniewa, Kwidzyna, Nowego Dworu Gdańskiego i Lubania, które znacząco wpłynęły na wzrost liczby pszczół w regionie - tłumaczy Stańczyk. Zwrócił uwagę, że pszczelarze starają się odnawiać swoje pasieki.


zdrowie

Pszczele złoto

Na jednym z najdawniejszych malowideł skalnych, w Cuevas de la Arena w Walencji, widzimy otwór w skale i krążące wokół pszczoły oraz dwóch ludzi wspinających się po linie, aby zaczerpnąć miodu z tego typu prostego „ula”. Współczesne badania naukowe w pełni potwierdzają odżywcze i lecznicze właściwości miodów, mleczka i pyłku pszczelego oraz propolisu. ""  Agnieszka Labisko Polska ma bardzo długą tradycję pszczelarstwa, mamy ok. miliona uli i znakomite miody. Niestety Polacy dzisiaj niezbyt często urozmaicają swoją dietę tego rodzaju zdrowotną delicją. Statystyczny Polak zjada jedynie 30 dag miodu w ciągu roku, głównie w czasie mrozów, a wraz z nadejściem wiosny zwykle wykreśla go z codziennej diety. Niesłusznie! Przedstawiamy lecznicze skarby z ula.

Co nam dają pszczoły? Od tych maleńkich owadów pozyskujemy trzy grupy produktów. Są to surowce zebrane przez pszczoły (pyłek kwiatowy czyli obnóża), produkty zebrane i następnie przetworzone (propolis, miody nektarowe, pierzga) oraz wydzieliny pszczele (mleczko pszczele, jad pszczeli, wosk).

Na czym polegają lecznicze własności miodu? Posiada on bogactwo substancji czynnych chemicznie. Składają się nań w 70 proc. cukry proste-glukoza i fruktoza (wchłaniane bezpośrednio bez potrzeby trawienia), poza tym kwasy organiczne, rutyna, enzymy – m.in. laktoza i inwertaza, elektrolity, liczne pierwiastki oraz pewna niewielka ilość witamin. Miód zwiększa odporność organizmu, ma działanie odżywcze, detoksykujące i bakteriostatyczne. Nie daje działań niepożądanych (o ile ktoś nie jest uczulony na produkty pszczele). Pod kontrolą lekarza mogą go pić w niewielkich dawkach nawet diabetycy. Miód pszczeli jest jednym z naturalnych produktów najmniej skażonych przez szkodliwe substancje. Jacek Nowak, właściciel pasieki z Kamiannej, tak to wyjaśnia: „Mechanizm jest taki, że pszczoły w skażonym środowisku giną szybko, a jeżeli to środowisko jest tylko podtrute i dorosłe osobniki nie giną to mimo to pokarm z niewielką ilością trucizny zabija larwy. Taka rodzina się nie rozwija, jest słaba i nie jest w stanie produkować miodu.”

Jak kupić dobry miód?

Lepiej kupować określony gatunek miodu bezpośrednio z pasieki albo od sprawdzonego, renomowanego producenta. W hipermarketach królują miody-mieszanki z przemysłowych rozlewni, które zawierają często tylko niewielką część krajowego miodu, a resztę – miodu z Chin lub krajów tropikalnych. W importowanych miodach znajdują się obce pyłki (np. eukaliptus), na które nasz organizm może zareagować alergią, a także – zwłaszcza w tych chińskich - antybiotyki (np. chloramfenikol). Warto uważnie czytać etykietę – informacja o pochodzeniu zwykle podana jest maczkiem.

Jak rozpoznać pełnowartościowy, nie sfałszowany miód? Warto zatem zwracać uwagę na datę rozlania i wygląd produktu w słoiku. Dobrze wiedzieć, że pełnowartościowy miód krystalizuje się po ok. 4 miesiącach od rozlania. Jeśli producent dolał do niego wody, wtedy miód pozostaje płynny po tym terminie (wyjątkiem jest miód akacjowy - naturalnie płynny nawet do roku). Można też wykonać domowy test zawartości miodu w miodzie – zaczerpnąć miodu łyżeczką i wlać z powrotem do słoika, obserwując, co się dzieje. Jeśli produkt zawiera mniej niż 20 proc. wody (sytuacja idealna), wlewany miód utworzy piramidkę. Inny sprawdzian jakości to rozpuszczenie łyżki miodu w szklance wody – powinno wystąpić jej lekkie zmętnienie.

Jak przechowywać? Jak przechowywać miód oraz co i jak nim słodzić, żeby wyszedł nam na zdrowie?

www.polskimonitor.com

MIESIĘCZNIK / MONTHLY MAGAZINE WYDAWCA (Publisher): Radio Polonia Enterprises Ltd. EDITOR: Krystyna Piotrowska krystyna@radiopolonia.ca

4

Miód długo zachowuje swoje dobroczynne własności, przechowywany w temp. 5-10 stopni. Ten naturalny eliksir jest mało odporny na wyższe temperatury. Jego część enzymatyczna, decydująca o działaniu leczniczym, dezaktywuje się już w temp. 50 stopni, dlatego mija się z celem dodawanie miodu do gorących napojów. Aby skorzystać z pełni dobrodziejstw miodu dobrze jest rozpuścić jego małą porcję w szklance letniej wody wieczorem i wypić rano na czczo. Wybitny specjalista apiterapii, prof. Artur Stojko („Medycyna naturalna” , PZWL) zaleca profilaktyczne spożywanie miodu 2 razy dziennie: dorosłym - 1 łyżki stołowej, a dzieciom od 4 roku życia po pół łyżki. Jak najbardziej można jeść miód prosto z łyżeczki, ponieważ działa on także miejscowo korzystnie na gardło, przełyk i żołądek.

Jaki rodzaj miodu wybrać? Który miód pomaga przy nadkwasocie, miażdżycy, zapaleniu oskrzeli, alergii? Miód lipowy sprawdza się przy przeziębieniach, działa wykrztuśnie, uspakajająco oraz obniża ciśnienie krwi. Miód akacjowy sprzyja leczeniu nadkwasoty żołądka. Miód gryczany zawiera sporo magnezu, działa antymiażdżycowo, przyspiesza gojenie złamanych kości oraz ... znakomicie wzbogaca smak piernika. Miód wrzosowy pomaga przy zapaleniu dróg moczowych, kamicy nerkowej oraz zapaleniu jelit. Miód wielokwiatowy natomiast polecany jest szczególnie osobom, które mają sezonową alergię na pyłki, objawiającą się katarem siennym. Działa on bowiem jak naturalna szczepionka przeciwalergiczna. Zaleca się, aby brać go z okolicy, REKLAMA I KONTAKT Z REDAKCJĄ polishmonitor@hotmail.com tel. 416 - 938 - 7141 DZIAŁ MARKETINGU: Karolina Brozio karolina.brozio@polskimonitor.com REDAKTOR GRAFICZNY: Magdalena Lesiuk GraphMad@gmail.com

Redakcja nie odpowiada za treść artykułów i ogłoszeń. Prawa autorskie zastrzeżone.

REKLAMA to klucz do sukcesu. Tel.416-938-7141 lub e-mail info@radiopolonia.ca, www.polskimonitor.com


w której się mieszka i jeść regularnie kilka miesięcy przed wystąpieniem sezonowych dolegliwości. Miód spadziowy (wytwarzany przez pszczoły z wydzielin mszyc i czerwców) jest znakomitym naturalnym antybiotykiem. Zawiera też więcej biologicznie aktywnego żelaza niż pozostałe gatunki miodu (nektarowe).

Jakie miody kupować za granicą? Warto zakosztować lokalnych miodowych specjałów, takich jak aromatyczny miód tymiankowy (niezwykle popularny w Grecji), miód kasztanowy (we Włoszech), oryginalny miód lawendowy (delikatny przysmak z francuskiej Prowansji) oraz turecki miód piniowy (którym przekłada się także deser o nazwie baklava).

Czym są i jak działają inne niż miód produkty pszczele? Propolis czyli kit pszczeli służy pszczołom jako spoiwo do przytwierdzania plastra do ścian ramek oraz uniwersalny wypełniacz wszelkich uszkodzeń ula. Pracowite owady wytwarzają go na bazie żywicy znajdującej się w szparach kory drzew

liściastych i iglastych oraz na pączkach topoli i brzozy. Propolis ma właściwości bakteriobójcze, grzybobójcze, antywirusowe i regeneracyjne na uszkodzone tkanki. Wykorzystuje się go m.in. w leczeniu zapalenia błon śluzowych jamy ustnej i dziąseł. W ortopedii w przypadkach ropnych zapaleń kostnych stosuje się plomby kostne z propolisu. Flawony zawarte w kicie pomagają organizmowi usunąć ołów oraz zlikwidować alergię. Propolis w kremie skutecznie likwiduje trądzik młodzieńczy, a maść propolisowa pomaga w gojeniu oparzeń i odmrożeń. Jest wiele gotowych preparatów propolisowych w różnych postaciach. Pyłek kwiatowy to komórki rozrodcze męskie kwiatów, podstawowe źródło białka dla pszczół. Owady sczesują przylepiony do ich ciała pyłek i formują grudki, które transportują w koszyczkach na trzeciej parze nóg. Natomiast pierzga to zapasy pyłku specjalnie przetworzone przez pszczoły (przez dodanie wydzieliny gruczołów ślinowych i miodu), przechowywane w ulu. Pyłek i pierzgę stosuje się w różnych rodzajach zaburzeń metabolicznych, przy nadciśnieniu, chorobach nowotworowych, w czasie menopauzy u kobiet oraz przy przeroście gruczołu krokowego u mężczyzn. Zwykle stosuje się trzy

Zdrowie razy dziennie jedną łyżeczkę pyłku zmieszaną z taką samą ilością miodu albo rozpuszczoną w mleku lub soku owocowym. Mleczko pszczele „odkryte” przez dr Caillasa w 1953 r., to wydzielina gruczołów gardzielowych i ślinowych pszczół karmicielek przeznaczona do karmienia larw, z których powstaną pszczoły matki. Mleczko zawiera hormony i enzymy, dlatego pobudza metabolizm oraz zmniejsza zawartość glukozy w surowicy krwi. Wykorzystuje się je w leczeniu nadciśnienia, bezsenności, nerwic i owrzodzenia dwunastnicy. Nie można go stosować w przypadku ostrych chorób zakaźnych, nowotworowych i alergii. Występuje w sprzedaży w różnych postaciach (liofilizowane, tabletki do ssania, płyn). Wosk wytworzony w gruczołach woskowych robotnic, którego naturalnym przeznaczeniem jest budowa plastrów, wykorzystuje się do wykonywania nietoksycznych świec, które jonizują ujemnie powietrze i neutralizują dym tytoniowy. Wosk jest też składnikiem kremów i maści. Żucie kawałków plastra miodowego poleca się natomiast profilaktycznie na miesiąc przed spodziewanym atakiem pyłkowicy. Nawet jad pszczeli stosowany jest pod kontrolą lekarską w wielu krajach, m.in. we Francji (tzw. apitoksynoterapia). Wskazaniem są reumatyczne zapalenie stawów, zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa i zwyrodnienia stawów. W Polsce nie wytwarza się preparatów z jadem pszczelim.

Nie wyciągaj żądła palcami

Wbitego w skórę pszczelego żądła nie należy chwytać palcami, ponieważ do rany wciśnie się dodatkową porcję jadu - radzi ekspert. - Żądło należy ze skóry zeskrobywać – radził prof. Paweł Chorbiński z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu podczas imprezy pod hasłem „Zostań przyjacielem pszczół”,. Pracujące na łące pojedyncze pszczoły nie są agresywne – nawet przypadkowo lekko dotknięte, zwykle przestraszone odlatują. Pszczoły stają się agresywne tylko w pobliżu swojego gniazda, mają tam bowiem zapasy i potomstwo. To ich reakcja na działania drapieżników, wśród nich człowieka, które próbują im coś z gniazd zabierać. Wybierający miód z ula człowiek z perspektywy pszczół kradnie im spiżarnię. - Jeżeli człowiek znajduje się w pobliżu ula i, co się czasem dzieciom zdarza, bierze patyk i sprawdza, co się w środku dzieje, pszczoły potrafią zaatakować i potrafią to zrobić w sporej liczbie. Niestety pierwsze użądlenie powoduje, że rozsiewany jest zapach jadu. To pobudza inne pszczoły do żądlenia – wyjaśnia Chorbiński. Pszczoły atakują najwyżej położony ciemny punkt - u człowieka to włosy. Je-

żeli pszczoła zaplącze się w nie, naturalną reakcją jest próba wytrząśnięcia owada. Machanie rękami jest jednak nieskuteczne, pszczoła w takiej sytuacji nie boi się i odrzucona wraca. Według naukowca najskuteczniej jest wówczas wziąć owada w dwa palce, zgnieść odciągając od skóry głowy i wyrzucić. - Jeżeli pszczoła użądli nas w palec, palec może spuchnąć, nic nam się nie stanie. Jeżeli użądli nas w czubek głowy, pod spodem jest kość – opuchlizna spowoduje potworny ból głowy mówi prof. Chorbiński. Zdrowy dorosły człowiek przeżyje nawet 500 użądleń. Problem pojawia się, jeśli ma się alergię. - Uczuleni muszą wiedzieć, jak się zachowywać i jakie środki ostrożności ze sobą nosić – poleca ekspert. W przypadku użądlenia pszczoła praktycznie zawsze zostawia w skórze człowieka żądło, a razem z nim - zbiornik z jadem. Podczas użądlenia do rany wydostaje się z niego od jednej piątej do jednej trzeciej zebranego tam jadu. Gdy jednak chwyci się za żądło palcami, wy-

ciska się do rany niemal całą zawartość zbiornika. - Jeżeli chwycimy żądło palcami, zrobimy sobie zastrzyk i dopiero wtedy nas porządnie zaboli. Dlatego żądło ze skóry zdrapujemy, zeskrobujemy paznokciem czy jakimś przedmiotem. Potem możemy przyłożyć korzeń pietruszki lub przeciętą cebulę, wypić calcium i nic nam się specjalnego nie stanie – mówi prof. Chorbiński. Użądlenia mogą mieć dobry wpływ na człowieka. Można za ich pomocą leczyć zmiany w kręgosłupie, choroby reumatoidalne czy gościec stawowy. Aby jednak unikać potencjalnie niebezpiecznych użądleń w obrębie jamy ustnej, dobrze jest, pijąc słodkie napoje lub dając je dzieciom, korzystać z zamykanych butelek lub pojemników. Z tego samego względu należy obserwować spody jedzonych ciastek czy słodkiego pieczywa. Warto pamiętać, że osy podobnie jak słodycz przyciąga fermentacja, a zatem piwo. Przypadkowe połknięcie utopionej, nieżyjącej osy czy pszczoły nie jest jednak groźne.

For Advertising Information Please Call 416-938-7141 or e-mail info@radiopolonia.ca, www.polskimonitor.com

5


ludzie sukcesu

Anna i Stanisław Borawscy, Multilane Transport Ltd.

Najważniejsza jest rzetelność ""  Karolina Brozio

Z Państwem Anną i Stanisławem Borawskimi umawiamy się na wywiad w ich domu, w środku tygodnia, dość późnym wieczorem. Jesteśmy przygotowani, że poświęcą nam 15-20 minut, zgramy szybko najważniejsze informacje i nie będziemy dłużej zakłócać domowego spokoju. W końcu jest już późno, nasi rozmówcy są na pewno zmęczeni po całym dniu pracy, więc to zrozumiałe, że pewnie chcieliby odpocząć w zaciszu domowego ogniska… Nic z tych rzeczy – Państwo Borawscy witają nas prawdziwą ucztą – ciepłe przyjęcie i niezwykła gościnność sprawiają, że wywiad, na który się przygotowaliśmy, staje się po prostu niezwykłą, szczerą rozmową. Czujemy się razem jak w gronie dobrych przyjaciół, którzy dzielą się swoją wiedzą nie tylko z zakresu świetnie prosperującego biznesu jaki prowadzą, ale równie chętnie opowiadają historie i anegdoty ze swojego bujnego życia prywatnego. Pani Ania to wulkan energii – dba o atmosferę, wciąż pilnuje, czy na pewno każdy ma coś do picia, do jedzenia, krząta się wokół kuchni, a przy tym co chwilę dorzuca do snutej przez Stana opowieści, ważne fakty z wieloletniego życia firmy. Ania świetnie operuje datami. I to nie tylko co do roku, ale nawet co do dokładnej daty miesięcznej, co więcej pamięta jaki był to dzień tygodnia! Podejrzewam, że gdyby ją zapytać o dane wydarzenie- czy miało miejsce przed czy po południu, również doskonale by pamiętała. Pan Stanisław, który zainicjował utworzenie oraz jest właścicielem firmy Multiline Transport, opowiada o firmie z ogromną pasją. W podobnym tonie wyraża się o synach, z których jest bardzo dumny i podkreśla, że to właśnie rodzina, która dawała przez tyle lat siłę i wsparcie, jest głównym motorem działania firmy. Przy czym widać, że Stan jest człowiekiem, który rządzi żelazną ręką, ale jednocześnie jest też bardzo sprawiedliwym szefem. O tym, że jest człowiekiem godnym zaufania świadczą nie tylko relacje z klientami firmy, ale również z pracownikami. Stan jest w firmie Multiline Transport osobą decyzyjną i ze wszystkimi ważnymi kwestiami, ekipa może się śmiało do niego zgłaszać ( w ciągu naszej rozmowy, telefon komórkowy Pana Stanisława dzwoni kilkukrotnie i Stan rozmawia z biznesowymi partnerami a to po polsku, a to po angielsku, a to po rosyjsku !). Rozmawiamy z człowiekiem, który zdecydowanie zna się na tym, co robi. Firma Multiline Transport to… Doskonale zgrany zespół wielu ludzi. Zatrudniamy przeszło 90 osób, ma-

6

my do dyspozycji 110 przyczep i 60 trucków, W biurze pracuje 2 dyspozytorów, Ania zajmuje się koordynacją pracy biura, pracuje z nami również nasz młodszy syn, Piotr. Firma rozwija się bardzo prężnie i warto wspomnieć, że firma była swego czasu największym przewoźnikiem mebli z Ontario – to zawsze cieszy, że Polacy mogą się czymś wykazać, zwłaszcza na obczyźnie. Do tego muszę dodać, że w czasach, kiedy wszystkim firmom transportowym praktycznie brakuje kierowców, u nas jest ich wręcz nadwyżka. Nie wiem czy to kwestia wzajemnej lojalności, ale mamy kierowców, którzy są z nami nieprzerwanie już od 12 lat! Wiem natomiast, że zawsze traktuję swoich pracowników tak, jak sam chciałbym być traktowany na ich miejscu. Sam przecież byłem kierowcą i spotykały mnie różne życiowe sytuacje. Wiem, że w firmie lepiej sprawdza się metoda marchewki niż kija. Oczywiście są sytuacje w których trzeba kierować firmą żelazną ręką i wszystko mieć pod kontrolą, ale wiem też ile czasem znaczą chwile, które mogę spędzić z pracownikami

np. na wspólnym wypiciu kawy w firmowej kuchni- można wtedy porozmawiać, dowiedzieć się czy kogoś cos trapi- takie relacje międzyludzkie są bardzo ważne. Zresztą przy każdej możliwej sytuacji podkreślam, ze chyba nie wyobrażam sobie już milszej atmosfery w biurze niż ta, którą mamy. Skład jest świetny, wszyscy się lubimy i prawdą jest chyba powiedzenie, że jak człowiek znajdzie pracę, którą lubi to będzie się czuł jakby w ogóle nie pracował. Ja do biura przyjeżdżam z przyjemnością. I dobrze, że tak jest bo razem z Anią śmiejemy się, że więcej czasu spędzamy w biurze niż w swoim domu. No właśnie jak wygląda typowy dzień Państwa Borawskich? Wstajemy wcześnie rano, każde z nas jedzie do pracy osobno- ja trochę wcześniej, Ania dodatkowo przygotowuje jeszcze posiłki dla 5 osób, żeby można

zjeść w pracy coś “domowego”. Ta praca to żywioł, wiadomo- coś się zdarzyło na trasie, jakieś przeszkody, jakieś usterki- to wszystko trzeba mieć pod kontrolą, a ponieważ ja jestem osobą decyzyjną w firmie, to zawsze trzeba być na miejscu i czuwać nad tym, co się dzieje. W końcu- rzetelność jest najważniejsza w tej branży. Dlatego też nie możemy sobie pozwolić razem z Anią na wspólne wakacje- póki co- bo jednak trzeba dbać o to nasze “firmowe” dziecko. Jesteśmy już na rynku 13 lat I chcemy z pewnością utrzymać opinię, jaką udało nam się wypracować ciężką pracą. Początki nie były proste? Żeby stworzyć coś dużego, coś co będzie przynosić sukcesy, potrzeba wiele pracy. I trzeba być przygotowanym , że nie jest to łatwa praca. Nic nie spada z nieba. Ja przecież zaczynałem sam jako kierowca trucka, bez znajomości języka, którego sam, własnymi siłami musiałem się nauczyć. Spotkałem na swojej życiowej drodze wielu ludzi- część złych, jak to w życiu bywa, ale wielu bardzo dobrych i im zawdzięczam też po części wiedzę jaką teraz posiadam, ale mimo wszystko na to co obecnie mam, musiałem zapracować. I była to nieraz ciężka fizyczna praca. Kiedy otwieraliśmy firmę – w 2000 roku mieliśmy 1 trucka i 2 przyczepy, po 3 latach 8 trucków i 12 przyczep, kupiliśmy też budynek, w którym do dziś znajduje się siedziba firmy- łatwo policzyć i zobaczyć jak to wszystko się rozwijało oraz rozrastało. Rodzina pomagała Panu w ciężkich chwilach? Rodzina nie tylko pomagała w ciężkich chwilach- ona BYŁA ze mną w tych ciężkich chwilach i to dosłownie. Ania do dziś wspomina, jak w jedną z najcięższych zim, w 2003 roku, całą noc, okutana w kożuch, pilnowała trucków, kiedy te musiały zostać odpalone, żeby nie zamarzły i trzeba było czuwać, aby ich nikt nie ukradł . Inny przykład -najmłodszy syn – miał zaledwie 13 lat, kiedy podjechałem pod firmę truckiem zapakowanym po brzegi i poprosiłem żeby chwilę poczekał, bo musiałem coś załatwić w biurze. Wracam po jakimś czasie a tu co ? 13 letnie dziecko samo rozpakowało cały truck zapakowany po brzegi meblami ! Nie mam słów jaki byłem z tego dumny ! Piotr do dziś pracuje w firmie, ma taki charakter, ze nie usiedzi w miejscu, lubi być blisko trucków, coś robić, majsterkować. To takie “żywe srebro” wszędzie go pełno i śmiało mogę powiedzieć, ze jest nieocenioną pomocą w firmie. Zaś starszy syn, mimo że nie pracuje w Multiline Transport,

REKLAMA to klucz do sukcesu. Tel.416-938-7141 lub e-mail info@radiopolonia.ca, www.polskimonitor.com


to też ma swój wkład w powstanie firmysamodzielnie zaprojektował logo Multiline Transport, które -nie tylko naszym zdaniem- jest świetne i z którego jesteśmy bardzo dumni. Co Pana zdaniem jest najważniejsze w branży transportowej? Tak jak mówiłem – rzetelność. Do tego biznesu potrzeba nie tylko siły fizycznej, ale także sprawnego mózgu. Planowanie, logistyka – to jedna strona pracy w tej branży. Druga to kwestia nie tylko zdobycia, ale przede wszystkim- utrzymania zaufania klienta z którym pracujemy. Czas odgrywa gigantyczną rolęnie dowieziesz towaru na czas-czyli tra-

cisz klientów. Zatem cały proces logistyki, musi działać jak sprawna, dobrze naoliwiona maszyna. Muszę ufać ludziom z którymi pracuję, były sytuacje kiedy np. w nocy z piątku na sobotę 7 osób ładowało trucki. I to przez cala noc. Ale też moi pracownicy wiedzą, że mogą zaufać mi- w kwestii wypłacania pensji, w kwestii dogadania z nimi warunków. Tak samo jak ważni są partnerzy biznesowi, tak samo ważni są pracownicy. W pracy razem z rodziną- tak jak ma to miejsce u nas należy też się wzajemnie wspierać i pamiętać, ze wszyscy biją do tej samej bramki. Bo przecież wspólnie można przenosić nawet góry.

Proszę nam jeszcze powiedzieć jakie są plany firmowe na najbliższy czas? Tak jak mówiłem, firma wciąż się rozwija. Jesteśmy w takim momencie, że mam już i stałych pracowników, i stałych klientów. Zaufały nam naprawdę duże kompanie i z tego jesteśmy dumni. Firma jest żelbetowa i na tą chwile, chcemy utrzymać ten status. A co się wydarzy w przyszłości, to jeszcze zobaczymy. Ale jedno jest pewne – raczej z Anią nie będziemy bez pracy, bo my po prostu musimy coś robić. Ale wcześniej… może w końcu jakieś wakacje…


Prawie co czwarty facet nie myje rąk Zdrowie

Ilu mężczyznom podałeś rękę dzisiaj, w ostatnim tygodniu czy miesiącu? Cóż, jest duża szansa, że ściskałeś dłonie, osoby, która zapomniała o ich umyciu po wyjściu z ubikacji... Jak dużo było takich rąk? Tylko 77 proc. mężczyzn myje ręce, wychodząc z ubikacji - tak wynika z danych amerykańskiej agencji federalnej Centers for Disease Control and Prevention (CDC). Ten odsetek może wzrosnąć do 86 proc. dzięki wywieszeniu w łazienkach specjalnych napisów - twierdzą Maria Lapinski z Michigan State University, Erin Maloney z University of Pennsylvania, Mary Braz z Westchester University i Hillary Shulman z North Central College. Naukowcy ci badali grupę studentów z Michigan State University (MSU). Z ich obserwacji i deklaracji badanych wynikało, że myją ręce po wyjściu z toalety w trzech czwartych przypadków. Badacze przeprowadzili eksperyment, wieszając w uczelnianych łazienkach tabliczki z lakoniczną informacją: „Czterech na pięciu mężczyzn myje ręce”. Na tabliczkach umieszczono też sylwetki studentów i instrukcję skutecznego mycia dłoni. Po zawieszeniu tabliczek naukowcy obserwowali zachowanie mężczyzn w łazienkach, biorąc pod uwagę, jak często myją oni ręce i na ile trzymają się przy tym instrukcji. Studentów wychodzących z łazienki proszono dodatkowo o wypełnienie kwestionariusza.

8

Analiza wyników pokazała, że panowie, którzy będąc w łazience mieli okazję zobaczyć tabliczkę z informacją, myli dłonie częściej i używali więcej wody niż studenci, którym takiej tabliczki nie pokazano.

Nie rozdawaj chorób uściskiem dłoni Mycie rąk po skorzystaniu z toalety jest ważne ze względu na zdrowie publiczne, zwłaszcza w perspektywie sezonu przeziębień i grypy. „Porządne mycie rąk może zapobiegać przenoszeniu wielu chorób. Jednocześnie mamy mocne dowody na to, że ludzie zwykle nie myją rąk tak często ani tak dobrze, jak powinni” - zaznacza Lapinski.

Komentując wyniki, John Courtright z University of Delaware podkreśla, jak ważna jest komunikacja w kampaniach społecznych, prowadzonych na rzecz zdrowia.

Ból zębów a zatoki

- Bywa, że leczymy stan zapalny zatok, a przyczyną są chore zęby - tłumaczył chirurg stomatolog doktor Konrad Walerzak.

Korzenie zębów wnikają do zatoki szczękowej, a jeżeli tam rozwija się stan zapalny, ból może promieniować. W takich przypadkach lekarzowi często trudno jest postawić właściwą diagnozę. Laryngolog doktor Michał Michalik podkreślił, że szczególnie przy zabiegach z zakresu stomatologii estetycznej i implantologii, kiedy następuje ingerencja w kość, konieczna jest konsultacja laryngologiczna. Zapale-

nie zatok może powodować problemy stomatologiczne i niepotrzebne powikłania na przykład w przypadku wszczepienia implantu zębowego. Doktor Michalik podkreślił, że specjaliści z zakresu chirurgii twarzowo szczękowej, ortodonci i implantolodzy powinni współpracować z laryngologami. W przypadku chorób zatok konieczne jest ich wyleczenie przed podjęciem zabiegów stomatologicznych.

REKLAMA to klucz do sukcesu. Tel.416-938-7141 lub e-mail info@radiopolonia.ca, www.polskimonitor.com


Maj w ogrodzie

dom

Maj w ogrodzie to miesiąc intensywnych prac. W maju przypadają tzw. zimni ogrodnicy (12–14 maja) – po tym terminie w naszym klimacie nie powinny już występować przymrozki i można wysadzać do gruntu rośliny. Drzewa i krzewy

Możemy sadzić drzewa i krzewy, ale tylko te, które wcześniej były uprawiane w pojemnikach. Przed posadzeniem rośliny należy obficie podlać, aby bryła korzeniowa nie rozpadła się przy wyjmowaniu. Najlepiej sadzić w dni pochmurne. Po posadzeniu nie można zapomnieć o podlaniu. Maj to najlepsza pora sadzenia roślin iglastych oraz azalii i rododendronów. Niestety na sadzenie roślin z odkrytymi korzeniami jest już za późno. Po przekwitnięciu prześwietlamy krzewy ozdobne kwitnące wiosną (m.in. migdałowce: trójklapowy i karłowy, porzeczki: złotą i krwistą, tawuły: Thunberga, wczesną, śliwolistną, popielatą) oraz zasilamy je nawozami wieloskładnikowymi (na przykład Azofoska, Fructus) bądź kompostem. Aby drzewa owocowe owocowały każdego roku, pod koniec miesiąca należy oberwać część zawiązków owoców (jest to tzw. przerzedzanie zawiązków) – usuwamy najmniejsze, słabo wykształcone, uszkodzone i z plamami. Ściółkujemy korą sosnową drzewa i krzewy (grubość warstwy powinna wynosić co najmniej 5 cm), szczególnie świeżo posadzone oraz słabo i płytko korzeniące się (np. lilaki, róże, magnolie, różaneczniki, azalie, wrzosy, wrzośce). Korę rozkładamy na dobrze podlaną ziemię. Warto pamiętać, aby różanecznikom i azaliom usunąć przekwitłe kwiatostany. Wrzośce po zakończeniu kwitnienia przycinamy, aby rośliny bardziej się zagęściły. Lilakom pospolitym (bzom) wycinamy pędy z przekwitłymi kwiatostanami. Lilakom i różom usuwamy odrosty podkładki, na której była szczepiona odmiana szlachetna. Jeśli tego nie zrobimy  podkładki utworzą zarośla i zagłuszą szlachetną część krzewu.

z piętką wyrastające u podstawy karpy łubinów i ostróżek wieloletnich. Byliny na rabatach od połowy maja, zwłaszcza podczas ciepłej i suchej pogody, regularnie podlewamy (przede wszystkim te rosnące na glebach lekkich, przepuszczalnych).

Na początku miesiąca sadzimy cebule i bulwy roślin niezimujących w gruncie, takich jak: begonia bulwiasta, brodia, błonczatka, eukomis, galtonia, sprekalia, mieczyki i zawilec wieńcowaty. W drugiej połowie maja – sadzimy dalie i pacioreczniki (te ostatnie można wcześniej posadzić do doniczek i wysadzić do ogrodu już podrośnięte).

Rośliny jednoroczne i dwuletnie

Rośliny cebulowe: usuwamy zwiędłe kwiaty oraz owocostany  (tzw. ogławianie) przekwitłych tulipanów, szachownic, narcyzów i hiacyntów, cebulic (zawiązanie nasion osłabia cebulki). Jeśli kępy roślin cebulowych kwitnących wczesną wiosną (krokusów, cebulic, puszkinii, śnieżników, przebiśniegów, szafirków, kosaćców żyłkowanych, ranników) rosną zbyt gęsto, warto je wykopać (ale tylko wtedy, gdy liście już zasychają), rozdzielić i przesuszyć i posadzić na nowym miejscu. Bulwy i cebulki można też przechować w chłodnym miejscu i posadzić dopiero jesienią.

Siejemy w maju: w pierwszej dekadzie miesiąca – wilec, łubin, nasturcję, fasolę wielkokwiatową, portulakę, kosmos, dimorfotekę. Można też jeszcze siać groszek pachnący, nagietek, ostróżkę, maciejkę, słoneczniki (zakwitną później niż te siane w kwietniu); Pod koniec miesiąca na rozsadniku – rośliny dwuletnie: dzwonek ogrodowy, miesięcznicę dwuletnią, naparstnicę purpurową, bratek ogrodowy, prawoślaz (malwę) i goździk brodaty. Sadzimy w maju: w pierwszej połowie miesiąca – rozsadę astrów chińskich, bratków ogrodowych, kocanek, lwiej paszczy; w drugiej połowie miesiąca – rozsadę heliotropu peruwiańskiego, petunii, werbeny, żeniszka, lobelii, begonii, szałwi, aksamitek, goździków Chabaud, niecierpków, zatrwianu, cynii, iresine, ślazówki, smagliczki nadmorskiej (lobularii), tytoniu, penstemonu ogrodowego, tunbergii oskrzydlonej, kobei.

Byliny, rośliny bulwiaste i cebulowe Systematyczne odchwaszczamy grządki i rabaty – w maju chwasty mają jeszcze niewielkie rozmiary i są słabo zakorzenione, dlatego łatwo je wyrywać. Jeśli zaniedbamy ten zabieg, chwasty rozrosną się i zaczną konkurować z uprawianymi roślinami o wodę, światło oraz substancje odżywcze. Byliny: dzielimy, rozmnażamy i przesadzamy byliny kwitnące wczesną wiosną, późnym latem i jesienią. Pobieramy sadzonki pędowe złocieni, dzwonków dalmatyńskich, słoneczniczków, żagwinu oraz sadzonki

For Advertising Information Please Call 416-938-7141 or e-mail info@radiopolonia.ca, www.polskimonitor.com

9


10

REKLAMA to klucz do sukcesu. Tel.416-938-7141 lub e-mail info@radiopolonia.ca, www.polskimonitor.com


Mniszek lekarski

Kącik zielarski

Niekonwencjonalne metody leczenia były znane od wieków, w literaturze często występują herbatki, napary, wyciągi, nalewki, a wśród wielu specyfików również syropy o gęstej konsystencji z dużą zawartością cukru, nadającą im trwałość i długą przydatność do spożycia. Bogate tradycje ludności wiejskiej i nierozerwalnie z nimi związane wierzenia, techniki lecznicze o charakterze magiczno-religijnym stanowią jedną z najstarszych i najbardziej znaczących części wiedzy ludowej na temat otaczającego świata i przyrody. Są częstym elementem badań prowadzonych przez etymologów, etnografów, biologów. Zainteresowanie lecznictwem ludowym, zamiennie medycyną ludową, ziołolecznictwem, fitomedycyną czy też fitoterapią, było zróżnicowane w czasie. Ze względu na niepiśmienność ludności wiejskiej często zapisy receptur sporządzane były przez badaczy na podstawie podań ustnych przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Natomiast wraz z postępem medycyny zaprzestano praktykowania i stosowania medycyny ludowej na wsi, zniknęły wiejskie zielne ogródki. Początki badań na temat wiedzy i wierzeń ludowych przypadają na około 1840 rok. W drugiej połowie XIX wieku wzrasta zainteresowanie etnografów, lekarzy botaników, historyków medycyny stosowaniem leków roślinnych. Zastosowanie mniszka lekarskiego i jego właściwości lecznicze zostały opisane w literaturze i potwierdzone badaniami. Elżbieta Szot-Radziszewska w Sekretach ziół: wiedza ludowa, magia, obrzędy, leczenie (Warszawa 2005, Wydawnictwo TRIO) pisze: Mniszek lekarski, mlecz, dmuchawiec, mlic – z kwiatów sporządzają „miód na wątrobę” – pięćset kwiatków zasypują cukrem (pół kilograma), dodają pół litra wody i cytryny (pół kilograma), gotują i zalewają w słoiki, stosują według ściśle określonych dawek; z kwiatów sporządzają też syrop i piją „na przeziębienia i przy kaszlu” – kwiatki zasypane cukrem stawiają na słońcu; inny przepis na syrop – pięćset kwiatków zasypać cukrem, dodać wody i postawić na dwadzieścia cztery godziny, następnie wycisnąć mlecz i gotować trzy godziny; suszą ziele urwane przy samym korzeniu, napar piją przy nadciśnieniu i na wzmocnienie organizmu Co roku na wiosnę z kwiatów mniszka robię syrop, który smakuje wybornie, a jednocześnie jest korzystny dla zdrowia. Piernik na Boże Narodzenie robię tylko z tego syropu. Kiedyś moja matka spotkała kobietę niosącą w fartuchu kwiaty mniszka. Zapytana, co będzie z nimi robić, podała przepis na pyszny syrop mniszkowy. Przepis ten podaję poniżej do wykorzystania: cztery kopiaste garście koszyczków mniszka zalewa się jednym litrem zimnej wody i powoli ogrzewa aż do wrzenia. Po zagotowaniu

garnek zdejmuje się z kuchenki i odstawia na noc. Następnego dnia wlewamy wszystko na sito. Cedzimy, a potem dobrze wyciskamy kwiaty obydwiema rękami. Do soku dodajemy 1 kg nieczyszczonego cukru i pół cytryny pokrojonej na plasterki (jeżeli cytryna była pryskana to skórkę odrzucamy). Jeśli doda się więcej cytryny to smak będzie cierpko-kwaśny. Garnek bez pokrywki stawia się na kuchence, którą nastawia się na najwolniejsze grzanie, aby zachować wszystkie witaminy. Ciecz odparowuje się bez gotowania. Całość należy raz lub dwa razy oziębić, aby sprawdzić czy konsystencja syropu jest prawidłowa. Irena Gumowska Deptane po drodze (Wydawnictwo PTTK „Kraj”, Warszawa 1989): W Czechosłowacji przygotowuje się też inny domowy lek z mniszka. 350 do 400 kwiatostanów trzeba dokładnie umyć i zalać litrem zimnej wody. Zagotować, dodać jedną cytrynę pokrajaną w plasterki i jeszcze gotować pod przykryciem 15 minut. Zostawić do następnego dnia. Przecedzić płyn przez stylonowe sito i do otrzymanego soku dodać 1 kg cukru (można mniej, ale nie mniej niż 75 dag) i gotować na małym ogniu od 45 minut do 2 godzin, odparowując. Otrzyma się ok. pół litra płynu o konsystencji miodu. Gorący sok przelewa się do gorących słoiczków lub butelek i na 20 minut przykrywa kocem (sucha pasteryzacja).

Wino z Mlecza

Przepis na 5 litrów wina:

Składniki:

•   1250 g. Płatków kwiatowych mniszka •   0,5kg. Rodzynek •   1,12kg. Cukru •   15g. Kwasu cytrynowego •   0,5 g. Taniny •   2g. Pożywki •   Drożdże winne (Biowin Sauternes lub Bordeaux). •   Woda do objętości 5 litrów Zbierz kwiatki, gdy są zupełnie dojrzałe. Użyj tylko żółtych płatków kwiatowych, nie używaj żadnych zielonych części. Włóż płatki do plastikowego sitka, zanurz w ciepłej wodzie, dodaj cukru. Po ochłodzeniu do temperatury pokojowej, dodaj resztę składników, oprócz drożdży, które dodaj po 24h. Mieszaj baniakiem 2 - 3 razy dziennie, tak by płatki kwiatów były ciągle zwilżone. Gdy fermentacja ma się ku końcowi, wyjmij z baniaka sitko z kwiatami i ściągnij wino znad osadu.

Sałatka z mlecza i pomidorów Mlecz zamiast sałaty? Czemu nie! Jest równie smaczny i w dodatku dużo zdrowszy i bogatszy w witaminy i sole mineralne niż tradycyjna sałata. Pamiętaj liście mlecza stracą goryczkę, gdy zostawimy je na pół godziny w osolonej wodzie. Składniki:

•   garść młodych liści mlecza, •   4 pomidory lub 30 dkg pomidorków koktajlowych, •   pęczek dymki, •   pęczek natki pietruszki, •   garść rzeżuchy,

Składniki sosu winegret: •   6 łyżek oliwy, •   3 łyżki octu winnego, •   łyżka musztardy, •   łyżeczka cukru, •   sól i pieprz do smaku.

Przygotowanie:

Oliwę, musztardę i ocet wlej do pojemnika z zakrętką, wstrząśnij energicznie by połączyć składniki, dopraw cukrem, solą i świeżo zmielonym pieprzem. Sos odstaw do lodówki. Młode listki mlecza, rzeżuchę i pietruszkę myjemy i osączamy na sicie, następnie rozrywamy na mniejsze kawałki w rękach (natkę można też drobno posiekać). Dymkę szatkujemy dodajemy do reszty i całość mieszamy. Pomidory kroimy w ósemki lub w przypadku pomidorków koktajlowych na połówki i układamy na talerzach. Obok pomidorów układamy porcję wymieszanej sałatki, przed podaniem polewamy obficie sosem winegret (od redakcji: poza składnikami podanymi w przepisie dodaję zgniecionego czosnku, smakuje wybornie).

For Advertising Information Please Call 416-938-7141 or e-mail info@radiopolonia.ca, www.polskimonitor.com

11


Trzeba przeżyć, aby uwierzyć

Stanisław Krawiec, polski bioenergoterapeuta z Mississaugi, zdradził w trakcie rozmowy z Magdaleną Lesiuk z „Polskiego Monitora” kilka szczegółów ze swojej pracy. Jak to się stało, że zainteresował się Pan bioenergoterapią? Po prostu – mój piesek mi to pokazał. Dostał udaru, miał sparaliżowaną całą lewą stronę, lewe oko mu się nie zamykało, miał wykrzywioną szczękę. Prosiłem o pomoc innego człowieka, który zajmował się bioenergoterapią, ale widocznie nie robił tego tak, jak powinien, bo bał się przyjść i pomóc psu, którego przecież znał. Przyjechałem od niego zdenerwowany i zacząłem się nad psem użalać, że będę musiał go uśpić. I tak poużalałem się, podotykałem, ale nie w sensie uzdrawiania, bo wtedy w ogóle w to nie wierzyłem. Po prostu żegnałem się z pieskiem, którego miałem od szczeniaka. W tym momencie zaczęło mi się coś w rękach robić, a psem zaczęło trząść pod moimi rękoma. Powiedziałem do mojej żony, że Apis umiera mi na rękach. Później zostawiłem go na jakiś czas. W ogóle nie wiem ile to czasu trwało, nie kontrolowałem tego, bo nie myślałem, że mu w jakiś sposób pomagam. Znowu po tym czasie zacząłem go głaskać, ściskać i całować, bo bardzo go kochałem. I kiedy tak leżał na swoim foteliku, bezwiednie położyłem na nim ręce – wtedy zupełnie inaczej zaczęły mi pracować. Powiedziałem, że teraz to na pewno już umiera, bo przestaje mu działać szpik kostny, zaczęło wszystko mniej funkcjonować pomiędzy rękoma. Wtedy moja żona powiedziała do mnie: „To Ty jesteś Nardellim” (Stanisław Nardelli, polski bioenergoterapeuta – przy. redakcja). Odpowiedziałem jej, żeby mi nie opowiadała bzdur o jakimś Nardellim, kiedy pies mi tu umiera. Wtedy w ogóle o nic o nim nie wiedziałem. Zostawiłem znowu Apisa, żeby dać mu spokojnie odejść. Przysnąłem przy telewizorze, a po przebudzeniu pierwsze moje spojrzenie padło na fotel – psa nie było. Poszedłem powiedzieć mojej żonie, że Apis już pewnie umarł, bo zwierzęta w takich sytuacjach zwykle szukają odosobnienia. Przychodzę do sypialni, a tu Apis śpi na podłodze

w nogach łóżka, tam, gdzie zawsze spał, kiedy był zdrowy. Zapytałem, czy sobie go przyniosła do sypialni na ostatnią noc, bo przecież sam nie przyszedł – był sparaliżowany. Żona z kolei była pewna, że to ja go przyniosłem. Znowu myślałem, że pewnie nie żyje, skusiło mnie jednak, żeby się z nim jeszcze pożegnać, dotknąłem go i poczułem, że jest ciepły i tylko śpi. Po tym znów zasnąłem. Pamiętam jak dziś, że obudziłem się 15 minut po 5 rano i pierwsze moje spojrzenie znowu trafiło na podłogę przy nogach łóżka – psa nie ma. Sprawdziłem wszędzie naokoło łóżka – nigdzie go nie było. Pomyślałem, że pewnie moja żona go wyniosła jak już umarł. Poszedłem do kuchni – patrzę Apis siedzi przy drzwiach do ogrodu i czeka, żeby go wypuścić na dwór. Ale przecież jak mógł tam siedzieć, skoro nie mógł chodzić? Wtedy powiedziałem do niego „Apińko Ty moje” – a on się wtedy przewrócił. Wyglądało to tak, jakby się chciał obejrzeć i nie mógł. Dopiero po chwili nabrałem odwagi, żeby go dotknąć i sprawdzić czy żyje. Okazało się, że żył, nawet spróbował pomachać do mnie ogonem, oczy miał zaszklone. Wziąłem go na ręce, zaniosłem na dwór – i od tego czasu żył jeszcze 7 lat. Na drugi dzień oko zaczęło mu się lekko zamykać, a po 3 dniach szczęka zaczęła się prostować. Po kilku dniach przyszła do nas koleżanka z dziećmi i myślała, że kupiliśmy sobie takiego samego psa jak Apis. Nie mogła uwierzyć, że to ten sam piesek, bo przecież już mieliśmy go usypiać. Uwierzyła dopiero jak zaczął reagować na swoje imię i cieszyć się na jej widok. I właśnie ta koleżanka była moją pierwszą pacjentką po psie. Wzięła krzesło i mówi „To ja będę twoja pierwsza”. I tak to się ujawniło we mnie. Ale z początku sam w to nie wierzyłem. Przez prawie rok wozili mnie po swoich znajomych – były rezultaty moich prób, ale uważałem, że to bardziej dzieło przypadku. No bo co takiego można mieć w rękach?

Tak było do momentu, aż kolega zawiózł mnie do szpitala St. Joseph, gdzie jego kolega leżał w śpiączce. I to był taki mój pierwszy, jak to mówią lekarze, wynik kliniczny. Ten człowiek leżał w śpiączce z wyrokiem śmierci, bo przewidywano, że będzie żył najwyżej 10 dni… Po moich 3 – 4 terapiach wybudził się i powiedział, że musi iść do ubikacji. A później to już się to jakoś potoczyło. Zacząłem przyjmować pacjentów, jeździłem również do pacjentów do domów. Namówiono mnie również do zapisania się do zrzeszenia bioenergoterapeutów. Musiałem tam pokazać szpitalne wyniki mojej terapii. Musiałem również zgłosić się do RCMP, żeby dostać opinię z Polski o mnie. Tam mi powiedziano, że to może długo potrwać, nawet do półtora miesiąca. Tymczasem już na drugi dzień dostałem telefon, że moja opinia jest gotowa. W Polsce miałem pozwolenie na broń, więc dokument trzeba było tylko oficjalnie potwierdzić. I tak wyrobiłem odpowiedni papier, również do niego pobrano moje odciski palców. Tak zostałem przyjęty do zrzeszenia i w ten sposób się wszystko zaczęło. Proszę powiedzieć naszym Czytelnikom, na czym dokładnie polegają wizyty na Pana kozetce. Na macaniu, proszę Pani. [śmiech] Ja tylko macam i to jest wystarczające. Ludzie są zaskoczeni, ale później powtarzają, że no niestety, taka prawda - Krawiec tylko pomaca i jest ok. Miałem taki przypadek, kiedy jedna Pani powiedziała: „A gdzież tam, przecież wszyscy Krawca znają, po piknikach chodził, pił gorzałę, za dziewczynami się oglądał, robił różne inne cuda i raptem wielki uzdrawiacz”. Jednak inna Pani powiedziała mi: „Wie pan, panie Stanisławie, tak mi o panu mówili, ale ja w to nie wierzyłam. No bo jak to, przecież np. taki uzdrawiacz Połonecki to z Polski przylatuje, a nie taki Krawiec tutejszy, miejscowy. Ale mówili mi – wszędzie pójdziesz, ale do Krawca i tak na końcu trafisz.” I rzeczywiście, dobrze jest czasami przyjąć takie osoby, które były na innych terapiach, a i tak w końcu trafiają do mnie. Czy trafiają do Pana tylko Polacy? Wszystkie narodowości, jakie są w Kanadzie, już były u mnie. Również wszystkie wyznania religijne.

12

Z naszych wcześniejszych rozmów wiem, że oprócz tego, że przyjmuje Pan pacjentów w swoim gabinecie, jeździ Pan również na wizyty do szpitali. Proszę powiedzieć jak reaguje na Pana wizyty personel medyczny. Kiedyś faktycznie trochę się obawiałem tych wizyt. Miałem również kilka takich przypadków, kiedy musiałem pokazać moją legitymację ze zrzeszenia bioenergoterapeutów. Kiedyś jeden doktor w szpitalu w Brampton nie bardzo chciał mnie wpuścić na oddział, jednak powiedziałem mu, że mam

REKLAMA to klucz do sukcesu. Tel.416-938-7141 lub e-mail info@radiopolonia.ca, www.polskimonitor.com


prawo tu być, bo nasze zrzeszenie jest powiązane z medycyną konwencjonalną. Kiedy zobaczył ten dokument ze zrzeszenia nie robił już żadnych problemów. Nigdy jednak nikt z personelu nie zabronił mi wizyt u pacjentów. Dziś jest już zupełnie inaczej, bo znają mnie we wszystkich szpitalach. Teraz nawet lekarze sami dzwonią po mnie i mówią, że jest jakiś pacjent po operacji, któremu przydałoby się pomóc w szybszym dochodzeniu do zdrowia, czy też są pacjenci przed operacjami, którym trzeba pomóc. Nie mam więc żadnych problemów z personelem medycznym. Można powiedzieć, że współpracuję z nimi… albo oni ze mną. [śmiech] Czy zdarzają się Panu pacjenci zawodowo związani z medycyną konwencjonalną? Proszę Pani, nawet z tytułami: profesor doktor chirurg. Jeden z moich pacjentów, właśnie z takim tytułem, specjalnie przyleciał do mnie z Australii. Na początku zwyczajnie mu nie wierzyłem, zwłaszcza, że do gabinetu przyszedł na piechotę. Wcześniej zarezerwował termin wizyty u mnie, ale nawet tego nie notowałem, bo nie wierzyłem, że rzeczywiście się zjawi. Dopiero później pokazał paszport, że rzeczywiście jest Australijczykiem. Przez internet znalazł niedaleko mnie motel i tak przychodził codziennie na wizyty. W trakcie wizyt mówiłem mu, żeby poszedł do swojego lekarza, zrobił badanie MRI, bo w jednym miejscu coś mi się u niego nie podobało. OdpoStanisław Krawiec wiedział, że z pewnością wszystko jest w porządku, dopiero na trzeci dzień wyznał: „Stanisław, nie dało się ciebie jednak oszukać, to jest dokładnie to, z czym przyleciałem. Mam kamień w woreczku żółciowym, ale nie chciałem go operować. Mam 65 lat, za dwa miesiące idę na emeryturę. Jestem na grillu wychowany i chcę dalej z niego korzystać.” Z Toronto i okolic też mam pacjentów – lekarzy, także polskich, ale akurat o wizytach polskich lekarzy u bioenergoterapeutów nie mówi się tak głośno. Czy trafili się tacy pacjenci, którzy przyszli na terapię bardziej, żeby udowodnić wszystkim, że ta terapia nie działa? Zdarzają się tacy, zwłaszcza panie, które wcześniej były już w kilku innych gabinetach. Miałem taki przypadek, kiedy przyszła pani, a zaraz za nią druga, która miała mieć wizytę godzinę później. Pierwsza pacjentka leżała już na łóżku, a ta, która miała wizytę później zapytała, czy mogłaby sobie posiedzieć w tym samym pokoju i zobaczyć, co robię. Zgodziłem się i tak jak zawsze przed każdym pacjentem, poszedłem do łazienki opłukać ręce wodą. Zaraz za mną przybiegła do łazienki ta pani, która czekała na swoją kolej i zaczęła bardzo uważnie przyglądać się moim rękom i myciu. Nie wiedziałem, czego ode mnie chce, nawet powiedziałem jej, że moja żona jest piętro niżej. Ona niewzruszona stwierdziła, że to nic i dalej się przyglądała.

I wtedy krzyknęła do tej drugiej „Ty! on naprawdę ręce wodą myje, to tylko tamten jakąś maścią smarował!” Później mi opowiedziały, że obeszły już trochę gabinetów i właśnie w jednym z nich bioenergoterapeuta smarował ręce przed zabiegiem jakąś maścią, żeby ludzie odczuwali jakieś gorąco idące z jego rąk w trakcie terapii. Tak więc są tacy, którzy faktycznie sprawdzają. Z jakimi problemami najczęściej ludzie do Pana przychodzą? Najczęściej finansowymi. [śmiech] Czasami nawet pytają czy mogę potrzymać ręce na ich kuponie totolotka. Odpowiadam wtedy, żeby położyć go na brzuchu, bo to splot słoneczny i może pomoże. [śmiech] A naprawdę, to w przypadku mężczyzn zazwyczaj krzyże i żołądki. Jeśli chodzi o kobiety, to nowotwory. Przeważnie jest to związane ze sprawami kobiecymi, od tego się najczęściej zaczyna u nich. Przychodzą pacjenci z różnymi problemami, ale nowotwory są chyba teraz najczęstsze. Czy zdarzyło się Panu kiedykolwiek powiedzieć pacjentowi, że nic nie może mu Pan pomóc? Kilka osób zarzuciło mi stwierdzenie, że im nie pomogę. Jednak ja tego nigdy nie robię, może ktoś inny tak. Nigdy nie powiem, że tego nie zrobię, bo tak naprawdę, to ja nic nie robię. To moja energia ma biopole, które jest kluczem do receptorów. Również nikomu nigdy nie powiedziałem „połóż się, pomogę ci, bo jesteś gotowy.” Tylko osoba korzystająca z terapii może powiedzieć, jak jej organizm się zachowuje. Nie ma przypadków, w których po terapii można powiedzieć „już nie masz raka!”. Nikt nie jest cudotwórcą. Po prostu trzeba spróbować, a osoba, która korzysta z terapii, stwierdzi, czy jej pomogło. Czy jest jakiś pacjent, którego historia najbardziej zapadła Panu w pamięć? Takich jest dużo, nawet nie wiem od czego zacząć. Najbardziej jednak zapamiętałem takiego, który jest mi winien ponad 3 tys. dolarów za wizyty, na które jeździłem do jego żony do szpitala. Niestety są tacy ludzie, i to niebiedni, którzy nie zapłacili za swoje wizyty. To chyba tyle, jeśli chodzi o sprawy finansowe. A zdrowotnie – było dużo takich przypadków, kiedy lekarze stwierdzili, że są bezradni, nic nie mogą pomóc i wypisują ze szpitala, bo już żadna terapia nic nie da. Sąsiadką jednej z moich pacjentek poleciła jej, żeby spróbowała jeszcze przyjść do mnie. Rzeczywiście przyszła i od dłuższego czasu nie możemy się rozłączyć. Przychodzi po dziś dzień. Jest przedstawicielką Punjabi i była właśnie chora na nowotwór. Do dziś mówi mi „Stanley, Ty jesteś magic!”. Jest faktycznie dużo takich przypadków, gdzie konwencjonalne leczenie jest drogą bez wyjścia – diagnoza jest postawiona, różne inne badania oraz biopsje zrobione, a w efekcie pacjent słyszy: „No niestety, na tym koniec”. A jednak te osoby dochodzą do siebie, nawet spokojnie wchodzą po

Zdrowie tymczasowych schodach u Krawca, które są tymczasowe od 14 lat. Czy korzystał Pan kiedykolwiek z pomocy innego bioenergoterapeuty? Ja nigdy w to nie wierzyłem, dlatego byłem tak bardzo przeciwny, kiedy ktoś szedł do bioenergoterapeuty i za trzy minuty płacił ogromne sumy pieniędzy. I pomimo wielu wizyt jakoś nie było z tego pożytku. Gdyby nie mój pies, to na pewno nigdy w życiu bym tego sam nie robił. Mówię wszystkim, że ja na mojego psa – bo nie on na mnie – czekałem 55 lat, bym się dowiedział tego, co mi pokazał. I tak to już trwa 15 lat. Jak Pan myśli, skąd pochodzi coraz większe zainteresowanie ludzi tzw. medycyną niekonwencjonalną, naturalną? Po prostu, chemia wypiera wszystko inne i ludzie próbują z powrotem cofać się do starych metod, czyli różnego rodzaju zielsk, kwiatów, nasion, a to zdaje egzamin. W tej chwili nawet medycyna konwencjonalna, ta akademicka powoli zaczyna to przejmować. Jakby przybliżała się znowu do medycyny naturalnej. tak jak to kiedyś było, Tym bardziej teraz, kiedy coraz bardziej rozreklamowane jest wszystko, co pochodzi z „ekologicznych upraw”. To jest bardzo dobra rzecz, tylko że ten początek mody na naturalną żywność jest bardziej nastawiony na pieniądze, bo za coś, co jest ekologiczne trzeba zapłacić 3 lub 4 razy tyle co normalnie. Czy również w swoim gabinecie zauważył Pan wzrost zainteresowania taką medycyną? Czy zgłasza się więcej pacjentów niż wcześniej? Jeśli chodzi o pacjentów, to raz jest więcej, raz jest mniej, ale ja nie robię żadnych kolejek. Nie przeznaczam np. 3 – 5 minut na osobę. Nie ma tak, że osoba przyjdzie, ja ją dotknę i już wołam następną. Nie, ja poświęcam do godziny na pacjenta, więc w tej sytuacji ile osób mogę przyjąć? 12 do 14 dziennie, to jest wszystko. U mnie więc nie ma takich nasileń, żaden pacjent nie powie „O, proszę pana, tam to takie kolejki są”. U mnie pacjenci zapisywani są na konkretną godzinę, na którą mają przyjechać. Faktycznie wydaje mi się, że teraz więcej ludzi korzysta z rzeczy związanych z medycyną naturalną. Zwłaszcza, że coraz częściej ludzie narzekają na leki z medycyny konwencjonalnej, że jest chemia, że coś tam jest nie tak. Ale tego nie bardzo da się wykruszyć, może z biegiem czasu… Na razie trzeba współpracować. Ja współpracuję z lekarzami. Nie polega to na tym, że chodzę do nich i ich czegoś uczę. Po prostu, wysyłam do nich pacjentów, a oni czasami wysyłają do mnie. Są rzeczy, których się nie uniknie, np. różnych urządzeń czy przyrządów typu CAT Scan, MRI, Ultrasound – takie badania trzeba wykonać, żeby dokładnie wiedzieć, co się dzieje. Od tego nie uciekniemy. I od chemii również nie. Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę powodzenia w dalszej pomocy chorym. Dziękuję bardzo i życzę tego samego. I dużo zdrowia.

For Advertising Information Please Call 416-938-7141 or e-mail info@radiopolonia.ca, www.polskimonitor.com

13


Otwarcie nowej hali C.M.I.

Cyclone, czyli wylęgarnia samolotów

Z Andrzejem Sochajem, właścicielem firmy Cyclone Manufacturing, rozmawia Andrzej Kumor. Co słychać w Cyclonie, chyba jednym z największych zakładów kierowanych przez Polaków? Nie wiem, czy największym, ale jest nas czterysta osób.

Mamy ciągle kłopoty, mamy ogłoszenie w gazecie. Mamy przez pół roku ogłoszenia i ciągle mamy kłopoty, nie możemy zdobyć pracowników.

Byłem tutaj, gdy otwierał Pan tę halę. Wtedy było dwieście osób. Ludzie mówią, że jest recesja... My nie mamy recesji, ciągle przyjmujemy pracowników, ostatnio przyjęliśmy pięćdziesiąt osób. Czy to związane jest z nowymi projektami? Są nowe samoloty, takie jak Dreamliner czy Airbus 350.   Państwo robicie rzeczy do Dreamlinera? Tak, produkujemy części do wszystkich samolotów pasażerskich, poczynając od Airbusa 350, a kończąc na Embraerze czy CRJ.

Pracownicy Cyclone Manufacturiung Inc. Zwykle u Państwa jest obróbka metali, a Dreamliner to kompozyty, więc jak to jest? To nie są same kompozyty. To jest prawdopodobnie 50 proc. kompozytów, a 50 procent metalu. U Państwa się tnie metal wodą na zimno. Również, ale nie w tym budynku. W tej chwili mamy cztery budynki, razem 280 tys. stóp kw., ostatnio, dostałem klucze do nowego budynku. Poszerzacie działalność? Tak, poszerzamy. Czekamy na maszyny. Minister Kenney wybrał Pana zakład do tego, żeby poinformować o nowym programie imigracyjnym dotyczącym zatrudnienia profesjonalistów, osób o konkretnych zawodach. Czy Pan ma kłopoty ze znalezieniem kadry w Toronto?

14

Jason Kenney, minister imigracji i obywatelstwa, w trakcie wizyty w Cyclone Manufacturing Dlaczego tak jest? Czy nie sądzi Pan, że nie jest to problem imigracyjny, a raczej braku właściwego szkolenia zawodowego? Przecież tutaj mamy bezrobocie w Toronto, ludzie szukają pracy. Mnie się wydaje, że przyczyną jest i jedno, i drugie. Sprawy imigracyjne są utrudnione, za dużo Humane Resources nam pytań zadaje i stawia warunki, którym często nie możemy sprostać, żeby pracownik mówił biegle po angielsku czy jakieś tam zarobki nie wiadomo jakie miał. Z drugiej strony, wydaje mi się, że rząd też nie jest nastawiony, żeby promować ludzi o technicznym wykształceniu. Wydaje im się, że ta praca jest brudna, a u nas ludzie pracują właściwie w białych koszulach. To jest czysta i dobrze płatna praca. Czyli jeśli ktoś myśli o wyborze kariery, to przemysł lotniczy, przemysł zbrojeniowy są odporne na recesję? Tak, są odporne na recesję. W tej chwili mówimy, że produkcja jest sprzedana przez następne dziesięć lat. Ciągle powiększamy produkcję, nie mamy jej sprzedanej na dziesięć lat, ale produkcja samolotów jest sprzedana na następne dziesięć lat i na takim poziomie utrzyma się przynajmniej do roku 2030. Czyli jeżeli ktoś jest dzisiaj w szkole, to jest to dobry wybór zawodu. Czego można życzyć Cyclonowi? Wydaje mi się, że gdyby te sprawy imigracyjne były zmienione a będą to nam pomoże. I dobrze byłoby, żeby rząd federalny popatrzył jednak przychylnie na tę dziedzinę gospodarki, bo my eksportujemy większość naszego produktu za granicę. My bezpośred-

nio eksportujemy 60 proc., a pośrednio jeszcze dodatkowo Bombardier eksportuje, tak że 95 proc., jestem pewien, że idzie poza granice Kanady. W tym potrzebujemy wsparcia, żeby to rozwijać, bo w przemyśle lotniczym i kosmicznym możemy być nie tylko piątym krajem na świecie, możemy być też czwartym, jeżeli rząd federalny nam w tym pomoże. Jest Pan Polakiem, inżynierem wykształconym w Polsce, czy u Pana pracują Polacy, czy chciałby Pan z Polski też ludzi ściągnąć, którzy chcieliby pracować w Kanadzie? Czy Polacy są dobrymi pracownikami? Są bardzo dobrymi pracownikami. Jestem bardzo zadowolony, bo mamy większość Polaków, większość, może pięćdziesiąt procent. Skończyłem studia w Polsce, w Lublinie, na politechnice. Miałem przez ostatnie dziesięć lat około trzydziestu studentów z Lublina na praktyce. U nas odbywali praktyki i wszyscy mają pracę. Wysyłają mi listy, pracują w Anglii, pracują w Niemczech, w BMW, w Mercedesie, i są zadowoleni z tego...

Państwo Elżbieta i Andrzej Sochaj ...że praktykę zawodową mieli tutaj. Gdy pokażą, że pracowali w Cyclone, to są przyjmowani z otwartymi rękoma. Dziękuję bardzo za rozmowę. Źródło: www.goniec.net 12 grudnia 2012 roku, w Cyclone Manufacturing, największej firmie polonijnej produkującej na potrzeby przemysłu lotniczego, odbyła się konferencja ministra imigracji i obywatelstwa Jasona Kenneya, który poinformował o powołaniu do życia nowego programu imigracyjnego dla robotników wykwalifikowanych. Program ten daje szansę również robotnikom nieudokumentowanym, którzy przebywają nielegalnie w Kanadzie.

REKLAMA to klucz do sukcesu. Tel.416-938-7141 lub e-mail info@radiopolonia.ca, www.polskimonitor.com


For Advertising Information Please Call 416-938-7141 or e-mail info@radiopolonia.ca, www.polskimonitor.com

15


16

REKLAMA to klucz do sukcesu. Tel.416-938-7141 lub e-mail info@radiopolonia.ca, www.polskimonitor.com


For Advertising Information Please Call 416-938-7141 or e-mail info@radiopolonia.ca, www.polskimonitor.com

17


18

REKLAMA to klucz do sukcesu. Tel.416-938-7141 lub e-mail info@radiopolonia.ca, www.polskimonitor.com


Hirudoterapia leczenie pijawkami

Zdrowie

Jest popularną metodą stosowaną w wielu gabinetach medycyny naturalnej. Ale chirurgowi, który dzięki pijawkom uratował nogę pacjentowi, groziło zwolnienie z pracy, bo zrobił zabieg bez zgody dyrekcji szpitala. Koronnym zarzutem wobec niestandardowych terapii jest brak skuteczności. Wiele wręcz traktuje się jako sposób na wyłudzanie pieniędzy. Inaczej rzecz ma się z hirudoterapią. Sceptycznie do niej nastawieni lekarze nie kwestionują efektów, które bywają spektakularne, ani wydatków (zabieg kosztuje 150–200 zł). Kontrowersje budzi bezpieczeństwo. Stąd metody tej nie uznaje medycyna akademicka.

Jedna z najstarszych metod leczenia właśnie powraca do łask Pierwsze wzmianki o przykładaniu pijawek pochodzą sprzed 2000 lat. Pisano o nich na egipskich hieroglifach, w Biblii, w dziełach starożytnych greckich i rzymskich medyków. Ponoć wielkim zwolennikiem ich był sam Hipokrates. Leczenie nimi stało się popularne w średniowieczu, od kiedy Paracelsus, uznany za ojca nowożytnej medycyny, zalecał je prawie na każdą przypadłość. Kiedy w XX wieku rozpoczęła się masowa produkcja leków farmakologicznych, szybko wyparły one pijawki. Dzisiaj na fali mody na naturalne metody leczenia znów się je stosuje, głównie w gabinetach medycyny niekonwencjonalnej, pod nazwą hirudoterapii.

Zastrzyki z heparyny zamiast stawiania pijawek Dlaczego? Ponieważ syntetyczna heparyna, podobnie jak zawarta w ślinie pijawek hirudyna, rozrzedza krew. Lek ten podaje się w chorobach naczyniowych, np. zapaleniu żył czy w trakcie zawału, by ratować życie. Czasami stosuje się go profilaktycznie, by uniknąć zakrzepów w naczyniach. Sprzyja im siedzenie przez wiele godzin w jednej pozycji, co jest nieuniknione podczas podróży na inny kontynent. Jeśli planujesz długi lot, zapytaj lekarza, czy godzinę przed odlotem nie powinnaś otrzymać zastrzyku z heparyny (możesz zrobić go sama lub w punkcie medycznym na lotnisku).

To niezbędne przy kłopotach z krążeniem (ich oznaką są obrzęki nóg) i przy nadwadze.

Wpływ terapii na organizm Potwierdzono naukowo, że podczas zabiegu „upuszczania krwi” do organizmu przedostaje się wiele związków biochemicznych wytwarzanych przez pijawki. Pozwalają one na: •   obniżenie krzepliwości krwi i istniejących skrzepów, •   poprawę ukrwienia, •   regulację ciśnienia krwi, •   działanie przeciwzapalne i wzmocnienie układu odpornościowego, •   obniżenie bólu, •   detoksykację (oczyszczenie organizmu), •   poprawę nastroju.

Wspomaga leczenie •   chorób serca, płuc, oskrzeli, przewodu pokarmowego, wątroby, skóry, ginekologicznych, nerek, prostaty, kręgosłupa, •   nadciśnienia i niedociśnienia, •   niewydolności żylnej: żylaków, zakrzepowego zapalenia żył, hemoroidów, zakrzepów, •   wrzodów żołądka, •   wysokiego poziomu cholesterolu we krwi, •   trudno gojących się ran, •   rwy kulszowej, •   bólów stawów, •   stanów depresyjnych i nerwicowych oraz histerii oraz agresji. Pijawki są niekiedy wykorzystywane w zabiegach replantacji po utracie kończyn, skóry, piersi i uszu.

Aby zabieg był bezpieczny Hirudoterpia wspomaga leczenie bardzo wielu dolegliwości. Aby jednak zabieg mógł pomóc należy pamiętać o tym, że istotnym przeciwwskazaniem do jego wykonania jest: hemofilia, leczenie farmakologiczne z wykorzystaniem antykoagulantów (np. aspiryna, heparyna), niskie ciśnienie krwi, anemia, ostre alergie,

ciąża (ryzyko poronienia), choroba nowotworowa. Nie powinno się stawiać pijawek u dzieci poniżej 15 roku życia. Warto także korzystać z usług rekomendowanych gabinetów, ponieważ wykorzystywane w hirudoterapii pijawki muszą pochodzić z legalnej hodowli laboratoryjnej. Pijawki są zawsze wykorzystywane jednorazowo, a ich ponowne użycie u innych pacjentów stwarza poważne   zagrożenie dla zdrowia.

Jak przygotować się do zabiegu? Zabieg „upuszczania krwi” trwa zwykle 1-2 godzin. Aby uniknąć niepożądanych komplikacji  warto pamiętać o kilku zasadach, które pozwolą na odpowiedni przebieg terapii. Przed zabiegiem: •   Dzień przed należy zrezygnować ze spożywania alkoholu. •   Zaleca się pić dużo wody. •   Nie wolno smarować maściami miejsc na których zostanie wykonany zabieg. Po zabiegu: •   Możliwe jest wystąpienie zaczerwienienia na skórze, obrzęku i pieczenia, które ustępuje po kilku dniach. Objawy mogą złagodzić dostępne w aptekach maści przeciwko swędzeniu. Mogą również pojawić się osłabienie i senność. •   Nie można rozdrapywać ran, gdyż grozi to krwotokiem. •   Należy unikać kontaktu ran z octem i sodą.

 Zanim się zdecydujesz Przed podjęciem tego typu leczenia  należy zawsze skonsultować się z lekarzem.  Decydując się na zabieg, warto liczyć się z tym, że w Polsce jest on wykonywany jedynie w prywatnych placówkach, a jego ceny wahają się  od 50 zł w górę i należy je kilkukrotnie powtarzać. W Polsce zabiegi hirudoterapii nie są oficjalnie uznawane przez medycynę konwencjonalną.  źródło: www.zylaki.med.pl

For Advertising Information Please Call 416-938-7141 or e-mail info@radiopolonia.ca, www.polskimonitor.com

19


Zdrowie

Robaki jelitowe

Lamblia, astma i alergie

Choroby układu pokarmowego w większości przypadków spowodowane są zarobaczeniem organizmu. Helminty czyli robaki

Helminty - robaki, pasożyty wielokomórkowe, różnią się od innych chorobotwórczych czynników biologicznych wieloma cechami, a choroby przez nie wywoływane nazywane są chorobami pasożytniczymi lub inwazyjnymi. Wywołują je robaki płaskie lub robaki obłe. Zagrożenie pasożytującymi robakami jest powszechne na całym świecie, ale czynniki klimatyczne i inne okoliczności powodują przewagę określonych pasożytów na pewnych obszarach. Większość robaków pasożytujących na ludziach umiejscawia się w przewodzie pokarmowym, a ich rozprzestrzenianiu sprzyjają złe warunki sanitarne oraz zanieczyszczenie żywności i wody ich jajami. Helminty (z języka greckiego oznacza „robaki”) - termin przestarzały stosowany w zoologii i parazytologii. Helminty obejmują wszystkie grupy robaków pasożytniczych: przywry, tasiemce, obleńce, kolcogłowy. W artykule Metabolity pasożytów jako główny czynnik patogenny w powstawaniu astmy i innych chorób autorstwa polskiej lekarz alergolog, dr Ireny Wartołowskiej przedstawiono metabolity pasożytów (produkty ich przemiany materii) jako główny czynnik patogenny w powstawaniu astmy. Jak działają według p. Ireny Wartołowskiej? Blokują ciała odpornościowe torując drogę wirusom i bakteriom, dają stany spastyczne dróg oddechowych, powodują zwiększoną przepuszczalność naczyń. Są mocnym alergenem,dającym ekspozycję do wszelkich następnych uczuleń.

W Polsce inwazja: owsików – sięga 95% ludności Włosogłówki – sięga 80% ludności glisty – sięga 50% ludności Zakażenie lambliami już u niemowląt dochodzi do 80%. Tutaj chciałoby się podkreślić, że ogromnie trudne jest znalezienie jaj czy cyst pasożytów. Na 1000 dzieci zarobaczonych, u których ilość badań wyniosła do 60 razy a nie jednego badania pacjenta, jaja znaleziono zaledwie u połowy badanych. Dlatego obecnie przeprowadzamy kurację przeciw pasożytom bez pokrycia laboratoryjnego. Zarobaczenie jest powszechne, pasożyty są głównym czynnikiem alergizującym organizm, nie ma jednostki chorobowej bez komponenty alergizującej. Nie traćmy czasu na szukanie pasożytów. Niech to doniesienie będzie krokiem na

20

przód w niesieniu przyspieszonej i docelowej pomocy choremu człowiekowi. Wydaje mi się, że tak jak są przeprowadzane rutynowe szczepienia ochronne, tak powinno nastąpić powszechne odrobaczanie ludności. Metabolity pasożytów to główny czynnik patogenny w powstawaniu astmy bo blokują ciała odpornościowe, torując drogę wirusom i bakteriom, dają stany spastyczne dróg oddechowych, powodują zwiększoną przepuszczalność naczyń. Pasożyty blokują ciała odpornościowe, torując drogę wirusom i bakteriom, dają stany spastyczne dróg oddechowych, powodują zwiększoną przepuszczalność naczyń. Są mocnym alergenem, dającym ekspozycję do wszelkich następnych uczuleń. Dr Irena Wartołowska przez 13 lat prowadziła Poradnię Alergologiczną dla Dzieci z Woj. Warszawskiego. W tym czasie przez Poradnię przeszło 1748 ciężko chorych dzieci. Przed objęciem tej placówki pracowała w Rabce - dzieci z woj. warszawskiego uważano za najciężej chore z całej Polski. Przyjeżdżały w stanie duszności, wyjeżdżały z niewielką lub zupełnie bez poprawy. Po wprowadzeniu rutynowego odrobaczenia każdego dziecka chorego na astmę, ustępowały objawy duszności niezależnie od tego, czy dziecko chorowało od 2 czy od 10 lat. Astma ustępowała u dzieci, ich rodziców i dziadków. Leczeniem obejmowała całą rodzinę. Nie było potrzeby wysyłania dzieci do uzdrowisk, jeżeli wyjeżdżały to ze względów społecznych: matka szła do szpitala a w domu nie było opieki. Po powrocie z sanatorium każde dziecko było ponownie odrobaczone.

Lamblioza - Ogoniastek jelitowy Lamblioza to choroba „brudnych rąk”. Odkrywcą lamblii tego „niepozornego” pasożyta był badacz nazwiskiem Lambl, któremu robaki te zawdzięczają swoją nazwę.   Pasożyty to organizmy zwierzęce lub roślinne wykorzystujące inny organizm jako środowisko życia i zdobywania pożywienia. Najczęstszymi pasożytami człowieka są organizmy zwierzęce, które wywołują choroby zwane parazytozami. Giardia lamblia jest pasożytem z rodziny wiciowców, powszechnie występującym w umiarkowanych szerokościach geograficznych, tak samo często w krajach wysoko rozwiniętych jak i rozwijających się. Ogniska bardziej agresywnych odmian zostały zi-

dentyfikowane w Rosji, w basenie Morza Śródziemnego i Azji centralnej. Najczęstszym sposobem zakażenia jest picie skażonej wody. Cysty tego pasożyta mogą przetrwać w wodzie do 3 miesięcy. Giardia lamblia oporne są na chlor i chlorowanie wody! Zakażenie częściej występuje u dzieci niż u dorosłych. Ogoniastek jelitowy, to pasożytniczy pierwotniak z grupy wiciowców spokrewniony z innymi wiciowcami z supergrupy Excavata - eugleninami, świdrowcami i innymi, wywołujący jedną z najczęściej występujących chorób pasożytniczych u dzieci - lambliozę. Może ona również dotykać dorosłych. Częstość inwazji lamblią wśród dzieci przedszkolnych i szkolnych jest dość wysoka i sięga 60% populacji w tym wieku - statystycznie na 3 dzieci 2 jest zarażonych lamblią. Należy uwzględnić ilość trudno wykrwalnych i niewykrywalnych przypadków, co może podnieść szacowaną populację zarażonych. Źródłem zakażenia może być człowiek – nosiciel lub zwierzęta. Do zakażenia lambliami dochodzi w wyniku połknięcia cyst. Cysty są usuwane okresowo z organizmu wraz z kałem. W jednym wypróżnieniu może znajdować się ich wiele milionów. Tam, gdzie fekalia stykają się z wodą pitną, powstają idealne warunki do rozprzestrzeniania się zakażenia. Woda pobierana z głębszych warstw jest pozbawiona cyst (zostają zatrzymane w warstwie piasku w glebie lub na filtrach piaskowych w wodociągach), ale wody powierzchniowe stanowią rezerwuar zarazka. Szczególnie zagrożone są przydomowe studnie, korzystające z wód podskórnych (często przeciekają do nich fekalia z przydomowych osadników ścieków), wody w rzekach, jeziorach (nawet te najczystsze w górach). Pierwotniak może też być przenoszony bezpośrednio między ludźmi (np. między partnerami seksualnymi). Może być zatem traktowany także jako choroba weneryczna przy takim zakażeniu.

Objawy zakażenia lamblią U dzieci - nawracające, przewlekłe bóle brzucha, nasilające się po jedzeniu, częste, okresowe biegunki - zwykle występuje wodnista biegunka, ogólne osłabienie i podżółtaczkowe zabarwienie oczu - to najczęstsze objawy umiejscowienia się lamblii w dwunastnicy i drogach żółciowych dziecka.

REKLAMA to klucz do sukcesu. Tel.416-938-7141 lub e-mail info@radiopolonia.ca, www.polskimonitor.com


U dorosłych - nudności, brak apetytu, gwałtowne, wodniste i sfermentowane stolce, wiatry trudne do utrzymania, niewielka gorączka, wzdęcia, kurczowe bóle brzucha, niekiedy w okolicy pęcherzyka żółciowego. Kał nie zawiera ropy, ani krwi. W przypadku rozległego zakażenia rozwija się ostra lub przewlekła biegunka, może dojść do gorszego wchłaniania z przewodu pokarmowego a tym samym niedożywienia organizmu i spadku masy ciała, do rozlanych bólów nadbrzusza lub lekkiego zapalenia pęcherzyka żółciowego. Obecność pasożytów może być również przyczyną pojawiania się dolegliwości na tle alergicznym lub ich nasilania. Wtedy nie należy leczyć samej alergii czy alergicznej astmy. Należy sięgnąć do jej przyczyny i oczyszczać organizm z pasożytów i pilnie przywracać prawidłową mikroflorę. Aby wytępić pasożyty, kuracji muszą się poddać wszyscy członkowie najbliższej rodziny chorego dziecka oraz domowe zwierzęta! W przypadku dzieci lamblie przyczyniają się do częstych, przewlekłych biegunek i zaparcia. Wynika to z faktu, że robaki zaburzają trawienie tłuszczy i węglowodanów. W konsekwencji częstych biegunek obserwujemy niedożywienie z powodu braku prawidłowej flory w jelitach Z braku wielu składników, może dojść do częstej w chorobach pasożytniczych anemii; występują także przewlekłe przeziębienia, katar i pochrząkiwania, odczyny alergiczne, a nawet upośledzenie rozwoju fizycznego - niedorozwój całego organizmu, kończyn bądź narządów wewnętrznych. Chudnięcie (niedowaga), senność, osłabienie siły i masy mięśniowej. Zjawiają się zaburzenia trawienia i wchłaniania, niedokrwistość. Szczególnie ciężkie objawy kliniczne występują u dzieci z niedoborami immunoglobulin. Najczęściej zakażenie przebiega bezobjawowo. Objawy ostrego zakażenia występują po 1-3 tyg., są niejednoznaczne i zależne od wieku i stanu wydolności układu odpornościowego, a także rodzaju szczepu Lamblii.

Wykrywanie lamblii Dawniej w celu wykrycia Giardii przeprowadzano test sznurkowy. Choremu podawano do połknięcia sznurek na końcu którego umieszczano żelatynową kapsułkę. Po rozpuszczeniu się kapsułki i po osiągnięciu dwunastnicy (około 4 godzin od połknięcia) sznurek wyciągano i badano m.in. pod mikroskopem na obecność pasożytów. Obecnie testy wykrywające antygeny Giardia z powodzeniem zastępują test sznurkowy. Giardiazę diagnozuje się poprzez badania mikroskopowe, serologiczne i enterotesty. Rozpoznanie ustala się po występujących objawach towarzyszących lambliozie, jednak najcenniejsze są badania laboratoryjne. Lambliozę można potwierdzić znajdując w kale cysty lamblii lub obecność antygenu . Cenną informacją może też być badanie kwasowości krwi, które w czasie zakażenia lambliami ulega zwiększniu, zakłócając homeostazę organizmu. Ponieważ cysty wydalane są okresowo w celu wykrycia zakażenia trzeba pobrać do badania mikroskopowego wiele próbek przez okres 8 – 10 dni. Badanie serologiczne wykonuje się za pomocą jednego z wielu testów immunoenzymatycznych lub za pomocą przeciwciał monoklonalnych znakowanych barwnikiem fluorescencyjnym. Treść dwunastniczą można zbadać mikroskopowo (gastroskopia, gastrofiberoskopia). Lekarze zwracają uwagę na niechętne przyjmowanie przez rodziców i samych chorych zlecenia na badanie kału, niedokładne wykonywanie tych badań przez laboratoria oraz zbyt krótki okres czasu w jakim przeprowadzane są badania czyli przez dwa, trzy dni, podczas gdy niektóre z pasożytów, aby zostały wykryte wymagają badania kału przez 8 do 10 dni lub dłużej. Innym problemem jest opór przed leczeniem przejawiany przez pozostałych członków rodziny, potencjalnie zaka-

Zdrowie żonych. We krwi, co czwartego dziecka stwierdza się wzrost komórek kwasochłonnych - wynik sugerujący zainfekowanie organizmu pasożytami, zatem profilaktyka naturalnych składników zawsze jest wskazana dla poprawy i utrzymania zdrowia na wysokim poziomie. W kale zarażonych, w skutek złej pracy układu trawienia i z powodu braku końcowego trawienie prowadzonego przez „przyjazne bakterie”, można odnaleźć nie strawione resztki pokarmów, jak np. tłuszcze, ziarna skrobi, włókna mięsne. Jeśli zauważysz, iż pokarm nie strawiony wydalany jest prawie w całości, rozpocznij walkę z pasożytami stosując zioła.

Zapobieganie lamblii Częste mycie rąk, gotowanie i filtrowanie wody. Znane jest działanie przeciwmalaryczne i przeciwpasożytnicze szczególnie w robaczycach - kory białej wierzby. Należy bezwzględnie pamiętać o tym, żeby po kuracji oczyszczającej z pasożytów, przynajmniej dwa trzy razy zbadać jeszcze kał. Da to więcej pewności i potwierdzi skuteczności leczenia. Kontrola kału jest o tyle konieczna, że lamblie pojawiają się w kale okresowo. Zwykle przez parę dni ich nie ma, a potem znów się pojawiają mniej więcej co tydzień. Z tego względu zaleca się dokonywanie badań w tygodniowym odstępie czasowym. Niestety kuracje należy powtórzyć, jeżeli wyniki badań będą w dalszym ciągu wykazywać obecność pasożytów w kale, jak również po ich wybiciu jeszcze wiele miesięcy należy stosować odpowiednią profilaktykę poprzez dietę i naturalną suplementację, skierowana na przywrócenie prawidłowej mikroflory w jelicie, prawidłowego środowiska i likwidacje drożdżaków.

Potwór w twoich jelitach

Może mieć 10 metrów długości. Mowa o tasiemcu nieuzbrojonym, największym pasożycie człowieka. Tasiemczyca to poważna choroba. Dzięki badaniu mięsa przez inspekcję weterynaryjną, jest obecnie dość rzadka, ale co jakiś czas lekarze notują pacjentów z ogromnym tasiemcem nieuzbrojonym w jelitach. Człowiek zaraża się jedząc mięso wołowe - bo ten pasożyt żeruje również na bydle. W naszym organizmie tasiemiec nieuzbrojony przyjmuje swoją ostateczną formę - przypomina cienką długą taśmę, podzieloną na kilkaset cz��onów. Te ostatnie, wypełnione jajami odrywają się i człowiek wydala je z kałem. Tasiemce są obojnakami, więc do rozmnażania nie potrzebują drugiego osobnika.

Groźny jak tatar

Paradoksalnie choroba szalonych krów zmniejszyła spożycie mięsa wołowego, a przy okazji liczbę zarażeń tasiemcem. Obecnie Polacy często stają się ofiarą tasiemców podczas zagranicznych wojaży. Człowiek zaraża się, spożywając surowe lub nie dogotowane mięso. Najczęściej winny jest popularny tatar, ewentualnie krwiste befsztyki i kotlety. W ludzkich jelitach tasiemiec pozostaje długie lata - aż do śmierci żywiciela.

Objawy Zaniepokoić nas powinno ciągłe uczucie osłabienia, bóle brzucha, częste mdłości. Mimo że jemy normalne

posiłki, tracimy na wadze, może dojść do anemii, niekiedy obecność tasiemca wywołuje biegunki. Zdarza się jednak, że obecność pasożyta nie wywołuje żadnych objawów.

Leczenie Tasiemca dość łatwo stwierdzić, wystarczy badanie kału. Leczenie polega na odpowiedniej diecie oraz lekarstwach, których zadaniem jest zatrucie pasożyta. W wyniku toksyn odrywa się on od ściany jelita i jest wydalany z kałem na zewnątrz. Warto pamiętać, że tasiemce nie lubią czosnku i kiszonej kapusty. Czasami dieta obfita w czosnek wystarczy, żeby pozbyć sie pasożyta.

For Advertising Information Please Call 416-938-7141 or e-mail info@radiopolonia.ca, www.polskimonitor.com

21


Zdrowie

Zapomniane pasożyty, część I

Jak pozbyć się wszy

Wywołują zawstydzenie, niechętnie się o nich mówi, ale są wśród nas - wszy i owsiki. Eksperci ostrzegają: prawdziwa epidemia zarażeń tymi pasożytami dopiero przed nami. Europa Zachodnia - Wielka Brytania, Francja, Holandia - od kilku lat zmaga się z coraz większą liczbą zarażeń wszami. Problem stał się na tyle poważny, że były one ważnym tematem ostatnich europejskich zjazdów poświęconych parazytologii (nauce zajmującej się pasożytami). W Polsce przez dekady o właściwą kontrolę głów dzieci dbały pracujące na stałe w przedszkolach i szkołach pielęgniarki. Dziś w przedszkolach pielęgniarek nie ma wcale. W szkołach są, ale tylko od czasu do czasu. Często nie chcą jednak przeprowadzać kontroli, argumentując, że nie mają do tego prawa. Powołują się na konwencję praw dziecka oraz zbiór „Standardy postępowania pielęgniarek szkolnych” opracowany przez Instytut Matki i Dziecka. Widnieje w nim zapis, że utrzymywanie przeglądów czystości ciała i odzieży „należy uznać za gwałcenie praw dziecka”.

A wszy przybywa Wszyscy o tym wiedzą, wszyscy o tym milczą. Najpierw wyjaśnijmy kilka podstawowych kwestii. Człowieka atakują z reguły trzy gatunki wszy. Dwa z nich - wesz odzieżowa (Pediculus humanus) i wesz łonowa (Pthirus pubis) - nie stanowią dziś poważnego problemu epidemiologicznego. Kłopot sprawia trzeci gatunek - wesz głowowa (Pediculus capitis) - to właśnie o niej donoszą media.

Upodobanie do włosów i głów dzieci? To może nie tyle kwestia upodobania, ile łatwości w znajdowaniu kolejnych żywicieli. Przedszkola i szkoły - a więc miejsca, w których przebywa duża liczba dzieciaków stykających się ze sobą, bawiących się wspólnie - są dla wszy wymarzonym środowiskiem życia. Mogą w nim znaleźć wielu nosicieli i przenosić się z jednego na drugiego. Rodzice, w sytuacji gdy znajdą u swojego dziecka wszy, nie kwapią się do porozmawiania o tym z opiekunem czy wychowawcą. I problem, zamiast zostać rozwiązany, zostaje zamieciony pod dywan. Wszystko to wynika z faktu, że zarażenie wszami uważa się za coś bardzo wstydliwego. Temu z kolei winny jest pewien mit tyleż powszechny, co nieprawdziwy. - Wszy kojarzy się u nas z brudem i brakiem higieny. O dzieciach, które je mają, często się mówi, że pochodzą z zaniedba-

22

nych, być może patologicznych rodzin. Tymczasem to kompletne bzdury niemające nic wspólnego z rzeczywistością - tłumaczy prof. Barbara Grytner-Zięcina, kierownik Zakładu Biologii Ogólnej i Parazytologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. - Jest na odwrót. Wszy wręcz uwielbiają głowy zdrowych, czystych i dobrze odżywionych dzieci. Właśnie tam dostają najlepszy, najbardziej wartościowy pokarm. Tę lekcję odrobił już Zachód, kiedy wszy znajdywano w najbardziej elitarnych szkołach - dodaje prof. Grytner-Zięcina. Wszami zarazić się można przez cały rok, jednak występują dwa sezonowe szczyty. Pierwszy to wakacje i początek roku szkolnego, gdy dzieci wracają z kolonii i obozów. Podczas takich wyjazdów, na których duża grupa dzieci przebywa razem przez całą dobę, bawiąc się, korzystając z tych samych łazienek czy sypialni, wszy łatwo przenoszą się z jednej głowy na drugą. Podobnie ma się sprawa z początkiem jesieni, kiedy zaczyna się sezon na noszenie czapek i szalików. Te często przechowywane są we wspólnych szatniach, szafkach i przymierzane przez kolegów i koleżanki. - Dawniej, gdy pielęgniarki raz na jakiś czas sprawdzały głowy całej klasy czy grupy przedszkolnej, wszawica była pod dość dobrą kontrolą. Teraz obowiązek ten powinni przejąć rodzice - mówi prof. Grytner -Zięcina. - Wystarczy, by matka czy ojciec raz na jakiś czas przyjrzeli się włosom i głowie dziecka, szczególnie wtedy gdy zauważą, że np. wyjątkowo często się drapie.

Jak sprawdzić? Najprościej - dokładnie obejrzeć całą skórę głowy i zobaczyć, czy nie biegają po niej szarobiałe 2-4-milimetrowe owady. Ich ulubionym miejscem jest skóra za uszami oraz potylica. Przyjrzeć się też trzeba samym włosom, do których mogą być przyczepione zarówno wszy, jak i ich jaja - gnidy. Bardzo prostym sposobem na znalezienie wszy, a zarazem na ich usunięcie jest czesanie. - Włosy trzeba zmoczyć wodą, potem najlepiej nałożyć na nie jakąś odżywkę [dzięki temu staną się śliskie, co ułatwia usuwanie wszy i gnid] i dość energicznie wyczesać nad wanną czy umywalką gęstym grzebieniem - tłumaczy prof. Grytner-Zięcina. Czynność tę trzeba kilka razy w odstępie kilku dni powtórzyć, do czasu gdy wszy znikną. Jeżeli te domowe sposoby zawiodą, można udać się do apteki i kupić któryś

z dostępnych obecnie na rynku środków do zwalczania wszy. W przypadku intensywnej wszawicy włosy można też bardzo krótko obciąć. Oczywiste jest, że gdy u dziecka znajdzie się wszy, włosy i głowy skontrolować powinna cała rodzina. - Najważniejsze, by nie wstydzić się o tym mówić. Rodzic, który znajdzie u swojego dziecka wszy, powinien bezwzględnie pójść do szkoły czy przedszkola i porozmawiać o tym z wychowawcą czy opiekunem. Prawda jest taka, że gdy wszy ma jedno dziecko, niemal z pewnością zarażonych jest wielu jego kolegów i koleżanek - podsumowuje prof. Grytner-Zięcina.

Prawdy i mity •   Wszy najczęściej mają brudne dzieci z biednych i zaniedbanych rodzin. Fałsz - jest dokładnie na odwrót - pasożyty te najchętniej gnieżdżą się na głowach dzieci zdrowych, zadbanych i dobrze odżywionych. •   Wszami częściej zarażają się dziewczynki niż chłopcy. Prawda - wynika to z tego, że dziewczynki częściej się obejmują, całują, nawzajem się czeszą, pożyczają sobie np. szczotki czy gumki do włosów. •   Wszami można się zarazić od zwierząt domowych. Fałsz - wesz ludzka, jak sama nazwa wskazuje, jest pasożytem wyłącznie człowieka. •   Plecenie włosów w warkocze czy wiązanie ich w kucyki chroni przez zarażeniem. Prawda - wszom trudniej przedostać się przez ciasno związane czy upięte włosy. •   Wszy potrafią same przeskoczyć z głowy jednego dziecka na drugie. Fałsz - do zarażenia się jest potrzebny bezpośredni kontakt - dzieci muszą się zetknąć głowami lub wymienić między sobą np. grzebień, gumkę do włosów, ręcznik. •   Wszami rzadziej zarażają się osoby rasy czarnej. Prawda - wynika to najprawdopodobniej z odmiennej struktury włosów u rasy czarnej - są krótsze, bardziej poskręcane, a ich przekrój ma kształt elipsy, co utrudnia wszom przyczepianie się do nich. •   Wszy źle reagują na gorąco i nadmierne zimno. Prawda - wszy najlepiej się czują w klimacie umiarkowanym i w normalnej temperaturze ludzkiego ciała. Lekarzom znany jest fakt, że wszy opuszczają swojego żywiciela, gdy ten np. zachoruje i ma wysoką gorączkę.

REKLAMA to klucz do sukcesu. Tel.416-938-7141 lub e-mail info@radiopolonia.ca, www.polskimonitor.com


Kulinaria

Wiosenna sałatka z mlecza z jajkiem Składniki: •   garść młodych, dokładnie umytych i osuszonych liści mlecza •   1 jajko •   1 pomidor •   2 rzodkiewki

Przygotowanie:

Sos do sałatki: •   1 posiekany ząbek czosnku •   1 łyżka oliwy •   1 łyżka czerwonego octu winnego •   1 łyżeczka musztardy francuskiej Kamis •   odrobina miodu •   sól •   pieprz

Jajko kroimy drobniej, pomidor kroimy w kostkę, rzodkiewkę w plasterki. Całość mieszamy z sosem i liśćmi mlecza. Smacznego. Źródło: www.straga.pl

Pigwa w syropie z czerwonego wina i ziół, z włoskim serem

Pigwa kojarzy nam się przede wszystkim ze słodko kwaśnym dodatkiem do herbaty. Jednak przygotowaną według tego przepisu, można podawać jako bardzo oryginalną, wytrawną przekąskę przed głównym daniem lub jedno z interesujących dań na przyjęciach. Słodko kwaśny smak pigwy świetnie komponuje się z różnymi włoskimi serami typu gorgonzola, mascarpone. Można je podawać na stół z kawałkiem bagietki i lampką dobrego wina.

Składniki: •   1-2 pigwy, obrane, pozbawione gniazd nasiennych i pokrojone w ćwiartki, •   3 plastry lub 3 łyżki, dowolnie wybranego sera typu włoskiego, •   1/2 łyżeczki skórki startej z wyszorowanej cytryny.

Składniki na syrop:

•   kieliszek czerwonego wina, •   woda, •   2 łyżki miodu, •   1/2 laski cynamonu, •   1 listek laurowy, •   kilka listków rozmarynu, •   parę ziaren anyżu.

Przygotowanie:

Składniki syropu połączyć ze sobą i zagotować w garnku. Do gotującego się syropu dodać pokrojoną na części pigwę (do zalewy można dorzucić też gniazda nasienne, smak będzie pełniejszy) i uzupełnić zalewę wodą, wlewając jej tyle by owoce by-

ły przykryte, gotować aż pigwa będzie miękka, czyli około 15 minut. Następnie wyjąćowoce , przecedzić syrop i odparowywać aż zacznie się robić gęsty. Tak przygotowane owoce pigwy podaje się z serem i pieczywem przybrane sezonową zieleniną. Przed podaniem posypać świeżo zmielonym pieprzem.

Kulki serowo miętowe Pyszna do piwa.

przekąska

Składniki:

•   200 g białego sera, •   1-2 żółtka, •   świeże liście mięty, •   sól, •   pieprz do smaku.

Przygotowanie:

26

Wszystkie składniki mieszamy ze sobą. Powinna z nich powstać gęsta masa, z której trzeba formować nieduże kulki i piec krótko w piekarniku na grzanym do 120ºC.

REKLAMA to klucz do sukcesu. Tel.416-938-7141 lub e-mail info@radiopolonia.ca, www.polskimonitor.com


Banany zmniejszają ryzyko udaru mózgu

Zdrowie

Mamy dobre wieści dla miłośników bananów. Te bogate w potas owoce znacznie obniżają ciśnienie krwi. Najnowsze badania pokazują, że osoby z wysokim poziomem potasu w organizmie mają aż o 24 procent mniejsze ryzyko udaru mózgu. Naukowcy udowodnili, że częste spożywanie bananów - przy ograniczeniu chipsów - może znacznie zmniejszyć ryzyko śmierci spowodowanej udarem. Korzyści płynące z tych bogatych w potas owoców muszą zawsze iść w parze z ograniczeniem spożywania soli, której niestety jest bardzo dużo w chipsach i innych słonych przekąskach. Poprzednie dane wskazywały, że duże stężenie potasu może źle wpływać na nerki, którym trudno usunąć go z krwi. Jednak najnowsze badania opublikowane na bmj.com, rozwiały te obawy. Okazało się, że duża ilość potasu nie wpłynęła negatywnie na czynność nerek

Autorzy badań udowodnili, że stan zdrowia osób z wysokim ciśnieniem krwi znacznie się poprawił, gdy zwiększyli spożycie potasu. Przeanalizowano 128 000 osób. Banany są jednym z produktów bogatych w potas. Każdy owoc zawiera około 420 mg tego pierwiastka, a dzienna dawka dla dorosłego człowieka powinna wynosić 3 500 mg. W Wielkiej Brytanii każdego roku z powodu udaru mózgu umiera około 53 000 osób, a kolejne 100 000 zmaga się z ciężką niepełnosprawnością poudarową. Kolejne badanie zaprezentowane na ww. stronie internetowej dotyczą

zmniejszenia spożycia soli. Jak udowodniono, ograniczenie jej w swojej kuchni na cztery lub więcej tygodni może spowodować ​​znaczny spadek ciśnienia tętniczego krwi - a więc zmniejszenie ryzyka udaru mózgu i zawału serca. Dr Clare Walton przy okazji badań przypomniała, że zdrowa dieta jest kluczowym elementem zmniejszającym ryzyko udaru mózgu. Przyznała, że ograniczenie spożycia soli i jedzenie pokarmów bogatych w potas, takich jak banany, daktyle i szpinak jest korzystne dla naszego zdrowia. Ministerstwo Zdrowia w Wielkiej Brytanii informuje jednak, że starsi ludzie nie powinni przyjmować suplementów zawierających potas, chyba że takie jest zalecenie lekarza. źródło: http://www.dailymail.co.uk

Zdrowa kasza gryczana

Wśród różnych rodzajów kasz dostępnych na rynku, kasza gryczana jest najzdrowsza. Czy to prawda, że dieta bogata w kaszę gryczaną wpływa na poprawę odporności, zwalcza wiosenne przemęczenie, nadpobudliwość? Tak, dzięki dużej zawartości magnezu w zestawieniu z ułatwiającymi jego przyswajanie fosforem i wapniem. W 10 dag suchej, prażonej kaszy jest go 218 mg. Kasza

Składniki

ta jest cennym źródłem rutyny wzmacniającej naczynia krwionośne. Dlatego powinni ją często jadać wszyscy cierpiący na żylaki i hemoroidy. Rutyna ułatwia wchłanianie witaminy C, chroniącej przed infekcjami. Ze wszystkich kasz, gryczana jest najbogatsza w witaminy z grupy B. Ich deficyt odbija się na systemie nerwowym.

Zapiekanka z kaszy gryczanej

300 g kaszy gryczanej 250 g sera feta 300 g pieczarek pół cebuli

Przygotowanie:

Kaszę opłukać, odsączyć, wsypać do garnka i zalać taką ilością wrzącej wody, aby sięgała 2 cm ponad kaszę. Doprowadzić do wrzenia, dodać 1 łyżeczkę soli, zmiejszyć płomień, przykryć i gotować przez 10 minut. Kaszę odstawić w ciepłe miejsce na 30 minut, żeby napęczniała. W międzyczasie oczyścić pieczarki i pokroić je w plasterki. Odłożyć 3 łyżki do dekoracji zapiekanki. Cebulę pokroić w kostkę i zeszklić na

3 ząbki czosnku 4 jajka 3 łyżki masła 2 łyżeczki soli 1 łyżka pieprzu 1 łyżeczka mielonej ostrej papryki 1/2 łyżeczki ziół prowansalskich

maśle. Dodać pozostałe pieczarki, posiekany czosnek i poddusić przez 5 minut. Piekarnik nagrzać do 180 stopni C. Ser feta pokroić w grubszą kostkę. Kaszę przełożyć do miski i rozdrobnić widelcem. Dodać ser i podduszone pieczarki, delikatnie wymieszać. Jajka roztrzepać i wymieszać z przyprawami. Kaszę wymieszać z jajkami i przełożyć do natłuszczonego naczynia żaroodpornego. Na wierzchu ułożyć odłożone wcześniej plasterki pieczarek. Zapiekankę piec przez 40 minut.

Kasza gryczana z orzechami Składniki:

•   60 g kaszy gryczanej •   10 g orzechów włoskich (można uprażyć) •   zielona pietruszka lub majeranek – obie wersje pyszne •   gałka muszkatołowa •   kawa (niekoniecznie, bez równie smaczna) •   kilka suszonych grzybków •   imbir

Przygotowanie:

Kaszę uprażyć na patelni. Gdy poczujemy przyjemny aromat kaszy, lekko orzechowy, dodajemy gałkę muszkatołową i po 2 minutach zalewamy wrzątkiem. Wrzucamy kilka pokruszonych grzybków oraz łyżeczkę kawy (lub bez kawy) i gotujemy pod przykryciem (wody 2 razy wiecej niż kaszy) aż cała kasza wchłonie wodę. Zestawiamy z gazu, mieszamy z posiekanymi orzechami, pietruszka i mielonym imbirem i odstawiamy na 10 min. Możemy tez gotować od razu z dodatkiem orzechów, będą wtedy mniej chrupiące, ale też bardzo smaczne.

For Advertising Information Please Call 416-938-7141 or e-mail info@radiopolonia.ca, www.polskimonitor.com

27


dom

10 wskazówek, aby sprawdzić, czy w Twoim domu mieszkają...

Nieproszeni goście

Jak najłatwiej sprawdzić, czy w domu jest robactwo? Zobaczyć szkodnika na własne oczy! Z pewnością, ale czasami nie jest to takie proste. ""  Jessika Toothman

Jednak większość robactwa pozostawia wiele śladów, gdy postanowi zamieszkać w domu, na podwórku lub w ogrodzie. Gdy się już zauważy robaki, to wtedy trzeba działać szybko. Oprócz naturalnego wstrętu na myśl o tym, że te małe stworzenia naruszają naszą prywatną przestrzeń, trzeba wziąć pod uwagę również ryzyko zagrożenia naszego zdrowia. Wiele szkodników przenosi niebezpieczne choroby, którymi mogą zarazić Was i Waszą rodzinę. Nie jest łatwo dostrzec różnicę pomiędzy plagą, którą można zwalczyć zwykłym środkiem do zwalczania szkodników a przypadkiem, który będzie wymagał interwencji wykwalifikowanego zawodowca. Jeżeli macie wątpliwości, to zadzwońcie po firmę zwalczającą szkodniki.

ne jedzeniem i wszystkimi organicznymi resztkami. Jeśli zostawisz otwarty kosz na śmieci, z pewnością stanie się dla nich wielką ucztą. Wiele much, tak samo jak komary, lubi stojąca wodę, więc postaraj się zabezpieczyć każde ujęcie wody pitnej i koniecznie pilnuj, aby wszystkie nieszczelności w rurach były usuwane na bieżąco, wtedy zapobiegniesz ewentualnemu zakażeniu wody.

Gryzonie

Karaluchy Karaluchy to ten typ „zwierzątek domowych”, których nigdy nie chciałbyś spotkać u siebie w kuchni. Jeśli nie widzisz jeszcze biegających wszędzie insektów, niezwykle trudno jest określić, czy te istoty rzeczywiście opanowały Twój dom. Zaniedbane mieszkanie przyciąga karaluchy - nawet najmniejszy kawałek pozostawionego jedzenia to dla nich prawdziwa uczta, a tekturowe pudło może się zamienić w niezwykle wygodne siedlisko. Aby pozbyć się karaluchów z domu, nie wystarczy zwykły spray na owady. Insekty te zostawiają wszędzie jaja i gniazda, dlatego trzeba poddać mieszkanie i mieszkania sąsiadów wielotygodniowej dezynsekcji.

Muchy Muchy są bardzo irytującymi owadami, a do tego mogą przenosić zarazki wielu groźnych chorób. Dlatego warto zareagować, kiedy ich liczba w okolicach naszego domu zaczyna niebezpiecznie wzrastać. Jeśli widzisz tylko jedną muchę, możesz być pewnym, że tuż za nią w kolejce czeka tuzin innych, gotowych, aby wlecieć przez twoje okno. Każde miejsce będzie dobre, by trochę odpocząć – zarówno kuweta Twojego kota, jak i talerz ze świeżo przygotowanym obiadem. I nigdy nie wiesz, w jakiej kolejności wybierze te miejsca… Muchy najbardziej są zainteresowa-

28

nież słyszeć dziwny szelest dochodzący z ukrytej kolonii gmachówek. Nawet jeśli nie niepokoją Cię żadne dziwne odgłosy, a podejrzewasz, że mrówki mogą się gdzieś ukrywać, wystarczy postukać w podłogę. Jeśli rzeczywiście mrówki tam są, usłyszysz hałas. W twoim ogrodzie są nadgryzione liście i sądzisz, że to kolejna inwazja żuków? Możesz się zdziwić, ale to może być dzieło mrówek grzybiarek, które buszują w najlepsze wśród twoich pięknych krzaków róży…

Komary Jeśli wydawało Ci się, że w Twoim ogródku jest więcej komarów, niż u sąsiada, nie muszą to być przewidzenia. Komary przyciąga stojąca woda – tam właśnie składają jaja – więc jeśli kiedyś zbudowałeś sobie urocze oczko wodne lub basen, możesz się spodziewać nad wodą stada nieustannie bzyczących owadów, które skutecznie uprzykrzą Ci popołudnie. Komary w ciągu upalnego dnia szukają zacisznego schronienia w cieniu wysokiej trawy, więc częste koszenie może bardzo pomóc w zwalczeniu plagi komarów.

Mrówki Wbrew powszechnemu przekonaniu, mrówki niekoniecznie muszą w równych rządkach maszerować w kierunku Twojej kuchni. Cel ich inwazji może być trochę mniej oczywisty. Być może widziałeś sterty trocin porozsypywanych w różnych miejscach domu? To może być robota żujących drewno mrówek – gmachówek koniczków. W twoim domu jest miejsce, gdzie drewno często wilgotnieje albo gdzieś zbiera się woda? To dobre miejsce do obserwacji ewentualnego zagrożenia ze strony tych insektów. Możesz rów-

Gryzonie kochają nocne życie, więc najlepszym dowodem na to, że znalazły przytulne schronienie w Twoim domu, są dochodzące z różnych miejsc dziwne piski i chrobotanie w środku nocy. Ich ulubione miejsca w domu to ciemne piwnice, murki i strychy. Ich legowisko ma charakterystyczny zapach, więc jeśli wywęszysz coś dziwnego, to może znaczyć, że właśnie wyczułeś szczura. Także obgryzione drewno może sygnalizować obecność gryzoni. Domowe zwierzaki, takie jak pies i kot są często zdenerwowane obecnością myszy i szczurów - odzywa się w nich wtedy zew drapieżnika. Dlatego właśnie, gdy zauważysz, że Twój pupil drapie lub skrobie pozornie nieinteresującą ścianę albo drzwi, może to oznaczać, że w Twoim domu zamieszkały gryzonie.

Pchły Jeśli masz domowe zwierzaki, z pewności wiesz, jak szybko może się zacząć u nich prawdziwa plaga tych skaczących istot. Ale pchły to nie tylko zwierzęcy problem. Mimo, że wyglądają jak niegroźne czarne plamki, ich obecność jest tak irytująca, że będziesz chciał pozbyć się problemu jak najszybciej. Jeśli nie jesteś pewny, czy pchły są w Twoim otoczeniu, wykonaj mały test: połóż się z książką na podłodze – jeśli rzeczywiście są blisko Ciebie, za chwilę zauważysz czarne kropki skaczące po białych kartkach i usłyszysz charakterystyczny dźwięk przy każdym skoku insekta. Nie masz ochoty wystawiać siebie na bliskie spotkanie z pchłami? Po prostu rozłóż na podłodze kolorowy ręcznik i zaobserwuj, czy nie pojawią się skaczące czarne punkciki. Jeśli zauważysz, że twoje zwierzę domowe ciągle się drapie, niestety może być już opanowa-

REKLAMA to klucz do sukcesu. Tel.416-938-7141 lub e-mail info@radiopolonia.ca, www.polskimonitor.com


ne przez pchły. Innym znakiem mogą być małe łuszczące się ranki na jego ciele – wynik pożywiania się pcheł krwią twojego pupila.

Termity Pewnie nie raz widziałeś te przerażające reklamy w telewizji – bezbronną osobę walczącą z hordą termitów, które opanowały dom. Smutna prawda jest taka, że te reklamy nie kłamią – wypędzenie termitów z domu to długi i kosztowny proces, więc szybkie działanie przy pierwszych objawach jest wskazane. Ściany w piwnicy czy garażu to pierwsze miejsca, w których można zauważyć ślady obecności termitów – wąskie korytarze, mniej więcej szerokości ołówka, które drążą insekty. Inne miejsca to z pewnością sczerniałe lub zniszczone drewniane elementy, w których widać dziurki, puste przestrzenie lub inne ślady drążenia. Termity zostawiają po sobie brzydko pachnące kopce, które zwykle mają postać białych lub czarnych kulek. To najlepszy znak, że są w okolicy i trzeba wypowiedzieć im bezwzględną wojnę.

nej nici do tworzenia kokonów, składania jaj lub oplątywania swojej ofiary – wszystkich ohydnych rzeczy, które nie powinny mieć miejsca w Twoim domu. Innym znakiem obecności pająków jest ilość insektów w okolicy. Pająki kontrolują otoczenie swojego siedliska i osiedlają się tam, gdzie jest dużo owadów do schrupania. Jeśli więc w okolicach Twojego domu jest dużo gatunków owadów, pewnie spotkasz też więcej ośmionożnych nieproszonych gości.

je potomstwo. Gatunek os papierowych buduje szare lub brązowe gniazda z dziurami w kształcie plastra miodu. Jeśli znajdziesz takie gniazdo wiszące pod dachem twojego domu czy też pobliskiego drzewa, z pewnością jesteś zagrożony atakiem kilku tuzinów dorosłych osobników. Wszędzie słyszysz brzęczenie os, ale nie widzisz gniazda? Nie bierz tego za dobrą monetę. Gniazdo jest prawdopodobnie gdzieś ukryte i w każdej chwili hordy rozzłoszczonych os mogą rzucić się na Ciebie i Twoją rodzinę.

Chrząszcze

Pająki Najbardziej oczywistym znakiem obecności pająków jest oczywiście pajęczyna. W zależności od gatunku, pająki przędą różne sieci. Na podstawie wyglądu pajęczyny możesz rozpoznać, jaki rodzaj tych insektów opanował Twoje otoczenie. Sieci mogą mieć kształt kuli, albo mogą być splątaną kulką pajęczej nici. Pająki potrafią tworzyć z nici tunele i swoiste zadaszenia. Używają również jedwab-

dom

Osy W zależności od gatunku, osy różnie się zachowują. Na przykład trzpiennik olbrzymi drąży dziury w martwych lub bliskich śmierci drzewach i składa w nich jaja, które potem wysiaduje i zakopuje niedaleko. Potem od 3 do 5 lat żywi drzewem swo-

Na świecie żyje około 350 000 różnych rodzajów chrząszczy, co stanowi 25% wszystkich żyjących gatunków. To taka mnogość rodzajów, że trudno podać jeden sprawdzony sposób na walkę z tymi owadami. Na pewno musisz uważać, kiedy w drewnie trzymanym w domu lub w drzewach z twojego ogródka pojawiają się różnego rodzaju dziury – to może oznaczać chrząszcze, które grasują tuż przed twoim nosem. Niektóre osobniki wydrążają drewno, by tam złożyć jaja. Inne gatunki, np. dywanowe mrzyki, mogą przypuścić frontalny atak na Twoja garderobę w poszukiwaniu czegoś dobrego do zjedzenia. Natomiast japońskie chrząszcze walczą z roślinami i potrafią siać prawdziwe spustoszenie wśród kwiatów i liści w Twoim ogrodzie. Źródło: HowStuffWorks.com

Jakie są skuteczne domowe sposoby na insekty?

Co na karaluchy, prusaki czy mrówki faraona?

Rzadko wietrzone zimą mieszkania, wilgotne i cieplutkie, to raj dla domowych insektów - prusaków, karaluchów, mrówek faraona. Rozmnażają się błyskawicznie, doprowadzając nas do rozpaczy.

Walkę z robakami we własnym mieszkaniu należy podjąć jak najszybciej, gdy jest ich jeszcze stosunkowo mało. Zaczynamy od bardzo dokładnego uszczelnienia wszelkich szpar, którymi mogą przyjść od sąsiadów i spokojnie w nich bytować. Potem wybieramy środek do zwalczenia tych małych paskudztw. Możemy skorzystać z gotowych preparatów owadobójczych lub z domowych sposobów naszych babć. Domowe sposoby naszych babć na pewno nie dadzą tak szybkich efektów jak środki chemiczne, gdy jednak wy-

każemy cierpliwość, powinny przynieść skutek. Wymaga to jednak utrzymania w domu niemal sterylnej czystości.

Prusaki Lubią cukier, który zmieszany z boraksem będzie skuteczną trutką.

Karaluchy Dadzą się złapać w pułapki przygotowane ze szmatek nasączonych piwem, za którym ponoć przepadają. Rano, upojone przysmakiem, wystarczy zebrać i zniszczyć.

Mrówki faraona

Choć małe, są bardzo żarłoczne. Zjadają trzy razy tyle, ile ważą i zanieczyszczają żywność odchodami i różnymi drobnoustrojami, które na sobie przenoszą. Można je zwabić na ich wielki przysmak, gotowane żółtko z odrobiną boraksu. Równie skuteczne jest wyłożenie na noc kawałeczka surowej wołowiny, a nad ranem zebranie go razem z mrowiem oblepionych na nim owadów. Źródło: www.mowimyjak.pl/dom

For Advertising Information Please Call 416-938-7141 or e-mail info@radiopolonia.ca, www.polskimonitor.com

29


Skrzypek na stacji metra

W waszyngtońskim metrze usiadł pewien człowiek i zaczął grać na skrzypcach. Był mroźny styczniowy poranek. W ciągu około 45 minut zagrał 6 utworów Bacha. Szacuje się, że w tym czasie, 1.100 ludzi przeszło przez stację metra udając się do pracy. Po upływie trzech minut pewien pan w średnim wieku zauważył, że gra jakiś muzyk. Zwolnił kroku i zatrzymał się na parę sekund, po czym pośpiesznie ruszył dalej, aby nie zakłócić swego harmonogramu dnia. Minutę później skrzypek otrzymał pierwszego dolara: jakaś kobieta rzuciła mu go do futerału i poszła sobie dalej, nie zatrzymując się. Kilka minut później jakiś człowiek oparł się o ścianę, aby posłuchać gry, ale zaraz potem spojrzał na zegarek i odszedł. Najwyraźniej był już spóźniony do pracy. Osobą, która poświęciła skrzypkowi najwięcej uwagi, był 3-letni chłopczyk. Jego matka kazała mu się pośpieszyć, ale chłopczyk zatrzymał się, aby jeszcze spojrzeć na skrzypka. W końcu popchnęła go mocno; chłopiec ruszył z miejsca, ale cały czas odwracał głowę. Takie samo zachowanie powtarzało się u kilkunastu innych dzieci. Wszyscy rodzice, bez wyjątku, kazali im iść dalej.

Podczas 45 minut gry, tylko 6 osób zatrzymało się na chwilę. Około 20 dało mu pieniądze, potem jednak odeszło, nie zwalniając kroku. Zebrał 32 dolary. Kiedy przestał grać i zapadła cisza, nikt tego nie zauważył. Nie było oklasków, ani żadnych słów uznania.

Nikt nie wiedział, że owym skrzypkiem był Joshua Bell (na zdjęciu obok), jeden z najbardziej utalentowanych muzyków świata. Zagrał właśnie kilka najtrudniejszych utworów, jakie kiedykolwiek zostały skomponowane, na skrzypcach wartych 3,5 milionów dolarów. Dwa dni wcześniej, wszystkie bilety na koncert Joshuy Bell’a w Bostonie zostały wyprzedane. Średnia cena biletu wynosiła 100 dolarów. To jest prawdziwa historia. Joshua Bell (na zdjęciu), grający incognito na stacji metra, brał udział w eksperymencie społecznym zorganizowanym przez Washington Post. Eksperyment dotyczył percepcji, gustu i ludzkich priorytetów. Zagadnienia brzmiały: Czy w pospolitym otoczeniu i o niesprzyjającej godzinie potrafimy ujrzeć piękno? A może przestajemy je doceniać? Czy potrafimy dostrzec talent w nieoczekiwanym miejscu? Jeden z możliwych wniosków płynących z tego eksperymentu może brzmieć: Ile innych rzeczy nam umyka?

Zostań pozytywną egoistką!

Wyłącz automatycznego pilota

- Wejrzenie w siebie, przebicie się przez lęki, poszukanie odpowiedzi na najważniejsze pytania prowadzi do spokoju i umiejętności budowania zdrowych, dobrych relacji z innymi, czyli szczęścia - o kampanii społecznej Pozytywnego Egoizmu opowiadają jego twórcy.

Pozytywny egoizm = siła kobiety twierdzą założyciele Projektu Egoistka, ale ten sposób myślenia skierowany jest również do mężczyzn. - Egoizm nie kojarzy się dobrze. Dlatego staramy się uczyć, że pozytywny egoizm jest sztuką koncentrowania się na sobie, by móc żyć w zgodzie z sobą samym, a w efekcie z innymi - mówią Dagmara i Tomasz Skalscy, twórcy projektu i kampanii Pozytywnego Egoizmu. Dodanie słowa „pozytywny”, które wywodzi się z łacińskiego „positivus”, czyli oparty, uzasadniony, pozwala na skupienie się na sobie nie kosztem innych, ale w celu uzdrowienia wielu sfer swojego życia. Taki egoizm nie jest celem, ale środkiem do szczęścia. Jak podkreśla dr Tomasz Skalski bardzo często naszym życiem kierują nawyki, wyuczone przez pokolenia schematy, społeczne oczekiwania albo lęki, a nie własna świadomość.

30

- Bardzo wiele naszych cierpień bierze się stąd, że odpowiednio wcześnie nie wzięliśmy odpowiedzialności za swoje życie. Zmiana nastawienia pozwala przestać stosować wymówki, a zacząć podejmować świadome decyzje - tłumaczy trener i dodaje, że ta zmiana dokonuje się stopniowo: na poziomie emocji, obserwacji, myślenia, a dopiero na końcu działania. - Bardzo często kobiety nie potrafią myśleć o sobie. Nie zadają sobie nawet podstawowego pytania „co daje mi szczęście?”. Przyjmują na siebie wszystkie role na raz i co gorsze, chcą je wszystkie wypełniać na sto procent. Czasem to się nawet udaje, ale jakimś kosztem - podkreśla Dagmara Skalska.

Ona sama na pewnym etapie swojego życia zdała sobie sprawę, że nie wszystko co robi ma dla niej znaczenie i sens, że wykonuje czynności bezsensowne. Świadomie zrezygnowała z malarstwa, nie mogąc poświęcić mu się w pełni, a umiejętności twórcze przeniosła na inne działania. - To jest pewien wybór, którego trzeba dokonać świadomie i nie żałować tego, z czego rezygnujemy podkreśla.

REKLAMA to klucz do sukcesu. Tel.416-938-7141 lub e-mail info@radiopolonia.ca, www.polskimonitor.com


For Advertising Information Please Call 416-938-7141 or e-mail info@radiopolonia.ca, www.polskimonitor.com

31



Polski Monitor Maj 2013