Page 1

• LESZNOWOLA • PIASECZNO • KONSTANCIN-JEZIORNA • GÓRA KALWARIA • USTANÓW •

GAZETA BEZPŁATNA - POWIAT PIASECZYŃSKI - LIPIEC - NUMER 17/VII/2018 - ISSN 2544-185X

BEZKOLIZYJNY PRZEJAZD

Od kiedy w Nowej Iwicznej uruchomiono nowe rogatki ze szlabanem w ciągu ul. Krasickiego, znacząco wzrosły korki w porannym i wieczornym szczycie komunikacyjnym. Wielu mieszkańców Nowej Iwicznej, Nowej Woli i Zgorzały prosiło o rozwiązanie tej trudnej sytuacji. Nie brakowało wśród kierowców komentarzy, że postój na przejeździe potrafi trwać nawet do 20 minut. Bo akurat w tym czasie szlaban na nowych rogatkach był opuszczany aż trzykrotnie. Stąd powstała inicjatywa Starostwa Powiatowego w Piasecznie, które przygotowało koncepcję budowy bezkolizyjnego skrzyżowania w ciągu ul. Krasickiego w Nowej Iwicznej.

•• NOWA IWICZNA - Kamil Myszyński -

Projekt budowy

Przygotowany przez Starostwo Powiatowe projekt zakłada budowę podziemnego bezkolizyjnego przejazdu. W tunelu znajdzie się: nie tylko 8-metrowa jezdnia, ale także ciąg pieszo – rowerowy. Ścieżka rowerowa ma mieć szerokość wynoszącą - 3,15 metra, a ciąg pieszy ma być trochę mniejszy, bo jego szerokość wyniesie – 2,45 metra. Co ważne i bardzo istotne dla mieszkańców domów jednorodzinnych usytuowanych tuż przy przejeździe kolejowym w Nowej Iwicznej, przygotowana koncepcja nie zakłada budowy wysokich na 5 metrów ekranów dźwiękochłonnych. Obecnie nie ma możliwości podania terminów rozpoczęcia i zakończenia budowy bezkolizyjnego skrzyżowania. Przedstawiona przez Starostwo koncepcja, będzie teraz oceniana w ramach projektu pn. „Poprawa bezpieczeństwa na skrzyżowaniach linii kolejowych z drogami – etap III”, który prowadzi PKP PLK S.A. Po uzyskaniu pozytywnej oceny, konieczne będzie sporządzenie kompleksowej doku-

mentacji projektowej, na podstawie której zostanie uzyskana decyzja zezwalająca na prowadzenie robót. – Ze względu na istniejące warunki terenowe, na obecnym etapie przewidujemy, że zasadny w proponowanej lokalizacji byłby obiekt pod torami kolejowymi – czytamy w piśmie skierowanym do naszej redakcji ze Starostwa Powiatowego w Piasecznie. Aktualnie projekt jest opiniowany przez PKP PLK S.A. Tę informację potwierdza zespół prasowy PKP PLK S.A. - Starostwo Powiatowe w Piasecznie przesłało do PLK koncepcję programowo – przestrzenną dotyczącą budowy bezkolizyjnego przejazdu kolejowo-drogowego w Nowej Iwicznej. Koncepcja będzie przeanalizowana, co pozwoli na ostateczny wybór zadań do projektu spośród zgłoszonych przez samorządy inicjatyw w ramach dostępnych środków finansowych. Współpraca z zakwalifikowanymi do pro- mach Programu Operacyjnego Infrastrukjektu samorządami zostanie sformalizo- tura i Środowisko. wana w postaci porozumienia – informował Karol Jakubowski z PKP PLK 90 pociągów Kierowcom stojącym w poranS.A. Przypomnijmy, że realizacja wybranych przedsięwzięć planowana jest nych i wieczornych korkach na przejeźdo końca 2021 roku. Inwestycje mają być dzie kolejowym w Nowej Iwicznej pofinansowane ze środków unijnych w ra- zostaje mieć nadzieję, że koncepcja bu-----REKLAMA-----

dowy bezkolizyjnego skrzyżowania w ciągu ul. Krasickiego, zostanie zakwalifikowana do projektu. Jak jest to ważne? Pokazują to dane PKP PLK S.A. dotyczące ilości pociągów, które codziennie przejeżdżają przez przejazd kolejowy w Nowej Iwicznej. W godzinach od 6:00 do 24:00 jest to około 90 pociągów.

• Szeroki wybór grysów i kamieni ozdobnych • Kruszyw budowlanych i drogowych • Kostka granitowa • Kora sosnowa, żwir, piach • Usługi koparko ładowarką


2

OKNO I FURTKA NA ŚWIAT

Na początku czerwca w Górze Kalwarii przy Rynku, otworzono pierwszą w powiecie piaseczyńskim, galerię twórczości osób niepełnosprawnych. Autorami wszystkich prac są uczestnicy Warsztatów Terapii Zajęciowej i współpracujący z nimi artyści (rodzice, przyjaciele). Pomysł otwarcia galerii powstał ponad dwa lata temu, ale dopiero teraz doczekał się realizacji.

•• GÓRA KALWARIA - Kamil Myszyński -

Galeria przy Rynku im. Zofii Biernackiej

Otworzona galeria przez Warsztaty Terapii Zajęciowej została nazwana imieniem Zofii Biernackiej. Była to przesympatyczna osoba z niepełnosprawnością. Swoją pracę zaczęła w 2011 roku, na warsztatach w Piasecznie. Później w 2013 roku, kiedy została otworzona filii warsztatów w Górze Kalwarii, przeszła do nowej placówki i tam pracowała, aż do 2014 roku. Niestety w 2014 roku zmarła tragiczną śmiercią. - To była bardzo ciężka sytuacja dla nas. Jednak w naszych sercach została taką ciepłą, życzliwą osobą, która jednoczyła Piaseczno i Górę Kalwarię – wspominał Łukasz Owczarek, kierownik Warsztatów Terapii Zajęciowej. Zosię wspominali także wolontariusze, którzy od lat angażują się w pracę na warsztatach z osobami niepełnosprawnymi. - Znałam Zosię osobiście. Była to super dziewczyna — mówiła Magda Mazur, wieloletnia wolontariuszka WTZ. Te wszystkie ciepłe wspomnienia spowodowały, że powstał właśnie pomysł, aby galeria przy Rynku, nosiła imię Zofii Biernackiej. - Będziemy o niej pamiętać – dodał Łukasz Owczarek.

Kocham ich

Praca z osobami niepełnosprawnymi jest trudna, ale daje także mnóstwo satysfakcji. Terapeuci i wolontariusze, którzy współpracują z Warsztatami Terapii Zajęciowej w Piasecznie i Górze Kalwarii, nie wyobrażają sobie, aby mogli zmienić swoją pracę. - Jest to pasja, realizacja siebie i pomoc drugiemu człowiekowi. Jesteśmy tylko dla nich i z nimi. Problemy uczestników są naszymi problemami, ale są także rzeczy, z których jesteśmy razem dumni! To jest ciężka praca, ale jak się ją kocha, lubi, to wykonuje się ją codziennie z uśmiechem na ustach. Ten uśmiech mamy, kiedy przychodzimy do pracy i kiedy z niej wychodzimy. Także nasi uczestnicy są zawsze uśmiechnięci. Tacy przychodzą i tacy wychodzą. Mamy fantastyczną grupę rodziców. Jesteśmy po prostu jedną wielką rodziną – mówiła Ewelina SekułaKarwacka, terapeutka WTZ. Każde stowarzyszenie czy też fundacja, które działają aktywnie na rzecz osób niepełnosprawnych, potrzebują wolontariuszy. Ci wnoszą niesamowity wkład w działalność organizacji pożytku publicznego. Warsztaty Terapii Zajęciowej mają także swoje anioły. - Jest to bardzo ważna pomoc, bo liczy się każdy człowiek. Ja kocham tych ludzi. Całe życie pracuję z osobami niepełnosprawnymi. Tutaj czuję się jak u siebie w domu. To są wszystkie

moje dzieci. Ja ich po prostu kocham. mówiła Magda Mazur, wieloletnia wolontariuszka WTZ. Co ciekawe pani Magda już angażuje do pracy wolontariackiej swojego wnuka – Kordiana. - Uczę już od małego wnuczka wolontariatu. Angażuje się bardzo! Jeździ z warsztatami na wycieczki, pomaga – dodała Magda Mazur. Warto zauważyć, że Kordian ma dopiero 11 lat, a już pomaga i wspiera Warsztaty Terapii Zajęciowej. Tacy wolontariusze, to po prostu skarb.

Integracja w Górze Kalwarii

Galeria przy Rynku ma spełniać bardzo ważną funkcję integracyjną. - Dla naszych uczestników jest to okno i furtka na świat, dlatego, że nie jesteśmy tylko i wyłącznie zamknięci w czterech ścianach. Wychodzimy do społeczności, ludzie nas widzą. Społeczność lokalna zna uczestników warsztatów, bo korzystamy z fryzjera, robimy zakupy na mieście. Wszędzie nas widać. A galeria to jest taka wisienka na torcie. Tutaj widać ich ciężką, codzienną pracę. Niektóre przedmioty robią po kilka razy, a niektóre prace powstają nawet w przeciągu kilku miesięcy, ale jest efekt finalny. Jest piękna galeria, w pięknym położeniu, przy ogródku. Każdy może przyjść z zewnątrz i spytać uczestnika warsztatów: jak to wykonał. Chyba to jest w tym wszystkim najważniejsze, że wykonali to oni swoją ciężką pracą – mówiła Ewelina Sekuła-Karwacka, terapeutka WTZ. Mieszkańcy Góry Kalwarii są bardzo otwarci na osoby niepełnosprawne, co potwierdziły panie z Gminnej Biblioteki Publicznej w Górze Kalwarii. - Uważam, że nasi mieszkańcy są coraz bardziej otwarci. Do naszej biblioteki przychodzą uczestnicy WTZ i wspólnie z naszymi mieszkańcami organizujemy zajęcia na Walentynki, na Dzień Mamy i Taty. Przychodzą do nas dzieci i ich rodzice. Jest to czas rodziny. Wspólnie na zajęciach bawią się dzieci i uczestnicy warsztatów. Będziemy kontynuować naszą współpracę, bo ta współpraca jest bardzo pozytywnie odbierana — mówiły zgodnie Renata Zagożdżon — dyrektor Gminnej Biblioteki Publicznej w Górze Kalwarii i Magdalena Gaładyk, bibliotekarka.

Galeria już czynna

czyli stare cegły, stare mury. To jest pierwsza część. Druga to niektóre z sal terapeutycznych, które zostały odnowione przy wsparciu rodziców, instruktorów i uczestników. Cieszymy się, że nam się udało. - mówił Łukasz Owczarek, kierownik Warsztatów Terapii Zajęciowej. Każdą z prac wystawionych w galerii, można zakupić. Nie ma sztywnych cen i można je negocjować. Choć warto pamiętać, że środki uzyskane ze sprzedaży przedmiotów wystawionych w galerii, zostaną przekazane na cele terapeutyczne. W tygodniu galeria będzie czynna od godz. 7:00 do godz. 15:00. Będzie otwarta także w niektóre weekendy, ale o kon-

kretnych terminach będą z wyprzedzeniem informowali pracownicy Warsztatów Terapii Zajęciowej. Serdecznie zachęcamy wszystkich mieszkańców do zakupów w tej wyjątkowej galerii. Każdy z Państwa może mieć w swoim domu dzieło stworzone przez osoby niepełnosprawne i w ten prosty sposób wspierać podopiecznych warsztatów. Galeria przy Rynku im. Zofii Biernackiej ul. ks. Sajny 4, Góra Kalwaria. Otwarte: poniedziałek-piątek (7-15). Weekendy w wybranych terminach. Wkrótce ma powstać strona internetowa.

Galeria im. Zofii Biernackiej przy Rynku rozpoczęła już swoją działalność. Podczas uroczystego otwarcia, pierwsi goście dokonali już zakupów. Dużą popularnością cieszyły się zdjęcia ptaków wykonane przez Rysia i Adasia Tyszeckich, drewniane ptaki, misy, karmW dniach od 1 5 do 29 czerwca byłem na turnusie rehabilitacyjnym niki, aniołki czy świeczki. - Stworzyli- w Darłówku. Miło spędziłem te dwa tygodnie laby, które były wypełnione śmy trzy miejsca: galerię letnią, w tej rehabilitacją i innymi atrakcjami jak: gry, zabawy, karaoke, konkursy. naszej przybudówce, którą odnowiliśmy Pozdrawiam i życzę niezapomnianych wakacji. i wyciągnęliśmy z niej to, co najlepsze, - Adam Tyszecki -


3

TELEFON, KTÓRY RATUJE ŻYCIE

Czasami w życiu wystarczy jeden telefon, który uratuje nasze życie. Często w chorobie sami siebie oszukujemy, że nie potrzebujemy pomocy drugiego człowieka. Bo mamy to wewnętrzne przekonanie, że posiadamy pełną kontrolę nad swoim życiem i ciałem. Ale w przypadku osób z zaburzeniami odżywiania (anoreksja, bulimia, ortoreksja, kompulsywne objadanie się) ta granica między zdrowym życiem fit a chorobą jest właściwie niezauważalna. Dopiero totalny zjazd, czyli: niskie poczucie wartości, zła dieta, wykończenie psychiczne i fizyczne, niskie BMI (Body Mass Index) powodują, że szukamy pomocy. Jeśli w odpowiednim czasie wykręcimy dobry numer telefonu, to nasze życie będzie uratowane. Trzy młode dziewczyny: Ola, Antonia i Kasia, mają już za sobą wiele trudnych doświadczeń związanych z zaburzeniami odżywiania. Za każdą z nich kryje się zupełnie inna historia i choroba. Ale to, co je połączyło, to wspólny turnus rehabilitacyjny w Fundacji Światło Dla Życia, którą od kilku lat prowadzi małżeństwo: Ewa Galus-Raczyńska i Piotr Raczyński.

•• POMAGAMY - Kamil Myszyński -

Zjazd

- Nie wiem, kiedy zaczęła się moja choroba. Tutaj w ośrodku nazywam to zjazdem. Dopiero teraz nauczyłam się tego słowa. Przed przyjazdem na turnus rehabilitacyjny w ośrodku, miałam potężne kompleksy. Jak coś zjadłam, to miałam wyrzuty sumienia, że nie nadążam za promowanym wśród naszego społeczeństwa życiem fit. Zawsze musiałam być najlepsza, sięgać wyżej. Nigdy nie odpuszczałam, ćwiczyłam i dbałam o dobrą dietę. W pewnym momencie to wszystko dla mnie okazało się frustrujące. Jadłam rzekomo racjonalnie, zdrowo. Regularnie ćwiczyłam, a nadal nie miałam smukłości sylwetki, którą chciałam osiągnąć. Dlatego ćwiczyłam coraz więcej, osiągałam coraz lepsze wyniki naukowe na studiach. Wszędzie mnie było pełno. To już nawet nie było wykończenie fizyczne, to było wykończenie psychiczne. Moja głowa nie nadążała już za galopem myśli. Znalazłam dietetyka, zaczęłam stosować dietę redukcyjną, a potem zaczęłam z niej wychodzić. Wtedy jeszcze umiałam sobie wytłumaczyć, że diety redukcyjnej nie można cały czas stosować. Ale z czasem zaczęły się zacierać te granice między racjonalnym myśleniem a tym takim chorobowym. Człowiek nie jest w stanie zauważyć: gdzie jest ta granica? W pewnym momencie zauważyłam, że robienie zwykłych zakupów spożywczych, stało się dla mnie osobistą tragedią. Z czasem to się jeszcze pogłębiło. Zakupy potrafiłam robić po dwie godziny. Chodziłam wśród sklepowych półek i sprawdzałam składy produktów. Odbywało się to według cyklu: sprawdzanie składu, odłożenie, sprawdzenie, odłożenie. Sprawdzałam także ilość kalorii. Dlatego potrafiłam stać przy chłodniach, lodówkach i porównywać dwa składy jogurtów zero kalorii. Dla mnie było ważne, który z nich posiadał ich mniej, robiłam to nawet kosztem walorów smakowych. Wtedy to już było totalne apogeum mojej choroby. Szukałam produktów zamiennych, wyłączałam z mojej diety poszczególne składniki. Ciągle myślałam: jak zrobić, żeby tego było mniej? Żeby moi bliscy nie zorientowali się, że jem mniej. Przecież ja jem dużo, nie jestem chora. To było dla mnie straszne i bardzo wyczerpujące psychicznie. Z czasem człowiek chciał się odsunąć już od wszystkich. Przeszkadzały mi spotkania

ze znajomymi. Bo na każde wyjście z nimi zabierałam swoje pudełka z jedzeniem. To wszystko zaczęło budować we mnie poczucie inności. Bo nie było żadnego zrozumienia ze strony znajomych. Zawsze padały pytania: a co masz w pudełku? Chciało ci się to przygotować? To pogłębiało tylko moje wykluczenie ze społeczeństwa. Pod koniec miałam takie poczucie: Aha. Jestem lepsza, bo wy wcinacie ten tłusty popcorn. Niech to wam wyjdzie bokiem, a ja tutaj robię coś super dobrego dla siebie i zjem trzy liście sałaty. Jestem od was o tyle lepsza. To było strasznie dziwne. Nawet ze strony własnej rodziny nie mogłam liczyć na zrozumienie, bo zaczęły się pytania: dlaczego tyle sobie nakładasz? Dlaczego jesz małą łyżeczką, a nie dużą? Trafiłam w końcu do szpitala psychiatrycznego. Nie chciałam tam długo być, bo pobyt w szpitalu, nie jest dobry dla osoby z zaburzeniami odżywania. Tam nie było żadnego leczenia, czekała mnie wegetacja. Będąc jeszcze w szpitalu, mąż przysłał mi listę ośrodków, do których dzwoniłam i prosiłam o pomoc. Niestety za każdym razem słyszałam, że nie ma szans na leczenie zamknięte. A takie zalecenia dostałam od lekarza. W końcu zadzwoniłam do Fundacji Światło Dla Życia. Okazało się, że jest to jedyne miejsce, w którym mogą mi udzielić pomocy. Telefon odebrała pani Ewa Galus-Raczyńska, z którą rozmawiałam przez ponad 40 minut. Bo w tej chorobie jest dużo pytań, obaw. Ta rozmowa była dla mnie takim promyczkiem nadziei. Bo pani Ewa zaczęła mi opowiadać o ośrodku, o terapii, o leczeniu. Kiedy przyjechałam obejrzeć ośrodek, pan Piotr Raczyński, powiedział mi bardzo ważną rzecz, że zaburzenie odżywania, to nie jest problem z jedzeniem, to nie jest problem na talerzu... Problem tkwi pod talerzem. On jest głęboko ukryty. Dlatego nie da się w ogóle porównać leczenia szpitalnego z tym ośrodkiem. To jest niebo, a ziemia – opowiadała historię swojej choroby, Kasia.

Pomoc telefoniczna

Fundacja Światło Dla Życia funkcjonuje już od sześciu lat. Pierwotnym założeniem jej działalności było niesienie pomocy telefonicznej. Każdy dzwoniąc na infolinię fundacji, mógł dowiedzieć się: gdzie znajdzie lekarza, terapeutę. Jak można rozpoznać swoją chorobę i jak ją leczyć. - Telefony dzwonią już od sześciu lat. Często dzwonią do mnie osoby, które są na granicy życia i śmierci, bo ich BMI (Body Mass Index),

nie przekracza 8,9. To jest BMI praktycznie śmiertelne. Od sześciu lat zajmuję się zaburzeniami związanymi z anoreksją, znam pewne mechanizmy, w których funkcjonuje osoby chora. Staram się im podpowiadać, żeby np. powstrzymały się od objawów, żeby posłuchały głosu rozsądku, albo chociaż głosu osoby z drugiej strony telefonu. Podpowiadam im różne rozwiązania, które są, w stanie przyjąć. Trzeba to robić umiejętnie – mówi Ewa Galus-Raczyńska z Fundacji Światło Dla Życia. Od sześciu lat działa także strona internetowa fundacji, na której osoby z zaburzeniami odżywania, znajdą wszystkie porady i zalecenia dla swojej choroby.

Program terapii w ośrodku

Pierwszym filarem programu terapeutycznego w ośrodku jest praca w grupie. – Stosujemy odpowiedni nurt w psychoterapii. Te zajęcia ukierunkowane są na integrowanie się grupy. W przypadku osób z zaburzeniami odżywania izolacja to podstawowy problem. Dlatego w ośrodku dziewczyny pracują razem w grupie. Każda grupa daje jakieś emocje, tworzy relacje między uczestniczkami turnusu. To bardzo ważne, bo staramy się odbudować pewne mechanizmy funkcjonowania tych osób sprzed choroby – mówiła Ewa Galus-Raczyńska. Drugim bardzo ważnym filarem w leczeniu, jest praca indywidualna. Zajęcia indywidualne odbywają się trzy razy w tygodniu. Zawsze ze stałym psychoterapeutą, bo bardzo ważne jest to, aby została nawiązana więź w relacji: pacjent-terapeuta. Jeśli zostanie nawiązana taka relacja, to jest szansa na przepracowanie wielu bardzo ważnych problemów, które męczą osobę chorą. Trzecim filarem funkcjonowania jest praca z ciałem. – Osoby chorujące na zaburzenia związane z odżywaniem, nie akceptują swojego ciała, wręcz go nienawidzą. Uważają, że pod tym względem są gorsze od innych i dążą do doskonałości swojego ciała. Przez to doprowa-

dzają się do stanu, że stają na granicy życia i śmierci – mówiła Ewa Galus-Raczyńska. Ostatnim czwartym filarem programu jest praca z rodziną.

Dieta

Odpowiednio zbilansowana dieta jest bardzo ważna w procesie terapeutycznym. Osoby chorujące na zaburzenia odżywania, mają wyniszczone organy wewnętrzne. Produkty, które stosowane są w diecie, mają za zadanie odbudowę organizmu. – Na pewno nie może to być gwałtowny proces. Musi być on stopniowy, aby osoby z zaburzeniem, akceptowały przyrost wagi. Jednocześnie odbudowujemy tkankę mięśniową, tkankę tłuszczową. Nasz ośrodkowy jadłospis niczym nie odbiega, od tego, który stosujemy w swoim codziennym żywieniu. Jest on ułożony tak, aby odbudowywać fizyczną część człowieka i zasilać mózg – opowiadała o żywieniu w ośrodku Ewa Galus-Raczyńska. Dieta zawiera od 1800 do 2000 kcal. Jest rozłożona na pięć posiłków. Są trzy główne: śniadanie, obiad i kolacja. A także dwa mniejsze posiłki: drugie śniadanie i podwieczorek. Wszystkie produkty do tej diety są skomponowane przez panią psychodietetyk, która pracuje z pacjentami turnusu rehabilitacyjnego.

Każdy może pomóc

Każdy z Państwa może pomóc i wesprzeć Fundację Światło Dla Życia. Wpłaty można kierować na konto fundacji: 27 1750 0012 0000 0000 3528 5016. Środki finansowe zostaną przeznaczone na cele statutowe fundacji. W tym opłacenie turnusów rehabilitacyjnych dla dziewczyn, które mają problemy finansowe. Niestety Narodowy Fundusz Zdrowia, jak i Ministerstwo Zdrowia, traktują problemy związane z odżywaniem, jako zaburzenie, a nie chorobę. Przez to Fundacja Światło Dla Życia nie może liczyć na państwowe wsparcie i dopłaty do turnusów rehabilitacyjnych. Dlatego tak ważna jest Państwa pomoc.


4

NA PIELGRZYMIM SZLAKU

W końcu wakacje! Wiele osób udaje się na upragniony urlop, niektórzy jednak wolą w tym czasie ponosić trudy pielgrzymowania. Od początku lipca na naszych drogach można spotkać pątników zmierzających do Sanktuariów – świętych miejsc, w których Bóg szczególnie udziela swojej łaski.

•• GÓRA KALWARIA - Jakub Rącz -

Najpopularniejszym miejscem pielgrzymkowym w Polsce jest oczywiście jasnogórskie Sanktuarium. Jak podaje Biuro Prasowe Jasnej Góry, w zeszłym roku do Częstochowy dotarły 263 piesze pielgrzymki, w których uczestniczyło 123 tys. osób. Z terenu naszego powiatu, a dokładnie z Góry Kalwarii wyruszają już dwie piesze grupy pielgrzymkowe.

Z Sanktuarium św. o. Stanisława do Matki Bożej Licheńskiej i…

Obie grupy rozpoczynają swoją drogę Mszą Świętą przy grobie św. o. Stanisława Papczyńskiego. 7 lipca wyruszyła już po raz 38 Mariańska Pielgrzymka Piesza pod hasłem „Napełnieni Duchem Świętym” i zmierza do licheńskiego Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej Królowej Polski. Opiekę duchową i formacyjną nad pielgrzymami sprawować będą trzej księża marianie – ks. Jacek Rygielski, przewodnik grupy oraz dwóch księży posługujących w Brazylii. Wspomagać ich będą mariańscy klerycy i bracia zakonni.

Pątnicy będą mieli do przejścia ok. 290 km, planowany termin dotarcia do licheńskiego Sanktuarium to 16 lipca.

… Częstochowskiej

Natomiast 6 sierpnia z Wieczernika do duchowej stolicy Polski wyruszy 10 biało – mariańska grupa, która jest częścią Warszawskiej Pielgrzymki Pieszej. Przewodnikiem 10 białej jest ks. Piotr Szyperski MIC. Hasło tegorocznej WPP brzmi „Z Maryją wolni”. Pątnicy dotrą na Jasną Górę 14 sierpnia. Koszt udziału (100 zł dzieci, 115 zł młodzież i dorośli) pokrywa wszelkie związane z pielgrzymką opłaty, ciepłe posiłki na trasie oraz przewóz bagaży. Zapisy na pielgrzymkę odbywać się będą 5 sierpnia w Górze Kalwarii, przy parafii Niepokalanego Poczęcia NMP (ul. bł. ks. Sajny 2), w godz. 16-19 oraz w Warszawie, przy parafii MB z Lourdes (ul. Wileńska 33) w godz. 15-21.

Z Piaseczna do Królowej Polski na dwóch kółkach

Na Jasną Górę 10 lipca wyruszyli pątnicy z Piaseczna biorący udział w czterodniowej XII Piaseczyńskiej Piel-

AMELANCHIER - ŚWIDOŚLIWA

grzymce Rowerowej. Jak widać, sposobów na pielgrzymowanie jest wiele – na własnych nogach, rowerem, pociągiem, czy autokarem… Jedni modlą się o uzdrowienie, inni o dobrego męża/żonę, jeszcze inni dziękują za otrzymane łaski. Najważniejsze jest jednak to, co niewidoczne dla oczu, co dokonuje się w ludzkich sercach. Św. Jan Paweł II w „Liście o pielgrzymowaniu do miejsc związanych z historią zbawienia” napisał: „Przej-

ście w duchu modlitwy z jednego miejsca czy miasta do drugiego, poprzez przestrzeń w szczególny sposób naznaczoną Bożym działaniem, nie tylko pomaga nam przeżywać nasze życie jako wędrówkę, ale ukazuje nam plastyczny obraz Boga, który poprzedza nas i idzie przed nami, który sam podjął wędrówkę drogami człowieka i nie spogląda na nas z wysoka, ale stał się naszym towarzyszem drogi”. Do zobaczenia na pielgrzymim szlaku!

NOC ŚWIĘTOJAŃSKA

W ostatnim czasie świdośliwy coraz częściej pojawiają się w naszych ogrodach, choć jeszcze niedawno była to jedna z roślin mało znanych w Polsce.

Jest to święto przypadające na najkrótszą noc w roku (okolice 21-22 czerwca), czyli przesilenia słonecznego. Z tej okazji Centrum Kultury w Piasecznie przygotowało bogaty program obchodów.

Najbardziej powszechna jest świdośliwa kanadyjska — Amelanchier canadensis. Jest to niskie drzewo — max. 5 metrów wysokości, często też spotykane w formie krzewiastej. Świdośliwa lamarcka (Amelanchier lamarckii) to krzew lub drzewo o wysokości do 7 metrów, bardzo rozłożyste i szerokie. Do wyboru mamy także rzadziej spotykane: świdośliwę olcholistną (Amelanchier alnifolia) - do 3m wys.oraz świdośliwę jajowatą (Amelanchier ovalis) – do 2 m wysokości, niestety jej owoce nie są zbyt smaczne. Pięknie kwitną na biało, jesienią liście przebarwiają się na czerwono. Czarne owoce w smaku mogą przypominać trochę borówkę amerykańską, są jednak o wiele bogatsze w witaminy, zwłaszcza te z grupy B, magnez i potas. Co więcej, to naprawdę wartościowe źródło wapnia i żelaza. Spożywa się je świeże lub w postaci przetworów, dżemów, konfitur, galaretek, powideł, soków, kompotów, nalewek czy wina. Dżem z owoców świdośliwy • 600 g owoców świdośliwy, • 450 g cukru, • sok i skórka otarta z 1 cytryny. Umyte owoce świdośliwy wrzucić do

Zaczęliśmy na piaseczyński Rynku, gdzie rozpoczęły się warsztaty plecenia wianków wraz z zespołem „Kłosowianki” ze Złotokłosu. Panie nie tylko pięknie śpiewały, ale także pomagały mieszkańcom pleść kolorowe wianki, które później miały być rzucone do stawu w Parku Miejskim. Jednak po drodze, czekała na nas jeszcze prawdziwa moc atrakcji! Wszystko dzięki spektaklowi: #KOPERnocka 2018, w którym brały udział Teatry: Etna, Expoart, Od jutra. Wszystko odbywało się pod czujnym okiem reżyser — Joanny Chułek. Tematem przewodnim była oczywiście: Noc Kupały, która jest znana na Mazowszu, również pod nazwami: Noc Kupalna, Kupalnocka, Kupała. Finałem tegorocznej Nocy Świętojańskiej było rzucenie wianków do stawu w Parku Miejskim. Temu wydarzeniu towarzyszyła piosenka „Zoriuszka”, którą wykonuje nasz ulubiony piaseczyński zespół — Łysa Góra. (Kamil Myszyński)

•• JADALNY OGÓRD - arch. krajobrazu Violetta Tatarowska -

płaskiego garnka i podgrzewać na małym ogniu, aż zaczną puszczać sok. Dodać cukier, sok i skórkę z cytryny. Nadal podgrzewać, mieszając od czasu do czasu, aby cukier rozpuścił się. Gotować około 20 minut na małym ogniu. Kiedy dżem ostygnie, sprawdzić jego gęstość — jeżeli jest odpowiednia — doprowadzić dżem do wrzenia i przełożyć do wyparzonych słoików. Jeżeli dżem jest zbyt rzadki, gotować kolejne 15 minut, po czym przełożyć do słoików. Pasteryzować słoiki z dżemem około 10 minut. Nalewka z owoców świdośliwy • 1 kg świeżych owoców świdośliwy • 0,5 l spirytusu, 0,5 l wódki • 0,5-0,75 kg cukru, sok z 1 cytryny. Owoce oczyścić, opłukać, odsączyć i zalać pomieszanym alkoholem, dodać sok z cytryny i odstawiać na 6 tygodni do macerowania. Po tym czasie nalewkę zlać, a owoce zasypać cukrem. Po tygodniu uzyskany syrop wymieszać z nalewką przecedzić przez gazę i rozlać do butelek. Odstawić na pół roku.


5

KONSTANCIN W MOICH WSPOMNIENIACH Żyd - dobry sąsiad •• STACJA HISTORIA Gustaw Kamioner (Fryzjer)

- Barbara Żugajewicz-Kulińska -

Żona i dwóch synów. Podobno przybyli z Francji. Zajmowali cały dół domu przy ulicy Warszawskiej i Ogrodowej. Tam Kamioner miał swój „salon” fryzjerski. Rzeczywiście salon. Pięknie urządzony, pachnący, luksusowy. Gustaw Kamioner i jego żona – byli ludźmi inteligentnymi. Dobrze ubranymi. Gustaw znał francuski. Wyróżniali się w gromadzie innych Żydów. Żona Gustawa przychodziła do mojej mamy „na manicure” – a przy okazji nauczyła mnie, co robić, żeby nie obgryzać paznokci. Mój brat Władek przyjaźnił się ze starszym synem Kamionerów – Gutkiem. Kiedy w 1941 r. zaczęli wywozić z Jeziorny Żydów, najpierw do getta w Otwocku – Władek ukrył Gutka w naszym domu, w stercie słomy złożonej na strychu budynku gospodarczego /przed wojną słomą okrywano przed mrozem drzewa/. Gutek mieszkał w tej słomie ok. 3 tygodnie. O tym grożącym śmiercią przestępstwie, wiedział tylko Władek i gosposia – która musiała dobrze rządzić kuchnią, żeby jedzenia starczyło dla wszystkich. Pewnego dnia Gutek zapragnął pożegnać rodzinę oczekującą na podróż do getta… Nie zrobił tego. Został złapany przez Niemców. Zawleczony na wygon, tam zastrzelony. Rodzina zginęła w getcie.

Konstancin od Jeziorny dzieli tylko rzeka Jeziorka – łączy tylko most. Dlaczego rzeka Jeziorka, a nie Konstancinianka? Ponieważ Jeziorna powstała dużo wcześniej. Nie wszyscy o tym pamiętamy. Pieniądze zamożnych ludzi pomogły budować w Konstancinie: piękne wille, pensjonaty, miejsca rozrywek, ale ludzi biorących w tym udział żywiła – Jeziorna, a w niej – Żydzi. O Konstancinie wiemy wszystko. Jest popularny, piękny, „rozpieszczany” uroczystościami, prasą, historią. Jeziorna, mimo że rozwijała się na równi z Konstancinem, powstała znacznie wcześniej. Żyła pozbawiona tego blichtru, przepychu i pięknej historii w części, w której ogromną rolę odegrali Żydzi. Skąd się oni wzięli? Skąd przywędrowali? W jakim celu? W roku 1939 było ich w Jeziornie 450-ciu. Odpowiedź trudna. Rozsądek jednak podpowiada, że przybyli do Jeziorny z całej Polski, a może nawet ze świata. Po co? Za chlebem. Za spokojnym miejscem, pracowitych rolników i zamożnych inwestorów Konstancina. Sprytny Żyd ma intuicję. Wie, gdzie będzie potrzebny i będzie z rodziną spokojnie żył. Będzie handlował, szył, reperował buty, naprawiał zegary, wypiekał asortyment pieczywa – będzie uczciwy, uprzejmy i grzeczny. Będzie szano- Zofia Grzegorzewska wał klienta. Tak też było. /na polskich papierach, nieznane jej dane żydowskie/. Całą okupację Sklep spożywczy w Klarysewie przeżyła u pani Szałańskiej w KlarysePierwszą żydowską rodzinę po- wie. Osoba wykształcona. Świetnie poznałam, mając 8 lat. Zamieszkali i otwo- sługiwała się językiem niemieckim, co rzyli sklep spożywczy w nowo-wybudo- jej znacznie pomogło przeżyć okupację. wanym domu pana Kacprzaka, tuż obok Miała ukończoną szkołę muzyczną. Znanaszego ogrodu. Na otwarcie sklepu po- łam ją doskonale. Mnie i mojego brata prosili sąsiadów, późniejszych klientów. uczyła gry na fortepianie i niemieckiego. Ich sklep był jedynym w Klarysewie, w któ- Jej dokumenty i uroda – pozwoliły przerym można było dostać wszystko do je- trwać. Po wojnie pracowała w sekcji zadzenia, utrzymania czystości, czyli „my- granicznej Polskiego Radia. dło i powidło”. Ta rodzina była wzorem kupców. Mały srulek /synek/, rano przy- Flaczarka nosił świeże pieczywo i do niego ćwierć Tak nazwana, ponieważ utrzykg „rozmaitości” /szynka, kiełbasa, ser- mywała rodzinę – siebie i czworo dzieci delki/, co się zamówiło. Ja odwiedzałam – handlem podrobami. Były to: flaki, nersklep po kawę „Stella”, której nikt w do- ki, wątroba, móżdżek. U niej można było mu nie pijał, ale w opakowaniu codzien- wszystko zamówić – przyniosła do donie było zdjęcie aktorki lub aktora. Kawę mu. Wszystko świeże, oczyszczone, wywysypywałam – aktorów w albumie mam. myte. Prosto z rzeźni. Bywała u nas z flaKiedy sąsiadka urodziła drugiego synka, kami przed każdą rodziną uroczystością. zostałam zaproszona na „obrzezanie”. Malutka, szczuplutka, owinięta chustą. Mały leżał na łóżku w pięknej białej po- Prawie niewidoczna. Dzielna. Nigdy nie ścieli. Podczas zabiegu, gdzie była cała skarżyła się na swój los. Ona i czworodzina – zaczęłam krzyczeć i prosić ro jej dzieci zginęli w getcie. Rebego, o przerwanie zabiegu – ponieważ mały cierpi. Była to grzeczna rodzi- Wujostwo na. Kłaniali się, kiedy klient wchodził do W latach 30-stych sekretarzem ich sklepu – otwierali drzwi, kiedy klient Gminy Jeziorna był mój wuj Bolesław opuszczał sklep i zapraszali na następne Skolimowski. Często biegałam do Wujozakupy. Znałam ich mieszkanie. Kiedy stwa. Mieszkali w domu, w którym jesznudziło mi się w domu, biegłam do ma- cze niedawno funkcjonował Urząd Gmiłego Blumka. Mały Blumek i cała jego ro- ny. Odwiedzałam z ciocią liczne sklepy dzina zginęli w getcie. i poznawałam nowych ludzi. Miałam wów-

czas 8 lat. Dzieci są spostrzegawcze i posiadają doskonałą pamięć. Również posiadałam te walory, skoro do starości pamiętam twarze i miejsca zamieszkania, a także wnętrza sklepów odwiedzanych Żydów. Moja ciekawość pozostawiła w pamięci zawartość nie jednej historycznej książki – Ale opiszę tylko to, co pamiętam najwyraźniej: Dom i sklep Majerkowej mieścił się przy ul. Bielawskiej /dzisiaj w Jeziornie, przy rondzie, tam, gdzie obecnie jest również sklep/. Dom wprawdzie piętrowy, ale Majerkowa i jej cztery córki mieszkały w suterenie. W suterenie były ich sypialnie i sklep. Do sypialni zaglądaliśmy przez przyziemne okienka. W sypialni stało kilka łóżek przykrytych białymi kołdrami, leżały trzy poduszki. Wszystko białe. Do sklepu schodziło się po schodkach w dół, a wewnątrz: ogrom towaru spożywczego, ale też beczka z naftą. Przed każdymi świętami: pomarańcze, mandarynki, różne przysmaki, niczym w warszawskim eleganckim sklepie braci Pakulskich. Wszystkie zginęły w getcie.

żydowskiej przez 26 lat. Szanowany nie tylko przez swoich, ale także Polaków. Pochodził z Francji, z bardzo zamożnej rodziny. Przeżył wojenną gehennę, nigdy nie zdradził, kto mu w tym pomógł. Wyjechał do Francji i tam żył do śmierci.

Getto w Jeziornie

Powstało w 1941 r. W Konstancinie mieszkali niemieccy dygnitarze. Oni zdecydowali o szybkim usunięciu Żydów z sąsiedztwa. Oni też zdecydowali o niszczeniu Żydów przez zabijanie ich pod byle jakim pretekstem. Ślady tych zbrodni znajdują się do dzisiaj na terenie od Wisły do Piaseczna. Kolejne prace budowlane odkrywają kolejne szczątki zabitych. W Oborach wykopano szczątki 16 kobiet. Podczas budowy Banku Spółdzielczego 14-ście ciał ze znakami strzałów w głowę. Getto w Jeziornie miało taki koniec: 22 lutego 1941 r. wkroczył do Jeziorny oddział niemieckich żołnierzy. Wypędzonych z domów Żydów, wpakowano do ciężarówek i wywieziono do warszawskiego getta. Skąd do Jeziorny nie powrócił już żaden Żyd. Dzięki poRotstein Feiga (Felicja) mocy mieszkańców Klarysewa, Kierszka Papiery polskie – Kwiatkowska, i Bielawy – okupację, getto i niemieckie córka Abrahama i Rytki Konigstein. Dzię- okrucieństwo przeżyło jedynie dziesięciu ki pomocy pana Hrabiego Andrzeja Ros- Żydów. smana, który przebrany za woźnicę, przyZ wiózł ją do swojego dworku w Bielawie – z getta w Otwocku – żyła do 1969 r. A Pochowana jest na cmentarzu w PowsiP nie. W okresie okupacji z ojcem i ogromO ną ojca rodziną (podobno miał 12 dzieci) – mieszkała w Jeziornie na ul. NadbrzeżW nej. W majątku Państwa Rossmanów nie I mogła ukrywać się długo z uwagi na E stacjonujących tam Niemców. Przyjęła je do swojego młyna pani Stanisława SuD chocka – następnie Wiesława Zduńczyk # Huśtawka Ź i inni. Wiedzieli o tym proboszcz Stanisław Kozłowski i kierownik szkoły w Słom•• KOLEJ NA KSIĄŻKI czynie p. Piotr Szczur vel Szczurowski. W dniu 4 lipca br. odbyła się Feiga miała otwarte serce i kieszeń dla Polaków, którzy ją uchronili przed śmier- premiera książki „Huśtawka”, autorstwa cią w getcie. Sprzedała odziedziczoną po Agnieszki Lis, która została wydana naojcu rzeźnię i dziękowała. Po wojnie na- kładem Wydawnictwa Czwarta Strona. Zadal miała wielu przyjaciół. Przyjacielem chęcamy do lektury, tej wciągającej sagi jej życia był Polak – oddany i zawsze rodzinnej o trzech pokoleniach kobiet. o nią zatroskany – Wacław Boruta (gry- Na pozór tak różnych, a jednak połączował w naszym domu z p. Rossmanem nych wspólnymi doświadczeniami i roi innymi panami w brydża). Ojcem Feigi dzinną miłością. We wrześniowym wyda(Felicji) Rotstein był Rabin Abraham niu Gazety Lokalnej Stacja Południe ukaKonigstein. Pełnił funkcje prezesa gminy że się wywiad z autorką. (Kamil Myszyński)


6

MANULA KALICKA „KONIEC I POCZĄTEK”

Manula Kalicka – pisarka i dziennikarka. Opublikowała dziewięć powieści i liczne opowiadania, artykuły. Ukończyła studia polonistyczne i dziennikarskie na Uniwersytecie Warszawskim. Jako dziennikarka zadebiutowała na łamach tygodnika „Polityka”. Pracowała jako bibliotekarka, producentka konfekcji damskiej, prowadziła księgarnie, obecnie jest agentem literackim.

•• KOLEJ NA KSIĄŻKI - Kamil Myszyński -

W książce „Koniec i początek” poznajemy dalsze losy Irenki Góreckiej, którą pani czytelnicy zdążyli już bliżej poznać w książce „Dziewczyna z kabaretu”. Tylko tym razem Irence towarzyszą dwie nowe koleżanki: Helenka i Zosia. Jest to zupełnie nowa historia tym razem trzech bohaterek: Irenki, Helenki i Zosi. Każda z nich pochodzi z innej grupy społecznej. Dzięki temu mam nadzieję, że w pewnym stopniu udało mi się pokazać przekrój losów kobiet w czasie wojny. Każda z dziewczyn ma swoje doświadczenia wojenne, które nie są przyjemne, raczej gorzkie i niszczące. Jednak wola życia jest silniejsza i wspólnie usiłują walczyć z trudną rzeczywistością wojenną i tuż powojenną. Nie ma w tej historii, tak jak w prawdziwej Historii tylko barw białych i czarnych Wybory podejmowane w czasie wojny były obciążone zawsze ryzykiem. W tej chwili historię, tę prawdziwą, często postrzegamy w takiej opozycji: dobrzy i źli. Ludzie, by przeżyć, robili różne rzeczy, zastanawiając się lub nie, gdzie wyznaczyć granicę, a czasami jak ją przekroczyć, żeby przeżyć w nieludzkich czasach… Wszystkie trzy pani bohaterki: Irenka, Helenka i Zosia wykazują się olbrzymią zaradnością w czasie trwania II Wojny Światowej i tuż po niej. Niekoniecznie wszystkie. To Irka jest jak zawsze bojowa. Helenka jednak jest trochę gapowata, prosta i ma pewne kłopoty w odnalezieniu się w tym wszystkim. Ale to dzielna dziewczyna, która mimo niesprzyjających okoliczności, jakoś sobie radzi, ale w zasadzie dzięki koleżankom. Zaradność i dobra współpraca trzech koleżanek to choćby uruchomienie Café Irena w wagonie tramwajowym. Dzięki temu udaje się zarobić pierwsze pieniądze, czy choćby znaleźć dla siebie zajęcie, pracę. Rzeczywiście ten tramwaj, o którym pan wspomniał, istniał na placu Trzech Krzyży. Tak samo, jak punkt manicure, który sąsiaduje z Café Irena. Kiedy pisałam „Koniec i początek”, starałam się opisać przede wszystkim miejsca, które miałam udokumentowane na fotografiach czy we wspomnieniach, by jak najlepiej oddać tamtą Warszawę. Wspominam nawet złamaną latarnię, na której wisiała nazwa ulicy Hoża, też autentyczną. Jeśli zaś idzie o moje bohaterki, to każda z nich jest inna. Irenka jest przedsiębiorcza, Helenka trochę zagubiona. Natomiast Zosia jest osobą zamkniętą w sobie. Na pewno wpływ na to miały doświadczenia

Dziewczyny mieszkają w samym centrum Warszawy na ul. Mokotowskiej. Kiedy wracają z Jędrzejowa do Warszawy, to okazuje się, że w mieszkaniu Irenki jest trochę więcej lokatorów... Takie były wówczas realia. Każdy z mieszkańców kamienicy przy ul. Mokotowskiej jest inny. Mimo tego wszyscy żyją ze sobą we względnej zgodzie, mimo że się ze sobą dość często kłócą o głupstwa w gruncie rzeczy. W końcu na niewielu metrach kwadratowych mieszkają ze sobą ludzie z różnych klas społecznych, o różnym statusie wykształcenia, ale nie finansowym. Wszyscy po zakończeniu wojny # Koniec i początek byli goli i bosi, a do tego ciążył im bagaż traumatycznych wojennych przeżyć. Łączy ich jednak strach. Częstymi gośćmi w mieszkaniu byli funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa. Wszystko ze wzglęMANULA KALICKA du na jednego z lokatorów, którym się służwojenne i czas okupacji. Wtedy wiele by interesowały. przeżyła. Najpierw ukrywała się z rodzicami w schronie, potem przeżyła trzy dni W książce pojawia się Zalesie Dolne, piekła w szkole z ukraińskimi żołnierza- które jest bliskie pani sercu. mi, ostatecznie trafiła do transportu ko- Zalesie Dolne jest dla mnie magicznym lejowego do Treblinki, z którego uciekła. miejscem. Tutaj się urodziłam i oczywiUciekła sama i do końca wojny i pierw- ście bardzo dobrze je znam. Dlatego po- w sobie nie jest dramatyczna, to dopiero szych dni wolności dręczyły ją pytania: stanowiłam ściągnąć do niego, choć na takie są ludzkie losy. Nie wszystkie co się stało z jej rodzicami?, czy uciekli chwilę moich bohaterów. Podobnie jak w in- zgromadzone materiały mogłam zamiez transportu?, czy jeszcze żyją? Jednak nej powieści, której wznowienie, już trze- ścić w książce, bo nie wszystko daje się mimo tych wszystkich złych doświad- cie, powinno się za kilka miesięcy uka- zgrabnie umieścić w fabule. Dlatego część zgromadzonego materiału, chce czeń, zaczyna powoli wracać do życia. zać w: Tata, one i ja. dalej wykorzystać. Choćby tę historię z ŻołOdkrywa nową miłość, którą są książki i praca w Bibliotece Uniwersytec- Pisząc swoje książki, korzystała pani nierzem Wyklętym mieszkającym na ul. kiej w Warszawie. z wielu materiałów źródłowych. Dzięki Mokotowskiej. Jednak nie chciałabym temu w książce „Koniec i początek” tutaj wszystkiego zdradzać. Na to przyjZosia dzięki pracy w Bibliotece Uni- poznajemy wspaniały klimat wojenne- dzie czas w kolejnej mojej książce, opiwersytetu Warszawskiego wybiera się go Jędrzejowa, czy powojennej Warszawy. sującej losy innych bohaterów Dziewczyw podróż na Ziemie Odzyskane. Chce Staram się przekazać czytelnikowi wo- ny z kabaretu.: hrabiny Łęskiej i proferazem z pracownikami BUW-u urato- jenną historię w możliwie przystępny sora Rosenblatta, którzy wdali się na emiwać księgozbiór, który został zarabo- sposób. Często dodaję, że wojna sama gracji w nie lada awanturę szpiegowską. wany z biblioteki przez Niemców. PRZYGODY TEODORA To jest autentyczna historia. Profesor odc. 4 Bohdan Korzeniewski pojechał na ZaWakacje chód, na tereny dawnych Niemiec, ze W sierpniu nie będzie wydania gazety. Wracamy we wrześniu. swoją ekipą, aby odzyskać zrabowane książki z Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. W pałacu, w którym odnajdują książki wywiezione z Warszawy, odkrywają jak dużych zniszczeń, dokonali Rosjanie. Książki były używane do skręcenia papierosów i jako papier toaletowy. Teren wokół pałacu po prostu był wybrukowany zdeptanymi książkami. Dlatego udało się odzyskać tylko część księgozbioru, który Niemcy wywieźli z Warszawy. Przy okazji podróży Zosi i pracowników BUW-u wspominam historię niemieckich kobiet, które były rozstrzeliwane przez Bolszewików za to, że zarażały rosyjskich żołnierzy syfilisem. Oczywiście trzeba nadmienić, że wcześniej tym syfilisem były zarażane przez innych rosyjskich sołdatów. Tak to było i starałam się jak najlepiej oddać klimat tych wydarzeń i miejsc.


7

ODKRYWCY TAJEMNIC

W powiecie piaseczyńskim nie brakuje śmiałków, którzy w tajemnicy przed innymi, odwiedzają zapomniane, często zdewastowane miejsca. W ich hobby wpisane jest pewne ryzyko, ale świetnie zdają sobie sprawę z czyhających na nich niebezpieczeństw. Dlatego na każdą wyprawę szykują odpowiedni ekwipunek, który ma ich zabezpieczyć podczas zwiedzania starych, opustoszałych już obiektów. Postanowiliśmy się spotkać z grupą urbexową z powiatu piaseczyńskiego: Odkrywcy Tajemnic. Urbex i Historia, która przeniesie nas w świat wielkiej pasji i chęci do odkrywania miejsc często zakazanych, stojących na uboczu naszej cywilizacji.

•• GÓRA KALWARIA - Kamil Myszyński -

# A Adi powiedział... •• KOLEJ NA KSIĄŻKI - Kamil Myszyński -

W dobie Internetu i małej aktywności fizycznej młodzieży, światło dzienne ujrzała książka pt. „A Adi powiedział…”, autorstwa Magdy Bloch, która została wydana nakładem Wydawnictwa Poznańskiego. „A Adi powiedział…” zachęca do spędzania wolnego czasu na świeżym powietrzu. W książce jest wiele pożytecznych porad, które pozwalają przetrwać, podczas eksplorowania okolicznych krzaków, łąk i lasów. W książce Magda Bloch dzieli się swoim bogatym doświadczeniem, które zdobyła w zuchach Związku Harcerstwa Polskiego (ZHP), a potem w organizacji skautowej Royal Rangers. Wszystkie porady oparte są na praktyce i zawierają wiele ciekawych anegdot z życia instruktorów. Dzięki nim żądni przygód eksploratorzy zyskają wiele praktycznych porad, z których dowiedzą się: jak odpowiednio dobrać ubiór, jak nie zgubić się w terenie, jak udzielić pierwszej pomocy. Te bezcenne porady można także stosować podczas tegorocznych wakacji. Bo jest to najlepszy czas, na zdobywanie nowych życiowych doświadczeń, a także wspomnień, które zostaną z nami na lata. W powiecie piaseczyńskim jest wiele miejsc, godnych naszego odwiedzenia i eksploracji. Wystarczy tylko wymienić: Las Magdaleński, Lasy Chojnowskie, Zimne Doły, Górki Szymona, spływy kajakowe na Jeziorce czy okolice Góry Kalwarii z pięknym i majestatycznym zamkiem w Czersku. Czy jesteście już gotowi na wielką przygodę? Tak? To najpierw przeczytajcie książkę pt. „A Adi powiedział…” i weźcie ją ze sobą, aby te wszystkie praktyczne porady, zastosować podczas wycieczek i eksploracji podmiejskiego buszu.

Opuszczone miejsca

Pomysł na eksplorację opuszczonych budynków, przyszedł do Polski z Europy Zachodniej. Od kilku lat możemy zaobserwować w kraju duże zainteresowanie tym tematem. Zespoły urbexowe powstają jak „grzyby po deszczu”. - Dla większości osób opuszczony budynek, czy miejsce, może być mało interesujące. Jednak dla nas to miejsce kryje pewną tajemnicę, ukrytą historię. Dlatego wchodzimy do obiektu i badamy to, czego większość osób nie jest w stanie dostrzec, przechodząc obok zupełnie obojętnie. To są miejsca, które mają swój niepowtarzalny klimat. Czuć w nich to dawne życie, które jeszcze niedawno tam tętniło – mówił kierownik grupy Odkrywcy Tajemnic. Urbex i Historia, Paweł Książek. W naszym powiecie piaseczyńskim jest kilkanaście obiektów, które cieszą się dużym powodzeniem wśród urbexowych odkrywców. Wystarczy wymienić: nawiedzony komisariat policji w Konstancinie, opustoszałe konstancińskie wille, cegielnie w Gołkowie czy wyspę Rembezę w okolicach Góry Kalwarii i Czerska. Jednak nasi odkrywcy nie tylko eksplorują obiekty znajdujące się na terenie powiatu piaseczyńskiego. - Zasadniczo podróżujemy po całym Mazowszu. Zwiedzamy opustoszałe wsie w Puszczy Kampinowskiej, stare koszary, forty, bunkry, które przywodzą na myśl okresy walk toczonych w czasie I i II Wojny Światowej – opowiadał Paweł Książek. Co ciekawe, wrzucane fotografie i relacje z licznych wypraw są szeroko komentowane w mediach społecznościowych. Czasami głos w dyskusji zabierają nawet byli mieszkańcy. Tak się zdarzyło przy okazji publikacji zdjęć z eksploracji miejscowości Nowe Budy w Puszczy Kampinowskiej. - Nowe Budy to moja rodzinna wieś. Tu się urodziłam, tu się wychowałam. To dzięki waszej pasji, mam uwiecznione wspomnienia, do których na pewno nie raz wrócę – pisała na grupie: Odkrywcy Tajemnic. Urbex i Historia, pani Wanda Wieczorek. Dla grupy eksploratorów satysfakcją jest nie tylko zwiedzanie obiektów, ale także odnajdywanie takich unikalnych miejsc, do których nikt jeszcze nie dotarł. Wtedy takim obiektem, można się pochwalić w środowisku urbexowym.

Bezpieczeństwo Okolice Strugi, przysiółka wsi Wólka Pracka

Wyprawy na opuszczone obiekty, niosą za sobą ryzyko i niebezpieczeństwo. Dlatego bardzo ważne są odpo-

wiednie przygotowania, aby zminimalizować wśród uczestników grupy ryzyko kontuzji i uszkodzeń. - Podstawą naszych wypraw jest wygoda i bezpieczeństwo. Każdy z uczestników musi mieć na sobie: długie spodnie, obuwie z grubą podeszwą, latarki, rękawice, wodę do picia i apteczkę – wymieniał zawartość ekwipunku Paweł Książek. Jak jest to ważne? Pokazują przygody, które mają już za sobą: Odkrywcy Tajemnic. Urbex i Historia. - Kiedyś zapuściłem się na opuszczony młyn w Sobieniach. Podczas eksploracji, zawaliła się pode mną podłoga. Później musiałem po niej stąpać tak, żeby nie natrafić na spróchniałą belkę. Ryzyko jest wpisane w naszą pasję i to też dodaje nam adrenaliny i satysfakcji – opowiadał Paweł Książek.

Wyspa Rembezy

Nieopodal Góry Kalwarii i pięknego Czerska znajduje się wyspa Rembezy. Jest to mało znane miejsce, które kryje wiele tajemnic związanych z II Wojną Światową. Mamy tutaj zachowane: okopy niemieckie i polskie, ziemianki, stanowiska CKM. Znajduje się tu także mogiła niemieckiego żołnierza. Wyspa jest dziką krainą, całkowicie wyjętą z panowania człowieka. Można tutaj spotkać: dziki, sarny, ptaki drapieżne. To jest ten dziki świat, ukryty tuż obok nas – mówił Paweł Książek.

Grupa Odkrywców Tajemnic

W każdej grupie jest lider, który motywuje do działania, ale także jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo członków. - Mieliśmy już kilka przygód. Na opuszczonych koszarach w Pułtusku, nie spodobaliśmy się grupie miejscowych. Doszło między nami do wymiany zdań. Jako przywódca grupy, podjąłem się rozmowy. Bardzo szybko udało się sprawę załagodzić, po prostu miejscowi chcieli się upewnić, że nie jesteśmy z policji – przypomniał tamte wydarzenia, Paweł Książek. Obecnie grupa: Odkrywcy Tajemnic. Urbex i Historia, liczy 10 osób. Jednak nie wszyscy mają szansę, aby dołączyć do tego zespołu. - Nie chcemy, żeby nasza grupa rozrosła się do bardzo dużych rozmiarów. Ale jeżeli widzimy, że ktoś jest naprawdę bardzo zainteresowany i nie jest to słomiany zapał... Ma już za sobą jakieś doświadczenie i lubi odkrywać zapomniane miejsca, to może spróbować z nami chodzić. Dajemy mu szansę, jeżeli się sprawdzi, to może dołączyć do naszej grupy – mówił Paweł Książek. Zachęcamy do śledzenia naszych lokalnych odkrywców na portalach społecznościowych: Facebook i YouTube. Wystarczy, że wpiszecie: Odkrywcy Tajemnic. Urbex i Historia. Na tych profilach znajdziecie liczne zdjęcia i filmy z kolejnych wypraw grupy.


8

JEST SIŁA, JEST MOC

17 czerwca br. odbył się po raz 22. Mazowiecki Wrak Race, potocznie zwany: „Wyścigiem Wraków”. Imprezę zorganizował portal motoryzacyjny motopiaseczno.pl i grupa Japa Team. Mazowieckie wyścigi wraków, to największe tego typu zawody w Polsce. Za każdym razem udział, w nich bierze powyżej 100 załóg z całego kraju Ta edycja, niczym nie odbiegała od poprzednich. - Na starcie stawiły się 104 załogi, w tym 13 kobiecych. Najdłuższą podróż przebyli zawodnicy z Pruszcza Gdańskiego, którym nasze zawody przypadły bardzo do gustu – mówił Jacek Soboń, współorganizator imprezy.

•• AUTOMOBILKLUB - Łukasz Cabaj -

Zawody zostały podzielone na 3 klasy: kobiet, seria i madmax. W klasie kobiet wzięło udział 11 załóg (2 załogi kobiece, ścigały się w klasach z mężczyznami). Cały czas utrzymuje się tendencja wzrostowa, bo ta klasa cieszy się coraz to większą popularnością, odkąd organizatorzy zrobili edycję z okazji Dnia Kobiet i zainaugurowali nową klasyfikację, wyłącznie dla Pań. - Co ciekawe, w tej klasie wystartowali także małżonkowie, którzy w dniu 17 czerwca br. świętowali swoją pierwszą rocznicę ślubu. W ten niekonwencjonalny sposób chcieli uczcić ten wyjątkowy dla nich dzień – mówił Jacek Soboń. Impreza ma charakter rodzinny, organizatorzy dbają o dodatkowe atrakcje dla kibiców. Zwłaszcza dla tych najmłodszych. - Na każdych zawodach, organizowana jest dla dzieci zabawa w ma-

lowanie farbami w sprayu, kilku wraków, które później są przeznaczane na licytację dla chorych lub potrzebujących rówieśników. Tym razem była prowadzona zbiórka dla Domów Dziecka w Pęcherach. Udało się przekazać kwotę 1.650 zł na ten cel – wylicza Jacek Soboń. A od początku roku, organizatorzy

WYDAWCA - IWOG Sp z o.o. ul. Budowlana 7/2, 03-315 Warszawa. NIP. 524 280 73 87 NAKŁAD - 10.000 KONTAKT - tel. 572-262-973 e.mail. redakcja@stacjapoludnie.info ADRES REDAKCJI ul. Marzeń 9, 05-552 Łazy. STACJA POŁUDNIE TV Krzysztof Mogilski, Paweł Chorzempa.

ZABRAĆ IM! •• FELIETON - Paweł Chorzempa „Pieniądze szczęścia nie dają … tym którzy ich nie mają” - jak mawiał poeta.

przekazali ponad 16.000 zł na cele dobroczynne. W ten sposób chcą pokazać, że miłośnicy motoryzacji, nie tylko myślą o sprawach przyziemnych związanych z zawodami czy rywalizacją, ale potrafią także pomóc w zmobilizowaniu zawodników i kibiców, aby wsparli osoby potrzebujące. W dzień zawodów była piękna i słoneczna pogoda. To wszystko spowodowało, że na torze w Mysiadle, pojawiło się mnóstwo kibiców, którzy obserwowali zawody, w specjalnie do tego wyznaczonych strefach. Zawodnicy musieli zmagać się nie tylko ze swoimi wrakami, ale także z niełatwą do pokonania trasą wyścigu. Na dzieci, oprócz zabawy w malowanie wraka, czekały stragany z lodami, watą cukrową, naklejkami, a także zabawkami i balonami z helem. Rodzice mogli skosztować smacznego jedzenia. Organizatorzy wzięli sobie za cel stworzenia najlepszej tego typu imprezy w Polsce. - Stąd wprowadziliśmy bezpieczne, wytyczone strefy kibica, skąd fani motoryzacji mogą bez problemu oglądać większą część trasy – wylicza Jacek Soboń. Planujemy zmniejszyć najbardziej „głośną” kategorię, jaką jest klasa madmax, po to, aby zminimalizować hałas związany ze startem „podrasowanych” aut – dodaje na koniec. REDAKTOR NACZELNY Kamil Myszyński, Z-ca REDAKTORA NACZELNEGO Paweł Chorzempa, SKŁAD Kamil Myszyński, KOREKTA Paweł Chorzempa, RYSUNKI Tadeusz Krotos, SKŁAD REDAKCYJNY Mariusz Cholewski, Dorota Panfil, Jakub Rącz, Paweł Smereczyński, Violetta Tatarowska, Adam Tyszecki, Paweł Uśniacki, Barbara Żugajewicz-Kulińska.

Inny, już nie poeta, twierdził, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy. Zrobiono nawet sondaż, z którego wynikało, że zdecydowana większość chciałaby politykom wynagrodzenia zdecydowanie obniżyć. Vox populi vox Dei, toteż w ów vox populi wsłuchał się sam szef, zarządzenia wydał i chyba pierwszy raz w historii zdarzyło się, żeby rządzący sami sobie odebrali pieniądze. Nie wszystkie rzecz jasna, gest raczej symboliczny, ale dobre i to. Dobre? Ulubionym argumentem różnych strasznie mądrych ludzi (z naciskiem na „strasznie”) jest, że dużo zarabiający nie będzie podatny na korupcję. Ta sama złota myśl przyświeca także finansowaniu partii z budżetu. Widocznie nie jestem strasznie mądrym człowiekiem, bo pojęcia nie mam, czemu fakt dużych zarobków miałby przeciwdziałać korupcji. Zawsze mi się wydawało, że to od uczciwości zależy, a nie od majątku. Jeśli by przyjąć logikę wymądrzających się w telewizorze tzw. intelektualistów, to należałoby rozdawać wszystkim biednym pieniądze, żeby nie byli podatni na pokusę kradzieży. Nie robi się tego, a mimo to niewielu kradnie. Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że od dużych kradzieży to specjalistami są ci, których majątek już teraz przewyższa ich najbardziej ekstrawaganckie potrzeby. Wszyscy zapewne chcieliby być bogaci. Nic w tym złego, dla pieniędzy ludzie są nawet gotowi pójść do pracy;-) A w pracy zwykle jest tak, że płaca zależy od dochodów firmy. Często zależy w ten sposób, że jak firma cienko przędzie, to pracownicy zarabiają mniej, a jak dobrze… to fajnie. Ostatnio jednak tak się nie da, bo bezrobocie zbliża się do poziomu, przy którym pracodawcy muszą konkurować między sobą nie tylko w produkcji, ale również o pracownika. Wróćmy jednak do posłów i ogólnie do rządzących. Czy płace posłów i samorządowców nie powinny być uzależnione od majątku, którym zarządzają? Narobią długów – sorry, tatuś diety nie przyniesie. Czy nie powinno być jednak tak, że o ustawach decydują posłowie, którzy już się dorobili jakiegoś majątku, mają jakieś doświadczenie życiowe i kapitał? Ależ skąd! - zakrzyknie większość czytelników – przecież biedni ludzie powinni mieć swoją reprezentację w Sejmie. Pan/Pani wybaczy, ale to trochę myślenie socjalistyczne. Już objaśniam: w interesie kapitalistów nie jest bieda innych. Wręcz przeciwnie, w ich interesie jest, żeby KLIENCI byli jak najbogatsi i kupowali jak najwięcej. Produkcja samochodów nie ma sensu, jeśli ludzi nie stać nawet na płyn do spryskiwaczy. Ma sens wtedy, gdy ludzie ten produkt kupią. Trudno też sobie wyobrazić, by ci hipotetyczni kapitaliści w Sejmie uchwalili prawo preferujące wyłącznie ich produkcję. No, chyba że wybierzemy wyłącznie samych piwowarów, a i to niekoniecznie, bo konkurencja, choć wymagająca panna, to jednak miła jest wszystkim. Skoro zatem uchwalać będą prawo sprzyjające działalności gospodarczej, a nie podoba mi się praca u kogoś, to sam mogę zostać przedsiębiorcą, czyż nie?. Kiedy 30 lat temu uchwalono ustawę Wilczka (swoją drogą to paradoks, że parlament PRL uchwalił najbardziej wolnorynkową ustawę w 1988r, a "nasi" później wyłącznie ją psuli) w Polsce powstało milion firm. Tak, średnio co 30 Polak, wliczając w to noworodki i staruszków był "wrednym krwiopijczym kapitalistą wyzyskującym lud pracujący miast i wsi";-) Dziś sama składka na ZUS stanowi skuteczną zaporę dla przedsiębiorczości zwykłych ludzi. Jak mawiała nieodżałowana Margaret Thatcher: „Żaden rząd nie ma własnych pieniędzy. Ma tylko pieniądze podatników, więc niczego nie „daje”. Jeśli więc nie ma komu zabrać, to i nie ma z czego dać. Wychodzi więc taki, na szczęście były, minister od finansów i powiada (piszę, jak usłyszałem): „Piniędzy nie ma i nie będzie.” Nic tak nie rozweseliło mnie ostatnimi czasy, jak słowa Premiera, że przedsiębiorcy sami do niego przychodzą i chcą płacić większe podatki. W to nie uwierzy chyba nikt, ale z drugiej strony w naszej redakcji często mamy do czynienia ze wzruszającymi przejawami dobroczynności. Ludzie chcą pomagać i pomagają. A my wraz z Czytelnikami staramy się ich docenić, organizując coroczny konkurs „Nasi Najlepsi”, którego już trzecią edycję szykujemy na jesień. Na razie jednak życzę wszystkim Czytelnikom miłych wakacji bez polityków nieponoszących konsekwencji własnych działań. Po prostu miłego odpoczynku:-)

Gazeta Lokalna Stacja Południe Lipiec 17/VII/2018  

Prezentujemy naszym czytelnikom wakacyjne wydanie Gazety Lokalnej Stacja Południe. W numerze: Nowa Iwiczna "Bezkolizyjny przejazd" - przybli...

Gazeta Lokalna Stacja Południe Lipiec 17/VII/2018  

Prezentujemy naszym czytelnikom wakacyjne wydanie Gazety Lokalnej Stacja Południe. W numerze: Nowa Iwiczna "Bezkolizyjny przejazd" - przybli...

Advertisement