Page 1

• LESZNOWOLA • PIASECZNO • KONSTANCIN-JEZIORNA • TARCZYN • PRAŻMÓW • GÓRA KALWARIA •

GAZETA BEZPŁATNA - POWIAT PIASECZYŃSKI - LIPIEC - NUMER 05/VII/2017 PIASECZNO KULTURALNY ODJAZD

OFF-spring Festival to impreza plenerowa dla tych, którzy szukają wyższych artystycznych przeżyć. W ciągu trzech dni festiwalowych kultura gości na placach, skwerach, targach i ulicach Piaseczna. Nie inaczej było podczas II edycji tego festiwalu, który odbył się w dniach 9-11 czerwca br.

•• PIASECZNO

- Kamil Myszyński Jeszcze siedem... Rozpoczęliśmy w piątek 9 czerwca od współczesnego tańca w wykonaniu Anny Kamińskiej i Patryka Durskiego, którzy wystąpili przed piaseczyńską publicznością w spektaklu Teatru Tańca "5 dm3 ". Po ich występie przenieśliśmy się na dużą scenę, na której najpierw zagrał Earl Jacob i Zbóje, a później gwiazda wieczoru Pablopavo i Ludziki. Po ich występie nie milkły gromkie brawa i prośby o bisy. Jeden z fanów nawet krzyknął: „jeszcze siedem”. Na sam koniec pierwszego festiwalowego dnia przenieśliśmy się na parking miejski zlokalizowany przy ul. Puławskiej 5. Tutaj przed piaseczyńską publicznością zaprezentował się wyjątkowy i unikalny Teatr Limen Butoh w spektaklu „Kanabasis”. Od 2002 r. Teatr Limen jest jedynym tego typu teatrem butoh w Polsce. Od kilkunastu lat prowadzi współpracę międzynarodową, organizuje wydarzenia artystyczne, a także zaprasza zagranicznych artystów do udziału w swoich projektach. Teatr Limen występował na wielu międzynarodowych festiwalach, otrzymał nagrody na konkursach teatralnych i tanecznych.

Rewelacja!

Festiwalowa sobota rozpoczęła się na bazarku przy ul. Szkolnej. Tutaj swoją instalację miejską piaseczyńskiej publiczności zaprezentował Maciej Kuźmiński Company. Wieczorem instalacja zagościła po raz drugi, ale tym razem już na samym Rynku. Jednocześnie można było obserwować Teatr Los Fuegos w spektaklu familijnym „Cyrk Podróżnych Mimów”. Teatr cieszył się dużą popularnością, zwłaszcza wśród najmłodszych. Dzieciaki były zachwycone mimami rozstawionymi na piaseczyńskim Rynku. Na sam koniec festiwalowej soboty zagościliśmy na parkingu miejskim przy ul. Sierakowskiego. Tutaj wystąpił Teatr AKT, który znowu zachwycił swoim autorskim programem. Warto dodać, że jest to wyjątkowy teatr, który

Konkurs uwalony str. 4

PRAŻMÓW

konsekwentnie od wielu lat nie jest teatrem repertuarowym. Na każda imprezę kulturalną czy też festiwalową przygotowują własne projekty artystyczne. W Piasecznie zaprezentowali magiczny i kolorowy spektakl „Poza czasem”, który podbił serca piaseczyńskiej publiczności. Po występie nie brakowało na ustach wielu słowa: „Rewelacja”.

Dźwiękowiązałka, akrobatyka, sztuka ciała

Ostatni trzeci dzień festiwalu to piękne zakończenie tegorocznej imprezy. Rozpoczęliśmy od ulubieńca piaseczyńskiej publiczności – Sambora Dudzińskiego i jego „Dźwiękowiązałki”. Wszyscy bawili się naprawdę świetnie, a Sambor kolejny raz pokazał znakomity show, gdzie każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Były piosenki, gra na instrumentach czy elementy związane z teatrem lalek. Po występie Sambora Dudzińskiego zameldowaliśmy się na głównej scenie, a tam młody utalentowany zespół "Żal" z Warszawy. Zespół tworzy duet artystów: Jakub Buchner (gitara, wokal) i Aleksander Żurowski (syntezator). Przez godzinę mogliśmy posłuchać brzmienia rodem z lat 80. Po występie zespołu "Żal" przenieśliśmy się

na parking miejski przy ul. Sierakowskiego. Tutaj czekała nas prawdziwa uczta kulturalna. Na początku wystąpiła akrobatka Magdalena Sztencel, która zaprezentowała piaseczyńskiej publiczności dwa swoje autorskie programy. Po występie były już tylko gromkie brawa, a publiczność chciała po prostu więcej. I rzeczywiście to dostała. Ostatni występ na OFFspring Festivalu 2017 to Fundacja Sztuka Ciała, która zaprezentowała spektakl "Rój". Wszyscy w skupieniu oglądali wyjątkowy spektakl przygotowany przez aktorów. Nie brakowało momentów bliskiej interakcji z publicznością, co tylko potwierdziło jak ważnym wydarzeniem kulturalnym w powiecie piaseczyńskim jest OFF-spring Festival.

Duże zniszczenia str. 5

LESZNOWOLA

Kopnięty zwierzak nie wyje tak, jak jego serce str. 7

SPORTOWE EMOCJE

Teatr zgromadził największą publiczność

Co ciekawe i najbardziej zaskakujące to, że piaseczyńska publiczność wyśmienicie bawiła się na teatraliach. Teatr "AKT", "Dźwiękowiązałka" Sambora Dudzińskiego i Fundacja Sztuki Ciała "Rój" zgromadziły prawdziwe tłumy. Tylko koncert Pablopavo i Ludzików był wstanie przebić teatr, ale nie oszukujmy się OFFspring Festival teatrem stoi i basta! Do zobaczenia za rok :)

To do orlików Perły trafiła pierwsza piłka Deyny str. 8


SAMBOR DUDZIŃSKI "DŹWIĘKOWIĄZAŁKA"

Polski aktor teatralny, wokalista i kompozytor, multiinstrumentalista, twórca własnych projektów (spektakli, koncertów, happeningów). Nagradzany na wielu festiwalach. Wykłada piosenkę na Wydziale Lalkarskim wrocławskiej PWST.

•• OFF-spring Festival

- Kamil Myszyński Realizuje pan własne projekty na scenach teatralnych i muzycznych. Wiele z tych aktywności to wychodzenie ze sztuką na ulicę do wielu nowych odbiorców. Do tych ludzi, którzy sporadycznie lub wcale nie zaglądają do teatru. Najbardziej lubię występować w plenerze. Na rynkach, ulicach, deptakach, parkingach i w podobnych miejscach. Moją grupą docelową są ludzie w każdym wieku i o najróżniejszych zainteresowaniach. Na ulicy wszyscy wydają się podobni, trudno odgadnąć kto jest dyrektorką, a kto sprzątaczką, kto szefem korpo, a kto księdzem w cywilu lub policjantem czy wojskowym. Na ulicy wszyscy są po prostu ludźmi, a ja lubię śpiewać dla ludzi. Poza tym na ulicy każdy może być widzem, każdy kto zechce, a nie ktoś kto musi. Wiem, że mam wpływ na kształt duszy moich odbiorców i staram się to pielęgnować. Wiem też, że wychowuję ludzi poprzez kulturę. Sam jestem wychowany na czterech festiwalach, które odbywały się w moim mieście. To co tam przeżyłem ma duży wpływ na to,

kim teraz jestem. Jest Pan multiinstrumentalistą, ma pan ogromne zdolności artystyczne, które możemy zaobserwować w projekcie "Dźwiękowiązałka Sambora Dudzińskiego". Podczas występu związanego z tym projektem: śpiewa pan, tworzy teksty piosenek do słów napisanych przez publiczność, jest też teatr lalek tak ważny dla pana. Skąd pomysł na projekt "Dźwiękowiązałka", który jest uwielbiany w wielu miejscach w Polsce? Najpierw był pomysł na jeżdżący fortepian na dużych kołach. Inscenizowałem się obrazem Picassa „Guernica”. Zrobiłem makietę obrazu uruchamiając kończyny wybranych postaci malowidła i zamówiłem kopię obrazu według mojego pomysłu w pracowni plastycznej Opery Wrocławskiej.

Tak się zaczęło. Spektakl robiłem ze studentami Szkoły Lalkowej we Wrocławiu, gdzie prowadziłem zajęcia z piosenki. Z biegiem lat rozbudowywałem i przerabiałem pojazd. Od lat nagrywam muzykę teatralną i filmową oraz zajmuję się piosenką. Dźwiękowiązałka to jedno z moich ulubionych narzędzi. W 2009 roku pojechałem z Dźwiękowiązałką na festiwal Fringe do Edynburga. Dźwiękowiązałka to jest gotowa scena, która jeździ pomiędzy widzami. To już kolejna pana wizyta w Piasecznie, jak pan ocenia OFF-spring Festival? Czy wychodzenie kultury i sztuki na ulicę jest ważne i potrzebne? Czy tak tworzy się nowego widza? Chętnie wracam do Piaseczna na OFFspring. Wychowywanie w kulturze to ka-

pitał, który wzbogaca społeczeństwo i jest to bardzo ważny element życia publicznego. Festiwal plenerowy to pielęgnowanie wrażliwości i budowanie oraz rozwijanie kapitału osobowości obywateli. Mieszkańcy miasta, w którym rokrocznie odbywa się festiwal sztuki otwartej, są społeczeństwem bogatszym wewnętrznie i dużo bardziej otwartym, niż mieszkańcy miast pozbawieni tego rodzaju aktywności społecznej. Od dziecka jeżdżę po festiwalach w Polsce i za granicą. Najpiękniejsze miasta to te, które mają swoją kulturalną wizytówkę i swoją publiczność - pokolenia wychowywane w duchu wrażliwości na piękno i na sztukę. Takim pięknym miastem jest też Piaseczno. Jakie ma pan plany w najbliższym czasie? Czy będzie jakaś nowa instalacja, projekt artystyczny, który będzie pan mógł nam zaprezentować na III edycji OFF-spring Festivalu? Przygotowuję nowy program na Dźwiękowiązałce będą to „Portrety”. Sportretuję w niezwykły sposób znane i nieznane osoby oraz niezwykłe miejsca. Będziemy też wspólnie z widzami portretować osoby opisane przez widzów.

ZESPÓŁ "ŻAL" - UNDER THE STARS

Warszawski duet elektroniczno-wokalno-gitarowy, w składzie: Jakub Buchner i Aleksander Żurowski. Prezentują vintageową taneczną elektronikę rodem z lat 80. Na początku września zespół „ŻAL” wydaje długo wyczekiwany przez ich fanów long play „Teodor”. Spotkaliśmy się na OFF-spring Festivalu w Piasecznie.

•• OFF-spring Festival

- Kamil Myszyński Zacznij my od waszego stylu. Można o was przeczytać, że jesteście zespołem elektronicznym rodem z lat 80. Wielu porównuje was z takimi klasykami jak: Bronski Beat, Massive Attack czy z Davidem Bowie. Jakub Buchner: Na pewno gdzieś tam przesiąknęliśmy ich muzyką. Prawda jest taka, że do tworzenia naszej muzyki używamy instrumentariów, które nierozłącznie kojarzą się z latami 80. Często nasze kompozycje nawiązują do tych lat, bądź są nawet nimi inspirowane. Korzenie są ewidentne. Wspomniałeś o instrumentariach. Do swojej muzyki wykorzystujecie ich wiele: syntezator, drum-maszyna, gitara i wokal. Aleksander Żurowski: Mamy podział na nagrania studyjne i nasze wykonania na żywo. Studyjne wersje naszych utworów są diametralnie różne od tego, co wykonujemy na koncertach. Na żywo wykorzystujemy tylko te instrumenty, o których

2

Jakub Buchner: Myślę, że jest to jeden z

wspomniałeś. W przypadku nagrań studyjnych, tych ograniczeń już nie ma. Jakub Buchner: Ograniczamy się w występach na żywo, do tych kilku instrumentariów i to jest z naszej strony świadomy zabieg. Gdybyśmy się nie ograniczali, to musielibyśmy zatrudnić nowych członków naszego zespołu, bo nie bylibyśmy w stanie sami obsłużyć tylu instrumentariów. Inicjatywa radiowej „Czwórki”. Wasz kawałek „Under the stars” był brany pod uwagę w gronie utworów, które mogli wybrać słuchacze do audycji

„Będzie głośno”. Jak się zakończyła ta historia? Jakub Buchner: Niestety ta historia zakończyła się bez większego echa. Nie wykluczone, że było to spowodowane naszym podejściem, bo dla nas ważniejszą sprawą jest wykształcenie sobie słuchacza. Takiego słuchacza, który będzie naprawdę interesował się naszą muzyką. Dla nas to jest ważniejsze, niż puszczenie raz naszego kawałka w audycji radiowej. Widziałem, że miało to fajny i pozytywny oddźwięk, bo utwór „Under the stars” ma sporo wyświetleń na youtubie.

elementów, który na to się składa. Rzeczywiście z czterech naszych udostępnionych utworów na youtubie i soundcloudzie, „Under The Stars” ma najwięcej wyświetleń. Aleksander Żurowski: Jest najlepiej oceniany i najbardziej zapadający w pamięć. Macie już 4 kawałki na swoim koncie: „Under the stars”, „New heaven”, „Good night” i „Just Dżyig”. Kiedy wyjdzie wasza debiutancka płyta? Aleksander Żurowski: Cały materiał mamy już gotowy. Zostały tylko techniczne szczegóły do dogrania. Jakub Buchner: Na początku września płyta, wcześniej ukaże się singiel. Na long playu „Teodor” będzie 11 numerów. Co może wam dać występ na OFF-spring Festivalu w Piasecznie? Aleksander Żurowski: Na rynku muzycznym jest wiele zespołów i trudno jest dotrzeć do wszystkich ludzi. Dlatego występ w Piasecznie to szansa na pozyskanie nowego słuchacza.


MAGDALENA SZTENCEL - AERIAL DANCE STUDIO

Tancerka, akrobatka, półfinalistka IV edycji programu "Mam Talent". Jako pierwsza w Polsce założyła wyspecjalizowaną szkołę tańca w powietrzu - Aerial Dance Studio.

•• OFF-spring Festival

- Kamil Myszyński Pani występ zachwycił piaseczyńską publiczność OFF-spring Festivalu. Jednak mało osób zdaje sobie sprawę ile energii, ćwiczeń i czasu trzeba poświęcić, aby stworzyć tak znakomity występ. Rzeczywiście akrobatyka powietrzna, jest dziedziną sztuki wymagającą sporo wysiłku, treningu i utrzymywania kondycji fizycznej na wysokim poziomie. Efekt taki da się osiągnąć jedynie traktując treningi poważnie: codziennie przynajmniej 5 godzin treningu, bez względu na nastrój i pogodę! W weekendy występuję, często daleko od Warszawy, więc automatycznie trening odpuszczam. Reakcje publiczności na to co robię na pokazach zmieniły się na przestrzeni ostatnich 10 lat. Sport stał się bardzo modny, tak samo jak formy artystyczno-sportowe, typu pole dance, czy ostatnio taniec na szarfach. Stąd też w reakcjach ludzi nastąpiła subtelna zmiana: Kiedyś podchodzili po pokazie pytając co to jest, nie wierząc że coś takiego w ogóle da się robić! Teraz częściej pytają gdzie się można tak nauczyć, ile czasu trzeba, żeby osiągnąć poziom profesjonalny czy gratulują swobody i lekkości bo „wiedzą jakiej siły potrzeba, by wykonywać takie akrobacje”.

Skąd wzięło się u pani zainteresowanie akrobatyką i tańcem? Taniec jest w moim życiu odkąd pamiętam, co prawda uczyłam się sama z MTV, a dopiero na studiach dołączyłam do profesjonalnego Teatru Tańca Gravity. Jak widać dla chcącego nic trudnego. W jednym ze spektakli, w których występowałam mięliśmy choreografię na trapezie tanecznym, który bardzo mi się spodobał. Bardzo szybko miłość do trapezu przeniosłam na taniec na szarfach, następnie rozszerzając ją na pozostałe dziedziny tańca w powietrzu. Niestety kiedy zaczynałam swoją przygodę z akrobatyką cyrkową w Polsce praktycznie nie było ani miejsc, ani ludzi od których można by się uczyć, stąd też wszystkie podstawy zdobywałam oglądając YouTube i jeżdżąc na warsztaty zagraniczne, o ile miałam taką możliwość.

Dużą sławę przyniósł pani popularny program "Mam Talent". Czy uważa pani, że dalej programy telewizyjne są dźwigną dla młodych artystów? Każdy program typu talent show, z edycji na edycję budzi w widzach coraz mniejsze emocje. O ile pierwsze edycje Mam Talent były nowością na polskim rynku showbiznessu, o tyle każda kolejna coraz bardziej rozmywała się na tle poprzednich. Generalizując można uznać, że talent show daje artyście dobry start na około rok czasu, potem wychodzi kolejna edycja i kolejne gwiazdy. Od dojrzałości artysty, jego zaangażowania i profesjonalizmu zależy na ile uda mu się wykorzystać tę szansę bardziej długofalowo! Otworzyła pani własną szkołę tańca w powietrzu - Aerial Dance Studio na warszawskiej Pradze. To pierwsza taka Akademia w Polsce. Jakie cele postawiła

pani sobie tworząc tą szkołę? Otwarcie szkoły stało się jednym z moich priorytetów w momencie, kiedy uświadomiłam sobie, ile problemów napotkałam będąc samoukiem, doskonalącym umiejętności na zgrupowaniach zagranicznych. Uważam, że każdy powinien mieć możliwość rozwijania swoich pasji i chcę, by jak najwięcej osób poznało cudowne uczucie, jakie daje taniec w powietrzu. Na chwilę obecną prowadzimy zajęcia w dwóch placówkach: Zwycięzców na Pradze, oraz od paru lat na Olbrachta na Woli. Planuję też otworzenie trzeciej lokalizacji, w która będzie połączeniem Aerial Dance Studio z przestrzenią treningową dla wszystkich pasjonatów sportu i sztuki cyrkowej. Trzeba wspierać pasje i aktywność fizyczną, bo jak to mówią „w zdrowym ciele, zdrowy duch”, a dzięki pasji jeszcze szczęśliwy! Występuje pani na wielu scenach prezentując swoje programy artystyczne. Jak oceni pani OFF-spring Festival w Piasecznie? Występ na OFF-spring Festival był dla mnie wielką przyjemnością. Szczególnie cieszy mnie gorące przyjęcie ze strony organizatorów i festiwalowej publiczności. Atmosfera imprezy sprawiła, że chętnie wystąpię tutaj ponownie.

ANNA KAMIŃSKA I PATRYK DURSKI - TEATR TAŃCA "5dm 3"

Duet zdobył I miejsce na konkursie choreograficznym "Source of the dance" w ramach festiwalu Scena Otwarta 2016 w Tarnowie. Absolwenci Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie.

•• OFF-spring Festival

- Kamil Myszyński Co zaprezentowaliście na OFF-spring Festivalu? 5dm3 to krótka opowieść o dynamicznie konstruowanej sieci w relacji, jaka zachodzi podczas spotkania dwojga ludzi - mężczyzny i kobiety. Etiuda jest efektem poszukiwania komunikacji poprzez ciało w tańcu, niewerbalnej wymiany zdań, myśli i energii. Razem ćwiczymy i tańczymy w duecie już od trzech lat. Dlaczego to robimy? Taniec nas rozwija. W obecnym momencie jesteśmy na etapie poszukiwań swojej estetyki, języka scenicznego i wydaje nam się, że zmierzamy w dobrym kierunku. Skąd zainteresowanie tańcem współczesnym? To bardzo długa historia. Tańczymy już od dawna, ale spotkaliśmy się na Wydziale Teatru Tańca w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Bytomiu. Wykształcenie, jakie tam otrzymaliśmy, w dużym stopniu

wpłynęło na nasze myślenie o tańcu i teatrze, ale też zainspirowało do tworzenia. Jakie macie plany na swoją przyszłość? Staramy się prezentować na festiwalach. Szukamy możliwości, aby tworzyć nowe rzeczy, co w Polsce niestety łatwe nie jest... Trzeba szukać pieniędzy, starać się o granty albo system rezydencyjny. W kraju jest niewiele zespołów, w których moglibyśmy starać się o zatrudnienie. Zresztą, więcej satysfakcji przynosi nam tworzenie własnych projektów i w tę stronę pragniemy się rozwijać. Jak odebraliście OFF-spring Festival w Piasecznie? Na początku publiczność wolno się zbierała, ale jak już zaczęliśmy tańczyć, to sukcesywnie przybywało zainteresowanych. Byliśmy tym pozytywnie zaskoczeni. Z naszej perspektywy to bardzo ciekawa inicjatywa z bogatym i wartościowym programem.

3


KONKURS UWALONY

aktualności

POCZTA - MA BYĆ LEPIEJ

7 czerwca konkurs na nowego Dyrektora zespołu szkół w W dn. 21 czerwca odbyło się spotkanie mieszkańców z przedJózefosławiu (jednej z największych szkół w Polsce) wygrał Andrzej Sochocki stawicielami Poczty Polskiej zorganizowane z inicjatywy radnej Hanny stosunkiem głosów 7 do 5. Krzyżewskiej w sprawie poprawy obsługi pocztowej w Piasecznie i okolicznych miejscowościach. ••JÓZEFOSŁAW

•• JÓZEFOSŁAW

- Paweł Chorzempa -

Belfer roku

Andrzej Sochocki jest nauczycielem muzyki w tej szkole, organistą, zwycięzca konkursów muzycznych, założyciel chóru i Stowarzyszenia Miłośników Muzyki Klasycznej, organizator corocznego festiwalu, a co najważniejsze nauczyciel bardzo ceniony przez uczniów i ich rodziców – co zostało potwierdzone niedawno pierwszym miejscem w plebiscycie Belfer Roku. Zdawać by się mogło, że nic nie stoi na przeszkodzie, by objął on stanowisko Dyrektora. Jednak wyniki konkursu nie spodobały się niektórym przedstawicielom RMiG Piaseczno i został on unieważniony. Albo, jak się wypowiedziała jedna z radnych - „uwalony”. Pretekstem do tego stał się rzekomo źle przeprowadzony wybór przedstawicieli Rady Rodziców do komisji konkursowej. Raczej nikt nie uwierzy, że taki był prawdziwy powód „uwalenia” konkursu. Rada Rodziców podjęła uchwałę, że wybór przedstawicieli do komisji konkursowej był prawidłowy i nie zgłasza do nich zastrzeżeń.

- Paweł Chorzempa -

Nowy punkt pocztowy

uchylenia jej przez Wojewodę, co dla władz Piaseczna raczej powodem do dumy nie będzie. Burmistrz może też zmienić własną decyzję i uznać wybór komisji konkursowej. Na razie planowane jest przeprowadzenie kolejnego konkursu na połowę sierpnia. Nie uznawanie wyników głosowania komisji konkursowej może doprowadzić do sprawy przed sądem, a tu Gmina Niezrozumiała decyzja... zwykle przegrywa. Nie wiemy, czy w deDecyzja Burmistrza o unieważ- cyzji Burmistrza chodzi tylko o politykę, nieniu konkursu ma wszelkie podstawy do czy nie tylko o nią.

Dla mieszkańców Józefosławia (12 tys. mieszkańców) i Julianowa (3,5 tys.) najważniejszą wiadomością jest obietnica otwarcia nowego punktu pocztowego na granicy tych miejscowości. Prawdopodobnie nastąpi to do końca roku i bę- płacone w formie prowizji albo kwoty gwadzie on oferował wszystkie usługi pocztowe. rantowanej. Zdecydowana większość agenBłędy w adresowaniu, oferta cji działających w okolicach Warszawy otrzyZmienione zostaną też rejony muje wynagrodzenie prowizyjne. poszczególnych placówek, aby równo- 2. Wysokość prowizji ustalana jest na miernie obciążyć je pracą, a praca podstawie ilości wykonanych w danym listonoszy ma być lepiej monitorowana. miesiącu operacji i/lub wartości sprzedaży. Problemem jest często niewłaściwe adre- Jeśli kwota wyliczonej prowizji jest niższa sowanie przesyłek. Szczególnie częste jest niż ustalona w umowie kwota gwarantopodawanie poczty zamiast nazwy miej- wana, wówczas wypłacana jest kwota scowości. gwarantowana. Punkty otwierane przez Pocztę Polską to 3. Agent pocztowy otrzymuje także zwrot nie jedyna forma działalności. Poczta kosztów za maksymalnie dwukrotny transzachęca mieszkańców chcących rozpocząć port przesyłek, gotówki i innego materiału lub rozszerzyć działalność gospodarczą do z dnia pracy agencji pocztowej do urzędu podpisywania z nią umów na prowadzenie macierzystego, z którym prowadzi rozliczenia. agencji pocztowej. Według przekazanych Oczywiście Poczta zapewnia przeszkolenie nam informacji, zasady wynagradzania są i oprogramowanie do takiej działalności. następujące: Chętni mogą się kontaktować z panią 1. Wynagrodzenie agenta pocztowego jest Anetą Kowalczyk tel. 22-557-96-63; płatne miesięcznie z dołu i może być wy- e-mail: aneta.kowalczyk1@poczta-polska.pl

JEZIORKA RAJEM KAJAKARZY

Zaledwie 20 km od Warszawy jest przepięknie położona rzeka Jeziorka, która w ostatnich latach stała się ulubionym miejscem kajakarzy. 10-go czerwca br. na Górkach Szymona odbyła się trzecia edycja Amatorskich Zawodów w Kajakarstwie, która na długo pozostanie w pamięci jej uczestników. Sportowe wyzwanie •• GÓRKI SZYMONA - Kamil Myszyński Już od wczesnych godzin rannych słychać było odgłosy ostatnich przygotowań do zawodów. Trwało uzupełnianie list startowych, rozkładanie leżaków, wodowanie kajaków i oczywiście pierwsze rozmowy zawodników o trasie, rozgrzewce i strategii startu.

35 zawodników na liście startowej

Na czterech specjalnie przygotowanych torach do startu przystąpiło 35 zawodników. Rozegrano 7 konkurencji m.in. jedynki męskie 200m., duety żeńskie 200m., duety mieszane 200m., open czyli składającą się z dwóch kobiet i dwóch mężczyzn. Zwycięzcami w poszczególnych kategoriach zostali: 200m. jedynki żeńskie 1. Patrycja Wszelaki-Szeszko 1:36,26, 200m. Jedynki męskie 1. Maciej Zelek 1:24,99, 200m. dwójki żeńskie 1. Irena

4

Trzecie Amatorskie Zawody w Kajakarstwie były unikalne pod wieloma względami. Po pierwsze były niesamowitym wyzwaniem sportowym dla każdego uczestnika. Po drugie, podczas zawodów panowała znakomita sportowo-rekreacyjna atmosfera, która sprawiła, że wszyscy uczestnicy tegorocznych zawodów zadeklafotosy: Marcin Borkowski rowali swoją obecność w kolejnej już Niakonechniuk/Justyna Gołębiewska 1:48,75, praca pasjonatów kajakarstwa. Przez ostat- czwartej edycji. Organizatorem była Pia200m. dwójki męskie 1. Marcin Go- nie lata Jeziorka była bardzo zaniedbaną seczyńska Fundacja Ekologiczna, firma mółka/Maciej Zelek 1:25,12, 200m. dwój- rzeką. Podczas spływów kajakarze napo- „Kajakkajaki” oraz GOSiR Piaseczno. ki mix 1. Magdalena Banasiak/Hubert Ba- tykali się na zwalone drzewa, zatopione nasiak 1:27,56, 800m. dwójki open 1. korzenie i wiele rzeczy wyrzuconych przez Marcin Gomółka/Maciej Zelek 6:59,95, ludzi m.in. butelki czy przedmioty gosztafeta 4x200m. 1. Cross Kalmus 6:58,59 spodarstwa domowego. To sprawiło, że w składzie: Patrycja Wszelaki-Szeszko, spływy kajakowe wydłużały się nawet o kilJustyna Gołębiewska, Czarek Szeszko i Ja- ka godzin. Dlatego Jacek Gajda wraz z grucek Gajda. pą znajomych postanowił stworzyć na Dwuletnia praca pasjonatów Jeziorce drugą alternatywną trasę. Dzięki Zawody i rywalizacja sportowa temu nie tylko skrócił się czas spływu, ale foto: Marcin Borkowski nie byłaby możliwa, gdyby nie dwuletnia także można organizować zawody sportowe.


aktualności

RAJ POD LASEM

DUŻE ZNISZCZENIA

Zanim w 2006 roku powstało Przedszkole Pluszowy Domek w Łosiu, w rodzinnym domu pani dyrektor Olbrzymie opady deszczu, któzorganizowano żłobek. Szalony pomysł? Może, ale nie dla kogoś pełnego pasji i zaangażowania. re towarzyszą nam już od tygodnia wyrządziły wiele szkód w Prażmowie.

foto: Zespół Szkół w Uwielinach

•• ŁOŚ

- Violetta Kraskowska -

Powstanie przedszkola

– Naszym hasłem była „opieka u niani w domu dla twojego dziecka”. Zajmowaliśmy się dwudziestką maluchów, ale w pewnym momencie stwierdziłam, że tak się nie da mieszkać. Miałam przecież sama 6 letniego syna – wspomina dyrektor placówki Luiza Nowakowska. - Pomysł na przedszkole zrodził się, kiedy zabrałam syna i jego dwóch przyjaciół na wakacje. I po kilku dniach spędzonych tylko z dziećmi doszłam do wniosku, że mogłabym tak pracować – dodaje.

Tak powstał Pluszowy Domek w Łosiu, który ma też filię na warszawskim Ursynowie. Siedziba tego pierwszego mieści się przy ulicy Spółdzielczej, w malowniczej otulinie Chojnowskiego Parku Krajobrazowego. Ale jakby tego było mało, dzieci mają dostęp do okalającego przedszkole ogrodu i dwóch placów zabaw. Dodatkowo dla młodszych przedszkolaków do dyspozycji pozostaje taras, który wiosną i latem zamienia się w mini figlowisko.

Uroczyste zakończenie roku

Kilka dni temu w Pluszowym Domku odbyło się zakończenie roku. Przedszkolaki z czterech grup wiekowych: Prosiaczków, Puchatków, Tygrysków i Tygrysów dały popis swoich umiejętności tanecznych i językowych. Rodzice mogli podziwiać pociechy, które na scenie odbyły podróż do Stanów Zjednoczonych, Japonii czy Rosji. Nie obyło się bez wręczania pamiątkowych dyplomów i kwiatów dla kadry pedagogicznej. Mimo, że już od jakiegoś czasu jesteśmy dorosłe, ponownie bawimy się na drabinkach i huśtawkach, przewozimy piach wywrotkami i gramy „w kolanko” – deklarują pracownicy przedszkola na swojej stronie internetowej. I trudno tym słowom nie wierzyć. W Pluszowym Domku panuje przyjacielska atmosfera. Dzieci bawią się w przestronnych i słonecznych salach, a do wyjść zachęca komfortowa, pełna koloru szatnia. Ale najważniejszy

liwość usamodzielnienia się dzieci. W tym celu mamy w przedszkolu „nocowanki” i zielone przedszkola czyli trzydniowe wyjazdy – wymienia pani dyrektor. Najmłodszy przedszkolak, który wyjechał z Pluszowym Domkiem aż na dwie noce miał 2,5 roku! W placówce realizowany jest też projekt Ciekawy Piątek, czy Leśny Dzień, podczas którego przedszkolaki cały dzień, łącznie z posiłkami spędzają w lesie. Niedaleko znajdują się dwie stadniny koni i tam też dzieci zaglądają z wielką przyjemnością.

Ambitne plany na przyszłość

Marzenia i plany są ambitne. W sierpniu zaczyna się dyżur wakacyjny, także dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym. W planach jest też rozbudowa przedszkola. - Zapisanych mamy 58 dzieci, więc marzenie jest jedno: żeby tych dzieci nie było mniej. Chcielibyśmy też gotować posiłki na miejscu, bo dzisiaj sami robimy śniadania i podwieczorki, a obiady dla dzieci przyjeżdżają do nas z firmy cateringowej – mówi Luiza Nowakowska. I dodaje, że choć Pluszowy Domek nie jest przedszkolem integracyjnym, nie boi się trudnych wyzwań. - Mieliśmy już u nas dziecko z cukrzycą i pompą insulinową, przedszkolaka z protezą nóżki czy z niedużym autyzmem. Opiekujemy się dziećmi od godziny 7 do 18, chociaż zdarzało nam się dyżurować od 5 rano, gdy rodzice naszego przedszkolaka wyjeżdżali w delegację lub do godziny 22, gdy ktoś nie mógł na czas odebrać malca. Ot, każdy dzień, to dla nas nowa przygoda – puentuje pani dyrektor.

•• PRAŻMÓW - Kamil Myszyński -

Zalana szkoła w Uwielinach

6 marca 2017r. odbyło się uroczyste otwarcie nowo wybudowanego obiektu Zespołu Szkół w Uwielinach. Wtedy jeszcze nikt nie mógł spodziewać się, że pierwsze większe opady deszczu spowodują zalanie dopiero, co oddanego w marcu budynku szkoły... Urząd Gminy w Prażmowie udzielił nam w tej sprawie informacji: - informuję iż niezwłocznie po naszym zgłoszeniu, Wykonawca (firma wykonywująca roboty budowlane) w ramach udzielonej gwarancji przystąpił do usuwania szkód powstałych w wyniku zalania. - poinformował Gazetę Lokalną Stacja Południe Mariusz Balcerzak Główny Specjalista ds. Inwestycji w Gminie Prażmów.

Armagedon na ulicach Prażmowa Alarmowaliście naszą redakcję o trudnej sytuacji w Prażmowie. Burze spowodowały ogromne zniszczenia. W Prażmowie - jedyny bankomat w okolicy wyłączony, drzewa poprzewracało się na linie energetyczne - pisała o trudnej sytuacji nasza czytelniczka.

Zdjęcia z Prażmowa:

jest przecież plan zajęć, a ten na pewno nie pozwoli dzieciom na nudę. - Kładziemy nacisk na język angielski i taniec, chociaż dzieje się też u nas dużo rzeczy teatralnych i plastycznych. Dajemy moż-

5


DNI GÓRY KALWARII

aktualności

NOWE KINO LETNIE

W Górze Kalwarii wystartowało nowe kino plenerowe. Wyjątkowa jest Podczas ostatniego Święta Góry Kalwarii gmina testowała nową lokalizację imprez: skwer przy ulicy Dominikańskiej. Po likwidacji stacji lokalizacja – wieża strażacka nad skarpą wiślaną oraz formuła – kino stworzone benzynowej oraz "budek" zrobiło się tam wolne miejsce, częściowo zostało we współpracy z mieszkańcami miasta. Efekty tych działań będzie można zagospodarowane przez miasto. W upalne dni można się było tam schłodzić oglądać w każdy piątek lipca po 22:00. przy kurtynie wodnej wystawianej przez ZGK. •• GÓRA KALWARIA

•• GÓRA KALWARIA - Paweł Smereczyński -

Świetna zabawa na nowym deptaku

Lokalizacja przy ruchliwej drodze krajowej mogła wydawać się niebezpieczna. Organizatorzy szczelnie odgrodzili ruch samochodowy. Część ulic Dominikańskiej i 3 Maja zamieniły się w deptaki. Przy kościele "Na Górce" ustawiono scenę. Pokaz dały gminne kluby i stowarzyszenia. Nie były to wszystkie lokalne organizacje, ale jak widać nie można było narzekać, na brak zajęć dla chętnych, bo każdy mógł znaleźć coś dla siebie, by mógł rozwijać swoje hobby. Były pokazy sportowe (boks, karate), taneczne (taniec regionalny i nowoczesny), wokalne. Dzieci bawiły się na "dmuchańcach", mierzyły się na torze przeszkód, czy korzystały z atrakcji przygotowanych przez Ośrodek Kultury. Tegoroczne Dni Góry Kalwarii pokazały, że atrakcje wcale nie muszą być kosztowne. Najlepszym przykładem był tor przygotowany przez Bushi Team: kilka opon, pachołków, desek i taśm, a do wyścigów była kolejka dzieci. Podobnie było z puzzlami ze ślicznymi zdjęciami Góry Kalwarii autorstwa Justyny Kamińskiej. Powodzeniem cieszyły się także stragany z gastronomią. Wszystkie miejsca w okolicznych barach i restauracjach szybko się zapełniły. Z rozmów z mieszkańcami wnioskuję, że nowa lokalizacja przypadła im do gustu. Jak usłyszałem: "w końcu jest gdzie wyjść, spędzić czas", "przejeżdżałem wracając do domu z rodziną i się zatrzymałem, bo coś ciekawego się dzieje".

6

- Paweł Smereczyński -

Specjalna ankieta dla mieszkańców

Aby stworzyć kino wyjątkowe i odpowiadające na potrzeby mieszkańców, Ośrodek Kultury w Górze Kalwarii przeprowadził specjalną ankietę w okolicznych szkołach, zakładach usługowych i miejscach użytku publicznego, w której udział wzięło kilkaset osób. Mieszkańcy mogli wypowiedzieć się na temat swoich gustów filmowych oraz lokalizacji, w jakich chcieliby oglądać filmy. W efekcie została przygotowana oferta kina plenerowego przystępnego, ale i ambitnego, wyjątkowego ze względu na samą lokalizację i charakter wydarzenia.

Wyjątkowa lokalizacja kina

Nieużywana przez wiele lat wieża Straży Pożarnej nad skarpą wiślaną zyska nowe życie. Żeliwna część konstrukcji Jednocześnie są to filmy wartościowe – o tym zostanie udekorowana ręcznie robionymi świadczyć będą uznani reżyserzy, znani lampionami, proporczykami i elementami aktorzy w nietypowych rolach i niebanalne wymyślonymi przez animatorki. Na miej- scenariusze. scu będzie można kupić napoje i przekąski, Program kina letniego w lipcu: na widzów czekać będą wygodne leżaki. 7.07 – „Mad Max. Na drodze gniewu”, reż. Wszystko to przypomni nam, czym jest George Miller, Australia, USA 2015, 120’, Ożywić centrum miasta Może to dobry pomysł, żeby częściej magia kina letniego. A sama lokalizacja spra- 14.07 – „Dziewczyna warta grzechu”, reż. organizować atrakcje w tym miejscu. Nie wi, że będzie to jedno z najciekawszych w Pol- Peter Bogdanovich, USA 2014, 93’, zawsze musi to być, aż taka skala, czasami sce plenerowych wydarzeń filmowych. 21.07 – „Para na życie”, reż. Sam Mendes, wystarczy scena czy namiot. W sąsiednim Różnorodne kino USA, Wielka Brytania 2009, 98’, W nowym kinie letnim zoba- 28.07 – „Łowca jeleni”, reż. Michael Piasecznie na placu Piłsudskiego na scenie często coś się dzieje. Stoliki w okolicz- czymy filmy lekkie, zabawne, kojarzące Cimino, USA, Wielka Brytania 1978, 142’ nych knajpkach są oblegane. Czy jest się z latem, czasem kino akcji – takie, jakie Wstęp na wszystkie projekcje jest bezszansa, żeby i u nas coś takiego zor- chcieli zobaczyć wypełniający ankiety. płatny. Seanse rozpoczynają się o 22:00. ganizować? Z pewnością ożywiłoby to -----REKLAMA----centrum miasta. Jestem pewny, że znaleźli by się chętni by zaprezentować swoje umiejętności na tej scenie.


aktualności

KOPNIĘTY ZWIERZAK NIE WYJE, TAK JAK JEGO SERCE

FOTO KĄCIK ADASIA

Już Kornel Makuszyński pisał, że wielcy ludzie mają zazwyczaj tak wielkie serce, że się w nich zawsze znajdzie miejsce dla uczciwego psa. Jednak co powiedzieć o rodzinie, która postanowiła pomóc 14 psom, 13 kotom i wielu innym zwierzakom w swoim podwarszawskim domu we Władysławowie? Bohaterowie, pasjonaci, miłośnicy czy obrońcy praw zwierząt?

•• WŁADYSŁAWÓW

pies, czy kot przyzwyczaja się do nas, a zdajemy sobie sprawę, że został już raz skrzywdzony przez człowieka. Staramy się go oswoić, aby zaufał nam na nowo, aby doszedł do siebie – mówił pan Piotr.

- Kamil Myszyński -

Pokrzywdzone zwierzęta

We Władysławowie pod Warszawą znajduje się azyl dla pokrzywdzonych i porzuconych zwierząt. W tej bezpiecznej przystani zaczyna się trudny proces odzyskiwania zaufania psów i kotów do ludzi. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że zwierzęta czują tak jak ludzie: głód czy zimno. Niestety często o tym zapominamy i porzucamy naszym milusińskich na pastwę losu, bo akurat jedziemy na super wakacje i nie mamy co zrobić z naszym psem czy kotem...Dlatego tak ważna i potrzebna jest działalność społeczna, jaką prowadzi pan Piotr Pieprzowski z żoną. Obroną praw zwierząt zajmujemy się od 20 lat. Robimy to dla zwierząt – zaczął nasze spotkanie pan Piotr. W okresie wakacyjnym często z żoną robimy tzw. patrole na rowerach w poszukiwaniu pozostawionych zwierząt np. czy nie ma psa przywiązanego do drzewa, czy pozostawionego kota w kartonie. Kilka dni temu mieliśmy właśnie taką sytuację, że wychodzimy z naszego samochodu, a tam leży karton. Karton jak karton może komuś wypadł, może ktoś zostawił… W Polsce terrorystów nie ma, więc mówię nie ma czym się martwić. Kiedy już wsiadaliśmy do naszego samochodu, to usłyszałem skowyt wydobywający się, właśnie z tego kartonu. Otwieram go, a tam dwa małe kotki wspominał pan Piotr. Ludzie, którzy pozostawili w tym kartonie zwierzaki, tak naprawdę skazali je na śmierć poprzez uduszenie bądź głód. Kot pozostawiony na wolności sobie poradzi, ale zostawiony w kartonie może się udusić, bo nie będzie potrafił z niego wyjść. To nie jedyny przypadek okrucieństwa człowieka wobec zwierząt, z któ-

Zbiórka na wyżywienie

rym na co dzień zmagają się Państwo Pieprzowscy. Spanielka Lisi, gdy została znaleziona, nikt nie przypuszczał, że strzelano do niej ze śrutu. Wyszło to na jaw zupełnie przypadkiem, po tym jak spanielka urodziła 5 szczeniąt. Po porodzie pies zaczął zachowywać się dziwnie. Były obawy, że są to powikłania. Okazało się, że 3 mm od kręgosłupa Lisi znajdował się śrut. Wystarczyłoby, żeby śrut trafił 3 mm niżej i praktycznie psa już dawno temu by nie było.

Cel azylu

Głównym celem, który przyświeca azylowi dla pokrzywdzonych i porzuconych zwierząt we Władysławowie, jest znalezienie domów dla nich. Każde zwierzę po znalezieniu, adopcji czy złapaniu jest badane. Wszystko po to, aby nie zaraziło innych zwierząt znajdujących się w azylu. Następnie dla psa, kota jest szukany nowy dom. Jeśli w przeciągu pół roku tego domu nie udaje się znaleźć, to zwierzak pozostaje w azylu. W tym czasie -----REKLAMA-----

Oczywiście prowadzenie azylu dla zwierząt wiąże się z dużymi kosztami związanymi z wyżywieniem wszystkich podopiecznych. Najdroższe są karmy suche i mokre, a także żwirki. W tym Początek czerwca spędziłem miło w obszarze potrzeby są największe. Dlatego rodzina państwa Pieprzowskich apeluje o po- ośrodku Róża Wiatrów w Darłówku. Było moc, głównie rzeczową. W tym celu tam wszystko: zabiegi, spacery, leżenie na powołano publiczną zbiórkę na portalu plaży, zachody słońca, malutkie sztormy, deszcz, i moje ulubione ptaki do zrzutka.pl: https://zrzutka.pl/tt6ms6 Mogą też Państwo skontaktować się w tej fotografowania. Pozdrawiam serdecznie czytelników naszej gazety. sprawie z redakcją pod stałym adresem - Adam Tyszecki e-mail: redakcja@stacjapoludnie.info , bądź redakcyjnym telefonem: 572-262-973. Zachęcamy do zakupów karm i żwirków dla wyjątkowego azylu.

Mogą Państwo pomóc poprzez adopcję:

1. Do pilnej adopcji, dwa pieski, wiek około 6-8 miesięcy, bez czipa, jeden mniejszy, wielkości jamnika, drugi nieco większy, wielkości spaniela, maść rudobiała. Pieski bardzo szybko zaadoptowały się w naszym Azylu. Tylko odpowiedzialne osoby! Umowa adopcyjna. 2. dwa kotki - kotka tricolor i kot biało szary, wiek około 8 tygodni, samodzielne, załatwiające potrzeby w kuwecie, zdrowe, Numer telefonu: 791 131 197, kontakt bezpośredni lub przez facebook, Azyl dla zwierząt PePe.

7


sportowe emocje, poradnik prawny

TO DO ORLIKÓW PERŁY TRAFIŁA PIERWSZA PIŁKA DEYNY

O PRAWIE (LOKALNIE) PRZYDATNYM...

Często można usłyszeć narzekanie – skądinąd uzasadnione – grup Wywiad z prezesem Perły Złotokłos Rafałem Tchórzewskim, który zo- pewnych mieszkańców o przedłużającym się terminie budowy sieci wodociągowej, sieci kanalizacji tudzież sieci gazowej lub sieci melioracyjnej w drostał przeprowadzony z okazji upragnionego awansu klubu do IV ligi. gach, przy których mieszkają.

•• SPORTOWE EMOCJE

- Krzysztof Mogilski KrzysztofMogilski: Panie prezesie ile lat trwała walka o tą upragnioną IV Ligę? Rafał Tchórzewski: W lidze okręgowej pierwsza drużyna Perły grała siedem lat, od pięciu byliśmy w czubie tabeli pod koniec sezonu. Trzy razy zajęliśmy trzecie miejsce, raz czwarte, a teraz pierwsze. KrzysztofMogilski: Ile lat trwa już ta przygoda z piłką nożną? Rafał Tchórzewski: Klub istnieje od 1953 roku, choć dokopałem się dokumentów, które by wskazywały na jeszcze wcześniejszą datę założenia. To do orlików Perły trafiła pierwsza piłka Deyny w latach 70tych XX wieku. Co do ostatniego czasu, to od 2000 roku mamy w Perle A-klasę. Krzysztof Mogilski: Zatem można powiedzieć, że ta drużyna walczy od 2000 roku. Rafał Tchórzewski: Ta konkretna drużyna walczy od 7 lat, to wychowankowie, zawodnicy rocznik 91/92, który uzyskał w 2010 roku awans do MLJ i Okręgówki. Natomiast tak jak wspominałem, poważnie o IV lidze myśleliśmy od 5 lat. Krzysztof Mogilski: Z tego, co pamiętam mogliście już awansować do IV ligi rok temu, ale zabrakło wam kilku punktów do awansu. Mógłby prezes rozwinąć ten wątek, dlaczego tak się stało? Rafał Tchórzewski: W każdym z minionych pięciu sezonów brakowało nam przysłowiowej "dobrej wiosny". W tym sezonie natomiast trener Jacek Rzepliński dokonał pewnych zmian, które przyniosły wyniki i awans. Krzysztof Mogilski: Rozumiem, a czy to nie było trochę tak, że mogliście awansować wcześniej do IV ligi gdyby nie to, że Perła Złotokłos nie dostawała żadnego wsparcia finansowego od samorządu, mimo, że jako jedyni macie jakichkolwiek sponsorów? Rafał Tchórzewski: W tym roku jak sam redaktor wie, obcięto nam kwotę dofinansowania z Gminy o 20 tys. złotych. Krzysztof Mogilski: No właśnie mógłby Prezes to rozwinąć? Te pieniądze przecież szły na młodzież i rezerwy? Rafał Tchórzewski: O to trzeba zapytać już przysłowiowych „decydentów”... to dzięki wsparciu sponsorów, na poziomie ligi okrę-

8

•• PORADNIK PRAWNY

gowej klub był w stanie utrzymać drużynę seniorów. Krzysztof Mogilski: Pamiętam jak ostatnio rozmawialiśmy, to mówił prezes, że przez odebranie wam pieniędzy na młodzież musieliście zlikwidować rezerwy, które były oparte na samych młodych piłkarzach. Rafał Tchórzewski: Tak, wycofanie drugiej drużyny między innymi było pochodną tej decyzji. Krzysztof Mogilski: A teraz może porozmawiajmy o planach na przyszłość. Jakie plany ma Perła Złotokłos odnośnie działania i dalszego rozwijania klubu oraz ile transferów planujecie zrobić przed startem IV ligi? Rafał Tchórzewski: Plan to utrzymanie się w IV lidze, choć w świetle zmian ogłoszonych wczoraj po spotkaniu Zarządu Mazowieckiego Związku Piłki Nożnej będzie to bardzo trudne. Co do transferów, to po pierwsze opieramy się jak zawsze na swoich zawodnikach i wychowankach, transfery oczywiście będą, ale to zakres przysłowiowych kilku „palców jednej ręki”. Będziemy również dalej rozwijali szkolenie młodych, ten sezon zakończyliśmy z zajęciami rocznika 2012/2013, od września uruchomimy następną grupę. Jedyne co nas ogranicza to wielkość obiektu. Nie mieści się 10 drużyn na dwóch boiskach. Jednak w temacie naszego obiektu, są również pozytywne działania. Właśnie zaczął się remont sztucznego boiska, które to będzie spełniało po jego zakończeniu wymogi regulaminowe MZPN, by rozgrywać na nim mecze młodszych roczników. To pozwoli odciążyć płytę główną, która za chwilę też będzie poprawiana. Po za tym przy wsparciu materiałowym GOSiR-u przygotowujemy obiekt.

- Wojciech Sawicki Najczęściej przyczyną takiego stanu rzeczy jest zwyczajny brak wystarczających pieniędzy w budżecie gminy (lub „nieopłacalność”). Przy czym nie zawsze to gmina jest odpowiedzialna za budowę danej sieci. Aczkolwiek jest na to dość prosta i oczywista recepta. Otóż warto czasem zainwestować środki własne. Dosłownie, samemu wyłożyć pieniądze. Mam na myśli to, aby skrzyknąć się z sąsiadami i zrobić przysłowiową zrzutkę. A nawet wspólnie z sąsiadami zaciągnąć kredyt. Ewentualnie, jeśli się ma, to wydać na ten cel własne pieniądze. Przy czym cokolwiek takiego Państwo wybudują, to nie będzie to wcale „wasze”, ale „wzbogaci” majątek przedsiębiorcy przesyłowego. Jestem pewien, że wielu z Państwa pomyślało w tej chwili, że postradałem rozum. To zrozumiałe. Każdemu zaświeci się lampka w głowie: Ale jak to? W imię czego?! Mam zapłacić za coś, co powinni zrobić za moje podatki? (Oczywiście pod warunkiem, że są płacone w danej gminie, o czym pisałem już wcześniej). Mam wydać moje ciężko wypracowane oszczędności na coś, co nawet nie będzie moje? Przecież to bzdura! Owszem bzdura, ale… jak to się mówi, diabeł tkwi w szczegółach. Jest dość istotna różnica w tym, czy jedynie przyłączamy się do sieci, która już istnieje, w ramach tak zwanego „przyłącza”, a tym, gdy na własny koszt sieć taką wybudujemy lub sieć już istniejącą powiększymy o nową sieć. O ile coś, co potocznie nazywamy „przyłączem”, budujemy tylko na własne potrzeby, więc jest to także, co oczywiste, wyłącznie nasz koszt. O tyle, jeśli wyznaczamy drogę wewnętrzną przy podziale nieruchomości i na tej drodze zaprojektujemy i wybudujemy sieć, która powiększy już istniejącą sieć (gminną, czy choćby sieć gazowni), to wtedy możemy wystawić rachunek przedsiębiorcy przesyłowemu, który „wzbogaci się” o „naszą” sieć. Manewr ten można zrobić również przy istniejącej drodze, choć wymaga to pewnych zabiegów i cierpliwości. Choć nie zawsze jest to możliwe.

Aczkolwiek, mówiąc krótko, przedsiębiorca przesyłowy będzie musiał oddać nam pieniądze, które zainwestowaliśmy. A tak się składa, że bardzo często przedsiębiorca przesyłowy, który wzbogacił się o sieć, którą wybudowaliśmy, jest spółką gminna… I jeśli nie odda nam pieniędzy po dobroci, to cóż, można go zmusić do oddania przy pomocy Sądu… O właśnie takich sytuacjach mówi art. 49 §2 kodeksu cywilnego. Choć zaznaczam, że dość mocno uprościłem sens tego przepisu. Niemniej jednak polecam Państwu skonsultować się ze specjalistami, czy w Państwa sytuacji nie byłoby możliwe takie rozwiązanie oraz ile ewentualnie by to kosztowało. Może się bowiem okazać, że potrzebną Państwu sieć wybudują sobie Państwo w dwa, trzy lata, po kolejnym roku albo dwóch odzyskają Państwo zainwestowane środki. I nie będą Państwo musieli czekać, aż gmina (gazownia) „łaskawie" coś wybuduje, ale postawią je Państwo przed faktem dokonanym. I to na własnych warunkach. -----REKLAMA-----

e.mail. biuro@skybasket.pl


podróżnik, krotos rysuje

ZIEMIA ŻYWYCH LUDZI

W Mysiadle na zakończenie Tygodnia Bibliotek 2017 w Gminie Lesznowola przenieśliśmy się w podróż do Izraela i Palestyny. Poznaliśmy kilka poruszających historii ludzkich: żydowskich, arabskich, palestyńskich, izraelskich, chrześcijańskich i muzułmańskich. Naszym przewodnikiem w tej podróży był autor książki „Święta Ziemia. Opowieści z Izraela i Palestyny” Marcin Gutowski.

KROTOS RYSUJE...

••

SESJA ABSOLUTORYJNA - Tadeusz Krotos -

••

•• PODRÓŻNIK

- Kamil Myszyński Postawiłem sobie za cel, aby dotrzeć do każdego i z każdym porozmawiać – zaczął spotkanie Marcin Gutowski. Chciałem pokazać pisząc tą książkę, że nie jest to Ziemia Święta, ale ziemia żywych ludzi, którzy zmagają się z codziennymi problemami, z trudną przeszłością, która często dotknęła całe rodziny.

Konflikt społeczny na tle religijnym

Wbrew temu, co się myśli ludzie w Izraelu i Palestynie żyją innymi sprawami, niż tylko konfliktem izraelsko-palestyńskim. Aktualnie najciekawszym konfliktem społecznym jaki jest w Izraelu, to są tarcia między grupami religijnymi, a świeckimi. Ten konflikt jest teraz niezwykle ostry. Potwierdza to jeden z moich bohaterów – Joelisz Kraus, z którym spotkałem się w dzielnicy Mea Szearim w Jerozolimie. Joelisz należy do grupy Naturei Karta, to ruch skupiający ultraortodoksyjnych Żydów odrzucających Syjonizm i protestujących przeciwko istnieniu państwa Izrael. Joelisz nie przebiera w środkach i słowach, aby bronić swoich wartości i zasad, którymi kieruje się w swoim życiu.

-Życie goja jest dużo łatwiejsze i niesie za sobą mniejszą odpowiedzialność. Spośród sześciuset czternastu micwot – przykazań, które obowiązują Żydów – tylko siedem jest dla gojów. Jeśli je zachowają, ostaną się po przyjściu Mesjasza. Różnica między Żydami i gojami jest taka, że goj żyje siedemdziesiąt lat i umiera po nic, a dla Żyda każda chwila jest nowa. Czym się różni goj od krowy? Prawie niczym...Życie i goja, i krowy sprowadza się do jedzenie, trawienia i wydalania. Jedyna różnica to ta, że goj gada. Odgradzamy się od waszego świata, bo się boimy, że źle na nas wpłyniecie i przejdziemy na grzeszną stronę. Dam ci przykład: telefony, albo telewizja czy Internet. Niewierzący tym się zachwycają, a to niszczy relacje, zabija to co najważniejsze. Dlaczego jest tyle rozwodów? Dlaczego dzieci czują się nie kochane przez rodziców? Bo nie mają czasu dla siebie. Każdy siedzi w Internecie, w swoim pokoju. Dlatego się izolujemy. W naszym świecie czujemy się bezpiecznie. To co dzieje się na zewnątrz to katastrofa i bezbożność. Tego się boimy. To nie dobre – podkreślił Joelisz Kraus.

Palestyńscy uchodźcy

Problem okupacji przez Izrael ziem palestyńskich, to także problem palestyńskich uchodźców na Zachodnim Brzegu Jordanu. Żyją tam setki tysięcy ludzi w obozach. To są już uchodźcy w czwartym pokoleniu, którzy utracili swoje domy na skutek arabsko-izraelskiej wojny w 1948 roku. Status uchodźcy jest przekazywany z pokolenia na pokolenie. Ci ludzie często żyją w dramatycznych warunkach, a obozy są miejscem frustracji, radykalizmu i braku nadziei. Odwiedziłem jeden z takich obozów dla uchodźców w Dheisza pod Betlejem. Oprowadziła mnie po nim młoda kobieta Aisza. Nazwaliśmy takie miejsce pokój sardynek, betonowa komórka 3x3 metry dla jednej sześcioosobowej – siedmioosobowej rodziny. Nie za różowo prawda? ONZ wybudowało je w połowie lat 50-tych. Miało to być tymczasowe mieszkanie, bo przecież nasi dziadkowie mieli wrócić do domu. Projektowano je do zamieszkania na maks. 10 lat, ale ja osobiście urodziłam się w jednym z taTADEUSZ KROTOS kich domów, a urodziłam się w połowie lat 80-tych., czyli WYRÓŻNIONY 30 lat po ich wybudowaniu. Idziemy teraz do domu Abu Na VI Bielskim Konkursie SatyryczSzarifa przesiedleńca z 1948 roku. Mam 91 lat pochodzę z wioski pod Jerozolimą. W 1948 roku pojawili się tam nym Tadeusz Krotos otrzymał honorowe wyizraelscy żołnierze i zginęli pierwsi mieszkańcy. Baliśmy się różnienie w kategorii rysunku. o swoje życie i musieliśmy uciekać. Od początku wiedziałem, że dla nas nie będzie powrotu. Wiem, że inni spodziewali się szybkiego uspokojenia sytuacji i możliwości powrotu do domu. Na początku nie miałem nadziei, że wrócę, ale teraz kiedy świat słucha głosu Palestyńczyków, to mam coraz większą nadzieję. Może więc do mojej rodzinnej wioski wróci mój syn, albo dopiero wnuk. Jedno jest pewne: niesprawiedliwość nie może trwać wiecznie. W domu Abu Szarifa spotykamy wnuka Hiszama. Hiszam studiuje dziennikarstwo na Uniwersytecie Al-Quds. Jest też raperem w grupie, którą założył z trzema kolegami z Dheiszy, nazywają się „Palestyńska ulica”. W tekstach mówią głównie: o polityce, o uchodźcach, o historii. Zajmują ich sprawy palestyńskie. Takich historii jest mnóstwo. Dlatego jest to raj dla reportera do stworzenia książki, która właśnie opowiada o życiu tamtejszych ludzi. Opowiada historię trudną, bo naznaczoną piętnem wojny, religią, czy też zamachami terrorystycznymi. Mimo tego ludzie tam żyją i starają się odnaleźć w tej trudnej rzeczywistości.

9


dobra książka

AGNIESZKA LIS "KARUZELA"

Agnieszka Lis - pisarka. Z wykształcenia pianistka i dziennikarka. Przez wiele lat handlowiec w wielkich korporacjach. Autorka powieści: Jutro będzie normalnie (2011) Samotność we dwoje (2011), Pozytywka (2016), Karuzela (2017) oraz cyklu bajek dla przedszkolaków Przygody Pana Parasola (2011 - wygrały "Konkurs na dobrą powieść" w kategorii bajek dla dzieci). Członek Stowarzyszenia Autorów Polskich oraz Stowarzyszenia Autorów i Wydawców Copryright Polska. Koszalinianka. Na studia przyjechała do Warszawy i tutaj została, a dokładniej pod Warszawą, z dala od hałasu i biegu. •• DOBRA KSIĄŻKA słowa ks. Tischne- Akurat w tym wątku nie ma błędów :) - Kamil Myszyński ra święcą się neo- Pani Henryka jest ciekawą osobą, bo Opowieść o życiu, o rodzinie, o chorobie. nowym blaskiem: zwycięża z chorobą, ale niestety jest zaSkąd pomysł na taką książkę? "Spieszmy się ko- wsze sama w tej walce... Oczywiście z życia. Opowieść jest fikcyjchać ludzi, tak szyb- To jest zupełnie inna postać niż nasza na, ale leży tak blisko życia, że spokojnie główna bohaterka. To jest historia kobiety ko odchodzą". za taką może zostać uznana. W swoim otoJest wiele wątków mocno dotkniętej przez los i życie. Radzi czeniu miałam trzydziestokilkuletnią dziewpobocznych w pa- sobie, bo tak trzeba. Nie zadaje zbędnych czynę, która zachorowała na białaczkę i w ciąpytań, bo po prostu tak musi być... Pani ni książce. gu trzech miesięcy od diagnozy ją pożegnaWraca pani choć- Henryka jest dość prostą, niewykształconą liśmy. Nie była to moja bliska przyjaciółka by do dzieciństwa osobą. Jednak w tej całej prostocie pięknie ani nikt z bliskiej rodziny, mimo tego ta higłównej bohater- pokazuje jak można zwyczajnie nie poddawać się. storia bardzo mnie dotknęła i niesłychanie ki Renaty, które Chciałam wspomnieć jeszcze o języku, któmocno poruszyła. na tle walki z cho- rego w książce używa pani Henryka. DiaMateriał na książkę zbierałam rok. W tym cza- ani ze mnie nie kpi, bo obiady przywozi pa- robą wygląda dość sielankowo. logi związane z tą postacią są napisane sie śledziłam blogi i fora medyczne. Niesa- ni…kuchenkowa. Ostatecznie po konsul- Chciałam pokazać tą bohaterkę nie tylko gwarą wolską. Dzisiaj już praktycznie niemowite dla mnie było czytanie blogów tacjach stanęło na kuchennej. Oczywiście dzisiaj, tu i teraz. Zależało mi na tym, żeby istniejącą na warszawskich ulicach. Można osób, po których te zapiski pozostały już tyl- nikt nie jest w stanie uniknąć błędów w 100%... wstała z tych papierowych kartek i stanęła ją jeszcze spotkać w felietonach lub różko jako pamiątki. Można tam było prze- ale nie zamierzam się do nich przyznawać ;-) przed nami jako postać, którą coś ukształ- nego rodzaju wspomnieniach. Z tym związaczytać o walce z chorobą, determinacji, o pró- Bohaterkę, Renatę, poznajemy w czasie towało. Ona miała swoje własne życie, nie na jest drobna anegdota. Była dyskusja bie przetrwania. To był bardzo trudny czas, choroby, ale to są dosłownie cztery mie- jest tylko mamą wychowującą dzieci..W prze- między moimi czytelniczkami o jedną z wyzbieranie informacji, wczytywanie się w wy- siące jej życia. Na co dzień jest kocha- szłości miała swoje barwne marzenia, powiedzi pani Henryki: "Stary dobry był powiedzi pacjentów, ich rodzin, lekarzy - jącą mamą, wychowującą dzieci, dba- które potem odłożyła ad acta. To wcale nie facet, ale nieobrotny, alpaga, jagodzianka i dulto było jak emocjonalny roller coaster. jącą o dom. Głównie myśli o innych, znaczy, że w czasie gdy ją poznajemy, już ce go w sosnowe jesionke pchneli". CzytelTo, co zostało już wspomniane, to często zapominając o sobie i swoich po- ich nie ma, ale nie pielęgnuje już ich. niczki żywo dyskutowały ze sobą: Co tą są świetny wywiad medyczny. W książce po- trzebach. Historia Renaty to tak na- Chciałam pokazać, że właściwie każdy z nas, te dulce? Jedna mówi: "No wiesz to też znajemy spectrum rozwoju choroby i to prawdę historia wielu polskich kobiet. nawet najbardziej zabiegany szary pracow- pewnie jakiś słodycz. No jak jagodzianka, jest bardzo autentyczne. Na pewno tak. Na jednym z moich spotkań nik korporacji, czy też mama wychowu- to te dulce też muszą być jakimś wyrobem Tą książkę konsultowałam z dwójką le- autorskich zadałam swoim czytelniczkom jąca dzieci, w środku jest człowiekiem, cukierniczym". Oczywiście jagodzianka ani karzy. Jeden z nich jest onkologiem, to dr. pytanie: która z nich w ostatnim czasie który ma swój koloryt. A to między innymi dulce to nie są wyroby cukiernicze. SosnoKonrad Czapski, który pracuje w Centrum zrobiła coś dla siebie, tylko dla siebie? Na wynika z tego, co nas ukształtowało. Kim wa jesionka to trumna, alpaga tanie wino, Onkologii w Warszawie. Nie miał żadnych sali było 35-40 kobiet, a tylko jedna pod- byli nasi rodzice, w jakim środowisku się jagodzianka denaturat, a dulce to papierosy. uwag co do spraw stricte medycznych. niosła rękę. Myślę, że jest to bardzo typo- wychowaliśmy, do jakiej szkoły chodzili- Wróćmy jeszcze do jednej z głównych Miałam oczywiście z tego satysfakcję, bo we dla kobiet w pewnym przedziale wieko- śmy, jakich mieliśmy kolegów, jakie były postaci w książce, do męża Renaty rzeczywiście pracowałam nad każdym de- wym i w określonej sytuacji rodzinnej. Wia- nasze pierwsze życiowe wybory. To Mateusza, który popełnia jeden błąd. Przytalem. Włącznie z tym jaki kolor ma domo, że nie dotyczy to wszystkich. Wiele wszystko ma znaczenie, przecież na nas padkowo wychodzi to na jaw. chemia, którą można podać pacjentowi i jak kobiet jest tak zapędzonych w dbaniu o dom, wpływa. Jesteśmy kartą, którą nasze życie Myślę, że w pędzie życia bardzo łatwo jest zachowuje się organizm człowieka po kil- dzieci, swoją rodzinę, że często zapomi- zapisuje. To chciałam pokazać, dlatego cof- się zagubić. Sytuacja, w której żona w doku terapiach. Niestety mój „research” za- nają o zadbaniu o samą siebie. Choćby zro- nęłam się i użyłam retrospekcji. mu cało etatowo opiekuje się dziećmi, a mąż wiódł mnie w kwestii szpitalnej codzien- bieniu okresowych badań, bo przecież - Poznajemy pasję Renaty, której nie pracuje w korporacji to układ, w którym ności. Tutaj dr. Czapski miał zastrzeżenia i uw- standardowo mówią - nic mi nie jest, zdążyła zrealizować. Dość przypadkowo mężowi zdarza się spojrzeć w inną stronę. agi. W tej sprawie miałam dość zabawną jestem zdrowa, wszystko w porządku. To na lodowisku, kiedy dzieci wyciągają ją Takie zdarzenia są typowe. Spojrzenie w bok jedyskusję z panią redaktor książki. W szpi- jest chyba najczęstsza przypadłość kobiet, na łyżwy. st wynikiem znużenia, wzajemnego braku talu przywożone są pacjentom obiady i w pierw- rezygnacja z siebie. Panowie potrafią bar- Bo ona była łyżwiarką, którą kontuzja wy- czasu dla siebie. Może potrzeby przeżycia szej wersji książki napisałam, że przywozi dziej postawić sobie zdrowe, rozsądne gra- eliminowała z zawodowego uprawiania te- czegoś nowego albo zobaczenia siebie je kucharka. Lekarz nie zakwestionował nice. Mówią: tutaj jest moja przestrzeń, mój go sportu, ale to była jej życiowa pasja. To samego z trochę innej perspektywy. Nie tego sformułowania. Jednak pani redaktor czas, moje miejsce. Tak powinno się robić. jest moim zdaniem bardzo ważne, że ona koniecznie musi to być sygnał, że małzmieniła „kucharkę” na „salową”. Salowa Renata zaczyna chorować... Ta choroba tę pasję miała. Nie była nikim, miała swo- żonkowie przestali się kochać, że im już na jednak ma zupełnie inny zakres obowiąz- wszystko zmienia w życiu domowników. je ambicje, sprawy dla niej ważne. sobie nie zależy. Moi bohaterowie odnajków, może co najwyżej wynieść talerz z sa- Nagle inni znajdują czas dla Renaty. Wróćmy na chwilę do szpitala. Tam po- dują na nowo swoją miłość, a najbardziej li chorych. W związku z tym zadałam pyta- Pojawia się mama, siostra, przyjaciółki, znajemy różne osoby m.in. panią Hen- chyba Mateusz, który uświadamia sobie, że nie panu doktorowi: kto przywozi posiłki wszyscy chcą jej pomóc. rykę z Warszawy, która ma dość cieka- Renata jest TĄ kobietą i żadnej innej w swopacjentom? Odpowiedź padła dość szybko, Myślę, że tak jest w życiu. Doceniamy wy sposób mówienia. Jak czytałem książ- im życiu nie chce. Przecież tamto zauroże salowa absolutnie nie, kucharka też nie, bliskich nam ludzi wtedy, kiedy dociera do kę to mówię: "O Jezu jak się wysypali, czenie było tylko chwilowe, głupie. bo w tym szpitalu nie ma kuchni, jest tylko nas, że w życiu nic nie jest na zawsze. ile jest błędów w tym fragmencie Sam finał książki jest bardzo wzruszacatering. No to kto? Odpisał, że nie żartuje Często jest to moment przebudzenia i tutaj książki"... jący, zapadający czytelnikom w pamięć.

10


dobra książka Tego chciałam, tego szukałam. Bardzo zależało mi na tym, żeby odejść od zbliżenia się do kategorii książki łatwej, lekkiej i przyjemnej dla czytelnika, którą to "Dzisiaj przeczytam, jutro zapomnę"... Może dlatego tak długo szukałam na nią formuły. Naprawdę dużo myślałam i warsztatowo pracowałam nad tym, jak ułożyć całość książki, tak aby pozostała w pamięci czytelnikom. Mam wrażenie, że to mi się udało. Same czytelniczki sugerują, że jest to książka, której się nie zapomina. Jak się ją przeczyta, zostaje z czytelnikiem. Odnoszę wrażenie, że pani książka idealnie nadaje się do ekranizacji filmowej. Bardzo bym tego chciała. To jest moje marzenie. Oczywiście musimy zdawać sobie sprawę z tego, że ekranizacja jakiejkolwiek powieści to jest tworzenie zupełnie innego dzieła. Książka i film to muszą być dwa odrębne światy. Będą miały pewne elementy styczne, ale to na pewno nie będą te same historie. Z wielu istotnych przyczyn, chociażby technicznych i scenariuszowych. Poza tym pozostają kwestie czasowe i oczywiście scenograficzne, które w filmie muszą być zaplanowane zgodnie z pewnymi zasadami. W książce możemy sobie pozwolić na wszystko, bo autora nic nie ogranicza Jakie ma pani dalsze plany pisarskie? 25 czerwca swoją premierę miała książka charytatywna dla dzieci z domów dziecka i szpi-----REKLAMA----.

tali „Gwiezdne Marzenia”. Trochę się pochwalę, moja bajka została wybrana z około 400 nadesłanych prac do wydawnictwa Sofijka. Ostatecznie wybrano do publikacji tylko 30, w tym moją. To niezwykły projekt, wszyscy przy nim pracowali za darmo. Poza drukarnią, dlatego została ogłoszona publiczna zbiórka i dzięki ofiarności czytelników udało się zebrać ponad 22 tys. zł. Dzięki temu nie tylko została wydana książka, ale także gra i został nagrany ebook dla dzieci. W drugiej połowie roku będą reedycje dwóch moich pierwszych książek: "Jutro będzie normalne" oraz "Samotność we dwoje". Obydwie książki ukażą się pod swoimi pierwotnymi tytułami, ale w innym wydawnictwie i składzie. Oczywiście powstaną nowe okładki, których jestem bardzo ciekawa, bo moje wydawnictwo "Czwarta Strona", z którym aktualnie współpracuję jest znane z wyjątkowo pięknych okładek. W tym roku powinno także ukazać się na rynku amerykańskim wydanie książki "Samotność we dwoje". Książka dla potrzeb tego rynku będzie oczywiście przetłumaczona na język angielski. Ma to być w drugiej połowie tego roku. W przyszłym roku planuję premierę dwóch nowych książek. Pierwsza powinna trafić do czytelników już w styczniu, a druga na jesieni przyszłego roku.

DZIĘKUJEMY

Za wasze gorące serca i pomoc dla Piotrusia!

Chciałem gorąco podziękowCERTYFIKOWANYCH ać w imieniu PRODUKTÓW EKOLOGICZNYCH całej redakcji naszemu czytelnikowi, który zainteresował ZDROWA ŻYWNOŚĆ się losem Piotrusia i wspomógł rodzinę. BIO warzywa i owoce Nasza darczyńca chciał pozostać anonimoekologiczna żywność dla dzieci wy. Mimo tego jako redakcja będziemy produkty dla alergików chcieli podziękować temu wspaniałemu BIO pieczywo człowiekowi, bo na to po prostu zasługuje. ekologiczne jajka i nabiał Chciałem także serdecznie pożywność funkcjonalna i superfoods dziękować naszemu wydawnictwu IWOG i wiele więcej... i Robertowi Gajdzie za pomoc w organizacji tej wyjątkowej akcji. KM

PONAD 1300

KONSTANCIN-JEZIORNA ul. Warszawska 21f tel. 791 847 746 Pon-Pt: 9-19 Sobota: 9-15

Polub nas! www.facebook.com/EkoLogikaKonstancin

ROWER DLA WSZYSTKICH

„Rower dla wszystkich” to jeden z trzydziestu utworów (bajek i wierszy), które znalazły się w wyjątkowej pozycji pt. książka charytatywna dla dzieci GWIEZDNE MARZENIA. Książka powstała z myślą o dzieciach przebywających w szpitalach i domach dziecka, aby nieść radość i siłę. W projekt powstania książki przez dziewięć miesięcy było zaangażowanych ponad 100 osób. Od września książka będzie dostępna w sprzedaży na stronie www.sofijka.pl, a dochód wesprze akcje na portalu Siepomaga.pl. Rower dla wszystkich – fragment autor: Agnieszka Lis ilustrator: Zuzia Organa korekta i redakcja: Ola Jagodzińska Wszyscy wiedzą, że jeżdżenie z tatą na rowerze to najfajniejsza rzecz pod słońcem. Równać się z tym mogą wyłącznie wymienianie żarówki albo wiercenie w ścianach udarową wiertarką. Nic innego nie jest tak bardzo ciekawe. No, może jeszcze tylko lody. Często bywało, że po przedszkolu chłopcy: Alek, Finek i Frutek, wychodzili razem na podwórko. Najczęściej towarzyszył im dziadek Alka, który siadywał na składanym krzesełku na samym środku placu. Dzisiaj jednak był wyjątkowy dzień, bo chłopcy mieli jeździć na rowerze. A rzadko to robili, i to jeszcze z tatą! Alek był dumny, śmiał się razem z tatą do rozpuku i nawet opowiedział, dlaczego Rozalka wydała mu się taka sympatyczna. − Bo wiesz, tato, ona umie się bawi! Tata uwierzył na słowo, chociaż było mu trudno, no bo jak to, dziewczyna potrafi bawić się samochodami? A potem opowiedział Alkowi, jak tęsknił za nim przez cały dzień i bardzo się do niego spieszył. Najfajniejsze zaś było to, że tata nauczył Alka kręcić ósemki! To znaczy tata powiedział, że to ósemki. Były super! Kiedy Finek i Frutek przyszli na podwórko, Alek pękał z dumy. Kręcił te ósemki i kręcił, i chłopcy też chcieli, ale im nie pozwolił. Nawet tata prosił Alka, żeby dał kolegom pojeździ, ale Alek trzymał mocno kierownicę w rękach i tak szybko kręcił pedałami, że aż mu się zakręciło w głowie i… bach! Przewrócił się. Ojojojoj… Alek bardzo chciał być dzielny, był już w końcu dużym chłopcem, ale trochę mu nie wyszło. Rower przewrócił się na niego, noga go bolała, ta sama, którą ostatnio zranił, więc mocno mu dokuczała. Tata podniósł rower i wziął Alka na ręce. Od razu zrobiło mu się lepiej, ale jednak ciągle bolało. − Synku, nie pojeździmy dzisiaj już więcej na rowerze, wiesz? Alek ze smutkiem pokiwał głową. − To może pozwolisz kolegom pojeździ? Ale Alek wcale nie chciał, żeby Finek i Frutek jeździli na jego rowerze. Tata uważnie oglądał żółty rower Alka, aż pochylił się, żeby przyjrzeć mu się z bliska. − Niestety chłopaki, nici z przejażdżki. Rower jest uszkodzony. Spadł łańcuch, pękła dętka i jeszcze błotnik się wygiął. Rower trzeba naprawić! Chłopcy patrzyli ze smutkiem, ale co było robić. Pobiegli na drugą stronę podwórka i grali w piłkę przy trzepaku. A Alka tak bolała noga, że tata niósł go do domu na rękach. − Szkoda, że nie ma tu Pana Parasola. Na pewno by pomógł! – rozmyślał Alek. A tata powiedział: − Synku, aż do soboty nie będziesz mógł jeździć na rowerze. Nie dam rady go zreperować wcześniej, ale obiecuję, że w sobotę naprawimy go razem, dobrze? − Dobrze. − Alek miał podkówkę na buzi i znowu, już prawie, prawie poleciały mu z oczu groszki, ale opanował się, był w końcu dużym chłopcem. W domu mama opatrzyła nogę Alka. Podmuchała i wycałowała ją − to wystarczyło. Wszyscy przecież wiedzą, że dmuchnięcie i pocałunek mamy leczą najcięższe rany i skaleczenia. A mama Alka umiała dmuchać i całować jak nikt! Po magicznym leczeniu mamy Alek wziął Pana Parasola i poszedł do dziadka. Wyszli do ogródka, usiedli pod jabłonką i pili kompot jabłkowy, który zrobiła babcia. Był pyszny!

11


kuchnia, felieton

PRZEPISY DOROTY

PAWEŁ CHORZEMPA - A ONI NA POWAŻNIE. . .

To jest to!

foto: Izabela Kossak

•• PRZEPISY DOROTY - Dorota Panfil Tarta z truskawkami

Ciasto kruche Składniki: 240 g mąki krupczatki typ 500 140 g masła 82% 50 g cukru pudru 1 łyżeczka kwaśnej gęstej śmietany 1 żółtko Przygotowanie: Wszystkie składniki szybko zagniatamy zawijamy w folię spożywczą i wkładamy do lodówki na minimum 30 minut. Następnie ciasto wałkujemy pomiędzy dwoma arkuszami papieru do pieczenia i przekładamy do formy okrągłej. Wystający papier przycinamy ponad rant formy. Ostatnie dwie rzeczy to nakłuwanie i podpiekanie ciasta by zapobiec wybrzuszeniu podczas pieczenia. Pieczemy w nagrzanym piekarniku do 190 C (przez około 15 minut do złotego koloru).

Krem Składniki: 250 ml śmietanki 30% (bardzo zimnej) 250 ml śmietanki 36% (bardzo zimnej) 5 łyżek cukru pudru Likier owocowy np. cytrynowy 10 ml 16 g żelatyny w proszku lub 20 g żelatyny w płatkach Truskawki do dekoracji listki mięty do dekoracji wiórki czekolady gorzkiej Przygotowanie: Żelatynę rozpuszczamy w likierze i przestudzamy. Obie śmietanki łączymy ze sobą i ubijamy na sztywną pianę z dodatkiem cukru pudru. Gotową bitą śmietanę delikatnie łączymy ręcznie, najlepiej szpatułką z serkiem mascarpone i rozpuszczoną żelatyną. Następnie krem rozprowadzamy na kruchym spodzie i wkładamy na jedną godzinę do lodówki. Na koniec dowolnie dekorujemy truskawkami, wiórkami czekolady i miętą.

WYDAWCA - IWOG Sp z o.o., ul. Budowlana 7/2, 03-315 Warszawa, NIP. 524 280 73 87, REDAKTOR NACZELNY - Kamil Myszyński, e.mail. k.myszynski@tlen.pl, Z-ca REDAKTORA NACZELNEGO - Paweł Chorzempa, e.mail. pawel.chorzempa@gmail.com, GRAFIKA I SKŁAD - Kamil Myszyński, KOREKTA - Paweł Chorzempa, RYSUNKI - Tadeusz Krotos, REDAKTORZY - Agata Gregorczyk-Janik, Tomek Kania, Violetta Kraskowska, Krzysztof Markowski, Krzysztof Mogilski, Dorota Panfil, Wojciech Sawicki, Paweł Smereczyński, Adam Tyszecki, KONTAKT - e.mail. redakcja@stacjapoludnie.info, tel. 572-262-973, ADRES REDAKCJI - ul. Marzeń 9, 05-552 ŁAZY. ILOŚĆ EGZEMPLARZY - 9.000 sztuk.

12

Dla młodszego pokolenia poniższy tekst zapewne będzie niezrozumiały, jednak liczę na to (jak zawsze), że zachęcę ludzi do myślenia i samodzielnego, krytycznego poszukiwania prawdy. Rzecz będzie o pewnej rocznicy. Otóż w lipcu 1972 r. wprowadzono w PRLu do sprzedaży Coca-Colę. Dziś wprowadzenie na rynek jakiegoś napoju nikogo poza marketingowcami by nie obchodziło, ale wtedy… Jakby ktoś w dusznym, zadymionym i gorącym pomieszczeniu otworzył okno i wpuścił trochę świeżego powietrza. Do tego amerykańskie filmy w telewizji. Dla młodszego pokolenia małe „wiki”: TVP (innych nie było) miała wtedy 2 programy, część była nawet nadawana w kolorze, co dla nielicznych posiadaczy „kompatybilnych” telewizorów było ważne. Siedział więc sobie człowiek przed TV, oglądał „Kojaka”, czy mojego ukochanego „Colombo” i się dziwił: wszyscy mają samochody, mieszkania, domy, telefon zakładają na drugi dzień (a nie po 18 latach), sklepy pełne towaru i to wszystko w kraju, gdzie ponoć panuje taki wyzysk ludu pracującego miast i wsi, a do tego biją Murzynów. Coś tu się do cholery nie zgadza. No i człowiek myślał. To obecnie rzadko spotykana czynność, szczególnie przed telewizorem. Całą komunę byliśmy jednak wyjątkowym krajem na tle innych tzw. demokracji ludowej. Szczęśliwcy z krajów ościennych z rejonów przygranicznych też chłonęli te treści z naszej telewizji. Może też ich skłaniało to do refleksji, szczególnie, że u siebie mogli oglądać filmy tylko radzieckie, czeskie, czy bułgarskie dramaty psychologiczne. I to był dramat widza. Wyjechać za granicę było w PRLu trudno, ale było to możliwe. I wtedy już na własne oczy niektórzy szczęśliwcy mogli się przekonać, że PRLowska propaganda stoi w jawnej sprzeczności z faktami. Na koniec mogli zapakować walizy papierem toaletowym – u nas nie do zdobycia normalnie, wrócić i opowiedzieć licznie zgromadzonej rodzinie i znajomym jak TAM jest. Nic dziwnego, że w PRLu było tak, jak to znakomicie oddawał dialog podczas spotkania Jana Pietrzaka z Ronaldem Reaganem: Jan Pietrzak: „Polacy są jak rzodkiewka, tylko z wierzchu czerwoni.” Ronald Reagan: „Dobra, powiem to tym burakom w Moskwie.” Czasy się zmieniły, ale czy tak bardzo? Telewizor, tak jak dawniej, mówi co masz widzu myśleć. Gdzie tam myśleć!, raczej jaki pogląd jest jedynie słuszny. Na szczęście jest wiele programów, Internet i można skonfrontować różne opinie, potwierdzić, czy zdementować informacje w Internecie, albo ostatecznie sobie wybrać kanał zgodny z własnymi poglądami i się w nich uparcie utwierdzać. No właśnie, ale czy potrafimy myśleć, ba, czy w ogóle chcemy? Czy też wybieramy te treści, które nam pasują, okopując się w swoich przekonaniach i nie dopuszczając żadnego innego spojrzenia. Zamiast samodzielnego myślenia, ludzie powtarzają jak papugi: PiS jest zły, bo jest zły, ONR to faszyści, Korwin to oszołom. W 90% przypadków jedno słowo owe papugi obezwładnia: „uzasadnij”. Wróćmy jednak do tej mało znanej rocznicy. Coca-Cola już nie ta, słodzą to jakimś świństwem, ale za czasów słusznie minionych hasło reklamowe wymyśliła Agnieszka Osiecka i brzmiało ono: „Coca-Cola to jest to!”. Parę lat później pojawiły się koszulki ze stylizowanym napisem „Kapitalizm to jest to!”. No cóż, byliśmy wtedy „najweselszym barakiem w obozie krajów demokracji ludowej”. Skoro wtedy potrafiliśmy być niepokorni, potrafiliśmy myśleć krytycznie i zjednoczyć się przeciw komunie, to czemu teraz tak wielu bezkrytycznie przyjmuje z własnej woli polityczną poprawność i propagandę Michnikowszczyzny? Jesteśmy dużym krajem w Europie, mamy ogromny potencjał, mamy wielu zdolnych ludzi, którzy za własne pieniądze i na własne ryzyko chcą coś produkować, czy wykonywać usługi. Nie potrzeba im żadnych programów wsparcia, funduszy UE, wspomagania, stymulacji, ze strony rządzących (jacy by nie byli), którzy nigdy żadnej działalności gospodarczej nie prowadzili. A już na pewno nie potrzeba im 700 tys. urzędników. Po prostu wystarczy im nie przeszkadzać i nie łupić ich ZUSem, czy innymi podatkami zanim zaczną cokolwiek robić. Polacy, nie musimy chłonąć jak daru Niebios wszystkiego, co nam Zachód oferuje, jak kiedyś pewien napój. Już nie te czasy. Nie musimy się liczyć z tym, co nam bredzi taki, czy inny uważający się za ważnego polityk europejski bez matury. Nie musimy za wszelką cenę udowadniać jacy europejscy jesteśmy, szczególnie, że to teraz, o ironio, obywatele krajów Zachodu zazdroszczą nam wolności słowa. Budujmy własną potęgę gospodarczą (a i militarną nie zaszkodzi).

Profile for Kamil

Stacja poludnie 005 lipiec 2017  

Lipcowe wydanie poświęcone jest kulturze. Na pierwszych stron powspominamy tegoroczny OFF-spring Festival, przyjrzyjmy się konkursowi na sta...

Stacja poludnie 005 lipiec 2017  

Lipcowe wydanie poświęcone jest kulturze. Na pierwszych stron powspominamy tegoroczny OFF-spring Festival, przyjrzyjmy się konkursowi na sta...

Advertisement