Page 1

ISSN 1731-7215 NR 2/2012 (21)

TEMAT NUMERU

Kolorowy

American Dream

ROZMOWA NUMERU

Pójść o krok

dalej

> Stefan Czerniecki


OKŁADKA: PODRÓŻNIK STEFAN CZERNIECKI W WENEZUELI [FOT. KUBA FEDOROWICZ]

EUNIKA CHOJECKA REDAKTOR NACZELNA

P

POLITYKA 4 KOLOROWY AMERICAN DREAM PO STUDENCKU 6 TAJFUN NIECHĘTNY // TO JEST FASCYNUJĄCE 8 NIESAMOWITE KONCERTY 9 SPOTKANIA 10 PÓJŚĆ O KROK DALEJ, NIŻ SIĘ WYDAJE, ŻE MOŻNA 13 REPORTAŻ OD PODSZEWKI 14 UWAGA! NA TOMASZA PATORĘ 15 POLSKA I WĘGRY MOGĄ BYĆ PRZYKŁADEM 16 KOD POLSKO-MACEDOŃSKI HISTORIA 18 WRZEŚNIOWE MITY 21 NIEZWYKŁA HISTORIA WYDZIAŁU POLITOLOGII UMCS  KULTURA 22 JESTEM DYSPOZYTOREM WŁASNYCH TORÓW 23 KU WASZEJ PAMIĘCI // POLICYJNA OCHRONA MARSZU NIEPODLEGŁOŚCI 24 FILMOWO ZAKRĘCENI // JESIENNO-ZIMOWY LOCKOUT 25 WIELKA BRYTANIA WIELKĄ MATKĄ ROCKA LIFE & STYLE 26 MĘSKI PUNKT WIDZENIA I KOBIECE OKO 27 DLACZEGO, DO CHOLERY, NIE MODA? 28 NA ZIMĘ - CZEKOLADA! POD OSTRZAŁEM 29 RYCZELIŚMY ZE ŚMIECHU NA „REJSIE”... SPORT 30 NIESPEŁNIONE MARZENIA 2012 31 AKADEMICY GRAJĄ O LUBLIN // KTO MISTRZEM W PLUSLIDZE? 32 TO NIE JEST SPORT DLA WARIATÓW POPULARNIE & NAUKOWO 34 JA I JA W MOJEJ GŁOWIE 35 SKĄD SIĘ BIORĄ NASZE POGLĄDY POLITYCZNE? FOTO 36 POLECAMY: MARTYNA SKROK

16

RYS. MIKOŁAJ KAPUSTA

rzy okazji rocznicy wprowadzenia stanu wojennego myśli krążą wokół najnowszej historii. Leży mi na sercu uczczenie polskich bohaterów zarówno II wojny światowej, jak i czasów komunizmu. Dlatego niezwykłym jest dla mnie przykład krakowskiego rapera Tadka z „Firmy”, który dzięki swojej twórczości „zapala” młodzież do poznawania i pokochania historii Polski. Rozpoczął fenomenalną akcję pomocy bohaterom, której elementem jest nowa płyta „Niewygodna prawda”. „Bieżące lata to ostatnie lata życia polskich bohaterów II Wojny Światowej i lat powojennych. „Wolna Polska” odebrała tym ludziom przywileje kombatanckie - niektórzy mówią, że wyklęto ich po raz wtóry. Oczywiście wielu z nich radzi sobie całkiem nieźle, lecz *„Patriotyczny hip-hop...”, „wSieci” nr 1 (1/2012)

2 NA STARCIE > PODRÓŻE

FOT. EUNIKA CHOJECKA

intro

jednocześnie wielu innych nie stać na leki. Stąd pomysł szerszej akcji. Płyta ma być jedynie jej częścią, a cała akcja ma nieść wszelkie wsparcie polskim bohaterom. Prócz tego przygotowujemy masę materiałów filmowych dotyczących zarówno historii, jak również właśnie bieżącej sytuacji ludzi, którzy powinni być otoczeni wszelką opieką państwa.”* - tłumaczy raper. Według mnie - cytat grudnia 2012. Jeśli chodzi o numer, który masz w ręku, zachęcam w szczególności do przeczytania: tekstu T. Jeziora o wyborach w USA, wywiadu K. Krępskiej z Dr. Zdravko Stamatoskim z Macedonii, rozmowy D. Elżlakowskiej z Red. Piotrem Zdanowiczem, „Czekolady” E. Stryły. Zapraszam też na ostatnią stronę, która należy tym razem do Martyny Skrok! „Polformance” dorobiło się działu „POPULARNIE & NAUKOWO”, co zawdzięczamy m.in. Ł. Hawrylukowi i E. Miszkurce - dzięki! Serdecznie dziękujemy Pani Prof. Iwonie Hofman za umożliwienie nam wydawania magazynu oraz Pani Dr Monice Gabryś-Sławińskiej za profesjonalną korektę!

naszaekipa OPIEKA NAD

PROF. ZW. DR HAB. IWONA HOFMAN

„POLFORMANCE”: DR MONIKA GABRYŚ-SŁAWIŃSKA

WYDAWCA:

Marcin Szpak Eunika Chojecka PO STUDENCKU: Anna Michalska (SZEF DZIAŁU) Dagmara Elżlakowska PL. LITEWSKI 3, Agnieszka Grzegorczyk 20-080 LUBLIN Agata Piekarz studenckiekolodziennikarskie@ Aleksandra Pieńkosz gmail.com Aleksandra Pucułek redaktor naczelna: Justyna Gajda Eunika Chojecka Iwona Kliś zastępca redaktora KULTURA: naczelnego: Agnieszka Kacper Błoński (SZEF DZIAŁU) Adamowicz Ewelina Kwaśniewska POLITYKA: Monika Moskwa Tomek Jezior (SZEF DZIAŁU) Aśka Marszalec Anna Michalska Ada Koperwas Agnieszka Grzegorczyk Agata Chwedoruk

STUDENCKIE KOŁO DZIENNIKARSKIE WYDZIAŁU POLITOLOGII UMCS

Katarzyna Witwicka Agata Piekarz Olga Dubrowska HISTORIA: Eunika Chojecka (SZEF DZIAŁU) Ewelina Miszkurka Aśka Marszalec LIFE & STYLE: Aśka Dziatkiewicz (SZEF DZIAŁU) Monika Moskwa Marcin Marć Elżbieta StryłaE Ewelina Jabkiewicz PODRÓŻE: Agata Piekarz (SZEF DZIAŁU) Małgorzata Nowosad SPORT:

Rafał Fabiński (SZEF DZIAŁU) Kaśka Krępska Kamil Dworniczak Eunika Chojecka POPULARNIE & NAUKOWO: Ewelina Miszkurka Łukasz Hawryluk FOTO: Tomek Jezior Ewelina Kwaśniewska Ada Koperwas Monika Cudowska Martyna Skrok POD OSTRZŁEM: Anna Michalska Dagmara Elżlakowska REKLAMA: Marcin Szpak

FANPAGE FACEBOOK.COM/ POLFORMANCE: Marcin Szpak Dagmara Elżlakowska Eunika Chojecka WSPÓŁPRACA: Brunon Różycki Paweł Wrona Monika Janocińska Piotr Gazda Mikołaj Kapusta Paweł Dębski Weronika Machała Katarzyna Radlińska Damian Grędysa KOREKTA: Magda Osenka Klaudia Olender

Paulina Wojtysiak Anna Michalska Natalia Jastrzębska Agata Chwedoruk Kamil Dworniczak Monika Cudowska SKŁAD: Eunika Chojecka DRUK:

W NASTĘPNYM NUMERZE

Drukarnia Sytem-Graf systemgraf.efirmy.pl

# WYWIAD Z TOMASZEM PATORĄ # WYWIAD Z TADKIEM Z „FIRMY” # WYWIAD Z PAWŁEM PIETRZAKIEM, LUBELSKIM BOULDEROWCEM # REPORTAŻ Z CHIN

Redakcja „Polformance” nie ingeruje w poglądy autorów i nie ponosi ewentualnej odpowiedzialności za treść artykułów. NAKŁAD: 1000 egz.

FACEBOOK.COM/POLFORMANCE


TYM RAZEM DZIAŁ <<PODRÓŻE>> W NIETYPOWYM MIEJSCU, BO <<NA STARCIE>>. CHCEMY W TEN SPOSÓB UCZCIĆ OFICJALNE POŻEGNANIE LATA [ŚNIEG ZA OKNEM]. PRZEDSTAWIAMY NAJCIEKAWSZE WAKACYJNE ZDJĘCIA SPO-

ŚRÓD NADESŁANYCH REDAKCJI. FOTOGRAFIE Z CHIN TO „ZWIASTUN” PASJONUJĄCEJ OPOWIEŚCI „BLONDYNKA NA WAKACJACH”, KTÓRA UKAŻE SIĘ W NASTĘPNYM NUMERZE! # CZEKAMY TEŻ NA WASZE ZDJĘCIA!

2.

4.

3.

5.

FOTOGRAFIE: AGATA RENATA CHWEDORUK

„W DWA TYGODNIE PO BAŁKANACH” 1.

1. ELEGANCKO Z DIABŁEM TASMAŃSKIM > SKOPJE, MACEDONIA 2. ODPOCZYNEK > BRASOV, RUMUNIA 3. GRAJĄC > NESEBAR, BUŁGARIA

3.

1.

4.

2.

6.

AUTORKA ODWIEDZIŁA BAŁKANY W RAMACH PRAKTYKI WYJAZDOWEJ NA SPECJALNOŚCI BAŁKANISTYKA Z PROJEKTU „UMCS DLA RYNKU PRACY I GOSPODARKI OPARTEJ NA WIEDZY”

1.

ZDJĘCIA NUMERU

NA STARCIE PODRÓŻE

4. SŁOŃCE > WISZEGRAD, BOŚNIA I HERCEGOWINA 5. ŻOŁNIERZ > UŻICE, SERBIA 6. COCA-COLA > BELGRAD, SERBIA

2.

FOTOGRAFIE:AGATAPIEKARZ

„OKTOBERFEST” > MONACHIUM, NIEMCY 1. SYMBOLE OKTOBERFESTU - TRADYCYJNE BAWARSKIE STROJE I SERCA Z PIERNIKA 2. KARMELIZOWANE MIGDAŁY

3. WIDOK Z POSĄGU BAWARII NA OKTOBERFEST 4. AUTORKA W DIRNDLU - TRADYCYJNYM LUDOWYM STROJU BAWARSKIM. W TLE POSĄG BAWARII

FOTOGRAFIE: KATARZYNARADLIŃSKA

„BLONDYNKA NA WAKACJACH” > CHIŃSKA REPUBLIKA LUDOWA 1. MOJE JEDYNE!

2. PSTRYK


POLITYKA TEMAT NUMERU > WYBORY W USA

Kolorowy American Dream TOMEK JEZIOR

D

ochodziła pierwsza w nocy z 6 na 7 listopada, kiedy Obama wystąpił na wyborczym wiecu, wiedząc już, że zdobył 303 głosy elektorskie (wobec 206 głosów dla przeciwnika, Mitta Romneya). Stany, które głosują w wyborach prezydenckich na kandydata demokratów to tradycyjnie już te leżące nad obydwoma oceanami. Tuż po wyborach w Internecie krążyła mapka, która porównywała ten układ sił do historycznego podziału sprzed wojny secesyjnej (na stany Konfederacji i stany Unii). To te same stany, w których niewolnictwo było nielegalne. W pewnym stopniu jest to zbieg okoliczności, w pewnym – nie. To wciąż pierwszy nie-biały prezydent USA. Nic dziwnego, że poparło go 93 proc. Afroamerykanów, 71 proc. Latynosów

FOT. WIKIMEDIA COMMONS/2.11.2012./GAGE

„NIEWAŻNE CZY JESTEŚ CZARNY, CZY BIAŁY, CZY JESTEŚ AZJATĄ, LATYNOSEM, CZY INDIANINEM, CZY JESTEŚ MŁODY, CZY STARY, BOGATY, CZY BIEDNY, CZY JESTEŚ GEJEM, CZY HETERO – ZNAJDZIESZ DLA SIEBIE MIEJSCE W AMERYCE, JEŚLI TYLKO ZECHCESZ” – KOŃCÓWKA PATETYCZNEGO PRZEMÓWIENIA BARACKA OBAMY WPROWADZIŁA STANY ZJEDNOCZONE W NOWĄ DEMOKRACJĘ. TO DEMOKRACJA NASTAWIONA NA KOLORY: ŻEGNAMY „BIAŁĄ AMERYKĘ”, WITAMY KRAJ, GDZIE RASY PRZESTAJĄ MIEĆ ZNACZENIE.

„Tuż po wyborach w Internecie krążyła mapka, która porównywała ten układ sił do historycznego podziału sprzed wojny secesyjnej” (Mapa z wynikami wyborów prezydenckich 2012 w USA) i równie wielu imigrantów z Azji. Nawet mimo różnic religijnych (Latynosów jako katolików oburza np. popieranie przez Obamę małżeństw tej samej płci) kolorowy prezydent to dla nich lepsze rozwiązanie, niż biały konserwatysta na tym stanowisku.

Wybory jak promocja produktu Układ sił w Izbie Gmin oraz w Izbie Reprezentantów pozostał ten sam, ale na kampanię i wybory wydano rekordowe sześć miliardów dolarów (z czego jeden

miliard dolarów pochodził z prywatnych źródeł kandydatów). Barack Obama miał genialnie zorganizowane (i pięć razy większe niż w 2008 roku) zaplecze PR-owskie. Szef sztabu Obamy w Chicago, Jim Messina kazał „zmierzyć” amerykańskie społeczeństwo „wzdłuż i wszerz”: kto dokładnie chce oddać głos na demokratę, ile ma lat, jakiej jest płci, a nawet z jakim artystą chciałby zjeść kolację. W efekcie gwiazdy, które wystąpiły na wiecu wyborczym Obamy (Eva Longoria, Scarlett Johansson, jak i „zwykła” matka, której czworo synów służy w Marines), były jedynie „odpowiedzią”


Stany Zjednoczone czeka największa recesja od lat siedemdziesiątych. Kryzys 2008 roku był dla Amerykanów tylko przedsmakiem tego, co za oceanem nazywa się klifem fiskalnym (fiscal cliff), o czym nie padło podczas kampanii ani jedno słowo. Chodzi o deficyt USA: kilka lat temu przyjęto ustawę, która jedynie odsuwa w czasie podjęcie radykalnych działań – obcięcie wydatków przy jednoczesnym zwiększeniu podatków. Ten czas upłynie 1 stycznia 2013 roku. Wprowadzony w życie radykalny klif oznaczałby odebranie gospodarce 500 miliardów dolarów i cofnięcie ulg podatkowych wprowadzonych za czasów Busha. Barack Obama musi dojść do porozumienia z republikanami, którzy o podnoszeniu podatków nie chcą słyszeć.

Ameryka za 50 lat... ...to „mniej biała” Ameryka. Na Obamę głosowało jedynie 39 proc. białych, a mimo to wygrał. To oznacza, że inne nacje mają na nowym kontynencie swoje niepodwarzalne miejsce. Nie zawsze będą głosować na demokratów, to pokazała już historia. Ale etniczna mieszanka zmienia oblicze mocarstwa. Amerykanie jako naród mają wielkie ego. Na wiecach Romney kierował swoje słowa do „największeg o rodu n i e tylko na świecie, ale i w hi- s t o rii świata”. Ale w filmowym „Dniu Niepodległości” to czarny Will Smith

Barack Obama i Pierwsza Dama wraz z wiceprezydentem Bidenem i jego żoną po ogłoszeniu wyników wyborów 6 listopada 2012 r.

ratuje świat, a prawdę w „Matriksie” objawia ludziom czarnoskóry Laurence

Fishburne. Może kiedyś przyjdzie czas, że Hollywood będzie bardziej przypominało Bollywood, a któryś James Bond uwikła się w romans z nieznajomą hinduską. Wreszcie.

FOT. PIXABAY.ORG

Kampania milczenia

Wyjściem z sytuacji jest przesunięcie „odliczania” o kolejne kilka lat.

FOT. WIKIMEDIA COMMONS/6.11.2012./ WHITE HOUSE FLICKR ACCOUNT P110612PS-0894/ PETE SOUZA

na analizy sztabu demokraty. Dwa dni przed wyborami „The Times” dotarł do anonimowych pracowników Obamy, którzy analizowali profile głosujących. Prawdopodobnie dzięki nim sztab zwyciężył we wszystkich wahających się stanach (Swing States). W Ameryce popularne jest telefoniczne zachęcanie do oddania głosu. Demokraci wiedzieli, że aby odnieść sukces na tym polu, muszą zmusić lokalnych działaczy do wytężonej pracy. Amerykanie lubią bowiem rozmawiać tylko z ludźmi, których znają lub kojarzą. Romney strzelił więc sobie w stopę, wynajmując do tego celu obsługę call-center. (Po wyborach wyszło na jaw, że sztab republikanina był w finansowych tarapatach. Nie był po prostu w stanie zrealizować wszystkich strategii wyborczych.)


PO STUDENCKU ARTUR ANDRUS FOT. WIKIMEDIA COMMONS/SILAR

CAŁOŚĆ ROZMOWY WKRÓTCE NA NASZYM KANALE YOUTUBE: SKDUMCS

Która z dziedzin, w których się Pan realizuje, jest dla Pana najważniejsza? Najbardziej lubię radio, bo od niego się wszystko zaczęło i wciąż jest dla mnie najważniejsze. Ale jeśli pojawiają się możliwości „wyjścia” na scenę, nagrania płyty, czy napisania książki, to z nich korzystam, bo to też mnie cieszy. Jaki jest Artur Andrus? Duży facet, łysiejący, siwiejący… O! I jeszcze w okularach. A wewnętrznie? Na scenie specjalnie niczego nie udaję. Jeśli chodzi o mój temperament, nazwałbym siebie „tajfunem niechętnym”. Mam w sobie trochę energii, ale kiedy się „rozpędzę”, to przestaje mi się już tak bardzo chcieć… Jesteśmy przed koncertem promującym platynową płytę „Myśliwiecka”. Tytuł sugeruje, że krążek jest mocno związany z radiową Trójką. Skąd pomysł? To nie był mój pomysł. Z okazji 1500. wydania listy przebojów Trójki miał się odbyć jubileuszowy koncert. Marek Niedźwiecki i Piotr Baron poprosili mnie o jego współprowadzenie. W dniu imprezy uświadomiłem sobie, że oprócz „dobry wieczór”, nie mam nic do powiedzenia! Przygotowałem więc „żarcik” muzyczny. Wymyśliłem sobie, że zaśpiewam fragment warszawskiej ballady „podwórzowej” o liście przebojów Trójki, czyli o Baronie, Niedźwiedziu i Czarnej Helenie. Po wszystkim Baron wyszedł na scenę i powiedział: - No, to teraz będzie to trzeba umieścić w zestawie do głosowania. Kiedy się mówi takie nieodpowiedzialne rzeczy, to trzeba potem ponieść tego konsekwencje. No i umieścili. Ludzie na nich to wymogli! Tak się zaczęło. Radiosłuchacze „weszli” w ten żart, zaczęli głosować. Głosów było tak wiele, że „bez poczekalni” trafiłem na pierwsze miejsce listy przebojów. Przez chwilę byłem lepszy od Stinga, Phila Collinsa i Madonny! Po którymś wydaniu listy dostałem SMS-a z nieznanego numeru: - Jeśli kiedykolwiek wpadłaby panu do głowy myśl nagrania płyty, to kontrakt w naszej wytwórni będzie czekał. I post scriptum: - Ja wiem, że to brzmi jak żart, ale to nie jest żart. Oddzwoniłem i tak powstała „Myśliwiecka”. Karierę dziennikarza rozpoczął Pan w liceum rymowanym wywiadem z Wojciechem Młynarskim. Ale później poprowadził Pan dużo ważniejsze rozmowy... Dzięki rozmowie z Młynarskim dostałem pracę. W radiu poznałem Stefanię Grodzieńską. Nagrywałem jej wspomnienia, a z tego narodziła się prawdziwa przyjaźń. Ze wzruszeniem wspominam rozmowę z Janem Kaczmarkiem, którą nagrałem w studiu radiowym, kiedy był już bardzo chory i cierpiał. Przerywaliśmy ją

6

C

zy nie uważa Pan, że pospieszył się z publikacją artykułu w „Rzeczpospolitej” pt. „Trotyl na wraku tupolewa”?

ARTUR ANDRUS: POETA, DZIENNIKARZ, AUTOR KSIĄŻEK, TEKSTÓW PIOSENEK I MISTRZ MOWY POLSKIEJ. GOSPODARZ KABARETOWYCH SPOTKAŃ W WARSZAWSKIEJ „PIWNICY POD HARENDĄ” I KOMENTATOR „SZKŁA KONTAKTOWEGO”.

TAJFUN NIECHĘTNY ROZMAWIA IWONA KLIŚ

kilka razy ze względu na zdrowie Janka, ale było słychać, że jest pełen energii i posiada życiową mądrość. Te rozmowy pokazały mi, że ludzie, którzy zajmują się rozbawianiem publiczności, mają naprawdę coś ważnego do powiedzenia, do przekazania innym. Rozmawianie jest jedną z najprzyjemniejszych rzeczy, jakie można robić. To jest to „szczęście” w profesji dziennikarskiej, że gdyby nie ten zawód, wielu pytań nie miałoby się okazji zadać, wielu ciekawych ludzi nie miałoby się okazji spotkać. Czym jeszcze zaskakuje Artur Andrus? Książką, która również jest wynikiem przypadku. Ukazała się pod koniec października. To bajki, które napisałem zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. I to też nie był mój pomysł. Piotr Bałtroczyk dostał od wydawnictwa propozycję napisania i nagrania takich bajek. Zgodził się, ale po pół roku rozmów stwierdził, że on je chętnie nagra, ale: - Z napisaniem, to proszę dzwonić do Artura Andrusa. Napisałem osiem bajek i potem wspólnie z Piotrem je nagraliśmy. To jest eksperyment pod tytułem „Bzdurki, czyli bajki dla dzieci i innych” (śmiech). Może się okazać, że rynek dziecięcy jest rynkiem, który będę teraz zdobywał.

Dziennikarze to takie „zwierzęta”, które nigdy nie czekają, gdy mają newsa w ręku. Jest takie stare dziennikarskie powiedzenie, że nic się nie mści gorzej niż „kiszenie” newsa (...). Decyzja, o tym, że go publikujemy, zapadła po rozmowie z Prokuratorem Generalnym (ówczesnego redaktora naczelnego „Rz” Tomasza Wróblewskiego z Andrzejem Seremetem – przyp. red.) i po pewnych sygnałach, z których wynikało, że sprawą interesują się również inne media. Nie było na co czekać. Wydawca „Rz” Grzegorz Hajdarowicz powiedział jednak, że informacje z artykułu nie były sprawdzone.

Hajdarowicz nigdy nie zajmował się dziennikarstwem śledczym. Liznął dziennikarstwa w mediach niszowych. Ale na pewno nie jest to znane nazwisko dziennikarza mającego jakiekolwiek osiągnięcia newsowe czy śledcze.

Czy „akcję” usunięcia Pana z „Rz” zaplanowano wcześniej, czy raczej była to reakcja na Pański artykuł?

Samo usunięcie mnie z „Rz” było reakcją na artykuł, natomiast poinformowano mnie, że planowano mnie zwolnić, czy też zmienić mi umowę, już 12 października br. W „Rz” od czasu „przejęcia” jej przez Hajdarowicza (w październiku 2011 r. Grzegorz Hajdarowicz kupił 100 proc. akcji wydawcy „Rz” – Presspubliki – przyp. red.) sytuacja była bardzo ciężka, bo mieliśmy do czynienia ze spadkiem sprzedaży i zwolniono wielu dobrych dziennikarzy - również tych, którzy zajmowali się dziennikarstwem śledczym. Na przykład wyrzucono człowieka, który opisał tajną współpracę Leszka Czarneckiego ze Służbą Bezpieczeństwa (L.C. - biznesmen, główny udziałowiec m.in. Getin Noble Bank – przyp. red.). Jak donoszą media, Leszek Czarnecki był osobą, która sfinansowała Hajdarowiczowi transakcję zakupu Presspubliki. Najbardziej absurdalne oskarżenie wobec Pańskiego artykułu „Trotyl na wraku...”?

Musiałbym długo gadać. (śmiech) Nie stworzyłem rankingu bzdur, które były wypowiadane na temat tekstu. Dziennikarze, którzy go opisywali, mówili jakobym miał „postawić kropkę nad i” oraz powiedzieć, że w Smoleńsku doszło do zamachu. Ja oczywiście teorię „zamachową” uważam za wielce prawdopoPolformance nr 2/2012 (21)


PO STUDENCKU GMYZ PO “AFERZE TROTYLOWEJ”

To jest

fascynujące! CEZARY GMYZ, BYŁY DZIENNIKARZ „RZECZPOSPOLITEJ” I „UWAŻAM RZE”, SPRAWCA „AFERY TROTYLOWEJ” - O HAJDAROWICZU, NASTĘPCY „URZE”, ŻYDACH I PROTESTANTACH ROZMAWIA EUNIKA CHOJECKA

FOT. PAWEŁ CHOJECKI

na podstawie tego, co piszą inni dziennikarze, ale na podstawie własnoręcznie zdobytych informacji i opinii. Oczywiście czytanie gazet, oglądanie telewizji może być elementem dziennikarstwa, ale jedynie elementem pomocniczym. W „stadzie” dziennikarskim będziesz miał tylko to, co mają inni. Esencją dziennikarstwa zaś jest pozyskiwanie informacji, których nie ma nikt. dobną, natomiast w tekście nie wystąpiło ani razu słowo „zamach”, „wybuch”, „eksplozja”. W „Rz” traktowaliśmy naszego czytelnika poważnie, wychodząc z założenia, że jest to czytelnik myślący, który sam potrafi wyciągać wnioski. W tym przypadku dziennikarze wyciągnęli wnioski, których w tym tekście nie było i twierdzili, że ja je wyciągnąłem. Nadal będzie Pan dziennikarzem śledczym?

Nadal zamierzam zajmować się tym, czym zajmuję się sporą część mojego życia, bo to jest fascynujące! Dziennikarstwo śledcze jest esencją dziennikarstwa. (...) W Polsce problem polega na tym, że najczęściej mamy do czynienia z dziennikarstwem „stadnym” - jeśli już ktoś odkryje newsa, to potem dziennikarze „stadem” za tym newsem „łażą”. Ja mam taki zwyczaj, że nie „łażę w stadzie”, jeśli już, to „stado” czasami „łazi” za mną. Powiedział Pan, że nie ogląda na okrągło telewizji informacyjnych. Ale jak być „na bieżąco”, nie oglądając TVN24, TVP INFO itd.?

To jest uczenie się nie zawsze dobrych wzorców dziennikarskich - często można się tam nauczyć złych rzeczy. Dobry dziennikarz powinien sobie wyrabiać opinię nie facebook.com/polformance

Co Pan sądzi o poglądzie, że dziennikarstwo nie ma przyszłości w Polsce? Pana syn jest na drugim roku dziennikarstwa. Czy po aferze z trotylem nadal życzy mu Pan, żeby pracował w tym fachu?

Uważam, że mój zawód jest piękny. Natomiast jest zawodem poniekąd wymierają-

Dziennikarstwo śledcze jest esencją dziennikarstwa. W Polsce najczęściej mamy do czynienia z dziennikarstwem „stadnym” cym w tej formie, w której ja go uprawiam, czy uprawiają go koledzy z mojego pokolenia. Media przeżywają w tej chwili ogromny kryzys i jeżeli coś się w tej materii nie zmieni, to będziemy mieć do czynienia, po pierwsze, z postępującą pauperyzacją dziennikarzy, a po drugie z dominacją pu-

blic relations nad prawdziwym dziennikarstwem. Już w tej chwili zapewne około połowa informacji, jakie ukazują się w mediach, jest „suflowana” przez agencje PR-owskie. Wypowiadał się Pan o nowym projekcie byłych publicystów „Rz” i „Uważam Rze”. To będzie tygodnik, miesięcznik?

Myślimy o dwóch projektach, o stworzeniu tygodnika publicystów, tzw. autorów niepokornych oraz o stworzeniu miesięcznika historycznego. Marka „URze” w ciągu półtora roku dorobiła się bardzo dobrej opinii. Czasami sobie żartowaliśmy, że pod tą marką można by sprzedawać wszystko, bo ludzie tak ufali naszemu zespołowi. Reklamodawcy „walili drzwiami i oknami” do „URze”. Mam nadzieję, że będziemy mieć szansę, żeby na nowo podjąć dialog z naszymi czytelnikami (...). Siłą „URze” było właśnie to, że komunikowało się ze swoimi czytelnikami, a nie tylko narzucało im, co mają myśleć. Mieliśmy czytelnika, który sam potrafi myśleć. Dlaczego uważa Pan nową redakcję „URze” za składającą się z ludzi spolegliwych wobec władzy i takich, którzy nie będą sprawiali „problemów”?

(...) Uważam ich za ludzi nieposiadających w pewnym sensie „zdolności honorowych”. Ponieważ przejęcie tytułu w momencie, kiedy rezygnuje z pracy prawie cały zespół redakcyjny, jest działaniem bardzo wątpliwym moralnie. Dla mnie jest to rodzaj „paserki”, to znaczy żerowania na czymś, co stworzyli inni. Grzegorz Hajdarowicz ma zwyczaj powtarzania, że media są jego własnością i może robić sobie z nimi, co chce. Nieżyjący już redaktor naczelny „Rz” Dariusz Fikus mawiał, że gazeta jest własnością swoich czytelników. Ale gazeta jest także w pewnym sensie własnością swoich autorów. (...) Jest pan jednym z niewielu polskich protestantów, którzy udzielają się w życiu publicznym. Jak jest Pan odbierany przez tzw. Polaków katolików?

Bardzo wcześnie przestałem mieć problemy z byciem protestantem, wręcz traktuję to jako wartość. Pamiętam z dzieciństwa jedną sytuację - moja bardzo pobożna i bardzo mądra babcia, protestantka, tylko raz w życiu na mnie wrzasnęła. Kiedyś przyszedłem do domu i powiedziałem o kimś: „Porządny człowiek, ale katolik”. (śmiech) I wtedy moja babcia autentycznie się rozeźliła i powiedziała mi, że to jest niedopuszczalny sposób myślenia. I ponieważ moja babcia była osobą mądrzejszą ode

7


PO STUDENCKU GMYZ PO “AFERZE TROTYLOWEJ”/KONCERTY mnie (nie wiem, czy kiedykolwiek będę tak mądry, jak ona) – uznałem, że musi mieć rację. Nigdy nie ukrywałem swojego protestantyzmu. (...) Wszyscy w szkole wiedzieli, że jestem innej wiary, co oczywiście miało dość zabawne, ale i czasami przykre konsekwencje, dlatego że pewien rodzaj szacunku musiałem sobie wywalczać metodami mało chrześcijańskimi. Kiedy np. jeden z moich kolegów latał za mną wykonując znak krzyża i krzycząc: „Kocia wiara! Kici, kici! Miau!”, po prostu trochę zaniżałem poziom debaty publicznej. (śmiech) Uważam, że protestantyzm jest rzeczą, która spowodowała, że nie myślę w sposób „stadny”. Protestantyzm tym się charakteryzuje, że będąc we wspólnocie, człowiek jednocześnie pozostaje w indywidualnym związku z Panem Bogiem. Ten indywidualizm to jest cecha, którą w protestantyzmie bardzo, bardzo cenię. Nie jest Pan w jakiś sposób spychany „na margines” przez prawicowe środowiska?

Wręcz przeciwnie, jeśli jestem spychany „do getta”, to nie przez środowiska prawicowe, czy konserwatywne, ale przez media tzw. głównego nurtu, które jednak mają ze mną problem, dlatego że słabo odpowiadam wizerunkowi „mohera”, będąc z jednej strony protestantem, z drugiej strony człowiekiem dość gruntownie wykształconym. Tak samo trudno jest zrobić z Bronisława Wildsteina antysemitę, a z Samuela Pereiry zaprzeczenie europejskości. (...) Ma Pan również wysoce pozytywny stosunek do Żydów. Według Pana Polska powinna w jakimś stopniu wzorować się na Izraelu. Czy nie jest to przeszkodą w relacjach z niektórymi ludźmi?

Często publicznie deklaruję, że Izrael powinien być dla nas wzorem. Moja mama chodziła do klasy prawie z samymi Żydami, którzy w większości w latach 50. i 60. opuścili Polskę i znaleźli się w Izraelu. Jej przyjaźnie przetrwały do końca życia. Byłem w Izraelu. Jest to kraj, który zrobił na mnie największe wrażenie spośród państw, które odwiedziłem. Po pierwsze, dlatego, że pomimo niewielkich rozmiarów terytorialnych jest potężnym państwem, po drugie, chyba dla każdego chrześcijanina pobyt w Ziemi Świętej jest czymś, co chwyta za serce. Jeśli chodzi o stosunek do Żydów, mamy w Polsce do czynienia z dziwną sytuacją. Przyjaciele państwa Izrael są dzisiaj „po prawej” stronie, w obozie konserwatywnym, a ludzie, których uważam za antysemitów, są lewakami. Są to lewacy wspiera-

8

jący często ugrupowania o charakterze terrorystycznym.(...) Uważam, że skoro łączy nas z Żydami tysiącletnia historia, to mamy wręcz obowiązek współpracować z państwem Izrael. To jest chyba jedyny wyjątek, jaki robię od słynnej myśli Winstona Churchilla, który powiedział, że państwa nie mają przyjaciół, państwa mają interesy. (...)

językiem raczej Facebooka i Twittera. Ale i tego się uczę, jestem obecny w mediach społecznościowych. Chodź nie jest to łatwa nauka (jak pewne przekazy zawrzeć w 140 znakach lub we wpisie na Facebooku), ale mam nadzieję, że jeszcze posiadam pewne zdolności absorpcyjne wiedzy.

Słabo odpowiadam wizerunkowi „mohera”, będąc z jednej strony protestantem, z drugiej strony człowiekiem dość gruntownie wykształconym

Ja to po prostu lubię. Mało tego, ja to kocham. Przez całe moje życie zawodowe „za biurkiem” „udało mi się” spędzić pół roku i to były najgorsze chwile w moim życiu zawodowym. Dziennikarstwo jest zawodem „w ciągłym ruchu”. Lech Janerka śpiewał kiedyś: „Zmiana, każda zmiana podnieca mnie. O nich ciągle marzę i do nich lgnę”. Te słowa są w pewnym sensie moją dewizą. Mogę zajmować się bardzo dużą liczbą tematów, a jednocześnie wciąż poznawać ludzi, których nie poznałbym, pracując gdzieś za biurkiem. Najgorszą rzeczą, jaką dziennikarz może robić, to siedzieć za biurkiem! Ale niestety takie jest w dużej mierze polskie dziennikarstwo... Telefonu używam tylko od czasu do czasu, żeby się z kimś umówić - ja po prostu muszę patrzeć mojemu rozmówcy w oczy. Jeżeli ktoś myśli, że przy pomocy komórki, laptopa i dyktafonu podłączonego do telefonu, będzie w stanie robić dobre dziennikarstwo, to się myli. Będzie uprawiał zawód odtwórczy, a dziennikarstwo jest zawodem twórczym. Współpraca Olga Gazda

Podobno ma Pan jakieś szczególne związki z Lublinem.

Mieszka tu do dzisiaj siostra mojego taty, ciocia Krysia, a moi dziadkowie, chociaż katolicy, oboje pochowani są w ewangelickiej części cmentarza przy Lipowej. Chociaż ród Gmyzów nie wywodzi się z samego Lublina, ale z Ordynacji Zamojskiej, a konkretnie z miejscowości Górecko Stare nieopodal Tomaszowa Lubelskiego. Jakie ma Pan rady dla młodych dziennikarzy, którzy będą „wchodzić” na rynek dziennikarski? Jak sobie na nim poradzić?

To jest potwornie ciężki rynek - w tej chwili zdobycie stałego miejsca zatrudnienia jest bardzo trudne, media zmierzają jednak w stronę formy elektronicznej. Oczywiście dla każdego młodego studenta dziennikarstwa marzeniem jest zatrudnić się w TVN-ie, „Gazecie Wyborczej” czy „Polsacie”, ale ja zawsze mówię, że dziennikarstwo to jest sztuka samodzielnego myślenia. Jacek Kuroń powiedział kiedyś: „Nie palcie komitetów, zakładajcie własne”. Ja też mam pewien „problem” z ludźmi młodymi, chociaż takich też przyjmowałem do zawodu i kształciłem. Nie wszystko, co piszę, jest przez nich odbierane - niekoniecznie to rozumieją. Nie dlatego, że są głupi, tylko dlatego, że operują już innym językiem, bardziej skrótowym, który jest

Co Pana motywuje do pracy - tak niebezpiecznej pracy, jaką jest zawód dziennikarza śledczego?

Niesamowite koncerty Yami - jeden z najbardziej oryginalnych muzyków na świecie zagra już w tym tygodniu w Puławach i Świdniku. Artysta wystąpi w unikalnej konfiguracji muzycznej z perkusistą Marito Marquesem i akordeonistą Joao Frade, którzy należą do najlepszych muzyków portugalskich. Angolczyk Yami – kompozytor i wykonawca współpracujący z Anną Marią Jopek, akompaniator największej żyjącej legendy muzyki portugalskiej - Carlosa do Carmo, wykonawca muzyki od afro beatu po fado wystąpi już 13 grudnia w Puławach (Klub SMOK, godzina 19.00) oraz 15 grudnia w Świdniku (Galeria VENUS, godzina 19.00). Tych koncertów nie wolno przegapić!!! Agnieszka Grzegorczyk Polformance nr 2/2012 (21)


WIELKI BRAT TUŻ, TUŻ PIERWSZYM W TYM ROKU GOŚCIEM „SALONU POLITYKI” BYŁ EDWIN BENDYK, DZIENNIKARZ „POLITYKI”, A TAKŻE AUTOR GŁOŚNEJ KSIĄŻKI PT. „BUNT SIECI”, OPOWIADAJĄCEJ O PROTESTACH PRZECIWKO ACTA. Spotkanie poświęcone było m.in. problemowi braku aktywności obywatelskiej społeczeństwa, a także ospałości władzy w podejmowaniu ważnych decyzji. Profesor Iwona Hofman określiła publikację jako ,,międzypokoleniowe”, gdyż prawie każdemu pokoleniu towarzyszy jakiś rodzaj buntu. Bendyk nie krył, że chciałby, aby masowe wystąpienia przeciwko ACTA przerodziły się w obywatelski projekt - żeby nie pozostał to jednorazowy zryw. Nie jest jednak pewien, czy znajdzie się tylu chętnych i odważnych ludzi, aby ów projekt rozpocząć. Dziennikarz wskazał na potrzebę modernizacji edukacji w Polsce. Systemu, który zamiast kształcić ludzi kreatywnych i gotowych do działania, ,,produkuje” jednostki potrafiące tylko wykonywać polecenia, niezdolne do samodzielnego myślenia. Według autora, zbliżamy się do krytycznego momentu, kiedy „nastanie” demokratyczne przyzwolenie na kontrolowanie Internetu. Technicznie jest już wszystko przygotowane istnieją programy komputerowe, które pozwalają na sprawdzanie rozmaitych informacji o użytkownikach cyberprzestrzeni. Bendyka przeraża ich totalny zasięg. Prowadzący spotkanie dr Jakub Nowak, cytując fragment książki, zadał dziennikarzowi interesujące pytanie: „Kim są buntownicy z polskich ulic?”. Bendyk przyznał, że nie zna do końca odpowiedzi. Stwierdził jednak, że współczesne protesty są raczej buntami konsumentów, niż obywateli. Na koniec autor zwrócił się bezpośrednio do studentów: „Czy jesteśmy w stanie być społeczeństwem związanym relacjami, a nie transakcjami? Czy jesteśmy w stanie odtworzyć tego typu wspólnotę?”. Oceńcie sami! Aleksandra Pieńkosz facebook.com/polformance

ŚWIAT DO GÓRY NOGAMI

STUDENCKIE KOŁO DZIENNIKARSKIE WYDZIAŁU POLITOLOGII UMCS ORAZ STOWARZYSZENIE DZIENNIKARZY POLSKICH (ODDZIAŁ LUBELSKI) ZORGANIZOWAŁO SPOTKANIE Z RED. KRZYSZTOFEM SKOWROŃSKIM, KTÓRE ODBYŁO SIĘ 26 PAŹDZIERNIKA W SALI RADY WYDZIAŁU POLITOLOGII UMCS. TEMATEM PRZEWODNIM BYŁ ETOS DZIENNIKARZA.

SPOT

KA

NIA MŁODZI DEBATUJĄ!

DNIA 6 LISTOPADA NA NASZYM WYDZIALE ODBYŁA SIĘ II DEBATA MŁODYCH, ORGANIZOWANA PRZEZ POLITOLOGICZNE KOŁO NAUKOWE. PATRONAT HONOROWY NAD DEBATĄ OBJĘLI MARSZAŁEK WOJEWÓDZTWA LUBELSKIEGO KRZYSZTOF HETMAN, ORAZ POSEŁ DO PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO PROF. LENA KOLARSKA-BOBIŃSKA. WŚRÓD MŁODYCH POLITYKÓW Z NASZEGO REGIONU BYLI REPREZENTANCI STOWARZYSZENIA KOLIBER, KLUBU MŁODYCH SOLIDARNEJ POLSKI, FORUM MŁODYCH LUDOWCÓW, STOWARZYSZENIA MŁODZI DEMOKRACI, RUCHU MŁODYCH ORAZ FEDERACJI MŁODYCH SOCJALDEMOKRATÓW.

› Skowroński,

jak sam mówi, radiowcem został przez przypadek. Prowadził swoje programy w Radiu Zet, Trójce, Polsacie, TVP1. W 2009 roku stworzył Radio Wnet, a od 2011 roku jest prezesem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Gość rozpoczął spotkanie od... zadania pytania zebranym: „Czym jest etos dziennikarza?”. Studenci zaczęli na nie odpowiadać i tym sposobem, wspólnie wskazano cechy, jakie powinien mieć dziennikarz. Redaktor podkreślał, że bardzo ważne są niezależność i otwartość. Następnie redaktor poprosił studentów o wykonanie zadania - mieli postawić jak największą liczbę pytań krzesłu! Zdaniem radiowca „im więcej człowiek potrafi postawić pytań, tym jest bardziej dociekliwy i staje się mistrzem w swoim fachu”. Prezes SDP poruszył kwestię słabej kondycji dziennikarstwa w Polsce. Stwierdził, że wynika ona m. in. z sytemu pracy dziennikarzy: „Muszą jak najszybciej dostarczyć jak najwięcej informacji i z tego są rozliczani. Inne rzeczy stawia się z boku. (…) Wszystko jest do góry nogami. Świat jest do góry nogami. Trzeba nauczyć się chodzić na rękach”. Na spotkaniu nie mogło zabraknąć pytania ze strony studentów o niedawno poprowadzoną przez Skowrońskiego debatę ekonomiczną, której pomysłodawcą był Jarosław Kaczyński. Redaktor został poproszony o odniesienie się do zarzutów o utratę niezależności dziennikarskiej. „Dowodzę każdego dnia, że jestem niezależnym dziennikarzem, bo tworzę spółdzielcze media, które chcą być niezależne. Nie jestem z PiS-u, jestem po prostu Krzysztofem Skowrońskim” - odpowiedział. Justyna Gajda

Zaproszeni goście odpowiadali na pytania z trzech dziedzin - polityki gospodarczej, społecznej oraz zagranicznej. Przedstawili zgromadzonej publiczności swoje pomysły na wyjście z kryzysu gospodarczego, ustosunkowali się do tzw. umów „śmieciowych” oraz planów wydłużenia urlopu macierzyńskiego i jego wpływu na rynek pracy. Argumentowali swoje stanowiska w sprawie refundacji zabiegów „in vitro”, problemów dotyczących szkół wyższych, a także prognozowali, czy wybory w Stanach Zjednoczonych mogą wpłynąć na relacje amerykańsko-polskie. Niemal wszystkie partyjne młodzieżówki biorące udział w debacie, za podstawową zasadę przyjęły polityczny pragmatyzm. Niezależnie bowiem od reprezentowanych wartości, najważniejsza była dla nich możliwość ich realizacji. Do osiągania celów niezbędna jest zaś umiejętność politycznej kalkulacji i otwartość na sojusz z innymi ugrupowaniami. Paweł Dębski

9


PO STUDENCKU ROZMOWA NUMERU > S. CZERNIECKI

Pójść o krok dalej, niż się wydaje, że można! ZE STEFANEM CZERNIECKIM, PODRÓŻNIKIEM, DZIENNIKARZEM, AUTOREM KSIĄŻKI „DALEJ OD BUENOS” ROZMAWIA EUNIKA CHOJECKA

S

ą jeszcze na naszej planecie miejsca, do których póki co nie dotarła parada białych niewolników niosących w pozłacanej lektyce bożka o imieniu Pieniądz. Jednym z nich jest południowa prowincja Wenezueli: Amazonas, obszar w pobliżu granic z Brazylią oraz Kolumbią - tak o swoim projekcie wyprawy „Śladem szeptu amazońskiego potoku” opowiadał dwa lata temu Stefan Czerniecki. Na jury pierwszej edycji Memoriału im. Piotra Morawskiego młody podróżnik zrobił największe wrażenie. I wygrał. Dzięki memoriałowi została sfinansowana jego podróż w dziewicze zakątki Puszczy Amazońskiej. Pod koniec października na zaproszenie modzieżowego portalu twojruch.net, Stefan Czerniecki zawitał ze swoim niesamowitym podróżniczym „show” również do Lublina i Zamościa! Jako Studenckie Koło Dziennikarskie gościliśmy go także na Wydziale Politologii UMCS. Zostałeś zwycięzcą Memoriału im. Piotra Morawskiego (którego celem jest wspieranie najbardziej interesujących projektów podróżniczych - przyp. red.). Nagro-

dą było zasponsorowanie przez Alpinus wyprawy do Wenezueli. Zgłoszono około 130 projektów. Co skłoniło Cię, by złożyć swoją aplikację? Wierzyłeś, że wygrasz?

A wiesz, że wierzyłem? Kiedy zgłosiłem ten projekt, pomyślałem: „Jak przekonam kapitułę, aby dali młodemu, nieopierzonemu podróżnikowi przez małe „p” tyle pieniędzy na taki wyjazd?!” Pamiętam, że chciałem wybrać sobie rejon, w którym czuję się dobrze, czyli Amerykę Południową. A że byłem w większej części tego kontynentu, to zdecydowałem: albo Kolumbia, albo Wenezuela, bo tam mnie jeszcze nie było. Szukałem białych plam na mapach tych krajów. Było ich mało. Doszedłem do wniosku, że jedynym miejscem, gdzie nie dotarł jeszcze biały człowiek, jest Amazonia w Wenezueli. Poprosiłem o opinię kilku podróżników, których znam, a oni powiedzieli: „Słuchaj Stefan, nie wygłupiaj się, to nie ma sensu. To jest najgorszy rejon, jaki możesz sobie wymyślić, nikt ci na to nie da pieniędzy. To jest niemożliwe, niewykonalne. Ja nie wpłynąłem, więc ty też nie wpłyniesz.” To był argument, który mnie przekonał, że wy-

gram. I faktycznie, wymyśliłem taki projekt, który był „niewykonalny”, bo samo wpłynięcie do tego rejonu było bardzo trudne. Ale mnie się udało! Na Twojej stronie internetowej znalazłam dotyczące Ciebie opisy pochodzące z różnych mediów. Między innymi zostałeś nazwany „pasjonatem z misją”. Jaką masz misję?

Mam umowę z Panem Bogiem. Trudno mówić o „umowie” z Panem Bogiem, to właściwie jest taki jednostronny list zaufania. Podczas jednej z moich wypraw do Peru przeżyłem sytuację, w której zagrożone było moje życie. Wtedy powiedziałem sobie: „Panie Boże, jeśli mnie uratujesz, to ja od tej pory będę mówić o Tobie. To, co będę robić, będzie na Twoją chwałę”. Staram się mówić ludziom, że warto się modlić - jestem tego dobrym przykładem, ponieważ de facto parę razy „namacalnie” spotkałem swojego Anioła Stróża. Kilka razy uratował mi życie. To nie jest misja lansowania samego siebie (choć tak to może wyglądać - że się lansuję w mediach). Ale wydaje mi się, że w każdym z tych programów staram się przemycić pewne treści duchowe. Podróżowanie dla samego podróżowania jest fajne, ale do niczego nie prowadzi. Wybrałem tę drogę, aby poznać siebie, swoją misję


FOT. SXC.HU

i Pana Boga. Polecam to wszystkim, którzy podróżują po świecie, bo to jest w podróżowaniu najfajniejsze. Do czego chciałbyś zainspirować ludzi?

Do tego, żeby mieli odwagę. Pamiętam, że na moich pokazach wielu ludzi pytało mnie: „Stefan, ale jak zacząć? Jak ty zacząłeś?”. Wtedy odpowiadam: „Nie miałem żadnych „pleców”, jeśli chodzi o wsparcie mediów lub wsparcie sponsorskie, pojechałem za własne pieniądze, które zbierałem przez pięć lat studiów. Nie znałem języka, ani nie miałem doświadczenia.” Wszyscy mówią: „Pojechałbym tak jak ty, ale muszę mieć przecież pieniądze, jakieś zaplecze.” Ja jestem zdania, że jeśli człowiek ma marzenia, które są dobre, to one nie są tylko wymysłem. To jest rzecz z góry. Chodzi o to, abyś miał odwagę za tym pójść. Do tego właśnie namawiam: aby pójść za głosem swojego serca. Trzeba pójść krok dalej, niż się wydaje, że można. Na jakiej podstawie sądzisz, że każdy z ludzi ma jakąś misję lub powołanie?

Na podstawie mojej wiary. Mam głębokie przekonanie, że każdy człowiek jest do czegoś powołany. Nie ma dryfowania - nie żyjesz dla życia, dla konsumpcjonizmu - po to, aby pić herbatę i jeść słodycze. Bo to się kiedyś skończy. Masz pewną misję na ziemi.

W tle Cerro Torre, góra na południu Patagonii Na spotkaniu mówiłeś, że przez całe studia zbierałeś pieniądze. Od początku studiów wiedziałeś, że gdzieś wyjedziesz?

Przez pierwsze lata zbierałem, bo prawo jazdy trzeba było zrobić, utrzymać się. Dopiero kiedy byłem na trzecim roku, zdecydowałem, że będę chciał wykorzystać je na coś takiego jak podróże. Pomyślałem, że warto trochę więcej zaoszczędzić, bo moja misja już klarowała mi się w głowie i doszedłem do wniosku, że to chyba będzie to. Wiedziałem, że na początku chcę pojechać do Argentyny albo do Boliwii. Na ile podróżowanie było Twoim wyborem, Twoim marzeniem, a na ile „bakcylem”, który zaszczepił Ci tata alpinista?

To był główny powód, bo trzeba mieć mentora w życiu. Tata jest moim mentorem pod tym względem. Nauczył mnie życia w podróży: jak pakować plecak, jak „zrobić” wodę w lesie, jak rozbić namiot na lodowcu, jak się wspinać. Kiedy byłem mały, pokazał mi album ze zdjęciami z różnych gór świata i wtedy zobaczyłem Cerro Torre, górę na południu Patagonii. Pomyślałem: „Bajka!”. (Jeśli dasz dziecku kredkę i powiesz mu: „Narysuj mi góry”, to ono bierze kredkę i rysuje takie „zęby”. Tak właśnie wygląda Cerro Torre.) Powiedziałem sobie, że kiedy będę dorosły, to tam pojadę. O tym rejonie mówi się „koniec świata”, bo leży daleko od wszystkiego, ale jest piękny, surowy. Tata nigdy nie był w Patagonii, więc moja podróż była jakby w jego imieniu. Kiedy po powrocie pokazałem mu zdjęcia, a on powiedział: „Jak tam jest pięknie! Fajnie, że tam pojechałeś!”, czułem satysfakcję. W pewien sposób tata był tam ze mną. Można powiedzieć, że spłaciłem „dług wdzięczności” wobec niego.

Kiedyś czytałam w „Gazecie Polskiej Codziennie” artykuł pt. Romantyczna więź na linie...

Tak, to jest artykuł o moim tacie! Wspinał się w latach 80., nawet trochę wcześniej, kiedy jeszcze mnie nie było na świecie. Gdy oglądałem jego pożółkłe slajdy, zobaczyłem inną kulturę wspinaczki, niż jest teraz. Dzisiaj są to bardziej wyścigi. Kto zrobi większą trasę? 5+, może 6+, a może siódemkę (skale trudności dróg wspinaczkowych - przyp. red.)? Dla sportu. A ja patrzyłem na ludzi idących w starych sztruksach, czerwonych kaskach, puchówkach, z których słynęli polscy alpiniści i... to było takie prawdziwe. Pamiętam opowieści taty o tym, że kiedy wchodzili, to się nie liczyło, kto będzie pierwszy na szczycie. To było braterstwo więzi na linie. To był sposób na życie. Teraz może to brzmi pompatycznie, ale ja w to wierzę. Trochę tęsknię do tego. Był okres, że się wspinałem, ale nie poczułem tego, co on poczuł. Kiedy byłem na wspinaczkach w Tatrach, źle się czułem wśród ludzi, którzy siedzieli w „Betlejemce” (Centralny Ośrodek Szkolenia Polskiego Związku Alpinizmu na Hali Gąsienicowej - przyp. red.) albo w innych obozach. Tam była rywalizacja. Siedzieli przy herbatce w tych swoich czapkach i się chwalili, jak to dzisiaj było. Pomyślałem sobie: „O to tu chodzi?”. Mój tata opowiadał, że kiedyś siedzieli w schronisku, było ich pięciu, sześciu dwudziestokilkuletnich mężczyzn i przekomarzali się: „A ja to bym za tę ścianę dał sobie obciąć palec!”, „A ja bym dał całą rękę odciąć” itd. A gdzieś w kącie izby siedział przy herbatce jakiś starszy facet. Spytali go: „A pan? Co pan dałby za tę ścianę?”. „Nic bym nie dał” - odpowiedział „To nie jest warte życia. Góry nie są celem samym w sobie. To jest środek do celu. Nie ma po co obcinać sobie palców. To ma być przyjemność, pasja, a nie robienie czegoś dla szpanu.” Ten człowiek to był Andrzej Heinrich, wybitny polski himalaista, już nieżyjący. Miał na koncie najlepsze trasy w Alpach i Himalajach! To mi utkwiło w pa-


mięci i z tej opowieści postanowiłem stworzyć główny wątek artykułu w „GPC”.

FOT. SXC.HU

Kiedy czytałam ten artykuł i jeszcze Cię nie znałam, wydawało mi się, że napisał go jakiś starszy człowiek. Nie uważasz, że jesteś człowiekiem „z innej epoki”?

Jestem. Mam świadomość, że jestem człowiekiem, który powinien urodzić się najlepiej w romantyzmie, bo przejawiam tendencje do upiększania świata i działania dla idei, co dzisiaj może się wydawać zupełnie niepotrzebne. Jest mi z tym dobrze. Lubię być inny niż wszyscy. Może się wydawać, że jestem strasznie pyszny, ale nie o to chodzi. Grunt to być sobą. I to jestem właśnie ja. Po spotkaniu na Wydziale Politologii UMCS studenci pytali mnie, co z językiem. Jaki był poziom twojego hiszpańskiego przed wyjazdem do Ameryki Południowej?

FOT. KUBA FEDOROWICZ

› ›

Tak się śpi w dżungli. W hamaku z bardzo drobną moskitierą [na zdjęciu Czerniecki w Wenezueli] Pierwszy raz kiedy tam pojechałem, poszedłem na żywioł. Znałem tylko włoski, który jest z tej samej rodziny, co hiszpański. Ale to jest mniej więcej tak, jakby gadać po polsku z Czechem. Kiedy mówiłem do ludzi w Buenos Aires po włosku, to oni mnie rozumieli, ale kiedy oni odpowiadali po hiszpańsku ja nic nie rozumiałem. Przez trzy miesiące pobytu w Argentynie, Chile i Boliwii zacząłem łapać hiszpańskie słówka i je wplątywać do mojego włoskiego. Taki mix-post. I oni się ze mnie trochę śmiali, bo już nie mówiłem ani po hiszpańsku, ani po włosku, mówiłem po swojemu. Później pojechałem do Ekwadoru, do Wenezueli i hiszpański stał się moim językiem wiodącym. Włoskiego już właściwie nie używam. Wciąż jednak twierdzę, że mój hiszpański jest fatalny, że mówię

takim bełkotem „Kali być”, „Kali mieć”. I choć jest wystarczający, aby się porozumieć z ludźmi, cały czas się go uczę. A ludziom, którzy szukają argumentu, żeby nigdzie nie jechać („nie mam pieniędzy”, „nie znam języka”), zawsze mówię: język nie jest taki ważny. Oczywiście łatwiej jest, jeśli znamy angielski, ale jeśli nawet człowiek będzie machał rękami przed panem w okienku, że chce jechać na południe, pokaże mapę, to kasjer będzie zachwycony, że przybysz próbuje, że się stara i nawet się przed nim trochę upokorzył, bo nie zna języka i tak się wygłupia. Ale to jest piękne. Wtedy człowieka bardziej cenią i kochają. Uczmy się języków, jak najbardziej, ale jeśli jeszcze żadnego nie znamy, nie mówmy, że to koniec, że nie jedziemy. Kiedy zdecydowałeś, że podróżowanie będzie twoim sposobem na życie i źródłem utrzymania?


To się ciągle „dzieje”. Przez cały czas „sprawdzam się”, czy to jest sposób, dzięki któremu mogę się utrzymać i który może być moim sposobem na życie. Chciałbym, żeby tak było, bo faktycznie wszystko świadczy o tym, że w tym czuję się najlepiej, to jest moja pasja. Ale czy tak jest? Wydaje mi się, że to się będzie okazywało jeszcze przez kilka lat. Czy to rzeczywiście jest to, co mi się podoba, co podoba się Panu Bogu. Pracowałem w różnych miejscach, ale to nie było TO. Została mi pasja podróżnicza, pisanie książek, artykułów, robienie „show” podróżniczych. Rodziny bym z tego nie utrzymał w tej chwili, więc cały czas muszę rozszerzać profil działalności. Bardzo bym chciał, aby to był sposób na życie, bo wydaje mi się, że to jest dobre. A moim zdaniem, jeśli człowiek robi coś dobrego, to Bóg mu błogosławi, a jeżeli nie, to nie. Więc jeśli się nie uda, to znaczy, że to nie było TO. Współpraca Weronika Machała

z czerniecki.net: STEFAN CZERNIECKI - podróżnik, dziennikarz, autor książki „Dalej od Buenos”, członek Alpinus Expedition Team. Eksplorator dziewiczych rejonów świata - przede wszystkim ukochanej przez niego Ameryki Południowej. Teksty jego autorstwa publikują m.in.: „Rzeczpospolita”, „Nowe Państwo”, „Gazeta Polska Codziennie”, „Polonia Christiana”, „npm”, „National Geographic-Traveler”, „Podróże”, „Poznaj Świat”. Zarażony przez ojca-alpinistę miłością do gór od dzieciństwa marzył, aby podejść pod ścianę przepięknej Cerro Torre. Pierwsza okazja nadarzyła się, gdy obronił pracę magisterską w Katedrze Kartografii Wydziału Geografii Uniwersytetu Warszawskiego. Gdy zakosztował smaku niezależnej eksploracji, nie było już odwrotu. Przewędrował Argentynę, Chile, Boliwię, południową Brazylię, Peru i Ekwador, Wenezuelę, Kambodżę, Laos, Wietnam, Tajlandię, Indie, Nepal...

Reportaż od podszewki ALEKSANDRA PUCUŁEK

JEST ZNANA W CAŁEJ POLSCE, BUDZI ZAINTERESOWANIE WIELU STUDENTÓW, A PRZEDE WSZYSTKIM UCZY, JAK ODKRYĆ SWOJE PASJE. W SIENNICY RÓŻANEJ ODBYŁA SIĘ CZWARTA EDYCJA WAKACYJNEJ AKADEMII REPORTAŻU IM. RYSZARDA KAPUŚCIŃSKIEGO (1-15 LIPCA 2012). To dopiero czwarta edycja, a już odniosła taki sukces. Kilka lat wcześniej dzwoniłem do wykładowców z uniwersytetów, reportażystów, tłumaczyłem, czym jest akademia i pytałem, czy poprowadziliby zajęcia. Dziś już nie muszę tego wyjaśniać, moi rozmówcy wiedzą o Akademii i chętnie biorą w niej udział – wyjaśnia główny pomysłodawca i organizator WARRK-u, redaktor Franciszek Piątkowski. Tegorocznej edycji przyświecało hasło „Autor i jego dzieło”. Wykładowcami Akademii były osoby, które wydały ważne reportażowe książki. Zajęcia poprowadzili m.in.: Mirosław Ikonowicz („Hombre Kapuściński”), Marek Miller („Pisanie. Z Ryszardem Kapuścińskim rozmawia Marek Miller”), Małgorzata Szejnert („Dom żółwia. Zanzibar”), a także reportażyści „Dużego Formatu”, np.Witold Szabłowski („Zabójca z miasta moreli. Reportaże z Turcji”). – Było tak, jak na obrazie Rembrandta „Lekcja anatomii doktora Tulpa”: kładliśmy reportaż na stole, cięliśmy i patrzyliśmy, co jest w środku – opowiada redaktor Piątkowski. W Akademii wzięło udział prawie czterdziestu studentów i licealistów z całej Polski. – Pojechałam do Siennicy, bo chcę  w przyszłości pisać. Żeby moje marzenie się spełniło, muszę się rozwijać, szkolić. I tam miałam ku temu okazję. To nie były tylko ćwiczenia i wykłady, ale coś więcej – wyjaśnia Diana Kubów, studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na UMCS-ie. W tym roku zajęcia podzielone były na specjalności: reportaż prasowy, radiowy i telewizyjny. Młodzież mogła również uczestniczyć w warsztatach z dziennikarstwa internetowego i z fotografii. – Zafascynował mnie pan Bolesław Lutosławski, słynny fotograf, który prowadził z nami zajęcia z alchemii portretu.

Dzięki niemu odkryłam swoją pasję i teraz mam odwagę, żeby ją rozwijać. Pan Lutosławski zdradził nam, że gdy się kogoś fotografuje, to kradnie mu się cząstkę duszy – relacjonuje Beata Marzec, studentka psychologii UMCS. – Mnie najbardziej podobały się zajęcia z dziennikarstwa internetowego. Mogliśmy poczuć na własnej skórze, jak wygląda praca w prawdziwej redakcji, w której panuje pośpiech i zamieszanie. Również zajęcia z panem redaktorem Zdanowiczem z reportażu telewizyjnego pomogły mi uświadomić sobie, na czym polega praca prawdziwego dziennikarza – wspomina Katarzyna Niedziela, studentka historii oraz dziennikarstwa i komunikacji społecznej. – Przez te dwa tygodnie nauczyłam się więcej niż przez rok studiowania – dodaje. Warsztaty odbywały się w małej, malowniczej wiosce niedaleko Krasnegostawu. Jest to ziemia „ojca literatury polskiej”, Mikołaja Reja, a za sprawą WARRK-u miejscowość ta związana jest teraz także z osobą Ryszarda Kapuścińskiego. Jak przyznają uczestnicy warsztatów, jest to miejsce niezwykłe - mieszkańcy podobno posiadają pozytywną energię. Miejsce zdaje się idealne dla twórców. – Cisza i spokój Siennicy nastrajają do przemyśleń na tematy, nad którymi na co dzień nawet się nie zastanawiamy. Tutaj nic nas nie goni, wręcz przeciwnie, zachęca do zatrzymania się, refleksji – tłumaczy Beata Marzec – To takie nasze ,,relanium” – śmieje się. Dwóch tygodni spędzonych w Siennicy nie można jednak nazwać wyjazdem na wakacje. Franciszek Piątkowski używa określenia „przyjemne kamieniołomy”. Studenci często do późnych godzin przygotowywali materiały, pisali reportaże i uczestniczyli w warsztatach. Jak przyznają, opłacało się. – Wykładow-

13


PO STUDENCKU AKADEMIA REPORTAŻU/T. PATORA

FOT. ALEKSANDRA PUCUŁEK

się z nami swoimi doświadczenia› cymi.dzielili Mówili, jak zacząć reportaż, jak ważny

trzeba tylko umieć ją odkryć. Zdałam sobie z tego sprawę po zajęciach z reportażu prajest szczegół, jak rozmawiać z ludźmi. Po- sowego z Markiem Millerem – tłumaczy Bedobno wystarczy dużo uśmiechu, plecak ata. – Przede wszystkim poznaliśmy dziennikarzy, ich sposób bycia, środowisko, metody pracy. To jest bezcenne – opowiada uczestniczka Akademii, Ewelina Skrzyńska, studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Zdaniem Piątkowskiego fenomen WARRK-u tkwi przede wszystkim w ludziach. Wykładowcy byli zachwyceni młodzieżą, młodzież zachwyciła się wykładowcami. – Reportażyści dzielili się z nami nie tylko swoją wiedzą. Po zajęciach siadali razem z nami przy grillu czy Red. Piotr Zdanowicz poprowadził zajęcia z re- piwie. Rozmawialiśmy do portażu telewizyjnego rana o wszyst­kim: o studiach, dziennikarstwie, ale też o muzyce, teatrze i o rzeczach banalnych – mówi Diana. – Nie z kanapkami i kciuk wysunięty do góry, aby wspominając już o Franku, który traktował powstał dobry tekst. Od pytania: „Czy pan/ nas jak swoje dzieci. Dla każdego znalazł pani pali?” można zacząć ciekawą znajo- czas, pochwalił, poradził, co poprawić mość – opowiada Diana. – Każdy człowiek w tekstach – wspomina Beata. – Jednym danosi w sobie historię, którą warto opisać, wał życiowe rady, innych leczył ziołami. Do

UWAGA

NA TOMASZA PATORĘ! STUDENCKIE KOŁO DZIENNIKARSKIE WYDZIAŁU POLITOLOGII UMCS „ŚCIĄGNĘŁO” DO LUBLINA TOMASZ PATORĘ, DZIENNIKARZA ŚLEDCZEGO, WSPÓŁAUTORA REPORTAŻU UJAWNIAJĄCEGO NEKROAFERĘ W ŁÓDZKIM POGOTOWIU (PT. „ŁOWCY SKÓR”), ZA KTÓRY WSPÓLNIE Z MARCINEM STELMASIAKIEM OTRZYMAŁ NAGRODĘ GRAND PRESS W 2002 ROKU.

14

FOT. EWELINA KWAŚNIEWSKA

jego pokoju ustawiały się kolejki. Też czekałam tam zdenerwowana na ocenę mojego tekstu, potem po temat reportażu – dodaje Diana. Podczas dwutygodniowych warsztatów każdy miał za zadanie znaleźć dowolny temat i stworzyć reportaż. Teksty napisane przez uczestników publikowane są w książce pod tytułem „ARRKA”. W tym roku młodzież dostała też indeksy. Wręczyła je Alicja Kapuścińska, honorowy rektor Akademii. Za rok planowana jest kolejna edycja Akademii - będzie to piąta, jubileuszowa odsłona. W związku z tym organizatorzy szykują niespodzianki. – Już zaprosiliśmy wielu wybitnych reportażystów. Będzie więcej warsztatów, więcej pracy, ale też więcej satysfakcji. Pisanie reportażu jest sztuką i my chcemy tej sztuki nauczyć młodych, zdolnych ludzi – wyjaśnia Franciszek Piątkowski. – Jechałam do Siennicy z drżącym sercem, bo nie wiedziałam, czy sobie poradzę. Wracałam z plecakiem książek, z głową pełną pomysłów, rad i wskazówek. Nigdy nie zapomnę tamtej atmosfery, ludzi, z którymi mogłam naprawdę o czymś porozmawiać, a także wykładowców, którzy chcieli nam dać jak najwięcej. Mam nadzieję, że nowe przyjaźnie nie pozwolą mi tak łatwo zapomnieć o Siennicy i oczywiście, że za rok też tam będę – podsumowuje Diana.

REPORTAŻYSTA MA NA KONCIE TAKŻE WIELE INNYCH SUKCESÓW, M.IN. OTRZYMAŁ NAGRODĘ ZA REPORTAŻ TELEWIZYJNY NA PRZEGLĄDZIE FORM DOKUMENTALNYCH „BAZAR”, A W 2010 ROKU STUDENCI DZIENNIKARSTWA Z CAŁEJ POLSKI WYBRALI GO „DETONATOREM ROKU” W PLEBISCYCIE „MEDIATORY”. W NASTĘPNYM NUMERZE „POLFORMANCE” - WYWIAD Z TOMASZEM PATORĄ! SPOTKAJMY SIĘ W SIECI. PISZCIE DO NAS, KOMENTUJCIE, BĄDŹCIE NA BIEŻĄCO! ZACHĘCAMY DO POLUBIENIA NASZEGO FANPAGE’A NA FACEBOOKU: FACEBOOK.COM/ POLFORMANCE

Polformance nr 2/2012


PO STUDENCKU PRZYJAŹŃ POLSKO-WĘGIERSKA

PROJEKT EUNIKA CHOJECKA

Polska i Węgry mogą być przykładem Z PROF. LÁSZLÓ ZICHY, WĘGIERSKIM PSYCHOLOGIEM POLITYCZNYM, ROZMAWIA MARCIN SZPAK

W

swoich wystąpieniach i publikacjach postuluje Pan konieczność zmiany mentalności Europejczyków. Co jest powodem tej „krucjaty”?

Mieszkam w Europie i czuję się jej obywatelem, co nie przeszkadza mi być bardzo związanym z moim krajem. Jeśli chodzi o Unię - poza swobodami, jakie nam daje, widzę również pewne niepokojące zagrożenia społeczne, które „powoduje”. Jakie to są zagrożenia i jaką ma Pan na nie receptę?

Unia Europejska w obecnym kształcie i funkcjonowaniu dzieli kontynent - jego społeczeństwo. Rodzą się w wyniku tego napięcia społeczne, rośnie brak zaufania do instytucji Unii. Uważam, że lekarstwem na tę sytuację jest głęboka współpraca ekonomiczna, gospodarcza, a także naukowa pomiędzy krajami członkowskimi przy wykorzystaniu historycznych tradycji w stosunkach międzynarodowych. Ma Pan na myśli Polskę i Węgry?

Tak, jak najbardziej. Nasze państwa mają ze sobą wiele wspólnego. Nasza przyjaźń ma wieloletnią historię. Współpraca polsko-węgierska sięga przecież średniowiecza, o czym facebook.com/polformance

warto pamiętać i mówić, a w szczególności wykorzystywać ten fakt w obecnych relacjach. Jak Pan widzi w takim razie polsko-węgierską współpracę „na dzień dzisiejszy”?

Ważnym jest, aby współpracę między naszymi krajami wzmacniać od podstaw. Nie mówię tu o dyplomacji, aczkolwiek jest ona bardzo ważna, ale o współpracy naukowej – na to powinniśmy zwrócić większą uwagę niż na polityczne rozgrywki. Bądźmy przykładem dla innych krajów, twórzmy wspólne szkoły, uczelnie, zespoły badawcze itd. W ten sposób można stworzyć mikroekonomię i przeciwstawić ją europejskiej biurokracji, która w zastraszającym tempie się rozrasta i „chwieje” zaufaniem publicznym Europejczyków.

dzam Polskę. Jest to znakomitym fundamentem dobrej współpracy. Jedyną przeszkodą jest brak podstawowych informacji, na bazie których taką współpracę moglibyśmy budować. Czy potępia Pan w takim razie idee globalizmu i kapitalizmu, które są popularne w Europie?

Nie jestem przeciwnikiem tych dwóch idei. Natomiast twierdzę, iż w obecnym kształcie wyniszczą Europę oraz podzielą społeczeństwo tak głęboko, że zaufanie publiczne spadnie nie-

mal do zera. Jestem zdania, że mikroekonomiczne stosunki takich państw jak Polska i Węgry mają szansę stać się przykładem dla reszty krajów UE oraz mogą usprawnić jej obecny system i strukturę. Należy zawsze szukać wspólnego języka, co za tym idzie wspólnych interesów, aby Europa była Europą kompromisu, a nie podziałów i waśni społecznych oraz narodowościowych. Tłumaczenie: Marcin Szpak

REKLAMA

To są wielkie słowa i szczytne cele, ale czy nie czuje się Pan osamotniony w swoich przekonaniach?

Wręcz przeciwnie. Moja wieloletnia współpraca z Polską i Polakami napawa mnie optymizmem, pozwala mi też wierzyć, że nie jestem sam i że mój apel o współpracę, odbijać się będzie coraz większym echem. Polacy są bardzo emocjonalnym i otwartym narodem, czego doświadczam ilekroć odwie-

15


PO STUDENCKU BAŁKAŃSKIE KLIMATY DR ZDRAVKO STAMATOSKI, WYKŁADOWCA UNIWERSYTETU OPOLSKIEGO I TŁUMACZ JĘZYKA MACEDOŃSKIEGO W ROZMOWIE Z KATARZYNĄ KRĘPSKĄ

Kod polsko-macedoński

J

FOT. WIKIMEDIA COMMONS/MATRIX

ak zaczęła się Pana przygoda w Polsce? Co wpłynęło na to, że postanowił Pan tutaj przyjechać i zostać na stałe?

Często na pytanie: „Jak Pan się dostał do Polski?” odpowiadam: „Pociągiem”. (śmiech) Wtedy nie stać mnie było na samolot. To oczywiście żart! Jak to było? O Boże, dawno temu… Byłem dobrze zapowiadającym się, ambitnym, młodym wykładowcą na Uniwersytecie Świętych Cyryla i Metodego w Skopje. Miałem problemy ideologiczno-polityczne z ówczesnymi władzami, „mało przydatne” w karierze naukowej, w trakcie której, żeby się wybić, trzeba było korzystać z różnych koneksji, „pleców” itd. Postanowiłem pojechać do kraju, który kojarzył mi się historycznie z wielką, wieczną walką o niezależność i niepodległość. To była Polska. Po pierwszym roku wiedziałem, że ja tutaj zostanę! Wyjechałem do Polski w 1989 roku na dwa lata. Podczas tego pobytu wybuchła wojna (na Bałkanach - przyp. red.). Prof. Julian Kornhauser, słynny działacz „Solidarności”, polski poeta, prozaik, krytyk literacki, powiedział mi: „Po co Pan będzie wracał do Macedonii? Zostanie Pan jeszcze rok”. Namawiał mnie do tego również prof. Aleksander Naumow, slawista i mediewista Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zostałem rok, dwa, trzy, cztery… Zacząłem wykładać na Uniwersytecie Jagiellońskim, na Uniwersytecie

16

Śląskim w Katowicach. Potem zrobiłem sobie małą przerwę, wróciłem do Macedonii z nadzieją, że może coś się poprawiło… Ale z powrotem spakowałem walizkę i znalazłem się tym razem w Opolu. Od tamtej pory objechałem praktycznie całą Polskę. Współpracuję z różnymi uczelniami - od dzisiaj z Uniwersytetem Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie! I tak to trwa, widzi Pani, już od 23 lat. Na jednym z portali internetowych znalazłam jednak Pańską wypowiedź, że mimo wszystko, to Skopje jest dla Pana domem.

Ach... Lepiej mnie o to nie pytać… Widzę, że wy, studenci UMCS-u, zauważyłem to też podczas spotkania (na Wydziale Politologii UMCS przyp. red.), jesteście naprawdę świetnie wyszkoleni, „myślicie

swoją głową”. Tego wymagam od swoich studentów. Dobrze Pani to ujęła, Skopje jest moim sercem, moją duszą, a ciało jest tutaj, w Polsce. Trudno nazwać mnie poznanianinem, krakowianinem, czy opolaninem… Jestem przywiązany do całego kraju, do całej Polski, kocham, uwielbiam Polaków. Dla mnie Polacy są narodem uczciwym, prawowitym, zdolnym, walecznym. Często się mówi, o antysemityzmie, nacjonalizmie... Uwierzy mi Pani, że nikt przez te lata mnie nie

obraził - ani narodowościowo, ani wyznaniowo, ani obywatelsko?! A miałem styczność z tysiącami Polaków. Tutaj żyję, tu mieszkam - w polsko-macedońskiej rodzinie. Ożeniłem w Polsce. No to jak? Dlaczego jesteśmy aż tak krytyczni wobec siebie?

potrzebuje. Ale Bałkany też mnie potrzebują. I staram się funkcjonować jako taki pomost. Tak, jak „most wyszehradzki”, o którym mówiłem na spotkaniu - który łączy chrześcijan i muzułmanów, Wschód i Zachód, Północ i Południe. Ja tak właśnie funkcjonuję.

Czy rzeczywiście my, Polacy, jako naród nieustannie walczący o niepodległość, o wolność, o godne miejsce na arenie międzynarodowej, jesteśmy swego rodzaju wzorem dla narodów bałkańskich?

SPOTKANIE Z DR. ZDRAVKO STAMATOSKIM PT. „MIĘDZY PRAWOSŁAWIEM A ISLAMEM. KULTUROWE UWARUNKOWANIA SYSTEMÓW POLITYCZNYCH PAŃSTW BAŁKAŃSKICH” ZORGANIZOWAŁ ZAKŁAD TEORII POLITYKI I METODOLOGII POLITOLOGII WRAZ Z KOŁEM NAUKOWYM STUDENTÓW STUDIÓW WSCHODNIOEUROPEJSKICH. WYDZIAŁ POLITOLOGII UMCS, 25.10.2012 R.

Żeby Pani wiedziała, że tak. To nie są jakieś kurtuazyjne słowa, czy kalkulacja, że teraz udzielam wywiadu i muszę tak odpowiadać. Mówię to, jak to Polacy określają, „prosto z mostu”. Szczególnie dla nas, dla mniejszych narodów, zawsze byliście

wzorem. „Byliście”. Ja też mam obywatelstwo polskie przecież. (śmiech) Widzi Pani, funkcjonuję „dwukodowo”. Jeden kod mam polski, a drugi - macedoński. Kiedy przekraczam granicę Bałkanów, nie ważne, czy to jest Serbia, Chorwacja, czy Macedonia - ubieram fartuch, udaję się do mojego warsztatu... Nie zapominam wtedy o Polsce, ale tak jakby odkładam na drugi plan. Wiem, że jest - że ta Polska czeka na mnie i mnie

W tle Jezioro Ochrydzkie - najstarsze w Europie, Macedonia

Polformance nr 2/2012


HISTORIA WRZESIEŃ 1939

Wrześniowe mity PAWEŁ WRONA

KAŻDY NARÓD MA W SWOJEJ PRZESZŁOŚCI OKRES LUB WYDARZENIE, KTÓRE NIE DAJĄ MU SPOKOJU. W NASZYM PRZYPADKU JEST TO WRZESIEŃ 1939 ROKU.

FOT. WIKIMEDIA COMMONS/JERZY PIORKOWSKI (1957) MIASTO NIEUJARZMIONE, WARSZAWA: ISKRY NO ISBN

K

ampania wrześniowa jest jednym z naszych najwznioślejszych mitów i największych kompleksów. Z jednej strony stanowi koniec pięknych (chociaż dla niektórych mrocznych) lat 30., czy całego międzywojnia, epoki Piłsudskiego, Dmowskiego i Daszyńskiego. Dumnej polskiej armii i z sentymentem wspominanej szybkiej kolei. Wrzesień był swego rodzaju próbą osiągnięć dwudziestolecia. Czym okazał się w obliczu niemieckiej i sowieckiej agresji dorobek II Rzeczypospolitej? I czym była ona sama? Wielką Polską mocarstwową? Kolosem na glinianych nogach? Młodym państwem na dorobku? A może efemerydą, wydmuszką skazaną na zagładę? Snem, który rozwiał się, gdy tylko powiał wiatr historii? Każdy koniec jest jednak również początkiem. Wrzesień 1939 roku był przecież preludium do II wojny światowej, która radykalnie zmieniła oblicze Polski. Był początkiem końca II RP - zagłady jej elit. Żołnierze i intelektualiści, którzy przetrwali wrzesień, kończyli w łapankach, obozach, w Katyniu. Ci, którzy przeszli przez wojenne sito, zostali złożeni w ofierze nowemu światu, który rodził się pod okiem Wielkiego Brata. Wraz z nimi konał etos przedwojennego inteligenta, sanacyjnego oficera, żołnierza i obywatela. Wrzesień był też smutną zapowiedzią przemodelowania narodowego i etnicznego charakteru Polski. Żydzi, którzy (niezależnie od przyczyn) witali czerwonych i brunatnych okupantów kwiatami, mieli wkrótce zniknąć z polskich miast i miasteczek. Po nich wymazani zostali Ukraińcy, wysiedleni w wyniku akcji „Wisła”, próbujący uprzednio pozbyć się Polaków przy pomocy czystek etnicznych. Idealizowana dziś, w epoce (zmierzchu?) multikulturowości, Rzeczpospolita Wielu Narodów odchodziła w niepamięć. Czy dało się tego wszystkiego uniknąć? Przecież tak niewiele brakowało… Wystarczyło, żeby kilka francuskich dywizji zechciało się przesunąć. Albo żebyśmy wytrzymali kilka dni dłużej. Jeszcze trochę, a ryzykowne zagranie Hitlera zakończyło-

18

Orędzie prezydenta RP Ignacego Mościckiego ogłaszające stan wojny z Niemcami, 1 września 1939 roku by się klęską, gdy… Niemcom zabrakłoby amunicji. Z całą pewnością moglibyśmy przejść do skutecznej kontrofensywy, gdyby nie agresja sowiecka 17 września. A może przyczyn klęski trzeba doszukiwać się w okresie wcześniejszym? Polski wywiad stosunkowo szybko zorientował się, że w starciu militarnym z III Rzeszą jesteśmy bez szans. Jak świadczy to o naszej armii? Historycy nie są zgodni w ocenach wojska II RP. Wciąż analizowane są nowe wątki, odkrywane nowe źródła. Dużo wiemy o akcji przygotowywania społeczeństwa do wojny przez sanacyjną propagandę i liczne organizacje społeczne, ale stan wojska polskiego nieustannie rodzi pytania. Akademicki dyskurs wciąż się toczy, a my dalej skazani jesteśmy na wybór pomiędzy przejaskrawioną wizją supernowoczesnej armii o wysokim morale, a mitem szarżowania z szabelką na czołgi. Kolejne znaki zapytania dotyczą polityki zagranicznej sanacyjnych władz. Jedni (najczęściej zwolennicy endecji) twierdzą, że była beznadziejna i pozbawiona reali-

zmu, inni (zazwyczaj spadkobiercy piłsudczyków) - uparcie bronią linii politycznej ministra Becka. Na fali tej dyskusji wraca historyczne „chciejstwo”, czasem przybierające naukowe formy. Od pewnego czasu historycy posługują się tzw. historią kontrfaktyczną, dobrze znaną jako tzw. historia alternatywna lub prozaiczne „co by było, gdyby…”. Niejednokrotnie jest to cenne narzędzie badawcze, które pozwala nam uzmysłowić sobie wagę jakiegoś wydarzenia i jego skutków. W tym właśnie kontekście furorę robi kontrowersyjna książka Piotra Zychowicza „Pakt Ribbentrop-Beck”, który szuka odpowiedzi na pytania związane z możliwościami uniknięcia klęski i stara się wyjść naprzeciw kompleksowi 1939 roku. Mamy problem z wrześniem. Widać to doskonale w obrazie kampanii w pamięci społecznej. Rokrocznie, pomimo licznych uroczystości, uczniom pierwszy września kojarzy się przede wszystkim ze szkołą, a studentom z ich własną „kampanią wrześniową”. Kobiety narzekają na jesienną depresję, a mężczyźni na pogodę. (Albo odwrotnie.) Gdy wreszcie zaczynamy myśleć o wrześniu w kontekście 1939 roku, wówczas zaczynamy się kłócić. Każda wojna rodzi mity. Z całą pewnością są nam one potrzebne. Jak pusta wydawałaby się nam, Polakom, I wojna światowa, gdyby nie mit Legionów Polskich wraz z wąsatą postacią ich dowódcy? Żołnierzom września towarzyszy do dziś mit ofiary. Jednym z najsłynniejszych starć jest dziś bitwa pod Wizną. To chyba najpopularniejsza dziś wrześniowa legenda, która zapewne zostałaby zapomniana, gdyby nie „odkrył” jej zespół Sabaton. Gdy jednak zbadać fakty, przejrzeć wszystkie zapisy i wspomnienia, okazuje się, że wrześniowe pomniki szarzeją od rys. Nie wszyscy bohaterowie Wizny walczyli do bohaterskiej śmierci, niektórzy poddali się Niemcom. Skąd te patetyczne przejaskrawienia? Częściowo odpowiedzialna jest zwykła ludzka potrzeba. Każda społeczność, szukając sensu istnienia, tworzy własne mity. Również jednostki potrzebują mitów. Chcemy wierzyć w to, że nasze istnienie ma jakiś sens, że skądś przybyliśmy i dokądś zmierzamy, że posiadamy jakieś korzenie i tożsamość. I że może być dumni ze swoich przodków. W mitach września tkwi jednak jeszcze drugie dno – polityczno-ideologiczne. Większość legend dotyczących kampanii wrześniowej narodziła się i ukonstytuowała przed 1989 rokiem. Polska Rzeczpospolita Ludowa powstała dzięki II wojnie światowej, więc szybko ten właśnie konflikt ten stał się mitem założycielskim nowej władzy.

Polformance nr 2/2012


FOT. WIKMEDIA COMMONS/IDENTISCHES BILD AUF S. 81 DES BUCHES „ERINNERUNGEN EINES SOLDATEN”, HEINZ GUDERIAN, KURT VOWINCKEL-VERLAG, HEIDELBERG, 1950./GUTJAHR

W komunistycznej propagandzie jedną z najważniejszych kategorii był „zły Niemiec”, który gdzieś za granicą czeka na sposobność, żeby rozpocząć drugą kampanię wrześniową. Nowa Rzeczpospolita komunistyczna miała być jedyną alternatywą dla starej, zniedołężniałej i faszystowskiej II RP. Także w tym przypadku wrzesień 1939 roku był idealny jako propagandowe narzędzie. Rozdmuchiwano więc wrześniowe mity, aż urastały do niebotycznych rozmiarów. Przesycona martyrologią lite-

katowickiej wieży spadochronowej - dzielna grupa harcerzy miała rzekomo stawiać przeciwnikowi opór, aż do momentu użycia przez Niemców artylerii. Co ciekawe, duchy września ożywiają dziś w większości narodowcy, którzy z jednej strony hołdują postkomunistycznym mitom, z drugiej kultywują tradycje Narodowych Sił Zbrojnych. Gdy emocje zawodzą, człowiek zwraca się w stronę rozumu, a zwłaszcza jego największego wytworu – w stronę nauki. Wy-

Wspólna parada Armii Czerwonej i Wehrmachtu 22 września 1939 roku, Brześć ratura, w której nadludzki wysiłek sąsiadował z rzeką krwi, zaspokajał nasze narodowe potrzeby i dawał jedynie słusznej partii prawo do istnienia. Bo przecież jeśli jej zabraknie, to… Historia lubi się powtarzać, prawda? Po 1989 roku jedyna partia zniknęła (zdaniem innych – wyewoluowała), a mity zostały. I żyją do dziś kultywowane przez tych, którzy wcześniej byli najbardziej zagorzałymi przeciwnikami komunizmu. Całkiem niedawno to właśnie prawicowcy zaczęli reanimować legendę facebook.com/polformance

padałoby, żeby to adepci sztuki historycznej rozwiali wszelkie wątpliwości września 1939. Więc jak to jest? Klęska czy jednak mimo wszystko zwycięstwo, choćby tylko moralne? Tymczasem historycy milczą. Z jednej strony naukowcy nie potrafią popularyzować wiedzy, pisząc książki, które czytają wyłącznie ich koledzy po fachu albo pasjonaci, którym chce się przebrnąć przez kilkaset stron naukowego żargonu i morze przypisów. Z drugiej – przyznajmy – historycy sami nie wiedzą, co o wrześniu sądzić.

Większość literatury powstała jeszcze „za komuny” i pełna jest większych lub mniejszych kompromisów z cenzurą i własnym sumieniem. Na uwagę zasługuje książka Leszka Moczulskiego „Wojna polska 1939”. Wydana w 1972 roku, wciąż wznawiana i aktualizowana nie jest jednak wolna od błędów i subiektywnych ocen. Dla niektórych także sama postać autora podaje w wątpliwość wiarygodność publikacji. Zgłębianie wrześniowych losów to bardzo trudne zadanie. W większości nie zachowało się to, czemu historycy z reguły dają wiarę, czyli archiwalia. Kto dbał o pisanie protokołów pod ogniem kaemów? Archiwa niemieckie wymagają zwykle kosztownej kwerendy, na którą Polakom brakuje pieniędzy. Mało kto jest skłonny przyznawać granty i stypendia na nową martyrologię. Pozostaje zatem to, co jest zmorą każdego badacza. Relacje. Nagrywane i spisywane wspomnienia to podstawowy materiał źródłowy w trakcie badań nad kampanią wrześniową. Jest to zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem. Z jednej strony relacje odkrywają ludzką twarz historii, z drugiej pełne są braków i zafałszowań. Są odbiciem ludzkiej pamięci, a ta, nawet przy najlepszych chęciach, jest zawodna. Wielu świadków historii świadomie ubarwia swoje wojenne losy, co widać szczególnie we wspomnieniach dotyczących Lublina w 1939 roku. Respondenci, którzy spisywali relacje przed 1989 roku niejednokrotnie liczyli na uzyskanie z tego tytułu korzyści materialnych. I to wszystko „stoi” przed bezradnym badaczem dziejów. Historyk pytany o wrzesień 1939 roku musi zatem odpowiedzieć z pokorą: Wiem, że nic nie wiem. Tę historię trzeba napisać od nowa. Są i tacy, którzy cieszą się z takiego obrotu sprawy. Ci, którzy wzorem Jokera lubią patrzeć, jak świat płonie albo druzgotać jak Nietsche stare kamienne tablice. Mity upadły, historia się skończyła. Można w spokoju oddać się teraźniejszości i rozrywkom epoki błogiego spokoju. Starzy bohaterowie nie są nam do niczego potrzebni. Zresztą, ile są warci? Rozdmuchane legendy pękły jak balony, które ktoś napełnił zbyt dużą ilością powietrza. Pozostała nam po nich pustka, którą trzeba wypełnić tym, co jest wokół nas. Jednak czy naprawdę wrzesień 1939 roku pozbawiony jest heroizmu? Czy zostają nam tylko obrazy paniki i defetyzmu? Wyobraźmy sobie przedwojennego oficera, żołnierza Legionów i Polskiej Organizacji Wojskowej, który przez całe dwudziestolecie nieustannie słyszał, że dzięki jego wysiłkowi Polska powstała z martwych. Czy mógł stać bezczynnie? Pmyślmy o młodym

19


HISTORIA WRZESIEŃ 1939 harcerzu, strzelcu, czy członkau› człowieku, Przysposobienia Wojskowego. Przez całą

swoją młodość był poddawany państwowo-sanacyjnej agitacji, która przekonywała go, że jest odpowiedzialny za ojczyznę i że w czasie wojny musi stanąć w jej obronie. Uczestniczył w masowych imprezach, opłacał składki na Fundusz Obrony Narodowej, obserwował działalność Ligi Obrony Przeciwlotniczej i Przeciwgazowej, która uczyła cywili, co robić w razie ataku gazowego. Czy ktoś taki mógł nie chwycić za broń?

Wyobraźmy sobie przedwojennego oficera, żołnierza Legionów. Czy ktoś taki mógł nie chwycić za broń?

REKLAMA STUDENCKIE CZASOPISMO NAUKOWE WYDZIAŁU PEDAGOGIKI I PSYCHOLOGII UMCS

SKORZYSTAJ, SPRÓBUJ, SPRAWDŹ! JEŚLI CHOCIAŻ JEDNA Z TYCH RZECZY NIE JEST CI OBCA,… PRZEPROWADZIŁEŚ BADANIA NAUKOWE LUB JESTEŚ NIMI ZAINTERESOWANY? CHCESZ ZOBACZYĆ SWOJE NAZWISKO W CZASOPIŚMIE? LUBISZ DZIELIĆ SIĘ SWOIMI OPINIAMI Z INNYMI? LUBISZ PISAĆ (NP. FELIETONY, ESEJE)? CHCESZ DOSTAWAĆ STYPENDIUM? JESTEŚ AMBITNY? SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI JUŻ DZIŚ! CZASOPISMO DAJE CI WIELE MOŻLIWOŚCI: - DO ROZWOJU NAUKOWEGO, - UZYSKANIA PUNKTÓW DO STYPENDIUM - UZYSKANIA SZYBKIEJ RECENZJI I PUBLIKACJI TWOICH TEKSTÓW!

KONTAKT: GAZETAPSYCHOLOGICZNAUMCS@WP.PL KNPUMCS.KEED.PL

REKLAMA

Ludzie nie lubią pustki. Muszą ją czymś wypełnić, dlatego jeden mit jest wypierany przez kolejny. Często robi to za nas sama historia. Mit Westerplatte trzyma się przecież mimo wszystko do dziś. Co więcej, nie został on pozbawiony heroizmu, gdy okazało się, że dowodzący placówką mjr Henryk Sucharski przeżył załamanie - jednego bohatera zastąpił inny – kpt. Franciszek Dąbrowski, faktyczny dowódca obrony. Także Wizna umocniła swoją legendę, gdy okazało się, że kpt. Władysław Raginis faktycznie wysadził się granatem (potwierdziły to prace archeologiczne i badania DNA). Mało kto pamięta dziś, że dzięki uruchamianej już w realiach września dywersji pozafrontowej powstały później struktury polskiego państwa podziemnego, którego pamięć przeżywa teraz renesans. (Na jak długo?) Mitów potrzebujemy dziś chyba bardziej niż kiedykolwiek. Może to one uratują pamięć o wrześniu, skoro większość z nas nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, co miało miejsce 17. dnia po wybuchu wojny… AUTOR JEST MAGISTRANTEM INSTYTUTU HISTORII UMCS

zapraszamy na kanał Studenckiego Koła Dziennikarskiego na YT: SKDUMCS 20

Polformance nr 2/2012


HISTORIA WYDZIAŁ POLITOLOGII

Niezwykła historia Wydziału Politologii UMCS

T

radycja mówi, że w XVI wieku pałac stojący przy Placu Litewskim miał należeć do rodu Radziwiłłów (stąd jego potoczna, stosowana do dziś nazwa) i być posagiem Barbary Radziwiłłówny dla Zygmunta Augusta. W rzeczywistości renesansowy, prawdopodobnie drewniany, pałac o funkcji mieszkalno-obronnej, należał pierwotnie do zasłużonego dla Lubelszczyzny rodu Firlejów. W czasie XVII-wiecznych zawirowań przeszedł na własność Ostrogskich, a w 1683 roku stał się własnością rodziny Lubomirskich. Za ich sprawą, na początku wieku XVIII, pałac był już rezydencją barokową, w przebudowie której uczestniczył architekt rodu Lubomirskich, Tylman z Gameren. Pałac miał jednopiętrową, charakterystyczną dla baroku, bryłę. Przyczyną zaniedbania pałacu była kolejna w jego dziejach zmiana właściciela. W 1722 roku córka Józefa Karola Lubomirskiego wyszła bowiem za mąż za Pawła Sanguszkę, a ponieważ na stałe zamieszkali oni w Lubartowie, pałac zaczął powoli popadać w ruinę. Ponadto mający miejsce podczas konfederacji barskiej pożar sprawił, że gdy w latach osiemdziesiątych XVIII wieku nabyli go Szeptyccy, nie mógł pełnić funkcji reprezentacyjnych. Zniszczony budynek został w 1801 roku zakupiony na publicznej licytacji przez burmistrza lubelskiego nazwiskiem Finke, który przekazał go rządowi. Pierwsze trzydziestolecie XIX wieku było okresem wielu przemian w zakresie szaty urbanistycznej miasta, co nazywano ogólnie porządkowaniem. To wtedy powstał Zamek Lubelski, Wieża Trynitarska, czy nowy ratusz miejski. Władze Królestwa Kongresowego bardzo szybko zajęły się także zapomnianym i opuszczonym gmachem pałacu Lubomirskich. Przystąpiono do zabezpieczania pozostałości pałacu, który w 1810 roku otrzymał prowizoryczne zadaszenie. Fakt ten prędko wykorzystano, czyniąc z pałacu... magazyn słomy. Sytuacja obiektu uległa znacznej

facebook.com/polformance

Tak obecnie prezentuje się Pałac Lubomirskich w Lublinie, gdzie mieści się Wydział Politologii UMCS FOT. WIKIMEDIA COMMONS/DAVID.MONNIAUX

HISTORIA PAŁACU LUBOMIRSKICH, W KTÓRYM MIEŚCI SIĘ OBECNIE WYDZIAŁ POLITOLOGII UMCS, ZWANEGO POTOCZNIE PORADZIWIŁŁOWSKIM, JEST CIEKAWA I STOSUNKOWO MAŁO ZNANA. JEGO DZIEJE WARTO NIECO PRZYBLIŻYĆ, GDYŻ BARDZO DOBRZE OBRAZUJĄ PRZEMIANY LUBLINA, ALE TAKŻE OGÓLNĄ SYTUACJĘ RZECZPOSPOLITEJ NA PRZESTRZENI WIEKÓW.

FOT. WIKIMEDIA COMMONS/ALIANS PL

BRUNO RÓŻYCKI

Do Lublina przyjechał król wiedeńskich kucharzy, Sacher, który został szefem kuchni w kasynie niedaleko Pałacu (obecnie mieści się tam bank), u zbiegu obecnych ulic 3 Maja i Krakowskiego Przedmieścia. poprawie, kiedy w roku 1822 decyzją samego generała Józefa Zajączka, piastującego stanowisko namiestnika Królestwa Polskiego, pałac miał zostać przysposobiony na siedzibę Komisji Województwa Lubelskiego. Dokonał tego w roku 1823 inspektor generalny dróg i mostów Jan Stompf. Tak powstała okazała budowla o charakterze neoklasycystycznym. Znaczącą zmianą było podwyższenie pałacu o jedno piętro. Obiekt spłonął 5 marca 1829 roku, został wówczas niemalże całkowicie strawiony przez ogień. Stosunkowo szybko przystąpiono do kolejnej już odbudow. Obecny wygląd w stylu neorenesansowym, z charakterystycznymi elementami empirowymi, zawdzięcza pałac Henrykowi Marconiemu oraz nadzorującemu prace Ferdynandowi Ko-

notkiewiczowi, ówczesnemu naczelnemu budowniczemu obwodu lubelskiego. W trakcie prac nad przebudową zdecydowano o pozbawieniu budowli drugiego piętra, które choć praktyczne, bardzo zaburzało nową estetykę. Do pałacu dołączono jego boczne skrzydła, które pierwotnie były pawilonami, a wieże zastąpiły alkierze charakterystyczne dla epoki baroku. Od roku 1837 obiekt pełnił funkcję siedziby gubernatora lubelskiego, co było spowodowane likwidacją województw i zastąpienia ich guberniami. Kiedy w 1915 roku do Lublina wkroczyły wojska austro-węgierskie, Lublin został siedzibą Generalnego Gubernatorstwa Wojskowego dla ziem byłego Królestwa Polskiego. Pałac stał się więc miejscem urzędowania austriackich generał-gubernatorów, a pozycja ta nobilitowała np. do przyjazdu chociażby króla wiedeńskich kucharzy, Sachera, który został szefem kuchni w niedalekim kasynie (obecnie mieści się tam bank), u zbiegu obecnych ulic 3 Maja i Krakowskiego Przedmieścia. W 1916 roku miał tu także miejsce głośny akt 5 listopada, odczytany przez samego generał-gubernatora Karla Kuka, który powoływał Tymczasową Radę Stanu. Rada ta następnie przekształcona została w Radę Regencyjną. Do 2 listopada 1918 roku, to jest do przekazania władzy Radzie, pałac był siedzibą ostatniego rezydenta, gen. Antona Lipoščaka, po czym opustoszał na pewien czas, gdyż delegat rady, Zdanowski, zdecydował się pracować w swym mieszkaniu przy obecnej ulicy 3 Maja. Dnia 7 listopada budynek stał się siedzibą Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej pod przewodnictwem Ignacego Daszyńskiego. Tutaj też odbyło się pierwsze posiedzenie rządu, o czym przypomina pamiątkowa tablica na terenie obiektu. Tematem na osobny artykuł są lubelskie wydarzenia niepodległościowe z 1918 roku, w których czynny udział brały takie osoby, jak choćby przyszły dowódca Samodzielnej Brygady Spadochronowej, generał Stanisław Sosabowski. W okresie międzywojennym, po przekazaniu pałacu w roku 1918 roku wojsku, znajdowało się tam Kierownictwo Okręgu Korpusu nr II, gdzie urzędował sam gen. Mieczysław Smorawiński. W czasie okupacji reprezentacyjny obiekt oraz sąsiadujący z nim po prawej stronie budynek (obecny Wydział Psychologii UMCS) przejęli Niemcy, przeznaczając oba budynki na siedzibę gubernatora lubelskiego (Lublin został włączony do Generalnego Gubernatorstwa). Po wojnie, w 1945 roku, przekazano obiekt Uniwersytetowi Marii Curie-Skłodowskiej, w którego posiadaniu pozostaje do dnia dzisiejszego.

21


Jestem dyspozytorem

własnych

torów J JOANNA MARSZALEC

esteś Bogiem” w reżyserii Leszka Dawida to film o legendarnej grupie hip-hopowej, Paktofonice. Jest to przede wszystkim opowieść o ludziach, ich problemach, nadziejach i marzeniach. Magik, Rahim i Fokus to bohaterowie mojego pokolenia. „Pakt przy dźwiękach głośnika” (geneza nazwy zespołu) istniał w latach 1998-2003. Film powstał na podstawie książki Macieja Pisuka „Paktofonika. Przewodnik Krytyki Politycznej”, która przed- „Brak tematów, czy podziały ponad porozumieniem, stawia historię PFK „od tak czy tak, miło było dla was wszystkich być napodszewki”. Pisuk przez dłu- tchnieniem” Paktofonika, „Nowiny” gi czas szukał prawdziwej historii, którą mógłby opowiedzieć, realnych bohaterów jak samobójstwo Magika, ni- Dzięki temu możemy bardziej i sytuacji, w które przeciętny szowa kultura hip-hopu, czy też zrozumieć realia, w których człowiek mógłby się wczuć. trudności finansowe młodych chłopaki żyli. I pomimo że Pod koniec 2001 roku Maciek artystów. ekranizacja nie jest dopracowanatrafił na reportaż Lidii OstaLeszek Dawid przy współ- na technicznie, film „broni się” łowskiej o PFK pt.: „Teraz go pracy Pisuka oraz Rahima i Fo- dzięki fabule, aktorom i muzyzarymuję” i natychmiast rozpo- kusa zrekonstruował historię ce. Dawid Ogrodnik i Tomasz czął pracę nad scenariuszem. chłopaków z PFK w taki spo- Schuchardt mieli o tyle łatwiej, (Pisuk odwiedzał Śląsk, rozma- sób, że film trafia do każdego. że mogli podejrzeć pewne zawiał z Rahimem, Fokusem, ro- Odtwórcami głównych ról są chowania, gesty itp. u pierwodzicami Magika, jego żoną młodzi aktorzy: Marcin Kowal- wzorów swoich postaci. Natoi kolegami z Bogucic, dzielnicy czyk wcielił się w postać Piotra miast Marcin Kowalczyk Katowic.) Autor napisał rów- „Magika” Łuszcza, Dawid musiał poradzić sobie w inny nież scenariusz do „Jesteś Bo- Ogrodnik – Sebastiana „Rahi- sposób - kreując bohatera, kogiem”, który jednak przez lata ma” Salberta, Tomasz Schu- rzystał m.in. z relacji ludzi, któnie mógł znaleźć zainteresowa- chardt – Wojciecha „Fokusa” rzy znali Piotrka osobiście. nia wśród sponsorów. Czekali- Alszera. Zagrali na bardzo wy- Swój aktorski kunszt ujawnia śmy na film jedenaście lat. Raz sokim poziomie (pomagali im przede wszystkim podczas sceproducentom nie podobał się sami Salbert i Alszer). ny, w której rapuje „Plus i mirodzaj muzyki, innym razem W filmie jest kilka naprawdę nus” Kalibru 44. próbowali „na siłę” zmienić dobrych momentów, naładoW filmie niezwykle ciekawie scenariusz. wanych emocjami, oddających przedstawiona jest relacja MaNa szczęście w końcu po- klimat tamtych czasów. Muzy- gika z Gustawem („menedżewstał świetnie „zrobiony” film ka tworzy niesamowitą atmos- rem” PFK - w tej roli Arkadiusz fabularny, który skupia się na ferę, mamy teksty „nafaszero- Jakubik). Wywołuje ona miekontrowersyjnych sprawach, wane” metaforami i uczuciami. szane uczucia, budzi kontro-

22

wersje, ale ukazuje rzeczywistość taką, jaka wtedy była. Dawid przedstawił bowiem w filmie realnych ludzi z ich wadami, zaletami, problemami. Nie starał się ukryć tego, że Magik nie potrafił „odnaleźć się” w życiu, poradzić sobie z emocjami. Twórcy pokazali nam legendę jako zwykłego chłopaka, bardzo skrytego a zarazem wrażliwego. Jednym z przykładów, który ukazuje to w przejmujący sposób jest scena, kiedy Magik gubi się w labiryncie korytarzy galerii handlowej. Bohaterowie filmu kochają muzykę, ale nie dogadują się poza sceną. Ten właśnie paradoks pokazuje reżyser - tylko wspólna pasja trzyma ich razem. Kolejną „mocną” sceną, o której nie sposób nie wspomnieć, jest pierwszy koncert PFK oraz ich utwór „Nowiny”. Przekaz tego fragmentu jest jasny: „Nawet jeśli wszyscy już w Ciebie zwątpili, pokaż że się mylili”. Myślę, że Magik zasłużył sobie na to, by ludzie poznali jego historię. Dlaczego? Dlatego, że dla fanów jest nieśmiertelny. Jego teksty zawsze będą dla wielu osób ponadczasowe. Twórcy niczego nie ukrywają, nie oceniają, nie idealizują. Dają nam historię. Pokazują introwertycznego Magika, nieśmiałego Fokusa i niepewnego siebie Rahima. Wielu kwestii w filmie brakuje albo są w pewnym stopniu zmienione na potrzeby ekranizacji, ale taka jest cena fabularyzacji faktów. „Jesteś Bogiem” to film o ludziach, problemach, marzeniach i pasji. Mamy w nim wzruszającą historię młodych chłopaków „z osiedla”, a zarazem ikon polskiego hip-hopu. Moim zdaniem - obowiązkowy film dla miłośników rapu, a dla pozostałych widzów bardzo poruszająca i ciekawa opowieść.

Polformance nr 2/2012

FOT. JESTESBOGIEM.COM.PL

KULTURA


KULTURA PŁYTA/RYSUNEK

Ku Waszej pamięci

FOT. FACEBOOK.COM/NIEWYGODNAPRAWDATFS

ŚWIETNA PŁYTA „NIEWYGODNA PRAWDA” RAPERA TADKA POLKOWSKIEGO Z KRAKOWSKIEGO ZESPOŁU FIRMA - PRZYKŁADEM NOWOCZESNEGO PATRIOTYZMU.

M

a on przede wszystkim przypominać i odkłamywać dumną i ciekawą historię Polski” - mówi o solowym krążku sam artysta. Okazuje się, że to dopiero pierwsza część autorskiego projektu: „praca nad kolejnymi odcinkami »Niewygodnej Prawdy« będzie trwać, póki trwać będzie moja przygoda z hip-hopem” ujawnia Tadek*. Płyta to hołd oddany polskim bohaterom, w szczególności Żołnierzom Wyklętym oraz walczącym podczas II wojny światowej. Znajdziemy tam m.in. utwory poświęcone rtm. Witoldowi Pileckiemu (współzałożycielowi Tajnej Armii Polskiej, żołnierzowi AK, ochotnikowi do obozu w Oświęcimiu, który zorganizował tam ruchu oporu, straconemu w 1948 roku przez komunistyczne władzie Polski Ludowej), gen. Augustowi E. Fieldorfowi ps. „Nil”, generałowi brygady WP, organizatorowi i dowódcy Kedywu AK, straconemu przez władze komunistyczne w 1948 roku) oraz Danucie Siedzikównej (ps. „Inka”, sanitariuszce 4. szwadronu 5. Wileńskiej Brygady AK, straconej w 1946 roku). Polecam każdemu, kto w niepowtarzalny sposób pragnie przeżyć najnowszą historię Polski i jej Wielkich. Eunika Chojecka

RYS. PIOTR GAZDA

* Więcej kawałków na kanale YouTube: niewygodnaprawdaTV; płyta dostępna pod adresem: tadekfirmasolo@o2.pl lub na facebook.com/niewygodnaprawdatfs

„Bo ten kraj jak mało który bohaterów wielkich nosił, każdy powinien być dumny, że tu właśnie się urodził. (...) Teraz młode pokolenie, przyszła na nas kolej, nie chcę żyć w cieniu pomników Armii Czerwonej (...) żyją bohaterowie, zdrajcy boją się ich wspomnień. Dzięki nim jest co kochać, w kraju, w którym trudno żyć, jest na mapie zarys Polski, przypomina kim chcę być. Ta nuta chce przebić propagandę nieszczerą, krzyczy: CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM!”. Powstanie, Niewygodna Prawda [Tadek Firma Solo]

facebook.com/polformance

23


KULTURA FESTIWAL/FELIETON FOT. KINOTEATRPROJEKT.PL

Filmowo zakręceni ADA KOPERWAS

KRÓTKI FILM TO TEŻ FILM. WIELKA HISTORIA ZAWARTA W MAŁEJ KAPSUŁCE. JAK ZADZIAŁA NA WIDZA, KTÓRY JĄ POŁKNIE, ZALEŻY TYLKO OD REŻYSERA.

2

6 i 27 października, już po raz piąty, odbył się w Lublinie Festiwal Filmów Dobrze Zakręconych. W tym roku gospodarzem imprezy było Radio Lublin, w siedzibie którego wyświetlano projekcje. Za-

prezentowanych zostało dwadzieścia dziewięć filmów, w tym jedenaście z Polski. Najliczniejszą grupę twórców, których dzieła zostały zaprezentowane na Festiwalu, stanowili Hiszpanie, pojawiły się także obrazy

JESIENNO-ZIMOWY LOCKOUT

FELIETON: BĄDŹMY KULTURALNI OLGA DUBROWSKA

W

akacje dawno już się skończyły, po niesamowitych wyjazdach zostały nam tylko coraz bardziej mgliste wspomnienia. Wraz z nadejściem jesieni zdecydowana większość z nas zmuszona jest wrócić do swoich codziennych obowiązków. Niektórzy rozpoczęli kolejny etap w życiu: pierwszy rok studiów, pierwsza praca. Rozpierała nas jakaś nowa, potężna energia. Tak, jak w sylwestra składaliśmy sobie obietnice wprowadzenia zmian, w stylu: „od jutra chodzę na aerobik pięć razy w tygodniu”. I podobnie jak wtedy - zapominaliśmy o nich dzień później. Pojawiły się pierwsze rozczarowania, bo „nie tak miało być”, bo „inaczej to planowaliśmy”. Na dodatek ta szarzejąca z dnia na dzień rzeczywistość - piękna złota jesień zmienia się na naszych oczach w jedną wielką szarość i do tego ta cholerna zmiana czasu: budzimy się - jest ciemno, kończymy pracę – też jest ciemno. Nic tylko skakać z radości. Ech... Rutyna czyni z nas ludzi „3x8h” (sen, praca, odpoczynek) - czas, który zostaje

24

z Wielkiej Brytanii, Estonii, Argentyny, Korei Południowej, a nawet z Iranu. Organizatorem „zakręconego” festiwalu jest Kinoteatr Projekt, który działa w Centrum Kultury w Lublinie. Ideą imprezy jest prezentacja filmów krótkometrażowych, których czas projekcji nie przekracza dwudziestu minut. Najkrótszy może trwać nawet kilka sekund. Chociaż wydawać by się mogło, że takie produkcje wymagają dużo mniej pracy i zaangażowania, jest zupełnie odwrotnie. Młodzi twórcy muszą też liczyć się z tym, że pierwszy film będą musieli sami sfinansować: – W tym zawodzie „nie ma lekko” – albo jesteś dla widza ciekawy, albo nie. Ocenia cię on w ciągu tych kilku minut trwania filmu – mówi Marzena, która tydzień temu miała w Berlinie swój pierwszy pokaz. Ostatniego dnia Festiwalu odbyło się głosowanie na najbardziej „zakręcony” film - wybiera go publiczność. W tym roku najciekawszym okazał się „Niebo jest tutaj, właśnie teraz”, wyreżyserowany przez Gabrielę Mruszczak. Opowiada on o pielgrzymce hipisów

nam na odpoczynek, najczęściej ogranicza się do siedzenia przed telewizorem lub laptopem i przeglądania stron typu kwejk. Super opcja. Winę za to najczęściej zrzucamy na brzydką pogodę, brak słońca, na innych ludzi, na nieprzyjazny świat. Na pewno natura się na nas uwzięła i dlatego nie możemy pójść choćby na półgodzinny, oczyszczający spacer do parku z muzyką w słuchawkach i chwilę na serio odpocząć. Brzmi tak zwyczajnie i prosto, ale nam się tak baaaardzo nie chce zrobić niczego, co wymaga odrobiny zaangażowania, więc tkwimy dalej przed ekranem i narzekamy, jak to jest słabo i jak bardzo życie nas nie kocha. Dopada nas lockout. Tak, jak rok temu w NBA – nad którym bardzo mocno ubolewałam - ale musimy pamiętać, że nasz codzienny lockout nie skończy się „sam z siebie”. Warto się nad tym zastanowić, bo jest on „zakorzeniony” głęboko w nas samych i dopóki nie uświadomimy sobie tego, nie zmieni się nic. Sami musimy się ze sobą dogadać, zapytać siebie, czy naprawdę chcemy przesiedzieć cały dzień w domu, nie robiąc nic konstruktywnego? Weekendowa wódeczka to może fajny sposób, żeby się wyluzować, ale nie sprawi, że nasze życie stanie się w lepsze. Przez chwilę będzie świetnie, ale potem pojawi się kac...

na Jasną Górę. Pielgrzymka jest ewenementem na skalę światową, bo w żadnym kraju hipisi nie podróżują tak licznie do sanktuariów. – Szczerze mówiąc, nie głosowałam na ten film, bo wolę bardziej przyziemne, poważne tematy, ale i tak myślę, że jest niezły – mówi Ewa, jedna z uczestniczek festiwalu. Jej kolega dodaje: – Najciekawsze były filmy polskich reżyserów, przy niektórych śmiałem się do łez. Inni uczestnicy, zapytani o wrażenia z festiwalu, mówią: – Sala, w której wyświetlali filmy, była trochę ciasna i znajomi, którzy się spóźnili, nie mogli już wejść. Pod drzwiami została spora grupka. Miałem szczęście, że przyszedłem wcześniej – z przejęciem opowiada Szymon. Przemek dodaje: – Ale atmosfera jest naprawdę super, jest tak kameralnie… Zapytany o opinię na temat zwycięskiego filmu, odpowiada: – Dla mnie najlepszy!Wstęp na Festiwal jest bezpłatny. Jednak liczba miejsc w sali projekcyjnej jest ograniczona. (W tym roku pokazy odbywały się w niewielkim pomieszczeniu na kilkadziesiąt miejsc.)

Ludzie, nie dawajmy się czarnym myślom, nie dołujmy się, dajmy sobie szansę. Nie czekajmy z tym do wiosny. Życie nie jest łatwe, nie ma niczego bez odrobiny wysiłku. Jesień i zima wcale nie „oznaczają”, że życie kulturalne zwalnia. Kiedy słyszę ludzi mówiących, że nic się dzieje, to pukam się w głowę i zastanawiam, gdzie i czy w ogóle szukają oni informacji, bo nie oszukujmy się, z programu tv nie dowiedzą się tego, że teatry ruszyły po wakacyjnej przerwie z nowym repertuarem. A może wieczorem jakiś dobry koncert? Świetna, różnorodna muzyka, a przy okazji idealny sposób na spotkanie się ze znajomymi w realu! Jest to znacznie lepsze, niż gadanie na fejsbukowym czacie o tym, że „w sumie to nudno i nie ma, co robić”. Ciekawych wydarzeń w realu jest znacznie więcej, także miejmy oczy szeroko otwarte, a uszy nastwione na odbiór. Przyda się też odrobina chęci do zrobienia i zobaczenia czegoś więcej niż „podstawowe minimum”. Nie pozwólmy jesienno-zimowej aurze zamknąć nas w czterech ścianach. Niech energia do działania nie opuszcza nas w żadnych warunkach, bo tak naprawdę sami tworzymy rzeczywistość i swoim nastawieniem możemy także zainspirować innych. Czego Wam i sobie życzę.

Polformance nr 2/2012


KULTURA MUZYKA PO BRYTYJSKU

KATARZYNA WITWICKA

N

owe zespoły w nowatorski sposób kontynuują zróżnicowaną tradycję genialnej wręcz muzyki brytyjskiej. By lepiej zrozumieć twórczość wschodzących gwiazd show-biznesu, chcę przedstawić pokrótce kilka klasyków, czyli artystów, na których bazują młode zespoły rockowe. Tym samym pragnę przekonać Was, że Wielka Brytania w branży muzyki rockowej była, jest i będzie bezkonkurencyjna! „It’s gotta be rock’n’roll music” Czyli to, czym UK może śmiało się pochwalić – rock ’n’ roll! Ten rodzaj muzyki jest najbardziej popularną odmianą rocka. Kiedy rock ’n’ roll stał się popularny w Europie, brytyjscy artyści zaczęli tworzyć świetną muzykę. W latach 60. w Wielkiej Brytanii zrobiło się głośno o Beatlesach czteroosobowym zespole z Liverpoolu. Grupa została założona w 1955 roku przez Johna Lennona. W zaledwie kilka miesięcy „sięgnęła” sławy, w składzie z Paulem McCartneyem, Georgem Harrisonem oraz Ringo Starrem. Na koncertach Beatlesów fani szaleli. Ten fenomen nazwano beatlemanią. Koncertowali w Europie, Ameryce, Azji, Australii (nigdy niestety nie wystąpili w Polsce). Do ich największych i legendarnych kawałków należą utwory „Yesterday”, „Hey Jude” czy „All my loving”. Do „The Beatles” należy najwięcej muzycznych odkryć oraz rekordów. Zdobyli kilka prestiżowych nagród Grammy oraz Oscara za muzykę z piosenkami z albumu „Let It Be”. Wkrótce drogi muzyków rozeszły się, ale zespół „The Beatles” stał się historią, a ich utwory pozostają nieśmiertelne. Magia hard rocka - „Led Zeppelin” Hard rock jest gatunkiem muzycznym wywodzącym sie z muzyki rockowej oraz rock’n’rollowej. Powstał na przełomie lat 60. i 70. Charakteryzuje się niezwykłym brzmieniem gitar oraz lekko agresywnym wokalem. Obok brytyjskich hardrockowych zespołów tj. „Deep Purple” czy „Black Sabbath” „pojawiła się” grupa „Led Zeppelin”. Początki zespołu sięgają lat 60. W skład zespołu wchodzą: Jimmi Page, Robert Plant, John Paul John oraz John Bonham. Zeppelini dość szybko stali się popularni. Są oni twórcami takich piosenek, jak „Stairway to Heaven”, czy „Whole Lotta Love”. Zespół sprzedał ponad 300 milionów płyt na całym świecie, ponad 111 milionów w samej Ameryce i niewątpliwie jest jednym z pionierów hardrocka.

facebook.com/polformance

WIELKA BRYTANIA

WIELKĄ MATKĄ

ROCKA FOT. WIKIMEDIA COMMONS/UNITED PRESS INTERNATIONAL (UPI TELEPHOTO) CROPPING AND RETOUCHING: USER:INDOPUG AND USER:MISTERWEISS

MUZYKA BRYTYJSKA WYWARŁA OLBRZYMI WPŁYW NA MUZYKĘ CAŁEGO ŚWIATA. OD STONESÓW PRZEZ PINK FLOYDÓW, BLACK SABBATH DO COLDPLAY CZY RADIOHEAD. SĄ TO WYKONAWCY ZNANI NIE TYLKO NA WYSPACH, ALE I NA ŚWIECIE. SCENA MUZYCZNA W WIELKIEJ BRYTANII NIGDY DOTĄD NIE BYŁA TAK FASCYNUJĄCA JAK DZIŚ.

„The Beatles” - „wielka czwórka” „Kingdom of heavy metal” Tymi słowami Lemmy Kilmister, lider grupy „Motörhead” określa Wielką Brytanię. Artysta miał rację, gdyż heavy metal to gatunek pochodzący z UK. Powstał on na przełomie lat 60. i 70., jest to gatunek wywodzący się z hard rocka, jednak nie jest z nim tożsamy. Heavy metal odznacza się ciężkim brzmieniem gitar z „dobitnym” wokalem. Idealnym przykładem są utwory zespołu „Motörhead”. W skład zespołu wchodzą: lider oraz inicjator grupy - Lemmy Kilmister, Mikkey Dee oraz Phil Campbell. Ich droga do sławy nie była najłatwiejsza. W grupie występowały liczne spięcia, które powodowały częste zmiany składu zespołu. Mimo to „Motörhead” koncertuje do dziś. Charakteryzuje go prosta i ostra muzyka przywołująca ducha rock and rolla, przez co grupa zdobyła popularność zarówno wśród zdeklarowanych fanów heavy metalu, jak i punk rocka. Bardzo szybko popularne w Anglii stały się utwory „Ace of spades” lub „Love me forever”. Lider grupy pozostaje do dziś dla fanów heavy metalu swoistym „guru”. „God save the Queen” No future - bunt, anarchia, młodość... Czyli kreowanie nowych rytmów Wielkiej Brytanii. Utwory grupy „Sex Pistols” „God Save the Queen” oraz „Anarchy In U.K.” z czasem stały się hymnem punk-pokolenia w Wielkiej Brytanii. Punk powstał w latach 70. i wywodzi się z muzyki rockowej. Ściśle wiąże się on z ideologią kontrkultur młodzieżowych oraz panującą w tamtych czasach sytuacją społeczno-polityczną. Za pierwszy punkowy zespół uważa się właśnie grupę „Sex Pistols”. Powstała ona w roku

1975 i w ciągu 26-miesięcy działalności osiągnęła ogromną popularność w Anglii. Muzyka grupy, ekstremalnie hałaśliwa, prosta w strukturze i niedbała w wykonaniu, zdefiniowała gatunek punk, a sam zespół uczyniła zjawiskiem kulturowym. Cztery lata po założeniu zespołu zmarł jeden z jego członków - Sid Vicious, drogi Pistolsów rozeszły się. W roku 1996 nastąpił ich wielki powrót na scenę muzyczną w składzie: Paul Cook, Glen Matlock, Steve Jones, Johny Rotten. „Sex Pistols” „weszli” do historii - do dziś uważa się ich za jedną z najbardziej wpływowych grup w dziejach muzyki punkrockowej. NEW WAVE! Czyli totalna nowość na angielskiej scenie muzycznej. Wielka Brytania zabrzmiała punkowymi, lecz łagodniejszymi dźwiękami - popem, ale ze zdecydowanie mocniejszym zacięciem. Nowa Fala jest w miarę świeżym gatunkiem wywodzącym się z punk rocka - powstała w latach 80. Styl ten cechuje łagodne brzmienie oparte na wykorzystaniu elektronicznych instrumentów klawiszowych i perkusyjnych przy czystym technicznie wokalu. New Wave zapoczątkowały w Wielkiej Brytanii grupy „Blondie”, „Tears For Fears”, „The Police”, czy „The Cure”. Stworzyły one nową jakość, która zaowocowała nie tylko kolejnymi stylami, ale także zmianą myślenia o samej muzyce. To właśnie artyści Nowej Fali pokazali, że nie trzeba trzymać się utartych schematów i warto, a wręcz należy, „wychodzić przed szereg” i próbować tworzyć coś zupełnie nowego. Zespół „The Police” to grupa składająca się z wokalisty Stinga (Gordona Sumnera), gitarzysty Andy’ego Summersa oraz perkusisty Stewarda Coplanda. O tej trójce stało się głośno na świecie we wczesnych latach 80. Po kilku latach zespół rozpadł się, lecz nie na długo. Ponownie jako „The Police” muzycy spotkali się 10 marca 2003 roku z okazji wręczenia zespołowi nagrody Rock and Roll Hall of Fame. 11 lutego 2007 roku podczas wręczenia nagród Grammy zespół ogłosił reaktywację. Trasa koncertowa trwała 1,5 roku, a ostatni koncert odbył się 7 sierpnia 2008 roku. Muzycy ponownie wrócili do swoich solowych projektów. To właśnie „The Police” zawdzięczamy takie utwory jak „Every Breath you Take” lub „Roxanne”. Zespół sprzedał ponad 50 milionów albumów na całym świecie, a w rankingu magazynu „Rolling Stone” na największych artystów wszech czasów - uplasował się na 70. miejscu. Ewolucja muzyki brytyjskiej od rock’n’rolla poprzez heavy metal, punk i hardrock po New Wave niewątpliwie robi wrażenie. Ta muzyka to artyści, o których świat nie zapomni. To legendarne piosenki, które bez względu na upływ lat, bez względu na dzisiejsze komercyjne kawałki emitowane w MTV, zdobywające miliony nastoletnich fanów - pozostają wielkimi wzorcami prawdziwej muzyki.

25


LIFE & STYLE ANKIETA: IDEALNY PARTNER Męski punkt widzenia i kobiece oko ANKIETA „POLFORMANCE” - MONIKA MOSKWA

K

obiety i mężczyźni mają odmienne zdania i poglądy – to pewne. Nie ma jednak wątpliwości, że obie płcie pozostają zgodne, że życie w pojedynkę nie daje szczęścia. Znalezienie drugiej połówki nie jest prostym zadaniem, ponieważ każdy posiada swoje wyobrażenie o idealnym partnerze. Jednak czy taki istnieje? Jak wygląda współczesny ideał? Czy kobiety, i mężczyźni mają różne wymagania? Aby znaleźć odpowiedzi na tak nurtujące pytania udaliśmy się prosto do źródła niewiadomej! Przeprowadziliśmy ankietę wśród kobiet i mężczyzn w wieku 19-25 lat. Receptę na znalezienie wymarzonego chłopaka albo zostanie idealną dziewczyną znajdziecie poniżej! Wygląd to tylko dodatek do barwnej oso-

bowości Wydawać by się mogło, że o wyborze partnera decydują przede wszystkim cechy zewnętrzne. To nieprawda! Aż 81% kobiet biorących udział w naszej ankiecie odpowiedziało, że wygląd nie jest ich pierwszym kryterium oceny partnera. Co więcej, wbrew przypuszczeniom i krążącym opiniom, nasi panowie (72%) również uznali, że to charakter jest podstawą udanego związku. Te budujące opinie uświadamiają nam, że mamy wpływ na to, jak jesteśmy postrzegani - możemy pracować nad swoim charakterem, by zdobyć ukochaną osobę. Pamiętajmy, że charakter łatwiej zmienić niż wygląd!

miast wśród reprezentantek płci pięknej nie brakuje zwolenniczek teorii, że przeciwieństwa się przyciągają. Chwila prawdy Szukając wzorowego partnera ,wszyscy mamy bardzo wysokie wymagania. Warto jednak zastanowić się, co w nas samych jest dalekie od ideału. Kobiety i mężczyźni zdradzili, jaką cechę postrzegają za najbardziej negatywną wśród przedstawicieli swojej płci (wykresy 1. i 2.). Wykres 1.

Wykres 2.

Romantycy XXI wieku Czy współczesne kobiety wciąż pragną być obsypywane kwiatami, upominkami i słodyczami? Czy chłopak piszący dla nich wiersze i śpiewający im serenady ma większe szanse? Okazuje się, że dzisiejsze panie wcale nie chcą być traktowane jak księżniczki! Na pytanie czy romantyk miałby u nich większe szanse, większość kobiet udzieliła odpowiedzi negatywnej. Zadziwiający jest natomiast fakt, że większość mężczyzn chciałoby, by ich partnerka była romantyczna! Cechy idealnego partnera Idealny partner to taki, który zachwyca nas swoją osobowością, ale też pociąga wyglądem. Zapytaliśmy zatem, jakie konkretne cechy charakteru i wyglądu musi mieć ideał (wykresy 3. i 4.). Wygląd W dzisiejszych czasach przysłowiowe „długie nogi” nie wystarczą na zawrócenie w głowie płci męskiej. Recepta na faceta to: ładny uśmiech (78%), naturalny wygląd (67%), ładne oczy (50%), kształtne pośladki (44%), przyjemny zapach (39%). Kobiety wcale nie mają mniejszych wymagań: ładny uśmiech (77%), ciekawe spojrzenie (73%), odpowiedni wzrost (69%), silne ramiona (54%) i miły zapach (54%)! Typy osobowości Ciekawy charakter i pociągający wygląd nie stanowią gwarancji idealnego związku. Kolejnym ważnym czynnikiem jest bowiem typ osobowości. Spośród czterech opcji (sangwinik, melancholik, choleryk i flegmatyk) kobiety i mężczyźni na pierwszym miejscu - jako najbardziej pożądany typ - wyróżnili sangwinika. Najmniej głosów uzyskał natomiast flegmatyk. Wyniki ankiet jasno dają do zrozumienia, że nie łatwo jest zostać idealnym partnerem. Panie i panowie mają spore wymagania względem wymarzonej drugiej połówki. Warto jednak pamiętać, że pojęcie „ideału” jest subiektywne. Każdy ma w sobie cechy, które jednych drażnią, a drugich fascynują. Nie należy zrażać się zbyt szybko, ponieważ prawdziwej miłości wystarczy czasem jedno spojrzenie.

Wykres 3.

Wykształcenie to podstawa Szkoła podstawowa, gimnazjum, liceum /technikum, studia! Taką drogę musi pokonać każdy kandydat na idealnego partnera! Współcześni poszukiwacze towarzysza życia nie pozostawiają cienia nadziei dla słabo wyedukowanych – 85% pań oraz 88% panów uważa, że wykształcenie ma dla znaczenie. Pieniądze to nie wszystko Życie w dzisiejszych czasach nie jest łatwe, pieniądze wciąż „wychodzą na pierwszy plan” i przypominają nam, że nie da się bez nich funkcjonować. Jednak nawet obecnie miłości nie da się kupić. Obie płcie (77% dziewczyn i 95% chłopaków) zgodnie odpowiedziały, że stan konta nie czyni z człowieka idealnego partnera. „Przeciwieństwa” czy „bratnie dusze”? To pytanie „poróżniło” panie i panów. Mężczyźni prawie jednogłośnie odpowiadali, że partnerka powinna być „bratnią duszą”. Nato-

26

Wykres 4.

ŹRÓDŁO: MONIKA MOSKWA

Polformance nr 2/2012


LIFE & STYLE FELIETON > MODA FELIETON

Dlaczego, do cholery, nie moda? EWELINA JABKIEWICZ

Sztuka to nie tylko malarstwo, rzeźba czy architektura. Żeby być artystą kompletnym, chociażby w wymienionych dziedzinach, najpierw trzeba być artystą w życiu. Trzeba umieć przeżyć swój czas w taki sposób, żeby u jego kresu ktoś potwierdził, że było prawdziwym dziełem sztuki. Stereotypy o modzie w Polsce złamiemy dopiero wtedy, kiedy zaczniemy postrzegać modę jako sztukę. Przecież to romans doskonały*. Temat mody nadal traktujemy po macoszemu. W większych miastach jest oczywiście lepiej, ale mapa Polski to nie tylko metropolie. Wciąż postrzegamy modę jako zajęcie dla snobów, półgłówków i dziwaków. Pogarda dla świata mody rodzi często brak tolerancji dla ludzi wybierających ten kierunek w swoim życiu: projektanci to krawcy tylko, że z wybujałą wyobraźnią, redaktorzy mody to podkategoria dziennikarzy, autorki blogów modowych są galeriankami, które na pewno nie czytają książek, a ludzie bawiący się modą to dziwadło, bo buntują się przeciwko szarości dnia codziennego i decydują się na przykład na czerwień. Dorota Wróblewska, producentka pokazów i promotor mody, kultury i sztuki, zdradza na swoim fanpage’u na facebook’u: - Wbrew pozorom moi najbliżsi znajomi z modą nie mają nic wspólnego. Lekarze, ekonomiści, artyści, prawnicy. Czasami dziwią się i zadają mi pytanie: „Co ty widzisz w tej modzie? To próżność”. Mają wiele racji, ale wszystko zależy od naszego podejścia. Moda jest dla mnie odskocznią, zabawą, stylem życia i pracą. Pamiętacie ceremonię zamknięcia Igrzysk Olimpijskich w Londynie 2012? Ważnym punktem wydarzenia był występ brytyjskich topmodelek w kreacjach (naturalnie) brytyjskich projektantów. Mogliśmy zobaczyć (zaczynając od „rodzynka”): Davida Gandy`ego, Kate Moss, Naomi Campbell, Stellę Tennant, Lily Cole, Karen Elson, Lily Donaldson, Georgię May Jagger i Jourdan Dunn. Prezentowane przez nich kreacje były autorstwa narodowych domów mody, czyli: Alexandra McQueena, Vivienne Westwood, Victorii Beckham, Paula Smitha, Erdem, Jonathana Saundersa, Burberry i Christophera Kane.

realna szansa na zmianę klimatów w polskiej branży modowej, niezbędna jest edukacja na poziome podstawowym. Nie chodzi o nauczanie narodu historii mody czy zmuszanie kogokolwiek do śledzenia trendów. Przecież tak naprawdę nie to jest takie ważne. Mam na myśli naukę tolerancji i otwartości. Jeżeli nie porzucimy stereotypów, nie zdejmiemy klapek z oczu i nie będziemy mieć dla „innego” choć odrobiny tolerancji i szacunku, nie zmieni się nic. Dla Polaków moda to kółko wzajemnej adoracji „pustych lal” i „spedalonych facetów”. A przecież moda to jednocześnie wielki biznes, prawdziwa sztuka i nieodłączna część naszego życia. Hipokrytą jest każdy, kto upiera się, że moda go zupełnie nie interesuje, bo przecież i tak w sklepie zastanawia się, czy kupić tę, czy inną koszulkę. Kiedy staje przed wyborem, bierze to, co mu się bardziej podoba, co do niego pasuje, odzwierciedla jego osobowość. Robi to mniej lub bardziej świadomie, ale tak to funkcjonuje. Więc chcąc nie chcąc - moda go obchodzi. A jeżeli ktoś nadal uparcie obstaje przy swoim, niech udowodni mi, że ma rację i chodzi nago! Wtedy zwrócę mu honor. Nie bierzemy pod uwagę faktu, że to, jakie spodnie naciągniemy na tyłek, to istotny przekaz dla świata. Nasz wygląd zewnętrzny, na który składa się między innymi ubiór, to ważny element komunikacji niewerbalnej. - Moda (...) to bardzo ważny komunikat, który wysyłasz światu. Pierwsze wrażenie jest bardzo ważne. Na randce, w szkole, w pracy. Wszędzie. - przekonuje Marcin Paprocki, młody polski projektant, w październikowym „Hot Moda & Shopping”. Pamiętam wykłady z komunikacji interpersonalnej na uczelni, kiedy prowadzący mówił o istotnej roli image’u w porozumiewaniu się z innymi ludźmi. A przecież na image składa się też sposób ubierania się, makijaż, fryzura… We wspomnianym wyżej magazynie Paprocki pisze: - Zależności między modą a wszystkim dookoła opisał w 1975 r. John T. Molloy w książce „Dress for Success”. Na dobre dostrzeżono potencjał stroju i jego wpływ na życie prywatne, zajmowane stanowisko i realizację zawodowych ambicji.

- Brytyjczycy świetnie wiedzą, że moda to bardzo ważna gałąź gospodarki i kultury, z której należy być dumnym i czerpać z niej zyski. - pisze w NaTemat.pl Marcin Różyc, dziennikarz mody. Dlaczego my o tym nie wiemy? Różyc odpowiada: - W Polsce nie ma ani instytucji, ani filantropów zainteresowanych dobrą modą. Jest za to mnóstwo średniej klasy modowych imprez, które odbywają się niemal w każdym dużym i średnim mieście. Nie dają modzie nic oprócz słabego PR-u.

W sierpniowym „Glamour” ukazał się bardzo ciekawy artykuł pt. „Jak dostać pracę w modzie?”. W kolejnym numerze redakcja opublikowała list czytelniczki Ewy C., który zatytułowała „Nie dam się zatrzymać”. Ewa, która planuje zająć się modą, pisze: - Wszyscy naokoło mówili mi, żebym przestała obstawać twardo przy swoich planach. Twierdzili, że to dla wybrańców, że za daleko, nie utrzymam się z tego. Autorka listu z determinacją i dumą opowiada: - Za parę lat ktoś mnie zapyta, czym się zajmuję, odpowiem prosto: Modą.

Miejmy nadzieję, że coś się zmieni i już za kilka (ale to chyba pobożne życzenie...), może kilkanaście lat będziemy mogli pochwalić się polską modą jako dobrem narodowym i kulturalnym. Żeby możliwa była

Ewie C. i sobie życzę powodzenia w udowadnianiu, że sztuka jest sztuką. W dowolną „sztukę” proszę wstawić słowo „moda”. *„Fine Romance” to hasło tegorocznego festiwalu Art & Fashion Festival w Poznaniu

facebook.com/polformance

27


Blok czekoladowy

Chłodny zimowy wieczór. Za oknem hula mroźny wiatr. Z nieba sypie się biały puch. Otulona kocem popijam gorącą herbatkę. Ale czegoś brak… Słodkości! Smak ciasta czekoladowego nieodłącznie kojarzy mi się z dzieciństwem. Drobna uciecha dla podniebienia. Powoli rozpuszczające się w ustach łakocie. Zdecydowanym numerem jeden były te przygotowywane przez mamę, ciocię albo babcię. A kiedy można było pomóc w przygotowaniach… Ach! Rewelacja! Dbanie o linię, liczenie kalorii i myśli o dietach - to nie dla takiego łakomczucha jak ja. Nie muszę się długo zastanawiać, co będzie odpowiednim przysmakiem – blok czekoladowy. Mimo iż w smaku różni się od prawdziwej czekolady, to właśnie ta „inność” skłania do sięgnięcia po kolejny kawałek. Z przepisem poradzi sobie każdy. Wydatek niewielki, a uciecha ogromna. Przepis odnaleziony w jednym z zeszytów z przepisami mojej mamy.

Na zimę czekolada! TEKST I ZDJĘCIA ELŻBIETA STRYŁA

orzechy, pistacje, rodzynki, herbatniki

Przygotowanie: 1. W rondelku rozpuszczamy masło (margarynę), wsypujemy kakao i cukier, wlewamy wodę. Całość mieszamy na małym ogniu, aż wszystkie składniki się dokładnie połączą. 2. Masę kakaową przekładamy do miski, a następnie - ciągle mieszając (np. drewnianą łyżką) - wsypujemy wolno mleko w proszku. 3. Do powstałej masy wsypujemy pokruszone herbatniki, orzechy i inne składniki (wedle uznania). Wszystko razem m i e s z a my. 4. Masę

przekładamy do dowolnej formy i wstawiamy do lodówki na około 3 godziny. Smacznego!

Brownie

O rany! Kolejny zakalec… - taka była moja pierwsza myśl po przekrojeniu tego ciasta. Moje wątpliwości rozwiał Internet i pierwszy kęs. Ono z założenia ma takie być. Historia głosi że Pani Brown zapomniała o proszku do pieczenia do czekoladowego ciasta, które piekła z okazji wizyty u przyjaciół. Wyszło całkiem płaskie. Mimo to

zrobiło furorę. Mokre, gęste, lepkie ciasto, podane z bitą śmietaną albo lodami. Fenomenem czekolady jest to, że pasuje do niej niemal wszystko. Do naszego brownie możemy więc użyć orzechów, skórki pomarańczowej czy wiórków kokosowych. Przygotowanie jest błyskawiczne. Już po 30 minutach możemy delektować się przepysznym ciastem. To moja kolejna propozycja na zimowy wieczór. Składniki: 200g gorzkiej czekolady 225g masła 200g cukru 3 jajka 100g mąki Przygotowanie: 1. Czekoladę łamiemy na kawałki i wrzucamy do rondelka razem z masłem. Rondelek z kolei umieszczamy na garnku z gotującą się wodą, by składniki się rozpuściły. 2. Jajka ucieramy z cukrem, po uzyskaniu jednolitej masy dodajemy mąkę. 3. Do masy wlewamy przestudzoną czekoladę. 4.Wstawiamy do nagrzanego piekarnika na 20 minut. Gotowe!

Zapraszamy wszystkich do nadsyłania na adres Redakcji sprawdzonych przepisów wraz z historią, opowieścią, która wiąże się z danym przysmakiem. Mile widziane zdjęcia!

Składniki: 250g mleka w proszku 1kostka (250g) margaryny lub masła 2 szklanki cukru 1/2 szklanki wody 5-6 łyżek kakao

28

Polformance nr 2/2012


POD OSTRZAŁEM RED. PIOTR ZDANOWICZ

Ryczeliśmy ze śmiechu na „Rejsie”... RED. PIOTR ZDANOWICZ Z WYDZIAŁU POLITOLOGII UMCS ROZMAWIA DAGMARA ELŻLAKOWSKA 1/ Jak wspomina Pan swoje życie studenckie? Pod względem towarzyskim było bardzo OK. Poziom zajęć – poza kilkoma fajnymi wyjątkami – bardzo mizerny.

kukułczym gniazdem”… Świat był kompletnie analogowy. Przynależność do sowieckiej strefy wpływów była faktem. Owszem, studiowałem. Studenci kiedyś? Nie mam pojęcia. Nie znałem „studentów”. Miałem znajomych i przyjaciół.

2/ Najzabawniejsza historia/wspomnienie/wpadka z czasów studenckich. Najzabawniejsze stories pozostaną off-the-record dopóki nie dopadnie mnie spec od sztuki rozmowy. Z tych, co to potrafią „otworzyć i bezboleśnie wypatroszyć”.

4/ Kiedyś robił Pan reportaże w TV (o ile dobrze pamiętam:), dziś nadal pracuje Pan w TVP. Dlaczego akurat telewizja? Czy zawsze chciał Pan być dziennikarzem? Od czego zaczął się Pana związek z TV i w ogóle z dziennikarstwem? Po blisko dekadzie pracy w Instytucie Filozofii i Socjologii UMCS oraz dwóch latach wojny polsko-jaruzelskiej zostałem stolarzem i współwłaścicielem małej firmy stolarskiej. Po kolejnej dekadzie uznałem, że stolarzem jestem świetnym, ale kiepskim biznesmanem. Kręciłem się po lubelskiej „Wyborczej”. Grałem jazz w jakimś radiu. Moja dziewczyna (potem – żona) dała się wciągnąć do rodzącej się lubelskiej telewizji.

3/ Jaka jest największa różnica między studentami kiedyś a studentami dziś? Pośrednio pytacie mnie o różnicę między światem z początku lat 70., a tym dzisiejszym. Ma być krótko? „Zdobywałem” książki i płyty. (Słowo „kupować” niewiele wówczas znaczyło.) Spotkałem moich Latynosów – Cortazara, Marqueza, Borgesa… Nadal słuchałem Beatlesów, Hendrixa, Janis, Led Zeppelin… Odkrywałem jazz, nagrywając na szpulowego Grundiga ZK 140 trójkowe „Trzy kwadranse jazzu”. Wierzyłem, że na Jazz Jamboree przyjadą Ella i Louis, Miles i inni. Tatry nie były jeszcze tak potwornie zatłoczone. W kinach dawali jeszcze Bergmana i Felliniego. Ryczeliśmy ze śmiechu na „Rejsie” Piwowskiego. Na ekrany wchodziła „Mechaniczna pomarańcza”, „Ojciec Chrzestny”, „Chinatown”, „Lot nad

5/ Czy ciężko jest pogodzić zawód dziennikarza z życiem prywatnym? Nie. Zwłaszcza jeżeli ma się cudowną żonę – telewizyjnego dziennikarza. 6/ Jakie jest Pana największe marzenie – to spełnione i/lub niespełnione? Spełnione – jak wyżej. Niespełnione? W pewnym wieku faceci nie powinni już marzyć. Chociaż... OK: ciągle to samo. Dwanaście taktów mojej solówki na trąbce, saksofonie lub harmonijce, które „ugotują” słuchaczy.

FOT. ARCHIWUM REDAKTORA

7/ Co Pana najbardziej relaksuje? (Pewnie papieros po kolejnych zajęciach ze studentami, którzy kompletnie nie rozumieją, jak należy dobrze kadrować, ale może się mylę, po prostu kojarzy mi się Pan z papierosem i okularami na czole :) Zabawa z wnukami. Spotkania w gronie przyjaciół. Moja muzyka. Zwykle jazz.

RED. ZDANOWICZ W MŁODOŚCI; „ANTYWERNISAŻ” LUCJANA DEMIDOWSKIEGO, LUBLIN 1972 ROK. . .

Łażenie po Tatrach. Łażenie po lesie. Robótki ogrodnicze. Stolarska dłubanina… oraz kilka rzeczy off-the-record. 8/ Jakie filmy Pan lubi? Fabuła: niektóre Woody Allena, niektóre Tarantino, sporą część Scorsese. Ale także klasyczne rzeczy Ivory’ego. Niemal wszystko spółki Hrabal & Menzel. Wszystko Pekinpaha, Monty Pythona... Nigdy nie próbowałem tego systematyzować. Dokument: to raczej pojedyncze tytuły „Wszystko może się przytrafić”, „Być i mieć”, „Makrokosmos”, komplet sir Davida Attenborough i wiele innych. 9/ Filmy filmami, a co Pan czyta? Na podręcznej półce leżą w tej chwili: „Martin Scorsese. Rozmowy”, „Na rogu świata i nieskończoności. Wspomnienia o Franciszku Fiszerze”, „Rozum praktyczny” Pierre’a Bourdieu, „Jak ryba w wodzie. Wspomnienia” Mario Vargasa Llosy… i kilka innych. A także stos zaległych gazet. 10/ Jakie jest miejsce na świecie, do którego chciałby się Pan najbardziej wybrać? Sanktuarium Annapurny. 11/ Gdyby nie pracował Pan w TVP i na Wydziale, to co by Pan robił w życiu? Najchętniej robiłbym to, co mnie pasjonuje i na tym - przy okazji zarabiał. Kłopot w tym, że nie gram na żadnym instrumencie.

. . .I REDAKTOR OBECNIE, LUBLIN 2012 ROK FOT. DAGMARA ELŻLAKOWSKA

29


SPORT POLSKI FUTBOL RAFAŁ FABIŃSKI

P

óźniej radość miały dostarczyć kluby, których celem nie było skompromitowanie się, jak co roku zakładaliśmy, a powtórzenie co najmniej sukcesu Wisły Kraków i Legii Warszawa w Lidze Europejskiej z poprzedniego sezonu. Fanów futbolu wprawić w ekstazę miał wynik wyborów Polskiego Związku Piłki Nożnej i nowa twarz prezesa niezwiązanego ze związkowym ,,betonem’’. Na arenie międzynarodowej, mimo szczęśliwych losowań, odpadaliśmy w rywalizacji z najsłabszymi i równymi, których jeszcze niedawno ogrywaliśmy bez kłopotów. Jedyną „zmianą” jest nowy Prezes Związku, Zbigniew Boniek, od niedawna znany pod pseudonimem ,,Reforma’’. Prezes PZPN-u pełni ważną rolę w środowisku piłkarskim. Winę za niepowodzenia reprezentacji i klubów musi przyjmować na swoje braki od początku urzędowania. Często wytykane mu są porażki. Michałowi Listkiewiczowi wypominano olbrzymią korupcję w piłce na różnych szczeblach rozgrywek. Zapomniano o jego olbrzymim wkładzie w zawarcie ,,kontraktu stulecia’’ z telewizją Canal+ na pokazywanie meczy wtedy jeszcze 1 Ligi, powiększenie ligi do szesnastu zespołów oraz powrót po szesnastu latach drużyny narodowej na Mundial. Na jego korzyść przemawia również wybór pierwszego zagranicznego trenera na selekcjonera reprezentacji, dzięki któremu awansowaliśmy do Mistrzostw Europy. (Z drugiej strony rozgrywki skończyły się dla Polaków już w fazie grupowej, za co rozliczono również prezesa.) Dziennikarze ryczeli ze śmiechu po słowach ustępującego cztery lata temu Listkiewicza, który stwierdził: ,,Jeszcze będziecie za mną tęsknić’’. Cztery lata później słowa okazały się prorocze. Grzegorz Lato nie miał takiej publicity, jaką cieszył się Boniek. Wybór Bońka mógłby się okazać zbawienny. Polska po raz pierwszy została organizatorem Mistrzostw Europy, a Zbigniew Boniek gwa-

Niespełnione marzenia 2012 TEN ROK MIAŁ OKAZAĆ SIĘ KLUCZOWY DLA NASZEJ NARODOWEJ KADRY I DRUŻYN KLUBOWYCH W PIŁCE NOŻNEJ. PLAN MINIMUM BYŁ JAK ZWYKLE SZALENIE EKSCYTUJĄCY. NAJPIERW PIŁKARZE - ZWYCIĘZCY W POTYCZCE Z PZPN-EM O ORZEŁKA NA KOSZULCE - MIELI WYJŚĆ Z GRUPY NA MISTRZOSTWACH EUROPY ORGANIZOWANYCH W NASZYM KRAJU. rantowałby stabilizację i dobre kontakty z prezydentem FIF-y, Michelem Platini. Grzegorz Lato, będąc prezesem, nie zrobił nic dobrego. Zniszczył wizerunek świetnego strzelca i wybitnego piłkarza. Począwszy od wyrzucenia Leo Beenhakkera na antenie telewizyjnej, podwyżki własnej pensji „za” odpadnięcie naszych w eliminacjach do Mundialu, przez skandale związane z organizacją spotkań towarzyskich kadry, „cyrki” z Pucharem Polski, zniszczenie Superpucharu Polski, po aferę z ,,Orzełkiem’’ i korupcję w Związku. Kwintesencją tej prezesury był mecz „na basenie” z Anglią! I chociaż wina za stan murawy leży po stronie Narodowego Centrum Sportu, to nikt w PZPN-ie nie zainteresował się, jaką murawę zakupiono i nie sprawdził prognozy pogody! Czy w takim razie zmiana prezesa na Zbigniewa Bońka będzie punk-

Boniek w 1986 roku

FOT. WIKIMEDIA COMMONS; NEDERLAND TEGEN POLEN 0-0 IN OLYMPISCH STADION IN AMSTERDAM, BONIEK/ MOLENDIJK, BART / ANEFO

tem zwrotnym w ocenie PZPN-u przez Polaków? Można się spodziewać większej otwartości Bońka i jego zrozumienia dla potencjału, jaki drzemie w młodzieży. Nowy prezes Związku podkreśla, że należy utworzyć okręgowe ligi młodzieżowe, zwiększyć liczbę kategorii wiekowych (w Polsce mamy ich cztery, na Zachodzie - dwa razy więcej) i współfinansować trening młodych zawodników z biedniejszych rodzin. W mojej opinii należy zwrócić uwagę na wiele aspektów infrastruktury. W ekstraklasie powinny grać zespoły tylko posiadające dobrą bazę treningową, na której młodzi będą mogli bezpiecznie biegać i płynnie rozgrywać piłkę, nie zwracając uwagi, czy zatrzyma się w dołku albo kretówce. Reguły przyznawania klubom licencji do ekstraklasy powinny być jasne i z całą bezwzględnością przestrzegane. W tej chwili komisje czepiają się za małych siedzeń dla zawodników, czy kolorów ławki rezerw o w y c h . Pomysł ze zwiększeniem liczby drużyn w T-Mobile Ekstraklasie jest najbardziej kontrowersyjny. Nie od dzisiaj w i e my, jaki poziom prezentują klu-

by. Zwiększenie ligi o cztery kluby spowoduje wyraźne obniżenie poziomu rozgrywek. Dobre zespoły będą grywać na boiskach często nieprzystosowanych do gry. Dojdzie też do takich sytuacji, w których drużyny spadające z ekstraklasy, będą odkupywać licencje, bądź połączą się z „biednym” zespołem bez odpowiedniej infrastruktury, który wygrał pierwszą ligę. Co w związku z tym zrobić? Są dwa wyjścia. Zmniejszyć ligę do dwunastu zespołów, jak to jest w Szkocji i zrobić cztery rundy, dzięki czemu każdy zespół zagra łącznie 44 spotkania albo pozostać przy obecnym układzie, a po zakończeniu rozgrywek podzielić tabele na pół po to, aby pierwsza ósemka klubów walczyła o puchary, a druga połowa o przetrwanie. Istotna jest kwestia trenerów i sędziów. Należy skończyć z sędziami piłkarskimi awansującymi do wyższych rozgrywek nie dzięki swojej fachowości, a znajomościom w Związku. Podobna sytuacja jest z trenerami piłkarskimi. Licencje UEFA Pro otrzymują ci, którzy mają pieniądze albo „kolesiów”. Związek powinien współfinansować licencje i wysyłać młodych trenerów na praktyki za granicę. Porzeba rozmów z Ministerstwem Sportu i Turystyki, aby wspierało więcej projektów młodych ludzi i zwiększyło fundusze na piłkę młodzieżową, a jednocześnie nadzorowało, jak zostają one spożytkowane. W tej chwili Ministerstwo co rok przeznacza 5 milionów złotych na piłkę nożną, dla porównania - na siatkówkę 30 milionów! Nie ulega wątpliwości, że piłka nożna w Polsce jest najbardziej popularną dyscypliną sportu. Mamy nowoczesne stadiony, coraz więcej szkółek prywatnych dla młodzieży, prawie 6 tysięcy zespołów (począwszy od pierwszej ligi - skończywszy na rozgrywkach okręgowych) oraz trzysta tysięcy piłkarzy. Potrzeba wielu spotkań, rozmów i olbrzymiej pracy na różnych szczeblach w związkach, samorządach, jak i wsparcia wszystkich sympatyków futbolu, by kiedyś móc czerpać wielką radość z sukcesów drużyn i kadry narodowej.

Polformance nr 2/2012


FOT. EMILIA WIELGOS

SPORT RĘCZNA/SIATKÓWKA

Akademicy GRAją O LUBLIN

P

ięć zwycięstw z rzędu oraz jeden remis to dotychczasowy dorobek piłkarzy ręcznych AZS UMCS Lublin. Akademicy z Lublina w zeszlym sezonie byli „czerwoną latarnią” rozgrywek, natomiast w tym wyrastają na faworyta do awansu na „zaplecze” PGNiG Superligi. Tak radykalna zmiana jest wynikiem projektu Gra o Lublin. Przed rozpoczęciem sezonu do zespołu dołączyli gracze, którzy mają za sobą występy na parkietach pierwszoligowych. Na parkie-

T

cie możemy zobaczyć: Jakuba Ignaszewskiego, Dominika Gorala, Adama Figlarskiego. Oprócz doświadczonych zawodników lubelscy akademicy wspomagani są zdolnymi, młodymi szczypiornistami. Jednym z nich jest siedemnastoletni Kacper Gajecki, który mimo młodego wieku nieraz wykazał się boiskowym sprytem i doświadczeniem. Perspektywistycznym zawodnikiem jest także młodzieżowy reprezentat Ukrainy – Valerii Lytus, który do Lublina przyjechał, aby

o pytanie zadaje sobie każdy kibic siatkówki w Polsce, ale odpowiedź nie jest już tak oczywista, jak w ostatnich kilku latach. W ubiegłym sezonie Asseco Resovia Rzeszów zdetronizowała PGE Skrę Bełchatów po jej siedmioletniej hegemonii na parkietach siatkarskich w Polsce. Wydawałoby się, że to właśnie drużyna z Rzeszowa będzie nadawała ton tegorocznym rozgrywkom. Nic bardziej mylnego. Rzeszowianie zajmują obecnie 5. miejsce po pięciu ligowych kolejkach, co zostało przyjęte z niemałym zaskoczeniem. Resovia jest cieniem zespołu, który sezon wcześniej zdobył mistrzostwo Polski. (Chociaż na początku sezonu po wygranej z AZS-em Olsztyn 3:0, z PGE Skrą Bełchatów 3:2 i parę tygodni temu z Jastrzębskim Węglem 3:0 - wydawało się, że o powtórkę sukcesu sprzed roku nie będzie trudno.) Mistrzowie Polski długo nie utrzymali zwycięskiego trendu, bo już w kolejnych spotkaniach ich gra pozostawiała wiele do życzenia, a po meczach z ZAKSĄ Kędzierzyn Koźle i Delektą Bydgoszcz (oba przegrane 1:3) można było dostrzec ewidentny brak siatkarza, który w trudnych dla Resovii momentach wziąłby ciężar zdobywania punktów na własne barki. W zeszłym roku

facebook.com/polformance

studiować. Dzięki temu w zeszłym sezonie dołączył do zespołu AZS UMCS Lublin. Młody zawodnik wiąże przyszłość z naszym krajem. - Chciałbym tutaj zostać po studiach, ale co będzie, czas pokaże – mówi. Przed sezonem zawodnicy mówili, że chcą powalczyć o pierwszą „czwórkę”. Jednak teraz coraz częściej slychać głosy o awansie do pierwszej ligi. – Awans do wyższej klasy rozgrywkowej byłby nagrodą za naszą ciężką pracę, a także podziękowaniem dla kibiców, którzy tak licznie przybywają na nasze spotkania w Hali Globus. Jednak teraz skupiamy się na treningach i najbliższych meczach – mówi Tomasz Lewtak, jeden z zawodników AZS UMCS Lublin oraz manager zespołu. W osiągnięciu tego celu ma pomóc projekt Gra o Lublin. Jest to cykliczne wydarzenie, które łączy sport z pięcioma głównymi aspektami funkcjonowania naszego województwa: przedsiębiorczością, promocją, rozrywką, kulturą oraz szczytnym celem. – Główną aspiracją lubelskiego zespołu jest

Kto mistrzem w PlusLidze? DAMIAN GRĘDYSA

kimś takim był Georg Grozer, którego wkład doceniono, przyznając mu nagrodę MVP PlusLigi. Asseco Resovia, mimo nie najlepszego początku, nadal pozostaje w gronie faworytów rozgrywek, lecz szybko musi się otrząsnąć z marazmu, a jej zawodnicy udowodnić, że ubiegłoroczne mistrzostwo to nie był przypadek. Oprócz Asseco Resovii fatalny start rozgrywek zanotowała PGE Skra Bełchatów, która po czterech rozegranych meczach ma na koncie wygraną z Lotosem Gdańsk 3:0 i aż trzy porażki z Asseco Resovią Rzeszów 2:3, z ZAKSĄ Kędzierzyn Koźle 2:3 i Jastrzębskim Węglem 1:3. Tak złego początku sezonu klubu z Bełchatowa nie było od 8 lat. Skra przyzwyczaiła fanów, że w Polsce wygrywała każde spotkanie, a pojedyncze

awans do I ligi w sezonie 2013/14. W sporcie trudno jednak o wyniki bez zaplecza finansowego. Dlatego naszą koncepcją jest stworzenie możliwości promocji poprzez sponsoring sportowy ze strony mikrofirm lubelskich. Zgromadzone środki mają też pomóc wypromować lubelskie talenty – tłumaczy Karolina Cala, właścicielka firmy współorganizującej projekt. - Oprócz samych meczów, które na pewno dostarczają sporo emocji, chcemy wykorzystywać przerwy podczas spotkania do promocji lokalnej kultury. Przed wejściem na halę prezentujemy np. wystawy artystów. To nie wszystko, co czeka sympatyków piłki ręcznej - dodaje Cala. Do tej pory w czasie przerwy meczowej widzowie mogli oglądać między innymi występy Lubelskich Czaderek, czyli dwudziestu trzech roztańczonych pań 50+, pokazy capoeiry czy też tańca brzucha. Wszystkie aktualne informacje o zespole można znaleźć na fanpage’u drużyny: www.facebook. com/AZSUMCSHandball. (mf)

porażki uznawano za wypadek przy pracy. Teraz można śmiało powiedzieć, że drużyna złapała zadyszkę, ale nikt nie ma wątpliwości, że nie będzie się liczyć do końca rozgrywek, gdyż Skra co roku jest typowana jako jeden z kandydatów na mistrza. W formacji widoczny jest brak rozgrywającego, a Paweł Woicki obecnie etatowy na tej pozycji, często spowalnia akcje, grając prostymi schematami, co powoduje utratę największego atutu zespołu, jakim od lat był atak. „Senny start” zaliczyło również Jastrzębie, którego gra przypomina istną sinusoidę. Bardzo słabe mecze (z AZS-em Politechniki Wa-wa 1:3, z Asseco Resovią 0:3) przeplata z bardzo dobrymi, z których wychodzi zwycięsko (3:0 z Effectorem Kielce i Lotosem Gdańsk oraz ze Skrą 3:1). Ekipa z Jastrzębia przeżyła małą rewolucję. Z zespołu odeszli: Zbigniew Bartman, Paweł Rusek, Raphael Margarido i Bartosz Gawryszewski, natomiast przybyli: Simon Tischer, Matteo Martino, Damian Wojtaszek, Krzysztof Gierczyński i Patryk Czarnowski, czyli zawodnicy o wielkim potencjale, który swoją wartość zdążyli udowodnić w kilku meczach. Jeśli tylko ustabilizują formę, to na pewno włączą się do walki o mistrzostwo.

31


SPORT FMX

FOT. WIKIMEDIA COMMONS; PRACA WŁASNA/NULA (ANNA KŁECZEK)

Od początku rozgrywek o formę nie musi się ›martwić drużyna z Kędzierzyna Koźle, bo jako

jedyna wygrała wszystkie mecze, na dodatek ogrywając mistrzów i wicemistrzów kraju kolejno 3:1 i 3:2. ZAKSA obecnie gra najlepszą i najskuteczniejszą siatkówkę w Polsce, co na pewno jest zasługą nowego trenera Daniela Castellaniego oraz zarządu klubu, który utrzymał w składzie drużyny kluczowych zawodników i odpowiednio ich „poustawiał” na parkiecie. Dzięki temu zabiegowi zespół nie musiał się długo „zgrywać”. ZAKSA Kędzierzyn Koźle jest obecnie najpoważniejszym kandydatem na Mistrza Polski. Tuż za Kędzierzynem Koźle plasują się kluby, które przed startem rozgrywek eksperci umieszczali w gronie ligowych średniaków, a tym czasem to one obecnie „oblegają” podium. Mowa oczywiście o Delekcie Bydgoszcz i AZS Politechnice Warszawa. Obie ekipy nie posiadają w swoich składach wielkich nazwisk, wręcz przeciwnie. O ich sile decydują młodzi polscy siatkarze, którzy w przyszłości mogą decydować o potencjale naszej reprezentacji. Taki model drużyny na razie się sprawdza, ale nasuwa się pytanie: jak długo oni wytrzymają mordercze tempo, jakie sami sobie narzucili? Wydaje mi się, iż będą w stanie powalczyć o podium. Podniesie to atrakcyjność rozgrywek, w których aż sześć drużyn będzie liczyło się do końca sezonu. Pozostałe ekipy: Effector Kielce, Lotos Gdańsk, AZS Olsztyn i Wkręt-met AZS Częstochowa - raczej pozostaną w roli „asystentów” i „dostarczycieli punktów”. Między sobą powalczą o miejsca od 7. do 10. W tych drużynach gra wielu debiutantów. Właściciele oczekują od zawodników walki, aby utrzymać drużynę w najwyższej klasie rozgrywkowej. Po pierwszych spotkaniach w PlusLidze wyraźnie widać, że w tym roku o mistrzostwo powalczy sześć zespołów, lecz w tej chwili trudno wskazać faworyta. Dlatego zachęcam wszystkich sympatyków siatkówki do śledzenia rozgrywek PlusLigi, bo jeszcze nigdy sezon nie zapowiadał się tak pasjonująco.

Patryk Czarnkowski, nowy nabytek Jastrzębskiego Węgla

C

zym jest dla Ciebie FMX?

FMX to pasja, częściowo praca, oderwanie się od rzeczywistości.

Dlaczego akurat ten sport?

Ze sportem miałem do czynienia od kiedy pamiętam, ale dopiero kiedy spróbowałem FMX, poczułem, że to jest to, co chcę robić w życiu. To sport, który wyzwala emocje. Jest dość ekstremalny. ;)

Jeździłeś na zawody za granicę? Jeżeli tak, to gdzie?

Niestety nie udało mi się jeszcze wystąpić poza granicami naszego kraju, jednak jeśli chodzi o imprezy międzynarodowe, to mogę się pochwalić udziałem w Mistrzostwach Świata z serii Night of the Jumps w Ergo Arenie w 2011 roku. Działo się! ;)

Gdyby nie FMX, to co?

Jak oceniasz poziom FMX za granicą? Mówi się, że u nas jest to bardziej sport amatorski, a tam zawodowy.

Do czego możesz porównać uczucie, kiedy jesteś tam na górze w trakcie wyskoku? Opisz to w trzech zdaniach.

Twój pierwszy duży sukces?

Myślę, że jakieś sporty walki.

Nie da się tego z niczym porównać. Przynajmniej ja nie potrafię. To jest za krótki czas, żeby się nad czymkolwiek zastanawiać i cokolwiek analizować. Jedyne, co mogę Ci zagwarantować to to, że w powietrzu nic Ci nie grozi, gorzej przy lądowaniu. :D Jak oceniłbyś skalę niebezpieczeństwa tego sportu od 1-10?

13. (śmiech)

dzie z FMX?

Czy miałeś w swojej karierze wypadek, który mógł zaważyć na dalszej przygo-

Niestety obecna kontuzja może dużo zmienić w mojej sytuacji. 7 lipca tego roku miałem wypadek w czasie kręcenia filmu promo mojego teamu WHY SO SERIOUS. Cały tydzień ostro pracowaliśmy - niestety nie na motocyklach, ale w sprawach brandingu, jak też najzwyczajniej w świecie na torze z koparką, grabkami, szpadlami - aby idealnie przygotować tor. Kiedy zaczynaliśmy kręcić, było strasznie gorąco. Cały dzień w słońcu - ustawianie ramp, mało płynów i jedzenia, ogólne zmęczenie. Skakałem jako pierwszy, najechałem zbyt wolno i nie trafiłem w kąt lądowania. Rampa stała na dwudziestym pierwszym metrze, podbiło mi tylne koło i wysadziło przez kierę. Skończyło sie wieloodłamowym złamaniem kości udowej, prętem w udzie, obojczykiem oderwanym od łopatki. A mówią, że sport to zdrowie...

Dokładnie tak, u nas to dopiero początek. W Polsce rzadko który zawodnik może z czystym sumieniem stwierdzić, że jest zawodowcem w tej dyscyplinie. Myślę, że udział w treningach Night of the Jumps w katowickim Spodku w 2007 roku. Równie miło wspominam też wstąpienie w szeregi Diverse Extreme Team w 2009 roku. Gdzie leży „granica” tego sportu? Czy Ty sobie jakąś wyznaczyłeś? Czego byś nie zrobił z obawy przed utratą zdrowia lub życia?

Śmiało mogę stwierdzić, że jeszcze nikt nie odkrył jakiejś gran i c y FMX. Granicę trzeba ciągle przesuwać, podnosić sobie poprzeczkę, ale robić to z głową. Wbrew pozorom to nie jest sport dla „wariatów”. Jeśli się nie myśli i idzie na hardcore, to szybko się kończy.... Ale może właśnie dlatego jest on tak wyjątkowy. Jak sam mówisz, ten sport to ogromna część Twojego życia, a czego byś na pewno dla niego nie poświęcił?

Wciąż biję się z myślami...

Kto jest Twoim idolem w FMX i dlaczego?

Jest wielu wspaniałych sportowców, jednakże nie mam swojego „idola”. Każdy ma swój indywidualny styl, o to w tym chodzi.

Minusy i plusy bycia sportowcem?

Przede wszystkim kontuzje. Jest to nieodłączny element FMX. Życie na wady, podróże, lecz na dłuższą metę to


To nie jest sport dla wariatów MICHAŁ DACIUK, ZAWODNIK KLUBU MOTOROWEGO CROSS Z LUBLINA, NADZIEJA POLSKIEGO FMX (FREESTYLE MOTOCROSS) W ROZMOWIE Z MONIKĄ JANOCIŃSKĄ

Michał Daciuk na Night of the Jumps FOT. ADAM DACIUK

męczy, zwłaszcza bliscy na tym cierpią. Pozytywami bez wątpienia są wrażenia z jazdy, z lotów ;) oraz uczucie, że zrobiło się coś porządnie - nie tylko kibice są zadowoleni, ale sam wewnętrznie czujesz, że było dobrze! Co robi Michał, kiedy nie jeździ?

Trenuje, pracuje, studiuje.

Sportowcy z twojej dziedziny przechodzą na emeryturę około 35-40 roku życia. Co chcesz robić, kiedy już skończysz z jeżdżeniem? Robisz już dzisiaj coś w tym kierunku?

Mam już pewne plany, ale niech na razie pozostanie to tajemnicą... ;)

Gdyby Twoim honorarium za udzielenie tego wywiadu była złota rybka, to o co byś ją poprosił?

O pneumatyczne kości albo po prostu o bycie niezniszczalnym... Mógłbym wtedy naprawdę wiele zdziałać. (śmiech) Opisałbyś się w trzech zdaniach?

W jednym. Zwykły chłopaczyna, co tylko

trochę przegina. Do czego Michał ma słabość?

Lepiej o tym nie pisać. ;)

Czym kierujesz się w życiu? Twoje życiowe motto?

Rampa stała na dwudziestym pierwszym metrze, podbiło mi tylne koło i wysadziło przez kierę. Skończyło się wieloodłamowym złamaniem kości udowej, obojczykiem oderwanym od łopatki

„When nothing is broken, everything is all right” (Jeśli nic nie jest złamane, wszystko jest w porządku - przyp. red.). “When you are sleeping, I’m working, when you are working, I’m working harder” (Kiedy ty śpisz, ja pracuję, kiedy ty pracujesz, ja pracuję ciężej - przyp. red.). “Jak coś robię, to to robię albo nie robię tego wcale”. MICHAŁ DACIUK UR. 27 SIERPNIA 1988 R., ZAWODNIK FMX; ZAWODNIK KLUBU MOTOROWEGO CROSS Z LUBLINA; PIERWSZE TRENINGI FMX ODBYŁ W 2007 R. NAJWIĘKSZE SUKCESY W FMX: - UDZIAŁ W MISTRZOSTWACH ŚWIATA NIGHT OF THE JUMPS (2011) - 1. MIEJSCE W ZAWODACH MISTRZOSTW POLSKI (I RUNDA SKILLZ UP CUP – KWIDZYN 2012) - 2. MIEJSCE W ZAWODACH MISTRZOSTW POLSKI (II RUNDA SKILLZ UP CUP – ZIELONA GÓRA 2012) - 1. MIEJSCE W ZAWODACH O PUCHAR BARCINA (ROZPOCZĘCIE SEZONU MOTOCYKLOWEGO 2012) - JAKO NAJMŁODSZY ZAWODNIK W POLSCE - WYKRĘCENIE BACKFLIPA (SALTO W TYŁ - PRZYP. RED.) NA DIRT (LĄDOWANIE NA USYPANEJ ZIEMII - PRZYP. RED.), 2010 - ZAWODNIK DIVERSE EXTREME TEAM - UDZIAŁ W TRENINGACH DIVERSE NIGHT OF THE JUMPS (2007) - START W CYKLU POKAZÓW FMX SHOW 2010 (WISŁA, WARSZAWA, CZĘSTOCHOWA) - START W MOTO GP RACING SHOW 2010 (LUBLIN)


POPULARNIE & NAUKOWO ROZDWOJENIE JAŹNI RODZINA BILLY’ EGO LICZY DWUDZIESTU CZTERECH CZŁONKÓW. ARTHUR JEST PRZEBIEGŁY I INTELIGENTNY. TO ON OBMYŚLA NAPADY. RAGEN MA OGROMNĄ SIŁĘ (CO POZWALA MU NA PORYWANIE LUDZI), JEST KOMUNISTĄ I EKSPERTEM OD AMUNICJI. ON I ARTHUR TO NAJWAŻNIEJSZE OSOBY W DOMU. POMAGA IM ADALANA - NIEŚMIAŁA LESBIJKA, KTÓRA DBA O PORZĄDEK, ALE MA TEŻ MROCZĄ STRONĘ OSOBOWOŚCI. WRAZ Z BRAĆMI DOPUSZCZA SIĘ HANIEBNYCH CZYNÓW - GWAŁCI OFIARY, KTÓRE ONI WCZEŚNIEJ ZWABIAJĄ. TRZYLETNIA CHRISTINE CIERPI NA DYSLEKSJĘ. SAMUAL JEST ŻYDEM I JAKO JEDYNY W RODZINIE WIERZY W BOGA. ALLEN JEST MALARZEM, BOBBY MARZYCIELEM, STEVE OSZUSTEM, A LEE ŻARTOWNISIEM.

Ja i ja

Jak zatem leczyć zaburzenie dysocjacyjne tożsamości?

w mojej głowie

To jest bardzo poważne zaburzenie. Bardzo też trudne do terapii. Zwykle stosuje się intensywną psychoterapię. Leczenie powinno się odbywać w zamkniętym ośrodku, czyli na terenie szpitala psychiatrycznego. Często terapia psychologiczna i psychiatryczna jest wspomagana terapią farmakologiczną. Zwykle nie uzyskuje się pełnego wyleczenia. Ta druga osoba nie daje się tak zupełnie zepchnąć do niebytu.

EWELINA MISZKURKA

N

ie wolno zapominać o Billym. To właśnie w jego głowie powstali wszyscy członkowie „rodziny”. Billy Miligan cierpi na zaburzenie dysocjacyjne tożsamości. W jego ciele kryje się 24 różnych osobowości. Zdarza się, że osoby te współpracują ze sobą (jak Arthur, Ragen i Adalana), ale są też takie, które nie wiedzą o swoim istnieniu. Mogą różnić się wiekiem, płcią, kolorem skóry, orientacją seksualną, wiedzą, poziomem inteligencji, umiejętnościami, talentami, a nawet biologią (alergie). Te odmienności można zaobserwować, przyglądając się każdej z postaci żyjącej w ciele (umyśle) Miligana. Co na to nauka? Osobowość mnoga, wieloraka czy rozdwojenie jaźni to kilka synonimów tego zaburzenia. Niestety często mylone jest ono ze schizofrenią (nie wiadomo, ile osób leczących się na tę przypadłość w szpitalach psychiatrycznych, tak naprawdę ma osobowość wieloraką). Rozdwojenie jaźni jest, jak przyznaje dr hab. Aneta Borkowska z Zakładu Psychologii Klinicznej i Neuro- psychologii UMCS, bardzo ciekawym i zagadkowym zaburzeniem, które nie do końca zostało wyjaśnione. Chcąc „rozwiać” aurę tajemnicy wokół osobowości mnogiej, poprosiłam prof. Borkowską o wyjaśnienie kilku ważnych kwestii dotyczących tej przypadłości. Jakie są przyczyny jej powstawania?

Dr hab. Aneta Borkowska: W tej chwili najbardziej popularną hipotezą jest hipoteza wczesnego urazu, traumatycznego wydarzenia w dzieciństwie. Na przykład dziecko było molestowane seksualnie albo stosowano wobec niego bardzo wyrafinowaną przemoc np. tortury. To trudne wydarzenie jest spychane, tak jakby zamykane w klatce, żeby nie powo-

34

migdałowate, które bardzo mocno reaguje na strach czy lęk. W układzie limbicznym znajdują się również te struktury, które są ważne dla pamięci człowieka. Oczywiście do tego wszystkiego dochodzi działanie kory przedczołowej, która ma funkcje kontrolujące i monitorujące nasze zachowanie, wpływa na kształtowanie samokontroli, a także na świadomość. W związku z tym, pewna nierównowaga czy dysfunkcjonalność właśnie układu emocjonalno-pamięciowego będzie tutaj jednym z mechanizmów.

Inne przypadki

FOT. ADA KOPERWAS

dowało cierpienia psychicznego. W ten sposób zaczynają się tworzyć dwie osoby w jednym ciele. Jak zachowuje się osoba z tym zaburzeniem?

Zachowanie takiej osoby jest odmienne w różnych sytuacjach. Taka osoba posiada różne talenty, zdolności czy preferencje, nawet biologia może być odmienna. To jest naprawdę coś fenomenalnego. Bywa nawet do kilkunastu różnych osobowości żyjących w jednej osobie cielesnej. Niektóre z nich czasem podejrzewają swoje istnienie, natomiast bywa tak, że są zupełnie niekompatybilne w ogóle się ze sobą nie porozumiewają. Kiedy zaczyna się kształtować w osobowości drugie „ja”?

Klasyczna osobowość wieloraka w zasadzie jest diagnozowana dopiero w wieku dorosłym, bo wtedy możemy mówić o ukształtowanej osobowości. Co dzieje się w tym czasie w mózgu chorego?

W sposób zaburzony pracuje układ limbiczny, tj. cały zespół struktur, które mają duże znaczenie dla realizacji procesów emocjonalnych w naszym mózgu. Z kolei składnikiem, czy elementem układu limbicznego jest ciało

Do tej pory zdiagnozowano około 200 przypadków osób z osobowością wieloraką. A to dlatego, że zaburzenie nie jest do końca zbadane pod względem naukowym. Osoby, które posiadają dysocjacyjne zaburzenie tożsamości często nie wiedzą, że je w ogóle mają. Lata 50. XX wieku. Do terapeuty Corbetta Thigpena przychodzi Chris Sizemore z mężem. Problemem małżonków były pojawiające się w domu suknie, do których kupna żadne z nich się nie przyznawało, przez co nasilały się kłótnie. Podczas terapii okazało się, że Chris ma kilkanaście różnych osobowości. Z czego dwie „ujawniały się” najczęściej. Jedna była cichą gospodynią domową, druga zaś imprezowiczką niestroniącą od alkoholu i niedozwolonych używek, która twierdziła, że nie ma męża. Przełomem było odkrycie traumatycznych przeżyć z dzieciństwa, które Chris wyparła do nieświadomości. Jako mała dziewczynka zobaczyła, jak jej wuja przecina na pół piła tarczowa w tartaku. Niedługo po tym zdarzeniu znalazła na polu rozkładające się ludzkie zwłoki. To właśnie te wydarzenia wpłynęły na rozszczepienie osobowości u Chris. Dzięki terapii wie, że w jej ciele mieszkały inne osoby. osoby. Kobieta dzięki pomocy terapeuty - zaakceptowała to, kim jest i zaczęła nowe życie. Innym tajemniczym przypadkiem jest historia Caroline. Pewnego dnia kobieta wyszła z domu i powróciła dopiero po 19 latach! Weszła do domu, przywitała się z mężem tak, jak to miała w zwyczaju. Zdziwiła się dopiero wtedy, gdy zauważyła swoje dorosłe córki,

Polformance nr 2/2012


POPULARNIE & NAUKOWO PSYCHOLOGIA POLITYCZNA które jeszcze „rano” odwoziła do szkoły jako małe dziewczynki. Pomimo licznych badań psychiatrycznych i dochodzeń policji, nie udało się ustalić, gdzie Caroline była przez blisko dwadzieścia lat. W czasie badań nie ujawniło się też jej drugie „ja”. Przypadek tej kobiety pozostaje zagadką. Osobowość mnoga inspiracją Najprawdopodobniej to, że zaburzenie dysocjacyjne tożsamości jest tajemnicą naukową, skłoniło artystów, by po nią „sięgnąć”. Już w 1886 roku Robert Louis Stevenson napisał książkę traktującą o rozdwojeniu jaźni. Jego „Dr Jekyll i Mr Hyde” jest najbardziej znaną lekturą poruszającą problem osobowości. Dziełami bardziej współczesnymi są „Pierwsza osoba liczby mnogiej” Camerona Westa i „11 x ja. Moje życie z osobowością mnogą” Roberta Oxmana. Autorzy książek cierpią na rozdwojenie jaźni i poprzez słowo pisane postanowili przybliżyć czytelnikom siebie i „innych” ze swojego życia. (Książki te dostępne są w Bibliotece Głównej UMCS.) Nakręcono również filmy poruszające tę tematykę. „Sybil” w reżyserii Josepha Sergenta jest historią opartą na faktach. „Ja, Irena i ja” Petera i Bobby’ego Farrelly to humorystyczne podejście do problemu. W „Podziemnym Kręgu” („The Fight Club”) Chucka Palahniuka osobowość mnoga „miesza” w życiu bohaterów. Polecam lekturę lub film, by poznać problem od tzw. podszewki. Po pierwsze dlatego, że większość z nich oparta jest na faktach. Po drugie, jeśli zaciekawiła Cię tajemnica, jaka wiąże się ze schorzeniem, koniecznie zapoznaj się z publikacjami, wygoogluj pojęcie i dowiedz się więcej lub (co serdecznie polecam) obejrzyj „Podziemny Krąg”.

Skąd się biorą nasze poglądy polityczne? ŁUKASZ HAWRYLUK

CHYBA KAŻDY, KTO NIE CHCE W OCZACH INNYCH WYJŚĆ NA KONFORMISTĘ CZY NA OSOBĘ NIEINTELIGENTNĄ TWIERDZI, ŻE JEGO POGLĄDY POLITYCZNE TO EFEKT ANALIZY PROWADZĄCEJ DO WYBORU NAJLEPSZEJ DLA NARODU PARTII. CZY KAŻDY WYBORCA ZADAJE SOBIE TAKI TRUD, ZANIM ODDA GŁOS? CZY STAWIAJĄC KRZYŻYK PRZY NAZWISKU TWARZY Z REKLAMY WYBORCZEJ, POSTĘPUJEMY W SPOSÓB ŚWIADOMY I RACJONALNY? Jako student psychologii jestem zmuszony odpowiedzieć przecząco na oba te pytania. Uzasadniając swoje stanowisko, odwołam się do kontrowersyjnego badania Solomona Ascha nad konformizmem. Przedstawię także najpopularniejsze stanowiska psychologów politycznych dotyczące kształtowania się i stałości naszych poglądów. facebook.com/polformance

Uczestnicy eksperymentu Ascha zo- ta, w stosunku do którego czuje najstali poinformowani, że badanie będzie większą sympatię. Sympatia owa może dotyczyć rozróżniania bodźców wzro- być spowodowana poczciwym wygląkowych. Osoba badana przybywa dem polityka, dobrotliwym brzmieo ustalonej porze do pomieszczenia, niem jego głosu, częstym widzeniem go w którym przeprowadzany jest ekspe- w szlachetnym towarzystwie, np. duryment i zastaje siedzących już w rzę- chownych, uczonych, filantropów. dzie siedmiu innych badanych, nie ma- 2. Nieracjonalny wyborca może także jąc pojęcia, że owa siódemka to stosować się do zaleceń bliskich lub zaasystenci eksperymentatora. Zajmuje ufanych grup politycznych, z którymi jedyne puste krzesło na końcu rzędu. się identyfikuje. Osoba posługująca się Podchodzi do niej eksperymentator tą strategią woli, by ktoś inny wziął na i kładzie przed nią dwie plansze. Na le- siebie trud ustalenia, jak należy głosowej planszy znajduje się jedna linia, a na wać. prawej trzy różnej długości. Zadanie 3. Tzw. strategia znajomości. Jeśli wypolega na wskazaniu, która z trzech linii borca słyszał coś o jednym kandydacie, po prawej stronie jest tej samej długo- a nic o pozostałych (i ocena tego kandyści, co pojedyncza linia z planszy lewej. data jest neutralna lub pozytywna), zaEksperymentator prosi o wykonanie głosuje na niego. zadania wszystkich siedzących (asy- 4. Wyborca może kierować się również stentów). Każdy z nich udziela prawi- nawykiem. Oznacza to, że będzie głosodłowej odpowiedzi i kiedy przychodzi wał na tę formację, na którą głosował kolej badanego, udziela on tej samej, w ostatnich wyborach. Może to być spoprawidłowej odpowiedzi. Następuje wodowane m.in. potrzebą wykazania zmiana kart i ta sama procedura się po- konsekwencji w swoich decyzjach, zwywtarza. Badany jeszcze raz, bez wysiłku kłym przyzwyczajeniem do jednej partii podaje prawidłową odpowiedź. Jednak czy brakiem czasu na zainteresowanie podczas następnej próby, z punktu wi- się innymi formacjami. dzenia uczestnika eksperymentu, dzieje 5. Kolejną strategią jest stosownie schesię coś dziwnego: wszyscy pozostali matów partyjnych oraz ideologicznych. (asystenci eksperymentatora) wybiera- Jeśli kandydaci w wyborach są stosunją niewłaściwą linię! W dodatku wszy- kowo mało znani, wyborca dzieli ich scy wybierają tę samą niewłaściwą linię wówczas na kategorie według poróżniącą się od prawidłowej aż o 3 cm. wszechnie dostępnych schematów poliGdy przychodzi kolej naszego badane- tycznych. Następnie przyjmuje zgodne go, ten długo waha się nad odpowie- ze schematem domyślne, a zarazem dzią, nie mogąc uwierzyć w to, co się szczegółowe informacje i stosuje afekt stało. Co wtedy robi? ukierunkowany na kategorię. Oznacza Wyniki eksperymentu okazały się to, że jeśli jakaś partia wydaje się wybornieprawdopodobne. Każdy badany kil- cy godna zaufania, wówczas kandydat kakrotnie brał udział w eksperymencie. przynależący do niej również wydaje się Około 75% badanych co najmniej raz godny zaufania, mimo iż wyborca nie zgodziło się z błędną odpowiedzią wie o nim praktycznie nic. „uzgodnioną” przez asystentów. Łącznie 6. Na podobnej zasadzie wyborca może we wszystkich próbach badani zgadzali stosować stereotypy osobowe dotyczące się z asystentami, udzielając nieprawi- płci, rasy, wieku, wyglądu itd. Wszystko dłowych odpowiedzi w ok. jednej trze- to w celu „wypełnienia” wizerunku kanciej przypadków. dydatów w naszej głowie, np. nieogoloSpróbujmy przenieść wyniki powyż- ny, niechlujny kandydat mimo ogromu szych badań na grunt politologii i psy- wiedzy i doświadczenia będzie postrzechologii politycznej. Zaznaczam, że nie gany przez wyborcę jako ktoś nieodpotwierdzę, jakoby wszyscy obywatele byli wiedzialny i nieuczciwy. nieracjonalni w swoich poglądach poli- 7. Ostatnią strategią stosowaną przez tycznych. Jednak wyniki badań wskazu- nieracjonalnych wyborców jest szacoją, że wielu z nich niekoniecznie racjo- wanie szans sukcesu. Wyborca taki bienalnie i w pełni świadomie podejmuje rze wówczas pod uwagę tylko tych kandecyzje. dydatów, którzy mają duże szanse na Można wyróżnić siedem strategii (wg zwycięstwo. psychologii politycznej), jakie przyjmuOsobom, które zainteresował temat, ją ludzie podczas podejmowania decy- polecam zapoznanie się z eksperymenzji wyborczej. tami Stanleya Milgrama i badaniami 1. Tzw. odniesienie afektywne. Osoba Leona Festingera. stosująca tę strategię wybiera kandyda-

35


POLECAMY

I

MIEJSCE

W

KONKURSIE

FOTOGRAFICZNYM

„MOJA

EUROPA”

(ORGANIZATORZY: STOWARZYSZENIE OPOLSKI PROJEKTOR ANIMACJI KULTURALNYCH ORAZ OCRG EUROPE DIRECT OPOLE) >

MARTYNA

SKROK

ZA

MARTYNA SKROK: ROCZNIK’87, FOTOGRAF, FILOLOG GERMAŃSKI, STUDENTKA DZIENNIKARSTWA NA WYDZIALE POLITOLOGII UMCS

ZDJĘCIE

„NA

SKRAJU

>> I. MIEJSCE W MIĘDZYNARODOWYM KONKURSIE FOTOGRAFICZNYM „TEATR W OBIEKTYWIE” W KATEGORII „NA SCENIE”, III. MIEJSCE W KONKURSIE STUDENCKIEGO KOŁA INFORMACJI PALIMPSEST „PRZYŁAPANI NA CZYTANIU”, II. MIEJSCE W KONKURSIE „RADOM SIŁA W PRECYZJI”; FACEBOOK.COM/MARTINEPHOTOGRAPHY

SUKCESY: M.IN. ZŁOTY MEDAL V MIĘDZYNARODOWYCH IGRZYSK FOTOGRAFICZNYCH W KATEGORII „CZARNO-BIAŁE”>> FOT. MARCIN ŁACHMANIUK

ŚWIATA”


Polformance 2 (2012)  

Magazine of students of Faculty of Political Science (MCSU, Lublin, PL) facebook.com/Polformance

Advertisement
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you