Page 1


ROZDZIAŁ 1 Prezydent stał przy oknie i podziwiał dzisiejszą pogodę. Było słonecznie, choć popadywał deszcz. Reppel podczas oględzin terenu gładził swego wąsa, znaczy przestrzeń, gdzie by się on znajdował gdyby go miał. Prezydent VIII Rzeczpospolitej zawsze marzył o wąsach, ale po tym jak jego mama się pomyliła i zamiast swojej nogi, depilowała twarz Reppela, to już nic nie rosło. Ale nie ma jej za co winić, gdyż zapomniała swoich okularów grubości denek od słoików. Nagle prezydent zauważył tęcze. Otworzył okno i krzyknął do ludzi w swoim gospodarstwie: - Idioci nie widzicie tęczy? Już mi lecieć na jej drugi koniec po złoto i jeszcze mi złapcie tego zielonego smerfa z kapeluszem. Zadowolony zamknął okno. - Idioci – mruknął sobie. – Nie wiedzą że to jest jedyna szansa żeby naród był bogaty i wybudował drogi godne VIII RP. No i oczywiście nowy traktor… albo kombajn. Prezydent usiadł wygodnie w swoim fotelu i rozmyślał jaką maszynę by tu zakupić. Później spoglądał na swój strój, czyli kubraczek, pod którym miał istnie farmerski strój. Bardzo trafny i piękny ubiór stwierdził. Prezydent Reppel rozmyślał nad swoją ostatnią decyzją. Wiedział, że dobrym pomysłem było wyniesienie się z białego domu do gospodarstwa rolnego. Miał tu piękne widoki świnki, krówki, maciory, kurki, wszystko pod ręką. A ten gnój który walał się wokoło przypominał mu sielankę młodości i dom rodzinny, no i mamusie. Taak mamusia, zawsze o niego dbała. Także teraz gotuje mu, pomaga w trudnych decyzjach, pierze i doradza w co się ubrać. Nawet raz w tygodniu przyjeżdża pomóc mu się umyć i buty związać. Rozmyślił się o mamusi i jej sałatce ze świeżych raciczek i kogucich łapek. Zamyślony zaczął się huśtać w fotelu. Rzucił okiem na swój pokój. Był dość duży, na ścianach wisiały wszystkie hity mongolskiego kina akcji. Uwielbiał te efekty specjalne i potwory z kartonów. Dalej w rogu leżało jego ubranie średniowiecznego chłopa. Ubierał go na wszystkie święta i uroczystości, to był jego strój elegancki. Wszyscy w VIII Rzeczpospolitej musieli nosić farmerskie stroje, za mocą ustawy Prezydenta Reppela nr 2/3 zawartej w Dzienniczku Knura. Reppel zaczął przyglądać się co ma na stole, zauważył swoje plany budowy miasta z klocków lego. W następnej chwili rozmyślał co dziś ma do zrobienia. Nagle usłyszał pukanie do drzwi. Przestraszony prezydent, przechylił się do tyłu i wypadł przez okno. Ludzie, którzy byli świadkami tego zdarzenia mogli by przysięgnąć, że słyszeli w tej krótkiej chwili lotu prezydenta wszystkie przekleństwa jakie znali. A nawet kilka, które twórczo ich kochana głowa narodu wymyślił w locie. Ależ ten człowiek dba o kulturę i edukację tych prostych ludzi. Na szczęście prezydent wylądował w świeżej, dzisiejszej gnojówce. Gdy chlupnął pięknie pachnąca maź rozprysła się we wszystkie strony. Reppel zemdlał, jak przez mgłę słyszał wołania z jego pokoju. - Panie prezydencie nic panu nie jest? To nie kto inny jak premier i pomagier naszego kochanego prezydenta Reppela, Ksut. Jak zwykle ubrany elegancko w garnitur, ze spodniami podciągniętymi pod pachy. Gramolił przez okno swe pokraczne ciało. - Zawsze na to czekałem – szepnął do siebie, ściągając garnitur i obwiązując go wokół szyi, wyglądał jak super bohater w pelerynie z jego ulubionych bajek. - Już pędzę cię oswobodzić panie prezydencie – krzyknął i wyskoczył.


Reppel patrzył jak Ksut spada, wprost na niego, lecz powiał boczny wiatr. Niestety nie trafił on w gnojówkę tylko w otwarty kanał ściekowy. Wokoło było słychać wielkie plum i „Auć”. Prezydent ze śmiechu zachłysnął się cudowną cieczą i zemdlał. Gdy się obudził poczuł zapach jego toalety gdy wychodzi z niej rano. A gdy otworzył oczy by sprawdzić co wywołuje ten zapach, zobaczył zwisająca nad nim ociekająca twarz Ksuta, który bił go i lał wodą. W sumie do końca prezydent nie wiedział czy to była woda. - Panie prezydencie proszę się obudzić – krzyczał ze łzami w oczach. Prezydent wstał i odepchnął go na bok. Był cały czerwony, aż gnojówka wokoło zaczęła parować. Cóż przynajmniej osoby sprzątające będą miały mniej do roboty. - Jak ty śmiałeś mnie zabić, wystraszyć, że ja nie wiem co w ogóle gdzie, drzwi Pu puk, fotel wiu ja aaaa i bum w śmierdzące bajorko – krzyczał Reppel. - Przepraszam panie prezydencie, przepraszam – łkał Ksut. - Zostaniesz ukarany. Będziesz czytał świniom na dobranoc cały tydzień. Bo ostatnio w ogóle jajek nie znoszą. - Oooo nieee – krzyczał Ksut. - Oooo taak – powiedział Reppel i dodał. – Możesz odejść. Ksut odszedł z miną zbitego psa, szurając przy tym niemiłosiernie. Prezydent się otrzepał z cieczy na tyle, na ile się dało. Prawie czysty i prawie pachnący ruszył w stronę swojego gabinetu. Nagle się poślizgnął i uderzył głową o bruk. Zemdlał. *** Reppel otworzył oczy, pomasował obolałą głowę, wyczuł ręką guz wielkości arbuza. Gdyby jeszcze Prezydent wiedział jak wygląda arbuz, to byłoby to trafne porównanie. Gdy już troszkę wrócił do siebie postanowił wstać. W końcu mu się udało i od razu tego pożałował. To co zobaczył go przeraziło. - Ooo kurwa – krzyknął i zemdlał. *** Po chwili się przebudził. Znowu wstał, bo chciał sprawdzić czy mu się nie przewidziało. Popatrzył na swój traktor. - Ooo kurw… - krzyknął i znowu zemdlał. Widok który sprawił, że tak twardy i zahartowany prezydent zemdlał był widok jego traktora, który był cały obity i obrysowany, gdzieniegdzie brakowało części. To był ulubiony pojazd Reppel, pieścił, mył go codziennie, dbał lepiej niż o swoje państwo. A tu takie nieszczęście. *** Kolejny raz się obudził, tym razem poczuł czyjś oddech na swojej twarzy. Więc gdy otworzył oczy z ciekawości zobaczył przed sobą świnie w garniturze, która przemówiła do niego: - Jestem Don Prosiaczos. Ojciec chrzestny tej obory. Mam z tobą do pogadania. Reppel otworzył szerzej oczy, a dolna szczęka prawie sięgała mu bioder z wrażenia. Oto świnia do niego przemawiała. - Widzisz swój piękny traktor? – Don zadał pytanie.


Reppel spojrzał znowu i… Zemdlał. *** Gdy otworzył oczy znajdował się w swojej własnej oborze. No nie swojej, tylko świnek dla których zbudował tę przepiękny apartament. Gdzieś na środku dwie świnie-dryblasy trzymały Ksuta i podtapiały go w korycie, które co chwilę bulgotał i próbował złapać oddech. Podszedł do niego Don Prosiaczos i przemówił: - Będziemy go podtapiać dopóki nie rozbudujesz nam obory – świnia mówiąc to paliła cygaro. Prezydent zaczął się śmiać. Przypomniał sobie bajkę o świnkach, śmiał się coraz głośniej. Ksut który właśnie zachłysnął się nie pierwszy raz zawartością korytka usłyszał rozmowę i śmiech. pomyślał: „Ale prezydent Reppel jest dzielny, jak dorosnę chce być taki jak on…”. Ksut bardzo cenił prezydenta i wybrał go jako wzór i ideał męskości. Don Prosiaczos zdenerwowany śmiechem prezydent uderzył go w twarz swą raciczką. - Masz nam rozbudować oborę i zabrać tego kretyna – wskazał palcem Ksuta, który bulgotał w korycie. – Który uważa, że zająć się świniami to znaczy czytać im bajki na dobranoc o jakimś hobgoblinie, który targa pierścień to do wulkanu zamiast oddać do lombardu. No i jeszcze nam pieluchy zaczął zmieniać. Prezydent milczał. - Jak tego nie zrobisz to rozwalimy całkiem twój traktor i jeszcze… Co Don chciał zrobić Reppel już się nie dowie. Gdyż przypomniał sobie stan swojego traktora i zemdlał. *** Prezydent obudził się we własnym fotelu. Był cały zalany potem, za oknem było już ciemno. - Ojoj to był tylko sen. Chciał się upewnić, dlatego zadzwonił po Ksuta. Po paru sekundach słychać było szuranie kapci. W drzwiach stanął pomocnik prezydenta VIII RP. Był ubrany w swoją ulubioną piżamę, zieloną w dinozaury. Miał podkrążone oczy i wyglądał jakby ktoś go obudził w środku nocy. „Ciekawe czemu?” – zastanawiał się prezydent, w końcu powiedział – Czy byłeś podtapiany przez świnie? - Nie panie prezydencie – odpowiedział Ksut. - W takim razie możesz odejść i każ rozbudować oborę – powiedział uradowany Reppel, ale postanowił nie ryzykować. – Tylko zamknij drzwi za sobą, a i już nie musisz pilnować prosiaków. - Och dziękuje panie prezydencie – zawołał uradowany Ksut i pomyślał. – „Ależ on łaskawy” Po chwili dziękowania wyszedł z gabinetu. Prezydent czekał na zamknięcie drzwi. No i się nie doczekał. Prezydent wstał zdenerwowany i zdjął kapcia, już miał bić, swego pomagiera. Podszedł do drzwi i widział, że coś je na dole blokuje. Gdy się przyjrzał poznał pokraczną postać Ksuta, która zasnęła mu w drzwiach. - A niech śpi – mruknął. – Ja też się… Nie dokończył, gdyż zemdlał widząc jak traktor na podwórzu jest cały pognieciony i porysowany. Kolejnego dnia nastał piękny ranek… Od tego dnia prezydent Reppel panicznie boi się świnek i omija oborę.


Polityka - Rozdział I  

Oto początek przygód prezydenta IX RP, Reppela oraz jego pomagiera, Ksuta!

Advertisement
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you