Page 1


Czym jest akcja Poeci dla Tybetu? Poeci dla Tybetu to pierwszy w Polsce zakrojony na szeroką skalę projekt literacki dla Tybetu i o Tybecie. To swoisty głos w sprawie, będący wyrazem poparcia i solidarności z tymi, którym odmawia się prawa do wolności słowa, sumienia i przekonań. Do projektu zostali zaproszeni poeci z całej Polski. Efektem tego jest zbiór wierszy będący wyrazem troski o los świata ginącego na ekranach naszych telewizorów. Poeci dla Tybetu to nie akt polityczny. To wyraz naszych obaw o ludzi, którzy podobnie, jak jeszcze niedawno my, dziś nie mają praw. Stowarzyszenie Żywych Poetów www.poecidlatybetu.pl Dariusz Adamowski, Wojciech Banach, Elżbieta M. Będkowska-Adamczyk, Kamil Brewiński, Wojciech Bonowicz, Ewelina Ciesielska, Patryk Doliński, Rafał Gawin, Michał Hardy Hardchief, Tomasz Hrynacz, Agata Zuzanna Jabłońska, Jarosław Jakubowski, Tomasz Jamroziński, Łukasz Jarosz, Grzegorz Jędrek, Radosław Kobierski, Marek Kołodziejski, Grzegorz Like, Elżbieta Lipińska, Łukasz Loskot, Krystian Ławreniuk, Jacek Mączka, Michał Murowaniecki, Michał Nowak, Magdalena Nowicka, Tomasz Pietrzak, Rafał Rutkowski, Marcin Szetlak, Maciej Taranek, Radosław Wiśniewski, Artur Wodarski, Zbigniew Wojciechowicz, Bartosz Wójcik, Aleksandra Zbierska Opracowanie graficzne: Anna Juchnowicz


Dariusz Adamowski Z TYBETAŃSKIEJ KSIĘGI UMARŁYCH Szlachetny Synu, w twoim ciele nie ma już żadnej rzeczy, którą mógłbyś nazwać szlachetną. Oddech tkwi w tobie jak zadra. Resztki żywiołów - ostatnie wspomnienia giną. Zabawka na dobre zepsuta. Już nic nie płonie, nie odpływa, nie drży. Jesteś jak ziarnko, chociaż byłeś większy niż góra. Jesteś jak najcichsza nuta. Dźwięk ulatuje wprost do ciała bóstwa. Drogę zna dobrze, dobrze wie którędy opuścić ciało, jak ominąć usta. Nie pozostaną po nim żadne błędy, zapachy, formy. Pozostanie pusta przestrzeń i światło. I nie będzie puenty.


Dariusz Adamowski TSO PEMA Nad jeziorem Tso Pema wzgórza gurują nad nami, tak jak złocista statua Guru Rinpocze. Sanskryt dotyka języka polskiego. Język mamrocze mantry i mrok w tych słowach dobrze oddaje wszystkie zaciemnienia umysłu, które próbujemy zgubić po drodze, choć są bezcenne i zamiast zostawiać ślady, wleczemy je za sobą. Żaden krok nie zbliża nas do celu. Żaden nas też nie oddala i to jest dobra wiadomość. Tylko jak przyjąć ją dobrze? Nastaje rano i krew w tym słowie sprawia, że małpy ukryte w gajach zaczynają wrzeszczeć. Wrzeszczymy głośniej i głośniej. Wniebogłosy.


Dariusz Adamowski TYBETAŃSKI DLA POCZĄTKUJĄCYCH kali-pe kali-szu uczę się języka nieistniejącego kraju doskonały opis stanu ducha


Wojciech Banach Z wywiadu Bettiny Röhl „ Napisali o mnie w niemieckich gazetach że wzbudzam nową nienawiść Niepotrzebnie odgrzebuję upiory przeszłości Grożą mi za opublikowanie dawnych zdjęć na których widać jak czterech młodych mężczyzn kopie leżącego na demokratycznej ulicy policjanta bez broni Gdy występuję publicznie w obronie pobitego obecnie 60-cio procentowego kaleki podobno jestem wściekłym myśliwym polującym na Joszkę F. (jednego z czterech) Dzisiaj dygnitarza w rządzie pielęgnującym prawo Zachłystującym się demokracją i wolnością To jakiś pomylony świat Jestem tylko dziennikarką Między innymi oglądałam z bliska nędzę i zbrodnie w Tybecie lecz widzę także przemoc wokół siebie w kraju który powinien nareszcie odrzucić psychopatycznych przywódców i wyrachowaną amnezję bo dalej grzechy będą się nam mylić z zasługami Ofiary z sędziami i prześladowcami Nie jestem nawiedzona a moje przekonania nie wyrosły z chęci odkupienia pokoleniowych zbrodni Wybaczcie Pytajcie mnie o wszystko tylko nie o nią Nie jestem żadną córką Ulrike Meinhof to nie jest zawód Córka terrorystki Nie chcę mówić o jej śmierci Nie rozmawiam o niej nawet z siostrą Ale nie mogę zapomnieć ideologii będącej chorobą umysłową szaleńców i o ich piątym przykazaniu – zabijaj w imię polityki W lewo przeciw prawu ”


Elżbieta M. Będkowska-Adamczyk Komu najbliżej nieba (rozmowa z tybetańskim mnichem) przystań na dachu świata, albo jeszcze wyżej, na dachu świata splecionego ze snów, dla ptaków bezdomnych, na wiecznej gałęzi czasu pomarańczowe szaty braci Kelsanga z Tybetu widać stąd w śniegu jak słoneczne kwiaty, słychać stukot kołatek, coraz głośniejszy krzyk krwi i serc mówił: tam moje ja, miejsce mojej duszy, na jedwabnych tankach z lotosem, odebrane obcym językiem, skreślane z mapy przez ponad pół wieku mówią: dzieci witają podróżnych po chińsku, nie pamiętając o po, o bo, o ma dla nich to wyblakłe wietrzne konie, galopujące słowa na lungta, że coś było i było inaczej, niedaleko podniebnego Lhasa z wrodzonym zapamiętaniem wiatr i mantra wracają echem “Om mani padme hum” wirem kolorów słowa krążą z tłumem, wokół świątyni Jokhang, nieodwracalnie, zawsze w prawo, jak ludzki zegar, pod przeczystym niebem, z paletą rozpędzonego damaru tylko ja, tu przez chwilę obca, idę pod prąd, mieszam nurt, ale budzi mnie Budda o tysiącu twarzy zaczynam rozumieć prośby, spokój i milczenie dłoni odbijanych w glinianych csa-csa nie mam nic i mam i będę miał wszystko, kiedy wrócę pod niebo, które blisko nieba mówi mój przyjaciel bez domu, z Tybetu – Kelsang


Kamil Brewiński KRUCJATA RYSZARDA LWIE SERCE Gdzie jest Palestyna i jaka będzie cena za kawałek ziemi pod jej otwartym niebem, choćby był w słoiku po pleśni i amebach, zalanym formaliną czyichś siedmiu nieszczęść, siedmiu trąb jerychońskich, które mu zagrały, kiedy w parku nad ranem naliczał księżyce na lędźwiach i na plecach bity przez policję, kiedy słyszał śmiech z sali nabitej po brzegi Palestyny jest morze śmiechu poprzez łzy Obok grupa maklerów rozluźnia krawaty i popija kawę( mleko ze szczyptą krwi) laną z automatów, z serca zniszczonej Lhasy, czekając na hossę.


Wojciech Bonowicz ŚPIEWY HISTORYCZNE Biegali z pochodniami po mieście z papieru. Kiedy spalili pierwszego rozpłakałam się. Migocą twoje usta kochany. Migocą obręcze na szyi i kartka na piersi Znalazłam nowe imię. Okrył nim dzieci. Niech długo uciekają korytarzami snu. Milczenie ma ciężką rękę. Wytrzymam jej ucisk. Dopóki oni tam są: Wielcy weseli i źli. Migocą twoje usta i czoło. Jak ptak w nocnym drzewie kochany. Jak ciała nad rzeką.


Ewelina Ciesielska Rusałka Wystarczy raz wybiec myślą w przyszłość, aby wracając pomylić drogę. Dużo później ruszyła za słońcem na zachód. Złote bramy strzelały w niebo i po garści piachu w każdym bucie. Znajdź pusty kościół i nie próbuj napełnić go pokojem. Wiatr pokołysze lampy i usną mury. Miasto zadrży. Każdy boi się kobiety, która wie zbyt wiele.


Patryk Doliński DRUGA STRONA MEDALU dla nieznajomej rozstrzelanej 1. w Chinach święto państwowe znów zabiją kogoś na stadionie... zebrał się tłum gapiów (właściwie to został zebrany) wyprowadzono skazanych odczytano wyrok winni działalności wywrotowej padły słowa potem padły strzały wczoraj aresztowano Kanadyjczyków którzy w Pekinie prowadzili blog Beijing Wide Open a w telewizji szef MKOl mówił coś o smogu nad miastem i jego znikomym zagrożeniu dla dyscyplin które trwają krótko martwił się natomiast o te które trwają po kilka godzin (pociągnęli linię kolejową do Tybetu to poradzą sobie i ze smogiem) w kraju szeroko otwartym liczba aresztowanych w tym tygodniu aktywistów wzrosła do ośmiu ogólna liczba więźniów politycznych liczona jest w tysiącach

2. kobieta idzie spokojnie ma piękne kruczoczarne włosy i skute z tyłu ręce spogląda przed siebie trochę w prawo ma na sobie granatowe spodnie i granatową bluzę z zamkiem błyskawicznym a pod nią białą bawełnianą koszulkę śnieżnobiałe są też rękawiczki młodych żołnierzy którzy ją prowadzą dwóch wyraźnie przestraszonych i trzeci spoglądający pewnie wprost na mnie ten chłopiec w nieco za dużym mundurze wyraźnie wierzy w to co robi jak dzieci Mao podczas rewolucji kulturalnej co zrobiła nieznajoma o kruczoczarnych włosach że zasłużyła na śmierć może tak jak ja pisała wiersze 2007


Rafał Gawin KARTA DO GŁOSOWANIA Pokaż mi, co mam kupić i dlaczego już to kupiłem i wyrzuciłem. Postaw krzyżyk i otwórz nowy kościół. Są jeszcze opcje w wersji rozszerzonej, ale do tego trzeba mieć cenę strachu. Drogi przecinają się regularnie. Mylą tropy? Ktoś wygrał i zajmie twoje miejsce. Czy mam prawo odpowiadać tylko za siebie?


Michał Hardy Hardchief POCISK Każdego dnia Uczestnictwo w praworządnym żywocie Godna pochwały egzystencja Nie stwarzającego problemów Obywatela Polis Każdej nocy Koszmary niebezpiecznych marzeń Godne potępienia sny Skaza na życiorysie Bezimiennego sługi Imperium Komunikat specjalny dociera o świcie Pierwsza wiadomość bez śladów drewna i tuszu Bez zbędnego stempla „OCENZUROWANE” Myśl wolna od Bierności Konformizmu Political Correctness Poranne mycie zębów Szczoteczką „Made in another world” Ostatnie poprawki przed lustrem Układanie obroży pod kołnierzem Uniformu Dziecka Systemu Bezimienny Urzędnik Społecznego Ładu Z Teczką Poranną Gazetą Drugim Śniadaniem Rozgląda się ostrożnie w Środkach Masowej Komunikacji Czy ktoś ze współtowarzyszy niedoli dostrzeże Dym unoszący się z zaciśniętej w dłoni łuski


Tomasz Hrynacz Piosenko upiornej żałoby wyniosła ponad inne piosenki, nic tak nie rządzi samo jak wiatr, śpiewana niegdyś przy innej okazji, piosenko o treści nie do pominięcia, nucona niegdyś we śnie, teraz rozśpiewana, co szuka powiązania z wolnością, gdy głoski niczym biometal dźwięczą na wspak, a światło zwalnia swój bieg, tybetański głosie, w którym pylisty ton drży membraną nadziei, w twoim boku rana, świecąca emelią ognia, kiedy pieśniarze wyzbyci obchodów Losaru wędrują nad brzeg rzeki Maczu, do kogo mówić, jeśli nie do ciebie, by smakować inne spiętrzenie wiatru, by mieć w pamięci gorycz ziemi nieobjętej, polarną zorzę jej prochu.


Agata Zuzanna Jabłońska Nogi Nawroty głowy, zawroty głodu. Nie podnoś oczu lecz patrz pod stopy: prawa, lewa, lewa, lewa, prawa krwawa, lewa krwawa. Wszyscy mamy nogi i rytm. Nie; na ogół wszyscy mamy nogi. Chociaż w krótkich słowach, w żołnierskich butach, w stylu bez kropki bez przecinka, takim z wielkich liter i okrągłych cyfr z grubsza wszyscy je mamy, powinniśmy je stracić w okopach i stojących celach, na celowniku faceta, który cię zdejmie kiedy podejdziesz do studni.


Agata Zuzanna-Jabłońska Pierwszy bez tytułu To serce bije po oczach, serce bije w kości palców, w ramionach dzieci na kolanach matek. Nieustannie żywe, umiera za każdym razem inaczej i najsilniej. Wielka pulsująca pompa, panowie, miliony naczyń rozbijanych drzwi, wyrywanych zasuw. Połacie białych płócien, czerwonych opasek oraz czarnych bander. To serce bije tak mocno, że może przewrócić dorosłego człowieka. To złote serce, złote łańcuchy; metal we krwi. Arterie pełne ruchu, ruch jest zorganizowany, płynny, niezawodny. Nie krzepnie, to serce jest krzepkie, przepchnie co zechce, jeśli się rozepniesz na właściwym maszcie. Pięknie słuchać jak szemrze, jak dudni: papam, papam, kiedy tylko zechcesz, gdziekolwiek otworzysz oczy, gazetę, płaski ekran. Rytm się toczy, nie zmienia i będzie trwać wiecznie; są taśmy w fabrykach, pomysłowe rozwiązania, narodziny, magazyny nowe mody i nieśmiertelny Kałasznikow, wszystko ma swoje miejsce. Macie rację, panowie, macie wielkie serce.


Jarosław Jakubowski WIECZNY GRUDZIEŃ     Nigdy naprawdę nie marzłem, nigdy      nie żarły mnie wszy, nigdy nie zaznałem      prawdziwego głodu, poniżenia, strachu o własne życie:      czasami się zastanawiam, czy w ogóle mam prawo      pisać      Stanisław Barańczak „Nigdy naprawdę” Im więcej śmierci tym większy głód życia. Pożegnania stają się preludiami całkiem nowych pieśni; Ten kraj istnieje. Potwierdza to każdym świeżym bólem. Ty jesteś jego synem. Pijesz jego wódkę, Bierzesz tutejszą kobietę, rozpamiętujesz. W tym słowie mieszka rozpacz. Już nigdy…Nigdy więcej… W tym słowie są najsmutniejsze piosenki. Im więcej zimna tym droższy ci ogień Nawet ten któremu nigdy nie dałeś zapłonąć „Bo życie” „bo praca” „bo tak” „bo nie”. Był grudzień i armia szła środkiem grudnia Lecz to nie był twój grudzień ani twoja armia Stałeś z dziurami na kolanach nie po kulach Świadek za mały żeby dać świadectwo Niewypełniony człowiek niewypełniony człowiek Dzisiaj znasz już wiele zwrotów szczególnie „w tył zwrot” Potrafisz poruszać się nie nabijając sobie sińców Ale armia wciąż idzie, środkiem grudnia, przez twój pokój Przez twój sen o „małym szczęściu”. Albo zastąpisz jej drogę, Albo każdy twój wiersz jest kłamstwem. 17.12.2007


Tomasz Jamroziński KTO ZABIJE ALI AGCĘ? Pijany statek zabiera ze sobą celebrytów. Może to wenecki tramwaj, ciężko dojrzeć. Nie wsiada tylko Josef Fritzl, czeka na tantiemy za książkę, którą Tesco polecało na Dzień Ojca. Wcześniej Austriakom też zdarzały się całkiem niekonwencjonalne pomysły na robienie kariery. Ali zwany Mehmetem też się ociąga. Mimo tego że wszystko już opowiedział o Bułgarach, zaraz udzieli prasie wywiadu za dwa miliony dolarów. Przecież potrzeba nam ekskluzywnego wywiadu, trzeba ekskluzywnego wywiadu jak za tamtych lat. statek-widmo ginie pod mostem wywiad-rzeka ginie pod mostem


Łukasz Jarosz SUBURBIA Jeden woła: Chcąc nie chcąc, stałem się członkiem konduktu. Drugi: Ja chciałem należeć do nich, lecz to, że mnie odrzucili, uratowało mi życie. Tak. Mamy rację. Siedzimy na tych samych krzesłach, nasze słowa krzyczą we wszystkich kierunkach. Chcieliśmy kopać dołki, a powstawały doły, pijemy coraz głębszy kamień. Już cisza. Słyszę tylko jak ktoś stuka łyżką w talerz, rozdrabniając ziemniaki. Boję się, że jedyną karą jest rachunek sumienia. Boję się, choć w głębi mam nadzieję, że to ja.


Grzegorz Jędrek BAŚNI Z KOŃCA POEZJI GŁOSZONEGO RANKIEM W KAPLICY Tym dla których słowo nic nie znaczy, i tym, którzy za słowo Tybet oddają życie wszyscy mnisi górskich klasztorów w bejsbolowych czapkach jeden wielki skansen pełen baniek mydlanych i wiatru słyszysz jak śpiewają zastępy świętych i nalanych twarzy mecz o własną duszę z sobą samym i pustymi trybunami jeden wielki skansen pełen baniek mydlanych i wiatru przywołanych przez dziecko - trzymam je mocno za włosy mecz o własną duszę z sobą samym i pustymi trybunami chciało być nieśmiertelne mieć złego bliźniaka: jing i jang - przywołane przez dziecko - trzymam je mocno za włosy a ono krzyczy do was: usiądźcie wygodnie na krzesłach chciało być nieśmiertelne mieć złego bliźniaka: jing i jang i toczyć bój o prawdę taki mecz kosmiczny i kosmaty Chrystus a On krzyczy do was: usiądźcie wygodnie na krzesłach patrzcie jak z magicznych znaków wypływają do was światy i toczą bój o prawdę taki mecz kosmiczny i kosmaty diabeł za włosy trzymam go już tylko by nie złączył się z przepaścią patrzcie jak z magicznych znaków wypływają do was światy słyszysz jak śpiewają zastępy świętych i nalanych twarzy za włosy trzymam ich już tylko a oni łączą się z przepaścią wszyscy mnisi górskich klasztorów w bejsbolowych czapkach 3 V 2009


Radosław Kobierski III.TYBET (monolog) jałowa ziemia, stół, na stole jeszcze jest cień i gorzki zapach choroby osiada na dnie jak syrop, dziki szczep. bezruch, oto gdzie leży bóg. służy do tego łóżko, rozmowa zawsze jest w pozycji poziomej, ty tam ja tu, nigdy odwrotnie. stół, są dwa krzesła, nic więcej nie wiem, wszystko się dzieje pomiędzy tymi rzeczami. każda ma własny oddech, zużyte istnienie (tylko domyślam się znaczeń, tylko przypuszczam podobieństwo z tym światem). osiada na dnie fermentuje, podnosi temperaturę ciała, ale go nie spala. suche powietrze, suchy rytm wydm, miejsce najmniejszego oporu – oto gdzie leży bóg. i drzwi nas tylko dzielą, mówimy przez ścianę. nie było nigdy dalej.


Marek Kołodziejski NAMU AMITA BUL Nie patrzę, ale nim przestałem, nim wzrok oderwał się od przedmiotu, zobaczyłem ogony wystające na zewnątrz. - Co tak czuć? Zapytała taka jedna. - Śmierć tak cuchnie, odpowiedziałem i kiwnąłem głową w stronę śmierdzi. II Z Żydami było tak samo, to nie dotyczyło wszystkich, więc patrzyli bezradnie, oniemiali. Te pociągi strasznie śmierdziały, opowiadał mi stary maszynista, co woził ich do Chełma. Śmierć cuchnie tak samo, proporcje strachu i rozpaczy zawsze takie same. III Na ulicy w środku miasta „Namu Amita Bul” trzy razy, to musi wystarczyć. Na obiad coś czego nie zabito, a krwi nie przelano. „Jedność z nieskończonym”


Grzegorz Like *** Coś nakazało mi dziś zamknąć szczelnie okna Telewizor warczał od samego rana Sypał iskrami, szarpał mną, wierzgał tłumami - Więc też dostał za swoje. Zrobiło się uporczywie duszno pod wieczór. Zamknięty, odcięty- prześladowany najnaturalniej. Bo przecież to podobno leży tu i ówdzie w naturze Że ludzi się stawia na bezdechu przy murze. Rzuciłem się więc do radia    Tam trzymam czasami     resztki oddechu z obiadu     wydarte gazetom. Wziąłem haust, jeden z najgłębszych i czekam… Mowa mi dotąd obca Zabrała mi tlen z piersi Mam nagie serce Moje nagie serce:     Żywi się jedynie czarnym chlebem i kawą.     Jego prycza śmierdzi octem i mokrą sierścią.     Jego imię jest wulgarne i nie wypada go wymawiać     A często myląca ortografia utrudnia pisanie go na murach.     Jest banalne bo czuje się samotne w tłumie.     Psy obwąchują je od niechcenia kiedy zafrasowane.     Udaje się na place, ławeczki, mija zagajniki, laleczki,     Przytułki, gabinety, urzędy, wolności place albo zakłady pracy.     Kupuje papierosy w papierowej paczce.     Częstuje faceta, ten pyta o ogień… Tak, mam ogień. Krztuszę się żarem, krztuszenie zapiję spokojną herbatą, Otwieram ostrożnie teraz to okno na powrót. W telewizji pani prezenter blondynka i Następuje zjawisko transmisji- widzę ogień i iskry I – hej! Znowu ten facet. Fenomen przed jakimś gmachem. Serce schnie, marszczy się, jego głowa blaknie, płowieje w płomieniach dusza. „Mój Boże, jakież mam zadać sobie pytanie, Gdy mnich-znicz już się nie rusza?” Przymykam okno jeszcze na chwilę Nieszczelnie tym razem, bo teraz też siły mam mniej. Coś widzę niewyraźnie, tak też się czuję: Dziwnie uboższy, dziwnie połączony z obręczą, Na której prześwietlone oko powiesiłem Otwieram ostrożnie teraz to oko na powrót. Rozrasta mi się w piersi odpowiedź ale Jak brzmiało zadane pytanie? Rozmyte w drżącym szumie sinego ekranu.


Elżbieta Lipińska Milczenie wkrótce po urodzeniu rodzice nieudolnie naśladując Boga zawiązali nam języki długo nie wiedzieliśmy że może być inaczej bezskutecznie próbowaliśmy pozbyć się niewygodnego węzła zadzierzgnęli go mocnym nie mów za dużo nie pytaj dlaczego tak niewiele wiesz nie rozumieją moje dzieci chociaż rozwiązałam supeł nie ma kogo spytać


Łukasz Loskot KTOŚ OBCY Na wizerunku Dalajlamy mój współlokator dzieli kreskę Mamrocząc cicho pod nosem że rzeczywistość nie istnieje Odchylam do tyłu głowę i słyszę jak miasto się rusza W uszach kipi mi księżyc Potem są już tylko ulice Zaspane kluby i witryny Kraków zjada nas po kawałku z każdym hejnałem Potrafimy mówić tylko o sobie O tym co chcielibyśmy odnaleźć i jak to wielkie ma znaczenie dla reszty cywilizowanego świata Miejmy nadzieję że do rana się zestarzejemy


Krystian Ławreniuk Kiedy staną słońca Wraz z końcem wszystkich deszczy nadejdą dni w których nikt nie odważy się zwrócić w trzeciej osobie cisza oplecie zmęczone nogi wędrowców wymrozi na twarzach marynarzy róże wiatrów ustaną miotane w zgiełku słowa spójrzcie oto ten który jest potomkiem Gampo nawet czas wykruszył jego zapach z Pałacu Potala teraz śmie przybyć omyty wodą Jangcy i Mekongu stały jak najgłębsze skały Pamiru a czyż nie jest tylko legendą o uchodźcy czterech stron świata błyszczącym Żółtą Czapką w tłumach odwróconych w ostatni dzień staną wszystkie słońca zrówna się dzień z nocą ziemia z niebem człowiek zrówna się z człowiekiem każdy obudzi się w swej własnej ziemi


Jacek Mączka OUROBOROS Było. I jakby poza tobą. Kolejne upalne lato. Gorąc. Nie na żarty. Spękana ziemia, wyschnięte studnie. Chyłkiem. Wiem, o czym mówię: iluzja patriarchy – w palcach pylisty piołun. Gest realny, bo powtórzony. Je tangczie. Z północy porywiste wiatry, wyginają wierzchołki sosen. Ze snu w sen. Sierpień i świerszcze, czarny wieprz pożera księżyc. Było. I kupujesz nowe buty “Kefas”. Z solidnym protektorem i półprzepuszczalną membraną, jakby było dokąd pójść. * Je tangczie, tyb. – całkowite wyczerpanie, porzucenie nadziei, wyrzeczenie.


Michał Murowaniecki Khumbu Łańcuchy w chmurach. Kręcą się młynki, głęboki głos w olbrzymiej tubie. Ziemie jak mleko kozy. Opuszczone stado jaków. Wiatr urywa dzieciom głowy, cisza rzeźbi stupy, wynosi myśli na szczyt. Na podłodze piasek, palcem rozcięty wzór. Zdmuchnięty okrąg.

Hidetaka Nishiyama Zwyciężają ci, którzy wiedzą, kiedy walczyć, a kiedy nie. Sun Zi W pewnym sensie ostatni sen – klęczał, zwrócony plecami do ściany. Powtarzał: Cały świat może obrócić się przeciwko tobie. Otwierał przy mnie puste pięści.


Michał Nowak Po żałobie narodowej „So, so you think you can tell heaven from hell blue skies from pain” jeszcze o 23:59 krążył we mnie smutek – 0:01 już jest po żałobie flagi wciągnięto na wierzchołki masztów powróciłem więc do przeglądania kolorowych gazet oglądania programów rozrywkowych piłki nożnej i boksu polityczne dupska są już w fotelach hotelowych wielkie serca smutne oczy odłożyli do słoików i wzięli się za przeliczanie słów na punkty procentowe na użytek żałobnych rodzin rozszedł się 1mln PLN od jednej telewizji i 1mln PLN od drugiej wiadomo że pieniądze są jak kostki cukru przy rozstaniu i śmierci jeszcze dziś te same stacje przedstawią kolejnych żałobników którym na dramat wybrano nie to miejsce i spóźniono się o kilkadziesiąt h oni nie mieli szczęścia w tym czarnym teleturnieju żyjemy w dwóch różnych Polskach usłyszałem krzyk kogoś kto stał na drugim brzegu rzeki czekam tu na powieść o waszej Polsce mikrofon jest po waszej stronie


Magdalena Nowicka Sztuka Spawania Spadanie z Dachu Świata musi być lepsze niż skoki spadochronowe, bungee jumping, BASE jumping i seks. Zapiera dech w piersiach. Sparciałe poręczówki do nieba, kopczyki z filozoficznych kamieni, nawisy zeszłorocznego śniegu, szczeliny w linearnym czasie. I wszędzie lodospady.                  I wreszcie skok w nieme prowincje nieważnego, nieuwagi, spartolonej solidarności. Globalne wioski grzecznie śpią, gdy oni spadają na łebka. Połamani na osiem tysięcy kawałków, zawsze podnoszą się i zbierają szczątki na kolejną mozaikę, głaszczą szafranem kolczasty drut.                   Taka sztuka spawania.


Tomasz Pietrzak Spotkania I. Dla nas góry, dla nich ściany Drzwi, nic więcej. Boga i Buddy ani śladu w śladach kół na drodze. A jeszcze wczoraj, kiedy wracaliśmy znad jeziora Namco w strzaskanych dziś murach wrzało. Żonglowano naczyniami, stół był nakryty, a pod nim – Wangdü bawił się w małego nomada – miał namiot, własną

trawie, stadu spragnionych kóz. Taka jest kolej pogromu – wszystko się wchłania i zwraca. Tam w koronie tysiące mnichów szeleści modlitwami. Po tej trawie chodzić nie można – trzy źdźbła na skraju mogłyby mieć imiona: Tapey, Ngawang, Choetop - i jak ten drozd, co zgubił drogę, zdarzyć się tu nie powinny.

studnię. Teraz tylko drzwi pozostały tu sobą. Mocne, tekowe, ale w nic niewstawione, mimo to otwarte, jakby gospodarz na chwilę wyszedł i przez nieuwagę

IX.

wpuścił chłód. Ten przeszywający nas na wylot podmuch, który wprowadził się między ramy. Przechodzimy przez to co zostało. Tutejsi mówią – co z tego, że cegły runęły;

Co robisz tu człowieczku z plecaczkiem, z tym logo Free Tibet© na czapeczce? Wyjęto cię z prime time CNN-u?

że glinę pochłonęła ziemia, za tymi drzwiami wciąż jest dom - i pokazują palcem jakby wiedzieli więcej: niby dach, niby ściany. Niebo. Góry.

Do jakiego reportażu Dużego Formatu jest casting? Jedziesz w niej na wycieczkę, wojenkę, rewolucyję? Masz z dwadzieścia lat, może więcej - i co , wzięło cię?

Szarość gór od wschodu zachodzi słońce. II. ***[ Kiedykolwiek będziesz na tym skraju, powita cię cisza] Kiedykolwiek będziesz na tym skraju, powita cię cisza lub co najwyżej szept kobiet doprawiających herbatę. W Gyangzê tak załatwia się wszystkie sprawy, nawet te najgłośniejsze, przyprawiające o zgagę. Weźmy tego bezsennego mnicha, co w kącie męczy mantrę i czeka - starzejąc się - aż tam po drugiej stronie gór, nie w krzyku, ale w cichym świetle poranka sami zrozumieją, czym była noc.

III. Drozd Wyrósł mi u stóp, ale nie po to by się wzbić zadowolony, że potrafi więcej, ale po to żeby zostać wchłoniętym przez ziemię i zwróconym drzewom,

***[Co robisz tu człowieczku z plecaczkiem]

Tam, za górami, za Lhasami, gdzie drzewa już nie mają sił by rosnąć, takich czapeczek nie noszą. Mają ogolone głowy i w nich, w ciszy skrywają Free Tibet©. A dla nich to tyle co powietrze, które wkładasz w płuca i szybko wypuszczasz w tłumie, nie słysząc nawet tego co wykrzyczałeś.


Marcin Szetlak Wróg publiczny Uśmiech na zdjęciu z Tenzinem wygląda cholernie szczerze. Taka fotografia czasami staję się obiektem pożądania. Honoris causy są stosunkowo tanie, słowa poparcia skrupulatnie przeliczone mogą sporo ważyć, szczególnie tuż przed wyborami. Tymczasem fabryki pracują w trzy zmianowym systemie, made in przestało zadziwiać, Dach Świata odrobinę przecieka, owszem wolność religii można praktykować, ale w domu, procesje i machanie flagami bywają szkodliwe dla zdrowia. Demokracja znad szklaneczki whisky wzrusza ramionami: przykro nam Wasza Świątobliwość, ale Pekin 2008, tysiące ton stali, tania siła robocza, yuan dobrze stoi i ogólnie hossa. A do tej Lhasy to nawet ciężko dojechać. Wiadomość z ostatniej chwili: Apple zablokował Dalajlamę (na razie tylko w Chinach).


Rafał Rutkowski Transwizja Suskowola      ś.p Jerzemu Czurajowi       wg. jego obrazu “Budda kontemplujący prawdę ostateczną” Podpity Budda wracał do klasztoru ubrany w wełnianą czapką studiował żydowski różaniec niebo robiło się bardziej szare aż pękło i zieleń zaczęła się bawić z Buddą w taniec ktoś pokazał palcem drogę gdzie krzyże zamiast latarń układają się raczej w Suskowole wtedy wziął do ręki przybite stopy wyjął z nich gwoździe i zaczął układać z nich nową budowlę


Maciej Taranek Chiny Jak będę duży chciałbym mieć na imię liczba. Tak wielki głód charakteryzuje tylko zwierzęta, gdy pieśń gromadzi robaki, drąży tunel. Wszystkie żyłki, każdy nerw mam skrupulatnie policzone. Mięsiste ciało, któremu nie będzie dane jeść, rozłożone na głębokim talerzu.


Radosław Wiśniewski NANGPA-LA. Pamięci Kelsang Namco ta wąska struga ludzkich krwinek uparcie spływa wbrew prawu pod górę, ku przełęczy, która jest niczym otwarty właz na środku ulicy wolnego miasta. są podobni do tłumów wyrywanych przez sierpniowe słońce prosto spod ziemi. Idą nawet wtedy, gdy słychać strzał - bezgłośne klaśnięcie jednej dłoni. nawet kiedy pada przewodnik i leży na czerwonym śniegu martwy jak Żyd. nad nimi szaleje zamieć, masy wezbranego powietrza i mrozu wolnego jak tybet.


Artur Wodarski uśmiech Dalajlamy tak jakoś jesienią przyleciał do nas Dalajlama. cierpliwie i z uśmiechem tłumaczył dlaczego tu przyjechał. potem padły pytania o los Tybetu. Dalajlama nie płacze kiedy o tym opowiada. Dalajlama w ogóle nie płacze. nie płacze “zostałem wybrany jako XIV wcielenie Thubtena Giaco. los odmienił moje życie w wieku pięciu lat. będąc małym chłopcem często podglądałem mnichów podczas modlitwy. przerażała mnie ta cisza i bezruch a najbardziej przerażał mnie fakt że teraz tak właśnie będę musiał żyć” Dalajlama uśmiecha się kiedy pada pytanie co mu się tutaj podoba. Dalajlama często się uśmiecha. zawsze się uśmiecha dawno temu Budda powiedział kiedy opowiadają ci wesołe historie - uśmiechaj się. kiedy będą opowiadać o smutnych sprawach - uśmiechaj się. w ten sposób nikt nie będzie wiedział kiedy trafił cię prosto w serce odjeżdżając Dalajlama uśmiechał się. i to był ciepły uśmiech. nawet sam Budda nie zrobiłby tego lepiej


Zbigniew Wojciechowicz TYBETAŃSKA BAJKA zapinają płaszcze po czubki głów by nikt nie dostrzegł ich twarzy i myśli bo za jedno i drugie można tu spłonąć stąpają cicho niczym owady po deszczu grzęznąc w piachu krecim spojrzeniem wertują gazety szukając swoich nekrologów czy czasem i oni nie są już martwi


Bartosz Wójcik www.china.com (ver. 2.0) ile wart jest wers chiński czosnek, wampirzy przysmak w państwach środka płatniczego ile kosztuje klawiatura zaprojektowana w japonii,                                        złożona w chinach,                                                             zakupiona w polsce, w której każda litera to klawisz     


Aleksandra Zbierska Idąc po śladach Ja też chciałem walczyć. Ale jesteśmy buddystami. Tenzin Tsundue Gdy nie ma ciemności, nie istnieje światło pomyślałam przed zaśnięciem analizując wszystkie swoje potknięcia. I Tenzin Tsundue uśmiechnął się do mnie. Wśród tylu podobnych wybrał właśnie mnie. - Jestem zmęczony – powiedział - czterdziestoma latami siedzenia i czekania. W pyle i plwocinach. Myśli o zemście rodziły się wielokrotnie, ale umierały w odpowiedzi na modlitwę. Nie mów nigdy więcej: nie chcę, poddaję się. Stań naprzeciwko siebie i powiedz: kocham cię, Ego. Postaraj się być dla mnie prawdziwe, a zrobię to samo dla Ciebie. Jeśli ta miłość trudna jest do zatrzymania, sprowadź ją do druku. Usłyszałam jeszcze kilka niezrozumiałych słów i dźwięków, lecz w gruncie rzeczy, było to jasne, a nawet bezwzględne, jak białe strzałki narysowane kredą na asfalcie. Znajduję napis: Odwróć Się ku niebu. Ale nie możesz oderwać się od ziemi.


Profile for Poeci Dla Tybetu

Poeci Dla Tybetu  

Poeci dla Tybetu to pierwszy w Polsce zakrojony na szeroką skalę projekt literacki dla Tybetu i o Tybecie. To swoisty głos w sprawie, będąc...

Poeci Dla Tybetu  

Poeci dla Tybetu to pierwszy w Polsce zakrojony na szeroką skalę projekt literacki dla Tybetu i o Tybecie. To swoisty głos w sprawie, będąc...

Profile for poeci
Advertisement