Issuu on Google+

28

Okazj on aln i k Akad em i cki DA

Studn ia

w w w. p o d a j - d a l e j . i n f o

ISSN 1732 -900 0 Nieu czesa ny grud zień 2008

S tu d e n t s h o w M i e s z ka n i a s t u d e n c ki e

N i e - z ła s z t u k a

. . . b o wa rto !


Słowo na Święta S t u d e n t s h o w 4 P i ę c i o la t k a 5 M i e s z ka n i a s t u d e n c ki e 6

S tu d e n c i

N i e - z ła s z t u k a 8

Po d p rą d „ A n t y p i e l gr z y m k a ” 1 0

N a t ra s i e Ty m a sz ze ga re k, j a m a m cza s 1 2 To n i e d ro ga j e st tru d n o ści ą . . . 1 3

S tu d n i a

J e ż yn y 1 4

F e li e t ą Z i e m n i a c z a n e p o ra c h u n ki 1 5

Fo t o o p o wi e ś ć

P

ewien Mędrzec powiedział: Święto jest święte, ponieważ ukazuje, że wszystkie dni w roku są święte. Sanktuarium jest święte, gdyż ukazuje, że wszystkie miejsca są uświęcone. Tak też Chrystus urodził się, aby pokazać, że wszyscy ludzie są dziećmi Bożymi. Wiadomo, że przygotowujemy się do Świąt Bożego Narodzenia dokładnie tak samo, jak przeżywamy tę Tajemnicę Wiary w ciągu roku. Nic zatem dziwnego, że jedni się nawracają, inni natomiast koncentrują się na rzeczach drugorzędnych. Bo tak zwykle jest na co dzień. Dlatego dobrze, że mamy aż prawie 4 tygodnie. Można w tym czasie uczynić tajemnicę wiary nie czymś sporadycznym, ale treścią codzienności. Poprośmy o pomoc tych, którzy jako pierwsi zetknęli się z Bogiem Wcielonym, czyli Panem Jezusem. Co mogą nam na ten temat powiedzieć? Podobnie jak my przeżywali swój adwent, oczekiwali i jako pierwsi Go doświadczyli. Zapytajmy Maryję, Józefa, Jana Chrzciciela, pasterzy, a nawet Heroda. Niech nam powiedzą, jak przyszedł, abyśmy mogli, podobnie jak oni, spotkać Go. Życzę nam wszystkim, abyśmy spotkali Boga w Jego miłosnej obecności w nas, czyli w Jezusie Chrystusie. Życzę, abyśmy chcieli pokornie uczyć się od tych, którzy Jego przyjścia doświadczyli. Z pewnością mają nam dużo do powiedzenia. A przede wszystkim przypomną nam, że Pan zawsze przychodzi nie tam, gdzie się go spodziewamy i nie tak, jak sobie tego wyobrażamy i nie jako ten, o którym wydaje nam się, że coś wiemy. Ktoś więc może powie: a więc Pan nie przyjdzie zgodnie z Tradycją? Owszem, Pan zawsze przychodzi zgodnie z Tradycją, ale Jego Tradycja polega na tym, że zawsze przychodzi do każdego jako jego Bóg, jego Zbawiciel i Najlepszy Ojciec. Z adwentowym i świątecznym pozdrowieniem Lesław Ptak SI, duszpasterz akademicki


3 JEDYNKA

P

rzychodzi sama. Niespodziewanie. Kiedy czekasz na Nią, nie przyjdzie. Widzisz Ją w oczach ludzi, mijasz na ulicy, czujesz Jej oddech w światłach miasta. Siada obok ciebie na ławce w parku, często czeka tam, gdzie cię nie ma, słyszysz Jej śpiew w codziennym życiu. Musisz być gotowy, bo kiedy przyjdzie, nie będzie odwrotu. Gdy Ją odrzucisz, nigdy nie wróci. Jest jak narkotyk, raz weźmiesz i się w Niej zatracasz bez reszty. Zazdrosna o każdą chwilę z tobą, każdą cząstkę ciebie. Jest światem, w który uciekasz, by nabrać sił. Jest twoją walką o tożsamość, o siebie, o oddech. Jest twoim poszukiwaniem odpowiedzi na dręczące pytania. Twoim powietrzem. Twoją nauką latania, nauką pychy i pokory, twoim snem i budzikiem. Twoim zatraceniem i równowagą. Twoim osiedlem, ulicą i miastem. Twoim Życiem. Malujesz Ją kroplą deszczu i uśmiech Jej chwytasz w porannym słońcu. To Ona kieruje twoją dłonią, gdy w obiektywie aparatu próbujesz złapać, lecące ku niebu, gołębie. To Ona cię zwodzi, gdy w pośpiechu próbujesz napisać wiersz. Bo nie każde zdjęcie jest Nią. I nie każdy wiersz jest Nią. I nie każdy ukończony bieg. Mówili ci kiedyś, że trzeba się śpieszyć. Ale ty wiesz – tam, w tych granitowych dłoniach, wzniesionych ku niebu, mieszka Ona. Tam biegną ci, w których jest Jej serce – ostatkiem sił. Nie zniechęcają się. Nie poddają. Walczą do końca. Tam żyją ci, w których żyje Ona. Pytali cię nie raz, co znaczy być z Nią? Mówiłeś, że to znaczy żyć, gdy inni nie dają ci szans. To znaczy iść pod wiatr, podczas gdy inni z wiatrem idą lub dawno ulegli. To pisać swoim życiem, być księgą, po którą wszyscy sięgają i którą czytają w skupieniu. To myśleć za tych, którzy nie mają na to czasu. Moknąć w deszczu za tych, którzy nie chcą moknąć. Mówić za tych, którzy nie mówią. Słyszeć za tych, którzy nie słyszą. Widzieć za tych, którzy nie widzą. To szukać za tych, którzy nie mogą znaleźć. Być drabiną dla tych, którzy nie mogą poradzić sobie z wejściem stopień wyżej. Być światłem dla tych, którzy chodzą w mroku. To szukać siebie. I kiedy będziesz żegnał Miasto, przytulisz Ją i uśmiechniesz się. Bo oto nowy wstanie dzień i w pełni sił ruszysz do przodu. Nieuczesany.

Nieuczesany Mariusz Słonina, red. naczelny


fot. archiwum redakcji

4

Student show

A MOŻE COŚ ZALEŻY WŁAŚNIE OD CIEBIE? PO-MYŚL! Studia to coś więcej, niż bunt, zabawa i swoboda. To szansa na poczucie się silnym Katarzyna Wiśniewska

Z

a mało czasu minęło, by organizować zjazdy absolwentów. Wszak jeszcze kontynuuję studia, ale gdy wracam w rodzinne strony i spotykam się ze znajomymi, zaglądamy do naszej klasy – nie tylko tej wirtualnej. W ich oczach widzę tęsknotę za wspólną ławką, szafkami (niczym z amerykańskiego snu o Beverly Hills ), których nie sposób było zamknąć – zawsze coś wypadało, bo więcej było „śmieci” czyt. butów, kosmetyków, pluszaków, puszek, ciuchów, baterii, płyt etc. niż podręczników; tęsknotę za dyskotekami, przerywanymi przez dyrektora z powodu – hm... każdy powód był – jego zdaniem – dobry. Ich maślane ślepia zdają się mówić: „do tego nicnierobienia tęskno mi...”. Tak uważacie? A ja uważam inaczej: czołem asertywni! Czas, który wspominam najlepiej, to czas studiów. Nie dlatego, że to taki lajtowy czas. I nie dlatego, że to jedna wielka impreza (choć uczta rozpoczęta). Ale właśnie dzięki temu, że zaczęło mi się chcieć tak bardzo jak mi się nie chciało. Stąd trzyletni okres z życiorysu stał się procesem „od-nowy” (przypadek?). Bo nie zmieniłam się. Zaczęłam wychodzić z komody, tym razem odkrywając coraz to głębsze szuflady. Bo student show to wyższa szkoła jazdy.

W

Pomyśl, jak to być mogło z nami... Ale wiesz, poeci zawsze chodzą własnymi wierszami (...) Bo wszystkie gwiazdy w tobie lśnią i światów nieodkryty ogrom, a szczęście zawsze jest o krok – gdy czegoś chcesz, to siebie poproś. / Celuj w gwiazdy! Bo sky is the limit!

Jedna taka szansa... – od serca? Nie, od piernika! Pierwszy rok spędziłam przy książkach – bardziej z wyboru niż konieczności? Zakopana w bibliotekach, czytelniach, papierzyskach z różnych epok w kolorystyce tęczy, chłonąc ich treść i woń (nie wiem, czy dziś jeszcze organizuje się szkolenia biblioteczne, ale... czego to ludzie nie robią z książkami!). Nareszcie miałam czas i mogłam czytać to, co chcę, poznawać to, co mnie interesuje – począwszy od... przez... aż do.... Wbrew doświadczeniom większości studentów, nie wszystko było dla mnie nowe. Miasto – „jakotako” – znałam już wcześniej. Nowi i inni byli przede wszystkim Ludzie. I choć tyle się nasłuchałam o tzw. życiu studenckim, przez jakiś, dość długi, czas nie wiedziałam, o co w tym tak naprawdę chodzi (o co tyle hałasu?!). Nie wiedziałam, czy więcej dzieje się wokół, czy we mnie – może zabrzmi to nieskromnie lub mało pokornie (po-


P O D A J D A L E J 2 8 : N i e u c z e s a n y , w w w. p o d a j - d a l e j . i n fo

5 STUDENCI

kora czasem jest pyszna), ale odnosiłam wraże-

nie, że raczej to drugie, bo wokół życie od imprezy do imprezy? – ot, takie nic. Zamknięta w sobie, w swoich marzeniach, nie robiłam nic (lub niewiele, lub wciąż za mało?), by je spełnić. Uciekałam do świata książek, wymieniając go ze światem kina, spędzając długie godziny w orlim gnieździe – wszak tylko orły szybują wysoko. Zdarzało się, że sen o spełnieniu wymieniałam niczym dolary w kantorze na inne, mniej lub bardziej przyjemne w skutkach, „przyjemności”, ale o tym nie pozwala mi pisać cenzura. I wtedy przyszedł on, zamieszał w moim sercu, zrobiło się gorąco... Pan Czerwiec 2006. Później nic już nie było takie samo.

A wiosną znów zakochasz się Obiady w mlecznym barze, spacery po bulwarze, patrzenie w gwiazdy, nieprzespane noce, niezapomniane mono– i dialogi w blasku Łysego (Księżyc chodzi z nami wszędzie, wszak oświetla nam drogę) – tak miło się to wspomina... I mimo konfliktów, kłótni etc. nie zamieniłabym tych chwil za żaden skarb, za nic. (Co to, to nie!). I jeszcze to, co lubię najbardziej – w studiach, w Ludziach: ciekawość, wątpliwości, różnorodny sposób myślenia i zadziwiania się – jedyny, niepowtarzalny, wywołujący tę iskierkę w oczach. I – z drugiej strony – kontrast: to, co najbardziej poraża – cisza, brak pytań, brak jakiegokolwiek dialogu, te szklane, smutne czy zalęknione, oczy. Ale: oj, weź nie stresuj się! Może kiedyś odkryjesz, jak ja, że jeśli masz więcej wątpliwości niż inni, to znaczy, że masz więcej możliwości, żeby coś dobrego zrobić!

Ile było (jest?) takich chwil, gdy strach paraliżował, odbierał odwagę... Lecz dojrzałość jest także bojaźnią – ona jest także początkiem mądro-

ści: nie jest już potrzebą ucieczki, lecz przestrzenią, którą mierzy się wielkość. Rodzice nie nauczyli

mnie pływać. Sprawili jednak, że człowiek, na którego patrzę czasem w lustrze, nie ma przed sobą cienia, ma światło Słońca, które powoli wniebowstępuje. Właśnie dlatego jestem na takim, a nie innym kierunku studiów, próbuję

różnych rzeczy, poszukując właściwej formy, zarysowując przyszłość w jasnych barwach, nadając taki, a nie inny kształt planom, marzeniom... Może dlatego nie wracałam do domu pierwszym piątkowym autobusem, a „żal odjeżdżać” cisnęło się na usta częściej, opuszczając Gród Kopernika. Może dlatego zdecydowałam się jeszcze chwilę pobyć w najbardziej rozpromienionym – zaraz po Krakowie, ale mówi się, że Toruń to taki Mały Kraków – miejscu w Polsce, by, mijając cię gdzieś w pędzącym tłumie, przekazać ci ten promyk nadziei, byś podał go dalej, bo szczęście jest tylko wtedy prawdziwe, kiedy się nim dzielimy.

Jeśli chcesz czegoś w życiu, sięgaj po to! Ostatni wpis do indeksu i... droga wolna. Sesja, choć ważna, nie najważniejsza, bo są sprawy ważne i ważniejsze. Studia to coś więcej, niż bunt, zabawa i swoboda. Studia, owszem, to czas na naukę – na naukę pływania, już bez kół ratunkowych (no, może z wyjątkiem telefonu do przyjaciela). To szansa na poczucie się silnym. Dziś wiem, jak ważne jest w życiu, by niekoniecznie być silnym, ale żeby czuć się silnym. Zmierzyć się z samym sobą, choć raz, mając tylko ręce i własną głowę. Ale żeby cokolwiek pożytecznego zrobić, muszę – jako słowiańska dusza – poczekać na sytuację, w której po prostu nie będę mogła tego nie zrobić.

Dlatego, z radością w sercu, wróciłam po wakacjach do toruńskiej rodziny z pytaniem: Już czas? Tak, bo nawet to najbardziej niezrozumiałe życie po drugiej stronie lustra jest lepsze od tego normalnego. Bo studia są właśnie po to, by dać się zaskoczyć! Potem można już tylko złapać się za głowę i uśmiechnąć się, wykrzykując z radości: „To się porobiło”!

Wypowiedz się! Komentuj i oceń artykuł w Sieci

www.podaj-dalej.info

Miejsce na Twoją reklamę! reklama@podaj-dalej.info

...bo warto!


6 PIĘCIOLATKA Witajcie w społeczności akademickiej! Macie do wyboru wiele dróg studiowania Strategia nr 1 : zostać biernym studentem. Strategia nr 2: zostać studentem, który uczy się i/lub imprezuje, a od organizacji studenckich trzyma się z daleka. Strategia nr 3: opcja studenta aktywnego! Oto pięcioletni plan zajęć!

Katarzyna Wiśniewska, Mariusz Słonina

1 2 3 4 5

Masz już dach na głową, wiesz co znaczy DS, DA, ECTS itd. Weź sprawy w swoje ręce! Już od teraz, od zaraz – nie czekaj! Włącz się lub sam wyjdź z inicjatywą np. wyjazdu integracyjnego, wieczorku zapoznawczego. Wkrótce przekonasz się, że studia to nie tylko nauka, a może nawet w większym stopniu ludzie!

Choć brzmią groźnie – niemal każda odstrasza „naukowością” już w nazwie, pozory mylą. Koła, organizacje, stowarzyszenia studenckie to nie elitarne kluby geniuszy. Tworzą je po prostu ludzie z pasją! Spotkania w gronie otwartych, ciekawych świata i drugiego człowieka ludzi, uczą i bawią. Śmiało, czuj się zaproszony – wejdź!

Półmetek, nuda… czas na zmiany? Może czas poszerzyć horyzonty? Drugi kierunek? Może wymiana studencka? Pomoże podszlifować język, pokaże inne spojrzenie na świat…

Czas spłacania długów? W ramach wdzięczności i nowych rodzących się na drodze poszukiwań potrzeb, możesz pomóc innym: zaopiekuj się zagranicznym (egzotycznym) studentem (któż lepiej wie, jak wiele wysiłku i energii pochłaniają zmagania z polską rzeczywistością). Masz jeszcze chwilę, by rozwinąć ciało, umysł i ducha. Zaległości nie da się nadrobić, ale może warto poszukać zakopanych talentów wszelakich?

Już za parę dni, za dni parę… ze światowego, dobrze zorganizowanego, samorządnego naukowca przemienisz się w przedsiębiorcę rozporządzającego swoją własną firmą, którą pomoże ci znaleźć Biuro Karier UMK, Targi Pracy lub założyć Inkubator Przedsiębiorczości. Żal odjeżdżać? Jeśli brać studencka tak mocno zalazła Ci za skórę, że nie jesteś w stanie wydusić z siebie słów na pożegnanie: nie płacz, kiedy odjadę… może lepiej zostań na uczelni? Wiwat doktorancie, wiwat profesorze!

K

to dziś pamięta filmową historię warszawskich studentów z pokoju 107? Ale pewnie wielu z Was może opowiedzieć podobne z własnego doświadczenia. Pięć lat życia w akademiku robi swoje, i dziś, kiedy przechodzę koło Szóstki, przychodzi sentyment i uśmiech na twarzy, za te wszystkie piękne chwile. Czasem były to długie rozmowy do wczesnych godzin porannych, czasem upojne noce i poranki z bólem głowy, często dni pełne pracy – zajęcia, raporty, egzaminy... Tak, ale przede wszystkim najważniejsze okazało się to, co udało się zrobić pomiędzy – Klub Maratoński, Festiwal Nauki i Sztuki, Radio Sfera, Teatr Wróbli, „Podaj Dalej", Studnia, wykłady, konferencje. Nauczyłem się sporo dzięki temu i zachęcam Was do brania udziału w życiu studenckim, nie tylko od imprezy do imprezy, od sesji do sesji. Warto się starać na studiach, to owocuje. Warto podjąć choćby minimalny trud zrobienia czegoś więcej niż przewiduje program studiów. Może się okazać, że odkryjecie w sobie nową pasję, może się okazać, że tak naprawdę coś innego Was kręci i z pewnością warto o walczyć! Owocnego studiowania!

Wypowiedz się!

Masz dobre rady lub przeżycia, którymi warto się podzielić? Napisz do nas! www.podaj-dalej.info


P O D A J D A L E J 2 8 : N i e u c z e s a n y , w w w. p o d a j - d a l e j . i n fo

7 STUDENCI

Mieszkania studenckie Słowem – mój jest ten kawałek podłogi Mateusz Łapiński

D

la wszystkich decydujących się po raz pierwszy na ten rodzaj koegzystencji jest niezbędna owa garść informacji. Po pierwsze primo: dokładnie je obejrzyj (grzyby, karaluchy i woda z nadpękniętej rury wyłażą już po zakupie reklamowanego produktu). Po drugie primo: jeśli wyprowadzasz się z DS-u, to zastanów się po oględzinach, czy naprawdę warto – wszak nikt nie będzie po Tobie sprzątał, nie będzie lania wody ile uczelnia dała oraz podłączania wszystkich odbiorników naraz do prądu... Zobacz także jak się sprawy mają z Internetem, bo jeśli masz kupować modem od którejś z telefonii komórkowej lub płacić ponad osiem dych z kablówki, to się nie opłaca. Z autopsji radzę szukać lokum, które ma możliwość podłączenia do skrzynki „Multimediów”. Po trzecie primo i to chyba najważniejsze: zobacz z kim będziesz mieszkał – najważniejsza rzecz to Twój pokój (o ile jest dzielony) oraz reszta załogi. Co innego jak wprowdzacie się znaną sobie ekipą (choć to w praniu czasem różnie wychodzi), ale jak wprowadzasz się do nieznajomych to b. ważne jest pierwsze wrażenie. Niby nie powinno się oceniać po pozorach, ale zawsze lepiej się miło zaskoczyć niż smutno rozczarować. Co do sąsiadów – to z reguły jest to kot w worku. Podobnie właściciele – ale tych rzadziej będziesz spotykać i nie zawsze to oni będą dzwonić po policję. Natomiast z tymi ostatnimi to też uważaj – DOKŁADNIE czytaj umowę i wyjaśniaj każdą nieścisłość. To po to, żeby w środku roku nie wysiudała Cię kuzynka właścicielki wracająca z Afryki i nie mająca się gdzie podziać. Lepiej mieć zawsze na piśmie, bo jak co to zobowiązuje obie strony. Oczywiście, czasem zdarzają się paranoje w stylu: w inwentarzu jest określona intensywność farby na ścianach, która ma taką pozostać do czerwca, ale na szczęście to okazy. Oby na wymarciu! Gdy już zdecydujesz się już zamieszkać, przebrniesz przez zawiłości wspólnych ustaleń co do wynoszenia śmieci i sprzątania łazienki i nie tylko (albo ich braku – to oznacza załamanie nerwowe dla pedantów!!! Pedanci – uwaga!!!) to nie pozostaje Ci nic innego jak urządzić wesołą, acz bezalkoholową parapetówkę, która zbierze Twoich znajomych oraz fot. archiwum redakcji

krewnych i przyjaciół Królika na wspólnem świętowaniu. Gdyby nieproszeni pojawili się sąsiedzi albo inni smutni panowie w czapkach, to nie protestuj, mówiąc, że to nie Ty słuchasz na cały regulator „Mazowsza”, tylko pokajaj się, okaż skruchę, poczęstuj paluszkami i ścisz nieco, bo lepiej się kajać na klatce niż na komisariacie. A na przyszłość dojdź do konsensusu ze współlokatorami przed imprezą, obiecując, że przyniesiesz im później trochę ich ulubionych twarogowo-cebulowych chipsów. I tak upłynie Ci czas do czerwca, gdy trzeba będzie zdecydować co dalej. I wtedy samemu będziesz mógł/mogła napisać podobny poradnik dla tych co jeszcze nie kosztowali tego typu doznań.


8 Nie-zła sztuka

Czy istnieją granice sztuki? Czy możliwe jest zrozumienie sztuki współczesnej? Jak odbierać to, co obecnie spotykamy w galeriach i na czym polega ten fenomen, że grupa znawców zachwala twórczość lub dzieło danego artysty, a my nie możemy zrozumieć: dlaczego?

Olga Mądrowska

K

ażdego odbiorcę zastanawiać może kondycja sztuki współczesnej. Co prawda, nie można narzekać na brak wybitnych artystów i prac, również polskich, ale z całą pewnością nie są to już ponadczasowe dzieła na miarę wielkich mistrzów, równe geniuszowi Rembrandta czy Leonarda. Zresztą, określenie „dzieło” dawno już przestało być adekwatne w odniesieniu do wytworów sztuki najnowszej.

Czym jest sztuka współczesna? Sztuka współczesna zrywa z kilkoma postulatami obecnymi w sztuce nowożytnej i nowoczesnej, aż do impresjonizmu. Są to: antyestetyzm, brak konieczności wysokiej jakości wykonania i, przede wszystkim, absolutne zerwanie z zasadą przedstawiania rzeczy takimi, jakimi są w rzeczywistości. Sztuka działa, kiedy zaskoczy widza, niejednokrotnie go szokując lub atakując. Tworzenie sztuki nie musi wymagać dużego nakładu sił, precyzji i, co najważniejsze, sztuka nie musi wyrażać piękna, co było przecież jej podstawą! Z drugiej strony, nie zapominajmy o bogatym podłożu intelektualnym prac, o świadomym nawiązywaniu do konkretnych stylów, wykorzystywaniu nowych, nieszlachetnych materiałów (nie mówiąc o substancjach pochodzenia organicznego), o zwiększeniu liczby dziedzin, w jakich realizuje się sztuka najnowsza: instalacja, collage, fumage, fotomontaż, frottage, happening, environment, video art, komiks, tkanina, grafika komputerowa i wiele innych oraz rozszerzeniu zakresu treściowego takich pojęć jak: rzeźba, malarstwo i architektura. Przede wszystkim, obserwując współczesne instalacje, rzeźby, collage, fotografie czy grafiki, zauważamy, że talent twórcy ma tu często drugorzędne znaczenie. Co prawda, sztuka została zwolniona z potrzeby oddawania rzeczywistości już w XIX wieku za sprawą fotografii – od czasów impresjonizmu artysta nie jest obarczony przymusem przedstawiania osób i przedmiotów tak, by jak najwierniej od-

zwierciedlały rzeczywistość – ale i tak ciężko nam się do tego przyzwyczaić.

Od impresjonizmu... Impresjoniści szokowali sobie współczesnych swobodnym kadrowaniem obrazów, „obcinaniem” postaci, ujęciami z lotu ptaka lub z perspektywy żabiej, czystą i zbyt intensywną kolorystyką. Skupiali się na tym, co widzą, a nie dążyli do pokazania tego, co wiedzą. Postimpresjoniści upraszczali przedmioty i postacie do jednolitych plam ograniczanych konturem (Gauguin) lub rozbijanych na drgające struktury drobnych pociągnięć pędzla (van Gogh), fowiści zrywali ze zgodnością form i barw (słynne żółte drzewa), ekspresjoniści preferowali deformacje, eksponowali weryzm, antyestetyzm, ostre kontrasty barwne (Kokoschka, Dix, Ernst), surrealiści zestawiali realne przedmioty w nieprawdopodobne układy lub łączyli je z wytworami wyobraźni (Ernst, Magritte, Dali). W końcu pojawiła się sztuka abstrakcyjna (akwarela Kandinskiego). To tylko kilka przykładów, ale zauważmy, że prace tych artystów, w czasach im współczesnych, były przez większość odbierane jako dziwactwa, podczas gdy obecnie te nazwiska są znane wszystkim, a opatrzenie nimi obrazów, rysunków lub grafik znacząco zwiększa liczbę zer przy sumach, za jakie licytowane są na aukcjach. ...do konsternacji Sztuka nowoczesna stopniowo odrywa się od natury, uniezależnia, dąży do nowych rozwiązań i aby zrozumieć to, co podano nam do oglądania, już nie wystarczy tylko patrzeć. Trzeba poznać ideę i program artysty, a bywa, że i to nie przyniesie odpowiedzi. Bywa, że dzieło staje się tworem samym dla siebie, absolutnie zrywającym z historią i sytuującym się poza szeregiem dzieł, które zdawały się je poprzedzać, a przynajmniej takim się wydaje przy pierwszym spotkaniu z odbiorcą.


P O D A J D A L E J 2 8 : N i e u c z e s a n y , w w w. p o d a j - d a l e j . i n fo

9 POD PRĄD

Chciałoby się powiedzieć, że apogeum tego są, spotykane we wszystkich galeriach, obrazy nieprzedstawiające, opisane krótkim „bez tytułu”, które wywoływać mogą u niektórych konsternację.

Od pomysłu... We współczesnej sztuce liczy się pomysł. Obecnie widz jest wymagający i wiadomo, że to, co już było, nie przyniesie mu satysfakcji. Tym bardziej zaś powielanie pomysłów nie przyniesie satysfakcji twórcy. W sztuce wygrywa oryginalność. Dzieło, aby przebić się przez szereg innych, musi wyróżniać się pomysłem, zdominować przestrzeń wystawienniczą (lub wyjść poza nią), „zaatakować” lub zaszokować widza. Stąd obecny świat sztuki pełen jest skandali wynikających z nadużyć, ale równie często po prostu z niewłaściwego odbioru dzieła. Niejednokrotnie artysta zwraca uwagę na istotną kwestię, a wywołana pracą dyskusja doprowadza do interesujących wniosków. Było tak choćby z pracą Zbigniewa Libery „Lego. Obóz koncentracyjny”, która została odebrana w najprostszy sposób – jako obiekt propagujący Zagładę, a w rzeczywistości jest pracą o bogatym podłożu ideologicznym, krytykującą, m.in., współczesny brak radzenia sobie z problemem przeszłości w Polsce i na świecie. ...po antyestetyzm Najbardziej kontrowersyjną kwestią w sztuce współczesnej jest otwarty antyestetyzm. Oczywiście, nie cechuje on wszystkich dzieł. Antyestetyzm wprowadzony został po raz pierwszy przez dadaizm – jeśli pisuar staje się sztuką, to znaczy, że zaszła już poważna i nieodwracalna zmiana. Dawniej wyznacznikiem jakości była przede wszystkim staranność wykonania i dobór materiałów wysokiej jakości. Dziś sztuką określamy prace tworzone z tektury, obrazy na podartych lub przypalonych płótnach, instalacje tworzone z przedmiotów codziennego użytku i przedmioty gotowe, które stają się dziełami tylko dzięki woli artysty. Co więcej, biorąc udział w happeningu lub wchodząc w przestrzeń wystawienniczą, odbiorca może spodziewać się wszystkiego. Sztuka wychodzi poza swoje granice i niejednokrotnie otwarcie atakuje widza – może on zostać zamknięty, oblany farbą, wciągnięty w sedno spektaklu, który chciał tylko obejrzeć, a najczęściej po prostu postawiony przed pracą, z której odbiorem nie może sobie poradzić, która ma w nim wywołać irytację.

Poczytaj sztukę... Załóżmy, że, aby dobrze zrozumieć sztukę współczesną, należałoby mieć w pamięci cały bagaż osiągnięć artystycznych, dokonanych przez to, co nazywamy „sztuką”, od samego początku (czyli czasów prehistorycznych) do chwili obecnej. Nie mam tu na myśli tylko rzeczy materialnych, ale również ogół literatury, poezji i muzyki, oraz, dodatkowo, wiedzę z dziedziny filozofii, historii i kultury. Ale i to jeszcze nie wszystko. Niektóre dzieła wymagają bowiem znajomości życiorysów, inspiracji i głównie teorii artystycznych. W przeciwnym wypadku, stając przed dziełem, odbiorca "nie widzi" nic poza tym, co postrzega za pomocą zmysłu wzroku; przykładowo sposób rozumienia płaszczyzny u Mondriana jest nieczytelny dla widza, który nie zna intencji artysty. Oczywiście, byłoby to zbyt proste, nic nie gwarantuje zrozumienia sztuki współczesnej, ponieważ jest to dziedzina wciąż otwarta. Pojawiają się nowe prace, które zmieniają definicję sztuki. Równolegle pojawiają się nowe metody badawcze. ...i wyjdź naprzeciw Niej! Nie jest prosto być odbiorcą sztuki współczesnej. A przecież odbieramy ją codziennie. Sztuka nie czeka zamknięta w galeriach i muzeach, współczesność pozwoliła jej wyjść do widza, zaskoczyć go w centrum miasta, wciągnąć w grę. Nie jest to bynajmniej złe, sztuka po prostu nadąża za biegiem czasu, dostosowuje się do wymogów kultury masowej. Dzięki temu trwa i rozwija się! Dlatego nie bądźmy z góry nastawieni negatywnie do prac współczesnych. Każda instalacja, obraz, happening jest nowym wyzwaniem. Bądźmy tylko otwarci na grę i intrygę, przygotowani na zagadkę, po prostu podejmijmy próbę. Bez tego nigdy nie zrozumiemy tego fenomenu, nie zastanowimy się nad treściami, jakie ze sobą niesie, nie nauczymy się nowego spojrzenia, a wszystkie prace w gruncie rzeczy będziemy traktować tak, jak kiedyś patrzono na obrazy van Gogha i impresjonistów. Każda sztuka może fascynować.

Wypowiedz się! Komentuj i oceń artykuł w Sieci

www.podaj-dalej.info


fot. J. Rochon

10

„Antypielgrzymka”

Droga dla wszystkich. Droga, którą może przebyć każdy z nas. Niezależnie od tego, w co wierzy Marta Lis

D

roga do Santiago de Compostela. Najpopularniejszy szlak pielgrzymkowy Europy. Od stuleci wyłamuje się zakorzenionemu w naszych umysłach stereotypowi pielgrzymowania. Najtrudniej chyba zaakceptować to, że jest drogą dla wszystkich. Na tym, mającym chrześcijańskie korzenie szlaku, takie samo – pełne szacunku – miejsce, zajmuje będący blisko Boga katolik jak i niewierzący antyklerykał. Jednak może właśnie jest to esencja pielgrzymki, o której rzadko się u nas pamięta? Drogi, którą może przebyć każdy z nas. Niezależnie od tego, w co wierzy. Zróbmy mały test. Zastanów się, jakie jest Twoje pierwsze skojarzenie związane ze słowem „pielgrzymka”. Mogę na ślepo obstawić, że będzie to Częstochowa. Ot, taki głęboko zakorzeniony w polskiej świadomości obrazek. Może nie każdy był, ale z pewnością każdy słyszał, a nieliczni nawet widzieli zza szyby samochodu. Tłum Polaków, nie mający podczas sierpniowego gorąca ważniejszych planów, niż na własnych nogach przejść trzysta albo i więcej kilometrów. Ile im to zajmuje? Z większości miast pewnie mniej niż dwa tygodnie. Typowo polski sposób pielgrzymowania: w grupie, na kupie, ze śpiewem na ustach,

chorągiewkami i świętymi obrazami. Kwieciście i tak, żeby wszyscy naokoło widzieli. Każdy głęboko zżyty z takim wizerunkiem pielgrzymki musi przygotować się na szok, jeśli zamierza odwiedzić Santiago de Compostela. A już szczególnie, kiedy postanowi dotrzeć tam na piechotę jednym z pielgrzymich szlaków. I nie chodzi tu tylko o sam fakt, że idzie się zdecydowanie dłużej (czasem miesiąc, a czasem nawet pół roku). Zmęczenie i ból z pewnością są podobne. Ale różnice mogą nas wprawić w zdumienie. No bo czymże jest wędrowanie do grobu świętego Jakuba, jeśli nie antypielgrzymką, zaprzeczeniem praktycznie wszelkich zasad, które znamy z własnego podwórka?

Po pierwsze idziesz sam Nigdy nie popełniaj błędu pielgrzymowania w grupie i to nie tylko dlatego, że zasadniczo nie ma takiego zwyczaju. Samotna droga jest oczywiście o wiele bardziej wymagająca. A już szczególnie, kiedy jesteś w Hiszpanii (gdzie, nie ukrywajmy, większość ludzi mówi tylko po hiszpańsku), a ty nie znasz języka tubylców. Nieźle się trzeba nagimnastykować, ale z życzliwymi Hiszpanami zawsze się da do-


P O D A J D A L E J 2 8 : N i e u c z e s a n y , w w w. p o d a j - d a l e j . i n fo

11 NA TRASIE

Możesz być agnostykiem lub ateistą Camino jest drogą dla wszystkich. Dosłownie. Tak samo dla katolików, muzułmanów, Żydów jak i antyklerykałów. Motywy pielgrzymowania wcale nie muszą być religijne. Niektórzy ludzie wybierają się do Santiago w przełomowych momentach życia. Żeby coś przemyśleć, żeby za coś podziękować, ale także aby schudnąć albo poprawić kondycję lub świętować swoje pięćdziesiąte urodziny. Najważniejsza jest jednak droga. Podobno nikt nie wraca z Camino taki sam. Każdemu z taką samą serdecznością życzy się buen camino (dobrej drogi). Cały swój bagaż niesiesz na plecach Oznacza to konieczną gimnastykę umysłu nad tym, co jest mi faktycznie potrzebne, a co się tylko takim wydaje. Dobrze spakowany bagaż nie przekracza dziesięciu procent masy ciała. Ślady tego źle spakowanego można znaleźć w schroniskach w postaci stosów rzeczy, których pozbyli się pielgrzymi. Możesz pić alkohol Ba! Można nawet odnieść wrażenie, że jest się do tego zachęcanym praktycznie na każdym kroku. Szczególnie w porze obiadu z każdej strony kuszą cię menu del dia czy menu del peregrino, których obowiązkowym składnikiem jest wino i woda. Na szlaku zdarza się także spotkać winnice, w których można skosztować wina wprost z kranika umieszczonego w ścianie! Obok nich zaś znajdziemy napis wychwalający zalety trunku oraz zapewniający, że dzięki niemu będziemy pełni sił witalnych i bez problemu znajdziemy energię, aby dojść do grobu świętego Jakuba. Co więcej, może zdarzyć się także i tak, że inny pielgrzym, przed katedrą w Santiago, zaproponuje ci wspólne wypicie piwa. Możesz iść na piechotę, jechać rowerem albo konno. I niekoniecznie oznacza to, że dwie ostatnie metody są łatwiejsze. Szczególnie pod górę. Niezależnie jednak od włożonego wysiłku tylko te sposoby uznawane są jako „legalny” sposób pielgrzymowania i tylko, przemierzając szlak w ten sposób,

możemy liczyć na nocleg w licznych schroniskach oraz certyfikat tzw. compostelkę – którą można odebrać w Santiago de Compostela.

Chwila luksusu na basenie Możesz sobie na nią pozwolić. Tak, basen – spełnienie marzeń zmęczonego pielgrzyma, na drodze do Częstochowy rzecz absolutnie nieosiągalna i to nie tylko z powodu warunków atmosferycznych. Pomoczenie spieczonego słońcem ciała w błękitnej wodzie rodem z katalogu biura podróży wynagradza wiele trudów drogi. Zdarzy ci się zdobyć szczyt To zależy oczywiście od tego, jaką trasę wybierzesz, ale praktycznie na każdej zdarzają się strome podejścia, jeśli nie góry. Z tego też powodu trzeba przygotować się skutecznie zarówno na walkę z męczącym upałem, jak i marznącymi dłońmi – nawet latem! Przez duże „P” Już po analizie tych kilku cech widać, że polskie – częstochowskie skojarzenia w przypadku Camino de Santiago na nic się tu nie przydadzą. Najlepiej też porzucić wszelkie oczekiwania. Jest bowiem coś intrygującego w przemierzaniu szlaku świętego Jakuba. Szlaku, który przez setki lat wydeptały już tysiące stóp. I tych rozmodlonych – idących z jakąś intencją, żyjących nadzieją na zmianę życia oraz tych, równie pokaleczonych i obolałych, podążających do Santiago z innych powodów. Na pewno jednak jest w tej wędrówce jakaś zadra, która w człowieku zostaje. Może spotkanie z Bogiem w drodze albo w innym pielgrzymie, może chwile zachwytu nad przyrodą albo momenty nieszkodliwej pychy, gdy udało się porozumieć z obcokrajowcem, nie znając jego języka? Może ta minuta, w której z kazania mówionego po hiszpańsku udało się wyłowić zrozumiały wątek? Albo ta sekunda zadumy, gdy dochodzisz na kres ziemi, a dalej widzisz tylko groźny ocean? Nikły uśmiech na myśl o kilku centymetrach mniej w pasie? Nieważne, którą z tych rzeczy osiągniesz. Każda z nich będzie ważna. Taka właśnie jest ta „antypielgrzymka”. A może jednak Pielgrzymka. Przez duże „P”?

Wypowiedz się! Komentuj i oceń artykuł w Sieci

www.podaj-dalej.info

fot. A. Zakrzewska

gadać. Co jednak najważniejsze, w drodze do Santiago, kiedy chcesz być sam to jesteś, a kiedy zapragniesz porozmawiać, możesz zamienić kilka słów z innymi pielgrzymami. To jest właśnie największe bogactwo Camino. Ludzie, ludzie i jeszcze raz ludzie. Tak bardzo różni, a jednak idący tą samą drogą, co ty. I tu dochodzimy do szalenie ważnej rzeczy.


12 Ty masz zegarek, ja mam czas

fot. archiwum redakcji

o. Grzegorz Dobroczyński SJ

Biblioteka Duszpasterstwa Akademickiego Odczuwasz brak dobrego słowa? Szukasz dobrej lektury na wekeend? Przyjdź do naszej biblioteki! Poezja, filozofia, teologia i nie tylko! W każdy wtorek, czwartek i piątek, między 1 6. 30 a 1 8 i w środy między 1 0 a 1 2. Do poczytania!

Którędy Droga? Rozmawiamy o tym, co najważniejsze. W każdą środę na antenie Radia Sfera o 1 9. Audycję prowadzą: Dorota Kołodzicka, Natalia Tetkowska oraz duszpasterz akademicki o. Lesław Ptak SJ.

www.sfera.umk.pl/sfera.m3u Do usłyszenia!

…usłyszał w odpowiedzi na nerwowe pokazywanie na cyferblat mój przyjaciel, gdy usiłował ponaglić swego przewodnika na postoju, podczas wędrówki gdzieś, na andyjskim bezludziu. Nie pozostało mu nic innego, niż pokornie dostosować się do tempa u uznanego przez miejscowych za stosowne. Przypominam sobie to zdarzenie, ilekroć widzę nerwowe spojrzenia na zegarek na przystanku, dworcu kolejowym, supermarkecie. Albo w poczekalni przed gabinetem lekarskim, jak gdyby w ostatnim, rozpaczliwym wysiłku zapanowania nad czymś, co musi przecież pozostać poza naszą kontrolą – czas terapii i granica miedzy zdrowiem a chorobą. Biblijne myślenie rozróżnia czas mierzalny „mechanicznie” chronometrem, chronologią, kronikami, χρόνος (chronos) oraz „czas łaski”, czas decyzji, błogosławiony przez Opatrzność, καιρός (kairos). Zupełnie nieświadomie o tej właśnie różnicy pouczył mego znajomego andyjski przewodnik. Bardzo żałuję, że tylko od 21 czerwca do 31 sierpnia czynna była w Toruniu, w Kamienicy pod Gwiazdą wystawa „Toruńskie zegary i zegarmistrzowie”. Przydała się nie tylko z okazji rozpoczynanych wakacji, ale także jako „memento” na rozpoczynany semestr. Chociaż… czy wielu byłoby chętnych oglądać stare zegary, czy znalazłby się na to teraz czas? A stare zegary, inaczej niż obecne, elektroniczne mają „duszę”. Nawiasem mówiąc, absolutnym hitem wystawy był zegar kazalnicowy z 1757 roku z obecnego Kościoła Akademickiego. Wówczas świątynia była luterańska a pastor dyscyplinował swoje gadulstwo, mając świadomość, że czasomierz w postaci dwóch piaskowych klepsydr ustawiony na ołtarzu, w równym stopniu jak długość jego kazania, mierzył cierpliwość wiernych. Swoją drogą… ciekawe kto i dlaczego wykradł z drugiego zabytkowego, już mechanicznego zegara w naszym kościele, cały mechanizm napędzający? Pozostała tylko tarcza i wskazówki, martwe, bez ruchu. Dzisiaj, o przemijaniu czasu liturgicznego przypomina głównie dźwięk odzywających się telefonów komórkowych. Czyżbyśmy wraz z „komórkowcami” wkraczali w jeszcze jeden obok „chronosu” i „kairosu” wymiar - cellularium (od łac. cellula, komórka)? „Czymże więc jest czas? Jeśli nikt mnie o to nie pyta, wiem. Jeśli pytającemu usiłuje wytłumaczyć, nie wiem” – zamyślał się św. Augustyn (Wyznania, XI, 14). Od pewnego czasu przestałem nosić zegarek na ręku. O dziwo, wcale się nie spóźniam bardziej niż kiedyś, a czuję więcej wewnętrznego spokoju. Ty masz zegarek, ja mam czas…


13

P O D A J D A L E J 2 8 : N i e u c z e s a n y , w w w. p o d a j - d a l e j . i n fo

STUDNIA

To nie droga jest trudnością, lecz trudności drogą Agnieszka Zakrzewska, Justyna Rochon

P

ielgrzymka rowerowa toruńskiego Duszpasterstwa Akademickiego oo. Jezuitów wyruszyła dnia 28 sierpnia 2008 r. o godzinie 8:30 z Pampeluny, hiszpańskiego miasta słynącego w świecie ze święta San Fermine i towarzyszącej mu gonitwy byków. Już w Pampelunie pielgrzymi mieli możliwość zasmakowania w urokach schroniska, pełnego różnojęzycznego gwaru. Nieustraszeni bicykliści, nie zważając na trudne górskie warunki Szlaku Francuskiego, pedał za pedałem, koło za kołem, zdobywali kolejne kilometry zbliżające ich do upragnionego celu – Santiago de Compostela. Długość trasy, którą wybrali, wynosi ok. 800 km. Trudno było określić rzeczywisty dystans, jaki został pokonany, gdyż dziwnym trafem większość liczników odmówiła posłuszeństwa na ostatnich odcinkach szlaku. Przypadek…? Pielgrzymów toruńskich wspierały wielkie małe Kobiety, stanowiące zaplecze gastronomiczno – medyczno – techniczno – organizacyjno – samochodowe. Wielkie im dzięki! Kierunek wskazywały zapaleńcom żółte strzałki wymalowane na skałach, kamieniach, drodze i budynkach oraz muszle świętego Jakuba – symbol Camino de Santiago, a także pielgrzymów wielu narodowości, rozmaitych wyznań, też niewierzących i poszukujących. Podążali samotnie lub w małych grupkach, wszyscy obarczeni plecakami. Pozdrowieniem łączącym wszystkich na drodze było hisz-

pańskie: ‘Buen camino’, czyli ‘dobrej drogi’ oraz inne różnojęzyczne uprzejmości. Pogoda nie szczędziła kaprysów. Od obezwładniających upałów przez przyjemne ciepełko po ulewne deszcze, wiatr i przymrozki. Urozmaicała pielgrzymie wędrowanie. Santiago de Compostela zdobyto trzynastego dnia pielgrzymki. Przypadek…? A Święty Jakub czekał na bicyklistów w swojej katedrze. Wytrwale i cierpliwie poddawał się czułym uściskom, poklepywaniom, głaskaniom rozradowanych i już dyplomowanych pielgrzymowiczów. Utrudzonych owionął zapach kadzidła wydobywający się z potężnej kadzielnicy, która, podciągana przez ośmiu mężczyzn, fruwała wzdłuż transeptu, niemal sięgając sklepienia, oszałamiając i wzruszając do łez. Ci, co postanowili nie poprzestać na Santiago de Compostela, uparcie dążyli do miejsca, gdzie dalej już iść się nie da, czyli do Finisterry – na „Kraniec Świata”, najbardziej wysunięty w głąb Oceanu Atlantyckiego kawałek Europy. Toruńscy rowerzyści, pozbawieni rumaków, udali się do Finisterry transportem autobusowym tudzież samochodowym. Ponownie goszcząc w Pampelunie (w drodze powrotnej), odcisnęli polski znak, promując Toruń muzycznie podczas Mszy Świętej oraz teatralnie w pantomimie „Wstrzymał słońce, ruszył ziemię”. ‘Buen camino’!!! (w wolnym tłumaczeniu: dobrych kamieni).

fot. A. Zakrzewska, J. Rochon

www. da. umk. pl


14 Jeżyny

czyli przyczynek do Beskidu Żywieckiego Mateusz Łapiński

M

oże to zabrzmi dziwnie: ale po co o jeżynach? Otóż ta roślina (Rubus L.) o pysznych owocach, zwana także ostrężyną lub ożyną, występuje b. obficie m.in. w Beskidzie Żywieckim. Konkretnie spotkałem ją w paśmie Wielkiej Raczy i raczyłem się jeżynami co rusz. Występuje ona tam często w towarzystwie hektarów borówek, ze zbiorów których dochód jest znaczny. Jak poinformował mnie jeden z mieszkańców Rajczy – można zarobić, kiedy jest urodzaj, ok. 200 PLN/dzień, a kiedy jest ich mało to można dostać w skupie nawet do 500 PLN w ciągu dnia!!! Wyspy się chowają... Było nie było, ale ja jednak wolę jeżyny. Są one także zwane „katafalkiem KOPisty”. A to dlatego, że jeden z nich, niejaki Basiak, we wrześniu 1939 roku (ach, jak wtedy się połoniny złociły!), pilnując rubieży II RP na jej beskidzkich szczytach, został zastrzelony przez innych KOPistów, którzy prawdopodobnie wzięli go za Słowaka (jak wiadomo, w tym czasie trwał atak na Polskę ze strony słowackiej). Przewodnicy do dziś noszą kwiaty na symboliczną mogiłę. A jako że ów Basiak upadł w jeżyny – stąd ta funeralna nazwa. Moje określenie to: przysmak partyzanta. Kiedy schodziłem z Wielkiej Raczy, to początkowo, przez jakąś godzinę przedzierałem się szlakiem przez jakieś krzaczory. Takie skradanie się na poły partyzanckie. Zatem kiedy dorwałem się później do jeżyn, to stwierdziłem, że cóż miał jeść smaczniejszego żołnierz podczas kampanii wrześniowej? No tak, ktoś powie, że mogli wcinać borówki. Ale do

nich potrzeba cukru (smakują jak jagody). A skąd miał mieć w lesie cukier? Chyba, że ubił jakiegoś buraka, to i cukier z niego wycisnął... Ale, ale – popatrzcie na te owoce: jagody, borówki, jeżyny. Jaką mają wspólną cechę, oprócz tego, że rosną w lesie? Odpowiedź: mają małe pestki, przez co poprawiają w naturalny sposób perystaltykę jelit oraz pomagają przezwyciężyć obstrukcje. Najbardziej popularne w tym temacie są w naszej regionie jagody. Proponuję zatem w przyszłorocznym sezonie (lipiec – sierpień) rozpocząć ogólnopolską kampanię społeczną. Zbierajmy te owoce, zamrażajmy i kiedy po wakacjach zbierze się Sejm i Senat, wyślijmy po kobiałce jego członkom pod hasłem: „Jagody/Borówki/Jeżyny przeciwko obstrukcjom parlamentarnym”. Może w końcu coś zacznie się dziać pozytywnego w służbie zdrowia (wzrost płac w sektorze gastrologicznym), w kwestii budowy dróg (specjalne kramy dla sprzedających płody leśne, zwłaszcza przy bramkach na nielicznych, ale zawsze, autostradach), itp. Rzecz jasna, nie wszyscy parlamentarzyści wpływają na powstawanie rzeczonych obstrukcji. Tym życzmy, oczywiście, smacznego, dołożywszy mały słoiczek cukru w podziękowaniu za rzetelną pracę. Niech zjedzą wszyscy – by żyło się lepiej. P.S. Oczywiście, gdy nie chcecie czekać do sezonu (co jest absolutnie zrozumiałe), wyślijcie suszone śliwki. Działają dokładnie tak samo. Albo Normosan.

Podaj Dalej Okazjonalnik Akademicki DA Studnia, Nieuczesany [28] , grudzień 2008 ISSN 1 732 – 9000 Wydawca:

Duszpasterstwo Akademickie Ojców Jezuitów

Adres:

ul. Piekary 24, 87-1 00 Toruń tel. 056 6554862 wew. 25

Redakcja:

Mariusz Słonina (redaktor naczelny) o. Krzysztof Dorosz (opiekun)

Korekta:

Alicja Kaczmarek, Anna Wosiak, Aleksandra Zimmer

Okładka:

Anna Caban

Grafika & DTP:

Anna Caban, Studio 41 4/3

Współpraca:

Katarzyna Wiśniewska, Olga Mądrowska, Magdalena Jóźwiak, Iwona Romanowska, Marta Lis, Paweł Lubrański, Andrzej Doligalski, Tomasz Kulicki, Mateusz Łapiński, o. Grzegorz Dobroczyński SJ

Kontakt:

mariusz.slonina@gmail.com kdorosz@interia.pl redakcja@podaj-dalej.info Logo & Design : Mariusz Słonina, Anna Caban Reklama: Pytania i oferty prosimy kierować na adres: reklama@podaj-dalej.info Nakład: 1 000 egz. Zastrzegamy sobie prawo do skracania i adiustacji tekstów oraz zmiany tytułów. Wykorzystane materiały są własnością ich autorów.

Programy:

Gimp, www.gimp.org Inkscape, www.inkscape.org Scribus, www.scribus.net

...bo warto!


Ziemniaczane porachunki W ciemnej hali na uboczu, tam gdzie nigdy nikt nie chodzi w czasie Pyroprohibicji jest spotkanie czterech rodzin Zakrystyanscy i Carramba, Kastro są i Valentino – jeśli nie masz dziś ziemniaków, to lepiej tam nie przychodź Tak mówili...

...ciężkie czasy, tak trudno o ziemniaki

Pókiś młody nie narzekaj! Bo mamy sporo kasy!

Trzeba będzie pewnie płacić... Jest interes do zrobienia, towar pierwsza klasa

Kto u licha? Ma kobieta? Lecz uważaj, gdzieś słyszałem, że ktoś chce frytki przejąć

Zdjęcia pochodzą z imprezy andrzejkowej pt. "Gangsta' bawa", która odbyła się 27. 1 1 . 2008 w DA "Studnia". Wszelkie podobieństwo do ludzi i zdarzeń jest zamierzone i nieprzypadkowe.

...lecz dla placków się opłaca!


...bardziej myślę, że to DeJot

Serio serio

DeJot mówisz? Stary, co ty gadasz?!

Nic, możemy szybko sprawdzić, tylko wiesz, mi nie wypada... Dobra dobra, czas najwyższy, by po męsku to rozwiązać I pisali w dzień następny, na pierwszej stronie Trunka o spotkaniu czterech rodzin, ziemniaczanych porachunkach

Kto jest z nami, ten nie puści, ale... Endrju! Nie upadaj! Chodźmy szybko zagrać w łapki, to rozwiąże się historia

Kto to zrobił? Kto jest winny? Ej, Panowie! To jest zdrada!

i zagadce, która jeszcze nie została rozwiązana co robiła na spotkaniu tym Czerwona Dama?

Dziś mi przyszło z Tobą wypić mafijnego bruderszafta

bo w rodzinie jest i siła, i zarobek na kontraktach

Jest nadzieja, że niedługo już ciężkie czasy miną i spokojnie będziesz placki piekł ze swoją rodziną!

Koniec


"Nieuczesany" - Podaj Dalej nr 28