Page 1

PISMO

W Ł O C Ł AW S K I E MIESIĘCZNIK BEZPŁATNY

Marzec 2011 NR�

21

SLD pogrąża Włocławek Statystyki dotyczące Włocławka, o których piszemy, wprawiają w zasmucenie. SLD obiecywało w kampanii wyborczej złote góry. Jednak zamiast nowych miejsc pracy mamy rosnące bezrobocie. Zamiast miasta nowych możliwości mamy zwycięstwo w rankingu na najbardziej zadłużone miasto w Polsce. Ogromne pieniądze wyrzucono jak w błoto w reklamowanie, jak to  we  Włocławku będzie wspaniale, ale na reklamie się kończy. Dzięki rządom Andrzeja Pałuckiego mamy miasto bez perspektyw, stojące na krawędzi finansowej

zapaści. Choć przedstawiciele SLD obiecują wiele, w rzeczywistości nie mają pomysłu na rządzenie miastem. Ich władza polega przede wszystkim na obsadzaniu stanowisk, a tymczasem zwykli mieszkańcy skarżą się, że znalezienie pracy we Włocławku graniczy z cudem. Przedstawiciele tej formacji, którzy rządzą Włocławkiem od dziesięcioleci (wcześniej jako prominentni działacze PZPR) powinni już odejść. Sytuacja Włocławka to wynik ich złych decyzji, złego zarządzania, niekompetencji i kolesiostwa. Najwyższa pora, by z tym skończyć!

Jan Stocki redaktor naczelny Zadłużenie wobec dochodów w 2011 roku (ranking "Rzeczpospolitej")

Włocławek w liczbach

NAJBARDZIEJ ZADŁUŻONE MIASTO W POLSCE

Włocławek na krawędzi Ranking „Rzeczpospolitej” nie pozostawia złudzeń: Włocławek to najbardziej zadłużone miasto w Polsce. Gdyby redaktorzy nie oceniali tylko długu, ale przyjechali do naszego miasta – pewnie przecieraliby oczy ze zdumienia. Gdzie te pieniądze, za które zadłużył nas na dziesięciolecia Andrzej Pałucki? Włocławek to biedne miasto. Od lat mieszkańcy uskarżają się dziurawe drogi, bezrobocie i brak perspektyw. Co zmieniła kadencja Andrzeja Pałuckiego? Miało być wspaniale, a etatowy klakier prezydenta pokrzykiwał co chwila o skoku cywilizacyjnym, jaki rzekomo przeżywa miasto. Póki co okazuje się raczej, że jedyny skok zawdzięczany obecnej władzy, to skok w ogromne długi! A co dzięki pożyczonym pieniądzom? Zielone lampki na moście, betonowe kręgi, las ławek czy brukowa kostka, które nie tworzą nowych miejsc pracy ani przychodów – komentował niedawno poseł Łukasz

Zbonikowski w czasie konferencji prasowej. Radny PiS Bartłomiej Kołodziej stwierdził nawet, że za trzy lata wybory na prezydenta będą niepotrzebne. Będzie łapanka na prezydenta – podsumował, sugerując, że nie będzie chętnych na ratowanie tak zadłużonego miasta z niezałatwionymi problemami społecznymi. Tym bardziej, że wtedy zacznie się spłata zadłużenia. Ekonomiczne zabiegi Andrzeja Pałuckiego podsumował już kiedyś także Janusz Dębczyński, lider włocławskiej „Solidarności” i Włocławskiej Wspólnoty Samorządowej: Był Bolesław Chrobry, był Bolesław Krzywousty, był  Kazimierz Odnowiciel, a we Włocławku będzie Andrzej Zadłużyciel... Tymczasem bezrobocie w mieście rośnie i według danych z lutego wynosi prawie 20%, zatrudnienia nie ma 10911 osób. Co piąty włocławianin nie ma pracy, a jak wskazują statystyki Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie, co czwarty mieszkaniec miasta korzysta z jakiejś formy pomocy społecznej. Regularnie spada także liczba miesz-

kańców Włocławka, obecnie wynosząca 113 tysięcy. Według statystyk lekkiego życia nie mają także przedsiębiorcy – w zeszłym roku średnio każdego dnia wyrejestrowywane były 3 firmy. Kiedy jednak choćby handlowcy z Zielonego Rynku zgłaszali swoje problemy, nie znajdowali pomocy u prezydenta. Tymczasem nie znalazła wsparcia inicjatywa likwidacji spółki BAZA, która pozwoliłaby na rozwiązanie wielu problemów miasta i pomogła handlowcom. Spółka zarządzana przez partyjną koleżankę Andrzeja Pałuckiego, która zajmuje się hotelem, restauracją i targowiskami, pozostaje bez zmian. Jak przyszłość czeka Włocławek? Nie zanosi się na rozwiązanie problemów społecznych, pożyczone pieniądze szybko się skończą, a po obecnych władzach pamiątką pozostaną zabetonowane place, na które z upodobaniem Andrzej Pałucki wydaje dziesiątki milionów złotych.

(JACH)

Zadłużenie Włocławka rośnie:

81 % wg „Rzeczpospolitej” Najbardziej zadłużone miasto w Polsce!

Podwyżka pensji prezydenta: obecnie 12 860 zł ustawowy MAX!

Bezrobocie wciąż rośnie:

od września 2010 do lutego 2011 o 1431 wzrosła liczba bezrobotnych

Rzesza bezrobotnych w mieście: bez pracy we Włocławku pozostaje 10 911 osób (19,8 %)

Pomoc społeczna:

korzysta z niej 25 % włocławian według informacji MOPR

Dramat przedsiębiorców: średnio 3 firmy dziennie wyrejestrowywane w 2010 r.

Prognoza dochodów:

70 mln zł więcej ok. 100 % podwyżka podatków w 2012r. ?

Ludność Włocławka spada:

co badanie ok. 1000 włocławian mniej (obecnie już tylko 113 tys. mieszkańców)

Prezydent spłaca wyborcze długi? Wielką dyskusję w mieście wywołały w ostatnim czasie zmiany kadrowe. Zdziwienie wielu budził fakt, że nominacje otrzymują lub konkursy wygrywają osoby, które jeszcze niedawno poparły Andrzeja Pałuckiego w walce o prezydenturę.

Przyjacielski uścisk dłoni: Andrzej Pałucki i Jacek Lebiedziński

Swoich wątpliwości nie krył radny Jarosław Chmielewski z PiS podczas konferencji prasowej. Przywołał przypadek Jacka Lebiedzińskiego, który kandydował na prezydenta Włocławka, a w drugiej turze wyborów poparł Andrzeja Pałuckiego. Niedawno Lebiedziński został zatrudniony jako asystent prezydenta do spraw związanych z zasobem mieszkaniowym. Dla prezydenta nie jest złamaniem

standardów nawet to, że jego nowy asystent ma własne… biuro nieruchomości. Konkurs na dyrektora Ośrodka Sportu i Rekreacji wygrał natomiast Jan Sieraczkiewicz, radny PO w poprzedniej kadencji. On również, mimo iż Platforma Obywatelska poparła w drugiej turze wyborów Łukasza Zbonikowskiego, publicznie oświadczył, że będzie głosował na Pałuckiego. Po wyborach tajemnicą Poliszynela było, że za jego dywersyjną działalność i rozbijanie Platformy zostanie dyrektorem OSiR. Śmiano się, że w konkursie wymagane jest wykształcenie prawnicze (takie ma Sieraczkiewicz) i tylko dwuletnie doświadczenie na jakimkolwiek stanowisku urzędniczym. Czy były jakieś

www.pismowloclawskie.eu

warunki odnośnie przygotowania do zarządzania sportem? Żadnego! Nie została bez pracy także Izabela Trojanowska, która do niedawna była dyrektorem biura senatora Andrzeja Persona. W czasie wyborów porzuciła jednak PO i poparła Pałuckiego. Po  wygranej media poinformowały, że Izabela Trojanowska znalazła pracę w podległym miastu Włocławskim Centrum Kultury. Czy to koniec powyborczych ruchów kadrowych? Podział stołków trwa i będzie trwał nadal. Złośliwi mówią, że na nagrodę czeka jeszcze kilka osób, między innymi były radny Marek Popławski, który wkrótce ma  zostać wybrany w konkursie na dyrektora jednej ze szkół – podsumowuje radny Chmielewski.


2

PISMO W Ł O C Ł A W S K I E

Betonowa władza – betonowe miasto!

PLOTKI

Nowa gwiazda Bollywood? Kiedy pojawiła się informacja, że prezydent Włocławka Andrzej Pałucki wyjechał na długie wakacje do Indii, w mieście zahuczało od plotek. Jedna z  nich daje nadzieję na rozsławienie naszego miasta na światową skalę. Czy Andrzej Pałucki zostanie gwiazdą filmową? Czy porzuci prezydenturę Włocławka? Indie zmieniają ludzi. Jeszcze niedawno cała Polska podziwiała niezwykłą przemianę byłej minister z Samoobrony Anny Kalaty, która zrzuciła wiele kilogramów i zupełnie zmieniła wygląd. Otrzymała nawet propozycję zagrania w produkcji Bollywood (tak  zwykło się określać

przemysł filmowy Indii). Dziś niektórzy twierdzą, że Annie Kalacie pozazdrościł także Andrzej Pałucki i stąd jego długa wizyta w Indiach. Być może właśnie tam, na  planie filmowym odnalazł swoje powołanie? Jeśli tak, to pewnie już  niebawem ekrany kin podbijać będzie superprodukcja z Andrzejem Pałuckim w  roli głównej. Nie  tak dawno podczas gali oskarowej tryumfował „Slumdog – milioner z ulicy”. Czy na Oscara w przyszłym roku zasłuży sobie film „Andrzej – milioner z Chełmicy”? Czas pokaże. Na razie przedstawiciele SLD nie komentują plotki.

(JACH)

?

Janusz DĘBCZYŃSKI We Włocławku od wielu lat z zaledwie dwoma przerywnikami w latach 1990 – 94 i 2002 – 2006 rządziło niepodzielnie SLD, czyli w  prostej linii spadkobierca PZPR. W czasach PRL tę PZPR-owską władzę nazywano betonową z uwagi na skostnienie jej aparatu i  nieprzyjmowanie do wiadomości jakiejkolwiek opozycji - nawet tej wewnętrznej. Obserwując poczynania obecnej ekipy SLD kierowanej przez Andrzeja Teodora Pałuckiego można znaleźć wiele cech podobnych w sposobie sprawowania władzy. Oczywiście, nie wszyscy SLD-owcy wywodzą się  z  PZPR-owskiego betonu. Spora ich część, jak na przykład radni związani choćby z  WWS, nie miała z  tym  betonem nic  wspólnego.

Przysłowie jednak mówi, że „z kim przestajesz, takim się stajesz”. Przecież panowie Jarosław Hupało, Piotr Mokry, Dariusz Wesołowski czy małżeństwo Osińskich nie współpracują z SLD z przyczyn ideowych, tylko dla osobistych korzyści, zdobycia stołka czy innych apanaży, z przyczyn czysto koniunkturalnych, a jak określają politycy: z przyczyn pragmatycznych. Obecna betonowa władza SLD swoje buńczuczne i aroganckie zachowanie przenosi również na wygląd naszego miasta. Utwierdza mnie w tym przekonaniu przedstawiona ostatnio wizualizacja remontu Starego Rynku w Włocławku. Jest to kolejne dzieło betonowej władzy zamiany dotychczasowego placu w kamienną pustynię. Ludzie w świecie bywali powiedzą, że tak wyglądają centralne place począwszy od Amsterdamu poprzez Białystok, Toruń na Wrocławiu i  Warszawie kończąc. Jest tylko jedna drobna, aczkolwiek bardzo istotna różnica: tamte place i rynki mają zupełnie inne historyczne i architektoniczne otocze-

nie. Nasza betonowa władza poszła po najmniejszej linii oporu sięgając po pieniądze, także funduszy unijnych na kolejny betonowy rynek, nie ponosząc przy tym większego wysiłku intelektualnego i technicznego. Przecież za wszystkie pomysły betonowej władzy zadłużającej niemiłosiernie miasto i tak zapłacą wszyscy mieszkańcy. Można przypuszczać, że gdyby środków unijnych było więcej to betonowa, SLD-owska władza z rozpędem i medialnym hukiem zabetonowała by nam także Plac Wolności i Park Łokietka, a może nawet Park im. H. Sienkiewicza. Stal konstrukcyjna w swej strukturze posiada 0,4% węgla. Ten drobny wydawałoby się  niuans powoduje, że jest twarda, ale jednocześnie dość elastyczna. Strukturze betonowej władzy SLD w  naszym mieście najwyraźniej brakuje nawet tak drobnego niuansu.

JANUSZ DĘBCZYŃSKI PRZEWODNICZĄCY WŁOCŁAWSKIEJ WSPÓLNOTY SAMORZĄDOWEJ

"Mózg" rewitalizacji - zastępca prezydenta Jacek Kuźniewicz i jego główna inspiracja

Co wybierze Andrzej Pałucki? Prezydenturę, czy karierę w Bollywood?

PREZYDENT NIE CHCE UŁATWIEŃ

INTERWENCJA

Kapitulnej remontu c.d. Papier wszystko przyjmie?

W poprzednim numerze naszego miesięcznika opublikowaliśmy list mieszkańców ulicy Kapitulnej. Z jego treści wynika, że roboty zostały niepokojąco wstrzymane, bez wyraźnych przyczyn. Cytujemy fragment: „Usłyszeliśmy na fali Anwilowego „Radiowęzła” z ust przedstawiciela włocławskiego Urzędu Miasta, że termin oddania przesunął się o sześć miesięcy, bo warunki pogodowe są trudne. Owszem teraz mamy mróz, ale były tygodnie, gdy było nawet 10 stopni na plusie. Czy  to są trudne warunki? Kto tak skonstruował umowę? To może nie trzeba było rozkopywać ulicy przed zimą? Komu to ma służyć? A może służyło tylko kampanii wyborczej?”. Na stronie urzędu miasta (www. wloclawek.pl) pod datą 5 marca 2010 roku widnieje informacja o podpisaniu umowy z firmą: „Strabag z Pruszkowa oraz z inżynierem kontraktu - konsorcjum firm, które tworzą: Przedsiębiorstwo Obsługi Inwestycyjnej z Bydgoszczy, Przedsiębiorstwo Usług Inwestycyjnych „Eko – Inwest” ze Szczecina oraz „MBZ” Andler, Tomczak sp. j. z Włocławka. Firma „Strabag” wykona tę inwestycję za kwotę 17,36 mln zł, natomiast inżynier kon-

traktu wykona usługę za sumę 351,6 tys.”. Jest też podana informacja o terminie zakończenia prac – 30 listopada 2011 roku. Dotarliśmy do informacji, że Urząd Miasta zna trzy przyczyny gigantycznych opóźnień (co najmniej sześciomiesięcznych). Pierwszą przyczyną było przedłużenie przebudowy infrastruktury wodno – kanalizacyjnej z dwóch do czterech miesięcy, bowiem m.in. konieczne było przeprojektowanie poziomu ulicy. Drugą przyczyną było opóźnienie rozpoczęcia prac przez firmę „Strabag” oraz przedłużająca się procedura wywłaszczeniowa. Trzecim powodem jest wykonanie prac dodatkowych w rejonie jednostki wojskowej przez "Strabag”, a które nie były przewidziane w dokumentacji technicznej. Trwają rozmowy o zapłatę za te prace, co też opóźnia terminy. Harmonogram jest opóźniony, co każdy może zauważyć. Ulica jest nieprzejezdna, a mieszkańcy muszą znosić przeciągające się utrudnienia. Nasuwa się tylko natrętne retoryczne pytanie: KTO ZA TO ZAPŁACI? IRENA VUKOVIĆ - KWIATKOWSKA

Ileż razy narzekamy, że sprawy urzędowe trwają zbyt długo? Ilu wolałoby załatwić pewne sprawy drogą elektroniczną zamiast biegać z papierami do kolejnych okienek? Nowe przepisy dają takie możliwości. Jednak nie we Włocławku… Interpelację w tej sprawie 21 lutego złożył radny Jan Stocki, który pytał, czy  włocławianie mogą liczyć na nowoczesny urząd z nowoczesnym, elektronicznym obiegiem dokumentów. Niedługo po tym (2 marca) ukazało się zarządzenie prezydenta Andrzeja Pałuckiego, który wskazał, że we wło-

cławskim magistracie nadal będzie obowiązywał tradycyjny papierowy system. Znów okazało się, że władze Włocławka nowoczesne są tylko na niby. Wyjaśnijmy sprawę. W styczniu weszło w życie Rozporządzenie Prezesa Rady Ministrów wprowadzające Instrukcję Kancelaryjną dla samorządów, czyli określające sposób zajmowania się dokumentami. Obecnie stosowany jest podwójny obieg dokumentów. Pierwszy - tradycyjny w formie papierowej (rejestracja pisma, dekretacja, załatwianie sprawy, ekspedycja na zewnątrz i archiwizacja), na czasochłonność którego często skarżą się petenci. Drugi system to ESOD (Elektroniczny System Obiegu Dokumentów), który w założeniu ma funkcjonować jako elektroniczny odpowiednik systemu papierowego. Jaki jest skutek? Otóż, zamiast jednego dokumentu mamy dwa: papierowy i elektroniczny. A zamiast skrócenia czasu mamy raczej jego wydłużenie, ponieważ każde pismo wpływające do urzędu jest skanowane i opisywane. Cały dalszy obieg i tak następuje w formie papierowej, a wersja cyfrowa tego dokumentu jest tylko swego rodzaju kopią zapasową, która tak naprawdę nie usprawnia obiegu dokumentów. Dodatkowo w  opisie dokumentów nie wprowadzono ujednolicenia, a więc dokumenty wpływa-

jące dla przykładu z danej instytucji mogą być różnie zapisywane we frazie "wytwórca/nadawca pisma", co powoduje nieuzasadniony bałagan. Miało być prościej, a jest trudniej. Nowe przepisy wprowadzają kategoryczny zakaz prowadzenia dla tych samych spraw urzędowych tzw. podwójnego obiegu dokumentów. Każdy z kierowników urzędów musi określić w formie swojego zarządzenia grupę spraw urzędowych, które będą załatwiane albo w systemie papierowym, albo w systemie elektronicznym – bez podwójnego obiegu. Jakie są zalety systemu elektronicznego? Wybór tego rozwiązania oznaczałby, że cała wewnętrzna korespondencja w Urzędzie Miasta odbywałaby się w formie elektronicznej. Taki system mógłby przynieść też wiele udogodnień dla petentów, w tym również przyspieszenie załatwiania zgłaszanych spraw. A przecież o to najbardziej chodzi. Niestety, prezydent Andrzej Pałucki nadzwyczaj poważnie traktuje swoje hasło wyborcze: „Nie  zmieniajmy tego”. Kiedy świat rusza naprzód, my zostajemy w tyle. Czy kiedykolwiek uda nam się nadrobić marnowany na wielu polach czas?

(SER)

PISMO WŁOCŁAWSKIE – bezpłatne czasopismo sympatyków Prawa i Sprawiedliwości we Włocławku Redaktor naczelny: Jan Stocki Redakcja: Łukasz Zbonikowski, Joanna Borowiak, Irena VukovićKwiatkowska, Jarosław Chmielewski, Mateusz Serek Współpracują: Tomasz Dziki, Tomasz Wąsik, Bożena Banachowicz, Janusz Dębczyński, Andrzej Frątczak Wydawca: Stowarzyszenie "Nasze Miasto" Adres redakcji: ul. Św. Antoniego 6, 87-800 Włocławek, tel/fax 54 232 32 44

www.pismowloclawskie.eu


3

PISMO W Ł O C Ł A W S K I E

Protestowali w obronie Gimnazjum nr 6 Rodzice uczniów Gimnazjum nr 6 protestowali przeciwko likwidacji placówki blokując ulicę Stodólną. Na transparentach nieśli hasła: „Pałucki – oszczędności zacznij od siebie”, „Szkoła dla uczniów, nie dla urzędników”. Szczególnie wymowny napis głosił: „Twoja szkoła może następna”. Włocławski ratusz nie ukrywa przecież, że likwidacja popularnego „Staszica” to dopiero początek, a niebawem zamknięte zostaną także inne szkoły. Protest nie był jedyną próbą ratowania szkoły. Na prośbę rodziców w Gimnazjum nr 6 gościła kurator oświaty Iwona Waszkiewicz, która nie kryła zdziwienia tym, co zobaczyła. Słyszałam, że obiekt jest w opłakanym stanie – przyznała ze zdziwieniem. Zapoznała się również z propozycjami zgłaszanymi przez radnych, dzięki którym szkoła nie musiałaby być likwidowana. Stanowisko kuratorium w sprawie likwidacji jest negatywne, ale decyzję podejmuje samorząd, w którym większość mają radni SLD. A radni tej partii bezdyskusyjnie popierają pomysły Andrzeja Pałuckiego. Czy los „Staszica” jest już przesądzony? Niekoniecznie. Uchwałę Rady Miasta w sprawie zamiaru likwidacji może uchylić wojewoda. Na ręce Ewy Mes, która sprawuje ten urząd, wpłynęły protesty rodziców i oświatowej „Solidarności”. Związek wskazuje uchybienia, które mogą stanowić podstawę do uchylenia uchwały. Szybko okazało się jednak, że radni SLD nie chcą czekać na decyzję wojewody, ale już w trakcie marcowej sesji Rady Miasta postanowili podjąć decyzję w sprawie ostatecznej likwidacji szkoły. Przeciwko temu głośno zaprotestował Klub Radnych Prawa i Sprawiedliwości, apelując o zaniechanie tego zbędnego pośpiechu. Ostatecznie ratusz wycofał projekt. Kiedy zostanie poddany pod głosowanie? Na razie nie wiadomo. Rodzice nie składają broni. Zapowiadają dalsze protesty. Również opozycyjni radni wciąż apelują o zaniechanie likwidacji. W poprzedniej kadencji powstrzymano zapędy Andrzeja Pałuckiego dotyczące likwidacji Gimnazjum nr 6. Czy teraz również uda się uratować „Staszica”?

(BOR)

PODWYŻKI (NA RAZIE) BRAK

Czy opłaty za przedszkola we Włocławku wzrosną? Przed marcową sesją Rady Miasta okazało się, że prezydent z SLD planuje znaczącą podwyżkę opłaty za przedszkole z 96 na 140 złotych. Po konferencji Prawa i Sprawiedliwości, na której ujawnione zostały te zamiary władz miasta, projekt został wykreślony z programu obrad. Nic dziwnego, że SLD tak przestraszyło się forsowanej przez Urząd Miasta decyzji. Radni popierający prezydenta musieliby także

poprzeć podwyżkę o 46 % opłaty za przedszkola. Strach przed krytyką społeczeństwa sprawił, że projekt zniknął. Czy jednak na długo? Po konferencji PiS zapanował bałagan informacyjny. Chociaż sekretarz miasta – Wiesława Ko-

nopczyńska informowała na Konwencie Rady Miasta o podwyżce do 140 złotych, szybko pojawiły się informacje, że być może kwota będzie niższa. Ujawnienie informacji przez opozycyjnych radnych wyraźnie popsuło szyki władzy. W mediach pojawiły się informacje, że nawet niektórzy radni SLD nie są przekonani do podwyżki. Chociaż projekt teraz zniknął, może powrócić już na następnej sesji. Cóż, zakusy lewicowych władz miasta znów potwierdzają ich tyl-

ko z pozoru lewicowy, prospołeczny charakter. SLD we Włocławku w swoich działaniach niewiele ma wspólnego z ogólnymi ideami, jakie głosi ta  partia. Przykład jednak idzie z góry, a  sposób zarządzania krajem przez SLD dobitnie pokazały lata rządów Leszka Millera. Wybory parlamentarne niebawem. SLD nie wstydzi się już Millera, Oleksego czy Czarzastego – więcej nawet: to obecnie sztandarowi politycy tej partii. Najdobitniej zaś lewicową wrażliwość

www.pismowloclawskie.eu

pokazuje to, że lider SLD Grzegorz Napieralski publicznie smuci się zamykaniem szkół, a  jego partyjny kolega Andrzej Pałucki równocześnie zamyka Gimnazjum nr 6 we Włocławku. Kiedy Napieralski mówi o tworzeniu nowych przedszkoli, ekipa Pałuckiego nie tylko ich nie otwiera, ale kombinuje, jak podwyższyć o  prawie połowę opłaty za już istniejące przedszkola. Przykłady lewicowej niby-wrażliwości długo by jeszcze można mnożyć... (JACH)


4

PISMO W Ł O C Ł A W S K I E

Dawniej antysemitą był ten, kto nie lubił Żydów, dzisiaj ten, kogo Żydzi nie lubią (J. Korwin-Mikke)

Nie plujcie nam w twarz Andrzej FRĄTCZAK Jakiś czas temu obejrzałem w telewizji publicznej program „Tomasz Lis na żywo”. Rzecz szła o „antysemityzmie” Polaków. Jednak mam wrażenie, że celami programu były promocja prowadzącego i zohydzenie PiS-u. Kontekst antysemityzmu nie miał chyba żadnego, bieżącego znaczenia, choć wmawianie Polakom, że  nienawidzą Żydów, że mordowali i rabowali ich w czasie wojny odgrywa priorytetową rolę lecz w sposób długookresowy. Takie ciągłe manipulowanie prawdą, aż większość podda się tej manipulacji. Obawiam się bardzo ludzi pokroju Lisa, Najsztuba czy A. Holland, że tworzą nowe pole konfliktu - konfliktu, którego nie ma. Znowu „wojna domowa”? Takie dostali zadanie? Obawiam się, że  to  jest faszystowska mentalność, kiedy mówi się wprost o  morderstwach czy rabunkach Polaków na Żydach z racji ich narodowości. Projekcja? Naprawdę tak  segregują? Ja bowiem przekonany jestem, że jeśli takie rzeczy miały miejsce to  głównie z chęci zysku, a nie z rasistowskich pobudek. Nie przekonują mnie też słowa, że ukrywający się Żydzi bali się swoich sąsiadów ze  względu na  ich rasizm. Ukrywanie Żydów podczas okupacji było przestępstwem zagrożonym karą śmierci (tylko na ziemiach polskich). Było by dziwne, gdyby „przestępca”

(ukrywany lub ukrywający) obnosił się z tym powszechnie. Równie zrozumiała jest obojętność ogółu społeczeństwa. Każdy zdawał sobie sprawę z konsekwencji dla siebie i swoich bliskich. Jeśli pomaganie Żydom było heroizmem, to obojętność w  tych warunkach prawdziwą życzliwością. Jak wszędzie, tak i  w  okupowanej Polsce znalazły się kanalie, które wietrzyły w tym interes, czy to przez szantaż, czy możliwość załatwienia sobie czegokolwiek u Niemców, czy też może w inny sposób. Takie kanalie zdarzały się także wśród samych Żydów. W gettach były policje żydowskie, w obozach instytucja kapo, których okrucieństwo i  podłość przeszły do legendy. A czy Żydzi sefardyjscy na zachodzie pozostawiając swych askenazyjskich współbraci w Polsce na pastwę hitleryzmu, traktując ich jako swoisty plebs nie zgrzeszyli przypadkiem? Kanalia nie patrzy na  rasę, narodowość czy płeć, nie ma moralnych hamulców – liczy się tylko interes. Podobnie było z  żydowskimi „bandami” na wschodzie napadającymi na  polskie wsie. To, że łupili akurat Polaków wynikało z faktu inspirowania ich przez partyzantkę sowiecką. Bałbym się ukrywającym się w lasach głodnym ludziom zarzucać antypolonizm, jednak z całą odpowiedzialnością przypisuję go  mocodawcom z  Kremla. Podobnie ideologia hitlerowska nasączona była antysemityzmem, a  jej „wyznawcy” stosowali wszelkie środki i  metody aby ją wcielać w życie. Jako nacjonalistyczna zawierała także pierwiastki antypolonizmu. Jeśli Niemcy mówili, że w  ciągu 5 lat ma nie być ani jednego Żyda, a  w  ciągu 50  ani jednego Polaka,

to czy dlatego, że tych pierwszych 10  razy bardziej nienawidzili, czy może dlatego, że  tych drugich było dokładnie 10 razy więcej. Ich przodkowie osiedlali się w Polsce ze względu na tolerancję właśnie. Wątpię, czy rzeczone towarzystwo celebrytów (bo żadnymi autorytetami naukowymi przecież nie są, choć skutecznie zaproszonych naukowców zakrzykiwali) ma antypolonizm we krwi... a może w  „antysemityzmie” Polaków wietrzą dobry interes. Czyżby St. Michalkiewicz miał rację opisując „przedsiębiorstwo holokaust”? Panie Lis, jakkolwiek brzydzę się panem (przez pański brak obiektywizmu i... poglądy), chciałbym podziękować, że dzięki pańskiemu programowi zrozumiałem to pojęcie. P.S. 1. Do programu zaproszono 2  posłów Prawa i Sprawiedliwości pp.  dr  Girzyńskiego i prof. Wojciechowskiego. Jakże im  współczułem, kiedy zakrzykiwani musieli udowadniać, że nie są wielbłądami. 2. Do programu zaproszono też aktora Więckowskiego, który nie bardzo rozumiał temat, ale wiedział po której być stronie. Coś bąknął bez sensu ze 2 razy pod nosem.

Klub Gazety Polskiej poleca Obejrzyj w internecie na YouTube: - Jak napaść na państwo - Mgła - List z Polski - New Poland 2010 - Nocna zmiana - Towarzysz generał - TW Bolek - Wezwanie do przebudzenia - Errata do biografii - Dzieci Putina - Marsz wyzwolicieli - The Soviet Story - Gry wojenne - Odkryć prawdę

Korzystaj w internecie z: www.niezależna.pl www.bibula.pl www.niepoprawni.pl www.blogmedia24.pl www.wolnapolska.pl www.wpolityce.pl www.blogpress.pl www.smoleńsk-2010.pl www.nowyekran.pl www.solidarni2010.pl www.ojczyzna.pl

Czytaj wolną prasę: Gazeta Polska Nowe Państwo Nasz Dziennik Nasza Polska Najwyższy czas

Korzystaj w księgarniach internetowych: www.ostoja.pl www.księgarnia.antyk.org.pl

Słuchaj niepoprawnego RadioPL www.radio.pl/niezależne-wiadomości-zróbmy-je-razem

Obiektywizm mediów jest fikcją, ważny jest pluralizm.

Spotkanie klubu 6 kwietnia 2011 o godz.17 w Cechu Rzemiosł Różnych, na Placu Wolności we Włocławku odbędzie się spotkanie z p. Markiem Dłużewskim. Spotkanie i dyskusja poświęcone będą Lechowi Kaczyńskiemu i jego wizji Polski. Wstęp wolny dla każdego.

ANDRZEJ FRĄTCZAK

Polecam: Google, „Brazylijski Żyd broni Polaków” YouTube, „Tomasz Lis - manipulacja”

ANDRZEJ FRĄTCZAK - KLUB GAZETY POLSKIEJ

Otwarta droga do prywatyzacji szpitali Bożena BANACHOWICZ Stało się, posłowie Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Polska Jest Najważniejsza oraz części posłów z Sojuszu Lewicy Demokratycznej w dniu 18 marca 2011 przegłosowali ustawę o działalności leczniczej, a tym samym otworzyli bardzo szeroko drzwi do prywatyzacji naszych publicznych szpitali. „Prorocze stały się słowa byłej posłanki PO Sawickiej wypowiedziane w 2007 o możliwości zarabiania dużych pieniędzy na służbie zdrowia przez tzw. „przedsiębiorczych”. Z polityką liberałów nie wszyscy się zgadzamy (choć wybierając PO wyborcy dali zielone światło dla zmian). Dziwi natomiast fakt, że Ludowcy wyrazili gotowość i poparli ustawę, która

już w najbliższym czasie wyrządzi dużo zła dla chorujących obywateli naszego kraju. Obecni reformatorzy uchwalając nowe prawo zdrowotne świadomie obarczyli odpowiedzialnością za politykę zdrowotną i leczenie nas wszystkich, bo to my - społeczności małych ojczyzn, tworzymy samorządy lokalne. To naszych przedstawicieli radnych sejmików marszałkowskich i radnych powiatowych będziemy obwiniać za przekształcanie szpitali w spółki, ich komercjalizację, ewentualną upadłość i prywatyzację. Co więc stało na przeszkodzie, aby koalicja rządowa i większość sejmowa zgodziła się, aby przekształcone szpitale w spółki były ze 100% udziałem Skarbu Państwa? Odpowiedź jest jedna – Służba Zdrowia ma być sprywatyzowana. Znając system ochrony zdrowia wiem, że pieniędzy w systemie nie przybędzie, gdy przekształcimy szpitale w spółki prawa handlowego lub gdy je sprywatyzujemy. Nie wierzę też słowom Minister Zdrowia, która mówi, że polscy pacjenci dostali szansę na lepszy dostęp do leczenia.

Rząd nie zbadał przyczyn zadłużania się szpitali, nie wycenił faktycznych kosztów ich funkcjonowania, nie zabezpieczył środków finansowych na oddłużenie. W Narodowym Funduszu Zdrowia brakuje pieniędzy na leczenie pacjentów, wydłużają się kolejki na leczenie szpitalne, specjalistyczne, nie mamy środków finansowych na leki. Mój pesymizm podpowiada, że sytuacja pacjentów będzie jeszcze gorsza. Więcej pieniędzy będzie kosztowało nas leczenie. Naszymi pieniędzmi ograny założycielskie pokryją zadłużenie szpitali. Nasz udział w finansowaniu leczenia wpisany jest do ustawy i musimy się liczyć, że przyjdzie nam dopłacać do procedur. Ustawa o działalności leczniczej wejdzie w życie 3 miesiące po podpisaniu jej przez Prezydenta RP tj. w II połowie roku, a tym samym uchylona zostanie ustawa o Z.O.Z. oraz szereg ustaw i rozporządzeń regulujących działalność placówek służby zdrowia. Z chwilą przekształcenia szpitala w spółkę prawa handlowego istnieje realne zagrożenie dla pracowników medycznych, w

tym dla pielęgniarek i położnych. Przestaną obowiązywać m.in. przepisy prawne dotyczące norm obsady pielęgniarskich i wzrostu wynagrodzenia, mogą utracić pracę pracownicy funkcyjni (pielęgniarki oddziałowe, ordynatorzy) zatrudniani na umowę na czas określony. Nowe zapisy ustawy nie przewidują procedury konkursowej na stanowiska kierownicze. Prezesi spółek prawa handlowego mogą dokonać zmian w zakresie umów o pracę. Obawy środowiska pielęgniarskiego prezentowane podczas protestu w Sejmie są tego dowodem. Szkoda, że obecne przywódczynie organizacji związkowej, której jestem założycielką i przewodniczącą w latach 1995-2005 nie widziały zagrożeń prędzej i nie zabierały publicznie głosu przeciwko rewolucyjnej ustawie, były lojalne i wierzyły Ministrowi Zdrowia i politykom z PO, PSL, PJN jak i niektórym posłom z SLD. Rewolucyjne pomysły polityków stały się faktem. Jesteśmy jedynym krajem Unii Europejskiej, który przekształca publiczne szpitale w spółki prawa handlowego lub

www.pismowloclawskie.eu

będzie je prywatyzował. Jesteśmy jedynym krajem Unii Europejskiej, w którym czas pracy pielęgniarek, położnych, lekarzy zatrudnionych w szpitalach nie powinien tygodniowo przekraczać 48 godzin, a wiemy, że za wiedzą Ministra Zdrowia, Wojewodów, Marszałków, Dyrektorów pracujemy o wiele godzin za dużo wbrew dyrektywie unijnej zasłaniając się umowami cywilno-prawnymi tj. kontraktami. Jesteśmy krajem Unii Europejskiej, w którym ciężko pracującemu pracownikowi ledwo starcza na podstawowe utrzymanie rodziny. Tak bardzo dużo zależy od nas. To my dajemy politykom mandat zaufania do zarządzania i dlatego pamiętajmy o tym w jesiennych wyborach. Obecnym politykom dedykuję słowa ks. Prof. Józefa Tischnera „Mądrość nie polega na sprycie, ale na umiejętności obstawania przy prawdach oczywistych. Ten przetrwa, kto wybrał świadczenie prawdom oczywistym. Kto wybrał chwilową iluzję, by na niej zarobić, ten przeminie wraz z iluzją”.


5

PISMO W Ł O C Ł A W S K I E

Drożyzna!

Niezwykła konferencja Prawa i Sprawiedliwości odbyła się w nietypowej scenerii. Politycy PiS nie wystąpili bowiem w Sejmie czy w siedzibie partii przy ul. Nowogrodzkiej, lecz... w jednym z warszawskich sklepów spożywczych, gdzie zwracali uwagę na przerażająco wysokie ceny artykułów żywnościowych. W zakupach uczestniczyli Jarosław Kaczyński, Beata Szydło, Mariusz Błaszczak i Adam Hofman. Politycy PiS kupili szereg podstawowych produktów, m.in. ziemniaki, mąkę, kurczaka, cukier i jabłka. Jarosław Kaczyński podkreślał, że 3,5 roku temu za te same zakupy zapłaciłby maksymalnie 24 zł, zaś dziś wydał aż 55 zł. „To opisuje realia polskiego życia, prawdziwe problemy” – mówił prezes PiS. Podczas konferencji przypomniał telewizyjną debatę, w trakcie której Donald Tusk przepytywał go z

Najdroższy nasz cukier!

cen podstawowych artykułów spożywczych, dowodząc, że w czasie rządów PiS nastąpił gwałtowny wzrost cen. Tymczasem dziś te same produkty są kilkakrotnie droższe – cena kilograma cukru osiągnęła już 6,60 zł! „To jest coś niebywałego - przeszło dwukrotny wzrost cen w ciągu 3,5 roku” – podkreślił Jarosław Kaczyński. Zaznaczył, że tak wysokie ceny stanowią ogromne obciążenie zwłaszcza dla biednych rodzin, które miesięcznie na żywność wydają już 50-70 proc. swoich dochodów. „Władza ma święty obowiązek reagować na tego typu sytuacje” – powiedział prezes PiS. Przypomniał, że właśnie dlatego Prawo i Sprawiedliwość zaproponowało wprowadzenie dodatku drożyźnianego dla najuboższych. W głosowaniach sejmowych inicjatywa PiS nie znalazła jednak poparcia koalicji rządzącej.

ją produkcję są Niemcy, które w 2005 wyprodukowały 3,41 mln ton cukru, a w 2010 2,89 mln ton czyli o 15 % mniej (www.suedzucker.pl). Tam cukier kosztuje w granicach 0,50 euro czyli około 2 złotych. Widać, niektórzy mają siłę i chęć walki o interes swoich obywateli. Polska w 2005 roku produkowała 1 mln 700 tys. ton cukru, w 2010 roku wyprodukowała 1 mln 400 tys. ton czyli o blisko 20% mniej (www. suedzucker.pl). Nasze województwo było słynne z wysokiej produkcji cukru. Kto pamięta ile cukrowni w regionie przerabiało kujawskie buraki cukrowe? Przypomnijmy tylko nowoczesną cukrownię w Brześciu Kujawskim, o której uratowanie walczył poseł Łukasz Zbonikowski. Polska stała się ofiarą unijnej polityki gospodarowania rynkiem cukrowym, która zakładała zmniejszenie produkcji w całej Europie oraz import z Ameryki Południowej. Wówczas

lat jest pan obywatelem wszystkich polskich miast i wsi i wszędzie Polacy gorąco panu kibicują – powiedział poseł Zbonikowski podczas wystąpienia – Polacy są głodni sportowych sukcesów, a Pan nas nakarmił. Jesteśmy dumni!

ceny cukru amerykańskiego były rzeczywiście niskie, ale w zeszłym roku panował tam nieurodzaj, stąd w całej Europie słychać zgrzyty na efekt takiej polityki centralnego – złego planowania. W Europie brakuje 4 mln ton na pokrycie rocznego zapotrzebowania. Polska zamiast być wiodącym producentem, staje się importerem, ponieważ dozwolona przez Unię Europejską sprzedaż nie zaspokaja naszych potrzeb. Braki są pokrywane importem. Trzeba powiedzieć, że nadwyżkę produkcji jesteśmy zmuszeni wyeksportować zagranicę. Czy nie jest to przykład obłędu? Przykład cukru pokazuje na ile potrafimy rękami i głowami naszych rządzących polityków dbać o własne interesy. Przed nami polska prezydencja w Unii Europejskiej. Czy będzie to tylko dyplomatyczne show? Czy może będzie ona z korzyścią dla Polaków?

(IVKA)

Placówki Poczty do likwidacji?

(SER)

Poseł Zbonikowski pogratulował Adamowi Małyszowi Podczas uroczystej sesji Rady Miasta Zakopanego 26 marca Adam Małysz został honorowym obywatelem tego miasta. Gratulacje w imieniu mieszkańców Włocławka złożył mu osobiście także poseł Łukasz Zbonikowski. Od wielu

Cena cukru w sklepach sięgnęła już 6 zł za kilogram. Wszyscy Polacy otwierają szeroko oczy ze zdziwienia pytając o przyczynę. A powód tkwi w szeroko oklaskiwanej Unii Europejskiej oraz w polskiej polityce zbyt dalekich ustępstw. Przypomnijmy, że podczas ustalania warunków przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, rząd SLD – PSL zgodził się na to, żebyśmy my – Polacy zmniejszyli produkcję cukru, ale też i m.in. mleka (słynne kwoty mleczne). Warunki przystąpienia od strony rolniczej negocjował Jarosław Kalinowski z PSL, wówczas wicepremier, a obecnie poseł do Parlamentu Europejskiego. Należy pamiętać o tym, jakim politykom zawdzięczamy obecny kryzys. Przecież to PSL tworzy koalicję z PO w rządzie i w parlamencie. Obecni ministrowie gospodarki i rolnictwa są członkami PSL (Waldemar Pawlak i Marek Sawicki). Przykładem kraju, który dba o swo-

„Poczta Polska, 1558-2011, zamordowana przez chciwość i głupotę rządzących" 16 marca byliśmy świadkami protestu pracowników Poczty Polskiej z 23 organizacji związkowych wspieranych przez mieszkańców małych miejscowości, którzy obawiają się utraty dostępu do urzędów pocztowych. Protestujących wsparł poseł Łukasz Zbonikowski, który wygłosił oświadczenie sejmowe i skierował interpelację do rządu. Co stanowi przyczynę protestu? Związki zawodowe nie zgadzają się z  planowanym przez zarząd Poczty Polskiej zbyciem ok. 700 nieruchomości należących do poczty w całym kraju. Ich miejsce mają zająć agencje prywatne, które już zaczynają zajmo-

wać się dostarczaniem przesyłek. Jednak zdaniem związków nie będą one w stanie zapewnić bezpieczeństwa i właściwej jakości usług. Pod petycją sprzeciwiającą się planom restrukturyzacji podpisało się już ponad 100 tys. osób, które nie są pracownikami poczty. Likwidacja placówek oznacza również masowe zwolnienia. Redukcja etatów przewiduje zwolnienie do października 2011 r. blisko 5 tys. pracowników. Część dotychczasowych urzędów ma zostać przekształcona w tzw. agencje pocztowe. Tego typu rozwiązanie, nastręczające wielu wątpliwości co do jego słuszności, spotkało się ze zdecydowanym sprzeciwem związków zawodowych.

Pierwszy problem dotyczy korzystania z kont założonych w Banku Pocztowym. Po wejściu w życie przebudowy systemowej zostanie ono znacznie ograniczone, ponieważ osoby, które do tej pory umieszczały swoje renty i emerytury na takich rachunkach, nie będą mogły w dalszym ciągu korzystać z tego rodzaju usług finansowych, jeśli nie prowadzą działalności gospodarczej. Utrudnienia będą dotyczyły także dodatkowych kosztów i nakładów czasu wymaganych w związku z podróżowaniem do znacznie oddalonych placówek pocztowych. Kolejnym czynnikiem wymuszającym zwiększenie środków finansowych jest bowiem wymiana dokumentów, pieczątek etc., jaką niesie każda zmiana systemowa. Niedawno poseł Zbonikowski pytał o wątpliwości dotyczące restrukturyzacji w spółce ENERGA. Jego zdaniem Poczta Polska to kolejna instytucja, w której restrukturyzacja oznacza po prostu likwidację. Dziś manifestanci przynieśli pod kancelarię premiera trumnę, która ma symbolizować kondycję Poczty Polskiej. Ile jeszcze trzeba takich manifestacji, by rząd wreszcie zauważył prawdziwe problemy Polaków? – pytał z mównicy sejmowej poseł Łukasz Zbonikowski.

(BOR)

Kolejna wpadka Komorowskiego Prezydent Bronisław Komorowski najwyraźniej ma problemy z ortografią. Tę przypadłość zauważyli spostrzegawczy internauci, którzy oglądali transmisję z ambasady Japonii,

gdy Para Prezydencka wpisywała się do księgi kondolencyjnej. Oto fragment wpisu prezydenta Bronisława Komorowskiego (pisownia oryginalna):

„Jednoczymy się w imieniu całej Polski z narodem Japonii w bulu i w nadzieji na pokonanie skutków katastrofy.”

Mjut na nasze serca – w bulu i nadzieji narut czeka na koniec kadencji Kompromitowskiego

www.pismowloclawskie.eu


6

PISMO W Ł O C Ł A W S K I E

Jubileusz – 600 lat Katedry Włocławskiej Trzeba nam teraz, z poczucia wdzięczności, ale i uczciwości, przypomnieć kilka faktów i osób, które w ciągu tego 600-lecia, były związane z Katedrą. Po spaleniu i zniszczeniu Włocławka i Katedry przez Krzyżaków 7 maja 1329 roku, Biskup Kujawsko Pomorski Maciej z Gołańczy, w dniu 25 marca 1340 roku poświęcił kamień węgielny pod nową Katedrę. W ramach prac renowacyjnych w końcu XIX wieku natrafiono w zakrystii na grób Biskupa Macieja. Znaleziono w grobie m.in. pastorał. Dziś ten pastorał służy Pasterzowi Diecezji. Od roku 1364 kontynuował budowę biskup Zbylut z Gołańczy. Jego płyta nagrobna znajduje się w prezbiterium Katedry. Za czasów Biskupa Jana Kropidło, pochodzącego z rodu Piastów Opolskich, zasłużonego w walce z Zakonem o polskość, biskup sufragan Jan z konwentu Ojców Dominikanów w Gdańsku, dokonał poświęcenia Katedry. Działo się to 13 maja 1411 roku. W uroczystości brał udział król Władysław Jagiełło. Wyśpiewano wtedy dziękczynne Te Deum za zwycięstwo pod Grunwaldem. Cały XV wiek to prace nad dokończeniem i upiększeniem Katedry. Warto tu wymienić biskupa Władysława z Oporowa, z którego fundacji zachował się kielich użyty dziś do sprawowania Eucharystii. Tego kielicha użył też Ojciec Święty, gdy 7 czerwca 1991 roku celebrował Eucharystię na lotnisku w Kruszynie. Z wieku XVI trzeba wymienić Biskupów: Krzesława z Kurozwęk, Łukasza Górkę, założyciela naszego Seminarium Biskupa Stanisława Karnkowskiego i wielkiego humanistę Hieronima Rozrażewskiego, który włoski

renesans przenosił do Włocławka. Początek XVII wieku przypada na posługę Biskupa Jana Tarnowskiego. To z jego inicjatywy i funduszy pobudowano renesansową kaplicę NMP. Biskup Andrzej Lipski ufundował dla Katedry obrazy, z których zachowały się dwa i są ozdobą kościoła w Nieszawie. Ufamy, że wrócą do Katedry. Współczujemy Biskupowi Florianowi Czartoryskiemu, to za jego pontyfikatu 26 czerwca 1657 roku Włocławek został zniszczony, katedra splądrowana, ograbiona z zabytków i ołtarz główny doszczętnie rozbity. Dachy spalone. Dokonali tego Szwedzi. W czasie odbudowy i przywracania piękna Katedry ogromna wdzięczność należy się Biskupowi Bonawenturze Madalińskiemu. Ilekroć patrzę na Jego epitafijną płytę zawsze myślę, jaki musiał być wielki, skoro na płycie kazał napisać słowa: minimus episcoporum, maximus peccatorum. Należał przecież do najwybitniejszych ludzi epoki. Początek XVIII wieku też bolesny. W roku 1707 do Włocławka wkroczyły wrogie wojska. Oddziały Kozaków, Tatarów, Kałmuków zniszczyły Katedrę i ograbiły skarbiec. Biskupem był w tym czasie Felicjan Szaniawski. W tym wieku służył Kościołowi Biskup Antoni Sebastian Dembowski, przodek naszego Biskupa Seniora Bronisława Dembowskiego. Przeprowadzono wtedy remont dachów Katedry. Trzeba też wspomnieć Franciszka Kanigowskiego, Biskupa Sufragana, wchodząc do Katedry idziemy po Jego grobie / w drzwiach wahadłowych/. To z Jego fundacji mamy srebrny ołtarz, wykonany w warsztacie Jana von Hausena i Jana Lityńskiego w Toruniu.

Wiek XIX – po roku 1815 nowa organizacja Kościoła w Polsce. Były próby przeniesienia stolicy Diecezji do Kalisza, jako stolicy Guberni. W drugiej połowie wieku wielkie prace przy Katedrze rozpoczął Biskup Wincenty Teofil Popiel. Poprzez przebudowę wież i usunięcie obiektów epoki baroku, Katedra zyskała czystość architektoniczną. Dzieło biskupa Popiela kontynuował Biskup Aleksander Kazimierz Bereśniewicz. Człowiek nauki i dobry Gospodarz. Po zakończeniu prac 10 maja 1896 roku odbyła się rekonsekracja Katedry, której przewodniczył na zaproszenie Biskupa Beresniewicza, Arcybiskup Warszawski Wincenty Popiel. Dokładny opis tej uroczystości znajduje się w marcowym numerze naszego miesięcznika Ex Cathedra. Wiek XX to trudny czas. Trwające jeszcze zabory, pierwsza wojna światowa, najazd bolszewików, trudne lata odbudowy Rzeczypospolitej, druga wojna światowa, czas zniewolenia komunistycznego i odzyskanie wolności. Na ten czas Opatrzność dała nam wybitnych Pasterzy. Najpierw Biskup Stanisław Zdzitowiecki (1902 -1927), potem Biskup Karol Mieczysław Radoński (1929-1951). Kilka dni temu minęła 60 rocznica Jego śmierci. I ostatnie 50 lat. Biskupi, których dokonań i ofiarnej służby jestem świadkiem: Biskup Antoni Pawłowski, Biskup Jan Zaręba, Biskup Henryk Muszyński – dziś Senior Metropolita Gnieźnieński i Prymas Polski, Biskup Bronisław Dembowski Senior. Od 8 lat, już w trzecim tysiącleciu, jak się kiedyś mówiło Dei Miseratione et Sanctae Sedis Apostolicae gratia Diecezją kieruje J.E. Bp Wiesław Alojzy Mering.

Kościół to przede wszystkim rzeczywistość ducha. Zasadniczym celem Kościoła jest prowadzenie ludzi ku pełni życia, czyli do świętości. Diecezja Włocławska ma prawo chlubić się św. Maksymilianem Kolbe i św. Faustyną. Katedra jest dumna, że błogosławieni męczennicy drugiej wojny światowej, na czele z bł. Biskupem Michałem Kozalem, tak bardzo swoim życiem, powołaniem i kapłaństwem związani byli z tą czcigodną świątynią. Opatrzność sprawiła, że Sługa Boży kardynał Stefan Wyszyński, Prymas Tysiąclecia, opuścił ziemię łomżyńską i przybył do Włocławka. W tej Katedrze przyjął święcenia kapłańskie i w tej Katedrze prawie 10 lat głosił Słowo Boże. Bogu Najwyższemu dziękujemy, że w czasie trwania Jubileuszu Katedry, do chwały ołtarzy zostanie wyniesiony Czcigodny Sługa Boży, Ojciec Święty Jan Paweł II. Wielokrotnie nawiedzał naszą Katedrę jako Biskup Krakowski. Szczególnie jednak jesteśmy wdzięczni za Jego Apostolskie nawiedzenie Katedry w dniu 6 czerwca 1991 r.

Ekscelencjo, 76 Następco Biskupów Kujawsko Pomorskich, Kujawsko Kaliskich i Włocławskich. W imieniu Biskupa Stanisława, Biskupa Bronisława seniora, w imieniu Prześwietnej Kapituły Bazyliki katedralnej, świetnych Kapituł kolegiackich Uniejowskiej i Sieradzkiej, w imieniu kapłanów diecezjalnych i zakonnych, w imieniu osób konsekrowanych, w imieniu wiernych świeckich, reprezentujących wszystkie stany: parlamentarzyści, władze samorządowe, ludzie nauki i sztuki, ludzie pracy, nauczyciele i młodzież, a także Kujawska Konfraternia Orderu św. Stanisława Biskupa Męczennika, w imieniu wszystkich zgromadzonych – najpokorniej proszę o otwarcie Jubileuszu 600-lecia poświęcenia Katedry i 600-lecia dziękczynienia za Grunwald.

KS. PRAŁAT STANISŁAW WASZCZYŃSKI (TEKST ZOSTAŁ WYGŁOSZONY PODCZAS UROCZYSTOŚCI INAUGURACJI JUBILEUSZU)

Zamach na Policmajstra Miasta Włocławka – kapitana Nowikowa Tomasz DZIKI W ostatnim artykule napisałem o wydarzeniach, które miały miejsce w latach rewolucji 1905-1907. podałem także przykłady zamachów na urzędników rosyjskich, które organizowała Organizacja Bojowa PPS. Dziś wiemy, że nie przynosiły one oczekiwanych rezultatów. Na miejsce zamordowanych Rosjan przychodzili nowi, nieraz jeszcze bardziej zdeterminowani w tropieniu działaczy lewicowych, i nieufni wobec Polaków. Partia nie rezygnowała z tego typu akcji także po zakończeniu rewolucji. Zabójstwem politycznym, które odbiło się szerokim echem w całym Królestwie Polskim, było zastrzelenie we Włocławku w dniu 3 VIII 1910 r. (21 lipca wg kalendarza juliańskiego) Policmajstra Miasta Włocławka kapitana Nowikowa. Na temat tej akcji ukazał się m.in. artykuł na łamach gazety „Naprzód” (Kraków, 14 VIII 1910 r.), w którym stwierdzono m.in., że Nowikow był autorem licznych prowokacji, których ofiarami byli

działacze i sympatycy włocławskiej PPS. Powszechnie twierdzono, że Nowikow wyróżniał się szczególną aktywnością w rozbijaniu lokalnych struktur ruchu robotniczego. Odniósł w tym zakresie wiele sukcesów, i stąd „zasłużył” sobie na taki los. Zabójstwo Nowikowa „postawiło na nogi” żandarmerię całej guberni warszawskiej. Na polecenie zarządu gubernialnego żandarmerii, 4 VIII (nazajutrz po fakcie) z Warszawy do Włocławka przyjechał przedstawiciel zarządu żandarmerii powiatów warszawskiego, nowomińskiego i radzymińskiego. Jego zadaniem było zapoznanie się z efektami zaledwie kilkunastogodzinnego śledztwa miejscowej żandarmerii i straży ziemskiej w zakresie motywów, przebiegu zamachu oraz podejrzeń o winnych jego przeprowadzenia. W wyniku jego prac powstał pierwszy tajny raport, który do Warszawy trafił 4 dni później. Raport zawiera m.in. opis zamachu, i stąd można odtworzyć czytelnikom jego przebieg. Z dokumentu wynika, że wieczorem 3 VIII 1910 r. kapitan Nowikow postanowił odwiedzić żonę niejakiego Iliasewicza rotmistrza 5 Litewskiego Pułku Ułanów, która mieszkała w jednej z kamienic przy ul. Królewieckiej. W trakcie spotka-

nia zaproponował jej wyjście do miejscowego kinematografu, który mieścił się w siedzibie teatru przy ul. Cyganka. Zabrali ze sobą dwoje nieletnich dzieci Iliasewiczów. Przedstawienie zakończyło się ok. godziny 10 wieczorem. Po wyjściu z kinematografu Iliasewicz zaproponowała aby do domu wracali ul. Szeroką (obecnie 3 Maja). Ulica ta tętniła wtedy życiem i była dobrze oświetlona. Nowikow namówił ją jednak na powrót ul. Cyganka. Dzieci szły kilka kroków przed nimi. Kapitanowi Nowikowowi nie towarzyszył żaden funkcjonariusz straży ziemskiej, gdyż wcześniej zrezygnował z ochrony. W pewnym momencie, niedaleko zbiegu ul. Cyganka i Królewiecka (w odległości ok. 400 kroków od teatru), do kapitana szybkim krokiem podeszło z tyłu dwóch mężczyzn. Jeden z nich, z bliskiej odległości, strzelił z pistoletu do Nowikowa, który upadł na ziemię i po kilkudziesięciu sekundach zmarł. Towarzysząca mu Iliasewicz najpierw zaczęła krzyczeć, następnie zrobiło jej się słabo i zemdlała. Wersję tę uzupełniły zeznania przypadkowego świadka zamachu, pięcioletniego syna niejakiego Blachowicza, zamieszkałego przy ul. Cyganka. Według niego zabójcy wyszli na ul. Cygankę z ul. Kró-

lewieckiej, przeszli koło domu, w którego bramie akurat on stał, minęli Nowikowa i Iliasewicz, następnie odwrócili się, szybko ich dogonili i dokonali zabójstwa. Zdaniem małoletniego świadka jeden z napastników miał być ubrany „po wojskowemu”. Nie potwierdziła tego jego matka, która wybiegła z domu gdy usłyszała krzyk kobiety i własnego dziecka. Ona zeznała, że widziała dwóch ubranych na czarno mężczyzn, którzy bardzo szybkim krokiem weszli w ul. Kowalską, która łączyła wtedy ul. Cyganka z ul. Łęgską (aktualnie takiego połączenia tych ulic nie ma). W trakcie śledztwa dotarto jeszcze do jednego świadka, mieszkańca ul. Kowalskiej (w tekście podano, że był to Włocławianin żydowskiego pochodzenia), który widział zabójców, ale gdy próbował się do nich zbliżyć oni oddali w jego kierunku strzał, i z tego powodu wycofał się. Z uwagi na to, że cały ten rejon nie był oświetlony, istniejąca latarnia na ul. Cyganka w tym czasie była zgaszona, świadkowie nie potrafili opisać zamachowców oraz stwierdzić, czy te osoby były im znane. Wymieniony mieszkaniec ul. Kowalskiej dodał tylko, że widział jak te dwie osoby spotkały się jeszcze z jedną i razem uciekli. W pierwszym dniu nie dotarto do

www.pismowloclawskie.eu

żadnych innych świadków. W opisany rejon miasta szybko wysłano patrole policyjne. W krótkim czasie zatrzymano aż 16 osób, które albo wyglądały podejrzanie, albo nie posiadały przy sobie żadnych dokumentów. Ostatecznie osoby te zostały wypuszczone, ale w wyniku dalszego energicznego śledztwa padły podejrzenia na szereg innych ludzi. Szybko okazało się, że organizatorem zamachu była Organizacja Bojowa PPS Frakcji Rewolucyjnej. Od początku ta koncepcja zdawała się być najbardziej wiarygodna. Większość pytanych o potencjalne motywy wskazywała udział Nowikowa w rozbiciu w 1907 r. miejscowych struktur PPS Frakcji Rewolucyjnej, a także wiele innych działań politycznych kapitana. Wstępne ustalenia stały się podstawą do przeprowadzenia w sierpniu 1910 r. licznych aresztowań, i to nie tylko we Włocławku, ale i regionie kujawsko-dobrzyńskim. Zabójstwo kapitana Nowikowa było ostatnią tak spektakularną akcją Organizacji Bojowej PPS FR na terenie Włocławka. Rosjanie przeprowadzili bardzo dużo akcji odwetowych, w efekcie których niemal kompletnie rozbito miejscowe struktury tej partii.


7

PISMO W Ł O C Ł A W S K I E

Pakt dla Berlina i Paryża Ryszard CZARNECKI Gdy kilka lat temu ówcześni ministrowie finansów Niemiec i Francji - Theo Weigel i  Nicolas Sarkozy (tak, ten sam, obecny prezydent Republiki) wyszli z  inicjatywą ujednolicenia podatku od firm oburzenie w Europie było powszechne, a eksperci zapewniali opinię publiczną, że niemożliwe jest, aby Berlin i Paryż narzucili swą wolę w tak drażliwej kwestii pozostałym krajom członkowskim. A jednak, niczym w słynnej teorii polskiego socjologa Ludwika Krzywickiego „ O ideach wędrujących” tamta inicjatywa wróciła niczym bumerang. Tym razem jako część „Paktu dla konkurencyjności”. Ten bumerang jest jednak dla Polski szkodliwy, a ów „Pakt” w gruncie rzeczy jest przejawem niemiecko-francuskiego dyktatu i faktycznie... zmniejsza konkurencyjność innych państw europejskich, w tym Polski wobec tych dwóch największych europejskich potęg.

Europa „A” i Europa „B” Powodem, a może raczej pretekstem dla zaskoczenia przez kanclerz Merkel i Nicolasa Sarkozy’ego 25 krajów członkowskich Unii

Europejskiej ową inicjatywą jest kryzys ekonomiczny w Europie. Frau Merkel, a za nią niemieccy publicyści twierdzą twardo i otwartym tekstem, że skoro Berlin ratuje od bankructwa Grecję, Irlandię, a  niedługo zapewne także Portugalię - ojczyznę przewodniczącego Komisji Europejskiej Jose Manuela Durao Barosso (Hiszpanię, która też była na tej liście chwilowo olbrzymimi pożyczkami uratował Pekin), to ma prawo narzucać swoje porządki w gospodarce. To, co korzystne dla Niemiec, a zwłaszcza dla Francji nie musi być jednak korzystne dla Polski. W tym wypadku po prostu nie jest. „Pakt dla konkurencyjności”, czy tego chcemy, czy nie chcemy ustanawia podział Europy na Europę „A” i Europę „B”. Europę lepszą i gorszą (w  tym także biedniejszą, choć od tej reguły jest wyjątek - mające własną walutę i niezamierzające z niej zrezygnować relatywnie bogate Wielka Brytania i Królestwo Szwecji). Oczywistym następstwem Paktu jest powstanie „Europy dwóch prędkości”. Szczerze potwierdził to polski komisarz Komisji Europejskiej Janusz Lewandowski w wywiadzie, którego udzielił dwa tygodnie temu w „Gazecie Wyborczej”. Jeśli teraz premier Donald Tusk propagandowo mówi, że obawa powstania „Europy dwóch prędkości”... została zażegnana to jest to wyłącznie zwrot retoryczny, próba uspokojenia polskiej opinii publicznej. Charakterystyczne zresztą, że tenże sam Tusk na pierwsze informacje o „niemiecko-francuskim dyktacie”

(określenie... niemieckiego polityka Martina Schulza, szefa frakcji socjalistycznej w Parlamencie Europejskim) i powstaniu „Paktu dla konkurencyjności” na poprzednim szczycie UE w Brukseli zareagował bardzo krytycznie i ostro, co zresztą znalazło swoje odzwierciedlenie w  np.  prasie niemieckiej („Der Spiegel”). Jednak, identycznie jak w  sprawie raportu MAK, gdy początkowo reagował ostro, by w końcu ulec, tu też zmienił zdanie i Pakt zaakceptował. Stało się tak po... zeszłotygodniowym telefonie kanclerz Angeli Merkel. To swoisty „stały fragment gry”. Po raz kolejny polski premier zmienia zdanie w kluczowej sprawie po  telefonicznym lobbingu niemieckiej kanclerz. Trudno się potem dziwić, w europejskich stolicach jest, z pewną złośliwością, nazywany premierem na telefon.

Polska traci Donald Tusk w imieniu Polski zaakceptował ostatecznie „Pakt dla konkurencyjności”. Ba, odtrąbił go jako swoisty sukces swojego rządu: groziło, że będzie źle- a jest dobrze. Przypomina to bliźniaczą sytuację sprzed trzech lat, gdy w Brukseli uzgodniono bardzo niekorzystny dla polskiej gospodarki pakiet klimatyczno- energetyczny. Wówczas też premier z PO przedstawiał to jako doniosłe osiągnięcie Polski, a dziś wiadomo, że dokument ten będzie miał niesłychanie negatywne konsekwencje dla naszej gospodarki narodowej: już w 2013 roku nasz Produkt Krajowy

Brutto zmniejszy się tylko z tego tytułu o 2,2%, bezrobocie wzrośnie o 2 %, a ceny elektryczności pójdą w górę o 23%. Dziś premier Tusk mówiący, że „Pakt dla konkurencyjności” nie będzie dzielił Europy jest równie niepoważny jak premier Tusk w 2008 roku, ogłaszający w Brukseli na konferencji prasowej polski sukces w kontekście paktu klimatyczno-energetycznego. Gdy zaś mówi, że „Polska chce być w europejskim mainstreamie” (czyli głównym nurcie) jest zabawny, bo ów główny nurt płynie Renem i Sekwaną i ewentualnie, od biedy w pozostałych krajach strefy euro- a na pewno nie Wisłą. Ekonomiści są jednoznaczni: ostrożnie licząc „Pakt dla konkurencyjności” przyniesie w Polsce wzrost bezrobocia o 1%. To poważne zagrożenie, zważywszy na to, że w ostatnich kilku miesiącach pracę straciło aż ćwierć miliona Polaków. Zmiana podatku CIT - co jest konsekwencją „Paktu” - oznacza również straty dla Polski i niewielkim pocieszeniem jest fakt, że jeszcze większe straty niż my zanotują takie kraje jak Irlandii, Dania i Holandia. Skądinąd wiadomo też, że największymi beneficjentami będą Francja, Grecja i Łotwa. To dlatego ta ostatnia entuzjastycznie przyjęła powstanie Paktu i zgłosiła do niego swój akces - obok jednego z dwóch najbiedniejszych krajów UE: Bułgarii, która widocznie uważa, że gorzej już tam być nie może, a przykład Grecji może być na Bałkanach zaraźliwy... Polska w wyniku tak dobrze oce-

nianego przez szefa rządu PO-PSL „Paktu dla konkurencyjności” straci 160 tysięcy miejsc pracy - bezrobocie natomiast dzięki Paktowi zmniejszy się we Francji, Hiszpanii i Belgii, Niemcy co najmniej nie stracą. Poza nami najwięcej procentowo miejsc pracy straci Irlandia i Luksemburg. Ale to polski premier mówi, że akceptujemy ustalenia szczytu UE „bez kompleksów i przesadnych trudności”. Jakoś nie dał mu do myślenia fakt, że zdecydowanie przeciwko „Paktowi dla konkurencyjności” opowiedziała się Republika Czeska i Wielka Brytania. W praktyce „Pakt dla konkurencyjności” oznacza oddanie części suwerenności ekonomicznej Polski na rzecz krajów strefy euro, a  w  gruncie rzeczy na rzecz polityczno- ekonomicznej osi BerlinParyż. Ten „Pakt” równa się, co zresztą szczerze przyznają nawet jego zwolennicy, zacieśnieniu narodowych polityk gospodarczych. Także tych dotyczących kwestii emerytalnych i zatrudnienia. W obu obszarach Polska już sobie nie radzi, a jeszcze dodatkowo straci. Swoistą metaforą jest ustalenie, że szczyty krajów należących do  „eurozony” mają odbywać się każdego roku w marcu, tuż przed... szczytami Rady Europejskiej, czyli szczytami UE poświęconymi gospodarce. Jasne więc, że decyzje dotyczące państw nienależących do strefy euro będą zapadały poza nimi, na  spotkaniu krajów, w których obowiązuje wspólna waluta. Nic dodać, nic ująć...

Kujawsko-Włocławskie wątki powstania listopadowego (część 2) Tomasz WĄSIK Początkowe działania wojny polsko-rosyjskiej w 1831 r. przebiegały w stosunkowo dużym oddaleniu od Włocławka i Kujaw. Ich mieszkańcy nie doświadczyli bezpośrednio skutków walk toczonych na obszarach położonych we wschodnich częściach Królestwa Polskiego. Pomimo świetnych zwycięstw polskich w bitwach pod Wawrem (II), Dębem Wielkim i Iganiami, źle dowodzona armia przegrała bitwę pod Ostrołęką, która stała się punktem zwrotnym w przebiegu powstania. Pierwsze echa wojny dotarły na Kujawy w marcu 1831 r. Stało się to za przyczyną oddziału Michała Godlewskiego, komisarza pełnomocnego rządu na województwo augustowskie. Jego oddział złożony z 200 strzelców leśnych, 400 kosynierów i 600 kawalerzystów jazdy augustowskiej, prowadził w okresie lutego skuteczne walki w rejonie Augustowa. Siły te stoczyły zwycięskie potyczki z armią rosyjską pod Nowogrodem (23 lutego), Ostrołęką (25 lutego) i Kolnem (27 lutego). Pomimo tych sukcesów oddział M. Godlewskiego nie otrzymał odpowiedniego wsparcia od centralnych władz powstań-

czych z Warszawy. Doprowadziło to w efekcie do jego rozbicia w bitwie pod Gawrychami (7 marca). Z dosyć licznego oddziału tylko kawaleria powstańcza była w stanie wycofać się, nie ponosząc przy tym większych strat. Niedobitki oddziału M. Godlewskiego dotarły aż do Włocławka, gdzie najprawdopodobniej w późniejszych czasie uległy reorganizacji i wcieleniu do innych formacji wojskowych. Od połowy 1831 r. działania wojenne przeniosły się bliżej centrum Królestwa, których osią stała się linia Wisły. Zwłaszcza na odcinku Płock-Włocławek-Osiek były dokonywane liczne przemarsze połączone z przeprawami wojsk, zarówno rosyjskich jak i polskich. Już w czerwcu 1831 r. armia rosyjska skierowała się ku dolnej Wiśle, gdzie w rejonie Osieka miała przeprawić się na lewy brzeg rzeki. Jednakże informacje o ruchach wojsk polskich, które wyruszyły z Modlina w kierunku Płocka i Włocławka, doprowadziły do czasowego wstrzymania przeprawy. Dowodzący wojskami rosyjskimi feldmarsz. Iwan Paskiewicz wydał rozkaz marszu części sił w kierunku Płocka, na spotkanie armii polskiej. Jednocześnie cały czas trwały przygotowania Rosjan do przeprawy na lewy brzeg Wisły pod Osiekiem. Tymczasem gen. Ignacy Prądzyński, widząc rozdzielenie sił nieprzyjaciela, dostrzegł szansę jego pokonania. Przygotował nowy ofen-

sywny plan działania oddziałów polskich. Według niego należało pozostawić w rejonie Płocka niewielkie siły, których celem byłoby blokowanie oddziałów rosyjskich znajdujących się na prawym brzegu Wisły. W tym czasie większość armii należało przerzucić na lewy brzeg rzeki i dokonać jej koncentracji na Kujawach. Następnie plan przewidywał rozmieszczenie wojska na linii Brześć Kujawski-Włocławek, tak by stworzyć możliwość zniszczenia oddziałów rosyjskich znajdujących się na lewym brzegu Wisły. Zgodnie z tymi założeniami rozpoczęto planowane ruchy wojsk, ale wkrótce, decyzją wodza naczelnego gen. Jana Skrzyneckiego wstrzymano wszelkie przygotowania. Kunktatorstwo wodza naczelnego i jego niechęć do wykonania planu gen. I. Prądzyńskiego spowodowały zaprzepaszczenie (kolejnej już w tej wojnie) szansy zniszczenia przynajmniej części wojsk rosyjskich i odwrócenia losów powstania. Ostatecznie Rosjanie przeprawili większość swojej armii na lewy brzeg Wisły i okazja jej pokonania przepadła. Około 15 lipca w rejon Włocławka zbliżyły się czołowe oddziały rosyjskie. Wkrótce do miasta wkroczyły oddziały 5. pułku kozaków czarnomorskich, nie napotykając nigdzie poważniejszego oporu. Znajdującą się w mieście i jego okolicach straż bezpieczeństwa miejscowe władze rozpuściły

do domów, motywując to brakiem zaopatrzenia. Dopiero 17 lipca wydano rozkaz rezerwom kawalerii, stacjonującym w Łowiczu, by ruszyły w kierunku Brześcia Kujawskiego i Włocławka. Jednakże słabe uzbrojenie i wyszkolenie tych oddziałów nie gwarantowały spodziewanego sukcesu. Większość urzędników z Nieszawy, Brześcia Kujawskiego i Włocławka opuściła w popłochu swoje stanowiska. Tylko organizator pospolitego ruszenia w województwie mazowieckim, poseł Wieszczycki, wspomagany przez paru dzielnych oficerów i urzędników, zorganizował oddział liczący 5000 ludzi. Oddział kozaków, który wkroczył do Włocławka, po krótkim pobycie wycofał się z niego. Wspomniane wcześniej oddziały kawalerii polskiej, dowodzone przez gen. Zygmunta Stryjewskiego, liczące około 2500 szabel, niestety nie stanęły na wysokości zadania. Po paru drobnych potyczkach z kawalerią rosyjską w rejonie Włocławka, wycofały się do Kowala i Koła, pozostawiając swojemu losowi pospolite ruszenie Wieszczyckiego. Wkrótce też, pomiędzy 20 a 26 lipca 1831 r., po niewielkich walkach, Włocławek, Brześć Kujawski i Kowal zostały ponownie zajęte przez oddziały rosyjskie. Ostatni akord powstania listopadowego na Kujawach rozegrał się już po upadku Warszawy. Wódz naczelny powstania gen.

www.pismowloclawskie.eu

Maciej Rybiński w dniach 27-30 września skierował armię w rejon Włocławka, zajął Szpetal i przerzucił most na Wiśle w celu przeprawy na lewy brzeg. Planował, maszerując na Kowal, stoczyć bitwę z Rosjanami. Niestety wprowadzony w błąd uznał, że nieprzyjaciel ma nad oddziałami polskimi dużą przewagę i ostatecznie zrezygnował z dalszych działań. Armia polska, trapiona dezercjami i ogólnym upadkiem morale, skierowała się ku granicy pruskiej, którą przekroczyła 5 października 1831 r. Upadek powstania stał się faktem. Spośród wszystkich powstań narodowych walki z lat 1830-1831 miały największe szanse powodzenia. Królestwo Polskie dysponowało jedną z najlepszych armii w ówczesnej Europie, a jej kadra zawodowa (przynajmniej w części) umiejętnościami przerastała swoich rosyjskich odpowiedników. Nieszczęściem powstania byli jej najwyżsi przywódcy, których może nie należy posądzać o brak umiejętności i cech przywódczych, ale o paraliżującą ich działania niewiarę w ostateczny sukces. W zbiorach Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej we Włocławku znajduje się kilka cennych pamiątek związanych z okresem powstania listopadowego. Są one prezentowane na ekspozycji stałej w Muzeum Historii Włocławka przy ul. Szpichlernej 19.


8

PISMO W Ł O C Ł A W S K I E KIEDYŚ USTRÓJ PRL, TERAZ PAŃSKIE RZĄDY SĄ JEDYNIE SŁUSZNE.

Do EuGeniusza Gołembiewskiego Z wielkim zdziwieniem obserwuję Pańską aktywność - głównie medialną – w ostatnich miesiącach powyborczych. Chodzi mi przede wszystkim o Pańskie wywiady udzielane w TV Kujawy, TV CW24, w liście półotwartym wystosowanym niby do mnie, a wysłanym do Prezesa Jarosława Kaczyńskiego, Przewodniczącego Mariusza Błaszczaka, wszystkich posłów PiS z okręgu oraz do Ks. Biskupa Wiesława Meringa. Chodzi również o Pańskie liczne wypowiedzi zakulisowe i ostatnie artykuły w wydawanym przez Pana, a opłacanym za pieniądze mieszkańców Kowala „Informatorze Kowalskim”. We wszystkich wystąpieniach, mimo iż minęły już 4 miesiące od wyborów samorządowych, przebija nieodparte wrażenie, że nie może się Pan pogodzić z wynikami wyborów, a najbardziej z faktem, że ktoś śmiał z Panem konkurować o fotel burmistrza – ktoś, komu zabrakło tylko 78 głosów, by Pana pokonać. Mimo, iż uzyskał Pan reelekcję, to jednak sporo czasu, który należałoby poświęcić pracy dla Kowala, trwoni Pan na snucie refleksji, ocen i powyborczych rozrachunków. Przypomina to głęboką traumę i jeżeli Pan się z niej nie otrząśnie – może ona Panu uniemożliwić prawidłowe wykonywanie swojej pracy. Byłby to Pański osobisty koloryt, który regularnie funduje Pan mieszkańcom Kowala, gdyby nie fakt, że we wszystkich tych wystąpieniach „na siłę” miesza Pan moją osobę w swoje gierki polityczne. Tym bardziej, że wiele Pańskich tez i wywodów rozmija się z rzeczywistością. Albo chce Pan być złośliwy wobec mnie, mimo iż - jak Pan sam zauważył – do tej pory wypowiadałem się o Panu raczej dobrze, albo rzeczywiście trapi

Pana problem, który nie istnieje. Pragnę Panu przedstawić kilka istotnych faktów. Po pierwsze: Maciej Zieliński, jeśli się Pan jeszcze nie zorientował, był kandydatem nie SLD, lecz Wspólnoty Samorządowej, która od czterech lat jest koalicjantem powiatowym PiS. Po drugie: żadnym materiałem, słowem czy gestem nie poparłem Macieja Zielińskiego. Nie jest Pan w stanie takiego przytoczyć, mimo że (jak widzę) lubuje się Pan w gromadzeniu materiałów na różne okoliczności i osoby. Po trzecie: w trakcie zeszłorocznej kampanii samorządowej nawet nie odwiedzałem Kowala ze względu na fakt, iż byłem mocno zajęty własną kampanią wyborczą, ponieważ kandydowałem na prezydenta Włocławka. Dziwne, że umknęło Pańskiej uwadze, że to właśnie ja we Włocławku stawiłem czoło człowiekowi dumnemu z faktu, że był pracownikiem Komitetu wojewódzkiego PZPR i obecnemu szefowi postkomunistycznego SLD. A może Pan atakuje mnie właśnie dlatego, że realnie zagroziłem prawdziwie postkomunistycznemu kandydatowi we Włocławku? Pana Macieja Zielińskiego nie znam osobiście i nie wiem, czy ma wszystkie cechy predestynujące go na urząd burmistrza. Nie jestem mieszkańcem Kowala, więc nie musiałem dokonywać takiej oceny. Natomiast dziś wiem jedno: Pan się na pewno już dłużej na burmistrza Kowala nie nadaje. Pański list ujawnił cechy, które pan posiada - wybujały egocentryzm i megalomanię, dyskwalifikujące Pana jako dobrego organizatora życia w gminie. Wydaje się Panu, że powinno mi być bliżej do Pana, niż do Pańskiego konkurenta z

wyborów. Otóż jest pan w błędzie. Gdyby tak było to na swoje spotkania wyborcze zaprosiłby Pan mnie, a nie SLD-owskiego radnego i byłego posła Stanisława Pawlaka, zachęcając do głosowania na niego. Nie startowałby też Pan z listy Porozumienia Samorządowego „Ponad Podziałami" potocznie zwanego SLD-Bis. Ponadto jako były członek PRL-owskiej partii był Pan człowiekiem tak zaufanym dla władz PRL-u, że powierzono Panu w latach 80-tych funkcję Przewodniczącego Gminnej Rady Narodowej w Kowalu i to zaraz po ukończeniu studiów na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Rodzi to uzasadnione pytanie: jakaż to Pańska działalność na KUL-u zbudowała to zaufanie u PZPR-owskich władz? Tym bardziej, że przed studiami na KUL-u, na przełomie 1977/78 r. był Pan kandydatem kowalskiego liceum do Wyższej Szkoły Komsomolskiej w Moskwie (sic!). Mało tego, w tamtym okresie w ramach powierzonych zadań partyjnych zajmował się Pan propagandą. Po analizie współczesnego „Informatora Kowalskiego” widać, że zdobyte wówczas doświadczenie i nauka nie poszły w las. Jedynie zmodyfikowano retorykę. Kiedyś ustrój PRL, teraz Pańskie rządy są jedynie słuszne. Tak – prawdą jest, że Pański konkurent nie może się pochwalić takimi osiągnięciami i dlatego czyni to go mi bliższym niż Pan. Dziś żałuję, że nie uczyniłem tego, co mi Pan zarzuca i go nie poparłem. Wtedy z pewnością nie zabrakłoby mu 78 głosów, o które się Pan prześlizgnął na kolejną kadencję. Pański przykład to doskonały argument za postulatem, aby wprowadzić przerwę po

Eugeniusz Gołembiewski (drugi od lewej) na Plenum Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej z okazji Rewolucji Październikowej wraz z delegacją ZSRR - źródło: Kronika ZSMP Włocławek

dwóch kadencjach wśród wójtów, burmistrzów i prezydentów. Pan udowadnia, że trwając za długo przy władzy popada się w paranoję i szuka wrogów tam, gdzie ich nie ma. Kto nie z Panem, ten przeciwko Panu. Wydaje się Panu, że wszyscy muszą się określić, czy Pana popierają, czy też są przeciwko. Jeśli więc Pan nie kpi sobie z tej wielkiej wartości, jaką jest prawda w życiu publicznym, proszę więcej nie rozsyłać listów z nieprawdziwymi informacjami i zarzutami. Szkoda, że nie dostrzega Pan walorów wynikających z faktu moich licznych rodzinnych związków z Kowalem, nie chce Pan współpracy i nie wykorzystuje Pan tego dla dobra miasta. Może dlatego, że nie pasują Panu moje niezłomne poglądy i przynależność do prawicowej i chrześcijańskiej partii. Pewnie dlatego tak skrupulatnie eliminuje Pan moje nazwisko i wizerunek z artykułów i zdjęć zamieszczanych na łamach

„Informatora Kowalskiego” czy strony internetowej miasta. Pozostaje Panu obsesyjne skupianie się na „czubku własnego nosa”, delektowanie się grzecznościowymi listami posłów hurtowo wysyłanymi do 144 wójtów, burmistrzów i prezydentów z naszego województwa oraz roztrząsanie nieistniejących problemów i swoich kompleksów na kredowym papierze „Informatora Kowalskiego” za pieniądze mieszkańców Kowala. Panie Burmistrzu, życzę więcej odwagi. Proszę spróbować dostać się i popracować w innym miejscu np. w radzie powiatu, w sejmiku województwa czy nawet w parlamencie RP, a nie marnować się jako wieczny kierownik życia kulturalnego w Kowalu z jedyną dopuszczoną gwiazdą do udziału – Eugeniuszem Gołembiewskim.

właśnie pyta, czy „pomożecie”? Pomożemy - ryczy stado otumanionych baranów. Ciekawe, że są tacy, którzy w to wierzą do tej pory. Jednak Zdzisław Nurkiewicz zaczyna pomagać innym, działa na rzecz przywrócenia honoru swoich żołnierzy, występuje do Londynu o odznaczenia i awanse dla nich. Dobrze rozumie, która władza ma legitymację społeczną. Do końca życia utrzymuje się z niewielkiej emerytury wypracowanej w więzieniu. Nigdy nie wstąpił do żadnego ZBoWiD-u, choć wielu kombinowało, by się tam dostać. Umiera na zawał w 1980 roku, dożywa strajków sierpniowych. Obok Krzyża Katyńskiego w Krzeszowicach pod Krakowem spoczywa jego ciało. Rok 2005 przynosi rehabilitację. Z prawnego punktu widzenia to zatarcie skutków skazania i przywrócenie utraconych praw, z moralnego zaś - przywrócenie dobrej opinii i oczyszczenie z niesłusznych zarzutów. I właśnie w

moralnym aspekcie komunistyczny wyrok wręcz „Nieczaja” nobilituje. Ważna jest tylko pamięć. Nikt przy zdrowych zmysłach nigdy nie wątpił w jego patriotyzm i przyzwoitość, a chyba nawet niezręcznie jest liczyć się z opiniami kanalii, które takie wyroki uznają. Rok 2005 to rok wyboru na Urząd Prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego, pierwszego prezydenta niepodległej Polski niezwiązanego z żadną komunistyczną sitwą i niewplątanego w żadne skompromitowane układy. Może to zatem pozytywny symptom, coś jak zakończenie wojny domowej, o której nadal krzyczą celebryckie warchoły, co i rusz próbujący legitymizować swoje oszołomskie tezy. Trzeba zatem wiedzieć, gdzie stać, aby zawsze znajdować się po właściwej stronie.

ŁUKASZ ZBONIKOWSKI POSEŁ NA SEJM RP

„Nieczaj” - historia partyzanta W marcu 2005 krakowski sąd, po latach starań wnuka, całkowicie oczyścił z zarzutów rotmistrza Zdzisława Nurkiewicza „Nieczaja”. Syn ziemi włocławskiej, tu urodzony w 1901 r. walczył od września 1939 z okupantami w 27. Pułku Ułanów AK na wschodnich rubieżach Rzeczpospolitej. Lata rosyjskiej i niemieckiej okupacji spędził w partyzantce. Rok 1944 przynosi nową, aczkolwiek znaną wcześniej sytuację, w styczniu bowiem bolszewicy ponownie wkraczają w granice RP. Powtarza się dramat września, kiedy trzeba walczyć z obydwoma wrogami. Ostatecznie, po ciężkich bojach, jego zgrupowanie przedziera się między frontami pod Warszawę do Puszczy Kampinoskiej. Tworzy się „Grupa Kampinos”. Ułani „Nieczaja” uczestniczą we wszystkich walkach Niepodległej

Rzeczpospolitej Kampinoskiej związanych z powstaniem w Warszawie. Jesienią po klęsce powstańców pułk 600 kawalerzystów przedziera się na Kielecczyznę. „Nieczaj” jest ranny, nie pierwszy zresztą raz. Można było ryzykować kapitulację, gdyż Niemcy uznali AK jako regularną armię, powstańców potraktowali honorowo jako jeńców. Notabene Rosjanie nie zrobili tego nigdy, traktując polskie podziemie jak terrorystów bądź zwykłych bandytów. W drodze ułani toczą ciężkie walki, między innymi słynny bój pod Jaktorowem. W szaleńczej szarży 200 ludziom udaje się przebić przez okrążenie. Rannym „Nieczajem” opiekuje się ułan zwiadu -”Ula” Urszula Koczarska, później matka dwóch jego synów. Żołnierze nie chcą uciekać na Zachód, choć tysiące z tej możliwości skorzystały. Dla Nurkiewicza zaczyna się nie mniej tragiczny rozdział życia. Ukrywa się przed komunista-

mi i ich bezpieką pod kilkakrotnie zmienianym nazwiskiem w kilku różnych miejscowościach. Miejsc jego pobytu nie znała nawet rodzina. W 1959 roku „Nieczaj” wpada w ręce władz. Proces trwa 12 dni. Wyrok, mimo tzw. październikowej odwilży, jest typowy – kara śmierci. Komunistyczny „sąd” orzeka, że jest „zdrajcą narodu i zbrodniarzem faszystowskim”. W celi śmierci spędza rok, katowany i bity, ot tak, dla zabawy i z zemsty. Sześćdziesięcioletni człowiek. Ciekawe, czy dziś jeszcze jego oprawcy nie pobierają wysokich emerytur, a ich dzieci nie żyją ze sprywatyzowanego w latach 90-tych majątku narodowego. „Nieczaj” i tak ma wiele szczęścia, wyrok zamieniono na 15 lat, z czego prawie 11 przesiedział w najcięższych więzieniach PRL-u. Zostaje wypuszczony ze względu na zły stan zdrowia, na karku siedemdziesiątka. Połowa życia całkowicie zmarnowana. Gierek

www.pismowloclawskie.eu

ANDRZEJ FRĄTCZAK MATERIAŁY: MACIEJ NURKIEWICZ

pismo_wloclawskie_nr_21_2011  

opis_pisma

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you