Page 1

PISMO

W Ł O C Ł AW S K I E MIESIĘCZNIK BEZPŁATNY

Luty 2011 NR�

Pałucki dopiął swego

Marne grosze prezydenta Bezrobocie we Włocławku wciąż rośnie i obecnie wynosi 19,2 %. Przeciętny włocławianin cieszy się, jeżeli ma pracę, choćby zarabiając najniższą krajową. Tymczasem dowiadujemy się, jak bieduje prezydent Andrzej Pałucki. Zarabia ledwie coś około 13  tysięcy miesięcznie, a taką ma „harówkę”. Tak przynajmniej żali się prasie szczerze mu współczująca koleżanka z SLD Elżbieta Mostowiak. Swoją drogą, sama też klepie biedę, ponieważ zarabia przecież marne 12 tysięcy, a jako prezes Bazy musi

Gimnazjum do likwidacji

się na pewno solidnie narobić. Ludzie SLD to w ogóle mają chyba we Włocławku ciężko. Muszą być prezesami, dyrektorami, członkami rad nadzorczych – ich „harówka” nie ma końca. Niektórzy nawet znoszą uciążliwości męczarni zasiadania w kilku radach nadzorczych. Tymczasem, pomimo ich podobno ciężkiej pracy, Włocławek ma coraz więcej problemów. W takim razie, skoro ludzie SLD tak się męczą, to może pora pomyśleć o urlopie dla nich? Dla Włocławka byłyby z tego same korzyści…

Jan Stocki redaktor naczelny

SLD ważniejsze od bezrobotnych Prezydent Włocławka Andrzej Pałucki zarabia 12860 złotych, czyli najwięcej w całym województwie! Partyjni towarzysze wciąż uważają, że to mało. Przekonuje o tym prezes spółki Baza Elżbieta Mostowiak: „Byłam wiceprezydentem osiem lat. To harówka. Za takie pieniądze nie zgodziłabym się zasiadać na takim stanowisku” (Nowości). Elżbieta Mostowiak zarabia tymczasem 12 tysięcy miesięcznie za zarządzanie miejskim hotelem i restauracją.

Byłam wiceprezydentem osiem lat. To harówka. Za takie pieniądze nie zgodziłabym się zasiadać na takim stanowisku.

O bezrobotnych zapomnieli Kiedy zakończyła się kampania wyborcza, SLD szybko straciło pamięć odnośnie swoich wyborczych obietnic. Radni SLD zapomnieli choćby o  bezpłatnych przejazdach dla bezrobotnych, które obiecywali w kampanii wyborczej. Taką obietnicę złożył już w 2006 r. wtedy kandydat na prezydenta Andrzej Pałucki w swoim programie wyborczym. Jednak 4 lata rządzenia nie wystarczyły mu na zrealizowanie zobowiązania. Pod koniec kadencji w  kampanii wyborczej głośno o potrzebie wsparcia bezrobotnych mówili radni SLD. Najgłośniej wypowiadał się w tej sprawie Krzysztof Kukucki, który proponował finansowanie bezpłatnych przejazdów bezrobotnych z diet radnych. Gdy sam został radnym, zmienił zdanie. Jak widać, łatwo oddaje się czyjeś pieniądze, trudno zrezygnować z własnych. I tak oto już piąty rok SLD mówi o bezpłat-

20

Elżbieta Mostowiak (SLD), prezes spółki BAZA nych przejazdach, a  bezrobotni płacą za bilety – jak płacili.

O sobie pamiętają Radni SLD i inni wspierający prezydenta nie zapomnieli za to dać mu podwyżkę już na początku kadencji. Jednak nawet jeśli SLD chciałoby jeszcze dowartościować prezydenta, to Andrzej Pałucki na podwyżkę już liczyć nie może. Zarabia najwięcej, na ile pozwala ustawa o pracownikach samorządowych. Andrzej Pałucki ma najwyższe zarobki w kujawsko-pomorskim – 12  860 zł, ale i tak dużo więcej od prezydenta zarabiają podlegli mu prezesi spółek: Edward Ziemski

(Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej Saniko), Marek Krygier (Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne), Michał Pietraszewski (Miejskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej), a także prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji (od niedawna funkcję piastuje Bogdan Laszuk). Inkasują każdego miesiąca o 2 tysiące więcej niż Andrzej Pałucki. Dodatkowo warto dodać, że prezesi włocławskich spółek też zarabiają najwięcej w regionie! Czy Włocławek to najbogatsze miasto i dlatego aż tyle zarabiają prezesi i nadzorujący ich prezydent?

(red)

Pomimo protestów rodziców i organizacji związkowych i włocławskiego PiS prezydent skierował projekt uchwały by Rada Miasta zlikwidowała Gimnazjum Nr 6. Za projektem głosowało 13  radnych, sprzeciwiło się mu 12. Rodzice jednak nie składają broni i zapowiadają dalsze protesty. To były gorące obrady – radni opozycji nie tylko sprzeciwiali się likwidacji szkoły, ale również zgłaszali projekty, dzięki którym można było uniknąć takiej sytuacji. Klub radnych PiS zaproponował pozostawienie gimnazjum w budynku przy Placu Staszica, a jednocześnie przeniesienie do niezagospodarowanej jego części innych instytucji edukacyjnych: Centrum Kształcenia Ustawicznego wraz z  Uniwersytetem Trzeciego Wieku oraz Centrum Doskonalenia i Edukacji. Od dłuższego czasu mówi się, że CKU ma problemy lokalowe – instytucja znajduję się obecnie w gmachu Zespołu Szkół Budowlanych. Projekt PiS nie został jednak poddany pod głosowanie – SLD nie mając merytorycznych argumentów przeciw, na siłę szukało wad formalnych, by nie dopuścić do głosowania. W opinii radnych nie chodziło jednak o uchybienia, ale o zablokowanie tego projektu. Czy musiało dojść do likwidacji? Zdaniem radnych opozycji to działania Urzędu Miasta doprowadziły do takiej sytuacji. Argumentowali, że od kilku lat rodzice byli zniechęcani do tego, by posyłać dzieci do „szóstki”. Dlatego dziś uczy się tam mała ilość dzieci i władze mają argument do likwidacji, który same sobie stworzyły. Radni podnosili też wielokrotnie kwestię przeznaczenia budynku. Pytali, co stanie się z zabytkowym gmachem i dużym terenem w centrum miasta po likwidacji szkoły. Prezydent zapewniał jedynie, że znajdzie się tam inna dzia-

łalność edukacyjna. Jaka? Nie chciał sprecyzować. Za likwidacją gimnazjum opowiedziało się 13 radnych: Damian Chełminiak (SLD), Rajmund Osiński (SD), Dariusz Wesołowski (SLD), Krzysztof Grządziel (SLD), Piotr Mokry (SLD), Henryk Mielczarczyk (SLD), Monika Osińska (SD), Tadeusz Raczyński (SLD), Krzysztof Kukucki (SLD), Stanisław Wawrzonkoski (SLD), Jarosław Hupało (SLD), Maciej Jarzembowski (SLD), Elżbieta Rutkowska (SLD). Tym samym ich głosami podjęto decyzję o zamiarze likwidacji gimnazjum. Rodzice uczniów Gimnazjum nr 6 zapowiadają, że nie zrezygnują z walki w obronie szkoły, do której uczęszczają ich dzieci. - Nie poddamy się, nie chcemy likwidacji i nie zgadzamy się z  decyzją władz miasta – argumentują i zapowiadają protesty. W tym celu odbyło się spotkanie, na którym rodzice uczniów szkoły omawiali najbliższe działania, mające zapobiec likwidacji szkoły. W spotkaniu udział wzięli radni Prawa i Sprawiedliwości, którzy od początku wspierają rodziców. Rodzice zadeklarowali, ze w najbliższym czasie zorganizowany zostanie pikieta przeciwko działaniom władz miasta. Dlaczego rodzice protestują? - Mieliśmy obiecywane, że nasze dzieci skończą to Gimnazjum. Było wiele innych wyjść o których mówiliśmy, jednak dla pana prezydenta było ich zbyt mało, właśnie dlatego uważamy, że ten budynek ma już swoje przeznaczenie – powiedziała pani Iwona. Rodzice obawiają się też o bezpieczeństwo swoich dzieci. Niepewna jest także sytuacja osób zatrudnionych w Gimnazjum Nr 6, choć władze miasta zapewniają, że nauczyciele i pracownicy obsługi znajdą zatrudnienie w innych placówkach. Czas pokaże, czy tak będzie naprawdę.

(bor)

Jak bardzo zadłużone są miejskie spółki? Jak donoszą „Nowości Włocławek”, długi włocławskich spółek wynoszą około 50 milionów złotych. To oznaczałoby blisko 500 złotych długu przypadającego na każdego mieszkańca! Prezydent Andrzej Pałucki znów udowadnia, że za jego rządów najlepiej rozwija się… zadłużenie. Niełatwo dowiedzieć się, jaka jest rzeczywista sytuacja spółek miej-

skich, choć o informację zabiegają nie tylko radni, ale też media. Ostatnio dziennikarze wyśledzili, że poważne kłopoty przeżywa Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne. Zadłużenie spółki ma według medialnych informacji wynosić około 10 milionów złotych! I choć władze spółki mają w tej kwestii inne zdanie, to władze miasta informują o zamiarze dofinansowania spółki, co znów będzie oznaczać, że pieniądze, które mogły być spo-

żytkowane na inny cel – zostaną utopione tam, gdzie nie umiano dobrze zarządzać. Gdzie w takim razie był prezes, Rada Nadzorcza i wreszcie stanowiący zgromadzenie wspólników prezydent Andrzej Pałucki? Czy o problemach MPK dowiadujemy się dopiero po wygranych przez niego wyborach, ponieważ wcześniej były to informacje niewygodne? Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji ma, według

informacji „Nowości”, około 40 milionów długu. Ale władze tej spółki mogą spać spokojnie – przecież zafundowano włocławianom takie podwyżki, że na spłatę na pewno się uzbiera. Niepokój może budzić fakt, że w Bydgoszczy opłaty za wodę i ścieki są wyższe, a przecież prezesi naszych spółki zarabiają najlepiej w województwie – może się okazać, ze uznają za konieczną także kolejną podwyżkę opłat dla mieszkańców!

www.pismowloclawskie.eu

Jak poinformowały „Nowości Włocławek”, pomimo zadłużenia normalnością we włocławskich spółkach jest finansowanie wyjazdów na sympozja, seminaria i konferencje, co dla przykładu w MPWiK kosztuje prawie 100 tys. zł rocznie. Spółki hojnie wspierają także imprezy kulturalne i  sportowe, finansują wycieczki dla pracowników. Czy doniesienia „Nowości” się potwierdzą? Do sprawy wrócimy.


2

PISMO W Ł O C Ł A W S K I E

Poseł Zbonikowski Pyta

SLD – ABB… Arogancja, Bezczelność, Buta

Co dalej z Energą? O sytuacji w Enerdze pisaliśmy w zeszłym roku. Wciąż jednak otrzymujemy niepokojące sygnały. Pracownicy donoszą nam, że w ramach Energi powstają kolejne spółki. Taką sytuację znamy z  PKP. Czy czeka nas ten sam bałagan? Energa dziś to: związkowcy spierający się z zarządem o zapisy umowy społecznej, restrukturyzacja firmy często oznaczająca likwidację posterunków energetycznych i klienci, którzy muszą płacić coraz więcej. To właśnie klienci w efekcie prowadzonych w spółce zmian, poniosą rzeczywiste koszty. Już dziś dotknęła ich likwidacja tzw. energomatów. Zamykanie posterunków energetycznych to oddalanie fachowej pomocy od klienta. Zamiast tego oferowana jest infolinia i cierpliwe oczekiwanie na przyjazd pogotowia energetycznego z niekiedy bardzo oddalonego posterunku. Nie lepiej jest w  zakresie obsługi klientów. To bałagan! – mówią najczęściej klienci. Kolejnym następstwem jest zaniedbana konserwacja sieci, która prędzej czy później musi zaowocować awarią. Coraz głośniej mówi się o wymianie liczników na takie z możliwością zdalnego odczytu, a to będzie znów powodowało koszty. Kto za nie zapłaci? Wszystkie negatywne skutki niosą za sobą jedno

stwierdzenie: zapłacą za nie klienci! Oprócz niepokojącej sytuacji w  samej spółce i trudnej sytuacji pracowników wielką niewiadomą pozostaje bardzo ważna nie tylko dla włocławian kwestia budowy II stopnia wodnego na Wiśle. Warto przecież pamiętać, że taka regulacja Wisły to konieczność w  sytuacji, gdy każdego roku już nawet po kilka razy borykamy się z problemami powodziowymi. W tę inwestycję zaangażować miała się właśnie Energa. Dziś jesteśmy informowani o olbrzymim zadłużaniu spółki, premiach wypłacanych za pozorne oszczędności lub wielkich gażach za niepotrzebne ich zdaniem analizy i strategie. Co czeka nas jutro? O ile większy rachunek zapłaci każdy użytkownik, jeżeli potwierdzą się anonimowe doniesienia pracowników (anonimowe, ponieważ boją się kłopotów w pracy). Czy rząd PO-PSL ma w ogóle jakąś spójną strategię energetyczną kraju czy też działa w myśl zasady „jakoś to będzie”? Tu nie ma złudzeń: jeżeli rząd nie będzie dbał o sprawy Polaków, to nie będzie „jakoś” tylko po prostu źle! - mówił w tej sprawie w Sejmie poseł Łukasz Zbonikowski. W sprawie sytuacji w Enerdze poseł złożył też interpelację do Ministra Skarbu Państwa. Do tematu będziemy wracać.  (jach)

Janusz DĘBCZYŃSKI Tytuł nieco dziwny, ale po rozszyfrowaniu skrótów wszystko będzie jasne. Skrótu SLD, zwłaszcza we Włocławku, omawiać raczej nie trzeba. ABB to międzynarodowy, o światowej sławie koncern maszynowo-energetyczny działający również w Polsce. Trudno doszukiwać się jakichkolwiek cech wspólnych w obydwu nazwach chyba, że jakimś skrótem można scharakteryzować sposób sprawowania władzy SLD we Włocławku. ABB w SLD-owskim wykonaniu to Arogancja, Bezczelność, Buta. Mieszkańcy naszego miasta doświadczają skrótu ABB na własnej

skórze po ubiegłorocznych wyborach. Przykłady Arogancji, Bezczelności, Buty w wykonaniu SLD można by mnożyć bez liku. Czyż arogancka, bezczelna i butna nie jest władza, która w Radzie Miasta zawłaszczyła dla siebie wszystkie kluczowe funkcje? Czy ustanowienie dla prezydenta miasta najwyższego wynagrodzenia w województwie i jednego z najwyższych w kraju, to nie przejaw ABB? Czy likwidacja Gimnazjum Nr 6 to nie ABB? Czy oszukiwanie i kpina z wyborców, którzy uwierzyli, że bezrobotni poszukujący pracy będą za darmo korzystać z komunikacji miejskiej, a koszty a tym związane pokryte zostaną z diet SLD-owskich radnych to nie ABB? Dziś po zdobyciu większości w Radzie Miasta SLD chce swój pomysł zrealizować już nie za swoje, ale za pieniądze wszystkich podatników. Czy nazywanie połączeniem faktycznej li-

kwidacji Gimnazjum Nr 6 to nie ABB?! Tak twierdzi radny Hupało, któremu widocznie wszystko się pomieszało. Czy utrzymywanie na stołkach i w Radach Nadzorczych spółek miejskich leciwych, leśnych dziadków z SLD to nie ABB? Czy tolerowanie złego zarządzania spółkami miejskimi powodującego ich zadłużenie, zwłaszcza w przypadku MPK sp. z o.o. to nie ABB? Czy arogancka postawa przewodniczącego Rady Miasta w stosunku do opozycyjnych radnych to nie ABB? Jak sami państwo widzą Arogancja, Bezczelność i Buta stają się nierozłączną cechą SLD-owskiej władzy we Włocławku, co mieszkańcom, ale i w dalszej konsekwencji samej władzy dobrze nie wróży.

Janusz Dębczyński Przewodniczący Włocławskiej Wspólnoty Samorządowej

Sprawa Janturu trwa

Felieton

Wykształceni inaczej? Rozśmieszyła mnie niedawna wypowiedź Tuska, w której zażądał od opozycji, aby ta wskazała, co powinien zrobić. Szczyt bezczelności dorównujący demagogom z SLD z jego złotych czasów – czasów afer, złodziejstwa, cenzury i zakłamania. Ale o nich nie ma co mówić. Nie rządzą i prawdopodobnie pod swoim szyldem nigdy rządzić nie będą. I nie dlatego, że lewicy jako takiej po prostu nie ma, że wyraźny podział ideowy tak w Polsce, jak i na całym cywilizowanym świecie przebiega po linii konserwatyzmu i liberalizmu. Co cwańsi usiłują dostać się na pokład. A to Kwaśniewski coś tam montuje, a to Kalisz z zatroskaną miną w kontekście słynnego raportu coś o przełknięciu gorzkiej pigułki bredzi. Coś jakby chciał krzyknąć do służb wiadomych – „i mnie weźcie, i  mnie jeszcze”. Można by pomyśleć, że znowu się czegoś nawąchał, lecz była to zwykła reakcja uzależnionych od MAK-u. A i Bredzisław Najpierwszy z letargu czasami się ocknie i puści wszystkim bąka jak ten z ustawą o  „Żołnierzach Wyklętych”. I kto mu rękę prowadził? Ad rem. Panu Tuskowi chciałbym przypomnieć, jak to do Sejmu się przeprowadzał przypilnować jesiennej ofensywy legislacyjnej. Oczywiście, jak to w Platformie, nic z tego nie wyszło. Miała zatem być ofensywa wiosenna. I oto dowiadujemy się, że nie będzie żadnej, że ze 100 zapowiadanych ustaw jakieś 30  da się zrobić. I zamiast z „nicnierobienia” czynić cnotę można skorzystać z pracy opozycji. PIS opracowało wła-

śnie ponad 70 ustaw. Coś tam można przecież podkraść i wmówić narodowi, że to własne (jak na przykład pani Kopacz profesorowi Relidze). No może Tuskowe kłamstwa nie są tak ordynarne jak rzeczonej minister, ale i tak zamki nosem może otwierać. I choć prezydent już nie przeszkadza, to mówić można, że opozycja też coś dać od siebie powinna. Zakompleksione oszołomy, czyli młodzi, wykształceni w wielkich miastach na 100% ten subtelny bajer kupią. Oni przecież wiedzą, że PiS obok Smoleńska niczym się nie zajmuje, że nienawiścią do wszystkich pała itd., itd. Bo służbowa telewizja nie pokazuje przecież konferencji gospodarczych PiS, nic nie powie o  jego programie. A żeby na niezalezna.pl czy salon24.pl wejść albo Gazetę Polską przejrzeć, trzeba wiedzieć, że coś takiego istnieje. Oj, wykształceni inaczej! I oto Robert Gwiazdowski (wykształceni inaczej niech sprawdzą – kto to taki) na niezalezna.pl przypomniał 21  postulatów PO, kończąc słowami: „konkursu, kto to wszystko już powiedział, nie będę rozpisywać. Ale jakby wszystkiego było „młodym, wykształconym z dużych miast...” za mało, to może jeszcze przypomnieć.. „3x15!!!”. I chyba przez właściwą sobie kulturę nie dodał, że większość z tych postulatów konsekwentnie realizowało Prawo i Sprawiedliwość. Cóż, do tego trzeba mieć odwagę i odpowiedzialność za państwo.

Andrzej Frątczak

14 lutego w Raciążku w województwie kujawsko-pomorskim w  rocznicę złożenia zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa poseł Łukasz Zbonikowski kolejny już raz spotkał się z rolnikami poszkodowanymi przez firmę Jantur. Poseł wspiera ich od roku zarówno politycznie, jak i prawnie w walce o odzyskanie należnych im pieniędzy. Sprawa dotyczy ok. 800 rolników oszukanych na ponad 50 mln zł. Do tego dochodzi jeszcze blisko 30 mln zł wyłudzonego kredytu. Poseł Łukasz Zbonikowski podczas posiedzenia Sejmu wygłosił oświadczenie, w którym wskazał, że roszczenia rolników pozostają niezaspokojone, a sytuacja ich gospodarstw w  wielu przypadkach jest dramatyczna. Pozycja rolników w tej sprawie jest tym gorsza, że Jantur to firma ściśle związana z działaczami Polskiego Stronnictwa Ludowego. Jantur to firma rodzinna lokalnych działaczy PSL. Dwóch z nich obecnie przebywa w areszcie.

Jeden z nich wciąż jest w  Radzie Naczelnej PSL. Słyszy się, że ma zamiar startować w tegorocznych wyborach parlamentarnych. Czy jego celem jest uzyskanie immunitetu i  uniknięcie odpowiedzialności? Od ponad roku przedstawiciele PSL nie zajęli jasnego stanowiska wobec tego, co wydarzyło się w sprawie Janturu, a wręcz wydają się sprzyjać nieuczciwym przedsiębiorcom spod znaku zielonej koniczynki. Tymczasem sprawa się przeciąga, a prokuratura nadal bada dokumenty. Nad sprawą pracuje tylko jeden prokurator, który do pomocy ma tylko jednego policjanta. Tymczasem nastroje wśród rolników wciąż się pogarszają. Jak przedstawiciele PSL mogą teraz spojrzeć w  oczy rolnikom, którzy nie mają za co kupić nasion na tegoroczne zasiewy? Czy Stronnictwo wciąż jest jeszcze ludowe, czy lud ograniczył się dla niego tylko do wyborców, których można omamić w kampanii, a przez 4 lata rządzenia można o nich zapomnieć? Rolnicy sugerują, by polski Sejm roz-

począł prace nad stworzeniem systemu gwarantującego ochronę rolników przed skutkami podobnych sytuacji. Proponowane są dwa rozwiązania: fundusz gwarancyjny państwa lub fundusz złożony ze składek przedsiębiorców prowadzących podobną działalność gospodarczą. Odprowadzanie 1% obrotów na fundusz gwarantowałoby wypłatę w razie upadłości lub oszustwa, a to z kolei rozwiązałoby wiele problemów polskiej wsi: byłyby zabezpieczone pieniądze na natychmiastową wypłatę dla poszkodowanych rolników, nie obciążałoby to Skarbu Państwa, a sami przedsiębiorcy pilnowaliby się nawzajem przed spektakularnymi upadłościami, nie chcąc tracić pieniędzy, wreszcie wprowadziłoby to ogólne poczucie pewności obrotu na tym trudnym rynku. Apeluję do polskiego Sejmu i ministra rolnictwa, aby wprowadzić system uniemożliwiający notoryczne oszukiwanie polskich rolników! – zakończył swoje wystąpienie poseł Łukasz Zbonikowski.

(bor)

OPINIE CZYTELNIKÓW

Urząd Stanu Cywilnego bez duszy Członek naszej rodziny zmarł w  Hiszpanii. Udaliśmy się do włocławskiego USC z europejskim aktem zgonu, a wtedy zaczęła się droga przez mękę. Płaciliśmy wciąż za kolejne decyzje, tłumaczyliśmy akt zgonu

z  hiszpańskiego, wyjaśnialiśmy brak polskich znaków. Kierownik USC traktowała nas jak zło konieczne. Dopiero po wizycie na dyżurze radnych udało się rozwiązać problem. Czy tak trudno jest przygotować jakąś instrukcję

dla mieszkańców, którzy spotykają się z takim problemem? Czy tak trudno o trochę życzliwości, szczególnie - gdy ktoś stracił bliską osobę? Niech nasza historia będzie przestrogą dla innych!

PISMO WŁOCŁAWSKIE – bezpłatne czasopismo sympatyków Prawa i Sprawiedliwości we Włocławku Redaktor naczelny: Jan Stocki Redakcja: Łukasz Zbonikowski, Joanna Borowiak, Irena VukovićKwiatkowska, Jarosław Chmielewski, Mateusz Serek Współpracują: Tomasz Dziki, Tomasz Wąsik, Bożena Banachowicz, Janusz Dębczyński, Andrzej Frątczak Wydawca: Stowarzyszenie "Nasze Miasto" Adres redakcji: ul. Św. Antoniego 6, 87-800 Włocławek, tel/fax 54 232 32 44

www.pismowloclawskie.eu


3

PISMO W Ł O C Ł A W S K I E

Pomogli zwierzakom przetrwać zimę Zima to trudny czas dla zwierząt. Okażmy się odpowiedzialni i  pomóżmy przetrwać zimę zwierzętom, których domem jest schronisko. W  akcję „Pomóżmy zwierzakom przetrwać zimę” aktywnie włączył się poseł Łukasz Zbonikowski. Z inicjatywy posła wspólnie z młodzieżą zbierana była karma i koce dla zwierząt z włocławskiego schroniska. 12 stycznia zebrane dary zostały przekazane dyrektorowi placówki. W wypowiedzi dla mediów poseł zaznaczył, że powinniśmy pamiętać zawsze o zwierzętach i zaapelował o  propagowanie wśród znajomych idei pomagania schronisku. – Stare kurtki czy koce z pewnością ocieplą kojce zwierzą, a przekazanie niepotrzebnych starych ubrań lub, jeśli ktoś ma możliwość, trochę słomy to niewielki wysiłek. Dla zwierząt to jednak bardzo dużo – przekonywał poseł. Zachęcamy wszystkich mieszkańców Włocławka do wspierania schroniska i jego podopiecznych. Więcej informacji można znaleźć na stronie www.schronisko-wloclawek.pl.

(ser)

Napłynęło do redakcji

Solidarnościowy system finansowania ochrony zdrowia Bożena BANACHOWICZ O dramatycznej sytuacji ochrony zdrowia słyszymy od kilku lat. Obecnie sytuacja pogarsza się z  dnia na dzień, o czym wiedzą ci, których stan zdrowia zmusza do korzystania z usług i opieki w placówkach służby zdrowia. Kilkukrotnie mogłam dzielić się wiedzą o propozycjach zmian dla lecznictwa, które, jak wiemy, zmierzają do prywatyzacji szpitali. Jest oczywiste, iż błędy zostały popełnione już na wstępie wprowadzania reformy tj. w 1999 roku przez rząd Unii Wolności i AWS. Głównymi przyczynami był brak systemowych rozstrzygnięć prawnych oraz niedostateczna wysokość środków finansowych przeznaczonych na ochronę zdrowia. To pielęgniarki i  położne zrzeszone w mojej organizacji związkowej dostrzegały zagrożenia i rozpoczęły „głośno” ukazywać błędy rządzącym. Niestety, politycy nie dostrzegali zagrożeń, a kolejne rządy premierów: p. Buzka, p. Millera, p.  Belki oraz p.  Tuska panaceum na poprawę widzieli w prywatyzacji szpitali (wyjątek programowy miał Rząd Prawa i Sprawiedliwości w latach 2005-2007.). Politycy zmieniają słownictwo oraz prawo medyczne, chorobę zastępuje się procedurą, świadczeniodawcą nazywany szpital. Narodowy Fundusz Zdrowia kupuje

procedury w szpitalu, nie uwzględnia przy tym zachorowalności na daną chorobę oraz inflacji cenowej np. na leki. Tzw. nadwykonania, o  których mówią medycy, to nic innego jak brak zapłaty za większą ilość leczonych pacjentów. Chorzy mają ograniczony dostęp do leczenia, czekają w kilkumiesięcznych kolejkach na wizyty do specjalistów. Jesteśmy świadkami tego, że wysokie ceny leków uniemożliwiają naszym współmieszkańcom ich kupno. Brakuje pieniędzy na nowy sprzęt, na remonty oddziałów itp. Zastanawiamy się, dlaczego tak jest, kto ponosi winę i czym jest solidarnościowy system finansowania ochrony zdrowia tzn. ile, kto wpłaca na Narodowy Fundusz Zdrowia. Z moich obliczeń wynika, że: – pracownik zatrudniony na umowę o pracę, emeryt, rencista oddaje 9% swoich wypracowanych środków finansowych na składkę zdrowotną, która w liczbach wynosi: Przy zarobkach lub emeryturach, rentach co miesiąc: z 1000 zł brutto – na składkę zdrowotną przekazujemy 90 zł z 1500 zł brutto – na składkę zdrowotną przekazujemy 135 zł z 2500 zł brutto – na składkę zdrowotną przekazujemy 225 zł z 5000 zł brutto – na składkę zdrowotną przekazujemy 450 zł – pracownik zatrudniony na kontrakcie, prowadzący działalność gospodarczą niezależnie jaki ma dochód np. 2,3 czy 10 tysięcy do ZUS odprowadza 840,76 zł z czego składka zdrowotna przekazywana do NFZ wynosi 243,39 zł. Ocenę solidaryzmu w finansowaniu systemu zdrowotnego pozosta-

wiam czytelnikom, ale wiem, że renciści, emeryci, a nawet pracownik zarabiający do 3000 zł brutto nie są w stanie dopłacać do ochrony zdrowia przez wykupienie dodatkowych ubezpieczeń. Posiadając bardzo duże doświadczenie w zagadnieniach ochrony zdrowia mam prawo stwierdzić, że zawiodły wszystkie mechanizmy w reformowaniu. Nowe projekty forsowane przez rząd premiera Tuska, popierane przez Posłów PSL i  wbrew opinii publicznej, związków zawodowych, samorządowców oraz Marszałków Sejmików Wojewódzkich mogą stać się przysłowiowym „gwoździem do trumny” ochrony zdrowia. Popieram projekt ogólnopolskiego referendum w sprawie prywatyzacji szpitali, zaproponowany przez Prawo i Sprawiedliwość oraz dofinansowanie z budżetu państwa lecznictwa do 6% PKB.

BoŻena Banachowicz Szanowni Włocławianie podarujcie 1% podatku na cele statutowe fundacji wpisując w zeznaniu podatkowym: Fundacja Pracy i Ochrony Zdrowia "Almach" KRS: 0000154303 Wspierając fundację dajesz pomoc i radość dzieciom niepełnosprawnym z terenu Włocławka. Za każdy dar serca dziękuję Bożena Banachowicz, członek zarządu Fundacji „Almach”

www.pismowloclawskie.eu

Centrum Wolontariatu we Włocławku W ramach obchodów Światowego Dnia Chorego, 11 lutego 2011 roku w Urzędzie Marszałkowskim we Włocławku zostało zorganizowane spotkanie organizacji wolontariackich z inicjatywy Kujawsko-Pomorskiego Urzędu Marszałkowskiego oraz Stowarzyszenia Obywateli Projektu Włocławek, podczas którego zostały zaprezentowane pomysły usprawnienia komunikacji między osobami i organizacjami świadczącymi wolontariat oraz tymi, w których pełniona jest służba wolontariacka. Spotkanie było swoistą inauguracją obchodów Europejskiego Roku Wolontariatu we Włocławku. Do zebranych list wystosował poseł Łukasz Zbonikowski. „Jestem otwarty i gotowy do włączenia się we wszelkie działania, które będą wpływały na rozwój naszego miasta i regionu oraz prowadziły do poprawy życia i stosunków międzyludzkich” – napisał poseł. Jak informują organizatorzy zaproszenie do dyskusji o wolontariacie wszystkich włocławskich organizacji jest konsekwencją działań zapoczątkowanych przez Centrum Doskonalenia i Edukacji we Włocławku. W  trakcie aplikacji, której celem jest uruchomienie Centrum Wolontariatu, Projekt Włocławek zyskał potężnego koalicjanta. Pomoc zaoferował Urząd Marszałkowski i po kilku spotkaniach roboczych z Rafałem Sobolewskim i Dorotą Dzięgielewską zapadła decyzja o zaproszeniu do Przedstawicielstwa we Włocławku organizacji i instytucji związanych z wolontariatem. Zebranym została zaprezentowana krótka prezentacja multimedialna, która przybliżyła zaproszonym gościom obszary, gdzie prowadzone są działania wolontariackie. Były to m.in.:

MOPR, ZS nr 3, Placówka Opiekuńczo-Wychowawcza „Maluch”, Młody Wolontariat i OLIGO. Diagnozowano, że we Włocławku komunikacja między organizacjami świadczącymi wolontariat jest bardzo zła. „Chcielibyśmy, aby ta komunikacja mogła przebiegała sprawnie…” – mówiła Angelika Daroszewska – koordynatorka Młodego Wolontariatu i inicjatorka spotkania. W spotkaniu brał udział Paweł Buczyński z Centrum Wolontariatu w Gdańsku. „Zakres tego, co wolontariusze mogą robić jest szeroki. Trzeba tylko określić tę ofertę zajęć” - mówił. Zaproszony gość opowiedział, na przykładzie Gdańska, czym jest wolontariat, jak powinien wyglądać, co to znaczy komunikacja pomiędzy organizacjami a wolontariuszami. Omówił też kwestię dotyczącą pracy w Centrum Wolontariatu, określił rolę komunikacji, wskazał, na czym ten problem polega – „Centrum Wolontariatu to jednym słowem pośrednictwo między ofertami proponowanymi przez organizacje świadczące wolontariat a wolontariuszami. Dzięki temu każdy wolontariusz ma multum propozycji, a nie tylko jedną. Ma prawo do wyboru tego, gdzie chce działać, co chce robić”. Dla lepszej komunikacji i organizacji działań konieczne jest powstanie centrum, które skupiałoby wolontariuszy. „Chodzi o to, by stworzyć obszar, w  którym będą skupione w jednym miejscu wszystkie organizacje. (…) Młodzi ludzie – wolontariusze – nie do końca wiedzą, jak się zachować w różnych sytuacjach. Oni chcą nieść pomoc, ale nie mają odpowiedniego przygotowania. My to przeszkolenie chcemy im dać. Do tego właśnie jest powoływane Centrum Wolontariatu” – mówił Mariusz Sieraczkiewicz z Projektu Włocławek.  (ser)


4

PISMO W Ł O C Ł A W S K I E

Ksiądz Jerzy na scenie Książka Gdyby Ksiądz Jerzy pisał wiersze, będąca właściwie pięknie wydanym albumem, znakomicie ułożonym przez Joannę Jasińską z Kowala, wędruje po świecie. Prezentowano ją w ubiegłym roku w Wiedniu i w Chicago. Publikację współtworzą fragmenty kazań księdza Jerzego i wiersze Mirosława Antoniego Glazika, a  kształt plastyczny nadała temu niezwykłemu dziełu sztuki edytorskiej Joanna Jasińska. „Książka powstała w ramach dziękczynienia za beatyfikację.” (Ks. Prałat Zbigniew Szygenda). Ukazuje ona duchowość księdza Jerzego, zbliża się do tajemnicy Jego świętości. Publikacji towarzyszą liczne pozytywne reakcje czytelników. „Książka jest piękna. Wydana pięknie.” (Jan Nowicki, wybitny aktor). „Czuć na każdej stronie jej ogromną duchowość” (dr Robert Ryniec, lekarz z Włocławka). Wyraźnie różni się ona od licznych publikacji poświęconych ks. Popiełuszce. Ten młody kapłan – o  pełnej zawierzenia twarzy – był jednocześnie zwyczajnym, spokojnym, uśmiechniętym chłopcem. „Miał wiele uroku osobistego. Nie wszyscy wiedzą o jego ogromnym poczuciu humoru i żywym tempera-

mencie” (ks. prałat Teofil Bogucki). Być może właśnie takiego bł. Jerzego zapamiętała Jego matka, Marianna, której autor miał zaszczyt podarować tę książkę właśnie w czasie uroczystej Mszy św. przy tamie – dziękczynienia za beatyfikację ks. Popiełuszki. Oceniając to wydawnictwo, należy pamiętać, że niewymienioną z imienia współautorką jest Joanna Jasińska, której dziełem jest starannie przemyślany układ oraz jej szata graficzna i portret Błogosławionego zamieszczone na awersie okładki. Pod koniec 2010 roku powstał pierwszy na świecie dramat o księdzu Jerzym Popiełuszce Święty Jerzy ze Smokiem. Autorami scenariusza są: Mirosław Antoni Glazik i Piotr Bogusław Jędrzejczak. W tekście wykorzystano cytaty z kazań księdza Jerzego Popiełuszki, wiersze Mirosława Antoniego Glazika, Lament Świętokrzyski, materiały z procesu morderców ks. Jerzego Popiełuszki. Sztuka zostanie wystawiona na zamówienia Polonii wiedeńskiej w tym roku. Jego reżyserem jest wspomniany już Piotr Bogusław Jędrzejczak. Warto nadmienić, że z kolei Mirosław Antoni Glazik wspólnie z  alumnami Wyższego Seminarium Duchownego Towarzystwa Salezjańskiego w Lądzie od grudnia 2010 roku

Napłynęło do redakcji

przygotowuje jej teatralną adaptacje pt. Ksiądz Jerzy. Modlitwa ostateczna. Premiera odbędzie się 9 kwietnia 2010 roku. Będziemy mieli możliwość obejrzenia jej we Włocławku już w listopadzie. Cieszymy się, że właśnie na terenie naszego województwa powstała ta niezwykła książka i jej teatralizacja. W  ten sposób uczcimy pamięć o życiu i męczeństwie Błogosławionego Polaka. Pomysłodawcy tej inicjatywy kulturalnej oraz religijnej zwracają się z prośbą o wsparcie i przekazanie dofinansowania na konto: 50 1020 5558 1111 1268 0830 0074 Powszechna Kasa Oszczędności Bank Polski SA Centrum Bankowości Elektronicznej „Inteligo” z adnotacją na przelewie: dofinansowanie teatralnej adaptacji książki Gdyby Ksiądz Jerzy pisał wiersze Mirosława Antoniego Glazika. Zgromadzone środki posłużą także do zakupienia rzeźby Chrystusa i do wydrukowania książki, zawierającej scenariusz spektaklu wraz z płytą DVD.

Mateusz serek

Kapitulna nadal rozkopana Ulica Kapitulna od wielu miesięcy wywołuje emocje. Mieszkańcy skarżą się na tempo i jakość robót. Otrzymaliśmy w tej sprawie kolejny list, którego treść publikujemy poniżej. „Szanowna Redakcjo! Prosimy o interwencję w sprawie dokończenia naszej ulicy Kapitulnej. Od jesieni, gdy została rozkopana, jak dotąd nic więcej nie zrobiono. Przez kolejne miesiące nie możemy ani bezpiecznie, ani też wygodnie dojeżdżać do naszych posesji. My tam mieszkamy. Nie mamy możliwości wyprowadzenia się do innej dzielnicy naszego miasta. Usłyszeliśmy na fali „Radiowęzła” Anwilu z ust przedstawiciela włocławskiego Urzędu Miasta, że termin oddania przesunął się o sześć miesięcy, bo warunki pogodowe są trudne. Owszem, teraz mamy mróz, ale były tygodnie, gdy było nawet 10 stopni na plusie. Czy to są trudne warunki? Kto tak skonstruował umowę? To może nie trzeba było rozkopywać ulicy przed zimą? Komu to ma służyć? A  może

służyło tylko kampanii wyborczej? Czy może jest to jakaś kara? Z wyrazami szacunku – mieszkańcy ulicy Kapitulnej.” Dziękujemy za zaufanie naszym czytelnikom i obiecujemy, że będziemy sprawę na bieżąco monitorować. Dla informacji dodamy, że remont trwa od ulicy Słonecznej, gdzie ma powstać rondo do nowo budowanej ulicy z przeprawą przez rzekę Zgłowiączkę, do ulicy Wysokiej. Mieszkańcy, którzy mieszkają przy tym odcinku, ale też przy ulicach sąsiednich, narażeni są na wyjątkowe utrudnienia. Dojazd jest prawie niemożliwy, ale jest konieczny. Z prac wykonano wymianę rur, wykopy zasypano na całej długości piaskiem. Nie położono żadnego tłucznia, studzienki kanalizacyjne są przykryte jedynie luźnymi deskami. Wyłączone jest też oświetlenie uliczne, co w obecnej sytuacji stwarza duże ryzyko dla mieszkańców i ich dzieci. Apelujemy o sprawne dokończenie prac dla dobra mieszkańców.

(IVKA)

Kolejna grupa uczniów wraz z opiekunami gościła w Sejmie na zaproszenie posła Łukasza Zbonikowskiego. Byli to uczniowie III Liceum im. Marii Konopnickiej – szkoły, której poseł jest absolwentem. Podczas wizyty goście z Włocławka poznali kulisy pracy parlamentarzystów.

Uczniowie z Liceum im. Marii Konopnickiej w Sejmie

www.pismowloclawskie.eu


PISMO W Ł O C Ł A W S K I E

Bal charytatywny ZS Nr 3 i Solidarności Dyrekcja Zespołu Szkół Nr 3 wraz z Międzyzakładową Organizacją Związków Zawodowych NSZZ Solidarność Pracowników Oświaty i Szkolnictwa Wyższego Kujaw i Ziemi Dobrzyńskiej oraz Zarządem Regionu NSZZ Solidarność Toruńsko-Włocławskiego oddział we Włocławku, po raz kolejny zorganizowała bal charytatywny, podczas którego zlicytowane zostały prace artystyczne uczniów oraz przedmioty znanych i  cenionych osób, pragnących wesprzeć niepełnosprawną młodzież naszej szkoły. Zebrane fundusze pozwolą na doposażenie specjalistycznym sprzętem pracowni muzykoterapii, która pomaga uczniom niepełnosprawnym w pełniejszym poznawaniu otaczającego ich świata. Podczas balu odbyła się aukcja przedmiotów przekazanych przez znane osobistości m.in. parę prezydencką RP Annę i Bronisława Komorowskich, Prezydenta RP Lecha Wałęsę, Marszałek Sejmu RP Ewę Kierzkowską, Biskupa Wiesława Alojzego Meringa – dzieła Brygidy Ingrid Mrozek z Gdańska, aktorkę Annę Dymną, Marcina Wyrostka, Posłów RP w tym Łukasza Zbonikowskiego, regionalnych artystów i  innych sympatyków szkoły. Dyrekcja ZS Nr 3 podczas balu podziękowała związkom – organizatorom poprzedniego balu za zebrane środki, które w 2010 r. zostały przeznaczone na letni wypoczynek 20-osobowej grupy uczniów w górach. Bal odbył się w restauracji „Gościniec” we Włocławku. Do tańca przygrywał zespół muzyczny „Fokus”. Zebrane środki i cały dochód z imprezy zostaną wykorzystane na wyżej wskazany cel. Organizatorzy dziękują wszystkim uczestnikom balu AD  2011 za udział, za przekazane podczas aukcji środki oraz liczne deklaracje wsparcia finansowego, które zostanie przeznaczone na doposażenie w sprzęt do muzykoterapii.

Zlikwidują 1000 szkół na III tysiąclecie?! Przed kilkudziesięcioma laty często w czynie społecznym budowano 1000 szkół na tysiąclecie państwa polskiego. Dziś wydaje się, że rząd Platformy Obywatelskiej postanowił na III tysiąclecie zamknąć 1000 szkół! A wszystko umożliwia prawo uchwalone przez koalicję PO-PSL. Na likwidację szkoły od 2009 roku nie musi wyrażać zgody Kuratorium Oświaty. Samorządy, w tym szczególnie biedne gminy wiejskie, dla oszczędności zamykają kolejne placówki. Podczas gorącej dyskusji w Sejmie posłowie PiS przypominali, że nie ulega wątpliwości, iż odpowiedzialność za skalę likwidacji szkół, określaną dziś mianem szkolnej rzezi, ponosi rząd PO-PSL. Gabinet Donalda Tuska – przy sprzeciwie Klubu Parlamentarnego PiS – przeforsował ustawę oświatową z 2009 r. Pozbawiono wówczas kuratora oświaty możliwości sprzeciwienia się likwidacji szkół. W  zeszłym roku przed wyborami szkół nie zamykano, żeby nie zniechęcać wyborców. Po wyborach samorządy likwidują szkoły na potęgę. Jeśli chodzi o uchwały likwidacyjne i o zamiarze likwidacji, na dzień dzisiejszy możemy mówić o bezprecedensowej skali blisko tysiąca przypadków. Takiej skali tego zjawiska, jak obecnie, nie było jeszcze w historii Polski. Rodzice, jak w czasach zaborów, organizują się w komitety obrony

szkół. Tymczasem rząd tchórzliwie milczy, chowając się za plecami samorządów terytorialnych. Dlaczego premier nie podejmował i nie podejmuje rozmów na obradach komisji wspólnej rządu i samorządu, aby zahamować skalę tego zjawiska? Na posiedzeniach komisji sejmowych i w trakcie procedowania budżetu ministerstwo edukacji i rząd zapewniali posłów PiS i samorządy, że środków z subwencji oświatowej wystarczy na nauczanie, podwyżki nauczycielskie i sześciolatki. Z kolei samorządy jako jedyny powód likwidacji szkół wskazują obecnie braki w subwencji oświatowej. W czyim interesie rząd nie mówił prawdy? Brak wykształcenia wyższego, zwłaszcza na wsi, to niechybny wyrok skazujący na biedę i jej dziedziczenie. Z informacji medialnych wynika, że zdecydowana większość likwidowanych szkół znajduje się na obszarach wiejskich. Dlaczego pan premier Tusk w swoim exposé nie wspomniał nic o likwidacji szkół, skoro, jak dziś widać, właśnie taki był pomysł PO na edukację? Klub Parlamentarny PiS złożył do laski marszałkowskiej projekt nowelizacji ustawy oświatowej przywracający kuratorowi oświaty kompetencje dotyczące sprzeciwu wobec likwidacji szkół. W całym kraju – również we Włocławku – PiS stanowczo sprzeciwia się likwidowaniu szkół.

(bor)

Protest w Bytomiu

Protestujący rodzice w Nakonowie, gmina Kowal

www.pismowloclawskie.eu

5


6

PISMO W Ł O C Ł A W S K I E

PRL był śmieszny, ale nie wesoły

Przekaż 1% na Katedrę

Zagraj w kolejkę z czasów PRL-u

5 lutego 2011 roku w Centrum Edukacyjnym IPN im. Janusza Kurtyki w obecności setek młodych warszawiaków, przedstawiono długo oczekiwane najnowsze wydawnictwo – planszową historyczną grę edukacyjną „Kolejka”. Twórcą gry jest Karol Madaj, koordynującą projekt Aleksandra Sulej, konsultantem naukowym oraz autorem opracowania historycznego dr Andrzej Zawistowski. Stroną graficzną zajmowały się Natalia Baranowska i Marta Malesińska. Powstawanie gry można podejrzeć na www.gamesfanatic.pl/2011/02/04/jak-utworzyla-sie-kolejka/. Goście spotkania mogli osobiście poczuć atmosferę lat 70. i 80. Prezentowano więc fragmenty archiwalnych nagrań znanych kabaretów „Dudek” i „Tey”, można również było obejrzeć film dokumentalny „Każdy wie, kto za kim stoi” Marii Zmarz-Koczanowicz. Chętni uczestniczyli w atrakcjach: przy 12 stołach prowadzone były rozgrywki w „Kolejkę”, a zainteresowani mogli uwiecznić na zdjęciu peerelowskie stylizacje, a także zgromadzić zestaw reprintów kartek na żywność z lat 80. W grze uczestnicy „stoją w kolejkach”, zdobywając kolejne artykuły:

Stowarzyszenie Przyjaciół Katedry Włocławskiej apeluje do wszystkich ludzi dobrej woli, do osób prywatnych i instytucji o to, by w sprawozdaniu podatkowym za rok 2010 na formularzu PIT wpisali nazwę Stowarzyszenia i  numer KRS 0000301363 i w  ten sposób przekazali 1% podatku na konserwację Katedry i wydawnictwa o Katedrze. Można również przekazać środki poprzez wpłatę na konto ban-

Rozliczając się z podatku za 2010 r. możemy wesprzeć najsłynniejszy włocławski zabytek – Katedrę. Wystarczy przekazać 1% podatku na rzecz Stowarzyszenia Przyjaciół Katedry Włocławskiej, by wspomóc ten wspaniały zabytek. Przypomnijmy, w roku 2011 obchodzić będziemy 600-lecie konsekracji naszej pięknej Katedry.

np. telewizor, rajstopy. Zawiązują się komitety kolejkowe, można kolejkę stracić lub przesunąć się do przodu. Daje to wyobrażenie o tym, jak Polacy żyli w czasach kartek i kolejek, ile wysiłku kosztowało „zdobycie” ołówków dla ucznia, a jak cenna była informacja, w którym sklepie „rzucono” rajstopy. Jak to powiedziała jedna z uczestniczek premiery: „PRL był śmieszny, ale nie wesoły”. Wartość gry pod względem edukacyjnym podkreślali obecni m.in. nauczyciele historii oraz rodzice. Przez pierwsze kilka godzin sprzedano ok. 1000 sztuk gry, a wiele sklepów internetowych wyprzedało cały jej zapas. Szereg agencji medialnych w  kraju i zagranicą (ponad 140 krajów) donosiło o publikacji IPN (www.ipn.gov.pl/portal/pl/2/15233/). „Kolejka” jest kolejną grą edukacyjną IPN. Do tej pory wydano między innymi: „AWANS” w 2009 roku, w  związku z 70. rocznicą wybuchu II wojny światowej, uczący hierarchii stopni wojskowych w wojskach lądowych oraz „Pamięć’39”. We wrześniu 2010, w 70. rocznicę bitwy o Anglię ukazała się gra „303”. Zapowiadane są kolejne. Gratulujemy!! (IVKA)

kowe 28124019811111001017382217. Stowarzyszenie Przyjaciół Katedry Włocławskiej mające siedzibę we Włocławku przy placu Kopernika 7 to organizacja pożytku publicznego. Stowarzyszenie ma charakter otwarty. Wszystkich przyjaciół Katedry włocławskiej zapraszamy do wstąpienia w szeregi jego członków.

Jan Stocki

Bezrobocie rośnie

Rząd nie chce aktywizować bezrobotnych Bezrobocie jest kwestią, która najboleśniej dotyka polskie rodziny. Według Głównego Urzędu Statystycznego stopa bezrobocia w  grudniu 2010 roku wynosiła 13 procent. To jednak tylko średnia statystyczna, a w wielu miejscach bez pracy pozostaje dużo większy odsetek mieszkańców. We Włocławku bez pracy pozostaje co piąty mieszkaniec miasta i problem dlatego bezrobocia jest dla nas szczególnie bolesny. Z tego powodu poseł Łukasz Zbonikowski skierował interpelację do Minister Pracy i  Polityki Społecznej oraz wygłosił w  Sejmie oświadczenie. Poseł wskazał, że w obecnej sytuacji polski rząd powinien dołożyć wszelkich starań, by pomagać osobom poszukującym zatrudnienia. Tymczasem okazuje się, że większość Urzędów Pracy

w  Polsce będzie otrzymywała mniej środków na staże i szkolenia, co wskazuje na znaczne pogorszenie sytuacji materialnej bezrobotnych. To niezrozumiała decyzja! Sytuacja na polskim rynku pracy jest zła, a decyzja ministerstwa o  zmniejszeniu dotacji na walkę z bezrobociem ograniczania pieniądze przeznaczone na ten cel. Formy aktywizacji, które zostały ograniczone, w dużej mierze dotyczyły ludzi młodych, którzy dopiero wchodzą na rynek pracy. Teraz, dzięki decyzji rządu PO-PSL zamiast przyuczania się do zawodu w trakcie stażu, młodzi Polacy pozostaną bez zajęcia. A przecież pamiętają wciąż hasła o tworzeniu „drugiej Irlandii” i ściąganiu do kraju tych, którzy wyemigrowali za chlebem. Dziś nabici w butelkę przez rząd Donalda Tuska sami będą rozważać, czy zostać bezrobotnymi w kraju, czy wyjechać z Polski za pracą.

Dodatkowo trzeba mieć świadomość, że cięcia budżetowe dotkną też pracodawców organizujących staże oraz osoby planujące podjęcie praktyk zawodowych, które do tej pory trwały 12 miesięcy, a w tym roku będą skrócone do 6. Co więcej, trudniejszy start będą miały też podmioty pragnące rozpocząć własną działalność gospodarczą. Również wywiązanie się z  umów podpisanych przez Urzędy Pracy w zeszłym roku staje pod znakiem zapytania. W imię czyjego dobra działa rząd PO-PSL? – pytał w Sejmie poseł Łukasz Zbonikowski – Chyba nie w  interesie przedsiębiorców, którzy zawierzyli Platformie Obywatelskiej czy młodych Polaków, którzy głosowali na Donalda Tuska nie po to, by dziś po zakończeniu nauki pozostawać bezrobotnymi nawet bez perspektywy odbycia stażu zawodowego? (JACH)

Kujawsko-Włocławskie wątki powstania listopadowego (część 1) Tomasz WĄSIK 180 lat temu nasi przodkowie stanęli do walki z cesarską Rosją, której stawką było utrzymanie niepodległego bytu Królestwa Polskiego. Początek wojny dały wydarzenia, które rozegrały się na ulicach Warszawy wieczorem 29 listopada 1830 r. W trwającym blisko rok powstaniu swój zaszczytny udział mieli także mieszkańcy Włocławka i Kujaw. Przyczyny wybuchu powstania związane były z łamaniem przez cara (i króla polskiego jednocześnie) Mikołaja I Romanowa konstytucji Królestwa Polskiego oraz stałym ograniczaniem jego autonomii. Powstanie wybuchło w  Warszawie 29 listopada 1830 r. z  inspiracji ppor. Piotra Wysockiego oraz słuchaczy Szkoły Podchorążych Piechoty i stopniowo ogarniało całe terytorium Królestwa. Przygotowania do wojny objęły również swym zasięgiem Kujawy. Zorganizowany w  grudniu

1830 r. Komitet Obywatelski dla obwodu kujawskiego zajął się organizacją tzw. straży bezpieczeństwa, której charakter i zakres obowiązków przypominał nieco dzisiejszą policję. Terenem działania straży były wsie i miasta, na obszarze których miała pilnować porządku oraz udzielać pomocy regularnym oddziałom wojska. Pod koniec grudnia 1830 r. stan liczebny tej formacji w obwodzie kujawskim wynosił 10406 ludzi, z czego 2886 w miastach. Uzbrojenie tych oddziałów przedstawiało się bardzo skromnie. Tylko niewielka część była wyposażona w broń palną, zaś większość posiadała kosy osadzone na sztorc. Jeszcze w początkach grudnia 1830  r. na terenie ówczesnego województwa mazowieckiego przeprowadzono reorganizację tej formacji. Z  istniejących oddziałów sformowano 10 batalionów gwardii ruchomej, które według etatu miały liczyć po około 1320 żołnierzy. We Włocławku był organizowany 7 batalion gwardii. Nie była to jednak jedyna jednostka wojskowa tworzona w naszym mieście w okresie powstania. Już od 10 stycznia 1831 r. na terenie województwa przystąpiono do formowania dwóch nowych pułków

piechoty, których trzon mieli stanowić gwardziści wywodzący się ze straży bezpieczeństwa. W sumie z batalionów gwardii ruchomej miano delegować do nowych oddziałów blisko 6500 ludzi. Tworzące się jednostki otrzymały nazwy 1. i 2. pułku piechoty województwa mazowieckiego. Sztab pułku nr 1 wraz z jednym batalionem stacjonowały we Włocławku, zaś dwa pozostałe w Kowalu i Izbicy Kujawskiej. Według zachowanych inwentarzy wiemy, że obywatele mieszkający w obwodzie kujawskim przygotowali dla tego pułku 600 mundurów, 460 par podkutych ciżmów, 525 patrontaszów, 600 tornistrów i przeszło 600 kos. A zatem początkowo uzbrojenie i wyposażenie nowego pułku piechoty nie przedstawiało się zbyt imponująco. Nieco później brakujące uzbrojenie (głównie broń palna) oraz umundurowanie zostało uzupełnione z magazynów starych pułków piechoty. Należy tutaj dodać, że pułk ten składał się prawie w całości z nieprzeszkolonych rekrutów chłopskich, których dopiero w ciężkich warunkach wojennych uczono podstawowych czynności żołnierskich. Dużym wsparciem w organizacji pułku okazała się jego kadra, złożona z doświadczonych oficerów

i znających się na wojennym rzemiośle podoficerów delegowanych ze starych pułków piechoty. 25 stycznia 1831 r. pułk stacjonujący we Włocławku i jego okolicach otrzymał numer „19” oraz oficjalną nazwę Pułk 19 Piechoty Liniowej. Jego dowódcą został pułkownik Józef Szymanowski (1779-1867), oficer który rozpoczynał karierę wojskową w Korpusie Kadetów Stanisława Augusta Poniatowskiego, a następnie uczestniczył w insurekcji 1794 r. oraz kampaniach napoleońskich 1806-1814. W czasie powstania listopadowego dosłużył się stopnia generała brygady WP. Złożony w większości z mieszkańców Kujaw i Włocławka 19. pułk piechoty liniowej rozpoczął swój szlak bojowy od II bitwy pod Białołęką (25  lutego), gdzie walczył w ramach dywizji gen. Jana Krukowieckiego przeciw rosyjskim oddziałom gen. ks. Iwana Szachowskiego. W tym samym czasie jeden z jego batalionów uzbrojony tylko w kosy „na sztorc” uczestniczył w bitwie pod Grochowem. Do końca powstania pułk wziął udział w bitwach pod Rajgrodem (29 maja), Szawlem (16 czerwca i 8 lipca), Giełgudyszkami (5 lipca) oraz Powendeniem (11 lipca).

www.pismowloclawskie.eu

Wacław Tokarz, wybitny historyk polski i znawca powstania listopadowego, w swoim wiekopomnym dziele „Wojna polsko-rosyjska 1830 i 1831” wydanym w 1930 r., tak scharakteryzował żołnierzy nowych pułków piechoty: Oddziały te, uzbrojone nieraz bardzo licho, zachowywały się w boju wcale dobrze. Był to żołnierz posłuszniejszy, chętniejszy nieraz, a zawsze mniej wymagający od starego piechura. W zbiorach włocławskiego muzeum znajduje się kilka cennych pamiątek z okresu powstania listopadowego. Wśród nich m. in. jedyny w polskich zbiorach muzealnych zdobyczny karabin skałkowy piechoty wz. 1826, z wyrytym na kolbie napisem Pamiątka z pod Grochowa dnia 25 II roku 1831 oraz orzeł z kaszkietu żołnierza pułku grenadierów lub strzelców konnych gwardii, a także ryngraf oficera wyższego piechoty armii Królestwa Polskiego. Wszystkie te przedmioty są prezentowane na ekspozycji stałej w Muzeum Historii Włocławka przy ul. Szpichlernej 19. W drugiej części artykułu przedstawimy przebieg działań zbrojnych, które miały miejsce na Kujawach w okresie powstania listopadowego.


7

PISMO W Ł O C Ł A W S K I E

Żołnierze wyklęci Andrzej FRĄTCZAK „Tak, my komuniści byliśmy wspierani przez Armię Radziecką, inaczej strona przeciwna by nas zwyciężyła. Byli lepiej zorganizowani, przewyższali nas taktyką walki w  mieście i  w  lasach, mieli duże poparcie społeczne, byli lepiej wyszkoleni i sprawniejsi w  działaniu, mieli lepsze kadry.” – gen. brygady, dowódca KBW Włodzimierz Muś Wczesne październikowe popołudnie 1963 r. Mija już dziewiętnasty rok od zakończenia wojny, prawie dekada od tzw. odwilży październikowej. Większość dawnych kolonii brytyjskich i  francuskich stała się nowymi państwami. Świat zachwyca się podbojami kosmosu. The Beatles gra już na dobre, a Elvis Presley dawno podbił serca amerykańskich dziewcząt. W małej wsi na Lubelszczyźnie kończy się inny bój, dwudziestoczteroletni bój ostatniego partyzanta Rzeczpospolitej Józefa Franczaka ps.  „Lalek”. Osaczony przez kilkudziesięcioosobowy oddział komunistycznych sił bezpieczeństwa ginie w nierównej walce. Przeżył 45 lat, z czego 24 – całe dorosłe życie w podziemiu z bronią w  ręku. Nie mógł inaczej, choć pewnie pokojowo chciał

budować wolną Polskę i cieszyć się normalnym życiem. Przysięga wierności jednak zobowiązywała. Był żołnierzem. Po klęsce wrześniowej 1939 zostaje uwięziony przez Rosjan. Udaje mu się uniknąć Katynia, wywózki lub Łubianki, zbiegł bowiem do niemieckiej strefy okupacyjnej. Wstąpił do AK, został dowódcą drużyny, później plutonu. Walczył z Niemcami. W styczniu 1944 Rosjanie ponownie przekraczają granicę Polski. Rozpoczyna się akcja „Burza”, mająca na celu wyzwalanie polskich miast i  ujawnianie się Rosjanom przez legalne władze w roli gospodarza. Nie nam oceniać zasadność przeprowadzenia „Burzy”, racjonalizm czy naiwność ówczesnych dowódców. Wszak ustalenia z Teheranu nie są jeszcze powszechnie znane, do tego świeże i z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że w zależności od rozwoju sytuacji na frontach ciągle negocjowalne. W Londynie działa legalny polski rząd, w kraju AK to rzeczywista potęga. Tylko w  Lubelskiem, właśnie tam, gdzie walczył pluton „Lalka”, utrzymuje pod bronią 15 000 żołnierzy, w całym zaś kraju prawie 200 000. Zarówno pod względem liczebności jak i wyszkolenia wielokrotnie przewyższa tzw. Ludowe Wojsko Polskie, które i tak różnie mogłoby się zachować, mimo że jego kadra oficerska jest w 40% sowiecka. W zachodniej Europie walczą skutecznie także Polskie Siły Zbrojne. O  morale i poparciu ludności nawet nie wypada wspominać. Ujawnienie się AK Rosjanom było w konsekwencji tragiczną pomyłką. Żołnierzy wcielano do tzw. Ludowego Wojska,

zsyłano na Sybir bądź po prostu zabijano. „Lalek” miał to szczęście, że został ponownie żołnierzem. Może by i nawet uwierzył komunistom, lecz był świadkiem skazywania i rozstrzeliwania swoich kolegów z AK. Zdezerterował, próbował uciec do Szwecji, ale w końcu 1945 r. ponownie trafił do partyzantki. Znowu zaczęło się pasmo bohaterskich walk. Stał się sławny, partyzantom sprzyjała ludność cywilna. Mimo wielu obław, był niezniszczalny. Krążyły o  nim legendy. W 1947 „Lalek” nie skorzystał z amnestii, mimo że ujawniło się z bronią w ręku 53 000 jego kolegów. Większość pozostała w podziemiu. Tylko w samym lipcu 1948 r. władze komunistyczne przeprowadzają 2000 operacji przeciwko podziemiu. Walki i strzelaniny są codziennością. Choć AK jest w  odwrocie, a  służby bezpieczeństwa wspomagane przez LWP i Armię Czerwoną kontrolują coraz większy teren to wojna domowa trwa (chyba ta sama, o której mówił A.  Wajda w  dniu hańby wielu celebrytów). Coraz więcej ludzi jest zmęczonych, chce pokoju i normalności. Nie wytrzymują. „Lalek”, choć ranny (postrzał w brzuch, kuruje się kilka miesięcy) walczył nadal. Nie korzystał z następnych amnestii, także tej z kwietnia 1956, choć było coraz gorzej. Naiwnie wierzył, że Ameryka, że Anders, że kanał w Suezie, że… . Do wiosny 1953 działają jeszcze żołnierze „Uskoka”, do późnego lata tegoż roku walczy pod Mławą „Puszczyk”. W marcu 1957 komunistyczne zbiry dopadły ppor. „Rybę”, ostatniego na Podlasiu. W lutym 1959 aresztowano Michała Krupę, a w zimie 1961/1962

Andrzeja Kiszkę „Dęba”. Chyba pozostał sam, chociaż w konspiracji pomagało mu ponad 200 osób. Jeśli nic nie wydarzy się w wielkiej polityce, wie, że pozostanie sam do końca. Trochę naiwnie, trochę dla usprawiedliwienia pewnie żyje nadzieją na cud, a wtedy... wtedy ma tę pewność, że pod jego komendą pojawią się tysiące osób. W 1959 rodzi mu się syn, który dopiero wiele lat po śmierci ojca dowiaduje się, kim ten był. Jego nazwisko może przyjąć dopiero w 1992 roku, w 3 lata po „okrągłym stole”!!! (czyżby wojna domowa?). Wie jednak, gdzie jest grób ojca, choć komuniści pochowali go potajemnie. Pracownicy cmentarza wskazali miejsce pochówku. Ostatni poległy w  boju żołnierz II RP leży w grobie bez głowy, odrąbano mu ją i zakopano sam korpus!!! Do końca nie wiadomo, dlaczego J.  Franczak się nie ujawnił. Zapewne to splot różnych przyczyn. Może myślał, że komuniści z biegiem czasu o nim zapomną. Może też widział i  słyszał za dużo, jak choćby tę historię o obławie na Antoniego Kopaczewskiego, kierownika Inspektoratu Lubelskiego WIN „Lwa”, która zakończyła się jego śmiercią. Notabene śmiercią wielu innych osób, w tym czteroletniej dziewczynki, spalonych żywcem lub zaczadzonych w podpalonych przez komunistycznych zbirów zabudowaniach z zamkniętymi w środku ludźmi. Wiedział zapewne o masakrach dokonywanych na ludności cywilnej przez UB w partyzanckich przebraniach. Czuł, że komuniści po ewentualnym ujawnieniu się nie pozwolą mu przeżyć dnia, znał

ich metody przypadkowych śmierci. Nie pozwolą żyć legendzie. I w tym nie mylił się na pewno, wszak i dziś ich spadkobiercy działają w podobny sposób i tym samym mówią językiem. Bo to także oni skazali tych ludzi na „niepamięć”. Nie poddawajmy się tym wyrokom, nie zapominajmy o naszych bohaterach, o 100 000 poległych AK-owcach, o 20 000 zamordowanych po wojnie, o 50 000 AK-owcach wywiezionych w głąb Rosji, nie zapomnijmy także o 2 000 000 aresztowanych i więzionych przez komunistów i 6 000 000 represjonowanych w inny sposób. 1 marca ogłoszony został Narodowym Dniem Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Tego dnia przypada rocznica (17 III 1951) stracenia strzałami w tył głowy 7 członków ostatniego IV  Zarządu WIN: Łukasza Cieplińskiego, Mieczysława Kawalca, Józefa Batorego, Józefa Rzepki, Karola Chmiela, Adama Lazarowicza, Franciszka Błażeja. P.S. 1. Strzał w tył głowy – zwyczajowe pozbywanie się przeciwników przez komunistów. 2. Odrąbanie głowy po śmierci – zwyczajowe bezczeszczenie zwłok przez mafię. Polecam: YOU TUBE – POLISH ARMY by tatusfilm

Andrzej Frątczak

– współtwórca klubu Gazety Polskiej we Włocławku

O wydarzeniach „zapomnianej” rewolucji 1905-1907 Tomasz DZIKI W styczniu 1905 r., wybuchła rewolucja, którą z kart historii znamy pn. „Rewolucja 1905–1907”. Od szeregu lat o rocznicy tych wydarzeń nie jest tak głośno jak w latach PRL. Przed 1989 r. nie było możliwości, żeby ć o niej zapomnieć. Na ten temat dużo mówiono na lekcjach historii, odbywały się uroczyste akademie, organizowano konferencje naukowe, ukazywały się publikacje naukowe i popularnonaukowe. Tak było też we Włocławku i regionie, który był przecież postrzegany za wielki ośrodek ruchu robotniczego w Królestwie Polskim. Doszukiwano się dowodów na zaangażowanie włocławskich robotników w rewolucyjny wysiłek, przedstawiano włocławskie strajki przede wszystkim jako element ogólnokrajowej walki politycznej ówczesnej klasy robotniczej Królestwa Polskiego. Świadczy o tym np. fragment wstępu do książki pt. „Kujawy wschodnie i ziemia dobrzyńska w dobie rewolucji 1905–1907 roku” (Włocławek, 1987), w którym czytamy „Kujawy wschodnie i ziemia dobrzyńska, stanowiące w początkach XX w. północne peryferia Królestwa Polskiego, były widownią wielu wystąpień o  charakterze rewolucyjnym i  narodowym.”. Wyda-

rzenia z lat 1905–1907 wykorzystywano też do wspierania mitu „czerwonego Włocławka”. Za początek rewolucji 1905–1907 powszechnie uważa się wydarzenia do jakich doszło w Petersburgu 22  I  1905 r., z historii znanych pn. „krwawej niedzieli”. W tym dniu doszło do ogromnej, ale pokojowej demonstracji robotników, w której organizację zaangażowana była carska Ochrana, i która została rozbita przez wojsko. Zginęło bardzo dużo demonstrantów. Na wieść o tych wydarzenia także rewolucjoniści i  robotnicy w Królestwie Polskim postanowili poprzeć robotników rosyjskich. Podjęto decyzję m.in. o strajku powszechnym. W Warszawie i Łodzi do strajków doszło 27 stycznia, w kolejnych dniach strajkowali robotnicy z innych ośrodków miejskich Królestwa Polskiego. We Włocławku do pierwszego strajku doszło dopiero 7 lutego. W aktach rosyjskich władz Królestwa zachowały się relacje z przebiegu tych wydarzeń. Z jednej wynika, że strajk rozpoczął się rankiem w cegielni Leona Bojańczyka. Robotnicy, po gwizdku rozpoczynającym pracę, porzucili swoje zajęcia i opuścili fabrykę. W trakcie marszu w kierunku centrum na ich „nalegania i żądania” do strajku przystępować zaczęły załogi innych najważniejszych przedsiębiorstw. Następnie rozproszeni robotnicy gromadzili się w różnych grupach na ulicach i placach. Największa grupa dotarła do Nowego Rynku. Tam strajkujący

postanowili sporządzić pisemną listę swoich postulatów i przedstawić ją władzom rosyjskim. W międzyczasie dotarł do nich naczelnik powiatu włocławskiego, który zaproponował demonstrantom, aby ci wybrali spośród siebie delegację, z którą mógłby rozmawiać. Z relacji wynika, że zaskoczyło to strajkujących, że doszło do chaosu. Nie było żadnej możliwości wybrania delegatów. Niemal każdy z  demonstrujących bronił swoich racji i niemal każdy chciał wziąć udział w rozmowach z naczelnikiem powiatu. Demonstranci zaczęli się kłócić między sobą. Przedstawiciele rosyjskich władz powiatowych – widząc ten bałagan – zaproponowali strajkującym inne rozwiązanie. Zaprosili ich nazajutrz (8 lutego) do siedziby urzędu powiatowego w liczbie nie większej jak po dwóch robotników z  każdego przedsiębiorstwa. Z przedstawionej relacji wynika, że strajk był akcją spontaniczną, a  nie dobrze przygotowaną i zorganizowaną demonstracją polityczną. Potwierdza to inna relacja, w której wyraźnie stwierdzono, że włocławskim strajkiem tak naprawdę nikt nie kierował, że znaczna część robotników, po przerwaniu pracy, wykorzystała zamieszanie i po prostu rozeszła się do domów. Ogólnie w strajku wzięło udział ok. 2000 ludzi. Strajk trwał 2-2,5 dnia. 10 lutego wszystkie fabryki we Włocławku pracowały już normalnie. Wspomnę, że 7 lutego 1905  r. we Włocławku rozpoczął

się także strajk szkolny w 7-klasowej Szkole Handlowej (obecnie LZK). W następnych miesiącach rewolucji we Włocławku dochodziło do wielu strajków, które miały jednak podłoże przede wszystkim ekonomiczne. Świadczą o tym m.in. postulaty zgłaszanie przez strajkujących w poszczególnych zakładach. Zdecydowana ich większość dotyczyła podwyżek płac. W przypadku wielu strajków robotnicy wracali do pracy jeśli tylko otrzymali zapewnienie dyrekcji fabryki, bądź jej właściciela, o podniesieniu pensji nawet o niewielki procent tego, czego się domagali. Rzadko pojawiały się postulaty polityczne. Za to walkę typowo polityczną podjęły organizacje lewicowe. Ich rozwojowi sprzyjała ówczesna atmosfera. Niektóre tworzyły swoje organizacje zbrojne. Dotyczyło to także Włocławka i regionu. Szczególnie aktywnie działała tutaj Organizacja Bojowa Polskiej Partii Socjalistycznej, która zorganizowała szereg zamachów zbrojnych na funkcjonariuszy rosyjskich. Do spektakularnej akcji doszło m.in. 15 VIII 1906  r., kiedy w mieście zamordowano dwóch wysokich rangą Rosjan. Dzień ten znany jest pn. „krwawej środy”, gdyż wtedy w całym Królestwie bojówki PPS dokonały aż 80 zamachów. We Włocławku zginęli Policmajster Miasta Włocławka kapitan Mironowicz oraz Naczelnik Straży Ziemskiej kapitan Pietrow. Akcja została dobrze zorganizowana. Rosjanie nie odkryli planów, zostali zaskoczeni. W trakcie

www.pismowloclawskie.eu

śledztwa prowadzonego przez policyjne służby rosyjskie wyszło na jaw, że już 8 dni przed akcją zamachowcom dostarczono plan miasta oraz pokazano im dokładnie miejsca pracy i zamieszkania wymienionych Rosjan. Kapitan Mironowicz zginął późnym wieczorem, przy wejściu do kancelarii. Około godziny 10 wieczorem podeszli do niego trzej nieznani mężczyźni i nawiązali z nim rozmowę. Po chwili jeden z nich zadał cios kindżałem. Kapitan upadł na ziemię. Wtedy został dobity dwoma strzałami z pistoletu. Z kolei kapitan Pietrow został zamordowany we własnym domu, do którego niefrasobliwie wpuścił dwóch nieznanych mu ludzi. Pracownicy włocławskich fabryk, niesieni ogólnokrajową sytuacją, wzięli udział w wydarzeniach rewolucyjnych. Koncentrowali się jednak na własnych potrzebach. Ich udział w rewolucji 1905–1907 nie był dowodem na „czerwoność” Włocławka, tylko na to, że miasto było dużym skupiskiem robotniczym, ale nie konieczne ośrodkiem ruchu rewolucyjnego. Atmosferę kryzysu politycznego i gospodarczego wykorzystały organizacje lewicowe, które w naszym mieście były w mniejszości. Organizacja Bojowa dokonywała szeregu akcji, które tak naprawdę nie przynosiły oczekiwanych rezultatów. W rzeczywistości akcje terrorystyczne pogarszały tylko sytuację wszystkich mieszkańców, ponieważ rodziły chęć zemsty i odwetu, a nie ustępstw politycznych.


8

PISMO W Ł O C Ł A W S K I E

Zachęcamy do obejrzenia filmu „Czarny czwartek” – warto zobaczyć, jak wojsko pod dowództwem gen. Wojciecha Jaruzelskiego postępowało z polskimi robotnikami i jakimi metodami kierownictwo PZPR utrzymywało władzę.

W. Jaruzelski nadzorował krwawe tłumienie wystąpień robotników

Generał PRL W. Jaruzelski to jedna z pierwszych osób zaproszonych do współpracy z B. Komorowskim

Dziś dzięki decyzji posłów Platformy Obywatelskiej Wojciech Jaruzelski będzie dożywotnio otrzymywał 75% pensji urzędującego prezydenta! Dla reszty Polaków oferuje kryzys, drożyznę i rosnące bezrobocie… Cuda!

PO skłócone – jak SLD oddająca władzę Ryszard CZARNECKI Leszek Miller, ów "żelazny kanclerz" przywódca lewicowy tylko z nazwy, bo przecież zwolennik… skrajnie liberalnego podatku liniowego, był powszechnie uważany za pewnika do rządzenia przez 8 lat. Ale złapał lewicowy Kozak lewicowego Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb (Kozaka) trzyma. Czyli złapał Miller Kwaśniewskiego, a Kwaśniewski jego. Energia lewicy koncentrowała się na wzajemnym wykańczaniu się ich liderów, eliminowaniu osób z ich politycznych dworów i zaprzyjaźnionych oligarchów (biznesmeni, którzy udawali się w  podróże zagraniczne z Millerem nie byli demonstracyjnie zabierani w podobne podróże przez Kwaśniewskiego – oczywiście mowa o ostatniej fazie konfliktu, jego apogeum). Skończyło się ostatecznie nie na 8, a na 3 latach rządzenia. Przytaczam ten SLD-owski przykład sprzed niemal dekady, bo dostrzegam wyraźną analogię między tamtą skłóconą rządzącą lewica, a  obecnie skłóconymi rządzącymi liberałami. Złapał Schetyna Tuska- Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb Schetynę trzyma. To, co kiedyś było w ukryciu teraz toczy się na zdumionych oczach

wyborców PO, dziennikarzy i oponentów politycznych. Historia konfliktu obu liderów PO jest długa i smakowita. Tuska na Schetynę od dawna podpuszczał Jan Krzysztof Bielecki i ukryty w cieniu, obecnie biznesmen, niegdyś minister łączności w rządzie Suchockiej, eksdziałacz KLD Krzysztof Kilian (specjalista przy doradzaniu przy prywatyzacjach). Premiera na ówczesnego wicepremiera pompował też Sławomir Nowak. Potocznie uznano w swoim czasie, że za artykułem dziennikarzy – Michała Majewskiego i Pawła Reszki o  meczach piłkarskich, w których Tusk przedstawiony jest jako kiepski gracz, boiskowy egoista, chcący tylko strzelać gole i żądający, żeby tylko mu podawać oraz wrzeszczący na przestraszonych kolegów z drużyny – stoi Schetyna, który skądinąd w owym tekście przedstawiony jest piłkarsko znacznie lepiej. Tusk od dawna uważał, że Schetyna buduje sobie samodzielną pozycje w PO, zwłaszcza wspierając swoich kumpli na stanowiska szefów regionów-województw, czyli „baronów”. Stąd na przykład dyskretnie wspierał Palikota, używając go od czasu do czasu jako medialnego kija na Schetynę (choć ten, jak to on, przeginał) pisząc choćby o  "krwi i spermie na twarzy Schetyny". Afera hazardowa była tylko pretekstem dla szefa PO, aby pozbyć się jej sekretarza generalnego. Wylatując,

Schetyna postawił się i wywalczył szefa klubu parlamentarnego Platformy. Przez szereg miesięcy ciężko pracował, aby skupić wokół siebie tych polityków PO, którzy z różnych powodów byli w cichej opozycji do Tuska, bo nie dostali stanowisk na które liczyli, bo byli upokarzani, co Tusk robi nagminnie, etc. Jednocześnie Schetyna pracował nad zmianą swojego wizerunku. Do tej pory zawsze w PO był dobry policjant – Tusk i zły policjant – Schetyna. Będąc w Sejmie, miał dla zwykłych posłów Platformy dużo więcej czasu, niż wiecznie nieobecny, nie mający czasu i patrzący na kolegów partyjnych coraz bardziej z góry szef rządu. Gensek rządzącej partii zakopał topory wojenne z szeregiem działaczy, z którymi miał na pieńku, pozamykał fronty i jego grupa zwarła szeregi. Spoiwem była niechęć do "dworu" Tuska, ale też poczucie krzywdy za dymisję wicepremiera i  szefa MSWiA, którą powszechnie w  PO uważano za przesadną i niesłuszną. A potem już poszło. Tusk zabrał Schetynie funkcję sekretarza generalnego na osłodę dając prestiżową, ale dużo mniej znaczącą funkcje pierwszego wiceprzewodniczącego partii. Gdy ogłosił ten zamiar został ostro zaatakowany przez bliskiego współpracownika Schetyny, "barona" mazowieckiej PO Andrzeja Halickiego (wywiad dla "Polska The Times"). Oba obozy boksowały się na regional-

nych zjazdach Platformy (Schetyna utracił niespodziewanie Podlasie i  poddał się na Lubelszczyźnie, wiedząc że i tak jego człowiek tam nie wygra). Tusk jednak słabł i, chcąc nie chcąc, musiał się sprzymierzyć z "trzecia siłą" w  PO, czyli frakcją Grabarczyka. Oczywiście, zawierano chwilowe rozejmy, ale ostatni w grudniu 2010 roku zerwał Tusk. 22 grudnia na spotkaniu "na szczycie" premier i marszałek Sejmu ustalili, że nowym szefem sądu koleżeńskiego zostanie człowiek Schetyny, były wiceminister gospodarki, który odszedł z rządu po aferze hazardowej, podobnie jak jego polityczny pryncypał. Zresztą od zawsze w PO przewodniczącego sądu wskazywał Schetyna. Tusk obiecał mu to i tym razem. Tymczasem 5 stycznia na posiedzeniu sądu koleżeńskiego zjawił się całkiem niespodziewanie i pierwszy raz w historii tej instytucji szef partii i wbrew ustaleniom ze Schetyną zgłosił posłankę Katarzynę Matusik-Lipiec z Krakowa, skądinąd związaną z grupa Grabarczyka. Uznał, że kobiety będą łagodzić obyczaje i że trzeba ich większej obecności na różnych stanowiskach w partii. Było to gwałtowne pogwałcenie dżentelmeńskiej (!) umowy ze Schetyną. Kandydatka Tuska wygrała jednym głosem. I to właśnie po tym wydarzeniu Schetyna mając poczucie, że sąd koleżeński za parę miesięcy na wniosek Tuska może wyrzucać także nawet marszałka Sejmu przeszedł do

www.pismowloclawskie.eu

kontrofensywy. Jej elementem było publiczne skrytykowanie opieszałej reakcji rządu na rosyjski raport o  tragedii smoleńskiej. Jednocześnie zaatakował projekt zmiany warunków powoływania nowych członków rad nadzorczych i zarządów spółek Skarbu Państwa. Uznał, że prawdziwym celem tej inicjatywy rządu jest wycięcie ludzi Schetyny z intratnych posad w państwowych firmach. Zapewne słusznie. Potem, w wywiadzie dla "Gościa Niedzielnego" marszałek Sejmu pojechał po bandzie mówiąc, że rząd nie przeprowadził żadnych reform! Walka buldogów, a raczej bulterierów z PO toczy się już na oczach wszystkich przypominając momentami obrzucanie się błotem, rzadziej kisielem, a czasami wręcz porachunki mafijne… Trudno, żeby było inaczej, gdy poparcie dla PO systematycznie zjeżdża po równi pochyłej. Donald Tusk doskonale wie, że w przeciwieństwie do Olechowskiego, śp.  Płażyńskiego, Piskorskiego, Rokity, Gilowskiej, czy innych liderów PO wyciętych przez przewodniczącego Platformy, Schetyna tak łatwo wyciąć się nie da. Potrafi kontratakować. Najlepszym tego przykładem jest fakt, że Schetyna dogadał się z Komorowskim i prezydent elekt właśnie Schetynę wskazał na swojego następcę na fotelu Marszałka Sejmu, Tusk dowiedział się już po wszystkim, niczym zdradzona zona, która dowiaduje się ostatnia.


pismo_wloclawskie_nr_20_2011  

opis_pisma

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you