Issuu on Google+

PISMO

W Ł O C Ł AW S K I E MIESIĘCZNIK BEZPŁATNY

Wrzesień 2010 NR�

Wybory 21 listopada

Perspektywy dla Włocławka Włocławek w obietnicach wyborczych miał być miastem otwartym na inwestorów. Tymczasem według informacji prasowych każdego dnia z mapy naszego miasta znikają trzy firmy. Ich działalność nie ma perspektyw. W tym tempie do końca roku liczba zlikwidowanych firm może osiągnąć... tysiąc! Przedsiębiorcy skarżą się na władze miasta, które nie ułatwiają im działalności. Jak sami twierdzą, jest wiele innych miast stwarzających dużo lepsze warunki do prowadzenia biznesu. Nic więc dziwnego, że przedsiębiorcy likwidują firmy, a w następstwie tego

znikają kolejne miejsca pracy i powiększa się grono bezrobotnych. Młodzi mieszkańcy naszego miasta twierdzą, że najlepszym sposobem na znalezienie pracy jest wyjazd z Włocławka. Włocławek stał się miastem bez perspektyw. Do takiej sytuacji doprowadzili go podobno lewicowi i prospołeczni ludzie z ustami pełnymi frazesów, typu: „Włocławek – miasto nowych możliwości”. Wciąż jednak wierzę, że Włocławek może mieć swoja szansę. Wystarczy tylko w wyborach samorządowych powiedzieć: tym panom już dziękujemy!

Jan Stocki redaktor naczelny

Poseł chce zmian do uchwał podatkowych Poseł na Sejm Łukasz Zbonikowski proponuje wprowadzenie zmian do uchwał podatkowych dla miasta Włocławek. Parlamentarzysta chce, by na tej decyzji skorzystali kupcy, którzy ze względu na prowadzone w stolicy Kujaw roboty budowlane z trudem prowadzą własne small biznesy. Podczas konferencji prasowej poseł Łukasz Zbonikowski przedstawił sytuację niektórych włocławskich kupców i zaznaczył, że chce im pomóc. – Wśród mieszkańców naszego miasta znajdują się osoby, które we własnym zakresie z trudem i ryzykiem finansowym utrzymują siebie i swoje rodziny prowadząc sklepy, punkty usługowe i wszelkiego rodzaju small biznesy – mówił poseł. – Miasto postanawia „uszczęśliwić” tych ludzi prowadząc długotrwałe, wielomiesięczne rozkopy, które uniemożliwiają dostęp klientów do prowadzonych przez nich punktów usługowych i sklepów. W obliczu tej sytuacji uważam za stosowną propozycję nowelizacji

uchwał podatkowych miasta. Poseł proponuje, by w sytuacji, kiedy roboty budowlane uniemożliwiają swobodne dotarcie klientów do prowadzonych przez przedsiębiorców punktów usługowych, handlowcy byli zwolnieni z podatku całkowicie lub płacili tylko jego część. – Prezydent powinien w trakcie tych miesięcy, kiedy uniemożliwiony jest handel i prowadzenie normalnej działalności gospodarczej, zrezygnować z podatków i opłat lokalnych miasta Włocławek dla kupców lub przynajmniej je obniżyć. Taka zasada powinna obowiązywać nie tylko Śródmieściu, ale także w innych częściach miasta, wszędzie tam, gdzie prowadzone są uciążliwe, długotrwałe roboty drogowe - powiedział poseł. Zdaniem Łukasza Zbonikowskiego zaproponowane rozwiązanie pomogłoby uchronić handlowców i przedsiębiorców od bankructwa. – A to właśnie każde gospodarne miasto powinno dbać – uważa poseł. – Jeżeli doprowadzimy do tego, że ludzie własnym wysiłkiem nie będą w stanie utrzymać

siebie i swoich rodzin, a często i kilku pracowników, dojdzie do sytuacji, że i tak tych podatków nie będziemy mieć, za to zyskamy nową rzeszę ludzi, która będzie „wisiała” na garnuszku Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. Myślę, że nie o to chodzi. Za posłem murem stoją nie tylko przedsiębiorcy z rewitalizowanego Centrum, choć to właśnie ich jest najwięcej. – Wielokrotnie próbowałem wytłumaczyć prezydentowi co oznacza „rewitalizacja”. To nie jest odświeżanie jakiejś części miasta, upiększanie, to przywracanie życia. Trzeba mieć pomysł, wizję, jak spowodować, by dana część miasta była atrakcyjna. By kwitnął handel, życie, usługi – mówił Łukasz Zbonikowski. Trwający obecnie proces to zdaniem posła „antyrewitalizacja”, która może doprowadzić przedsiębiorców do ruiny. Łukasz Zbonikowski zapowiedział, że poprą go radni, którzy przedstawią propozycje zmian wuchwałachpodatkowychpodczassesji Rady Miasta. Izabela Ramza,

TYGODNIK KUJAWSKI

Napłynęło do redakcji Wszędzie widzę hasło: Tak się zmienia Włocławek. Uważam, że zachodzące zmiany to jednak tylko zwykłe remonty, a miejsc pracy raczej od nich nie przybędzie. Miasto zadłuży się na lata, młodzi wyjadą, kolejne zakłady przeniosą do innych miast. Kiedy rozmawiam z moimi znajomymi, to właśnie tak widzą przyszłość Włocławka. Reklamami tego się nie zmieni.

Przy rondzie Falbanka jest wielkie utrudnienie dla osób wyjeżdżających z garaży. Dlaczego zlikwidowana została możliwość wyjazdu w lewo? Przez tę decyzję około 200 użytkowników garaży ma teraz problem. Nie rozumiem, czemu mają służyć takie zmiany, bo chyba nie ułatwianiu życia mieszkańców?

Liczę na pozytywne zmiany po nadchodzących wyborach samorządowych. Mam nadzieję, że młodzi ludzie pójdą głosować, wybiorą młodych i energicznych radnych i dobrego prezydenta. Niektórzy są u władzy od wielu lat na różnych funkcjach, a we Włocławku coraz gorzej się żyje. Czas ich zmienić!

Ogłoszono termin wyborów samorządowych. 21 listopada włocławianie zadecydują o tym, kto będzie ich reprezentował w Radzie Miasta i Sejmiku Województwa Kujawsko-Pomorskiego oraz wybiorą prezydenta Włocławka. Jednym z pierwszych ogłoszonych kandydatów jest Łukasz Zbonikowski. Poseł Łukasz Zbonikowski uzyskał poparcie „Solidarności”, Włocławskiej Wspólnoty Samorządowej oraz lokalnych struktur Prawa i Sprawiedliwości. – Ten młody człowiek o dużym doświadczeniu samorządowym nada naszemu miastu nowy sens, będzie umiał w normalny sposób rozmawiać z mieszkańcami, będzie normalnie współpracował z Radą Miasta i instytucjami znajdującymi się we Włocławku – powiedział Janusz Dębczyński, przewodniczący WWS. Jak z kolei zapewniła Monika Zbonikowska, żona kandydata, zawsze wspierała i będzie wspierać męża, choć początkowo nie była zachwycona jego decyzją. – Włocławek zawsze był i jest dla niego ważny. Myślę, że ta deklaracja kandydowania to potwierdza.

Łukasz Zbonikowski jest z wykształcenia prawnikiem, w latach 1998 – 2005 był radnym Rady Miasta Włocławka. W 2005 roku został wybrany na posła na Sejm RP i obecnie pełni już ten mandat w kolejnej kadencji. Jest żonaty, w tym roku został także szczęśliwym ojcem córeczki Zosi.

Joanna Borowiak

Rocznica agresji radzieckiej 17 września odbyły się obchody 71. rocznicy agresji sowieckiej na Polskę. Niestety, nie obyło się bez zgrzytu z władzami miasta, które kolejny już raz potraktowały tę rocznicę jako mało ważną. Prezydent ograniczył się do złożenia kwiatów. Natomiast przedstawiciele PiS, PO, WWS i „Solidarności” spotkali się pod pomnikiem wspominając agresję radziecką w uroczystej oprawie. Szczególna data w polskiej historii nie przekonała władz miasta, że trzeba uczcić ją ponad podziałami. Warto przypomnieć, że w roku ubiegłym poseł Łukasz Zbonikowski zorganizował obchody 17 września, ponieważ Urząd

Redakcja nie odpowiada za opinie czytelników.

Konkurs historyczny W tym miesiącu zapraszamy czytelników do wzięcia udziału w konkursie dotyczącym agresji radzieckiej na Polskę 17 września 1939 r. Wystarczy zadzwonić 4 października 2010 r. do naszej redakcji pod numer (54) 232-32-44 w godz. 12:00-12:30 i odpowiedzieć na pytanie dotyczące agre-

17

sji radzieckiej na Polskę 17 września 1939 r., by wygrać nagrody w postaci książek historycznych. Wygrywa pierwszych dziesięć osób, które dodzwonią się do naszej redakcji i podadzą prawidłową odpowiedź. Nagrody w konkursie ufundował poseł Łukasz Zbonikowski.

www.pismowloclawskie.pl

Posłowie składają kwiaty

Miasta zapomniał o ważnej – 70. rocznicy agresji Związku Radzieckiego na Polskę. W tym roku Andrzej Pałucki postanowił ograniczyć obchody do złożenia kwiatów i nie zapraszać posła. Kolejny raz poseł Łukasz Zbonikowski wyręczył w tej sytuacji władze miasta. O godz. 16:00 pod pomnikiem spotkały się delegacje z kwiatami, a uroczystość uświetniły dwie orkiestry. W przemówieniu pod pomnikiem poseł Łukasz Zbonikowski zaapelował o pamięć wydarzeń z września 1939 r., których bezpośrednim następstwem była Zbrodnia Katyńska. Przedstawicieli władz miasta na uroczystości zabrakło. (red)


2

PISMO W Ł O C Ł A W S K I E

Młody wiek pomaga mi unikać rutyny wywiad z prezydentem Radomia (PiS), Andrzejem Kosztowniakiem

Nie pasuje Pan do stereotypu prezydenta miasta - pana w starszym wieku... Cieszy mnie ta opinia. Nie chciałbym być utożsamiany ze stereotypowym obrazem, to dla polityka raczej nie najlepsza metoda na kształtowanie wizerunku. Lubię iść pod prąd. Chodzi o moje głębokie przekonanie, że tylko idąc pod prąd, można zmieniać świat. Ci, którzy idą z prądem, świata nie zmieniają. A ja zawsze chciałem zmieniać Radom. Ale proszę też nie zrozumieć, że mam cokolwiek przeciwko osobom w starszym wieku. Wręcz przeciwnie, bardzo cenię ich doświadczenie - zarówno zawodowe, jak i życiowe. W takim razie jak przekonał Pan mieszkańców, że młody człowiek będzie dobrym prezydentem? Czy wraz z wyborem młodego prezydenta zmieniło się zarządzanie miastem? Nasze miasto przed kilkoma laty bardzo potrzebowało zastrzyku energii, pewnego impulsu rozwoju, zdecydowanie szybszego tempa praktycznie we wszystkich dziedzinach. Mieszkańcy dostrzegali, że inne ośrodki, dzięki bardziej dynamicznemu zarządzaniu,

śmiałemu sięganiu po środki unijne na duże inwestycje służące rozwojowi miasta, wyrwały się do przodu. Było przykro patrzeć, że Radom zostaje w tyle. Zdecydowanie zasługiwaliśmy na więcej. Moje hasło wyborcze brzmiało: biorę odpowiedzialność za Radom. Mieszkańcy mi uwierzyli, udzielili mi kredytu zaufania. Mam nadzieję, że dzięki swojej ciężkiej pracy, której efekty widać w mieście gołym okiem, udowodniłem, że zasłużyłem na to zaufanie. Młody wiek pomaga dostrzegać problemy i dylematy młodych ludzi, którzy stoją w obliczu wyboru, czy wiązać swoje życie - studia, dom, rodzinę i pracę – z Radomiem czy innym miastem. Osobiście robię wszystko, żeby wybierali Radom. Mam nadzieję, że wiek pomaga mi unikać rutyny, a jednocześnie pozwala pracować tyle, ile się pracuje na takim miejscu – czyli średnio 18 godzin na dobę, praktycznie bez dni wolnych. Skąd pomysł stworzenia Marki Radom i czemu właśnie "siła w precyzji"? Miasto ogromnie się zmienia, ale bodajże najtrudniejszym wyzwaniem pozostaje zmiana mentalności ludzi, pewnego stereotypu myślenia i postrzegania. Wizerunek Radomia ostatnimi laty nie był najlepszy, pozostawiał wiele do życzenia. Krzywdząca opinia o mieście wciąż gdzieś w świadomości ludzkiej pokutuje i ma negatywny wpływ na naszą konkurencyjność. Tymczasem nasza wspaniała historia, rozwój gospodarki i nauki, wielkie doświadczenie, predyspozycje i potencjał są podstawą do tworzenia nowego, atrakcyjnego wizerunku miasta, podkreślającego nasze atrybuty i osobowość. Marka Radom, mówiąca o sile w precyzji, ma przypominać o cechach miasta i ludzi w nim żyjących, pracujących, prowadzących działalność gospodarczą, uczących się i studiujących. Ma przypominać, że Radom to miasto techniki precyzyjnej, że to miejsce, które tworzą przedsiębiorczy ludzie, których doświadczenie i umiejętności oparte są na dokładności. To

miejsce, w którym panuje zdrowe podejście do pracy i życia. W taki sposób można opisać ideę nowej Marki Radom. Głęboko wierzę, że wkrótce i to się uda, a radomianie poczują swoją siłę w precyzji i będą dumni ze swego miejsca na świecie. We Włocławku wiele mówi się o rewitalizacji. Jak wygląda radomski pomysł na rewitalizację miasta? To cały zespół spójnych pomysłów i działań. W Radomiu działa gminna spółka o nazwie Rewitalizacja, której zadaniem jest odbudowa najstarszej dzielnicy – Miasta Kazimierzowskiego, czyli naszej starówki. Systematycznie przebudowujemy nawierzchnie centralnej, zabytkowej części miasta, urządzając deptak i przylegające do niego place, nadając im charakter miejskich salonów. Miasto przeprowadza też rewitalizację starych, zabytkowych parków miejskich. Właśnie dobiegają końca prace w Parku im. Tadeusza Kościuszki, położonym w centralnej części miasta. W przyszłym roku będziemy przebudowywać, zgodnie z wytycznymi konserwatorskim, dwa inne zabytkowe parki – Leśniczówkę i Stary Ogród. Zdajemy sobie także sprawę, że warto w dziedzinie renowacji zabytkowych obiektów pomagać ich właścicielom, którzy samodzielnie nie są częstokroć w stanie udźwignąć finansowego ciężaru takich prac. Na mocy stosownych uchwał rady miejskiej udzielamy dotacji na prace rewitalizacyjne np. obiektów sakralnych i budynków stanowiących własność prywatną. Prywatne kamienice to przecież większość zabudowy najpiękniejszych ulic miasta, które dzięki temu zyskują reprezentacyjny wygląd. Co jest największym sukcesem Pańskiej prezydentury? Mamy powody do satysfakcji. Wykonana jest ogromna ilość prac związanych z poprawą układu komunikacyjnego miasta – od budowy obwodnic, dróg krajowych po drogi lokalne i ścieżki rowerowe. Miasto przypomina

miejscami ogromny plac budowy, ale poprawa infrastruktury drogowej to absolutnie niezbędny warunek rozwoju współczesnego miasta. Wybudowaliśmy ogromnie potrzebne w naszym mieście cztery bloki socjalne i nowe oddziały szpitalne - pawilon ginekologiczno-położniczy, blok operacyjny i zakład opieki długoterminowej. Dobiega końca budowa nowoczesnego basenu na Ustroniu, największym osiedlu radomskim. Budujemy stadion lekkoatletyczny, o którym marzyły pokolenia radomian i właśnie przekazaliśmy młodzieży najnowocześniejszą w Polsce szkołę muzyczną z salą koncertową na 500 miejsc, mającą akustykę na miarę europejską. Kolejne szkoły otrzymują nowoczesne boiska ze sztuczną nawierzchnią, które są jednocześnie obiektami ogólnodostępnymi. Ci, którzy dawno w Radomiu nie byli, wprost nie poznają starej części miasta – przez lata zaniedbana, w tej chwili odzyskuje blask i staje się ulubionym miejscem spacerów , a także atrakcyjną lokalizacją biznesu o charakterze usługowym. Miasto ogromnie się zmienia, to naprawdę bardzo cieszy. Na pewno nie wszystko udało się zrealizować w jednej kadencji. Co jeszcze czeka na lepszy czas? Pozostaje też oczywiście sporo rzeczy do zrobienia. Potrzebujemy silnej klasy politycznej, zdolnej do współpracy w interesie Radomia ponad podziałami partyjnymi, reprezentującej mieszkańców w sejmie i kluczowych ministerstwach, tam, gdzie zapadają decyzje w sprawach dla Radomia najważniejszych, które przekraczają możliwości decyzyjne samorządu. Dążę do stworzenia takiej grupy, działającej w interesie radomian niezależnie od interesu politycznego. Potrzebujemy kontynuacji przedsięwzięć wyznaczających rozwój miasta na dziesięciolecia, jak budowa lotniska cywilnego na Sadkowie i drogi S12 w dotychczasowym korytarzu, uwzględniającym Radom, modernizacji linii kolejowej nr 8 Warszawa – Radom – Kielce – Kraków.

Potrzebujemy lokalizacji w Radomiu centralnych instytucji państwowych, takich jak Centrum Przetwarzania Danych Ministerstwa Finansów, wpływających na podniesienie rangi miasta i tworzenie nowych miejsc pracy dla radomian. Trzeba wzmocnić radomskie uczelnie i środowisko akademickie. We Włocławku brakuje zgody politycznej ponad podziałami. Bardzo źle układa się współpraca prezydenta z Radą Miasta. Jak Pan współdziała z radnymi dla dobra Radomia? Staram się współpracować ze wszystkimi dla dobra miasta, niezależnie od poglądów. Od początku swojej kadencji systematycznie organizuję tzw. spotkania ponad podziałami, do udziału w których zapraszam wszystkich naszym parlamentarzystów, radnych Sejmiku i Rady Miejskiej, zarząd województwa mazowieckiego. Polityka, niestety, czasem przeważa nad dobrem wspólnym. Ale bardzo sobie chwalę współpracę z radnymi, w tym opozycyjnymi, w zespole pracującym nad Marką Radomia. A więc często się udaje, z czego się bardzo cieszę. Nie może zabraknąć też pytania: z czym kojarzy się Panu Włocławek? Przede wszystkim z przepięknym położeniem, naprawdę wyjątkowo urokliwym ze względu na przepływające przez miasto rzeki. To oczywiście w tym roku wiązało się z wielkimi zagrożeniami powodziowymi… Z herbem, który jest zdumiewająco podobny do herbu Radomia. Kojarzy mi się Włocławek ze Starym Miastem, która podobnie jak w Radomiu, wymaga troskliwej opieki. Kojarzy mi się z podobnymi problemami, jak nasze. Chociażby dotyczącymi podziału środków unijnych, które – w przypadku Włocławka – szerszym strumieniem płyną do Torunia i Bydgoszczy, a w przypadku Radomia – Warszawy i Płocka. rozmawiał Jan Stocki

10 IMPREZ NA 10-LECIE NZS

Przyszli popatrzeć, a wygrali

Sierpień i wrzesień to miesiące pod znakiem turniejów koszykówki rozgrywanych w ramach obchodów 10-lecia Niezależnego Zrzeszenia Sportowego. Zwycięzcą Włocławskiej Ligi Koszykówki został „Iglomark”, a w turnieju streetball tryumfował zespół... „Przyszliśmy popatrzeć”. Od 16 do 29 sierpnia trwały rozgrywki Włocławskiej Ligi Koszykówki. W meczu o pierwsze miejsce drużyna „Iglomark” pokonała „Flint tropic” 74:46, a w meczu o trzecie miejsce „Bezendu” pokonali „ZSI to my” 111: 73. Zwycięzcy otrzymali puchary i medale, wszyscy uczestnicy finału i meczu o trzecie miejsce otrzymali kompletne stroje koszykarskie.

W turnieju streetball (18-19 września) wzięły udział 24 drużyny. W meczu o pierwsze miejsce w kategorii 14-18 lat zwyciężyła drużyna „Przyszliśmy popatrzeć” pokonując „Real team” 16:7. Mecz o trzecie miejsce zakończył się zwycięstwem zespołu „Floret” z „Miami Heat” 16:5. W grupie wiekowej meczu 18-26 lat pierwsze miejsce wywalczyła drużyna „Flint tropic” pokonując „Pędzące hipopotamy” 10:3, a w meczu o trzecie miejsce „Drużyna Chucka Lizaka” zwyciężyła z „Michelinem” 15:5. Wszyscy zawodnicy z pierwszej trójki zawodów otrzymali puchary i dyplomy, a każdy z uczestników otrzymał bilet do Multikina.

Jaros£aw Chmielewski Redaktor naczelny: Jan Stocki Redakcja: Łukasz Zbonikowski, Joanna Borowiak, Jarosław Chmielewski, Małgorzata Kowalczyk-Przybytek, Mateusz Czarnowski. Wydawca: Stowarzyszenie "Nasze Miasto" Adres redakcji: ul. Św. Antoniego 6, 87-800 Włocławek, tel/fax 54 232 32 44 www.pismowloclawskie.pl

www.pismowloclawskie.pl


3

PISMO W Ł O C Ł A W S K I E

Podsumowanie kadencji radnych Baza ludzi SLD Zbliża się koniec kadencji władz samorządowych. To dobry czas na podsumowanie tego, co udało się zrobić w tej kadencji Rady Miasta. Klub radnych PiS aktywnie pracował przez cztery lata na rzecz Włocławka i jego mieszkańców. W 2006 roku odbyły się wybory samorządowe i decyzją mieszkańców wybrano ciało uchwałodawcze naszego miasta, czyli Radę Miasta. W skład tego szacownego gremium zostali wybrani członkowie Prawa i Sprawiedliwości: Joanna Borowiak – okręg Południe, Jarosław Chmielewski – okręg Zazamcze, Małgorzata Kowalczyk-Przybytek – okręg Śródmieście, Marek Kalinowski – okręg Kazimierza Wielkiego i Zawiśle oraz Stanisław Krzemieniewski – okręg Małe Południe. W grudniu 2006 roku wyżej wymienione osoby założyły klub radnych – śmiało dziś można powiedzieć, że najbardziej prężny klub w naszej Radzie Miasta, dbający o wszystkich mieszkańców. Tworzymy grupę radnych, którzy zgłosili największą ilość inicjatyw uchwałodawczych w postaci projektów uchwał. Duża ilość interpelacji w imieniu i na rzecz mieszkańców to tylko wycinek pracy radnych PiS. Jesteśmy postrzegani przez włocławian jako doskonale przygotowany klub, skonsolidowany, mający swoje zdanie i potrafiący go bronić.

Oto klika tematów, którymi zajmował się nasz klub w tej kadencji: • zabieganie o powstanie basenu miejskiego; • troska o porządek i czystość w mieście; • sprawa zwiększenia uposażenia pracowników administracji i obsługi szkół i przedszkoli; • inicjatywa podniesienia uposażeń i poprawy warunków pracy strażników miejskich; • inicjatywa uchwały zwalniającej uczniów włocławskich szkół z opłat za przewóz pomocy naukowych; • zorganizowaniem uroczystych obchodów rocznicy agresji sowieckiej na Polskę; • współorganizowanie uroczystości upamiętniająca rocznicę Zbrodni Katyńskiej; • liczne konkursy: historyczne, multimedialne i plastyczne, adresowane do włocławskiej młodzieży, których celem było kształtowanie postaw patriotycznych; • poprawa jakości dróg i chodników; • poprawa jakości życia włocławian; • troska o rozsądne wydatkowanie naszych pieniędzy. Nie zgadzaliśmy się na: • podwyżki cen usług komunalnych (woda ścieki, wywóz śmieci);

• podwyżki cen biletów MPK; • podwyżki podatków od nieruchomości i środków transportu; • likwidację szkół. Jaros£aw Chmielewski Kilka słów na temat radnych: Joanna Borowiak: dr nauk humanistycznych, członek komisji edukacji, w której pełni funkcję wiceprzewodniczącej, członek komisji zdrowia, rodziny i opieki społecznej, członek komisji Kultury i Sportu. Jarosław Chmielewski: członek komisji Zdrowia Rodziny i Opieki Społecznej, w której pełni funkcję przewodniczącego, członek komisji porządku prawnego i publicznego oraz komisji rewizyjnej, w latach 2006-2009 członek komisji kultury i sportu. Małgorzata Kowalczyk-Przybytek: wiceprzewodnicząca Rady Miasta, członek komisji zdrowia rodziny i opieki społecznej, członek komisji edukacji oraz budżetu rozwoju i promocji miasta. Marek Kalinowski: członek komisji budżetu rozwoju i promocji miasta, a w latach 2008 – 2009 jej przewodniczący, członek komisji kultury i sportu. Stanisław Krzemieniowski: członek komisji gospodarki, członek komisji rewizyjnej, w której pełni funkcję wiceprzewodniczącego.

Zgodnie z zapowiedziami, poseł Łukasz Zbonikowski złożył 9 września 2010 r. na ręce Przewodniczącego Rady Miasta obywatelski projekt uchwały dotyczący likwidacji miejskiej spółki Baza. Pod projektem podpisało się około 300 osób, w tym przede wszystkim handlowcy z dwóch włocławskich targowisk. Spółka Baza zarządza hotelem, restauracją i dwoma miejskimi targowiskami. W opinii wnioskodawców nie ma racjonalnych przesłanek, aby w dobie gospodarki wolnorynkowej miasto prowadziło hotel i restaurację. To zadanie dla osób prywatnych. Natomiast targowiska miejskie powinny bezwzględnie pozostać w rękach miasta. Dzięki temu opłaty targowe mogłyby zostać przeznaczone na przykład na naprawę włocławskich dróg. Dodatkowo handlowcy doczekaliby się wreszcie remontów na targowiskach. Mimo wysokich opłat są one niedoinwestowane, infrastruktura jest w złym stanie, a o planach remontowych nie słychać. We władzach Bazy jako prezes zasiada była wiceprezydent miasta Elżbieta Mostowiak z SLD. Nie brakuje też innych notabli SLD. Zasiada w nich Stanisław Śliwka, przed laty wiceprezydent Włocławka i Władysław Kubiak, były wojewoda. A i sam prezydent Andrzej Pałucki przez wiele lat pobierał wysokie apanaże jako dyrektor Bazy. Czy miasto powinno utrzymywać spółkę tylko po to, by działacze partyjni mieli spokojne miejsce dorobienia

sporych pieniędzy? A może warto wreszcie zadbać o interes miasta, a nie tylko wciąż myśleć o interesie partyjnym SLD? Poseł Łukasz Zbonikowski skierował również list do handlowców, którzy wsparli inicjatywę. Napisał w nim między innymi: „Podczas zbierania podpisów rozmawiałem z handlowcami na obydwu miejskich targowiskach i poznałem Wasze problemy. Rozmowy te tym bardziej przekonały mnie, że niedoinwestowane bazary utrzymują miejski hotel i restaurację. Opłaty handlowców nie są przeznaczane na poprawę infrastruktury, ale płyną na uposażenia prezesa i rady nadzorczej oraz utrzymywanie niepotrzebnych miastu instytucji. Chciałbym, aby włocławscy handlowcy mieli godne warunki pracy. Chciałbym, abyście dzięki swojej pracy mogli utrzymać rodziny. Wiem, jak cenna jest Wasza inicjatywa, ponieważ zamiast być „na garnuszku” miasta, sami stworzyliście miejsca pracy. Władze Włocławka zapomniały, że trzeba Was i Waszą przedsiębiorczość wspierać. Zamiast tego dostrzegam złe przeświadczenie, że ważniejsze są galerie handlowe. Niestety, zarobione przez nie pieniądze wypływają z Włocławka. Chciałbym, aby włocławscy kupcy mogli liczyć na wsparcie władz miasta, a nie być jedynie traktowani jako źródło dochodu”. Decyzja w sprawie przyszłości spółki Baza pozostaje teraz w gestii Rady Miasta. Jan Stocki

8 tysięcy podpisów w sprawie budowy zapory FELIETON

Pałucki z twarzą Kuźniewicza Taktyka włocławskich władz jest prosta: Andrzej Pałucki gra dobrego prezydenta, a jego zastępcy czy współpracownicy odwalają czarną robotę. Wszystko po to, by zachować prezydenturę i dostęp do „koryta”. W taktyce włocławskiego SLD nie ma zmiłuj – kolejna kadencja Pałuckiego to następne lata na solidnie opłacanych posadkach w miejskich spółkach dla długiej listy działaczy. Prezydent gra więc dobrego wujka, który przecina wstęgi, uśmiecha się (choć widać, że trochę na siłę) i opowiada tylko o pozytywnych sprawach. Otoczenie zaś ma pozwolenie na wszystko. Jacek Kuźniewicz zastępuje swojego szefa zawsze, gdy trzeba kogoś obrazić, ośmieszyć czy po prostu się odegrać. Jak druga (gorsza) twarz Andrzeja Pałuckiego – załatwia za niego porachunki z politycznymi przeciwnikami. Bez cienia wstydu w telewizyjnym studio wciska kit, że za obecnej kadencji spadło bezrobocie. Argumentuje to, pokazując porównanie grudnia 2006 do lipca 2010. Uważa mieszkańców Włocław-

ka za głupców i sądzi, że w ten sposób ich nabierze. A przecież wszyscy wiedzą, że porównywać trzeba te same miesiące, ponieważ latem każdego roku w oczywisty sposób bezrobocie spada! Tymczasem od lipca 2007 do lipca 2010 (czyli za obecnej kadencji) według statystyki pracę straciło 1688 osób. Propagandowej tubie prezydenta nie wypada przyznać, że za jego rządów w prawie 2 tysiącach włocławskich domów zaczęło brakować na chleb, bo to już niewygodna prawda. Kuźniewicz nie powstrzyma się przed niczym, nawet przed kłamstwem. Przecież to on okłamuje kupców, że likwidacja spółki Baza będzie oznaczać likwidację targowiska i przeniesienie go do szczęk na Zielony Rynek. Naprawdę – takie bzdury mówi wiceprezydent miasta, człowieka odpowiadający za swoje słowa. Nie dodaje, że w wyniku likwidacji Bazy kupcy przede wszystkim nie będą składać się na pensję jego partyjnej koleżanki, a dzięki temu wreszcie nie zabraknie pieniędzy na oczekiwane przez nich remonty tar-

gowisk! To znów niewygodna prawda. Więcej nawet, Kuźniewicz straszy, że jeśli zmieni się władza, to sprzedane zostanie Saniko, kilkaset osób straci pracę, a miasto majątek. Nie wiem, jakie środki trzeba zażywać, by opowiadać takie bzdury, ale na pewno mocne. Jak możemy akceptować sytuację, że miastem rządzą ludzie, którzy tak nieodpowiedzialnie się wypowiadają? Jak urzędujący wiceprezydent może straszyć ludzi takimi wymyślonymi na potrzeby kampanii bzdurami? Na razie przy Saniko kombinowała przecież tylko obecna władza i to chyba jej pracownicy powinni się obawiać. Jak się okazuje, wolno robić wszystko, byle tylko utrzymać się u władzy. Tylko czy ludzie nabiorą się na ten teatr odgrywany przez władze miasta? Czy uwierzą, że Pałucki jest wspaniały, a tylko Kuźniewicz zły. Przecież to dwie twarze tego samego człowieka: Pałucki to Kuźniewicz, a Kuźniewicz to Pałucki. No może z małym wyjątkiem, że jeden jest szczuplejszy…

JAN STOCKI

www.pismowloclawskie.pl

Pod hasłem „Były słowa – czas na czyny” odbyła się akcja zbierania podpisów pod społecznym apelem w sprawie budowy II zapory na Wiśle. To szczególnie ważny głos mieszkańców w roku, który tak bardzo pokazał zagrożenia powodziowe. Akcji patronował poseł Łukasz Zbonikowski, w którego biurze poselskim zbierane były podpisy. Apel wsparli też: Bartłomiej Kołodziej i Władysław Skrzypek. Nie można zapomnieć o dużym zaangażowaniu młodzieży z Młodego Włocławka

– podczas Festynu NZS i XII Festynu „Solidarności” kilkunastoosobowa grupa wolontariuszy zbierała wśród włocławian głosy poparcia dla akcji. Efekt jest znaczący, udało się bowiem zebrać około 8 tysięcy podpisów, które zostaną przekazane Prezesowi Rady Ministrów Donaldowi Tuskowi. Od wielu lat mówi się o konieczności budowy II stopnia wodnego na Wiśle. Miejmy nadzieję, że apel posła Łukasza Zbonikowskiego i wielu tysięcy włocławian sprawi, że ta ważna dla naszego miasta inwestycja wreszcie stanie się realną. (bor)

BEZROBOCIE WE WŁOCŁAWKU ZA KADENCJI ANDRZEJA PAŁUCKIEGO LIPIEC 2007 7 761 (14,3 %)

LIPIEC 2010 9 449 (17,1 %)

PRACĘ STRACIŁO

1 688

WŁOCŁAWIAN


4

PISMO W Ł O C Ł A W S K I E

XII Festyn „Solidarności” Za nami XII Festyn Rodzinny „Solidarności” zorganizowany w 30. rocznicę powstania NSZZ „Solidarność”. Festyn tradycyjnie już odbył się w ostatnią sobotę wakacji. Gwiazdami wieczoru były zespoły Zdrowa Woda i Milano. Zabawie towarzyszyły liczne atrakcje. Gospodarzem festynu był lider włocławskiej „Solidarności” Janusz Dębczyński. Nie zabrakło również przewodniczącego ToruńskoWłocławskiego Zarządu Związku Jac-

ka Żurawskiego. Honorowy patronat objęli: marszałek województwa Piotr Całbecki i poseł Łukasz Zbonikowski. Choć pogoda czasem płatała figle, w zabawie wzięły udział tysiące włocławian. Ich uwagę przyciągały nie tylko występy artystyczne, ale również liczne konkursy, w których można było wygrać mnóstwo nagród: rowery, romantyczne kolacje, wyjazdy do Ciechocinka i Ustki, a nawet wyjazd dla 2 osób do Egiptu, który w specjalnej loterii ufundował Łukasz Zbonikowski.

Los uśmiechnął się do Eugeniusza Smolińskiego, który dzięki wygranej wybierze się do kraju piramid. Uczestnicy festynu mogli także posilić się darmową grochówką. Oprócz Zdrowej Wody i Milano, na scenie wystąpiły także zespoły: Fokus i Tequila oraz solistka Katarzyna Dwojak. Wszyscy, którzy wytrwali do końca zabawy, mogli obejrzeć niezwykły pokaz sztucznych ogni. Kolejny festyn już za rok.

Marek ChyliÑski

Dary dla powodzian przekazane W akcji pomocy dla powodzian organizowanej przez posła Łukasza Zbonikowskiego zbierane były artykuły potrzebne poszkodowanym przez wielką wodę. 9 września dary zostały przewiezione dla powodzian w okolicach Płocka. Mieszkańcy Włocławka przekazali mnóstwo ubrań, środki czystości, a wśród darów znalazły się także: telewizor, wózek dziecięcy i dwa rowery. 68 osób skorzystało też z wyjazdu do Funki organizowanego dla dzieci powodzian. Dary zbierane były w biurze poselskim posła Łukasza Zbonikowskiego. Akcja rozpoczęła się 13 sierpnia 2010 r., kiedy to podczas konferencji prasowej przedstawiciele włocławskiego Prawa i Spra-

www.pismowloclawskie.pl

wiedliwości poprosili wsparcie dla powodzian. Włocławianie odpowiedzieli na ten apel przekazując artykuły potrzebne poszkodowanym. Najpotrzebniejsze artykuły dla poszkodowanych w powodzi to środki czystości i żywność o długim terminie przydatności – zaznaczał podczas konferencji poseł Łukasz Zbonikowski – potrzebna jest również niezniszczona odzież oraz sprzęt AGD i artykuły pomagające usuwać skutki powodzi, a nawet artykuły budowlane. Chciałbym serdecznie podziękować wszystkim, którzy wsparli akcję – podsumował poseł Łukasz Zbonikowski – włocławianie jak zawsze okazali wielkie serce.

Mateusz Czarnowski


5

PISMO W Ł O C Ł A W S K I E NADESŁANE DO REDAKCJI

Nie ma winnych

Społeczności narodów, państw oraz naszego kraju zaczynają dostrzegać, do czego może doprowadzić „przysłowiowa” wolność, swoboda i źle rozumiana demokracja. Jesteśmy świadkami tego, iż rządzący nie dostrzegają zagrożeń wynikających z prawa jakie tworzą, wprowadzają do naszego życia rodzinnego, społecznego, politycznego i wychowania młodego pokolenia zło, przekłamanie. Przykłady można mnożyć. Przedstawię niektóre z nich. Dostrzegamy, że nie ma winnych za miliony zabitych w różnych wojnach XX i obecnego wieku. Nie ma też winnych za miliony zabitych istnień ludzkich przez tzw. aborcję. Prawo tworzone przez polityków nie mówi o zabijaniu dzieci nienarodzonych – fakt zabijania nazywa zabiegiem. W swojej pracy zawodowej spotkałam lekarzy, położne, którym tzw. zabiegi tj. rączki, nóżki nienarodzonych śniły się po nocach i którzy mając wyrzuty sumienia zrezygnowali z praktyki zabijania. Usprawiedliwiana zaczyna być legalizacja eutanazji, bo to podobno ulga w cierpieniu, ulga dla rodzin, a i budżet państwa będzie miał korzyści z wcześniejszego niewypłacania zasiłków, rent czy emerytur. Tak mało wiemy czym jest „in vitro”, którego legalizacji domagają się niektórzy politycy oraz zainteresowany zyskami:

przemysł genetyczny, farmakologiczny, transplantacyjny, kosmetyczny. Wiadomo – zainteresowani będą zadowoleni, a że zarodki ludzkie będą uśmiercane - to nikogo nie interesuje. Coraz częściej słyszymy o żądaniach legalizacji zboczeń seksualnych (nauczono mnie takiego określania w szkole medycznej). Do jakiego statusu rodziny dążymy, jak będą wychowywane dzieci kupione z adopcji przez pary homoseksualne. Tu też nie będzie winnych. Nie ma winnych za dostrzeganą biedę i ubóstwo u ludzi schorowanych, samotnych, u sierot i niepełnosprawnych, nieradzących sobie w życiu, a przecież ci ludzie przez lata ciężkiej pracy opłacali składki, oddawali daninę państwu. Nikt też nie ponosi odpowiedzialności za niewypłacanie wynagrodzenia za pracę, niesprawiedliwą zapłatę, która nie wystarcza na zapewnienie potrzeb tysiącom polskich rodzin. Nie ma też winnych tragedii smoleńskiej, ale winni są ludzie broniący krzyża – pomnika tej tragedii. Nie ma też winnych za 20-letnie zaniedbania w służbie zdrowia, za chorych oczekujących kilka lat na specjalistyczne leczenie szpitalne, za źle zorganizowaną opiekę nad niepełnosprawnymi, za ludzi starszych, samotnych, oczekujących na domy opieki. Napływające informacje z Ministerstwa Zdrowia ponownie budzą moje przerażenie i obawy o losy naszych szpitali i pacjentów. Przygotowywane ustawy przez minister Kopacz mają być realizowane przez samorząd tzn. przez tych przedstawicieli, których już niedługo wybierzemy. I znów nie będzie winnych i znów my wszyscy odczujemy koszty ich wdrażania. Omawiane zagadnienia i fakty dają podstawę do stwierdzenia, iż nie ma winnych przedstawianym tezom. Dziś rozumiem, co współcześnie oznaczają słowa zawarte w Starym Testamencie „Sodoma i Gomora” oraz czym jest prawdziwa wolność, demokracja oraz misja, jaką pełnimy dla rodziny, społeczeństwa i ojczyzny.

Bo¯ena Banachowicz

Cechy osobowości, a preferowany model sprawowania władzy W poprzednich rozważaniach podjęliśmy próbę wyjaśnienia i skojarzenia arogancji, jako jednego z przejawów agresji stosowanej wobec otoczenia, wskazując dość jasno na istnienie takiej zależności. No cóż, życie dopisało potwierdzenie formułowanych spostrzeżeń w postaci dość głośnego ekscesu, czyli „wyproszenia” jednego z radnych z konferencji prasowej przez aktualnie urzędującego prezydenta. To wydarzenie potwierdza dość jasno, jak pan prezydent szanuje przedstawicieli mieszkańców, a tym samym ich wyborców. Dla naszego dobra należy o tym pamiętać, mówiąc dość tego! Mając przed sobą kartę do głosowania. Kontynuujemy niejako wątek związany z rysem charakterologicznym osób mających skłonności do zachowań apodyktycznych i arogancji, o której pisaliśmy jako o jednym z przejawów agresji wobec otoczenia. Skupmy uwagę na preferowanym modelu sprawowania władzy przez osoby o takich cechach. Jednak zanim zajmiemy się tą kwestią, przywołajmy w pamięci zarys kariery pana prezydenta. No cóż, nawet on sam nie kwestionuje, bo też nie może, ścisłego związku jego kariery z nieboszczką pezetperią. Zawsze zajmował dzięki niej mniej lub bardziej eksponowane stanowiska kierownicze, co dało mu później przepustkę do innych funkcji związanych z władzą. Ale jak to mówią – w miarę jedzenia apetyt rośnie. Możemy sobie tylko próbować wyobrażać, jaki był szczęśliwy po wygranej dogrywce, przemierzając w porannej mgle (jeszcze starym autem) drogę do tronu. Pewnie żadne uczucie radości, które doświadczają normalni ludzie

nie mogło się z tym równać. I choć był wokół niego cały tłum, najgłębiej i najpełniej przeżywał je w towarzystwie samego siebie – istna rozkosz. Szkoda, że nie mogliśmy tego zobaczyć, a może lepiej, że nie zobaczyliśmy, ponieważ moglibyśmy poczuć niesmak. Po tych chwilach euforii zaczął realizować własny model sprawowania władzy. Literatura przedmiotu związana z psychologią organizacji i zarządzania wyróżnia dwa elementarne podziały, style sprawowania władzy: demokratyczny i autorytarny. Stylu demokratycznego nie potrzeba szczególnie wyjaśniać, implikuje on współuczestnictwo, jest otwarty na sugestie i rady, premiuje własną inicjatywę. Natomiast autorytaryzm stoi na przeciwnym biegunie. Opiera się o wszechobecny brak zaufania i podejrzliwość, nieustającą kontrolę działań, tłumi i wyklucza własną inicjatywę, w efekcie wyklucza także możliwość współpracy i kompromisu. No cóż, przy takim ego Mount Everest jest tylko kupką pyłu. Dowodem tego jest prezentacja pomysłów, których jedynym autorem jest on sam, są one najlepsze! Inni to „koalicja antyrozwojowa”. Nawiasem mówiąc ciekawym jest klucz doboru grona najbliższych współpracowników. Możemy podejrzewać, że istnieją dwa proste kryteria. Pierwsze to przesłanie, „ja daję ci pracę”, ty masz siedzieć cicho. Drugim kryterium jest dobór osób, których mentalność kształtowała się w tzw. organizacjach i instytucjach totalnych, wysoce zhierarchizowanych. Mogą zaliczać się do nich niektóre organy wymiaru sprawiedliwości, wojsko, policja/milicja oraz inne organizacje funkcjonujące w oparciu o podobny wzorzec, tzw. enklawy. Jeden z

amerykańskich badaczy społecznych P. Blau określił takim model zachowania jako tworzenie reżimu miejskiego. Charakteryzuje się on następującymi cechami: zatrudnianie pracowników lokalnych mediów, aby w ten sposób zyskiwać wpływy w tym środowisku; z podobnych względów zatrudnianie byłych pracowników wymiaru sprawiedliwości lub członków ich rodzin, policjantów oraz osób mających rekomendację własnego środowiska partyjnego, także członków ich rodzin. Jest to tzw. tworzenie przyczółków. Dopełnieniem strategii tego typu działań jest obsadzanie kierownictw spółek miejskich oraz innych organizacji swoimi ludźmi, aby w ten sposób kontrolować maksymalny obszar funkcjonowania organizmu miejskiego. Konkursy oczywiście istnieją i zawsze wygrywa najlepszy, ale przypadkiem jest, że akurat jest to „nasz człowiek”. Wypisz, wymaluj dziewica, a raczej „lewa dziewica”. Jest to sposób tworzenia się sieci interakcji i zależności o jasnym charakterze, czyli „jeśli mnie nie wybiorą, to was wyczyszczą”. Podstawą takich relacji jest strach przed potencjalną utratą dostępu do źródła utrzymania i korzyści. Aż ciśnie się na myśl podobieństwo do powszechnie znanej roli Marlon’a Brando, jako „capo di tutti capi”, czy jak kto woli „boss of all bosses”. Taka sytuacja przestaje już być zabawna i świadczy o poważnym zachwianiu w relacjach dotyczących funkcjonowania społeczności lokalnej. Jako taka z istoty jest niejednorodna, a próby jej zdominowania nigdy nie kończą się dobrze dla niej samej. Jako wyborcy musimy o tym pamiętać oddając głos w najbliższych wyborach! MNU

Zły dotyk – kampania Młodego Włocławka Pokolenie Solidarności Młody Włocławek w ramach działań Stowarzyszenia Projekt POLSKA uczestniczy w ogólnopolskim Programie „Pokolenie Solidarności”. Jego celem jest uczczenie XXX rocznicy powstania NSZZ „Solidarność” i pokazanie polskiej drogi do Niepodległości młodym ludziom z całej Europy oraz promocja „Solidarności” jako ruchu społecznego mającego istotny wpływ na historię Polski i świata. W kilkunastu ośrodkach w Polsce dwudziestoosobowe grupy (10 Polaków i 10 obcokrajowców) będą na żywo poznawać historię tamtego okresu. Włocławska grupa cztery dni spędzi najpierw w Toruniu, a potem dwa w Gdańsku – kolebce Solidarności. – Będziemy spotykać się z uczestnikami tamtych wydarzeń. – mówi Mariusz Sieraczkiewicz, regionalny koordynator projektu. – O swoich

Młody Włocławek przygotowuje się do przeprowadzenia kolejnych działań w ramach Kampanii „Zły dotyk”. W myśl założeń organizatora kampanii – Fundacji Dzieci Niczyje, wspartej patronatem Rzecznika Praw Dziecka – akcje te skierowane są na edukację w zakresie możliwości ochrony najmłodszych i pomocy dzieciom, które doświadczyły wykorzystywania. W piątek 17 września, w ramach kampanii – odbył się przemarsz oraz happening na ulicach Włocławka, który dzięki zaangażowaniu szkół, pozwolił zwrócić uwagę mieszkańców na problem wykorzystywania seksualnego dzieci. Było to oficjalne rozpoczęcie prowadzonych działań. Kolejnym krokiem, który został podjęty jest organizacja debaty dotyczącej powyższej problematyki, która odbędzie się 1 października o godzinie 11.00 w sali nr 10 Collegium Novum WSHE, ul. Okrzei 94A. Wkrótce do szkół zostanie skierowana także informacja dotycząca rozpoczęcia konkursu, skierowanego do uczniów z różnych grup wiekowych, poruszającego problematykę kampanii. Działania prowadzone na terenie Włocławka odbywają się pod honorowym patronatem: wicemarszałek Sejmu Ewy Kierzkowskiej, posłanki Domiceli Kopaczewskiej, posła Łukasza Zbonikowskiego oraz Kujawsko-Pomorskiego Kuratora Oświaty Iwony Waszkiewicz.

Mateusz Czarnowski

www.pismowloclawskie.pl

działaniach opowiedzą nam między innymi Antoni Tokarczuk, Jan Rulewski czy Krzysztof Sikora. Młodzi uczestnicy programu wezmą udział w warsztatach graficznych; będą planować demonstrację uliczną i przygotowywać „bibułę”. Odbędzie się również lekcja historii w Instytucie Pamięci Narodowej. Odwiedzimy Włocławek, gdzie goście z Europy spotkają się z uczniami szkół ponadgimnazjalnych. W Gdańsku w Europejskim Centrum Solidarności odbędą się spotkania z działaczami Solidarności. Młodzież w trakcie warsztatów, korzystając z doświadczeń z poprzednich dni będzie pracowała nad wspólną rocznicową odezwą. Ponadto będzie to okazja do wymiany doświadczeń i podzielenia się wiedzą o lokalnej kulturze i specyfice poszczególnych miast, w których młodzież przebywała uprzednio.

Mateusz Czarnowski


6

PISMO W Ł O C Ł A W S K I E

Walki w rejonie Włocławka w kampanii wrześniowej 1939 r. 1 września 1939 r. hitlerowskie Niemcy, bez wypowiedzenia wojny, napadły na Polskę, rozpętując tym samym II wojnę światową (1939-1945). Wkrótce do grona współodpowiedzialnych za wybuch wojny dołączył Związek Sowiecki. Stalin realizując postanowienia tzw. Paktu Ribbentrop-Mołotow, zawartego w Moskwie 23 sierpnia 1939 r., zaatakował 17 września (oczywiście bez wypowiedzenia wojny) wschodnie tereny Rzeczypospolitej. Mocarstwa zachodnie – Francja i Wielka Brytania – mimo iż były zobowiązane do przyjścia Polsce z pomocą nie uczyniły tego. Osamotniona Polska przez miesiąc toczyła dramatyczną i nierówną walkę z dwoma potężnymi agresorami, której rezultat wszyscy znamy. Walki toczone we wrześniu 1939 r. w rejonie Włocławka stanowią fragment największej bitwy kampanii wrześniowej – bitwy nad Bzurą. W okresie przedwojennym plany Sztabu Głównego Wojska Polskiego nie uwzględniały Włocławka jako miejsca o szczególnym znaczeniu dla przyszłych działań wojennych. Zakładano, że miasto znajdzie się na zapleczu Armii „Pomorze” (dowódca – gen. Władysław Bortnowski) a co najwyżej znajdą się w nim różnego rodzaju oddziały tyłowe. Mimo marginalnego znaczenia rejonu Włocławka planowano budowę

linię stałych umocnień, których jednak nie wykonano do wybuchu wojny. Jeszcze w sierpniu 1939 r. w mieście przeprowadzono mobilizację, w wyniku której do etatu wojennego rozwinięto stacjonujący we Włocławku od 1921 r. 14. pułk piechoty. Ponadto formowano 144. pułk piechoty rezerwy, kompanię karabinów maszynowych i broni towarzyszących nr 81, kolumnę taborową oraz szpital polowy. Po zakończeniu mobilizacji oddziały te zostały przesunięte w wyznaczone rejony i w obronie miasta nie wzięły udziału. Początek działań wojennych na obszarze tzw. korytarza pomorskiego miał niepomyślny przebieg dla Armii „Pomorze”. W pierwszych dniach września 1939 r. podległe jej oddziały po ciężkich walkach zostały zepchnięte w kierunku Bydgoszczy i Torunia, a część z nich otoczona i zniszczona w rejonie Borów Tucholskich. Pomimo wymuszonego odwrotu i poniesionych strat gen. Tadeusz Kutrzeba – planujący zwrot zaczepny znad Bzury na odsłonięte skrzydło 8. Armii niemieckiej – podjął decyzję o zatrzymaniu marszu wojsk nieprzyjaciela w rejonie Włocławka. Chwilowe powstrzymanie Niemców na obszarze Kujaw Wschodnich miało bowiem poważne znaczenie operacyjne, gdyż uniemożliwiało im wyjście na tyły wojsk polskich atakujących nad Bzurą. Organizacji obrony w rejonie Włocławka sprzyjał też teren pokryty dużymi kompleksa-

mi leśnymi, stosunkowo rzadka sieć dróg oraz korzystny układ rzek. Bezpośrednią obronę Włocławka powierzono 27. Kowelskiej Dywizji Piechoty dowodzonej przez gen. Juliusza Alfreda Drapellę. Dywizja ta poniosła duże straty w trakcie walk na Pomorzu ale zdążyła wchłonąć uzupełnienia i stanowiła pełnowartościowy związek taktyczny. Oddziały dywizji w dniu 9 września osiągnęły wyznaczone rejony i rozpoczęły organizowanie obrony, która przebiegała od Wisły poprzez las Krzywa Góra, Gąbinek, Mikanowo, Bodzię, Brzezie, Dziadowo aż do Kanału Bachorze. Na lewo od niej pozycje obronne zajęła 15. Dywizja Piechoty na odcinku Brześć Kujawski-Lubraniec. Ich przeciwnikiem był niemiecki III Korpus Armijny, złożony z 50. Dywizji Piechoty i Brygady Piechoty „Netze”. Jeszcze 9 września rozpoczęły się pierwsze walki, w trakcie których Niemcy użyli także lotnictwa. Przygotowane do obrony oddziały polskie odparły bez trudu wszystkie ataki nieprzyjaciela. W dniu następnym oddziały 27. DP zmieniły pozycje obronne, wycofując się nieco na południe, ale pozostawiając na starych liniach czaty z zadaniem opóźnienia marszu wojsk niemieckich. W dniu 10 września doszło do gwałtownej walki w rejonie Wieńca i Osięcin, w wyniku której oddziały polskie poniosły duże straty i zostały zmuszone do odwrotu. Niemcom udało się

zająć Wieniec, który mimo polskiego kontrataku pozostał w ich rękach. Krwawe walki wokół tej miejscowości przyniosły ciężkie straty obu stronom. W tym samym czasie niemiecka Brygada „Netze” nieskutecznie starała się nacierać w kierunku Włocławka. W dniu 11 września oddziały 27. DP na rozkaz gen. Drapelli zorganizowały nową linię obrony przebiegającą północnym skrajem Włocławka, wzdłuż Zgłowiączki aż do Nakonowa. Nacierające w tym dniu oddziały niemieckie poniosły jednak bardzo duże straty – zwłaszcza w rejonie Łuby – tracąc wielu zabitych, rannych oraz sprzęt wojenny. Podobny przebieg miały także toczone boje w rejonie Kruszyna i Śmiłowic. Po trzech dniach ciężkich walk dowództwo niemieckie zorientowało się, że ma do czynienie z dobrze zorganizowaną polską obroną, której nie da się przełamać z marszu bez należytego przygotowania. Niemieckie natarcia – prowadzone w dniu 12 września – miały podobny przebieg jak w dniu poprzednim. W ich trakcie nieprzyjaciel poniósł straty, zwłaszcza w rejonie wsi Kuźnice, Śmiłowice i Szczytno. Ale prawie całodzienna walka wyczerpała także siły i środki broniących się oddziałów polskich. Niestety w dniu 13 września Niemcom udało się sforsować Wisłę w rejonie Płocka, co wymusiło odwrót oddziałów polskich na południe od Włocławka w kierunku na Kutno. Oddziały

gen. Drapelli, które dotychczas skutecznie walczyły z Niemcami, opuściły pozycje z rejonu Włocławka w nocy z 13 na 14 września. Przez cały okres walk w mieście panował spokój. Kilka razy niemieckie lotnictwo próbowało nieskutecznie zbombardować most na Wiśle oraz budynek dworca kolejowego. Wśród oddziałów wspierających obronę Włocławka od 8 do 9 września znajdował się także Oddział Wydzielony Rzeki Wisły, dowodzony przez kmdr ppor. Romana Kanafoyskiego. Niewielkie okręty rzeczne dwukrotnie powstrzymały niemieckie samoloty przed celnym bombardowaniem mostu, zapisując na swoje konto zestrzelenie dwóch napastników. Ostatecznie miasto zostało zajęte od strony Wieńca w dniu 14 września przez oddziały Brygady „Netze”. Dla Włocławka i jego mieszkańców rozpoczął się ponury, trwający 1955 dni, okres okupacji niemieckiej. Oceniając przebieg działań wojennych w rejonie Włocławka we wrześniu 1939 r. należy stwierdzić, że polska obrona uniemożliwiła nacierającym oddziałom niemieckim wyjście na tyły wojsk Armii „Pomorze” i „Poznań” walczących nad Bzurą. Ponadto Niemcy wkroczyli do Włocławka dopiero wtedy, kiedy siły polskie same odeszły na południe.

Tomasz W¥sik

Kazimierz Bojańczyk (1796-1855) – twórca fortuny rodu Bojańczyków Dwa miesiące wcześniej napisałem artykuł, w którym sporo miejsca poświęciłem rodzinie Bojańczyków, znanych włocławskich przedsiębiorców. Mieszkańcom Włocławka najbardziej znana jest postać Jerzego Zygmunta Bojańczyka. Między innymi jego imieniem nazwana jest jedna z ulic w centrum miasta. Mimo, że ukazało się już kilka publikacji naukowych o przedstawicielach tego rodu – większość mojego autorstwa – to jednak wciąż stosunkowo mało mówi się o przodkach J. Bojańczyka, a szczególnie o założycielu fortuny tego rodu, bo przecież Bojańczykowie to rodzina dziewiętnastowiecznych fabrykantów, działaczy społecznych, właścicieli dużych fabryk i wielu nieruchomości. Dodam, że była to jedna z niewielu rodzin – przedstawicieli burżuazji przemysłowej – pochodzenia polskiego. Zdecydowana większość dużych fabryk, które funkcjonowały w mieście przed 1914 r. należała do fabrykantów pochodzenia żydowskiego i niemieckiego. Zresztą tak było również w innych miastach polskich pod zaborem rosyjskim. W trakcie badań nad historią rodu Bojańczyków oraz browaru, który istniał przy ul. Łęgskiej udało mi się ustalić, że twórcą dziewiętnastowiecznej fortuny Bojańczyków był Kazimierz. Urodził się we Włocławku w 1796 r. (ochrzczony został 3 marca tego roku), jako jedno z kilkorga dzieci Franciszka Bojańczyka i jego żony

Marianny. Była to średniozamożna rodzina rzemieślnicza. Ojciec Kazimierza był ślusarzem. On również został rzemieślnikiem, a konkretnie rzeźnikiem. Nie odziedziczył dużego majątku, nie miał kapitału, który pozwoliłby mu rozpocząć działalność gospodarczą na szerszą skalę. Mimo to odniósł sukces. Jego kariera od rzemieślnika do fabrykanta i bogatego obywatela miasta była bardzo podobna do karier wielu innych ówczesnych przedstawicieli późniejszej burżuazji przemysłowej Królestwa Polskiego. Kazimierz był bardzo aktywny, pracowity, konsekwentny i bezwzględny w działaniu. Nie rezygnując z rzemiosła poszerzał zakres swojej działalności gospodarczej. Oprócz tego, że produkował żywność to również nią zaczął handlować. Już w drugim dziesięcioleciu XIX w. dzierżawił jedną z jatek rzeźniczych. Ta działalność w rozwijającym się demograficznie mieście musiała przynosić spore dochody, gdyż już w 1819 r. stać go było na kupienie domu ze stajenkom przy ul. Szyperskiej. W 1825 r. otworzył własny szynk „trunków krajowych”. Produkcja i handel alkoholem w tamtych czasach również było zajęciem bardzo dochodowym. Spore zyski Kazimierzowi przynosiły także dzierżawy różnych podatków miejskich. W czasach kiedy żył i działał władze miejskie nie zatrudniały poborców różnych opłat, tylko je wydzierżawiały, a dzierżawca miał spore udziały w zyskach. Podpisywano kontrakt, na mocy którego dzierżawca zobo-

wiązywał się do uzyskania w ciągu roku określonych dochodów na rzecz kasy miejskiej, natomiast potencjalnymi zyskami dzielono się z nim. I tak m.in. w l. 20. Kazimierz był dzierżawcą dochodu targowego i łopatkowego, w l. 30. wydzierżawiał jezioro miejskie. Innym źródłem sporych wpływów finansowych było wydzierżawianie nieruchomości, np. folwarków, gorzelni, szynków alkoholi i browaru, zarówno od miasta jak od osób prywatnych. W 1833 r. wydzierżawił m.in. jeden z browarów i to było pierwsze zetknięcie się Kazimierza z tą branżą. Dzierżawił też m.in. folwark Papieżka. Kolejnym ważnym źródłem dochodów była lichwa. Kazimierz zarabiane pieniądze pożyczał na procent i najczęściej pod zastaw hipoteczny nieruchomości. Nieraz było tak, że za długi zajmował nieruchomość i do momentu spłacenia przez dłużnika pożyczonych kwot czerpał też zyski np. z wynajmu zajętych lokali. Kazimierz inwestował w nieruchomości, którymi często również obracał. Wspomniany dom przy ul. Szyperskiej sprzedał (w 1828 r.) i kupił sobie kamienicę przy Rynku (obecnie Stary Rynek). Ponadto np. w 1853 r. kupił osadę młyńską Słodowo, która składała się z 2 młynów i gruntu. W tej osadzie zamieszkał z rodziną. Był jej właścicielem krótko. Tuż przed śmiercią w 1855 r. zdecydował się na jej zbycie, oczywiście za dużo większą kwotę niż ją kupił. Transakcję sfinalizowała jego druga żona.

Warto dodać, że udział w tworzeniu podstaw majątkowych fortuny Bojańczyków miała też jego pierwsza żona Marianna z domu Opoczyńska. Marianna otrzymała od matki całość materiału budowlanego z rozebranego domu i zabudowań gospodarczych oraz wszystkie ruchomości domowe i gotówkę w kwocie 30 talarów. Darowizna ta stała się przyczyną konfliktu rodzinnego. Otóż w zamian za to Julianna, matka Marianny, zastrzegła sobie prawo do dożywotniego użytkowania połowy nowego domu córki. Nie podpisały jednak umowy. Marianna nie wywiązała się z obietnicy, nie przyjęła matki, co stało się przyczyną jej wydziedziczenia przez matkę w 1833 r. W l. 30. Kazimierz stał się właścicielem także szeregu nieruchomości przy ul. Łęgskiej. Ponadto w 1837 r. kupił od Hindy Leszczyńskiej całość materiału budowlanego z jej opustoszałej i spalonej gorzelni, która istniała nad rzeką Zgłowiączką. Wspominam o tym, gdyż przy zakupie Kazimierz zobowiązał się do spożytkowania tych materiałów do budowy obiektu o podobny charakterze. Na tej podstawie można wnioskować, że wtedy planował już budowę browaru. Stąd moje przypuszczenia, że pierwsze obiekty browaru przy ul. Łęgskiej powstały między 1837 a 1842 r., czyli nieco później niż sugerowano w szeregu książek o historii Włocławka. Nie prowadził zakładu długo. W 1844 r. cały browar „massiv murowany” wraz z nieruchomością przy ul. Łęgskiej 123 (póź-

www.pismowloclawskie.pl

niej 137) przekazał swojemu synowi z pierwszego małżeństwa Rafałowi (ur. w 1824 r.). Zobowiązał wtedy Rafała do wypłacenia połowy kwoty wartości majątku drugiemu synowi Teofilowi po osiągnięciu przez niego pełnoletności. Decyzja przekazania najważniejszej części swojej fortuny jednemu tylko synowi oraz dążenie do zabezpieczenia finansowego dzieci głównie z pierwszego małżeństwa, stały się po jego śmierci przyczyną długotrwałego konfliktu rodzinnego. Kazimierz zmarł 24 IX 1855 r. w osadzie młyńskiej w Słodowie. Jak już zasygnalizowałem był dwukrotnie żonaty. Z pierwszą żoną Marianną z Opoczyńskich (ok. 1794 – 22 V 1834 r.) miał aż dziewięcioro dzieci (7 synów i 2 córki). Marianna zmarła w 1834 r. i pozostawiła go ze sporą gromadką nieletnich dzieci (z dziewięciorga w 1834 r żyło siedmioro). Nie dziwi więc fakt, że już po 5 miesiącach od jej śmierci ożenił się po raz drugi. Jego wybranką została młodsza od niego o 14 lat panna Katarzyna Gołębiewska. Z nią z kolei miał aż dziesięcioro dzieci (4 synów i 6 córek). Ostatnia córka Scholastyna urodziła się w 1850 r., czyli w tym samym roku co jego wnuk i syn Rafała – Wincenty Albrecht Bojańczyk, późniejszy właściciel browaru, współzałożyciel włocławskiej ochotniczej straży ogniowej, z kolei ostatni syn Kazimierz przyszedł na świat cztery miesiące po śmierci ojca.

Tomasz Dziki


7

PISMO W Ł O C Ł A W S K I E

Dziękczynienie za beatyfikację ks. Jerzego Zakończyła się centralna uroczystość trzydniowego dziękczynienia diecezji włocławskiej za beatyfikację ks. Jerzego Popiełuszki. Na włocławskiej tamie pod przewodnictwem prymasa Polski sprawowana była uroczysta msza św., w której wzięła udział mama bł. ks. Jerzego. Podczas mszy św. metropolita warszawski przekazał relikwie kapłana zamordowanego przez SB dla powstającego w pobliżu tamy sanktuarium Kapłana-Męczennika oraz dla włocławskiej

katedry. Po mszy św. relikwie zostały uroczyście przeniesione do powstającego przy tamie sanktuarium męczeństwa bł. ks. Jerzego, którego opiekunami są Ojcowie Pocieszyciele z Getsemani. Na uroczystości obecna była matka ks. Jerzego Marianna Popiełuszko oraz jego krewni. We mszy uczestniczyli także mieszkańcy Włocławka, władze wojewódzkie i samorządowe, parlamentarzyści. Do sprawowania liturgii został użyty kielich mszalny – dar prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego przekazany 18

października ub. r. podczas uroczystości upamiętniających 25. rocznicę męczeńskiej śmierci ks. Popiełuszki. Na podstawie stopki kielicha znajduje się wygrawerowany napis – „Dar prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego dla powstającego Sanktuarium Męczeństwa Sługi Bożego Ks. Jerzego Popiełuszki – 25. rocznica śmierci, Włocławek”. Uroczystości dziękczynne za beatyfikację ks. Jerzego Popiełuszki w diecezji włocławskiej w dniach 10-12 września zorganizowano pod hasłem „Zwyciężył już dziś”. (JS)

Gdyby Ksiądz Jerzy pisał wiersze rozmowa z Mirosławem Antonim Glazikiem (M.A.G.), poetą, nauczycielem, krytykiem

Antoni Glazik z bp. B. Dembowskim Zaczniemy od tomiku wierszy związanych z księdzem Jerzym Popiełuszką. Skąd natchnienie, by pisać o tej osobie? Od wielu lat fascynowała mnie osobowość ks. Jerzego Popiełuszki. Bardzo przeżywałem moment jego porwania i, jak się później okazało, ujawnienia okoliczności zbrodni na kapłanie. Tak się złożyło, że byłem w czasie studiów związany z duszpasterstwem akademickim, a nauk przedmałżeńskich udzielał mi ks. Józef Nowakowski – proboszcz Parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Toruniu, gdzie schronił się kierowca księdza po ucieczce. Pamiętam, że pojechałem do Torunia tuż po ujawnieniu tej zbrodni i w kościele akademickim oglądałem zdjęcia, ukazujące zmasakrowane ciało wyłowionego z Wisły ks. Jerzego. Swoje przeżycia odnotowałem w prywatnym dzienniku, a następnie powstawały przez wiele lat wiersze publikowane w prasie lokalnej i nie tylko. Kilka miesięcy temu pani Dorota Dzięgelewska po wieczorze autorskim w Urzędzie Marszałkowskim we Włocławku wspomniała, że czytała te teksty i zrobiły na niej wielkie wrażenie. Zaproponowała, żeby przygotować jakieś wydawnictwo w związku z nadchodzącymi uroczystościami. Później często rozmawiałem o zbliżającej się beatyfikacji kapłana z Joanną Jasińską, z którą od kilku lat współpracuję. I tak powstał pomysł... Pomysł na wydawnictwo pod tytułem „Gdyby ksiądz Jerzy pisał wiersze”? Tak, Joanna zaproponowała ten tytuł. Bardzo mi się spodobał. Po kilku dniach

Joanna Jasińska przedstawiła mi układ książki. Zestawiła moje utwory o sakralnym charakterze (nie tylko wiersze o ks. Popiełuszce) z najpiękniejszymi fragmentami kazań ks. Jerzego, porządkując je według zasady: fragment kazania wygłoszonego w wybranym miesiącu roku i dobrany do niego wiersz. Gdy to zostało scalone, uznałem, że powstała książka zupełnie odmienna od dotychczasowych publikacji o tym kapłanie. Dołączyliśmy do tego zdjęcie z wydawnictwa drugiego obiegu, ofiarowane mi od kapelana „Solidarności” przez przyjaciela. Ksiądz Jerzy powiedział, że to egzemplarz specjalnie dla mnie. Warto zauważyć, że fragmenty z różnych kazań są tak dobrane, iż układają się one w jedno spójne znaczeniowo i stylistycznie kazanie. Gdy pojawiły się trudności, opóźniające wydanie tej książki, Joanna powiedział, że ułożyła ją z myślą o uczczeniu księdza Jerzego, więc pokonamy wszystkie przeszkody. Nie poddamy się, wydamy ją. Wtedy pomógł nam ksiądz Radosław Nowacki z Wydawnictwa Duszpasterstwa Rolników we Włocławku. Czy miał pan kiedykolwiek szansę spotkać ks. Jerzego? Nigdy nie miałem okazji rozmawiać z ks. Jerzym lub wysłuchać jego kazań. Pojawiał się jednak jako bohater liryczny moich wierszy, między innymi w opublikowanych roku 1991 podczas wystawy w Czarnym Spichrzu, poświęconej jego postaci („Zło dobrem zwyciężaj”. Ogólnopolska wystawa malarstwa i grafiki, pod patronatem Prezydenta RP Lecha Wałęsy i Biskupa Włocławskiego Henryka Muszyńskiego, Prezydenta i Zarządu Miasta Włocławka, Włocławek 1991). Moje teksty znalazły się w okolicznościowym wydawnictwie „Zło dobrem zwyciężaj”. Miałem wtedy zaszczyt rozmawiać z rodzicami kapłana. Bardzo przeżywałem w ostatnich latach Polski Ludowej fakt uniemożliwiania oddania hołdu kapłanowi przez ówczesne władze. Mówili mi wówczas o tym alumni Wyższego Seminarium Duchownego we Włocławku, w którym byłem wykładowcą i w ten sposób powstał wiersz związany z tamą włocławską pt. Miejsce, publikowany w wielu ogólnopolskich wydawnictwach. W publikacji pojawia się niezwykła rzeźba Chrystusa Frasobliwego. Czym pana urzekła? Urzekła mnie twarz postaci przedstawionej przez rzeźbiarza. Jest to wizerunek umęczonego, spracowanego star-

szego mężczyzny. Układ głowy i dłoni w przedziwny sposób kojarzy się z wizerunkiem ks. Jerzego, który umieściliśmy w książce. Cieszę się, że Wydawnictwo Duszpasterstwa Rolników we Włocławku zdecydowało się wydać naszą książkę na kilka dni przed uroczystościami i sprowadzeniem relikwii ks. Jerzego do Włocławka. W ten skromny sposób udało mi się nam włączyć w tę niezwykła uroczystość. Właśnie 12 września rozpoczęła się oficjalna sprzedaż książki, choć trafiła już do rąk wielu czytelników na całym świecie. Jest to dla nas niespodzianką, zaskoczyły nas niezwykle pozytywne reakcje wielu osób, do których dotarły jej egzemplarze. Zwłaszcza ucieszyła nas reakcja ważnych osobistości Polonii. Wraz z Joanną Jasińską jesteśmy zaskoczeni spontanicznym i bardzo życzliwymi opiniami wielu czytelników. Nie chciałbym oceniać swoich wierszy, ale jestem bardzo wdzięczny Joannie Jasińskiej za to, że potrafiła ułożyć tak spójne pod względem literackim i plastycznym wydawnictwo. Czy to jest książka tylko dla katolików? Joanna chciała stworzyć książkę, którą mógłby przeczytać każdy człowiek poszukujący prawdy, dobra i piękna w świecie, bez względu na wyznanie, światopogląd czy poglądy polityczne. Potwierdzają to deklaracje i zachowania osób określających się jako niewierzące. Zapewniają, że będą wspierać promocję książki, ponieważ ks. Jerzy zasługuje na upamiętnienie i uczczenie jego bohaterskiej postawy. Joanna, redagując tę książkę, kierowała się przepiękną myślą przewodnią: nadać jej taki kształt artystyczny, aby mogła ją czytać i oglądać Matka kapłana bez uszczerbku na zdrowiu. Czy chciałby pan przekazać egzemplarz matce księdza? Udało się to nam podczas uroczystości 12 września 2010! Chciałbym też, żeby książka ta trafiła do rąk młodzieży. Postać kapłana jest nam w tej chwili bardzo potrzebna, a jego przesłanie „zło dobrem zwyciężaj” nigdy nie straci swojej ważności. Kto jeszcze pomagał w wydaniu tomiku? Chciałbym podziękować tym, którzy wsparli nas podczas tworzenia. Tymi mecenasami są Marta i Wojciech Jasińscy z Chicago oraz Władysław Skrzypek.

www.pismowloclawskie.pl

Klapa, czyli autostrada

Propaganda rządu Tuska propagandą, ale liczby są nieubłagane. Zapowiadane przez rząd PO autostrady leżą i kwiczą, a jeśli są, to głównie na papierze. Oto brutalna statystyka: na 25 obwodnic, ukończono raptem 4 (!), czyli ledwie kilkanaście procent planu. Ba, więcej, z pozostałych 21 – 9 w ogóle nie zostało rozpoczętych!!! To znaczy, że niemal połowa tego, co ma być zrobione jest na etapie

komputerowym, w "wirtualu", a nie w "realu". Oczywiście resort infrastruktury żongluje liczbami po to, aby wyglądało, że wszystko jest cacy, a jak nie jest to będzie. Jednak rzeczywistość skrzeczy na potęgę. Będę okrutny i przypomnę plany rządu Tuska sprzed trzech lat. Do realistycznego programu budowy autostrad i dróg ekspresowych, który przygotował rząd PiS, PO lekką, propagandową ręką dorzuciła, bagatela, 1000 kilometrów autostrad… Dziś można się z tego tylko śmiać, choć jest to śmiech przez łzy. Na koniec tego drogowego menu deser, który smakować powinien Donaldowi Tuskowi, Cezaremu Grabarczykowi et consortes jak przysłowiowa czarna polewka. Otóż na 150 ujętych w planie tego rządu inwestycji drogowych nie rozpoczęto w ogóle (!) lub jest opóźnionych… 80. Nic dodać, nic ująć. A pan premier (i jednocześnie lider PO) jest w świetnym humorze… Ryszard Czarnecki

Mirosław Antoni Glazik

Elegia na śmierć Nie klękajcie wy przede mną, Bo nie jestem żaden święty. Ale Polak jestem prawy… J. Słowacki, Sowiński w okopach Woli Muszę się cofnąć jest jeszcze most by za nim bronić Wisły i Polski wsparty o kolumnę mostu nie proszę o łaskę: „Jeszcze nie wszystko stracone! Jest Wisła. Jest Włocławek.” chce zatrzymać lawinę choć na kilka minut by dobiegli żołnierze by ocalili dla wiary i ojczyzny dla życia w niepodległej składam swój żywot wzrok wznoszę ku niebu nad lasem szpetalskiego wzgórza ponad nurtem Wisły która jak matka będzie pamiętać bo pamięć pokoleń zmienna jak aura słyszę szum anielskich skrzydeł widzę niebiański żałobny orszak nad kujawską ziemią i śpiew słyszę: „Jeszcze Polska…”


8

PISMO W Ł O C Ł A W S K I E

Chciałbym zarządzać tym miastem w sposób dynamiczny, nowoczesny, zgodnie z duchem wolnorynkowym, demokratycznym, aby ludzie po każdej decyzji miejskiej odczuwali poprawę swojej sytuacji i nie byli zaskakiwani, że rozkopuje się ulice, likwiduje parkingi i dezorganizuje pracę.

Włocławek jest najważniejszy rozmowa z Łukaszem Zbonikowskim, kandydatem na prezydenta Włocławka nym, dwie kadencje jestem parlamentarzystą, a to jest zbiór doświadczeń, którego nie da żadna szkoła. Byłem w koalicji i opozycji, wiec znam dwie strony medalu. Obserwowałem działania osób, które do dziś mają istotny wpływ na nasze miasto, jak chociażby Andrzej Pałucki. To doświadczenie też jest bezcenne. Nie ukrywam, że ogromne doświadczenie przyniosła mi praca parlamentarna. Dzięki niej mogłem zobaczyć jak funkcjonuje wiele samorządów w Polsce. Podpatrzyłem wiele rzeczy, które można by było ściągnąć do Włocławka. Byłem w komisji infrastruktury, wiec poznałem wiele korzystnych rozwiązań dla zwykłych, codziennych spraw.

dzą miastem. Taki styl gospodarowania na granicy arogancji spowodował, że poproszono mnie o kandydowanie na urząd prezydenta. Nie planowałem kandydowania. Prowadzę przecież działalność parlamentarną. Liczyłem, że spośród obecnych samorządowców da się znaleźć dobrego kandydata, który wygra z SLD-owskim prezydentem. W tym roku zmieniła się moja sytuacja rodzinna, pięć miesięcy temu zostałem szczęśliwym ojcem i pojawienie się na świecie Zosi bardzo mnie zmieniło. Przybyło mi obowiązków, ale przede wszystkim wiele radości i tymi chwilami chciałbym się cieszyć jak najdłużej. Decyzja nie była prosta. Ale ilość osób proszących mnie o kandydowanie oraz ich argumenty spowodowały, że nie chcę zawieść ich zaufania i powalczę o fotel prezydenta. Myślę, że skoro tyle osób mnie namawiało, to tyle samo mnie poprze i mam ogromną szansę wygrać wybory.

Data ogłoszenia decyzji nie była chyba przypadkowa. Nieprzypadkowa i dla mnie symboliczna: 30. rocznica powstania NSZZ Solidarności, ruchu obywatelskiego, w którym dobrze się czuję, bo zawsze wolałem być blisko ludzi a nie elit władzy. Podczas oficjalnej deklaracji towarzyszyły mi osoby związane z Solidarnością, Włocławską Wspólnotą Samorządową i Prawem i Sprawiedliwością. Mam nadzieję, że w kolejnym etapie dojdą także ludzie związani z Platformą Obywatelską, bo tak naprawdę przecież nie mamy pola do sporu między PiS, PO i Solidarnością. Możemy współpracować, a nie kłócić się między III a IV RP. Musimy wreszcie skończyć z PRL-em, którego we Włocławku jest jeszcze zbyt dużo. Myślę tu przede wszystkim o instytucjach miejskich, urzędzie, spółkach miejskich, jak chociażby spółka Baza – relikt gospodarki centralnie planowanej. Nie ma sensu, żeby miasto prowadziło hotel i restaurację. To przechowalnia byłych prezydentów i symbol marnowania pieniędzy. Zastępca prezydenta Jacek Kuźniewicz twierdzi jednak, że miasto musi utrzymywać restaurację, żeby regulować ceny. To absurd, pamiątka z poprzedniej epoki, kompletnie nieadekwatna do tego, co mamy dziś. Takie podejście kompletnie dyskwalifikuje takie osoby do kierowania miastem Recepta na dobre rządzenie? Chciałbym zarządzać tym miastem w sposób dynamiczny, nowoczesny, zgodnie z duchem wolnorynkowym, demokratycznym, aby ludzie po każdej decyzji miejskiej odczuwali poprawę swojej sytuacji a nie byli zaskakiwani, że rozkopuje się ulice, likwiduje parkingi i dezorganizuje pracę. Funkcja odpowiedzialnego, dobrego prezydenta jest bardzo trudna, pracochłonna i ciężka i mam tego świadomość. To także brałem pod uwagę podejmując decyzję o kandydowaniu. Zostać prezydentem jest o wiele trudniej niż zdobyć mandat posła. Ale najtrudniej jest dobrze rządzić, bo jest to praca 24-godzinna. W mieście mogą się wydarzyć różne sytuacje o każdej porze dnia i nocy, więc służby miejskie razem z prezydentem powinny czuwać i szybko reagować. Mam tego świadomość, bo przecież bardzo długo funkcjonuję w życiu publicznym Włocławka. Dwie kadencje byłem najmłodszym rad-

Podczas niedzielnego spotkania z mediami powiedział Pan, że jednym z Pana zadań, jako prezydenta miasta będzie zachęcanie młodych ludzi, aby pozostali we Włocławku. Jeżeli będziemy mieli Włocławek kolesiostwa i legitymacji partyjnej, to rzeczywiście w mieście zostaną tylko ci, którzy mają miękki kręgosłup i zapiszą się do partii dla kariery. A młodzi, zdolni wyjadą. I w ten sposób wyzbywamy się zdolnych, kreatywnych ludzi. Duże miasta kuszą ich pracą, rozwojem czy nawet ofertą kulturalną, ale nie oznacza to, że nie możemy o nich powalczyć, przeciąć złą passę. Przykładem porównywalnym dla Włocławka jest Płock. Jeszcze niedawno większość z nas myślała, że jesteśmy na takim samym poziomie, teraz nikt nie ma wątpliwości, że Płock nas wyprzedził. Miastem zarządza 34-letni prezydent PiS, który poprzecinał wiele funkcjonujących układów. Przeprowadził konkurs na zastępów prezydenta, funkcje typowo partyjne. I okazuje się, że można lepiej gospodarować pieniędzmi, że ma stały budżet i agencję rewitalizacji miasta. To widać po paru latach funkcjonowania miasta. Płock rocznie ściąga kilka ogólnopolskich imprez transmitowanych przez media, na które jeżdżą włocławianie. Miastem powinni rządzić ludzie otwarci, a nie tacy, co patrzą na wszystko przez pryzmat partii. Sukcesywnie, na łamach między innymi „Tygodnika Kujawskiego”, będę ukazywał, co w mieście można

niewielkim kosztem zmienić i jakich dokonać działań, aby przynosiły zysk. Nie jest sztuką zadłużyć miasto na 500 milionów złotych, jak zrobił to prezydent Pałucki, zrobić sobie kampanię, choć po 4 latach nie możemy zobaczyć żadnej dobrej inwestycji. Skoro tak trudno być dobrym prezydentem, to czy nie lepiej pozostać w opozycji i przyglądać się poczynaniom władz miasta, nie brać na siebie tak wielkiej odpowiedzialności? Jeśli chciałbym żyć wygodnie, to na pewno nie zdecydowałbym się na kandydowanie, tylko pozostał posłem. Nic

nie wskazuje na to, bym ten mandat miał utracić. Jeżeli kiedyś zdecydowałem się, że będę pracował dla społeczeństwa, to podejmuję się trudnych zadań, żeby coś rozwiązać. Samą obserwacją nic nie wskóramy, będziemy jedynie patrzeć, jak miasto zmierza ku degradacji. Mam tę świadomość, że jako prezydent musiałbym ponieść konsekwencje już podjętych decyzji, chociażby związanych z obligacjami, ale obserwacja z wygodnego fotela nigdy nie była moim wyznacznikiem politycznym. Trzeba słuchać ludzi, którzy wybierają radnych i prezydenta i współpracować ze wszystkimi radnymi, niezależnie jakie kluby reprezentują. Na tym polega samorządność. Myślę, że wspólnie z przedstawicielami PiS, PO, WWS i SD moglibyśmy wspólnie pokazać taki nowy, przyjazny i zgodny samorząd. Bo zgoda buduje

www.pismowloclawskie.pl

i Włocławek jest najważniejszy. Kampanię wyborczą zatem czas zacząć… Już teraz widzę pewne symptomy u ekipy rządzącej, która obrzydliwie atakuje mnie personalnie. Apeluję zatem o kampanię merytoryczną i kulturalną. A włocławian proszę o wsparcie i życzliwość. To najcenniejsze wsparcie już Pan otrzymał od żony, choć jak przyznała, decyzja nie była dla Państwa łatwa. Wiadomo, że jako żona i matka myśli przede wszystkim o ognisku domowym, chciałaby, abym był jak

najczęściej w domu. Z drugiej jednak strony wie, że te funkcje, które pełnię, są czasochłonne, a jeśli zostałbym prezydentem miasta, to tego wspólnie spędzanego czasu też nie będzie dużo. Kiedy mnie poznała wiedziała jednak, czym się zajmuję i że wiele obowiązków spadnie na nią. Za wsparcie i wyrozumiałość jestem jej bardzo wdzięczny. Bierze pan pod uwagę możliwość porażki w wyborach? Jak się startuje, trzeba to wpisywać w plany. Ale zawsze startowałem z nastawieniem, żeby wygrać. Na razie mam stuprocentową skuteczność. Na pewno dam z siebie wszystko i zaproponuję Włocławkowi taką alternatywę, którą warto rozpatrzyć. Rozmawiała Katarzyna Czyżewska Tygodnik Kujawski

TYGODNIK KUJAWSKI 1-12 k

Panie pośle, od pewnego czasu coraz głośniej mówiło się o tym, że to właśnie Pan będzie jednym z kandydatów ubiegających się o urząd prezydenta miasta. Od kilku miesięcy organizacje, z którymi czuję się związany i z którymi współpracowałem, zachęcały mnie do tego, abym to ja był alternatywą dla obecnego prezydenta i wszystkich złych rzeczy, które dzieją się w mieście. Wiele osób z niepokojem śledzi wydarzenia związane z Włocławkiem, chociażby zadłużanie miasta, podchodzenie do inwestycji zgodne z kalendarzem wyborczym, czyli trzy lata nic, a potem rozkopanie Włocławka. Źródeł niepowodzeń szuka się u radnych opozycyjnych, którzy przecież nie rzą-

Na przykład jakie? Trzeba wprowadzić równe zasady i warunki dla wszystkich przedsiębiorców czy handlowców. Nie może być tak, że jednemu biznesmenowi umarzamy pół miliona złotych, a drugiemu na pół roku rozkopujemy dojazd i parking, klient nie ma możliwości dojazdu i nie ma za to rekompensaty, czy umorzenia podatku przez ten okres, kiedy handlowiec został pozbawiony możliwości dochodu. Równe zasady powodują, że wszyscy czują się komfortowo i to ich praca i wysiłek będzie procentował, a nie znajomości. To jest warunek bezwzględny, by jakiekolwiek miasto mogło się rozwijać. Każde, chociażby najmniejsze zatrudnienie handlowca na targowisku jest bezcenne dla miasta. Mamy podwójny zysk: z jednej strony odciążamy Urząd Miasta i MOPR, bo ludzie nie przychodzą po zasiłek, a z drugiej płacą podatki.


pismo_wloclawskie_nr_17_2010