Page 1

------------------------------------------------------------

NOWA ZIEMIA PRELUDIUM ------------------------------------------------------------

Brian Cavellis


8 czerwiec 2072 roku Zielone BMW R75 z przyczepką sunęło po nadgryzionym zębem czasu asfalcie. Niemłody już mężczyzna trzymał pewnie kierownicę. Wiekowa i podniszczona kurtka motocyklowa odwiewała raz za razem w tył, co zdarzało się jednak z powodu wiatru, nie prędkości jaką osiągał motocykl. Długie włosy były spięte z tyłu, zaś na szyi widniała turkusowa chusta a na oczach gogle. Na szczupłej twarzy mężczyzny jawiły się gdzieniegdzie blizny, jednak nie sprawiało to odpychającego wrażenia. Nogawki bojówek były wsunięte w dość mocno zarysowane opinacze, zaś przy jego pasie widniał szeroki nóż przypominający raczej maczetę niż osprzęt do przyrządzania jedzenia. Obok noża, czy też maczety, wisiał zawieszony Colt M9119, trzy magazynki do owego pistoletu oraz stalowa piersiówka. O ścianę przyczepki stał oparty stary Remington, chyba najpopularniejsza strzelba w Ameryce. A szczególnie teraz, po tym jak świat ufundował sobie atomową katastrofę. Mimo tego że minęło już kilkadziesiąt lat, promieniowanie utrzymuje się nadal na wysokim poziomie. Cała Afryka i Azja to wielka atomowa pustynia i tyle. Piach, zgliszcza i radioaktywność. Trzy czwarte ludności zginęło przy wybuchach i bardzo krótkiej wojnie nuklearnej, wielkie mocarstwa zniknęły. Nieliczne stany Ameryki nadają się do zamieszkania, skupisko Europejczyków znajduje się w Paryżu. Wspomniany wcześniej motocyklista uśmiechnął się gdy ujrzał pierwsze złote fale zbóż na horyzoncie. Zniecierpliwiony odkręcił mocniej manetkę – motocykl zareagował; basowy pomruk przerodził się w potężny ryk, a koła potoczyły się z jeszcze większą prędkością. Tego roku pola przyniosły bardzo dobry plon. Napęczniałe od grubych ziaren kłosy złociły się po obu stronach motocyklisty – przed nim była tylko asfaltowa droga, nienaznaczona żadnymi ubytkami; oczyszczenie jej z wraków oraz trucheł nie było łatwe, zajęło motocyklistom całe lato roku pańskiego 2017. Jednak teraz była to ich prosta – ta, na której rozwijali skrzydła i zamykali liczniki swoich maszyn. Niektóre nie osiągały zawrotnej prędkości. Na przykład to BMW, na którym jechał teraz Mark – nie było wcale szybkim motocyklem, ale miało w sobie to coś, co sprawiało, że chce się wsiąść w siodło i ruszyć, spojrzeć na radioaktywne zgliszcza i pustkowia. Może to basowy klang silnika, może to ta surowa reakcja manetki na gaz, może po prostu cały ten zardzewiały wygląd, jakże pasujący do postapokaliptycznej pustyni. Mark Twines wracał teraz ze swojej krótkiej podróży – wokół bowiem nie zmieniło się nic – żadne zmutowane plugastwa nie wyszły ze swoich nor, nikt nie wołał o pomoc. Podczas jednej z tych nocy Mark leżąc w przyczepce motocykla na jednym ze wzgórz patrzył w gwiazdy. To było nieco ironiczne – świat, który znali, przestał istnieć, a ten gość leżał sobie po prostu i patrzył w gwiazdy. Jedyne usprawiedliwienie dla jego zachowania to to, że gwiazdy było widać wspaniale – zniknęły bowiem wszystkie światła i reflektory wielkich miast. Każda gwiazda była teraz wspaniale widoczna – zmieniła się również zawartość ozonosfery, bo rakiety balistyczne wzbiły w powietrze masy jakiegoś środku chemicznego, jak to tłumaczył napotkany kiedyś przez Marka naukowiec. Za sprawą tego właśnie środku niebo rozrzedziło się i nabrało złotawego koloru, czasem zachodzącego w pomarańcz. Zachody słońca wyglądały pięknie, jak nigdy przedtem. Twines wrócił do domu i zaparkował motocykl przed werandą, gdzie siedzieli jego przyjaciele – Albert, gruby starszy mężczyzna będący rolnikiem oraz pałający zamiłowaniem do Harleyów, John, uwielbiający wszelkie ścigacze (sam jeździł wtedy na jednym z nowych BMW) oraz Francesca, młoda dziewczyna która przybiła do ich przyjaznej przystani parę lat temu swoim pickupem. Rozpoczęły się właśnie dla nich żniwa – nie mieli dostępu do ropy, mieli jednak dostęp do


kos i cepów, które zwieźli z okolicznych farm. Dzień więc zaczynał się dla nich od wyjścia w pole o poranku i koszenia – niejednokrotnie, rozkoszeni, zapominali o obiedzie i kosili dalej. Za nimi szła Francesca i zbierała plony, wiążąc je w snopy. Następnie zaś zwozili je w pole na przyczepkach motocykli i na pickupie. To była zdecydowanie żmudna robota, ale również oczyszczająca – prędko zapominali bowiem o tym, że świat który istniał wokół nich, już praktycznie nie istnieje, i nic nie jest takie samo. Wieczorami kładli się na snopach i patrzyli na zachód słońca, jak bardzo pomarańczowy. Sporo rozmawiali – o tym, co będą robić jutro, o tym, że trzeba się pośpieszyć, o tym, że brakuje deszczu i ziemia jest sucha. Również o tym, że widzieli łunę gdzieś na zachodzie – to pewnie kolejne z miast płonie podpalone przez wyładowania elektryczne lub wybuchy gazu sączącego się z opuszczonych kopalni. Mówili sporo o swojej przystani. O przyszłości, i o tym, że mieli szczęście, trafiając na starą farmę i takich ludzi, jakimi są. Często padały stwierdzenia, że to ziemia obiecana – bez zmartwień o podatki, rachunki, bez porachunków z sąsiadami. Tak, to zdecydowanie była ziemia obiecana. Tylko Mark nigdy nie chciał przytaknąć i nie zgodził się nigdy z tym, że to raj. Mark był osobą nieco inną, wychowywaną w ubogiej katolickiej rodzinie, w samotności, następnie zaś przeszedł drogę w jakimś gangu motocyklowym. Panowała jednak wśród mieszkańców Nowej Ziemi, jak ją nazywali, pewna umowa – nie mówili o przeszłości. Pragnęli zostawić ją za sobą, wraz ze swymi koszmarami i strapieniami, żalami czy tęsknotami. Żyli od nowa i na nowo, w nowym świecie. Mark znikając często nocami zastanawiał się, jak będzie wyglądać prawdziwa Nowa Ziemia. Zastanawiał się, co stanie się, gdy umrze ostatni człowiek. Czy cała świadomość świata zniknie wraz z nim, czy może życie Ziemi potoczy się dalej. Czy wciąż będą upływać minuty, godziny, lata, wieki, milenia. Czy słońce wciąż będzie chować się za horyzontem? Te wszystkie pytania pozostały dla Marka pytaniami bez odpowiedzi. Wiedział również, że takie pozostaną na zawsze, i dopiero Ziemia przekona się, jak będzie jej bez ludzi. Któregoś wieczora został zawołany przez Francescę, która wskazała mu łunę na wschodzie. Spójrz, to płonie stary świat. Ten niegodny szacunku i uwagi. Jednak w pojęciu Marka stary świat już dawno umarł, i to oni tworzą tą Nową Ziemię. I oni zadecydują, czy będzie ich rajem, bezpieczną przystanią, czy tylko przystankiem w drodze do następnego piekła. ☢


------------------------------------------------------------

ŚWIAT BEZ LUDZI ☢

23 styczeń 2014 roku czasu środkowoeuropejskiego. 12:08: Zjednoczona Korea wystrzeliwuje pociski balistyczne z ponad tysiącem celów w Azji i Afryce. 12:15: Moskwa oczekuje rozbrojenia rakiet od Korei. 12:16: Korea odmawia. 12:20: Moskwa odpowiada wystrzeleniem rakiet z celem na Koreę. 12:24: Pierwsze pociski wystrzelone przez Koreę docierają do celów. 12:30: Australia i Oceania na mocy porozumienia z Rosją wystrzeliwuje pociski z celem na Koreę. 12:32: Terroryści przejmują składy nuklearne Izraela i atakują małą liczbą rakiet Amerykę Północną i Południową. 12:33:13: Chwilę po wysłaniu rakiet Izrael przestaje istnieć. 12:33:40: Zjednoczona Korea odpowiada ogniem na atak Oceanii i Australii, wysyła ostatnie pociski balistyczne. 12:35: Jakakolwiek komunikacja z Moskwą stracona. 12:36: Utracono sygnał z Korei. 12:41: Pociski niszczą doszczętnie Oceanię i Australię. 13:01: Pociski Izraelu docierają do celu. Utracono sygnał z Nowym Jorkiem, całą Ameryką Południową, San Francisco, Los Angeles. Nieliczne stany Ameryki przetrwały. Południowa i wschodnia część Europy jest zniszczona przez wcześniejsze ataki terrorystyczne z użyciem broni jądrowej. ☢

PIEKŁO, CZY RAJ? ------------------------------------------------------------

Nowa ziemia - preludium  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you