Page 1

GAZETA HORYNIECKA PISMO STOWARZYSZENIA PRZYJACIÓŁ ZIEMI HORYNIECKIEJ ROK ZAŁOŻENIA 2005

NR 38 styczeń-marzec 2015

CENA 4,50zł

(w tym 5% VAT)

40 ST N O R !!!

W numerze m.in.:

10 lat Gazety Horynieckiej Historia pisana nagrobkami Wspomnienia pani Heleny Mazurkiewicz Fortyfikacje wzgórza Hrebcianka Statut zdrojowiska Horyniec Kolejowe problemy Podsumowanie minionej kadencji Działania Placówki Straży Granicznej Biesiada Teatralna Wybory sołtysów w gminie horynieckiej Święto Niepodległości w Horyńcu Spółdzielnia Wokół złamanego Krzyża W rotującym domu Horynieckie Aniołki we Włoszech Cyfrowi tubylcy i cyfrowi imigranci Przepisy kulinarne


Fotografie do art. ze str. 35 - ”Działania Placówki Straży Granicznej w Horyńcu–Zdroju na rzecz lokalnej społeczności”

STR. 2

XXXVIII GAZETA HORYNIECKA


Paweł Rydzewski

Redaktor naczelny Gazety Horynieckiej

10 lat Gazety Horynieckiej W marcu 2005 roku, czyli 10 lat temu ukazał się pierwszy numer Gazety Horynieckiej. Serdecznie gratuluję ludziom, którzy Gazetę stworzyli i prowadzili ją przez minione 10 lat. Skład redakcji był następujący: Bożena Mróz, Krzysztof Woźny, Monika Wużyńska, Andrzej Nazarko, Dorota Rachwalik. Składem tekstu zajmował się Krzysztof Banaszak, zaś okładki projektował Grzegorz Woźny. Bardzo ważne było też zaangażowanie Pawła Bietkowskiego, dyr. Fundacji im. Zygmunta i Jana Karłowskich, a także rola Pana Mariana Szymańskiego, który wprawdzie do redakcji Gazety wszedł (razem ze mną) w maju ub. roku, ale który przez całe 10 lat był najbardziej aktywnym autorem tekstów oraz de facto jednym z członków redakcji. Gdyby krótko podsumować ten miniony czas, można by sparafrazować znane powiedzenie: Gazeta jaka jest – każdy widzi. Czasem jednak trzeba wydobyć i podkreślić te cechy, które z biegiem czasu stają oczywiste i do których łatwo przywyknąć w efekcie zapominając o nich. Podsumujmy więc krótko: nasza Gazeta jest w pełni niezależnym i samofinansującym się medium. Jej istnienie oparte było i jest wyłącznie na pracy społecznej (nieodpłatnej) autorów tekstów i członków redakcji. Specyficzne jest też grono autorów, reprezentujące różne środowiska zawodowe, intelektualne i regionalne. Utrzymanie wysokiego poziomu merytorycznego Gazety było i jest celem nas wszystkich, którzy wnieśliśmy swój wkład w to wspólne dzieło. Dzięki temu gmina horyniecka może pochwalić się gazetą, a właściwie czasopismem, którego inne gminy (także większe i bogatsze) mogą nam pozazdrościć.

artykułu lub stworzenia fotorelacji. Być może będzie też możliwość porozmawiania z autorami tekstów – o ile posiadają oni profil na Facebooku. Drugą nowością – bardziej o charakterze technicznym – jest (od tego numeru) umieszczanie miniatur zdjęć przy nazwiskach autorów, aby nie pozostawali oni tylko „nazwiskami”. Temu samemu celowi będzie służyło publikowanie krótkich informacji o autorach tekstów (w brzmieniu zaproponowanym przez nich samych). Może to być przydatne zarówno dla czytelników horynieckich, gdy autor jest spoza lokalnego środowiska, jak również dla czytelników spoza gminy (np. kuracjuszy, turystów), którzy nie znają autorów miejscowych. Życzę przyjemnej lektury.

Trzeba też przypomnieć, że Gazeta Horyniecka jest pismem Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Horynieckiej, które nie tak dawno również obchodziło jubileusz 10. lecia. Przy tej okazji informuję o dwóch nowościach. Na Facebooku założony został profil Gazety Horynieckiej (https://www.facebook.com/GazetaHoryniecka). Jego celem jest stworzenie warunków do interaktywnego kontaktu ze środowiskiem Gazety. Chodzi nam o to, aby przekaz szedł nie tylko w jedną stronę - do czytelników, ale także – od czytelników. Na profilu Gazety będzie można dyskutować o opublikowanych już artykułach, proponować problematykę przyszłych tekstów, a nawet zgłaszać gotowość napisania XXXVIII GAZETA HORYNIECKA

Okładka 1. wydania Gazety Horynieckiej - marzec 2005 r.

STR. 3


Krzysztof Woźny

Prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Horynieckiej, radny Gminy Horyniec-Zdrój

Historia pisana nagrobkami Rozmowa z profesorem dr. hab. Januszem Smazą Profesor dr hab. Janusz Smaza jest pracownikiem naukowym Katedry Konserwacji i Restauracji Rzeźby Kamiennej i Elementów Architektury warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, specjalistą w zakresie konserwacji kamienia, rzeczoznawcą Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz członkiem międzynarodowej komisji ds. ratowania polskiego dziedzictwa narodowego poza granicami kraju. Ważniejsze realizacje: zespoły zabytkowych nagrobków na cmentarzach polskich i w innych krajach – w tym Cmentarza Orląt we Lwowie, elewacje pałaców, sanktuarium na Jasnej Górze, nagrobek Fryderyka Chopina na Cmentarzu Pére Lachaise, prace przy zabytkach za wschodnią granicą – w tym w kolegiacie pw. Św. Wawrzyńca w Żółkwi, w kościele pw. Św. Mikołaja w Kamieńcu Podolskim, udział w misjach archeologicznych i architektoniczno -konserwatorskich w Egipcie, przy nagrobku polskich artystów na cmentarzu Campo Verano. Odznaczony między innymi Srebrnym Krzyżem Zasługi, Orderem Rycerskim Św. Sylwestra nadanym przez Papieża Benedykta XVI oraz w tym roku Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Krzysztof Woźny: Panie Profesorze, czy to prawda, że pracował Pan przy konserwacji zabytków polskiego dziedzictwa kulturowego w 20 krajach świata? Prof. Janusz Smaza: Od lat odnawiam ślady polskości w wielu krajach Europy i nie tylko Europy. W ubiegłym roku pracowałem „tylko” w 5 krajach, np. we Francji na terenie zamku Montrésor, gdzie znajduje się kaplica cmentarna Branickich i Potockich. We Włoszech na terenie cmentarza w Campo Verano prowadzimy prace przy nagrobkach polskich artystów. Według mnie to jeden z najpiękniejszych cmentarzy na świecie. Kolejny kraj to Mołdawia, przygotowujemy się do prac w Kiszyniowie, gdzie znajduje się ponad siedemdziesiąt polskich nagrobków i krzyży. W kaplicy grobowej willi Mindyc na północy Mołdawii, której właścicielem był bogaty polski Ormianin Ohanowicz, to kolejny teren naszych działań. W 2014 roku spędziłem kolejne miesiące na Ukrainie. Głównie pracujemy w kolegiacie w Żółkwi. To już 24 praktyki studenckie i po raz 8 w Kamieńcu Podolskim. STR. 4

Prof. dr hab. Janusz Smaza

Przez 25 lat przewinęło się tam i pracowało przy rewitalizacji ponad 300 studentów, powstało kilkanaście prac magisterskich pod moim kierunkiem. Nasze prace prowadzone są także w cerkwi Św. Józefata mieszczącej się w dawnym kościele przyklasztornym zakonu Dominikanów. Pochowani byli tam matka i brat króla Jana III Sobieskiego. Ze względu na czas którego mam bardzo mało musiałem zrezygnować z prac w Egipcie w polskiej misji przy świątyni która ma 3500 lat. KW: Czy konserwacja zabytkowych obiektów na cmentarzach jest istotną częścią Pańskiego zainteresowania zawodowego? JS: Wynika to raczej z potrzeby chwili. Obecnie szczególnie u naszych wschodnich sąsiadów społeczność polska, rzymskokatolicka odzyskuje świątynie, porządkuje cmentarze i chce jak najszybciej przywrócić do świetności te pamiątki polskości. Zwracają się o pomoc do nas. Na Białorusi i Ukrainie jest obecnie dobry, sprzyjający klimat, gdyż władze traktują te zabytki jako wspólne z Polską dziedzictwo kulturowe. Ze względu na brak środków finansowych władze dopuszczają do prac ekspertów z Polski i jest zauważalna, duża otwartość na współpracę. Inną sprawą jest stosunek władz do takich obiektów jak pałace i zamki. Tutaj już nie ma takiej otwartości. Ciekawym przypadkiem jest historia rezydencji Radziwiłłów w Nieświeżu gdyż ruiny powstałe m.in. z pożaru zostały zabezpieczone. Obecnie rezydencja została całkowicie odbudowana i przywrócona do dawnej świetności, włącznie z wyposażeniem wnętrz. Należy dyskutować z jakim profesjonalizmem te prace XXXVIII GAZETA HORYNIECKA


Mauzoleum Ponińskich na horynieckim cmentarzu

wykonano. Na Białorusi spędziłem z przerwami prawie kilkanaście lat rewitalizując wiele nagrobków. KW: Czy prowadzi Pan prace na cmentarzach w Polsce? Wiem, że pracował Pan także na Roztoczu Południowym w okolicach Horyńca? JS: Pracowałem na cmentarzach rzymskokatolickich, ewangelicko-augsburskich, prawosławnych, żydowskich. Przez wiele lat prowadziłem prace nad kompleksami nagrobków z Łemkowszczyzny, Bojkowszczyzny i  Roztocza. Społeczna Komisja Opieki nad Zabytkami Sztuki cerkiewnej przy ZG Towarzystwa Opieki nad Zabytkami (której byłem współorganizatorem) pod moim kierunkiem rewitalizowała

zarówno cmentarze w Radrużu - przed i za cerkwią, oraz w Starym Bruśnie, gdzie zabrakło powierzchni cmentarza, aby ustawić wszystkie wydobyte nagrobki. W ramach prac Komisji odnowiono na wspomnianych terenach ponad 3000 nagrobków i krzyży przydrożnych. Prace prowadzone były w latach 19831997. Tutaj pochwalę się, że znam prawie wszystkie cmentarze roztoczańskie. Posiadam z tamtych czasów unikalną dokumentację w postaci tysięcy zdjęć obrazujących stan sprzed prawie 20. lat. Mam zdjęcia każdego nagrobka przy którym wykonywaliśmy prace. Mam zdjęcia z Teniatysk, Kniazi, Starego Brusna, Radruża (dwa cmentarze), Żurawców. Niestety zdjęć z cmentarza horynieckiego nie posiadam, gdyż nie pracowaliśmy wtedy na tym obiekcie. Opracowuję także projekt ogólny uporządkowania cmentarzy w otoczeniu cerkwi w Radrużu dla Muzeum Kresów w Lubaczowie. KW: W listopadzie 2014 r. przebywał Pan z wizytą w Horyńcu-Zdroju. Wraz z grupą studentów przeprowadził Pan oględziny naszego zabytkowego cmentarza. Znajduje się na nim szereg pięknych figur i zdobień, niestety często uszkodzonych lub niekompletnych. Nasze Stowarzyszenie Przyjaciół Ziemi Horynieckiej wspólnie z samorządem chce doprowadzić do rewitalizacji cmentarza. Mamy już pewne doświadczenia w organizacji takich prac na cmentarzu w Starym Bruśnie. Bardzo liczymy na Państwa pomoc w tej inicjatywie w postaci praktyk studenckich i fachowego wsparcia przy opracowaniu programu konserwatorskiego w celu skompletowania wniosku o fundusze na pokrycie prac konserwatorskich. Na pewno będzie to gigantyczna praca. W jaki sposób powinniśmy podejść do tego problemu? Na pewno prace powinny być podzielone na etapy: Pomnik Wolności, nagrobki, Mauzoleum, ogrodzenie…. JS: Po pierwsze, należy pamiętać, że cmentarz w Horyńcu -Zdroju ma ciągle charakter cmentarza otwartego i czynnego. To istotnie wpływa na założenia, które należy przyjąć przy rewitalizacji. Jest to znacznie trudniejsze niż w sytuacji, gdy cmentarz jest już zamknięty. Zauważyliśmy, że najstarsze nagrobki są odkopywane. Sądząc po śladach odbywało się to w ostatnich 2 latach. W jakim celu? Pytaliśmy naszego przewodnika Pana Mariana Szymańskiego. Dzięki swojej szerokiej wiedzy wprowadził nas w wiele ciekawych szczegółów z historii miejscowości i osób pochowanych, ale nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie.

Pomnik Wolności (z 1928 r.) przy horynieckim cmentarzu XXXVIII GAZETA HORYNIECKA

Jednym z celów naszych prac jest wydobycie i przedstawienie historii tego cmentarza. Historia ta jest pisana najstarszymi na cmentarzu nagrobkami, które się zapadają w ziemi. Z jednej strony pod ziemią w złych, ale w miarę stabilnych często warunkach STR. 5


następuje ograniczenie procesów niszczenia kamienia, z drugiej strony ziemia na cmentarzu jest poświęcona i nie wolno jej wywozić poza jego obręb. Na warszawskich Powązkach najstarsze nagrobki przykryte są nawet 80. cm warstwą ziemi. KW: Rozumiem, że należałoby najpierw skatalogować wszystkie nagrobki? JS: Katalogowanie nagrobków pozwoli określić orientacyjną datę pierwszych pochówków oraz kolejność zagospodarowania cmentarza. Pokaże także jak duży powinien być zakres prac. Wiele nagrobków jest poprzewracanych, zniszczonych. Takie prace należy wykonywać późną jesienią lub wczesną wiosną gdy na cmentarzu jest jak najmniej roślinności. Należy pamiętać, że wydobycie na powierzchnię wszystkich nagrobków to ogromny koszt, gdyż należy dokonać ich profesjonalnych zabezpieczeń. Dlatego należy przyjąć strategię polegającą na sukcesywnym wydobywaniu na powierzchnię tylko takiej liczby nagrobków, którą można zabezpieczyć. To wydłuży rewitalizację w czasie, podwyższy koszty ale zapewni fachowość i stabilność prac. KW: Wydaje się, że najszybciej można wykonać prace konserwatorskie Pomnika Wolności? JS: Pełna konserwacja pomnika byłaby bardzo kosztowna. Był on już wcześniej odnawiany, co najmniej dwukrotnie. Wykonać tam trzeba rzeczy proste, ale bardzo fachowo. Mamy zrobioną dokumentację fotograficzną i pomiarową obiektu. To co się najbardziej rzuca w oczy to zakończenie karabinu bagnetem. Element jest spękany, drut ciągle rdzewieje i komuś to „przeszkadza”. A na ten urwany bagnet najczęściej odwiedzający zwracają uwagę. I tu musi być podjęte działanie profesjonalne, żeby pomnik zachował swoją klasę. Oddzielną kwestia jest sprawa orła, którego wygląd i proporcje zupełnie nie są podobne do pierwowzoru. Mamy na uczelni bardzo zdolne osoby i istnieje możliwość jego właściwego odtworzenia. KW: Czy widział Pan od wewnątrz Mauzoleum Ponińskich? JS: Tak. Krypta jest bardzo zaniedbana. Drewniane świeczniki butwieją. Do środka dostaje się woda, mury zewnętrzne też zamakają. Popełniono tam prawdopodobnie błędy wykonawcze w czasie budowy ok. 1912 roku. Poza tym, te małe okienka powinny być otwarte cały rok, aby zapewnić naturalne ruchy powietrza. Trzeba wymienić, a być może częściowo zmienić konstrukcję dachu, gdyż grozi on zawaleniem, m.in. STR. 6

Nagrobek na horynieckim cmentarzu

blacha jest za mało wysunięta i brakuje kapinosów. Trzeba jednak pamiętać, że jedną z zasad konserwatorskich jest jak najmniejsza ingerencja w substancję zabytkową. Oczywiście wszystkie prace musi zaakceptować Wojewódzki Konserwator Zabytków. KW: Na terenie naszej gminy oglądał Pan kilka krzyży przydrożnych odnowionych przez Grupę Eksploratorów Roztocza Południowego, której członkowie są równocześnie członkami Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Horynieckiej. Czy według Pana Profesora GERP mogłaby w tych pracach rewitalizacyjnych na cmentarzu pomóc w jakikolwiek sposób? JS: GERP ma dużą praktykę i doświadczenie. W pracach szczególnie trudnych, które są przedmiotem studiów na ASP, będziemy pomagać. Po przeszkoleniu GERP mogłaby wykonywać także te prace samodzielnie. Należy pamiętać, że przy obiektach wpisanych do Rejestru Zabytków prace muszą być prowadzone zgodnie z obowiązującymi przepisami np. pod nadzorem konserwatora dzieł sztuki z właściwym specjalistycznym wykształceniem. Istotny jest także fakt, że GERP jest na miejscu, a my będziemy dojeżdżać. Podkreślić należy, że prace GERP są do tej pory wykonywane społecznie. Połączenie doświadczenia i zaangażowania GERP oraz naszej wiedzy i praktyki może dać wymierny i pożądany efekt. Należy pamiętać, że przy ogromnym koszcie związanym z pracami konserwatorskimi dzięki takiej współpracy można ten koszt obniżyć. Podsumowując, GERP jest niezbędna. Zaś nasza uczelnia użyczać będzie niezbędnego wsparcia. KW: Czy według Pana jest możliwa współpraca z na linii: SPZH – ASP – gmina, przy projekcie rewitalizacji cmentarza? XXXVIII GAZETA HORYNIECKA


KW: Czy udział Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Horynieckiej jako lokalnego podmiotu społecznego ma jakieś szczególne znaczenie w takich projektach?

Nagrobki na horynieckim cmentarzu

JS: Ten projekt należy traktować jako wspólny. Jest to bardzo ważne, że inicjatywa pojawiła się oddolnie. Stowarzyszenie Przyjaciół Ziemi Horynieckiej powinno być w tym projekcie gospodarzem wraz z władzami samorządowymi. Ale najpierw chciałbym się spotkać z władzami gminy i Stowarzyszenia aby ustalić ogólne założenia. My zrobimy wytyczne jako specjaliści, ale to Państwo musicie dopilnować wszystkich formalności jako gospodarze. My będziemy doradzać, którymi ścieżkami należy podążać. Jeśli chodzi o uczelnię to możliwe jest wpisanie takiej współpracy w program zajęć terenowych w ramach procesu dydaktycznego, w realizację praktyk i prac magisterskich. Mam już wstępną wizję takiej współpracy. Podkreślę, że o praktyki studentów na swoim terenie ubiega się bardzo dużo gmin. Studenci na praktykach wykonują konkretną pracę, dlatego wszyscy chcą abyśmy do nich przyjechali. Ponadto praca studentów jak i prowadzących praktyki jest bezpłatna. Spróbujemy stworzyć ekipę studentów, którzy w systemie pracy, np. w ciągu tygodnia, czy dłużej, pracując przykładowo 10 godzin dziennie z przerwami na posiłki i niewielki odpoczynek będą również mieli czas na na zwiedzanie okolicy. A jest u Was co zwiedzać!

JS: Właśnie po to te wszystkie działania byłyby robione. Bardzo istotna jest rola osób mieszkających na terenie, na którym prowadzone są prace rewitalizacyjne. Działanie polegające tylko na tym, że przyjedzie jakiś specjalista z zewnątrz, coś zakonserwuje i wyjedzie nie jest efektywne. Tak można było robić 25 lat temu. Zresztą tak początkowo robiliśmy na rusińskich cmentarzach. Efekt był taki, że co 2 lata musieliśmy przyjeżdżać i oczyszczać je z roślinności. Najważniejsze jest, żeby to sami mieszkańcy wiedzieli jakie mają cenne dziedzictwo na swoim terenie, że to jest ich dziedzictwo i powinni sami o nie dbać. Chciałbym przekazać także wiedzę i praktykę miejscowym, a członkowie SPZH są niejako ich reprezentantami. Chodzi o to żeby tych ludzi „zarazić” ideą, że to wszytko co my zrobimy zostaje na ich ziemi, bo oni tu mieszkają i to jest dla nich i trzeba ich w jakiś sposób w to włączyć. Chciałbym też zarazić ideą ochrony tego dziedzictwa miejscową młodzież. KW: Gazeta Horyniecka także promuje takie postawy, o których mówi Pan Profesor. Obowiązkiem miejscowego społeczeństwa jest dbanie o dziedzictwo kulturowe niezależnie od nacji, która je wytworzyła w przeszłości. Oczywiście szlachetni ludzie tacy jak Pan Profesor mogą pomóc i z pewnością pomogą, ale najważniejsze jest żeby lokalna społeczność sama do tego dojrzała. JS: Podobne problemy napotykamy m.in. na Ukrainie, gdzie od 26 lat pracuję z młodzieżą, nie tylko polską, głównie przy polskich zabytkach. Część obecnych mieszkańców uważa, że Polacy remontują, odbudowują czy budują „dla siebie”. Ale przecież nie robią tego tylko „dla siebie”. To co pozostało dotychczas to pozostanie jako ślady po mieszkańcach tamtych ziem. Historii nie zmienimy, ale próbujmy zmieniać mentalność, nastawienie do drugiego człowieka. Próbujemy im uświadomić, że to również jest ich wartość duchowa i materialna, którą trzeba ratować. Przecież to jest bogactwo tamtego konkretnego miejsca na ziemi. A tamta ziemia przechodziła różne koleje losu i jak widać znów jest ciężko doświadczana. Właśnie na takie rzeczy staramy się dzisiaj kłaść nacisk. KW: Bardzo dziękuję za rozmowę.

Nagrobek na horynieckim cmentarzu XXXVIII GAZETA HORYNIECKA

Stowarzyszenie Przyjaciół Ziemi Horynieckiej dziękuje Pawłowi Bietkowskiemu, dyr. Fundacji Z. i J. Karłowskich za pomoc w realizacji wywiadu. STR. 7


Marian Szymański

Absolwent filologii polskiej Uniwersytetu Warszawskiego, historyk – regionalista z Horyńca-Zdroju

Wspomnienia pani Heleny Mazurkiewicz

Helena Mazurkiewicz urodziła się w 1924r. w Horyńcu. Dzięki znakomitej pamięci, przypomina sobie z łatwością wydarzenia sprzed wielu lat. Nie czuje się samotna, bo często bywają u niej najbliżsi krewni – rodziny państwa Hrymaków, Kamińskich i sąsiedzi. Czas wojny postrzega oczami prostej, kilkunastoletniej dziewczyny, a zarazem bardzo inteligentnej - z dala od politycznych, stereotypowych przekłamań. Jej wspomnienia poszerzają naszą wiedzę o nowe fakty z tamtych lat: Pamiętam dzień, w którym do Horyńca przyszła Czerwona Armia, było to 27 września 1939 r. Żołnierze byli nawet uprzejmi, dawali nam cukierki i suchary, a mężczyznom papierosy. W naszym domu zamieszkało czterech oficerów: jeden Rosjanin i trzech Gruzinów. Rosjanin miał na imię Sasza, a jego żona Niura. Pewnego dnia wybrała się Niura z moją mamą do lasu na grzyby. Doszły do Kaplicy Matki Bożej w Nowinach Horynieckich. Weszły do środka i napiły się wody. Niura chciała wiedzieć, jaką moc ma woda, a wskazując na figurkę zapytała: Kim jest ta Pani. Mama opowiedziała jej o ukazaniu się w tym miejscu Matki Bożej trojgu dzieciom i cudownych właściwościach wody. Zrozumiała wszystko i zaczęła oblewać nią całe ciało. Myła wszystko: ręce, nogi, głowę, szyję, plecy. Modliła się bardzo głośno, nie znała żadnego pacierza. Prosiła o łaski i wypowiadała proste słowa. Przed ołtarzem upadła na twarz – mama myślała, że postradała zmysły. Na koniec wskazując ręką na figurkę Matki Bożej powiedziała: Ona mi pomoże. Po kilku miesiącach oznajmiła mamie, że jest w ciąży i, że czekała na ten cud 10 lat. Napisała do nas po wojnie, że urodziła córkę Marię. Sasza nie doczekał tego radosnego dla jego rodziny dnia, zginął w lipcu 1941 r. Przeżył wojnę oficer radziecki mieszkający u Wużyńskich. Spotkał się z Antonim Wużyńskim, w Niemczech w 1945 r. Antoni wraz z innymi mieszkańcami Horyńca został wywieziony na roboty, jeszcze w 1943 r. Pracował w gospodarstwie rolnym. Pewnego dnia zauważył kilku radzieckich żołnierzy przy studni. Poprosili Antoniego o naczynie. Ten rozpoczął jakąś rozmowę. Jeden z oficerów zapytał, czy jest Polakiem lub Ukraińcem. Antoni odpowiedział, że Polakiem. Zapytany z jakich stron, odpowiedział, że spod Rawy Ruskiej. Wtedy padło pytanie: A konkretnie? Odpowiedział, że z Horyńca i w tym momencie rozpoznał w pytającym oficera, który mieszkał w ich domu od października 1939 do 22 czerwca 1941 roku. STR. 8

Figura MB z Nowin Horynieckich (oryginał)

Za Niemców los horynieckich Żydów był straszny. Dochodziły do nas wieści o ich zabijaniu i wywożeniu do getta w Bełżcu. Pamiętam Moszkę Wenigera, brata Borucha, któremu życie uratowali Wużyńscy. Moszka miał opodal naszego domu karczmę. Powodziło mu się gorzej niż Boruchowi, bo tamten handlował drobnym towarem: sacharyną, naftą, bułkami, kupował i sprzedawał drób. XXXVIII GAZETA HORYNIECKA


Przy drodze do Dziewięcierza stał budynek Żyda Kelmana. W nocy 1942 r. przyszedł do nas i błagał mojego ojca o kryjówkę. Danielu, pozwól chociaż przenocować jedną noc. Wcześniej był u Wasylowskich. Wasylowski prosił ojca o pomoc dla niego, bo u siebie też przechowywał żydowską rodzinę. Przenocował, nazajutrz poszedł w kierunku Dziewięcierza i już nigdy o nim nie słyszeliśmy. W 1943 r. Ukraińcy dawali do zrozumienia, że grozi nam z ich strony niebezpieczeństwo, więc wielu Polaków ukrywało się. Najczęściej wychodzili nocą w pole szukając schronienia . Nasz sąsiad Jan Babik wracając rano do domu spotkał Niemców. Wzięli go za partyzanta, bo miał na sobie wojskowe spodnie. Zauważył to mój ojciec. Znał niemiecki. Wyjaśnił, że to nie jest żaden partyzant, tylko nasz sąsiad. Partyzanci są w lesie. Niemcy zapytali: W którym? Po chwili pozwolili mu odejść. Nazajutrz jednak sprawdzili, czy Babik i mój ojciec są w domach, bo powiedzieli gdzie mieszkają. Przy dzisiejszej ulicy M. Konopnickiej, naprzeciwko kościoła, mieszkał Polak – Kępny. Żona pochodziła z Urbanów. Grał na akordeonie, miał też zdolności uprawiania magii. Kupił sobie rower i był pewnie jednym z pierwszych właścicieli tego pojazdu w Horyńcu. Kiedy przyszli Ruscy, porozumiał się z synem Komendanta NKWD – Witoldem Hurżijem, który studiował we Lwowie. Wspólnie stworzyli chór i zespół taneczny. Jeździliśmy z występami do Baszni, Borowej Góry i Łówczy. W Łówczy tamtejsza młodzież chciała nas pobić, ale żołnierze sowieccy pomogli nam wyjechać ze wsi i przyjechać do Brusna. W zimie 1941 roku pojechaliśmy z naszymi zespołami do Lwowa. Występowaliśmy tam w kilku teatrach i restauracjach przez 12 dni. Śpiewaliśmy nie tylko rosyjskie piosenki i tańczyliśmy rosyjskie tańce, ale też „Krakowiaka”. Tak „Krakowiaka”, bo Sowieci pewnie nie odróżniali naszych tańców od swoich. Stroje uszyła nam żona Kępnego. Był marzec i panowały jeszcze dość duże mrozy. Mieliśmy na sobie różnej długości kożuchy po starszych braciach i siostrach, przepasane ojcowskimi pasami od spodni, na nogach buty z długimi cholewami, też nie zawsze własne. Tak po wiejsku i biednie ubrani, wzbudzaliśmy drwiące uśmieszki, gdy wchodziliśmy do restauracji na posiłki lub teatru. Kępny z Witoldem Hurżijem wstydzili się naszych ubrań i kazali szybko się rozbierać w szatni. Nigdy jednak nie wstydzili się naszych występów, bo otrzymywaliśmy gorące brawa od publiczności. Zapamiętałam bardzo dobre jedzenie, jakie nam dawano w restauracjach. Takich potraw nigdy przed wyjazdem do Lwowa nie jadłam i jeszcze długo po przyjeździe do Horyńca. XXXVIII GAZETA HORYNIECKA

Ołtarz i figura MB (kopia) w kapliczce koło Nowin Horynieckich

Wtedy we Lwowie byli ze mną: Karol Lech, Stanisław Wojtowicz, Stanisław Szaj, Helena Wużyńska, Janina Hałabuda, i inni. Była to ta sama młodzież, która w 1938 r. po raz pierwszy występowała we Lwowskiej Fali, przygotowana przez nauczycielki: Jadwigę Cisek i Antoninę Bill. . W 1984 r. w dniu Wszystkich Świętych, na cmentarzu spotkałam żonę przedwojennego Komendanta Policji w Horyńcu – Józefa Burka. Tutaj pochowana jest ich córka. Poprosiła mnie o nocleg. Poznałam ją, powiedziałam jak się nazywam i że chodziłam z jej synem Heniem do szkoły. Dowiedziałam się, że Burek został zamordowany przez NKWD w Miednoje.

STR. 9


Andrzej Małysz

Absolwent historii UMCS, specjalizuje się w fortyfikacjach I i II wojny światowej

Fortyfikacje wzgórza Hrebcianka

Porośnięte lasy Roztocza kryją wiele pozostałości obu wojen światowych. Są wśród nich kilometry okopów, rowów przeciwpancernych i zespoły betonowych schronów tworzące umocnienia zachodniej granicy ZSRR. Klęska Rzeczypospolitej we wrześniu 1939 r. doprowadziła do podziału państwa polskiego na dwie części. Jeszcze zanim wygasły regularne działania wojenne, w Moskwie podpisano traktat o granicach i przyjaźni, sankcjonujący nowy podział stref wpływów między Niemcy i ZSRR. Linia graniczna między Niemcami a ZSRR na odcinku południowym miedzy rzeką Bugiem a Sanem została ustalona wzdłuż ogólnej linii: rzeka Sołokija, Żurawce, Bełżec, Łówcza, Dachnów, Miłków, Dobcza, strumień Przyłubień. Geneza i struktura Rawskiego Rejonu Umocnionego Przesuniecie granicy na zachód zmieniło w sposób istotny system obrony zachodniej granicy ZSRR. Wznoszone i modernizowane w ciągu lat trzydziestych, niemal do wybuchu wojny rejony umocnione ciągnące się wzdłuż granicy ustalonej traktatem ryskim straciły swoje dotychczasowe znaczenie. Poprawnie układająca się współpraca między Niemcami i ZSRR przetrwała zaledwie kilka miesięcy: równolegle do granicy niemieckiej rozpoczęto wznoszenie 9 rejonów umocnionych, uzupełnionych w 1941 r. o cztery dalsze. Prace te trwały do momentu niemieckiego ataku na ZSRR. Budowę obiektów betonowych poprzedzały intensywne studia terenowe. Całość prac budowlanych nadzorował zarząd inżynieryjny okręgu wojskowego, który roz­dzielał zadania dla poszczególnych odcinków. Prace prowadziły zespoły budowlane, podzielone na bataliony pracy. Do wykonania tego zadania w rejony przygraniczne skierowano 84 bataliony budowlane, 25 samodzielnych kompanii budowlanych i 17 batalionów samochodowych. Do robót, które nie wymagały zachowania tajemnicy powoływano ludność cywilną. Pomimo zaangażowania olbrzymich sił i środków do końca 1940 roku wykonano tylko połowę z zaplanowanych na ten rok schronów. Powo­dem takiego stanu rzeczy, były braki w zaopatrzeniu oraz niedostateczna ilość środków transportu. Wiosną 1941 roku wraz z nowym sezonem budowlanym prace wznowiono z jeszcze większym STR. 10

Lokalizacja schronów na wzgórzu Hrebcianka

rozmachem. Wobec bra­ków w zaopatrzeniu część obiektów zaczęto wyposażać w zastępcze uzbrojenie wojsk polowych. Sięgnięto także do polskich fortyfikacji budowanych na wschodzie przed 1939 r., skąd na dużą skalę pozyskano kopuły pancerne. Do ataku niemieckiego zbudowano większość zaplanowanych schronów bojowych pierwszorzutowych punktów oporu pasa pogranicznego. Jednak prac tych nie prowadzono równomiernie w całym terenie, dlatego gdy jedne węzły obrony zrealizowano w ponad 70%, w innych dopiero wytyczono miejsca pod obiekty. Drugorzutowe punkty oporu ledwie rozpoczęto. W ciągu trwających niespełna rok prac budowlanych wykonano zaledwie 25% ogólnego planu budowy całego systemu umocnień. Znaczna część wybudowanych obiektów była w stanie surowym, lub w trakcie prac wykończeniowych. Rawsko-Ruski Rejon Umocniony obejmował pas granicy od Lasów Sieniawskich po kompleks leśny na zachód od Krystynopola, o szerokości ok. 80 km frontu z umocnieniami tworzącymi trzy w różnym stopniu rozbudowane rubieże obronne. Tuż przy samej granicy zbudowana była pozycja wysunięta. Jej zadaniem było zatrzymanie pierwszego ataku, rozpoznanie głównych kierunków XXXVIII GAZETA HORYNIECKA


natarcia i zmuszenie nieprzyjacielskich związków taktycznych do rozwinięcia sił przed główną linią obrony. Niemiecki atak w czerwcu 1941 roku na Związek Ra­dziecki zaskoczył budowniczych i nieliczną obsadę umocnień. Część schro­nów nie obsadzono, wszystkie miały stany poniżej niezbędnego minimum. Pomimo bałaganu organizacyjnego, braku rozkazów i zerwanej łączności obrońcy podjęli walkę uniemożliwiając opanowanie umocnień z marszu. Wyizolowana obrona takich umocnień jak np. „Wzgórza 330” czy sąsiedniego wzg. 390 bez wsparcia wojsk polowych, cząstkowej obsady i niewielkich zapasów amunicji mogła jedynie na krótko powstrzymać natarcie, nie mogła natomiast zmienić rozmiaru klęski na cały froncie.

Schron nr 3 - kondygnacja naziemna

Po zakończeniu walk Niemcy dokonali inwentaryzacji zachowanych obiektów i wymontowania części wyposażenia. W latach 50-tych opuszczone od kilku lat obiekty ponownie zostały odświeżone. W 1953 r. dokonano gruntownej naprawy schronów, zabetonowano wyrwy w ścianach powstałe podczas walk i wysadzania elementów pancernych. Wejścia do obiektów i strzelnice zamurowano ceglanymi ściankami. Z tego czasu pochodzą zachowane jeszcze w kilku miejscach napisy „Mienie wojskowe wstęp wzbroniony”. Pod koniec lat 60. w związku ze zmiana doktryny wojennej przestano się nimi interesować i w latach późniejszych zostały skreślone z ewidencji wojskowej. Obecnie stanowią jedynie interesujący przykład fortyfikacji stałej z czasów II wojny światowej i jedną z atrakcji turystycznych Roztocza. Bruśnieński węzeł obrony Pięć kilometrów na północ od linii kolejowej Lubaczów - Rawa Ruska, na wzniesieniach roztoczańskich, koło miejscowości Podemszczyzna – Brusno Stare - Huta wznoszono jeden z elementów tego systemu - brusnieński węzeł obrony. Blokował on przebiegające tędy drogi w kierunku południowym na Horyniec, Potylicz, Niemirów. Tworzące system umocnień punkty oporu zostały w ten sposób zaprojektowane, aby mogły wzajemnie się wspierać swoją obroną przez stworzenie systemu ogni zaporowych. W całym zespole umocnień wyróżnia się Wzgórze 330”,bedące fragmentem punktu oporu Brusno stare. Wybudowane na niewielkim wzniesieniu, otoczonym rowem przeciwpancernym i przygotowane do obrony okrężnej, blokowały przebiegające tędy drogi lokalne między Starym i Nowym Brusnem na odcinku szerokości frontu 4 km. Do prac fortyfikacyjnych przy budowie umocnień przystąpiono jesienią 1940 r. Przed rozpoczęciem właściwych robót przeprowadzono szereg czynności przygotowawczych, zaczynając od rozplanowania XXXVIII GAZETA HORYNIECKA

Schron nr 3 - kondygnacja podziemna

przyszłej pozycji, umiejscowienia poszczególnych schronów, zaplanowania dla nich odpowiedniego uzbrojenia, oraz określenia sektorów prowadzonego ognia. Następnie przystąpiono do gromadzenia materiałów budowlanych, jednocześnie budowano zakłady betoniarskie. Najbliższy z nich znajdował się w Starym Bruśnie, obok realizowanych umocnień. Elementy budowlane dowożono ze stacji kolejowej w Horyńcu, gdzie zorganizowano jeden z wielu w tym rejonie składów. Całego terenu strzegły oddziały wartownicze. W pracach masowo wykorzystywano okoliczną ludność, która miała do przepracowania określoną normę godzin przy wykopach pod przyszłe schrony, rowach przeciwpancernych i transzejach, lub transporcie materiałów budowlanych. Wszystko to odbywało się w wielkiej tajemnicy, chociaż doskonale wiedziano z czym jest to związane. STR. 11


Miały one dysponować łącznie 4 działami 76,2 mm, 3 działami przeciwpancernymi 45 mm, 14 ckm i 2 rkm. W schronie obserwacyjnym nie zdołano zamontować peryskopów, w związku z tym nie mógł być wykorzystany podczas walki. Przy zachodnim tradytorze artyleryjskim zdołano jedynie zakończyć betonowanie ścian. Na pancerzy strzelnic i uzbrojenia zabrakło już czasu.

Schron nr 2 - kondygnacja naziemna

Schron nr 2 - kondygnacja podziemna

Kilka kilometrów dalej na niemieckiej granicy wszelkimi sposobami starano się rozpoznać postępy prac, co niejednokrotnie dość dobrze się udawało. Schrony betonowe punktu oporu „Wzgórza 330” (Hrebcianka) Hrebcianka jest wzniesieniem (330 m n.p.m) usytuowanym w pobliżu wsi Polanka Horyniecka, przy drodze prowadzącej w kierunku gospodarstwa agroturystycznego „Polanka”. Do 22 czerwca 1941 r. w tym punkcie oporu zbudowano 6 obiektów znajdujących się w różnym etapie prac wykończeniowych. Cztery z nich były zbudowane w 1940 roku i gotowe do obrony, dwa były w trakcie prac budowlanych. Wśród nich 5 były to obiekty obrony czynnej a jeden bierny, obserwacyjny.

STR. 12

Wybudowane umocnienia zajmują szerokość 400 m. oraz głębokość 500 m. Odległość między dwoma skrajnymi obiektami nie przekracza 300 m. Najdalsza między dwoma obiektami wynosi 120 m., najmniejsza 30 m. W pierwszej linii obrony wybudowano dwukondygnacyjny obiekt do ognia dwubocznego dla dwóch dział przeciwpancernych i sześciu karabinów maszynowych. Był on osłaniany przez ulokowany 120 m w głębi, obok kulminacji wzniesienia, schron dla trzech karabinów maszynowych prowadzących ogień czołowy na przedpole. 50 m obok na kulminacji wzniesienia ulokowano schron obserwacyjny. Obronę skrzydeł zapewniały rozmieszczone w głębi schrony artyleryjskie. Pierwszy z nich ryglował międzypole w kierunku Huty Starej, drugi - umiejscowiony po przeciwnej stronie wzniesienia w miejscu, gdzie teren gwałtownie się obniża, obszar w kierunku Nowego Brusna. W związku z większym zagrożeniem lewego skrzydła wzmocniono jego obronę przez budowę jeszcze jednego obiektu dla działa przeciwpancernego i trzech ciężkich karabinów maszynowych. Obiekt ten miał, także ogniem rkm zaryglować jedyny wjazd na umocnienia prowadzący przez most nad rowem przeciwpancernym. Całość umocnień była przygotowana do prowadzenia obrony okrężnej. Wszystkie obiekty wybudowane w punkcie oporu wzgórze 330 były typowymi projektami z lat 194041. Zależnie od położenia w terenie i stopnia narażenia na ostrzał posiadały różną grubość betonu. W przypadku ścian tylnych było to 1,2 m., ścian czołowych od 1,5 m., do 2,0 m., stropu od 1,5 do 1,75. Na uderzenie pocisków najbardziej był narażony strop i ściana czołowa, w związku z tym pozostałe mogły być cieńsze. Warstwa betonu w zupełności wystarczała przed pojedynczym trafieniem pociskami kalibru 220 mm, lub kilkoma trafieniami 150 mm. Jak pokazały stoczone walki było to zupełnie wystarczające do czasu, gdy artyleria nacierających zachowywała odpowiedni dystans. Wszystkie pomieszczenia, poza wejściem, miały dodatkowe zabezpieczenie przeciwodpryskowe stropu w postaci dwuteowników i blach pancernych. Wyjście ewakuacyjne tworzył obetonowany szyb wyprowadzony pod wejściem do

XXXVIII GAZETA HORYNIECKA


przelotni. Wejścia do schronów zbudowano w formie przelotni skutecznie osłaniającej główne drzwi pancerne przed ogniem na wprost. Miały one wymiary 75 cm x 165 cm i grubość 3 cm. Samo wejście do przelotni zamknięte zostało kratą forteczną. Szczelinę wentylacyjną chroniły pręty rozstawione równolegle co 20 cm. Bezpośrednią obronę zapewniały strzelnice wewnętrzne występujące od jednej do trzech zależnie od typu obiektu. Dwa schrony posiadały jeszcze dodatkową strzelnicę rkm służącą do obrony zapola. Pierwszym pomieszczeniem wewnątrz była śluza gazoszczelna, po jej minięciu znajdował się przedsionek, gdzie było zejście do drugiej kondygnacji po klamrach wykonanych z prętów stalowych 0,2 cm. We wszystkich obiektach znajdowało się pomieszczenie dowódcy, skąd polecenia przekazywano za pomocą tub głosowych. Obserwacje pola walki zapewniał peryskop typu PSF o powiększeniu 1,5-krotnym i polu widzenia 30° lub typu TU o powiększeniu 4-krotnym i polu widzenia 10°. W izbach bojowych zależnie od obiektu od trzech do sześciu, poza uzbrojeniem znajdowały się zapasowe lufy i zapas amunicji. W przypadku obiektów uzbrojonych w działa 76,2 mm i 45 mm obok znajdowały się magazyny amunicyjne. Wszystkie schrony poza obserwacyjnym posiadały pomieszczenia wypoczynku załogi, w których znajdowały się prycze, stojaki na broń i ubranie, skład żywności i podręczna kuchnia. Zamontowane wewnątrz ubikacje, zbiorniki na wodę i szambo świadczyły o przygotowaniu do długotrwałej obrony i dawały dość dobre warunki bytowe. Hermetyczne drzwi i ambrazury strzelnic skutecznie chroniły załogi przed granatami i miotaczami płomieni oraz bronią gazową oddziałów szturmowych. W obiektach znajdowało się wydzielone pomieszczenie filtrów i wentylatorów zasilanych elektrycznie. Energie elektryczną zapewniały agregaty prądotwórcze i akumulatory stanowiące rezerwowe źródło prądu. Rozmieszczenie schronów gwarantowało ich elastyczne użycie, a system ogni krzyżowych sprawiał, że wzajemnie się osłaniały. Doskonale wkomponowanie w teren ułatwiało ich maskowanie, oraz utrudniało ich wykrycie, przez co zwiększało żywotność. Do uje­mnych stron umocnień należy zaliczyć cienkie międzystropy i ściany wewnętrzne, nie stanowiące żadnego zabezpieczenia w przypadku eks­ plozji wewnątrz a także brak dodat­kowych strzelnic rkm i zrzutni granatów do obrony przeciwszturmowej, którą miało zapewnić wzajemne powiązanie ogniowe schronów. Również jakość betonu dawała wiele do życzenia co, potwierdziło się w walkach.

XXXVIII GAZETA HORYNIECKA

Schrony linii Mołotowa na wzgórzu Hrebcianka

Od redakcji Artykuł jest zmodyfikowaną i zaktualizowaną wersją tekstu opublikowanego przez Autora w Rocznikach Lubaczowskich, t. IX-XX, Lubaczów 2000 (za zgodą Wydawcy). Tekst zawiera schematy bunkrów, które nie były umieszczone w wersji wcześniejszej. Wchodzenie do wnętrza bunkrów obarczone jest ryzykiem okaleczenia z powodu niezabezpieczonych otworów prowadzących na niższe kondygnacje oraz wystających zniszczonych elementów konstrukcyjnych. Część bunkrów linii Mołotowa jest już zamknięta, pozostałe zostaną zamknięte w przyszłości – dotyczy to przede wszystkim schronów położonych na obszarach, których właścicielem są Lasy Państwowe i będących częścią obszaru chronionego Natura 2000. Działania zabezpieczające wynikają z decyzji RDOŚ w Rzeszowie i związane są z ochroną nietoperzy zimujących w schronach. Zainteresowanych tą problematyką odsyłamy do dokumentów zawartych na stronie internetowej http://rzeszow.rdos.gov.pl/ horyniec-plh180017 a w szczególności do tekstu protokołu z I spotkania Zespołu Lokalnej Współpracy przeprowadzonego w ramach opracowania Planu zadań ochronnych dla obszaru Natura 2000 Horyniec PLH180017 w dniu 26.06.2013r. Jest to zapis dyskusji na temat ograniczenia dostępu do schronów (http://rzeszow.rdos.gov.pl/files/artykuly/19771/protokol_i_h. pdf) oraz uzasadnienia do zarządzenia Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w Rzeszowie z dnia 30 kwietnia 2014 r. w sprawie ustanowienia planu zadań ochronnych dla obszaru Natura 2000 Horyniec. STR. 13


Tomasz Róg

Absolwent historii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w Lublinie, historyk regionalista z Cieszanowa, zastępca dyrektora Centrum Kultury i Sportu w Cieszanowie.

Tymczasowy statut zdrojowiska Horyniec

Dzieje horynieckiego uzdrowiska nie zostały dotąd gruntownie zbadane i opisane. Stąd każdy dokument, który uzupełnia dotychczasową wiedzę o nim, wart jest uwagi. W niniejszym numerze „Gazety Horynieckiej” publikuję tymczasowy statut nadany zdrojowisku Horyniec 4 maja 1939 r. zarządzeniem wojewody lwowskiego Alfreda Biłyka (marginesowo warto dodać, że ten niezwykle poważany urzędnik państwowy, nie godząc się na internowanie, 19 września 1939 r. w Munkaczu na Węgrzech strzałem z pistoletu odebrał sobie życie). Wspomniany akt normatywny został ogłoszony w 10 numerze „Lwowskiego Dziennika Wojewódzkiego” z 15 maja 1939 r. Zbliżony statut nadano 23 maja 1939 r. również pobliskiemu uzdrowisku Niemirów. Tworząc tego typu akty, administracja państwowa starała się uregulować istotne sprawy

STR. 14

związane z funkcjonowaniem miejscowości kuracyjnych, mając na uwadze ich zrównoważony rozwój, i to, by nie zatraciły walorów uzdrowiskowych. Statut szczegółowo wyznaczał granice uzdrowiska oraz obszary ochrony sanitarnej i górniczej, gdzie nie można było prowadzić prac, które mogłyby mieć szkodliwy wpływ na chronione środowisko przyrodnicze, w tym - stosunki wodne. Ustalał także rozkład sezonu kuracyjnego: od 1 maja do 31 października i od 1 grudnia do 31 marca. Istotnymi przepisami statutowymi były te dotyczące władz zdrojowiska (Komisji Zdrojowej i jej Wydziału Wykonawczego) i ich kompetencji. Nadzór państwowy nad poczynaniami Komisji Zdrojowej i Wydziału Wykonawczego sprawował w pierwszej instancji starosta lubaczowski, a w drugiej - wojewoda lwowski. Celem prawidłowego funkcjonowania uzdrowiska utworzono Fundusz Kuracyjny, który zabezpieczał środki finansowe na jego działalność. Nadanie statutu horynieckiemu zdrojowisku było zwieńczeniem kilkunastoletnich niezmordowanych zabiegów - czynionych przez ostatnich właścicieli miejscowości Zygmunta i Jana Karłowskich o to, by Horyniec stał się popularnym i nowoczesnym uzdrowiskiem.

XXXVIII GAZETA HORYNIECKA


XXXVIII GAZETA HORYNIECKA

STR. 15


Zygmunt i Jan Karłowscy od 1937 r. starali się o uznanie Horyńca za uzdrowisko posiadające charakter użyteczności publicznej, co umożliwiało objęcie nad nim specjalnej opieki przez państwo. Wiązało się to jednak z koniecznością spełnienia wielu kryteriów, w tym m.in. posiadania odpowiedniego planu regulacyjnego (zabudowy) i infrastruktury wodno - kanalizacyjnej. Po pokonaniu licznych problemów cel ten osiągnięto. Na mocy rozporządzenia Ministra Opieki Społecznej z 22 lipca 1938 r. Horyniec i Niemirów

STR. 16

uznane zostały za uzdrowiska posiadające charakter użyteczności publicznej. Istotne dla dobrego funkcjonowania uzdrowiska było otrzymanie w kwietniu 1938 r. przez jego właściciela 8-letniego uprawnienia rządowego na prowadzenie zakładu elektrycznego w Horyńcu. Niestety, pomyślny rozwój uzdrowiska przerwał najpierw wybuch II wojny światowej, a następnie zbrodnicza działalność Ukraińskiej Powstańczej Armii.

XXXVIII GAZETA HORYNIECKA


Robert Serkis

Wójt Gminy Horyniec-Zdrój

Kolejowe problemy

Początek grudnia 2014 roku przyniósł wszystkim mieszkańcom powiatu lubaczowskiego zaskakującą informację o czasowym zawieszeniu części przewozów pasażerskich na linii kolejowej nr 101 Munina - Hrebenne. Zaskoczenie było tym większe, że zdarzenie to miało miejsce bezpośrednio po wyborach samorządowych a właściwe funkcjonowanie przewozów pasażerskich na tej linii było nieodłącznym tematem dopiero co zakończonej kampanii wyborczej. Linia ta stanowić powinna jeden z najważniejszych czynników związanych z rozwojem i promocją turystyki całego Roztocza. W nowym rozkładzie jazdy mającym wejść w życie od 1 stycznia 2015 roku drastycznie ograniczono przewozy pasażerskie. W miejsce kursujących we wszystkie dni tygodnia pociągów wprowadzono kursowanie jedynie w ciągu dwóch dni w tygodniu tj. w piątki i w niedziele. Jeszcze w grudniu Rada Gminy HoryńcaZdroju, Rada Gminy Lubaczów oraz Rada Powiatu podjęły uchwały, w których nie zgadzają się z zaproponowanymi rozwiązaniami. Jako wójt gminy wraz z dyrekcjami zakładów uzdrowiskowych, mając na względzie dostępność komunikacyjną uzdrowiska oraz atrakcje turystyczne licznie występujące na terenie gminy, w naszym wspólnym stanowisku przedstawionym Marszałkowi Województwa Podkarpackiego również wyraziliśmy sprzeciw wobec podjętych działań. Efektem tych działań było spotkanie w dniu 7 stycznia br. samorządowców z terenu powiatu lubaczowskiego z Panem Władysławem Ortylem – Marszałkiem Województwa Podkarpackiego dotyczące zawieszonych połączeń kolejowych na linii nr 101 Jarosław – Horyniec-Zdrój. Gminę Horyniec-Zdrój reprezentowali oprócz mojej osoby, Przewodniczący Rady Gminy Pan Grzegorz Woźny oraz Radni Powiatowi Pani Dorota Rachwalik i Pan Marek Wiśniewski. Samorządowcy z naszego powiatu wyrazili obawę, że zmniejszenie liczby kursów pociągów będzie wstępem do całkowitej likwidacji połączeń do Horyńca-Zdroju. Marszałek Ortyl podkreślał, że w związku ze zmniejszeniem dochodów województwa konieczne było czasowe zawieszenie liczby kursujących pociągów finansowanych przez samorząd województwa. Uczestnicy spotkania zgodnie stwierdzili pilną potrzebę weryfikacji rozkładów jazdy, tak by połączenia były skomunikowane z pociągami dalekobieżnymi z Jarosławia co na XXXVIII GAZETA HORYNIECKA

pewno w znaczącym stopniu przyczyni się do wzrostu rentowności linii. Podnoszono również temat dostępności Horyńca-Zdroju dla kuracjuszy korzystających z usług sanatoriów horynieckich, jak również potencjalnego wykorzystania tej linii jako najważniejszego czynnika rozwoju gospodarczego i turystycznego. Chcemy część połączeń stopniowo przywrócić, ale liczymy w tym względzie na pomoc samorządów. Nasze spotkanie na pewno nie jest ostatnim. Chcemy aby w całym województwie pasażerowie chętniej korzystali z kolei – powiedział Marszałek. Padły też pierwsze propozycje dotyczące wysokości wsparcia ze strony samorządów (kwota ok. 120 tys. zł). Temat dofinansowania do utrzymania połączeń kolejowych kontynuowany był podczas konwentu wójtów i burmistrzów powiatu lubaczowskiego, który odbył się w Lubaczowie 27 stycznia 2015 roku. W spotkaniu uczestniczył Wicemarszałek Podkarpacki Wojciech Buczak oraz Dyrektor Departamentu Dróg i Publicznego Transportu Zbiorowego Urzędu Marszałkowskiego Lesław Kornak. Środki wpłacane przez samorządy miałyby zasilać projekt pn. „Wojewódzki Fundusz Kolejowy” i docelowo byłyby przeznaczane na rozwój infrastruktury kolejowej na linii kolejowej nr 101. Przeliczona przez przedstawicieli Zarządu Województwa stawka dofinansowania przez samorządy przedstawiona na konwencie wyniosła ok. 300 tys. zł. Kwota ta nie została zaakceptowana przez samorządy ale obie strony zadeklarowały dalsze rozmowy w sprawie. Chcemy osiągnąć rentowność linii kolejowej na poziomie 25%. Gdy rentowność danej linii jest niższa, a miałby być ona utrzymana, to uważamy, że do jej funkcjonowania powinny dołożyć się samorządy lokalne i pasażerowie – argumentowali przedstawiciele samorządu wojewódzkiego. Wymiernym efektem dalszych rozmów prowadzonych pomiędzy samorządowcami z terenu powiatu lubaczowskiego i zarządem województwa były zmiany w rozkładzie jazdy, które weszły w życie od 1 lutego 2015 roku. Zmiany te miały na celu skorelowanie rozkładu jazdy na linii nr 101 z pociągami dalekobieżnymi w Jarosławiu, a w efekcie podniesienie rentowności tej linii kolejowej. W dniu 19 lutego br. odbyło się kolejne spotkanie, na którym przedstawiciele Przewozów Regionalnych przedstawili nowe propozycje dotyczące zmian w rozkładzie jazdy i zasady, według których ma zostać przywrócone kursowanie pociągów na linii Munina – Hrebenne w pozostałe dni tygodnia. Na spotkaniu ustalono, że od 16 marca br. zostaną przywrócone codzienne kursy szynobusów zgodnie z rozkładem jazdy: STR. 17


Bogusław Stopa

Sołtys Horyńca-Zdroju

Podsumowanie minionej kadencji Szynobus na horynieckiej stacji

Od poniedziałku do czwartku: Horyniec-Zdrój 5:16 – Lubaczów 5:35 – Jarosław 6:45 Jarosław 15:46 – Lubaczów 16:55 – Horyniec-Zdrój 17:15 W piątki: Horyniec-Zdrój 5:16 – Lubaczów 5:35 – Jarosław 6:45 Jarosław 15:46 – Lubaczów 16:55 – Horyniec-Zdrój 17:15 Horyniec-Zdrój 17:23 – Lubaczów 17:42 – Rzeszów 19:40 W niedziele: Rzeszów 6:43 – Lubaczów 8:37 – Horyniec-Zdrój 8:59 Horyniec-Zdrój 15:09 – Lubaczów 15:29 – Rzeszów 17:19 W celu podniesienia rentowności kursowania pociągów na odcinku Jarosław – Horyniec-Zdrój oraz popularyzacji jazdy szynobusem wśród mieszkańców powiatu lubaczowskiego i innych gmin leżących na trasie przebiegu tej linii kolejowej wraz z wójtem gminy Lubaczów Wiesławem Kaplem rozpoczęliśmy kampanię społeczną pod nazwą #szynobusem. Na stronie internetowej www.szynobusem.pl znajdują się m.in. informacje o aktualnym rozkładzie jazdy. Powstały też profile w mediach społecznościowych facebook.com/szynobusem, instagram.com/ szynobusem. Bardzo pozytywnym działaniem również mającym na celu podniesienie liczby osób korzystających z szynobusów jest znaczące obniżenie cen biletów na trasach obsługiwanych przez podkarpackie Przewozy Regionalne. W chwili obecnej w dalszym ciągu prowadzone są rozmowy pomiędzy zainteresowanymi stronami dotyczące uruchomienia dodatkowych par połączeń kolejowych pomiędzy Rzeszowem i Horyńcem oraz przywrócenia połączeń kolejowych w sobotę. Podjęte działania pokazują, że wszystkim zainteresowanym stronom zależy na takim rozwiązaniu ”problemu kolejowego”, aby przy uwzględnieniu aspektu ekonomicznego funkcjonowania linii 101, utrzymać ją w zakresie adekwatnym do oczekiwań mieszkańców regionu oraz osób przyjezdnych. Warto przy okazji podkreślić, że linia kolejowa 101 ma nie tylko znaczenie ściśle lokalne, ale ważna jest dla całego regionu łącząc stolicę województwa z obszarem przygranicznym. STR. 18

Nazywam się Bogusław Stopa, mam 45 lat, urodziłem się i mieszkam w Horyńcu –Zdroju. Ukończyłem technikum mechaniczne, taki też zawód wykonuję prowadząc własną firmę. Obecnie zostałem po raz drugi wybrany na sołtysa Sołectwa Horyniec-Zdrój. W poprzednich latach byłem radnym gminnym. W ciągu czterech poprzednich lat starałem się jak najczęściej organizować zebrania i spotkania z mieszkańcami, podczas których informowałem ich o uchwałach, jakie zostały podejmowane na poszczególnych sesjach rady gminy, w których brałem udział, jak również o decyzjach związanych z funkcjonowaniem, inwestycjach realizowanych oraz planowanych dotyczących zarówno sołectwa jak i gminy. Ze względu na specyfikę swojej pracy mam możliwość bezpośredniego i częstego kontaktu z mieszkańcami, ale również z gośćmi i kuracjuszami, którzy coraz liczniej odwiedzają naszą miejscowość. Niektórzy z nich przyjeżdżają tu regularnie, od nich to można usłyszeć wiele miłych słów dotyczących rozwoju Horyńca, który ich zdaniem z roku na rok staje się coraz ładniejszy. Czasami mówią również o wadach lub niedociągnięciach. O tym wszystkim starałem się rozmawiać z władzami gminy, z którymi wspólnie staraliśmy się rozwiązywać zaistniałe problemy. Podczas rozmów z mieszkańcami naszego sołectwa dowiadywałem się o wielu różnych sprawach, które ich nurtują i są dla nich bardzo ważne, jak również o ich pomysłach dotyczących rozwoju i funkcjonowania naszej małej społeczności. Te sprawy załatwiałem na bieżąco, zarówno w Urzędzie Gminy, jak i innych instytucjach. Aby jak najrzetelniej udzielać mieszkańcom informacji starałem się powiększać swoją wiedzę uczestnicząc w różnego rodzaju szkoleniach związanych np. z ochroną środowiska, źródłami energii odnawialnej, utylizacją odpadów niebezpiecznych. Moja działalność sołecka wiązała się również z pomocą w organizowaniu różnego rodzaju imprez gminnych takich jak: Dni Horyńca-Zdroju, Święto Pieroga, Święto Pieczonego Ziemniaka. Wraz z radą sołecką i mieszkańcami dotrzymując tradycji robiliśmy wieńce dożynkowe. Jako mieszkaniec staram się jak najwięcej działać na rzecz naszej społeczności. Jestem członkiem XXXVIII GAZETA HORYNIECKA


różnego rodzaju organizacji i stowarzyszeń promujących Horyniec. Aktywnie działam w Stowarzyszeniu Przyjaciół Ziemi Horynieckiej, Stowarzyszeniu Wędkarskim ,,Amur’’, Ochotniczej Straży Pożarnej w Horyńcu- Zdroju, Klubie Honorowych Dawców Krwi ’’Ratownik’’ w Horyńcu- Zdroju. W czasie mojej ubiegłej kadencji miałem do dyspozycji fundusze sołeckie, które w poszczególnych latach zostały przeznaczone na różnego rodzaju inwestycje takie jak; doposażenie nowo otwartej świetlicy, zakup kamienia na remonty dróg, wytyczenie i dokumentacja drogi, zakup tablicy ogłoszeniowej, oraz na utwardzenie działki przy ul Wojska Polskiego.

W tym okresie składałem również wnioski i propozycje do budżetu gminy, niektóre z nich zostały zrealizowane, w dalszym ciągu będę to czynił starając się, aby jak najwięcej spraw poruszanych na zebraniach i spotkaniach było pozytywnie załatwianych. Praca na rzecz naszego sołectwa jak i gminy przynosi mi wiele satysfakcji. Chciałbym podziękować mieszkańcom za okazane mi po raz kolejny zaufanie i obiecać, że będę starał się jak najlepiej realizować zadania, jakie zostaną mi powierzone, w dalszym ciągu dbać o sprawy mieszkańców, rozwój zarówno sołectwa jak i gminy.

Daniel Kielar

Chor. sztab. Straży Granicznej, Placówka SG w Horyńcu-Zdroju

Działania Placówki Straży Granicznej w Horyńcu – Zdroju na rzecz lokalnej społeczności

Straż Graniczna oprócz realizowania zadań ustawowych, jak m.in. ochrona granicy państwowej, organizowanie i dokonywanie kontroli ruchu granicznego, rozpoznawanie, zapobieganie 
i wykrywanie przestępstw i wykroczeń oraz ścigania ich sprawców oraz wielu innych, zajmuje się również działalnością na rzecz lokalnych społeczności. Placówka Straży Granicznej w Horyńcu – Zdroju prowadzi swoją ustawową działalność na terenie dwóch gmin powiatu lubaczowskiego, tj. Horyniec – Zdrój oraz Narol. Na przykładzie tego terenu omówiona zostanie działalność placówki na rzecz społeczeństwa na przestrzeni kilku ostatnich lat. Główne instytucje, z jakimi współpracuje placówka to: przedszkola, szkoły podstawowe
 i gimnazja, Urzędy Gmin, Związek Harcerstwa Polskiego, Jednostka Strzelecka JS 2033 Strzelec
 w Lubaczowie, Gazeta Horyniecka oraz wiele innych w zależności od zgłaszanych potrzeb, również
 spoza powiatu lubaczowskiego. Współpraca ze szkołami polega głównie na organizacji dla dzieci z przedszkoli oraz młodzieży szkolnej i gimnazjalnej możliwości zwiedzania budynku placówki wraz z infrastrukturą. 
W trakcie takich spotkań odbywa się lekcja na temat granicy państwowej, jej oznakowania, przepisów obowiązujących w strefie XXXVIII GAZETA HORYNIECKA

Gminne ćwiczenia kryzysowe

nadgranicznej, zasad zachowania się podczas przebywania w jej pobliżu. Dzieci i młodzież mają okazję poznać zawód funkcjonariusza SG, wymogi jakie należy spełnić aby dostać się do formacji, co szczególnie ważne dla młodzieży mającej wkrótce wkroczyć w dorosłe życie i wybrać sobie dalszą drogę. Podczas lekcji prezentowany jest sprzęt wykorzystywany podczas służby przez funkcjonariuszy oraz sprzęt transportowy wykorzystywany w terenie: pojazdy terenowe, pojazdy obserwacyjne, motory, quady itp. Istnieje również możliwość zaprezentowania pomieszczeń do przetrzymywania osób zatrzymanych. Lekcje cieszą się dużym zainteresowaniem, organizowane są na wniosek szkół oraz w ramach Dnia Dziecka. Na przestrzeni ostatnich lat w takich spotkaniach wzięły udział dzieci i młodzież z: Punktu Przedszkolnego w Horyńcu – Zdroju, Szkoły Podstawowej w Horyńcu – Zdroju, Zespół Szkół w Rudzie Różanieckiej, Szkoły Podstawowej nr 1 w Lubaczowie Zespołu Szkół w Cieszanowie oraz Oddziału Przedszkolnego Szkoły Podstawowej w Łukawcu. Możliwość zwiedzania placówki oraz poznania zawodu funkcjonariusza SG istniała również dla gości i turystów odwiedzających nadgraniczne gminy. W takich spotkaniach brali udział m.in. harcerze ze Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej Południowo STR. 19


inspektorem jest były Komendant placówki w Horyńcu – Zdroju ppłk SG Tomasz Kantor. Również dowódca plutonu horynieckiego, szanowany przez młodzież ś.p. Marek Janczura prowadził współpracę z placówką która przejawiała się w podejmowaniu wielu wspólnych, ciekawych inicjatyw.

Sprzęt używany przez Straż Graniczną

– Wschodniego Hufca Harcerzy 
„GRODY” im. gen. Antoniego Chruściela pseud. „Monter”, członkowie Warszawskiego Chóru Międzyparafialnego „Cantores Sanctae Barbarae”. Inną formą współpracy jest organizacja rajdów terenowych celem bezpośredniego zapoznania się z przebiegiem i oznakowaniem granicy państwowej oraz zasadami przebywania w jej rejonie. Rajdy pod przewodnictwem i opieką funkcjonariusza SG kierowały się głównie do Radruża, gdzie istniała możliwość zwiedzania tamtejszej cerkwi a następnie w rejon znaku granicznego numer 608, przy którym obywała się lekcja poglądowa. W takich rajdach brała udział młodzież szkolna, harcerze ze Związku Harcerstwa Polskie Hufiec Lubaczów oraz Strzelcy z Jednostki Strzeleckiej nr 2033 Lubaczów, nauczyciele przebywający na wymianie w ramach programu COMENIUS w Szkole Podstawowej w Horyńcu – Zdroju. Przez dwa lata funkcjonariusze placówki brali udział w organizacji tzw. Biegu Granicznego organizowanego przez ZHP Hufiec Lubaczów. Funkcjonariusze SG na prośbę zainteresowanych instytucji brali udział w spotkaniach poza placówką m. in. w szkołach zlokalizowanych w Horyńcu – Zdroju i Rudzie Różanieckiej. Prowadzili lekcje poglądowe w ramach Turnieju Bezpieczeństwa w Ruchu Drogowym w SP w Horyńcu – Zdroju we współpracy
 z funkcjonariuszami Policji, Państwowej i Ochotniczej Straży Pożarnej. We współpracy z Gminną Komisją Profilaktyki i Rozwiązywania Problemów Alkoholowych w Horyńcu – Zdroju organizowano spotkania dla dzieci i młodzieży w ramach akcji Bezpieczne Ferie i Bezpieczne Wakacje. Organizowano pokazy sprzętu (połączone również z pokazem wyszkolenia psów służbowych) podczas XIII Spartakiady Sportowej Środowiskowych Domów Samopomocy Województwa Podkarpackiego w Horyńcu – Zdroju, podczas pikniku rodzinnego „ Bezpieczne lato” w Zespole Szkół w Łukawicy, podczas letniego pikniku w Rudzie Różanieckiej, a także dla dzieci wypoczywających w ramach letniego wypoczynku w sanatorium KRUS.. Szczególną współpracę z SG prowadzi z Jednostką Strzelecką JS 2033 Strzelec z Lubaczowa, której STR. 20

Strażnicy graniczni corocznie biorą udział w zabezpieczaniu imprez masowych na terenie gmin Horyniec – Zdrój i Narol m.in. Dni Horyńca, Cesarsko – Królewski Jarmark Galicyjski w Narolu, Powiatowe
 i Gminno – Parafialne Święta Plonów na terenie obu gmin, Radruskie spotkania z Janem III Sobieskim w Radrużu, zabezpieczanie rajdu w ramach Festiwalu Kultur i Kresowego Jadła
 „Rowerem za … królem Janem i królową Marysieńką” i wielu innych podczas których wraz 
z funkcjonariuszami Policji dbają o porządek i bezpieczeństwo publiczne mieszkańców, turystów jak 
i odwiedzających te tereny gości i kuracjuszy. W ramach współpracy z Urzędem Gminy w Horyńcu – Zdroju funkcjonariusze placówki brali udział 
w kompleksowych ćwiczeniach obronnych Gminnego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Horyńcu – Zdroju. Ćwiczenia przeprowadzono we współdziałaniu z Policją i Ochotniczą Strażą Pożarną. Celem ćwiczeń było sprawdzenie funkcjonowania Gminnego Centrum Zarządzania Kryzysowego oraz koordynacji i współpracy służb porządku publicznego działających na terenie gminy. W podobnych ćwiczenia funkcjonariusze brali również udział na terenie Gminy Cieszanów. W trakcie świąt państwowych, jak Święto Konstytucji 3 Maja oraz Święto Niepodległości delegacje SG brały udział w uroczystościach, składały kwiaty pod pomnikami, obejmowały wartę honorową. Funkcjonariusze obecni byli podczas święta SP w Horyńcu – Zdroju im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w trakcie którego zabezpieczali Powiatowy Biegu im. Marszałka J. Piłsudskiego. Byli także obecni pod krzyżem pamięci mieszkańców Radruża zamordowanych przez nacjonalistów 
z UPA. Funkcjonariusze placówki brali również udział w sesjach Rady Powiatu Lubaczowskiego oraz sesjach Rady Gminy Horyniec – Zdrój oraz Narol, w konferencji „Dziś, a jutro Gminy Horyniec – Zdrój – forum dyskusyjne”, w konferencji „Koalicja na rzecz bezpieczeństwa. Bezpieczeństwo przygranicznych terenów powiatu lubaczowskiego w kontekście uruchomienia przejścia granicznego
 w Budomierzu”. Podczas tych spotkań mieli okazję zapoznania się z problemami lokalnych społeczności celem dalszej współpracy i eliminacji wszelkich spraw mogących być podłożem konfliktu. Oprócz działalności służbowej wielu spośród XXXVIII GAZETA HORYNIECKA


Strzelcy z śp. Markiem Janczurą (pierwszy z prawej) przed placówką SG w Horyńcu-Zdroju

funkcjonariuszy Placówki Straży Granicznej 
w Horyńcu – Zdroju prowadzi również pozasłużbową działalność na rzecz społeczeństwa m.in. poprzez przynależność do Ochotniczych Straży Pożarnych w swoich miejscowościach. Wielu spośród funkcjonariuszy należy do honorowych dawców krwi. Placówka SG w Horyńcu – Zdroju i jej funkcjonariusze prowadzą szeroko zakrojoną współpracę z miejscowym społeczeństwem, organizacjami i instytucjami, której celem jest budowa społecznego zaufania, zapewnienie bezpieczeństwa publicznego, poznanie formacji i jej ustawowych zadań oraz kreowanie pozytywnego wizerunku Straży Granicznej.

Działania opisane 
w niniejszym artykule obejmują tylko niektóre formy współpracy oraz podjęte inicjatywy celem zasygnalizowania otwartości współczesnej formacji na społeczeństwo i na możliwość wspólnego podjęcia różnego rodzaju inicjatyw. Poprzez organizację spotkań z dziećmi i młodzieżą, harcerzami, strzelcami, udziału w uroczystościach państwowych Straż Graniczna dąży do budowania społeczeństwa obywatelskiego i wychowania młodzieży w duchu patriotyzmu i umiłowania Ojczyzny. Społeczeństwo winno widzieć w SG swojego partnera, który w razie konieczności przyjdzie jej
 z pomocą i udzieli wszelkiej pomocy i wsparcia. Więcej fotografii na okładce (strona nr 2)

Klub honorowych dawcow krwi przy BiOSG XXXVIII GAZETA HORYNIECKA

STR. 21


Iwona Buczko

Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, pracownik Powiatowego Centrum Kultury w Lubaczowie

Tu staje się teatr

Biesiada Teatralna - Konfrontacje Zespołów Teatralnych Małych Form, czyli święto amatorskich teatrów z całej Polski. Jedno z najstarszych i najważniejszych w kraju. Na to spotkanie Horyniec – Zdrój czeka cały rok, ponieważ rozgrywa się ono tylko raz na 365 dni. Jednak to wystarczy, by za każdym razem głęboko zapadło w pamięć zarówno uczestnikom, jak też jurorom i widzom, którzy na Biesiadę przybywają. A przybywają już od prawie 40 lat. Co roku zimową porą Horyniec zapełnia się aktorami-amatorami z najróżniejszych zakątków kraju, którzy przyjeżdżają tu by zaprezentować swój dorobek widzom, kolegom z innych teatrów oraz jurorom- osobistościom znanym ze świata kultury, teatru i literatury. Bo Biesiada to także konkurs, w którym można sięgnąć po nagrody - Misy Borowiny oraz Rogi Myśliwskie Króla Jana. Jednak nie nagrody są tu najważniejsze- zgodnie podkreślają wszyscy. Dla mieszkańców Horyńca-Zdroju i okolic Biesiada to czasami jedyna szansa na zetknięcie się z prawdziwym teatrem. Dla jej uczestników, często mieszkańców dużych miast, to z kolei możliwość złapania oddechu od wielkomiejskiego życia, ale i szansa na skonfrontowanie swojej twórczości z dorobkiem innych teatrów, sposobność omówienia swoich spektakli z kolegami aktorami oraz profesjonalnym jury. Dla oceniających spektakle, wybitnych twórców, aktorów i reżyserów (a byli już wśród nich np. Aleksander Bardini, Agnieszka Osiecka, Jonasz Kofta, Gabriela Kownacka, Adam Kreczmar, Olgierd Łukaszewicz czy Jan Peszek) to okazja do zetknięcia się z młodymi, zakochanymi w teatrze ludźmi, którzy tworzą go nie dla

Amerykański akcent czyli Glen Cullen i teratr PID GIN odbierają Złotą Misęe

pieniędzy czy kariery, a po prostu z miłości do żywego słowa. I te spotkania cenią sobie niezwykle. „Z dużym sentymentem oglądałem spektakle, a z każdym kolejnym moja sympatia do tych teatrów się pogłębiała. Dziś, kiedy teatry instytucjonalne są słabo dotowane, nie mają środków, by dawać wystawne, eksperymentalne przedstawienia, ryzykowne pod względem publiczności, tylko teatry miłośnicze mają szansę wnosić nowe słowo do polskiej myśli teatralnej. Tutaj tylko się to potwierdziło” - mówił po 34. Biesiadzie w 2013 roku aktor Edward Linde- Lubaszenko, przewodniczący jury. Jeszcze bardziej entuzjastycznie o Biesiadzie wypowiadał się w ubiegłym roku znany z ekranów Jan Nowicki, którzy szefował jury 35. przeglądu. Zapowiedział, że na pewno w Horyńcu-Zdroju go jeszcze zobaczymy. „Postanowiłem ze przyjdę tu jeszcze, nieważne w jakiej roli, żeby tylko móc spotkać tych ludzi, porozmawiać z nimi, cieszyć się ich entuzjazmem, który w zawodowych teatrach pozostawia wiele do życzenia, a tu można się nim zarazić. Nie chcę mówić, że to miejsce szczególne, bo wszyscy o tym klepią na około. Dla mnie jest to miejsce święte!” - mówił Nowicki przed kamerą Telewizji Lubaczów. Do grona jurorów zafascynowanych młodymi aktorami-amatorami, ale i samym Horyńcem, dołączyła w tym roku m.in. aktorka Marta Klubowicz.

Tradycyjne muzykowanie zdobywców Rogów Króla Jana STR. 22

„Zobaczyłam kilka takich spektakli, które zapamiętam na całe życie. Zaskoczyło mnie to, że teatr amatorski, z którego ja wyszłam, ma się tak dobrze, że młodzi ludzie robią go z pasją, perfekcyjnie, niczym się nie różnią od teatrów zawodowych, może tylko tym, że tworzą po to, by coś ludziom nieść, a nie by z tego żyć. Sam przegląd jest fantastycznie zorganizowany, teatry mogą obserwować się nawzajem, dyskutować, wymienić poglądy, widywać się, zapraszać, mogą porozmawiać z jury. Sensem nie jest nagroda, ale fakt, że tu staje się teatr” - oceniała Biesiadę M. XXXVIII GAZETA HORYNIECKA


uczestników. Organizatorzy spotkania jakby zmówili się z aktorami, bo w Biesiadzie nie chcą zmieniać niczego. Może tylko jeszcze poszerzyć jej granice. „Paradoksalnie im mniej rewolucyjnych zmian, tym lepiej dla tego przedsięwzięcia, natomiast w tym roku zaprosiliśmy dwa zagraniczne zespoły. Zastawiamy się teraz, jak wykorzystać to doświadczenie na przyszłość, by Biesiada była przedsięwzięciem międzynarodowym. Przypomnę, że od lat jej cząstkę przenosimy do Przemyśla, organizując w okolicach dnia teatru Reminiscencje horynieckie” - tłumaczył Janusz Czarski, dyrektor Centrum Kulturalnego w Przemyślu, główny organizator Biesiady w Horyńcu.

Zdobywcy Złotego Rogu - teatr From Poland

Klubowicz. Aktorka zdradziła też, że planuje już powrót do Horyńca-Zdroju, tym razem jako turystka, a wizyta ma być połączona z podróżą do Lwowa, skąd pochodzi cała jej rodzina. Co o Biesiadzie myślą sami jej uczestnicy? Sam za siebie mówi fakt, że wiele teatrów z całej Polski zgłasza się do udziału w niej rok po roku, wiele wraca do Horyńca-Zdroju po kilku latach nieobecności na konkursie. Aktorzy zgodnie doceniają niezwykły mikroklimat horynieckiej ziemi i życzliwość jej mieszkańców, której doświadczają przez cały swój pobyt tutaj. „Zawsze, kiedy tu przyjeżdżamy, towarzyszy nam niezwykła energia i magia, którą budują także mieszkańcy Horyńca, serdeczni i przyjacielscy. To daje chęć do wracania tutaj” - mówili aktorzy teatru Pijana Sypialnia z Warszawy, którzy na Biesiadzie byli już trzeci raz i w tym roku wyjechali z niej z Brązowym Rogiem Myśliwskim Króla Jana. Do wszystkich walorów Biesiady warto dodać coś jeszcze- niezmienność, która w przypadku tego przeglądu jest atutem. Zarówno w oczach jego uczestników, jak i organizatorów. Jest tu absolutnie fantastycznie za każdym razem, nie zdarzyła się jeszcze biesiada nieudana albo taka, po której pojawiłaby się chęć niewracania tutaj - to tylko niektóre opinie jej XXXVIII GAZETA HORYNIECKA

W tym roku jednak w Biesiadzie coś się zmieniło - zespołów nie przywitała i nie zapowiedziała kolejnych występów wieloletnia konferansjerka BiesiadyEwa Lis z Przemyśla. Kojarzona przez uczestników z niezwykłym ciepłem, humorem i dobrym słowem dla każdego, zmarła przed rozpoczęciem tegorocznego spotkania. W ubiegłym roku tak mówiła o horynieckim festiwalu: „Jego istota to miłość młodych i starszych ludzi zajmujących się teatrem do sztuki i literatury, którą zarażają widzów. Drugi aspekt to upór i determinacja organizatorów, którzy przetrwali wiele burz i wytrwali w swojej pracy. Sama idea Biesiady padła przed laty na ciepły i podatny grunt, czujemy się tu potrzebni i to wszystko razem składa się na niepowtarzalność tego przeglądu. Dziś w zalewie tandety, popkultury, szmiry, a z drugiej strony w dobie odchodzenia starych reżyserów, kiedy przestają istnieć inne festiwale, ten powinien być czczony i hołubiony”. Tegoroczne prezentacje w Horyńcu-Zdroju, tak jak i w poprzednich latach połączyły na miejscowej scenie rzeczy niezwykłe- kabaret, teatr dramatyczny, aktorów stawiających na scenie niemal pierwsze kroki i prawie zawodowców. 15 zespołów z całego kraju (m.in. z Warszawy, Rybnika, Lublina, Katowic, Żyrardowa, Kielc, Rzeszowa) i Słowacji, zaprezentowało się w repertuarze klasycznym i współczesnym, w adaptacjach lub na motywach takich twórców jak np. Juliusz Słowacki, Aleksander Fredro, Antoni Czechow, Sławomir Mrożek oraz w programach autorskich. Uczestnicy zostali wybrani spośród ponad 30 zgłoszonych zespołów. Spektakle bacznym okiem obserwowało jury: Łukasz Drewniak, krytyk teatralny (Kraków); Marta Klubowicz, aktorka teatralna i filmowa (Warszawa); Robert Konowalik, instruktor teatralny, aktor i reżyser Teatru FIETER (Ozimek) oraz Tomasz Rodowicz, aktor, muzyk, reżyser (Łódź). W czasie Biesiady jak zwykle jurorzy poprowadzili konsultacje i warsztaty z uczestnikami, a wydarzeniami towarzyszącymi były: spektakl „Witkacy jest – Witkacego nie ma”, na podstawie artykułów, wywiadów, STR. 23


wspomnień i fragmentów dramatów Witkacego, który wystawił Łucki Rejonowy Dom Kultury z Ukrainy oraz sztuka „Pan Baron przychodzi boso i płaci guzikiem”, w której wystąpiła Marta Klubowicz i Robert Mika. Jak co roku na wieczornych pokazach dla publiczności zabrakło miejsc. W końcu, jak co roku, najlepsi z uczestników odebrali swoiste nagrody, nierozerwalnie połączone z Horyńcem: Rogi Myśliwskie Króla Jana i Misy Borowiny. Wymyślone przed laty trofea mają podkreślać dwa ważne dla Horyńca aspekty: historyczny, odnoszący się do Jana III Sobieskiego, mecenasa sztuki, związanego z horyniecką ziemią, który uwielbiał polować w tutejszych lasach oraz uzdrowiskowy, z którego Horyniec-Zdrój słynie na cały kraj, czyli złoża leczniczej borowiny. Na galę podsumowującą 36. Biesiadę Teatralną w Horyńcu-Zdroju jej organizatorzy zaprosili do miejscowego Gminnego Ośrodka Kultury 8. lutego. I tak Złoty Róg Myśliwski Króla Jana trafił do Teatru From Poland z Katowic za spektakl „1913” w reżyserii Jarosława Filipskiego. Teatr pierwszy raz na Biesiadzie był ćwierć wieku temu i od tamtej pory co kilka lat stara się tu pokazać z czymś nowym. Srebrny Róg jury przyznało Kompanii Teatralnej Mamro z Warszawy za spektakl „Mąż i żona” Aleksandra Fredry, a Brązowy Róg Teatrowi Pijana Sypialnia, także z Warszawy, za „Wodewil warszawski” na motywach komedii Feliksa Schobera. Za dokonania indywidualne jurorzy przyznali Misy Borowiny. Laureatami Złotej Misy zostały aktorki Joanna Gałdecka i Karolina Kogut z Teatru PID/GIN z Krakowa oraz jego reżyser Glen Cullen. Jury nagrodziło troje artystów za aktorstwo i reżyserię „Dzbanka z czarnej gliny” na motywach „Balladyny” Juliusza Słowackiego.

Jury szefowała w tym roku Marta Klubowicz

W plebiscycie publiczności zwyciężył krakowski Teatr PID/GIN, a słodkości z tejże nagrody- Talerza Biesiadnego Króla Jana jak zwykle poszybowały w stronę widowni. Na koniec tradycyjnie odezwały się Rogi Myśliwskie Króla Jana, a teatry From Poland i Pijana Sypialnia raz jeszcze wystąpiły dla publiczności. Potem były już tylko pożegnania i życzenia spotkania się w Horyńcu-Zdroju znowu, za rok. „Ten fenomen ma przed sobą przyszłość. Mamy grupę młodych ludzi teatru, którzy tu przyjeżdżają, a potem mówią o nas w całej Polsce. Dzięki temu Horyniec geograficznie obejmuje teren od Szczecina po Horyniec właśnie i to jeden z ciekawszych rysów tego festiwalu, którego trwanie jest póki co niezagrożone i nich tak będzie” - zapewnia Janusz Czarski. Organizatorami 36. Biesiady Teatralnej byli: Centrum Kulturalne w Przemyślu i Gminny Ośrodek Kultury w Horyńcu– Zdroju, a honorowym patronatem imprezę objął marszałek województwa podkarpackiego.

Zdobywcą Srebrnej Misy został Marian Bednarek z Teatru Mariana Bednarka z Rybnika za reżyserię spektaklu do słów św. Pawła „Głęboka wysokość szerokiej długości”. Brązowa Misa trafiła do zespołu aktorskiego i muzycznego Teatru Satyry Zielona Mrówa z Lublina. Laureaci Rogów i Mis otrzymali również nagrody pieniężne. Z nagrodą specjalną Różą Horyniecką wyjechał z Horyńca Teatr Mniejsza Kaprys o To z Łap. Jury nagrodziło go za spektakl „Przypadki Antoniego C” Antoniego Czechowa. Ponadto jurorzy przyznali nagrodę rzeczową dla Karoliny Dąbrowskiej z Teatru Centrum Kultury z Żyrardowa za monodram „Moda” Bohumila Hrabala, a także dwa wyróżnienia za spektakle: dla Teatru CMD + Divadlo Kusy Cukru z Żiar nad Hronom ze Słowacji oraz dla Agnieszki Olszewskiej z Teatru Próbownia z Chodzieży za rolę w „Łysej śpiewaczce” Eugene Ionesco. Złoty Róg trafia do Teatru From Poland STR. 24

XXXVIII GAZETA HORYNIECKA


Grzegorz Ciećka

Działacz społeczny, pracownik sanatorium w Horyńcu-Zdroju

Wybory sołtysów w gminie horynieckiej krytycznym okiem

Po wyborach samorządowych przychodzi czas na wybory sołtysów i członków Rady Sołeckiej. W dzisiejszych czasach sołtysi nie mają już tylu przywilejów co kiedyś, stąd funkcja ta nie jest już tak prestiżowa. Niemniej jednak, nadal stanowisko to wiąże się z dodatkowym groszem do domowego budżetu, jaki wpływa z procentu od zbieranych podatków, czy też za posiedzenie na sesji rady gminy. Dodatkowo sołtys dysponuje funduszem sołeckim, który może przeznaczyć na jakiś cel społeczny. Oczywiście wszystko zależne jest od tego, jak duża jest dana wieś. Wybory sołtysów w tym roku wzbudzały spore zainteresowanie, szczególnie w Werchracie, Wólce Horynieckiej i Horyńcu. Jako jeden z kandydatów na sołtysa w Horyńcu-Zdroju, pozwolę sobie przedstawić wybory na przykładzie tej wsi. Praktycznie wszędzie wybory sołtysów wyglądają podobnie. Ponieważ sposób, w jaki odbywają się nie jest zbyt miarodajny, czyli poprzez zebranie wiejskie, może je stosunkowo łatwo wygrać urzędujący sołtys. Wystarczy, że skłoni jak największą liczbę ludzi do przyjścia na zebranie i przekona, że jest się lepszy niż przeciwnik. Często jest to bardzo łatwe, gdyż podczas zebrania wiejskiego oponent obecnie urzędującego sołtysa nie ma możliwości zabrania głosu, jest anonimowym kandydatem. W Horyńcu-Zdroju zebranie wiejskie zaplanowane zostało na 15 lutego. Przybyło 142 mieszkańców, wypełniając szczelnie GOK. Zgłoszono tylko dwóch kandydatów, byli nimi: obecnie urzędujący sołtys Bogusław Stopa i Grzegorz Ciećka. Przed wyborami, wójt gminy Horyniec-Zdrój Robert Serkis zrelacjonował plany budżetowe na nadchodzący rok, a radny powiatowy Marek Wiśniewski powiedział parę słów na temat działań rady powiatu. Następnie głos zabrał sołtys Bogusław Stopa, który między innymi podsumował swoją czteroletnią kadencję. Po tych wystąpieniach odbyło się głosowanie. Zapewne wielu spodziewało się takiego wyniku: 106 głosów Bogusław Stopa, 35 głosów Grzegorz Ciećka i 1 głos nieważny. Sądzę, że artykuł w Gazecie Horynieckiej to dobry sposób, by przekazać to, co chciałbym powiedzieć na zebraniu wiejskim na temat kompetencji sołtysa i jak ja, oraz wielu mieszkańców wyobrażam sobie działanie tej władzy. Sołtys jest reprezentantem swojej wsi na zewnątrz, XXXVIII GAZETA HORYNIECKA

czyli swoją osobą, swoimi działaniami, reprezentuje wieś. Powinien też współpracować z innymi sołectwami. Aktywni sołtysi powinni współpracować ze sobą, nawet w takich wydawałoby się pozornie mało ważnych sprawach jak problem bobrów czy dzików. Jest wiele płaszczyzn społecznych, w których współdziałanie sołtysów przyniosłoby dużo pożytecznych efektów. Tymczasem jest to samotna walka, której nie widać końca. Celowo wspominam tu o bobrach, gdyż są one niezwykle uciążliwe dla mieszkańców. Tymczasem jest łatwy sposób na pozbycie się ich, wystarczy sukcesywnie je przeganiać na miejsca, gdzie ich działalność nie przyniesie szkody ludziom. Trochę by to potrwało, ale dzięki współpracy i celowym działaniom jest to możliwe. Sołtys powinien zwoływać zebrania wiejskie, starając się zaangażować w to jak największą liczbę mieszkańców. Sołtysi zazwyczaj narzekają, że mało kto na takie zebrania przychodzi. Nie można zwalać winy za to na ludzi, tylko należy pomyśleć, dlaczego tak jest. Jeżeli mało kto przychodzi, to znaczy, że mało kto o tym wie, albo uważa, że będzie tam nudno. Stąd zadaniem sołtysa powinno być użycie wszelkich sposobów na nagłośnienie takiego spotkania, oraz dokładne przedstawienie zagadnień, jakie będą poruszane na takim spotkaniu. Sołtys realizuje uchwały rady gminy dotyczące sołectwa, oraz umożliwia zapoznanie się z treścią uchwał jak najszerszemu gronu społecznemu. Dotychczas tego typu zapoznawanie nie funkcjonuje. Jeżeli już, to wiedzą to nieliczni. Najlepiej byłoby stworzyć system informacji społecznej, dzięki czemu społeczeństwo miałoby ułatwiony dostęp do tego typu informacji. Sołectwa powinny mieć swoje strony internetowe, oraz system tablic informacyjnych, służących tylko sołtysowi. Dobrze poinformowane społeczeństwo jest bardziej zadowolone, inaczej rodzi się bunt, plotki i pojawia się kontrkandydat, który z biegiem czasu staje się coraz mocniejszy. Sołtys powinien być głosem społecznym, powinien mieć kanały, które pozwolą dotrzeć do niego

Wybór Sołtysa w Nowym Bruśnie - fot. K. Ciećka STR. 25


wszystkim mieszkańcom wsi. Prośby osobiste, czy telefoniczne to już przeżytek. Dzisiejsze społeczeństwo chce mieć też możliwość wirtualnego kontaktu. Sołtys, jako władza i osoba o odpowiedniej wiedzy filtruje sprawy i na przykład, mając listę takich spraw, udaje się do wójta lub referuje je na sesji rady gminy (przedstawiając jednocześnie stosowne pismo z rozwiązaniem!). Źle zorganizowany system załatwiania spraw społecznych sprawia, że cały ciężar wymagań spada na wójta. Musi on wysłuchiwać spraw, które często jego nie dotyczą, zajmując cenny czas. Drobne sprawy mieszkańców powinny trafiać do sołtysa, który udaje się z tym do wójta, rady gminy, czy też do radnego powiatowego, albo odpowiedniego kierownika czy pracownika gminy. Wydaje się to dziwne… ale są takie gminy, gdzie sołtysi dużych wsi mają zarezerwowane terminy w urzędach, na przykład dwa razy w tygodniu, gdzie referują wójtowi potrzeby społeczne. Gdyby jeszcze sołtys sporządzał raporty, a urzędnicy gminni odpowiednio je traktowali, sołectwo, gmina i powiat działałyby jak w zegarku. Zwykły obywatel tylko przychodziłby na sesję rady gminy i patrzył, czy jego sprawa była, czy jest załatwiana. Jeżeli władza się nie zajmuje sprawą, obywatel bierze sprawy w swoje ręce i udaje się ze skargą do wójta, czy też radnego. Z tego wyciągane są wnioski. To jest moja wizja działania tego mechanizmu liniowego: mieszkaniec – sołtys – wójt i radni. Są to tylko podstawy sprawnego działania. Teraz mamy nowe władze, systemy dopiero się kształtują, ale śmiało można powiedzieć, że do tej pory ten mechanizm nie działa. Horyniec-Zdrój nadal potrzebuje jak powietrza zajęcia się jego centrum. Może to dlatego, że w centrum od dziecka mieszkam, to widzę je inaczej, znam od podszewki każdy jego kąt. Horynieckie centrum jest zarośnięte krzakami, zaśmiecone, są dziwacznie wykorzystane przestrzenie, a inne są niezagospodarowane. Mamy tu architektoniczne straszaki, składowiska materiałów, a nawet dziury w drodze i zdezelowane chodniki! Podobnie wyglądają inne ulice Horyńca-Zdroju. Sądziłem, że mógłby to wreszcie poruszyć jakiś nowy sołtys, gdyż obecny nie wykazywał kreatywnego podejścia do spraw Horyńca. Trzeba tu zaznaczyć, że wójt gminy Horyniec, jak sama nazwa mówi, zajmuje się sprawami gminy, od konkretnych sołectw są sołtysi, którzy powinni zabiegać o jak najlepszy stan swojego obszaru oddziaływania. Niestety, na około tydzień przed wyborami sołtysa nie było żadnych kontrkandydatów. Po konsultacji z grupą mieszkańców postanowiłem przedstawić moją gotowość do kandydowania na urząd sołtysa wsi Horyniec-Zdrój. Moim głównym celem było zmobilizowanie przeciwnika. Chciałem swoją osobą dać wybór podczas wyborów. Zgadzam się w pełni z wynikiem, gdyż nie robiłem kampanii bezpośredniej. Przypuszczam, że za cztery lata wynik będzie drastycznie inny, kiedy to powinien się zmienić system głosowania na sołtysa, gdy wybór następuje podobnie jak STR. 26

Zebranie wiejskie w Wólce Horynieckiej - fot. R. Zegarlicki

podczas wyborów wójta. W wielu wsiach w kraju takie systemy już funkcjonują. Czekamy na podobny w Horyńcu-Zdroju. Oto sołtysi i radni wybrani na bieżącą kadencję w naszej gminie: Sołectwo Horyniec-Zdrój: Sołtys – Pan Bogusław Stopa. Rada Sołecka – Pan Ignacy Zaremba, Pani Barbara Ważna, Pan Andrzej Hałucha, Pan Andrzej Faszczowy. Sołectwo Nowiny Horynieckie: Sołtys – Pan Adam Hałucha. Rada Sołecka – Pan Adam Gudz, Pani Stefania Dydyk. Sołectwo Wólka Horyniecka: Sołtys – Pan Władysław Szmagara. Rada Sołecka - Pani Czesława Ślusarz, Pani Beata Pruchnicka, Pani Monika Siekańska, Pan Bartłomiej Wiśniewski. Sołectwo Krzywe: Sołtys – Pan Wiesław Gliniak. Rada Sołecka – Pan Albin Stankiewicz, Pan Wojciech Rejman, Pan Tadeusz Gliniak. Sołectwo Podemszczyzna: Sołtys – Pan Wiesław Kiełbasa. Rada Sołecka – Pani Irena Ważna, Pan, Zdzisław Motyka, Pani Teresa Sopyło, Pani Iwona Lantenszleger. Sołectwo Polanka Horyniecka: Sołtys – Pan Marek Dzięgielowski. Rada Sołecka – Pani Alina Puzio, Pan Henryk Motyka, Pan Jan Czarny. Sołectwo Nowe Brusno: Sołtys – Alfred Podgórecki. Rada Sołecka – Pani Anna Grabowicz, Pan Piotr Kudyba, Pan Jan Presz, Pani Barbara Gorzelnik. Sołectwo Prusie: Sołtys – Pan Roman Szewczuk. Rada Sołecka – Pani Renata Szeliga, Pan Roman Tuz. Sołectwo Dziewięcierz: Sołtys – Pan Jan Kolbuch. Rada Sołecka – Pan Bogusław Czarny, Pan Franciszek Nowicki. Sołectwo Werchrata: Sołtys – Pan Tomasz Patałuch. Rada Sołecka – Pan Stanisław Wis, Pani Joanna Birnbach, Pan Tadeusz Kus, Pan Witold Kuśmierczak. Sołectwo Radruż: Sołtys – Pan Adam Burdziński. Rada Sołecka – Pan Grzegorz Całka, Pani Ewa Wojdyła, Pan Tomasz Gudz, Pani Janina Urban. XXXVIII GAZETA HORYNIECKA


Wiesław Wojtowicz

Ppłk w st. spocz., Prezes Południowo-Roztoczańskiego Koła Gminnego Stowarzyszenia Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej w Horyńcu-Zdroju

Narodowe Święto Niepodległości w Horyńcu

Święto Niepodległości Święto 11 listopada to wielkie święto Pęta niewoli z Polaków zdjęto. Niewola przez zaborców Polaków nękała Polska na niepodległość ponad wiek czekała. Ponure czasy minęły niewoli

Święto Niepodległości zapisało się w tradycji i świadomości mieszkańców Horyńca-Zdroju, jako bardzo ważny dzień. W obchodach 96 rocznicy odzyskania niepodległości wzięli udział m.in. członkowie Stowarzyszenia Spadkobierców Kombatantów II Wojny Światowej. Uroczystości rozpoczęły się Mszą Świętą w Kaplicy Zdrojowej w Horyńcu- Zdroju w intencji Ojczyzny.

A ludność, choć żyła w niedoli

Następnie rozpoczął się przemarsz pod Pomnik Poległych, gdzie odegrano hymn państwowy. Okolicznościowe przemówienie wygłosił wójt gminy Horyniec-Zdrój Ryszard Urban.

Musiał znowu stanąć do kraju obrony.

Pomnik ten wymaga odnowienia. Jest to cenny zabytek ziemi horynieckiej, w związku z tym na wniosek Stowarzyszenia Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej Koła w Horyńcu-Zdroju powstał w dniu 23 maja 2014 roku Komitet Odnowy Pomników na Terenie Gminy Horyniec-Zdrój, który do chwili obecnej zebrał 1000 zł na ten cel i są dokonywane kolejne wpłaty. W porozumieniu ze Stowarzyszeniem Przyjaciół Ziemi Horynieckiej podjęte zostały działania w celu przeprowadzenia prac konserwatorskich przy Pomniku Poległych i zabytkowym cmentarzu w Horyńcu-Zdroju, pomniku w Bruśnie Nowym i pomniku przy stacji PKP w Werchracie. W trakcie uroczystości pod pomnikiem odbyły się też występy artystyczno-patriotyczne młodzieży. Wiersz niepodległościowy napisany specjalnie na tę okazję przez lokalnego poetę Józefa Furgałę odczytała Pani Danuta Serafin:

Nowo odsłonięty pomnik w Cieszanowie XXXVIII GAZETA HORYNIECKA

Ku pamięci historii krzyże ustawiała Żeby po wsze czasy niepodległość trwała. Niedługo Polska wolnością się cieszyła Bo sowiecka nawała nasz kraj ruszyła. Naród po niewoli jeszcze osłabiony

O Cudzie nad Wisłą wszyscy już słyszeli Polacy sowietów z Polski wypędzili. Po kilkunastu latach kruchego pokoju Polak toczył znów walki w nierównym boju. Wojna Światowa, Katyń i Oświęcim Polak za wolność życie swe poświęcił. Złe fatum Polski nie opuszczało W Polsce się żyło, Moskwy słuchało. Mamy znów wolność, to feta nowa Trzeba tą wolność nam pielęgnować. Gdy przestaniemy o ten skarb dbać Możemy znowu w niewolę wpaść.

Józef Furgała

Więcej fotografii na okładce (strona nr 35)

Składnie wieńców pod Pomnikiem Poległych w 1918 r. w Horyńcu STR. 27


Stanisław Antonik

Nauczyciel-emeryt, radny Rady Gminy Horyniec-Zdrój

Spółdzielnia Spółdzielnię mieszkaniową ”ZDRÓJ” w Horyńcu – Zdroju utworzono w roku 1995 i działa ona w oparciu o opracowany wcześniej statut. Każdy z mieszkańców osiedla przy ulicy Sobieskiego zadaje sobie pytanie, co to za twór, który nie posiada i nie buduje mieszkań, a w swojej nazwie nosi termin „MIESZKANIOWA”. Spróbujmy zatem odpowiedzieć na postawione pytanie oraz przybliżyć czytelnikowi problemy związane z tym zagadnieniem. Osiedle przy ulicy Sobieskiego zaczęło powstawać w roku 1974 z inicjatywy pana Zdzisława Zdzisławskiego. Pisałem o tym wcześniej w artykule „Wielki nie tylko wzrostem” GH nr 1 z marca 2005 roku. Dodać należy, że wcześniej jeszcze przed powstaniem trzykondygnacyjnych bloków, istniały już na osiedlu dwa piętrowe sześcioraki. Potem na skutek przemian ustrojowych osiedle przeszło w ręce „IGLOOPOLU” Dębica, a w końcu zostało przejęte przez Agencję Własności Rolnej Skarbu Państwa. W roku 1994, 24 czerwca weszła w życie ustawa „O własności lokali” z mocą obowiązującą od 1 stycznia 1995r., na podstawie której mieszkańcy osiedla uwłaszczyli się tzn. wykupili zajmowane lokale mieszkalne na własność. Własnościowe akty notarialne mieszkańcy otrzymali w lutym 1995 roku i od tej chwili wymieniona spółdzielnia przestała być właścicielem mieszkań. Istnieje ona jednak dalej dostarczając energię cieplną na całe osiedle oraz dla Wspólnoty Mieszkaniowej „STOKROTKA”. Oprócz kotłowni spółdzielnia posiada jeszcze biurowiec i niewielkie skrawki terenu. W myśl wymienionej wyżej ustawy (art. 6) właściciele mieszkań stali się członkami wspólnot mieszkaniowych, których na osiedlu jest 10, tj. tyle ile budynków osiedla wchodziło w skład spółdzielni. Od chwili uwłaszczenia się każdy z posiadaczy mieszkania chcąc lub nie chcąc jest członkiem swojej wspólnoty, bo dzieje się tak z mocy prawa. Członkiem danej wspólnoty mieszkaniowej staje się każdy kolejny właściciel mieszkania z chwilą jego nabycia, dziedziczenia lub darowizny. Będąc właścicielem mieszkania danej nieruchomości (bloku) ze wspólnoty nie można wystąpić. A skoro taki jest stan prawny każdego właściciela mieszkania, podlega on bezwzględnie przepisom wspólnotowym. Te właśnie przepisy w głównej mierze warunkują życie mieszkańców osiedla a zarazem członków swoich wspólnot mieszkaniowych. W sytuacji prawnej jaka powstała od momentu uwłaszczenia się, niektórzy mieszkańcy STR. 28

Osiedle Sobieskiego w Horyńcu-Zdroju

uzyskali podwójną przynależność: wszyscy właściciele mieszkań są członkami swoich wspólnot mieszkaniowych, a niektórzy właściciele mieszkań są równocześnie członkami SM „ZDRÓJ”. Do ostatniego podpunktu wyjaśnię, że członkami spółdzielni są ci właściciele, którzy złożyli wcześniej deklarację o przystąpieniu do spółdzielni oraz opłacili wpisowe i udział. Oprócz lokali mieszkalnych stanowiących własność indywidualną każda nieruchomość (wspólnota mieszkaniowa jednego bloku) posiada własność wspólną, do której należą: fundamenty budynku, ściany zewnętrzne, dachy, klatki schodowe, korytarze piwniczne, suszarnie, pralnie, boksy na rowery. Do współwłasności zalicza się również: przewody elektryczne od sieci do indywidualnego licznika, wszystkie piony c.o., piony dostarczające wodę do indywidualnych wodomierzy, piony odprowadzające ścieki itd. Znajomość tych rzeczy pozwala ustalić kto odpowiada za naprawę danego urządzenia, ale o tym będzie mowa w dalszej części. Własnością wspólną we wspólnotach mieszkaniowych zarządza powołany do tego zarząd, zarządzający lub jakiś inny administrator. W przypadku wspólnot horynieckiego osiedla zarząd nad własnością wspólną sprawuje SM ”ZDRÓJ”, która obecnie na ten cel od każdego właściciela mieszkania pobiera miesięcznie 1,10 zł opłat za 1m2 powierzchni posiadanego lokalu. Z tej kwoty 0,8 zł przeznaczonych jest na fundusz płac naszego administratora (Zarząd SM), zaś 0,3 zł to kwota na tzw. fundusz remontowy, który powinien być na specjalnym koncie i ten fundusz ma w nagromadzonej ilości wracać do danej wspólnoty celem właściwego wykorzystania. Ale czy tak jest? Właśnie ten fundusz remontowy i jego wykorzystanie jest przedmiotem sporu, kłótni i ciągłych awantur na linii właściciel mieszkania – zarząd spółdzielni. W myśl ustawy o lokalach mieszkalnych (art. 29 ust.1) zarządca (SM) jest zobowiązany prowadzić dla każdej nieruchomości wspólnej ewidencję poza księgową kosztów zarządzania nieruchomością wspólną oraz zaliczek uiszczanych na pokrycie tych kosztów. Zatem administrator musi dokładnie rozliczyć się z każdej złotówki wpłaconej przez mieszkańców na fundusz remontowy i na każde ich życzenie wykazać, na co te pieniądze zostały przeznaczone. Powinien więc rejestrować potrzeby remontowe wspólnot, organizować te remonty wyszukując wykonawców, XXXVIII GAZETA HORYNIECKA


Osiedle Sobieskiego w Horyńcu-Zdroju

planować te remonty opracowywać harmonogramy itd. Pojawia się tutaj następne pytanie: czy tak się w naszym przypadku dzieje? Otóż w przypadku SM w Horyńcu-Zdroju dotychczas wszystkie zebrane na FR pieniądze wrzucano do „jednego worka” i rozliczano „jak się da” omijając obowiązujące przepisy nakazujące rozliczyć się co roku z zebranych kwot na ogólnych zebraniach. Podkreślić należy, że Zarząd SM, o czym mowa była wcześniej, pobiera od właścicieli mieszkań pieniądze na zarządzanie własnością wspólną, ale zarządza nią minimalnie lub wcale. Wszelkie problemy remontowe są rozwiązywane samodzielnie przez członków wspólnot, a zarząd uporczywie unika wykonywania swoich ustawowych obowiązków. Działalność Zarządu na polu organizowania remontów i różnych napraw własności wspólnej jest przypadkowa. Bardzo dokładnie widać to na przykładzie ocieplania budynków. Właściciele mieszkań sami poszukują wykonawców do tego zadania, sami organizują dostawę materiałów na ten cel, chociaż jest to zadanie SM. Ostatnio pojawiły się lepsze oznaki w tej dziedzinie, ale to jeszcze nie wszystko. Wydaje się, że kwota 0,3 zł za 1m2 mieszkania na fundusz remontowy jest za mała, więc na ocieplanie ścian budynków członkowie wspólnot muszą dopłacać pewne kwoty według zasady: za zgromadzone środki na FR danej wspólnoty spółdzielnia kupuje materiały, zaś robociznę opłacają poszczególni właściciele. Ale kto i ile ma płacić za robociznę, bo dla członków zarządu SM i właścicieli mieszkań łamigłówka nie do rozwiązania. W tym przypadku stosuje się kruczki prawne w celu omijania obowiązujących przepisów, a równocześnie stosowane są własne zasady żywcem wzięte z sufitu lub obłoków na niebie. Wprawdzie przepisy prawne, a konkretnie art. 12 cytowanej wcześnie ustawy oraz art. 5 ust. 1 ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych z dnia 15 grudnia 2000 roku (Dz.U. z dnia 23 stycznia 2001 r.) mówią dokładnie o tym, ale zdolność percepcji w tej dziedzinie dla niektórych osób jest bardzo niska lub równa zeru. Powyższe przepisy mówią, że jeśli na jakiś cel FR zgromadził zbyt mało środków finansowych to wówczas właściciele mieszkań ponoszą dodatkowe koszty, każdy zgodnie ze swoim udziałem w nieruchomości wspólnej. Więc, im kto ma wyższy udział, tym więcej płaci. Ale równocześnie, kto ma wyższe pożytki lub korzyści czerpie z własności wspólnej. XXXVIII GAZETA HORYNIECKA

Powyższa łamigłówka wymaga wyjaśnienia, co takiego nazywamy udziałem we współwłasności? Wyjaśniam, że w aktach notarialnych każdy właściciel mieszkania ma określony swój udział w całości nieruchomości wspólnej. Mój udział np. wynosi 0,07448, a jest on obliczony przez stosunek powierzchni mieszkalnej mojego mieszkania do całej powierzchni mieszkalnej mojej wspólnoty (bloku). Sprawę tą reguluje art. 3 ust.3 ustawy o własności lokali. Jedna z moich znajomych odesłana do tego przepisu prawnego stwierdziła, że „nic w tej ustawie nie widzi”. Potwierdza się zatem moje spostrzeżenie o zerowej percepcji przez niektórych otaczającej nas rzeczywistości. Na wstępie pisałem o spółdzielni i jej statusie. Podobno jak staruszka spółdzielnia tak i jej statut zestarzał się. Pojawiły się nowe przepisy, o których Zarząd nie wie lub nie chce wiedzieć. Przydałoby się więc ten statut „odświeżyć”, a rozumowanie członków spółdzielni przenieść w XXI wiek. Wraz z upływem czasu Zarząd SM stał się niekompetentny. Już dawno skończyła się 3 letnia kadencja Rady Nadzorczej, która istnieje tylko w naszych wspomnieniach. Najstarsi mieszkańcy osiedla nie pamiętają, kiedy odbyło się ostatnie Walne Zebranie członków SM. Usilne unikanie spotkań- zebrań z członkami, brak zdawania corocznych sprawozdań ze swojej działalności przez władze spółdzielni to smutna rzeczywistość, a może komuś na takim bałaganie zależy. Nie można spokojnie patrzeć na taką rzeczywistość. Życie narzuca nam nowe potrzeby i wyzwania. Inne wspólnoty mieszkaniowe i spółdzielnie wyprzedzają nas pod względem lepszego organizowania sobie życia, a my wciąż – powiedziałem to na zebraniu mieszkańców zwołanym z mojej inicjatywy w listopadzie br. – pozostajemy w „filcogumakach” minionej epoki. Nie mamy uporządkowanych prostych spraw np. sprzątania klatek schodowych, strzyżenia trawników itd. To wymaga określenia wyraźnych zasad, aby wszyscy mieszkańcy ponosili proporcjonalny ciężar w stosunku do potrzeb. Zatem nie można obojętnie patrzeć na otaczającą nas rzeczywistość. Chyba że większość tak woli. Podsumowując, należy dobrze przemyśleć istniejące potrzeby w sprawie dalszego funkcjonowania spółdzielni i życia mieszkańców istniejących wspólnot mieszkaniowych. Narastający problem zadłużenia niektórych rodzin w opłatach za c.o. i zarząd nieruchomością wspólną wymusi na członkach wspólnot podjęcie być może – decyzji o sprzedaży czyjegoś mieszkania za długi w opłatach przekraczające jego wartość. Zachodzi potrzeba szukania rozwiązań w tym temacie, bo chyba nikt nie chciałby wziąć na swoje sumienie tak trudnych rozwiązań. STR. 29


GERP

Grupa Eksploratorów Roztocza Południowego www.gerp.horyniec.net

Wokół złamanego Krzyża

Grupa Eksploratorów Roztocza Południowego (GERP) od początku istnienia zajmuje się wyszukiwaniem miejsc i obiektów atrakcyjnych turystycznie, które nie są opisane w przewodnikach roztoczańskich, ani zaznaczone na mapach turystycznych. Realizując ten cel członkowie Grupy korzystają ze starych map wojskowych, ale przede wszystkim z informacji przekazywanych bezpośrednio przez świadków historii lub weryfikując w terenie funkcjonujące w pamięci społecznej przekazy. Pomocne są również urządzenia GPS. W ten sposób udało się odszukać wśród południoworoztoczańskich lasów, zarośli i pól kilkadziesiąt obiektów. Większość z nich stanowią bruśnieńskie krzyże przydrożne. Ich stan w zależności od lokalizacji jest różny. Krzyże znajdujące się w pobliżu siedzib ludzkich, otoczone opieką mieszkańców z reguły są dobrze zachowane. Inne, które były zlokalizowane na terenach nieistniejących już obecnie wsi są najczęściej uszkodzone, niekompletne lub całkowicie zniszczone. Od kilku lat GERP wspólnie z panem Leonem Ważnym i Grzegorzem Wajsem prowadzi prace przy ratowaniu tych oryginalnych pamiątek stanowiących lokalne dziedzictwo kultur i religii. Dotychczas udało się odnowić lub wręcz odtworzyć kilkadziesiąt takich obiektów. Bardzo urokliwy, jeden z ostatnich odnowionych krzyży został ustawiony we wrześniu 2014r. na swoim pierwotnym miejscu, tuż przy drodze przed Radrużem. Darzyliśmy ten obiekt wielkim sentymentem nie tylko ze względu na urokliwą ekspozycję na tle różnokolorowych pasm południoworoztoczańskich pól i wzgórz oraz włożoną pracę w rewitalizację, ale również ze względu na perypetie związane z jego poszukiwaniem. Z satysfakcją obserwowaliśmy także reakcje mieszkańców, którzy po latach mijając to miejsce mogli znów tak jak przed laty ich przodkowie pokłonić się przed wizerunkiem Ukrzyżowanego Chrystusa. W opowiadaniach najstarszych mieszkańców Horyńca i Radruża wspominano piękny krzyż, który stał przy gościńcu do Radruża na skrzyżowaniu dróg. Wielokrotne poszukiwania obiektu w 2012 roku przy skrzyżowaniu z nieistniejącą już drogą z Radruża do kościoła w Horyńcu nie dały rezultatu. Dopiero mapa WIG z 1935 roku (arkusz Rawa-Ruska) pomogła rozwiązać zagadkę. W miejscu opisanym jako „Kruszyna” oznaczono wyraźnie symbol krzyża, ale w miejscu za laskiem Pasieka. Przed II wojną światową przebiegała tamtędy druga droga z Nowin Horynieckich przez STR. 30

Krzyż po renowacji (29 września 2014 r.)

Hałanie do Radruża. W trakcie kolejnego poszukiwania, w miejscu dokładnie wyznaczonym przez nowoczesną technikę, GERP odnalazła całkowicie przykrytą ziemią podstawę krzyża. Niestety w pobliżu nie było (jak to zwykle bywa) żadnych innych części, poza drobnymi odłamkami. Po kilku latach dostaliśmy informację, że w lasku Pasieka znajdującym się ok. 300 m. od tego miejsca leżą w błocie elementy krzyża, które idealnie pasują do „naszej” podstawy. Dzięki Grzesiowi Wajsowi zostały odtworzone brakujące fragmenty rzeźbiarskie, dzięki p. Pawłowi Klim-

Krzyż po znieszczeniu (1 marca 2015 r.)

kiewiczowi udało się scalić zdekompletowane części. Wyraźna data na dolnej części - 1903 rok, oraz inskrypcje cyrylicą wielbiące Zmartwychwstanie Pańskie pozostały dobrze zachowane. Przekazane informacje od pracowników gospodarstwa rolnego pozwoliły na odtworzenie prawdopodobnej historii losów obiektu. Pod koniec września 2014 r. odnowiony krzyż został umieszczony na swoim pierwotnym miejscu, sprawiając radość okolicznym mieszkańców i wskazując drogę turystom zmierzającym do Radruża. Niestety, w dniu 1 marca 2015 r. w nocy nieznani sprawcy strącili ciężki krzyż z podstawy i porozbijali na drobne kawałki, tłukąc nimi o asfalt. Na obiekty związane z kultem religijnym nie podnosili ręki nawet ateiści, a zniszczenie krzyża w chrześcijańskiej tradycji i w kręgu cywilizacji łacińskiej to prawie jak zbrodnia. Warto przypomnieć, że krzyż „pamiętał” zabór austriacki, przetrwał I Wojnę Światową, walki polsko -ukraińskie w 1918 roku, II Wojnę Światową, powojenne walki z ukraińskimi nacjonalistami i „najciemniejszy” okres komunizmu. Na barbarzyńców czekał dokładnie 112 lat. Takie wypadki pokazują, że w ostatnich czasach wiele się zmieniło. XXXVIII GAZETA HORYNIECKA


Ewa Grądzka

Mieszkanka Roztocza Południowego

Dwa miesiące w rotującym domu

Według Wikipedii migracja zarobkowa zachodzi wtedy, gdy powodem wyjazdu (opuszczenia) kraju ojczystego są względy ekonomiczne. Definicja ta idealnie pasuje do mojej sytuacji. Nie widząc dla siebie perspektyw zawodowych w Narolu, Lubaczowie, Horyńcu – Zdroju, itd. – zdecydowałam się na migracje. Krajem docelowym są Niemcy. Wyjeżdżam i wracam na Roztocze, potem znów wyjeżdżam… Los migranta jest udziałem wielu mieszkańców Roztocza Południowego, którzy mimo wykształcenia i kwalifikacji nie znajdują pracy i źródła utrzymania na rodzinnej ziemi. Ale wyjazdy zarobkowe to nie tylko źródło dochodów, to także nowe doświadczenia, czasami dość niezwykłe. Mój ostatni wyjazd był właśnie taki – ale po kolei… Obudziłam się i spojrzałam na zegarek. Było kilka minut po piątej nad ranem, autobus pędził po autostradzie a za oknem było całkiem ciemno, pomyślałam, że jeszcze trochę i będę na miejscu. Próbowałam bezskutecznie rozprostować zdrętwiałe nogi i znaleźć butelkę z wodą w plecaku pod fotelem. To była już czternasta godzina mojej podróży do Gissen. Planowo miałam tam dojechać krótko przed siódmą. Mam nadzieję, że Ela się nie spóźni, pomyślałam. Nie miałam pojęcia jak ona wygląda, rozmawiałyśmy tylko kilkakrotnie przez telefon i uzgodniłyśmy w jaki sposób się rozpoznamy, to nie powinno być trudne, zresztą nie pierwszy raz byłam w takiej sytuacji, że ktoś nieznajomy odbiera mnie na dworcu. Zamknęłam oczy i przypomniały mi się ostatnie dni pobytu w domu na Roztoczu. Było super, wprawdzie Boże Narodzenie i Sylwestra pechowo

przechorowałam, ale potem ciągle jeszcze był śnieg i na tyle fajna pogoda, żeby się nacieszyć spacerami w zimowej aurze. Z tego błogostanu świątecznego wyrwał mnie telefon od p. Agaty – „mamy dla pani zlecenie, wyjazd za kilka dni na dwa miesiące, do jutra czekam na odpowiedź, ale niech się pani nie zastanawia, bo jest teraz mało ofert i być może przez długi czas nic nie będę miała ciekawego”. Nie bardzo było mi to na rękę, bo akurat zapowiadały się tu dwie fajne imprezy: końcem stycznia koncert w cerkwi w Narolu i z początkiem lutego Biesiada Teatralna w Horyńcu- Zdroju. Planowałam, że się wybiorę, jestem przecież fanem roztoczańskich imprez. Ale w tej sytuacji mogłam zrobić tylko jedno – zgodzić się na ten wyjazd. Agata na pewno wie co mówi, znamy się od jakiegoś czasu i jak dotąd nasza współpraca przebiegała bezproblemowo. Próbowałam się czegoś więcej dowiedzieć na temat miejsca i ludzi do których teraz jadę, ale Agata nie znała zbyt wielu szczegółów, sprawa była nagła, klient nowy, a umowę do podpisania miałam dostać pocztą już po przyjeździe. Jedno co wiedziałam to to, że przyjedzie po mnie Ela z którą umawiałam się telefonicznie. Spojrzałam znów za okno, bo autobus zjechał z autostrady i pojawiły się ulice miasta. Więc to tu, dojechałam do celu. Na przystanku było kilka czekających osób, stały też zaparkowane samochody. W jednym z nich, siedząc przy otwartych drzwiach i wystawiając jedną nogę na zewnątrz paliła papierosa pokaźnych rozmiarów kobieta. O! to pewnie jest Ela, pomyślałam, i miałam rację. Ela była duża, paliła papierosa jednego za drugim i ciągle coś do mnie mówiła. Z tego słowotoku zapamiętałam jedno- że mam zwracać uwagę jak jedziemy, bo wieczorem muszę ją tu odwieźć z powrotem i co najgorsze, sama potem wrócić do domu. W pierwszej chwili wydało mi się to niewykonalne, bo byłam tutaj po raz pierwszy w życiu, a poza tym było ciemno a ja byłam lekko nieprzytomna po tej długiej podróży i nawet nie wiedziałam jak wygląda ten dom. Jechałyśmy więc dalej, a Ela ciągle mówiła. Z jej słów wynikało, że państwo R. którymi będę się teraz przez dwa miesiące opiekować to przemiłe i kulturalne małżeństwo, wprawdzie pan R. ma poważne problemy zdrowotne i z trudem się porusza ale jest bardzo inteligentnym i wykształconym człowiekiem. Z zawodu jest architektem i był właścicielem firmy budującej obrotowe domy. Spojrzałam na nią z niedowierzaniem, bo myślałam, że żartuje sobie ze mnie, ale nie- Ela twierdziła, że to prawda, i że sama zobaczę.

Rotujący dom XXXVIII GAZETA HORYNIECKA

Wjechałyśmy do małego miasteczka i zatrzymałyśmy się na końcu małej uliczki. I tam właśnie pośród innych, normalnych murowanych domów, z dookoła zielonym żywopłotem, przystrzyżonym w STR. 31


różne kształty, stał okrągły, drewniany domek. Za żywopłotem, tuż przy ulicy stał spory szyld z napisem- Obrotowy Dom. Pierwsze moje skojarzenie było takie, że brakuje mu tylko kurzej stopy, a drugie moje skojarzenie, że wygląda trochę jak kapelusz. Jak się okazało, to drugie skojarzenie było jak najbardziej słuszne, bo pan R. był miłośnikiem kapeluszy i bez swojego oryginalnego kapelusza nie wychodził z domu. I w podobnym kształcie zaprojektował swój dom. Weszłyśmy do domu i mogłam się przywitać z państwem R. Rzeczywiście byli mili i sympatyczni, pani R. filigranowa i rozmowna, jej mąż milczał, ale jak się później przekonałam, nie dlatego, że nie miał nic do powiedzenia, tylko po prostu z powodu swoich chorób bardzo niewyraźnie mówił i właściwie dobrze rozumiała go tylko żona. Nastąpiła ogólna prezentacja i oczywiście jak zawsze pytania - kim jestem i skąd jestem. Pytanie o to skąd jestem, jest dla mnie trudne. No bo jak tu opowiedzieć starym ludziom (którzy pamiętają wojnę) o Roztoczu, gdzie się urodziłam i gdzie mieszkam? że są tu jeszcze bunkry Linii Mołotowa, a np. za Lipskiem są pozostałości po wałach granicznych usypane przez Żydów, których pilnowali niemieccy żołnierze. I że całkiem niedaleko, bo w Bełżcu, był obóz śmierci? Trudne tematy. Standardowo odpowiedziałam więc, że pochodzę z południowo-wschodniej Polski, na co pan R. się ożywił i powiedział – Ukraina i Czernobyl. Tak więc się dogadaliśmy . Dzień minął szybko na zaznajamianiu się z obowiązkami, wieczorem odwiozłam Elę na przystanek autobusowy i wróciłam do domu państwa R. w którym miałam teraz mieszkać przez dwa miesiące. Pierwsze wrażenie, gdy jest się wewnątrz tego domu, jest dość dziwne. Dom jest okrągły jak tort o średnicy ponad 10 m ale jego środek to walec przeszklony na samej górze pod dachem. Ściany tego walca to równocześnie ściany pomieszczeń w piwnicy, na parterze i na piętrze. Można śmiało powiedzieć, że cały dom ma tylko dwie główne ściany, tę zewnętrzną i tę od walca. Aby uzyskać pomieszczenie mieszkalne zostały wstawione ścianki działowe tak jakby ktoś pokroił tort. Do walca wchodzi się przez umieszczone w ścianie drzwi wprost na kręcone schody z poręczą, którymi można się przemieszczać z góry do dołu. Piwnica robi niesamowite wrażenie, bo jest to idealnie okrągła i gruba betonowa ściana. Na tej ścianie tuż nad ziemią położone jest imponujące, żelazne koło zębate na którym obraca się cała konstrukcja tego drewnianego domu. Od południowej strony, na parterze i piętrze widać duże i przeszklone okna, które mają za zadanie kumulować jak najwięcej energii słonecznej, na dachu zaś umieszczone są panele STR. 32

fotowoltaiczne przetwarzające energię słoneczną na prąd. Okrągły jest dlatego, żeby się mógł obracać, a obraca się po to, aby w ciągu dnia podążać za słońcem i korzystać z jak największej ilości energii słonecznej, która jest wykorzystywana do ogrzewania wody i domu. Jest to pasywny dom energooszczędny i przyjazny środowisku. Ciekawe jest to, że do tego obracania wystarcza mały silnik elektryczny albo zamiennie można to robić siłą mięśni nóg na przystosowanym do tego zwykłym, stacjonarnym rowerze treningowym, który stoi w hallu. Zaś moment, kiedy ten dom się obraca jest naprawdę niesamowity. Za pierwszym razem po prostu się przestraszyłam, było to wcześnie rano jeszcze zanim się obudziłam. Usłyszałam dość spory hałas, a potem dosłownie trzęsły się ściany i belki, które w dużej ilości są widoczne pod sufitem, stalowe pręty biegnące pod belkami zajęczały i poczułam lekki zawrót głowy. To właśnie był moment, gdy dom lekko się przesunął. Potem jeszcze przesuwał się co jakiś czas i zmienił swoje położenie, co w pewnym momencie było po prostu komiczne, bo wyszłam z domu i omal nie spadłam z podestu, bo normalnie zawsze były tam schody, a teraz schody zostały w tyle, a podest się przesunął. Odwrotna sytuacja była taka, że nie mogłam znaleźć drzwi, po wejściu na schody natknęłam się na ścianę, obiegłam dom dookoła i znalazłam drzwi po przeciwnej stronie. Efekt przesuwania się domu jest też taki, że zmienia się widok za oknem. Sam dom wewnątrz jest bardzo miły i przyjazny, został wybudowany w 1997 r., a idea pozyskiwania ciepła przynosi widoczne efekty- wewnątrz jest naprawdę ciepło i nigdy nie ma problemu z ciepłą wodą. Nie wiem jednak, jak to sprawdza się, gdy zimy są ostrzejsze, bo teraz akurat nie było aż tak niskich temperatur. No i obiektywnie trzeba stwierdzić, że ma jedną dużą wadę - jest bardzo, ale to bardzo akustyczny. Być może można się do tego przyzwyczaić, ale mimo wszystko jest to trochę denerwujące. I tak oto na poznawaniu tego niezwykłego domu mijał czas, a państwo R. okazali się być bardzo fajnymi, życzliwymi ludźmi. A że spędzaliśmy razem dużo czasu powoli miałam okazję poznać historię firmy pana R. Jak się dowiedziałam synowie pana R. są już czwartym pokoleniem, które prowadzi rodzinną firmę, historia sięga jeszcze pierwszej wojny światowej, a pan R. którym się teraz zajmuję został odznaczony w 2001 roku Złotym Krzyżem za szczególne osiągnięcia na polu propagowania zdrowych, ekologicznych i oszczędnych domów drewnianych. Otrzymał też mnóstwo innych wyróżnień i nagród. Synowie pana R. nadal budują obracające się domy, a kilka ulic dalej stoi kolejny wybudowany przez nich dom. XXXVIII GAZETA HORYNIECKA


Agata Nesterak

Nauczycielka języka polskiego w horynieckim gimnazjum

Horynieckie Aniołki we Włoszech

- A gdzie ten Horyniec? – zapytał dzieci o. Paweł opowiadający o św. Franciszku w bazylice w Asyżu. Tak, schola dziecięca ,,Horynieckie Aniołki” pod opieką rodziców (a nawet i dziadków) pielgrzymowała do Italii w dniach 7-14 lutego 2015 r. Było nas 67 osób.

Na słynnych schodach

machamy pielgrzymkowymi chustkami w kolorach Zanim jednak dotarliśmy na miejsce, zwiedzaliśmy papiesko- maryjnych, wznosimy okrzyki. W pogoBudapeszt, nocując w niezwykłym, bo pływającym towiu mamy aparaty fotograficzne i telefony komórhotelu zacumowanym na Dunaju. Na szczęście nie kowe, żeby pstryknąć zdjęcie, żeby nagrać filmik. odpłynęliśmy do Morza Czarnego, jak niektórzy pro- Ok. 9:40 dostrzegamy charakterystyczny  samochód, gnozowali, lecz wygodnym autokarem  z prawdzi- oczywiście w asyście ochrony,  i już cieszymy się na wymi mistrzami kierownicy przez Słowenię pojecha- niecodzienne spotkanie. 11 lutego to Światowy Dzień Chorego  i święto NMP  z Lourdes, stąd Jej figurka liśmy do Udine we Włoszech. na ołtarzu. Emocje sięgają zenitu, gdy papieskie auto W poniedziałek  (9 lutego) udajemy się na północ kieruje się w alejkę obok naszego sektora. Papież Włoch do Padwy. W planie Msza Święta w kaplicy Franciszek jest na wyciągnięcie ręki. Zatrzymuje się bazyliki św. Antoniego. To szczególnie ważne miejniedaleko naszej grupy, błogosławiąc małe dzieci. sce, gdyż w naszej horynieckiej parafii posługują ojJest taki skromny, serdeczny i taki bliski. Nie wiecowie franciszkanie, a św. Antoni jest uczniem i narzymy do końca, że jesteśmy tu naprawdę, może to śladowcą św. Franciszka. się tylko śni?...Papież objeżdża inne sektory, ale wraca Jednak głównym celem naszej pielgrzymki jest do ołtarza, przejeżdżając znowu obok nas! Jesteśmy nawiedzenie grobu św. Jana Pawła II w Bazylice św. przeszczęśliwi. Wsłuchujemy się w Jego słowa, choć Piotra w Rzymie. We wtorek (10 lutego) o. Bogdan w większości ich nie rozumiemy. Na szczęście jest sprawuje w tym szczególnym miejscu Mszę Świętą polskie tłumaczenie. Papież  mówi o dzieciach w row intencjach wszystkich pielgrzymów. To niezwy- dzinie. Nie czyta bezdusznie  z kartki, mówi także kłe uczucie móc modlić się przy grobie kogoś tak bli- od siebie, tak jak się zwraca do osób, na których nam skiego sercom Polaków, być tam, gdzie Karol Wojtyła zależy, które kochamy i chcemy podać im wskazówki spędził ostatnie 27 lat swojego życia jako następca św. postępowania. W ten sposób odczuwa to spotkanie Piotra. Trudno powstrzymać wzruszenie… Po połu- wielu  z nas. Audiencja dobiega końca. Przepełnia nas dniu udajemy się na Monte Cassino, chcemy złożyć radość, bo i pogoda dopisuje, i tak z bliska spojrzelihołd poległym w 1944 r. polskim żołnierzom i ich śmy w dobrotliwą twarz Piotra naszych czasów. Te generałowi Władysławowi Andersowi (zmarłemu w wspomnienia pozostaną, bo nie wiadomo, kiedy bę1970 r.) Tu czeka nas rozczarowanie, bo brama cmen- dzie nam dane znowu uczestniczyć w papieskiej autarza ze względu na zimę  jest zamknięta. Wiązankę diencji. Opuszczamy plac św. Piotra, czekają na nas biało-czerwonych kwiatów zostawiamy przed nią i inne zabytki minionych epok, a na zakończenie dnia czujemy niedosyt, że dotarliśmy na wzgórze, ale nie uczestniczymy w ofierze Mszy Świętej w jednej z kajest  nam dane pochylić się nad mogiłami tych, którzy  plic  Bazyliki  św. Pawła Za Murami. Czwartek (12 złożyli swoje życie, walcząc w obcej ziemi. Pod prze- lutego) jest dniem wyprawy do Asyżu śladami św. wodnictwem o. Bogdana modlimy się za poległych. Franciszka, o którym zajmująco opowiada o. Paweł W środę (11 lutego) czeka nas niezwykłe spotka- (ten sam, który pyta o Horyniec). Najmłodsi uczestnie. Będziemy uczestniczyć w audiencji Ojca Świę- nicy pielgrzymki z zainteresowaniem wsłuchują się tego Franciszka. Zajmujemy  miejsca w dobrym sek- w dzieje Biedaczyny z Asyżu i poznają historię potorze. Liczymy, że Papież na pewno będzie przejeż- wstania w tym miejscu bazyliki. Tutaj także uczestdżał alejką obok barierek,  przy których się zgroma- niczymy w ofierze Mszy Świętej pod przewodnicdziliśmy. Plac św. Piotra powoli napełnia się pielgrzy- twem o. Bogdana. Asyż wywiera na nas niezapomami,  na szczęście pogoda dopisuje,  jest ciepło (ok. mniane wrażenie ze względu na swoje piękne poło15˚C). Wśród wielu pielgrzymek ze świata wyczy- żenie i atmosferę jak sprzed wieków, jak  za życia św. tana zostaje także nasza grupa, zatem klaszczemy, Franciszka. XXXVIII GAZETA HORYNIECKA

STR. 33


Pamiątkowe zdjęcie

Piątek (13 lutego) to czas powrotu do domu. Tym razem wracamy przez Austrię i mamy przystanek w Wiedniu na wzgórzu Kahlenberg. W kościele św. Józefa słyszymy barwną opowieść o odsieczy wiedeńskiej i zasługach polskiego króla Jana III Sobieskiego, który obronił Europę przed zalewem islamu. Po Mszy Świętej wyruszamy w dalszą podróż. Kierujemy się do Czech na przejście w Cieszynie. Przed nami wiele kilometrów, jednak nikt nie

narzeka. Dzieci bardzo dzielnie znoszą trudy podróżowania, czasami ma się wrażenie, że to nie jest ich pierwsza tak daleka wyprawa, ale że są zaprawionymi w pielgrzymowaniu pątnikami. Jesteśmy zdrowi, naładowani pozytywną energią i myślę, że szczęśliwi, bo takie ferie nie zdarzają się każdego roku, choć nie wiadomo, czym znowu ucieszy nas o. Bogdan, któremu pięknie dziękujemy za pomysł i zorganizowanie naszej pielgrzymki.

Na tle rzymskiego Koloseum STR. 34

XXXVIII GAZETA HORYNIECKA


Jakub Nowakowski

Absolwent Politechniki Warszawskiej, pracownik warszawskich teatrów

„Zdrojowa” na nowo Od niedawna jestem nowym wynajmującym Restaurację i Hotelik ZDROJOWA. Ponieważ jestem osobą mało znaną w Horyńcu – Zdroju, na początek kilka zdań o sobie. Jestem absolwentem Politechniki Warszawskiej, Wydziału Elektroniki i Technik Informacyjnych. Przeszło 10 lat pracuję w Teatrze Studio Buffo w Warszawie jako realizator dźwięku, od ponad 2 lat - również w teatrze Tomasza Karolaka IMKA na tym samym stanowisku. Pomysł na inwestycję w Horyńcu - Zdroju zrodził się dość spontanicznie, choć ,,wymagał” czasu. Jako pierwsza - w 2007 roku, zawitała tu moja mama - na leczenie sanatoryjne. Jej ,,przygoda” z uzdrowiskiem trwa do dziś. Uważa to miejsce za wyjątkowo urokliwe, a jego naturalne zasoby lecznicze za jedyne w swoim rodzaju. Ja odwiedziłem Horyniec – Zdrój po raz pierwszy dopiero w 2013 roku i równie szybko się nim zauroczyłem. Decyzję o inwestowaniu w gminie horynieckiej podjąłem pod koniec ubiegłego roku. Dzierżawa obiektu hotelowo-gastronomicznego ma zapewnić przyjezdnym zakwaterowanie i wyżywienie, a mieszkańcom i kuracjuszom dostarczać codzienną rozrywkę. To są cele podstawowe i oczywiste. Mam jednak świadomość, że rozwijający się z roku na rok Horyniec wymaga dodatkowych atrakcji - zwłaszcza teraz, kiedy zdobi go gotowy prawie amfiteatr. Przyjeżdżający z całej Polski ludzie, nawet Ci z dużych aglomeracji miejskich, oczekują wydarzeń kulturalnych, koncertów, spektakli itp. Mając na uwadze tą słabą stronę ,,horynieckiego kurortu” jestem w stanie zaoferować pomoc wykorzystując swoje spore doświadczenie w działalności kulturalno-rozrywkowej.

Restauracja i HOTELik ”ZDROJOWA” XXXVIII GAZETA HORYNIECKA

Dorota Rachwalik

Nauczycielka matematyki, dyrektor Szkoły Podstawowej im. M. J. Piłsudskiego w Horyńcu-Zdroju

Cyfrowi tubylcy i cyfrowi imigranci

Na początku XXI wieku spotkały się trzy pokolenia: ludzie wychowani na książkach, ludzie wychowani na telewizji i ludzie wychowani na komputerach. Uczniowie współczesnych szkół to „cyfrowi tubylcy”, a dorośli w znacznej większości to „cyfrowi imigranci”. To, co dla jednych wydaje się oczywiste i proste, drugim sprawia kłopoty i wydaje się trudne. Zmorę niedoinformowania, która trapiła pokolenia wstecz, zastąpiła jeszcze gorsza zmora, jaką jest zalew informacji. Ilość informacji docierających do mózgu dzisiejszego ucznia wynosi około 100 megabajtów na sekundę. Dlatego właśnie wszystkim nam, nauczycielom i rodzicom, potrzebne jest spojrzenie na edukację i wychowanie z nowej perspektywy Ponad rok temu zainteresowała mnie publikacja Marzeny Żylińskiej Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi. Celem tej nowej nauki jest dostarczenie wiedzy na temat przebiegu procesów uczenia się i zapamiętywania. Neuropedagodzy starają się wypracować konkretne rozwiązania edukacyjne, formułują podpowiedzi do wykorzystania w pracy nowoczesnej szkoły. Podają również istotne dla rodziców informacje na temat wpływu wczesnego wychowania dziecka na jego dalszy rozwój. Żeby zachęcić do przeczytania w.w. książki, która jest dostępna w naszej szkolnej bibliotece, przytoczę niektóre, zamieszczone przez autorkę, wyniki badań i wnioski: W mózgu dziecka znajdują się neurony lustrzane, dzięki którym uczy się ono przez obserwację i naśladowanie, a proces uczenia przebiega w sposób spontaniczny, automatyczny. Mózg kieruje się zasadą: „używaj lub wyrzuć”. Utrzymuje więc tylko te połączenia neuronalne, które są wykorzystywane, pozostałe usuwa. Od różności i bogactwa podejmowanych przez dzieci aktywności w tym okresie zależy, w jakim stopniu ten dar natury będzie wykorzystywany w przyszłości. Nic tak silnie nie stymuluje rozwoju mózgu, jak kreatywne zajmowanie się wszelkimi rodzajami sztuki: śpiew, gra na instrumentach, taniec, lepienie, rysowanie, malowanie, zabawy w teatr. Im więcej zmysłów bierze udział w procesie uczenia się, tym więcej struktur zostaje pobudzonych i zmuszonych do współpracy, a to prowadzi do głębszego przetworzenia, czyli lepszego zapamiętania. Nuda boli. Mózg poddaje głębokiemu przetwarzaniu tylko to, co zostaje przez niego ocenione jako: nowe, potrzebne, fascynujące, intrygujące lub z jakiegoś STR. 35


powodu budzące zainteresowanie. Dlatego dzieci do zabawy potrzebują innych dzieci i prawdziwych trójwymiarowych rzeczy. Nudzące się dziecko pokazuje, że gotowe jest zrobić wszystko, by tylko coś się działo. Zadaniem rodzica czy nauczyciela nie jest strofowanie czy karanie nudzącego się dziecka, ale zorganizowanie środowiska, które dostarczy głodnemu nowych bodźców mózgowi pożądanych doznań. Trudne zachowanie nudzącego się dziecka nie wynika ze złej woli, należy je interpretować jako wołanie o pomoc. Warto wiedzieć, że dla człowieka najsilniejszym bodźcem jest drugi człowiek. Oznacza to, że mózg czerpie dużo większą satysfakcję z pracy grupowej niż indywidualnej. Dzieci potrzebują innych ludzi, których mogą obserwować, odzwierciedlać, i do których będą się mogły dostrajać. Warto wiedzieć, że chłopcy częściej niż dziewczynki lubią matematykę i nauki ścisłe dlatego, że ich zabawy z dzieciństwa (samochody, kolejki, klocki, budowanie szałasów) sprzyjają rozwinięciu odpowiednich struktur mózgu. Z kolei typowe dla dziewczynek zabawy (lalki, dom, sklep, bycie mamą) silnie rozwijają kompetencje społeczne i językowe. Dlatego dziewczynki łatwiej nawiązują relacje z innymi osobami i rozwiązują konflikty poprzez rozmowę, chłopcy zaś z użyciem siły. Wiele przemawia za tym, żeby w dzieciństwie i młodszym wieku tworzyć środowiska wyrównujące u każdej płci deficyty. Małe dzieci są pełne motywacji i ciekawości poznawczej, których nie wolno niszczyć. Dzieci są otwarte na wszystko co nowe, są ciekawe świata i chętne do działania. Poznawanie świata sprawia im przyjemność, dlatego z taką wytrwałością zadają pytania „dlaczego?”. Możliwość pokazania swoich talentów jest dla dziecka najsilniejszym motywatorem. Ignorowanie jego zainteresowań i ciekawości poznawczej skutkuje niszczeniem wewnętrznej motywacji. Najlepszym wsparciem, jakiego możemy udzielić dziecku jest wiara w jego możliwości. Presja zaś wywierana na dzieci często hamuje ich rozwój – trawa nie rośnie szybciej, gdy się za nią ciągnie. Pod presją dzieci tracą zapał, a naukę postrzegają jako przykry obowiązek. (Źródło Marzena Żylińska Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi.) Z drugiej strony trzeba również pamiętać, że efektywne uczenie się w dużej mierze zależy od wewnętrznej motywacji i czasu poświęconego danemu zagadnieniu. Tylko, czy młodzi ludzie umieją mądrze gospodarować czasem? W ostatnich latach pojawiło się określenie cyfrowa demencja, którego lekarze używają do opisania choroby będącej skutkiem niekontrolowanego korzystania z cyfrowych mediów. Manfred Spitzer - psychiatra, badacz mózgu i procesów w nim zachodzących twierdzi, że intensywne korzystanie z mediów cyfrowych skutkuje – zwłaszcza u STR. 36

Inscenizacja ”Na straganie”

dzieci i młodzieży – zanikiem samodzielnego myślenia i zakłóceniem uwagi. Zbyt długie i częste przebywanie w cyfrowym/komputerowym świecie ma na płaszczyźnie emocjonalnej swoją cenę. Jest nią wycofanie się z realnego życia, problemy z koncentracją i w dalszej fazie brak postępów w nauce. W dobie, kiedy media cyfrowe rządzą światem i absorbując naszą uwagę czynią nas bezwzględnie do nich przywiązanymi, musimy zadać sobie kilka ważnych pytań, np.: Jak tablet czy konsola do gier, którą zamierzamy obdarować dziecko, wpłynie na sposób, w jaki spędza ono czas? Czy komputer uzależnia? Czy Internet to dobrodziejstwo czy przekleństwo dla młodego pokolenia? Czy nasze dziecko jest uzależnione od komputera/Internetu, komórki? Jak mogę zapobiec negatywnym skutkom i uzależnieniu? Wiele z tych pytań dotyczy spraw zdawałoby się oczywistych, a te zazwyczaj należą do najtrudniejszych. Komputer jest dobry, ale nie wtedy, gdy staje się jedynym nauczycielem, rodzicem, przyjacielem i... bogiem dziecka. Maszyna ma służyć człowiekowi, a nie panować nad nim. Internet ma ogromną wartość, ale niesie również wiele zagrożeń. Z jednej strony sprzyja nawiązywaniu nowych kontaktów, wymianie poglądów oraz daje poczucie bezpieczeństwa związanego z anonimowością. Z drugiej jednak stanowi pewnego rodzaju pułapkę dla osób, które są bardzo wrażliwe i nieśmiałe. Wraz z upływem czasu związanego z przesiadywaniem przy komputerze, narasta niechęć do jakiegokolwiek wysiłku fizycznego i przekonanie (w rozumieniu dziecka), że czas spędzony poza komputerem jest czasem straconym. Dziecko takie staje się rozdrażnione, albo zaczyna popadać w apatię, źle się uczy i słabo rozwija. Czy to już uzależnienie? O uzależnieniu zdaniem lekarzy można mówić wtedy, gdy dziecko: udaje, że się uczy, kiedy tymczasem godzinami siedzi przed ekranem monitora; w czasie gry lub przeglądania stron internetowych, wpada w stan przypominający trans; próby ograniczenia czasu spędzanego przy komputerze napotykają silny opór, nawet agresję; niechętnie spotyka się z kolegami, brak mu przyjaciół, woli komputer niż ruch na świeżym powietrzu; nie potrafi odpoczywać bez komputera. Nie kontrolowany przez rodziców czas spędzany XXXVIII GAZETA HORYNIECKA


przez dzieci przed komputerem stanowi poważne zagrożenia dla ich zdrowia, prowadzi do zaburzeń centralnego układu nerwowego, zaburzeń emocjonalnych i interpersonalnych. Musimy jednak pamiętać, że to na nas, dorosłych spoczywa obowiązek właściwej organizacji czasu dzieciom. Bądźmy świadomi zagrożeń i nauczmy się je kontrolować. Bądźmy konsekwentnymi w stosowaniu zasady „najpierw obowiązki, potem… komputer”, częściej zapraszajmy do domu koleżanki i kolegów dziecka oraz organizujmy im czas. Wymagajmy i nie wyręczajmy dziecka. Uczmy samodzielności i bądźmy w tym konsekwentni. Hasło Marii Montessori brzmi: „Pomóż mi zrobić to samemu”. Warto też dać dzieciom dobry przykład, namówić do wspólnego spaceru, aktywnego poznawania ścieżek przyrodniczych i edukacyjnych w naszej gminie, udziału w zabawach na nowym placu zabaw przy szkole, w grach na świeżym powietrzu (boisko, kort tenisowy), w wycieczkach trasami ścieżek rowerowych. I najważniejsze: nie pozostawiać dziecka samemu sobie (z komputerem w pokoju). Rozumiejąc negatywny wpływ osiągnięć technicznych XXI wieku na rozwój i kondycję zdrowotną dzieci i młodzieży, nasza szkoła podejmuje wiele działań na rzecz rozwoju i upowszechniania aktywności fizycznej uczniów. Od kilku lat na poziomie klas IV-VI jedną godzinę wychowania fizycznego realizujemy w

postaci zajęć fakultatywnych do wyboru przez uczniów (piłka nożna, ręczna, siatkowa, koszykówka, tenis, pływanie, taniec). Uczestniczymy w zawodach indywidualnych i zespołowych na szczeblu powiatu i województwa. We współzawodnictwie sportowym szkół podstawowych w powiecie w poprzednim roku szkolnym zdobyliśmy III miejsce. MEN przyznało nam też certyfikat

Szkoły w ruchu. Obecnie w klasach pierwszych realizujemy program Mały Mistrz, a dzieci przedszkolne codziennie, bez względu na pogodę, mają w programie wyjście na zewnątrz. Mając na uwadze potrzebę ciągłego motywowania uczniów do świadomych wyborów aktywności ruchowej, we współpracy z rodzicami realizujemy SPAW (Szkolny Program Aktywnej Współpracy). Za nami już dyskoteka przedsylwestrowa, szkolna zabawa karnawałowa, spotkanie z Mateuszem Kubiszynem mistrzem Polski i triumfatorem Pucharu Świata w kickboxingu, Turniej tenisa stołowego, aktywny Wieczór z bajką „Bal u królowej Zimy” oraz cykl ciekawych zajęć ruchowych i manualnych. Ferie zimowe już za nami, w numerze kilka zdjęć, a przed nami wiele ciekawych wiosennych przedsięwzięć szkolnego kalendarza imprez, w tym wielkie majowe święto: 25-ta rocznica przywrócenia Szkole Podstawowej w Horyńcu-Zdroju imienia Marszałka Józefa Piłsudskiego, na którą już dziś wszystkich serdecznie zapraszam. Więcej fotografii na okładce (ostatnia strona)

Uczestnicy wieczoru bajek XXXVIII GAZETA HORYNIECKA

STR. 37


Bożena Mróz

Nauczyciel SP w Horyńcu-Zdroju

Przepisy kulinarne Keks 25dkg mąki 5 jaj 25 dkg cukru pudru 25 dkg margaryny 25 dkg bakalii ( mieszanka keksowa wystarcza) 1 łyżka spirytusu + 1 łyżeczka proszku do pieczenia Wykonanie: Margarynę utrzeć z cukrem pudrem do białości dodawać stopniowo po 1 żółtku. Pod koniec ucierania dodać spirytus i mąkę z proszkiem. Na koniec ubić pianę z białek i lekko wymieszać łyżką drewnianą z ciastem. Przełożyć do wąskiej blaszki keksówki i piec około 50 minut w temperaturze 150stopni C. Aby mieć dwa keksy to należy podwoić porcję.

Murzynek 1 margaryna 11/2 szklanki cukru

Placek kokosowy 7 białek 25 dkg cukru 20 dkg kokosów 2 łyżki mąki ziemniaczanej 4 łyżki soku z cytryny + 1 łyżeczka proszku Białka ubić na sztywno dodawać stopniowo cukier i pozostałe składniki . Wymieszać, przełożyć do formy i piec na złoty kolor. Masa Do garnka wlać ½ litra mleka i dodać 7 żółtek (od białek) 2 cukry waniliowe, 10 łyżek cukru , 1 ½ łyżki mąki pszennej i tyle samo mąki ziemniaczanej. Rozmieszać , postawić na ogień ciągle mieszać aż masa „zabąbelkuje” – zgęstnieje. Ostudzić , utrzeć 1 ½ kostki masła, stopniowo dodając schłodzony krem, pod koniec ucierania dodać 2 łyżki alkoholu. Przełożenie : placek kakaowy masa placek kokosowy masa placek kakaowy – polać polewą lub posypać mielonymi orzechami .

½ szklanki wody 3 łyżki kakao Podane składniki włożyć do niewielkiego garnka podgrzewać na wolnym ogniu 15 minut ciągle mieszając aby lekko „mrugało”. Zdjąć z ognia, kilka łyżek masy zostawić na polanie ciasta po upieczeniu (1/4 szklanki). Następnie dodać 1 ½ szklanki mąki, 2 łyżeczki proszku cukier waniliowy, 4 żółtka, pianę z białek(mieszamy powoli łyżką drewnianą) i alkohol 1 łyżka. Włożyć utarte ciasto do keksówki piec 45 minut w temperaturze 150 stopni. Po upieczeniu polać ciasto zostawioną polewą.

Placek czekoladowo – kokosowy 7 jaj

Placek ze śliwkami w czekoladzie Upiec ciemny biszkopt 60 dkg śliwek suszonych zalać na noc zalewą ze spirytusu lub innym alkoholem, rano odsączyć. Masa –krem 2 szklanki mleka 1 szklanka cukru 2 cukry waniliowe 4 żółtka 5 kopiatych łyżek budyniu waniliowego – w/w składniki wymieszać w garnku i ugotować krem, ostudzić - utrzeć z kostką masła ( można dodać pozostały alkohol od śliwek).

28 dkg cukru

Polewa czekoladowa

28 dkg mąki

½ kostki margaryny

5 łyżek kakao

¾ szklanki cukru pudru

1 łyżka mąki ziemniaczanej

2 łyżki kakao

½ łyżeczki amoniaku

3 łyżki wrzątku

1 łyżeczka proszku + sok z ½ cytryny

1 mleczna czekolada

Białka ubić na sztywno dodawać stopniowo cukier i pozostałe składniki dokładnie powoli wymieszać, przelać do formy i piec około 40 minut (150 stopni). Po upieczeniu ciasto przekroić na pół. STR. 38

W/w składniki połączyć – gotować 3 minuty ostudzić, dodać ½ szklanki gęstej śmietany. Na placek wyłożyć utarty krem, na to odsączone śliwki a na wierzch polewa – schłodzić w lodówce. XXXVIII GAZETA HORYNIECKA


Fotografie do art. ze str. 21 - ”Narodowe Święto Niepodległości w Horyńcu”

Pomnik Poległych w Krowicy Samej

Pomnik Poległych w Horyńcu-Zdroju

Przemarsz mieszkańców Horyńca-Zdroju pod pomnik XXXVIII GAZETA HORYNIECKA

STR. 39


Fotografie do art. ze str. 27 - ”Cyfrowi tubylcy i cyfrowi imigranci”

STOPKA

GAZETA HORYNIECKA

Ukazuje się nieregularnie. ISSN 2080-2986. Nakład wydania 350 egz. Wydawca - Stowarzyszenie Przyjaciół Ziemi Horynieckiej z siedzibą w Horyńcu-Zdroju Adres - Sobieskiego 4, 37-620 Horyniec-Zdrój, tel. 16 631 31 05, e-mail: gh@horyniec.net Redaktor naczelny - Paweł Rydzewski Redaktorzy - Bożena Mróz, Marian Szymański, Krzysztof Woźny Druk - Drukarnia Kolor-Druk, 37-500 Jarosław, Podzamcze 28b, tel. 16 621 62 31 Redakcja zastrzega sobie prawo do poprawek stylistycznych, skracania tekstów oraz zmiany ich tytułów.

Gazeta Horyniecka 38  
Gazeta Horyniecka 38  

Pismo Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Horynieckiej

Advertisement