Issuu on Google+


SUKNIA Lena stała uśmiechnięta przed lustrem, przypatrując się sukience. Obróciła się w wokół własnej osi. Falbany sukienki wirowały obok jej nóg. Zrobiła piruet jeszcze dwa razy po czym wylądowała bezwładnie na łóżku. Westchnęła, kiedy usłyszała płacz dziecka. Wróciła do rzeczywistości. Przypomniała sobie, że jest Leną Markiewicz, i ma syna Leona. Pobiegła do pokoiku, w którym stało łóżeczko .Spokojnie pochyliła się nad dzieckiem, biorąc je powoli w ramiona. Przytuliła je mocno do serca. Płacz ustał. -Już dobrze ,tak?-powiedziała,patrząc z czułością na synka. Weszła do salonu,gdzie stała kołyska.Powoli ułożyła w niej dziecko,przykrywając kocem.Usiadła tuż obok,w fotelu sięgając po album rodzinny. Ujęła go w dłonie,dotykając go delikatnie i czule,jak gdyby znajdowały się w nim wszystkie osoby,które są bliskie jej sercu.Przewertowała album,poszukując wzrokiem wśród zdjęć rodzinnej fotografii. Łzy płynęły jej swobodnie po policzku,kiedy wzrokiem pożerała zdjęcie.Ożyły wspomnienia. Ojciec stojący przy stole i trzymający w ręku książkę,mama siedząca na krześle.Romek,bawiący się drewnianym konikiem..i ona,kryjąca się za bratem. Zapłakała głośno.Jej łzy,rozpływały się na fotografii.Otarła je pospiesznie,kiedy usłyszała dźwięk otwieranego zamka.Usiadła na fotelu z gazetą,udając pogrążoną w lekturze. Do pokoju wszedł. Janek bacznie rozglądał się po pomieszczeniu.Zaciekawiony podszedł do Leny,odchylając gazetę w ten sposób,iż widział pochyloną głowę żony,wpatrującą się nadal w jakiś punkt. -Lenka?-zapytał odkładając gazetę z jej rąk. Siedziała jak zahipnotyzowana.Nie dostrzegała tego,że ktoś przed nią stał.Że ktoś do niej mówił. Kiedy wyszła z transu,siedziała wyprostowana jak igła.Nie drgnęła,ani nie zakłopotała się.Powiodła jedynie wzrokiem w stronę męża. -Odgrzać obiad?-zapytała wstając z fotela. Janek popchnął ją lekko,wymuszając ją do siąścia z powrotem. -Co się dzieje?-powiedział klęcząc,tuż obok fotela-Lenko,mi możesz powiedzieć-zapewnił Janek. -Przecież..zawsze Ci o wszystkim mówię..-powiedziała,marszcząc brwi-Roztkwiliłam się nad fotografiami rodzinnymi-zakończyła,załamując głos. Janek wstał i przytulił ją mocno.Lena drżała płacząc,nie mogąc wymówić słowa. -Wszystko będzie dobrze-mówił szeptem-Wszystko będzie dobrze.. Dziecko głęboko spało. *** -Weroniko,tylko tyle masz nam do powiedzenia?-powiedziały niemal równocześnie Wanda z


Hanią. Ruda patrzyła bezradnie na chichoczące koleżanki.Wyglądały na parę wariatek,które wyszły z zakładu psychiatrycznego,z żółtymi papierami. -Mówię prawdę..-zakończyła oschle Ruda. Wandą z Hanią spojrzały na siebie.Wybuchnęły śmiechem. Ruda zdenerwowana,gwałtonie odsunęła krzesło.Nie było jej do żartów,przynajmniej teraz.Nie zamierzała dyskutować ze spitymi w belę koleżankami,które właściwie teraz,przestawały nimi być. -Cześć-rzuciła Ruda,sięgając po palto. Hania zerwała się i chwiejnym krokiem,dosyć niezgrabnie podbiegła do Rudej. -Przepraszam-mówiła,opuszczając głowę w dół-Przepraszamy..To się więcej nie powtórzyzapewniła,podkreślając to uniesieniem dłoni w górę. Ruda z powątpiewaniem zgoniła ją wzrokiem.Miała dosyć jej zapewnień,pustych słów.Odkąd Bronek wyjechał w strony ojca,Wanda z Hanką urządzały sobie spotkania,przy likierze.Widziała jak się staczały na samo dno,sięgając do kieliszka.Sama do niedawna robiła to co one.Robiła to jednak sama,na uboczu.Nie pokazywała innym,że pije.Cieszyła się w duszy,że z tego wyszła. Wzięła głęboki wdech.Popchnęła lekko Hankę do salonu,w którym na stole,leżała Wanda.Bełkotała coś raz po raz,wybuchając przy tym śmiechem.Ruda podbiegła do niej biorąc ją pod rękę. -Wstajesz-powiedziała pewnie-No,już!Na co czekasz!Może na oklaski?!-zapytała z ironią Ruda,targając Wandę w stronę łóżka. Powoli posadziła na nim kobietę,która po chwili opadła na łóżko.Pijana Woyciechowska zasnęła. Ruda odgarnęła włosy,które upadły na czoło.Spojrzała na prostującą się nieudolnie Hanię;pomimo swoich wysiłków,garbiła się zwisając głową w dół,jakby była dla niej ciężarem. -Ogarnij się-wyparowała Ruda-Nie możesz urządzać libacji w domu Bronka!Przede wszystkim;nie pakuj w to wszystko Wandy-mówiła przez zęby-Ja już się ją zajmę osobiścieurwała,odwracając się na pięcie w stronę śpiącej Woyciechowskiej. Usłyszała toksyczny śmiech. -Nie rozkazuj mi,kochana-rozpoczęła Hanka,nalewając sobie likieru-Lepiej powiedz,jak ty piłaś-pardon-pijesz..-zakończyła,wlewając sobie likier do ust.Oblizała usta,wpatrując się w osłupiałą ze złości dziewczynę. -Nie masz prawa mi tego wygarniać!-krzyczała,nie panując nad sobą-Ja nie oceniam Ciebie,tylko po tym,jaka byłas w stosunku do Michała!-wyparowała. Ta uniosła jedną brew,ironicznie się uśmiechając. -Zazdrościsz?Oj,to nie zdrowe,na dłuższą metę-powiedziała przecząc głową-Nie bądź kąśliwa tylko dlatego,że nie ma przy Tobie Władka-powiedziała,rozprostowując się na krześle. -Pożałujesz tego-zagroziła Ruda ,wskazując na Hankę palcem. Dziewczyna zachichotała ,naigrywając się. Ruda biegła po schodach, ocierając łzy. Z dnia na dzień miała dość Władka i wszelkie problemy, odwoływała w jego stronę.


SATYSFAKCJA Rainer 20 październik,Szucha. Gabinet Rainera Zbliżała się dwunasta. Lars czekał na wstępne wyniki przesłuchiwań Leny.Oczekiwał,że dziewczyna złamie się i cokolwiek powie.Okazała się być twardą sztuką,równie jak jej sprytny mąż.Wierzył,że wydusi z niej to,co chce-dowie się gdzie jechała i jaką wiadomość ze sobą wiozła.Potrzebował czasu,a także dobrego momentu,w którym rozegrałby drugą,tym razem o wiele trafniejszą prowokację. Rozległo się pukanie do drzwi. -Wejść! W drzwiach pojawił się Willi. -Willi,przyjacielu-powiedział wyciągając ręce-Dawno się nie widzieliśmy!Powinniśmy spotkać się,wiesz...na jakieś whisky,albo coś...pogadać,jak za starych dobrych czasów!mówił,nalewając kolejny kieliszek rumu-Siadaj!-powiedział wskazując na krzesło. Ten spojrzał na niego z ironią.Nie lubił zastawać go w takim stanie. -Słuchaj-powiedział,popijając i kręcąc się na fotelu-Może byśmy zrobili sobie urlop!wykrzyknął,śmiejąc się-Tak,tak,tak!Pojedziemy do Kopenhagi!Odwiedzimy Kristine i wrócą stare dobre czasy!-powiedział wstając i chwiejnym krokiem zbliżając się do telefonu. Willi pokręcił głową. -Czekaj!-podbiegł do niego,wyrywając mu z dłoni słuchawkę.Posadził go na fotelu-Nie widzisz w jakim jesteś stanie?!Chcesz,żeby zawiesili Cię,albo znowu wysłali na wschód?!Nie zapominaj się,że prowadzisz sprawę tych cwaniaczków i musisz zawsze być w pogotowiupowiedział poprawiając mundur-Musisz trzymać fason,Lars-zakończył,podchodząc do kredensu-Nie pozwalaj sobie na wiele. Lars zaśmiał się ironicznie. -Nie będziesz mi stawał warunków!W ogóle-powiedział wstając-Jestem zmęczony i żądam urlopu!-krzyczał. -Cuchniesz rumem-powiedział z obrzydzeniem Willi-Ogarnij się,zanim zawita tutaj Fisher lub jakikolwiek nieproszony gość. Lars zmarszczył czoło.Ułożył palce w piramidkę,po dłuższym milczeniu odparł: -Masz racje.Nie mogę wpaść w łapska Fishera.W ogóle,N I E M A M O W Y ! - wykrzyknąłDziękuję-mówił,potrząsając głową-Że jakoś na mnie wpłynąłeś.Powiedz,że pojechałem na obiad..muszę wytrzeźwieć.Głowa mi pęka!-mówił,leżąc na stole. -Wyobraź sobie,że doskonale Cię rozumiem-powiedział,patrząc na niego jak na głupiutkie dziecko-Dawno się tak nie spiłeś.. Miał już wychodzić,kiedy zatrzymał się.


-Wiesz,co?-odwrócił się i lekko uśmiechnął-Czasami mam wrażenie,że mam do czynienia z chłopaczkiem,który chce zostać oficerem. Lars popatrzył na niego pytająco.Chciał się odezwać,ale zrezygnowany podszedł do okna. Usłyszał trzask drzwi.Uderzył pięścią w szybę.

Diabeł ubiera się u? Czyli jak to z Hanią było Moje serce, to jest muzyk, który zwiał z orkiestry, bo nie z każdym lubi grać. Żaden mu maestro nie potrafi rady dać. Moje serce, to jest muzyk improwizujący, co ma własny styl i rytm, ale, gdy gorąco kocha, wtedy gra jak nikt - Ja lecę do swojej nowej dziewczyny ! ? wrzeszczy Michał, wsiadając do rikszy. Chłopaki nie mogą już go przekrzyknąć. Nie mogą go zatrzymać. Jak o dziewczynę Michała chodzi, to jest to sprawa najwyższej wagi. *** Blondyn przygładza ostatni już raz potarganą czuprynę. Z nonszalancją podchodzi do okienka i coś szepce. Brunetka skina głową i znika za zapleczem. Mężczyzna pojawia się tam po kilku minutach. *** - Witaj Haniu ? mówi Michał. - Cześć ? odpowiada dziewczyna, opierając się o budynek. Oczy jej się błyszczą, a kąciki ust lekko unoszą. - Idziemy do restauracji ? - Przestań. Nie przyszliśmy przecież jeść.. - To? może na spacer ? ? pyta Michał, posyłając jej błagalne spojrzenie. - No dobra ? odpowiada Hania i rusza pierwsza. Wyglądają obok siebie dosyć komicznie; ona pierwsza pewna siebie kobieta, ciągnie za sobą blondyna, który wydaje się jej ulegać. Niewątpliwie Hania rzuciła na Michała urok, a on całkowicie złapał przynętę. Od tamtego spaceru wszystko się zaczęło. *** Michał wraca do domu w dobrym humorze. Przestępując próg domu, nuci coś pod nosem. Władek ze zdziwieniem zagląda do hallu. - W porządku braciszku ? ? pyta, jak zawsze ze stoickim spokojem. - A bardzo dobrze ? odpowiada Michał nie kryjąc uśmiechu ? Moja nowa dziewczyna jest urocza?- kończy, poruszając zabawnie brwiami.


Władek nie reaguje na te dziecinne żarty Michała i mówi obojętnie. - Z pewnością urocza. - Tylko tyle na ten temat ? - Tylko tyle ? rzuca oschle Władek, siadając do stołu. Chłopak wzrusza jedynie ramionami i siada obok niego. Sam przestawał się dziwić innym. Nikogo nie wzruszały jego nowe związki. Trzeba się ustatkować ? powtarza sobie kolejny już raz Michał. I wreszcie wiosłuje w zupie, zapominając o wrażeniach wieczoru. *** Widziałem ją dzisiaj, tak o poranku, Czytała książkę na ławce w parku. Jak kot podszedłem, na brzegu usiadłem, Podniosła oczy, a ja odpadłem - Nie ma to jak spacer po naszych Łazienkach ? mówi Bronek, upajając się słońcem poranka. - Mówisz jak baba ? beszta go Michał. - Apropos bab..pardon..kobiet ? poprawia się Bronek, kryjąc tajemniczy uśmiech ? Czyżbyś dzisiaj nie był umówiony na randkę? - Skąd wiesz ?! ? pyta Michał, bardziej z rozbawieniem, niż z zaskoczenia. - Wydawało mi się, że w Polsce musisz nadrobić braki .. ? rzuca Bronek. I w tym samym momencie Michał uderza go z całej siły łokciem. Śmieją się obaj. On rozumie, że każdy ma go za bawidamka. - To na mnie czas ? mówi Bronek, zerkając na zegarek ? Dzisiaj mam spotkanie z młodzieżą ? tłumaczy. - Aleś ty dowcipny ? wtrąca swoje trzy grosze Michał ? No to spadaj, bo ja mam randkę ? akcentuje ?ę?w taki sposób, że Bronek wybucha śmiechem. Michał kręci się koło alejki. Denerwuje się? Jak to on ?! On by się denerwował ?! Przecież to nie jest jego pierwsza randka! Ten pierwszy raz był banalny. Michał ma urok osobisty, dlatego dziewczyny mają do niego słabość. Był pewny, że tak samo będzie z Hanią. Ale? W pewnym momencie pojawiła się ta sama brunetka. Z tym samym błyskiem w oku, i z tak samo uniesionymi kącikami ust. Usiadła na ławce i wyciągnęła książkę. - Usiądź, głupolu ? zgoniła Michała, nie urywając wzroku znad książki. - Będziesz tak sobie..czytać ? - Już kończę ? rzuciła. Michał spokojnie czekał, aż wybranka jego serca zakończy czytanie lektury. Czas mu się ciągnął, Hania nadal czytała.. To najgorsza randka w moim życiu! Hania wreszcie rozciągnęła się , zajmując prawie całą ławkę. - Haniu, co Ty robisz?


- Byczę się, nie widzisz? Michał podpiera głowę na ręce i czeka, aż dziewczyna skończy odprawiać dziwny rytuał. - Haniu..to może ja pójdę po ..? - Nie ? przerywa mu ? Masz tutaj siedzieć przy mnie ? Mamy Radkę ? odpowiada z błogim uśmiechem. - Rozumiem ? kiwa potulnie Michał, rozkładając się na ławce podobnie jak Hania. - Zauważyłeś, że to ja stawiam Ci warunki? - Zdążyłem zauważyć. - Jutro pójdziemy do kawiarni ? mówi z rozmarzeniem Hania, przytulając Michała. Nie mogę się doczekać jutra! *** Doktor Maria Konarska pociera zmęczoną twarz. Czeka na kolejnych dwóch studentów, których ma odpytać do egzaminu. Nagle do gabinetu wbiega blondyn. Oczy mu płoną, buzia się śmieje. - Mamo ! ? rzuca jej się w objęcia. Długo pozostają w uścisku. Marii do oczu cisną się łzy, ale nie pozwala im spłynąć. Lada chwila mogą pojawić się studenci. Oni nie mogą wiedzieć, że pojawił się tu jeden ze spadochroniarzy ? słynnych cichociemnych. - Synku, ale Tobie.. Podekscytowany Michał przerywa wpół zdania matce i z entuzjazmem zaczyna opowiadać. Na końcu serce wyrywa mu się z piersi. Zaczyna opowiadać o Hani. Matka z rozmarzeniem wpatruje się w syna, usiłując na siłę wyobrazić sobie wybrankę syna. Brunetka, szczupła, zgrabna? z płanetnikami w oczach ? Syn czyta jej w myślach i rzuca szybko. - Mamo to prawdziwa jędza! ? śmieje się serdecznie ? Bezlitosna jest dla mnie.. - Jak to ? ? pyta zaciekawiona mama ? Przecież bardzo się kochacie. - Ah, no przecież cały czas o tym mówię ! ? krzyczy Michał, uderzając się w kolano. Chłopak opowiada i opowiada, ale matka ostatnimi siłami wygania go ? przed wparowaniem studentów ? z gabinetu. Michał ociężale opuszcza szpital. Jest zmęczony dniem. Chcę się położyć, zasnąć. I śnić o Hani. Ta dziewczyna jest niesamowita! *** Hania siedzi w mieszkaniu przymierzając sukienki. Nie wie którą założyć, jakie dopasować do tego buty. Wreszcie wybiera jedną z pośród czterech sukienek ? śliczną błękitną ? i ubiera ją. Nakłada jeszcze buty ? byle jakie, wyjściowe. Siedzi na łóżku, kiedy dzwoni dzwonek. Przez wizjer widzi Michała ? rozpromienionego, z kwiatami w oczach. Wesoło otwiera drzwi i ściska chłopaka ile może. - To dla mnie ? - Nie, dla mojego brata ? odpowiada z uśmiechem, wpraszając się do mieszkania. - To idziemy dziś do tej kawiarni ? ? pyta. - Nie?zostajemy u mnie ? odpowiada dziewczyna. Zdezorientowany Michał wygląda strasznie.


Przewraca oczami w tę i we w te, posyła jej przy tym błagalne spojrzenia i rozpaczliwym tonem zaczyna. - Haniu? weź że się zlituj! Od kilku dni.. - Michałku. Nie bądź taki zrzęda. Jak kochasz, to poczekasz na kawiarnie ? kończy dosyć banalnie, zaskakując tym chłopaka. - To co będziemy robić? - Nic nie robienie jest fantastyczne ! Chcę stąd uciec, ale przy okazji zabrać ją stąd! *** Godziny mijają, a Hania śpiewa. Słodko i fałszując raz po raz. Przytula Michała, nie wypuszczając go z ramion. - Zaśpiewasz ze mną?. Proszę. Po chwili śpiewają razem; Michał drze się w niebogłosy, Hania mu wtóruje. Wreszcie padają na twarz i ze zmęczenia nie są w stanie wymówić słowa. Michał zdobywa się na krótkie wyznanie. - Kocham Cię. Hania posyła mu jeszcze słodszy uśmiech i odpowiada cicho. - Ja ciebie też. Toną we swoich słowach i myślach. Są dla siebie i tylko dla siebie. *** To toksyczny związek ? Nie polega na niczym ? Nie prowadzi do niczego? Jak to ? Ona sobie jego podporządkowuje ?? Michał zaczyna pracować. Chcę coś robić, rwie się do broni. Z Hanią nie widzą się już trzy dni. Jak ja to wytrzymuję ? Celina rekompensuje mu Hanię. Jest przy nim i dotrzymuje mu towarzystwa. Staje się dla niego bliską osobą. Ona kiedy go widzi chowa się. Nie chcę, żeby on widział, że ona tęskni, kiedy odchodzi. Brzmiałoby banalnie. To on musi za nią zatęsknić. - Michał ..? szepce któregoś razu, ale po chwili traci odwagę. On patrzy na nią szerokimi oczami. Spłoszona Celina znika za mgłą codzienności i ubiera pelerynkę niewidkę. *** - Tak za nim tęsknię, że nie wytrzymam ! Kocham go bez opamiętania! Nie lubię, kiedy zostawia mnie samą.. czuje się.. źle. Powinien być przy mnie i tylko przy mnie ? kończy Hania, przyglądając się Celinie. Koleżanki po fachu, obydwie łączniki. Obydwie śliczne i do obydwóch mam słabość.. Celina udaje, że słucha, ale nie słucha. Bo z każdym słowem Hani serce jej się kraje na części i powoli rozpada. Brzmią one jak wyrok. - I on już nie przychodzi do mnie cztery dni ! ? wydziera się Hania, kręcąc głową ze smutkiem ? On mnie już nie kocha.. Celina wzdycha cicho i wstaje od stołu. Podchodzi do okna i zatapia wzrok w kamienicy. Nie chce patrzeć w smutne oczy Hani, które przygnębiają ją jeszcze bardziej.


Nie wie co ma robić, nie wie jak ma się zachowywać. - Chyba powiem mu, że to nie ma sensu? - kończy Hania, odstawiając literatkę. Obydwie milkną. A cisza tak samo je przytłacza. *** Michał budzi się z bólem głowy. Zimny pot oblewa jego czoło, zimny dreszcz przepływa przez jego ciało, czuje się źle. Naważyłem piwa i muszę go teraz wypić?sęk w tym, że nie wiem z którego kufla.. Twarz przykłada sobie poduszką i zapomina. Kiedyś trzeba wybrać.. *** - Jak ja go mogłam tak kochać ?! ?.On się mną bawi ! - To ty się nim bawisz ? odpowiada. - Ja ?! Ja go kochałam! - Kochasz?? - Nie wiem. Teraz nie wiem. - Jak nie wiesz, to daj kochać innym ? kończy oschle, opuszczając mieszkanie. Hania topi się we własnych łzach. *** Kiedy wreszcie się spotykają ich relacje nagle się oziębiają. Oczy Hani nie płoną, kąciki ust się nie unoszą. Hania siedzi wściekła jak osa, która przygotowuje się do wyciągnięcia żądła. Michał spuszcza głowę, unikając jej wzroku. - Myślałam, że ci na mnie zależy. Myliłam się ? odpowiada i wychodzi. On nie potrafi siedzieć i patrzeć jak ją traci. Podbiega i ściska ją tak mocno, na ile potrafi. Wybrałem. *** Kolejne dni są sielanką zakochanych, miodem, leniuchowaniem. Nie obywa się bez pretensji Hani. Oczy jej jeszcze bardziej błyszczą, śmieją się i znowu czarują Michała. - Nie minęło dwa dni, a Ty znowu stajesz się dla mnie jędzą ? rzuca Michał, kryjąc śmiech. - Przestań już. Ja ciebie kocham, a ty mi o jędzach.


CELINA Michał kluczył pomiędzy zawiłymi korytarzami redakcji, szukając pokoju nr.5. Miał nadzieję, że spotka Celinę i szybko wyjaśni jej pewne rzeczy. Nerwowo przygryzał wargi, przesuwając wzrokiem po kolejnych tabliczkach. Wreszcie dostrzegł pochyloną i wyblakłą piątkę, która sterczała odstraszająco na mahoniowych drzwiach. To ten pokój dzieliła Celina wraz z współpracownicą. Mężczyzna zapukał pewnie i bez pozwolenia wszedł do środka. Burza loków opadała kaskadą na bladą twarz Celiny. Palce równo wybijały rytm na masywnej maszynie. Kartka zapełniała się kolejnymi słowami, a Michał tkwił nadal w swoim miejscu. Tej drugiej nie było. Widocznie miała przerwę obiadową, lub coś takiego. Albo wciągnęła się w rozmowę z tym profesorkiem od tych ?świerszczyków? ? pomyślał z przekąsem Konarski. - Witaj Celina ? powiedział chłodnym tonem, wsuwając ręce do kieszeni obdartej kurty. Kobieta podniosła głowę znad kartki, po czym odsunęła się nieco od biurka. - Cześć ? rzuciła uroczo, a na jej twarzy odmalował się szeroki, urzekający uśmiech. Chłodny wzrok spoczął na pliku teczek, które piętrzyły się na jej biurku. - Chcesz ze mną o czymś porozmawiać? ? zapytała niepewnie. - Owszem. Mam dużo do powiedzenia. Celina spochmurniała. - Przychodzę tutaj kolejny raz.. i kolejny raz chcę zapytać cię o to samo. Po co ty to robisz? - Michał? - Mogłabyś odpowiedzieć na moje pytanie?! Tak cię pasjonuje te pisanie do czerwonych gazetek? Wiesz, ja nie mogę uwierzyć, że ty jeszcze niedawno byłaś w konspiracji. Że byliśmy.. przyjaciółmi ? uciął, obrzucając ją haniebnym wzrokiem. - Jak możesz tak o mnie mówić?! Powtarzałam ci, że to nie są komunistyczne pisma! Nasza walka poszła na marne.. czy o taką Polskę walczyliśmy?! - Szybko odnalazłaś się w nowym systemie ? sarknął Michał ? Nie dziwię się. Mi te towarzystwo też pozmieniałoby w głowie! - Wynoś się ? wysyczała przez zęby ? Wynoś się, nie chcę cię tu więcej widzieć! - Jak chcesz, Celinko? Jak chcesz ? zaśmiał się ponuro ? Zmieniłaś się. Nie taką chciałem spotkać Cię po wojnie. - Mogę powiedzieć to samo. Zatrzaśnij za sobą drzwi ? dodała, sięgając po plik kartek. - Jak sobie życzysz ? dodał. *** Mieszkanie było puste i nieprzyjemne. Przewijało się po nim kilkanaście osób. Ten gwar, wrzaski dzieci, nawoływania kobiet, żarty mężczyzn.. wszystko to zwijało się w ciężką kulę, która uderzała całą siłą w Rudą. Miała tego wszystkiego dość. Władek nie wracał do domu. Sama nie wiedziała, gdzie on spędzał noce. Co jadł i z kim przebywał. Może ktoś zauważył ją z Ernestem? A może ktoś zauważył to, jak próbował ją


pocałować? Poczuła nagłą falę wstydu. Władek robił dla niej wszystko, a ona szlajała się po mieście robiąc manicure i spotykając z mężczyznami. Z Ernestem? Kim on właściwie dla niej był? Dobrym przyjacielem z oddziału, czy odtrutką od codzienności? Odpoczynkiem od Władka? Bolała ją głową. Od kilku dni nie spała, mało jadła. Chciała stąd wyjechać, ale w ostatniej chwili zrezygnowała. Postawiła Ernesta pod ścianą, zapłaciła za fatygę i zdecydowała, by udawać. Udawać, że zniknęła, że jej nie ma. Władek ułoży sobie życie beze mnie ? pomyślała smętnie. Przed oczami miała jego gniewny wzrok.. płonące oczy, rozwichrzone włosy i potarganą koszulę. Przez ramię przewieszony karabin kołysał u jego boku, a skórzane oficerki połyskiwały w słońcu. Tuż za nim ze spuszczoną głową podążała kobieta. Włosy ściśnięte w gruby warkocz, sprana bordowa koszula, męskie spodnie i colt przy pasie.. - Tego już nie ma i nie będzie ? szepnęła. *** - Janek, obudź się! ? krzyknął Bolek ? Czas wstawać. - Nie mam po co się budzić.. - Chłopie nie możesz rezygnować z życia! Może jeszcze weźmiesz colta i przestrzelisz sobie łeb?! - Wiesz, że nie wykluczam tej opcji?! ? ryknął Janek, podnosząc się ociężale z miękkiego materacu. Miał ochotę tkwić na nim w wieczność. Zamykać powieki i nie budzić się. Żyć, ale dawno być po drugiej stronie. Z ukochaną żoną i wyczekiwanym synkiem. - Nie gadaj głupot. Wstawaj, szybko, szybko! *** Lena rozgarnęła z czoła niesforne kosmyki włosów. Przytrzymywała Jasia, gdy ten kopał nóżkami w powietrzu. Wasilewski siedział przy stole przyglądając się temu obrazkowi. - Czegoś Ci potrzeba? - Nie? - zaczęła nieswojo Lena, spuszczając wzrok ? Właściwie to? - Tak? ? zaczął pułkownik, przeszywając kobietę wzrokiem. - Ja.. panu dziękuję za tę pomoc, ale ja mam męża. Jestem pewna, że on mnie szuka. Nas.. szuka. Nie mogę tutaj? - Możesz. Nie myśl już o tym. Odpocznij. Będę wieczorem. Lena przymknęła ociężałe powieki, by udusić rodzące się łzy.


Po prostu tańcz, czyli Lena w sidłach miłości Grupka ludzi siedzi przy stole, poupychanym wszelakim kwieciem i gazetami. Pomiędzy tym wszystkim położone są półmiski z sałatkami i ciasta. Szklanki z napojami brzęczą raz po raz, przesuwane to w tę, to w drugą stronę przez gospodynię domu. W tym momencie kobieta unosi lewą brew i delikatnie podsuwa obrus w lewą stronę. Łyżeczki położone na szklankach lekko drżą, jakby zaraz miały spaść i speszyć gospodynie. Goście z powagą przyglądają się kobiecie, która w skupieniu przekłada zastawę stołową. - Lenko, usiądź już z nami ? prosi brunetka około sześćdziesiątki, a oczy błyszczą jej jak dwa cekiny. - Ciociu, ja naprawdę przepraszam, ale wstyd gościć zaproszonych, przy tak niezgrabnie zastawionym stole.. Zgromadzeni zanoszą się serdecznym śmiechem, przyprawiając Lenę o soczyste rumieńce. Jakiś mężczyzna wyrywa się z miejsca i ciągnie ją za nadgarstek. Roman. Pod wpływem tego gestu, Lena spuszcza wzrok i siada na miejscu. - Powinnaś odpocząć. Taki upał, a ty tylko biegasz, coś dokładasz, coś przekładasz.. Przykuta do krzesła i przyciśnięta silnym ramieniem Romana, Lena usadawia się na miejscu. Zerka nerwowo w stronę Jasia, wierzgającego uporczywie na kolanach Celiny. - Nie daje ci w kość? ? pyta dziewczynę słabo, posyłając jej niepewny uśmiech. - Twój Jaś jest przeuroczym chłopczykiem i ani przez chwilę nie poczułam się zmęczona. Lena wie, że ostatnia deska ratunku właśnie odpływa. Celina radzi sobie z Jasiem, a więc nie może jej go odebrać. Musi nadal tkwić w przytłaczającym uścisku Romana. Na jej czoło występują pojedyncze strużki potu. Po chwili zbierają się i kaskadą spływają, po jej dziewczęcej twarzy. Czuje, jak dłoń Romana zaciska się bardziej na jej ramieniu. Palce przyciśnięte do ławki bieleją i zdaje się, że krew do nich nie dopływa. Goście zajadają się przysmakami i prowadzą ożywioną dyskusje. Dwie blondynki nachylają się do siebie i o czymś plotkują. Przygarbiony mężczyzna nalewa do kieliszków metaliczny płyn, który błyszczy w popołudniowym słońcu. Mała dziewczynka trzyma na nóżkach kota, dokarmiając go kiełbasą. Gdzieś pomiędzy ławą miga para cekinowych oczu ciotki i jej zwiewna sukienka. Radio wesoło gra, kilka par wyrywa się do tańca i wygina w rytm skocznej piosenki. W szaleńczy wir wpada coraz więcej gości i po chwili Lena z Romanem pozostaje sama na ławce. Słońce świeci, piekąc ich blade, mleczne twarze. Roman ciężko wzdycha, nie rozluźniając uścisku. Jeszcze chwila, a Lena pod nim zemdleje. - A co my tu jeszcze robimy? ? pyta wesoło Roman, wypuszczając Lenę z uścisku. Kobieta czuje do teraz jego dłoń, uciskającą jej ramię.


- Siedzimy ? odpowiada sennie, mrużąc oczy i sięgając po szklankę wody. - No właśnie! A powinniśmy tańczyć, bawić się! ? krzyczy mężczyzna, chwytając Lenę za rękę i ciągnąc w stronę tańczących. Szklanka upada na stół z łoskotem, a woda ścieka cicho po białym obrusie. Znajdują się w samym sercu zabawy. Tańczące pary otaczają ich zewsząd, nie wypuszczając z kręgu. Słychać muzykę, zuchwale płynącą z radia. Roman zaciska dłoń na talii Leny i kręci nią w około. Świat wiruje, skacze, gra, podryguje. Słychać szelest kobiecych sukien. Kolory plączą się przed oczami, upał uderza do głowy. Lena gubi kroki, ale Roman ją prowadzi. To w tył, to w przód, w prawo, w lewo. Słońce ją oślepia, ale nie na tyle, by nie ujrzeć jego twarzy. Radosnej i zapatrzonej w jej mętne, zadumane oczy. - Żałuję, że nie spotkałem cię wcześniej ? szepce, gdy szaleństwo osiąga swoje apogeum. Lena otrząsa się, jakby z mamiącego snu. Jak oszukana, rozgląda się dookoła. Widzi tylko tańczące kolory, suknie, dudniące radio. Czuje, że w powietrzu niosą ją czyjeś ramiona, bo nie ma już siły tańczyć. Gdzieś w tłumie dostrzega znajomą twarz. Twarz zasmuconą i smętną. Gdy nogi same zwalniają, a muzyka cichnie, dostrzega Janka. Jakiś potworny głaz, przytłacza jej płuca. Czuje, że się dusi. Ma już usiąść i wybuchnąć gorzkim płaczem, gdy z radia wyrywa się kolejna piosenka. Roman znowu zaciska silne ramie, a ona w nim pozostaje. Nie może się z niego wyrwać. Tańczą dalej, kolory się mienią, sukienki szeleszczą, ale słońce nie świeci tak jak wcześniej. Gaśnie.


Auf Wiedersehen,najdroższy Lars przeglądał papiery znajdujące się na biurku. - Dlaczego ja muszę pracować w tym Interpolu ? ? mruknął sam do siebie. Zmarszczył czoło, kiedy zauważył kolejną stertę dokumentów czekających na posegregowanie. Ze zniechęceniem sięgnął po pomarańczę. - To jutro ? rzucił, obierając powoli owoc. *** - Inga ! Ingeborg ! ? wrzeszczał mały człowieczek, rozwierając szeroko ramiona w geście przyjaźni. Uśmiechnęła się lekko mrużąc oczy. - Droga pani ! - ciągnął człowieczek ? Może miałaby pani ochotę zaśpiewać w naszym teatrze ? Widzowie za panią szaleją ! Inga parsknęła ironicznym śmiechem. Pokręciła głową i ze zrezygnowaniem spojrzała na mężczyznę. - W teatrze ? Tutaj w Polsce ? Pan chyba nie jest poważny? - Dlaczego, droga pani ? ? spytał z wyraźnym zaskoczeniem. - Nie wie pan, że Polacy z prawdziwego artysty mogą zrobić śmiecia..? ??Tylko.. - Proszę nie kończyć ? przerwał zarumieniony dyrektor teatru, Friedrich Volmann ? Ale.. - Widzi pan.. tych ludzi nie interesuje sztuka. Tutaj w Polsce niech pan na mnie nie liczy ? zakończyła odwracając się na pięcie i wychodząc. Volmann zaklął cicho. ??Czy ta kobieta ma dobrze poukładane w głowie?!?? Inga była z siebie zadowolona. Bo ona byle gdzie grać nie będzie. I byle dla kogo. Z zaplecza wybiegła młoda dziewczyna ? - I jak, dyrektorze ? Będzie u nas. - Nie tak łatwo ją kupić ? powiedział cynicznie, wychodząc wyraźnie rozdrażniony. *** Inga wbiegła do mieszkania jak messerschmitt. Rzuciła torebką w kąt i niedbale zdjęła płaszcz. Wparowała do gabinetu Larsa, nie pukając, jak to miała w zwyczaju. - Co tam ? ? zapytał, nie spuszczając wzroku z papierów. Usłyszał głębokie westchnienie i delikatne bębnienie palcami w stół. - Słucham cię Indziu ? ? powtórzył, przenosząc wzrok na naburmuszoną kobietę. - Odmówiłam grania tutaj w teatrze.


- Ależ dlaczego, moja droga ? Przecież dyrektorem warszawskiego teatru jest Niemiec.. Volmann bodajże . - Volksdeutsch , Larsie ? rzuciła ironicznie. - Volksdeutsch, ważne, że nasz ! Zmienił nazwisko zapewne. Poświęca się dla III Rzeszy ? uśmiechnął się szeroko. Inga nie odwzajemniła się, jedynie tupnęła nogą i jak rozwydrzona dama wrzasnęła. - A może wyjechałbyś ze mną choć raz do Berlina, na moją premierę ?! Lars osłupiał. - Dobrze? pojadę z Tobą na premierę. Ale jutro. Dzisiaj mam spotkanie. - Z kim ? - Wnikasz za głęboko.. ? zaczął Lars, a później dziwnym głosem dodał ? Zrobiłaś się zbyt bezpośrednia, a to źle.. - Chcesz powiedzieć, że wnikam w twoją prywatność ? ? ciągnęła, czerwieniąc się gniewnie. - Złość piękności szkodzi ? powiedział, wracając do papierkowej roboty. *** Brunetka kręciła się po scenie, gestykulując i wypowiadając swoją kwestię. Volmann siedział na widowni i bacznie obserwował aktorkę, co chwila przerywając jej i wytrącając ją z rytmu. - Mówisz to za szybko, Helenko, zbyt za szybko ! - Właśnie w tym momencie dowiaduje się o.. - Nie ! Nie w tym ! Spójrz w tekst, szybko! Jak się nauczyłaś ?! Kobieta ze zdenerwowaniem wertowała scenariusz, natknąwszy się na scenę zarumieniona wydukała ??przepraszam??. - Jutro o tej samej godzinie ? wstał z miejsca i ruszył w jej stronę ? Ćwiczymy do oporu. Ta sztuka musi się udać. Helena potulnie skinęła głową, nie zbierając się na jakikolwiek komentarz. Rozdrażnienie Volmanna nie opuszczało od wczoraj. Poczuł się szczególnie dotknięty odmową gwiazdy niemieckiego kabaretu . Zależało mu na tym, aby przedstawiła swój debiut. Z głębokich rozmyślań wyrwały go ciche słowa Heleny: - Panie dyrektorze.. - Tak ?! - Telefon do pana. - Któż znowu ? Kolejna rozkapryszona gwiazdka, która chce pokrzyżować moje plany ?! - Niezupełnie.. Ingeborg Neumann. Dyrektor wybiegł z sali popychając zlęknioną kobietę. ***

- Usiądź Tino ? powiedział ciepło Lars, przesuwając płaszcz, który zajmował znaczną część sofy. - Dziękuję ? odpowiedziała promiennie kobieta. Była to wysoka blondynka, o czysto germańskiej urodzie, z niebieskimi wyłupiastymi oczyma, która z pewnością pasowałaby do ideału kobiety III Rzeszy. - Co u Ciebie słychać ? ? spytał, podając jej filiżankę kawy. - W porządku. Troszkę.. czuje się w Polsce zagubiona. A bardzo chciałabym odnaleźć się jako.. sekretarka. - Ty sekretarką ? Tino.. powinnaś zostać aktorką !- krzyknął Lars z niepohamowaną ekscytacją ? Porozmawiałbym z Ingą..


- Ingą ? - Znajoma. Dobra koleżanka - po jego czole spłynęły strużki potu. - Nie wnikam ? wydała z siebie toksyczny chichot. Lars uśmiechnął się szeroko i upił łyk kawy ze swojej filiżanki *** -Wiedziałem, że pani u nas wystąpi ! ? Friedrich zadowolony ruszył w kierunku Ingi. - Kiedy mam się pojawić ? ? spytała cierpko Inga, nie dopuszczając do siebie dziarskich złów mężczyzny. - Odpowiada pani? czwartek ? Najlepiej byłoby w czwartek. Wtedy wpadłoby pani najwięcej w kieszeń.. - Proszę pana, ja tu nie o pieniądzach, tylko o moim show ? sprostowała Inga, poprawiając futerko, które zsunęło się z jej pięknego ramienia. - Ależ dobrze? to.. czwartek ? - Środa, i tak panu poszłam na rękę ? rzuciła, rozsiadając się przy stoliku ? Proszę dać już te papiery podpiszę i znikam.. - Nie da się pani namówić na kolację ? ? spytał Volmann, podając powoli pióro. Inga wyrwała mu je z dłoni i zręcznym ruchem nagryzmoliła nazwisko. - Nie dam ? zakończyła z szerokim uśmiechem wstając z krzesła. - To? do zobaczenia. - Do widzenia, panie Friedrich. *** - Łazienki są naprawdę piękne.. ? mówiła Tina, rozkoszując się popołudniowym słońcem. - To nic w porównaniu z naszym Park Sanssouci - Nie bądźmy złośliwi, Lars.. - Proszę cię. Nie doceniaj cudzego.. zwłaszcza w tych czasach. - Ah, przestań ? żachnęła się Tina ? Wojny nie powinno być. To wszystko jest jakimś nie porozumieniem. Nie rozumiem po co.. Lars przerwał wywody Tiny sięgając po jej dłoń. - Zapraszam Cię do Edenu na kolację. Niemiecki lokal, tam naprawdę dają dobre jedzenie.. Tina wstała zaskoczona i ruszyła pod rękę razem z Larsem. *** Zapłakana Inga siedziała przy stole łykając łzy. Pisała coś pośpiesznie, kreśląc raz po raz, i dopisując kolejne słowa. Wreszcie skończyła, a kartkę oparła o flakon kwiatów, które stały na środku. Widziałam was. Nie pytaj gdzie jestem ? nie wrócę. Nie mogę uwierzyć w to, że naprawdę nic do mnie nie czułeś. Nie ukoisz mojego bólu. Nie wybaczę Ci tego. Inga Pociągnęła nosem raz jeszcze, kiedy sięgnęła po mały bagaż i zniknęła w wąskim hallu. To był odpowiedni moment, żeby zakończyć ten chory związek. Na zawsze. Teraz już nie będzie powrotu. Wybrałeś ? pomyślała. *** Dyrektor zasiadł na ogromnej Sali, przystrojonej girlandami, oraz za stołem zastawionym przystawkami i licznymi trunkami. Właśnie rozpoczynało się show niesamowitej gwiazdy berlińskiego kabaretu, Ingeborg. - Panie i panowie ! Czas zacząć wielkie widowisko?! Przed wami.. Ingeborg Neumann ! Rozległy się gromkie brawa.


Na scenie pojawiła się Inga w białej sukni i ogromnym kapeluszu. Rozpoczęła śpiewać smutne Auf Wiedersehen. Kobiety na widowni szemrały cicho i z niezadowoleniem wzruszały ramionami. - Panie Volmann..liczyłyśmy na radosne widowisko, a nie szlochy Dyrektor gniewnie spojrzał na zapyziałą kobietę. Ta jedynie odwróciła głowę i przyglądała się uważnie młodej kobiecie, która to z coraz większą żałością, śpiewała piosenkę. - Drogi panie.. ależ to..- zaczęła druga, wyraźnie poirytowana starsza pani. - Jeszcze jedno słowo, z ust jakiejkolwiek z pań, a będę zmuszony wyprosić gości ? powiedział przez zęby Friedrich, zwracając wzrok na Ingę, nie kryjąc podziwu. Piosenka się skończyła. Na sali zapanowała głucha i przygnębiająca cisza. Po chwili rozległy się gromkie brawa, a z widowni posypały się kwiaty. Owacje trwały dobre pięć minut. Jedynie dwie panie, naburmuszone i urażone, siedziały z założonymi rękoma, przegryzając pieczonego kalmara. Inga wybiegła prędko za kulisy, pozostawiając widownię samą, nie dziękując za przybycie. - Nie dziwię się kobiecinie ? zaczęła starsza pani ? Zrozumiała swoją porażkę.. - Zwyczajne. Polskie to samo grają ? wysunęła wniosek druga. Friedrich wstał z krzesła i wybiegł przez scenę za kulisy. - A temu co tak do niej prędko ? ? spytała kobieta. - Pewnie się do niej ofiaruje ? powiedziała starsza pani, odkładając sztućce na talerz. *** - Pani Ingo.. ? zaczął kojąco Friedrich, zastając kobietę zapłakaną, przy swojej toaletce. Ta łkała, nie wydając z siebie słowa, sięgając co chwila po chusteczki. - Proszę przestać płakać.. - A ja pana proszę, żeby pan się nie wtrącał ! ? krzyknęła, tamując łzy. - Coś się stało.. ? Inga płakała dalej, kryjąc twarz w dłoniach. Wyrzuciła z siebie żałosne słowa. - Ta piosenka była dla niego. Volmann zacisnął piąstki w geście zmieszania. Próbował coś powiedzieć, ale nie potrafił. Wyszedł. W pomieszczeniu znalazła się Helena. - Płaczesz ? Chyba wiem przez kogo. - Co ci do tego ?! ? wycedziła Inga. - Może to, że sama to przeżyłam ? Zapomnij? tak będzie najlepiej. Inga w odpowiedzi zaszlochała. Kobieta poklepała ją po ramieniu i dodała. - Na ciebie zasługuje ktoś lepszy.



MIŁOŚĆ ZA MUREM