Page 1


ks. Jarosław Żmija

Dziedziczka W kościele panował półmrok. Światło rzucała tylko niewielka lampka oliwna, która tliła się przed tabernakulum. Dziedziczka trwała nieruchomo przed bocznym obrazem cichutko łkając. - Matko zrozum mnie. Też chciałabym piastować dziecko w  swych ramionach. Czuć jego bicie serca. To już siódme dziecko, które straciłam. Na pobliskim cmentarzu mam „ogródek” pełen grobów moich dzieci, ale w  domu pusto. Mój małżonek patrzy na mnie podejrzliwie. Nie wiem, co robić. Ufam Ci. Kto mi pomoże jeśli nie Ty. - Pani Eleonoro! - wykrzyknął Proboszcz otwierając zamaszyście drzwi zakrystii. - Tak nie można, już późno. Trzeba zamykać kościół. A  potem zapytał jeszcze: - Nie było tu tego nicponia kościelnego? - Był proszę księdza. To moja wina, gdyż kazałam mu 3


iść do domu. Mam klucze, właśnie miałam je zanieść księdzu Proboszczowi. - Nie można się tak zadręczać. Trzeba ufać i jeszcze raz ufać. Dla Boga nie ma nic niemożliwego. - ze współczuciem dodał ksiądz, patrząc na udręczoną parafiankę. - Wiem, wiem, ale tak mi trudno. - Rozumiem, ale proszę jeszcze raz otworzyć Ewangelię według św.  Łukasza i  przeczytać scenę Zwiastowania. Trzeba przyjąć wolę Bożą jak Maryja, gdy usłyszała głos Anioła. - Dobrze księdzu mówić. Ja nic nie słyszę i  tak jest już od kilku lat. - Dla Boga nie ma nic niemożliwego. „Ufajcie, Jam zwyciężył świat” - uczy nas Pan Jezus. Św. Monika czterdzieści lat prosiła o  nawrócenie syna i  wyprosiła i  to jakiego syna - św.  Augustyna. Ufała i  nie poddawała się - spokojnie mówił Proboszcz. - No tak, ale ona miała syna, a  ja nie. Po policzku Pani Eleonory spłynęła wielka łza, a  twarz przybrała wyraz cierpienia i  smutku. - Pani Eleonoro, pani Dziedziczko Wielmożna, zacna, proszę nie płakać. Jutro z  rana odprawię Mszę św.  o  dar życia. Będziemy prosić razem dobrego Bo4


ga, tylko proszę mi obiecać, że nie braknie Wielmożnej Pani ufności. - Postaram się, księże kanoniku. A może przeczyta mi ksiądz choć fragment dzisiejszych czytań. Proszę? - Zgoda, proszę wstać z  klęczek i  usiąść wygodnie tu, w  moim fotelu - zaproponował ksiądz. - Ależ to nie uchodzi księże Proboszczu… - Uchodzi, uchodzi. Proszę mi wierzyć. Uwaga, czytam. Ksiądz zaczął czytać księgę Hioba. Dziedziczka słuchała z  uwagą, ale w  pewnym momencie skupiła się tylko na jednym zdaniu. Ono wciąż brzmiało w  jej uszach: „Choćbyś mnie i  zabił, to i  tak ci ufać nie przestanę”. Ale ten Hiob miał wielką wiarę w  Boga. Stracił wszystko! Stracił dzieci, to tak jak ja. Ale nie załamał się, nie poddał rozpaczy. Całą swoją ufność pokładał w  Panu. Ja także muszę zaufać. Matko Najświętsza, Matko ufności, niech nie zabraknie mi wiary. Ty zaufałaś Bogu całkowicie, oddałaś Mu wszystko. Przychodzę tu do Ciebie codziennie i  będę przychodzić i  będę błagać i  ufać, że dla Boga nie ma nic niemożliwego. Na pewno mi pomożesz, wiem, że mi pomożesz, kto mnie lepiej zrozumie jak nie ty Matko - gorąco modliła się Dziedziczka. 5


Oczy Maryi patrzyły na nią spokojnie, budząc wielką nadzieję w jej sercu. Zdało się, jakby mówiły: „Rozumiem cię i  wiem, czego chcesz. Pomogę ci, zaradzimy twojej niedoli, tylko ufaj, nie trać nadziei”. Proboszcz przestał czytać już dawno. Stał, jak wryty patrząc na Dziedziczkę, która w  czasie lektury zmieniła się na twarzy. Pobladła, jakoś wypiękniała i  w  pewnym momencie z  szybkością błyskawicy przebiegła z  fotela, który znajdował się w  prezbiterium, do bocznego ołtarza Matki Bożej. Obraz ten znajdował się w  kościele św.  Jakuba od zawsze. Nie wiadomo kto go namalował. Było to dzieło wykonane na desce, kolorami raczej ciemnymi, ale bardzo dostojnymi. Matka Najświętsza na swym lewym ręku trzymała Dzieciątko Jezus. W  prawej dłoni natomiast jabłko owoc z  drzewa rajskiego. Dzieciątko przyjmuje je od swojej Matki, a  może odwrotnie to Dzieciątko Jezus ofiarowuje swojej mamie ten owoc. Jabłko jest w  naszej kulturze symbolem grzechu Adama i  Ewy, którzy w  raju zerwali zakazany owoc z  drzewa wiadomości dobra i  zła. Bóg przestrzegał człowieka, aby go nie zrywał, ale człowiek, kuszony przez złego ducha, nie potrafił zaufać Bogu. 7


Adam i Ewa zgrzeszyli i  ich nieposłuszeństwo przeszło na każdego człowieka. Bóg wyrzucił ich za to z  raju, ale dał obietnicę, że przyjdzie Niewiasta obleczona w  słońce i  księżyc pod Jej stopami. Ona zmiażdży głowę węża. Wyda owoc życia, który pokona śmierć, piekło i  szatana. - Pani Eleonoro, co się stało? Jest Pani bardzo zmieniona - z  troską w  głosie zapytał ksiądz Proboszcz. - Nic, nic księże Janie, coś zrozumiałam i  tak jak ksiądz mówił zaufałam. Matka Boża mi pomoże. Muszę już iść. Małżonek pewno się niepokoi, gdzie jestem tak długo. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. - Na wieki wieków… zapraszam jutro rano na Mszę. - Na pewno będę, bardzo księdzu Proboszczowi dziękuję. Dobranoc. - Dobranoc. Poczciwy kapłan upadł na kolana przed Najświętszym Sakramentem i  dłuższą chwilę modlił się. Żal mu było Dziedziczki. To dobra i  poczciwa kobieta. Bóg doświadcza ją tak jak św.  Annę, św.  Elżbietę. Ale przecież Bóg wszystko może. „Pomóż jej Panie Jezu, niech cieszy się darem nowego życia. Ty wszystko wiesz, niech się spełni Twoja wola” - wołał w  myślach ksiądz. Po chwili zgasił lampkę oliwną, pokłonił 8


się jeszcze raz Panu Jezusowi i zamknąwszy kościół poszedł na plebanię. W  tym samym czasie Dziedziczka powoli szła do domu, rozpamiętując to wszystko, co się wydarzyło tego wieczoru. Ta szczególna modlitwa, te słowa. Zastanawiała się, jak to się stało, że najpierw siedziała na fotelu w  prezbiterium, a  potem ocknęła się na klęczkach przed obrazem Maryi? Czy Matka Boża ze mną rozmawiała? Tego wieczoru jeszcze niejeden raz zadawała sobie to pytanie, opowiadając wszystko swojemu ukochanemu mężowi. Ksiądz Jan tymczasem także nie mógł zapomnieć tego, co się wydarzyło. Po krótkiej kolacji jeszcze raz wrócił do kościoła, padł krzyżem i  długo się modlił. * * *

Nazajutrz, z samego rana do pokoju Dziedziczki wpadła pokojówka Marysia, cała w  pąsach i  zawołała: - Proszę Pani, proszę Pani stał się cud! Pani Dziedziczka, po ostatniej nieprzespanej nocy, zerwała się przerażona. - Co się stało Marysiu, czemu tak krzyczysz? - Proszę Pani przyszła stara Maciejowa i  opowiada, że 9


Matka Boża z naszego kościółka nawiedziła pewną gospodynię z  Frywałdu. - Jaką gospodynię, co ty pleciesz, jaka Matka Boska…? - Nasza, Jaśnie Pani, nasza. - Czekaj, czekaj. Powoli i  jeszcze raz - uciszyła ją Dziedziczka i  zażądała wyjaśnień. - No widzi Pani, to było tak: Ta gospodyni, chyba Antonina, poszła wczoraj z  mężem na pole. Gorąc był niemiłosierny, a  oni razem w  polu i  jeszcze wody nie zabrali ze sobą. Stary, czyli Franciszek mąż Antośki, zasłabł i  zemdlony padł jak długi na polu. Antośka podbiegła i  zaczęła go ratować, ale nic to nie dało. Zrozpaczona zaczęła więc wołać: „Matko Bosko Sanecko ratuj”! W  pewnym momencie obejrzała się za siebie i  zobaczyła jakąś nieznajomą kobietę, która niosła dzbanek wody. Poczęła błagać ją o  pomoc. Kobieta szybko podeszła i  powiedziała, że przybyła z  pomocą i  podała przerażonej gospodyni dzbanek. Antonina, nie zastanawiając się wzięła od nieznajomej wodę i  szybko polała i  napoiła nią zemdlonego męża. Ten po chwili ocknął się. Szczęśliwa Tośka odwróciła się i  chciała kobiecie oddać dzbanek, ale nikogo już nie było, a  przecież znajdowali się w  szczerym polu, 10


do wsi daleko, wokół równina. Ta kobieta nie mogła się ukryć. Widać by ją było z każdej strony, a  tu nic. Pusto. I  wtedy Antonina upadła ponoć na kolana i  zaczęła płakać. Widząc to jej mąż zapytał, co jej jest i  czemu płacze, przecież on żyje. Wtedy żona powiedziała mu, że uratowała go Matka Boża z  Sanki. „Co ty pleciesz. Chyba ci słońce w  głowie zamieszało” z  niedowierzaniem odrzekł chłop. Wtedy gospodyni zaczęła mu opowiadać, że gdy brała ten dzbanek, to już wtedy zastanawiała się, skąd zna tę twarz, gdzie ją widziała. I  teraz, gdy zniknęła, uświadomiła sobie, że to przecież Matka Boża, nasza Matka Boża. Tyle razy modliła się do Niej. Tyle razy patrzyła w  Jej oczy. Nigdy ich nie zapomni. Zawsze za nią chodziły. Smutne, gdy było jej smutno, radosne, gdy w  jej sercu płonęła radość. „Franciszku to cud. Wierz lub nie, ale Matka Boża, której przyzywałam nad tobą nieprzytomnym, przyszła nam z  pomocą. Odwiedziła nas, Franek, sama Matka Boża nas odwiedziła” - z  uporem powtarzała kobieta. Gdy Marysia skończyła swoje opowiadanie cała płonęła. Na jej twarzyczce malował się piękny uśmiech. Dziedziczka patrzyła na nią, na te pełne mi11


łości promienie sypiące się z jej oczu i  przypomniała sobie wczorajszy wieczór i  tę wielką radość, którą odczuła w  swoim sercu. - Marysiu moja kochana - zawołała - wierzę, wierzę ci! Ja wczoraj także doznałam wielkiej łaski od naszej Matuchny. Mówię ci, jaka jestem szczęśliwa. Wczorajsza modlitwa u  stóp Pani Saneckiej napełniła mnie wielką radością i  wielkim pokojem. Słuchaj! Musisz iść teraz prosto do księdza Proboszcza i  wszystko mu dokładnie opowiedzieć tak jak mnie. - Tak proszę Pani, już idę. - Powiedz naszemu plebanowi, że ja cię posyłam, na pewno cię wysłucha. Aha i  jeszcze jedno. Idź jeszcze teraz do ogrodu i  zerwij pięć najpiękniejszych róż i  zanieś przed ołtarz Najświętszej Panienki. - A  śniadanie Pani kto poda - zapytała wierna służąca. - Nic się nie martw o  śniadanie. Sama dziś przygotuję i  zaniosę mężowi. Biegnij! * * *

Lato było piękne tego roku tak, jakby chciało podkreślić wielką radość, która napełniała dom Dziedziczki. Kobieta była brzemienna. Pod jej sercem rozwijało się dziecko. Pani promieniała ze szczęścia. 12


13


Ta wspaniała atmosfera udzielała się zresztą każdemu we dworze. - Ufunduję na obraz Matki Bożej piękną sukienkę w złote róże. Czy można zrobić coś więcej Alfredzie? pytała męża. - No nie wiem moja droga, nie wiem. Pojadę dziś do naszego plebana zobaczymy, co on powie. - Jedź, jedź jak najszybciej i  dowiedz się. Powiedz Jegomościowi, że jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie. - Dobrze, czekaj na mnie. Z  Bogiem. Dziedzic zajechał pod sanecką plebanię i  sprężystym krokiem skierował się do wejścia. - Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus Księże Proboszczu. - Na wieki wieków. A  co to za sprawa sprowadza Wielmożnego Pana w  moje skromne progi? - zapytał ksiądz Jan. - Z  misją przyjechałem i  z  wielką radością. Mam wspaniałą wiadomość. - Co się dzieję słucham Pana. - Będziemy mieli dziecko. Upragnione, wymodlone dziecko. - Winszuję szczerze. No wspaniała nowina. Wiedzia14


łem, że Matka Boska nie zawiedzie. I mówiłem, że trzeba ufać, trzeba ufać. Dla Boga nie ma nic niemożliwego - cieszył się kanonik. - Dobrze Jegomość mówił. Dziękujemy serdecznie za modlitwy przed obrazem Najświętszej Panienki, za Msze święte. A  właśnie, ja tu przybywam w  imieniu żony, która w  przypływie szczęścia postanowiła ufundować na obraz Matki Bożej srebrną sukienkę w  złote róże, jako wotum wdzięczności za dar życia. - O, cieszę się niezmiernie i  nie wiem, co powiedzieć. Niech nasza Pani Sanecka wynagrodzi Wielmożnemu Państwu. - Ale to nie koniec. Moja żona i  ja uważamy, że to za mało. Co można by jeszcze zrobić dla uczczenia naszej Matuchny? - No, nie wiem - zastanawiał się ksiądz - może ufunduję do tej sukienki korony - dodał. - Dobrze księże Janie, ale może by jeszcze coś więcej dać Maryi? - pytał Dziedzic. - Mam! Napiszemy prośbę do księdza Biskupa, aby pozwolił przenieść obraz Matki Bożej do głównego ołtarza. Ostatnio dzieje się naprawdę wiele znaków za Jej przyczyną. - Bardzo dobry pomysł. Wspaniały! Żona będzie za15


chwycona. Ale czy ksiądz Biskup zgodzi się na coś takiego? Przecież św. Jakub to nasz Patron, a  Patron zawsze króluje w  głównym ołtarzu… - Przedstawimy wszystko jak trzeba. Napiszę o  tym zdarzeniu, które miało miejsce w  polu i  o  ostatnim, nie wiem czy Pan Dziedzic słyszał? - Nie, nic nie słyszałem. Wtedy ksiądz zaczął opowiadać, że Marynia zza dworu prosiła Matkę Bożą, aby mąż wrócił szczęśliwie z  wojny. Wszyscy mówili, że poległ w  czasie walki. Nawet przysłano jej dokumenty, że nie żyje. Ale ona modliła się żarliwie i  … wrócił. Był w  szpitalu wojskowym, amputowano mu nogę, którą pokiereszował pocisk, ale wrócił. Wczoraj Marynia wcisnęła mi sznur korali. Wie Wielmożny Pan, jakie to drogie, a  u  nich bieda, nie chciałem przyjąć, ale uparła się, że to nie dla mnie tylko dla Matuchny, która ją wysłuchała. - Dobrze, że Jegomość mi o  tym mówi. Pomogę im. Nie wiedziałem, że Antoni jest w  domu. - Bóg zapłać Panu - z  wdzięcznością rzekł stary ksiądz. - To wszystko załatwiłem. Eleonora będzie przeszczęśliwa. Bardzo księdzu dziękuję za wspaniały pomysł. 16


Proszę pisać do Ekscelencji, będę czekał niecierpliwie na odpowiedź. Z Bogiem. - Boże prowadź. Ksiądz Proboszcz zaraz zabrał się do pisania. List był długi, pełen cudownych - dosłownie - wiadomości. „Teraz trzeba jeszcze przyłożyć pieczęć i  podpis” - powiedział na głos, a  potem sam do siebie dodał: „Jestem szczęśliwy i  wdzięczny Bożej Opatrzności, że dane mi jest zapisać takie wspaniałe wiadomości. Matka Boża naprawdę działa - w  tej maleńkiej wioseczce - cuda”. Odpowiedź przyszła po miesiącu. Biskup zgadzał się na wszystko. Polecił wszystkie zdarzenia spisywać dokładnie w  pamiątkowej księdze. Donosił ponadto, że sam przyjedzie na uroczystości przeniesienia obrazów i  poruszony opisanymi cudami, żeby św.  Jakubowi nie było żal, sam ufunduje dla niego tunikę podobną do sukienki Matki Bożej. Po przeczytaniu listu Proboszcz jak najszybciej postanowił udać się do Państwa Dziedziców. Po południu zapukał do drzwi saneckiego dworu, który stał na górze, pięknie otoczony parkiem. Prowadziła do niego aleja kasztanów. Latem jechało się tu jakby 17


tunelem, w cieniu rozłożystych drzew. Teraz drzewa osłaniały naturalnie drogę przed śniegiem. Gdy wszedł na dziedziniec, drzwi same się otworzyły, a  na progu powitała go uradowana pani Dziedziczka. - Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus - zawołał uśmiechnięty wchodząc do pokoju. - Na wieki wieków... ksiądz kanonik przynosi dobre wieści? - zapytała. - Skąd Wielmożna Pani wie? - Widzę po minie. Dobry człowiek przynosi tylko dobre wieści. - No, nie można tak pani Dobrodziejko. - Dobrze, dobrze, ja swoje wiem. Czy ksiądz Biskup się zgodził? - Tak! Zgodził się i  nawet ufunduje tunikę dla św.  Jakuba. - Bogu niech będą dzięki! - I  Maryi naszej Matuchnie! - dodał Dziedzic wchodząc do pokoju. – Widzę, że Jegomość ma wspaniałe wieści. - Tak zgadza się. Jestem taki szczęśliwy. - A  my również, prawda żono? Zwrócił się do Dziedziczki obejmując ją delikatnie. - Bardzo, bardzo szczęśliwi. Spełnia się to, o  czym za18


wsze mówił mi ksiądz Proboszcz. A ja byłam taka nieskora do wierzenia. Przepraszam! I  z  serca dziękuję. - Kiedy rozwiązanie, jeśli mogę wiedzieć - zapytał Proboszcz? - Proszę księdza na Boże Narodzenie! To jeszcze jeden znak Matki Bożej. Czuję się teraz jak Ona, gdy noszę w  swoim łonie to dzieciątko i  czekam z  taką radością na jego narodziny. Jeszcze raz dziękuję. - To wspaniała widomość! Ja w  takim razie zamawiam korony na głowę Jezusa i  Maryi - powiedział duchowny. - A  my sukienkę. Mężu kochany, jakie to wszystko wspaniałe. Bóg się do nas uśmiechnął w  tym dziecku. - Księże Proboszczu to do dzieła, może uda się wszystko załatwić do świąt Bożego Narodzenia. Byłoby to szczególne wydarzenie w  naszej parafii. - Myślę, że tak. Ale wydaje mi się, że trzeba poczekać z  tym do 1 stycznia. - Dlaczego, księże kanoniku? - z  niepokojem zapytała kobieta. - Żeby Pani Dziedziczka mogła także już cieszyć się tą uroczystością. Teraz czekajmy na Boże Narodzenie i  na wasze dzieciątko, a  w  Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki będziemy świętować. 19


- Wspaniały pomysł księże Proboszczu. Dziękujemy serdecznie. * * *

Wszyscy zabrali się do pracy. Dziedzic zamówił piękną sukienkę na obraz Matki Bożej. Miała być wykonana przez najlepszego majstra, cała wykuta w srebrze, z  różami. Oczywiście róże miały być wyzłocone. Miała nie tyle olśniewać swoim blaskiem, co podkreślić piękno i  potęgę Matki Najświętszej. Ksiądz Proboszcz natomiast zamówił korony - proste, bez świecących kamieni, ale misternie zdobione, delikatne jak Maryja, która z  delikatnością, prostotą i  wielką miłością słucha próśb i  przedstawiała je swojemu Synowi Jezusowi. W  końcu nadeszła zima i  upragniony dla Dziedziczki grudzień. Wielka radość zapanowała w  saneckim dworze. Jeszcze nie było tutaj takiego Bożego Narodzenia. Pani Dziedziczka urodziła syna. Tyle modlitw… tyle wylanych łez … tyle gorących próśb... Wszystkie zostały wysłuchane. Spełniały się na oczach całej rodziny, całej okolicy. - Dla Boga nie ma nic niemożliwego! - myślał szczęśliwy ojciec trzymając za rękę swoją żonę, która spała 20


z delikatnym uśmiechem na ustach. Obok niej w  kołysce patrzył wielkimi niebieskimi oczyma mały człowieczek. - Boże, dziękuję Ci … Boże, jaki on piękny… Jaka ta moja żona śliczna i  dzielna. Boże, dziękuję - myślał wzruszony ojciec. W  tym momencie obudziła się Eleonora i  szczęśliwa wyszeptała: - Kocham cię. - I  ja ciebie kocham mój skarbie jedyny - usłyszała w  odpowiedzi. - Mam dla ciebie wspaniały prezent. Zamknij oczy. Dziedzic sprężystym krokiem podszedł do stołu i  podniósł do góry leżącą na nim srebrną sukienkę dla Matki Bożej. - Możesz już otworzyć oczy - zawołał. - Piękna, ale jestem szczęśliwa. Piękna, bardzo ci dziękuję. Musiała kosztować fortunę. Dużo, prawda? - To nie jest ważne - odpowiedział Dziedzic. - Ważne, że ci się podoba. Myślę, że jest godna naszej Mateczki. - Oj tak, możesz być pewny. Nie widziałam jeszcze piękniejszej. Ksiądz Kanonik będzie wniebowzięty, wiesz jak on ceni sobie dobrą robotę. 21


- Wiem, wiem. Muszę ci powiedzieć, że zamówił korony także u fachowca, który robił tę sukienkę. Także piękne. Widziałem przy okazji odbioru sukienki. Całość będzie komponować się wspaniale. Zostanie po nas w  parafii coś pięknego. - Jakże jestem szczęśliwa, pozwól tu szybko do mnie, muszę cię ucałować. Dziedzic nie zdążył jeszcze podejść do swojej ukochanej żony, a  mały Maksymilian rozpoczął swoje śpiewy. - Ktoś tu jest zazdrosny, że o  nim zapomnieliśmy zawołał rozradowany mężczyzna. Nachylił się nad kołyską i  podał szczęśliwej mamie płaczącego synka. - Pewno jest głodny. Zostawiam was i  idę przynieść ci gorącej herbaty. Zobaczę też, kiedy będzie wieczerza wigilijna. Sam bym już coś zjadł. - Poczekaj jeszcze chwilę. Kiedy ofiarujemy tę sukienkę? - No myślę, że na 1 stycznia, jak mówił ksiądz Proboszcz. - Wiesz, a  może jednak dziś. Byłby to piękny prezent dla Dzieciątka Jezus i  Jego Matki. Nałożymy ją w  Nowy Rok, ale ofiarujmy ją dzisiaj - prosiła Dziedziczka. 22


- Dobrze, jak sobie życzysz. Pójdę na Pasterkę i położę ją przed żłóbkiem, zadowolona? Dziedzic ucałował swoją żonę i  wyszedł do kuchni. Cieszył się i  pomyślał: - Jestem jak św.  Józef. A  wtedy usłyszał za plecami głos żony: - Jesteś kochany! * * *

Gdy ludzie zgromadzili się na Pasterkę, ich oczy przykuła piękna sukienka spoczywająca u stóp żłóbeczka małego Jezusa. Nadziwić się nie mogli jej pięknem i  kunsztem wykonania. Ofiarodawcy zabronili księdzu Proboszczowi ogłaszać od kogo otrzymał tak wspaniały dar, więc snuto różne domysły. Na koniec wszyscy zgodnie orzekli: - Ktokolwiek by to był, musi bardzo kochać Matkę Bożą. Nowy Rok przyniósł zmiany w  saneckim kościele. Maryja patrzyła teraz na wszystkich z  głównego ołtarza. Jej zielona sukienka, która przypominała, że jest Matką nowego życia, nadziei na lepsze jutro, znakiem biblijnego ogrodu rajskiego, z  którego wszyscy wyszliśmy i  dzięki ofierze Jezusa Chrystusa na powrót zdążamy, została przysłonięta. 23


Żółte obramowanie płaszcza, które wskazywało, że jest to osoba godna czci i szacunku, także były teraz niewidoczne. Jej karmazynowa sukienka, która przypominała o  Jej współcierpieniu z  Synem pod krzyżem na Golgocie, również została ukryta. Ciekawy ten kolor karmazynowy. Zwany jest kolorem żyjącej krwi. Powstaje ze zmieszania koloru czerwonego z  niebieskim. Ale przede wszystkim nie widać było teraz czerwonej sukienki samego Jezusa. Koloru miłości, ofiary, Jego męki i  śmierci za nas i  z  miłości do nas. Wszyscy patrzyli na piękną postać Matki spowitą w  srebrną sukienkę ze złotymi różami. Róża znak miłości, modlitwy różańcowej, szeptanych z  ufnością „Zdrowasiek”, by odpędzić codzienne kolce i  bóle. Maryja przyjmuje złote jabłko - symbol zwycięstwa nad grzechem Ewy. Zwycięstwa, które odniósł Jej umiłowany Syn Jezus Chrystus. Syn podaje je z  radością swojej Mamie, aby owoce tego zwycięstwa rozdzielała wszystkim modlącym się do Niego przez Jej przyczynę. Nad głową Maryi i  Jezusa widnieje złota aureola, znak boskiego pochodzenia. Wschodzące Słońce zawsze było symbolem Boga, a  wieniec z  gwiazd dwunastu nad głową Maryi znakiem Niepo24


kalanej Matki. Niewiasty obleczonej w słońce, wybranej przez Boga na matkę Jego Jedynego Syna - Bogurodzicy. Żółty kolor aureoli przechodzący jakby w  pomarańcz, wskazuje nadto na mądrość osób, ich gościnność i  życzliwość. Chcą nas słuchać i  pomagać w  każdej potrzebie. To jednak nie wszystko, co można odnaleźć na tym obrazie. Ciemny kolor tła prowadzi nas do kontemplacji Boga. Chce, byśmy nie rozpraszali oczu na coś innego, ale mieli je utkwione w  Jezusie Jedynym Synu Maryi, Zbawicielu Świata. Zaś baldachim nad Jezusem i  Maryją wskazuje, że to Król Wszechświata i  Królowa, która - jak czytamy w  Psalmach stoi po Jego prawicy. Maryja daje nam Jezusa, pomaga Go nam odnaleźć i  prosi: „Zabierzcie Go do siebie”! Dziedziczka wpatrzona do tej pory w  obraz i  snująca swoje rozmyślanie, spojrzała teraz na swego maleńkiego synka śpiącego obok niej na ławce. - Boże, znalazłam Cię. Dziękuję za Twoją Matkę Maryję. Dziękuję za to moje kochane dziecko. Za wspaniałego męża, który zawsze wspierał mnie w  moich zmaganiach. I  chwytając swego męża za rękę wyszeptała: 25


- Dziękuję ci kochanie. Teraz już razem patrzyli na obraz Maryi, a między nimi na ławce słodko spał mały chłopczyk. Owoc miłości szczęśliwych rodziców. Dar od Boga.

26


Dziedziczka, ks. Jarosław Żmija [Sanka 2016]  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you