Issuu on Google+

Justyna Gorzkowicz Faza lustra – najnowszy cykl obrazów Marcina Kowalika Możliwości zwierciadła wklęsłego (posiadającego właściwości soczewki optycznej i późniejszej camery obscura – będącej pierwowzorem aparatu fotograficznego) znali już starożytni Chińczycy. Za pośrednictwem luster można było rzutować obrazy – odzwierciedlające odbite obiekty – na płaską powierzchnię płótna, zachowując przy tym wszelkie detale. Pojawiające się konstrukcje były spójne i kompletne. Tylko głęboka analiza i sprawne oko mogły odkryć pewną niedoskonałość. Obraz rzutowany nie istniał naprawdę, nie był rzeczywisty. Składał się z linii i płaszczyzn nabierających trójwymiarowości dopiero dzięki zdolnościom artysty. W najnowszych pracach Marcina Kowalika ten znany od wieków sposób realistycznego odwzorowania został odwrócony. Świat przetworzony przez lustro – z którym Kowalik mierzy się na przestrzeni swoich obrazów – przybiera postać brył geometrycznych. Takie ujęcie zdradza z jednej strony próbę wniknięcia w strukturę otaczającej nas rzeczywistości, z drugiej – niemal szaleńczą pogoń za wyobrażeniem jak najbardziej syntetycznym. Wyobraźmy sobie moment, gdy stojąc przed lustrem, pierwszy raz zdaliśmy sobie sprawę, że odbicie w zwierciadle jest wizerunkiem nas samych i otaczającej rzeczywistości. To, co do tej pory jawiło się zbiorem nieznaczących części chaosu, nabrało teraz konkretnych kształtów i esencji. W tej jednej chwili uległ zawieszeniu dotychczasowy, znany nam świat. Postać w lustrze była równocześnie nami i Innym, Innym, który niespodziewanie mógł stać się źródłem zagrożenia. Odtąd już nic nie było takie samo. Ten moment w życiu człowieka Jacques Lacan – reformator współczesnej psychoanalizy – nazwał „fazą lustra” i umiejscowił go w najwcześniejszych latach dziecięcych. Według Lacana to przełomowy etap identyfikacji, który przypada między 6 a 18 miesiącem życia. Jego zdaniem, właśnie wtedy dochodzi do kształtowania się podmiotowości Ego. Już niebawem zapełni się ona mozaiką wyobrażeń człowieka o sobie samym oraz akceptowanych przez otoczenie sposobach postępowania wraz całą paletą zasad moralnych i odniesień kulturowych. Co, jeśli z biegiem lat okaże się, że tożsamość zbudowana na tej podstawie jest jedynie kruchą szklaną menażerią? Pozostaje powrócić do „fazy lustra” – jak zrobił to, w swoim cyklu malarskim o takim właśnie tytule Marcin Kowalik – i rozpocząć wszystko od nowa. Kowalik (de)konstruując wizję świata, w którym wyrósł, poszukuje formy własnego wyrazu artystycznego. Na jednym z płócien pojawia się zmultiplikowany przyrząd, podobny do camery obscura, lub – w wersji nieco unowocześnionej – rzutnika. Urządzanie powiela 1


obraz autorstwa dawnego mistrza, powołując do życia autonomiczne dzieło. Oczom widza ukazuje się coś na kształt Matrioszki, tym razem jednak mieszczącej w sobie nie drewnianą lalkę, lecz obraz w obrazie. W niektórych pracach z tego cyklu motyw lustra wyłania się jedynie z kontekstu. Rzeczywistość zwierciadła nie mieści się w przyciasnych ramach. Wychodząc poza ich obręb, tworzy abstrakcyjne wzory. Innym razem staje się rodzajem szklanej pułapki. W centralnym punkcie obrazu zostaje zawieszony transparentny prostokąt, przypominający trójwymiarowe akwarium. Jednak w jego wnętrzu zamiast spodziewanych egzotycznych skrzydlic, krabów mangrowych, płaszczek i pławikoników mamy konie. W otoczeniu schematycznych drzew wyglądają jak zastygłe w bezruchu hologramy. Kształty zwierząt zostały zaczerpnięte od Florentczyka Paola Uccello (1397-1475). Inspiracje pracami renesansowego malarza pojawiają się u Kowalika dość często. Seria płócien, odwołuje się do Cudu eucharystycznego, powstałego w oparciu o historię, która rzekomo miała się wydarzyć we włoskim miasteczku – Trani. W 1000 roku jedna z Żydówek postanowiła udowodnić naiwność wiary katolickiej i dopuściła się profanacji Najświętszej Eucharystii (Hostia – wrzucona na rozgrzaną oliwę – zamieniła się w najprawdziwsze ciało i zaczęła przeraźliwie krwawić). Wieść o tym rozniosła się szybko. U drzwi kobiety gromadzili się rozwścieczeni mieszkańcy, szukając zemsty. Wrota domostwa, które namalował Uccello, na obrazach Kowalika zastąpiła gruba tafla szkła. Katolicy z Trani, uzbrojeni po zęby, nie są wstanie przez nią się przebić i dokonać historycznego wyroku.

2


Faza Lustra