Issuu on Google+

nr4

uroda

Sztuka kamuflażu sztuka

ISSN 2080-4431

Kawał Łajdaka

podróże

Sprzedaj lodówkę i jedź. Gdziekolwiek.


wstępniak

1 Monika Wnęk

„Szaleństwo

jednego człowieka…

...jest rzeczywistością innej osoby”. Tim Burton A Ty ile marzeń odłożyłaś na później? Ile planów? Podróże, pasje... Zwykle odwlekamy, mówimy: jutro, za tydzień, za rok. Bo przecież praca, rachunki, obowiązki są ważniejsze. Tylko czy tak rzeczywiście chcemy żyć? Czasem za bardzo chcemy kontrolować każdy aspekt naszej codzienności. Przekonacie się o tym, czytając artykuł o ortoreksji. Rozpoczął się nowy rok. Nowy start, nowe możliwości. W tym numerze magazynu „Paese” koncentrujemy się na ludziach, którzy podążają za swoimi pasjami. Zaliczają się do nich nasi rozmówcy: Fengii, czyli fryzjer, który został malarzem, i  Krystian Ścigalski, znany szerzej jako Whyduck, niesamowity ilustrator o  bardzo charakterystycznym stylu. Z kolei Ania i Grzesiek opowiedzą Wam, że warto sprzedać niepotrzebne rzeczy i wyjechać w nie-

znane. Za szalonymi ideami podąża również marka UEG, która tworzy „papierowe” ubrania. My również nie próżnujemy i spełniamy swoje marzenia: nie tylko rozwinęliśmy sieć stoisk Paese w Polsce, lecz także zadebiutowaliśmy w Rumunii podczas targów Cosmetics Beauty Fair. Zainspiruj się więc i  zacznij robić to, o czym dawno marzyłaś, nieważne, czy jest to podróż, namalowanie obrazu, czy choćby... upieczenie chleba. Weźmy do siebie słowa jednego z  najbardziej charakterystycznych twórców kina i  nie bójmy się odrobiny szaleństwa w tym nowym roku. A  jeśli już podążasz za marzeniami i robisz coś ciekawego, napisz do nas!

3

Życzymy miłej lektury!

adres redakcji:

ul. Orszańska 43, 30-696 Kraków, tel. (+48) 516 142 188, e-mail: redakcja@paese.pl

wydawca

koordynator

Euphora Grzegorz Wnęk sp. j.

Klaudia Pająk Karolina Krzyżanowska

redaktor naczelny

korekta

Monika Wnęk

Jarosław Pawłowski

projekt graf. i skład

zdjęcie z okładki

Mateusz Kosma

Sebastian Ścigalski

Znak towarowy PAESE zarówno pod względem słownym, jak i graficznym jest chroniony prawnie i używanie go w celu oznaczenia własnego towaru przez kogokolwiek bez porozumienia z wydawcą jest bezprawne. Rozpowszechnianie redakcyjnych materiałów bez zgody wydawcy jest zabronione. Sprzedaż aktualnych i archiwalnych egzemplarzy jest nielegalna i grozi odpowiedzialnością karną.

4


spis treści

12

1Aktualności

04

Co warto czytać?

06

1Kosmetyki

22

Porady makijażowe

08

Make-up book by Paese

10

Z pamiętnika blogerki

12

Blask karnawału

14

Wiosenny makijaż

16

1Moda Co na wybiegach piszczy

18

1Lifestyle

34

46

Aktualności

Miłość w czasach popkultury

20

Jestem kobietą...

22

Życie to sztuka bycia sobą

26

1Uroda

38

Sztuka kamuflażu

30

Naturalne serum pielęgnacyjne

32

Kredki Linea

33

1Sztuka Wywiad numeru: Kawał łajdaka

34

Z szuflady na estrady

38

1Psychologia Być superrodzicem

40

Gdy „zdrowe” zaczyna zabijać...

42

1Kulinaria Wszystko zaczyna się od chleba

44

1Podróże Sprzedaj lodówkę i jedź. Gdziekolwiek

46


aktualności

1 Wystawa poświęcona Stanleyowi Kubrickowi Już na początku maja w  Muzeum Narodowym w  Krakowie zostanie otwarta wystawa poświęcona jednemu z najwybitniejszych twórców światowego kina. To świetna okazja, aby dowiedzieć się więcej zarówno o dziełach Kubricka i okolicznościach, w jakich powstały, jak i o jego życiu prywatnym.

1 Paese Box się szerokim echem w blogosferze. Dostępne wyłącznie dla fanek profilu Paese na Facebooku pudełeczka zawierały aż 11 produktów (5 pełnowymiarowych i 6 testerów), a kosztowały jedynie 39 zł. Powędrowały do ponad 1000 nowych właścicielek, które chętnie opowiadały o ich zawartości na swoich blogach i tablicach.

fot. Jacek Wroński / Stylowa Fotografia EDNAJA, org. Giggii Events & Skarby z Szafy, miejsce: Sen Pszczoły

Kuszące pudełeczko pełne kolorowych kosmetyków Paese dostarczone przez kuriera bezpośrednio do Twojego domu? To nie lada gratka dla wszystkich fanek naszych produktów, a  zarazem możliwość wypróbowania ich przez osoby, które nie miały z  nimi wcześniej kontaktu. Akcja PaeseBox, przeprowadzona w edycjach jesiennej i zimowej, odbiła

1 Jak PRAGaNĘ Fashion 1 Nowe stoiska Ubiegły rok stał pod znakiem dynamicznego rozwoju sieci stoisk własnych Paese. Jeszcze w styczniu składała się ona z pięciu punktów, a grudzień zakończyliśmy z  18 stoiskami. Znajdują się one w  największych galeriach handlowych na terenie całej Polski: w Krakowie, Katowicach, Warszawie, Szczecinie, Gdańsku, Poznaniu, Wrocławiu, Częstochowie, Piotrkowie Trybunalskim, Tarnowie, Sosnowcu i Bielsku-Białej. Własne punkty sprzedaży nie tylko budują świadomość marki, ale i wspierają jej wizerunek, umożliwiając nam prezentację pełnego asortymentu Paese. Stale doskonalące swoje kompetencje konsultantki gwarantują kompleksową obsługę

04

na najwyższym poziomie: mogą przekazać wyczerpujące informacje na temat naszych produktów, służyć poradą w dziedzinie makijażu czy dobrać kosmetyki do danego typu urody. Naszym klientom zapewniamy darmowe makijaże, prowadzimy różne akcje promocyjne i program lojalnościowy, a  także oferujemy karty stałego klienta i karty podarunkowe.

Grudniowe targi Jak PRAGaNĘ Fashion vol. 3 odbyły się – zgodnie z nazwą – na warszawskiej Pradze, w klubie Sen Pszczoły. Podczas cyklicznej imprezy zaprezentowały się butiki z odzieżą vintage oraz młodzi polscy projektanci mody i biżuterii. Marka Paese była głównym partnerem kosmetycznym wydarzenia. Trzecia edycja eventu przyciągnęła widzów m.in. pokazem mody retro (lata od 20. do 50.) zorganizowanym przez profesjonalną grupę rekonstrukcyjną, sesją zdjęciową dla gości oraz możliwością skorzystania z usług doświadczonych stylistek. Nasz Paese Team stworzył oprawę makijażową do wszystkich stylizacji.


aktualności

1 Debiut w Rumunii „Sztuka profesjonalnego makijażu” – pod takim hasłem Paese w  2013 roku zadebiutowało w Rumunii podczas targów Cosmetics Beauty Fair. Impreza odbywająca się w Bukareszcie to najważniejsze wydarzenie kosmetyczne w kraju. Odwiedzający mogli się przekonać o  najwyższej jakości i  szerokiej palecie kolorystycznej naszych produktów. Trenerzy Paese prezentowali makijaże na scenie głównej i  na pokazach przy stoisku. Przeżyło ono prawdziwe oblężenie, a nasze kosmetyki zyskały rzesze nowych fanek. Rumunia to kolejny europejski kraj, na którego kosmetycznej mapie pojawiła się marka Paese. Trzymamy kciuki za naszego dystrybutora!

1 Sugar Man odnaleziony Sixto Rodriguez to amerykański wokalista i gitarzysta z pogranicza rocka i folku. Zyskał sławę jako bohater filmu dokumentalnego Se­arching for Sugar Man, ukazującego historię jego sławy w RPA, o której sam artysta nie miał pojęcia. Rodriguez zagra wiosną w War­szawie. Bilety na koncert 28 marca wyprzedały się w tak takim tempie, że artysta zdecydował się zagrać aż dwa koncerty w następnych dniach.

1 Artur Rojek w Krakowie Mimo pracy nad OFF Festiwalem Artur Rojek znalazł czas na przygotowanie pierwszego w pełni solowego albumu. Płyta Składam się z ciągłych potwórzeń ukaże się 4 kwietnia tego roku, a już dwa dni później Artura Rojka będziemy mogli posłuchać na żywo w  krakowskim Klubie Studio. Bilety są dostępne w stacjonarnych punktach sprzedaży Ticketpro i Ebilet oraz online, w tej samej cenie można również nabyć bilety kolekcjonerskie – będą do nabycia w Klubie Studio, Klubie Gwarek oraz w Klubie Filutek.

05


aktualności

Co warto czytać? recenzuje Aneta Kunowska

Trochę większy poniedziałek Katarzyna Grochola Książka Trochę większy poniedziałek poprawia humor lepiej niż pudełko czekoladek, bo nie dostarcza kalorii, które po ulotnieniu się endorfin będziemy spalać w pocie czoła na siłowni. Nie jestem fanką Katarzyny Grocholi i nigdy nie będę. Nie przemawiają do mnie jej Nigdy w życiu ani Ja wam pokażę, a w Houston, mamy problem dobrnęłam może do strony 50, po czym oddałam powieść do pobliskiej biblioteki. Ta jedna pozycja z całej twórczości autorki spodobała mi się na tyle, że mogę ją Wam z czystym sumieniem polecić. Dzieło Grocholi zaciekawiło mnie od pierwszej strony jednym zamieszczonym tam zdaniem o sposobie sprawdza-

06

nia wagi przez autorkę. Widać w nim wyjątkowy styl, który porywa rzesze fanów. Autorka opisuje z  humorem dylematy i historie, z jakimi się zmaga. Próbuje (bez powodzenia jak zawsze, gdy sprawa dotyczy mężczyzn) zrozumieć rządzące nami mechanizmy. Jak to w życiu bywa – najbardziej zaskakują ją jej własne motywacje. Pokazuje mity, jakimi kobiety są karmione od pokoleń, nawet (a może przede wszystkim) w bajkach. Codzienne sytuacje wywołują w niej chwile zadumy nad życiowymi prawdami. Dzieli się z czytelnikami życiowym doświadczeniem w  tak przystępny sposób, że trudno się na nią gniewać za przebłyski moralizatorstwa. Jedyne, co rozczarowuje w książce, to szata graficzna. Zbyt kolorowa (przede wszystkim tylna okładka), a co za tym idzie, rażąca gust odbiorcy.


aktualności

Kalendarzyk niemałżeński Dorota Wellman i Paulina Młynarska Początkowo traktowałam tę książkę z  przymrużeniem oka. Myślałam: następny gniot powiększający rozrastające się ostatnimi czasy zasoby „literatury celebryckiej”, która nie wnosi nic pożytecznego. Przyznaję, że się myliłam. Książkę duetu Wellman i Młynarska czyta się jednym tchem i to nie jeden raz. Opowiada zarówno o rzeczach poważnych, jak i  błahych. O  podróżach, terapiach, uzależnieniach, seksie, wychowywaniu dzieci i  innych spostrzeżeniach dotyczących rzeczywistości. Składa się z listów pisanych do siebie przez obie panie. Zdradzają one czytelniczkom swoje sposoby na modę i urodę, przepisy na pyszne ciasta i inne cudeńka, jakie można wyczarować w kuchni. Opisują początki swojej znajomości i współpracy – blaski, cienie i obawy spowodowane licznymi plotkami na temat jednej z pań krążącymi w ich środowisku. Nie boją się publicznego „obnażania” swoich myśli, poglądów i przeżyć. Pokazują

W szpilkach od Manolo Agnieszka Lingas-Łoniewska Liliana, główna bohaterka powieści, pracuje w dużej korporacji, prowadzi życie zagorzałej singielki, no, i  oczywiście kocha szpilki. Kiedy w jej biurze pojawia się oszałamiający Michał, nie zdaje sobie sprawy, że już niedługo wypełni się jej przeznaczenie. Bynajmniej nie chodzi o stanięcie na ślubnym kobiercu. Za sprawą zainteresowania ze strony mężczyzny zostaje wystawiona na celownik porywacza kobiet, który od kilku miesięcy działa w stolicy. A wszystko zaczyna się tak niewinnie i uwodzicielsko zarazem: od zostawionej na szybie samocho-

nam, jak piękna może być kobieca przyjaźń, tak pożądana i jednocześnie często zakłamana, spowita welonem obłudy. Książka motywuje kobiety do innego spojrzenia na życie, siebie i sytuacje, w której się znajdują. Panie mają w sobie dusze dobrych psychologów i trenerów personalnych. Nie krępują ich konwenanse, tabu (nie tylko językowe) ani cenzorzy. Są szczere do bólu w głoszeniu prawdy, a  nawet krytykowaniu niektórych swoich poczynań z przeszłości. Ciekawym elementem jest krótki test wypełniony przez panie Dorotę i Paulinę oraz część przeznaczona do samodzielnego wypełnienia przez czytelniczkę. Tak, by mogła zostać współtwórczynią książki chociażby w  jednej setnej procenta i poczuć emocjonalną więź z autorkami.

du malutkiej karteczki z cyfrą 6 oraz narysowanymi na niej kajdankami… Już od pierwszej strony urzekło mnie poczucie humoru autorki, jej styl pisania (cięte riposty, błyskotliwe dialogi) oraz historia, w którą zagłębiałam się coraz bardziej i bardziej, nie mogąc się doczekać rozwiązania zagadki. Plusem książki jest również okładka – odpowiednio dobrana kolorystyka, w  centralnym miejscu para pięknych, czarnych szpilek, leżących w  pudełku, jeszcze z metką. Marzenie każdej kobiety.

07


kosmetyki Izabela Trzaskacz

Porady

makijażowe

1 Klasyczne

smoky eyes

Makijaż smoky eyes wydobywa spojrzenie i podkreśla głębię oka. Jest ponadczasowy, odważny, drapieżny i bardzo seksowny. Idealnie sprawdza się, gdy mamy duże oczy. W innym przypadku lepiej zastosować wariację na temat smoky, czyli sięgnąć po jaśniejsze brązy, fiolety czy szarości.

1 2

1. Aby utrwalić i zintensyfikować kolor cieni, na całość powieki nałożyłam niewielką ilość bazy pod cienie Paese. 2. Na linii rzęs wykonałam kreskę kredką Linea w kolorze Black Glam. 3. Dla wzmocnienia efektu smoky całą ruchomą powiekę pokryłam tą samą czarną kredką z drobinkami. 4. Wewnętrzny kącik oka utrwaliłam szarym matowym cieniem Kaszmir nr  685. Pozostałą część ruchomej powieki pokryłam cieniem z tej samej serii w kolorze czarnym nr 602. 5. W  dolnej linii rzęs wykonałam kontur kredką Linea w kolorze Black Glam. Kredkę roztarłam gąbeczką i  dodałam czarny cień Kaszmir nr 602. 6. Dla podkreślenia głębi spojrzenia linię wodną oka podkreśliłam kredką Linea w  kolorze Black Glam. Makijaż roztarłam grubszym pędzlem do cieni, dodatkowo obrysowując górną powiekę czarną kredką. 7. Na koniec mocno wytuszowałam rzęsy maskarą pogrubiającą Adore Volume. Jeśli chcesz uzyskać delikatniejszy efekt, górną powiekę oprósz sypkim pudrem brązującym Słońce Egiptu w kolorze Sunset. Zmieni on subtelnie odcień makijażu, złagodzi efekt i rozświetli powiekę.

08

3 4 5 6 7


kosmetyki

1 Hipnotizing

violet

Rozłożenie kolorów w formie klasycznego „banana” to propozycja bardzo uniwersalna. Tutaj przedstawiamy najmocniejszy kontrast kolorystyczny: żółć i  fiolet. Wewnętrzny kącik rozjaśniony perłowym żółtym rozświetli spojrzenie, a zewnętrzny kącik zaznaczony fioletem podkreśli kształt oka. Ten typ makijażu idealnie sprawdza się przy oczach blisko osadzonych, głęboko osadzonych czy z  opadającą powieką. 1. Na odtłuszczoną powiekę nałożyłam niewielką ilość bazy pod cienie Paese w celu przedłużenia trwałości makijażu i zintensyfikowania kolorów nakładanych cieni. 2. Na całość powieki ruchomej nałożyłam perłowy cień do powiek Luxus nr 105 w najjaśniejszym odcieniu. 3. W  celu podkreślenia naturalnego światłocienia zewnętrzny kącik oka zaznaczyłam perłowym cieniem Luxus nr 109 w kolorze ciemnego fioletu.

1 2 3

4. Dolną powiekę wycieniowałam tym samym fioletowym cieniem Luxus nr 105. Zarówno górną, jak i dolną powiekę obrysowałam kredką Linea Plum Glam. 5. Dla większego rozświetlenia oka roztarłam złoty cień w wewnętrznym kąciku oka, a zewnętrzną część wzmocniłam fioletowym cieniem. 6. Całość makijażu wykończyłam maskarą Adore Volume.

Ten typ makijażu idealnie sprawdza się przy oczach blisko osadzonych.

4 5 6

09


kosmetyki

Make-up book by Paese Paese przygotowało księgę makijaży. Nasze konsultantki wykazały się kreatywnością, wysokimi umiejętnościami oraz wyczuciem trendów. Wybraliśmy najciekawsze koncepcje, a efekty prac laureatek możecie zobaczyć w naszym magazynie.

Anna Byrska Twarz

1 baza rozświetlająca 1 podkład Long Cover 1 róż 38

Oczy

1

1 baza pod cienie 1 cień Kaszmir 602 1 kredka 19 czerń brokat 1 maskara Adore Volume

Usta

1 pomadka w płynie Manifesto 906

10

miejsce


kosmetyki

Katarzyna Graczyk Twarz

1 baza wygładzająca 1 podkład Lush Satin 1 bronzer 1M 1 róż 36

Oczy

1 cienie Kaszmir 667, 612, 604 1 cienie Kaszmir Neo 656 1 baza pod cienie 1 maskara Adore 3D

2

Usta

1 pomadka z olejem arganowym 39

Magdalena Stępień Twarz

miejsce

1 baza matująca 1 specjalistyczny podkład matujący 1 perły pudrowe jasne złoto

Maska

1 czarny eyeliner 1 kredka 20 czerń mat 1 cień Kaszmir 602

3

miejsce

(ex aequo)

Oczy

1 baza pod cienie 1 cień Kaszmir 667 1 czarny eyeliner 1 maskara Adore Volume

Usta

1 pomadka z olejem arganowym 1

Halina Szczepankowska Twarz

1 baza rozświetlająca 1 podkład Regenelift 1 puder matujący z olejem arganowym 1 Wiosenna Mgła pudrowa 11

Oczy

1 baza pod cienie 1 cień Kaszmir 683 1 eyeliner czarny 1 maskara Adore Volume

Usta

1 pomadka z olejem arganowym 20

Wszystkie stylizacje powstały przy użyciu kosmetyków marki Paese i posłużą do stworzenia firmowego make-up booku. <

11


kosmetyki

Z pamiętnika blogerki... czyli co o naszych kosmetykach piszą blogerki urodowe. 1 Lakier 324 ...okazał się pięknym cudaczkiem:). Piszę „cudaczek”, bo jest to połączenia piasku i lakieru brokatowego w kolorze czerni i srebra. Lakier ma chropowatą powierzchnię jak piasek. Wygląda cudnie na pazurkach, błyszczy się i mieni. Jak dla mnie to idealny lakier na nadchodzący karnawał. [www.agnesbeauty.blogspot.com]

1 Lakier 128 Dzisiaj mam dla Was lakier-kameleon. Serio. Paese 128 to ani granat, ani grafit czy szarość, fiolet też nie. Więc co? Pomieszanie, wszystkiego po trochu. Gdybym miała wyróżnić jeden dominujący kolor, miałabym niemały problem... [www.jestprogress.blogspot.com]

12

1 Kaszmir Trio Kolory są stonowane i idealne na dzień. Z tego, co zdążyłam zauważyć, maty Paese są przyzwoite, miękkie i dobrze napigmentowane. Przyjemnie się nimi maluje i pewnie dołączą do moich najczęściej używanych cieni do makijażu neutralnego. [www.pawie-piorka.blogspot.com]


kosmetyki

1 Pomadka nr 51

1 Olej arganowy

A to jeden z produktów, który chwycił mnie za serce. Piękna pomadka w koraloworóżowym odcieniu, który, niestety, nie został uchwycony na zdjęciu. Numerek 51. Miałam już do czynienia z czerwienią z tej serii. Kolory są półtransparentne, ale wystarczy nałożyć odrobinę więcej produktu i  cieszyć się dobrym kryciem. Już nie mogę się doczekać, aby pomalować się nią jutro;). [www.pawie-piorka.blogspot.com]

Olejek sam w sobie nie ma intensywnego zapachu i nie pachnie tak ślicznie jak Bio-Oil czy czysty olej arganowy, jednak jak dla mnie sprawdza się doskonale:). Moje włosy po myciu są suche i matowe, a po dodaniu jednej kropelki olejku (jest bowiem bardzo tłusty i wystarczy niewielka jego ilość do nawilżenia) stają się gładkie i miłe w dotyku:). Osobiście polecam produkt:)! [www.letstryitnow.blogspot.com]

1 Milky Lips Najlepsza rzeczą w nim jest fakt, że się w ogóle nie klei, a jego noszenie to czysta przyjemność. Błyszczyki wyglądają bardzo naturalnie, lekko i dziewczęco. Nadają delikatny kolor, blask i efekt mokrych ust przez dłuższy czas. [www.mums-in-heels.blogspot.com]

1 Cover Mam co ukrywać, bo ostatnio znowu moja cera szaleje, więc sprawdzę, co to za cudo i jak jest przede wszystkim z trwałością. Otrzymałam najjaśniejszy kolor, jednak w  opakowaniu wygląda dość ciemno. Mam nadzieję, że ładnie będzie się stapiał z cerą. [www.storybyferrou.blogspot.com]

1 Reds Olej arganowy ma pielęgnować i nawilżać nasze usta oraz zapewniać długotrwały kolor. Odcień 53 w przepięknej czerwieni. Moja ulubienica! Zdecydowanie;-). [www.wizazownia.blogspot.com]

13


kosmetyki

Blask karnawału

O swojej pasji opowiada Bartosz Osowczyk, zwycięzca w konkursie Paese – Blask karnawału.

Kiedy zacząłeś interesować się makijażem? Czy było to związane z jakimś szczególnym wydarzeniem? Zaczęło się od zainteresowania fotografią. Najbardziej w  robieniu zdjęć podobały mi się portrety. Przeglądając kolorowe magazyny, stwierdziłem jednak, że moim zdjęciom czegoś brakuje, a  brakowało, oczywiście, makijażu. Nie mając żadnej wiedzy na ten temat, wziąłem kilka kosmetyków i aparat, zadzwoniłem po przyjaciółkę i zorganizowaliśmy amatorską sesję zdjęciową, podczas której przygotowałem swój pierwszy makijaż. Na zdjęciu konkursowym widzimy Twoją siostrę. Często jest Twoją modelką? Dobrze się Wam współpracuje? Tak, dość często jest moją modelką. Kiedy tylko chcę wypróbować jakiś kosmetyk czy inną technikę makijażu itp., zawsze jest chętna. Sama lubi się malować, więc nie ma kaprysów, kiedy pytam, czy mogę ją pomalować. Zawsze odpowiada „tak”. Jakie kosmetyki Twoim zdaniem są niezbędne do wykonania makijażu karnawałowego? Karnawał kojarzy nam się z  fuzją kolorów i, moim zdaniem, tak też powinien wyglądać makijaż. Oczywiście, z  kolorem trzeba uważać i  odpowiednio dobrać go do typu urody, ale w te nieliczne noce w roku można się bawić makijażem, pozwolić sobie na odrobinę

14

szaleństwa. Moimi ulubionymi kosmetykami do przygotowania makijażu karnawałowego są brokat, sztuczne rzęsy i rozświetlacz, który sprawia, że nasza skóra jest świetlista i odmłodzona. Czy wśród wizażystów masz swój autorytet? Oglądam prace wielu wizażystów, które nie przestają mnie zadziwiać swoją formą, kolorem i precyzją. Nie umiem wymienić jednego wizażysty, który byłby moim autorytetem, ponieważ jest ich wielu i  każdego cenię za coś innego. Wśród moich ulubionych wyliczyłbym Charlotte Tilbury, Lisę Eldrige, Alex Box, Lan Nguyen-Grealis, Terry’ego Barbera, Maria Dedivanovica i wielu innych. Nie mogę tu pominąć naszej znakomitej polskiej wizażystki Ewy Gil. Najważniejsze doświadczenie związane z makijażem? Każda moja praca związana z makijażem, niezależnie od tego, czy jest to stylizacja ślubna, sesja zdjęciowa czy też pokaz, ma duże znaczenie. Każda z nich pozwala mi się wykazać w inny sposób, innych rzeczy uczy. Niemniej jednak jednym z ważniejszych wydarzeń było szkolenie z  Martą Iwańską w  Akademii Laurel, które upewniło mnie w przekonaniu, że właśnie makijażem chciałbym się zajmować zawodowo i cały czas doskonalić się w tym kierunku.

Czy masz jakąś pasję poza tworzeniem makijażu? Makijaż jest moją największą pasją. W  wolnym czasie lubię również gotować. Moim zdaniem zdrowe odżywianie się to podstawa dobrego samopoczucia. Marzenia związane z przyszłością w branży? Jest ich mnóstwo, ale nie chcę o  nich mówić, aby nie zapeszyć (śmiech). Przede wszystkim żeby cały czas pozostać w branży, rozwijać się i iść do przodu, a nigdy w tył. Jesteś zawsze na bieżąco z trendami w makijażu czy wolisz się trzymać jednego stylu? Uwielbiam podążać za trendami. Nawet w makijażu dziennym lubię przemycić choćby mały szczególik zaczerpnięty ze światowych pokazów. Trzeba jednak pamiętać, że musi to pasować do danej osoby i  okazji. Makijażem można się bawić, ale z wyczuciem. Najważniejsze jest to, aby dana osoba wyglądała w nim olśniewająco. Jak oceniłbyś umiejętności Polek w robieniu codziennego makijażu? Co wychodzi nam dobrze, a co byś poprawił? Z roku na rok wiedza Polek o makijażu rośnie, co możemy dostrzec na ulicach. Coraz więcej kobiet lubi eksperymentować z  makijażem i  udaje im się to naprawdę świetnie. Podstawowym błę-


kosmetyki

I miejsce dem, który zauważam, jest nakładanie czarnej kredki w linii wodnej. To dobry sposób malowania oczu wypukłych, który nie sprawdza się u większości kobiet, bo sprawia, że oczy wydają się o wiele mniejsze, niż są w rzeczywistości. Rozmawiała Klaudia Pająk.

II miejsce – Agnieszka Dąbrowska Po skończeniu szkoły średniej pojechałam do Wrocławia do szkoły, która uczy wizażu i stylizacji. Po wejściu do środka od razu się zakochałam i stwierdziłam, że to jest to, co chcę robić w życiu. Ukończyłam szkołę z  wyróżnieniem, ale odczuwałam niedosyt i poszłam do kolejnej – Akademii Wizażu i Stylizacji. Zajmowałam się przygotowywaniem makijażu modelek na wybiegi, a  przy okazji malowaniem znanych ludzi, dziennikarzy, aktorów itd. Przez cztery lata pracowałam w firmie Inglot. Potem z  Wrocławia przeniosłam się w  swoje rodzinne strony i  zatrudniłam się w  przedsiębiorstwie handlowym zajmującym się sprzedażą kosmetyków. Oprócz tego firma Kosmeteria, w której

teraz pracuję, wykonuje wizaże i udziela porad makijażowych. Cały czas od 2006 roku maluję panie na rożne okoliczności: śluby, studniówki itd. Przez dwa lata pracowałam z fotografami przy sesjach zdjęciowych do własnego portfolio. Stale poprawiam swoje umiejętności za sprawą różnych szkoleń, nie tylko w  zakresie makijażu, lecz także fryzjerstwa. III miejsce – Ewelina Woźniak Od 17 roku życia wizaż stanowi moją pasję. Początkowo było to tylko hobby, ale potem ukończyłam szkołę o kierunku kosmetycznym. Zawszę maluję z przyjemnością, nigdy z obowiązku. Obecnie zajmuję się fotografią, dokumentując emocje i uczucia, tak aby zatrzymać magiczne dla nas chwile. Szczególnie bliskie są mi sesje ślubne, plenerowe i artystyczne. W kadrze zatrzymuję czas. Staram się robić to jak najlepiej. Często łączę obie pasje: najpierw robię makijaż, a potem uwieczniam go na zdjęciach. W kosmetyce i fotografii stawiam na jakość i dbam o każdy szczegół. Jestem aktywna, serdeczna, zazwyczaj wesoła, niebywale gadatliwa i ciągle czymś zajęta. <

II miejsce

III miejsce

15


kosmetyki

Klaudia Pająk

1 Klaudia Pająk – specjalistka ds. marketingu Paese, absolwentka UE w Krakowie. Młoda, kreatywna, pozytywnie nastawiona do życia, kocha fotografować i czytać książki.

Wiosenny makijaż Co proponuje Paese?

Twarz

T

rendy w makijażu jak zwykle są bardzo zróżnicowane. Możemy balansować pomiędzy wyraźnie podkreślonymi oczami, mocno zaakcentowanymi ustami lub postawić na świeży i zdrowy wygląd cery bez dodatkowych upiększeń. W ofercie Paese każda kobieta odnajdzie kosmetyki, które sprawią, że makijaż będzie perfekcyjny, kobiecy i bardzo zmysłowy.

16

Jedną z  propozycji jest tzw. make-up NO MAKE-UP. Nie mylmy go z  zupełnym brakiem makijażu, chodzi o idealnie przygotowaną cerą bez kolorów na powiekach czy ustach. W takim looku główną rolę odgrywa zdrowa i świeża skóra twarzy. Paese poleca multiwitaminowy podkład z wyciągiem z owoców tropikalnych Lush Satin, który idealnie nawilży cerę po zimie oraz wyrówna i rozświetli jej koloryt. Dla cery tłustej koniecznie wybierzmy Mineralny Podkład Matujący. To produkt, który idealnie wpasowuje się w  obowiązujące trendy eko. Formuła oparta jest w  60% na naturalnej glince bogatej w  minerały i  witaminy. To nutrikosmetyk, który upiększa skórę, równocześnie intensywnie ją pielęgnując. Może być stosowany jako podkład lub puder wykończeniowy. Nie zawiera parabenów ani talku.


kosmetyki

cień Satinette 821

Oko

Usta

Kolejny już sezon króluje oko podkreślone kreską. Reagując na ten trend, Paese poszerza swoją ofertę o nowe produkty do oczu. Cienkie i zalotne kreski otrzymamy przy pomocy liquid eyelinera, a zdecydowane i wyraźne – dzięki użyciu deeplinera z końcówką pisaka. Oko podkreślone produktami Paese pozwala stworzyć wiele wariacji na temat makijażu począwszy od cienkich i  delikatnych kresek zagęszczających linię rzęs, a skończywszy na mocnym, graficznym efekcie. Z cieni do powiek wybierzmy kosmetyki Satinette, które zawierają delikatne drobinki odbijające światło. Optycznie wygładzają zmarszczki i powodują, że skóra wydaje się gładsza. Ten podwójny zestaw cieni pozwala na uzyskanie różnych kombinacji kolorów na powiekach. Przy linii rzęs polecamy kreskę konturówką Linea. Jej metaliczne wykończenie nada spojrzeniu charakteru. Dołączoną gąbeczką można rozetrzeć kreskę, otrzymując subtelniejszy efekt. Zapomnij też o  obiegowej opinii, że czerń jest zawsze najlepszym wyborem. Pięknie prezentują się odcienie śliwkowy, oliwkowy bądź niebieski. Dokładnie wytuszują rzęsy, a przy tym ich nie posklejają. Maskara Adore 3D z silikonową szczotką rewelacyjnie rozdzieli, maksymalnie wydłuży i intensywnie podkręci rzęsy. Sprawi, że włoski nabiorą trójwymiarowego wyglądu.

Cały świat szaleje na punkcie wyraźnie pomalowanych ust. Szminki dostępne są w  szerokich paletach kolorystycznych i  można je wybierać spośród jasnych, stonowanych, przez klasyczne aż po odważne, mocne odcienie. Hitem stały się szminki matowe, które Paese zaprezentuje w sezonie letnim. Zapewniają one satynowe wykończenie, a dzięki wysokiej pigmentacji także maksymalne odwzorowanie koloru na ustach. Brak połysku sprawia, że są niezwykle efektowne. Makijaż wiosną 2014 r. będzie bardzo różnorodny, skupiony na wybranych partiach twarzy. Pamiętajmy, że klasyka, np. smoky eye, nie wychodzi z mody. Rockowy wizerunek to propozycja uniwersalna, która znakomicie sprawdzi się w  makijażu wieczorowym. Nie zapominajmy o  podkreśleniu kości policzkowych, w końcu to sezon złocistych rozświetlaczy. Sięgnij też po wiosenną mgłę pudrową, a jeśli lubisz błyszczeć, nałóż Słońce Egiptu. <

Manifesto 907

17


moda

Patrycja Puhacz

1 Patrycja Puhacz – młoda dziennikarka, pasjonująca się zdjęciami, podróżami i modą. Czytająca wszystko, co popadnie, w ogromnych ilościach. Wiecznie coś gubiąca, gnająca przez życie z ogromnym uśmiechem.

Co na wybiegach

piszczy N

a co postawić wiosną? Przeglądając najnowsze kolekcje, postanowiłam przygotować zestawienie pozycji, których w garderobach zabraknąć nie może. Tak naprawdę nie musi się to wiązać z zakupowym szaleństwem, ale z estetyką dobierania ubrań.

Minimalizm Będzie królował praktycznie we wszystkich zestawieniach! Odchodzimy od przeładowanych stylizacji i  ogromnej ilości biżuterii. Inspiracją dla minimalistek może stać się kolekcja Dereka Lama, który promuje zasadę „mniej znaczy lepiej”.

Delikatne, prawie niewidoczne makijaże i brak biżuterii lub zreduko­wana jej ilość skupiają uwagę na atutach kobiety.

18

Rozkloszowanie Do rozkloszowanych spódnic zdążyłyśmy się już w  zeszłym roku przyzwyczaić. Sukienki w tym stylu można było dostrzec między innymi w kolekcji Bizuu. Teraz góra też ma sprawiać wrażenie napompowanej, ale wciąż eleganckiej i  klasycznej. Idealnie łączy się ze spodniami od garnituru, nawet tymi męskimi.

Sportowa elegancja Nowa kolekcja Stelli McCartney dla Adidasa spodoba się wszystkim kobietom, które cenią wygodę. Odnajdą się w niej


moda też fanki pastelowych kolorów, znanych ze zeszłych sezonów. Mięta, która zdążyła się już chyba wszystkim znudzić, w kolekcji Adidasa jest świeża i dziewczęca.

Ludowo Ciekawa koncepcja przyświeca kolekcji Alberty Ferreti, w której pojawiły się ludowe wzory we wszelkich postaciach. Od dziewczęcych, krótkich sukienek po długie spódnice, które spodobają się odważnym fashionistkom. Motywy ludowe znajdziemy na sukienkach i bluzkach. Warto przeszukać szafy – chyba każdy ma gdzieś na ich dnie chociaż jedną rzecz w tej konwencji.

Plecione W wiosennej kolekcji Balenciagi plecione jest wszystko – od przepięknych obcasów po krótkie, minimalistyczne sukienki. I choć styl ten kojarzy się głównie z plażowymi torebkami, wróżymy mu duży sukces.

Przezroczyste Zaproponowany już w  zeszłych sezonach trend na prześwitującą górę nie przemija, a wręcz ewoluuje. Ważne, aby zachować umiar i nie przesadzać z kolorami.

Powrót do przeszłości w nowym, odważnym wydaniu. W kolekcji Calvina Kleina prześwitująca jest znaczna część ubrań, jednak klasyczne kolory i minimalizm sprawiają, że nie wydają się one ekstrawaganckie.

Wiosna zapowiada się kobieco. Zalecany przez projektantów umiar widać na pokazach. Delikatne, prawie niewidoczne makijaże i  brak biżuterii lub zredukowana jej ilość skupiają uwagę na atutach kobiety. Klasyczne kolory z  nastawieniem na biel przeplataną mocniejszym akcentem będą szturmowały nie tylko wybiegi, ale i  ulice. Warto czerpać inspiracje, nie poddawać się szaleńczym poszukiwaniom nowego stylu, zacząć nosić ubrania w  inny sposób lub, zamiast nastawiać się na kosmiczne wydatki, zainwestować w jedną zaledwie pozycję, którą będziemy nosić na różne sposoby. Bądźcie kreatywne! <

Delikatne i zwiewne – propozycja dla wszystkich kobiet stawiających wygodę na pierwszym miejscu.

W tym sezonie szpilki Balenciagi można potraktować jak dodatek, są ozdobne, plecione, w stonowanym kolorze, uratują wiele stylizacji.

19


lifestyle

Patrycja Puhacz

Miłość w czasach

popkultury

G

dyby pani Bovary żyła w XXI w., nie byłaby nieszczęśliwą żoną Karola, lecz zostałaby singielką. Dlaczego? Bo singiel ma prawo żyć tak, jak mu wygodniej, i  choć pobrzydłe, stare, konserwatywne ciotki co święta wypytują go, kiedy przedstawi kogoś rodzinie, zbywa je uśmiechem. W końcu po cóż wielkiej indywidualności drugi człowiek? Przecież do łóżka można pójść z  uprzywilejowanym przyjacielem, dzieci to tylko problemy, randki modniej zastąpić imprezą w topowym klubie (koniecznie należy przy tym sprawdzić, czy wejście do niego na pewno graniczy nieomal z cudem, a  po przekupieniu ochrony wypada zamówić najdroższego drinka, którego sączyć się będzie do końca impre-

20

zy). Kiedy już singlowi znudzi się los samotnika, może pomyśleć o towarzyszu, choć tę decyzję należy trzykrotnie przemyśleć. Wymagania są przecież wysokie – ma się dobrze prezentować, musi lubić czułości i nie wymagać zbyt wiele uwagi (singiel musi mieć czas na rozwijanie własnych pasji) – idealny byłby pies, kończy się jednak na chomiku, bo w  końcu singiel dużo podróżuje, sąsiadów nie zna (kto ma teraz czas na pogawędki w windzie?), a siostra podlewa już kwiatki zbyt często. Kiedyś moja przyjaciółka postanowiła znaleźć sobie „czasoumilacza”. Wydawał się materiałem idealnym. Znany z  lekkich obyczajów i  zmieniania kobiet częściej niż coraz to nowe wersje


lifestyle

” iPhone’a, został zdobyty wręcz w eks- nej osobie, ominiemy tę prawdziwą mipresowym tempie (może tak napraw- łość, w którą nawet niedowiarki wierzą. Postawa tych kilku szczęśliwców, dę wcale nie musiał być zdobywany?). którzy mogą podnieść rękę i przyznać, Sprawa się jednak skomplikowała, bo amant okazał się tak dobry w  umila- że chcą normalnego związku z  pierniu czasu, że trudno go było bez nie- ścionkami zaręczynowymi, obrączkami i dziećmi, jest zapewne uważana za go spędzać. Losy tych dwóch to wciąż sprawa otwarta, jednak wciąż uśmie- passé. Wtulam się w  ramiona mojego ukochanego chłopaka, unoszę w myśli cham się, patrząc na nich. Choć lepiej byłoby napisać: na nią i niego, bo żad- nieśmiało palec, czuję się szczęśliwa ne do teraz nie przyzna, że to związek. i  nie jestem singlem. Może po prostu Związki bez zobowiązań są ekstre- każdy trafia w  którymś momencie na malne, zdarza się bowiem, że któraś „umilacza”, którego nie chce wypuścić z ramion do końca życia. ze stron się zakocha i wtedy sprawa się komplikuje, zwłaszcza, gdy druga wiąJeśli jednak znacie singla, który idzie zać się nie chce. A przecież powszech- w zaparte, kupcie mu na nadchodzące nie wiadomo, że do uczuć zmusić niko- urodziny... złotą rybkę. Chomiki żyją go nie można... Można jedynie wymie- tylko dwa lata, a rybka może przy okazji nić „model” na lepszy, bezproblemowy. spełni wielkie marzenie o życiu w święDlaczego współczesny człowiek ucie- tym spokoju. < ka od zobowiązań? Pisał o  tym Bauman. Żyjemy w  czasach, kiedy relacje na zawsze, na dobre i  złe, do grobowej deski zdają skłaniać do jednego – ucieczki. Wynika to pewnie z  wielu czynników – pochodzimy z rozbitych rodzin, wychowujemy się bez autorytetów albo zwyczajnie, jak pani Bovary, boimy się, że przysięgając coś jed-

Wtulam się w ramiona mojego ukochanego chłopaka, unoszę w myśli nieśmiało palec, czuję się szczęśliwa i nie jestem singlem.

21


lifestyle

Joanna Chałupa

1 Joanna Chałupa – ambasadorka projektu 440 km, absolwentka Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, kobieta pełna pasji, o niezwykle szerokich horyzontach.

Jestem kobietą...

czyli o projekcie 440 km słów kilka

Problem niezadowolenia ze swojego ciała i wizerunku dotyczy wszystkich kobiet. U tych z niepełnosprawnością ma jednak głębszy charakter. Wynika to bowiem z braku społecznej akceptacji dla ich dysfunkcji w przestrzeni publicznej, związanym m.in. z tym, że społeczeństwo ma ograniczony kontakt z takimi osobami.

C

A wszystko po to, by pokazać światu, że istniejemy – my, osoby niepełnosprawne, żeby niejako przyzwyczaić ludzi do nas, żeby patrzyli na nas normalnie, jak na zwykłe osoby.”

22

zy ktoś z  Was widział ostatnio kobietę z  niepełnosprawnością ruchową w klubie, na siłowni, na ulicy czy nad brzegiem morza? W Polsce mało mówi się o  przyczynach niepełnosprawności, czego powodem są m.in. obawy przed takimi tematami. Według badań dotyczących diagnozy psychospołecznej kobiet niepełnosprawnych przeprowadzonych przez portal Dom Otwarty 36% osób niepełnosprawnych czuje się odbierane przez społeczeństwo jako gorsze, dziwne, stanowiące pewnego rodzaju sensację. Projekt 440 km zainicjowany przez Sylwię „Nikko” Biernacką – krakowską fotografkę i trenerkę, założycielkę Fundacji Machina Fotografika – porusza temat niepełnosprawności kobiet i wprowadza go w społeczną przestrzeń. Można zadać pytanie, czy to coś zmieni. Jestem przekonana, że inicjatywa taka jak ta będzie dużym krokiem w kierunku przełamania społecznych stereotypów dotyczących kobiet z  niepełnosprawnością i wzmocnienia obecności osób niepełno-

sprawnych w przestrzeni publicznej. Jako kobieta, która straciła nogę, mogę śmiało powiedzieć, że ten projekt to przełamanie również moich osobistych barier. Dzięki niemu odważyłam się pokazać społeczeństwu fragment mojej protezy, podwijając długie spodnie na wysokość połowy podudzia. Pewien mężczyzna w otwartej rozmowie powiedział mi, że „absolutnie nie straciłam na kobiecości” i głęboko w to wierzę. Dlatego mam nadzieję, że projekt Sylwii „Nikko” Biernackiej przyczyni się znacznie ku zmianie postrzegania kobiet z  niepełnosprawnością. Projekt składa się z  trzech etapów. Pierwszy i drugi już za nami. Pomysłodawczyni projektu przeszła pieszo dystans 440 km. Odcinek ten pokonała, idąc samotnie brzegiem polskiego morza. Wykonała podczas swojej wędrówki dokumentację fotograficzną i sprawdziła trasę po to, by udało się zrealizować drugi etap obejmujący przejście po raz kolejny nadmorskiej trasy, tym razem wspólnie z  ambasadorkami projektu:


fot: High Summer Look Book, Debenhams

lifestyle Moniką Kuszyńską, Agnieszką Harasim, Joanną Chałupą, Joanną Pawlik, Anną Rutz i Moniką Jankowską-Rangelov. To kobiety z  niepełnosprawnością, które pokonały trasę, tworząc sztafetę. Każda z uczestniczek przeszła taki dystans, jaki była w stanie pokonać na wózku lub w protezie/protezach. A wszystko po to, by pokazać światu, że my, osoby niepełnosprawne, istniejemy i  żeby niejako przyzwyczaić ludzi do nas, żeby patrzyli na nas normalnie, jak na zwykłe osoby. Muszę tutaj dodać, że jako kobieta poruszająca się o protezie od marca poprzedniego roku zauważyłam ciekawą reakcję osób spacerujących po gdańskiej Starówce, gdzie w nietypowy sposób, bo bez mikrofonów i rzutnika, jedynie w towarzystwie kamery, miało miejsce moje spotkanie ze społecznością. Przechodnie albo nie zauważali tego, że brak mi nogi, albo zatrzymywali się, żeby uścisnąć mi dłoń i powiedzieć, że niesamowicie się uśmiecham, dodając „ale pani jest silna!”. Wywnioskowałam, że większości z nas nie jest łatwo zrozumieć sytuację, gdy widzi się kobietę bez nogi, która się uśmiecha. Byłam pozytywnie zaskoczona tym, jak odebrali mnie i mój wizerunek – jak podkreślam – nieliczni przechodnie. Byli też i tacy, którzy patrzyli z lękiem. Być może dlatego, że taka sytuacja może dotknąć każdego z nas i każdą z nas. Wypadki i choroby są nieuniknione. Spodobały mi się słowa Moniki, jednej z ambasadorek projektu, że „niepełnosprawność to nie wybór, a stopień prawdopodobieństwa”. Etapowi temu przyświecił również szczytny cel – wszystkie bohaterki projektu spotkały się podczas jego podsumowania w miejscowości Stegna na Mierzei Wiślanej, gdzie została wręczona darowizna na nową protezę dla Urszuli Kosmal-Krauze, 62-letniej kobiety po amputacji nogi. Nowa proteza umożliwi pani Uli spełnienie marzenia o byciu jak najdłużej osobą energiczną, spędzającą aktywnie czas z wnukami. Muszę tutaj dodać, że takie projekty jak ten oraz szereg innych (np. wszelkiego rodzaju biegi czy koncerty) są wspaniałymi inicjatywami, które przynoszą pomoc osobom po amputacjach. Bo żeby móc się wygodnie poruszać i po prostu funkcjonować

tak, jak każdy, trzeba ponieść olbrzymie koszty zaopatrzenia protetycznego. A państwo zapewnia pomoc finansową sięgającą około 2–3% wartości protezy. Fundacja Machina Fotografika szuka środków, aby zrealizować trzeci etap – fotograficzną sesję artmodową z udzia-

łem niepełnosprawnych kobiet oraz cykl warsztatów rozwojowych. Projekt obejmuje również stworzenie portalu, na którym ambasadorki projektu będą się mogły dzielić wiedzą i służyć radą innym osobom niepełnosprawnym. Trzeci etap – sesja fotograficzna na plaży – ma na celu promowanie

Brytyjska marka Debenhams nie boi się ukazać piękna we wszystkich jego formach.

1

23


lifestyle

Niepełnosprawność to nie wybór, a stopień prawdopodobieństwa.

24


str. 24: fot. Debbie van der Putten, str. 25: fot. High Summer Look Book, Debenhams

lifestyle

wizerunku kobiet z niepełnosprawnością jako kobiet właśnie, a nie istot bezpłciowych – jak podkreśla jedna z ambasadorek projektu, Anna Rutz. Sesja na pewno będzie doskonałą okazją do wyrażenia kobiecości. Czyż nie każda z nas chce mieć prawo do wyrażania w pełni swojej kobiecości? Nie być tematem tabu, a osobą akceptowaną społecznie? To nie tylko łamanie barier w postrzeganiu kobiet niepełnosprawnych jako kobiet przez duże K, ale także motywacja dla innych przedstawicielek płci pięknej do tego, żeby wyjść z domu bez wstydu, z uśmiechem na ustach, w atmosferze akceptacji. Ja, jako jedna z ambasadorek Projektu 440 km, chciałabym się swobodnie poruszać o protezie bez zasłaniania jej pod ubraniem. Pragnę, by tej zwykłej czynności nie towarzyszyły zbędne komentarze, odwracanie wzroku lub jego natarczywość. Ostatnio zdałam sobie sprawę, że tylko swoim przykładem mogę zachęcić kobiety z  niepełnosprawnością ruchową, by żyły pełnią życia i zaczęły przekraczać granice: czy to lęku, czy wstydu, czy po prostu braku odwagi. Ile pięknych kobiet nie pokazuje się publicznie? Dlaczego? Ciągle zadaję sobie pytanie, gdzie te kobiety są? Czy ukrywają się pod płaszczem nieśmiałości? Poruszanie się o protezie rzeczywiście nie jest czymś naturalnym, ale czy nie mamy prawa do tego, żeby stało się czymś akceptowanym przez pozostałą część społeczeństwa, które po prostu nie nawykło do tego widoku? Ale dlaczego ma być, skoro nigdzie nas, kobiet niepełnosprawnych, nie ma. I tu błędne koło się zamyka. Oczywiście, jako płeć piękna nie zawsze „będziemy ozdobą”, nie ubierzemy szpilek, ale mamy przecież w sobie dużo wdzięku i kobiecości. Przecież to, jak siebie postrzegamy, odgrywa tutaj największą rolę. Gdy każda z nas, czy to pełnosprawna, czy nie, zacznie akcepto-

wać swoje ciało, czy nie nie stanie piękniejsza? Większość kobiet zmieniłaby coś w swoim wyglądzie i jest to normalne, bo każda z nas ma jakieś kompleksy. Jednak ciało to nie wszystko. Jeśli w duszy świeci słońce, objawiające się na zewnątrz uśmiechem, to i my jesteśmy odbierane znacznie lepiej niż kobiety, które są nieskazitelnie piękne, a które nie potrafią się uśmiechnąć. O akceptacji siebie mogłaby mówić Agnieszka, jedna z ambasadorek projektu, która porusza się o dwóch protezach udowych od chwili, kiedy każde dziecko zaczyna chodzić. To cudowna kobieta z dużym dystansem do siebie i ogromnym poczuciem humoru. Podczas spotkania z mediami na pytanie, czy podczas sesji artmodowej nie będzie się wstydziła rozebrać na plaży, odpowiedziała: – Ale że tak do naga? (śmiech). Przeczytałam ostatnio artykuł, w którym poruszony został temat pięknych niepełnosprawnych Polek, które nie mają szans w modelingu, w odróżnieniu na przykład od Amerykanki Aimee Mullins czy Brytyjki Heather Mills. W Polsce jest jeszcze dużo do zrobienia. Począwszy od zwiększenia zaangażowania państwa, które powinno zadbać o osoby po amputacjach (od wsparcia finansowego po aktywizację), a skończywszy na przełamaniu barier społecznych. Może wtedy po wpisaniu w  wyszukiwarkę internetową hasła „po amputacji” nie pokazywałyby się jedynie artykuły, ile trzeba zebrać pieniędzy, żeby Lucyna, Ewa czy Justyna zaczęły chodzić. I prawdopodobnie wtedy również nie czytalibyśmy jedynie o Aimee Mullins i jej dokonaniach, ale może także o osiągnięciach polskich kobiet z dysfunkcją ruchu. Wierzę, że ten projekt oraz inne działania odważnych kobiet poruszających się o protezach, kulach czy na wózkach będą małymi, ale zdecydowanymi krokami w kierunku zmiany postrzegania kobiet z niepełnosprawnością. <

To nie tylko łamanie barier w postrzeganiu kobiet niepełnosprawnych jako kobiet przez duże K, ale także motywacja dla innych przedstawicielek płci pięknej do tego, żeby wyjść z domu bez wstydu, z uśmiechem na ustach.

Więcej informacji: [www.facebook.com/Projekt440Km] [www.machinafotografika.pl/pl/ projekt-440km]

25


lifestyle

Ĺťycie to sztuka bycia sobÄ&#x2026;

26


lifestyle

Niektórzy podejmują wyzwania, inni wolą poczucie bezpieczeństwa. Często pierwsza droga jest trudniejsza, ale przynosi o wiele więcej satysfakcji. Wie coś o tym Krzysztof Nowak – człowiek, dla którego pasja stała się nieodłącznym elementem życia, zarówno zawodowego, jak i prywatnego.

N

a co dzień Krzysztof zajmuje się fryzjerstwem. Jest właścicielem salonu mieszczącego się w centrum niewielkiej Kalwarii Zebrzydowskiej. Po pracy budzi się w nim duch (a nawet lekkoduch) artysty, dzielącego się swoimi emocjami za pomocą farby i pędzla. Krzysztof odkrył, że czasem warto zrobić coś, o czym nigdy wcześniej się nie myślało na poważnie. Może się bowiem okazać, że dzięki temu życie zmieni się na lepsze. Fengii (bo takim pseudonimem posługuje się na co dzień) dzięki swoim decyzjom nie jest już tylko fryzjerem. Jest fryzjerem i  malarzem. Samoukiem, który może stać się inspiracją dla ludzi wciąż poszukujących samych siebie. O tym, jak odkrył swoją pasję i jak łączy ją z codzienną pracą, opowiada Sylwii Pająk.

Z zawodu jesteś fryzjerem, ale zajmujesz się także malarstwem. Skąd wziął się na to pomysł? Czy od zawsze wiedziałeś, że będziesz malował? Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Oczywiście, lubiłem malować, ale były to raczej obrazki do szuflady, których nikomu nie pokazywałem. W szkole od nauczyciela plastyki usłyszałem, że mam potencjał, ale raczej nie wziąłem tego na serio. Ot, takie gadanie do dziecka. Chyba nie powiesz, że pewnego dnia po prostu pomyślałeś „namaluję coś” i stało się. Właściwie tak właśnie było (śmiech). Kilka lat temu pracowałem w  Krakowie w salonie fryzjerskim Le Grand. Na ścianach wisiało bardzo dużo obrazów, na które chcąc nie chcąc musiałem bez

przerwy patrzeć. A  im dłużej patrzyłem, tym bardziej byłem zafascynowany. Kiedyś po pracy wstąpiłem do sklepu i kupiłem płótno. Po prostu czułem, że muszę coś namalować, obojętnie co. Moje pierwsze obrazy były efektem takiej właśnie potrzeby – kolorowe plamy, zabawa formą i kształtami. Pozytywne opinie moich znajomych zainspirowały mnie, żeby dalej próbować. Jak twoja przygoda z malarstwem toczyła się dalej? Moje kolejne prace również były pełne ekspresji. Co prawda zaczęły pojawiać się konkretne kształty, ale w dalszym ciągu była to raczej eksplozja barw niż przemyślane rysunki. Szef powiesił kilka moich obrazów w salonie w Krakowie. W ten sposób sprzedałem swoje pierwsze dzieło plastyczne. To było dla mnie coś nowego i zaskakującego. Z jednej strony dla żartu, a z drugiej z czystej ciekawości wyceniłem obraz na 500 zł. Sprzedał się od razu. A czy zrobiłeś coś więcej, żeby pokazać swoje prace w szerszym gronie, skoro już wiedziałeś, że mogą się podobać? W tamtym czasie wszystko odbywało się tzw. pocztą pantoflową. Opinie były różne, ale wszystkie przyjmowałem z  uśmiechem. Nie przejmowałem się krytyką, bo wiedziałem, że nie ukończyłem żadnej szkoły artystycznej, nikt nie uczył mnie, jak malować i nie wymagałem od innych, żeby mnie chwalili. Podarowałem swoje obrazy znajomemu Arturowi, który ma salon fryzjerski w Poznaniu. Po jakimś czasie zadzwonił do mnie i zapytał czy namaluję coś na zamówienie.

Życie polega na tym, żeby podejmować wyzwania, a nie chować się przed nimi.

1

27


lifestyle

Uważam, że kobiety są wyjątkowe. Absolutnie każda kobieta ma w sobie coś pięknego i dlatego warto uwiecznić to na płótnie.

Nie bałeś się? Malowanie specjalnie dla kogoś to jednak spore wyzwanie, zwłaszcza dla osoby, która, nie ukrywajmy, stawia pierwsze kroki w tym kierunku. Oczywiście, że miałem obawy. Ale życie polega na tym, żeby podejmować wyzwania, a nie chować się przed nimi. Przyjąłem zlecenie. Tym razem wyceniłem obraz na 1000 zł. I tak samo jak za pierwszym razem cena została natychmiastowo zaakceptowana. To była inna praca niż te, które wykonywałem do tej pory. Powoli zacząłem odchodzić od ekspresyjnego wymachiwania pędzlem, a  skupiłem się na konkretnych kształtach. Co rozumiesz przez „konkretne kształty”? Kobiety. Kobiety? Dokładnie tak jak usłyszałaś. Kobiety, ich kształty, gibkość, fizjonomia… Inspirowało mnie wszystko, co było związane z płcią piękną. Zresztą ma to swoją przyczynę. Uważam, że kobiety są wyjątkowe. Absolutnie każda kobieta ma w sobie coś pięknego i dlatego warto uwiecznić to na płótnie. Teraz rozumiem, dlaczego w twoim salonie można oglądać tyle obrazów kobiet. Właściwie to chciałam o jeden z nich zapytać, bo nie można przejść obok niego obojętnie.

28

Oczywiście mówisz o Chanel (śmiech). Widzę, że założenie się sprawdziło – przyciąga wzrok. Tak, ale na obrazie widnieje półnaga kobieta. Mnie to nie przeszkadza, ale do twojego salonu przychodzą różne osoby. Nie boisz się ich reakcji? Nie, a właściwie to nawet czekam na reakcję. I powiem ci, że jeszcze nikt nie wyraził się o nim źle. Przesłałem obraz polskiej stronie Chanel. Administratorom bardzo spodobał się sposób, w jaki wykorzystałem torebkę tej marki. Jeśli chodzi o moich klientów, to podoba się zarówno kobietom jak i mężczyznom. Mówią, że obraz w  żaden sposób nie jest gorszący. A czy spotkałeś się kiedyś z opinią, że twoje obrazy są gorszące? Całkiem niedawno miałem mieć miesięczną wystawę w  Domu Kultury w Kalwarii Zebrzydowskiej. Wszystko było dogadane, obrazy zaakceptowane. Wystarczył jeden dzień i obrazy musiały zniknąć. Grono pewnych osób uznało je za mało odpowiednie dla miejsca takiego jak Kalwaria. Trochę tego nie rozumiem, bo obrazy, które miały znaleźć się na wystawie, nie były w absolutnie żaden sposób kontrowersyjne. Ale chyba to nie wpłynęło na ciebie destruktywnie? Oczywiście, że nie! Właściwie to po tym incydencie miałem ochotę malo-


lifestyle wać jeszcze więcej. Powstało wtedy kilka naprawdę dobrych obrazów. Dostałem też kilka propozycji kupna obrazów za niemałe kwoty, ale ciągle się wstrzymuję. Nieraz żartuję sobie, że czekam, aż cena mnie usatysfakcjonuje. Na większości twoich obrazów można dostrzec inspirację kobiecym pięknem. Mówiłem, że uważam kobiety za wyjątkowo wdzięczny temat. Lubię to podkreślać w każdym swoim obrazie. Na niektórych pojawiają się tylko kobiece elementy. Mój ulubiony to ten wiszący w salonie nad kanapą, które przedstawia kobiece nogi. Nigdy go nie sprzedam, bo mam do niego ogromny sentyment. Znajomi mówią o tobie „wizjoner” i „artysta”. Czy w jakiś sposób łączysz swoją pasję z tym, kim jesteś na co dzień? Fryzjerstwo traktuję jako sztukę. Wbrew pozorom ma ono bardzo wiele wspólnego z malarstwem. Pewnie kobiety? Oczywiście, po części. Zarówno do malowania, jak i do swojej pracy podchodzę podobnie. Każda osoba, która przychodzi do mojego salonu, pragnie jakiejś mniejszej czy większej zmiany. Na klienta czy klientkę patrzę jak na białe, niepomalowane płótno. Wtedy czuję, że to właśnie ja decyduję o tym, jaki ma być finalny rezultat. I tu, i tu czuję się jak artysta. Z tą różnicą, że we fryzjerstwie mogę podziwiać trójwymiarowy efekt swojej pracy. Zresztą i we fryzjerstwie, i w malarstwie mogę pracować farbami. Nie ma dużego przeskoku. Poza tym te dwie dziedziny łączą dwa pojęcia – kreatywność i brak granic. W  takich warunkach można pracować. A czy teraz dzieje się coś wokół twoich obrazów? Od 10 stycznia tego roku moje obrazy można oglądać na wernisażu w  Krakowie, w Silver Whisky Pub przy ulicy Grodzkiej. To dla mnie duże wydarzenie i wyróżnienie. Klimat tego miejsca idealnie pasuje do tego, co robię, poza

tym cieszę się, że moje obrazy zobaczy wiele przypadkowych osób. Wkrótce planuję też oddać trzy obrazy na aukcję charytatywną. Zawsze warto w jakiś sposób pomagać. Fengii, jesteś młody i spełniasz swoje marzenia. Czy miałbyś jakąś radę dla ludzi, którzy nieraz wątpią w sens tego, co robią? Powiedziałbym im: przede wszystkim uwierz w siebie. Najważniejsze jest to, żeby się nie poddawać. Ja w swoim życiu chwytałem się różnych rzeczy. Parę lat temu nawet nie pomyślałbym, że sprze-

dam swoje własne obrazy. A teraz nie wyobrażam sobie przez dłuższy czas czegoś nie namalować. Ale gdybym wtedy po pracy nie wstąpił do sklepu i nie kupił tego płótna, do tej pory mógłbym nie wiedzieć, że malowanie sprawia mi tyle radości. I wiem, że wielu ludzi nawet nie zdaje sobie sprawy z  tego, w  czym są dobrzy. Nie dowiedzą się tego, dopóki nie spróbują. Mówię w oparciu o swój własny przykład. < Rozmawiała Sylwia Pająk.

29


uroda

Sylwia Pająk

Sztuka kamuflażu Czy patrząc rano w lustro, czasem masz ochotę po prostu… zniknąć? Twoja skóra pod oczami jest zmęczona i spuchnięta, a cerze daleko do ideału? Z tym problemem większość kobiet boryka się każdego dnia.

N

1 Sylwia Pająk – absolwentka UP w Krakowie. Niepoprawna optymistka, która lubi spędzać wieczory przy dobrej książce.

30

iewiele z nas może się pochwalić nieskazitelną cerą. Każda chociaż raz narzekała na niespodziewany wyprysk, nieestetyczne sińce czy opuchliznę pod oczami. W takich przypadkach sam fluid czy puder nie wystarczą. Nierzadko nawet potęgują to, co chce się ukryć, lub tworzą na skórze efekt maski. Aby skutecznie zakamuflować niedoskonałości, należy sięgnąć po kosmetyki, które są do tego specjalnie przeznaczone. Dlatego w każdej kobiecej kosmetyczce powinny się znaleźć korektor i kamuflaż. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom kobiet, Paese stworzyło serię kosmetyków Clair & Cover, które maskują niedoskonałości. Przygotowane zostały

z myślą o osób pragnących zawsze wyglądać idealnie. Skóra twarzy jest najbardziej wystawiona na działanie czynników zewnętrznych, które często wpływają niekorzystnie na jej kondycję. Wystarczy jedna nieprzespana noc, gorsza pogoda czy nieprawidłowa dieta, aby cera straciła blask i stała się narażona na pojawianie się na niej niedoskonałości czy oznak zmęczenia. Rozświetlający korektor pod oczy Clair to kosmetyk o kremowej konsystencji, który doskonale maskuje i  rozświetla cienie pod oczami. Należy pamiętać, że skóra w tym miejscu jest niezwykle delikatna, dlatego potrzebuje szczególnej ochrony i  pielęgnacji. Tutaj też szcze-


uroda

gólnie widoczne są zmarszczki, które niechcący można uwypuklić, stosując zbyt dużą ilość kosmetyku bądź aplikując produkt, który nie został stworzony z myślą o skórze wokół oczu. Płynna konsystencja korektora sprawia, że doskonale się on wchłania, zmniejszając widoczność zmarszczek i maskując przebarwienia. Korektor Clair dostępny jest w sześciu różnych tonach barwnych. Dzięki temu każda kobieta może idealnie dopasować odcień do swojej cery. Dobór odpowiedniego koloru jest sprawą indywidualną. Najlepiej sięgnąć po korektor jaśniejszy o pół tonu od koloru cery. Przed zakupem warto jednak przetestować kilka odcieni. Dzięki miękkiemu pędzelkowi aplikacja korektora Clair jest bardzo prosta i wygodna. Kosmetyk należy nakładać punktowo na wybrane partie pod oczami, a następnie delikatnie wklepywać palcem, rozpoczynając od zewnętrznego kącika oka (podobnie jak w przypadku kremów pod oczy). Odradza się rozcieranie, ponieważ może niepotrzebnie podrażnić i  zaczerwienić skórę, którą pragniemy rozświetlić. Clair bogaty jest w  substancje pielęgnacyjne, witaminy A, C, E, PP, D-pantenol oraz ekstrakt z  tarczycy bajkalskiej, który łagodzi stany zapalne i alergiczne oraz niweluje przebarwienia.

Korektor w  płynie ma działanie rozświetlające, dlatego nie powinno się go używać do tuszowania wyprysków czy plam, ponieważ uzyskamy wtedy efekt odwrotny od pożądanego. Aby zamaskować niedoskonałości na innych partiach twarzy, należy sięgnąć po przeznaczony do nich produkt. Do takich celów Paese stworzyło Cover, czyli mocno napigmentowany kamuflaż, który doskonale zakrywa mankamenty, łatwo się rozprowadza i wchłania w skórę, a – co najważniejsze – jest niewidoczny, dzięki czemu makijaż wygląda naturalnie. Dzięki gęstej konsystencji kamuflaż się nie ściera, jest trwały i  pozostaje na twarzy przez wiele godzin. Formuła oparta na wosku Carnauba i wosku pszczelim natłuszcza, nawilża i zapobiega wysuszaniu skóry. Cover można nakładać palcem lub czystą gąbeczką, delikatnie rozcierając krawędzie. Istnieją dwie metody aplikacji: na lub pod podkład. Niezależnie od wybranej metody należy zwrócić szczególną uwagę na dokładne zatarcie granicy między kamuflażem a fluidem, ponieważ nieodpowiednie nałożenie podkładu może sprawić, że Cover nie spełni swojego zadania. <

Mnogość substancji odżywczych, wygodna aplikacja i widoczne efekty stosowania to cechy, które sprawiły, że korektory i kamuflaże Paese od razu pokochały tysiące kobiet w całej Polsce.

31


uroda

Naturalne serum

pielęgnacyjne O

d pewnego czasu przemysł kosmetyczny mocno promuje produkty zawierające kwas hialuronowy. Nic w tym dziwnego, ponieważ wzbogacanie codziennej pielęgnacji tym naturalnym składnikiem ma wiele zalet.

Marka Paese również podąża za aktualnymi trendami, dlatego w najnowszej ofercie można znaleźć potrójne serum hialuronowe – idealny kosmetyk dla każdej kobiety.

Czym właściwie jest kwas hialuronowy? Podstawową właściwością młodej, jędrnej skóry jest wysoki stopień jej nawilżenia. Zawdzięczamy go między innymi kwasowi hialuronowemu, naturalnie występującemu w  organizmie. Z  wiekiem zmniejsza się zdolność organizmu do produkcji tego kwasu, co powoduje, że skóra traci młodzieńczy blask. Staje się sucha, cienka, wiotka i podatna na powstawanie zmarszczek. Aby spowolnić proces starzenia się skóry, należy wspomóc organizm, do-

Czy wiesz, że kwas hialuronowy znajduje się we wszystkich podkładach matujących Paese? 32

starczając mu zapasy naturalnego serum hialuronowego. Dobroczynny kwas doskonale nawilża i ochrania skórę, działa antyoksydacyjnie i  ma właściwości odmładzające. Systematyczne stosowanie go widocznie wygładza i  napina skórę, czyniąc ją bardziej jędrną i elastyczną. Pomaga przywrócić prawidłowe nawodnienie, dzięki czemu skóra staje się bardziej odporna na działanie czynników zewnętrznych. Potrójny kwas hialuronowy od Paese to serum najwyżej jakości, które wyróżnia się zawartością kwasów o różnej wielkości cząsteczek. Dzięki temu jego działanie jest wielokierunkowe i  wzajemnie się uzupełnia: 1 kwas małocząsteczkowy SMLW (Super Low Molecular Weight Acid) zwiększa poziom nawilżenia wewnątrz skóry, 1 kwas małocząsteczkowy LMW (Low Molecular Weight Acid) działa nawilżająco i zwiększa przenikanie substancji czynnych, 1 kwas wielkocząsteczkowy HMW (High Molecular Weight Acid) tworzy na powierzchni skóry warstwę, która zapobiega parowaniu wody. Kwas hialuronowy można stosować samodzielnie jako serum, punktowo lub do wzbogacenia kremów, maseczek do twarzy, odżywek do włosów czy balsamów do ciała. <


uroda

Kredki Linea

Linea automatic eyeliner to nowość firmy Paese. Automatyczna kredka do oczu o miękkiej konsystencji, przedłużonej trwałości i metalicznym blasku. Dostępna w kolorach: czarnym, brązowym, fioletowym, oliwkowym oraz niebieskim. Look 1 Szary uważany jest często za barwę wyciszoną, ale tutaj w połączeniu z metaliczną oliwką ożywa. Dodatkowo kontrastowa czerwień na ustach (pomadka Paese nr 50) dodaje całości makijażu wyrafinowania. Cień Satinette w odcieniu grafitu (nr 824) warto zestawić z oliwkową, metaliczną kredką. Jako achromatyczna szarość pasuje do każdego koloru tęczówki. Równie świetnie będą w niej wyglądały oczy piwne, jak i zielone czy niebieskie. Całość podkreśl różem z olejkiem arganowym nr 44.

Look 2 Jeśli masz zieloną tęczówkę, doskonałym wyborem dla Ciebie będzie Linea śliwkowa. Świetnie zaprezentują się także inne intensywne odcienie fioletów, a także fuksja i czerwień. Nałóż na powiekę bazę pod cienie Paese, aby zwiększyć trwałość makijażu oka. Odczekaj chwilę i nanieś na górną powiekę perłowe cienie Diament Mono o numerach 22, 11 i 17. Zagęść linię górnych rzęs, rysując kreskę metaliczną kredką Linea Plum Glam. Uzyskasz ciekawy lśniący efekt. Usta podkreśl szminką w kolorze wina nr 54, a kości policzkowe – różem z olejem arganowym nr 39.

Look 3 Jeśli Twoje tęczówki są brązowe, efekt wydobycia uzyskasz przy użyciu kolorów niebieskiego, fioletowego lub zielonego. Ciekawą i  odważną propozycją będzie połączenie trzech kontrastowych odcieni Satinette. Zastosuj stalowoniebieskie i  seledynowe cienie satynowe (zestaw nr 821), a  w  wewnętrznym kąciku oka wykorzystaj brzoskwiniowy odcień Satinette nr 815. Oko zaznacz mocnym metalicznym konturem za pomocą kredki Linea Blue Glam. Usta zaakcentuj mocno kryjącą pomadką w płynie Manifesto nr 915. Kości policzkowe podkreśl różem z olejem arganowym nr 38.

Dobieranie barw w pigułce Pamiętaj, że aby oko doskonale się prezentowało, wystarczy wykonać… idealny kontur. Uważaj jednak, ponieważ pewne kolory będą świetnie ze sobą współgrać, podkreślając kolor tęczówki, inne zaś będą go tłumiły i sprawią, że oko będzie wyglądało na „mdłe”. Jeśli masz niebieskie oczy i zależy Ci na podkreśleniu tego koloru, idealny wybór to Linea brązowa lub fioletowa. Jeśli Twoje tęczówki są brązowe, wydobędziesz tę barwę, stosując kolor niebieski, fioletowy lub zielony. Osobom z zielonymi oczami rekomendujemy kredkę Linea fioletową. Przy takiej tęczówce znakomicie sprawdzą się także fuksja i czerwień. Wszystkim zaś paniom można polecić klasyczną czarną kredkę z dodatkiem skrzących się drobinek. <

33


sztuka

Kawał łajdaka Młody grafik i ilustrator Krystian Ścigalski (vel Why Duck lub Łajdak) opowiada Izabeli Trzaskacz, skąd czerpie inspiracje i dlaczego rysuje. 34


sztuka

fot.: Sebastian Ścigalski

” Jak zacząłeś swoją przygodę z grafiką? Początki to czas szkoły podstawowej. Moim szkicownikiem był wtedy tył zeszytu. W czasie nudnych lekcji coś już tam powstawało. Traktowałem to też jako sposób na stres, problemy wieku młodzieńczego. Rysowanie potrafiło mnie rozładować. Komiksy tworzone w szkole stanowiły również dobry sposób na nawiązywanie nowych kontaktów i rozśmieszanie rówieśników. Rysowałem taki komiks i puszczałem dalej go po klasie. W liceum zdarzały się pierwsze zlecenia, np. karykatura wychowawczyni czy nielegalny street art. Jak zdobywałeś wiedzę? Uczyłem się w  liceum plastycznym w Bielsku-Białej, więc cały czas miałem kontakt z artystami. W domu malowali też tata i starsze rodzeństwo. Myślę, że

bardzo to wpłynęło na moją twórczość i  osobowość. Później przyszły studia i praca w zawodzie grafika.

To nie jest tak, że nie lubię kolorów, raczej być może kolory nie lubią mnie.

Skąd czerpiesz pomysły, co cię inspiruje? Pomysły czerpię z  otaczającego mnie świata. Z podwórka, z imprez. Nie ukrywam, że duży wpływ miała na mnie i na całe moje pokolenie telewizja. Uwielbiałem animacje: najpierw polskie produkcje, później Disneya i japońską mangę. Myślę, że wyraźnie widać te dziwne postaci kreskówkowe w mojej twórczości. Z drugiej strony czerpię inspiracje z prac wielkich artystów. Chcę łączyć te dwa światy – uwielbiam Andy’ego Warhola, Jeana-Michela Basquiata, komercyjny pop art, inspiruje mnie też sztuka ulicy takich artystów, jak Banksy czy Shepard Fairey.

35


sztuka

W liceum zdarzały się pierwsze zlecenia, np. karykatura wychowawczyni czy nielegalny street art.

Jakie są Twoje dalsze plany związane z grafiką? Moim następnym punktem rozwoju będzie stworzenie rozpoznawalnej marki odzieżowej Łajdak (śmiech). Chciałbym się bardziej skupić na ilustracji wykonywanych z większym dopracowaniem i z głębszą ideą, a odejść od prac stricte komercyjnych, realizowanych w pośpiechu. Pragnę podnieść swoje ilustracje do rangi sztuki. Nie wiem, na ile mi się to uda, cały czas ćwiczę warsztat i walczę z brakiem czasu. Ile średnio zajmuje ci stworzenie pełnej ilustracji? Stworzenie ilustracji, z  której jestem naprawdę zadowolony, trwa około dwóch dni. Kiedy nikt mnie nie rozprasza, pracuję od wczesnego rana do późnej nocy z małymi przerwami. Twoje ilustracje są najczęściej czarno-białe. Nie lubisz kolorów?

36

To nie jest tak, że nie lubię kolorów, raczej być może kolory nie lubią mnie. Bywa, że dobranie kolorów nie jest takie proste. Często nad komiksem pracują dwie osoby – jedna zajmuje się szkicowaniem, druga kolorowaniem. Z drugiej strony kocham czerń i biel dlatego, że nie odciąga uwagi widza od projektu i wszystko jest wyraźne. Oglądający moje prace nieraz mówią, że fajnie, że nie są w kolorze, tylko w czerni i bieli. Jak wygląda twoje miejsce pracy? Moja pracownia mieści się w Krakowie. Mam w  niej kolekcję Vinyl Toys, czyli zabawek identycznych pod względem kształtu, różniących się tylko sposobem, w jaki pomalowali je artyści. W pracowni wisi też dużo plakatów i obrazów innych twórców. Wyposażona jest, oczywiście, w duży szklany blat, na którym powstają moje dzieła, i komputer, przy użyciu którego realizuję kolejne etapy projektowania ilustracji.


sztuka

fot.: Sebastian Ścigalski

Z jaką firmą i dlaczego najlepiej Ci się współpracowało? Bardzo dobrze wspominam projekt dla Lay’s Max. Pomysłodawcą tej kampanii była agencja reklamowa BBDO Warszawa. Dobra współpraca wynikała z bardzo profesjonalnego podejścia do zadania, jakim było stworzenie rysunków, animowanych potem na stronie Lay’s Max Polska. Rysunki powstawały na podstawie najlepszych haseł wymyślonych przez użytkowników aplikacji. Z jakiego osiągnięcia wyróżnienia jesteś najbardziej dumny? Jestem dumny, że zostałem doceniony przez firmę Smart Recruiters, która powierzyła mi zaprojektowanie muralu w ich krakowskiej siedzibie. Byli tak zadowoleni z rezultatu, że postanowili zasponsorować mi wyjazd do swojej głównej siedziby w San Francisco. To była niesamowita przygoda. Jaki projekt był dla Ciebie największym wyzwaniem? Każdy jest wyzwaniem, do każdego podchodzę bardzo ambitnie. Może właśnie dlatego jestem doceniany. Miałeś kiedyś problem z jakimś zleceniem? Tak, miałem mały problem z wymyśleniem śmiesznych potworków dla Algidy. Klient cały czas narzekał, że potworki dalej nie są wystarczająco dziecinne. Czy w niedalekiej przyszłości zamierzasz poszerzać horyzonty i zająć się czymś innym? Na pewno tak. Nie stoję w  miejscu i cały czas chcę się rozwijać. Boję się, że kiedyś wpadnę na coś, co odciągnie mnie od rysowania, a tego chyba fani mojej ilustracji by nie chcieli. < Rozmawiała Izabela Trzaskacz.

37


sztuka

Mateusz Kosma

Z szuflady na estrady

A

ndrzej Poniedzielski zwykł mawiać, że nie gra na fortepianie, bo karty się ślizgają. Justyna Chowaniak (podobnie jak Julia Marcell) długo nie grała na pianinie, ponieważ w szkole muzycznej powiedziano jej, że ma za małe dłonie. To jak powiedzieć Annie Leibovitz, że nie może robić zdjęć, bo ma wadę wzroku. Na szczęście to nie ludzie dla instrumentów, a instrumenty dla ludzi są tworzone. Na przykład białe pianino, które powstało po to, by grać Domowe Melodie. 12 października 2012 roku na moją tablicę na Facebooku wpadł Zbyszek. Co prawda było to już pół roku po jego internetowym debiucie, ale, jak wiadomo, „Zbyszek nie był faworytem na długim dystansie”. Ówczesny szum udostępnianych linków już wtedy zwiastował nadchodzący sukces i prawdopodobną konieczność wyjścia z tą muzyką poza mury mieszkania. Domowe Melodie to projekt byłej aktorki Studia Buffo o uzależniająco przyjemnym głosie – Justyny Chowaniak, realizowany z instrumentalną pomocą Kuby Dykierta i  Staszka Czyżewskie-

38

go. Można śmiało stwierdzić, że dzięki nim przez ostatnie miesiące polskie uszy bardzo się udomowiły. W  komputerowych głośnikach, w stacjach radiowych i  w  klubach muzycznych zaczęły rozbrzmiewać piosenki, które teoretycznie nie powinny opuszczać czterech ścian pokoju. Piosenki proste, momentami infantylne, wstydliwe i intymne, a jednocześnie prawdziwe, mądre, bez zadęcia, za to z poczuciem humoru. Zaśpiewane szerszej publiczności, stały się czymś w rodzaju muzycznego ekshibicjonizmu, i to bezprecedensowego na polskim rynku muzycznym. Debiutancka płyta, wydana przez Domowe Melodie w ubiegłym roku, musiała być domowa. Kamieniczne lokum, które jest studiem nagraniowym zespołu i miejscem rejestrowania klipów, tym razem stało się również manufakturą. Ten album to prawie w całości ręczna robota. Wszystkie pudełka samodzielnie wycięto, a następnie rozpoczęto wielką akcję odbijania kubka kawy i  pieczątek z  typografią. Nadruk na płycie i załączone booklety przygotowano już w drukarni offsetowej. To jednak jedyne podobień-


fot: Krzysztof Grajper, Mateusz Kosma

sztuka

stwo do profesjonalnych publikacji, żadne bowiem wydawnictwo nie zgodziłoby się umieścić na krążku tylko i wyłącznie zdjęcia... dywanu. Takiego pospolitego dywanu, który każdy szanujący się Polak ma na podłodze w dużym pokoju. Dołączone książeczki to „śpiewnik domowy” i treściowo nie mniej osobista informacja o początkach Domowych Melodii, okraszona kolażami zdjęć Krzysztofa Grajpera, nieodłącznego fotografa grupy, którego znakomite obrazy ruchome i  nieruchome wnoszą ogromny wkład w budowanie wizerunku zespołu. Tutaj wszelkie niedoskonałości działają na korzyść grupy, a każdy egzemplarz albumu dzięki swojej niepowtarzalności jest dla nabywcy warty o wiele więcej, niż w rzeczywistości kosztuje. Chyba jedyną rzeczą, do jakiej miałem potrzebę się przyczepić, była niepoprawna odmiana nazwy mojej podbeskidzkiej ojczyzny w dopełniaczu, ale zakładam, że ktoś już przede mną zwrócił na to uwagę i zespół 17 listopada przybędzie do Bielska-Białej, a ja ugryzę w język gramatycznego nazistę, który we mnie przesiaduje. Oczywiście nie ma mowy o  kupnie tej płyty w  sklepie. Adres e-mailowy

[pł y ta@domowemelodie.pl], za pomocą którego można złożyć zamówienie, rozpowszechnia się pocztą pantoflową, a stoisko z płytami na koncertach jest plądrowane w rekordowym tempie. Chyba jednak nie muszę nikogo przekonywać, że kupując tę płytę, stawiamy sobie na półce kawał świetnej historii. Domowe trafiły w pewną lukę w polskiej muzyce, a ich debiutancki album jest tylko potwierdzeniem konsekwentnego tworzenia wizerunku – na koncercie scenę obowiązkowo wyścieła dywan, wykonawcy ubrani są w jednoczęściowe piżamy, a  ich plakatom koncertowym można by poświęcić osobny artykuł. Jedni ich kochają, drudzy nienawidzą, ale nikt nie pozostaje obojętny. Dostało się im już za Grażkę, co ciekawe, zarówno od przeciwników aborcji, jak i osób, które ją dopuszczają, wszystkich po godzinach hobbystycznie zajmujących się analizą i interpretacją piosenek z Listy Przebojów Trójki. Czekam zatem na odzew obrońców zwierząt. No bo jak można lubić kogoś, kto w rzece topi kotki? <

poziom dizajnu 90 dB

1Mateusz Kosma – leworęczny projektant graficzny, absolwent katowickiej ASP, klawiszowiec i samozwańczy grafoman. Prowadzi blog o projektowaniu w muzyce [www.decybeledizajnu.com].

39


psychologia

Izabela Trzaskacz

Być

superrodzicem

Bycie superrodzicem to zadanie niezwykle trudne. Wymaga się od nas, abyśmy byli kreatywni, zabawni i pełni energii. Zawsze „naj”, także pod względem wyboru przedmiotów, które kupujemy dla naszych pociech.

D

Dzisiaj bardzo trudno jest znaleźć lekturę dla dzieci, która niosłaby za sobą jakieś wartości, a nie tylko zachęcała do zdobywania kolejnych gadżetów i innych śmieci. 40

zieci potrafią zaskakiwać. Chciałabym, abyśmy potrafili tak trafnie jak one znajdować przedmioty wartościowe i  przydatne. Moje poszukiwania zaczynam od przeglądania ciekawych stron, miejsc oraz opinii o rzeczach wyjątkowych, a jednocześnie prostych, takich, które cieszą nie tylko rodzica, lecz przede wszystkim dziecko. Wysokiej jakości zabawek, ubrań, ciekawych akcesoriów, gier i książek. Zanim bowiem sami zamienimy się w  twórczych rodziców, którzy stworzą coś z niczego, warto, abyśmy zapoznali się z inspirującymi przedmiotami, doskonałymi nie tylko na prezent urodzinowy. Pierwsza marka – Kids on the Moon – całkowicie mnie urzekła. To niebanalne projekty ubrań dla dzieci. Wygodne fasony z  nutą nonszalancji, bo oprócz przyjemnej bawełny nie brakuje tiulu, który dodaje charakteru. Kolorystyka stonowana, bez zbędnych aplikacji. Pewna tajemniczość. Jak czytamy na stronie Kids on the Moon: „marka dla dzieci oderwanych od ziemi, stworzona

przy pełni księżyca. W sam raz na nocne spacery po dachach, zabawy w  gwiezdnym pyle i oficjalne spotkania z UFO. Niszowa, nonszalancka, bezpretensjonalna. W  kolorach delikatnie zamglonych, nieoczywistych jak światło księżyca. Dla dzieci z wyobraźnią i rodziców gotowych za nią podążyć”. Moją uwagę zwrócił też angielski brand Little Titans. Rajstopy dziecięce (albo, jak się częściej mówi, rajtuzy) zazwyczaj produkowane są z  bawełny, co sprawia, że przewyższają trwałością produkty z delikatnej dzianiny nylonowej. Podejrzewam, że wielu z nas pamięta niewygodne, gryzące rajstopy, które zakładano nam w  dzieciństwie. Tutaj spotykamy się ze znakomitym wzornictwem i świetnym, przyjaznym materiałem. Poza tym w ofercie Little Titans znajdziemy piękne rajstopki również dla chłopców. Wzory i  kolory przykuwają uwagę, pokochają je nie tylko mamy, lecz także dzieciaki. Booso to marka ubrań, bucików i akcesoriów dla dzieci, stworzona przez


psychologia dwójkę... architektów. Królują tu wygoda, prostota form i kolorów, nowoczesny styl oraz doskonałe tkaniny. Nie możemy pominąć projektów opakowań – po prostu zamówcie coś i zobaczcie, jak fajnie Wam to zapakują! I jeszcze ciekawe akcesoria. Jeśli macie w domu niejadka, który zapiera się rękami i nogami, kiedy przychodzi czas obiadu czy kolacji, znalazłam coś, co poprawi Waszemu urwisowi apetyt: zabawny talerz, który kreatywny rodzic może odpowiednio przystroić. Maluch zje ze smakiem truskawkowe kolczyki, groszkowe korale czy bujną fryzurę z makaronu. Pan i Pani Food Face zachęci każdego protestującego przy stole. Szczerze polecam, naprawdę działa. Teraz trochę o lekturach. Bzyk Brzęk Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel to książka zaskakująca o tyle, że jej bohaterami są dwie muchy: tytułowy Bzyk i  jego przyszywana ciocia Rączyca Czarnonoga. Dziecko obserwuje świat oczami owadów, które przeżywają codzienne radości i smutki. Muchy mają mnóstwo przygód, a przy tym udowadniają, że aby dobrze się bawić, nie trzeba wcale wyruszać do Afryki. Receptę na nudę można znaleźć wszędzie, wystarczy się rozejrzeć. Te niebywałe historie nie pozwalają się dziecku oderwać ani na chwilę. Historia rozśmiesza, daje do myślenia i wychowuje. Podoba mi się w niej to, że uczy przełamywać stereotypy. Dziecko zazwyczaj otrzymuje werbalne lub niewerbalne komunikaty typu „bądź grzeczny i zadowolony”. A tutaj zaskoczenie: chcesz być smutny? Bądź! Każdy ma prawo odczuwać to, co odczuwa, i  nie trzeba z  tym walczyć. Tytuł obowiązkowy w biblioteczce małego dziecka. Książka była nominowana w konkursie Empiku na Najlepszą Książkę Dziecięcą „Przecinek i kropka” 2011, a w 2012 roku została wpisana na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej. Na Proszę mnie przytulić Przemysława Wechterowicza i Emilii Dziubak trafiłam zupełnie przypadkiem, szukając w księgarni książki, której bohaterem byłby miś. Pozycja jest niezwykła – urzekła mnie od samego początku prostotą, pięknymi ilustracjami i mądrym przeka-

Projekty marki Kids on the Moon

zem. Dzisiaj bardzo trudno jest znaleźć lekturę dla dzieci, która niosłaby za sobą jakieś wartości, a nie tylko zachęcała do zdobywania kolejnych gadżetów i  innych śmieci. Proszę mnie przytulić to jeden z tych nielicznych przypadków, kiedy zachwyca nas zarówno estetyka, jak i treść oraz przesłanie. Historia z pozoru jest banalna. Tata miś i jego syn wędrują po lesie i przytulają przypadkowe zwierzaki: bobra, łasicę, zające, złego wilka, łosia itp. A po co to wszystko, zapytamy. Po to, aby mieć udany dzień. „Synu, czy wiesz, jaki jest najlepszy sposób na udany dzień? Naprawdę najlepsze jest mocne przytulenie się do kogoś”. Wszyscy mieszkańcy lasu zostaną obdarowani sympatią i  miłością niedźwiedzi. Morał jest prosty i bezpośredni. „Pełna humoru, a zarazem wzruszająca opowieść o tym, że jeden mały, ale płynący z głębi serca gest może zmienić bardzo wiele w życiu każdego z nas”. <

Marka dla dzieci oderwanych od ziemi, stworzona przy pełni księżyca. W sam raz na nocne spacery po dachach, zabawy w gwiezdnym pyle i oficjalne spotkania z UFO.

41


psychologia

Natalia Fraś

Gdy „zdrowe” zaczyna

zabijać... czyli kilka słów o ortoreksji.

Pewnego dnia stwierdzasz, że twoja dieta do najzdrowszych nie należy i postanawiasz coś z tym zrobić. Od teraz jesz pięć posiłków dziennie, wszystkie bogate w witaminy i wartości odżywcze.

N ”

I tak zaczynasz po kolei odstawiać: mięso, ryby, produkty mączne, sery, aż w końcu warzywa i owoce. Czy w końcu jesz zdrowo?

42

a talerzu goszczą warzywa, owoce, produkty pełnoziarniste, ryby i chude mięso. Po pewnym czasie uznajesz, że dalej nie jest zdrowo: owoce mogą być pryskane, mięso szczepione, a ser zawiera zbyt dużo chemii. I tak zaczynasz po kolei odstawiać: mięso, ryby, produkty mączne, sery, aż w końcu warzywa i owoce. Czy w końcu jesz zdrowo? Niekoniecznie. Teraz dopiero może zacząć się poważna choroba. Ortoreksja to obsesja na punkcie zdrowego jedzenia. Zaczyna się zupełnie niewinnie i  na pierwszy rzut oka nie jest niczym niebezpiecznym. Pewnego dnia osoba postanawia, że będzie jeść tylko zdrowe produkty. Żadnej chemii, nic przetworzonego. Starannie robi zakupy, skrupulatnie czyta wszystkie etykiety, gotuje najzdrowszymi metodami i uważnie przygląda się każdemu składnikowi odżywczemu. Po pewnym

czasie planowanie i  przygotowywanie posiłków zajmuje jej większość dnia, aż w  końcu całe życie zostaje podporządkowane rytuałom jedzenia. Ortorektyk nie zje niczego innego poza tym, co sam przygotuje. Taka osoba szybko wypada z kręgów towarzyskich – nie dość, że nie można z nią wyjść do restauracji czy na piwo, to jedynym tematem do rozmowy staje się odżywianie. A w dyskusji zawsze uważa się za eksperta. Zdrowe jedzenie staje się obsesją. W  mniemaniu ortorektyka większość produktów – nawet tych pozornie zdrowych – nie nadaje się do spożycia. Wieprzowina może być zakażona pryszczycą, wołowina zawierać priony wywołujące chorobę Creutzfeldta-Jakoba, a drób i nabiał zbyt dużo antybiotyków i hormonów. Warzywa i owoce też przestają być zdrowe, bo są pryskane i zawierają pestycydy oraz metale ciężkie. Te ostatnie znajdzie-


psychologia

fot.: Michalina Brach

Zdrowe jedzenie staje się obsesją. W mniemaniu ortorektyka większość produktów – nawet tych pozornie zdrowych – nie nadaje się do spożycia.

my także w rybach, więc i je należy wykluczyć z jadłospisu. Tym sposobem wachlarz produktów kurczy się do wybranych kilku, które ortorektyk sam uzna za nie tyle nawet zdrowe, co nieszkodliwe. Ortoreksja (z  gr. orthos – „prawidłowy”, „prawy” i  orexis – „pożądanie”, „pragnienie”) to termin wprowadzony przez amerykańskiego doktora Stevena Bratmana w 1997 roku. Jako dziecko Bratman był alergikiem zmuszonym do przestrzegania bardzo restrykcyjnej diety. Systematycznie eliminował ze swojego jadłospisu kolejne produkty. W pewnym momencie do tego stopnia bał się, że jedzenie mu zaszkodzi, że zaczął rezygnować nawet z  tych składników, które nie wywoływały u  niego alergii. Tak jak anoreksja i  bulimia ortoreksja jest zaburzeniem o  podłożu psychicznym. W  grupie ryzyka są przede wszystkim osoby skoncentrowane na sobie, stale dążące do perfekcji i  bardzo krytyczne wobec siebie. Źródłem satysfakcji staje się dla nich możliwość sprawowania całkowitej kontroli w  jakiejś sferze życia i w tym wypadku jest

to jedzenie. Każde „przewinienie” wywołuje w nich ogromne poczucie winy, dlatego często się karzą. A karą jest eliminacja kolejnego produktu. Należy pamiętać, że ortorektyk ma na celu stworzenie diety idealnej i w stu procentach zdrowej, nie chodzi mu wcale o zrzucanie kilogramów. Jednak przez rezygnację z  większości produktów i  finalnie bardzo ubogą dietę zaczyna tracić na wadze, a nawet chorować. W wyniku niedoboru praktycznie wszystkich składników odżywczych może u niego dojść do uszkodzenia narządów wewnętrznych, osłabienia odporności organizmu czy problemów z układem pokarmowym. Moda na zdrowe gotowanie i  zdrowy styl życia to wspaniały trend. Tylko nie dajmy się zwariować, żeby zdrowego trybu życia nie przepłacić... życiem. <

1 Natalia Fraś – studentka psychologii stosowanej związana z krakowskim Stowarzyszeniem Radiofonia. W nowych miejscach zapamiętuje smaki i dźwięki, a zdjęciami i przemyśleniami dzieli się na blogu [www.zapiskizeswiata.blogspot.com].

43


kulinaria

Piotr Kierzyk

Wszystko zaczyna się od chleba Z notatnika kucharza

Kiedy po raz pierwszy trafiłem do kuchni w knajpie, pierwszą rzeczą, jaką zrobiłem, był właśnie... chleb. Ot, po prostu mąka, drożdże i woda. Nie, żebym tutaj chciał Wam zaprezentować jakąś łzawą historię. Tak było naprawdę.

D

zisiaj już nie pamiętam tego mojego pierwszego chleba, zresztą pewnie nie był nadzwyczajny, choćby dlatego, że wówczas dopiero zaczynałem swoją przygodę z  gotowaniem i pracą na kuchni. Teraz po blisko dziesięciu latach w branży mogę powiedzieć coś, co nie jest oczywiste dla wielu gotujących i  dla tych, którzy konsumują. Upiec porządny chleb powinien umieć każdy kucharz. Nie zdawałem sobie z tego sprawy, ale i wiek, i życiowe doświadczenie uprawniają już mnie do takich przemyśleń. Zaraz mi tu ktoś zarzuci (w  szczególności osoby, które znają mnie osobiście), że jak to? Dekadę pracujesz w kuchni i dopiero cię wzięło na taką refleksję? Gdzie byłeś, co robiłeś przez te lata? Prawda, ale jakoś to tak zleciało, zawsze były jakieś inne ważniejsze sprawy, aspekt ekonomiczny, mało czasu (którego w profesjonalnej kuchni zawsze brakuje), więc kupowało się garowane, mrożone pieczywo, które później

44

się tylko piekło i już. Nie, żeby to pieczywo jakieś złe było, nie, często bywało znośne, w końcu technologia ciągle się poprawia, więc i efekt końcowy jest całkiem dobry. Niemniej upieczenie chleba, który się zrobi „własnymi ręcami” na prawdziwym zakwasie, to jest po prostu to. Raz, że produkt naturalny, na co coraz więcej osób zwraca uwagę (o ile przyjmiemy, że mąka nie jest traktowana jakimiś polepszaczami, a tego do końca nie możemy być pewni), dwa, smak! Chociaż konsystencja gotowego produktu jest nie do osiągnięcia, jeśli używa się tylko drożdży, co w  szczególności dotyczy chlebów z mąki żytniej. Ale może moje doświadczenia nie są wystarczające i ktoś mnie oświeci. W tej dziedzinie (a pewnie i w każdej innej) sytuacja jest bardzo dynamiczna. Sam pamiętam prawdy, które wciskano mi do głowy, oraz takie, do których sam docierałem, i które wówczas wydawały się pewne, a okazywały się kompletnie pozbawione sensu.


kulinaria

Teraz po blisko dziesięciu latach w branży mogę powiedzieć coś, co nie jest oczywiste dla wielu gotujących i dla tych, którzy konsumują. Upiec porządny chleb powinien umieć każdy kucharz.

Do rzeczy. Kiedy jakiś czas temu usłyszałem o  zakwasie, wydawało się to skomplikowane, zresztą jak prawie wszystko na początku. Zapewniam Was jednak: zakwas to bułka z masłem. Najprościej zmieszać mąkę żytnią razową z wodą aż do uzyskania konsystencji gęstej śmietany. Przykrywamy całość tkaniną, folią czy czymkolwiek, ważne, żeby były otworki, które dadzą dostęp do powietrza, bo bez tego proces nam padnie. Ustawiamy masę w  jakimś ciepłym miejscu, nad kaloryferem czy radiatorem lodówki, gdziekolwiek, istotne, by ten nasz pierwszy zakwas miał temperaturę ok. 25–29°C. Wydaje mi się, że uda się to to również przy niższej temperaturze, ale będzie trwało o wiele dłużej, a  my chcemy otrzymać zakwas w  trzy, cztery dni. To tylko hipoteza, na razie

niesprawdzona w praktyce. Może kiedyś będę miał czas sprawdzić. Zakwas nie wygląda zachęcająco (w  szczególności dla estetów, których wśród nas pełno), ale tak to już często jest, że dobre rzeczy nie prezentują się najlepiej. Weźmy na ten przykład..., a zresztą nieważne, w końcu ma być gastronomicznie. Teraz, kiedy już mamy zakwas, dodajemy mąkę i wodę. Ja sam przyjmuję proporcje następujące: jeśli jest to chleb żytni, to pół na pół, czyli jedna część mąki żytniej i jedna część zakwasu. Resztę dodatków, czyli różne ziarna i tak dalej, dodajecie według uznania. Ważne, żeby nie zapomnieć o soli. Jak już to wymieszacie, pamiętajcie, żeby odłożyć część zaczynu do słoika i do lodówki. Czemu do lodówki? Ponieważ spowolni to proces pożerania strawy, czyli w tym przypadku świeżej porcji mąki i wody. Część odłożonego zaczynu stanie się po jednym albo dwóch dniach zakwasem do Waszego kolejnego dzieła. Wracamy do naszego pierwszego bochenka. Po połączeniu zakwasu z mąką i  wodą trzeba to wszystko zamieszać, przykryć ściereczką i postawić w cieple do wyrośnięcia. Potem wyłożyć na stół i  pougniatać z  5–10 minut, dzięki czemu wtłoczymy dodatkowe powietrze w ciasto. Żytnie najlepiej piec w formie, bo taka mąka nie zawiera tyle glutenu, co pszenna, więc po uformowaniu bochenek po prostu się rozjeżdża, co może przynieść mało estetyczny efekt i  rozczarowanie dla osób kupujących ładny chleb w sklepie. Formujemy zgrabny wałek z  ciasta i wkładamy do formy, najlepiej wyłożonej papierem do pieczenia. Przykrywamy ściereczką i zostawiamy do ponownego wyrośnięcia. Istnieją dwie opcje: jedna to wyrastanie w cieple, co przyśpiesza

proces, druga to pozostawienie formy w lodówce na noc. A wtedy rano mamy równomiernie wyrośnięte ciasto, które pakujemy do rozgrzanego piekarnika. Cóż, chyba już tych technicznych informacji wystarczy, bo zaczyna się robić nudno. Na zakończenie dodam, że mniej więcej od pięciu tygodni nie kupuję pieczywa w sklepie. Codziennie lub co drugi dzień piekę własny, pachnący chleb i rozkoszuję się jego smakiem. Gdy zdarzy się, że zostaną jakieś kawałki, to nawet po 3–4 dniach można je spokojnie zjeść bez obawy, że straci się uzębienie. <

1 Piotr Kierzyk gotuje, gotował i podróżował za gotowaniem. Ponadto prowadzi kawiarnię Molekuła (ul. Szlak 11 w Krakowie) i piecze niesamowite ciasta.

45


podróże

Grzegorz Lipski, Ania Adamczyk

Sprzedaj lodówkę i jedź. Gdziekolwiek. Nie musisz mieć doświadczenia, grubego portfela, specjalistycznego sprzętu ani szczegółowych map czy przewodników, by wyruszyć w podróż. My jesteśmy tego żywym przykładem! 1 Ania i Grzesiek to para studentów budownictwa, na co dzień spędzająca czas nad książkami lub na budowie. Gdy tylko mają czas, pakują plecaki i za jak najmniejsze pieniądze próbują zwiedzić świat, a swoje przygody opisują na blogu [www.znowedrujemy.pl].

46

W

ystarczy, że znajdziesz trochę wolnego czasu, wyszukasz tanie połączenie, sprzedasz coś cennego (a niepotrzebnego) i pożyczysz śpiwór oraz namiot. Zostaje jeszcze zapakowanie plecaka i wzięcie go na plecy, a jeśli jesteś w stanie przejść z nim 100 metrów, nie czując uginających się pod jego ciężarem nóg, możesz spokojnie pożegnać bliskich i wyruszyć w drogę. Kiedy pod koniec pierwszego roku studiów Grzesiek oznajmił mi, że w wakacje jedziemy do Gruzji, potraktowałam to jako jego kolejny szalony pomysł, który po prostu muszę przemilczeć i  czekać, aż cała sprawa ucichnie. Jednak ku

mojemu przerażeniu działo się całkiem odwrotnie – Grzesiek zaczął zachęcać znajomych do wspólnej wyprawy, szukać taniego lotu i czytać książki podróżnicze. Ja przez cały ten czas nie zajmowałam się niczym innym niż panikowaniem. Jak uniosę plecak? Jak można przez prawie miesiąc spać w namiocie? Na pewno zachorujemy, umrzemy, ktoś nas okradnie i w sumie to nie możemy jechać do żadnej Gruzji, ponieważ tam jest wojna!

Ukraina, czyli o podróżowania trudnych początkach Panika skończyła się dopiero, gdy w  szóstkę staliśmy w  środku nocy na


podróże

fot.: Mateusz Gaczoł

krakowskim dworcu z  wyładowanymi plecakami. Nie mieliśmy mapy, planu podróży, część z nas nigdy nie spała pod namiotem, tylko jedna osoba mówiła po rosyjsku... ledwo. Wiedzieliśmy, że następnego dnia musimy się znaleźć na lotnisku w Kijowie, by dolecieć do Gruzji, lecz nie byliśmy pewni, jak tam dotrzemy. To całe szaleństwo i spontaniczność miały sprawić, że przeżyjemy najlepsze wakacje w swoim życiu. Następne 24 godziny minęły nam w szalonym tempie. Do Przemyśla dotarliśmy pociągiem, do granicy z Ukrainą busem, a do Lwowa marszrutką. I zaczęło się! Gdy trafiliśmy na dworzec kolejowy, okazało się, że nie ma już biletów na żaden z nocnych pociągów do Kijowa. Oczywiście, nie obyło się bez awantury, krzyków, totalnej paniki i planów... kradzieży samochodu. Uratował nas kolega, a raczej jego znajoma, która mieszkała we Lwowie i, nie wierząc, że się uda, na wszelkie sposoby próbowała nam zorganizować przejazd do stolicy. W końcu na dworcu autobusowym znajdującym się na obrzeżach miasta udało nam się kupić jedne z ostatnich biletów na całonocny autobus. 12 godzin ciągłej jazdy rozpadającym się autobusem, poranna toaleta na stacji benzynowej i bardzo długie próby dostania się na lotnisko w kraju, w którym prawie nikt nie rozumie angielskiego – tyle miało nas dzielić od Gruzji.

w Polsce jedynie przy okazji niedawnego ostrzelania konwoju prezydenta i inwazji wojsk rosyjskich. Z Polski do Tbilisi można było dostać się jedynie z Warszawy rejsowym połączeniem LOT-u za, bagatela, prawie 1500 zł. Nam udało się kupić bilety o 40% tańsze, ale wiązało się to z koniecznością dojazdu do Kijowa i lotu nikomu nieznanymi gruzińskimi liniami lotniczymi. W porównaniu z dzisiejszymi możliwościami lotu Wizz Airem za niecałe 100 zł brzmi to jak szaleństwo, ale dzięki temu wszyscy moglibyśmy przeżyć najlepsze wakacje w życiu i bez wyjątku zakochać się w Gruzji. <

Nie mieliśmy mapy, planu podróży, część z nas nigdy nie spała pod namiotem, tylko jedna osoba mówiła po rosyjsku... ledwo.

Męskim okiem Podróż do Gruzji odbyła się na przełomie lipca i sierpnia 2011 roku. Do dziś nie wiem, skąd ten pomysł. Był to okres, w  którym temat Gruzji przewijał się

47


wstÄ&#x2122;pniak

48


Paese nr 04