Page 1

eciowy darmowy magazyn si

pO Force magazine

Korps mariniers

korps commandotropen

Siły Zbrojne Holandii

M1 Garand Marushin

SIG 552 Commando ICS Glo

ck

1/2011 Militarny magazyn rekonstrukcji airsoftowych

Issue 4

17 A rmy


na celowniku 2 4 6 8 10 12 14 16 18 20 22

14-23 Jedna z dwóch głównych jednostek specjalnych holenderskich sił

zbrojnych. Powstała w Achnecary, jak większość współczesnych, europejskich jednostek specjalnych, jest jedną z grup specjalnego przeznaczenia.

24 26 28 30 32 34 36 38 40 42 44 46

26-31

Kamizelka taktyczna podstawą współczesnego wyposażenia. Recenzja holednerskiej kamizelki modułowej. Odpowiedź na pytanie, czy Holendrzy potrafili wymyślić coś nowego, czy skopiowali już istniejące rozwiązania.

48 50 52 54 56 58 60 62 64 66 68 70 72

42-51

Szwajcarska prezycja zamknięta w obudowie dla komandosa. Relacja z testów repliki szwajcarskiego karabinka SIG 552 Commando ICS. Jak sprawdzi się niewielki SIG w polu? Czy jest w stanie nawiązać rywalizację z dużo większymi replikami?


Od Redaktora

P

okonaliśmy kolejne kilometry w naszej podróży po armiach świata. W ostatnim numerze mogliście zapoznać się z kolejną z nich – francuską. W tym numerze zaglądniemy za wschodnio-południową granicę Republiki Francuskiej i przyjrzymy się nieco bliżej Królestwu Holandii. Dlaczego właśnie im. Nie zapominajmy, że jeszcze pod koniec XIX wieku Holandia było mocarstwem kolonialnym, rozdającym karty na sporym obszarze naszego globu. Do zdobycia i utrzymania takiej potęgi potrzebne były dość liczne, wyśmienicie wyszkolone i wyposażone, siły zbrojne. Czy coś pozostało z dawnej potęgi? Sądzę, że nasze artykuły nieco przybliżą Wam ten niewielki kraj oraz jego jednostki. Nie bez znaczenia dla naszej wyprawy będzie fakt bardzo bliskich związków Holendrów z Brytyjczykami, która przejawia się choćby w adaptacji kamuflażu Brytyjczyków na potrzeby Armii Holenderskiej. Sam kamuflaż zaś, przy okazji bliższego przedstawienia Wam munduru i wyposażenia Armii Holenderskiej, będzie można oglądnąć dość dokładnie na naszych fotografiach. W numerze znajdziecie również sprawozdanie z testów polowych repliki SIGa 552 w wersji Commando, produkowanego przez firmę ICS. Zdamy Wam dokładną relację, również fotograficzną, z możliwości tej repliki oraz jej przydatności w grach. Dla miłośników gadżetów mamy, tym razem, recenzję kamery sportowej Solve AT-18. Tym artykułem rozpoczniemy przegląd kamer, nadających się wykorzystania w hobby, jakim jest Airsoft. Przecież każdy z nas spotkał się z sytuacją wartą uwiecznienia, a nie zawsze było to możliwe – z różnych powodów. Dzięki naszym artykułom będziecie mogli zapoznać się z kamerami, które pozwolą Wam uwiecznić nie tylko fragment, ale nawet całą rozgrywkę. Dzięki temu zyskacie pewność, że żadna ważna chwila nie zostanie nieuwieczniona. Nie obędzie się również bez dokładnego przeglądu wyjątkowych replik. Tym razem zapraszamy Was do zapoznania się z klasykiem – repliką karabinu M1 Garand firmy Marushin. Artykuł na pewno wart polecenia, choćby ze względu na unikalność samej repliki. Broń krótka będzie również miała swojego przedstawiciela. Tym razem na warsztat trafił bardzo popularny Glock17 produkcji Army. Jego zalety i wady ujawni przed Wami nasz etatowy „pistoleciarz”. Miłej lektury. Redaktor OpForce Magazine, Tomasz Niwiński

3


Korps mariniers

Korps Mariniers

czyli Piechota Morska w holenderskim wydaniu XVII wiek był złotym okresem w rozwoju Królestwa Holandii, bowiem stało się ono jednym z imperiów kolonialnych. Holenderskie osady można było znaleźć w Ameryce Północnej, Afryce Południowej oraz Nowej Zelandii, a sama flota statków handlowych sięgała 16 000 jednostek. Oczywiście holenderska ekspansja nie była spokojna, na przestrzeni wieków Holandia prowadziła liczne wojny i stoczyła wiele pojedynczych bitew, wśród których były także te morskie. Oczywistym niejako wydaje się fakt, że państwo dysponujące tak dobrze rozwiniętą flotą musi posiadać w swojej Armii jednostki będące w stanie walczyć na okrętach. Jednostki takie, jak Piechota Morska. olenderska Piechota Morska, czyli jak nazywają Orańskiego, prawowitego króla Holandii, jednostka ją Holendrzy Korps Mariniers, została powołana Piechoty Morskiej ponownie została powołana do do życia 10 grudnia 1665 roku, podczas drugiej wojny życia, a od 1817 roku do dziś znana jest właśnie pod angielsko-holenderskiej przez Johana de Witta, który nazwą Korps Mariniers. w tamtym czasie sprawował władzę w kraju, oraz Michiela de Ruyter, pełniącego funkcję admirała Floty Holenderska Piechota Morska, jak na jednostkę Holenderskiej. Jednostka po dziś dzień świętuje swoje wojskową z wieloletnim stażem przystało, posiada urodziny na Placu Wschodnim w Rotterdamie. Pier- swoje motto. Jest nim łacińska sentencja „Qua Pawszym dowodzącym tej nowo powstałej jednostki tet Orbis”, czyli w wolnym tłumaczeniu „Po kraniec został Willem Joseph van Ghent, doświadczony kapi- świata” lub mniej literacko - „Tak daleko, jak świat tan, który brał udział w wojnie przeciwko Szwecji. szeroki”. I trzeba przyznać, że jest ono bardzo trafne. Na przestrzeni lat holenderska Piechota Morska była Należałoby tu zaznaczyć, że utworzenie jednostek wysyłana w różne zakątki ziemi. Debiutem, a zarazem piechoty morskiej było dość pokazem skuteczności Krops Mariniers, była bitwa nowatorskie jak na tamte czasy. morska o Midway, która miała miejsce w 1667 roku. Korps Mariniers była piątą Podczas czterodniowych walk Holendrom udało z kolei taką formacją na wedrzeć się na terytorium brytyjskie. W 1673 roku świecie, zaraz po tych udało im się odeprzeć atak połączonych flot brytyjskiej utworzonych przez i francuskiej. Pomimo ciężkich strat po obu stronach rządy Hiszpanii, Brytyjczycy nie dotarli do lądu. W 1704 roku, razem Portugalii, Francji z Anglikami pod dowództwem księcia Jerzego, Krops i Wielkiej Bryta- Mariniers zdobyło oraz utrzymało Gibraltar w trakcie nii. Jednostkę tą hiszpańskiej wojny sukcesyjnej. W 1816 roku drogi cechowała także brytyjskiej i holenderskiej piechoty morskiej znów się burzliwa histo- spotkały, tym razem w kampanii przeciwko algiersria. W XIX wieku kim piratom. W latach 1873 – 1913 Krops Mariniers Holandia straciła brało udział w wojnie przeciwko sułtanatowi Acehu. suwerenność na rzecz Francji, a Podczas drugiej wojny światowej holenderska piechojednostka została ta morska utrzymała most na Mozie, co skutecznie rozwiązana. Ponownie pokrzyżowało niemieckie plany dotyczące Rotprzywrócona została do terdamu. Opór był tak zaciekły, że Niemcy byli życia 20 marca 1801 roku zmuszeni zbombardować miasto. Niestety, pomimo na terenie Republiki Ba- wysiłków Korps Mariniers, Holandia skapitulowała. tawskiej, a następnie 14 Nie przeszkodziło to jednak żołnierzom tej formacji sierpnia 1806 roku, pod walczyć dalej. Część z nich uciekła do Anglii, gdzie nazwą Korps Koninklijke utworzyli tzw. „legion holenderski”. Następnie, za Grenadiers van de Marine, zgodą królowej Wilhelminy, został on przemianowaz rozkazu króla Ludwika ny na Brygadę Księżniczki Ireny. Brygada ta wsławiła Bonaparte. W 1814, po się podczas bitwy w pobliżu holenderskiego miasta zakończeniu okupacji i pow- Tilburg jesienią 1944 roku. Po zakończeniu Drugiej rocie do kraju Wilhelma V Wojny Światowej i odzyskaniu niepodległości przez

H

Foto: www.defensie.nl


Holandię, Korps Mariniers służyło na terytorium Zachodniej Gwinei aż do 1962 roku. Holenderska piechota morska nie jest wyłącznie jednostką, której przeznaczeniem są działania na granicy wodno-lądowej. Duże doświadczenie, rygorystyczny trening i świetne uzbrojenie sprawiają, że Korps Mariniers dają sobie doskonale radę w każdym środowisku. Dowodem uniwersalności tej jednostki była akcja antyterrorystyczna przeprowadzona 11 czerwca 1977 roku przez Bijzondere Bijstands Eenheid (BBE), w skład którego wchodzą żołnierze piechoty morskiej. Po nieudanych negocjacjach szturmowali oni pociąg zajęty przez uzbrojonych ekstremistów z Republiki Południowych Moluków, który od 23 maja był przetrzymywany wraz z pasażerami w wiosce De Punt w prowincji Drenthe. Pomimo udanego odbicia pociągu i zneutralizowania zagrożenia, w trakcie szturmu zginęło dwóch zakładników. Cała operacja została jednakże uznana za duży sukces. Trzeba pamiętać również, iż w tamtych czasach wyspecjalizowane jednostki antyterrorystyczne nie były tak popularne, jak ma to miejsce dzisiaj. Nawet podczas słynnego oblężenia ambasady Irańskiej w 1980 roku (operacja Nimrod) także doszło do strat w personelu cywilnym. Pozostałe działania, na przełomie ostatnich dwudziestu lat, są związane z członkostwem Holandii w takich strukturach jak NATO czy ONZ. Są to głównie operacje mające na celu zapewnienie stabilizacji, niesienie pomocy humanitarnej oraz zapewnienie bezpieczeństwa ludności cywilnej. Oczywiście trzeba mieć na uwadze fakt, iż nie wszystkie działania Korps Mariniers muszą być jawne. Te, które zostały podane do publicznej wiadomości, to:

do roku 2006, kiedy zostali zmienieni przez wojska węgierskie. Holendrzy byli także odpowiedzialni za rekrutację, budowę i szkolenie Narodowego Wojska Afgańskiego. W latach 2003 – 2004 dwa bataliony Mariniers zostały wysłane do Iraku, tuż po Drugiej Wojnie w Zatoce, celem stabilizacji kraju w ramach SFIR, (ang. Stabilisation Force Iraq) i stacjonowali w prowincji AlMuthanna i podlegali bezpośrednio dowództwu brytyjskiemu. Od 18 listopada 2003 roku do 19 lutego 2004 jeden pluton Korps Mariniers brał udział w misji pokojowej w Liberii W latach 2005 – 2006 brali także udział w misji pokojowej pod przewodnictwem Organizacji Narodów Zjednoczonych w Demokratycznej Republice Konga. Misja ta była wyjątkowa, ponieważ Mariniers zostali wybrani specjalnie do tego celu przez samego Kofi Annana. Głównodowodzącym został generał major holenderskiej Piechoty Morskiej, Patrick Cammaert. Funkcja ta została mu powierzona w uznaniu za jego zasługi i doświadczenie w przeprowadzaniu i koordynacji misji pokojowych. W 2010 roku jednostka niosła także pomoc ofiarom kataklizmu na Haiti. Korps Mariniers, jak każda inna jednostka wojskowa, ma własną strukturę wewnętrzną. Jako całość jest fragmentem holenderskiej Marynarki Wojennej, jednak posiada własny pion dowodzenia MTC (ang. Marine Training Command). W skład Korps Mariniers wchodzą trzy bataliony:

1MARNSBAT - stacjonujący na terenie Holandii,w skład którego wchodzi sztab dowodzenia oraz dwie Od 18 lutego 1992 roku do 18 grudnia 1993 roku Ho- kompanie piechoty: lendrzy brali udział w misji pokojowej w Kambodży z 11 Coy, która specjalizuje się w działaniach wojenramienia UM. W skład misji wchodziły trzy bataliony nych w terenie górzystym oraz arktycznym i Mariniers oraz szpital polowy marynarki. Od 1995 roku do dnia dzisiejszego żołnierze ci pełnią misję 13 Coy, specjalizująca się w działaniach na terenie zapokojową w Kosowie i Bośni lesionym. Od 28 lipca 2000 roku do 7 lutego 2003 roku misja pokojowa na terenie Etiopii i Erytrei 2MARNSBAT - także stacjonuje na terenie Holandii, 11 stycznia 2002 roku do lipca 2010 wsparcie ko- a w jego skład wchodzi sztab dowodzenia oraz trzy alicji w Afganistanie w ramach Międzynarodowych kompanie: Sił Bezpieczeństwa (ang. ISAF). Drugi Batalion, wraz ze szpitalem polowym, stacjonował w Mazar- 21 wyspecjalizowana w taktyce zielonej oraz operace-Sharif w 2005 roku. Ich celem było zapewnienie jach rzecznych, bezpieczeństwa w kraju podczas wyborów. Dodatkowo Korps Mariniers pełni także rolę w odbudowie 22 ogólnie wyspecjalizowana prowincji Afgańskich (ang. Provincial Reconstruction Team) w regionie Pol-e-Khomri, prowincja Baghalan, oraz 5


Korps mariniers 23 wyspecjalizowana w walce na terenie zurbanizowanym. Dodatkowo jest jeszcze 24 kompania, która ma za zadanie zapewnienie wsparcia artyleryjskiego oraz przeciwpancerne, zaplecza logistyczne oraz przeprowadzenie zwiadu. Batalion Wsparcia Wodno-Lądowego składa się z dwóch kompanii, zaopatrzonych w łodzie oraz pojazdy desantowe. Znajdziemy w jej składzie również specjalną kompanię operacji morskich. Batalion logistyczny (AMFLOGBAT) zapewnia wsparcie logistyczne dla całej jednostki. Ma to przyczynić się do sprawnego funkcjonowania całego zespołu. W swoim składzie posiada dwie kompanie wsparcia, które zapewniają uzupełnienia dla, odpowiednio, 1MARNSBAT oraz 2MARNSBAT oraz Grupę Wsparcia Morskiego.

bardzo podobny do tego, w którym biorą udział brytyjscy komandosi. Jest to także szkolenie, które stawia wysokie wymagania przed kandydatami - zarówno fizyczne jak i psychiczne. Szacuje się, że jedynie od 33 do 50% osób pomyślnie przechodzi wstępną selekcje. Ci, którym się udało, otrzymują ciemno niebieski beret i są przydzielani do jednostek operacyjnych MTC. Sprawa ma się inaczej w przypadku szkolenia oficerskiego, które trwa 18 miesięcy. Jest to podobno jedno z najbardziej intensywnych szkoleń wstępnych. Pierwsze pół roku kandydaci spędzają w Królewskiej Akademii Marynarki Wojennej, gdzie są poddawani ogólnemu szkoleniu oficerskiemu. Jest ono

Jak zostało już wspomniane, jednostki Korps Mariniers są także używane w charakterze jednostek specjalnych i antyterrorystycznych. W tym celu, w obrębie jednostki został utworzony specjalny batalion MARSOF (ang. Marine Special Operation Forces). Powstały w wyniku połączenia Górskiego Plutonu rozpoznania, Korps Mariniers oraz plutonu nurków. W jego skład wchodzi wcześniej opisana grupa BBE lub inaczej UIM (ang. Unit Intervention Marines). Aby dostać się do tej jednostki, żołnierze muszą przejść rygorystyczny trening trwający 40 dni, dzięki, któremu zostaną zapoznani z najnowszymi technikami zwiadowczymi oraz antyterrorystycznymi. Jest ona siostrzaną jednostką brytyjskiej Special Boat Service (SBS). Korps Mariniers jest jedną z najbardziej elitarnych jednostek w składzie sił zbrojnych Królestwa Holandii. W związku z tym nie każdemu żołnierzowi jest dane dołączyć do ich szeregów. Co więcej, do oddziałów operacyjnych mogą wstąpić jedynie mężczyźni, aczkolwiek kobiety często są dołączone do jednostek wspierających, jako oficerowie medyczni, administratorzy etc. Ci, którzy chcą zaciągnąć się do samej piechoty morskiej, mogą obrać dwie drogi kariery: Film reklamowy holenderskich Mariniers marine oraz oficera. Przydział zależy od poziomu Źródło: www.defensie.nl wykształecenia. Od niego zależy też program treningowy. podzielone na trzy fazy. Podczas pierwszej uczestnicy W przypadku zwykłego marine cały trening nabywają wszystkie praktyczne umiejętności, które początkowy trwa około 33 tygodni i odbywa się w mogą być przydatne na polu walki. Kolejnym etapem Centrum Operacyjnym Piechoty Morskkiej (Mari- jest ośmiotygodniowy kurs z zakresu dowodzeneiers Opleidingscentrum) w Rotterdamie. Jest on nia ośmioosobowym oddziałem marines. Ostatnia,


najdłuższa faza, obejmuje szkolenie dowodzenia plutonem. Jest ono prowadzone w porozumieniu z brytyjskimi oddziałami piechoty morskiej. W przypadku pomyślnego ukończenia tego szkolenia, nowo upieczony oficer jest kierowany na trening operacyjny MTC.

Wyposażenie:

Ponieważ Korps Mariniers są jednostką wodnolądową, należy spodziewać się całej gamy specjalistycznego sprzętu desantowego. Jednak z racji tego, że są to także oddziały specjalne, mają do dyspozycji całą gammę różnorakiego wyposażenia, niekoniecznie tyPiechota Morska musi być w stanie operować w lko o charakterze desantowym. Do najbardziej popukażdym środowisku. Umiejętność tą zawdzięczają larnego należą pojazdy opancerzone Bendvagn 206, jednostki Korps Mariniers treningowi operacyjnemu, BvS 10 Viking, Patria XA-188. Land Rover Defender. który przygotowuje rekrutów do działań w różnych Ulubionym karabinem szturmowym holenderskich środowiskach: arktycznym, leśnym, pustynnym oraz marines jest Colt Canada w różnych konfiguraczurbanizowanym. Jednak największy nacisk kładzie jach. Używają także karabinów wsparcia FN MAG oraz M2HB. Jako broni bocznej używają Glocka 17. Ponadto, do standardowego wyposażenia należą pistolety maszynowe FN P90 i H&K MP5, karabiny snajperskie Accuracy International AWM oraz SSG 69. W ciągu ostatniego półwiecza została nawiązana bliska współpraca pomiędzy wojskiem brytyjskim i holenderskim. Pomimo burzliwej historii oba te kraje znalazły wspólny język, co zaowocowało utworzeniem siły militarnej, z którą należało się liczyć, o czym przekonali się Hiszpanie (1702-1713). Jak zostało już wspomniane, podczas szkolenia oficerów Korps Mariniers ma miejsce obustronna, międzynarodowa wymiana, która umożliwia zapoznanie się żołnierzy, doskonalenie umiejętności oraz współpracę z inną jednostką o podobnym zakresie obowiązków. Mowa tutaj oczywiście o brytyjskiej Piechocie Morskiej. Od 1973 roku istnieje porozumienie pomiędzy holenderskim Korps Mariniers a brytyjskim Royal Marines Commando. Obie jednostki wspólnie tworzą oddział desantowy UK/NL. Współpraca doprowadziła do integracji operacyjnej, która jest silnie promowana w strukturach NATO. Marcin „Mirra” Dudojć

się na operowanie w środowisku wodno-lądowym. Ponadto, wraz ze zdobywaniem doświadczenia, żołnierze Piechoty Morskiej mogą specjalizować się w określonym kierunku: instruktora, snajpera, operatora moździerza, zwiadowcy, medyka, operatora radiowego lub wstąpić do oddziałów specjalnych.

7


Korps mariniers

Filmy przedstawiające różne j i ćwiczeń holenderski Źródło: www.defensie.nl


jednostki oraz miejsca działań iej Piechoty Morskiej

9


Unit Interventie Mariniers

Unit Interventie Mariniers

Członkowie Korps Mariniers, wchodzący w skład UIM (Unit Interventie Mariniers), w latach siedemdziesiątych znanego jako Bijzondere Bijstands Eenheid (BBE), tworzą trzon Holenderskich jednostek specjalnych. BBE powstała w wyniku zapotrzebowania na jednostki, które mogłyby chronić państwo przed atakiem od wewnątrz. Wydarzenia z 1973 roku pokazały, że świat jest słabo przygotowany na ataki terrorystyczne, a tragedia w Monachium była katalizatorem, który przyczynił się do rozwinięcia nowej gałęzi militarnej, jaką są jednostki antyterrorystyczne. ierwszym zadaniem nowo powstałej jednostki UIM oczywiście nie jest zwykłą jednostką policyjną. było odbicie, we wrześniu 1974 roku, zakładu Jednak może zostać użyte w roli sił wewnętrznych karnego. Jednak najlepiej znaną operacją jest ta z 23 podczas stanu wyjątkowego. W tym celu utworzono maja 1977 roku. Podczas incydentu w Drenthe, w Dienst Speciale Interventies (DSI), które ma na celu północno-wschodnim regionie kraju, Ekstremiści skupiać operatorów z takich jednostek jak: UIM, Republiki Południowych Mokulów zajęli szkołę Policji Narodowej (KLPD), SWAT, straży granicznej i podstawową oraz pociąg pasażerski w wiosce De Punt. Byli oni podzieleni na dwie grupy: czteroosobową, która zajęła szkołę i przetrzymywała 105 dzieci oraz 5 nauczycieli i dziewięcioosobową, która zajęła pociąg wraz z 50 pasażerami. Sytuacja patowa utrzymywała się przez dwadzieścia dni. 11 czerwca, po nieudanych negocjacjach, o 5: 00 rano przeprowadzono szturm, w wyniku którego zginęło sześciu terrorystów oraz dwóch zakładników. Trzech bojowników zostało zatrzymanych. W tym samym czasie przeprowadzono szturm na szkołę, jednak w tym przypadku terroryści się poddali. Pomimo strat w ludności cywilnej cała operacja została uznana za udaną. W marcu 1978 Molukańczycy postanowili ponownie sprawdzić skuteczność żołnierzy z BBE. Tym razem zajęli ratusz prowincji Assen, biorąc za zakładników w sumie ok. 70 osób. Odziały BBE przeprowadziły szturm w krytycznym momencie, ponieważ terroryści mieli dla przykładu zastrzelić dwoje zakładników. Cała operacja ponownie zakończyła się sukcesem i od tego czasu molukańscy ekstremiści przestali przeprowadzać operacje na terenie Królestwa Niderlandów..

P

Kolejne publiczne użycie BBE miało miejsce w 2004 roku, kiedy to podczas próby aresztowania dwóch członków sieci Hofstad doszło do wymiany ognia. W wyniku starcia trzech policjantów zostało ranionych granatem. Na miejsce zostało wezwane BBE, które, po sprawnie przeprowadzonej akcji, aresztowało terrorystów. W 2008 roku BBE, znane już pod nazwą UIM, zostało przydzielone do ochrony statków z pomocą humanitarną dla Somalii przed piratami. UIM brało ponownie udział w akcji przeciwko piratom, kiedy w kwietniu 2010 roku zaatakowali i przejęli oni niemiecki tankowiec Taipan. Cały szturm został utrwalony za pomocą kamery nahełmowej, a materiał następnie został udostępniony w Internecie.

Film z akcji treningowej jednostki UIM Źródło: www.defensie.nl żandarmerii wojskowej. Jako całość jednostka podlega KLPD i jest przykładem doskonałej integracji kilku gałęzi służb mundurowych, z których każda wnosi swój unikalny wkład do kolektwynych osiągnięć. Taka „interdyscyplinarna” struktura ma jeszcze jeden plus. W czasach, gdy najlepszym sposobem wyrazu niezadowolenia społecznego i walki z systemem są ataki terrorystyczne, których celem jest dezinformacja, wzbudzenie strachu i paraliż państwa jako całości, a sami terroryści często działają w małych, trudno wykrywalnych grupach, jednostka, która poprzez kompleksową budowę może sprawnie koordynować działania na


wysłani do Jugosławii celem aresztowania zbrodniarzy wojennych. Do dnia dzisiejszego służą również w Afganistanie, zbierając informacje oraz przeprowadzając Oczywiście odziały UIM nie są angażowane do każdej zwiady dalekiego zasięgu. Oczywiście, operacje te są operacji, przeprowadzanej przez DSI. W obrębie jed- objęte tajemnicą wojskową i informacje na ich temat nostki wyróżnia się trzy stany zagrożenia, w zwalcza- są ograniczone do niezbędnego minimum. niu których biorą udział różne formacje. Z pierwszym poziomem zagrożenia, reprezentowanym przez uz- UIM posiada także własną wewnętrzną strukturę. brojonych kryminalistów, mają sobie radzić opera- Składa się ze 130 członków, podzielonych na trzy plutorzy z KLPD oraz SWAT. Drugi poziom definiowany tony. Każdy operator szkolony jest pod kątem działań jest jako sytuacje średniego zagrożenia o małej skali w terenie zabudowanym oraz szeroko pojętej taktyki i dużym ryzyku. Prościej zaś mówiąc – takie, jak te z czarnej. Ponadto posiadają oni szereg umiejętności, 1977 roku. Sytuacja taka przewiduje użycie Oddziału pozwalających im przetrwać i działać na wrogim tereInterwencyjnego (Unit Interventie), złożonego w nie. większości z żołnierzy UIM, wspomaganych przez Członkowie UIM blisko współpracują z brytyjskim SBS, tworząc razem 7-mą drużynę. Aby iść z duchem czasu i sprostać codziennym wyzwaniom, członkowie UIM regularnie trenują z różnymi jednostkami z całego świata. Brytyjską Policją (CO19), FBI, francuskim GIGN, czeskim URNA, niemieckim GSG-9 oraz chińskim KSK. Takie podejście zapewnia stałą wymianę doświadczeń i doskonalenie umiejętności. Jednak nie tylko na umiejętnościach opiera się sukces, jaki odnoszą operatorzy UIM. Poza doskonałym przeszkoleniem i dość znaczącym bagażem doświadczeń, jednostki te są doskonale wyposażone. Jak dotąd ulubioną bronią operatorów był kanadyjski Diemaco, czyli C8, oraz jego pochodne. Jednakże jest to karabin z 12 letnim stażem i powoli wypiera go młodszy i bardziej nowoczesny HK416. Główną jego zaletą jest możliwość konfiguracji i dostępność różnych wariantów lufy, np. tej 25 cm, która przeznaczona jest do działań w terenie zurbanizowanym. Poza wspomnianymi C8 i HK416, do arsenału UIM można zaliczyć pistolet maszynowy P90 oraz standardowe MP-5, także produkcji niemieckiej firmy H&K. Jako broni bocznej operatorzy używają popularnego SigSauera P226. wielu płaszczyznach, jest o wiele bardziej skuteczna w walce i przeciwdziałaniu takiemu zagrożeniu.

KLPD. Trzeba zaznaczyć, że od tego poziomu liczy się życie zakładników, a podczas szturmu aresz- Marcin „Mirra” Dudojć towania traktowane są jako cele drugorzędne. Trzeci poziom obejmuje skomplikowane działania antyterrorystyczne, prowadzone na dużą skalę w terenie zabudowanym oraz na morzu i w powietrzu. Do tych misji wysyłani są wyłącznie członkowie UIM, których doświadczenie i szkolenie czyni idealnymi do tego typu zadań. Członkowie UIM, poza działaniami typowo antyterrorystycznymi, są wykorzystywani do przeprowadzania specjalnych operacji wojskowych. Razem ze swoimi kolegami z Piechoty Morskiej zostali, w 1997 roku, 11


Unit Interventie Mariniers

Hełm Żołnierza P

Umundurowanie i wyposażenie żołnierza Unit Interventie Mariners

Pistolet maszynowy

Umundu H&K MP5

Jednostki holenderskiej Pi kamuflażu

Karabin snajperski

AWSM

Karabin szturmowy Diameco C8


Piechoty Morskiej

Pistolet maszynowy

urowanie

iechoty Morskiej uĹźywajÄ… Woodland

FN P90

Pistolet SIG P226

Karabin szturmowy H&K 416

13


Korps Commandotropen

Korps Commandotroepen

W armii o Holenderskiej nie sposób jest nie zauważyć wypływów brytyjskich. Jest to najpewniej spowodowane wspólna historią, którą dzieliły oba państwa. Trzeba przyznać, że Holandia dość dokładnie obserwuje poczynania Wielkiej Brytanii w kwestii militariów oraz wyciąga bardzo słuszne wnioski - z jednoczesnym pominięciem wielu błędów. Na przestrzeni lat wypracowała także własne standardy oraz profesjonalna kadrę wojskową, w tym trzon jednostek specjalnych, do którego należy Korps Commandotroepen (KCT).

K

CT powstało podczas drugiej Wojny Światowej 22 marca 1942 roku (rok po powstaniu SAS) pod nazwą 2-giego oddziału. Ponieważ w tym czasie państwo Holenderskie było pod okupacją niemiecką, jednostka ta została uformowana w Achnacarry, w Szkocji, gdzie znajdowała się główna baza szkoleniowa alianckich jednostek specjalnych. Głównym zadaniem KCT było przeprowadzanie operacji, które były zbyt skomplikowane i niebezpieczne dla zwykłych żołnierzy. Jej motto to „Nunc aut Nunguam”, co można tłumaczyć jako: „Teraz albo nigdy”. Maksyma ta do złudzenia przypomina dobrze wszystkim znane „Who dares wins” i trzeba przyznać, że słusznie, ponieważ zakres obowiązków KCT jako jednostki specjalnej jest bardzo szeroki. Brali oni udział w działaniach działaniach partyzanckich na terenie Holenderskich Indii Wschodnich, jako Korps Insulinde. Po zakończeniu wojny w 1945 roku jednostka została rozwiązana, jednak jej członkowie kontynuowali służbę w innych jednostkach. Część żołnierzy z 2-giego oddziału połączyła się z Depot Speciale Troepen i utworzyli razem Regiment Speciale Troepen (RST), który działał od 1945 do 1950 roku. RST brało udział w wojnie o niepodległość Indonezji. Pozostali utworzyli szkołę komandosów (Stormschool) na terenie Holandii w Bloemendaal. Drogi weteranów KCT zeszły się znowu w 1950 roku, kiedy to członkowie RST oraz Stormschool

ponownie połączyli się by na nowo utworzyć KCT, które funkcjonuje po dzień dzisiejszy. Podczas tej fuzji przeniesiono również siedzibę jednostki od Roosendaal. Wraz ze zmieniającą się sytuacją na świecie, pojawiły się również nowe zagrożenia. Coraz większym problemem stały się ataki terrorystyczne. Konflikty zbrojne też zmieniły nieco swoją formę, ponieważ obecnie coraz bardziej istotne są chirurgiczne cięcia oraz zbieranie informacji, w odróżnieniu od brutalnej siły, która ma na celu całkowite zniszczenie wroga. W takim świecie potrzebne są jednostki mogące szybko reagować i sprostać stawianym im wymaganiom. Z tego też powodu doszło, na przestrzeni ostatnich lat, do wielu zmian w strukturze KCT. Z jednostki o charakterze zwiadowczym powstał profesjonalny zespół do zadań specjalnych. Zmienił się też sposób pozyskiwania nowych członków. Zaprzestano bezpośredniego poboru na rzecz rekrutacji doświadczonych żołnierzy z innych jednostek. Rozmieszczenie KCT w Bośni, Kosowie, Macedonii, a ostatnio także w Iraku, Afganistanie i Wybrzeżu Kości Słoniowej, pozwoliło jego członkom zdobyć nowe doświadczenie i szlifować umiejętności.


Ponieważ KCT jest jednostką specjalną należy się spodziewać, że selekcja jest dość wymagająca. Kandydaci są poddawani wstępnym testom, mającym na celu oszacowanie, czy nadają się na operatorów jednostek specjalnych. Następnie przechodzą testy sprawnościowe i psychologiczne, po czym osoby, które przejdą je pomyślnie, wysyłane są do Amsterdamu w celu prz e prowadzeni a dalszych testów i ocenę predyspozycji kandydatów. Jeśli spełnią wszystkie kryteria, wysyłani są na szesnastotygodniowe szkolenie (dwa razy p o

osiem tygodni). Pierwsza cześć, wprowadzająca, Vooropleiding (VO) i następna część, Elementarie Commando Opleiing (ECO), która zaznajamia rekrutów ze specyfiką działań jednostek specjalnych. Ta ostatnia odbywa się w lasach otaczających Roosendaal. Oczywiście cały program objęty jest klauzulą poufności i niewiele o nim wiadomo. Jednak różne źródła podają, iż jest to najbardziej rygorystyczny trening w armii holenderskiej, podczas którego próbie poddawana jest wytrzymałość fizyczna i psychiczna. Kandydaci, którzy pomyślnie przejdą przez VO i ECO, kierowani są na kurs kontynuacyjny Voortgezette Commando Opleiding (VCO), podczas którego trenowani są do działania w różnych środowiskach, dzięki czemu mają być przygotowani do działań na terenie zalesionym, pustynnym oraz zurbanizowanym. Arsenał KCT jest mocno zbliżony do tego, którym posługują się inne jednostki holenderskie. Można tu znaleźć Glocka 17, Mossberga 590DA1, FN P90 czy zasłużonego C8A1 SD, który jednak jest powoli wypierany przez H&K 416 oraz 417. KCT jest mało znaną jednostką do zadań specjalnych. Jej profesjonalizm i zdolność do działania w każdym środowisku stawia ją jednak dość wysoko w drabinie jednostek tego typu. Ta pozycja została zap e w n i o n a d z i ę k i de- terminacji oraz potwierdzonej skuteczność, która spowodowała, że KCT jest jednostką, z którą należy się liczyć. Marcin „Mirra” Dudojć

Foto: www.defensie.nl

15


Korps Commandotropen


Foto: www.defensie.nl

17


Korps Commandotropen


Foto: www.defensie.nl

19


Korps Commandotropen


Foto: www.defensie.nl

21


Korps Commandotropen

Umundu

Umundurowanie i wyposażenie żołnierza Korps Commandotropen

Nakrycie głowy żołnier trop

Karabin maszynowy

FN MAG

Mundur w kamuflażu DPM, u mandotr Karabin snajperski

AI AWSM

Karabin szturmowy

H&K 416


urowanie

rza Korps Commandopen

uĹźywany przez Korps Comropen

Karabin snajperski

Barrett M82A1

Pistolet maszynowy

H&K MP5 SD3

Pistolet Glock17

23


Glock 17 Army

Glock 17 ARMY

Wśród replik pistoletów gazowych z klasy niższej-średniej, obecnie najpopularniejsze są chyba repliki ARMY oraz WE. Jeśli gracz szuka jednak Glocka i na nim mu zależy - cóż, niestety, WE Glocków nie robi. Pozostaje więc ARMY. Miałem niedawno możliwość zapoznania się z pistoletem R17 III generacji. Oto jego krótki opis.

P

istolet otrzymujemy w zwyczajnym, szarym pudełku z tektury falistej, ze srebrnym nadrukiem „R17” i kilkoma innymi napisami. Wewnątrz znajdujemy replikę, umieszczoną w gąbkowej wytłoczce, w której jest też miejsce na magazynek i malutką paczkę kulek. Żadna rewelacja, ale z pudełka się przecież nie strzela. Na pierwszy rzut oka pistolet prezentuje się nawet nieźle. Tworzywo rękojeści, jak na mój gust, za bardzo się błyszczy, jednak jest to jeszcze do zniesienia. Zamek błyszczy się mniej, jednak lakier na nim nie jest całkiem matowy. Oznaczenia są dość wyraźne i mają ostre krawędzie. Oczywiście, jak na replikę z dolnej półki, robioną w Chinach. Pozytywnie zaskakują małe luzy zamka. Pod tym względem jest lepiej niż w Glock’ach KWA! Wspomniane oznaczenia... Cóż, nie są w pełni zgodne z oryginałem. Jak widać na zdjęciach, producent umieścił dodatkowe napisy. Mało widoczne, lecz osobom szukającym wiernej repliki Glocka dyskredytujące ten pistolet. Sama ich jakość jest niezła. Niestety, nie wiem jak długo lakier na zamku będzie się opierał łuszczeniu, rysowaniu i szeroko pojętemu obłażeniu. Przyrządy celownicze nie są paskudne, ale można

się na pewno przyczepić do muszki. Plamka na niej jest przesunięta w stronę prawej krawędzi! Na pierwszy rzut oka nawet tego nie widać, ale jeśli ktoś z pistoletu czasami celuje (a tacy gracze się zdarzają. widziałem kilku), to potrafi to bardzo zirytować. Na walory użytkowe wpływu jednakże nie ma. Szczerbina jest zupełnie normalna. Z ramką, która wydaje mi się narysowana cieńszą, białą linią, niż ma to miejsce w ostrym odpowiedniku. Nie miałem

jednakże okazji oglądnąć obu naraz i bezpośrednio porównać. Pomijając kropkę na muszce - przyrządy są bardzo wygodne, typowo glock’owskie. Stosunkowo szerokie, dzięki czemu prześwit pomiędzy krawędziami szczerbiny a muszką jest, moim zdaniem, idealny. Tak, jak wysokość muszki i szczerbinki. Są to już jednak indywidualne preferencje i komuś innemu mogą nie przypaść do gustu. Regulacji przyrządów brak. Magazynek wygląda bardzo podobnie do magazynka od Glocka 17 TM. Różnice są nieznaczne i kosmetyczne. Na pierwszy rzut oka oczywiście, ponieważ uszczelki, chociażby, są dość niskiej jakości. Były one zresztą powodem odwiedzin mojego serwisu przez tego Glocka. Producent zostawił wewnątrz magazynka dziwny, czarny pyłek, zupełnie jakby zdrapany lakier. Po jego usunięciu oraz ściągnięciu, wyczyszczeniu i nasmarowaniu odpowiednimi smarami wszystkich uszczelek (na zaworach oraz przy denku magazynka plus uszczelka przy szczękach magazynka), magazynek działa prawidłowo i nic nie zapowiada problemów w przeciągu około pół roku. Jedynie dolny zawór lekko mnie niepokoi. Wykonany jest z bardzo słabego materiału i od zwyczajnego ładowania gazem jest już lekko uszkodzony. A replika jest przecież prawie nowa.

j e s t i pozytywrażenie. N a t a n s a c h p o w y c h

Lufa zewnętrzna wykonana jest z plastiku. U wylotu ma atrapę gwintu prawdziwej lufy, czyli nie odbiega od obecnego standardu na rynku replik gazowych. Lufa wewnętrzna wykonana z mosiądzu sprawia w n e dyst y dla


broni bocznej, czyli zapewne do 25 metrów, zapewnia wystarczające skupienie. Gumka HU natomiast raczej nie sprawia pozytywnego wrażenia. Jest miękka i ciągnąca, luźno siedzi na lufie i podkręca raczej przeciętnie lub nawet gorzej. Na jej korzyść przemawia fakt, że można ją wymienić na gumkę HU dedykowaną do VSR 10 i gaziaków TM - są takie same, ponieważ komora HU również jest skopiowana z Glocka japońskiego producenta. Urządzenie powrotne składa się z żerdzi sprężyny powrotnej, sprężyny powrotnej, gumowego amortyzatorka oraz rozciętego pierścienia z plastiku. Nie powinno się tam nic uszkodzić, pomimo wykonania prowadnicy z cynkalu (ZnAl) niskiej jakości. Wystarczy okresowo wyczyścić i nasmarować dość gęstym smarem. Byle nie za dużo.

zarzutu.

Podsumowując: replika jak na swoją cenę pozytywnie zaskakuje wykonaniem zewnętrznym i spasowaniem zamka ze szkieletem oraz magazynka (brak luzów). Widoczne są, oczywiście, typowo chińskie niedociągnięcia, nadal obecne, pomimo że to podobno III generacja. Jednak w charakterze typowej bocznej powinno wystarczyć. Niemiło natomiast zaskakuje wnętrze. Zwłaszcza cylinder BB oraz jakość zaworów. Z tych powodów replika nie jest szczególnie ekonomiczna, choć mieści się jeszcze w granicach rozsądku. Z racji takiej, a nie innej temperatury, nie podam konkretnej wartości, ale podczas składania repliki i testów w domu czuło się, że „gazożerność” jest, najwyżej, poprawna. Zdając sobie sprawę, że replika ta pochodzi z Chin, nie mogę zagwarantować, iż każda R17 będzie miała dobrze spasowany zamek i magazynek oraz kiepskiej jakości zawory i cylinder. Może się okazać, że inny egzemplarz tej samej repliki będzie miał dokładnie odwrotnie lub też trafimy na bardzo udany model. Lub bardzo nieudany. Takie już uroki tanich replik.

Mechanizm BB, znajdujący się w zamku, to typowa konstrukcja, analogiczna do tej w Tokyo Marui. Ale tu dopiero najbardziej rzuca się w oczy chińskie wykonanie. Cylinder gazowy ma niejednolitą barwę i fakturę, jest lekko marmurkowo – plamisty, tzn. widać jakby szare obszary na czarnym cylindrze. Świadczy to o niejednorodności tworzywa, z którego jest on wykonany i bardzo źle wróży jego wytrzymałości. Głowica tłoka blow-back’u bardzo słabo uszczelnia się w cylindrze. Niestety, jest ona przystosowana do nietypowej, pierścieniowatej uszczelki, a nie zwykłego o-ringa, co uniemożliwia nawinięcie taśmy teflonowej pod uszczelkę, celem dociśnięcia jej do ścianek Za udostępnienie repliki dziękuję koledze Stalkerowi. cylindra. Zresztą, jest to cecha charakterystyczna większości „gaziaków”. Te ze zwykłymi o-ringami to wyjątki. Jacek „Dexter” Reiter Na szkielecie mechanizmu BB widoczne są pewne nadlewki, jednak na szczęście nie w miejscach, gdzie znajdują się ważne, ruchome elementy. Nie powinny więc wypływać na działanie repliki. Sprężynka cofająca cylinder BB jest tylko jedna pomimo faktu, że miejsce jest na dwie i większość Glock’ów ma dwie. Typowe przeoczenie, ale akurat brak jednej (a nawet obu) sprężynki nie wpływa w żaden widoczny sposób na działanie pistoletu. Całość warto jeszcze wyczyścić i nasmarować. Mechanizm kurkowy jest zupełnie typowy dla replik Glock’ów. Mały, wewnętrzny kurek, dwie sprężyny spiralne, przerywacz, listwa spustowa i 3 ośki. To wszystko. Jakość materiału, z którego wykonane są jego elementy, nie jest najwyższa, ale „na oko” - jest wyższa niż jakość stopu jaki stosuje WE. Na języku spustowym znajduje się bezpiecznik, dokładnie tak, jak ma to miejsce w oryginale. Funkcjonuje on bez 25


Combat Vest

Combat Vest z Niderlandów

Współczesne pole walki wymaga od żołnierza wysokiej mobilności oraz możliwości dostosowania się do zmieniających się warunków pola walki. Pozornie te dwa założenia wykluczają się wzajemnie, ponieważ adaptacja wymaga użycia zwiększonej ilości wyposażenia oraz akcesoriów, które automatycznie zwiększają obciążenie jednego żołnierza, natomiast mobilność wymaga dużej swobody w poruszaniu się i wygody przenoszenia wspomnianego wyposażenia. Nie da się, co prawda, całkowicie pogodzić tych dwóch zagadnień, ale można znaleźć miejsce na kompromis. Tym kompromisem we współczesnych armiach świata są kamizelki taktyczne, pozwalające na przenoszenie względnie dużej ilości wyposażenia w miarę wygodny sposób, nie ograniczający zanadto mobilności żołnierza. Również Armia Holandii ma swój odpowiednik kamizelki taktycznej. Czas więc, by przyjrzeć się jej bliżej. o napisania tej recenzji posłuży nam kamizelka jnych Holandii i Wielkiej Brytanii. Przypomina Modular Gevechtsvest Compleet, NL Woodland ona bowiem aż nazbyt kamizelkę LCTV, a raczej jej w rozmiarze M. Jest to kontraktowa kamizelka taktycz- hybrydę z kamizelką Assault Vest, również produkcji na Sił Zbrojnych Holandii, używana w pełnym zakresie brytyjskiej. działań. Numer NSN kamizelki: 8465-17-114-3445 Numer NSN części plecowej: 8465-17-114-4555 Numer NSN modułów bocznych: 8465-17-1168507

D

Pierwsze wrażenie: Kamizelka zbudowana jest z trzech podstawowych części – modułu plecowego oraz dwóch modułów piersiowych. Za główny materiał, w tym wypadku, posłużyła siatka poliestrowa, an którą naszyto, również poliestrowe, pasy systemu molle. Odróżnia ja to od brytyjskiego odpowiednika, który nie jest modułowy (mowa o kamizelce Assault Vest, a przypomina bardziej LCTV) Niestety, z metek nie dowiemy się, jakiego dokładnie materiału użył producent przy produkcji tego modelu. Moduł plecowy połączony jest z piersiowymi w dwojaki sposób. Jego część boczna jest przywiązana za pomocą linek gumowych (a’la paracord), dzięki czemu umożliwiono regulację obwodu na korpusie żołnierza. Regulacja ta odbywa się poprzez ściągnięcie lub popuszczenie linki na klipsie zaciskowym. Daje to d u ż ą swobodę w regulacji oraz nie jest specSama jalnie uciążliwe. Druga część regulacji obwodu znakamizelka jest jduje się w przedniej części kamizelki i wykonywana żywym dowodem na jest za pomocą troków przy fastexach, zapinających bliską współpracę Sił Zbro- kamizelkę.


Drugie łączenie umożliwia zaś regulację długości ka- klapa zapinana za pomocą klamry typu fastex. mizelki, dzięki czemu można ją dostosować niemalże Rozwiązanie może i wygodne, ale do momentu pod wzrost każdego osobnika. Sama regulacja odbywa założenia jakichkolwiek się dwojako. Część naramienna podszyta jest taśmą rękawic. Również velcro, za pomocą której bardzo szybko można ustawić w momencie, wysokość pod osobiste wymagania każdego żołnierza. kiedy wiemy, Można również wyjątkowo szybko wyregulować że wspomkamizelkę w polu, jeśli zaistnieje takowa potrzeba, nianego zasobspowodowana, na przykład, zmianą ilości przenoszonika będziemy nego ekwipunku, a co za tym idzie, również wagi. Po używali bardzo wyregulowaniu części naramiennej kamizelkę można często, a przy zabezpieczyć za pomocą troków, które przyszyte są na tym liczył obydwóch krańcach każdego ramienia. Zyskamy w się będzie ten sposób pewność, że kamizelka nie wypnie się nam czas dostępu w najmniej spodziewanym momencie. do jego Zaznaczyć warto, że kamizelka po wyregulowaniu, zawartości, w odróżnieniu od brytyjskiego LCTV, nie jest nazbyt fastex mógłby luźna i idealnie układa się na samym mundurze – nam nieco uprzykrzyć bez potrzeby zakładania pod nią kamizelki z płytami życie. Żeby tego uniknąć, mamy przeciwodłamkowymi. możliwość skorzystania z zapięcia na taśmę velcro, które jest o wiele szybsze, niż wspomModuły: niane powyżej. Trzecim sposobem zamknięcia naszego zasobnika jest Do nas kamizelka dotarła z czterema zasobnikami – komin wraz ze ściągaczem. Przyda się w momencie, dwoma ogólnego przeznaczenia, jednym na granat kiedy w naszym „pouchu” umieścimy rzeczy drobne, oraz jednym poziomym, zrywanym, również ogól- mogące wypaść podczas wykonywania normalnych nego przeznaczenia. Poza tym dołączony był również zadań polowych. panel udowy, który przeznaczony jest do zamontow- Dodać trzeba w tym momencie, że możemy stworzyć ania noża. dowolne kombinacje z trzech, powyżej przedstawiDodajmy tylko, że nie jest to kompletna lista onych metod zamykania. dostępnego dla tej kamizelki zestawu zasobników. Nie Sam zasobnik wykonany jest solidnie i nie odstaje od stanowi to jednakże problemu, ponieważ można je współczesnych standardów dla tego typu wyposażenia. dostać w większości sklepów z demobilem. Materiał, z którego go wykonano, jest solidny, przRegulaminowo żołnierze otrzymuje jeszcze zasob- eszycia również nienaganne. Od wewnętrznej strony nik na saperkę, do którego niestety nie udało nam się zasobnika materiał pokryty jest warstwą gumowego dotrzeć. laminatu, dzięki czemu mamy zwiększoną odporność na zalanie rzeczy w nim umieszczonych. Nie można Lista pouchy: również nic zarzucić napą systemu modułowego. Wyglądają na wystarczająco solidne, by udźwignąć 1. Obouwtas Algemeen, Klein, Polyurethan 280 wszystko to, co przyjdzie nam gr/m (ogólnego przeznaczenia) włożyć do zasobnika. Tego typu zasobniki określa się mianem Utility Pouch, czyli „ogólnego przeznaczenia”. Holenderscy projektanci zadbali, żeby wspomniane zasobniki były ogólnego przeznaczenia nie tylko z nazwy, ale posiadały również wszechstronną użyteczność. W wyniku tego otrzymaliśmy zasobnik z trzema różnymi zapięciami (tak, posiada ich aż trzy), ułatwiającymi przenoszenie i przechowywanie praktycznie każdego, dowolnego materiały. Pierwsze zapięcie, jakim dysponujemy, to zewnętrzna

2. Opbouwtas, Handgranaat, Polyurethan 280 gr/m (granat) Niewielki zasobnik, którego przeznaczeniem jest przenoszenie granatu odłamkowego (lub innego, jeśli znajduje się na wyposażeniu). Do 27


Combat Vest jego uszycia użyto takiego samego materiału, z jakim mieliśmy do czynienia przy poprzednim zasobniku. Również środkowa cześć tego „poucha” jest laminowana, co ochroni zawartość przed nadmierną wilgocią. Pamiętajmy, że kamizelek tych używa również holenderska piechota morska, więc ich ekspozycja na wilgoć jest dość wysoka. Zasobnik posiada zapięcie typu citex, ułatwiający szybki dostęp do zawartości. 3. Opbouwtas, Burst, Algemeen, Polyurethan 280 g r / m (zrywana ogólnego przeznaczenia) Niewielki zasobnik, przeznaczony do przenoszenia, na przykład, opatrunków osobistych. Posiada dwojakie zamykanie. Po pierwsze zamek błyskawiczny, który zamyka całą kieszeń. Po drugie zaś górną klapkę, do której po bokach doszyto rzepy. Klapka dodatkowo zabezpiecza zawartość zasobnika przed przeniknięciem wilgoci do wnętrza, ze szczególnym uwzględnieniem zachlapania. Całość uszyta jest z tego samego materiału, co reszta pouchy. 4. Opbouwtas, Meshouder (Been), Polyurethan 380 gr/m (kabura udowa na nóż) Ostatnim już modułem, do którego mieliśmy dostęp, był zasobnik udowy, przeznaczony do zamocowania noża. Obecnie pewnie bardziej gadżet, chociaż doświadczeni survivalowcy zapewne nie zgodzili by się z tym twierdzeniem. Czy będziemy więc posiadać nóż przy naszej kamizelce, zadecydujemy sami w oparciu o osobiste preferencje. Panel udowy jest uszyty z nieco grubszego materiału, niźli miało to miejsce w przypadku reszty zasobników. Do kamizelki doczepiany jest za pomocą kombinacji połączeń. Widać tu mocno przemyślano możliwość

odczepienia się modułu od reszty, zastosowano więc zwiększoną liczbę zabezpieczeń. Jak wygląda samo przypinanie? Po pierwsze zapinamy moduł za pomocą fastexa do kamizelki, uprzednio regulując długość taśmy. Następnie regulujemy, za pomocą odczepienia lub spięcia rzepa, na którym nabite są cztery napy. Po regulacji przypinamy napą zasobnik do kamizelki (a raczej elementu ją z nią łączącego), po czym chwyta również taśma velcro, dodatkowo zabezpieczając zasobnik przed odpięciem. Sam moduł stabilizujemy na udzie za pomocą rozciągliwej taśmy (guma tekstylna) i zapinamy fastexem. Dużym minusem samego zamocowania panelu jest możliwość podpięcia go tylko z prawej strony kamizelki. Nie pomyślano o przyszyciu łącznika z obu stron, co skutkuje zmniejszonym komfortem używania noża przez żołnierza leweręcznego oraz niemożność zamontowania kabury udowej z bronią krótką po stronie prawej bez jego odpięcia. Oprócz zasobników modułowych, kamizelka posiada również dwie kieszenie wewnętrzne, wszyte w moduły piersiowe. Dostęp do nich uzyskujemy poprzez odpięcie zamka błyskawicznego w przedniej części zestawu. Znajdziemy je po obu stronach na klatce piersiowej. Ich wielkość pozwoli nam na przechowaniu, na przykład, mapy czy innych dokumentów – nawet dużego formatu. Cała plecowa część modułu zawiera pasy systemu molle, dzięki zastosowaniu którego mamy możliwość podpięcia dodatkowego oporządzenia, na przykład butpacka czy camelbacka. Ponad nimi, na wysokości karku, przyszyto rączkę bezpieczeństwa?????, pozwalającą na odciągnięcie rannego żołnierza w bezpieczne miejsce. Z powodzeniem służy ona również do przenoszenia kamizelki na krótkich dystansach. Podsumowanie: Plusy: 1. Waga kamizelki Modularność i możliwość regulacji, zależnie od potrzeb i preferencji Rozwiązania zabezpieczeń przed przypadkowym odpięciem w trakcie użytkowania Podgumowanie zasobników od strony wewnętrznej Wewnętrzne kieszenie


Minusy: 1. Zamocowanie panelu udowego Odrobinę za duża dla ludzi marnej postury Redakcja magazynu serdecznie dziękuje sklepowi www.militarny.com.pl za udostępnienie kamizelki do testów.

Zasobnik na granat odłamkowy

Zasobnik ogólnego przeznaczenia

Zasobnik poziomy

29


Combat Vest

Barkowa część kamizelki podszyta rzepem

Zasobnik na granat

Zasobnik ogólnego przeznaczenia

Panel udowy z zaczepem na nóż


Fastexy zabezpieczające część barkową

Poziomy zasobnik

Pasy systemu modułowego

Fastexy zapinające kamizelkę

31


DPM

Holenderski DPM

Niemalże każdy kraj na świecie posiada swój własny wzór kamuflażu. Zdarza się również, że w swym arsenale posiada ich więcej niż jeden. Głównie jednak większe Państwa, ze znaczącymi budżetami, przeznaczanymi co roku na wyposażenie swoich Sił Zbrojnych, są w stanie ponieść wydatki na badania oraz późniejsze wdrożenie własnego wzoru. Jest to bowiem znaczący wydatek w budżecie każdego kraju. Są jednak Państwa, które przyjmują, kopiując lub wykupując licencję, kamuflaże wykorzystywane przez inne Państwa. Często zresztą wprowadzając niewielkie, ale znaczące modyfikacje. Sytuacja tak ma miejsce w Armii Królestwa Niderlandów, gdzie obowiązują dwie wersje kamuflażu osobistego – kopia brytyjskiego DPM’a w Armii oraz amerykańskiego Woodland’a w Piechocie Morskiej. W tym artykule przyjrzymy się bliżej kopii kamuflażu brytyjskiego.

J

ako, że numer ten miał za temat przewodni Armię Królestwa Holandii, nie mogło zabraknąć również podstawowego wyposażenia żołnierze niderlandzkiego – munduru. Z racji tego, że holenderskie Siły Lądowe postanowiły przyjąć na wyposażenie mundur w kamuflażu DPM, a przynajmniej wariacji na jego temat, tenże właśnie postanowiliśmy wziąć na warsztat i dokonać porównania z jego starszym bratem –

danego umundurowania. Przyjrzymy się bliżej również materiałowi, z jakiego holenderski mundur jest uszyty, samemu szyciu oraz funkcjonalności uniformu. Pierwsze wrażenie: Na pierwszy rzut oka wydaje się być coś nie w porządku z holenderskim mundurem. Przynajmniej jeśli porównać go do jego brytyjskiego odpowiednika. Holenderski kamuflaż wydaje się być mocno wyblakły, jakby sprany, zupełnie nie przystający do żywych kolorów „brytyjczyka”. Nie jest to jednak raczej wina zbytniego znoszenia munduru holenderskiego, ponieważ wygląda iż jest on w stanie magazynowym. Również lata produkcji

nie wskazują na jego zbyt długie przebywanie w magazynach Armii Holenderskiej, ponieważ metka na spodniach nosi nadruk z datą 2004 rok, a ta na bluzie 1999. Wynikać z tego powinno, że spodnie i bluza, jeśli były używane wcześniej, winny się różnić odcieniem. Tak jednak nie jest. Wniosek nasuwa się więc sam. Kamuflaż holenderski różni się barwą, a przynajmniej jej nasyceniem, od swego brytyjskiego pierwowzoru. DPM’em brytyjskim. Porówtylko b o

Materiał: namy nie kamuflaże, to nie one same stanowią o jakości

Materiał, z jakiego uszyto mundur, to mieszanka poliestru i bawełny w stosunku 35% do 65%. Sprawia on wrażenie solidnego, grubego, niepodatnego na uszkodzenia mechanicznego podczas normalnego użytkowania. Nie straszne mu będą gałęzie,


ostre kamienie czy inne niespodzianki, które napotkać można w polu. Grubością materiału zbliżony jest opisywany mundur do amerykańskiego ACU lub niemieckiego Flecktarna. Również technika splotu, tak zwany Rip-Stop, przemawia za jego wytrzymałością. Szycie: Szycie wydaje się być solidne, a użyte nici wysokiej jakości. Gwarantuje to wytrzymałość naszego obiektu badawczego na wszelkiego rodzaju rozprucia wzdłuż szwów.

Ilość kieszeni w spodniach: Jedna kieszeń z tyłu; MCCU ma dwie, ACU dwie, Flecktarn jedną, DPM jedną, Łączna ilość kieszeni – 6 dwie cargo (boczne), dwie z przodu, jedna z tyłu i jedna z boku na łydce Dla porównania MCCU ma 6, ACU 8, fleck 5, DPM 5. Spodnie zapinane są w pasie na jeden guzik oraz zamek błyskawiczny, dokładnie tak, jak ma to miejsce w przypadku brytyjskiego DPM’a. Kieszenie, oprócz tylnej, która zapinana jest zapinana na guzik, wszyte mają napy. Rozwiązanie kontrowersyjne, ponieważ słyszałem już opinie, że napy są zdecydowanie głośniejsze, przez co mogą zdradzić pozycję żołnierza w newralgicznym momencie. Są również trudniej wymienialne niż ma to miejsce w przypadku guzików. Mnie jednak ten pomysł przypadł do gustu ze względu na jego poręczność i szybkość. Wytrzymałość nap na zerwanie wydaje się mi również większa, niźli ma to miejsce w przypadku guzików. Każdy może jednak sam zadecydować, czy takie rozwiązanie jest, według niego, pozytywne, czy też nie.

Funkcjonalność: Większość mundurów należy oceniać jako skończoną całość, biorąc pod uwagę wszystkie aspekty, które pośrednio i bezpośrednio wpłynęły na jego powstanie. Jako jedną ze składowych takiej sumy wymienia się często, poza użytym materiałem oraz jakością szycia, również funkcjonalność takiego uniformu. Mowa tu oczywiście o sposobie, w jaki został dany mundur zaprojektowany. Przyjrzyjmy się więc, jak wygląda funkcjonalność tego konkretnego modelu. Spodnie: Zaczniemy typowo, czyli spodni. Już w pierwszym mencie zaskakują one spodopasowania do obwodu w Mianowicie holenderscy tanci wpadli na pomysł, by nieco uniwersalność spodżołnierzom możliwość ich w pasie. Sama idea oparta jest tych, na wysokości przedkieszeni, paskach materiału z rzepem. Dzięki rzepowi

dopasować szerokość spodni do każdego użytkownika. Proste i genialne.

o d m o sobem pasie. projekzwiększyć ni i dali regulacji na wszyn i c h w r a z można

Bluza: Bluza, która jest fasowana holenderskim żołnierzom, jest klasycznie uszyta. Mówiąc klasycznie mam na myśli krój większości mundurów, które miałem okazję oglądać. Jest to bluza jednorzędowa z kołnierzem (a nie stójką, jak ma to miejsce w przypadku ACU), z długim rękawem. Ilość kieszeni w bluzie: 33


DPM Trzy kieszenie; ACU i MCCU cztery, „Flecktarn” również trzy a brytyjski DPM dwie Do zapięcia bluzy zastosowano napy – tak w ciągu głównym, jak i przy rękawach. Jedynie kieszenie nie posiadają nap w ogóle. Obie na piersiach zapinane są na zamek błyskawiczny, natomiast mała kieszeń na rękawie posiada rzep. Przyznam szczerze, że zastosowanie zamków błyskawicznych bardziej do mnie przemawia, niż brytyjski pomysł z guzikami. Obydwie kieszenie piersiach są duże i pojemne. Można je uznać za plus pomimo faktu, że są umieszczone w klasyczny sposób (otwieranie od góry). Pisząc na temat munduru holenderskiego użyłem stwierdzenia, że jest to klasyczna konstrukcja. Widać jednak, że Holendrzy nieco ten klasyczny krój udoskonalili, przystosowując do współczesnych wymagań. Widać to chociażby po rzepach, które zostały przyszyte do bluzy. Po prawej stronie, nad kieszenią, znajdziemy miejsce do przyczepienia taśmy z nazwiskiem, po lewej zaś kwadratowy kawałek rzepa z miejscem na odznakę jednostki. Oczywiście, opisywany mundur nie jest ideałem. Posiada on również wady, choćby w postaci pagonów, które obniżają nieco ocenę i świadczą o nieco leciwej konstrukcji. W końcu z pagonów rezygnuje cały świat. Podsumowanie: Podsumowując recenzję holenderskiego munduru należy jasno stwierdzić, iż jest to konstrukcja lepsza, niż jej starszy odpowiednik – brytyjski Combat Uniform. Kilka prostych modyfikacji, które Holendrzy wprowadzili do swojego munduru, wydają się zwiększać jego wartość użytkową dość znacznie. Kilka ulepszeń zaś jest na prawdę na najwyższym poziomie – żeby wspomnieć chociażby regulację szerokości pasa w spodniach. Reasumując jest to mundur godny polecenia nie tylko dla stylizatorów czy rekonstruktorów. Również szeregowy gracz będzie zadowolony z użytkowania tego ciekawego uniformu. Dziękujemy sklepowi www.militarne.com.pl za przekazanie munduru do testów.


35


Montaż

Montaż dla celownika kolimatorowego w pistolecie z Blow-Back’iem

Sensowność montowania celowników kolimatorowych na pistoletach jest mocno dyskusyjna w realiach ASG i rozwiązanie takie spotyka się zazwyczaj ze zdziwieniem. Kolimator natomiast na replice karabinka nie dziwi nikogo. Kiedy jednak to pistolet służy nam za główną broń podczas rozgrywki, urządzenie takie zamontowane na nim wyjątkowo pomaga. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że więcej niż w replice karabinka, ponieważ złożenie się do strzału, zgranie przyrządów celowniczych w karabinku, zajmuje wielokrotnie mniej czasu, niż w przypadku pistoletu. olimator do pistoletu nie może być mocowany kawałka, wystarczy nam około 110mm i to już z zado zamka. Są oczywiście wyjątki, jak np. niek- pasem do zeszlifowania. tóre Doctery, które można zamontować zamiast szczerbiny, ale w ASG, gdzie zamek wykorzystuje, Przed przystąpieniem do pracy należy przygotować: niewielką przecież, energię sprężonego gazu - każda dodatkowa masa na zamku utrudnia działanie samego -ramkę z ostrym brzeszczotem mechanizmu. Chyba, że mamy pistolet bez BB, ale -duży pilnik do metalu (około 35cm długości, 4cm pistolet bez ruchomego zamka średnio nadaje się na szerokości) broń główną. Chlubnym wyjątkiem może tu być, opi- -mniejszy i drobniejszy pilnik do metalu (20cm sywany przeze mnie w poprzednich numerach, SO- długości, 2cm szerokości) COM Tokyo Marui. -komplet pilników iglaków -starą szczoteczkę do zębów Kiedy podjąłem decyzję o zamontowaniu montażu -komplet gwintowników wraz z wiertłami pod otwory pod kolimator do mojej HC 5.1, zacząłem przeglądać na śruby oferty sklepów. W lokalnych sklepach, niestety, nie -solidne imadło obrotowe znalazłem nic, co by mi odpowiadało. W sklepach -wiertarkę zagranicznych natomiast oferta jest bardzo bogata. -punktak, młotek Wybór producentów i modeli przyprawia o zawrót -cienkopis, linijkę głowy. Podobnie jak niektóre ceny. Niestety. I wt- -denaturat edy pojawił się pomysł wykonania czegoś takiego we własnym zakresie. i do dzieła!

K

Po oglądnięciu wielu zdjęć różnych modeli montaży, na różnych pistoletach, doszedłem do wniosku, że mój montaż będzie mocowany z lewej strony, do szkieletu pod lufą ale od boku a nie od dołu, na 5 śrub M3. Takie rozwiązanie wymaga znacznej ingerencji w szkielet repliki i jest to ingerencja nieodwracalna, która potencjalnie może narazić naszą replikę na zniszczenie. Ale... W razie uszkodzenia kupiłbym nowy szkielet najwyżej. Pierwszą rzeczą, kiedy miałem już pomysł, było rozglądnięcie się za materiałem. Początkowo planowałem wygiąć stosowny element z odpowiednio przyciętego kawałka blachy aluminiowej 4mm, ale później wpadł mi w ręce odpowiednio duży i gruby kątownik. Miał on wymiary 60mmx30mm (szerokości części prostopadłych do siebie) oraz około 500mm długości. Grubość ścianki to 4mm. Jest to rozmiar akurat w sam raz. Zapewnia odpowiedni zapas materiału w każdą stronę, a jednocześnie oszczędza nadmiaru piłowania. Oczywiście, nie potrzebujemy całego 50cm

Pracę zaczynamy od przyłożenia kątownika tak, aby obejmował pistolet od górnej, lewej strony. Tylną krawędzią powinien niemal dochodzić do podstawy szczerbiny. Pamiętajmy, że muszkę należy uprzednio zdjąć. Odrysowujemy z grubsza wymiary w następujący sposób: u dołu z przodu - powierzchnia prostokątna, którą montaż będzie przymocowany do szkieletu pod lufą. Następnie równoległobok o takim pochyleniu, aby górna powierzchnia kątownika, po wycięciu, była przesunięta ku tyłowi. Równoległobok wypadnie nam na bocznej powierzchni zamka. Później długość górnej powierzchni montażu, na której będzie zamontowany kolimator. Wymiar ten zaznaczamy na węższej, prostopadłej części kątownika. Tej o 30mm szerokości. Wszystkie wymiary rysujemy cienkopisem bądź rysikiem na metalu, od linijki, zostawiając 1-2mm zapasu na doszlifowanie. Warto też boczną powierzchnię równoległoboku zrobić bardziej ażurową. To już wedle uznania, ja


zostawiłem tylko wąskie żeberka na brzegach. Resztę wypiłowałem. Umieszczamy nasz wyrysowany kątownik w imadle i tniemy. Jeżeli brzeszczot nam się w aluminium zacina, a na pewno będzie się zacinał podczas piłowania brzeszczotem do stali, należy zwilżać miejsce cięcia denaturatem. Kolejno tniemy wzdłuż wszystkich krawędzi, pamiętając o pozostawieniu zapasu. Po wypiłowaniu całości obrabiamy kolejne krawędzie - początkowo grubym pilnikiem, potem drobniejszym, a na koniec narożniki, zwłaszcza kąty wklęsłe, poprawiamy pilnikami iglakami. Kolejną rzeczą, jaką zrobiłem, to wywiercenie otworów (otwór przy otworze) na powierzchni równoległoboku, wsadziłem tamtędy mniejszą (węższą) piłkę do metalu i wypiłowałem po kawałku otwór. Następnie analogicznie - piłowanie i wyrównywanie krawędzi pilnikami. Tu pojawia się zastosowanie starej szczoteczki. Pilnik przy piłowaniu aluminium lubi się zapchać. Czyścić go należy co, mniej więcej, minutę piłowania. Należy też przygotować blaszkę dystansową. W pistoletach zazwyczaj zamek jest minimalnie szerszy od szkieletu. W związku z tym, aby montaż przymocowany do szkieletu nie wadził o zamek, musimy umieścić odpowiedni dystans. Swój wyciąłem z 1mm blachy aluminiowej, a następnie opiłowałem do takich wymiarów jak prostokątny, dolny fragment montażu. Został on następnie przyklejony klejem Araldite (epoksydowy, elastyczny, podobno klej ten jest właścicielem rekordu Guinnessa) do odpowiadającej powierzchni szkieletu. Oczywiście, sposób klejenia zależy od kleju, u mnie należało elementy docisnąć na 36 godzin, więc warto pomyśleć o tym wcześniej. Kolejną rzeczą jest przykręcenie szyny montażowej do górnej powierzchni montażu. W tym celu odpowiedni kawałek szyny (moja to, konkretnie, krótka, przednia szyna z łoża repliki SPR mk.12 mod.0 BOYI) mierzymy. Są nam potrzebne długość oraz rozstaw otworów na śruby. Wyznaczamy najpierw oś, na której ma być zamocowana szyna. Musi ona być równoległa do osi lufy, jednak przesunięcie nawet o 2-3mm w prawo lub lewo, nie będzie miało większego wpływu bowiem celownik się wyreguluje. Ucierpi jedynie estetyka. Należy zwrócić jednak uwagę, by całość była równolegle. Następnie punktakiem zaznaczamy dokładnie miejsca na otwory i wiercimy. Bez wiertarki stołowej jest trudniej, ale nadal jest to wykonalne. Przekonałem się na własnej skórze. Ważne, aby wiertło było ostre i o średnicy takiej, jakiej wielkości powinien być otwór przed gwintowaniem. U siebie wierciłem pod śruby

M5 ze stożkowym łbem, ponieważ takie bardzo ładnie pasowały mi do szyny. Kolejna kwestia - gwintowanie. Aluminium gwintuje się dość łatwo. Oczywiście pod warunkiem posiadania ostrych gwintowników. Zdecydowanie odradzam chińskie „emulatory gwintowników”. Można nimi, co najwyżej, zniszczyć efekt swej kilkugodzinnej pracy. Gwintowanie: Bierzemy gwintownik wstępny, umieszczamy w uchwycie do gwintowania, a następnie montaż mocujemy w imadle tak, aby z drugiej strony otworu mógł wyjść gwintownik. Zwilżamy narzędzie denaturatem i powoli, spokojnie, dość mocno dociskając na początku (aż gwintownik nie złapie), wkręcamy się w otwór. Zasada - pół obrotu do przodu, ćwierć do tyłu - stosowana przy gwintowaniu stali, tu nie jest konieczna. Gwintownik zagłębia się bowiem niezwykle łatwo. Następnie czynność powtarzamy drugim gwintownikiem, ostatecznie nadającym kształt. Drugi otwór analogicznie. Jeśli klej nam już związał, możemy przystąpić do najtrudniejszej części - wiercenia otworów w szkielecie. Oczywiście najpierw należy wywiercić otwory takiej średnicy, aby śruba przeszła w naszym montażu, w jego dolnej, prostokątnej części. Następnie, do wiercenia w szkielecie, wybieramy stosowne wiertło o średnicy otworu pod śrubę M3. Rozstaw otworów na montażu i na szkielecie musi być identyczny, inaczej czeka nas później mozolne rozpiłowywanie otworów. Oczywiście kosztem stabilności zamocowania montażu. Lepiej zrobić raz, a porządnie. Zwłaszcza jeśli szkielet mamy jeden i nie uśmiecha nam się wydawanie 300zł na nowy tylko dlatego, że jeden otwór wywierciliśmy nierówno. Mocujemy szkielet stabilnie w imadle i, trzymając wiertarkę prostopadle do powierzchni, w której wiercimy, zaczynamy. Miejsca na otwory warto najpierw głęboko napunktowć, aby wiertło nie uciekało. Następnie wwiercamy się w materiał na małych obrotach, średnio dociskając. Po wywierceniu otworów należy je nagwintować - identycznie jak otwory pod szynę montażową. Po tej czynności trzeba usunąć od środka zadziory metalu po wierceniu i gwintowaniu. Przyda się szczoteczka do zębów i kawałek papieru ściernego. Jeśli otwory pokrywają się z otworami na montażu przykręcamy śrubki do minimalnego oporu i patrzymy, czy nie wystają do wnętrza szkieletu. Jeśli wystają - musimy je spiłować pilnikiem i przeszlifować pa37


Montaż pierem ściernym. Inaczej zamek będzie się nam zacinał. Pozostało już tylko wyczyścić szkielet z opiłek, zmontować pistolet z powrotem, zamontować montaż i przykręcić kolimator. Można strzelać! Kilka rad! Śrubki warto zabezpieczyć klejem do gwintów, jednak niezbyt mocno. Konstrukcja ta wymaga odkręcania montażu do czyszczenia pistoletu. Cierpliwości przy piłowaniu i szlifowaniu. Czasem jeden błąd i trzeba zaczynać od nowa. Zależnie od wielkości szyny montażowej, większość górnej powierzchni montażu można potem spiłować. Zaoszczędzimy na masie. Jacek „Dexter” Reiter


Przygotowanie montaĹźu krok po kroku

39


Reklama


41


SIG 552

Szwajcar do zadań specjalnych

W roku 1812 żołnierze szwajcarscy doczekali się całkiem osobnego wpisu do postanowień Traktatu Wersalskiego. Ni mniej, ni więcej, zakazywał on obywatelom tego górzystego, niegościnnego Państwa, zaciągania się w szeregi armii innych Państw. Jedyny wyjątek uczyniono wówczas dla Państwa Watykańskiego, gdzie Gwardia złożona ze Szwajcarów służy po dzień dzisiejszy. Dlaczego dokonano takiego zapisu? Ponieważ żołnierze tego alpejskiego kraju byli współczesnymi Spartanami, świetnie wyszkolonymi i bardzo niebezpiecznymi. Trudne warunki życia, w jakich przyszło im bytować od najmłodszych lat, tworzyły z nich żołnierzy doskonałych. Doświadczenia te wykorzystują do dnia dzisiejszego, między innymi przy produkcji broni. Poznajcie więc współczesnego szwajcarskiego wojownika – SIG 552 Commando.

N

aszym bohaterem nie będzie jednak ostra broń, a replika karabinka szturmowego – SIG 552 Commando, zaprojektowana i wyprodukowana przez znaną wszystkim firmę ICS. Wygląd zewnętrzny: Replika, którą otrzymaliśmy do testów, to model wyprodukowany na licencji firmy SIG Arms, dzięki czemu replika posiada oznaczenia wersji ostrej. Nie znajdziemy, na szczęście, wesołej twórczości firmowej w postaci dodatków typu nazwa producenta repliki czy miejsce jej produkcji na Dalekim Wschodzie. Jedynym odstępstwem od tej zasady jest przycisk zwalniający górną połówkę body obudowy, ponieważ jest na nim wytłoczona nazwa producenta. Jest ona jednakże tak niewielka, że dopiero bardzo dokładne oględziny mogą wykryć jej istnienie. W tym wypadku można więc powiedzieć, że replika jest w 100% koszerna. Jedyne oznaczenie, nie pochodzące od oryginału, to naklejka informująca o przeznaczeniu produktu dla osób pełnoletnich. Która, dodajmy, jest po zakupie jak najszybciej usuwana. Wszystkie oznaczenia to grawer laserowy, w który wpuszczono farbę. Powinno to uchronić napisy przez nieco dłuższy czas, niźli miałoby to miejsce w momencie bezpośredniego nadruku. Replika zbudowana jest po części z elementów metalowych, a po części z plastikowych. Metalowe są części wewnętrzne, w tym Gearbox V3, natomiast plastikowe niektóre elementy zewnętrzne. Są to: kolba składana, chwyt pistoletowy, okładziny przedniego

bloku gazowego wraz z szynami RIS, tłumik gazów wylotowych oraz atrapa zamka. Widać, że do wykonania części plastikowych użyto materiałów dobrej jakości, które zapewnią raczej bezproblemowe ich użytkowanie w normalnych warunkach. Uw a ż a ć należy jedynie na nis k i e tempera t u r y,


ponieważ części plastikowe mogą się stać kruche i podatne na uszkodzenia w wyniku działania mrozu. Taka sytuacja miała niestety miejsce w naszym egzemplarzu. Wystawiony na działanie mrozu plastik, który przesuwa się w łożu zamka, po naciśnięciu boltcatcha uderzył w ściankę obudowy i najzwyczajniej w świecie się połamał. Najwidoczniej 15 stopniowy mróz nie był jedną z kategorii, pod którą dobierano materiał do jego wykonania. Nie można niczego złego powiedzieć o spasowaniu części zewnętrznych, ponieważ podczas użytkowania oraz dokładnych oględzin repliki nie stwierdziliśmy żadnych uchybień w tej materii. Wszystko jest dokładnie spasowane, dzięki czemu nie ma w żadnym miejscu efektu chybotania. Również łączenia, w tym i atrapy bloku gazowego, której wnętrze służy do ukrycia baterii, nie wykazuje najmniejszych niedociągnięć w procesie produkcji.

dziennikarskiego obowiązków. Nawiasem mówiąc, większość replik fabrycznie ma dokładnie ten sam mankament. Trudno jednak się dziwić, ponieważ pracownicy zatrudnieni przy składaniu mają do wyrobienia określone normy i nikt nie będzie czekał, aż ktoś idealnie ustawi taki niewielki element. Również wszystkie elementy ruchome, jak kolba, zatrzask magazynka, selektor zmiany trybu ognia, mechanizm przeładowania czy muszka i szczerbinka działają gładko i dokładnie. Ergonomia: Niezwykle ważny dla użytkownika jest fakt idealnego rozmieszczenia wszelkich przycisków i przełączników. W tym wypadku nawet mniej ważny jest ich wygląd, a zdecydowanie ważniejszy sposób, w jaki producent rozwiązał ich użyteczność. Zacznijmy nasz przegląd od kolby.

Dane techniczne:

Kolba:

Długość: 728 mm Długość (ze złożoną kolbą): 470 mm Waga (bez baterii): 2600g Pojemność magazynków: 450 kulek każdy

Kolba, co raczej normalne w modelach przeznaczonych dla jednostek specjalnych, jest składana. Fakt ten podyktowany jest gabarytem broni podczas jej transportu. Należy przecież wziąć pod uwagę, że jednostki specjalne dostarczane są na miejsce akcji często w sposób wymagający wykorzystania dostępnej przestrzeni do maksimum. Tak właśnie wygląda to przy skokach spadochronowych lub transporcie podwodnym. Mechanizm kolby jest, co zostało sprawdzone, wykonany w całości z metalu. Niejednokrotnie można natknąć się na repliki, których producenci użyli w tym przypadku cynkalu (stop ZN-AL), i w wyniku normalnego użytkowania elementy takie ulegają uszkodzeniu. W tym przypadku nie będzie miało to miejsca, ponieważ tak zatrzask, jak i zawias są zrobione ze metalu dobrej jakości.

Kultura

pracy: Kultura pracy testowanego modelu stała na najwyższym poziomie. Praca Gearboxa było gładka, nie stwierdzono również żadnych nienormalnych odgłosów dochodzących z wnętrza repliki. Jedynym mankamentem, jaki można było zauważyć podczas oględzin części wewnętrznych, oraz podczas testów strzeleckich, to nierówno ułożona gumka HU. Wada ta może zostać jednak zlikwidowana nawet przez laika, więc wspominamy o tym fakcie tylko z Foto: Szymon Reiter

Selektor ognia: Selektor ognia w tej replice umieszczone jest obustronnie, dzięki czemu osoba leworęczna będzie mogła go obsługiwać równie łatwo, co praworęczna. Ma to też znaczenie przy zmianach ręki podczas walki w budynkach czy na ograniczonej przestrzeni, kiedy nie możemy sobie pozwolić na nieograniczone operowanie repliką. Sam selektor wykonany jest z plastiku dobrej jakości, o odpowiedniej twardości, dzięki czemu nie będzie on miał tendencji do zerwania. 43


SIG 552

Selektor posiada trzy nastawy – zabezpieczony, ogień pojedynczy oraz ciągły. Każdorazowe jego przestawienie i ustawienie w odpowiedniej pozycji powoduje kliknięcie, dzięki czemu nie trzeba śledzić wzrokiem zmian nastaw. Mała rzecz, ale przy pojedynkach w ciemnych pomieszczeniach lub w nocy, kiedy widoczność ograniczone jest do minimum, może oznaczać być albo nie być na polu gry. Daje się zauważyć jedynie jeden minus mechanizmu selektora, to znaczy jego dostępność. O ile ustawienie go za pomocą kciuka ręki obejmującej chwyt z pozycji zabezpieczonej do pozycji ognia pojedynczego lub serii nie nastręcza specjalnej trudności, o tyle jego przestawienie powrotne jest już średnio wykonalne bez zmiany pozycji dłoni. A przyznać muszę, że mam dość długie palce z całkiem duże dłonie. Dla osób o mniejszej powierzchni chwytu będzie to jeszcze bardziej utrudnione. Sam ruch selektora odbywa się płynnie, aczkolwiek z niewielkim oporem. Dzięki temu nie będziemy musieli martwić się przypadkowym przestawieniem. Spust:

we własnym zakresie. Szczerbinka posiada 4 różne nastawy przeziernika oraz możliwość regulacji w pionie i poziomie. Wykonana jest w całości z metalu a samo spasowanie części bardzo dobre. Nie znalazłem żadnych mankamentów w jej wykonaniu. Również muszka jest regulowana. Posiada ona dwie nastawy oraz możliwość regulacji w poziomie. W tym przypadku obudowa wykonana jest z plastiku, a reszta części składowych mechanizmu jest metalowa. Okładziny przednie: Jeśli mowa o ergonomii należy wspomnieć o okładzinach przedniego bloku gazowego, które skrywają miejsce na baterię. Zmartwi niektórych zapewne informacja, że miejsca w środku jest wyjątkowo mało i dobranie odpowiedniej baterii we własnym zakresie możne nastręczać nieco problemu. Nie mieszczą się bowiem w tym miejscu żadne klasyczne konstrukcje, w tym i baterie Li-Po o napięciu 7,4 i pojemności 1300 Mh, które przecież są wyjątkowo małe. O włożeniu klasycznej baterii Mini typu Ni-Mh można jedynie pomarzyć. Wygląda więc na to, że skazani jesteśmy na baterie specjalne, o niestandardowej budowie. I tylko małogabarytowe, czyli w zasadzie jedynie typu Li-Po. Nam udało się jeszcze zmieścić do chwytu przedniego baterię Li-Fe o napięciu 6,6 i pojemności 1300 Mh, ale na sześciostopniowym mrozie nie bardzo chciała ona współpracować z repliką. Trudno jednak stwierdzić jednoznacznie, czy wina to mrozu, czy też może repliki, ponieważ bateria ta z powodzeniem używana była w replikach innych producentów. Niestety, tylko w temperaturach dodatnich, więc nie mamy żadnego porównania.

Spust wykonany jest z dobrej jakości plastiku, o miłej dla dłoni fakturze. Jego ergonomia nie wzbudza zastrzeżeń. Również opór stawiany palcowi wskazującemu jest wystarczający, a sam spust niezbyt twardy, dzięki czemu nie będzie trzeba użyć zbyt wiele siły do jego naciśnięcia. Osłona spustu jest odchylana, co daje nam komfort używania repliki w warunkach zimowych, kiedy używane są grubsze niż zazwyczaj rękawice ochronne. Również dla osób, które preferują noszenie rękawic taktycznych o grubej wyściółce na palcu wskazującym to rozwiązanie powinno przypaść do gustu. Dodać jeszcze należy, że wykonany jest on w całości z metalu. Sama obudowa bloku gazowego wykonana jest z plastiku. Tak, jak i zamontowane na niej szyny RIS. Te Zaczep magazynka: jednakże, dla wielbicieli szyn metalowych, mają jedno ułatwienie. Są przymocowane za pomocą śrub imbuZaczep magazynka działa poprawnie a jego wykonanie sowych, więc ich podmiana to kwestia minut. jest na bardzo dobrym poziomie. Użyty materiał, Blok spasowany jest dość ciasno, co likwiduje którym jest plastik, jest bardzo dobrej jakości i przed- jakiekolwiek luzy czy chwianie się części składowych. stawia się solidnie. Również sprężyna, użyta do jego Obydwa elementy, dolny i górny, przylegają do siebie blokowania, ma wystarczającą twardość. idealnie. Za takie spasowanie musimy zapłacić jednak pewną cenę. Spasowanie jest tak dokładne i ciasne, że Muszka i szczerbinka: ciężko jest się dostać do baterii. Nie wspominając już o niebezpieczeństwie wyrwania czy uszkodzenia zaczObydwie części celownika, muszka i szczerbinka, epów, które trzymają górną cześć na swoim miejscu. są regulowane. Replika posiada również, jak ma to Każdorazowe ściągnięcie górnej części odbywa się z miejsce w oryginale, nastawy nocne. Ze względów obawą o uszkodzenie. Być może element ten ulegnie proceduralnych nie są one jednak pokryte substancją wyrobieniu z czasem i problem ten przestanie istnieć. luminescencyjną i taką modyfikację trzeba wykonać Oczywiście, jeśli można uznać fakt idealnego spaso-


Foto: Szymon Reiter

wania za problem. Gearbox i komora HU: Skoro dokładnie przyjrzeliśmy się wyglądowi i ergonomii opisywanej repliki, należałoby teraz przejść do analizy wnętrza, a więc tych jej elementów, które bezpośrednio wpływają na przydatność na polu walki airsoftowej. Komora HU to typowy projekt z G36. Ze wszystkimi jej wadami i zaletami. Nie bardzo jest nawet o czym pisać, ponieważ komór tych opisano już setki, a kolejna tego typu recenzja powieliłaby jedynie informacje po poprzednikach. W komorze osadzona jest lufa wewnętrzna o długości 263 mm, a więc dość typowa dla replik przeznaczonych do strzelania na małych dystansach. Wewnątrz replik znajdziemy Gearbox v.3 z kilkoma wzmocnieniami. Do nas dotarła replika, która posiadała w stock’u sprężynę M120, dzięki czemu prędkość wylotowa waha się w granicach 390-400 fps’ów. Nie jest to, co oczywiste, moc przeznaczona do CQB, więc osoby chcące używać repliki właśnie w takich grach, będą zmuszone dokonać wymiany sprężyny na słabszą. Wszyscy inni powinni być zado-

woleni z osiągów, jakie oferuje replika na zamontowanych częściach. Jak podaje sklep madonion.eu w Gearboxie znajduje się wiele wzmocnionych części. Są to, między innymi, stalowe zębatki, które przystosowane są do współpracy ze sprężynami do M140 włącznie. Pomyślano również o zamontowaniu niskooporowych styków oraz kabli, mających zmniejszyć zużycie prądu. Całość napędza sprawdzony silnik ICS Turbo 3000. Magazynki: W pudełku z SIGiem znaleźliśmy dwa magazynki typu Hi-Cap, każdy mieszczący 450 kulek. Są to magazynki wykonane z transparentnego tworzywa sztucznego, mające za zadanie odwzorowywać oryginalne magazynki firmy SIG Arms. Kultura pracy samych magazynków jest na bardzo wysokim poziomie. Nie doświadczyliśmy podczas całego czasu trwania testów ani jednego problemu z podawaniem kulek, zacinaniem się czy nadmiernym chybotaniem. Mechanizm napinający sprężynę działa bardzo gładko i po tym chociażby można poznać, iż jest to replika z wyższej półki. Magazynki, a jak wspomniałem wyżej są to Hi-Capy, posiadają klapkę otworu wlotowego, przez który wsy45


SIG 552 puje się kulki do wnętrza magazynka. Projektanci z firmy ICS pomyśleli tu troszeczkę i w wyniku tego otrzymaliśmy zabezpieczenie przed przypadkowym lub niechcianym otwarciem się pokrywki. Mała rzecz, a cieszy. Problemy mogą wystąpić w momencie, kiedy będziemy chcieli nabyć magazynki zapasowe, niekoniecznie firmy ICS. Próbowaliśmy bowiem użyć podczas testów również magazynków Tokyo Marui, które przeznaczone były do ich repliki SIGa 552 Commando, i niestety musieliśmy zrezygnować. Magazynki te najzwyczajniej nie pasują do wersji ICS’owskiej szwajcarskiego karabinka. Podobna sytuacja może mieć miejsce w przypadku magazynków od JG, ponieważ chińska replika jest kopią Tokyo Marui. Nie sprawdziliśmy tego co prawda, ze względu na brak dostępu do chińskich magazynków, ale takie założenie trzeba zrobić. Testy polowe: Skoro opisaliśmy sobie główne cechy, należy przejść do sedna tej recenzji – testów praktycznych. Replikę przestrzeliwaliśmy na kulkach firmy Guarder o wadze 0,28 grama. Akurat w momencie testowania mieliśmy dostępne kulki tylko o takiej wadze (jeśli mowa o kulkach markowych). Nasz test przeprowadziliśmy w warunkach typowo zimowych. No, może nie aż tak typowych, ponieważ temperatura podniosła się nieznacznie powyżej zera tego dnia, więc oszczędziliśmy replice mrozów. Zalegający jednak od jakiegoś czasu śnieg nie zdążył jeszcze stopnieć, więc oprawa była raczej typowa dla tej pory roku. Musiało to mieć oczywiście niewielki wpływ na zachowanie się repliki, a uściślając głównie gumki HU, która do temperatur tego typu raczej nie jest przystosowana. Można to było stwierdzić po fakcie jej „rozgrzewania się” po nieco dłuższym przestoju. Testowaliśmy SIG’a na oraz odległościach 20, 40 oraz 60 metrów (mierzone taśmą mierniczą), z cel biorąc kartkę formatu A4. Pierwsza odległość nie była specjalnym wyzwaniem dla naszego modelu testowego i dziewięć na dziesięć kulek znalazło się w obrębie celu. Jedna przeszła delikatnie bokiem, zahaczając jedynie o naszą tarczę. Druga odległość, czyli 40 metrów od celu, nie była już taka łatwa do pokonania dla kulek, wystrzelonych z repliki SIGa. Tym razem tylko połowa z dziesięciu wystrzelonych pocisków znalazła swoją drogę do naszego celu. Reszt minęła się z nim minimalnie, trafiając jednak w odległości, która obramowałaby cel wielkości ludzkiego torsu.

Trzecia odległość była tylko i wyłącznie testem zasięgu maksymalnego repliki. Trafienie na tym dystansie w cel wymaga wzięcia poprawki oraz niewielkiej dozy szczęścia, ponieważ zbyt duży wpływ na lecącą kulkę mają warunki atmosferyczne. A i jej prędkość pod koniec dystansy nie jest na tyle duża, by cel nie zdążył się uchylić. Zaznaczyć trzeba jednak, że walka na tym dystansie jest absolutnie możliwa, a trafienie w sylwetkę, przy wzięciu poprawki, nie było specjalnie trudne. Szczególnie, że tym razem za cel posłużył żywy człowiek, który od razu sygnalizował trafienie. Osobiście na dystansie powyżej 40 metrów polecam korzystanie wyłącznie z serii, głównie 3-5 pociskowych, ponieważ wówczas możliwość trafienia celu wielkości człowieka wzrasta znacząco. Patrząc na wyniki pamiętać należy, że cały czas mamy do czynienia z repliką stock’ową, której luf wewnętrzna nie ma nawet 300 mm. Jak na tą wartość osiągnięte wyniki są więcej niż zadowalające. Podsumowanie: Jedyne, co możemy zarzucić replice SIGa 552 Commando to nieodporność plastiku, poruszającego się w łożu zamka. Może i nie jest to wada duża, ale na pewno na ten element trzeba uważać. Szczególnie, jeśli gra ma miejsce w ujemnych temperaturach. Nie można również nie wspomnieć o wyjątkowo mizernej przestrzeni na baterię, która ograniczy nas dość znacznie w jej doborze. Szczęśliwie nie jest to replika, w której potrzebujemy dużej mocy, więc i bateria może być niewielka – również gabarytowo. Na plus można zaliczyć bardzo kulturalną pracę Gearboxa, bardzo duży zasięg oraz niezłą celność przy bardzo krótkiej lufie. Nie należy zapomnieć również o oznaczeniach wersji ostrej, które dodają replice smaczku, a dla rekonstruktorów są wręcz pozycją obowiązkową. Na plus zaliczymy również działający bolt-catch, który może nie jest elementem pierwszej potrzeby, ale na pewno jest wartościowym dodatkiem, który sprawi sporo zadowolenia a i oszczędzi niewygodnego ustawiania Hop-Up’u. Do listy dodajmy na sam koniec bardzo dobrze, i kulturalnie, działające magazynki z kilkoma udogodnieniami i otrzymamy na prawdę solidną replikę – nie tylko do walki na krótkich dystansach. W skrócie: Minusy:


Rezultat strzelania na 20 metr贸w - po rozgrzaniu gumki HU

Rezultat strzelania na 20 metr贸w

Rezultat strzelania na 40 metr贸w Foto: Szymon Reiter

47


SIG 552 - mało wytrzymałe na mróz tworzywo - niewielka przestrzeń dostępna dla baterii - utrudnione wpinanie spiętych magazynków

Magazynek SIGa

Plusy: - wysoka kultura pracy Gearboxa - bardzo dobra celność przy tak krótkiej lufie - spory zasięg maksymalny - działający Bolt-catch - wysokiej jakości magazynki Skala: 8/10 Poniżej znajdziecie zdjęcia tarcz z tego strzelania.

Replika w pełnej okazałości

Dziękujemy sklepowi Madonion za udostępnienie repliki do testów.


Front wraz z RISami oraz tłumikiem płomienia.

Foto: Szymon Reiter

49


SIG 552 Zamek i oznaczenia, znajdujące się ponizej niego

Widok na przyrządy celownicz

Magazynki dodawane do SIGa

Kolba składana

Foto: Szymon Reiter

Zbliżenie tylnej części wraz ze szczerbinką

Widok bocznej części repliki o


Zbliżenie tylnej części wraz ze szczerbinką

ze

od strony zamka

Zbliżenie na szynę RIS. Widoczne śrudby mocujące ją do korpusu

Muszka

51


Bat na terminatowów

Bat na terminatorów?

Jednym z minusów Airsoftu, przynajmniej w oczach niezaznajomionego z tematem osobnika, jest brak śladu po trafieniu. Podczas gry w Paintball każde trafienie widać wyraźnie, dzięki czemu oszukiwanie nie jest takie proste, jak podczas zabaw z replikami ASG. Do tej pory jedynie uczciwość uczestników spotkań była jedynym wyznacznikiem eliminacji przeciwnika. Czy akurat ten aspekt można jakoś zmienić? Z odpowiedzią na to pytanie spieszą nam producenci sprzętu sportowego, którzy stworzyli kamerę przeznaczoną do uwieczniania wydarzeń ekstremalnych. Może nie są one przeznaczone bezpośrednio do ASG, aczkolwiek i to zapewne zmieni się bardzo szybko. Tymczasem wykorzystujmy technikę taką, jaka jest w danym momencie dostępna. Przed Wami pierwsza część z serii artykułów, poświęconych kamerom sportowym i ich wykorzystaniu w Airsofcie. poczniemy od modelu budżetowego, tzn. dostępnego dla każdego maniaka Airsoftu – również w naszym kraju. Najtańszy model, jaki udało nam się znaleźć, to propozycja firmy Solve Elektronika z Tychów w postaci kamery AT-18. Model ten kosztuje w granicach 270 PLN (90 USD, 70 EUR), więc pozwolić sobie może na niego dosłownie każdy gracz. Jak jednak przedstawia się jakość, skoro cena jest tak niska? Pierwsze wrażenie: Kamera przychodzi do nas zapakowana w solidne, kartonowe pudełko, na którym nadrukowano fotoczywiście, głównym przeznaczeniem kamery grafie kamery w różnych postaciach. Opakowaniu nie jest uwiecznianie oszustów, a raczej samej nie można więc nic zarzucić. Nas jednak bardziej rozgrywki. Urządzenia takie pozwolą nam na zach- będzie interesowała jego zawartość. W końcu nawet owanie wspomnień z wydarzeń, które w jakiś sposób najbardziej kiepski produkt można ładnie opakować ukształtowały nas samych i to, kim jesteśmy. Pozwolą i sprzedawać jako wysokiej klasy. Zajrzyjmy więc do też na zachowanie wspomnień z ważnych dla nas środka. wydarzeń, ciekawych miejsc oraz ludzi, których spotkaliśmy gdzieś po drodze. Oto co znajdziemy wewnątrz pudełka (w kolejności Do tej pory musieliśmy wybierać pomiędzy celowni- wyjmowania): kiem aparatu i lunety. Granie z aparatem bądź kamerą oraz repliką równocześnie nie było, i nie jest do tej 1. Instrukcja obsługi w języku angielskim pory, specjalnie komfortowe. Nic dziwnego jednak 2. Karta gwarancyjna – nie zostały one zaprojektowane do jednoczesnego 3. Drukowana ulotka dotyczące produktu wykorzystania. Oczywiście, są ludzi, którym te dwie 4. Instrukcja obsługi w języku polskim rzeczy udało się pogodzić w pewien sposób, czego 5. Płyta mini-cd ze sterownikami do komputera przykładem jest bohater naszego artykułu o tuningu 6. Gumowy pasek do mocowania kamery na kasku/ repliki CA-8-2, który zamontował swoją kamerę w hełmie itp. pudełku, który zostało przyczepione zaraz za celowni- 7. Dwa paski mocujące z rzepem kiem na korpusie repliki. Niestety, w wyniku tej oper- 8. Kabel USB acji stracił całkowicie możliwość korzystania z lunety 9. Kabel audio-video celowniczej. 10. Kamera Poprosiliśmy jednak Marcina, żeby przetestował 11. Pudełko z akcesoriami dodatkowymi (smar, uchdla nas kamery sportowe, bardziej nadające się do wyt mocujący na kierownicę, cztery paski gumowych, zastosowań w Airsofcie, niźli ma to miejsce w przy- samoprzylepnych dystanserów zabezpieczających). padku urządzeń tradycyjnych. Jak możecie zauważyć, lista akcesoriów, które otrzyNasze sprawozdanie z rynku kamer sportowych roz- mujemy z kamerą, jest dość długa. Zaliczyć je trzeba

O


na plus, ponieważ zdecydowana większość z nich będzie przydatna. Samo urządzenie jest zbudowane solidnie i powinno wytrzymać większość sytuacji, jakie mogą je spotkać w polu. Obudowa jest zrobiona z dość grubego tworzywa, w niektórych miejscach pokrytego jeszcze gumą. Zapewni to zwiększoną wytrzymałość na uszkodzenia mechaniczne oraz ochroni przed zachlapaniem. Również osłona wyświetlacza sprawia na pierwszy rzut oka wystarczająco solidnej. Przejdźmy jednak do najważniejszej części – obiektywu. Pamiętajmy bowiem, że będzie to element narażony na bezpośrednie niebezpieczeństwo postrzału ze względu na zwrócenie frontem do przeciwnika. Jego bezpieczeństwo jest w tym wypadku kluczowe. Na szczęście wydaje się, po wstępnych oględzinach, że szkło powinno, bez większego niebezpieczeństwa uszkodzenia, wytrzymać postrzał – nawet z niewielkiej odległości. Ergonomia: W tym kryterium najważniejszy jest dla nas dostęp do funkcji kamery, czyli normalna obsługa podczas gier oraz, nie mniej ważne, możliwości i sposób montażu. Zacznijmy może od obsługi nagrywania. Przyciski: W górnej części kamery znajdziemy 3 przyciski, rozmieszczone wokół niewielkiego wyświetlacza LCD, odpowiadające za ustawienie wszystkich parametrów kamery. Przycisk centralny, który również jest największym, włącza i wyłącza nagrywanie. Po jego lewej stronie znajduje się przycisk aktywacji i dezaktywacji kamery, natomiast po prawej

odpowiadający za jej funkcje przycisk menu. Same przyciski, jak to powinno mieć miejsce w urządzeniu przeznaczonym do używania podczas uprawiania sportów, nie są podatne na przypadkowe naciśnięcie. Żeby uruchomić jakąkolwiek funkcję kamery, należy skierować nieco siły dokładnie w punkt, o który nam chodzi. Oczywiście, może to utrudniać uruchomienie nagrywania graczom w rękawiczkach, ze względu na fakt zwiększonej powierzchni stycznej i zmniejszonej dokładności, ale jednak uważam, że lepiej rękawiczkę zdjąć, żeby obsłużyć urządzenie, niźli mieć kilkadziesiąt minut przypadkowego materiału video. Funkcji menu nie znajdziemy zbyt wiele. Pamiętajmy jednak, że jest to kamera sportowa i mnogość funkcji nie jest nam tu niezbędna. Materiał, który posłużył do zrobienia przycisków, to dość twarda guma. Wybór materiału raczej oczywisty, skoro kamera ma działać w warunkach „polowych” oraz zapewnić możliwość nagrywania nawet w czasie deszczu. Wodoszczelność zresztą sprawdziliśmy we własnym zakresie, ponieważ podczas ostatniej sesji testowej pogoda sprawiła nam figla i cały czas mżyło – mocniej lub lżej. Przyciskom nie mogę nic zarzucić. Oczywiście, pojawiły się głosy, że działają one nazbyt twardo, ale nadal uważam, że jest to zaleta. Montaże: Do kamery producent dodaje zestaw montaży, które zaspokoją potrzeby praktycznie każdego gracza. Ta część zestawu wzbudziła nasz podziw. Kamerę można zamontować praktycznie na każdej powierzchni, jaką tylko można sobie wymyślić. My montowaliśmy ją na: lunecie, dzięki montażowi okrągłemu; na głowie oraz froncie repliki, dzięki paskowi gumowemu. Można również zamontować ja na przegubie ręki czy hełmie, dzięki dołączonym paskom z rzepem. W tym miejscu wychodzi cała wielofunkcyjność 53


Bat na terminatowów kamery i jej kompatybilność z każdą powierzchnią. Dodać trzeba, że każdy z montaży był bardzo stabilny i nie pozwalał kamerze na żadne swobodne ruchy. Co więcej, kamera była stabilna i bezpieczna nawet w momencie, w którym udało nam się urwać zaczepy nahełmowe, których brak powinien praktycznie pozbawić ją cech użytkowych w takiej konfiguracji. Na prawdę duży plus. Testy: Kamerę Solve AT-18 testowaliśmy w dwojaki sposób. Po pierwsze chcieliśmy przekonać się, czy model ten będzie nadawał się do zapisu gier airsoftowych pod względem wytrzymałości części zewnętrznych i ogólnego wykonania. Nie pominęliśmy również tak ważnej kwestii, jaką była możliwość montażu urządzenia na replice oraz oporządzeniu. Pamiętajmy bowiem, że nie jest to urządzenie dedykowane dla graczy ASG. Testy „polowe” postanowiliśmy przeprowadzić podczas jednej z gier, jakie odbywających się praktycznie wszędzie – niezależnie od miasta, kraju, kontynentu. Zwykły, niedzielny poranek. Dodajmy jedynie, że grudniowy. Będzie to miało niebagatelny wpływ na naszą recenzję. Temperatura powietrza wahała się w granicach 6 stopni poniżej zera, zapewne dzięki słońcu, które zdecydowało się rozproszyć nieco wcześniejsze temperatury – niższe o nawet 10 stopni. Kamera już dzień wcześniej została przygotowana do działania. Przymocowaliśmy ją za pomocą dołączonego do zestawu uchwytu na lunecie repliki snajperskiej. Wspomnieć należy tutaj, że dołączony do kamery zestaw akcesoriów mocujących jest wystarczający do przymocowania jej praktycznie do każdej powierzchni, jaką sobie wymyślimy. Ma to niebagatelny wpływ na walory użytkowe samego urządzenia, ponieważ możliwość dowolnego niemalże mocowania go jest kluczowa z punktu widzenia gracza. Nie zawsze przecież musimy korzystać z tego samego oporządzenia bądź repliki. Kamera Solve AT-18 miała być jedną z dwóch kamer, pracujących tego dnia nad uwiecznieniem spotkania. Dzięki temu mielibyśmy materiał porównawczy, pozwalający na ocenę jakości nagrań oraz niezawodności działania całego systemu. Druga kamera była umieszczona zaraz za okularem lunety karabinu, a więc centralnie do osi celowania. Model, który otrzymaliśmy do testów, udało nam się przymocować bez większych problemów do lunety – zaraz za pokrętłami regulacyjnymi. Dzięki temu uzyskaliśmy porównywalny zakres obszaru nagrywania. Rozgrywki rozpoczęliśmy po godzinie i zaraz na

początku kamera została uruchomiona. Naszym zamierzeniem było nagrać całe spotkanie, a następnie ocenić jakość nagrania, dobierając poszczególne sceny do zaprezentowania w niniejszym artykule. Niestety, pogoda pokrzyżował nasze zamierzenia w sposób dość niespodziewany. Niska temperatura doprowadziła do obniżenia wydajności baterii, które zamontowane były w testowanej kamerze. Doprowadziło to finalnie do jej samoczynnego wyłączenia. W ferworze działań nie zauważyliśmy nawet, czy urządzenie w jakikolwiek sposób informowało nas o problemie z zasilaniem. Najgorsze jednak okazało się sprawdzenie karty pamięci, na której miał znajdować się nagrany materiał. Piszę „miał”, ponieważ urządzenie nie zapisało absolutnie żadnej informacji z rozgrywki. Najprawdopodobniej producent nie przewidział takiej sytuacji i nie uwzględnił automatycznego zapisu w zdefiniowanych odstępach czasu lub w przypadku wyczerpywania się źródła zasilania. Szczególnie ta druga opcja byłaby niezwykle przydatna, biorąc pod uwagę naszą przygodę oraz - zdrowy rozsądek. A wspomnieć należy, że kamera posiada przecież wyświetlacz, który pokazuje użytkownikowi stan naładowania baterii. Czyli założyć można, że urządzenie zdolne by było do podjęcia akcji, o której wspomniałem wyżej. Wystarczyłoby jedynie wpisać parę linijek kodu do programu sterującego. Należy również uważać na miejsce, w którym zamontuje się kamerę. W naszym przypadku, po zamontowaniu jej na lunecie, okazało się, że najprawdopodobniej silnik generował zbyt silne zakłócenia elektromagnetyczne, które powodowały drganie obrazu. Zmiana miejsc montażu na front repliki (innego typu) całkowicie zlikwidowała ten problem. Nie występował on również o ogóle w momencie, kiedy kamera była zamontowana na głowie. Druga próba, ze względu na okres świąteczny, nieco odsunęła się w czasie. Dało to nam jednak możność przeprowadzenia testów po raz kolejny, dzięki czemu będą one jeszcze dokładniejsze, niźli miałoby to mieć miejsce w przypadku przeprowadzenia ich jednorazowo. Wiarygodność testu nagrywania wzrosła jeszcze ze względu na naprawdę niesprzyjające warunki atmosferyczne. Niska podstawa chmur oraz padająca nieustannie mżawka spowodowały, że przejrzystość powietrza bardzo mocno spadła. Również wilgotność powietrza była bardzo wysoka. Wszystko to możecie zobaczyć na zdjęciach oraz filmie, który został wówczas nakręcony. Jakie by warunki nie były, kamera ani razu nie odmówiła współpracy. Również baterie nie wyczerpały się podczas całego okresu nagrywania.


Jednym słowem kamera sprawdziła się w warunkach nieco ekstremalnych. Dalej może być już tylko lepiej. Podsumowanie: Kamera świetnie się sprawdza w momencie, kiedy pragniemy nagrać film z akcji. Same materiały video nie są oszałamiającej jakości, ale wziąć trzeba pod uwagę cenę, jaką przyjdzie nam zapłacić za urządzenie, a znajduje się ona w przedziale, w którym dostaniemy kolimator lub lunetę. I to również z najniższego lub średniego przedziału jakościowego. Sama kamera może być rewelacyjnym rozwiązaniem dla grup, które w ten sposób pragną zapisać swoje treningi czy akcje, by później omówić je na spokojnie w bardziej sprzyjających warunkach. Będzie to również dobry zakup dla osób, które pragną mieć pamiątkę z manewrów, w których uczestniczyli, a nie mają ochoty wyłożyć ponad 1000 PLN za urządzenie, które pozwoli im nagrać materiał w jakości HD. Polecamy tę kamerę również tym, którzy poszukują niewielkiego urządzenia, zdolnego pomieścić sporą ilość materiału video. Takiego, którego można przyczepić dosłownie wszędzie – na replice, oporządzeniu, hełmie czy, po prostu, głowie. To właśnie dla nich przeznaczona jest kamera Solve AT18.

6.Kompaktowość 7.Niska waga 8.Jest wyświetlacz LCD 9.Możliwość ustawienia wszystkich parametrów bez dostępu do komputera Minusy: 1.Słaba jasność wyświetlacza LCD 2.Rozdzielczość maksymalna to tylko 640x480 3.Brak automatycznego systemu zapisu danych 4.Zakłócenia od pracującego silnika/GB 5.Duża czułość na rodzaj baterii 6.Jakość dźwięku Poniżej znajdziecie materiał video z jednej z gier, podczas których testowaliśmy urządzenie. Kamerę testowaliśmy dzięki uprzejmości firmy Solve Elektronika, dystrybutora kamer AT-18 i AT-19. Zapraszamy na stronę producenta www.solveelektronika.pl.

Plusy: 1.Cena 2.Spora ilość dodatków montażowych 3.Obsługa ogólnie dostępnych baterii 4.Obsługa popularnych i niedrogich kart pamięci 5.Solidna obudowa

55


Bat na terminatow贸w


57


Under the burlap

U n d er th


e Bu r lap W

najnowszym wydaniu Under the Burlap znajdziecie opis legendy światowej wojskowości – karabin M1 Garand. Przedstawimy Wam historię jego powstania oraz replikę, którą przygotowała dla miłośników tego rodzaju broni firma Marushin. Naszym gościem będzie również miłośnik replik snajperskich, który zamienił swoją CA-8-2 w prawdziwy postrach z ponad 600 fps’ami. Podzieli się on z OpForce Magazine sposobem, w jaki udało się stworzyć takiego potwora.By poznać kolejnego snajpera, który zapisał się na kartach historii, będziemy musieli cofnąć się nieco w czasie. Przedstawimy Wam bowiem sylwetkę Adelberta Waldrona – najskuteczniejszego snajpera amerykańskich sił zbrojnych. Miłej lektury.

59


garand marushin

M1 Garand – legenda legend

Zdarzają się takie repliki, które mimo ich przydatności na polu gry airsoftowej, wciąż wzbudzają zachwyt i są marzeniem wielu graczy. Czasem to ich wykonanie, będące wspaniałą kopią swego rzeczywistego pierwowzoru, czasem zaś tylko unikatowość konstrukcji tworzą legendę i nieodpartą potrzebę ich posiadania. Równie rzadko zdarza się, że taki rarytas kolekcjonerski trafi do moich rąk – by przejść niezbędny przegląd. Wtedy mogę nacieszyć oko takim modelem, zaglądnąć do jego wnętrza, dopieścić. Taka sytuacja miała miejsce nie tak dawno temu, kiedy na stół mojego warsztatu trafiła replika M1 Garand firmy Marushin. rzydatność tej repliki na polu walki airsoftowej ka, z bocznymi osłonami, osadzona jest na jaskółczy jest mocno ograniczona. Pojemność magazyn- ogon i ściśnięta śrubą. Niestety imbusową, co psuje ka, niepowalające osiągi, nietypowa konstrukcja, obraz całości. zwłaszcza systemu HU, praktycznie brak części do tuningu, droga eksploatacja. Można by wymieniać Replika posiada system HU, jednak nie w takiej formie, w nieskończoność. Pomimo to bardzo wielu graczy w jakiej zna go większość graczy. To, co nazwalibyśmy chciało by ją mieć. Tak po prostu, mieć dla samego komorą HU, w rzeczywistości jest jedynie miejscem posiadania, do lansu i wiszenia na ścianie. I, powiem zamocowania lufy i wprowadzenia kulki. Znajduje się szczerze, trudno im się dziwić. tam uszczelka i mała zapadka, utrzymująca kulkę na miejscu aż do momentu strzału. Nie ma tam gumki Replika wykonana jest wyłącznie z metalu i drewna. HU. Znajduje się ona około 15cm od wylotu lufy, Drewno nie jest rewelacyjnej jakości, lakierowane i to za bardzo dziwnym „garbkiem”. Prawdopodobnie w zasadzie tylko od zewnątrz. Wygląda jednak bardzo garbek ten ma za zadanie zaburzyć lot kulki w lufie estetycznie i cieszy oko. Części drewniane to: kolba z tak aby docisnęła się ona do górnej krawędzi lufy i łożem plus nakładka na lufę. W kolbie, zakończonej natrafiła na gumkę HU. Lufa jest więc po prostu, na metalową stopką, znajduje się pojemnik na przy- pierwszy rzut oka, krzywa. Ponadto, mniej więcej w bornik do czyszczenia. Części metalowe to trochę początkowej jednej trzeciej swojej długości, posiada mosiądzu, odrobina skrawanego aluminium i sporo ona dwa otwory po bokach, każdy o średnicy około cynkalowych odlewów. Cynkal jednak jest stosunko- 2mm. Służą one do ułatwienia montażu całości, wo dobrej jakości, na pewno lepszy niż w większości ponieważ lufę do komory się wkręca i kontruje znanych mi replik. nakrętką. Otwory ułatwiają ustawienie jej w odpowiedniej pozycji. Niemniej jednak otwory muszą mieć Karabin obsługuje się bardzo podobnie jak oryginał. fatalny wpływ na osiągi, zostały więc owinięte taśmą Magazynek, zbliżony wyglądem do charakterystycz- teflonową, na którą nałożyłem izolację termokurczliwą nego ładownika, umieszcza się w gnieździe, zamyka i podgrzałem. Podobnie zresztą z gumką HU. Ma zamek i można strzelać. Jedynie 8 razy, jak w orygi- ona formę opaski na lufę, ze stosownym garbkiem nale oczywiście. Po tym fakcie zamek zatrzymuje podkręcającym, który wchodzi w wycięcie na lufie. się w tylnym położeniu, a ładownik wyskakuje do Została ona owinięta teflonem i dociśnięta izolacją góry. Należy wsadzić nowy ładownik i zamknąć za- tak, aby zlikwidować przedmuchy. mek. Można też nie do końca opróżniony ładownik wyrzucić z repliki za pomocą przycisku po lewej stronie komory

P

zamkowej. Bezpiecznik, umieszczony jak w oryginale, z przodu osłony spustu, zupełnie identycznie jak w znanych wielu graczom replikach M14, który przecież był wersją rozwojową Garanda. Celownik, regulowany w obu płaszczyznach, przeziernikowy, znów bardzo podobny do tego w M14, jednak wykonany praktycznie bez luzów. Musz-

Zamek repliki w działaniu bardzo przypomina zamek w replice M14, tyle że posiada mechanizm BB. Składa się z blaszki osadzonej w górnej części, symulującej właściwy zamek, pod którą znajduje się dysza wprowadzająca kulkę do komory z magazynka wraz z wlotem gazu od boku oraz, w tylnej części zamka właściwego, zderzak, którym zamek uderza w dno komory zamkowej. Blaszka z zamkiem właściwym połączona jest obrotowo, więc symuluje ona też ruch odryglowujący prawdziwy zamek. Na połączeniu tych dwóch cynkalowych elementów zna-


jduje się mosiężna tuleja łożyskowa, dzięki czemu el- sam zawór ładowania umieszczono zaraz przed ementy współpracują gładko i nie zużywają się zbyt osłoną spustu. szybko. Mechanizm spustowy mnie osobiście bardzo przypadł Mechanizm BB to osobny temat. Jest on bowiem bard- do gustu. Nie ma przerywacza, jest natomiast zo nietypowy jak na replikę GBB. Początkowo, przy wyposażony w zaczep ognia pogrzebaniu w nim, budzi prawdziwą grozę mnogością elementów, jednak po pewnym czasie

jedynczego, podobnie jak karabinek AK. Prostota dostrzegamy w działania i niezawodność, plus, z racji dobrego wykonim ogromną pomysłowość konstruk- nania, przyjemna praca spustu, powinny przypaść do torów. Biorąc pod uwagę wiek konstrukcji tr- gustu każdemu maniakowi. zeba zanotować, że nie było się podówczas na czym się wzorować i konstrukcja zaczyna budzić pewien Rozkładanie karabinka to również przyjemność. Zacpodziw. Nie ma tam zaworka w dyszy, który odcinałby zynamy od odchylenia kabłąka spustowego do przodopływ gazu do lufy i zwiększał ciśnienie w cylindrze du i pociągnięcia w dół. Powinien wyjść cały mechBB. Zastosowano tam dwa oddzielne zawory, jeden anizm spustowy wraz z kurkiem. Kolejny szczegół sterujący gazem trafiającym do lufy, a drugi gazem który cieszy: kurek wyposażono w rolkę z mosiądzu trafiającym do zespołu BB. Oba te zawory uruchamia w miejscu, w którym zamek go napina. Zmniejsza to jeden kurek. Cykl strzału wygląda następująco: ku- tarcie i zużycie mechanizmów. Następnie wykręcamy rek znajduje się z tyłu, zamek zamknięty, kulka w jedną śrubę z tyłu i karabinek rozkładamy na kolbę komorze. Po naciśnięciu spustu kurek wciska dwa oraz „mechanizmy” z lufą i nakładką na lufę. Po zawory, jeden odrobinę wcześniej niż drugi. Ten ściągnięciu muszki, jej podstawy i drewnianych pierwszy podaje gaz na dyszę i za jej pośrednictwem nakładek na lufę, możemy lufę zewnętrzną rozkręcić - wypycha kulkę. Drugi zawór, otwierany ułamek na dwie części, poluzować śruby na pierścieniu, o sekundy później, podaje gaz do długiej i wąskiej rurki, który opiera się sprężyna powrotna, ściągnąć go razakończonej tłoczkiem z uszczelką. Znajduje się ona zem ze sprężyną, suwadłem i cylindrem BB. Komorę w cylindrze, przymocowanym do suwadła i zamka. zamkową rozkładamy odkręcając dwie śruby po boGaz z wąskiej rurki trafia do przestrzeni przed głowicą kach i z tyłu, po czym otrzymujemy dostęp do zamka tego tłoczka i do wewnątrz cylindra, powodując jego i wszystkiego co znajduje się w środku. Początkowo ruch ku tyłowi. Po osiągnięciu końca cylindra, który rozkładanie i składanie to horror, ponieważ replikę da od przodu nie jest zamknięty, nadmiar gazu zostaje się złożyć jedynie w jednej, określonej kolejności, ale uwolniony. Kurek jest znowu napięty, więc zawory odrobina wprawy i już bez problemu sobie z tym posą zamknięte, Zamek, wraz z suwadłem i cylindrem radzimy. Uważać należy na mechanizm odpowiedziBB, pod wpływem ogromnej sprężyny powrotnej alny za blokowanie zamka z tyłu i wyrzucanie pustego (prawie 50cm długości po wyciągnięciu z repliki!), ładownika. Jest typowo „wredny”. Wymaga odpowowiniętej na lufie zewnętrznej (nie widać tego frag- iedniego podgięcia dwóch niezależnych sprężynek, mentu z zewnątrz!), wraca do swojego początkowego odpowiedniego dokręcenia śrubek itp. Doprowadzepołożenia. nie samego tego mechanizmu do działania zajęło mi Wielkość całego zespołu BB, cylindra gazowego i ponad godzinę. Jeśli więc działa - nie ruszać. sprężyny powrotnej, jest uzasadniona masą całego zespołu ruchomego zamek-suwadło. Samo jednak Jako, że od początku traktowałem ten karabin jako raszarpnięcie przy strzale nie jest rewelacyjne z racji rytasik, okaz kolekcjonerski, nie powiem nic na temat małej prędkości poruszania się zamka i dużej masy jego osiągów. Przecież i tak, z racji magazynka na 8 całego karabinu. Zbiornik gazu, znajdujący się przed kulek, jego przydatność na polu walki jest zerowa. mechanizmem spustowym, jest dość płaski, ale ma Natomiast wykonanie, oznaczenia (w pełni zgodne wystarczającą pojemność. Ładuje się go od dołu, a z oryginałem!), dźwięk przeładowania i działanie 61


garand marushin mechanizmów wprawiają w zachwyt. Każda replika ma jednak minusy, a skoro tu opisuję głównie wykonanie repliki - minusy wykonania też powinienem. Po pierwsze, śrubę łączącą suwadło z zamkiem widać lekko z zewnątrz, a ta jest imbusowa. Dla mnie zbrodnia. Po drugie, nakładka na lufę oraz przednia część lufy zewnętrznej mają tendencję do łapania luzów. Da się wszystko solidnie skręcić w jedną całość, ale wymaga to sporo zachodu

i wyczucia. Mechanizm był, po zamocowaniu w kolbie, przesunięty lekko w bok, a nie w jej osi. Było to widoczne i drażniło. Drewno od środka było niewykończone i po prostu pełne drzazg. No i nie polakierowane. Niepotrzebne komplikowanie mechanizmów też nie świadczy dobrze o tej replice, jednakże jestem w stanie to wybaczyć - model ten jest dość stary. Chwyt jest dość szeroki i dla mnie niewygodny, ale nie mam porównania z oryginałem, więc nie wiem czy to wada, czy może zaleta. Prócz tego - wszystko idealne. Nie polecę tej repliki nikomu, kto chce się strzelać. Gazożerność, kaliber 8mm, trudno dostępne ładowniki, jedynie 8 kulek na magazynek, masa, długość. Dla grup rekonstrukcyjnych jednak, na potrzeby LARPów czy też innych imprez, gdzie strzelanie nie jest tak ważne - brać śmiało. Jacek „Dexter” Reiter


63


Ekstremalna Pasja

Ekstremalna Pasja

Nic nie budzi większej grozy wśród graczy airsoftowych niż okrzyk – Snajper. Jest to zrozumiałem, ponieważ również na polu ASG snajper jest wyjątkowo niebezpieczny. Oczywiście mowa tu o snajperach z powołania, którzy tą profesję wybrali dlatego, że była ona odbiciem ich osobowości, a nie tylko chwilowym zauroczeniem na podstawie filmów i gier video. Potrzeba bowiem o wiele więcej niż tylko zapału by sprawdzić się w tej arcytrudnej roli. Tu nie ma miejsca na pomyłkę czy improwizację. Snajper to przecież szachista współczesnego pola walki.

I

stotną częścią odgrywania roli snajpera jest przygotowanie sprzętu. Poza maskałatem, który jest wyposażeniem pasywnym, snajper ma do dyspozycji również sprzęt aktywny – karabin. Jego przygotowanie wymaga bardzo dużej wiedzy teoretycznej i praktycznej oraz mnóstwa potu, wylanego podczas pasowania każdej części ze sobą. Tak, by finalnie otrzymać wyjątkowo precyzyjne narzędzie likwidacji potencjalnych celów. Ze względu na powyższe airosftowych snajperów jest na prawdę niewielu. Szczególnie takich, którzy znają swój sprzęt do granic poznania. Takich, którzy potrafili wycisnąć z repliki dosłownie każdego fps’a, pozostając często na krawędzi możliwości danego materiału. A niejednokrotnie tą krawędź przekraczając, głównie dzięki zastosowaniu niewielkich usprawnień w oryginalnych projektach. W dalszej części artykułu poznacie takiego właśnie snajpera.

AK 74, którego sprzedałem, ponieważ wkurzały mnie magazynki, MP5 Kurtz, oraz UMP) w ciągu mej pięcioletniej przygody z tym sportem. Jeśli oczywiście nie liczyć zabawek, które jednakże podłożyły podwaliny pod moje hobby. Moja SL-9 (przyjmijmy, że będę takiej nazwy używał w dalszej części tego artykułu) zastąpiła w moim arsenale replikę MP5,

Czesio, bo pod takim nickiem znany jest szerszej rzeszy maniaków Airsoftu, jest postacią wyjątkowo charakterystyczną. Nie onże sam jednak najbardziej się wyróżnia ale narzędzie, którego podczas nich używa. Jego ulubioną repliką jest bowiem CA-8-2 Classic Army – niedoceniona replika snajperska.

r ó w n i e ż produkcji Classic Army. Dlaczego wybrałem właśnie tę konkretną replikę? Przyznam szczerze, że w wyborze tej repliki główną rolę grały kwestie estetyczne. Mówiąc w skrócie zaś – niesamowicie mi się ta replika podobała. Od kiedy pamiętam.

Co może nam Marcin (zwany Czesiem) powiedzieć na temat tego, jakże oryginalnego, designu? Replika CA-8-2 (będąca niedokładną kopią SL-9 Heckler&Koch) była moją drugą (mam jeszcze G36C 350 fps’ów JG do CQB, a miałem jeszcze chińskiego

Ze względu na fakt, iż była to replika broni snajperskiej, przydałoby się podnieść nieco jej moc. O ile na początku replika miała poniżej 400 fps’ow (320 fps), to już pierwszy serwis gwarancyjny spowodował przekroczenie tej magicznej granicy. Niestety, replika ta zbyt często gościła na serwisie bym mógł się nią spokojnie cieszyć. Wrodzona ciekawość oraz niezadowolenie z pierwotnej wadliwości mojej SL-9


popchnęły mnie do zapoznania się z obsługą oraz sposobem działania replik elektryczny. Niezadowolenie z działania repliki pokonało nawet strach przed utratą gwarancji na replikę ( mimo faktu, że miałem już niejakie doświadczenie w serwisie replik odkąd rozebrałem swoje MP5 Classic Army). Druga awaria zębatek popchnęła mnie do zrobienia delikatnego tuningu w jednym ze sklepów. Serwisanci osiągnęli moc 450 fps’ów. Replika nie działała idealnie, ale na szczęście naprawa tym

r a z e m ograniczała się do wyregulowania silnika. Na nieszczęście poprosiłem również sprzedawców o polecenie mi jakiejś dobrej lufy precyzyjnej o długości 650 mm i otrzymałem preckę firmy SRC. W tym jednak wypadku należałoby napisać słowo precka w cudzysłowie, ponieważ jej jakość zdecydowanie odbiegała od przyjętych norm dla luf precyzyjnych. Pojechałem z nowo zrobioną repliką na jeden z wyjazdów 48-godzinnych, gdzie podczas jednego z pierwszych starć zauważyłem, iż z lufy, podczas strzału, wydobywa się dziwny dym. Wyglądało to nawet fajnie, a wysoka wilgotność spowodowała, że to jej przypisałem powstanie tego dymu. Drugi dzień jednak przywitał nas wyśmienitą pogodą, po wcześniejszej wilgotności nie został nawet ślad, a moja replika wciąż zachowywała się, jakbym strzelał przy użyciu prochu. Udało się jednak doczekać końca imprezy i dopiero po przyjechaniu do domu stwierdziłem, że całkowicie wypaliła się powierzchnia, którą lufa była pokryta od wewnątrz chromem.

Dalsza część mojej przygody z Sl-9 to praktycznie nieustający tuning. A że ludzie zaczęli mi już wtedy znosić swoje repliki na serwis, to przy okazji zakupów na ich potrzeby, kupowałem również dla siebie. Ze względu na spore kwoty, jakie wydawałem, mogłem dogadać się z jednym ze sklepów i otrzymałem znacznie niższe ceny. Pozwoliło mi to na zakup przynajmniej jednej nowej części w miesiącu w celu jej przetestowania. Każda więc nowość lądowała w mojej Sl-9 i sprawdzałem jakość ich wykonania, wytrzymałość i żywotność. Podówczas używałem głównie części Systemy, w tym i sprężyn, aczkolwiek po jakimś czasie ich jakość znacznie się pogorszyła i musiałem z tej firmy zrezygnować. Szczególnie sprężyny, które były prawdopodobnie przehartowane, ponieważ zaczynały się rozsypywać. Nie tylko zresztą u mnie, ale również u znajomych graczy. Przerzuciłem się wówczas na sprężyny Guardera, z których jestem na prawdę zadowolony. Na dzień dzisiejszy w mojej SL-9 zamontowana jest sprężyna Ultimate, którą testuję po zakupie. W tym momencie jestem z niej całkiem zadowolony, ponieważ chrono pokazało dokładnie taką moc, jaką powinna mieć według danych producenta. Jedną z najważniejszych części, jakie działają w replikach elektrycznych, są zębatki. W tym jednak przypadku zostałem przy zębatkach Super Torque Up Classic Army, ponieważ ich stosunek jakości do ceny był więcej niż zadowalający. Jedyny mankament, jaki można zauważyć podczas ich użytkowania, to przekręcający się wieloklin przy bardzo dużych obciążeniach. Taka zębatka musi być później zespawana, żeby można jej było normalnie używać. O dziwo w mojej replice siedzi obecnie lufa precyzyjna marki Mad Bull 650 mm, niespecjalnie polecana przez większość snajperów airsoftowych. Mnie jednakże trafiły się tylko dwie lufy tej firmy, które były wadliwe. A trzeba wziąć pod uwagę, że montuję tych luf w różnych replikach na prawdę sporo. 65


Ekstremalna Pasja Jednego, czego nie polecam, to silniki systemy, ponieważ spaliłem ich trzy, zanim doszedłem do wniosku, że są zbyt delikatne do obciążeń, jakie mam w replice i potrzebują zabezpieczenia w postaci Mosfetu. Prowadnica sprężyny ważne, żeby nie była stożkowa oraz przelotowa, tzn. nie może być pełna. Obecnie posiadam prowadnicę firmy Ultimate, z której jestem zadowolony. Wcześniej siedziała tam prowadnica Systemy i nie stwierdziłem żadnych problemów podczas jej użytkowania. Jeśli chodzi o tłoki, to moja SL-9 przemieliła ich rzeczywiście mnóstwo. Najbardziej jednak sprawdził się w niej aluminiowy tłok Systemy. Co prawda ma on tendencję do ścinania swych zębów, aczkolwiek tylko tylko do pewnego momentu. Po tych pierwszych, drobnych ścięciach, nie stwierdziłem dalszych ubytków na zębach tłoka. Bardzo dobre są również plastikowe tłoki JBU z metalową listwą, które testowałem też przez dłuższą chwilę. Nieco gorsze, aczkolwiek też bardzo satysfakcjonujące, są nowe tłoki Big Dragona z metalową listwą.

których odchodziło chromowanie od materiału. Głowice cylindra polecam Systemy lub Classic Army, w żadnym wypadku Deep Fire, ze względu na ich wadliwość.

Jeśli chodzi zaś o głowicę tłoka, to polecam aluminiową Bore-up ICS’a. Jest to, moim zdaniem, najlepszy wybór do mocnych tuningów. Należy jedynie dobrać dobrego o-ringa do tej głowicy. Przy doborze cylindra do tego typu tuningów polecam cylinder pełny, czyli nie posiadający żadnych otworów na powierzchni. Zdecydowanie pełne sprężenie jest potrzebne przy długich lufach, co właśnie ma zapewnić cylinder pełny. Nie polecam w tym wypadku cylindrów Bore-up ICS’a, ponieważ spotkałem już kilka z

1. Silnik – Chiński silnik krótki z replik A&K i tym podobnych. Silniki te są niesamowicie mocne i bardzo wytrzymałe. Ciągną praktycznie każdą sprężynę, a i cena jest bardzo przyzwoita. 2. Zębatki – wspomniane już wcześniej Super Torque Up Classic Army, ale trzpienie zębatek należy wymienić na dłuższe tak, aby opierały się na całym łożysku i nie miały luzów. 3. Sprężyna – Guarder M170 4. Gumka HU – fioletowa gumka firmy Prometheus 5. Komora HU – produkt firmy Pro-Win, aczkolwiek tu występuje czasami loteria, zapewne ze względu na kwestię kontroli jakości. 6. Łożyska – kulkowe 7 mm Classic Army, King Arms 7. MOSFET Gate 4004 AB 8. Prowadnica – Ultimate łożyskowana do GB v3 9. Tłok – aluminiowy Systemy, plastikowe JBU 10. Głowica tłoka – aluminiowy tłok Bore-up ICS 11. Cylinder – pełny, np.

Wskazania chrono repliki CA-8-2 po modyfikacjach

Komory Hop-up należy dobierać pod jednym kątem, tzn, musi, lub też powinna być, metalowa. Jest to podyktowane chronicznym urywaniem się zaczepów komory w jej wersjach plastikowych. Niestety, obecnie nie ma zbyt dużego wyboru wśród komór metalowych, więc trzeba takową upolować. Kompletny koszt złożenia takiej repliki jak moja, z pełnym tuningiem do 600 fps’ów, to około 2700 PLN. Przyjmując oczywiście, że koszt repliki to około 1200 PLN. Sam tuning więc może zamknąć się w kwocie 1500 PLN. Poniżej prezentuję spis części, jakie należy wymienić, żeby uzyskać moc oraz celność, jaką posiada moja SL9.


Systemy 12. Głowica cylindra – np. Bore-up Classic Army lub Systema 13. Dysza – Bore-up Classic Army Marcin „Czesio” Dudek Jeśli ten tekst nie do końca wyjaśnił Wam, jak można przerobić replikę z GB v.3 na pełnoprawną snajperkę, Marcin zadeklarował, że wyjaśni wszystkie wątpliwości. Wystarczy napisać do niego na adres: dudek_marcin1@o2.pl.

67


Garand Historia

M1 Garand – karabin przełomu. Historia powstania

Jest na świecie jedynie kilka konstrukcji, które w historii zapisałem się jako przełomowe. Kilka z nich również miało możliwość uczestniczyć bezpośrednio w przełomowych wydarzeniach, kształtując je za pomocą swej nowatorskości. Jednym z takich karabinów był amerykański M1 Garand. Karabin, który pojawił się w momencie, kiedy historia zmieniła całkowicie swój bieg i miał możność wpłynąć na losy milionów. Co jeszcze ważne – jego podstawowa konstrukcja, wykorzystana w kolejnych modelach broni palnych, towarzyszy nam po dziś dzień. uż na początku wieku XX Armia Amerykańska z pokonaniem konkurenta i to on został zwycięzcą zaczęła interesować się bronią samopowtarzalną. postępowania konkursowego. 4 lutego 1932 roku Powodów było kilka, ale do tych najważniejszych komisja wydała swą aprobatę i model ten skierowano należały: szybkość działania i łatwość obsługi w wa- do produkcji. W międzyczasie poprawiono projekt runkach pola walki. wersji 30-06 i ponownie go poddano testom, które Pierwsze testy nowego systemu rozpoczęto w 1911 zakończyły się sukcesem. Powiadomiony o wynikach roku i kontynuowano podczas całego okresu trwania Szef Sztabu Armii, generał Douglas McArthur, który I Wojny Światowej. Poważne prace nad samopowtar- nie był zwolennikiem redukcji kalibru w nowym karazalnym karabinem dla armii amerykańskiej binie, zadecydował w wstrzymaniu prac nad wersją rozpoczęły się w roku 1919, kiedy najwyższe .276 i przesunięciu wszystkich zasobów do produkcji d o w ó d z t w o wersji o większym kalibrze. stwierdziło, bazując na W maju 1933 roku pierwszych 75 sztuk doświadczeniach minprzekazano do tesionej wojny, że nabój tów. Podczas w podówczas używanym karabinie ich trwania M1903 jest zdecydowanie za silny w warunkach normalnego pola walki. W tym samym roku fabryka Spriengfielda, założona jeszcze przez Georga Washingtona, przyjęła na stanowisko cywilnego inżyniera młodego entuzjastę w y k r y t o – Johna C. Garanda. Rozpoczął on wkrótce prace nad kilka problemów, nowym typem karabinu samopowtarzalnego. które zostały następnie Jego pierwszy prototyp, oznaczony jako M1922, był rozwiązane przez Garanda gotowy w roku 1924. Tym pierwszym modelem był, i jego zespół. Karabin było posiadający odtylcowy mechanizm spłonkowy, kara- gotowy do standaryzacji i wprowadzenia do bin kalibru .30-06. Po nierozstrzygniętym konkursie masowej produkcji. Pierwszy seryjny model na karabin samopowtarzalny, Garand przystąpił do ujrzał światło dzienne 21 lipca 1937 roku. ulepszenia swego projektu, w wyniku czego powstał Służba karabinu M1 Garand trwała niemalże model oznaczony M1924. Kolejne próby, przeprow- 30 lat. Dopiero w roku 1965 został on kompletnie adzone w 1927 roku, przyniosły średnie wyniki, ac- zastąpiony przez swego następcę – M14. Do tego czas zkolwiek Garand zaprojektował w ich wyniku model wyprodukowano około 5,4 miliona egzemplarzy tej strzelający nabojem kalibru .276. Rok później, w broni. Do dzisiaj cieszy się ona popularnością wśród wyniku prób, Armia i Kawaleria wskazały na projekt kolekcjonerów oraz organizatorów pokazów wojsM1924 kalibru .30-06 jako bardziej preferowany od kowych. modelu o mniejszym kalibrze. Specyfikacja: Projekt Garanda znalazł się w finale postępowania przetargowego wraz z karabinem T1 Pedersena na Nabój: .30-06 Springfield (7.62 x 63mm), wiosnę 1931 roku. Niestety, w wyniku pęknięcia Pojemność magazynka: 8 naboi w łódce, umieszczamka podczas testów, odrzucono wersję zasilaną zanej w wewnętrznym magazynku nabojem 30-06. Drugi z projektów Garanda, zasilany Prędkość wylotowa: 2750-2800 stóp (850 metrów) słabszym nabojem, nie miał jednakże problemów na sekundę

J


Zasięg skuteczny: 540 metrów Szybkostrzelność: 16-24 pocisków/minute Waga: 4,3 kg Długość: 110 cm Długość lufy: 61 cm Akcesoria dodatkowe: bagnet M1905 lub M1942, granatnik

John C. Garand stał się ikoną amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego. Oczywistą ironią jest fakt, że jak wielu innych wynalazców czy naukowców, Garand nie był Amerykaninem. Jego miejscem urodzenia znajdowało się 30 kilometrów od Montrealu, gdzie jego rodzice prowadzili farmę, a jego pochodzenie do końca zdradzał francusko-kanadyjski akcent. Urodził się jako siódme z czternaściorga dzieci, co zapewne wpłynęło na fakt, że szybko przyszło mu się usamodzielnić. Już w wieku lat 12 pracował zarobkowo jako zamiatacz oraz szpulowy w fabryce tekstyliów w New England. Z tego okresu pozostało mu uwielbienie wszelkiego rodzaju maszyny. Wszystkie nieliczne przerwy, kiedy szpule zapełniały się nićmi, spędzał w parku maszynowym, przypatrując się naprawą sprzętu. Jego zamiłowanie do mechaniki zaowocowały, już w rok po rozpoczęciu przez niego pracy, własnym patentem – nowym typem śruby. Zaraz po tym, jak młody John zaczął zarabiać, rozpoczął również oszczędzać na zakup karabinu. Z jednym ze swoich braci całymi dniami oglądał katalog wysyłkowy z bronią, by ostatecznie zamówić karabin Winchester .32-30. Wprawiali się później na okolicznych wzgórza w strzelaniu, płosząc przy okazji farmerom ich owce. W wieku 18 lat Garand b y ł j u ż wykwal-

było jego największym hobby – bronią palną. Zadowolenie Johna był tak duże, że większość dochodów ze strzelnicy przeznaczył na naboje do swojego karabinu, ćwicząc się nieustannie w strzelaniu. Kolejnym zajęciem młodego jeszcze Garand, była praca w fabryce narzędzi na Rhode Island. To właśnie w Providence, do którego przeprowadził się po otrzymaniu wspomnianego zajęcia, złapał kolejnego bakcyla – wyścigi na motocyklach. Skonstruowany prze niego silnik pomógł mu nawet wygrać kilka wyścigów na terenie Nowej Anglii. Po drodze uprawiał również łyżwiarstwo, ale nigdy żadne nowe hobby nie wzięło góry nad jego zamiłowaniem do broni. Wczesne lata Pierwszej Wojny Światowej zastała Garanda w Nowym Yorku, gdzie pracował w fabryce wyrobów precyzyjnych na Manhatanie. To właśnie tam, podczas jednej z nocnych sesji, kiedy przygotowywał się do kolejnych lekcji (uzupełniał wówczas swoje wykształcenie), przeczytał w lokalnej gazecie o problemach rządu w znalezieniu satysfakcjonującego karabinu maszynowego dla jednostek walczących w Europie. Nie bardzo był w stanie zrozumieć, dlaczego taki problem istnieje, więc usiadł i zaprojektował taki karabin samodzielnie. Gotowe rysunki włożył do koperty a następnie wysłał ją Dowództwa Marynarki Wojennej w Waszyngtonie. Na odpowiedź nie czekał długo. Eksperci w stolicy byli zainteresowani jego pomysłem i zaprosili go do Waszyngtonu na konferencję. Spotkanie zakończyło zaoferowaniem mu stanowiska projektanta w Biurze Standardów i możliwością przygotowania działającego prototypu karabinu maszynowego, który zaprojektował. Pomimo faktu, że zarobki na oferowanym stanowisku było o połowę mniejsze, Garand przyjął propozycję. W międzyczasie wojna w Europie skończyła się i zniknęło zapotrzebowanie na karabin maszynowy. Pojawiła się jednak nowa propozycja – stworzyć projekt samopowtarzalnego karabinu, mającego zastąpić wysłużonego Springfielda M1903. Było rok 1919, a już pięć lat później powstał prototyp karabinu, znanego później jako M1 Garand.

źródło: Popular Science, Grudzień 1940.

ifikowanym mechanikiem. W ramach dorywczej pracy postanowił założyć z bratem strzelnicę, mającą nie tylko wspomóc jego budżet, ale również przynieść satysfakcję z pracy z tym, co 69


Zapomniany Mistrz

Zapomniany mistrz

Każda nacja ma swoich bohaterów. Tych z zamierzchłej przeszłości i tych, którzy brali udział w wydarzeniach nam współczesnych. Zaawansowane umiejętności i predyspozycje, często ujawniające się w newralgicznych momentach, stanowiły o wyjątkowości tych jednostek. W przypadku snajperów jednostkowe traktowanie nabiera specjalnego znaczenia. Ci ludzie, głównie samotnicy, w momencie osiągnięcia mistrzostwa w swym rzemiośle, rzadko kiedy pozostają zapomniani. Sytuacje takie jednak się zdarzają. Dokładnie taka miała miejsce w przypadku sierżanta Adelberta „Berta” Waldrona III – najlepszego amerykańskiego snajpera w historii.

U

rodzony 14 marca 1933 roku w Syracuse (stan Nowy York). W wieku lat 20 zaciągnął się do marynarki wojennej, gdzie służył do roku 1965, kończąc jako podoficer klasy E5. Trzy lata później, w maju 1968 roku, Waldron zaciągnął się ponownie, wybierając tym razem Armię, nie Marynarkę. Pozostawiono mu stopień, którego dosłużył się podczas swojego poprzedniego przydziału w US Navy i skierowano do Kompanii B 3 Batalionu 60 Pułku Piechoty, wchodzącego w skład 9 Dywizji Piechoty stacjonującej w Wietnamie. Tego samego roku również sierżant Waldron został skierowany na Daleki Wschód gdzie, jako strzelec wyborowy, został skierowany do szkoły dla snajperów, zorganizowanej na miejscu przez członków AMU (Army Marksmanship Unit czyli Jednostki Strzelców Wyborowych Armii)

za błogosławieństwem dowódcy Dywizji – generała Ewell’a. Po zakończeniu szkolenia sierżant Waldron, już jako snajper, został skierowany na teren Delty Mekongu, gdzie operowała jednostka MRF (Mobile Riverine Force – Rzeczne Siły Mobilne), w skład których, jako jedyna jednostka US Army, wchodziła 9 Dywizja. „Bert”, jak nazywali go koledzy z oddziału, rozpoczął swą służbę na łodziach, których zadaniem było oczyszczenie Delty z partyzantki komunistycznej oraz likwidacja szlaków przerzutowych. Tereny te były jednym z najniebezpieczniejszych miejsc ówczesnego Wietnamu, rojącym się od wrogich jednostek oraz, ze względu na bujną szatę roślinną, wyjątkowo trudnym do prowadzenia działań. Już na początku roku 1969 Waldron miał na swoim koncie 109 potwierdzonych trafień, co czyniło go najskuteczniejszym snajperem w historii amerykańskiej wojskowości. Wynika z tego, że świetnie poradził sobie we wspomnianych wyżej warunkach, a z niedogodności uczynił sposobność. Unikalny był fakt, że Waldron służył w US Army, a nie jak miało to miejsce w przypadku zdecydowanej większości snajperów tamtego konfliktu – w Marines. Zupełnie różna była również broń, której używał. Podczas, gdy strzelcy Piechoty Morskiej używali karabinów powtarzalnych, Waldron używał przerobionego karabinu M14 – oznaczonego jako M21. Ta konkretna wersja, w łącznej liczbie 1435 sztuk, została specjalnie przygotowana przez firmę Rock Island Arsenal do pełnienia funkcji karabinu snajperskiego i wyborowego. W skład zestawu wchodził, poza samym karabinem, celownik Leatherwood 3x-9x ART oraz zawieszenie M1907. Karabin w tej wersji pozwalał skutecznie strzelać na odległość do 800 metrów (według danych producenta), przy użyciu standardowej amunicji M118, o kalibrze 7,62 NATO. Do karabinu przystosowano później również celownik noktowizyjny firmy Starlight oraz tłumik


dźwięku. Wszystkie te akcesoria były używane z powodzeniem przez sierżanta Waldrona podczas jego służby w Delcie Mekongu. Znany jest nawet przypadek, kiedy jednej z takich nocy „Bert” uzyskał 9 potwierdzonych trafień. Przypisuje się mu również jeden z bardziej słynnych strzałów, który następnie stał się niemal mityczny w tym zamkniętym kręgu. Pewnego ranka, podczas patrolowania rzeki na łodzi typu Tango, jednostka została ostrzelana przez nieprzyjacielskiego snajpera. Wszyscy żołnierze zaczęli rozglądać się w poszukiwaniu strzelca, który znajdował się na brzegu w odległości ponad 900 metrów od łodzi, sierżant Waldron sięgnął po swój karabin snajperski i, jednym strzałem, zlikwidował snajpera Vietcongu, strzelającego z czubka palmy kokosowej. Było to o tyle trudniejsze, że Waldron strzelał z wciąż poruszającej się łodzi. Odznaczony Srebrną i Brązową Gwiazdą oraz dwoma Krzyżami za Wybitną Służbę, zakończył swoją turę w Wietnamie i został przeniesiony do Jednostki Strzelców Wyborowych Armii jako starszy instruktor, gdzie służył do demobilizacji w 1970 roku. Pracował później dla byłego oficera CIA oraz najemnika, Mitchella WarBella III, w jego prywatnej szkole treningowej, znanej jako „Farma”, w charakterze instruktora strzelectwa. Zmarł 18 października 1995 roku w Kalifornii - w wieku 62 lat.

71


w bastępnym numerze

Jacek “Dexter” Reiter

Marta Oziębłowska

Redaktor działu Under the Burlap. Miłośnik karabinów sprężynowych. Urodzony snajper, ale gra w CQB. Idealny jako OpForce.

Redaktor słoweńskojęzyczny.

Marcin “Mirra” Dudojć

Małgorzata Dobecka

Maniak Airsoft’u od 2004. Jest również miłośnikiem herbatki o piątej po południu i wszystkiego co brytyjskie.

Redaktor francuskojęzyczny.

Michał “Magnus” Kasiński Redaktor anglojęzyczny. Do niedawna mieszkaniec Wysp. Sprzedał swą duszę siłom specjalnym.Miłośnik GROMu i SASu. Paweł Fabisiak Redaktor niemieckojęzyczny. Wielki miłośnik historii, szczególnie tej drugowojennej. Uwielbia wycieczki i wspinaczkę górską. Andrzej Walaszek Redaktor bułgarskojęzyczny. Zapalony militarysta i historyk. Połknął pierwszego bakcyla airsoftowego.

Joanna Bartz Redaktor rosyjskojęzyczny. Miłośniczka słowiańskiej duszy i filmu. Niespokojny duch żądny wiedzy.


K

W następnym numerze między innymi:

olejnym przystankiem na naszej mapie stylizacji będzie Półwysep Apeniński. Zapoznamy się bliżej z Armią Włoską oraz jej jednostkami – głównie specjalnymi. Dokonamy również porównania mundurów w kamuflażu Vegetato, obecnie używanego przez Włochów. Recenzja będzie dotyczyła munduru kontraktowego oraz kopii, co pozwoli nam spojrzeć na różnice w ich wykonaniu. Znajdzie się również sporo miejsca na testy replik. Tym razem będziemy mieć sposobność opisać replikę izraelskiego Galila, o którym mogliście przeczytać w pierwszym numerze OpForce Magazine. Będzie również druga część testu kamer sportowych. Tym razem przedstawimy Wam produkt z najwyższej półki – kamerę VholdR Contour HD. Wypatrujcie następnego numeru, ponieważ wyżej wspomniane atrakcje nie będą jedynymi, które dla Was przygotowaliśmy. Pamiętaj, że zawsze możesz dołączyć do załogi OpForce Magazine. Jeśli jesteś miłośnikiem militariów, masz coś ciekawego do powiedzenia na temat wojskowości, airsoftu itp. napisz do nas na adres: tomasz.niwinski@opforcemagazine.com. Do głównych zadań zatrudnionej osoby będzie należało: * przygotowywanie artykułów na dany temat * wyszukiwanie informacji * pozyskiwanie informacji ze źródeł osobowych * samodzielne przygotowanie materiałów na tematy zbieżne z wydawanym numerem * dbałość o rzetelność i dokładność informacji do przygotowywanych artykułów Od kandydatów oczekujemy: * samodzielności i inicjatywy w dążeniu do realizacji celów * skuteczności i konsekwencji w działaniu * umiejętności analitycznego i logicznego myślenia * odpowiedzialności i komunikatywności * dobrej organizacji pracy * operatywności, kreatywności i niekonwencjonalnych pomysłów * umiejętności pracy w zespole i pod presją czasu * znajomości pakietu Open Office * zamiłowania oraz wiedzy na temat militariów i/lub Airsoftu * pasji dziennikarskiej

Kontakt: Redakcja: Redaktor: Tomasz Niwiński tomasz.niwinski@opforcemagazine.com Redaktor działu Under the Burlap: Jacek Reiter dexter@opforcemagazine.com Reklama: reklama@opforcemagazine.com Newsy: news@opforcemagazine.com Konkursy: konkurs@opforcemagazine.com

Mile widziane będą: * wcześniejsze publikacje na temat militariów i/lub Airsoftu * doświadczenie w stosowaniu słowa pisanego * mile widziani studenci kierunków humanistycznych Dziennikarstwa, Filologii Polskiej, PR, Historii. Oferujemy: * możliwość uczestniczenia w niebanalnym projekcie * zdobycie międzynarodowego doświadczenia * możliwość stałej współpracy

73


OpForce Magazine Issue 4  

Czwarty numer OpForce Magazine