Page 1

Ludzie i my Bohaterem dramatu jest Sam (Chris Pine), który postanawia wziąć udział w uroczystościach pogrzebowych ojca. Tam, nieoczekiwanie dowiaduje się o romansie ojca i dziecku, które miał z inną kobietą. Po ogłoszeniu testamentu, zobowiązany zostaje do przekazania 150 tysięcy dolarów uzależnionej od alkoholu siostrze (Elizabeth Banks). Młody mężczyzna nie zdradzając kim naprawdę jest, postanawia odwiedzić krewną. DreamWorks Pictures, producent filmu "Służące", przedstawia pełen humoru film obyczajowy "Ludzie jak my", w którym główne role zagrali Chris Pine ("Star Trek"), Elizabeth Banks ("Igrzyska śmierci"), Olivia Wilde i wielokrotnie nagradzana Michelle Pfeiffer. Sam (Pine) to dwudziestokilkuletni wygadany sprzedawca. Nie udaje mu się podpisać umowy z kontrahentem, a w dodatku tego samego dnia nagle umiera jego ojciec. Sam niechętnie jedzie do rodzinnego domu na odczytanie testamentu i ponowne zjednoczenie się z rodziną. Na miejscu odkrywa tajemnicę, która wywróci jego świat do góry nogami - ma 30-letnią siostrę, o której istnieniu nie wiedział. Ludzie jak my to ciepły i wzruszający film inspirowany prawdziwymi wydarzeniami, w którym każdy odnajdzie cząstkę siebie. Wiele jest pytań, a mało odpowiedzi Więc ja jestem istotą, która nieustannie bredzi Ujścia z koryta rzeki życia szukam nadaremnie Ty budzisz się z nią w nocy - to nie jest przyjemne Lecz życie to nie tylko gry egzystencjonalne Na co dzień me ucho stale pytaniem kalane Czemu Ascetoholix? słowo średniowiecza? Umysł swój otwieram i odpowiedź ci streszczam Ascetoholik pała żądzą dystansu By nigdy nie wpaść w objęcia konwenansów Który kruchością fajansów, choć czasami się odznaczy


To ja staram się nie zbaczać i umysłu nie wypaczam Wielu mi nie wierzy, oszukuję - twierdzą A ja świata nie chcę oddać takim nie są jak oni Szanuję ich, ale nie chcę ich gonić Wiecie o czym mówię, chcę swego bronić Chcę jeszcze złapać oddech, poznać różne twarze życia I jego odsłonami się zachwycać Może kiedyś przyjdzie pora na drzewo i na syna Teraz muszę działać nim zapadnie kurtyna

Hip-H.O.P. wiesz co jest grane Swoboda wyrażenia bez zakazów, bez kajdanek To nie jest majeranek w worku za trzydzieści złotych opchnięte W dupie mam elementy traktowane tak jak trendy Uprawiane bez wiedzy, bo tak robią koledzy Wypisane na murach jakieś tezy niepewne Jak flagi na wietrze bardzo zwiewne Potencjały ujemne traktujące to wszystko na skróty Krok wciera się pod buty, a nie słyszał nawet hip-hopowej nuty Więc teraz może przejdę do konkretów Nie mieszaj mi ascetów z tym zjawiskiem Nasza muza nie zduszona naciskiem


Chcesz przeczyć to pakuj swą walizkę

Wchodzi sędzia z gwizdkiem, moje oko jak raz błyskiem i grzmotem Ty jesteś między kowadłem, a młotem Nie wiesz co było i będzie potem Zlane czoła, ej asceta - ktoś tam woła Krzywi mordę, bo mam doła Chcesz porozmawiać chcesz mnie uzdrawiać Pójdziesz dalej i będziesz obmawiać A ja głowę mam nadstawiać za fałszywych drani Nie zginę w otchłani tych którzy są zakłamani Na ławce siedzicie między nami Kameleony co jeden to bardziej nawiedzony Nazwą mojego stylu rozbawiony, ale kto jest oświecony? (no kto? no kto?)

Bo kto jest odurzony fałszywy w działaniu Ten nie znajdzie u mnie wsparcia i nadziei dotarcia Do takich nie wrócę, maszyny nie do zdarcia Raczej do wymarcia to gatunek przeznaczony Chcą być szanowani lecz ich język rozmarzony Morda pełna cienia i zazdrości Jak nie mam być wkurwiony jeśli oczkiem mruga, czegoś potrzebuję Po miesiącu z gnojem w furze słowem, gestem mnie linczuje


Inna okładami zachłyśnięta z kasy taty robi skręta Nie pamięta spuszcza głowę, on przeklęta Droga twoja to równia pochyła Nie wiesz, że tam w dole każdy się rozbija nie odbija? Tak jak oni i one chcę zdobywać górę życia Lecz nie po trupach bez chęci wybicia Za wszelką cenę walić wrogów w ciemię składać Bogu dziękczynienie

Widzę więcej niż ty możesz zobaczyć Zresztą co będę tłumaczyć Nic nie mówisz, nic nie kumasz Trudno i tak naprawdę wolisz plastikowe gówno Dla mnie to jest zbyt proste Ja bez ciebie wyrosnę, będę miał swoją szansę, swoją wiosnę Zanim zgasnę, jeden temat jeszcze drasnę o płci przeciwnej Nie przejmuję się śmiechem głupiej i naiwnej Dziwki, blachary na gietę i stanówcie ofiary Nie potrzebne okulary żeby zauważyć rozjebane wary pokryte tuszem Trzymajcie swe komórki w górze Dobrym słowem wam dziś służę Mrugam okiem, dyskoteki zajebistym widokiem Nic już więcej nie powiem, resztę zostawiam tobie byś się zastanowił


Jedno wiem nadal będę to robił

Ludzie i my